Izba AI: strategia sztucznej inteligencji to dobry fundament, teraz potrzebny jest AI Action Plan

AI Chamber (Izba AI) reaguje na rządową politykę rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku i wskazuje kierunki dalszego rozwoju.

  • AI Chamber (Izba AI) w imieniu reprezentowanych podmiotów przedstawiła w Ministerstwie Cyfryzacji nowe stanowisko do projektu „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 r.”. Izba pozytywnie ocenia rządowy projekt, wskazując jednocześnie na konieczność dopracowania szczegółów wdrożenia i przedstawiając dodatkowe rekomendacje.
  • Kluczowe postulaty Izby dotyczą opracowania zwięzłego „AI Action Plan” pisanego językiem przedsiębiorcy, konsekwentnego wdrażania przez administrację publiczną zasady „Lead by Example”, tak by pilotaże AI w szpitalach i sądach wyznaczały standardy etyki i jakości dla całego rynku, a także rozpoczęcie prac legislacyjnych nad systemową “Ulgą na adopcję AI”.
  • Izba podtrzymuje zastrzeżenia wobec trzech nierozwiązanych kwestii: ochrony innowacji przed nadmiernym wpływem organizacji zarządzania zbiorowego (OZZ), ryzyka monopolizacji rynku przez model PLLuM oraz ograniczenia map sektorowych wyłącznie do obszarów krytycznych.

AI Chamber – instytucja działająca na rzecz rozwoju AI w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – z uznaniem przyjmuje przyjętą w kwietniu 2026 roku „Politykę rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 r.” i dostrzega w niej solidną podstawę do budowania polskiej pozycji w globalnym wyścigu technologicznym.

Izba z satysfakcją odnotowuje, że w finalnej wersji dokumentu znalazły odzwierciedlenie kluczowe postulaty zgłaszane przez środowisko biznesowe. Wśród ważnych zmian warto wymienić urealnienie wskaźników adopcji AI w sektorze MŚP – cel został obniżony z 50% do bardziej osiągalnych 34% – a także wyznaczenie konkretnej daty uruchomienia piaskownic regulacyjnych na 2 sierpnia 2026 roku. Strategia zyskała również na czytelności dzięki wyraźnemu podziałowi wskaźników na produktowe i rezultatowe, co sprzyja transparentnemu monitorowaniu postępów. Wzmocniono także rolę gospodarczą Strategii poprzez uwzględnienie Ministerstwa Rozwoju i Technologii jako współodpowiedzialnego za wdrażanie Map sektorowych i wsparcie MŚP.

Równocześnie, w drugim stanowisku złożonym do Ministerstwa Cyfryzacji, AI Chamber wskazuje przestrzeń do uzupełnienia dokumentu o zwięzły, maksymalnie dwustronicowy plan operacyjny na 2-4 lata „AI Action Plan”– napisany językiem zrozumiałym przede wszystkim dla przedsiębiorców. Taki dokument mógłby pełnić rolę praktycznego drogowskazu dla firm planujących inwestycje w Polsce i stać się realnym narzędziem komunikacji strategii z rynkiem.

Izba zwraca też uwagę na szczególną rolę administracji publicznej, która wdrażając AI w usługach publicznych, szpitalach czy sądach – powinna konsekwentnie realizować zasadę „Lead by Example”. Odpowiedzialne, sprawne i godne zaufania stosowanie technologii przez sektor publiczny to najskuteczniejsza droga do budowania szerokiego zaufania społecznego do sztucznej inteligencji.

Osobnym, istotnym postulatem Izby jest wprowadzenie do strategii instrumentów fiskalnych wspierających powszechną adopcję AI – nie tylko działalność badawczą. AI Chamber wnosi o podjęcie prac legislacyjnych nad systemową „Ulgą na adopcję AI”, która umożliwiałaby przedsiębiorcom odliczenie od podstawy opodatkowania kwoty przekraczającej 100% wydatków kwalifikowanych – obejmujących licencje, moc obliczeniową w chmurze czy doradztwo wdrożeniowe. Zdaniem Izby taki mechanizm mógłby stać się najskuteczniejszym impulsem do przyspieszenia wdrożeń AI w polskim sektorze MŚP.

  • Polska polityka AI to krok w dobrym kierunku – widzimy w niej rzetelną pracę i otwartość na dialog z branżą. Wierzymy, że uzupełnienie jej o prosty, operacyjny plan działania pozwoli przełożyć ambitne cele na konkretne inwestycje i sukcesy polskich firm. Silny rodzimy ekosystem AI to korzyść dla całej Europy Środkowo-Wschodniej.podkreśla Tomasz Snażyk, CEO AI Chamber.

W duchu otwartego dialogu AI Chamber sygnalizuje również kilka obszarów, które w jej ocenie warto rozważyć w kolejnych etapach wdrażania Strategii. Izba zachęca do refleksji nad zachowaniem właściwej równowagi między interesami organizacji zarządzania zbiorowego (OZZ) a potrzebami dynamicznie rozwijającego się sektora innowacji. Zwraca też uwagę, że zbyt silna promocja jednego, państwowego modelu językowego, jakim jest PLLuM, może niezamierzenie zawęzić przestrzeń dla prywatnych rozwiązań komercyjnych, lepiej dopasowanych do potrzeb rynku. Izba sugeruje ponadto, by mapy wdrożeń koncentrowały się jedynie na sektorach krytycznych, pozostawiając sektorom komercyjnym – takim jak e-commerce – swobodę rynkową, bez potrzeby regulacyjnego sterowania.

AI Chamber pozostaje do dyspozycji Ministerstwa Cyfryzacji oraz wszystkich interesariuszy w dalszych pracach nad wdrożeniem nowej polityki i liczy na kontynuację konstruktywnego dialogu, który zaowocował tak wieloma pozytywnymi zmianami w przyjętym dokumencie.

RPP bez niespodzianki, ale rynki czekają na Glapińskiego. Kurs dolara zyskuje, ropa znów drożeje

RPP wczoraj nie zaskoczyła, a czy może to zrobić szef NBP? Stabilność amerykańskiego rynku pracy pomaga Fed i USD. Forex jeszcze spokojny, giełdy coraz bardziej niepewne, a ropa znowu rozgrzana, czyli kolejna fala eskalacji w Zatoce Perskiej.

Rada w miejscu

Kiedy wczorajsze obrady Rady Polityki Pieniężnej się przedłużały i wreszcie przeciągnęły poza godz. 15, to mały dreszczyk emocji mógł się pojawić gdzieś z tyłu głowy. Jednak był to peak poruszenia wokół tego wydarzenia, ponieważ ostatecznie RPP zgodnie z powszechnym konsensusem (wszyscy ankietowani analitycy tak obstawiali) pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie (referencyjna to 3,75%). W komunikacie do wczorajszej decyzji Rada zwróciła uwagę na niepewność wokół dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej wobec wydarzeń geopolitycznych (chociaż nie jest to napisane wprost, to głównym zmartwieniem pozostaje oczywiście konflikt na Bliskim Wschodzie). Równocześnie decydenci zwrócili uwagę na najważniejsze dane makro (PKB, inflacja, rynek pracy), których wskaźniki również nie zmuszają władzy monetarnej do wykonywania gwałtownych ruchów. Decyzja zgodna z oczekiwaniami i wyważony komunikat nie mogły znacząco wpłynąć na notowania złotego, który pozostaje stabilny na forex. Już dziś o godz. 15 stanowisko RPP na konferencji będzie argumentował prezes NBP. Czy Adam Glapiński wprowadzi więcej emocji do monetarnej układanki?

Low hire, low fire potwierdzone

W przeciwieństwie do RPP we wtorek zaskoczył odczyt JOLTS z USA (za kwiecień). Liczba dostępnych etatów wzrosła zdecydowanie powyżej oczekiwań i poprzedniego miesiąca (oba po 6,8 mln) do 7,6 mln, co było najwyższym rezultatem od prawie 2 lat. Podczas gdy liczba wolnych miejsc pracy gwałtownie wzrosła, tempo zatrudnienia spadło. Firmy zatrudniły łącznie 5,1 miliona pracowników, co stanowi spadek o 419 tys. w porównaniu z marcem. Jednak liczba zwolnień również nieznacznie spadła do 1,7 mln. Liczba odejść, czyli wskaźnik mobilności pracowników i pewności co do znalezienia nowej pracy, spadła do niecałych 3 mln, co stanowi najniższy poziom od sierpnia 2020 roku. Podsumowując, wczorajszy raport raz jeszcze potwierdza status low-hire, low-fire amerykańskiego rynku pracy. Taki stan można uznać za stabilność tego kluczowego obszaru, który stanowi (obok inflacji) jeden z dwóch mandatów Fed. Skoro rynek pracy nie wykazuje oznak słabości, a raczej potwierdza stabilność, to bank centralny ma jedno zmartwienie mniej i równocześnie potwierdza się scenariusz przynajmniej utrzymywania poziomu stóp procentowych. Ten układ to sygnał dla umocnienia USD.

Rynkowa fala eskalacji

Mimo wszystko najmocniejszy sygnał dla umocnienia USD ponownie nadszedł z Zatoki Perskiej. Kolejna fala eskalacji, której początku możemy szukać w niesłabnącej ofensywie Izraela na Liban, a której następstwem są irańskie ataki na państwa arabskie, w praktyce wyrzuca do kosza (niby już całkiem niedalekie) porozumienie. Głównie pod wpływem bliskowschodnich impulsów kurs EUR/USD raz jeszcze skierował się do 1,16 $, który na moment pisania tych słów pozostaje skuteczną barierą. A to oznacza, że pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej zmienność na forex pozostaje ograniczona. Beneficjentem tej stabilności jest polski złoty, który utrzymuje dobrą pozycję na rynku walutowym. Przed godz. 10 kurs dolara nie przekracza 3,65 zł, a kurs euro balansuje na 4,24 zł. Ponownie jedną z najbaczniej oglądanych par staje się USD/JPY, który docierając do poziomu 160 JPY, rozgrzewa spekulacje o możliwej interwencji Banku Japonii. Na rynkach kapitałowych po mieszanej sesji w Azji otrzymaliśmy słabe otwarcie w Europie. Za rynkami bazowymi podąża GPW, gdzie WIG20 w pierwszej godzinie handlu znalazł się na lekkim minusie. Z oczywistych względów najbardziej rozgrzany jest rynek ropy naftowej, europejski benchmark Brent rośnie o 2% do 98 USD za baryłkę (kontrakt sierpniowy).

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – Zmiana pozarolniczego zatrudnienia AD

Biofund i ACRX nawiązały porozumienie ws. rozwoju projektu multiQure w ramach spółki Pure Biologics

multiQure, nowatorski projekt przełomowej terapii RNAi na chorobę Huntingtona, jest coraz bliżej upublicznienia. Biofund, główny inwestor projektu, podpisał list intencyjny z ACRX, obecnie największym akcjonariuszem notowanej na GPW Pure Biologics w sprawie wprowadzenia do Spółki aportem innowacyjnej platformy RNAi w zamian za jej akcje oraz konwersji na akcje pożyczki udzielonej przez ACRX. Wspomniane deklaracje będą przedmiotem głosowania na NWZA Spółki odbywającym się 10 czerwca br. Zgoda zgromadzenia będzie istotnym krokiem na drodze do wprowadzenia projektu na giełdę. Stroną listu intencyjnego jest również spółka Pure Biologics.

Porozumienie z ACRX jest bardzo ważnym sygnałem: istotny akcjonariusz chce współpracować z nami w zakresie sprawnej transformacji Spółki. Biofund poprzez wprowadzenie do Pure Biologics projektu multiQure zamierza dać dotychczasowym akcjonariuszom ekspozycję na terapię wycenianą przez niezależnych doradców na ponad 400 mln zł oraz pozwolić nowym inwestorom dołączyć do rozwoju projektu. Porozumienie jest dowodem na realizację działań w pełnej zgodzie z dotychczasowym głównym akcjonariuszem, który dzięki konwersji pożyczki na akcje zwiększy swoje zaangażowanie w nowej strukturze akcjonariatu – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

Na podstawie listu intencyjnego, Biofund Capital Management zadeklarował wolę wprowadzenia do spółki projektu multiQure w zamian za nowo wyemitowane akcje serii Q. W przypadku pozytywnej decyzji NWZA Biofund będzie posiadał po dojściu emisji do skutku 49,99% akcji Spółki. ACRX zamierza natomiast objąć akcje serii R w zamian za konwersję pożyczki udzielonej spółce Pure Biologics celem obniżenia jej zadłużenia. Dodatkowo, Pure Biologics wyraziło wolę przeprowadzenia emisji akcji serii S, w ramach której zamierza pozyskać środki na rozwój projektu multiQure.

Naszym zamiarem jest zaszczepienie na polskim rynku kapitałowym amerykańskiego modelu biotechnologii. Celem na nadchodzące 2 lata jest przygotowanie i podanie naszej terapii pierwszym pacjentom oraz uzyskanie jej wstępnych wyników. Właśnie to jest naszym wyróżnikiem na tle krajowego ekosystemu – chcemy jak najszybciej doprowadzić do momentu „sprawdzam” – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Sztandarowym aktywem w portfolio multiQure jest platforma RNAi, rewolucyjna terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Technologia opracowana przez multiQure uderza w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Chińscy cyberprzestępcy atakują Europę i Polskę. Wykorzystują popularne programy: Discord i usługi Microsoftu

0

Analitycy ESET wykryli nową serię cyberataków wymierzonych w europejskie instytucje rządowe, w tym te w Polsce. Stoi za nimi powiązana z Chinami grupa Webworm. Co ciekawe, przestępcy do szpiegowania i kradzieży danych wykorzystywali popularne, codzienne narzędzia – platformę Discord oraz chmurę OneDrive.

Chińska grupa cyberprzestępców Webworm, która dotychczas działała głównie w Azji, przeniosła swoje działania do Europy. Zaatakowała organizacje rządowe m.in. w Polsce, Belgii, Włoszech i Hiszpanii. Cyberprzestępcy sterowali swoimi złośliwymi programami za pomocą komunikatora Discord oraz biznesowych usług Microsoftu (takich jak dysk sieciowy OneDrive). Analitycy ESET odszyfrowali ponad 400 wiadomości na Discordzie, co pozwoliło odkryć serwer cyberprzestępców i namierzyć ponad 50 zainfekowanych celów.

Jak działali cyfrowi szpiedzy z Webworm?

Grupa Webworm sięgnęła po sprytną taktykę: zamiast tworzyć od zera skomplikowaną infrastrukturę, która szybko wzbudziłaby podejrzenia systemów ochronnych, ukrywała swój ruch wewnątrz legalnych programów, z których korzystają miliony ludzi na świecie. Eksperci zidentyfikowali dwa nowe, ukryte programy szpiegujące (tzw. backdoory), które otwierały atakującym tylne furtki do komputerów ofiar. EchoCreep wykorzystywał popularny wśród graczy i społeczności komunikator Discord do wysyłania raportów z zainfekowanego komputera i odbierania rozkazów. GraphWorm podszywał się pod ruch związany z usługami Microsoftu i używał dysku OneDrive do wykradania informacji o ofiarach oraz pobierania nowych zadań dla wirusa.

Skala i cele ataku

Przełom nastąpił, gdy analitycy ESET rozszyfrowali komunikację grupy Webworm. Dzięki temu trafili na ślady ukrytych serwerów i narzędzi grupy.

  • Udało nam się odzyskać polecenia wykonywane z jednego z serwerów, co dało nam wgląd w potencjalne techniki używane przez tę grupę. Wykorzystywano m.in. open-source’owy skaner podatności, co pozwoliło nam także zidentyfikować niektóre z ich głównych celów – wyjaśnia Eric Howard, analityk firmy ESET, który wykrył najnowszą aktywność grupy Webworm.

Z analizy wynika, że celem cyberprzestępców jest przede wszystkim szpiegostwo i kradzież dokumentów. Na przełomie 2025 i 2026 roku wykorzystywali oni również chmurę Amazon Web Services (AWS) do wyprowadzania skradzionych danych. Analitycy potwierdzili m.in. wyciek poufnych plików z instytucji rządowej w Hiszpanii. Przedstawiciele ESET potwierdzają, że grupa wciąż działa, więc europejskie instytucje – w tym polskie – powinny przygotować się na kolejne próby ataków.

UOKiK bierze pod lupę Nocowanie.pl. Chodzi o opinie, rezerwacje i informacje dla klientów

Prezes UOKiK postawił spółce Nocowanie.pl zarzuty naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Urząd kwestionuje przede wszystkim sposób prezentowania opinii o obiektach noclegowych, brak jasnej informacji o ich weryfikacji oraz możliwość wyłączania panelu ocen przez właścicieli obiektów. Postępowanie może zakończyć się karą do 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzednim roku.

Nocowanie.pl to jedna z rozpoznawalnych platform umożliwiających wyszukiwanie i rezerwację noclegów w Polsce oraz za granicą. Dla wielu użytkowników kluczowym elementem przy wyborze konkretnego miejsca są opinie innych gości. Zdaniem UOKiK konsumenci korzystający z portalu mogą jednak nie wiedzieć, czy recenzje rzeczywiście pochodzą od osób, które nocowały w danym obiekcie.

Opinie o noclegach bez jasnej informacji o weryfikacji

Zastrzeżenia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczą przede wszystkim tego, że serwis nie informuje w wystarczająco jasny sposób, czy opinie użytkowników są weryfikowane i według jakich zasad. Tymczasem przepisy wymagają, aby przedsiębiorca publikujący recenzje konsumentów wskazał, czy sprawdza ich autentyczność oraz w jaki sposób to robi.

Ma to istotne znaczenie dla osób rezerwujących nocleg. Konsument, który podejmuje decyzję na podstawie ocen i komentarzy, powinien wiedzieć, czy dana opinia została wystawiona przez faktycznego gościa, czy może przez osobę, której pobytu w obiekcie nikt nie potwierdził.

– Konsument, który rezerwuje nocleg i sugeruje się zamieszczoną opinią, powinien wiedzieć, czy właściciel portalu weryfikuje opinie i jakie procedury stosuje w tym celu. Nie spełniając tego obowiązku, spółka Nocowanie.pl może wprowadzać użytkowników swojego serwisu w błąd, a konsumenci mogą mieć mylne przekonanie, że recenzje wystawiły osoby, które faktycznie nocowały w danym miejscu – wskazuje Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Panel ocen można wyłączyć. UOKiK mówi o ryzyku manipulacji

Drugim istotnym elementem sprawy jest możliwość wyłączenia panelu ocen przez właścicieli obiektów. Jak wskazuje UOKiK, Nocowanie.pl umożliwia gospodarzom rezygnację z wyświetlania recenzji. W praktyce oznacza to, że dotychczas opublikowane opinie znikają, a użytkownicy nie mogą dodawać nowych. Funkcję można następnie ponownie włączyć.

Według Urzędu taka praktyka może prowadzić do manipulowania ocenami. Właściciel obiektu mógłby bowiem ukryć panel w momencie, gdy pojawi się dużo niekorzystnych komentarzy, a przywrócić go wtedy, gdy sytuacja będzie dla niego bardziej korzystna wizerunkowo. Konsument oglądający ofertę bez recenzji nie wie natomiast, czy obiekt rzeczywiście nie miał opinii, czy też zostały one ukryte.

– Możliwość wyłączania, a następnie włączania panelu ocen stwarza ryzyko manipulacji. Konsument widząc ofertę bez recenzji nie wie, czy ich nie było, czy też właściciel obiektu przestał je pokazywać, bo były dla niego niekorzystne. Przypominam, że zniekształcanie opinii konsumentów o produktach czy usługach, w tym ukrywanie negatywnych ocen, jest nieuczciwą praktyką rynkową – podkreśla Tomasz Chróstny.

UOKiK zwraca uwagę, że Nocowanie.pl nie informuje użytkowników o tym, że przedsiębiorcy korzystający z serwisu mogą ingerować w widoczność panelu ocen. Z punktu widzenia klienta ma to znaczenie, ponieważ brak opinii może zostać odebrany jako neutralna informacja, a nie efekt decyzji właściciela obiektu.

Klient powinien wiedzieć, z kim zawiera umowę

Urząd zarzuca spółce również niedopełnienie obowiązków informacyjnych dotyczących statusu gospodarzy. Na podstronach z ofertami noclegów ma brakować informacji, czy właściciel obiektu działa jako przedsiębiorca, czy jako osoba fizyczna.

To istotne, ponieważ od statusu drugiej strony transakcji zależy zakres ochrony prawnej klienta. Jeśli umowa jest zawierana z przedsiębiorcą, konsumentowi przysługują określone prawa wynikające z przepisów konsumenckich. Jeśli natomiast druga strona nie działa jako przedsiębiorca, sytuacja prawna może wyglądać inaczej.

Zdaniem UOKiK brak takiej informacji może utrudniać użytkownikom ocenę, jakie prawa będą im przysługiwać po dokonaniu rezerwacji.

Niejasna rola samego portalu

Kolejny zarzut dotyczy sposobu przedstawienia roli Nocowanie.pl w procesie rezerwacji. Z regulaminu dostępnego na stronie wynika, że serwis udostępnia platformę internetową oraz dane kontaktowe do właścicieli obiektów, ale nie jest stroną umowy zawieranej z klientem.

Jednocześnie portal może w określonych sytuacjach zapewnić konsumentowi inny nocleg, jeśli pojawią się problemy z rezerwacją. Według Urzędu taka informacja powinna być przekazana w sposób jasny i łatwo dostępny już na etapie korzystania z oferty, a nie wyłącznie w regulaminie.

Dla konsumenta ma to praktyczne znaczenie. Osoba rezerwująca nocleg powinna wiedzieć, czy zawiera umowę bezpośrednio z właścicielem obiektu, czy z platformą, oraz do kogo może kierować roszczenia w przypadku problemów.

Węgierskie podmioty przy rezerwacjach online

UOKiK wskazuje również na brak jasnej informacji, że część procesu rezerwacji online oraz płatności mogą obsługiwać podmioty współpracujące z Nocowanie.pl, zarejestrowane na Węgrzech: Szallas.hu Zrt lub Szallas Group Zrt.

Według Urzędu przy ofertach rezerwacji online brakuje także łatwo dostępnego linku do właściwego regulaminu. Dokument ma być umieszczony wśród różnych regulaminów, co może utrudniać konsumentowi jego odnalezienie i zapoznanie się z zasadami usługi przed dokonaniem rezerwacji.

Możliwa kara do 10 proc. obrotu

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK dotyczy naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce Nocowanie.pl może grozić kara finansowa w wysokości do 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzednim roku.

Urząd przypomina, że opinie o produktach i usługach nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Przedsiębiorca, który publikuje recenzje na swojej stronie, musi informować, czy sprawdza ich autentyczność. Jeśli deklaruje weryfikację, powinien wskazać, w jaki sposób ustala, czy opinia pochodzi od osoby, która rzeczywiście kupiła produkt albo skorzystała z usługi.

Za nieuczciwe praktyki rynkowe mogą zostać uznane m.in. zamieszczanie fałszywych opinii, zlecanie ich pisania, usuwanie negatywnych ocen albo takie prezentowanie recenzji, które zniekształca rzeczywisty obraz produktu lub usługi.

Opinie coraz ważniejsze przy zakupach online

Sprawa Nocowanie.pl wpisuje się w szerszy problem wiarygodności opinii publikowanych w internecie. Recenzje stały się jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzje zakupowe, szczególnie w branżach takich jak turystyka, gastronomia, e-commerce czy usługi lokalne.

W przypadku noclegów znaczenie opinii jest szczególnie duże, ponieważ klient często podejmuje decyzję na odległość, nie widząc wcześniej obiektu. Zdjęcia, opis oferty, lokalizacja i cena są ważne, ale to właśnie doświadczenia innych gości często przesądzają o wyborze konkretnego miejsca.

Dlatego – jak podkreśla UOKiK – konsumenci powinni mieć jasną informację, czy publikowane recenzje są autentyczne, czy negatywne opinie również są widoczne oraz czy właściciel obiektu może wpływać na sposób ich prezentowania. Brak takich danych może zaburzać decyzję zakupową i prowadzić do wyboru oferty na podstawie niepełnego lub mylącego obrazu.

Polska przyciągnęła 668 tys. turystów zagranicznych w marcu 2026 roku

W marcu 2026 roku z turystycznych obiektów noclegowych w Polsce skorzystało łącznie 2,95 mln turystów. W tej grupie 667,9 tys. stanowili goście zagraniczni, co odpowiadało 22,6 proc. wszystkich korzystających z bazy noclegowej. Dane pokazują, że mimo wciąż pozasezonowego charakteru marca Polska pozostaje atrakcyjnym kierunkiem zarówno dla turystyki weekendowej, podróży biznesowych, jak i wizyt rodzinnych czy tranzytowych.

Turystom zagranicznym udzielono w tym czasie blisko 1,52 mln noclegów. Oznacza to, że średnio jeden zagraniczny gość spędził w Polsce 2,28 nocy. Udział obcokrajowców w ogólnej liczbie noclegów wyniósł 23,1 proc., a więc był nieco wyższy niż ich udział w liczbie turystów. To sugeruje, że zagraniczni odwiedzający zatrzymują się przeciętnie nieco dłużej niż część turystów krajowych.

Niemcy pozostają najważniejszym rynkiem źródłowym

Największą grupę turystów zagranicznych stanowili Niemcy. W marcu 2026 roku do polskich obiektów noclegowych przyjechało 140,3 tys. gości z Niemiec. Odpowiadali oni za 21 proc. wszystkich turystów zagranicznych. Jednocześnie udzielono im aż 395,7 tys. noclegów, czyli około 26 proc. wszystkich noclegów udzielonych obcokrajowcom.

Niemcy wyróżniali się także długością pobytu. Średnio spędzali w Polsce 2,82 nocy, co było jednym z najwyższych wyników wśród głównych rynków. Tak silna pozycja tego kraju wynika przede wszystkim z bliskości geograficznej, rozwiniętych relacji gospodarczych, podróży służbowych oraz popularności krótkich wyjazdów weekendowych do polskich miast i regionów przygranicznych.

Wielka Brytania na drugim miejscu

Drugim najważniejszym rynkiem była Wielka Brytania. W marcu 2026 roku Polskę odwiedziło 80,4 tys. turystów z tego kraju, którzy skorzystali ze 188,4 tys. noclegów. Ich średni pobyt wyniósł 2,34 nocy.

