Inflacja producencka wyraźnie spada. Rynek widzi przestrzeń do obniżek stóp w USA

Inflacja producencka zaskoczyła rynek bardzo pozytywnie, podobnie jak wczorajszy odczyt inflacji CPI.

Inflacja bazowa PPI spadła w marcu o 0,1 proc. podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu o 0,3 proc., a poprzedni odczyt wyniósł +0,1 proc. Również odczyt roczny zaskoczył pozytywnie, bo wyniósł 3,3 proc. wobec oczekiwań na poziomie 3,6 proc. i poprzedniego odczytu na poziomie 3,5 proc.

Wskaźnik inflacji PPI zaskoczył jeszcze bardziej, bo w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie +0,2 proc. i poprzedniego odczytu +0,1 proc.), a w ujęciu rocznym wyniósł 2,7 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 3,3 proc. oraz poprzedniego odczytu na poziomie 3,2 proc).

Bardzo pozytywne zaskoczenie w obydwóch rodzajach inflacji z pewnością da dużo paliwa gołębiej części FEDu do szybszego rozpoczęcia luzowania polityki monetarnej i prawdopodobnie w trochę większej skali niż do tej pory zakładano.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zakończono przebudowę dworca Toruń Wschodni. Historyczny obiekt zyskał nowe życie

Polskie Koleje Państwowe S.A. zakończyły przebudowę dworca Toruń Wschodni. Dzięki niej pochodzący z początku XX w. obiekt stał się przestrzenią nowoczesną i dostępną dla wszystkich podróżnych.

Dzięki inwestycji wybudowany w 1909 roku neogotycki dworzec Toruń Wschodni odzyskał historycznych blask. To jeden z kilkunastu podobnych, reprezentacyjnych i nowoczesnych wówczas obiektów dworcowych, zbudowanych w latach 1903-1912 na Pomorzu, Powiślu, Warmii i Mazurach. Ich architektura nawiązywała do będących ikoną tych terenów ceglanych budowli gotyckich. Projekty niektórych z nich wyszły spod ręki tego samego architekta, który współtworzył gdański Dworzec Główny – Paula Thoemera. W ramach inwestycji renowacji poddana została elewacja wraz ze znajdującymi się na nich detalami architektonicznymi, uzupełniono ubytki w cegle oraz schodach od frontu budynku, a stolarka okienna i drzwiowa została wymieniona na wzór historycznej. Odrestaurowane zostały także herby znajdujące się na elewacji oraz olbrzymie witrażowe okno znajdujące nad wejściem głównym do budynku. Obok Iławy Głównej, Pszczółek i Szymankowa to kolejny dworzec z tej grupy, kompleksowo wyremontowany przez PKP S.A.

Na nowo zaprojektowano także wnętrza obiektu, w których połączono nowoczesną stylistykę z historycznymi detalami. Podróżni do dyspozycji mają hol dworcowy, który pełni także funkcję poczekalni. Na obu końcach hali znajdują się witraże, które w ramach inwestycji poddane zostały renowacji. Znalazły się tu także nowe ergonomiczne ławki, gabloty z rozkładami jazdy, a także elektroniczne tablice przyjazdów i odjazdów pociągów. W budynku są także nowe toalety oraz pokój dla opiekuna z dzieckiem. Na dworcu jest również pomieszczenie, w którym wkrótce znajdzie się lokal convenience, a także przestrzeń z przeznaczeniem na hostel.

– Dworzec Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji realizowanych w tym mieście. W ramach programu inwestycyjnego przebudowę przechodzi także dworzec Toruń Miasto. Dzięki tym inwestycjom Toruń odzyska dwa niezwykle atrakcyjne budynki, z podkreślonymi historycznymi detalami. A podróżni będą mieli do dyspozycji nowoczesne i komfortowe przestrzenie dworcowe – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A.

Budynek dworca Toruń Wschodni stał się bardziej dostępny dla wszystkich grup podróżnych, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności, dzięki wyeliminowaniu barier architektonicznych i wprowadzeniu szeregu usprawnień. Wśród nich są m.in. dotykowe tablice z planami dworca, oznaczenia w alfabecie Braille’a, ścieżki prowadzące dla osób niewidomych i niedowidzących, urządzenia wzmacniające działanie aparatów słuchowych przy kasach czy obniżenie blatów okienek kasowych dla osób poruszających się na wózkach. W budynku pojawiły się również windy.

Po zakończeniu inwestycji dworzec stał się bardziej przyjazny środowisku naturalnemu. Nowe oświetlenie jest energooszczędne i sterowane za pomocą automatyki, a ocieplenie budynku od wewnątrz, nowa stolarka okienna i drzwiowa oraz kurtyny powietrzne pozwolą na ograniczenie strat ciepła i zapewnienie komfortu podróżnym. Przy dworcu powstał także zbiornik do zbierania deszczówki, a uzyskana w ten sposób woda, po oczyszczeniu, służy do spłukiwania dworcowych toalet. Dzięki inwestycji zmieniło się też bezpośrednie otoczenie dworca. Wyremontowany został znajdujący się w pobliżu dworca budynek administracyjny, w którym znajdzie się przestrzeń dla pracowników PKP oraz lokal wraz z ogródkiem letnim. Po stronie wschodniej od zabudowań dworcowych powstał nowy parking, na którym znalazły się dwa miejsca dla osób z niepełnosprawnościami.

Koszt przebudowy dworca Toruń Wschodni to 42 mln złotych brutto. Inwestycja została dofinansowana ze środków z budżetu państwa. Inwestorem są Polskie Koleje Państwowe S.A., projekt przebudowy opracował Transprojekt Gdański sp. z o. o., a wykonawcą prac budowlanych był Budimex S.A.

Przebudowa dworca Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji spółki realizowanych obecnie w tym mieście. Kolejny dworzec – Toruń Miasto – zostanie udostępniony podróżnym jeszcze w tym roku. Przebudowa dworców Toruń Wschodni i Toruń Miasto jest częścią realizowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., Polskie Koleje Państwowe S.A. i Miasto projektu BiT City II.

Stacja Toruń Wschodni znajduje się na trasie łączącej województwa warmińsko-mazurskie i wielkopolskie. Każdego dnia odjeżdża z niej sześć pociągów PKP Intercity. To połączenia ekonomiczne kategorii Intercity, które zapewniają dojazd do Olsztyna i Poznania.

Kurs dolara leci w dół, a funt i euro zyskują

Ostatnio każdy dzień powinniśmy zaczynać od pytania: jakie amerykańskie cła dziś obowiązują i jak odpowiedzieli na nie Chińczycy? Jednak zdecydowanie ważniejsze jest to, jak na ten handlowy chaos odpowiadają rynki. A te coraz wyraźniej obracają się przeciw USD, więc przybywa analityków, którzy skłaniają się (pewnie na wyrost) do negowania statusu dolara jako bezpiecznej przystani. W tle tych rynkowych rozgrywek brytyjska gospodarka stara się wyjść na prostą.

Upadek USD

Donaldowi Trumpowi trzeba przyznać sprawczość przynajmniej w jednej sprawie. Chyba jeszcze żadna osoba w historii w pojedynkę (uznajmy, że jego władza w tej administracji jest niepodważalna) w tak szybkim tempie nie osłabiła USD. Można by to uznać nawet za sukces, ponieważ prezydent USA chciał słabszego dolara, co ma wspomóc amerykańskich eksporterów. Gorzej, jeśli uznamy, że życzył sobie też tańszej obsługi gigantycznego długu, co przynajmniej na ten moment jest trudne do zrealizowania przy rosnących za oceanem rentownościach obligacji. Składając te dwie sprawy w jedną historię, otrzymujemy rosnący brak zaufania do Stanów Zjednoczonych. Taki układ skłania już część obserwatorów do negowania pozycji USD jako podstawowej bezpiecznej przystani na rynku walutowym. Nawet jeśli nasze rozważania nie wędrują tak daleko, to trzeba przyznać, że dolar wpadł wręcz w spiralę osłabienia i aktualnie chyba tylko gwałtowność tego procesu może mu dawać nadzieję na jakąś głębszą korektę.

Osłabienie dolara spycha go do najgorszej pozycji od kilku lat. Kurs EUR/USD znajdował się dziś już powyżej 1,14 $, czyli najwyżej od ponad 3 lat (przed pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę). Warto zaznaczyć, że pod koniec stycznia, czyli chwilę po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa, eurodolar atakował 1,02 $! W przypadku USD/PLN punktu odniesienia musimy szukać jeszcze dalej, bo latem 2021 roku. Przed południem kurs dolara był już przy 3,75 zł, ale cofnął się wraz z większością rynku forex. Kapitał szerokim strumieniem płynie do wspólnej waluty, a kurs euro wraca w pobliże 4,30 zł. Tak jak wczoraj w dolara dodatkowo uderzyły niższe od prognoz odczyty inflacji konsumenckiej z USA, tak dziś na rynek mogą wpłynąć publikacje tamtejszej inflacji producenckiej (o godz. 14:30).

Zielona Wyspa

Kanclerz Skarbu rządu Jego Królewskiej Mości Rachel Reeves z zadowoleniem przyjęła dzisiejszy pakiet danych z Wysp. Przy tonącym sondażowym poparciu dla Partii Pracy każdy, nawet najmniejszy sukces jest na wagę złota. Zostawmy kwestie polityczne z boku i wróćmy do samych odczytów. Na początku warto zaznaczyć, że Brytyjczycy (w przeciwieństwie do większości państw) podają swoje tempo PKB co miesiąc i wszystkie poniższe publikacje będą dotyczyły lutego. Wzrost gospodarczy w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,5% (najlepszy rezultat od czerwca 2023 roku), a w ujęciu rocznym 1,4%. Oba wskaźniki wyraźnie przekroczyły prognozy, co może być zwiastunem lepszego okresu przed brytyjską gospodarką. Za taką tezą przemawiają też kolejne niezmiernie ważne odczyty, które jeszcze dobitniej zaskoczyły analityków. Produkcja przemysłowa rok do roku miała wykazać najgłębszy spadek (-2,3%) od prawie dwóch lat, a tymczasem wyszła minimalnie ponad kreskę (+0,1%). Jeszcze lepiej wypadła produkcja dóbr w fabrykach, której prognozowano zniżkę w ujęciu rocznym o 2,4% (najsłabiej od równo 2 lat), a ostatecznie wzrosła ona o 0,3%. Trudno jednoznacznie ocenić wpływ powyższych danych na wyspiarskie aktywa, ponieważ uwaga inwestorów w dalszym ciągu ogniskuje się na chaosie związanym z ryzykiem globalnej wojny celnej. Londyński główny indeks giełdowy FTSE 100, w przeciwieństwie do dużej części Europy, idzie mocno w górę. Funt wyraźnie zyskuje (jak prawie wszystkie waluty) do dolara amerykańskiego, a kurs GBP/USD po przekraczeniu 1,30 $ jest coraz bliższy ataku na szczyt z początku kwietnia. Kurs GBP/PLN odbił się od 4,90 zł i znajduje się już 5 groszy wyżej, ale to w dalszym ciągu najniższe poziomy od końca 2020 roku!

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Centralna Informacja Emerytalna do likwidacji. Rząd uznał projekt za kosztowny i nieskuteczny

Rząd przygotował projekt ustawy o uchyleniu tzw. CIE – czyli Centralnej Informacji Emerytalnej. Ustawa o CIE wprowadziła rozwiązania, które nie zapewnią kompleksowej realizacji założonego celu, jakim jest poprawa świadomości emerytalnej i zachęta do efektywnego oszczędzania na przyszłość. Jednocześnie rozwiązania te generują bardzo wysokie koszty dla budżetu państwa – zwłaszcza, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych prowadzi działania w obszarze edukacji społeczeństwa w zakresie oszczędzania na cele emerytalne. Dodatkowo, proponowane rozwiązania systemu Centralnej Informacji Emerytalnej, wymagające kompetencji cyfrowych, mogą wykluczyć część społeczeństwa z dostępu do informacji zgromadzonych w CIE.

– Pomysł Centralnej Informacji Emerytalnej (CIE), jak to często w Polsce, nie był najgorszy jako pomysł, ale paskudne było jego wykonanie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem. – Niestety ta propozycja, którą zaproponował poprzedni rząd i parlament, czyli ustawa o Centralnej Informacji Emerytalnej, była przede wszystkim skokiem na kasę i niepotrzebnym wydatkiem publicznych pieniędzy. Ten sam cel za dużo mniejsze pieniądze można osiągnąć odpowiednio modernizując platformę usług emerytalnych (PUE), którą prowadzi Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Można tam stworzyć nowy design i wprowadzić nowe funkcjonalności. Natomiast cel w postaci umożliwienia Polakom sprawdzenia w jednym miejscu swoich oszczędności emerytalnych mógłby być spokojnie wykonywany właśnie przez PUE i zarządzany przez ZUS. Dlatego też wycofanie się obecnego rządu z idei CIE należy ocenić pozytywnie, bo to było niepotrzebne wydawanie publicznych środków. Od lat o tym mówiłem i cieszę się, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy – tłumaczy dr Marcin Wojewódka.

 

Kurs dolara notuje największy spadek od lat. Rynek obstawia szybkie cięcia stóp przez Fed

Wreszcie dzień oddechu od gwałtownych zmian w stawkach celnych. Emocje zapewnił nam jednak amerykański dolar, który wsparty wyraźnie niższą od oczekiwań inflacją, osłabił się o 3% względem euro. W Polsce coraz większymi krokami nadchodzą obniżki stóp procentowych.

Co dzieje się na dolarze?

Amerykańska waluta zaliczyła wczoraj wyjątkowo silną przecenę. Czwartek zaczął się poniżej poziomu 1,10 na parze EUR/USD. W tych okolicach dolar znajdował się przez większość zamieszania po wprowadzeniu ceł. Wczoraj dotarł jednak do poziomu 1,13. Tak słaby był on ostatnio widziany na rynku w pierwszych miesiącach 2022 roku. Co za to odpowiada? Z jednej strony zaufanie do administracji USA jest – delikatnie mówiąc – umiarkowane. Inwestorzy boją się tego, co wydarzy się dalej. Z drugiej strony wczorajsze dane na temat inflacji pokazują, że można się spodziewać przyspieszenia tempa obniżek stóp procentowych. W skali roku inflacja wynosi 2,4%, a nie jak przewidywano 2,6%. Od wczoraj znowu dominującym scenariuszem są cztery cięcia stóp procentowych o 0,25% w 2025 r., przy czym pierwsze nadal dopiero w czerwcu. Dla przypomnienia, gdy Donald Trump dochodził do władzy, zastanawiano się, czy zobaczymy przynajmniej dwie obniżki.

Rynek znów wycenia obniżki stóp w Polsce

Sygnały, że nadchodzą zmiany widać zarówno w notowaniach WIBOR, jak i w rentowności obligacji. Wczoraj pierwszy raz od I kwartału 2022 roku stawka WIBOR 3M spadła poniżej poziomu 5,6%. Na razie nie jest to przesadnie odczuwalna zmiana dla kredytobiorców. Jednak po aktualizacji oprocentowania kredytu, powinno to dać oszczędność na poziomie 250 zł rocznie na każde 100 000 zł kredytu. Drugim ważnym wskaźnikiem jest rentowność obligacji. Inwestorzy zgadzają się zarabiać coraz mniej, trzymając polskie papiery dłużne. Jeszcze do połowy marca polskie 10-letnie obligacje dawały zarobić około 6% w skali roku. Dzisiaj wypłacają już zaledwie 5,3%. Jest to dobra wiadomość dla naszego budżetu, bo możemy się taniej kredytować. Natomiast dla osób, które będą musiały kupować waluty, nie jest to satysfakcjonująca informacja. Im niższe stopy procentowe, tym słabszy powinien być złoty.

Temat ceł przycicha

Cały ten tydzień mija pod dyktando informacji o zmianach taryf celnych. Wczoraj natomiast nie mieliśmy większych rewolucji. Okazało się jedynie, że stawka na Chiny wyniesie jednak 145%, zamiast zapowiadanych 125%. Przy tych poziomach to nie robi już przesadnej różnicy. Z drugiej strony ostatnie obniżki amerykańskiej waluty wydaje się, że może realizować cel zmniejszenia deficytu budżetowego lepiej niż sankcje. Skoro od stycznia dolar osłabił się o 10% względem euro, jest to efektywnie 10% wzrostu cen importu z Unii i 10% rabatu na eksport do Unii. Nie wszyscy analitycy są jednak zgodni, że to było głównym celem działań amerykańskiej administracji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Od AI po zmiany klimatyczne: 5 trendów, które ukształtują rynek pracy do 2030 roku

Czy nowe technologie zagrażają rynkowi pracy? Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Pytanie o wpływ nowych technologii na przyszłość rynku pracy zadają sobie ekonomiści od pokoleń. Jednak radykalne przyspieszenie rozwoju – w szczególności sztucznej inteligencji (AI) i automatyzacji – wywołuje obawy wielu osób przed utratą zatrudnienia.

Niedawno opublikowany przez World Economic Forum (WEF) raport „The Future of Jobs 2025” analizuje główne trendy, które będą kształtować globalny rynek pracy do 2030 roku. To kolejna edycja badania – pierwszy raport z tej serii ukazał się w 2016 r.

Wśród kluczowych czynników wpływających na rynek pracy jego autorzy wymieniają: zmiany technologiczne, fragmentację geogospodarczą, niepewność ekonomiczną oraz przemiany demograficzne. Badanie oparli na opiniach ponad 1 000 pracodawców reprezentujących 14 milionów pracowników z 55 gospodarek świata, pochodzących z UE, USA, Kanady, Australii,  Południowej Ameryki, Północnej i Środkowej  Afryki, Bliskiego i Dalekiego  Wschodu, czy Azji Centralnej.

Główne trendy transformacyjne:

  1. Rozwój technologiczny.
    Największy wpływ na rynek pracy będzie miało poszerzenie dostępu do technologii cyfrowych. Sztuczna inteligencja, automatyzacja oraz innowacje w energetyce będą napędzać popyt na umiejętności związane z AI, big data, sieciami oraz cyberbezpieczeństwem.
  2. Wzrost kosztów życia.
    To drugi z najważniejszych czynników, mogący wpłynąć na decyzje 50 proc. firm do 2030 roku. Wzrośnie znaczenie kompetencji takich jak kreatywność, odporność psychiczna i elastyczność.
  3. Zmiany klimatyczne.
    Działania proekologiczne oraz adaptacja do nowych warunków klimatycznych będą miały istotne przełożenie na rynek pracy. Wzrośnie zapotrzebowanie na inżynierów energii odnawialnej, specjalistów ds. środowiska oraz ekspertów od pojazdów elektrycznych.
  4. Zmiany demograficzne.
    Starzejące się społeczeństwa w krajach rozwiniętych oraz przyrost ludności w krajach rozwijających się wpływają na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru opieki zdrowotnej, edukacji i zarządzania talentami.
  5. Fragmentacja geogospodarcza.
    Czynniki takie jak rosnące taryfy celne i zmieniająca się polityka przemysłowa zmuszają firmy do redefinicji strategii. Wzrośnie znaczenie umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa, odporności organizacyjnej i przywództwa.

Warto zauważyć, że główne trendy nie uległy zasadniczej zmianie w porównaniu z raportem z 2016 roku, zwłaszcza w obszarach demograficznych i społecznych. Wyjątkiem jest jednak znaczny wzrost znaczenia pracy zdalnej. Zmiany widać również w technologii: w 2016 roku na pierwszym miejscu wskazywano internet mobilny i technologie chmurowe, podczas gdy sztuczna inteligencja zajmowała dopiero szóste miejsce za internetem rzeczy czy robotyką.

Co się zmieni w strukturze zatrudnienia?

Autorzy raportu prognozują, że 22 proc. obecnych stanowisk pracy ulegnie transformacji. Przewidywane jest utworzenie na świecie około 170 milionów nowych miejsc pracy, przy jednoczesnej likwidacji 92 milionów, co daje netto wzrost o 7 proc.

Największy wzrost zatrudnienia przewidywany jest w sektorach: opieki zdrowotnej, logistyki, budownictwa oraz edukacji. Wśród najszybciej rozwijających się zawodów dominują: specjaliści AI, inżynierowie fintech, programiści oraz eksperci ds. zielonej energii. Największy spadek zatrudnienia dotyczyć będzie zawodów administracyjnych, takich jak kasjerzy, pracownicy pocztowi i operatorzy wprowadzania danych.

Zgodnie z raportem, aż 39 proc. obecnych umiejętności pracowników stanie się nieaktualne do 2030 roku. Tempo tych zmian jednak spowalnia. Kluczowe kompetencje przyszłości to: analityczne myślenie, odporność, elastyczność, kreatywność i zdolności przywódcze. Znaczenia nabiorą również tzw. umiejętności miękkie, takie jak motywowanie, mentoring czy komunikacja.

85 proc. pracodawców planuje inwestować w rozwój kompetencji swoich pracowników, a 70 proc. deklaruje chęć zatrudniania osób z nowymi kwalifikacjami. Jednocześnie szacuje się, że 59 proc. pracowników będzie wymagać przekwalifikowania, a 11 proc. może nie zdobyć niezbędnych umiejętności, co może skutkować ryzykiem utraty zatrudnienia.

Przewidywania raportu WEF pokrywają się z wnioskami z najnowszego raportu Deloitte „Tech Trends 2025”, którego autorzy podkreślają, że sztuczna inteligencja jest już obecna „wszędzie” i staje się technologią dojrzałą. Jako istotny trend wskazują konwergencję oraz integrację rozwiązań technologicznych.

Specjaliści z sektora AI zwracają również uwagę na rosnącą rolę tzw. agencyjnej AI (ang. agentic AI), która będzie miała kluczowy wpływ na wiele sektorów gospodarki. Jest to sztuczna inteligencja, która działa autonomicznie, realizując złożone cele dzięki pamięci, zdolności uczenia się i współpracy z innymi agentami bez stałego nadzoru człowieka. W przeciwieństwie do tradycyjnej AI, nie tylko odpowiada na pojedyncze polecenia, ale potrafi planować, podejmować decyzje i wykonywać wieloetapowe zadania w dynamicznym środowisku.  Coraz więcej mówi się też o potencjalnym znaczeniu komputerów kwantowych – szczególnie w kontekście cyberbezpieczeństwa. Technologia komputerów kwantowych opiera się na zjawiskach mechaniki kwantowej, takich jak superpozycja i splątanie, co pozwala komputerom kwantowym przetwarzać ogromne ilości danych równocześnie, znacznie szybciej niż tradycyjne komputery w określonych zadaniach. Komputery kwantowe mogą być wykorzystywane m.in. do łamania szyfrowania, projektowania leków, optymalizacji procesów i modelowania złożonych zjawisk fizycznych czy chemicznych.

Ton raportu WEF jest umiarkowanie optymistyczny. Rynek pracy do 2030 roku będzie kształtowany przez intensywny rozwój technologii, zmiany klimatyczne, czynniki demograficzne i polityczne. Choć niektóre zawody zostaną wyparte przez nowe technologie, w ich miejsce powstaną inne, wymagające nowych kompetencji. Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Jacek J. Wojciechowicz
Autor jest członkiem TEP, wykładowcą Uniwersytetu Civitas, prezesem Ai4smart Sp. z o.o.

Trump pod presją rynku obligacji łagodzi stanowisko – ryzyko jednak pozostaje

  • Gwałtowny wzrost rynku daje ulgę, ale nie rozwiązanie: wstrzymanie ceł przez Donalda Trumpa na 90 dni pomogło złagodzić aktualne obawy, ale szerszy kontekst makroekonomiczny, kształtowany przez rosnący protekcjonizm i niestabilność polityczną, pozostaje bez zmian.
  • Polityka pozostaje reaktywna i nieprzewidywalna: zmiana podejścia administracji Trumpa była odpowiedzią na sygnały z rynku oraz ostrzeżenia o recesji, co podkreśla konieczność, aby inwestorzy zachowali elastyczność w szybko zmieniającym się środowisku.
  • Inwestorzy powinni skupić się na odporności i elastyczności: w obliczu ciągłej niepewności dotyczącej relacji handlowych między USA a Chinami, najbliższe trzy miesiące mogą charakteryzować się zwiększoną zmiennością. Kluczowe będzie odpowiednie pozycjonowanie portfela w oparciu o jakość, taktyczne podejście defensywne i zdyscyplinowane zarządzanie ryzykiem.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo zwraca uwagę, że rynki odnotowały w środę spektakularne odbicie – Nasdaq poszybował w górę o 12%, a główne indeks odnotowały silne wzrosty. Powodem była niespodziewana decyzja prezydenta Trumpa o wstrzymaniu eskalacji ceł wobec partnerów handlowych, którzy nie odpowiadają działaniami odwetowymi. Ten ruch był wyraźną reakcją na rosnące napięcia rynkowe i obawy o recesję – bardziej przegrupowaniem niż odwróceniem kierunku polityki.

Kluczowy wniosek: Rajd na rynkach odzwierciedla krótkoterminowe złagodzenie ryzyk skrajnych (tzw. tail risks), a nie zmianę szerszej trajektorii makroekonomicznej lub politycznej.

Co skłoniło Trumpa do zmiany stanowiska?

Prezydent Trump wskazał na opinie wpływowych postaci ze świata finansów, takich jak Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, który ostrzegał przed ryzykiem recesji. Dodatkowo, Trump przyznał, że sytuacja na rynku obligacji odegrała kluczową rolę i skłoniła go do ponownego przemyślenia strategii. Komentował: „Rynek obligacji jest bardzo trudny… Wczoraj widziałem, że ludzie zaczynają odczuwać pewien niepokój”.

Przekaz jest jasny: wyprzedaż aktywów ryzykownych wywarła presję na Biały Dom, zmuszając Trumpa do złagodzenia stanowiska w sprawie ceł, przynajmniej tymczasowo. Podkreśla to, jak bardzo reaktywna stała się obecna polityka, a także wzmacnia potrzebę zachowania elastyczności przez inwestorów w obliczu nieprzewidywalnych decyzji.

Co się zmieniło, a co pozostało bez zmian?

W skrócie:

  • 90-dniowa pauza w pełnym wdrożeniu taryf dla krajów, które nie stosują działań odwetowych, z tymczasową stawką 10%.
  • Brak dalszych podwyżek wobec Chin, mimo że wcześniejsza stawka 125% pozostaje w mocy.

Rzeczywistość:

  • Efektywna ważona stawka celna utrzymuje się na poziomie około 25% – z 10% stawką bazową dla 75 partnerów handlowych oraz 125% dla Chin.
  • Zmienił się rozkład ceł, z większą koncentracją na Chinach i mniejszą liczbą podwyżek ceł wobec sojuszników USA.
  • Wciąż brak rozwiązania w relacjach handlowych z Chinami, a negocjacje pozostają niepewne.

Kluczowe pytania na przyszłość

Aktywni inwestorzy powinni uważnie monitorować następujące kwestie:

  • Reakcja Chin – Pekin już wprowadził 84%-ową stawkę celną na towary z USA. Każda dodatkowa eskalacja lub celowe działania odwetowe mogą szybko zniweczyć ostatnie wzrosty rynkowe i skierować uwagę inwestorów na ryzyka związane z globalnymi łańcuchami dostaw oraz spadkiem popytu.
  • Wpływ na konsumentów – Ponieważ Chiny ponoszą obecnie główny ciężar presji handlowej ze strony USA, koszt tej polityki prawdopodobnie bardziej bezpośrednio obciąży amerykańskich importerów i konsumentów. Może to prowadzić do ponownej presji na marże dla międzynarodowych korporacji oraz osłabienia popytu konsumenckiego w drugiej połowie roku.
  • Trzymiesięczne okno zmienności – Okres negocjacji między USA a ich partnerami handlowymi prawdopodobnie będzie charakteryzował się nagłymi wahaniami rynkowymi, sprzecznymi komunikatami oraz zmieniającymi się oczekiwaniami rynku. Mało prawdopodobne jest, aby zapewnił stabilność polityczną lub kierunek, który pozwoliłby firmom wznowić normalne operacje biznesowe lub zrewidować strategiczne plany.
  • Reakcja korporacji i prognozy na przyszłość – Chociaż 90-dniowa przerwa daje firmom chwilową ulgę, niekoniecznie daje wystarczającą pewność, aby dyrektorzy mogli zrewidować prognozy finansowe lub podjąć decyzje o inwestycjach kapitałowych. Wiele firm prawdopodobnie przyjmie podejście „czekaj i zobacz”, biorąc pod uwagę zmienność polityczną i brak wyraźnej drogi do rozwiązania.
  • Strukturalny zwrot w kierunku protekcjonizmu – Pomimo krótkoterminowej ulgi, szerszy paradygmat ekonomiczny pozostaje niezmieniony: stopniowe wycofywanie się z wolnego handlu na rzecz bardziej podzielonego, protekcjonistycznego porządku globalnego. Ten zwrot wiąże się ze zwiększoną zmiennością polityczną oraz ograniczoną zdolnością firm do skutecznego planowania.
  • Luka wiarygodności i niepewność polityczna – Niestabilne sygnały polityczne ze strony administracji Trumpa nadal nie sprzyjają strategicznemu planowaniu zarówno w przypadku korporacji, jak i inwestorów. Wycofanie się z ceł było działaniem reaktywnym, a nie strategicznym, co wzmacnia poczucie, że polityka gospodarcza jest kierowana przez optykę rynkową, a nie spójny program działania.

Poszukiwanie stabilności w czasie burzy

W obliczu nieprzewidywalnych decyzji politycznych, inwestorzy aktywni powinni kłaść nacisk na odporność, a nie reagować na krótkoterminowe zmiany.

  • Skup się na jakości: Firmy z silnymi bilansami i siłą cenową są najlepiej przygotowane na dalszą zmienność rynku.
  • Bądź taktyczny w podejściu do defensywnych sektorów: Sektor użyteczności publicznej może szybko wrócić do łask, jeśli ryzyko recesji ponownie wzrośnie. Jednak sektor opieki zdrowotnej zmaga się z ryzykiem politycznym, zwłaszcza w kontekście propozycji Trumpa dotyczącej ceł na firmy farmaceutyczne. W przypadku produktów konsumpcyjnych może być kluczowa selektywność, w zależności od wytrzymałości ich łańcuchów dostaw.
  • Zarządzaj ekspozycją na instrumenty dłużne: Zachowaj ostrożność wobec ryzyka kredytowego i terminów zapadalności obligacji w obliczu utrzymującej się zmienności na rynku długu.
  • Bądź elastyczny: Kolejne 90 dni prawdopodobnie przyniesie więcej hałasu niż klarowności. Wykorzystuj korekty do rebalansowania portfela, a nie do gonienia za trendem.

Wall Street znów w trybie „risk off”, złoto na historycznym szczycie, dolar słabnie

Wczoraj na giełdach miała miejsce kolejna sesja wysokiej zmienności. Na Wall Street dominował tryb “risk off”. Euforia po ogłoszeniu 90-dniowej “pauzy taryfowej” nie trwała długo. Nastroje popsuła nowa informacja o planowanym przez Biały Dom nałożeniu wyższej stawki ceł na import chiński w wysokości 145 proc. 2 letnie obligacje USA spadły po niższym od oczekiwanego odczycie CPI za marzec. 10-letnie papiery wykonały odwrotny ruch co spowodowało “wystromienie” krzywej dochodowości. Dolar stracił na wartości natomiast złoto ustanowiło nowy historyczny szczyt powyżej 3200 USD za uncję trojańską.

Dolar amerykańskich znalazł się ponownie pod presją spadkową do czego przyczynił się wzrost ryzyka spowolnienia gospodarczego w USA. Jednocześnie niższe odczyty CPI wpływają na wzrost oczekiwań co do skali cięć stóp procentowych przez Fed w kolejnych miesiącach tego roku. Francois Villeroy z EBC podkreślił, że polityka gospodarcza USA podważa globalne zaufanie do amerykańskiej waluty. Unia Europejska zdecydowała się również na pauzę w nakładaniu taryf odwetowych na import towarów z USA na 90 dni. Widać, że Europa nie chce eskalować konfliktu. Dax na wczorajszej sesji zdołał zyskać 4,5 proc. Z Fedu płyną sygnały obaw. Austan Goolsbee uważa, że cła spowodują negatywny podażowy szok a ryzyko stagflacji jest poważnym problemem, co utrudni działanie Rezerwy Federalnej. Bez wątpienia to co się dzieje aktualnie wpłynie na większą dynamikę wzrostu cen i jednoczesne pogorszenie na rynku pracy. Fed będzie musiał zdecydować, co w danym momencie stanowi większe ryzyko.

Dane opublikowane przez Bureau of Labor Statistics wskazują na wyraźne wyhamowanie bazowej inflacji w Stanach Zjednoczonych w marcu. Jest to potencjalna ulga dla konsumentów, którzy przez lata zmagali się z wysokimi cenami. Efekt ten może okazać się jednak krótkotrwały w kontekście nasilającej się wojny handlowej i wprowadzonych niedawno ceł.

Bazowy wskaźnik CPI (z wyłączeniem cen żywności i energii), wzrósł jedynie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – to najmniejsza dynamik od dziewięciu miesięcy. W ujęciu rocznym inflacja bazowa wyniosła 2,8 proc., co pozostaje najniższym poziomem od blisko czterech lat. Ogólny wskaźnik CPI spadł o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – pierwszy taki spadek od niemal pięciu lat – i wzrósł o 2,4 proc. rok do roku. Wyniki te były niższe od prognoz rynkowych.

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w tygodniu kończącym się 5 kwietnia wyniosła 223 tys., zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi, ale nieco więcej niż 219 tys. tydzień wcześniej. Chociaż dane te wskazują na stabilność rynku pracy, rosnące obawy przedsiębiorstw mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące zatrudnienia i inwestycji.​

Kurs EURUSD z dużym impetem pokonał dziś opór na 1,12 i szybko znalazł się blisko poziomu 1,14 (obecnie 1,1350). Główna para walutowa tym samym znalazła się najwyżej od lutego 2022 roku – czyli od momentu wybuchu wojny w Ukrainie. Zmienność jest wyjątkowo wysoka. “Przebicie” wspomnianego oporu oznacza, że notowania znalazły się poza górnym ograniczeniem szerokiej konsolidacji, która trwała w 2023 oraz 2024 roku. Z technicznego punktu widzenia otworzyła się droga na wyższe poziomy. Jeśli słabość USD się utrzyma (a rynek coraz mocniej będzie wyceniał cięcia stóp przez Fed), w średnim terminie możliwe, że zobaczymy 1,22-1,23 – to maksima z 2021 roku.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Ponad miliard złotych z PFR Ventures trafiło do polskich firm za pośrednictwem funduszy PE

W portfelu PFR Ventures znajduje się 16 funduszy private equity, private debt i mezzanine. W ostatnich 5 latach, PFR Ventures alokowało do nich ponad 1 mld PLN Przełożyło się to na ponad 4 mld PLN inwestycji w polskie firmy.

PFR Ventures to największy polski inwestor instytucjonalny, który alokuje środki do funduszy venture capital (VC) i private equity (PE). Celem jest rozwój lokalnego, niepublicznego rynku kapitałowego i zapewnienie finansowania dla polskich spółek na każdym etapie rozwoju. W portfelu PFR Ventures znajduje się obecnie 16 funduszy PE (w tym funduszy dłużnych),do których alokowano ponad 1,1 mld PLN. Na ten moment zapewniły one finansowanie dla 80 polskich firm, które pozyskały od nich łącznie 4,2 mld PLN.

Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju
Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Wiemy, że polskie zespoły zarządzające potrzebują więcej stabilności przy zbieraniu kapitału na kolejne fundusze. Obecność PFR Ventures to pierwszy filar lokalnego rynku – i chcemy dalej wzmacniać ten ekosystem, rozwijając nowe programy dostosowane do potrzeb gospodarki. Równolegle kluczowe jest poszerzanie grona krajowych inwestorów instytucjonalnych, gotowych inwestować w fundusze rynku prywatnego i budować lokalny zasób długoterminowego kapitału otwartego na ryzyko. Tylko przy rozwoju obu tych filarów możliwe będzie skuteczne wspieranie firm z potencjałem długofalowego wzrostu i budowanie silniejszej pozycji polskich firm na rynku międzynarodowym – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Nasza strategia zakłada inwestycje w lokalne fundusze i międzynarodowe zespoły, które chcą finansować rozwój polskich firm. Mamy duże doświadczenie w ocenie kompetencji zespołów i współpracy z nimi. Chętnie podzielimy się naszym know-how z każdym, kto będzie chciał wejść w rynek funduszy PE – komentuje Rozalia Urbanek, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures

Wśród funduszy, które pozyskały środki PFR Ventures znajdują się ACP, Avallon, Beechbrook, Apax, TCV, CVI, H.I.G, Innova Capital, PAI, Spire Capital, Syntaxis oraz Value4Capital. Cztery z tych zespołów to fundusze dłużne i mezzanine.

Fundusze PE z portfela PFR Ventures umożliwiły rozwój takich spółek jak Bielenda, Bracia Sadownicy, Clovin, Inelo, LuxVet, Oshee, Profi, R-gol, Shoper, Smyk czy WeNet. Finansowanie trafiło łącznie do ponad 80 firm. Strategia aktywnych zespołów zakłada kolejne inwestycje w drugie tyle firm.

Giełdy rosną, ale wojna handlowa trwa. Co naprawdę zmienia 90-dniowa pauza?

Kontrakty terminowe na indeks Eurostoxx 50 rosną w poniedziałek rano o około 8 proc. a na Dax o ponad 7 proc. Rynki europejskie szykują się do podążenia za dynamicznymi wzrostami, które miały miejsce w Azji i Stanach Zjednoczonych. Impulsem dla tej fali optymizmu była zapowiedź prezydenta Donalda Trumpa o 90-dniowym wstrzymaniu podwyższonych ceł.

Indeks SP 500 odnotował najlepszy jednodniowy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego. Jednak zakres dalszych wzrostów na giełdach może być ograniczony, głównie ze względu na utrzymujący się wysoki poziom średnich stawek celnych w USA oraz wciąż wątłe zaufaniu inwestorów.

Według szacunków Bloomberg Economics, średni poziom taryf w USA wynosi obecnie 24 proc., podczas gdy przed ogłoszeniem Trumpa sięgał 27 proc. Oznacza to, że całkowity wpływ na gospodarkę amerykańską nie ulega istotnej zmianie, mimo wprowadzonej pauzy w taryfach. To prawdopodobnie kluczowy powód, dla którego początkowy entuzjazm rynków zaczyna już gasnąć – amerykańskie kontrakty terminowe ponownie znajdują się na minusie.

Pamiętajmy, że ryzyko eskalacji wojny handlowej z Chinami nie znika. W dalszym ciągu istnieje realne zagrożenie, mimo deklarowanego okresu „pauzy” dla pozostałych krajów. Rynek pozostaje czujny, szczególnie w kontekście napiętych relacji z Pekinem.

Widać, że inwestorzy cały czas preferują aktywa bezpieczne. Pomimo odbicia na giełdach, kapitał jest kierowany także w stronę bezpiecznych aktywów, co wskazuje na ostrożne podejście do obecnego odbicia na rynkach akcji. Jen japoński zyskał 0,8 proc. względem dolara, wyraźnie przewyższając inne waluty z grupy G-10, natomiast złoto wzrosło o około 40 dolarów.

Zamieszanie wokół decyzji prezydenta Donalda Trumpa rodzi pytania czy nowe cła miały być trwałym narzędziem zmniejszania deficytu handlowego i źródłem wpływów budżetowych, czy raczej stanowiły formę presji negocjacyjnej, której celem było uzyskanie ustępstw od partnerów handlowych? Wczorajsza decyzja skłania zakładać, że celem było to drugie.

Istnieje także inna interpretacja, która zakłada, że Trump zaczyna się wycofywać z powodu chaosu, który wywołał na rynkach finansowych, oraz krytyki – także ze strony własnego obozu politycznego.

W najbliższym czasie obawy o recesję w USA mogą ustępować ale prawdopodobnie długoterminowe szkody pozostaną. Widać, że doszło do uszczerbku w statusie obligacji skarbowych USA jako bezpiecznej przystani, co nie zostanie łatwo zniwelowane, nawet jeśli Trump ponownie zmieni kurs.

Dowodem na to może być ostatnie umocnienie euro, które może wynikać z tego, że w czasach niepewności inwestorzy globalni szukają alternatywy dla amerykańskich “papierów” skarbowych wybierając niemieckie Bundy. Część tej przewagi może się utrzymać.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Zawieszenie ceł to tylko manewr. Wojna handlowa trwa dalej

Na giełdzie ostatnio bywa jak na rollercoasterze. Zanim wagonik z impetem spadnie w dół, musi najpierw mozolnie wspiąć się na szczyt. Ten spokojny moment, gdy wydaje się, że wszystko wraca do normy, to może być cisza przed burzą. I właśnie w takim miejscu mogą dziś znaleźć się rynki. W sytuacji gdy liderzy podejmują nieracjonalne (lub wyglądające na takie) decyzje, szczególnie ważne by w obliczu własnych finansów i inwestycji postawić na racjonalność. I spokojne podążanie w zgodzie z naszą strategią. To może się opłacić, kiedy wagonik kolejki znowu nabierze prędkości.

Donald Trump ogłosił 90-dniowe zawieszenie wyższych ceł wobec większości krajów. Decyzja zapadła kilka godzin po tym, jak weszły w życie nowe stawki celne na towary z blisko 60 państw. Czy to odwilż w trwającej od miesięcy wojnie handlowej? Na pierwszy rzut oka może tak być, ale gdy przyjrzymy się szczegółom, okaże się, że to raczej taktyczny manewr, a nie zmiana strategii.

Administracja USA utrzymała bazowe cła w wysokości 10 proc. na wszystkie importowane towary, w tym towary z UE i Polski. Wyjątkiem są Kanada i Meksyk. To oznacza, że taryfy nie znikają całkowicie a jedynie została zawieszona ich najbardziej kontrowersyjna i pogrążająca rynki część. Chiny, będące głównym przeciwnikiem USA w tej rozgrywce, nie zostały objęte żadną ulgą. Wręcz przeciwnie: nowe cła na chińskie towary sięgają aż 125 proc. To odpowiedź na 84-proc. chińskie taryfy odwetowe na import z USA. Mamy więc do czynienia nie z rozejmem, ale z dalszą eskalacją napięcia. Zawieszenie ceł dotyczy tylko tych krajów, które nie odpowiedziały retorsjami – czyli między innymi Unii Europejskiej, Wietnamu czy RPA. Gdyby zdecydowały się na kontratak, obowiązujące stawki mogłyby zostać podwojone.

Decyzja Trumpa miała wyraźny cel: zatrzymać rynkowe spadki. W ostatnich dniach giełdy przeżywały poważne tąpnięcie, a rentowności amerykańskich obligacji wzrosły do 4,5 proc. W odpowiedzi na komunikat o zawieszeniu ceł indeksy wystrzeliły: S&P500 wczoraj zyskał 9,5 proc., Nasdaq ponad 12 proc., a dziś WIG20 notuje wzrost o ponad 4 proc. To pokazuje, jak silnie rynki reagują na zmiany tonu w polityce gospodarczej USA. Ale nie oznacza to wcale, że problem został rozwiązany. Inwestorzy nie powinni zapominać, że zmienność w każdej chwili może powrócić.

Dla inwestora najważniejsza informacja jest prosta: wojna handlowa trwa nadal. Chiny są i pozostaną głównym celem działań administracji Trumpa. To właśnie ten front może wywołać największe konsekwencje, i to zarówno dla globalnych łańcuchów dostaw, jak i dla wycen spółek przemysłowych, technologicznych czy motoryzacyjnych. Najbardziej narażone sektory to te, które opierają się na eksporcie do USA lub korzystają z importowanych komponentów. Jednocześnie kapitał płynie do bezpiecznych przystani. Frank szwajcarski zyskuje na wartości, a popyt na obligacje USA rośnie. To sygnał, że inwestorzy nadal są nerwowi, mimo chwilowego odbicia indeksów.

W sytuacji, w której polityczne decyzje bywają chaotyczne, a wypowiedzi liderów zmieniają kierunek rynków w ciągu minut, inwestorzy powinni kierować się chłodną analizą. Niekiedy największą siłą nie jest szybka reakcja, ale odporność na szum informacyjny. Nawet jeśli działania rządów czy liderów wydają się nieracjonalne, inwestycyjne decyzje nie powinny takie być. Liczy się strategia – elastyczna, zdywersyfikowana, przygotowana na zmienność i zdolna do szybkich korekt, gdy sytuacja wymaga zmiany kursu.

Wczorajsze i dzisiejsze wzrosty to dobry znak, ale sygnał do świętowania. Rynek odreagowuje panikę sprzed kilku dni, ale nie zapomina o zagrożeniach, które wciąż są aktualne. Rollercoaster nie zatrzymał się – po spokojnym podjeździe w górę może nastąpić kolejny dramatyczny zjazd. To jeszcze nie koniec wojny handlowej. I warto o tym pamiętać, zanim podejmiemy kolejną decyzję inwestycyjną.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Trump gra cłami, Powell milczy

Celny rollercoaster po raz kolejny wpływa na gospodarkę. Tym razem mamy jednak pozytywne zaskoczenie. Co prawda dolar słabo zniósł spadek ryzyka, ale w nowej sytuacji całkiem komfortowo czuje się polski złoty. 

Cła jako narzędzie negocjacji

Polityka prezydenta USA obraca się głównie wokół tematu taryf. To nimi karmione są umysły inwestorów (i nie tylko) z całego świata. Jednego dnia zarówno kraje, jak i rynki są pełne strachu. Drugiego dochodzi do zwrotu o 180 stopni, który doprowadza do euforii i optymizmu. Efekt? Gigantyczna zmienność rynków. Ogłoszona wczoraj 90-dniowa pauza taryfowa na towary wwożone do USA to kolejna zagrywka prezydenta USA. To ta wiadomość skradła serca inwestorów, choć należy dodać, że podstawowa stawka 10% nadal obowiązuje. Co więcej, do 125% podniesiono cła na Chiny (efekt odwetu Państwa Środka w postaci 84% dodatkowej opłaty na towary z USA), a Kanada i Meksyk nie załapały się na wcześniej wspomnianą pauzę. Warto przypomnieć, że plotka o 90-dniowym odroczeniu ceł pojawiła się dwa dni temu, o czym pisaliśmy we wtorkowym komentarzu, jednak szybko została zdementowana przez Biały Dom. Ostatecznie, podwyższone wczoraj stawki zostały zniesione około 13 godzin po ich wejściu w życie. Dodam, że całej sytuacji spokojnie przyglądał się Jerome Powell. Naciskany z wielu stron FED do dziś nie wykonał żadnego ruchu.

Od strachu po euforię

Skutki środowej informacji były szalone. Amerykański Indeks Nasdaq 100, zdominowany przez spółki technologiczne, odnotował największy wzrost od października 2008 r. – niebagatelne 12%. Nieco niżej, bo na 9% zysku, zamknął się S&P 500, w którego skład wchodzi 500 firm o największej kapitalizacji w USA. Co ciekawe, nie zyskały akcje firm związanych z Chinami. Straty odnotowało np. Weibo (-2,3%) czy Sohu.com (-9,7%). Dodatkowo zmniejszyła się skala wyprzedaży amerykańskich obligacji. Wzrost cen oznacza spadek ich rentowności, który jednak nie zdołał wymazać zwyżki z tego tygodnia. 10-latki zeszły dziś do poziomu 4,31%, po uprzednim skoku z 3,9% do 4,5%. W mediach pojawiły się informacje, że to właśnie rynek długu był uważnie analizowany przez prezydenta USA podczas podejmowania wczorajszej decyzji o 90-dniowej pauzie celnej.

Trump, Powell i USD

W środę wieczorem poznaliśmy najnowsze zapiski FED. Zawarto w nich obawy o poziom inflacji, który może być podwyższony przez cła. Dla decydentów z USA nie jest to komfortowe otoczenie do redukcji kosztu pieniądza. Co więcej, od wczoraj prawdopodobieństwo majowej obniżki stóp spadło poniżej 20%. Dodatkowo niektóre analizy mówią już tylko o trzech, a nie pięciu cięciach w tym roku. Mimo że polityka monetarna sugeruje umocnienie dolara, USD wczoraj tracił, co było związane z istotną redukcją ryzyka na rynku. Kurs EUR/USD wrócił dziś w południe do poziomu 1,109 USD. Osłabienie dolara wykorzystuje złoty, który umacnia się do głównych walut. W czwartek przed 14:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,25 PLN, kurs USD/PLN schodzi do 3,84 PLN, kurs GBP/PLN to 4,96 PLN, a CHF/PLN ociera się o 4,57 PLN. Najbliższe wzmożenie zmienności może mieć miejsce o godzinie 14:30, kiedy to poznamy najnowsze odczyty inflacji konsumenckiej z USA.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Łódzkie liderem rynku logistycznego w Polsce – wzrost najmu o 61% r/r

W 2024 r. województwo łódzkie umocniło swoją pozycję jako kluczowy punkt na logistycznej mapie Polski. Region osiągnął rekordowy wolumen transakcji najmu powierzchni przemysłowo-logistycznych na poziomie 1 mln mkw., notując wzrost o 61% r/r. Mimo spadku nowej podaży i wyhamowania aktywności deweloperskiej, woj. łódzkie pozostaje rynkiem pierwszego wyboru dla centralnych operacji największych firm handlowych i dystrybucyjnych. Stabilne stawki czynszów, dostępność dużych modułów i korzystne położenie geograficzne sprawiają, że region utrzymuje status jednego z najbardziej konkurencyjnych i dojrzałych rynków magazynowych w kraju. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych w specjalnej publikacji „Łódzka migawka rynkowa”.

W 2024 r. województwo łódzkie odnotowało najwyższy w swojej historii poziom aktywności najemców. Popyt brutto wyniósł 1 mln mkw., a popyt netto sięgnął 495 000 mkw. – to wzrosty względem poprzedniego roku na poziomie odpowiednio 61% i 56%. Co warte podkreślenia, ponad połowę transakcji stanowiły przedłużenia dotychczasowych umów, co świadczy o dojrzałości rynku i silnym przywiązaniu firm do lokalizacji. W całkowitym wolumenie transakcji w 2024 r. największą aktywność wśród najemców odnotował sektor handlowy, który uzyskał wyższy wynik od dotychczasowego lidera tj. operatorów logistycznych (3PL). Udział sieci handlowych w popycie brutto wyniósł 37%, z kolei w popycie netto aż 58%. Zdaniem analityków AXI IMMO to efekt zmian w zarządzaniu łańcuchem dostaw, w których sieci coraz częściej decydują się na prowadzenie własnych operacji logistycznych w centralnej Polsce. Taka strategia pozwala na wewnętrzne zarządzanie procesami dystrybucji, a także elastyczne reagowanie na potrzeby konsumentów i zmieniające się warunki rynkowe. Wśród największych transakcji najmu znalazły się m.in. przedłużenie i ekspansja klienta z sektora e-commerce na 105 700 mkw. w Hillwood Stryków II czy dwie umowy podpisane przez najemców z sektora handlowego kolejno na 72 000 mkw. (przedłużenie) w Central European Logistics Hub oraz 62 000 mkw. (nowa umowa) w Hillwood Łódź II (Chocianowice).

Hubert Wojtera, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, wskazuje: „Rynek magazynowy w woj. łódzkim na tle całej Polski wyróżnia się pod względem skali realizowanych transakcji. W ubiegłym roku na 75 zarejestrowanych umów najmu, aż 75% dotyczyło powierzchni przekraczających 10 tys. mkw. Tak wysoka średnia wielkość podpisywanych kontraktów to ewenement na tle innych rynków i potwierdzenie roli województwa łódzkiego jako głównego ośrodka dla magazynów centralnych największych firm operujących w Polsce. Największe umowy najmu podpisywane są już nie tylko w Strykowie, uznawanym za największe zagłębie magazynów centralnych w regionie, ale także w Zgierzu, na południe od Łodzi w okolicach Tuszyna czy na wschód przy węźle Nowosolna”.

Zgodnie z trendem ogólnopolskim, aktywność deweloperska w woj. łódzkim również spadła. Nowa podaż w 2024 r. wyniosła 343 000 mkw. (-17% r/r), a powierzchnia w budowie zmniejszyła się do 232 000 mkw. (-42% r/r). Mimo to region pozostaje w czołówce pod względem liczby inwestycji, a wśród największych ukończonych w 2024 r. projektów znalazły się m.in. Hillwood Park Zgierz II (blisko 77 000 mkw.) oraz MDC2 Park Łódź South (52 000 mkw.). Wobec tego na koniec 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej w regionie wyniosły 4,9 mln mkw. Na uwagę zasługuje również fakt, że 51% powierzchni w budowie miało charakter spekulacyjny, co nadal przekracza średnią krajową i świadczy o zaufaniu deweloperów do potencjału rynku. Na koniec 2024 r. poziom pustostanów w regionie wyniósł 9,7% i był to najwyższy wynik spośród pięciu głównych rynków magazynowych w kraju. W liczbach bezwzględnych do wynajęcia pozostawało ok. 475 000 mkw., głównie w formie dużych modułów o powierzchni powyżej 10 tys. mkw.

Czynsze ofertowe w województwie łódzkim utrzymują się na stabilnym poziomie i mieszczą się w przedziale od 3,6 do 4,6 EUR/mkw./mies. Najniższe stawki dostępne są w Piotrkowie Trybunalskim, a najwyższe – w Łodzi.

Hubert Wojtera, podsumowuje: „Rok 2025 zapowiada się jako okres stabilizacji. Przewidujemy kontynuację trendu renegocjacji umów, jednak oczekiwana poprawa sytuacji gospodarczej może przełożyć się na wzrost liczby ekspansji. Deweloperzy będą uważniej analizować lokalizacje i projekty, nie rezygnując jednak z inwestycji spekulacyjnych w kluczowych punktach regionu”.

Kto trzyma lepszą rękę? Trump kontra reszta świata

Sytuacja na rynkach finansowych zmieniła się o 180 stopni od czasu, gdy w ubiegłym tygodniu ogłoszono niszczycielskie cła Trumpa, które uderzyły w aktywa ryzykowne i sprawiły, że środowisko handlowe jest wysoce nieprzewidywalne.

Kluczowe punkty:

  • Amerykańskie cła wchodzą w życie, rynki pozostają zmienne.
  • Trump wprowadza 104-procentowe cła dla Chin.
  • Średnia stawka celna najwyższa od 1909 r.
  • Wyprzedaż na rynku akcji trwa, zwłaszcza w Azji.
  • Status safe haven USD blednie w obliczu obaw dot. recesji.
  • Apetyt na ryzyko ma pozostać słaby.

Same obostrzenia handlowe nie są niczym niespodziewanym – Trump i jego najbliżsi współpracownicy od dawna sygnalizowali, że 2 kwietnia ogłoszą cła odwetowe. Ich poziom i ogólna natura jednak totalnie zaskoczyły rynki. Na niemal wszystkie kraje nałożono bazowe cła w wysokości 10%, znalazło się jednak kilka wyjątków (zabrakło chociażby Kanady i Meksyku). Dla wielu krajów cła importowe są jednak znacznie wyższe – szczególnie dla Chin (104%) i ogólnie Azji oraz dla Unii Europejskiej (20%).

Wykres 1: Średnia stawka celna w USA (1960 – 2025)Jak zwykle bywa w okresach większego napięcia, pierwszą reakcją uczestników rynku była wyprzedaż aktywów ryzykownych i kupno bezpiecznych. Rynki akcji ucierpiały tuż po „dniu wyzwolenia”, ponieważ inwestorzy obstawiali, że restrykcje handlowe nie tylko zaważą na wzroście w USA, ale też zaszkodzą globalnej gospodarce. Wiele głównych indeksów, w tym S&P 500, który w ubiegłym tygodniu odnotował największy jednodniowy spadek od 2020 r., spadło w pewnym momencie o ponad 10%, a wskaźnik zmienności giełdowej VIX wzrósł do najwyższego poziomu od początku pandemii.

 

Wykres 2: Jednodniowa zmiana S&P 500 [%] (2005 – 2025)

Ciekawy przypadek dolara

Reakcja walut nie była tak przewidywalna. Zwycięzcami pozostają na razie będące safe have jen japoński i frank szwajcarski, co nie jest zaskakujące, euro zaś przez wysoką płynność stało się quasi-safe haven. Jednym z większych przegranych jest zaś dolar australijski, stanowiący najlepsze na świecie proxy dla chińskiej gospodarki i juana – od środy stracił już ponad 4%. Co ciekawe, waluty azjatyckie radzą sobie całkiem nieźle, a waluty Ameryki Łacińskiej, które początkowo zyskiwały, tracą przez obawy, że spowolnienie w Chinach wpłynie negatywnie na ceny surowców.

Logika ekonomiczna sugerowałaby, że wyższe cła w USA będą dla dolara korzystne, choćby dlatego, że safe haven zwykle zyskują w okresach podwyższonej niepewności i stresu na rynkach. Tym razem jest jednak inaczej. Wiążemy to zarówno z obawami, że cła mogą przesądzić o recesji w USA (wyceny Polymarket sugerują obecnie, że jej prawdopodobieństwo w 2025 r. wynosi 59%), jak i dziwacznym oraz niemającym uzasadnienia sposobem ustalania wysokości ceł, który podważył zaufanie do międzynarodowego ładu tworzonego przez USA.

Wykres 3: Prawdopodobieństwo recesji w USA wg Polymarket (luty ‘25 – kwiecień ‘25)

Recesja w USA: nieuchronna czy do uniknięcia?

Prognozy dla globalnej gospodarki zostały już zrewidowane w dół po ogłoszeniu ceł. Bez wątpienia czeka nas jeszcze niejedna tego typu rewizja, a skala ostatecznych zmian zależy od tego, na jakim poziomie znajdzie się docelowo średnia stawka celna. Pewni jesteśmy jedynie tego, że cła nie są dobre dla globalnego wzrostu i jeśli pozostaną bliskie obecnym poziomom, perspektywy globalne znacznie się pogorszą, m.in. przez to, że:

  • przepływy handlowe zmniejszą się, a na ustalenie alternatywnych szlaków handlowych potrzeba czasu;
  • wystąpią zakłócenia łańcuchów dostaw;
  • firmy prawdopodobnie opóźnią inwestycje i decyzje dotyczące zatrudnienia ze względu na niepewność związaną z cłami i ekonomiczną;
  • niższe wyceny akcji prawdopodobnie obniżą wydatki konsumenckie, poczucie bycia w gorszej sytuacji finansowej może bowiem prowadzić do zaciskania pasa.

