„Dzień wyzwolenia” Trumpa pogrąża rynki – złoty wśród największych przegranych

Trumpowski „dzień wyzwolenia” spowodował jedno z największych załamań aktywów ryzykownych na całym świecie w ostatnich latach. Złoty był jedną z ofiar globalnego pogorszenia sentymentu do ryzyka. Skalę jego wyprzedaży zwiększył wyraźny sygnał z NBP, że przed nami zdecydowane cięcia stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie gorzej od większości podobnych walut.
  • Trump szokuje rynki wysokimi cłami wzajemnymi.
  • Silne restrykcje nałożono na Azję, szczególnie na Chiny.
  • UE mierzy się z cłami 20%, Wlk. Brytania tylko 10%.
  • Aktywa ryzykowne doświadczają największych spadków od czasu pandemii.
  • CHF radzi sobie świetnie, USD traci na obawach o wzrost w USA.

Nie tylko cła Trumpa są znacznie ostrzejsze, niż oczekiwano, lecz także obawy w inwestorach wzbudza arbitralny i chaotyczny sposób ustalenia ich wysokości. W konsekwencji rynki akcji doświadczyły największych spadków od pierwszych dni pandemii COVID-19, spready kredytowe znacznie wzrosły i tylko safe haven zyskały. Początkowa reakcja rynku walutowego była sprzeczna z intuicją – inwestorzy odwrócili się od dolara. Przed końcem tygodnia odrobił on częściowo straty wobec pozostałych walut z wyjątkiem najbezpieczniejszych safe haven, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, wciąż jednak zakończył tydzień niżej względem euro. Najsilniej ucierpiały waluty krajów eksportujących surowce, ponieważ ich ceny znacznie się obniżyły, a obawy ekonomistów o globalną recesję wzrosły.

Bazowe cła w wysokości 10% weszły w życie w weekend, a znacznie dotkliwsze i różnorodne stawki na poszczególne gospodarki mają obowiązywać od środy (09.04). Podczas weekendu administracja Trumpa zdawała się odrzucać pomysł, że negocjacje mogą pozwolić na odsunięcie w czasie lub uniknięcie tych ceł – trudno żeby to uspokoiło inwestorów. Sądzimy, że nagłówki dotyczące ceł, działań odwetowych partnerów handlowych USA i potencjalnych negocjacji będą nadal dominować, kształtując sytuację na rynkach, w tym na rynku walutowym. Typowe kwestie, takie jak kalendarz makroekonomiczny i decyzje banków centralnych, schodzą na dalszy plan. Uwagę inwestorów mogą jednak przyciągnąć dane o marcowej inflacji CPI w USA (czwartek 10.04), która może zacząć pokazywać początkowy wpływ pierwszych ceł na Chiny wdrożonych wcześniej w tym roku. Z tego samego powodu istotne będą oczekiwania dotyczące kształtowania się inflacji (piątek 11.04).

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą regionu. Ucierpiał z dwóch powodów: globalnego spadku sentymentu do ryzyka po ogłoszeniu ceł Trumpa oraz niespodziewanego silnego gołębiego zwrotu prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas czwartkowej konferencji prasowej. Cła w wysokości 20% bez wątpienia uderzą w bardzo otwartą polską gospodarkę, a potencjalny odwet ze strony Unii Europejskiej sprawia, że ryzyko jest podwyższone.

Oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce znacznie wzrosły – inwestorzy spodziewają się obecnie nawet 200 pb. obniżek w tym roku. Sprawia to wrażenie przesady, chyba że dojdzie do nieprzewidzianego kryzysu. Wydaje się jednak, że górna granica przedziału oczekiwanych przez nas wcześniej 50–100 pb. cięć powinna być teraz uznana za minimum na ten rok. Zgadzamy się z rynkami, które spodziewają się ruchu raczej w maju niż lipcu, i szykujemy się na cięcie o 50 pb., które zasugerował prezes Glapiński. Złoty poważnie oberwał przez szok spowodowany nieuchronnymi obniżkami stóp procentowych i cłami i mimo że kurs EUR/PLN sięgnął 4,30, wydaje się, że ryzyka w najbliższej przyszłości skierowane są w stronę jego dalszego wzrostu.

EUR

W ubiegłym tygodniu USA ogłosiły 20% cła na Unię Europejską. Biorąc pod uwagę niepewny stan gospodarki bloku, może to doprowadzić do recesji. Wpływ ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech – i innych krajach, które prawdopodobnie pójdą w ich ślady – może jednak wystarczyć, by przynajmniej częściowo przeciwdziałać wpływowi restrykcji handlowych. Główna obawa dotyczy oczywiście tego, że cła będą miały niemal natychmiastowy wpływ na wzrost, podczas gdy stymulacja fiskalna dopiero z czasem wpłynie na gospodarkę i nie będzie mocno odczuwalna wcześniej niż w 2026 r.

Jasne jest, że mierzymy się z dużą niepewnością dotyczącą przyszłości zarówno gospodarki UE, jak i euro. Początkowo rynki potraktowały wspólną walutę niemal jak safe haven i umocniła się ona do najsilniejszej pozycji od października – odpływy z dolara musiały gdzieś się przenieść, a euro jest dla niego najbardziej płynną alternatywą. Pod koniec tygodnia różnica nieco się zmniejszyła, kurs EUR/USD jest jednak obecnie powyżej poziomu 1,10.

USD

Omawianie marcowego raportu NFP (non-farm payrolls) wydaje się po chaosie ostatnich dwóch dni handlu mało istotne, warto jednak zauważyć, że ostatnie ankiety dotyczące rynku pracy przeprowadzone przed szokiem z 2 kwietnia były lepsze, niż oczekiwano – nie wskazywały na problemy rynku pracy, kreacja miejsc pracy była stabilna, a wzrost płac umiarkowany. Dane te przyczyniły się do odbicia dolara po jego zaskakującej wyprzedaży po ogłoszeniu ceł – typowo rosnące obawy o globalny wzrost powinny być korzystne dla będącego safe haven dolara.

Komunikaty prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, że proinflacyjne oddziaływanie ceł będzie silniejsze od oczekiwanego i może utrudnić Fedowi cięcia stóp procentowych, również wsparły w piątek dolara. Rynki futures wyceniają obecnie, że obawy dotyczące recesji w USA zmuszą FOMC do obniżenia stóp procentowych nawet pięciokrotnie przed końcem roku, my jednak podchodzimy do tego bardzo sceptycznie, biorąc pod uwagę ryzyka wzrostowe dla inflacji. Raport dotyczący dynamiki cen może dać pierwsze wskazówki, jaki wpływ mają cła ogłoszone wcześniej w tym roku.

GBP

Funt bezpośrednio po ogłoszeniu ceł Trumpa radził sobie całkiem nieźle – Wielka Brytania ucierpiała stosunkowo lekko, nałożone na nią zostały tylko bazowe cła w wysokości 10%. W drugiej połowie tygodnia waluta znacznie jednak straciła, szczególnie względem innych walut europejskich, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Wysp nie dotkną silne restrykcje handlowe. Sądzimy, że jest to związane głównie z wysoką betą funta i rynkowymi oczekiwaniami, że cła mogą spowodować znaczne spowolnienie wrażliwej już gospodarki, zmuszając Bank Anglii (BoE) do agresywniejszych cięć stóp procentowych w 2025 r.

Niemniej uważamy, że relatywnie niska ekspozycja brytyjskiej gospodarki na eksport towarów do USA, odporność widoczna w ostatnich wskaźnikach popytu i na rynku pracy oraz wciąż wysokie stopy procentowe BoE są dla funta wspierające. Sądzimy, że wyprzedaż pary GBP/EUR w ubiegłym tygodniu była nadmierna i brytyjska waluta jest w dobrej pozycji, by przejść przez burzę, doświadczając stosunkowo niewielkich turbulencji, szczególnie jeśli rządowi uda się wynegocjować porozumienie handlowe z USA.

CHF

Chaos związany z cłami Trumpa sprawił, że – poza kilkoma egzotycznymi walutami – będący safe haven frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu najlepiej radzącą sobie walutą, a popyt na niego utrzymuje się również teraz. W ostatnich dniach umocnił się on o ponad 2% względem dolara, w czwartek odnotował również największy jednodniowy ruch w ujęciu procentowym od połowy 2022 r. Rentowności w Szwajcarii spadły (dla obligacji dwuletnich są ponownie ujemne), a kontrakty swap wyceniają kolejne cięcie, jako że frank nabiera siły, a perspektywy ekonomiczne pogarszają się przez cła. Co dość zaskakujące, USA nałożyły na alpejską gospodarkę cła w wysokości 31% – wyższe niż dla innych głównych europejskich krajów. Odpowiedź Szwajcarii była ugodowa, zasygnalizowała ona, że nie ma w planach natychmiastowego ogłoszenia środków odwetowych.

Mimo prawdopodobieństwa, że szok będzie miał znaczący wpływ na bardzo otwartą szwajcarską gospodarkę, będący safe haven frank pozostanie w krótkim terminie zapewne dobrze wspierany, jeśli obawy rynkowe się utrzymają. Ubiegły tydzień potwierdził niską inflację w Szwajcarii i zaskoczył słabymi danymi PMI za marzec. Krajowe dane są jednak niemal bez znaczenia, a uwaga skupia się na nagłówkach dotyczących globalnych relacji handlowych.

CNY

Azja była głównym celem wzajemnych ceł Trumpa. Na Chiny nałożono dodatkowe 34% poza 20% obowiązującymi od pierwszych tygodni rządów nowego prezydenta USA. Zamiast zareagować nieeskalacyjnie,  Chiny zdecydowały się postąpić zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb, ogłaszając nałożenie na USA ceł w wysokości 34% oraz dodatkowe działania. Trump skrytykował już tę agresywną odpowiedź, a obawy rynku o eskalację sporu handlowego przyspieszyły wyprzedaż aktywów ryzykownych pod koniec tygodnia.

Od „dnia wyzwolenia” Trumpa juan jest jedną z najgorzej radzących sobie walut. Skala jego wyprzedaży nie jest jednak dotąd ogromna, a władze starają się uspokajać rynki. Fixingi Ludowego Banku Chin dla pary USD/CNY były w ostatnich dniach wyższe, a poniedziałkowy był najwyższy od początku grudnia. Mimo wszystko dostosowania nie są szczególnie duże. Na razie niewiele wskazuje, by bank centralny zrezygnował z ochrony stabilności waluty, rynki będą jednak obserwować, jak bardzo będzie zdeterminowany, by zapobiec jej wyprzedaży. Poza tym istotne będą wszelkie informacje z Chin dotyczące dodatkowego wsparcia gospodarki. Zgodnie z poniedziałkowymi doniesieniami Bloomberga chińscy oficjele dyskutowali w ostatnich dniach o szybszym wprowadzeniu stymulacji. Podczas gdy zbliżają się terminy wprowadzenia ceł (09.04 wobec Chin i 10.04 wobec USA), uwaga skupia się na tym, jak rozwinie się relacja między dwoma największymi gospodarkami świata.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Partnerzy handlowi USA mogą wystawić Trumpa na próbę, proponując zniesienie ceł

Kraje utrzymujące intensywne relacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi mogą w praktyce zweryfikować retorykę Donalda Trumpa dotyczącą „wzajemnych” taryf, proponując całkowite zniesienie ceł na towary i usługi. Taka strategia pozwoliłaby ocenić, czy postulowana przez obecnego prezydenta gotowość do zawierania sprawiedliwych porozumień jest autentyczną propozycją negocjacyjną, czy jedynie elementem politycznego przekazu. Choć Trump wielokrotnie deklarował chęć podpisywania umów opartych na zasadzie wzajemności, w praktyce zastosował cła jako narzędzie protekcjonizmu, mające chronić amerykański przemysł przed konkurencją.

Ilustracją tej niespójności jest przykład Wietnamu – po nałożeniu przez administrację Trumpa 46-procentowych taryf na wietnamskie towary, sekretarz generalny To Lam zaproponował zniesienie wszelkich barier celnych. Trump uznał ten gest za pozytywny sygnał, co potencjalnie może stworzyć precedens dla innych państw dążących do deeskalacji napięć handlowych.

Różne kraje przyjęły odmienne podejścia wobec działań USA. Chiny odpowiedziały na protekcjonizm bezpośrednią eskalacją konfliktu, wprowadzając odwetowe taryfy, co dodatkowo zwiększyło napięcia geopolityczne i wywołało zamieszanie na globalnych rynkach finansowych. Inne państwa – szczególnie te, których gospodarki są silnie uzależnione od dostępu do amerykańskiego rynku – mogłyby zastosować alternatywną strategię, zakładającą jednostronne zniesienie ceł i rozpoczęcie negocjacji w duchu otwartości i współpracy. W warunkach coraz większych spadków indeksów giełdowych i spadającego poparcia społecznego w USA, taka propozycja mogłaby skłonić Trumpa do bardziej elastycznego podejścia.

Ostatnie działania prezydenta Trumpa mogą świadczyć o jego gotowości do ustępstw, mimo utrzymywania twardej retoryki. W ramach porozumienia USMCA zrezygnował on z wprowadzenia nowych ceł wobec Kanady i Meksyku, co może stanowić sygnał, że pragmatyzm bierze czasem górę nad ideologią. Podobne podejście mogłyby rozważyć Wielka Brytania lub Unia Europejska – zwłaszcza w kontekście publicznej sugestii Elona Muska dotyczącej stworzenia strefy wolnego handlu między UE a USA. Taki scenariusz wydaje się jednak trudny do realizacji w krótkim terminie, głównie ze względu na obawy o opłacalność produkcji w Europie, w momencie braku opłat za import amerykańskich produktów. Dodatkowo europejscy liderzy zapewne nie są zainteresowani “kapitulacją” wobec żądań Trumpa. Pogarszający się stan europejskiej gospodarki, mógłby wymusić zmianę ich zdania.

Tymczasem globalne rynki finansowe odczuwają skutki rosnącej niepewności. Azjatyckie i europejskie indeksy giełdowe kontynuują spadki, a ceny ropy naftowej osiągnęły najniższe poziomy od kwietnia 2021 roku. Od momentu ogłoszenia nowych taryf ropa WTI potaniała o ponad 15.9%, a indeks S&P 500 stracił 12.8%, co odzwierciedla rosnące obawy inwestorów o perspektywy globalnego wzrostu gospodarczego. W Stanach Zjednoczonych konsekwencje polityki celnej mają również wymiar społeczny – przez kraj przetoczyła się największa fala protestów od początku kadencji Trumpa, skierowanych zarówno przeciwko jego działaniom gospodarczym, jak i polityce migracyjnej.

Pomimo twardego stanowiska i porównań ceł do „lekarstwa”, które należy zastosować w celu uzdrowienia gospodarki, pogłębiające się napięcia gospodarcze i społeczne wskazują na konieczność złagodzenia obecnej strategii handlowej. Inwestorzy oczekują od Trumpa większej przewidywalności i sygnałów gotowości do kompromisów. Jak dotąd jednak brak jednoznacznych przesłanek świadczących o tym, że administracja prezydenta USA rzeczywiście rozważa zmianę kursu.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Ożywienie na rynku kredytowym. Marzec z najmocniejszym wynikiem od ponad roku

O 33,3% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w marcu 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w marcu 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 33,3% w porównaniu do marca 2024 r.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe to wskaźnik, który mierzy zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Indeks ten pokazuje, jak zmienia się wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ten jest użyteczny dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pomaga ocenić trendy na rynku kredytów mieszkaniowych i pozwala prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

W marcu 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 36,94 tys. osób w porównaniu do 29,65 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 24,6%. W marcu w porównaniu do lutego br. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 11,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w marcu 2025 r. 460,1 tys. zł i była wyższa o 7,0% niż w marcu 2024 r. W porównaniu do lutego 2025 r. była wyższa o 2,4%.

– Na odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe trzeba patrzeć w kontekście konstrukcji samego wskaźnika. Obecny marcowy wzrost wartości o 33,3% porównujemy do analogicznego odczytu rok temu. Wówczas popyt na kredyty mieszkaniowe bardzo wyhamował w reakcji na zakończenie w grudniu 2023 r. Programu Bezpieczny Kredyt 2% i oczekiwania na kolejny Program wsparcia – tłumaczy dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– O 11,6% wzrosła w marcu liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w porównaniu do lutego br., a r/r wzrosła prawie o ¼. Liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jest najwyższa od stycznia 2024 r. Popyt wydaje się budzić. W mojej opinii wpływ na to mają dwa czynniki. Po pierwsze, spadki cen widoczne zwłaszcza na rynku wtórnym, które zachęcają do zakupu nieruchomości oraz zniecierpliwienie w oczekiwaniu na uchwalenie nowego programu wsparcia kredytobiorców.

Trzeba też pamiętać, że jeżeli wniosek o kredyt składa więcej niż jedna osoba, to do BIK przesyłane jest zapytanie dotyczące każdej z tych osób. Częściowo wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w marcu może również wynikać z faktu, że obecnie o kredyt wnioskuje mniej singli.

Drugim czynnikiem wpływającym na wysokość wartości Indeksu jest średnia kwota wnioskowanego kredytu. I w tym aspekcie mamy ciekawą sytuację, bowiem w marcu br. padł historyczny rekord: średnia kwota wyniosła 460 tys. zł. Kredytowane są zatem zakupy droższych nieruchomości, co powoduje konieczność częstszego wnioskowania o kredyt dwóch i więcej potencjalnych kredytobiorców – zauważa prof. Rogowski i dodaje, że w kolejnych miesiącach 2025 r. należy spodziewać się wzrostu Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

Trójmiejski rynek biurowy: wysoki popyt, umiarkowana podaż

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Trójmieście”, w 2024 roku popyt na powierzchnie biurowe w Trójmieście osiągnął drugi co do wielkości wynik w historii. Jednocześnie współczynnik pustostanów, który od czterech lat utrzymuje się powyżej 12%, pod koniec grudnia odnotował nieznaczny spadek. Pomimo stosunkowo umiarkowanej aktywności budowlanej w regionie deweloperzy uważnie monitorują trójmiejski rynek i są gotowi do rozpoczęcia nowych inwestycji biurowych w odpowiedzi na zapotrzebowanie zgłaszane przez najemców.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Trójmieście wyniosły niemal 1,07 mln mkw., co stanowi nieznaczny wzrost o 1,6% rok do roku. W ubiegłym roku na trójmiejski rynek trafiło niecałe 19 500 mkw. nowych biur – o 41% mniej niż rok wcześniej. Prawie 75% tego wolumenu (14 500 mkw.) przypadło na dwa budynki biurowe wybudowane w trzecim kwartale 2024 roku w ramach kompleksu Waterfront II. Natomiast w ostatnim kwartale deweloperzy nie oddali do użytku żadnej nowej inwestycji biurowej.

– Od końca 2021 roku obserwowany jest stopniowy spadek aktywności deweloperów w Trójmieście. W grudniu 2024 roku w trakcie realizacji znajdowały się zaledwie cztery inwestycje biurowe o łącznej powierzchni prawie 25 500 mkw., co oznacza spadek o 9% w stosunku do analogicznego okresu w 2023 roku i o ponad 64% w porównaniu ze średnim wolumenem powierzchni w budowie w ostatnich pięciu latach, wynoszącym 71 200 mkw. Wszystkie nowo powstające budynki biurowe znajdują się w Gdańsku. Łącznie prawie 80% powierzchni będącej obecnie w budowie już zostało zabezpieczone umowami przednajmu bądź powstaje na potrzeby własne firm – mówi Michał Rafałowicz, dyrektor regionalny w Newmark Polska.

Największym realizowanym obecnie obiektem jest biurowiec PUNKT w Gdańsku, który po ukończeniu zapewni najemcom 12 800 mkw. biur, z czego ok. 70% wynajęło Centrum Usług Wspólnych Arla Foods w ramach umowy przednajmu.

Według prognoz aktywność deweloperów w kolejnych kwartałach pozostanie na niskim poziomie, m.in. ze względu na znaczną dostępność powierzchni biurowych w istniejących obiektach oraz duży udział (50%) renegocjacji w całkowitym popycie. Ponadto coraz bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące efektywności energetycznej budynków przyczyniają się do rewizji ogólnych kosztów budowy inwestycji biurowych, które i tak są wysokie.

– Zainteresowanie najemców regionem trójmiejskim utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczy średni roczny wolumen najmu z ostatnich pięciu lat, który przekracza 100 000 mkw. W całym 2024 roku najemcy wynajęli łącznie ponad 116 300 mkw., co stanowiło trzeci pod względem wielkości wolumen transakcji wśród rynków regionalnych w Polsce, zaraz za Krakowem (266 800 mkw.) i Wrocławiem (146 450 mkw.), a także drugi wynik w historii trójmiejskiego rynku po rekordowym 2023 roku (143 900 mkw.) – mówi Kaja Karbowska-Nowak, Associate w Newmark Polska.

W czwartym kwartale 2024 roku aktywność najemców w Trójmieście wyniosła 25 200 mkw., czyli o 37% mniej niż w poprzednim kwartale, ale o 50% więcej niż w analogicznym okresie w 2023 roku.

W okresie od stycznia do grudnia 2024 roku w strukturze popytu w Trójmieście dominowały renegocjacje, które stanowiły połowę całkowitego wolumenu transakcji. Udział nowych umów sięgnął 32%, a umowy przednajmu, na potrzeby własne i ekspansje odpowiadały odpowiednio za 9%, 6% i 3% sfinalizowanych transakcji. Najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 95 800 mkw., wynajęto w Gdańsku, co stanowiło 82,4% wszystkich umów. Pozostałe 17,2% (20 000 mkw.) przypadło na Gdynię, a zaledwie 0,4% (500 mkw.) na Sopot. Oferując atrakcyjne warunki prowadzenia działalności biznesowej, Trójmiasto przyciąga zarówno startupy, jak i globalne korporacje. W 2024 roku największy udział w popycie miały firmy z sektora usług dla biznesu (21%), IT (19%) oraz bankowego (17%).

Wskaźnik pustostanów w Trójmieście w ostatnich czterech latach utrzymywał się na poziomie powyżej 12%. Na koniec grudnia 2024 roku wyniósł 12,5%, czyli 0,2 p.p. mniej niż w trzecim kwartale i 0,8 p.p. mniej niż rok wcześniej. Do końca 2025 roku współczynnik powierzchni niewynajętej pozostanie w trendzie spadkowym, głównie ze względu na ograniczoną aktywność deweloperów. Obecnie Trójmiasto oferuje ok. 133 500 mkw. powierzchni biurowej do wynajęcia od zaraz i niecałe 5500 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec 2024 roku czynsze bazowe w Trójmieście pozostały na poziomie zbliżonym do odnotowanego rok wcześniej i wynosiły od 13,50 do 16,50 EUR/mkw./miesiąc. Natomiast opłaty eksploatacyjne wzrosły do ok. 20-25 PLN/mkw./miesiąc, przekraczając górną granicę w starszych, mniej nowoczesnych budynkach. Prognozy na rok 2025 wskazują, że stawki czynszu utrzymają się na stabilnym poziomie, a najemcy nadal będą preferowali wynajem powierzchni w budynkach oferujących zaawansowane rozwiązania z zakresu ESG, które pozwalają m.in. na redukcję kosztów eksploatacyjnych.

Najgorętszy tydzień na rynkach: wojna handlowa, wolta NBP i oczekiwania wobec FED

Powoli kończy się najgorętszy tydzień na rynkach finansowych w tym roku. I to zarówno globalnie, ze względu na rozpętanie totalnej wojny handlowej, jak i lokalnie, za sprawą niespodziewanej wolty rodzimego banku centralnego. Przed nami kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Inny świat

Rynek od pewnego czasu zastanawiał się, czy zmiany koszykowe w inflacji w jakikolwiek sposób wpłyną na nastawienie prezesa Glapińskiego i całej Rady. Wydaje się, że jednak nikt nie zakładał aż tak diametralnej zmiany. Wczoraj szef NBP, nawiązując do legendarnego już hasła, stwierdził, że „stoi tutaj jako gołąb na czele gołębi”. Praktycznie cała konferencja prasowa była poświęcona wymienianiu kolejnych czynników wpływających na obniżenie prognoz inflacyjnych. Nowy koszyk, niższa dynamika PKB, zmiany w nastawieniu rządu do tarcz osłonowych… Konkluzja z tego może być tylko jedna: RPP jest gotowa rozpocząć cięcia stóp procentowych. I choć prezes Glapiński unikał rozmowy o cyklu, to jednak rynek odczytał to bardzo wyraźnie. Spekuluje się, że jeszcze w tym roku możemy być świadkami obniżenia stóp o cały procent, a do tego RPP ma dorzucić kolejną połówkę na początku przyszłego roku. Taka wolta nie mogła nie dotknąć naszego złotego. Kurs EURPLN tylko od wczoraj poszybował w górę o 8 groszy, dochodząc do poziomu 4,25 zł. Prezes Glapiński okazał się skuteczniejszy w osłabianiu własnej waluty nawet od Donalda Trumpa, przez co dolar odrobił straty wynikające z ogłoszenia ceł. Jeszcze wczoraj kurs USDPLN nurkował poniżej 3,77 zł, by dzisiaj momentami wynosić 10 groszy więcej.

Jest akcja, jest reakcja

Nie milkną echa nowych ceł ogłoszonych przez amerykańską administrację. Jeśli ktoś liczył, że uda się uniknąć wojny handlowej i kolejne państwa pójdą drogą Wielkiej Brytanii, która postawiła na deeskalację, to powoli może już porzucać nadzieję. Ostatnie godziny to kolejne zapowiedzi konkretnych odpowiedzi. Do tego chóru przystąpili już Kanadyjczycy, Francuzi, Australijczycy oraz ostatnio Chińczycy. I to ta ostatnia reakcja najmocniej zatrzęsła rynkami, doprowadzając do kolejnego osunięcia się indeksów giełdowych. Pekin ogłosił, że 10 kwietnia wprowadzone zostaną cła na wszystkie amerykańskie towary w wysokości 34%. Wiele wskazuje na to, że zanim strony zaczną siadać do stołów negocjacyjnych, najpierw nastąpi klasyczna wymiana ciosów. A to z kolei będzie oznaczało, że przed nami okres zdecydowanie podwyższonej zmienności na rynkach.

FED – bohater tragiczny

W międzyczasie rynki starają się przewidzieć, jak w tym całym chaosie odnajdzie się Rezerwa Federalna. Ta znalazła się w sytuacji, z której, jak się wydaje, nie ma dobrego wyjścia. Z jednej strony mamy inflację, która musi pójść w górę po rozpętaniu wojny celnej. Już teraz szacuje się, że dynamika cen może podskoczyć o dodatkowe 2 punkty procentowe, przy czym pojawia się coraz więcej głosów, że ta liczba jest mocno niedoszacowana. Z drugiej strony wojna handlowa równie pewnie uderzy w rynek pracy, który także jest ważny dla FED. A już teraz liczba przyszłych zwolnień niebezpiecznie zbliża się do poziomów widzianych ostatnio podczas covidowej pandemii. Amerykanom coraz mocniej w oczy zagląda stagflacja i FOMC będzie musiał coś poświęcić. Na ten moment inwestorzy obstawiają, że Rezerwa będzie jednak ratować amerykańskiego pracownika, kosztem amerykańskiego konsumenta. Od wczoraj dynamicznie rosną szansę na czwartą, a nawet na piątą obniżkę w tym roku. A przecież jeszcze miesiąc temu nie było konsensusu co do dwóch cięć. Jest to fundamentalna zmiana, która mocno wpłynie na kurs dolara w nadchodzących tygodniach.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Gdyby nie polityka… Kim byliby kandydaci na prezydenta według Polaków?

Gdyby kandydaci na prezydenta musieli porzucić politykę, Polacy mają już dla nich konkretne pomysły na alternatywne kariery. W przeprowadzonym przez SW Research sondażu zapytaliśmy wyborców, w jakich zawodach widzą polityków ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Lista profesji, z której mogli wybierać respondenci, została przygotowana na podstawie Rankingu Zawodów SW Research (https://swresearch.pl/ranking-zawodow), który od lat pokazuje społeczne postrzeganie prestiżu różnych profesji. Wyniki badania ujawniają nie tylko przewidywalne skojarzenia, ale także zaskakujące różnice między kobietami i mężczyznami oraz poszczególnymi grupami społecznymi.

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencer

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencerRespondenci najczęściej uznawali, że Rafał Trzaskowski najlepiej sprawdziłby się jako „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14 proc.) lub „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy”  (14 proc.). Najwyższy wynik dla zawodu dyrektora dużego przedsiębiorstwa odnotowano wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. mieszkańców — aż 25,2 proc. osób z tej grupy wskazało na taką rolę.

Wśród najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, na drugim miejscu znalazł się zawód „Influencer”, który wskazało 12,2 proc. badanych. Wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywaną odpowiedzią jest „Profesor uniwersytetu” (14,7 proc.).

Wizerunek przedsiębiorcy szczególnie silnie utrzymywał się wśród kobiet — aż 17,6 proc. wskazało Rafała Trzaskowskiego widzi go w takiej roli (16,6 proc. wskazań na dyrektora, właściciela dużej firmy). Wśród mężczyzn proporcje były odwrotne: najwięcej badanych (10,9 proc.) widzi obecnego prezydenta Warszawy w roli dyrektora dużego przedsiębiorstwa, a na drugim miejscu pojawił się przedsiębiorca (9,9 proc.).

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątający

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątającyNajczęściej Polacy kojarzyli Karola Nawrockiego z zawodem „Profesor uniwersytetu” (10,5 proc.) oraz „Referent w biurze, urzędnik” (8,9 proc.). Kobiety wskazywały zawód profesora niewiele częśćiej(10,8 proc.) niż mężczyźni (10,1 proc.). Mężczyźni natomiast na drugim miejscu widzieliby kandytata na prezydenta jako „Robotnika budowlanego niewykwalifikowanego” (9,9 proc.).

Najwięcej wskazań wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. – aż 17,9 proc. z tej grupy dostrzegało u Nawrockiego predyspozycje do bycia „Pracownikiem sprzątającym”. Profesja ta była również najczęściej wskazywana wśród respondentów o dochodach powyżej 5 000 zł netto(10,8 proc.).

W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) najwyższy wynik uzyskał zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,6 proc.).

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugich

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugichPolacy najczęściej przypisywali Sławomirowi Mentzenowi zawód „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy” (13,9 proc.). Na drugim miejscu znalazł się „Influencer” (10 proc.).

Wśród kobiet przedsiębiorca uzyskał 14,2 proc. wskazań, a influencer był na drugim miejscu (11,6 proc.). Wśród mężczyzn kandydat Konfederacji był postrzegany przede wszystkim jako przedsiębiorca (13,5 proc.), a następnie „Youtuber” (9,9 proc.).

W grupie najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, najwięcej wskazań zebrał zawód influencera (15,9 proc.). Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) Mentzen był najczęściej postrzegany jako „Trener biznesu / coach” (10,7 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Makler giełdowy” (10,2 proc.). Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym dominowało wskazanie na zawód „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14,8 proc.).

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchowny

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchownyNajczęściej Polacy wskazywali, że Szymon Hołownia mógłby ponownie odnaleźć się w zawodzie „Prezenter(ka) telewizyjny(a)” (21,1 proc.) lub „Dziennikarz” (17,3 proc.). Wśród kobiet aż 25,2 proc. respondentek widziało Hołownię jako prezentera, a 20,5 proc. jako dziennikarza. Wśród mężczyzn również oba te zawody znalazły się na dwóch pierwszych miejscach, choć z niższymi wynikami — odpowiednio 16,5 proc. i 13,5 proc.

Najwyższy odsetek wskazań na zawód prezentera telewizyjnego odnotowaliśmy wśród mieszkańców największych miast — aż 30,6 proc. ankietowanych z miast powyżej 500 tys. mieszkańców wskazało na taką profesję.

Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym na drugim miejscu znalazł się zawód „Ksiądz/Osoba duchowna” (10,5 proc.). Ten sam zawód zajmował drugie miejsce wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto (16,2 proc.).

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepie

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepieJedyna kandydatka w naszym zestawieniu – Magdalena Biejat według Polek i Polaków mogłaby być „Nauczycielem” (12 proc.) lub „Sprzedawcą w sklepie” (8,4 proc.). Wśród kobiet zawód nauczycielki uzyskał 12,9 proc. wskazań, a na drugim miejscu znalazł się „Dziennikarz” (10 proc.). U mężczyzn najczęściej pojawiał się nauczyciel (11,1 proc.), a następnie sprzedawca w sklepie (9,7 proc.).

Szansę na inną ścieżkę zawodową widzą osoby z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem. Aż 17,8 proc. respondentów z tej grupy wybrałoby dla Magdaleny Biejat karierę influencerki.

Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) na pierwszym miejscu znalazł się zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,5 proc.), a na drugim „Prezenterka telewizyjna” (12,3 proc.).

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatyk

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatykNajwięcej osób widziało Adriana Zandberga w roli „Nauczyciela” (8,1 proc.) lub „Referenta w biurze, urzędnika” (7,7 proc.). Zawód nauczyciela częściej wskazywały kobiety (9,9 proc.), niż mężczyźni(6,3 proc.).

Wśród najmłodszych respondentów (do 24 lat) — aż 18,8 proc. badanych z tej grupy widzi Zandberga jako „Profesora uniwersytetu”. Osoby o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywały zawód „Informatyk, analityk systemów komputerowych” (9,9 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Referent w biurze, urzędnik” (9,6 proc.). W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) kandydat na prezydenta był najczęściej wskazywany jako informatyk (9,6 proc.).

Metodologia:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 25.03-28.03.2025 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1031 wywiadów z reprezentatywną ze względu na łączny rozkład płci, wieku i wielkość miejscowości próbą Polek i Polaków powyżej 18 roku życia.

SOFTSWISS wspiera młodych przedsiębiorców w ramach GreenHouse for Social Innovators

28 marca w Warszawie odbyło się spotkanie społecznych startupów zorganizowane w ramach współfinansowanego przez Unię Europejską projektu GreenHouse for Social Innovators. Wśród przedsiębiorców biorących udział w wydarzeniu znalazł się Ivan Montik, założyciel marki SOFTSWISS, podkreślając rosnącą rolę odpowiedzialnego biznesu we wspieraniu innowacji społecznych.

Zastępca CTO SOFTSWISS uznany za najlepszego w regionie EMEA w ramach Oracle Excellence Awards 2025Spotkanie było uroczystym zwieńczeniem kilku miesięcy intensywnej pracy w ramach programu akceleracyjnego, dedykowanego młodzieżowym przedsiębiorstwom społecznym. Uczestnicy mieli okazję zaprezentować swoje projekty, nawiązać relacje z inwestorami oraz wziąć udział w inspirujących sesjach dyskusyjnych. Celem programu jest przede wszystkim wzmocnienie pozytywnej zmiany w lokalnych społecznościach, a także wsparcie rozwoju młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw. Inicjatywa pokazała, że przedsiębiorstwa społeczne oferują realną wartość i pozytywną zmianę, nie konkurując przy tym o miejsca pracy – a wręcz przeciwnie, budując bardziej inkluzywną i zrównoważoną gospodarkę.

GreenHouse for Social Innovators to inicjatywa koordynowana przez IBB gGmbH, której celem jest wspieranie młodych przedsiębiorców z Białorusi, Ukrainy i Gruzji. ​​W Polsce jej głównym zadaniem jest wspieranie innowatorów z Białorusi rozwijających swoje lokalne firmy, wyposażając ich w narzędzia do budowania startupów, które odpowiadają na aktualne potrzeby społeczności.

W akceleratorze wzięło udział piętnaście startupów, ściśle współpracujących z mentorami w celu opracowania i udoskonalenia swoich modeli biznesowych. Wśród nich znalazło się centrum integracyjne w Warszawie dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, przestrzeń kulturalna i edukacyjna, klub dla nastolatków skupiający się na integracji i adaptacji oraz inne lokalne projekty.

Międzynarodowa marka technologiczna SOFTSWISS aktywnie wspierała inicjatywę, badając możliwości wsparcia w zakresie doradztwa prawnego, finansowego i marketingowego, a nawet przyszłej współpracy z lokalnymi przedsiębiorstwami społecznymi.

Tylko w październiku 2023 roku polskie Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło przyznanie funduszy w wysokości 22 mln zł na wsparcie ponad 780 podobnych podmiotów. To tylko jeden z wielu sposobów, w jaki samorząd lokalny wspiera takie inicjatywy. Niemniej jednak długoterminowy wpływ wymaga czegoś więcej niż tylko finansowania publicznego. Zaangażowanie biznesu, poprzez mentoring, wiedzę specjalistyczną i partnerstwo, odgrywa kluczową rolę w pomaganiu startupom społecznym w budowaniu zrównoważonych modeli.

W Polsce, gdzie znajdują się centra rozwoju naszych partnerów, z dużym zaangażowaniem wspieramy tego typu inicjatywy – wierzymy, że przyczyniają się one do budowy zdrowszego i bardziej zrównoważonego środowiska biznesowego oraz społecznego dla wszystkich” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Startupy społeczne wnoszą świeże, innowacyjne odpowiedzi na realne wyzwania, a biznes – jako ważny uczestnik ekosystemu – powinien aktywnie wspierać ich rozwój i wzmacniać ich potencjał”.

TEP apeluje: mniej emocji, więcej refleksji w debacie o polskim sektorze bankowym

Podyktowane kalendarzem wyborczym doraźne podejście do zysków banków może mieć złe skutki nie tylko dla sektora bankowego, ale i dla całej polskiej gospodarki.

W ubiegłym roku banki w Polsce odnotowały zyski w wysokości 42 mld zł. To w znacznej mierze efekt wysokich stóp procentowych, których spodziewana obniżka przełoży się na spadek zysków sektora. Zyski spowodowały falę krytycznych wobec banków komentarzy. Pojawiły się propozycje dodatkowego opodatkowania. W większości komentarze były „jednowymiarowe”, odnosiły się do rekordowych zysków, ale pomijały dwa ważne aspekty.

Po pierwsze, w poprzednich latach wyniki sektora bankowego były znacznie niższe, a według danych Komisji Nadzoru Bankowego  w 2020 r. nawet osiągnęły wartość ujemną (strat w wysokości 0,3 mld zł). Sytuacja  uległa poprawie w kolejnych latach, ale jeszcze trzy lata później wynosiła ok. 10 mld zł, co w trzeba zestawić z  ponad 200 mld zł kapitałów własnych banków.  Zwrot z kapitału wyniósł wówczas ok. 5%, podczas gdy bezpieczny poziom odbudowy kapitałów określany jest na 10%. To kilkuletnie załamanie zysków miało wpływ na  rentowność sektora, bo im niższy zysk netto, tym niższe wskaźniki efektywnościowe: ROE, ROI, ROA. A one w przypadku banków nie mają znaczenia tylko statystycznego. Wpływają na stabilność danej instytucji finansowej, zarówno na jej bezpieczeństwo ekonomiczne (co szczególnie ważne dla deponentów), jak i w przypadku banków istotnych systemowo – na stabilność całego systemu gospodarczego.

Wskaźniki te są monitorowane przez nadzór finansowy i bank centralny. W skrajnych przypadkach powodują interwencje – od zalecenia programów naprawczych aż po tzw. resolution, czyli uporządkowaną likwidację banku. To wyraz większej niż w innych sektorach gospodarki ostrożności. Najkrócej mówiąc, chodzi o ochronę depozytów i stabilność systemu gospodarczego. Obie sfery są ze sobą powiązane. System gospodarczy może nie odczuć upadku jednego banku średniej wielkości, ale większego krachu nie wytrzyma. Świadczą o tym doświadczenia kryzysu finansowego z lat 2007-2008.

Odporność systemu bankowego na takie ryzyka budowana jest przez lata, a zaczyna się od silnej i regularnie wzmacnianej bazy kapitałowej banków. Owo wzmocnienie ma źródło albo w zastrzykach kapitałowych w postaci nowych emisji akcji, albo w relatywnie wysokiej rentowności i zyskach, z których przynajmniej część jest zatrzymywana w banku.

Proces wzmacniania kapitałów bankowych musi mieć charakter ciągły, chociaż może mieć zmienną dynamikę. Mają na nią wpływ dwa czynniki: tempo ekonomicznej deprecjacji kapitałów własnych i dynamika nowego biznesu, szczególnie wzrostu akcji kredytowej. To pierwsze pojawia się w warunkach inflacji: nominalnie rosną wszystkie wielkości ekonomiczne po stronie aktywów, co w przypadku braku adekwatnego wzrostu po stronie pasywów powoduje zmniejszanie się relacji kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, aż do osiągnięcia granicy bezpieczeństwa określonej w regulacjach. To zaś oznacza zastopowanie wzrostu finansowania biznesu i obniżenie stabilności instytucji bankowej.

Efekt ograniczenia finasowania nowych kredytów może pojawić się również bez zjawisk inflacyjnych. Może być spowodowany wyższym wzrostem gospodarczym, bez odpowiedniego równoległego wzrostu kapitałów bankowych. Wynikająca z niskich zysków dysproporcja pomiędzy wzrostem kapitałów własnych banku a rosnącym popytem na finansowanie gospodarki może spowodować ograniczenie dalszego wzrostu gospodarczego. Chyba że miałoby się to odbywać kosztem zmniejszenia współczynników bezpieczeństwa, czego nikt sobie nie życzy, szczególnie nadzór i deponenci.

Dlatego źródło wzrostu możliwości finasowania gospodarki, przy zachowaniu niezbędnego poziomu bezpieczeństwa, tkwi w akumulacji kapitałów własnych banków. A to nie jest przedsięwzięcie krótkookresowe. Nie wystarczy zasilenie w ciągu jednego roku, zwłaszcza że w ostatnich latach wiele negatywnych czynników wpływało na obniżenie adekwatności kapitałowej banków w Polsce. Była to pandemia i skutki trwającej za wschodnią granicą wojny, a także problemy związane z kredytami frankowymi. W takim szerszym kontekście należy rozpatrywać „nadmierny” zysk polskich banków w jednym roku.

Bardziej szczegółowych argumentów jest wiele. Oto niektóre z nich.

Pomimo wysokich zysków, pod wieloma względami realna pozycja sektora bankowego jest znacznie gorsza niż jeszcze 10 lat temu, sektor bankowy kurczy się. Jego aktywa stanowiły 91,7 proc. PKB w 2024 r. wobec 100,5 proc. w 2020 r.

Wyższe niż w poprzednich latach wyniki finansowe banków w 2024 roku, mają charakter przejściowy. Są wyłącznie efektem naturalnego cyklu gospodarczego i wynikają z utrzymujących się obecnie wysokich stóp procentowych.

Według Związku Banków Polskich, łączna zdolność kredytowa sektora bankowego w Polsce pozwala obecnie na współfinansowanie tylko pięciu największych inwestycji państwowych, i to pod warunkiem, że banki nie finansują w tym samym czasie innych obszarów, takich jak przedsiębiorstwa czy nieruchomości. Do tyych kluczowych inwestycji w kraju można zaliczyć budowę elektrowni atomowej o wartości 192 mld zł, Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma kosztować 131,7 mld zł, czy rozwój sieci energetycznej za 194 mld zł. W przypadku tych projektów maksymalny udział finansowania bankowego kształtuje się na poziomie 28 proc. dla elektrowni, 40 proc. dla CPK, 27 proc. w przypadku sieci energetycznej.

Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które wzmocnią możliwości finansowania inwestycji bez nadmiernego obciążania sektora bankowego, aby mógł nadal wspierać rozwój innych części gospodarki. Należy też umożliwić sektorowi niezakłócony wzrost i rozwój, dzięki czemu cała gospodarka będzie miała zapewnione szerokie finansowanie.

Pomimo rekordowych zysków rentowność aktywów banków notowanych na GPW wyniosła tylko 1,7 proc. i była niższa niż rentowność takich sektorów jak motoryzacja (5,54 proc.), odzież i kosmetyki (5,79 proc.), czy wierzytelności (6,73 proc.). Wskaźniki ROA i ROE polskiego sektora bankowego utrzymują się na umiarkowanym poziomie, co jest skutkiem najwyższego w Europie wskźnika kosztów będącego efektem wysokich obciążeń sektora bankowego.

Wbrew szeroko głoszonym w mediach opiniom, marże kredytowe w Polsce nie są najwyższe w Europie. Marża to tylko jeden z elementów oprocentowania kredytu. Pozostaje ono w ścisłej zależności ze stopą referencyjną, z którą skorelowany jest wskaźnik WIBOR. Pod koniec stycznia 2025 r. średnia marża dla kredytów mieszkaniowych w Polsce wynosiła 1,67 proc. (przy średnim oprocentowaniu 7,42 proc.), podczas gdy w Niemczech w III kw. 2024 r. sięgnęła 2,07 proc., a w Holandii 1,94 proc. (mimo niższego oprocentowania kredytów niż w Polsce).

Choć stopy procentowe utrzymują się na wysokim poziomie, to rentowność polskiego sektora bankowego pozostaje umiarkowana na tle innych państw europejskich, a w porównaniu z pozostałymi sektorami krajowej gospodarki jest wręcz niska. W ub.r. wskaźnik rentowności kapitału własnego w polskim sektorze bankowym wynosił 14,7 proc., podczas gdy w Chorwacji 14,8 proc., Estonii 15 proc., na Litwie 16,3 proc. czy Łotwie 17,3 proc.

Moje uwagi to spontaniczny przyczynek do wywołanej w gorączce wyborczej dyskusji o zyskach banków. Intencją było pokazanie złożoności tego tematu, którego nie można traktować jednowymiarowo i krótkookresowo. Doraźność podejścia do zysków banków może mieć złe skutki, nie tylko dla nich, ale dla całej polskiej gospodarki.

Autor: dr Mieczysław Groszek

Autor jest członkiem TEP, od roku 1990 jest menedżerem bankowym. 

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.

Wartość aktywów IKZE rośnie, ale przyszłe emerytury nadal skromne

Na koniec 2023 roku wartość aktywów zgromadzonych w ramach kont IKZE wynosiła 9.189 mln złotych, natomiast na koniec 2024 roku wartość ta zwiększyła się do kwoty ponad 12.110 mln złotych. Jest to więcej o kwotę 2 921 mln zł, co stanowi zwiększenie wartości aktywów w ramach IKZE o prawie 32%. Na powyższy wzrost składają się zarówno nowe wpłaty, jak też zwiększenie wartości już zgromadzonych aktywów. W 2024 roku w Polsce produkt IKZE oferowało łącznie 47 podmiotów, pozwala stwierdzić, że jest to bardzo szeroka i zróżnicowana oferta produktowa.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 593 tysiące kont IKZE, z czego najwięcej, bo prawie 251 tysięcy, było prowadzonych przez fundusze inwestycyjne, a na drugim miejscu plasowały się IKZE prowadzone przez domy maklerskie z liczbą ponad 122 tysięcy. Natomiast najmniejszym zainteresowaniem cieszyły się IKZE prowadzone przez banki.

Tak zauważalna przewaga liczby kont IKZE o charakterze stricte kapitałowym, to jest opartych o inwestowanie w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych lub papiery wartościowe takie jak akcje czy obligacje, jest zjawiskiem pożądanym, gdyż rozwiązania te powinny potencjalnie przynosić przyszłym emerytom większe stopy zwrotu niż produkty bankowe czy ubezpieczeniowe.

W ciągu całego 2024 roku środki z IKZE wycofało ponad 22 tysiące oszczędzających, z czego większość dokonała tego przed osiągnięciem ustawowego wieku lat 65 (oraz 5 lat stażu) uprawniającego do wypłaty środków, co stanowi niewiele ponad 3,7% liczby IKZE. Jednakże kwota środków wycofanych z IKZE przed osiągnięciem wieku emerytalnego (318 mln zł) to tylko 2,6% aktywów IZKE, co wskazuje, że osoby już przekonane do tego rozwiązania korzystają z niego dłużej i w większym stopniu. To dobry prognostyk.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 280 tys. IKZE dla kobiet i 313 tys. IKZE dla mężczyzn, co stanowi odpowiednio 47% oraz 53% liczby wszystkich IKZE. Mamy więc lekką nadreprezentację mężczyzn w IKZE w stosunku do populacji naszego kraju, gdzie proporcje są odwrotne, to jest 52% populacji stanowią kobiety, a tylko 48%mężczyźni.

Sytuacja jaką zidentyfikowano w 2024 roku w zakresie IKZE jest niestety niepokojąca. Fakt, że prawie 1/3 IKZE była kontami biernymi, na które nie dokonano żadnego zasilenia w ciągu całego roku, pokazuje, że niestety duża część osób, które z różnych powodów założyły wcześniej IKZE, w praktyce nie korzystają z tego rozwiązania. Jest to sytuacja niepożądana, gdyż z jednej strony generuje dodatkowe koszty –utrzymania infrastruktury IKZE przez usługodawców, a jednocześnie nie prowadzi do rozwoju instytucji IKZE, poza wzrostem organicznym aktywów na skutek zarządzania przez instytucje finansowe już zgromadzonymi środkami. W istocie bowiem mniejsza liczba aktywnie oszczędzających na IKZE oznacza mniejszą popularność tego rozwiązania.

Biorąc pod uwagę obecną średnią długość dalszego trwania życia zgodnie z obowiązującymi od 1 kwietnia 2025 roku tablicami w tym zakresie, która dla 65 latka wynosi obecnie 220 miesięcy, możliwa jest ocena znaczenia wielkości kapitału zgromadzonego na IKZE dla ewentualnego podwyższenia świadczenia na emeryturze. W dużym uproszczeniu, dzieląc średnie kwoty zgromadzone na IKZE przez 220 miesięcy otrzymamy efektywnie – odpowiednio kwotę 93 albo 138 zł miesięcznie. Nie wpłynie to niestety na poziom życia seniora. Dlatego trzeba sobie jasno powiedzieć, że na dziś, po 10 latach funkcjonowania IKZE, trudno mówić aby produkt ten w zauważalny sposób był w stanie zwiększyć poziom emerytur w naszym kraju. Jest tam po prostu za mało odłożonych środków.

dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem

NBP sygnalizuje luzowanie. Glapiński nie wyklucza cięcia stóp o 50 pb

Podczas wczorajszej konferencji prasowej prezes Narodowego Banku Polskiego, Adam Glapiński, ogłosił, że choć stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie, Rada Polityki Pieniężnej przyjęła wyraźnie „gołębie” nastawienie. Oznacza to gotowość do złagodzenia polityki pieniężnej w najbliższych miesiącach. Glapiński, określając się jako „gołąb na czele gołębi”, jasno zasygnalizował otwartość na obniżki stóp procentowych, podkreślając, że decyzje będą zależały od napływających danych makroekonomicznych.

Zmiana podejścia RPP jest wynikiem wyraźnego spadku inflacji. Inflacja CPI obniżyła się szybciej, niż prognozowano, osiągając poziom 4.9% r/r, co było częściowo efektem rewizji wag w koszyku inflacyjnym. Równocześnie inflacja bazowa – kluczowa dla oceny trwałości presji cenowej – prawdopodobnie spadła w pierwszym kwartale 2025 roku do 3.5%, co odpowiada górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2.5% ± 1 p.p). Jednocześnie wzrost wynagrodzeń wyraźnie wyhamował i pozostaje jednocyfrowy, a lutowe dane, takie jak sprzedaż detaliczna, okazały się słabsze od wcześniejszych prognoz.

Mimo poprawy wskaźników inflacyjnych, RPP pozostaje ostrożna. Potencjalnymi zagrożeniami dla trwałego spadku inflacji są m.in. ożywienie gospodarcze, rosnące płace, ekspansywna polityka fiskalna oraz utrzymująca się niepewność geopolityczna. Te czynniki mogą ograniczyć przestrzeń do szybkiego i zdecydowanego luzowania polityki pieniężnej.

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, zaplanowane na 6–7 maja, może przynieść pierwszą obniżkę stóp procentowych. Warunkiem jej realizacji będą jednak dalsze pozytywne dane dotyczące inflacji i dynamiki wynagrodzeń. Prezes Glapiński nie wyklucza obniżki nawet o 50 punktów bazowych, szczególnie jeśli ceny energii nie będą rosły. Zaznaczył jednak, że ewentualna decyzja może być jednorazowa, a nie początkiem pełnego cyklu luzowania. Wszystko zależy od dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej i napływu nowych danych.

W perspektywie średnioterminowej stopy procentowe mogą spaść do poziomu około 3.5% w 2026 roku, co oznaczałoby istotne złagodzenie warunków monetarnych w stosunku do obecnych poziomów.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Małopolska na magazynowej mapie Polski. Rynek z imponującym wzrostem i niskim poziomem pustostanów

Małopolska dynamicznie rozwija swój rynek magazynowy, notując 148% wzrost zasobów w ciągu ostatnich pięciu lat, stając się realną alternatywą dla głównych hubów logistycznych w Polsce. W 2024 roku popyt brutto przekroczył 180 tys. mkw., a poziom pustostanów utrzymał się na bardzo niskim poziomie 3%. AXI IMMO, najczęściej wybierany doradca w regionie, prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Małopolsce.

W zaledwie pięć lat (2020-2024) całkowite zasoby powierzchni magazynowej w województwie małopolskim wzrosły o niemal 150%, aby na koniec 2024 r. osiągnąć wynik ok. 1,18 mln mkw. Oznacza to, że aktywność najemców skutecznie stymuluje rozwój nowych inwestycji. Na rynek wchodzą kolejni A-klasowi gracze, a dotychczas obecni jak 7R, Panattoni czy GLP przygotowują kolejne projekty, co świadczy o zaufaniu do lokalnego rynku. W 2024 roku do użytku oddano między innymi GLP Kraków III Logistics Centre o powierzchni ponad 56 tys. mkw. oraz kolejną fazę MDC2 Park Kraków South. Dziś około 10% zasobów znajduje się w granicach Krakowa, ale rozwój widać również w takich lokalizacjach jak Skawina, Nowa Huta, Modlniczka, Targowisko czy Brzesko.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „Kraków, jak i całe województwo małopolskie coraz śmielej zaznacza swoją obecność na magazynowej mapie Polski. Region, który jeszcze dekadę temu był rynkiem peryferyjnym, dziś nie tylko goni liderów, ale staje się realną alternatywą dla firm szukających nowoczesnej, dobrze skomunikowanej powierzchni magazynowej czy produkcyjnej w południowej Polsce. Na koniec 2023 r. Małopolska dołączyła do grona tzw. milionerów przekraczając próg miliona mkw. istniejącej nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej. Jednak patrząc na samą aglomerację krakowską sam potencjał konsumpcji wewnętrznej wymusza dalszy rozwój bazy dystrybucyjnej. Dodatkowo region pozostaje atrakcyjny m.in. ze względu na szczególnie istotny w ostatnich latach zachodnio-wschodni przebieg autostrady A4, a także dostęp do południowych rynków takich jak Czechy, Słowacja czy Rumunia. Z logistycznego punktu widzenia to zatem strategiczny punkt przeładunkowy – zarówno dla dystrybucji krajowej, jak i transgranicznej. Porównując z dużymi hubami logistyczno-przemysłowymi w Polsce region Małopolski ma dużą przewagę jeśli chodzi o dostępność dobrze wykwalifikowanych pracowników –co mogą docenić szczególnie firmy produkcyjne”.

