PCP: Program Czyste Powietrze wymaga pilnych korekt i wsparcia ze strony banków

Związku PCP apeluje o wdrożenie rozwiązań naprawczych w programie Czyste Powietrze i uruchomienie dodatkowych operatorów bankowych.

Wielomiesięczne opóźnienia w wypłatach dotacji wciąż obciążają beneficjentów i rzetelnych wykonawców, a wdrażanie nowej odsłony programu przez samorządy nie działa lub zawiera szereg nieprawidłowości – alarmuje Związek Pracodawców Czystego Powietrza (PCP).

Związek PCP zwraca uwagę na utrzymujące się, znaczne opóźnienia w wypłatach końcowych w ramach programu Czyste Powietrze.

Z dużym niepokojem obserwujemy rosnące zaległości w wypłatach dotacji, które według naszych danych sięgają nawet sierpnia ubiegłego roku. Tak długie przestoje nie powinny mieć miejsca w programie o strategicznym znaczeniu dla transformacji energetycznej Polski, generują bowiem nieproporcjonalne obciążenia zarówno dla beneficjentów, jak i dla firm wykonawczych twierdzi Mariusz Dąbek, prezes Związku PCP.

Związkowcy podkreślają, że program Czyste Powietrze jest jednym z najbardziej złożonych przedsięwzięć wdrożeniowych w Polsce, z uwagi na ogromną liczbę realizowanych inwestycji, szeroką sieć interesariuszy oraz wyzwania systemowe, odziedziczone po jego wczesnym etapie rozwoju. Tym bardziej zasadne jest oczekiwanie sprawnej, konstruktywnej współpracy instytucji zarządzających programem – zarówno wewnętrznie, jak i z partnerami zewnętrznymi – nad pilnym opracowaniem realnego scenariusza wychodzenia z zaległości oraz skutecznego zarządzania ryzykiem operacyjnym.

Przedstawiciele Związku PCP twierdzą, że cała branża wykonawcza ponosi skutki błędów systemowych i przypadków nadużyć, które można było wcześniej zidentyfikować i wyeliminować. W rezultacie wielu rzetelnych wykonawców znajduje się dziś w bardzo trudnej sytuacji płynnościowej, a beneficjenci – zamiast cieszyć się komfortem cieplnym i niższymi rachunkami – mierzą się z przedłużającym się stresem związanym z brakiem rozliczenia inwestycji.

Rodziny modernizujące swoje domy są zdezorientowane i sfrustrowane. Nie oczekujemy taryfy ulgowej, ale systemu, który nie penalizuje uczciwych wykonawców. Dziś rzetelna praca spotyka się z systemowym opóźnieniem. To musi się zmienićmówi Aleksandra Piotrowicz-Przyłuska, wiceprezeska Związku PCP.

Dodatkowo Związkowcy zauważają, że wdrożenie nowego modelu z udziałem gmin jako operatorów programu budzi poważne zastrzeżenia.

Z docierających do nas sygnałów wynika, że w wielu przypadkach samorządy zmagają się z poważnymi brakami kadrowymi i kompetencyjnymi. Odnotowujemy też pierwsze sygnały o nieprawidłowościach, takich jak uznaniowe oskarżenia pod adresem uczciwych wykonawców, czy nieformalne preferowanie konkretnych, lokalnych firm, często znanych osobiście pracownikom urzędów. To niszczy sens i ideę programu – dodaje Wiceprezeska.

Doceniając intencję wzmacniania lokalnej przedsiębiorczości w tym programie, Związkowcy podkreślają, iż sposób wdrażania takiego podejścia powinien pozostawać w zgodzie z zasadami równego traktowania i przejrzystości, jak również z duchem programu Czyste Powietrze i oczekiwaniami NFOŚiGW. Z nadzieją oczekują więc uruchomienia dodatkowych operatorów, w szczególności banków, które mogą wnieść do programu niezbędną sprawność, przejrzystość i stabilność operacyjną.

Rozumiemy złożoność i skalę wyzwań programu, ale sytuacja, w której odpowiedzialne firmy i tysiące beneficjentów ponoszą konsekwencje systemowych opóźnień, jest nie do utrzymania. Apelujemy o szybkie działania, partnerską współpracę i pilne uruchomienie operatorów bankowych w nowej odsłonie programukomentuje Mariusz Dąbek. – Nie możemy zgodzić się na uznaniowe eliminowanie wykonawców spełniających programowe warunki – potrzebujemy transparentności i równego traktowania.

Związek PCP deklaruje gotowość do merytorycznej współpracy i dyskusji nad konkretnymi rozwiązaniami – w tym nad przyspieszeniem wypłat, uproszczeniem i ujednoliceniem procesu oceny wniosków końcowych oraz przywróceniem równowagi pomiędzy kontrolą a sprawnością operacyjną systemu.

Redukcja kosztów priorytetem dla 87% działów prawnych – technologia ma pomóc, ale nie AI

0

Wyniki badania EY – General Counsel Study – wskazują, że geopolityka (76%), środowisko regulacyjne (75%) i postęp technologiczny (74%) to trzy główne wyzwania stojące przed działami prawnymi. Rosnąca presja na znajdywanie odpowiedzi na coraz bardziej kompleksowe zagadnienia stojące przed przedsiębiorstwami wymusza ewolucję sposobu funkcjonowania. Ten proces jest jednak hamowany przez ograniczenia budżetowe – aż 87% ankietowanych liderów obszarów prawnych w firmach wskazywało redukcję kosztów jako priorytet. Sytuacja powinna jednak ulegać zmianie, gdyż 83% respondentów przewiduje wzrost dostępnych zasobów finansowych w perspektywie kolejnych 12 miesięcy.

Rosnąca niepewność prowadzenia biznesu w bezpośredni sposób oddziałuje na funkcjonowanie działów prawnych. Stają one w obliczu rosnącej presji, aby rozwijać swoją wiedzę, szybkość i operacyjną sprawność niezbędną do radzenia sobie z coraz bardziej złożonymi sprawami. Jak wskazują wyniki badania EY – General Counsel Study – zmiany są warunkowane przede wszystkim przez geopolitykę (76%), zmienność środowiska regulacyjnego (75%) oraz postęp technologiczny (74%). Co ciekawego na zrównoważony rozwój wskazała nieco ponad połowa (54%) badanych.

Do tej listy należy jednak dołączyć również wyzwania o charakterze wewnętrznym. Główną barierą w tempie i zakresie wprowadzanych korekt w funkcjonowaniu działów prawnych są ograniczenia budżetowe. Aż 87% respondentów wskazało, że redukcja kosztów stanowi najwyższy priorytet. Sytuacja będzie jednak ulegała stopniowej poprawie, gdyż aż 83% ankietowanych liderów działów prawnych przewiduje wzrost posiadanych zasobów finansowych w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Najczęściej (43%) nie powinien on przekroczyć 10%, a kolejne 32% badanych przewiduje że będzie on wynosił pomiędzy 10 a 20%.

– W przypadku działów prawnych jak w soczewce widać jak zmienne stało się środowisko biznesowe. Równocześnie toczy się szereg dynamicznych procesów na płaszczyźnie technologicznej, regulacyjnej oraz geopolitycznej. Często pierwsze prośby o analizę wpływu na firmę kierowane są właśnie do działu prawnego. Stanowi to znaczące wyzwanie dla struktury organizacyjnej, która wymaga czasu na dostosowanie. Tego zaś brakuje, co sprawia że działy prawne coraz powszechniej sięgają po zewnętrzne wsparcie – mówi Zuzanna Zakrzewska, Partnerka Zarządzająca Kancelarią EY Law.

Technologia kluczem do sukcesu

Pomimo obecnych ograniczeń budżetowych, opracowywanie strategii technologicznych oraz wprowadzanie nowych rozwiązań pozostaje wysokim priorytetem. Aż 75% ankietowanych przedstawicieli działów prawnych twierdzi, że prowadzi w tym obszarze szereg aktywności. W ramach tego procesu działy prawne napotykają jednak bariery. Do najważniejszych należą problemy z nieuporządkowanymi danymi (52%) oraz niekompatybilnymi systemami prawnymi i biznesowymi (44%). Co jednak szczególnie ciekawe, tylko 25% respondentów wskazuje, że wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji stanowi wysoki priorytet dla działu prawnego, a 63% postrzega zwiększenie zakresu wykorzystywania technologii przede wszystkim jako szansę na lepszą kontrolę kosztów. Nie może więc dziwić, że najczęściej zakończony został proces wdrożeniowy wokół kwestii administracyjnych takich jak automatyzacja weryfikacji faktur (38%).

Znaczące wyzwania w tym obszarze potwierdzają wyniki ostatniej edycji badania – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jedynie 5% organizacji w naszym kraju, które realizują procesy implementacji narzędzi sztucznej inteligencji zdecydowało się je wdrożyć w obszarze compliance. Dla porównania przypadku obsługi klienta lub marketingu i analiz rynku ten współczynnik wynosi 41%. Może to wskazywać, że w przypadku kwestii prawno-proceduralnych dostępna technologia nie odpowiada w wystarczającym stopniu na wyzwania związane np. z koniecznością zachowania najwyższych standardów poufności danych.

– Dane wykorzystywane np. przez działy prawne mają często bardzo wrażliwy charakter. Sprawia to, że wdrożenie w tym obszarze narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji musi być przeprowadzone w sposób niezwykle ostrożny. Równocześnie należy pamiętać, że analiza aspektów prawnych w procesie implementacji AI jest jednym z kluczowych elementów całego procesu. Dotyczy to nie tylko obszaru AI Act, ale również kwestii ochrony danych osobowych, ochrony własności intelektualnej, cyberbezpieczeństwa. W efekcie żadne wprowadzenie narzędzi AI nie powinno się odbywać bez zaangażowania działów prawnych bez względu na sektor, w którym odbywa się wdrożenie sztucznej inteligencji – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Nawigacja w zakresie zgodności regulacyjnej i zarządzania ryzykiem

W obliczu niezwykle dynamicznie rozwijających się zagadnień, takich jak sztuczna inteligencja, ochrona danych i zrównoważony rozwój, obszar compliance stanowi priorytet dla większości działów prawnych (93%). Równocześnie monitorowanie zmian regulacyjnych w różnych jurysdykcjach (60%), przygotowywanie wykładni przepisów, gdy pozostają one niejasne (50%) oraz dostęp do danych potrzebnych do odpowiedniego zarządzania ryzykiem lub raportowania (48%) to jedne z głównych zgłaszanych barier w radzeniu sobie ze złożonością regulacyjną.

Wyniki badania wskazują również na znaczący rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami, a stanem faktycznym. Aż 81% respondentów oczekuje, że ich organizacja zwiększy inwestycje w obszarze zarządzania ryzykiem. Tymczasem tylko 49% posiada wypracowane odpowiednie procedury, a mniej niż 30% udokumentowało kluczowe elementy w tym obszarze.

Stwarza to możliwość dla działów prawnych, aby odegrały kluczową rolę w poprawie zarządzania ryzykiem, pomagając w stworzeniu większej przejrzystości działań i zgodności w przedsiębiorstwie. Tymczasem w czasie ostatnich 12 miesięcy jedynie 11% działów prawnych przeprowadziło rozmowy z kluczowymi interesariuszami w firmie, a 17% ustawiło procesy umożliwiające porównanie dojrzałości organizacyjnej na tle innych obszarów firmy.

– Działy prawne mają niepowtarzalną okazję, aby stać się kluczowymi partnerami w zarządzaniu ryzykiem w organizacjach. Wzrost znaczenia compliance nie tylko podkreśla potrzebę skutecznych procedur, ale także wskazuje na konieczność jeszcze ściślejszej współpracy między działami prawnymi a innymi obszarami przedsiębiorstwa. Przejrzystość działań oraz proaktywne podejście mogą nie tylko pomóc w spełnieniu wymogów prawnych, ale także w budowaniu zaufania wśród kluczowych interesariuszy. Niezbędne jest jednak podęcia w tym zakresie konkretnych działań, budujących wewnętrznie odpowiedni wizerunek działów prawnych – podsumowuje Magdalena Kasiarz, Partnerka i Liderka Zespołu Restrukturyzacji w Kancelarii EY Law.

Metodologia
Badanie – 2025 EY Law General Counsel study – zostało przeprowadzone na zlecenie EY przez Oxford Economics. Na jego potrzeby przebadano 1000 liderów obszarów prawnych w organizacjach o przychodach przekraczających 1 miliard dolarów. Reprezentowali oni 21 krajów oraz 7 sektorów gospodarki. Wyniki badania zostały wsparcie przez wnioski z pogłębionych wywiadów zrealizowanych z wybranymi liderami obszarów prawnych z całego świata. Badanie zostało przeprowadzone w okresie listopad 2024 – marzec 2025.

3500 dolarów za uncję złota. Inwestorzy uciekają od dolara

Wielkanocny tydzień przyniósł nowe rekordy na rynku złota, a we wtorek 22 kwietnia królewski metal dotarł do kolejnej, psychologicznej granicy, sięgając pułapu 3500 dolarów za uncję. Czy to dopiero początek? Sprawdzamy, co stoi za dynamicznym wzrostem ceny kruszcu.

Rynek złota nie przestaje zaskakiwać inwestorów. W przedświątecznym tygodniu cena kruszcu ustanowiła nowy rekord wszech czasów, przekraczając pułap 3300 dolarów za uncję. A najnowsze, poświąteczne informacje wskazują na kontynuację dynamicznego wzrostu. We wtorek 22 kwietnia 2025 roku cena złota dotarła do granicy 3500 dolarów za uncję, ustanawiając nowe, historyczne maksimum na poziomie 3499,95 USD/oz. Według Goldman Sachs, w połowie przyszłego roku kurs może dojść nawet do 4000 USD/oz.

Dodajmy, że już wielkanocny poniedziałek przyniósł gwałtowne zawirowania na rynkach i spadki na amerykańskiej giełdzie. Inwestorzy zareagowali w ten sposób na groźbę odwołania przewodniczącego Fedu Jerome’a Powella przez Donalda Trumpa. Szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej kolejny raz został w ostrych słowach skrytykowany przez prezydenta USA, który stwierdził, że Fed powinien obniżyć stopy procentowe, dodając, że “jeśli będzie tego chciał, Powell bardzo szybko odejdzie ze stanowiska”.

To spowodowało, że ceny złota osiągnęły w poniedziałek nowy rekordowy poziom, przekraczając 3385 dolarów za uncję, przy jednoczesnym spadku kursu dolara do najniższego poziomu od początku 2024 roku. Jak podkreślają analitycy szybki wzrost cen złota wskazuje, że rynki mają najmniej zaufania do USA niż kiedykolwiek, a komentarze prezydenta Trumpa spowodowały ucieczkę kapitału z amerykańskiego rynku akcji i obligacji oraz mocne osłabienie kursu dolara.

Warto przypomnieć, że kadencja Powella wygasa w maju przyszłego roku, a zgodnie z amerykańskim prawem przewodniczący Rezerwy Federalnej jest nieusuwalny przed jej zakończeniem, nie było też dotąd takiego precedensu w historii. Nie istnieje zatem żadna procedura, w myśl której prezydent USA może zdymisjonować szefa Fedu. Rynki odczytują więc te zachowania Donalda Trumpa jako rażącą presję na niezależność najważniejszego banku centralnego świata.

Wojna handlowa głównym katalizatorem wzrostów

Jednym z głównych czynników wpływających na rekordowe ceny złota w ostatnim czasie pozostaje eskalacja konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ostatnie decyzje administracji USA doprowadziły do nałożenia ceł sięgających nawet 245% na wybrane towary importowane z Państwa Środka. Choć Biały Dom później tłumaczył, że chodzi o „maksymalną możliwą stawkę” obejmującą tylko niektóre produkty, reakcje rynku były natychmiastowe.

Peter Schiff, znany amerykański analityk rynku złota, ostrzega, że obecna polityka celna może prowadzić do poważnych konsekwencji gospodarczych. Według niego, cła nakładane przez USA i odwetowe działania innych państw prowadzą do wzrostu cen, co skutkuje kryzysem inflacyjnym. To z kolei negatywnie wpływa na firmy, które w obliczu trudności zaczynają ograniczać inwestycje, co prowadzi do spadku produktywności i długoterminowych strat w gospodarce amerykańskiej.

Niepewność związana z wojną handlową wpływa również na decyzje banków centralnych. Podczas gdy Europejski Bank Centralny obniżył już stopy procentowe o 25 punktów bazowych, Jerome Powell stwierdził, że Fed będzie uważnie monitorował sytuację gospodarczą i na razie wstrzymuje się z obniżkami stóp procentowych ze względu na zbyt wiele zmiennych. To właśnie ta postawa spotkała się z krytyką ze strony Donalda Trumpa, który wezwał Powella do ustąpienia.

Chiny reagują na amerykańskie cła i kupują złoto

Władze w Pekinie koncentrują się obecnie na wzmocnieniu handlu wewnętrznego i stymulacji własnej gospodarki. Chiny, mimo nałożonych ceł, odnotowały w pierwszym kwartale 2025 roku wzrost PKB na poziomie 5,4%. Analitycy sugerują, że może to być krótkoterminowy efekt przyspieszonych zakupów dokonywanych przez amerykańskich importerów w obawie przed wprowadzeniem jeszcze wyższych ceł.

Odpowiedzią Pekinu jest też przyspieszona dywersyfikacja partnerów handlowych. Chiny aktywnie poszukują bowiem alternatywnych rynków i dostawców, co widać na przykładzie Brazylii, która znacząco zwiększyła swój eksport produktów rolnych do Państwa Środka. W rezultacie to właśnie Brazylia może okazać się jednym z głównych beneficjentów tej wojny gospodarczej.

W obliczu globalnej niepewności Chiny kontynuują strategię gromadzenia rezerw złota. Bank Ludowy Chin regularnie dokonuje zakupów kruszcu i oficjalnie je raportuje, choć niektóre analizy sugerują, że rzeczywista skala tych zakupów może być znacznie większa.

Równolegle rośnie też popyt ze strony chińskich obywateli i funduszy ETF. Jak podaje Światowa Rada Złota, chińskie ETF-y w marcu 2025 roku zainwestowały w kruszec ponad 770 milionów dolarów, zwiększając swój stan posiadania o 7,7 ton – łącznie do 138 ton złota.

Srebro z niedocenianym potencjałem

Coraz częściej mówi się również o niedoszacowaniu srebra. Choć jego cena pozostaje znacznie niższa od złota, rosnące zapotrzebowanie przemysłowe – szczególnie w sektorze odnawialnych źródeł energii – może wkrótce wywindować jego wartość. Popyt systematycznie przewyższa podaż, a producenci zaczynają szukać alternatyw dla drożejącego metalu, takich jak miedź.

Jednak zanim do tego dojdzie, srebro może doświadczyć znaczącego wzrostu wartości. Eksperci prognozują, że cena tego metalu będzie systematycznie rosła, „goniąc” złoto. Oczywiście nie oznacza to zrównania cen obu metali, ale może wskazywać na atrakcyjną okazję inwestycyjną dla osób rozważających dywersyfikację swojego portfela.

W obliczu rekordowych cen złota i rosnącego napięcia w relacjach handlowych między największymi gospodarkami świata, metale szlachetne pozostają atrakcyjnym aktywem dla inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Zarówno złoto, jak i srebro mogą stanowić istotny element zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego, szczególnie w czasach zwiększonej niepewności gospodarczej.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2025: mocny popyt, ograniczona podaż

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w I kwartale 2025 roku. Aktywność najemców zanotowała dwucyfrowy, bo 16-procentowy wzrost r/r. Wyższy popyt w połączeniu z ograniczoną realizacją nowych inwestycji skutkuje kontynuacją trendów spadkowych w dostępności powierzchni.

PODAŻ: nowa powierzchnia biurowa ograniczona do centrum

W I kwartale 2025 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niecałe 6,3 mln mkw.

Według szacunków Cushman & Wakefield warszawski rynek biurowy powiększy się w tym roku o ok. 135 000 mkw. w ramach pięciu budynków, które będą zlokalizowane wyłącznie w strefach centralnych. Ograniczenie realizacji nowych inwestycji do obszaru centrum, rozważne podejście najemców wobec zmiany siedziby oraz wyższe koszty budowy czy finansowania inwestycji sugerują, że stagnacja na rynku biurowym pod względem realizacji nowych inwestycji utrzyma się w najbliższych latach, tłumaczy Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

POPYT: mocny początek roku

Całkowita aktywność najemców w I kwartale 2025 roku wyniosła ponad 160 000 mkw., co mimo relatywnie niedużej wielkości oznacza wzrost o ok. 16% r/r. Warto podkreślić, że pierwsze trzy miesiące tego roku zostały zdominowane przez nowe umowy, które odpowiadały za blisko połowę popytu. Udział renegocjacji był z kolei relatywnie niewielki i wyniósł 25%. Ponadto odnotowano także podwyższoną wielkość powierzchni zajętej przez właściciela – 17%, a udział ekspansji zamknął się wynikiem 9%. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania na powierzchnie biurowe w Warszawie przyczynia się szybki rozwój sektora SSC/BPO. Natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z IT, banki oraz farmaceutyczne, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największe transakcje w I kwartale dotyczyły powierzchni zajętych przez właściciela, z kolei wśród pozostałych umów warto wyróżnić renegocjację najmu Elanco w The Warsaw Hub B (4400 mkw.), renegocjację DLA Piper w Atrium 2 (3850 mkw.) czy umowę przednajmu Maersk w Office House (3750 mkw.)

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024, chociaż pozostaje również potencjał do przekroczenia tych poziomów.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: dostępność powierzchni w trendzie spadkowym

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec marca 2025 roku w Warszawie wyniósł 10,5% i był o 0,5 pp. niższy w porównaniu do analogicznego okresu w 2024 roku i o 0,1 pp. niższy niż w ubiegłym kwartale.

Obecny wskaźnik pustostanów przekłada się na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 660 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 6500 mkw. względem ubiegłego kwartału. Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2025-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (13,0%) i jest na lekko podwyższonym poziomie w porównaniu do lat 2021-2023. Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni w marcu 2025 roku wyniosła 7,4%, co świadczy o utrzymującym się tam spadkowym trendzie dostępnej powierzchni. Wskaźnik ten w szczytowym momencie 2021 roku wynosił 13,8%.

STAWKI CZYNSZÓW: wzrosty przede wszystkim w centrum

W marcu 2025 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-18,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych.

W ubiegłym kwartale wzrosty czynszów były przede wszystkim obserwowane w nowo oddawanych budynkach w centrum. Z kolei w budynkach istniejących, zarówno tych w strefach centralnych i poza centralnych o wysokim poziomie obłożenia, stawki rosły na poziomie zbliżonym do wskaźnika inflacji, poprzez indeksację czynszu ofertowego. Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie nadal widoczna przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w centralnej strefie stolicy. W większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i wyższy poziom wakatu, podsumowuje Piotr Capiga, Deputy Head of Occupier Services, Office Department, Cushman & Wakefield.

Co dalej z dolarem? Kurs waluty reaguje na politykę konfrontacji

Agresywna retoryka prezydenta Trumpa, zwłaszcza wobec Rezerwy Federalnej i jej prezesa Jeroma Powella, nasilające się wojny handlowe oraz realizacja doktryny „America First” prowadzą do erozji zaufania wobec stabilności gospodarki Stanów Zjednoczonych oraz pozycji dolara jako globalnej waluty rezerwowej. Rynki finansowe reagują odpływem kapitału z amerykańskich aktywów, a inwestorzy coraz częściej kwestionują status dolara i obligacji skarbowych USA jako bezpiecznych przystani.

Podważanie niezależności Fed przez administrację Trumpa dodatkowo osłabia wiarygodność amerykańskich instytucji finansowych. Przejawia się to m.in. we wzroście rentowności 10-letnich obligacji oraz spadku wartości dolara, co sygnalizuje malejące zainteresowanie zagranicznych inwestorów papierami wartościowymi emitowanymi w USA. Indeks dolara spadł do swoich 3-letnich minimów, tracąc 10.77% w ledwie 100 ostatnich dni.

Obecnie inwestorzy zagraniczni posiadają około 31 bilionów USD w amerykańskich akcjach, obligacjach skarbowych i korporacyjnych. Istnieje jednak poważne ryzyko, że w obliczu dalszej niepewności politycznej i gospodarczej globalni gracze zaczną stopniowo redukować swoje zaangażowanie. Potencjalne ograniczenie ekspozycji na amerykańskie aktywa może mieć długofalowe skutki dla pozycji Stanów Zjednoczonych na międzynarodowych rynkach finansowych.

Dodatkowo, zmiana tonu w polityce zagranicznej USA, wyrażająca się m.in. w bardziej stanowczych oczekiwaniach wobec sojuszników dotyczących współfinansowania bezpieczeństwa oraz kosztów dostępu do dolara, zwiększa niepewność i potęguje globalne obawy. Sytuację pogarszają niestabilność w podejściu do konfliktu na Ukrainie, a także rosnące zadłużenie USA, które osiągnęło już poziom 29 bilionów USD, oraz prognozowane deficyty budżetowe rzędu 1.9 biliona USD w 2025 roku.

