Popyt netto na magazyny wzrósł aż o 75% rok do roku, osiągając najwyższy poziom dla pierwszego kwartału od 2022 r.

0

Pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł pozytywne zaskoczenie na rynku powierzchni przemysłowo‑logistycznych w Polsce. Wysoka aktywność najemców przełożyła się na wyraźną absorpcję dostępnych zasobów i spadek stopy pustostanów, co stanowi odejście od obserwowanego w poprzednich latach sezonowego wzrostu wakatów na początku roku.

Jak wynika z raportu firmy Colliers „Market Insights, Rynek magazynowy Q1 2026” całkowite zasoby rynku osiągnęły poziom blisko 37 mln mkw., a w samym I kwartale do użytku oddano około 650 tys. mkw. nowej powierzchni. Choć wolumen nowej podaży pozostaje relatywnie wysoki, rynek jasno pokazuje, że jest w stanie ją efektywnie wchłonąć. W całym 2026 r. deweloperzy planują dostarczyć od 1,5 do 2,0 mln mkw., jednak – jak wskazują eksperci Colliers – tempo realizacji projektów pozostaje ściśle powiązane z realnym popytem.

Silnym impulsem dla rynku była aktywność najemców. Popyt brutto w I kw. 2026 r. wyniósł około 1,6 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 40% r/r. Jeszcze bardziej wymowny jest skok popytu netto, który wzrósł o około 75% r/r i osiągnął najwyższy poziom dla pierwszego kwartału od 2022 r. Co istotne, aż 54% całkowitej aktywności stanowiły nowe umowy i ekspansje, a nie – jak w ostatnich kwartałach – renegocjacje.

– Pierwszy kwartał 2026 r. pokazał wyraźny powrót realnego popytu ze strony najemców. Wysoka absorpcja pozwoliła rynkowi skutecznie „wchłonąć” relatywnie dużą część istniejącej podaży, co przełożyło się na spadek pustostanów – zjawisko rzadko obserwowane na początku roku – komentuje Antoni Szwech, starszy analityk w Colliers.

Równolegle rynek przechodzi przez fazę stabilizacji czynszów. Stawki utrzymują się na zbliżonym poziomie rok do roku, a obserwowane korekty mają charakter lokalny i wynikają głównie z równowagi pomiędzy jakością projektów, poziomem dostępności oraz presją kosztową po stronie deweloperów.

Polski rynek powierzchni przemysłowo‑logistycznych wszedł w fazę dojrzałości, w której o jego atrakcyjności decydują stabilne fundamenty i przewidywalność. Dla najemców oznacza to dziś większą pewność planowania – zarówno pod względem kosztów, jak i dostępności nowoczesnych powierzchni w kluczowych lokalizacjach. Jednocześnie rosnące zainteresowanie ze strony międzynarodowych platform handlowych rozwijających operacje w Polsce potwierdza rolę naszego kraju jako bezpiecznego i konkurencyjnego hubu dla europejskich łańcuchów dostaw – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Colliers.

Na koniec marca 2026 r. powierzchnia w budowie wynosiła niemal 1,5 mln mkw., co oznacza wzrost o 6% r/r, przy jednoczesnym spadku o 18% kw./kw. – typowym dla pierwszych miesięcy roku, kiedy na rynek trafia duży wolumen ukończonych projektów. Mimo przesunięć harmonogramów spowodowanych warunkami pogodowymi, wolumen nowo rozpoczętych budów wzrósł r/r o około 15%, osiągając 350 tys. mkw.

Deweloperzy pozostają jednak selektywni. Udział powierzchni spekulacyjnej w budowie od wielu miesięcy utrzymuje się poniżej 40%, a jednocześnie rośnie udział projektów zabezpieczonych umowami najmu, który obecnie wynosi około 63% – najwyżej od II kw. 2021 r.

– Selektywność deweloperów jest sygnałem dojrzałości rynku. Projekty coraz częściej odpowiadają na konkretne potrzeby najemców, co ogranicza ryzyko nadpodaży i sprzyja stabilizacji pustostanów – dodaje Antoni Szwech.

Po dłuższym okresie stabilizacji stopy pustostanów na poziomie 7–8%, rynek odnotował trend spadkowy tego wskaźnika. Na koniec I kw. 2026 r. wyniósł on 7,2%, czyli zmalał o 0,2 p.p. kw./kw. oraz aż 1,3 p.p. r./r. To szczególnie istotne w kontekście faktu, że od 2023 r. pierwszy kwartał roku zwyczajowo przynosił wzrost wakatów – w 2026 r. schemat ten został przełamany dzięki wysokiej absorpcji istniejących zasobów.

Na tle kraju szczególnie wyróżniło się województwo dolnośląskie. Choć stopa pustostanów w regionie wciąż pozostaje nieco powyżej średniej krajowej i wynosi niemal 8%, w ujęciu kwartalnym spadła aż o 2,8 p.p. Region odnotował również najwyższy w Polsce popyt netto – blisko 230 tys. mkw., stanowiący około 90% popytu brutto. Przy obecnym poziomie zapytań można oczekiwać, że trend absorpcji utrzyma się także w kolejnych miesiącach.

Przedsiębiorcy protestują przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie

0

13 maja 2026 roku w centrum Warszawy odbył się ogólnopolski protest przedsiębiorców z branży odzieżowej i obuwniczej. Demonstracja była reakcją na rozszerzenie systemu SENT na przewozy odzieży i obuwia. W proteście uczestniczyli przedstawiciele małych i średnich firm, kupcy targowiskowi, właściciele sklepów, hurtownicy, producenci odzieży, pracownicy branży oraz osoby prowadzące rodzinne działalności handlowe.

Manifestacja rozpoczęła się przed Ministerstwem Finansów, a następnie uczestnicy przeszli pod Sejm RP. Organizatorzy zapowiadali wcześniej przyjazd przedsiębiorców z różnych regionów Polski, w tym zorganizowane przejazdy autokarowe i indywidualne. Według relacji branżowych protest miał charakter ponadpartyjny i obywatelski, a w działania na rzecz zmiany przepisów zaangażowali się parlamentarzyści różnych ugrupowań.

Bezpośrednią przyczyną protestu było objęcie od 17 marca 2026 roku przewozów odzieży i obuwia obowiązkami wynikającymi z Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu. System SENT został pierwotnie stworzony do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych, takich jak paliwa czy alkohol, czyli kategorii szczególnie narażonych na nieprawidłowości podatkowe. Administracja skarbowa wskazuje, że celem systemu jest nadzór nad przewozem wybranych towarów i ograniczanie nadużyć podatkowych. ([puesc.gov.pl][1])

W przypadku odzieży i obuwia nowe obowiązki dotyczą m.in. towarów klasyfikowanych w działach CN 61, 62 i 64 oraz odzieży używanej objętej kodem CN 6309 00 00. Branża zwraca uwagę, że w praktyce przepisy obejmują codzienne operacje handlowe, które w sektorze odzieżowym mają zupełnie inny charakter niż transport paliw czy innych towarów masowych. Chodzi m.in. o przewozy między magazynami, sklepami, targowiskami, outletami, hurtowniami, punktami sprzedaży mobilnej czy miejscami wykonywania poprawek krawieckich.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie sprzeciwiają się walce z szarą strefą ani działaniom przeciwko nielegalnemu importowi. Ich głównym zarzutem jest sposób skonstruowania przepisów. Zdaniem protestujących system zaprojektowany dla przewozów paliw i innych towarów wrażliwych został przeniesiony na branżę, w której towar jest stale rotowany, dzielony, zwracany, przemieszczany i sprzedawany w małych partiach.

Najwięcej zastrzeżeń budzi obowiązek zgłaszania przewozów już przy stosunkowo niskich progach ilościowych. Przedstawiciele branży wskazują, że w praktyce obowiązki mogą dotyczyć przewozów od 10 kg odzieży lub 20 par obuwia. Oznacza to konieczność rejestracji transportu, podawania danych o przewożonym towarze, wskazywania jego masy, aktualizowania zgłoszeń oraz spełniania dodatkowych wymogów formalnych. Dla wielu mikro- i małych firm może to oznaczać istotny wzrost obciążeń administracyjnych.

Szczególnie problematyczne, według przedsiębiorców, jest raportowanie odzieży według kilogramów. Branża odzieżowa funkcjonuje przede wszystkim w sztukach, kompletach, parach, rozmiarach, modelach i kolekcjach, a nie w wadze. W praktyce przedsiębiorcy obawiają się konieczności częstego ważenia towaru przed transportem, także w sytuacjach, gdy część produktów została sprzedana, część wraca z targowiska, a część jest przewożona do innego punktu sprzedaży.

Protestujący wskazują również na specyfikę handlu targowiskowego i mobilnego. W wielu przypadkach ten sam samochód pełni jednocześnie funkcję środka transportu, magazynu, zaplecza sprzedażowego i prywatnego auta przedsiębiorcy. Towar w takim modelu zmienia się w ciągu dnia: część zostaje sprzedana, część wraca, dochodzą wymiany, zwroty i kolejne dostawy. Zdaniem branży system SENT nie uwzględnia w wystarczającym stopniu tej rzeczywistości.

Duże emocje budzą także sankcje. Przedsiębiorcy alarmują, że za błędy formalne lub brak zgłoszenia mogą grozić wysokie kary administracyjne. W debacie branżowej pojawia się kwota 20 tys. zł, która dla części małych firm może być bardzo poważnym obciążeniem. Organizatorzy protestu zwracają uwagę, że problem może dotyczyć także legalnie zakupionego towaru, udokumentowanego fakturami, w przypadku którego uchybienie ma charakter formalny, a nie podatkowy.

Na dzień przed protestem Ministerstwo Finansów poinformowało o zmianach w systemie SENT obowiązujących od 13 maja 2026 roku. Rozporządzenie z 12 maja wprowadziło wyłączenia z obowiązku zgłaszania przewozu odzieży i obuwia dla części mikroprzedsiębiorców wpisanych do CEIDG, w tym spółek cywilnych oraz spółek jawnych, których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Wyłączenia dotyczą m.in. przedsiębiorców prowadzących sprzedaż na targowiskach. ([Gov.pl][2])

Branża uznała jednak te korekty za niewystarczające. W ocenie protestujących wyłączenia obejmują tylko część rynku i nie rozwiązują zasadniczego problemu, jakim jest objęcie sektora odzieżowo-obuwniczego systemem monitorowania przewozów. Przedsiębiorcy wskazują, że poza zakresem realnej ochrony nadal pozostają m.in. producenci odzieży, hurtownie, sklepy stacjonarne, e-commerce, część działalności mobilnej, szwalnie i firmy działające w modelu wielokanałowym.

Organizatorzy protestu podkreślają, że środowisko przedsiębiorców mobilizuje się w tej sprawie od kilku tygodni. Wcześniej odbywały się lokalne protesty i akcje informacyjne w różnych częściach Polski, a 15 kwietnia zorganizowano protest pod Sejmem. Sprawa była również przedmiotem spotkań parlamentarnych oraz rozmów z posłami i senatorami. Przedsiębiorcy informują także o zebraniu ponad 12 tys. podpisów pod petycją przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie.

Spór wokół nowych przepisów ma również szerszy kontekst gospodarczy. W lutym 2026 roku rząd zapowiadał inicjatywę Deregulacja 2.0, której celem miało być ograniczenie złożoności prawa oraz zwiększenie jego przewidywalności dla obywateli i przedsiębiorców. Przedstawiciele branży wskazują, że rozszerzenie SENT na odzież i obuwie odbierają jako działanie przeciwne do deklarowanego kierunku upraszczania przepisów.

Z perspektywy Ministerstwa Finansów system SENT ma służyć uszczelnieniu obrotu gospodarczego i ograniczeniu nieuczciwej konkurencji, w tym tej związanej z nielegalnym importem. Z perspektywy przedsiębiorców problemem pozostaje jednak proporcjonalność nowych obowiązków i ich wpływ na legalnie działające firmy. Branża argumentuje, że walka z szarą strefą powinna być prowadzona w sposób bardziej precyzyjny, np. poprzez analizę ryzyka, kontrolę faktur, przepływów finansowych i importu, a nie przez obejmowanie szerokiej grupy przedsiębiorców dodatkowymi obowiązkami transportowymi.

[1]: https://puesc.gov.pl/uslugi/przewoz-towarow-objety-monitorowaniem-sent „Przewóz towarów objęty monitorowaniem (SENT)”
[2]: https://www.gov.pl/web/finanse/zmiany-w-systemie-sent-od-13-maja-2026-r „Zmiany w systemie SENT od 13 maja 2026 r. – Ministerstwo Finansów”

Oana Cristea pokieruje rozwojem Radisson Hotel Group w Polsce i Czechach

Radisson Hotel Group powołała Oanę Cristeę na stanowisko Director of Business Development odpowiedzialnej za Polskę i Czechy. Nominacja obowiązuje od 1 kwietnia 2026 r. W nowej roli Oana Cristea będzie odpowiadać za strategię rozwoju Grupy w Polsce i Czechach – dwóch kluczowych i dynamicznie rozwijających się rynkach Europy Środkowej. Będzie raportować bezpośrednio do Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe.

Nominacja następuje w okresie dalszego przyspieszenia rozwoju Radisson Hotel Group w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce Grupa posiada obecnie 25 hoteli działających i w fazie rozwoju, oferujących łącznie około 5 700 pokoi w ramach siedmiu marek. To jedno z najbardziej zdywersyfikowanych portfolio międzynarodowych grup hotelowych w kraju. Do ostatnich kamieni milowych należą otwarcie Prize by Radisson, Gdańsk, podpisanie umowy na Radisson Blu Hotel, Gdynia, a także planowane otwarcia we Wrocławiu i Świeradowie-Zdroju. W Czechach Grupa jest obecna w Pradze i analizuje kolejne możliwości rozwoju na terenie całego kraju.

Oana Cristea wnosi do nowej roli niemal dekadę doświadczenia w obszarze rozwoju sieci hotelowej w Radisson Hotel Group. Do firmy dołączyła w 2017 r. jako Business Development Analyst, a następnie rozwijała swoją karierę w kolejnych funkcjach związanych z ekspansją Grupy. Jako Senior Manager Business Development odegrała istotną rolę w pozyskaniu ponad 2 000 pokoi w kluczowych europejskich miastach, w tym w kilku znaczących projektach w Polsce. Była również zaangażowana w stworzenie i wdrożenie marki soft brandowej Radisson Individuals oraz rozszerzenia oferty Grupy o segment serviced apartments.

Przed dołączeniem do Radisson Hotel Group Oana Cristea pracowała w obszarze revenue management i analiz wykonalności w Starwood Hotels & Resorts, zdobywając doświadczenie w zakresie strategii komercyjnej w Mediolanie oraz rozwoju i analiz dla hoteli w regionie EAME. Jej międzynarodowe wykształcenie w zakresie zarządzania hotelarstwem w Hotelschool The Hague oraz doświadczenie zawodowe na kilku europejskich rynkach uzupełnia znajomość języka angielskiego, francuskiego, włoskiego i rumuńskiego.

„Polska i Czechy należą dziś do najbardziej interesujących rynków rozwoju hotelowego w Europie, a Oana jest właściwą osobą, aby poprowadzić nasz kolejny etap wzrostu w tych krajach. Doskonale zna nasz biznes – od strukturyzowania transakcji po relacje z właścicielami – i już teraz była jedną z kluczowych osób stojących za niektórymi z naszych najważniejszych umów w regionie. Ta nominacja podkreśla zarówno strategiczne znaczenie Polski i Czech, jak i nasze zaangażowanie w rozwój talentów wewnątrz organizacji” – mówi Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe w Radisson Hotel Group.

Polskie firmy zwiększają skalę działalności w Ukrainie. Przychody największych podmiotów przekroczyły 123 mld UAH

Co ósma firma z polskimi beneficjentami działająca w Ukrainie przekroczyła próg 100 mln UAH przychodów. Liderem rynku pozostaje LPP Ukraine z wynikiem 16,96 mld UAH. W ścisłej czołówce znalazły się również Radekhivskyi Tsukor, Modern-Expo, Inter Cars Ukraine oraz CANPACK Ukraine. Łączne przychody największych przedsiębiorstw z polskimi beneficjentami wzrosły rok do roku o 20 procent.

Polski biznes pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestorów zagranicznych w Ukrainie. Z danych ukraińskiego rejestru przedsiębiorstw oraz analiz Opendatabot wynika, że w Ukrainie działa obecnie      1 197 spółek z polskimi beneficjentami rzeczywistymi, które złożyły sprawozdania finansowe za 2025 rok. Aż 146 z nich osiągnęło roczne przychody przekraczające 100 mln UAH. Łączny obrót tej grupy firm wyniósł 123,01 mld UAH — o 20 proc. więcej niż rok wcześniej.

Handel, produkcja i motoryzacja dominują wśród największych firm

Największą firmą z polskimi beneficjentami działającą na rynku ukraińskim pozostaje LPP Ukraine — operator marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Spółka osiągnęła w 2025 roku przychody na poziomie 16,96 mld UAH wobec 11,02 mld UAH rok wcześniej.

Drugie miejsce zajęła spółka Radekhivskyi Tsukor, należąca do grupy Pfeifer & Langen poprzez polski podmiot inwestycyjny Pfeifer & Langen Inwestycje. Firma wygenerowała 10,25 mld UAH przychodów.

W ścisłej czołówce znalazły się również:

Modern-Expo — 7,78 mld UAH, • Inter Cars Ukraine — 7,62 mld UAH, • CANPACK Ukraine — 6,84 mld UAH, • Eurocar Manufacturing — 6,81 mld UAH, • KASPIT Trade — 5,36 mld UAH, • Cersanit Invest — 3,73 mld UAH, • Technologia — 2,62 mld UAH, • Barlinek Invest — 2,41 mld UAH.

Wszystkie wartości przychodów wykorzystane w materiale są zgodne z oficjalnymi danymi opublikowanymi przez Opendatabot na podstawie sprawozdań finansowych przedsiębiorstw za 2025 rok.

Polskie firmy rozwijają działalność mimo wymagającego otoczenia rynkowego

Wyniki finansowe pokazują, że część polskich firm konsekwentnie rozwija działalność operacyjną w Ukrainie i zwiększa skalę obecności na tym rynku. Dotyczy to przede wszystkim handlu, przemysłu, logistyki oraz branż związanych z produkcją i dystrybucją — komentuje Evgenij Kirichenko, CEO Gremi Personal i założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Jak podkreśla ekspert, dla wielu przedsiębiorstw Ukraina staje się dziś nie tylko kierunkiem eksportowym, ale również rynkiem budowania lokalnych struktur operacyjnych.

Coraz więcej firm działa tam już nie projektowo, ale długoterminowo. To wymaga znajomości lokalnych realiów biznesowych, rynku pracy, prawa oraz specyfiki prowadzenia działalności w poszczególnych regionach Ukrainy — dodaje Kirichenko.

Kijów i zachodnia Ukraina pozostają głównymi centrami działalności

Najwięcej firm z polskimi beneficjentami osiągających ponad 100 mln UAH przychodów zarejestrowano w Kijowie — 46 przedsiębiorstw. Kolejnych 16 działa w obwodzie kijowskim. Bardzo silną pozycję utrzymują również regiony zachodniej Ukrainy, szczególnie obwód lwowski, gdzie działa 37 takich firm. Kolejne miejsca zajmują obwód wołyński z 11 przedsiębiorstwami oraz obwód dniepropietrowski, gdzie funkcjonuje 6 firm przekraczających próg 100 mln UAH przychodów.

Według analizy największą grupę stanowią przedsiębiorstwa handlu hurtowego — 54 spółki. Istotną rolę odgrywają także firmy z sektora rolnego, gastronomii, IT oraz przemysłu metalowego.

Dynamiczny wzrost części przedsiębiorstw

Dane pokazują również bardzo dynamiczny rozwój części przedsiębiorstw. Spółka Elgard, działająca w sektorze energetycznym, zwiększyła przychody aż 38-krotnie — z 2,7 mln UAH do 104,3 mln UAH. SMP z branży mięsnej odnotowała ośmiokrotny wzrost przychodów do poziomu 103,7 mln UAH, natomiast Kliko Ukraine zwiększyła obroty 6,5-krotnie — do 222,2 mln UAH.

Ukraiński rynek pozostaje wymagającym środowiskiem operacyjnym, jednak część firm bardzo skutecznie wykorzystuje rozwój lokalnego popytu oraz rosnącą aktywność gospodarczą w wybranych sektorach. Widać to szczególnie w handlu, logistyce, produkcji i usługach wspierających biznes — ocenia Evgenij Kirichenko.

Kadry i lokalne kompetencje stają się jednym z kluczowych wyzwań dla biznesu

Eksperci zwracają uwagę, że wraz ze wzrostem aktywności polskich firm w Ukrainie coraz większego znaczenia nabiera zabezpieczenie kadrowe. Dla przedsiębiorstw, które wchodzą na rynek lub rozwijają tam działalność, wiarygodni partnerzy w obszarze zatrudnienia stają się ważnym czynnikiem stabilności operacyjnej, szczególnie w warunkach deficytu pracowników w Ukrainie.

Chodzi nie tylko o samą rekrutację personelu, ale także o znajomość lokalnego rynku pracy, uwarunkowań prawnych, specyfiki branżowej oraz różnic pomiędzy polskim i ukraińskim środowiskiem biznesowym.

Przy wejściu na rynek ukraiński polskie firmy powinny mieć obok siebie partnerów, którzy rozumieją obie strony. W warunkach deficytu kadrowego w Ukrainie wiarygodne agencje pracy z Polski mogą pomagać biznesowi szybciej budować zespoły, ograniczać ryzyka kadrowe i dostosowywać procesy operacyjne do lokalnych warunków — zaznacza Evgenij Kirichenko.

Rosnące przychody największych przedsiębiorstw pokazują, że mimo wymagającego otoczenia rynkowego część polskich firm konsekwentnie zwiększa aktywność operacyjną w Ukrainie. Dotyczy to przede wszystkim sektorów związanych z handlem, logistyką, przemysłem, produkcją, dystrybucją oraz usługami dla biznesu.

Eksperci wskazują, że w kolejnych latach szczególnego znaczenia mogą nabierać projekty związane z logistyką, infrastrukturą, energetyką, sektorem rolno-spożywczym oraz rozwojem lokalnych sieci dystrybucji. Coraz większe znaczenie będzie miała także zdolność firm do budowania lokalnych zespołów, utrzymania ciągłości operacyjnej oraz współpracy z partnerami posiadającymi doświadczenie na rynku ukraińskim.

Technologia jako zależność strategiczna. Dlaczego zarządy muszą pytać o IT inaczej

Pytanie, które jeszcze pięć lat temu brzmiało jak hipotetyczne ćwiczenie, dziś coraz częściej trafia na agendy zarządów: ile godzin średnia polska firma przetrwa bez dostępu do chmury największego amerykańskiego dostawcy? Sześć? Dwanaście? Co dzieje się po trzech dniach, kiedy nie da się wystawić faktury, zorganizować wysyłki, sprawdzić stanu magazynu?

Większość organizacji nie zna odpowiedzi. Jeszcze dekadę temu rozmowa o ciągłości działania kończyła się na backupach i serwerowniach. Dziś trzeba pytać o coś bardziej fundamentalnego: kto kontroluje warstwę, na której stoi codzienna operacja przedsiębiorstwa. To pytanie przestało być akademickie 20 października 2025 roku, gdy region AWS US-EAST-1 padł na 14 godzin i 32 minuty, paraliżując ponad 140 usług oraz aplikacje od Snapchata, przez Coinbase, po systemy bankowe. Dziewięć dni później, 29 października, awaria Azure Front Door na siedem godzin sparaliżowała Microsoft 365, Xbox, Heathrow, Vodafone, NatWest i Capital One. Półtora roku wcześniej wadliwa aktualizacja CrowdStrike unieruchomiła 8,5 mln komputerów na całym świecie – tylko firmy z Fortune 500 oszacowały straty na 5,4 mld USD. Ubezpieczenie pokryło 10–20%. Limit odpowiedzialności dostawcy w umowie? Wartość uiszczonych opłat.

Geopolityka weszła do firmowego ERP-a tylnymi drzwiami

Wojna celna USA z resztą świata, spór o eksport chipów, nacisk Brukseli na suwerenność cyfrową – to nie są już tylko tematy z portali branżowych. Decyzja regulacyjna podjęta w Waszyngtonie albo Pekinie potrafi z dnia na dzień zmienić koszt nowych licencji, dostępność usługi albo prawo do przetwarzania określonych danych. Nie musi być wojny – wystarczy decyzja administracyjna. W lutym 2025 roku konto e-mail prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego Karima Khana zostało zablokowane po tym, jak administracja USA nałożyła na niego sankcje; Trybunał ostatecznie przeniósł się z Microsoft Office na niemiecki, opensource’owy OpenDesk. W czerwcu 2025 dyrektor prawny Microsoft France pod przysięgą przed francuskim Senatem przyznał, że firma „nie może zagwarantować”, że dane francuskich klientów nie zostaną przekazane administracji USA na podstawie CLOUD Act – nawet jeśli serwery stoją we Frankfurcie. W styczniu 2026 cła Trumpa na zaawansowane chipy zmieniły z dnia na dzień ekonomię każdego polskiego projektu AI.

Realia są takie, że w typowym polskim przedsiębiorstwie kluczowe procesy – sprzedaż, finanse, magazyn, komunikacja – w dużej mierze działają na infrastrukturze trzech amerykańskich gigantów. Łącznie kontrolują oni 70% rynku chmurowego w Europie. Według raportu Asterès dla francuskiego stowarzyszenia Cigref, europejskie firmy wydają rocznie 264 mld euro na amerykańskie oprogramowanie i chmurę – kwotę porównywalną z rachunkiem energetycznym całej Unii. To ryzyko, którego najczęściej nie ma w żadnym formalnym rejestrze, choć skala uzależnienia bywa porównywalna z uzależnieniem od jednego dostawcy energii czy jednego rynku zbytu.

Pytanie, którego polski biznes nie lubi

Drugą warstwę problemu widać rzadziej, bo jest mniej techniczna i bardziej niewygodna: kto faktycznie jest właścicielem dostawcy oprogramowania, na którym oparta jest firma? „Lokalny partner” bywa polskim szyldem na zagranicznym kapitale – i nie ma w tym nic złego, dopóki nie zdarza się sytuacja, w której decyzja o roadmapie produktu, cenniku albo wsparciu zapada w zupełnie innym kraju, niż wynikałoby to z logo na fakturze. W ostatnich dwunastu miesiącach 62% transakcji M&A na polskim rynku IT odbyło się z udziałem inwestora zagranicznego (raport CMT/Fordata, 2025).

Między pełną zależnością a wolnością

Żaden poważny analityk nie zarekomenduje dziś odcięcia się od AWS, Google’a czy Microsoftu. Najlepsze modele językowe wciąż powstają w Stanach Zjednoczonych i przez jakiś czas tak pozostanie – CEPA wyliczyła, że pełna replikacja amerykańskiego stosu technologicznego kosztowałaby Europę 3,6 biliona euro. Ale między „pełną zależnością” a „autarkią” jest cała przestrzeń decyzji, których się po prostu nie podejmuje, bo nikt o nie nie pyta. Rosja po 2022 roku jest tu kontrintuicyjną lekcją: nawet z bezprecedensowymi dotacjami państwa, lokalnym czempionem (1C) i pełną wolą polityczną, migracja największych firm z SAP-a zajmuje już piąty rok i wciąż nie jest zakończona. Czas budowy alternatywy mierzy się w kwartałach, czas utraty dostępu – w godzinach.

Trzy pytania warte postawienia na poziomie zarządu i dyrektora IT jeszcze w tym kwartale. Po pierwsze: które systemy muszą wstać w 24 godziny, gdyby zniknął główny dostawca chmury – i czy istnieje na to plan, czy tylko nadzieja, oraz kiedy ostatnio przeprowadzono test. Po drugie: jaka część stosu technologicznego jest oparta na rozwiązaniach open source, możliwych do uruchomienia niezależnie od polityki licencyjnej dowolnej korporacji, i kto ma fizyczny dostęp do kluczy szyfrowania. Po trzecie: w jakim kraju faktycznie zapadają decyzje o produktach, od których zależy operacja firmy, w jakiej walucie indeksowane są ceny i pod jaką jurysdykcją zawarto kontrakt.

Suwerenność cyfrowa nie jest hasłem – jest kategorią ryzyka

Europa przez najbliższe dwa lata będzie przyspieszać w trzech obszarach: open source w warstwie infrastruktury, własne LLM-y i chmura europejska. Polska ma w tej układance własne karty: Operator Chmury Krajowej obsługujący Ministerstwo Finansów, Centrum e-Zdrowia i ING, modele językowe Bielik (mecenat InPost, Beyond i EY) oraz PLLuM rozwijany w konsorcjum HIVE pod NASK. To nie są zamienniki dla GPT, ale wystarczają tam, gdzie chodzi o wrażliwe dane klienta i polski język. Od 3 kwietnia 2026 roku obowiązuje znowelizowana ustawa o KSC wdrażająca NIS2; podmioty kluczowe muszą udokumentować analizę ryzyka łańcucha dostaw ICT. Można się z tego śmiać, można ignorować, można też zacząć dobierać partnerów technologicznych tak, jakby to miało znaczenie. Bo zaczyna mieć.

Suwerenność cyfrowa przestała być technologicznym wyborem, a stała się twardą kategorią zarządzania ryzykiem. W świecie nieprzewidywalnej geopolityki i globalnych awarii bezpieczeństwo biznesu zależy od zachowania pełnej kontroli nad operacjami, zanim ktoś inny – świadomie lub przez przypadek – odetnie nam do nich dostęp.

Ostatecznie przetrwają nie te firmy, które dysponują najnowocześniejszą chmurą, lecz te, które w godzinie próby będą trzymać własne klucze do systemów, zyskując tym samym jedyną realną gwarancję ciągłości działania.

Słabe dane ze strefy euro i wzrost inflacji w Europie wpływają na nastroje rynkowe

Środowego poranka poznaliśmy dane, które zgodnie z oczekiwaniami potwierdziły wzrosty cen konsumenckich w krajach europejskich i problemy gospodarcze strefy euro. Przed nami publikacja inflacji producenckiej w USA. Czy będzie ona miała wpływ na decyzje FED i nowego szefa tej instytucji do końca 2026 roku? Dziś przedstawiciele USA lecą do Pekinu, gdzie jutro zacznie się jeden z najważniejszych szczytów tego roku. 

Delegacja do Chin

Rynek czeka na dwudniowe spotkanie Trumpa i Xi, które rozpocznie się w czwartek. Media zalewają nas artykułami o wielkich nazwiskach, które goszczą na pokładzie Air Force One, co tylko pokazuje znaczenie Państwa Środka dla amerykańskich firm i całej gospodarki. Analitycy przewidują, że w trakcie rozmów pojawi się temat ceł, Tajwanu czy Iranu. Z dwuznacznych komunikatów Trumpa wynika jedynie, że ten priorytetowo traktuje dyskusje handlowe, próbując tym samym wypchnąć newralgiczną kwestię Bliskiego Wschodu na boczny plan. Czy to mu się uda, skoro chociażby chińskie rafinerie są głównymi odbiorcami irańskiej ropy? Osobiście śmiem wątpić. Sceptycyzm w sprawie gładkich negocjacji nakazuje mi spodziewać się kolejnych mocnych słów i postów ze strony prezydenta USA w drugiej części tygodnia. Taki scenariusz pogłębi obawy o przyszłość światowej gospodarki, przekładając się na rynkowe zawirowania, co może wysysać kapitał z ryzykownych aktywów.

Obawy inflacyjne

Oprócz szczytu w Pekinie, niepewność na rynkach podbijają najnowsze dane potwierdzające wzrost cen na całym świecie. Tylko wczoraj dowiedzieliśmy się o zwyżkach inflacji konsumenckiej w Niemczech i USA. Dziś do tego grona dołączyła Francja, Rumunia i Czechy. Pierwsi z wymienionych zgodnie z oczekiwaniami odnotowali zwyżkę z 1,7% r/r do 2,2% r/r. Znacznie gorzej jest w Rumunii, gdzie dynamika cen konsumenckich po niespełna 3 latach (zabrakło dwóch miesięcy) wróciła na dwucyfrowe poziomy. Kwietniowy skok z 9,9% na 10,7% to odrobinę powyżej oczekiwanego 10,6% r/r. Znacznie stabilniej, lecz nadal zwyżkowo, jest za naszą południową granicą. Tempo wzrostu cen konsumenckich w Czechach to prognozowane 2,5% r/r (poprzednio 1,9% r/r). Publikacje były zgodne lub bliskie konsensusu, dlatego nie wpłynęły istotnie na wzajemne notowania walut lokalnych, które środowej sesji razem z euro tracą do amerykańskiego dolara pod wpływem czynników zewnętrznych. O godzinie 14:00 kurs RON/PLN to 0,8171 PLN, a CZK/PLN to 0,1746 PLN.

Co ogranicza wzrost inflacji w strefie euro?

Oprócz danych o dynamice cen w krajach europejskich, w środowym rozkładzie makroekonomicznym znalazł się także odczyt PKB ze strefy euro. Dzisiejsza publikacja w ujęciu kwartalnym okazała się jeszcze bardziej mizerna niż dwie poprzednie (0,3% za III kw. 2025 r. i 0,2% za IV kw. 2025 r.) i wyniosła 0,1% k/k za I kw. 2026 r. W ujęciu rocznym odnotowano spodziewany spadek z 1,2% do 0,8%. Nakłada się na to redukcja produkcji przemysłowej o 2,1% r/r. Zniżka była głębsza od oczekiwanego spadku z -0,8% r/r na -1,8% r/r. W ujęciu miesięcznym odnotowano delikatną zwyżkę o 0,2%. Są to kolejne dane pokazujące problemy strefy euro, które nie tylko są hamulcem gospodarczym, ale i inflacyjnym. To dlatego, mimo drogiej energii, ceny w Niemczech nie rosną tak dynamicznie jak w innych miejscach, gdzie gospodarki rozwijają się szybciej. W dalszej części dnia poznamy także inflację producencką ze Stanów. Według szacunków PPI w USA ma wzrosnąć z 4% r/r aż do 4,9% r/r!

CPK: Wykupiono ponad 80 proc. działek zabudowanych pod linię KDP Warszawa–Łódź

Kolejowy Program Dobrowolnych Nabyć został zakończony na odcinku łączącym Warszawę, Łódź i lotnisko krajowe, budowanym w ramach programu inwestycyjnego Port Polska. Obecnie trwają końcowe procedury związane z nabywaniem ostatnich nieruchomości.

Do Kolejowego Programu Dobrowolnych Nabyć zakwalifikowano 206 działek, przez które ma przebiegać nowa linia kolejowa. To pierwszy odcinek kolejowego „Y”, który powstanie między Warszawą i Łodzią (linia kolejowa nr 85). W ramach programu pozyskano 169 działek, co stanowi ponad 80 procent wszystkich, których właściciele mogli wziąć udział w programie.

Pierwszy akt notarialny został podpisany w marcu 2025 roku. Do programu zakwalifikowano przede wszystkim działki zabudowane niezbędne do budowy linii kolejowej.

Wszystkie potrzebne nieruchomości, które nie zostały nabyte w KPDN, zostaną wywłaszczone, bądź ograniczone w korzystaniu za odszkodowaniem. Wywłaszczeniami, które nastąpią na podstawie decyzji o ustaleniu lokalizacji linii kolejowej, objęty będzie tylko niezbędny obszar dla realizacji inwestycji, w wielu przypadkach proces ten dotyczyć będzie tylko części nieruchomości.

Spółka planuje uruchomienie programu dobrowolnych nabyć również dla kolejnych odcinków linii „Y”: Łódź-Wrocław oraz Sieradz-Poznań. Termin jego uruchomienia na tych odcinkach uzależniony jest od terminu uzyskania właściwych decyzji administracyjnych.

Osoby przystępujące do programu otrzymują korzystne warunki wykupu nieruchomości. W ramach pierwszej opcji mogą otrzymać ofertę według stawek odtworzeniowych nieuwzględniających stopnia zużycia nieruchomości. Natomiast druga przewiduje udzielenie 20 proc. bonusu (dla nieruchomości niezabudowanych) i 40 proc. (dla wszystkich tzw. naniesień i innych części składowych, tj. dom, budynki gospodarcze, rośliny uprawne itp.), o które może zostać powiększona wycena przygotowana przez rzeczoznawców majątkowych.

Właścicielom nieruchomości, zakwalifikowanych do KPDN znajdujących się na trasach przyszłych linii kolejowych, poza możliwością zbycia nieruchomości na preferencyjnych warunkach, oferowane są dodatkowe rodzaje wsparcia, m.in. pomoc rzeczowa przy przeprowadzce, rekompensata z tytułu utraty zdolności kredytowej czy renta z tytułu rezygnacji z działalności rolniczej.

Obecnie prace projektowe dla 140-kilometrowego odcinka linii KDP między Warszawą a Łodzią dobiegają końca. W ramach realizacji programów strategicznych Portu Polska, spółka ogłosiła w grudniu 2025 roku pierwsze w historii naszego regionu Europy postępowanie w trybie dialogu konkurencyjnego na budowę odcinka KDP. Chodzi o 13-kilometrowy fragment trasy między Kotowicami (w gminie Brwinów na Mazowszu) a węzłem lotniskowym. W kwietniu bieżącego roku ogłoszono kolejne postępowanie na budowę 14,3-kilometrowego odcinka między węzłami lotniskowym i bolimowskim. Na kolejne odcinki postępowania mają zostać ogłoszone jeszcze w tym roku.

Odcinek Warszawa – Łódź, którego projektowanie uzyskało dofinansowanie Unii Europejskiej z instrumentu „Łącząc Europę” CEF 2, ma zostać uruchomiony pod koniec 2032 r. –równocześnie z nowym lotniskiem.

Najsłabszy popyt na biura regionalne od 5 lat. Pustostany na poziomie 17,4%

0

Wysoki poziom pustostanów, ograniczona aktywność deweloperska i zmiana struktury popytu pokazują rynek, który wciąż szuka równowagi po dynamicznym wzroście poprzedniej dekady. W pierwszym kwartale 2026 roku biurowe rynki regionalne w Polsce odnotowały najsłabszy wynik popytu w pierwszym kwartale od 2021 roku. Raport firmy doradczej Savills „Office Market in Regional Cities, Q1 2026” pokazuje też, że aktywność najemców spadła o niemal jedną trzecią rok do roku.

  • 121 500 m kw. – wolumen najmu w Q1 2026, mniej o 29% r/r
  • 17,4% – średni wskaźnik pustostanów w ośmiu miastach regionalnych
  • 47 200 m kw. – nowa podaż w Q1, czyli więcej niż w całym 2025 roku
  • 178 300 m kw. – powierzchnia w budowie, o 11% mniej r/r

Łączna podaż biurowa w ośmiu największych polskich miastach regionalnych wynosi 6,76 mln m kw., czyli niemal o pół miliona m kw. więcej niż zasoby biurowe Warszawy. Rynek jest mocno skoncentrowany. Kraków (1,85 mln m kw.), Wrocław (1,36 mln m kw.) i Trójmiasto (1,07 mln m kw.) skupiają razem prawie dwie trzecie całej podaży regionalnej.

Popyt w pierwszym kwartale wyniósł 121 500 m kw., co jest najniższym wynikiem odnotowanym w pierwszym kwartale od początku 2021 roku i oznacza spadek o 29% rok do roku. Liderem aktywności najemców było Trójmiasto, gdzie wynajęto 49 500 m kw., czyli 41% całkowitego wolumenu. Kolejne miejsca zajęły Wrocław z wynikiem 25 500 m kw. oraz Kraków, gdzie popyt wyniósł 16 700 m kw. Sektory napędzające najem to produkcja, odpowiadająca za 18% transakcji, usługi dla biznesu z udziałem 17% oraz IT z udziałem 13%. Nowe umowy stanowiły 51% wolumenu, a renegocjacje 37%.

Trójmiasto w ostatnim raporcie wypada bardzo mocno, ale nie powinno się czytać tego wyłącznie przez pryzmat jednego kwartału. To rynek, który od dłuższego czasu buduje swoją pozycję dość konsekwentnie: ma zróżnicowaną bazę najemców, dobry dostęp do kadr i argument w postaci jakości życia, który w rozmowach z firmami naprawdę ma znaczenie. Dlatego przy większej ostrożności najemców Trójmiasto nadal potrafi przyciągać popyt. Nie jest rynkiem bez ryzyka, ale na tle największych regionów jest najbliżej punktu równowagi – mówi Piotr Skuza, Associate Director, Regional Manager, Office Agency, Savills.

Średni wskaźnik pustostanów dla biurowych rynków regionalnych wynosi 17,4%, co odpowiada 1,18 mln m kw. wolnej powierzchni. Najwyższe poziomy notują Katowice (22,1%) i Wrocław (22,0%). Wysoka dostępność powierzchni utrzymuje się także w Łodzi (19,6%) i Krakowie (18,4%). Na tle rynku pozytywnie wyróżniają się Trójmiasto, gdzie 10,8% biur czeka na najemców oraz Szczecin ze wskaźnikiem pustostanów na poziomie 7,9%.

Kraków i Katowice pokazują dwa różne biurowe oblicza. Kraków jest największym rynkiem poza Warszawą i nadal pozostaje naturalnym wyborem dla wielu dużych organizacji, ale jego skala oznacza też dużą konkurencję między budynkami. Katowice z kolei przeszły w ostatnich latach bardzo dużą zmianę jakościową i mają coraz lepszy produkt biurowy, ale przy najwyższym wskaźniku pustostanów wśród dużych rynków regionalnych muszą mocniej walczyć o każdą decyzję najemcy. W obu miastach widzimy, że firmy nie patrzą już tylko na metraż i adres. Pytają o efektywność powierzchni, dostępność pracowników, dojazd, koszty i to, czy biuro pomoże im ściągnąć ludzi z powrotem do pracy stacjonarnej – mówi Marcin Gawlik, Associate Director, Office Agency, Savills.

Wrocław pozostaje jednym z najważniejszych rynków biurowych w kraju, ale dziś gra toczy się tu już na innych zasadach niż kilka lat temu. Przy tak dużej dostępności powierzchni najemcy nie podejmują decyzji pod presją. Sprawdzają koszty, jakość zarządzania, elastyczność umowy i to, czy biuro rzeczywiście odpowiada na sposób pracy zespołów. Właściciele muszą więc konkurować nie tylko adresem i standardem budynku, ale umiejętnością zadbania o całe doświadczenie najemcy – mówi Dorota Kościelniak, Director, Office Agency, Savills.

Aktywność deweloperska pozostaje na historycznie niskim poziomie. W budowie znajduje się mniej niż 180 000 m kw. biur, o 11% mniej niż rok wcześniej i kilkakrotnie mniej niż w poprzednich cyklach. Dla porównania, w latach 2015–2019 w budowie znajdowało się średnio ponad 900 000 m kw. powierzchni biurowej.

Aktywność deweloperska koncentruje się przede wszystkim w Poznaniu, gdzie w budowie znajduje się 72 900 m kw., oraz w Krakowie z wynikiem 50 400 m kw. Mimo że w samym pierwszym kwartale oddano do użytku 47 200 m kw. biur, czyli więcej niż przez cały 2025 rok, łączna tegoroczna podaż pozostanie znacznie poniżej wieloletniej średniej.

Dziś w Poznaniu nikt nie wynajmuje biura „na zapas”. Decyzje są ostrożne, mocno policzone i zwykle poprzedzone długą analizą kosztów. Dlatego niski wolumen najmu w pierwszym kwartale nie jest zaskoczeniem, a duża powierzchnia w budowie będzie ważnym testem. Nowe projekty muszą trafić bardzo precyzyjnie w potrzeby firm: lokalizacja, efektywny układ, koszty eksploatacyjne i elastyczne warunki. W Poznaniu sam nowy budynek nie wystarczy. Kluczowe jest i będzie dopasowanie powierzchni, kosztów i warunków najmu do konkretnych potrzeb firm – komentuje Mateusz Jakubowicz, Associate, Regional Manager, Office Agency, Savills.

W najbliższych kwartałach kluczowe będzie tempo absorpcji istniejących pustostanów. Ograniczona nowa podaż może pomóc w stabilizacji rynku, ale tylko pod warunkiem stopniowego powrotu aktywności najemców.

Nowy CEO w Contract Administration. Paweł Lazar pokieruje spółką

Contract Administration, jeden z największych dostawców usług kadrowo-płacowych w Europie Środkowo-Wschodniej, ma nowego CEO. Stanowisko objął Paweł Lazar, menedżer z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem zdobytym m.in. w EY i ADP, specjalizujący się w rozwoju i transformacji organizacji usługowych.

Paweł Lazar wnosi do Contract Administration kompetencje w zakresie skalowania biznesu, zarządzania operacjami oraz wdrażania zmian w złożonych, międzynarodowych strukturach. W trakcie swojej kariery odpowiadał za rozwój organizacji w sektorze usług biznesowych, w tym outsourcingu kadr i płac, koncentrując się na efektywności operacyjnej, automatyzacji oraz poprawie doświadczeń klientów.

Contract Administration to organizacja o dużej skali i ogromnym potencjale. Moim priorytetem będzie dalszy rozwój operacyjny, wykorzystanie technologii oraz wzmacnianie wartości, jaką dostarczamy naszym klientom – mówi Paweł Lazar, CEO Contract Administration.

Zmiana na stanowisku CEO jest częścią szerszego etapu rozwoju spółki. Magdalena Aleksandrowicz, która przez lata budowała pozycję Contract Administration na rynku, obejmuje rolę Non-Executive Chairman.

Dziś jesteśmy organizacją z silnymi fundamentami, świetnym zespołem i jasno określoną strategią. To dobry moment na kolejny krok w rozwoju firmy – podkreśla Magdalena Aleksandrowicz.

Contract Administration należy do największych firm świadczących usługi kadrowo-płacowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Spółka działa w Polsce, Czechach i na Słowacji, zatrudnia ponad 250 specjalistów i jest częścią międzynarodowych sieci biznesowych.

Ceny srebra rosną, złoto pozostaje w konsolidacji

  • Ceny srebra wzrosły o 15% w ciągu ostatniego tygodnia, a poniedziałkowe wybicie powyżej 82–83 USD uruchomiło nową falę momentum i zakupów technicznych.
  • Srebro nadal korzysta ze swojej podwójnej roli – zarówno metalu szlachetnego, jak i przemysłowego – a rekordowy rajd miedzi wzmacnia oczekiwania dotyczące popytu.
  • Relatywnie słabsze zachowanie cen złota po apelu premiera Indii Narendry Modiego o wstrzymanie jego zakupów przyspieszyło spadek relacji złota do srebra do dwumiesięcznego minimum w okolicach 55.
  • Krótkoterminowe perspektywy zależą teraz od tego, czy srebro utrzyma się powyżej wcześniejszej strefy wybicia, unikając tym samym ponownej likwidacji długich pozycji.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, ceny srebra nagle wystrzeliły w górę, ponownie rozbudzając zainteresowanie inwestorów, którzy skutecznie wykorzystali ubiegłoroczny rajd, zanim pękła bańka pod koniec stycznia i doprowadziła do niemal 50-procentowej korekty do marca. Od tego czasu metal wyraźnie odrobił straty, a w ostatnim tygodniu impet ruchu przyspieszył: „biały metal” zyskał 15%, podnosząc stopę zwrotu od początku roku do około 20%, choć nadal jest notowany ponad 150% powyżej poziomów sprzed roku.

Kurs XAGUSD wzrósł wczoraj do dwumiesięcznego maksimum w pobliżu 88 USD, kontynuując poniedziałkowy rajd o 7%, po czym oddał część zysków, gdy wyższe ceny ropy podbiły zarówno rentowności obligacji, jak i dolara. Mimo to najnowszy ruch – przynajmniej na razie – zmienił krótkoterminowy obraz techniczny. Przełamanie oporu w rejonie 82–83 USD uruchomiło ponowne zakupy ze strony funduszy hedgingowych i innych inwestorów podążających za momentum, którzy w ostatnich tygodniach w dużej mierze trzymali się z boku.

Srebro spot

Srebro spot – źródło: Saxo

Ten ruch odzwierciedla również fakt, że srebro charakteryzuje się wyższym współczynnikiem beta w porównaniu ze złotem, oraz że czerpie korzyści ze swojej podwójnej atrakcyjności – zarówno jako metal inwestycyjny, jak i przemysłowy. Tymczasem złoto nadal pozostaje w fazie konsolidacji, a jego ostatnia niezdolność do pełnego dołączenia do rajdu srebra wynika częściowo z obaw, że wyższe ceny energii mogą opóźnić obniżki stóp procentowych. Znaczenie ma również niedawny apel premiera Indii Narendry Modiego, który wezwał swoich obywateli do wstrzymania zakupów złota na co najmniej rok, aby złagodzić presję na rezerwy walutowe kraju i osłabiającą się rupię.

Ta sytuacja przyczyniła się do gwałtownego spadku stosunku ceny złota do srebra do poziomu około 55, najniższego od początku marca, co podkreśla obecne lepsze wyniki srebra. Wskaźnik ten ponownie spadł znacznie poniżej średniej wynoszącej blisko 70, obserwowanej przez prawie trzy dekady. Tymczasem złoto pozostaje w przedziale wahań, z poziomem wsparcia ustalonym poniżej 4500 USD, podczas gdy opór znajduje się na 50-dniowej średniej ruchomej w pobliżu 4757 USD, a następnie 4850 USD.

Złoto spot

Złoto spot – źródło: Saxo

Popyt przemysłowy wzmacnia wsparcie

Poza technicznym wybiciem srebro korzysta również z gwałtownego umocnienia segmentu metali przemysłowych. Kontrakty na miedź zarówno w Nowym Jorku, jak i w Londynie ustanowiły w poniedziałek nowe rekordowe poziomy zamknięcia, wspierane przez silny popyt z Chin, szybko malejące zapasy oraz rosnące obawy o dostępność podaży w przyszłości.

Jako kluczowy metal transformacji energetycznej, wykorzystywany w elektryfikacji, odnawialnych źródłach energii, elektronice, infrastrukturze AI i produkcji motoryzacyjnej, srebro nadal korzysta z wielu tych samych strukturalnych trendów, które obecnie wspierają miedź. W ostatnich tygodniach inwestorzy coraz częściej pomijali ryzyka spowolnienia gospodarczego związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie, koncentrując się zamiast tego na rosnącym wyzwaniu zapewnienia wystarczającej podaży strategicznie istotnych metali.

Trwające zakłócenia przepływów handlowych przez Cieśninę Ormuz dodały kolejną warstwę niepewności do i tak już napiętych perspektyw podażowych. Choć samo srebro nie jest bezpośrednio zależne od eksportu z regionu Zatoki Perskiej, konflikt przyczynił się do wzrostu kosztów energii, transportu i rafinacji w wielu łańcuchach dostaw surowców, wzmacniając szersze obawy dotyczące inflacji i ograniczonej dostępności zasobów.

Zasadniczo ceny srebra nadal wspiera prognozowany roczny deficyt podaży w sytuacji, gdy popyt fizyczny i inwestycyjny utrzymuje się na wysokim poziomie. Zwłaszcza w Chinach, gdzie lokalny popyt na metale szlachetne i przemysłowe pozostaje wysoki pomimo ogólnych obaw gospodarczych. Co istotne, podaż srebra z kopalń reaguje zazwyczaj z opóźnieniem na wzrost cen, ponieważ znaczna część światowej produkcji stanowi produkt uboczny wydobycia ołowiu, cynku, miedzi i złota.

Miedź HG

Miedź HG – Źródło: Saxo

Uwaga przesuwa się na poziomy wsparcia

Najnowszy rajd wiąże się jednak z krótkoterminowymi ryzykami. Po tak gwałtownym odbiciu rynek potrzebuje teraz potwierdzenia, że wybicie okaże się trwałe – zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalnie spekulacyjny charakter ostatniego ruchu. Utrzymanie notowań powyżej wcześniejszej strefy wybicia w okolicach 82–83 USD prawdopodobnie zachęciłoby do dalszych zakupów systematycznych i opartych na momentum. Spadek poniżej tej strefy mógłby jednak uruchomić ponowną likwidację niedawno otwartych długich pozycji.

Na razie srebro odzyskało narrację, której brakowało mu wcześniej w tym roku: rynek wspierany nie tylko przez popyt na metale szlachetne i niepewność geopolityczną, ale coraz wyraźniej także przez strukturalny popyt przemysłowy w warunkach ograniczonego wzrostu globalnej podaży.

Świat lubi Polskę, której doświadcza. Jak naprawdę mówi się o Polsce za granicą?

Blisko 900 tysięcy wzmianek, niemal 8 miliardów zasięgu i ponad 160 milionów interakcji. Tak wygląda globalna rozmowa o Polsce według raportu „Poland: A Global Impact”, przygotowanego przez Fundację Think Tank Marka Polska we współpracy z Brand24.

Analiza 893 541 publikacji w języku angielskim, francuskim i niemieckim pokazuje, że Polska najczęściej pojawia się w zagranicznym Internecie w kontekście geopolityki i bezpieczeństwa. To właśnie ten obszar generuje największą widoczność kraju. Jednocześnie najbardziej pozytywne emocje wzbudzają tematy oparte na bezpośrednim doświadczeniu: kuchnia, sport, technologia, turystyka i język polski.

Najważniejszy wniosek raportu jest prosty: świat lubi Polskę, której doświadcza. Lubi mniej Polskę, którą sobie wyobraża.

Polska opisywana przez geopolitykę osiąga 55 procent pozytywnego sentymentu, natomiast Polska doświadczana przez jedzenie, podróże, sport, technologię czy język osiąga od 74 do 87 procent pozytywnych wzmianek. Najwyższy wynik uzyskała kuchnia polska, z 87 procentami pozytywnego sentymentu. Tu symbolem numer jeden pozostają pierogi. Bardzo wysoko oceniane są także sport, technologia i turystyka.

Geopolityka pozostaje największym źródłem widoczności Polski. W tej narracji kraj najczęściej pojawia się jako ważny element wschodniej flanki NATO, państwo funkcjonujące blisko wojny w Ukrainie i stabilizujący partner w systemie bezpieczeństwa regionu. To obraz poważny i wiarygodny, ale chłodniejszy emocjonalnie niż narracje oparte na codziennym kontakcie z Polską.

Technologia pozycjonuje Polskę jako rosnący hub kompetencji. W analizowanych treściach kraj pojawia się w kontekście sztucznej inteligencji, cyfryzacji usług, silnych zespołów IT, zaplecza badawczo rozwojowego i międzynarodowych centrów technologicznych. W tym obszarze 83 procent wzmianek ma charakter pozytywny, co czyni technologię jednym z najmocniejszych elementów nowoczesnego wizerunku Polski.

Turystyka i kuchnia są najbardziej intuicyjnymi nośnikami pozytywnego obrazu kraju. Polska jest opisywana jako atrakcyjny, różnorodny i nadal niedoceniany kierunek podróży. W rozmowach najczęściej pojawiają się Kraków, Warszawa, Gdańsk, Tatry i Zakopane. W kontekście kuchni dominują konkretne potrawy: pierogi, bigos, żurek i barszcz. To właśnie te doświadczenia najłatwiej przekładają się na pozytywne skojarzenia z Polską.

Sport pozostaje jednym z najskuteczniejszych generatorów globalnej widoczności. W tej kategorii pozytywny sentyment osiąga 85 procent, a największą rolę odgrywają Robert Lewandowski i Iga Świątek. Raport wskazuje jednak, że jest to jednocześnie siła i ryzyko: globalna obecność Polski w sporcie opiera się dziś przede wszystkim na kilku nazwiskach.

Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków raportu jest znaczenie języka polskiego. To najmniejsza kategoria pod względem liczby wzmianek, ale jedna z najbardziej angażujących. Osoby uczące się polskiego za granicą robią to najczęściej z powodów osobistych: dla rodziny, dziedzictwa, partnera, relokacji lub własnego wyzwania. Raport wskazuje, że każdy uczący się polskiego za granicą może być niedocenionym ambasadorem Polski.

Jak podkreśla dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. UEW, prezeska Fundacji Marka Polska Think Tank:

Raport pokazuje, że obraz Polski w zagranicznej przestrzeni internetowej jest znacznie bardziej wielowymiarowy, niż często zakładamy. Z jednej strony dominuje narracja bezpieczeństwa i geopolityki, z drugiej bardzo silnie wybrzmiewają tematy codziennego doświadczenia: technologii, podróży, kuchni, sportu czy języka. To pokazuje, że marka narodowa budowana jest zarówno przez twarde czynniki strategiczne, jak i przez kulturę, styl życia oraz realne doświadczenia osób, które z Polską mają kontakt.

Michał Sadowski, CEO Brand24, dodaje:

Raport pokazuje wyraźnie: świat lubi Polskę, której można dotknąć. Pierogi, Lewandowski, Świątek, Kraków czy ElevenLabs budzą znacznie cieplejsze emocje niż Polska jako abstrakcyjne pojęcie. Problem nie leży więc wyłącznie w tym, jak jesteśmy postrzegani na świecie. Ten obraz jest w dużej mierze pozytywny. Wyzwaniem jest również to, jak sami o sobie myślimy i jak konsekwentnie potrafimy opowiadać o własnych sukcesach.

Raport „Poland: A Global Impact” powstał w wyniku analizy danych internetowych z inicjatywy Fundacji Marka Polska Think Tank we współpracy z Brand24. Badanie przeprowadzono z wykorzystaniem narzędzia Brand24 monitorującego globalne media społecznościowe (Facebook, X, TikTok, YouTube, Instagram, Reddit), serwisy informacyjne, blogi, podcasty, materiały wideo, fora internetowe i grupy dyskusyjne. Analiza objęła 893 541 wzmianek dotyczących Polski w językach angielskim, francuskim i niemieckim opublikowanych w terminie 20 września – 22 grudnia 2025 r.

Badanie objęło siedem obszarów: geopolityka, technologia, życie w Polsce, turystyka, kuchnia polska, sport, język polski. Każdy obszar wyodrębniono za pomocą dwutorowego algorytmu filtrowania słów kluczowych. Część kategorii (kuchnia, język, turystyka, sport) wykorzystywała strategię „silnego sygnału”, w której kwalifikatorem były np. nazwy konkretnych potraw lub nazwiska czołowych sportowców. Pozostałe wymagały kotwicy geograficznej („Polska”, „Warszawa”, „Kraków”) w połączeniu ze słownikiem tematycznym.

Inflacja w USA znów niepokoi rynki. Kurs dolara zyskuje, złoty pod presją

W USA inflacja staje się coraz większym problemem. Wczoraj poznaliśmy lekko wyższy od oczekiwań wskaźnik cen konsumenckich. Dzisiaj czeka nas odczyt dla producentów. Jeżeli nie będzie pozytywnej niespodzianki, rynek może kontynuować narrację o rosnących stopach procentowych i umacniać dolara.

Inflacja za oceanem przyspiesza

Wczorajsze dane z USA pokazują wzrost inflacji konsumenckiej do poziomu 3,8%. Jest to o 0,1% więcej niż oczekiwania. Ostatni raz taki lub wyższy wynik oglądaliśmy w maju 2023 roku, kiedy to gospodarka USA, podobnie jak inne gospodarki Zachodu, walczyła ze wzrostem cen wywołanym transferami pandemicznymi. Co to oznacza dla rynków? Im wyższa inflacja, tym większe szanse na podwyżki stóp procentowych. To właśnie ten scenariusz jest obecnie zakładany. Patrząc na wyceny kontraktów terminowych, w ciągu najbliższego roku nie należy spodziewać się cięć. Co więcej, znacznie bardziej prawdopodobny jest wzrost wskaźników w tym okresie. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Kapitał płynie szerokim strumieniem do dolara.

Co z nowym prezesem FED-u?

Zwolennicy niskich stóp procentowych czekają z niecierpliwością na zmianę w fotelu prezesa. Kevin Warsh – bo o nim mowa – odhacza już kolejne etapy. Otrzymał zgodę Senackiej Komisji Bankowej oraz przeszedł głosowanie na członka Rady Gubernatorów. Teraz pozostaje jedynie finalne poparcie jego kandydatury na stanowisko przewodniczącego. Biorąc pod uwagę, że w głosowaniu na członka Rady uzyskał 51 głosów za i 45 przeciw, to kolejne wydaje się obecnie raczej formalnością. Problem w tym, że patrząc na reakcje rynków, wcale nie są one przekonane, że nominant Republikanów nagle zacznie realizować ich politykę w ciemno. Kevin Warsh rzeczywiście był zwolennikiem znacznego obniżenia poziomu stóp procentowych, ale od tego czasu trochę się na świecie zmieniło. Wystarczy spojrzeć choćby na ceny ropy po tym, jak Amerykanie i Izrael postanowili prowadzić kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie.

Jak reaguje złoty?

Wraz z rosnącą inflacją w USA przyszło umocnienie dolara, który z kolei zasysa kapitał z innych części świata. Z tego powodu, gdy euro traci na wartości względem dolara, tracą również inne waluty z nim powiązane. Wczoraj w odwrocie był nie tylko polski złoty. Na wartości tracił także, bardzo dobrze ostatnio po wyborach dysponowany, forint. Słabsza była również korona czeska. Kurs euro wzrósł wczoraj o ponad grosz, przekraczając poziom 4,25 zł. Jak nietrudno się domyślić, dolar drożał jeszcze mocniej. Amerykańska waluta zaczynała dzień na poziomie 3,60 zł, a kończyła go już niemal na 3,63 zł. Trzeba jednak pamiętać, że waluty naszego regionu traciły dodatkowo wraz z po raz kolejny komplikującą się sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka.

Cyfrowa transformacja ORLENU. Koncern szuka dostawców technologii i usług IT

0

Kilkuset przedstawicieli firm technologicznych oraz ekspertów IT z całej Polski wzięło udział w Forum Dostawców ORLEN. W trakcie drugiego z serii zaplanowanych cyklicznych spotkań koncern zaprezentował kierunki rozwoju i zaprosił firmy technologiczne do współpracy. Forum było kolejną ogólnopolską odsłoną programu „Partnerzy Energii Jutra”, którego celem jest budowanie długofalowego dialogu z rynkiem oraz zwiększanie udziału polskich firm w realizacji strategicznych projektów Grupy. Spośród wszystkich uczestników zdecydowaną większość stanowili nowi, potencjalni dostawcy usług dla ORLEN.

– Mamy doskonałą wiadomość dla wszystkich Polaków. Naszą – już realizowaną – ambicją jest to, by udział krajowych dostawców w inwestycjach ORLENU był jak największy. Prowadzimy program inwestycyjny o niespotykanej skali  w historii polskiej energetyki. Do 2035 r. wydamy nawet 380 mld zł. To pieniądze, które faktycznie napędzają polską gospodarkę, pozwalając się rozwijać kolejnym firmom i całym sektorom. Spotkania z cyklu „Partnerzy Energii Jutra” są jednym z narzędzi realizacji naszej strategii w tym obszarze – budowania długofalowych relacji i zwiększania zaangażowania polskich firm w realizacji projektów Grupy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes ORLENU.

Transformacja cyfrowa i nowe technologie w centrum uwagi

Forum Dostawców skierowane do branży IT odbyło się w Katowicach. Spotkanie koncentrowało się na kluczowych kierunkach rozwoju IT w Grupie ORLEN. W trakcie wydarzenia przedstawiciele koncernu mówili o procesach zakupowych w obszarze IT, zasadach współpracy z dostawcami oraz możliwościami zaangażowania firm technologicznych w projekty realizowane przez Grupę.

– Cykl „Partnerzy Energii Jutra” to dla nas sposób na bezpośredni dialog z rynkiem dostawców i jasne komunikowanie naszych potrzeb zakupowych oraz zasad współpracy. Chcemy, aby firmy mogły odpowiednio wcześnie przygotować się do udziału w postępowaniach i lepiej rozumiały nasze wymagania. Spotkania takie jak Forum Dostawców IT w Katowicach ułatwiają ten proces i pozwalają szybciej przejść od rozmowy do realnej współpracy – mówi Roman Kowszewicz, Dyrektor Wykonawczy ds. Zakupów ORLEN.

Ważnym elementem Forum były także rozmowy poświęcone pilotażom technologicznym, działalności ORLEN VC oraz programowi ORLEN Skylight accelerator, wspierającym rozwój i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Uczestnicy mieli możliwość bezpośrednich rozmów z ekspertami ORLEN  w ramach specjalnie przygotowanych stref networkingowych – zadawania pytań, omawiania konkretnych wyzwań oraz wymiany doświadczeń. Dla ORLEN była to również cenna okazja do zebrania kluczowych informacji od partnerów, uwzględniających ich potrzeby oraz oczekiwania. Istotnym elementem spotkania były także sesje poświęcone praktycznym aspektom współpracy z Grupą ORLEN – od przygotowania ofert i udziału w postępowaniach zakupowych po proces oceny dostawców oraz możliwości rozwijania wspólnych projektów technologicznych.

Forum jako przestrzeń praktycznego dialogu z rynkiem

W ramach realizacji strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” ORLEN prowadzi transformację cyfrową, która obejmuje m.in. rozwój środowisk danych, rozwiązań chmurowych czy wykorzystywania sztucznej inteligencji. Dużą nacisk koncern kładzie na kwestie związane z cyberbezpieczeństwem.

– Transformacja cyfrowa jest jednym z kluczowych kierunków rozwoju ORLEN  i obejmuje projekty o dużej skali i złożoności, wymagające ścisłej współpracy z partnerami technologicznymi. Zależy nam na tym, aby wspólnie z dostawcami rozwijać rozwiązania odpowiadające na potrzeby organizacji tej wielkości – od integracji systemów i pracy z danymi po wdrażanie nowoczesnych technologii. Forum w Katowicach to przestrzeń do rozmowy o tych obszarach i możliwościach współpracy – podkreśla Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN.

Długofalowy program współpracy z dostawcami

Program „Partnerzy Energii Jutra” został uruchomiony w odpowiedzi na skalę inwestycji realizowanych przez Grupę ORLEN. Do 2035 roku wartość planowanych inwestycji może sięgnąć około 380 mld zł. Oznacza to rosnące zapotrzebowanie na technologie, kompetencje i wykonawstwo w wielu obszarach działalności Grupy.

Forum Dostawców w Katowicach było kolejną odsłoną cyklu spotkań realizowanych w ramach programu, które zainicjowano w kwietniu br. w Płocku. W kolejnych etapach program obejmie również m.in. obszary logistyki, transportu oraz dużych projektów inwestycyjnych realizowanych przez Grupę ORLEN.

Sztuczna inteligencja napędza rekrutacje. Rekordowe stawki sięgają 100 tys. zł

Jak podają portale pracy rocketjobs.pl i justjoin.it popyt na specjalistów od sztucznej inteligencji ciągle rośnie. Technologia AI/ML rozwija się skokowo odnotowując ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń w rok (z 432 do 1 326). Poszukiwani są szczególnie specjaliści AI na poziomie seniorskim, najczęściej w branżach IT, finanse, inżynieria i marketing. Masowo aplikują też kandydaci (156% więcej aplikacji r/r ) wabieni jednymi z najwyższych widełek w branży, nawet do 100 tys. PLN.

Technologia sztuczna inteligencja/machine learning to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów na obu jobboardach. W ciągu roku (między Q1 2025 a Q1 2026) liczba ogłoszeń w tym obszarze wzrosła ponad trzykrotnie – z 432 do 1 326. Wzrost zauważalny jest we wszystkich poziomach doświadczenia, ale najsilniej w segmencie Senior (+228 proc.) i C-level (+460 proc.). To wyraźny sygnał, że firmy nie szukają już osób, które zaczynają przygodę z AI, lecz dojrzałych specjalistów zdolnych dostarczyć efekt biznesowy od pierwszego dnia.Wzrost liczby ogłoszeń_AI

Strukturę aplikujących cechuje analogiczne przesunięcie ku doświadczeniu. Udział seniorów w ogólnej liczbie aplikacji wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadł z 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko gwałtownie rośnie, ale też wyraźnie dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

– Z naszych danych wynika, że AI/ML to już nie nisza dla entuzjastów. Ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń rok do roku sygnalizuje, że organizacje, które budowały strategie AI „na papierze”, teraz muszą obsadzić realne stanowiska i dowieźć wyniki. To jeden z aspektów, który tłumaczy przesunięcie ku seniorom. Firmy szukają kogoś, kto zbudował model produkcyjny, rozumie infrastrukturę, potrafi rozmawiać z biznesem i nie potrzebuje prowadzenia za rękę. Wzrost udziału seniorów to efekt rosnącej presji na ROI z inwestycji w AI – mówi Przemysław Depka Prondzinski, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl

– Po drugiej stronie mamy juniorów, których rynek szybko weryfikuje. Hype przyciągnął wielu, ale wymagania techniczne selekcjonują bezlitośnie. Kategoria AI/ML dojrzewa szybciej niż jakikolwiek inny segment IT, a dane z justjoin.it potwierdzają to kwartał po kwartale – dodaje.Ogłoszenia w podziale na seniority

Nie tylko IT – kto i kogo szuka w AI?

Wbrew obiegowej opinii, popyt na specjalistów AI dawno wyszedł poza wąsko rozumianą branżę IT. Dane z portali pokazują, że talentów z tego obszaru najczęściej poszukują pracodawcy z czterech sektorów: IT, finansów, inżynierii i marketingu. To odzwierciedla kierunek, w jakim idzie wdrażanie sztucznej inteligencji – od optymalizacji procesów back-office, przez systemy rekomendacyjne i scoringowe, po automatyzację kampanii marketingowych i analitykę predykcyjną.

W ogłoszeniach dominują konkretne role: inżynierowie AI i machine learning, AI developerzy, architekci systemów AI, data scientists oraz inżynierowie automatyzacji. Coraz częściej w opisach stanowisk pojawiają się też kompetencje wokół MLOps, integracji modeli generatywnych i pracy z agentami AI – to zawody, które kilka kwartałów temu praktycznie nie istniały na rynku.

Rekordowe wynagrodzenia

AI/ML to dziś jedna z najlepiej opłacanych kategorii na polskim rynku IT. Średnie wynagrodzenie w tym obszarze wynosi 16 400 zł brutto na umowie o pracę i 19 500 zł netto na kontrakcie B2B. Górne widełki w wielu ogłoszeniach szybują jednak znacznie wyżej. Rekord wynagrodzeń w ubiegłym roku to 75 000 zł na umowie o pracę i aż 99 490 zł na kontrakcie B2B – najwyższa maksymalna stawka w całej branży IT.

Kompetencje AI w innych obszarach – wciąż marginalne, ale rosnące

Choć kompetencje AI są coraz częściej oczekiwane także poza ściśle technologicznymi rolami wciąż stanowią one wyraźnie marginalny fragment rynku. Oferty zawierające wymagania dotyczące znajomości narzędzi typu ChatGPT czy innych modeli generatywnych to obecnie ok. 4 proc. wszystkich ogłoszeń opublikowanych na rocketjobs.pl i justjoin.it.

To pokazuje, że choć narracja o „AI dla każdego” jest mocno obecna w mediach i komunikacji firm, w realnych ogłoszeniach rekrutacyjnych formalizacja tego wymagania dopiero raczkuje. Można jednak oczekiwać, że ten odsetek będzie systematycznie rósł – w miarę jak firmy będą porządkowały oczekiwania kompetencyjne wokół narzędzi AI w codziennej pracy.

Rok 2026 zapowiada się jako okres, w którym AI/ML definitywnie przestaje być eksperymentalną niszą, a staje się dojrzałym, choć wysoko wyspecjalizowanym segmentem rynku pracy. Trzycyfrowe wzrosty popytu, wyraźne przesunięcie ku seniorom, rekordowe wynagrodzenia i ekspansja poza klasyczne IT to sygnały, że firmy weszły w fazę realnych wdrożeń.

W Polsce przybyło firm. Wzrosła też liczba upadłości

W I kwartale 2026 r. w Polsce zarejestrowano 89 004 przedsiębiorstwa, o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba upadłości wzrosła do 108, wobec 100 w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Najwięcej nowych firm powstało w usługach, budownictwie oraz handlu.

Dane GUS pokazują, że początek 2026 r. przyniósł umiarkowany wzrost aktywności przedsiębiorczej. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba rejestracji firm wyniosła 89 004, podczas gdy w I kwartale 2025 r. było to 87 250. Oznacza to wzrost o 2 proc. rok do roku. To także najwyższy kwartalny wynik spośród okresów pokazanych w zestawieniu za 2025 r. i początek 2026 r.

Największą część nowych rejestracji stanowiły podmioty z sektora usług. Ich liczba wyniosła 22 211, co odpowiada jednej czwartej wszystkich rejestracji. Kolejne miejsca zajęły budownictwo z wynikiem 16 798 nowych podmiotów oraz handel i naprawa pojazdów samochodowych, gdzie zarejestrowano 11 464 firmy.

W ujęciu rocznym najmocniej wzrosła liczba rejestracji w transporcie i gospodarce magazynowej. W tej sekcji przybyło 6 289 nowych przedsiębiorstw wobec 5 638 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 11,6 proc. Wyraźny wzrost widoczny był także w informacji i komunikacji, gdzie liczba rejestracji zwiększyła się z 6 998 do 7 422, czyli o 6,1 proc.

Słabsze dane odnotowano w handlu oraz w budownictwie. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych liczba rejestracji spadła o 2,4 proc. rok do roku. W budownictwie spadek był symboliczny i wyniósł 0,1 proc. Mimo to budownictwo pozostało drugą największą kategorią pod względem liczby nowo zarejestrowanych przedsiębiorstw.

Struktura rejestracji nadal pokazuje dominację jednoosobowych działalności gospodarczych. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą odpowiadały za 81,3 proc. wszystkich rejestracji. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano 72 375 takich podmiotów, o 0,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

Drugą najważniejszą formą prawną były spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 14 781, wobec 13 476 rok wcześniej. To wzrost o 9,7 proc. Spółki z o.o. odpowiadały za 16,6 proc. wszystkich nowych rejestracji przedsiębiorstw.

Na uwagę zasługuje także skokowy wzrost liczby rejestracji spółdzielni. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 179 wobec 38 rok wcześniej. GUS wskazuje, że 166 z nich stanowiły spółdzielnie energetyczne, których działalność koncentruje się na wytwarzaniu, magazynowaniu oraz obrocie energią elektryczną lub cieplną pochodzącą z odnawialnych źródeł energii.

Równolegle wzrosła liczba upadłości przedsiębiorstw. W I kwartale 2026 r. sądy ogłosiły upadłość 108 firm, czyli o 8 więcej niż rok wcześniej. W poprzednich kwartałach 2025 r. liczba upadłości wynosiła odpowiednio: 100 w I kwartale, 90 w II kwartale, 101 w III kwartale oraz 102 w IV kwartale.

Najwięcej upadłości odnotowano w przemyśle, gdzie upadły 33 przedsiębiorstwa. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych było ich 27, w transporcie i gospodarce magazynowej 13, a w budownictwie również 13. W usługach liczba upadłości wyniosła 12.

W porównaniu z I kwartałem 2025 r. wzrost liczby upadłości wystąpił przede wszystkim w handlu, gdzie przybyło 5 przypadków, oraz w budownictwie, gdzie było ich o 4 więcej. W zakwaterowaniu i gastronomii liczba upadłości zwiększyła się o 3, a w transporcie i gospodarce magazynowej o 1. Spadek odnotowano natomiast w usługach oraz w przemyśle.

Pod względem formy prawnej najwięcej upadłości dotyczyło spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. było ich 78, czyli tyle samo co rok wcześniej. Wzrost widoczny był natomiast wśród osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, gdzie liczba upadłości wzrosła z 6 do 12. Więcej upadłości odnotowano również wśród spółek akcyjnych i komandytowych.

Źródło danych: GUS.

Unia Europejska jako gospodarcza tarcza Polski w czasach deglobalizacji

Światowa gospodarka wchodzi w fazę, gdzie globalizacja, którą znaliśmy przez dekady, zdaje się wycofywać. Jest to zjawisko, które niesie ze sobą liczne zagrożenia dla międzynarodowego handlu i współpracy. Jednak w Polsce mamy pewien bufor bezpieczeństwa, członkostwo w Unii Europejskiej. Nawet jeśli procesy deglobalizacyjne postępują w skali globalnej, wewnątrz Unii Europejskiej ich wpływ jest miniejszy. Unia Europejska, jako jednolity obszar gospodarczy, skutecznie ogranicza protekcjonizm, choćby przez brak kontroli granicznych, co w naturalny sposób uniemożliwia blokowanie przepływu towarów i usług między państwami członkowskimi. Dzięki temu Polska, jako część wspólnoty, jest chroniona przed najostrzejszymi skutkami globalnego odwrotu od swobodnego handlu. To właśnie z udziału w Unii Europejskiej wynikała lwia część naszych korzyści z globalizacji.

– Przez lata Polska stawiała sobie za cel dalsze otwarcie się na świat poza Unią Europejską, by utrzymać szybkie tempo rozwoju. Obecne cofanie się globalizacji w skali światowej stawia jednak pod znakiem zapytania tę strategię. W obliczu tych zmian nasze wysiłki powinny koncentrować się na kilku kluczowych obszarach. Przede wszystkim musimy aktywnie walczyć o utrzymanie Unii Europejskiej jako obszaru swobody gospodarczej i zdecydowanie przeciwstawiać się wszelkim „szalonym” pomysłom, które mogłyby doprowadzić do jej rozpadu czy osłabienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Jednocześnie, w coraz bardziej protekcjonistycznym świecie zewnętrznym, musimy aktywnie zabiegać o jak najlepsze warunki handlu i współpracy gospodarczej dla Polski. Ważne jest także dostrzeganie nowych szans, które pojawiają się na horyzoncie. Jedną z nich jest zjawisko przenoszenia inwestycji i łańcuchów dostaw bliżej centrów gospodarczych, np. do państw członkowskich Unii Europejskiej. Rosnące ryzyko związane z odległymi dostawami sprawia, że lokalizowanie produkcji bliżej konsumentów, w stabilnym środowisku polityczno-gospodarczym, staje się coraz bardziej atrakcyjne. Geograficzne centrum gospodarcze Unii znajduje się w Niemczech, a Polska, z racji swojego położenia i rosnącego potencjału, ma szansę znacząco skorzystać na tym trendzie. Powinniśmy aktywnie zabiegać o przyciąganie takich inwestycji. Pamiętajmy jednak, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a nasz rozwój nie będzie przebiegał automatycznie. Musimy być coraz bardziej zdani na własne siły, inicjatywę i strategiczne myślenie – zaznaczył Witold Orłowski.

Restrukturyzacja firmy – kiedy warto działać, zanim problemy finansowe zatrzymają biznes?

Restrukturyzacja firmy jest jednym z najważniejszych narzędzi, z których można skorzystać wtedy, gdy przedsiębiorstwo zaczyna tracić płynność, ma trudności z regulowaniem zobowiązań albo potrzebuje głębokich zmian organizacyjnych, aby dalej konkurować na rynku. Odpowiednio wcześnie zaplanowane działania naprawcze pozwalają nie tylko uniknąć upadłości, lecz także uporządkować finanse, relacje z wierzycielami i sposób funkcjonowania całego biznesu.

Restrukturyzacja firmy jako szansa na odzyskanie płynności i stabilności działania

Restrukturyzacja firmy (dowiedz się więcej: https://uppercase.pro/uslugi/restrukturyzacja-przedsiebiorstw) ma na celu przywrócenie przedsiębiorstwu zdolności do niezakłóconego funkcjonowania, bieżącego regulowania zobowiązań oraz prowadzenia działalności w sposób, który daje realną perspektywę dalszego rozwoju. W praktyce oznacza to konieczność dokładnego przyjrzenia się finansom, strukturze kosztów, rentowności kontraktów, zobowiązaniom wobec kontrahentów, pracowników i współpracowników, a także wszystkim obszarom, które mogą obciążać firmę lub ograniczać jej możliwości. Restrukturyzacja firmy nie zawsze musi zaczynać się od postępowania sądowego, ponieważ często pierwszym krokiem są działania pozaprawne, takie jak optymalizacja struktury przedsiębiorstwa, ograniczenie kosztów, renegocjacja nierentownych umów, poszukiwanie finansowania albo rozmowy z wierzycielami na temat nowych warunków spłaty zadłużenia.

Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy powinna być rozumiana szerzej niż samo postępowanie restrukturyzacyjne opisane w przepisach. Może obejmować cały proces naprawczy, który pozwala odzyskać kontrolę nad sytuacją, zanim problemy staną się zbyt poważne. Im wcześniej zostanie przeprowadzona analiza kondycji finansowej, tym większa szansa na wybranie rozwiązań dopasowanych do skali trudności i charakteru działalności. W wielu przypadkach wystarczające okazuje się przemodelowanie wybranych obszarów biznesu, poprawienie zarządzania kosztami i uporządkowanie relacji z wierzycielami. W innych sytuacjach konieczne może być formalne postępowanie, którego celem jest zawarcie układu z wierzycielami i ochrona przedsiębiorstwa przed upadłością. Kluczowe znaczenie ma trafna diagnoza, ponieważ każda firma znajduje się w innym położeniu, ma inną strukturę zadłużenia, inną liczbę wierzycieli i inne możliwości kontynuowania działalności.

Jak wygląda restrukturyzacja firmy prowadzona z udziałem doradcy restrukturyzacyjnego?

Restrukturyzacja firmy prowadzona w sposób uporządkowany zwykle rozpoczyna się od szczegółowej oceny sytuacji przedsiębiorstwa, analizy dokumentów, zobowiązań, majątku, kosztów i ryzyk prawnych. Ważną rolę odgrywa tutaj doradca restrukturyzacyjny, który pomaga wybrać właściwy kierunek działań, przygotować spis wierzycieli, spis wierzytelności, wykaz majątku, wstępny plan restrukturyzacyjny oraz propozycje układowe. Chociaż udział doradcy nie zawsze jest obowiązkowy, w praktyce jego wsparcie ma duże znaczenie, ponieważ postępowania restrukturyzacyjne są formalne, wymagające i obciążone wieloma konsekwencjami dla dłużnika oraz wierzycieli. Restrukturyzacja firmy wymaga nie tylko znajomości przepisów, ale także umiejętności negocjacji, oceny realnych możliwości spłaty i przygotowania propozycji, które mogą zostać zaakceptowane przez wierzycieli.

Formalne postępowanie restrukturyzacyjne wszczynane jest najczęściej na wniosek dłużnika, który podlega kontroli sądu. Jeżeli wymagania zostaną spełnione, sąd wydaje postanowienie o otwarciu postępowania albo zatwierdzeniu układu, a następnie w zależności od rodzaju sprawy wyznaczany jest nadzorca sądowy lub zarządca. Wyróżnia się kilka ścieżek restrukturyzacji, w tym postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Każde z nich ma inne zastosowanie, inny poziom zaangażowania sądu i odmienny zakres ingerencji w zarządzanie majątkiem przedsiębiorstwa. Szczególnie złożone jest postępowanie sanacyjne, ponieważ poza zawarciem układu umożliwia także przeprowadzenie działań naprawczych, takich jak redukcja kosztów, zmiany organizacyjne, pozyskanie nowych kontrahentów czy głębsze przemodelowanie działalności. Skuteczna restrukturyzacja firmy zależy jednak nie tylko od samego wyboru trybu, lecz także od porozumienia z wierzycielami, jakości planu i konsekwentnego wykonania przyjętego układu.

Dlaczego dobrze przygotowany plan naprawczy może zdecydować o przyszłości przedsiębiorstwa?

Największą wartością restrukturyzacji jest możliwość uporządkowania sytuacji zanim przedsiębiorstwo utraci zdolność do dalszego działania. Restrukturyzacja firmy daje szansę na zatrzymanie narastających problemów, ochronę relacji biznesowych i stworzenie realistycznego planu wychodzenia z zadłużenia. Dobrze przygotowany proces uwzględnia interesy dłużnika oraz wierzycieli, ponieważ tylko propozycje możliwe do wykonania i akceptowalne dla obu stron mają realną szansę doprowadzić do zatwierdzenia układu. Po jego przyjęciu konieczne jest terminowe wykonywanie zobowiązań, a nad przebiegiem tego etapu czuwa właściwy organ postępowania.

Restrukturyzacja firmy może być rozwiązaniem dla przedsiębiorstw, które chcą kontynuować działalność, odzyskać płynność finansową i uniknąć scenariusza upadłościowego. Wymaga jednak odwagi w podejmowaniu decyzji, rzetelnej analizy oraz wsparcia osób, które potrafią połączyć wiedzę prawną, finansową i negocjacyjną. Im szybciej zostaną rozpoznane symptomy kryzysu, tym większe pozostają możliwości wyboru odpowiednich narzędzi naprawczych. Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy nie powinna być traktowana jako ostateczność, lecz jako odpowiedzialny sposób ochrony wartości przedsiębiorstwa, miejsc pracy i przyszłości biznesu.

Globalna transformacja energetyczna przyspiesza, ale staje się coraz mniej przewidywalna

Globalny system energetyczny wchodzi w fazę przyspieszonej, ale coraz mniej przewidywalnej transformacji. Z najnowszego raportu Bain & Company wynika, że do 2040 r. światowe zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie o 40–70%, a odnawialne źródła energii będą zwiększać udział w miksie szybciej niż wszystkie pozostałe technologie wytwarzania. Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotną częścią globalnego systemu energetycznego, a o tempie transformacji coraz częściej będą decydować ograniczenia infrastrukturalne, dostępność surowców krytycznych, koszt kapitału i regulacje. Oznacza to, że największym wyzwaniem nie będzie już samo tempo rozwoju OZE, lecz zdolność systemów energetycznych do ich integracji i finansowania. Dla Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności.

Transformacja przyspiesza, ale jej tempo będzie nierówne

Według analiz Bain & Company globalne zapotrzebowanie na energię będzie nadal rosło, napędzane przez wzrost gospodarczy, urbanizację i rozwój przemysłu. Jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną zwiększy się o 40–70% do 2040 r., a elektryczność będzie stanowić coraz większą część końcowego zużycia energii.

Nie mówimy już o liniowej, przewidywalnej ścieżce dekarbonizacji, lecz o złożonym układzie zależności, w którym bezpieczeństwo energetyczne, dostępność surowców i tempo inwestycji są równie istotne jak cele klimatyczne – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.W praktyce oznacza to, że firmy muszą łączyć długoterminową wizję transformacji z bardzo dużą elastycznością operacyjną.

Co istotne, wbrew powszechnemu przekonaniu, największy przyrost zużycia energii elektrycznej nie będzie pochodził z centrów danych czy rozwoju sztucznej inteligencji, lecz z gospodarstw domowych – m.in. z rosnącego zapotrzebowania na chłodzenie w krajach rozwijających się oraz elektryfikacji ogrzewania poprzez pompy ciepła – przy równoczesnym, stabilnym wzroście popytu w przemyśle.

OZE rosną szybko, ale paliwa kopalne pozostają w miksie

Raport pokazuje, że odnawialne źródła energii – szczególnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa – będą w najbliższych dekadach najszybciej rosnącymi technologiami wytwarzania. W trzech scenariuszach Bain & Company udział energii słonecznej i wiatrowej w miksie wytwarzania energii elektrycznej wzrośnie do 2040 r. od trzech do siedmiu razy, a w wielu krajach stają się one najtańszą formą wytwarzania energii elektrycznej.

Ograniczeniem nie jest już sama technologia, lecz bariery systemowe: opóźnienia przyłączeniowe, wymogi dyspozycyjności, dostępność magazynów energii, długie terminy dostaw transformatorów i infrastruktury sieciowej, łańcuchy dostaw surowców oraz niedobór wykwalifikowanej kadry.

Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotnym elementem globalnego miksu energetycznego przez kolejne dekady. W dwóch z trzech scenariuszy popyt na ropę naftową do 2040 r. utrzymuje się na poziomie zbliżonym do obecnego lub rośnie, a wyraźnie spada jedynie w scenariuszu szybkiej dekarbonizacji. Zapotrzebowanie na gaz ziemny również silnie zależy od ścieżki polityki klimatycznej i kosztów alternatyw, wahając się w modelach Bain & Company o około 20% w górę lub w dół.

Transformacja energetyczna nie polega na prostym zastępowaniu jednych źródeł energii drugimi z dnia na dzień. Przez długi czas różne technologie będą funkcjonowały równolegle, a kluczowe stanie się zarządzanie przejściem w sposób bezpieczny i efektywny kosztowo – komentuje Marcin Szczuka.

Polska i CEE: transformacja energetyczna wchodzi w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz

Wnioski z raportu mają szczególne znaczenie dla Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, gdzie transformacja energetyczna nakłada się na relatywnie wysoki udział paliw kopalnych w miksie energetycznym, presję regulacyjną UE, potrzeby modernizacji infrastruktury oraz wymogi bezpieczeństwa energetycznego. Doświadczenia ostatnich lat sprawiły, że bezpieczeństwo dostaw pozostaje w regionie równie istotnym priorytetem jak dekarbonizacja.

Polska wchodzi jednocześnie w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz transformacji energetycznej, obejmującą rozbudowę sieci, rozwój nowych mocy wytwórczych oraz inwestycje w technologie niskoemisyjne. Skala tych nakładów może w krótkim i średnim okresie zwiększać presję kosztową na gospodarkę oraz odbiorców energii, szczególnie w warunkach wysokiego kosztu kapitału i niepewności regulacyjnej.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rozwój energetyki jądrowej, która może pełnić rolę stabilnego fundamentu systemu elektroenergetycznego, uzupełniającego rosnący udział zmiennych źródeł odnawialnych. W warunkach rosnącej zmienności produkcji z wiatru i słońca, atom staje się jednym z kluczowych elementów zapewniających bezpieczeństwo dostaw i stabilność systemu elektroenergetycznego.

Skala i tempo jego rozwoju będą jednak zależeć od kilku czynników: kosztu kapitału i dostępności finansowania dla projektów o długim horyzoncie zwrotu, stabilności regulacyjnej oraz zdolności do realizacji złożonych inwestycji infrastrukturalnych. Istotną rolę odegra również tempo rozwoju technologii komplementarnych, takich jak magazynowanie energii czy elastyczne moce gazowe.

W efekcie energetyka jądrowa ma potencjał stać się jednym z filarów długoterminowego, stabilnego i niskoemisyjnego systemu energetycznego w Polsce, przy czym pełne wykorzystanie tego potencjału będzie wymagało konsekwentnej realizacji programów inwestycyjnych oraz sprzyjających warunków regulacyjnych i finansowych.

Dla Polski i regionu CEE to trzy równoległe zadania: dynamiczny rozwój OZE, modernizacja i rozbudowa sieci oraz zapewnienie stabilnych mocy wytwórczych – podkreśla Adam Olszewski, młodszy partner Bain & Company.Wymaga to nie tylko ogromnych nakładów inwestycyjnych, ale też bardzo precyzyjnej kolejności działań i dobrej koordynacji między rządem, regulatorami i inwestorami prywatnymi.

Nowe ryzyka: surowce krytyczne i łańcuchy dostaw

Raport zwraca również uwagę na rosnące znaczenie ryzyk związanych z surowcami krytycznymi – takimi jak miedź, lit, kobalt czy grafit – które są niezbędne m.in. dla rozwoju czystych technologii, elektromobilności i systemów obronnych.

Choć globalnie ich zasoby są znaczące, wydobycie i przetwarzanie są silnie skoncentrowane geograficznie. To sprawia, że rafinacja, procesy chemiczne i produkcja komponentów stają się potencjalnymi „wąskimi gardłami”, a łańcuchy dostaw – obszarem napięć handlowych i geopolitycznych. W jednym z modelowanych scenariuszy Bain & Company już w nadchodzącej dekadzie pojawiają się luki między podażą i popytem na wybrane surowce krytyczne, m.in. miedź, lit, kobalt czy grafit, co może wpływać na tempo transformacji i zmienność cen.

Surowce krytyczne i łańcuchy dostaw przestają być tematem wyłącznie technicznym. Dla wielu sektorów – od energetyki, przez motoryzację, po przemysł obronny – stają się jednym z kluczowych obszarów zarządzania ryzykiem i budowania przewagi konkurencyjnej – dodaje Adam Olszewski.

Klimat jako czynnik ryzyka systemowego

We wszystkich trzech scenariuszach Bain globalne ocieplenie do 2100 r. przekracza 2°C względem epoki przedprzemysłowej, co oznacza częstsze fale upałów, większe obciążenia sieci w szczytach zapotrzebowania, rosnącą presję na zasoby wodne, a także większe ryzyko dla infrastruktury energetycznej i zdrowia publicznego.

Odporność klimatyczna przestaje być „projektem pobocznym”. To element podstawowego zarządzania majątkiem infrastrukturalnym – od elektrowni, przez sieci, po terminale portowe – mówi Marcin Szczuka. – Firmy, które odpowiednio wcześnie zaczną uwzględniać ten wymiar w swoich inwestycjach, zyskają przewagę konkurencyjną i lepiej ochronią wartość aktywów.

Decyzje inwestycyjne w warunkach trwałej niepewności

Dla firm w Polsce i regionie CEE oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności. Kluczowe obszary – takie jak gaz i LNG, energetyka jądrowa, magazynowanie energii czy paliwa niskoemisyjne – są szczególnie wrażliwe na zmiany regulacyjne, koszty kapitału, tempo rozwoju technologii i dynamikę globalnego handlu.

Raport Bain & Company rekomenduje podejście oparte na scenariuszach oraz budowanie portfeli aktywów odpornych na różne warianty przyszłości. Oznacza to łączenie inwestycji typu „no regret” – takich jak infrastruktura sieciowa, magazynowanie energii, efektywność energetyczna czy wybrane projekty OZE – ze świadomymi, selektywnymi „zakładami” w najbardziej niepewnych segmentach rynku.

Fundamenty rynku pozostają niezmienne: rosnący popyt na energię, presja kosztowa oraz fizyczne ograniczenia systemu. To właśnie na ich styku będą kształtować się największe szanse i ryzyka dla uczestników rynku energii w Polsce i regionie CEE – podsumowuje Marcin Szczuka. – Przewagę zyskają organizacje, które potrafią łączyć długoterminową wizję z operacyjną elastycznością – inwestując tam, gdzie szansa trwałej wartości jest największa, a jednocześnie utrzymując zdolność szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków.

Codzienne zakupy w sklepach w kwietniu zdrożały średnio o 3,7 proc. rdr. Ceny żywności wzrosły o 3,3 proc. rdr.

0

Analiza blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów pokazuje, że w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Identyczny wynik zanotowano trzy miesiące wcześniej, a w lutym i marcu wzrosty rdr. wynosiły po 3,8%. Ostatnio ceny samej żywności poszły w górę średnio o 3,3% rdr. W marcu urosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Autorzy raportu twierdzą, że widać pewną stabilizację, ale wkrótce to może się zmienić, bo sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest niepewna. Do tego producenci w Polsce zaczynają sygnalizować, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to może wróżyć kolejne podwyżki cen w sklepach.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. W marcu i lutym wzrosty rdr. były identyczne i wyniosły 3,8% rdr. W styczniu zanotowano 3,7% rdr. Jak komentuje dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito, obserwowaną od początku roku dynamikę wzrostu cen detalicznych można zinterpretować jako stabilizację na wysokim poziomie.

– Z jednej strony silna presja kosztowa wciąż podbija drożyznę w sklepach. Z drugiej – ograniczony popyt konsumencki oraz walka sieci handlowych o klienta skutecznie hamują podwyżki poprzez promocje i rabaty. W rezultacie ta względna stabilność cen nie jest trwałym fundamentem, lecz stanem niepewnej równowagi, która może zostać nagle zachwiana, gdy zmieni się którykolwiek z czynników. To może być np. gwałtowny wzrost kosztów surowców lub wyhamowanie działań promocyjnych w sklepach – mówi ekspertka.

Do tego widać, że w kwietniu ceny samej żywności średnio poszły w górę o 3,3% rdr. W marcu wzrosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. – Niewielkie zmiany w zakresie średniego poziomu cen żywności w sklepach są potwierdzeniem stabilizacji w tym obszarze. Należy jednak pamiętać, że wzrost cen paliw bardzo szybko może znaleźć odzwierciedlenie w cenach produktów z tej kategorii. Dodatkowo prognozy na ten rok, jeśli chodzi np. o produkcję zbóż, są dość optymistyczne. To powoduje, że na rynku nie ma obaw o to, iż niska podaż może wpłynąć niekorzystnie na ceny. Niemniej jednak na rynkach światowych obecnie widać tendencje wzrostowe – zauważa dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że dynamika podwyżek cen wszystkich kategorii poszła lekko w dół mdm. Z kolei w przypadku samej żywności widać lekki wzrost mdm. Światowe rynki wywołują presję na wzrost cen żywności. Jednak póki co nie jest ona duża. Spowolnienie podwyżek w innych kategoriach spowodowało, iż w ogólnym podsumowaniu nastąpił spadek tempa wzrostu cen. Jednocześnie ostrzegają, że wkrótce ten stan może się zmienić, bo wciąż nie jest wyjaśniona sytuacja na Bliskim Wschodzie. Do tego producenci w Polsce jasno już sygnalizują, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to dla rynku wyraźny sygnał, że mogą zacząć podnosić ceny.

Zdaniem dr Joanny Myślińskiej-Wieprow, różnica między dynamiką cen całego koszyka a samą żywnością pokazuje, że proces stabilizacji cen w gospodarce pozostaje nierównomierny. Część segmentów rynku zaczyna odczuwać słabszy popyt i większą presję konkurencyjną. Jednocześnie ceny produktów codziennego użytku nadal pozostają pod wpływem kosztów produkcji, logistyki i sezonowości. Żywność reaguje bowiem wolniej na poprawę sytuacji inflacyjnej niż część pozostałych kategorii konsumenckich.

– Sytuacja może wynikać między innymi z bazy statystycznej i poziomu cen żywności, jaki mieliśmy rok temu. Dodatkowo napływ towarów spoza Unii Europejskiej hamuje szybsze tempo wzrostu cen art. spożywczych, a silna konkurencja cenowa pomiędzy sklepami jeszcze bardziej wzmacnia tę sytuację – tłumaczy dr Artur Fiks.

Jak podsumowuje dr Joanna Myślińska-Wieprow, konsumenci nie odczuwają realnej poprawy podczas codziennych zakupów, mimo bardziej optymistycznych danych dotyczących całego zestawienia. Statystyczna stabilizacja nie przekłada się na poczucie niższych kosztów życia. Dla rynku oznacza to utrzymywanie się ostrożnych nastrojów konsumenckich oraz dalszą walkę sieci handlowych o klienta poprzez promocje i działania cenowe.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

UOKiK kwestionuje regulamin Bolta. Chodzi o wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych

0

Wynajem hulajnogi lub roweru elektrycznego trwa zwykle kilka minut. Użytkownik uruchamia aplikację, wybiera pojazd, rozpoczyna przejazd i płaci za czas korzystania z usługi. Z punktu widzenia konsumenta jest to szybka i wygodna forma transportu miejskiego. Problem może pojawić się jednak wtedy, gdy coś pójdzie niezgodnie z planem: aplikacja przestanie działać, przejazd nie zostanie prawidłowo zakończony, sprzęt okaże się niesprawny albo dojdzie do szkody.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny wszczął postępowanie w sprawie postanowień wzorców umów stosowanych przez Bolt Operations OÜ. Sprawa dotyczy warunków wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych akceptowanych przez użytkowników przy zakładaniu konta w aplikacji. UOKiK zakwestionował łącznie 22 postanowienia, które mogą naruszać prawa konsumentów.

Zarzuty dotyczą przede wszystkim możliwości jednostronnej zmiany regulaminu przez przedsiębiorcę, ograniczania odpowiedzialności za działanie aplikacji oraz przerzucania na użytkowników ryzyka związanego ze stanem technicznym udostępnianych pojazdów.

Usługa „na klik”, ale regulamin na dłużej

Wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych należy do usług, z których konsumenci korzystają często spontanicznie. Decyzja o przejeździe podejmowana jest szybko, a akceptacja regulaminu bywa traktowana jako formalność. Tymczasem warunki świadczenia usługi określają nie tylko cenę czy sposób korzystania z pojazdu, lecz także odpowiedzialność stron w razie problemów.

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że wygoda korzystania z aplikacji nie może oznaczać przeniesienia całego ryzyka na konsumenta.

– Usługi „na klik” nie mogą działać tak, że wygoda jest po stronie firmy, a ryzyko po stronie konsumenta. Regulamin nie może być przełącznikiem, którym przedsiębiorca dowolnie zmienia zasady już po założeniu konta, a w razie awarii umywa ręce. Jeśli przejazd jest rozliczany za minuty, to warunki nie mogą przerzucać na konsumenta całego ryzyka w razie problemów z aplikacją czy sprzętem – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Zmiana regulaminu przez dalsze korzystanie z usługi

Jednym z głównych zastrzeżeń Urzędu są postanowienia umożliwiające Bolt Operations OÜ jednostronną zmianę warunków umowy po rejestracji użytkownika w aplikacji. Z regulaminu wynikało, że spółka może modyfikować warunki m.in. „w miarę rozwoju usług”, informując użytkownika o zmianach co najmniej 15 dni wcześniej, przykładowo drogą e-mailową.

Jeżeli użytkownik po wejściu zmian w życie nadal korzystałby z usługi, oznaczałoby to akceptację nowych warunków. Brak zgody miałby natomiast prowadzić do rezygnacji z usługi i zamknięcia konta. W jednej z wcześniejszych wersji regulaminu przewidziano również, że umowa może zostać zmieniona „w dowolnym momencie”, a nowe warunki obowiązują od chwili ich opublikowania na stronie internetowej lub w aplikacji.

Zdaniem Prezesa UOKiK samo poinformowanie konsumenta o zmianie oraz umożliwienie mu rezygnacji z usługi nie wystarcza. Umowa powinna jasno wskazywać, kiedy, z jakich ważnych powodów i w jakim zakresie przedsiębiorca może zmienić regulamin. W przeciwnym razie konsument nie ma realnej pewności co do stabilności warunków, które zaakceptował przy zakładaniu konta.

Odpowiedzialność za działanie aplikacji

Kolejna grupa zakwestionowanych postanowień dotyczy odpowiedzialności za działanie aplikacji. W przypadku usług wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych aplikacja jest elementem niezbędnym. To przez nią użytkownik lokalizuje pojazd, rozpoczyna przejazd, kończy go i rozlicza opłatę.

Według UOKiK problematyczne mogą być zapisy, w których przedsiębiorca zastrzega, że nie odpowiada za szkody lub straty wynikające z niedziałania aplikacji albo braku możliwości korzystania z niej „w pożądany sposób”. W praktyce nieprawidłowe działanie aplikacji może mieć dla konsumenta konkretne skutki finansowe.

Przykładem może być sytuacja, w której użytkownik nie jest w stanie zakończyć przejazdu w aplikacji, a opłaty nadal są naliczane. Jeżeli regulamin wyłącza odpowiedzialność przedsiębiorcy za takie zdarzenia, konsument może zostać obciążony kosztami, na które nie miał realnego wpływu.

Stan techniczny hulajnóg i rowerów

Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także postanowień odnoszących się do stanu technicznego udostępnianych pojazdów. W regulaminie znalazły się zapisy, z których wynika, że hulajnogi i rowery są przekazywane użytkownikowi „w takim stanie, w jakim się znajdują”.

Tego rodzaju postanowienie może być istotne z punktu widzenia odpowiedzialności za ewentualne awarie, uszkodzenia lub wypadki. Konsument, który wypożycza pojazd z przestrzeni publicznej, nie zawsze jest w stanie dokładnie ocenić jego stan techniczny przed rozpoczęciem jazdy. Nie ma też wiedzy, czy usterka nie powstała wcześniej.

W ocenie UOKiK przedsiębiorca nie może w prosty sposób przerzucać na użytkownika całego ryzyka związanego ze sprzętem, który sam udostępnia w ramach odpłatnej usługi. Konsument powinien mieć prawo oczekiwać, że hulajnoga lub rower będą nadawały się do bezpiecznego korzystania zgodnie z przeznaczeniem.

Szkody wobec osób trzecich

UOKiK zakwestionował również klauzule odnoszące się do odpowiedzialności za szkody wyrządzone osobom trzecim. Z zapisów regulaminu wynikało, że jeżeli podczas korzystania z usługi inna osoba dozna uszczerbku na zdrowiu lub poniesie szkodę, odpowiedzialność ponosi kierujący pojazdem. Gdyby roszczenia poszkodowanego musiała pokryć spółka, użytkownik miałby zwrócić jej poniesione koszty.

Tego rodzaju postanowienia mogą prowadzić do sytuacji, w której konsument zostanie obciążony odpowiedzialnością finansową również wtedy, gdy przyczyna zdarzenia nie leżała wyłącznie po jego stronie. Może chodzić na przykład o awarię pojazdu, wadę techniczną albo problem z działaniem systemu obsługującego usługę.

Urząd nie kwestionuje samej zasady, że użytkownik odpowiada za własne zachowanie podczas jazdy. Problemem jest jednak automatyczne i szerokie przenoszenie odpowiedzialności na konsumenta, bez uwzględnienia okoliczności konkretnego zdarzenia.

Możliwe konsekwencje dla spółki

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK dotyczy uznania określonych postanowień wzorców umów za niedozwolone. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, Prezes Urzędu może zakazać stosowania zakwestionowanych klauzul.

Spółce grozi również kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Przepisy przewidują także możliwość nałożenia kary na osobę zarządzającą, jeżeli umyślnie dopuściła do naruszenia praw konsumentów. W takim przypadku sankcja może wynieść nawet 2 mln zł.

Na tym etapie sprawa nie oznacza jeszcze przesądzenia, że doszło do naruszenia. Postępowanie ma wyjaśnić, czy zakwestionowane postanowienia rzeczywiście naruszają zbiorowe interesy konsumentów i czy powinny zostać wyeliminowane z regulaminów.

Szerszy problem rynku usług cyfrowych

Sprawa Bolta wpisuje się w szerszą dyskusję o zasadach świadczenia usług cyfrowych i usług miejskiej mobilności. Coraz więcej codziennych czynności odbywa się za pośrednictwem aplikacji: zamawianie przejazdów, wynajem pojazdów, zakupy, rezerwacje czy płatności. Konsument często akceptuje regulamin szybko, bez szczegółowej analizy jego treści.

Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność konstruowania warunków umów w sposób przejrzysty, zrozumiały i zgodny z prawami konsumentów. Regulamin nie powinien być narzędziem do jednostronnego zmieniania zasad ani do wyłączania odpowiedzialności za kluczowe elementy usługi.

UOKiK wskazuje, że przedsiębiorca nie może budować modelu działania w taki sposób, aby korzyści z prostoty i automatyzacji pozostawały po stronie firmy, natomiast ryzyka techniczne, finansowe i prawne były przerzucane na użytkownika.

Nie pierwsza interwencja UOKiK w podobnych sprawach

Działania wobec Bolt Operations OÜ są kolejnym przykładem zainteresowania UOKiK regulaminami usług powszechnego użytku. Urząd wcześniej informował m.in. o sprawie Nextbike Polska, dotyczącej bezprawnych zmian regulaminów oraz obciążania klientów dodatkowymi opłatami.

To pokazuje, że kontrola wzorców umownych ma znaczenie nie tylko w tradycyjnych usługach finansowych, telekomunikacyjnych czy energetycznych, ale również w nowych modelach biznesowych opartych na aplikacjach mobilnych. W takich usługach regulamin często zastępuje bezpośredni kontakt z przedsiębiorcą, dlatego jego treść ma kluczowe znaczenie dla ochrony konsumenta.

Bolt deklaruje współpracę z UOKiK

Stanowisko w sprawie przekazała również firma Bolt. Spółka podkreśla, że pozostaje w kontakcie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz przedstawiła już swoje stanowisko w ramach prowadzonego postępowania. Bolt deklaruje także dalszą współpracę z UOKiK w toku kolejnych działań związanych ze sprawą.

Pracownicy nie chcą już wybierać między bezpieczeństwem finansowym a dobrostanem

Rynek pracy wchodzi w etap ostrożnych decyzji. Już tylko 46 proc. specjalistów aktywnie szuka nowego zatrudnienia – o 11 punktów procentowych mniej niż rok temu. Kandydaci nadal oczekują wyższych wynagrodzeń, ale coraz częściej równie ważne są dla nich zdrowie psychiczne, work-life balance i poczucie stabilności. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page pokazuje, że wellbeing przestał być dodatkiem, a stał się jednym z kluczowych warunków wyboru pracodawcy.

Polacy stają się coraz bardziej ostrożni przy podejmowaniu decyzji o zmianie pracy. Według danych z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page obecnie aktywnie pracy szuka 46 proc. specjalistów, podczas gdy rok wcześniej było to 57 proc. Za spadkiem mobilności zawodowej stoją przede wszystkim niepewność gospodarcza oraz większa potrzeba stabilizacji finansowej.

– Proces podejmowania decyzji o zmianie pracy stał się dziś znacznie bardziej pragmatyczny. Choć priorytety pracowników wyraźnie przesunęły się w stronę zdrowia psychicznego, nie możemy ignorować faktu, że w obecnych realiach gospodarczych wynagrodzenie pozostaje fundamentalnym czynnikiem decyzyjnym. Rosnące koszty życia, energii czy obsługi zobowiązań kredytowych sprawiają, że aspekty finansowe są dla pracowników kwestią poczucia elementarnego bezpieczeństwa – mówi Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający w Michael Page.

Rekruterzy z firmy Michael Page nadal obserwują jednak wyraźną zależność: im niżej w hierarchii organizacji znajduje się pracownik, tym mocniej akcentuje on rolę wynagrodzenia. – Dla osób na początku ścieżki zawodowej to właśnie stabilność finansowa jest priorytetem. Z kolei na poziomach wyższej kadry zarządzającej, gdzie potrzeby ekonomiczne są zazwyczaj zabezpieczone, czynniki związane z jakością życia i satysfakcją osobistą stają się dominującymi argumentami w negocjacjach – dodaje Radosław Szafrański.

Wellbeing przestał być benefitem

Dane z „Talent Trends” pokazują zmianę oczekiwań wobec pracodawców. Elastyczność, zdrowie psychiczne i work-life balance przestały być dodatkowymi benefitami, a są już jednym z podstawowych kryteriów wyboru miejsca pracy. Aż 2 na 5 kandydatów deklaruje, że największą obawą przy zmianie pracy jest utrata równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Z kolei 45 proc. badanych uważa, że zmiana pracy wiązałaby się z koniecznością poświęcenia work-life balance, a 48 proc. rozpoczęłoby poszukiwania nowego pracodawcy, gdyby firma oczekiwała częstszej obecności w biurze.

Z raportu wynika, że głównymi priorytetami zawodowymi dla pracowników są dobre wynagrodzenie (25 proc.), work-life balance (24 proc.) oraz zdrowie psychiczne (22 proc.). Jeszcze rok wcześniej wellbeing był wskazywany znacznie rzadziej.

Transparentność i autentyczność nową walutą rynku pracy

Zmienia się także sposób prowadzenia procesów rekrutacyjnych. Ekspert Michael Page podkreśla, że kluczową zmianą w tegorocznych procesach rekrutacyjnych jest odejście od powierzchownych benefitów na rzecz transparentności i autentyczności. – Kandydaci nie chcą wybierać między dobrym wynagrodzeniem a zdrowiem psychicznym. Oczekują obu tych elementów jako spójnego pakietu – podkreśla Radosław Szafrański.

Jak wskazuje raport „Talent Trends”, zaufanie do pracodawcy jest dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzję o pozostaniu w organizacji. Aż 76 proc. osób, które nie planują zmiany pracy, uważa, że firma dba o ich wellbeing. Dla porównania podobne przekonanie ma jedynie 15 proc. aktywnie poszukujących nowego zatrudnienia.
Wellbeing jako odpowiedź na kryzys psychiczny pracowników

Według ekspertów rosnące znaczenie dobrostanu jest bezpośrednio związane z pogarszającą się kondycją psychiczną pracowników i wzrostem liczby absencji związanych z wypaleniem zawodowym.

– Firmy, które oferują konkretne narzędzia wsparcia, takie jak programy edukacyjne czy specjalistyczną pomoc psychologiczną, nie tylko redukują ryzyko wypalenia i rotacji, ale przede wszystkim budują kulturę opartą na zaufaniu, która w dzisiejszym szumie informacyjnym jest najcenniejszą walutą – podsumowuje Radosław Szafrański.

Nowe kary za naruszenia środowiskowe. Rzecznik MŚP apeluje o jasne zasady

Projektowane zmiany w prawie karnym dotyczącym ochrony środowiska wymagają większej precyzji oraz wyważenia pomiędzy skutecznością regulacji a bezpieczeństwem prowadzenia działalności gospodarczej – wskazała Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w opinii przekazanej do Ministerstwa Sprawiedliwości w ramach konsultacji projektu ustawy wdrażającej unijną dyrektywę dotyczącą ochrony środowiska poprzez prawo karne.

W stanowisku podkreśliła, że ochrona środowiska naturalnego pozostaje jednym z wiodących wyzwań współczesnego państwa, jednak nowe przepisy powinny uwzględniać również zasadę proporcjonalności oraz realia funkcjonowania przedsiębiorców, szczególnie sektora mikro, małych i średnich firm. Zastrzeżenia Minister Agnieszki Majewskiej dotyczą m.in. projektowanej odpowiedzialności za czyny nieumyślne oraz rozwiązań mogących prowadzić do nadmiernego rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców. rozwiązań mogących potencjalnie prowadzić do rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców ponad poziom wymagany przez wdrażaną dyrektywę.

Prawo powinno skutecznie chronić środowisko, jednocześnie zachowując zasadę proporcjonalności wobec przedsiębiorców działających w dobrej wierze. Regulacje karne wymagają szczególnej precyzji, ponieważ dotyczą obszaru ingerującego bezpośrednio w bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej oraz stabilność funkcjonowania firmakcentuje Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W przedstawionej opinii zwróciła uwagę, że część projektowanych regulacji może wykraczać poza zakres wymagany przez przepisy prawa Unii Europejskiej. Rzecznik MŚP wskazała również na potrzebę doprecyzowania niektórych rozwiązań, tak aby ograniczyć ryzyko niejednolitej interpretacji przepisów oraz zwiększyć przewidywalność prawa dla przedsiębiorców.

Wdrażanie prawa unijnego powinno odbywać się z poszanowaniem zasad pewności prawa oraz adekwatności sankcji. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku przedsiębiorców sektora MŚP, którzy funkcjonują w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej i coraz większych obciążeń administracyjnychprzypomina Agnieszka Majewska.

Jednocześnie Rzecznik MŚP zwróciła się o ponowne przeanalizowanie części proponowanych przepisów w toku dalszych prac legislacyjnych, wskazując na potrzebę zapewnienia przedsiębiorcom odpowiedniego czasu na dostosowanie się do nowych obowiązków adekwatnego terminu wejścia w życie nowych regulacji oraz szerszego należytego uwzględnienia głosu organizacji przedsiębiorców uczestniczących w ramach prowadzonych konsultacjach publicznych.

Grupa Selena właścicielem portugalskiego holdingu Grupo IGM

Grupa Selena zamknęła pierwszy etap transakcji obejmujący nabycie 66% udziałów portugalskiego holdingu, stając się właścicielem Irmãos Guimarães Martins, SGPS, S.A. (Grupo IGM) – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych. Polski producent, w oparciu o kolejne akwizycje w skali globalnej, konsekwentnie rozwija swoje portfolio o produkty z segmentu termomodernizacji i termoizolacji budynków, dostosowując ofertę do dominujących trendów budowlanych.

Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia
Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia

Zgodnie z informacją podaną przez Grupę Selena w grudniu 2025 r. nabycie udziałów Grupo IGM jest transakcją etapową (staged transaction), a umowę pomiędzy polską Spółką a akcjonariuszami Grupo IGM zawarto pod warunkami zawieszającymi. W połowie kwietnia zakończyło się badanie due diligence, obejmujące w szczególności kwestie finansowe i prawne oraz uzyskano decyzję portugalskiego urzędu antymonopolowego o braku konieczności uzyskania zgody na transakcję. Tym samym spełniły się kluczowe warunki zawieszające zawartej umowy nabycia 66% udziałów, co umożliwiło realizację pierwszego etapu transakcji. Pokazuje to, że proces przejęcia przebiega pomyślnie i zgodnie z przyjętymi założeniami.

Perspektywa lokalna

Grupo IGM posiada wiodącą pozycję na rynku rozwiązań izotermicznych dla budownictwa na Półwyspie Iberyjskim. Spółka koncentruje działalność na produkcji, dystrybucji i sprzedaży materiałów wykorzystywanych przy realizacji dachów oraz elewacji – przede wszystkim płyt warstwowych, profili metalowych oraz elementów wykończeniowych, znajdujących zastosowanie zarówno w obiektach mieszkalnych, jak i przemysłowych. Własne zaplecze produkcyjne w Portugalii daje Grupo IGM istotną przewagę, dzięki której firma notuje znaczący, kilkudziesięcioprocentowy udział w lokalnym rynku płyt warstwowych. Jednocześnie Spółka stopniowo zwiększa skalę działalności za granicą – jej produkty trafiają m.in. do Hiszpanii oraz na wybrane rynki eksportowe. W 2024 roku Grupa IGM zanotowała sprzedaż w wysokości 66,5 mln euro.

Prognozy wskazują, że w latach 2025-2034 rynek paneli warstwowych na Półwyspie Iberyjskim będzie się rozwijał ze średnioroczną stopą wzrostu (CAGR) wynoszącą 5,20%[1].

Dynamikę wzrostu napędzają przede wszystkim liczne nowe inwestycje w budownictwo energooszczędne, intensyfikacja działalności budowlanej oraz coraz powszechniejsze stosowanie zrównoważonych rozwiązań architektonicznych i konstrukcyjnych, szczególnie w sektorze przemysłowym i komercyjnym. Półwysep Iberyjski nie tylko wpisuje się w europejski kierunek zrównoważonego budownictwa, ale jest obecnie jednym z liderów transformacji.

Legislacja, która narzuca trendy

W Unii Europejskiej niskoemisyjne budownictwo przestaje być wyborem, a staje się obowiązującym standardem regulacyjnym. W efekcie dochodzi do strukturalnej zmiany popytu w branży budowlanej w kierunku technologii i materiałów o lepszych parametrach oraz usług wspierających transformację. Dotyczy to również sektora izolacji – na znaczeniu zyskują zaawansowane produkty, które ograniczają straty energii oraz poprawiają wskaźniki użytkowe i redukują koszty eksploatacyjne obiektów.

Zakup portugalskiej Spółki stanowi kolejny krok w konsekwentnym wzmacnianiu pozycji Grupy Selena oraz rozszerzaniu jej portfolio o produkty, które posiadają perspektywiczny potencjał wzrostu i wpisują się w aktualne trendy rynku budowlanego. Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne i zaawansowane technologicznie materiały termoizolacyjne, a finalizacja tej transakcji odzwierciedla rangę tego segmentu w dalszym rozwoju Grupy – komentuje Sławomir Majchrowski, Prezes Zarządu Grupy Selena. – Nie zwalniamy tempa w realizacji planu budowy silnego hubu produkcyjno-dystrybucyjnego w Europie Zachodniej, która jest dla nas priorytetowym kierunkiem globalnego wzrostu. Działania te obejmują zarówno ekspansję organiczną, jak i celowane przejęcia, co potwierdzają ostatnie akwizycje m.in. we Francji – dodaje Sławomir Majchrowski.

Pozostałe 34% udziałów w spółce Grupo IGM zostanie nabyte przez Grupę Selena w drugim etapie transakcji, zgodnie z warunkami i terminami określonymi w umowie nabycia udziałów.

[1] Źródło:  Iberian Sandwich Panel Market Size and Share Outlook – Forecast Trends and Growth Analysis Report (2025-2034)

Benefity dla firm a motywacja pracowników – jak dobrać pakiet benefitów do zespołu?

Benefity potrafią wzmacniać motywację, ale tylko wtedy, gdy pracownik naprawdę z nich korzysta. Karta sportowa, pakiet medyczny czy budżet szkoleniowy nie działają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ich wartość zależy od tego, czy odpowiadają na potrzeby zespołu i czy są łatwe do wykorzystania w codziennym życiu. Z tego artykułu dowiesz się: jak benefity wpływają na motywację, jakie świadczenia działają najlepiej, w jaki sposób dopasować je do zespołu, jak skutecznie wdrożyć pakiet benefitów u siebie.

Dlaczego benefity wpływają na motywację?

Benefity pracownicze zwiększają motywację wtedy, gdy pracownik widzi w nich konkretną wartość. Może to być np. lepszy dostęp do opieki medycznej, możliwość uprawiania ulubionej aktywności fizycznej albo pomoc finansowa.

Mechanizm jest prosty. Pracownik, który może korzystać ze świadczeń dopasowanych do własnej sytuacji, częściej odczuwa, że firma traktuje go podmiotowo. To wzmacnia lojalność i chęć, by dawać z siebie więcej.

Znaczenie ma też autonomia. Możliwość wyboru benefitów zwiększa zaangażowanie, bo pracownik nie dostaje przypadkowego dodatku. Zyskuje on świadczenie, z którego faktycznie chce korzystać.

Benefity, które pobudzają motywację pracowników

Dobrze dopasowany pakiet powinien łączyć kilka obszarów. Sama karta sportowa albo samo ubezpieczenie nie wystarczą, ponieważ zespoły zazwyczaj mają bardziej złożone potrzeby.

Wellbeing i zdrowie

Tutaj dobrze działają:

  • karty sportowe,

  • programy wsparcia psychologicznego,

  • telemedycyna,

  • badania profilaktyczne,

  • inne benefity związane ze zdrowym stylem życia.

Karty sportowe, takie jak FitProfit i FitSport, ułatwiają pracownikom wybór aktywności dopasowanej do ich rytmu dnia — od siłowni, przez basen, po zajęcia grupowe.

Rozwój pracownika

W obszarze rozwoju ważne są:

  • budżety szkoleniowe,

  • mentoring,

  • kursy online,

  • możliwość zdobycia certyfikatów.

To właśnie te benefity pokazują, że firma inwestuje w przyszłość zatrudnionego, a nie tylko w bieżące zadania.

Benefity finansowe

Coraz większe znaczenie mają również pracownicze świadczenia pieniężne (poza podstawową wypłatą). Popularnymi benefitami dla zespołów są:

  • premie,

  • programy oszczędnościowe,

  • ubezpieczenia,

  • doradztwo finansowe,

  • okazjonalne wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych.

Elastyczność i odpowiednia forma pracy to fundament motywacji

Pakiet benefitów powinien pasować do sposobu pracy.

  • Pracownicy zdalni częściej korzystają z rozwiązań cyfrowych, takich jak: telemedycyna, webinary, kursy online i wsparcia home office.

  • Zespoły stacjonarne mogą bardziej doceniać: dofinansowanie dojazdów, posiłki w miejscu pracy, lokalne zajęcia sportowe albo opiekę medyczną blisko biura.

  • W modelu hybrydowym znaczenie z kolei zyskuje dostępność. Benefit powinien działać niezależnie od tego, czy pracownik jest w biurze, w domu czy w podróży. Jeśli korzystanie ze świadczenia wymaga wielu formalności, jego wartość spada.

Personalizacja a kultura organizacyjna

Personalizacja benefitów kształtuje nie tylko na poziom popularności świadczeń. Wpływa też na kulturę organizacyjną. Pokazuje, że firma widzi różnorodność potrzeb i nie zakłada, że jeden model świadczeń pasuje do wszystkich.

Pracownik, który może wybrać między wsparciem zdrowotnym, sportem albo szkoleniem, ma większe poczucie wpływu zarówno na swoją karierę, jak i na dobro zespołu. To nie tylko buduje zaufanie do pracodawcy, ale przede wszystkim zwiększa motywację do pracy.

Warunkiem tego stanu rzeczy jest jednak transparentność. Zasady przyznawania benefitów powinny być zrozumiałe, dostępne i jednakowe dla osób w podobnej sytuacji. Brak jasności może szybko osłabić efekt motywacyjny.

Wdrożenie pakietu benefitów dla zespołów – krótki przewodnik krok po kroku

  • Pierwszy krok: diagnoza potrzeb – firma powinna zebrać dane i sprawdzić, które świadczenia są naprawdę oczekiwane.

  • Drugi krok: zaprojektowanie pakietu – warto połączyć różne rodzaje benefitów (zdrowotne, sportowe, rozwojowe oraz finansowe).

  • Trzeci krok: pilotaż – test na mniejszej grupie przez około pół roku pozwala ocenić, czy pracownicy korzystają z nowych świadczeń i czy rozumieją ich zasady.

  • Czwarty krok: komunikacja – bez jasnej i zaplanowanej komunikacji pakiet benefitów trudno skutecznie wdrożyć. Pomocne w planowaniu komunikacji są: krótkie instrukcje, FAQ, spotkania informacyjne oraz wsparcie menedżerów.

  • Piąty krok: pomiar i korekta – oferta benefitowa nie powinna być zamrożona na lata. Potrzeby pracowników zmieniają się wraz z rynkiem, wiekiem zespołu czy modelem pracy. Benefity powinny nadążać za zmieniającymi się potrzebami zespołu.

Podsumowanie

Dobry pakiet benefitów motywuje, ponieważ odpowiada na prawdziwe potrzeby zespołów. Pakiet taki powinien łączyć różne obszary, w tym: zdrowie, sport, rozwój czy wsparcie finansowe.

Najważniejsze w procesie wdrażania benefitów motywujących pracowników są:

  • diagnoza,

  • swobodny dostęp,

  • transparentne zasady,

  • regularny pomiar efektów.

Świadczenia dla firm nie powinny być przypadkową listą dodatków. Powinny za to tworzyć system, który wzmacnia zaangażowanie, buduje lojalność i pomaga zatrzymać ludzi w organizacji na dłużej.

Suwerenność cyfrowa zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają dane i publiczne pieniądze

Z raportu Sieci Badawczej Łukasiewicz „Cyfrowy bilans Polski. Jak zmienić uzależnienie w suwerenność?” wynika jasno, że skala zależności technologicznej przestała być problemem branżowym, a stała się problemem gospodarczym. W 2016 roku import produktów cyfrowych wynosił około 9 mld zł. W 2024 roku to już blisko 48 mld zł. Tempo wzrostu sięga średnio 25 proc. rocznie. W tym samym czasie eksport pozostaje praktycznie na niezmienionym poziomie około 3 mld zł. W efekcie powstała trwała luka sięgająca około 45 mld zł rocznie, która zasila zagraniczne ekosystemy chmurowe, licencyjne i platformowe. – To nie jest tylko statystyka handlowa. To realny przepływ pieniędzy i kontroli poza Polskę. W efekcie krajowa gospodarka cyfrowa działa dziś na cudzym silniku. I coraz więcej za to płaci – mówi Robert Czarniewski, wiceprezes zarządu i CFO Polcom.

Importujemy cyfrową rzeczywistość

– Dziś mówimy o sytuacji, w której Polska każdego roku transferuje dziesiątki miliardów złotych do zagranicznych dostawców technologii. To nie jest już kwestia wyboru narzędzi IT, tylko strukturalnego uzależnienia całej gospodarki. Jeśli ten trend się utrzyma, to będziemy coraz bardziej konsumentem technologii, a nie ich współtwórcą, a to w długim terminie oznacza utratę konkurencyjności — wskazuje Robert Czarniewski

Polska nie tylko kupuje technologie, ale stopniowo oddaje nad nimi wpływ. Dane są przetwarzane poza krajem, kluczowe systemy opierają się na zagranicznych platformach, a decyzje dotyczące infrastruktury cyfrowej zapadają poza lokalną jurysdykcją. W debacie publicznej temat ten często próbuje się sprowadzić do cyberbezpieczeństwa, ale w praktyce chodzi o coś bardziej fundamentalnego – o to, kto zarabia na cyfryzacji i kto ustala jej zasady.

Podobny kierunek wybrzmiał niedawno podczas inauguracji projektu Local Content, gdzie premier Donald Tusk mówił o potrzebie budowania suwerenności gospodarczej i technologicznej Polski: wierzymy też głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa.

W praktyce może to oznaczać na coraz większą presję na rozwój lokalnej infrastruktury cyfrowej, krajowych kompetencji technologicznych oraz większy udział polskich i europejskich dostawców w strategicznych projektach IT i chmurowych.

Społeczny mandat jest, system nie nadąża

Społecznie ten problem jest już dostrzegany. Badania Digital Poland wskazuje, że 56 proc. Polaków uznaje suwerenność technologiczną za priorytet, a aż 71 proc. deklaruje gotowość wydatkowania większych budżetów w zamian za rozwiązania lokalne. To wyraźny sygnał, że rynek jest gotowy na zmianę. Problem polega na tym, że polityka państwa nie zawsze za tym nadąża.

Z kolei z raportu Polcom „Barometr Cyfrowej Transformacji Polskiego Biznesu 2025-2026” wyłania się obraz systemu, który w praktyce wciąż premiuje globalnych graczy. 15 proc. firm uważa, że polityka państwa sprzyja zagranicznym dostawcom, a 25 proc. wskazuje na brak realnych mechanizmów wsparcia dla polskich firm IT. Tylko 6 proc. przedsiębiorstw widzi konkretne działania wspierające lokalnych lub europejskich dostawców, a taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.

Z perspektywy firm technologicznych największym problemem nie jest brak kompetencji czy kapitału, ale brak spójnej polityki zakupowej państwa. Jeżeli w projektach publicznych w praktyce wygrywają globalni dostawcy, to trudno mówić o budowaniu lokalnego ekosystemu. Suwerenność zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają publiczne pieniądze i jakie kryteria realnie obowiązują w przetargach. To nie są marginalne opinie, tylko sygnał, że rynek widzi wyraźną asymetrię – komentuje wiceprezes Polcom.

Cyfrowe państwo rośnie, ale na cudzej infrastrukturze

Jednocześnie sama cyfryzacja państwa postępuje, choć nie w tempie liderów europejskich. W Unii Europejskiej z e-administracji korzysta już 72 proc. mieszkańców, podczas gdy w Polsce jest to 58,5 proc. Liderzy, jak Dania czy Finlandia, osiągają poziom 96-98 proc.

Oznacza to, że cyfrowych usług publicznych przybywa, a wraz z nimi rośnie ilość danych generowanych przez obywateli i instytucje. Problem polega na tym, że wzrost skali nie zawsze idzie w parze z kontrolą nad tym, gdzie te dane są przetwarzane i kto faktycznie nimi zarządza.

Państwo przyspiesza z cyfryzacją, ale nie zawsze idzie za tym refleksja, gdzie trafiają dane i kto ma do nich dostęp. Możemy mieć nowoczesne e-usługi, ale jeśli ich fundamentem są zewnętrzne platformy, to ta nowoczesność jest w pewnym sensie iluzoryczna. Prawdziwa niezależność zaczyna się dopiero wtedy, gdy kontrolujemy nie tylko aplikacje, ale też infrastrukturę i dane — dodaje Robert Czarniewski.

Biznes już liczy ryzyko

Znacznie bardziej pragmatyczne podejście widać w sektorze prywatnym. Już 43 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum danych na terytorium Polski. To nie jest już kwestia wizerunku czy ideologii, ale twardej kalkulacji biznesowej.

Firmy coraz częściej analizują, w jakiej jurysdykcji działają ich dane i jakie regulacje mogą mieć na nie wpływ. W tle pojawiają się takie akty jak amerykański Cloud Act, który umożliwia dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy niezależnie od miejsca ich fizycznego przechowywania.

Na poziomie europejskim kierunek jest jasno określony. Budowa suwerenności cyfrowej staje się jednym z filarów polityki gospodarczej. Chodzi o to, aby dane europejskich firm i obywateli były przetwarzane w ramach europejskich regulacji i pod kontrolą podmiotów działających w tej samej przestrzeni prawnej. Według prognoz Gartnera do 2029 roku ponad połowa międzynarodowych organizacji wdroży formalne podejście do suwerenności cyfrowej. Dziś robi to zaledwie około 10 proc., co pokazuje, jak dynamiczna zmiana dopiero się rozpędza.

W tym kontekście Polska stoi przed wyborem, który trudno już odkładać. Można dalej funkcjonować jako rynek zbytu dla globalnych dostawców i akceptować rosnący odpływ wartości, albo zacząć świadomie budować własne kompetencje i wzmacniać lokalny ekosystem technologiczny.

Dyskusja o cyfrowej niezależności przestaje być abstrakcyjna. To rozmowa o pieniądzach, o modelu rozwoju gospodarczego i o tym, czy Polska chce być tylko użytkownikiem technologii, czy również ich współtwórcą. W świecie, w którym dane stają się jednym z najważniejszych zasobów, brak kontroli nad nimi oznacza oddanie części wpływu na własną przyszłość – zaznacza Robert Czarniewski, wiceprezes Polcom.

Marcin Sołtysiak: przejęcie Polenergia Fotowoltaika to element szerszej strategii

Marcin Sołtysiak, inwestor branżowy, Prezes Grupy ELQ S.A. oraz główny akcjonariusz Grupy, sfinalizował transakcję nabycia 100% akcji spółki Polenergia Fotowoltaika S.A. Transakcja została przeprowadzona poprzez wehikuł inwestycyjny, powiązany z Grupą Kapitałową ELQ S.A.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. stanowi istotny krok w kierunku rozwoju aktywności inwestycyjnej Marcina Sołtysiaka w sektorze energetycznym oraz budowy szerszego zaplecza kompetencyjnego wokół Grupy ELQ. Transakcja wzmacnia obecność w obszarze energetyki rozproszonej, nowoczesnych rozwiązań OZE oraz usług energetycznych skierowanych do klientów indywidualnych, biznesowych i instytucjonalnych.

Polenergia Fotowoltaika S.A. to spółka posiadająca rozpoznawalność rynkową, doświadczenie operacyjne, zespół, know-how oraz bazę klientów. Te elementy stanowią solidny fundament do dalszego rozwoju pod nowym właścicielem.

Po zmianie właścicielskiej spółka kontynuuje działalność operacyjną bez zakłóceń, realizuje bieżące projekty oraz utrzymuje obsługę klientów zgodnie z dotychczasowymi zasadami. Bieżące umowy, serwis, gwarancje oraz zobowiązania wobec klientów i partnerów pozostają w mocy.

„Nabycie Polenergia Fotowoltaika traktuję jako strategiczny krok w kierunku budowy silnej, skalowalnej pozycji w segmencie energetyki rozproszonej i nowoczesnych rozwiązań OZE. Przejmujemy spółkę z doświadczonym zespołem, realnym know-how oraz zaufaniem klientów — czyli fundamentami, na których można budować dalszy wzrost.

Naszą ambicją nie jest jedynie kontynuacja działalności, ale nadanie jej nowej dynamiki poprzez rozwój technologiczny, poszerzenie oferty, zwiększenie skali operacyjnej oraz wykorzystanie synergii z kompetencjami zgromadzonymi wokół Grupy ELQ w sektorze elektroenergetycznym. Widzimy w tym przejęciu nie pojedynczą transakcję, lecz element szerszej strategii rozwoju w obszarze transformacji energetycznej. Energetyka rozproszona, lokalne źródła energii, usługi dla klientów oraz integracja nowoczesnych rozwiązań OZE będą coraz ważniejszą częścią rynku. Chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie i budować pozycję w segmentach, które będą miały znaczenie dla przyszłości polskiej energetyki.”

— powiedział Marcin Sołtysiak, Prezes Grupy ELQ S.A.

Transakcja wpisuje się w długofalową strategię inwestycyjną Marcina Sołtysiaka, ukierunkowaną na rozwój kompetencji w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym oraz odnawialnych źródeł energii. Powiązanie transakcji z Grupą Kapitałową ELQ S.A. tworzy potencjał do wykorzystania doświadczenia branżowego, organizacyjnego i technicznego zgromadzonego wokół Grupy ELQ.

Celem nowego właściciela jest dalsze wzmacnianie pozycji rynkowej Polenergia Fotowoltaika S.A., rozwój kompetencji zespołu, poszerzanie możliwości operacyjnych oraz budowanie skali działania w oparciu o doświadczenie sektorowe, zaplecze organizacyjne i długofalowe podejście do rozwoju.

W kolejnym etapie planowany jest uporządkowany proces dalszego rozwoju spółki oraz identyfikacji potencjalnych synergii biznesowych. Proces ten będzie prowadzony z zachowaniem ciągłości operacyjnej, stabilności obsługi klientów oraz realizacji bieżących zobowiązań.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. otwiera nowy etap rozwoju w segmencie energetyki rozproszonej — obszarze, który w kolejnych latach będzie odgrywał coraz większą rolę w transformacji energetycznej, zwiększaniu efektywności energetycznej oraz budowie bardziej odpornego, zdecentralizowanego systemu energetycznego.

O Marcinie Sołtysiaku i Grupie ELQ

Marcin Sołtysiak jest inwestorem branżowym, Prezesem Grupy ELQ S.A. oraz głównym akcjonariuszem Grupy(94%). Od lat rozwija działalność w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym i inwestycyjnym, koncentrując się na projektach związanych z transformacją energetyczną, bezpieczeństwem energetycznym oraz budową nowoczesnych modeli rozwoju infrastruktury.

ELQ S.A. to polska grupa działająca w sektorze elektroenergetycznym od 1976 roku, specjalizująca się w rozwiązaniach dla infrastruktury energetycznej, transformacji energetycznej oraz nowoczesnych technologii wspierających bezpieczeństwo i niezależność energetyczną. Grupa rozwija działalność w Polsce i na rynkach zagranicznych, łącząc kompetencje przemysłowe, projektowe, operacyjne i inwestycyjne.

Polacy coraz chętniej wybierają marki własne. Rynek wart już 67 mld zł

0

Rynek marek własnych w Polsce systematycznie zwiększa swój udział w koszyku FMCG. W 2025 roku wydatki w tym segmencie sięgnęły 67 mld zł, co oznacza wzrost o 6,6 proc. rok do roku. Udział wartościowy marek własnych wyniósł 23,5 proc., czyli o 3,8 pkt proc. więcej niż pięć lat wcześniej. W praktyce oznacza to, że już co czwarta złotówka wydawana na produkty FMCG trafia do marek sieci detalicznych.

Po okresie bardzo wysokiej dynamiki w latach 2022-2023 – sięgającej blisko 20 proc. rocznie – tempo wzrostu marek własnych ustabilizowało się w ostatnich dwóch latach na poziomie ok. 7 proc. rocznie. Według danych YouGov za długookresowy wzrost znaczenia marek własnych odpowiada m.in. kanał dyskontów, obejmujący takie szyldy jak Biedronka, Lidl, Netto i Aldi. W 2025 roku gospodarstwa domowe zrealizowały w tym formacie 44 proc. wydatków FMCG w handlu detalicznym. Dyskonty skutecznie konkurują zarówno z małymi sklepami – poprzez ofertę świeżych produktów i pieczywa – jak i z hipermarketami, zwiększając częstotliwość wizyt oraz udział dużych koszyków, w tym zakupów robionych na zapas.

Choć rosnąca rola dyskontów pozostaje jednym z kluczowych czynników wzmacniających segment marek własnych, jego rozwój nie wynika wyłącznie z ekspansji tego formatu. Równolegle zaszła bowiem głęboka zmiana charakteru samej oferty. To, co dziś obserwujemy na polskim rynku, jest efektem złożonej i długoletniej transformacji – od produktów postrzeganych jako tańsza alternatywa do pełnoprawnych brandów z własną tożsamością, rozpoznawalną komunikacją i rosnącą lojalnością nabywców.

– Marki własne w dyskontach przestały być tłem dla brandów producenckich. Są już świadomie budowanymi markami z konkretną obietnicą dla konsumenta – opartą nie tylko na cenie, ale również na wygodzie zakupu, dostępności czy określonym stylu życia. Przykłady takie jak Marletto, Kraina Wędlin, Fruvita, Pilos, K-Stąd Takie Dobre czy Isana pokazują, że marki te obecne są dziś w segmentach premium, funkcjonalnych, lokalnych i ekologicznych, a ich obecność w kampaniach telewizyjnych i online potwierdza profesjonalizację komunikacji. Oferta jest coraz częściej dopasowywana do mikrosegmentów, a ten strategiczny rozwój przekłada się bezpośrednio na wyniki sprzedażowekomentuje Michał Maksymiec, retail client director w YouGov.

83 proc. Polaków robi „smart” zakupy

Zmianom strukturalnym towarzyszy ewolucja postaw konsumenckich. Z raportu YouGov „Shopping Monitor 2026” wynika, że 83 proc. Polaków zalicza się do tzw. smart shoppers, czyli konsumentów planujących zakupy, porównujących ceny jednostkowe, analizujących składy i aktywnie korzystających z narzędzi cyfrowych. Jednocześnie maleje udział osób kierujących się wyłącznie ceną, a rośnie znaczenie jakości, wygody oraz doświadczenia z marką.

– Zjawisko tzw. smart shoppingu wykracza dziś daleko poza proste porównywanie cen. Mamy do czynienia z konsumentami, którzy są świetnie przygotowani do zakupów – wiedzą, czego szukają i nie boją się testować nowości. Marki własne trafiają w ten trend idealnie: oferują dobrą relację wartości do ceny, są łatwo dostępne i coraz częściej wzbudzają zaufanie dzięki stałej jakości i estetyce. To powoduje, że przestają być tylko „opcją w trudnych czasach”, a stają się świadomym wyborem także wśród klasy średniej i młodszych grup konsumentów dodaje Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w YouGov.

Marki własne w niemal każdym koszyku

Z raportu „Shopping Monitor 2026” YouGov wynika, że marki własne są obecne w koszykach praktycznie wszystkich Polaków, niezależnie od stylu zakupowego. Jednocześnie rośnie grupa konsumentów, którzy traktują dyskonty jako podstawowe miejsce codziennych zakupów. Przyciągają one nie tylko ceną i promocjami, ale również szeroką ofertą dostępną wyłącznie w ramach danej sieci. Tzw. „miłośnicy dyskontów” przeznaczają na marki własne nawet ponad jedną trzecią swoich wydatków FMCG. Szczególnie wysoka otwartość na ten segment jest widoczna wśród przedstawicieli generacji Z oraz millenialsów, zwłaszcza w gospodarstwach domowych z dziećmi. Dla nich atrakcyjność oferty marek własnych jest jednym z kluczowych kryteriów wyboru miejsca codziennych zakupów.

Równolegle rośnie znaczenie marek własnych w obszarze innowacji. Sieci rozwijają nowe produkty, warianty i funkcjonalności, a niekiedy inicjują całe kategorie, do których następnie dołączają marki producenckie. Działania te służą nie tylko zwiększaniu ruchu w sklepach, lecz również budowaniu wizerunku i wzmacnianiu postrzeganej wartości oferty. W efekcie granica między marką producenta a marką sieci z perspektywy konsumenta coraz bardziej się zaciera, a sam podział ma często charakter techniczny.

Mimo rosnącej roli marek własnych producenci markowi utrzymują silną pozycję w wybranych segmentach. W kategoriach takich jak napoje typu cola, margaryny, dezodoranty czy maszynki do golenia udział marek własnych nie przekracza 10 proc. Z kolei w segmentach o wysokiej wrażliwości cenowej – m.in. papier toaletowy, ręczniki papierowe, kasze, ryż, owoce mrożone czy dania gotowe – marki własne osiągają od 50 do ponad 70 proc. udziału rynkowego.

– Rynek marek własnych w Polsce dojrzewa – zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Mimo to, producenci markowi nie tracą znaczenia – pozostają źródłem innowacji, silnych emocjonalnych relacji z klientami i szerokiej oferty. Najbliższe lata zapowiadają rywalizację nie tylko na cenę, ale przede wszystkim na jakość, wizerunek, funkcjonalność i wartość postrzeganą przez konsumentapodsumowuje Michał Maksymiec.

Dane z YouGov Shopper Panel (8.000 polskich gospodarstw domowych, zakupy dokonywane przez gospodarstwa domowe na swoje potrzeby – przynoszone do domu)

Luka w przepisach może ujawniać adopcję dziecka. UODO interweniuje

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wystąpił do Minister Zdrowia z wnioskiem o podjęcie prac legislacyjnych dotyczących dokumentacji medycznej dzieci, które zostały przysposobione. Chodzi o dostosowanie zasad wprowadzania zmian w dokumentach medycznych tak, aby skuteczniej chronić dane osobowe dziecka, jego prawo do prywatności oraz informacje związane z adopcją.

Inicjatywę Prezesa UODO poparła Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Problem ma istotne znaczenie praktyczne, ponieważ obecne przepisy nie odpowiadają w pełni sytuacjom, w których po przysposobieniu pełnym dochodzi do zmiany danych identyfikacyjnych dziecka, w tym nadania mu nowego numeru PESEL.

Impulsem do interwencji była skarga matki dziecka, którego danych osobowych nie zaktualizowano prawidłowo po procedurze przysposobienia pełnego. Podmiot medyczny nadal przetwarzał poprzedni numer PESEL małoletniego, mimo że dziecku nadano już nowy numer. W jednym z zaświadczeń lekarskich umieszczono zarówno poprzedni, jak i aktualny numer PESEL, co doprowadziło do ujawnienia informacji o adopcji.

Jak wskazuje UODO, skarżąca poinformowała podmiot medyczny o całkowitej zmianie numeru PESEL. Mimo to placówka nie uwzględniła tej aktualizacji w sposób, który byłby właściwy z punktu widzenia zasad wynikających z RODO. Sprawa pokazała, że obowiązujące regulacje nie dają jednoznacznych narzędzi do odpowiedniego postępowania z dokumentacją medyczną dziecka po pełnym przysposobieniu.

Dokumentacja medyczna podlega ochronie prawnej na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Szczegółowe zasady przetwarzania danych zawartych w takiej dokumentacji określa natomiast rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2020 roku. Zgodnie z obecnymi przepisami wpisu w dokumentacji medycznej nie można po prostu usunąć. Jeżeli został wprowadzony błędnie, należy go skreślić, dodać adnotację o przyczynie błędu, datę oraz oznaczenie osoby, która wprowadziła taką adnotację.

Ten mechanizm, choć uzasadniony z punktu widzenia integralności dokumentacji medycznej, może okazać się niewystarczający w szczególnych przypadkach, takich jak pełne przysposobienie dziecka. Utrzymywanie w obrocie dokumentów zawierających poprzednie dane identyfikacyjne może bowiem prowadzić do ujawnienia informacji, które powinny pozostać chronione. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy po sporządzeniu nowego aktu urodzenia wcześniejsze dane dziecka nie powinny być ujawniane.

Prezes UODO zwraca uwagę, że pozostawienie przepisów w obecnym kształcie może budzić wątpliwości zarówno z perspektywy RODO, jak i Konstytucji RP. Chodzi przede wszystkim o zasadę minimalizacji danych, zgodnie z którą należy przetwarzać wyłącznie informacje niezbędne do określonego celu. Władze publiczne oraz podmioty wykonujące zadania publiczne nie powinny pozyskiwać, gromadzić ani udostępniać danych obywateli w zakresie szerszym, niż jest to konieczne w demokratycznym państwie prawa.

Problem wynika z braku szczególnych przepisów, które pozwalałyby na zmianę danych osobowych dziecka w dokumentacji medycznej po dokonaniu pełnego przysposobienia. Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym przysposobienie pełne tworzy między dzieckiem a osobą przysposabiającą taki stosunek prawny, jaki istnieje między rodzicami a dziećmi. W praktyce oznacza to zmianę nazwiska dziecka, a w niektórych przypadkach również zmianę imienia.

Sąd może również orzec o sporządzeniu nowego aktu urodzenia. W takiej sytuacji dotychczasowy akt urodzenia nie podlega ujawnieniu, a dziecku nadawany jest nowy numer PESEL, który zostaje wpisany do rejestru stanu cywilnego. Poprzednie dane identyfikacyjne są usuwane z aktualnego obrotu prawnego, co powinno znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie również w dokumentacji medycznej.

Lukę w przepisach dostrzegła także Rzeczniczka Praw Dziecka. Monika Horna-Cieślak skierowała wniosek o zmianę przepisów wykonawczych do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Obrony Narodowej oraz Ministra Zdrowia. Proponowane rozwiązanie dotyczy możliwości wydawania dokumentacji medycznej na wniosek przedstawiciela ustawowego lub opiekuna faktycznego w formie odpisu zawierającego aktualne dane osobowe pacjenta wynikające z pełnego przysposobienia.

To ważna różnica, ponieważ odpis — inaczej niż kopia dokumentacji medycznej — może mieć charakter niepełny. Oznacza to, że nie musi zawierać wszystkich danych znajdujących się w oryginalnej dokumentacji, w tym pierwotnych danych identyfikacyjnych pacjenta. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć ryzyko ujawnienia informacji o adopcji osobom lub instytucjom, które nie powinny mieć dostępu do takich danych.

Gotowość do podjęcia działań prawodawczych wyrazili już Minister Obrony Narodowej oraz Minister Spraw Wewnętrznych. Podobną inicjatywę podjął Minister Sprawiedliwości. Znaczenie sprawy jest tym większe, że podmioty lecznicze powinny stosować jednolite zasady prowadzenia dokumentacji medycznej, niezależnie od tego, w jakim systemie organizacyjnym funkcjonują.

Projekt zmian rozporządzenia Ministra Zdrowia znajduje się obecnie na etapie konsultacji publicznych. Prezes UODO wyraził nadzieję, że nowe przepisy zostaną skutecznie wprowadzone i zapewnią właściwe gwarancje dostępu do aktualnych oraz prawidłowych danych osobowych zawartych w dokumentacji medycznej.

Zmiany mają jednocześnie respektować prawo dziecka do prywatności oraz podstawowe zasady przetwarzania danych osobowych. W praktyce chodzi o znalezienie równowagi między koniecznością zachowania ciągłości dokumentacji medycznej a ochroną szczególnie wrażliwych informacji dotyczących historii rodzinnej i prawnej dziecka.

Drees & Sommer kupuje 100% udziałów w ADC

ADC, polska firma specjalizująca się w zarządzaniu projektami i planowaniu inwestycji budowlanych, stała się częścią globalnej firmy doradczej Drees & Sommer. Grupa przejęła 100 proc. udziałów w spółce. Transakcję sfinalizowano 6 maja 2026 r. Przejęcie wzmocni obsługę międzynarodowych i lokalnych klientów Drees & Sommer w Polsce oraz w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Założona w 2018 roku firma ADC oferuje zintegrowane usługi w zakresie architektury, projektowania oraz doradztwa technicznego, a także zarządzania projektami i nadzoru nad realizacją inwestycji. Spółka ugruntowała pozycję silnego gracza na polskim rynku i utrzymuje stabilny wzrost.

Do Drees & Sommer Polska dołączy około 70 pracowników ADC po czym firma będzie zatrudniać łącznie ponad 90 osób w czterech biurach w Polsce zlokalizowanych w Warszawie, Rzeszowie, Wrocławiu i Katowicach. Dzięki integracji zespołów spółka będzie oferować kompleksową obsługę inwestycji w modelu one-stop shop – od projektowania i planowania po realizację i nadzór.

Milowy krok dla Drees & Sommer w Polsce

„Polska jest jednym z najbardziej dynamicznych rynków inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej” – powiedział Steffen Szeidl, Chief Executive Officer i Partner Drees & Sommer. „Przejęcie ADC to ważny krok strategiczny dla Drees & Sommer. Zyskujemy sprawdzonego partnera z silnymi kompetencjami planistycznymi, rozbudowaną siecią relacji na rynku lokalnym oraz bardzo doświadczonym zespołem zarządzającym. To połączenie sprawia także, że znacząco wzmacniamy naszą obecność na polskim rynku, ale również mamy większe możliwości w jego aktywnym rozwoju.”

„ADC doskonale uzupełnia nasze dotychczasowe kompetencje konsultingowe o zaawansowane możliwości w zakresie planowania i realizacji w Polsce” – dodał Jörg Wohlfarth, Partner w Drees & Sommer. „Razem możemy oferować kompleksowe rozwiązania obejmujące cały proces inwestycyjny, łączące międzynarodowe doświadczenie z dogłębną znajomością lokalnego rynku. To kluczowy czynnik sukcesu w realizacji złożonych i wielkoskalowych projektów w Polsce, jak i w całym regionie CEE.”

Rozszerzenie kompetencji interdyscyplinarnych i kompleksowa oferta usług

Dzięki połączeniu sił z ADC Drees & Sommer znacząco wzmacnia swoje interdyscyplinarne kompetencje w Polsce, poszerzając lokalną ofertę o zaawansowane usługi w zakresie planowania i realizacji inwestycji. Przejęcie pozwoli spółce oferować na polskim rynku kompleksowe rozwiązania, łączące usługi doradcze, projektowe, zarządzanie i nadzór w ramach jednej organizacji.

„Dołączenie do Drees & Sommer otwiera przed ADC nowe możliwości rozwoju” – powiedział Bogusław Paciorek, Managing Director ADC. „Jednocześnie zachowujemy naszą kulturę organizacyjną, silną pozycję na rynku lokalnym i dotychczasowy model zarządzania. Nasi klienci skorzystają z szerszej oferty i międzynarodowego doświadczenia.”

Drees & Sommer wyróżnia się tworzeniem zrównoważonych, innowacyjnych i efektywnych ekonomicznie rozwiązań, odpowiadających na indywidualne potrzeby klientów. Dzięki interdyscyplinarnym zespołom firma łączy globalne doświadczenie z lokalną wiedzą ekspercką.  Drees & Sommer działa dziś w ponad 80 lokalizacjach na świecie, realizując blisko 7 000 projektów dla klientów w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Chinach, regionie APAC oraz Ameryce Północnej.

W ciągu ostatnich ośmiu lat ADC zrealizowało ponad 300 projektów w całej Polsce – od dużych inwestycji logistycznych, przemysłowych i biurowych po złożone projekty rewitalizacji miejskiej oraz inwestycje mieszkaniowe.  Do kluczowych realizacji należy m.in. wykonanie centrum dystrybucyjnego o powierzchni 50 000 m² w Opocznie na zlecenie Jerónimo Martins, realizowanego wspólnie z Drees & Sommer w formule obejmującej projektowanie, zarządzanie projektem i nadzór nad realizacją.

Do pozostałych projektów należą m.in. rewitalizacja historycznego Domu Towarowego Braci Jabłkowskich w Warszawie, rozbudowa zakładu produkcji soli spółki Quemetica w Janikowie, duże inwestycje mieszkaniowe realizowane dla Victoria Dom w stolicy i okolicach o łącznej powierzchni przekraczającej 100 000 m², a także realizacja innowacyjnej zajezdni autobusowej z infrastrukturą do tankowania wodoru w Koninie, wspierającej niskoemisyjny transport publiczny.

„Nasze zespoły łączą wspólne wartości oraz ambicja dostarczania wysokiej jakości zintegrowanych rozwiązań projektowych” – dodaje Łukasz Lenczewski, Managing Director w ADC. „Dotychczasowa bliska współpraca ADC i Drees & Sommer już się sprawdziła w praktyce. Razem jesteśmy lepiej przygotowani, aby wspierać realizację złożonych projektów w Polsce i poza jej granicami.”

Na razie oficjalna nazwa firmy ADC Sp. z o.o.  się nie zmieni. Organizacja będzie działać pod logo „ADC – Part of Drees & Sommer”, a kierownictwo pozostanie w dotychczasowym składzie.

Przewóz już 10 kg odzieży i 20 sztuk obuwia pod ścisłą kontrolą . Na firmy z branży sypią się pierwsze kary

Od 17 marca 2026 r. działający w Polsce system monitorowania przewozu towarów SENT został rozszerzony o nowe kategorie produktów – w tym odzież, odzież używaną oraz obuwie. To przełomowa zmiana dla firm z sektora mody, e-commerce, handlu i logistyki. Oznacza ona bowiem nowe obowiązki administracyjne, których niedopełnienie grozi poważnymi sankcjami finansowymi. Przedsiębiorcy, którzy nie zdążyli się przygotować, muszą pilnie nadrobić zaległości. Przeprowadzono już prawie 700 kontroli. Brak zgłoszenia przewozu już więcej niż 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach – ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Pierwsze kary. Branża apeluje o zmiany

Pierwsze dane pokazują, że system już działa z pełną intensywnością. W ciągu pierwszego miesiąca dokonano 55 tys. zgłoszeń, przeprowadzono 653 kontrole, w 86 przypadkach wykryto nieprawidłowości oraz nałożono 34 mandaty. Nie jest jednak jasne, jaka część naruszeń wynikała z celowego działania, a jaka z błędów lub niejasności przepisów.

Coraz więcej przedsiębiorców wskazuje, że obecny kształt przepisów wymaga pilnej korekty. Szczególnie zagrożone są mikro i małe firmy, które często nie dysponują odpowiednim zapleczem administracyjnym do obsługi nowych obowiązków. Bez zmian system SENT – zamiast ograniczać nadużycia – może stać się poważną barierą dla legalnie działających przedsiębiorstw w branży modowej.- ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Czym jest system SENT i jak działa

SENT, czyli System Elektronicznego Nadzoru Transportu, funkcjonuje w Polsce od 2017 r. jako narzędzie Krajowej Administracji Skarbowej do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych. System opiera się na obowiązku zgłaszania transportów oraz ich bieżącego nadzorowania – w tym często także śledzenia geolokalizacji pojazdów. Pierwotnie SENT obejmował głównie takie towary jak paliwa, alkohol czy wyroby tytoniowe – sektory szczególnie narażone na nadużycia podatkowe i działalność szarej strefy. Dzięki systemowi możliwe stało się ograniczenie wyłudzeń VAT oraz zwiększenie kontroli nad obrotem towarami wysokiego ryzyka. W praktyce SENT to rozbudowany system raportowania realizowany za pośrednictwem platformy PUESC. Wymaga on od przedsiębiorców szczegółowego przekazywania danych o przewozach – od informacji o towarze (kod CN, masa, ilość), przez dane kontrahentów, aż po szczegóły dotyczące transportu i przewoźnika. W wielu przypadkach konieczne jest również zapewnienie ciągłej transmisji danych lokalizacyjnych pojazdu.

Dlaczego odzież i obuwie trafiły do SENT. Niskie progi, szeroki obowiązek

Rozszerzenie systemu na branżę modową to kolejny etap uszczelniania systemu podatkowego. Choć odzież i obuwie nie są klasycznymi „towarami wrażliwymi” jak paliwa czy alkohol, to sektor ten charakteryzuje się ogromną skalą obrotów. Bezpośrednim impulsem do zmian były nadużycia związane z importem towarów – zwłaszcza z Azji – w tym zaniżanie ich wartości i unikanie opodatkowania. W efekcie nowe przepisy obejmują około 100 tys. firm działających w Polsce.

Nowe regulacje obejmują transporty przekraczające bardzo niskie limity – już powyżej 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia. To oznacza, że obowiązek zgłoszenia dotyczy ogromnej liczby codziennych operacji logistycznych. Przed rozpoczęciem transportu przedsiębiorca musi dokonać zgłoszenia w SENT poprzez PUESC. Zgłoszenie obejmuje szczegółowe dane dotyczące: nadawcy i odbiorcy, rodzaju i ilości towaru oraz środka transportu i przewoźnika. Kierowca musi posiadać numer referencyjny zgłoszenia oraz dokumenty przewozowe i okazywać je podczas kontroli. W wielu przypadkach wymagane jest także aktywne urządzenie GPS przekazujące dane w czasie rzeczywistym. Po zakończeniu przewozu konieczne jest jego potwierdzenie w systemie. – dodaje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Surowe sankcje i realne ryzyko. Niejasne przepisy i ciężar dowodu

Największe obawy przedsiębiorców budzą sankcje. Brak zgłoszenia przewozu może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach. Dodatkowe kary obejmują: 10 tys. zł za brak aktualizacji danych oraz 10 tys. zł za brak działającego urządzenia GPS.

Tak restrykcyjne przepisy szczególnie dotykają firmy e-commerce i importerów operujących dużą liczbą przesyłek o niskiej wartości jednostkowej. W praktyce nawet drobny błąd formalny może generować poważne konsekwencje finansowe. Dodatkowym problemem jest niejednoznaczna interpretacja przepisów. Z jednej strony sprzedaż na rzecz konsumentów nie powinna podlegać obowiązkowi zgłoszenia w SENT. Z drugiej – przedsiębiorcy muszą być w stanie udowodnić ten fakt podczas kontroli. Oznacza to konieczność posiadania dokumentów potwierdzających charakter transakcji. W praktyce jednak organy mogą kwestionować przedstawione dowody, co znacząco zwiększa ryzyko sporów i sankcji.- komentuje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Beesafe ma nowego prezesa. Daniel Byster zastąpił Annę Włodarczyk-Moczkowską

Z początkiem maja stanowisko prezesa zarządu Beesafe objął Daniel Byster, dotychczasowy członek zarządu spółki odpowiedzialny za rozwój sprzedaży. Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezeska Compensy, która od połowy ubiegłego roku kierowała Beesafe, została powołana do rady nadzorczej spółki.

Daniel Byster jest związany z Beesafe od 2019 roku. Jako członek zarządu nadzorował obszar sprzedaży oraz wzmacnianie pozycji spółki w kanałach cyfrowych. Równolegle, od 2024 roku, pełni funkcję Dyrektora Biura Marketingu i Sprzedaży Cyfrowej w Compensie. Przed dołączeniem do Beesafe pracował m.in. w T-Mobile, Avivie czy LINK4, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i działania marketingowe.

Od sześciu lat mam przyjemność obserwować, jak Beesafe przesuwa granice tego, co możliwe w ubezpieczeniach. Obejmując stery spółki, chcę skupić się na dalszym wzroście biznesu w kanałach cyfrowych oraz wzmacnianiu naszej roli hubu technologicznego dla polskich spółek VIG. Jesteśmy w trakcie fundamentalnych zmian, które sztuczna inteligencja wnosi do branży finansowej. Dlatego technologia to dla nas coś więcej niż efektywność – to fundament nowoczesnego modelu ubezpieczeń, który wspólnie budujemy w całej grupiemówi Daniel Byster, prezes Beesafe.

Beesafe jest jednym z kluczowych motorów transformacji cyfrowej w Grupie VIG. Spółka udowadnia, że można skutecznie i efektywnie łączyć dynamiczny wzrost biznesu ubezpieczeniowego z zaawansowaną technologią i innowacjami. Jestem przekonany, że powołanie Daniela dodatkowo przyspieszy ten rozwój, w szczególności w kontekście wykorzystania nowych technologii, w tym wdrażania rozwiązań opartych na kluczowej dla rozwoju biznesu ubezpieczeniowego technologii sztucznej inteligencji – podkreśla Harald Riener, przewodniczący rady nadzorczej Beesafe i członek zarządu VIG.

Zmiana w zarządzie wpisuje się w dalszy rozwój Beesafe jako podmiotu łączącego kompetencje sprzedażowe z zaawansowanym zapleczem technologicznym. Zgodnie ze swoją strategią spółka pełni funkcję hubu technologicznego dla polskich spółek Vienna Insurance Group, wspierając Compensę, InterRisk i Vienna Life w obszarze innowacji produktowych, automatyzacji procesów czy wykorzystania sztucznej inteligencji. Równolegle rozwija sprzedaż ubezpieczeń pod własną marką w kanałach cyfrowych oraz za pośrednictwem partnerów, takich jak Rankomat czy Mubi.

Beesafe to „cyfrowe serce” polskiej rodziny VIG i cieszę się, że Daniel, który współtworzył sukcesy sprzedażowe spółki, będzie odpowiedzialny za jej dalszy rozwój. Jestem przekonana, że jego unikalna perspektywa – łącząca sprzedaż, marketing i technologie, w tym sztuczną inteligencję – pozwoli nam jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby klientów i rynkumówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, członek rady nadzorczej Beesafe i prezes Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

Compensa jest jednym z trzech udziałowców Beesafe. Pozostali to Vienna Insurance Group oraz Vienna Life. W skład zarządu Beesafe, obok Daniela Bystera, wchodzi także Marcin Grabowski, odpowiedzialny za obszar technologiczny.

Magazyny energii poprawią efektywność sprzedaży energii z farm Grupy Mosty

Grupy Mosty, działająca m.in. w branży energetyki odnawialnej, której spółka zależna uplasowała emisję zielonych obligacji i wprowadziła je na Catalyst, instaluje pierwsze magazyny energii w ramach rozbudowy obecnie eksploatowanych farm słonecznych i wiatrowych. Równolegle do prac budowlanych, prowadzone są działania związane z włączeniem nowo zainstalowanych magazynów do sieci oraz rozpoczęciem świadczenia usług bilansujących dla systemu elektroenergetycznego. Docelowo do 2030 r. Grupa Mosty planuje uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh.

„Odebraliśmy pierwsze magazyny energii i zgodnie z planem instalujemy je w wybranych lokalizacjach. Pracujemy nad włączeniem ich do sieci i procesem kwalifikacji Dostawcy Usług Bilansujących, która jest kluczowa do zwiększenia naszych przychodów. Integracja magazynów z istniejącymi farmami OZE pozwoli na bilansowanie systemu, optymalizację ceny sprzedaży energii oraz świadczenie usług systemowych” – mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Magazyny energii Grupy Mosty instalowane są przy ponad 30 projektach OZE, farmach słonecznych oraz wiatrowych. Zakończenie prac instalacyjnych planowane jest na IV kwartał br.

„Do 2030 r. planujemy uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh. W realizacji celów wspierają nas środki pozyskane z emisji zielonych obligacji” – mówi Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty.

Magazyny energii wraz z eksploatowanymi instalacjami wytwórczymi zostaną połączone w jeden wspólnie zarządzany system. Docelowo uzyskają status Dostawcy Usług Bilansujących. Instalacje będą sterowane przez wybrany podmiot, z którym Grupa Mosty podpisze Umowę Optymalizacyjną.

Cyberataki rosną szybciej niż gotowość firm

Skala zagrożeń w polskiej cyberprzestrzeni przestała być abstrakcją. Z danych opublikowanych przez CERT Polska wynika, że w 2025 roku liczba zarejestrowanych incydentów cyberbezpieczeństwa wzrosła o 152% rok do roku. Jednocześnie odnotowano blisko 3500 incydentów opartych na szkodliwym oprogramowaniu, to o 81% więcej niż rok wcześniej.

Jest to nowa skala ryzyka, z którą mierzą się przedsiębiorcy. Widać to wyraźnie w badaniu Mastercard, z którego wynika, że cyberataku doświadczyło około 25% małych firm, 44% średnich i co druga duża organizacja w Polsce. Mimo to ponad połowa małych przedsiębiorstw (54%) nigdy nie szkoliła pracowników z cyberbezpieczeństwa, a plan reagowania na incydenty posiada jedynie 18% z nich. Najczęściej ofiarami cyberprzestępców padają firmy produkcyjne (49%), handlowe (38%) i e-commerce (34%). I nie jest to przypadek.

Największym błędem, jaki widzimy w firmach, jest traktowanie cyberbezpieczeństwa jako tematu czysto technicznego, którym powinien zająć się dział IT. Tymczasem to obszar bezpośrednio wpływający na ciągłość działania biznesu. Cyberatak to często zatrzymana produkcja, brak dostępu do systemów, paraliż operacyjny i realne straty finansowe w firmie – mówi Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Dlaczego firmy są zaskakiwane skalą problemu

W praktyce wiele przedsiębiorstw inwestuje w zabezpieczenia, nie mając pełnego obrazu własnej infrastruktury. Nie wiedzą, gdzie znajdują się krytyczne dane, jak połączone są systemy, które urządzenia w sieci stanowią najsłabsze ogniwo ani kto realnie ma dostęp do ich zasobów.

Bez pełnej widoczności infrastruktury i przepływu danych, firmy inwestują w bezpieczeństwo trochę na ślepo. Najpierw trzeba zrozumieć, co tak naprawdę wymaga ochrony i gdzie są realne punkty ryzyka. Dopiero takie uporządkowanie daje efekty – podkreśla Piotr Niemczyk z Tipping Point Works.

Co to oznacza w praktyce? Ekspert wskazuje na większą widoczność ryzyk, jasne priorytety bezpieczeństwa, szybsze reagowanie na problemy i, co kluczowe dla branży produkcyjnej, mniej przestojów operacyjnych.

Człowiek jako najsłabsze ogniwo

Dominujące dziś typy ataków to ransomware, phishing, manipulacje mailowe i SMS-owe (social engineering) czy ataki na systemy uwierzytelniania. W wielu przypadkach nie wymagają one zaawansowanego włamania, wystarczy jedno kliknięcie pracownika.

Widzimy firmy z dobrymi zabezpieczeniami technicznymi, które padają ofiarą jednego maila. Świadomość pracowników jest równie ważna jak systemy ochrony i infrastruktura IT. Dzisiejsze ataki coraz rzadziej polegają na włamaniu do systemu, a coraz częściej na skutecznej manipulacji pracownikiem. Wiadomości phishingowe wykorzystują presję czasu, podszywanie się pod kontrahentów czy działy wewnętrzne firmy i do złudzenia przypominają zwykłą korespondencję służbową. W takiej sytuacji to użytkownik, a nie system nieświadomie przekazuje przestępcy dostęp do newralgicznych informacji – informuje Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Tymczasem statystyki pokazują, że edukacja w tym obszarze jest wciąż marginalizowana, szczególnie w mniejszych firmach.

NIS2 i nowelizacja KSC

Od 2 kwietnia 2026 r. obowiązuje nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa implementująca dyrektywę NIS2. Nowe przepisy obejmują szeroką grupę przedsiębiorstw, w tym firmy produkcyjne, spożywcze, zajmujące się gospodarką odpadami, elektroniką, działalnością badawczo-rozwojową czy platformy cyfrowe.

Organizacje muszą dziś nie tylko reagować na incydenty, ale systemowo zarządzać bezpieczeństwem, co w praktyce oznacza wyznaczenie osób odpowiedzialnych, wdrożenie dokumentacji, umożliwienie zgłaszania incydentów oraz ich raportowanie w krótkich terminach.

Dla wielu firm NIS2 będzie pierwszym momentem, kiedy zobaczą, że nie mają uporządkowanego bezpieczeństwa. Te regulacje wymuszają dojrzałość organizacyjną, której wcześniej często brakowało – zauważa Piotr Niemczyk.

Bezpieczeństwo jako fundament wdrażania AI

Równolegle coraz więcej firm planuje inwestycje w analizę danych, automatyzację i rozwiązania AI. Jednak bez uporządkowanego i bezpiecznego środowiska technologicznego takie projekty niosą dodatkowe ryzyko.

Nie da się bezpiecznie wdrażać AI na niekontrolowanej, nieuporządkowanej infrastrukturze. Bezpieczeństwo technologiczne jest fundamentem wszystkich nowoczesnych rozwiązań opartych na danych – podkreśla Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Pint Works.

Dlatego firmy, które myślą o AI, muszą najpierw uporządkować dane, zabezpieczyć infrastrukturę, wdrożyć monitoring systemów i mieć pełną kontrolę nad dostępami – dodaje ekspert.

W praktyce oznacza to zmianę myślenia. Bezpieczeństwo technologiczne nie jest już dodatkiem do projektów cyfrowych, ale ich punktem wyjścia. Organizacje, które chcą rozwijać analitykę danych, automatyzację i rozwiązania oparte na AI, muszą mieć pewność, że środowisko, na którym te rozwiązania będą działać, jest stabilne, przejrzyste i odporne na ataki.

Nastroje w logistyce słabną, a firmy ostrożniej planują inwestycje

Nastroje w sektorze logistyki i łańcucha dostaw w Polsce uległy ochłodzeniu – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Wskaźnik optymizmu obniżył się w porównaniu z poprzednią edycją badania, wracając poniżej poziomu uznawanego za neutralny. Oznacza to pogorszenie nastrojów wśród respondentów. Wyniki pokazują większą ostrożność firm działających w sektorze, którą wzmacnia jeszcze konflikt na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliw. Mimo to otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje pozytywne, a firmy zamierzają powiększać powierzchnię magazynową.  

Spadek nastrojów jest związany przede wszystkim z wyzwaniami operacyjnymi, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa logistyczne i firmy korzystające z usług łańcucha dostaw. Respondenci wskazują m.in. na wysokie i zmienne koszty działalności, w tym koszty energii i transportu, niedobory wykwalifikowanej siły roboczej oraz niepewność geopolityczną wpływającą na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe. W efekcie część firm przyjmuje bardziej zachowawcze podejście do inwestycji i planowania rozwoju.

Przedstawiciele firm produkcyjnych i handlowych wykazują większą ostrożność w ocenach nastrojów rynkowych, pozostając poniżej poziomu neutralnego. Operatorzy logistyczni prezentują natomiast postawy bliższe równowagi, sygnalizujące jedynie umiarkowane pogorszenie nastrojów.

– Tegoroczne wyniki badania pokazują, że sektor logistyki i łańcucha dostaw funkcjonuje dziś w warunkach podwyższonej ostrożności decyzyjnej. Choć otoczenie makroekonomiczne pozostaje relatywnie stabilne, decyzje firm są dziś silniej determinowane przez czynniki operacyjne i poziom kosztów. Zróżnicowanie nastrojów pomiędzy operatorami logistycznymi a producentami i firmami handlowymi dobrze odzwierciedla różne poziomy ekspozycji na bieżące wyzwania rynkowe – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.

Ostrożność przy rosnącym popycie na magazyny

Zmiana klimatu biznesowego jest widoczna także w ocenie bieżących warunków działalności. Więcej firm (58 proc.) uznało je za bardziej wymagające niż rok wcześniej (44 proc.). Jednocześnie oczekiwania na kolejne 12 miesięcy są nieco bardziej zrównoważone – 40 proc. respondentów spodziewa się stabilizacji, a 38 proc. pogorszenia warunków prowadzenia działalności.

Mimo ostrożnego sentymentu pojawiają się również pozytywne sygnały dla rynku nieruchomości logistycznych. Aż 58 proc. firm przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 roku. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Jednocześnie rośnie wrażliwość na koszty – respondenci częściej niż rok wcześniej wskazują na wyzwania związane z poziomem czynszów oraz jakością i parametrami technicznymi obiektów.

– Rosnący popyt na powierzchnię magazynową, który potwierdza 58 proc. respondentów, idzie w parze z wyraźną zmianą oczekiwań jakościowych. Firmy poszukują dziś przede wszystkim nowych obiektów – preferuje je zdecydowana większość operatorów logistycznych planujących ekspansję. Jednocześnie widzimy, że Polska znacząco poprawiła swoją pozycję w zakresie atrakcyjności inwestycyjnej. W tegorocznym badaniu połowa respondentów ocenia ją jako lepszą od europejskiej średniej, podczas gdy rok wcześniej wskazywał tak co czwarty ankietowany. To istotna zmiana, która potwierdza strategiczną rolę Polski w nearshorigowych strategiach europejskich firm – mówi Bartłomiej Hofman, Managing Director, P3 Logistic Parks w Polsce.

Automatyzacja i zrównoważony rozwój

Raport CBRE i P3 pokazuje również rosnącą rolę technologii w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Inwestycje w rozwiązania cyfrowe i automatyzację są postrzegane przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności operacyjnej oraz optymalizację procesów magazynowych i dystrybucyjnych. Wśród najważniejszych efektów wdrażania nowych technologii firmy wskazują wzrost wydajności operacyjnej i lepszą kontrolę nad procesami.

Coraz większe znaczenie zyskuje także zrównoważony rozwój w logistyce. Wiele firm wdraża rozwiązania związane z efektywnością energetyczną w magazynach, inicjatywy środowiskowe czy działania ograniczające zużycie zasobów. Jednocześnie respondenci podkreślają, że decyzje inwestycyjne w tym obszarze są w dużej mierze motywowane wymaganiami regulacyjnymi oraz oczekiwaniami partnerów biznesowych.

Martyna Kurkowska-Trzmiel rzeczniczką prasową DPD Polska

Martyna Kurkowska-Trzmiel w nowej roli odpowiada za komunikację zewnętrzną i relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację kryzysową i działania CSR. Pełni również funkcję rzeczniczki prasowej firmy.

Przed dołączeniem do DPD Polska, Martyna Kurkowska-Trzmiel pełniła funkcję PR Managerki na Polskę w firmie Bolt, gdzie odpowiadała za strategię komunikacyjną firmy na polskim rynku, włączając w to m.in. prowadzenie biura prasowego, kampanie reputacyjne oraz komunikację kryzysową, a także reprezentowała firmę podczas wydarzeń branżowych i przygotowywała ekspertów do wystąpień publicznych. Wcześniej jako Account Manager w zespole Technology agencji Burson (dawniej Hill&Knowlton) prowadziła projekty komunikacyjne dla Mety (Facebooka), Spotify czy Amazon. Doświadczenie zdobywała również w agencjach 24/7Communication oraz Havas PR Warsaw.

W DPD Polska Martyna Kurkowska-Trzmiel będzie odpowiadać za komunikację zewnętrzną, relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację w sytuacjach kryzysowych, a także rozwój działań z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Do jej zadań należy również pełnienie funkcji rzeczniczki prasowej spółki.

Martyna Kurkowska-Trzmiel jest absolwentką Université Paris-Sorbonne, oraz Uniwersytetu Warszawskiego Jej kompetencje w obszarze komunikacji kryzysowej zostały docenione przez środowisko branżowe – wystąpiła m.in. jako prelegentka podczas 5. Kongresu Komunikacji Kryzysowej. Regularnie uczestniczy także w debatach i wydarzeniach poświęconych komunikacji oraz zarządzaniu reputacją marki.

Wyścig o AI przenosi się do energetyki. Tania i stabilna energia staje się kluczowa

Wyścig o sztuczną inteligencję przez długi czas kojarzył się głównie z procesorami, modelami językowymi i oprogramowaniem. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że jego prawdziwe wąskie gardło to system energetyczny. Wraz z gwałtowną budową wielkich centrów danych dostęp do taniej energii staje się kluczowym czynnikiem decydującym o skali i tempie tego boomu. Firmy związane z AI starają się zapewnić sobie dostęp do taniej energii. Jednym ze sposobów jest budowa modułowych reaktorów SMR. Podobne reaktory powinny pojawić się za kilka lat także w Polsce.

Obciążenia generowane przez sztuczną inteligencję wymagają ogromnych ilości prądu. Szacuje się, że samo działanie ChatGPT może obecnie pochłaniać nawet 40 mln kWh dziennie. To oznacza, że roczne zużycie energii przez ChatGPT przewyższa całkowite zużycie energii elektrycznej w 117 krajach o najniższej konsumpcji. Trenowanie i obsługa dużych modeli wymaga nie tylko dużych ilości energii, ale także jej stabilnych dostaw i wysokich parametrów jakościowych napięcia. W grę wchodzą bowiem centra danych pełne wrażliwego sprzętu i kosztownych procesorów, które muszą być chronione przed wahaniami napięcia.

Dlatego nowym strategicznym polem walki staje się infrastruktura sieciowa oraz własne, dedykowane źródła energii. Energia elektryczna zaczyna pełnić funkcję kręgosłupa rozwoju sztucznej inteligencji. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej zapotrzebowanie centrów danych na energię wzrosło w 2025 roku o 17%, a w przypadku centrów danych wyspecjalizowanych w AI rosło jeszcze szybciej. To tempo znacznie wyższe niż wzrost globalnego popytu na prąd, który wyniósł 3%.

W dążeniu do zapewnienia stabilnych dostaw energii dla energochłonnych centrów danych i modeli AI Microsoft oraz Google zwracają się ku energetyce jądrowej. Microsoft uczestniczy w ponownym uruchomieniu reaktora Three Mile Island Unit 1, natomiast Amazon inwestuje w partnerstwa mające na celu wdrażanie małych modułowych reaktorów jądrowych. Ten trend dotyczy także Polski, gdzie małe reaktory modułowe coraz częściej pojawiają się jako uzupełnienie dużej energetyki jądrowej. Najbardziej zaawansowane są projekty rozwijane przez Orlen i Synthos, oparte na technologii BWRX-300, ale nie jest to jedyna ścieżka. Równolegle w grze pozostają inne propozycje, w tym brytyjskie reaktory Rolls-Royce SMR, nad którymi pracuje Industria Nuclear Solutions. Mały atom przestaje być wizją przyszłości, a staje się realnym fundamentem dla dużych odbiorców przemysłowych.

Zmienia się także sposób patrzenia na spółki użyteczności publicznej i firmy z sektora infrastruktury energetycznej. Coraz rzadziej są one postrzegane wyłącznie jako część tradycyjnej energetyki. Coraz częściej stają się kluczowym zapleczem gospodarki cyfrowej. Dobrym przykładem jest Siemens Energy, który dostarcza transformatory i aparaturę łączeniową potrzebną do podłączania centrów danych do sieci wysokiego napięcia. Jednocześnie turbiny gazowe tej firmy mogą zapewniać lokalną produkcję energii, współpracując z bateriami i zastępując tradycyjne generatory dieslowskie. To pozwala centrom danych rozwijać się częściowo niezależnie od istniejącej sieci. W sytuacji, gdy Microsoft, Google czy Meta rozbudowują centra danych niemal za wszelką cenę, firmy dostarczające kluczową infrastrukturę energetyczną zyskują bardzo silną pozycję negocjacyjną.

Obok Siemens Energy pojawia się nowa grupa producentów energii, którzy stają się głównymi beneficjentami wyścigu AI. W USA firma NextEra Energy wykorzystuje portfel projektów wiatrowych, słonecznych i magazynów energii, by zawierać wieloletnie kontrakty z firmami chmurowymi i AI. Jednocześnie spółka nie ogranicza się do OZE, a rozwija także projekty gazowe i wspiera ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej Duane Arnold, która ma pomóc zasilić centra danych Google. Podobny kierunek obrał Brookfield Renewable, zapewniając dostawy energii dla Microsoft. Te umowy pokazują, że popyt generowany przez AI zaczyna bezpośrednio przekładać się na przepływy pieniężne firm energetycznych i infrastrukturalnych.

Obciążenie sieci energetycznych wykracza daleko poza same centra danych. Przyspieszona adopcja pojazdów elektrycznych powoduje drugą falę wzrostu zapotrzebowania, ponieważ miliony punktów ładowania oraz coraz szybsza infrastruktura ładowania zużywają ogromne ilości energii. Tworzy to dodatkowe obciążenie dla sieci, które nigdy nie były projektowane z myślą o takim poziomie zapotrzebowania. Jednocześnie geopolityczne napięcia ostatnich lat, od wojny w Ukrainie po blokadę Cieśniny Ormuz, sprawiły, że strategiczne znaczenie bezpieczeństwa energetycznego stało się niemożliwe do zignorowania.

Rezultatem jest strukturalna i wieloletnia zmiana w zapotrzebowaniu na energię elektryczną, wykraczająca daleko poza pojedynczy cykl technologiczny. Centra danych AI, floty pojazdów elektrycznych oraz szeroka elektryfikacja przemysłu jednocześnie obciążają tę samą sieć energetyczną, a firmy budujące, modernizujące i zasilające tę sieć znajdują się na przecięciu wszystkich tych trendów. W tym kontekście największym wąskim gardłem obecnego boomu na AI mogą być nie chipy, lecz zdolność do budowy i kontroli systemów zasilających cały cyfrowy świat.

Rzecznik MŚP apeluje do rządu o większy udział polskich firm w strategicznych inwestycjach

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska oraz Ministra Aktywów Państwowych Wojciecha Balczuna z apelem o wdrożenie skutecznych mechanizmów wspierających udział lokalnych przedsiębiorstw sektora MŚP w strategicznych inwestycjach krajowych, regionalnych i lokalnych. Wystąpienie stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez organizacje pracodawców oraz instytucje wspierające rozwój gospodarczy województwa pomorskiego.

W piśmie Rzecznik MŚP podkreśla, że realizacja idei tzw. local content w polityce zakupowej państwa ma istotne znaczenie dla wzmacniania konkurencyjności polskich przedsiębiorców oraz budowania odporności gospodarki. Zwraca również uwagę, że strategiczne inwestycje powinny przekładać się na wymierne korzyści dla krajowych firm, w tym transfer wiedzy, rozwój kompetencji oraz wzrost innowacyjności.

Polskie firmy sektora MŚP muszą mieć możliwość uczestniczenia w największych projektach inwestycyjnych realizowanych w kraju. Strategicznym inwestycjom powinno towarzyszyć wzmacnianie krajowego potencjału gospodarczego, rozwój kompetencji lokalnych przedsiębiorstw oraz budowanie trwałych przewag konkurencyjnych polskiej gospodarkipodkreśla Dagmara Rybicka, Zastępca Dyrektora Gabinetu Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i Rzecznik prasowy.

W swoim wystąpieniu Minister Agnieszka Majewska wskazała, że do Biura docierają sygnały świadczące o niewystarczającym poziomie zaangażowania lokalnych przedsiębiorców w przedsięwzięcia o fundamentalnym znaczeniu dla państwa. Problem ten widoczny jest m.in. przy realizacji inwestycji energetycznych w regionie pomorskim, choć jak zaznacza dotyczy również innych sektorów oraz różnych części kraju.

Silny udział krajowych przedsiębiorców w strategicznych inwestycjach stanowi jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego państwa. Potrzebne są rozwiązania, które zwiększą dostęp polskich firm do łańcuchów dostaw i procesów inwestycyjnych, obecność polskich firm w łańcuchach dostaw i procesach inwestycyjnych, szczególnie w obszarach mających znaczenie dla rozwoju infrastruktury, energetyki oraz nowych technologiiprecyzuje Dagmara Rybicka.

W piśmie skierowanym do przedstawicieli rządu Rzecznik MŚP zaapelowała również o zintensyfikowanie działań służących wzmacnianiu udziału local content w polityce inwestycyjnej państwa oraz zapewnienie, że publiczne deklaracje dotyczące wsparcia polskich przedsiębiorców znajdą szybkie odzwierciedlenie w praktyce gospodarczej.

Pinsent Masons rozpoczyna działalność w Polsce. Kancelaria startuje z ponad 40-osobowym zespołem

Międzynarodowa firma prawnicza Pinsent Masons otwiera biuro w Warszawie i rozpoczyna działalność z ponad 40-osobową strukturą. Skala otwarcia oraz doświadczenie warszawskiego zespołu pozwalają firmie od początku obsługiwać złożone projekty inwestycyjne.

Nowa kancelaria powstaje wokół prawników od lat pracujących dla inwestorów, deweloperów, funduszy private equity i venture capital, instytucji finansowych oraz grup kapitałowych aktywnych na rynku polskim i w CEE. Jej główne obszary obejmują nieruchomości, infrastrukturę, budownictwo, fuzje i przejęcia, bankowość i finanse oraz sprawy transgraniczne.  Warszawskim zespołem współzarządzają Bartłomiej Kordeczka i Jakub Marcinkowski. W gronie założycielskim są także Maciej Jodkowski, Piotr Staniszewski, Bartosz Nojek i Błażej Zagórski. Wcześniej byli oni związani z czołowymi kancelariami działającymi na polskim rynku: Dentons, DLA Piper, CMS i Greenberg Traurig. Do nowego biura dołączy również Mark Harris, partner międzynarodowy Pinsent Masons, który przeniesie się do Warszawy.

– Do Pinsent Masons wnosimy wieloletnie relacje biznesowe, doświadczenie i zespół praktyków, którzy pracowali przy projektach o bardzo różnej skali – od lokalnych przedsięwzięć inwestycyjnych po złożone transakcje o międzynarodowym wymiarze, obejmujące pojedyncze aktywa, portfele i struktury korporacyjne. Znamy swój sposób pracy i wspólnie prowadzimy klientów, działając jako jeden zespół bez wewnętrznej konkurencji. Pinsent Masons daje nam z kolei międzynarodowe zaplecze, doświadczenie sektorowe i narzędzia rozwijane na innych rynkach. To ważne dla klientów, którzy oczekują doradztwa osadzonego w realiach lokalnego rynku, ale wspartego doświadczeniem globalnej organizacji – mówi Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Polska ważnym rynkiem transakcyjnym w CEE

Otwarcie biura w Warszawie odzwierciedla rosnące znaczenie Polski jako rynku inwestycyjnego i transakcyjnego w Europie. Znaczenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej potwierdza także struktura klientów Pinsent Masons – istotna część największych globalnych klientów obsługiwanych przez firmę jest już obecnych w Polsce lub w regionie.

– Warszawa jest naturalnym centrum do obsługi transakcji i przedsięwzięć inwestycyjnych w regionie, zwłaszcza gdy znaczenie ma znajomość lokalnego rynku, jego uwarunkowań i standardów międzynarodowych inwestorów. Zależy nam, aby warszawskie biuro prowadziło takie projekty sprawnie, z doskonałym rozumieniem celów biznesowych klienta i w ścisłej współpracy z zespołami Pinsent Masons na innych rynkach – mówi Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Warszawski zespół doradza przy fuzjach i przejęciach, sprzedaży i nabyciu nieruchomości w różnych strukturach, transakcjach portfelowych, joint ventures oraz finansowaniu i refinansowaniu obiektów komercyjnych, projektów inwestycyjnych i spółek.

Zintegrowany zespół i technologia w obsłudze klientów

Pinsent Masons rozwija w Polsce model działalności oparty na współpracy prawników z różnych jurysdykcji, przepływie relacji i wspólnej, międzynarodowej obsłudze klientów. Ma to znaczenie zwłaszcza przy sprawach, które wymagają szybkiego łączenia kompetencji oraz koordynacji zespołów działających na kilku rynkach. Otwarcie biura wpisuje się również w zmiany zachodzące na rynku usług doradczych. Pinsent Masons rozwija zaawansowane narzędzia technologiczne, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

– Rynek usług prawniczych zmienia się wyraźnie pod wpływem technologii, ale o jakości doradztwa nadal decyduje doświadczenie prawnika. Narzędzia cyfrowe pozwalają lepiej porządkować dokumenty, szybciej przygotowywać materiały i sprawniej zarządzać informacją. Przy dużych transakcjach i skomplikowanych przedsięwzięciach inwestycyjnych realnie wpływa to na tempo pracy oraz jakość obsługi – podkreśla Bartłomiej Kordeczka.

Globalne zaplecze dla rynku polskiego

Pinsent Masons chce wykorzystywać w Polsce doświadczenie kancelarii zdobyte przy najbardziej wymagających inwestycjach infrastrukturalnych i kapitałowych na świecie. Zespoły firmy pracowały m.in. przy takich przedsięwzięciach jak Eurotunel, Stadion Wembley, infrastruktura Igrzysk Olimpijskich w Londynie, projekty jądrowe, morska energetyka wiatrowa oraz inwestycje związane z inicjatywą Belt and Road.

– Rozwój obecności w Europie pozostaje jednym ze strategicznych celów Pinsent Masons. Polska jest ważnym rynkiem dla wielu naszych klientów, zwłaszcza z Europy Zachodniej, i istotnym kierunkiem inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej. W Warszawie rozpoczynamy działalność razem z zespołem o dużym dorobku, wiarygodności na rynku i doświadczeniu przy wymagających projektach – mówi Andrew Masraf, senior partner w Pinsent Masons.

Pinsent Masons zakłada dalszy rozwój warszawskiego biura. W kolejnych etapach chce wzmacniać kompetencje w obszarach istotnych dla inwestorów i przedsiębiorstw działających w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej.

Zespół założycielski Pinsent Masons w Warszawie

Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką nieruchomości w Dentons i w latach 2023–2024 był współzarządzającym partnerem warszawskiego biura tej kancelarii. Ma ponad 19 lat doświadczenia w prowadzeniu złożonych projektów inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką transakcyjną fuzji i przejęć DLA Piper w Polsce. Ma ponad 20 lat doświadczenia w doradztwie przy fuzjach i przejęciach, transakcjach funduszy private equity, inwestycjach typu venture capital oraz złożonych restrukturyzacjach korporacyjnych.

Maciej Jodkowski wcześniej pełnił funkcję wspólnika w warszawskim dziale nieruchomości kancelarii Greenberg Traurig. Ma ponad 20‑letnie doświadczenie w doradztwie dla deweloperów, inwestorów oraz klientów instytucjonalnych. Doradza przy transakcjach nabycia i sprzedaży nieruchomości komercyjnych, w szczególności obiektów biurowych, magazynowych, handlowych i wielofunkcyjnych (mixed-use).

Piotr Staniszewski wcześniej współkierował praktyką budowlaną w kancelarii Dentons. Doradza przy projektach budowlanych i deweloperskich, w tym przy negocjowaniu złożonych umów o roboty budowlane, umów projektowych, kwestiach planistycznych, pozwoleniach, sporach oraz transakcjach inwestycyjnych w sektorze nieruchomości.

Bartosz Nojek będzie odpowiadał za rozwój doradztwa w obszarze bankowości i finansów. Wcześniej współkierował praktyką bankowości i finansów w Dentons. Ma prawie 18 lat doświadczenia transakcyjnego, obejmującego finansowanie nieruchomości komercyjnych, finansowanie korporacyjne, strukturyzowane, lewarowane i projektowe.

Błażej Zagórski był przez wiele lat związany z CMS jako kluczowy partner w zespole Corporate/M&A, kierował również praktyką German Desk. Od ponad 20 lat doradza przy projektach transgranicznych, fuzjach i przejęciach, transakcjach dla funduszy private equity i venture capital, projektach dla funduszy inwestycyjnych, restrukturyzacjach oraz zagadnieniach z zakresu ładu korporacyjnego.

Mark Harris, partner Pinsent Masons w Wielkiej Brytanii od 2001 r., jest międzynarodowym prawnikiem specjalizującym się w prawie budowlanym, postępowaniach sądowych i arbitrażowych. Ma ponad 35 lat doświadczenia przy złożonych przedsięwzięciach budowlanych i infrastrukturalnych w Europie, Azji Południowo-Wschodniej, Australii, państwach Zatoki Perskiej oraz Stanach Zjednoczonych. Będzie częścią warszawskiego zespołu i ma wzmacniać kompetencje Pinsent Masons w obszarze infrastruktury, projektów i sporów budowlanych.

Koszyk rodziny 2+2 znów drożeje. W kwietniu przekroczył 2070 zł

0

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Miesięcznych Zakupów”, autorstwa UCE Research, Uniwersytety WSB Merito i PolskieRadio24.pl, wynika, że w kwietniu br. wartość miesięcznego koszyka rodziny 2+2 ponownie zaczęła rosnąć, przekraczając pułap 2070 złotych. Choć rodziny wciąż najskuteczniej obniżają koszty życia, kupując towary w większych opakowaniach, to dane za ostatni miesiąc wskazują na lekkie przyspieszenie dynamiki wydatków domowych. Analiza powstała na kanwie ponad 103 tys. cen detalicznych pochodzących z przeszło 48 tys. sklepów.

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • 2070,06 zł za koszyk rodziny 2+2: Wiosna kończy okres stabilizacji na sklepowych półkach. W skali roku wydatki czteroosobowego gospodarstwa domowego na zakupy FMCG wzrosły o 46,50 zł, a w ciągu jednego miesiąca wartość koszyka poszła w górę o blisko 28 zł.
  • Udana obrona przed inflacją: Podstawowe zakupy pochłaniają obecnie 23,49% dwóch pensji minimalnych netto (odczuwalny wzrost z 23,18% w marcu). Rok temu wskaźnik ten wynosił 23,47%, co oznacza, że realna sytuacja finansowa rodziny zatrzymała się w miejscu.
  • Wielopaki chronią przed drożyzną: Osobista inflacja rodziny (2,3% r/r) jest wyraźnie niższa od oficjalnego odczytu GUS (3,2%). Utrzymanie wskaźnika poniżej ogólnopolskiej średniej to efekt skutecznej optymalizacji i kupowania w dużych gramaturach, choć w kwietniu budżet rodziny mocno obciążyły skokowe podwyżki produktów śniadaniowych oraz chemii gospodarczej.

Skuteczne sposoby

W kwietniu 2026 roku wartość Indeksu Miesięcznych Zakupów dla czteroosobowej rodziny ukształtowała się na poziomie 2070,06 zł. W przeliczeniu na pojedyncze dni oznacza to, że bieżące wyżywienie i utrzymanie podstawowej higieny kosztuje to gospodarstwo domowe dokładnie 69 zł dziennie.

Analiza najnowszych wskaźników potwierdza, że koszyk powrócił do trendu wzrostowego w obu mierzonych ujęciach. W odniesieniu do ubiegłego miesiąca, czyli marca 2026 roku, kiedy to miesięczne zakupy wyceniono na 2042,46 zł, rodzina musiała wydać o 27,60 zł więcej. Zmiana ta przekłada się na miesięczną dynamikę wzrostu na poziomie 1,35%. Tendencję zwyżkową widać również w zestawieniu rocznym.

Porównanie obecnych paragonów z kwietniem 2025 roku, w którym wartość koszyka wynosiła 2023,56 zł, pokazuje wydatek większy o 46,50 zł. Wskaźnik osobistej inflacji dla tego modelu gospodarstwa domowego wynosi zatem 2,3% rok do roku.

Indeks vs. zarobki

Zestawienie kosztów utrzymania z dochodami czteroosobowej rodziny pokazuje wyraźną zmianę siły nabywczej w pierwszej połowie roku. W kwietniu 2025 roku, dysponując dwiema pensjami minimalnymi w łącznej kwocie 8621,84 zł netto, rodzina przeznaczała na podstawowy koszyk zakupowy 23,47% swojego domowego budżetu.

Obecnie łączne wpływy na konto gospodarstwa domowego wzrosły do poziomu 8811,70 zł netto miesięcznie, a udział wydatków pierwszej potrzeby wyniósł  23,49%. To oznacza, że w ujęciu rocznym realna sytuacja finansowa rodziny niemal się nie zmieniła.  Obciążenie budżetu przyspieszyło za to w krótkim terminie, ponieważ jeszcze miesiąc wcześniej, w marcu 2026 roku, wskaźnik ten wynosił 23,18%.

– Różnica obciążania dochodów na poziomie zaledwie dwóch setnych punktu procentowego w ujęciu rocznym pokazuje, że rodzina bardzo skutecznie walczy z ogólnorynkowymi podwyżkami. Ich sprawdzonym patentem na inflację są regularne zakupy w wielopakach oraz bazowanie na produktach w dużych gramaturach rodzinnych, które w przeliczeniu na jednostkę są wyraźnie tańsze. Dzięki możliwości planowania zapasów i optymalizacji koszyka z wykorzystaniem ofert promocyjnych, czteroosobowe gospodarstwa domowe potrafią niemal całkowicie zneutralizować rosnące koszty producentów, utrzymując wskaźnik obciążenia swojego budżetu na bardzo stabilnym poziomie – wyjaśnia Michał Tomaszkiewicz, współautor raportu.

Co podrożało, a co potaniało?

Analiza rocznych zmian cen w koszyku czteroosobowej rodziny wykazuje wyraźne rozwarstwienie na sklepowych półkach. Z jednej strony domowy budżet odciążają spadki cen nieprzetworzonych produktów rolnych oraz nabiału. W ujęciu rocznym najmocniej potaniała kapusta, której cena spadła o 35%. Do tego masło kosztuje obecnie o 31% mniej niż przed rokiem. Niższe ceny notują również mleko i pomarańcze. Z drugiej strony wypracowane w ten sposób oszczędności są systematycznie niwelowane przez rosnące koszty w innych kategoriach. Zauważalnie podrożały pomidory, notując wzrost o 27% rok do roku. Wyższe koszty widoczne są także w dziale chemii gospodarczej i kosmetyków, gdzie pianka do golenia podrożała o 18%, a mleczko do czyszczenia o 16% w stosunku do kwietnia ubiegłego roku.

Zestawienie danych z kwietnia z cenami z marca ukazuje z kolei dużą zmienność na rynku detalicznym w ujęciu krótkoterminowym. Z miesiąca na miesiąc koszyk rodzinny obciążają podwyżki wybranych produktów pierwszej potrzeby. W ciągu zaledwie trzydziestu dni mleczko do czyszczenia podrożało aż o 87%, a płatki kukurydziane, stanowiące częsty element śniadań w domach z dziećmi, zanotowały wzrost ceny o równe 50%. O 46% w górę poszły także ceny śliwek. Równolegle na rynku pojawiły się pierwsze obniżki zgodne z kalendarzem sezonowym. Truskawki staniały o 20% w stosunku do marca, a w kategorii drogeryjnej żel do mycia twarzy kosztuje o 30% mniej niż w ubiegłym miesiącu.

– Na cenę produktów zbożowych wpływ mają elementy takie, jak produkcja – wysokie koszty energii i paliw, wykorzystywanych głównie w procesie produkcji, logistyka – paliwa do maszyn rolniczych oraz aspekt geopolityczny wpływają na światowe giełdy zbóż, podnosząc ceny surowców – mówi dr Justyna Rybacka z WSB Merito.

Dlaczego inflacja rodziny jest niższa od rynkowej średniej?

Zestawienie oficjalnych odczytów makroekonomicznych z realnymi wydatkami gospodarstw domowych uwidacznia różnice w odczuwaniu inflacji. Zgodnie z szybkim szacunkiem Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja konsumencka CPI w kwietniu wyniosła 3,2 procent rok do roku. Na tym tle „Indeks Miesięcznych Zakupów” dla czteroosobowej rodziny prezentuje się odmiennie, wykazując roczną dynamikę kosztów na poziomie 2,3%. Oznacza to, że osobista inflacja tego konkretnego gospodarstwa domowego jest zauważalnie niższa od oficjalnych wskaźników ogólnopolskich.

Rozbieżności te wynikają bezpośrednio z faktu, że każda z wymienionych miar analizuje inny obszar rynku. Odczyt CPI to wskaźnik uwzględniający bardzo szeroki koszyk dóbr i usług, w tym koszty transportu, nośników energii, odzieży czy edukacji, który jest uśredniony dla całego społeczeństwa. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” odcina z kolei sektor usług i paliw, skupiając się wyłącznie na regularnych stawkach w placówkach handlowych. Z tego powodu stanowi on dokładniejsze odzwierciedlenie procesów zachodzących w samym handlu detalicznym, pozbawione wpływu wahań cen na stacjach benzynowych czy opłat za media.

„Indeks Miesięcznych Zakupów” pokazuje rzeczywiste obciążenie konkretnego profilu konsumenta, udowadniając, że uśrednione miary nie oddają w pełni sytuacji wieloosobowych gospodarstw domowych. Wynik na poziomie 2,3% potwierdza wysoką skuteczność strategii zakupowych stosowanych przez rodziny. Struktura ich wydatków, oparta na zakupach hurtowych, wybieraniu produktów w dużych gramaturach oraz aktywnym korzystaniu z ofert promocyjnych uzależnionych od zakupu większej liczby sztuk, pozwala na dużą elastyczność i optymalizację kosztów. Porównanie tych wskaźników dowodzi, że przy odpowiednim zarządzaniu budżetem domowym i strukturą koszyka, czteroosobowe rodziny potrafią efektywnie obniżyć swoją osobistą inflację, osiągając wynik poniżej ogólnorynkowej średniej.

Źródło: PolskieRadio24.pl/UCE Research/WSB Merito

Już nie kawalerka, lecz miejsce parkingowe. Nowy trend w inwestowaniu w nieruchomości

Już nie mini-mieszkania. Teraz to miejsce parkingowe ma dać zarobić. Parking za 80 tys. zł? Coraz częściej to nie dodatkowy koszt mieszkania, a osobna inwestycja kupowana pod wynajem.

Jeszcze kilkanaście lat temu miejsce parkingowe było dodatkiem do mieszkania. Dziś coraz częściej staje się osobnym produktem – a w niektórych przypadkach pełnoprawną inwestycją. Ma własną cenę, własną strategię sprzedaży i coraz częściej własną historię rynkową. Bywa też, że posiada odrębną księgę wieczystą, co oznacza, że funkcjonuje jako niezależna nieruchomość.

Nie wszystkie miejsca mają jednak taki status – w części inwestycji są sprzedawane jako udział w garażu podziemnym, co wpływa na ich późniejszą sprzedaż i wynajem.

– W praktyce daje to właścicielowi dużą elastyczność: miejsce można sprzedać niezależnie od mieszkania, wynająć lub zatrzymać jako osobne aktywo. W skrajnych przypadkach zaczyna ono funkcjonować podobnie jak niewielka nieruchomość inwestycyjna – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla jednych to konieczność. Dla innych – zbędny wydatek. Coraz częściej jednak pojawia się trzecie podejście: miejsce postojowe jako aktywo, które może na siebie zarabiać.

Ile kosztuje miejsce parkingowe w 2026 roku?

Ceny miejsc postojowych, podobnie jak mieszkań, są silnie uzależnione od lokalizacji i standardu inwestycji.

W największych miastach Polski typowy przedział dla miejsc w garażach podziemnych wynosi dziś od około 40 do 90 tys. zł – informuje portal RynekPierwotny.pl Na obrzeżach można znaleźć oferty bliżej dolnej granicy, natomiast w dzielnicach pośrednich dominują ceny rzędu 55–70 tys. zł.

W centralnych lokalizacjach oraz inwestycjach o podwyższonym standardzie ceny rosną do 70–150 tys. zł, a w najbardziej prestiżowych projektach apartamentowych – zwłaszcza w Warszawie czy Krakowie – potrafią sięgać nawet 250–350 tys. zł za jedno stanowisko.

Znacznie tańsze pozostają miejsca naziemne. Tu ceny zaczynają się od około 15 tys. zł na peryferiach, a w większości przypadków mieszczą się w przedziale 20–30 tys. zł. W lokalizacjach o dużym deficycie parkowania mogą jednak dochodzić do 40 tys. zł.

W praktyce oznacza to, że w wielu przypadkach miejsce parkingowe kosztuje tyle, co kilka metrów kwadratowych mieszkania.

Parking jako narzędzie sprzedaży

Choć ceny miejsc postojowych potrafią być wysokie, w praktyce to właśnie one są jednym z najczęstszych elementów gry promocyjnej deweloperów.

Nominalnie to zwykle kilka procent wartości mieszkania, ale w praktyce to jeden z najłatwiejszych elementów do „ustawienia” w procesie sprzedaży.

Dla inwestora budującego osiedle miejsce parkingowe jest produktem, na którym stosunkowo łatwo manipulować ceną. Obniżenie ceny stanowiska – nawet znaczące – może być zrekompensowane marżą na samym lokalu.

W efekcie kupujący często mogą liczyć na negocjacje. Na wczesnym etapie sprzedaży rabaty są raczej symboliczne, ale w końcówce inwestycji potrafią sięgać nawet kilkudziesięciu procent. Zdarzają się też przypadki sprzedaży „w pakiecie” lub promocji, w których miejsce parkingowe oferowane jest za ułamek ceny, a nawet jako bonus do mieszkania.

Ile naprawdę kosztuje budowa miejsca parkingowego?

Wysokie ceny miejsc postojowych mogą zaskakiwać, ale jeszcze ciekawsze są koszty ich budowy.

W przypadku garaży podziemnych to właśnie one należą do najdroższych elementów całej inwestycji. W zależności od lokalizacji, warunków gruntowych i standardu budynku koszt wykonania pojedynczego miejsca postojowego może dziś wynosić od około 60 do nawet 120 tys. zł, a w trudniejszych projektach jeszcze więcej.

Paradoks polega na tym, że deweloperzy bardzo często sprzedają miejsca parkingowe poniżej kosztów ich wybudowania. Brakującą część rekompensują w cenach mieszkań – niezależnie od tego, czy nabywca kupuje miejsce postojowe, czy nie.

To właśnie dlatego parkingi tak dobrze sprawdzają się jako element promocji. Obniżenie ich ceny nie boli dewelopera tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Czy miejsce parkingowe może zarabiać?

Wraz ze wzrostem cen pojawiło się podejście inwestycyjne. Coraz więcej osób kupuje miejsca postojowe nie tylko dla siebie, ale także z myślą o wynajmie.

W dobrych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie występuje deficyt miejsc parkingowych i obowiązują strefy płatnego parkowania – takie inwestycje mogą generować stabilny, choć umiarkowany dochód.

Kluczowa jest jednak lokalizacja. Najlepiej sprawdzają się centra miast, gęsta zabudowa i miejsca, gdzie parkowanie na ulicy jest utrudnione lub kosztowne.

Ile można zarobić na miejscu parkingowym?

Rosnące ceny sprawiły, że część kupujących zaczęła traktować miejsca postojowe jak prostą inwestycję pod wynajem.

W praktyce miesięczny czynsz najmu najczęściej mieści się w przedziale 1–2 proc. wartości rynkowej miejsca, choć w droższych lokalizacjach uzyskanie górnej granicy bywa trudniejsze.

Przykładowo, dla miejsca wartego 60 tys. zł miesięczny czynsz może wynosić około 300–600 zł.

Od tej kwoty należy jednak odjąć koszty stałe – opłatę administracyjną (zwykle kilkadziesiąt zł miesięcznie), podatek od nieruchomości oraz podatek dochodowy. W efekcie realny dochód netto jest wyraźnie niższy.

W popularnych lokalizacjach stopa zwrotu z wynajmu miejsca parkingowego najczęściej oscyluje w przedziale około 5–7 proc. rocznie, przy założeniu ciągłości najmu. Oznacza to okres zwrotu rzędu kilkunastu lat – twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Warto jednak pamiętać, że – podobnie jak w przypadku mieszkań – kluczowe znaczenie ma lokalizacja. Tam, gdzie parkowanie nie stanowi problemu, nawet atrakcyjna cena zakupu nie gwarantuje znalezienia najemcy.

Kiedy parking nie zarobi?

Nie każda inwestycja w miejsce postojowe ma sens.

Najgorsze warunki występują tam, gdzie parkowanie nie stanowi realnego problemu. Dotyczy to zwłaszcza peryferyjnych osiedli dobrze skomunikowanych, ale z dużą dostępnością miejsc naziemnych.

Jeśli na jedno mieszkanie przypada więcej niż jedno miejsce parkingowe, a mieszkańcy bez trudu znajdują miejsce „pod blokiem”, potencjał wynajmu drastycznie spada.

Sygnałem ostrzegawczym może być również brak stref płatnego parkowania i niewielka presja na miejsca postojowe w okolicy.

Kupować czy nie kupować?

Decyzja o zakupie miejsca parkingowego coraz rzadziej jest oczywista.

Dla osób korzystających z samochodu na co dzień to nadal element realnie wpływający na komfort życia. Dla inwestorów może być dodatkowym źródłem dochodu.

Z drugiej strony rosnące ceny, zmieniające się podejście do mobilności i rozwój transportu publicznego sprawiają, że część kupujących świadomie rezygnuje z tego wydatku.

Rynek, który zaczął żyć własnym życiem

Miejsca postojowe przestały być dodatkiem do mieszkań. Stały się osobnym segmentem rynku nieruchomości – z własną logiką cen, popytu i opłacalności.

Dla jednych to zbędny koszt, dla innych codzienna konieczność, a dla coraz większej grupy – po prostu kolejna forma inwestycji.

I być może właśnie dlatego decyzja o zakupie miejsca parkingowego w 2026 roku jest bardziej złożona niż kiedykolwiek wcześniej.