Minęły dwa tygodnie od wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które zakończyły 16-letnie rządy Viktora Orbána. Opozycyjna partia TISZA nie tylko wygrała, ale po ostatecznym przeliczeniu głosów utrzymała silny mandat do rządzenia. Dla rynków finansowych był to sygnał, że zmiana polityczna może przełożyć się na realny zwrot gospodarczy. Najbardziej widoczna reakcja nastąpiła na rynku walutowym. Forint utrzymał znaczną część powyborczego umocnienia, a inwestorzy zaczęli ograniczać premię za ryzyko przypisywaną wcześniej Węgrom. Poprawiły się również nastroje wokół węgierskich obligacji i spółek notowanych w Budapeszcie.
– Rynki nie reagują dziś już wyłącznie na sam wynik wyborów, ale na oczekiwanie konkretnych działań: poprawy relacji z Unią Europejską, napływu kapitału i większej przewidywalności gospodarczej. To klasyczny przykład, jak polityka wpływa na wycenę waluty i koszt finansowania państwa. Po dwóch tygodniach inwestorzy zaczynają jednak oczekiwać nie deklaracji, lecz pierwszych decyzji rządu Pétera Magyara – komentuje Jacek Jurczyński, prezes Akcenta CZ.
Bruksela w centrum uwagi inwestorów
Najważniejszym tematem po wyborach pozostają relacje Węgier z UE. Inwestorzy zakładają, że nowy rząd będzie dążył do szybkiego odblokowania funduszy unijnych wstrzymywanych wcześniej z powodu sporów instytucjonalnych. W grze pozostają środki liczone w miliardach euro, które mogłyby istotnie pobudzić inwestycje i wzrost gospodarczy. Dodatkowym impulsem dla rynku są rozmowy nowego premiera Pétera Magyara z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Dla inwestorów to pierwszy test skuteczności nowego gabinetu i sygnał, czy polityczna zmiana rzeczywiście przełoży się na poprawę warunków finansowych kraju.
– Odblokowanie funduszy unijnych oznaczałoby mniejsze potrzeby pożyczkowe państwa, silniejszy impuls inwestycyjny i większą stabilność finansową całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W praktyce rynki zaczęły traktować Węgry nie jako źródło politycznego ryzyka w UE, lecz potencjalny rynek odbicia gospodarczego – ocenia Jurczyński.
Węgry wracają do gry o kapitał
Coraz częściej pojawiają się sygnały, że inwestorzy zagraniczni patrzą dziś na Węgry nie tylko przez pryzmat kosztów pracy czy ulg podatkowych, ale przede wszystkim stabilności regulacyjnej, przewidywalności decyzji gospodarczych i jakości otoczenia biznesowego. To zmiana istotna dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
Jeśli nowy rząd skutecznie poprawi relacje z Brukselą i uruchomi napływ środków unijnych, Węgry mogą szybko wrócić do gry o nowe projekty przemysłowe, centra logistyczne oraz inwestycje produkcyjne. Oznaczałoby to większą konkurencję o kapitał w regionie, również dla Polski.
– Ostatnie lata pokazały, że inwestorzy coraz rzadziej wybierają wyłącznie najniższe koszty działalności. Dziś równie ważne są przewidywalne regulacje, stabilna waluta i możliwość planowania przepływów finansowych. Jeśli Węgry odzyskają wiarygodność gospodarczą, mogą szybko stać się jednym z aktywniejszych rynków regionu – wskazuje prezes Akcenta CZ.
Nowy układ sił w regionie. Co to oznacza dla Polski?
Zmiana na Węgrzech może mieć znaczenie również dla Polski. Przez ostatnie lata Warszawa i Budapeszt często znajdowały się po tej samej stronie sporów europejskich. Nowe otwarcie w Budapeszcie może osłabić dawny układ polityczny i przesunąć środek ciężkości regionu w stronę bardziej pragmatycznej współpracy gospodarczej z Brukselą.
Dodatkowym sygnałem jest zapowiedź Pétera Magyara, że swoją pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną jako premiera chce złożyć w Warszawie. Może to oznaczać próbę budowy nowego formatu relacji Polska–Węgry, opartego bardziej na gospodarce, handlu i inwestycjach niż na dotychczasowej symbolice politycznej.
– Inwestorzy coraz częściej patrzą na region jako całość. Jeśli Węgry wracają do gry, Polska również może korzystać na poprawie postrzegania Europy Środkowej. Jednocześnie rośnie konkurencja o kapitał, szczególnie w sektorach produkcyjnych i logistycznych. Dla Polski oznacza to zarówno szansę, jak i wyzwanie – mówi prezes Akcenta CZ.
Co dalej z forintem, złotym i firmami?
Po silnym ruchu forinta możliwa jest krótkoterminowa korekta, ale kierunek średnioterminowy będzie zależeć od pierwszych decyzji nowego rządu. Rynek będzie obserwował tempo rozmów z Brukselą, skład gabinetu oraz sygnały dotyczące polityki fiskalnej i stóp procentowych. Dla polskich firm handlujących z Węgrami lub szerzej w regionie oznacza to jedno: większą zmienność kursów walut w najbliższych miesiącach. Dotyczy to nie tylko forinta, ale pośrednio także złotego i korony czeskiej.
– Dwa tygodnie po wyborach widzimy, że zmiana polityczna może błyskawicznie przełożyć się na kursy walut. Dla firm to przypomnienie, że ryzyko walutowe nie jest teorią, lecz realnym elementem marży i planowania finansowego. W takich momentach szczególnego znaczenia nabiera zarządzanie ekspozycją walutową – podsumowuje Jurczyński.
Region wraca na radar inwestorów
Eksperci Akcenta CZ wskazują, że inwestorzy coraz częściej patrzą na Polskę, Czechy, Węgry i Rumunię jako wspólny koszyk regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli polityczne ryzyko na Węgrzech będzie spadać, korzystać mogą również inne waluty regionu, w tym złoty i korona czeska. Zdaniem ekspertów Akcenta CZ najbardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe umacnianie pozycji Węgier w regionie, przy jednoczesnym utrzymaniu podwyższonej zmienności walut. Jeśli nowy rząd szybko poprawi relacje z UE, Budapeszt może stać się jednym z ciekawszych rynków Europy Środkowej w drugiej połowie 2026 roku.