Jeśli spadek zaufania do USA się utrzyma, świat może szybciej niż dotychczas zacząć aktywnie poszukiwać alternatyw dla dolara jako głównej waluty rezerwowej. W rezultacie, dotychczasowa dominacja Stanów Zjednoczonych w globalnym systemie finansowym staje się przedmiotem poważnych wątpliwości. Kontynuacja polityki konfrontacyjnej może przyspieszyć głębokie zmiany w architekturze finansów międzynarodowych, co w dłuższej perspektywie odbije się negatywnie na gospodarce USA.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Dynamika wzrostu płac wyhamowuje. W marcu wzrost o 7,7% r/r

Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2025 roku wyniósł 7,7 proc r/r i jest zgodny z oczekiwaniami rynkowymi. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw ukształtowało się na poziomie 9 055,92 złotych w marcu.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń kontynuuje hamowanie po rekordowym 2024 roku, w którym w Polsce nastąpił najszybszy wzrost płac od 20 lat.

Konsekwentny spadek presji płacowej jest kolejnym argumentem za poluzowaniem polityki pieniężnej, co zwiększa prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych już w maju.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Marcowy PPI zgodny z oczekiwaniami – spadek cen producenckich wyniósł -1,1% r/r

Marcowy odczyt wskaźnika PPI w skali roku w Polsce wynosi -1,1 proc. i jest zgodny z oczekiwaniami rynku.

Spadek cen producenckich wg wskaźnika PPI utrzymuje się już od sierpnia 2023 r. i choć tempo tego spadku wyraźnie wyhamowuje, to z pewnością wraz z niższym niż zakładano wzrostem płac w sektorze korporacyjnym (7,7 proc. vs oczekiwane 7,8 proc.) i wyraźnie niższym wzrostem produkcji przemysłowej (2,5 proc. vs oczekiwane 3,6 proc.) będzie istotnym czynnikiem przemawiającym za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych już w maju.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Cyfrowa Polska: Bez zmian w uldze B+R stracimy inwestorów i innowacje

Eksperci Związku Cyfrowa Polska, w ramach konsultacji prowadzonej przez Ministerstwo Finansów, przedstawili stanowisko dotyczące reformy ulgi na działalność badawczo-rozwojową (B+R). Ich zdaniem bez gruntownej rewizji obecnych przepisów nasz kraj może stracić na konkurencyjności wobec innych państw.

Stanowisko zostało przedstawione w związku z konsultacjami dot. reformy ulgi B+R w celu dostosowania jej do systemu GloBE. W ocenie ekspertów organizacji, w świetle nowych regulacji dotyczących Globalnego Podatku Minimalnego obecny model ulgi na działalność badawczo-rozwojową traci na atrakcyjności w oczach międzynarodowych grup kapitałowych, które – korzystając z  tego mechanizmu – mogą być zobowiązane do zapłaty podatku wyrównawczego w kraju swojej rezydencji. A taka sytuacja może przełożyć się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne, osłabiając pozycję Polski na tle konkurencji.

Czas na konkretne zmiany. Reforma ulgi B+R to nie tylko korekta przepisów. To inwestycja w przyszłość polskiej innowacyjności i gospodarki. Dlatego doceniamy otwartość Ministerstwa Finansów na dialog i chęć współpracy z przedsiębiorcami w tym zakresie  – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

I dodaje, że inwestycje w B+R ściśle wiążą się z rozwojem polskiej nauki, miejscami pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz transferem nowoczesnych technologii. – Międzynarodowe grupy kapitałowe wnoszą realną wartość do polskiego ekosystemu innowacji i nie możemy pozwolić, by zrezygnowały z naszej gospodarki tylko dlatego, że inne państwa oferują bardziej przewidywalne i dostosowane do globalnych standardów rozwiązania – twierdzi Michał Kanownik.

Czego oczekują przedsiębiorcy? Konkretne postulaty zmian

Pozostaje jednak pytanie: jeśli reformować, to jak? Wśród postulatów Związku Cyfrowa Polska znalazło się m.in. umożliwienie rozliczania ulgi „osobowej” za lata ubiegłe, wprowadzenie mechanizmu przenoszenia jej na kolejne lata podatkowe, a także rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych o inne należności publicznoprawne – np. składki na ubezpieczenia społeczne. Kluczowe jest również utrzymanie obecnej efektywnej stawki ulgi na poziomie 38 proc.

Cyfrowa Polska w stanowisku do resortu finansów opowiedziała się również za rozwiązaniami, które umożliwią firmom skuteczne i elastyczne korzystanie z ulgi. Preferowany scenariusz pozwalałby na łączenie różnych typów wydatków kwalifikowanych i miałby wejść w życie już w obecnym roku podatkowym.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Finansów uwzględni głos środowiska przedsiębiorców i ekspertów podatkowych w procesie kształtowania przepisów, które zadecydują o przyszłości inwestycji w innowacje w Polsce. Reforma ulgi B+R nie powinna być postrzegana jedynie jako techniczne dostosowanie do przepisów międzynarodowych. To strategiczny krok w kierunku budowy konkurencyjnej, nowoczesnej i otwartej na nowe technologie gospodarki – podsumowuje prezes Związku Cyfrowa Polska.

Nowy rząd Niemiec, stare dylematy: ambitne cele Merza, ograniczone możliwości koalicji

Odwieczny dylemat: co można by zrobić, a na co pozwala rzeczywistość (wymogi koalicji): energia skupiła się na celach do realizacji, zabrakło zgody co do oszczędności. Celem nadrzędnym zwiększenie konkurencyjności niemieckiej gospodarki – zaproponowano rozwiązania na dobry początek, w dłuższej perspektywie potrzebny jest konsensus co do kolejnych kroków. Podobnie w kwestii „nowej umowy społecznej” – wiele ciekawych rozwiązań nie zastąpi kluczowej decyzji o poziomie emerytur czy o wstrzymaniu wzrostu płacy minimalnej.

  • Największa gospodarka UE jest na drodze do bardziej stabilnego rządu, z wyborem Friedricha Merza na kanclerza i zaprzysiężeniem członków gabinetu zaplanowanym na 7 maja
  • Porozumienie koalicyjne wywołuje jednak mieszane uczucia i nie przynosi wielu nowych zmian, na które liczono (zwłaszcza po uchwalonym wcześniej pakiecie stymulacyjnym)
  • Po stronie pozytywów, umowa koalicyjna koncentruje się na reformach pro-biznesowych, w tym proponowanym 30-procentowym odpisie amortyzacyjnym przez trzy lata, niższych podatkach od osób prawnych od 2028 r. oraz zniesieniu ustawy o łańcuchu dostaw
  • W planie brakuje jednak kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarach emerytur, zachęt do pracy i zabezpieczenia społecznego
  • Luka budżetowa – nadmierne wydatki przy minimalnych oszczędnościach: przy szacowanych rocznych wydatkach w wysokości ponad 50 mld EUR na cele określone w umowie koalicyjnej i tylko około 10 mld EUR wymiernie uzgodnionych oszczędności
  • Konieczne wydaje się przemyślenie priorytetów: rozbieżne poglądy koalicji na gospodarkę sprawiają, że rzeczywiste przywrócenie równowagi gospodarczej i poprawa konkurencyjności są mało prawdopodobne

Brak nowego początku. Niemcy są na dobrej drodze do utworzenia funkcjonującego rządu, a Friedrich Merz prawdopodobnie zostanie wybrany na kanclerza 7 maja. Podczas gdy program potencjalnej koalicji w opinii Allianz Trade zawiera obiecujące środki pro-biznesowe – takie jak 30% odpis amortyzacyjny przez trzy lata, niższe podatki od osób prawnych od 2028 r., zniesienie ustawy o łańcuchu dostaw i obniżenie kosztów energii elektrycznej, to jednocześnie brakuje w nim spójnej długofalowej strategii. Brakuje kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarze emerytur, podatków i ubezpieczeń społecznych. Przy ponad 50 mld EUR planowanych rocznych wydatków i zaledwie 10 mld EUR zidentyfikowanych oszczędności (wykres 1), program zawiera zbyt wiele obietnic bez solidnego wsparcia budżetowego, co sprawia, że prawdziwy reset gospodarczy i przywrócenie konkurencyjności jest mało prawdopodobne z przyczyn budżetowych – zwłaszcza w obliczu globalnych wstrząsów, chyba że zmienią się priorytety. Rozbieżne poglądy gospodarcze w ramach przyszłej koalicji dodatkowo zmniejszają prawdopodobieństwo wprowadzenia tak potrzebnego resetu, powstrzymującego spadek konkurencyjności Niemiec.

Zachęty inwestycyjne i podatek dochodowy od osób prawnych: dwa mocne sygnały z kilkoma niedociągnięciami. Na froncie podatkowym – dobre wieści dla niemieckich firm. Wyróżnić tu warto dwa kluczowe środki: po pierwsze zachętę inwestycyjną oferującą 30% super amortyzację na zakup sprzętu w latach 2026-2028. Ten ograniczony czasowo impuls, kosztujący (budżet) około 7 mld EUR rocznie, może zwiększyć inwestycje o +0,6% rocznie i zwiększyć PKB o +0,1 pp rocznie. Chociaż nie jest to trwała zmiana strukturalna, to zachęca ona do podjęcia wcześniej i to od razu większych inwestycji, a firmy skutecznie spłacą tę ulgę poprzez wyższe w przyszłości dochody podatkowe. Po drugie, począwszy od 2028 r. podatek od osób prawnych będzie stopniowo obniżany o 1 punkt procentowy rocznie przez pięć lat z obecnego poziomu 29,9% (2023 r.). Przy szacowanym rocznym koszcie fiskalnym w wysokości 4 mld EUR, ta stopniowa redukcja utrzymuje koszty w ryzach i wysyła silny sygnał do inwestujących – chociaż do 2032 roku Niemcy nie osiągną konkurencyjnego w skali globalnej poziomu podatkowego. Jednym z minusów jest trwałe przedłużenie obniżenia 7% stawki VAT dla gastronomii, co stanowi ekonomicznie nieuzasadnioną roczną dotację w wysokości 4 mld EUR.

Wykres 1: Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Źródło: Allianz Research. Uwagi: *do 2028 r., **od 2028 r., *** wcześniejsza emerytura, wyższy zasiłek rodzicielski, BAföG, promocja e-samochodów, kontynuacja Deutschlandticket, subsydiowanie rolniczego oleju napędowego i obniżenie podatku lotniczego, **** dodatek podróżny, nieopodatkowane nadgodziny, wcześniejsza emerytura, samotni rodzice.

Podatek dochodowy: pomimo pewnych uproszczeń – ogólnie jednak niewykorzystana szansa na prorozwojowe zmiany. Niewiele pozostało z kompleksowej reformy podatku dochodowego. W opinii Allianz Trade plan wprowadzenia szerszych zmian w połowie kadencji jest niejasny i mało ambitny, bez jasnych deklaracji i przede wszystkim – liczb. Jednak ukierunkowane środki, takie jak zwiększone ulgi podatkowe dla emerytów, osób samotnie wychowujących dzieci, wolontariuszy i osób dojeżdżających do pracy oraz zwolnienie z podatku za nadgodziny, zapewnią około 7 mld EUR rocznej ulgi dla podatników. Najważniejszym z nich jest nowy dodatek za dzień pracy. Zastąpi on jednak w dużej mierze dodatek dla osób dojeżdżających do pracy, który zostanie podniesiony do 38 centów za kilometr – dodatkowe 2,3 mld euro rocznie. Jeśli chodzi o zachęty do pracy w godzinach nadliczbowych, wynik jest mieszany: nieopodatkowany dochód za pracę po przejściu na emeryturę ma sens, ale zwolnienie premii za nadgodziny raczej nie będzie miało znaczącego wpływu na ilość przepracowanych godzin pracy. W połączeniu z kosztownymi darowiznami, takimi jak obniżony VAT dla gastronomii i rozszerzona ulga podatkowa dla osób dojeżdżających do pracy, powstaje niewielka przestrzeń fiskalna dla znaczącej reformy podatkowej. W międzyczasie na horyzoncie pojawiają się kosztowne środki emerytalne, wywierające dodatkową presję na budżet.

Środki dotyczące kosztów energii przynoszą pewną ulgę. Niemieckie firmy od dawna zmagają się z kosztami energii elektrycznej wyższymi o ponad 10 centów za kWh niż średnia UE, co osłabia ich konkurencyjność w skali Wspólnoty. Nowa koalicja planuje zmniejszyć to obciążenie o połowę – o około 5 centów za kWh – poprzez obniżenie podatku od energii elektrycznej i ograniczenie opłat sieciowych. Kontynuowane będzie również subsydiowanie cen energii elektrycznej dla przedsiębiorstw energochłonnych. Chociaż tym szeroko zakrojonym środkom brakuje precyzji ekonomicznej, wysyłają one sygnał o wspieraniu przemysłu. Łącznie środki te złożą się na ulgę w skali roku w wysokości 11 mld EUR, finansowaną z opłat za emisję CO2. Aby jednak osiągnąć trwałą poprawę, należy zająć się brakiem niezawodnej mocy podstawowego obciążenia (sieci) w Niemczech. W tym celu rząd planuje zachęcić do budowy do 2030 r. nowych bloków gazowych o mocy 20 GW, co może zwiększyć krajową produkcję energii o około +6% obecnego zużycia. Warto zauważyć, że nie ma w agendzie koalicji ponownego otwarcia elektrowni jądrowych.

Ograniczenie biurokracji: obiecujące kroki, ale nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nowa niemiecka koalicja ogłosiła „program natychmiastowych działań” swojego rządu do końca 2025r. w celu ograniczenia biurokracji, uciążliwej zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP); biurokracji, która wzrosła niepomiernie, co pociąga za sobą wzrost kosztów jej obsługi do 146 mld EUR rocznie, przy czym koszty bezpośrednie szacowane są na 65 mld EUR (rysunek 2). Zasadą nadrzędną jest przejście od kontroli i regulacji do zaufania. Planowane środki obejmują zmniejszenie liczby obowiązkowych przedstawicieli firm, złagodzenie wymogów dotyczących szkoleń i dokumentacji oraz uproszczenie obciążeń związanych z przestrzeganiem przepisów. Koalicja popiera również dyrektywę zbiorczą UE w sprawie zrównoważonego rozwoju, w tym CSDD, CSRD, taksonomię i CBAM – ale nalega na „odbiurokratyzowane” ich wdrożenie, zwłaszcza dla MŚP. Na poziomie krajowym niemiecka ustawa o łańcuchu dostaw przedsiębiorstw ma zostać uchylona i zastąpiona unijną dyrektywą CSDD, choć dopiero okaże się, czy rzeczywiście będzie to oznaczać zmniejszenie biurokracji. W połączeniu z innymi działaniami deregulacyjnymi, takimi jak uchylenie ustawy o ogrzewaniu, rząd zamierza zmniejszyć biurokrację o 25% w ciągu czterech lat, zapewniając gospodarce ulgę szacowaną na 16 mld EUR. Aby zmodernizować administrację publiczną, uruchomiona zostanie kompleksowa platforma cyfrowa dla obywateli i przedsiębiorstw, umożliwiająca zakładanie firm w ciągu 24 godzin. Do 2029 r. liczba pracowników ministerstw i agencji federalnych zostanie zmniejszona o -8%, po tym jak w ciągu ostatniej dekady wzrosła ona o ponad 30%, co potencjalnie pozwoli zaoszczędzić 2 mld EUR rocznie. Nowe Ministerstwo Spraw Cyfrowych poprowadzi tę „domyślnie cyfrową” transformację. Zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych ma również zostać przyspieszone na mocy nowej ustawy zapewniającej szybszy dostęp do funduszu infrastrukturalnego o wartości 500 mld EUR na projekty takie jak drogi, koleje i szkoły.

Projekty uznawane za reprezentujące „nadrzędny interes publiczny” według uproszczonej procedury. Aby naprawdę przyspieszyć zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych i faktycznie móc wykorzystać 500 mld EUR ze specjalnego funduszu infrastrukturalnego, który ma zostać ostatecznie wydany głównie na drogi, mosty, koleje i szkoły, nowy rząd federalny zamierza przyspieszyć procedury planowania i zatwierdzania w ramach przyszłej ustawy o infrastrukturze. Projekty te mają być realizowane w „nadrzędnym interesie publicznym”, co skróci kwestie prawne. Nie jest jednak jasne, czy ograniczone będą także nadmierne prawa organizacji ekologicznych do udziału i podejmowania działań prawnych. W umowie koalicyjnej nie ma wyraźnego zobowiązania do tego.

Wykres 2: Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011 r., w mld EUR

Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011

Źródła: Normenkontrollrat, Allianz Research

Rosnące pozapłacowe koszty pracy przy ograniczonej jednak reformie emerytalnej. Starzejące się niemieckie społeczeństwo nadal wywiera presję na system zabezpieczenia społecznego, a pozapłacowe koszty pracy wciąż istotnie rosną. Całkowite koszty pracy wzrosły o +20% od I kwartału 2021 r., jednocześnie pozapłacowe koszty pracy wzrosły o jedną trzecią, przewyższając tym samym wzrost płac. Ponieważ w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że do 2029 r. na emeryturę przejdzie prawie 5 mln osób, prawdopodobne są dalsze wzrosty (kosztów). Mimo to koalicja planuje utrzymać obecny poziom emerytur w wysokości 48% do 2031 r., z ponowną oceną w 2029 r., oraz nadal umożliwiać pełne przejście na emeryturę po 45 latach opłacania składek. Nowe dotacje, takie jak „aktywna emerytura” (nieopodatkowany dochód do 2000 euro miesięcznie po przejściu na emeryturę, co kosztować będzie budżet 2,2 mld euro rocznie) i kosztowna emerytura dla matek (4 mld euro rocznie) dodatkowo obciążą system. Brakuje kompleksowej reformy, ale wyróżnia się kilka konstruktywnych inicjatyw: promowanie emerytur pracowniczych, zwłaszcza dla MŚP i osób o niskich dochodach; planowana reforma Riester; zwiększenie akcjonariatu pracowniczego i nowy „emerytalny zestaw startowy” („Frühstartrente”) dla dzieci w wieku 6-18 lat, ze składkami państwowymi w wysokości 10 EUR miesięcznie. Podczas gdy ten ostatni program jest obiecującym krokiem mającym zachęcić do jak najwcześniejszego oszczędzania, to jego długoterminowa skuteczność będzie zależeć od silnych zachęt do kontynuowania składek po ukończeniu 18 roku życia. Ogólnie rzecz biorąc, koszty nadal rosną, a reformy strukturalne są nadal ograniczone.

Niewiele zmian strukturalnych w polityce pracy, ale – mimo wszystko istotne ustępstwa. Podczas gdy umowa koalicyjna zawiera pewne inicjatywy w zakresie polityki społecznej i pracy, brakuje w niej poważnych reform strukturalnych. Kluczowe propozycje obejmują reformę dochodu obywatelskiego jako nowej formy podstawowego zabezpieczenia, utworzenie agencji „Work & Stay” w celu wspierania lepszej integracji na rynku pracy oraz ostrzejsze stanowisko w sprawie migracji poprzez wprowadzenie kontroli granicznych, odrzucenie nielegalnej migracji i zaostrzenie zasad przyznawania obywatelstwa, z naturalizacją możliwą dopiero po pięciu latach. Kroki te są jednak raczej stopniowe niż reformatorskie. Co więcej, jeden znaczący krok może mieć duży wpływ na rynek pracy: planowany wzrost płacy minimalnej do 15 EUR do 2026 roku. Oznaczałoby to skok o +17%, czyli znacznie powyżej oczekiwanego ogólnego wzrostu płac o +5,2% w 2024 r. i +2,8% w 2025 r. oraz +2,7% w 2026 r. Choć oznacza to silne wsparcie dla pracowników o niskich dochodach, może to stanowić wyzwanie dla firm, zwłaszcza w sektorach o niskich płacach.

Mieszane sygnały dotyczące polityki klimatycznej, wydatków socjalnych i planów bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o politykę klimatyczną, program koalicji to krok wstecz, utrzymując dopłaty do oleju napędowego dla rolnictwa – kosztujące 0,5 mld euro rocznie – i oferując ulgi podatkowe dla elektrycznych samochodów służbowych, co jest kosztownym i nieefektywnym sposobem na zmniejszenie emisji CO₂. Środki te w dużej mierze przynoszą korzyści przemysłowi motoryzacyjnemu, zamiast napędzać rzeczywiste zmiany pro-środowiskowe. Rozbudowa sieci ładowania pojazdów elektrycznych jest jednak pożądaną i rozsądną inwestycją w infrastrukturę. Ponadto wiele mniejszych zobowiązań, takich jak wcześniejsze emerytury, wyższe świadczenia rodzicielskie, rozszerzony BAföG, zachęty do nabywania pojazdów elektrycznych, „Deutschlandticket” i obniżony podatek od podróży lotniczych, sumują się do około 12 mld EUR rocznie. Umowa koalicyjna zawiera wiele więcej dobrych punktów. Na przykład w zakresie obronności i bezpieczeństwa planuje się dalszy rozwój Federalnej Rady Bezpieczeństwa, krajowego centrum sytuacyjnego i zespołu kryzysowego w ramach Urzędu Kanclerskiego oraz zwiększenie wydatków na obronność (bez podania konkretnej kwoty), a także przyspieszenie planowania i prawa zamówień publicznych dla Bundeswehry, przy jednoczesnym rozważeniu rozszerzenia obowiązkowej służby wojskowej na zasadzie dobrowolności (na razie!) na wzór szwedzki. Na poziomie sektorowym koalicja chce zapewnić większe wsparcie dla start-upów i branż zaawansowanych technologii.

Podsumowując, plan koalicji obejmuje ponad 50 mld EUR wydatków, przy zaledwie około 10 mld EUR wymiernych oszczędności. Podczas gdy wzrost wynikający z wdrożenia niektórych inicjatyw może zwiększyć przychody budżetowe, jest mało prawdopodobne, aby w pełni zrównoważyło to koszty, a wdrożenie wielu zamierzonych środków będzie możliwe tylko wtedy, gdy hamulec zadłużenia zostanie jeszcze bardziej poluzowany. Oznacza to, że koalicja będzie musiała selektywnie wybierać reformy i obietnice, które będą traktowane priorytetowo. Kamienie węgielne, które mają wprowadzić Niemcy na ścieżkę wyższego potencjalnego wzrostu, są już ustalone (wykres 3), ale ostatecznie rząd musi wybrać odpowiednie środki, aby pobudzić niemiecki wzrost i wzmocnić gospodarkę.

Wykres 3: Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Źródła: Allianz Research

Rynek najmu w marcu: więcej ofert, stabilne ceny, rosnące zainteresowanie

W marcu o 37% w ujęciu rocznym wzrosła liczba odpowiedzi na ogłoszenia dotyczące wynajmu mieszkań, w tym o 9% w porównaniu z lutym. Oznacza to, że coraz częściej i chętniej poszukujemy nieruchomości na wynajem. Jest w czym wybierać – ponad 26 tysięcy ofert to wzrost o 4% względem ubiegłego miesiąca. Skąd takie ożywienie w sektorze najmu teraz? 

„Rynek najmu charakteryzuje pewna sezonowość. Rokrocznie zwiększony ruch w tym segmencie notujemy bliżej wakacji, kiedy wchodzimy w okres już wynajmu krótkoterminowego. Jednak aktualnie wzmożone zainteresowanie da się zaobserwować wcześniej. Możliwe, że w pewnym stopniu ma to związek ze strategią oczekiwania na program Pierwsze klucze, z którego część najemców mogłaby skorzystać. Zanim projekt rządowych subsydiów ruszy na dobre, na rynku najmu pozostanie odsetek młodych dorosłych i rodzin, którzy z takiego wsparcia będą chcieli skorzystać”, komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego. 

Najemcy nie mogą narzekać – jest w czym wybierać

W jednym zdaniu rynek najmu w marcu można opisać tak: wzrosła liczba dostępnych ofert, utrzymało się zainteresowanie najemców, a średnie ceny nie uległy zmianie względem lutego. Niby niewiele się zmieniło, jednak ten segment nieruchomości mieszkaniowych jest niezwykle ważnym elementem dzisiejszej rzeczywistości i warto śledzić dokładnie, co się na nim dzieje. Zatem czy to początek nowej fazy na rynku? Na pewno dążymy do równowagi sygnalizowanej choćby wygaszaniem wysokiej do tej pory dynamiki zmian przy zachowaniu szerokiej oferty i wysokim popycie.

W marcu 2025 roku liczba dostępnych ogłoszeń mieszkań na wynajem na portalu nieruchomościowym Otodom osiągnęła poziom 26,2 tys., co oznacza wzrost o 4% m/m. To trzeci z rzędu miesiąc z dodatnią dynamiką podaży (w styczniu było to +15%, w lutym +5%), jednak wyraźnie widać spowolnienie tempa wzrostu. Największe miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice i Łódź – zgromadziły łącznie 17,3 tys. ofert, czyli ponad dwie trzecie całego rynku. W porównaniu z marcem 2024 roku całkowita liczba ogłoszeń spadła o niecałe 2%, ale w największych aglomeracjach pozostała stabilna r/r.

„Ważnym czynnikiem w obserwacji rynku najmu jest weryfikacja, jak prezentuje się długość publikacji oferty. W marcu na rynku nieruchomości przeciętnie były to 23 dni, czyli o jeden dzień dłużej niż w lutym, ale też trzy dni krócej niż rok wcześniej. 317 tysięcy odpowiedzi na ogłoszenia świadczy o dość wysokim zainteresowaniu najemców. Widać też, że sektor nieruchomości na wynajem w Polsce zaczyna się nasycać, a dostępność mieszkań równoważyć popyt. To może być wstęp do nowej fazy tego rynku – bardziej przewidywalnej i mniej dynamicznej”, wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka Otodom.

Wśród lokalnych rynków wyróżnia się Szczecin, gdzie liczba ofert wzrosła o 16% m/m, a także Kielce i Bydgoszcz (wzrosty w przedziale 11–13%). Z drugiej strony spadki odnotowano w Zielonej Górze (-22%) i Trójmieście (-9%), co może wskazywać na lokalne ograniczenia w dostępności nowych mieszkań do wynajęcia.

Najem się ceni, ale stabilnie

W marcu przeciętna stawka ofertowa za wynajem mieszkania wyniosła 3 581 zł. Jest to najniższy poziom od września ubiegłego roku. Tym samym marzec był kolejnym miesiącem bez podwyżek, a średnia cena pozostała bez zmian w stosunku do lutego. Choć krótkoterminowy trend pokazuje spadek, ceny za wynajem pozostają o 2% wyższe niż w marcu 2024 roku. W ujęciu rocznym rynek najmu cechuje się umiarkowaną, ale systematyczną dynamiką podnoszenia stawek, z miesiąca na miesiąc średnio o 0,3% w ostatnim roku.

Co słychać w największych miastach w Polsce? Stawki najmu wahają się od 2 019 zł w Kielcach do 4 906 zł w Warszawie. Stolica niezmiennie utrzymuje pozycję lidera pod względem wysokości czynszów, a tuż za nią plasują się Kraków (3 273 zł), Trójmiasto (3 164 zł) oraz Wrocław (3 057 zł). Środek zestawienia cenowego tworzą miasta takie jak Szczecin, Rzeszów, Poznań oraz Lublin, gdzie stawki wynajmu mieszczą się w przedziale 2 500–2 800 zł. W większości badanych miast ceny najmu lekko się obniżyły. Wśród wyjątków jest Opole, gdzie odnotowano najwyższy wzrost – o 2,5%. Podwyżki odnotowano również w Białymstoku (+1,9%), Katowicach (+1,3%), Bydgoszczy (+0,6%) oraz w Krakowie i Kielcach (po +0,4%). Natomiast najbardziej zauważalne spadki miały miejsce w Rzeszowie (-1,8%) i Zielonej Górze (-1,6%), co było zauważalne już w lutym. Z kolei w ujęciu rocznym rynek wciąż wykazuje tendencję wzrostową, choć tempo podwyżek wyraźnie osłabło. Największe wzrosty r/r można zaobserwować w Bydgoszczy (+10,6%) i Zielonej Górze (+10,1%), jednak są one wyraźnie niższe niż kilka miesięcy wcześniej, gdy roczne zmiany dochodziły nawet do 16–19%. W takich miastach jak Warszawa i Wrocław, mimo relatywnie wysokich cen ofertowych, zmiany r/r są symboliczne i wyniosły zaledwie 0,3%. Katowice i Białystok również odnotowują wzrosty odpowiednio 0,6% i 1,7%.

„Na uwagę zasługuje również fakt, że układ miast w rankingu według wysokości czynszów pozostał praktycznie bez zmian względem lutego, co potwierdza utrzymującą się stabilność struktury cenowej w największych ośrodkach miejskich”, zauważa Milena Chełchowska.

Najem wszędzie – co to będzie?

Względnie wysoka aktywność najemców prawdopodobnie utrzyma się w kolejnym miesiącu. Tak samo jak nie zmienią się ich preferencje. Ewidentnie rządzą dwa pokoje powyżej 40 mkw. (22% wyszukań) lub na metrażu około 30 mkw. (16% wyszukań). Łącznie połowa wszystkich wyszukiwań dotyczyła lokali dwupokojowych, co pokazuje niezmienną strukturę popytu. Pod względem akceptowalnego czynszu sytuacja wygląda różnie w zależności od miasta na przykład do 2 000 zł w Białymstoku, Olsztynie, do 2 500 zł w Kielcach, Lublinie, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Zielonej Górze, a do 3 000 zł w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Opolu, Szczecinie. W Olsztynie zanotowano wyrównany poziom zainteresowania mieszkaniami do 2 000 i 2 500 zł (po 16,4%), a w Kielcach doszło do zmiany – dominuje teraz poszukiwanie mieszkań do 2 500 zł, co oznacza przesunięcie w górę względem lutego.

„Podsumowując, sytuacja w marcu wskazuje na pewne wyhamowanie dynamiki zmian podaży przy zachowanej długości publikacji oferty i utrzymującym się wysokim popycie. Potwierdza to tylko możliwość zmiany dotychczasowego trendu. Jednak nie jest jeszcze jednoznacznym zwrotem akcji – raczej sygnałem, że rynek zaczyna dojrzewać i uspokajać swój rytm. Co się stanie, gdy zaczną odpływać klienci skuszeni programem rządowych dopłat? Jaki odsetek najemców zamieni wynajem na pierwsze klucze do własnego M? Takiego scenariusza możemy się spodziewać, ale skala tego zjawiska dopiero przed nami”, mówi Chełchowska, ekspertka Otodom.

Sankcja kredytu darmowego coraz bliżej sądowego mainstreamu

Ostatni wyrok TSUE potwierdził, że sankcja kredytu darmowego (SKD) skutecznie chroni konsumentów. W razie naruszenia obowiązków informacyjnych, banki muszą liczyć się z koniecznością zwrotu wszystkich zapłaconych przez kredytobiorcę kosztów, w tym odsetek, prowizji i opłat. Z tego powodu na rynku widać wzrost zainteresowania tematem, jednak temat nie jest taki prosty, na jaki z góry wygląda. Skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych w Polsce może być liczona w milionach. Banki oczywiście szukają polubownych rozwiązań konfliktów, aby uniknąć długich procesów i strat. Sądy krajowe powinny natomiast skrupulatnie badać wpływ niedoinformowania klientów na ich decyzje. To z kolei może sprzyjać różnicowaniu rozstrzygnięć. Konsument, który wykryje uchybienie w swojej umowie, będzie musiał je udowodnić, wskazując na konkretny zapis lub treść korespondencji z bankiem.

Nadciąga fala pozwów?

Orzeczenie TSUE z 13 lutego br. to kontynuacja silnego trendu unijnej ochrony konsumentów. Wydając wyrok, Trybunał przypomniał, że banki i instytucje finansowe powinny rygorystycznie wypełniać obowiązki informacyjne wobec klientów. Brak rzetelnego poinformowania o wszystkich elementach kosztów kredytu skutkuje możliwością skorzystania przez konsumenta z sankcji kredytu darmowego. To w praktyce oznacza darmowy kredyt, bo w takiej sytuacji instytucja nie ma prawa osiągnąć zysku z udzielenia finansowania.

Z perspektywy dotychczasowej praktyki w sprawach SKD, TSUE potwierdził, że sankcja może być adekwatnym środkiem reakcji na naruszenia obowiązków informacyjnych. Na rynku już teraz widać wzrost zainteresowania tym roszczeniem. Ten trend może się wzmocnić, jeśli w obiegu publicznym utrzyma się przekonanie, że banki nie zawsze rzetelnie komunikowały wszystkie koszty.

Obserwacje rynkowe wskazują, że skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych na polskim rynku może być liczona wręcz w milionach. Rzetelne statystyki są trudne do uzyskania, bo zarówno banki, jak i pośrednicy finansowi dysponują różnymi, zmieniającymi się wzorcami dokumentów. Wielkość problemu zależy też od rodzaju produktu. Warto też dodać, że popularne pożyczki konsumenckie, zwłaszcza udzielane przez instytucje pozabankowe, w praktyce bywają bardziej narażone na błędy formalne niż klasyczne kredyty hipoteczne w dużych bankach.

Banki gaszą pożary

Część instytucji poprawiła już wzory umów kredytowych. Nastąpiło to po kontrolach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednakże niedociągnięcia w realizacji obowiązków informacyjnych w umowach kredytowych i pożyczkowych nadal często się zdarzają. Dotyczą m.in. nieprawidłowego wyliczania RRSO, niepodania wszystkich elementów kosztów pozaodsetkowych, niejasnych zasad zmiany oprocentowania, braku wskazania dokładnych terminów i procedury spłaty czy niewłaściwego poinformowania o prawie do wcześniejszej spłaty.

Część banków już teraz stara się załatwiać spory polubownie i uwzględniać reklamację, aby uniknąć potencjalnie kosztownego oraz wizerunkowo ryzykownego procesu. Te, które nie poprawiły jeszcze wszystkich klauzul w umowach, prawdopodobnie dokonają weryfikacji i zaktualizują dokumentację. Banki mogą też jeszcze bardziej zaostrzyć wewnętrzne procedury, aby maksymalnie precyzyjnie informować o warunkach kredytu, w tym o kosztach, RRSO czy zasadach zmienności oprocentowania.

Zdarzają się też banki, które wolą przeciągać postępowania, kwestionując np. status konsumenta lub podnosząc, że niedociągnięcie w umowie nie miało wpływu na decyzję kredytobiorcy. Ta strategia ma jednak coraz mniejsze szanse powodzenia, zwłaszcza po wyroku TSUE, który wprost wskazał, że w przypadku naruszeń obowiązków informacyjnych sankcja może być stosowana, jeśli one mogły realnie wywrzeć wpływ na decyzję kredytową.

W tej sytuacji banki powinny się liczyć z dalszym rozwojem spraw i intensywniej prowadzić dialog z klientami. Niektóre będą dążyć do rozwiązań ugodowych, inne mogą przyjmować strategię obrony w sądzie. Ogółem jednak perspektywa kolejnych wyroków nakazujących zwrot pobranych kosztów jest dość realna. Przepisy wymagają ścisłego i formalnego spełnienia poszczególnych obowiązków, a wszelkie odstępstwa zazwyczaj działają na niekorzyść kredytodawcy. To może mocno niepokoić banki.

Sądy przychylne klientom

Dotychczasowe orzecznictwo w sprawach SKD było względnie rozproszone, lecz w ostatnich latach dominował pogląd dość przychylny kredytobiorcom. Jeżeli sąd stwierdzał, że doszło do naruszenia obowiązków, to zasądzał zwrot zapłaconych kosztów. Zdarzały się zarazem orzeczenia, w których sądy przyjmowały, że uchybienia były czysto formalne i nie wywoływały żadnych sankcji.

Wyrok TSUE umocnił stanowisko, że nawet pozornie „mniejsze” uchybienia (np. błędne RRSO czy brak przejrzystego podziału kosztów) mogą być istotne. Przy tym Trybunał wyraźnie przypomniał o zasadzie proporcjonalności i o tym, że sąd krajowy ma badać wpływ naruszenia na decyzję kredytobiorcy. W praktyce sądowej może więc dojść do lepszego zróżnicowania poszczególnych sytuacji, ale zarazem rośnie świadomość, że mechanizm SKD nie jest „martwy” i może być skutecznie dochodzony.

Jednocześnie konsument nie ma obowiązku wykazywać w sądzie, że bank celowo nie dopełnił swoich obowiązków. Wystarczy rzetelne pokazanie uchybień w samej dokumentacji lub stricte w procedurze informacyjnej. Najważniejsze jest udowodnienie, że w danej umowie kredytowej rzeczywiście wystąpiły naruszenia, co często nie jest takie łatwe. Kluczowa pozostaje ocena sądu, czy wpłynęły one na decyzję konsumenta. Jeżeli bank sformułował klauzule w sposób niejasny albo wprowadził szereg klauzul uznaniowych, to klient obiektywnie nie miał szans w pełni zrozumieć ryzyka. W takiej sytuacji powstaje podstawa do żądania SKD.

Choć przepisy precyzyjnie określają wymogi formalne, to w praktyce każda umowa jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. W ostatnich latach banki stosowały wiele różnych wzorów dokumentów. Dlatego nieprawidłowości mogą być mniej oczywiste niż w sprawach frankowych, gdzie występowały powtarzające się klarowne klauzule abuzywne. Dopiero po zidentyfikowaniu konkretnego naruszenia można skutecznie wykazywać przed sądem, że bank nie wypełnił należycie obowiązku informacyjnego. Tylko skrupulatna analiza danej umowy pozwoli to stwierdzić. W razie wykrycia uchybień, konsument powinien przedstawić dowody w postaci dokumentów umownych i korespondencji otrzymanej od banku.

Skrajnie rozbieżne opinie

W wydanym komunikacie Związek Banków Polskich (ZBP) twierdzi, że przepisy o SKD w Polsce są nieproporcjonalne. Trybunał przypomina, że sankcja powinna być współmierna do uchybienia. Teza o nieproporcjonalności, gdy naruszenie nie wywarło wpływu na decyzję konsumenta, stanowi wytyczną dla sądów, by badać, czy wady w informacji faktycznie zniekształciły jego wybór. Jeżeli np. klient i tak znał realne warunki, miał świadomość wszystkich kosztów, to sąd może uznać, że sankcja kredytu darmowego byłaby zbyt surowa. W praktyce jednak niewłaściwe informowanie dość często powoduje realne wprowadzenie w błąd, więc banki nie powinny zakładać, że łatwo się obronią, powołując się na tę „nieproporcjonalność”.

Ewentualna modyfikacja regulacji mogłaby wprowadzić mechanizm bardziej zróżnicowanej sankcji (np. sankcja częściowa zamiast pełnego zwrotu wszystkich kosztów), ale wymagałoby to głębokich analiz zgodności z dyrektywą 2008/48/WE. Z punktu widzenia konsumentów zmiana mogłaby oznaczać osłabienie ich pozycji, natomiast dla banków byłaby korzystniejsza (niższe ryzyko finansowe). Opinie o tym, czy jest to potrzebne, są skrajnie rozbieżne.

Wyrok TSUE raczej podpowiada, że sama proporcjonalność sankcji ma być oceniana przez sąd w konkretnych realiach sprawy, a nie wprowadzana poprzez automatyczne przepisy, które ograniczą ochronę konsumentów. Wydaje się więc, że istotniejsze jest właściwe stosowanie już istniejących przepisów niż ich gruntowna nowelizacja.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert rynku kredytowego oraz radca prawny z kancelarii SubiGo.

Sztuczna inteligencja po polsku. Krajowe LLM-y rosną w siłę

Duży sukces Chińczyków i ich modelu DeepSeek oraz niedawna premiera francuskiego Mistral AI Le Chat, czyli odpowiednika modelu ChatGTP, który dostępny jest jako natywna aplikacja dla systemu Apple iOS na nowo wzbudziła dyskusję, czy Polska również powinna opracować duży, generatywny model językowy (LLM). Sukces Mistral AI Le Chat pokazał, że inne państwa również mogą skutecznie rozwijać swoje LLM-y. W Polsce też od kilku lat trwają prace nad krajowymi modelami, które może nie są popularne na całym świecie, jednak bardzo efektywne dla potrzeb polskich firm i instytucji.

Czy warto opracować polski ChatGPT lub DeepSeek?

Eksperci są zgodni – powinniśmy tworzyć i rozwijać polskie LLM-y. W interesie nas wszystkich leży bowiem dynamiczny rozwój branży IT i środowiska naukowego w Polsce. Modele takie są niezbędne, jeżeli nie chcemy zostać w tyle za innymi państwami. Polska gospodarka i nauka potrzebują modeli polskojęzycznych, gdyż ich odpowiedniki anglojęzyczne są dużo mniej efektywne dla naszego języka.

Zdecydowanie warto budować i rozwijać polskie LLM-y. Sprawdzają się one lepiej dla tekstów opublikowanych w naszym języku. W Polsce doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego kilka czołowych jednostek w ostatnich latach prowadzi prace w tym kierunku, a najlepszym przykładem jest chociażby model PLLuM, który został opracowany przez sześć czołowych jednostek naukowych z obszaru sztucznej inteligencji i językoznawstwa, w tym ekspertów z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB). Warto jednak zastanowić się, czy koniecznie musimy się ścigać z USA i Chinami w budowaniu dużych modeli – mówi dr hab. inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego.

Polska potrzebuje dużych LLM-ów?

Warto zadać pytanie, czy koniecznie potrzebujemy w naszym kraju dużych modeli językowych? Przykładowo modele DeepSeek v3/R1 mają ok. 700 mld parametrów, a do ich uruchomienia potrzeba minimum 16 kart H100, z których każda jest warta ok. 200 000 złotych. Aby wyskalować całość do odpowiedniej wydajności, nawet dla małego zbioru użytkowników, należy daną liczbę zwiększyć do kilkudziesięciu kart. Konieczne są więc naprawdę duże środki na zakup, a do tego jeszcze trzeba dodać koszty energii elektrycznej, oraz wsparcia administratorów. Należy wziąć pod uwagę, że zdecydowana większość polskich małych, średnich i nawet dużych firm, nie potrzebuje asystenta do otwartej rozmowy na każdy temat. Bardziej przydatne są dla nich dedykowane LLM-y, które będą dotyczyć 10-20 konkretnych scenariuszy biznesowych. A taki cel da się osiągnąć strojąc mniejsze modele na domenowych danych, które są tańsze w douczaniu.

Przewiduję, że modele ogólnego użytku jak DeepSeek, GPT4 będą powstawać, aby zachwycać ludzi dużym zróżnicowaniem kompetencji. Będę one głównie używane do pomocy w różnych zadaniach i problemach dnia codziennego. Natomiast tam, gdzie występuje ryzyko utraty przewagi konkurencyjnej bazującej na prywatnych danych, będziemy szli w dużo mniejsze modele szyte na miarę konkretnych firm lub instytucji. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że dostosowanie DeepSeeka do mniejszych modeli drogą destylacji, np. do LLam-y 70B, odbywa się z dużą stratą jakościową – mówi dr inż. Marek Kozłowski, kierownik AI Labu w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym.

W Polsce nie dysponujemy takim zapleczem technicznym jak Chiny czy USA. Możemy jednak budować mniejsze modele do 100 mld wag, które są porównywalne lub lepsze uwzględniając pewne kryteria (np. w obszarze znajomości tematów typowych dla naszej kultury czy historii), w porównaniu z takimi modelami jak DeepSeek.

LLMs we wszystkich językach UE

Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) jest partnerem projektu „Duże modele językowe dla Unii Europejskiej (LLMs4EU)”, realizowanego w ramach programu Komisji Europejskiej „Cyfrowa Europa”. Celem projektu jest zachowanie europejskiej różnorodności językowej i kulturowej poprzez zapewnienie ścisłej współpracy między podmiotami gospodarczymi a środowiskami akademickimi. Projekt ma zapobiec marginalizacji części języków europejskich w erze cyfryzacji na skutek niewystarczających zasobów niezbędnych do trenowania modeli językowych.

Projekt zrzesza wiodących ekspertów w dziedzinie AI, zapewniając europejskim firmom, zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorcom, dostęp do narzędzi i zasobów wspierających ich konkurencyjność w zakresie technologii językowych i dużych modeli językowych (LLM). Jego kluczowym celem jest udostępnienie LLMs oraz narzędzi niezbędnych do ich wykorzystania we wszystkich językach Unii Europejskiej w ramach otwartych danych, bazując na istniejących programach i zasobach europejskich. Udostępniane firmom rozwiązania obejmą cały proces – od trenowania modeli aż po dostosowanie ich do przepisów unijnych, takich jak AI Act czy RODO.

Powołane do realizacji projektu konsorcjum skupia organizacje działające w ponad 20 krajach, zapewniając szeroki zasięg geograficzny i językowy. Projekt obejmuje także opracowanie studiów przypadków, które mają za zadanie wykazać zdolność europejskich instytucji do współtworzenia rozwiązań odpowiadających na potrzeby różnych sektorów gospodarki, w tym energetyki, turystyki, telekomunikacji czy nauki. W celu zagwarantowania wsparcia dla wszystkich języków UE, w ramach projektu utworzone zostaną nowe zbiory danych.

Niepewność geopolityczna uderza w dolara. USA tracą wiarygodność w oczach rynku

Lawinowe osłabienie dolara amerykańskiego, może świadczyć o stopniowej utracie wiarygodności przez USA. Jedna z bezpiecznych przystani dla inwestorów traci swój status. Przy tak wyjątkowej niepewności złoty jest nadal mocny.

Amerykańskie obligacje powinny być najbezpieczniejszą przystanią dla inwestorów, zwłaszcza najbardziej popularne 10-letnie. Dopiero w dalszej kolejności taką przystanią był amerykański dolar, zwłaszcza, że jest rezerwową walutą świata. I wreszcie złoto, na którym zmienność cen jest duża, a nie zapewnia dywidendy czy dochodu z oprocentowania. Tak jednak już nie jest.

Karuzela zmieniających się decyzji w kwestii polityki handlowej nie zwalnia. Po jak się wydawało katastrofalnych zapowiedziach z „dnia wyzwolenia” kolejny tydzień przyniósł poprawę nastrojów, wliczając w to historyczne odbicie, gdy indeksy zyskiwały nawet powyżej 10% w reakcji na ogłoszenie 90-dniowej „pauzy” na większość ceł odwetowych. Dla rynków było to przede wszystkim poczucie ogromnej ulgi, iż przynajmniej nie materializuje się absolutnie najczarniejszy scenariusz kompletnej blokady globalnych łańcuchów wartości.

– Tym razem inwestorzy i analitycy są ze sobą zgodni, a inwestorzy przestają traktować dolara jako bezpieczną przystań. Dolar i amerykańskie indeksy giełdowe są w samym środku cyklonu, a jest to związane z niepewnością wywołaną wojnami handlowymi prowadzonymi przez D.Trumpa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB.

Problem nie znika i nadal mamy do czynienia z największym od dekad wstrząsem w globalnym handlu. Obowiązuje 10% stawka „ogólna” na większość importu do USA, 25% stawka na samochody, kluczowe części do nich, stal i aluminium, a także kosmicznie wysokie cła na import z Chin. Biały Dom ogłosił co prawda wyłączenie importu elektroniki i półprzewodników, co dla takich spółek jak Apple jest bardzo kluczowe, ale szybko pojawiły się zapowiedzi nowych rozwiązań celnych także w tym zakresie.

Stan chaosu dotyka dolara: brak przewidywalności i utrata zaufania. Mamy za sobą kwietniowy tydzień, który przyniósł jednocześnie wzrost rentowności amerykańskiego długu, jak i osłabienie dolara.

– Sytuacja jest niecodzienna, to zwykle nie idzie ze sobą w parze. Zwykle wzrost rentowności odzwierciedla lepsze perspektywy gospodarcze lub też perspektywy wyższej inflacji i co za tym idzie wyższych stóp procentowych, co z kolei jest pozytywne dla waluty – komentuje ekspert XTB. – Konsensu rynkowy jest jednak taki, że lepiej wyprzedać się z dolara, aby przeczekać sztorm w innych walutach lub innych klasach aktywów.

Dlaczego? Wokół wyprzedaży obligacji jest sporo zamieszania, ale wydaje się, że wspólnym mianownikiem jest utrata zaufania do dolara. Oczywiście nie jest tak, że dolar z dnia na dzień straci swój status waluty rezerwowej, jednak z taką sytuacją z jaką mamy obecnie do czynienia zwykle dotyka walut rynków wschodzących! Aby zatrzymać przecenę dolara potrzebna byłaby znacznie większa klarowność co do polityki gospodarczej, na która na razie się nie zanosi.

Cena złota ustanowiła nowy historyczny rekord. 16 kwietnia jego cena przekroczyła 3 368 USD za uncję (na kontraktach terminowych). Teraz najwięcej będzie zależało czy w ramach wojen handlowych dojdzie do pierwszych udanych negocjacji, a najważniejsze są zdecydowanie negocjacje pomiędzy USA i Chinami.

– Złoto korzysta z wyjątkowej niepewności rynkowej i na osłabieniu dolara, a dodatkowo na cenę złota wpływa podwyższony popyt ze strony banków centralnych – ocenia M.Kuch z XTB.

Polski złoty trzyma się mocno. Jednak w najbliższym czasie największy wpływ może mieć majowa decyzja RPP, jeżeli zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, a jednocześnie będziemy wiedzieć więcej o kolejnych obniżkach. Rynek obstawia dwie obniżki w tym roku, każda o 50 pkt. bazowych.

Zmiany właścicielskie w Kayax. Tomik Grewiński przejmuje pełną kontrolę nad wytwórnią

Tomik Grewiński został jedynym właścicielem wytwórni fonograficznej – Kayax Production & Publishing sp. z o.o. – przejmując udziały od dotychczasowej współwłaścicielki, Katarzyny Rooijens.

Kayax, działający od 2001 roku, ma na swoim koncie współpracę z czołowymi polskimi artystami, w tym z Nosowską, Brodką, Natalią Przybysz, Smolikiem, Zalewskim, Mery Spolsky, Skubasem, Kubą Karasiem, Zakopower, Reni Jusis i wieloma innymi. Wytwórnia pełni rolę nie tylko wydawcy, lecz także promotora niezależnych projektów muzycznych, budując swoje portfolio na autentyczności, różnorodności i artystycznej wolności.

W 2026 roku Kayax będzie obchodzić 25-lecie działalności. Jak zapowiadają przedstawiciele wytwórni, jubileusz stanie się okazją nie tylko do świętowania, ale także do prezentacji nowych projektów i kierunków rozwoju.

Tomik Grewiński, który od lat aktywnie uczestniczy w zarządzaniu wytwórnią, jest również założycielem agencji menedżerskiej Kayax Management. Agencja wspiera kariery takich artystów jak Mrozu, Natalia Szroeder, Mela Koteluk, Piotr Rogucki, Sarsa, Dawid Tyszkowski czy WaluśKraksaKryzys. Obecnie zespół Kayax liczy około 30 osób i obejmuje zarówno działalność fonograficzną, jak i menedżerską.

– Przed nami nowy rozdział, który – z niezmienną wiarą w muzykę, artystów oraz niezależność – będziemy tworzyć wspólnie z artystami, branżą muzyczną i fanami – zapowiada Tomik Grewiński.

Zawody związane z AI i analizą danych to fundament przyszłości sektora Business Services

Ponad 87% pracujących w centrach usług wspólnych uważa pracę w sektorze za atrakcyjną, wynika z najnowszego „Raportu Wynagrodzeń Business Services 2025” Grafton Recruitment. Na znaczeniu, także w oczach zatrudnionych, zyskują zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi. Podstawą do podjęcia pracy jest znajomość angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego, coraz częściej też – języków azjatyckich.

Stabilność zatrudnienia i możliwości rozwoju

Bezpieczeństwo zatrudnienia, szerokie możliwości rozwoju zawodowego oraz elastyczność w organizacji pracy, to główne atuty sektora BSS, który zatrudnia obecnie 457 tys. osób. Zachęcają również perspektywy pracy w międzynarodowym środowisku. Potwierdzają to zatrudnieni – ponad 87% z nich uważa branżę za atrakcyjną, doceniając wysokość zarobków, różnorodne benefity i szkolenia.

Wzrost znaczenia specjalistycznych kompetencji technologicznych

Z „Raportu Wynagrodzeń BSS 2025” wynika, że pracownicy sektora dostrzegają rosnącą wartość kompetencji technologicznych, szczególnie w obszarach wymagających zaawansowanej wiedzy i specjalistycznych umiejętności. Za najdynamiczniej rozwijający się obszar uznali oni Business Intelligence (36,9% wskazań), w następnej kolejności  finanse i księgowość (29,1% wskazań). Według 16,9% badanych w najbliższym czasie kluczowe będą procesy w obszarze IT.

Zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi coraz bardziej zyskują na znaczeniu, stanowiąc fundament przyszłości sektora. Specjaliści w tych dziedzinach są poszukiwani i wynagradzani na poziomie niejednokrotnie wyższym niż w innych branżach – mówi Karol Boczkowski, rekruter w Grafton Recruitment.

Poligloci poszukiwani

Znajomość angielskiego jest podstawową umiejętnością, by pracować w sektorze BSS. Coraz większą wagę przykłada się do znajomości takich języków jak niemiecki (popyt na poziomie 47.5%), francuski (12,8%), włoski (6,4%), hiszpański (6,2%), a także czeski czy słoweński.

Najpopularniejszym językiem – oprócz obowiązkowego angielskiego – jest niemiecki. Osoby znające ten język z łatwością znajdą pracę w sektorze. Zauważamy też coraz większy popyt na języki azjatyckie, takie jak chiński czy japoński. Choć skala zapotrzebowania nie jest duża, rośnie z roku na rok – podkreśla Katarzyna Kulik-Kiernoz, ekspert ds. rekrutacji w Grafton Recruitment.

Posługiwanie się językami obcymi nie pozostaje bez wpływu na wysokość wynagrodzenia pracujących w BSS.

Znajomość niderlandzkiego, niemieckiego czy francuskiego podnosi poziom wynagrodzenia średnio o 20-30%, a w indywidualnych przypadkach nawet o 40% w porównaniu do analogicznych stanowisk wymagających posługiwania się jedynie angielskim. Podobnie jest z grupą języków skandynawskich. W przypadku hiszpańskiego, włoskiego lub czeskiego ta różnica wynosi między 10% a 25% – wyjaśnia Katarzyna Kulik-Kiernoz.znajomość języków obcych a wynagrodzenie_Grafton Recruitment

Najważniejsze są wynagrodzenie i możliwość pracy zdalnej

Jak wynika z raportu Grafton Recruitment, pracownikom sektora zależy przede wszystkim na atrakcyjnym wynagrodzeniu, na drugim miejscu znalazła się możliwość pracy zdalnej, a następnie perspektywy rozwoju, atmosfera, a także udział w interesujących projektach. Listę zamyka szeroki pakiet benefitów pozapłacowych.na czym najbardziej zależy pracującym w BSS_Grafton Recruitment

Zarobki w branży BSS są uznawane za atrakcyjne, sektor znany jest też z tego, że pracownicy otrzymują coroczne podwyżki płac. Jaka była ich wysokość w 2024 roku? Blisko 90% osób uczestniczących w badaniu zadeklarowało wzrost wynagrodzenia do 10%, z czego niemal połowa (48,5%) otrzymała 5–10% więcej, a w przypadku 40%  respondentów – do 5%. Co dziesiąta osoba mogła liczyć na podwyżkę wyższą niż 10%.

Praca hybrydowa oraz w pełni zdalna to norma w sektorze BSS. W najpopularniejszym modelu hybrydowym zatrudnieni spędzają w biurze do 10 dni w miesiącu, na taką odpowiedź wskazało 28,2% badanych.praca hybrydowa czy stacjonarna_Grafton Recruitment

– Modele pracy hybrydowej lub  zdalnej sprawdzają się w sektorze BSS, w którym zatrudnieni wiele projektów realizują samodzielnie, wyróżnia ich duże zaangażowanie i odpowiedzialność. Obserwujemy jednocześnie, że  nie tylko są one odpowiedzią na potrzeby kandydatów,  ale wręcz zwiększają lojalność zatrudnionych, którzy doceniają elastyczność formuły – podkreśla Anna Federowicz, manager ds. rekrutacji stałych w Grafton Recruitment.

cyber_Folks: Skup 50 tys. akcji własnych i 2 zł dywidendy na akcję po rekordowym 2024 r.

Zarząd cyber_Folks rekomenduje aktualizację parametrów skupu akcji własnych w związku z rekordowymi wynikami finansowymi i pozytywnymi perspektywami rozwoju. Spółka zamierza przeprowadzić skup 50 tys. akcji po nie więcej niż 200 zł za walor. Skup akcji własnych jest elementem rekordowej dystrybucji zysku do akcjonariuszy – spółka na dywidendę zamierza przeznaczyć 28,3 mln zł, co daje rekordowe 2 zł na akcję.

– Skup akcji własnych pozwala nam na dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. Doceniamy naszych inwestorów. Mamy za sobą rekordowy rok. Odnotowaliśmy najwyższe w swojej historii wyniki finansowe. Nasza obecna sytuacja gotówkowa jest bardzo dobra, przychody netto wzrosły o 37% r/r, osiągając 657 mln zł, natomiast zysk netto wyniósł 154 mln zł, co stanowi wzrost o 75% w porównaniu do roku poprzedniego. Umacniamy swoją pozycję jako lidera technologii e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

Zarząd cyber_Folks podjął decyzję o zarekomendowaniu aktualizacji parametrów skupu akcji własnych. Nowa propozycja zakłada zwiększenie ceny skupu z 180 zł do nie więcej niż 200 zł za akcję, przy liczbie 50 000 akcji. Zakupione przez spółkę akcje zostaną przeznaczone na realizację istniejącego programu ESOP. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych dostępne są m.in. na stronach spółki i w komunikatach.

cyber_Folks od lat dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. W ubiegłym roku spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 1,50 zł na akcję, przeznaczając na wypłatę dla akcjonariuszy 21,2 mln zł – dodatkowo, realizując skup akcji własnych o wartości 6,8 mln zł w lipcu 2024 roku.

– Na przyszłość patrzymy z dużym optymizmem. Widzimy perspektywy do jeszcze lepszych wyników. Sprzyja nam ogólna koniunktura na rynku i przeprowadzane akwizycje. Nie można zapomnieć, że koniunktura na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest coraz lepsza. Rośnie także zapotrzebowanie na usługi e-commerce – to pozwala nam na realizację ambitnych planów. Zakładamy podwojenie wyniku EBITDA w ciągu najbliższych trzech lat, osiągając 310 mln zł w 2027 roku – dodaje Jakub Dwernicki, prezes cyber_Folks.

W ramach strategii motywowania kluczowych pracowników, cyber_Folks wdrożył Program Motywacyjny ESOP (Employee Stock Option Plan). Program ten, podzielony na część lojalnościową i motywacyjną, obejmuje przyznanie maksymalnie 250 tys. akcji, co stanowi 1,11% kapitału zakładowego spółki. Celem programu jest docenienie zaangażowania pracowników oraz zachęcenie do realizacji ambitnych celów ekonomicznych, takich jak osiągnięcie 100 mln zł EBITDA w 2026 roku.

Netflix przebił prognozy, ale dane z USA mogą niepokoić

Akcje Netflixa w pierwszej reakcji wzrosły ponad 4% po bardzo solidnych wynikach finansowych za I kwartał 2025 roku. Istnieją powody, dla których Netflix jest przez rynek odbierany jako pewien ‘papierek lakmusowy’ nastrojów konsumentów i ich apetytu na konsumpcję uznaniowych dóbr, w tym przypadku – usług. Jeśli założymy, że tak naprawdę jest, możemy dojść do wniosku, że globalna konsumpcja wygląda solidnie, choć przychody na rynku w Ameryce Północnej zawiodły prognozy. Wciąż jednak mówimy o prawie 10% wzroście rok do roku.

Całokształt raportu powinien raczej “uspokoić”, niż zmartwić Wall Street. Spółka przedstawiła prognozy dla bieżącego kwartału, które zdecydowanie (zwłaszcza pod względem zysku na akcję) przekroczyły oczekiwania. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Netflix od tego kwartału włącznie zrezygnował z raportowania wzrostu subskrypcji i ich anulacji. Być może gdyby dane były dalej transparentne, obserwowalibyśmy dziś reakcję podobną do wyników z roku 2022, gdy utrata kilkuset tysięcy subskrybentów skończyła się dla akcji spółki krachem.

To jednak tylko domysły, ponieważ niemal na pewno liczba subskrybentów wzrosła, choć wzrost ten mógł być rozczarowujący – zwłaszcza w Ameryce Północnej, gdzie konsument może powoli szykować portfele i zaciskać pasa w oczekiwaniu na wzrost inflacji, wynikającej z taryf celnych. Względna słabość na rynku USA została z nawiązką skompensowana wzrostem w Europie i Azji oraz wyższą rentownością, którą napędzają zyski z reklam.

Spółka utrzymała roczną prognozę i wskazała, że nie dostrzega w zachowaniach konsumentów “recesji” spowodowanej wojną handlową. Przynajmniej na razie. W ostatnim czasie Netflix przyciąga zainteresowanie inwestorów, pokazując sporą odporność na wyprzedaż w sektorze technologicznym. Obecnie akcje notowane są niespełna 10% poniżej historycznych szczytów, a jeśli nastroje z handlu posesyjnego utrzymają się, jutro testować mogą okolice historycznych maksimów.

Mocne wyniki pokazały, że optymizm rynku co do waloru był przynajmniej częściowo uzasadniony. Przychody wzrosły o 13% rok do roku do 10,54 mld USD, a zysk operacyjny o 27% r/r.  Wycena Netflixa pozostaje wysoka, ale spółka broni się skalą wzrostu, czy wysokim wskaźnikiem zwrotu na zainwestowanym kapitale. Mocny biznes reklamowy prawdopodobnie będzie nadal wspierał rentowność Netflixa, co widzimy w raportowanych, jak i oczekiwanych marżach.

Firma zdaje się odjeżdżać konkurencyjnym platformom zainteresowaniem użytkowników i ilością treści. To daje kolejne miejsca do monetyzacji. Niemniej jednak rynek lubi nadawać lubianym na Wall Street walorom różne ‘super-cechy’, które finalnie mogą zostać brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością. Tak jest w przypadku narracji ‘odpornego na recesję’ modelu biznesowego Netflixa.  Wall Street doszło do wniosku, że rozrywka będzie prawdopodobnie ostatnim, z czego zrezygnują konsumenci, nawet jeśli inflacja i recesja uderzy w ich portfele.

Tak postawiona teza wydaje się ryzykowna. Częściowo jest sprzeczna też z odbieraniem Netflixa jako ‘papierka lakmusowego’ kondycji konsumenta. Przypisywana w ten sposób premia w wycenie spółki może na akcjach zemścić się w najbliższych kwartałach. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak myśleniem życzeniowym. Subskrypcja Netflixa pozostaje wydatkiem uznaniowym i w scenariuszu napiętych budżetów gospodarstw domowych – jedną z rzeczy branych pod uwagę, przy ograniczaniu kosztów. Nie zmienią tego “chwyty reklamowe” rodem z Wilka z Wall Street.

Obecna wycena Netflixa ma solidne fundamenty, ale ryzyko spadku pozostaje realne, jeśli narracja o odporności na recesję nie potwierdzi się w pełnym niespodziewanych zdarzeń i konfliktów świecie.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

XTPL z 2,1 mln zł przychodów w Q1 2025 – ruszyło pierwsze wdrożenie przemysłowe w Chinach

XTPL według wstępnych szacunkowych danych wygenerował w I kwartale 2025 roku 2,1 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Największy wpływ na osiągnięty wynik miało dostarczenie 2 urządzeń Delta Printing System (DPS): do klienta w UK – University of Cambridge oraz do klienta w USA – Washington University. Dodatkowo, w I kwartale 2025 roku Spółka rozpoczęła realizację pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego swojej technologii. Początkowo dostarczy 6 szt. modułów Ultra-Precise Dispensing (UPD) do bezpośredniego partnera – wiodącego chińskiego producenta maszyn do masowej produkcji wyświetlaczy FPD. Pierwszy moduł XTPL został już dostarczony i zamontowany w dużej maszynie przemysłowej partnera, a kolejnych 5 modułów zostanie dostarczonych zgodnie z harmonogramem do końca czerwca br. wpływając pozytywnie na wyniki II kwartału. Klientem końcowym rozwiązania wykorzystującego technologię XTPL, jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach rzędu kilkudziesięciu mld USD.

– W I kwartale 2025 roku realizowaliśmy prace nad przygotowaniem do wysyłki sześciu modułów UPD w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego technologii XTPL. Klientem końcowym naszych głowic drukujących jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin na świecie. Pierwszy moduł został już odebrany przez klienta, a do końca czerwca br. dostarczymy pozostałe 5 szt. modułów przeznaczonych do integracji z dużymi maszynami partnera na przemysłowej linii produkcyjnej. Wdrożenie przemysłowe przebiega zgodnie z harmonogramem, a ze względu na jego wysoki potencjał, który szacujemy na ok. kilkadziesiąt szt. modułów w horyzoncie najbliższych lat, kolejnych zamówień spodziewamy się w dalszej części roku. Równolegle kontynuowane są przez nas prace w pozostałych 3 najbardziej zaawansowanych projektach nakierowanych na wdrożenie przemysłowe, które ewaluujemy z partnerami z Korei Płd., Tajwanu oraz z USA. Po pierwszych kilku miesiącach od informacji o wdrożeniu w Chinach widzimy już, że informacja ta została dostrzeżona przez rynek i wierzymy, że może okazać się istotnym wsparciem dla osiągnięcia pozytywnych decyzji w kolejnych projektach – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje obecnie trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Ponadto Spółka generuje dodatkowe przychody z tytułu dotacji, które współfinansują część prowadzonych projektów o charakterze B+R. W I kwartale 2025 roku Spółka nie pozyskała nowych środków z dotacji, ale zgodnie z zasadą rozliczania grantów do wielkości aktywów, może wykazać przychody z tego tytułu w sprawozdaniu finansowym. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 marca 2025 roku wyniósł 20,5 mln zł.

– Główną kontrybucją do wyniku I kwartału 2025 roku było dostarczenie urządzeń Delta Printing System (DPS) do kolejnych klientów w UK i USA. Jednym z zamawiających był University of Cambridge, który co roku plasuje się w gronie najwyżej ocenianych uczelni na świecie. Prowadzenie prac badawczych na naszym urządzeniu przez wiodący globalnie ośrodek naukowy pokazuje jak wysoką dojrzałość i rozpoznawalność osiągnęła już technologia XTPL. Ilustruje to również pierwsze zamówienie DPS przez amerykańskiego klienta przemysłowego z sektora obronnego (ang. defence contractor), jakie otrzymaliśmy pod koniec marca. Wysokie zainteresowanie otwartym przez nas pod koniec ubiegłego roku centrum demonstracyjno-sprzedażowym w Bostonie sprawiło, że w potencjalnym pipeline sprzedażowym pojawiło się kilku przedstawicieli tego strategicznego sektora. Wspólnie weryfikujemy obecnie możliwość zastosowania technologii XTPL w tym nowym i atrakcyjnym dla nas rynku – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

3 stycznia 2025 roku XTPL ogłosił pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe autorskiej technologii UPD (Ultra-Precise Dispensing). Bezpośrednim partnerem, do którego w I półroczu 2025 dostarczona zostanie pierwsza partia modułów UPD Spółki w ilości 6 szt. (głowic drukujących), jest wiodący chiński producent maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. W kolejnym kroku partner zbuduje urządzenia przemysłowe z wykorzystaniem modułów XTPL, które trafią na linię produkcyjną jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin. Realizacja projektu może potrwać do kilku lat i obejmować łączny wolumen zamówień kilkudziesięciu modułów UPD Spółki, które zostaną wykorzystane do napraw defektów w wyświetlaczach FPD o ultrawysokiej rozdzielczości, znacząco zmniejszając liczbę odrzutów na linii produkcyjnej.

Spółka posiada obecnie 9 projektów na co najmniej drugim etapie procesów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii (zakończony wstępny kontakt i identyfikacja potrzeb klienta, rozpoczęta ewaluacja technologii i prace rozwojowe po stronie XTPL), których łączny potencjał, przy pozytywnej walidacji i pełnym wdrożeniu, szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów w horyzoncie czasu ich realizacji. Najbardziej zaawansowane są 4 projekty (w tym realizowane wdrożenie dla klienta z Chin) obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin (obecnie realizowane wdrożenie przemysłowe), czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

EBC rozpoczął cykl obniżek stóp procentowych. Turcja ratuje lirę

Wczorajsze dane na temat zmian stóp procentowych zaskoczyły rynki. Nie mówimy jednak o EBC, bo tutaj nie było niespodzianki, tylko o Turcji, która najprawdopodobniej próbuje ratować lirę. W tle dane z USA, które nie zmieniły równowagi na dolarze.

EBC tnie stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu EBC obniżył stopy procentowe o 0,25%. Początek komunikatu był bardzo standardowy. Mówiono o spadku zarówno inflacji, jak i inflacji bazowej oraz jej stabilizacji w średnim okresie w celu inflacyjnym. Wskazano również na spadek tempa wzrostu płac, co dla pracowników nie jest dobrą wiadomością, ale z perspektywy walki z inflacją – już tak. W dalszej części komunikatu nie zabrakło jednak nawiązań do nieprzewidywalności rynkowej, ale wskazano też na odporność na wstrząsy strefy euro. Niestety taka deklaracja nie ograniczy negatywnego wpływu wojny handlowej na gospodarkę. Pojawiło się również standardowe zapewnienie o działaniach na podstawie danych, aby utrzymywać inflację w celu 2%.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie zaskoczyły rynków. Ubyło trochę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, co jest oczywiście bardzo dobrą wiadomością dla amerykańskich pracowników. Z drugiej strony słabsze dane napłynęły z rynku nieruchomości. Niby mamy więcej pozwoleń na budowę domów, ale co z tego, skoro rozpoczętych budów jest wyraźnie mniej niż oczekiwano. Dane te nie spowodowały rewolucji na kursie dolara. Biorąc pod uwagę, jak bardzo ostatnio dolar przyspawał się do okolic 1,13-1,14 za jedno euro, możemy oczekiwać, że jeszcze jakiś czas pozostanie w tej strefie. Chyba że administracja USA wykorzysta święta do jakiejś ważnej deklaracji politycznej.

Turcja podnosi stopy procentowe

Ostatnie decyzje monetarne w Turcji mogą budzić spore zdziwienie. Jak ktoś spojrzy tylko na dane makroekonomiczne, trudno będzie zrozumieć obecne zmiany. Wczoraj stopy procentowe poszły w górę o 3,5% z 42,5% na 46%. Na trzech poprzednich posiedzeniach były z kolei obniżane po 2,5%. Co się stało w Turcji, że spotkanie po spotkaniu doszło do podwyżki stóp procentowych po wcześniejszej obniżce? I to przy nadal spadającej inflacji. Powodem są ryzyka polityczne. Po aresztowaniu członków opozycji administracyjnie kurs liry do dolara usztywniono. Problem w tym, że przy niskim zaufaniu inwestorów wymagało to kosztownych interwencji rynkowych. Podniesienie stóp procentowych obniża koszty tych interwencji, dlatego też jednodniowa stopa overnight poszła bardziej w górę. Podnosi to jednak i tak już absurdalnie wysokie koszty kredytów w Turcji. Niestety to społeczeństwo ponosi koszty niedemokratycznych praktyk władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych jest niemal pusto. W wielu zachodnich państwach to Wielki Piątek jest bowiem dniem wolnym na rynku, a nie poniedziałek, jak w Polsce.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC rusza z cyklem obniżek stóp – inflacja spada, ale geopolityka niepokoi

EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył wszystkie stopy procentowe o 0,25 proc.: stopę depozytową z 2,50 proc. na 2,25 proc., refinansową z 2,65 proc. na 2,40 proc. i stopę kredytową z 2,90 proc. na 2,65 proc.

Sama obniżka nie jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę odczyty gospodarcze i inflacyjne, można się było jedynie zastanawiać jak będzie wysoka. Większość uczestników rynku spodziewała się jednak obniżki właśnie o 0,25 proc.

W najbliższych okresach należy się spodziewać kontynuacji cyklu obniżek stóp procentowych, choć potencjalna wojna handlowa i wydatki zbrojeniowe mogą odrobinę zwiększać niepewność związaną z decyzjami EBC.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Sektor finansowy w CEE stawia na konsolidację: banki, ubezpieczenia i zarządzanie aktywami w centrum zmian

0
  • Instytucje finansowe w Europie Środkowo-Wschodniej angażują się w fuzje i przejęcia, aby osiągnąć skalę i synergie operacyjne, tworząc wyspecjalizowane, konkurencyjne podmioty oraz by lepiej konkurować z podmiotami z Europy Zachodniej.
  • Wolumen wzrósł w 2024 r. do 56 transakcji w porównaniu do 46 w 2023 r. Ujawniona wartość transakcji (3,1 mld USD w 2024 r.) była najwyższa od 2021 r.
  • Banki to 50% transakcji w sektorze usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2024 r., a następnie ubezpieczenia z 32-proc. udziałem.

Podmioty finansowe w Polsce oraz w regionie wciąż mają stosunkowo małą skalę i zwiększenie jej pomogłoby im lepiej konkurować z instytucjami finansowymi z Europy Zachodniej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE.

Banki będą w 2025 roku rozwijać kompetencje technologiczne, szukać dywersyfikacji oraz zwiększenia skali działania poprzez M&A. Europejskie instytucje finansowe rozszerzają obszary działania i szukają takich projektów i podmiotów, które pozwolą im na zwiększenie odporności na oczekiwane dalsze spadki stóp procentowych, w tym poprzez jeszcze większe zainteresowanie obszarem zarządzania aktywami. Dyskusję o konsolidacji wspiera wzrost akcji europejskich banków i ich rentowności. Fuzje i przejęcia pozostają także metodą na realizację strategii zwiększania przychodów prowizyjnych – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć w sektorze bankowości i rynków kapitałowych w 2024 roku wykazuje wzrost liczby transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej — łącznie 28 transakcji — w porównaniu do 25 w 2023 roku. Podobnie 2024 rok wyróżnia się pod względem ujawnionej wartości transakcji (2,7 mld USD) — lepszej niż we wszystkich poprzednich analogicznych okresach, w tym w 2022 roku. Banki, zwłaszcza średniej wielkości, konsolidują się by tworzyć bardziej potężne podmioty, gotowe podbić świat dzięki zwiększonej sile rynkowej i pogłębionej wiedzy sektorowej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE. Jedną z największych ubiegłorocznych transakcji było przejęcie VeloBanku przez Cerberus Capital Management o wartości 270 mld USD.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć jest największa w sektorze bankowym spośród badanych przez nas instytucji finansowych dlatego, że skokowe zwiększenie skali i pozyskanie nowych kompetencji przez przejęcie konkurenta wpływa bezpośrednio na ich pozycję konkurencyjną. Ten proces będzie przyspieszał, m.in. dzięki postępowi technologicznemu, napędzanemu przez upowszechnianie zastosowań generatywnej sztucznej inteligencji zwiększającej produktywność i innowacyjność oferty. Prognozowane obniżki stóp procentowych mogą dać dodatkowy impuls do konsolidacji. Banki w regionie działają na stosunkowo niewielka skalę. Najwięcej zyska ten, kto pierwszy stworzy silnego, regionalnego gracza – mówi Magda Warpas, Partner EY-Parthenon.

Ubezpieczenia

Rynek ubezpieczeń również jest bardzo aktywny na polu fuzji i przejęć, z 18 transakcjami w 2024 roku o ujawnionej wartości 332 mln USD, odnotowując 13% wzrost liczby transakcji fuzji i przejęć (w porównaniu do 2023 roku). W Polsce transakcje występowały przede wszystkim w sektorze brokerskim.

Model Managing General Agent (MGA) wyłania się jako przełomowy, oferując nowe spojrzenie na zwinność operacyjną w ściśle regulowanej przestrzeni. Konsolidacja w sektorze brokerskim powinna się utrzymać dzięki silnym i stabilnym marżom, rozdrobnionym rynkom oraz strategiom ukierunkowanym na ekspansję międzynarodową – mówi Magda Warpas.

Wealth and asset management

W 2024 roku sektor zarządzania majątkiem i aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej zmagał się z trudnymi warunkami, czego efektem jest dziesięć transakcji (wzrost o 100% w porównaniu do 2023 roku) — pozostając w tyle za sektorami bankowości oraz ubezpieczeń pod względem liczby transakcji i ujawnionej ich wartości.

Wysokie stopy procentowe oraz inflacja to główne wyzwania dla sektora obok tempa i sposobu wdrażania generatywnej sztucznej inteligencji, która umożliwia poprawę efektywności i obsługi klienta. Spadające stopy procentowe mogą stać się katalizatorem wzrostu a przyciągnięcie najlepszych talentów oraz efektywne wykorzystanie sztucznej inteligencji będą czynnikami dywersyfikującymi instytucje wealth and asset management – mówi Magda Warpas.

Fundusze private equity obserwują z uwagą sektor zarządzania majątkiem i aktywami, by w porę wyłowić podmioty do dalszej konsolidacji, gdy mniejsi gracze będą zmagać się z kosztami utrzymania konkurencyjności na rynku zorientowanym na skalę, który sprzyja technologicznie zaawansowanym firmom.

Metodyka
The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE opiera się na analizie EY danych z Capital IQ Pro, LSEG i Mergermarket od 2021 do czerwca 2024 roku. Na potrzeby tej publikacji, definicja usług finansowych obejmuje firmy z sektorów bankowości i rynków kapitałowych, ubezpieczeń oraz zarządzania majątkiem i aktywami.

Transakcje obejmują operacje (ogłoszone lub zakończone), w których celem jest firma działająca w jednym z trzech sektorów usług finansowych, a cel lub nabywca ma siedzibę w Europie Środkowej lub Wschodniej (CEE) (w tym: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Estonia, Grecja, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Malta, Mołdawia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina).

Nie ma minimalnego ujawnionego progu wartości transakcji. Transakcje, w których nabyto mniej niż 20% (ujawnione) firmy, a także inwestycje kapitałowe, joint ventures, pierwsze oferty publiczne i transakcje portfelowe nie zostały uwzględnione.

„Wartość transakcji” odnosi się do całkowitej wartości transakcji z publicznie ujawnioną kwotą transakcji. Informacje o wartości były ujawniane dla 10%-35% transakcji w analizowanym okresie, w zależności od roku. Wykresy wolumenu transakcji obejmują również transakcje z nieujawnionymi wartościami transakcji. Wartości transakcji są zaokrąglane.

Makroekonomiczny czwartek: decyzje EBC i Turcji, dane z USA i napięcia w Argentynie

Sytuacja walutowa w Argentynie znów zaczyna wymykać się spod kontroli. Inflacja bazowa w Polsce podtrzymuje oczekiwania o nadchodzących obniżkach stóp procentowych. Dane z USA bez większego wpływu na rynki, które czekają na dzisiejsze cięcie stóp przez EBC.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej. Ten wskaźnik nie wlicza elementów najbardziej zmiennych, czyli cen energii i żywności. Tak uproszczony parametr rośnie o 3,6% w skali roku. Analitycy liczyli na 3,5%, ale to nadal solidny wynik. Pamiętajmy, że cel inflacyjny w Polsce wynosi 2,5%, z tolerancją 1%. Wartość ta jest bardzo blisko górnej granicy tak wyznaczonej normy. Uwiarygadnia to zatem scenariusz, w którym w najbliższych miesiącach zobaczymy obniżki stóp procentowych w Polsce. Widać to zresztą bardzo wyraźnie po spadającej stawce WIBOR – zarówno tej 3M i 6M. Co to oznacza dla rynków walutowych? Im niższe stopy, tym słabsza waluta. Można spodziewać się trudniejszego momentu dla złotego. Z drugiej strony zmiany WIBOR są już na tyle istotne, że po aktualizacji stawek kredytobiorcy powinni odczuć spadek rat kredytów.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA były bardzo bliskie oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,4%, przy prognozowanym rezultacie 1,3%. Również produkcja przemysłowa zgodnie z przypuszczeniami zmniejszyła się o 0,3%. Co więcej, spadło wykorzystanie mocy produkcyjnych. Wynosi ono obecnie 77,8% – co jak wskazuje część komentatorów – jest dowodem na możliwość przeniesienia produkcji do USA. Problem w tym, że Amerykanie chcą nosić tanie ubrania, a nie je produkować. Dane te zostały przyjęte przez rynek neutralnie. Kurs dolara wobec euro znów oscyluje tuż poniżej dolara i czternastu centów za jedno euro.

Dewaluacja w Argentynie

Ten tydzień jest wyjątkowo interesujący na argentyńskim peso. ARS – bo taki skrót ma tamtejsza waluta – jest czasowo usztywniany względem dolara. Problem w tym, że założenia są bardzo optymistyczne. W rezultacie bardzo regularnie dochodzi do sytuacji, w której kurs rynkowy znacząco odbiega od administracyjnego. Efektem tego są dostosowania w formie administracyjnego osłabiania oficjalnego kursu. Do podobnej sytuacji doszło w poniedziałek. W efekcie tego ruchu za jednego dolara pod koniec dnia płacono już nie 1080 peso, a aż 1200 peso. Jak się jednak okazuje, pomimo tego, że nie była to jeszcze stawka rynkowa, rząd Argentyny i tak postanowił amortyzować spadki. Co więcej, docelowy poziom to zdaniem prezydenta 1000 peso za dolara. W tym celu gwałtownie podniesiono krótkoterminowe stopy procentowe. Jak widać libertarianizm libertarianizmem, ale rynkiem trochę sterować trzeba.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy I kwartał dla elektromobilności. Rośnie liczba elektryków i punktów ładowania

Według danych z końca marca 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 87 461 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W I kwartale b.r. ich liczba zwiększyła się o 7 201  szt., czyli o 22% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2025 r. po polskich drogach jeździły 157 362 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 78 853 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 78 509 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 8 639 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 24 163 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 044 755 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 525 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1437 szt., zaś wodorowe – 88 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2025 r. w Polsce funkcjonowało 9 342 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 32% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 68% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

– Wzrosty rejestracji pojazdów osobowych są spowodowane wprowadzeniem programu „NaszEauto”, a jeśli Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecyduje się – po zapoznaniu się z  wynikami po pierwszych miesiącach funkcjonowania i oceną programu – poszerzyć go o pojazdy dostawcze bądź o odbiorców instytucjonalnych, z pewnością wzrosty te będą jeszcze większe. Czekamy też na zwiększenie liczby rejestracji pojazdów zeroemisyjnych pow. 16 t. po tym, gdy zostanie już wprowadzony dedykowany im program. W ostatnim czasie obserwowaliśmy procentowo duże wzrosty rejestracji tych pojazdów, jednak wciąż jeszcze ich ilość jest mała, w porównaniu z wynikami w innych krajach europejskich. Mamy nadzieję, że uruchomienie tego programu i – co równie istotne – dwóch programów dedykowanych ładowarkom dla samochodów ciężarowych i infrastrukturze do nich, przełoży się na bardzo wyraźny wzrost ich rejestracji. Biorąc pod uwagę fakt, że w sumie na te trzy programy przeznaczono niebagatelną kwotę 6 miliardów złotych, wydaje się to bardzo prawdopodobne – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Po zakończeniu programu „Mój elektryk”, w Polsce bardzo brakuje dopłat do zeroemisyjnych pojazdów dostawczych kategorii N1. Liczba rejestracji nowych, elektrycznych „dostawczaków” w I kwartale b.r. spadła o kilkanaście procent rok do roku. To bardzo kontrastuje z ponad 20-procentowmym wzrostem w segmencie samochodów osobowych, które są objęte dotacjami z programu „NaszEAuto”. To niewykorzystana szansa na przyspieszenie elektryfikacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną, bardzo bogatą ofertę modelową dostawczych BEV oraz fakt, że pojazdy tego typu idealnie nadają się do realizacji zadań z zakresu logistyki miejskiej. Dlatego liczymy na możliwie szybką, zapowiedzianą przez administrację centralną rewizję założeń KPO, która mogłaby pozwolić na objęcie dofinansowaniem również pojazdów kategorii N1 mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

SOFTSWISS i legenda wyścigów Rubens Barrichello przedłużają strategiczną współpracę

SOFTSWISS, międzynarodowa marka technologiczna z centrami rozwoju partnerskiego w Warszawie i Poznaniu, z dumą ogłasza przedłużenie strategicznego partnerstwa z Rubensem Barrichello – legendarnym kierowcą Formuły 1 oraz dyrektorem niewykonawczym w Ameryce Łacińskiej.

Barrichello, jedno z najbardziej szanowanych nazwisk w świecie sportów motorowych, zbudował imponującą, niemal dwudziestoletnią karierę na najwyższym poziomie wyścigów. Znany z występów w zespołach takich jak Ferrari, ceniony jest nie tylko za osiągnięcia na torze, ale również za przywództwo i zaangażowanie w działalność charytatywną.

Przedłużenie współpracy stanowi kontynuację udanego pierwszego roku partnerstwa, w trakcie którego Barrichello odegrał kluczową rolę w zwiększaniu globalnej rozpoznawalności marki SOFTSWISS oraz stał się jej wiarygodnym ambasadorem.

Jednym z najważniejszych momentów współpracy był udział Barrichello w inauguracji inicjatywy SOFTSWISS Excellence Talks – wewnętrznego projektu firmy zapoczątkowanego w grudniu 2024 roku w poznańskim centrum rozwoju. Jako pierwszy gość serii, Barrichello odwiedził zespół, dzieląc się inspirującymi przemyśleniami i odpowiadając na pytania pracowników. Spotkanie podkreśliło, że wartości takie jak przywództwo, praca zespołowa i umiejętność adaptacji są niezbędne w świecie wyścigów ale znajdują swoje odzwierciedlenie także w budowaniu innowacyjnych zespołów technologicznych.SOFTSWISS Excellence Talks

„Rubens wnosi niezrównany poziom autentyczności, uczciwości i pasji do wszystkiego, co robi” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Z biegiem czasu stał się dla nas kimś więcej niż tylko partnerem – stał się prawdziwym przyjacielem. Jego obecność pomogła nam zbudować głębsze relacje z partnerami, klientami i społecznością, nie tylko jako marka, ale jako odpowiedzialny, długoterminowy partner biznesowy.”

Od rozpoczęcia współpracy w kwietniu 2024 roku, Barrichello aktywnie wspierał kluczowe inicjatywy marki, odzwierciedlające jej wartości w obszarach partnerstwa, zaangażowania kulturowego i społecznej odpowiedzialności. Wśród nich znalazło się m.in. jego wsparcie dla kampanii Help Brazil, zainicjowanej w odpowiedzi na powodzie w stanie Rio Grande do Sul. Początkowa pomoc przerodziła się w długofalowe działania na rzecz dostępu do czystej wody – misji, której zarówno Barrichello, jak i SOFTSWISS pozostają wierni.

Rubens Barrichello
Rubens Barrichello

„Jestem dumny, że mogę kontynuować tę podróż z SOFTSWISS”, mówi Rubens Barrichello. „Pierwszy rok naszej współpracy pokazał, że wspólne wartości mogą realnie przekładać się na sukces – zarówno w biznesie, jak i w działaniach na rzecz rynków regionalnych oraz lokalnych społeczności. Z entuzjazmem czekam na kolejne rozdziały tego wyjątkowego partnerstwa.”

Kilka słów o SOFTSWISS

SOFTSWISSSOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna, która w 2024 roku obchodziła 15-lecie działalności. W 2013 roku firma jako pierwsza w branży iGaming zintegrowała rozwiązania oparte na kryptowalutach. Obecnie SOFTSWISS zatrudnia ponad 2000 pracowników, zarówno w biurach stacjonarnych, jak i zdalnie, a jej główne centra rozwoju mieszczą się w Warszawie i Poznaniu.

EBC i Fed balansują na cienkiej linie: inwestorzy czekają na sygnały, rynki pozostają nerwowe

Dzisiejsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego stanowi kluczowy punkt tygodnia na rynkach finansowych, jednak oczekiwania co do niespodzianek ze strony EBC są ograniczone. Po krótkim okresie niepewności co do możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych, rynki niemal w pełni zdyskontowały taki scenariusz. Tradycyjnie EBC nie ulega presji krótkoterminowych wydarzeń i zmienia swoje nastawienie stopniowo. Co więcej, znaczne umocnienie euro od ostatniej decyzji oraz ryzyko napływu tanich towarów z Chin do Europy ograniczają presję inflacyjną, co również przemawia przeciwko bardziej “jastrzębiemu” stanowisku banku centralnego.

Większych emocji należy się spodziewać w kontekście “forward guidance”, czyli wskazówek dotyczących przyszłych decyzji. Jeśli podczas konferencji prezes Christine Lagarde zasugeruje, że Rada Prezesów skłania się ku strategii “wait and see” w obliczu niepewności związanej z wojną handlową, euro może nieco zyskać. Szefowa EBC prawdopodobnie zachowa elastyczność i nie zwiąże się jednoznacznymi deklaracjami, przez co zachowanie euro będzie zależeć głównie od niuansów językowych użytych podczas wystąpienia. Jednak biorąc pod uwagę szereg czynników przemawiających przeciwko jastrzębiej niespodziance, ryzyka są wyraźnie przechylone w stronę osłabienia wspólnej waluty.

Na rynku amerykańskim dolar nie zdołał się wczoraj wzmocnić, mimo mieszanych danych makroekonomicznych i stosunkowo jastrzębiego tonu przewodniczącego Fed Jerome’a Powella. Kurs EUR/USD chwilowo przebił poziom 1,14, co sugeruje, że inwestorzy wciąż mają wątpliwości co do trwałości obecnej polityki monetarnej USA.

Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych wypadła solidnie, chociaż można przypuszczać, że część zakupów została przyspieszona w obawie przed wzrostem cen wynikającym z ceł. Produkcja przemysłowa spadła nieco bardziej od oczekiwań, ale korekta danych za poprzedni miesiąc zniwelowała ten efekt. Spadek produkcji może być wynikiem łagodnej pogody, a nie symptomem spowolnienia gospodarczego.

Obraz danych makro pozostaje zatem spójny z tendencją obserwowaną od kilku tygodni: podczas gdy tzw. dane miękkie, jak wskaźniki nastrojów, znacząco osłabły od początku prezydentury Trumpa, dane twarde – takie jak sprzedaż detaliczna – wciąż wykazują odporność. Nie oznacza to jednak, że miękkie wskaźniki nie przełożą się w końcu na realną gospodarkę – może to po prostu potrwać nieco dłużej.

Sam Jerome Powell nie wydaje się szczególnie zaniepokojony stanem gospodarki USA. Wczorajsze wypowiedzi miały “jastrzębi” wydźwięk – podobnie jak wiele wcześniejszych – i skupiały się głównie na ryzykach inflacyjnych związanych z polityką celną. Powell podkreślił, że poziom ceł przekracza nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze zakładane przez Fed. Mimo to rynek zdaje się wątpić, że Rezerwa Federalna może pozostać skupiona wyłącznie na walce z wysokimi cenami. Inwestorzy wciąż liczą na kolejne obniżki stóp procentowych w celu wsparcia realnej gospodarki. W rezultacie nawet wyraźnie jastrzębie sygnały ze strony szefa Fed nie były w stanie wpłynąć na aprecjację USD. Widać, że zarówno w Europie, jak i w USA banki centralne muszą ostrożnie balansować po cienkiej linii między utrzymaniem stabilności cen a reakcją na wzrastające napięcia handlowe i niepewność gospodarczą.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sztuczna inteligencja zmienia handel detaliczny: od cen po obsługę klienta

Handel detaliczny wchodzi w nową erę dzięki sztucznej inteligencji (AI), która automatyzuje kluczowe procesy i usprawnia zarządzanie łańcuchem dostaw. Przekłada się to na wyższą efektywność i lepsze wyniki finansowe. Firmy, które skutecznie wdrażają te technologie, osiągają wyższy zwrot z inwestycji i zwiększają swoją konkurencyjność. 56% firm z sektora handlu detalicznego korzysta z AI od ponad 3 lat, co wskazuje na większe doświadczenie w porównaniu z innymi sektorami – wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation”, w którym przedstawiono między innymi przykłady wykorzystania AI w branży. Największym wyzwaniem związanym z wdrażaniem AI w handlu detalicznym są obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, wskazywane przez 38% firm.

AI wspiera rozwój handlu detalicznego

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje handel detaliczny, wprowadzając innowacje w personalizacji oferty, dynamicznym ustalaniu cen i precyzyjnym prognozowaniu popytu. Dzięki automatyzacji obsługi klienta oraz analizie danych w czasie rzeczywistym firmy mogą zwiększać efektywność operacyjną i poprawiać doświadczenia konsumentów.

Sektor handlu detalicznego stoi przed wyzwaniem dostosowania się do rosnącej roli sztucznej inteligencji. Firmy, które już wdrożyły AI, dostrzegają jej realny wpływ na optymalizację kosztów i poprawę jakości obsługi klientów. W obliczu presji inflacyjnej i zmieniających się preferencji konsumentów, narzędzia AI pozwalają szybciej reagować na trendy rynkowe oraz efektywniej zarządzać stanami magazynowymi i polityką cenową. Warto zwrócić uwagę, że aż 47% detalistów uznaje AI za kluczową dla ich działalności, co pokazuje, że technologie te przestały być jedynie eksperymentem, a stały się standardem w branży – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Sztuczna inteligencja napędza transformację biznesową – priorytety organizacji

Firmy na całym świecie coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję, aby realizować strategiczne cele i zwiększać swoją konkurencyjność. Jak wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent Retail. A Blueprint for Creating Value Through AI-Driven Transformation”, organizacje najczęściej wykorzystują AI do poprawy jakości obsługi klienta oraz usprawnienia procesu podejmowania decyzji – na te obszary wskazało po 42% respondentów.

Polski e-commerce rozwija się dynamicznie. Siła tego rozwoju nie tkwi wyłącznie w skali, ale także w inteligencji działania. Podobnie jak na całym świecie, coraz więcej firm wdraża rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję nie po to by eksperymentować, lecz by budować realną przewagę. AI wspiera podejmowanie decyzji, umożliwia szybszą reakcję na zmiany popytu oraz pozwala efektywniej dotrzeć do klientów poprzez personalizację zakupów. Wspiera również optymalizację procesów operacyjnych. Zgodnie z badaniem KPMG, 67% firm odnotowało poprawę efektywności, a ponad 70% spodziewa się wyraźnego wzrostu ROI w ciągu najbliższego roku dzięki wdrożeniu rozwiązań opartych na AI. AI nie tylko staje się narzędziem wykorzystywanym punktowo, ale w praktyce umożliwia zupełnie nowe podejście do klienta i operacji, np. inteligentne chatboty obsługujące 24/7, dynamiczne systemy cenowe, wirtualne przymierzalnie czy AI analizujące dane sprzedażowe w czasie rzeczywistym. Firmy, które potrafią połączyć te technologie z konkretnym modelem biznesowym, zyskują nie tylko lojalność klientów, ale także elastyczność w działaniu. Zmiany już zachodzą, a firmy, które potraktują AI strategicznie, mają szansę nie tylko nadążyć, ale i wyprzedzić konkurencję – zarówno w Polsce, jak i za granicą – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce.Inteligentne rozwiązania w handlu detalicznym - KPMG Poland

Bariery związane z AI z perspektywy detalistów

Największym wyzwaniem we wdrażaniu AI w handlu detalicznym pozostają obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, na które wskazuje 38% firm. Kolejne bariery to braki kompetencyjne w zakresie AI (27%) oraz niska jakość danych (27%), co pokazuje, że przeszkody technologiczne i organizacyjne wciąż hamują rozwój sztucznej inteligencji. Istotnym problemem jest również fragmentacja danych (26%) oraz brak wsparcia ze strony kadry zarządzającej (25%), co może utrudniać skuteczną implementację nowych rozwiązań. Firmy zwracają także uwagę na ograniczenia budżetowe (25%), opór pracowników przed zmianą (23%) oraz złożoność regulacji prawnych (21%), w tym wymogi związane z RODO.

O raporcie:         
Raport KPMG International „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation” powstał na podstawie wniosków z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 1 390 liderów rynku, w tym 163 z sektora handlu detalicznego. Uzupełniono je wywiadami z ekspertami oraz 18-miesięczną analizą wpływu generatywnej AI na biznes.

Słodko-gorzki czas dla producentów: czekolada pod presją cen, ceł i klimatu

W przededniu Wielkanocy ze sklepowych półek znikają kupowane przez Polaków czekoladowe zające, jajka i inne słodycze. Jednak cała branża słodyczy mierzy się dziś ze słodko-gorzką mieszanką sprzedaży i poważnych wyzwań. Ceny kakao na globalnym rynku zaczęły spadać, ale wciąż utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Do tego dochodzi niepewność związana z globalną sytuacją rynkową i nowymi cłami ogłoszonymi przez administrację Donalda Trumpa. W efekcie polscy konsumenci płacą za tabliczkę czekolady już nawet ponad 7 zł – choć może się okazać, że za rok zapłacimy za nią nawet ponad 10 zł.

Pomimo wzrostu cen, miłość do czekolady nie słabnie. Aż 66 proc. konsumentów na świecie deklaruje, że spożywa jej tyle samo co rok wcześniej. 18 proc. przyznaje, że je jej więcej, a tylko 16 proc. zmniejszyło zakupy – wynika z raportu firmy Barry-Callebaut, specjalizującej się w rynku kakao. W 2024 roku wartość sprzedaży detalicznej czekoladowych słodyczy na świecie przekroczyła 130 miliardów dolarów. Prognozy mówią o dalszym wzroście – średnio o 5,2 proc. rocznie do 2029 roku.

Dla takich gigantów jak Hershey czy Mondelez – właściciela marek Milka, Toblerone, 7Days czy Cadbury – okres wielkanocny od lat oznacza sprzedażowe żniwa. W tym roku jednak problemem dla producentów stały się galopujące ceny kakao. W ciągu ostatnich pięciu lat surowiec ten podrożał aż o 280 proc., głównie z powodu problemów z produkcją w Afryce Zachodniej. Widać to również w Polsce, gdzie cena standardowej tabliczki czekolady wzrosła w ciągu ostatniego roku o ponad 40 proc., osiągając w wielu sklepach poziom 7 zł.

Producenci starają się reagować – podnoszą ceny, zmniejszają wielkość produktów, eksperymentują z alternatywnymi składnikami. To tworzy ciekawą sytuację rynkową. Jak wskazuje Międzynarodowa Organizacja Kakao (ICO), popyt na ten surowiec słabnie, co również wpływa na tegoroczne spadki cen. W marcu 2025 zapasy ziaren kakao w ICE Futures London wzrosły aż o 68 proc. – z 34 070 ton do 57 390 ton. W Nowym Jorku, na giełdzie ICE Futures, w tym samym czasie zapasy wzrosły o 25 proc. – z 1 463 836 worków do 1 833 665. Dodatkowo prognozy dla głównych producentów wskazują, że sezon 2024/25 może być lepszy niż poprzedni. Wyjątkiem jest Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie przedłużająca się susza zagraża uprawom. Według ICO możliwe jest jednak, że straty tej części zbiorów zostaną zrekompensowane przez wyższą produkcję w innych krajach.

W dłuższej perspektywie uprawy kakao zmagają się z problemami klimatycznymi. Afryka Zachodnia – odpowiadająca za około 70 proc. światowej produkcji – doświadcza coraz większych opadów i wzrostu temperatur, co przekłada się na trudniejsze warunki uprawy i niższe plony. Niestabilna pogoda sprawia, że rolnikom coraz trudniej utrzymać odpowiedni poziom produkcji. Dodatkowo plantacje w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej dotyka wirus puchnięcia pędów kakaowca (CSSV), który skraca żywotność drzew i szybko się rozprzestrzenia, ograniczając podaż.

Na to wszystko nakładają się decyzje polityczne w Stanach Zjednoczonych. Ogłoszono tam nowe cła – 21 proc. na import kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej i 10 proc. z Ghany. Stawki te zapewne będą jeszcze negocjowane, ale już teraz stanowią realne zagrożenie dla rentowności producentów i mogą przełożyć się na wyższe ceny dla konsumentów w USA. Wybrzeże Kości Słoniowej sugeruje już, że może podnieść ceny surowca, co tylko pogłębi presję kosztową. Dodatkowo w grudniu 2025 roku wchodzi w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Lasów, które wymusi na producentach udowodnienie zrównoważonego pochodzenia kakao – to kolejne wyzwanie w zarządzaniu łańcuchem dostaw.

Mimo tych trudności producenci czekolady nie składają broni. Skupiają się na innowacjach i produktach premium, które są w stanie absorbować wyższe ceny. Widać to chociażby po ostatnim trendzie i popularności tzw. czekolady dubajskiej, której cena jest znacząco wyższa od standardowej. Świąteczne tradycje mają się dobrze, ale cała branża funkcjonuje dziś w rzeczywistości, gdzie słodycz zderza się z gospodarczą goryczą. Od zdolności adaptacyjnych producentów będzie zależeć, czy uda się utrzymać tę delikatną równowagę.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Netflix kontra globalna niepewność: jak poradzi sobie w kwartalnym raporcie?

Wyniki Netflixa za I kwartał pod lupą: czy lider streamingu ponownie zaskoczy inwestorów solidnym raportem w obliczu napięć handlowych wywołanych przez cła nałożone przez Trumpa?

  • Odporny, ale ostrożny: choć Netflix pozostaje stosunkowo odporny na bezpośrednie skutki ceł, inwestorzy powinni uważać na efekty pośrednie, zwłaszcza w kontekście możliwego wprowadzenia podatków od usług cyfrowych.
  • Marże i reklamy w centrum uwagi: kluczowymi wskaźnikami pozostają marże operacyjne i przychody z reklam, szczególnie że spółka nie ujawnia już danych dotyczących wzrostu liczby subskrybentów.
  • Długoterminowa narracja bez zmian: Pomimo krótkoterminowych zawirowań gospodarczych, ambitne długofalowe plany rozwoju Netflixa nadal prezentują się atrakcyjnie, co czyni firmę jednym z graczy wartych śledzenia.

– Inwestorzy przygotowują się na publikację wyników finansowych Netflixa za I kwartał w tym tygodniu, choć na rynku panuje niepewność. Sytuację dodatkowo komplikuje zamieszanie wokół kontrowersyjnych globalnych ceł nałożonych przez prezydenta Trumpa, które wywołały nerwowość i przestoje na Wall Street. W takim otoczeniu inwestorzy bacznie przyglądają się raportowi finansowemu Netflixa, zastanawiając się, czy spółka utrzyma ich zainteresowanie mocnymi wynikami, czy też pozostawi ich w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Akcje Netflixa od dawna postrzegane są jako relatywnie odporne na większe zawirowania gospodarcze wywołane wzrostem ceł, a tegoroczne wyniki będą ponownym testem reputacji firmy.

Czego spodziewać się po wynikach finansowych Netflixa?

Według przewidywań analityków przychody Netflix za I kwartał 2025 roku wyniosą około 10,5 miliardów USD, co oznacza wzrost o 12% r/r, a skorygowany zysk na akcję (EPS) około 5,76 USD, co stanowi wzrost o około 8% r/r. Chociaż wzrost przychodów pozostaje solidny, inwestorzy powinni pamiętać, że jest on niższy niż w poprzednich kwartałach.

Marża operacyjna Netflixa, główny wskaźnik rentowności, również znajdzie się w centrum uwagi. Netflix prognozuje, że poziom około 28,2% – stabilnie w porównaniu z rokiem ubiegłym, ale wciąż imponująco w porównaniu ze standardami branżowymi. Czy Netflix zdoła utrzymać tak solidne marże na solidnym poziomie, czy też rosnące koszty i presja zewnętrzna wymuszą na firmie bardziej zachowawczą strategię?

Co dalej z subskrypcjami?

Co ciekawe, Netflix przestał podawać dane o liczbie subskrybentów. Przez lata to właśnie tempo przyrostu liczby użytkowników było kluczowym wskaźnikiem dla inwestorów, więc jego brak przypomina nagłe urwanie wątku w serialu. Teraz uwaga rynku będzie skupiać się na innych wskaźnikach efektywności, zwłaszcza na średnim przychodzie na użytkownika (ARM). Ostatnie podwyżki cen na kluczowych rynkach, takich jak USA i Wielka Brytania, sprawiają, że parametr ten będzie analizowany jeszcze dokładniej, aby ocenić lojalność klientów i siłę cenową platformy.

Komentarz zarządu: wersja reżyserska

Netflix przedstawił ambitne plany, zakładające marżę operacyjną na poziomie 29% za cały 2025 rok i wolne przepływy pieniężne w wysokości około 8 miliardów USD, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do 6,9 miliarda USD w 2024 roku. Inwestorzy będą uważnie nasłuchiwać wszelkich informacji ze strony kierownictwa dotyczących rewizji lub potwierdzenia tych ambitnych celów.

Choć tradycyjny wzrost liczby subskrybentów nie jest już raportowany, kluczowe czynniki stojące za wynikami Netflixa pozostają jasne: atrakcyjne treści, przemyślane korekty cen i rosnące znaczenie modeli subskrypcji z reklamami. Choć  segment reklamowy Netflixa – wciąż odpowiada za około 3% całkowitych przychodów – może odegrać kluczową rolę w przyszłych strategiach wzrostu.

Narracja zarządu dotycząca przychodów z reklam będzie więc bacznie śledzona. W obliczu niestabilnej sytuacji gospodarczej, która może skłaniać firmy do ograniczania budżetów reklamowych, inwestorzy będą szczególnie wyczuleni na wszelkie informacje o kondycji rozwijającego się segmentu reklamowego Netflixa oraz jego odporności na trudniejsze warunki makroekonomiczne.

Czy Netflix może pozostać bezpieczny w kontekście globalnej wojny handlowej?

Unikalna pozycja Netflixa jako cyfrowej usługi opartej na subskrypcji częściowo chroni go przed skutkami taryf celnych. W przeciwieństwie do Apple czy Samsunga, Netflix nie wysyła fizycznych produktów przez granice, więc bezpośredni wpływ ceł jest dla niego mniejszym zagrożeniem.

Jednak inwestorzy nie powinni lekceważyć potencjalnych pośrednich ryzyk. Wzrastające zagrożenie podatkami od usług cyfrowych na rynkach międzynarodowych, zwłaszcza w Europie, gdzie kraje już nakładają na Netflixa podatki w wysokości od 2% do 5% lokalnych przychodów, może wywierać presję na marże firmy. Jeśli wojna handlowa doprowadzi do dalszych działań odwetowych w postaci nowych podatków, Netflix może odczuć negatywne skutki, szczególnie na kluczowych rynkach europejskich, które stanowią około jednej trzeciej całkowitych przychodów firm.

– Wyniki firm za I kwartał będą szczególnie uważnie obserwowane, ponieważ publikowane są w kontekście bardzo niestabilnej sytuacji gospodarczej. Analitycy znacząco obniżyli prognozy wzrostu zysków – z 11% na początku roku do zaledwie 6% obecnie, podkreślając pogłębiające się obawy gospodarcze na tle historycznych podwyżek ceł administracji Trumpa. Dlatego inwestorzy powinni uważnie śledzić raporty i prognozy spółek, które mierzą się z niespotykaną dotąd niepewnością, presją inflacyjną i pesymizmem konsumentów. W obliczu utrzymującej się niepewności makroekonomicznej, dywersyfikacja portfela staje się kluczową strategią ochrony kapitału. Warto rozważyć ekspozycję na defensywne sektory – jak ochrona zdrowia czy usługi komunalne – oferujące stabilność i przewidywalne przepływy pieniężne. Z kolei bardziej odważni gracze mogą selektywnie szukać okazji wśród przecenionych, ale fundamentalnie solidnych spółek – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Przewaga Netflixa: rozrywka jako bezpieczna przystań?

Historycznie rzecz biorąc, przystępna cenowo rozrywka dobrze radziła sobie w trudniejszych czasach gospodarczych. Podobnie jak Hollywood rozkwitło podczas Wielkiego Kryzysu, tak i dziś Netflix może zyskać, jeśli konsumenci zaczną ograniczać wydatki i rezygnować z droższych form spędzania wolnego czasu.

Można pomyśleć o Netflixie jak o pocieszających powtórkach serialu „Przyjaciele” w burzliwych czasach: niezawodnie dostarcza rozrywki, angażuje i trudno z niego zrezygnować – nawet gdy sytuacja finansowa staje się trudniejsza. Ponadto Netfilx pozostaje stosunkowo niedrogi w porównaniu z wyjściami na miasto, jedzeniem poza domem czy kosztownymi pakietami telewizji kablowej.

Ambitny długoterminowy scenariusz Netflix’a

Poza najbliższym kwartałem, Netflix ma ambitne plany, które zakładają podwojenie przychodów i osiągnięcie oszałamiającej kapitalizacji rynkowej w wysokości biliona dolarów do 2030 roku. Jego międzynarodowa strategia koncentruje się na pozyskiwaniu nowych widzów na rynkach o dużym potencjale, takich jak Indie i Brazylia. Ta długoterminowa wizja ilustruje wiarę Netflixa w dalszą globalną dominację.

Wnioski dla inwestorów: na co zwrócić szczególną uwagę w wynikach Netflixa?

  • Przychody i EPS: Należy uważnie obserwować, czy Netflix może utrzymać dwucyfrowy wzrost pomimo zawirowań gospodarczych.
  • Marże operacyjne: Czy kierownictwo będzie trzymać się ambitnego celu na poziomie 29% pomimo potencjalnych przeciwności związanych z cłami?
  • Przychody z reklam: Segment reklamowy zyskuje na znaczeniu i będzie kluczowy dla przyszłego wzrostu Netflixa.
  • Ryzyko międzynarodowe: Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na komentarz zarządu na temat tego, w jaki sposób globalne cła lub podatki cyfrowe mogą wpłynąć na międzynarodową strategię i rentowność firmy, szczególnie w Europie.

Kontynuować oglądanie czy wyłączyć?

W miarę jak Netflix przygotowuje się do ogłoszenia wyników za I kwartał, inwestorzy powinni pamiętać o fundamentalnej sile jego modelu opartego głównie na subskrypcjach. Choć krótkoterminowe wahania wywołane napięciami w handlu światowym są nieuniknione, odporność modelu biznesowego Netflixa stawia go w lepszej pozycji, by przetrwać gospodarcze burze.

Jednak inwestorzy powinni podchodzić do publikacji wyników z ostrożnym optymizmem – być świadomymi możliwych trudności, ale też tego, że Netflix pozostaje atrakcyjną opcją w dzisiejszym niepewnym scenariuszu gospodarczym.

Jak mówi przysłowie, sztormy wystawiają na próbę najsilniejsze okręty. Wyniki Netflixa w tym tygodniu pokażą, jak bardzo wytrzymały jest ten gigant streamingu.

Strategiczna współpraca Mabion–Sartorius przyspieszy wprowadzanie leków na rynek

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał umowę o współpracy strategicznej z firmą Sartorius, globalnym liderem branży biofarmaceutycznej, w zakresie wspólnego oferowania klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.
  • W ramach umowy Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków, w tym rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.
  • Główne cele współpracy obejmują: tworzenie kompleksowego rozwiązania, utrzymania jakości
    i innowacyjności, zwiększenie synergii z klientami, opatentowane media do hodowli komórkowych.
  • Wspólna realizacja projektów będzie korzystna z uwagi na komplementarność usług oferowanych przez oba podmioty, co umożliwi dostarczenie klientom wysokiej jakości produktów biologicznych w krótszym czasie niż w klasycznym układzie sekwencyjnie następujących po sobie procesów.
  • Pierwszym projektem realizowanym przez Sartorius i Mabion jest zamówienie na rzecz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) o wartości ok. 18,3 mln PLN netto na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.

Sartorius, globalny lider branży biofarmaceutycznej oraz Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie leków biologicznych, podpisały 13 kwietnia br. umowę o współpracy strategicznej. Współpraca umożliwi obu firmom oferowanie klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą procesy rozwoju, zmniejszą ich złożoność oraz umożliwią szybsze i efektywniejsze wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.

W ramach zawartej umowy, która ma charakter niewyłączny, Sartorius i Mabion zapewnią zintegrowane usługi CDMO. Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków – rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych, czyli wstępnych etapach rozwoju procesów w skali laboratoryjnej. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.

„Współpraca z firmą Sartorius stanowi ważny krok w rozwoju Mabion jako dostawcy zintegrowanych usług CDMO. Partnerstwo pozwala nam odpowiedzieć na rosnące potrzeby branży biofarmaceutycznej w zakresie dostarczania kompleksowych i efektywnych rozwiązań. Jesteśmy przekonani, że wspólna oferta przyniesie znaczące korzyści naszym klientom i ich pacjentom na całym świecie”komentuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Partnerstwo z Mabion podkreśla nasze zaangażowanie we wspieranie rozwoju branży biofarmaceutycznej poprzez strategiczne współprace. Dzięki połączeniu naszych innowacyjnych technologii rozwoju linii komórkowych z udokumentowanymi kompetencjami Mabion w zakresie produkcji biofarmaceutyków w GMP, oferujemy klientom kompleksowe i efektywne rozwiązania, które przyspieszą dostarczanie innowacyjnych leków biologicznych na rynek”dodaje Heike Mayer, Dyrektor Operacyjna Sartorius w Ulm.

Główne cele współpracy:

  • Tworzenie kompleksowego rozwiązania: Klienci mogą uzyskać dostęp do zintegrowanych usług, które oferują wiedzę specjalistyczną w zakresie opracowywania procesów w skali laboratoryjnej od Sartorius wraz z możliwościami skalowania i produkcji od Mabion.
  • Utrzymanie jakości i innowacyjności: Współpraca łączy wykazaną wiedzę obu firm w zakresie produkcji GMP i doświadczenie umożliwiające klientom dostarczanie wysokiej jakości leków biologicznych.
  • Zwiększenie synergii z klientami: Oferując kompleksowe rozwiązanie, współpraca pomoże zwiększyć świadomość klientów, a także zaspokoić ich konkretne potrzeby.
  • Opatentowane media do hodowli komórkowych: W ramach umowy i w celu zapewnienia kompatybilności i optymalizacji wyników firma Sartorius dostarczy swoje opatentowane media do hodowli komórkowych, cieszące się zaufaniem producentów.

Dzięki współpracy obu firm, klienci otrzymają kompleksowe rozwiązania produkcyjne – od cDNA cząsteczki po finalny produkt, co pozwoli skrócić czas wdrażania leków do badań klinicznych oraz szybsze wprowadzenie nowych terapii na rynek.

O Sartorius: Sartorius jest wiodącym międzynarodowym partnerem w zakresie badań w dziedzinie nauk przyrodniczych i przemysłu biofarmaceutycznego. Dzięki innowacyjnym urządzeniom laboratoryjnym i materiałom eksploatacyjnym, dział Lab Products & Services Grupy koncentruje się na laboratoriach prowadzących badania i kontrolę jakości w firmach farmaceutycznych i biofarmaceutycznych, a także akademickich instytutach badawczych. Dział Bioprocess Solutions, ze swoim szerokim portfolio produktów koncentrującym się na rozwiązaniach jednorazowego użytku, pomaga klientom w bezpiecznej, szybkiej i ekonomicznej produkcji leków biotechnologicznych, szczepionek oraz terapii komórkowych i genowych. Firma, z siedzibą w Getyndze w Niemczech, ma silny globalny zasięg z około 60 zakładami produkcyjnymi i handlowymi na całym świecie. Sartorius regularnie rozszerza swoje portfolio poprzez przejęcia technologii uzupełniających. Według wstępnych danych w 2024 r. firma wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości około 2,8 mld euro. Obecnie ponad 13 500 pracowników wykonuje zadania dla klientów na całym świecie.

Zmienność na rynkach rekordowa. Złoty zaskakuje odpornością

Ostatni tydzień był kolejnym, podczas którego rynki doświadczały ogromnej zmienności – inwestorzy reagowali na chaotyczne zmiany w rozporządzeniach administracji Trumpa. W tej sytuacji polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, co jest zgoła nietypowe. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Kluczowe punkty:

  • PLN, podobnie jak inne europejskie waluty, charakteryzuje odporność.
  • USD traci przez spadek zaufania do amerykańskich aktywów.
  • Trump odsuwa większość ceł o 90 dni.
  • Cła dla Chin rosną do 145%, wyjątkiem niektóre towary elektroniczne.
  • Wyprzedaż obligacji skarbowych w USA się pogłębia, rynki akcji odbijają.
  • Inwestorzy porzucają USD, kurs EUR/USD rośnie powyżej 1,14.
  • CHF radzi sobie lepiej niż pozostałe waluty safe haven.

Rynki papierów wartościowych zdołały zakończyć tydzień znacznym wzrostem dzięki wycofaniu przez Trumpa dodatkowych drakońskich ceł na wszystkie kraje poza Chinami. Ciemne chmury zebrały się jednak nad amerykańskimi obligacjami skarbowymi i dolarem, które spadły wraz z rynkami akcji, w wyniku, jak się wydaje, znacznego spadku zaufania do amerykańskiego rynku i instytucji wśród inwestorów. Był to zaskakujący ruch i wygląda na to, że to on zmusił Trumpa do przynajmniej odsunięcia większości ceł na 90 dni. Podczas weekendu ogłoszono zwolnienie części chińskich produktów elektronicznych z ceł, jak zwykle jednak członkowie gabinetu Trumpa od razu zasiali niepewność, przekazując niespójne informacje. Poza kilkoma wyjątkami zdecydowana większość głównych walut umocniła się w ubiegłym tygodniu względem dolara pośród niebotycznej zmienności na rynku walutowym.

Głównym motorem na rynkach będzie to, czy te niepokojące ruchy, kierujące wszystkie amerykańskie aktywa jednocześnie w górę lub w dół (co jest typowe dla rynków wschodzących) utrzymają się, czy też Biały Dom zwróci się ku rozsądkowi, a inwestorzy odzyskają zaufanie. W normalnych warunkach dyskutowalibyśmy o nadchodzących raportach dotyczących rynku pracy (wtorek 15.04) i inflacji (środa 16.04) w Wielkiej Brytanii oraz o posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 17.04), przyćmią je jednak komunikaty pochodzące z Waszyngtonu. Niemniej będziemy uważnie śledzić dyskusję EBC na temat rynkowego chaosu, wojny handlowej Trumpa i ich oczekiwanego wpływu na cięcia stóp procentowych. Jesteśmy niemal pewni, że w strefie euro dojdzie do redukcji stóp w tym tygodniu. Znacznie bardziej wątpimy w to, czy Rezerwa Federalna będzie mogła pójść w ślady EBC, chyba że opisana przez nas nieprzyjazna dynamika rynkowa osłabnie.

PLN

Europa stała się nieoczekiwaną bezpieczną przystanią w obliczu nieprzewidywalnego otoczenia w USA, co przekłada się na wyższy popyt na większość europejskich walut. Wygląda na to, że lokalizacja i obecność w UE rozkłada parasol ochronny również nad złotym. Sytuacja, w której przy takim zamieszaniu na rynkach polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, jest zgoła nietypowa. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Informacje krajowe w tym jakże zmiennym globalnym otoczeniu schodzą na dalszy plan, choć w nieodległej przyszłości istotnym tematem ponownie stanie się polityka monetarna, a potencjalnie także wybory prezydenckie. Co zaś tyczy się danych makro, przed świętami nie poznamy zbyt wielu odczytów. We wtorek (15.04) opublikowany zostanie zrewidowany szacunek inflacji za marzec, a w środę (16.04) NBP przedstawi wyliczenia inflacji bazowej.

EUR

Świat patrzy na euro jako najbardziej oczywiste zastępstwo dolara jako środka przechowywania wartości i safe haven, gdzie rynki są wystarczająco duże i płynne, by przyjąć napływy. Nie zaskakuje więc, że po dniu ironicznie zwanym „dniem wyzwolenia” wspólna waluta radzi sobie niemal najlepiej na świecie, wyprzedza ją tylko frank szwajcarski. Od 2 kwietnia kurs EUR/USD wzrósł o solidne 5%, a różnica między rentownościami 10-letnich obligacji niemieckich i amerykańskich wzrosła w tym czasie o ok. 50 pb.

Sądzimy, że rajd euro i ogólne zamieszanie na rynkach niemal na pewno przypieczętuje kolejną obniżkę stóp procentowych EBC na czwartkowym posiedzeniu, co jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach swap. Rynki skupią się na komentarzach banku dotyczących dalszej ścieżki polityki monetarnej, w szczególności na tym, jak cła mogą wpłynąć na gospodarkę wspólnego bloku. Choć cła sprawiają, że dalsze cięcia są bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę wysoki stopień niepewności, Rada Prezesów może wstrzymać się z deklaracją określonej ścieżki stóp.

USD

Równie dobrze w tym tygodniu mogłoby być niewiele publikacji makroekonomicznych i ogłoszeń dotyczących polityki monetarnej, ponieważ i tak inwestorzy prawdopodobnie by je zignorowali. Pozostają oni skupieni na dwóch kwestiach. Pierwszą jest chaotyczna polityka handlowa administracji Trumpa, gdzie coraz bardziej widoczna jest walka o kontrolę między stosunkowo ortodoksyjnym sekretarzem skarbu Scottem Bessentem a barwnymi postaciami, takimi jak Peter Navarro czy Howard Lutnick, którzy coraz bardziej wydają się nie rozumieć, co się dzieje.

Po drugie, choć rzeczywisty wpływ na gospodarkę nie będzie widoczny jeszcze przez jakiś czas, ankiety konsumentów pokazują już znaczne pogorszenie perspektyw wzrostu i rekordowy wzrost oczekiwań inflacyjnych. Perspektywy są ponure, a główną nadzieją jest to, że dalsza zmienność na rynkach przekona Trumpa do posłuchania Bessenta i odsunięcia wzbudzających największe wątpliwości doradców. Mogłoby to doprowadzić do niewielkiego odbicia dolara.

GBP

Jesteśmy zaskoczeni gorszymi wynikami funta brytyjskiego względem innych europejskich walut, w szczególności euro. Na Wielką Brytanię nałożono minimalne cła w wysokości 10%, a jej eksport towarów do USA jest tylko niewielką częścią jej handlu opierającego się na usługach. Dodatkowo miesięczny PKB w lutym, który wsparły ogólna siła sektorów usługowego, przemysłowego i budowlanego, był znacznie mocniejszy, niż oczekiwano, co powinno zmniejszyć presję na rząd, by jesienią ponownie podniósł podatki.

Uważamy, że ostatnie gorsze wyniki funta względem euro nie utrzymają się długo. Wydaje się, że brytyjska gospodarka jest w odpowiedniej pozycji, by przetrwać zamieszanie celne, a gwałtowny spadek kursu GBP/EUR odzwierciedla w dużej mierze status funta jako waluty o wysokim ryzyku. Oznacza to, że więcej rozsądku w Białym Domu powinno być dla niego korzystne. Odporny popyt, stosunkowo niska ekspozycja na cła Trumpa i znaczące wsparcie pochodzące z podwyższony stóp procentowych Banku Anglii pozwalają nam sądzić, że funt jest najbardziej niedowartościowaną walutą zachodnioeuropejską.

CHF

Jako że chaos związany z cłami przekłada się na rzeczywiste obawy o przyszłość USA, inwestorzy rozpaczliwie szukają innych miejsc, by ulokować swoje pieniądze. Uczestnicy rynku preferują poza-amerykańskie safe haven, a frank dzięki temu tylko w ubiegłym tygodniu umocnił się o zdumiewające niemal 6% względem amerykańskiej waluty. Wieści ze Szwajcarii mają minimalny wpływ na walutę, wiodącą kwestią jest teraz bowiem rebalansowanie i dostosowywanie się do nowych realiów amerykańskiego zarządzania.

Biorąc pod uwagę, że amerykańskie plany celne najwyraźniej wciąż są niedookreślone, frank może w dalszym ciągu przyciągać kapitał jako jedna z najbezpieczniejszych przystani. Aprecjacja szwajcarskiej waluty jest niezwykle silna – od początku miesiąca umocniła się ona względem dolara o niemal 8%. Przynajmniej dla części inwestorów pozytywne nagłówki dotyczące ceł mogą stanowić okazję do zrealizowania zysków. Ścieżka dla franka będzie teraz potencjalnie zmienna i zależna przede wszystkim od sygnałów z USA.

CNY

Juan radził sobie w ubiegłym tygodniu gorzej od większości podobnych walut. Po odrobieniu części strat w drugiej jego połowie, utrzymał się na niemal niezmienionej pozycji względem dolara. Zamieszanie z cłami trwa. W czwartek USA podniosły je dla Chin do co najmniej 145%, po czym w weekend zostało ogłoszone ich obniżenie (potencjalnie tymczasowe) poprzez wyłączenie spod nich części produktów elektronicznych. Tymczasem Chiny ogłosiły w piątek zwiększenie ceł na USA do 125%. Kraj zasygnalizował również, że nie będzie ich dalej podnosić, a potencjalne dalsze podwyżki ze strony USA nazwał „żartem”, próbując wciąż nakłonić USA do porzucenia ich strategii celnej.

Wojna handlowa między dwoma największymi gospodarkami świata pozostaje kluczowa dla inwestorów, a ruchy juana powinny w dalszym ciągu zależeć od sytuacji na linii USA-Chiny. Istotne będą również publikacje danych, w tym PKB w I kwartale (środa 16.04). Biorąc pod uwagę potencjalny istotny (choć trudny do określenia) cios dla wzrostu w bliskiej przyszłości, rynki będą wypatrywać również sygnałów nadchodzącego większego wsparcia ekonomicznego w kraju.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Profesjonaliści biorą sprawy w swoje ręce – coraz więcej dorabia poza etatem

Sytuacja na rynku pracy pozostaje niejednoznaczna w większości sektorów. Profesjonaliści zauważają, że aby nie pozostać w tyle – zarówno pod kątem finansowym, jak i zawodowym – niezbędna jest elastyczna postawa oraz wnikliwa analiza trendów. Dla wielu korzystne wydaje się proaktywne wykazywanie się inicjatywą, również poza głównym miejscem zatrudnienia.

  • 27 proc. specjalistów i menedżerów podjęło na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy dodatkową działalność zarobkową.

  • Najczęściej jednak główną motywacją wcale nie były pieniądze, a chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego (29 proc.) z myślą o rozwoju kariery.

  • Największy odsetek profesjonalistów, którzy w ostatnim czasie nie pozyskali dodatkowego źródła dochodu, nie planuje też poczynić takiego kroku w 2025.

Po kilku latach niepewności gospodarczej, która negatywnie wpłynęła na dynamikę rynku pracy, profesjonaliści postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Ograniczone budżety firm, trudności z uzyskaniem podwyżki i wysokie wymagania pracodawców wobec kandydatów do pracy sprawiły, że w ostatnim czasie co czwarty profesjonalista zdecydował się na podjęcie dodatkowego zajęcia, które poprawiłoby jego sytuację. Na taki krok zdecydowało się 27 proc. respondentów najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie marca i kwietnia wśród blisko 800 specjalistów i menedżerów.

Motywacja nie zawsze finansowa

Choć „dodatkowa działalność zarobkowa” naturalnie oznacza nowe źródło dochodów, to pieniądze nie są nadrzędną motywacją respondentów. W dodatkowym zajęciu profesjonaliści upatrują przede wszystkim możliwości rozwoju i zwiększenia doświadczenia zawodowego.

Profesjonaliści mają świadomość zmian, jakie na rynku pracy może wywołać rozwój technologii i chcą się do nich odpowiednio wcześnie przygotować. Biorą też udział w wieloetapowych procesach rekrutacyjnych, w których często przychodzi im konkurować z dziesiątkami innych kandydatów. Oczekiwania pracodawców bywają bardzo precyzyjne, a o tym, kto otrzyma ofertę często decydują dodatkowe wyróżniki kandydata. W tym kontekście profesjonaliści odczuwają silną potrzebę rozwoju, zróżnicowania swojego doświadczenia i poszerzania sieci kontaktów zawodowych. Chcąc zwiększyć swoje szanse na zdobycie intratnej pracy, niejednokrotnie decydują się na dodatkowe zajęcia, które zwrócą uwagę na ich CV – tłumaczy Karolina Lis, Senior Director w Hays Poland.

Jaka była Twoja motywacja do podjęcia dodatkowej działalności zarobkowej?

29% Chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego
23% Chęć zgromadzenia oszczędności
21% Wysokie koszty życia
10% Chęć realizacji kosztownej pasji
9% Chęć odskoczni/ wypalenie w stałej pracy
6% Obawa przed utratą stałej pracy
2% Inne*

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025
*Wśród innych wymieniano m.in. kosztowne studia i pasję do dzielenia się wiedzą

Możliwość uzyskania dodatkowego zarobku to drugi z czynników najczęściej motywujących do podjęcia dodatkowej pracy czy zlecenia. Specjaliści najczęściej wiążą go z chęcią zgromadzenia oszczędności na przyszłość (23 proc.) lub aktualnie wysokimi kosztami życia (21 proc.). Po raz kolejny stanowi to odzwierciedlenie aktualnych warunków rynkowych. Wiele firm szuka optymalizacji kosztów, wstrzymując podwyżki lub ograniczając ich zakres. Pracownicy szukają w związku z tym alternatywnych rozwiązań, które pomogą im podreperować budżet domowy.

Ważna równowaga

Odpowiedzi respondentów pokazują, że dodatkowa działalność zarobkowa to najczęściej drobne zlecenie lub niewielka część etatu. Najwięcej, bo 43 proc. ankietowanych poświęca na nią bowiem do 5 godzin tygodniowo, a kolejne 30 proc. – od 6 do 10 godzin tygodniowo. Bardziej niepokojące jest jednak to, że blisko co piąty respondent na dodatkowe zajęcie poświęca powyżej 15 godzin w skali tygodnia. To co najmniej dwa dni robocze.

Ile czasu średnio poświęcasz na dodatkową działalność zarobkową?

43% 1-5 h tygodniowo
30% 6-10 h tygodniowo
9% 11-15 h tygodniowo
18% Więcej niż 15 h tygodniowo

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025

Wyłącznie osoby, które na przestrzeni ostatniego roku podjęły dodatkową działalność zarobkową

Choć aktualna sytuacja przysparza wielu wyzwań pracownikom, to dbając o swoje finanse i rozwój, nie należy zapominać o własnym dobrostanie psychicznym. To właśnie regularna regeneracja, dbałość o zdrowie oraz utrzymywanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym stanowią podstawę zaangażowania i optymistycznego podejścia do pracy. Dodatkowe zlecenia mogą przynosić wiele korzyści, o ile nie będą kładły się cieniem na produktywności w głównej pracy – dodaje ekspertka Hays.

Jeśli nie teraz, to może w przyszłości?

Pomimo istotnego odsetka osób dorabiających poza głównym miejscem zatrudnienia, zdecydowaną większość stanowią respondenci, którzy na przestrzeni ostatniego roku nie podjęli dodatkowej działalności zarobkowej (73 proc.). Większość z nich (45 proc.) nie planuje takiego kroku w 2025, natomiast co trzeci (33 proc.) nie wyklucza jednoznacznie takiej opcji. To, czy ostatecznie zrealizują ten plan, z pewnością będzie zależeć od podwyżek, możliwości rozwoju i awansowania w aktualnym miejscu pracy, pojawiających się ofert oraz indywidualnych, osobistych potrzeb.

Jak zauważa Karolina Lis z Hays, zmiana pracy przez wiele osób jest obecnie postrzegana jako ryzyko. – Mimo że specjaliści często nie odczuwają satysfakcji z obecnej pracy, zarobków czy stanu work-life balance, to biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku, nie czują się gotowi na zmianę pracy. Często wolą przeczekać trudniejszy okres i dać sobie przestrzeń na dodatkową działalność zarobkową. Na poszukiwania nowej, stałej pracy wyruszą dopiero w momencie ożywienia gospodarczego – komentuje.

Wciąż jednak 21 proc. profesjonalistów przyznaje, że w roku 2025 planuje podjąć dodatkową działalność zarobkową. Dla firm nie jest to najlepsza wiadomość. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że motywacją do realizacji dodatkowych zleceń jest brak satysfakcji względem warunków zatrudnienia i oferty obecnego pracodawcy. Niewątpliwie warto pochylić się nad tym, jak można je polepszyć, aby w momencie poprawy sytuacji na rynku pracy uniknąć rotacji talentów.

Mabion podpisuje strategiczną umowę z brazylijskim instytutem IBMP na rozwój leku biopodobnego

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał strategiczną umowę o współpracy z brazylijskim instytutem IBMP na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.
  • Poszczególne usługi będą realizowane przez Mabion na podstawie zgłaszanych każdorazowo przez IBMP zamówień w postaci SOW (ang. Statement of Work).
  • Mabion będzie realizował projekt we współpracy z firmą Sartorius, światowym liderem w dziedzinie rozwoju linii komórkowych, co stanowi początek formalnego partnerstwa Mabion i Sartorius.
  • Wartość pierwszego zamówienia otrzymanego przez Mabion wynosi ok. 18,3 mln PLN netto, w tym ok. 20-25% kwoty przeznaczone jest na wybrane usługi świadczone we współpracy z podwykonawcami. Płatności, denominowane w USD, będą realizowane przez 14 miesięcy, a rozpoczęcie projektu zaplanowano na II kwartał 2025 roku.
  • Zamówienie obejmuje świadczenie usług CDMO przez Mabion lub we współpracy z podwykonawcami w zakresie: rozwój linii komórkowej, rozwój procesu, wytworzenie produktu do badań przedklinicznych i klinicznych, rozwój i walidacja metod analitycznych oraz przygotowanie niezbędnej dokumentacji.
  • Umowa wzmacnia pozycję Mabion jako międzynarodowego dostawcy usług CDMO i otwiera drogę do długoterminowej współpracy z IBMP oraz innymi przyszłymi klientami.

Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie opracowywania i produkcji biofarmaceutyków oraz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP), brazylijska instytucja naukowo-technologiczna dostarczająca innowacyjne rozwiązania dla sektora ochrony zdrowia, podpisały 13 kwietnia br. strategiczną umowę o współpracy dotyczącą rozwoju leku biopodobnego.

W ramach zawartego porozumienia Mabion odpowiada za kompleksowe opracowanie stabilnego bioprocesu produkcyjnego, jego skalowanie do poziomu przemysłowego oraz wdrożenie produkcji zgodnej ze standardami GMP. Mabion dostarczy także substancję czynną do badań klinicznych realizowanych przez IBMP. Projekt stanowi istotny krok w kierunku zapewnienia przez IBMP dostępności leków biopodobnych na rynku brazylijskim. Partnerem strategicznym przedsięwzięcia jest firma Sartorius, światowy lider w zakresie rozwoju linii komórkowych, z którą Mabion podpisał, również 13 kwietnia br., umowę o współpracy.

„To pierwszy tego rodzaju projekt biopodobny w naszym portfolio. Mając na uwadze znaczenie i złożoność cząsteczki, dołożyliśmy wszelkich starań, aby znaleźć wiarygodnych partnerów. Jesteśmy przekonani, że doświadczenie i kompetencje Mabion oraz Sartorius pozwolą nam skutecznie zrealizować nasze cele”komentuje Dr Pedro Ribeiro Barbosa, Dyrektor Generalny IBMP.

„Ta umowa jest wynikiem wdrażania strategii budowania pozycji wiodącego gracza na rynku biologicznego CDMO. Strategii, nad którą intensywnie pracowaliśmy przez ostatnie kwartały i której kolejne efekty spodziewamy się zakomunikować rynkowi już w nieodległej przyszłości. Fakt, że IBMP wybrało nas jako swojego partnera, jednoznacznie potwierdza wysoką ocenę naszych kompetencji, doświadczenia oraz wiarygodności. Jestem przekonany, że to początek długoterminowej, owocnej współpracy z IBMP, jak również z punktu widzenia Mabionu, jest to istotny krok naprzód, w kontekście nawiązywania współpracy również z innymi przyszłymi klientami”podsumowuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Wartość pierwszego zamówienia wyniesie ok. 18,3 mln PLN netto (po przeliczeniu według kursu USD z dnia 11 kwietnia br.), w tym wybrane usługi Spółka będzie świadczyć we współpracy z podwykonawcami, którym przypadnie ok. 20-25% kwoty. Płatności, denominowane w dolarach amerykańskich, będą realizowane sukcesywnie przez okres 14 miesięcy. Realizacja projektu rozpoczyna się w drugim kwartale 2025 roku.

Podpisana umowa jest zgodna ze strategią Mabion, zakładającą umocnienie pozycji spółki na rynku międzynarodowym jako dostawcy wysokiej jakości usług CDMO. Dodatkowo, projekt ten inicjuje także partnerstwo strategiczne pomiędzy Mabion a Sartorius, poszerzając zakres oferowanych usług.

O IBMP: Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) powstał w 1999 roku jako inicjatywa Fundacji Oswaldo Cruz oraz rządu brazylijskiego stanu Parana. Obecnie jest uznaną instytucją naukowo-technologiczną zajmującą się dostarczaniem innowacyjnych rozwiązań dla brazylijskiego sektora ochrony zdrowia. IBMP dysponuje certyfikowaną infrastrukturą produkcyjną zgodną ze standardami GMP, zatrudniając ponad 50 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Oferta instytutu obejmuje m.in. testy diagnostyczne dostosowane do lokalnych potrzeb epidemiologicznych, a także udział w licznych krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz innowacyjnych.

Sztuczna inteligencja w polskim przemyśle. Jest postęp, ale brakuje cyberochrony

Prawie co trzecie (30%) polskie przedsiębiorstwo produkcyjne ma już za sobą zakończone pierwsze wdrożenie AI, a aż 94% deklaruje wzięcie pod uwagę kwestii cyberbezpieczeństwa, wynika z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jednocześnie, tylko 34% inwestycji było związanych z obszarem wirtualnej ochrony, a zaledwie 18% podmiotów z branży wdrożyło kompleksowe zabezpieczenia. Tymczasem – wejście hakera do systemów zakładów produkcyjnych może mieć daleko idące konsekwencje, a liczba ataków na ten obszar rośnie z roku na rok.

Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje, że sztuczna inteligencja jest dziś jedną z najważniejszych technologii wdrażanych w rodzimych biznesach. W przeciągu roku odsetek organizacji, które zakończyły pierwsze implementacje wzrósł z 20% do 25%. Dodatkowo 78% firm zadeklarowało, że to działanie przyniosło im oczekiwane korzyści. Na tle innych branż sektor produkcyjny jest liderem, jeżeli chodzi o liczbę ukończonych pierwszych wdrożeń AI – 30% firm ma ten etap już za sobą.

Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a realnymi działaniami

Badanie EY wskazuje, że na poziomie deklaratywnym bezpieczeństwo jest dla polskich firm produkcyjnych istotną kwestią. Aż 94% z nich odpowiedziało, że podczas wprowadzania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji analizowały – przynajmniej w częściowym zakresie – aspekt cyberbezpieczeństwa. Jednocześnie – tylko 34% przedsiębiorstw z tego sektora wykazało inwestycje w zabezpieczenia systemów AI. Dla porównania ten wskaźnik w branży handlowej wyniósł 49%. Warto również nadmienić, że dane dla ogółu biznesu w Polsce wskazują, że o takie zabezpieczenia częściej dbają średnie firmy (41%) niż duże (27%), co wynika m.in. z mniejszej złożoności ich infrastruktury technologicznej, co również przekłada się na koszty.

Jeżeli chodzi o rodzaj zabezpieczeń, produkcja chętniej stawia na rozwiązania proceduralne jak szkolenia pracowników (45%), niż narzędziowe (30%). Co więcej najrzadziej (18%) ze wszystkich branż łączy te dwie kwestie, zapewniając kompleksową ochronę – różnica z sektorem handlowym wynosi aż 7 punktów procentowych. Co więcej, tylko 28% firm przemysłowych systematycznie analizuje ryzyko przed każdym wdrożeniem AI.

– Postępująca digitalizacja sprawia, że w firmach pojawiają się nowe obszary, które trzeba zabezpieczyć. Branża produkcyjna jest szczególnie narażona, ponieważ zazwyczaj pamiętamy o zabezpieczeniu naszych komputerów czy telefonów, ale mało kto myśli o tym, że hakerzy mogą wedrzeć się nawet przez telewizor, drukarkę czy niezaktualizowany sterownik w fabryce. Wdrożenie narzędzi AI to dla firm olbrzymie korzyści, ale też i nowe ryzyka, ponieważ hakerzy już nauczyli się stosować nowe techniki ataku, jak chociażby manipulowanie danymi wejściowymi dla sztucznej inteligencji. Dlatego kwestie zabezpieczeń powinny być priorytetem przy inwestycji w nowe technologie – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Strefa OT – jak haker może zmienić skład produktu?

Jednym z obszarów, na który przedsiębiorstwa przemysłowe powinny zwrócić szczególną uwagę przy wdrażaniu rozwiązań AI jest strefa OT (Operational Technology). Składają się na nią m.in. systemy sterowania automatyką przemysłową, czujniki IoT czy narzędzia pozwalające na kontrolowanie maszyn w czasie rzeczywistym. Ich odpowiednie zabezpieczenie jest absolutnie kluczowe dla zapewnienia ciągłości biznesowej.

Naruszenie bezpieczeństwa w strefie OT może mieć rozmaite konsekwencje – od przestojów produkcyjnych, przez trwałe uszkodzenie maszyn i infrastruktury po ingerencję w skład produktów. W wielu zakładach sztuczna inteligencja zawiaduje np. działaniem robotów na linii produkcyjnej, więc nietrudno sobie wyobrazić, że skuteczny atak na nią to nie tylko możliwość wyrządzenia szkody biznesowej, ale wręcz bezpośrednie zagrożenie dla samych konsumentów

– O obszarze bezpieczeństwa OT wciąż mówi się zdecydowanie za mało, podczas gdy zachowanie ciągłości produkcji w kluczowych dla gospodarki obszarach jest bardzo ważne, tym bardziej, że jesteśmy krajem przyfrontowym. Dla przykładu – tylko w ciągu jednego dnia w 2024 roku do zespołu CERT NASK trafiło aż 1790 zgłoszeń zagrożeń cyberbezpieczeństwa. To pokazuje skalę zjawiska, z jakim się mierzą się przedsiębiorstwa działające w Polsce – mówi Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług bezpieczeństwa OT/IoT.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Sprzedaż mieszkań wyhamowała. Ekspert: „To nie jest czas dla flipperów”

Ponad 110 dni – nawet tyle niektóre mieszkania czekają na potencjalnych klientów. Wszystko zależy oczywiście od ceny lokalu, stanu, lokalizacji i tego, jak sformułowane jest ogłoszenie. Nadal wolne tempo sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym jest sygnałem dla rynku nieruchomości: bez zwiększenia dostępności kredytów hipotecznych lub bez spadku cen nie będzie wielkiej zmiany w zainteresowaniu kupnem mieszkań. – Na ten moment najszybciej sprzedają się małe mieszkania na rynku wtórnym. Inwestorami zwykle są rodziny, które nie mają już czasu na czekanie na programy rządowe – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców”

Wspomniana „studniówka” to oczywiście średnia – bywają bowiem mieszkania, które sprzedają się bardzo szybko, a są takie, które czekają na kupców miesiącami albo nawet latami. Eksperci przyznają jednak, że tempo sprzedaży mieszkań w I kwartale roku 2025 wciąż nie było satysfakcjonujące.

– Podaż na rynku pierwotnym oraz na rynku wtórnym jest bardzo duża. Deweloperzy oddają do użytku inwestycje, które zaczynały się budować w czasie po pandemii i w czasie, gdy boom na rynku napędzany był rządowymi programami dopłat do kredytów. Obecnie takich benefitów nie ma, a mieszkania od deweloperów są nadal rekordowo drogie. Niektóre mieszkania więc czekają wiele miesięcy na to aż ktoś zdecyduje się na zakup – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na rynku wtórnym zainteresowanie jest większe, ale tu wszystko zależy także np. od elastyczności sprzedającego.

– Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców. Jeżeli jednak właściciel upiera się, że nie chce negocjować ceny, a lokalizacja nie jest najatrakcyjniejsza to trudno się dziwić, że taka sytuacja ma miejsce. Wybierając mieszkanie na rynku wtórnym klient kieruje się przede wszystkim ceną oraz stanem nieruchomości. Jeżeli mieszkanie wymaga remontu, a cena przekracza np. 10-12 tysięcy złotych a metr kwadratowy to raczej na szybką sprzedaż nie ma szans – dodaje ekspert.

Czy mieszkań poszukują obecnie inwestorzy?

– To nie jest czas dla flipperów i osób, które kupują mieszkania na wynajem. Widzimy, że największe zainteresowanie jest wśród tych, którzy kupują dla siebie i najczęściej poszukują mieszkania do zamieszkania przez siebie – mówi ekspert.

Małe mieszkania sprzedają się najszybciej?

Wspomniana „studniówka” to pojęcie, którego nie należy traktować uniwersalnie do każdego miasta. Są takie regiony, gdzie mieszkania sprzedają się szybciej, ale nie brakuje również miast – szczególnie średnich – gdzie sprzedaż jest jeszcze wolniejsza.

– Inwestorzy, w tym deweloperzy, przyzwyczajeni są do tego, że mieszkania sprzedawały się niegdyś szybko, bez negocjacji i tak naprawdę dziura w ziemi potrafiła być wyprzedana. Podobnie było z mieszkaniami na rynku wtórnym, gdzie czasem godzina, dwie po ogłoszeniu nieruchomości na sprzedaż w mediach społecznościowych można było już odbierać telefony od zainteresowanych klientów. Obecnie czas oczekiwania jest znacznie dłuższy – mówi Mirosław Król.

– Przed to klienci wiedzą, że mieszkanie musi być staranniej przygotowane do sprzedaży, a oferta przygotowana profesjonalnie. Oczywiście najważniejsza jest cena i wyobrażam sobie, że mieszkanie wystawione po bardzo atrakcyjnej cenie pewnie sprzeda się w kilka dni, ale to wszystko zależy też od takich czynników jak właśnie stan i lokalizacja – mówi Mirosław Król.

– Pojawia się wiele ofert dużych mieszkań np. powyżej 100 metrów, gdzie w przeliczeniu na metr kwadratowy ceny potrafią spadać nawet poniżej 6 tysięcy złotych. Chętnych jednak nie ma zbyt wielu, bo takie mieszkania zwykle wymagają remontu, a to też nie jest czas, by inwestorzy szukali dużych mieszkań np. do podziału na kawalerki – przyznaje Mirosław Król.

Eksperci dodają jednak, że nie brakuje pytań i telefonów od potencjalnych klientów, a prezentacji mieszkań wiosną jest więcej niż w I kwartale tego roku.

Banki w Polsce w ogniu krytyki. Czy naprawdę zarabiają zbyt wiele?

Czy banki w Polsce zarabiają za dużo? Zanim dojdziemy do prostych wniosków trzeba zrozumieć na czym i dlaczego zarabiają banki. 

W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami zbiorowej dyskusji o tym, ile – i czy przypadkiem nie za dużo – zarabiają banki w Polsce. Impuls do dyskusji dało porównanie marż kredytów hipotecznych w Unii Europejskiej oraz komunikat, iż Polska jest pod tym względem „najdroższym krajem w Europie”[1]. Te tezy zostały już wielokrotnie obalone w przestrzeni publicznej na podstawie rzetelnych, a nie chwytliwych medialnie wyliczeń, nie będziemy ich zatem powtarzali. Przy okazji tej dyskusji dostało się jednak znów WIBOR-owi, który przez ostatnie 30 lat nie wzbudzał większych kontrowersji, wypełniając spokojnie swoją rolę jako kluczowy wskaźnik referencyjny stóp procentowych w Polsce. Uderza się ponownie w WIBOR twierdząc, że banki nie zarabiają wyłącznie na marży, lecz także – w ukrytej formie – właśnie na WIBOR-ze, który jest rzekomo „zawyżany”. Warto więc wyjaśnić, jak i dlaczego zarabiają banki oraz na czym polega WIBOR. Uczyńmy to w formie swoistego dekalogu.

Po pierwsze, banki nie są instytucjami charytatywnymi. To podmioty gospodarcze, które nastawione są na zysk. Nie produkują niczego poza szeroko rozumianymi usługami finansowymi, których sprzedaż musi być opłacalna.

Po drugie, banki na całym świecie, w tym Polsce, bardzo rzadko działają wyłącznie na rachunek ich właścicieli. To ostatnie wiąże się z tym, że banki wypełniają niezwykle ważną rolę społeczną tzn. przechowują odpłatnie nadwyżki, które mamy jako osoby fizyczne i prawne. Nasze środki pieniężne lokowane są na rachunkach bankowych, do których mamy stały dostęp i z których możemy niemal w dowolnym czasie swoje pieniądze wycofać. Depozyty takie nie są na stałe, więc banki muszą cały czas poszukiwać środków na rynku poprzez inne instrumenty, np. emitowane przez siebie obligacje.

Po trzecie, banki muszą zarabiać na pozyskanych depozytach od osób fizycznych i prawnych. Czynią to albo lokując środki w różnego rodzaju inwestycjach, np. w bezpieczne „rządowe papiery”, które dają im niski, acz raczej pewny zysk, albo też udzielając pożyczek lub kredytów osobom fizycznym lub prawnym. Muszą dochować zawsze staranności w upewnieniu się, że środki pieniężne oddane takim osobom powrócą do nich, bo gdyby tak się nie stało, poniosą stratę.

Po czwarte, banki nie mają dowolności w lokowaniu „naszych” środków (tj. depozytów). Nie mogą założyć np. hodowli dżdżownic, choć mogą słyszeć, że jest ona bardzo dochodowa. To lokowanie podlega bowiem ścisłej kontroli ze strony państwa (kontrola jest wykonywana przez państwową Komisję Nadzoru Finansowego – KNF), które może od nich żądać wglądu we wszystkie transakcje, a co więcej – może nakładać na nie różne obowiązki, np. przeciwdziałania finansowania terroryzmu i praniu brudnych pieniędzy.

Po piąte, banki mogą wykonywać i wykonują bezpłatnie usługi dla państwa i społeczeństwa. W Polsce tego nie doceniamy, a przecież nasza identyfikacja w coraz szerszym zakresie czynności urzędniczych wykonywana jest z pośrednictwem banków. Dzięki temu nie musimy się stawiać osobiście w urzędzie (czas to pieniądz!), bo możemy daną czynność wykonać online.  Czy państwo i my obywatele płacimy za tego rodzaju usługi bankowe?  A one kosztują i koszt ten ponoszą banki.

Po szóste, banki muszą mieć własną miarę wyliczania kosztu pozyskania środków pieniężnych dla prowadzenia swojej działalności. Co więcej, koszt ten musi być możliwy do zaobserwowania na tych samych zasadach przez długi czas, albowiem umowy zawierane z bankami – np. o kredyt hipoteczny – są zazwyczaj długoterminowe. Nie może to być określona stawka procentowa banku centralnego (w przypadku Polski byłaby to stopa referencyjna NBP), ponieważ wówczas ani klienci banków – osoby fizyczne, ani firmy nie byłyby potrzebne bankom jako ci, którzy składają u nich swoje środki jako depozytariusze. Banki po prostu pożyczałyby od banku centralnego pieniądze i dzięki tak pozyskanym środkom udzielałyby kredytów. My zaś – osoby fizyczne – powrócilibyśmy do sakiewek, w których przechowywalibyśmy nasze nadwyżki pieniężne.

Po siódme, w całym cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że musimy wyliczać w jakiś sposób koszt pozyskania środków przez dany bank i musi być to sposób ujednolicony, bo inaczej pożyczkobiorca/kredytobiorca dostałby bólu głowy, biegając od jednego do drugiego banku by porównać oferty. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że konsument szedłby od banku do banku, a te pokazywałyby mu po kolei wyliczenia, że koszt pozyskania przez nie środków pieniężnych wygląda tak a tak, a sposób pozyskiwania środków – tak a tak. Konsument wówczas wiedziałby, w jaki sposób będzie wyliczana dla niego stopa oprocentowania kredytu w każdym banku. Ale ile by się nabiegał! Ale co jeśli bank zmieni w przyszłości sposób pozyskiwania środków i konsument będzie skarżył się, że ten sposób nie jest dla niego korzystny, ponieważ gdyby czynił inaczej, to koszt oprocentowania kredytu byłby niższy?

Po ósme, w cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że jedynym sposobem na uniknięcie powyższego problemu będzie odwołanie się do miary kosztu pozyskania pieniądza na tzw. rynku międzybankowym. Na tym rynku działają wyłącznie banki i to one również w zależności od potrzeby mogą pożyczać sobie pieniądze. W przypadku Polski mamy powiązane ze sobą dwie stopy: WIBOR (ile chcę za przyjęcie moich pieniędzy u ciebie) oraz WIBID (ile zapłacę ci za przyjęcie twoich pieniędzy u siebie). Tak jak na wszystkich rynkach finansowych, tak i w Polsce odwołujemy się do miary, która obliczana jest na podstawie danych pochodzących od reprezentatywnej próbki banków poprzez podmiot zewnętrzny, którym w Polsce jest GPW Benchmark, spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Ponownie należy przypomnieć, że spółka ta nadzorowana przez KNF – zresztą w świetle unijnych standardów.

Po dziewiąte, to prawda, że w Polsce oba wskaźniki są powiązane „ścisłym korytarzem”, tzn. pomiędzy nimi nie mogą się otwierać zbytnio nożyce różnic, albowiem będą one automatycznie korygowane. Ale ten ścisły korytarz pozwala nam na uniknięcie wielu perturbacji i spekulacji na rynku bankowym. Otóż gdyby jakikolwiek bank z panelu, który wyznacza WIBOR/WIBID przechodził wewnętrzne trudności to powiązanie obu stawek powoduje, że nie zaburzy rynku tylko z tego powodu, że nagle ogłoszą, iż płacą bardzo dużo za lokowanie u nich pieniędzy (WIBID).  Warto także pamiętać, że WIBOR zawsze będzie wyższy niż WIBID, bo na tym polega biznes bankowy – pozyskać taniej środki i lokować je tam, gdzie stopa zwrotu będzie wyższa.

Po dziesiąte, kiedy odwołujemy się do WIBOR, cały czas musimy pamiętać o stopie referencyjnej NBP, po której bank centralny „skupuje” od banków ich towar, czyli powierzone im przez klientów (osoby fizyczne i przedsiębiorstwa) środki pieniężne. Jak to czyni NBP? Tak samo jak na całym świecie, tj. poprzez tzw. operacje rynku otwartego polegające na emitowaniu krótkoterminowych bonów i albo zmniejszaniu płynności lub zwiększaniu płynności w celu zbliżenia się jak najbliżej do wyznaczonej stopy referencyjnej NBP. Stawka bonów NBP to cena, po jakiej bank może „sprzedać” dowolną ilość swojego towaru, czyli pieniędzy bez żadnego ryzyka, co w ekonomii określamy jako tzw. cena krańcowa. Jednakże takie stawki wyznaczane są na 7 dni, a WIBOR najczęściej ustalany jest na 3 lub 6 miesięcy, a bank, który kształtuje WIBOR, musi tę stopę NBP odpowiednio przetworzyć. To właśnie dlatego WIBOR dla takiego banku staje się ceną krańcową, czyli ceną, poniżej której nie opłaca się mu nic taniej sprzedawać. Gdyby więc liczyć wyłącznie koszt pozyskania środków z rynku przez bank, aby je przekształcić w kredyt lub pożyczkę, to wówczas z góry możemy założyć, iż bank będzie ponosił stratę. Gdyby zaś bank podejmował decyzje ze świadomością, że będą one przynosić stratę, to zarządowi takiego banku groziłaby odpowiedzialność karna za działania na szkodę spółki i jej akcjonariuszy.  W końcu Celem każdej spółki jest generowanie zysku, o czym była mowa w pierwszym punkcie niniejszego „dekalogu”.

I tu dochodzimy do sedna problemu i odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście można winić banki za drogie kredyty, których oprocentowanie odwołuje się do stawki WIBOR. Warto jednak pamiętać, że relatywnie drogie obecnie kredyty w Polsce wynikają nie z chciwości banków, ale wysokiej stopy referencyjnej NBP, z którą WIBOR jest ściśle powiązany. Trzeba też odnotować, że w ostatnich dniach, w wyniku zapowiedzi ze strony Rady Polityki Pieniężnej, WIBOR – mimo utrzymania stóp procentowych na tym samym poziomie – zaczął spadać. Dlaczego? Otóż dlatego, że za sprawą swojej konstrukcji WIBOR „patrzy w przyszłość”, to znaczy wyprzedza rynek i przewiduje, że stopy procentowe będą rosnąć albo spadać. W obecnej sytuacji WIBOR reaguje na zapowiedzi obniżki stóp, a zatem jest… niższy od stopy referencyjnej NBP (stan na 08.04.2025). Co w oczywisty sposób przełoży się na obniżenie rat kredytów i utrudni atakowanie WIBOR-u jako „bankowej manipulacji”. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby teraz kredytobiorcy zaatakowali banki za… zaniżanie WIBOR.

[1] O tym pisze również w TEP o Gospodarce dr Mieczysław Groszek, zob. Nadmierne zyski banków czy rekompensata za chude lata

Dr Jarosław Bełdowski
—————–
Członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Dr Radosław Góral
—————–
Partner w międzynarodowej kancelarii Clyde & CO, Warszawa

Wall Street odbija po burzliwym tygodniu. Trump łagodzi kurs, ale wojna handlowa trwa

Na zakończenie wyjątkowo burzliwego tygodnia na rynkach finansowych inwestorzy mogli odetchnąć z ulgą, gdy w piątek doszło do lekkiego “rajdu ulgi” na Wall Street, czyli odreagowania wcześniejszych spadków. Głównym impulsem była decyzja prezydenta Trumpa o częściowym wycofaniu się z wcześniejszych planów taryfowych, co złagodziło napięcia na rynkach i otworzyło przestrzeń do dalszych negocjacji. Administracja USA ogłosiła, że od 9 kwietnia nałoży uniwersalną stawkę celną w wysokości 10 proc. na wszystkie kraje z wyjątkiem Chin, które objęte są osobnym, ostrzejszym traktowaniem przez okres 90 dni. Skupienie inwestorów i polityków przesunęło się teraz niemal całkowicie na eskalującą wojnę handlową między USA a Chinami.

W piątek amerykańskie indeksy akcyjne silnie wzrosły, odrabiając część strat po dwóch tygodniach gwałtownej zmienności. SP 500 zakończył tydzień na plusie, mimo że tydzień wcześniej zanotował aż 9-procentowy spadek. Indeks pozostaje jednak około 13 proc. poniżej rekordowego poziomu zamknięcia z lutego. Rentowności amerykańskich obligacji również wzrosły – zarówno w piątek, jak i w skali całego tygodnia – po wcześniejszym, gwałtownym spadku. Dolar amerykański osłabił się mimo wzrostu rentowności, co wzbudziło pytania o jego pozycję jako bezpiecznej przystani oraz zaufanie do stabilności polityki gospodarczej USA. Jednym z czynników deprecjacji dolara była likwidacja tzw. „basis trades”, czyli transakcji opartych na różnicach kursowych między rynkami onshore i offshore. W tym czasie złoto zyskało, a ceny ropy naftowej Brent spadły o 1,3 proc. po wcześniejszym, 11-procentowym “załamaniu”.

Niepewność pozostaje jednak bardzo wysoka, ponieważ w ciągu nadchodzących trzech miesięcy możliwych jest wiele scenariuszy dotyczących dalszego rozwoju negocjacji handlowych pomiędzy USA a partnerami, przede wszystkim Chinami. W tym kontekście szczególnie istotne były piątkowe działania Pekinu, który ogłosił podwyższenie ceł na wszystkie towary z USA – z 84 proc. do 125 proc. – od 12 kwietnia. Była to odpowiedź na ruch USA, który wcześniej zwiększył stawkę ceł na chińskie towary do 125 proc., oprócz wcześniejszych 20 proc. obowiązujących od marca, co łącznie daje aż 145 proc. Chińskie władze stanowczo skomentowały działania USA, twierdząc, że amerykańskie towary są w tych warunkach po prostu niesprzedawalne na rynku chińskim i że dalsze podnoszenie ceł przez USA spotka się z równie twardą odpowiedzią.

Mimo retoryki konfrontacyjnej prezydent Trump starał się przekonywać, że jego strategia przyniesie długofalowe korzyści. W piątek powiedział, że „może pojawić się koszt przejściowy i pewne trudności, ale ostatecznie USA na tym skorzysta. Jednocześnie zastrzegł, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie uda się osiągnąć zadowalających porozumień, wprowadzi kolejne „wzajemne” taryfy, a także usunie pozataryfowe bariery wobec krajów z nadwyżkami handlowymi. Biały Dom przekazał, że Trump pozostaje optymistą i liczy, że Chiny ostatecznie zdecydują się na kompromis.

W międzyczasie administracja USA wprowadziła w piątek wyjątki od taryf wobec niektórych produktów elektronicznych, co dało chwilową ulgę amerykańskim producentom technologii. Sekretarz handlu Howard Lutnick stwierdził jednak, że jest to jedynie pauza, zanim produkty te zostaną objęte innymi, bardziej wyspecjalizowanymi taryfami. Zapowiedział nową inicjatywę celną wobec półprzewodników i podzespołów elektronicznych, która ma na celu przeniesienie produkcji z powrotem do USA i uniezależnienie się od Państwa Środka w zakresie kluczowych komponentów. Objęte tymczasowym wyjątkiem są m.in. smartfony, laptopy, procesory, pamięci, dyski twarde, ekrany oraz urządzenia do produkcji chipów. Według szacunków prywatnych firm, wartość importu objętego tym wyjątkiem wynosi aż 390 miliardów dolarów, z czego ponad 100 miliardów przypada na towary z Chin.

W tym kontekście coraz więcej przedstawicieli Rezerwy Federalnej sugeruje, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian przez dłuższy czas z uwagi na rosnącą niepewność gospodarczą. Prezes oddziału Fed w Bostonie, Susan Collins, ostrzegła, że skutki ceł mogą być bardziej rozległe, niż się powszechnie zakłada, ponieważ obejmują nie tylko dobra końcowe, ale również półprodukty, które stanowią aż 44 proc. importu USA. W jej opinii to istotny czynnik ryzyka dla cen i argument za utrzymaniem obecnych stóp procentowych. Podobnie wypowiedział się prezes Fed z St. Louis, Alberto Musalem, który wskazał na możliwość jednoczesnego wzrostu inflacji i pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Podkreślił on, że niepewność co do skutków polityki handlowej, imigracyjnej i fiskalnej USA jest bardzo wysoka i że Fed musi uważnie śledzić dane i rozwój sytuacji.

Rynek wycenia obecnie coraz większe prawdopodobieństwo obniżek stóp w 2025 roku – kontrakty Fed Funds Futures wskazują na obniżkę łącznie 77 pb do końca roku.

W piątek indeksy DJIA, SP500 i Nasdaq wzrosły odpowiednio o 1,6 proc., 1,8 proc. i 2,1 proc., a w ujęciu tygodniowym zyskały 5 proc, 5,7 proc. i 7,3 proc., tym samym nadrabiając część strat po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie sytuacja wyglądała mniej optymistycznie – Eurostoxx 50 stracił o 0,7 proc. a niemiecki DAX spadł o 0,9 proc. w piątek i o 1,9% w skali tygodnia. Kurs głównej pary walutowej wzrósł do poziomu lekko ponad 1,14.

W danych makro ze Stanów Zjednoczonych szczególnie rozczarował wskaźnik inflacji producenckiej – PPI – który w marcu spadł o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc., a także nastroje konsumenckie według University of Michigan, które w kwietniu spadły do 50,8 z 57. Jednocześnie oczekiwania inflacyjne na rok wzrosły aż do 6,7 proc. z 5 proc., a długoterminowe – do 4,4 proc. z 4,1 proc., co pokazuje wyraźne obawy społeczeństwa o siłę nabywczą pieniądza.

Nadchodzący tydzień przyniesie kolejne ważne dane z USA, m.in. na temat inflacji oczekiwanej w Nowym Jorku, wskaźnika Empire State, sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej, danych z rynku nieruchomości i liczby nowych wniosków o zasiłek. Piątek będzie dniem wolnym z powodu Świąt Wielkanocnych.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Coraz większe długi Polaków, choć liczba dłużników maleje

Obecnie Polacy mają przeterminowane zobowiązania kredytowe oraz pożyczki, a także inne zobowiązania, których całkowita kwota wynosi 84,7 mld złotych. Dla zobrazowania skali – ta kwota jest większa niż roczny koszt programu 800+, co odpowiada wartości 150 tysięcy mieszkań. To równocześnie odpowiada wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych przez Polaków w ciągu roku. Z problemami z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań zmaga się 2,5 miliona Polaków. Warto zauważyć, że rośnie całkowita kwota przeterminowanych zobowiązań – ale liczba osób, które mają trudności ze spłatą, maleje. W 2024 roku liczba ta spadła o 129 tysięcy – co stanowi prawie 5% w porównaniu do poprzedniego roku. Dla porównania, w 2023 roku liczba ta zmniejszyła się tylko o 15,5 tys. osób.

– Można dostrzegać pewne „światełko w tunelu”, jeśli chodzi o spadek liczby osób z problemami ze spłatami – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Niemniej jednak rosnąca kwota przeterminowanych zobowiązań budzi niepokój. To sugeruje, że osoby borykające się z problemami finansowymi mają coraz większe długi – a wśród nich znajdują się ci, którzy już wcześniej mieli trudności. Rekordzistą w posiadanym przeterminowanym zadłużeniu kredytowym i pozakredytowym jest 30-letni mężczyzna w województwie lubelskim, który musi spłacić dług przekraczający 92 miliony złotych. Ten stary dług prawdopodobnie wynika z wcześniejszych kredytów, które mogły być zaciągnięte w ramach działalności gospodarczej. Ta osoba mogła również borykać się z problemami jako przedsiębiorca – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski.

Kurs dolara pod presją polityki celnej Trumpa. Czy to początek dłuższego osłabienia?

Lekka zmiana kursu Donalda Trumpa, która nastąpiła w środowy wieczór, pokazuje, że prezydent USA nie jest jednak obojętny na spadki na rynkach finansowych. Takie można było odnieść wrażenie tydzień wcześniej, kiedy w Dniu Wyzwolenia został ogłoszony bardzo szeroki plan taryfowy, który dotknął niemal wszystkie kraje na świecie.

Aktualnie żyjemy w świecie, gdzie obowiązuje nowa jednolita stawka celna 10 proc. (z wyłączeniem Chin gdzie obecnie mamy poziom sięgający łącznie 145 proc.) na okres 90 dni, zamiast krajowych wyższych opłat (np. 20 proc. dla Unii Europejskiej). Jednocześnie obowiązują cła sektorowe w wysokości 25 proc. m.in na samochody, częście stal oraz aluminium.

Podczas kilku dni mocnej przeceny można było przypuszczać, że Trump jest w stanie poświęcić rynki akcji, tylko po to, żeby zmniejszyć deficyt handlowy i uzyskać finansowanie cięcia podatków. Teraz jednak widać, że prezydent USA nie ignoruje ryzyka recesji oraz silnych spadków giełdowych. Być może jednak to był od początku blef, a ogłoszenia 2 kwietnia miały być jedynie pewnego rodzaju “straszakiem” dla innych państw. Trump chce negocjować, a każde zawarte porozumienie na warunkach USA będzie prawdopodobnie komunikowane jako wielkie zwycięstwo nowej administracji.

Pytanie jest teraz zasadnicze: czy to jednodniowe odreagowanie na Wall Street jest początkiem nowej fali wzrostowej, czy jednak na giełdzie nastąpiła fundamentalna zmiana, która wprowadza odwrotny kurs przynajmniej w średnim okresie (1 roku).

Gospodarka amerykańska pozostaje dynamiczna. Dostępne dotychczas prognozy wskazywały, że potencjał wzrostu na rok 2025 wynosi ok 2 proc. lub lekko ponad. Z pewnością wiele ośrodków analitycznych teraz dokona rewizji w dół, głównie ze względu na wzrost niepewności i jej negatywny wpływ na inwestycje przedsiębiorstw. Trumpowi powinno zależeć, żeby mimo wszystko jego kraj uniknął recesji.

Z kolei Fed musi zachować równowagę. Jego aktualna polityka nadal działa w kierunku dezinflacji. Rynek kilka dni temu wyceniał nawet 4 obniżki stóp w tym roku, potem nastąpiła lekk korekta i obecnie kontrakty Fed Funds Futures wyceniają niecałe 90 pb redukcji do grudnia. Jak na razie jednak brak recesji oraz wysokie oczekiwania inflacyjne konsumentów w USA (wzmocnione przez taryfy) ograniczają przestrzeń do agresywnego luzowania.

W przypadku strefy euro zrealizował się scenariusz, że taryfy zostaną częściowo zniesione w wyniku renegocjacji. Firmy ze Starego kontynentu będą zyskiwać na konkurencyjności cenowej przez odpływ chińskich rywali z rynku amerykańskiego. Na ten moment wzrost PKB dla całej Unii powinien plasować się poniżej 1 proc. gdzieś w granicach 0,6-0,7 proc. Można oczekiwać, że na rynek europejski zostanie skierowana duża podaż tanich produktów z Chin, co będzie wpływać dezinflacyjnie w długim terminie. EBC powinien utrzymać “gołębi ton” i ściąć stopy do wakacji do poziomu 2 proc. Spadek rentowności niemieckich obligacji (głównie 2 letnich), silne euro oraz postępująca dezinflacja powinny być głównymi argumentami za luźną polityką monetarną.

Kurs EURUSD może wciąż podążać “na północ”. Dolar traci na nieprzewidywalnej polityce Trumpa a administracja Białego Domu może dążyć do dalszego osłabienia USD bo to będzie poprawiać saldo handlowe kraju. Presja na Fed powinna się utrzymywać w najbliższym czasie, a z miesiąca na miesiąc będziemy bliżej terminu wygaśnięcia kadencji Powella a jego następca lub następczyni może przyjąć odmienną postawę, która także będzie wywierać presję na amerykańską walutę.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Inflacja producencka wyraźnie spada. Rynek widzi przestrzeń do obniżek stóp w USA

Inflacja producencka zaskoczyła rynek bardzo pozytywnie, podobnie jak wczorajszy odczyt inflacji CPI.

Inflacja bazowa PPI spadła w marcu o 0,1 proc. podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu o 0,3 proc., a poprzedni odczyt wyniósł +0,1 proc. Również odczyt roczny zaskoczył pozytywnie, bo wyniósł 3,3 proc. wobec oczekiwań na poziomie 3,6 proc. i poprzedniego odczytu na poziomie 3,5 proc.

Wskaźnik inflacji PPI zaskoczył jeszcze bardziej, bo w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie +0,2 proc. i poprzedniego odczytu +0,1 proc.), a w ujęciu rocznym wyniósł 2,7 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 3,3 proc. oraz poprzedniego odczytu na poziomie 3,2 proc).

Bardzo pozytywne zaskoczenie w obydwóch rodzajach inflacji z pewnością da dużo paliwa gołębiej części FEDu do szybszego rozpoczęcia luzowania polityki monetarnej i prawdopodobnie w trochę większej skali niż do tej pory zakładano.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zakończono przebudowę dworca Toruń Wschodni. Historyczny obiekt zyskał nowe życie

Polskie Koleje Państwowe S.A. zakończyły przebudowę dworca Toruń Wschodni. Dzięki niej pochodzący z początku XX w. obiekt stał się przestrzenią nowoczesną i dostępną dla wszystkich podróżnych.

Dzięki inwestycji wybudowany w 1909 roku neogotycki dworzec Toruń Wschodni odzyskał historycznych blask. To jeden z kilkunastu podobnych, reprezentacyjnych i nowoczesnych wówczas obiektów dworcowych, zbudowanych w latach 1903-1912 na Pomorzu, Powiślu, Warmii i Mazurach. Ich architektura nawiązywała do będących ikoną tych terenów ceglanych budowli gotyckich. Projekty niektórych z nich wyszły spod ręki tego samego architekta, który współtworzył gdański Dworzec Główny – Paula Thoemera. W ramach inwestycji renowacji poddana została elewacja wraz ze znajdującymi się na nich detalami architektonicznymi, uzupełniono ubytki w cegle oraz schodach od frontu budynku, a stolarka okienna i drzwiowa została wymieniona na wzór historycznej. Odrestaurowane zostały także herby znajdujące się na elewacji oraz olbrzymie witrażowe okno znajdujące nad wejściem głównym do budynku. Obok Iławy Głównej, Pszczółek i Szymankowa to kolejny dworzec z tej grupy, kompleksowo wyremontowany przez PKP S.A.

Na nowo zaprojektowano także wnętrza obiektu, w których połączono nowoczesną stylistykę z historycznymi detalami. Podróżni do dyspozycji mają hol dworcowy, który pełni także funkcję poczekalni. Na obu końcach hali znajdują się witraże, które w ramach inwestycji poddane zostały renowacji. Znalazły się tu także nowe ergonomiczne ławki, gabloty z rozkładami jazdy, a także elektroniczne tablice przyjazdów i odjazdów pociągów. W budynku są także nowe toalety oraz pokój dla opiekuna z dzieckiem. Na dworcu jest również pomieszczenie, w którym wkrótce znajdzie się lokal convenience, a także przestrzeń z przeznaczeniem na hostel.

– Dworzec Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji realizowanych w tym mieście. W ramach programu inwestycyjnego przebudowę przechodzi także dworzec Toruń Miasto. Dzięki tym inwestycjom Toruń odzyska dwa niezwykle atrakcyjne budynki, z podkreślonymi historycznymi detalami. A podróżni będą mieli do dyspozycji nowoczesne i komfortowe przestrzenie dworcowe – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A.

Budynek dworca Toruń Wschodni stał się bardziej dostępny dla wszystkich grup podróżnych, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności, dzięki wyeliminowaniu barier architektonicznych i wprowadzeniu szeregu usprawnień. Wśród nich są m.in. dotykowe tablice z planami dworca, oznaczenia w alfabecie Braille’a, ścieżki prowadzące dla osób niewidomych i niedowidzących, urządzenia wzmacniające działanie aparatów słuchowych przy kasach czy obniżenie blatów okienek kasowych dla osób poruszających się na wózkach. W budynku pojawiły się również windy.

Po zakończeniu inwestycji dworzec stał się bardziej przyjazny środowisku naturalnemu. Nowe oświetlenie jest energooszczędne i sterowane za pomocą automatyki, a ocieplenie budynku od wewnątrz, nowa stolarka okienna i drzwiowa oraz kurtyny powietrzne pozwolą na ograniczenie strat ciepła i zapewnienie komfortu podróżnym. Przy dworcu powstał także zbiornik do zbierania deszczówki, a uzyskana w ten sposób woda, po oczyszczeniu, służy do spłukiwania dworcowych toalet. Dzięki inwestycji zmieniło się też bezpośrednie otoczenie dworca. Wyremontowany został znajdujący się w pobliżu dworca budynek administracyjny, w którym znajdzie się przestrzeń dla pracowników PKP oraz lokal wraz z ogródkiem letnim. Po stronie wschodniej od zabudowań dworcowych powstał nowy parking, na którym znalazły się dwa miejsca dla osób z niepełnosprawnościami.

Koszt przebudowy dworca Toruń Wschodni to 42 mln złotych brutto. Inwestycja została dofinansowana ze środków z budżetu państwa. Inwestorem są Polskie Koleje Państwowe S.A., projekt przebudowy opracował Transprojekt Gdański sp. z o. o., a wykonawcą prac budowlanych był Budimex S.A.

Przebudowa dworca Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji spółki realizowanych obecnie w tym mieście. Kolejny dworzec – Toruń Miasto – zostanie udostępniony podróżnym jeszcze w tym roku. Przebudowa dworców Toruń Wschodni i Toruń Miasto jest częścią realizowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., Polskie Koleje Państwowe S.A. i Miasto projektu BiT City II.

Stacja Toruń Wschodni znajduje się na trasie łączącej województwa warmińsko-mazurskie i wielkopolskie. Każdego dnia odjeżdża z niej sześć pociągów PKP Intercity. To połączenia ekonomiczne kategorii Intercity, które zapewniają dojazd do Olsztyna i Poznania.