Znaczenie rynku brytyjskiego jest silnie związane z transportem lotniczym, dużą liczbą połączeń niskokosztowych oraz obecnością licznej polskiej diaspory w Wielkiej Brytanii. Ruch z tego kierunku ma charakter całoroczny. Obejmuje zarówno wizyty rodzinne, podróże turystyczne, jak i wyjazdy biznesowe. Wysoka liczba noclegów wskazuje również, że turyści z Wielkiej Brytanii nie ograniczają się wyłącznie do bardzo krótkich pobytów.

Ukraina trzecim największym źródłem przyjazdów

Trzecie miejsce zajęła Ukraina. W marcu 2026 roku z polskiej bazy noclegowej skorzystało 71,3 tys. turystów z Ukrainy. Udzielono im 151,9 tys. noclegów, a średnia długość pobytu wyniosła 2,13 nocy.

Ten rynek wymaga jednak szczególnej interpretacji. Część przyjazdów może mieć charakter rodzinny, handlowy, zawodowy lub związany z odwiedzinami osób przebywających w Polsce po wybuchu wojny. W porównaniu z turystami z Wielkiej Brytanii czy USA nieco mniejszy odsetek gości z Ukrainy korzystał z hoteli, co może wynikać z większego znaczenia tańszych form zakwaterowania lub pobytów o bardziej praktycznym charakterze.

USA mocne poza sezonem

Na czwartym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone. W marcu 2026 roku do Polski przyjechało 44,7 tys. turystów z USA, którym udzielono 89,9 tys. noclegów. Średni pobyt wyniósł 2,01 nocy.

Wysoka pozycja USA potwierdza rosnące znaczenie Polski jako kierunku dla turystów spoza Europy. Dużą rolę odgrywa tu Polonia amerykańska, ale także rosnące zainteresowanie Polską jako krajem atrakcyjnym kulturowo, historycznie i biznesowo. Charakterystyczne jest również to, że ponad 90 proc. gości z USA korzystało z hoteli, co wskazuje na relatywnie wysoki udział zorganizowanych lub komercyjnych form pobytu.

Europa dominuje w strukturze przyjazdów

Zdecydowana większość zagranicznych turystów odwiedzających Polskę w marcu pochodziła z Europy. Kraje Europy Zachodniej i Północnej odpowiadały łącznie za 340,9 tys. przyjazdów. Do tej grupy zaliczają się m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Holandia oraz państwa skandynawskie.

Drugą dużą grupę stanowiły kraje Europy Wschodniej i Południowej, z których przyjechało 181,3 tys. turystów. W tej kategorii istotne znaczenie miały Ukraina, Czechy, Słowacja, Litwa i Białoruś. To pokazuje, że polska turystyka zagraniczna opiera się nie tylko na dużych rynkach zachodnich, ale także na ruchu regionalnym i sąsiedzkim.

Czesi, Włosi, Hiszpanie i Francuzi w pierwszej dziesiątce

W pierwszej dziesiątce krajów znalazły się również Czechy, Włochy, Hiszpania, Francja, Litwa i Chiny. Z Czech przyjechało 36,9 tys. turystów, którym udzielono 80,5 tys. noclegów. Włochów było 31,3 tys., a liczba ich noclegów wyniosła 68,7 tys.

Hiszpania i Francja osiągnęły bardzo podobne wyniki. Z Hiszpanii przyjechało 19,9 tys. turystów, a z Francji 19,5 tys. W obu przypadkach średnia długość pobytu wyniosła 2,16 nocy. Dane te pokazują, że Polska coraz wyraźniej funkcjonuje jako kierunek city break i podróży kulturowych także dla turystów z Europy Południowej i Zachodniej.

Chiny sygnalizują powrót turystyki azjatyckiej

Warto zwrócić uwagę na Chiny, które znalazły się w pierwszej dziesiątce krajów pod względem liczby turystów. W marcu 2026 roku Polskę odwiedziło 14,3 tys. gości z Chin, którym udzielono 28,3 tys. noclegów. Średni pobyt wyniósł 1,98 nocy.

Choć udział Azji w ogólnej strukturze przyjazdów pozostaje jeszcze niewielki, dane wskazują na stopniowy powrót ruchu turystycznego z tego regionu. Łącznie z Chin, Japonii, Korei, Indii, Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyjechało w marcu prawie 20 tys. turystów. Jak na miesiąc poza głównym sezonem turystycznym jest to sygnał istotny dla branży hotelarskiej, przewoźników i miast nastawionych na turystykę międzynarodową.

Hotele pozostają podstawową bazą dla turystów zagranicznych

Dane pokazują, że większość zagranicznych turystów korzystała z hoteli. Szczególnie wysoki udział hoteli widoczny był w przypadku gości z USA, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji czy Chin. Wskazuje to na komercyjny i miejski charakter dużej części ruchu zagranicznego.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku części krajów sąsiednich, gdzie większą rolę mogą odgrywać inne formy zakwaterowania. Dotyczy to m.in. Ukrainy, Białorusi czy Litwy. W tych przypadkach struktura podróży jest bardziej zróżnicowana i może obejmować krótkie wyjazdy rodzinne, handlowe, tranzytowe lub lokalne.

Wyniki z marca 2026 roku wskazują, że Polska przyciąga turystów nie tylko w sezonie wakacyjnym. Duże miasta, oferta hotelowa, wydarzenia biznesowe, turystyka weekendowa i połączenia lotnicze pozwalają utrzymywać znaczący ruch zagraniczny także w miesiącach przejściowych.

RPP zostawiła stopy bez zmian. Raty kredytów mogą jednak znów wzrosnąć

RPP nie zmieniła w czerwcu poziomu stóp procentowych. Nie było to zaskoczeniem biorąc pod uwagę niespodziewanie niski poziom inflacji w maju (3,1% r/r). Spada też ryzyko znaczących podwyżek stóp w kolejnych miesiącach. Kontrakty terminowe FRA wciąż przewidują, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy stawka WIBOR 6M podskoczy z obecnego poziomu 3,94% do 4,26%. Należy jednak podkreślić, że jeszcze 19 maja przewidywały wzrost do 4,64%. Z wyliczeń Rankomat.pl wynika, że gdyby prognoza się sprawdziła i WIBOR 6M wzrósł do 4,26%, rata kredytu na 500 000 zł na 30 lat wzrosłaby o 113 zł.

Skutki wojny na Bliskim Wschodzie najmocniej widać nie w oprocentowaniu kredytów z oprocentowaniem zmiennym, lecz w nowo udzielanych kredytach z oprocentowaniem stałym. Tymczasem te ostatnie cieszą się w ostatnim czasie większą popularnością. Poziom oprocentowania stałego zależy od notowań IRS 5Y, których poziom mocno wzrósł po rozpoczęciu konfliktu, a szczególnie w maju. Jeszcze 19 maja osiągnęły one 4,79%. Dalszy wzrost powodowałby ryzyko przekroczenia przez oprocentowanie stałe kredytów poziomu 7%.

Na szczęście notowania spadły i obecnie wynoszą 4,41%. To wciąż znacznie więcej niż 3,7% w lutym br., ale zauważalnie mniej niż 4,79%. Jest więc szansa, że jeśli trend się utrzyma, średnie oprocentowanie stałe w ofertach będzie spadało w kierunku 6% (obecnie ok. 6,5%). Na razie jednak pozostaje zauważalnie wyższe niż średnie oprocentowanie zmienne, które wynosi ok. 5,8%.

Z kolei jeśli chodzi o kredyty już spłacane, kończą się czasy obniżek rat. Część osób spłacających kredyty z oprocentowaniem zmiennym, opartym o WIBOR 6M, może jeszcze zobaczyć spadek rat. Będą to jednak niewielkie zmiany. Sześć miesięcy temu stawka wynosiła bowiem 4,04%, a obecnie 3,94%. Po aktualizacji oprocentowania rata może więc spaść o ok. 32 zł.2026-06-02 Zmiany rat kredytów opartych o WIBOR 6M

Rynek inwestycji luksusowych. Sztuka i zegarki bronią wartości, whisky oraz auta kolekcjonerskie tracą

Firma Knight Frank opublikowała jubileuszowe, 20. wydanie raportu The Wealth Report. Zawarty w nim Knight Frank Luxury Investment Index (KFLII) odnotował w 2025 roku niewielki spadek o 0,4%, co może świadczyć o stabilizacji rynku po dwóch latach korekty obejmującej wiele kategorii dóbr kolekcjonerskich.

Najlepsze wyniki osiągały aktywa wyróżniające się rzadkością, znaczeniem kulturowym oraz udokumentowaną historią pochodzenia. To sygnał, że kolekcjonerzy i inwestorzy coraz częściej kierują się jakością i wyjątkowością obiektów, a nie wyłącznie potencjałem wzrostu ich wartości.

Kluczowe wnioski:

  • Wskaźnik KFLII spadł w 2025 roku jedynie o 0,4%, co oznacza wyraźną poprawę po trzech latach spadków.
  • Wartość dzieł impresjonistów wzrosła o 13,6%. Na rynku sztuki uwagę kolekcjonerów przyciągały również rekordowe transakcje, w tym sprzedaż obrazu Portret Elisabeth Lederer autorstwa Gustava Klimta za 236,4 mln USD – najwyższą kwotę uzyskaną dotychczas za nowoczesne dzieło sztuki sprzedane na aukcji.
  • Wartość zegarków kolekcjonerskich wzrosła o 5,1%, napędzana popytem na modele Aquanaut i Nautilus marki Patek Philippe oraz utrzymującą się popularnością marki Rolex.
  • Ceny samochodów kolekcjonerskich spadły o 3,7%, choć najbardziej pożądane modele, takie jak Ferrari F50, nadal osiągały bardzo wysokie ceny podczas najważniejszych aukcji w Europie i Stanach Zjednoczonych.
  • Rynek whisky kolekcjonerskiej zanotował spadek o 10,9%, a szampany i burgundy kontynuowały korektę po wyjątkowo dynamicznych wzrostach z okresu pandemii.
  • Największą odpornością wśród win inwestycyjnych wykazały się Super Tuscans, które jako jedyne utrzymały dodatnią stopę zwrotu.
  • Kolorowe diamenty zachowały stabilną wartość, a ceny niebieskich diamentów wzrosły w ostatnim kwartale roku.
  • Na rynku dóbr luksusowych z drugiej ręki rośnie znaczenie autentyczności, historii i stanu zachowania przedmiotów. Symbolicznym przykładem była sprzedaż osobistej torebki Hermès Birkin należącej do Jane Birkin za rekordowe 10,1 mln USD.
  • Coraz większą popularność zdobywają platformy umożliwiające inwestowanie ułamkowe (fractional ownership), szczególnie wśród inwestorów poniżej 40. roku życia, którzy dzięki nim zyskują dostęp do rzadkich zegarków, dzieł sztuki czy samochodów kolekcjonerskich.

Liam Bailey, Global Head of Research w Knight Frank, komentuje:

„Po okresie rekordowych wzrostów, po których nastąpiła szybka korekta, rynek inwestycji luksusowych wchodzi obecnie w bardziej dojrzałą i racjonalną fazę. Kolekcjonerzy coraz większą wagę przywiązują do unikatowości, pochodzenia oraz kulturowego znaczenia aktywów, a młodsze pokolenia zmieniają sposób inwestowania i posiadania dóbr luksusowych dzięki rozwiązaniom cyfrowym i modelom współwłasności.”

Wyniki Knight Frank Luxury Investment Index – IV kwartał 2025 r.

Aktywo Zmiana r/r (%) Zmiana w ciągu 10 lat (%)
KFLII -0,4 38,6
Sztuka impresjonistyczna 13,6 0,0
Sztuka nowoczesna 7,1 -9,3
Sztuka powojenna 5,2 -0,2
Zegarki 5,1 n/d
Sztuka – Top 100 artystów 3,6 -8,1
Dawni mistrzowie europejscy 1,7 2,2
Torebki Hermès Birkin -0,2 n/d
Kolorowe diamenty -1,0 3,1
Wina włoskie (Liv-ex Italy 100) -1,7 60,8
Wina (Liv-ex 100) -2,5 34,1
Samochody kolekcjonerskie -3,7 31,3
Burgundy (Liv-ex Burgundy 100) -4,8 105,8
Sztuka współczesna -6,0 -0,3
Grafiki i odbitki kolekcjonerskie -6,6 n/d
Whisky kolekcjonerska -10,9 111,9

 

Źródło: Knight Frank, Artnet, WatchCharts, LUXUS, Fancy Colour Research, Liv-ex, MyArtBroker

Dane na koniec IV kwartału 2025 r. KFLII jest ważoną średnią wyników poszczególnych klas aktywów.

Inflacja w strefie euro powyżej celu EBC. Podwyżka stóp coraz bardziej prawdopodobna

Wstępny majowy odczyt inflacji w strefie euro wskazał na wzrost cen o 3,2 proc. w ujęciu rocznym, wobec 3,0 proc. miesiąc wcześniej. W skali miesiąca ceny zwiększyły się o 0,1 proc., a opublikowane dane były zgodne z oczekiwaniami rynkowymi.

Nieco większym zaskoczeniem okazała się inflacja bazowa, która po wyłączeniu cen energii i nieprzetworzonej żywności wyniosła 2,5 proc. rok do roku, przewyższając konsensus rynkowy na poziomie 2,4 proc.

Utrzymująca się presja cenowa sprawia, że inflacja pozostaje wyraźnie powyżej średnioterminowego celu Europejskiego Banku Centralnego wynoszącego 2,0 proc. To z kolei wzmacnia oczekiwania rynku dotyczące rozpoczęcia zacieśniania polityki pieniężnej w strefie euro.

Obecnie wyceny rynkowe sugerują, że pierwsza podwyżka stóp procentowych może zostać ogłoszona już podczas czerwcowego posiedzenia EBC zaplanowanego na 10 – 11 czerwca, choć dalsza ścieżka polityki pieniężnej będzie w dużej mierze zależeć od kolejnych odczytów inflacyjnych.

Pepco wchodzi do Ukrainy. Pierwsze sklepy ruszą w drugiej połowie 2026 roku

Pepco otworzy swoje pierwsze sklepy w Ukrainie w drugiej połowie 2026 roku. Pierwszy sklep rozpocznie działalność w październiku, co będzie oznaczać wejście firmy na jej 20. rynek. Nastąpi to po otwarciu pierwszych sklepów w Macedonii Północnej, zaplanowanym na czerwiec.

Uruchomienie działalności w Ukrainie stanowi kolejny kamień milowy w ambitnej strategii rozwoju Grupy, skoncentrowanej na zrównoważonej ekspansji w Europie oraz selektywnym wchodzeniu na nowe rynki. W połowie czerwca marka otworzy swój pierwszy sklep w Skopje w Macedonii Północnej, a Ukraina będzie kolejnym nowym rynkiem zaplanowanym na 2026 rok.

„Jesteśmy marką, którą kochają miliony klientów w całej Europie – od Portugalii po Rumunię oraz od Estonii po Włochy – i cieszymy się, że już wkrótce dołączą do nich także klienci w Ukrainie. Dlatego czekamy na pilotażowe otwarcie pierwszych sklepów Pepco. Nasz cel jest prosty: ułatwiać klientom codzienne życie poprzez oferowanie wysokiej jakości odzieży oraz artykułów codziennego użytku w najlepszych cenach na rynku. Cieszymy się, że będziemy mogli przedstawić tę ofertę ukraińskim rodzinom i otwierać sklepy, które są blisko i są wygodne do zrobienia zakupów” – powiedział Marcin Stanko, Chief Operating Officer CEE.

Dla milionów klientów w całej Europie Pepco stało się ulubionym miejscem zakupów artykułów codziennego użytku – miejscem, w którym rodziny mogą znaleźć modne, wysokiej jakości i niedrogie ubrania, artykuły gospodarstwa domowego oraz praktyczne gadżety. Wejście Pepco do Ukrainy po raz pierwszy umożliwi lokalnym klientom skorzystanie z tej cieszącej się dużą popularnością oferty.

„Cieszę się, że mogę dołączyć do rodziny Pepco – firmy o silnej kulturze organizacyjnej, która stawia na ludzi. Dziś Pepco ma możliwość stać się ważnym graczem na rynku ukraińskim. Pomimo wyzwań związanych z wojną, Ukraińcy nadal żyją, pracują i budują swoją przyszłość, a ja wierzę, że Pepco może stać się częścią tego procesu odbudowy, pomagając ludziom tworzyć komfortowe warunki codziennego życia w przystępnych cenach, tworząc nowe miejsca pracy oraz wspierając odbudowę ukraińskiej gospodarki” – powiedział Arsen Starchenko, Country Manager Pepco w Ukrainie.

Sprawdzony model, wkraczający w fazę dynamicznego wzrostu

Wejście firmy Pepco na rynek ukraiński następuje w momencie, gdy Grupa odnotowuje dynamiczny rozwój operacyjny i finansowy. Firma zwiększa rentowność poprzez uproszczony, skalowalny format sklepów, zdyscyplinowaną alokację kapitału oraz dopracowaną ofertę dla klientów, skupiającą się na wiodących rynkowo cenach i dostępności produktów. Podczas gdy marka odnotowuje silny wzrost w krajach Europy Zachodniej, region Europy Środkowo-Wschodniej również wykazuje ogromny potencjał, czerpiąc korzyści z silnej i powszechnej rozpoznawalności marki na wielu lokalnych rynkach.

W maju złoto ponownie straciło na wartości, ponieważ kryzys na Bliskim Wschodzie odwrócił uwagę rynków

0
  • W maju złoto straciło na wartości trzeci miesiąc z rzędu, choć w znacznie wolniejszym tempie, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie skierował uwagę inwestorów na jego szersze konsekwencje dla światowych rynków energii, inflacji, kursu dolara i stóp procentowych.
  • Złoto osiąga zazwyczaj najlepsze wyniki w okresach szoków finansowych lub gospodarczych, które osłabiają dolara i obniżają realne rentowności. Obecny szok inflacyjny napędzany cenami energii przyniósł odwrotny efekt: wspiera rentowności i dolara, jednocześnie ograniczając oczekiwania na obniżki stóp procentowych, co tworzy niekorzystne otoczenie dla złota.
  • Obawy dotyczące zadłużenia fiskalnego, dedolaryzacja, uporczywa inflacja oraz – nie mniej istotny – popyt ze strony banków centralnych powinny pozostać kluczowymi filarami wsparcia, mimo tymczasowej sprzedaży złota związanej z presją wynikającą z wyższych cen energii.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, od osiągnięcia rekordowego szczytu na poziomie blisko 5 600 USD pod koniec stycznia złoto znajduje się w trudniejszym okresie. W maju ceny spadły trzeci miesiąc z rzędu, choć tym razem o mniej niż 2%, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie przesunął uwagę inwestorów na jego szersze konsekwencje dla globalnych rynków energii, inflacji, dolara i stóp procentowych. Pomimo niedawnego spadku kruszec nadal zyskuje 5% od początku 2026 roku, 36% w ujęciu rocznym i 91% w ciągu ostatnich dwóch lat.

Przedłużające się zakłócenia w żegludze przez Cieśninę Ormuz utrzymują ceny ropy, gazu i paliw rafinowanych na podwyższonym poziomie, tworząc otoczenie rynkowe, które historycznie było mniej sprzyjające dla złota. Zamiast wywołać klasyczną ucieczkę do bezpiecznych aktywów, wyższe ceny energii nasiliły obawy inflacyjne, podniosły rentowności obligacji, umocniły dolara amerykańskiego i ograniczyły oczekiwania na kolejne obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Wszystkie te czynniki razem stworzyły poważne trudności dla aktywów nieprzynoszących dochodu, takich jak złoto.

Korekta zbiegła się również z ponownym silnym wzrostem na rynkach akcji, szczególnie w sektorach związanych ze sztuczną inteligencją, co ograniczyło apetyt inwestorów na aktywa alternatywne. Jednocześnie kilka państw importujących energię mierzyło się z rosnącą presją finansową, skłaniającą część banków centralnych do sprzedaży części rezerw złota w celu wsparcia krajowych walut lub częściowego złagodzenia skutków wyższych kosztów energii.

Ostatnie osłabienie po raz kolejny uwypukla istotną różnicę, często pomijaną przez inwestorów. Złoto powszechnie uznaje się za zabezpieczenie przed inflacją, ale znaczenie ma charakter samego szoku inflacyjnego.

Historycznie złoto najlepiej zachowuje się w okresach napięć finansowych lub słabości gospodarczej, gdy obawom inflacyjnym towarzyszy spadek realnych rentowności i osłabienie dolara. Obecna sytuacja jest inna. Szok energetyczny wynikający z ograniczeń podażowych podbija inflację, a jednocześnie wspiera rentowności i dolara. Takie połączenie może przejściowo osłabiać atrakcyjność złota, mimo wzrostu cen konsumpcyjnych.

Oczekiwania dotyczące stóp procentowych pozostają jednym z kluczowych punktów uwagi inwestorów na rynku metali szlachetnych. Jako aktywo nieoprocentowane złoto staje się bardziej atrakcyjne, gdy stopy spadają, ponieważ obniża się koszt alternatywny jego posiadania. Z kolei gdy rynki odsuwają w czasie oczekiwania na obniżki stóp, złoto często znajduje się pod presją.

Ta zależność była wyraźnie widoczna w ostatnich miesiącach, gdy inwestorzy ograniczali oczekiwania dotyczące łagodzenia polityki pieniężnej w reakcji na wysokie ceny energii i utrzymujące się ryzyka inflacyjne. Choć oczekiwania dotyczące stóp procentowych miały negatywny wpływ na nastroje, w dłuższym okresie prawdopodobnie nie pozostaną dominującym czynnikiem dla rynku.

Gdy sytuacja geopolityczna się ustabilizuje, a szok energetyczny zacznie maleć, inwestorzy powinni ponownie skupić się na czynnikach strukturalnych, które w ostatnich latach wspierały hossę na rynku złota.

Ole Hansen podkreśla, że na pierwszym miejscu pozostaje popyt ze strony banków centralnych. Choć niektóre kraje ostatnio ograniczyły zasoby złota, sprzedaż ta wydaje się mieć przede wszystkim charakter taktyczny, a nie strategiczny. Szerszy trend dywersyfikacji rezerw pozostaje nienaruszony, zwłaszcza wśród banków centralnych z rynków wschodzących, które nadal utrzymują relatywnie niskie alokacje w złoto w porównaniu z gospodarkami rozwiniętymi.

Ostatnie wydarzenia geopolityczne raczej wzmocniły strategiczne argumenty za posiadaniem złota. Obawy dotyczące ryzyka sankcji, dywersyfikacji rezerw, stabilności fiskalnej i długoterminowej dewaluacji walut nadal skłaniają banki centralne do ograniczania zależności od tradycyjnych aktywów rezerwowych. Dlatego spodziewamy się, że banki centralne pozostaną nabywcami netto złota w nadchodzącym roku.

Ważnym filarem wsparcia pozostaje również popyt z Chin. Choć zaangażowanie inwestorów zmieniało się wraz z ogólnym sentymentem rynkowym, długoterminowa potrzeba dywersyfikacji oszczędności poza nieruchomości i tradycyjne aktywa finansowe nadal wspiera popyt na kruszec. Chiński bank centralny zwiększył rezerwy złota w kwietniu szósty miesiąc z rzędu, prawdopodobnie przyczyniając się do trzykrotnego wzrostu całkowitego importu złota przez Hongkong, do 58,6 ton metrycznych.

Jednocześnie obawy dotyczące zadłużenia fiskalnego w największych gospodarkach nadal wspierają argumenty za twardymi aktywami. Poziom zadłużenia publicznego pozostaje wysoki, a potrzeby inwestycyjne związane z elektryfikacją, sztuczną inteligencją, bezpieczeństwem energetycznym i adaptacją do zmian klimatu prawdopodobnie będą utrzymywać presję wzrostową na popyt na surowce oraz długoterminowe oczekiwania inflacyjne.

Z technicznego punktu widzenia złoto znalazło jak dotąd silne wsparcie w pobliżu swojej 200-dniowej średniej ruchomej, która obecnie wynosi nieco ponad 4400 USD za uncję. Rynek dwukrotnie testował ten poziom podczas ostatniej korekty i za każdym razem wzbudzał ponowne zainteresowanie kupujących. Chociaż nie eliminuje to ryzyka dalszej krótkoterminowej słabości, sugeruje jednak, że inwestorzy długoterminowi pozostają aktywni na rynku.

Na razie wielu inwestorów wydaje się czekać na większą pewność co do dalszego rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie, zanim zwiększy ekspozycję. Gdy jednak uwaga rynku przesunie się z codziennych wahań cen energii i wydarzeń geopolitycznych na czynniki strukturalne, które wspierały ceny w ostatnich latach, złoto może ponownie znaleźć się w centrum zainteresowania. Ole Hansen podkreśla, że w efekcie podtrzymuje konstruktywne długoterminowe nastawienie na kolejne lata, zwłaszcza jeśli trendy dywersyfikacji rezerw, ekspansji fiskalnej i dedolaryzacji będą dalej nabierać tempa.

Ostatnia korekta na rynku złota pokazuje, że nawet aktywa postrzegane jako ochrona przed inflacją mogą przejściowo tracić, jeśli źródłem presji cenowej jest szok energetyczny wzmacniający dolara i rentowności obligacji. To ważne przypomnienie, że w ocenie metali szlachetnych liczy się nie tylko poziom inflacji, ale także jej charakter oraz reakcja banków centralnych. Długoterminowe argumenty za złotem – dywersyfikacja rezerw, obawy fiskalne i spadek zaufania do części tradycyjnych aktywów rezerwowych – pozostają jednak istotne. W takim otoczeniu kluczowe znaczenie ma patrzenie na portfel przez pryzmat różnych scenariuszy makroekonomicznych, a nie wyłącznie bieżących ruchów cenowych – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Ceny złota

Ceny złota – Źródło: Bloomberg i Saxo

Cena złota, która od marca znajduje się w trendzie spadkowym

Cena złota, która od marca znajduje się w trendzie spadkowym, oscyluje obecnie między dwiema liniami średnich kroczących – Źródło: Saxo

Złoto spot

Złoto spot – źródło: Saxo

 

Izabela Trancygier awansuje na stanowisko Head of Region Central & South w 7R

0

Izabela Trancygier objęła stanowisko Head of Region Central & South w firmie 7R.

Izabela Trancygier jest związana z 7R od 2018 roku i konsekwentnie rozwija swoją karierę w strukturach organizacji. Do firmy dołączyła jako Project Manager, następnie pełniła funkcję Construction Director, a w ostatnim okresie odpowiadała za działania i wprowadzanie nowych projektów jako Development Director. Doświadczenie zawodowe zdobywała także w firmach specjalizujących się w projektowaniu, realizacji oraz doradztwie inwestycyjnym w sektorze nieruchomości komercyjnych.

W nowej roli będzie odpowiedzialna za dalszy rozwój regionu Central & South oraz realizację strategii biznesowej 7R na tym obszarze. Region Central & South obejmuje m.in. Warszawę, Łódź, Lublin, Kraków, Podkarpacie i Górny Śląsk, a co za tym idzie także jedne z najważniejszych projektów realizowanych przez 7R. Inwestycje zlokalizowane m.in. w Krakowie (7R Hub Nowa Huta – największy kompleks logistyki miejskiej w Europie), Sękocinie czy Nadarzynie mają istotny wpływ na wyniki i dalszy rozwój spółki, a ich skala i złożoność wymaga skutecznego zarządzania oraz ścisłej współpracy między zespołami odpowiedzialnymi za przygotowanie i realizację projektów.

Z dużą satysfakcją obserwujemy rozwój kariery zawodowej Izabeli w naszej organizacji. Izabela łączy w sobie silne kompetencje techniczne z wyjątkową umiejętnością budowania relacji, co czyni ją naturalnym liderem i ogromnym wsparciem dla zespołów. Jestem przekonana, że jej doświadczenie, sposób współpracy oraz umiejętność prowadzenia złożonych projektów będą miały pozytywny wpływ zarówno na tempo, jak i jakość realizacji naszych inwestycji. To awans, który jest naturalnym krokiem zarówno w rozwoju Izabeli, jak i całej organizacji. Wierzę, że przed regionem Central & South i całym 7R jest bardzo dobry czas – powiedziała Magdalena Uler-Kłeczek, Członkini Zarządu i CIO w 7R.

Awans Izabeli Trancygier wpisuje się w długofalową strategię rozwoju organizacji i wzmacniania wewnętrznych kompetencji menedżerskich. 7R konsekwentnie stawia na rozwój talentów wewnątrz firmy, powierzając kluczowe role osobom, które doskonale znają kulturę organizacyjną, procesy oraz potrzeby klientów i partnerów biznesowych.

Region Central & South obejmuje kilka z kluczowych projektów realizowanych obecnie przez 7R, dlatego objęcie tej roli traktuję jako duże wyróżnienie, ale przede wszystkim odpowiedzialność. W ostatnich latach miałam okazję uczestniczyć w rozwoju wielu inwestycji, które dziś stanowią istotną część naszego portfolio. Jestem przekonana, że dzięki doświadczeniu naszych zespołów oraz bliskiej współpracy z klientami będziemy nadal skutecznie realizowali ambitne projekty i wzmacniali pozycję 7R jako partnera pierwszego wyboru na kluczowych rynkach logistycznych i przemysłowych w Polsce – skomentowała Izabela Trancygier, Head of Region Central & South w 7R.

Purple Ray Studio zwiększyło przychody w 2025 r. Wishlista gry Koshmar przekroczyła 85 tys. zapisów

Notowana na rynku NewConnect spółka gamedev Purple Ray Studio S.A., działająca w obszarach produkcji gier wideo oraz technologii dual-use dla dronów, w 2025 r. wypracowała 844 tys. zł przychodów. Spółka koncentruje się na dalszym rozwoju swojej najnowszej produkcji – Koshmar: The Last Reverie, której wishlista na platformie Steam przekroczyła już 85 tys. zapisów. Tytuł zostanie zaprezentowany podczas wydarzeń towarzyszących Summer Game Fest, w tym Women Led Games Showcase oraz IGN Live.

Studio skupia się obecnie na fazie produkcyjnej i przedpremierowej gry Koshmar: The Last Reverie. Aktywnie prowadzona kampania promocyjna tytułu przekłada się na rosnącą liczbę zainteresowanych na Steam, gdzie wishlista przekroczyła już 85 tys. zapisów i nadal notuje dynamiczny trend wzrostowy.

– Za nami wymagający rok, który pokazał, że na rynku jest miejsce dla studiów potrafiących tworzyć wciągające i dopracowane gry. W omawianym okresie z jednej strony rozwijaliśmy się w dobrze nam znanym obszarze gier, pracując nad naszym najnowszym tytułem Koshmar: The Last Reverie. Z drugiej strony zdywersyfikowaliśmy działalność o obszar dual-use, realizując zlecenia dla Farada Group. W 2025 r. zadebiutowaliśmy także na rynku NewConnect, co jeszcze mocniej uwiarygodniło naszą pozycję w oczach partnerów – mówi Robert Baranowski, prezes Purple Ray Studio S.A.

W pierwszej połowie 2025 r. spółka przeprowadziła dwie emisje akcji, które umożliwiły dalsze finansowanie rozwoju projektów oraz zwiększenie stabilności finansowej firmy. Pozyskane środki pozwoliły również na rozbudowę zespołu. Obecnie najważniejszą produkcją w portfolio spółki jest Koshmar: The Last Reverie. Tytuł ogłoszony 8 kwietnia szybko osiągnął poziom ponad 50 tys. zapisów wishlist na platformie Steam. Obecnie liczba ta przekroczyła już 85 tys. i nadal rośnie.

– Szczególnie cieszy nas rosnące zainteresowanie społeczności graczy oraz pozytywny odbiór materiałów promocyjnych prezentowanych przez spółkę. W czerwcu Koshmar: The Last Reverie zostanie zaprezentowany podczas wydarzeń towarzyszących Summer Game Fest, w tym Women Led Games Showcase oraz IGN Live, co powinno przełożyć się na dalszy wzrost rozpoznawalności projektu oraz kolejne zwiększenie liczby zapisów wishlist – dodaje Robert Baranowski.

Spółka utrzymuje stabilną sytuację finansową. W 2025 r. wypracowała ponad 844 tys. zł przychodów, wobec 711 tys. zł przychodów w roku poprzednim. Studio koncentruje się na rozwoju produkcji własnych, a kontrakty work for hire pozwalają na dodatkową dywersyfikację strumienia przychodów. Jednocześnie projekty z obszaru dual-use umożliwiają efektywne wykorzystanie doświadczenia technologicznego zespołu w nowym, perspektywicznym segmencie rynku.

Równolegle spółka kontynuuje działania związane z poszukiwaniem nowych partnerstw technologicznych oraz rozwojem kompetencji w obszarach o potencjale komercyjnym i strategicznym.

Creotech Instruments z przychodami ok. 27 mln zł. Segment kosmiczny odpowiada za ponad 70% sprzedaży

Creotech Instruments, notowany na GPW największy polski podmiot działający w branży kosmicznej, w I kwartale 2026 roku kontynuował realizację strategicznych programów satelitarnych, w tym projektów Mikroglob i CAMILA. Przychody ogółem wyniosły ok. 27 mln zł wobec 25,5 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie po okresie bilansowym Spółka zakończyła proces wydzielenia działalności kwantowej do Creotech Quantum S.A. Wartość godziwa przekazanych nieodpłatnie akcjonariuszom Creotech Instruments akcji Creotech Quantum została wyceniona na moment podziału na 698,4 mln zł.

Pierwszy kwartał był okresem bardzo intensywnej pracy przy realizacji dwóch największych projektów kosmicznych w historii Spółki. Projekty realizowane są zgodnie z założonym harmonogramem, choć nie jest to odzwierciedlone po stronie przychodów. Raportowane wyniki finansowe odzwierciedlają przede wszystkim rozpoznawanie przychodów w projekcie Mikroglob w momencie osiągnięcia kamieni milowych, które nie są równomiernie rozłożone na poszczególne kwartały okresu realizacji projektu. Równolegle przygotowywaliśmy organizację do realizacji nowej strategii rozwoju, której celem jest dalsze zwiększanie skali działalności i umacnianie naszej pozycji na europejskim rynku kosmicznym komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W I kwartale 2026 roku przychody ogółem wyniosły ok. 27 mln zł, wobec 25,5 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku. Największy udział w sprzedaży miał segment projektów kosmicznych, który odpowiadał za ok. 71,5% przychodów Spółki. Uwzględniając korektę kosztów o niegotówkowy koszt wdrożonego w spółce programu motywacyjnego, strata netto wyniosła 5,4 mln zł wobec 1,4 mln zł zysku rok wcześniej.

Na poziomie działalności kontynuowanej przychody ogółem wyniosły ok. 18,0 mln zł wobec blisko
21,7 mln zł rok wcześniej, natomiast strata netto po korekcie o wpływ programu motywacyjnego osiągnęła 6,9 mln zł.

Natomiast wydzielona ze Spółki działalność Creotech Quantum wygenerowała w I kwartale 2026 roku 9,0 mln zł przychodów oraz 1,5 mln zł zysku netto.

Koszty działalności operacyjnej wzrosły o 9,7 mln zł rok do roku, głównie w związku ze wzrostem zatrudnienia oraz większym wykorzystaniem usług podwykonawców przy realizacji kluczowych programów kosmicznych, oraz rozpoznanymi w sprawozdaniu kosztami programu motywacyjnego (wypłaty w akcjach).

Na koniec marca 2026 roku Creotech Instruments posiadał 84 mln zł środków pieniężnych, utrzymując stabilną sytuację płynnościową oraz zabezpieczenie finansowe dla realizacji strategicznych programów rozwojowych.

Podział Spółki i jego wpływ na wyniki finansowe

1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończony został proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych z Creotech Instruments do spółki Creotech Quantum S.A.

Wartość godziwa wydzielonego segmentu na 31 marca 2026 wynosiła 698,4 mln zł, co odpowiada wartości rynkowej wydanych akcjonariuszom akcji. Wartość ta została ustalona na podstawie cen akcji (średnia ważona obrotami) Creotech Quantum S.A. z pierwszych pięciu dni notowań.

Wydzielenie Creotech Quantum oznaczało przekazanie naszym akcjonariuszom dodatkowej wartości w postaci akcji nowej, notowanej na giełdzie spółki technologicznej, której wartość wynosi już dzisiaj znacznie ponad 1 mld zł – dodaje Grzegorz Brona.

Kluczowe wydarzenia pierwszego kwartału

W pierwszym kwartale 2026 roku Creotech Instruments osiągnął kolejne kamienie milowe w realizacji strategicznych projektów oraz zawarł nowe umowy wspierające rozwój działalności w sektorze kosmicznym. Do najważniejszych z nich zaliczyć można:

  • zakończenie faz uruchamiania wszystkich trzech satelitów konstelacji PIAST: PIAST-M, PIAST-S1 oraz PIAST-S2;
  • zawarcie umowy z PIAP Space na realizację fazy B1 projektu RAVEN (Rendez-Vous and Proximity Vehicle for Enabling Multi-Mission), w ramach której Spółka odpowiada za opracowanie i dostarczenie projektu platformy satelitarnej HyperSat dla demonstratora misji, który umożliwi autonomiczne manewry, dokowanie i przyszłe scenariusze tankowania satelitów na orbicie.
  • pozytywna akceptacja kolejnych kamieni milowych projektu CAMILA przez Europejską Agencję Kosmiczną
  • podpisanie umowy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu dotyczącego nowej platformy satelitarnej przeznaczonej dla ładunków użytecznych o dużej masie. Całkowity koszt realizacji Projektu wynosi blisko 58,4 mln zł, a wartość dofinansowania dla Spółki to 26,2 mln zł.

Po zakończeniu okresu sprawozdawczego Spółka przyjęła Strategię Rozwoju na lata 2026–2029, rozpoczęła działania związane z pozyskaniem finansowania na jej realizację oraz uzyskała kolejne zgody i autoryzacje niezbędne do realizacji programu Mikroglob.

Silny portfel projektów i fundament pod realizację strategii

Pomimo przejściowej straty na działalności kontynuowanej Spółka utrzymuje stabilną sytuację finansową i wysoki poziom płynności. Realizowane projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, Komisji Europejskiej oraz instytucji krajowych zapewniają wysoką aktywność operacyjną w kolejnych kwartałach.

Spółka oczekuje, że wraz z osiąganiem kolejnych kamieni milowych w największych projektach kosmicznych będzie sukcesywnie rozpoznawać przychody, co powinno przełożyć się na poprawę wyników operacyjnych w kolejnych okresach.

Na koniec 2025 roku wartość backlog na 2026, tj. ceny transakcyjnej przypisanej do niewypełnionych zobowiązań do wykonania świadczeń wynikających z długoterminowych kontraktów wynosiła około 254,7 mln zł. Zgodnie z harmonogramami realizowanych projektów, w pierwszym kwartale 2026 roku nie przypadały istotne kamienie milowe ani odbiory kluczowych etapów prac. W konsekwencji przychody rozpoznane w tym okresie stanowiły jedynie niewielką część wartości kontraktów przewidzianych do realizacji w 2026 roku.

Dodatkowym impulsem rozwojowym dla całego polskiego sektora kosmicznego jest zwiększenie składki Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej na lata 2026–2028. Creotech Instruments aktywnie uczestniczy w postępowaniach przetargowych finansowanych z tych środków, co może przełożyć się na pozyskanie kolejnych kontraktów w najbliższych latach.

Po przyjęciu Strategii Rozwoju na lata 2026–2029 Spółka rozpoczęła również działania związane z pozyskaniem finansowania niezbędnego do jej realizacji. W maju 2026 roku Creotech Instruments ogłosił emisję do 650 tys. nowych akcji, której celem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój działalności.

Jednocześnie realizowana Strategia Rozwoju na lata 2026–2029 ma umożliwić dalsze zwiększanie skali działalności, rozbudowę mocy produkcyjnych oraz umocnienie pozycji Creotech Instruments jako jednego z najważniejszych podmiotów sektora kosmicznego w Europie.

Medicalgorithmics rozpoczyna rozmowy z globalnym gigantem MedTech. Chodzi o technologie AI w kardiologii

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca nowatorskich technologii z obszaru kardiologii, rozpoczyna rozmowy z globalnym, wielomiliardowym graczem rynku MedTech – prowadzącym działalność na rynku amerykańskim oraz na rynkach międzynarodowych, notowanym na nowojorskiej giełdzie. Przedmiotem rozmów jest potencjalna współpraca obu podmiotów w zakresie wykorzystania przez wspomnianą firmę autorskich technologii Medicalgorithmics opartych o AI w obszarze ambulatoryjnej diagnostyki kardiologicznej. Rozmowy zostały zainicjowane po podpisaniu przez strony wzajemnej umowy o zachowaniu poufności (NDA).

Rozważany zakres współpracy obejmuje zarówno usługi retrospektywnej analizy zapisów EKG, jak i rozwiązania Mobile Cardiac Telemetry (MCT), umożliwiające monitorowanie pacjentów oraz wykrywanie zaburzeń rytmu serca w czasie zbliżonym do rzeczywistego.

Firma, z którą rozpoczynamy rozmowy, to jedna z największych globalnych firm z sektora MedTech, notowana na giełdzie w Nowym Jorku. To bardzo duże wyróżnienie dla Medicalgorithmics oraz naszych technologii na czele z DRAI i DRP. Przed nami wiele godzin negocjacji oraz dużo pracy, aby rozmowy przebiegły pomyślnie. Takie firmy jak wspomniany gigant, wyróżnia szczególna dbałość o jakość oferowanych rozwiązań, a my właśnie takie oferujemy. Nasza technologia AI wykazała wysoką skuteczność kliniczną w niezależnym badaniu DRAI Martini, którego wyniki zostały opublikowane na początku 2025 roku na łamach Nature Medicine, jednego z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

W ramach kolejnego etapu negocjacji, strony przystąpią do pogłębionych testów technologicznych i operacyjnych. Ich celem będzie weryfikacja potencjału integracji autorskich rozwiązań Medicalgorithmics z obecną ofertą diagnostyczną wspomnianej firmy MedTech.

Rozpoczęcie rozmów wynika z rosnącego zapotrzebowania rynku na innowacyjne technologie Medicalgorithmics i wpisuje się w realizację przez Spółkę strategii rozwoju, zakładającej zacieśnianie relacji z kluczowymi podmiotami sektora medycznego w USA oraz na rynkach globalnych.

Ewentualna współpraca z tak dużym graczem byłaby kolejnym elementem naszej ekspansji na rynku amerykańskim. W zeszłym roku rozpoczęliśmy współpracę z jednym z TOP 5 największych IDTF w USA, która spowodowała m.in. przekroczenie przez nas rentowności EBITDA w skali kwartału oraz operacyjnego cash break-even. USA to największy rynek medyczny na świecie, dlatego obecność na nim oraz rozwój to sprawa priorytetowa – dodaje dr Kris Siemionow.

Na obecnym etapie nie ma gwarancji finalizacji rozmów w formie prawnie wiążącej umowy handlowej. Spółka będzie informowała o wszelkich istotnych zdarzeniach związanych z procesem, zgodnie z wymogami informacyjnymi.

Nadużycia giełdowe w UE. Jak wypada Polska?

Według KNF, w ub.r. liczba zawiadomień STOR spadła o 17% w porównaniu z 2024 r. W okresie ostatnich 5 lat odnotowano ich łącznie nieco ponad pół tysiąca. Zdaniem ekspertów, to stosunkowo niewiele jak na polski rynek kapitałowy. Po danych widać też, że większość zawiadomień dotyczy manipulacji. Do tego eksperci dodają, że nasz rynek jest relatywnie dobrze chroniony, choć dane nie do końca mogą oddawać rzeczywistość. Mimo tego twierdzą, że ww. zawiadomień jest stosunkowo mało, zarówno w ujęciu absolutnym, jak i relatywnym do skali rynku oraz porównań unijnych. Polska w tego typu statystykach wypada całkiem dobrze. Nie pojawia się nawet w pierwszej dziesiątce, a jej wkład jest raczej symboliczny.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wynika, że w 2025 roku liczba zawiadomień STOR (raportowanie o podejrzanych transakcjach i zleceniach) wyniosła 78. To o 17% mniej niż w 2024 roku, kiedy było ich 94. Patrząc na lata 2021-2025, takich przypadków odnotowano łącznie 539 (w 2021 r. – 136, 2022 r. – 120 oraz 2023 r. – 111). Widać zatem, że trend jest spadkowy. Jak podkreśla Krzysztof Michrowski, makler papierów wartościowych, biegły sądowy i ekspert z zakresu prawa rynku kapitałowego, zawiadomienia składane są przez Giełdę Papierów Wartościowych, domy maklerskie lub TFI. Zdaniem eksperta, spadek liczby zawiadomień to wynik sprawnego eliminowania z rynku podmiotów dopuszczających się manipulacji. Przestępstwa manipulacji oraz wykorzystania informacji poufnej podlegają karze grzywny do 5 mln zł i karze pozbawienia wolności do lat 5.

– Statystyki i ich porównanie na przestrzeni lat potwierdzają włożony przez KNF wysiłek w neutralizację zarówno pojedynczych osób manipulujących w obrocie, jak i zorganizowanych grup. Obecnie rzadko odnotowujemy przypadki nowych, złożonych i szeroko zakrojonych manipulacji, a jeśli je dostrzegamy – reagujemy natychmiast i informujemy o tym rynek w ramach polityki transparentności UKNF. Podjęte kroki, użyte narzędzia oraz doświadczenie pracowników nadzoru pomogły w sposób skuteczny zmniejszyć skalę manipulacji na rynku giełdowym – komentuje Daria Ringwelska, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Obrotu Giełdowego w Urzędzie KNF.

Jak stwierdza dr Rafał Parvi z Uniwersytetu WSB Merito, zawiadomień STOR jest mało, zarówno w ujęciu absolutnym, jak i relatywnym do skali polskiego rynku oraz porównań unijnych. W 2024 roku UE i EOG wpłynęło 5981 zawiadomień STOR (spadek o 8% rdr.). Z Niemiec było ich 30%, z Francji – ok. 16%, ze Szwecji i z Włoch – po ok. 8%. Polska nie pojawia się nawet w pierwszej dziesiątce, a jej wkład jest raczej symboliczny (1-2%). Rocznie mamy do czynienia z milionami transakcji zawieranych na GPW i NewConnect. Zdaniem eksperta z WSB Merito, dane za 2025 rok to raczej potwierdzenie tego, że polski rynek kapitałowy jest relatywnie dobrze chroniony i nie ma tu strukturalnego problemu z nadużyciami. Gdyby liczba STOR-ów gwałtownie rosła, jak np. w niektórych dużych krajach w przeszłości, wtedy moglibyśmy mówić o czerwonej fladze. Tutaj w zasadzie jest odwrotnie.

– Osobną kwestią jest insider trading, czyli najtrudniejsze z przestępstw giełdowych do udowodnienia przed wymiarem sprawiedliwości. Zdają sobie z tego sprawę także przestępcy. Jako UKNF podejmujemy jednak kroki, które mają zniechęcić do podejmowania takich nielegalnych działań, ale także uświadomić wszystkich, jak ciążące na integralności rynku jest ujawnienie i wykorzystanie informacji poufnej – dodaje Daria Ringwelska.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane KNF z analizowanego okresu, widać, że większość zawiadomień dotyczy manipulacji. W ubiegłym roku było ich 51. Do tego odnotowano 23 związane z wykorzystaniem informacji poufnej i 4 pozostałe. Rok wcześniej było to odpowiednio – 64, 24 i 6, a w 2023 roku – 55, 45 i 11. Z kolei 4 lata temu mieliśmy podział – 75, 26 i 19, a w 2021 roku – 106, 20 i 10.

– Manipulacja instrumentem finansowym polega na stosowaniu różnych nieuczciwych środków w celu szeroko rozumianego wpływania na cenę lub wolumen tego instrumentu, zwykle dla osiągnięcia pewnych korzyści, w tym unikania strat. Kluczowymi czynnikami sprzyjającymi manipulowaniu instrumentami finansowymi jest ograniczona płynność wynikająca z tzw. płytkiego arkusza zleceń. Wówczas każda, nawet niewielka transakcja, może istotnie wpłynąć na kurs instrumentu. Manipulanci na ogół za swój cel wybierają spółki o niewielkiej kapitalizacji lub notowane na alternatywnych rynkach, np. NewConnect – mówi Krzysztof Michrowski.

Z kolei dr Rafał Parvi zaznacza, że manipulacja dominuje w zgłoszeniach, ale skala maleje. Zatem jest to typowy i raczej pozytywny obraz nadzoru. Jak przekonuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito, najczęstsze schematy działań z ostatnich lat to m.in. pump and dump (zawyżanie ceny i wyprzedaż) oraz wash trades (sztuczny obrót). Są też layering and spoofing (składanie dużej liczby zleceń kupna lub sprzedaży, których nie zamierza się wykonać), momentum ignition (inicjowanie sztucznej tendencji wzrostowej bądź spadkowej) czy concealing ownership (ukrywanie rzeczywistej własności przez zmowę).

– Szczególnie groźnym zjawiskiem jest tzw. insider trading. Mowa tu o wykorzystywaniu informacji poufnych, lecz nieujawnionych publicznie do zawierania transakcji giełdowych. To może dotyczyć m.in. wyników finansowych znacząco odbiegających od oczekiwań, planowanych fuzji i przejęć, dużych kontraktów czy decyzji o ogłoszeniu wezwania na akcje. Wykorzystanie takich danych przed ich oficjalnym ujawnieniem prowadzi do asymetrii informacji i narusza podstawową zasadę równości szans inwestorów – dodaje Krzysztof Michrowski.

Jak wynika z danych KNF, w 2025 roku złożono 8 zawiadomień dotyczących naruszenia art. 183 ustawy o obrocie (manipulacja) i 5 zawiadomień odnoszących się do naruszenia art. 180 i 181 ustawy o obrocie (ujawnienie i wykorzystanie informacji poufnej). W 2024 roku było to również – odpowiednio – 8 i 5, rok wcześniej – 8 i 3, w 2022 roku – 5 i 5, a w 2021 roku – 1 i 4. Według Krzysztofa Michrowskiego, pomimo widocznego spadku liczby raportów STOR, wciąż ponad 10% z nich kończy się złożeniem przez UKNF zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W opinii eksperta, biorąc pod uwagę szkodę wyrządzoną nieświadomym uczestnikom rynku przez manipulatorów lub osoby wykorzystujące informację poufną, to wciąż relatywnie duża liczba.

– Oficjalne dane STOR nie oddają w pełni rzeczywistości. Skala nadużyć rynkowych jest najprawdopodobniej znacznie większa, a wykrywalność pozostaje ograniczona. To typowa sytuacja w przypadku tzw. przestępczości białych kołnierzyków i nadużyć finansowych. Dodatkowo obowiązek raportowania spoczywa przede wszystkim na firmach inwestycyjnych, operatorach platform i osobach profesjonalnie aranżujących transakcje. Wiele z tych podmiotów ma niewystarczające systemy monitoringu lub obawia się kosztów reputacji – zwraca uwagę dr Parvi.

Z kolei w ocenie Krzysztof Michrowskiego, oficjalne dane, w całym szerokim aspekcie omawianego zjawiska, oddają rzeczywistość. Wiele ze zgłoszeń STOR to tzw. fałszywe alarmy. Firmy inwestycyjne wolą „dmuchać na zimne” i wysyłać raport z ich zdaniem podejrzaną transakcją, niż narazić się na ewent. sankcje administracyjne za niezgłoszenie transakcji.

– Regulatorzy otwarcie wskazują na problem under-reportingu. Nawet zaawansowane narzędzia KNF, w tym automatyka, uczenie maszynowe i analiza anomalii, nie wychwytują wszystkiego, zwłaszcza subtelnych manipulacji, insider tradingu bez wyraźnych śladów, transakcji OTC, cross-border czy na mniejszych instrumentach. Wiele nadużyć jest strukturyzowanych tak, by wyglądać na normalną aktywność rynkową – zapewnia dr Parvi.

Do tego znawca rynku z WSB Merito przypomina, że w Polsce eksperci oraz KNF podkreślają, iż problem jest niedoceniany, a niska liczba STOR wynika raczej z luk w systemie raportowania i nadzoru niż z czystości rynku. UKNF w priorytetach na 2026 r. nadal mocno akcentuje walkę z insider tradingiem i manipulacjami. Badania orzecznictwa pokazują, że procesy trwają bardzo długo – nawet 8 razy dłużej niż średnia, a skuteczność skazań jest umiarkowana. Jednocześnie ekspert zdecydowanie podkreśla, że występuje trend spadkowy.

– KNF nie kieruje do prokuratury setek spraw, a tylko te, które mają realną szansę na akt oskarżenia. Gdyby KNF składała np. 30-40 zawiadomień rocznie, moglibyśmy mówić o narastającym problemie. Tutaj mamy stabilny, niski poziom w latach 2022-2025. To sygnał, że prewencja działa, a nadzór jest skuteczny i racjonalny. Liczba zawiadomień w 2025 roku nie oddaje realnego wpływu na rynek. Jedno dobrze udokumentowane zawiadomienie dotyczące dużej grupy i wysokich kwot ma większe znaczenie niż kilkanaście drobnych spraw – podsumowuje dr Rafał Parvi.

Proacta wróciła na plus. Zysk netto wyniósł 0,6 mln zł po stracie rok wcześniej

Spółka bioinformatyczna Proacta S.A. zakończyła 2025 r. z przychodami i zrównanymi z nimi na poziomie prawie 12 mln zł, co oznacza wzrost o 179% r/r. EBITDA w analizowanym okresie wyniosła 3,4 mln zł względem ujemnej na poziomie 8,6 mln zł w poprzednim roku. Spółka osiągnęła zysk ze sprzedaży na poziomie 2,3 mln zł oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 1,2 mln zł.  Zysk netto wyniósł prawie 0,6 mln zł wobec straty rok wcześniej. Miniony rok był dla Proacty okresem realizacji celów strategicznych, istotnego wzrostu skali działalności oraz dalszego umacniania pozycji w obszarze technologii medycznych, bioinformatyki i AI dla ochrony zdrowia. Efekty działań podjętych w 2025 r. znajdują już odzwierciedlenie zarówno w obszarze działalności operacyjnej, jak i w dalszej poprawie wyników finansowych spółki w pierwszym kwartale br.

2025 r. był dla nas okresem wyraźnej poprawy sytuacji finansowej oraz uporządkowania modelu działalności operacyjnej. Realizacja kontraktów dla renomowanych instytucji publicznych i medycznych pozwoliła nam zwiększyć skalę przychodów, poprawić rentowność oraz zbudować stabilną bazę do dalszego rozwoju. Jednocześnie konsekwentnie wzmacnialiśmy kompetencje w obszarze bioinformatyki, analizy danych medycznych i klinicznego AI/ML, co dziś przekłada się na możliwość realizacji projektów o coraz większej skali i stopniu zaawansowania technologicznego – podkreśla Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

W ubiegłym roku Proacta rozwijała dwa kluczowe obszary działalności: specjalistyczne usługi dla sektora ochrony zdrowia i instytucji publicznych oraz własne produkty MedTech oparte na analizie danych i sztucznej inteligencji.

W segmencie usług spółka pozyskała i realizowała szereg strategicznych kontraktów. W maju 2025 roku, działając w konsorcjum z Euvic S.A., zawarła czteroletnią umowę (z opcją przedłużenia na kolejne 2 lata) z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym o wartości 17,5 mln zł brutto, przy 98-proc. udziale Proacta w wynagrodzeniu. W czerwcu podpisano dwie umowy z Uniwersyteckim Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka WUM dotyczącą cyfrowej kolposkopii wspieranej algorytmami sztucznej inteligencji o wartości 6,8 mln zł oraz z Instytutem Fizjologii i Patologii Słuchu dotyczącą rozwoju systemu integrującego dane audiologiczne i genetyczne o wartości 4,9 mln zł. Równolegle spółka konsekwentnie wzmacniała swoją pozycję w środowisku medycznym i naukowym poprzez współpracę z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi, udział w Polskiej Sieci Health Labs4Value oraz partnerstwo z Fundacją Healthcare Poland.

Równolegle Proacta rozwijała portfolio własnych produktów medycznych. Kluczowym projektem pozostaje platforma Dbam o siebie Smart Lab, będąca certyfikowanym wyrobem medycznym wykorzystującym algorytmy AI do analizy danych laboratoryjnych i telemedycznych oraz generowania spersonalizowanych raportów zdrowotnych. W 2025 roku rozpoczęto realizację projektu „Rozwój platformy do automatycznej analizy wyników badań laboratoryjnych w oparciu o rozwiązanie Dbam o Siebie Smart LAB”, który uzyskał blisko 4 mln zł dofinansowania z Agencji Badań Medycznych. W analizowanym okresie zakończono prace nad pierwszymi modułami systemu analitycznego, rozpoczęto integrację algorytmów z komponentem użytkowym oraz dostosowywanie modeli do konkretnych obszarów medycznych. Projekt wszedł również w etap pilotaży i Proof of Concept realizowanych z partnerami medycznymi, których celem jest potwierdzenie skuteczności klinicznej i operacyjnej rozwiązania przed komercyjnym skalowaniem. Dodatkowo trzy projekty z udziałem Proacta dotyczące optymalizacji farmakoterapii, analizy glikemii oraz kardioonkologii (i-COPE) – zostały zakwalifikowane do oceny merytorycznej w konkursie Agencji Badań Medycznych TRANSMED I, wzmacniając potencjał rozwoju kolejnych produktów i technologii spółki.

– Rozwój produktów własnych traktujemy jako jeden z najważniejszych elementów budowy wartości spółki w kolejnych latach. Wchodzimy w etap, w którym technologia musi być nie tylko rozwijana, ale przede wszystkim weryfikowana w praktyce klinicznej i przygotowywana do skalowania sprzedaży. Dlatego tak duże znaczenie mają dla nas pilotaże, współpraca z jednostkami medycznymi oraz bieżący feedback od lekarzy i specjalistów. Pozwalają one lepiej dopasować funkcjonalności do realnych potrzeb rynku, skracać drogę od koncepcji do wdrożenia oraz budować wiarygodność rozwiązań. W kolejnych okresach chcemy przekładać te działania na konkretne wdrożenia komercyjne i stopniowo zwiększać udział produktów własnych w strukturze przychodów spółki – podsumowuje Maciej Grzywacki, Wiceprezes Zarządu Proacta S.A.

Pierwsze komercyjne wdrożenie platformy Digital Breast Cancer Unit (DBCU), realizowane w tym roku dla Opolskiego Centrum Onkologii, było istotnym krokiem potwierdzającym potencjał rozwoju produktów własnych spółki. Rozwiązanie wspiera optymalizację diagnostyki i leczenia raka piersi poprzez integrację danych medycznych, wytycznych klinicznych oraz modeli predykcyjnych.

Minister Sprawiedliwości z karą od UODO. Chodzi o dane osobowe sędziów i aferę z 2019 r.

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski nałożył na Ministra Sprawiedliwości administracyjną karę pieniężną w wysokości 100 tys. zł. Decyzja zapadła po postępowaniu dotyczącym sprawy znanej z doniesień medialnych jako tzw. afera hejterska z 2019 r.

Według UODO doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych sędziów. Dane pozyskane z zasobów kadrowych Ministerstwa Sprawiedliwości miały być wykorzystywane niezgodnie z prawem, w tym do celów politycznych i prywatnych. Organ nadzorczy uznał, że administrator danych, czyli Minister Sprawiedliwości, nie zapewnił odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, które zapobiegłyby takim działaniom.

Sprawa znana jako „afera hejterska”

Sprawa naruszenia danych osobowych w Ministerstwie Sprawiedliwości została po raz pierwszy szerzej opisana w mediach w sierpniu 2019 r. Publikacje dotyczyły działań wymierzonych w sędziów krytycznych wobec zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Według opisów medialnych oraz późniejszych ustaleń, informacje o sędziach miały być wykorzystywane do przygotowywania i rozpowszechniania treści o charakterze znieważającym lub dyskredytującym. W efekcie sędziowie stali się celem ataków publicznych.

UODO wszczął postępowanie administracyjne jeszcze w 2019 r., po zapoznaniu się z doniesieniami prasowymi. Ówczesny Minister Sprawiedliwości informował jednak, że w wyniku wewnętrznego postępowania wyjaśniającego nie stwierdzono incydentu o charakterze wycieku danych osobowych.

Prokuratura przekazała materiały dopiero w 2024 r.

Równolegle prowadzone było postępowanie karne w sprawie możliwego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Jak wskazuje UODO, przez wiele lat organ nadzorczy bezskutecznie próbował uzyskać szczegółowe informacje o ustaleniach prokuratury.

Postępowanie prowadziły kolejno jednostki prokuratury w Lublinie i w Świdnicy. W odpowiedzi na pisma Prezesa UODO wskazywano, że ze względu na dobro śledztwa nie można przekazać bliższych informacji.

Dopiero w grudniu 2024 r. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu udostępniła Prezesowi UODO materiał dowodowy z postępowania przygotowawczego. Zdaniem organu nadzorczego zgromadzony materiał był wystarczający do wydania decyzji administracyjnej.

Dane sędziów miały być używane poza zakresem upoważnień

Z ustaleń UODO wynika, że osoby mające dostęp do informacji z akt osobowych sędziów wykorzystywały te dane w sposób niezgodny z zakresem udzielonych upoważnień. Dane miały być przekazywane osobom nieupoważnionym, w tym innym funkcjonariuszom publicznym oraz dziennikarzom.

Organ wskazuje również, że część informacji była nielegalnie udostępniana w internecie, m.in. na platformie Twitter, obecnie X. Według ustaleń konto wykorzystywane do tych działań miało zostać założone za pośrednictwem adresu IP pochodzącego z puli przypisanej Ministerstwu Sprawiedliwości.

UODO podkreśla, że sprawa dotyczyła nie tylko zwykłych danych osobowych. Przedmiotem naruszeń miały być także dane szczególnej kategorii, w tym informacje dotyczące stanu zdrowia sędziów, ich poglądów politycznych oraz przynależności organizacyjnej.

Odpowiedzialność administratora danych

Prezes UODO zaznaczył, że decyzja administracyjna nie rozstrzyga o odpowiedzialności prawnej konkretnych osób, które faktycznie dokonały bezprawnego udostępnienia danych. Postępowanie prowadzone przez organ nadzorczy koncentrowało się na odpowiedzialności administratora danych, czyli Ministra Sprawiedliwości.

Zgodnie z RODO administrator musi wdrożyć odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, które zapewnią zgodne z prawem przetwarzanie danych osobowych. Musi również zadbać o to, aby osoby mające dostęp do danych przetwarzały je wyłącznie na jego polecenie i w granicach udzielonych upoważnień.

W ocenie UODO w Ministerstwie Sprawiedliwości zabrakło skutecznego nadzoru nad tym, jak pracownicy i osoby upoważnione korzystają z dostępu do danych. Administrator nie miał zapewnić odpowiedniej kontroli nad procesem przetwarzania, co umożliwiło późniejsze nielegalne wykorzystanie informacji.

Naruszenia miały poważny charakter

UODO uznał, że naruszenia miały poważny charakter, ponieważ dotyczyły podstawowych zasad ochrony danych osobowych. Chodziło przede wszystkim o brak nadzoru nad wykorzystaniem udzielonych upoważnień oraz brak skutecznych mechanizmów zapobiegających przetwarzaniu danych w celach niezgodnych z prawem.

Organ nadzorczy wskazał również na szczególną rolę Ministra Sprawiedliwości jako konstytucyjnego organu państwa. Zdaniem UODO podmiot publiczny odpowiedzialny za obszar wymiaru sprawiedliwości powinien zapewniać najwyższy standard przestrzegania prawa, w tym ochrony danych osobowych.

W decyzji zwrócono uwagę, że Minister Sprawiedliwości, pełniąc istotną funkcję w systemie państwa, powinien dawać gwarancję poszanowania praw i wolności osób, których dane są przetwarzane. Dodatkowo sprawa dotyczyła sędziów, czyli osób wykonujących funkcję orzeczniczą.

UODO: kara była nieunikniona

Prezes UODO uznał, że nałożenie administracyjnej kary pieniężnej było w tej sprawie konieczne. W ocenie organu tylko kara finansowa może spełnić funkcję prewencyjną i przyczynić się do przestrzegania przepisów RODO przez administratora.

Na niekorzyść Ministra Sprawiedliwości przemawiało także zachowanie na początkowym etapie postępowania. W 2019 r. administrator poinformował, że nie doszło do wycieku danych z jego zbiorów. UODO wskazuje, że było to sprzeczne z późniejszymi ustaleniami prokuratury i utrudniło sprawne oraz wnikliwe przeprowadzenie postępowania.

Kara wyniosła 100 tys. zł. Zgodnie z RODO została wymierzona administratorowi danych osobowych, a nie konkretnym osobom, które mogły bezprawnie wykorzystywać dostęp do danych.

Możliwa odpowiedzialność osób upoważnionych

UODO przypomina, że przepisy o ochronie danych osobowych pozwalają ukarać administratora danych, jeżeli to on nie zapewnił odpowiednich warunków legalnego i bezpiecznego przetwarzania. Nie oznacza to jednak, że osoby bezpośrednio zaangażowane w naruszenia nie mogą ponieść odpowiedzialności na podstawie innych przepisów.

Administrator może dochodzić roszczeń wobec osób upoważnionych do przetwarzania danych m.in. na gruncie prawa pracy lub prawa cywilnego. W grę może wchodzić odpowiedzialność służbowa, odszkodowawcza lub regresowa.

Decyzja Prezesa UODO zamyka administracyjny etap sprawy po stronie organu ochrony danych, ale nie wyklucza dalszych konsekwencji wobec osób, które faktycznie uczestniczyły w nielegalnym pozyskiwaniu, przekazywaniu lub publikowaniu informacji o sędziach.

Widok z okna podbija ceny mieszkań. Za panoramę morza lub gór kupujący płacą nawet 40% więcej

Jeszcze dekadę temu o prestiżu mieszkania decydował głównie metraż i adres. Dziś coraz częściej najcenniejsza część nieruchomości znajduje się… za oknem. Analiza ofert mieszkań premium dostępnych w bazie portalu RynekPierwotny.pl pokazuje, że lokale z widokiem na morze, jezioro, góry czy park potrafią być droższe od podobnych mieszkań tej samej inwestycji, ale z gorszym widokiem nawet o 30-40 proc., a w skrajnych przypadkach różnice cenowe liczone są w milionach złotych.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, zjawisko to nie dotyczy już wyłącznie luksusowych apartamentowców w centrach największych metropolii. Coraz wyraźniej widać je także na rynku mieszkań wakacyjnych, inwestycji położonych nad morzem, jeziorami czy w górach. Kupujący coraz częściej płacą bowiem nie tylko za sam lokal, ale również za przestrzeń, światło, prywatność i ponadprzeciętny komfort codziennego życia.

Tym sposobem najdroższe metry coraz częściej znajdują się za oknem.

Widok, który kosztuje więcej niż dodatkowy pokój

W nieruchomościach od lat obowiązuje zasada „lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja”. Dziś jednak coraz częściej integralną częścią tej lokalizacji staje się panorama rozpościerająca się z okien czy tarasów najbardziej pożądanych mieszkań.

W praktyce oznacza to, że dwa niemal identyczne lokale w tym samym budynku mogą różnić się ceną o kilkaset tysięcy złotych, a nawet znacznie więcej – wyłącznie ze względu na kondygnację, ekspozycję lub widok.

Najlepiej widać to w inwestycjach nadmorskich, gdzie kontakt z wodą stał się jednym z najdroższych towarów na rynku nieruchomości. To właśnie panorama na Bałtyk lub Zatokę Gdańską jest dziś jedną z najcenniejszych wartości dodanych mieszkania.

W Świnoujściu, które od kilku lat należy do najdroższych lokalizacji mieszkaniowych w Polsce, podobne lokale w inwestycjach premium potrafią osiągać diametralnie różne ceny tylko dlatego, że jeden znajduje się na wyższej kondygnacji lub oferuje lepszy widok na morze.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl od dawna obserwują prostą zależność: im wyżej położony lokal i lepsza panorama, tym wyższa cena za metr kwadratowy. Najbardziej widoczne jest to w segmencie premium, gdzie najwyższe kondygnacje niemal zawsze zajmują największe i najdroższe apartamenty typu penthouse.

W Świnoujściu widok na Bałtyk może kosztować dodatkowe miliony

W nadmorskich projektach premium apartamenty położone na najwyższych piętrach potrafią osiągać ceny liczone w kilku-, a czasem wręcz kilkunastomilionowych kwotach.

Aktualnie w jednej ze świnoujskich inwestycji prezentowanych w bazie portalu RynekPierwotny.pl apartament o powierzchni 167 mkw. z panoramicznym widokiem na morze został wyceniony na blisko 9 mln zł, czyli około 52 tys. zł za mkw. Lokal znajduje się na ostatniej, siódmej kondygnacji luksusowego budynku położonego zaledwie 200 metrów od plaży.

Sęk w tym, że wspomniane 200 metrów zajmuje pas leśny typowy dla bezpośredniego sąsiedztwa bałtyckiej linii brzegowej. Taki układ sprawia, że panorama morza z najniższych kondygnacji jest mocno ograniczona lub wręcz niewidoczna.

Na tym przykładzie można pokusić się o orientacyjne oszacowanie wartości samego widoku w cenie mieszkania. Nie porównamy go wprawdzie z podobnym lokalem na parterze, ponieważ na najniższej kondygnacji zaprojektowano wyłącznie kompaktowe apartamentowe studia, a wraz z wysokością budynku rosną także metraże mieszkań – aż do największych penthouse’ów na ostatnim piętrze. To zresztą dość często spotykana metodyka projektowania analogicznych inwestycji w najpopularniejszych krajowych kurortach.

Tymczasem niewielkie mieszkania o powierzchni nieco ponad 30 mkw. na parterze omawianej inwestycji deweloper wycenił na około 925 tys. zł, czyli niespełna 30 tys. zł za mkw. To wyraźnie mniej niż w przypadku apartamentów zlokalizowanych na najwyższej kondygnacji, gdzie stawka przekracza już 52 tys. zł za mkw.

Różnica około 22 tys. zł na każdym metrze kwadratowym oznacza, że przy apartamencie o powierzchni 167 mkw. sama „premia za widok” może sięgać nawet około 3,7 mln zł.

Oczywiście porównujemy lokale o różnym metrażu i standardzie, jednak skala tych różnic dobrze pokazuje, jak ogromną rolę zaczyna dziś odgrywać panorama i wysokość położenia mieszkania. Tym bardziej, że koszt budowy metra kwadratowego nieruchomości pozostaje w praktyce niezależny od numeru kondygnacji. Można więc z pewnym przymrużeniem oka uznać wspomnianą różnicę za rynkową wycenę panoramy Bałtyku oglądanej z perspektywy najwyższego piętra.

Trójmiasto: każde piętro podnosi cenę

Podobny mechanizm coraz wyraźniej widać również w Trójmieście, choć oczywiście dotyczy to w pierwszym rzędzie inwestycji w odpowiedniej lokalizacji i większej liczbie kondygnacji.

W najbardziej reprezentatywnej pod tym względem, bo wielopiętrowej inwestycji zlokalizowanej w gdyńskim Redłowie zaledwie 500 m od plaży, analogiczne mieszkania 3-4 pokojowe o dużych metrażach zostały wycenione przez dewelopera na 16-17 tys. zł/mkw. na parterze i ponad 28 tys. na ostatnim 16-tym piętrze. Różnica rzędu 12 tys. zł za każdy mkw. na pewno może budzić respekt.

W praktyce oznacza to, że kilkanaście kondygnacji i nieporównywalnie lepszy widok, a z samej góry wprost na Zatokę Gdańską, mogą wywindować wartość mieszkania nawet o półtora miliona złotych i więcej. Co ciekawe, w tym przypadku bynajmniej nie chodzi o inwestycję stricte premium, ale jedynie w podwyższonym standardzie.

Co ważne, wyższa kondygnacja oznacza dziś nie tylko bardziej prestiżowy widok, ale także realne korzyści użytkowe: większą prywatność, lepsze doświetlenie mieszkania, mniej hałasu ulicznego oraz wyraźnie lepszą jakość powietrza w ruchliwych częściach dużych miast.

Jeszcze kilkanaście lat temu najwyższe piętra wielu budynków nie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Dziś sytuacja wygląda odwrotnie – to właśnie one są coraz częściej uznawane za najbardziej pożądane.

Mazury i góry też mają swoją premię za panoramę

Mechanizm „premii za widok” bardzo wyraźnie działa również w inwestycjach położonych nad jeziorami i w górskich kurortach.

Na Mazurach apartamenty z widokiem na wodę osiągają ceny wyraźnie wyższe od lokali o słabszej ekspozycji. W jednej z inwestycji położonej w Giżycku nad samym brzegiem jeziora Niegocin lokale w kameralnych 3-piętrowych apartamentowcach różnią się w cenie za mkw. pomiędzy parterem a najwyższą czwartą kondygnacją o niemal dokładnie jedną trzecią (20 tys. zł /mkw. vs. 27 tys.).

Podobnie wygląda sytuacja w polskich górach. W jednej z zakopiańskich inwestycji wzniesionej w pobliżu Starej Polany różnica w cenie mkw. apartamentów z parteru i ostatniej 4-tej kondygnacji wynosi nawet 40 proc. (22 tys. zł/mkw. vs. 31 tys.). To oznacza, że nawet przy niewielkim, kompaktowym wręcz lokalu 2-pokojowym za 3-cie piętro trzeba wyłożyć o 320 tys. zł więcej niż za parter.

Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę z wartości widoku. Dlatego nowe inwestycje nad morzem, jeziorami czy w górach coraz częściej projektowane są w taki sposób, aby możliwie największa liczba mieszkań miała choć częściową ekspozycję na wodę, zieleń lub panoramę okolicy.

To już nie detal architektoniczny, lecz jeden z najważniejszych elementów strategii sprzedażowej.

Widok staje się inwestycją

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że atrakcyjna panorama coraz częściej okazuje się jednym z najbardziej trwałych elementów wartości mieszkania.

Standard lokalu można podnieść remontem. Układ pomieszczeń można przebudować. Ale widoku na morze, jezioro, pasma górskie, park czy panoramę miasta praktycznie nie da się stworzyć od nowa.

Dlatego mieszkania z ponadprzeciętną ekspozycją zazwyczaj lepiej utrzymują wartość, szybciej drożeją i są znacznie łatwiejsze w odsprzedaży lub wynajmie.

W świecie coraz gęstszej zabudowy i ograniczonej przestrzeni atrakcyjny widok zaczyna stawać się zasobem równie deficytowym jak sama ziemia.

I być może właśnie dlatego za dobrą panoramę coraz częściej płaci się dziś jak za dodatkowy pokój – a czasem nawet znacznie więcej.

NBP utrzyma jastrzębi ton, ale bez podwyżki? RPP zdecyduje o stopach procentowych

Narodowy Bank Polski najprawdopodobniej pozostawi dziś stopy procentowe bez zmian trzeci miesiąc z rzędu. Według wszystkich 32 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberg Rada Polityki Pieniężnej utrzyma główną stopę procentową na poziomie 3,75%. Taki scenariusz wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny, ponieważ najnowsze dane inflacyjne okazały się wyraźnie łagodniejsze od oczekiwań rynku. W maju inflacja w Polsce spadła do 3,1% rok do roku, wobec 3,2% w kwietniu. Był to wynik znacznie niższy od prognoz, które zakładały wzrost cen na poziomie 3,6%. Odczyt ten sugeruje, że presja cenowa pozostaje na razie ograniczona, a bank centralny nie ma pilnej potrzeby zaostrzania polityki pieniężnej. Niższa inflacja daje NBP więcej przestrzeni do spokojniejszej oceny sytuacji. Jednocześnie komunikacja banku centralnego może pozostać ostrożna i raczej jastrzębia, aby podkreślić gotowość do walki z inflacją, choć bez wyraźnego zaostrzania dotychczasowego tonu.

Za utrzymaniem stóp procentowych przemawia również słabsza aktywność gospodarcza. W pierwszym kwartale wzrost gospodarczy spowolnił, konsumenci ostrożniej podchodzą do wydatków, a dynamika płac jest najniższa od ponad pięciu lat. W takich warunkach podwyżka stóp mogłaby dodatkowo osłabić gospodarkę, ograniczając popyt i pogarszając warunki finansowania dla firm oraz gospodarstw domowych. Obecne ryzyka inflacyjne wynikają w dużej mierze z czynników zewnętrznych, takich jak ceny surowców czy napięcia geopolityczne, dlatego wyższe stopy procentowe mogłyby przynieść gospodarce więcej szkód niż korzyści.

Bank Pekao obniżył prognozę tegorocznego szczytu inflacji z 4% do 3,5% i przewiduje stabilizację stóp procentowych w 2026 roku. Taka ocena wzmacnia przekonanie, że Rada Polityki Pieniężnej będzie w najbliższym czasie unikać gwałtownych ruchów. Coraz więcej decydentów może też uznawać spowolnienie gospodarcze za większe zagrożenie niż sama inflacja, zwłaszcza jeśli kolejne dane potwierdzą słabszą konsumpcję i wolniejsze tempo wzrostu wynagrodzeń.

Na decyzje i komunikację NBP nakłada się również napięcie polityczne między prezesem banku centralnego Adamem Glapińskim a premierem Donaldem Tuskiem. Spór dotyczy między innymi zmian personalnych w zarządzie NBP oraz wcześniejszego pomysłu finansowania wydatków wojskowych z wykorzystaniem rezerw złota banku centralnego. Choć kwestie polityczne pozostają tłem dla decyzji monetarnych, mogą wpływać na odbiór działań banku i wzmacniać ostrożność w jego przekazie.

Obecna sytuacja wskazuje więc, że NBP nie ma istotnego powodu do podnoszenia stóp procentowych. Inflacja jest niższa od oczekiwań, a gospodarka pokazuje coraz wyraźniejsze oznaki osłabienia. Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie utrzyma ostrożny ton, aby nie osłabić wiarygodności w walce z inflacją, ale sama decyzja o pozostawieniu stóp bez zmian wydaje się być przesądzona.

Dino Polska z zarzutami UOKiK. Chodzi o porozumienie ograniczające kierowcom zmianę pracodawcy

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie przeciwko Dino Polska oraz czterem firmom przewozowym obsługującym centra dystrybucyjne tej sieci handlowej. Zarzuty otrzymało również pięciu menedżerów. Sprawa dotyczy podejrzenia zawarcia porozumienia ograniczającego konkurencję na rynku pracy.

Według UOKiK przedsiębiorcy mogli uzgodnić zasady, które utrudniały kierowcom ciężarówek zmianę pracodawcy. W praktyce mogło to oznaczać ograniczenie mobilności pracowników, słabszą pozycję negocjacyjną oraz gorsze warunki zatrudnienia niż w warunkach normalnej konkurencji między firmami.

Zarzuty dla Dino, firm transportowych i menedżerów

Postępowanie prowadzone jest przeciwko spółce Dino Polska oraz firmom: Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Zarzuty usłyszało także pięć osób fizycznych: trzech menedżerów z Dino Polska oraz po jednym menedżerze z Martrans i Mati-Trans.

UOKiK wskazuje, że osoby te mogły być osobiście odpowiedzialne za niedozwolone ustalenia. W przypadku przedsiębiorców kara za udział w zmowie może wynieść do 10 proc. obrotu. Menedżerom grozi natomiast sankcja finansowa do 2 mln zł.

— Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami — mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Trzymiesięczna „karencja” dla kierowców

Z ustaleń Urzędu wynika, że firmy transportowe mogły uzgodnić, iż nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia. Mechanizm miał obejmować tzw. okres karencji. Przez trzy miesiące kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika, który również obsługiwał sieć Dino.

W ocenie UOKiK tego typu ustalenia mogły ograniczać konkurencję między firmami o pracowników. Jeżeli przedsiębiorcy wiedzieli, że inni uczestnicy porozumienia nie będą przejmować ich kierowców ani oferować im lepszych warunków, mogli mieć mniejszą presję na podnoszenie wynagrodzeń czy poprawę warunków zatrudnienia.

Celem takich działań mogło być zatrzymanie dotychczasowych pracowników, ograniczenie rotacji oraz zmniejszenie kosztów rekrutacji. Skutki mogły jednak ponosić przede wszystkim kierowcy, których możliwość swobodnej zmiany pracy została ograniczona.

Dino miało odgrywać kluczową rolę

Według UOKiK inicjatorem i organizatorem systemu mogła być spółka Dino Polska. Urząd podejrzewa, że to ona weryfikowała, czy konkretny kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego.

Ewentualne odstępstwa od przyjętych ustaleń miały wymagać zgody Dino. Spółka mogła także wywierać presję na przewoźników, aby nie zatrudniali kierowców objętych okresem „karencji”.

Istotną część materiału dowodowego Urząd pozyskał podczas przeszukań w siedzibach firm. Zebrane dowody mają wskazywać na możliwość funkcjonowania niedozwolonego porozumienia między przedsiębiorcami.

Czym są porozumienia no-poach?

Podejrzewana praktyka należy do kategorii tzw. no-poach agreements, czyli porozumień, w ramach których firmy uzgadniają, że nie będą zatrudniać lub aktywnie pozyskiwać pracowników od siebie nawzajem.

Takie ustalenia są zakazane, ponieważ wpływają na jeden z kluczowych elementów konkurencji między przedsiębiorcami — rywalizację o pracowników. Firmy konkurują bowiem nie tylko ceną produktów czy jakością usług, ale również warunkami pracy, wysokością wynagrodzeń i atrakcyjnością zatrudnienia.

W praktyce porozumienia no-poach mogą prowadzić do ograniczenia wzrostu płac. Pracownicy mają wtedy mniejsze możliwości negocjacyjne, bo potencjalni nowi pracodawcy nie konkurują o nich w normalny sposób.

UOKiK koncentruje działania na największych uczestnikach

Prezes UOKiK przeanalizował również możliwy udział innych firm transportowych w porozumieniu. Ostatecznie postępowanie objęło cztery przedsiębiorstwa przewozowe.

Urząd wyjaśnia, że część mniejszych podmiotów z sektora MŚP nie została objęta zarzutami, ponieważ ich potencjalny udział w praktyce oraz wpływ na konkurencję uznano za ograniczone. Takie podejście ma pozwolić na skupienie działań na podmiotach, które mogły najsilniej oddziaływać na rynek.

To nie pierwsze działania UOKiK na rynku pracy

Sprawa Dino i przewoźników wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące praktyk ograniczających konkurencję na rynku pracy. Urząd prowadzi już postępowanie przeciwko Jeronimo Martins Polska i przewoźnikom.

Równolegle trwa także postępowanie wyjaśniające dotyczące praktyk sieci Lidl i jej kontrahentów oraz możliwej zmowy firm transportowych.

Dla UOKiK rynek pracy jest jednym z obszarów, w których prawo konkurencji ma coraz większe znaczenie. Urząd podkreśla, że niedozwolone porozumienia nie muszą dotyczyć wyłącznie cen towarów czy usług. Mogą obejmować również wynagrodzenia, zasady rekrutacji i możliwość zmiany zatrudnienia przez pracowników.

Co dalej?

Postawienie zarzutów nie oznacza jeszcze stwierdzenia naruszenia prawa. Postępowanie ma wyjaśnić, czy Dino Polska, firmy przewozowe oraz wskazani menedżerowie rzeczywiście uczestniczyli w niedozwolonym porozumieniu.

Jeżeli zarzuty się potwierdzą, przedsiębiorcom grożą wysokie kary finansowe. Dla menedżerów konsekwencje również mogą być dotkliwe, ponieważ prawo przewiduje osobistą odpowiedzialność osób zarządzających za udział w antykonkurencyjnych ustaleniach.

RPP bez podwyżki stóp? Ostatnie dane zmniejszają presję na zmianę kursu

Czy stopy procentowe w Polsce zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie? Ostatnie dane przybliżają nas do tej hipotezy, jednak ostateczny werdykt poznamy wtorkowego popołudnia. W tym czasie krajowa waluta pozostaje pod silnym wpływem czynników zewnętrznych. Jest to konsekwencja dynamicznie rozwijającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie, skutkującej częstymi zmianami narracji nawet w ciągu jednej sesji.

Co mówią dane, a co zrobi RPP?

Ostatnie dni rzuciły nowe światło na obawy inflacyjne w naszym kraju. Pierwszą niespodzianką był piątkowy, wstępny odczyt CPI za maj. Wzrost cen konsumenckich o 3,1% r/r pozostał w celu NBP, mimo oczekiwanego skoku z 3,2% r/r do 3,7% r/r. Wczoraj rynki dostały kolejny konkret, a mianowicie publikacje PKB. Krajowa gospodarka rośnie w tempie 0,6% k/k (prognoza 0,5% k/k) i 3,5% r/r (prognoza 3,4% r/r).Tempo wzrostu cen niższe od prognozowanego w połączeniu z szybszym rozwojem koniunktury to otoczenie tonujące obawy niekontrolowanego pogorszenia sytuacji w kraju. Takiego zdania jest większość analityków, którzy wskazują brak ruchu na dzisiejszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Oznaczałoby to pozostawienie stopy referencyjnej przy 3,75%. Jeżeli tak się stanie, koszt pieniądza nadal będzie wyższy od statystycznego wzrostu cen konsumenckich w gospodarce, a to także nie wywiera presji na podwyżki. Jeżeli jednak by do niej doszło, rynki zostaną zaskoczone, a forex mógłby doświadczyć umocnienia krajowej waluty.

Złoty pod presją czynników zewnętrznych

Skoro żyjemy w otoczeniu wojennym, a media karmią nas mocno spolaryzowanymi informacjami, to na rynku pojawia się dużo emocji. Te rządzą wykresami, a ostatni pokaz mieliśmy wczoraj przed godziną 16:00. Poweekendowy zawód rynków dotyczący braku postępów w sprawie porozumienia na linii USA-Iran pogłębił się po południu. W związku z intensyfikacją ataków Izraela w Libanie, strona irańska zagroziła zawieszeniem rozmów pokojowych. To był trigger do wzrostu notowań ropy – odmiana amerykańska wieczorem podeszła w okolice 94,5 USD za baryłkę. Skutek był natychmiast widoczny również na rynku walutowym, gdzie obserwowaliśmy ucieczkę do dolara i odpływ kapitału z walut rynków wschodzących. Tuż po newsie kurs EUR/USD runął do 1,16 USD. W tym samym czasie tracił złoty. Notowania EUR/PLN wzrosły do 4,24 PLN, a USD/PLN przebił 3,65 PLN. Zamieszanie szybko jednak dobiegło końca i już we wtorek o poranku dominuje narracja, jakoby Trump uzgodnił zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem. To otwiera drogę do dalszych negocjacji na linii USD-Iran. Efektem jest wymazanie wczorajszych ruchów i powrót na poziomy sprzed gwałtownych szarpnięć. Pozostaje jednak wiele wątpliwości co do trwałości (a raczej kruchości) aktualnej „stabilizacji”, a największą są odmienne poglądy i niezadowolenie premiera Izraela. W przypadku jakiegokolwiek wzrostu ryzyka możemy spodziewać się ponownej ucieczki kapitału z walut rynków wschodzących i umocnienia dolara.

Dane makro znowu w kąt

Skoro rynki finansowe przekierowały swoją uwagę na geopolitykę, nikły wpływ na notowania walutowe miały najnowsze dane o PMI i ISM dla przemysłu. Są to wskaźniki próbujące określić sentyment na najbliższe miesiące w badanej gałęzi gospodarczej. Przyjmują wartości od 0 do 100 pkt. Poziom neutralny znajduje się w połowie. Wszystko co powyżej 50 pkt. sugeruje rozwój, poniżej – dekoniunkturę. PMI ze strefy euro spadł z 52,2 pkt. do 51,6 pkt. Zniżka była jednak płytsza od prognozowanej do poziomu 51,4 pkt. Nieco później poznaliśmy raport ISM dla przemysłu. Wzrost amerykańskiego indeksu z 52,7 pkt. do 54 pkt. był silniejszy od oczekiwanego 53 pkt. Zatem obydwa odczyty pozostają w strefie rozwoju, jednak za oceanem sytuacja zdaje się wyglądać delikatnie korzystniej. Lepsze prognozy nie wymuszają na żadnym z banków centralnych obniżek stóp w celu poprawy sytuacji. Czy to kolejny znak, że przyszłotygodniowa podwyżka EBC może się zmaterializować? Wielu analityków sugeruje, że tak. Patrząc na wykres eurodolara, który po wczorajszej redukcji ryzyka geopolitycznego szybko wrócił z 1,16 USD na 1,165 USD, możemy również wywnioskować, że rynek fundamentalnie dostrzega we wspólnej walucie siłę, która jednak może zostać zachwiana wskutek eskalacyjnych doniesień z Bliskiego Wschodu.

 

 

Dawid Górnyanalityk w InternetowyKantor.pl

Euforia wokół spółek kwantowych. Niskie przychody, wysokie straty i wielkie oczekiwania

Ostatnie wyniki kwartalne spółek z sektora komputerów kwantowych ponownie wywołały silną falę zainteresowania inwestorów. Rynek zareagował klasycznie dla fazy wczesnej spekulacji technologicznej, czyli bardzo optymistycznie.

Inwestorzy koncentrują się na dynamice wzrostu przychodów i pierwszych oznakach komercyjnych kontraktów, jednocześnie w dużej mierze ignorują wciąż bardzo odległy etap dojrzałości technologii.

– Już w 2025 r. spółki te rosły na amerykańskiej giełdzie o kilkaset procent – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski. – Teraz inwestorzy wśród tych spółek szukają Świętego Graala, mającego szanse na gigantyczne wzrosty w kolejnych latach.

Najbardziej wyróżniającym się raport przedstawiła spółka Quantum Computing Inc., która pokazała przychody na poziomie około 3,69 mln USD wobec zaledwie 39 tys. USD rok wcześniej, co oznacza wielokrotny wzrost bazy przychodowej. Wynik ten przebił oczekiwania analityków, które wynosiły około 3,13 mln USD. Jednocześnie spółka nadal pozostaje nierentowna i odnotowała istotną stratę netto rzędu około 4 mln USD, przy jednoczesnym wzroście kosztów operacyjnych. Mimo tego kurs akcji reagował bardzo dynamicznie, rosnąc o ponad 30% w jednej sesji, co pokazuje, jak silnie rynek dyskontuje przyszły potencjał zamiast bieżącej rentowności.

Rigetti Computing w I kw. 2026 r. osiągnęła około 4,4 mln USD przychodów, co oznacza wzrost o ponad 200% rok do roku i lekkie przebicie oczekiwań rynkowych. Spółka nadal generuje znaczące straty operacyjne rzędu około 26 mln USD w kwartale. Warto jednak podkreślić, że Rigetti zakończyło kwartał z bardzo mocną pozycją gotówkową sięgającą około 569 mln USD i praktycznie zerowym zadłużeniem, co daje mu relatywnie komfortowy bufor finansowy w dalszym rozwoju.

D-Wave Quantum przedstawiło bardziej złożony obraz. Przychody w kwartale wyniosły około 2,9 mln USD i były niższe rok do roku, co wynikało z efektu wysokiej bazy porównawczej. Jednocześnie spółka pokazała bardzo silny wzrost tzw. bookings, które wzrosły do około 33 mln USD z poziomu około 1,6 mln USD rok wcześniej. Oznacza to wielokrotny wzrost przyszłych zobowiązań kontraktowych i jest interpretowane przez rynek jako ważniejszy wskaźnik niż bieżące przychody w tak wczesnej fazie rozwoju. Strata operacyjna pozostaje jednak wysoka, przekraczając 30 mln USD.

– Inwestorzy ponownie uwierzyli w to, że komercjalizacja ich rozwiązań jest już bliska skoro tak bardzo wzrosły ich przychody w porównaniu do poprzednich lat – komentuje ekspert XTB.

Spółki raportują bardzo wysokie dynamiki wzrostu przychodów procentowo, ale z bardzo niskiej bazy, nominalnie są to nadal biznesy o niewielkiej skali. Wszystkie firmy pozostają nierentowne, a ich modele biznesowe są wciąż w fazie eksperymentalno-komercyjnej.

W branży nadal dominuje przekonanie, że pełna komercjalizacja komputerów kwantowych, rozumiana jako stabilne, skalowalne i szeroko używane zastosowania przemysłowe, pozostaje odległa. W wielu analizach i wcześniejszych ocenach wskazuje się, że realny moment szerokiego wdrożenia tej technologii może przypaść dopiero na początek kolejnej dekady.

Obecne zachowanie rynku wskazuje na wyraźne oderwanie wyceny od bieżącej fazy rozwoju technologii. Inwestorzy zdają się w dużej mierze dyskontować scenariusz bardzo szybkiej adopcji, mimo że zarówno struktura przychodów, jak i poziom strat oraz charakter kontraktów sugerują, że sektor pozostaje na etapie wczesnej eksploracji rynku, a nie jego realnej komercjalizacji.

– Komercjalizacja tej technologii to dopiero kwestia przyszłej dekady i jest to optymistyczna wersja przedstawiana przez ekspertów od komputerów kwantowych – dodaje M.Sobierajski z XTB. – Nie należy spodziewać się jednak ich szerokiej komercjalizacji.

W efekcie mamy do czynienia z klasycznym dla nowych technologii etapem silnej euforii rynkowej, w którym narracja o przyszłym potencjale dominuje nad twardymi fundamentami finansowymi, a wyceny zaczynają odzwierciedlać bardziej oczekiwania niż aktualny stan rozwoju branży.

Rynek czekał jednak przede wszystkim na wynik kwartalny Nvidii, który miał zadecydować o nastroju inwestorów. Nvidia zamknęła sezon wyników z hukiem. Kolejny rekordowy kwartał i pobicie oczekiwań zarówno w ujęciu przychodów, jak i zysków. Tego rekordu jednak nie było widać na kursie spółki. Mimo że spółka znajduje się blisko szczytu, to po publikacji fenomenalnych wyników zanotowała ona spadki.

Przychody Nvidii wzrosły w Q4 2025 do 68,12 mld USD wobec 39,331 mld USD w Q4 2024. Jest to fantastyczny wzrost. Dlaczego jednak w tym samym czasie zapasy wzrosły z 10 mld USD do 21,4 mld USD, jeśli na rynku jest taki niedobór? Nie wiadomo czy wzrost wartości zapasów jest tak duży, by wytłumaczyć wzrost większy o niemal 40%.

Nowy model Veeam ma pomóc firmom ocenić realną gotowość do bezpiecznego AI

Niemal 70% przedsiębiorstw na świecie wykorzystuje już sztuczną inteligencję w wielu obszarach działalności lub traktuje ją jako jeden z kluczowych elementów operacyjnych – wynika z badania Emerald Research Group przeprowadzonego na zlecenie Veeam. Jednocześnie aż czterech na pięciu menedżerów uważa, że ich firmy będą gotowe do bezpiecznego rozwijania AI w ciągu najbliższych dwóch lat.

Jednak za deklaracjami często nie stoją konkretne mechanizmy kontrolne. Blisko połowa respondentów przyznała, że przekonanie o gotowości firmy wynika bardziej z intuicji niż z możliwości przedstawienia weryfikowalnych dowodów potwierdzających bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami ich środowisk AI.

Rosnąca luka zaufania

Zarządy przedsiębiorstw coraz częściej przekonują się, że wdrożenie AI jest znacznie prostsze niż późniejsze utrzymanie nad nią pełnej kontroli. Dotyczy to szczególnie firm rozwijających autonomiczne agenty AI, które działają z szybkością maszynową i podejmują decyzje na podstawie ogromnych zbiorów danych. W takich warunkach brak widoczności, odpowiedzialności i nadzoru staje się czynnikiem realnego ryzyka biznesowego.

Ponieważ systemy AI w coraz większym stopniu zależą od dostępu do danych, wyzwaniem nie jest już wyłącznie samo wdrożenie sztucznej inteligencji, ale zapewnienie, że dane, na których się opiera, są zaufane, właściwie zarządzane i odporne.

Jak wynika z badania Veeam, ponad połowa firm w ciągu ostatnich 18 miesięcy ograniczyła zakres projektów związanych ze sztuczną inteligencją, 4 na 10 odnotowały opóźnienia, a 28% całkowicie zamknęło wybrane inicjatywy. Co istotne, przyczyny problemów mają głównie charakter operacyjny, a nie techniczny – respondenci wskazywali przede wszystkim na niedobory kompetencji, trudności integracji AI z istniejącymi procesami, niepewność regulacyjną oraz wyzwania związane z jakością danych i możliwością wyjaśnienia działania algorytmów.

Wiele firm bardzo szybko przechodzi od eksperymentów do produkcyjnego wykorzystania sztucznej inteligencji, ale równocześnie nie buduje w tym samym tempie mechanizmów nadzoru, bezpieczeństwa i odpowiedzialności. W efekcie zarządy często nie mają pełnego obrazu rzeczywistego poziomu ryzyka.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje kwestia gotowości do poddania się kontroli przez podmioty zewnętrzne. Chociaż większość przedsiębiorstw deklaruje posiadanie formalnych reguł zarządzania AI, tylko około jedna trzecia byłaby w stanie natychmiast przedstawić pełną dokumentację wymaganą przez regulatora lub audytora. W praktyce oznacza to, że tempo wdrażania AI wyprzedza rozwój procedur zapewniających zgodność i bezpieczeństwo.

Potrzebny jest obiektywny model oceny

W odpowiedzi na wyzwania, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa wdrażające sztuczną inteligencję, Veeam Software opracował Data and AI Trust Maturity Model – model opracowany po to, aby pomagać organizacjom oceniać i porównywać ich podejście do zarządzania AI. Jest on przygotowany na podstawie badań Emerald Research Group i zweryfikowany we współpracy z klientami. Umożliwia organizacjom nie tylko ocenę własnego podejścia do AI, ale także porównanie go z praktykami innych firm oraz identyfikację obszarów wymagających wzmocnienia.

Model nie ogranicza się do analizy środowisk AI. Sprawdza również, jak faktycznie działają mechanizmy kontroli, procesy ładu zarządczego oraz codzienne reguły operacyjne. Ocenia dojrzałość organizacji w 12 wymiarach i pokazuje jej rozwój na pięciu etapach – od działań reaktywnych i rozproszonych po zaawansowane, samodoskonalące się przedsiębiorstwa.

Etapy te pokazują, jak firmy przechodzą od doraźnych działań do spójnego, proaktywnego i stale doskonalonego podejścia do zarządzania danymi, sztuczną inteligencją oraz ryzykiem. Im wyższy poziom dojrzałości, tym większa zdolność organizacji do wykazania, że zachowuje ona kontrolę nad środowiskami AI, potrafi jasno określać odpowiedzialność i budować zaufanie do wykorzystywanych rozwiązań.

12 wymiarów modelu obejmuje kluczowe obszary, takie jak kontekstowe rozumienie danych, strategia zarządzania ryzykiem związanym z danymi, zarządzanie tożsamością i dostępem, bezpieczeństwo AI i systemów agentowych, bezpieczeństwo danych, zgodność z regulacjami oraz ochrona prywatności. Lista ta uwzględnia także kopie zapasowe i odzyskiwanie danych, architekturę i mobilność danych, odporność systemów AI i systemów agentowych, a także gotowość podmiotu do rozwijania i wdrażania sztucznej inteligencji.

Łącząc te elementy, model daje pełny obraz tego, jak firma zarządza danymi, bezpieczeństwem i odpornością. Dzięki temu liderzy mogą wskazać luki, wzmocnić mechanizmy kontroli i ustalić priorytety działań potrzebnych do bezpiecznego, odpornego i godnego zaufania skalowania AI.

Od diagnozy do planu działania

Framework będzie wykorzystywany przez specjalistów Veeam do świadczenia usługi Data and AI Trust Maturity Assessment. Jej celem jest skonfrontowanie deklarowanej gotowości przedsiębiorstw z rzeczywistym stanem ich środowiska AI. Efektem przeprowadzanej ewaluacji ma być nie tylko punktowa ocena dojrzałości firm, ale również porównanie wyników z innymi podmiotami oraz wskazanie obszarów wymagających poprawy. Klienci otrzymają także praktyczną mapę działań zwiększających poziom zaufania do AI oraz raporty wspierające zarządy podczas audytów i procesów nadzorczych.

Takie podejście jest szczególnie istotne w czasach, gdy sztuczna inteligencja coraz częściej staje się elementem krytycznych procesów biznesowych. Wraz z rozwojem autonomicznych agentów AI firmy muszą być w stanie nie tylko korzystać z nowych możliwości, ale również rozumieć sposób działania tych systemów, kontrolować ich decyzje oraz móc udowodnić zgodność z wymaganiami regulacyjnymi.

Dojrzałość w obszarze sztucznej inteligencji nie jest już wyłącznie kwestią innowacyjności, ale także zaufania do danych, ładu zarządczego i odporności. W najbliższych latach zdolność do wykazania kontroli nad danymi i środowiskami AI będzie miała kluczowe znaczenie dla tego, jak przedsiębiorstwa będą mogły skalować AI, utrzymywać zgodność z regulacjami oraz budować zaufanie klientów, partnerów i regulatorów.

Co piąty pracownik na świecie korzysta z AI niemal codziennie. Polska i Europa w tyle

  • Połowa pracowników na świecie korzysta z AI kilka razy w tygodniu, w tym co piąty (20%) korzysta z niej niemal codziennie
  • W Polsce 12% pracowników korzysta z AI niemal codziennie, a 28% – kilka razy w tygodniu
  • Zaawansowani użytkownicy AI deklarują wyższe zaangażowanie i mniejszy negatywny stres niż osoby niekorzystające, ale częściej kwestionują swoją produktywność.

Generatywna sztuczna inteligencja[1] jest już częścią codziennej pracy. Według najnowszej edycji raportu ADP Research „People at Work 2026” średnio 30% pracowników na świecie korzysta z niej wiele razy w tygodniu, a co piąty pracownik – prawie codziennie. To pokazuje, jak szybko technologia ta stała się rutynowym narzędziem pracy.

Polska jednak znacząco odbiega od światowej czołówki. W naszym kraju do codziennego korzystania z programów zaliczanych do genAI przyznaje się 12% badanych. Kolejne 28% używa ich w pracy kilka razy w tygodniu. Średnią światową podnoszą rynki wschodzące. W Europie korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji jest umiarkowane. Niższe od Polski nasycenie AI występuje np. w Szwecji, Francji i Czechach. Liderami są Szwajcaria (21% codziennego stosowania) oraz Wielka Brytania (20%).

30% pracowników korzystających z AI na co dzień deklaruje pełne zaangażowanie w swoje obowiązki. Jednak badanie ADP obnaża drugą stronę medalu: stosunek do własnej produktywności. Osoby regularnie pracujące z AI aż czterokrotnie częściej oceniają swoją efektywność jako niższą w porównaniu z tymi, którzy z technologii nie korzystają wcale. To sugeruje, że głęboka integracja AI z codzienną rutyną obniża satysfakcję z własnych dokonań. Ponieważ narzędzia te przejmują powtarzalne zadania i otwierają przestrzeń na działania strategiczne, tradycyjne wskaźniki efektywności przestają działać. Firmy pilnie potrzebują nowych metod i kryteriów oceny pracy swoich zespołów.

– AI redefiniuje dotychczasowy model pracy, który – jak wyraźnie widać – przestał gwarantować pracownikom poczucie efektywności. Sama nauka nowych narzędzi to za mało; kluczem jest umiejętność płynnego wdrożenia ich w codzienne procesy. Tylko wtedy będziemy w stanie precyzyjnie zidentyfikować, gdzie pojawiają się realne wzrosty, a gdzie spadki produktywności. Taka wiedza pozwala na mądre zarządzanie technologią i uwolnienie czasu na zadania, które wymagają kreatywności, ludzkiego osądu oraz bezpośrednich relacji. To także jasna wskazówka dla pracodawców: organizacje muszą pilnie zainwestować w szkolenia dedykowane efektywnej kooperacji z AI, strategicznemu planowaniu pracy oraz nowoczesnej ocenie wyników – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Regularne korzystanie z AI zwiększa zaangażowanie i redukuje stres w pracy

Wykorzystanie sztucznej inteligencji może znacząco wpływać na poprawę komfortu pracy (employee experience). Według badania zaledwie 11% osób codziennie korzystających z AI odczuwa negatywny stres – to ponad dwukrotnie mniej niż w przypadku pracowników, którzy nie używają tych narzędzi (23%). Zaawansowani użytkownicy AI częściej deklarują, że pracują zespołowo, oraz wykazują większe zadowolenie ze swoich zespołów i cech współpracowników. Co ciekawe, osoby korzystające z AI niemal każdego dnia rzadziej obawiają się likwidacji swojego stanowiska. Wskazuje to na silny związek między regularnym używaniem nowoczesnych technologii a poczuciem stabilności i pewnością siebie w sferze zawodowej.

AI nie tylko zmienia sposób wykonywania pracy, ale też stosunek pracownika do osiąganych efektów. Z naszych danych wynika jednak ciekawy paradoks: ceną za wyższe zaangażowanie i niższy poziom stresu bywa obniżone poczucie własnej produktywności. To ogromne pole do popisu dla liderów organizacji. Pracodawcy, którzy aktywnie wspierają zespoły we wdrażaniu nowych nawyków technologicznych, mogą stworzyć środowisko, w którym sztuczna inteligencja przestaje być czynnikiem rozpraszającym, a staje się pełnoprawnym cyfrowym współpracownikiem – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

Najczęściej AI używa Hinduska, a najrzadziej – Japończyk

Stopień adaptacji sztucznej inteligencji wyraźnie różni się w zależności od regionu. Globalnymi liderami pod względem codziennego wykorzystania AI są Indie (41%), Nigeria (39%) oraz Wietnam (36%). Na drugim biegunie jest Japonia (8%), Szwecja (10%), Holandia (11%).

Raport odzwierciedla też kluczowe trendy na badanych rynkach, które mają wpływ na wykorzystanie AI w pracy w zależności od grupy demograficznej i typu pracy.

  • Wiek a AI: W Polsce po sztuczną inteligencję najchętniej sięgają najmłodsi pracownicy w wieku 18–24 lata (16% korzysta z niej niemal codziennie). W starszych grupach wiekowych odsetek ten stopniowo spada, osiągając 8% wśród osób powyżej 55. roku życia. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Chinach, gdzie nasycenie tą technologią jest wyższe w najstarszej badanej grupie (19%) niż w najmłodszej (16%).
  • Geografia płci: W Polsce kobiety i mężczyźni korzystają z genAI niemal w równym stopniu. Duże różnice pod tym względem występują w USA: 53% mężczyzn i 33% kobiet sięga po AI co najmniej kilka razy w tygodniu. Z kolei w Egipcie to 64% mężczyzn i 81% kobiet, a w Wietnamie – 66% mężczyzn i 76% kobiet. 44% kobiet w Indiach sięga po AI niemal codziennie – to światowy rekord. Wśród mężczyzn najniższy wskaźnik ma Japonia (8%).
  • Wielkość organizacji: W Polsce skala przedsiębiorstwa nie ma znaczenia – po genAI równie często sięgają pracownicy firm zatrudniających do 250 osób, jak i korporacji liczących powyżej tysiąca zatrudnionych. Z kolei na rynkach wschodzących, takich jak Indie, Nigeria czy Wietnam, codzienne wykorzystanie AI wyraźnie rośnie wraz z wielkością organizacji.
  • Rosnące zaufanie: Polacy stopniowo oswajają nową technologię. Obecnie 11% badanych uważa, że AI stanowi realne wsparcie w codziennych obowiązkach (wzrost z 9% rok do roku). Jednocześnie poziom obaw pozostaje stabilny – utraty zatrudnienia na rzecz algorytmów wciąż obawia się 7% respondentów. Pozytywne nastawienie najszybciej rośnie wśród najmłodszych (do 24. roku życia) – skok z 11% do 15% w ciągu roku.
  • Podział według profesji: Pozytywne odczucia wobec AI rosną też powoli w zależności od rodzaju kwalifikacji. Obecnie w Polsce 15% pracowników umysłowych uważa, że AI pozytywnie wpłynie na ich pracę w najbliższym czasie (rok temu – 13%). Wskaźnik ten też nieco wzrósł wśród pracowników wykonujących zaawansowane prace fizyczne z 10% do11%). Nie zmienił się natomiast wśród osób, których praca polega na wykonywaniu powtarzalnych czynności (4%).

O metodologii raportu „People at work 2026”

Raport „People at Work 2026” zawiera wyniki badania ilościowego przeprowadzonego przez ADP Research w ramach corocznego Global Workforce Survey, w którym wzięło udział ponad 39 tys. pracujących dorosłych na 36 rynkach. Celem badania było poznanie nastrojów pracowników na świecie i przeanalizowanie, jak radzą sobie oni ze złożonością zmieniającego się świata. Raport przedstawia dane dotyczące nastrojów pracowników, przefiltrowane według regionu geograficznego, rodzaju pracy i innych aspektów, stanowiąc precyzyjny i szczegółowy obraz globalnego świata pracy. Wyniki który może być wykorzystany do lepszego zrozumienia ich zasobów i stymulowania rozwoju poprzez podejmowanie decyzji dotyczących talentów w oparciu o dane.

W Global Workforce Survey zebrano odpowiedzi w okresie od 21 lipca do 4 sierpnia 2025 r. z losowej próby, podzielonej według wieku i płci, ponad 39 tys. pracowników z 36 krajów, aby umożliwić regionalne i rynkowe porównanie nastrojów pracowników. Respondenci pochodzili z różnych branż, mieli różne wykształcenie, wykonywali pracę stacjonarną i zdalną, prezentowali różne stopnie zaawansowania i różne zestawy kompetencji. Rekrutowali się zarówno spośród stanowisk kierowniczych, jak i indywidualnych, z organizacji różnej wielkości.

[1] Badani byli pytani o częstotliwość używania programów i aplikacji takich jak ChatGPT, Gemini Midjourney i podobne.

Obowiązkowy KSeF w 2026 roku. Dlaczego sam rządowy system nie wystarczy Twojej firmie?

Cyfrowa transformacja polskiego biznesu właśnie weszła w swoją najbardziej decydującą fazę. Wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) to jedna z największych zmian w polskiej księgowości ostatnich lat, która bezpowrotnie zmienia zasady gry w zarządzaniu dokumentami. Od 2026 roku każda firma w Polsce ma obowiązek odbierać i wystawiać faktury ustrukturyzowane, co oznacza definitywny koniec ery tradycyjnych papierów i luźnych plików PDF. Nowe przepisy nakładają na firmy i księgowość zupełnie nowe obowiązki.

Dla wielu przedsiębiorców naturalnym odruchem było założenie, że skoro system jest rządowy i obowiązkowy, to darmowe, ministerialne narzędzia udostępnione na portalach publicznych będą w zupełności wystarczające do prowadzenia biznesu. Rzeczywistość rynkowa w 2026 roku brutalnie jednak weryfikuje to podejście. Sama rządowa platforma to jedynie techniczna bramka – narzędzie czysto przesyłowe, a nie system stworzony do wygodnej, codziennej pracy w firmie. Dlaczego warto poszukać lepszego rozwiązania i jak nowoczesna technologia może uratować Twój biznes przed informacyjnym chaosem?

Dlaczego sam dostęp do KSeF nie zapewnia wygodnej pracy?

Krajowy System e-Faktur w swoim podstawowym założeniu służy administracji skarbowej do monitorowania obrotu gospodarczego w czasie rzeczywistym. Ministerialna platforma operuje na tzw. plikach XML. Dla ludzkiego oka taki plik to nieczytelny ciąg linii kodu, znaczników i skomplikowanych danych technicznych. Kiedy logujesz się na rządową stronę, uzyskujesz po prostu suchy wgląd do bazy danych. Nie znajdziesz tam jednak przejrzystego, intuicyjnego panelu, który ułatwiłby kategoryzację wydatków, opisywanie dokumentów czy bieżącą analizę finansową.

Używanie wyłącznie ministerialnej bramki wiąże się z szeregiem wyzwań, które na dłuższą metę paraliżują działanie przedsiębiorstwa. Każdorazowe sprawdzanie, czy kontrahent wystawił fakturę, wymaga ręcznego logowania i autoryzacji Profilem Zaufanym lub tokenem. Rządowy system nie wyśle do Ciebie powiadomienia, że na Twój NIP wpłynął nowy koszt. Co więcej, na państwowej platformie nie opiszesz faktury merytorycznie dla swojej księgowej i nie powiążesz jej z konkretnym projektem.

Z tego powodu przedsiębiorcy masowo sięgają po rozwiązania komercyjne, takie jak aplikacja do KSeF Scanye. Scanye pobiera dane z rządowej bramki automatycznie co dwie godziny, bez jakiegokolwiek udziału użytkownika, i zamienia surowy kod XML w czytelny i tradycyjny obraz faktury. Informację o nowym dokumencie kosztowym otrzymujesz natychmiast na telefon lub komputer, dzięki czemu od pierwszego dnia zyskujesz pełną kontrolę i święty spokój.

Jak automatyczne ścieżki akceptacji kosztów w Scanye chronią Twój budżet?

W małych, średnich i dużych organizacjach proces opłacania faktur bywa skomplikowany. Tradycyjnie dokument musiał fizycznie wędrować od pracownika, który dokonał zakupu, przez kierownika działu, aż po dyrektora finansowego lub właściciela firmy, który ostatecznie zlecał przelew. W świecie cyfrowych e-faktur ten rozproszony model bez centralnego systemu zarządzania natychmiast generuje straty finansowe i operacyjne. Brak jasnej odpowiedzialności sprawia, że dokumenty mogą utknąć w gąszczu maili, co prowadzi do opóźnień w płatnościach i narastających odsetek.

Koniec z chaosem i zaginionymi fakturami

Nowoczesna platforma Scanye dla firm i działów księgowych całkowicie rewolucjonizuje ten proces. Narzędzie pozwala wdrożyć wewnątrz firmy automatyczne ścieżki akceptacji kosztów (tzw. workflow), w pełni dopasowane do struktury organizacyjnej Twojego przedsiębiorstwa. Jak to działa w praktyce?

  1. Automatyczne pobranie i filtr: Faktura trafia z KSeF bezpośrednio do Scanye.

  2. Inteligentny podział: Na podstawie ustalonych wcześniej w systemie kategorii wydatku lub po nazwie kontrahenta system automatycznie przypisuje fakturę do właściwej osoby lub osób decyzyjnych.

  3. Weryfikacja merytoryczna: Kierownik projektu dostaje powiadomienie i jednym kliknięciem potwierdza zasadność kosztu na swoim smartfonie, zanim dokument w ogóle trafi do kolejki księgowej.

  4. Wielopoziomowość: Możesz tworzyć zaawansowane reguły – np. wydatki powyżej 10 000 zł wymagają dodatkowej akceptacji dyrektora zarządzającego lub CFO.

Dzięki temu zyskujesz 100% szczelności procesów kosztowych w firmie. Każda decyzja zakupowa zostawia trwały cyfrowy ślad (dokładnie wiadomo, kto i kiedy zatwierdził dany wydatek), co stanowi potężną ochronę prawną podczas ewentualnych audytów czy kontroli skarbowych.

Kontrola rentowności małej firmy i JDG na wyciągnięcie ręki

Dla właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) oraz mikroprzedsiębiorstw największą zmorą bywa codzienna „papierologia”. Tracenie godzin na ręczne przepisywanie danych do arkuszy kalkulacyjnych czy dowożenie segregatorów z dokumentami do biura rachunkowego pod koniec miesiąca to marnowanie potencjału, który można przeznaczyć na rozwój biznesu i pozyskiwanie klientów. Co gorsza, dowiadywanie się o aktualnej sytuacji finansowej firmy dopiero ex post (czyli po zamknięciu miesiąca przez biuro rachunkowe) uniemożliwia szybkie reagowanie na spadki marży.

Wdrożenie Scanye drastycznie zmienia tę sytuację. Narzędzie to nie jest jedynie odpowiedzią na twardy obowiązek prawny, ale staje się systemem wsparcia biznesowego. Bieżąca kontrola rentowności małej firmy staje się niezwykle prosta dzięki zaawansowanym funkcjom kategoryzacji i oznaczania wydatków. Już na etapie akceptacji faktury możesz przypisać dany wydatek do konkretnego klienta czy zlecenia. W efekcie w czasie rzeczywistym widzisz, które projekty generują oczekiwane zyski, a gdzie koszty zaczynają niebezpiecznie wymykać się spod kontroli.

Obsługa kosztów spoza systemu KSeF

Warto pamiętać, że Krajowy System e-Faktur w 2026 roku nie obejmuje absolutnie wszystkich dokumentów finansowych. W codziennym prowadzeniu biznesu wciąż stykasz się z wydatkami, które nie przechodzą przez rządową bramkę – są to m.in. faktury zagraniczne od zagranicznych kontrahentów, dokumenty od podmiotów zwolnionych z VAT czy drobne paragony (np. za paliwo czy parkingi opłacane gotówką). Gdybyś korzystał wyłącznie z rządowego portalu, te dokumenty musiałbyś gromadzić i rozliczać zupełnie osobnymi, tradycyjnymi kanałami.

Scanye eliminuje tę dwoistość. Aplikacja posiada wbudowany, inteligentny system OCR. Jeśli otrzymasz papierowy paragon po prostu zrobisz mu zdjęcie smartfonem a plik znajdzie się w systemie, w przypadku faktury zagranicznej otrzymanej na maila – plik wgrasz z komputera do panelu. System automatycznie odczyta kwoty, stawki podatkowe oraz dane dostawcy i połączy je w jednym, przejrzystym widoku z fakturami pobranymi z KSeF.

Dzięki temu Twoja księgowość zyskuje komplet danych, a Ty zyskujesz bezcenny czas i pewność, że żaden koszt nie zginie w portfelu czy samochodowym schowku. Scanye integruje się z 13 najpopularniejszymi programami księgowymi w Polsce (np. Comarch ERP Optima, InsERT, Symfonia), co oznacza, że Twoje biuro rachunkowe jednym kliknięciem pobierze gotową, zweryfikowaną przez Ciebie paczkę danych bez konieczności ręcznego wklepywania dokumentów.

W erze KSeF w 2026 roku wygrywają te firmy, które zamiast traktować nowe prawo jako bolesną konieczność, wykorzystują je jako pretekst do pełnej, nowoczesnej cyfryzacji. Zainstalowanie intuicyjnej aplikacji Scanye na komputerze oraz smartfonie (iOS/Android) zajmuje tylko chwilę, a korzyści w postaci zaoszczędzonego czasu, idealnego porządku w finansach i pełnej ochrony przed chaosem biurokracji będą procentować przez długie lata.

Spór z PFRON zagroził płynności firmy. Rzecznik MŚP mówi o zasadzie proporcjonalności

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców kontynuuje działania w sprawie przedsiębiorstwa zatrudniającego osoby z niepełnosprawnościami, które znalazło się na granicy utraty płynności finansowej w wyniku działań Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Sprawa dotyczy wielomiesięcznego sporu administracyjnego, którego konsekwencje mogą oznaczać likwidację miejsc pracy dla osób wymagających szczególnego wsparcia na rynku pracy.

Ten przypadek pokazuje, jak ogromne znaczenie ma przestrzeganie zasady proporcjonalności oraz rzetelne prowadzenie postępowań administracyjnych. Mówimy o przedsiębiorstwie, które zatrudnia osoby z niepełnosprawnościami i realizuje ważną społecznie funkcję. Tymczasem skutki decyzji administracyjnych doprowadziły firmę do sytuacji zagrażającej jej dalszemu funkcjonowaniumówi Agnieszka Majewska, Rzecznik MŚP.

Przedsiębiorca został zobowiązany do zwrotu środków otrzymanych z PFRON z tytułu dofinansowania wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami. Podstawą decyzji miały być stwierdzone nieprawidłowości związane z terminowością rozliczeń składek. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił jednak zaskarżoną decyzję, wskazując na niewystarczające przeprowadzenie postępowania dowodowego oraz konieczność szczegółowej analizy dokumentacji przedstawionej przez przedsiębiorcę.

Niezmiennie stoję na stanowisku, że organy publiczne powinny działać w sposób uwzględniający nie tylko formalny wymiar sprawy, lecz także jej skutki gospodarcze i społeczne. Nie można akceptować sytuacji, w której konsekwencje błędów proceduralnych lub niejednoznaczności interpretacyjnych prowadzą do zagrożenia działalności przedsiębiorstwa oraz miejsc pracy osób z niepełnosprawnościamipodkreśla Agnieszka Majewska.

Rzecznik MŚP skierowała w tej sprawie wystąpienia do właściwych instytucji państwowych, domagając się wyjaśnień dotyczących sposobu prowadzenia postępowań oraz zastosowanych mechanizmów kontrolnych. Za konieczne uważa zapewnienie przedsiębiorcy ochrony prawnej oraz prowadzenie działań zgodnie z konstytucyjnymi zasadami zaufania obywatela do państwa i pewności prawa.

Państwowe instrumenty wsparcia powinny wzmacniać aktywność zawodową osób z niepełnosprawnościami, a nie prowadzić do destabilizacji podmiotów, które takie miejsca pracy tworzą. Każda sprawa wymagająca mojej interwencji jest analizowana przez pryzmat przepisów oraz skutków, jakie wywołuje dla przedsiębiorców, pracowników i ich rodzindodaje Minister Majewska.

Warto podkreślić, że sytuacja na lokalnym rynku pracy należy do trudniejszych niż średnio w kraju. Stopa bezrobocia w powiecie tucholskim w 2024 r. wyniosła 10,7 proc., podczas gdy średnia krajowa wynosiła 5,1 proc. Dla osób z niepełnosprawnościami znalezienie zatrudnienia jest zwykle jeszcze większym wyzwaniem niż dla pozostałych mieszkańców. Dlatego też sytuacja Tuchmetu wykracza poza sam spór administracyjny. Dotyczy również bezpieczeństwa zawodowego osób, które na lokalnym rynku pracy mają zdecydowanie mniej możliwości znalezienia nowego zatrudnienia niż mieszkańcy dużych miast.

Zespół Biura Rzecznika MŚP będzie monitorować dalszy przebieg postępowania oraz podejmować działania na rzecz ochrony praw przedsiębiorcy i zatrudnionych przez niego osób z niepełnosprawnościami.

Amerykański przemysł z mocnym odczytem PMI, ale źródła wzrostu budzą wątpliwości

Potwierdzony został silny wzrost aktywności w amerykańskim przemyśle. Majowy ostateczny odczyt PMI na poziomie 55,1 (wstępny szybki odczyt kształtował się na poziomie 55,3) potwierdza wyraźne ożywienie sektora, jednak jego źródła nie są w pełni trwałe. Warto zaznaczyć – jest to najmocniejszy odczyt wskaźnika od połowy 2022 roku. Dane wskazują, że znaczną część wzrostu napędza gromadzenie zapasów przez firmy, które obawiają się dalszych wzrostów cen i zakłóceń w łańcuchach dostaw. Jednocześnie presja kosztowa pozostaje bardzo wysoka – ceny surowców rosną najszybciej od kilku lat, co zwiększa ryzyko utrzymania podwyższonej inflacji w gospodarce. Negatywnym sygnałem jest także utrzymujący się spadek eksportu, obciążonego napięciami geopolitycznymi i barierami handlowymi. W efekcie obecne dobre wyniki przemysłu mogą okazać się przejściowe, a ich wyhamowanie jest prawdopodobne, gdy efekt budowania zapasów zacznie wygasać.

Mercator Medical z 15,4 mln zł EBITDA w I kwartale 2026 r.

Grupa Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, w I kwartale 2026 r. zaraportowała stabilny poziom przychodów ze sprzedaży o wartości 145,6 mln zł, wobec 147,6 mln zł w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Marża brutto na sprzedaży produktów i towarów wzrosła o 35,9% r/r do 38 mln zł. Wynik EBITDA osiągnął 15,4 mln zł, co oznacza wzrost o 185% w porównaniu do 5,4 mln zł rok wcześniej. Z kolei zysk netto Grupy wyniósł 12,9 mln zł, wobec 30,3 mln zł w I kwartale ubiegłego roku – znacząca różnica na zysku netto wynika głównie z nadwyżki dodatnich różnic kursowych nad ujemnymi ujętej w przychodach finansowych, która wyniosła 19,4 mln zł w I kw. 2025 wobec 0,9 mln zł w I kw. 2026.  W I kwartale br. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie niemal 1,6 mld szt. rękawic, co stanowi 11% wzrost r/r.

–– W pierwszym kwartale zrealizowaliśmy kluczowe cele sprzedażowe, wzmacniając pozycję Grupy na najważniejszych rynkach oraz poprawiając efektywność operacyjną. Wpływ na otoczenie rynkowe miała również sytuacja w rejonie cieśniny Ormuz, oddziałująca na podaż i ceny ropy naftowej oraz produkty powiązane z rynkiem petrochemicznym. W przypadku Grupy sprzyjało to segmentowi dystrybucyjnemu, jednocześnie nie wywierając istotnej presji na działalność produkcyjną w Tajlandii. Stale rozwijamy portfolio produktowe, zwiększając udział produktów premium oraz rękawic BIO, które są odpowiedzią na oczekiwania odbiorców. Kontynuujemy także inwestycje ukierunkowane na ograniczanie kosztów, w tym projekt kogeneracji w Tajlandii, którego zakończenie planowane jest w drugim kwartale. Po uruchomieniu instalacja powinna zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne zakładu oraz pozytywnie wpłynąć na rentowność segmentu produkcyjnego. Konsekwentnie rozwijamy również segment nieruchomości poprzez Mercator Estates, koncentrując się na projektach premium i analizując kolejne inwestycje, na które mamy zabezpieczone środki – mówi Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Grupy Mercator Medical S.A.

W I kwartale 2026 r. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie 1 574,8 mln sztuk rękawic, co oznacza wzrost o 155,2 mln sztuk, tj. 10,9% r/r. Jednocześnie Grupa kontynuowała rozwój produktów komplementarnych. Przychody ze sprzedaży włókniny wzrosły do 11 mln zł, czyli o 2,7 mln zł (+32,5% r/r), a jej udział w strukturze sprzedaży zwiększył się do 7,5% wobec 5,6% rok wcześniej.

Stany Zjednoczone pozostały największym rynkiem zbytu dla Grupy Mercator Medical z 36% udziałem w łącznej sprzedaży. Grupa utrzymała tam stabilny poziom sprzedaży porównywalny z rokiem ubiegłym, który wyniósł 52,9 mln zł. W Polsce, która jest drugim najważniejszym rynkiem, Grupa odnotowała 21% wzrost r/r, do wartości 40,9 mln zł. Mercator Medical utrzymała także stabilną sprzedaż w krajach Europy Środkowo Wschodniej.

Utrzymaliśmy stabilny poziom przychodów rok do roku, jednocześnie poprawiając rentowność działalności operacyjnej, co znalazło odzwierciedlenie w wyższym wyniku EBITDA. Koszty działalności operacyjnej obniżyły się o 7,5% r/r, do poziomu 138,9 mln zł. co było m.in. efektem kontynuacji działań ukierunkowanych na poprawę efektywności kosztowej. Różnica na poziomie zysku netto wynikała natomiast przede wszystkim z niższego niż w analogicznym okresie roku ubiegłego poziomu dodatnich różnic kursowych ujmowanych w przychodach finansowych. Saldo dodatnich i ujemnych różnic kursowych w pierwszym kwartale 2026 wyniosło 0,9 mln zł podczas gdy w roku ubiegłym w tym samym okresie 19,4 mln zł – mówi Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical.

Stabilna sytuacja finansowa Grupy Mercator Medical umożliwia konsekwentną realizację celów rozwojowych oraz prowadzenie nowych projektów inwestycyjnych. Na koniec marca 2026 r. Grupa posiadała około 204 mln zł gotówki netto i innych aktywów finansowych, co stanowi solidną bazę do dalszego rozwoju działalności.

W ramach segmentu nieruchomości, spółka zależna Mercator Estates kontynuowała działania związane z rozwojem portfela inwestycji oraz przygotowaniem kolejnych projektów mieszkaniowych. Obecnie w realizacji lub przygotowaniu znajdują się cztery projekty deweloperskie. W I kwartale 2026 r. Mercator Estates poinformował o wyborze najkorzystniejszej oferty zakupu nieruchomości w Katowicach o wartości 28,5 mln zł, przy czym finalna umowa została zawarta w kwietniu br. Dodatkowo podpisano warunkową umowę przedwstępną dotyczącą nabycia nieruchomości w Krakowie za 17,3 mln zł. Spółka zakłada dalszy rozwój działalności deweloperskiej, kolejne akwizycje oraz wzmacnianie kompetencji pozwalających na samodzielne zarządzanie inwestycjami.

Nie politycy i autorytety, ale influencerzy. Twórcy internetowi zmieniają społeczeństwo

Od początku 2026 roku o internetowym twórcy Łatwogangu ukazało się ponad 5,9 tys. publikacji na portalach informacyjnych, które dotarły do przeszło 75 mln odbiorców, wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Projekty influencera stały się jednym z najbardziej widocznych fenomenów społecznych i medialnych w polskim internecie.

Internetowi influencerzy coraz mocniej wpływają na sposób myślenia, decyzje zakupowe i postawy społeczne młodych ludzi. Skala zainteresowania twórcami internetowymi pokazuje, że tradycyjne autorytety tracą monopol na kształtowanie opinii publicznej. Zdaniem Piotra Gąsiorowskiego to jedna z najważniejszych zmian społecznych ostatnich lat, która redefiniuje współczesne przywództwo.

Przez lata przywództwo kojarzyliśmy z polityką, biznesem, edukacją czy religią. Tymczasem dziś ogromny wpływ społeczny budują osoby, które nie mają formalnej władzy, ale posiadają coś równie istotnego – uwagę, zaufanie i zdolność budowania relacji z milionami odbiorców. To fundamentalna zmiana społeczna, której nie można ignorować i która pokazuje, jak wciąż niezmienne znaczenia ma emocja społeczna – komentuje Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Skala wpływu: dziesiątki milionów odbiorców

O sile współczesnych influencerów najlepiej świadczy zdaniem eksperta skala generowanego przez nich zainteresowania i zaangażowania. Tylko od początku 2026 roku do końca maja projekt Łatwogang wygenerował 5 940 publikacji na portalach internetowych, których łączny zasięg przekroczył 75,9 mln odbiorców.

Jeszcze większą skalę widać w mediach społecznościowych. Na TikToku treści związane z Łatwogangiem osiągnęły szacowany zasięg ponad 236 mln wyświetleń, przy 4,8 tys. nagraniach opublikowanych przez użytkowników. Na portalu X odnotowano z kolei 4,7 tys. wzmianek o influencerze, których łączny zasięg przekroczył 137 mln odbiorców.

Liczby pokazują, że influencerzy przestają pełnić wyłącznie funkcję twórców rozrywki. Coraz częściej ich działania stają się zjawiskiem o skali oddziaływania porównywalnej do działań dużych organizacji i kampanii społecznych.

Gdy pojedynczy projekt internetowy generuje dziesiątki milionów kontaktów medialnych i setki milionów wyświetleń w mediach społecznościowych, nawet jeśli wynika z chwilowej popularności, to wskazuje na stałą społeczną wrażliwość. Być może mamy do czynienia z nowym modelem wpływu społecznego, który zmienia sposób budowania autorytetu, uwagi i zaufania – komentuje Piotr Gąsiorowski.

Od zasięgu do działania: influencerzy mobilizują społeczności

Skala wpływu internetowych twórców nie kończy się dziś wyłącznie na wyświetleniach, komentarzach czy viralowych trendach. Coraz częściej przekłada się także na konkretne działania społeczne. Przykładem są internetowe zbiórki organizowane przez Łatwoganga, które angażują tysiące odbiorców, pokazując zdolność cyfrowych społeczności do szybkiej mobilizacji wokół określonych celów.

Zdaniem eksperta to jedna z najbardziej istotnych zmian ostatnich lat – influencerzy coraz częściej nie tylko przyciągają uwagę, ale także inicjują realne działania społeczne i angażują do nich biznes. W praktyce oznacza to, że internetowi twórcy zaczynają pełnić rolę nieformalnych liderów opinii, którzy potrafią mobilizować nie tylko swoich odbiorców, ale także marki i organizacje wokół konkretnych inicjatyw społecznych czy charytatywnych.

Nowy model społecznego wpływu

Zdaniem eksperta współczesne przywództwo coraz mniej opiera się na stanowisku czy instytucjonalnym autorytecie, a bardziej na zdolności przyciągania uwagi i tworzenia poczucia wspólnoty.

Dla młodego pokolenia influencerzy często stają się ważniejszym punktem odniesienia niż eksperci. To oni mówią, co warto kupić, jak żyć, co jest modne, ale też coraz częściej komentują kwestie społeczne, zdrowie, relacje czy wartości. Oczywiście nie każdy influencer buduje odpowiedzialny wpływ, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z nowym typem przywództwa społecznego – ocenia Gąsiorowski.

Jak podkreśla prezes Instytutu Przywództwa, rosnąca siła internetowych twórców rodzi także nowe wyzwania dla edukacji, biznesu i instytucji publicznych.

Nie da się dziś skutecznie komunikować do młodych ludzi, ignorując świat cyfrowych liderów opinii. Organizacje, szkoły, firmy czy liderzy społeczni muszą zrozumieć, że walka o uwagę i zaufanie odbywa się dziś w zupełnie innym środowisku niż jeszcze dekadę temu. To nie chwilowy trend – to trwała zmiana sposobu budowania wpływu społecznego – podsumowuje ekspert.

Czerwcowa decyzja RPP: więcej argumentów za stabilizacją niż za cięciem

Czerwcowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w momencie, gdy oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych wyraźnie osłabły. Choć jeszcze kilka miesięcy temu rynek zakładał kontynuację łagodzenia polityki pieniężnej, obecne dane makroekonomiczne i sytuacja globalna skłaniają raczej do ostrożności.

Najważniejszym elementem pozostaje inflacja. Po wcześniejszym spadku w okolice celu inflacyjnego NBP pojawiły się sygnały, że tempo dezinflacji może wyhamowywać. Szczególnie istotna pozostaje inflacja bazowa, która pokazuje trwałość presji cenowej w gospodarce, zwłaszcza w usługach. Z perspektywy RPP oznacza to konieczność zachowania ostrożności i unikania zbyt szybkiego obniżania kosztu pieniądza.

Równocześnie sytuacja gospodarcza w Polsce pozostaje względnie stabilna. Konsumpcja prywatna utrzymuje się na solidnym poziomie, rynek pracy nie pokazuje oznak gwałtownego pogorszenia, a aktywność gospodarcza nie wskazuje na silne spowolnienie wymagające pilnej stymulacji monetarnej. To ogranicza presję na dalsze cięcia stóp już w czerwcu.

Ważnym sygnałem dla oceny przyszłych decyzji RPP są również notowania stawek IRS, które odzwierciedlają oczekiwania rynku dotyczące przyszłego poziomu stóp procentowych. W ostatnim czasie widoczny był ich wzrost, co można interpretować jako zmniejszenie wiary inwestorów w szybkie dalsze obniżki. Rynek zaczął zakładać bardziej ostrożną ścieżkę polityki monetarnej, a nawet możliwość dłuższego utrzymania obecnych poziomów stóp.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje sytuacja geopolityczna, szczególnie napięcia wokół Iranu. Wyższe ceny ropy i energii mogą w kolejnych miesiącach ponownie zwiększać koszty transportu i produkcji, co mogłoby utrudnić dalszy spadek inflacji. Dla banku centralnego jest to argument za zachowaniem większej ostrożności w podejmowaniu decyzji.

Jaka decyzja może zapaść?

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na czerwcowym posiedzeniu wydaje się utrzymanie stóp procentowych bez zmian. RPP może uznać, że potrzebuje więcej czasu, aby ocenić wpływ wcześniejszych decyzji oraz sprawdzić, czy inflacja rzeczywiście pozostanie pod kontrolą mimo rosnących ryzyk zewnętrznych.

Nie można całkowicie wykluczyć kolejnej obniżki w dalszej części roku, jednak w czerwcu bardziej prawdopodobna wydaje się strategia wyczekiwania i ostrożnej komunikacji niż kolejny ruch w dół.

Koniec optymizmu. Deweloperzy: będziemy sprzedawać wolniej, ale w podobnych cenach

Rynek mieszkaniowy mówi dziś dwoma głosami. Deweloperzy po mocnym początku roku wyraźnie ostrożniej patrzą na sprzedaż i w większości zakładają brak zmian w cennikach. Klienci wciąż boją się wzrostu cen – wynika z majowego Indeksu Nastroju Deweloperów przeprowadzonego przez portal mieszkaniowy Tabelaofert.

Większość badanych deweloperów (70%) przewiduje utrzymanie obecnych cenników połączonego ze spowolnieniem tempa sprzedaży. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika natomiast, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się aż 58% ankietowanych. To pokazuje, że choć rynek wyraźnie zwolnił po stronie oczekiwań sprzedażowych, wśród klientów nadal silna jest obawa, że odkładanie decyzji zakupowej może oznaczać wyższe ceny w przyszłości.

Indkes zmiany tempa

– Majowy spadek nastrojów sprzedażowych nie jest zaskoczeniem. On dość dobrze oddaje to, co widać dziś w biurach sprzedaży: klientów jest mniej, decyzje zakupowe trwają dłużej, a sama obecność zainteresowanego nie oznacza już szybkiej transakcji. Rynek nie zamarł, ale skończył się moment, w którym deweloperzy mogli liczyć, że popyt sam będzie przyspieszał z miesiąca na miesiąc. Teraz o każdą sprzedaż trzeba po prostu mocniej powalczyć – ceną, produktem, lokalizacją i elastycznością rozmów z klientem – komentuje Robert Chojnacki, założyciel i wiceprezes portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Znacznie mniej firm liczy na dalsze przyspieszenie sprzedaży

Za spadkiem majowego Indeksu stoi przede wszystkim gwałtowne ograniczenie liczby firm, które spodziewają się dalszego wzrostu tempa sprzedaży. W maju takiej odpowiedzi udzieliło 29,5% firm deweloperskich, podczas gdy w poprzednim badaniu było to 53,3%.
To oznacza, że grupa respondentów liczących na dalsze przyspieszenie rynku skurczyła się niemal o połowę. Tak silna zmiana pokazuje, że wcześniejszy optymizm bardzo szybko zderzył się z bardziej wymagającą rzeczywistością sprzedażową.

Jednocześnie większość firm nie zakłada jeszcze pogorszenia sytuacji. Najczęściej wybieraną odpowiedzią było utrzymanie obecnego tempa sprzedaży – wskazało ją 53,4% respondentów. Spadku sprzedaży spodziewa się jednak już 17,2% badanych deweloperów. To nie jest obraz rynku w załamaniu, ale rynek wyraźnie traci komfort. Coraz mniej firm liczy na samoczynne przyspieszenie popytu, a coraz więcej zakłada, że najbliższe miesiące będą wymagały aktywniejszej pracy z klientem i większej konkurencji między projektami.indeks nastrojów deweloperów

Ten odczyt dobrze pokazuje zmianę fazy rynku. Jeszcze niedawno wielu deweloperów zakładało, że sprzedaż będzie dalej przyspieszać niemal siłą rozpędu. Dziś coraz częściej dominuje założenie, że trzeba będzie przede wszystkim utrzymać obecne tempo. To duża różnica. Rynek nie załamał się, ale stał się znacznie bardziej wymagający: słabsze projekty, gorsze lokalizacje albo zbyt ambitne ceny będą dużo szybciej weryfikowane przez klientów – dodaje Robert Chojnacki

Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Dane dotyczące cen pokazują dużo spokojniejszy obraz niż ten obserwowany w publicznej dyskusji o rynku mieszkaniowym. W majowym badaniu 70,1% deweloperów przewiduje brak zmian w cennikach, 22% spodziewa się wzrostu cen, a 7,9% oczekuje spadków. Oznacza to, że firmy deweloperskie w większości nie widzą dziś ani przestrzeni do mocnych podwyżek, ani przestrzeni do szerokich przecen.Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Sam Indeks Zmiany Cen Mieszkań obniżył się wobec wcześniejszego rekordowego odczytu, ale nadal pozostaje dodatni. To oznacza, że oczekiwania cenowe deweloperów osłabły, lecz nie przeszły w stronę prognoz spadkowych. Rynek częściej zakłada utrzymanie obecnych poziomów cen niż ich wyraźną korektę.indkes zmiany cen

Jednym z powodów, dla których deweloperzy nie zakładają szerokich przecen, pozostają koszty realizacji inwestycji. Firmy zwracają uwagę na ceny materiałów budowlanych, transportu, wykonawstwa i finansowania projektów. Dlatego słabsze oczekiwania sprzedażowe mogą ograniczać skłonność do podwyżek, ale nie oznaczają automatycznie przestrzeni do obniżania cen, szczególnie w nowych inwestycjach wprowadzanych do sprzedaży.

Na tym tle wyraźnie odróżniają się nastroje potencjalnych kupujących. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się 58% ankietowanych. Spadków oczekuje jedynie 7,9%, a stabilizacji 17,5% badanych.

To pokazuje, że klienci nadal patrzą na rynek przez pryzmat doświadczeń ostatnich lat.indeks nsatrojów Klientów

– W oczekiwaniach cenowych widać dziś wyraźny rozdźwięk między deweloperami a kupującymi. Firmy najczęściej zakładają utrzymanie obecnych cenników, natomiast klienci dużo częściej obawiają się wzrostu cen. To efekt pamięci poprzedniego cyklu, w którym mieszkania drożały szybko, a zwlekanie z decyzją zakupową często działało na niekorzyść kupujących – komentuje Katarzyna Tworska dyrektor zarządzający Rednet24

Przedmieścia łączą deweloperów i klientów

Majowe badanie pokazuje też wyraźną zmianę w myśleniu o kierunkach rozwoju nowych inwestycji mieszkaniowych. Zapytani o to, co będzie lepsze dla rynku: budowanie większej liczby mieszkań w centrach miast czy rozwijanie przedmieść z dobrym transportem publicznym, deweloperzy zdecydowanie wskazali na drugi wariant. Rozwój przedmieść wybrało 75% respondentów, podczas gdy inwestycje w centrach miast wskazało 18% badanych, a 6% opowiedziało się za podejściem łączonym.

– To wybór bardzo pragmatyczny. Centra miast pozostaną atrakcyjne i prestiżowe, ale ich potencjał podażowy jest coraz bardziej ograniczony. Brakuje gruntów, ceny działek są wysokie, a przygotowanie inwestycji bywa skomplikowane i kosztowne. W efekcie nowe projekty w centrach wymagają cen, które coraz trudniej pogodzić z ostrożniejszą postawą klientów – dodaje Robert Chojancki

Przedmieścia dają większą dostępność gruntów, możliwość realizacji większych inwestycji i szansę na zaoferowanie większych mieszkań w bardziej akceptowalnych cenach. Coraz większe znaczenie mają też jakość otoczenia, dostęp do zieleni, funkcjonalny metraż

i możliwość pracy hybrydowej. Warunek jest jednak kluczowy: dobra komunikacja publiczna. Bez niej rozwój przedmieść grozi chaotyczną suburbanizacją. Z nią może stać się realną odpowiedzią na potrzeby rynku.centrum czy przedmiescia

Co ważne, podobnie myślą także potencjalni kupujący. Z badania IBRiS dla portalu mieszkaniowego Tabelaofert wynika, że rozwój nowych osiedli poza centrum, pod warunkiem dobrej komunikacji publicznej, popiera 73,4% ankietowanych. Dogęszczanie zabudowy w istniejących częściach miasta wskazało niespełna 15% badanych. To oznacza, że w tym obszarze oczekiwania klientów i deweloperów są wyjątkowo zbieżne.

– Przez lata przedmieścia traktowano jak kompromis. Dziś coraz częściej to centrum jest kompromisem: mniejszy metraż, wyższa cena i ograniczona dostępność nowych projektów. Jeżeli za przedmieściami idzie dobra komunikacja publiczna, to dla wielu rodzin wybór staje się oczywisty. Deweloperzy też to widzą — tam, gdzie w centrum kończą się grunty i ekonomika projektu przestaje się spinać, rynek będzie szukał nowych kierunków – komentuje Ewa Palus, główna analityczka portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Wątek ten dobrze wpisuje się w dyskusje prowadzone podczas Tabelaofert TALKS, gdzie mocno wybrzmiał wpływ demografii na przyszłość rynku mieszkaniowego. Rynek nie będzie już mógł opierać się wyłącznie na przekonaniu, że popyt sam się pojawi. Coraz większe znaczenie będzie miało dopasowanie oferty do realnych możliwości i potrzeb gospodarstw domowych.
Majowy indeks pokazuje więc rynek, który wchodzi w fazę ostrożnego realizmu. Deweloperzy widzą słabsze tempo sprzedaży, ale nie wierzą w głębokie przeceny. Jednocześnie coraz wyraźniej wskazują, że przyszły rozwój podaży będzie przesuwał się poza ścisłe centra miast — pod warunkiem, że przedmieścia będą dobrze skomunikowane i projektowane jako pełnowartościowe miejsca do życia.

Medicalgorithmics zawiera partnerstwo technologiczne z Accyourate – włoską firmą wearable healthcare

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca nowatorskich technologii z obszaru kardiologii, zawiera kolejne partnerstwo technologiczne. Innowacyjne algorytmy DRAI oraz oprogramowanie DRP zostaną zintegrowane z rozwiązaniami włoskiej firmy Accyourate – jednego z europejskich liderów wearable healthcare. Współpraca wpisuje się w globalny trend dynamicznego rozwoju zdalnego monitorowania pacjentów, prewencji kardiologicznej oraz decentralizacji usług diagnostycznych, wzmacniając pozycję obu firm na europejskim rynku digital health. Ambicją firmy Accyourate jest zainteresowanie zintegrowanym rozwiązaniem setek tysięcy pacjentów. W ramach umowy Spółka będzie uzyskiwać minimalne miesięczne przychody, a partner ma plan i aspiracje procesować technologią autorstwa Medicalgorithmics znaczące ilości wykonywanych badań.

Accyourate to innowacyjna włoska spółka medtech specjalizująca się w rozwiązaniach z obszaru wearable healthcare, zdalnego monitorowania pacjentów oraz analizy danych fizjologicznych wspieranej przez sztuczną inteligencję. Firma rozwija nowoczesną platformę opartą o inteligentne sensory tekstylne i rozwiązania chmurowe umożliwiające ciągły monitoring parametrów życiowych, w tym sygnału ECG, w modelu telemedycznym.

Współpraca pomiędzy Accyourate i Medicalgorithmics tworzy silne strategiczne połączenie naszych kompetencji. Włoski partner wnosi nowoczesną warstwę urządzeń wearable i doświadczenie w obszarze cyfrowego monitoringu pacjentów, natomiast Medicalgorithmics dostarcza zaawansowane algorytmy AI do analizy sygnału ECG, wieloletnie doświadczenie kliniczne oraz skalowalną platformę diagnostyczną klasy medycznej. Jestem przekonany, że wspólnie z Accyourate wniesiemy domową opiekę nad pacjentem na jeszcze wyższy poziom. – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Połączenie technologii obu firm może umożliwić stworzenie kompleksowego rozwiązania nowej generacji dla rynku zdalnej diagnostyki kardiologicznej i telemedycyny, obejmującego zarówno akwizycję danych biologicznych, jak i ich zaawansowaną analizę diagnostyczną wspieraną przez AI. Biorąc pod uwagę globalny charakter umowy, dzięki współpracy oprogramowanie i algorytmy Medicalgorithmics będą mogły pomagać pacjentom we Włoszech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, krajach Beneluksu oraz na Bałkanach.

Lekarz, informatyk, adwokat. Takie zawody rodzice najchętniej wybierają dla dzieci

Ratownik medyczny, uznany za najbardziej poważany zawód, nie jest profesją najchętniej widzianą przez rodziców jako przyszłość dla ich dzieci — okazał się nią lekarz. Podobnie jak rok temu, okazuje się, że chodzi nie tylko o prestiż, ale też stabilność, zapotrzebowanie na daną profesję i, oczywiście, wysokie zarobki — tak wynika z „Rankingu Zawodów 2026” przygotowanego przez SW Research.

Dzień Dziecka to zazwyczaj rodzinny czas pełen wspólnych zabaw, rozmów i aktywności. W przypadku starszych dzieci, być może przewinie się w ich trakcie temat zawodowej przyszłości. Dziecięce marzenia są różne i często zmienne, z kolei ambicje rodziców to rzecz bardziej stała, ale ulegająca jednak pewnym zmianom na przestrzeni czasu. Dlatego co roku w ramach badania przeprowadzonego do „Rankingu Zawodów” sprawdzamy również, na jakich stanowiskach Polacy najchętniej widzieliby swoje dzieci. Pytanie to zadajemy osobno w kontekście córek i synów, prosząc o wskazanie do trzech profesji.

Nie tylko prestiż

Upragniony zawód dla dziecka to niekoniecznie ten najbardziej prestiżowy — najczęściej wskazywany przez rodziców lekarz (23 i 24% wskazań odpowiednio dla synów i córek) znalazł się dopiero na 4. miejscu rankingu poważania. Najbardziej cenione profesje — takie jak ratownik medyczny, strażak czy pilot samolotu pasażerskiego — były znacznie rzadziej wybierane, możliwe, że ze względu na trudne i ryzykowne warunki pracy. Społeczne uznanie zdaje się być jednak decydujące w przypadku tej ostatniej, która jest jedną z najchętniej widzianych dla synów.

O tym, że bezpieczeństwo i stabilizacja są ważne dla rodziców, świadczy fakt, że większość wymarzonych zawodów dla dzieci kojarzonych jest ze spokojną pracą umysłową (informatyk/informatyczka, adwokat/adwokatka) i raczej stabilnym zatrudnieniem (farmaceutka, profesorka uniwersytetu). W czołówce znaleźli się też przedsiębiorcy/przedsiębiorczynie i dyrektorzy/dyrektorki w dużej firmie. Jedną z wymarzonych profesji dla córek jest też nadal księgowa.

Wyniki pokazują, że wyobrażenia rodziców o dobrej przyszłości zawodowej dziecka są dość pragmatyczne. Lekarz pozostaje symbolem zawodu pożądanego — niekoniecznie dlatego, że jest najwyżej oceniany w rankingu prestiżu, ale dlatego, że łączy społeczne uznanie, stabilność i poczucie sensu pracy. Widać jednak, że sam prestiż nie wystarcza. Profesje obciążone dużym ryzykiem, odpowiedzialnością lub trudnymi warunkami pracy nie przekładają się automatycznie na rodzicielskie marzenia o przyszłości dzieci. Drugi ważny wątek to utrzymywanie się preferencji dla zawodów kojarzonych z bezpieczeństwem, pracą umysłową i przewidywalną ścieżką kariery — takich jak informatyk, adwokat, farmaceuta czy profesor uniwersytetu. Jednocześnie wysoko pojawiają się przedsiębiorca i dyrektor, co pokazuje, że rodzice coraz częściej cenią nie tylko stabilizację, ale też samodzielność, sprawczość i potencjał ekonomicznego sukcesu. —  komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Najmniej poważane najmniej popularne

Chociaż prestiż zawodu nie jest jedynym (ani nawet głównym) czynnikiem, który decyduje o tym, czy rodzice chętnie widzieliby w nim swoje dzieci, to większość najmniej pożądanych profesji nie jest zbyt popularnym wyborem w tym kontekście. Najmniej pożądanymi, zdaniem Polaków, zawodami dla dzieci są telemarketer/specjalista ds. sprzedaży zdalnej dla syna i kierowca komunikacji miejskiej dla córki. Dominują tutaj stanowiska typowo fizyczne: robotnik budowlany niewykwalifikowany, pracownik sprzątający czy taksówkarz/taksówkarka. Są to zawody, które (poza telemarketerem) plasują się gdzieś pośrodku tegorocznego rankingu zawodów.

Wspomniany telemarketer jest tu jednym z wyjątków — ta profesja nie tylko nie jest chętnie widziana przez rodziców, ale też „cieszy się” jednym z najniższych wskaźników społecznego poważania. Podobnie jak youtuber i influencer, które również były rzadko wskazywane przez rodziców jako wymarzone profesje dla swoich dzieci. W kategorii zawodów jednocześnie nisko poważanych społecznie i niezbyt popularnych wśród rodziców mieszczą się też stanowiska polityczne, takie jak poseł/posłanka czy radny/a gminny/a. Z kolei górnik/górniczka to profesja, która również nie jest zbyt chętnie widziana dla pociech, pomimo uzyskania wysokiej pozycji w rankingu społecznego uznania.

Ciekawie wygląda także lista zawodów najmniej pożądanych. W dużej mierze tworzą ją profesje kojarzone z pracą fizyczną, niższą stabilnością, mniejszą autonomią albo ograniczonym prestiżem społecznym. To pokazuje, że rodzice nie tylko wybierają dla dzieci zawody dające szansę na awans i bezpieczeństwo, ale też wyraźnie odrzucają te ścieżki, które postrzegają jako mniej rozwojowe, bardziej obciążające lub słabiej wynagradzane. — dodaje Piotr Zimolzak.

O jakich zawodach dla dzieci marzą matki, a o jakich ojcowie?

Wybory kobiet i mężczyzn co do wymarzonego zawodu dla dzieci są podobne, czasem jednak różnią się odsetkiem wskazań. I tak w przypadku synów matki częściej wskazywały profesję lekarza (26 vs 21%). Analogiczne różnice dotyczą informatyka/programisty czy przedsiębiorcy/właściciela dużej firmy (13 i 8%). Z kolei nieco więcej ojców widziałoby swoich synów jako pilotów samolotu pasażerskiego (13 vs 9%), ale też strażnika granicznego (6 vs 3%) — czyli profesję znajdującą się znacznie niżej na ogólnej liście najchętniej widzianych.

Jeżeli zaś chodzi o córki, różnice między wyborami rodziców są zauważalnie mniej wyraźne. Największa występuje w przypadku psychoterapeutki (4 pp.) — jako wymarzony dla pociechy płci żeńskiej ten zawód wskazuje 10% kobiet i 6% mężczyzn. Nieco niższa jest ona w przypadku przedsiębiorczyni/właścicielki dużej firmy. Matki nieco chętniej widzą też córki w profesjach takich jak ratowniczka medyczna, informatyczka/programistka, specjalistka ds. HR/kadrowych czy stewardessa. Wśród zawodów preferowanych przez mężczyzn dla pociech płci żeńskiej znalazły się niemal wszystkie stanowiska polityczne (ministra, radna gminna, posłanka na Sejm RP).

Nota metodologiczna:

Badanie przeprowadzono w dniach 21-23.04.26 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1006 Polaków w wieku 16-80 lat.

Regulacje i geopolityka zmieniają rynek AI. Stawką suwerenność gospodarcza

Ponad 70 krajów pracuje nad regulacjami dotyczącymi sztucznej inteligencji, a liczba inicjatyw legislacyjnych przekroczyła już 1000 – wynika z danych OECD AI Policy Observatory. Równolegle globalne inwestycje w AI osiągają bezprecedensową skalę – 600-800 mld USD trafia w rozwój modeli i aplikacji, a kolejne ok. 700 mld USD w infrastrukturę – szacuje McKinsey Global Institute. W tym samym czasie AI staje się obszarem napięć geopolitycznych, m.in. za sprawą ograniczeń eksportu chipów i rosnącej rywalizacji technologicznej między USA a Chinami. Efekt tych procesów jest coraz bardziej widoczny: sztuczna inteligencja przestaje być technologią globalną w klasycznym rozumieniu. Coraz więcej decyzji dotyczących jej rozwoju i wykorzystania przenosi się z poziomu globalnych platform na poziom państw i regionów.

Kto kontroluje dane i infrastrukturę, kontroluje AI

W to miejsce pojawia się model rozwoju silnie powiązany z regulacjami, dostępem do infrastruktury i kontrolą nad danymi. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, kto rozwija modele AI, ale gdzie są one trenowane i uruchamiane.

Unia Europejska jako pierwsza wdraża kompleksowe przepisy w postaci AI Act, które obejmują zarówno dostawców technologii, jak i organizacje wykorzystujące AI. Skala działań legislacyjnych przyspiesza proces „regionalizacji” – systemy sztucznej inteligencji muszą być projektowane zgodnie z lokalnymi wymogami prawnymi, szczególnie w obszarze przetwarzania danych.

Jednocześnie decyzje polityczne, takie jak ograniczenia eksportu zaawansowanych półprzewodników, pokazują, że dostęp do mocy obliczeniowej staje się zasobem strategicznym. Brak kontroli nad kluczowymi elementami technologii – od infrastruktury po modele – zwiększa ryzyko uzależnienia od zewnętrznych dostawców i wpływa na tempo rozwoju gospodarek.

W tym kontekście sztuczna inteligencja coraz częściej postrzegana jest jako infrastruktura krytyczna. Skala inwestycji oraz rosnąca zależność biznesu od algorytmów sprawiają, że kluczowe znaczenie mają już nie tylko same możliwości technologiczne, ale przede wszystkim bezpieczeństwo, dostępność oraz pełna kontrola nad środowiskiem przetwarzania – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

To przesunięcie zmienia sposób myślenia o AI – z narzędzia staje się ona fundamentem działania organizacji i gospodarek.

Polska pod kontrolą?

Globalne trendy zaczynają przekładać się także na dyskusję w Polsce. Coraz wyraźniej zarysowuje się kierunek, w którym rozwój modeli językowych oraz systemów AI powinien być powiązany z krajową infrastrukturą i większą kontrolą nad danymi – szczególnie w sektorach regulowanych. Impulsem są zarówno nowe regulacje unijne, jak i rosnące wymagania dotyczące bezpieczeństwa danych w organizacjach.

Suwerenność AI zaczyna się od miejsca przetwarzania danych. Jeśli organizacja nie ma kontroli nad tym, gdzie trafiają prompty, dane wejściowe i wyniki analizy, trudno mówić o realnej niezależności technologicznej – wskazuje ekspert Polcom. – W praktyce oznacza to odejście od modelu, w którym dane trafiają do globalnych systemów, na rzecz rozwiązań działających w prywatnej chmurze. W takim podejściu cały proces – od zapytania użytkownika po wygenerowaną odpowiedź – pozostaje w obrębie jednej infrastruktury, bez konieczności przekazywania danych podmiotom trzecim. W przeciwnym modelu organizacje tracą realną kontrolę nad tym, gdzie i w jaki sposób przetwarzane są ich dane – dodaje.

Umożliwia to pełną kontrolę nad bezpieczeństwem informacji oraz zgodność z wymaganiami regulacyjnymi, w tym RODO i standardami branżowymi. Coraz częściej standardem staje się również brak domyślnego zapisu promptów i odpowiedzi, z możliwością jego włączenia na potrzeby audytu lub monitorowania.

Organizacje chcą dziś wiedzieć nie tylko, jak działa AI, ale przede wszystkim gdzie znajdują się ich dane i kto ma do nich dostęp. To zmienia sposób projektowania całych systemów – podkreśla Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Suwerenność jako warunek rozwoju

Połączenie presji regulacyjnej, napięć geopolitycznych i skali inwestycji sprawia, że suwerenność cyfrowa przestaje być elementem strategii wizerunkowej, a staje się warunkiem rozwoju. Dla firm i instytucji oznacza to konieczność podejmowania decyzji nie tylko o tym, jak wykorzystać AI, ale przede wszystkim gdzie i na jakich zasadach będzie ona działać. W praktyce to właśnie kontrola nad danymi i infrastrukturą zaczyna dziś decydować o tym, które organizacje i gospodarki będą w stanie rozwijać AI na własnych warunkach.

W najbliższych latach można spodziewać się dalszego zaostrzenia tego trendu – zarówno w postaci kolejnych regulacji, jak i inwestycji w lokalną infrastrukturę AI. Dla wielu gospodarek będzie to moment rozstrzygający: czy pozostaną odbiorcami globalnych technologii, czy staną się ich współtwórcami. W tym układzie suwerenność gospodarcza przestaje być deklaracją, a zaczyna pełnić rolę realnego czynnika konkurencyjności.

Botanika Farm podsumowuje I kw. 2026 r. – odpalenie zakładu w Mietkowie z pełną mocą oraz plany na nowe inwestycje

Botanika Farm S.A., spółka z segmentu FoodTech, podsumowuje I kw. 2026 r. W analizowanym okresie spółka z Mietkowa wygenerowała 22,1 mln zł przychodów netto ze sprzedaży co stanowi wzrost o 55,6% wobec 14,2 mln zł wygenerowanych w I kw. 2025 r. Warto zwrócić uwagę na poprawę rentowności spółki, o czym świadczą ponad dwukrotne wzrosty zysku z działalności operacyjnej oraz zysku netto, które w I kw. 2026 r. odpowiednio wyniosły  4,44 mln zł wobec 1,76 mln zł rok wcześniej oraz 3,17 mln zł wobec 1,34 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. W pierwszych miesiącach roku Spółka uruchomiła relokowany zakład w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, rozpoczęła działania mające na celu pozyskanie dodatkowego finansowania na nowe inwestycje oraz zakończyła prace nad prospektem emisyjnym.

I kw. 2026 r. obfitował w wiele kluczowych dla spółki wydarzeń. Najważniejszym z nich było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, co pozwoliło spółce na rozpoczęcie w kwietniu procesu zwiększenia produkcji do 50 tys. ton. Drugim równie ważnym wydarzeniem w ubiegłym kwartale było zakończenie procesu przygotowania prospektu emisyjnego oraz złożenie go do KNF. Dzięki temu spółka od kwietnia przygotowuje się do zapowiadanego debiutu na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Ostatnim wydarzeniem było rozpoczęcie procesu inwestycji w nową suszarnię o wydajności 1500 ton mokrego ziarna na dobę. Spółka zabiega o dofinansowanie połowy inwestycji od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, co zostanie potwierdzone na koniec roku.

– W I kw. 2026 r. zwiększyliśmy przychody o ponad 55% rok do roku, jednocześnie ponad dwukrotnie poprawiając wynik operacyjny i zysk netto. To potwierdza, że realizowana przez nas strategia rozwoju oraz inwestycje w moce produkcyjne zaczynają przynosić wymierne efekty. Kluczowym wydarzeniem kwartału było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który już dziś pracuje z pełną mocą i umożliwia nam dalsze zwiększanie skali działalności. Równolegle zakończyliśmy prace nad prospektem emisyjnym i rozpoczęliśmy przygotowania do przejścia na rynek główny GPW, co będzie kolejnym ważnym etapem rozwoju Botanika Farm. – podsumowuje Bartosz Radziszewski, Prezes Zarządu Botanika Farm.

Agnieszka Stępień ponownie na czele Krajowej Rady Fizjoterapeutów. KIF wybrała władze na lata 2026–2030

W Warszawie zakończył się III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów. Delegaci z całego kraju podsumowali działalność organów II kadencji Krajowej Izby Fizjoterapeutów i wybrali nowe władze samorządu zawodowego. Prezesem Krajowej Rady Fizjoterapeutów na lata 2026–2030 ponownie została dr hab. Agnieszka Stępień.

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów odbył się 22–23 maja 2026 r. w Warszawie. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń samorządu zawodowego fizjoterapeutów, ponieważ zjazd zamykał dotychczasową kadencję władz KIF i jednocześnie otwierał nowy etap funkcjonowania Izby.

Podczas dwudniowych obrad delegaci przyjęli sprawozdania organów II kadencji, przeprowadzili wybory do organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów oraz procedowali uchwały dotyczące zasad funkcjonowania samorządu w kolejnych latach. Wśród tematów znalazły się m.in. zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach KIF, gospodarka finansowa oraz wytyczne działania Izby na lata 2026–2030.

Agnieszka Stępień wybrana na kolejną kadencję

Najważniejszym punktem pierwszego dnia zjazdu był wybór Prezesa Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji. Delegaci ponownie powierzyli tę funkcję dr hab. Agnieszce Stępień.

W głosowaniu uzyskała ona 234 głosy. Jej kontrkandydat, dr hab. Mariusz Migała, otrzymał 85 głosów. Oznacza to, że Agnieszka Stępień będzie kierować Krajową Radą Fizjoterapeutów w latach 2026–2030.

Kandydat Liczba głosów
dr hab. Agnieszka Stępień 234
dr hab. Mariusz Migała 85

Wybór prezesa KRF był jednym z kluczowych rozstrzygnięć zjazdu. Nowa kadencja przypadnie na okres, w którym samorząd fizjoterapeutów będzie mierzył się zarówno z wyzwaniami organizacyjnymi, jak i z kwestiami dotyczącymi miejsca fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia.

Sprawozdania organów II kadencji przyjęte przez delegatów

Pierwszy dzień obrad rozpoczął się wystąpieniem Prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów oraz spotkaniami z zaproszonymi gośćmi. Następnie delegaci wybrali prezydium Zjazdu oraz komisje odpowiedzialne za przebieg obrad i procedowanie uchwał.

W dalszej części przyjęto zmiany w regulaminie Krajowego Zjazdu Fizjoterapeutów oraz zasadach przeprowadzania wyborów do organów KIF. Delegaci rozpatrzyli także i zatwierdzili sprawozdania organów II kadencji.

Sprawozdania dotyczyły działalności:

Organ KIF Zakres decyzji
Krajowa Rada Fizjoterapeutów sprawozdanie z działalności II kadencji
Komisja Rewizyjna sprawozdanie kontrolne
Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności orzeczniczej
Wyższy Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności
Rzecznik Dyscyplinarny sprawozdanie z wykonywania funkcji

Zatwierdzenie sprawozdań było formalnym podsumowaniem kończącej się kadencji i otworzyło drogę do wyboru nowych władz samorządu.

Nowy skład Krajowej Rady Fizjoterapeutów

Drugiego dnia obrad przeprowadzono wybory członków organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów. Wybrano m.in. członków Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji reprezentujących poszczególne województwa.

W skład KRF weszli:

Dolnośląskie: Michał Guła, Aneta Kaczorowska, Marzena Kobylańska, Karolina Molek, Agnieszka Stasiak-Lis, Jarosław Szkudlarek.

Kujawsko-Pomorskie: Wojciech Kwiatkowski, Marta Podhorecka, Anna Pyszora, Sebastian Szyper.

Lubelskie: Andrzej Czapłygin, Ireneusz Hałas, Monika Kwiatkowska, Beata Wójcik.

Lubuskie: Janusz Doś, Wojciech Górecki, Mateusz Hozakowski.

Łódzkie: Kamil Białas, Michał Łaz, Michalina Torczyńska, Karol Wojciechowski.

Małopolskie: Justyna Bakalarz, Joanna Bukowska, Katarzyna Fountoukidis, Wojciech Kurzydło, Tomasz Maicki, Janusz Mirek.

Mazowieckie: Michał Kłosek, Maciej Krawczyk, Adrian Litner, Renata Markiewicz, Katarzyna Maślanko, Jan Sielczak, Arkadiusz Ujma, Zbigniew Wojtunik.

Opolskie: Dariusz Banik, Dawid Bączkowicz, Krzysztof Biliński.

Podkarpackie: Arseniusz Burkiewicz, Barbara Cyran-Grzebyk, Joanna Majewska, Maciej Rachwał, Katarzyna Zajkiewicz.

Podlaskie: Maciej Bogdan, Zofia Dzięcioł-Anikiej, Hanna Kowalewska.

Pomorskie: Aleksandra Moluszys, Hubert Rządkowski, Michał Sokół, Dalia Woźnica.

Śląskie: Maciej Biały, Grzegorz Gałuszka, Tomasz Jurys, Dominik Lubski, Ewa Rybicka, Anna Schab, Mariusz Stachowiak.

Świętokrzyskie: Agnieszka Janda, Andrzej Sobczyński, Monika Wilk, Elżbieta Woźniak-Kasperek.

Warmińsko-Mazurskie: Dariusz Czaprowski, Adam Sztabiński, Jacek Żukowski.

Wielkopolskie: Ewa Gajewska, Agnieszka Krawczyk-Wasielewska, Aleksander Krawczyński, Paweł Sip, Miłosz Smoliński, Marcel Stasierski.

Zachodniopomorskie: Marek Boberski, Jacek Koszela, Tomasz Maciążek, Grzegorz Zyzek.

Wybrano również organy kontrolne i dyscyplinarne

Delegaci wybrali także członków Komisji Rewizyjnej, Sądu Dyscyplinarnego, Wyższego Sądu Dyscyplinarnego oraz Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców.

Do Komisji Rewizyjnej III kadencji zostali wybrani: Gabriel Bieniuk, Robert Biernacki, Maciej Górecki, Piotr Kotajny, Iwona Skorupa, Jędrzej Wierzchowski oraz Robert Żuchowski.

Przewodniczącą Sądu Dyscyplinarnego została Justyna Stępowska. Funkcje zastępców przewodniczącej objęli Małgorzata Borkowska i Jacek Pieczyński. W skład Sądu Dyscyplinarnego weszli także: Maria Biedal, Katarzyna Bogalecka-Pełka, Dominik Buzalski, Dominika Czerwczak, Magdalena Kołodziejczyk, Ewa Kozielewska-Zwierska, Marcin Oleszek, Anna Palczewska, Jarosław Rafalski, Anna Rębacz, Magdalena Sienkiewicz, Łukasz Urbański i Elżbieta Walczuk.

Przewodniczącym Wyższego Sądu Dyscyplinarnego został Grzegorz Magoń. Zastępcami przewodniczącego zostali Michał Rau i Marta Sidaway. Do organu wybrano również: Radosława Dzikonia, Izabelę Górską-Jankowską, Adama Kojałowicza, Dawida Liebrechta, Sławomira Marszałka, Macieja Mikłaszewskiego, Marka Piotrowicza, Paulinę Rosińską, Elżbietę Rydzewską, Tomasza Strzałkowskiego, Paulinę Szczęsną-Rejman, Alicję Szymańską oraz Katarzynę Walicką-Cupryś.

Rzecznikiem Dyscyplinarnym został Marek Walusiak. Jego zastępcami zostali: Marcin Brzeziński, Rafał Dobrowolski, Wojciech Kilijan, Tomasz Kloch, Anna Mikołajczyk-Kocięcka, Mirosław Młyński, Krzysztof Parysek i Rafał Zych.

Uchwały i kierunki działania na lata 2026–2030

Poza wyborami personalnymi delegaci procedowali również nad projektami uchwał dotyczących funkcjonowania KIF w kolejnych latach. Wśród omawianych spraw znalazły się zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach Izby, podstawowe zasady gospodarki finansowej oraz wytyczne działania KIF i jej organów na lata 2026–2030.

To właśnie te decyzje będą miały znaczenie dla codziennej pracy samorządu w nowej kadencji. Dotyczą one nie tylko kwestii organizacyjnych, ale również kierunków rozwoju całego środowiska zawodowego fizjoterapeutów.

Ostatnia część Zjazdu była poświęcona spotkaniom organizacyjnym nowo wybranych organów KIF. Miały one charakter roboczy i służyły rozpoczęciu pracy w nowych składach.

Samorząd fizjoterapeutów przed kolejną kadencją

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów był ważnym momentem dla środowiska zawodowego. Delegaci nie tylko podsumowali dotychczasową działalność organów KIF, ale także wskazali kierunki działania na następne cztery lata.

W centrum zainteresowania mają pozostać kwestie związane ze wzmacnianiem pozycji fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia, rozwojem zawodowym fizjoterapeutów oraz dalszym budowaniem nowoczesnego samorządu zawodowego. W praktyce oznacza to kontynuację działań na rzecz większej rozpoznawalności zawodu, standardów wykonywania świadczeń oraz reprezentowania interesów fizjoterapeutów wobec instytucji publicznych.

Nowa kadencja Krajowej Izby Fizjoterapeutów rozpoczyna się w momencie, gdy rola fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia staje się coraz bardziej widoczna. Decyzje podjęte podczas Zjazdu będą więc istotne nie tylko dla samego samorządu, ale również dla pacjentów i podmiotów korzystających z pracy fizjoterapeutów.

Polska branża meblarska apeluje do rządu: Nie zostawiajcie przedsiębiorców samych z EUDR

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli wystąpiła do Ministry Klimatu i Środowiska, Pauliny Hennig-Kloski z apelem o pilne przygotowanie praktycznych szkoleń dla przedsiębiorców dotyczących wdrażania unijnego rozporządzenia EUDR. Zarząd OIGPM podkreśla, że firmy meblarskie nie mogą zostać same z jedną z najbardziej wymagających regulacji ostatnich lat.

Nowe przepisy dotyczące przeciwdziałania wylesianiu już wkrótce nałożą na przedsiębiorców szereg obowiązków związanych m.in. z dokumentowaniem pochodzenia drewna, geolokalizacją, archiwizacją danych czy systemami należytej staranności. Problem w tym, że firmy nadal nie otrzymują jasnych i praktycznych wytycznych, jak te obowiązki realizować w praktyce.

„Branża meblarska nie boi się „ekologii” ani odpowiedzialnego pozyskiwania surowców. Polscy producenci mebli od lat działają zgodnie z wysokimi standardami środowiskowymi i doskonale rozumieją potrzebę ochrony lasów oraz budowania transparentnych łańcuchów dostaw. Problemem nie jest sam cel rozporządzenia EUDR, ale chaos interpretacyjny, który dziś towarzyszy jego wdrażaniu. Przedsiębiorcy nadal nie wiedzą, jak w praktyce realizować obowiązki wynikające z nowych przepisów. Firmy są odsyłane do treści rozporządzenia, ale nikt nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć, jak konkretne wymagania należy interpretować i wdrożyć w codziennej działalności przedsiębiorstwa. Firmy potrzebują praktycznych wytycznych, przykładów, jasnych interpretacji oraz informacji, jak przygotować procedury i dokumentację, aby działać zgodnie z prawem i uniknąć sankcji.” – podkreśla Krzysztof Zimny, Członek Rady OIGPM.

Zdaniem Izby obecny chaos informacyjny wokół EUDR powoduje narastającą frustrację wśród przedsiębiorców, którzy skarżą się na panującą dezinformację. Rynek zalewają komercyjne szkolenia, często oparte na niepełnych interpretacjach lub koncentrujące się głównie na straszeniu przedsiębiorców sankcjami. Tymczasem brakuje oficjalnego, praktycznego przekazu ze strony instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie regulacji. Stawką jest bezpieczeństwo jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki. Polska od lat należy do największych producentów i eksporterów mebli na świecie, a cały sektor daje pracę setkom tysięcy osób i stanowi jeden z filarów krajowego eksportu.

„Dziś największym problemem branży meblarskiej nie jest sama idea ochrony lasów, ale brak poczucia bezpieczeństwa prawnego. Przedsiębiorcy chcą działać zgodnie z przepisami, ale nie mogą funkcjonować w rzeczywistości, w której zamiast jasnych wytycznych otrzymują sprzeczne interpretacje, domysły i komercyjne szkolenia oparte bardziej na ideologizowaniu tematu niż na praktycznej wiedzy. Trudno oczekiwać od firm odpowiedzialności za wdrożenie regulacji, których nawet eksperci często nie potrafią jednoznacznie interpretować. Mówimy przecież o branży, która jest wizytówką polskiej gospodarki i jednym z liderów produkcji i eksportu na świecie. Tak strategiczny sektor powinien dziś otrzymać od państwa realne wsparcie, a nie jedynie obowiązki i ryzyko sankcji. Dodatkowo, w projekcie aktu krajowego dostrzegamy znamiona gold-platingu.” – zaznacza Krzysztof Zimny, odnosząc się do gold-platingu, czyli rozszerzania krajowych przepisów ponad unijne wymagania.

W skierowanym do Ministerstwa piśmie OIGPM zaapelowało o przygotowanie praktycznych szkoleń prowadzonych przez ekspertów Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz przedstawicieli organów odpowiedzialnych za kontrole przedsiębiorstw w zakresie EUDR. Według przedsiębiorców tylko takie rozwiązanie może zapewnić jednolitą interpretację przepisów i ograniczyć ryzyko rozbieżności, które w przyszłości mogłyby prowadzić do sankcji.

Izba podkreśla, że czasu na przygotowanie firm jest coraz mniej, a termin rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów zbliża się bardzo szybko. Dlatego konieczne jest natychmiastowe rozpoczęcie realnego dialogu z branżą meblarską oraz zapewnienie przedsiębiorcom praktycznej wiedzy potrzebnej do bezpiecznego funkcjonowania na rynku europejskim.

Inflacja zaskoczyła w Polsce i Niemczech. Rynki rewidują oczekiwania wobec stóp procentowych

Piątek przyniósł spore niespodzianki nad Odrą. Po obu stronach rzeki opublikowano indeksy wzrostu cen i w obu przypadkach wyniki były wyraźnie lepsze od oczekiwań. Może to oddalać podwyżki stóp zarówno w Polsce, jak i w strefie euro. Rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie znów bez wyraźnych postępów, ale z dużymi nadziejami.

Niespodzianka w Polsce

Do piątku w mediach przewijały się jeszcze pytania o to, czy RPP będzie w najbliższym czasie podnosić stopy procentowe w Polsce. Powodem miał być fakt, że zdaniem analityków w maju mieliśmy przekroczyć cel inflacyjny. Nie doszło natomiast do przekroczenia i dodatkowo zamiast oczekiwanych 3,7%, zobaczyliśmy wynik 3,1%. Trzeba pamiętać, że to, iż w maju nie odczuliśmy spadku cen w naszych portfelach, nie oznacza, że statystycznie go nie było. Co ciekawe, według danych za obniżki odpowiada żywność, czyli coś, co teoretycznie jako konsumenci mogliśmy dostrzec. Nie zmienia to faktu, że odczyty te powodują, że nawet jeżeli rozmowy pokojowe nie będą szły zbyt sprawnie, jest szansa, że nie przekroczymy celu inflacyjnego. Jest to też sygnał osłabiający złotego i taki ruch oglądaliśmy po piątkowych publikacjach.

Niespodzianka również w Niemczech

W piątek poznaliśmy też dane o wzroście cen u naszych sąsiadów. Podobnie jak w Polsce odczyt okazał się niższy od oczekiwań. Różnica nie była aż tak duża, ale nadal zamiast prognozowanych 2,9%, zobaczyliśmy 2,6%. Jest to o tyle istotne, że Niemcy to największa gospodarka strefy euro. Jeżeli inflacja w tym kraju okazała się o tyle niższa, to może jednak nie dojdzie do zapowiadanych przez wielu analityków podwyżek stóp procentowych. Jeszcze kilka dni temu spodziewano się ich na posiedzeniu 11 czerwca. Obecnie ta data stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście Niemcy nie są całą strefą euro i jeżeli inne państwa pokażą wysokie wyniki, to stopy i tak wzrosną. Tym bardziej, że w maju Francja i Włochy pokazały wzrosty. Połączone PKB Włoch i Francji, podobnie jak liczba ludności tych krajów, są jednak wyższe od Niemiec. Czeka nas pierwsze od dawna ciekawe posiedzenie EBC w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie dojdzie do podwyżek stóp, powinien to być sygnał umacniający dolara względem euro.

Rozmowy pokojowe w martwym punkcie

Analiza rozmów pokojowych pomiędzy USA a Iranem ma swoją specyfikę. Od dłuższego czasu wszyscy mówią o przełomie, a konkretów jak nie było, tak nie ma. Nadal głównymi punktami spornymi pozostają program nuklearny, Cieśnina Ormuz i zniesienie sankcji. Rynek bardziej wierzy obecnie w długotrwałe zawieszenie broni niż w trwały pokój. W ten weekend doszło do wymiany kolejnych projektów porozumień. W międzyczasie miały miejsce obustronne ataki. Żadnej ze stron nie przeszkadza to, że dzieje się to w trakcie wstrzymania ognia. Rynki tym razem chyba dla odmiany mniej wierzą w nowe wersje porozumień, bo ropa naftowa od rana wyraźnie drożeje. Baryłka Brent poszła w górę już o 3 USD. Z drugiej strony, miniony tydzień przyniósł nam 12 USD spadku. Po takim ruchu 3 USD korekty nie są jeszcze czymś, co musi nas mocno martwić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Zmiana w zarządzie Banku Millennium. Marcin Dubno odpowie za obszar ryzyka

Z dniem 1 czerwca 2026 roku Rada Nadzorcza Banku Millennium powołała Marcina Dubno na stanowisko Członka Zarządu nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku Millennium.

Marcin Dubno ma ponad 25 lat doświadczenia zawodowego w bankowości. W tym czasie pełnił funkcje na stanowiskach kierowniczych i dyrektorskich związanych z ryzykiem kredytowym, underwritingiem oraz procesami decyzyjnymi. Swoją karierę zawodową rozwijał w dużych bankach komercyjnych między innymi w PKO BP (od lipca 2025 Dyrektor Zarządzający odpowiadający za Ryzyka Bankowości Korporacyjnej i Biznesowej) oraz Santander Bank Polska (w latach 2009-2025, ostatnio jako Zastępca Głównego Officera Kredytowego).

Był członkiem oraz przewodniczącym komitetów kredytowych, a także odpowiadał za nadzór nad procesami oceny ryzyka, podejmowaniem decyzji kredytowych oraz funkcjonowaniem struktur underwritingu. Zarządzał rozbudowanymi zespołami specjalistów ryzyka oraz uczestniczył w projektach rozwojowych i transformacyjnych w obszarze procesów kredytowych.

Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył i zdał egzaminy na wszystkich trzech poziomach międzynarodowego certyfikatu Chartered Financial Analyst (CFA).

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Marcinowi Dubno objęcia stanowiska członka Zarządu Banku Millennium i życzę powodzenia w realizacji stojących przed nim ambitnych celów zapisanych w Strategii 2028 „Wartość i Wzrost”, w szczególności w obszarze wzmacniania kultury zarządzania ryzykiem, stabilności finansowej oraz długoterminowej wartości dla naszych klientów i akcjonariuszy – powiedziała Olga Grygier-Siddons, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

– W imieniu wszystkich członków Zarządu i pracowników witam Marcina Dubno w zespole Banku Millennium. Jego wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym oraz szeroka perspektywa w zakresie ryzyka doskonale wpisują się w ambitne cele Strategii i jestem przekonany, że wpłyną na dalszy rozwój Banku Millennium – powiedział João Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.