Na rynku magazynowym w Małopolsce rok 2024 był wyraźnie lepszy niż prognozowano. Popyt brutto wyniósł ponad 180 tys. mkw., z czego aż 104 000 mkw. przypadły na trzeci kwartał 2024 r. Największą transakcją był najem 20 tys. mkw. w City Logistics Kraków Airport II przez firmę z sektora FMCG. Warto wspomnieć również o umowie podpisanej przez firmę dystrybucyjną (7 000 mkw.) w 7R Park Kraków IV z doradztwem AXI IMMO. Rozwijają się w Krakowie zarówno podmioty międzynarodowe, jak i firmy lokalne.

Małopolska wyróżnia się na tle kraju wyjątkowo niskim poziomem pustostanów – 3,0% na koniec IV kw. 2024 r., co znacząco odbiega od średniej ogólnopolskiej wynoszącej 7,5%. Ograniczona dostępność powierzchni gotowej do wynajęcia może przełożyć się na wzrost aktywności deweloperów realizujących inwestycje spekulacyjne w nadchodzących kwartałach. Pod względem stawek czynszowych region należy do najdroższych w Polsce – wyższe wartości odnotowano jedynie w Warszawie – mieście. Na koniec 2024 r. stawki bazowe kształtowały się w przedziale 4,60–6,50 EUR/mkw./m-c.

Marta Nowik, wyjaśnia: „Mimo relatywnie niskiego wskaźnika pustostanów w wybranych mikrolokalizacjach zauważyliśmy w ostatnim okresie niewielki spadek czynszów efektywnych, co było efektem czasowego wzrostu dostępności powierzchni. Poziom zachęt może się różnić od sytuacji konkurencyjnej w danej lokalizacji, dlatego nieustannie analizujemy i raportujemy sytuację na lokalnym rynku do naszych Klientów”.

W regionie planowane są kolejne inwestycje deweloperskie: „W ostatnich sześciu miesiącach znacznie powiększył się potencjał banku ziemi pod nowe inwestycje deweloperskie. Również w lokalizacjach miejskich oraz takich, które dysponują infrastrukturą dla firm produkcyjnych. To doskonały moment, aby pomyśleć o lokacji zakładów produkcyjnych w samym sercu aglomeracji krakowskiej korzystając z doskonale przygotowanej kadry inżynierskiej krakowskich uczelni technicznych,” kontynuuje ekspertka.

Bazując na dotychczasowej historii rynek magazynowy w województwie małopolskim ma solidne fundamenty do dalszego rozwoju. Niski poziom pustostanów, rosnące zainteresowanie najemców oraz systematyczna aktywność deweloperów wskazują, że region wciąż nie osiągnął swojego maksimum. Ograniczona dostępność powierzchni dostępnej od ręki sprzyja wzrostowi inwestycji spekulacyjnych, a strategiczne położenie i dobra infrastruktura czynią Małopolskę atrakcyjną lokalizacją dla nowych projektów, co potwierdza, że potencjał wzrostowy tego rynku pozostaje wysoki.

Polscy inwestorzy coraz aktywniejsi na rynku nieruchomości komercyjnych

0

Poprawia się aktywność lokalnych inwestorów na polskim rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne. Przez lata były to pojedyncze transakcje, których udział w skali rocznych obrotów na rynku sięgał ok. 2 proc. Zmieniło się to w 2024 roku, gdy wartość inwestycji polskich inwestorów sięgnęła 10 proc. – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. Jak wskazują eksperci CBRE, to wciąż odsetek odległy od notowanego na innych rynkach europejskich, ale sytuacja zaczyna zmieniać się na lepszą. By wzrost był wyższy, kluczowe jest wprowadzenie nowych możliwości inwestowania dla Polaków, np. w postaci funduszy REIT.

– Wzrost wartości lokalnego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne do 10 proc. jest znaczny, biorąc pod uwagę, że przez lata jego udział nie przekraczał 2 proc. Jednak wciąż jest to niewielki odsetek, bo zwykle na zdrowych rynkach sięga on nawet 30-50 proc. Dodatkowo wśród polskich inwestorów cały czas dominują ci, którzy poszukują wysokich zwrotów, czyli specyficznych budynków, na przykład takich przeznaczonych do modernizacji. Z pewnością lokalnego kapitału byłoby więcej, gdyby wprowadzono rozwiązania takie jak fundusze REIT. Umożliwiają mniejszym, rodzimym inwestorom lokowanie środków w aktywa, które ze względu na dużą kapitałochłonność są dla nich obecnie poza zasięgiem – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Od lat udział lokalnego kapitału w całym wolumenie inwestycji w nieruchomości komercyjne sięgał 1-2 proc. w skali roku. W 2024 roku było ich 41, o łącznej wartości niemal 500 mln euro. Stanowiło to 10 proc. całego wolumenu inwestycyjnego. Wciąż były to jednak relatywnie nieduże, pojedyncze transakcje.

Dominują inwestorzy z Europy

Kapitał ulokowany w polskie nieruchomości komercyjne w 2024 roku przekroczył 5 mld euro. Większość (51 proc.) z tej kwoty pochodziła od podmiotów z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, Czech czy krajów skandynawskich. Na drugim miejscu (19 proc.) znaleźli się inwestorzy z Afryki. Kapitał pochodzący z Polski stanowił 10 proc., a 9 proc. ulokowały firmy z Ameryki Północnej. Istotny (5 proc.) był również udział inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu.

– Branża nieruchomości mocno popiera rozwiązania, które ułatwią lokalnym podmiotom lokowanie kapitału w nieruchomości komercyjne. Rynek wychodzi właśnie ze spowolnienia, a więc ciekawych okazji będzie coraz więcej. Polacy bardzo chętnie inwestują już w sektor mieszkaniowy, ale przy obecnych cenach sprzedaży i najmu nie zawsze jest to ekonomicznie uzasadnione i nie gwarantuje solidnych zwrotów. Dodatkowo, zarządzanie portfelem mieszkań jest absorbujące. Z pewnością jest spora grupa Polaków, którzy chętnie poszerzyliby obszar inwestycji o obiekty komercyjne, ale obecnie nie mają takiej możliwości – dodaje Przemysław Felicki, CBRE.

Firmy coraz mniej wierzą w neutralność klimatyczną do 2050 roku

Mimo rekordowych nakładów na zieloną energię wśród ekspertów rośnie sceptycyzm dotyczący tempa globalnej transformacji energetycznej. Według najnowszego badania Bain & Company aż 44% firm przewiduje, że neutralność klimatyczna zostanie osiągnięta dopiero po 2070 roku, co oznacza dalsze opóźnienie względem wcześniejszych założeń. Rok temu takich pesymistów było znacznie mniej – wówczas zakładano szybsze osiągnięcie celu. Obecne wyniki potwierdzają, że oczekiwania firm przesuwają się coraz bardziej w przyszłość, a realizacja globalnych celów klimatycznych wydaje się coraz mniej realna w przewidywalnej perspektywie.

Wyniki badania, przeprowadzonego wśród ponad 700 menedżerów z branży surowcowej, pokazują również spadek optymizmu dotyczącego osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Obecnie tylko 32% ankietowanych uważa, że cel ten zostanie zrealizowany w połowie wieku, podczas gdy wcześniej odsetek ten wynosił od 40 do nawet 50%.

Firmy mierzą się obecnie nie tylko z rosnącymi kosztami kapitałowymi, ale także coraz większymi trudnościami w zapewnieniu rentowności projektów dekarbonizacyjnych. Ponad trzy czwarte menedżerów potwierdza, że koszty realizacji inwestycji wzrosły w ostatnim roku, a co dziesiąty respondent wskazuje na podwyżki przekraczające 20%.

Liderzy sektora pozostają zaangażowani w transformację energetyczną, ale coraz bardziej realistycznie patrzą na stojące przed nimi wyzwania. Dekarbonizacja nie może odbywać się kosztem rentowności projektów – podkreśla Alessandro Cadei, Senior Partner i Head of Energy & Utilities EMEA w Bain & Company. – Obserwujemy zmianę równowagi w zakresie tzw. trylematu energetycznego: dekarbonizacji, przystępności cenowej i bezpieczeństwa. Kierunek pozostaje jasny i zdecydowany, ale tempo oraz narzędzia będą dostosowywane. Dodatkowo, firmy mierzą się ze zmieniającym się wsparciem ze strony akcjonariuszy, niepewnością regulacyjną oraz ograniczonym dostępem do finansowania – przy czym wszystkie te czynniki znacznie różnią się w zależności od technologii  – dodaje.

Badanie Bain & Company zwraca uwagę na rosnące zużycie energii generowane przez centra danych. Szacuje się, że do 2027 roku wzrośnie ono ponad dwukrotnie, osiągając aż 2,6% globalnej konsumpcji energii. Firmy użyteczności publicznej z ostrożnością podchodzą do tego zjawiska, analizując jego potencjalny wpływ na stabilność sieci energetycznych oraz możliwości zapewnienia ciągłości dostaw w przyszłości. Ten trend wymusza na dostawcach energii lepsze planowanie oraz rozważenie dodatkowych inwestycji infrastrukturalnych.

Choć optymizm dotyczący osiągnięcia zerowej emisji netto zmalał, liderzy sektora coraz wyraźniej dostrzegają potencjał biznesowy nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Według badania Bain & Company aż 72% dyrektorów uważa, że wdrożenie AI przyniesie realne korzyści biznesowe w ciągu najbliższych 5–10 lat. W miarę jak firmy coraz śmielej inwestują w rozwiązania oparte na AI, gwałtownie wzrastają ich potrzeby energetyczne. Sektor energetyczny będzie musiał na to reagować, wdrażając nowe strategie zarządzania energią oraz inwestując w rozwiązania zwiększające efektywność – dodał Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.

W obliczu wyzwań związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na energię oraz dążeniem do osiągnięcia celów dekarbonizacyjnych, organizacje coraz częściej zwracają uwagę na konieczność modernizacji swoich systemów zarządzania zasobami, a transformacja ERP (ang. Enterprise Resource Planning) staje się kluczowym krokiem w tym procesie, umożliwiając przedsiębiorstwom bardziej efektywne zarządzanie i integrację nowych technologii. Aż 60% kadry kierowniczej sektora energetycznego uznaje to za priorytet na najbliższe trzy lata. Zmiany te obejmują modernizację procesów biznesowych oraz zwiększenie efektywności działania firm dzięki nowym rozwiązaniom technologicznym. Jednocześnie liderzy sektora dostrzegają rosnącą rolę technologii związanych z magazynowaniem energii, gospodarką obiegu zamkniętego, odnawialnymi źródłami energii oraz wychwytywaniem i składowaniem CO₂, które stają się kluczowym elementem strategii rozwoju branży.

Donald Trump zaskakuje rynki: cła ogólne + odwetowe w jednym pakiecie

Donald Trump zapowiedział wczoraj wprowadzenie nowego pakietu ceł. Wprowadzono 10-procentową ogólną stawkę celną dla wszystkich krajów oraz dodatkowe cła wzajemne – dla Unii Europejskiej wyniosły one 20 proc., a dla Chin aż 34 proc. W przypadku Chin oznacza to, że stawka celna na produkty z tego kraju wzrośnie aż do 54 proc., ponieważ nowa taryfa sumuje się z wcześniej nałożonymi cłami.

To poziom zdecydowanie wyższy niż wcześniejsze zapowiedzi, a także oczekiwania analityków. Spodziewano się jednego typu ceł – albo ogólnej taryfy, albo ceł odwetowych. Tymczasem zastosowano oba rozwiązania jednocześnie. Tak wysokie stawki oznaczają zdecydowane odejście od paradygmatu wolnego handlu, który przez lata stanowił fundament globalnego wzrostu gospodarczego.

Zarówno wcześniejsze decyzje Donalda Trumpa, jak i pierwsze zapowiedzi – m.in. ze strony sekretarza handlu Scotta Bessenta – wskazują na otwartość USA na negocjacje. Sekretarz wezwał inne kraje, by nie podejmowały pochopnych decyzji i nie wprowadzały ceł odwetowych. Wobec skomplikowanej siatki globalnych relacji handlowych, właśnie takie bilateralne rozmowy mogą w dłuższej perspektywie doprowadzić do nowego porozumienia handlowego. Jak ono będzie wyglądać – tego dziś jeszcze nie wiemy.

Widzimy natomiast, jak wyliczono wysokość ceł. Co ciekawe, poziomy stawek oparto na dość prostym wzorze: stosunku nadwyżki handlowej danego kraju wobec USA do całości jego eksportu do Stanów Zjednoczonych. Wstępne zapowiedzi sugerowały szerszą analizę – miały obejmować kwestie walutowe, podatkowe oraz bariery pozataryfowe. Ostatecznie jednak zdecydowano się oprzeć wszystko na samym bilansie handlowym.

Przyjęto również arbitralny wskaźnik 50 proc. – ostateczna taryfa to połowa wyliczonej różnicy. To oznacza, że administracja Trumpa nie dostosowuje się do poziomu ceł innych krajów, jak wcześniej zapowiadano, lecz działa wyłącznie na podstawie deficytu handlowego. Może to wskazywać, że podstawowym celem ceł jest ograniczenie deficytu handlowego USA – a tym samym, że nowe stawki mogą mieć charakter tymczasowy.

Produkty z Unii Europejskiej – w tym z Polski – objęto cłami na poziomie 20 proc. Dla naszej gospodarki nie musi to być znaczący problem, jednak pośrednio możemy ucierpieć na zmniejszonym eksporcie Niemiec do USA. Niemcy eksportują tam towary o wartości 161 mld euro rocznie. Poszczególne polskie firmy eksportujące na rynek amerykański mogą zostać dotknięte tą decyzją. Warto pamiętać, że aż 20 proc. eksportu całej Unii Europejskiej trafia właśnie do Stanów Zjednoczonych. Nowe taryfy mogą doprowadzić do przetasowań w globalnym handlu. Przykładowo – Europa może skorzystać na tańszych produktach z Chin, które przestaną być eksportowane do USA z powodu wysokich ceł.

Cła prawdopodobnie wpłyną na poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych – spodziewany jest efekt inflacyjny również w innych krajach, tam gdzie pojawią się cła odwetowe. W globalnych relacjach handlowych – podobnie jak w polityce międzynarodowej – zasada wzajemności ma duże znaczenie. Odstępstwa od niej są rzadkością. Skutkiem ceł będzie prawdopodobnie spowolnienie wzrostu gospodarczego – zarówno w USA, jak i na świecie. Może ucierpieć także Unia Europejska, a Polska – choć w mniejszym stopniu – również może odnotować niewielkie spowolnienie.

Rynkowa reakcja pozostaje umiarkowana. Amerykańskie indeksy w handlu pozasesyjnym spadły o około 3–4 proc. Większe spadki dotknęły poszczególne firmy – Tesla straciła około 8 proc., Apple 7 proc. Są to spółki, których łańcuchy dostaw opierają się na krajach takich jak Chiny, Indie czy Wietnam. Dużo straciły również firmy z branży obuwniczej i odzieżowej, mocno dotknięte 46-procentowym cłem na produkty importowane z Wietnamu. Akcje Nike zostały przecenione o 7 proc., a europejski Adidas stracił aż 10 proc. Spadły także akcje Nvidii – o około 6 proc.

Jest zdecydowanie za wcześnie, by ocenić pełny wpływ propozycji Donalda Trumpa. Do momentu wejścia ceł w życie, co ma nastąpić 5 i 9 kwietnia, mogą jeszcze trwać negocjacje. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że administracja USA potrafi zmienić zapowiedziane poziomy ceł w ostatniej chwili. Tym bardziej że zastosowany mechanizm opiera się wyłącznie na deficycie handlowym USA, a nie na rzeczywistych poziomach ceł pobieranych przez inne kraje.

Możliwe, że jesteśmy świadkami powstawania nowego modelu globalnych relacji handlowych. Skutki tych zmian mogą być dalekosiężne – zarówno dla poszczególnych krajów, jak i dla konkretnych firm. Wiele przedsiębiorstw już dziś analizuje swoje łańcuchy dostaw w kontekście wprowadzonych ceł.

Rynek będzie mógł ocenić skutki nowych taryf dopiero w dłuższym okresie, zwłaszcza pod kątem wpływu na konkretne firmy. Na plus należy zaliczyć fakt, że spadł poziom niepewności – wiadomo już mniej więcej, jak będą wyglądały zapowiadane wcześniej przez Donalda Trumpa cła. W najbliższym czasie inwestorzy powinni zachować spokój i unikać gwałtownych decyzji. Warto natomiast szukać firm, które mogą zyskać na takim, a nie innym układzie globalnego handlu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podaż mieszkań na rynku wtórnym rośnie, ceny nie

We wszystkich metropoliach marzec przyniósł wzrost podaży mieszkań z drugiej ręki, a w efekcie stabilizację średniej ceny metra kwadratowego. Z tego trendu wyłamała się jedynie Łódź, gdzie średnia poszła w górę o 2% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Łódź ze średnią ceną 8,7 tys. zł za metr kwadratowy jest wciąż jedną z najtańszych metropolii. Na rynku wtórnym wysoki udział mają tu mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka lokali wybudowanych po 1989 r. – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Tym bardziej, że – jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar,  w Łodzi liczba unikalnych ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki zwiększyła się od początku roku z 5,2 tys. do 6,8 tys., czyli aż o 31%. W pozostałych metropoliach sytuacja podażowa wyglądała podobnie.

Adradar podaje, że tylko w marcu br. liczba mieszkań na rynku wtórnym wzrosła o 14% w Warszawie (do 24 tys. lokali), o 10% w Trójmieście (10,3 tys.) i Łodzi, o 9% w Poznaniu (4,8 tys.), o 8% w Katowicach (2,7 tys.), o 6% w Krakowie (11,9 tys.) i o 4% we Wrocławiu (11,7 tys.).Wyk. 1 - Mieszkania w sprzedaży na rynku wtórnym

Tak duży wzrost liczby mieszkań w ofercie zadziałał stabilizująco na ich średnią cenę metra kwadratowego. We wszystkich metropoliach, z wyjątkiem Łodzi, utrzymała ona poziom z lutego. W Warszawie mieszkania z drugiej ręki kosztowały w marcu średnio w przeliczeniu na metr kwadratowy ok. 17,9 tys. zł, w Krakowie – 17,4 tys. zł, w Trójmieście – 15,9 tys. zł, we Wrocławiu – 14,5 tys. zł, w Poznaniu – 11,6 tys. zł, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która jest najtańszym rynkiem w tym zestawieniu – 8,5 tys. zł za metr kwadratowy.Wyk. 2 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym w marcu
Ekspert portalu GetHome.pl zwraca uwagę, że w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego jest już niższa niż przed rokiem o odpowiednio 2% i 1%. W Krakowie średnia utrzymuje poziom sprzed 12 miesięcy. W tym okresie najbardziej wzrosła ona we Wrocławiu (+6%), a najmniej w Poznaniu (+1%).Wyk. 3 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym rdr

65% firm w USA i Europie ogranicza zależność od Chin – reindustrializacja ważniejsza niż krótkoterminowy zysk

0

Jak wskazuje najnowszy raport Capgemini, duże firmy w Stanach Zjednoczonych i Europie coraz mocniej skupiają się na reindustrializacji. Chcą w ten sposób rozwiązać problemy związane z trudnościami w łańcuchach dostaw, rosnącymi cłami oraz sporami handlowymi.

Strategicznym priorytetem staje się obecnie przebudowa globalnych łańcuchów dostaw i zdolności produkcyjnych – w tym przenoszenie produkcji z powrotem do kraju (reshoring), bliżej lokalizacji docelowej (nearshoring) oraz dywersyfikacja źródeł dostaw – nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Aż 60% kadry zarządzającej dąży do kontynuowania tych działań mimo wyższych kosztów. Co więcej, większość organizacji (65%) zmniejsza swoją zależność od chińskich produktów, planując w ciągu najbliższych trzech lat zwiększyć inwestycje w tzw. „friendshoring” – czyli lokowanie produkcji w krajach sojuszniczych – w celu minimalizacji ryzyka w łańcuchach dostaw.

Raport komentuje Krzysztof Skowron, Managing Director, Head of Capgemini Engineering Poland:

Globalizacja przez lata wydawała się nie mieć alternatywy – produkcja masowo przenoszona do krajów o niższych kosztach pracy stała się standardem w strategiach dużych firm. Jednak pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie wyraźnie pokazały kruchość globalnych łańcuchów dostaw, zmuszając firmy do przemyślenia swojego podejścia. To wtedy zaczęto mówić o konieczności reindustrializacji – najpierw jako odpowiedzi na zerwane połączenia logistyczne i geopolityczne napięcia.

Dziś ten trend nabiera jeszcze większej dynamiki. Nowym impulsem stały się rosnące taryfy celne oraz nasilające się konflikty handlowe, które dodatkowo uwypukliły ryzyko uzależnienia od produkcji w Chinach i innych odległych regionach. Nic dziwnego, że niemal 95% kadry zarządzającej wskazuje presję na łańcuchy dostaw jako kluczowy problem, a 93% wyraża obawy o negatywne skutki rosnących ceł.

W tej sytuacji firmy zaczynają stawiać na stabilność i bezpieczeństwo dostaw, nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Na znaczeniu zyskuje nie tylko przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu (nearshoring), ale także do krajów sojuszniczych (friendshoring), co pozwala na dywersyfikację i zmniejszenie zależności od Chin. Aż 82% firm planuje zmniejszyć zależność od chińskich dostawców, przenosząc część produkcji do krajów i regionów takich jak Ameryka Północna, Wielka Brytania, Meksyk, Wietnam, Indie oraz Afryka Północna.

Równocześnie technologia staje się podstawą nowego modelu produkcji. Automatyzacja, sztuczna inteligencja, a także technologie takie jak blockchain czy digital twins, pozwalają firmom ograniczać koszty, zwiększać efektywność i podnosić odporność operacyjną. Ponad 60% organizacji zamierza w ciągu najbliższych trzech lat rozwijać krytyczne technologie, takie jak analiza danych oraz sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, aby skutecznie wspierać procesy reindustrializacyjne. Inwestycje w innowacyjne rozwiązania produkcyjne są nie tylko odpowiedzią na wyzwania logistyczne, ale też drogą do bardziej zrównoważonego rozwoju.

Reindustrializacja to już nie tylko chwilowa reakcja na kryzys, ale długofalowa strategia budowania elastycznych i odpornych łańcuchów dostaw.

BNXT – krakowski startup, który chce zmienić świat fintechu i social mediów

BNXT PSA to krakowski startup, który chce zrewolucjonizować sektor FinTech oraz media społecznościowe. Najpierw w Polsce, a później na skalę globalną. Spółka stworzyła aplikację, która łączy usługi płatności, komunikatora i sieci społecznościowej w jednym. Aplikacja jest obecnie na etapie testów, a jej premiera planowana jest jeszcze w 2025 r. Spółka zamierza pozyskać finansowanie od inwestorów i rozpoczęła pre-kampanię przed rozważaną emisją akcji na platformie Emiteo. Rozwiązanie spółki wpisuje się w rosnący trend SocialFi, gdzie kluczowym gronem odbiorców będą przedstawiciele Generacji Z i millenialsi.

Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA
Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA

– W BNXT zmieniamy zasady gry w świecie cyfrowych finansów i komunikacji. Na świecie są już 3 miliardy użytkowników komunikatorów, ale wciąż widzimy na rynku przestrzeń do zagospodarowania, która wynika z braków w funkcjonalnościach dotychczas dostępnych aplikacji. Nasz pomysł jest odpowiedzią na niezaadresowane potrzeby użytkowników, w szczególności młodych osób, którzy chcą w łatwy i bezpieczny sposób przesyłać pieniądze bezpośrednio w oknie czatu. Z drugiej strony chcemy zaadresować systematycznie rosnącą grupę twórców, którzy szukają możliwości do aktywnej komunikacji ze swoją społecznością. W naszej aplikacji będą mogli się komunikować ze swoimi odbiorcami oraz efektywnie monetyzować swoją twórczość. – komentuje Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA.

BNXT to wielofunkcyjna platforma łącząca komunikację, finanse oraz platformę społecznościową. Do głównych funkcjonalności aplikacji należą:

BNXT CHAT – szyfrowany komunikator pozwalający na przesyłanie wiadomości i pieniędzy w jednym miejscu, z pełną ochroną prywatności.

BNXT PAY – system płatności integrujący bankowość tradycyjną i blockchain, umożliwiający szybkie przelewy i płatności w trybie incognito.

BNXT ID – unikalne ID użytkownika, które nie wymaga podawania wrażliwych danych osobowych, zapewniając pełną anonimowość.

BNXT HUB – platforma społecznościowa nastawiona na budowanie społeczności, grywalizację oraz aktywną komunikację twórców z odbiorcami, budowanie społeczności, organizowanie wydarzeń oraz grywalizację. Platforma ma umożliwiać efektywniejszą i bezpośrednią monetyzację treści przez jej autorów – zarówno zasięgowych influencerów, jak i osoby skupione na swojej specjalizacji.

– Jesteśmy świadkami dynamicznych zmian na rynku usług cyfrowych. Zauważyliśmy rosnące zapotrzebowanie na integrację komunikacji, finansów oraz świata społecznościowego jednej aplikacji. Dziś nasz produkt jest już w zaawansowanej fazie rozwoju, przygotowujemy się do premiery pierwszej wersji w II połowie 2025 r. – dodaje Dariusz Kobylański, założyciel BNXT.

W 2023 r. aż 60% dorosłych Polaków korzystało z mobilnych aplikacji bankowych, co stanowi dwukrotny wzrost w porównaniu z 2018 r. Największą grupą użytkowników płatności mobilnych są osoby w wieku 18–24 lat – aż 37% z nich korzysta z tej formy płatności. Pomysł BNXT wpisuje się w rosnący trend platform SocialFi, czy połączenia sieci społecznościowych z usługami i sektorem finansowym. Głównymi odbiorcami rozwiązania spółki będą przedstawiciele Gen Z i millenialsów, którzy aktywnie szukają alternatyw do znanych aplikacji, które ułatwią im codzienne czynności. Tylko w Polsce grupa ta liczy 8,5 mln osób – potencjalnych użytkowników.[1]

Adam Schimke, CPO BNXT PSA
Adam Schimke, CPO BNXT PSA

– Mamy już opracowaną koncepcję całej aplikacji, stawiamy na doświadczenie użytkownika i bezpieczeństwo, prywatność rozmów oraz płatności. Wdrożyliśmy już kluczowe funkcjonalności we wszystkich obszarach, w tym pełny czat i BNXT ID. Obecnie dopracowujemy model sieci społecznościowej i kwestię monetyzacji treści bezpośrednio przez twórcę oraz funkcje płatnicze. Dziś mamy już gotowe rozwiązanie oparte o stablecoin, a w kolejnych miesiącach będziemy wdrażać bardziej tradycyjne rozwiązanie finansowe, czyli rachunki oraz karty płatnicze, dostarczane przez zewnętrznego dostawcę usług Banking as a Service – wyjaśnia Adam Schimke, CPO BNXT PSA.

W związku z dynamicznym rozwojem aplikacji oraz jej planowaną premierą, spółka przygotowuje się do pozyskania finansowania w formie crowdfundingu inwestycyjnego na platformie Emiteo. Obecnie trwa pre-kampania, w której inwestorzy składają wstępne, niewiążące deklaracje zainteresowania inwestycją w akcje spółki.

– Do tej pory finansowaliśmy się ze środków założycieli, jednak chcemy przyspieszyć nasz rozwój, dlatego szukamy nowych inwestorów, którzy chcą dołączyć do naszego projektu i wesprzeć rozwój polskiej aplikacji. Rozważamy crowdfunding inwestycyjny, ponieważ taka forma finansowania umożliwia nam również budowę zaangażowanej społeczności, która widzi potencjał w nowoczesnych rozwiązaniach zmieniających codzienne funkcjonowanie młodych pokoleń. – dodaje Paula Pierzyńska.

[1] Źródła: Analiza BNXT, raport GWI Poland Q3 2022-Q3 2023 BAI, Raport NetB@nk, IV kwartał 2023.

Protekcjonizm USA zagrożeniem dla globalnego wzrostu. Europa szuka własnej ścieżki

„Powrót do lat 40. XX wieku z cłami. Potencjalne efekty tlącej się wojny handlowej” – pisze w najnowszym „Kwartalniku ekonomicznym” Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. A poza tym? Zwiększona aktywność fiskalna w UE, w Niemczech jeszcze stagnacja, ale przemysł w Polsce powraca na ścieżkę wzrostu.

Administracja Donalda Trumpa eskaluje napięcia handlowe, zapowiadając szeroko zakrojone taryfy na import z wielu krajów. Oczekiwane restrykcje celne, obejmujące zarówno cła bazowe, jak i specyficzne cła na wybrane państwa, wywołują wzrost niepewności gospodarczej oraz mogą negatywnie wpłynąć na dynamikę wzrostu PKB USA. Analitycy korygują prognozy wzrostu gospodarczego Ameryki na 2025 rok do ok. 1,5%, co odzwierciedla potencjalne skutki bardziej agresywnej polityki handlowej. W połączeniu z możliwymi działaniami odwetowymi ze strony Chin, Unii Europejskiej i Kanady, polityka protekcjonistyczna Trumpa grozi dalszym osłabieniem amerykańskiego sektora eksportowego i zwiększeniem presji inflacyjnej.

Zmieniające się warunki globalne wymuszają reakcję Europy. W obliczu narastających zagrożeń polityka monetarna i fiskalna stają się bardziej ekspansywne. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych przez EBC oraz zwiększona aktywność fiskalna, zwłaszcza w Niemczech, poprawiają perspektywy gospodarcze strefy euro. W efekcie polityka gospodarcza Europy może stać się bardziej odporna na szoki zewnętrzne, podczas gdy USA ryzykują scenariusz stagflacyjny. Według Tax Foundation, cła wprowadzone za poprzedniej kadencji Trumpa zmniejszyły amerykański PKB o 0,4% i kosztowały gospodarkę 309 tys. miejsc pracy. Tym razem skutki mogą być jeszcze poważniejsze – zarówno dla USA, jak i reszty świata.

Bundestag przegłosował historyczne zmiany w ustawie zasadniczej RFN. CDU/CSU i SPD zreformowały niemiecki „hamulec zadłużenia”, czyli konstytucyjny limit deficytu do 0,35% PKB. Zgodnie z nowymi zasadami, wydatki na wojsko, służby, obronę cywilną i cyberbezpieczeństwo powyżej 1% PKB nie będą już objęte tym ograniczeniem i będzie je można finansować z kredytów. Plan finansowy obejmuje też specjalny fundusz 500 mld euro na modernizację infrastruktury i ochronę klimatu.

Przemysł w Polsce powraca na ścieżkę wzrostu. W lutym wskaźnik PMI dla sektora przetwórstwa przemysłowego wzrósł do 50,7 pkt. z 50,6 pkt. miesiąc wcześniej, sygnalizując dalsze ożywienie po raz pierwszy od kwietnia 2022 roku.

W marcu inflacja CPI wyniosła 4,9% r/r. To poniżej rynkowych oczekiwań (5,0 proc.), co było efektem między innymi zmiany wag w koszyku inflacyjnym. Szczyt inflacji jednak za nami. GUS skorygował również dane za styczeń, wskazując identyczny poziom inflacji. Choć dynamika cen w kategoriach takich jak użytkowanie mieszkania i nośniki energii (13,3% r/r) czy żywność (6,7% r/r) wciąż była wysoka, trend dezinflacyjny może skłonić RPP do łagodniejszego podejścia. Jednak zakładamy, że pierwsze obniżki stóp procentowych są możliwe dopiero w III kw. 2025 roku.

Gospodarka zmaga się ze słabą koniunkturą. Produkcja przemysłowa w lutym spadła o 2% r/r, a w sektorze budowlanym nie odnotowano wzrostu (brak zmian r/r). Wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw były wyższe o 7,9% r/r, ale po uwzględnieniu inflacji realne tempo wzrostu płac wyhamowało do 2,9% r/r. Oczekiwania na ożywienie w budownictwie w kolejnych miesiącach są związane z napływem środków z KPO i funduszy unijnych, które mogą wesprzeć inwestycje infrastrukturalne.

Prognoza wzrostu PKB utrzymana na poziomie 3,5% r/r. Dynamika wzrostu płac nominalnych pozostaje wysoka, choć w 2025 roku przewidujemy jej stopniowe wyhamowanie. Inflacja w ostatnich miesiącach oscylowała wokół 5%, a jej szczyt przypadnie na I kw. 2025 roku, po czym powinna stopniowo maleć i na koniec roku znaleźć się w przedziale 3-3,5%.

Polska gospodarka skorzysta na niemieckim programie wydatków wojskowych i infrastrukturalnych. Znaczna część zamówień trafi do Europy Środkowej, przynosząc korzyści również polskiej gospodarce. Na podstawie szacunków DIW można przewidywać, że niemieckie wydatki publiczne w wysokości 500 mld PLN w ciągu dekady mogłyby podnieść PKB w Polsce o 0,2-0,4 pkt proc. rocznie. Oznaczałoby to, że w 2026 roku Polska mogłaby osiągnąć wzrost gospodarczy na poziomie 3,4-3,6% PKB i 3,8% w 2025 roku.

Donald Trump wpłynął na kursy walut regionu bardziej niż się spodziewaliśmy. Potencjał zakończenia konfliktu w Ukrainie wzmocnił złotego, a nieprzewidywalność polityki handlowej wpłynęła na osłabienie dolara. Notowania EUR/PLN pozostają względnie stabilne, co wskazuje na ograniczoną zmienność kursową w ostatnim czasie. Złoty nie zyskał na wartości mimo globalnej deprecjacji USD, co sugeruje, że lokalne czynniki wciąż mają dominujący wpływ na kurs. W kolejnych kwartałach prognozujemy stopniową deprecjację PLN w związku z możliwym rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych przez NBP. Wzrosty pary EURPLN mogą jednak być ograniczane przez potencjalne interwencje ze strony Ministerstwa Finansów związane z potrzebami pożyczkowymi na rynkach zagranicznych, co utrzyma stabilność kursu w okolicach 4,28-4,3 PLN. Notowania EUR/USD wzrosły w ostatnim czasie, czemu sprzyjały ogłoszenia dotyczące intensywnej stymulacji fiskalnej w Niemczech, które wpłynęły na poprawę nastrojów wokół euro. W nadchodzących kwartałach oczekujemy stopniowej deprecjacji dolara, wspieranej cyklicznym ożywieniem w strefie euro oraz polityką fiskalną i monetarną prowadzoną przez administrację USA. W przypadku CHFPLN prognozy wskazują na stabilizację w okolicach 4,42-4,44 PLN, co oznacza brak istotnych zmian w postrzeganiu franka jako waluty bezpiecznej przystani w kontekście rynków finansowych.

Rynek wtórny łapie oddech, najem stabilny, deweloperzy zaskakują sprzedażą

Początek wiosny przyniósł sporą aktywność na rynku mieszkaniowym. Jak pokazują wstępne dane Otodom Analytics, deweloperzy sprzedali 3,7 tys. lokali, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z lutym i o 5% r/r. W siedmiu największych polskich miastach ponownie zwiększyła się liczba mieszkań oferowanych na rynku deweloperskim, zbliżając się do poziomu 60 tys. Ruch widać także na rynku wtórnym – w lutym osoby poszukujące własnego „M” z drugiej ręki mogły wybierać spośród 51,5 tys. ogłoszeń. Wiosenne wzrosty nie ominęły także sektora najmu, na którym oferta w marcu była o 4% większa względem lutego.

Podaż wciąż wyższa niż popyt

Marzec był kolejnym miesiącem intensywnej gry popytowo podażowej na rynku mieszkaniowym, który poszukuje nowego poziomu równowagi.

W 7 największych polskich miastach bieżąca podaż była wyraźnie większa od popytu. Firmy deweloperskie ponownie wprowadziły do sprzedaży o 2 tys. więcej mieszkań w nowych inwestycjach niż zostało w tym samym czasie kupionych. Nie dziwi zatem fakt, że łączna oferta nowych mieszkań w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu sięgnęła niemal 60 tys. mieszkań. Tym samym marzec okazał się 18 miesiącem z rzędu, w którym oferta deweloperów nieprzerwanie rosła. 

podaż i popyt nieruchomości

Potencjalny nabywca, który w marcu był zainteresowany zakupem mieszkania w jednym z największych polskich miast mógł wybierać nie tylko z oferty liczącej 60 tys., ale także z ponad 6,4 tys. zarezerwowanych lokali. Jednak możliwość wyboru z tej puli ma warunkowy charakter, ponieważ mieszkania te w momencie zamknięcie badania nie są dostępne dla każdego zainteresowanego zakupem klienta – naturalną cechą rezerwacji jest jej nietrwały charakter. Mieszkania zarezerwowane prędzej czy później zmienią swój status na sprzedane lub wolne. Nie sposób jednak prawidłowo ocenić skali bieżącej działalności firm deweloperskich,  nie wspominając o puli rezerwacji.

Co ciekawe, pomimo wzrostu liczby oferowanych mieszkań, tempo wyprzedaży oferty* poprawiło się dzięki relatywnie dobrej marcowej sprzedaży, która okazała się o 30% wyższa od wyników odnotowanych na przełomie poprzedniego i bieżącego roku.

rezerwacje 

Zaskakujące wyniki sprzedaży deweloperów

Wstępne wyniki monitoringu rynku mieszkaniowego realizowanego na potrzeby Otodom Analytics wskazują, że w marcu deweloperzy sprzedali 3,7 tys. lokali. To o 10% więcej niż w lutym i o 5% więcej niż rok wcześniej. To także najlepsze od 12 miesięcy efekty sprzedaży.

Jak wskazują eksperci, choć sprzedaż mieszkań w pierwszym kwartale 2025 roku była o 13% niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (licząc względem skorygowanych danych za 2024 r.), obserwowany z miesiąca na miesiąc wzrost liczby transakcji pozwala z ostrożnym optymizmem patrzeć na dalszą część roku.

– Ten pozytywny trend pojawił się mimo braku wyraźnych zmian w otoczeniu makroekonomicznym, co może świadczyć o stabilizującym się popycie i stopniowej adaptacji rynku do nowych warunków. Warto również zwrócić uwagę na marcowe dane – w odróżnieniu od lat ubiegłych, po uwzględnieniu liczby dni sprzedażowych, marzec przyniósł lepsze wyniki niż luty. Choć różnica była niewielka, może ona sygnalizować zmianę sezonowego rytmu zakupowego. Wszystko to pozwala zakładać, że całoroczna sprzedaż w 2025 roku ma szansę utrzymać się co najmniej na poziomie z roku poprzedniego podkreśla Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom.Przeciętna dzienna sprzedaż 7R

Z kolei pod względem cen marzec na rynku deweloperskim przyniósł dalszą stabilizację. Warto jednak zauważyć, że przeciętne ceny ustabilizowały się nie tylko w relacji miesiąc do miesiąca (wzrost o 0,2%), ale również w stosunku do cen sprzed roku. To już drugi miesiąc z rzędu, gdy roczny wzrost przeciętnych cen oferowanych wyniósł 5,5% a po kilkunastoprocentowych wzrostach sprzed roku nie ma już śladu.

Wzrost oferty na rynku wtórnym

Liczba ogłoszeń o sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym w największych miastach wyniosła 51,5 tys., czyli była o niemal 2% wyższa w porównaniu do lutego. Największe ożywienie pod względem liczby nowych ofert miało miejsce w Łodzi, gdzie podaż zwiększyła się aż o 7%. Na drugim miejscu uplasowało się Trójmiasto, notując miesięczny wzrost na poziomie 5%. Jednak analizując ofertę mieszkań na rynku wtórnym w największych miastach, można zauważyć wyraźne wyhamowanie tempa wzrostu podaży.

Od lipca do grudnia 2024 roku obserwowaliśmy bardzo dynamiczne przyrosty liczby ogłoszeń – sięgające nawet 50% rok do roku. Tymczasem w marcu 2025 roku wzrost wyniósł już tylko 17%, co jest najniższym wynikiem od wiosny ubiegłego roku – tłumaczy Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Jej zdaniem, to może świadczyć  o stabilizowaniu się rynku. – Od trzech miesięcy wskaźnik odpowiedzi na ogłoszenia utrzymuje się na wysokim poziomie, co sugeruje, że dostępna oferta znajduje realne zainteresowanie wśród kupujących. W samym marcu odnotowaliśmy 98 tys. odpowiedzi – to o 7% więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 29% więcej niż rok temu. Taki poziom aktywności poszukujących naturalnie wpływa na ograniczenie dalszego wzrostu liczby nowych ogłoszeń – wyjaśnia.

Rynek najmu w stabilnym rytmie

W marcu sytuacja na rynku najmu utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie, zwłaszcza jeśli chodzi o ceny. W siedmiu największych miastach Polski opublikowano na portalu Otodom łącznie 17 tys. ogłoszeń dotyczących wynajmu mieszkań, co oznacza wzrost o 4% względem lutego.

Średni koszt najmu kształtował się na poziomie 3080 zł, czyli niemal identycznie jak miesiąc wcześniej – spadek wyniósł symboliczne 20 zł. Warto jednak zauważyć, że w ujęciu rocznym stawki nadal rosną – obecny poziom jest o 60 zł wyższy niż w analogicznym okresie 2024 roku. Dane te mogą świadczyć o tym, że rynek w dalszym ciągu utrzymuje stabilne ceny – od 4 miesięcy obserwujemy oscylujące wokół zera zmiany m/m, ale i symboliczne zmiany r/r.

*Wskaźnik obrazujący sytuację na danym rynku. Wyliczany na podstawie wielkości oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy. To wyrażony w kwartałach czas, w którym z oferty zniknęłyby wszystkie mieszkania gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie średniej z ostatnich 3 miesięcy.

Cła w USA zmieniają globalne łańcuchy dostaw – dla Polski to szansa na nowe inwestycje

Wprowadzenie nowych, zwiększonych ceł importowych, ogłoszone wczoraj przez Stany Zjednoczone, z pewnością w krótkim okresie spowoduje liczne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i logistyce. Natomiast długoterminowo oznacza również potencjalne szanse dla polskiego rynku magazynowego i produkcyjnego.

Wprowadzenie niemal dwukrotnie wyższych ceł na towary importowane do USA z Chin niż na towary sprowadzane z Europy może spowodować, że część amerykańskich importerów zacznie szukać alternatywnych dla chińskich źródeł zaopatrzenia i dostaw, w tym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo, jeżeli celem wprowadzenia dodatkowych ceł dla towarów importowanych z Unii Europejskiej do USA ma być zwiększenie poziomu inwestycji dla europejskich firm w Stanach Zjednoczonych, to zbliżona odpowiedź Europy może podnieść poziom inwestycji amerykańskich firm, które nie chcą utracić dostępu do europejskiego rynku zbytu.

Polska ma szereg atutów uzasadniających lokowanie tego rodzaju inwestycji produkcyjnych w naszym kraju. Również firmy azjatyckie, które będą chciały zrekompensować możliwy spadek obrotów w Stanach Zjednoczonych w związku z wprowadzeniem wyższych ceł importowych, mogą w większym niż dotychczas stopniu koncentrować się na ekspansji w Europie. W tym także poprzez lokowanie tu nowych inwestycji produkcyjnych i logistycznych. Wkraczamy w etap, w którym dotychczasowa globalizacja zostanie w dużo większym niż dotychczas stopniu zastąpiona regionalizacją. Produkcja “w Stanach na Stany” – tak. Ale również “w Europie dla Europy” – i na tym trendzie jako Polska jak najbardziej możemy skorzystać.

Przemysław Piętak, dyrektor ds. doradztwa w łańcuchu dostaw CBRE

Cyberprzestępcy atakują europejskie banki. Polska w czołówce celów hakerów

Europejski sektor finansowy pozostaje głównym celem ataków cybernetycznych. Raport „Threat Landscape 2024” Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) ostrzega przed nasilającymi się atakami na banki, firmy ubezpieczeniowe i dostawców usług finansowych. Według danych Check Point Research, organizacje finansowe odnotowały w 2024 roku 30% wzrost cyberataków i średnio na świecie były atakowane 1 500 razy tygodniowo. Banki w Polsce znajdują się na czołowej liście celów cybernetycznych z przeciętną liczbą 1 850 ataków w 2025 roku.

Według Wojciecha Głażewskiego, dyrektora zarządzającego izraelskiej firmy specjalizującej się w bezpieczeństwie sieciowym Check Point Software Technologies w Polsce, sektor finansowy stanowi kręgosłup światowej gospodarki, co czyni go jednym z najbardziej narażonych na ataki cybernetyczne.

W miarę jak bankowość internetowa, transakcje mobilne i innowacje fintechowe czy AI się rozwijają, zagrożenia cybernetyczne również się ewoluują. Cyberprzestępcy nieustannie wykorzystują luki w aplikacjach finansowych, co sprawia, że silne środki bezpieczeństwa są niezbędne do ochrony wrażliwych danych klientów, transakcji i operacji biznesowych – ostrzega Wojciech Głażewski z Check Point Software Technologies.

Dowodem na to jest analiza raportu Check Point Security Report 2025, która wskazuje na 30% wzrost liczby cyberataków na sektor finansowy w 2024 roku, z średnią liczbą 1 510 ataków tygodniowo na całym świecie. – Polska odnotowała ostatnio liczbę incydentów wyższą niż średnia światowa, z ponad 1 850 atakami tygodniowo na ten sektor – dodaje Głażewski.

W 2024 roku Polska doświadczyła największej liczby cyberataków na świecie. Według Ministerstwa Cyfryzacji, Polska odnotowała ponad 1 000 cyberataków tygodniowo w 2024 roku. Raport firmy Check Point Research wskazuje na wyższą ilość ataków…. Polska doświadcza średnio ponad 1 500 ataków na organizację tygodniowo, a sektory strategiczne ponad 2 000. Sektor finansowy w Polsce jest celem 1 859 ataków co tydzień – wynika z danych Check Point Research.

W ciągu ostatnich dwóch dekad organizacje z sektora finansowego padły ofiarą ponad 20 000 cyberataków, które spowodowały straty przekraczające 12 miliardów USD, jak podaje SecurityWeek, powołując się na dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Te incydenty wiążą się również z pośrednimi stratami, takimi jak uszczerbki na reputacji czy dodatkowe koszty związane z wzmocnieniem środków bezpieczeństwa. Szacuje się, że organizacje finansowe są celem około jednej piątej wszystkich cyberataków. Jeśli skutki ataku dotkną lub mogą dotknąć klientów, ujawnienie tych informacji jest wymagane przez prawo.

Od ataków typu Distributed Denial-of-Service (DDoS), nasilenie których wywołane zostało konfliktami geopolitycznymi, po oszustwa internetowe i ataki na łańcuchy dostaw, zagrożenia cybernetyczne stają się coraz bardziej wyrafinowane. Przestępcy wykorzystują luki w zabezpieczeniach, aby uzyskać dostęp i sprzedać wrażliwe dane, podczas gdy schematy oszustw internetowych stają się coraz bardziej zaawansowane. Poza widocznymi atakami, takimi jak ransomware, które blokuje dostęp do danych w zamian za okupy, coraz częściej wykorzystywane są subtelniejsze metody, takie jak phishing i inżynieria społeczna. Kampanie smishing i vishing wprowadzają użytkowników w błąd, nakłaniając ich do podania krytycznych informacji finansowych, podczas gdy oszustwa związane z kryptowalutami stają się coraz powszechniejsze.

W obliczu rosnących wyzwań związanych z cyberbezpieczeństwem, Unia Europejska nasila wysiłki na rzecz poprawy koordynacji wśród swoich państw członkowskich, aby chronić krytyczną infrastrukturę i wzmocnić suwerenność technologiczną. W tym kontekście polska prezydencja w Radzie UE zwołała na 5 marca br. spotkanie europejskich ministrów ds. cyfryzacji, aby ocenić odporność cybernetyczną Unii. Nieformalne spotkanie, które odbyło się w Warszawie, zakończyło się ogłoszeniem „Warszawskiego Apelu”, wzywającego państwa członkowskie do wzmocnienia współpracy w zarządzaniu kryzysami cybernetycznymi i finalizacji „Planów UE dotyczących zarządzania kryzysowego w zakresie cyberbezpieczeństwa”. Ministrowie podkreślili potrzebę stworzenia strategii walki z cyberatakami. Podkreślili również znaczenie wzmocnienia współpracy UE-NATO, szczególnie w kontekście zagrożeń bezpieczeństwa zaostrzonych przez inwazję Rosji na Ukrainę.

Ponadto, Polska zwróciła się (w ramach krajowej polityki odporności na cyberzagrożenia) do Europejskiego Banku Centralnego o opinię na temat projektu ustawy nowelizującej ustawę o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (18.11.2024) oraz wytycznych bezpieczeństwa dla państwowego Narodowego Banku Polskiego (NBP), instytucji finansowych oraz systemów płatniczych i rozrachunkowych. W odpowiedzi na prośbę Christine Lagarde, prezes EBC, napisała, że EBC sugeruje, aby odpowiednie umowy o współpracy i wymianie informacji zostały ustanowione pomiędzy Ministrem ds. Cyfryzacji a EBC, za pośrednictwem NBP, w celu zapewnienia ogólnej funkcjonalności krajowego systemu bezpieczeństwa.

Banki centralne na celowniku hakerów

Zgodnie z raportem „ENISA Threat Landscape 2024” najbardziej atakowanymi sektorami gospodarki są administracja publiczna, transport oraz sektor bankowy/finansowy. W związku z tym, nie tylko instytucje finansowe, ale także banki centralne są narażone na ataki. Wynika to z różnych powodów.

Banki centralne pełnią kluczową rolę w gospodarce. Są one „kopalnią wiedzy” dla hakerów, ponieważ stanowią istotny element krytycznej infrastruktury finansowej. Są to unikalne instytucje publiczne, a większość ich funkcji nie może zostać zastąpiona. Posiadają monopol na emisję pieniędzy, odpowiadają za politykę monetarną, stabilność finansową, nadzór nad systemami płatniczymi i rozrachunkiem papierów wartościowych, prowadzą operacje wymiany walutowej, zarządzają rezerwami oficjalnymi i wspierają zarządzanie finansami państwa. Banki centralne są swoistymi „centralnymi węzłami” w sieci połączeń z bankami komercyjnymi. Posiadają również ogromne ilości poufnych danych finansowych, co czyni je atrakcyjnymi celami dla hakerów. Hakerzy mogą koncentrować się na konkretnych obszarach działalności banku centralnego, a znaczące zakłócenie jego codziennej działalności (i publiczne ujawnienie tego) może zostać uznane przez hakerów za miarę sukcesu ataku. Najczęściej wykorzystywanym narzędziem w tych atakach były dotychczas ataki DDoS, skierowane na strony internetowe i serwery banków centralnych poprzez zakłócanie usług sieciowych. Tego rodzaju ataki są stosunkowo mniej skomplikowane i łatwe do przeprowadzenia, chociaż nie powodują dużych strat. Warto wspomnieć, że ataki DDoS były przeprowadzane już na banki takie jak Riksbank, Bank Izraela, Bank Norwegii, Narodowy Bank Belgii, Czechy Narodowy Bank, Bank Słowenii oraz Centralny Bank Rosji.

Cyberataki na europejskie banki – ENISA

Między styczniem 2023 a czerwcem 2024 roku zagrożenia cybernetyczne skierowane w sektor finansowy Europy eskalowały, stanowiąc zagrożenie dla banków, dostawców usług finansowych i organów regulacyjnych. Zgodnie z raportem ENISA Threat Landscape: Finance Sector, sektor finansowy stanął w obliczu 488 publicznie zgłoszonych incydentów cybernetycznych, z bankami, publicznymi instytucjami finansowymi oraz indywidualnymi klientami wśród najbardziej dotkniętych. Raport wskazuje na ataki DDoS, wycieki danych, inżynierię społeczną, oszustwa, ransomware, ataki na łańcuch dostaw oraz złośliwe oprogramowanie jako główne zagrożenia dla instytucji finansowych. Sektor finansowy pozostaje głównym celem cyberprzestępców ze względu na swoje cenne zasoby i połączenia w ramach cyfrowej infrastruktury. Zgodnie z wynikami ENISA, 46% wszystkich zgłoszonych incydentów dotyczyło europejskich instytucji kredytowych (banków), co czyni je najczęściej atakowanymi podmiotami. Publiczne organizacje finansowe stanowiły 13% incydentów, a indywidualni klienci zostali dotknięci w 10% przypadków, często poprzez phishing i oszustwa.

Instytucje finansowe balansujące między innowacją (AI) a środkami bezpieczeństwa

Sektor usług finansowych znajduje się na krytycznym momencie, stojąc przed rosnącą presją dostosowania swoich systemów do rozwoju najnowszych technologii, takich jak sztuczna inteligencja (AI), aby pozostać konkurencyjnym. Prognozy wskazują na gwałtowny wzrost wydatków związanych z AI w sektorze finansowym (wzrost o 30,7% rocznie między 2023 a 2024 rokiem). Wzrost ten osiągnie poziom ponad 1,4 miliarda USD do końca br. Jednakże z tymi możliwościami wiąże się ryzyko bezpieczeństwa i odporności systemów AI – podkreślają analitycy Check Point. Zrozumienie, jak instytucje finansowe mogą balansować między potrzebą innowacji a ochroną swoich operacji poprzez solidne środki bezpieczeństwa cybernetycznego i strategie zarządzania ryzykiem AI, będzie jednym z najważniejszych wyzwań na drodze do skutecznego i bezpiecznego wdrożenia AI i Generative AI.

Polska liderem w zakresie cyberbezpieczeństwa

Są jednak pocieszające sygnały. Polska zajmuje (dane 03.24) drugie miejsce na świecie w Indeksie Cyberbezpieczeństwa Narodowego (NCSI), co oznacza, że tylko jeden kraj był lepiej przygotowany na cyberataki niż Polska. Nasz kraj osiągnął prawie 100-procentową zgodność przygotowania i odpornośc systemów w prawie każdym aspekcie. Tylko w zakresie badań i rozwoju cyberbezpieczeństwa uzyskał mniej niż 67%. W pozostałych obszarach wynik wynosił co najmniej 67%. W sumie kraj uzyskał maksymalną liczbę punktów w 8 z 12 ocenianych kryteriów, co czyni go jednym z liderów międzynarodowych. Tylko Czechy były lepiej przygotowane według NCSI.

Źródła:

https://www.enisa.europa.eu/sites/default/files/2025-02/Finance%20TL%202024_Final.pdf

https://blog.checkpoint.com/artificial-intelligence/leveraging-ai-in-financial-services-with-resilience-and-security/

https://www.checkpoint.com/security-report/

https://polish-presidency.consilium.europa.eu/media/bkmbggs0/warsaw-call_en.pdf

Home

Wojna handlowa rozpoczęta – światowe giełdy w czerwieni, dolar najtańszy od 4 lat

Klimat na rynkach po „Dniu Wyzwolenia” – czerwień na parkietach giełdowych, spadające ceny ropy naftowej i rentowności obligacji – sygnalizują jedno: wojna handlowa przyczyni się do powstania recesji na świecie. Krajowa waluta trzyma się mocno, USD/PLN najniżej od 4 lat. 

Cios z otwartej przyłbicy

Wczorajszy dzień z pewnością zapisze się na kartach historii. Prezydent USA spełnił swoje zapowiedzi i rozpoczął wojnę handlową ze wszystkimi „partnerami”. Od 5 kwietnia cały import do USA będzie objęty cłami na poziomie 10%. Pozostali „przestępcy oszukujący Stany” (nie mylić z partnerami handlowymi) zostali objęci jeszcze wyższymi taryfami, dla przykładu Chiny 34%, a w przypadku Unii Europejskiej będzie to 20%. I teraz cały szkopuł w tym, jak zachowają się kraje objęte tymi obostrzeniami. Czy odpowiedzą i będziemy mieli pełnoskalową wojnę handlową, czy jednak dojdzie do jakichś kompromisów. Decyzja Trumpa uderzyła mocno w USD. Nie może być inaczej, skoro szacunki mówią o tym, że amerykański PKB ucierpi na tym ruchu w przedziale 2,5-3%, a negatywnym efektem będzie także wzrost inflacji o około 2%. Mówiąc więc prościej, z jednej strony grozi Stanom recesja, z drugiej wzrosną ceny, a więc utrudni to działania w kontekście polityki monetarnej. Pojęcie stagflacji znów może się pojawić w notesach członków Fed i oczywiście nie będą z tego zadowoleni.

Wielu „rannych”

Nerwowa reakcja inwestorów dzisiaj jest widoczna na wielu aktywach. Parkiety giełdowe mienią się w barwach czerwonych, a spadki, jak w przypadku S&P 500 czy Nasdaq, sięgają blisko 4%. Również na niemieckim Dax-ie próżno szukać wzrostów, indeks otworzył się dawno niespotykaną luką w dół, ale też zdziwienia nie ma, skoro cła obejmą kluczowy sektor gospodarki naszego zachodniego sąsiada, a więc motoryzację. Solidny ruch na południe widzimy również na ropie naftowej. To konsekwencja szacunków co do pojawienia się recesji w USA już w tym roku (prawdopodobieństwo sięgnęło 50%). Zapaść gospodarcza to niższy popyt na surowiec, co przekłada się na niższą cenę. I rzut oka jeszcze na rynek długu, gdzie widzimy solidny spadek rentowności, co może sugerować, że Fed będzie zmuszony ciąć stopy procentowe, by nie dopuścić do spadku aktywności w gospodarce. Trump miał więc szczytne zamiary ochrony wewnętrznego rynku i wsparcia rodzimej produkcji, ale przy okazji wywołał tsunami w relacjach handlowych, które wcale nie musi przynieść pozytywnych efektów, także dla USA.

Jest i bohater

I rzut oka na polski rynek. Patrząc na USD/PLN, można powiedzieć jest świetnie”. Dolar jest najtańszy od blisko 4 lat. Tania amerykańska waluta w połączeniu z tanią ropą naftową (spadek o ponad 5%) z pewnością odbije się korzystnie na cenach paliw na stacjach. To także duży bonus dla spadającej inflacji w naszym kraju. Wymiana handlowa z USA rozwija się dość dynamicznie w ostatnich latach, wartość obrotów handlowych w 2023 roku wyniosła ponad 12 mld USD. Skoro mówimy o taryfach importowych do USA, to tutaj procentowy udział całego polskiego eksportu do tego rewiru świata wyniósł we wspomnianym okresie raptem 3%. Co ciekawe, więcej importujemy my z USA, przede wszystkim surowce, auta, a także urządzenia elektryczne. Patrząc więc przez pryzmat ceł i naszej wymiany handlowej, Polska aż tak nie ucierpi. Szerszy kontekst jest jednak nieco bardziej negatywny. Można tutaj wspomnieć o problemach naszych dużo ważniejszych partnerów handlowych, takich jak Niemcy. I właśnie to szersze spojrzenie widać na warszawskim parkiecie, gdzie również dominuje czerwień, a spadki WIG20 sięgają blisko 3,5%. Jeśli chodzi o walutę to, tak jak wspominaliśmy, dolar jest tańszy o blisko 10 groszy, w konsekwencji sporych wzrostów EUR/USD, natomiast EUR/PLN delikatnie rośnie, ale nadal jesteśmy pod granicą 4,20.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

RPP bez zmian, ale rynek już gra na obniżki stóp

Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała się utrzymać główną stopę procentową na poziomie 5,75%, niezmiennie już od 18 miesięcy. Decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami rynku, dlatego też nie przyniosła żadnych istotnych zmian na polskiej walucie. Za dolara płacimy 3,8715 zł, natomiast za euro 4,1800 zł. W tle coraz bardziej wybrzmiewa jednak echo nadchodzących zmian stanowiska względem wysokości stóp. Naszym zdaniem luzowanie warunków monetarnych w Polsce może nadejść szybciej niż wynika to m.in. z komentarzy samych bankierów NBP.

Najważniejszym czynnikiem spychającym jastrzębie zakłady rynku są przede wszystkim same dane o inflacji. Dane o dynamice wzrostu cen za marzec zeszły z powrotem do 4,9% (podobnie jak było to w lutym oraz styczniu), mimo iż rynek oczekiwał odbicia CPI do 5,1%. Tak niski odczyt powoduje, że wydane przez RPP projekcje makroekonomiczne podczas posiedzenia w zeszłym miesiącu bardzo szybko się zdeaktualizowały i wraz z negatywnym zaskoczeniem w kwestii dynamiki wzrostu płac, która w lutym wyniosła rok do roku 7,9% wobec oczekiwanych 8,7% mocno niweluje skrajne obawy o gwałtowne odbicie cen w Polsce.

W walce z powszechną „drożyzną” wsparcie dostarcza nam również silny złoty, który pozostaje stosunkowo blisko najwyższych poziomów w stosunku do dolara amerykańskiego oraz euro widzianych od blisko 5 lat.

Mimo zachęcających danych makro, RPP pozostaje ostrożna. Ma to przede wszystkim związek z dużą niepewnością geopolityczną, w kwestii zmian celnych. Kluczowym czynnikiem są również majowe wybory prezydenckie, które mogą opóźnić ewentualne obniżki na czerwiec. Rynek obecnie wycenia, że stopy w 2025 roku mogą spaść o łącznie 100 punktów bazowych, do poziomu 4,75%. Na ten moment wydaje się, że o ile inflacja gwałtownie nie odbije (scenariusz mniej prawdopodobny po serii negatywnych danych makro), to argumenty stojące za dalszym utrzymywaniem stóp mogą się szybko skończyć.

Dla inwestorów jednak w tej materii kluczowe będą jutrzejsze komentarze prezesa Glapińskiego, który z dużym prawdopodobieństwem odniesie się do tego jak bardzo oraz czy w ogóle RPP zmieniła swoje prognozy inflacji. Czekamy więc na godzinę 15:00, kiedy to rozpocznie się konferencja prasowa. 

Mateusz Czyżkowski, ekspert XTB

Cła Trumpa jak domino. Giełdy pod presją, złoty w kontrze

Dziś wieczorem mamy poznać jedną z kluczowych (a pod względem gospodarczym najważniejszą) decyzji Donalda Trumpa. Według zapowiedzi prezydenta USA cła zostaną nałożone na wszystkie kraje. Niestety może to oznaczać początek globalnej wojny celnej, a te w historii prowadziły do spowolnienia lub recesji. Pod presją niepewności dziś znów znalazły się giełdy, ale rynek walutowy w dalszym ciągu broni się przed negatywnym sentymentem. Zupełnie w tle skończyło się posiedzenie RPP.

Rynek pracy w USA odbija

Środowy kalendarz makro nie zachwyca obfitością, co jeszcze zwiększa poziom skupienia uwagi na prezydencie USA. W normalnych okolicznościach wrażenie na inwestorach mógłby wywrzeć raport ADP o zatrudnieniu poza rolnictwem w Stanach, ale jego efekt zdaje się ograniczony. Z kronikarskiego obowiązku trzeba odnotować, że zatrudnienie wzrosło o 155 tys. Było to zdecydowane odbicie po lutym (84 tys.) i pokonanie prognoz (115 tys.). Silny przyrost wystąpił w sektorze produkcyjnym. Twórcy raportu wskazują jednak na dużą niepewność związaną z (niespodzianka) zapowiadaną polityką celną ze strony amerykańskiego rządu. W teorii silniejszy rynek pracy mógłby oznaczać większą powściągliwość w luzowaniu monetarnym za oceanem, co powinno wesprzeć USD. W praktyce po publikacji danych dolar się osłabił.

Historyczny moment

Piszemy o tym codziennie, ale niestety nie ma ważniejszego wydarzenia dla rynków. Czas pokaże, pod jaką nazwą ten dzień przejdzie do historii, ale wszystko wskazuje na nowe rozdanie w globalnej gospodarce. Prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie ceł na wszystkie kraje (częściowo zostały już wprowadzone na kilku partnerów), co przy ostrzeżeniach innych państw o taryfach odwetowych brzmi jak recepta na wojnę handlową. Niewykluczone, że analitycy będą próbowali zniuansować przekaz płynący z Białego Domu. Niestety dotychczasowe zachowanie amerykańskiej administracji pozostawia niewiele przestrzeni na nadzieję deeskalacji. Dotychczasowe historyczne doświadczenia wskazują, że wojny celne prowadzą do spowolnienia gospodarczego, a nawet recesji. Równocześnie handel międzynarodowy stanowi zdecydowanie większą część PKB niż przed kilkudziesięcioma latami, co przekłada się na wzmożone ryzyko dla rynków. Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego przedstawili swoje wyliczenia. Według nich w różnych scenariuszach wojna celna może wygenerować spadek polskiego PKB od 0,38% do 0,43%.

Rynek walutowy wciąż odporny

Awersja do ryzyka powróciła na parkiety giełdowe. Związana jest ona głównie z niepewnością wokół przyszłości globalnego handlu po rozpoczęciu wojny celnej. Jeszcze Azja wygenerowała drobne wzrosty (a nawet poważne w przypadku Indii +0,8%), ale już Europa znalazła się pod powszechną presją. Po godz. 15 spadki sięgają od -0,18% w Madrycie po -1,5% we Frankfurcie. W tych okolicznościach całkiem przyzwoicie wygląda Warszawa z WIG20 zniżkującym o 0,4%. Otwarcie na Wall Street nie napawa optymizmem przed dalszą częścią sesji. Co ciekawe, przed negatywnym sentymentem w dalszym ciągu broni się rynek walutowy. Kurs EUR/USD znowu wyszedł powyżej 1,08 $. Przekłada się to na przepływ kapitału także w kierunku Europy Środkowej, gdzie najwięcej zyskuje HUF. Co nie ujmuje w żadnym wypadku złotemu, który także sukcesywnie poprawia swoją pozycję. Chociaż jest to raczej zasługa czynników zewnętrznych, to trzeba wspomnieć, że zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie (referencyjna to 5,75%). Kurs EUR/PLN zbliża się do 4,17 zł, kurs USD/PLN zszedł poniżej 3,86 zł, kurs CHF/PLN wynosi 4,37 zł, a kurs GBP/PLN balansuje na poziomie 4,99 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Stopy procentowe bez zmian, ale scenariusz obniżek coraz bliżej. Rynek wycenia cięcia o 100 pb

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie. Decyzja RPP jest zgodna z oczekiwaniami rynku. W ostatnich tygodniach pojawiło się kilka czynników mocno wspierających gołębią część Rady. Zarówno odczyty inflacji konsumenckiej jak i dynamiki wynagrodzeń okazały się zaskoczyć pozytywnie i być niższe od oczekiwań rynkowych.

Po ostatnich wypowiedziach członków Rady widać, że dyskusja o obniżce stóp procentowych się przybliża. Kontrakty na stopę procentową wyceniają obniżki stóp procentowych w tym roku, łącznie o 100 punktów bazowych. Również WIBOR zaczął powoli wyceniać obniżki stóp procentowych.

Patrząc na dotychczasową komunikację prezesa NBP z uwagą należy przyglądać się skali deficytu sektora finansów publicznych oraz decyzji o podtrzymaniu mrożenia cen energii po III kw. bieżącego roku – to właśnie decyzja o mrożeniu cen energii generuje dzisiaj dużą niepewność w kształtowaniu się procesów inflacyjnych w nadchodzącym 2026 roku. Szczegóły decyzji poznamy jutro na konferencji prasowej.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Ewelina Rozpara nową Dyrektor Marketingu Business Centre Club

Business Centre Club poinformowało, że Ewelina Rozpara objęła stanowisko Dyrektor Marketingu BCC. Jej dołączenie do organizacji jest konsekwencją dynamicznego rozwoju i strategicznych działań w obszarze marketingu oraz komunikacji.

– Ponad dwudziestoletnie doświadczenie pani Eweliny Rozpary w zarządzaniu marketingiem i budowaniu silnych marek postrzegam jako gwarancję skutecznej realizacji naszych celów i dalszego rozwoju organizacji – powiedział dr Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Nowa Dyrektor Marketingu zastąpiła na tym stanowisku panią Renatę Stefanowską.

Wnosi ona do BCC bogate doświadczenie biznesowe oraz nowoczesne podejście do komunikacji marketingowej, z którą związana jest od 2004 roku. W 2019 roku została wyróżniona w konkursie Dyrektor Marketingu Roku.

– Zarządzanie działem marketingu największej organizacji pracodawców w Polsce to            dla mnie nowe, ekscytujące wyzwanie. Z dużą satysfakcją obejmuję tę funkcję, mając świadomość realnego wpływu na dalszy rozwój BCC i umacnianie jego pozycji – podkreśla Ewelina Rozpara.

Ewelina Rozpara to ekspertka w zakresie strategii marketingowej, skuteczna menedżerka i inicjatorka licznych projektów krajowych oraz międzynarodowych. Jest liderką transformacji, zarządzającą zespołami i budżetami na poziomie 8 mln zł. Specjalizuje się również w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu oraz komunikacji kryzysowej. Tworzy zespoły, które osiągają najwyższe wyniki, realizują ambitne cele i pracują w atmosferze wzajemnego szacunku.

Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Komunikacji w Szkole Głównej Handlowej, London School of PR oraz Executive MBA na Rotterdam School of Management.

Prywatnie pasjonuje się sztuką i literaturą, a wolny czas najchętniej spędza na polu golfowym lub odkrywając nowe smaki kuchni międzynarodowej. Podróże, zarówno zawodowe, jak i prywatne, traktuje jako okazję do poznawania kultur i czerpania inspiracji do dalszego działania.

Metale szlachetne na fali, ropa stabilnie, miedź pod presją ceł. Prognozy Saxo na II kwartał 2025 r.

  • Złoto może osiągnąć poziom 3 300 USD, a srebro 44 USD, ze względu na zakupy ich przez banki centralne oraz niepewność gospodarczą i geopolityczną.
  • Cła oraz transformacja energetyczna to dwa kluczowe czynniki, które wpływają na popyt na miedź zarówno krótko, jak i długoterminowo.
  • Cena ropy Brent pozostanie w przedziale 65-85 USD, przy czym zarówno popyt, jak i podaż będą musiały sprostać wyzwaniom.
  • Amerykański gaz ziemny skorzysta na rosnącym krajowym popycie oraz silnym zapotrzebowaniu na eksport LNG.

Megatrendy napędzające długoterminowe zyski

Sektor surowców, pomimo licznych obaw dotyczących popytu, odnotował mocny początek roku, a jeden z wiodących indeksów towarowych osiągnął najwyższy poziom od dwóch lat, co potencjalnie sygnalizuje wybicie z horyzontalnego zakresu, który pojawił się po wzroście w latach 2020–2022 i następującej po nim korekcie. Ogólnie rzecz biorąc, indeks Bloomberg Commodity Total Return (BCOMTR) wzrósł o 8,3% w tym roku, już przewyższając wzrost 5,4% odnotowany w ubiegłym roku. Wszystkie sektory, z wyjątkiem zbóż, odnotowały wzrosty, a – podobnie jak w ubiegłym roku – na czele znalazły się metale szlachetne i towary miękkie. Indeks BCOMTR, który jest  śledzony przez liczne fundusze ETF, handluje koszykiem 24 głównych kontraktów terminowych na towary, podzielonym niemal równomiernie między sektor energetyczny, metale i rolnictwo.

W prognozach na 1-wszy kwartał, zwróciliśmy uwagę na ryzyko, że 2025 może stać się rokiem, w którym wiele wydarzeń i niepewności stworzy wymagające środowisko dla handlu i inwestycji. To jest to, co widzieliśmy do tej pory, przy czym rynki akcji na całym świecie, szczególnie w USA, doświadczają spadków w związku z obawami o perspektywy wzrostu i inflację spowodowaną polityką i działaniami Prezydenta Trumpa, nie mówiąc już o wykorzystywaniu ceł jako narzędzia do zmuszania firm do przenoszenia produkcji z powrotem do USA.

Ponadto, rozpad relacji między państwami, które ustalały międzynarodowy porządek przez ostatnie 80 lat, również spowodował dużą niepewność. Jednakże, pomimo krótkoterminowych ryzyk dla wzrostu,
a w konsekwencji popytu na surowce, uważamy, że wiele z tych wydarzeń będzie długoterminowo wspierać niektóre z mega-trendów sprzyjających surowcom w nadchodzących latach.

 

Sector Performance (*) 2025** 2024 2023 2022 2021 2020
Energy (30.0%) 8,1% 1.2% -21.6% 36.2% 52.1% -42.7%
Industrial metals (15.1%) 11,7% 3.5% -9.1% -2.4% 30.3% 16.3%
Precious Metals (18.8%) 15,6% 25.3% 9.6% 0.1% -6.1% 25.6%
Grains (23.2%) -0,1% -3.9% -4.4% 15.5% 26.7% 16.5%
Softs (7.6%) 14,3% 32.5% 18.5% -3.5% 44.0% 2.9%
Livestock (5.3%) 4,8% 20.2% -1.9% 7.4% 8.6% -23.4%
BCOM Total Return Index 8,3% 5.4% -7.9% 16.1% 27.1% -3.1%
Source: Bloomberg & Saxo     * BCOM 2025 Sector Weights   ** as of 20 March  

Według Ole Hansena, Dyrektora ds. strategii surowców w Saxo długoterminowy trend dla kluczowych surowców pozostaje wzrostowy, i jest napędzany przez kilka głównych czynników, takich jak:

  • Deglobalizacja – rywalizacja USA-Chiny przekształca łańcuchy dostaw, zwiększając priorytet bezpieczeństwa kosztem efektywności kosztowej, co podnosi popyt na kluczowe surowce.
  • Sektor obronny – rosnące napięcia geopolityczne stymulują rekordowe wydatki militarne i gromadzenie strategicznych surowców.
  • Dekarbonizacja i zapotrzebowanie na energię – inwestycje w odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne (EV), sztuczną inteligencję (AI) oraz centra danych zwiększają popyt na metale i energię.
  • De-dolaryzacja – odchodzenie od dominacji dolara amerykańskiego wspiera zakupy złota jako zabezpieczenia finansowego.
  • Ryzyko zadłużenia i polityki fiskalnej – wysoki poziom globalnego zadłużenia i deficytów zwiększa popyt na twarde aktywa, takie jak złoto i srebro.
  • Demografia i urbanizacja – starzejące się społeczeństwa Zachodu oraz wzrost gospodarek wschodzących intensyfikują zapotrzebowanie na surowce.
  • Zmiany klimatyczne – rosnące potrzeby energetyczne związane z chłodzeniem, bezpieczeństwo żywnościowe oraz protekcjonizm wpływają na popyt na kluczowe zasoby.

Ropa naftowa: mieć i zjeść ciastko

Nasza prognoza na 2025 rok, zakładająca, że cena ropy Brent będzie oscylować w zakresie
65-85 USD za baryłkę, pozostaje niezmieniona. Według Ole Hansena, po ożywieniu w styczniu ceny na krótko przekroczyły poziom 80 USD za baryłkę, osiągając czteroletnie minimum blisko 68 USD, a następnie stabilizując się. Ceny zostały obniżone przez obawy, że agresywna polityka handlowa Trumpa może wywołać globalną wojnę handlową, negatywnie wpływając na globalny wzrost i popyt. Dodatkowo, inwestorów wystraszył plan OPEC+, aby od kwietnia stopniowo zwiększać produkcję. Mimo że miesięczne wzrosty są stosunkowo niewielkie, istnieje realne zagrożenie, że produkcja z Iranu i Wenezueli może ucierpieć w wyniku zaostrzenia sankcji przez USA.

W ciągu ostatnich czterech lat produkcja Iranu i Wenezueli wzrosła o 1,6 miliona baryłek dziennie, zwiększając ich udział w całkowitej produkcji OPEC z 10,6% do 15,7%. W tym samym okresie trzej członkowie OPEC z Bliskiego Wschodu (GCC), na czele z Arabią Saudyjską, dobrowolnie zmniejszyli produkcję o 1,6 miliona baryłek dziennie. W nadchodzących miesiącach nie przewidujemy większych zmian w ogólnej produkcji OPEC, lecz raczej rotację udziałów rynkowych.

Polityka Trumpa, polegająca na intensyfikacji krajowego wydobycia ropy i gazu w celu osiągnięcia ceny ropy na poziomie 50 USD, aby obniżyć inflację, również spotkała się z negatywnym odbiorem. Jednakże, osiągnięcie niższych cen znacznie poniżej obecnych poziomów zaszkodziłoby producentom o wysokich kosztach, głównie w USA, spowalniając i odwracając produkcję na długo przed tym, zanim ceny zbliżą się do 50 USD za baryłkę. Innymi słowy, niższa cena ropy i rosnąca produkcja w USA nie mogą być osiągnięte jednocześnie; stąd nasz pogląd, że Brent w kierunku 65 USD i WTI w kierunku 60 USD oferują dobrą wartość.

Ceny amerykańskiego gazu ziemnego w ostatnich miesiącach mocno wzrosły, wspierane przez silny popyt zimowy i rosnący eksport LNG. Choć wzrost ten mógł być nieco przedwczesny, Ole Hansen uważa, że kierunek jest właściwy i że w nadchodzących latach będziemy zmierzać w kierunku wyższego przedziału cenowego niż średnia 3 USD za MMBtu obserwowana w ciągu ostatniej dekady. Głównym powodem jest oczekiwany szybki wzrost zużycia energii i rekordowy eksport LNG w okresie, w którym producenci mogą mieć trudności, aby nadążyć z dostarczeniem wystarczającej ilości surowca.

Cła i transformacja energetyczna: dwa kluczowe czynniki wpływające na popyt na miedź

W naszej prognozie na I kwartał podtrzymaliśmy wcześniejszą długo utrzymywaną optymistyczną prognozę dla metali przejściowych, takich jak aluminium, a zwłaszcza miedź. Jednocześnie stwierdziliśmy, że inwestorzy w krótkim okresie muszą uzbroić się w cierpliwość, podczas gdy oceniany jest wpływ ceł i środków zaradczych Trumpa na wielkość popytu. Jednak ryzyko nałożenia 25% cła na import miedzi do USA spowodowało, że ceny w Nowym Jorku przekroczyły nasz cel na pierwszy kwartał na poziomie 4,7 USD, ponieważ inwestorzy próbowali uwzględnić w wycenach ostateczny poziom ceł.

W chwili tworzenia tego artykułu, kontrakty terminowe na miedź HG, notowane w Nowym Jorku, wyceniane są z 12% premią w stosunku do globalnej ceny referencyjnej w Londynie. Mogą wzrosnąć do 25%, jeśli cła zostaną ostatecznie wprowadzone w wyniku trwającego dochodzenia, lub gwałtownie spaść, jeśli żadne cła nie zostaną wprowadzone. Jednak biorąc pod uwagę, że zakończenie takiego dochodzenia może zająć trochę czasu, obserwujemy kilka czynników wspierających ceny w krótkim terminie, zanim pojawi się bardziej długoterminowe wsparcie strukturalne napędzane transformacją energetyczną – jednym z kluczowych megatrendów sprzyjających rynkowi surowców.

comex

Choć ostatni wzrost cen nie wynika z popytu konsumenckiego, lecz z dużego przesunięcia zapasów do USA, to i tak może przyczynić się do wcześniejszego zaostrzenia globalnego rynku. Znaczna część widocznych zapasów miedzi jest zagrożona tym, że pozostanie w USA – kraju, który odpowiada za mniej niż 10% globalnej konsumpcji miedzi. Jednakże, biorąc pod uwagę, że kontrakty terminowe na miedź HG wzrosły już o 25% od początku roku, a ceny w Londynie spadły o około 13%, Ole Hansen dostrzega większe ryzyko wzrostu cen w Londynie. Ogólnie rzecz biorąc, te wydarzenia sprawiają, że bardzo trudno jest przewidzieć krótkoterminowy cel cenowy, ponieważ ostatecznie będzie to zależało od poziomu ceł, na jakie, i jeśli w ogóle, zdecyduje się rząd USA.

Po wielu latach stabilności geopolitycznej i handlowej rynki zmagają się z podwyższoną zmiennością wynikającą m.in. z polityki handlowej USA i gróźb eskalacji wojen handlowych przez inne kraje. Powoduje to, że rynki są bardziej reaktywne i niestabilne, a inwestorzy chcą zabezpieczyć portfele przed możliwymi turbulencjami. Prognozy Saxo na II kwartał 2025 roku mówią o utrzymaniu wysokiej zmienności. Dlatego aby poradzić sobie w obecnych warunkach, inwestorzy muszą dokonać przemyślanej dywersyfikacji. Szeroka dywersyfikacja w różnych sektorach, regionach i klasach aktywów znacznie zmniejsza ryzyko, wygładza zwroty i pomaga portfelom inwestycyjnym wytrzymać wstrząsy rynkowe – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Złoto może zmierzać w kierunku 3 300 USD, a srebro zyskuje na podwójnym impulsie wzrostowym

Podnosimy naszą prognozę szczytowej ceny złota w 2025 roku do 3 300 USD za uncję, podczas gdy srebro, przy stosunkowo skromnym spadku relacji złoto-srebro do 75, może osiągnąć 44 USD za uncję w tym samym przedziale czasowym. Wzrost cen srebra nie tylko wspierany jest przez siłę metali przejściowych, do których należy również srebro. Wzrost wartości złota, który rozpoczął się w 2022 roku i nabrał tempa w ubiegłym roku, jest nadal napędzany przez coraz bardziej niepewny krajobraz geopolityczny, w którym globalne napięcia i zmiany gospodarcze skłaniają inwestorów do poszukiwania bezpieczniejszych aktywów. Trend ten nie wykazuje oznak osłabienia w najbliższym czasie.

Połączenie agresywnych zakupów złota przez banki centralne w celu dywersyfikacji od USD i aktywów opartych na USD, takich jak obligacje, oraz obawy o rosnące globalne zadłużenie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, skłaniają inwestorów do zabezpieczania się przed niestabilnością gospodarczą, zwracając się ku metalom szlachetnym. Ta tendencja utrzyma się w nadchodzących miesiącach. Dodatkowo zawirowania wywołane cłami mogą stworzyć warunki sprzyjające określonym ruchom cenowym, które spowolnią wzrost gospodarczy, podczas gdy inflacja może ponownie przyspieszyć.

Mercator Medical poprawia wyniki. Wzrost przychodów i powrót do rentowności operacyjnej

Grupa Mercator Medical konsekwentnie pracuje nad poprawą sprzedaży swoich produktów. W czwartym kwartale szacunkowe przychody Grupy wyniosły 149,2 mln zł, co stanowi wzrost o prawie 28 proc. r/r. Wynik na poziomie EBITDA wyniósł szacunkowo 57,1 mln zł wobec straty 20,8 mln zł w czwartym kwartale 2023 r. Z kolei zysk netto Grupy szacowany jest na poziomie 66,8 mln zł, wobec 6,7 mln zł rok wcześniej. Szacunkowa EBITDA, po odjęciu korekty odpisu wartości spółki produkcyjnej w Tajlandii o 57 mln zł, wyniosła ok. 0,1mln zł.

Grupa Mercator zadecydowała o częściowym odwróceniu odpisów wartości majątku w bilansie ze względu na polepszenie sytuacji na ryku rękawic jednorazowych. Wpływ na to miały wyższe ceny sprzedaży, realizacja założeń strategii rozwoju sprzedaży produktów specjalnych, poprawa efektywności produkcji w zakładach oraz oczekiwane oszczędności z uruchomienia elektrociepłowni w połowie 2026 r. Korekta ww. odpisów wyniosła 57 mln zł. Po odliczeniu tej kwoty Grupa Mercator Medical nadal odnotowuje pozytywny szacunkowy zysk EBITDA na poziomie ok. 0,1 mln zł oraz zysk netto 9,8 mln zł.

– W czwartym kwartale kontynuowaliśmy działania ukierunkowane na poprawę efektywności operacyjnej w całej Grupie, zarówno w obszarze produkcji, jak i dystrybucji. Mimo że otoczenie rynkowe pozostaje wymagające – zwłaszcza w kontekście presji kosztowej – obserwujemy efekty wdrożonych procesów optymalizacyjnych. – komentuje Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Mercator Medical S.A.

– W czwartym kwartale 2024 r. Mercator zwiększył przychody, a na poziomie EBITDA (po odjęciu korekty odpisów majątku spółki produkcyjnej w Tajlandii) szacuję, iż osiągnęliśmy break even. Należy także zaznaczyć, że w wyniku Grupy alokowane są na razie koszty związane z działalnością deweloperską, podczas gdy przychody pojawiać się będą na późniejszych etapach. – mówi Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.

– W czwartym kwartale poczyniliśmy znaczące inwestycje w segment deweloperski, realizując wcześniejsze założenia. Zakup kamienic w centrum Krakowa to tylko jeden z elementów naszej strategii dywersyfikacji działalności. Od początku roku zespół Mercator Estates sukcesywnie się powiększa, co świadczy o rosnącym zaangażowaniu w rozwój tego biznesu. Utrzymujemy solidny zapas gotówki, który daje nam komfort przy podejmowaniu kolejnych decyzji inwestycyjnych. – dodaje Monika Żyznowska.

W październiku 2024 roku spółka z Grupy Mercator Medical kupiła za 11 mln euro netto dwie zabytkowe kamienice przy ul. Westerplatte i Lubicz w centrum Krakowa. To pierwsza inwestycja Mercator Estates w segmencie nieruchomości premium. Obecnie spółka, we współpracy z biurem architektonicznym, dopracowuje szczegóły koncepcji projektowej i już niebawem zaprezentuje wizję rewitalizacji. W ciągu kilkunastu miesięcy planowane jest uzyskanie pozwolenia na budowę i rozpoczęcie prac. W styczniu 2025 roku na stanowisko prezesa zarządu Mercator Estates powołany został Maciej Wójcik – doświadczony menedżer, który przez wiele lat kierował TDJ Estate, realizując prestiżowe inwestycje mieszkaniowe, biurowe i handlowe w Polsce. Jednocześnie Maciej Knych, dotychczasowy członek rady nadzorczej Mercator Medical, objął nowe obowiązki operacyjne, zwiększając swoje zaangażowanie w działalność Mercator Estates.

Finalne wyniki finansowe wraz z szerszymi objaśnieniami i zestawieniami znajdą się w raporcie rocznym za 2024 r., którego publikacja zaplanowana jest na 29 kwietnia br.

Nowe badanie: galerie handlowe wciąż ważne, mimo spadku liczby klientów

Według najnowszego badania opinii publicznej, większość społeczeństwa uważa, że w Polsce wciąż nie ma dość galerii i centrów handlowych. Tak deklaruje 46,1% pytanych Polaków. Natomiast 36,4% rodaków twierdzi, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) jest już przesyt tego typu obiektów. Niezdecydowanych pozostaje 17,5% respondentów. Autorzy badania wyjaśniają, że tak mocny podział opinii przede wszystkim wynika z różnych potrzeb konsumenckich. Jednocześnie badanie pokazuje, że wyżej wymienione obiekty wciąż są bardzo ważnym elementem rynku retail w Polsce.

Jak wynika z najnowszego badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe, 36,4% osób uważa, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. Z kolei 46,1% Polaków jest przeciwnego zdania.

– Widać, że opinie na temat liczby centrów handlowych w Polsce są mocno podzielone. Powodem są oczywiście różne potrzeby konsumenckie. Perspektywa ankietowanych najprawdopodobniej koncentruje się na ich najbliższym otoczeniu. Choć przeważają głosy wskazujące na fakt, że nie mamy do czynienia z nadmiarem, to jednak znaczny odsetek ankietowanych wskazuje na zbytnie zagęszczenie centrów handlowych. Wskazywałoby to na problem natury strukturalnej – komentuje Adam Iwiński, współautor badania i CEO Hybrid Europe.

Jak przypominają eksperci z UCE RESEARCH, analizy pokazują, że w galeriach i centrach handlowych, w porównaniu do roku ubiegłego lekko maleje ruch i spada liczba klientów. – Jednak nasze badanie może wskazywać na to, że mimo wszystko obecność centrów handlowych jest wciąż postrzegana jako istotna. To może oznaczać, że nadal pełnią ważną rolę w codziennym życiu konsumentów, choć zmienia się sposób ich użytkowania – stwierdza Adam Iwiński.

CEO Hybrid Europe tłumaczy również, że spadek ruchu i liczby klientów może być efektem rosnącej popularności e-commerce, zmian nawyków zakupowych czy większej dostępności różnorodnych miejsc zakupów. – Fakt, że większość respondentów nie zgadza się ze stwierdzeniem, że mamy do czynienia z nadmiarem galerii, sugeruje, iż przyszłość tych obiektów zależy od ich zdolności do ewolucji i dostosowania do zmieniających się preferencji klientów – dodaje współautor badania.

Z badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe wynika też, że 17,5% Polaków nie potrafi zająć stanowiska w powyższej kwestii. – Osoby, które odwiedzają centra handlowe rzadziej, mogą nie mieć jednoznacznego zdania na temat ich liczby, ponieważ nie są w pełni świadome aktualnego stanu rynku ani nie czują się w pełni zaangażowane w przedmiot badania. Często preferują one inne formy zakupów, np. online. Ewentualnie korzystają z tego typu obiektów w dość ograniczonym zakresie, tylko w celu rozrywki i spotkań towarzyskich – wyjaśnia Iwiński.

Według eksperta z Hybrid Europe, konsumenci, którzy odwiedzają galerie i centra handlowe rzadko, nie czują się w pełni zaangażowani. Nie identyfikują roli tych obiektów jako istotnej w ich życiu konsumenckim. – Wraz ze wzrostem częstotliwości odwiedzania takich miejsc, respondenci nabierają większej pewności co do oceny funkcji galerii i centrów handlowych w ich życiu. Ostateczna decyzja będzie zależała od dalszego rozwoju rynku oraz kierunku zmian preferencji zakupowych respondentów – przewiduje Adam Iwiński.

Do tego eksperci z UCE RESEARCH twierdzą, że – w ich ocenie – badanie wyraźnie pokazuje wciąż mocną pozycję galerii i centrów handlowych w Polsce. Widać też, że jest tam jeszcze jakaś mniejsza bądź większa, ale mimo wszystko przestrzeń na nowe tego typu inwestycje. Tylko muszą być one dobrze przemyślane, aby idealnie trafić w gust i potrzeby konsumentów.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 22-24.03.2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Europe na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Maciej Nowosielski w Radzie Nadzorczej PayPro – silniejsza współpraca PeP i Przelewy24 w Grupie Nexi

Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu Polskie ePłatności (PeP), objął funkcję członka Rady Nadzorczej PayPro S.A., właściciela marki Przelewy24 – największego operatora płatności online w Polsce. To kolejny krok wzmacniający współpracę między kluczowymi podmiotami Grupy Nexi w Polsce, do której należą zarówno Polskie ePłatności, jak i Przelewy24.

Maciej Nowosielski to doświadczony lider z ponad 25-letnim stażem w zarządzaniu na poziomie strategicznym i operacyjnym. Z PeP związany jest od maja 2017 roku, gdzie początkowo pełnił funkcję Dyrektora Handlowego, a od stycznia 2020 roku Wiceprezesa Zarządu. Od 28 lutego 2022 roku sprawuje urząd Prezesa Zarządu Polskich ePłatności oraz spółek zależnych. Pod jego kierownictwem Polskie ePłatności stały się jednym z liderów rynku płatności bezgotówkowych w Polsce, dynamicznie rozwijając ofertę i zwiększając bazę terminali płatniczych do ponad 270 tysięcy urządzeń.

Przelewy24, będące częścią PayPro S.A., to największy operator płatności online w Polsce, oferujący nowoczesne rozwiązania dla sektora e-commerce. Serwis wspiera różnorodne metody płatności, takie jak szybkie przelewy, BLIK, karty płatnicze czy płatności mobilne, obsługując codziennie miliony transakcji. W ramach Grupy Nexi w Polsce, Przelewy24 i Polskie ePłatności wspólnie tworzą kompleksową ofertę usług płatniczych, wspierając zarówno biznesy online, jak i tradycyjnych przedsiębiorców.

Wejście do Rady Nadzorczej PayPro to dla mnie zaszczyt i jednocześnie możliwość jeszcze bliższej współpracy z zespołem Przelewy24. Wspólnie, jako część Grupy Nexi, dążymy do dalszego rozwoju innowacyjnych rozwiązań płatniczych, które ułatwiają życie przedsiębiorcom i konsumentom w Polsce. – powiedział Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu PeP.

Nominacja Macieja Nowosielskiego do Rady Nadzorczej PayPro podkreśla strategiczne znaczenie synergii między Polskimi ePłatnościami a Przelewy24 w ramach Grupy Nexi, wzmacniając pozycję obu marek na polskim rynku fintech.

IMS aktualizuje politykę dywidendową

Zaktualizowana polityka dywidendowa (GPW: IMS) zakłada rozszerzenie spektrum narzędzi bezpośredniego transferu środków do akcjonariuszy przy zachowaniu dotychczasowego łącznego poziomu wypłat na poziomie przynajmniej 75% skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej.

– IMS jest w wąskim gronie spółek z GPW, które rok w rok od kilkunastu lat wypłacały dywidendy. I zamierzamy pozostać w tym gronie. W grudniu do naszych akcjonariuszy trafiła zaliczka za rok 2024, w którym zanotowaliśmy najwyższe zyski w naszej historii, a w naszym zasięgu jest realizacja ambitnych celów w kolejnych latach. Tymczasem akcje IMS postrzegamy jako istotnie niedowartościowane, dlatego też rozważamy zaproponowanie Walnemu Zgromadzeniu uruchomienia skupów akcji własnych – komentuje Piotr Bielawski, Wiceprezes Zarządu IMS S.A.

Intencją Grupy IMS jest (1) rokroczna wypłata dywidend w sposób jednorazowy lub w odstępach półrocznych (zaliczka na dywidendę) oraz (2) prowadzenie skupu lub skupów akcji własnych, w tym w formie zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji Emitenta (skup o charakterze dywidendowym po cenie istotnie wyższej niż aktualny kurs giełdowy) i/lub zakupów akcji własnych po cenie rynkowej podczas sesji giełdowych.

6 grudnia 2024 roku do akcjonariuszy IMS trafiło 5,6 mln zł zaliczki na poczet dywidendy za rok 2024 (0,16 zł na akcję), a za poprzednie lata (2012-2023) wypłacone dywidendy miały wartość 56,8 mln zł (1,74 zł na akcję). Łącznie oznacza to 1,9 zł na akcję, czyli około 50% obecnej wyceny całej Grupy IMS na GPW (biznes typu value – marketing sensoryczny oraz biznes typu growth – projekt Closer Music).

Grupa IMS opublikowała już wstępne, szacunkowe dane finansowe za rok 2024, które wskazują na rekordowe zyski roczne i pierwszy raz w historii 8-cyfrowy zysk netto (RB 2/2025). Widać również wyraźny wzrost rentowności dzięki zwiększeniu bazy abonamentowej w segmencie premium oraz konsekwentnej dyscyplinie kosztowej. Skonsolidowany zysk operacyjny z wyłączeniem startupowego projektu Closer Music wzrósł szacunkowo o 42% wobec rezultatu roku 2023, do 16,5 mln zł, a analogiczny zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej był szacunkowo wyższy aż o 64% rok do roku (12,3 mln zł). Wyraźnie wzrosły też poziomy rentowności, dzięki czemu marża EBITDA zbliżyła się do 34% (+6 pkt. proc.), a marża netto przekroczyła 19% (+7 pkt. proc.). Finalne rezultaty finansowe Grupy IMS za rok 2024 znajdą się w raporcie okresowym, którego publikacja zaplanowana jest na 16 kwietnia br.

Rekordowe ceny mieszkań w miastach – Kraków i Warszawa z ponad 70% wzrostem od 2020 r.

Po okresach dynamicznych wzrostów średnich cen na rynku nieruchomości, przyszedł czas na ich stabilizację, a nawet pierwsze spadki. Jednak od 2020 r. ceny za mkw. w największych miastach wzrosły nawet o ponad 70% jak w przypadku Krakowa, a w najdroższych polskich dzielnicach jak warszawska Wola kupującym przyjdzie zapłacić nawet 15 tys. zł/mkw. więcej za nowy lokal niż w 2020 r. Sprawdzamy, jak zmieniły się ceny w 7 największych miastach i które dzielnice są obecnie najdroższe.

Kraków liderem wzrostów cen

Wśród siedmiu największych polskich miast prym pod względem wzrostu cen wiedzie Kraków. Od 2020 roku średnia stawka za mkw. mieszkania z rynku deweloperskiego wzrosła w stolicy Małopolski aż o ponad 70 8 i dziś poszukujący tu własnego M muszą liczyć się z wydatkiem rzędu ok. 16, 4 tys./za mkw. Nieco taniej, choć o 67% drożej niż pięć lat temu, jest na rynku wtórnym, gdzie średnia cena mkw. sięga blisko 15, 9 tys. zł.

O 70% od 2020 r. podrożały nowe lokale w Warszawie i we Wrocławiu. Stolica Polski niezmiennie pozostaje najdroższym miastem z cenami przekraczającymi 17 tys. zł/mkw. Z kolei nabywcy na wrocławskim rynku deweloperskim muszą wydać ok. 14,2 tys. zł/mkw. W obu miastach wzrosty średnich stawek za mkw. mieszkań z drugiej ręki doganiają deweloperskie i w ciągu ostatnich 5 lat osiągnęły ok. 60%. Natomiast najmniejszy skok cenowy od 2020 r. widoczny jest w Trójmieście, gdzie zmiana cen lokali z rynku deweloperskiego i wtórnego wyniosła „zaledwie” ok. 50%.

– W Trójmieście obserwujemy dość wyjątkową sytuację. Ze względu na ograniczoną dostępność gruntów pod zabudowę w nadmorskich lokalizacjach, nowe inwestycje pojawiają się rzadko i najczęściej realizowane są jako projekty premium. Tego typu nieruchomości drożeją wolniej i często utrzymują stabilne ceny mimo rynkowych zawirowań – podkreśla Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

W Katowicach, Łodzi i Poznaniu podwyżki cen za mkw. nowych mieszkań oscylowały wokół ok. 60%, a tych z drugiej ręki wokół ok. 50%.

Nawet 27 tys. zł/mkw.

Pod względem dynamiki cen w najdroższym polskim mieście, czyli Warszawie, przoduje Wola. W tej dzielnicy w latach 2019 – 2024 z roku na roku cena za mkw. rosła średnio o 18%, a cena całkowita mieszkań o 20%. Planujący tam zakup z rynku pierwotnego muszą obecnie przygotować się na wydatek nawet 27 tys. zł/mkw., czyli nawet o 1 tys. zł/mkw. wyższy niż na Śródmieściu. Za to poszukujący lokali z drugiej ręki na warszawskiej Woli zapłacą ok. 21,5 tys. zł/mkw.

Wśród krakowskich dzielnic najdroższe są Stare Miasto, Grzegórzki i Krowodrza, gdzie po ostatnich latach wzrostów cen wahają się one na rynku deweloperskim od 20 do nawet 23 tys. zł/mkw. Z porównywalnym wydatkiem muszą się liczyć także poszukujący własnego M z drugiej ręki w tych częściach miasta oraz na Pogórzu.

Z wrześniowego badania Otodom wynika, że 25% osób poszukujących mieszkania w Krakowie chciałoby zmieścić się w budżecie do 500 tys. zł. Tymczasem statystyki sprzedaży pokazują, że aż 20% transakcji dotyczyło lokali w cenie przekraczającej 1,1 mln zł. To wyraźnie pokazuje, jak duża jest rozbieżność między możliwościami a rzeczywistymi kosztami zakupu. Co więcej, również na rynku wtórnym trudno dziś o niższe ceny – poziomy ofertowe są zbliżone do tych z rynku pierwotnego – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, dyrektor badań rynku Otodom.

W trzeciej pod względem cen lokalizacji na mapie Polski – w Trójmieście, najdroższymi dzielnicami okazują się być Gdańskie Jelitkowo i Orłowo, gdzie średni koszt mkw. nowego lokalu sięga nawet 23-25 tys. zł.

Mieszkania w najdroższych dzielnicach łączą kilka kluczowych cech: doskonałą lokalizację, ograniczoną podaż nowych inwestycji, wysoki standard i silną markę miejsca. To często dzielnice dobrze skomunikowane, z dostępem do zieleni, szkół, usług i kultury, w których popyt jest stały, niezależnie od sytuacji na rynku. Zarówno indywidualni kupujący, jak i inwestorzy, traktują takie nieruchomości jako bezpieczną lokatę kapitału. Nawet jeśli są droższe na starcie, oferują większą stabilność cen w dłuższej perspektywie. A to oznacza, że w takich dzielnicach nie możemy się spodziewać wyraźnych spadków cen – podsumowuje Milena Chełchowska.

Polski Kongres Klimatyczny 2025: Zielona transformacja w centrum debaty publicznej

W dniach 25-26 marca 2025 roku odbył się Polski Kongres Klimatyczny. Organizowane przez Europejską Fundację Inwestycji Zrównoważonych wydarzenie zgromadziło kluczowych interesariuszy – przedstawicieli rządów, biznesu, samorządów, nauki i organizacji pozarządowych – aby wspólnie omówić najważniejsze wyzwania i szanse związane z dekarbonizacją gospodarki oraz rozwojem zrównoważonych inwestycji.

Patronat i znaczenie kongresu

Patronat honorowy nad kongresem objęły Ministerstwo Przemysłu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Wydarzenie odbyło się również pod patronatem trwającej polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.

Kongres otworzył Przewodniczący Rady Programowej Polskiego Kongresu Klimatycznego, Pan Senator Adam Szejnfeld, a przemowy inauguracyjne wygłosili: Pani Minister Marzena Czarnecka, Ministra Przemysłu oraz Pan Michał Baranowski, Sekretarz Stanu, Wiceminister Rozwoju i Technologii.

Senator Adam Szejnfeld, Przewodniczący Rady Programowej  Polskiego Kongresu Klimatycznego podsumował wydarzenie podkreślając jego najważniejszy wniosek: „Partnerstwo i współpraca w procesie zielonej transformacji, to myśl przewodnia Polskiego Kongresu Klimatycznego, który po raz kolejny potwierdził swoją rolę, jako kluczowej platformy dialogu i wymiany wiedzy pomiędzy przedstawicielami świata nauki, biznesu, administracji publicznej i organizacji pozarządowych. Skala wyzwań jakie wiążą się z odpowiedzialnością za przyszłość następnych pokoleń wymaga systemowych i kompleksowych działań opartych na wiedzy i doświadczeniu.

Dziękuję wszystkim prelegentom za ich analizy, opinie oraz merytoryczne wystąpienia, które wzbogaciły dyskusję oraz wskazały wszystkim interesariuszom kierunki koniecznych działań. Wyrazy uznania kieruję do uczestników Kongresu za ich zaangażowanie, obecność i aktywny udział w debatach. Szczególne podziękowania należą się partnerom wydarzenia za wsparcie i współtworzenie przestrzeni do konstruktywnego dialogu.

Wierzę, że efekty tegorocznego Kongresu staną się impulsem do dalszej współpracy oraz konkretnych działań na rzecz zrównoważonej i odpowiedzialnej przyszłości – w wymiarze lokalnym, krajowym i globalnym.”

W kongresie uczestniczyli liczni goście honorowi – ministrowie, ambasadorowie, prezydenci miast, oraz prezesi kluczowych instytucji i firm, co podkreśliło jego wagę jako forum dla strategicznych rozmów o przyszłości europejskiej gospodarki w kontekście klimatycznym.

Pięć ścieżek tematycznych

Tegoroczne obrady zostały podzielone na pięć głównych ścieżek tematycznych, obejmujących kluczowe zagadnienia:

  • Przemysł – jaka powinna być rola dużych przedsiębiorstw w zielonej transformacji i dekarbonizacji gospodarki?
  • Energetyka – jakie mechanizmy finansowe są kluczowe dla transformacji energetycznej i jak przyspieszyć rozwój gospodarki wodorowej oraz technologii magazynowania energii?
  • Finanse i regulacje – jak regulacje prawne i system zamówień publicznych mogą wspierać zielone inwestycje?
  • Inwestycje samorządowe – jak rządy mogą wspierać samorządy w realizacji ambitnych celów klimatycznych?
  • Technologie – jak skutecznie współpracować na styku sektora publicznego i prywatnego oraz jakie innowacyjne rozwiązania mogą przyspieszyć neutralność klimatyczną?

Kluczowe zagadnienia

W ramach 33 paneli dyskusyjnych eksperci podejmowali kluczowe tematy związane z zieloną transformacją. W centrum uwagi znalazły się pytania o skuteczną współpracę sektora publicznego i prywatnego, rolę rządów w wspieraniu samorządów oraz bariery regulacyjne i finansowe dla zielonych inwestycji. Dyskutowano również o bezpieczeństwie energetycznym i cyberbezpieczeństwie w kontekście transformacji przemysłu i energetyki.

Paweł Łączkowski, Counsel w kancelarii White&Case podsumował, że kluczem do sukcesu transformacji energetycznej w Polsce będzie nie rywalizacja, lecz współpraca i synchronizacja różnych technologii i źródeł energii  „Nie brutalna rywalizacja, ale raczej kooperacja i synchronizacja wykorzystania różnego rodzaju źródeł wytwórczych oraz technologii będą kluczem do sukcesu kolejnej, w ostatnim półwieczu, wielkiej polskiej transformacji, tym razem transformacji energetycznej. Wspomagać ją powinny odważne decyzje i konsekwencja w działaniu. W tym kontekście warto przyglądać się losom projektu rewolucyjnych zmian w prawie energetycznym, który został opublikowany na kilkanaście godzin przed Polskim Kongresem Klimatycznym. Niesie on ze sobą sporo nadziei, związanych np. z możliwością dywersyfikacji kontraktowania energii elektrycznej przez odbiorcę, również w jednym punkcie odbioru, uwolnienia w Krajowym Systemie Energetycznym dodatkowych mocy poprzez usunięcie tzw. „projektów zombie”, a także szersze zastosowanie instytucji cable poolingu. Jednak są z nim także związane pewne wątpliwości, np. jak będą wyglądać wytyczne Prezesa URE odnośnie do elastycznych umów przyłączeniowych, czy system aukcyjny mocy przyłączeniowych docelowo zastąpi obecne postępowanie kolejkowe i last but not least, jak ostatecznie kształtować się będą koszty związane z przyłączeniem nowych źródeł do sieci.”

Hasłami przewodnimi, które towarzyszyły panelom dyskusyjnym, były: #konkurencyjność Unii Europejskiej, #deregulacja i #omnibus, #CleanIndustrialDeal oraz #bezpieczeństwoenergetyczne i #cyberbezpieczeństwo.

Pytanie o przyszłość zielonej transformacji nabiera nowego znaczenia w obliczu dynamicznych zmian na globalnej scenie politycznej. Jeszcze do niedawna była ona postrzegana jako motor innowacji, inwestycji i gospodarczej prosperity. Dziś jednak napięcia geopolityczne, rosnące koszty surowców, bezpieczeństwo energetyczne oraz tempo wdrażania regulacji wpływają na kierunek i tempo zmian. Na pytanie odpowiada dr Anita Rodkiewicz- Ryżek z Santander Leasing, partnera strategicznego Polskiego Kongresu Klimatycznego: „Uważam, że dziś już raczej nikt nie ma wątpliwości, że zielona transformacja nie zwalnia,  czasem jednak ostro wchodzi w zakręt i ,,właśnie tam – w tych zakrętach – najłatwiej albo wypaść z toru, albo wyprzedzić konkurencję. Wszystko zależy od tego, kto trzyma kierownicę i czy wie, dokąd naprawdę chce dojechać”.  Pytanie o wpływ globalnej polityki na wzrost zielonej gospodarki staje się coraz bardziej aktualne – szczególnie dziś, gdy geopolityka, bezpieczeństwo energetyczne i tempo regulacji wywierają silną presję na transformację, która jeszcze niedawno była głównym motorem innowacji, inwestycji i wzrostu. Transformacja energetyczna to nie tylko cel środowiskowy, ale kompleksowy projekt gospodarczy, społeczny i geopolityczny. Sama mapa jak jej dokonać nie wystarczy – trzeba jeszcze mieć paliwo, a tym paliwem są kapitał, zaufanie i przewidywalność. Europa wciąż ma szansę na globalne przywództwo, ale tylko wtedy, gdy nie zostawi nikogo w tyle: ani Śląska, ani sektora MŚP, ani konsumenta. Jako osoba odpowiedzialna za rozwój zielonego finansowania w Santander Bank Polska i Santander Leasing mogę powiedzieć jedno: pieniądze na transformację są. Mamy narzędzia, instrumenty i możliwości. Potrzebujemy tylko jednego – odwagi do działania. Nie da się prowadzić transformacji z zaciągniętym hamulcem w postaci niepewności, chaosu legislacyjnego czy braku dialogu. Ale jeśli dialog między wszystkimi uczestnikami będzie trwał, możemy nie tylko przetrwać zakręt, ale zmienić całą trasę, którą podąża europejska gospodarka. Jeśli chodzi o konkurencyjność polskich firm i rolę jaką odegrają w tym procesie to uważam, że jesteśmy na rozdrożu: możemy albo zostać podwykonawcą zielonej rewolucji w Europie, albo jej pełnoprawnym uczestnikiem –  do tego potrzebujemy nowoczesnych instrumentów finansowych, sprawnych mechanizmów wsparcia i partnerskiej współpracy publiczno-prywatnej. Rzeczywistość inwestycyjna często rozbija się nie o wielką politykę, ale o drobne absurdy systemowe, które sprawiają, że dobre projekty tracą finansowanie, a inwestorzy cierpliwość. Potrzeba nam spójnej, przewidywalnej polityki, jednolitego systemu przyłączeń,  skrócenia ścieżek administracyjnych, urealnienia harmonogramów projektowych. To nie są hasła – to konkretne warunki, które zdecydują o tempie i skuteczności zielonej transformacji. Bez nich proces ten będzie znacznie trudniejszy i wolniejszy, a jego pełny potencjał może nie zostać w pełni wykorzystany.” – podsumowuje dr Anita Rodkiewicz-Ryżek z Santander Leasing.

Działania samorządów odgrywają kluczową rolę w przyspieszeniu zielonej transformacji, ponieważ to właśnie na poziomie lokalnym podejmowane są decyzje wpływające na jakość powietrza, rozwój odnawialnych źródeł energii oraz efektywność energetyczną. Przykładem takiego zaangażowania jest Województwo Mazowieckie, które od lat wdraża inicjatywy na rzecz ochrony klimatu i poprawy jakości powietrza. Jak podkreśla Samorząd Województwa Mazowieckiego: Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego podsumował „Samorząd Województwa Mazowieckiego od lat wspiera działania mające na celu ochronę klimatu i powietrza. Poza nowym projektem „Mazowsze bez smogu” samorząd województwa realizuje dwa programy wsparcia dla samorządów powiatowych i gminnych: „Mazowsze dla czystego powietrza” i „Mazowsze dla klimatu”. W tym roku przekaże na nie łącznie ponad 20 mln zł, z czego 7,6 mln zł na „Mazowsze dla czystego powietrza”. Ten program, na który samorząd województwa przeznaczył dotychczas ponad 72 mln zł, został wskazany przez Europejski Komitet Regionów jako przykład dobrej praktyki realizowanej w krajach UE na rzecz poprawy stanu środowiska.”

Jednym z kluczowych wątków był Clean Industrial Deal – koncepcja unijnej polityki przemysłowej, której celem jest wspieranie europejskich firm w przechodzeniu na niskoemisyjne technologie i zwiększaniu globalnej konkurencyjności. Omówiono także wpływ deregulacji na rozwój zielonej gospodarki oraz nowe modele biznesowe, które mogą przyspieszyć wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak wirtualne elektrownie czy rozproszone magazynowanie energii.

Dekarbonizacja nie jest już kwestią wyboru, lecz koniecznością, która obejmuje wszystkie aspekty gospodarki – od energetyki, przez przemysł, po transport i budownictwo. Aby proces ten przebiegł skutecznie, nie wystarczy jedynie zastąpienie paliw kopalnych odnawialnymi źródłami energii. Kluczowe jest kompleksowe podejście, obejmujące elektryfikację kluczowych sektorów oraz zwiększenie efektywności energetycznej. To wyzwanie globalne, ale także europejskie i krajowe, które wymaga skoordynowanych działań na wszystkich poziomach. Jak trafnie podkreśliła Aleksandra Stępniak, Public Affairs Manager, VELUX Polska « Przed nami nieuniknione – dekarbonizacja i transformacja całej gospodarki, zarówno z perspektywy globalnej, europejskiej – jak i u nas w Polsce. Aby tę zmianę przeprowadzić w sposób skuteczny, należy działać jednocześnie w obrębie wszystkich sektorów.  O transformacji energetycznej często myśli się jedynie w kontekście zmiany miksu energetycznego w kierunku OZE. Nic bardziej mylnego. Nie dokonamy bowiem tego bez wcześniejszej elektryfikacji budownictwa, przemysłu czy transportu, a przede wszystkim – bez poprawy efektywności energetycznej. Zacznijmy od budynków – zużywają ok 40% energii i emitują ok 38% dwutlenku węgla. Dekarbonizacja tego sektora będzie więc miała istotny wkład w transformację całej gospodarki. Należy przede wszystkim poprawić efektywność energetyczną budynków – ok. 70% z nich ma ją wciąż na bardzo niskim poziomie. Budynki o dużo mniejszym zapotrzebowaniu na energię będziemy mogli zasilać w ciepło z efektywnych i niskotemperaturowych sieci ciepłowniczych – potrzebujemy zatem jednoczesnej zmiany w sektorze ciepłowniczym. Innym rozwiązaniem mogą być pompy ciepła, ale chcąc podłączyć coraz więcej urządzeń do sieci elektroenergetycznej musimy wcześniej ją zmodernizować. Mamy już zatem powiązane trzy sektory, które należy transformować symultanicznie.

Do tego dochodzi jeszcze przemysł – aby bowiem skutecznie zdekarbonizować budownictwo w proces ten muszą włączyć się wszyscy interesariusze w ramach sektora – producenci materiałów budowlanych i urządzeń, deweloperzy, wykonawcy oraz wszyscy ich partnerzy biznesowi i dostawcy. Transformacja energetyczna gospodarki to bez wątpienia ogromne wyzwanie, dlatego kluczowe jest tu holistyczne, długofalowe myślenie, które umożliwi przeprowadzenie tego procesu w sposób skuteczny, uzasadniony kosztowo i sprawiedliwy społecznie.”

Zielona transformacja obejmuje również transport. W ramach zielonej transformacji dąży się do elektryfikacji linii kolejowych, zastępowania pojazdów spalinowych pociągami elektrycznymi lub wodorowymi oraz poprawy efektywności energetycznej systemów kolejowych. Rozwój kolei jako alternatywy dla transportu drogowego i lotniczego ma kluczowe znaczenie dla redukcji emisji CO₂, ponieważ pociągi emitują znacznie mniej zanieczyszczeń na pasażera niż samochody czy samoloty. Ponadto inwestycje w infrastrukturę kolejową, takie jak nowoczesne tory, systemy sterowania ruchem i innowacyjne technologie, przyczyniają się do zmniejszenia hałasu i negatywnego wpływu transportu na środowisko.

Jak podkreśla Prezes zarządu PKP, dr Alan Beroud „Kolej powinna odgrywać i już dziś odgrywa coraz istotniejszą rolę w krajach podążających ścieżką zrównoważonego rozwoju. Jako jeden z najmniej emisyjnych, a tym samym najbardziej ekologicznych środków transportu powinna być rozwijana, by jej udział w ogólnym „torcie” rósł względem innych gałęzi transportu. Rozwój wymaga jednak odpowiednich warunków: tworzenia i modyfikowania mechanizmów prawnych, zapewnienia stabilnych źródeł finansowania, w tym środków na inwestycje czy zwiększenia konkurencyjności poprzez usprawnianie procesów i cyfryzację. Zielony transport to jeden z priorytetów Unii Europejskiej na najbliższe lata. Jako Grupa PKP planujemy i wdrażamy szereg rozwiązań związanych m.in. z poprawą efektywności energetycznej kolei. Ściśle współpracujemy z innymi podmiotami z rynku kolejowego i administracją publiczną oraz działamy globalnie, na forum międzynarodowym, np. angażując się w prace organizacji międzynarodowych reprezentujących interesy całej branży – podkreśla dr Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A.

Transformacja energetyczna w Europie nabiera tempa, napędzana zarówno kryzysem klimatycznym, jak i koniecznością uniezależnienia się od paliw kopalnych. Dla Polski, której sektor energetyczny przez dekady opierał się na węglu, jest to szczególne wyzwanie wymagające strategicznych decyzji i nowych technologicznych rozwiązań. W tym kontekście coraz częściej mówi się o potencjale geotermii jako stabilnym i odnawialnym źródle energii cieplnej. Jak wskazuje jeden z instytutów naukowych: Zmiany klimatu i kryzys energetyczny spowodowały jeszcze bardziej intensywne działania krajów europejskich w kierunku transformacji energetycznej. Odejście od paliw kopalnych, zwłaszcza od węgla, staje się faktem. Dla naszego kraju jest to szczególnie trudne wyzwanie, bo od wielu lat polski sektor energetyczny opierał się na węglu. Jako państwowa służba geologiczna wspieramy administrację rządową i jednostki samorządu terytorialnego w tym trudnym procesie, proponując wykorzystanie potencjału geotermalnego, jako alternatywę dla węgla w ciepłownictwie. Przynajmniej 50% naszego kraju to obszary perspektywiczne dla geotermii. Energia geotermalna to odnawialne źródło ciepła pochodzące z wnętrza Ziemi, które stanowi stabilne i ekologiczne rozwiązanie dla współczesnych potrzeb energetycznych. W przeciwieństwie do energii słonecznej czy wiatrowej, jej wydajność nie zależy od warunków atmosferycznych, co gwarantuje ciągłość i niezawodność dostaw. Chociaż początkowe inwestycje w infrastrukturę geotermalną mogą być wysokie, późniejsze koszty eksploatacji są niskie, co czyni tę technologię opłacalną w długim okresie.  Systemy geotermalne charakteryzują się długim okresem użytkowania oraz mniejszą zmiennością cen energii w porównaniu do paliw kopalnych. Rozwój sektora geotermalnego stymuluje rozwój lokalnych gospodarek, generując nowe miejsca pracy i przyciągając inwestycje w regionach o korzystnych warunkach geologicznych. Energia geotermalna jest jednym z kluczowych elementów w strategiach przechodzenia na odnawialne źródła energii, co ma istotne znaczenie w kontekście globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych. Wykorzystanie energii geotermalnej przynosi wymierne korzyści zarówno dla środowiska, jak i gospodarki. Może ona stanowić stabilne, tanie i ekologiczne źródło energii, przyczyniające się do zrównoważonego rozwoju oraz walki ze zmianami klimatycznymi.  Jako państwowa służba geologiczna pokazujemy, gdzie najlepiej budować ciepłownie geotermalne i jak najlepiej na wodach termalnych zarobić, wykorzystując je nie tylko w ciepłownictwie, ale też w rekreacji i lecznictwie. Wszystkich zainteresowanych inwestowaniem w geotermię zapraszamy do kontaktu. Wiemy, jak to zrobić, żeby się udało.” – ocenia dr Mariusz Socha, Kierownik Zakładu Wód Termalnych, Leczniczych i Solanek, Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy

Współpraca kluczem do sukcesu

Podczas kongresu wielokrotnie podkreślano, że kluczowym czynnikiem sukcesu transformacji jest ścisła współpraca między administracją publiczną, biznesem i sektorem naukowym. Wspólne działania w zakresie finansowania zielonych inwestycji, tworzenia stabilnych ram regulacyjnych i wdrażania nowych technologii mogą nie tylko przyspieszyć redukcję emisji, ale także zwiększyć konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw na globalnym rynku.

Polski Kongres Klimatyczny odbył się dzięki wsparciu Partnerów: ORLEN S.A.,

Grupa Enea, ORLEN Synthos Green Energy, Deloitte, White & Case SA, GESSEL Attorneys at law, WiseEuropa, Towarowa Giełda Energii, Arcadis, VELUX, Leroy Merlin, Veolia Term, PySENSE, DB ENERGY SA, AMS SMART OOH, Holcim Polska, PKP S.A., Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego w Warszawie, Endress+Hauser Group, Santander Leasing Polska,  Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Ochrony Środowiska S.A. Nextbike Polska S.A., Saint-Gobain Poland, Goodvalley, Steady Energy i innych partnerów.

Coraz więcej firm z różnych sektorów gospodarki dostrzega wartość aktywnego udziału w Polskim Kongresie Klimatycznym – wydarzeniu, które staje się platformą realnego dialogu, wymiany doświadczeń i promocji najlepszych praktyk wspierających zieloną transformację. Wspólna przestrzeń do rozmów między biznesem, administracją i środowiskiem naukowym sprzyja budowaniu partnerstw oraz szukaniu innowacyjnych rozwiązań, które mogą przyspieszyć proces dekarbonizacji. Uczestnictwo w kongresie to także okazja do pokazania własnych działań na rzecz klimatu i inspirowania innych do podejmowania ambitnych, ale koniecznych kroków w stronę zrównoważonej przyszłości. Przemysław Kubaszewski, Industry Manager w Endress+Hauser Polska będącego jednym z partnerów strategicznych wydarzenia, podkreślił, „Cieszę się, że coraz głośniej mówi się o urealnieniu ścieżki transformacyjnej, szczególnie tam, gdzie jest to najtrudniejsze. m.in. przy produkcji nawozów sztucznych, produkcji cementu, czy stali, a co stanowi o fundamecie bezpieczeństwa gospodarki europejskiej. Przy realizacji celów klimatycznych nie możemy zapomnieć, że nie żyjemy w próżni, a może się okazać, że inne gospodarki, szczególnie pozaeuropejskie grają może w tą samą grę, ale na zupełnie innych zasadach.”

Gala Liderów Transformacji Energetycznej

Polski Kongres Klimatyczny to idealna okazja do popularyzacji inwestycji związanych z  transformacją energetyczną. Wydarzenie to stanowi nie tylko przestrzeń do debat i wymiany doświadczeń, ale również daje możliwość realnego wpływu na kierunek zmian w sektorze energetycznym. Kluczowym elementem Kongresu jest ścieżka tematyczna pod nazwą Forum Nowej Energetyki, podczas której eksperci, liderzy branży oraz przedstawiciele administracji publicznej omawiają innowacyjne rozwiązania i strategie przyspieszające zieloną transformację. Integralną częścią Kongresu od początku jego istnienia jest również wieczorna Gala Liderów Transformacji Energetycznej, podczas której nagradzane są najbardziej innowacyjne i skalowalne projekty związane z ochroną klimatu i środowiska.

Polski Kongres Klimatyczny co roku odbywa się wyjątkowa gala rozdania nagród Liderów Transformacji Energetycznej, której jest było wyróżnienie najbardziej innowacyjnych i skalowalnych projektów związanych z ochroną klimatu i środowiska, jak również tych mogących przyspieszyć zieloną transformację Polski. Wydarzenie to nie tylko wyróżnia wizjonerskie podejścia do energii, ale również stanowi platformę dla firm i instytucji, które angażują się w budowanie przyszłości opartej na zrównoważonych zasadach. Galę otworzył Senator Adam Szejnfeld i minister Marzena Czarnecka: Celem Konkursu Liderzy Transformacji Energetycznej jest promocja innowacyjnych i skalowalnych rozwiązań, produktów, technologii i usług związanych z ochroną klimatu i środowiska. Wyróżniamy dzisiaj przedsiębiorstwa i instytucje, które swoimi działaniami przyczyniają się do dynamicznego przyspieszenia zielonej transformacji Polski.

Do konkursu można było zgłaszać wyroby, inwestycje, usługi, produkty finansowe i ubezpieczeniowe, technologie oraz inne innowacyjne rozwiązania, które mają potencjał zmieniać oblicze energetyki miast i regionów. Dziś nagradzamy tych, którzy nie tylko dostrzegli potrzebę zmian, ale także aktywnie je wdrażają.

Nagrody jako motor napędowy zielonej transformacji

Wyróżnianie najlepszych projektów i inwestycji pełni kluczową rolę w popularyzowaniu wiedzy oraz inspirowaniu innych podmiotów do podejmowania podobnych działań. Nagradzane inicjatywy zyskują rozgłos, który przekłada się na zwiększone zainteresowanie inwestorów oraz instytucji finansowych, przyczyniając się do skalowania ekologicznych przedsięwzięć. Gala Liderów Transformacji Energetycznej to również miejsce, w którym przedsiębiorstwa mogą wymieniać doświadczenia i nawiązywać strategiczne partnerstwa.

Wyróżnione projekty 2025

  1. Program „Clean Cities – Hydrogen Mobility in Poland” (Grupa ORLEN)

Grupa ORLEN została nagrodzona za flagowy program „Clean Cities”, który ma na celu budowę pełnego łańcucha wartości paliwa wodorowego dla transportu. Projekt obejmuje budowę infrastruktury do produkcji, dystrybucji oraz tankowania wodoru odnawialnego dla pojazdów osobowych, ciężarowych i autobusów miejskich.

W ramach programu uruchomiono już dostawy paliwa wodorowego dla komunikacji miejskiej w Poznaniu oraz stację tankowania wodoru w Katowicach. ORLEN planuje stworzenie 27 ogólnodostępnych stacji wodorowych w Polsce, przyczyniając się do rozwoju gospodarki niskoemisyjnej. Program otrzymał dofinansowanie w wysokości 76 mln EUR w ramach unijnego instrumentu „Łącząc Europę”, co stanowi największy grant w historii programu w obszarze wodoru.

  1. Cement Ecoplanet od Holcim

Cement Ecoplanet to innowacyjny produkt Holcim Polska, który stanowi przełom w branży budowlanej. Dzięki zastosowaniu 10% materiału mineralnego z recyklingu betonu oraz obniżeniu emisji CO2 o 40% na tonę cementu, projekt ten przyczynia się do znacznej redukcji śladu węglowego sektora budowlanego. Jako drugi najczęściej używany surowiec po wodzie, cement odgrywa kluczową rolę w infrastrukturze, dlatego jego ekologiczna wersja może znacząco wpłynąć na zrównoważony rozwój miast.

  1. Zielone gwarancje KUKE

KUKE, instytucja finansowa, została wyróżniona za wprowadzenie zielonych gwarancji, które wspierają finansowanie zielonej transformacji. Te innowacyjne instrumenty finansowe umożliwiają przedsiębiorcom realizację projektów proekologicznych, minimalizując ryzyko inwestycyjne. Gwarancje obejmują zarówno finansowanie inwestycji w odnawialne źródła energii, jak i zabezpieczenie terminowej spłaty zobowiązań przedsiębiorców związanych z działalnością na rzecz ochrony klimatu.

  1. Dekarbonizacja Veolia Term

Grupa Veolia została nagrodzona za kompleksowy program dekarbonizacji, który obejmuje modernizację systemów ciepłowniczych oraz zwiększenie efektywności energetycznej w polskich miastach. W ramach projektów realizowanych przez Veolię wdrażane są technologie oparte na odnawialnych źródłach energii, które przyczyniają się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Projekty wielosektorowe i skalowalne

Jednym z wyróżnionych projektów była rezygnacja ze zużycia gazu na rzecz biomasy w fabryce metalowych i plastikowych komponentów do okien dachowych VELUX w Gnieźnie. Nowa kotłownia biomasowa stanowi przełomową inwestycję dla zakładu, obejmując zarówno prace związane bezpośrednio z kotłownią, jak i szereg działań dotyczących infrastruktury towarzyszącej. Fabryka całkowicie wyeliminowała zużycie gazu, zastępując go biomasą, dzięki czemu wszystkie hale produkcyjne oraz biurowiec są ogrzewane w sposób ekologiczny.

Kolejną nagrodzoną inicjatywą była Towarowa Giełda Energii za projekt „Czysta Energia”, który wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii poprzez wprowadzenie nowych indeksów rynkowych dla tego sektora.

Wyróżnienie otrzymała także firma Arcadis za „Łódzki Pakiet Klimatyczny”, będący instrumentem polityki adaptacyjnej Łodzi do zmian klimatu. Program ten obejmuje identyfikację potencjalnych zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych, odpowiedzialne zaplanowanie długofalowych działań adaptacyjnych oraz zarządzanie ich skutkami. Dzięki wsparciu na poziomie unijnym, krajowym i regionalnym możliwe jest finansowanie wdrażanych działań, a także budowanie wielopłaszczyznowej współpracy i partycypacji społecznej w realizacji celów adaptacyjnych.

Zielona transformacja jako priorytet dla gospodarki

Nagrody przyznawane w ramach gali Liderów Transformacji Energetycznej podkreślają znaczenie innowacyjnych projektów dla przyszłości gospodarki. Promowanie najlepszych praktyk oraz nagradzanie pionierskich rozwiązań stymuluje konkurencję na rynku, zachęcając inne przedsiębiorstwa do podejmowania podobnych działań.

Zielona transformacja to nie tylko obowiązek wynikający z polityki klimatycznej UE, ale także ogromna szansa na rozwój gospodarczy, tworzenie nowych miejsc pracy i wzmacnianie konkurencyjności Polski na arenie międzynarodowej. Inwestowanie w nowoczesne technologie, edukację oraz finansowanie proekologicznych projektów jest kluczem do budowy zrównoważonej przyszłości. Inne nagrodzone projekty były realizowane przez firmy DB Energy, Volvetia, Pol-Mak, Fundacja PIRE, Województwo Mazoweickie, Fundacja Wise Europa, Pracownia Finansowa, PySENSE, Arcadis, Arago, Good Valley, Infinite Solar, Evan Nowe Technologie.

Podsumowanie

Polski Kongres Klimatyczny 2025 pokazał, że Polska i Europa Środkowo-Północna mają ogromny potencjał, by stać się liderami zielonej transformacji. Stabilne regulacje, innowacyjne podejście do finansowania i otwartość na nowe technologie to fundamenty, które mogą napędzać rozwój zrównoważonej gospodarki w najbliższych latach. Kluczowe teraz jest przełożenie tych ambitnych dyskusji na konkretne działania – zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim.

PFR TFI przejęło zarządzanie funduszem PPK od Skarbiec TFI

1 kwietnia 2025 r. PFR TFI jako instytucja wyznaczona zapewniająca ciągłość zarządzania oszczędnościami w Pracowniczych Planach Kapitałowych przejęło od Skarbiec TFI zarządzanie Skarbiec PPK Specjalistycznym Funduszem Inwestycyjnym Otwartym, który jest funduszem zdefiniowanej daty działającym w ramach PPK. Zmiana jest związana z decyzją Komisji Nadzoru Finansowego o wykreśleniu Skarbiec TFI z ewidencji instytucji zarządzających PPK. PFR TFI jako instytucja wyznaczona, zgodnie z obowiązkiem wynikającym z ustawy o PPK, ma za zadanie zapewnienie powszechnego dostępu do PPK, bezpieczeństwa systemu oraz ciągłości w zarządzaniu środkami.

Pracodawcy oraz uczestnicy PPK prowadzonych dotychczas przez Skarbiec TFI nie muszą podejmować żadnych działań w związku ze zmianą zarządzającego. PFR TFI inwestuje zgromadzone środki, przyjmuje i rozlicza wpłaty oraz realizuje dyspozycje. Wszystkie umowy – zarówno te o zarządzanie, jak i o prowadzenie PPK pozostają w mocy. Zmiana w żaden sposób nie wpływa na własność i wysokość środków zgromadzonych na rachunkach PPK. Zespół ekspertów PFR TFI pozostaje do dyspozycji pracodawców i uczestników, zapewniając im kompleksowe wsparcie.

Tym, co wyróżnia PFR TFI jako instytucję wyznaczoną od innych instytucji finansowych jest fakt, że zadania realizujemy w interesie publicznym, zapewniając dostęp do PPK jako rozwiązania systemowego. Profesjonalny zespół PFR TFI zapewnia pracodawcom wsparcie w realizacji obowiązków związanych z wdrożeniem i obsługą programu. W PFR TFI zadbaliśmy o to, żeby cały proces przejęcia zarządzania był maksymalnie przejrzysty – zarówno dla pracodawców, jak i uczestników. Dlatego od razu przekazaliśmy wszystkie informacje dotyczące przejęcia i naszych planów na przyszłość. Zależało nam na tym, aby klienci i uczestnicy przejętego funduszu mieli możliwość poznania PFR TFI i tego, co oferujemy w ramach współpracy – mówi Tomasz Orlik, Członek zarządu ds. operacyjnych w PFR TFI.

Po przejęciu zarządzania PFR TFI będzie zarządzać dziewięcioma własnymi funduszami zdefiniowanej daty oraz dziewięcioma funduszami przejętymi od Skarbiec TFI. Docelowo, po uzyskaniu odpowiednich zgód fundusze o analogicznym poziomie ryzyka i horyzoncie inwestycyjnym zostaną połączone, co zwiększy efektywność działania. Umożliwi także pracodawcom skorzystanie z nowoczesnego systemu iPPK pozwalającego na pełną obsługę programu, automatyzację procesów i integrację z systemami kadrowo-płacowymi. Uczestnicy z kolei otrzymają dostęp do wygodnego serwisu internetowego IAT FI, dzięki któremu w każdej chwili będą mogli sprawdzić stan swojego rachunku czy złożyć dyspozycje do instytucji finansowej. Po połączeniu funduszy poziom ryzyka i horyzont inwestycyjny konkretnych subfunduszy, w których gromadzone są środki uczestników PPK, pozostaną bez zmian.

Rola wyznaczonej instytucji finansowej, którą w systemie PPK pełni PFR TFI, wynika wprost z ustawy o PPK i nakłada na PFR TFI obowiązki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa systemu. Instytucja wyznaczona działa na takich samych zasadach, jak inne instytucje uprawnione do zarzadzania PPK, a dodatkowo wspiera uczestników w długoterminowym oszczędzaniu.

 – Bardzo dbamy o to, aby nasza oferta jak najlepiej odpowiadała potrzebom rynku i spełniała oczekiwania klientów. A co najważniejsze, stawiamy na efektywność, czego potwierdzeniem są wyniki wypracowane przez fundusz PFR PPK SFIO. W 2024 r. PFR TFI osiągnęło wyniki zarządzania, które pokazują, że nasze subfundusze zajmują wysokie pozycje na tle średniej rynkowej – od 5,36 proc. Stopy zwrotu w przypadku PFR PPK 2025 do aż 8,14 proc. dla funduszu PFR PPK 2065. Dla porównania średni wynik funduszy o zdefiniowanej dacie 2025 wynosi 4,97 proc., zaś w przypadku funduszy ze zdefiniowaną datą 2065 kształtuje się na poziomie 7,10 proc. (według danych na 30 grudnia 2024 r.). Aż 7 z 9 subfunduszy PFR PPK znalazło się w pierwszym kwartylu, co oznacza, że znalazły się wśród 25 proc. najlepszych funduszy w swojej grupie. Pozostałe dwa subfundusze znalazły się w drugim kwartylu, osiągając wyniki powyżej mediany – tłumaczy Tomasz Orlik.

PFR TFI jest częścią Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju, w skład której wchodzą instytucje finansowe i doradcze dla przedsiębiorców, samorządów i osób prywatnych inwestujące w zrównoważony rozwój społeczny i gospodarczy kraju. Oprócz funduszy zdefiniowanej daty Towarzystwo zarządza również 12 funduszami inwestycyjnymi zamkniętymi. Łącznie PFR TFI zarządza aktywami o wartości ponad 18 mld zł.  PFR TFI w systemie PPK pełni szczególną rolę wyznaczonej instytucji finansowej, zapewniając powszechny dostęp do programu i ciągłość zarządzania oszczędnościami uczestników w przypadku braku możliwości prowadzenia programu przez dotychczasową instytucję zarządzającą.

Cła na auta to dopiero początek – USA eskaluje napięcia handlowe z Europą

W ubiegłym tygodniu Donald Trump zapowiedział dodatkowe cła w wysokości 25 proc. na auta i części samochodowe. Dziś prawdopodobnie dojdą do tego planowane od dłuższego czasu cła wzajemne, które mogą wywrzeć zauważalny wpływ m.in na Niemiecką gospodarkę. “Na stole” pozostają jeszcze dodatkowe taryfy. Rynek z poczuciem dużej niepewności oczekuje na ogłoszenie z Białego Domu. Dziś mamy 2 kwietnia – to data nazwana w wymowny sposób “Dniem Wyzwolenia”.

W ostatnich tygodniach prezydent USA sukcesywnie realizował swoje plany w zakresie ceł. Od połowy marca obowiązują 25 proc. Opłaty nałożone na import produktów stalowych i aluminiowych od wszystkich partnerów handlowych. W minioną środę na rynek została wypuszczona informacja o taryfach na sektor “automotive” – od 3 kwietnia mają obowiązywać 25 proc. Stawki na pojazdy osobowe oraz lekkie ciężarówki a dodatkowe podatki na wybrane części mają zostać wprowadzone w niedalekiej przyszłości, najpóźniej 3 maja.

Zasadniczo cła importowe USA mają zostać podniesione do poziomu, który obowiązuje na towary amerykańskie w krajach partnerskich. Na przykład dla niemieckiego eksportu do USA oznaczałoby to, że cła zostałyby podniesione do poziomu obowiązującego w Unii Europejskiej. Jednak Stany Zjednoczone najprawdopodobniej nie będą ustalać osobnych ceł dla każdego produktu, lecz zastosują jednolitą stawkę odwetową wobec wszystkich towarów z danego kraju.

Ponieważ mają zostać uwzględnione również tzw. bariery pozataryfowe (takie jak limity importowe, odmienne normy techniczne itp.), a także różnice w systemach VAT, poziom ceł odwetowych wobec UE jest nadal całkowicie otwarty. Spekulacje wypełniają rynek.

Z szacunków wynika, że działania administracji USA mogą spowodować bezpośredni wpływ na dynamikę wzrostu u naszych zachodnich partnerów handlowych. Mniej więcej 3 proc. Niemieckiego PKB jest zależna od konsumpcji w Stanach Zjednoczonych. Istnieje ryzyko, że obywatele USA zareagują na te działania w podobny sposób jak to zrobili wobec taryf nałożonych na Chiny podczas pierwszej kadencji Trumpa. W ciągu najbliższych dwóch lat wzrost w Niemczech może obniżyć się o mniej więcej 0,5 punktu procentowego.

Inne kraje nie będą raczej siedzieć z założonymi rękoma. Komisja Europejska do tej pory wykazywała chęć negocjacji, jednak w ostatnim czasie Ursula von der Leyen poinformowała, że Unia zamierza bronić swoich interesów gospodarczych. Trump straszy, że w takim przypadku cła będą jeszcze bardziej dotkliwie. Nie ma wątpliwości, że handle światowy zostanie jeszcze mocniej ograniczony i stanie się droższy, za co zapłacą prawdopodobnie w dużej mierze obywatele.

Na wczorajszej sesji akcje w USA wzrosły podczas gdy rentowności obligacji tego rządu spadły, głównie na długim końcu krzywej dochodowości. Był to kolejny dzień burzliwego handlu. Wall Street straciła w pierwszych godzinach na skutek słabszych danych z rynku pracy (JOLTS) oraz gorszego PMI dla przemysłu. Potem obserwowaliśmy odreagowanie.

Raport dotyczący oferta pracy i rotacji pracowników spadł do poziomu 7,57 mln. Wskaźnik określający kondycję przemysłu obniżył się do 49 pkt. z poprzedniego pułapu wynoszącego 50,3 pkt. Gorzej wypadł komponent nowych zamówień zatrudnienia. Subindek cen płaconych “wyszedł” na swoje siedmiomiesięczne maksima i wyniósł 69,4 pkt. Dziś otrzymamy raport ADP dotyczący zmiany zatrudnienia.

Obecnie kontrakty Fed Funds Futures wyceniają obniżkę o 36 punktów bazowych do lipca oraz łączne cięcie o 74 punkty do końca tego roku.

Dzisiejsze ogłoszenie Donalda Trumpa zostało zaplanowane na godz. 16 czasu wschodniego.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Skradzione loginy zamiast wirusów. Hakerzy atakują tożsamość, nie system

Przejęta tożsamość użytkowników to obecnie najbardziej popularna broń w rękach hakerów. W minionym roku cyberprzestępcy nie musieli łamać skomplikowanych zabezpieczeń ani tworzyć zaawansowanego malware’u. Wystarczyło im jedno – dostęp do skradzionych danych logowania. Raport Cisco Talos Year in Review ujawnia, że większość ataków polegała na przejmowaniu kont użytkowników, co pozwalało hakerom swobodnie poruszać się po firmowych systemach, nie wzbudzając podejrzeń.

Aż 60% przypadków incydentów analizowanych przez zespół Cisco Talos Incident Response było związanych z atakami na tożsamość. Cyberprzestępcy coraz częściej uzyskują dostęp do systemów po prostu logując się przy użyciu skradzionych identyfikatorów sesji, kluczy API czy certyfikatów cyfrowych.

W przypadku ataków ransomware skala problemu jest jeszcze większa – niemal 70% analizowanych incydentów obejmowało wykorzystanie legalnych kont do uzyskania początkowego dostępu. W 2024 roku najczęściej atakowanym sektorem było szkolnictwo wyższe. Przyczyną jest m.in. ograniczony budżet na cyberbezpieczeństwo oraz duża liczba użytkowników, którzy korzystają z tych systemów. Na kolejnych miejscach znalazły się administracja publiczna, przemysł wytwórczy, opieka zdrowotna i finanse.

Inne kluczowe wnioski z raportu Cisco Talos:

  • Grupy ransomware potrafią skutecznie unieszkodliwiać systemy ochronne swoich ofiar – udało im się to w większości przypadków obserwowanych przez Cisco Talos, prawie zawsze z powodzeniem.
  • Najbardziej aktywną grupą ransomware w 2024 roku pozostaje LockBit, mimo że w marcu minionego roku próbowano ją rozbić. Na drugim miejscu uplasowała się relatywnie nowa grupa RansomHub, która atakuje duże organizacje i żąda wysokich okupów.
  • 44% ataków na tożsamość dotyczyło usługi Active Directory.
  • 20% ataków na tożsamość obejmowało aplikacje chmurowe, a API stały się szczególnie atrakcyjnym celem, mając dostęp do wielu wrażliwych danych.
  • Najczęściej atakowane luki w zabezpieczeniach w 2024 roku to w większości starsze CVE (Common Vulnerabilities and Exposures), znane już od kilku lat.
  • W 2024 roku hakerzy najczęściej atakowali stare podatności, m.in. w Apache Log4j czy Bash, co tworzy niezwykle szeroką powierzchnię ataku, wykorzystywaną przez cyberprzestępców do infiltracji wielu branż na całym świecie.

Powrót do podstaw cyberbezpieczeństwa

Eksperci Cisco Talos alarmują – cyberprzestępcy wcale nie muszą szukać nowych luk. Wiele z nich nadal wykorzystuje stare podatności, które pozostają w użyciu od lat. Niezaktualizowane systemy, źle skonfigurowane zabezpieczenia i brak skutecznej polityki dostępu to kluczowe czynniki ułatwiające ataki.

„Obecny krajobraz zagrożeń pokazuje, że dla organizacji kluczowe jest dziś bardziej niż kiedykolwiek priorytetowe traktowanie podstawowych zasad cyberbezpieczeństwa oraz wdrażanie skutecznych mechanizmów ochrony tożsamości” – mówi Holger Unterbrink, lider techniczny w Cisco Talos. „Kolejnym istotnym problemem jest wykorzystywanie starszych podatności – niektóre z nich mają już dekady, a mimo to wciąż występują w powszechnie używanym oprogramowaniu i sprzęcie. Wiele z najczęściej atakowanych podatności dotyczy właśnie urządzeń, dla których nie są już dostępne aktualizacje zabezpieczeń”.

Rola sztucznej inteligencji: mniej spektakularna, ale nadal groźna

Chociaż AI wciąż kojarzy się z zaawansowanymi cyberatakami, w rzeczywistości cyberprzestępcy wykorzystują ją w bardziej pragmatyczny sposób. Zamiast opracowywać nowe metody ataku, AI służy głównie do ulepszania istniejących technik, takich jak inżynieria społeczna, phishing czy automatyzacja zadań.

Raport Cisco Talos Year in Review powstał na podstawie analizy danych telemetrycznych pochodzących z 46 milionów urządzeń w 193 krajach, co przekłada się na 886 miliardów zdarzeń dot. bezpieczeństwa dziennie.

Ceny materiałów budowlanych: równowaga trwa, ale presja wzrostowa coraz silniejsza

Stabilizacja dynamiki cen na krajowym rynku materiałów budowlanych wciąż ma się bardzo dobrze. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w lutym spadkowy trend został wprawdzie przełamany w symbolicznym wymiarze jednego promila, jednak to zdecydowanie za mało by mówić o jakimkolwiek przesileniu. Tym samym prognozowany średni wzrost stawek wciąż nie uległ materializacji, jednak trudno sobie wyobrazić inny scenariusz już w przewidywalnej przyszłości.

Publikowana przez Grupę PSB dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku po raz pierwszy od dokładnie półtora roku wyszła na dodatnią stronę osi w symbolicznym wymiarze +0,01 proc. przy wciąż silnie utrwalonej stabilizacji obowiązującego trendu. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w kanale detalicznym zanotowano podobnie kosmetyczny spadek rzędu -0,1 proc., z kolei w kanale hurtowym nastąpił wzrost o 0,2 proc.

Styczniowy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku tym razem zakomunikował idealną równowagę  pozycji taniejących i drożejących grup towarowych, które tym razem wyniosły równo po 10.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wśród materiałów najbardziej przecenionych rok do roku aktualnie przodują sucha zabudowa, wykończenia oraz dachy-rynny z przeceną w zakresie od 5,3 do 2,9 proc. Z kolei w górnej części tabeli czołowe miejsca zajmują płyty OSB, ściany-kominy oraz cement-wapno z progresem stawek rzędu 5,8 – 3,2 proc.

Ponownie dała znać o sobie wyraźna tendencja malejącej skali zarówno największych wzrostów jak i spadków grup asortymentowych, co w połączeniu z pełną równowagą pozycji taniejących oraz drożejących sygnalizuje optymalną sytuację popytowo-podażową przy niemal zerowej średniej dynamice stawek w relacji rok do roku.

Wciąż za główny czynnik mający w bezpośredniej perspektywie stymulować popyt na usługi i materiały budowlane w kraju uważa się konieczność terminowego wykorzystania napływających do Polski środków z KPO. W roku bieżącym inwestycje w jego ramach mają sięgnąć 90 mld zł. Już niebawem powinny one zostać przeznaczone m.in. na modernizację i budowę setek km torów kolejowych, efektywność energetyczną mieszkań i domów, modernizację sieci energetycznych czy budowę elektrowni wiatrowych.

Tymczasem do segmentów budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego czy mieszkaniowego jako kluczowych obszarów rodzimego rynku budowlanego już wkrótce z dużym impetem dołączy segment budownictwa wojskowego. Wg szacunków Deloitte w ciągu 10 lat na infrastrukturę wojskową w postaci budowy i modernizacji baz, magazynów, nawierzchni lotniskowych, dróg, schronów itp. państwo przeznaczy 111 mld zł.

Z kolei z końcem marca ruszył program „Czyste powietrze” 2025. W jego ramach właściciele domów będą mogli uzyskać dofinansowanie do 170 tys. zł na prace remontowe związane z termomodernizacją. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w tym przypadku na wzrost zainteresowania swoją ofertą będą mogli liczyć przede wszystkim producenci takich grup asortymentowych jak izolacje termiczne, instalacje-ogrzewanie czy stolarka.

Tym samym niemal z każdym tygodniem poszerza się wolumen wiarygodnych argumentów jednoznacznie wskazujących na zbliżające się dużymi krokami ożywienie koniunktury na krajowym rynku materiałów budowlanych, skutkujące co najmniej średnio kilkuprocentowym wzrostem ich cen w perspektywie bieżącego roku.

Tab. 1- Dynamika cen materiałów budowlanych

Autor: RynekPierwotny.pl

AGH otwiera pierwszy w Polsce Wydział Technologii Kosmicznych

W Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie rozpoczął działalność pierwszy w Polsce, i jeden z nielicznych w Europie, Wydział Technologii Kosmicznych. To osiemnasty wydział uczelni, który będzie kształcił w dynamicznie rozwijającym się sektorze kosmicznym.  

Studia magisterskie na kierunku Space Technologies

Nowy wydział oferuje studia magisterskie prowadzone w całości w języku angielskim na kierunku Space Technologies. Program studiów uwzględnia trzy specjalizacje:

  • Upstream – technologie wysyłane w przestrzeń kosmiczną (satelity, systemy rakietowe);
  • Downstream – przetwarzanie i wykorzystanie danych satelitarnych;
  • Biomedical – wpływ warunków kosmicznych na organizm człowieka oraz systemy podtrzymania życia w kosmosie

Każda specjalizacja przewidziana jest dla maksymalnie 12 osób studiujących.

Współpraca z ekspertami z branży kosmicznej

Zajęcia na nowym kierunku będą prowadzone przy udziale ekspertów z branży kosmicznej, jak i przedstawicieli agencji kosmicznych oraz firm technologicznych. Wśród prowadzących warto wymienić m.in.:

  • dr Michele Armano z Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA),
  • dr BHM Darukesha z Indyjskiej Agencji Kosmicznej (ISRO),
  • dr Emma Gatti geolożka kosmiczna z doktoratem obronionym w University of Cambridge, a także pracowniczka NASA’s Jet Propulsion Laboratory i Caltech,
  • prof. Martin Tajmar z TU Dresden specjalista w zakresie napędów dla satelitów.

Kadra nowego wydziału ma zapewnić absolwentom i absolwentkom szeroki wachlarz możliwości zatrudnienia w sektorze kosmicznym. Jednocześnie młodzi ludzie będą stanowić trzon zespołów czy firm realizujących projekty w branży kosmicznej w Polsce i Europie.

Wydział Technologii Kosmicznych jest pokłosiem dotychczasowej działalności Centrum Technologii Kosmicznych, które od pięciu lat aktywnie bierze udział w projekcie UNIVERSEH – Europejski Uniwersytet Kosmiczny dla Ziemi i Ludzkości. Ważnym elementem studiów na nowym Wydziale będzie aktywna działalność w kołach naukowych, których aktualnie w obszarze technologii kosmicznych działa przy Centrum Technologii Kosmicznych dziesięć (m.in. LunarTech, SatLab, AstroBio, AGH Skylink, AstroDevelopers, AGH Space Team, STARS), i w których innowacyjne rozwiązania tworzy około 260 osób.

Rektor AGH prof. Jerzy Lis podkreśla: – Sektor kosmiczny w Polsce rozwija się dynamicznie i ma coraz większe znaczenie. Polska jest aktywna w zakresie produkcji satelitów, rozwoju technologii aparatury badawczej stosowanej w kosmosie, badań kosmicznych oraz technik obserwacji Ziemi. Polskie firmy i instytucje uczestniczą w międzynarodowych projektach kosmicznych i współpracują z międzynarodowymi agencjami kosmicznymi. Z punktu widzenia naukowego, rozwój technologii kosmicznych jest niezwykle istotny dla postępu w dziedzinach takich jak inżynieria, fizyka, informatyka czy materiałoznawstwo. Poszerzenie wiedzy i umiejętności związanych z technologiami kosmicznymi umożliwi prowadzenie badań, które mogą przynieść przełomowe odkrycia zarówno dla nauk podstawowych, jak i stosowanych. Z punktu widzenia gospodarczego, rozwój technologii kosmicznych ma ogromny potencjał do generowania nowych miejsc pracy i tworzenia innowacyjnych rozwiązań, które mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w przemyśle kosmicznym, ale także w innych branżach, takich jak np. telekomunikacja, transport czy energetyka. Poszerzając naszą ofertę kształcenia dokładamy cegiełkę do skoku gospodarczego Polski w sektorze kosmicznym oraz gwarantujemy dostarczenie wyspecjalizowanej kadry.

Prof. Tadeusz Uhl, inicjator powołania nowej jednostki oraz dotychczasowy Dyrektor CTK AGH wyjaśnia: – Powołany wydział będzie wspierał rozwój kadry dla sektora kosmicznego. Statystyki wskazują, że 55% projektów związanych z technologiami kosmicznymi realizowanych w Polsce dotyczy przetwarzania danych satelitarnych, z tego zakresu zapotrzebowanie na specjalistów jest największe. Wykorzystując potencjał AGH oraz doświadczenia w realizacji projektu UNIVERSEH będziemy mogli, właśnie w tym obszarze wykształcić wielu specjalistów.

Powołanie Wydziału Technologii Kosmicznych umożliwi też interdyscyplinarną analizę kluczowych aspektów społecznych, kulturowych i etycznych związanych z eksploracją kosmosu. Tego rodzaju podejście nie tylko uzupełni tradycyjne badania technologiczne, ale także przyczyni się do zrozumienia globalnych wyzwań, jakie niesie za sobą rozwój technologii kosmicznych. W rezultacie Wydział będzie ważnym ośrodkiem refleksji nad przyszłością ludzkości w kontekście kosmosu.

Badania naukowe na Wydziale Technologii Kosmicznych

Powołany wydział będzie kontynuował badania naukowe realizowane w Centrum Technologii Kosmicznych AGH. Projekty będą kontynuowane m.in.
w obszarach:

  • Downstream – przetwarzanie informacji satelitarnej na wiedzę o Ziemi
    i zjawiskach na niej zachodzących włączając w to ocenę zmian klimatycznych;
  • Upstream – planowanie misji orbitalnych i planetarnych zarówno robotycznych jak i załogowych oraz zarządzanie realizacją misji;
  • Zdrowie kosmiczne – włączając w to biologię kosmiczną, astrobiologię oraz medycynę kosmiczną, w tym organizację analogowych misji kosmicznych w habitacie. W ramach laboratorium realizowane są projekty międzynarodowe w zakresie oddziaływania warunków kosmicznych na życie biologiczne oraz nad rozwojem systemów podtrzymania życia w kosmosie;
  • Materiały i konstrukcje kosmiczne – w tym zakresie wydział będzie się specjalizował w rozwoju czujników do zastosowań kosmicznych
    w szczególności czujników w których element sensoryczny będzie zrealizowany w oparciu nanomateriały;
  • Zasoby kosmiczne w tym robotyka kosmiczna – w ramach której, będą rozwijane i badane konstrukcje systemów transportu regolitu
    w warunkach księżycowych oraz roboty do zastosowań orbitalnych, przede wszystkim do serwisowania satelitów.
  • Kosmos i społeczeństwo – badania w zakresie społecznego postrzegania eksploracji kosmosu, zaangażowania w edukację o tematyce kosmicznej czy badania oceny efektywności interwencji na rzecz zwiększenia zainteresowania naukami o kosmosie.

Jednym z działań WTK będzie włączenie tematów zrównoważonego rozwoju do programu nauczania i działalności badawczej poprzez m.in.: prowadzenie kursów, seminariów i warsztatów poświęconych zrównoważonemu rozwojowi, zmianom klimatycznym, etyce technologii oraz odpowiedzialności społecznej w kontekście badań kosmicznych i technologicznych.

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie: wtk.agh.edu.pl oraz  spacetech.agh.edu.pl.

Ceny nowych mieszkań w marcu 2025: stabilizacja cen, ale Warszawa idzie w górę

Marzec 2025 r. upłynął pod znakiem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w niemal wszystkich metropoliach. Wyjątkiem była Warszawa, w której średnia poszła w marcu w górę o 1% – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.  

W stolicy, w sprzedaży pojawiła się pula drogich, nawet jak na rynek warszawski, mieszkań z ceną powyżej 30 tys. zł za metr kwadratowy. W efekcie, po siedmiu miesiącach stabilizacji, średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła o 1% do ok. 17,9 tys. zł – wyjaśnia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Stabilizacja średniej ceny metra kwadratowego wróciła za to do Trójmiasta (ok. 16,3 tys. zł/m kw.) i Wrocławia (ok. 14,7 tys. zł/m kw.). W obu metropoliach wzrosła podaż stosunkowo tanich lokali. W Trójmieście wprowadzone w marcu do sprzedaży kosztowały średnio 14 tys. zł za m kw., a we Wrocławiu  – „tylko” 12,5 tys. zł za metr.Wyk.1 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-M

Marzec był siódmym miesiącem z rzędu, w którym nie wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Krakowie (16,5 tys. zł/m kw.). W Łodzi (ok. 11,5 tys. zł/m kw.) seria bez podwyżek trwa już szósty miesiąc, zaś czwarty w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,1 tys. zł/m kw.). Poziom z lutego utrzymała średnia cena metra kwadratowego w Poznaniu (ok. 13,4 tys. zł/m kw.), gdzie po jednorazowej zwyżce w styczniu o 1%, rynek wrócił do stabilizacji.

Warto przypomnieć, że w skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy na rynek trafi pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – lokali.Wyk.2 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-sprzedane-wprowadzoneM

Porównując zmianę średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy, to najwyższa miała miejsce we Wrocławiu (+10%), który jest już jedyną metropolią z dwucyfrową podwyżką, a najniższa w Warszawie (+2%). Należy odnotować, że jednocyfrowa podwyżka była też w Trójmieście (+8%), w Łodzi (+6%), Poznaniu (+5%), Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (+4%) oraz w Krakowie (+3%).Wyk.3 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-R

Sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy – czy jesteśmy gotowi?

W szybko rozwijającym się krajobrazie sztucznej inteligencji wzrosło zapotrzebowanie na umiejętności z nią związane, co odzwierciedla konieczność posiadania wiedzy specjalistycznej zarówno w zakresie opracowywania, jak i wykorzystywania technologii AI. Oferty pracy zamieszczone online ukazują rosnącą częstotliwość oczekiwania kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją, takich jak potrzeba biegłości w językach programowania, zarządzania dużymi zbiorami danych jak i analiza oraz wizualizacja danych. Co więcej, wdrożenie sztucznej inteligencji w firmach nie jest jedynie przedsięwzięciem technicznym; wymaga ono zdolności poznawczych na wysokim poziomie, takich jak kreatywne rozwiązywanie problemów, a także umiejętności przekrojowych, takich jak komunikacja, praca zespołowa i przywództwo. Umiejętności te są również istotne dla ról wyznaczanych w środowiskach opartych na sztucznej inteligencji, podkreślając komplementarny charakter umiejętności technicznych i miękkich w promowaniu udanego wdrożenia sztucznej inteligencji.

W skrócie:

  • Nie ma wątpliwości, że GenAI doprowadzi do głębokiej zmiany w sposobie, w jaki pracujemy. Około połowa wszystkich miejsc pracy w krajach rozwiniętych jest w taki czy inny sposób dotknięta sztuczną inteligencją. Patrząc na poszczególne zawody, uderzające jest to, że to kreatywne, nierutynowe zawody – takie jak pisanie, diagnostyka medyczna lub programowanie – najprawdopodobniej w opinii Allianz Trade zostaną przekształcone przez wykorzystanie sztucznej inteligencji, jeśli nie zastąpione. Ryzyko utraty pracy jest najwyższe w sektorze usług i wśród młodszych pracowników.
  • Słynne powiedzenie Solowa, że komputery są wszędzie – z wyjątkiem statystyk produktywności – nie ma już zastosowania do sztucznej inteligencji – ale tylko w USA. Nawet wśród małych firm 40% korzysta z narzędzi AI. Nic dziwnego, że wpływ sztucznej inteligencji jest najbardziej widoczny w amerykańskim sektorze informacyjnym: podczas gdy zatrudnienie spada, produkcja gwałtownie rośnie. W innych amerykańskich sektorach usług, takich jak finanse lub usługi profesjonalne i biznesowe, obraz jest mniej wyraźny, ale tutaj również odnotowano znaczny wzrost produktywności i co najmniej stabilne zatrudnienie.
  • Tymczasem Europa pozostaje w tyle. Jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy sztuczna inteligencja wpłynęła na wzrost produktywności w Europie. Ta rosnąca przepaść między Stanami Zjednoczonymi a Europą nie jest zaskakująca, biorąc pod uwagę, że Europa pozostaje w tyle pod względem wdrażania sztucznej inteligencji. W ubiegłym roku tylko 13,5% wszystkich europejskich firm zgłosiło korzystanie z technologii AI. To niskie rozpowszechnienie wyjaśnia niejednoznaczność wpływu sztucznej inteligencji na zatrudnienie. Gdy tylko kilka firm korzysta ze sztucznej inteligencji, prawdopodobnie skorzystają one na zwiększonym popycie na swoje produkty – dla wczesnych użytkowników sztuczna inteligencja jest ważnym wyróżnikiem konkurencyjnym. Przewaga ta znika jednak wraz z powszechnym wykorzystaniem technologii AI. W drugim etapie efekty produktywności nie są już maskowane przez zmiany popytu, a oczekiwany spadek zatrudnienia staje się ewidentny. Jest prawdopodobne, że wkrótce będzie to widoczne również w Europie. Należałoby zatem zająć się słabymi punktami na rynku pracy jakie pociągnie wykorzystanie AI, zanim AI na trwałe przekształci rynki pracy.
  • Oprócz przekwalifikowania, kolejną dźwignią, którą można wykorzystać w celu wzmocnienia odporności rynku pracy na zakłócenia związane z AI, jest zachęcanie do partycypowania w inwestycjach – i dochodach kapitałowych. Nawet pracownicy z wyższym poziomem wykształcenia – którzy powinni znajdować się w górnej połowie rozkładu dochodów i majątku – mają wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o decyzje inwestycyjne zorientowane na zwrot. Patrząc na strukturę portfela, stwierdzamy, że ponad połowa aktywów finansowych jest utrzymywana na depozytach bankowych – nawet w najwyższych decylach zamożności.
  • Potencjalne zyski z prostej zmiany aktywów są ogromne. Przykładowo, jeśli szósty decyl miałby przenieść połowę swoich depozytów bankowych do aktywów o wyższej rentowności, takich jak akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne, wygenerowałby wyższy zwrot o około 10 300 EUR w ciągu następnych dziesięciu lat – bez uwzględnienia oszczędności wygenerowanych w tym okresie. W dziewiątym decylu ten nadwyżkowy zwrot z jednorazowej zmiany wyniósłby 27 550 EUR. Pod względem dochodu rozporządzalnego byłby to wzrost odpowiednio o +18% i +31% w porównaniu z niezmienioną strukturą portfela. Pozytywny efekt wykracza jednak poza osoby fizyczne. Łącznie te cztery decyle majątkowe posiadają depozyty bankowe o łącznej wartości 4,1 biliona euro. Przejście na rynki kapitałowe stanowiłoby ogromny impuls dla europejskiego projektu unii rynków kapitałowych.
  • Powszechne wykorzystanie sztucznej inteligencji w opinii Allianz Trade pociągnie za sobą dyslokację (pracowników), co sprawi, że budowanie ich odporności finansowej będzie jeszcze pilniejszym zadaniem. Potencjalne skutki AI dla rynku pracy mogą jeszcze bardziej zwiększyć polaryzację i osłabić tkankę społeczną. Naprawa, modyfikacja umowy społecznej jest zatem gigantycznym zadaniem na nadchodzące lata. Przewodnią ideą nie powinno być jedynie jak niegdyś wyżywienie, ale budowanie odporności, zdolności do odbudowania na rynku pracy po niepowodzeniach. Ostatecznym celem jest zmniejszenie nierówności, nie za pomocą ale poprzez wzmocnienie możliwości każdej jednostki. Obejmuje to wyższy stopień współposiadania pracowników i ich udział w dochodach kapitałowych. Pomysł polega na tym, że ludzie sprawią, iż sztuczna inteligencja będzie dla nich pracować i generować dodatkowy strumień dochodów. Dzięki odpowiednim zachętom (podatkowym) bez wątpienia możliwe jest zachęcenie większej liczby pracowników do stania się udziałowcami, a tym samym wzmocnienie ich odporności finansowej w nadchodzących czasach perturbacjiAI w firmach