Choć azjatycka gospodarka jest jedną z najbardziej narażonych na spowolnienie spowodowane cłami, uwaga skupia się teraz wyraźnie na ich wpływie na gospodarkę amerykańską, dla której będą podwójnym ciosem: nie tylko osłabią sentyment, ale też podbiją inflację. Jesteśmy ciekawi, jak na stagflacyjne ryzyko stwarzane przez restrykcje handlowe odpowie Rezerwa Federalna. Wciąż uważamy, że uwaga skupi się w dużej mierze na inflacji, a obecne wyceny rynkowe (90 pb. cięć do końca roku) są nadmierne – tak wydają się sugerować piątkowe wypowiedzi prezesa Fedu Jerome’a Powella.

Wielka gra w cykora

Sądzimy, że dalsza sytuacja na rynku zależy w dużej mierze od tego, jak przebiegną nadchodzące negocjacje, a mianowicie, czy Trump złagodzi swoje stanowisko w kontekście ceł i czy będą one tymczasowe.

W ciągu ostatnich co najmniej 24 godzin na rynek powrócił pozorny ostrożny optymizm, jako że inwestorzy trzymają się nadziei, że uda się osiągnąć kompromisy, w wyniku których cła nie będą tak wysokie. We wtorek akcje doświadczyły odbicia (indeks Stoxx 600 odnotował najlepszy dzień od października 2022 r.) po komentarzach sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, który powiedział, że z krajami, które będą chciały zaoferować pomoc i negocjować, możliwe jest zawarcie „dobrych układów”. Gdy tylko otoczka zaufania zaczęła wracać na rynki, Trump ogłosił jednak dodatkowe 50% ceł na Chiny (w wyniku czego rosną do 104%), co ponownie znacznie pogorszyło sentyment do ryzyka. W środę rano rynki akcji raz jeszcze spadły, a kurs EUR/USD wrócił powyżej poziomu 1,10.

Uważamy, że uda się osiągnąć porozumienia, które ostatecznie zmniejszą ekonomiczne szkody spowodowane cłami. Niepewność pozostaje jednak niebotycznie wysoka, jako że nie możemy mieć żadnej pewności, ile ostatecznie wyniesie średnia stawka celna ani kiedy zostaną zawarte porozumienia. Wydaje się, że apetyt na ryzyko pozostanie na razie chwiejny, i spodziewamy się, że safe haven będą radziły sobie dobrze tak długo, jak długo Trump będzie podtrzymywać swoją ultraprotekcjonistyczną politykę. W takim otoczeniu spodziewalibyśmy się, że dolar chociaż częściowo odzyska status waluty safe haven. Indeks USD odrobił część strat po „dniu wyzwolenia”.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

USA i Chiny zaostrzają wojnę celną. Rynki reagują nerwowo, ropa w trendzie spadkowym

Wiadomością dnia jest wymiana ciosów pomiędzy USA a Chinami w ramach kolejnych odpowiedzi w wojnie handlowej. W tle mamy gigantyczne przeceny ropy naftowej, a Nowa Zelandia obniża stopy procentowe.

Chiny z dodatkowymi cłami

Pekin jako pierwszy zdecydował się odpowiedzieć na amerykańskie cła. Amerykanie zgodnie z zapowiedziami nie pozostali dłużni w zamian za taryfy odwetowe. Wczoraj ogłosili zatem dodatkową stawkę celną. Oznacza to, że łączne cła na chińskie produkty wynoszą już 104%, a nowe stawki weszły w życie zgodnie z planem, dokładnie 9 kwietnia. Reakcja rynków była pewnym zaskoczeniem. Giełdy azjatyckie otworzyły się spadkami. W dalszej części dnia jednak rynki w Japonii czy Korei kontynuowały obniżki. Z kolei chińskie indeksy, które powinny ucierpieć najbardziej, okazuje się, że dzisiaj rosną. Generalnie chiński parkiet zachowuje się w tym roku dużo lepiej od japońskiego, który ma naprawdę słabą passę. Z drugiej strony rynek walutowy nie był już tak łaskawy. W szczytowym momencie juan osłabiał się w nocy o niemal 2% względem złotego.

Co z ropą naftową?

W ciągu ostatnich pięciu dni cena baryłki ropy naftowej obniżyła się o niemal 20%. Powód jest prosty – skoro pojawiają się cła, to rynek spodziewa się załamania globalnego handlu. Nie bez znaczenia jest też oczekiwane zmniejszenie aktywności gospodarczej. Głośno się mówi o tym, że przy tak dużym spadku należy się spodziewać interwencji rynkowych. Wielu analityków wskazuje, że nadzwyczajne ruchy ze strony państw OPEC są realnie nieuniknione. Ceny hurtowe paliw w Polsce, które mają przełożenie na ceny na stacjach, spadają dużo wolniej. Trzeba jednak pamiętać, że ropa, która jest dzisiaj w rafineriach, została kupiona znacznie drożej.

Nowa Zelandia tnie stopy procentowe

W nocy Bank Rezerwy Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami analityków podjął decyzję o obniżeniu stóp procentowych o 0,25%. Wskaźnik wynosi aktualnie 3,5%. Powodem cięcia jest utrzymywanie się inflacji już drugi kwartał z rzędu na poziomie 2,2%. Kraj ten jest w o tyle dobrej sytuacji, że w ramach wojny celnej nie doczekał się żadnych dodatkowych ceł ze strony USA, tylko standardową stawkę 10%. Nowa Zelandia nie odczuje jednak przesadnie tych taryf, gdyż słabnący ostatnio dolar nowozelandzki spowoduje, że eksport będzie bardziej konkurencyjny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

USA na kursie kolizyjnym z Chinami i Europą. Czy Trump ugnie się pod presją rynków?

Po wprowadzeniu ceł rynki finansowe zareagowały bardzo negatywnie, zwiększając obawy recesyjne. Obecnie obserwujemy pewną odwilż, ale rodzi się pytanie, wobec kogo Trump ugnie się w najbliższym czasie. Czy będzie to reakcja na obawy recesyjne, które odzwierciedla korekta na rynkach, czy też wyniki negocjacji z innymi krajami? Trump zdaje się być świadomy tej sytuacji i dąży do utrzymania nałożonych ceł, aby wynegocjować korzystne warunki, unikając jednocześnie recesji i załamania na giełdach.

To bardzo trudne do zrealizowania i najbliższe miesiące mogą przynieść duże zmiany, niepewność oraz strach na rynkach finansowych. Inwestorzy będą starali się przewidzieć moment, w którym Trump ugnie się pod presją recesji, jednocześnie Trump będzie musiał komunikować, że trzyma się swojej strategii, mając na uwadze oczekiwania rządów negocjujących z nim. – Jeżeli cła pozostaną na tak wysokim poziomie, jak pierwotnie nałożone, szanse na recesję w Ameryce szacuję na 40-50% – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Konsumenci i firmy wstrzymają wydatki oraz inwestycje, obawiając się działań odwetowych ze strony innych krajów. Gospodarstwa domowe mają obawy związane z inflacją oraz możliwością zwolnień, co przekłada się na mniejsze wydatki. W rezultacie, mogą wystąpić poważne trudności w amerykańskiej gospodarce. Prognozy wzrostu dla USA zmieniają się z 2,5% zakładanych jeszcze miesiąc temu do około 1% lub mniej dzisiaj. Spowolnienie w Ameryce wpłynie także na gospodarki europejskie, azjatyckie, a również polską, chociaż w nierównym stopniu. Jest większa szansa na osiągnięcie kompromisu z Europą, ponieważ deficyt handlowy USA z Europą jest kompensowany przez nadwyżkę usług cyfrowych, co może ułatwić negocjacje. Natomiast cła nałożone na Chiny są wyższe od oczekiwań i ta linia konfliktu eskaluje. Chiny nałożyły cła odwetowe, a Trump zapowiedział dalsze kroki, jeśli Chiny nie ustąpią. Można się spodziewać intensywniejszego starcia na linii USA-Chiny niż na linii USA-Europa, co wpłynie na handel międzynarodowy i problemy z łańcuchami dostaw, co z kolei może zagrażać spowolnieniu w Europie i Polsce. Czekamy, jak rozwiną się negocjacje i jak długo Trump wytrwa pod presją rynków finansowych. Pierwsza reakcja rynków to przecena giełd oraz walut, ale najgorszy moment może jeszcze nadejść. Jeżeli inwestorzy zaczną wycofywać swoje pieniądze z funduszy inwestycyjnych, zacznie to wywoływać panikę, co doprowadzi do sprzedaży aktywów, nawet amerykańskich obligacji. Pierwsze sygnały tej paniki pojawiły się na przełomie poniedziałku i wtorku, ale na razie się zatrzymały. Jeśli sytuacja się pogorszy, może to prowadzić do głębszej recesji w Ameryce oraz spowolnienia w Europie, a bez wsparcia ze strony FED-u nie ma szans na szybkie wyjście z kryzysu – podsumowuje Benecki.

Nie panikują, kupują. Amerykańscy i polscy inwestorzy wierzą w odbicie

Analityk eToro w USA, Bret Kenwell podkreśla, że pomimo ogromnej zmienności oraz silnej presji podażowej, inwestorzy indywidualni w Stanach Zjednoczonych postrzegają obecną wyprzedaż jako okazję inwestycyjną. Chociaż w pierwszym kwartale odnotowano ponadprzeciętne straty w kluczowych sektorach, m.in. w obszarze technologii i dóbr konsumpcyjnych, pozostają one jednymi z ulubionych segmentów portfeli inwestorów. Łącznie rynek technologii i dóbr luksusowych odpowiada za ponad 40 proc. udziału w indeksie S&P 500.

Oba te sektory zanotowały gorsze wyniki niż szeroki rynek (S&P 500) od początku roku i są jedynymi, które pozostają w tyle za benchmarkiem. Pomimo zaistniałej sytuacji to właśnie w ramach tych przecenionych sektorów inwestorzy kupują “dołki”. 3 kwietnia — podczas pierwszej sesji po tzw. „Dniu Wyzwolenia” ogłoszonym przez prezydenta Trumpa — akcje takie jak Nvidia, Amazon i Nike znalazły się wśród najczęściej kupowanych na świecie przez użytkowników platformy eToro.

Liczba otwieranych pozycji długich była o 51 proc. wyższa niż średnia dzienna z marca. W szczególności więcej inwestorów otworzyło pozycje na takich spółkach jak Nvidia, Amazon, Apple, Meta, Nike, AMD i Alphabet, niż je zamknęło. Odwrotna sytuacja miała miejsce w przypadku Microsoftu i Tesli.

Biorąc pod uwagę kontynuację wyprzedaży w kolejnych dniach, mogłoby się wydawać, że inwestorzy weszli na rynek zbyt wcześnie. Jednakże precyzyjne wyznaczenie momentu zwrotu jest niezwykle trudne, a dane historyczne przemawiają na korzyść długoterminowych stóp zwrotu po gwałtownych i bolesnych spadkach.

Paweł Majtkowski: Warto pamiętać o horyzoncie długoterminowym

Paweł Majtkowski, polski analityk eToro zauważa, że historia pokazuje, że rynki przechodzą przez cykle – wzrosty i spadki są naturalnym elementem ich funkcjonowania. Niektórzy inwestorzy w takich okresach decydują się przeczekać trudniejszy czas, inni – stają się bardziej selektywni i skupiają się na firmach odpornych na nowe regulacje. Warto zauważyć, że aż 35 proc. Polaków objętych najnowszą edycją badania Pulsu Inwestora Indywidualnego w obliczu niepewności, z jaką my do czynienia obecnie, chce dokonać zmian w swoich portfelach. Jednak równie duża grupa polskich inwestorów indywidualnych (31 proc.) planuje trzymać się swojej dotychczasowej strategii inwestycyjnej w okresach zmienności rynku i nie uwzględnia w niej znaczących zmian. Technologia pozostaje wciąż najchętniej wybieranym przez Polaków obszarem inwestycyjnym, decyduje się na nią 16 proc. badanych. Polacy coraz częściej inwestują także w nieruchomości i usługi finansowe (wzrost o 3 proc. w obu przypadkach). Wzrost można zaobserwować także dla dóbr konsumpcyjnych (+5 proc.).

Przy długim horyzoncie czasowym – np. 10 czy 15 lat – spadku są już wliczone w nasza inwestcyjną strategię. I warto pamiętać, że w długiej perspektywie akcje przyniosą nam założone zyski. Nawet jeśli uważamy, że obecna sytuacja jest czymś bez precedensu, to warto przyglądać się danym z przeszłości, które pokazują, że rynek zdoła się odbudować. Jak wynika z badania eToro, w Polsce inwestorzy indywidualni przyjmują raczej długoterminową perspektywę inwestycyjną. Prawie połowa (47 proc.) uczestników badania trzyma swoje pozycje przez lata, a kolejne 5 proc. przez dekady. Jednak nadal dość znaczna liczba inwestorów przyjmuje krótszy horyzont inwestycyjny: 34 proc. trzyma aktywa przez miesiące, 8 proc. przez kilka tygodni, a 2 proc. przez kilka dni.

W każdej sytuacji powinniśmy działać zgodnie z naszą wcześniejszą strategią. Jeśli inwestujemy długoterminowo prawdopodobnie nie powinniśmy zmieniać składu naszego portfela. Chodzi o to żeby przyniósł nam założone dochodowy w okresie, na jaki został zaplanowany. Cześć inwestorów, szczególnie tych którzy wpłacają regularnie pieniądze na swoje inwestycje, może wykorzystać ten moment, by wpłacić więcej – w sytuacji w której akcje stały się na rynku tańsze. Obecna sytuacja to dobry moment by postawić na dywersyfikacją, czyli większe zrównoważenie naszego portfela. Widzimy bowiem, że różne rynki w różnym stopniu reagują na taryfy celne i obecną sytuację. Jeśli mamy większość naszych środków zainwestowanych w Polsce, jest to okazja by poszerzyć swój portfel o akcje amerykańskie i europejskie.

GOZ w branży detalicznej i konsumenckiej. Gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym (GOZ) jest kluczowym wyzwaniem dla firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego. Choć coraz częściej deklarują one ambicje w tym obszarze, realizacja konkretnych działań napotyka na szereg barier – od braku mierzalnych celów po ograniczenia technologiczne i operacyjne. Pozytywnie wyróżniają się jednak niektóre podsektory, takie jak branża elektroniki użytkowej, dóbr luksusowych czy sektor modowy, które coraz intensywniej wdrażają rozwiązania zgodne z zasadami cyrkularności. Raport KPMG International pt. „From talk to action. Paving the way for a circular economy in the consumer goods and retail industry” prezentuje poziom gotowości firm do transformacji cyrkularnej i wskazuje liderów zmian.

Branża elektroniki użytkowej liderem w rankingu cyrkularności

Raport KPMG analizuje stopień realizacji założeń GOZ w poszczególnych podsektorach. Na czele zestawienia znalazła się branża elektroniki użytkowej (średni wynik: 6,75 pkt w 10-punktowej skali), która skupia się na efektywności materiałowej, recyklingu elektrośmieci oraz redukcji odpadów. Kolejne miejsca zajęły branża dóbr luksusowych (5,88 pkt) oraz modowa (5,82 pkt), które deklarują dążenie do zwiększania udziału materiałów pochodzących z recyklingu i wydłużania cyklu życia produktów. Sektor spożywczy (5,73 pkt) wyróżnia się kompleksowym podejściem do cyrkularności w całym łańcuchu wartości, obejmującym zrównoważone pozyskiwanie surowców oraz rozwiązania dotyczące opakowań.

Wyniki globalnego badania wskazują na interesującą zależność – podczas gdy najlepsze wyniki uzyskiwane są w deklaracjach dotyczących ambicji i strategii firm, to bardziej konkretne, mierzalne działania, takie jak przyjęcie celów cyrkularności czy zmapowanie wykorzystywanych surowców, wypadły najsłabiej spośród sześciu analizowanych zagadnień. Proces przejścia od ogólnych deklaracji do konkretnych zmian wymaga od firm poszerzania kompetencji, a także zbierania i analizowania danych, między innymi dotyczących przepływów materiałowych czy cyklu życia produktów. Warto dodać, że tematyka gospodarki o obiegu zamkniętym pojawia się także w legislacji dotyczącej zrównoważonego rozwoju, na przykład w Taksonomii UE czy w raportowaniu zgodnym z dyrektywą CSRD. Stawka jest wysoka – przejście na model GOZ pozwala na redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz kosztów związanych z zarządzaniem odpadami, co zmniejsza zależność od surowców pierwotnych i paliw kopalnych. Model ten łagodzi także ryzyko zakłóceń w łańcuchu dostaw, podnosząc odporność operacyjną firm – dodaje Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

Transformacja w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym wymaga nie tylko zmian operacyjnych, ale także strategicznych decyzji opartych na rzetelnych analizach i długofalowym podejściu. Kluczowe jest wykorzystanie danych do monitorowania postępów i identyfikacji obszarów wymagających optymalizacji. Widać wyraźny trend, w którym liderzy rynku decydują się na kompleksowe audyty i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych wspierających GOZ. Firmy, które zintegrowały cyrkularność ze swoją strategią biznesową, nie tylko minimalizują straty surowców, ale także budują przewagę konkurencyjną poprzez zwiększenie efektywności operacyjnej oraz spełnianie rosnących oczekiwań regulacyjnych i konsumenckich. Jednak wyzwaniem pozostaje skuteczna implementacja – bez jasno określonych celów i ścisłego monitorowania wyników ryzyko pozostania na etapie deklaracji jest wysokie – komentuje Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Analiza wskazuje, że choć większość firm deklaruje strategię cyrkularną, to w wielu przypadkach brakuje konkretnych planów działania i jasno zdefiniowanych celów. W szczególności podsektor handlu detalicznego (5,25 pkt) oraz mebli (5,13 pkt) uzyskały stosunkowo niskie wyniki w zakresie realnych wdrożeń. Firmy z branży meblarskiej borykają się z wyzwaniami związanymi z recyklingiem surowców oraz standaryzacją procesów odzysku. Z kolei handel detaliczny, mimo coraz większej liczby inicjatyw związanych z GOZ, nadal zmaga się z barierami logistycznymi i ekonomicznymi w zakresie recyklingu opakowań oraz ponownego wykorzystania produktów.

O raporcie:
Raport KPMG dotyczący gotowości sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego do transformacji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym opiera się na autorskiej metodologii oceny. Analiza obejmuje sześć kluczowych obszarów: strategię i ambicje, cele i wskaźniki, zasoby i wiedzę, przepływy surowców, zarządzanie odpadami oraz czynniki wspierające cyrkularność. Badanie bazuje na analizie ponad 100 raportów, artykułów i publikacji poświęconych gospodarce cyrkularnej, przeglądzie najlepszych praktyk rynkowych oraz wywiadach z ekspertami branżowymi. Ocenie poddano pięć do ośmiu wiodących firm w każdym podsektorze, biorąc pod uwagę ich strategie, inicjatywy oraz podejście do wdrażania modelu cyrkularnego. Każda z firm została sklasyfikowana na podstawie systemu punktowego (0–10), co pozwoliło na porównanie poziomu zaawansowania wdrożonych działań.

Polska przekracza 20-procentowy próg rezerw złota

0

Narodowy Bank Polski kontynuuje dynamiczne zakupy kruszcu, zwiększając rezerwy do niemal 497 ton. To nie tylko historyczny rekord, ale i strategiczny ruch w niestabilnych czasach. Marcowy zakup 16,5 tony kruszcu sprawił, że złoto stanowi już blisko 21% wszystkich aktywów rezerwowych. Tym samym Polska przekroczyła deklarowany przez NBP próg 20% i po raz kolejny umocniła pozycję wśród krajów o największych rezerwach na świecie. Czy okaże się, że marcowe zakupy będą jednymi z ostatnich?

Z najnowszych danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że w marcu 2025 roku instytucja ta dokonała zakupu kolejnych 16,5 tony złota. Tym samym całkowite zasoby kruszcu zgromadzone przez NBP wzrosły do imponującego poziomu blisko 497 ton. Ich szacunkowa wartość przekracza obecnie 192 miliardy złotych, co oznacza, że złoto stanowi już niemal 21% wszystkich aktywów rezerwowych banku centralnego. To więcej niż zakładany przez prezesa NBP docelowy udział na poziomie 20%. W świetle tych danych nie można wykluczyć, że marcowa transakcja była jedną z ostatnich, tak dużych operacji zakupu kruszcu– przynajmniej w krótkim terminie.

Polska zdecydowanie śmiało podchodzi do inwestycji w złoto. Według danych Światowej Rady Złota na koniec zeszłego kwartału (Q4 2024) byliśmy dziesiątym krajem, co do wielkości posiadanych rezerw. Przed nami plasowały się kolejno: Stany Zjednoczone Ameryki, Niemcy, Włochy, Francja, Chiny, Szwajcaria, Indie, Japonia oraz Holandia.

Jednak wraz z imponującym wzrostem zasobów pojawiają się także pytania o ich bezpieczeństwo. Ze sprawozdania finansowego NBP za 2023 rok wynika, że jedynie 105 ton złota przechowywane jest w Polsce. Reszta zdeponowana jest w Banku Anglii oraz w nowojorskim oddziale Rezerwy Federalnej. Oznacza to, że blisko 80% zasobów podlega ryzyku strony trzeciej – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Te obawy nie są bezpodstawne – ostatnie miesiące przyniosły znaczną intensyfikację transferów złota do USA, co doprowadziło do wydłużenia czasu realizacji zwrotów z Banku Anglii nawet do dwóch miesięcy. Dodatkowo, nowa polityka administracji USA skłoniła m.in. Niemcy do rozważenia repatriacji własnych zasobów (około 1200 ton) przechowywanych w USA – dodaje.

Złoto od zawsze postrzegane jest jako jedna z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału. Historia pokazuje, że jego wartość rośnie w długim terminie, szczególnie w okresach niepewności geopolitycznej, kryzysów finansowych czy globalnych napięć. Postawienie złota jako fundamentu strategii rezerwowej NBP to z pewnością przemyślana decyzja.

Piotr Krysztopa dołącza do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce

Do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce dołącza Piotr Krysztopa.

Piotr ma 7-letnie doświadczenie w prowadzeniu projektów związanych z nieruchomościami komercyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem nowoczesnych technologii, instalacji budynkowych oraz automatyki. Zakres prowadzonych przez niego projektów koncentruje się na obszarach takich jak efektywność energetyczna, analiza danych budynkowych oraz zagadnienia ESG. Piotr posiada również doświadczenie związane z audytami technicznymi budynków.

Przed dołączeniem do Avison Young pracował w Go4Energy i Zonifero.

„Wraz z dołączeniem do naszego zespołu eksperta automatyki budynkowej, wzbogacamy naszą ofertę świadczenia usług o pogłębioną analizę w tym zakresie. – komentuje Tomasz Daniecki, Director, Head of Technical Advisory – Wychodzimy z założenia, że poświęcenie czasu na dokładną analizę danych płynących z systemów budynkowych i podjęcie na tej podstawie dalszych działań pozwala w sposób racjonalny i zauważalny zwiększyć efektywność funkcjonowania budynku, co przekłada się na realny zysk naszych klientów.“

Przemysław Orchowicz nowym Country Managerem Heimstaden w Czechach

1 czerwca 2025 roku Przemysław Orchowicz obejmie stanowisko Country Managera Heimstaden w Czechach. Heimstaden jest największym operatorem najmu instytucjonalnego (PRS) na czeskim rynku.

Przemysław Orchowicz odpowiada obecnie za rozwój Heimstaden w Polsce, Finlandii i Wielkiej Brytanii. Wcześniej przez niemal 20 lat pracował na kierowniczych stanowiskach w Grupie Accor. Do Heimstaden dołączył w 2021 roku – początkowo jako Head of Operations w Polsce. W 2023 roku objął stanowisko Country Managera w Polsce oraz Group Directora na nowe rynki – Polskę, Finlandię i Wielką Brytanię.

– Serdecznie witamy Przemka w Heimstaden w Czechach. Przemek odegrał kluczową rolę w osiągnięciu doskonałych wyników operacyjnych na naszych trzech rozwijających się rynkach. Jego energia i wieloletnie doświadczenie operacyjne będą nieocenione w dalszej rozbudowie naszego czeskiego portfolio – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden Bostad.

Zmiana stanowiska i zakresu odpowiedzialności Przemysława Orchowicza w ramach grupy nie wpłynie na działalność Heimstaden na polskim rynku. Na stanowisku Head of Operations w Polsce pozostaje Paweł Romańczuk, którego zakres odpowiedzialności zostanie poszerzony.

– Nie mogę się doczekać objęcia stanowiska Country Managera w Czechach, które są jednym z kluczowych dla Heimstaden rynków. W nadchodzących latach będziemy kontynuować rozwój portfolio i wdrażanie zrównoważonych rozwiązań, szczególnie w obszarze zwiększania efektywności energetycznej i modernizacji budynków – komentuje Przemysław Orchowicz.

Dotychczasowy Country Manager Heimstaden w Czechach, Jan Rafaj, opuści spółkę z końcem maja po ośmiu latach pełnienia funkcji. W tym czasie z sukcesem zarządzał Heimstaden na czeskim rynku, zwiększając portfolio do ponad 41 tys. mieszkań na wynajem w regionie morawsko-śląskim oraz w stołecznej Pradze.

– W Heimstaden zostawiam fantastyczny zespół, współpracę z którym niezwykle ceniłem. Razem osiągnęliśmy znakomite wyniki, m.in. wzmacniając satysfakcję najemców i rozwijając cyfrową rewolucję w branży nieruchomości – dodaje Jan Rafaj.

Cła 104% na Chiny. Dolar spada, inwestorzy uciekają w złoto

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił rekordowe, najwyższe od stu lat cła handlowe, co wywołało gwałtowne reakcje na światowych rynkach finansowych i nasiliło obawy przed dalszą eskalacją konfliktów gospodarczych. Najbardziej dotknięte nowymi taryfami zostały Chiny, na które nałożono łączne cła w wysokości aż 104%, a także Wietnam (46%) i Unia Europejska (20%). Trump uzasadnił te działania koniecznością „rekonstrukcji globalnego handlu” i ochroną interesów gospodarczych USA, zapowiadając kolejne kroki, w tym cła na leki, drewno i półprzewodniki.

Rynki finansowe zareagowały silnym pesymizmem. Rentowności amerykańskich obligacji długoterminowych znacząco wzrosły, co świadczy o ich masowej wyprzedaży. Spread między rentownością obligacji 30-letnich a 2-letnich wynosi obecnie 114 punktów bazowych. Dolar osłabił się względem jena, który – podobnie jak złoto – zyskał na wartości jako tzw. bezpieczna przystań. Indeks giełdowy Nikkei zanotował spadek o ponad 4.4%, a cena ropy WTI spadła o 1.34%, schodząc poniżej poziomu 58 USD za baryłkę.

Chiny, mimo że nie ogłosiły jeszcze formalnych działań odwetowych, zdecydowały się na celowe osłabienie juana, próbując w ten sposób ograniczyć skutki gospodarcze amerykańskich taryf. Premier Li Qiang zapewnił, że kraj dysponuje odpowiednimi narzędziami do neutralizacji zewnętrznych szoków gospodarczych i jest gotowy „walczyć do końca”.

W odpowiedzi na działania USA, inne państwa również podejmują stanowcze kroki. Kanada wprowadziła 25-procentowe cła odwetowe na samochody, podczas gdy Francja i Niemcy naciskają na Unię Europejską, by przyjęła bardziej zdecydowaną postawę. Korea Południowa ogłosiła pakiet wsparcia dla gospodarki, a Japonia zapowiedziała zwołanie specjalnego spotkania władz finansowych w celu opanowania narastających wahań rynkowych.

Polityka Trumpa spotyka się z rosnącą krytyką również w samych Stanach Zjednoczonych. Liderzy sektora finansowego, tacy jak Jamie Dimon z JP Morgan, ostrzegają przed groźbą rozpadu globalnych sojuszy gospodarczych, a inwestor Bill Ackman wezwał do przesunięcia terminu wejścia ceł w życie. Mimo tych głosów sprzeciwu, prezydent pozostaje nieugięty, twierdząc, że jego działania doprowadzą do gospodarczego boomu oraz zwycięstwa Republikanów w nadchodzących wyborach. Cała sytuacja odzwierciedla skalę narastających napięć międzynarodowych oraz powagę ekonomicznych konsekwencji, jakie niesie za sobą agresywna polityka handlowa Stanów Zjednoczonych.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Wydatki służbowe a odpowiedzialność zarządu – aspekty prawne i praktyczne

Spór na szczycie: jak zabezpieczyć interesy spółki wobec konfliktu między spółką a byłymi członkami zarządu dotyczącymi wydatków służbowych.

Bezprawne wydatki, konflikty na szczycie i rozmyta odpowiedzialność to często przyczyna strat biznesowych i wizerunkowych spółek. Głośna sprawa z końca ubiegłego roku pokazała jak z pozoru błahe sytuacje mogą doprowadzić do poważnych sporów na szczycie władz spółki. W tym artykule wyjaśniam, jak prawnie można zminimalizować ryzyko nieporozumień oraz jak skuteczniej chronić interesy spółki.

Pod koniec ubiegłego roku media w Polsce obiegła informacja, że nowy Zarząd Orlenu, powołany w 2024 roku, złożył do sądu pierwszy z kilku planowanych pozwów przeciwko byłym członkom zarządu spółki – Danielowi Obajtkowi i Michałowi Rogowi. Jak wynika z doniesień, koncern dochodzi od nich odszkodowania za wydatkowanie środków spółki w sposób niedozwolony, poprzez m. in. pobyty w luksusowych hotelach, drogie kolacje czy też kupno drogich upominków.

Obaj pozwani bronią się twierdząc, że wszelkie wydatki ponoszone były w związku z działaniami biznesowymi podejmowanymi w imieniu Orlenu, którego status na rynku, a tym samym status potencjalnych kontrahentów, wymagał często ponoszenia kosztów „luksusowych” w celu prowadzenia rozmów i działań biznesowych.

Ogólne granice wydatków członków zarządu

Ocena powyższych kwestii zostanie teraz przeprowadzona przez sąd. Jednak bazując na tej sprawie wiele firm może, a wręcz powinno się zastanowić, w jaki sposób można zabezpieczyć się przed podobnego rodzaju sytuacjami, ograniczając ryzyko potencjalnych konfliktów lub przygotowując się do ich odpowiedniego prowadzenia.

Zarząd spółki jest ustawowo uprawniony do jej reprezentacji, w tym przede wszystkim do prowadzenia spraw spółki. (art. 201 § 1 k.s.h.). Członkom zarządu zależy przy tym najczęściej, aby mieli oni jak najszersze możliwości samodzielnego działania, co pozwala na usprawnienie podejmowania procesów decyzyjnych. Jednocześnie właściciele spółki chcą mieć pewność, że działania członków zarządu będą podejmowane w racjonalnych ramach, a ich wolność w podejmowaniu decyzji nie będzie wykorzystywana przeciwko spółce. Jest to niejednokrotnie niezwykle trudna relacja, która z jednej strony wymaga dużej porcji wzajemnego zaufania i zrozumienia, a z drugiej nieodłącznie wisi nad nią widmo wzajemnych rozliczeń i odpowiedzialności w przypadku niepowodzenia współpracy. I choć ryzyka tego nie da się wyeliminować, gdyż jest ono nieodłącznym elementem biznesu, można przy użyciu odpowiednich narzędzi je zminimalizować bądź odpowiednio przygotować na jego zmaterializowanie.

Zakres wydatków, które może realizować członek zarządu na koszt spółki, nie jest w żaden precyzyjny sposób ustalony w obowiązującym prawie. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę ilość branż, w których mogą działać spółki, oraz ilość ról i sytuacji, w jakich mogą działać w imieniu spółek członkowie zarządu. Najlepszym punktem zaczepienia przy ocenie tego typu kosztów wydaje się ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych i zawarte tam pojęcie kosztów uzyskania przychodu przez spółkę (przede wszystkim art. 15 tej ustawy). Innymi słowy – jeśli poniesiony przez członka zarządu koszt można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu przez spółkę, można wstępnie założyć, że jest on kosztem zasadnym z punktu widzenia wydatkowania środków spółki przez członka zarządu. Potwierdzenie takiego podejścia możemy znaleźć chociażby w orzeczeniach sądowych (m. in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 19.11.2020 r., sygn. akt I AGa 67/20).

Jednak ustalenie w takim przypadku, jakie ogólne kategorie kosztów mogą wchodzić w zakres kosztów, do których poniesienia zobligowana może być spółka, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. W poszczególnych kategoriach mogą się bowiem mieścić wszelkie możliwe rozmiary tych kosztów, zależne od chociażby jakości nabywanych przez członków zarządu na koszt spółki rzeczy bądź usług. Ostatecznie więc ocena zawsze zależeć będzie w największej mierze od stanu faktycznego konkretnej sprawy. A ten spółka może kształtować już na długo przed rozpoczęciem potencjalnego sporu.

Czy firmy mogą się zabezpieczyć? Konfliktu nie da się uniknąć, ale można nim zarządzać

Kluczowym aspektem z punktu widzenia ewentualnego postępowania sądowego będzie bowiem ustalenie „modelowej” sytuacji w danym, konkretnym stanie faktycznym. Najprościej mówiąc, strony będą musiały przekonać sąd, jakie koszty i wydatki w danej sprawie można uznać za racjonalne z punktu widzenia prowadzonej przez spółkę działalności – jej profilu, skali, itd. Racjonalność taka może być ustalana na podstawie abstrakcyjnych, obiektywnych czynników, ale na jej kształt mogą również wpływać aspekty w pełni od samej spółki zależne.

Z pomocą mogą oczywiście przyjść przede wszystkim bezpośrednie ustalenia pomiędzy spółką a członkiem zarządu na etapie negocjacji przed powołaniem członka zarządu do pełnienia funkcji i podpisaniem przez niego odpowiedniej umowy. Strony mogą ustalić rodzaj i skalę wydatków, które spółka wprost zgodzi się ponosić w przypadku czynności podejmowanych w jej imieniu i na jej rzecz  przez członka zarządu, jak również sposób rozliczania wszelkich ponoszonych przez członka zarządu kosztów.

Sama spółka również może podjąć działania wewnętrzne, które pozwolą jej lepiej zabezpieczyć swoje interesy, np. poprzez wprowadzenie wewnętrznych regulaminów oraz instrukcji dotyczących wszelkiego rodzaju kwestii odnoszących się do wydatków członków zarządu, od kwestii czysto technicznych, tj. np. sposobu ponoszenia i rozliczania tych kosztów, do aspektów dużo bardziej szczegółowych, tj. np.  standardu hoteli, z których korzystać mogą członkowie zarządu podczas podróży służbowych czy też rodzaju wydatków, które co do zasady wymagają wcześniejszego potwierdzenia przez odpowiednie osoby w spółce. Należy jednak pamiętać, że w przypadku niektórych dokumentów, takich jak np. regulamin zarządu, aby mogły być przygotowane przez wspólników, możliwość taka musi zostać wprost wskazana w umowie spółki. W innym wypadku, na mocy przepisów k.s.h., regulamin zarządu będzie mógł być uchwalany przez sam zarząd.

Mądry przedsiębiorca myśli o konflikcie, zanim on wybuchnie

Tego typu ustalenia pozwolą na dużo prostsze stworzenie punktu odniesienia przy późniejszej ocenie poszczególnych, potencjalnie spornych wydatków. Umiejętne wprowadzenie tego rodzaju postanowień i regulacji zarówno do bezpośredniej relacji pomiędzy spółką a członkiem zarządu, jak i wewnętrznego ładu korporacyjnego spółki pozwoli na zbudowanie jasnej i klarownej linii argumentacji w odwołaniu do konkretnych przykładów, co pomoże w osiągnięciu silniejszej pozycji negocjacyjnej i procesowej już na samym początku konfliktu. Stanowić będzie też znaczącą przewagę w sytuacji, gdy sporu sądowego nie uda się ostatecznie uniknąć. Powyższe kwestie w jasny sposób pokazują, jak istotne jest odpowiednie i profesjonalne podejście do spraw spółki na każdym etapie jej funkcjonowania.

Autor:

Adam Zakrzewski - adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy
Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy

Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy w Warszawie. W swojej pracy zajmuje się m.in. doradztwem na rzecz podmiotów z branży budowlanej i nieruchomościowej. Pomaga klientom unikać oraz minimalizować ryzyka na etapie realizacji inwestycji, a także reprezentuje klientów w sporach zarówno na drodze negocjacji i mediacji, jak i ostatecznie również na etapie postępowań sądowych.

Czy egzamin praktyczny na prawo jazdy kategorii A można zdawać w zimie?

Zima nieodzownie kojarzy się z mrozem, śniegiem i ograniczoną widocznością na drogach. Dla wielu przyszłych motocyklistów rodzi się wówczas pytanie — czy prawo jazdy kat a można zdobyć także w chłodniejszych miesiącach? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Choć zimą bez przeszkód przejdziesz kurs teoretyczny i zdasz egzamin pisemny, kwestie bezpieczeństwa sprawiają, że egzamin praktyczny odradza się w tym okresie.

Poniżej opisujemy, jak efektywnie wykorzystać zimowe miesiące na naukę, a także, dlaczego wiosna to najlepszy czas, by bezpiecznie udowodnić swoje umiejętności za kierownicą motocykla. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z dalszą częścią wpisu!

Teoria zimą? Jak najbardziej!

Zimowe miesiące to idealny moment, by skupić się na solidnym przygotowaniu teoretycznym. Bez względu na aurę możesz zapisać się na kurs na prawo jazdy kat a, który obejmuje między innymi: 1. Podstawy przepisów ruchu drogowego. 2. Zasady prawidłowej eksploatacji motocykla. 3. Elementy pierwszej pomocy. Zajęcia teoretyczne mogą odbywać się stacjonarnie w sali wykładowej lub w formie e-learningu. Taki elastyczny tryb pozwala na naukę bez narażania się na niekorzystne warunki pogodowe.

Dlaczego egzamin praktyczny lepiej zdać wiosną?

Choć teoretycznie prawo jazdy kategorii a można próbować zdobyć przez cały rok, realia są takie, że zimowa pogoda bywa skrajnie nieprzewidywalna. Niskie temperatury, oblodzona nawierzchnia i śnieg stwarzają dodatkowe zagrożenia zarówno na placu manewrowym, jak i w ruchu drogowym. Wielu instruktorów zaleca więc, by prawo jazdy na motocykl w zakresie praktycznym zdobywać w cieplejszym sezonie. Wiosna i wczesne lato to:

● Stabilniejsze warunki atmosferyczne — wyższe temperatury i lepsza przyczepność kół.

● Lepsza widoczność — dłuższe dni i mniejsza częstotliwość występowania mgieł czy opadów śniegu.

● Wyższy komfort kursanta — nie musisz inwestować w specjalną, ogrzewaną odzież motocyklową, co zmniejsza koszty startowe. Pamiętaj, że na egzaminie praktycznym egzaminator ocenia płynność Twoich manewrów, umiejętność utrzymania równowagi i szybkiego reagowania na bodźce z otoczenia. Zima znacznie utrudnia spełnienie tych wymagań, co może wpłynąć na wynik całego egzaminu.

Jak efektywnie przygotować się zimą do praktyki?

Zimowy czas możesz doskonale spożytkować na szlifowanie teorii oraz rozwijanie pewności siebie, zanim wsiądziesz na motocykl:

● regularne powtórki z przepisów — zaopatrz się w aktualne testy, oglądaj porady, np. na YouTube,

● planowanie terminu praktyki — umów się na jazdy próbne i egzamin w okresie, gdy ryzyko skrajnie niekorzystnych warunków będzie mniejsze. Serdecznie zapraszamy na szkolenia do nas!

Oferujemy w szkolaexpert.pl

● Prawo jazdy kat. AM,

● Prawo jazdy kat. A1,

● Prawo jazdy kat. A2,

● Prawo jazdy kat. A.

Czy można całkowicie wykluczyć jazdy zimą?

Niektóre szkoły umożliwiają trening nawet w chłodniejszych miesiącach, szczególnie gdy zima nie jest surowa. Jednak większość kursantów i instruktorów preferuje nauka jazdy przy stabilniejszej aurze. Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na jazdy w zimie, zadbaj o porządne wyposażenie: odzież z warstwami chroniącymi przed zimnem, rękawice z odpowiednią izolacją i kask przystosowany do niższych temperatur. Pamiętaj też, że prawojazdy kat a zdobyte zimą nie odbiega w żaden sposób od tego uzyskanego w słoneczne dni. Wszystko zależy od Twojej determinacji i umiejętności przystosowania się do trudnych warunków.

Złoto, obligacje, kryptowaluty, akcje – gdzie szukać zysków w czasach niepewności?

Sytuacja na rynku pozostaje skrajnie niestabilna, ruchy na giełdzie oparte są na strzępach informacji. W takim otoczeniu spekulacyjne ruchy i emocje przejmują stery.

Silne ruchy, spadkowe, jak i wzrostowe. mogą pojawić się bez znacznego oparcia w realnie zmienionej polityce. W niepewnych czasach rośnie ilość scenariuszy, które mogą się zrealizować. Jakie strategie i klasy aktywów mogą okazać się skuteczne w czasach niepewności?

Złoto uznawane jest za bezpieczną przystań, choć zwiększenie korelacji z rynkiem akcji w pewnym momencie spowodowało niechęć inwestorów do tego rynku. Taką sytuację obserwowaliśmy w 2022 r., kiedy złoto poruszało się w trendzie bocznym, wraz ze wzrostem stóp procentowych na świecie. Choć o złocie mówi się, że chroni przed inflacją, to właśnie wtedy w okresie jej najwyższych od lat poziomów, inwestorzy zdecydowali się na realizację zysków.

– W czasach podwyższonej niepewności inwestorzy sięgają po aktywa, które w ich ocenie są bezpieczną przystanią i wiadomo, że takim aktywem jest złoto, ale co ciekawe, tym razem bije na głowę indeksy giełdowe, stwarzając dla inwestorów problem, ponieważ złoto powinno stanowić jedynie uzupełnienie ich portfela – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Złoto w portfelu inwestora powinno znaleźć się po to, aby stabilizować portfel.

Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie wraz z kontynuacją wojny w Ukrainie ceny złota poszybowały, reagując na globalną niepewność. W marcu kruszec osiągnęło historyczne szczyty, blisko poziomu 3 100 USD za uncję, napędzany dodatkowo spekulacjami wokół polityki gospodarczej Trumpa.

Do tego dochodzi kryzys zadłużenia USA, który burzy obraz stabilności świata. Mówi się o potencjalnej rewaluacji złota jako aktywa rezerwowego w USA, co mogłoby doprowadzić do jeszcze większego popytu ze strony banków centralnych. Rok 2025 najprawdopodobniej nie będzie inny. Warto pamiętać, że ilość złota na świecie jest ograniczona. Choć jego podaż z roku na rok rośnie o ok. 2%. To zdecydowanie mniej, niż wynosi wzrost podaży pieniądza. Złoto pełni funkcję aktywa pierwszego ‘tezauryzacyjnego’ wyboru, a fundusze ETF ułatwiają uzyskanie na nie ekspozycji.

Rynek akcji, w szczególności w USA pozostawał mocno rozgrzany wraz z pojawieniem się nowego trendu – sztucznej inteligencji. Akcje największych spółek technologicznych na świecie rozgrzewały nadzieje inwestorów na szybszy rozwój w przyszłości i możliwość jeszcze większych zarobków. W końcu przyszła jednak weryfikacja i wyniki spółek nie były w stanie sprostać oczekiwaniom inwestorów.

– Na rynkach akcji obserwujemy wyraźny trend: transfer kapitału w kierunku tzw. defensive stocks – komentuje T.Turski. Wyniki finansowe spółek defensywnych, związanych są z sektorami: energetyka, sektor zdrowotny czy podstawowe produkty konsumenckie, są mniej wrażliwe na wahania koniunktury. W Europie szczególną uwagę przyciągają natomiast spółki związane z przemysłem zbrojeniowym.

Obligacje, lub fundusze ETF dające na nie pośrednią ekspozycję stanowią istotny element każdego zrównoważonego portfela inwestycyjnego, szczególnie w okresach stabilności rynkowej. Zapewniają one regularny, przewidywalny strumień dochodów w postaci odsetek, co pozwala na lepsze planowanie finansowe. Obligacje skutecznie stabilizują portfele poprzez dywersyfikację ryzyka – zazwyczaj poruszają się w trendzie odmiennym do akcji, redukując ogólną zmienność i wrażliwość portfela.

Stopy procentowe mają kluczowy wpływ na ceny obligacji, działając w sposób odwrotnie proporcjonalny: gdy stopy rosną, ceny obligacji spadają, a gdy stopy maleją, ceny rosną. W stabilnym środowisku ta relacja jest bardziej przewidywalna, co ułatwia zarządzanie ryzykiem.

Dłuższe terminy zapadalności oznaczają większą wrażliwość obligacji na zmiany stóp procentowych i większe ryzyko pożyczkodawcy (nabywającego obligacje). Wybór odpowiedniego terminu zapadalności pomaga zrównoważyć ryzyko i zysk.

– Inwestorzy najchętniej kupowali 10-letnie obligacje amerykańskie, które jednak mogą teraz znaleźć się po szczególną presją – wyjaśnia ekspert XTB. – W tym roku rentowności tych obligacji istotnie spadły, choć w pierwszych miesiącach Fed nie zmienił swojej narracji. Obecnie obligacje o krótszej zapadalności są atrakcyjniejszym zabezpieczeniem.

Fundusze ETF stanowią coraz częściej wybierane narzędzie inwestycyjne, które również może wspomóc inwestorów w czasach niepewności. Dzięki oferowaniu ekspozycji na całe indeksy, zamiast na poszczególne spółki, inwestorzy zyskują zmniejszenie ryzyka specyficznego wynikającego z sytuacji pojedynczej spółki. W czasach niepewności szczególnie atrakcyjne są ETF-y sektorowe skierowane na tzw. sektory defensywne.

W czasach, gdy przewidywalność rynków finansowych drastycznie spada, kontrakty terminowe powracają na radar inwestorów. Są one wykorzystywane jako narzędzie do ochrony kapitału, jak i aktywnego zarządzania ryzykiem. Instrumenty te umożliwiają objęcie pozycji zarówno na spadki jak i wzrosty praktycznie każdego rodzaju aktywa – od indeksów giełdowych, przez surowce, po obligacje i waluty – dając dostęp do ekspozycji rynkowej bez fizycznego posiadania instrumentu bazowego.

Wybierając w szerokiej ofercie kontraktów terminowych inwestor może zabezpieczyć się przed skokiem zmienności na rynku amerykańskich akcji otwierając pozycję na indeksie VIX (tzw. indeks strachu). Europejskim odpowiednikiem VIX jest EURO STOXX 50 Volatility i analogicznie może zabezpieczyć portfel przed spadkami na europejskim rynku akcji.

Rynek walutowy (forex, FX) to arena, na której niepewność przejawia się najszybciej. W okresach kryzysu czy podwyższonej niepewności inwestorzy kierują się ku walutom postrzeganym jako “bezpieczne przystanie” (ang. safe havens), tj. dolar amerykański (USD), japoński jen (JPY) czy frank szwajcarski (CHF). Należy jednak pamiętać, że forex to dynamiczny i pełen zmienności rynek, gdzie każda publikacja danych makroekonomicznych czy wypowiedź bankierów centralnych ma znaczenie.

Bywają okresy w których bitcoin radzi sobie zdecydowanie lepiej od rynków akcji, czy samego złota burząc korelacje z tradycyjnym rynkiem. Dlatego też w niewielkiej ilości może być ciekawym uzupełnieniem strategicznego portfela. Zgodnie z dotychczas funkcjonującymi cyklami, cena Bitcoina może być podatna na ekstremalną zmienność w ramach 4-letnich cykli halvingowych. Jako aktywa nieskorelowane z tradycyjnym rynkiem fundusze ETP na Bitcoin (m.in. ETC czy ETN) mogą służyć inwestorom za strategiczną składową dywersyfikacji majątku, rozszerzając nieco jego profil zmienności, w zamian za potencjał wzrostu.

– Ważne jest, że wybór aktywów do portfela powinien być uzależniony od tego czy chcemy być inwestorem aktywnym czy pasywnym – komentuje T.Turski z XTB. – Inwestorzy pasywni, którzy podeszli do swych strategii z długim horyzontem mogą teraz bardzo łatwo wpaść w pułapkę krótkoterminowej zmienności, bo trudno jest nadal inwestować pasywnie jeśli na rynku widzimy wokół spadki na rynkach akcji. I dzieje się to po bardzo pieszczotliwym dla inwestorów pasywnych 2024 roku.

Praca wykańcza nas psychicznie. Stresuje się nią ponad połowa Polaków

W 2025 roku, podobnie jak rok wcześniej, dobrostan pracowników będzie największym wyzwaniem dla polskich i europejskich pracodawców. Kolejne miejsca na podium trosk przedsiębiorców zajmują: utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.) oraz pozyskiwanie nowych talentów (24 proc.). Pierwszą piątkę kluczowych wyzwań zamykają malejące zaangażowanie pracowników (23 proc.) oraz firmowy system wynagrodzeń i świadczeń (22 proc.). To wnioski płynące z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx.

Dobrostan pracowników już kolejny rok jest na liście priorytetowych i problematycznych kwestii, którymi mają zamiar zajmować się pracodawcy. Wskazało na niego aż 28 proc. ankietowanych. To najwyższy wynik w tegorocznym badaniu SD Worx, choć jednak w porównaniu do minionego roku widać wyraźny spadek – w 2024 roku dobrostan zatrudnionych był wyzwaniem dla aż 37 proc. pracodawców w całej Europie. Największym dla tych, którzy działają w Chorwacji, Norwegii i Słowenii. Na drugim miejscu plasuje się utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.), co stanowi spadek w porównaniu wobec 33 proc. w 2024 roku. Może to wskazywać na zmniejszenie się migracji pracowników, zwłaszcza jeśli wynik ten zestawimy z kolejną pozycją z badania, czyli „pozyskiwaniem nowych talentów”. W ubiegłym roku było to najważniejsze wyzwanie aż dla 34 proc. europejskich pracodawców – w tym już tylko dla 24 proc. Rekrutacja nowych pracowników jest wciąż – według wskazań w badaniu – dużym problemem dla firm w Belgii, Francji i Holandii. Na czwartym miejscu znajduje się „doświadczenie i zaangażowanie pracowników” – to wyzwanie również jest mniejsze niż rok temu, kiedy wymieniało je 27 proc. europejskich firm. Dziś to problem w 23 proc. z nich. Nowością w pierwszej piątce wyzwań kadrowo-płacowych w przedsiębiorstwach jest „system wynagrodzeń i świadczeń”, który wyparł z listy problematycznych kwestii upskilling i reskilling pracowników. To jedyny obszar wśród pięciu największych wyzwań, który odnotował wzrost – z 21 proc. w 2024 roku do 22 proc. w 2025 roku.

Wyniki naszego najnowszego badania dowodzą, że wyzwania, z którymi mierzą się pracodawcy są co roku bardzo podobne. Zmienia się jednak ich waga, bo i rynek pracy zmienia się dynamicznie, a pracodawcy i managerowie HR wykonują bardzo solidną pracę, aby niwelować problemy, z którymi mierzą się firmy i ich pracownicy. Nie dziwi znaczny udział w wynikach problemu troski i dbałości o dobrostan oraz zdrowie psychiczne pracowników. Wiele osób czuje się przytłoczonych sytuacją na świecie, najpierw pandemią, potem inflacją i widmem kryzysu gospodarczego oraz konfliktów zbrojnych na terenie Europy. To przekłada się na ich codzienne funkcjonowanie, także w pracy. Zadaniem firm i działów HR jest poszukiwanie i wdrażanie rozwiązań, które pomogą im wesprzeć zdrowie psychiczne i dobrostan zatrudnionych – mówi Daniel Idźkowski, Dyrektor Zarządzający w SD Worx Poland.

Niektóre obszary zarządzania HR w firmie obecnie stały się bardziej wymagające niż w 2024 roku. Przykładowo, zgodność z przepisami prawa pracy jest dziś kluczowym wyzwaniem dla 17 proc. europejskich pracodawców, w porównaniu do 14 proc. w 2024 roku. Również optymalizacja procesów płacowych zyskuje na znaczeniu – w 2025 roku wskazuje na nią 14 proc. pracodawców, podczas gdy w 2024 roku tylko 11 proc. Podobny wzrost odnotowano w obszarze mobilności wewnętrznej i zarządzania ścieżkami kariery – ten aspekt stanowi wyzwanie dla 13 proc. pracodawców (11 proc. rok wcześniej). Te trendy pokazują, że firmy w Europie coraz większą uwagę przykładają do zgodności regulacyjnej, efektywności procesów HR oraz rozwoju własnych pracowników.

Młodzi ludzie odczuwają mniej stresu, ale częściej pozostają w domu z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym

Wiele organizacji boryka się z wyzwaniami związanymi ze zdrowiem psychicznym swoich pracowników. Aż czterech na dziesięciu (39 proc.) europejskich pracodawców uważa to za istotne wyzwanie, z którym będą mierzyć się w najbliższym roku. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych w badaniu SD Worx pracowników – aż 38 proc. Europejczyków i ponad 46 proc. Polaków twierdzi, że nie czuje się zdrowo ani w pełni sił podczas wykonywania pracy. Dodatkowo ponad 53 proc. Polaków postrzega swoją pracę jako psychicznie męczącą i stresującą. Co więcej, w skali całej Europy poziom stresu rośnie wraz z wiekiem – doświadcza go 46 proc. osób poniżej 25. roku życia, ale już 57 proc. pracowników w wieku powyżej 25 lat.

Problemy ze zdrowiem psychicznym coraz częściej prowadzą do absencji w pracy – 18 proc. Europejczyków w ubiegłym roku przebywało na zwolnieniu z tego powodu. Zjawisko to jest szczególnie widoczne wśród młodszych pracowników – aż 25 proc. osób poniżej 35. roku życia korzystało ze zwolnienia lekarskiego z powodu nadwątlonego zdrowia psychicznego. Starsi pracownicy rzadziej zgłaszają tego typu problemy – w grupie wiekowej 35-49 lat w minionym roku zrobiło to tylko 18 proc., a wśród osób w wieku 50-64 lat jedynie 11 proc. ankietowanych pracowników. Te dane wskazują na pilną potrzebę działań wspierających zdrowie psychiczne zatrudnionych, szczególnie tych z młodszych pokoleń.

Ponad jeden na dziesięciu pracowników aktywnie szuka nowej pracy

Choć utrzymanie pracowników jest dla pracodawców drugim największym wyzwaniem, wiele talentów pozostaje lojalnych wobec swojej firmy. Tylko 14,6 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków deklaruje, że aktywnie poszukuje nowej pracy, a kolejne 15,5 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków chce zmienić stanowisko, ale w ramach tej samej firmy.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy dostrzegają jednak niedobór zatrudnionych, który utrudnia realizację codziennych obowiązków. Aż 44 proc. europejskich pracowników zauważa braki kadrowe w swoich zespołach, a 45 proc. przewiduje, że sytuacja ta pogorszy się w najbliższych latach. Wśród pracodawców ten odsetek jest jeszcze wyższy – 46 proc. dostrzega niedobór pracowników już teraz, a 53 proc. spodziewa się jego dalszego wzrostu.

Te dane pokazują, że organizacje muszą skupić się nie tylko na retencji pracowników, ale także na efektywnej rekrutacji i rozwoju wewnętrznych talentów, aby sprostać rosnącym wyzwaniom na rynku pracy.

O międzynarodowym badaniu pracowników

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2025 roku w 16 krajach europejskich, obejmując Belgię, Chorwację, Finlandię, Francję, Niemcy, Irlandię, Włochy, Niderlandy, Norwegię, Polskę, Rumunię, Serbię, Słowenię, Hiszpanię, Szwecję oraz Wielką Brytanię.

W badaniu wzięło udział 5 625 pracodawców i 16 000 pracowników, co pozwoliło uzyskać reprezentatywny obraz rynku pracy w każdym z badanych krajów.

Gotowych mieszkań jest mniej, ale oferta deweloperów rośnie

W niektórych miastach spadł udział gotowych mieszkań od deweloperów. Warto jednak pamiętać, że powiększyła się cała oferta.

Druga połowa minionego roku nie była w wykonaniu deweloperów już tak aktywna jak pierwsza pod względem rozpoczynanych inwestycji. Warto zatem sprawdzić, czy mocno zmienił się udział oddanych do użytkowania mieszkań deweloperskich na sprzedaż. Nawet spadek tego odsetka (np. w Krakowie) nie powinien mocno martwić osób szukających gotowego „M”. Znacząco urosła bowiem łączna oferta deweloperów.

Na podstawie danych BIG DATA RynekPierwotny.pl można łatwo sprawdzić, jak pod koniec lutego 2025 roku wyglądał udział oddanych do użytkowania nowych mieszkań na sprzedaż (tzn. lokali mieszkalnych bez uwzględnienia domów). Taka statystyka z największych miast wyglądała następująco:

  • Bydgoszcz – 33% w lutym 2025 r. (rok wcześniej – 34%)
  • GZM (miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) – 18% (21%)
  • Kraków – 13% (25%)
  • Lublin – 18% (31%)
  • Łódź – 19% (13%)
  • Poznań – 14% (8%)
  • Szczecin – 27% (20%)
  • Trójmiasto – 15% (22%)
  • Warszawa – 10% (9%)
  • Wrocław – 14% (17%)

Powyższe informacje potwierdzają, że udział gotowych mieszkań deweloperskich w ofercie zmieniał się rozmaicie. Warto chociażby porównać zmiany dotyczące Krakowa (duży spadek przez rok) oraz Szczecina, Łodzi i Poznania (wyraźne wzrosty).

Duży spadek odsetka gotowych mieszkań z takich miast jak Kraków oraz Lublin nie powinien mocno martwić osób szukających ukończonego i nowego „M”. Bardzo wyraźny rozrost łącznej oferty sprawił bowiem, że w Krakowie jest dostępnych nawet nieco więcej gotowych lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Klienci deweloperów z Lublina też nie mogą zbytnio narzekać na wybór gotowych mieszkań.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Inflacja na Węgrzech niższa od prognoz. Czy MNB zdecyduje się na kolejne cięcie stóp?

0

Inflacja na Węgrzech wyniosła w marcu 4,70 proc. r/r i była niższa od prognoz na poziomie 5,00 proc. Miesiąc do miesiąca ceny pozostały bez zmian, a inflacja bazowa wyniosła 5,70 proc.

Odczyt inflacyjny poniżej prognoz może być wodą na młyn dla węgierskiego banku centralnego, który już od września zeszłego roku pozostawia stopy procentowe bez zmian na poziomie 6,50 proc.

Choć w tym miejscu trzeba oczywiście pamiętać, że rozpoczęty w październiku 2023 cykl obniżek przyjął praktycznie kształt pionowej ściany spadków z poziomu 13,00 proc.

Obawa o potencjalne cła i ich wpływ na węgierską gospodarkę, połączona z pozytywnym inflacyjnym zaskoczeniem (wcześniej 3 negatywne zaskoczenia z rzędu), z pewnością mogą wpłynąć na decyzje węgierskiego banku centralnego. Jego najbliższe posiedzenie odbędzie się 29 kwietnia.

Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rynki odreagowują, ale napięcie nie znika. Wojna handlowa USA–Chiny dzieli światową gospodarkę

We wtorek rynki finansowe na całym świecie odnotowały lekkie odbicie, co inwestorzy potraktowali jako okazję do zakupów po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie indeks Stoxx 600 zyskał 0.8%, a kontrakty terminowe na amerykański S&P 500 wzrosły o 1.4%. Rynki azjatyckie, reprezentowane przez indeks MSCI Asia Pacific, poszły w górę o 2.4%, wspierane przez działania banków centralnych i funduszy państwowych. Mimo tych optymistycznych sygnałów, nastroje pozostają napięte, a zmienność utrzymuje się na wysokim poziomie ze względu na obawy przed dalszą eskalacją wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Tłem tej sytuacji są agresywne działania handlowe administracji Donalda Trumpa. Wysokie cła, sięgające nawet 50%, ogłoszone w ubiegłym tygodniu, przyczyniły się do globalnych spadków na rynkach akcji. Trump dąży do przebudowy globalnego systemu handlowego, forsując politykę protekcjonistyczną, której celem jest ochrona krajowego przemysłu, nawet kosztem zakłóceń w łańcuchach dostaw i wyższych cen dla konsumentów. Administracja przedstawia to jako niezbędny krok do odbudowy amerykańskiej gospodarki.

Chiny zareagowały stanowczo, grożąc działaniami odwetowymi oraz zapowiadając wsparcie dla lokalnych rynków, w tym interwencje banku centralnego. Jednocześnie Pekin stara się budować wizerunek stabilnego i przewidywalnego partnera handlowego, kontynuując ekspansję eksportową i promując zaawansowane technologie, w tym produkcję pojazdów elektrycznych i baterii. Chiny przyjmują rolę przeciwwagi dla amerykańskiej dominacji, podkreślając swoje przywiązanie do otwartego handlu i międzynarodowej współpracy.

Konsekwencje tych napięć są widoczne również na rynkach obligacji i walut. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła do poziomu 4.14%, co świadczy o rosnącym popycie na bezpieczne aktywa. Dolar osłabił się względem głównych walut, co przełożyło się na umocnienie euro i funta. Z kolei chiński juan nieznacznie się osłabił, w wyniku działań wspierających krajowy eksport.

Na rynku surowcowym złoto, postrzegane jako bezpieczna przystań, zdrożało o 0.8%, osiągając poziom 3007.53 USD za uncję. Cena ropy Brent spadła o 0.6%, do 63.83 USD za baryłkę. Na rynku kryptowalut bitcoin zyskał symboliczne 0.2%, osiągając wartość 79 100 USD.

Obecna sytuacja ma dalekosiężne konsekwencje dla globalnych graczy gospodarczych. Międzynarodowe korporacje, takie jak Apple czy Nike, borykają się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i zakłóceniami w dostawach, a kraje rozwijające się – jak Wietnam i Indie – mogą tracić dostęp do rynku amerykańskiego, jednocześnie stając się celem dla rosnącego eksportu tanich produktów z Chin. Europa znajduje się w trudnym położeniu, rozważając potencjalne działania odwetowe wobec USA, a zarazem stając się adresatem chińskiej ekspansji handlowej.

Prognozy wskazują na możliwość trwałego podziału światowej gospodarki na dwa bloki – kraje wspierające politykę USA i te, które będą starały się jej przeciwstawiać. Według analiz Bloomberg Economics eksport Chin do USA może do 2030 roku spaść nawet o 85%. Również inne gospodarki rozwinięte, w tym Unia Europejska, Japonia czy Korea Południowa, mogą odczuć znaczne ograniczenia eksportowe. Jednocześnie wzrost chińskiego eksportu do innych krajów będzie raczej symboliczny, co ograniczy możliwości rekompensaty strat.

W tych okolicznościach Chiny intensyfikują działania dyplomatyczne, by wzmocnić swoją pozycję w handlu międzynarodowym. Prezydent Xi Jinping planuje serię wizyt w krajach Azji Południowo-Wschodniej, takich jak Wietnam i Malezja, w celu zacieśnienia współpracy gospodarczej i politycznej w regionie dotkniętym skutkami amerykańskiego protekcjonizmu. Długoterminowe skutki obecnego konfliktu zależeć będą od dalszych działań Stanów Zjednoczonych oraz zdolności Chin do elastycznej adaptacji swojego modelu gospodarczego. Nawet jeśli część ceł zostanie zniesiona, szkody wyrządzone zaufaniu rynków i przedsiębiorstw mogą okazać się trwałe, prowadząc do głębokich zmian w globalnym układzie handlowym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

REIT-y ożywią polski rynek najmu? Deweloperzy komentują możliwe zmiany

W jakim stopniu REIT-y (Real Estate Investment Trusts) podbiją aktywność w sektorze PRS (Private Rented Sector) w Polsce? Czy ta forma inwestowania sprawdzi się na naszym rynku? Jak szybko może wzrosnąć oferta mieszkań na wynajem? Czy deweloperzy planują zwiększyć swój udział w sektorze PRS? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Fundusze typu REIT to rozwiązanie, które od lat z powodzeniem funkcjonuje w wielu krajach, umożliwiając inwestorom indywidualnym czerpanie korzyści z finansowania projektów, które wcześniej, ze względu na swoją skalę, dostępne były tylko dla dużych graczy. W kontekście Polski, jeśli nowa ustawa stworzy sprzyjające warunki dla REIT-ów mieszkaniowych, możemy spodziewać się zwiększenia aktywności inwestorów, co przełoży się na wzrost liczby budowanych mieszkań na wynajem w sektorze PRS.

W 2025 roku, oprócz rozbudowy portfela projektów firmy w największych miastach Polski, zarówno w segmencie popularnym, jak i o podwyższonym standardzie oraz premium, planujemy realizację co najmniej dwóch inwestycji w sektorze living (PRS oraz prywatnych akademików). W styczniu br. zakupiliśmy grunt w centrum Wrocławia pod budowę akademika na około 600 pokoi.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

Wprowadzenie REIT-ów w Polsce z pewnością wpłynie na sektor mieszkaniowy, zwiększając dostępność kapitału i aktywność w segmencie PRS. Dzięki tej formie inwestowania można spodziewać się wzrostu liczby mieszkań na wynajem, szczególnie w dużych miastach, co wpłynie nie tylko na poprawę dostępności lokali, ale także na ich jakość. REIT-y sprzyjają także rozwojowi nowych inwestycji mieszkaniowych.

Nasza firma, biorąc pod uwagę rosnący potencjał rynku wynajmu instytucjonalnego, nie wyklucza w przyszłości zwiększenie zaangażowania w tym segmencie, widząc w nim interesującą szansę na długoterminowy rozwój.

Andrzej Biedronka-Tetla, członek zarządu Atal, dyrektor finansowy

Biorąc pod uwagę popularność sektora mieszkaniowego wśród inwestorów, REIT-y mogłyby być ciekawą alternatywą do generowania stabilnego przychodu w dłuższej perspektywie. Jest to w Polsce niedostępna w tej chwili formuła inwestycyjna. Zmiany legislacyjne mogłyby ją spopularyzować, choć wydaje się, że jeszcze długo będzie ona mieć marginalne znaczenie w portfelach oszczędnościowych Polaków. Chętniej inwestujemy bowiem we własność jako taką, niż jednostki partycypacji w niej. Z pewnością przykłady nietrafionych inwestycji, np. w condohotele czy inne prywatne przedsięwzięcia na rynku nieruchomości, pogorszyły postrzeganie tej i podobnych form lokowania kapitału.

Sektor PRS odgrywa w działalności nszej firmy znikomą rolę. Nigdy nie byliśmy optymistami, co do jego przyszłości w Polsce, ze względu na otoczenie rynkowe i przyzwyczajenia Polaków. Samo wprowadzenie REIT-ów nie spowoduje natychmiast wielkiego boomu inwestycyjnego w sektorze mieszkaniowym. Mimo to rynkowy udział tego modelu biznesowego ma potencjał wzrostowy. Wiele zależy od szczegółowych regulacji, które ewentualnie zostaną wdrożone. To nie pierwsza inicjatywa ustawodawcza w tym zakresie. Niestety może się okazać, że nie ostatnia, jeśli nie zakończy się powodzeniem lub przyjęte rozwiązania będą nieatrakcyjne dla inwestorów.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Wprowadzenie REIT-ów może znacząco wpłynąć na rynek mieszkaniowy, zwłaszcza na rozwój najmu instytucjonalnego. Jeśli regulacje będą sprzyjające, zwiększy się dostępność kapitału na inwestycje, w mieszkania na wynajem, co z kolei może przełożyć się na większą podaż lokali. To mogłoby także zwiększyć płynność rynku i przyciągnąć nowych inwestorów. Od dłuższego czasu uważnie monitorowaliśmy sektor PRS i poszukiwaliśmy partnera do realizacji takiego projektu. Ostatecznie, po przeanalizowaniu wszystkich opcji, w ubiegłym roku sprzedaliśmy działkę z zatwierdzonym projektem przy ulicy Obrzeżnej w Warszawie firmie Speedwell.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przy obecnych stopach zwrotu nie przewidujemy, aby wprowadzenie REITów w najbliższym czasie w znaczący sposób wpłynęło na rynek. Takie narzędzie pozwoli na ściągnięcie większej ilość kapitału na rynek jednak nie zmieni to faktu, że zasadniczym problemem mieszkalnictwa w Polsce jest brak polityki mieszkaniowej i dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Renata McCabe Kudła, Country Manager, Grupo Lar Polska

Mamy dużą nadzieję, że projekt wprowadzenia REIT-ów ziści się w 2025 roku. W Hiszpanii Grupo Lar jest zarządzającym REITu o nazwie Lar Espana, który ma już ponad 10-letnią historię związaną z centrami handlowymi. Jeśli chodzi o możliwość stworzenia REITów, które zainwestowałyby w nieruchomości mieszkalne w celu najmu wierzymy, że mogłoby to zwiększyć aktywność polskich inwestorów na rodzimym rynku. Byłaby to możliwość dla inwestorów indywidualnych do zainwestowania w rynek najmu w sposób bardziej ustrukturyzowany i różnorodny, niż jest to obecnie możliwe.

Jeśli chodzi o udział Grupo Lar w Polsce w segmencie PRS, jest to rynek, który obserwujemy i w którym planujemy być obecni. Czekamy na obniżki stóp procentowych, które na dziś nas hamują w tej dziedzinie.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Wprowadzenie REIT-ów w sektorze mieszkaniowym będzie miało przede wszystkim stabilizujący wpływ na rynek, zwłaszcza w pierwszym okresie. Choć efekt początkowo może być niewielki, w ciągu roku, dwóch lat powinien się on nasilić szczególnie na rynku najmu.

Uważamy, że REIT-y będą stanowiły formę inwestowania, która może przyciągnąć klientów i stanowić atrakcyjną alternatywę oszczędnościową. Fakt, że ludzie będą gromadzili w ten sposób swoje oszczędności, powinien spowodować wzrost dostępnego kapitału, co przyczyni się do większego doinwestowania rynku. Stworzy to szansę na rozwój większej liczby projektów, a to z kolei może wpłynąć na poziom cen i sprzedaży na rynku deweloperskim. Silny rynek najmu stanie się przeciwwagą dla agresywnego rynku deweloperskiego. Nasza firma obecnie otwiera się na rynek PRS.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek może być jednym z kluczowych impulsów do rozwoju sektora mieszkań na wynajem i stanowić fundament pod dalsze zmiany w strukturze rynku nieruchomości. W krajach rozwiniętych, takich jak USA czy Niemcy, tego typu fundusze są istotnym elementem stabilizującym rynek mieszkaniowy, umożliwiając inwestowanie w nieruchomości szerokiemu gronu inwestorów, a jednocześnie zwiększając dostępność mieszkań na wynajem długoterminowy.

Obecnie w Polsce sektor PRS (Private Rented Sector) rozwija się dynamicznie, ale nadal jest w fazie wzrostu i stanowi niewielki procent całego rynku mieszkaniowego. Upowszechnienie REIT-ów może znacząco zwiększyć skalę tego segmentu, przyciągając kapitał instytucjonalny i zachęcając do budowy nowych mieszkań przeznaczonych wyłącznie na wynajem. To odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku. Coraz więcej osób, szczególnie wśród młodszego pokolenia, traktuje wynajem jako wygodniejszą i bardziej elastyczną alternatywę wobec zakupu nieruchomości na kredyt, zwłaszcza w warunkach wysokich stóp procentowych i ograniczonej zdolności kredytowej.

REIT-y mogą zatem nie tylko zwiększyć podaż mieszkań, ale także poprawić jakość oferty najmu, wprowadzając na rynek profesjonalnie zarządzane budynki z długoterminowym podejściem do utrzymania nieruchomości. Obecnie w samym Gdańsku posiadamy trzy projekty w przygotowaniu oraz kilkanaście zrealizowanych inwestycji w różnych częściach kraju. Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek z pewnością wpłynie na zwiększenie naszego zaangażowania w ten segment.

Marcin Michalec, dyrektor zarządzający, Okam Capital

REIT-y pozwalają na pozyskanie kapitału od inwestorów indywidualnych i instytucji, udostępniając ten rynek mniejszym inwestorom, którzy nie muszą posiadać dużego kapitału na zakup nieruchomości. Umożliwiają i znacznie zwiększają atrakcyjność inwestowania w rynek mieszkaniowy.

Pozyskanie przez deweloperów niedostępnego wcześniej kapitału może wspierać finansowanie budowy nowych projektów mieszkaniowych, a w praktyce zwiększać podaż mieszkań na wynajem, zwłaszcza w segmencie najmu instytucjonalnego. Szczególnie w dużych miastach może być to odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na rynku.

Wzrost płynności kapitału w sektorze PRS może też przyciągnąć na polski rynek nowych graczy, w tym fundusze zagraniczne. REIT-y mogą więc stanowić ważny element strategii rozwoju firm deweloperskich, które działają lub planują działalność w segmencie PRS. Ale ostateczny ich sukces w Polsce będzie zależał od szczegółów legislacyjnych, takich jak opodatkowanie, regulacje dotyczące dystrybucji zysków oraz kwestie związane z zarządzaniem aktywami.

Eyal Keltsh, prezes zarządu Robyg i Vantage

Wprowadzenie REIT-ów (Real Estate Investment Trusts) w Polsce, jeśli zostanie odpowiednio wdrożone, może mieć istotny wpływ na sektor mieszkaniowy, w tym na dostępność mieszkań oraz aktywność w segmencie PRS (Private Rental Sector).

REIT-y mają potencjał, aby zwiększyć dostępność finansowania w sektorze mieszkaniowym, ponieważ umożliwiają inwestorom indywidualnym oraz instytucjonalnym lokowanie kapitału w nieruchomości. Wprowadzenie REIT-ów, zwłaszcza w kontekście sektora PRS, może zachęcić do większych inwestycji w budowę nowych mieszkań, szczególnie w dużych miastach, gdzie popyt na wynajem jest duży.

Jeśli deweloperzy będą mogli pozyskiwać kapitał z rynku za pomocą REIT-ów, może to spowodować wzrost liczby inwestycji w budownictwo mieszkaniowe, umożliwiając inwestorom mniejszym (indywidualnym) uczestniczenie w rynku nieruchomości, nawet przy stosunkowo niskim kapitale początkowym. Przesunięcie aktywności na wynajem, a nie sprzedaż, może być także odpowiedzią na zmieniające się preferencje społeczne, gdzie coraz więcej osób decyduje się na wynajem zamiast kupowania nieruchomości.

Ceny paliw stabilne, ale ropa tanieje. Powód? Wojna celna i decyzje OPEC+

W ostatnich dniach ceny benzyny 95-oktanowej oraz oleju napędowego wykazywały stabilizację. Benzyna potaniała symbolicznie — o zaledwie 1 grosz na litrze — natomiast diesel utrzymał swoją wcześniejszą cenę.

Na rynku ropy doszło jednak do wyraźniejszych zmian. Notowania ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie spadły o 6 dolarów na baryłce, osiągając poziom 65,6 USD. Największe obniżki miały miejsce w czwartek i piątek, kiedy to cena spadła aż o 9 dolarów.
Za główną przyczynę tej sytuacji uznaje się ogłoszenie nowych ceł przez administrację Stanów Zjednoczonych. 2 kwietnia prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie 10-procentowego cła na cały import do USA, a niektóre kraje mają zostać objęte jeszcze wyższymi stawkami. Chiny odpowiedziały błyskawicznie, zapowiadając od 10 kwietnia wprowadzenie 34-procentowych ceł na towary ze Stanów. Te działania wywołały globalny niepokój związany z możliwą recesją i zmniejszeniem zapotrzebowania na surowce energetyczne.

Dodatkowo grupa OPEC+ zapowiedziała nieoczekiwany wzrost wydobycia – o 411 tysięcy baryłek dziennie od maja. W ślad za tym Arabia Saudyjska obniżyła ceny swojej ropy dla klientów w Azji do najniższego poziomu od czterech miesięcy.

Prognozy na najbliższy tydzień wskazują, że ceny paliw na stacjach raczej nie ulegną większym zmianom.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

Imperatyw sztucznej inteligencji: 5 kroków do transformacji usług sektora publicznego

Sztuczna inteligencja przestała być wizją przyszłości – już dziś rewolucjonizuje sektor publiczny na całym świecie. Sama implementacja technologii nie jest jednak wystarczająca, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Rządy powinny podejść do tego procesu strategicznie, uwzględnić kwestie etyczne, bezpieczeństwo danych oraz przygotować na zmiany swoich pracowników.

Poniżej przedstawiam opracowanie pięciu kluczowych kroków, które pomogą rządom skutecznie wdrożyć AI, usprawniając zarządzanie i podnosząc jakość usług publicznych.

  1. Jasna wizja integracji AI

Skuteczna transformacja zaczyna się od przemyślanej strategii. Rządy mają obowiązek patrzeć szerzej niż na pojedyncze projekty – kluczowe jest podejście systemowe, które łączy inicjatywy AI z priorytetami państwa, takimi jak poprawa jakości opieki zdrowotnej, optymalizacja usług administracyjnych czy wzmocnienie gospodarki.

AI może usprawnić procesy związane z podatkami czy administracją zdrowotną, redukując błędy i poprawiając doświadczenia obywateli. Sukces nie sprowadza się jednak jedynie do większej efektywności – liczy się realny wpływ. Rządy powinny określić konkretne, mierzalne cele, takie jak skrócenie czasu oczekiwania na usługi czy wzrost zadowolenia obywateli.

Niezbędna jest również ścisła współpraca między instytucjami – AI powinna działać w sposób zintegrowany, a nie w odizolowanych silosach. Jasna wizja i konsekwentne działania budują zaufanie publiczne i pokazują, że sztuczna inteligencja ma wspierać obywateli, a nie ich zastępować.

  1. Etyczne ramy dla AI

Zaufanie do AI zależy od tego, jak jest zaprojektowana i wdrażana. Aby zapewnić jej transparentność, rządy powinny:

  • Minimalizować stronniczość – AI powinna być trenowana na zróżnicowanych, reprezentatywnych zbiorach danych, aby uniknąć dyskryminacji.
  • Zagwarantować przejrzystość – Obywatele muszą wiedzieć, na jakiej podstawie AI podejmuje decyzje, zwłaszcza w obszarach takich jak opieka zdrowotna, wymiar sprawiedliwości czy świadczenia społeczne.
  • Wzmocnić nadzór – AI powinna działać zgodnie z regulacjami dotyczącymi prywatności oraz wartościami demokratycznymi, na wzór rozwiązań przyjętych np. w unijnej ustawie o AI (AI Act).

Etyczna sztuczna inteligencja to nie tylko kwestia regulacji, ale przede wszystkim budowania społecznego zaufania. Obywatele muszą mieć pewność, że decyzje podejmowane przez AI są uczciwe i służą ich interesom.

  1. Bezpieczeństwo danych i infrastruktura gotowa na AI

AI bazuje na danych – a dane te muszą być chronione. W przeciwnym razie rządy narażają się na cyberataki, utratę wrażliwych informacji oraz zagrożenie suwerenności cyfrowej.

Kluczowe działania w tym obszarze to:

  • Inwestycja w infrastrukturę gotową na AI – wysokowydajne systemy obliczeniowe (HPC), chmury obliczeniowe i rozwiązania brzegowe powinny być rozwijane lokalnie.
  • Priorytet dla suwerenności danych – rządy powinny ograniczać zależność od zagranicznych dostawców technologii i rozwijać własne rozwiązania, jak np. system mObywatel, oferujący dostęp do cyfrowych usług urzędowych oraz elektronicznych dokumentów.
  • Jasne zasady zarządzania danymi – niezbędne są przejrzyste regulacje określające, jak dane są gromadzone, przetwarzane i wykorzystywane.

Zabezpieczona infrastruktura to fundament bezpiecznego wdrażania sztucznej inteligencji, która znacząco zwiększa bezpieczeństwo danych obywateli.

  1. Przygotowanie pracowników sektora publicznego

Transformacja sztucznej inteligencji wymaga nie tylko technologii, ale w równej mierze odpowiednich kompetencji. Aby urzędnicy efektywnie korzystali z nowych narzędzi, rządy powinny:

  • Zainwestować w szkolenia i przekwalifikowanie – AI powinna wspierać pracowników, a nie ich zastępować. Nowe kompetencje pozwolą im skutecznie wykorzystywać inteligentne systemy.
  • Rekrutować specjalistów AI – potrzebni są eksperci, tacy jak analitycy danych czy inżynierowie uczenia maszynowego, którzy będą nadzorować rozwój technologii.
  • Promować kulturę innowacji – zachęcanie urzędników do testowania nowych rozwiązań może znacząco przyspieszyć transformację.

Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Stosunek Polaków do wykorzystania sztucznej inteligencji w administracji publicznej 2024”, 60,4 proc. ankietowanych uważa, że państwo powinno wykorzystać sztuczną inteligencję przy tworzeniu cyfrowych usług publicznych. Rządy, które priorytetowo potraktują rozwój kompetencji, będą liderami cyfrowej transformacji.

  1. Współpraca publiczno-prywatna jako fundament suwerennego ekosystemu AI

AI rozwija się najskuteczniej tam, gdzie biznes, administracja i środowiska akademickie działają wspólnie. Rządy mogą przyspieszyć innowacje poprzez:

  • Wspieranie lokalnych startupów AI – inwestycje w badania i rozwój umożliwią tworzenie rozwiązań dopasowanych do lokalnych potrzeb.
  • Regulacyjne piaskownice – testowanie nowych technologii w kontrolowanych warunkach pozwoli na ich bezpieczne wdrażanie.
  • Dzielenie się wiedzą – partnerstwa publiczno-prywatne mogą przełamywać silosy informacyjne i przyspieszać postęp. Dialog z zaufanymi partnerami technologicznymi, ale także ze środowiskiem naukowym pozwala poszerzyć wiedzę i spojrzeć na wyzwania z różnych perspektyw.

Budowanie krajowych kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji ograniczy zależność od zagranicznych technologii, zwiększy bezpieczeństwo i stworzy samowystarczalne ekosystemy innowacji.

Kształtowanie przyszłości AI: wspólna odpowiedzialność

AI w sektorze publicznym to nie tylko technologia – to zobowiązanie do budowania zrównoważonych, etycznych i bezpiecznych rozwiązań. Wdrażając odpowiednie strategie, rządy mogą wykorzystać AI do realnej poprawy jakości życia obywateli i stworzenia sprawniejszej, bardziej przejrzystej administracji.

Mohammed Amin, Starszy Wiceprezes, CEEMETA, Dell Technologies

Wysokie ceny energii zabijają konkurencyjność polskiego przemysłu. Potrzebujemy realnej transformacji, nie politycznych półśrodków

Koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Polski model gospodarczy nieźle funkcjonował przez 35 lat. Nasze firmy znalazły sobie solidne miejsce w łańcuchu tworzenia wartości dodanej dużych firm międzynarodowych i globalnych. Wprawdzie była to dolna część tego łańcucha, ale robiliśmy to na tyle dobrze, że zapewniło to Polakom bezprzykładny wzrost zamożności, a Polska szybko nadrabiała dystans dzielący ją od najbogatszych krajów Europy Zachodniej.

Ważnym elementem naszego modelu był relatywnie wysoki udział przemysłu w wartości dodanej całej gospodarki. Jeszcze w 2022 r. wynosił on w Polsce 22,6 proc. wobec średniej dla UE na poziomie 20 proc, a dla Niemiec i Czech 25 proc. Żeby ten poziom utrzymać, jeśli nie zwiększyć, musimy zachować konkurencyjną strukturę kosztów produkcji.

Jednym z elementów konkurencyjności kraju jest poziom cen energii. Jeszcze 10 lat temu miały one niewielki wpływ na konkurencyjność sektora przemysłowego w Polsce. W 2014 r. średni udział energii w kosztach przedsiębiorstw przemysłowych wynosił 2,2 proc., a tylko dla 10 proc. przemysłu przekraczał 5 proc. (dane Forum Energii).

Szybki rozwój naszej gospodarki po 1989 r. był bezsprzecznie związany z procesem budowy nowoczesnego przemysłu. Wejście Polski do UE w 2004 r. spowodowało głęboką integrację gospodarki z rynkiem unijnym, co dało naszemu przemysłowi silny bodziec rozwojowy. Mimo wzrostu w latach 2003-2013 cen energii o ponad 80 proc., wartość dodana przemysłu przetwórczego wzrosła w tym okresie o 115 proc., a produktywność o 97 proc.

Polscy przedsiębiorcy nie musieli się – jak widać – martwić cenami energii. Podobnie zresztą jak politycy. Wstępując do UE wyraziliśmy zgodę na unijny system handlu certyfikatami CO2, znany jako ETS. Wszyscy zatem byliśmy świadomi, że istnieje w UE system, który w długim okresie będzie penalizował producentów wysokoemisyjnej energii, a mimo to kolejne rządy podejmowały decyzje o budowie nowych elektrowni węglowych. W międzyczasie cena certyfikatów ETS znacznie wzrosła, co od 2004 r. było dla wszystkich oczywiste. Na początku kwietnia 2025 r. kształtowała się ona na poziomie poniżej 70 euro za tonę CO2, ale w lutym 2025 r. jej poziom przekraczał 80 euro, a wcześniej nawet 100 euro.

Na sprzedaży uprawnień do emisji CO2 Polska zarobiła w latach 2013-2024 prawie 110 mld zł. Te pieniądze trafiły do budżetu państwa, ale tylko w niewielkim zakresie (poniżej 10 proc.) zostały wydane na działania związane z transformacją energetyczną. Według Banku Pekao, koszty emisji CO2 stanowią od 59 proc. (stare bloki na węgiel kamienny) do 68 proc. (bloki na węgiel brunatny) kosztów wytwarzania energii elektrycznej. W przypadku bloków gazowych to tylko 25 proc., lecz koszt gazu jest o ok. 80 proc. wyższy niż węgla.

Dyskusja o cenach energii jest trudna i skomplikowana; w Polsce dodatkowo jest źle prowadzona, a nasi politycy jej bynajmniej nie ułatwiają. Generalnie najtańszym źródłem jest energia z OZE, której koszty krańcowe są praktycznie nieistotne, skoro za słońce, wiatr czy wodę nie musimy płacić.

Sam koszt wytworzenia energii stanowi w przypadku Polski zaledwie 1/3 wysokości rachunków, które otrzymujemy od jej dostawców. Resztę stanowią różne pozycje, których mało kto jest w stanie zrozumieć, ukryte są w nich podatki, opłaty przesyłowe, opłaty jakościowe, koszty utrzymania elektrowni węglowych wynikające z rynku mocy, etc. System przesyłu energii przy dużym udziale OZE musi być bardziej elastyczny, gdyż w przeciwieństwie do źródeł stabilnych (węgiel, gaz, niskoemisyjny atom), czyli dyspozycyjnych, OZE pracują inaczej, a system integracji energii ze źródeł odnawialnych musi być inaczej skonstruowany. Jego istotnym elementem muszą być np. magazyny energii, które dopiero teraz zaczynają być u nas budowane.

Przyjrzyjmy się, jak wygląda struktura kosztów energii z różnych źródeł. Najniższy jest koszt energii z nowych, najbardziej sprawnych i relatywnie niskoemisyjnych (ale nadal istotnie przekraczających emisyjność na poziomie 550 g/kWh) elektrowni węglowych, który wynosi 358 zł/MWh (z czego sam koszt produkcji to 133 zł, a reszta to zakup uprawnień do emisji CO2). Dalej są elektrownie gazowe z kosztem produkcji na poziomie 405 zł/MWh, z czego tylko 77 zł to koszt ETS, a większa część to zakup gazu. Cena energii generowanej przez elektrownie na węgiel brunatny to 479 zł, z czego koszt certyfikatów CO2 to aż 326 zł (węgiel brunatny jest najbardziej emisyjny). Ale najdroższa jest produkcja ze starych bloków węglowych (tzw. 200 MW), gdzie koszt emisji CO2 to 286 zł. Dla porównania, gwarantowana cena dla instalacji OZE w ramach kontraktów aukcyjnych to 316 zł (są one zatem zdecydowanie najtańsze), a dla morskich farm wiatrowych (powstaną za kilka lat) w kontrakcie różnicowym to 444 zł.

To są same koszty produkcji, ale w przypadku systemu elektroenergetycznego dochodzą jeszcze takie koszty jak opłata dystrybucyjna czy mocowa. Moc stała się „produktem” oddzielonym od samej produkcji energii. Stabilne elektrownie: gazowe, węglowe czy w przyszłości jądrowe, dostarczą odpowiednią moc wtedy, kiedy tej brakuje, gdy uzależnione od pogody OZE nie produkują energii bądź produkują jej zbyt mało. Dlatego w Polsce docelowo potrzebujemy zarówno najtańszych, choć niestabilnych OZE, jak również źródeł stabilnych.

Ceny prądu w Polsce drastycznie wzrosły w 2022 r. Miały na to wpływ zarówno czynniki globalne (wojna na Ukrainie, która zakłóciła dostawy surowców energetycznych, głównie gazu, i podbiła ceny na rynkach europejskich), jak i lokalne. Dodatkowo nastąpił nie nieoczekiwany wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Swoje tez zrobiły skutki pandemii Covid-19, która zakłóciła globalne łańcuchy dostaw i dodatkowo wpłynęła na koszty energii.

Hurtowe ceny energii w Polsce należą obecnie do najwyższych w Europie. To skutek tego, że przespaliśmy kilka dziesięcioleci, kiedy Zachód realizował transformację energetyczną swoich gospodarek. Teraz musimy nadgonić wieloletnie opóźnienia.

W krajach takich jak Szwecja czy Finlandia rachunki za energię elektryczną są znacznie niższe: w 2023 r. wynosiły ok. 20 euro/MWh. Niskie ceny prądu są tam możliwe dzięki dużemu udziałowi energii wodnej i jądrowej, które są mniej podatne na wahania cen surowców i nie są obciążone opłatą za emisję CO2. We Francji ceny energii też są stosunkowo niskie (65 euro/MWh w 2023 r.), głównie dzięki rozbudowanej energetyce jądrowej, której koszty krańcowe nie są duże. Natomiast w krajach Południa, takich jak Hiszpania i Portugalia, ceny są wyższe (ok. 95 euro/kWh), co jest wynikiem dużych kosztów związanych z importem gazu oraz inwestycji w OZE.

Odnawialne źródła wywołują w Polsce spadek cen na rynku hurtowym, ale nie przekłada się on na wysokość rachunków za energię. Dla przemysłu w Polsce ceny energii są najwyższe w UE, ale w przypadku gospodarstw domowych już tak nie jest. To efekt decyzji politycznej: koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Mrożenie cen energii dla gospodarstw domowych jest decyzją stricte polityczną. Tylko w ostatnim roku kosztowała ona budżet 5,5 mld. zł, a w ostatnich latach – ponad 100 mld zł. Opłaty za energię stanowią tylko 4 proc. kosztów gospodarstw domowych. Realnym problemem jest natomiast koszt ogrzewania mieszkań (to już 8 proc. budżetów gospodarstw domowych).

Koszty energii elektrycznej są problemem tylko dla najuboższej części społeczeństwa polskiego (10-15 proc.), co oznacza, że mrożenie cen miało sens wyłącznie w jej przypadku i powinno stanowić element polityki socjalnej państwa. Piszę o tym, by uzmysłowić czytelnikom, że ceny energii w Polsce powinny wprawdzie spadać (ze względu na niższy koszt wiatraków na lądzie i paneli fotowoltaicznych), ale ze względu na politykę państwa trudno zakładać, że tak się stanie. Dodatkowo dopłaty do węgla kosztują polski budżet kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Model transformacji polskiej nie jest bynajmniej kontrowersyjny nie tylko dla fachowców, ale wszystkich racjonalnie myślących osób zajmujących się gospodarką, trudno zatem zrozumieć, dlaczego politycy mają z jego wdrożeniem takie kłopoty? Zastanawia ekstremalnie długi okres uchwalania ustawy wiatrakowej, która miała być DNA polityki energetycznej nowego rządu.

Dzisiaj nie można wyobrazić sobie systemu, który całkowicie zrezygnuje z energetyki konwencjonalnej, bo takie jednostki pełnią konieczną funkcję stabilizacyjną. Muszą być uruchamiane, gdy nie świeci słońce i nie wieje wiatr, a podaż najtańszej dostępnej energii (o najniższych kosztach krańcowych) jest niewystarczająca. Jednostki konwencjonalne zapewniają wprawdzie bezpieczeństwo energetyczne, ale nie mogą funkcjonować wyłącznie w oparciu o sprzedaż energii, gdyż są zbyt drogie.

Część starych elektrowni węglowych klasy 200 MW będzie mogła działać tylko do 2028 r., korzystając ze wsparcia z rynku mocy. Istnieje możliwość wydłużenia działania tego rynku, ale tylko wtedy, gdy te bloki zostaną skonwertowane na paliwo inne niż węgiel (np. gaz czy biomasę), co obniży ich emisyjność. Takie projekty są obecnie rozważane.

Specjaliści zakładają, że w dłuższej perspektywie system energetyczny w Polsce będzie stabilizowany przez dwie lub trzy duże elektrownie jądrowe (jeden projekt w oparciu o technologię amerykańskiego Westinghouse jest już realizowany, niestety trudno dzisiaj określić koszt energii z te elektrowni jądrowej, ze względu na nieprofesjonalnie podpisaną umowę z partnerem amerykańskim), SMR-y (czyli małe modułowe projekty jądrowe, które już dzisiaj realizowane są w Polsce przez konsorcjum Orlenu i prywatnego Synthosu w technologii amerykańskiego GE Hitachi), biogazownie, czy gazowe „peakery”, które będą włączane w czasie szczytowego zapotrzebowania na energię (dlatego ze względu na koszty też będą potrzebowały wsparcia w postaci rynku mocy) oraz wspomniane magazyny energii.

Wraz ze wzrostem udziału OZE w systemie należy spodziewać się spadku kosztów energii elektrycznej, ale aby tak się stało, polityka energetyczna państwa powinna być spójna, a prawo energetyczne napisane praktycznie od nowa. Do sektora musi wrócić konkurencja, tymczasem wszystkie największe spółki energetyczne zostały znacjonalizowane i niestety nie słychać, by to się miało zmienić.

Krytycznym czynnikiem transformacji i niższych cen energii jest też optymalne łączenie profilu produkcji z profilem konsumpcji energii. Takie bilansowanie może być regulowane na kilka sposobów, np. poprzez taryfy dynamiczne, czy usługę DSR (w razie zagrożenia niedoboru mocy, odbiorcy energii dobrowolnie na pewien czas obniżają zapotrzebowanie na energię). Ważne, by OZE były zintegrowane w spójny model z magazynami energii, zarówno wielkoskalowymi, które już buduje PGE (zapowiadają to też inni), jak i rozproszonymi. Ceny energii będą się różnić w zależności od pory dnia i roku, co spowoduje opłacalność nawet małych magazynów energii.

Polski model gospodarczy musi zakładać wzrost zużycia energii elektrycznej (innowacyjne technologie o największej wartości dodanej, np. centra danych czy sztuczna inteligencja, są bardzo energochłonne), dlatego popyt na energię ze strony naszego przemysłu będzie rósł w kolejnych dekadach, pomimo poprawy efektywności energetycznej.

Krytycznym elementem transformacji naszej energetyki będzie cena energii. Dlatego potrzebujemy otwartej dyskusji publicznej o mechanizmach wsparcia najbardziej innowacyjnych projektów inwestycyjnych, by cena energii nie była zabetonowana na wysokim poziomie na wiele lat. Polska ma potencjał, by stać się liderem OZE w Europie. Kompletna transformacja energetyczna z pewnością okaże się rozwiązaniem problemu wysokich cen energii w Polsce, ale konieczne będzie tu podejście wieloaspektowe. Zamiana drogiego i nieekonomicznego węgla na czyste źródła energii, takie jak wiatr i fotowoltaika jest jedynym wyjściem. Inwestycje w instalacje odnawialne oraz rozwinięcie infrastruktury elektroenergetycznej pomogą zrównoważyć Krajowy System Elektroenergetyczny, obniżyć koszty produkcji energii i zwiększyć konkurencyjność polskiego przemysłu, a wręcz umożliwić mu przetrwanie.

Maciej Stańczuk
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i BCC.

Firmy z sektora zdrowie najbardziej zainteresowane sztuczną inteligencją. 74% planuje wzrost inwestycji w AI

Z branżowego Barometru AI przygotowanego przez EFL na pierwsze półrocze 2025 roku wynika, że przedstawiciele zdrowia i opieki społecznej najbardziej optymistycznie podchodzą do rozwoju rozwiązań AI w swoich firmach. Subindeks dla zdrowia wyniósł 71,8 pkt. Na drugim miejscu znalazł się handel – 68,6 pkt., a podium domykają finanse i ubezpieczenia – 68,3 pkt. W szczególności, wzrost inwestycji w rozwiązania AI w najbliższych miesiącach planuje najwięcej firm z sektora zdrowie (74%), a 13% z nich zwiększy zatrudnienie w celu realizacji tych inwestycji. Co ciekawe, firmy oferujące usługi i produkty zdrowotne najgorzej wśród badanych sektorów oceniają swój poziom przygotowania do wykorzystania rozwiązań AI. Aż 48% ocenia go jako niski. Natomiast najczęściej na wzrost sprzedaży w I półroczu br. w wyniku wdrożenia projektów AI liczą przedstawiciele HoReCa (32%).

Główny odczyt Barometru AI na pierwsze półrocze 2025 roku wynosi 66,8 pkt., co oznacza, że MŚP widzą bardzo dobre perspektywy rozwoju projektów wykorzystujących sztuczną inteligencję w ich strukturach. Barometr AI, przygotowany przez EFL, przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt., gdzie poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wynik powyżej tej wartości oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w MŚP, natomiast wynik niższy wskazuje na niekorzystne warunki.

– To jest nasz pierwszy pomiar skłonności polskich firm do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencji. Przebadaliśmy aż osiem branż i już widać pewne tendencje. Z jednej strony mamy podmioty z sektora zdrowie i opieka społeczna, które najbardziej optymistycznie podchodzą do zagadnienia AI, ale najsłabiej oceniają swoją znajomość tego obszaru. Warto zdawać sobie sprawę, że w przypadku medycyny poziom zaawansowania rozwiązań AI i ich koszt jest bardzo wysoki, co stanowi sporą barierę wejścia. Stąd duży entuzjazm, ale i jeszcze większa ilość pracy do wykonania. Z drugiej strony rozwiązania AI już od wielu lat są niemal standardem w pracy marketerów czy firm technologicznych, co powoduje, że ten temat nie wywołuje wśród nich już tak wielkiego entuzjazmu. Warto jednak podkreślić, że gros firm w każdym segmencie zdaje sobie sprawę z wagi rozwiązań AI i planuje coraz więcej w nie inwestować. W większości branż taki plan ma ponad połowa firm – mówi Paweł Bojko, wiceprezes zarządu EFL.

Sektor zdrowia będzie mocno inwestować w AI

Branżowa analiza pokazuje, że wartość wskaźnika Barometru AI jest zróżnicowana w zależności od branży. Rozwiązania AI mają najlepsze perspektywy w sektorze zdrowia i opieki społecznej, gdzie wartość subindeksy wyniosła 71,8 pkt. Na taki wynik wpływ miały przede wszystkim optymistyczne prognozy dotyczące inwestycji. Niemal 3 na 4 firmy oferujące produkty lub usługi zdrowotne planuje więcej inwestować w I półroczu tego roku w sztuczną inteligencję (74% wskazań, najwięcej wśród 8 badanych branż). Ponadto, 13% firm planuje zwiększyć zatrudnienie na potrzeby realizacji zaplanowanych działań AI, co również jest najwyższym wynikiem branżowym (ex aequo z produkcją).

Co ciekawe, przedstawiciele zdrowia najgorzej ze wszystkich branż oceniają poziom przygotowania swoich biznesów do wykorzystania AI. Niemal połowa firm (48%) ocenia go jako niski, a tylko 9% jako wysoki. Pewnie dlatego, tylko 17% liczy na szybki zwrot z inwestycji w AI w postaci wzrostu sprzedaży usług lub produktów. To najniższy wynik wśród badanych branż (ex aequo z handlem).

Produkcja zwiększy zatrudnienie specjalistów ds. AI

13% firm przemysłowych i wydobywczych planuje w I pólroczu 2025 roku więcej rekrutacji specjalistów, którzy pomogą we wdrożeniu i rozwoju rozwiązań AI w firmie. To najwyższy wynik branżowy (ex aequo ze zdrowiem). Ponad połowa przedstawicieli branży wskazuje na wzrost inwestycji w AI (57%), a 30% liczy że wszystkie działania podejmowane w obszarze AI przełożą się na wzrost sprzedaży. Z Barometru AI wynika również, że produkcja jest już dość dobrze oswojona ze sztuczną inteligencją – 33% ocenia swój poziom przygotowania do wykorzystania AI jako wysoki, a 51% umiarkowany. Tylko 16% wskazuje na poziom niski.

Sektor kreatywny i ICT mają najmniejsze braki

8% firm marketingowych i kreatywnych oraz 11% firm ICT ocenia swój poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań AI jako niski. To najniższe wyniki wśród badanych branż. Odpowiednio 35% i 34% firm uważa się za dobrze przygotowanych do współpracy z AI. Co ciekawe, subindeksy dla tych dwóch sektorów są najniższe wśród badanych branż i wynoszą 67 pkt. dla marketingu i 63,2 pkt. dla ICT.

– W związku z tym, że AI jest już obecne w tych sektorach od dłuższego czasu i nierzadko jest już standardem w pracy, nakłady na te rozwiązania nie są już tak duże, jak w przypadku innych branż. Tylko 43% firm technologicznych planuje zwiększyć inwestycje w AI, najmniej wśród badanych branż. I tylko 4% firm kreatywnych myśli o wzroście zatrudnienia na potrzeby rozwoju AI, również najmniej wśród badanych – mówi Paweł Bojko z EFL.

Subindeks Barometru AI dla firm handlowych wyniósł 68,6 pkt., dla finansowych i ubezpieczeniowych 68,3 pkt., dla HoReCa 68,2 pkt., dla produkcji 67,8 pkt., dla TSL 67,3 pkt.

Barometr AI to nowe narzędzie analityczne przygotowane przez EFL. Jego głównym celem jest cykliczne (raz na pół roku) monitorowanie kondycji przedsiębiorstw z sektora MŚP pod kątem wdrażania przez nie rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją. EFL analizuje przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów takich: jak poziom inwestycji w rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby realizacji inwestycji AI, poziom zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI oraz poziom sprzedaży w związku
z inwestycjami AI.

***

Barometr AI jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wdrażania rozwiązań opartych o wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Analizie poddawane są przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów: poziom inwestycji przeznaczanych na rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby wdrożenia rozwiązań AI, plany dotyczące zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI, poziom sprzedaży w związku z inwestycjami opartymi o AI. Badaniu podlegają przedsiębiorstwa, które zadeklarowały, że w najbliższym półroczu będą wykorzystywać rozwiązania oparte o AI.Podstawową miarą analityczną jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 punktów oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w ramach MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne.Badanie jest przygotowywane przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co pół roku. Uczestnicy badania to mikro, małe i średnie firmy z całej Polski – łącznie 455 podmiotów. Wywiady są prowadzone z osobami decyzyjnymi w firmach, np. z właścicielem lub współwłaścicielem, prezesem lub innym członkiem zarządu, dyrektorem. Technika badawcza: badanie ilościowe z wykorzystaniem techniki wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI). Pierwsza edycja badania odbyła się od 15 stycznia do 14 lutego 2025 roku.

Rynek AGD w Polsce pod presją: wzrost zadłużenia, spadek produkcji, rosnący import

Rynek sprzętu AGD w Polsce stoi przed wieloma wyzwaniami takimi jak spadek produkcji czy narastający import. Do tego dochodzą widoczne wahania w sprzedaży detalicznej i wyhamowanie popytu na rynku nieruchomości. Już na początku tego roku Polacy zapowiadali, że będą ograniczać wydatki, w tym przede wszystkim na nowy sprzęt i technologie. W efekcie w ciągu ostatnich 2 lat problemy z nieterminowymi rozliczeniami sprzedawców AGD urosły o 300 proc. do ponad 122 mln zł. Trudna sytuacja nie omija również producentów urządzeń elektrycznych – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK. Jakie szanse i zagrożenia czekają ten rynek?

Choć jeszcze na początku tego roku 38 proc. Polaków deklarowało, że będzie ograniczać przede wszystkim wydatki na sprzęt i inne nowinki technologiczne, kolejne miesiące pokazały wyższą skłonność do konsumpcji w tej kategorii zakupowej.[1] Według danych GUS, sprzedaż detaliczna w lutym spadła o 0,5 proc. rok do roku, ale z bardziej szczegółowych danych wynika jednak, że wzrost rok do roku odnotowano kilka kategorii w tym między innymi w sprzedaży mebli i sprzętu RTV/AGD (+5,8 proc.). Jednak ten fakt nie niesie ze sobą jeszcze żadnych pozytywnych trendów, które mogłyby wskazywać na stałą poprawę sytuacji finansowej branży.

– Początek roku jest takim momentem, w którym zazwyczaj staramy się racjonalniej planować nasze wydatki, tym bardziej po okresie wzmożonych zakupów i wyprzedaży z końcówki roku. Dane o koniunkturze konsumenckiej wykazują jednak najwyższą od ponad trzech lat ocenę, że obecnie jest dobry czas na ważne zakupy w tym sprzętu elektrycznego, czy elektrotechnicznego. Gospodarstwa domowe odchodzą też powoli od widocznego jeszcze w ubiegłym roku trendu nastawionego na odbudowę oszczędności, na rzecz wyższej konsumpcji. Sprzedaż detaliczna jest jednak nadal bardzo zmienna i drobne ożywienie w handlu AGD jeszcze tu o niczym nie świadczy, bo z drugiej strony rynek AGD kształtuje też sytuacja na rynku kredytowym, a tu obserwujemy wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Do tego dochodzi również widmo wojny handlowej, której efektem będzie wzrost inflacji i perturbacje w największych gospodarkach – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Rynek AGD kształtuje sytuacja na rynku kredytowym

Wg danych BIK w lutym 2025 r., w porównaniu do lutego ub. roku, banki i SKOK-i odnotowały wzrost jedynie w kredytach gotówkowych, których udzieliły więcej o 22,5 proc. i na wartość wyższą o 33,4 proc. W przypadku kredytów mieszkaniowych wystąpił spadek liczbowy o 31,9 proc. i wartościowy o 32 proc. Przyznano też o 29,3 proc. mniej kredytów ratalnych na kwotę niższą o 11,3 proc.

W okresie styczeń-luty 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+24,9 proc.). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty mieszkaniowe (-33,4 proc.), kredyty ratalne (-27,3 proc.). W ujęciu wartościowym spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-32,5 proc.) oraz kredyty ratalne (-11,4 proc.).

Szanse i zagrożenia

Zarówno produkcja, jak i sprzedaż elektroniki i sprzętu AGD zaliczyły w ostatnim roku spory wzrost przeterminowanego zadłużenia. Powiększenie zaległości niewątpliwie związane jest z jednej strony ze wzrostem kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, w tym kosztów energii, a z drugiej ze zmienną wartością sprzedaży detalicznej. – Wśród wskazywanych zagrożeń jest też niepewne otoczenie związane m.in. z niedoborem kadr w fabrykach, niestabilnym popytem i nieuczciwym importem. Wg naszych badań za główne wyzwania w tym roku zarówno przedsiębiorcy z branży produkcyjnej jak i handlowej wymieniali kolejno: wysokie koszty materiałów oraz energii, spadek sprzedaży, szukanie nowych rynków i utrzymanie płynności finansowej firmy. Ostatnio doszła jeszcze kwestia ceł – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK przeterminowane zadłużenie podmiotów prowadzących detaliczną sprzedaż elektrycznego sprzętu gospodarstwa domowego (PKD 4754Z) w ciągu roku wzrosła o 25,2 mln zł (26 proc.), ale już w ujęciu dwuletnim o blisko 300 proc. i na koniec lutego 2025 roku przekroczyły 122 mln zł. Problem z regulowaniem zobowiązań wobec dostawców i instytucji finansowych mają 194 aktywne, zawieszone i zamknięte firmy. Szczególnie trudny był okres między lutym 2023 a lutym 2024 roku, kiedy to zaległe zobowiązania sprzedawców AGD zwiększyły się o ponad 66 mln zł (216 proc.). Na tym tle trochę lepiej wypadają producenci urządzeń elektrycznych, wśród których są m.in. wytwórcy RTV i AGD. Zwiększyli oni w bieżącym roku swoje nieregulowane w terminie zobowiązania wobec banków i dostawców o niemalże połowę – z niecałych 48 do blisko 83 mln zł. W tym przypadku w analogicznym poprzedzającym okresie widać tu było delikatną poprawę – spadek zaległości o 7,2 mln zł (13 proc.). Obecnie problemy finansowe ma 336 producentów z tej branży i ich liczba rośnie.

Wg APPLiA Polska – związku pracodawców AGD, w ubiegłym roku wyprodukowano w Polsce 26 mln urządzeń AGD, w tym ponad 23 mln szt. dużego AGD. Są to wartości niemalże identyczne jak 2023 roku i wg ekspertów z branży trudno znaleźć przesłanki wskazujące na przełamanie tego negatywnego trendu. Dodatkowo zgodnie z zapowiedziami do końca roku 2025 liczba fabryk w Polsce zmniejszy się z 35 do 32.

Pomimo tych mało optymistycznych danych Polska nadal utrzymuje pozycję europejskiego lidera produkcji AGD – dostarcza ok. 36 proc. urządzeń dużego AGD wyprodukowanych w całej Unii Europejskiej. Produkcja w całej UE jednak spada i jest zastępowana przez import, bo ok. 49 proc. sprzętu dużego AGD w UE pochodzi spoza UE. Polska nadal pozostaje drugim eksporterem dużego AGD na świecie.

Ponad połowę produkcji stanową pralki, zmywarki oraz suszarki do ubrań. Około 90 proc. polskiej produkcji trafia na eksport – najwięcej na rynek niemiecki, francuski oraz brytyjski. W podziale na produkty dużego AGD, Polska jest największym na świecie eksporterem suszarek do ubrań (31 proc.) oraz zmywarek do naczyń (19 proc.).

Branża potrzebuje zmian. Dlatego wśród postulatów jej przedstawicieli, zawartych w rekomendacjach dla polskiej prezydencji w Radzie UE, znalazły się m.in. takie zagadnienia jak: poszerzenie zakresu mechanizmu CBAM, czyli opodatkowania śladu węglowego o urządzenia AGD produkowane w Polsce, likwidacja nieuczciwego importu sprzętu poprzez platformy internetowe, usprawnienia otoczenia regulacyjnego czy wzmocnienia jednolitego rynku. Wskazano również, że istotna jest też kwestia ułatwienia zatrudniania pracowników zagranicznych.[2]

Energooszczędny sprzęt lekarstwem na kryzys?

Modernizacja powszechnego sprzętu RTV i AGD oraz wymiana oświetlenia z żarówek tradycyjnych na LED obniżyłaby zużycie energii przez gospodarstwa domowe.

– Kto z nas nie chce ograniczyć comiesięcznych wydatków na prąd czy ogrzewanie, zwłaszcza w dobie inflacji nadal ponad celem, kryzysu energetycznego oraz klimatycznego? Dlatego czynności, takie jak chociażby wymiana sprzętu czy żarówek na energooszczędne czy odłączanie nieużywanych sprzętów z gniazd elektrycznych, pomaga zmniejszyć zużycie prądu a tym samym wysokość płaconych rachunków i poziom emisyjności. Kryzys energetyczny wyjątkowo skutecznie zachęca wszystkich do poszukiwania oszczędności w różnych obszarach. Warto jednak pamiętać, że nasze drobne działania pomnożone przez liczbę gospodarstw domowych oprócz najbardziej wymiernych efektów w postaci obniżenia zużycia, przyczynią się do mniejszego obciążenia środowiska naturalnego i redukcji zużycia zasobów naturalnych, a na tym wszystkim powinno nam bardzo zależeć – przypomina dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

[1] Badanie „Noworoczne plany finansowe Polaków” zrealizowane metodą CAWI przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, na próbie 1061 Polaków w wieku 18+, grudzień 2024 r.

[2] https://biznes.newseria.pl/news/branza-agd-podnosi-sie,p2132980234

Kupujący czekają, deweloperzy tracą nadzieję – rynek mieszkań w fazie zawieszenia

Rynek mieszkaniowy wciąż pozostaje w fazie zawieszenia. Deweloperzy szykują się na dłuższy maraton, a kupujący odkładają decyzje, licząc na lepszy moment. Powód? Nie tylko różnice w oczekiwaniach cenowych, ale także rosnąca niepewność gospodarcza i obawy o przyszłość.

Portal TabelaOfert.pl po raz kolejny zbadał nastroje zarówno wśród deweloperów, jak i osób poszukujących nowych mieszkań. I ponownie okazało się, że obraz przyszłości rynku znacząco różni się w zależności od tego, kto na niego patrzy.

Sprzedaż: mniej wiary w odbicie

Czy sprzedaż mieszkań przyspieszy w najbliższych miesiącach? Coraz więcej deweloperów zaczyna w to wątpić.indeks zmiany tempa_marzec 2025

– Trudno się dziwić. Niepewna sytuacja geopolityczna, wysokie stopy procentowe, najdroższy w Unii Europejskiej kredyt mieszkaniowy, brak programu wsparcia – to nie są czynniki, które napawałyby optymizmem – mówi Robert Chojnacki, założyciel portalu TabelaOfert.pl.

– Mieszkania sprzedają się opornie. W niektórych regionach kraju, zwłaszcza na wschodzie, pojawiło się zjawisko odstępowania od podpisanych już umów przedwstępnych. Ludzie po prostu boją się inwestować, nie wiedząc, co wydarzy się w kraju – dodaje.

Jeszcze w styczniu 2025 roku deweloperzy patrzyli na rynek z dużą nadzieją – Indeks Zmiany Tempa Sprzedaży skoczył z 0,01 do 0,27. Luty i marzec pokazały jednak, że był to raczej chwilowy zryw niż początek nowego trendu. W marcu wskaźnik spadł do 0,21, a optymizm zaczął stopniowo się ulatniać.

Mniejsza aktywność w sieci

Blisko 60% deweloperów spodziewa się stabilizacji sprzedaży.zmiany tempa sprzedaży _marzec 2025

– Rynek wyraźnie wytraca impet. Coraz mniej firm liczy na poprawę wyników – w marcu było to 32%, podczas gdy jeszcze w lutym 37%. Spadku sprzedaży obawia się natomiast 10% ankietowanych, czyli nieco mniej niż miesiąc wcześniej – komentuje Ewa Palus, główny analityk Tabelaofert.pl

O schłodzeniu nastrojów świadczy także zauważalny spadek aktywności użytkowników w internecie.

– W marcu przez kilka dni zaobserwowaliśmy wyraźne ograniczenie liczby zapytań dotyczących zakupu mieszkań. Zainteresowanie nowymi inwestycjami chwilami niemal całkowicie zanikło – komentuje Robert Chojnacki.

– Tymczasem wybór jest rekordowy. Tak dużej liczby dostępnych mieszkań w ofercie deweloperskiej nie notowaliśmy od początku prowadzenia naszych pomiarów, czyli od 20 lat – dodaje.

Zakupy – ale kiedy?

Co będzie się dziać z cenami?

Indeks Zmiany Cen Mieszkań już siódmy miesiąc z rzędu pozostaje na ujemnym poziomie, co oznacza, że więcej deweloperów spodziewa się spadków niż wzrostów cen. W marcu 2025 wskaźnik wyniósł -0,07 – dokładnie tyle samo co w styczniu.ineks zmiany cen mieszkań_marzec

Blisko 80% deweloperów zakłada, że ceny pozostaną stabilne w najbliższych miesiącach. Wzrostów spodziewa się zaledwie 8% firm (w lutym było to jeszcze 12%), a spadków – około 15%.zmiany cen mieszkań _marzec 2025

Jeszcze ciekawsze są dane z drugiej strony – od osób planujących zakup mieszkania. Ich oczekiwania wyraźnie rozmijają się z przewidywaniami deweloperów:

  • 62% kupujących spodziewa się spadku cen,
  • 15% – stabilizacji,
  • 10% – wzrostów.

wskaźnik oczekiwan klientów_marzec 2025Dla wielu nabywców czekanie staje się bezpieczniejszą strategią niż podejmowanie decyzji tu i teraz.

– Nie chodzi już tylko o nadzieję na jeszcze większe rabaty, czy promocje. W tle coraz silniej działają czynniki zewnętrzne: zaostrzenie polityki celnej USA, rosnące napięcia gospodarcze i obawy o recesję. Po sygnałach z rynków międzynarodowych inwestorzy i konsumenci zaczęli zachowywać większą ostrożność. W takich warunkach duże decyzje – jak zakup mieszkania – są naturalnie odkładane – mówi Robert Chojnacki.

Nowa era protekcjonizmu: skutki amerykańskich ceł dla Chin, UE i światowego handlu

9 kwietnia amerykańska stawka cła importowego osiągnie najwyższy poziom od lat 90-tych XIX wieku i wyniesie 20,6%. Niektóre kraje podjęły działania odwetowe, inne negocjują. Środowisko międzynarodowego handlu pozostaje płynne, niepewność zwiększa jego koszty. Uniwersalna minimalna taryfa celna w wysokości 10% i rekordowe stawki celne dla 50 krajów ogłoszone 2 kwietnia przekroczyły oczekiwania analityków.

  • Chińskie towary są obecnie objęte 59-procentową taryfą celną, podczas gdy Wietnam, Tajlandia, Indonezja, Tajwan i Indie muszą stawić czoło cłom potencjalnie (gdyż niektóre z nich negocjują) rosnącym od 18,5 do 40,4 punktów procentowych. Tymczasem Wielka Brytania, Singapur, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska odczują umiarkowane ich podwyżki (między +3,4 do 5,6 punktu procentowego).
  • UE stoi w obliczu wzrostu ceł o 20 punktów procentowych (średnia taryfa skoczy do 13,3% po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych). Obowiązujące umowy dwustronne mogą skutecznie obniżyć ten poziom do 11,8% od IV kwartału 2025r. Wzajemny odwet ze strony UE na cały import z USA z wyłączeniem LNG może spowodować roczną stratę w eksporcie USA w wysokości 26 mld USD.
  • Chiny ogłosiły podwyżkę ceł do 34 punktów procentowych na cały import z USA: może to spowodować straty w (amerykańskim) eksporcie w wysokości 64 mld USD.
  • Izrael, Wietnam, Indie, Tajlandia i Wietnam wybrały (odpowiednio) obniżenie ceł, dążenie do porozumienia handlowego lub zwiększenie importu.
  • Podobnie jak w przypadku mgły wojny, nie jest jasne, jak będzie wyglądał ostateczny krajobraz taryfowy, ale koszt niepewności jest wysoki, ponieważ arbitraż taryfowy jest teraz poza zasięgiem większości firm – dopóki kurz nie opadnie

Wymiana handlowa Globalny wzrost PKB spowolni do zaledwie +1,9%, najniższego poziomu od 2008r.; globalny handel towarami wejdzie w recesję (-0,5% wolumenu). Ponieważ inflacja w Stanach Zjednoczonych do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, banki centralne są w trudnej sytuacji.

  • Amerykańskie przedsiębiorstwa zgromadziły zapasy wystarczające na zaspokojenie całkowitego popytu konsumpcyjnego przez okres około sześciu miesięcy.
  • Jednak dwie trzecie wzrostu kosztów importu zostanie przeniesione na konsumentów. W efekcie oczekiwać można, że inflacja w USA do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, wiążąc Fedowi ręce do października (stopa na poziomie 4% do końca 2025 r. i 2,75% do połowy 2026 r.).
  • USA: zakładamy, iż recesja pozostanie łagodna (skumulowany spadek o -0,5% w okresie I-III kw), ze słabym wzrostem o +0,8% w całym 2025 roku.
  • Europa: pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu ze względu na wyższe ograniczenia handlowe i słabszą gospodarkę USA. Allianz Trade obniża prognozy strefy Euro do +0,8% w 2025 roku i +1,5% w 2026 roku. EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe do 1,5%, -50 pb więcej niż można było wcześniej oczekiwać.
  • Chiny zamierzają wzmocnić wsparcie polityczne za pomocą co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych (tj. 0,6% PKB), co powinno utrzymać wzrost na powierzchni (+4,6% w 2025 r., +4,2% w 2026 r.).

Rynki finansowe W obliczu zbliżającej się recesji w Stanach Zjednoczonych rentowności obligacji skarbowych i rynki akcji zareagowały silnie i będą nadal spadać.

  • Rynki kapitałowe zaczęły wyceniać recesję, a światowe indeksy giełdowe spadły o około 2-6% pierwszego dnia – nawet jeśli rzeczywista recesja spowodowałaby spadek akcji o co najmniej 10 punktów procentowych więcej, a spready kredytowe musiałyby się jeszcze bardziej rozszerzyć.
  • USD spadł o 1,8% stosunku do EUR i większości innych walut pierwszego dnia, co w połączeniu z reakcją rynku akcji pokazuje, że rynki oczekują, że amerykańskie firmy najbardziej ucierpią z powodu Dnia Wyzwolenia.
  • Rentowności obligacji skarbowych również spadły, ponieważ obawy o recesję przeważyły nad ryzykiem inflacyjnym. Biorąc pod uwagę, że recesja w USA jest obecnie naszym scenariuszem bazowym, a końcowe stopy procentowe EBC i Fed są niższe niż obecne wyceny rynkowe, rentowności obligacji skarbowych i indeksy giełdowe mogą dalej spadać.
  • Trudno jednak przewidzieć dokładny scenariusz spadków w czasie, ponieważ zmienność pozostaje wysoka w związku z nadchodzącymi umowami handlowymi i kontr-taryfami.

Dzień Wyzwolenia to tymczasowa pełnoprawna wojna handlowa?  

2 kwietnia prezydent USA Donald Trump ogłosił „wzajemne” cła, które przekroczyły oczekiwania, a produkty importowane z Chin mają zostać opodatkowane w oszałamiającej wysokości 59%. Zapowiedzi z okazji Dnia Wyzwolenia obejmowały uniwersalną minimalną taryfę w wysokości 10%, która weszła w życie 5 kwietnia o godzinie 12:01 czasu EDT.1  Prezydent Trump zdecydował się również na nałożenie zindywidualizowanej wzajemnej wyższej taryfy celnej na ponad 50 krajów, z którymi USA mają największe deficyty handlowe2 i które odpowiadają 98% deficytu handlowego USA w zakresie towarów (wykres 1).

Wykres 1: Amerykańska globalna taryfa importowa (średnia ważona wg. obrotów handlowych)

Amerykańska globalna taryfa importowa

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

UE będzie musiała stawić czoła dodatkowym taryfom w wysokości 20 punktów procentowych, co spowoduje, że łączna średnia amerykańska taryfa celna na towary importowane z UE wyniesie 13,3% (wykres 2) po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych (np. półprzewodniki, farmaceutyki, miedź, minerały). Pięć najbardziej na chwilę obecną dotkniętych nowymi taryfami krajów to Wietnam (+40,4 punktu procentowego do 44,5%), Tajlandia (+29,4 punktu procentowego do 30,2%), Indonezja (+28,1 punktu procentowego do 33,3%), Tajwan (+26,4 punktu procentowego do 28,3%) i Chiny (+26,3 punktu procentowego do 59,3%). Najmniejszy ich wpływ odczuje Ekwador (+5,6 punktu procentowego do 6,2%), Wielka Brytania (+5,6 punktu procentowego do 9,3%), Singapur (+4,9 punktu procentowego do 5,4%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (+4,9 punktu procentowego do 7,2%) i Arabia Saudyjska (+3,4 punktu procentowego do 4%).  Wszystkie te podwyżki ceł spowodują, że globalna stawka ceł importowych USA wyniesie 20,6% (wykres 1). W naszym scenariuszu bazowym zakładamy, że może ona spaść do 11,8% do IV kwartału 2025 r., biorąc pod uwagę dwustronne umowy, które częściowo zmniejszyłyby podwyżki ceł z Dnia Wyzwolenia, podczas gdy sektory niektórych z krajów będą jeszcze objęte podwyżkami ceł, które jak na razie zostały wyłączone w Dniu Wyzwolenia (np. farmaceutyki z Chin i Indii itp.)

Wykres 2: Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Posunięcia te podniosą efektywną stawkę celną ważoną wg. wartości importu do 20,6%, poziomu ostatnio obserwowanego w latach 90-tych XIX wieku (w porównaniu do 9% wcześniej) i mogą popchnąć światowy handel w strefę recesji. Szacujemy, że globalne straty w eksporcie osiągną 440 mld USD w 2025 r. i 354 mld USD w 2026 r. Oczekiwana jest recesji w globalnym handlu towarami w ujęciu ilościowym (-0,5% w 2025 r.), podczas gdy całkowity handel towarami i usługami powinien wzrosnąć o +1% w 2025 r. (-1,4 pp) i +1,3% w 2026 r. (-1,1 pp), w ujęciu ilościowym, w porównaniu z blisko +3% oczekiwanego wzrostu jeszcze w IV kwartale 2024 r.

Chiny jako główny dostawca do USA narażone są w 2025 r. na straty eksportowe w wysokości 164 mld USD co odpowiada  0,8% całkowitego PKB. Największe straty spodziewane są w sektorze komputerów i telekomunikacji (25 mld USD), a następnie maszyn i urządzeń (22,6 mld USD) oraz sprzętu AGD (20,1 mld USD). Inne istotne zagrożone chińskie sektory to tekstylia, odzież, obuwie (15,6 mld USD), elektronika (10,8 mld USD) oraz chemikalia, tworzywa sztuczne i guma (9,8 mld USD).

Następna w kolejce jest UE, ze stratami eksportowymi szacowanymi na 62 mld USD, a w ramach bloku najbardziej narażone są Niemcy, z potencjalnymi stratami w eksporcie wynoszącymi 17 mld USD. Nie jest zaskoczeniem, że straty w eksporcie koncentrowałyby się na dostawcach maszyn i innego sprzętu (3,1 mld USD) oraz producentach samochodów (2,6 mld USD).

Drugim krajem najbardziej narażonym po Chinach na skutki ceł jest Wietnam. W Wietnamie sektory, które mogą ponieść największe straty, to tekstylia, odzież i obuwie (6,5 mld USD), a następnie komputery i telekomunikacja (5,7 mld USD) oraz maszyny i urządzenia (3,8 mld USD). Tajwan, Korea Południowa i Japonia są następne w kolejce, każde z potencjalnymi maksymalnymi stratami eksportowymi w wysokości 22 mld USD. W przypadku Tajwanu sam sektor komputerów i telekomunikacji odpowiada za 5,8 mld USD potencjalnych strat, podczas gdy elektronika (z wyłączeniem półprzewodników) odpowiada za 2,5 mld USD, a maszyny i urządzenia dodają 2 mld USD. Główne straty eksportowe Korei Południowej dotyczą przede wszystkim produkcji samochodów (5,8 mld USD), maszyn i urządzeń (2,8 mld USD) oraz elektroniki (1,6 mld USD). Straty eksportowe Japonii będą odczuwalne głównie przez producentów motoryzacyjnych (6,9 mld USD), maszyn i urządzeń (5,1 mld USD) oraz dostawców części samochodowych (1,2 mld USD).

Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że kontynuowane będzie zjawisko przekierowywania eksportu i prawdopodobne jest pojawienie się nowych centrów handlowych, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. Azja Południowo-Wschodnia w dłuższej perspektywie pozostanie atrakcyjna, jeśli kraje regionu zdołają zawrzeć umowy z USA i zdeprecjonować swoje waluty, aby zrekompensować część podwyżek ceł. Allianz Trade spodziewa się, że do końca roku zostaną podpisane pewne dwustronne umowy, dzięki którym średnia amerykańska taryfa importowa spadłaby do 11,8% w IV kwartale 2025 r., choć nadal byłby to najwyższy poziom od lat 40. ubiegłego wieku.

Wykres 3: 50 największych importów/eksportów USA według kraju/sektora (z wyłączeniem produktów farmaceutycznych i półprzewodników w przypadku importu)

 

Kraj

 

Sektor

Eksport do/z USA w mld USD Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym
Chiny Komputery i telekomunikacja 70.2 25.0
Chiny Maszyny i urządzenia 63.5 22.6
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 56.6 20.1
Chiny Tekstylia – odzież i obuwie 43.8 15.6
Chiny Elektronika 30.3 10.8
Chiny Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 27.4 9.8
USA Agrifood – Rolnictwo i hodowla 22.3 8.8
Kanada Energia – Działalność związana z wydobyciem ropy naftowej i gazu 126.6 8.1
USA Energia – Ropa i gaz 19.3 7.6
Japonia Producenci samochodów 47.4 6.9
Chiny Tekstylia – Tekstylia 18.8 6.7
Wietnam Tekstylia – odzież i obuwie 24.8 6.5
USA Farmaceutyki 15.6 6.1
Tajwan Komputery i telekomunikacja 31.9 5.8
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 16.3 5.8
Republika Korei Producenci samochodów 34.8 5.8
Wietnam Komputery i telekomunikacja 21.5 5.7
USA Maszyny i urządzenia 14.1 5.6
Chiny Dostawcy motoryzacyjni 14.6 5.2
Chiny Metale – obróbka metali i inżynieria 14.4 5.1
Japonia Maszyny i urządzenia 34.7 5.1
Chiny Budownictwo – Materiały budowlane 11.1 3.9
Chiny Producenci samochodów 10.9 3.9
Wietnam Maszyny i urządzenia 14.3 3.8
USA Elektronika 8.8 3.5
Wietnam Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 12.9 3.4
USA Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 8.5 3.4
Kanada Producenci samochodów 50.2 3.2
Niemcy Maszyny i urządzenia 35.5 3.1
USA Producenci samochodów 7.5 3.0
USA Chemikalia – przemysłowe i inne 7.4 2.9
Republika Korei Maszyny i urządzenia 16.8 2.8
USA Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 6.7 2.7
Niemcy Producenci samochodów 29.7 2.6
Tajwan Elektronika 13.4 2.5
Kanada Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 37.6 2.4
Meksyk Producenci samochodów 111.4 2.4
USA Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 5.8 2.3
Kanada Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 32.6 2.1
Tajwan Maszyny i urządzenia 11.2 2.0
Kanada Maszyny i urządzenia 26.4 1.7
Malezja Elektronika 12.9 1.5
USA Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 3.8 1.5
USA Budownictwo – Materiały budowlane 3.7 1.5
Kanada Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 20.8 1.3
Włochy Maszyny i urządzenia 13.7 1.2
Meksyk Maszyny i urządzenia 51.5 1.1
USA Papier – produkcja 2.4 0.9
Kanada Budownictwo – Materiały budowlane 14.3 0.9
USA Komputery i telekomunikacja 2.3 0.9

 

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Wykres 4: Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym (mld USD), 20 największych krajów UE

Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Na chwilę obecną Europa nie ogłosiła jeszcze żadnych dodatkowych środków odwetowych w stosunku do tych opublikowanych 11 marca[1] . Jednak odwet ze strony UE na cały amerykański import z wyłączeniem LNG oznaczałby dla USA straty w eksporcie szacowane na 26 mld USD. Najbardziej zagrożonym sektorem w USA jest sektor farmaceutyczny, z eksportem o wartości 61,4 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 7,54 mld USD. Maszyny i urządzenia, z eksportem o wartości 27,1 mld USD, są narażone na potencjalną stratę eksportową w wysokości 3,3 mld USD. Z eksportem o łącznej wartości 16 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 1,96 mld USD, sektor chemikaliów, tworzyw sztucznych i gumy byłby trzecim najbardziej dotkniętym przez działania odwetowe UE.

Zamiast tego Chiny ogłosiły +34pp dodatkowe cła na cały import z USA, obowiązujące od 10 kwietnia. Opłaty te spowodują roczne straty eksportowe w wysokości 64 mld USD, powodując spadek importu do USA o -0,2 pp rocznie. Oczekuje się, że wpływ ten będzie najbardziej znaczący dla amerykańskiego sektora rolnego, w szczególności dla eksporterów soi, pszenicy i kukurydzy, a także dla amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego i energetycznego. Szacujemy, że sektor rolno-spożywczy może ponieść straty eksportowe w wysokości około 22,3 mld USD, a przemysł naftowo-gazowy do 19,3 mld USD, podczas gdy farmacja oraz maszyny i urządzenia mogą stracić odpowiednio 15,6 mld USD i 14,1 mld USD (patrz wykres 3). Oprócz podwyżki ceł, chińskie Ministerstwo Handlu ogłosiło również działania odwetowe w postaci środków pozataryfowych, w tym zakaz eksportu siedmiu minerałów ziem rzadkich wykorzystywanych w produktach zaawansowanych technologicznie. Działania odwetowe obejmują również dodanie 11 amerykańskich firm do listy „niewiarygodnych podmiotów”, w tym kilku producentów dronów, uniemożliwiając im prowadzenie działalności gospodarczej w Chinach. Wreszcie, ministerstwo ogłosiło również nowe dochodzenia w USA dotyczące sprzętu do obrazowania medycznego.

Większość krajów Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej nie podjęła jak dotąd działań odwetowych, zamiast tego ogłaszając gotowość do negocjacji i deklarując albo niższe taryfy, albo zwiększenie importu z USA. Niektóre kraje już wcześniej obniżyły cła na import z USA. Izrael należy do drugiej kategorii, obniżając cła na cały import z USA do zera zaledwie kilka dni wcześniej. Zgodnie z zapowiedziami z okazji Dnia Wyzwolenia, będzie on musiał stawić czoła wzrostowi ceł o +17 punktów procentowych. Wraz z Izraelem, Indie były najbardziej aktywne w oferowaniu Białemu Domowi porozumienia. Wcześniej w marcu Indie obniżyły już cła na niektóre towary importowane z USA, takie jak wysokiej klasy motocykle i bourbon, a także zrezygnowały z podatku od usług cyfrowych. Teraz, w obliczu taryfy +27%, Indie zasugerowały obniżenie ceł na inne towary o wartości 23 mld USD, chcąc osiągnąć porozumienie handlowe z USA do jesieni 2025 roku. Ministerstwo Handlu Tajlandii poinformowało o planach zwiększenia importu amerykańskich produktów, w tym towarów rolnych, takich jak kukurydza i soja, a także produktów energetycznych, takich jak ropa naftowa i gaz ziemny. Ponadto trwają dyskusje na temat obniżenia ceł na określone towary z USA, aby pomóc zrównoważyć stosunki handlowe. Wietnam aktywnie obniżył cła importowe na kilka amerykańskich produktów w dniu 26 marca, aby złagodzić potencjalne napięcia handlowe, w tym na skroplony gaz ziemny (LNG) i samochody. Ponadto Wietnam zatwierdził dostępność usługi Starlink, co ma na celu wzmocnienie więzi gospodarczych z USA.

Amerykańskie przedsiębiorstwa powinny poradzić sobie w ciągu najbliższych kilku miesięcy dzięki ogólnie solidnym bilansom i zapasom, wystarczającym na około sześć miesięcy popytu konsumpcyjnego. Allianz Trade spodziewa się jednak, że około dwie trzecie z nich przeniesie koszty zwiększonych ceł na konsumentów i klientów, choć będzie się to różnić w zależności od sektora. Firmy zastosowały już kilka strategii mających na celu złagodzenie skutków finansowych ceł, w tym import z wyprzedzeniem, badanie alternatywnych opcji zaopatrzenia i sprzedaż produktów bez niektórych komponentów lub z tańszymi materiałami w celu zmniejszenia wpływu ceł. Amerykańskie porty odnotowały gwałtowny wzrost wolumenu ładunków, a nasze szacunki sugerują, że przedsiębiorstwa zgromadziły w grudniu, styczniu i lutym zapasy wystarczające do zaspokojenia około sześciomiesięcznego popytu konsumpcyjnego (wykres 5). Co więcej, kilka firm ogłosiło już inwestycje o łącznej wartości blisko 1 bln USD w celu (re)lokalizacji produkcji w USA, aby złagodzić ekspozycję na cła, pomimo potencjalnych wyzwań, takich jak wyższe koszty pracy3. Niemniej jednak, około dwie trzecie firm prawdopodobnie przeniesie wyższe koszty wynikające z ceł na konsumentów. Firmy z silną rozpoznawalnością marki i pozycją rynkową, takie jak marki luksusowe lub niektóre firmy technologiczne, są lepiej przygotowane, aby to zrobić bez znaczącej utraty udziału w rynku, podczas gdy firmy z sektorów o niskich marżach, m.in. handlu detalicznego, nie będą miały wyboru.

Wykres 5: Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Aktualnie Allianz Trade spodziewa się, że gospodarka USA spadnie do III kwartału 2025r. doświadczy recesji, a w całym roku wzrostu PKB szacujemy na słabe o +0,8%. Oczekiwać można, że PKB skurczy się (nieznacznie) już w I kwartale 2025r., ale tłumaczy się to raczej ujemnym wkładem handlu netto niż słabnącym popytem krajowym. Allianz Trade prognozuje jednak, że PKB w II i III kwartale odnotuje ujemny wzrost w związku ze spadkiem wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Szacujemy, że od I do III kwartału PKB spadnie łącznie o -0,5%. Zwiększone dotacje dla przemysłu i wydatki fiskalne – finansowane z nowych wpływów z ceł – powinny zapobiec głębszej recesji, choć negatywne skutki majątkowe i przedłużająca się wysoka niepewność mogą spotęgować spowolnienie. Czas, w którym nowe dotacje przemysłowe zostaną skutecznie wypłacone, jest niepewny. Prawdopodobnie pojawią się one w drugiej połowie 2025 roku, co oznacza, że będą wspierać aktywność w drugiej połowie roku i w 2026 roku. Aktywność w 2026 r. będzie dodatkowo wspierana przez obniżki podatków, poluzowanie polityki pieniężnej przez Fed i zniesienie niektórych ceł na partnerów zagranicznych. Zakładamy wzrost PKB USA o 2,3% w 2026 roku.

Ale Fed będzie musiał poczekać z udzieleniem wsparcie z powodu gwałtownie rosnącej inflacji do października. Wg. naszych wyliczeń inflacja w USA osiągnie do lata szczyt blisko +4,5%, napędzana przez ceny towarów i żywności. Inflacja powinna ostatecznie spaść, gdy słaby popyt zacznie obniżać ceny i wzrost płac. W ujęciu średniorocznym widzimy inflację CPI na poziomie 3,8% w 2025 r. i 1,8% w 2026 r. Fed przyjrzy się skokowi inflacji wywołanemu przez cła: zbyt szybkie poluzowanie groziłoby wywołaniem spirali płacowo-cenowej w środowisku już wysokiej inflacji i wczesnych oznak osłabienia oczekiwań inflacyjnych przez gospodarstwa domowe. Do października Fed zacznie ciąć i przyspieszać do 2026 roku. Widzimy stopę funduszy Fed (górna granica) na poziomie 4% pod koniec 2025 r. i 2,75% pod koniec 2026 r.

Europa ucierpi mniej, ale pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu z powodu większych ograniczeń handlowych i słabości gospodarki USA. W 2024 r. strefa euro wyeksportowała do USA towary o wartości 531 mld euro, co odpowiada 3,5% PKB strefy euro, co czyni ją zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym. Ponieważ towary te staną się teraz znacznie droższe w USA z powodu ceł, popyt z pewnością spadnie, co negatywnie wpłynie na wzrost PKB w strefie euro. Bodziec fiskalny z Niemiec i wyższe wydatki na obronność w całej Europie mogą tylko częściowo to zrekompensować. Warto zauważyć, że Niemcy również najbardziej ucierpią z powodu amerykańskich ceł, ponieważ są największym krajem eksportowym w Europie. Biorąc pod uwagę wyższe niż oczekiwano cła, Allianz Trade obniżył prognozy wzrostu PKB dla strefy euro o -0,3 punktu procentowego do+ 0,8% w 2025 r. i o -0,1 punktu procentowego do+ 1,5% w 2026 roku. Ryzyko inflacyjne jest również przechylone w dół, ponieważ niższy popyt ze strony USA i globalne nadwyżki mocy produkcyjnych w pozostałej części świata, a także niższe ceny energii będą miały negatywny wpływ na ceny towarów krajowych i importowanych (z wyjątkiem USA, gdzie spodziewamy się kontr-taryf ze strony UE). W związku z tym Allianz Trade obniżył prognozę inflacji o -0,2pp i -0,1pp do 1,9% zarówno w 2025 jak i 2026 roku. Ponieważ produkcja gospodarcza pozostanie poniżej potencjału i pojawią się zagrożenia dla inflacji, spodziewamy się, że EBC obniży swoją stopę procentową poniżej poziomu neutralnego do 1,5% do końca 2025 r. (50 pb mniej niż w pierwotnej prognozie).

Chiny będą dalej zwiększać wsparcie polityczne (co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych), aby zrekompensować wyższe niż oczekiwano podwyżki ceł. Na razie Allianz Trade utrzymuje prognozy wzrostu PKB dla Chin na poziomie +4,6% w 2025 r. i +4,2% w 2026 r. w oparciu o: lepsze niż oczekiwano dane o aktywności gospodarczej w I kwartale, oczekiwania dalszego łagodzenia polityki i możliwość bardzo częściowego złagodzenia wyższych ceł słabszym CNY. Przed Dniem Wyzwolenia ryzyko dla naszej prognozy wzrostu PKB w 2025 r. było prawdopodobnie większe: pomimo wciąż słabych fundamentów, dane o aktywności gospodarczej zaskoczyły pozytywnie na przełomie roku, a impuls kredytowy odradzał się dzięki złagodzeniu polityki i oznakom wzrostu zaufania w sektorze prywatnym. Duży pakiet fiskalny (2,9 bln RMB) został już ogłoszony na początku marca, aby wesprzeć oficjalny cel wzrostu PKB utrzymany na poziomie „około 5%”, ale uważamy, że pozostawiono otwarte drzwi do dalszego zwiększania wsparcia politycznego, jeśli będą tego wymagać przeciwności gospodarcze. Szacujemy, że będzie prawdopodobnie potrzebne około 800 mld RMB w postaci dodatkowych bodźców fiskalnych, aby złagodzić wpływ wyższych stawek celnych ze strony USA na wzrost PKB (obecnie na poziomie prawie 60% i potencjalnie około 45% po zawarciu porozumienia, w porównaniu z 25% w naszym pierwotnym scenariuszu ograniczonej wojny handlowej). Wreszcie, innym możliwym narzędziem łagodzącym dla chińskich decydentów jest zezwolenie na deprecjację CNY. Dla Chin kontynentalnych lądzie został ustalony o 0,14% słabiej w stosunku do USD w dniu 3 kwietnia, co stanowi największą dzienną korektę od grudnia), nadal uważamy, że znaczące osłabienie CNY nie jest preferowaną opcją chińskich decydentów, ponieważ może to również osłabić zaufanie wewnętrzne.

W scenariuszu pesymistycznym, gdyby USA utrzymały średnią taryfę importową na poziomie 20,6% do końca 2026 r., recesja w USA przedłużyłaby się do początku 2026 roku. Przewidujemy, że w tym scenariuszu wzrost PKB USA znacznie spowolni do +0,4% w 2025 r. i +1,5% w 2026 r., w porównaniu z oczekiwaniami bazowymi wynoszącymi odpowiednio +0,8% i +2,3%. Spowolnienie to będzie spowodowane utrzymującymi się wysokimi cłami, które będą miały wpływ na wolumeny handlu i ekspansję gospodarczą. Szacujemy, że inflacja w USA wzrośnie jeszcze bardziej w scenariuszu pesymistycznym, osiągając 4,2% w 2025 r. i 2% w 2026 r., co sugeruje utrzymującą się presję cenową pomimo słabszego wzrostu. Wzrost PKB w Chinach spadłby tymczasem do 4,5% w 2025 r. i 3,8% w 2026 r., w porównaniu z prognozami bazowymi na poziomie odpowiednio +4,6% i +4,2%, ponieważ bodźce polityczne starałyby się zrekompensować przedłużający się wysoki poziom ceł. Inflacja wzrosłaby do 0,5% w 2025 r. i 0,8% w 2026 r. w związku z ostrożnym popytem konsumpcyjnym i presją zewnętrzną. W międzyczasie strefa euro odnotowałaby umiarkowane spowolnienie wzrostu, z prognozowanym wzrostem PKB na poziomie +0,7% w 2025 r. i +1,1% w 2026 r., nieco poniżej oczekiwań bazowych wynoszących odpowiednio +0,8% i +1,5%. Inflacja w str. Euro pozostanie względnie stabilna, z niewielkim spadkiem do 1,9% w 2025 r. i 1,7% w 2026 r., co wskazuje na ograniczoną presję pomimo niepewności gospodarczej.

Rynki oczekują, że najbardziej ucierpią Stany Zjednoczone

Rentowności obligacji skarbowych spadły w USA oraz na całym świecie, co oznacza większe ryzyko recesji niż inflacji. Amerykańskie 10-letnie stopy procentowe od czasu ogłoszenia ceł spadły o ponad 15 pb do poniżej 4%, a podobne ruchy na całym świecie (np. niemieckie 10-letnie spadły poniżej 2,6%) pokazują, że ryzyko recesji przeważa nad obawami o inflację, nawet w USA. Jest to szczególnie widoczne w przypadku obligacji powiązanych z inflacją, których casus pokazał, że niższe oczekiwania inflacyjne były głównym czynnikiem spadku ich nominalnych rentowności, podczas gdy realne rentowności również spadły. W międzyczasie rynki wyceniły dalsze luzowanie polityki pieniężnej przez banki centralne i obecnie oczekują czterech cięć stóp procentowych przez Fed i trzech cięć stóp procentowych przez EBC do końca roku. Ponieważ nasze zrewidowane prognozy dotyczące stóp końcowych Fed i EBC są obecnie nieco niższe niż wyceny rynkowe, widzimy również przestrzeń do dalszego spadku rentowności 10-letnich obligacji w stosunku do obecnych poziomów. Zmienność pozostanie nadal wysoka, ponieważ Allianz Trade spodziewa się wprowadzenia wielu doraźnych środków zaradczych i umów handlowych, które sprawią, że rynki będą zajęte wyceną nowych scenariuszy.

Wyprzedaż na ryzykownych rynkach była jeszcze bardziej wyraźna, a spadkom przewodziły Stany Zjednoczone. Silna reakcja rynków akcji na całym świecie była zaskakująca, ale ostatecznie wydaje się uzasadniona, ponieważ amerykańskie cła okazały się znacznie wyższe niż oczekiwano. Pierwszego dnia japoński indeks Topix stracił -3,1%, Hang Seng -1,5%, Euro Stoxx 50 -3,6%, a S&P 500 -4,8%.  Dodając do tego ruchy walutowe, przy największym osłabieniu dolara amerykańskiego na całym świecie, jest bardziej niż oczywiste, że rynki najbardziej karzą amerykańskie spółki (dolar stracił -1,8% w stosunku do euro i 1,6% w ujęciu ważonym handlem w stosunku do koszyka walut pierwszego dnia). Ponieważ obecnie w naszym scenariuszu bazowym przewidujemy recesję w Stanach Zjednoczonych, (amerykańskie) akcje mogą jeszcze bardziej stracić na wartości. Historyczna średnia spadkowa recesji dla indeksu S&P 500 wynosiła około 25% (z czego 8,6% pochodziło z zysków, a 16,4% z korekty wyceny wskaźnika PE). Uważamy, że inwestorzy do pewnego stopnia oswoją obecną niepewność, ale mimo to widzimy dodatkowe tymczasowe ryzyko spadku o około 9% dla S&P 500, zbliżając się do poziomu 5000. Do końca roku widzimy pole do rozsądnego wzrostu z obecnych poziomów w miarę rozpoczęcia negocjacji taryfowych, uniknięcia poważnej recesji zysków i ponownej normalizacji nastrojów (np. z VIX powyżej średniej 28).  W międzyczasie Dzień Wyzwolenia wpłynął również na rynki kredytowe, co było widoczne w spreadach CDS, które wzrosły o 7 pb (5 pb) dla ratingów inwestycyjnych w USA (w Europie) i 27 pb (19 pb) dla obligacji wysokomarżowych.

Spready na rynkach wschodzących wzrosły, szczególnie w Azji. Chociaż rozwijające się kraje azjatyckie poniosą wyższy ciężar wyższych niż oczekiwano ceł (20 z 56 wymienionych krajów), zwłaszcza Chiny i Wietnam, rynki wschodzące wykazały ogólnie większą odporność w porównaniu z amerykańskimi instrumentami finansowymi w okresie poprzedzającym ogłoszenie. Odporność tę odzwierciedla spread globalnego indeksu obligacji rynków wschodzących (EMBIG), który poszerzył się o 17 pb, podczas gdy spready amerykańskich przedsiębiorstw poszerzyły się o 30 pb po skorygowaniu o jakość kredytów. Wskazuje to, że rynki wschodzące zdołały utrzymać względnie stabilne perspektywy pomimo presji zewnętrznej.

Utrzymująca się niepewność prawdopodobnie ograniczy skalę wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym (private equity) i zwiększy skrupulatność monitorowania prywatnego zadłużenia. Taryfy prawdopodobnie wpłyną na możliwość wyjścia z inwestycji private equity poprzez ograniczenie płynności rynku i osłabienie zaufania inwestorów, a także wprowadzenie dodatkowych kosztów i niepewności, co utrudni firmom osiągnięcie korzystnych wycen podczas wyjść z inwestycji (tj. IPO lub sprzedaż wtórna). Niepewność ta skutecznie ograniczy działalność związaną z wyjściem z inwestycji, ograniczając zdolność firm private equity do realizacji zwrotów z inwestycji. Oczekiwane przyspieszenie obniżek stóp procentowych przez Fed w drugiej połowie roku powinno jednak sprzyjać bardziej akomodacyjnym warunkom rynkowym, potencjalnie ożywiając nastroje inwestorów i tworząc bardziej sprzyjające środowisko dla wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym. Trend ten nie będzie ograniczał się do Stanów Zjednoczonych; oczekujemy, że reakcja Europy na cła również wywoła niepewność na rynku, dodatkowo ograniczając aktywność w całym regionie. Dług prywatny również ucierpi, ponieważ potencjalna wycena recesji w USA w dalszej części roku prawdopodobnie doprowadzi do zwiększonej kontroli warunków udzielania pożyczek, gdyż pożyczkodawcy przygotowują się na możliwość wyższych wskaźników niewypłacalności, szczególnie w przypadku instrumentów o zmiennym oprocentowaniu. Jednak nawet w tym bardziej niedźwiedzim scenariuszu kredyty prywatne powinny zachować swoją względną atrakcyjność ze względu na strukturalnie niższe stopy strat i wysokie oczekiwane całkowite stopy zwrotu, które nadal stanowią przekonujący argument za utrzymaniem pozytywnego nastawienia do tej klasy aktywów. Niemniej jednak przewidujemy spowolnienie tempa (skłonności) zawierania transakcji, nawet jeśli ogólny apetyt rynku na kredyty prywatne pozostanie silny w tym niestabilnym cyklu.

[1] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_25_740

AI, zdalna opieka i cyberbezpieczeństwo. Jak zmienia się globalna opieka zdrowotna?

W obliczu braku kadr, zmian demograficznych i potrzeby podniesienia jakości usług placówki medyczne coraz częściej planują wdrożyć innowacyjne rozwiązania – wynika z raportu pt. „2025 Global Health Care Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Podmioty ochrony zdrowia chcą za pomocą AI usprawnić m.in. administrację, co według modelu opracowanego przez Deloitte US Center for Health Solutions może przełożyć się na oszczędność czasu pielęgniarek rzędu 400 godzin rocznie. Wraz z postępującą cyfryzacją wzrasta jednak obawa przed cyberatakami, w rezultacie czterech na pięciu respondentów wskazuje na potrzebę dodatkowych regulacji w obszarze generatywnej sztucznej inteligencji.

Raport opracowany przez Deloitte przedstawia aktualny stan globalnej opieki zdrowotnej i kierunki jej przyszłych zmian. Głównym motorem obecnych i planowanych usprawnień jest postęp technologiczny, w tym w szczególności rozwój sztucznej inteligencji. Zdaniem autorów raportu, w narzędziu tym upatruje się szans na usprawnienie pracy personelu medycznego, m.in. dzięki automatyzacji rutynowych zadań. Respondenci badania wskazują natomiast, że transformacja branży nabierze rozpędu głównie z powodu zmian demograficznych i potrzeby świadczenia części usług w formie zdalnej.

Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia

Choć transformacja cyfrowa nabiera tempa w większości segmentów gospodarek światowych, to sektor opieki zdrowotnej pozostaje opóźniony o kilka lat w stosunku do innych branż. Wiele podmiotów świadczących usługi medyczne wciąż polega na faksach, ręcznych procesach i przestarzałych przepływach informacji. Skutkuje to nie tylko nadmiernym obciążeniem kadr, ale też obniżeniem jakości świadczonych usług. Wyzwania związane z rosnącymi oczekiwaniami rynkowymi i zmianami demograficznymi sprawiają jednak, że podmioty z sektora opieki zdrowotnej coraz częściej uwzględniają wdrażanie rozwiązań AI w planach dalszego rozwoju. Eksperci Deloitte wskazują, że w 2025 r. inwestowanie w cyfrową infrastrukturę będzie kluczowe dla 72 proc. organizacji, a dziewięć na dziesięć badanych podmiotów spodziewa się częstszego wykorzystania narzędzi bazujących na nowoczesnych technologiach, w tym AI.

Choć wiele organizacji medycznych wciąż podchodzi do AI z ostrożnością, to rośnie grono podmiotów, które dostrzegają w tych technologiach strategiczny potencjał – zarówno w kontekście poprawy efektywności operacyjnej, jak i wsparcia personelu medycznego. Kluczowe jest nie tylko wdrażanie pojedynczych rozwiązań, ale także umiejętne włączanie AI do długofalowych strategii rozwoju placówek, z myślą o optymalizacji procesów, zwiększeniu jakości opieki nad pacjentem oraz lepszym zarządzaniu zasobami. Zorganizowany przez nas „Hospital AI Challenge” uwidocznił, że polskie szpitale zaczynają dostrzegać możliwości, jakie daje automatyzacja procesów – od zamówień publicznych po codzienną organizację pracy. Wierzymy, że tego typu inicjatywy pomagają budować świadomość korzyści płynących z AI, wspierając transformację sektora medycznego w całej Polsce – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora opieki medycznej w Deloitte.

Część respondentów badania przeprowadzonego przez Deloitte jest także zdania, że AI, uczenie maszynowe i analiza predykcyjna to szansa nie tylko na wzrost produktywności, a także efektywności administracyjnej i klinicznej. Dla ankietowanych istotną kwestią jest też zwrot z inwestycji w cyfrowe narzędzia. Taką korzyść odnotowała już nieco ponad połowa podmiotów korzystających z generatywnej AI (55 proc.), a dla 37 proc. placówek jest zbyt wcześnie, by to ocenić.

AI jako odpowiedź na niedobór kadr

Eksperci zaznaczają także, że częściowa automatyzacja procesów w placówkach medycznych już wkrótce może stać się nie wyborem, ale koniecznością. Według przeprowadzonych prognoz, obserwowany dotychczas deficyt pracowników ochrony zdrowia prawdopodobnie utrzyma się w 2025 roku, zwłaszcza w krajach o niższych dochodach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wykazały natomiast, że do 2030 roku na świecie może brakować łącznie 10 milionów specjalistów medycznych, co będzie szczególnie odczuwalne w regionach z rosnącym odsetkiem seniorów.

Większość ankietowanych liderów systemów opieki zdrowotnej (80 proc.) jest zdania, że już w 2025 r. branża odczuje negatywne skutki tego trendu i przewiduje niedobór wykwalifikowanej kadry. W odpowiedzi na te wyzwania siedem na dziesięć badanych organizacji planuje w tym roku inwestować w strategie zwiększające zaangażowanie i utrzymanie pracowników, a podobny odsetek (67 proc.) chce inicjować zmiany z myślą o zdrowiu fizycznym i psychicznym kadr.

Placówki medyczne stoją przed podwójnym wyzwaniem – nie tylko mierzą się z niedoborem personelu, ale też z nadmiernym obciążeniem. Szacuje się, że nawet 28 proc. czasu pielęgniarek pochłaniają rutynowe zadania administracyjne, podczas gdy lekarze na oddziałach intensywnej terapii spędzają z pacjentami nie więcej niż jedną trzecią dnia pracy. Technologia może znacząco odciążyć personel i przejąć część powtarzalnych zadań, które według modelu autorstwa Deloitte US Center for Health Solutions zajmują każdej z pielęgniarek nawet 400 godzin w skali roku. Pracownicy mogliby wykorzystać tak zaoszczędzony czas na bezpośrednią pracę z pacjentami, co zwiększyłoby jakość otrzymywanej przez nich opieki – mówi Krzysztof Wilk, partner, dział doradztwa podatkowego i prawnego, lider branży nauk biomedycznych i ochrony zdrowia, Deloitte.

Innym rozwiązaniem, w którym branża upatruje szans na wzrost skuteczności, jest zdalna opieka zdrowotna. Zdaniem trzech na czterech respondentów (76 proc.) jest to trend, który w bieżącym roku znacznie wpłynie na rozwój sektora, a 62 proc. badanych zamierza zainwestować w narzędzia do usług online. Eksperci Deloitte zauważają jednak, że ograniczony dostęp do kapitału i wyzwania związane z kontrolą nad zwrotem z inwestycji mogą spowalniać ich wdrożenie, pogłębiając nierówności w dostępie do usług medycznych. Jako potencjalne usprawnienie w tym obszarze wskazują oni analizę kosztów opieki stacjonarnej i zdalnej dla różnych grup pacjentów, co pozwoli zrozumieć korzyści finansowe z wprowadzanych zmian.

Wyzwaniem nie tylko cyberbezpieczeństwo

Autorzy raportu zwracają uwagę, że branża medyczna dostrzega nie tylko szanse wynikające z digitalizacji, ale również związane z nią ryzyka. Niemal dziewięć na dziesięć badanych podmiotów jest zdania, że jednym z głównych wyzwań w 2025 r. będzie dla nich rosnąca liczba cyberataków, a większość placówek (78 proc.) planuje w tym roku zwiększyć swoje cyberbezpieczeństwo. Czterech na pięciu przedstawicieli sektora medycznego (80 proc.) jest także zdania, że w związku z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji potrzebny jest jej większy nadzór regulacyjny, co może wynikać z potrzeby zapewnienia stabilności prowadzonych działań i procedur. Z kolei eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI w szpitalach wiąże się z koniecznością szczególnej uwagi na bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych pacjentów. Wskazują także, że z myślą o niwelowaniu potencjalnych ryzyk szpitale powinny inwestować w systemy ochrony danych, a także edukować personel w zakresie zarządzania informacjami wrażliwymi.

„Dzień wyzwolenia” Trumpa pogrąża rynki – złoty wśród największych przegranych

Trumpowski „dzień wyzwolenia” spowodował jedno z największych załamań aktywów ryzykownych na całym świecie w ostatnich latach. Złoty był jedną z ofiar globalnego pogorszenia sentymentu do ryzyka. Skalę jego wyprzedaży zwiększył wyraźny sygnał z NBP, że przed nami zdecydowane cięcia stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie gorzej od większości podobnych walut.
  • Trump szokuje rynki wysokimi cłami wzajemnymi.
  • Silne restrykcje nałożono na Azję, szczególnie na Chiny.
  • UE mierzy się z cłami 20%, Wlk. Brytania tylko 10%.
  • Aktywa ryzykowne doświadczają największych spadków od czasu pandemii.
  • CHF radzi sobie świetnie, USD traci na obawach o wzrost w USA.

Nie tylko cła Trumpa są znacznie ostrzejsze, niż oczekiwano, lecz także obawy w inwestorach wzbudza arbitralny i chaotyczny sposób ustalenia ich wysokości. W konsekwencji rynki akcji doświadczyły największych spadków od pierwszych dni pandemii COVID-19, spready kredytowe znacznie wzrosły i tylko safe haven zyskały. Początkowa reakcja rynku walutowego była sprzeczna z intuicją – inwestorzy odwrócili się od dolara. Przed końcem tygodnia odrobił on częściowo straty wobec pozostałych walut z wyjątkiem najbezpieczniejszych safe haven, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, wciąż jednak zakończył tydzień niżej względem euro. Najsilniej ucierpiały waluty krajów eksportujących surowce, ponieważ ich ceny znacznie się obniżyły, a obawy ekonomistów o globalną recesję wzrosły.

Bazowe cła w wysokości 10% weszły w życie w weekend, a znacznie dotkliwsze i różnorodne stawki na poszczególne gospodarki mają obowiązywać od środy (09.04). Podczas weekendu administracja Trumpa zdawała się odrzucać pomysł, że negocjacje mogą pozwolić na odsunięcie w czasie lub uniknięcie tych ceł – trudno żeby to uspokoiło inwestorów. Sądzimy, że nagłówki dotyczące ceł, działań odwetowych partnerów handlowych USA i potencjalnych negocjacji będą nadal dominować, kształtując sytuację na rynkach, w tym na rynku walutowym. Typowe kwestie, takie jak kalendarz makroekonomiczny i decyzje banków centralnych, schodzą na dalszy plan. Uwagę inwestorów mogą jednak przyciągnąć dane o marcowej inflacji CPI w USA (czwartek 10.04), która może zacząć pokazywać początkowy wpływ pierwszych ceł na Chiny wdrożonych wcześniej w tym roku. Z tego samego powodu istotne będą oczekiwania dotyczące kształtowania się inflacji (piątek 11.04).

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą regionu. Ucierpiał z dwóch powodów: globalnego spadku sentymentu do ryzyka po ogłoszeniu ceł Trumpa oraz niespodziewanego silnego gołębiego zwrotu prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas czwartkowej konferencji prasowej. Cła w wysokości 20% bez wątpienia uderzą w bardzo otwartą polską gospodarkę, a potencjalny odwet ze strony Unii Europejskiej sprawia, że ryzyko jest podwyższone.

Oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce znacznie wzrosły – inwestorzy spodziewają się obecnie nawet 200 pb. obniżek w tym roku. Sprawia to wrażenie przesady, chyba że dojdzie do nieprzewidzianego kryzysu. Wydaje się jednak, że górna granica przedziału oczekiwanych przez nas wcześniej 50–100 pb. cięć powinna być teraz uznana za minimum na ten rok. Zgadzamy się z rynkami, które spodziewają się ruchu raczej w maju niż lipcu, i szykujemy się na cięcie o 50 pb., które zasugerował prezes Glapiński. Złoty poważnie oberwał przez szok spowodowany nieuchronnymi obniżkami stóp procentowych i cłami i mimo że kurs EUR/PLN sięgnął 4,30, wydaje się, że ryzyka w najbliższej przyszłości skierowane są w stronę jego dalszego wzrostu.

EUR

W ubiegłym tygodniu USA ogłosiły 20% cła na Unię Europejską. Biorąc pod uwagę niepewny stan gospodarki bloku, może to doprowadzić do recesji. Wpływ ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech – i innych krajach, które prawdopodobnie pójdą w ich ślady – może jednak wystarczyć, by przynajmniej częściowo przeciwdziałać wpływowi restrykcji handlowych. Główna obawa dotyczy oczywiście tego, że cła będą miały niemal natychmiastowy wpływ na wzrost, podczas gdy stymulacja fiskalna dopiero z czasem wpłynie na gospodarkę i nie będzie mocno odczuwalna wcześniej niż w 2026 r.

Jasne jest, że mierzymy się z dużą niepewnością dotyczącą przyszłości zarówno gospodarki UE, jak i euro. Początkowo rynki potraktowały wspólną walutę niemal jak safe haven i umocniła się ona do najsilniejszej pozycji od października – odpływy z dolara musiały gdzieś się przenieść, a euro jest dla niego najbardziej płynną alternatywą. Pod koniec tygodnia różnica nieco się zmniejszyła, kurs EUR/USD jest jednak obecnie powyżej poziomu 1,10.

USD

Omawianie marcowego raportu NFP (non-farm payrolls) wydaje się po chaosie ostatnich dwóch dni handlu mało istotne, warto jednak zauważyć, że ostatnie ankiety dotyczące rynku pracy przeprowadzone przed szokiem z 2 kwietnia były lepsze, niż oczekiwano – nie wskazywały na problemy rynku pracy, kreacja miejsc pracy była stabilna, a wzrost płac umiarkowany. Dane te przyczyniły się do odbicia dolara po jego zaskakującej wyprzedaży po ogłoszeniu ceł – typowo rosnące obawy o globalny wzrost powinny być korzystne dla będącego safe haven dolara.

Komunikaty prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, że proinflacyjne oddziaływanie ceł będzie silniejsze od oczekiwanego i może utrudnić Fedowi cięcia stóp procentowych, również wsparły w piątek dolara. Rynki futures wyceniają obecnie, że obawy dotyczące recesji w USA zmuszą FOMC do obniżenia stóp procentowych nawet pięciokrotnie przed końcem roku, my jednak podchodzimy do tego bardzo sceptycznie, biorąc pod uwagę ryzyka wzrostowe dla inflacji. Raport dotyczący dynamiki cen może dać pierwsze wskazówki, jaki wpływ mają cła ogłoszone wcześniej w tym roku.

GBP

Funt bezpośrednio po ogłoszeniu ceł Trumpa radził sobie całkiem nieźle – Wielka Brytania ucierpiała stosunkowo lekko, nałożone na nią zostały tylko bazowe cła w wysokości 10%. W drugiej połowie tygodnia waluta znacznie jednak straciła, szczególnie względem innych walut europejskich, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Wysp nie dotkną silne restrykcje handlowe. Sądzimy, że jest to związane głównie z wysoką betą funta i rynkowymi oczekiwaniami, że cła mogą spowodować znaczne spowolnienie wrażliwej już gospodarki, zmuszając Bank Anglii (BoE) do agresywniejszych cięć stóp procentowych w 2025 r.

Niemniej uważamy, że relatywnie niska ekspozycja brytyjskiej gospodarki na eksport towarów do USA, odporność widoczna w ostatnich wskaźnikach popytu i na rynku pracy oraz wciąż wysokie stopy procentowe BoE są dla funta wspierające. Sądzimy, że wyprzedaż pary GBP/EUR w ubiegłym tygodniu była nadmierna i brytyjska waluta jest w dobrej pozycji, by przejść przez burzę, doświadczając stosunkowo niewielkich turbulencji, szczególnie jeśli rządowi uda się wynegocjować porozumienie handlowe z USA.

CHF

Chaos związany z cłami Trumpa sprawił, że – poza kilkoma egzotycznymi walutami – będący safe haven frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu najlepiej radzącą sobie walutą, a popyt na niego utrzymuje się również teraz. W ostatnich dniach umocnił się on o ponad 2% względem dolara, w czwartek odnotował również największy jednodniowy ruch w ujęciu procentowym od połowy 2022 r. Rentowności w Szwajcarii spadły (dla obligacji dwuletnich są ponownie ujemne), a kontrakty swap wyceniają kolejne cięcie, jako że frank nabiera siły, a perspektywy ekonomiczne pogarszają się przez cła. Co dość zaskakujące, USA nałożyły na alpejską gospodarkę cła w wysokości 31% – wyższe niż dla innych głównych europejskich krajów. Odpowiedź Szwajcarii była ugodowa, zasygnalizowała ona, że nie ma w planach natychmiastowego ogłoszenia środków odwetowych.

Mimo prawdopodobieństwa, że szok będzie miał znaczący wpływ na bardzo otwartą szwajcarską gospodarkę, będący safe haven frank pozostanie w krótkim terminie zapewne dobrze wspierany, jeśli obawy rynkowe się utrzymają. Ubiegły tydzień potwierdził niską inflację w Szwajcarii i zaskoczył słabymi danymi PMI za marzec. Krajowe dane są jednak niemal bez znaczenia, a uwaga skupia się na nagłówkach dotyczących globalnych relacji handlowych.

CNY

Azja była głównym celem wzajemnych ceł Trumpa. Na Chiny nałożono dodatkowe 34% poza 20% obowiązującymi od pierwszych tygodni rządów nowego prezydenta USA. Zamiast zareagować nieeskalacyjnie,  Chiny zdecydowały się postąpić zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb, ogłaszając nałożenie na USA ceł w wysokości 34% oraz dodatkowe działania. Trump skrytykował już tę agresywną odpowiedź, a obawy rynku o eskalację sporu handlowego przyspieszyły wyprzedaż aktywów ryzykownych pod koniec tygodnia.

Od „dnia wyzwolenia” Trumpa juan jest jedną z najgorzej radzących sobie walut. Skala jego wyprzedaży nie jest jednak dotąd ogromna, a władze starają się uspokajać rynki. Fixingi Ludowego Banku Chin dla pary USD/CNY były w ostatnich dniach wyższe, a poniedziałkowy był najwyższy od początku grudnia. Mimo wszystko dostosowania nie są szczególnie duże. Na razie niewiele wskazuje, by bank centralny zrezygnował z ochrony stabilności waluty, rynki będą jednak obserwować, jak bardzo będzie zdeterminowany, by zapobiec jej wyprzedaży. Poza tym istotne będą wszelkie informacje z Chin dotyczące dodatkowego wsparcia gospodarki. Zgodnie z poniedziałkowymi doniesieniami Bloomberga chińscy oficjele dyskutowali w ostatnich dniach o szybszym wprowadzeniu stymulacji. Podczas gdy zbliżają się terminy wprowadzenia ceł (09.04 wobec Chin i 10.04 wobec USA), uwaga skupia się na tym, jak rozwinie się relacja między dwoma największymi gospodarkami świata.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Partnerzy handlowi USA mogą wystawić Trumpa na próbę, proponując zniesienie ceł

Kraje utrzymujące intensywne relacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi mogą w praktyce zweryfikować retorykę Donalda Trumpa dotyczącą „wzajemnych” taryf, proponując całkowite zniesienie ceł na towary i usługi. Taka strategia pozwoliłaby ocenić, czy postulowana przez obecnego prezydenta gotowość do zawierania sprawiedliwych porozumień jest autentyczną propozycją negocjacyjną, czy jedynie elementem politycznego przekazu. Choć Trump wielokrotnie deklarował chęć podpisywania umów opartych na zasadzie wzajemności, w praktyce zastosował cła jako narzędzie protekcjonizmu, mające chronić amerykański przemysł przed konkurencją.

Ilustracją tej niespójności jest przykład Wietnamu – po nałożeniu przez administrację Trumpa 46-procentowych taryf na wietnamskie towary, sekretarz generalny To Lam zaproponował zniesienie wszelkich barier celnych. Trump uznał ten gest za pozytywny sygnał, co potencjalnie może stworzyć precedens dla innych państw dążących do deeskalacji napięć handlowych.

Różne kraje przyjęły odmienne podejścia wobec działań USA. Chiny odpowiedziały na protekcjonizm bezpośrednią eskalacją konfliktu, wprowadzając odwetowe taryfy, co dodatkowo zwiększyło napięcia geopolityczne i wywołało zamieszanie na globalnych rynkach finansowych. Inne państwa – szczególnie te, których gospodarki są silnie uzależnione od dostępu do amerykańskiego rynku – mogłyby zastosować alternatywną strategię, zakładającą jednostronne zniesienie ceł i rozpoczęcie negocjacji w duchu otwartości i współpracy. W warunkach coraz większych spadków indeksów giełdowych i spadającego poparcia społecznego w USA, taka propozycja mogłaby skłonić Trumpa do bardziej elastycznego podejścia.

Ostatnie działania prezydenta Trumpa mogą świadczyć o jego gotowości do ustępstw, mimo utrzymywania twardej retoryki. W ramach porozumienia USMCA zrezygnował on z wprowadzenia nowych ceł wobec Kanady i Meksyku, co może stanowić sygnał, że pragmatyzm bierze czasem górę nad ideologią. Podobne podejście mogłyby rozważyć Wielka Brytania lub Unia Europejska – zwłaszcza w kontekście publicznej sugestii Elona Muska dotyczącej stworzenia strefy wolnego handlu między UE a USA. Taki scenariusz wydaje się jednak trudny do realizacji w krótkim terminie, głównie ze względu na obawy o opłacalność produkcji w Europie, w momencie braku opłat za import amerykańskich produktów. Dodatkowo europejscy liderzy zapewne nie są zainteresowani “kapitulacją” wobec żądań Trumpa. Pogarszający się stan europejskiej gospodarki, mógłby wymusić zmianę ich zdania.

Tymczasem globalne rynki finansowe odczuwają skutki rosnącej niepewności. Azjatyckie i europejskie indeksy giełdowe kontynuują spadki, a ceny ropy naftowej osiągnęły najniższe poziomy od kwietnia 2021 roku. Od momentu ogłoszenia nowych taryf ropa WTI potaniała o ponad 15.9%, a indeks S&P 500 stracił 12.8%, co odzwierciedla rosnące obawy inwestorów o perspektywy globalnego wzrostu gospodarczego. W Stanach Zjednoczonych konsekwencje polityki celnej mają również wymiar społeczny – przez kraj przetoczyła się największa fala protestów od początku kadencji Trumpa, skierowanych zarówno przeciwko jego działaniom gospodarczym, jak i polityce migracyjnej.

Pomimo twardego stanowiska i porównań ceł do „lekarstwa”, które należy zastosować w celu uzdrowienia gospodarki, pogłębiające się napięcia gospodarcze i społeczne wskazują na konieczność złagodzenia obecnej strategii handlowej. Inwestorzy oczekują od Trumpa większej przewidywalności i sygnałów gotowości do kompromisów. Jak dotąd jednak brak jednoznacznych przesłanek świadczących o tym, że administracja prezydenta USA rzeczywiście rozważa zmianę kursu.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS