Cała prawda o polskich pracownikach

Polscy pracownicy angażują się w wykonywanie swoich obowiązków w umiarkowanym stopniu – taki wniosek płynie z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych we współpracy z portalem Pracuj.pl. Bliższa analiza wyników pokazała, że – o ile pracownicy identyfikują się ze swoim pracodawcą – to ich długoterminowe plany obejmują także możliwość zmiany pracy.

Okres pokryzysowy jest w wielu firmach momentem podsumowań oraz weryfikacji przyjętych jeszcze w dobrych czasach modeli zarządzania. Wnioski z przeprowadzonej analizy mówią jasno o potrzebie zmiany wcześniej przyjętych rozwiązań. O sukcesie firmy przesądzają jednak nie tylko kompetencje kierowników i dyrektorów, ale także stosunek załogi do planowanych działań. A według badań przeprowadzonych przez IIBR przy współpracy z serwisem Pracuj.pl nie zawsze można liczyć na przychylność pracowników.

Respondenci – pracownicy prywatnych przedsiębiorstw – ustosunkowali się do szeregu stwierdzeń dotyczących ich podejścia do pracy oraz pracodawcy. Przedmiotem pomiaru było zaangażowanie rozumiane jako gotowość do podjęcia wytężonego wysiłku w miejscu pracy oraz poczucie związku z obecnym pracodawcą.

Wskaźnik zaangażowania w pracę plasuje się na poziomie 58 proc., przy czym 100 proc. rozumiane jest jako bezwarunkowe oddanie i chęć do wytężonej pracy dla dobra firmy, a 0 proc. jako gotowość do odejścia z miejsca zatrudnienia przy choćby najmniejszych oczekiwaniach zwiększenia wysiłku wkładanego w pracę.

Bardziej szczegółowa analiza pozwala na dostrzeżenie zależności pomiędzy zaangażowaniem w pracę a związaniem emocjonalnym pracownika z miejscem pracy. O ile aspekty zaangażowania związane z identyfikacją z firmą oraz gotowością do poświęcenia się dla jej dobra są podzielane dość powszechnie, to związek emocjonalny oraz – w szczególności – gotowość do dalszej pracy w firmie notują dość niskie wartości. W praktyce oznacza to, że pracodawca nie powinien spoczywać na laurach, gdy widzi duże zaangażowanie załogi w pracę. Dobra oferta od konkurencji potrafi przekonać najbardziej pracowite osoby w firmie do zmiany miejsca pracy.

– Badanie zaangażowania pracowników przeprowadzone przez IIBR we współpracy z portalem Pracuj.pl pokazuje jasno, że polscy pracownicy są w dużej mierze lojalni wobec firm, w których pracują, i wykazują gotowość do ciężkiej pracy – komentuje wyniki Iwona Stefańczyk, psycholożka i konsultantka BIGRAM S.A. – Profiles Poland. – Myliłby się jednak ten, kto uważałby, że jest to powód do zadowolenia dla pracodawców oraz że firmy nie mają się czym martwić. Gdy spojrzymy na niższe (w porównaniu ze wskaźnikiem zaangażowania i gotowości do wysiłku) emocjonalne zaangażowanie w pracę (57 proc.), dostrzeżemy, że źródłem stosunkowo wysokiej lojalności i gotowości do poświęceń bynajmniej nie jest przywiązanie do firmy i jej wartości. Tymczasem właśnie spójność wartości firmy z wartościami osobistymi pracowników jest jednym z fundamentów emocjonalnego zaangażowania. Gdy tego brakuje, pracownicy wykonują swoje zadania i wykazują lojalność wobec pracodawcy tak długo, jak długo odczuwają ekonomiczną konieczność albo dopóki nie dostrzegą alternatywy. Wówczas są gotowi pożegnać się z dotychczasowym miejscem pracy.

– Pierwszym zadaniem pracodawców chcących zapewnić sobie lojalność pracowników oraz ich niską rotację powinno być zatem zadbanie o to, by pracownicy mogli utożsamiać się z misją i wartościami firmy oraz by widzieli w swoich menedżerach osoby zainteresowane nie tylko ich wydajnością, lecz także rozwojem i satysfakcją z wykonywanych zadań – podsumowuje Stefańczyk. – Kluczem do sukcesu w wychodzącej z kryzysu gospodarce będzie dbałość o utrzymywanie wysokiego poziomu motywacji pracowników. Nabycie lub wzmocnienie tych umiejętności będzie jednym z głównych wyzwań stojących przed menedżerami w nadchodzących latach.

Skarb Państwa wypłacił MCI ponad 36 mln PLN odszkodowania za JTT

Skarb Państwa – Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu wykonał prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 12 kwietnia 2011 r. i wpłacił na rachunek bankowy MCI Management SA 28.904.888,00 PLN z tytułu zasądzonej należności głównej oraz kwotę odsetek ustawowych 17.508.838,94 PLN.

„Z zadowoleniem przyjęliśmy fakt wpłynięcia na konto MCI Management SA pełnej zasądzonej przez Sąd Administracyjny kwoty odszkodowania wraz z ustawowymi odsetkami. Cieszy nas, że nasz kraj jest paostwem prawa. Przyznane nam odszkodowanie, po odprowadzeniu podatku, w całości przeznaczymy na nowe inwestycje w obiecujące i innowacyjne projekty, przyczyniając się w ten sposób do zwiększenia konkurencyjności polskiej gospodarki na rynku międzynarodowym oraz zwiększając liczbę miejsc pracy, w najbardziej wzrostowych sektorach. Wskutek błędnych decyzji skarbowych upadło jedno z najciekawszych polskich przedsiębiorstw lat ‘90, a wielu specjalistów straciło pracę. Firma JTT – gdyby przetrwała – mogła byd polską Nokią lub Apple. Mamy teraz nadzieję, że dzięki naszym inwestycjom chociaż częściowo przyczynimy do wsparcia koncentracji kapitału intelektualnego w regionie i jednocześnie zmniejszenia odpływu polskich, czeskich, słowackich fachowców na Zachód.” – powiedział Konrad Sitnik, wiceprezes zarządu MCI Management.

Sąd Apelacyjny, rozpatrując odwołanie złożone przez Skarb Państwa od wyroku Sądu Okręgowego, zasądził na rzecz Spółki kwotę 28.904.888 PLN wraz z odsetkami ustawowymi od dnia 8 czerwca 2006 do dnia zapłaty. Należnośd została zasądzona tytułem odszkodowania za poniesioną szkodę w związku z utratą wartości posiadanych przez MCI Management SA akcji spółki JTT Computer SA, która została doprowadzona do upadłości na skutek błędnych i podejmowanych z naruszeniem prawa decyzji organów podatkowych. Tym samym Sąd podzielił częściowo stanowisko Spółki wyrażone w pozwie i prezentowane podczas procesu, zarówno co do zasady jak i kwoty roszczenia. Spółka JTT Computer SA była jednym z największych polskich dystrybutorów i producentów sprzętu komputerowego, zatrudniającym ok. 80 osób. Firma była spółką-matką dla grupy kapitałowej, w skład której wchodziły m.in. JTT Computer j.v. Sp. z o.o. oraz Centrum Komputerowe Adax. W 2004 r. spółka ogłosiła upadłośd w związku ze złą sytuacją finansową, spowodowaną decyzjami organów skarbowych.

Zarząd MCI Management SA zwraca uwagę, że każdej ze stron sporu sądowego przysługuje prawo do wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, co oznacza istnienie możliwości (i ryzyka) zmiany prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego. Zarząd MCI informuje także, że otrzymana wpłata odszkodowania w łącznej kwocie 46.413.726,94 PLN stanowi dochód Spółki podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT).

Zmiany w sposobie udzielania kredytu technologicznego

Kredyt technologiczny to nazwa działania 4.3 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego przedsiębiorcy wdrażający innowacje w swojej firmie mogą uzyskać premię technologiczną na spłatę części zobowiązania zaciągniętego w banku komercyjnym na realizację innowacyjnego przedsięwzięcia. Wkład przedsiębiorcy w inwestycję to nie mniej niż 25 % kosztów kwalifikowanych w projekcie objętym wsparciem. Beneficjantami tego działania mogą być mikro, małe oraz średnie przedsiębiorstwa, które posiadają zdolność kredytową. Inwestycja powinna zakładać zakup i wdrożenie nowej lub własnej technologii, która nie jest stosowana na świecie dłużej niż 5 lat. Rezultatem inwestycji ma być uruchomienie wytwarzania nowych lub znacząco ulepszonych towarów, procesów czy usług.

Działanie jest realizowane od 2009 r. przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Jednak jak dotąd nie cieszył się zbyt dużą popularnością wśród przedsiębiorców-skorzystało z niego zaledwie 92 firm. Miało to kilka istotnych przyczyn, przede wszystkim restrykcyjne i niezachęcające zasady przyznawania dotacji w ramach działania, np. wypłatę środków unijnych uzależniano od wzrostu sprzedaży towarów czy usług wytworzonych po realizacji inwestycji, co wydłużało okres, po którym przedsiębiorca mógł otrzymać wsparcie.

Premia technologiczna udzielana jest na podstawie zapisów ustawy z 30 maja 2008 r. o niektórych formach wspierania działalności gospodarczej. 18 marca 2011 r. Sejm RP przyjął projekt ustawy zmieniającej tą ustawę.

Nowelizacja ustawy będzie miała istotny wpływ na proces składania i oceny wniosków o udzielenie kredytu technologicznego i wniosków o dofinansowanie. W chwili obecnej trwa nabór wniosków „na starych zasadach”, nabór prowadzony jest do 15 kwietnia 2011 r. Jeśli wniosek zostanie złożony przed terminem zamknięcia naboru, a jednocześnie przed wejściem w życie nowelizacji nie zostanie on w pełni oceniony. Bank Gospodarstwa Krajowego odeśle dokumentację. Przedsiębiorca będzie mógł złożyć wniosek ponownie na nowych wzorach dokumentów. Wznowienie naboru wniosków i udostępnienie nowych wzorów formularzy powinno nastąpić w połowie maja 2011 r. – po wejściu w życie nowelizacji.

W chwili obecnej środki dostępne na realizację projektów inwestycyjnych w przedsiębiorstwach zarówno w programach regionalnych, jak i krajowych kończą się. Dlatego też ułatwienie dostępu do kredytu technologicznego jest bardzo pożądanym działaniem. Bank Gospodarstwa Krajowego ma do rozdysponowania 1,3 mld złotych na innowacyjne inwestycje. Kredyt technologiczny może być więc ciekawą alternatywą dla dotychczas bardzo popularnych narzędzi finansowania unijnego.

Netia SA ogłosiła wyniki finansowe za I kwartał 2011 roku

W porównaniu do I kw. 2010 roku przychody spółki wzrosły o 4 proc. i po raz pierwszy w historii przekroczyły kwartalnie poziom 400 mln zł. Również skorygowany zysk EBITDA wzrósł rok do roku o 12 proc. i po raz pierwszy przekroczył kwotę 100 mln zł złotych.

Przychody Netii za pierwszy kwartał 2011 r. wyniosły 401,2 mln złotych, rosnąc o 4 proc. w stosunku do pierwszego kwartału 2010 r. i o 2 proc. w stosunku do IV kw. 2010 roku.

Skorygowany zysk EBIDTA wyniósł 101,5 mln zł. Jego znaczący wzrost jest wynikiem powiększającej się bazy klientów, stabilizującego się poziomu ARPU oraz wzrostu udziału usług oferowanych na bazie LLU.

Zysk netto – bez uwzględnienia kosztów i przychodów jednorazowych oraz realizacji zobowiązania podatkowego z 2003 roku (będącego wynikiem odrzucenia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny skargi Netii na decyzję Dyrektora Izby Skarbowej) – wyniósł aż 35,4 mln zł, czyli o 191 proc. więcej niż w I kwartale poprzedniego roku. Jednorazowo Netia ujęła w kosztach kwotę 58,3 mln złotych, w związku z realizacją postanowienia WSA. Firma zamierza jednak złożyć wniosek do NSA o kasację wyroku nakazującego zapłatę.

„To bardzo obiecujące wyniki. Po raz pierwszy w historii Grupy, kwartalne przychody przekroczyły 400 mln zł, a zysk EBITDA 100 mln zł. I to wszystko osiągnęliśmy mimo coraz ostrzejszej rywalizacji na polskim rynku telekomunikacyjnym” – powiedział Mirosław Godlewski, Prezes Zarządu Netii. „Nowa strategia i rewolucyjna oferta Netii, ogłoszona na początku II kwartału 2011, która została bardzo dobrze przyjęta przez konsumentów, pozwala nam oczekiwać w kolejnych miesiącach znaczącego wzrostu liczby przyłączeń netto.” – dodał Mirosław Godlewski.

Większy udział w rynku, rosnąca baza klientów LLU

Liczba klientów usług szerokopasmowych na dzień 31 marca 2011 r. wynosiła 704 tys., co stanowi wzrost netto o ponad 13 tys. i daje Netii 11,5 proc. udziału w rynku. Netia ocenia, że z około 15 proc. udziałem w rynku przyłączeń netto w I kw. 2011 roku, nadal jest rynkowym liderem w tym zakresie.

Baza klientów usług głosowych na koniec marca 2011 roku wyniosła 1,226 mln w porównaniu do 1,173 mln na koniec marca ubiegłego roku i 1,231 mln na koniec 2010 roku.

Ze względu na zaostrzoną rywalizację cenową ze strony konkurencji, Netia podkreśla znaczenie sprzedaży usług pakietowych oraz oferowanych w ramach własnej sieci oraz w technologii LLU. Na dzień 31 marca 2011 r. Netia miała 535 uwolnionych węzłów LLU z dostępem do około 4,4 mln linii i obsługiwała na nich 146 tys. klientów usług szerokopasmowych. Netia zakłada uwolnienie łącznie 700 węzłów LLU z dostępem do około 5 mln klientów do końca 2011 r.

Inwestycje w NGA: szybszy internet i TV

W pierwszym kwartale 2011 roku nakłady inwestycyjne wzrosły o 41 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego, osiągając poziom 41 mln zł. Środki te zostały przeznaczone przede wszystkim na dalszy rozwój LLU oraz rozszerzenie przepustowości łączy. Większe wydatki inwestycyjne były też wynikiem wzrostu tempa pozyskiwania przez Spółkę klientów biznesowych.

W ramach prognozowanej na ten rok kwoty 230 mln zł wydatków inwestycyjnych Netia zamierza poszerzyć zasięg modernizacji sieci własnych do standardu NGA dla około 500 tys. linii. Jest to efektem obiecujących wyników, prowadzonego od grudnia ubiegłego roku projektu pilotażowego usług telewizyjnych na bazie IPTV, obejmującego obecnie swoim zasięgiem ok. 30 tys. gospodarstw domowych w kilku miejscowościach.

Dobre prognozy na 2011

Netia podtrzymuje swoją prognozę na 2011 rok. Firma zamierza powiększyć bazę klientów usług szerokopasmowych do poziomu 780 – 800 tys. poprzez dalszy wzrost organiczny. Zakłada również, że ewentualne przejęcia sieci ethernetowych pozwolą uzyskać wyższą liczbę przyłączeń.

Podtrzymana prognoza przychodów na koniec 2011 r. to ponad 1,6 mld zł, EBITDA powyżej 405 mln zł, EBIT powyżej 70 mln zł, wolne środki pieniężne na poziomie ponad 170,0 mln zł, natomiast wydatki inwestycyjne mają osiągnąć kwotę 230,0 mln zł.

Microsoft „Najlepszym Miejscem Pracy 2011” w kategorii pracodawców zatrudniających do 500 osób

Microsoft został uznany za jednego z najlepszych pracodawców w Polsce. Podczas uroczystej Gali Najlepszych Miejsc Pracy 2011, która odbyła się na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, Microsoft zajął pierwsze miejsce pośród firm konkurujących w kategorii pracodawców zatrudniających do 500 osób.

„Jesteśmy zaszczyceni otrzymaniem tego wyjątkowego wyróżnienia,” – powiedział Andrzej Borczyk, Dyrektor Personalny w polskim oddziale firmy Microsoft. – „Wyniki badania Great Place to Work® Institute Polska są dla nas tym bardziej cenne, gdyż składają się na nie opinie naszych pracowników. Zajęcie pierwszego miejsca jest docenieniem tego, jak funkcjonuje nasza firma i jak czują się w niej wszyscy pracownicy. Jednocześnie jest to dla nas wyzwanie, aby w przyszłym roku działać jeszcze bardziej efektywnie, budując zaangażowane środowisko pracy.”

Microsoft otrzymał również specjalne wyróżnienie dla „Firmy odpowiedzialnej społecznie” za realizowaną działalność społeczną oraz program wolontariatu pracowniczego.

Badanie Great Place To Work® Institute Polska ma ponad dwudziestoletnią historię i obecnie jest realizowane w 45 krajach świata. Corocznie uczestniczy w nim 5.500 przedsiębiorstw, zatrudniających ponad 10 milionów pracowników. W tym roku po raz trzeci badanie zostało przeprowadzone w Polsce wyłaniając najlepszych pracodawców.

„Zaufanie w miejscu pracy to kwestia wiarygodności kierownictwa, jego szacunku wobec pracowników oraz ich uczciwego traktowania,” – powiedziała Maria Zakrzewski, Prezes Zarządu Great Place to Work® Institute Polska. – „Jeśli pracownicy ufają kierownictwu firmy, są dumni ze wspólnych osiągnięć, a jednocześnie współpracują w atmosferze koleżeństwa i życzliwości, to mamy do czynienia z takimi miejscami pracy, których szukamy. Cieszymy się, że Microsoft po zajęciu trzeciego miejsca w ubiegłorocznej edycji badania, wykorzystał kolejny rok na wdrożenie praktyk dających spółce pozycję lidera wśród firm, których zatrudnienie nie przekracza 500 pracowników.”

W badaniu uczestniczą pracownicy firm biorących w nim udział. Pierwszy etap polega na udzieleniu odpowiedzi na około 58 pytań dotyczących wiarygodności, szacunku, uczciwości, dumy i koleżeństwa, czyli tych elementów, które w ocenie poczucia zadowolenia z miejsca wykonywanej pracy są bardzo istotne. Ten etap badania nazywa się Trust Index. Drugim elementem badania jest badanie kultury organizacyjnej firmy (Culture Audit), które pozwala uzyskać lepsze rozumienie kultury organizacyjnej danego przedsiębiorstwa. Na pytania instytutu na tym etapie odpowiadają działy HR. Przekroczenie minimalnego progu wyników Trust Index, który został wyznaczony na poziomie 60% oraz pozytywna ocena kultury organizacyjnej i stosowanych praktyk HR są podstawową do uzyskania wyróżnienia Instytutu Great Place To Work. Wysokie wymagania jakie stawia przed pracodawcami organizacja, daje pewność, że nagrodzone przedsiębiorstwa w bardzo wysokim stopniu dbają o swoich pracowników.

Projekt budżetu na 2012r. przyjęty – będą cięcia

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2012 r. – Jest to kolejny budżet w trudnym czasie, który konsoliduje finanse publiczne – podkreślił premier Donald Tusk. – Przyjęcie projektu oznacza, że weszliśmy na drogę oszczędzania, tak aby osiągnąć bezpieczny dla Polski próg deficytu i długu publicznego – wyjaśnił szef rządu.

Premier zapewnił, że konsolidacja budżetu nie dotknie bezpośrednio kieszeni obywateli. – To, co jest najbardziej twardą decyzją, jeśli chodzi o wynagrodzenia, to kolejny rok bez podwyżek dla administracji – zaznaczył. – Równocześnie w Polsce nie musimy podejmować decyzji, które polegałyby na odbieraniu ludziom pieniędzy, czyli zmniejszaniu wynagrodzeń w sferze publicznej – dodał Donald Tusk. Jak wyjaśnił, rząd wybrał bezpieczny środek drogi, czyli zamrażanie wydatków na administrację i konsolidację wydatków.

Szef rządu zapowiedział, że w 2012 r. zwiększą się m.in. wydatki na naukę i edukację. – Mimo kryzysu chcemy zwiększyć środki na to, co jest najbardziej prorozwojowe, a wiec na naukę. W 2012 r. nakłady zwiększą się o 9 proc. w porównaniu do 2011 r. – podkreślił Donald Tusk. – Kontynuujemy także program wyższych uposażeń dla nauczycieli. W 2012 r. proponujemy w projekcie budżetu podwyżkę o 3,8 proc. we wrześniu 2012 r. – wyjaśnił. Jak dodał, podwyżki dla nauczycieli planowane na 2011 r. także będą zrealizowane. – To powinno oznaczać, że jeśli wliczymy w to także awans zawodowy, przygniatająca większość nauczycieli w 2012 r. uzyska per saldo 50-proc. wzrost wynagrodzeń w porównaniu do 2007 r. – zaznaczył Donald Tusk.

– Jestem przekonany, że projekt budżetu nacechowany jest odpowiedzialnością i myśleniem prorozwojowym – podkreślił premier. – Jest to projekt trudny, ale jednak bezpieczny dla ludzi – dodał.

Minister finansów Jacek Rostowski przypomniał, że budżet na 2012 jest pierwszym projektem wprowadzającym tzw. regułę wydatkową. – Pula wydatków na cele niesztywne i nowe sztywne nie może wzrosnąć w 2012 r. o więcej niż 3,8 proc., czyli poziom inflacji plus jeden punkt procentowy – wyjaśnił. – To przełomowy budżet, jeśli chodzi o konsekwentne realizowanie naszego celu, jakim jest zlikwidowanie nadmiernego deficytu – zaznaczył.

Wstępny projekt budżetu został przyjęty przez rząd wcześniej niż zazwyczaj. – Budżet to są pieniądze wszystkich Polaków i chcielibyśmy, by w roku wyborczym możliwie oszczędzić budżetowi dyskusji i czysto politycznych sporów – powiedział Donald Tusk.

Polska ponownie liderem lokalizacji inwestycji w EŚW

Ponad 86% przedsiębiorców – respondentów ankiety koniunkturalnej 2011 Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej – ponownie wybrało Polskę jako najbardziej atrakcyjne miejsce pod inwestycje w Europie Środkowej. Polska wyprzedziła znacznie swoich największych konkurentów pod względem ilości przyznanych przez firmy punktów.

Tylko 5% spośród niespełna 80 firm, które wzięły udział w badaniu, podjęłoby ponowną decyzję o inwestycji na niekorzyść Polski. Co warte odnotowania, w 2010 roku takich odpowiedzi było dwa razy więcej.

Według ankietowanych, Polska z sumarycznym wynikiem 4,8 pkt wyprzedza największego regionalnego konkurenta – Słowację – o prawie 0,7 pkt. w skali 6-punktowej. Na następnej po Słowacji (4,13 pkt.) pozycji, z niemalże równorzędnym wynikiem znalazły się Czechy (4,12 pkt.). Do zwycięzców tegorocznego badania koniunktury AHK Polska należą też Kraje Nadbałtyckie, których pozycja poprawiła się zdecydowanie w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem: o sześć miejsc w przypadku Estonii (pozycja 4-ta; 4,0 pkt.) i Łotwy (pozycja 6-ta; 3,77 pkt.) oraz trzy miejsca w przypadku Litwy (pozycja 5-ta; 3,81 pkt.). Spadek w rankingu atrakcyjności inwestycyjnej odnotowały Węgry (minus trzy pozycje; 3,68 pkt.) oraz Rumunia (minus pięć pozycji; 3,19 pkt.).W porównaniu z ub.r. dobre oceny inwestorów uzyskały też Niemcy (4,43 pkt.), brane w badaniu pod uwagę, jako kraj pochodzenia ankietowanych inwestorów zagranicznych. W ocenie ankietowanych Niemcy wyprzedziły południowych sąsiadów Polski – Słowację i Czechy.

Połowa ankietowanych (19% więcej niż w ub.r.) ocenia sytuację ekonomiczną w Polsce jako dobrą, niemal 48% jako zadowalającą. Optymistyczne są też prognozy na przyszłość. Ponad 90% respondentów wierzy, że nastąpi poprawa koniunktury gospodarczej lub przynajmniej ustabilizuje się ona na tym samym dobrym poziomie.

Dobrze przedstawiają się prognozy dotyczące działalności przedsiębiorstw. 70% respondentów planuje zwiększyć swoje obroty w 2011 r., prawie 45% przewiduje wzrost eksportu, a niemal 43% – eksportu do Niemiec. Z drugiej strony, tylko 6% ankietowanych firm twierdzi, że obroty spadną, a jedynie 1,5% prognozuje zmniejszenie eksportu. Wzrost liczby pracowników przewiduje 36%, a wzrost nakładów inwestycyjnych – niemal 39% respondentów. Wzrostowe tendencje inwestycyjne przedsiębiorców z Niemiec potwierdza również ilość niemieckich projektów inwestycyjnych prowadzona przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ). Obecnie Agencja prowadzi 13 takich projektów, wartych łącznie 363 mln euro, podczas gdy na początku 2 kwartału 2010 Agencja miała w swoim portfelu jedynie 6 projektów niemieckich.

Tak jak przewidywali ankietowani w badaniu z 2010r., 60% przedsiębiorstw zwiększyło w ub. r. obroty. Szacunki z 2010 r. dotyczące zysku i nakładów na inwestycje nie przekroczyły o więcej niż 3% rzeczywistych wyników firm w ub. r. Większe różnice występowały jedynie w przypadku przychodów z eksportu: wynik osiągnięty w 2010 r. przewyższył trzykrotnie pesymistyczną prognozę z ubiegłorocznego badania w przypadku przychodów z eksportu ogółem oraz dwukrotnie – w przypadku przychodów z eksportu do Niemiec.

W zakresie zmian w ocenie poszczególnych czynników lokalizacji inwestycji, największy „skok” w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem wykonała polityczna stabilność Polski z notowaniem 3,6 pkt. (w skali 5-punktowej), z pozycji dziewiątej na pozycję drugą, zaraz za członkostwem Polski w UE. Kolejne pozycje zajęły tradycyjnie kwalifikacje pracowników (3,53 pkt.), ich motywacja (3,53 pkt.) oraz produktywność kadr (3,45 pkt.) i dostępność (3,46 pkt.), jak również jakość dostawców (3,42 pkt.).

Najgorzej oceniane determinanty lokalizacji inwestycji to niezmiennie infrastruktura (2,46 pkt.) oraz wydajność administracji publicznej (2,74 pkt.). Na trzecią pozycję od końca spadła jakość kształcenia zawodowego w Polsce, przy czym punktacja tego czynnika (2,8 pkt.) jest zbliżona do poziomu zadowolenia w roku ubiegłym. Wśród priorytetów polityki gospodarczej ankietowani wymienili przede wszystkim rozwój i modernizację infrastruktury, poprawę wydajności administracji publicznej, reformę finansów publicznych oraz wprowadzenie euro.

Liczba zwolenników wspólnej waluty wśród ankietowanych przedsiębiorców spadła już po raz trzeci z rzędu. Ich odsetek wynosi obecnie 72%. Udział przeciwników euro wzrósł do ponad 15%, co oznacza niemal czterokrotny wzrost w porównaniu z rokiem 2009! Niezmienne pozostają przewidywania, że Polska mogłaby wprowadzić euro w ciągu pięciu lat, zatem najbliższy możliwy termin to 2016 rok. W roku rozpoczęcia badania koniunktury przez AHK Polska (2007 r.) większość respondentów przewidywała czteroletni okres przygotowań do wprowadzenia euro. Jeżeli ówczesne prognozy sprawdziłyby się, obecnie w naszych portfelach nie byłoby już złotówek.

Według informacji udostępnionych przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych Niemcy nadal pozostają głównym partnerem handlowym Polski i jednym z głównych inwestorów zagranicznych. Pod względem wartości napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) do Polski Niemcy były w 2009 r. na pierwszym miejscu (2,14 mld euro – 21,7% napływu ogółem i 23,9% napływu z krajów europejskich) wyprzedzając Francję (1,38 mld EUR) i Luksemburg (1,25 mld euro). W 2009 r. inwestorzy niemieccy zainwestowali w naszym kraju 2 137 mln euro a wartość bieżąca niemieckich inwestycji w Polsce oceniana jest na 20 833 mln euro. Na koniec 2009 r. w Polsce działalność prowadziło 5 848 podmiotów z udziałem kapitału niemieckiego.

Ankieta dotycząca koniunktury została przeprowadzona przez AHK w lutym 2011 roku. Z 80 respondentów po 25% pochodziło z sektora przemysłowego oraz handlowego. Prawie 40% reprezentuje sektor usług, a 15% pozostałe sektory. Najmniejsze przedsiębiorstwa (z maksymalną liczbą 9 zatrudnionych pracowników) stanowiły 14% ankietowanych, przedsiębiorstwa małe i średnie (10-249 pracowników) – 58%, a przedsiębiorstwa duże z liczbą pracowników ponad 250 – 29%.

Pracodawcy słabo oceniają kompetencje absolwentów

Już teraz, co dziesiąty polski bezrobotny jest absolwentem wyższej uczelni, a od lat tytuł magistra nie daje gwarancji zatrudnienia. Ponad 80 proc. pracodawców twierdzi, że największe znaczenie przy zatrudnianiu młodych mają wiedza i umiejętności, przeszło 60 proc. podkreśla znaczenie doświadczenia. Niestety, pracodawcy słabo oceniają kompetencje absolwentów.

Za dwa miesiące tegoroczni absolwenci szkół wyższych rozpoczną poszukiwanie zatrudnienia. Są pełni wiary w swoje umiejętności, mają głowy pełne wiedzy i apetyt na zdobywanie rynku pracy. Jednak, nie w każdym przypadku wystarczy to na zdobycie posady w wyuczonym przez lata studiów zawodzie. Czego zatem oczekują pracodawcy od młodych ludzi?

„Ponad 80 pracodawców na 100 twierdzi, że największe znaczenie mają wiedza i umiejętności, a zaraz potem jest doświadczenie zawodowe (ponad 60 wskazań na 100) oraz kompetencje psycho – społeczne wynika z badań w projekcie „Uczelnia Przyjazna Pracodawcom 2010 r”. Chodzi o umiejętności pracy w zespole, terminowość, dyscyplinę czy orientację na klienta (nie tylko zewnętrznego, ale również wewnętrznego). Nie mają natomiast tak dużego znaczenia oczekiwania finansowe absolwenta oraz to którą uczelnię wyższą ukończył” – mówi Monika Zakrzewska, ekspert PKPP Lewiatan.

Zatem podczas naboru nowych pracowników pracodawcy zwracają największą uwagę na rzeczywiście posiadane przez kandydata kompetencje. Niestety, ocena tych umiejętności nie wypada zbyt dobrze jeśli chodzi o absolwentów.

„Słabo oceniane są umiejętności praktyczne w porównaniu z teoretycznymi oraz tzw. kwalifikacje miękkie, których nauczanie w polskich uczelniach wyższych jest śladowe. Najczęściej wskazywaną kompetencją deficytową jest łączenie teorii z praktyką (45 wskazań na 100). Młodzi ludzie mają również problem z organizacją pracy (37), obsługą klienta i kontaktem z nim (34), rozwiązywaniem problemów (32) oraz – co stanowi spore zaskoczenie – znajomością języków obcych (30) oraz kreatywność (23).

Osoby młode mają za to zdolność obsługi komputera oraz maszyn i urządzeń, szybko się uczą i łatwo dostosowują do zmian w otoczeniu. Pracodawcy dostrzegają te braki, widzą również niedostosowanie polskiego systemu szkolnictwa wyższego do wymagań sytuacji gospodarczej i potrzeb rynku pracy. Często zatrudnienie absolwenta związane jest z poniesieniem dodatkowych kosztów związanych z koniecznością uzupełnienia jego wiedzy tak, aby mógł on wywiązywać się ze swoich obowiązków zawodowych. Dość powiedzieć, że ponad ¼ absolwentów, którzy podjęli zatrudnienie po zakończeniu nauki, uczestniczy w różnego rodzaju kursach lub szkoleniach organizowanych przez swoich pracodawców” – dodaje Monika Zakrzewska.

Młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi wymagań jakie stawia przed nimi rynek pracy. Stąd blisko połowa studentów, mając na uwadze wymagania pracodawców, decyduje się na łączenie nauki z pracą zawodową. Dzięki temu zdobywają nie tylko umiejętności praktyczne, ale również wykształcają postawę i cechy, które powinien posiadać „dobry pracownik”. Wiedzą też, że przy szybko zmieniających się trendach na rynku, będą musieli uczyć się przez całe życie.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Oresa Ventures kupuje Librus Sp. z o.o. wiodącą firmę na rynku usług edukacyjnych

Szwedzka spółka inwestycyjna, Oresa Ventures, nabyła 100% udziałów w firmie Librus Sp. z o.o. od jej założycieli. Wspólnie z Prezesem Librusa, Marcinem Kempką, oraz zespołem zarządzającym, Oresa zamierza przyspieszyć rozwój i wzrost firmy.

“Librus rozwinął się szybko i w ciągu ostatnich 3-4 lat stał się najbardziej innowacyjną firmą w sektorze edukacyjnych rozwiązań informatycznych i może pochwalić się wdrożeniem swoich produktów w ponad 5.000 polskich szkół. Nasze produkty wspierają transformację zachodzącą w polskim systemie edukacji, pomagając nie tylko dyrektorom szkół, nauczycielom, lokalnym władzom, ale również włączając w proces edukacji rodziców i uczniów” powiedział Marcin Kempka. ”W przyszłości do rozwijania nowych produktów informatycznych i usług towarzyszących będzie potrzeba więcej zasobów, przy założeniu utrzymania najwyższych standardów obsługi klienta i ochrony danych w branży. Wierzę, że Oresa potrafi aktywnie przyczynić się do naszego sukcesu, wnieść bogate doświadczenie jako inwestora w pomyślnie rozwijających się spółkach i być wymagającym sparring partnerem dla naszego zespołu zarządzającego”, dodał Marcin Kempka.

Librus jest liderem w rozwijaniu cyfrowych produktów i usług w sektorze edukacyjnym. Firma sprzedaje i instaluje wachlarz internetowych aplikacji pozwalających na płynną komunikację pomiędzy nauczycielami, rodzicami, uczniami i dyrektorami szkół. Produkty Librusa umożliwiają szkołom bardziej efektywnie zarządzać ocenami, obecnością i komunikacją z uczniami i rodzicami, jak również wspierają procesy nauczania i uczenia się przy użyciu nowych technologii. Na dzień dzisiejszy ponad 1.200.000 uczniów i rodziców ma dostęp do produktów spółki.

“Jesteśmy pod dużym wrażeniem tego co stworzyli założyciele i zespół zarządzający Librusa i cieszymy się, że zostaliśmy udziałowcem spółki. Byliśmy zadowoleni widząc, że doskonała reputacja Librusa na rynku jest w pełni zasłużona. Spółka jest bardzo innowacyjna i niezwykle mocno ukierunkowana na potrzeby swoich klientów i partnerów, co zaowocowało rozwojem rozwiązań najnowszej generacji opartych na Internecie. Zamierzamy aktywnie współpracować z zespołem zarządzającym na rzecz dalszego wzrostu i rozwoju”, stwierdził Erik Hallgren, CEO Oresa Ventures.

Powszechny Dom Kredytowy i Homebroker dołaczyli do ZFDF

Związek Firm Doradztwa Finansowego, skupiający największe firmy doradztwa finansowego w Polsce, po raz kolejny zwiększył swoją strefę wpływów. Tym razem do grona jego członków dołączyły firmy Home Broker i Powszechny Dom Kredytowy S.A. Tym samym liczba podmiotów zrzeszonych w organizacji wzrosła do czternastu.

Związek Firm Doradztwa Finansowego dalej rośnie w siłę – dołączyły do niego kolejne duże firmy doradcze, Home Broker i Powszechny Dom Kredytowy S.A. Tym samym ZFDF ugruntowuje swoją pozycję reprezentanta czołowych firm doradztwa finansowego w Polsce. Organizacja zrzesza największe przedsiębiorstwa tej branży, które wspólnie działają na rzecz rozwoju rynku i osiągnięcia wysokiego poziomu profesjonalizmu doradców oraz angażują się w działalność edukacyjną.

– Przystąpienie Home Broker i Powszechnego Domu Kredytowego S.A. do Związku Firm Doradztwa Finansowego pokazuje, że organizacja stale się rozwija i jest istotnym podmiotem na rynku doradztwa finansowego w Polsce. Cieszy mnie, że coraz więcej firm chce wspólnie wypracowywać standardy i dbać o wysoką jakość usług doradców w Polsce, aby budować pozytywny wizerunek tej branży – mówi Krzysztof Barembruch, Prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego.

– Powszechny Dom Kredytowy S.A. funkcjonuje na rynku pośrednictwa i doradztwa finansowego już ósmy rok. Fakt przyjęcia nas w poczet członków Związku Firm Doradztwa Finansowego jest dla nas szczególnym wyróżnieniem. Jesteśmy przekonani, że efekt synergii przynależących do Związku instytucji przełoży się na ich integrację i współpracę na różnych płaszczyznach biznesowych, a w konsekwencji przyczyni się do umacniania wizerunku całego sektora specjalistów w dziedzinie planowania finansów firmowych i osobistych w Polsce – mówi Ireneusz Wąsowicz, prezes Powszechnego Domu Kredytowego S.A. – Wierzymy, że poszerzanie grona firm należących do ZFDF pozwoli nie tylko na konsekwentne umacnianie pozycji Związku, ale zapewni jednocześnie szersze spektrum wymiany wiedzy i doświadczeń zrzeszonych organizacji, co przełoży się na pełniejszą informację dedykowaną naszym szeroko pojętym odbiorcom – dodaje.

– W stosunkowo krótkim czasie staliśmy się ważnym podmiotem na rynku doradztwa finansowego. Postanowiliśmy wstąpić do organizacji zrzeszającej firmy z tej branży, chociaż obszar naszego działania jest znacznie szerszy – podkreśla Aleksandra Łukaszewicz, Prezes HB Doradcy Finansowi. Home Broker łączy pod jednym dachem doradztwo przy zakupie nieruchomości z ofertą finansowania. – Przyjmując praktyki Związku Firm Doradztwa Finansowego, jesteśmy gotowi publikować wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych oraz produktów inwestycyjnych i emerytalnych. Zależy nam na wysokim standardzie tych publikacji – zaznacza prezes.

Home Broker i Powszechny Dom Kredytowy S.A. chcą wspólnie z innymi podmiotami z branży wypracowywać standardy pracy doradcy i włączyć się w prowadzone przez ZFDF działania edukacyjne wykorzystując własne doświadczenia oraz wiedzę w tym zakresie.

Zmiana rozporządzenia w sprawie wykonywania pracy przez cudzoziemców

Zakazane będzie zatrudnianie obywateli państw trzecich przebywających w Polsce nielegalnie. Osoba zamierzająca zatrudnić cudzoziemca będzie miała obowiązek zażądać dokumentu potwierdzającego fakt jego legalnego pobytu w Polsce. Kopia tego dokumentu powinna być przechowywana przez przedsiębiorcę przez cały czas obowiązywania umowy o pracę.

Przyjęte założenia do ustawy o sankcjach dla podmiotów zatrudniających obywateli państw trzecich przebywających wbrew przepisom, zawierają ponadto rozwiązania, które regulują sprawy związane z wypłatą zaległego wynagrodzenia dla tych osób.

Zgodnie z prawem unijnym, wobec osób naruszających przepisy dotyczące zatrudniania obywateli państw trzecich przewidziano różnego rodzaju sankcje. Chodzi np. o: pozbawienie dostępu do funduszy unijnych na 3 lata lub zwrot pomocy finansowej uzyskanej w okresie 12 miesięcy poprzedzających nielegalne zatrudnienie. W katalogu tych sankcji są również: wykluczenie z postępowań o zamówienie publiczne, zamknięcie zakładu czy wstrzymanie pozwolenia na wykonywanie działalności gospodarczej. Na gruncie polskiego prawa przepisy te będą stosowane z zachowaniem indywidualnego podejścia wobec każdego przypadku, z wyjątkiem wykluczenia z udziału w zamówieniach publicznych.

Od 2013 r. ma zniknąć NIP dla osób fizycznych

Od 2013 r. ma zniknąć NIP dla osób fizycznych objętych rejestrem PESEL nie prowadzących działalności gospodarczej lub nie będących zarejestrowanymi podatnikami podatku VAT. Takie osoby posługiwać się będą tylko numerem PESEL. Firmy nadal będą musiały posiadać NIP, ale od 1 lipca 2011 r. będzie on im nadawany od razu, a nie w drodze decyzji administracyjnej. Skróci to i uprości całą procedurę. To najważniejsze propozycje zmian zawarte w przyjętym przez rząd projekcie nowelizacji ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników oraz o zmianie innych ustaw.

Od 1 lipca 2011 r. powinien też ruszyć Centralny Rejestr Podmiotów – Krajowa Ewidencja Podatników. Jego działalność ma skrócić obieg informacji w urzędach skarbowych i przyspieszyć obsługę podatników. Rejestr będzie zawierał dane ewidencyjne z rejestru PESEL, które będą wiążące dla administracji podatkowej. Będą w nim także gromadzone dane z niektórych dokumentów związanych z obowiązkami wynikającymi z przepisów podatkowych. Chodzi o informacje dotyczące m.in.: obowiązków podatkowych, okresu zawieszenia działalności gospodarczej, wyboru formy opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych przez przedsiębiorcę.

Statystyczny Polak zmienia pracę siedem razy w życiu

Pracownik zmienia pracodawcę średnio siedem razy w trakcie swojej aktywności zawodowej, choć statystycznie okres zatrudnienia u jednego pracodawcy wynosi 10 lat. Najbardziej zadowolony jest zwykle z trzeciego miejsca pracy. Jedna trzecia absolwentów nie otrzymuje stałych umów zatrudnienia – wynika z analiz PKPP Lewiatan.

„Przez pierwsze pół roku niemalże każdy nowozatrudniony pracownik generuje koszty – musi zapoznać się z obowiązkami (bardzo często również nabyć nowe umiejętności, z którymi dotychczas nie zetknął się nawet w teorii). Niezbędna przy tym jest pomoc kolegi „zza biurka”. W przypadku świeżo upieczonych absolwentów jest to jeszcze trudniejsze niż u osób z doświadczeniem. Nie wiadomo również, co on / ona może zaoferować organizacji? Czy odnajdzie się w rzeczywistości firmy, poradzi sobie z pracą. Ale nie wiadomo też, czy młody człowiek zechce pracować w danej organizacji, czy raczej zadecyduje, że to nie dla niego.

Stąd wielu przedsiębiorców proponuje młodym osobom umowy cywilnoprawne, które dają możliwość zapoznania się z pracą na określonym stanowisku, a z drugiej strony pozostawiają pracodawcom możliwość łatwego rozwiązania kontraktu w przypadku całkowitego niedopasowania umiejętności (twardych i miękkich) do potrzeb organizacji. Nie bez znaczenia są również niższe koszty aniżeli w przypadku podpisania umowy o pracę. Ale umowę cywilnoprawną z łatwością mogą rozwiązać obie strony. Zatem przedsiębiorca musi liczyć się z tym, że pewnego dnia pracownik po prostu nie przyjdzie do firmy” – mówi Monika Zakrzewska, ekspert PKPP Lewiatan.

„Chociaż w trakcie nauki prawie wszyscy pracujący studenci chętnie świadczą swoje usługi na podstawie umów cywilnoprawnych, jako że jest to bardziej opłacalne niż w przypadku stosunku pracy, to po zakończeniu edukacji większość z nich oczekuje umowy o pracę. Głównie mówią o tym młode kobiety, upatrując w zatrudnieniu większej stabilizacji i zabezpieczenia socjalnego na wypadek urodzenia dziecka. Młodzi mężczyźni jako zaletę stosunku pracy podają możliwość zaciągnięcia kredytu na mieszkanie. Prawie nikt nie myśli o „zarabianiu na emeryturę”. Co ciekawe – na pytanie czy woleliby umowę o pracę w niepełnym wymiarze czasu pracy, czy umowę cywilnoprawną, bez wahania odpowiadają, że chcą godnie zarabiać.

I tak 1/3 absolwentów stawia pierwsze kroki na rynku pracy jako strona umowy o dzieło czy umowy zlecenia. W przyszłości część z nich stanie się przedsiębiorcami, niektórzy tzw. freelancerami pracującymi projektowo bez reżimu szefa, a grubo ponad połowa zdobędzie upragnioną umowę na stałe, która w dalszym ciągu postrzegana jest w naszym kraju jako gwarancja bezpieczeństwa zatrudnienia. Czas zweryfikuje kto z nich osiągnął sukces zawodowy, bo o takim marzy każdy, kto opuszcza mury uczelni” – dodaje Monika Zakrzewska.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Ofert pracy przybywa, ale nie dla wszystkich

Firmy z sektora przemysłu ciężkiego znalazły się w czołówce branż generujących największe zapotrzebowanie na pracowników – wynika z cyklicznego raportu „Rynek Pracy Specjalistów w I kwartale 2011”, przygotowanego przez ekspertów portalu rekrutacyjnego Pracuj.pl. Od stycznia do marca, pracodawcy z tej branży opublikowali w sumie ponad 9,5 tys. ofert, czyli o 90% więcej niż w analogicznym okresie 2010 roku.

Poszukujący pracy z miesiąca na miesiąc mają do dyspozycji coraz więcej propozycji. W I kwartale tego roku liczba ofert opublikowanych w Pracuj.pl wyniosła prawie 80 tysięcy, co stanowi 22% wzrost względem IV kwartału 2010 roku i aż 45% w porównaniu do I kwartału ubiegłego roku. Rekordową liczbę ogłoszeń odnotowano w marcu – pracodawcy umieścili wtedy w serwisie ponad 28 tysięcy ofert.

Przemysł rośnie w siłę

Liczba propozycji od pracodawców z branży handel i sprzedaż przekroczyła 22 tysiące, na 2. miejscu znalazła się natomiast branża finansowa, która proponowała ponad 13 tys. miejsc pracy. Po raz pierwszy od czterech lat, w czołówce branż zamieszczających najwięcej ofert znalazły się firmy z sektora przemysłu ciężkiego.

Liczba ogłoszeń, zamieszczanych przez firmy przemysłowe w serwisie Pracuj.pl, rosła powoli od
III kwartału 2010 roku. Według danych GUS, to wtedy, po raz pierwszy od kilku kwartałów, odnotowano przyrost liczby zatrudnionych w przemyśle (o 0,9%). W IV kwartale zatrudnienie wzrosło o 1,5%.

W I kwartale duży popyt na pracowników odnotowano również w przypadku branży IT (wzrost w stosunku do I kwartału 2010 o 72%) oraz branżach TSL, telekomunikacyjnej, finansowej i budowlanej (wzrosty o ponad połowę). Spadki, choć nieduże, odnotowano natomiast w przypadku sektora prawniczego (-6%) oraz edukacyjnego (-0,5%).

Firmy stawiają na nowe technologie

W analizowanym okresie pracę najłatwiej było znaleźć w działach sprzedaży (ponad 33 tys. propozycji), ale już co 5. oferta pochodziła z działów IT (prawie 17 tys. ofert). Również w tym przypadku odnotowano największy procentowy przyrost ofert pracy, w stosunku do analogicznego okresu roku 2010 było ich więcej o 83%.

Znaczący przyrost propozycji dotyczył również działów logistyki (75%) oraz działów technologicznych
(71%). Warto też zauważyć, że liczba ofert dla osób z wykształceniem technicznym zbliżyła się do liczby propozycji pracy w działach obsługi klienta.

Po raz pierwszy w historii badania przeanalizowano także oferty pracy w działach administracji biurowej i działach szkoleniowych. W I kwartale było ich odpowiednio 2643 oraz 1341.

Niemcy chcą zatrudniać Polaków

Wśród regionów, niekwestionowanym liderem rynku pracy pozostaje Mazowsze, a właściwie aglomeracja warszawska. W I kwartale tego roku pracodawcy z tego regionu opublikowali na Pracuj.pl ponad 16 tys. ofert. Na 2. miejscu ex aequo znalazł się woj. śląskie i Dolny Śląsk, ale choć ofert z tych regionów było sporo (po ok. 7,2 tys.) to i tak te województwa razem dają mniej możliwości niż region centralny.

Cieszyć może fakt, że liczba ofert, w stosunku do I kwartału 2010 roku, wzrosła w każdym województwie (średnio ok. 46%), a najwięcej przybyło ich w woj. opolskim (o 62%) i woj. podkarpackim (o 60%), czyli w regionach, gdzie o pracę jest trudno.

Warty odnotowania jest również fakt, że o aż 39% wzrosła liczba ofert od zagranicznych pracodawców. Było ich prawie tyle, ile w II kwartale 2008, czyli tuż przed kryzysem. Najbardziej aktywnie poszukującymi pracodawcami z zagranicy były firmy z Niemiec, które w I kwartale 2011 zamieściły w Pracuj.pl 186 ogłoszeń. Niemieccy pracodawcy szukali przede wszystkim różnego rodzaju specjalistów IT, budowlańców (zarówno inżynierów, jak i fachowej siły roboczej), pielęgniarek oraz osób do opieki nad osobami chorymi i starszymi.

SOKiK podtrzymuje decyzję UOKiK odnośnie Castoramy, spółka zapłaci 12,2 mln zł kary

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził decyzję UOKiK, obniżając jednocześnie karę finansową dla sieci marketów budowlanych. Zgodnie z wyrokiem Castorama zawarła niedozwolone porozumienie z producentem farb ICI ustalając cenę sprzedaży ich farb i lakierów.

Wyrok sądu dotyczy decyzji UOKiK z kwietnia 2008 roku. Ustalono wówczas, że doszło do zawarcia niedozwolonego porozumienia pomiędzy spółkami Castorama i ICI. Przedsiębiorcy co najmniej od 2004 roku ustalali ceny końcowe sprzedaży farb i lakierów oraz ich części składowe takie jak marża. Nie zaprzestali tej praktyki nawet pomimo prowadzonego postępowania antymonopolowego.

Na uczestników porozumienia zostały nałożone kary finansowe 36 685 720 zł – na Castoramę oraz 9 072 690 zł – na ICI.

Przedsiębiorcy skorzystali z przysługującego im prawa i odwołali się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 26 kwietnia SOKiK potwierdził, że doszło do niedozwolonego porozumienia, zdecydował jednak o obniżeniu sankcji dla Castoramy — do 12 228 573 zł.

Zgodnie z prawem przedsiębiorca, wobec którego została wydana decyzja przez Prezesa UOKiK, może się odwołać do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od wyroku SOKiK przysługuje możliwość złożenia apelacji w Sądzie Apelacyjnym.

Nasza Klasa sp. z o.o. ma nowego prezesa

Dominik Czarnota przejmuje obowiązki prezesa spółki prowadzącej największy portal społecznościowy w Polsce. Czarnota zastąpi Arkadiusza Pernala, który pełnił tę funkcję od początku 2009 roku.

Pernal z serwisem związany był od początku jego istnienia, do momentu objęcia prezesury pełnił funkcję członka zarządu Naszej Klasy sp. z o.o. Czarnota dołączył do projektu we wrześniu 2008, od zeszłego roku był pełnomocnikiem zarządu ds. przychodów.

„Zostając prezesem Naszej Klasy miałem dwa podstawowe cele – uzupełnić struktury dynamicznie rozwijającej się firmy oraz przekształcić start-up w stabilny biznes internetowy. Oba te cele spełniłem. Przekazuję Dominikowi kompletną, zyskowną organizację prowadzącą serwis z jednym z najwyższych wskaźników zaangażowania Użytkowników. Dla mnie osobiście, po blisko 5 latach intensywnej pracy dla NK, przyszedł czas na zmiany, na zmierzenie się z nowymi wyzwaniami. Życzę Dominikowi wszelkiej pomyślności i jestem przekonany, że potencjał, który przekazuję, będzie sukcesywnie przekuwał w długoterminowe korzyści zarówno dla firmy, jak i Użytkowników nk.pl” – komentuje swoją decyzję Arkadiusz Pernal.

Nasza Klasa pod rządami Czarnoty będzie kontynuowała i rozwijała dotychczasową strategię obecności na rynku internetowym. Nowy prezes skupi się na umacnianiu NK na pozycji lidera segmentu społecznościowego w Polsce oraz na tworzeniu nowych źródeł przychodu dla firmy.

„Nie ukrywam, że przejęcie od Arka prowadzenia Naszej Klasy jest dla mnie wielkim wyzwaniem, niemniej wyzwaniem bardzo mobilizującym. Plany NK są ambitne i dalekosiężne, dołożę wszelkich starań, by z sukcesem je zrealizować. Cieszy mnie fakt, że będę mógł działać wspólnie z zespołem ponad 200 niezwykle zaangażowanych w NK osób” – zapowiada Dominik Czarnota, nowy prezes Naszej Klasy.

Struktura właścicielska firmy nie ulega zmianom. Formalne potwierdzenie nowego stanu dokona się w maju. Oprócz Czarnoty spółkę, jak dotychczas, będzie reprezentował Marcin Chruszczyński, członek zarządu i szef operacyjny Naszej Klasy.

*** Dominik Czarnota z Naszą Klasą związany jest od września 2008 roku, kiedy jako pełnomocnik zarządu ds. e-Commerce współtworzył struktury handlowe spółki. Od zeszłego roku był kompleksowo odpowiedzialny za przychody firmy. Karierę zawodową rozpoczynał w Interia.pl S.A., pracował też dla PTK Centertel (Orange). Jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku zarządzanie i marketing. Prywatnie, wspólnie z żoną, od kilku lat jest miłośnikiem kultury i tradycji Argentyny.

Największa na polskim rynku operacja refinansowania kredytów

PKN ORLEN S.A. podpisał nową umowę kredytową z konsorcjum 14 banków, dzięki której refinansuje na korzystniejszych warunkach obecne cztery linie kredytowe oraz zapewnia dostęp do finansowania bankowego na najbliższe pięć lat. Maksymalna wartość kredytu, z jakiego Koncern może korzystać w ramach nowej umowy, to ponad 2,6 mld EUR, czyli ponad 10 mld PLN.

Środki pozyskane z kredytu zostaną przeznaczone na spłatę istniejącego zadłużenia walutowego oraz finansowanie działalności zarówno PKN ORLEN S.A., jak i spółek z Grupy Kapitałowej ORLEN. Umowa zawarta pomiędzy PKN ORLEN, a konsorcjum banków, otwiera także Koncernowi dostęp do dodatkowych środków w wysokości 200 mln EUR.

– Podpisana dziś umowa to kolejny dowód na głęboką, pozytywną zmianę w relacjach między PKN ORLEN i bankami kredytującymi nasz Koncern. Na początku kończącej się właśnie pierwszej kadencji Zarządu banki traktowały PKN ORLEN nieufnie, bo Firma była bliska złamania warunków zawartych w umowach kredytowych. Dziś, dzięki wdrożonym inicjatywom oddłużeniowym oraz procesom optymalizacyjnym, poziom zadłużenia Spółki jest stabilny, ratingi są coraz lepsze, więc banki chętnie rozmawiają o dalszym finansowaniu naszych działań – powiedział Jacek Krawiec, Prezes Zarządu PKN ORLEN S.A.

Dzięki Umowie Koncern może zastąpić z wyprzedzeniem cztery wielowalutowe konsorcjalne kredyty odnawialne zapadające w latach 2011 – 2012, w wysokości:
– 1 mld EUR, udzielony przez konsorcjum jedenastu banków w grudniu 2005 roku,
– 800 mln EUR, udzielony przez konsorcjum ośmiu banków w listopadzie 2006,
– 300 mln EUR, udzielony przez konsorcjum sześciu banków w styczniu 2008 roku,
– 325 mln EUR udzielony przez konsorcjum siedmiu banków w sierpniu 2008 roku.

Umowa będzie obowiązywać przez okres pięciu lat z możliwością dwukrotnego przedłużenia o kolejny rok. Środki mogą być wykorzystywane w kilku walutach – EUR, USD, PLN oraz CZK. Oprocentowanie kredytu zostało ustalone w oparciu o stawkę WIBOR/EURIBOR/LIBOR/PRIBOR powiększoną o marżę.

Zgodnie z zapisami umowy, koszt kredytu, jaki będzie ponosił PKN ORLEN S.A., będzie zależał od poziomu wskaźnika dług netto/EBITDA. Pozostałe warunki kredytowania również nie odbiegają od warunków rynkowych.

GPW na pierwszym miejscu w Europie pod względem liczby debiutów

W pierwszym kwartale 2011 r. GPW w Warszawie była pierwszym rynkiem w Europie pod względem liczby debiutów. W okresie od stycznia do marca 2011 r. na warszawskim parkiecie zadebiutowało łącznie 45 spółek (siedem na rynku głównym i 38 na NewConnect). Jest to równocześnie najlepszy wynik w historii GPW pod względem liczby IPO w jednym kwartale. Dla porównania, w pierwszym kwartale 2010 r. na GPW odnotowano 15 debiutów, a w czwartym kwartale łącznie 40 IPO.

Pod względem wartości ofert w pierwszym kwartale 2011 r. rynek warszawski uplasował się na czwartym miejscu w Europie, za giełdą londyńską, norweską oraz Deutsche Börse. Łączna wartość ofert przeprowadzonych na GPW wyniosła 121 mln euro, co stanowi blisko czterokrotny wzrost w porównaniu do analogicznego kwartału roku poprzedniego (31 mln euro). Jednocześnie oznacza to znaczący spadek względem czwartego kwartału 2010 r., kiedy to dzięki ofercie prywatyzacyjnej GPW łączna wartość IPO wyniosła 569 mln euro. Warto podkreślić, że miniony kwartał był rekordowy w historii funkcjonowania rynku NewConnect nie tylko pod względem liczby debiutów (38), ale również wartości IPO (48 mln euro).

Największym IPO na warszawskiej giełdzie w okresie od stycznia do marca 2011 r. była przeprowadzona na rynku alternatywnym oferta Domu Maklerskiego TMS Brokers (usługi finansowe) o wartości 21,4 mln euro. Co więcej, było to jednocześnie największe IPO w historii NewConnect. Na kolejnych miejscach uplasowały się oferty spółek przeprowadzone na rynku głównym: Avia Solutions Group (spółka z siedzibą na Litwie, działająca na rynku kompleksowych usług lotniczych) o wartości 19,6 mln euro oraz Inpro (16,8 mln euro, sektor nieruchomości).

W pierwszym kwartale 2011 r. na GPW odnotowano IPO trzech zagranicznych emitentów. obok wspomnianej Avia Solutions Group byli to: węgierski E-Star Alternative Energy (branża energetyczna), w przypadku którego miało miejsce jedynie dopuszczenie akcji do obrotu na rynku głównym GPW (akcje E-Star Alternative Energy są równolegle notowane na giełdzie w Budapeszcie), a także czeski Icom Vision Holding (nowe technologie), który przeprowadził na NewConnect ofertę o wartości 0,7 mln euro.

W pierwszym kwartale 2011 r. giełdy europejskie odnotowały spadek łącznej wartości IPO o 71% oraz spadek liczby debiutów o 26% w porównaniu do czwartego kwartału 2010 r. W okresie od stycznia do marca 2011 r. w Europie miało miejsce 95 IPO o łącznej wartości blisko 3 mld euro, podczas gdy w czwartym kwartale 2010 r. w ramach 129 ofert pozyskano ponad 10 mld euro. Zdecydowana większość kapitału w ramach pierwszych ofert publicznych została pozyskana w Londynie, podczas gdy niemal co drugi debiut miał miejsce na GPW w Warszawie.

Pomimo politycznych i gospodarczych zawirowań na światowe rynki zaczyna powracać optymizm, przede wszystkim za sprawą rosyjskich emitentów. W ostatnich dniach kilka dużych spółek podjęło jednak decyzję o wstrzymaniu IPO.

Ponadto inwestorzy wydają się być bezkompromisowi w swoich oczekiwaniach cenowych wobec firm mających w najbliższym czasie plany związane z pierwszą ofertą publiczną.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, stwierdził:

„Wiele spółek musiało przełknąć gorzką pigułkę, gdy dowiedziało się, że wartość ich biznesu znacząco spadła od czasu pierwotnej wyceny. Inwestorzy podchodzą obecnie bardzo ostrożnie do ceny, jaką mają zapłacić za akcje danej spółki i coraz częściej ich oczekiwania są rozbieżne z oczekiwaniami oferujących.”

Pięć największych IPO w Europie stanowiło aż dwie trzecie łącznej wartości ofert w minionym kwartale, przy czym trzy z nich miały miejsce w Londynie.

Filip Gorczyca, menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych, dodał:
„Chociaż czwarty kwartał 2010 r. wydawał się zwiastować poprawę sytuacji na rynkach kapitałowych, to ostatecznie nastroje znacząco pogorszyły się w obliczu powrotu niekorzystnej sytuacji politycznej i gospodarczej. Warto jednak pamiętać, że początek roku zazwyczaj charakteryzuje się zmniejszoną aktywnością na rynku IPO ze względu na fakt, iż większość emitentów czeka z ofertą na zbadane dane finansowe za poprzedni rok.

Kwiecień i maj to z kolei tradycyjnie jedne z najbardziej aktywnych miesięcy w zakresie pierwszych ofert publicznych, jednak utrzymująca się na giełdach niepewność stawia potencjalnych emitentów przed trudną decyzją – czy przeprowadzać IPO teraz, czy odłożyć plany na późniejszy termin z nadzieją na powrót lepszych nastrojów wśród inwestorów.”

Zwyczaje zakupowe Polaków – Co? Gdzie? Jak?

Jak i gdzie Polak robi zakupy? Czy planuje wydatki? Czy chętnie korzysta z promocji lub „gratisów”? Czy w wyborze produktu kieruje się ceną? Jakimi konsumentami są Polacy? Na te i inne pytania dotyczące zwyczajów zakupowych Polaków odpowiada badanie PAYBACK Consumer Monitor, przeprowadzone na zlecenie firmy Loyalty Partner Polska.

Idzie Polak na zakupy, ale dokąd?

Hipermarkety w Polsce są trzecim pod względem zainteresowania miejscem, do którego Polacy wybierają się po zakupy spożywcze, chemię, czy kosmetyki. Trochę większym zainteresowaniem cieszą się ogólnospożywcze sklepy osiedlowe oraz dyskonty – pokazuje badanie PAYBACK Consumer Monitor. W hipermarketach najchętniej kupują młodzi w wieku od 18 do 35 lat, a do dyskontów częściej zaglądają osoby po 36 roku życia. Klientami osiedlowych sklepów są głównie osoby starsze, powyżej 56 lat, często emeryci. Odzież i obuwie wielu Polaków nabywa na bazarach i targowiskach (28%). Są to głównie osoby w średnim wieku, ludzie mniej zamożni, z niższym wykształceniem oraz pochodzący z małych miasteczek i wsi. Galerie handlowe (20%) oraz specjalistyczne sklepy prywatne (20%) cieszą się nie mniejszą popularnością wśród klientów kupujących ubrania. Choć tu profil ich jest już inny – to głównie osoby młodsze, mieszkańcy dużych miast i aglomeracji miejskich, o lepszym wykształceniu i statusie majątkowym.

Polski konsument – rozważny i… świadomy

Z badania PAYBACK Consumer Monitor wyraźnie wynika, że Polacy kupują z głową – 67% sprawdza datę ważności produktów, a 59% porównuje ceny przy kasie do tych na półkach sklepowych. W grę nie wchodzą też zbędne zakupy, 69% dobrze wie, czego potrzebuje. Konsumenci zdecydowanie stawiają na wygodę (47%) raczej niż na modę (4%) oraz cenią praktyczność (30%) nad elegancję (4%).

Bez względu na to, co kupuje polski konsument, kieruje się najpierw ceną, następnie jakością, a wybierając produkty spożywcze zwraca uwagę na ich świeżość. Cena (61%), a potem jakość (48%) są dla ogółu Polaków istotne również przy zakupie kosmetyków. Ciekawe, że dla osób w wieku 26-33 lata w tej kategorii produktów jest odwrotnie, ważniejsza jest jakość niż cena (odpowiednio 64% i 54%), podobnie dla singli i osób wykształconych. Nie bez znaczenia jest też marka – 37% Polaków woli markowe kosmetyki. Wybierając ubranie i buty Polacy przyjmują jeszcze jedno istotne kryterium – wygląd, a w przypadku sprzętu RTV/AGD ważne są parametry techniczne. Warto też zauważyć, że 21% klientów jest skłonne zapłacić więcej za produkt dlatego, że jest markowy. Częściej są to mieszkańcy większych miast, panie oraz single.

Klient trudny, czy wymagający?

Zanim Polak wyruszy na jakiekolwiek zakupy sprawdzi ceny regularnych produktów i porówna je, najczęściej w różnych sklepach. Pomimo tego, że na ogół planuje wydatki, to raczej nie korzysta z list zakupowych. Niech jednak nikomu nie wydaje się, że taki klient to „łatwy łup”. Polscy konsumenci nie ufają sprzedawcom, 57% nie daje się im przekonać. Polak kupuje głównie z wyższej konieczności, a przede wszystkim aby wymienić stary zużyty produkt na nowy. Niechętnie też próbuje nowości – woli sprawdzone rozwiązania. Uwaga, Polacy o zakupach nie rozmawiają – tak uważa 61% badanych. Blisko połowa badanych nie widzi nawet potrzeby konsultowania się w tej kwestii z bliskimi. Choć 44% mężczyzn przyznaje się, że korzysta ze wsparcia partnerek.

Od dynamicznych z kasą do domatorów z tradycjami

„Wyniki badania PAYBACK Consumer Monitor pokazały, że polski konsument jest ogólnie wymagający i bardzo świadomy. Jednak obraz ten jest bardziej zróżnicowany.” – zapewnia Marcin Drzewiecki, Dyrektor Marketingu Loyalty Partner Polska i dodaje „Polskie społeczeństwo można podzielić na dwa segmenty: konsumentów nowoczesnych i konserwatywnych. A w każdym z nich zarysowały się po 3 grupy. Dynamiczni z kasą, eleganccy z klasą, życiowi optymiści to grupa nowoczesnych konsumentów. W segmencie konserwatywnym znaleźli się praktyczni konformiści, oszczędni z aspiracjami oraz tradycyjni domatorzy. Każdy z typów jest inny i czym innym kieruje robiąc zakupy”.

Warto przyjrzeć się bliżej poszczególnym segmentom. Konsumenci nowocześni to głównie osoby młodsze z lepszymi dochodami. Dynamiczni z klasą cenią sobie szybkość i wygodę, dlatego korzystają z nowoczesnych sklepów, gdzie zakupy robią raz na jakiś czas. Dla nich liczy się marka produktu i rzeczy, które pozwalają im się wyróżnić. To głównie mężczyźni między 26 a 45 rokiem życia, żonaci lub w stałych związkach, dobrze zarabiający. Eleganccy z klasą cenią sobie jakość i dlatego są skłonni zapłacić więcej za produkty, które ją gwarantują. Lubią robić zakupy i mieć przy tym wybór, bo szukają rzeczy eleganckich. Dlatego kupują w nowoczesnych sklepach, ale zaglądają też do tych osiedlowych. To głównie młode kobiety w wieku 18-35 lat, o wysokich dochodach. Życiowi optymiści lubią zakupy i robią je bez pośpiechu w różnych miejscach, relaksując się przy tym. Chętnie oglądając nowości, ale przeważnie dobrze planują swoje zakupy. Często odwiedzają sklep tylko po to, aby zakupić produkt zauważony w gazetce reklamowej lub na wyprzedaży czy w promocji. Zwracają uwagę na wysoką jakość oraz parametry techniczne, cenią wygodę. Do tej grupy należą osoby w wieku 18-45 lat, wśród nich jest duża grupa singli.

W segmencie konsumentów tradycyjnych znajdziemy przede wszystkim osoby starsze i mniej zamożne. Praktyczni konformiści kupują produkty spożywcze w tradycyjnych sklepach, zaś ubrania na bazarach. Nie przepadają za zakupami, więc robią je szybko. Wybierają znane i sprawdzone produkty. Zwracają uwagę na łatwość, wygodę użytkowania, jak również na okres gwarancyjny i na korzystną cenę regularną. Kupują kiedy muszą, ale zdarza im się kupować rzeczy, których potem w ogóle nie używają. To głównie osoby po 45 roku życia, o niższych dochodach. Oszczędni z aspiracjami to przeważnie kobiety po 36 roku życia. Korzystają głównie ze sklepów tradycyjnych, bazarów, centrów handlowych i outletów. Planują swoje zakupy i korzystają z okazji np. kupując na wyprzedażach. Wiele z nich nastrój i atmosferę w sklepie przedkłada nad oferty promocyjne. Chcą mieć to, co mają inne osoby w ich otoczeniu.

Tradycyjni domatorzy korzystają głównie z tradycyjnych sklepów, bazarów, centrów handlowych i outletów. Planują swoje zakupy i przygotowują listy. Uważają, iż jakość większości marek na rynku jest porównywalna, dlatego przy zakupie artykułów codziennego użytku kierują się ceną. Kupują, kiedy muszą, aktywnie szukają informacji o promocjach i wyprzedażach. Do tej grupy należą kobiety po 46 roku życia, często wdowy.

Plany i nastroje polskich pracodawców w 2011

Instytut Badawczy Randstad we współpracy z TNS OBOP już po raz dziesiąty przeprowadził badanie „Plany Pracodawców”, diagnozujące opinie przedsiębiorców w najważniejszych obszarach ich działalności. Wyniki badania wskazują, że wiosennemu ociepleniu temperatury nie towarzyszy ocieplenie nastrojów przedstawicieli firm – nie zwiększy się znacząco poziom zatrudnienia, nie możemy spodziewać się istotnych podwyżek wynagrodzeń, rośnie też grupa pesymistów obawiających się o kondycję gospodarczą nadchodzącego półrocza.

„Prognozy pracodawców na nadchodzące półrocze nie są bardzo dobre. Wyniki te są zbieżne z ostatnimi komunikatami GUS na temat koniunktury w głównych gałęziach gospodarki. Pocieszające jest jednak to, że – jak pokazują dane z naszych badań – faktyczne działania pracodawców wskazują na lepszą kondycję firm, niż wynika to z ich wcześniejszych przewidywań. – komentuje Agnieszka Bulik, Członek Zarządu Randstad. – Oznacza to, że pracodawcy nie mają wiele przesłanek do deklarowania bieżącej, dobrej kondycji firmy, dlatego są raczej sceptyczni w ocenach. Pomimo doświadczanych trudności, firmy osiągają jednak lepsze wyniki niż zakładane.”- kontynuuje Agnieszka Bulik.

•Rośnie udział respondentów spodziewających się pogorszenia sytuacji gospodarczej

Największy udział badanych – niemal połowa respondentów – zapowiada, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy należy spodziewać się stagnacji (47%). Niepokojący wydaje się fakt, że znacznie częściej niż dotychczas pracodawcy przewidują, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy odnotowany zostanie spadek gospodarczy (20% w lutym 2011 r. vs. 13% w listopadzie 2010 r.).

Równocześnie coraz mniej przedstawicieli badanych instytucji mówi o wzroście gospodarczym (24% w lutym 2011 r. vs. 37% w listopadzie 2010 r.). Tendencję do zmiany postaw odnotowano przede wszystkim wśród małych firm, gdzie 27% prognozuje recesję (w listopadzie 2010 r.: 13%) a tylko 16 – wzrost gospodarczy (w listopadzie 2010 r.: 29%).

„Mało optymistyczne oceny respondentów potwierdzają obserwowane na rynku pogorszenie koniunktury. Sytuacja ta może być częściowo tłumaczona faktem, że przedsiębiorcy odczuwają, utrzymujące się od czasu kryzysu, trudności w utrzymaniu płynności finansowej. Również przyjmowanie nowych pracowników uderza w nich z kolei dużymi kosztami zatrudnienia.” – tłumaczy Agnieszka Bulik.

•Co 4 pracodawca planuje zwiększenie wynagrodzeń. Podwyżki nie będą jednak znaczące i raczej nie przekroczą poziomu 5%

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy w większości przedsiębiorstw wynagrodzenia nie uległy zmianie (65%). W 29% badanych przedsiębiorstwach wzrósł ogólny poziom wynagrodzeń, przy czym pensje podwyższane były przede wszystkim w firmach przemysłowych (37%).

Na okres najbliższych 6 miesięcy 2 na 3 przedsiębiorstwa (66%) nadal nie spodziewają się żadnych zmian w poziomie wynagrodzeń.

Podniesienie pensji brane jest pod uwagę w niemal co czwartym badanym przedsiębiorstwie (23%). Deklaracja ta dotyczy głównie przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników (32%).
W przedsiębiorstwach, gdzie planowane jest podwyższenie wynagrodzeń, najczęściej wspomina się o podwyżkach nie przekraczających 5% (73%), w tym 31% przyznaje, że maksymalnie będą one równe poziomowi inflacji.

„Jak wykazało ostatnie badanie Randstad Award, dla pracowników wysokość wynagrodzenia jest w naszym kraju kluczowym czynnikiem podczas decydowania o wyborze pracodawcy. Niska skłonność pracodawców do podwyższenia wynagrodzeń może wpłynąć na rotację na rynku pracy – jest bowiem tajemnicą poliszynela, że łatwiej jest wynegocjować wyższe wynagrodzenie podejmując nowe zatrudnienie, niż podwyżkę pensji u bieżącego pracodawcy.” – zauważa Agnieszka Bulik.

•Plany zwiększenia zatrudnienia bez zmian – niemal 2 na 3 pracodawców nie będzie zatrudniało nowych pracowników

Działania badanych przedsiębiorstw w zakresie poziomu zatrudnienia nie zmieniły się istotnie w stosunku do ostatniego kwartału. W 30% firm w ostatnim półroczu zwiększono zatrudnienie. Zwiększenie liczby etatów miało miejsce przede wszystkim w największych firmach (39%), rzadziej w firmach małych (23%).
W nadchodzącym półroczu zwiększenia zatrudnienia możemy się spodziewać w niemal co czwartej badanej firmie (24%), jest ono częściej planowane jest w największych firmach (38%).
Największa grupa, niemal 2 na 3 respondentów badania deklaruje, że zatrudnienie w ich firmach nie ulegnie zmianie (62%).

•Najczęściej poszukiwani będą pracownicy produkcji oraz sprzedaży

W co piątej badanej firmie planowane jest zatrudnienie nowych pracowników w działach produkcyjnych (21%). W drugiej kolejności firmy zatrudniać chcą pracowników sprzedaży (20%).
Jak zaznacza Agnieszka Bulik: „Po zimowych zwolnieniach, pracowników przemysłowych planują zatrudnić przede wszystkim firmy budowlane (48%). Pracownicy sprzedaży będą poszukiwani przede wszystkim przez duże firmy (35%). Największe szanse na znalezienie tego typu pracy będą mieli mieszkańcy regionu centralnego (32%).”

Pokryzysowa reforma systemów bankowych

W wyniku kryzysu finansowego banki zwiększyły nadzór zarządów nad funkcją ryzyka i zmieniają politykę wynagrodzeń – wynika z badania Ernst & Young przeprowadzonego dla Instytutu Finansów Międzynarodowych, skupiającego największe instytucje finansowe na świecie.

Badanie przeprowadzono wśród kadry zarządzającej 62 instytucjami finansowymi zrzeszonymi w Instytucie Finansów Międzynarodowych. 83% respondentów potwierdziło, że kryzys finansowy spowodował zwiększenie nadzoru zarządu nad funkcją ryzyka. Aż 89% ankietowanych stwierdziło natomiast, że zdecydowanie wzmocniona została rola CRO (Chief Risk Officer – Dyrektor ds. Ryzyka). Aż połowa badanych Dyrektorów ds. Ryzyka raportuje obecnie bezpośrednio do Prezesów, a 21% ma podwójną linię raportowania – do Prezesa i dedykowanego zespołu ds. ryzyka.

Również w Polsce rola funkcji ryzyka w zarządzaniu instytucjami finansowymi w wyniku doświadczeń kryzysu finansowego istotnie wzrosła. W zdecydowanej większości funkcje ryzyka są wydzielone i podlegają CRO, który jest członkiem Zarządu. Organy nadzorujące bądź powołują specjalne komitety ds. ryzyka bądź też zwiększają nadzór nad obszarem ryzyka kompleksowo, w ramach agendy prac całych rad nadzorczych” – mówi Iwona Kozera, Partner Zarządzający Grupą Rynków Finansowych w Ernst & Young.

Większa płynność, restrykcyjne testy

Dla 88% respondentów badania potrzeba skupienia się na zarządzaniu ryzykiem płynności jest jedną z najważniejszych lekcji wyciągniętych z kryzysu finansowego, a aż 92% wskazuje, że po kryzysie dokonano zmian w zarządzaniu i kontroli ryzyka płynności, co oznacza wzrost w stosunku do 61% w badaniu z 2009 r.

W wyniku kryzysu banki zweryfikowały również metody tzw. wewnętrznych stress testów. Aż 93% respondentów wskazało, że opracowali i wdrożyli nowe metody testów warunków skrajnych. Modele dostosowywane są tak, by w mniejszym stopniu opierały się na historycznych danych i założeniach.

Wynagrodzenia do weryfikacji

Z ogólnoświatowego badania klientów banków detalicznych opublikowanego przez Ernst & Young na początku 2011 roku wynika, że jednym z głównych powodów spadku zaufania do banków w rezultacie kryzysu była ich wewnętrzna polityka wynagrodzeń. Szczególnie w Wielkiej Brytanii klienci zwracali uwagę na to, że banki, które otrzymały pomoc rządową, nie decydowały się na obniżenie wynagrodzeń dla wyższej kadry kierowniczej.

Badanie przeprowadzone dla Instytutu Finansów Międzynarodowych pokazuje, że reformy systemów wynagrodzeń są wdrażane w instytucjach finansowych, ale jest to proces długotrwały i wiele pracy będzie należało wykonać w przyszłości.

78% badanej kadry kierowniczej twierdzi, że dokonano poprawek w politykach wynagrodzeń (w porównaniu z 58% z badania przeprowadzonego w 2009 r.). Jednocześnie tylko 40% respondentów stwierdziło, że zmiany w tym obszarze są na ukończeniu. Blisko trzy czwarte jest zdania, że brak spójności regulacji oraz presja konkurencji sprawiają, że niezwykle trudno jest zmienić polityki wynagrodzeń.

Morgan Stanley członkiem Towarowej Giełdy Energii

Morgan Stanley jest pierwszą zagraniczną firmą inwestycyjną, która na podstawie tzw. paszportu europejskiego tj. działając na terytorium Polski jako zagraniczna firma inwestycyjna, została dopuszczona do działania na TGE jako dom maklerski.

Morgan Stanley to znaczący gracz na europejskich rynkach energii. Fakt, że wszedł w poczet naszych Członków oznacza, że Towarowa Giełda Energii S.A. staje się ważnym miejscem na europejskiej mapie.

Jesteśmy przekonani, że uczestnictwo Morgan Stanley w rynkach energii na TGE przyczyni się znacząco do poprawienia płynności tych rynków – powiedział Grzegorz Onichimowski, Prezes Zarządu TGE.

Prezes Zarządu TGE dodał również, że kolejnym ważnym aspektem jest skorzystanie po raz pierwszy przez podmiot zagraniczny z możliwościu uczestnictwa w TGE dzięki tzw. paszportowi europejskiemu. Przetarcie tej drogi przez tak dużą instytucję skłoni innych wielkich europejskich graczy do wejścia na parkiet TGE.

Nowy trend w budownictwie – efektywność energetyczna

Założenia podatku węglowego aktualnie funkcjonującego w 8 krajach Unii, określają wartość podatku, jaki należy zapłacić za każdą wyemitowaną tonę CO2. Przykładowo we Francji podatek ten funkcjonuje w postaci akcyzy na paliwa. Nowe założenia, w ramach zmian dyrektywy z 2003 roku dotyczącej opodatkowania energii, wprowadzają również zapis o uzależnieniu wysokości podatku od wartości opałowych danego źródła. Warto się jednak zastanowić czy taki sposób regulacji nie zmniejszy konkurencyjności gospodarek europejskich i sprawiedliwie obciąży konsumentów energii za ich negatywny wpływ na środowisko. Zdania są podzielone.

Komisja Europejska przyjrzała się sektorowi budownictwa, który jest największym konsumentem energii. Zauważyła potencjał, jaki drzemie w podnoszeniu efektywności energetycznej budynków. Nowelizacja dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków wprowadza od końca 2020 roku budynek o niemal zerowym zużyciu energii. Budynki takie według szacunków zużywać mają około 50 kWh/m2rok (wartość wskaźnika energii pierwotnej), w porównaniu do 140 kWh/m2rok dla budynków jednorodzinnych dziś lub nawet 300 kWh/m2rok dla budynków niemieszkalnych zgodnie z Raportem Stan energetyczny budynków w Polsce.

– Bardzo trudno wytłumaczyć fakt, że w naszym kraju poziom wymagań dot. budynków jest wciąż niższy niż ekonomicznie uzasadniony. I to aż o około 25 proc. Przez budynki takie, jak określają to przepisy, właściciele bądź użytkownicy nowych domów niepotrzebnie ponoszą i będą ponosić przez kilka dziesięcioleci wyższe koszty. – mówi Maria Dreger, Kierownik Działu Norm i Standardów, Rockwool Polska.

Analizując 50 tysięcy budynków oddanych do użytkowania w latach 2009-2010 zauważyć można, że średnia wartość emisji dwutlenku węgla dla budynku jednorodzinnego to ponad 5 tysięcy kilogramów rocznie. W porównaniu budynek jednorodzinny o zapotrzebowaniu na energię na poziomie 50 kWh/m2rok emituje tylko 1,8 tysiąca kilogramów. Zważywszy na liczbę oddawanych obiektów budowlanych w Polsce (ponad 100 tysięcy obiektów rocznie), potencjał wydaje się być tutaj nie do przecenienia.

– Działania Komisji Europejskiej jednoznacznie wskazują na to, że musimy zmniejszyć zużycie energii, zapewnić bezpieczeństwo i zredukować emisję CO2. Warto tego dokonać poprzez najbardziej energochłonny sektor – budownictwo. Wykonując termomodernizacje i ocieplenia, możemy zbliżyć się do tego celu, a w konsekwencji nie tylko uzyskać oszczędności, ale również poprawić konkurencyjność naszej gospodarki – mówi Piotr Pawlak, Dyrektor Zarządzający BuildDesk Polska.

Warto w perspektywie wprowadzenia podatku węglowego, planowanych przekształceń w podatkach dot. źródeł energii, czy też zmian dotyczących warunków technicznych nowych budynków, już dziś zastanowić się jak zmniejszyć zapotrzebowanie na energię oraz ograniczyć emisję CO2 w budynkach.

Płatności mobilne coraz bardziej popularne

„Płatności mobilne stają się coraz bardziej popularnym i powszechnym sposobem finansowania usług z wielu segmentów rynku. Kojarzą się z wygodą i oszczędnością czasu. Płacąc telefonem nie trzeba martwić się o gotówkę na parking, bilet komunikacji miejskiej czy też płatność za taksówkę. Korzystanie z tego typu rozwiązań wpisuje się w naturalną potrzebę dzisiejszego społeczeństwa, które chce jak najefektywniej wykorzystywać technologiczne rozwiązania upraszczając sobie przy tym codzienne życie” – mówi Krzysztof Pawlicki, dyrektor rozwoju firmy CallPay, oferującej usługi płatności za pomocą krótkich połączeń głosowych.

Jeszcze parę lat temu płatności mobilne z wykorzystaniem telefonu komórkowego stanowiły ciekawostkę technologiczną. Obecnie ich potencjał dostrzega wielu graczy rynków finansowych, dzięki czemu możliwe jest wdrażanie tej formy płatności na kolejnych płaszczyznach. – „Wciąż najbardziej popularne w Polsce jest płacenie telefonem za usługi komunikacyjne. Jednak zapotrzebowanie rynku jest znacznie większe i dlatego też w najbliższym okresie płatności mobilne powinny z sukcesem rozprzestrzenić się także w internecie oraz wejść do stacjonarnych sklepów. Nadal za pomocą komórki płacić będziemy głównie za drobne zakupy, których np. ze względu na zbyt niski koszt, nie możemy uregulować za pomocą karty płatniczej. Jednak stopniowo wartość jednorazowych płatności mobilnych powinna wzrastać” – tłumaczy Krzysztof Pawlicki.

Wraz ze wzrostem popularności płatności w obrębie sieci GSM, z czasem zaczną rozwijać się również kolejne technologie umożliwiające płacenie za pośrednictwem telefonu. Obecnie możemy wyróżnić dwa główne kierunki odróżniające się zastosowanymi systemami. Z jednej strony mamy do czynienia z technologią zbliżeniową (NFC), gdzie do transakcji niezbędne jest zainstalowanie specjalnego terminala płatniczego po stronie sprzedawcy oraz odpowiadającego modułu (np. zintegrowanego z kartą sim czy kartą pamięci lub nawet w formie naklejki) instalowanego w telefonie klienta. Drugi schemat jest mniej wymagający technologicznie i opiera się na operatorach pośredniczących w dokonaniu płatności pomiędzy klientem, a sprzedającym. – „W tym modelu możliwe jest dokonywanie płatności za pomocą każdego telefonu komórkowego, działającego w każdej sieci GSM. Transakcja jest realizowana poprzez wykonanie połączenia głosowego. Numer, na który wykonywane jest połączenie określa danego usługodawcę/sprzedawcę lub dany produkt. Połączenie trwa ok. 5 sekund. Istnieje również możliwość dokonywania płatności przez specjalnie przygotowane aplikacje mobilne. Wydłuża to jednak proces zakupu i wymaga większego zaangażowania ze strony klienta. Często też takie rozwiązania są niedostępne dla posiadaczy starszych modeli telefonów komórkowych, na których niemożliwe jest zainstalowanie aplikacji” – mówi Krzysztof Pawlicki.

Coraz większa popularyzacja płatności mobilnych to kwestia czasu. W ciągu najbliższych lat klienci, jak również przedsiębiorcy zdecydują, czy jedno ze stosowanych rozwiązań technologicznych zdominuje rynek, czy też gałęzie te będą rozwijać się równolegle.

Maj w Krakowie pod znakiem e-biznesu

Od 9 do 11 maja Kraków będzie stolicą e-biznesu. To właśnie do tego miasta Małopolskie Studenckie Forum Business Centre Club oraz SKN Synergy zapraszają Cię na E-biznes Festiwal. Trzy dni bezpłatnych szkoleń i prelekcji z zakresu trzech „e” – e-biznesu, e-commerce i e-marketingu. Ogrom wiedzy i umiejętności, które pozwolą Ci na pełniejsze wykorzystanie potencjału Internetu.

Chcesz dowiedzieć się wszystkiego o szeroko pojętym zarabianiu poprzez własne serwisy internetowe i poznać specyfikę social media, a także dostać konkretne narzędzia dla Twojej internetowej działalności? A może pasjonujesz się niesamowitymi możliwościami internetowego marketingu, chcesz poznać praktyków e-biznesu, którzy wiodą prym na polskim rynku? Albo po prostu przesiadujesz codziennie w sieci, fascynuje Cię wszystko, co jest z nią związane i chcesz wykorzystać Internet do stworzenia profesjonalnego wizerunku? Jeśli na choć jedno pytanie Twoja odpowiedź jest twierdząca – E-biznes Festiwal jest właśnie dla Ciebie.

Sponsorem głównym festiwalu jest Krakowski Park Technologiczny. Organizację festiwalu wspierają Multiklaster i URSS AGH. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli między innymi Prezydent Miasta Krakowa prof. dr hab. Jacek Majchrowski, Małopolska Loża Business Centre Club oraz Rektorzy krakowskich uczelni: Akademii Górniczo-Hutniczej, Politechniki Krakowskiej oraz Uniwersytetu Ekonomicznego.

Osoby zainteresowane udziałem w festiwalu zapraszamy na stronę: www.e-festiwal.net

Cyberprzestępcy uzyskali dostęp do danych użytkowników Sony PlayStation

Najnowsze oświadczenie firmy Sony niestety potwierdza obawy użytkowników na całym świecie. Między 17 a 19 kwietnia nieuprawniona osoba uzyskała dostęp do bazy danych osobowych ponad 70 milionów klientów firmy Sony.

Eksperci z firmy Trend Micro uważają, że to wydarzenie jest odpowiednim momentem na zwrócenie szczególnej uwagi na kwestie związane z bezpiecznym stosowaniem haseł na stronach internetowych.

Podczas 3 feralnych kwietniowych dni wyciekły następujące dane klientów firmy Sony: imiona i nazwiska, adresy zamieszkania, adresy e-mail, daty urodzenia, hasła i loginy PlayStation Network/Qriocity oraz używane online PSN ID. Sony nie wyklucza także, że niepowołana osoba mogła uzyskać dostęp do adresów posiadaczy kart, historii ich zakupów, odpowiedzi zabezpieczające hasła do PlayStation Network/Qriocity, dane dotyczące kont zależnych (na przykład kont używanych przez członków rodzin) .

Co prawda do tej pory nic nie wskazuje na to, że cyberprzestępcy uzyskali dostęp do informacji dotyczących kart kredytowych, ale firma Sony nie wyklucza takiej możliwości – dlatego radzi swoim klientom zachować ostrożność.

Eksperci z Firmy Trend Micro przypominają, że my także mamy wpływ na ochronę swoich cennych danych osobowych:

Jeśli należymy do grupy osób, które wielokrotnie powtarzają dane hasło na wielu stronach internetowych, ostatnie wydarzenia powinny nas skłonić do zmiany tych przyzwyczajeń. Cyberprzestępcy są teraz w posiadaniu adresu e-mail i najczęściej używanego przez klientów firmy Sony hasła, mogą także dysponować odpowiedzią na pytanie zabezpieczające hasło, a użytkownicy internetu mają skłonność do wielokrotnego stosowania tych danych na różnych stronach.

„Powtarzanie tego samego hasła w różnych miejscach nie jest dobrym pomysłem, warto mieć niepowtarzalne hasło na każdej ze stron. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że stosowanie różnych ciągów znaków jest skomplikowane i trudne do zapamiętania, ale istnieje na to prosty sposób” – mówi Rik Ferguson, starszy doradca ds. bezpieczeństwa w Trend Micro. „Stwórz złożone hasło za pomocą liter, cyfr i znaków specjalnych, jak $%&!. Opracuj sposób na zróżnicowanie swoich haseł stosowanych na każdej ze stron, z których korzystasz, na przykład poprzez umieszczanie pierwszych i ostatnich liter pojawiających się w nazwie strony na początku i na końcu podstawowego trzonu swojego złożonego hasła. Dzięki temu ciągi liter, cyfr i znaków specjalnych będą unikalne i łatwe do zapamiętania” – dodaje Rik Ferguson.

Równie ważne jest także zwrócenie uwagi na rolę pytania zabezpieczającego hasło. Powinniśmy się zastanowić, czy nasze odpowiedzi rzeczywiście zapewniają nam bezpieczeństwo. Bezpieczna jest dla nas jedynie taka sytuacja, w której tylko my jesteśmy w stanie udzielić prawidłowej odpowiedzi na pytanie. Jeśli istnieje możliwość stworzenia swojego własnego pytania, powinniśmy z niej skorzystać. Jeżeli jesteśmy proszeni o odpowiedź na standardowe pytanie („pierwsza szkoła”, „pierwsze zwierzę”), powinniśmy pamiętać, że nie musimy mówić prawdy. Najlepiej napisać coś, co będzie dla nas łatwe do zapamiętania.

Poza tym, mając na uwadze ostrzeżenie firmy Sony, powinniśmy śledzić oświadczenia banku, z którego usług korzystamy – cyberprzestępcy mogą bowiem używać zdobytych danych do uzyskania korzyści finansowych.

Finał fuzji Attachmate z Novellem. Powstaje Attachmate Group

Holding Attachmate Group poinformował o zakończeniu procesu połączenia z firmą Novell, Inc., światowym liderem w dziedzinie zarządzania przetwarzaniem danych. Zgodnie z warunkami ostatecznego porozumienia o fuzji z 22 listopada 2010 r. Novell będzie działał na rynku jako dwie niezależne jednostki biznesowe posługujące się markami Novell® i SUSE®, i dołączy do już funkcjonujących podmiotów Attachmate® i NetIQ® w ramach holdingu Attachmate Group.

Włączenie firmy Novell do holdingu Attachmate Group wzmocni całą grupę oraz jej możliwości wspierania klientów w osiąganiu strategicznych i taktycznych korzyści biznesowych poprzez dostarczanie im innowacyjnych rozwiązań, wysokiej jakości produktów i najwyżej klasy usług. Portfolio produktów w grupie Attachmate obejmuje teraz komplementarne rozwiązania: systemy zarządzania środowiskiem IT; oprogramowanie open source; platformy do organizacji środowiska pracy i obsługi użytkowników w sieci; oprogramowanie do modernizacji systemów IT i realizowania połączeń z komputerami typu host; systemy bezpieczeństwa, zarządzania tożsamością i zgodności z przepisami; obsługa środowisk wirtualnych i typu cloud.

Polscy klienci i partnerzy handlowi będą nadal obsługiwani przez lokalne przedstawicielstwo Novell Sp. z o.o., które dysponuje doświadczonym zespołem marketingowo-handlowym oraz grupą profesjonalnych konsultantów technicznych zapewniających wsparcie użytkownikom i wspierających partnerów w obszarze projektowania, wdrażania i usług pomocy technicznej dla produktów oferowanych przez połączone firmy.

Potrzeby kadrowe w polskiej branży energetycznej

W Polsce około 95% energii elektrycznej produkowanej jest w elektrowniach węglowych. Do 2020 udział energetyki odnawialnej ma wzrosnąć do 15%, a w 2030 ma wynosić 20%. Dodatkowo dochodzą plany Unii Europejskiej ograniczenia emisji CO2 o 30% do 2020. By mieć niemalże całość obrazka należy dodać prognozy mówiące o zapotrzebowaniu na energię elektryczną w najbliższych latach i już widzimy przed jak wielkimi wyzwaniami stoi polska energetyka.

Spośród kilku sposobów na zapewnienia dostaw prądu, bardzo atrakcyjna jest energetyka jądrowa. Ciekawym i prężnie działającym od kilku lat sposobem jest energetyka wiatrowa. Natomiast tym, co może realnie w ciągu kilku najbliższych lat rozwiązać problem dostaw energii, jest energetyka oparta na paliwie gazowym. Warunkiem na rozwój sektora energetyki gazowej jest odpowiednio wykwalifikowana i dostępna kadra, która będzie mogła obsłużyć budowę, rozruch i utrzymanie ruchu w elektrowniach gazowych, biogazowych bądź „wastegazowych”. Instalacje wysokosprawnej kogeneracji powstają w szybkim tempie. Większość polskich wysypisk śmieci jest już zagospodarowanych projektami – w rożnym stopniu zaawansowania – postawienia instalacji odgazowującej i produkującej energię w kogeneracji, ale wiele z tych instalacji jeszcze czeka na budowę i rozruch. Do realizacji tych projektów potrzeba będzie wielu inżynierów. Wielki szum o „biogazowni w każdej gminie” jest na razie tylko wielką chmurą informacji i 7 sukcesów. O tym ile deszczu z tej chmury będzie dowiemy się za kilka lat. Na razie spadło w sumie 136 kropel – biogazowni (według danych URE dot. biogazu rolniczego, wysypiskowego i na oczyszczalni ścieków). Czeka nas także duże wyzwanie modernizacji lokalnych i przyzakładowych ciepłowni, aby stały się elektrociepłowniami gazowymi. Szacuje się, że rynek elektrociepłowni gazowych w ciągu kilku lat zacznie dostarczać 2-3 GW energii. Prognozy są obiecujące, ale znów pojawia się ten sam problem – mała dostępność wykwalifikowanej kadry.

Jacy specjaliści będą potrzebni?
Nadzieje związane z planami budowy infrastruktury energetyki gazowej są duże. Podobnie jak wyzwania stojące przed inwestorami zamierzającymi te plany zrealizować. Pierwszym, z którym przyjdzie im się zmierzyć jest zapewnienie sobie odpowiednio wykształconej i doświadczonej kadry. Zaczynając od projektantów, poprzez kierowników projektu, kierowników budowy, na inżynierach rozruchu i serwisu kończąc, a w przypadku biogazowni dodać należy jeszcze technologów potrzebnych do monitorowania procesu biologicznego. Na każdym z tych stanowisk potrzeba ludzi odpowiednio wykształconych.

Jeszcze nie tak dawno z podobnymi problemami borykali się inwestorzy w sektorze energetyki wiatrowej. Mimo tych problemów jednak inwestycje powstają jedna po drugiej. Podobnie jest z sektorem gazowym. Specjaliści są, ale jest ich bardzo niewielu w stosunku do potrzeb sektora. A już wkrótce zapotrzebowanie na specjalistów, którzy będą w stanie swoją wiedzą i doświadczeniem wesprzeć projekty gazowe będzie dynamicznie rosnąć. Z punktu widzenia inżynierów sektor energetyki gazowej staje się coraz bardziej atrakcyjny. Rosną nie tylko oczekiwania pracowników, ale również pracodawców, którzy poszukują wykwalifikowanych kandydatów z odpowiednio dobranymi do struktury i kultury organizacyjnej firmy cechami. Cała sztuka w tym, aby odpowiednio dobrać doświadczenie i umiejętności kandydata do danego stanowiska. I to kolejne wyzwanie, przed którym staną inwestorzy.

Branża nieruchomości wciąż pod czujną obserwacją banków

Kondycja branży nieruchomości wciąż budzi obawy europejskich banków, które nie rezygnują z restrykcyjnej polityki kredytowej – wynika z najnowszego raportu KPMG „CEE Property Lending Barometr 2010”. Jednocześnie coraz więcej banków odchodzi od windykacji należności, na rzecz restrukturyzacji istniejących pożyczek i kredytów. Największe szanse na pozyskanie finansowania mają projekty z wysoką jakością aktywów i o stabilnym modelu biznesowym. Najmniej preferowany przez banki jest sektor hotelowy. Polska na tle regionu jest określana jako najlepsze miejsce do finansowania projektów deweloperskich.

Duża redukcja inwestycji oraz różne wyniki w branży nieruchomości w zależności od kraju i rodzaju aktywów, utrzymują wśród instytucji finansowych niepewność odnośnie szybkiego ożywienia na rynku. Konsekwencją jest wstrzymanie środków finansowych na nowe inwestycje deweloperskie. Lepsza sytuacja panuje tylko w Polsce i w Czechach, gdzie sektor nieruchomości nie ucierpiał tak w skutek kryzysu, jak w innych krajach z regionu.

„Przed kryzysem finansowym poszczególne kraje Europy Środkowo-Wschodniej były postrzegane przez inwestorów jako całość, część jednego regionu” – komentuje Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Obecnie gospodarka każdego kraju jest postrzegana indywidualnie. Ta przemiana oraz wkładanie większe wysiłków w poszukiwanie aktywów o wysokiej jakości, powoduje wysokie zróżnicowanie inwestycji w regionie. Koncentracja inwestorów na gospodarkach osiągających lepsze wyniki przyniosła większe ożywienie na rynku nieruchomości w Polsce.”

„Środki finansowe uruchamiane przez banki odgrywają istotną rolę w ożywieniu i rozwoju rynku nieruchomości w regionie„– ocenia Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Wyniki przeprowadzonego przez KPMG badania pokazują, że finansowanie jest dostępne dla projektów nieruchomościowych o wysokiej jakości, a chęć do finansowania jest większa w krajach, które okazały się być bardziej elastyczne w czasach kryzysu. Niewątpliwym liderem w regionie jest Polska, która zyskuje także na związku danych makroekonomicznych danego kraju z oczekiwaną sytuacją w branży nieruchomości.”

Restrukturyzacja szansą na zarządzanie portfelem złych kredytów

Wyniki badania pokazały panujące wśród banków przekonanie, zgodnie z którym złe kredyty mogą być z powodzeniem zarządzane dzięki restrukturyzacji. Banki, zamiast ściągania wierzytelności, chętniej podejmują działania w celu aktywnego zarządzania portfelem kredytów hipotecznych. Zmiana harmonogramu płatności, czy też restrukturyzacja kredytu są postrzegane jako dobre, choć krótkookresowe rozwiązanie. Wciąż brakuje pewności, czy restrukturyzacja może być rozwiązaniem długoterminowym.

Aby rozpocząć proces restrukturyzacji zadłużenia niezbędna jest pełna współpraca zarządu danej firmy z bankiem. Kolejnymi ważnymi czynnikami decydującymi o pozytywnym przeprowadzeniu restrukturyzacji jest solidny model biznesowy oraz dodatkowe zabezpieczenie.

„Wszystkie ankietowane banki wskazały na sektor nieruchomości jako branżę o strategicznym znaczeniu. Banki są ostrożnie pozytywne odnośnie długoterminowych perspektyw dla branży nieruchomości i kontynuują monitorowanie rozwoju rynku. Z drugiej strony uważny monitoring może oznaczać znaczący udział kredytów hipotecznych w portfelach banków, a więc kredytów, które nie przynoszą korzyści ekonomicznych, a którymi trzeba zarządzać” – zauważa Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG.

Rosną szanse na finansowanie nowych projektów w branży nieruchomości

Większość z ankietowanych banków nie wyraziła jednoznacznej opinii dotyczącej kredytowania sektora nieruchomości. Zapewne dobrą informacją dla deweloperów i inwestorów jest fakt, iż w każdym z badanych krajów jest kilka banków, które są względnie gotowe finansować nieruchomości generujące dochody.

Zaangażowanie banków w finansowanie projektów z branży nieruchomości jest zróżnicowane w całym regionie. Na Węgrzech, w Czechach i w Bułgarii największe szanse na pozyskanie źródeł finansowania ma budownictwo mieszkaniowe. W Polsce i w Rumunii najbardziej cenionym obszarem są nieruchomości biurowe. Na Słowacji, w Chorwacji oraz w Krajach Bałtyckich banki stawiają na nieruchomości przemysłowe i logistyczne. Ogólnie najmniej preferowanym sektorem w regionie jest hotelarstwo.

Wśród warunków, które należy spełnić przed przyznaniem finansowania, jako najważniejsze przedstawiciele banków wymienili: stabilny model biznesowy, wysoką jakość aktywów, znaczny stopień zaangażowania kapitałowego dewelopera i inwestorów.

„Chociaż pozyskanie finansowania dłużnego wciąż stanowi problem dla deweloperów, nie likwidują oni portfeli aktywów. Pomimo poprawy koniunktury w światowej gospodarce w 2010 roku, stan gospodarek w Stanach Zjednoczonych i w Europie wywołał dyskusję na temat możliwości wystąpienia ponownej, głębokiej recesji” – ocenia Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Przed 2008 rokiem można było zaobserwować bardzo duży wzrost podaży nieruchomości, w celu zaspokojenia równie wysokiego popytu. Dziś rozpoczyna się mniej projektów, głównie z powodu braku łatwo dostępnego finansowania”.

Większy optymizm w polskim biznesie

Pozytywnym perspektywom w globalnym biznesie towarzyszą wreszcie realne wyniki, wynika z najnowszego wydania Indeksu Poczucia Bezpieczeństwa Inwestycyjnego Regus, które opiera się na opiniach ponad 17 000 firm z całego świata, w tym z Polski. Poczucie bezpieczeństwa inwestycyjnego wzrosło od 2010 roku, o czym świadczą już nie tylko oczekiwania przedsiębiorców, ale dane mówiące o wzroście przychodów i zysków. Wyjątkowy optymizm widać wśród polskich przedsiębiorców. Badania wykazały również, że rosną wydatki w obrębie konkretnych działów, w szczególności koszty związane ze sprzedażą i marketingiem.

W tym roku przewidywany jest wzrost wydatków w obrębie poszczególnych działów, m.in. marketingu, sprzedaży czy nowych produktów, za wyjątkiem tych, w których firmy prowadzą surową politykę kontroli kosztów. 81% firm na świecie oczekuje zamrożenia lub zmniejszenia wydatków związanych z nieruchomościami. Potwierdzają to również inne badania naukowe, które wskazują ogólny trend w kierunku ograniczania kosztów .

Powrót poczucia bezpieczeństwa inwestycyjnego to bardzo dobra wiadomość, podobnie jak fakt, że tak wiele firm ogłasza wzrost przychodów i zysków. Planowane wydatki w obrębie poszczególnych działów wzrosną w 2011 roku, co jest kolejnym potwierdzeniem większego optymizmu w polskim biznesie. Wygląda jednak na to, że firmy inwestują tylko tam, gdzie dostrzec można wyraźne korzyści inwestycyjne, np. w sprzedaż i marketing, natomiast wydatki na nieruchomości będą dalej spadać w 2011 roku. Jest to znacząca zmiana w ciągu ostatnich lat, kiedy połączenie poprawy gospodarczej i wzrostu zatrudnienia spowodowało boom w wydatkach na obiekty komercyjne. Jednak po tym, jak firmy znalazły się w recesji, preferują obecnie rozwiązania minimalizujące ryzyko – komentuje Jarek Pilch z polskiego oddziału firmy Regus.

Indeks poczucia bezpieczeństwa inwestycyjnego Regus

W każdej edycji raportu dotyczącego inwestycji Regus przedstawia zaktualizowany Indeks Poczucia Bezpieczeństwa Inwestycyjnego. Indeks ten jest miarą uformowaną na podstawie perspektyw, łączących narastające od początku roku przychody i zyski z poglądami na oczekiwaną poprawę gospodarczą w nadchodzących miesiącach i stara się dostarczyć firmom pojedynczy punkt odniesienia w zakresie kluczowych wartości badania. Średnia testowa została ustalona na poziomie 100 w pierwszej edycji raportu Regus we wrześniu 2009 r.

Elastyczna praca tylko dla pracowników wyższego szczebla

Już 84 proc. polskich przedsiębiorstw oferuje elastyczne warunki pracy, ale połowa z nich daje taką możliwość tylko pracownikom wyższego szczebla.

Jak wynika z nowego raportu firmy Regus, ponad 80 proc. przedsiębiorstw w Polsce daje swoim pracownikom możliwość elastycznej pracy. Ponadto większość z nich przekonała się, że elastyczne warunki pracy oferowane pracownikom zapewniają im znaczne korzyści, takie jak zwiększenie produktywności, zmniejszenie kosztów ogólnych oraz personel mogący lepiej godzić życie zawodowe i prywatne. 59 proc. firm w Polsce wierzy, że elastyczna praca kosztuje mniej niż praca w sztywnych godzinach.

Jak powiedział Jarek Pilch z polskiego oddziału firmy Regus: „Fakt, że elastyczna praca stała się normą, jest dobrą wiadomością dla wszystkich: nie tylko dla pracowników i ich rodzin, ale także całego społeczeństwa, a nawet środowiska. Po raz pierwszy ogólnoświatowy raport oparty na odpowiedziach 17 tys. respondentów daje tak szeroki obraz stosunku pracodawców do elastycznych form zatrudnienia oraz związanych z nimi korzyści”.

Dwie trzecie przedsiębiorstw oferujących elastyczne warunki pracy przedstawia dane mówiące o tym, że ich personel cieszy się dużo lepszą równowagą między życiem zawodowym i prywatnym, co przekłada się na większe zadowolenie i motywację. Połowa przedsiębiorstw podaje, że taka praca polepsza wydajność personelu, a jedna czwarta informuje, że pomaga pracownikom w szybkim dostosowaniu się do gwałtownego wzrostu ilości zadań do wykonania. Dwie piąte firm oferujących elastyczne formy pracy uważa również, że taka polityka pomaga im w zatrudnianiu ludzi w bardziej odległych miejscach.

Jednocześnie z raportu wynika, że główną przeszkodą w zatrudnianiu pracowników na elastycznych zasadach pracy jest zaufanie. 50 proc. polskich firm zapewnia tę formę pracy wyłącznie pracownikom wyższego szczebla. „Uzależniając przywilej elastycznej pracy od szczebla zajmowanego stanowiska, część przedsiębiorstw nie tylko traci wiele możliwych korzyści, ale może do siebie zrazić wartościowych pracowników, których przyciągnięcie kosztowało ich wiele wysiłku” — komentuje Jarek Pilch i dodaje, że „badania wskazują, że dzięki zapewnieniu

pracownikom pewnego stopnia elastyczności, rośnie ich wydajność. Niepokoi więc fakt, że część przedsiębiorstw kieruje się zasadą ograniczonego zaufania, która powstrzymuje je od oferowania elastycznej pracy wszystkim pracownikom. Coraz więcej firm dostrzega jednak korzyści związane z elastycznymi warunkami pracy i mimo, że na razie ich nie stosuje to w przyszłości planuje ich wprowadzenie”.

Metodologia
W lutym 2011 r. zgromadzono odpowiedzi ponad 17 000 respondentów z przedsiębiorstw należących do ogólnoświatowej bazy danych kontaktów firmy Regus. Baza ta zawiera ponad milion pracowników na całym świecie i jest szczególnie reprezentatywna dla kierownictwa wyższego stopnia i właścicieli firm na całym świecie. Respondentów poproszono o przedstawienie swoich poglądów na kwestie ekonomiczne i praktyki związane z elastycznymi formami zatrudnienia. Badania zostały przeprowadzone przez niezależną organizację MarketingUK.

Coraz więcej ofert pracy dla marketingowców

Aż o 60% więcej niż w roku ubiegłym, wzrosła liczba projektów rekrutacyjnych skierowanych do marketingowców, szacuje międzynarodowa firma doradztwa personalnego HAYS Poland. Rośnie zapotrzebowanie na marketingowców specjalizujących się w social media, na razie tylko oni mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia.

Rynek pracy powoli wraca do normy. „W 2009 roku oraz w pierwszej połowie 2010 obserwowaliśmy spadek ofert pracy w obszarze marketingu” wyjaśnia Katarzyna Wnorowska, Team Leader zespołu Sales & Marketing międzynarodowej firmy doradztwa personalnego HAYS Poland. W okresie spowolnienia gospodarczego wiele organizacji ogranicza wydatki związane z marketingiem i reklamą, nabór na wiele stanowisk zostaje wstrzymany, czasem redukuje się nawet całe działy marketingu. Firmy międzynarodowe centralizują swoje komórki odpowiedzialne za działania marketingowe, tym samym ograniczając liczbę wolnych wakatów na lokalnych rynkach. „Jednak od początku tego roku liczba otwartych projektów rekrutacyjnych wzrosła aż o 60% w porównaniu z rokiem poprzednim. Wzrost wydatków na projekty rekrutacyjne to wyraźny znak, iż rynek pracy powoli nabiera rozpędu”. Pracodawcy nie tylko wznawiają rekrutację na dotąd zamrożone projekty, ale oferują także nowe wakaty.

Marketing Internetowy w usługach i FMCG

Ożywienie dotyczy zarówno marketingu produktowego i trade marketingu w branży FMCG, jak również marketingu technicznego oraz PR. „Pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę jak ważne dla firmy są przemyślane działania promocyjne w Internecie, dlatego wiele nowych stanowisk jest związanych z e-marketingiem i komunikacją w sieci” komentuje Katarzyna Wnorowska. Najbardziej poszukiwani są kandydaci zajmujący się e-mail marketingiem, wyszukiwarkami w Internecie (SEO,SEM), reklamą czy najbardziej ostatnio modnymi serwisami społecznościowymi, na które organizacje ochoczo wydają pieniądze. „Firmy, które najchętniej inwestują w marketing związany z social media, to organizacje z sektora usług oraz dóbr szybko zbywalnych”. Przy takich projektach kandydaci mogą znaleźć nie tylko pracę stałą, ale także tymczasową, do realizacji określonych celów projektu.

Największa liczba wolnych stanowisk skierowana jest do osób posiadających już kilkuletnie doświadczenie zawodowe, potrafiących samodzielnie zarządzać projektami, czyli do doświadczonych specjalistów. Najmniej wakatów pojawia się dla najwyższej kadry menedżerskiej oraz dla osób nieposiadających doświadczenia zawodowego. Dla tych ostatnich sprawdzonym pomysłem, na przeczekanie okresu przejściowego, pozostaje aplikacja na staże oraz zatrudnienie czasowe przy dużych projektach, aby zdobyć cenne umiejętności i podnieść swoją wartość na rynku pracy.

Więcej pracy, ale wynagrodzenia bez zmian

Ożywienie w marketingu nie wiąże się jednak ze wzrostem płac w tym sektorze. „Wynagrodzenia utrzymują się na podobnym poziomie jak w roku ubiegłym” komentuje Katarzyna Wnorowska. Obecnie na rynku pracy znajduje się wielu specjalistów w obszarze marketingu i PR, a po okresie spowolnienia firmy nie zawsze mogą sobie pozwolić na wyższe budżety związane z rekrutacją. Wyjątek stanowią osoby o unikalnym doświadczeniu i kompetencjach związanych na przykład z wprowadzaniem na rynek nowych produktów czy działaniami marketingowymi w sieci.

„Pracodawcy muszą mieć świadomość, iż oczekiwania finansowe wybranych kandydatów, zwłaszcza tych zajmujących się e-marketingiem, są o wiele wyższe niż specjalistów od „tradycyjnego” marketingu” wyjaśnia Katarzyna Wnorowska.

Nowy Zarząd PZU SA

Rada Nadzorcza PZU SA podjęła decyzję o składzie Zarządu PZU SA na rozpoczynającą się w czerwcu kadencję. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zostanie on rozszerzony i będzie liczył 7 osób.

Grupę PZU swoim doświadczeniem wzbogacą:
– Bogusław Skuza jako Członek Zarządu nadzorujący obszar biznesu korporacyjnego,
– Ryszard Trepczyński jako Członek Zarządu nadzorujący obszar inwestycji,
– Marcin Halbersztadt jako Członek Zarządu nadzorujący obszar IT,

Do Zarządu PZU S.A. wejdzie również Tomasz Tarkowski jako Członek Zarządu nadzorujący obszar likwidacji szkód i operacji. Na kolejną kadencję powołano także dwóch obecnych Członków Zarządu PZU S.A.: Przemysława Dąbrowskiego, nadzorującego finanse (CFO) oraz Witolda Jaworskiego, nadzorującego obszar biznesu detalicznego.

„Jestem zadowolony, że zakończony proces wzbogaca Grupę PZU o doświadczonych menadżerów. Z satysfakcją przyjąłem także decyzję Rady Nadzorczej o zatwierdzeniu moich dotychczasowych współpracowników na kolejną kadencję. Potwierdzenie wysokich kompetencji sprawdzonych osób na kluczowych stanowiskach oraz drużynowego sposobu działania obu Zarządów zapewnia kontynuację wdrażanej strategii. Zarówno dotychczasowym współpracownikom, jak i kolegom, którzy dołączą do nas na nową kadencję serdecznie gratuluję.” – powiedział Andrzej Klesyk, Prezes Zarządu PZU SA.

Wcześniej, 16 marca br. Rada Nadzorcza zatwierdziła Andrzeja Klesyka na kolejną, 3-letnią kadencję na stanowisku Prezesa Zarządu PZU SA.

Fundamentem dalszego wdrażania strategii Grupy PZU nadal będzie wspólne, zespołowe działanie Zarządów PZU SA i PZU Życie SA. Zarządy będą razem odpowiedzialne za osiąganie celów biznesowych Grupy. Wraz z poszerzeniem składu Zarządu PZU SA to się nie zmienia. Osoby zasiadające w Zarządzie PZU Życie, o ile nie pełnią roli w nowo sformowanym Zarządzie PZU SA, nadal będą Dyrektorami Grupy, którzy w PZU SA nadzorują analogiczne obszary biznesowe. Pozwoli to utrzymać sprawdzony już model operacyjny.

Firma doradcza Deloitte ma nowego prezesa

Barry Salzberg został nowym globalnym prezesem firmy doradczej Deloitte (Deloitte Touche Tohmatsu Limited). Funkcję obejmie 1 czerwca 2011 roku, z początkiem nowego roku finansowego firmy. Salzberg zastąpi kończącego kadencję Jima Quigleya, który w tym samym terminie przejdzie na stanowisko Starszego Partnera w Deloitte USA.

Wybór Barry’ego Salzberga jest wynikiem złożonego procesu nominacji i zatwierdzania kandydatów, przeprowadzanego co cztery lata, we wszystkich firmach należących do sieci Deloitte. Jako nowy prezes (Chief Executive Officer) będzie kierował pracą 53 firm w 150 krajach, zatrudniających ponad 170.000 pracowników.

”Z pokorą przyjmuję ten dowód zaufania, jakim obdarzono mnie w tak niezwykłym momencie dziejowym” – podkreśla Barry Salzberg. ”Byłem bliskim współpracownikiem Jima Quigleya i zawsze podziwiałem jego zaangażowanie w budowanie kultury i wartości firmy, dzięki któremu zajmujemy dziś pozycję lidera na światowym rynku. Cieszę się, że będę kierował Deloitte i mogę dzięki temu przyczynić się do rozwoju jego działalności i stałego podnoszenia jakości obsługi klientów”- dodaje.

Barry Salzburg pracuje w Deloitte USA od 1977 roku. Przed objęciem funkcji kierowniczych najwyższego szczebla był partnerem odpowiedzialnym za obsługę klientów oraz szefem Działu Podatkowego, w którym cieszył się opinią wybitnego specjalisty w dziedzinie podatku od osób fizycznych oraz rozliczeń podatkowych partnerów. Pod jego kierownictwem, firma znacząco zwiększyła udział w rynku i zdobyła wiele nagród i wyróżnień.

Nowy CEO Deloitte posiada tytuł licencjata w zakresie księgowości zdobyty w Brooklyn College, doktora praw Brooklyn Law School oraz magistra prawa podatkowego z New York University School of Law. Jest członkiem New York State Bar Association, the American Institute of Certified Public Accountants, the New York State Society of Certified Public Accountants oraz the New York County Lawyers Association. Działa w zarządach organizacji branżowych, takich jak Center for Audit Quality, Committee Encouraging Corporate Philanthropy czy Partnership for New York.

W branży, Barry Salzburg znany jest z zaangażowania w tworzenie perspektyw rozwoju przyszłej kadry kierowniczej. Jego zasługą jest stworzenie Uniwersytetu Deloitte, ultranowoczesnej placówki edukacyjnej o wartości 300 mln USD, której otwarcie nastąpi w tym roku w USA. Ponadto jest prezesem Zarządu College Summit i honorowym członkiem Zarządu YMCA w rejonie Greater New York. Niedawno powołano go na członka Zarządu Globalnego United Way.

Polscy studenci najaktywniejsi w regionie

Aż 60% polskich studentów uważa, że uczelnie wyższe nie przygotowują ich dobrze do przyszłej pracy, bardziej surowi w tej kwestii są tylko Litwini. Na tle sąsiadów polscy żacy wyróżniają się natomiast pozytywnie pod względem praktycznego przygotowania do obowiązków zawodowych – aż 81% odbyło praktyki lub staże. Studenci i absolwenci we wszystkich krajach regionu są gotowi do zmiany miasta lub kraju zamieszkania, jeśli otrzymają ciekawą pracę w innymi miejscu – wynika z regionalnego badania „Pierwsze kroki na rynku pracy” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte i Katedrę Rozwoju Kapitału Ludzkiego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Z ankiety przeprowadzonej w Polsce, Czechach, Litwie, Łotwie i na Słowacji wynika, że studenci we wszystkich badanych krajach nisko oceniają przygotowanie do obowiązków zawodowych, jakie dają im uczelnie wyższe. Polacy, obok Litwinów, są najbardziej krytyczni – ponad 60% respondentów w naszym kraju wystawia oceny negatywne. Jeszcze bardziej surowo studenci ocenili przygotowanie, jakie daje im uczelnia do procesu poszukiwania pracy. Ponad 70% ankietowanych uważa, że uczelnie nie przekazały im wiedzy w tym zakresie. „Wyniki te wskazują na konieczność przeprowadzenia głębokich zmian w systemie szkolnictwa wyższego i programach kształcenia w szkołach wyższych regionu. Niezadowolenie wyrażane przez znaczącą większość studentów i to w całym regionie, jest niepokojącym zjawiskiem. Jest to jedno z ważniejszych wyzwań, jakie stoją przed krajami Europy Środkowej. Pozytywnie można odebrać gotowość i motywację studentów do rozwoju praktycznych umiejętności również poza murami uczelni” – mówi dr Tomasz Rostkowski, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Katedra Rozwoju Kapitału Ludzkiego.

Wyniki badania pokazują również, że studenci zdają sobie sprawę, że bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego mają niewielkie szanse na zdobycie pracy. Uważa tak średnio aż 81% ankietowanych. W tym kontekście pozytywnie wyróżniają się Polacy, z których ośmiu na dziesięciu badanych zdobyło już w trakcie studiów doświadczenie zawodowe poprzez praktyki, pracę lub własną działalność gospodarczą (wobec średnio 56% w pozostałych krajach). Istotnym elementem przygotowania do przyszłej pracy są praktyki w kraju, co zauważa 91% pytanych w Europie Środkowej. Jednak odbywa je jedynie średnio 63% respondentów w regionie. Większa dysproporcja występuje w przypadku staży zagranicznych – są one ważne dla 88% badanych, ale zaledwie 7% z nich miało okazję wziąć w nich udział. „Wyniki badania wskazują na znaczący niedobór oferty praktyk, szczególnie międzynarodowych. Ci, którzy mieli szansę w nich uczestniczyć, wskazują na dużą wagę doświadczenia zdobytego w ten sposób. Zarówno w przypadku staży jak i pierwszej pracy, badani jako najważniejszy czynnik decydujący o ich wyborze wymieniają możliwości rozwoju umiejętności i ciekawe projekty – odpowiednio 79% i 46% odpowiedzi. Trzeba przyznać, że ankietowani, mimo młodego wieku, wykazują się dużą dojrzałością w podejściu do budowania swojego startu na rynku pracy” – podkreśla Halina Frańczak, Dyrektor Marketingu Deloitte.

Elementem, który wyraźnie różnicuje studentów z poszczególnych państw jest oczekiwane wynagrodzenie zarówno w pierwszej pracy, jak i na praktykach. Najwyższe wymagania płacowe w pierwszej pracy mają Czesi i Słowacy – około 3,3 tysiąca PLN brutto, Polaków zadowoliłoby niespełna 3 tysiące, najniższego wynagrodzenia oczekuję Litwini – około 2 tysiące złotych. Ankietowani we wszystkich krajach chcieliby zarabiać więcej niż w ich opinii obecnie wynosi rynkowa oferta. Co ciekawe największa różnica między szacowaną pensją rynkową a oczekiwaną jest w Polsce i wynosi ona ponad 700 złotych.

Wyniki ankiet wskazują, że mocną stroną badanych, niezależnych od państwa, są: mobilność i elastyczność. Ogółem w badanych 5 krajach regionu, średnio 67% ankietowany deklaruje gotowość przeprowadzki do innego miasta, a aż 61% wyraża gotowość do wyjazdu do innego kraju w odpowiedzi na ciekawą ofertę pracy. Polacy pod tym względem nie różnią się od pozostałych badanych krajów. Gotowość przeprowadzki do innego miasta deklaruje 69%, a do innego państwa 59% badanych.

Ankieta została przeprowadzona metodą wywiadu internetowego w dniach od 27 stycznia do 27 lutego 2011 r. Dane zbierane były przez niezależną firmę badawczą ze Stanów Zjednoczonych w oparciu o system DEX. Wzięło w nim udział 3618 studentów z Czech, Słowacji, Polski, Litwy i Łotwy. Średnia wieku badanych wynosiła niemal 23 i pół roku, 95% badanych to studenci studiów dziennych. Jest to druga edycja badania, pierwszy raz o zasięgu międzynarodowym.

W I kwartale 2011 roku próbowano wyłudzić z banków ponad 106 mln zł

Średnia kwota próby wyłudzenia wyniosła 31 tysięcy złotych – takie wnioski wynikają z najnowszego „Raportu o dokumentach infoDOK”, przygotowanego przez Związek Banków Polskich.

W ostatnich trzech miesiącach odnotowany został spadek zarówno liczby prób wyłudzeń kredytów, jak i łącznej kwoty, na jaką te próby opiewały. Po rekordowo wysokich wynikach z poprzedniego kwartału (163 mln zł przy 1.984 próbach) ostatnie trzy miesiące były znacznie spokojniejsze. Cieszy fakt, że 1.714 prób wyłudzeń to najniższy wynik w całej historii badań. W połączeniu z informacjami o znacznym spadku przestępczości z wykorzystaniem cudzych i sfałszowanych dokumentów podanymi przez Komendę Główną Policji (dane za 2010 r.) można mieć nadzieję, że pierwszy kwartał będzie początkiem pozytywnego trendu.

Podobnie, jak w ostatnim kwartale 2010 r. nadal zdarza się wiele prób wyłudzeń na ogromne kwoty. Odnotowano aż siedem prób wyłudzenia kwot przekraczających 2 miliony złotych. Rekordowa kwota 9 milionów widniała na wniosku kredytowym w w województwie łódzkim, kolejny wniosek dotyczył 8 milionów złotych w województwie małopolskim.

– Świadomość Polaków w zakresie przeciwdziałania przestępczości i ochrony własnej tożsamości regularnie rośnie. W ostatnim kwartale odnotowano wzrost wielkości Centralnej Bazy Danych Systemu DZ o 23.626 dokumentów. W porównaniu do roku 2010 – to wzrost o niemal 15%. To efekt prowadzenia społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE (DZ) przez Związek Banków Polskich, kilkanaście polskich banków oraz Patronów i Partnerów akcji, m.in.: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Komendy Głównej Policji i Federacji Konsumenta – mówi Grzegorz Kondek ze Związku Banków Polskich, koordynujący prace społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE.

System DZ chroni osoby, które utraciły swoje dokumenty. Skutecznie ogranicza możliwość ich wykorzystania do celów przestępczych popełnianych w imieniu i na szkodę osoby, która je utraciła. Łącznie w Systemie DZ zgromadzono już ponad 970 tys. dokumentów (dane na koniec I kw. 2011 roku).

Kradzione dokumenty wykorzystywane są nie tylko do wyłudzania kredytów, ale także do dokonywania zakupów z odroczoną płatnością, kradzieży wypożyczanych przedmiotów, podpisywania umów najmu w celu kradzieży dobytku lub unikania opłat. Dlatego tak ważne jest zastrzeganie utraconych dokumentów w banku. Dzięki temu ryzyko wyłudzenia naszych pieniędzy zostaje znacząco ograniczone, można też uniknąć wielu problemów związanych z wyjaśnieniem sprawy.

Najnowsze wydanie cyklicznego Raportu o dokumentach infoDOK, za I kwartał 2011 roku znajduje się na stronie: www.DokumentyZastrzezone.pl.

W ostatnich miesiącach narasta zjawisko szczególnego rodzaju przestępstw, dotykającego przede wszystkim osoby w podeszłym wieku. Dotyczy to nie tylko wykorzystywania ich dokumentów, ale także okradania ich przy pomocy tzw. metody „na wnuczka”. Przestępcy dzwonią do ofiary podając się za krewnego. Pod pozorem niepowtarzalnej okazji (np. promocja, zakup mieszkania), lub nagłego nieszczęścia (np. wypadek lub porwanie), zwracają się z prośbą o natychmiastową pomoc finansową.

Więcej na ten temat znajdą Państwo w Raporcie oraz na stronie: www.OszustwaNaWnuczka.pl

Płace i zatrudnienie będą systematycznie rosły

Dane GUS-u o zatrudnieniu i wynagrodzeniach w marcu w ujęciu rocznym niewiele różnią się od danych za luty i pokazują, że sytuacja gospodarcza jest stabilna. Choć etatów na razie nie przybywa, to w ujęciu miesięcznym, wyraźnie zaczęły rosnąć pensje.

W przedsiębiorstwach w marcu zatrudnionych było o 4,1 proc. więcej osób niż przed rokiem i o 0,1 proc. mniej w porównaniu do lutego. Choć rynek prognozował, że zatrudnienie w marcu może wzrosnąć o 4,3 proc., to perspektywa delikatnego ożywienia na rynku pracy rysuje się dopiero w kolejnych miesiącach. Efekt rozpoczętego właśnie okresu robót sezonowych, powinien być już widoczny w danych za kwiecień.

Bezrobocie w Polsce, które w lutym br. wyniosło 13,1 proc., pomniejszone o bezrobocie strukturalne w wysokości 3,5 proc., daje nam ok. 10 proc. realnego bezrobocia, a więc osób, które są zdolne do pracy, ale nie mogą znaleźć zatrudnienia. Oznacza to, że w większości sektorów gospodarki wciąż mamy do czynienia z tzw. „rynkiem pracodawcy”. Nadal poszukiwane są osoby o wysokich kompetencjach, gotowe podjąć zatrudnienie bez dużego nakładu szkoleniowego pracodawcy.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w marcu wyniosło 3 633,54 zł. Oznacza to wzrost w ujęciu rocznym o 4 proc., a w porównaniu do lutego o 6,2 proc. Tak wysoki miesięczny wzrost wynagrodzeń może świadczyć o tym, że pracodawcy najwyraźniej zdecydowali się na podwyżki pensji zamiast kolejnych etatów. Dodatkowo wskazuje to na lepszą sytuację materialną przedsiębiorstw, co może być jednak zwiastunem powolnego spadku bezrobocia.

Na dynamiczny wzrost pensji i skokowy spadek bezrobocia, w najbliższym czasie, nie ma jednak co liczyć. Bogatsi o doświadczenia ostatniego kryzysu, pracodawcy ostrożnie podchodzą zarówno do wzrostu zatrudnienia jak i podnoszenia wysokości wynagrodzeń. Zbyt dynamiczny i pochopny wzrost mógłby zaowocować koniecznością przeprowadzenia zwolnień w sytuacji spowolnienia gospodarczego, które w najbliższych miesiącach nie jest zupełnie wykluczone. Pracodawcy wolą więc dmuchać na zimne i stawiają na stabilny rozwój.

Bardziej zachowawcze są również prognozy rządowe. W opublikowanym w kwietniu Wieloletnim Planie Finansowym Państwa zapisano, że stopa bezrobocia na koniec 2011 roku wyniesie 10,9 proc. Wcześniej rząd prognozował, że na koniec roku bezrobocie spadnie do poziomu 9,9 proc.

Autorzy: Dominika Staniewicz ekspert ds. rynku pracy BCC
Emil Muciński Instytut Interwencji Gospodarczych BCC

7 lat w Unii – bilans oczami ekonomisty BCC

Pierwszego maja minie siedem lat odkąd Polska stała się równoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Ten czas przyniósł wiele zmian, które zaowocowały głęboką gospodarczą i społeczną przemianą kraju. Jaki jest bilans tych lat, co udało się zrobić, a co pozostaje jeszcze w sferze dążeń? Jakie wyzwania czekają nas w kolejnych latach, ale również w najbliższych miesiącach i w związku ze zbliżającą się 1 lipca Prezydencją Polski w UE? Na te pytania w cyklu, który rozpoczynamy dziś, odpowiedzą członkowie Monitorującego Komitetu BCC – wybitni eksperci, profesorowie, b. ministrowie.

W ciągu pierwszych 15 lat III-ciej Rzeczpospolitej dokonaliśmy w Polsce dużego postępu w wielu dziedzinach o fundamentalnym znaczeniu. Jednak inwestycje w infrastrukturę i ochronę środowiska były w tym czasie nadal na bardzo niskim poziomie. W rezultacie luka cywilizacyjna między Polską a starą Europą w tych dwóch obszarach uległa powiększeniu.

Dopiero wejście Polski do UE miało to wąskie gardło rozwoju gospodarczego usunąć, ponieważ Polska miała otrzymać z budżetu UE duże środki finansowe, adekwatne do skali problemu. Po siedmiu latach wiemy, że te nadzieje prawdopodobnie uda się zrealizować, może nawet w stopniu większym niż zakładał to początkowy plan. Już teraz mamy w Polsce tysiące tablic informujących o projektach inwestycyjnych finansowanych ze środków UE. Dalsze tysiące projektów będą realizowane w tym dziesięcioleciu.

W tym roku wydatki z budżetu środków europejskich mają wynieść 68,6 mld zł, z tego około 20 mld zł to pomoc dla gospodarstw rolnych. Składka unijna w bieżącym roku wyniesie 15,7 mld zł. Zatem efekt finansowy członkostwa to transfer netto do Polski rzędu około 50 mld zł, czyli blisko 3% PKB. Według szacunków Instytutu Badań Strukturalnych, skumulowanym efektem tych transferów w latach 2004-2015 będzie podwyższenie poziomu PKB w 2015 r. o 6,5%, czyli o około 130 mld zł. To 3 razy więcej niż nasze wydatki na obronę narodową.

W rezultacie wejścia do UE Polacy uzyskali dostęp do europejskiego rynku pracy. Setki tysięcy młodych ludzi zdobywa kwalifikacje zawodowe, wielu nawiązuje kontakty handlowe. Niektórzy z nich wracają do kraju z oszczędnościami i pomysłami pozwalającymi na samodzielną działalność gospodarczą, na tworzenie miejsc pracy dla innych.

Jako członek UE Polska stała się bardziej atrakcyjna również dla dużego kapitału zagranicznego. Efektem tego jest dynamiczny wzrost sektora eksportowego oraz usługowego w takich dziedzinach jak: finanse, handel i hotelarstwo, w których luka cywilizacyjna była do niedawna także bardzo duża.

Chociaż UE jest formalnie nadal koalicją niezależnych państw, to integracja w wielu kluczowych obszarach (prawo, rynki, polityka gospodarcza) posunęła się na tyle daleko, że niemal wymusza bliską współpracę również w polityce zagranicznej i obronnej. Dla Polski oznacza to radykalne zmniejszenie zagrożeń ze strony Niemiec i Rosji. Stało się tak pomimo iż w obszarze militarnym Polska jest i pozostanie w zupełnie innej lidze niż Rosja (także Wielka Brytania i Francja), a w sferze gospodarczej jest i pozostanie dużo mniej znacząca niż Niemcy (także Francja i Wielka Brytania).

Wydarzenia ostatnich miesięcy ujawniły nowe zagrożenia i na plan pierwszy wysunęły takie kwestie jak bezpieczeństwo europejskiego systemu bankowego, przestrzeganie reguł w obszarze finansów publicznych, reakcję na nową i potencjalnie destabilizującą eksplozję cen surowców energetycznych. Kraje członkowskie UE dopiero uczą się myśleć w kategoriach ogólnego interesu Unii. Muszą wręcz tak myśleć w okresie kolejnych prezydencji. Zbliżająca się prezydencja Polski będzie dla nas testem myślenia w takich właśnie kategoriach. Jako kraj jesteśmy dobrze przygotowani do sprostania temu zadaniu.

Autor: Prof. Stanisław Gomułka główny ekonomista BCC

Prof. Stanisław Gomułka – główny ekonomista BCC, wiceminister finansów (2008) i doradca ministra finansów w latach 1989-1995 oraz 1998-2002. Konsultant MFW, OECD i Komisji Europejskiej. Przez ponad trzydzieści lat wykładowca renomowanej London School of Economics. Z wykształcenia ekonomista i fizyk.
Autor wielu publikacji ekonomicznych w języku polskim i angielskim. Na początku ubiegłego roku do księgarń trafiła książka pt. „Transformacja polska 1985-89”, a konkretnie pierwszy tom czteroczęściowej monografii profesora. Obecnie można czytać już kolejny, drugi tom.

Na początku kwietnia br., prof. Stanisław Gomułka został uznany za najlepszego polskiego ekonomistę spośród 40 najlepszych, w rankingu który opublikowała „Gazeta Bankowa”. Przeanalizowano w nim książkowe publikacje naukowe i popularnonaukowe, wydane przez różne wydawnictwa (także akademickie) oraz publikacje książkowe Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Więcej informacji na temat prof. Stanisława Gomułki:
http://www.bcc.org.pl/Profil-eksperta.3175+M534ca86e650.0.html

Monitorujący Komitet BCC – istnieje od 1 czerwca 2009 r. Powstał jako swoisty gabinet cieni pro publico bono, w skład którego wchodzą osobistości piastujące w przeszłości funkcje publiczne, a dziś związane z sektorem prywatnym. Połączenie doświadczeń wynikających z zaangażowania w praktykę życia gospodarczego z doświadczeniami wyniesionymi z funkcji publicznych, pozwala na obiektywną i syntetyczną ocenę zjawisk społecznych i gospodarczych.

Więcej informacji o członkach Monitorującego Komitetu BCC:
http://www.bcc.org.pl/Eksperci.244.0.html

Ponad połowa polskich pracowników rozważa zmianę pracy w 2011

Aż 55% ankietowanych osób zamierza w bieżącym roku zmienić pracę, 24% być może, a jedynie 16% nie ma takich planów – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez międzynarodową firmę doradztwa personalnego HAYS Poland.

Działy HR czeka pracowity rok – chęć podjęcia nowej pracy deklaruje aż 43% specjalistów, 36% menedżerów oraz 11% dyrektorów i prezesów. Według badań przeprowadzonych na przełomie grudnia 2010 i stycznia 2011 przez firmę rekrutacyjną HAYS Poland, najbardziej aktywnie poszukiwać nowej posady będą osoby zatrudnione w branży produkcyjnej (ok.16%), handlu i sprzedaży (ok.13%), IT (ok.12%), finansach i księgowości (ok.10%) oraz budownictwie (ok.9%), najmniej zajmujący się prawem, architekturą, pracujący w administracji, czy służbie zdrowia i medycynie (po 1%).

„To wyraźny sygnał, iż rynek pracy odbija się” – komentuje wyniki badań Michał Młynarczyk, Dyrektor Zarządzający HAYS Poland na Europę Środkowo-Wschodnią. „W czasach dekoniunktury pracownicy bardzo ostrożnie podejmują decyzje o zmianie pracodawcy i stawiają przede wszystkim na stabilność zatrudnienia. Ożywienie w gospodarce i na rynku pracy zwiększa gotowość do podjęcia nowych wyzwań zawodowych: kandydaci odważniej spoglądają na rynek, często przeglądają oferty pracy i aplikują na dostępne stanowiska”.

Wyniki badania wskazują, iż najbardziej skłonni do zmiany posady są osoby zatrudnione w działach IT (11,5%), finansach, księgowości i ubezpieczeniach (11,1%), sprzedaży (10,1%), kadra zarządzająca (ok. 10%), pracownicy działów inżynieryjnych, konstrukcyjnych (8,5%) oraz osoby zatrudnione w działach marketingu, reklamy, PR i grafiki (5,3%). Najmniej zainteresowani zmianą pracy są specjaliści działów prawnych, administracji, szkoleń, czy też specjaliści ds. instalacji, utrzymania oraz serwisu.

Jak wynika z badania osoby zamierzające w tym roku zmienić pracę to głównie 30-latkowie (49% ankietowanych), osoby w wieku 25-30 lat (27%) oraz 40-latkowie (16%). Rzadziej o poszukiwaniach nowego pracodawcy myślą osoby między 20 a 25 rokiem życia (4%), a także po 50 roku życia (4%).

Przegląd w poszczególnych województwach

Badaniem zostało objętych ok. 8 tys. osób – ankietowani są zatrudnieni głównie w firmach zlokalizowanych na terenie województw mazowieckiego (24%), śląskiego (17%), małopolskiego (15%), dolnośląskiego (13%) oraz pomorskiego (7%).

Województwo małopolskie

Najbardziej zainteresowani zmianą pracy są pracownicy z woj. małopolskiego – aż 85% ankietowanych osób wyraziło chęć zmiany miejsca zatrudnienia w 2011. Największą grupę, bo aż 74% stanowią specjaliści oraz kierownicy i managerowie (ok. 14%). W tej grupie znajdują się przede wszystkim osoby pracujące w działach finansowych, księgowych i ubezpieczeniach (52%), IT (12%) oraz specjaliści i managerowie działów HR (ok. 7%).

Województwo mazowieckie

Aż 76% respondentów z woj. mazowieckiego wyraziło chęć zmiany miejsca zatrudnienia w 2011 r. Połowa z nich to osoby na stanowiskach kierowniczych i managerskich, ok. 30% stanowią specjaliści, zaś ok. 8% dyrektorzy i prezesi. Największą grupę stanowią osoby zatrudnione w działach IT (prawie 14%), sprzedaży (ok. 13%), inżynierii, konstrukcji i technologii (10%) oraz pracownicy działów marketingu, reklamy, PR i grafiki (ok. 8%).

Województwo śląskie

Nieco mniejsze zainteresowanie wykazują pracownicy zatrudnienia w firmach na terenie województwa śląskiego. Gotowość do podjęcia nowych wyzwań zawodowych deklaruje ok. 65% ankietowanych, w tym głównie osoby zatrudnione w firmach produkcyjnych (ok. 35%) oraz z branży IT (ok. 20%). Aktywne poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia rozważa głównie kadra zarządzająca (ok. 12%), managerowie działów IT oraz produkcji (ok. 10% osób z każdego z tych działów), specjaliści ds. logistyki, spedycji i dystrybucji (ok. 9%), finansów i księgowości (ok. 7%), jak również specjaliści działów marketingu i PR (6%) oraz osoby odpowiedzialne za kontrolę jakości (również ok. 6%).

Województwo pomorskie

W woj. pomorskim nad zmianą pracy zastanawia się ok. 60% ankietowanych, w tym ok. 68% to specjaliści, 19% managerowie oraz 10% to dyrektorzy i prezesi. Są to przede wszystkim osoby zatrudnione w działach finansowych, księgowych, ubezpieczeniach (13%), doradztwie i konsultingu (12%), HR (10%), inżynierii i technologii (ok. 8%), logistyce, spedycji, dystrybucji (ok. 7%), produkcji oraz sprzedaży (po 6%).

Województwo dolnośląskie

Z pięciu analizowanych województw najmniej zainteresowani zmianą miejsca pracy są osoby zatrudnione w woj. dolnośląskim. Ok. 40% respondowanych z tego regionu rozważa taką zmianę, z czego 55% stanowią specjaliści, zaś 36% to kierownicy i managerowie. Najbardziej skłonni do zmiany pracy w 2011 r. są pracownicy działów IT (19%), finansowych, księgowych, ubezpieczeń (ok. 17%), inżynierii, technologii, konstrukcji (12%), kadra zarządzająca (8%), pracownicy z działów produkcji (7%) oraz projektowania i wdrażania (6%).

Spółka KCSP S.A. zadebiutowała na NewConnect

Z emisji w trybie private placement spółka pozyskała kapitał 1 000 000 zł, który zamierza przeznaczyć na dalsze prace rozwojowe nad produktami, m.in. Platformą CACADU i rozwiązaniami do inteligentnych pomiarów mediów tzw. Smart Metering. W strategii rozwoju zawiera się także plan otrzymania przez Spółkę statutu jednostki badawczo-rozwojowej i budowa wyspecjalizowanego ośrodka badawczo–rozwojowego. Pozwoli to na sprawne komercjalizowanie najbardziej innowacyjnych projektów badawczych, które mają zapewnić stały wzrost i rozwój spółki.

Firma wprowadziła do obrotu 1 338 000 akcji zwykłych na okaziciela serii C oraz 1 000 000 akcji zwykłych na okaziciela serii D.

Spółka zajmuje się przede wszystkim: zastosowaniem kratowych sieci bezprzewodowych, które oferują dostęp do szeregu usług na terenach gmin i wsi; rozwiązaniami do zdalnego odczytu zużycia mediów np. energia, woda, gaz; systemami do automatycznej identyfikacji dokumentów tożsamości i dokumentów pojazdów.

W trakcie prezentacji Bartłomiej Gawron, Prezes Zarządu KCSP S.A. podkreślał, jak ważne dla Spółki w kontekście wejścia na New Connect jest pozyskanie dodatkowych środków na rozwój firmy, w tym jej działalności badawczo-rozwojowej, zwiększanie polityki informacyjnej w zarządzaniu i współpracy z rynkiem, konsekwentna kontynuacja odpowiedzialnej polityki biznesu oraz budowanie zaufania wśród inwestorów i klientów. „Naszym celem jest w ciągu trzech lat stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych podmiotów tworzących innowacyjne technologie informatyczne w kraju w ramach naszej działalności, a w ciągu następnych minimum pięciu lat zostać liderem w dostawie usług w bezprzewodowej infrastrukturze sieciowej” – powiedział Bartłomiej Gawron.

KCSP S.A. prowadzi także działalność projektową oraz badawczo-rozwojową w zakresie nowych technologii teleinformatycznych o dużym znaczeniu dla rozwoju gospodarki. Celem KCSP S.A. jest oferowanie inteligentnych i przyszłościowych rozwiązań, prowadzących do automatyzacji skomplikowanych procesów biznesowych.

„Wejście na Giełdę pozwoli kontynuować dynamiczny rozwój naszej działalności, a dzięki dobrej współpracy z naszymi akcjonariuszami – będziemy w stanie skutecznie realizować nasze plany, przygotowywać produkty i przeprowadzać badania. Dodatkową motywacją do rzetelnej działalności naszej Spółki jest pozyskanie zaufania inwestorów i klientów, a tym samym wzrost naszej wartości giełdowej” – mówi Bartłomiej Gawron Prezes Zarządu KCSP S.A.

Proces przygotowania Spółki KCSP do emisji akcji i jej debiut na rynku New Connect, nadzoruje Financial Markets Center Management Sp z o.o.