Cła, inflacja i geopolityka: inwestorzy grają na deeskalację wojny handlowej

Teoretycznie wiadomością tygodnia powinno być wejście ceł ze strony USA i odpowiedzi innych państw, jednak rynek gra miejscami w przeciwnym kierunku. Wzrost cen w Europie stabilny, a Rosja znów przestaje być traktowana jako atrakcyjna inwestycja.

Inflacja w Niemczech bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian cen w dwóch ważnych gospodarkach europejskich. W Niemczech zgodnie z prognozami spadek wskaźnika z 2,3% do 2,2% w ujęciu rocznym. W rezultacie uzyskano piętnasty z rzędu miesiąc poniżej 3%. Włochy z kolei pokazały wzrost o 0,4% względem oczekiwań. Teoretycznie mogłoby to martwić, jednak to zwiększenie do 2%, czyli poziomu, do którego długo dążyliśmy. Inflacja w strefie euro jest zatem mocno pod kontrolą. Analitycy nie obawiają się na starym kontynencie tak silnego proinflacyjnego wpływu ceł. Tutaj problemem jest raczej spowolnienie gospodarki. Dlatego też rynki oczekują, że EBC raczej będzie w tym roku kontynuował cykl obniżek stóp procentowych. Utrzymująca się w ryzach inflacja tylko pozwala ten ruch kontynuować.

Rosną szanse na obniżki stóp w USA

Wydaje się, że mamy dużą sprzeczność na rynkach. Z jednej strony w środę ma wejść duży pakiet ceł importowych ze strony USA. Z drugiej w ostatnich dniach wyraźnie rosną szanse na dalsze obniżki stóp procentowych za oceanem. Jest to o tyle dziwne, że sankcje powinny powodować, że inflacja wzrośnie, przez brak tańszych zamienników zza granicy. Nie można natomiast wykluczyć, że rynki grają już na deeskalację wojny handlowej. Gdyby zakładano, że sankcje zostaną w ostatniej chwili odwołane lub zostaną zawieszone bardzo szybko, obecne ruchy na rynku byłyby całkowicie uzasadnione. Podobno pierwsze państwa już dogadują się indywidualnie, za to niektóre koordynują wspólne odpowiedzi. Zresztą termin wejścia ceł importowych już jutro, więc szybko się dowiemy, co się wydarzy.

Co w Rosji?

Ostatnie spięcie medialne Donalda Trumpa z Władimirem Putinem nie umknęło uwadze inwestorów. Jeszcze dwa tygodnie temu wyglądało, jakby pokój na Ukrainie miał być zawarty za wszelką cenę, nawet kosztem dowolnych wyrzeczeń ze strony ofiary. Teraz okazuje się, że tak źle nie jest, a rynki dostosowują się do nowych zasad gry. W ciągu tych dwóch tygodni główny indeks rosyjskiej giełdy liczony w dolarze osłabił się o ponad 11%. W tym samym czasie waluta straciła ponad 2% do złotego i ponad 3% do dolara. Widać również sporą niepewność widoczną na cenach ropy naftowej. W tym samym czasie czarne złoto poszło w górę z 70 na 75 dolarów, licząc notowaną w Londynie ropę Brent. Analitycy zwracają uwagę, że to dostosowanie się do faktu, że rosyjska ropa wcale tak łatwo nie wróci na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

USA wprowadzają jednolitą stawkę celną 20%: eksperci ostrzegają przed skutkami globalnymi

Administracja prezydenta Donalda Trumpa ogłosiła istotne zmiany w polityce celnej Stanów Zjednoczonych, które mają wejść w życie już na początku kwietnia 2025 roku. 1 kwietnia nazwano symbolicznie „Dniem Wyzwolenia”, co stanowi wyraźny sygnał odejścia od dotychczasowej strategii handlowej opartej na zasadzie wzajemności. Planowana reforma przewiduje wprowadzenie uniwersalnej stawki celnej w wysokości 20% na wszystkie towary importowane niezależnie od kraju pochodzenia, co oznacza fundamentalne przekształcenie podejścia do polityki handlowej USA.

Szczególnie kontrowersyjna jest zapowiedź dodatkowego cła w wysokości 25% na samochody oraz części motoryzacyjne, które nie są produkowane na terytorium Stanów Zjednoczonych. Część nowych taryf ma zacząć obowiązywać już 2 kwietnia, a ich pełne wdrożenie przewidziano do 3 maja. Nowe regulacje są rozwinięciem wcześniej obowiązujących środków: 25-procentowych ceł na towary z Kanady i Meksyku (z pewnymi wyjątkami dla kanadyjskich surowców energetycznych objętych niższą stawką), 20% na produkty z Chin, 25% na stal i aluminium oraz wtórnych ceł na kraje importujące ropę z Wenezueli.

Eksperci ostrzegają, że tak radykalna zmiana może mieć dalekosiężne skutki dla gospodarki krajowej i globalnej. Erica York z Tax Foundation zauważa, że uniwersalne cło 20% nie ma już żadnego związku z zasadą wzajemności i stanowi jakościową zmianę w polityce handlowej USA. Z kolei doradca prezydenta, Peter Navarro, przewiduje rekordowe wpływy budżetowe, jednak ekonomiści pozostają sceptyczni wobec tych prognoz. Jessica Riedl z Manhattan Institute ostrzega, że wprowadzenie tak szerokiej taryfy może oznaczać największe obciążenie fiskalne w czasie pokoju w historii Stanów Zjednoczonych, porównywalne z działaniami z okresu II wojny światowej.

Potencjalne konsekwencje tej polityki obejmują wzrost cen towarów importowanych, ograniczenie konsumpcji zagranicznych dóbr, przyspieszenie procesów relokacji łańcuchów dostaw oraz wzrost napięć handlowych z innymi krajami. Równocześnie może to jednak skutkować zwiększeniem krajowej produkcji i próbą budowy bardziej samowystarczalnej gospodarki. Należy jednak podkreślić, że obecna niepewność i konfrontacyjny charakter zapowiedzi administracji Trumpa zwiększają zmienność na rynkach finansowych, co już przełożyło się na spadki głównych indeksów giełdowych.

Podsumowując, zapowiedziane zmiany celne wpisują się w narrację protekcjonizmu gospodarczego i mogą doprowadzić do istotnych przetasowań w światowym handlu. To od reakcji partnerów handlowych USA oraz skuteczności wewnętrznej realizacji tych planów zależeć będzie, czy nowa polityka przyniesie długofalowe korzyści, czy raczej wygeneruje nowe bariery i koszty w wymianie międzynarodowej.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Murapol podsumowuje 2024 rok: ponad 1,3 mld zł przychodów i rekordowa liczba mieszkań w budowie

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, w 2024 r. przekazała klientom detalicznym 2 915 lokali (+4,1% r/r). Przychody ze sprzedaży wyniosły 1 330 mln zł (+9,4% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 242 mln zł (+10,4% r/r).

Pomimo obserwowanej niepewności rynkowej i słabszej koniunktury w sektorze, Grupa podpisała 2 914 umów deweloperskich i przedwstępnych. Najwięcej mieszkań w segmencie deweloperskim zostało sprzedanych w Łodzi – 623, Poznaniu – 550 oraz Gdańsku – 449​. Cieszące się największą popularnością lokale w cenie do 600 tys. zł stanowiły blisko 90% całkowitej sprzedaży Grupy. Dodatkowo Grupa sprzedała 948 lokali w segmencie PRS (najem instytucjonalny), dzięki czemu łączna liczba lokali sprzedanych w obu segmentach tj. do klienta detalicznego i w segmencie PRS, w 2024 sięgnęła 3 862 lokali.

W 2024 r. Murapol wprowadził do oferty 3 911 mieszkań i apartamentów inwestycyjnych w 13 miastach. Najwięcej lokali zostało wprowadzonych w Gdańsk – 893, Łodzi – 514 oraz Lublinie – 332​. Grupa Murapol dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, pozwalający na budowę 19 344 lokali.

Dzięki naszemu 24-letniemu doświadczeniu oraz konsekwentnie realizowanej strategii
w segmencie popularnym i popularnym premium, udało nam się utrzymać silną pozycję rynkową i wypracować bardzo solidne wyniki. W bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym w 2024 roku, osiągnęliśmy powtarzalne wyniki sprzedażowe, co potwierdza naszą skuteczność i odporność modelu biznesowego. Oferta Grupy Murapol, skoncentrowana jest w najszerszym segmencie rynku mieszkaniowego, zapewniając długoterminową stabilność. Dodatkowo, rozwój komplementarnej działalności
w segmencie najmu instytucjonalnego w modelu design&build otwiera przed nami ciągle nowe możliwości na przyszłość. To wszystko sprawia, że nasza Grupa konsekwentnie realizuje swoje cele i stale umacnia swoją pozycję w branży. Co ważne, mamy bardzo dobre perspektywy dalszego rozwoju. Z bogatą ofertą, m.in. wprowadzonymi w 2024 r. do oferty 3 911 lokami, a także bogatym aktywnym bankiem ziemi, zamierzamy pozostać silnym graczem na rynku i będziemy mocno walczyć o pozycję dewelopera pierwszego wyboru przez klientów
podkreśla Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Na koniec 2024 r. w budowie było 7 756 lokali o łącznej powierzchni ok. 318,5 tys. m2,
w ramach 101 budynków w 14 miastach. Najwięcej projektów w realizacji znajduje się
w Gdańsku – 2 132 lokali i Łodzi – 1 556 lokali.

Wyniki finansowe – szersze omówienie

Po 2024 r. poziom gotówki (z uwzględnieniem rachunków powierniczych) Grupy Murapol wynosił 318,8 mln zł, w porównaniu do 248,2 mln zł przed rokiem. Dług netto wynosił 293,2 mln zł.

W 2024 roku Grupy Murapol wypłaciła 200,3 mln zł dywidendy, z czego blisko 120 mln zł w dniu 12 listopada, jako zaliczka na poczet dywidendy za 2024 r., po przekazaniu akcjonariuszom 80,4 mln zł w  dniu 8 maja br.

Grupa Murapol konsekwentnie utrzymuje stabilną sytuację finansową. Wzrost przychodów o 15,3% w segmencie detalicznym osiągnęliśmy dzięki wzrostowi liczby przekazań oraz średniej ceny przekazanego mieszkania (o 11,1% rok do roku). Nasz skalowalny model biznesowy, oparty o wystandaryzowany produkt, pozwala nam generować satysfakcjonujące i bardzo zbliżone do siebie wyniki marżowe zarówno
w dużych aglomeracjach, jak i na rynkach regionalnych. Świadczy to o sile tego modelu oraz atrakcyjności naszej oferty. Stabilna struktura finansowania zakupu mieszkań od Grupy Murapol, ze zbliżonym udziałem kredytów hipotecznych i zakupów gotówkowych, potwierdza elastyczność i odporność naszego biznesu, na zmieniające się warunki rynkowe. Dodatkowo, w 2024 roku z powodzeniem zrealizowaliśmy pierwszą emisję obligacji w ramach programu o wartości 500 mln zł, pozyskując w ten sposób 150 mln zł na dalszą rozbudowę naszej oferty mieszkaniowej oraz potencjału operacyjnego Grupy. To kolejny dowód na zaufanie rynku do Grupy Murapol oraz potwierdzenie naszej zdolności do skutecznego zarządzania i dywersyfikacji źródeł finansowania. Nasz bezpieczny wskaźnik dług netto / skorygowana EBITDA LTM (0,84 na koniec 2024 r.) dowodzi, że pozostajemy w silnej pozycji do dalszego, zrównoważonego wzrostu, nawet w dynamicznym i wymagającym otoczeniu makroekonomicznym –
 mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A. 

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 2024 2023 Zmiana
Przychody ze sprzedaży   1 330 214 1 215 944 9,4%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
 1 185 741 1 028 787 15,3%
     Przychody ze sprzedaży do PRS  144 473 187 157 -22,8%
Zysk brutto ze sprzedaży  401 792    383 393 4,8%
Marża brutto ze sprzedaży 30,2% 31,5% -1,3 p.p.
EBIT  293 600     266 199 10,3%
Marża EBIT 22,1% 21,9% 0,2 p.p.
Zysk netto  242 029   219 151 10,4%
Marża zysku netto 18,2% 18,0% 0,2 p.p.

Potencjał rynku

Grupa Murapol dysponuje atrakcyjnym i dobrze zdywersyfikowanym portfelem projektów w przygotowaniu. Na koniec roku w przygotowaniu było 13 229 lokali o łącznej powierzchni blisko 572 tys. m2, w 16 miastach.

W 2024 roku sytuacja makroekonomiczna w Polsce systematycznie się poprawiała,
a wzrost PKB wyniósł 2,9%, przewyższając oczekiwania, co pokazuje siłę krajowej gospodarki. Jednocześnie niepewność związana z polityką mieszkaniową oraz uwarunkowania wynikające z wysokich stóp procentowych w Polsce wpływają na koniunkturę na rynku nieruchomości. Popyt na mieszkania jest silnie uzależniony od dostępności kredytów hipotecznych i zdolności klientów do ich spłaty. Pomimo tych wyzwań, stabilne fundamenty biznesu Grupy Murapol, a zwłaszcza szeroka oferta
w segmencie popularnym i potencjał sektora mieszkaniowego w Polsce wskazują na możliwości dalszego wzrostu.

Takiej podaży na rynku mieszkań nie było od lat. Dużo lokali na sprzedaż i na wynajem

Trudny początek roku na rynku nieruchomości. „Takiej podaży mieszkań na zakup i na wynajem nie było od lat”.

Jaki był I kwartał roku 2025 na rynku nieruchomości? Eksperci mówią wprost: stan wyczekiwania jest nadal odczuwalny. Wiele osób wciąż powstrzymuje się przed zakupem mieszkania mimo, że ich potrzeba życiowa jest coraz bardziej odczuwalna. – Czekamy na spadek poziomu stóp procentowych, na programy wsparcia od rządu, na spadek cen mieszkań. Czekanie jest hasłem zdecydowanie determinującym sytuację na rynku nieruchomości, a my jako eksperci zaznaczamy, że czasem wyczekiwanie za długo nie jest dobrym rozwiązaniem, bo np. ciekawe oferty na rynku wtórnym mogą po prostu uciec nam sprzed oczu – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Wyczekiwanie, coraz częściej zniecierpliwienie”

Ilość sprzedanych mieszkań w I kwartale roku 2025 była nieco wyższa niż rok wcześniej, ale wciąż trudno mówić o wyraźnym ożywieniu popytu.

Eksperci wskazują, że sytuacja jest trudna z wielu powodów. Polacy wciąż wyczekują na jasną deklarację Rządu RP w sprawie programów wspierających np. młode rodziny. Obecnie na rynku nieruchomości najczęstsze transakcje do jakich dochodzi to: zakup nieruchomości premium, zakup lokali do gruntownego remontu po niskich cenach lub właśnie zakup nieruchomości na rynku wtórnym przez rodziny i osoby, którym udało się zdobyć finansowanie.

– Wyczekiwanie związane z tym, czy Rząd wprowadzi nowy program dopłat kredytowych powoduje już gigantyczne zniecierpliwienie wśród zarówno deweloperów jak i firm zajmujących się obrotem nieruchomościami. Mamy do czynienia już z pewnym zachwianiem równowagi rynkowej, bo widzimy, że pierwszy raz od lat podaż zaczyna wyprzedzać popyt. Mamy na rynku dużo nowych, dostępnych mieszkań deweloperskich, mamy dużo mieszkań na wynajem, zwykle nowych, ale mamy też więcej mieszkań na rynku wtórnym. Klienci obserwują, chcą kupować, a jednak potem powstrzymuje ich albo niepewność związana z sytuacją geopolityczną albo chęć poczekania na dalszy rozwój sytuacji rynkowej – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na co czekają klienci?

– Na obniżki cen. To jest podstawowe oczekiwanie. Na rynku wtórnym negocjacje są czymś naturalnym. Na rynku deweloperskich nie ma na to zwykle miejsca – przyznaje Król.

Klienci szukają mieszkań na rynku wtórnym i mieszkań… do remontu

Kwartał na rynku nieruchomości w ocenie eksperta można nazwać „bardziej optymistycznym” niż I kwartał roku 2025. Transakcji jest więcej, zapytań jest więcej, ale sytuacja znacząco poprawiłaby się, gdyby dostępność kredytów była większa, stopy procentowe niższe, a Rząd jasno zadeklarował czy program „Pierwsze klucze” wejdzie w życie czy może wszystko zostanie w obecnej sytuacji, a rynek mieszkaniowy musi się w niej odnajdywać.

– Na rynku wtórnym widzimy spadki cen. Jest to odczuwalne szczególnie w miastach takich jak np. Szczecin. Toruń, Bydgoszcz, Katowice, trochę Poznań. Tutaj podaż na rynku wtórnym jest nieco wyższa niż w innych miastach. Poza tym, gdy ceny na rynku pierwotnym drastycznie rosną, a tak nadal jest np. w Warszawie czy w Krakowie, to sprzedający nadal nie czują potrzeby obniżania cen. Widzimy, że na rynku wtórnym ruch jest znacznie większy niż na pierwotnym. Korekta cen wynosi na nim średnio kilka procent, ale sprzedający bardzo często podejmują negocjacji – mówi Mirosław Król.

– Najlepiej sprzedają się mieszkania w budownictwie od 2002 roku wzwyż, zwykle do 60 metrów kwadratowych, z ceną za metr kwadratowy do 10 tysięcy złotych. Zauważamy także większe zainteresowanie mieszkaniami do remontu. Tutaj zdarzało nam się już nawet sprzedawać małe mieszkania w kwotach nieco powyżej 220 tysięcy złotych – dodaje Mirosław Król.

Jaka będzie wiosna na rynku nieruchomości? – Wiosną zawsze sprzedaje się więcej mieszkań – przyznaje Mirosław Król. Eksperci spodziewają się wzrostu zainteresowania, ale jednocześnie nie spodziewają się przełomu na rynku.

Zarobki studentów w Polsce 2025: średnio 3622 zł netto, ale chcą 12 tys.

Studenci zarabiają w Polsce średnio 3622,91 zł na rękę. Co piąta studiująca osoba wypracuje pomiędzy trzy a cztery tysiące złotych netto. Ponad 40 proc. zarobi ponad pięć tysięcy złotych pensji. Prawie połowa studentów marzy, by za trzy lata do ich portfela wpadało aż 12 tys. złotych. Najwyższe średnie zarobki osiągają studenci we Wrocławiu, najmniej dostają ci z Krakowa – wynika z tegorocznej edycji badania „Student w pracy” przygotowanego w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu.

Najnowsze dane (luty 2025 r.) Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w polskich firmach zarabia się średnio miesięcznie 8613,14 złotych brutto. Na rękę daje to 6201 zł przy umowie o pracę. Jeśli ktoś byłby zatrudniony na umowie zlecenie, to kwota byłaby o 20 zł większa. W porównaniu z 2024 r. średnia pensja w sektorze przedsiębiorstw wzrosła o 7,9 proc.

Średnie studenckie zarobki są mocno średnie

A studenci? Zarabiają blisko 40 proc. mniej! Z danych zgromadzonych w ramach badania “Student w pracy” przeprowadzonego przez pracownię SW Research w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu wynika, że średnie wynagrodzenie żaków w Polsce wynosi 3622,91 złotych na rękę.

Rok temu średnie wynagrodzenie netto wynosiło 3429,82 zł miesięcznie. Oznacza to wzrost rok do roku tylko o 5,6 proc.

Zespół Programu Kariera obliczył średnią na podstawie uzyskanych odpowiedzi. W badaniu studenci byli proszeni o wskazanie przedziałów, w jakich mieszczą się ich zarobki. Każdemu przedziałowi przyporządkowano średnią wartość, np. jeśli ktoś wskazał, że zarabia pomiędzy 3001 zł a 4000 zł, do obliczeń przyjmowano wartość 3500 złotych.

Najwyższe i najniższe przedziały zarobków

Jakich odpowiedzi udzielali studenci? Mediana ich aktualnych zarobków (czyli kwota, poniżej której zarabia połowa z nich) znajduje się w przedziale trzy a cztery tysiące złotych. Takie zarobki deklaruje co piąta osoba. Kwotę od dwóch do trzech tysięcy złotych netto obecnie zarabia 16 proc. osób, a zarobki rzędu cztery – pięć tysięcy zł deklaruje 14 proc. pracujących studentów.

Ile chciał(a)byś zarabiać - wykres 4 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

W porównaniu z rokiem 2024 r. widać duży spadek liczby studentów zarabiających w przedziale pomiędzy tysiącem a dwoma tysiącami złotych (z 19,9 proc. do 12,1 proc.). Jednocześnie z 15,3 proc. do 19,8 proc. wzrósł odsetek tych, którzy za pracę dostają pomiędzy trzema a czterema tysiącami złotych. Również zwiekszyła się grupa zarabiających powyżej pięciu tysięcy złotych netto miesięcznie (z ok. 15 proc. do ponad 20 proc.).

Badania pokazują, że studenci z roku na rok zarabiają nominalnie więcej. Jednak jest to wzrost mniejszy niż średni wzrost zarobków w firmach. Podobne zjawisko obserwowaliśmy w latach poprzednich. Nie da się więc ukryć, że ich pozycja na rynku pracy jest coraz słabsza. Dla pracodawców coraz bardziej liczą się złożone kompetencje, do nabycia których potrzebny jest czas. I właśnie do tego najlepiej wykorzystać czas studiów, żeby potem zarabiać więcej – wyjaśnia Marian Owerko.

Ekspert zwraca uwagę, że zarobki pracujących studentów nie mówią wszystkiego o stanie ich portfela. Wielu młodych ludzi otrzymuje pieniądze od rodziców oraz korzysta ze stypendiów.

Wrocław na czele, Kraków na końcu

Posługując się tą samą metodologią, zespół Programu Kariera obliczył średnie wynagrodzenie netto za pracę, które otrzymywali studenci w polskich miastach. Najwyższą średnią miesięcznych zarobków mogli pochwalić się studenci z Wrocławia (4224,14 zł). Na drugim końcu skali znaleźli się uczęszczający na uczelnie w Krakowie – ich wynagrodzenie to tylko 3107,14 zł za miesiąc.Średnie wynagrodzenie w miastach - wykres 2 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

Bliższa analiza zarobków pokazuje, że najwyższy odsetek osób zarabiających powyżej siedmiu tysięcy złotych na rękę studiuje we Wrocławiu (11,8 proc.) i w Trójmieście (11,4 proc.). W Warszawie, zwyczajowo kojarzonej z wysokimi zarobkami, powyżej siedmiu tysięcy złotych netto za pracę otrzymuje tylko 5,7 proc. studentów. Z kolei w Krakowie i w Rzeszowie takiej odpowiedzi nie wskazał żaden respondent.

Na drugim końcu skali znalazły się Poznań, Białystok i Szczecin. W tych miastach największy procent pracujących studentów otrzymuje pensję poniżej tysiąca złotych – odpowiednio 12,5 proc., 11,1 proc. i 10,8 proc. Natomiast w Olsztynie i we Wrocławiu nie odnotowano takich odpowiedzi.Dane szczegółowe po miastach - wykres 3 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

Wysokie aspiracje

A ile studenci chcieliby zarabiać? Dwa razy tyle, co obecnie! Średnia pożądanych obecnie zarobków, obliczona w analogiczny sposób, to 7643,21 zł miesięcznie na rękę. To więcej niż średnia wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw.

Na obecnym etapie kariery najwięcej studentów (17,5 proc.) marzy o zarobkach powyżej 12 tysięcy złotych. Co czwarty chciałby, żeby jego wynagrodzenie wyniosło pomiędzy cztery a sześć tysięcy złotych.

Im dalej studenci patrzą w przyszłość, tym oczekują wyższych zarobków. Po roku pracy, średnie pożądane wynagrodzenie to 9082,72 zł miesięcznie, przy czym powyżej 12 tysięcy złotych chciałby otrzymywać co trzeci student. Po trzech latach oczekiwana średnia to 10 471,60 zł miesięcznie a połowa ankietowanych chciałaby dostać więcej niż 12 tysięcy złotych. W 2035 r. średnia oczekiwanego wynagrodzenia to 11 634,57 zł miesięcznie a powyżej 12 tysięcy złotych chciałoby zarabiać już blisko trzy czwarte ankietowanych.

Program Kariera – ciekawa praca i dobre zarobki

Czy studenci już teraz mogą zarabiać więcej? Takie możliwości dają dobre programy stażowe. Przykładem może być Program Kariera Polskiej Rady Biznesu. To największy multibranżowy i multikorporacyjny program płatnych staży w Polsce. Stażyści otrzymują wynagrodzenie w wysokości co najmniej 4,7 tys. zł. Są firmy i stanowiska na których można zarobić nawet 8,3 tys. zł za miesiac stażu.

W Programie Kariera blisko 45 pracodawców oferuje prawie 115 staży w 14 miastach. W tym roku po raz pierwszy staże w Programie oferują instytucje administracji publicznej: Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Urząd Komisji Nadzoru Fiansowego.

Na stronie programkariera.pl w jednym miejscu studenci znajdują oferty płatnych praktyk w kilkunastu obszarach: od IT i programowania, przez marketing, prawo i finanse, po staże w branżach inżynierskich czy nawet psychiatrii klinicznej.

Patronaty honorowe nad 22. edycją Programu Kariera objęli Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Minister Rozwoju i Technologii.

Program Kariera oferuje uczestnikom holistyczne spojrzenie na rzeczywistość gospodarczą. Firmy zapewniają młodym ludziom możliwość bezpośredniej pracy z doświadczonymi osobami zarządzającymi przedsiębiorstwem lub działem. Stażyści mogą liczyć na indywidualną opiekę i dobrze zaplanowany harmonogram praktyk. Jakość staży weryfikowana jest w corocznym badaniu satysfakcji realizowanym przez zewnętrzną firmę – uczestnicy oceniają firmę, która ich zatrudniała.

– Program Kariera to szansa na zdobycie cennego doświadczenia pod okiem profesjonalistów, nawiązanie bezcennych kontaktów czy mentoring, który da prawdziwe przyspieszenie rozwoju zawodowego – mówi Marian Owerko, szef Programu Kariera, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu.

Kto przetrwa falę ceł? Nadchodzi gorący tydzień dla rynków

Rynki wyczekują wieści o wzajemnych cłach, które mają zostać ogłoszone w tę środę. Dolar stoi obecnie na rozdrożu – z jednej strony jest wsparcie, którego można oczekiwać od wyższych ceł, z drugiej coraz wyraźniejsze szkody ekonomiczne wywołane przez chaotyczne działania Trumpa i lekceważenie ich wpływu na gospodarkę. Presja cenowa w Stanach rośnie, zaś konsumenci wycofują się, co jest szczególnie trudne dla Rezerwy Federalnej. Jednocześnie otoczenie dla złotego obfituje w negatywne elementy i nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby para EUR/PLN skierowała się w górę.

Kluczowe punkty:

  • PLN wykazuje odporność, ale ryzyka są coraz wyraźniejsze.
  • Rynek walutowy stabilizuje się przed ogłoszeniem ceł.
  • Ogłoszono 25% cła na pojazdy spoza USA.
  • Perspektywy USA są zamglone przez niepewność dot. ceł.
  • PMI w strefie euro bliskie stagnacji.
  • Solidne odczyty ekonomiczne wspierają GBP.

W ubiegłym tygodniu, stosunkowo ubogim w wieści ekonomiczne i polityczne, waluty utrzymywały się w wąskich przedziałach, gdy rynki czekały na nowe informacje o kolejnych cłach, które zostaną podane w środę 2.04. Ich ogłoszeniu towarzyszyć ma wprowadzenie 25% cła na pojazdy importowane do USA. Konsensusem wydaje się to, że w jego wyniku średnie cła w USA mogą wzrosnąć znacznie powyżej 10% z zaledwie 2,5% przed objęciem urzędu przez Trumpa.

Najważniejszymi publikacjami tygodnia będą wstępne wskaźniki PMI w strefie euro za marzec (wtorek 01.04) i szereg danych z amerykańskiego rynku pracy, który rozpocznie raport JOLTS w środę (02.04), a zakończy w piątek (04.04) raport NFP (non-farm payrolls).

PLN

W ubiegłym tygodniu złoty był drugą po rupii indyjskiej najlepiej radzącą sobie walutą emerging markets i odnotował niewielkie zyski względem euro. Jego odporność jest imponująca. Może być ona do pewnego stopnia związana ze stosunkowo korzystnym sentymentem wobec Europy – także inne waluty Starego Kontynentu o wysokiej becie dobrze sobie radziły. Europejski (w tym polski) rynek akcji również wydaje się nieoczekiwanym schronieniem dla niektórych inwestorów w sytuacji, gdy wiele z globalnych indeksów osiągających wcześniej lepsze wyniki – szczególnie amerykańskich – odczuwa istotną presję.

Cła stanowią jednak zagrożenie również dla polskiej gospodarki. Połączenie ceł, niepewności handlowej, kiepskich odczytów aktywności gospodarczej i optymistycznych odczytów inflacji jest dla złotego negatywne i nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby para EUR/PLN skierowała się w górę. Szczególnie jeśli cła na UE będą wysokie, a sentyment rynkowy jeszcze bardziej się pogorszy.

Biorąc pod uwagę istotność wieści spoza kraju, posiedzenie NBP może odejść w cień. Inwestorzy będą jednak uważni na wszelkie sygnały, że RPP łagodzi swoją jastrzębią retorykę i zaczyna kłaść podwaliny pod obniżenie stóp procentowych.

EUR

Marcowe wskaźniki PMI ze strefy euro nie odzwierciedlają optymizmu, który ogarnął europejskie rynki finansowe po ogłoszeniu ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech. Wartość indeksu zbiorczego PMI w marcu niemal nie uległa zmianie i wciąż sugeruje aktywność bliską stagnacji.

Wstępny odczyt inflacji we wtorek (01.04) powinien być dla Europejskiego Banku Centralnego lepszą wiadomością – dane z Francji i Hiszpani zaskoczyły w dół. Uwaga powinna skupić się w tym tygodniu na ogłoszeniu ceł. Biorąc pod uwagę znaczną nadwyżkę w handlu między strefą euro a USA, trudno sobie wyobrazić, by w tych warunkach wspólna waluta doświadczyła umocnienia.

USD

Przybywa dowodów na to, że wywołany przez Trumpa chaos godzi w zaufanie konsumentów, oczekiwania i wydatki, sytuacja wciąż jednak nie jest jednoznaczna. W lutym ponownie wydatki konsumentów nie sięgnęły konsensusu, a preferowana przez Fed miara dynamiki cen (PCE) pokazała kolejny wzrost indeksu bazowego w ujęciu miesięcznym.

Jednocześnie usługowy PMI za marzec zaskoczył znacznie w górę, dzięki czemu wzrósł też wskaźnik zbiorczy. W tym tygodniu poza ogłoszeniem ceł (środa 02.04) dodatkowego znaczenia nabierają dane dotyczące rynku pracy – raport JOLTS (środa 02.04), liczba zadeklarowanych bezrobotnych (czwartek 03.04) i, najważniejszy, raport NFP za marzec (piątek 04.04). Nowe dane zweryfikują, czy ograniczenie wydatków konsumenckich zaczyna wpływać na decyzje firm dotyczące zatrudnienia.

GBP

Na perspektywy ekonomiczne Wielkiej Brytanii korzystnie oddziałuje poprawiający się popyt i stosunkowo niska ekspozycja na cła Trumpa, jako że kraj eksportuje głównie usługi i utrzymuje znaczny deficyt handlowy z USA. Wskaźniki PMI za marzec uległy istotnemu polepszeniu i niespodziewanie są teraz zgodne ze stabilnym wzrostem, a prowadzi sektor usługowy.

Sprzedaż detaliczna w lutym również przekroczyła oczekiwania. Odwróciło to uwagę od obniżenia o połowę, czyli do 1%, prognozy brytyjskiego PKB na 2025 r. przez Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR). Dodatkowo gospodarstwa domowe odetchnęły po silnym spadku inflacji, niemniej uporczywie wysoki wzrost cen usług na poziomie 5% sugeruje naszym zdaniem, że jeszcze nie nadszedł czas, by Bank Anglii porzucił swoje ostrożne podejście do rozluźniania polityki monetarnej. Połączenie stabilnego wzrostu, odporności na cła i silniejszych więzów z UE pozostaje kluczowym czynnikiem wspierającym funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Niepewność sprzyja złotu. Globalna polityka handlowa i walka o surowce

Złoto pozostaje w centrum zainteresowania globalnych rynków finansowych, a niepewność związana z polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz rosnąca aktywność Chin na światowych rynkach przemysłowych znacząco wpływają na sytuację inwestycyjną. Rośnie też rola królewskiego metalu jako środka płatniczego w USA.

Początek ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem konsolidacji ceny złota i mocniejszego dolara, jednak już końcówka przyniosła wzrost kursu do poziomu 3080 dolarów za uncję kruszcu. Nowy tydzień również zaczął się dla królewskiego metalu bardzo pozytywnie, bo notowania przekroczyły – po raz pierwszy w historii – pułap 3100 USD/oz.

Tymczasem Goldman Sachs podniósł swoją prognozę dla ceny złota do poziomu 3300 dolarów za uncję do końca 2025 roku. To sugeruje, że czynniki związane z długoterminowymi perspektywami gospodarczymi lub geopolitycznymi mogą w przyszłości, wraz z rosnącym zainteresowaniem inwestorów tym aktywem, wpłynąć na wzrost ceny.

Z kolei chińscy ubezpieczyciele, którzy niedawno otrzymali możliwość alokowania do 1% swoich aktywów w fizycznym złocie, przeprowadzają pierwsze transakcje na Shanghai Gold Exchange (SGE), co może wskazywać na rosnące zainteresowanie tym metalem w Chinach i dodatkowo zwiększać globalny popyt na kruszec.

A już od 2 kwietnia USA nałożą 25-procentowe cła na importowane samochody, co może wpłynąć na globalne łańcuchy dostaw oraz dynamikę handlu międzynarodowego. Ponadto ogłoszenie porozumienia o zawieszeniu broni na Morzu Czarnym między Ukrainą a Rosją ma potencjalnie pozytywny wpływ na stabilizację rynków surowcowych, w tym złota.

Chiny coraz bardziej górują nad Niemcami

W kontekście globalnej konkurencji gospodarczej wyraźnie widać też rosnące wpływy Chin, które coraz mocniej dominują nad niemieckim przemysłem samochodowym, chemicznym i inżynieryjnym. Według najnowszych danych udział Chin w globalnym eksporcie chemikaliów wzrósł w ostatniej dekadzie o 60%, podczas gdy udział Niemiec zmniejszył się o 14%.

W przemyśle maszynowym udział Niemiec w rynku eksportu spadł do 15,2%, podczas gdy Chiny zwiększyły swój udział do 22,1%, co wywołuje obawy o przyszłość niemieckiego sektora produkcyjnego, a realna staje się groźba zwolnień i zamknięć fabryk. Chiny subsydiują kluczowe gałęzie przemysłu, co przyczynia się do ich przewagi konkurencyjnej.

Sygnał ostrzegawczy dla polskiej gospodarki

W Polsce natomiast najnowsze dane GUS wskazują na wyraźne osłabienie konsumpcji, co może skutkować koniecznością rewizji strategii polityki gospodarczej. Główny Urząd Statystyczny wykazał zaskakujący spadek sprzedaży detalicznej w Polsce w lutym – o 0,5% rok do roku i aż o 6% w porównaniu do stycznia, podczas gdy analitycy spodziewali się wzrostu na poziomie 3,2%.

To duże rozczarowanie rynkowe i sygnał ostrzegawczy dla gospodarki. Spadek konsumpcji może mieć bowiem istotne konsekwencje dla budżetu państwa i dynamiki wzrostu gospodarczego. Inwestorzy, w reakcji na słabsze dane, spodziewają się, że stopy procentowe w Polsce zostaną już obniżone latem, nie wierząc w dotychczasowe zapowiedzi Adama Glapińskiego, prezesa NBP.

Złoto wraca do łask jako pieniądz

Równocześnie w Stanach Zjednoczonych obserwujemy coraz większe zainteresowanie przywróceniem złota i srebra jako legalnego środka płatniczego. Organizacja Sound Money Defence League lobbuje na rzecz zmian legislacyjnych, dzięki którym kolejne stany mogą uznać złoto i srebro za prawne środki płatnicze. Rząd federalny preferuje system pieniądza fiducjarnego od 1971 roku, ponieważ umożliwia on dodruk pieniędzy.

Już dziś w takich stanach jak Utah, Arizona czy Wyoming złoto jest oficjalnie uznawane za walutę, a procesy legislacyjne zmierzające w tym kierunku toczą się m.in. na Florydzie, w Alabamie i Kansas. Główną przeszkodą w używaniu złota i srebra jako pieniądza nie jest brak ich wartości, lecz podatki, regulacje i inne czynniki zniechęcające do stosowania ich w transakcjach. SMDL dąży do usunięcia tych barier.

Do stanów, w których złoto jest prawnym środkiem płatniczym, należą:

  • Utah (pierwszy stan, uchwalono w 2011 roku)
  • Karolina Południowa (od 2013 roku)
  • Luizjana (od 2024 roku)
  • Oklahoma (od 2014 roku)
  • Wyoming (od 2018 roku)
  • Arkansas
  • Arizona (od 2014 roku)

Niektóre stany wprowadziły zwolnienia podatkowe dotyczące złota i srebra:

  • Luizjana (od 2011 roku zwolnienie od podatku)
  • Wirginia Zachodnia (zwolnienie z podatku od sprzedaży od 2019 roku)
  • Tennessee (zwolnienie z podatku od 2022 roku)

Ponadto, w następujących stanach trwają procesy legislacyjne mające na celu umożliwienie korzystania ze złota:

  • Floryda
  • Alabama
  • Iowa
  • Kansas

Podsumowując, globalne rynki są pod silnym wpływem decyzji politycznych oraz zmian strukturalnych w gospodarce światowej, a złoto pozostaje jednym z kluczowych aktywów zabezpieczających kapitał w czasach niepewności. Jednocześnie obserwujemy narastające napięcia związane z konkurencją między Chinami a krajami Zachodu oraz rosnące zainteresowanie metalami szlachetnymi jako alternatywnym środkiem płatniczym w USA.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Mediana zadłużenia Polaków to ponad 3/4 ich pensji. Warszawa wyjątkiem

Według najnowszych danych GUS we wrześniu 2024 roku mediana wynagrodzeń brutto w gospodarce narodowej wyniosła 6683 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia mniej niż ta kwota, a druga połowa więcej. Natomiast analiza danych Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że w tym samym czasie mediana zadłużenia polskich konsumentów wynosiła 5127 zł, a więc ponad 3/4 pensji. To tak, jakby przeciętny dłużnik miał oddać trzy tygodnie swoich zarobków na spłatę zobowiązań, a na życie pozostawałby mu jedynie tydzień wypłaty. Problem ten nie dotyczy jednak mieszkańców Warszawy.

Na początek warto wyjaśnić, czym różni się mediana od średniej. Średnia arytmetyczna to suma wszystkich wartości podzielona przez ich liczbę – łatwo ją zawyżają wysokie wynagrodzenia nielicznej grupy najlepiej zarabiających. Mediana to wartość środkowa – oznacza, że połowa badanych zarabia mniej, a połowa więcej. W praktyce mediana lepiej więc oddaje rzeczywisty obraz dochodów przeciętnego Polaka, ponieważ nie jest zaburzona przez skrajnie wysokie lub niskie wartości. Podobnie jest z medianą zadłużenia – pokazuje ona, jak duże długi mają realnie przeciętni konsumenci, a nie tylko ekstremalnie zadłużone jednostki.

Mężczyźni muszą oddać więcej

Najnowsze dane GUS wskazują, że mediana wynagrodzeń jest niższa o 17,2 proc. od przeciętnego wynagrodzenia brutto, które wynosi 8075 zł, a mężczyźni zarabiają o 420 zł więcej niż kobiety. Porównując to z danymi dotyczącymi zadłużenia w KRD, widać podobną zależność: lepiej zarabiający mężczyźni mają też większe długi.

– Wyższa pensja daje poczucie większej stabilności, ale też skłania do bardziej ryzykownych zachowań, bo przecież „kto bogatemu zabroni”. Na to nakładają się różnice kulturowe. Kobiety częściej starają się zapobiegać narastającemu kryzysowi, a gdy dług trafia do windykacji, nierzadko same inicjują kontakt i są otwarte na polubowne rozwiązanie problemu. Mężczyźni są bardziej bierni, liczą że sytuacja sama się rozwiąże. Z naszego doświadczenia windykacyjnego wynika też, że niezależnie od płci osoby z wyższymi dochodami często mają większe trudności z uznaniem swojej sytuacji finansowej za krytyczną, co może opóźniać podjęcie działań naprawczych – podkreśla Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

45+, czyli wiek finansowego przełomu

Rozbieżności w medianie zadłużenia widać też, analizując wiek dłużników. Najmłodsi dłużnicy w KRD, czyli osoby do 18. roku życia, mają wciąż jeszcze najniższą medianę długu, czyli 282 zł. To w większości kary za jazdę bez biletu, które teoretycznie dość łatwo jest spłacić, by natychmiast zniknąć z rejestru. Po przekroczeniu progu dorosłości rosną też długi i to znacznie. W wieku 18-25 lat mediana zaległych płatności przekracza już 1800 zł. A jak pokazują dane KRD, z każdym kolejnym rokiem ich kwota rośnie.

Co ciekawe, dane GUS wskazują, że pod względem wieku najlepiej wynagradzani są pracownicy pomiędzy 35 a 44 rokiem życia (mediana: 6952 zł) oraz 45 a 54 rokiem życia (6925 zł). Ale ich sytuacja jest zupełnie inna w przypadku zadłużenia. W pierwszej grupie jego mediana wynosi 5925 zł, w drugiej aż 7494 zł.

Te 1,5 tysiąca złotych różnicy w zadłużeniu obu grup wiekowych o podobnych dochodach, to nie przypadek. Między 45. a 54. rokiem życia następuje kumulacja zobowiązań życiowych. Kredyt mieszkaniowy w szczytowym okresie spłaty, dzieci kończące szkołę średnią lub na studiach wymagające większego wsparcia niż dotychczas, często też starzejący się rodzice, którzy potrzebują pomocy. Do tego chęć utrzymania lub polepszenia standardu życia. Na to wszystko nakłada się brak jakichkolwiek oszczędności lub ich niewielka kwota, ucieczka od kłopotów poprzez zaciąganie kolejnych pożyczek, by spłacić wcześniejsze. I na koniec niechęć do przyznania się do porażki, bo narastający dług tak jest traktowany. Nasi negocjatorzy często słyszą takie historie – komentuje Jakub Kostecki.

Paradoksy, wyjątki i rekordy regionalne

W trzech województwach w Polsce mediana zadłużenia przekracza 6 tys. zł. To lubuskie (6127 zł), warmińsko-mazurskie (6119 zł) i kujawsko-pomorskie (6022 zł). Z kolei najniższą medianę – poniżej 5 tys. zł – mają mieszkańcy województwa łódzkiego (4087 zł), mazowieckiego (4869 zł) i wielkopolskiego (4988 zł). Paradoksalnie, to właśnie województwo mazowieckie cechuje jedna z najwyższych median wynagrodzeń. Według danych GUS zarobki wynoszą tam 7500 zł (w Regionie Warszawskim Stołecznym 8215 zł, a w samej Warszawie 8840 zł).

Z kolei w rankingu zadłużenia powiatów górują: tomaszowski (woj. łódzkie) z najwyższą medianą na poziomie 7420 zł, ełcki (woj. warmińsko-mazurskie) – 7406 zł i nowodworski (woj. mazowieckie) – 7347 zł. Najniższą medianę długu mają natomiast mieszkańcy powiatów: łódzkiego wschodniego (woj. łódzkie) – 3522 zł, pruszkowskiego (woj. mazowieckie) – 3556 zł i warszawskiego zachodniego (woj. mazowieckie) – 3649 zł. Dodajmy, że te ostatnie powiaty charakteryzują się medianą wynagrodzenia powyżej średniej krajowej wg GUS. Konsumenci z tych okolic zarabiają więc wystarczająco, by się zbytnio nie zadłużać.

To wyjątek potwierdzający regułę. Wynagrodzenia różnią się znacząco w zależności od powiatu, co wynika ze struktury gospodarczej, obecności dużych miast i dostępności miejsc pracy. Z reguły wysoki poziom zarobków idzie w parze z zadłużeniem, ponieważ osoby z wyższymi dochodami łatwiej uzyskują kredyty hipoteczne, gotówkowe czy ratalne. A im więcej zarabiają, tym częściej decydują się na kosztowniejsze mieszkania, droższe samochody, zagraniczne wakacje czy lepszą edukację dla dzieci. Wiele z tych wydatków jest finansowanych kredytami, które z czasem mogą ich przerastać. Przykładowo powiaty polkowicki, głogowski i lubiński na Dolnym Śląsku charakteryzują się wysokimi wynagrodzeniami, co ma związek m.in. z pracą w KGHM. Nie ustrzegło to jednak mieszkańców przed pułapką zadłużenia i mediana długu przekracza tam średnią krajową – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Pod względem miast na prawach powiatów w niechlubnym zestawieniu dotyczącym zadłużenia przoduje Wałbrzych w województwie dolnośląskim. Jego mieszkańcy mają rekordową w kraju medianę długu wynoszącą aż 10 673 zł (dla porównania mediana wynagrodzenia w Wałbrzychu wynosi 6500 zł). Kolejne, choć już z dużo niższą medianą długu są Suwałki (woj. podlaskie) i Nowy Sącz (woj. małopolskie) – odpowiednio: 7938 zł i 7440 zł. Po przeciwnej stronie, a więc najniższym zadłużeniem mogą się pochwalić mieszkańcy Łodzi – 2810 zł, Jaworzna (woj. śląskie) – 3236 zł i Częstochowy – 3252 zł.

Daniel Obajtek pod lupą audytorów ORLEN-u. Kolejne sprawy trafiły do śledczych

0

Niemal 120 kontroli i audytów – to bilans  weryfikacji nieprawidłowości w funkcjonowaniu Grupy ORLEN w okresie od stycznia 2016 do lutego 2024 roku. Ujawniono przy tym miliardowe straty wynikające z błędów zarządczych. W efekcie złożono kolejne zawiadomienia do prokuratury. Usunięcie negatywnych skutków tych decyzji, odpracowanie spowodowanych nimi strat oraz wdrożenie nowej strategii, która zapewni rozwój koncernu i pozwoli na budowę niezależności i bezpieczeństwa energetycznego jest priorytetem obecnego Zarządu.

Audyty i kontrole. Kluczowe liczby

Prowadzone od kwietnia 2024 r. działania kontrolne obejmują:

  • Audyty śledcze realizowane przez wyspecjalizowanych partnerów zewnętrznych,
  • Audyty i kontrole wewnętrzne.

Łączna liczba działań kontrolnych, których przedmiotem były decyzje podejmowane w latach 2016-2024, sięgnęła dotychczas 118. Na liczbę tę składa się 15 audytów śledczych realizowanych przez firmy audytorskie i kancelarie prawne oraz 103 audyty i kontrole realizowane przez pracowników ORLEN.

Dotychczas zakończonych zostało 64 procesów kontrolnych, a w toku jest kolejnych kilkadziesiąt kontroli i audytów. Ze względu na wciąż ujawniane nieprawidłowości planowane są kolejne czynności sprawdzające, które mogą zakończyć się wnioskami do prokuratury.

Efektem podejmowanych działań jest szereg zawiadomień do prokuratury, które obejmują działania byłego zarządu lub kadry menadżerskiej wyższego szczebla.

Spółki z Grupy ORLEN złożyły dotychczas 16 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, w tym przez byłego prezesa spółki, członków zarządu i menedżerów wyższego szczebla. ORLEN uczestniczy również w szeregu innych postępowań, przekazując ustalenia audytów i kontroli śledczym. Dzieje się tak m.in. w sprawach, które zostały w przeszłości zakończone, a obecnie prokuratura wznowiła ich badanie. Jedną z takich spraw jest kwestia zagranicznej darowizny środków ochrony osobistej w trakcie pandemii COVID-19.

Audyty i kontrole. Kluczowe ustalenia

Zakończone dotychczas działania kontrolne potwierdziły liczne nieprawidłowości, o których wcześniej donosiły media.

Brak uzasadnienia biznesowego transakcji i narażanie ORLEN na stratę niemal miliarda złotych

Kontrolerzy potwierdzili nieprawidłowości w procesie przejęcia udziałów w spółce Ruch. Audytorzy wskazują, że najpierw zapadła decyzja o zakupie firmy, a dopiero później zamawiano analizy i opinie, które miały uzasadnić taką decyzję. Ujawniono też, że przyjęty Program Restrukturyzacji od początku był nierealny, o czym już wtedy alarmowali ORLEN zewnętrzni doradcy. Skutkiem tego była konieczność rosnącego zaangażowania kapitałowego koncernu w nierentowną spółkę. Łączna kwota sięgnęła niemal 950 mln zł i zdaniem audytorów jest trudna do odzyskania.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dwoje byłych członków zarządu ORLEN, w tym Daniela Obajtka, zostało skierowane do prokuratury pod koniec marca 2025 r.

Miliony złotych dla firmy z rodzinnego miasta Daniela Obajtka i powoływanie się na wpływy

Audytorzy potwierdzili, że dochodziło do częstego naruszania wewnętrznych procedur w celu wspierania firm i instytucji związanych z rodzinną miejscowością ówczesnego prezesa ORLEN i nim samym lub jego znajomymi.

Jednym z przykładów jest podpisanie umowy na dostawę parówek do hot dogów z firmą W. W toku weryfikacji ujawniono, że została ona dopisana do listy przedsiębiorstw biorących udział w postepowaniu zakupowym, mimo że nie przeszła wymaganej dla takich postępowań procedury badania rynku. Równie nieuzasadniony był wybór tej firmy w niestandardowej procedurze zamkniętej. Ponadto kontrola wykazała pośrednie związki spółki W. z Danielem Obajtkiem. Sam prezes spółki W. w rozmowach z pracownikami ORLEN miał regularnie powoływać się na rozmowy z ówczesnym szefem koncernu oraz członkiem zarządu Michałem Rogiem.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie trafiło do prokuratury pod koniec marca 2025 r.

Sponsoring a mieszkania Prezesa

Dwie inne kontrole potwierdziły nieprawidłowości w finansowaniu akademii piłkarskiej i klubu sportowego związanego z właścicielem firmy Profbud, od której Daniel Obajtek kupił mieszkanie na warszawskim osiedlu Awangarda za cenę zauważalnie niższą od notowanych wówczas cen rynkowych.

ORLEN w czasie prezesury Daniela Obajtka przekazała obu instytucjom ponad 2,25 mln zł.

Koncern przekazał ustalenia audytów śledczym pod koniec marca 2025 r.

Cenzura w mediach kupionych przez ORLEN

Kontrola wykazała także, że przejęcie wydawcy prasy – spółki Polska Press – mogło mieć cel polityczny. Dowodzi tego ujawniona praktyka z okresu kampanii wyborczej 2023 r. Wówczas to zarząd Polska Press stworzył mechanizm blokowania ogłoszeń wyborczych celem promowania przedstawicieli tylko jednej ze stron sceny politycznej.

Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie trafi wkrótce do prokuratury.

Audyty i kontrole. Kolejne zawiadomienia w przygotowaniu

W przygotowaniu są kolejne zawiadomienia do prokuratury, które będą składane w najbliższych tygodniach. Wnioski z audytów i kontroli wskazują na:

  • Łamanie standardów korporacyjnych,
  • Nadużywanie uprawnień,
  • Podejmowanie decyzji biznesowych wbrew realiom rynkowym z naruszeniem standardów, co narażało spółkę na straty,
  • Przekazywanie pieniędzy – zarówno wprost ze spółek tworzących GK ORLEN, jak i funkcjonujących fundacji – osobom i instytucjom powiązanym z członkami zarządu koncernu lub politykami ówczesnej większości rządzącej,
  • Konflikty interesów,
  • Istnienie „czarnej listy” mediów,
  • Nieuzasadnione wydatki członków zarządu,
  • Nieuzasadnione zakupy usług, w tym m.in. usług detektywistycznych.

Błędne posunięcia biznesowe poprzedniego zarządu oraz decyzje podejmowane w okolicznościach budzących poważne wątpliwości obciążają do dziś wyniki spółki. Straty wynikające z nietrafionych inwestycji i podejrzanych transakcji liczone są już w dziesiątkach miliardów złotych.

Audyty i kontrole nie wstrzymują prac nad zapewnieniem Polakom bezpieczeństwa energetycznego

Równocześnie obecny zarząd, pracując nad usunięciem negatywnych skutków decyzji poprzedników, realizuje działania zmierzające do zapewnienia Polsce niezależności i bezpieczeństwa energetycznych. Podstawą dla tych działań było wypracowanie, przyjęcie i wdrożenie nowej strategii Grupy ORLEN. Stała się ona najlepiej przyjętym przez rynek tego rodzaju dokumentem w historii firmy.

Ponadto w ciągu roku:

  • Zwiększono o połowę zainstalowane moce OZE w Grupie,
  • Rozpoczęto budowę pierwszej polskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, z której energia elektryczna popłynie już w 2026 r.,
  • Pozyskano ponad 10 mld zł finansowania na modernizację oraz budowę sieci dystrybucyjnej energii elektrycznej.

Nie ustają także prace na placach budów dwóch bloków CCGT w Ostrołęce i Grudziądzu. W przygotowaniu są inwestycje w bloki Siekierki, Gdańsk oraz Grudziądz II. Ich budowa zapewni Polakom bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej w okresie przejściowym, zanim technologie jądrowe lub wodorowe osiągną w Polsce pełną skalę.

31 marca kluczową datą dla rynku kryptowalut. Spółki ujawnią swoje rezerwy w bitcoinach

31 marzec to bardzo ważna data dla rynku kryptowalut. Spółki pokażą jaką część ich aktywów pieniężnych stanowią bitcoiny, Stanie się tak, ponieważ zmieniły się zasady rachunkowości w USA.

Największe zainteresowanie wywołuje spółka Strategy (firma programistyczna znana wcześniej jako MicroStrategy), która prawdopodobnie posiada najwięcej kryptowalut, a w pierwszej piątce są dwie spółki „górnicze”, Marathon Digital Holdings i Riot Platforms, które zmieniają swoją strategię, upodabniając się do Strategy. Piąte miejsce wśród największych spółek kryptowalutowych przypisywane jest natomiast do Tesli.

– Data 31 marca jest bardzo ważna ponieważ tego dnia ważna staje się cena bitcoina, wszystkie spółki, które w swoich rezerwach trzymają bitcoina pokażą zysk lub stratę, a jest to związane z zasadami księgowości w USA, które trochę się zmieniły – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Aby mogły pokazać zyski cena bitcoina z 31 marca musi być wyższa od ceny z 1 stycznia, a ta znajdowała się wówczas w okolicach 93,5 tys. USD. Jeżeli z końcem marca kurs bitcoina będzie wyższy to firmy pokażą bardzo duże przychody, a największe zainteresowanie wywołuje Strategy, ponieważ spółka ta w swych rezerwach ma ponad 0,5 mln bitcoinów.

Akcje spółek kryptowalutowych rosły szybko od czasu wyboru D.Trumpa, antycypując wszystko co obiecywał podczas kampanii wyborczej. Jednak wraz ze wzrostem niepewności dotyczącej przede wszystkim ceł inwestorzy zaczęli emigrować z kapitałem do Europy i do Chin, a także do mniej ryzykownych aktywów, ucierpiały mocno kryptowaluty i spółki kryptowalutowe.

– Mniej więcej od połowy marca to się zmieniło i obserwujemy napływ kapitału do ETF-ów zajmujących się bitcoinem i do kryptowalut – wyjaśnia ekspert XTB. – Powoli wraca więc apetyt na ryzyko.

Może na tym skorzystać spółka GameStop, największy na rynku sprzedawca gier. Ta spółka ma ponad 5 mld USD gotówki, którą być może przeznaczy na zakup bitcoinów.

Jak bardzo kurs akcji spółek kryptowalutowych skorelowany jest z notowaniem bitcoina? – Jeżeli na kryptowalutach mamy trend spadkowy, to ich kursy spadają dużo mocniej, a gdy trend jest rosnący, wraca apetyt na ryzyko, to wzrost kursów takich spółek jest szybszy i mocniejszy niż wzrost bitcoina – ocenia M.Kuch z XTB.

PwC: Listing Act wprowadza istotne ułatwienia dla spółek giełdowych. Nowe przepisy już obowiązują

Zmiany obejmują uproszczenie formatu prospektów, rozszerzenie wyłączeń z obowiązku ich sporządzania oraz zmniejszenie obowiązków informacyjnych wynikających z rozporządzenia MAR. Pierwsze regulacje obowiązują od 4 grudnia 2024 r., kolejne wejdą w życie w marcu i czerwcu 2026 r., między innymi  nowe progi, poniżej których oferta publiczna jest wyłączona z obowiązku sporządzenia prospektu, oraz ułatwienia związane z prezentacją historycznych informacji finansowych – wynika z raportu “Nowy wiatr w żagle dla emitentów. Najważniejsze zmiany wprowadzone przez Listing Act” autorstwa PwC Polska.

Listing Act stanowi krok w kierunku uczynienia rynków kapitałowych UE bardziej atrakcyjnymi i dostępnymi dla emitentów. Wprowadza on, między innymi, zmiany do Rozporządzenia Prospektowego (UE 2017/1129) oraz Rozporządzenia MAR (UE 596/2014), których celem jest uproszczenie i usprawnienie wymogów dotyczących sporządzania prospektów dla ofert publicznych papierów wartościowych, jak i wymogów dot. raportowania bieżącego.

„Listing Act przekłada się bezpośrednio na zmniejszenie kosztów wejścia na rynek i zmniejszenie liczby obowiązkowych dokumentów. Emitenci zyskują przewidywalność i elastyczność, szczególnie w ofertach wtórnych i przypadkach niewielkich emisji. To zmiana o charakterze systemowym, której skutki będą odczuwalne w praktyce przez wszystkie spółki korzystające z publicznego rynku kapitałowego” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska, zespół Rynków Kapitałowych i Raportowania Finansowego.

Wprowadzono standaryzację formatu prospektów oraz ograniczono ich objętość, do 300 stron w przypadku standardowego prospektu akcyjnego, 75 dla prospektu emisyjnego MŚP i 50 dla prospektu obejmującego wtórne emisje papierów wartościowych. Skrócono też wymagany zakres historycznych informacji finansowych, dla papierów udziałowych wystarczą dwa lata zbadanego sprawozdania finansowego, a dla nieudziałowych jeden. Nowe przepisy dopuszczają włączenia przez odniesienie sprawozdań zarządu oraz raportów ESG.

Od marca 2026 r. emitenci będą mogli korzystać z dwóch uproszczonych prospektów, „na rzecz kontynuacji” oraz „na rzecz rozwoju”. Pierwszy przeznaczony będzie dla spółek notowanych co najmniej 18 miesięcy, drugi, dla sektora MŚP. Oba mają zredukowaną strukturę i objętość. Od czerwca 2026 r. zacznie obowiązywać system dwóch progów wyłączających obowiązek przygotowania prospektu dla ofert publicznych. Oferty do 12 mln EUR (lub 5 mln – jeśli tak zdecyduje państwo członkowskie) nie będą musiały być objęte prospektem, o ile nie są transgraniczne. Już teraz obowiązują nowe wyłączenia dla emisji wtórnych – jeśli nowa emisja nie przekracza 30% wartości wcześniej notowanych papierów, lub spółka jest notowana nieprzerwanie od 18 miesięcy, prospekt nie będzie wymagany (dotyczy papierów wartościowych tożsamych z papierami wartościowymi już dopuszczonymi do obrotu).

„Największe znaczenie mają nowe progi i nowe wyłączenia dotyczące ofert wtórnych – to konkretny efekt regulacyjny. Spółka planująca emisję do 12 mln EUR nie musi przygotowywać kosztownego prospektu. Wyłączenie z obowiązku sporządzenia prospektu dotyczy także emitentów, którzy są notowani dłużej niż 18 miesięcy, i planują przeprowadzić wtórną ofertę – w takiej sytuacji, emitent będzie musiał jedynie przygotować i złożyć do regulatora skrócony dokument informacyjny o długości 11 stron, zawierający kluczowe informacje dot. emitenta i papierów wartościowych. To może zwiększyć aktywność na rynkach wtórnych już w 2025 roku” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor PwC Polska, zespół Rynków Kapitałowych i Raportowania Finansowego.

Równolegle uproszczono zasady wynikające z rozporządzenia MAR. Emitenci mogą raportować odkupy akcji w formie zagregowanej i wyłącznie do jednego organu nadzoru. Rozszerzono też katalog wyjątków dotyczących transakcji insiderów i dopuszczono nowe przypadki opóźnienia publikacji informacji poufnych, o ile nie są one sprzeczne z wcześniejszymi komunikatami spółki.

Pełne wdrożenie reformy zakończy się w czerwcu 2026 r. Dla wielu emitentów już obowiązujące przepisy oznaczają uproszczony dostęp do finansowania na rynku publicznym i niższe koszty regulacyjne.

Bruksela wzywa do budowania odporności – od zapasów żywności po cyfrową ochronę

Unia Europejska zaapelowała do obywateli, aby przygotowali zapasy żywności i innych niezbędnych artykułów, które pozwolą im przetrwać przynajmniej 72 godziny w przypadku kryzysu. Zgodnie z nowymi wytycznymi opublikowanymi przez Komisję Europejską 27 marca 2025 roku, Europa musi zmienić podejście do zapewnienia bezpieczeństwa i „odporności”. Jednak w coraz bardziej cyfrowym świecie prawdziwa odporność nie może ograniczać się jedynie do wody i racji żywnościowych. Każdy współczesny plan awaryjny i reakcja na kryzys powinny uwzględniać również przygotowanie cyfrowe. Od energii elektrycznej, przez służby ratunkowe, opiekę zdrowotną po logistykę żywnościową – wszystko opiera się na kodach – ostrzegają eksperci ds. bezpieczeństwa z Check Point Software.

W dokumencie Komisji Europejskiej wskazano, że Europa stoi przed nową rzeczywistością, w której ryzyko i niepewność są na porządku dziennym. To m.in. wojna Rosji na Ukrainie, rosnące napięcia geopolityczne, sabotaż krytycznej infrastruktury oraz wojna elektroniczna. Inicjatywa z Brukseli wydaje się swoistym sygnałem alarmowym dla państw członkowskich, aby w pełni zdały sobie sprawę z powagi sytuacji bezpieczeństwa w Unii.

Rosyjskie zagrożenie i potrzeba gotowości wojennej

Nieustające zagrożenie ze strony Rosji skłoniło europejskich liderów do podkreślenia potrzeby gotowości wojennej. Dodatkowo, konfrontacyjne podejście administracji Donalda Trumpa do Europy, zwłaszcza w kwestii wkładu w NATO oraz wojny na Ukrainie, spowodowało na Starym Kontynencie wyścig w celu wzmocnienia własnej gotowości militarnej.

Zgodnie z „Strategią Unii Europejskiej w zakresie gotowości”, obywatele powinni podjąć praktyczne kroki w celu zapewnienia sobie odpowiednich zapasów na co najmniej trzy dni. Dokument stwierdza, że w przypadku poważnych zakłóceń początkowy okres kryzysu jest najbardziej krytyczny. Ogólnie rzecz biorąc, obywateli należy zachęcać do rozwijania samodzielności i odporności psychicznej. Jednak odporność cyfrowa powinna być traktowana jako uzupełnienie planów bezpieczeństwa osobistego i publicznego – nie jako powód do paniki, ale jako bodziec do mądrego planowania – konkludują eksperci ds. bezpieczeństwa.

Cyberzagrożenia i ich wpływ na społeczeństwo

Ostatnie lata potwierdzają słuszność tych zaleceń. W 2015 roku ponad 230 000 mieszkańców Ukrainy zostało pozbawionych dostępu do energii elektrycznej podczas skoordynowanego cyberataku na sieć energetyczną. Systemy zapasowe zostały zniszczone, a operacje musiano przywracać ręcznie. Drugi atak w następnym roku udowodnił, że nie był to przypadek – to nowa twarz współczesnego konfliktu. W 2021 roku incydent związany z Colonial Pipeline pokazał, jak jedno skompromitowane hasło może zakłócić połowę dostaw paliwa na wschodnich Stanach Zjednoczonych. Spowodowało to panikę, wstrzymanie lotów i puste stacje benzynowe. Do tego nie doszło w wyniku katastrofy naturalnej, lecz przez ransomware. W czasie pandemii COVID-19 cyberataki na szpitale europejskie miały konsekwencje, które mogły decydować o życiu i śmierci. W Niemczech zamknięcie oddziału ratunkowego przez atak ransomware, zmusiło personel do przekierowania pacjenta do innego szpitala, co ostatecznie miało tragiczne skutki (śmierć pacjenta).

Wojna Rosji z Ukrainą, dezinformacyjne kampanie, deepfake’i oraz fałszywe komunikaty o ewakuacjach zalały media społecznościowe, podważając zaufanie do instytucji i wywołując powszechną dezorientację. Dlatego systemy cyfrowe, obecne w wielu sektorach muszą funkcjonować i być odpowiednio chronione. – Czasami nie zdajemy sobie sprawy z faktu, iż małe i średnie przedsiębiorstwa, samorządy, a nawet sektory rolnicze są coraz bardziej cyfrowe, a więc i podatne na ataki: Dla przykładu rolnicy polegają na OT (technologii operacyjnej) w zarządzaniu uprawami, nawadnianiu, magazynowaniu i dystrybucji. Stąd ukierunkowany cyberatak może sparaliżować dostawę żywności w całych regionach. Małe firmy stanowią kręgosłup europejskich gospodarek. Jeśli ich działalność zostanie zakłócona — czy to w logistyce, produkcji czy handlu detalicznym — łańcuchy dostaw załamią się, środki do życia zostaną utracone, a lokalne społeczności ucierpią. Systemy ruchu drogowego, szpitale, działalność infrastruktury miejskiej coraz częściej bazuje na cyfrowych kodach. Pojedynczy udany cyberatak może wyłączyć usługi miejskie i wywołać efekt domina w regionach – podkreślają analitycy firmy Check Point Software Technologies.

Rola rządów w zapewnieniu gotowości

Nowe realia wymagają nowego poziomu przygotowań w Europie – powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. – Nasi obywatele, państwa członkowskie i przedsiębiorstwa potrzebują odpowiednich narzędzi, aby działać zarówno na rzecz zapobiegania kryzysom, jak i szybkiej reakcji, gdy katastrofa już nadejdzie. Wytyczne Komisji Europejskiej pojawiły się po tym, jak poszczególne państwa aktualizowały swoje plany awaryjne. W czerwcu ubiegłego roku Niemcy zaktualizowały swoją Dyrektywę Ramową dotyczącą Obrony Ogólnej, określając, co należy zrobić w przypadku wybuchu konfliktu w Europie. Ogłaszając plany, niemiecka minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser stwierdziła, że są one niezbędne, by Niemcy mogły lepiej uzbroić się w obliczu rosyjskiej agresji.

– Odpowiedzialność za odporność nie może spoczywać wyłącznie na obywatelach czy słabo finansowanych organizacjach. Mówienie ludziom, by kupili baterie i wodę w butelkach, to dopiero początek – prawdziwy nacisk powinien być położony na zabezpieczenie systemów, na których opierają się te zapasy – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Polska.

Dyrektywa NIS 2 UE jest dobrym przykładem – eksperci zgodnie twierdzą, że jest to krok w dobrym kierunku. Rozszerza wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa na więcej sektorów, wprowadza surowsze zasady raportowania incydentów i daje regulatorom możliwość egzekwowania przepisów. Co ważne, przyjmuje podejście „wszystkich zagrożeń”, uznając, że zagrożenia fizyczne, cybernetyczne i hybrydowe stają się coraz mniej rozróżnialne. Jednak polityka musi iść w parze z finansowaniem i wykonaniem. Cyberbezpieczeństwo to nie gra w pokera. Hakerzy i cyberprzestępcy coraz rzadziej blefują, a coraz częściej atakują. Rządy muszą zadbać o to, by środki trafiały do lokalnych administracji, krytycznych sektorów i małych oraz średnich firm – nie tylko do dużych instytucji. Muszą wspierać podnoszenie kwalifikacji, dzielenie się informacjami i wdrażanie praktycznych inicjatyw na rzecz odporności w całej Europie.

Słabsze dane z USA osłabiają dolara, złoto bije kolejne rekordy

Szczytowe ceny złota znów stały się codziennością. Rekordy padają ostatnio co drugi dzień, a przy chaosie, który mamy na rynkach chętnych do zakupu nie brakuje. Dolar słabiej zakończył tydzień, a inflacja w Polsce znów prześlizgnęła się poniżej 5%.

Słabe zamknięcie tygodnia dla dolara

Amerykańska waluta rozpoczęła poprzedni tydzień od odrabiania strat. Szło dobrze, ale pakiety danych z czwartku i piątku spowodowały, że wróciliśmy niemal do punktu wyjścia. Gorzej od oczekiwań wypadły wydatki Amerykanów. Pomimo tego, że wynik był teoretycznie tylko o 0,1% słabszy, niż przewidywano, to nadal ważna różnica. Rynki boją się załamania konsumpcji w USA. Nie poprawiły sytuacji wyraźnie lepsze od prognoz dochody. Na deser dostaliśmy jeszcze indeks Uniwersytetu Michigan – 57 pkt to najgorsza wartość od lat. Trzeba pamiętać, że są to badania prowadzone na gospodarstwach domowych, a te zwyczajowo są bardziej optymistyczne niż managerowi ankietowani w większości takich badań.

Złoto znów bije rekordy

Wracamy do sytuacji, w której rekord wszechczasów na cenach złota przestaje być zaskoczeniem. W ciągu ostatnich dwóch tygodni mniej było dni bez niego niż z nim. Jeszcze na początku tego roku poziom 3 000  USD wydawał się niemożliwy do przebicia w najbliższych miesiącach. Jednak osiągnęliśmy go już w połowie marca, a dzisiaj mamy 3 125 USD. Obecne prognozy mówią o ataku aż do 3 300 USD. Oprócz pytań, jak długo będzie trwał ten ruch, zanim inwestorzy zaczną poważnie realizować zyski, nasuwa się jeszcze jedno – dlaczego to się w ogóle dzieje? Większość analityków wskazuje, że złoto wraca w wielkim stylu jako instrument niezależny od stóp procentowych. Teoretycznie przy obniżających się stopach najpopularniejszą alternatywą są giełdy. Te jednak zaliczyły ostatnio słabe dni. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną, a raczej jej zupełną nieprzewidywalność za nowej administracji USA, nie można się dziwić, że kapitał szuka bezpieczeństwa. Pytanie tylko jak długo cena może iść w górę.

Niższa inflacja za marzec

Poznaliśmy dzisiaj inflację konsumencką w Polsce – wynosi 4,9% w ujęciu rocznym. Oczekiwania mówiły o wyniku 5,1%. Mamy zatem utrzymanie wartości sprzed miesiąca. Prognozy NBP mówią o znacznie wyższych poziomach, ale trzeba pamiętać, że po drodze mieliśmy zmianę składu koszyka inflacyjnego. Jest to coroczny proces, więc nie jest to coś, co powinno nas zaskakiwać. Natomiast predykcje robione w starym składzie mogą mieć pewne błędy. Teoretycznie niższa inflacja powinna osłabiać walutę, bo będzie przybliżać obniżki stóp procentowych. Jednak w Polsce ostatnio to tak nie działa, a RPP ma dużo ważnych momentów, które chce przeczekać, zanim podejmie decyzję.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Włochy – inflacja konsumencka,

14:00 – Niemcy –  inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Pożyczki pozabankowe dla firm jednoosobowych

Prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z wieloma wyzwaniami finansowymi. Przedsiębiorcy często potrzebują dodatkowych środków na rozwój lub pokrycie wydatków operacyjnych. W takich sytuacjach pożyczka dla firm jednoosobowych może stanowić kluczowe rozwiązanie. Szczególnie w przypadku, gdy banki stawiają wysokie wymagania dotyczące zdolności kredytowej, warto rozważyć alternatywne źródła finansowania, takie jak pożyczka pozabankowa.

Czym jest pożyczka pozabankowa i kiedy warto ją zaciągnąć?

Pożyczka pozabankowa to forma finansowania oferowana przez instytucje inne niż banki. Jest to rozwiązanie skierowane do przedsiębiorców, którzy nie mogą lub nie chcą ubiegać się o kredyt bankowy. Takie finansowanie pozwala na zabezpieczenie płynności finansowej i szybkie uzyskanie środków na prowadzenie działalności gospodarczej. Można ją wykorzystać zarówno na bieżące potrzeby firmy, jak i na inwestycje.

Jakie warunki należy spełnić, aby uzyskać pożyczkę gotówkową?

Proces wnioskowania o pożyczkę gotówkową dla firm jednoosobowych jest zwykle mniej skomplikowany niż w przypadku kredytów bankowych. Przedsiębiorca powinien jednak spełniać pewne podstawowe warunki, takie jak:

  • Posiadanie aktywnej działalności jednoosobowej,
  • Utrzymywanie stabilnych dochodów,
  • Brak poważnych zaległości finansowych.
  • W niektórych przypadkach, historia kredytowa może mieć wpływ na decyzję pożyczkodawcy. Firmy pozabankowe często wymagają też minimalnej liczby miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej przed udzieleniem kredytu.

Jakie dokumenty do wniosku o pożyczkę są wymagane?

Chcąc zaciągnąć pożyczkę, przedsiębiorca powinien przygotować odpowiednie dokumenty. Zazwyczaj należą do nich:

  • Dowód osobisty właściciela firmy,
  • Wyciągi z konta firmowego za ostatnie kilka miesięcy,
  • Zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami oraz składkami ZUS.
  • W zależności od instytucji finansowej, lista dokumentów może się różnić. W przypadku Wealthon.com procedura ubiegania się o pożyczkę dla firm jednoosobowych jest uproszczona, co skraca czas oczekiwania na decyzję.

Jak zwiększyć szanse na otrzymanie kredytu lub pożyczki?

Aby zwiększyć swoje szanse na uzyskanie kredytu lub pożyczki gotówkowej, warto zadbać o kilka kluczowych aspektów:

  • Poprawa zdolności kredytowej poprzez terminowe spłacanie zobowiązań,
  • Zwiększenie dochodów firmy i ich stabilność,
  • Unikanie zadłużenia na wysokim poziomie.
  • Firmy pozabankowe, w przeciwieństwie do banków, często patrzą bardziej elastycznie na historię kredytową wnioskującego, co może być korzystne dla nowych przedsiębiorców.

Pożyczka czy kredyt – co lepiej wybrać?

Wybór między pożyczką a kredytem zależy od potrzeb przedsiębiorcy. Kredyt inwestycyjny oferowany przez banki jest zazwyczaj długoterminowy i wymaga spełnienia bardziej rygorystycznych warunków. Natomiast pożyczka pozabankowa to rozwiązanie szybsze, wymagające mniej formalności, co pozwala na zaciągnięcie kredytu w krótszym czasie. Ostateczna decyzja powinna być uzależniona od celów biznesowych oraz możliwości spłaty kredytu.

Dla właścicieli działalności jednoosobowej, którzy chcą szybko uzyskać pożyczkę na pokrycie wydatków operacyjnych lub inwestycje, pożyczki pozabankowe stanowią realną alternatywę dla tradycyjnych kredytów bankowych. Platforma Wealthon.com umożliwia przedsiębiorcom szybkie wnioskowanie o finansowanie, bez zbędnych formalności. Niezależnie od wyboru, warto zawsze dokładnie przeanalizować warunki umowy, aby uniknąć problemów związanych ze spłatą kredytu.

Coraz więcej menedżerów mówi „dość”. Firmy tracą liderów

Coraz więcej liderów rezygnuje ze stanowisk menedżerskich. Właściciele małych firm decydują się na zamknięcie działalności. Zjawisko to dotyka zarówno młodszych pokoleń, wchodzących na rynek pracy, jak i doświadczonych profesjonalistów. Po latach zarządzania zespołami czy prowadzenia własnej firmy wybierają stabilniejsze i mniej obciążające ścieżki kariery. Co stoi za tą zmianą?

Nowe podejście do kariery

Awans na stanowisko menedżera przez lata był traktowany jako naturalna ścieżka kariery. Bycie liderem zespołu, przejście na wyższe szczeble zarządzania – miały stanowić wyznacznik sukcesu. Dziś coraz więcej profesjonalistów świadomie rezygnuje z takiej drogi.

Zaczęło się od pokolenie Z, przeszło na inne pokolenia. Coraz więcej pracowników celowo unika ról kierowniczych, które postrzegają jako stresujące, niskopłatne i ograniczające rozwój osobisty.” – zauważa Monika Smulewicz, ekspertka HR i prawa pracy.

Dane są niepokojące. Co czwarty polski mikroprzedsiębiorca deklaruje, że „nie pamięta smaku radości”, a 70% przedsiębiorców doświadczyło oznak kryzysu psychicznego. Wysokie obciążenie pracą, ciągłe napięcie i brak wsparcia ze strony systemu powodują, że wielu właścicieli firm traci motywację do dalszego prowadzenia biznesu i samorozwoju.

Managerowie i przedsiębiorcy rezygnują z odpowiedzialności

Z badań wynika, że 71% menedżerów średniego szczebla czuje się przytłoczonych i wypalonych, a 52% młodych pracowników unika awansów, ponieważ nie widzi w nich wartości dodanej. Coraz więcej firm zauważa ten problem. Niedobór liderów gotowych do przejmowania ról kierowniczych powoduje luki w strukturach organizacyjnych i utrudnia efektywne zarządzanie zespołami.

Sytuacja wśród mikroprzedsiębiorców wygląda równie niepokojąco. 96% właścicieli małych firm odczuwa przeciążenie obowiązkami, a co trzeci przyznaje, że ma objawy depresji. Wielu przedsiębiorców decyduje się na zamknięcie działalności, ponieważ nie widzi perspektyw na poprawę swojej sytuacji.” – stwierdza Monika Smulewicz.

Przyczyny rezygnacji z ról menedżerskich i zamykania firm

Jednym z głównych powodów tego niepokojącego trendu jest przeciążenie pracą i presja na wyniki. Liderzy zespołów często pracują dłużej niż ich podwładni. Jednocześnie ponoszą większą odpowiedzialność za realizację celów biznesowych. W wielu organizacjach brakuje systemowego wsparcia dla menedżerów, co w konsekwencji prowadzi do ich wypalenia zawodowego.

Problemem jest również brak adekwatnego wynagrodzenia w stosunku do zakresu obowiązków. Aż 52% przedstawicieli pokolenia Z uważa, że rola menedżera średniego szczebla „nie jest tego warta”. Wymaga dużego zaangażowania, ale nie wiąże się z istotnym wzrostem wynagrodzenia czy rozwojem osobistym.

Niestabilność gospodarcza i biurokracja to kolejne istotne bariery. Właściciele małych firm muszą zmagać się nie tylko z wysokimi kosztami prowadzenia działalności, ale także z licznymi formalnościami i zmieniającymi się przepisami prawnymi. W Polsce 60% mikroprzedsiębiorców przyznaje, że odczuwa presję administracyjną, która ogranicza rozwój ich biznesów.

Konsekwencje dla rynku pracy i gospodarki

Brak liderów gotowych do przejęcia ról menedżerskich oraz masowe zamykanie małych firm mogą mieć długofalowe skutki. Niedobór doświadczonych managerów osłabia organizacje i utrudnia zarządzanie zespołami. Firmy, które nie dostosują się do zmieniających się oczekiwań pracowników, mogą w przyszłości stanąć przed poważnym problemem braku wykwalifikowanych liderów.

Z kolei rosnąca liczba zamykanych mikrofirm może wpłynąć na polską gospodarkę. Małe firmy stanowią największą część przedsiębiorstw w Polsce – ich funkcjonowanie jest kluczowe dla obecnego rynku pracy.

Jak przeciwdziałać rezygnacji z ról kierowniczych?

Aby zatrzymać menedżerów i właścicieli firm na rynku pracy, organizacje muszą dostosować się do współczesnych realiów zarządzania. Kluczowym elementem jest zmiana podejścia do ról menedżerskich. Firmy powinny oferować większą autonomię liderom, regularnie oceniać ich obciążenie pracą i unikać przeciążenia obowiązkami.” – zauważa założycielka HR na Szpilkach.

Jeśli organizacje chcą przyciągać i zatrzymywać kompetentnych liderów, muszą adekwatnie wynagradzać ich wysiłki. Oprócz konkurencyjnych pensji kluczowe stają się także benefity związane z rozwojem osobistym, elastycznością pracy czy dobrostanem psychicznym.

Niezbędne jest także wsparcie dla mikroprzedsiębiorców. Uproszczenie procedur administracyjnych oraz większe wsparcie finansowe mogą pomóc małym firmom przetrwać trudne okresy i zmniejszyć presję, jaką odczuwają właściciele.

Zmęczenie odpowiedzialnością staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesnego rynku pracy. Coraz więcej menedżerów i właścicieli firm decyduje się na zmianę lub rezygnację z roli lidera. Firmy, które chcą przyciągać i zatrzymywać najlepszych ludzi, muszą dostosować się do nowej rzeczywistości, oferując elastyczne ścieżki kariery, wsparcie dla liderów i lepsze warunki pracy.

Bo sukces organizacji zależy nie tylko od wyników finansowych, ale przede wszystkim od ludzi, którzy je tworzą – i od tego, czy chcą w niej zostać.

Cena złota z hukiem przebija 3100 USD

0

Ten tydzień zaczyna się od kolejnych rekordów cen złota, które przekroczyło już wyraźnie 3100 USD za uncję. Złoto od początku roku zdrożało już o niemal 19%, po 27% wzroście w roku ubiegłym. Z kolei u krajowych dealerów za najpopularniejsze, inwestycyjne monety o wadze 1 uncji, a więc 31,1g, trzeba obecnie zapłacić prawie 12,5 tys. zł. Komentarza udzielił ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Ceny złota pchane są w górę między innymi ze względu na obawy o rozwinięcie przeceny na amerykańskim rynku akcji, z którego kapitał obecnie ucieka szukając sobie innych, bezpiecznych przystani. Dużą rolę odgrywa też nieprzewidywalność polityki Donalda Trumpa, zwłaszcza w zakresie ceł, a także kolejny impas w rozmowach pokojowych na Ukrainie, co ponownie zwiększa ryzyko wzrostu napięć geopolitycznych w tej części Europy.

Z technicznych kwestii warto natomiast wspomnieć o zakończeniu miesiąca i wygaśnięciu marcowego kontraktu terminowego na złoto. Od dzisiaj w notowaniach serwisów finansowych widzimy więc kontrakt kwietniowy, który był nieco wyżej notowany od marcowego.

ZPPHiU: Rząd chce monitorować transport ubrań – firmy zapłacą wysoką cenę

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wzywa Premiera RP Donalda Tuska do zablokowania niedorzecznych regulacji w zakresie raportowania SENT, które miałyby objąć – oprócz branży spirytusowej i paliwowej– także tekstylia, obuwie i nakrycia głowy. To absurdalna i nadmierna regulacja, nie mająca nic wspólnego z logiką. Wprowadzanie tego typu niepotrzebnych wymogów to jaskrawy przejaw NADREGULACJI – stojący w sprzeczności z prowadzoną właśnie na szeroką skalę w Polsce DEREGULACJĄ. Dlatego ZPPHiU oczekuje usunięcia z projektu rozporządzenia Ministra Finansów punktów: §1 punkty: 1) b) oraz 2) b) oraz §2. W przeciwnym razie uczciwi importerzy i dystrybutorzy będą zmuszeni do rejestracji w SENT zgłoszeń, obsługi GPS i potwierdzeń – co oznacza wysokie koszty, ryzyko pomyłek i groźbę wysokich kar (min. 20 tys. zł). Tymczasem mikro i małe firmy, które często działają w modelu just-in-time i zlecają transport zewnętrznym firmom, nie są przygotowane do wdrożenia SENT – ani organizacyjnie, ani technologicznie.

Projekt rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 3 marca 2025 zmieniającego rozporządzenie w sprawie towarów, których przewóz jest objęty systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi nakłada istotne obowiązki administracyjne i techniczne na firmy działające legalnie, a jednocześnie nie eliminuje ryzyka nielegalnego obrotu towarami przez podmioty działające poza systemem. W dodatku, przewidziane kary finansowe (do 46% wartości towaru, min. 20 000 zł) są rażąco wysokie.

Dla firm zajmujących się importem i wewnątrzwspólnotowym nabyciem ww. towarów, nowe przepisy oznaczają konieczność:

  • zgłaszania przewozu towaru w SENT przed przekroczeniem granicy RP lub dopuszczeniem towaru do obrotu,
  • przekazania danych przewoźnikowi, który musi uzupełnić zgłoszenie i aktywować lokalizator GPS,
  • potwierdzania odbioru towaru w systemie SENT po zakończeniu transportu.
  • aby spełnić te obowiązki, podmioty będą musiały: formalnie zarejestrować się w systemie SENT i PUESC, opracować wewnętrzne procedury operacyjne, przeszkolić pracowników i przypisać im odpowiednie role systemowe, ponieść dodatkowe koszty operacyjne oraz dostosować relacje z przewoźnikami.

„Nie rozumiemy, skąd taki pomysł! SENT był projektowany dla branż szczególnie podatnych na nadużycia – jak paliwa czy alkohol. Włączenie do niego apaszek, rękawiczek i skarpetek to nadmierna ingerencja administracyjna wobec towarów masowego, niskomarżowego obrotu. Objęcie systemem SENT dotyczy całych grup tekstyliów bez analizy, czy rzeczywiście jest to konieczne, proporcjonalne i uzasadnione. Tym samym prowadzi to do tak absurdalnych sytuacji, iż transport apaszek jest monitorowany na zasadach analogicznych dla alkoholu czy paliwa. Nie przedstawiono szczegółowych analiz, które potwierdzałyby, że SENT ograniczył szarą strefę w innych branżach – rozszerzenie go bez takiej oceny jest nieuzasadnione. Argument dotyczący podrabiania markowych produktów jest nietrafiony. Podmioty zajmujące się nielegalnym obrotem towarami z definicji nie będą rejestrować transportów – a więc nadzór uderzy przede wszystkim w legalnie działających przedsiębiorców, zwiększając ich koszty. Co więcej, sam projekt wykazuje, że przypadki podróbek są wykrywane, co oznacza, że istnieją już skuteczne instrumenty nadzoru, z których korzystają odpowiednie służby. Owszem, rejestracja transportów mogłaby te działania usprawnić, ale czy uzasadnia to dodatkowe obciążenia dla uczciwego sektora? Trzeba też zadać pytanie, czy rzeczywiście każdy rodzaj odzieży podlega podrabianiu. Ile mamy podrabianych markowych apaszek, a ile – markowych skarpet czy rajstop? Nie przedstawiono, w jaki sposób monitoring transportu miałby przyczynić się do ograniczenia obecności nielegalnych substancji w produktach. I to jest nieuzasadnione – istnieje szereg aktów prawnych umożliwiających organom kontrolę składu chemicznego produktów. Inspekcje mogą pobierać próbki w punktach sprzedaży, magazynach czy u importerów – bez potrzeby rejestrowania przewozów. Czy naprawdę konieczny jest w tym celu nadzór nad całym łańcuchem transportu? Odwołanie się do Strategii UE na rzecz zrównoważonych wyrobów włókienniczych w obiegu zamkniętym jest pozorne i nie znajduje uzasadnienia. Strategia koncentruje się na trwałości produktów, ekoprojektowaniu, recyklingu oraz rozszerzonej odpowiedzialności producenta – nie zakłada natomiast monitorowania transportu. Co więcej, zwiększanie kosztów operacyjnych dla uczciwych przedsiębiorców może skutkować przeniesieniem tych kosztów na konsumentów – co w praktyce oznacza wybieranie tańszych produktów niewiadomego pochodzenia i jakości. Nie wiadomo, na jakiej podstawie uznano, że handel nielegalnymi wyrobami tekstylnymi – przykładowo apaszkami – prowadzi do „istotnego” uszczuplenia wpływów z VAT. Projekt nie zawiera żadnych danych ani szacunków obrazujących skalę tego zjawiska. Bez takich informacji trudno uznać ten argument za wystarczające uzasadnienie dla wprowadzenia kosztownego systemu monitorowania” alarmuje Zofia Morbiato, dyrektor generalny Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

W rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 25 kwietnia 2022 r. w sprawie towarów, których przewóz jest objęty systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi (Dz. U. z 2024 r. poz. 1157) wprowadza się następujące zmiany:

1) w § 1:

  1. b) w pkt 9 kropkę zastępuje się średnikiem i dodaje się pkt 10 w brzmieniu:

10) towarów:

  1. a) objętych działem 61 i 62 CN,
  2. b) objętych pozycją CN 6309 00 00,
  3. c) objętych działem 64 CN bez względu na ich ilość w przesyłce.”

Uzasadnienie projektu wskazuje cztery główne powody wprowadzenia nadzoru nad transportem tekstyliów:

  1. podrabianie towarów markowych,
  2. obecność nielegalnych substancji w produktach,
  3. powoływanie się na Strategię UE na rzecz zrównoważonych wyrobów włókienniczych w obiegu zamkniętym,
  4. i – jako najważniejsze – istotne ryzyko uszczuplenia należnego podatku od towarów i usług (VAT) w związku z handlem tymi towarami.

Zagrożenia takiej regulacji:

  1. Uczciwi importerzy i dystrybutorzy będą zmuszeni do rejestracji w SENT, zgłoszeń, obsługi GPS i potwierdzeń, co oznacza realne koszty, ryzyko pomyłek i groźbę wysokich kar (min. 20 tys. zł).
  2. Zwolnienie paczek do 20 kg z obowiązku SENT tworzy lukę w systemie i pozwala na ominięcie nadzoru – przez co system nie będzie skuteczny wobec realnych nadużyć.
  3. Mikro i małe firmy, które często działają w modelu just-in-time i zlecają transport zewnętrznym firmom, nie są przygotowane do wdrożenia SENT – ani organizacyjnie, ani technologicznie.

Inflacja wyhamowuje. Wielkanocne zakupy rekordowo drogie, ale obniżki stóp coraz bliżej

Inflacja w Polsce ustabilizowała się w marcu na poziomie 4,9 proc. rok do roku – wynika z opublikowanego właśnie szybkiego szacunku GUS. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy roczna inflacja pozostaje na tym samym poziomie. Jednak w ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,1 proc. Pojawiają się głosy członków RPP, że być może jesteśmy coraz bliżej obniżek stóp w Polsce w drugiej połowie roku.

Największym problemem pozostają wciąż drożejące produkty żywnościowe. Ich ceny były w marcu wyższe aż o 6,7 proc. niż przed rokiem. W efekcie przed nami rekordowo droga Wielkanoc – najdroższa w historii. Wydatki na tradycyjne produkty świąteczne, takie jak jajka, nabiał czy mięso, mogą poważnie nadszarpnąć domowe budżety. Mocno wzrosły ceny kawy, która jest rekordowo droga na rynku globalnym. Obserwujemy także opóźniony efekt wzrostu cen czekolady, związany z wcześniejszym bezprecedensowym wzrostem cen kakao. Obecnie cena tabliczki czekolady szybko rośnie i średnia cena przekroczyła już 7 zł. W pewnym stopniu sytuację łagodzą ceny paliw, które są obecnie niższe o blisko 5 proc. niż przed rokiem. Nadal jednak odczuwamy silny wzrost cen nośników energii – aż o 13,3 proc.

Ważnym pytaniem pozostaje to, jak na bieżące dane zareaguje Rada Polityki Pieniężnej, która zbiera się na posiedzeniu w tym tygodniu. Na razie RPP utrzymuje główną stopę procentową bez zmian, na poziomie 5,75 proc. Jednak z samej Rady słychać już pierwsze głosy sugerujące możliwość obniżek stóp procentowych w drugiej połowie roku. Wydaje się zatem, że cięcia stóp mogą być bliżej niż dalej. Szczególnie że w kolejnych miesiącach inflacja najprawdopodobniej będzie dalej spadać – już w połowie roku może zbliżyć się do poziomu około 4 proc.

W kontekście globalnym ważne pozostają także działania amerykańskiego FED, który obecnie przerwał cykl obniżek stóp i uważnie obserwuje rozwój sytuacji gospodarczej w USA. Jest to także związane ze skutkami ceł i ograniczeń w handlu wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa. Decyzje FED mogą być jednym z czynników wpływających na działania RPP. Ewentualne wznowienie cięć w USA byłoby dodatkowym impulsem wspierającym decyzje o obniżkach w Polsce. Spadające stopy w USA, przy utrzymujących się wysokich stopach w Polsce, mogłyby wpływać na nadmierne umocnienie złotego.

Jak pokazują wyniki badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, inflacja wciąż pozostaje najważniejszym ryzykiem inwestycyjnym dla Polaków – wskazuje na nią aż 28 proc. badanych, znacznie więcej niż na zagrożenia geopolityczne czy stan krajowej gospodarki. Ewentualne obniżki stóp procentowych, choć mile widziane przez kredytobiorców, będą więc musiały być przeprowadzone ostrożnie, aby nie wywołać kolejnej fali inflacyjnej.

Podsumowując, inflacja ustabilizowała się, ale wciąż pozostaje problemem, szczególnie w obliczu drożejącej żywności przed Wielkanocą. Obniżki stóp procentowych w drugiej połowie roku stają się jednak coraz bardziej prawdopodobne – zwłaszcza jeśli inflacja będzie nadal spadać, a sytuacja na świecie na to pozwoli.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polskie firmy chętnie inwestują w AI i automatyzację, szybko rośnie zainteresowanie 5G

W prawie połowie firm (49%) kluczowe decyzje o podjęciu współpracy z dostawcą usług teleinformatycznych podejmują CEO – to jeden z głównych wniosków badania EY Reimagining Industry Futures Study 2025. Wśród najczęściej wybieranych technologii dominują analityka i AI (61%) oraz automatyzacja i robotyka (58%). Zyskuje również 5G – zwłaszcza w sektorze produkcyjnym, gdzie w ciągu roku zanotowano dwukrotny (z 18% do 35%) wzrost odsetka firm inwestujących w to rozwiązanie. Główną przeszkodą we wdrażaniu innowacji pozostaje skomplikowana integracja z istniejącymi systemami (48%).

Jak wskazuje najnowsze badanie EY – Reimagining Industry Futures Study 2025 – nowoczesne technologie stają się elementem strategicznych decyzji zarządów, wykraczając poza kompetencje dotychczas zarezerwowane dla działów IT. Chociaż CIO (60%) i CTO (50%) wciąż odgrywają kluczową rolę, to już 49% prezesów spółek ma istotny wpływ na wybór technologii i dostawców. Dla firm teleinformatycznych to istotna zmiana, wymagająca dostosowania podejścia w zakresie sprzedaży i współpracy.

– Technologia przestała być tylko domeną działów IT. Dziś to kluczowy element strategii biznesowej, a decyzje o jej wyborze coraz częściej zapadają na poziomie zarządu. To ogromna zmiana dla dostawców usług, które muszą nie tylko dostarczać innowacyjne rozwiązania, ale też mówić językiem realnych i mierzalnych korzyści. Sukces w tej nowej rzeczywistości zależy od umiejętności budowania wartości technologii oraz zaufania w oczach osób, które często dopiero zdobywają wiedzę w zakresie innowacji – mówi Radosław Frańczak, Partner, Technology Consulting Leader w EY Polska.

Trendy w inwestycjach: Analityka oraz robotyka na czele, 5G najwięcej zyskuje

Przedsiębiorstwa nadal stawiają na rozwiązania dominujące również w poprzednim roku. Najchętniej wybieranym obszarem były analityka i AI (61%), a także robotyka i automatyzacja (58%), chociaż odnotowały spadek (odpowiednio -2 p.p. i -5 p.p). Na trzeciej pozycji znalazła się GenAI (47%) ze wzrostem o 4 p.p. Względem przeprowadzonej rok wcześniej edycji badania największy skok (+6 p.p), zanotowały inwestycje w 5G (33%). To zjawisko w szczególności widoczne było w sektorze produkcyjnym, gdzie wzrost sięgnął aż 17 p.p. – z 18% do 35%. IoT szczególną popularnością (+11 p.p., z 31% do 42%) cieszył się zaś w branży opieki zdrowotnej.

Równocześnie jednym z kluczowych wyzwań pozostaje integracja technologii. Aż 80% badanych uważa, że narzędzia analityczne i AI powinny współdziałać z IoT i 5G. Przekłada się to na konkretne wymogi od partnerów biznesowych. Już 79% podmiotów oczekuje informacji, jak różne, nowe technologie mogą współpracować, aby uzyskać efekt synergii. Raport wskazuje jednak, że dostawcy mają problem ze spełnieniem tych oczekiwań. Większość (61%) firm uważa, że nie zapewniają oni wystarczających możliwości AI w ramach swoich rozwiązań 5G i IoT. Podobny odsetek deklaruje, że partnerzy biznesowi nie wyjaśniają, w jaki sposób łączność cyfrową można zintegrować ze sztuczną inteligencją (62%) lub przetwarzaniem brzegowym (61%).

Konsolidacja dostawców jako sposób na uproszczenie systemów

W efekcie ponad jedna trzecia (35%) firm planuje ograniczyć liczbę dostawców usług teleinformatycznych w ciągu najbliższego roku. Decyzja ta wynika z potrzeby zwiększenia bezpieczeństwa, redukcji kosztów i zmniejszenia złożoności stosowanych rozwiązań. Sektory produkcyjny (43%) i finansowy (42%) wykazują szczególne zainteresowanie konsolidacją.

– Firmy oczekują dziś nie tylko wdrożeń technologii, ale kompleksowych rozwiązań dopasowanych do ich strategii. Dostawcy, którzy na tę potrzebę nie odpowiadają, ryzykują utratę klientów. Ponad jedna trzecia (35%) przedsiębiorców planuje konsolidację, by uprościć systemy, zwiększyć bezpieczeństwo i obniżyć koszty. Sukces wymaga więc nie tylko innowacji, ale także skutecznego wdrażania i integracji – mówi Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

Od testów do wdrożeń – bariery skalowalności

Wdrożenie innowacji na szeroką skalę wciąż stanowi wyzwanie. Aż 80% firm wskazuje na konieczność lepszego zarządzania danymi (+6 p.p.), a 68% zmaga się z przekształceniem udanych prób w pełnoskalowe wdrożenia. Obecnie 80% projektów związanych z GenAI pozostaje na etapie testów, podobnie jak większość inwestycji w 5G (51%), IoT (53%), rozszerzoną rzeczywistość (60%) i blockchain (53%). Największym odsetkiem wdrożeń dotyczących całej organizacji, bądź wybranych procesów biznesowych, może pochwalić się analityka i AI (49%), robotyka i automatyzacja (37%) oraz przetwarzanie brzegowe (22%).

Najczęstszymi barierami (próby vs wdrożenia) są skomplikowana integracja z istniejącymi systemami (48%), ograniczenia budżetowe (45%) i niedojrzałość technologii, np. brak standaryzacji (37%). Ponadto 60% firm uważa, że ma zbyt wiele odrębnych rozwiązań, co utrudnia ich efektywne wykorzystanie.

O badaniu
Badanie Reimagining Industry Futures Study 2025 zostało przeprowadzone w ostatnim kwartale 2024 r. wśród 1635 przedsiębiorstw z 26 krajów – w tym Polski – działających w 9 sektorach gospodarki.

Inflacja w Polsce niższa od prognoz – RPP dostaje mocny argument do łagodzenia polityki

Inflacja CPI w marcu zaskoczyła pozytywnie zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym.

Polski indeks cen wzrósł w ciągu miesiąca o 0,1 proc. w porównaniu z oczekiwaniami na poziomie 0,3 proc., a na przestrzeni roku wzrósł o 4,9 proc., podczas gdy oczekiwania rynkowe wynosiły 5,1 proc.

Choć oba odczyty są wyższe niż poprzednie, to są jednak zauważalnie niższe niż oczekiwane, co może być kolejnym argumentem dla gołębiej części RPP przemawiającym za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych. Niemniej nadal ciężko oczekiwać, że do pierwszej obniżki stóp procentowych w Polsce mogłoby dojść przed wyborami prezydenckimi.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

CEE Digital Coalition proponuje superklaster AI dla Europy Środkowo-Wschodniej

Dzięki sztucznej inteligencji Europa Środkowo-Wschodnia może zwiększyć swoją konkurencyjność, innowacyjność i produktywność firm. By tak się stało kraje regionu powinny skupić się na wdrożeniu wspólnej jednej strategii rozwoju AI, dostosowanej do lokalnych potrzeb – wskazują autorzy raportu CEE Digital Coalition, który analizuje teraźniejszość i przyszłość technologii AI w gospodarce. Eksperci rekomendują rozwiązania: to między innymi zbudowanie regionalnego superklastra AI, wspólnego funduszu AI oraz programu grantowego dla przedsiębiorców inwestujących w sztuczną inteligencję.

CEE Digital Coalition to koalicja organizacji cyfrowych z naszego regionu kontynentu. Ich eksperci wspólnie pracują nad wzmacnianiem cyfrowego głosu Europy Środkowo-Wschodniej w Unii Europejskiej. W Polsce koalicję reprezentuje Związek Cyfrowa Polska. Eksperci branży cyfrowej z 14 krajów, a także firmy technologiczne działające w tych państwach przygotowali wspólne rekomendacje dla rozwoju sztucznej inteligencji w regionie. – Jako kraje Europy Środkowo-Wschodniej tylko razem mamy siłę, aby nadać ton transformacji cyfrowej w Unii Europejskiej opartej na AI. Mamy konkretny plan działania, który przedstawiamy władzom państw naszego regionu. Potrzebujemy tylko odwagi, aby go wdrożyć w życie— wskazuje Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski.

Mapa drogowa dla rozwoju AI w Europie Środkowo-Wschodniej

W wydanym przez CEE Digital Coalition raporcie „CEE AI Challengers”, eksperci dowodzą, że przede wszystkim trzeba rozpocząć od zbudowania wspólnej, jednolitej strategii rozwoju sztucznej inteligencji dla państw naszego regionu. Praktycznym pomysłem ma być na przykład budowa wspólnego regionalnego superklastra AI, który przyspieszy wdrażanie tej technologii w przemyśle, administracji publicznej i sektorze prywatnym. Jak czytamy w raporcie, przetwarzanie skomplikowanych zadań sztucznej inteligencji wymaga potężnych mocy obliczeniowych, które mogą być nieosiągalne dla pojedynczych, niewielkich państw naszego regionu.

Poza tym branża przekonuje, że potrzebne jest również spójne podejście do regulacji. Jednolite wdrażanie standardów i przepisów dotyczących AI jest kluczowe dla poszczególnych przedsiębiorstw, aby sprawnie mogły one prowadzić swój biznes w regionie. Warto wdrożyć także rozwiązania stymulacyjne, takie jak tzw. „piaskownice”, czyli konstrukcje prawne umożliwiające podmiotom gospodarczym działanie w bezpiecznym środowisku testowym w celu eksperymentowania z danym projektem na złagodzonych zasadach – wskazują eksperci CEE Digital Coalition.

Nie mniej istotna jest także wspólna infrastruktura danych, czyli stworzenie jednolitego systemu wymiany danych dla rozwoju AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Eksperci przekonują do ujednolicenia standardów technicznych, aby umożliwić ekspansję regionalnych firm AI na rynki światowe.

Jak twierdzi Michał Kanownik, kluczowe jest, aby działania rozpocząć właśnie teraz, kiedy Polska przewodniczy Radzie Unii Europejskiej. – Mamy obecnie większą siłę przebicia. Pracujemy nad tym, aby jak najlepiej wykorzystać ten czas i wzmocnić głos regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Unii Europejskiej – przekonuje ekspert.

Nieufność społeczna problemem w oswajaniu sztucznej inteligencji

Autorzy raportu wskazują na ogromne szanse dla regionu, jeśli ten oprze swój rozwój o sztuczną inteligencję i umiejętnie podejdzie do jej wdrażania. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą – w ich opinii – łatwo zwiększyć konkurencyjność, innowacyjność i produktywność firm. Najnowsze dane pokazują, że AI staje się kluczowym czynnikiem rozwoju, choć tempo adopcji tej technologii jest zróżnicowane w zależności od wielkości przedsiębiorstw i krajów UE.

Raport podaje, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej przewyższają Europę Zachodnią pod względem liczby firm działających w sektorze cyfrowym (3,9 firm ICT na 1000 mieszkańców wobec 2,1 w Europie Zachodniej) oraz udziału zatrudnienia w branży ICT (4,8% wobec 4,1%). Jednak jak podkreślają eksperci w swojej analizie, problemem jest fakt, że nasz region wciąż pozostaje w tyle w zakresie cyfrowej transformacji. Korzystanie z zaawansowanych rozwiązań, takich jak przetwarzanie w chmurze czy analiza big data, jest na stosunkowo niskim poziomie. Nie inaczej jest w przypadku sztucznej inteligencji. Według Eurostatu w 2024 roku technologię AI wdrożyło ponad 11 proc. małych, prawie 21 proc. średnich i aż 41 proc. dużych firm w Europie.  – Wciąż borykamy się z pewną nieufnością społeczną – komentuje Michał Kanownik. – Żadna technologia nie budzi obecnie tylu pytań i emocji, co sztuczna inteligencja. Tak jak kiedyś oswoiliśmy elektryczność, parę wodną i Internet, tak teraz musimy zrozumieć AI i nauczyć się wykorzystywać jej potencjał dla dobra gospodarki i społeczeństwa. To ogromne wyzwanie przed, którym dziś jako region stoimy – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

Mapa drogowa dla rozwoju sztucznej inteligencji w Europie Środkowo-Wschodniej została przedstawiona w tym tygodniu na forum Unii Europejskiej, podczas konferencji poświęconej AI. Branża chce teraz przekonywać poszczególnych ministrów cyfryzacji i premierów z krajów regionu do swoich pomysłów.

Kurs dolara słabnie, giełdy w dół: Trump grozi cłami na rosyjską ropę. Inflacja niepoki inwestorów

W piątek zobaczyliśmy na Wall Street znaczące spadki. Tym samym indeksy “wymazały” w większości wzrosty z ostatniego czasu. Dziś rano futures ponownie tracą a dołki z 13 marca są przez benchamrki amerykańskie wybijane lub ponownie testowane. Za dwa dni “Dzień Wyzwolenia” a na rynku dominują obawy o inflację oraz o wojny handlowe. Dolar stracił ale złoty zachowuje się zadziwiająco stabilnie. Dziś w Azji nastąpiła przecena, Nikkei znalazł się na najniższym poziomie od sześciu miesięcy.

Dziś rano poznaliśmy inflację w naszym kraju za marzec. Wyniosła ona 4,9 proc. w ujęciu rok do roku a wzrost miesiąc do miesiąca uplasował się na poziomie 0,1 proc. To wynik poniżej rynkowych oczekiwań i kolejny argument za obniżką stóp procentowych przez RPP. Złoty stracił nieznacznie po danych, kursy EUR/PLN oraz USD/PLN urosły odpowiednio do 4,1845 oraz 3,8650. Są to wstępne wyniki, pełne poznamy tuż przed Wielkanocą 15 kwietnia. W ostatnim czasie wiceprezeska NBP (Kightley) oficjalnie wyraziła swoje stanowisko w sprawie polityki monetarnej w naszym kraju uznając, że obecnie nie ma przestrzeni do cięć.

Preferowana przez Fed miara inflacja opublikowana w piątek uplasowała się na poziomie 2,5 proc. r/r zgodnie z prognozami, natomiast wskaźnik bazowy wzrósł do 2,8 proc. r/r. Wyższy odczyt “core” może w pewnym stopniu studzić oczekiwania na mocniejsze łagodzenie warunków monetarnych w USA. Z kolei dochody amerykanów wzrosły o 0,8 proc. m/m a wydatki o 0,4 proc. (prognoza 0,5 proc. m/m).

Z kolei indeks Uniwersytetu Michigan przedstawiający nastroje konsumentów spadł do 57 pkt. z poziomu 64,7 pkt miesiąc wcześniej. Cały czas jednak widoczny jest podział wyników ze względu na preferencje polityczne. Oczekiwania zrewidowano w dół a ocena bieżących warunków została skorygowanie nieznacznie w górę.

W tym tygodniu poznamy szereg danych z amerykańskiego rynku pracy. Jutro będzie to ankieta JOLTS, w środę ADP, czwartek zasiłki dla bezrobotnych a w piątek raport NFP. Oprócz tego zostanie zaprezentowany wskaźnik ISM dla przemysłu oraz usług.

Trump zagroził wprowadzenie ceł wtórnych na rosyjską ropę, jeśli z winy tego kraju nie zostanie zawarty rozejm. Taryfy miałyby być nałożone na import surowca z krajów, które kupują rosyjską ropę. Prezydent USA jednocześnie ostrzegł Ukrainę przed dużymi problemami w przypadku wycofania się z umowy surowcowej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Łazik Kalman drużyny AGH Space Systems najlepszy na Australian Rover Challenge

AGH Space Systems, zespół studentów i studentek z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zwyciężył w zawodach Australian Rover Challenge 2025 (ARCh), które odbyły się w dniach 27-30 marca 2025 roku na Uniwersytecie w Adelajdzie. Zespół zdobył 421,6 punktów na 500 możliwych. W ścisłym finale drużyna AGH Space Systems pokonała 14 zespołów z całego świata, potwierdzając swoją pozycję lidera w międzynarodowym studenckim środowisku konstruktorów i twórców technologii kosmicznych. Debiut zespołu na zawodach w Australii przyniósł drużynie zasłużone złoto.

– Zwycięstwo AGH Space Systems w zawodach Australian Rover Challenge 2025 to kolejny ważny moment w historii polskiej technologii kosmicznej. Sukces zespołu to nie tylko uznanie dla niezwykłych umiejętności studentów i studentek AGH, ale także przykład innowacyjności, która może inspirować przyszłe pokolenia inżynierów i naukowców – podkreśla prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz
Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz

Sukces AGH Space Systems w zawodach Australian Rover Challenge, w którym studenci z Australii i całego świata walczą w misji księżycowej, wykorzystując łaziki, które sami zaprojektowali i zbudowali, to doskonały przykład rosnącej roli Polski w międzynarodowej społeczności robotyki i eksploracji kosmicznej. Zwycięstwo zespołu to nie tylko powód do dumy, ale również inspiracja do dalszego rozwoju technologii kosmicznych. W trakcie zawodów zespół musiał zmierzyć się z czterema wymagającymi zadaniami: Post-Landing Task, Space Resources Task, Excavation & Construction Task oraz Mapping & Autonomous Task.

– Zawody ARCh stanowiły dla naszego zespołu zupełnie nowe wyzwanie – zadania w ramach konkurencji często wymagały wykorzystania całkiem nowych umiejętności łazika jak i naszych operatorów. Jednak ta wielomiesięczna, ciężka praca każdego członka zespołu przyczyniła się do tego sukcesu – podkreślają studenci biorący udział w robotycznej rywalizacji.

Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz
Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz

Australian Rover Challenge to zawody, które stawiają przed uczestnikami szereg skomplikowanych zadań, a tegoroczne wyzwania były wyjątkowo trudne. Jednym z kluczowych momentów rywalizacji była konkurencja Mapping & Autonomous Task, w której zespół AGH Space Systems zmierzył się z drużyną UQ Space z Uniwersytetu Queensland, która miała minimalną przewagę, wynoszącą tylko cztery punkty. Jednak to właśnie AGH Space Systems okazał się lepszy, a ich łazik Kalman skutecznie zidentyfikował i zmapował wszystkie kluczowe obiekty, precyzyjnie poruszając się po terenie. Prezentacja zespołu spotkała się z dużym uznaniem ze strony sędziów, którzy docenili zaawansowane algorytmy nawigacji autonomicznej oraz techniki analizy danych.

Podczas zawodów zespół AGH Space Systems zaprezentował się znakomicie,
w konkurencji Space Resources Task, gdzie ich łazik Kalman wykazał się umiejętnością precyzyjnego pozyskiwania zasobów symulowanego regolitu księżycowego oraz sprawnym operowaniem manipulatorem.

W konkurencji Excavation & Construction Task, AGH Space Systems zademonstrował swoje umiejętności w budowie i montażu infrastruktury księżycowej.

Australian Rover Challenge to coroczny konkurs robotyki organizowany przez Uniwersytet w Adelajdzie, w którym drużyny studenckie z całego świata rywalizują w symulowanej misji księżycowej. Zawody obejmują szereg zadań związanych z nawigacją, pozyskiwaniem surowców i budową infrastruktury na symulowanej powierzchni Księżyca, mających na celu sprawdzenie umiejętności uczestników w zakresie technologii robotycznych i autonomicznych.

Zarządzanie flotą bez papieru – korzyści z cyfrowej dokumentacji floty

W erze cyfryzacji transportu, coraz więcej firm rezygnuje z klasycznych, papierowych metod zarządzania dokumentacją floty. Elektroniczne systemy zarządzania nie tylko przyspieszają procesy, ale też zwiększają ich niezawodność i transparentność.

Najczęstsze problemy z klasyczną dokumentacją floty

Papierowa dokumentacja floty generuje szereg problemów organizacyjnych i operacyjnych. Przede wszystkim jest czasochłonna – wymaga fizycznego obiegu dokumentów między biurem a kierowcami, co opóźnia finalizację procesów przewozowych. Wysokie ryzyko zagubienia dokumentów, trudności z ich archiwizacją oraz ograniczony dostęp do aktualnych danych to kolejne bolączki tradycyjnego podejścia.

Dodatkowo, ręczne śledzenie terminów związanych z przeglądami technicznymi, ubezpieczeniami czy wymianą ogumienia naraża flotę na ryzyko administracyjnych uchybień i kar. W sytuacjach kryzysowych – np. kontroli drogowej – brak szybkiego dostępu do odpowiednich dokumentów może prowadzić do poważnych konsekwencji.

Cyfrowa ewolucja dokumentów

Rozwiązaniem na powyższe wyzwania jest cyfrowa dokumentacja, która eliminuje wiele zbędnych procesów i automatyzuje kluczowe elementy zarządzania flotą. Elektroniczne przesyłanie dokumentów pozwala na natychmiastowe udostępnianie kierowcom faktur, listów przewozowych CMR czy innych dokumentów operacyjnych bez potrzeby drukowania.

Możliwość cyfrowego podpisywania dokumentacji przewozowej nie tylko przyspiesza obieg dokumentów, ale również ułatwia ich archiwizację i kontrolę. Wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym – bez konieczności powrotu kierowcy do bazy czy korzystania z kurierów. Przechowywanie dokumentacji w jednym systemie zapewnia transparentność, umożliwia łatwe wyszukiwanie informacji oraz redukuje ryzyko pomyłek.

Aplikacja Fleethouse – jedno miejsce na wszystkie dokumenty

Fleethouse to kompleksowy system wspierający pełną cyfryzację dokumentacji flotowej. Jego funkcjonalności odpowiadają na konkretne potrzeby firm transportowych, eliminując typowe bariery organizacyjne.

  • Przesyłanie dokumentów odbywa się elektronicznie, co pozwala na szybki obieg faktur, listów przewozowych CMR czy dokumentów serwisowych. Kierowcy mają do nich stały dostęp, co znacząco usprawnia komunikację i procesy logistyczne.
  • Podpisywanie dokumentów przez kierowców bezpośrednio w aplikacji zmniejsza potrzebę drukowania i przechowywania dokumentacji w formie fizycznej. To również ułatwia nadzór nad zgodnością dokumentacji z przepisami.
  • Zautomatyzowane powiadomienia to funkcja, która przypomina o zbliżających się przeglądach technicznych, terminach wymiany opon czy wygasających polisach. Dzięki temu dokumentacja floty pozostaje zawsze aktualna, a zarządzanie serwisami i ubezpieczeniami jest znacznie prostsze.
  • Centralizacja danych sprawia, że cała dokumentacja i kluczowe informacje są dostępne w jednym miejscu – zarówno dla działu administracji, jak i kierowców. Taka organizacja zwiększa efektywność pracy i pozwala szybciej reagować na zmiany czy sytuacje awaryjne.

Cyfrowa dokumentacja floty nie jest już luksusem, lecz koniecznością w dynamicznym środowisku transportowym. Narzędzia takie jak Fleethouse umożliwiają realne uproszczenie procesów, redukcję kosztów i poprawę bezpieczeństwa operacyjnego. Rezygnując z papieru na rzecz cyfrowych rozwiązań, firmy transportowe zyskują nie tylko czas i kontrolę, ale również przewagę konkurencyjną. Dowiedz się więcej o aplikacji i zobacz wszystkie oferowane przez nią funkcję na https://fleethouse.pl/.

Mieszkania na wynajem a dyrektywa EPBD. Których lokali nie obejmą rygorystyczne normy energetyczne?

Niektóre budynki będą zwolnione z wymagań dyrektywy budynkowej (EPBD). Wyjaśniamy, czy lokali na wynajem będzie dotyczyło takie zwolnienie.

Kwestie związane z energochłonnością oraz falą remontów przestają być abstrakcją. Wiele wskazuje na to, że już w 2026 r. pojawią się przepisy dotyczące podziału budynków na klasy energetyczne. Nieco wcześniej, czyli do końca bieżącego roku Polska będzie musiała przedstawić swój pierwszy plan remontowy (Krajowy Plan Renowacji Budynków). Niedawno pojawił się bardzo wstępny projekt tego planu. Warto mu się przyjrzeć w kontekście mieszkań na wynajem. Chodzi zarówno o lokale stanowiące własność osób prywatnych, jak i mieszkania wynajmowane lokatorom przez gminy, spółdzielnie mieszkaniowe oraz TBS-y/SIM-y. Nieliczne takie mieszkania mogą być zwolnione z wymagań wprowadzonych przez nową unijną dyrektywę.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Państwa członkowskie mogą wyłączyć z dyrektywy budynkowej np. zabytki. Nie ma jednak osobnego wyłączenia dla mieszkań socjalnych.
  • Mieszkania gminne znajdują się często w nieocieplonych budynkach, co będzie generowało duże koszty remontów.
  • Najemcy prywatnych mieszkań przynajmniej w części zapłacą za wymagane remonty budynku.

Poniżej prezentujemy więcej ciekawych informacji, które odpowiadają na tytułowe pytanie.

Dyrektywa budynkowa przewiduje pewne wyłączenia

Wydaje się, że w ramach odpowiedzi na tytułowe pytanie, warto odwołać się do treści wspomnianej dyrektywy budynkowej, czyli Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1275 z dnia 24 kwietnia 2024 r. w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Artykuł 9 ustęp 6 dyrektywy EPBD przewiduje, że państwa członkowskie mogą zadecydować o niezastosowaniu minimalnych norm charakterystyki energetycznej w przypadku:

  1. budynków zabytkowych, jeśli zgodność z normami zmieniłaby w sposób niedopuszczalny charakter lub wygląd budynku albo jeśli renowacja nie jest wykonalna pod względem technicznym lub ekonomicznym
  2. budynków używanych jako miejsca kultu lub wykorzystywanych do działalności religijnej
  3. budynków tymczasowych o okresie użytkowania do dwóch lat
  4. obiektów przemysłowych, warsztatów i rolniczych budynków niemieszkalnych
  5. budynków mieszkalnych użytkowanych/przeznaczonych do użytkowania przez mniej niż cztery miesiące w roku albo cechujących się spodziewanym zużyciem energii wynoszącym do 25% prognozowanego rocznego zużycia
  6. budynków wolnostojących o powierzchni użytkowej wynoszącej do 50 mkw.
  7. budynków należących do sił zbrojnych lub instytucji rządowych oraz służących celom obrony narodowej

Warto zwrócić uwagę, że pomimo wcześniejszych planów, w ostatecznej wersji dyrektywy budynkowej nie znalazły się przepisy wprowadzające osobne zwolnienie dla mieszkań z preferencyjnym czynszem. Poprawki przyjęte przez Parlament Europejski w dniu 14 marca 2023 r. przewidywały możliwość wykluczenia wymogów co do osiągnięcia minimalnej klasy energetycznej przez wspomniane lokale, jeżeli renowacje nie byłyby „neutralne pod względem kosztów lub spowodowałyby wzrost czynszu dla osób mieszkających w mieszkaniach socjalnych w stopniu przewyższającym oszczędności ekonomiczne na rachunku za energię”.

Ostateczna wersja dyrektywy EPBD nie zawiera jednak podobnego wyłączenia, o którym można było czasem przeczytać w rodzimych mediach. Natomiast pewna część budynków z mieszkaniami na wynajem może zostać objęta wyłączeniem dla zabytków wskazanym w powyższym punkcie numer 1. „Przyjęta około rok temu dyrektywa budynkowa zwraca dodatkowo uwagę na konieczność zapewnienia szczególnego wsparcia dla niezamożnych gospodarstw domowych (w tym wynajmujących lokum za preferencyjny czynsz)” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Potrzeby remontowe gmin na pewno będą bardzo duże

Jeżeli chodzi o preferencyjny wynajem mieszkań, to warto dodać, że termomodernizacja wielu gminnych budynków mieszkalnych (również tych zabytkowych) zostanie dodatkowo wymuszona przez wysokie ceny ciepła sieciowego. Podobna sytuacja może w mniejszym stopniu dotyczyć towarzystw budownictwa społecznego, które posiadają nowszy zasób budynkowy (na ogół nie starszy niż 25 lat – 30 lat). Z kolei budynki spółdzielcze są lepiej ocieplone niż gminne. Projekt Krajowego Planu Renowacji Budynków informuje, że 77% mieszkań spółdzielczych znajduje się w budynkach posiadających przegrody zewnętrzne z izolacją o grubości ponad 5 centymetrów. „W przypadku gminnych bloków i kamienic, sytuacja wygląda dużo gorzej. Mowa o analogicznym wyniku wynoszącym niespełna 40%” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Najemcy z prywatnych lokali sami zapłacą za wszystko?

Na uwagę zasługuje również sytuacja osób wynajmujących prywatne mieszkania za rynkowy czynsz. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że tacy najemcy przynajmniej w części poniosą koszty renowacji budynku, które będą związane na przykład z wyższymi składkami na fundusz remontowy. To prawdopodobny scenariusz nawet jeśli założymy, że dostępne będą preferencyjne zasady finansowania remontów budynków wielorodzinnych, a nawet różnego rodzaju granty. Jeżeli chodzi o „przerzucalność” wspomnianych kosztów remontowych, to warto zwrócić uwagę na artykuły 8a oraz 9 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz. U. z 2023 r. poz. 725). „Te przepisy lokatorskie wskazują bowiem, że ograniczenia częstotliwości oraz skali podwyżek nie dotyczą opłat niezależnych od właściciela mieszkania” – zauważa Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Jednakże pod pojęciem opłat niezależnych od właściciela ustawodawca rozumie tylko „opłaty za dostawy do lokalu energii, gazu, wody oraz odbiór ścieków, odpadów i nieczystości ciekłych”. Natomiast koszty remontów budynku zaliczają się do kategorii „kosztów utrzymania lokalu”. Artykuł 8a ustawy o ochronie praw lokatorów daje możliwość wprowadzenia podwyżek czynszu lub innych opłat za używanie lokalu w skali większej od inflacji z zeszłego roku, „jeżeli właściciel nie uzyskuje przychodów z czynszu albo innych opłat za używanie lokalu na poziomie zapewniającym pokrycie kosztów utrzymania lokalu, jak również zapewniającym zwrot kapitału i zysk”. Są to jednak podwyżki limitowane przez ustęp 4b artykułu 8a ustawy o ochronie praw lokatorów. „Pamiętajmy jednocześnie, że limity podwyżek czynszu i opłat za używanie lokalu nie dotyczą najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości

Rekordowy rok Asseco: 17,1 mld zł przychodów, historyczny zysk netto i 14 nowych akwizycji w 2024 r.

W 2024 roku Grupa Asseco osiągnęła 17,1 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 13,5 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 10% wyższy niż w 2023 roku i wyniósł 1,8 mld zł. Rekordowy w historii zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 8%, wyniósł 520 mln zł. Asseco kontynuowało rozwój i zwiększało skalę międzynarodowej działalności, również dzięki akwizycjom. W minionym roku do Grupy dołączyło 14 nowych spółek.

Wyniki Asseco są bardzo dobrze zdywersyfikowane geograficznie. W 2024 roku przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 4% rok do roku i wyniosły ponad 2,1 mld zł. Działania w tym obszarze skoncentrowane były na dostarczaniu najwyższej jakości oprogramowania i usług wspierających ciągłość działania sektora finansowego, realizacji strategicznych projektów dla instytucji publicznych, a także kontynuacji prac oraz nowych projektów dla sektora energetycznego i zdrowia.

Rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały łącznie za 88% przychodów Grupy. Sprzedaż segmentu Formula Systems wyniosła niemal 11,0 mld zł. Po wyłączeniu efektu różnic kursowych przychody tego segmentu były o 5% wyższe w stosunku do 2023 roku. Spółki z Grupy Formula Systems realizowały kontrakty z kluczowych obszarów cyberbezpieczeństwa, służby zdrowia czy transportu, umacniając swoją pozycję przez rozwój organiczny, jak i aktywność w obszarze akwizycji.

W segmencie Asseco International sprzedaż ukształtowała się na poziomie 4,1 mld zł, a po wyłączeniu efektu różnic kursowych przychody były o 7% wyższe w stosunku do 2023 roku. W minionym roku wzrosty zanotowała Grupa Asseco South Eastern Europe, głównie w kluczowym obszarze płatności. Wyższa była również sprzedaż rozwiązań ERP w Grupie Asseco Enterprise Solutions. Działające w ramach Asseco Central Europe spółki w Czechach i na Słowacji z powodzeniem realizowały projekty dla instytucji publicznych, sektora ochrony zdrowia oraz bankowości przez spółki z Grupy Asseco Central Europe.

„2024 rok okazał się dla Asseco rekordowym. Osiągnęliśmy najwyższy zysk netto w naszej ponad 30-letniej historii. Wyniki te pokazują, że przyjęta przez nas strategia skupiająca się na tworzeniu oprogramowania własnego i usługach z nim związanych, a także silnej dywersyfikacji pozwala nam na stabilny rozwój. W minionym okresie istotny wpływ na wyniki Grupy miały kursy walut. Po wyłączeniu tego efektu nasze przychody wzrosły o 6%, a zysk operacyjny zwiększył się o 14%. Uważam, że jest to wyjątkowy sukces, biorąc pod uwagę uwarunkowania zewnętrzne, w jakich działamy. W 2024 roku przejęliśmy 14 spółek działających na rynku amerykańskim, indyjskim, portugalskim i izraelskim. Od momentu debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w 2004 roku do naszej Grupy dołączyło ponad 150 spółek. To sprawia, że dzisiaj w Asseco zatrudnionych jest niemal 34 tys. osób w ponad 60 krajach na 6 kontynentach” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość ponad 10,8 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2024 rok, portfel zamówień jest o 9% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„W 2025 roku naszym priorytetem pozostaje utrzymanie wiodącej pozycji lidera cyfryzacji w sektorach bankowości, energetyki, telekomunikacji, ochrony zdrowia oraz administracji publicznej. Nieustannie koncentrujemy się na rozwoju własnych produktów i usług, rozszerzając naszą ofertę nie tylko o rozwiązania sektorowe, ale także o systemy ERP, płatności oraz usługi zaufania. Rozwijamy kompetencje z obszaru usług chmurowych. Mamy plany związane z dalszym wykorzystywaniem w naszych rozwiązaniach sztucznej inteligencji oraz ambicje, by budować odporność cybernetyczną państwa na każdym poziomie działań – zarówno ogólnokrajowym, jak i samorządowym” – dodał Adam Góral.

Asseco konsekwentnie buduje wartość dla akcjonariuszy i dzieli się z nimi wypracowanym zyskiem. Od debiutu na GPW Spółka wypłaciła swoim akcjonariuszom ponad 3,5 mld zł dywidendy. W tym roku Zarząd Spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 269 mln zł dywidendy za 2024 rok, co oznacza 3,94 zł na każdą akcję uczestniczącą w wypłacie dywidendy*.

* Dywidenda przypadająca na jedną akcję, po wyłączeniu akcji własnych, które nie uczestniczą w dywidendzie.

Rekordowy rok dla sektora BTR w Polsce. W 2025 roku przybędzie 9 500 mieszkań na wynajem instytucjonalny

Czynniki makroekonomiczne i zmiany socjodemograficzne przekładają się na rosnące zainteresowanie wynajmem mieszkań. Rynek najmu instytucjonalnego BTR (Build-to-Rent) kontynuuje dynamiczny rozwój. Aktywność deweloperów jest na wysokim poziomie, a nowa podaż bije kolejne rekordy. W 2025 roku do użytku planowo trafi 9 500 mieszkań.

  • Całkowite zasoby rynku BTR w Polsce wyniosły 21 300, odnotowując wzrost nowej podaży o 23,7%.
  • Aktywność deweloperów utrzymuje się ma wysokim poziomie. Do końca 2025 roku na rynek trafi rekordowe 9 500 mieszkań, które stanowić będą blisko połowę obecnych zasobów.
  • Wskaźnik pustostanów na koniec 2024 roku wynosił 4,1%, a sektor charakteryzuje się szybkim tempem wynajmu.
  • Całkowita wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze living w 2024 roku wyniosła 373 mln EUR i wykazuje stały trend rosnący (344 mln EUR w ramach najmu instytucjonalnego i 29 mln EUR w prywatne akademiki).

Silne zakorzenienie polskiego społeczeństwa w kwestii posiadania własnego mieszkania widoczne jest w strukturze własnościowej rynku mieszkaniowego. Polska jest w czołówce krajów UE pod względem odsetka osób mieszkających we własnym mieszkaniu. 87% wszystkich gospodarstw domowych w Polsce mieszka we własnym mieszkaniu, a jedynie 13% wynajmuje. Średnia dla krajów w UE to 69%, a najmniejszy udział własnościowy mają Niemcy, zaledwie 47%.

„Sektor BTR w Polsce znajduje się we wczesnej fazie rozwoju, stanowiąc około 1,8% całego sektora wynajmu mieszkań. Niewystarczające nasycenie rynku mieszkaniowego sprzyja rozwojowi sektora najmu instytucjonalnego, który w ostatnich latach kończy każdy kolejny rok z rekordem. W ramach nowej podaży w 2024 roku na rynek BTR trafiło 5 800 mieszkań, a plany deweloperów na ten rok zakładają oddanie do użytku 9 500 lokali,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

W ciągu ostatnich 5 lat roczny przyrost mieszkań na wynajem instytucjonalny wzrósł ponad pięciokrotnie z 1 100 lokali w 2019 roku do niemal 5 800 w roku ubiegłym. Obecnie na różnych etapach planowania znajduje się 12 000 mieszkań.

„Na utrzymujące się zainteresowanie inwestorów sektorem BTR wpływ ma zmiana podejścia młodszych pokoleń względem długoterminowych zobowiązań oraz ich rosnąca mobilność, co przekłada się na mniejsze przywiązanie do jednego miejsca. Dodatkowo, szybki wzrost cen nieruchomości i spadek siły nabywczej powoduje, że coraz częściej potrzeby mieszkaniowe zaspokajane są poprzez najem,” – wyjaśnia Adam Kotarski, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

W ciągu ostatnich czterech lat, kiedy to sektor BTR doświadczał dynamicznego rozwoju, ceny zakupu nieruchomości w największych miastach wzrosły niemal dwukrotnie. Największe wzrosty średnich cen ofertowych w okresie ostatnich czterech lat na rynku pierwotnym odnotowano we Wrocławiu – 74,3%, natomiast na rynku wtórnym w Krakowie – 71,9%.

Tempo wzrostu cen mieszkań przewyższało dynamikę wzrostu średnich wynagrodzeń ograniczając możliwości zakupu. W Warszawie średnie miesięczne wynagrodzenie pozwala na zakup jedynie 0,62 m kw. mieszkania na rynku pierwotnym. Podobny trend obserwowany jest w większości polskich miast, co stanowi jedną z głównych przyczyn wzrostu popytu na wynajem oraz sprzyja rozwojowi sektora BTR.

Obecnie największym rynkiem BTR w Polsce jest Warszawa, gdzie na koniec minionego roku liczba mieszkań na wynajem instytucjonalny przekroczyła 8 000, co stanowi 38% całkowitych zasobów kraju. Na drugim miejscu znajduje się Wrocław z 4 000 mieszkaniami na wynajem, natomiast na trzecim Kraków – z około 3 400 lokalami. Rynek rozwija się jednak we wszystkich największych miastach Polski, w tym Poznaniu, Trójmieście, Łodzi i Katowicach. Miasta te charakteryzują się dużą liczbą ludności, a przy tym są ważnymi ośrodkami gospodarczymi i akademickimi, co stymuluje napływ ludności i napędza popyt na wynajem mieszkań.

W ostatnim czasie obserwujemy trend, w którym ekspansja sektora BTR wychodzi poza największe miasta w Polsce. Obiekty tego typu są obecnie na etapie wstępnego planowania oraz realizacji także na przedmieściach głównych aglomeracji, takich jak Mysiadło pod Warszawą, a także w mniejszych ośrodkach miejskich, w tym w Szczecinie czy Gorzowie Wielkopolskim.

„Na decyzje inwestorów w kwestii lokalizacji wpływają niższe ceny gruntów, chociaż istotnym czynnikiem sprzyjającym lokalizacji projektów BTR na obrzeżach dużych miast jest również postępujący trend suburbanizacji, który prowadzi do wzrostu liczby mieszkańców w gminach podmiejskich. Najemcy tych obiektów wybierają je zarówno ze względu na bardziej konkurencyjne stawki czynszu, jak i wyższą jakość życia, wynikającą z spokojniejszego otoczenia, ” – dodaje Dorota Lachowska.

„Rynek najmu instytucjonalnego charakteryzuje się szybkim tempem komercjalizacji oraz wysokim poziomem obłożenia. Na koniec IV kwartału 2024 roku współczynnik pustostanów w Polsce wyniósł średnio 4,1%. Ze względu na duży przyrost nowej podaży w 2024 roku, współczynnik pustostanów wzrósł w porównaniu do poprzedniego roku, kiedy wynosił 1,6%. Niemniej jednak, wskaźnik nadal pozostaje na niskim poziomie, a utrzymujący się wysoki popyt sugeruje jego stabilność, nawet w obliczu dalszej rozbudowy rynku,” – uzupełnia Adam Kotarski.

Czynsze najmu prezentują stabilny trend wzrostowy, który jest zgodny z ogólnymi tendencjami obserwowanymi na rynku najmu oraz rynku sprzedaży nieruchomości. Stawki najmu są jednak zróżnicowane i zależą od miasta, lokalizacji oraz wyposażenia i standardu. Na koniec 2024 roku średnie ceny najmu w Warszawie kształtowały się w przedziale od 2 200 PLN do 4 000 PLN/ miesiąc za mieszkanie typu studio oraz od 2 600 PLN do 5 200 PLN/ miesiąc za mieszkanie dwupokojowe.

W przypadku nieruchomości w najwyższym standardzie ceny te mogą być znacznie wyższe.

W pozostałych miastach regionalnych za mieszkanie jednopokojowe najtaniej było w Poznaniu – od 1 160 PLN/ miesiąc, a najdrożej w Krakowie – 2 760 PLN/ miesiąc. Za mieszkanie dwupokojowe najmniej najemcy płacili w Łodzi, a najwięcej w Gdańsku – odpowiednio 1 860 i 3 780 PLN/ miesiąc. Jednocześnie, we wszystkich miastach regionalnych ceny za mieszkanie trzypokojowe kształtowały się w przedziale od 3 040 do 6 260 PLN/ miesiąc.

Nowa kadencja Zarządu Banku Millennium. Joao Bras Jorge ponownie prezesem

W dniu 27 marca 2025, ze względu na zakończenie obecnej kadencji, rada nadzorcza powołała Zarząd Banku Millennium na nową, trzyletnią kadencję. Stanowisko prezesa zarządu banku, doceniając dotychczasowe osiągnięcia, rada nadzorcza powierzyła ponownie Joao Bras Jorge.  

Obecny skład zarządu:

  • Joao Bras Jorge, prezes zarządu
  • Fernando Bicho, wiceprezes zarządu
  • Wojciech Haase, członek zarządu
  • Jarosław Hermann, członek zarządu
  • Halina Karpińska, członkini zarządu
  • Antonio Pinto, członek zarządu
  • Magdalena Zmitrowicz, członkini zarządu

– Z przyjemnością informuję, że rada nadzorcza w dniu dzisiejszym podjęła decyzję o powołaniu Zarządu Banku Millennium na nową kadencję. Chciałabym podkreślić, że proces wyboru członków zarządu został przeprowadzony z zachowaniem najwyższych standardów ładu korporacyjnego oraz zgodnie z przyjętymi zasadami w banku. Rolę prezesa banku ponownie powierzamy Joao Bras Jorge, mając na uwadze osiągnięcia w poprzednich okresach. Rada jest przekonana, że pod jego kierownictwem bank będzie kontynuował dynamiczny rozwój i umacniał pozycję na rynku. W imieniu rady nadzorczej życzę wszystkim członkom zarządu sukcesów i cieszę się na przyszłą współpracę – powiedziała Olga Grygier-Siddons, przewodniczącą Rady Nadzorczej Banku Millennium.

– Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyła nas Rada Nadzorcza. Rozpoczynamy nową kadencję na początku realizacji ambitnej strategii 2028 Wartość i Wzrost, w której szczególnie istotna nadal będzie dbałość o najwyższą satysfakcję klientów i utrzymanie wysokiej pozycji w tej dziedzinie w sektorze bankowym, wzrost liczby klientów detalicznych oraz podwojenie wartości bankowości korporacyjnej. Jestem przekonany, że wybrany skład Zarządu posiada wymagane kompetencje, aby wspierać i realizować założone cele. Cieszę się z możliwości współpracy ze wszystkimi członkami zarządu. W szczególności witam w składzie Zarządu dwie nowe członkinie: Halinę Karpińską i Magdalenę Zmitrowicz. Halina, obecna Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium, jest jedną z najbardziej utalentowanych profesjonalistek w polskim sektorze bankowym, jej rola będzie polegała na przeniesieniu bankowości detalicznej na wyższy poziom i na jeszcze lepszej synchronizacji trzech kanałów obsługi klientów, czyli cyfrowego, sieci oddziałów i call center, aby budować główną relację z klientami i osiągnąć znaczący wzrost wolumenów biznesowych. Magdalena dołącza do Banku wnosząc bogate doświadczenie i osiągnięcia, jako członek zarządu ds. bankowości korporacyjnej będzie koncentrować się na podwojeniu naszej obecności w tym sektorze, poprzez pozyskiwanie klientów i znaczący wzrost wolumenów kredytowych. – powiedział Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

W siedmioosobowym składzie Zarządu, pięciu członków kontynuuje swoją rolę, a na pierwszą kadencję powołane zostały: Halina Karpińska i Magdalenta Zmitrowicz.

Halina Karpińska z Bankiem Millennium związana jest od 2002 roku. Od 2018 zajmuje stanowisko Dyrektorki Departamentu Bankowości Elektronicznej. Pełniła funkcję Członkini Rady Nadzorczej Polski Standard Płatności Sp. z o.o. (Blik) w latach 2018-2024.

Magdalena Zmitrowicz ma 25 lat doświadczenia w bankowości zdobyte w Banku Handlowym S.A. i Banku Pekao S.A. W latach 2018-2024 pełniła funkcję Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A., nadzorując Pion Bankowości Przedsiębiorstw. Laureatka SME Banker of The Year 2024 organizacji Qorus. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim oraz Global CEO Program na Wharton School of Business.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku Millennium wybrało Radę Nadzorczą

27 marca 2025 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku Millennium, z uwagi na upływ obecnej kadencji, powołało nowy dwunastoosobowy skład rady nadzorczej na wspólną, trzyletnią kadencję.

Przewodniczącą Rady została Olga Grygier-Siddons.

Do Rady Nadzorczej weszły następujące osoby:

  1. Olga Grygier – Siddons – przewodnicząca
  2. Nuno Manuel da Silva Amado – wiceprzewodniczący
  3. Miguel Maya Dias Pinheiro
  4. Miguel de Campos Pereira de Bragança
  5. José Miguel Bensliman Schorcht da Silva Pessanha
  6. Lingjiang Xu
  7. Małgorzata Bonikowska
  8. Agnieszka Kłos-Siddiqui
  9. Anna Mankiewicz-Rębkowska
  10. Alojzy Nowak
  11. Izabela Olszewska
  12. Katarzyna Sułkowska – sekretarz

– W imieniu swoim i wszystkich członków Rady, dziękuję akcjonariuszom Banku Millennium za okazane nam zaufanie. Cieszę się, że będę mogła w kolejnej kadencji przewodniczyć Radzie Nadzorczej w tak znakomitym składzie, o zróżnicowanych, bogatych kompetencjach i doświadczeniu, łączących międzynarodową perspektywę z głęboką wiedzą na temat polskiej rzeczywistości. Naszą ambicją jest realizować zadania Rady według najwyższych standardów oraz jak najlepiej wspierać zarząd we wdrażaniu ambitnych celów strategicznych banku – powiedziała Olga Grygier-Siddons, przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

Olga Grygier-Siddons jest absolwentką University of Manchester na wydziale Nauk Komputerowych oraz Księgowości. Posiada również tytuł FCA Fellow Chartered Accountant, Institute of Chartered Accountants of England and Wales.

Po ukończeniu studiów w Wielkiej Brytanii związała swoją karierę zawodową z sektorem firm doradczych. W roku 1991 dołączyła do PwC w obszarze Corporate Finance. W roku 1998 otrzymała awans na pozycję Partnera i była odpowiedzialna za realizację zróżnicowanych projektów dla sektora publicznego i prywatnego na całym świecie. W roku 2004 zdecydowała się na przeniesienie się do Polski i w 2014 roku objęła funkcję Partnera Zarządzającego na Centralną i Środkową Europę w PwC. Przez 15 lat była odpowiedzialna za rozwój biznesu i nadzorowanie projektów w 29 krajach, w firmie zatrudniającej 12 000 pracowników.Olga Grygier-Siddons była pierwszą kobietą zaproszoną do bycia członkiem PwC Strategy Council – top 20 liderów PwC.

Po opuszczeniu PwC w 2019 pełni rolę doradcy strategicznego i Mentora. Ponadto, do dziś pełni między innymi funkcję Członkini Rady Nadzorczej Żabka Group; Jest założycielką i CEO Experiential Learning Hub – Villa Poranek.

Od 24 marca 2021 r. jest Członkinią Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A.

1 na 5 Polaków chce walczyć za ojczyznę. Nowe badanie o postawach Polaków w cieniu wojny

Coraz więcej Polaków deklaruje, że będzie czynnie walczyć w obronie ojczyzny, ale zaledwie co piąty Polak gotów jest zapłacić więcej za paliwo, aby nie pochodziło ono z Rosji. Nowe badanie Human Answer Institute i Zymetrii pokazuje społeczeństwo pełne sprzeczności, które coraz mocniej odczuwa skutki kryzysów i wojny za naszą granicą.

Chwycić za broń czy wyjechać? Polska w cieniu wojny za wschodnią granicą

Kiedy pytamy Polaków, jak zachowaliby się w razie napaści Rosji na nasz kraj, 20% deklaruje gotowość do czynnej walki za ojczyznę – i jest to o 5 punktów procentowych więcej niż pod koniec marca 2024 r. Wyniki zgromadzone w badaniu pt. „Odpowiedzi na pytania jutra – edycja 2025” sugerują zarówno stosunkowo niską gotowość społeczną do czynnej walki, jak i wysoki poziom deklaratywnego zaangażowania we wsparcie walczących i organizowania pomocy (45% badanych). 21% respondentów sygnalizuje, że w przypadku wojny starałoby się wyjechać, aby ratować siebie i bliskich.

Gdy przyjrzymy się bliżej wynikom, okazuje się, że 76% deklarujących, że w przypadku konfliktu zbrojnego będą walczyć, stanowią mężczyźni. Wśród osób potwierdzających chęć starania się o wyjazd za granicę, aby chronić siebie, swoich bliskich lub swój majątek, jest 65% kobiet. Z badania wynika, że chętniej wyjadą osoby z wyższym wykształceniem, osoby bezdzietne oraz mieszkańcy południowo-zachodniej Polski. Jeśli chodzi o osoby, które będą czynnie bronić ojczyzny, istotną nadreprezentację odnotowano u zatrudnionych w sektorach przemysłu spożywczego i budownictwa.

To nie tylko dane o potencjalnym konflikcie – to również dane o zaufaniu do państwa, kondycji naszej wspólnoty i o poczuciu bezpieczeństwa. Choć dyskusja o powszechnym patriotyzmie jest dziś żywa, liczby pokazują, że 1 na 5 Polaków jest gotów walczyć, tyle samo chce wyjechać z kraju, a reszta obsadza się w roli pomocnika (45%) lub obserwatora (14%). Jak na powszechnie panującą opinię o braku patriotyzmu, zaangażowania i postawie ucieczkowej, dane te nie napawają znaczącym pesymizmem. Zwykle w konfliktach zbrojnych nie walczy całe społeczeństwo, ale całe powinno iść walczącym z pomocą. Najważniejsze zadanie na najbliższe lata to jak budować w nas solidarność i wspólnotę, abyśmy w obliczu trudnych czasów byli jednością, mieli zaufanie do siebie i do państwa. Jan Ołdakowski, współzałożyciel Human Answer Institute

Niechęć do… płacenia więcej za paliwo

Kiedy pytamy o koszty polityki międzynarodowej, 44% Polaków nie chce płacić 10% więcej za paliwo, aby mieć pewność, że nie pochodzi ono z Rosji. Do takiej opłaty gotowych jest jedynie 20% pytanych. Co istotne, wśród osób, które sprzeciwiają się wyższym cenom, dominują mężczyźni, osoby młode (18-34 lata), osoby zarabiające powyżej 10 tys. zł netto, a także zorientowane na sukces finansowy. Najsłabiej w tej kwestii wypadają osoby, które nie były na wyborach, deklarujący poparcie dla Konfederacji, którzy paradoksalnie częściej niż inni zapewniają, że w razie potrzeby pójdą walczyć za ojczyznę. O sprzeciwie częściej mówią również osoby, które w razie konfliktu deklarują chęć opuszczenia kraju.

Dane jasno pokazują, że jesteśmy narodem chętnym do wielkich czynów, ale mniej otwartym na małe wspólne działania, które są przecież prostsze i nie wymagają aż tak wielkich poświęceń. Jak pokazują inne badania, wiąże się to z niskim zaufaniem do tego, co ktoś deklaratywnie obiecuje, szczególnie jeśli wiąże się to z konsekwencjami finansowymi. Po latach niepewności gospodarczej i inflacji bardziej zwracamy uwagę na nasze budżety. Anna Gołębicka, współzałożycielka Human Answer Institute

Analizując dane z raportu, można odnieść wrażenie, że Polacy są dziś narodem rozdartym: między solidarnością a zmęczeniem, między wartościami a portfelem. Owe sprzeczności pokazują, jak bardzo potrzebujemy dziś uczciwego i transparentnego państwa i otwartej debaty o tym, co nas łączy, a co dzieli. Jan Ołdakowski, współzałożyciel Human Answer Institute

Obrona cywilna? Tak, ale „niech zapłaci państwo”

Wyniki badania pokazują również, że Polacy coraz lepiej rozumieją potrzebę przygotowania się na sytuacje kryzysowe. Aż 69% deklaruje chęć wzięcia udziału w szkoleniu z obrony cywilnej, choć aż 55% tylko pod warunkiem, że państwo za to zapłaci. To kolejny dowód na to, że deklaratywna gotowość do działania zderza się z oczekiwaniami i pewnymi wymaganiami finansowymi.

Obraz, jaki wyłania się z badania Human Answer Institute i Zymetrii, to obraz społeczeństwa, które staje przed trudnymi pytaniami. Czy jesteśmy gotowi do wspólnego działania? Czy chcemy ponosić koszty solidarności? Te pytania nie mają łatwych odpowiedzi, ale warto je zadawać — zwłaszcza teraz, gdy świat wokół nas zmienia się szybciej, niż byśmy chcieli. Założyciele Human Answer Institute wierzą, że rozmowa o prawdziwych emocjach i postawach Polaków jest potrzebna, by podejmować mądre decyzje – także te, które wykraczają poza bieżącą politykę.

Synektik podzieli się na dwie spółki notowane na GPW – nowy podmiot skupi się na kardioznaczniku

Synektik zamierza podzielić się na dwie niezależne spółki. Giełdowa firma planuje wydzielić do nowego podmiotu działalność związaną m.in. z badaniami nad kardioznacznikiem. Otworzy to nowe możliwości pozyskania finansowania na dalsze badania kliniczne i przyszłą komercjalizację tego innowacyjnego radiofarmaceutyku, o globalnym potencjale sprzedaży. Pozostała działalność operacyjna pozostanie w Synektiku, który po podziale będzie spółką o wyższej rentowności i istotnym potencjale dywidendowym. W wyniku podziału akcjonariusze Synektika obejmą akcje nowej spółki (proporcjonalnie do posiadanych przez nich udziałów), a obie firmy będą notowane na GPW w Warszawie. Intencją Zarządu jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 r.

– Synektik prowadzi obecnie zróżnicowaną działalność. Z jednej strony zajmuje się sprzedażą i serwisem urządzeń medycznych oraz produkcją radiofarmaceutyków, które są źródłem przewidywalnych, rosnących przychodów i zysków. Z drugiej strony – prowadzi kosztowne badania, przede wszystkim nad kardioznacznikiem, który ma ogromny potencjał związany z jego przyszłą komercjalizacją, ale na obecnym etapie nie przynosi jeszcze przychodów. Obydwa rodzaje działalności przyciągają inwestorów o odmiennym profilu i różnym „apetycie na ryzyko”. Rozdzielenie tych działalności do niezależnych spółek pozwoli inwestorom na odrębną, rzetelną wycenę, uwzględniającą potencjał każdej z nich. Sądzę, że w konsekwencji będzie to prowadzić do zwiększenia wartości obu spółek, przy wykorzystaniu nowych możliwości finansowania dalszego rozwoju i w oparciu o odmienne strategie, dopasowane do ich różnych modeli biznesowych – przekonuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika.

Nowe możliwości finansowania i komercjalizacji kardioznacznika

W wyniku planowanego podziału, do nowej spółki – o roboczej nazwie Syn2bio – wydzielona zostanie część działalności centrum badawczo-rozwojowego związana z badaniami nad nowymi cząsteczkami farmaceutycznymi, w szczególności badaniami nad kardioznacznikiem, tj. innowacyjnym radiofarmaceutykiem przeznaczonym do badania perfuzji mięśnia sercowego i diagnostyki choroby wieńcowej.

Kardioznacznik umożliwia wykrycie zaburzeń perfuzji mięśnia sercowego u pacjentów z podejrzewaną lub stwierdzoną chorobą wieńcową. Pozwala też przeprowadzić analizę stanu zdrowia pacjenta i jego rokowania po przebytym zawale mięśnia sercowego i w chorobie niedokrwiennej serca oraz ocenić stopień zaawansowania zmian miażdżycowych w tętnicach wieńcowych. Synektik posiada wyłączne prawa do produkcji i sprzedaży tego znacznika na całym świecie, jednocześnie jest on pod ochroną patentową na najbardziej istotnych rynkach, w tym Europy i Japonii.

– Kardioznacznik to nasz flagowy projekt, o globalnym potencjale sprzedaży. Z sukcesem zakończyliśmy badania kliniczne pierwszej i drugiej fazy badań klinicznych i obecnie jesteśmy na zaawansowanym etapie badań trzeciej fazy. Nowy podmiot ma kontynuować badania kliniczne, a następnie zająć się komercjalizacją kardioznacznika. Głównym źródłem przyszłych przychodów Syn2bio będą tzw. umowy partneringowe, na przykład licencje na produkcję kardioznacznika udzielone podmiotom trzecim, m.in. w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych, lub własna produkcja tego radiofarmaceutyku przez Syn2bio – informuje Cezary Kozanecki.

W opinii Synektika, największy potencjał związany z przyszłą komercjalizacją kardioznacznika drzemie w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku wykonuje się około 7 milionów badań perfuzji mięśnia sercowego. Dzisiaj większość tych badań wykonywanych jest metodą SPECT, natomiast z każdym rokiem rośnie udział badań wykonywanych nowszą, dokładniejszą metodą PET-CT, w której zastosowanie miałby właśnie kardioznacznik Spółki. Drugim rynkiem z największym potencjałem jest rynek europejski.

– Zakładamy, że wydzielając projekt kardioznacznika do nowej spółki, wyposażymy ją w odpowiednie środki do kontynuowania badań klinicznych przez pewien okres po podziale. Nowy podmiot będzie ponadto mógł ubiegać się o środki pochodzące z grantów oraz programów finansowania badań rozwojowych przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie są obecnie dostępne. Obok dodatkowego finansowania zewnętrznego, spółce Syn2bio, skupionej na rozwoju projektu kardioznacznika i poszukiwaniu nowych cząsteczek farmaceutycznych, łatwiej też będzie pozyskać inwestorów, w tym branżowych, zainteresowanych takim profilem działalności, akceptujących inny poziom ryzyka i oczekujących wyższej potencjalnej stopy zwrotu w przyszłości. To otwiera również możliwości szerszego poszukiwania nowych projektów badawczych, a także przyspieszenia ich komercjalizacji – i to na korzystniejszych warunkach, niż w przypadku komercjalizacji na wcześniejszym etapie przy dotychczasowym modelu finansowania takich projektów przez Synektik – ocenia Cezary Kozanecki.

Synektik dojrzałą firmą dywidendową

Pozostała działalność prowadzona przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się ona zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych (w tym systemów robotycznych da Vinci, będąc ich wyłącznym dystrybutorem na Polskę, Czechy, Słowację oraz kraje bałtyckie), opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych, produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków, a także pracami badawczo-rozwojowymi w zakresie poszukiwania generyków istniejących produktów radiofarmecutycznych, które nie wymagają prowadzenia długotrwałych badań klinicznych.

– Synektik jest dziś dojrzałą, wysokodochodową firmą, z potencjałem dalszego systematycznego wzrostu sprzedaży i dochodów. Wyniki wypracowywane obecnie przez Synektik są jednocześnie obciążane wysokimi kosztami badań nad kardioznacznikiem, wynoszącymi ponad 20 milionów złotych rocznie. Przeniesienie tego projektu do niezależnego podmiotu umożliwi pozyskanie innych źródeł finansowania, a Synektikowi pozwoli na umocnienie wizerunku spółki o wyższej rentowności i przewidywalnym wzroście wypłacanej dywidendy – uzasadnia Dariusz Korecki, wiceprezes Synektika.

Dwie perspektywiczne spółki na warszawskim parkiecie

Po podziale zarówno Synektik, jak i Syn2bio, będą spółkami notowanymi na GPW w Warszawie. W ramach planowanego podziału, akcjonariuszom Synektika przydzielone zostaną akcje nowej spółki proporcjonalnie do posiadanych przez nich udziałów w tzw. dniu referencyjnym. Przydzielenie akcji nastąpi w drodze publicznej oferty akcji i będzie się wiązało z koniecznością sporządzenia prospektu przez Syn2bio oraz jego zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

– Jesteśmy na początku procesu, zmierzającego do podziału Synektika i wprowadzenia akcji nowej spółki do obrotu na warszawskiej giełdzie. Przy założeniu, że procedowanie prospektu przed KNF i uzyskanie wszelkich zgód korporacyjnych przebiegnie zgodnie z założeniami, a propozycja podziału zyska aprobatę Walnego Zgromadzenia Synektika, naszą intencją jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 roku. O wszystkich kluczowych etapach w realizacji tego planu będziemy informować na bieżąco, zgodnie z zasadami obowiązującymi spółki publiczne – informuje Cezary Kozanecki.

Lamborghini zamyka 2024 rok najlepszymi wynikami w historii – ponad 3 miliardy euro przychodu

Automobili Lamborghini nie zwalnia tempa i zamyka 2024 rok najlepszymi wynikami w historii pod względem dostaw, sprzedaży i dochodów operacyjnych. Pomimo wymagających warunków na rynku motoryzacyjnym, po raz pierwszy w historii marka z Sant’Agata Bolognese osiągnęła przychody przekraczające 3 mld euro, co oznacza wzrost o 16,2% w porównaniu do 2023 roku. Dochód operacyjny osiągnął rekordowy poziom 835 mln euro, co stanowi wzrost o 15,5% r/r. Marża operacyjna pozostała na poziomie 27%, co umacnia pozycję Lamborghini wśród najbardziej dochodowych globalnych marek w sektorze dóbr luksusowych.

Ewolucja gamy produktowej przy jednoczesnym dalszym wzroście – tak możemy podsumować kolejny rekordowy rok dla Automobili Lamborghini. Pomimo trudności na rynku motoryzacyjnym i silnej konkurencji, w 2024 roku odnotowaliśmy wzrost we wszystkich trzech makroregionach (obu Amerykach, EMEA i APAC), potwierdzając globalną siłę naszej marki. Wyniki te podkreślają wyjątkowe kompetencje naszego zespołu i napełniają determinacją w obliczu kolejnych wyzwań, które czekają na nas w przyszłości. Nadal będziemy łączyć osiągi, luksus i innowacyjność – komentuje Stephan Winkelmann, prezes i dyrektor generalny Automobili Lamborghini.

18 miesięcy rozwoju i transformacji

W minionym roku Automobili Lamborghini dostarczyło 10 687 samochodów, ponownie przekraczając próg 10 000 sprzedanych egzemplarzy i odnotowując roczny wzrost na poziomie 5,7%.

– Firma w 2024 r. umacniała swoją pozycję zarówno pod względem finansowym, jak i operacyjnym, utrzymując poziom rentowności porównywalny z wiodącymi globalnymi markami luksusowymi. Naszym celem pozostaje dalszy, stabilny rozwój – zarówno z perspektywy finansowej, jak i środowiskowej – aby tworzyć wartość dla wszystkich naszych interesariuszy – dodaje Paolo Poma, dyrektor zarządzający i finansowy Automobili Lamborghini.

Rekordowe wyniki za 2024 rok są zwieńczeniem bezprecedensowego okresu transformacji Automobili Lamborghini. W ciągu zaledwie 18 miesięcy firma całkowicie odnowiła swoją ofertę. Wprowadziła trzy nowe modele, co wzmocniło jej pozycję w segmencie i wzbudziło zainteresowanie na całym świecie.

Pierwszym zaprezentowanym modelem było Revuelto – V12 HPEV (High Performance Electrified Vehicle) z Sant’Agata Bolognese. Łączy ono legendarny silnik V12 – symbol dziedzictwa Lamborghini – z technologią hybrydową opartą na trzech silnikach elektrycznych. Następnie premierę miał Urus SE, który na nowo zdefiniował pojęcie Super SUV-a. Wprowadzono w nim innowacje w zakresie technologii, wydajności i designu, co zaowocowało jeszcze lepszymi osiągami. Wreszcie, podczas Monterey Car Week w sierpniu 2024 roku, Lamborghini zaprezentowało Temerario – model o mocnym charakterze i całkowicie przeprojektowanym silniku, który w pełni odzwierciedla DNA Lamborghini, oferując bezkompromisowe doznania z jazdy.

– Lamborghini kolejny rok z rzędu umacnia swoją pozycję w segmencie aut luksusowych. Potwierdzają to wybory klientów, których grono w Polsce stale się powiększa. Dziś w cenie jest przede wszystkim jakość, a także zrównoważone rozwiązania idące w parze z najlepszymi osiągami. Dlatego nie zwalniamy tempa i planujemy kolejne, ekscytujące wdrożenia produktowemówi Piotr Jędrach, dyrektor generalny marki Lamborghini w Polsce. 

Lamborghini podnosi poprzeczkę dla branży

Automobili Lamborghini wyróżnia się strategią łączącą innowacyjność, ekskluzywność i osiągi – to trzy filary, które stanowią o tożsamości marki i jej globalnym sukcesie. Firma stale inwestuje w badania i rozwój, testuje nowoczesne technologie, innowacyjne materiały i rozwiązania. Dzięki temu zwiększa efektywność, jakość i dba o ekologię. Dzięki modernizacji procesów przemysłowych i wdrażaniu nowoczesnych systemów, Lamborghini podniosło poprzeczkę dla całej branży i umocniło swoją pozycję w dziedzinie technologicznej doskonałości i luksusu.Lamborghini Lamborghini

Wyjątkowość Automobili Lamborghini polega na połączeniu unikalności i długoterminowej wartości. Każdy model został zaprojektowany z myślą o zapewnieniu klientom unikalnych doświadczeń – poprzez oferowanie niezrównanego poziomu personalizacji, kultowego designu i mistrzowskiego wykonania. Limitowana produkcja i dbałość o najmniejsze detale sprawiają, że pojazdy Lamborghini cieszą się wysoką wartością rezydualną i z biegiem lat nie tracą na atrakcyjności.

Połączenie tradycji i innowacji nie tylko kształtuje rozwój przełomowych produktów, ale również wspiera wdrażanie coraz bardziej zrównoważonych i przyszłościowych rozwiązań. Ciągłe badania nad nowymi materiałami oraz ulepszanie technologii i konstrukcji pojazdów gwarantują wyjątkowe wrażenia z jazdy dzięki najwyższej klasy inżynierii Lamborghini.

Lamborghini – kluczowy gracz w sektorze „Made in Italy”

Produkcja Lamborghini odbywa się w całości w Sant’Agata Bolognese, przynosząc korzyści ekonomiczne zarówno regionowi, jak i całemu krajowi. Automobili Lamborghini jest jednym z czołowych włoskich przedsiębiorstw, promujących włoską motoryzację na światowym rynku.

Dynamiczny rozwój Lamborghini przyczynił się także do zwiększenia zatrudnienia – w ciągu ostatnich dwóch lat do zespołu dołączyło 1 000 nowych pracowników, co oznacza wzrost liczby zatrudnionych o 30%. Było to możliwe dzięki największemu w historii planowi inwestycyjnemu, który wspiera zarówno innowacje produktowe, jak i rozwój organizacyjny. Celem firmy jest modernizacja procesów produkcyjnych, rozbudowa systemów wytwórczych oraz tworzenie bardziej efektywnego i zrównoważonego ekosystemu przemysłowego.

Bazując na doskonałych wynikach, Automobili Lamborghini przygotowuje się na nowe wyzwania i dąży do umocnienia pozycji swojej odświeżonej gamy modeli na rynku.

Polska na 6. miejscu w Europie pod względem powierzchni handlowej

Jak wynika z danych międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, łączna podaż powierzchni w ramach centrów i parków handlowych wynosząca prawie 13,6 mln mkw. plasuje polski rynek na szóstym miejscu wśród krajów Starego Kontynentu. Z kolei pod względem nasycenia powierzchnią handlową plasujemy się dopiero na 18. pozycji. Powodem jest między innymi niedostatecznie rozwinięty segment ulic handlowych, czyli tzw. high streets.

Polskie nieruchomości handlowe na szóstkę

Polski rynek powierzchni handlowych konsekwentnie pracował na miano dojrzałego, dzięki między innymi dynamicznemu rozwojowi w ostatnich kilku latach segmentu parków handlowych. Według Cushman & Wakefield, całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej to już prawie 17 mln mkw., z czego na centra przypada ok. 10,6 mln mkw., a na parki – ok. 3 mln mkw.

Mimo że aktywność deweloperów zainteresowanych realizacją centrów handlowych była w ostatnich latach niska, co wynika z wysokiego nasycenia powierzchnią w ramach tego formatu nieruchomości, to polski rynek plasuje się na szóstym miejscu w Europie pod względem zasobów istniejących już obiektów. Tak samo sytuacja wygląda, jeśli weźmiemy pod uwagę podaż w segmencie parków handlowych, gdzie również zajmujemy wysokie szóste miejsce. Jest to rezultatem trwającego od 2020 roku trendu, czyli absolutnej dominacji tego formatu wśród najczęściej budowanych inwestycji retailowych. Szósta lokata przypada nam także pod względem łącznych zasobów centrów i parków handlowych, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Top 10 krajów w Europie pod względem łącznej podaży centrów i parków handlowych

Miejsce Kraj Podaż centrów i parków handlowych mln mkw.
1. Wielka Brytania 28,5
2. Francja 27,9
3. Niemcy 18,6
4. Włochy 16,6
5. Hiszpania 14,4
6. Polska 13,6
7. Belgia 8,3
8. Holandia 7,0
9. Szwecja 6,1
10. Norwegia 5,1

Stan na koniec 2024 roku. Źródło: Cushman & Wakefield

Jednocześnie, jak wynika z raportu „Trends Radar” Cushman & Wakefield, na rynku obserwowane jest spowolnienie w rozpoczęciach nowych budów. Rezultatem będzie niższa roczna podaż w latach 2026-2027.

Mimo to Polska zajęła w 2024 roku drugie miejsce w Europie pod względem wielkości nowo oddanej powierzchni w centrach i parkach handlowych. Jak pokazują dane Cushman & Wakefield, co siódmy metr kwadratowy wybudowany w Europie znajdował się właśnie w Polsce. W 2025 roku udział polskiego rynku w całkowitej nowej podaży handlowej utrzyma się na podobnym, 15-procentowym poziomie. Liderem pozostanie natomiast Francja z 24-procentowym udziałem, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Nasycenie z potencjałem na wzrosty

Według danych Cushman & Wakefield, nasycenie powierzchnią handlową w Polsce wynosi 353 mkw./ 1000 mieszkańców i jest wyższe niż średnia zarówno dla Europy, która wynosi 336 mkw., jak i dla krajów CEE – 290 mkw. Mimo to pod względem tego wskaźnika zajmujemy odległe 18. miejsce na Starym Kontynencie. Co to oznacza w praktyce?

Mimo że wskaźnik nasycenia centrami handlowymi jest już bardzo wysoki, a rośnie również nasycenie powierzchnią w ramach parków handlowych, to w Polsce wciąż jest miejsce na rozwój formatu stanowiącego fundament rynku retail, czyli ulic handlowych. Aktualnie na polskim rynku tzw. high streets to wciąż pojedyncze i niewielkie fragmenty najbardziej reprezentacyjnych ulic polskich aglomeracji. Przykładem może być ulica Mokotowska, Pl. Trzech Krzyży, Chmielna, czy w końcu – Nowy Świat. Jednocześnie, rozmawiając z wieloma, zarówno międzynarodowymi, jak i polskimi najemcami, widzimy rosnące zainteresowanie takimi lokalizacji. Aby jednak wzmocnić ten trend potrzebne są systemowe zmiany mające na celu standaryzację i przyspieszenie najmu przy ulicach handlowych zwłaszcza tych, które są w gestii „miasta”, tak aby cały proces lepiej odpowiadał realiom biznesowym i był zbliżony do obowiązujących standardów, podsumowuje Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

Top 20 krajów w Europie pod względem nasycenia powierzchnią handlową

Miejsce Kraj Mkw. na 1000 mieszkańców
1. Estonia 116
2. Luksemburg 1012
3. Norwegia 920
4. Belgia 707
5. Finlandia 600
6. Szwecja 579
7. Litwa 568
8. Łotwa 530
9. Irlandia 509
10. Chorwacja 468
11. Słowenia 459
12. Austria 419
13. Francja 419
14. Wielka Brytania 413
15. Słowacja 413
16. Holandia 382
17. Portugalia 366
18. Polska 353
19. Dania 348
20. Węgry 322

Stan na koniec 2024 roku. Źródło: Cushman & Wakefield

NBP dokupił 29 ton złota. Polska na 10. miejscu globalnego rankingu

0

W ciągu zaledwie kilku lat Polska niemal potroiła swoje rezerwy złota. Tylko w lutym 2025 roku Narodowy Bank Polski dokupił około 29 ton kruszcu, zbliżając się do symbolicznego progu 20% udziału złota w aktywach rezerwowych. Z 480 tonami w skarbcu stajemy się realnym graczem wśród światowych potęg – ale czy złoto, którego większość wciąż znajduje się poza granicami kraju, to rzeczywiście gwarancja bezpieczeństwa?

Ambitne plany coraz bliżej realizacji

Według kalkulacji firmy Tavex na podstawie udostępnionych danych przez NBP[1] w lutym 2025 rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego zwiększono o niemal 29 ton. Biorąc pod uwagę wcześniejsze inwestycje, obecnie daje to łącznie 480 ton złota, które stanowią już ponad 19% udziału w całości aktywów rezerwowych. Biorąc pod uwagę deklarowany przez Prezesa NBP 20% cel, śmiało można stwierdzić, że obecnie znajduje się on na wyciągnięcie ręki. Można więc podejrzewać, że ostatni zakup 29 ton z lutego będzie ostatnią, tak dużą transakcją.

Złoto od zawsze postrzegane jest jako jedna z najbezpieczniejszych form inwestycji. Nic więc dziwnego, że w taki właśnie sposób swoje rezerwy budują banki centralne. Historia pokazuje, że długoterminowo, jego cena rośnie, szczególnie w czasie napięć geopolitycznych, katastrof czy epidemii, co może mieć szczególne znaczenie, mając na uwadze niestabilną sytuację polityczną. Postawienie złota jako filaru strategii zarządzania rezerwami przez Narodowy Bank Polski jest z pewnością przemyślaną decyzją – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Polska śmiało podchodzi do inwestycji w złoto. Według danych Światowej Rady Złota na koniec zeszłego kwartału (Q4 2024)[2] byliśmy dziesiątym krajem, co do wielkości posiadanych rezerw. Przed nami plasowały się kolejno: Stany Zjednoczone Ameryki, Niemcy, Włochy, Francja, Chiny, Szwajcaria, Indie, Japonia oraz Holandia.

Rezerwy poza granicami

Pewne wątpliwości może budzić natomiast kwestia przechowywania kruszcu. Według danych Narodowego Banku Polskiego[3] na koniec grudnia 2024 r. zasoby złota NBP wynosiły 448 ton, z czego jedynie 25% znajdowało się w kraju. Reszta, czyli około 75% przechowywane jest za granicą – głównie w skarbcach Banku Anglii w Londynie oraz Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Pytania o kwestie bezpieczeństwa kruszcu, zwłaszcza znajdującego się w Londynie, zyskały w ostatnim czasie uzasadniony charakter. W związku z dużymi przepływami złota z Londynu do Nowego Jorku, które wynikają między innymi z fizycznych żądań rozliczenia kontraktów terminowych na nowojorskiej giełdzie metali Comex, Bank Anglii informował o wydłużeniu czasu oczekiwania na magazynowane złoto nawet do 2 miesięcy. Z drugiej strony, dywersyfikacja miejsc przechowywania zasobów państwowych ma na celu zmniejszenie ryzyka geopolitycznego.

Na wagę złota

O tym, jak istotne są „złote” rezerwy państwowe przekonaliśmy się już w swojej historii. Kiedy w 1939 roku nad Polską gromadziły się ciemne chmury, natychmiastowo podjęto decyzję o ewakuacji narodowych skarbów przed okupantem. Najcenniejszym co wówczas posiadaliśmy było 80 ton w sztabkach czystego złota. To właśnie one przebyły niezwykle długą drogę, która wiodła między innymi przez Rumunię, Turcję, Syrię, Francję czy Dakar w zachodniej Afryce. Przemierzając kolejne kilometry, nasze złoto dopiero w 1944 roku dotarło do Nowego Jorku, gdzie skarb został podzielony: 43% trafiło do USA, 45% do Banku Anglii, a 12% do Kanady. Przez lata polski rząd stawał w obliczu wielu geopolitycznych wyzwań w celu zabezpieczenia, a następnie przywrócenia skarbu do kraju. Co ciekawe, udało się tego dokonać dopiero w 2019 roku. Podczas tajnej operacji, polski rząd przewiózł przedwojenne złoto wraz z nową transzą zakupową – w sumie 100 ton sztabek o wartości około 4 miliardów funtów przetransportowano z Banku Anglii do Warszawy. Przewozy odbywały się w nocy w opancerzonych konwojach i obejmowały osiem lotów, co było jednym z największych transportów złota od czasów II wojny światowej[4].

[1] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2021/07/cfi-pl.pdf

[2] https://www.gold.org/goldhub/data/gold-reserves-by-country

[3] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/zloto-jako-skladnik-rezerw.pdf

[4] Opracowanie na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=waZtO35-RG8

Coraz większe upusty na rynku wtórnym mieszkań

Wyjątkowo wysoka podaż mieszkań oraz wyraźnie niższy popyt na lokale skutkują zwiększonymi możliwościami negocjacji cen mieszkań. Z danych pochodzących z sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse wynika, że Polacy zaczynają dość stanowczo negocjować warunki transakcji. Sprzedający też są bardziej otwarci na rozmowy o cenie.

Eksperci Metrohouse przyjrzeli się transakcjom sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego w lutym i marcu 2025 r. W transakcjach, w których uczestniczyli pośrednicy Metrohouse, 87 proc. mieszkań zostało sprzedanych w cenie niższej od ofertowej, a w przypadku 8 proc. cena transakcyjna była taka sama jak ofertowa. Analizując lokale sprzedawane z upustem, jego mediana wynosiła 7 proc.

W koszyku transakcji agencji Metrohouse, które podlegały negocjacjom, upusty w 67 proc. nie były większe niż 10 proc. Jednak w co dziesiątej transakcji odnotowano obniżki sięgające 20 proc. Należy jednak pamiętać, że prezentowane dane odzwierciedlają różnice pomiędzy pierwszą ceną ofertową a ceną ostateczną uzgodnioną między stronami. Klienci nabywający mieszkanie nie zdają sobie często sprawy z faktu, że kupując nieruchomość w określonej cenie, na etapie ekspozycji na rynku podlegała ona także obniżkom, a więc upusty uzyskane w ostatecznych negocjacjach to jedynie część zniżki, jaką odnotowała nieruchomość podczas jej przedłużającej się ekspozycji na rynku.

Dane na podstawie transakcji sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego przez pośredników Metrohouse II-III 2025 r.Dane na podstawie transakcji sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego przez pośredników Metrohouse

Negocjacjom cen na rynku wtórnym sprzyja kilka czynników. Duża część ofert prezentowana jest cenach nieodzwierciedlających ich prawdziwej wartości rynkowej. Właściciele mieszkań przyzwyczajeni do ciągłych wzrostów cen nieruchomości nie mogą pogodzić się z osłabieniem koniunktury. Liczą na to, że uda się sprzedać mieszkanie za kwoty np. z ubiegłego roku. Stąd pojawiające się coraz większe różnice pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi, w przypadku bezskutecznej wielomiesięcznej sprzedaży. Ostatnie miesiące to także niższy popyt na mieszkania. Wysokie stopy procentowe skutecznie blokują dostęp do kredytów potencjalnym nabywcom mieszkań. Część nadal wyczekuje na program dopłat do kredytów.  Jednak to właśnie Bezpieczny Kredyt 2% wywindował ceny mieszkań do poziomów nieakceptowalnych dla znacznej grupy potencjalnych nabywców.

 – Również na rynku pierwotnym coraz częściej można spotkać atrakcyjne promocje – deweloperzy nie tylko oferują bonusy, takie jak rabaty na miejsca parkingowe czy gratisowe komórki lokatorskie, ale również proponują obniżki cen i elastyczne warunki zakupu. W wielu przypadkach możliwe są także negocjacje, które pozwalają uzyskać jeszcze korzystniejszą ofertę. Kluczowe jest jednak odpowiednie przygotowanie – szanse na uzyskanie najlepszej ceny znacząco zwiększyć może wsparcie agenta nieruchomości specjalizującego się w rynku pierwotnym – komentuje Anna Kochańska, Prezes Zarządu Primse.com.

Skutek uboczny negocjacji

Negocjowanie warunków cenowych transakcji ma także wymierne przełożenie na ratę kredytu, który będziemy spłacać za mieszkanie np. przez kolejne 25 lat. Przyjmując, że kupujemy w Warszawie średniej wielkości mieszkanie, gdzie cena ofertowa wynosi 750 tys. zł i w ramach negocjacji udało się uzyskać 7-proc. upust, oszczędności dotyczyć będą nie tylko ceny nieruchomości.

W analizowanym przez nas przypadku założyliśmy, że klient dysponuje 150 tys. zł wkładu własnego. Porównaliśmy, jak kształtowałaby się wysokość raty kredytu przed obniżką i po niej. Przy powyższych założeniach rata kredytu przy oprocentowaniu zmiennym wyniesie w najkorzystniejszym wariancie 4 473,05 zł. Przy 7-proc. upuście cena nieruchomości zostanie obniżona do 697 500 zł. Wkład własny pozostaje taki sam. Wówczas rata kredytu wyniesie 4 081,66 zł. Realna comiesięczna oszczędność na samej racie kredytu wyniesie 391,39 zł, co oznacza roczną oszczędność w wysokości niespełna 4,7 tys. zł. Przekłada się to także na oszczędności na koszcie odsetkowym na poziomie niespełna 65 tys. zł.

Klienci mogą także rozważyć alternatywną opcję – pozostawić ratę kredytu na poziomie zbliżonym do tej jak w pierwotnym wariancie, czyli ok. 4,5 tys. zł, i skrócić okres kredytowania. W naszym przypadku oznaczałoby to skrócenie okresu kredytowania o 5 lat i 3 miesiące, co przekłada się na oszczędności na koszcie odsetkowym w wysokości aż 230,5 tys. zł.

Skuteczne negocjowanie ceny nieruchomości może mieć długofalowy wpływ na finanse kupującego. Zarówno obniżenie miesięcznej raty, jak i skrócenie okresu kredytowania, prowadzą do znacznych oszczędności. Wybór odpowiedniego rozwiązania powinien być uzależniony od preferencji kupującego – czy zależy mu bardziej na niższych comiesięcznych obciążeniach, czy na jak największym ograniczeniu kosztów odsetkowych i szybszym pozbyciu się zobowiązania – reasumuje Daniel Orlikowski, ekspert finansowy Credipass.

Optymizm w USA słabnie. Wielka Brytania z niższą inflacją, Węgry wracają do kontroli cen

Zmiana władzy w USA miała duży wpływ na rynki. Z jednak czasem pojawia się coraz więcej wątpliwości. Tempo wzrostu cen w Wielkiej Brytanii spowalnia, a na Węgrzech znowu zapowiada się na majstrowanie przy cenach.

Gdzie optymizm w USA?

Wczoraj poznaliśmy dane z USA. Główną niespodzianką był indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Rynek oczekiwał 94 pkt, a faktyczny odczyt wyniósł jednak 92,9 pkt. Był to tym samym najniższy wynik od czasów pandemicznych. Z drugiej strony sam moment wyboru Donalda Trumpa na prezydenta był jednym z najwyższych poziomów w tym okresie. Wygląda na to, że po pierwszej fali entuzjazmu optymizm za oceanem spada. Na rynku walutowym nie widać jednak negatywnego wpływu tych danych. Co więcej, dolar się nawet wczoraj umacniał. Należy jednak pamiętać, że ta waluta od początku roku mimo tych umocnień nadal ma ponad 4% straty względem euro.

Inflacja na Wyspach

Dziś rano poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Wielkiej Brytanii. Zgodnie z oczekiwaniami jest to spadek. Dobrą wiadomością dla portfeli Brytyjczyków jest to, że zarówno w przypadku inflacji konsumenckiej, jak i bazowej jest to spadek o 0,1% większy, niż oczekiwano. W rezultacie konsumencka w lutym wynosiła 2,8% rocznie, a z kolei bazowa 3,5%. Funt przyjął te dane jednak dość spokojnie. Nie powinny one wpływać na dotychczasowy trend zmiany stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Na Węgrzech trwa w tej chwili nawrót inflacji. Często zdarza się tak, że po początkowych sukcesach w walce jest odbicie. Problem w tym, że Węgrom udało się w najlepszym dla konsumentów momencie ograniczyć wzrost cen do poziomu 3% rocznie. Obecnie jest to jednak już 5,6% w skali roku. W wyniku tych problemów od mniej więcej połowy roku bank centralny Węgier wstrzymał cykl obniżek stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę, że Węgry niestety w wielu miejscach cofnęły się w swojej polityce o kilkadziesiąt lat. Wiadomością ostatnich dni jest bowiem próba ustalenia cen administracyjnych niektórych produktów. Krytycy uważają, że manewr ten będzie w długim momencie horyzoncie nieskuteczny. Im bardziej realne ceny będą się oddalać od administracyjnych, tym trudniej będzie je potem znów uwolnić. Trzeba pamiętać, że inflacja obniżona w oparciu o manipulacje przy cenach nie jest racjonalnym powodem do obniżek stóp procentowych. Chyba, że chcemy pogłębić problemy – wtedy jest.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – zamówienia na dobra,

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czechy z najniższymi stopami w regionie

Zgodnie z oczekiwaniami rynku Rada Narodowego Banku Czech utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, wynoszącym 3,75 proc. Cykl obniżek stóp procentowych został zapoczątkowany w grudniu 2023 roku. Stopy z pierwotnego poziomu 7 proc. spadły do 3,75 proc. – ostatnia obniżka miała miejsce w lutym 2025 roku.

Poziom stóp w Czechach jest najniższym poziomem w regionie (wyłączając Słowację, która należy do strefy euro). Rada Narodowego Banku Czech trzyma inflację w celu 2 proc. z odchyleniem +/- 1 proc. od stycznia 2024 już 14. miesiąc z rzędu – w lutym inflacja konsumencka wyniosła 2,7 proc. proc. r/r

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Kapitał płynie do Europy. Kurs dolara pod presją, złoty i euro korzystają

Dolar jest bardzo wyprzedany, a złoty nadal jest mocny. W marcu para EUR/USD zmieniała się od 1,00 do 1,09. Dolar był niemal tak słaby jak w drugiej połowie sierpnia 2024 r.

Ten rok jest jak do tej pory bardzo udany dla europejskich rynków. To czego potencjalnie najbardziej obawiali się inwestorzy – ochłodzenie stosunków z USA, postrzegane jest teraz jako pokoleniowa szansa. Korzyści ze zmiany polityki gospodarczej są jednak długofalowe, a przed nami potencjalne wstrząsy związane z polityką celną.

– Jeżeli decyzje dotyczące ceł zmieniają się codzienne, to na rynkach panuje niepewność, której inwestorzy bardzo nie lubią – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Spada zaufanie do całej amerykańskiej gospodarki, a notowania dolara zawsze bardzo zależą od tego, jak wygląda siła amerykańskiej gospodarki.

Twarda, wręcz cyniczna postawa Waszyngtonu w negocjacjach z Moskwą wywołała szok i oburzenie w europejskich stolicach. Jednak na rynkach nie tylko nie widzieliśmy paniki, ale nadzieję, przechodzącą ostatnio w euforię. Związane jest to ze zmianą podejścia Brukseli do wydatków na obronność, a wzmocnione zmianą konstytucji w Niemczech, mającą uruchomić inwestycje idące w setki miliardów euro. O ile unijne programy mogą budzić pewien zdrowy sceptycyzm, zmiana podejścia Berlina jest tym, do czego wielu ekonomistów nawoływało od lat. Oszczędne i rozsądne Niemcy generowały chroniczną nadwyżkę z krajami południa, kreując wewnętrzne napięcia w strefie euro i hamując jej wzrost.

Teraz, nowa fala popytu powinna pomóc w ożywieniu całej strefy i potencjalnie też zamortyzować spadek eksportu do USA. Efekt to marsz europejskich indeksów na historyczne maksima i wyraźne odsunięcie się pary EURUSD od okolic parytetu.

Rynki zawsze starają się patrzeć do przodu, stąd taka dawka optymizmu, szczególnie na tle łapiących ostatnio zadyszkę rynków amerykańskich, którym zdaje się coraz bardziej szkodzić niepewność gospodarcza. Jednak zmiany te niewiele wniosą w najbliższym czasie i tu pojawia się pytanie, czy Europie uda się przejść okres handlowych turbulencji bez otarcia się o recesję. Europejska gospodarka od miesięcy nie wygląda najlepiej, ale na moment obecny nie doszło do recesji. Wskazania koniunktury z jednej strony pokazały słabnący sektor usług (który trzymał się solidnie i tak zadziwiająco długo) i normalnie mógłby być to przysłowiowy gwóźdź do trumny, jednak w tym samym czasie obserwujemy poprawę koniunktury w przemyśle, której przewodzą Niemcy. Jeśli oznacza to przejście przez najtrudniejszy moment cyklu zapasów Europa może doczekać pierwszych efektów nowych programów wydatkowych.

Nadal rynki będą przyglądać się rozgrywkom celnym, które mogą tu sporo namieszać. Temat jest jak najbardziej aktualny, gdyż wyższe cła mają wejść od 2 kwietnia. Inwestorzy obawiają się, że w USA rozgości się recesja, choć nadal nie jest to scenariusz dominujący.

– Obawy o recesję powodują, że inwestorzy oczekują teraz już trzech obniżek stóp procentowych – wyjaśnia ekspert XTB. – Notowanie dolara spycha więc kilka czynników.

Kapitał popłynął do Europy. Także na polski rynek napłynęło dużo kapitału, a złoty jest silny. Powodem są rosnące oczekiwania na zakończenie wojny w Ukrainie. Istnieje nadal przestrzeń do umacniania się złotego ponieważ nie wiadomo kiedy dojdzie do obniżek stóp procentowych przez RPP.

Przez pierwsze dwa miesiące roku na warszawskiej giełdzie wzrost na najważniejszych indeksach sięgał 17% i wynikał przede wszystkim właśnie z rozgrywania scenariuszy dotyczących wojny w Ukrainie. Jednocześnie polski rynek akcji w porównaniu do europejskiego i jeszcze bardziej do amerykańskiego jest nadal bardzo mocno przeceniony, nawet po tych wzrostach.

– Jednak jeżeli perspektywy zakończenia wojny będą się oddalać, a taki scenariusz właśnie się pojawił, to inwestorzy zdecydują się na realizację zysków na GPW – komentuje T.Turski z XTB. – Polski rynek pozostaje więc w krótkim terminie pod presją podwyższonej zmienności. Warianty różnych korekt nadal leżą na stole.

Surowce na fali: Złoto, miedź i gaz napędzają wzrosty indeksu BCOM

  • Sektor surowców odznacza się w tym roku jako jedna z najlepiej radzących sobie klas aktywów, z głównym indeksem wykazującym zwrot na poziomie 7,9%.
  • Na poziomie sektorowym wyróżniają się metale szlachetne i przemysłowe, które w tym kwartale przyniosły zwroty odpowiednio 15,2% i 12,5%.
  • Sektor energetyczny w dużej mierze opierał się na sile gazu ziemnego, podczas gdy ropa naftowa i produkty paliwowe borykały się z trudnościami.
  • Sektor rolniczy osiągnął niewielki zwrot, przy czym szerokie straty wśród zbóż zostały częściowo zrównoważone zyskami w produktach rolnych i hodowli zwierząt.
  • Analizując wyniki, stwierdzamy, że złoto, miedź i gaz ziemny przyniosły około 75% całkowitego zwrotu.

Jak zauważa Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo, sektor surowców wyróżnia się w tym roku jako jedna z najlepiej radzących sobie klas aktywów. Wraz z końcem pierwszego kwartału i ogłoszeniem ceł przez administrację Trumpa 2 kwietnia, przyjrzyjmy się dotychczasowym zwycięzcom i przegranym. Aby to zrobić, skupimy się na naszym preferowanym indeksie, Bloomberg Commodities Index, który śledzi całkowity zwrot z 24 głównych rynków futures, równomiernie rozłożonych pomiędzy energię, metale i rolnictwo.

Indeks, który jest naśladowany przez kilka głównych ETF-ów, odnotował 12,2%-owy wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy, z czego większość została osiągnięta w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Zwrot od początku roku wynosi 7,9%, co jest znacznie powyżej zwrotu widocznego na niektórych z głównych indeksów rynku akcji.

Bloomberg Commodity Index: Wagi sektorów na rok 2025

Bloomberg Commodity Index: Wagi sektorów na rok 2025

Metale: Najlepsi performerzy

Na poziomie sektorów wyróżniają się metale szlachetne i przemysłowe, które osiągnęły zwroty w tym kwartale na poziomie odpowiednio 15,2% i 12,5%, podczas gdy roczna stopa zwrotu jest jeszcze bardziej imponująca i wynosi odpowiednio 37,6% oraz 18,1%. Jest to efekt utrzymującego się popytu na bezpieczne przystanie w przypadku złota (+14,7%) i srebra (+16,7%) w obliczu niepewności geopolitycznych i ekonomicznych, a także zakupów złota przez banki centralne, które dążą do zmniejszenia swojej zależności od walut fiducjarnych, szczególnie dolara amerykańskiego.

Sektor metali przemysłowych pokazuje wyraźne rozróżnienie pomiędzy kontraktem na miedź HG notowanym w Nowym Jorku, a tymi notowanymi i śledzonymi przez kontrakty terminowe na Londyńskiej Giełdzie Metali. Kontrakt na miedź HG osiągnął rekordowy poziom w związku ze spekulacjami, że Trump może wprowadzić cła na import w ciągu kilku tygodni. Premia, jaką miedź HG osiąga w stosunku do ceny londyńskiej, wynosi 17%, co pomaga wyjaśnić znaczący wkład sektora metali przemysłowych w indeks BCOMTR – sektora, który w przeciwnym razie borykałby się z problemami w obliczu obaw o wzrost gospodarczy na świecie.

Energia: Gaz ziemny na czołowej pozycji

Sektor energetyczny w tym roku skupia się głównie na sile gazu ziemnego, który osiągnął dotychczasowy całkowity zwrot na poziomie około 25,5%, podczas gdy ropa naftowa i produkty paliwowe zmagały się z trudnościami. Były one rezultatem napięć wynikających z obaw o wzrost gospodarczy, które wpływają na popyt, a rosnącym zagrożeniem sankcjami, które mogą ograniczyć podaż z Iranu i Wenezueli. To z kolei zniwelowało planowany wzrost produkcji OPEC+ od przyszłego miesiąca.

Rolnictwo: Umiarkowane zyski z mieszanymi wynikami

Z kolei sektor rolniczy odnotował niewielki zwrot na poziomie 2,2%, przy czym szerokie straty w dobrze zaopatrzonym kompleksie zbóż i soi zostały częściowo zrównoważone zyskami w towarach rolnych i hodowli zwierząt. Wyróżniające się wyniki osiągnęły kawa Arabica, cukier oraz, w pewnym stopniu, bydło na wolnym wybiegu.

Całkowita stopa zwrotu BCOM oraz wagi sektorowe

Całkowita stopa zwrotu BCOM oraz wagi sektorowe

Kluczowe wnioski: Siła szerokiej ekspozycji

Analizując wyniki oraz indywidualne wagi, zauważamy, że złoto, miedź i gaz ziemny odpowiadają za niemal 75% całkowitego zwrotu, mimo że ich łączny udział w indeksie wynosi jedynie 27,5%. Podkreśla to przewagę szerokiej ekspozycji na surowce nad selekcją indywidualnych zwycięzców.

Megatrendy jako motor długoterminowych wzrostów

Naszym zdaniem długoterminowy trend dla kluczowych surowców pozostaje wzrostowy, stymulowany przez kilka głównych megatrendów. Wskazują one, dlaczego szeroka ekspozycja na rynek surowców jest, w naszej ocenie, najlepszym podejściem do osiągania długoterminowych zysków:

  • Deglobalizacja – rywalizacja USA-Chiny przekształca łańcuchy dostaw, zwiększając priorytet bezpieczeństwa kosztem efektywności kosztowej, co podnosi popyt na kluczowe surowce.
  • Sektor obronny – rosnące napięcia geopolityczne stymulują rekordowe wydatki militarne i gromadzenie strategicznych surowców.
  • Dekarbonizacja i zapotrzebowanie na energię – inwestycje w odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne (EV), sztuczną inteligencję (AI) oraz centra danych zwiększają popyt na metale i energię.
  • De-dolaryzacja – odchodzenie od dominacji dolara amerykańskiego wspiera zakupy złota jako zabezpieczenia finansowego.
  • Ryzyko zadłużenia i polityki fiskalnej – wysoki poziom globalnego zadłużenia i deficytów zwiększa popyt na twarde aktywa, takie jak złoto i srebro.
  • Demografia i urbanizacja – starzejące się społeczeństwa Zachodu oraz wzrost gospodarek wschodzących intensyfikują zapotrzebowanie na surowce.
  • Zmiany klimatyczne – rosnące potrzeby energetyczne związane z chłodzeniem, bezpieczeństwo żywnościowe oraz protekcjonizm wpływają na popyt na kluczowe zasoby.

Te megatrendy wskazują na rosnący popyt na kluczowe surowce, podkreślając ich znaczenie w długoterminowej strategii inwestycyjnej.

Zmienność geopolityczna i handlowa ma istotny wpływ na ceny surowców, które mogą gwałtownie reagować na globalne napięcia. Niebawem, już 2 kwietnia czekają nas kolejne zmiany związane z ogłoszeniem ceł przez administrację Trumpa. Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego jest sposobem, aby zminimalizować ryzyko. Choć złoto, które bije rekordy cenowe i według analityków Saxo może osiągnąć w tym roku wartość 3300 USD za uncję, stanowi popularny wybór inwestycyjny, warto pamiętać o szerszym podejściu. Inwestowanie poprzez ETF-y pozwala na uzyskanie ekspozycji na różnorodne surowce, takie jak złoto, srebro, ropa naftowa, metale przemysłowe oraz towary rolne, co zwiększa stabilność portfela w obliczu zmienności rynku. Dzięki temu inwestorzy mogą lepiej zabezpieczyć swoje inwestycje przed nieprzewidywalnymi wahaniami cen na rynku surowców – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Trzy wielkie hossy surowcowe w XXI wieku

Dotychczas, w tym tysiącleciu byliśmy świadkami trzech głównych cykli hossy na rynku surowców. Największy z nich to wzrost napędzany przez Chiny w latach 2002–2008, po którym nastąpił gwałtowny wzrost cen w latach 2020–2022, wywołany pandemią oraz wojną w Ukrainie. Przez ostatnie trzy lata indeks poruszał się głównie bokiem, zanim w ostatnich miesiącach podjął kolejną próbę wybicia w górę.

Długoterminowa wydajność indeksu BCOM Total Return

Długoterminowa wydajność indeksu BCOM Total Return

Trump wprowadza 25% cło na import aut. Azjatyckie rynki reagują spadkami

Akcje azjatyckich spółek motoryzacyjnych zareagowały spadkami na decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa o wprowadzeniu 25-procentowego cła na importowane samochody, które wejdzie w życie 3 kwietnia. Decyzja ta jest częścią szerszej strategii taryfowej Trumpa, mającej na celu ograniczenie deficytu handlowego USA, a także ochronę amerykańskiego przemysłu i miejsc pracy. Taryfy dotkną przede wszystkim sojuszników USA takich jak Meksyk, Japonia, Korea Południowa, Kanada oraz Niemcy, którzy są największymi eksporterami aut do Stanów Zjednoczonych.

Nowe cła spotkały się z ostrą krytyką ze strony partnerów handlowych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen określiła je jako „złe dla biznesu, a jeszcze gorsze dla konsumentów”, natomiast premier Kanady Mark Carney nazwał taryfy „bezpośrednim atakiem” na kanadyjskich pracowników, zapowiadając rozważenie kroków odwetowych. Podobnie zareagowały Japonia i Korea Południowa, które zapowiedziały wdrożenie działań mających chronić swoje branże motoryzacyjne.

Akcje koncernów motoryzacyjnych, zwłaszcza w Japonii i Korei Południowej, zanotowały znaczące spadki. Szczególnie ucierpiały firmy takie jak Toyota, Mazda, Hyundai oraz Kia. Branża ostrzega, że taryfy doprowadzą do wzrostu cen pojazdów dla konsumentów amerykańskich, co może wpłynąć negatywnie na sprzedaż nowych aut i doprowadzić do redukcji zatrudnienia w USA. Z kolei Związek Zawodowy Pracowników Motoryzacji USA (UAW) poparł decyzję Trumpa, licząc na powrót miejsc pracy do kraju.

Eksperci handlowi przewidują jednak, że negatywne skutki taryf przeważą nad korzyściami, prowadząc do wzrostu cen, spadku produkcji i pogłębienia globalnej niepewności gospodarczej. Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva ostrzegł również przed długofalowymi konsekwencjami protekcjonizmu i zapowiedział wniesienie skargi do Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Trump podkreśla, że wprowadzane taryfy mają za zadanie odzyskać miejsca pracy i zrekompensować straty, które jego zdaniem USA ponoszą przez niekorzystne warunki handlowe. Jednocześnie prezydent zagroził dalszymi, większymi cłami, jeśli Unia Europejska i Kanada podejmą wspólne działania odwetowe. Nowe taryfy obejmą tymczasowo wyjątki na części samochodowe, aby umożliwić administracji uporządkowanie szczegółów realizacji rozporządzenia. Tymczasem producenci, w tym Tesla, obawiają się znaczącego negatywnego wpływu nowych ceł na swoją działalność.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS