Przychody Cloud Technologies wzrosły do 12,6 mln zł. Spółka zapowiada dywidendę i skup akcji

  • 12,4 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych w 1Q 2026, +24% r/r; marża EBITDA na wysokim poziomie 44%
  • 12,6 mln PLN skonsolidowanych przychodów (+17% r/r), 5,5 mln PLN EBITDA* (+30% r/r)
    i 1,7 mln PLN zysku netto* (vs 0,1 mln PLN straty przed rokiem) w 1Q 2026 roku
  • mocna sytuacja finansowa: wysokie dodatnie przepływy operacyjne (+5,6 mln PLN w 1Q 2026) i niski wskaźnik długu netto/EBITDA (0,6 na koniec marca 2026) pozwalają na realizację celów strategicznych
  • rekomendowana wypłata dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję; proponowany dzień dywidendy to 19 czerwca br.,
    a dzień wypłaty – 26 czerwca br.
  • akcjonariusze podczas WZA 8 czerwca br. głosować będą również ws. przyjęcia programu motywacyjnego dla wybranych kluczowych członków zespołu, który zakłada możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD oraz w sprawie skupu do 250 tys. akcji własnych

*skorygowane o koszt programu motywacyjnego i przychody z dotacji

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, opublikowała wyniki finansowe za 1Q 2026. Spółka dostarcza dane wykorzystywane do targetowania reklamy internetowej, którymi zasilane są kampanie reklamowe największych marek na całym świecie, a rynek USA odpowiada za około 80% jej przychodów.

Skonsolidowane przychody Cloud Technologies w 1Q 2026 r. wyniosły 12,6 mln PLN, co oznacza 17% wzrost w ujęciu rok do roku, a przychody ze sprzedaży danych wzrosły w tym okresie o 24% r/r do 12,4 mln PLN (w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 37% r/r). EBITDA* w omawianym okresie wyniosła 5,5 mln PLN (+30% r/r) a marża EBITDA utrzymywała się na wysokim poziomie 44%. Spółka zakończyła 1Q 2026 r. skonsolidowanym zyskiem netto* na poziomie 1,7 mln PLN wobec 0,1 mln PLN straty w analogicznym okresie przed rokiem.

– Za nami najlepszy pierwszy kwartał w historii Cloud Technologies pod względem wartości sprzedaży danych. Przychody ze sprzedaży danych wzrosły o 24% r/r, a w walucie bazowej USD dynamika ta wynosiła aż 37%. Zakładamy, że pozytywny trend wysokiej comiesięcznej dynamiki sprzedaży danych utrzyma się także w następnych miesiącach i naturalnie przełoży się pozytywnie na wyniki raportowane w kolejnych kwartałach. W tym miejscu należy odnotować szybki rozwój naszego nowego produktu, czyli Data Curation. Wstępne wyniki za kwiecień wskazują, że przychody z Data Curation mogą odpowiadać nawet za około 15% szacowanych skonsolidowanych przychodów w tym miesiącu, podczas gdy jeszcze w marcu ich udział wynosił mniej niż 3%. Potwierdza to nasze strategiczne założenie, że Data Curation może stać się jednym z kluczowych czynników wzrostu w kolejnych okresach. Co ważne, wzrost przychodów w tym obszarze realizowany będzie bez erozji marży operacyjnej. Konsekwentnie realizujemy przyjęte założenia biznesowe również w obszarze M&A. Przypomnę, że koncentrujemy się na poszukiwaniu podmiotów będących na wczesnym etapie rozwoju, które mają wysoki potencjał do zwiększenia skali działalności, dzięki udostępnieniu im danych oraz naszej technologii po dołączeniu do naszej Grupy Kapitałowej – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

– Zgodnie z tym, co zapowiadaliśmy w Strategii 2026+, zamierzamy dynamicznie zwiększać skalę działalności przy zachowaniu wysokiego, dwucyfrowego poziomu marży EBITDA. W pierwszym kwartale EBITDA sięgnęła 5,5 mln PLN, co oznacza wzrost o 30% r/r. Co najważniejsze: bardzo dobre wyniki przekładają się na generowaną gotówkę. Cash flow łącznie wyniósł w 1Q 4,2 mln PLN, przy mocnych dodatnich przepływach operacyjnych na poziomie 5,6 mln PLN. Pozwala nam to realizować założenia Strategii we wszystkich głównych obszarach: rozwoju kanałów sprzedaży i produktów, M&A i redystrybucji zysków do Akcjonariuszy. Czerwcowe ZWZ głosować będzie ws. wypłaty dywidendy i skupu akcji własnych. Dodatkowym czynnikiem, który – jak wierzymy – pozytywnie będzie przekładać się na tempo dalszego rozwoju Spółki, będzie zaproponowany program motywacyjny dla kluczowej kadry – dodaje Piotr Soleniec, CFO oraz Członek Zarządu Cloud Technologies.

Zwołane po dacie bilansowej, na dzień 8 czerwca br., Zwyczajne Walne Zgromadzenie Cloud Technologies S.A. głosować będzie ws. przeznaczenia na wypłatę dywidendy z zysku za rok 2025 kwoty 4,82 mln PLN, co oznacza 1,1 PLN na akcję. Proponowanym dniem dywidendy jest 19 czerwca br. a dniem wypłaty – 26 czerwca br. Akcjonariusze decydować będą także o przyjęciu programu motywacyjnego, obejmującego wybranych kluczowych członków Zespołu Spółki. Uprawnieni będą oni do objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. ZWZ zajmie się także uchwałą ws. programu skupu do 250 tys. akcji własnych Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych** przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu notowanej w poprzednich latach wysokiej rentowności biznesu.

Strategia Cloud Technologies przewiduje kontynuację redystrybucji wypracowywanych środków do Akcjonariuszy. Zakładana jest zarówno realizacja skupu do 250.000 sztuk akcji własnych, jak i polityki dywidendowej, zakładającej wypłatę akcjonariuszom kwoty 20% oczyszczonej EBITDA za dany rok.

**Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku
z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

ORLEN uruchamia instalację HVO – z lokalnych surowców powstanie 300 tys. ton biopaliw rocznie

0

ORLEN istotnie wzmacnia moce produkcyjne biopaliw. Koncern uruchomił w Płocku nowoczesną instalację do uwodornienia olejów roślinnych (HVO) o wydajności ok. 300 tys. ton rocznie. To inwestycja w rozwój krajowego łańcucha wartości opartego na lokalnych surowcach. Warta ponad 800 mln zł instalacja wspiera realizację celów dekarbonizacji transportu oraz zwiększa niezależność koncernu od zewnętrznych dostaw biokomponentów.

– Instalacja HVO realnie zwiększa bezpieczeństwo paliwowe Polski. Jej uruchomienie daje ORLENOWI pełniejszą kontrolę nad kluczowym obszarem rynku biopaliw. Zwiększamy własną produkcję zaawansowanych biokomponentów, wzmacniamy efektywność kosztową i uniezależniamy się od zmienności rynku zewnętrznego. Ta inwestycja to kolejny dowód, że profesjonalne zarządzanie koncernem może przynosić korzyści firmie, akcjonariuszom i naszym dostawcom. Naprawiliśmy błędy popełnione w przeszłości, by ta instalacja mogła rozwijać krajowy łańcuch wartości – od surowców po gotowe paliwa – a tym samym wspierała polską gospodarkę – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Instalacja HVO. Ograniczenie emisji i wzrost produkcji

Instalacja HVO, z której produkcja w pierwszej kolejności trafi na rynek krajowy, może przetwarzać m.in. olej rzepakowy oraz zużyte oleje spożywcze (UCO) lub ich mieszanki, produkując wysokiej jakości biokomponenty dla transportu drogowego. Produkcja HVO ogranicza emisję gazów cieplarnianych o co najmniej 65 proc. względem paliw konwencjonalnych.

Uruchomienie instalacji zwiększa potencjał produkcyjny Grupy ORLEN do ok. 700 tys. ton biopaliw rocznie, z planem wzrostu do 1,1 mln ton do 2030 roku. Inwestycja wspiera realizację Narodowego Celu Wskaźnikowego (NCW), który w 2026 roku wynosi w Polsce 10 proc. oraz ogranicza konieczność importu biokomponentów w warunkach regulacji RED III.

Instalacja realizuje strategię maksymalnego wykorzystania istniejących aktywów rafineryjnych poprzez przetwarzanie surowców pochodzenia biologicznego. Koncern przygotował również dwie instalacje Hydroodsiarczania Oleju Napędowego w Płocku do współuwodoronienia olejów roślinnych, co pozwala zwiększyć ich przerób o ponad 100 tys. ton rocznie (olej rzepakowy, UCO).

Korzyści dla rolników

ORLEN realizuje największy w Polsce program inwestycji w biopaliwa, co zapewni koncernowi dostęp do kluczowych biokomponentów. Równolegle ORLEN rozwija program „Międzyplony dla biopaliw”, oparty na podejściu local content i budowie krajowego łańcucha wartości. Program integruje rolników, przemysł i partnerów technologicznych, wspierając rozwój krajowych surowców – szczególnie dla biopaliw drugiej generacji, które docelowo będą zasilać instalację HVO. Zapewni to stabilność dostaw, wzmocni polskie rolnictwo i ograniczy ślad węglowy całego procesu.

Już dziś ORLEN co roku przeznacza około 5 mld zł na zakup surowców od polskich rolników
na potrzeby krajowej produkcji biopaliw.

Ropa tanieje, giełdy rosną. Rynki grają pod deeskalację na Bliskim Wschodzie

Maj powoli zbliża się do końca, a rynkowe nagłówki wciąż są zdominowane przez doniesienia z Bliskiego Wschodu. W ten weekend wylosowano kartę deeskalacji, dzięki czemu ceny ropy spadają coraz mocniej, giełdy rosną, a dolar się osłabia. W związku z dniem wolnym w wielu krajach (m.in. USA) dzisiejsze ruchy, nawet jeśli okażą się głębokie, będą musiały przejść ponowną weryfikację we wtorek.

Sprzedaż pod presją

Zacznijmy jednak od kalendarza makro, który (delikatnie mówiąc) nie jest dziś szczególnie przeładowany, ale pojawił się ważny odczyt z naszego podwórka. Mowa o sprzedaży detalicznej w Polsce. Po niezwykle silnym marcu (+9,8% rdr) nadszedł o wiele słabszy kwiecień z rezultatem +2,8% rdr, który był dodatkowo gorszy od prognoz. Równocześnie jest to najsłabszy wynik od czerwca zeszłego roku, a jeszcze gorzej wypadł wskaźnik sprzedaży w cenach stałych, który wykazał jedynie +1,3% rdr (najsłabszy od marca 2025 r.). Humorów nie poprawia spojrzenie w głąb raportu, ponieważ za wynik w ogromnej mierze odpowiadają podmioty z kategorii handlującej paliwami stałymi, ciekłymi i gazowymi, które odnotowały wzrost sprzedaży w cenach stałych aż o 25,6% rdr. Czyli poprzedni miesiąc tak naprawdę w dużej mierze ratowały zakupy gwałtownie drożejących paliw. GUS co prawda wskazuje na aspekty kalendarzowe, czyli głównie inny termin Świąt Wielkanocnych w porównaniu z 2025 r., ale trudno nie odnieść wrażenia, że nie jest to najważniejszy czynnik. Mimo wszystko z ferowaniem wyroków co do kondycji polskiego konsumenta warto poczekać na dane z następnych miesięcy.

Które rozmowy ważniejsze?

W ostatni poniedziałek maja inwestorzy wybrali optymizm. Paliwem dla pozytywnego sentymentu raz jeszcze stały się doniesienia z Bliskiego Wschodu o możliwym porozumieniu Iranu z USA. Co prawda prezydent Trump potrafi klasycznie już jednym wpisem zaprzeczać swoim słowom sprzed chwili, ale z pewną dozą prawdopodobieństwa możemy mówić przynajmniej o braku eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Nastrojów nie był w stanie popsuć rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baghaei, który stwierdził, że nikt nie może powiedzieć, że zbliżono się do osiągnięcia porozumienia. Dla rynków ważniejsze od samych słów powinny być jednak realne działania. A prawda jest taka, że Cieśnina Ormuz nie jest już całkowicie zablokowana. Może to być pokłosie coraz bardziej zaawansowanych rozmów między Omanem a Iranem w temacie ustalenia nowych warunków żeglugi w tym kluczowym miejscu. W niedzielę przez to wąskie, transportowe gardło miało przepłynąć nawet ponad 30 jednostek, w tym supertankowiec z iracką ropą. To właśnie rynek ropy naftowej najmocniej reaguje na sygnały deeskalacyjne. Ceny głównych benchmarków spadają dziś o kilka procent, za lipcowy kontrakt na Brent trzeba płacić już niecałe 98 USD, czyli najmniej od ponad miesiąca.

Poniedziałkowy optymizm

Pozytywny sentyment rozlewa się coraz śmielej po rynkach. Na parkietach giełdowych rządzi zieleń, główne indeksy w Europie zyskują nawet ponad 1,5%. Impuls z rynków bazowych doskonale działa na notowania w Warszawie, gdzie WIG20 w południe zyskuje już blisko 2% i utrzymuje się powyżej istotnych psychologicznie 3700 pkt, a tym samym chce zrobić rekord hossy. Trochę gorzej wygląda druga i trzecia linia spółek, ale to wciąż bardziej niż przyzwoite wzrosty (mWIG40 to +1,2%, a sWIG80 +0,6%). Optymizm jest też doskonale widoczny na rynku długu, gdzie rentowności wyraźnie zniżkują, trochę niwelując coraz bardziej w ostatnich dniach napiętą sytuację. Polskie 10-latki schodzą dziś do 5,76% (najniżej od połowy maja). Największą wstrzemięźliwością wykazuje się rynek walutowy. Co prawda dolar się osłabił, ale nie są to ruchy, które mogłyby wyznaczyć początek nowego trendu. Kurs EUR/USD przyspawał się dziś do 1,164 USD, co przekłada się na kurs USD/PLN poniżej 3,64 PLN. Kurs euro w tym czasie lekko zniżkuje i zerka powoli na 4,23 zł. Kurs franka nie oddala się od 4,65 zł, a kurs funta jest blisko 4,90 zł. Warto pamiętać, że dzisiejszy handel odbywa się przy zdecydowanie mniejszej niż zazwyczaj płynności, co związane jest z dniem wolnym w wielu krajach (m.in. USA i Wielka Brytania). Wtorek może nam przynieść całkowicie nowe rozdanie.

Google ucina spekulacje o SEO w erze AI. Fundamenty pozostają te same

Od chwili gdy ChatGPT stał się globalnym fenomenem, armia samozwańczych ekspertów próbuje przekonać biznes, że widoczność w AI zależy od wdrażania nowych, skomplikowanych i niemal ezoterycznych technik optymalizacji. Google właśnie zweryfikował tę narrację. Koncern opublikował dokument, z którego jasno wynika, że w świecie sztucznej inteligencji sprawdza się to samo, co w klasycznym SEO: wartościowe treści, przejrzysta struktura informacji i techniczna sprawność serwisu.

W branży marketingu internetowego coraz większą popularność zyskują nowe koncepcje, takie jak GEO (Generative Engine Optimization) czy AEO (Answer Engine Optimization). Równocześnie w serwisie LinkedIn rozbrzmiewa dobrze znany chór ekspertów, którzy jednym głosem zapowiadają rychły koniec klasycznego SEO. Tymczasem okazuje się, że fundamenty budowania widoczności w sieci pozostają niewzruszone. Tak przynajmniej wynika z oficjalnego dokumentu opublikowanego przez Google w połowie maja. Artykuł zawiera wytyczne dot. optymalizacji witryn pod kątem generatywnej sztucznej inteligencji. Twórcy największej wyszukiwarki na świecie przekonują, że zamiast szukać sztuczek, które oszukają algorytm, firmy powinny wrócić do podstaw SEO i skupić się na tworzeniu treści unikalnych, użytecznych i pisanych przede wszystkim z myślą o człowieku, a nie o maszynie.

Mechanizmy napędzające funkcje, takie jak AI Overviews czy AI Mode, nie działają w próżni – korzystają z tego samego indeksu wyszukiwania, który Google rozwija od dekad. Ich skuteczność nadal zależy od dobrze uporządkowanej architektury informacji, technicznej kondycji serwisu oraz wiarygodności źródła.

Rozwiązania, takie jak AI Overviews czy AI Mode, korzystają z tych samych systemów rankingowych i jakościowych, które Google rozwija od lat. Kluczową rolę w ich przypadku odgrywa mechanizm o nazwie RAG. Polega on na tym, że algorytm najpierw sięga do wyników wyszukiwania, a dopiero potem tworzy odpowiedź. Do tego dochodzi funkcja rozszerzania zapytań, która generuje powiązane z nimi frazy, by nadać odpowiedzi szerszy kontekst. W praktyce oznacza to, że jeśli strona nie radzi sobie w klasycznych wynikach wyszukiwania, to nie znajdzie się nagle w centrum uwagi sztucznej inteligencji – mówi Marcin Stypuła z Semcore.

Pogromcy cyfrowych mitów

Autorzy opublikowanego przez Google dokumentu są bezlitośni w demaskowaniu mitów, z których rzesze firm konsultingowych uczyniły swoje dogmaty. Okazuje się, że słynne szatkowanie treści na krótkie akapity (content chunking), w teorii bardziej czytelne dla sztucznej inteligencji, czy desperackie przeredagowywanie witryny na styl „AI-friendly”, to w najlepszym wypadku strata czasu, a w najgorszym – prosta droga do uznania witryny przez algorytm za podejrzaną.

W świecie, w którym SI potrafi w sekundę stworzyć generyczny tekst o „siedmiu sposobach na oszczędzanie”, na wagę złota jest to, co Google nazywa treścią „nietowarową” (non-commodity content). To teksty nasycone autentycznym doświadczeniem, subiektywnym osądem i wiedzą z pierwszej ręki, których nie da się wygenerować za pomocą sztucznej inteligencji. Ekspert opisujący autentyczne studium przypadku wygrywa dziś z tysiącem stron przesyconych słowami kluczowymi.

Zamiast rewolucji mamy więc do czynienia z ewolucją, która bezlitośnie premiuje jakość, autorytet i techniczną poprawność, jednocześnie odcinając tlen cyfrowym manipulatorom, którzy zamiast odrobić pracę domową i zadbać o wartościowe treści i właściwą architekturę informacji, szukają drogi na skróty.

Różne modele, różne zasady gry

Wieści o śmierci SEO po raz kolejny okazały się nieprawdziwe, lecz równie chybiona może być narracja o jego nieśmiertelności. Dokument opublikowany przez giganta z Mountain View opisuje jego własny świat – zamknięty system, w którym AI i wyszukiwarka funkcjonują jak jeden organizm. A co z ChatGPT i innymi modelami językowymi?

Nie istnieje jeden uniwersalny algorytm wyboru treści dla sztucznej inteligencji. Każdy system działa inaczej i ma własne metody pozyskiwania, oceny i syntezy informacji. To, co sprawdza się w Gemini, może być bezużyteczne w przypadku modeli Anthropic czy OpenAI. Dlatego optymalizacja stron nie powinna polegać na szukaniu magicznych sztuczek, które zapewnią firmie miejsce w odpowiedziach generowanych przez chatbota. Nawet jeśli takie rozwiązania się pojawią, ich żywotność będzie bardzo krótka – zostaną szybko zidentyfikowane i zablokowane. Jedynym słusznym kierunkiem jest powrót do dobrych praktyk doskonale znanych z klasycznego SEO – tłumaczy Marcin Stypuła z Semcore.

Legalnie pracujących cudzoziemców przybywa. Pracodawcy czekają na sprawniejsze procedury

Z danych statystycznych wyłania się jasny obraz. Pod koniec ubiegłego roku w Polsce legalnie pracowało już ponad 1,2 miliona cudzoziemców. To wzrost o 7 procent w stosunku do roku poprzedniego i wyraźny dowód na to, że polski rynek pracy przechodzi strukturalną transformację. Zmiana ta jest napędzana nieubłaganą demografią. Starzejące się społeczeństwo i rosnące braki kadrowe zmuszają polskie firmy, zwłaszcza w takich branżach jak budownictwo, transport, usługi, przemysł czy opieka, do poszukiwania rąk do pracy poza granicami kraju. Eksperci nie mają złudzeń, to nie jest chwilowy kryzys.

– Popyt na zagranicznych pracowników będzie stale rósł, a polska gospodarka musi się do tych realiów zaadaptować. Pracodawcy, decydując się na rekrutację międzynarodową, zderzają się z niewydolnym systemem administracyjnym. Samo uzyskanie zezwolenia na pracę może dziś trwać nawet pół roku. Kolejny krok, wiza dla pracownika spoza strefy bezwizowej to nierzadko kilkanaście miesięcy oczekiwania na samą wizytę w konsulacie. Zwieńczeniem tej biurokratycznej drogi przez mękę jest wniosek o zezwolenie na pobyt, którego rozpatrzenie w Polsce zajmuje średnio ponad 340 dni – powiedziła serwisowi eNewsroom.pl Nadia Winiarska, wicedyrektorka Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan. – Choć przedsiębiorcy pokładają ogromne nadzieje w nadchodzącej elektronizacji postępowań, obecnie sytuacja ta skutecznie uniemożliwia sprawne zarządzanie kadrami. Dodatkowe obawy biznesu budzi zaprezentowana w 2024 roku polska strategia migracyjna w perspektywie do 2030 roku. Jej absolutnym priorytetem jest odzyskanie kontroli nad procesami migracyjnymi i zapewnienie bezpieczeństwa państwa. Przedsiębiorcy w pełni popierają konieczność eliminacji nieuczciwych pośredników i podmiotów, które psują rynek i stanowią nieuczciwą konkurencję. Niestety, pierwsze efekty uszczelniania systemu uderzają rykoszetem w uczciwych pracodawców. Postępowania urzędowe wydłużyły się jeszcze bardziej, drastycznie wykraczając poza ustawowe ramy. Przed Polską stoi gigantyczne wyzwanie polegające na znalezieniu złotego środka. Z jednej strony mamy twarde interesy gospodarcze. Z drugiej, absolutnym priorytetem pozostaje spójność społeczna i bezpieczeństwo. Sztuką będzie stworzenie systemu, który skutecznie chroni granice i społeczeństwo, a jednocześnie pozwala uczciwym firmom na sprawną rekrutację talentów i pracowników fizycznych niezbędnych do budowania naszego dobrobytu – podsumowała Nadia Winiarska.

PARP: sytuacja na rynku pracy stopniowo się poprawia

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że stopa bezrobocia w Polsce w marcu 2026 pozostała bez zmian w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Co więcej, w marcu do urzędów pracy zgłoszono o blisko 50 proc. więcej ofert zatrudnienia niż w lutym – wynika z najnowszego raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Rynek pracy, edukacja, kompetencje”. Opracowanie PARP zwraca również uwagę na wpływ pracy poniżej kwalifikacji na życie prywatne i zawodowe Europejczyków.

Według danych GUS stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce w marcu 2026 r. wyniosła 6,1 proc. i w porównaniu do poprzedniego miesiąca nie uległa zmianie. Tendencję spadkową wykazuje liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy – w marcu 2026 r. było ich o 5 tysięcy mniej niż miesiąc wcześniej. Najwięcej osób niepracujących odnotowano w województwie mazowieckim (124,7 tys./13,1 proc. ogólnej liczby osób bezrobotnych), a najmniej – w lubuskim (22,1 tys./2,3 proc).

Choć w skali roku bezrobocie w Polsce jest wyższe o 0,7 p.p., sytuacja na rynku pracy poprawia się, co widać po zwiększeniu liczby ofert zatrudnienia. W marcu 2026 r. do urzędów zgłoszono 46,4 tys. wolnych etatów, tj.  o 14,7 tys. więcej (46,2 proc.) niż w lutym 2026 r. W tym okresie najwięcej dostępnych miejsc pracy pojawiło się w województwach: mazowieckim, śląskim i pomorskim, a najmniej – w lubuskim, świętokrzyskim i podlaskim. Zwiększyło się również przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) w sektorze przedsiębiorstw. W marcu 2026 r. wyniosło ono 9652,19 zł. To wzrost o 5,5 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca.

Z przedstawionych w publikacji PARP danych wynika, że sytuacja na polskim rynku pracy stopniowo poprawia się – maleje liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne, rośnie liczba ofert zatrudnienia, a wynagrodzenia nadal idą w górę. Szczególnie obiecujący jest skokowy wzrost liczby wolnych etatów, co może świadczyć o większej aktywności firm i stopniowym odbudowywaniu popytu na pracowników.

Co piąty pracownik w UE pracuje poniżej kwalifikacji

W najnowszej odsłonie opracowania PARP „Rynek pracy, edukacja, kompetencje” uwzględniono także raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) „Anticipating Skill Needs and Adapting Higher Education”. Według zawartych w nim danych 21 proc. pracowników w Unii Europejskiej wykonuje pracę poniżej swoich kwalifikacji, a co czwarty uważa, że posiada większe umiejętności, niż jest to wymagane na jego stanowisku. Z drugiej strony 10 proc. osób pracujących jest niedokwalifikowanych, a 9 proc. wskazuje na braki kompetencyjne.

Praca niedopasowana do poziomu wykształcenia niesie ze sobą wymierne konsekwencje. Osoby nadmiernie wykwalifikowane zarabiają średnio o 11 proc. mniej niż pracownicy o podobnym profilu, którzy są właściwie dopasowani do stanowiska w tej samej branży. Taka sytuacja wpływa także na dobrostan psychiczny osób dotkniętych tym zjawiskiem – zatrudnieni poniżej swoich kompetencji rzadziej deklarują satysfakcję z życia. Odsetek zadowolonych ze swojej sytuacji jest o blisko 3 p.p. niższy niż wśród pracowników zatrudnionych adekwatnie do swoich kwalifikacji.

Istotnym czynnikiem wpływającym na jakość życia pracowników jest również odpowiednie wyważenie liczby zadań. Jak wynika z kwietniowej edycji Barometru Rynku Pracy –  42,4 proc. ankietowanych przyznaje, że odczuwa przeciążenie pracą zawodową. Wraz ze wzrostem poczucia przytłoczenia obowiązkami jego negatywne skutki stają się coraz bardziej odczuwalne. Ponad połowa pracowników uskarżających się na nadmiar zadań (56,1 proc.) wskazuje na wyższy poziom stresu i zmęczenia, 27,2 proc. częściej rozważa zmianę miejsca zatrudnienia, a 20,9 proc. deklaruje spadek tempa pracy lub jej efektywności. Różnice widać także w podejściu do stabilności zatrudnienia – wśród osób przeciążonych obowiązkami prawie 3/4 planuje zmianę pracodawcy.

Raport przygotowany w ramach projektu pozakonkursowego FERS pn. „Rozwój i doskonalenie systemu sektorowych rad ds. kompetencji”.

Nowe regulacje uderzają w najem krótkoterminowy. Podaż ofert zaczęła spadać

0

Przepisy jeszcze nie działają w pełni, a rynek już się kurczy. Nowe regulacje najmu krótkoterminowego to moment, w którym inwestorzy muszą zdecydować, w którym modelu chcą dalej działać. Paweł Jarząbek, ekspert Otodom, sprawdza, jak reaguje podaż i ceny w segmencie najmu w największych miastach w Polsce.

Unijne rozporządzenie STR (UE 2024/1028) dotyczące gromadzenia i udostępniania danych o najmie krótkoterminowym weszło już w życie. Polska nie uchwaliła jeszcze krajowej ustawy wdrożeniowej, co oznacza, że pełna egzekucja sankcji, w tym kar do 50 tys. zł, nastąpi dopiero po zakończeniu krajowego procesu legislacyjnego. Jednak rynek najmu już reaguje, i to wyraźnie.

Najważniejsze wnioski:

  1. Rynek reaguje, zanim prawo zacznie działać. Liczba aktywnych ofert najmu krótkoterminowego w Polsce spadła w kwietniu 2026 r. o 5,8%, do ok. 24 tys. ogłoszeń. W Olsztynie i Białymstoku korekta sięgnęła odpowiednio 21% i 19%.
  2. Najem krótkoterminowy czeka profesjonalizacja. Większość z ok. 65 tys. lokali w tym segmencie należy do osób prywatnych. Nowe wymogi formalne i obowiązek rejestracji w CWTON stanowią dla nich realna barierę. Na rynku pozostaną głównie podmioty gotowe operować zgodnie z nowymi standardami.
  3. Najem długoterminowy może skorzystać. 53% wyszukiwań najemców dotyczy nieruchomości wybudowanych po 2020 r. Duża część zasobu najmu krótkoterminowego to właśnie nowe budownictwo – jeśli trafi na rynek długoterminowy, zostanie szybko zaabsorbowane.

Dane Otodom z kwietnia br. pokazują spadek liczby aktywnych ofert najmu w siedmiu największych miastach o 5,8%, tj. do około 24 tys. ogłoszeń. Największe korekty dotknęły rynki o silnym charakterze turystycznym. W Trójmieście liczba ofert spadła o 14%, w Białymstoku o 19%, a w Olsztynie o 21%. To nie przypadek. Właściciele wycofują oferty lub wstrzymują decyzje o ich publikacji w oczekiwaniu na to, jak nowe przepisy będą egzekwowane w praktyce.

Należy zwrócić uwagę, że spośród szacowanych 65 tys. mieszkań funkcjonujących w modelu najmu krótkoterminowego w Polsce, zdecydowana większość należy do osób prywatnych – często na przykład z jednym lokalem kupionym na kredyt lub odziedziczonym. Dla nich nowe obowiązki, wymogi techniczne i konieczność rejestracji w systemie CWTON stanowią realną barierę wejścia. Można się zatem spodziewać profesjonalizacji tego segmentu rynku nieruchomości, ponieważ pozostaną na nim głównie podmioty gotowe operować zgodnie z nowymi standardami.

Z danych Otodom wynika, że ponad połowa zapytań najemców (53%) dotyczy nieruchomości wybudowanych po 2020 roku, a hasło „gotowe do zamieszkania” plasuje się na drugiej pozycji wśród najpopularniejszych fraz wyszukiwania. Dlaczego to ma znaczenie? Duża część zasobu najmu krótkoterminowego to właśnie nowe budownictwo. Jeśli część właścicieli zdecyduje się przenieść lokale do segmentu długoterminowego, rynek powinien je stosunkowo łatwo zaabsorbować, ponieważ są nowe, dobrze wyposażone i odpowiadają dokładnie na oczekiwania wynajmujących.

Dla inwestorów, którzy zdecydują się kontynuować działalność w modelu krótkoterminowym, kluczowe będzie śledzenie lokalnych uchwał gmin. Od 2029 roku gminy będą mogły uchwałą zamknąć określone dzielnice dla najmu krótkoterminowego. Jest to realne ryzyko lokalizacyjne, które każdy inwestor powinien już dziś wkalkulować w swoją decyzję. To też dobry moment, by spokojnie przeliczyć oba scenariusze i podjąć decyzję, w jakim modelu najmu, długo- czy krótkoterminowym, chcą dalej działać.

Zakup, leasing czy wynajem billboardu przy drodze – którą opcję wybrać?

Firma, która planuje reklamę przy autostradzie lub drodze ekspresowej, staje przed wyborem spośród różnych rozwiązań finansowania nośnika. Najczęściej rozpatrywane modele to wynajem billboardu u operatora, zakup własnej konstrukcj ioraz leasing tablicy z opcją wykupu na koniec okresu spłaty. Każde rozwiązanie ma swoje uzasadnienie biznesowe i sprawdza się w innej sytuacji firmy. Decyzję zwykle kształtują trzy zmienne: długość planowanej kampanii, dostęp do gruntu przy odpowiedniej drodze oraz preferowany sposób rozliczania wydatków marketingowych.

Co przemawia za wynajmem billboardu?

Wynajem billboardów pozwala wejść w kampanię outdoor bez angażowania kapitału w środek trwały. Stawka miesięczna wynajmu samej powierzchni reklamowej przy autostradach mieści się w przedziale 3 000–8 000 zł netto, a przy drogach krajowych 1 500–3 500 zł netto. Do tej kwoty dochodzą pozycje rozliczane osobno: druk banera, jego montaż na nośniku, oświetlenie tam, gdzie konstrukcja je posiada, oraz raport końcowy z kampanii. Reklamodawca nie odpowiada za stan techniczny tablicy, nie organizuje uzgodnień z zarządcą drogi i nie ponosi kosztów serwisu. Model sprawdza się przy krótkich kampaniach, testowaniu nowych lokalizacji przed dłuższym zaangażowaniem, akcjach sezonowych oraz aktywnościach rotacyjnych obejmujących kilkanaście tablic w różnych częściach kraju. Firma zyskuje elastyczność i kontrolę nad budżetem w cyklu miesięcznym.

Co przemawia za zakupem własnej konstrukcji?

Zakup billboardu zamienia powtarzające się płatności w jednorazowy nakład, który zostaje w firmie jako środek trwały o przewidywanej żywotności 20–30 lat. Cennik produkcji w 2026 roku zaczyna się od 13 000 zł netto za billboard 18 m² i sięga 75 000 zł netto za megaboard 248 m². Konstrukcja amortyzuje się przez okres określony przepisami i podlega odpisom podatkowym. Działka pod tablicą zyskuje funkcję reklamową oraz wyższą wycenę rynkową. Właściciel decyduje samodzielnie o rytmie zmiany kreacji, a w okresach poza własną kampanią może udostępniać powierzchnię innym podmiotom za stawkę rynkową. Inwestycja zwraca się zwykle w kilka do kilkunastu miesięcy regularnej eksploatacji.

Co daje leasing konstrukcji reklamowej?

Leasing łączy zalety obu poprzednich modeli. Firma nie angażuje pełnej kwoty zakupu w momencie startu inwestycji, lecz spłaca konstrukcję w stałych ratach miesięcznych, które wchodzą do kosztów uzyskania przychodu. Po zakończeniu okresu leasingu tablica przechodzi na własność użytkownika za opłatę wykupu uzgodnioną w umowie. Rozwiązanie sprawdza się szczególnie wtedy, gdy firma planuje długoterminową obecność reklamową przy trasie, lecz nie zamierza blokować jednorazowo kilkudziesięciu tysięcy złotych. Daje przewidywalność raty, dostęp do tej samej konstrukcji co przy zakupie oraz rozłożenie korzyści podatkowej na cały okres umowy.

Wynajem billboardu, zakup czy leasing jak wybrać model dopasowany do firmy?

Decyzja zaczyna się od trzech pytań. Jak długo firma planuje reklamować się na danej trasie? Czy dysponuje gruntem przy odpowiedniej drodze albo może go pozyskać? Jaki sposób rozliczania wydatków marketingowych pasuje do bieżącej sytuacji finansowej: miesięczny koszt operacyjny, jednorazowa inwestycja w aktywo czy raty leasingowe? Odpowiedzi pozwalają wskazać model, który najlepiej współgra z aktualnym etapem rozwoju firmy oraz strategią komunikacji marki.

Przy zakupie i leasingu znaczenie zyskują dodatkowo parametry techniczne konstrukcji. Cynkowanie ogniowe z gwarancją 25 lat, kratownica przestrzenna oraz dociążenie bloczkami betonowymi zamiast lin chronią inwestycję przed przyspieszonym zużyciem.W tym standardzie działa firma Billboard X – producent billboardów autostradowych, który zapewnia kompleksową obsługę: od analizy gruntu i projektu statycznego, przez montaż, aż po serwis pogwarancyjny. Oferuje również leasing własnych tablic.

Grupa Klepsydra zwiększa przychody i EBITDA. Konsolidacja rynku pogrzebowego przynosi efekty

Grupa Klepsydra, lider rynku pogrzebowego w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, wypracowała w I kwartale 2026 r. dynamiczne wzrosty wyników finansowych, które potwierdzają słuszność jej strategii rozwoju koncentrującej się na konsolidacji rozdrobnionego rynku pogrzebowego w Polsce. Przychody ze sprzedaży Grupy były o 27% wyższe niż w I kw. 2025 r. i wyniosły 18,4 mln zł, natomiast EBITDA wzrosła o 47% do poziomu 4,2 mln zł. Zysk netto w omawianym okresie, skorygowany o amortyzację przejętych spółek, wzrósł 46% względem I kw. 2025 r. i wyniósł 2,6 mln zł.

W I kw. 2026 r. Grupa Klepsydra koncentrowała się na integracji przejętych spółek oraz dalszej konsekwentnej realizacji strategii rozwoju. W marcu spółka przejęła firmę Glob – największego konkurenta firmy Bongo, zajmującą się międzynarodowym transportem zmarłych i ich prochów. W grupie kapitałowej znajduje się obecnie 11 spółek.

Grupa obsłużyła w omawianym okresie blisko 4 tys. pogrzebów (B2C oraz B2B), czyli o 13% więcej niż przed rokiem:

  • 1 467 pochówków (1 306 w I kw. 2025 r.; wzrost o 12%),
  • 2 782 kremacji B2C i B2B (2 483 w I kw. 2025 r.; wzrost o 15%)
  • sprzedała 81 miejsc na zarządzanych przez siebie cmentarzach (85 w I kw. 2025 r., spadek o 5%),

oraz

  • obsłużyła 164 zlecenia międzynarodowego transportu zmarłych (155 w I kw. 2025 r., wzrost o 7%)

W tym samym czasie, czyli w I kw. tego roku, liczba zgonów w Polsce była niższa niż w ubiegłym roku, co oznacza, że Grupa Klepsydra rośnie szybciej od rynku. Zgodnie z prognozami długoterminowymi prezentowanymi przez GUS, w ciągu najbliższych 20 lat śmiertelność w Polsce będzie systematycznie rosła. Tym samym rynek będzie sprzyjał dalszemu rozwojowi spółki.

Pierwszy kwartał 2026 r. potwierdził, że konsekwentnie realizowana strategia konsolidacji rozdrobnionego rynku pogrzebowego przynosi oczekiwane efekty. Umacniamy pozycję lidera rynku, rozwijamy skalę działalności i konsekwentnie budujemy wartość Grupy, także poprzez nowe akwizycje, takie jak przejęcie firmy Glob. Co istotne, rośniemy szybciej niż rynek, mimo niższej liczby zgonów w Polsce w analizowanym okresie. W dłuższym terminie wspierają nas także korzystne trendy demograficzne, które sprzyjają dalszemu rozwojowi Grupy Klepsydra” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce oraz integracji przejętych spółek z grupą kapitałową.

Spółka systematycznie wypracowuje bardzo dobre wyniki finansowe. Nowoczesny model biznesowy – kompleksowość usług, nowoczesne własne zaplecze infrastrukturalne, wysoka jakość obsługi klienta oraz dalsza rozbudowa grupy kapitałowej pozwolą na dalszy wzrost wyników w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra w I kw. 2026 r.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra w I kw. 2026

Wyniki finansowe prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

Analizując skonsolidowane wyniki finansowe z I kw. 2026 r. należy wziąć pod uwagę następujące kwestie:

  1. GŁÓWNE CZYNNIKI WZROSTU BIZNESU:

Na wyniki osiągnięte w I kwartale 2026 roku wpływ miały przede wszystkim efekty wzrostu skali działalności oraz kontynuowane działania porządkujące i integracyjne w grupie kapitałowej. W szczególności Grupa prowadziła dalsze działania związane z integracją podmiotów nabytych w poprzednich okresach, w tym spółek STYKS Sp. z o.o., PUK Lublin Sp. z o.o. oraz Centrum Pogrzebowe Zieleń Miejska Sp. z o.o. Działania te obejmowały m.in. wdrażanie jednolitych zasad raportowania, rozwój wspólnej polityki finansowej i inwestycyjnej, usprawnienia organizacyjne oraz wykorzystanie efektów skali w obszarze zakupów i zarządzania operacyjnego.

  1. AMORTYZACJA WPŁYWA NA ZYSKOWNOŚĆ:

Zgodnie z Polskimi Standardami Rachunkowości Grupa Klepsydra jest zobowiązana w swoich wynikach finansowych do amortyzacji[1] wartości zakupionych firm przez kolejne 20 lat. Amortyzacja wartości firmy jest zabiegiem księgowym, który nie wpływa bezpośrednio na przepływy pieniężne firmy. Jest to rozliczenie kosztów związanych z nabyciem wartości niematerialnej w czasie, a nie jest to rzeczywisty wydatek gotówkowy. Amortyzacja obniża zysk netto i zysk operacyjny w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym, jednak nie zmniejsza faktycznej gotówki dostępnej w firmie, co jest kluczowe dla oceny kondycji finansowej Grupy Klepsydra i jej planów strategicznych (konsolidacja rynku pogrzebowego). W I kw. 2026 wysokość amortyzacji zakupionych firm wyniosła blisko 0,6 mln zł i będzie ulegała zwiększeniu przy zakupie każdej nowej spółki, zgodnie ze strategią budowy grupy kapitałowej opartej na konsolidacji branży funeralnej.

  1. GLOB POZA GRUPĄ KAPITAŁOWĄ:

Skuteczne ujawnienie Grupy Klepsydra S.A. jako udziałowca GLOB Sp. z o.o. w rejestrze przedsiębiorców KRS nastąpiło po zakończeniu I kwartału 2026 roku, dlatego spółka ta nie została objęta konsolidacją na dzień 31 marca 2026 roku.

KONSEKWENTNA REALIZACJA STRATEGII – ROZBUDOWA GRUPY KAPITAŁOWEJ

Grupa Klepsydra konsekwentnie realizuje strategię konsolidacji rynku pogrzebowego poprzez przejęcia spółek pogrzebowych w Polsce. Od momentu debiutu na GPW w czerwcu 2023 r., spółka przejęła już 7 spółek pogrzebowych, zwiększając swoje pokrycie terytorialne w Polsce o ponad 100%.

W I kw. 2026 r. Grupa Klepsydra zawarła umowę inwestycyjną ze spółką Glob sp. z o.o. oraz jej wszystkimi wspólnikami, na mocy której Grupa Klepsydra stała się jedynym właścicielem swojego największego konkurenta w segmencie międzynarodowego transportu osób zmarłych i ich prochów. Transakcja została zrealizowana w dwóch etapach, a kwota zapłacona na rzecz dotychczasowych wspólników spółki Glob za wszystkie posiadane przez nich w tej spółce udziały wyniosła 9,4 mln zł brutto.

W grupie kapitałowej znajduje się obecnie 11 spółek pogrzebowych, w tym 3 krematoria.

Spółki w grupie kapitałowej oraz obszar ich działania

Spółki w grupie kapitałowej oraz obszar ich działania

[1] Amortyzacja nadwyżki ceny zakupu nad wartością księgową kupionej spółki

*Zysk netto skorygowany oznacza zysk netto powiększony o amortyzację wartości zakupionych firm (tzw. goodwill).

 

Parki handlowe biją rekordy. Polska liderem rynku w Europie Środkowo-Wschodniej

Jak wynika z danych międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, w 2025 roku wolumen inwestycyjny w segmencie parków handlowych w Polsce osiągnął 466 mln EUR, co stanowi najwyższy wynik w historii tej klasy aktywów. Polska pozostaje jednocześnie największym rynkiem parków handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za ponad jedną trzecią jego zasobów. Mimo tej skali segment nadal ma istotny potencjał dalszego wzrostu. Jednocześnie rosnąca dojrzałość tego formatu zmienia podejście inwestorów, mocniej przesuwając uwagę w kierunku szytej na miarę komercjalizacji, zarządzania wartością i efektywności operacyjnej.

Kapitał stawia na skalę

W 2025 roku na polskim rynku nieruchomości handlowych odnotowano 52 transakcje, co potwierdza stabilną aktywność inwestorów. Równolegle rynek przyspiesza w kierunku konsolidacji, czego efektem są coraz większe transakcje portfelowe. Przykładem jest przejęcie 36 parków handlowych od TREI Real Estate przez joint venture Slate Asset Management oraz Ares Management Corporation za ponad 300 mln EUR. Podobne procesy widoczne są również na rynkach Europy Zachodniej, w tym w Niemczech, gdzie jedna z największych transakcji retailowych 2025 roku objęła portfel ponad 100 parków handlowych.

Zainteresowanie inwestorów tym formatem utrzymało się także na początku 2026 roku. W pierwszym kwartale wartość transakcji w segmencie parków handlowych wyniosła 87,25 mln EUR, co stanowiło 27% całkowitej aktywności inwestycyjnej w sektorze retail.

Parki handlowe odpowiadały w 2025 roku za 466 mln EUR zainwestowanego kapitału, osiągając najwyższy wynik w historii polskiego rynku dla tej klasy aktywów. To potwierdza, że należą dziś do najbardziej płynnych i przewidywalnych formatów na rynku nieruchomości handlowych. Co istotne, mocny początek 2026 roku pokazuje, że zainteresowanie inwestorów tym segmentem pozostaje wysokie. Skala kapitału ulokowanego w parkach oraz aktywny pipeline projektów na 2026 rok pozwalają nam sądzić, że nie mamy do czynienia z krótkoterminowym trendem, ale z dojrzewaniem całego rynku i jego dalszą integracją, mówi Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Polska buduje przewagę w regionie

W segmencie parków handlowych (i nie tylko) Polska osiągnęła pozycję lidera w skali całego CEE. Całkowite zasoby w ramach tego formatu w regionie wynoszą obecnie blisko 9,78 mln mkw., z czego ponad 3,37 mln mkw., czyli 34%, przypada na Polskę. Nasz kraj deklasuje pod tym względem rynki takie jak Rumunia (1,87 mln mkw.), Węgry (1,77 mln mkw.) czy Czechy (1,36 mln mkw). Jeszcze silniejszą dominację widać w planach inwestycyjnych – polski rynek odpowiada za 44% nowej podaży w budowie w całym regionie.

W całym 2025 roku na rynek trafiło około 545 000 mkw. nowej powierzchni, a 75% tej podaży stanowiły parki handlowe. Na koniec czwartego kwartału w budowie pozostawało około 644 000 mkw., a parki odpowiadały aż za 84% tego wolumenu. Dodatkowo, tylko co czwarty metr kwadratowy nowej powierzchni powstaje w aglomeracjach liczących ponad 400 tys. mieszkańców, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Koniec powtarzalnych schematów

Rosnąca skala rynku oznacza również wyższy poziom jego dojrzałości. W praktyce powinno to przełożyć się na odejście od prostych, powtarzalnych modeli komercjalizacji, dzięki czemu park handlowy nie będzie uniwersalnym zestawem kilku tych samych kategorii najemców, a zacznie pełnić funkcję lokalnego centrum codziennych usług i zakupów.

Dziś tenant-mix dla parku handlowego nie może być kalką rozwiązań z innej lokalizacji. O jego skuteczności decyduje analiza realnych potrzeb mieszkańców, siły nabywczej czy pożądanych przez konsumentów funkcji. Widzimy to szczególnie w kontekście tzw. „srebrnej gospodarki”. Pokolenia 40+ i 50+, które dysponują obecnie największą siłą nabywczą, stawiają na pragmatyzm i oszczędność czasu. Dlatego obok operatorów spożywczych czy modowych coraz częściej pojawiają się tam usługi zdrowotne, apteki, punkty beauty, fitness czy sklepy zoologiczne. W dobrze zaprojektowanym parku handlowym chodzi nie o liczbę sklepów, ale o trafność oferty – o taki dobór marek i usług, który odpowiada na rzeczywiste potrzeby klientów w danej lokalizacji i buduje regularną, codzienną odwiedzalność, mówi Michał Masztakowski, Head of Retail, Cushman & Wakefield.

Właściciele coraz częściej oczekują modelu, który łączy komercjalizację, property management i marketing w jeden spójny proces nastawiony na wzrost wartości aktywa. W przypadku rosnących portfeli o przewadze nie decyduje już samo posiadanie obiektów, ale zdolność do utrzymania obłożenia, kontroli kosztów operacyjnych i budowania lojalności klientów.

W parkach handlowych efektywność operacyjna musi iść w parze z doświadczeniem klienta. Dziś zarządzanie takim aktywem to nie tylko sprawna operacja, ale również przemyślana strategia marketingowa, wzmacnianie lokalnej rozpoznawalności oraz działania przekładające się na wysoki poziom odwiedzalności. Równie istotne są właściwie skalkulowane i transparentnie zarządzane koszty wspólne, które mają bezpośredni wpływ zarówno na atrakcyjność obiektu dla najemców, jak i na stabilność jego funkcjonowania. To właśnie połączenie kontroli kosztów, sprawnej operacji i jakości codziennego doświadczenia użytkownika pozwala na uzyskanie stabilności przychodów i długoterminowej wartości nieruchomości, podkreśla Agnieszka Bobela-Musiał, Head of Retail, Asset Services, Cushman & Wakefield.

Rynki wierzą w przełom, choć konkretów nadal brakuje. Ropa tanieje, złoty zyskuje

Nastroje wyraźnie się poprawiły. Niby nie ma jeszcze konkretów, ale wielu inwestorów wierzy administracji prezydenta USA – przecież nie wprowadziłaby rynków w błąd? Na lepszych emocjach zyskuje też polski złoty. W tle słabsze dane z Wielkiej Brytanii.

Poprawa bez poprawy

Na dzisiejszym otwarciu widać było duży optymizm inwestorów. Ropa naftowa Brent zakończyła miniony tydzień w okolicach 104 USD za baryłkę. Na moment pisania tego tekstu kosztuje już „tylko” 96 USD. Pokazuje to, że rynki wierzą, że idziemy w dobrą stronę i – co najważniejsze – dochodzi do przełomów. W mediach panuje przekonanie, że porozumienie jest już blisko. Świadczy o tym chociażby zwiększony, względem ostatnich tygodni, ruch statków przez Cieśninę Ormuz. Nadal pozostaje jeszcze wiele spraw do ustalenia. I to takich, których wbrew obowiązującej amerykańskiej narracji nie powinno się nazywać detalami. Nie wiadomo, co dalej ze wzbogaconym uranem i programem nuklearnym. Iran dalej oczekuje, że będzie kontrolował statki w Cieśninie Ormuz. Izrael uważa, że porozumienie pokojowe ogranicza się do Iranu. Tę listę niestety można wydłużać. W rezultacie niewykluczone jest, że niedługo możemy mieć korektę obecnego ruchu, jeżeli rozmowy staną w martwym punkcie.

Jak reagują rynki walutowe?

Wraz z poprawą nastrojów widać również zmiany na rynkach walutowych. Od otwarcia dolar traci niemal pół centa względem euro od piątkowego zamknięcia. Sytuacja ta przekłada się również na waluty naszej części świata. Zarówno polski złoty, węgierski forint, jak i korona czeska zyskują od rana na wartości. Wracamy na kursie EURPLN poniżej 4,24 zł. Tym samym PLN jest najsilniejszy od ponad dwóch tygodni. Ze względu na wspomniane ruchy na rynkach globalnych, umocnienie względem dolara jest silniejsze. Warto zwrócić uwagę, że zmiany są zauważalne również na rynku obligacyjnym. Rentowności obligacji idą w dół. Pokazuje to, że kapitał wraca do szukania lepszych stóp zwrotu, a nie awersji do ryzyka jak w poprzednich dniach.

Słabsze dane z Wysp Brytyjskich

Piątek przyniósł słabsze od oczekiwań odczyty sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii. Wartość w ujęciu rocznym się nie zmieniła. Prognozowano wzrost o 1,3%. To nadal byłby wynik wyraźnie niższy od inflacji, ale stanowiłby mniej zły rezultat. Ten kraj jeszcze dobrze nie wyszedł z problemów, które sam przygotował sobie Brexitem, a już w wyborach lokalnych politycy odpowiedzialni za tamten „sukces” odnoszą kolejne zwycięstwa. Pomimo tych umiarkowanych osiągnięć gospodarczych, funt zyskuje ostatnio na poprawie apetytu na ryzyko i umacnia się podobnie jak polski złoty względem euro. Kurs wobec złotego od ponad tygodnia wydaje się przyspawany do poziomu 4,91 zł.

Dzisiaj w USA Dzień Pamięci, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Dedykowane systemy logistyczne dla korporacji – jak personalizowane oprogramowanie usprawnia zarządzanie przesyłkami

Wyobraź sobie, że Twoja firma wysyła milion paczek miesięcznie, korzysta z dziesiątków przewoźników i operuje na kilkunastu rynkach. Każdy błąd w logistyce to nie tylko reklamacja — to utrata zaufania klienta i potencjalnie wieloletniego kontraktu. W takim środowisku gotowe platformy SaaS przestają wystarczać, a zarządzanie przesyłkami zmienia się z kwestii operacyjnej w zagadnienie strategiczne. Oto dlaczego coraz więcej korporacji sięga po rozwiązania szyte na miarę.

W tym obszarze liderem rynku jest Alsendo, dostarczające narzędzia do zarządzania łańcuchem dostaw dla biznesu, które pozwalają na pełną kontrolę nad łańcuchem dostaw.

Kiedy gotowe rozwiązania przestają wystarczać

Nie każda firma potrzebuje dedykowanego systemu logistycznego. Dla przedsiębiorstwa wysyłającego kilka tysięcy paczek miesięcznie, operującego na jednym rynku i korzystającego z dwóch‑trzech przewoźników, platforma SaaS będzie wystarczająca.

Sygnały ostrzegawcze

  • Konieczność ręcznego eksportu danych między systemami
  • Brak automatycznego wyboru przewoźnika na podstawie złożonych reguł
  • Ograniczone możliwości raportowania i analityki
  • Pracownicy spędzają godziny na czynnościach, które powinny być zautomatyzowane
  • Dane z różnych kanałów sprzedaży trafiają do różnych systemów — spójność informacji jest trudna do utrzymania

Kto korzysta z systemu?

W korporacjach z systemem logistycznym korzystają działy logistyki, operacji, finansów, customer service, a niekiedy także zarząd potrzebujący danych strategicznych. Ponadto z systemu — bezpośrednio lub przez API — korzystają przewoźnicy, operatorzy magazynowi, a także klienci B2B i B2C oczekujący pełnej transparentności dostaw.

Im więcej interesariuszy, tym trudniej dopasować jedno gotowe narzędzie do wszystkich potrzeb.

Dla największych graczy rynkowych ważne stają się indywidualni rozwiązania kurierskie enterprise, które pozwalają na głęboką integrację z wewnętrznymi systemami klasy ERP i WMS, eliminując bariery technologiczne typowe dla masowych systemów.

Kto podejmuje decyzję?

W procesie decyzyjnym o wyborze podejścia dedykowanego uczestniczą zwykle CIO, CTO oraz Supply Chain Director. To oni oceniają, czy dalsze kompromisy związane z gotowym rozwiązaniem są akceptowalne, czy też inwestycja w oprogramowanie szyte na miarę przyniesie długoterminową przewagę.

Czym właściwie jest dedykowany system logistyczny

Dedykowany system logistyczny to oprogramowanie projektowane na zamówienie, które odzwierciedla unikalne procesy logistyczne konkretnej korporacji. Nie jest to nakładka na gotowy produkt, lecz rozwiązanie budowane od fundamentów — z uwzględnieniem specyfiki branży, modelu dystrybucji, wymagań regulacyjnych i wewnętrznych procedur.

Architektura modułowa

Architektura takiego systemu jest zazwyczaj modułowa. W jej skład mogą wchodzić:

Moduł Funkcja

 

TMS Transport Management System — zarządzanie transportem
WMS Warehouse Management System — zarządzanie magazynem
OMS Order Management System — zarządzanie zamówieniami
Tracking Śledzenie przesyłek w czasie rzeczywistym
Billing Rozliczenia z przewoźnikami
Raportowanie Analityka i dashboardy menedżerskie

Wybierając dedykowane oprogramowanie wysyłek kurierskich, firma zyskuje pewność, że narzędzie będzie rozwijać się wraz z nią, a nie stanowić ograniczenia w przyszłości.

Integracja i technologia

Niezbędnym elementem jest integracja z istniejącym otoczeniem IT korporacji: systemem ERP, CRM, platformami e‑commerce, marketplace’ami oraz API przewoźników.

Pod względem technologicznym do wyboru są różne podejścia:

  • Architektura monolityczna — prostsza na starcie, ale staje się ograniczeniem wraz ze wzrostem skali
  • Mikroserwisy — pozwalają na niezależny rozwój poszczególnych modułów
  • Infrastruktura: chmura publiczna, on‑premise lub rozwiązania hybrydowe — wybór zależy od wymagań bezpieczeństwa, kosztów i skalowalności

Dlaczego uniwersalne narzędzie nie zawsze jest rozwiązaniem

Każda korporacja ma swoją specyfikę logistyczną. Gotowe rozwiązanie rzadko potrafi pogodzić wszystkie wymagania jednocześnie:

  • Producent farmaceutyczny — łańcuch chłodniczy i ścisła regulacja
  • Sprzedawca e‑commerce na rynki zagraniczne — odprawy celne i deklaracje eksportowe
  • Dystrybutor B2B — dostawy just‑in‑time, precyzyjne harmonogramowanie, integracja z systemami odbiorców

Ukryte koszty niedopasowania

Koszty korzystania z niedopasowanego oprogramowania bywają trudne do zmierzenia na pierwszy rzut oka:

  • Praca manualna obejmująca ograniczenia systemu
  • Błędy z ręcznego przepisywania danych
  • Duplikacja informacji w różnych systemach
  • Opóźnienia spowodowane brakiem automatyzacji

Elastyczność wobec zmian

Elastyczność dedykowanego systemu zyskuje na znaczeniu w kontekście zmian rynkowych i regulacyjnych. Nowe przepisy dotyczące śladu węglowego, zmiany w prawie celnym, pojawienie się nowych kanałów sprzedaży — każda taka zmiana wymaga dostosowania systemu.

W przypadku gotowego rozwiązania korporacja jest zdana na roadmapę dostawcy. W przypadku systemu dedykowanego tempo reakcji zależy wyłącznie od jej własnych zasobów i decyzji.

Główne funkcjonalności, które wyróżniają dedykowane rozwiązania

Zarządzanie przesyłkami

Sercem każdego systemu logistycznego jest zarządzanie przesyłkami. W rozwiązaniu dedykowanym obejmuje to:

  • Tworzenie zleceń wysyłki
  • Automatyczny dobór przewoźnika na podstawie zdefiniowanych reguł biznesowych
  • Generowanie listów przewozowych i dokumentacji eksportowej

Cały ten proces może przebiegać bez udziału operatora, jeśli dane wejściowe są kompletne i prawidłowe.

Śledzenie przesyłek w czasie rzeczywistym

Dedykowany system konsoliduje dane trackingowe z wielu przewoźników w jednym interfejsie, eliminując konieczność odwiedzania kilku różnych stron. Dane mogą być udostępniane klientom za pośrednictwem branded tracking page — strony śledzenia wizualnie spójnej z marką nadawcy.

Optymalizacja tras i kosztów

System może automatycznie wybrać najkorzystniejszą trasę lub przewoźnika, biorąc pod uwagę wagę, gabaryt, destynację, priorytet, koszt i wymagany czas dostawy.

Złożone reguły alokacji — na przykład: „przesyłki powyżej 30 kg do Niemiec realizujemy przewoźnikiem X, chyba że klient wybrał dostawę ekspresową” — są definiowane jako konfiguracja, a nie kod.

Zarządzanie zwrotami (reverse logistics)

Dedykowany system automatyzuje procesy RMA (Return Merchandise Authorization):

  • Generuje etykiety zwrotne
  • Śledzi status zwracanych przesyłek na każdym etapie
  • Obsługuje proces od nadania, przez odbiór w magazynie, po rozpatrzenie reklamacji

Raportowanie i analityka

Dashboardy menedżerskie prezentują kluczowe KPI:

Wskaźnik Opis

 

Czas obsługi zlecenia Od zamówienia do przekazania przewoźnikowi
Koszt jednostkowy przesyłki Średni koszt wysyłki
On‑Time Delivery Wskaźnik dostaw na czas
Liczba reklamacji Monitorowanie jakości

Zaawansowane systemy oferują również predykcje popytu i symulacje scenariuszowe.

Komunikacja z klientem końcowym

Automatyczne powiadomienia e‑mail lub SMS o statusie przesyłki, przypomnienia o planowanym terminie dostawy, informacje o opóźnieniach — wszystko to buduje zaufanie i redukuje liczbę zapytań do działu obsługi klienta.

Zarządzanie wyjątkami

Zamiast czekać, aż klient zgłosi problem, system sam identyfikuje anomalie i generuje alerty lub automatycznie podejmuje działania korygujące:

  • Przesyłka, która nie opuściła magazynu w wyznaczonym czasie
  • Paczka utkwiona w punkcie przeładunkowym
  • Przekroczenie zadeklarowanego SLA

Dedykowany system a gotowe rozwiązanie — porównanie podejść

Wybór między dedykowanym systemem, gotowym rozwiązaniem SaaS a podejściem hybrydowym nie jest decyzją czysto technologiczną. To decyzja biznesowa.

Kryterium Dedykowany system Gotowe SaaS Hybryda

 

Dopasowanie do procesów Pełne Wymaga kompromisów Częściowe
Koszt początkowy Wysoki Niski Średni
Koszty w dłuższej perspektywie Przewidywalne, brak licencji Rosną z wolumenem Zróżnicowane
Czas wdrożenia Miesiące/lat Dni/tygodnie Etapowe
Kontrola nad danymi Pełna Zależność od dostawcy Częściowa
Skalowalność Wysoka (jeśli zaprojektowana) Ograniczona architekturą Zróżnicowana

Mechanizmy, dzięki którym personalizacja usprawnia zarządzanie przesyłkami

Personalizacja oprogramowania nie jest celem samym w sobie — jest środkiem do eliminacji marnotrawstwa w procesach logistycznych.

Eliminacja ręcznych procesów

Tworzenie zleceń wysyłki, generowanie etykiet, przygotowywanie deklaracji celnych, weryfikacja danych adresowych — wszystkie te czynności mogą przebiegać automatycznie. Dane przepływają między systemami bez udziału człowieka.

Konsolidacja danych (single source of truth)

Korporacja korzystająca z kilku platform sprzedażowych, kilkunastu przewoźników i kilku magazynów potrzebuje jednego miejsca, w którym wszystkie informacje o przesyłkach są spójne i aktualne. Dedykowany system eliminuje ryzyko rozbieżności między danymi w różnych systemach.

Inteligentna alokacja przesyłek

Reguły biznesowe decydują o wyborze przewoźnika i trasy na podstawie złożonych kryteriów:

  • Waga i gabaryt
  • Destynacja i priorytet
  • Koszt i wymagany SLA
  • Preferencje klienta
  • Dostępność przewoźnika

Reguły te mogą być modyfikowane przez dział logistyki bez angażowania zespołu programistów.

Proaktywne zarządzanie wyjątkami

Zamiast reagować na zgłoszenia klientów, pracownicy otrzymują od systemu alerty o potencjalnych problemach — zanim klient zauważy opóźnienie. System może zasugerować lub automatycznie wykonać działanie korygujące: przeadresować przesyłkę, zlecić wysyłkę zastępczą, powiadomić klienta.

Automatyzacja rozliczeń z przewoźnikami

Weryfikacja faktur przewoźników w odniesieniu do zapisów umownych, kontrola zgodności stawek, identyfikacja nadpłat i błędów rozliczeniowych — te procesy, wykonywane ręcznie, są czasochłonne i podatne na błędy. Zautomatyzowane, przebiegają szybko i precyzyjnie.

Mierzalne korzyści operacyjne

Wdrożenie dedykowanego systemu logistycznego przekłada się na konkretne, mierzalne wskaźniki:

  • Skrócenie czasu obsługi zlecenia — od kilkanaście minut z interwencją operatora do sekund
  • Redukcja kosztów transportu — optymalizacja wyboru przewoźnika i negocjacje oparte na twardych danych
  • Mniej błędnych i zagubionych przesyłek — walidacja danych i weryfikacja kompletności eliminują błędy u źródła
  • Wyższy wskaźnik On‑Time Delivery — lepsza optymalizacja tras i proaktywne zarządzanie wyjątkami
  • Skrócony czas rozpatrywania reklamacji — pełna historia przesyłki w jednym systemie
  • Redukcja czynności manualnych — przesunięcie kompetencji pracowników na działania o wyższej wartości
  • Poprawa satysfakcji klienta — mierzona wskaźnikami NPS i CSAT

Jak przebiega proces budowy systemu na zamówienie

Budowa dedykowanego systemu logistycznego to przedsięwzięcie wieloetapowe, wymagające ścisłej współpracy między dostawcą technologii a korporacją.

Etap 1: Analiza wymagań

Mapowanie procesów logistycznych — zarówno w ich obecnym kształcie (AS‑IS), jak i docelowym (TO‑BE). Identyfikacja wąskich gardeł, zbędnych czynności i punktów integracji.

Etap 2: Projektowanie architektury

Decyzje na tym etapie — monolit czy mikroserwisy, chmura czy on‑premise, relacyjna czy dokumentowa baza danych — mają konsekwencje na lata.

Etap 3: Development iteracyjny

Podejście Agile/Scrum z dostarczaniem modułów w fazach:

  • MVP z podstawowymi funkcjonalnościami
  • Kolejne iteracje z rozszerzeniami

Etap 4: Integracja z systemami zewnętrznymi

ERP korporacji, API przewoźników, marketplace’ami, systemy magazynowe — każde z tych źródeł danych ma swoją specyfikę. Testy jednostkowe, integracyjne, wydajnościowe i akceptacyjne (UAT) prowadzone są na każdym etapie.

Etap 5: Wdrożenie i migracja danych

Szczegółowe planowanie zapewniające ciągłość operacyjną. Szkolenie użytkowników i zarządzanie zmianą (change management) mają decydujący wpływ na sukces wdrożenia.

Etap 6: Utrzymanie i ciągłe doskonalenie

Dedykowany system nie jest produktem skończonym — wymaga aktualizacji i reagowania na zmieniające się potrzeby biznesowe.

Z jakimi wyzwaniami wiąże się ta inwestycja

Wyzwanie Opis

 

Definicja wymagań Niedoprecyzowane oczekiwania prowadzą do przekroczenia budżetów i opóźnień
Zarządzanie zmianą Pracownicy mogą postrzegać nowy system jako zagrożenie
Jakość danych historycznych Niekompletne lub zduplikowane dane przy migracji
Elastyczność vs. złożoność Zbyt wiele opcji konfiguracyjnych czyni system trudnym w obsłudze
Dług technologiczny Decyzje pod presją czasu kumulują się w czasie
Ciągłość operacyjna Firma nie może przestać wysyłać paczek na czas wdrożenia
Zgodność z regulacjami RODO, przepisy transportowe, prawo celne, wymogi ESG

Wprowadzanie wymogów regulacyjnych do systemu po fakcie jest znacznie kosztowniejsze niż wbudowanie ich w architekturę od początku.

Co przyniesie najbliższą przyszłość

Sztuczna inteligencja i ML

  • Predykcja opóźnień na podstawie danych historycznych i pogodowych
  • Dynamiczne wycenianie tras w czasie rzeczywistym
  • Automatyczna klasyfikacja przesyłek

Blockchain w łańcuchu dostaw

Zapewnia niezmienność zapisów i transparentność. Zastosowania w obszarze dokumentacji celnej i certyfikacji pochodzenia produktów zyskują na popularności.

IoT i sensory

Monitorowanie temperatury, wstrząsów i wilgotności staje się standardem w branżach, gdzie integralność ładunku ma znaczenie krytyczne. Dane z sensorów umożliwiają proaktywną reakcję na odchylenia.

Platformy low‑code i no‑code

Przyspieszają budowę dedykowanych modułów, pozwalając na tworzenie aplikacji i automatyzacji bez angażowania zespołu deweloperskiego.

Zrównoważona logistyka

Kalkulacja śladu węglowego jako wbudowany element systemu przestaje być opcją — staje się wymogiem regulacyjnym i oczekiwaniem rynku.

Edge computing i robotyka

  • Edge computing — przetwarzanie danych w czasie rzeczywistym na magazynach i w pojazdach
  • Roboty magazynowe i autonomiczne pojazdy — wymagają ścisłej integracji z systemem logistycznym

Jak wybrać partnera technologicznego

Wybór firmy, która zaprojektuje i wdroży dedykowany system, ma znaczenie porównywalne z wyborem samej technologii.

Na co zwrócić uwagę?

  • Doświadczenie w branży logistycznej — partner, który nie rozumie specyfiki zarządzania przesyłkami, uczy się na koszt klienta
  • Kompetencje technologiczne — mikroserwisy w kontenerach Kubernetes, integracje API REST i GraphQL, bazy danych zoptymalizowane pod duże wolumeny
  • Referencje — warto weryfikować bezpośrednio u wcześniejszych klientów
  • Model współpracy — fixed price, time & material lub dedicated team — dopasowany do charakteru projektu
  • Wsparcie powdrożeniowe i SLA — system wymaga ciągłego rozwoju, partner powinien być gotowy na długoterminową współpracę
  • Bezpieczeństwo danych i compliance — certyfikacje, audyty i procedury weryfikowane na etapie wyboru, nie po wdrożeniu

Podsumowanie

Dedykowany system logistyczny to inwestycja strategiczna — nie tylko technologiczna. Decyzja o jego budowie powinna wynikać z dojrzałości procesowej i skali operacji korporacji, a nie z mody na innowację.

Rosnąca złożoność łańcuchów dostaw, oczekiwania klientów końcowych i wymagania regulacyjne tworzą środowisko, w którym jedno uniwersalne rozwiązanie nie jest w stanie sprostać wszystkim wyzwaniom.

System szyty na miarę nie eliminuje tej złożoności — ale daje nad nią kontrolę. Pozwala zamienić chaos operacyjny w przewidywalne, mierzalne i optymalizowalne procesy.

Alsendo to platforma technologiczna do zarządzania wysyłkami i dostawami dla każdej wielkości przedsiębiorstwa, w tym również Enterprise. Misją Alsendo jest zapewnienie procesów wysyłki o wysokiej jakości i efektywności kosztowej, oferując niezawodne usługi na całym świecie. Firma co miesiąc wysyła ponad 6 milionów paczek, obsługuje ponad 100 tysięcy aktywnych klientów biznesowych i ma zasięg w ponad 150 krajach, korzystając z sieci ponad 250 tysięcy punktów nadania i odbioru przesyłek. Platforma oferuje ponad 400 integracji z innymi platformami, w tym również przez API.

AI zmienia kulturę szybciej niż regulacje. Branża cyfrowa przedstawia rekomendacje dla rynku kreatywnego

Potrzebne są programy edukacyjne dla branży kreatywnej na temat odpowiedniego wykorzystywania sztucznej inteligencji, utrzymanie modelu godzącego interesy artystów i innowacyjność Europy oraz stabilne reguły współpracy między sektorem technologicznym a twórcami – rekomenduje Związek Cyfrowa Polska w najnowszym raporcie „Twórcy w erze AI. Szanse, obawy, realia”. Zdaniem ekspertów przyszłość rynku cyfrowego będzie zależała od tego, czy Europa stworzy warunki do rozwoju AI bez nadmiernego obciążania innowacji i twórców nowymi regulacjami.

Według danych przedstawionych w publikacji już dziś w Unii Europejskiej z narzędzi AI korzysta 51 proc. firm z branży gier wideo, 39 proc. firm audiowizualnych i 35 proc. twórców muzycznych. W Polsce skala adaptacji jest jeszcze bardziej widoczna – 86 proc. twórców deklaruje korzystanie ze sztucznej inteligencji w codziennej pracy twórczej. Tym samym globalny rynek treści generowanych przez AI rośnie i według szacunków może osiągnąć wartość 64 mld euro do 2028 roku.

Sztuczna inteligencja jest dziś jednym z najważniejszych impulsów. Nie chodzi już wyłącznie o technologię zwiększającą efektywność. AI zmienia sposób, w jaki tworzymy, uczymy się i doświadczamy kultury. To moment ogromnej odpowiedzialności dla firm technologicznych, twórców i regulatorów – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Eksperci: nie wolno nam osłabiać konkurencyjności Europy

Jak możemy z tej sytuacji wyciągnąć maksimum korzyści dla europejskiej i polskiej gospodarki? Autorzy raportu wskazują, że kluczowe znaczenie dla przyszłości rynku kreatywnego w Europie będzie miało wypracowanie stabilnych i proporcjonalnych zasad współpracy między dostawcami technologii, twórcami i użytkownikami. W ich ocenie rozwój generatywnej AI nie powinien odbywać się w warunkach nadmiernej regulacji, która mogłaby osłabić konkurencyjność Polski i Europy wobec Stanów Zjednoczonych czy Chin. Zamiast gąszczu przepisów ważny jest transparentny dialog między światem technologicznym i sektorem kultury – ocenia Cyfrowa Polska w swoim opracowaniu.

W raporcie znajduje się również apel o pozostawienie przestrzeni do naturalnego dojrzewania rynku. Autorzy podkreślają, że technologia generatywna i modele biznesowe oparte na AI pozostają na wczesnym etapie rozwoju, dlatego zbyt szybka i restrykcyjna interwencja regulacyjna mogłaby zahamować innowacje. Zamiast administracyjnych nakazów eksperci rekomendują rozwój dobrowolnych partnerstw między podmiotami współtworzącymi rynek oraz jasne rozdzielenie odpowiedzialności między dostawcami modeli a użytkownikami, którzy decydują o dalszym rozpowszechnianiu wygenerowanych treści.

Warto zwrócić uwagę na obszar prawa autorskiego, w którym postulujemy konieczność utrzymania obowiązującego modelu łączącego wyjątek „text and data mining” oraz prawo uprawnionych do zastrzegania wykorzystywanych treści, tzw. „out out”, jako rozwiązania zapewniającego równowagę między ochroną interesów twórców a możliwością rozwoju europejskich modeli AI – zaznacza Michał Kanownik. – Aby lepiej zadbać o interesy branży kultury, rekomendujemy, by rozwój czytelnych mechanizmów opt-out, umożliwiających wycofanie zgody na trenowanie modeli sztucznej inteligencji na konkretnym dziele – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

AI weszła do mainstreamu kultury

Raport pokazuje, że generatywna sztuczna inteligencja bardzo szybko przestała być niszowym rozwiązaniem dla specjalistów IT. Narzędzia takie jak ChatGPT, Gemini, MidJourney, Stable Diffusion, Runway czy Suno są dziś wykorzystywane przez twórców tekstów, muzyków, grafików, producentów filmowych, wydawnictwa i agencje kreatywne.

Autorzy raportu podkreślają, że kluczową zmianą jest demokratyzacja dostępu do narzędzi twórczych. Większość popularnych rozwiązań AI dostępna jest w bezpłatnych wersjach lub modelu open source, co oznacza, że do tworzenia zaawansowanych treści wystarczy dziś komputer lub smartfon z dostępem do Internetu.

Jednocześnie eksperci podkreślają, że technologia nie eliminuje człowieka z procesu twórczego. W zdecydowanej większości przypadków AI pełni funkcję narzędzia wspierającego: przyspiesza pracę, pomaga generować pomysły, automatyzuje techniczne etapy produkcji i umożliwia eksperymentowanie z nowymi formami wyrazu. – Sztuczna inteligencja obniża bariery wejścia do świata kreatywnego. Wbrew wcześniejszym obawom części sektora kreatywnego widzimy, że AI nie zastępuje dziś twórców, ale stanowi narzędzie w ich rękach, które pozwala szybciej, odważniej, mniejszym kosztem, czy na większą skalę dawać wyraz ich kreatywności. Relacja pomiędzy twórcami a AI zmierza obecnie w kierunku symbiozy, a nie konkurencji – mówi Michał Kanownik.

Największe obawy? Prawo autorskie i utrata kontroli nad treściami

Choć twórcy raportu dostrzegają potencjał technologii generatywnych, wskazują również na rosnące napięcia wokół praw autorskich, wykorzystywania danych do trenowania modeli AI oraz odpowiedzialności platform technologicznych. Wśród zagrożeń wskazywane są homogenizacja kultury, ryzyko kopiowania stylów artystycznych, czy utrata kontroli nad cyfrową dystrybucją treści.

Jak możemy temu zaradzić? Autorzy raportu wskazują, że największym wyzwaniem dla Polski i Europy nie jest dziś samo pojawienie się AI, lecz brak spójnych zasad współpracy między sektorem technologicznym a twórcami. Branża cyfrowa rekomenduje szybkie uruchomienie programów edukacyjnych i rozwojowych dla branży kreatywnej, ponieważ ponad połowa twórców deklaruje poważne braki kompetencyjne związane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. – Tylko transparentna współpraca między światem sztuki i technologicznym przyspieszy rozwój odpowiedzialnej innowacji i nowych form wyrazu artystycznego – wskazuje Michał Kanownik.

Sprzedaż detaliczna w Polsce na delikatnym plusie

Sprzedaż detaliczna na delikatnym plusie. Gospodarstwa domowe racjonalizują swoje wydatki.

Kwietniowy wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych do poziomu 1,3 proc. r/r wskazuje na wyraźne osłabienie dynamiki konsumpcji po bardzo mocnym marcu, kiedy sprzedaż rosła o blisko 9 proc. r/r. Dane sugerują, że wcześniejsze przyspieszenie miało częściowo charakter jednorazowy, związany z sezonowym odbiciem i wyższymi wydatkami na paliwa. Na bieżący odczyt istotny wpływ miał zapewne efekt kalendarza – wcześniejsza data Świąt Wielkanocnych w br. i związana z tym mniejsza liczba dni handlowych (jedna niedziela handlowa) w porównaniu z kwietniem 2025 r.

Obecny odczyt potwierdza bardziej umiarkowany trend wydatków gospodarstw domowych, na który wpływają rosnące koszty życia oraz ostrożniejsze zachowania konsumentów. W efekcie sprzedaż detaliczna pozostaje na plusie, ale jej tempo jest wyraźnie słabsze niż na początku wiosny. W kolejnych miesiącach powinniśmy widzieć podobny trend wskazujący na stopniową stabilizację, a nie silne przyspieszenie.

Offshore nie musi szkodzić rybakom i turystyce. Doświadczenia Europy pokazują koegzystencję

Doświadczenia z Danii, Niemiec i Wielkiej Brytanii, a od niemal roku również z polskiego wybrzeża pokazują, że morskie farmy wiatrowe mogą współistnieć z rybołówstwem i turystyką. Lokalizacje turbin na morzu są wybierane tak, by minimalizować kolizje z tradycyjnymi łowiskami, a niektórzy inwestorzy wprowadzają nawet programy rekompensat dla rybaków z tytułu utraty korzyści lub zwiększenia kosztów ich działalności. Podobne programy wdrażane są również przez firmy budujące morskie farmy wiatrowe w Polsce. W przypadku turystyki, dane z rynków na jakich rozwijane są inwestycje w morską energetykę wiatrową, również potwierdzają możliwość koegzystencji i pokazują, że obecność morskich farm wiatrowych nie obniża atrakcyjności regionów nadmorskich, a wręcz przyciąga nowe formy rekreacji morskiej.

Polska posiada plan zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich, w którym wskazano obszary, na których mogą być lokalizowane morskie farmy wiatrowe. Przyjęcie planu było poprzedzone długotrwałym procesem konsultacji społecznych i uzgodnień ze wszystkimi użytkownikami morza, w tym z przedstawicielami rybołówstwa, wojska, transportu morskiego. Przeprowadzono również strategiczną ocenę oddziaływania na środowisko i konsultacje transgraniczne. Proces ten zapewnił osiągnięcie kompromisu między różnymi obszarami działalności morskiej, tak, aby wpływ poszczególnych aktywności był jak najmniejszy. W wyniku tych uzgodnień zadecydowano, że morskie farmy wiatrowe można lokalizować tylko na polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Dodatkowo późniejsza realizacja każdej inwestycji poprzedzona jest wieloletnimi badaniami na oddziaływania na środowisko. To m.in. od ich wyników zależy to czy inwestor uzyska zgodę na budowę infrastruktury na morzu.

Poza wpływem na środowisko, analizuje się również szeroko wpływ na bezpieczeństwo morskie oraz systemy ochrony państwa. Plan zapewnia taką lokalizację turbin wiatrowych, aby omijały one główne szlaki połowowe i tradycyjne łowiska, co minimalizuje wpływ inwestycji na działalność rybacką. Zgodnie z analizami ICES (International Council for the Exploration of the Sea) oraz doświadczeniami z Morza Północnego, fundamenty turbin offshore mogą zwiększać lokalną bioróżnorodność poprzez efekt sztucznej rafy, tworząc warunki sprzyjające organizmom dennym i części gatunków ryb. Jednocześnie wieloletnie obserwacje prowadzone wokół farm takich jak Horns Rev w Danii nie wykazały jednoznacznego, długoterminowego spadku aktywności połowowej wynikającego z funkcjonowania morskich farm wiatrowych. Raport środowiskowy dla Horns Rev 2 wskazuje wprost, że fundamenty i zabezpieczenia denne tworzą nowe siedliska, co może zwiększać bogactwo gatunkowe i różnorodność ryb.

Z uwagi na brak obowiązujących w Polsce przepisów regulujących zasady współistnienia i współpracy sektora rybackiego i morskiej energetyki wiatrowej, każdy z inwestorów opracował własne system rekompensat za utracone możliwości połowowe na etapie budowy jej części morskiej. Uwzględniają one potencjalnie utracone korzyści czy też zwiększone koszty wykonywania działalności (wynikających np. z wydłużenia tras na łowiska).

– MEW i rybołówstwo mogą tworzyć zrównoważony, wspólny obszar gospodarczy. Dostępne są badania z innych krajów rozwijających energetykę wiatrową na Bałtyku, które pokazują, że sztuczne rafy tworzące się wokół fundamentów turbin odtwarzają biomasę ryb, co stopniowo zwiększa sukces połowów. Znane są również projekty, dzięki którym możliwe jest przebranżowienie osób, które do tej pory prowadziły działalność rybacką na pracowników sektora wiatrowego – mówi Oliwia Mróz-Malik, Menedżer ds. morskiej energetyki wiatrowej, inwestycji i rozwoju w PSEW.

MEW a turystyka i rozwój lokalny

Polskie farmy wiatrowe na morzu lokalizowane są co najmniej 22–23 km od linii brzegowej. Przy takiej odległości turbiny mogą być okresowo widoczne z plaży lub wybrzeża — szczególnie przy dobrej przejrzystości powietrza i sprzyjających warunkach atmosferycznych — jednak zazwyczaj są postrzegane jedynie jako niewielkie elementy na horyzoncie.

Dotychczasowe doświadczenia państw rozwijających morską energetykę wiatrową nie wskazują, aby obecność farm offshore prowadziła do trwałego spadku ruchu turystycznego czy ograniczenia atrakcyjności regionów nadmorskich. Analizy prowadzone m.in. w Danii i Wielkiej Brytanii pokazują, że ruch turystyczny pozostawał stabilny także po uruchomieniu dużych farm wiatrowych oddalonych od wybrzeża o około 14–20 km.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Polsce ma już konkretny wymiar lokalny: w Choczewie inwestorzy morskich farm wiatrowych — PGE Baltica, Ørsted Polska, Baltic Power oraz Ocean Winds — finansują program „Choczewo. Gmina Napędzana Wiatrem” To program społeczny i grantowy finansowany przez inwestorów dla mieszkańców, który wspiera lokalne inicjatywy, sołectwa i organizacje, finansując projekty sportowe, kulturalne i edukacyjne, wzmacniając lokalną społeczność w kontekście budowy wiatraków na morzu. W IV edycji w 2025 r. dofinansowanie otrzymało 76 projektów o łącznym budżecie 1,072 mln zł. Obecnie ruszył już nabór w ramach V edycji tego programu. W Łebie realizowany jest z kolei program grantowy „Moc Bałtyku”. Wartość II edycji została w 2025 r. zwiększona do 230 tys. zł, a równolegle rozwija się zaplecze operacyjne pierwszej polskiej wiatrowej farmy morskiej. Baza serwisowa Baltic Power ma zatrudniać ok. 60 osób przez minimum 25 lat, natomiast terminal instalacyjny ORLEN w Świnoujściu, uruchomiony w czerwcu 2025 r., docelowo przy procesie przeładunku oraz instalacji elementów morskich farm wiatrowych będzie obsługiwany nawet przez ponad stu pracowników i ma stać się jednym z najważniejszych hubów instalacyjnych MEW w regionie Bałtyku.

Co więcej, doświadczenia innych krajów pokazują, że farmy wiatrowe mogą stać się atutem regionów. Na morskie farmy wiatrowe organizowane są rejsy edukacyjne, a w regionach nadbrzeżnych powstają centra edukacyjne nt. energetyki rozproszonej i zrównoważonego rozwoju.

– Fundacja ORLEN włącza się w kampanię „Morze wiatru”, ponieważ zależy nam na wspieraniu rzetelnej, opartej na wiedzy rozmowy dotyczącej morskiej energetyki wiatrowej. Widzimy, jak łatwo w tej tematyce pojawiają się nieporozumienia i obawy, dlatego chcemy przyczyniać się do ich wyjaśniania i pokazywać sprawdzone doświadczenia. Praktyka wielu krajów europejskich pokazuje, że farmy wiatrowe na morzu mogą współistnieć z turystyką i rybołówstwem, a nawet tworzyć nowe możliwości rozwoju dla nadmorskich społeczności. Naszym celem jest wspieranie dialogu opartego na faktach, wzajemnym zrozumieniu i długofalowym spojrzeniu na bezpieczeństwo oraz przyszłość lokalnych wspólnot – mówi Michał Stachyra, członek zarządu Fundacji ORLEN.

Negatywny wpływ MEW na turystykę i rybołówstwo to jeden z mitów, jaki powtarzany jest w debacie publicznej. Odpowiedzią na to wyzwanie są skoordynowane działania edukacyjne, w tym ogólnopolska kampania PSEW i Fundacji ORLEN – „Morze wiatru”, która w oparciu o rzetelne dane i fakty pokazuje realne korzyści gospodarcze, społeczne i środowiskowe morskiej energetyki wiatrowej oraz systematycznie obala powielane mity. W ramach kampanii powstała dedykowana strona akcji (o tej samej nazwie) i materiały, które w czytelny i prosty sposób pozwalają na weryfikację najważniejszych faktów o MEW.

– Widzimy także, że dziś największym wyzwaniem dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej nie są kwestie technologiczne, lecz informacyjne. Dlatego tak ważne jest konsekwentne obalanie mitów i opieranie debaty publicznej na faktach. Na tym właśnie koncentrujemy nasze działania, docierając z rzetelną wiedzą także do nowych mediów w tym społecznościowych. – dodaje Małgorzata Żmijewska-Kukiełka, rzeczniczka prasowa PSEW i koordynatorka kampanii.

Jak podkreślają specjaliści – rok 2026 to czas przełomu w walce z mitami wokół morskiej energetyki wiatrowej. Jesteśmy w momencie, kiedy Polska konsekwentnie buduje jeden z kluczowych filarów swojego bezpieczeństwa energetycznego oraz nowoczesnej gospodarki.

Creotech Quantum pozyskał 81,2 mln zł z emisji akcji serii D

Creotech Quantum S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca i komercjalizująca technologie kwantowe, zakończyła emisję 350.000 akcji serii D, pozyskując łącznie 81,2 mln zł brutto. Akcje zostały objęte po cenie 232 zł za sztukę i w pełni opłacone w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Pozyskane środki Spółka przeznaczy na realizację celów strategicznych oraz wsparcie dalszego rozwoju i wejście w fazę dynamicznego wzrostu. W procesie Spółkę wspierali cc group jako doradca IR i finansowy, a koordynatorem oferty był Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.

Zakończona emisja i bardzo duże zainteresowanie nią wśród inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych stanowią dla nas wyraźny sygnał, że rynek dostrzega potencjał rozwijanych przez Creotech Quantum technologii oraz kierunek strategicznego rozwoju Spółki. Pozyskane środki pozwolą nam przyspieszyć realizację kluczowych projektów z obszaru technologii kwantowych i bezpieczeństwa kosmicznego, a także wzmocnić kompetencje produkcyjne i komercjalizacyjne. Wierzymy, że dzięki temu będziemy mogli konsekwentnie umacniać pozycję Creotech Quantum jako jednego z liderów europejskiego rynku technologii kwantowych oraz wiarygodnego partnera dla kluczowych programów realizowanych przez czołowe instytucje i organizacje w Europie oraz na świecie – mówi dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

W dniach 11–13 maja 2026 r. Spółka przeprowadziła proces przyspieszonej budowy księgi popytu, skierowany do wybranych inwestorów kwalifikowanych oraz do nie więcej niż 149 osób fizycznych lub prawnych niebędących inwestorami kwalifikowanymi oraz inwestorów obejmujących akcje o wartości co najmniej 100.000 EUR na inwestora. Cena emisyjna akcji serii D została ustalona na poziomie 232 zł za akcję. W dniach 15–22 maja 2026 r. Spółka zawarła z inwestorami umowy objęcia łącznie 350.000 akcji serii D, które zostały w pełni przez nich opłacone. Spółka planuje obrót PDA na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Pozyskane środki Spółka przeznaczy na rozwój działalności badawczo-rozwojowej oraz organizacyjnej, w tym współfinansowanie projektów realizowanych dla Komisji Europejskiej i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Kluczowe obszary obejmują rozwój systemów kwantowej dystrybucji klucza (QKD), detektorów pojedynczych fotonów, rozwiązań dla optycznych stacji naziemnych oraz technologii z obszaru bezpieczeństwa kosmicznego i elektroniki kwantowej, a także inwestycje w infrastrukturę oraz zaplecze testowo-integracyjne.

Środki wesprą również komercjalizację produktów, w tym systemu QKD, zwiększenie zdolności produkcyjnych, rozwój sprzedaży i marketingu oraz dalszą ekspansję zagraniczną. Spółka nie wyklucza także realizacji akwizycji podmiotów komplementarnych technologicznie lub biznesowo, co może przyczynić się do wzmocnienia jej pozycji rynkowej oraz przyspieszenia rozwoju działalności.

Tajwan stawia na Polskę w ekspansji technologii dronowych w Europie

Według przedstawicieli tajwańskiej administracji oraz polskiej branży systemów bezzałogowych, ponad 60% tajwańskiego eksportu związanego z systemami bezzałogowymi do Europy trafia już do Polski. W nadchodzących miesiącach współpraca ma wejść na jeszcze wyższy poziom — zarówno pod względem dostaw technologii, jak i wspólnych inwestycji produkcyjnych. Polskie firmy liczą na podpisanie kolejnych kontraktów podczas Taiwan Expo 2026 in Europe, które odbędzie się w Warszawie w dniach 22–24 czerwca.

Rosnące zainteresowanie tajwańskimi rozwiązaniami wynika z dywersyfikacji globalnych łańcuchów dostaw oraz zwiększonego zapotrzebowania na zaufanych i niezawodnych partnerów technologicznych. Wykorzystując swoje kompetencje w zakresie półprzewodników, elektroniki i zaawansowanej produkcji przemysłowej, Tajwan umacnia swoją pozycję jako kluczowy dostawca systemów bezzałogowych i powiązanych technologii na rynki międzynarodowe.

Tajwan posiada obecnie jeden z najbardziej kompleksowych ekosystemów technologicznych w Azji dla rozwoju UAV, integrujący produkcję półprzewodników, infrastrukturę ICT, zastosowania AI oraz inżynierię precyzyjną. Tajwan pracuje nad dalszym wzmacnianiem integracji systemów bezzałogowych, kompetencji software’owych, cyberbezpieczeństwa oraz zaufanych łańcuchów dostaw poprzez współpracę międzynarodową”powiedział Wu Tsung-tsong, przewodniczący Industrial Technology Research Institute (ITRI).

Według danych branżowych, tajwański eksport dronów i komponentów UAV dynamicznie rośnie. W 2025 roku wartość eksportu przekroczyła 54,8 mln USD, podczas gdy globalny rynek związany z technologiami bezzałogowymi może osiągnąć wartość nawet 1 bln TWD w ciągu najbliższych pięciu lat. Kluczowym elementem tego rozwoju jest trend określany jako „Clean Supply Chain”, czyli tworzenie zdywersyfikowanych i odpornych łańcuchów dostaw.

To właśnie na tym polu Polska i Tajwan znalazły wspólny język. Polska, która w ostatnich latach stała się jednym z europejskich liderów wykorzystania dronów zarówno w zastosowaniach cywilnych, jak i związanych z bezpieczeństwem, poszukuje nowych partnerów technologicznych oraz stabilnych źródeł komponentów i systemów sterowania.

Wierzymy, że ten rok może być przełomowy pod względem współpracy. Chcemy eksportować nasze doświadczenie, kreatywność i know-how, a jednocześnie doceniamy możliwość zakupu tajwańskich rozwiązań, które mogą pomóc dywersyfikować źródła technologii. Mam nadzieję, że podczas Taiwan Expo polskie i tajwańskie firmy podpiszą kolejne kontrakty. Jestem przekonany, że zarówno w Polsce, jak i na Tajwanie powstaną wspólne fabryki oraz projekty wprowadzające nowe rozwiązania na rynek”mówi Robert Fintak, prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych.

Coraz większego znaczenia nabiera również rozwój rozwiązań Edge AI — sztucznej inteligencji działającej bezpośrednio na urządzeniach. Dzięki temu nowoczesne drony mogą samodzielnie analizować obrazy w czasie rzeczywistym, wykrywać przeszkody i prowadzić autonomiczne misje bez konieczności stałej komunikacji z centrum operacyjnym. Technologie te znajdują zastosowanie nie tylko w sektorze bezpieczeństwa, ale również w energetyce, logistyce, monitoringu środowiska i inteligentnym rolnictwie.

Eksperci podkreślają, że współpraca Polski i Tajwanu odzwierciedla szersze działania na rzecz wzmacniania odporności technologicznej i współpracy przemysłowej w Europie. Europa coraz intensywniej inwestuje w bezpieczeństwo technologiczne oraz dywersyfikację łańcuchów dostaw kluczowych technologii. W tym kontekście Tajwan postrzegany jest jako stabilny i wiarygodny partner technologiczny, oferujący wysokie standardy cyberbezpieczeństwa oraz transparentności produkcji. Dla Polski oznacza to szansę nie tylko na rozwój krajowego sektora dronowego, ale także na budowę silnej pozycji eksportowej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Tajwanu współpraca z polskimi firmami może stać się bramą do dalszej ekspansji na rynek europejski.

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju tego partnerstwa. Przedstawiciele branży po obu stronach liczą, że Taiwan Expo przyniesie konkretne decyzje inwestycyjne, nowe kontrakty oraz początek długofalowej współpracy technologicznej między Polską a Tajwanem.

W Taiwan Expo 2026 in Europe mają uczestniczyć wiodące tajwańskie firmy z sektora systemów bezzałogowych i zaawansowanych technologii, w tym członkowie Taiwan Excellence Drone International Business Opportunities Alliance (TEDIBOA). Wśród uczestników znajdą się m.in. Aerospace Industrial Development Corp. (AIDC) oraz Thunder Tiger Corp.

Rynek ropy w trzech scenariuszach: kryzys, eskalacja albo gwałtowna przecena

Ceny ropy są ekstremalnie zmienne. Im dłużej będzie trwała wojna, tym bardziej przekładać będzie się na wzrost inflacji. Inwestorzy są jednak nadspodziewanie spokojni. Może nawet dojść do wojny cenowej w przyszłym roku, bo podaż ropy będzie bardzo duża.

Obecnie rynek surowców energetycznych wywołuje lawinę zmian w prognozach makroekonomicznych. Temat ropy naftowej oraz gazu pozostaje wciąż kluczowy na globalnym rynku wobec dalszego impasu negocjacji pokojowych między Stanami Zjednoczonymi oraz Iranem.

Amerykański prezydent komunikował już kilkakrotnie, że jego cierpliwość się kończy, a czas na wypracowanie konsensusu powoli mija. Dla inwestorów ryzyko geopolityczne długotrwale wpisuje się w wyceny aktywów, napędzając dynamiczny wzrost cen ropy naftowej, która wyraźnie wpływa również na oczekiwania dotyczące inflacji, stóp procentowych oraz kursów walut.

Codzienna zmienność ropy jest bardzo duża, ale jednocześnie jej ceny wahają się niemal w tych samych granicach. Dla ropy brent to okolice 100-110 USD za baryłkę na kontraktach terminowych. Gdyby nie postawa inwestorów, mogłaby kosztować 150 USD, ale inwestorzy nie chcą zaryzykować takiej ceny na kontraktach terminowych.

– Krótkoterminowe prognozowanie cen ropy stało się tak trudne, że nie ma sensu wskazywać gdzie znajdzie się cena ropy za dwa czy trzy tygodnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Prognozowanie, gdzie znajdzie się cena na koniec tego roku ma już większy sens, ruchy na krzywej terminowej są zdecydowanie mniejsze i odpowiadają też jak bardzo rynek obawia się co działo się z bilansem na rynku ropy naftowej. Obecnie ten deficyt jest duży, ale nie aż tak bardzo, jak można byłoby przypuszczać.

Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że ZEA 1 maja opuściły struktury kartelu OPEC, planując niezależne zwiększenie wydobycia. Produkcja w OPEC spadła do najniższego poziomu od lat 90, kiedy również rynek ropy doświadczył kryzysu związanego z wojną w Zatoce Perskiej, która obniżyła na wiele miesięcy produkcję ropy o kilka milionów baryłek.

Zgodnie z najnowszym raportem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), globalne zapasy ropy i produktów rafinowanych topniały w kwietniu w tempie 4 milionów baryłek dziennie, co wywołało już fizyczny brak paliw w krajach azjatyckich (Wietnam, Pakistan, Bangladesz).

Obecnie wskazuje się na 3 najbardziej prawdopodobne scenariusze dla rynku ropy naftowej, które będą miały ogromny wpływ na kształtowanie się cen paliw:

  • Scenariusz 1 (bazowy): „kontrolowany kryzys”. Utrzymanie cen ropy brent w przedziale 100–120 USD przy częściowej blokadzie oraz utrzymaniu kruchego zawieszenia broni.
  • Scenariusz 2: eskalacja i głęboki deficyt. Dalsza całkowita blokada Zatoki Perskiej wywinduje ceny powyżej 125–130 USD. Powyżej poziomu 130 USD za baryłkę możliwa będzie szybsza destrukcja popytu zgodnie z zasadą 1% spadku zapotrzebowania na ropę przy 4% wzrostu cen. IEA szacuje, że globalny popyt w 2026 roku skurczy się z tego powodu o 420 tys. baryłek dziennie, mocno uderzając w lotnictwo i petrochemię.
  • Scenariusz 3: deeskalacja i rozejm. Powrót cen ropy brent poniżej 80-90 USD w ciągu 2-3 miesięcy. Goldman Sachs zaznacza jednak, że powrót do stabilności zająłby wiele czasu, gdyż rządy zaczną natychmiast masowo odbudowywać rezerwy strategiczne, generując silne dno cenowe.

– Rynek ma cały czas nadzieje, że to się skończy szybciej niż później – komentuje ekspert XTB. – Możliwe jednak, że rynek będzie powtarzał za dwa miesiące, gdy sytuacja się nie zmieni.

Gdy zakończy się wojna potrzeba będzie kilku miesięcy, aby statki z ropą dotarły do docelowych portów. Podwyższone ceny ropy będą się więc długo utrzymywać, choć spadną z obecnych poziomów. Tankowce pływają do Azji teraz coraz częściej do USA, eksport ropy ze Stanów jest największy w historii. Gospodarka USA więc na tym korzysta, zyski wielkich korporacji bardzo wzrosły, jednak amerykańscy konsumenci są bardzo niezadowoleni z cen na stacjach paliw.

– Cały ten konflikt może się skończyć tak, że ceny ropy spadną do 50-60 USD, bo podaż ropy może powrócić do historycznych szczytów, a przy zmniejszonym popycie w przyszłym roku może dojść do wojny cenowej, gdy podaż ropy okaże się za wysoka o 5 mln baryłek.

Obecna sytuacja na stacjach benzynowych w Polsce odzwierciedla zderzenie globalnych trendów surowcowych z krajowymi mechanizmami regulacyjnymi. Oficjalnie ceny paliw w Polsce utrzymują się na relatywnie niskich i ustabilizowanych poziomach. Jest to bezpośredni rezultat wprowadzenia na początku kwietnia rządowego pakietu osłonowego (tzw. pakietu CPN), opartego na wytycznych Ministerstwa Energii, który radykalnie obniżył opodatkowanie (VAT oraz akcyzę) na produkty naftowe i wprowadził maksymalne limity cen detalicznych.

Jakub Górnik pokieruje globalną praktyką Deloitte dla sektora TME

0

Od 1 czerwca br. Jakub Górnik obejmie stanowisko globalnego lidera usług dla sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki (TME) w Deloitte. W nowej roli będzie odpowiadał za rozwój globalnej praktyki Operate, wspierającej klientów z ponad 150 krajów w transformacji operacyjnej, skalowaniu usług i wdrażaniu nowoczesnych modeli zarządzania.

Jakub Górnik posiada bogate doświadczenie na styku biznesu i technologii. Specjalizuje się w transformacji cyfrowej, rozwoju produktów oraz tworzeniu i realizacji strategii biznesowych. Doświadczenie zdobywał w sektorze telekomunikacji i sportu. Przed dołączeniem do Deloitte zajmował stanowiska kierownicze m.in. w T-Mobile i Orange. W ostatnich latach realizował szereg projektów z zakresu cyfrowej transformacji dla firm z sektora TME, a także klientów z branży finansowej, medycznej oraz organizacji sportowych i sektora publicznego.

Jakub jest członkiem globalnego zespołu Deloitte odpowiedzialnego za partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim (MKOl) oraz dostarczenie rozwiązań technologicznych na Igrzyska Olimpijskie Milano-Cortina 2026 i Los Angeles 2028. Wraz z zespołem niemal 200 inżynierów z Polski i Europy Środkowej odpowiada za budowę oprogramowania wspierającego realizację tych wydarzeń.

W nowej roli Górnik będzie odpowiedzialny za międzynarodową praktykę Deloitte w sektorze TME w ponad 150 krajach. Dzięki doświadczeniu zdobywanemu na rynkach Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki wesprze klientów w projektowaniu nowoczesnych modeli operacyjnych, skalowaniu biznesu oraz wdrażaniu innowacji, odpowiadających na rosnącą złożoność rynku i zmieniające się oczekiwania konsumentów.

Klienci z sektora TME funkcjonują dziś w bardzo wymagającym otoczeniu biznesowym. Sztuczna inteligencja, zmieniające się zachowania konsumentów oraz presja infrastrukturalna nakładają się na siebie w tym samym czasie. Praktyka Operate to miejsce, w którym strategia spotyka się z rzeczywistością. Cieszę się, że będę kierował zespołem, który pomaga klientom nie tylko mądrzej zarządzać swoją działalnością operacyjną, ale też przekształcać ją w źródło wzrostu i przewagi konkurencyjnej. To również szansa dla polskich firm, by czerpać inspirację oraz konkretne, sprawdzone rozwiązania z najlepszych globalnych przykładów i wdrażać je na własnym rynku – mówi Jakub Górnik, nowy Global Operate TME Sector Leader w Deloitte.

GUS o handlu i e-handlu w kwietniu 2026 r.

Według najnowszych (opublikowanych dziś o g. 9.30) danych GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych w kwietniu 2026 r. była wyższa niż przed rokiem o 1,3% (wobec wzrostu o 7,6% w kwietniu 2025 r.). W porównaniu z marcem 2026 r. nastąpił spadek sprzedaży detalicznej o 0,8%.

W przypadku e-handlu w kwietniu 2026 r. wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 0,5% wyższa niż przed rokiem, podczas gdy udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego z 8,8% do 8,6%. (na koniec marca udział wynosił 9.6%)

Najnowsze dane komentują poniżej eksperci Univio, Postis, Finax, Meest Transfer i Digitree Group. 

Tomasz Gutkowski – Chief Commercial Officer w Univio

Po rekordowej e-sprzedaży w marcu, kwiecień przyniósł lekkie spadki w ujęciu miesięcznym, ale jednocześnie wzmocnienie kondycji branży względem analogicznego okresu ubiegłego roku. W tym samym czasie majowe dane GUS pokazują stopniową poprawę nastrojów konsumenckich. Zarówno ocena obecnej sytuacji, jak i oczekiwania na przyszłość są lepsze niż miesiąc wcześniej. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł do poziomu minus 11,3 pkt., czyli o 2,8 pkt. więcej niż w kwietniu i o 3,2 pkt. więcej niż rok temu. To wyraźny sygnał, że konsumenci stopniowo odzyskują większą gotowość do wydawania pieniędzy, co dla handlu i e-commerce ma kluczowe znaczenie.

Coraz wyraźniej zmieniają się też same nawyki zakupowe konsumentów. Zakupy online stają się dla klientów naturalnym kanałem pierwszego wyboru, a nie jedynie dodatkiem do wizyty w centrum handlowym. Dodatkowo okres od końca kwietnia do połowy czerwca tradycyjnie sprzyja wzrostowi konsumpcji. Majówka, komunie, sezon weselny i ogólnie eventowy czy wyprzedaże śródroczne generują zwiększony ruch zakupowy w wielu kategoriach – od mody i prezentów po gastronomię i usługi. Jednocześnie powoli wchodzimy w okres wzmożonych wydatków związanych z zakończeniem roku szkolnego oraz planowaniem wakacyjnych wyjazdów, co może dodatkowo napędzać handel w najbliższych tygodniach.

W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera jakość fundamentów firm działających w branży: logistyka, dane i technologia. Dlatego inwestycje w infrastrukturę obliczeniową są praktycznym narzędziem wspierającym rozwój biznesu w obszarze e-commerce. Biorąc pod uwagę te czynniki, perspektywy dla całego rynku pozostają bardzo solidne. Według różnych szacunków wartość polskiego e-commerce w 2026 roku może wynosić od około 175 do nawet ponad 180 mld zł, a prognozy wskazują na dalszy wzrost także w kolejnych latach. Analitycy zakładają, że do 2028 roku rynek może zbliżyć się do poziomu 190–200 mld zł, utrzymując tempo wzrostu wyraźnie wyższe niż tradycyjny handel detaliczny.

Damian Siusta, Bussines Development Manager Postis w Polsce

Choć udział handlu online w detalu wykazuje naturalne wahania na poziomie 9,3-9,7%, branża stoi przed poważnymi wyzwaniami o charakterze strukturalnym. Sytuacja geopolityczna, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie, winduje koszty frachtu, energii i ubezpieczeń. Z perspektywy automatyzacji dostaw na ostatniej mili wchodzimy w erę, w której logistyka musi być inteligentna i precyzyjnie skalkulowana. Globalni gracze, tacy jak Amazon, odchodzą od modelu bezwarunkowej darmowej dostawy i bezkosztowych zwrotów. Stan branży wymusza na polskich e-sklepach porzucenie decyzji opartych na przeczuciach na rzecz zaawansowanej analityki i sztucznej inteligencji, która w czasie rzeczywistym symuluje scenariusze kosztowe i optymalizuje progi darmowej dostawy dla poszczególnych segmentów. Intensywne inwestycje liderów rynku w infrastrukturę logistyczną i asystentów AI (np. inicjatywy InPostu i Allegro) potwierdzają, że w obecnych realiach rynkowych kluczem do sukcesu nie jest samo stymulowanie wolumenu paczek, lecz maksymalna efektywność operacyjna i automatyzacja procesów logistycznych.

Dominik Baldowski, wealth manager w Finax

Stabilizacja sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko

Konsumentom nadal sprzyja wzrost wynagrodzeń, choć rynek pracy nie jest już tak jednoznacznie mocny jak w poprzednich latach. Jednocześnie inflacja, choć zdecydowanie niższa niż w szczycie cyklu, pozostaje powyżej celu NBP, a ceny usług wciąż pokazują uporczywą presję kosztową. Dodatkowym źródłem niepewności są ceny paliw i geopolityka, na co zwracała uwagę RPP w majowym komunikacie. Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 3,75 proc., po decyzji rady z 6 maja o utrzymaniu jej bez zmian. Co ciekawe, ogólnopolskie badanie „Financial Wellness Index” od Finax pokazuje wprawdzie stabilizację sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko. Wskaźnik oceniający dobrostan finansowy polskiego społeczeństwa wynosi obecnie 47 pkt na 100 możliwych. Wbrew globalnym napięciom, nie widać wzrostu stresu związanego z finansami, jednak poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze wciąż pozostaje ograniczone.

Co istotne, rynek zaczął wyceniać ryzyko ponownego wzrostu kosztu pieniądza. Kontrakty FRA sugerowały w ostatnich tygodniach poziom stóp nawet o ok. 80–100 punktów bazowych wyższy od obecnego, co można interpretować jako odpowiednik 3–4 podwyżek po 25 punktów bazowych. Taki scenariusz miałby bezpośrednie znaczenie dla kredytobiorców – wyższe stopy to wyższy koszt finansowania, większe raty kredytów zmiennoprocentowych i mniejsza przestrzeń w domowych budżetach.

Dlatego nawet przy solidnej konsumpcji wniosek dla finansów osobistych pozostaje niezmienny: samo odkładanie pieniędzy na niskooprocentowanych rachunkach nie wystarczy. W środowisku uporczywej inflacji i zmiennych oczekiwań wobec stóp procentowych kluczowe staje się mądre zarządzanie finansami, czyli kontrola zadłużenia, budowanie poduszki bezpieczeństwa i dywersyfikacja kapitału. Dobrze zbudowany portfel, łączący część dłużną z ekspozycją na globalny rynek akcji poprzez ETF-y, daje większą szansę nie tylko na ochronę oszczędności, ale też na ich realny wzrost w długim terminie.

Bartosz Sawicki, prezes zarządu Meest Transfer

Dane GUS potwierdzają, że polski e-commerce funkcjonuje na solidnych, stabilnych fundamentach, oscylując wokół 9-10% udziału w całym handlu detalicznym. Z perspektywy systemów płatniczych kluczowym zjawiskiem nie jest już sam kierunek krzywej sprzedaży, lecz zmiana struktury popytu. Obserwujemy dwucyfrową dynamikę wzrostu liczby realizowanych transakcji przy jednoczesnej stabilizacji średniej wartości koszyka zakupowego. Oznacza to, że e-zakupy stały się dla Polaków codziennością, co wymaga od operatorów płatności maksymalnego upraszczania procesów transakcyjnych przy drobnych, częstszych zakupach. Dodatkowo, przy wciąż odczuwalnej 3-procentowej inflacji i selektywnym podejściu konsumentów do wydatków, kluczowe staje się oferowanie elastycznych metod finansowania koszyka. Kwietniowy rynek to także wyraźne umocnienie sprzedaży transgranicznej (cross-border), która generuje już niemal co piątą złotówkę w polskim e-handlu. Dla branży płatniczej to jasny sygnał: obecny stan rynku wymaga bezszwowej obsługi wielu walut i lokalnych metod płatności, aby wspierać polskie e-sklepy w budowaniu przewagi na zagranicznych rynkach.

Michał Kręcisz, Business Development Director w Digitree Group

Po mocnym marcu kwiecień 2026 r. przyniósł wyhamowanie dynamiki e-commerce. Choć wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 0,5% wyższa niż przed rokiem, udział kanału online w sprzedaży detalicznej ogółem obniżył się, co może wskazywać na częściowe przesunięcie aktywności konsumentów w kierunku handlu tradycyjnego. Spadek ten wpisuje się w utrwalony historycznie trend sezonowy, zgodnie z którym początek drugiego kwartału regularnie wykazuje niższą dynamikę obrotów w porównaniu do wyników marcowych.

Wysoka baza marcowa mogła wynikać z kumulacji kilku kluczowych czynników: sezonowości przedświątecznej, czyli intensywnych przygotowań konsumentów do Świąt Wielkanocnych, a także rotacji asortymentu w branży fashion i wprowadzania nowych kolekcji wiosennych. Potwierdzeniem znaczenia tego segmentu może być kwietniowy spadek udziału sprzedaży internetowej w kategorii „tekstylia, odzież, obuwie”. Na kwietniowe wyhamowanie dynamiki e-commerce mogły wpłynąć również czynniki pogodowe. Poprawa warunków atmosferycznych tradycyjnie zwiększa aktywność konsumentów w handlu tradycyjnym, wspierając ruch w sklepach stacjonarnych. Mimo tych sezonowych wahań, pozytywnym sygnałem dla rynku pozostaje stały, silny rozwój handlu transgranicznego (cross-border e-commerce).

Firmy chcą większej obecności w biurach. Frekwencja zaczyna rosnąć

Praca hybrydowa utrzymuje się jako jeden ze standardowych warunków wykonywania obowiązków zawodowych deklarowanych przez pracodawców. Przynajmniej częściową elastyczność w wyborze miejsca wykonywania pracy oferuje 8 na 10 firm – wynika z raportu CBRE „Hybrydowa układanka: dane, ludzie, przestrzeń”. Zdecydowana większość organizacji pracuje w modelu hybrydowym z różnym zakresem pracy zdalnej, a 1 na 10 opiera się o pracę w 100 proc. z biura. W ciągu ostatniego roku wysiłki pracodawców zmierzające do zwiększenia obecności pracowników w biurach przyniosły rezultaty i frekwencja rośnie.

Organizacje wybierające pracę hybrydową funkcjonują w różnych modelach dzielenia pracy zdalnej i stacjonarnej. Zasady komunikowane przez organizację nie zawsze jednak przekładają się na faktyczną frekwencję w biurze. Na przykład przewagę pracy z biura (3 dni w tygodniu lub więcej w biurze) komunikuje 45 proc. pracodawców, ale tylko 26 proc. deklaruje, że pracownicy przychodzą do biura z taką częstotliwością. Z kolei 13 proc. pracodawców komunikuje model z przewagą pracy zdalnej (3 dni w tygodniu lub więcej), a 26 proc. faktycznie obserwuje taki model w zachowaniach swych pracowników.

Część organizacji komunikujących model „przewaga biura” planuje dalsze uelastycznienie polityki przychodzenia do biura, a część jej zaostrzenie. Firmy, które funkcjonują obecnie w modelu pracy zdalnej z okazjonalną obecnością w biurze, nie planują zmian w przyszłości i ich odsetek utrzyma się na poziomie około 15 proc.

Obecność w biurach rośnie

Pracownicy wracają do biur. Odsetek firm deklarujących średnie wykorzystanie powierzchni biurowej na poziomie 61-80 proc. wzrósł do jednej piątej z 14 proc. rok wcześniej. Dodatkowo, co dziesiąta firma raportuje wykorzystanie przestrzeni na poziomie 81-100 proc., podczas gdy jeszcze rok temu takich firm nie było wcale. W praktyce może to oznaczać, że biuro użytkowane w tak wysokim stopniu jest za małe na potrzeby danej organizacji.

Frekwencja pracowników w biurach rośnie, co widać zarówno w średnim, jak i maksymalnym wykorzystaniu powierzchni. To pozytywny sygnał dla rynku biurowego, ale jednocześnie wyzwanie dla organizacji. Wiele z nich może stanąć przed problemem zbyt małych przestrzeni lub zbyt dużego zagęszczenia. Kluczowe będzie nie tylko zachęcanie pracowników do powrotu, ale przede wszystkim mądre zarządzanie powierzchnią z wykorzystaniem zaawansowanych narzędzi monitoringu i planowania. Firmy, które zainwestowały w technologie wspierające hybrydowość, takie jak sensory, systemy rezerwacji, analizy danych, są dziś  znacznie lepiej przygotowane do optymalizacji swoich biur. Model hybrydowy z przewagą biura staje się standardem, a organizacje, które tego nie uwzględnią w swoich strategiach nieruchomościowych, mogą stanąć przed kosztownymi problemami operacyjnymi – mówi Ewa Brzozowska-Szewczyk, Associate Director, CBRE.

Firmy zatrudniające 1000 lub więcej pracowników wydają się użytkować swoje biura bardziej intensywnie. 80 proc. z nich deklaruje wykorzystanie na poziomie 41 proc. lub wyższym. Wynika to
z faktu, że mają trafniej dopasowane biuro do liczby zatrudnionych pracowników, a samo wnętrze jest dostosowane do potrzeb wynikających ze specyfiki organizacji. Ponadto wykorzystują bardziej zawansowane narzędzia do planowania i monitorowania obłożenia poszczególnych stref biura oraz do komunikowania zmian.

Ropa Brent mocno tanieje, ale rentowności obligacji pozostają pod presją

Kontrakty terminowe na ropę Brent spadają w poniedziałek o ponad 7,6% i są wyceniane w okolicach 95,65 USD za baryłkę. Głównym czynnikiem sprzyjającym uspokojeniu nastrojów na rynku ropy są informacje, że Stany Zjednoczone i Iran zbliżyły się do zawarcia porozumienia. Według doniesień proponowana umowa mogłaby doprowadzić do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, zakończenia działań zbrojnych, odblokowania części zamrożonych irańskich aktywów oraz rozpoczęcia kolejnych rozmów dotyczących ograniczenia programu nuklearnego Teheranu. Prezydent Donald Trump zaznaczył jednak, że Waszyngton utrzyma blokadę Cieśniny Ormuz do czasu osiągnięcia formalnego porozumienia, dodając, że nie zamierza „spieszyć się” z zawarciem umowy.

Konflikt zwiększył oczekiwania dotyczące bardziej „jastrzębich” działań ze strony banków centralnych. Jednocześnie wzrost rentowności długoterminowych obligacji nie wynika obecnie wyłącznie z obaw o inflację wywołaną wojną i droższą ropą. Coraz wyraźniej widać, że za presją na rynku długu stoją także głębsze czynniki strukturalne, związane z wysokim zadłużeniem państw, rosnącą podażą obligacji, możliwością utrzymywania się wyższych stóp procentowych oraz zmianami zachodzącymi w globalnej gospodarce.

Szczególnie dobrze widać to w Stanach Zjednoczonych, gdzie wzrost rentowności długoterminowych obligacji był w dużej mierze efektem wzrostu realnych rentowności, czyli oprocentowania po uwzględnieniu inflacji. Oznacza to, że inwestorzy nie reagują jedynie na krótkoterminowe ryzyka, takie jak wzrost cen ropy czy przejściowe przyspieszenie inflacji. Rynkowe miary oczekiwań inflacyjnych nie wzrosły bowiem tak mocno jak same rentowności. Długoterminowe oczekiwania inflacyjne w USA pozostają niższe niż w 2022 roku i są zbliżone do poziomów obserwowanych w grudniu. Sugeruje to, że rynek obligacji wycenia coś więcej niż tylko ryzyko droższej energii. Jednym z najważniejszych źródeł tej presji są finanse publiczne. W USA inwestorzy coraz uważniej przyglądają się wysokiemu deficytowi budżetowemu, rosnącym kosztom obsługi długu oraz perspektywie większych emisji obligacji skarbowych. Im większe potrzeby pożyczkowe państwa, tym większa podaż długu trafia na rynek. W takiej sytuacji inwestorzy mogą oczekiwać wyższej premii za ryzyko i większego wynagrodzenia za lokowanie kapitału w papierach długoterminowych.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na koszty finansowania jest boom inwestycyjny związany ze sztuczną inteligencją. Firmy technologiczne przeznaczają ogromne środki na budowę centrów danych, rozwój infrastruktury półprzewodników i inne projekty wymagające dużych nakładów kapitałowych. Część tych inwestycji jest finansowana emisją długu korporacyjnego, co zwiększa popyt na kapitał i może podbijać jego cenę. W krótkim terminie rozwój sztucznej inteligencji, choć w przyszłości może poprawiać produktywność gospodarki, może więc sprzyjać utrzymywaniu się wyższych kosztów finansowania. Na innych głównych rynkach obligacji sytuacja ma nieco odmienny charakter. W Japonii i Niemczech większą rolę we wzroście rentowności odegrały oczekiwania inflacyjne, natomiast w Wielkiej Brytanii dodatkowym źródłem presji pozostają niepewność polityczna oraz ryzyko prowadzenia luźniejszej polityki fiskalnej. Wspólnym mianownikiem pozostaje jednak przekonanie, że era bardzo taniego pieniądza może nie wrócić tak szybko, jak wcześniej zakładano.

Rentowności obligacji mogą nie spaść wyraźnie nawet wtedy, gdy napięcia wojenne osłabną, a ceny ropy się ustabilizują, ponieważ rynek długu zaczyna wyceniać głębsze zmiany: rosnące potrzeby pożyczkowe państw, większą podaż obligacji oraz możliwość trwałego wzrostu neutralnej stopy procentowej. Oznaczałoby to, że gospodarka światowa wchodzi w okres wyższych kosztów finansowania niż jeszcze parę lat temu, kiedy dominowały wysokie oszczędności i bardzo niskie stopy procentowe. Obecny wzrost rentowności obligacji należy więc interpretować szerzej niż tylko jako reakcję na wojnę i ceny ropy. Nawet jeśli ryzyko inflacyjne związane z konfliktem osłabnie, koszty finansowania mogą pozostać podwyższone. Decydujące znaczenie mogą mieć bowiem zadłużenie państw, duże emisje obligacji, rosnące potrzeby inwestycyjne oraz strukturalne zmiany w gospodarce, które stopniowo przekształcają warunki funkcjonowania globalnego rynku kapitałowego.

Dywidenda Mex Polska powyżej założeń polityki. Do akcjonariuszy ma trafić 460 tys. zł

Mex Polska S.A. – notowana na Rynku Głównym GPW w Warszawie spółka holdingowa działająca w obszarze gastronomicznym – poinformowała, że Zarząd Spółki podjął decyzję o rekomendowaniu wypłaty 50 proc. skonsolidowanego zysku netto z 2025 r. w formie dywidendy. Kwota na wypłatę dywidendy wynosi 460 tys. zł, co odpowiada kwocie 0,06 zł na jedną akcję objętą dywidendą. Powyższa rekomendacja oznacza poziom wyraźnie wyższy od założeń przyjętej polityki dywidendowej zakładającej wypłatę 30 proc. skonsolidowanego zysku netto za dany rok obrotowy.

Rekomendacja wypłaty dywidendy na poziomie wyraźnie przekraczającym założenia stanowi naturalną konsekwencję konsekwentnie realizowanej polityki ukierunkowanej na budowanie długoterminowej wartości dla akcjonariuszy. Jednocześnie odzwierciedla ona bardzo dobrą kondycję finansową Grupy, stabilną jakość generowanych przepływów pieniężnych oraz komfortową przestrzeń do jednoczesnego prowadzenia ekspansji operacyjnej i realizacji atrakcyjnej polityki dywidendowej, bez ograniczania tempa rozwoju – powiedział Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Na koniec 2025 roku Grupa Mex Polska osiągnęła skonsolidowany zysk netto na poziomie 0,8 mln zł, EBITDA na koniec ub. roku wyniosła 16,5 mln zł, natomiast zysk operacyjny EBIT ukształtował się na poziomie 4,6 mln zł. Przychody wyniosły 127,4 mln zł, co dało 19,12 proc. wzrost r/r. Silnym okresem okazała się końcówka roku. W samym IV kwartale przychody osiągnęły 34 mln zł, rosnąc o 24,4 proc. r/r, natomiast zysk netto w tym okresie wyniósł 0,4 mln zł.

Na wyniki Grupy istotny wpływ ma konsekwentna realizacja strategii ekspansji krajowej, obejmującej systematyczne otwieranie nowych lokali oraz selektywny, oparty na analizie potencjału rynkowego dobór lokalizacji. Spółka koncentruje się na lokalizacjach o wysokim potencjale ruchu i rentowności, co przekłada się na poprawę efektywności całej sieci. Od początku roku Grupa otworzyła już cztery nowe lokale, w tym jeden w formule dark kitchen, realizując tym samym ponad połowę planu otwarć założonego na 2026 rok. Najnowszym otwarciem był koncept Chicas & Gorillas w Krakowie, zlokalizowany przy Placu Szczepańskim 5.

Grupa konsekwentnie realizuje strategię rozwoju zakładającą otwieranie co najmniej 6–7 nowych lokali rocznie, przy jednoczesnym doskonaleniu efektywności operacyjnej istniejącej sieci. Obecnie Grupa posiada łącznie ponad 60 lokali usytuowanych w największych miastach w kraju oraz atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych.

Obecna sytuacja finansowa Grupy oraz wysoki poziom generowanych przepływów pieniężnych pozwalają nam jednocześnie realizować ambitną strategię rozwoju oraz prowadzić atrakcyjną politykę dywidendową. Konsekwentnie podtrzymujemy długoterminowe założenia zakładające regularne dzielenie się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami, traktując politykę dywidendową jako istotny element budowania wartości spółki oraz wzmacniania jej atrakcyjności inwestycyjnej – dodał Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Dotychczasowo osiągane wyniki oraz perspektywy rozwoju mogą wspierać dalszą poprawę wyników Grupy w kolejnych latach – według prognoz Domu Maklerskiego INC S.A. zysk netto Grupy w 2026 roku może osiągnąć poziom 7,2 mln zł, co wskazuje na potencjał dalszej istotnej poprawy skali działalności i rentowności. Ostateczna decyzja dotycząca podziału zysku oraz wysokości dywidendy za 2025 rok zostanie podjęta przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki.

Jen znów słabnie, dolar rośnie. Rynki czekają na sygnały z Iranu

Koniec tygodnia nie przynosi porozumienia między USA a Iranem, co ponownie pcha kapitał na forex w stronę bezpiecznych przystani. W Japonii odnotowano spadek inflacji konsumenckiej, który z jednej strony powinien cieszyć, jednak z drugiej strony przyczynia się do dalszej słabości jena. W tle negatywne zakończenie historii o brytyjskiej sprzedaży detalicznej.

Czy jest się z czego cieszyć?

Poranne wieści z Japonii o spadku inflacji konsumenckiej nie są aż tak dobre, jakby mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wskaźnik CPI za kwiecień spadł z 1,5% r/r do 1,4% r/r. Nie licząc lutowej zniżki do 1,3% r/r, jest to najniższy poziom od kwietnia 2022, czyli od 4 lat. To nie koniec, ponieważ subindeks bazowy (bez żywności i paliw) to także 1,4% r/r, co jest znacznie głębszym spadkiem od oczekiwanego 1,7% r/r (poprzednio 1,8% r/r). Niższa dynamika cen to dobra informacja dla konsumentów, jednak nie dla waluty, która od dwóch tygodni traci. Dziś kurs USD/JPY wraca powyżej 159 JPY. Oznacza to, że interwencje Banku Japonii z początku maja (spadek USD/JPY z okolic 161 JPY na 155 JPY) zostały w dużej części zniwelowane. Drugim niepokojącym faktem jest forsowany przez premier Sanae Takaichi nowy pakiet stymulacyjny o wartości około 19 miliardów dolarów. Co prawda ma on przywrócić dotacje energetyczne, które mają ochronić konsumentów przed rosnącymi kosztami paliw, jednak to tylko odłożenie problemu wzrostu inflacji w czasie, na czym długoterminowo będzie cierpiał jen. To połączenie w najbliższej przyszłości prawdopodobnie będzie poważnym problemem w Kraju Kwitnącej Wiśni, a ewentualne kolejne interwencje walutowe BoJ mogą być neutralizowane na wykresach jeszcze szybciej, niż te z początku maja.

Zastanawiające dane z Wysp

Ostatnie dane z Wielkiej Brytanii były mieszane, a ich konsekwencje widać w dzisiejszym odczycie o sprzedaży detalicznej. Przypomnę, że mimo spadku inflacji konsumenckiej mocniej od oczekiwań (z 3,3% r/r do 2,8% r/r), odnotowano wzrost cen producentów z 3% r/r do 4% r/r. Mimo lepszych nastrojów w przemyśle (utrzymanie indeksu PMI na poziomie 53,7 pkt. przy prognozowanym spadku), sektor usługowy runął w strefę recesji (zniżka z 52,7 pkt. do 47,9 pkt., poziom neutralny 50 pkt.). Natomiast piątkowa publikacja mówi o braku zmian sprzedaży detalicznej w ujęciu rocznym (0% r/r), mimo oczekiwanego wzrostu o 1,3% r/r. Jeszcze gorzej wygląda zestawienie miesięcznie, gdzie sprzedaż dosłownie zanurkowała do ujemnego poziomu (-1,3% r/r). Spadek jest głębszy od oczekiwanej redukcji z 0,6% r/r do -0,4% r/r. Powyższe sugeruje, że środowy spadek cen konsumenckich nie do końca jest wielkim sukcesem. Ceny producentów rosną, sektor usługowy ma się coraz gorzej, a sprzedaż spada i to właśnie to połączenie, czyli spowolnienie w gospodarce, powoduje obniżki wskaźnika CPI.

Strach na forex

Na rynku walutowym niewiele się zmienia od czasu rozpoczęcia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Powracająca co weekend awersja do ryzyka stała się czymś powtarzalnym. Tak jest i dziś, kiedy to obawa przed ewentualną eskalacją wojny w sobotę lub niedzielę pcha kapitał do bezpiecznych przystani. Zyskuje na tym dolar. W piątek przed południem kurs głównej pary walutowej świata schodzi poniżej 1,16 USD. Ma to swoje przełożenie na osłabienie walut lokalnych, do których należy polski złoty. Kurs EUR/PLN o godzinie 13:00 wychodzi powyżej 4,24 PLN, USD/PLN to okolice 4,66, GBP/PLN to niecałe 4,91 PLN, a CHF/PLN znajduje się przy 4,65 PLN. Przed weekendem jedną z nadziei na deeskalację ma być podróż pakistańskiego przedstawiciela do Iranu celem omówienia kolejnego porozumienia przedstawionego przez stronę amerykańską. Rozważenie tej propozycji lub jej częściowa akceptacja może przywrócić apetyt inwestorów na ryzyko w przyszłym tygodniu.

Koszty budowy znów w górę. Najmocniej drożeją roboty specjalistyczne, stal i instalacje

Ceny produkcji budowlano-montażowej w Polsce wzrosły w I kwartale 2026 r. o 1,4 proc. wobec IV kwartału 2025 r. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Podwyżki objęły wszystkie główne segmenty budownictwa. Najszybciej drożały roboty budowlane specjalistyczne, gdzie wzrost wyniósł 1,7 proc. kwartał do kwartału.

Wzrost cen w budownictwie pozostaje umiarkowany, ale powszechny. Obejmuje zarówno budowę budynków, inżynierię lądową i wodną, jak i roboty specjalistyczne. W ujęciu rocznym wiele kategorii notuje dynamikę przekraczającą 4–5 proc., a w wybranych przypadkach wzrosty są dwucyfrowe.

Wszystkie segmenty na plusie

Według GUS ceny produkcji budowlano-montażowej ogółem wzrosły w I kwartale 2026 r. o 1,4 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Taki sam wzrost odnotowano w segmencie budowy budynków. Inżynieria lądowa i wodna podrożała o 1,2 proc., a roboty budowlane specjalistyczne o 1,7 proc.

Dane pokazują, że presja kosztowa w budownictwie nie ogranicza się do pojedynczych kategorii. Wzrost cen widoczny jest zarówno w inwestycjach mieszkaniowych, komercyjnych, przemysłowych, jak i infrastrukturalnych. Oznacza to, że inwestorzy nadal muszą uwzględniać rosnące koszty realizacji projektów.

Największą dynamikę wśród robót odnotowano w przypadku elementów kowalsko-ślusarskich. Ich ceny wzrosły o 4,0 proc. kwartał do kwartału i o 10,1 proc. rok do roku. To najwyższy roczny wzrost spośród analizowanych robót budowlano-montażowych.

Stal i instalacje podbijają koszty

Silny wzrost cen elementów kowalsko-ślusarskich wskazuje na utrzymującą się presję w obszarze stali i wyrobów metalowych. Ma to znaczenie zwłaszcza dla inwestycji infrastrukturalnych, przemysłowych i wielkokubaturowych, gdzie udział takich elementów w kosztorysach może być istotny.

Wysoką dynamikę odnotowały również instalacje gazowe. Ich ceny wzrosły o 3,5 proc. wobec IV kwartału 2025 r. i o 5,3 proc. rok do roku. Pokrycia dachowe oraz oprawy oświetleniowe podrożały po 2,6 proc. kwartał do kwartału. W przypadku opraw oświetleniowych roczna dynamika sięgnęła 7,2 proc.

Wśród kategorii wyróżniają się także roboty z gipsu i prefabrykatów gipsowych. W ujęciu rocznym ich ceny wzrosły o 6,8 proc. To jedna z wyraźniejszych zwyżek w segmencie robót wykończeniowych.

Mieszkania, biura i hale droższe

Wzrost cen dotyczył także obserwowanych przez GUS obiektów budowlanych. W budownictwie mieszkaniowym jednorodzinnym ceny wzrosły o 1,5 proc. kwartał do kwartału. Dotyczyło to zarówno domów wolnostojących bez podpiwniczenia, domów z podpiwniczeniem, jak i zabudowy szeregowej.

Podobną skalę wzrostu odnotowano w przypadku budynków wielomieszkaniowych. Budynek czterokondygnacyjny podrożał o 1,5 proc. kwartał do kwartału i o 4,4 proc. rok do roku. Budynek pięciokondygnacyjny wzrósł cenowo o 1,5 proc. kwartalnie i 4,2 proc. rocznie.

W segmencie obiektów komercyjnych najmocniej wyróżnił się supermarket, którego ceny wzrosły o 1,9 proc. kwartał do kwartału i o 5,0 proc. rok do roku. Budynek administracyjno-biurowy oraz hala produkcyjna podrożały po 1,6 proc. kwartalnie i po 4,5 proc. rocznie.

Infrastruktura też drożeje

W budownictwie drogowym wzrost objął wszystkie obserwowane obiekty. Droga ekspresowa klasy S podrożała o 1,2 proc. wobec poprzedniego kwartału i o 3,9 proc. rok do roku. Autostrada klasy A zdrożała o 1,0 proc. kwartalnie.

Wśród robót drogowych wyróżniało się oznakowanie poziome dróg, którego ceny wzrosły o 2,9 proc. kwartał do kwartału i o 8,0 proc. rok do roku. To wyraźnie więcej niż w przypadku większości pozostałych kategorii drogowych.

Podwyżki widoczne są również w budownictwie mostowym. Według danych GUS wzrost cen dotyczył wszystkich 17 monitorowanych obiektów. Wiadukt drogowy z betonu zbrojonego typu belkowego podrożał o 1,2 proc. kwartalnie, a most drogowy z betonu sprężonego typu belkowego o 1,0 proc. W ujęciu rocznym niektóre kategorie związane z hydroizolacją notowały wzrosty sięgające około 11 proc.

Marzec przyniósł przyspieszenie

Dane miesięczne pokazują, że największe tempo wzrostu cen przypadło na marzec. Styczeń i luty przyniosły raczej umiarkowane zmiany, natomiast w marcu ceny wielu obiektów budowlanych wzrosły o około 1,0–1,5 proc. miesiąc do miesiąca.

Takie przyspieszenie może mieć częściowo charakter sezonowy. Początek wiosny oznacza zwykle wzrost aktywności na placach budów, większe zapotrzebowanie na materiały, robociznę i usługi podwykonawców. Jeżeli ten trend utrzyma się w kolejnych miesiącach, może to oznaczać dalszą presję na kosztorysy inwestycji.

Źródło: opracowanie na podstawie danych GUS, „Ceny robót budowlano-montażowych i obiektów budowlanych – I kwartał 2026 r.”, Departament Cen i Usług GUS.

Własna flota czy zewnętrzna firma transportowa?

Utrzymywać własne ciężarówki czy zlecić transport sprawdzonemu operatorowi logistycznemu? To pytanie zadaje sobie niemal każda firma, która osiąga skalę wymagającą regularnych dowozu i odbioru towarów. Odpowiedź nie jest oczywista – zależy od branży, modelu biznesowego, wolumenu i kierunków dostaw, a przede wszystkim od pełnego obrazu kosztów, który łatwo przeoczyć, patrząc tylko na fakturę za fracht.

Własna flota – pełna kontrola i jej cena

Własna flota transportowa daje firmie dużą kontrolę nad realizacją dostaw. Pozwala samodzielnie zarządzać harmonogramami, szybko reagować na zmiany zamówień i mieć pełną wiedzę o tym, kto oraz czym przewozi towar. Dla firm obsługujących stałe okna czasowe lub wymagających specyficznych warunków transportu to często istotny element modelu operacyjnego.

Jednak koszt własnej floty jest bardziej złożony, niż może się wydawać. Zakup lub leasing pojazdów to jednorazowy lub cykliczny CAPEX, ale realne wydatki obejmują także ubezpieczenia OC/AC dla pojazdów ciężarowych, przeglądy techniczne, serwis, opony, opłaty drogowe oraz koszty nieprzewidzianych awarii. Do tego dochodzi zarządzanie kierowcami – rekrutacja, wynagrodzenia, szkolenia, diety oraz obowiązek przestrzegania unijnego rozporządzenia 561/2006/WE dotyczącego czasu pracy kierowców. W efekcie rzeczywisty TCO (Total Cost of Ownership) często okazuje się wyższy, niż zakładano.

Istotnym wyzwaniem jest także kapitał. Inwestycja we własną flotę zamraża środki, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój biznesu. Przy sezonowych wahaniach popytu problem się pogłębia – pojazdy stoją bezczynnie, a koszty stałe nadal obciążają firmę.

Własna flota czy zewnętrzna firma transportowa

Zewnętrzna firma transportowa – skala, elastyczność i specjalizacja

Outsourcing transportu polega na przekazaniu przewozu towarów wyspecjalizowanemu operatorowi logistycznemu, który dysponuje własną flotą, infrastrukturą, systemami IT oraz doświadczeniem zdobytym na różnych rynkach i trasach. Dla firmy zlecającej transport oznacza to zmianę modelu z CAPEX na OPEX — płatność dotyczy wyłącznie zrealizowanych przewozów, a nie kosztów utrzymania pojazdów, niezależnie od tego, czy są wykorzystywane, czy pozostają w postoju.

Takie rozwiązanie jest szczególnie korzystne dla firm o sezonowym lub trudnym do przewidzenia zapotrzebowaniu na transport. Zewnętrzny operator może elastycznie zwiększać lub ograniczać skalę obsługi w zależności od aktualnego wolumenu, bez konieczności ponoszenia dodatkowych inwestycji czy rozbudowy zaplecza kadrowego po stronie klienta.

Istotną zaletą outsourcingu jest także dostęp do nowoczesnych technologii. Duzi operatorzy logistyczni inwestują w systemy TMS (Transport Management System), narzędzia do śledzenia przesyłek w czasie rzeczywistym, rozwiązania do optymalizacji tras oraz platformy do raportowania emisji CO₂. Dla wielu małych i średnich firm samodzielne wdrożenie takiej infrastruktury byłoby kosztowne, dlatego współpraca z zewnętrznym operatorem pozwala korzystać z tych rozwiązań bez ponoszenia dodatkowych nakładów.

Porównanie: własna flota vs zewnętrzna firma transportowa

Poniższa tabela zestawia kluczowe aspekty obu modeli, pomagając ocenić, które podejście lepiej odpowiada specyfice Twojej firmy.

Kryterium Własna flota Zewnętrzna firma transportowa
Koszt początkowy Wysoki CAPEX (zakup/leasing pojazdów) Brak – model OPEX (płatność za usługę)
Koszty stałe Ubezpieczenia, serwis, kierowcy niezależnie od wolumenu Brak kosztów stałych – koszty zmienne z przewozem
Elastyczność Ograniczona – trudno szybko zwiększyć liczbę pojazdów Wysoka – operator dostosowuje do potrzeb
Kontrola nad dostawą Pełna – własny harmonogram i procesy Częściowa – zależna od standardów operatora i SLA
Wymogi regulacyjne Po stronie firmy: licencje, tachografy, czas pracy kierowców Po stronie operatora – firma zlecająca nie ponosi odpowiedzialności
Dostęp do technologii Wymaga osobnych inwestycji w TMS, GPS, systemy raportowania Dostępne w ramach usługi – platforma myRaben, tracking, raporty
Ekologia i normy emisji Konieczność wymiany taboru na Euro 5/6 – koszt po stronie firmy Operator inwestuje we flotę spełniającą normy Euro 5/6
Zasięg geograficzny Ograniczony do posiadanych zasobów i tras Międzynarodowy dzięki sieci partnerów i oddziałów

Kiedy własna flota transportowa ma sens?

Własna flota transportowa jest uzasadniona przede wszystkim wtedy, gdy firma generuje wysoki i przewidywalny wolumen transportu. Kluczowe znaczenie ma tutaj poziom wykorzystania pojazdów – zazwyczaj powinien on przekraczać 70–80% tygodniowej wydajności. W przypadku regularnych, powtarzalnych tras i dużej liczby kursów miesięcznie inwestycja w tabor zaczyna się zwracać, a model CAPEX staje się efektywny kosztowo.

Własna flota sprawdza się także w branżach o specyficznych wymaganiach transportowych, takich jak transport żywności w kontrolowanej temperaturze, przewóz materiałów niebezpiecznych ADR czy dostawy objęte wysokimi standardami bezpieczeństwa. Dodatkowo, dla firm, w których istotny jest bezpośredni kontakt z klientem i wizerunek marki, własny kierowca oraz pojazd oznakowany logo firmy mogą stanowić ważny element przewagi konkurencyjnej.

Kiedy warto postawić na outsourcing transportu?

Outsourcing transportu warto rozważyć szczególnie wtedy, gdy:

  • koszty logistyki rosną szybciej niż wolumen przewozów,
  • zapotrzebowanie na transport jest sezonowe lub trudne do przewidzenia,
  • firma planuje ekspansję na nowe rynki krajowe lub zagraniczne,
  • problemem staje się rekrutacja i utrzymanie kierowców kategorii C+E,
  • konieczne są inwestycje w flotę spełniającą normy Euro 6 i wymagania ESG.

W takich sytuacjach operator logistyczny zapewnia większą elastyczność, dostęp do infrastruktury, know-how oraz możliwość skalowania transportu bez angażowania własnego kapitału. To rozwiązanie szczególnie korzystne dla firm, które chcą rozwijać sprzedaż, ale nie chcą równolegle rozbudowywać własnego zaplecza transportowego.

Model hybrydowy – optymalne połączenie

W praktyce coraz więcej firm wybiera model hybrydowy, łączący własną flotę transportową z outsourcingiem. Własne pojazdy obsługują stałe, kluczowe trasy o wysokim wykorzystaniu, natomiast operator logistyczny przejmuje transport nieregularny, kierunki międzynarodowe oraz obsługę szczytów sezonowych.

Takie podejście pozwala zachować kontrolę nad najważniejszymi procesami, a jednocześnie zwiększyć elastyczność i ograniczyć koszty. Warunkiem skutecznego wdrożenia jest jednak dobrze zdefiniowany podział zadań, jasne warunki współpracy oparte na SLA oraz dostęp do systemów monitorowania transportu po obu stronach. Naturalnym rozwinięciem tego modelu jest logistyka kontraktowa, w której operator logistyczny przejmuje szerszy zakres działań – od transportu po magazynowanie i zarządzanie zapasami. Więcej o tym modelu przeczytasz na stronie logistyka kontraktowa Raben pod adresem https://polska.raben-group.com/uslugi-logistyczne/logistyka-kontraktowa.

Raben Transport – outsourcing transportu bez kompromisów

Decyzja o outsourcingu transportu to coś więcej niż zmiana dostawcy usługi. To wybór partnera, który staje się częścią Twojego łańcucha dostaw i ma bezpośredni wpływ na terminowość dostaw, satysfakcję klientów oraz koszty operacyjne. Dlatego wybór zewnętrznego operatora logistycznego powinien być traktowany z taką samą starannością jak każda inna decyzja strategiczna.

Podsumowanie – pytania, które warto zadać przed podjęciem decyzji

Przed wyborem między własną flotą a outsourcingiem transportu warto odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań:

  • Jaki jest rzeczywisty TCO floty i czy uwzględnia on wszystkie koszty stałe, kadrowe oraz regulacyjne?
  • Czy współczynnik wykorzystania pojazdów w skali roku przekracza 70%?
  • Czy potrzeby transportowe firmy są stabilne i przewidywalne, czy raczej podlegają sezonowym wahaniom?
  • Czy firma planuje ekspansję geograficzną, która będzie wymagała nowych tras, zasobów i kompetencji logistycznych?
  • Czy kapitał zamrożony we własnej flocie nie przyniósłby większego zwrotu, gdyby został przeznaczony na rozwój core businessu?

Taka analiza pozwala lepiej ocenić, czy bardziej opłacalna będzie inwestycja we własny transport, czy współpraca z zewnętrznym operatorem logistycznym.

Analityka predykcyjna zyskuje na znaczeniu. Firmy widzą korzyści, ale wdrożenia są wyzwaniem

Coraz większa dynamika rynkowa i technologiczna sprawia, że firmy funkcjonują w niemal stałej presji adaptacji. Większość z nich zdaje sobie sprawę z konieczności dostosowania biznesu do nowej rzeczywistości – aż 85 proc. uważa za kluczowe zwiększenie zdolności organizacji i pracowników do dostosowania się do tempa rozwoju współczesnego świata. Jednak jedynie 7 proc. przyznaje, że robi w tym obszarze znaczne postępy[1]. Jednym z głównych powodów okazuje się nieskuteczne prognozowanie zdarzeń. Niemal 7 na 10 (67 proc.) liderów technologicznych przyznaje, że to właśnie ten czynnik ogranicza możliwość odpowiedniego reagowania na zmiany[2]. Źródłem problemu jest przede wszystkim jakość danych wykorzystywanych w analityce predykcyjnej i zarządzanie ich bazami.

Organizacje widzą korzyści prognozowania, ale wdrożenia dopiero planują

Analityka predykcyjna polega na prognozowaniu przyszłych zdarzeń i trendów w oparciu o historyczne i aktualne dane. Działanie to jest wykorzystywane między innymi do przewidywania wielkości sprzedaży, zachowań konsumentów czy rynkowych trendów. Aktualnie ze strategii tej korzysta ok. 22 proc. organizacji na świecie. Kolejne 62 proc. planuje jednak wdrożyć rozwiązania z tego obszaru w najbliższej przyszłości[3].

W globalnym badaniu liderzy technologiczni zostali zapytani o główną korzyść związaną z wykorzystaniem narzędzi do analiz predykcyjnych. Najwięcej z nich (29 proc.) wskazało na zwiększenie dokładności tych wyników. Co piąta organizacja (21 proc.) zyskała przede wszystkim mocniejsze podstawy do podejmowania decyzji. Taki sam odsetek badanych zwrócił uwagę na przyspieszenie tworzenia prognoz, a 13 proc. – na mniejsze nakłady związane z tym procesem[4]. Jak zauważa Maciej Wawrzyniak, dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska, dobór odpowiednich rozwiązań pozwala więc osiągnąć cele analityki predykcyjnej szybciej i taniej.

Rozwiązania służące do analiz predykcyjnych, opierające się na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, mogą skutecznie skrócić czas przygotowania analiz i raportów oraz zwiększyć efektywność zespołów. Przede wszystkim jednak redukują ryzyko związane ze zmianami rynkowymi i technologicznymi. Osiągnięcie tych celów wymaga jednak przemyślanego podejścia do wdrożenia. Narzędzia do przetwarzania danych, w tym przeprowadzania analiz predykcyjnych, powinny być przede wszystkim dostosowane do potrzeb, procesów i celów biznesowych organizacji. Nie wszystkie gotowe rozwiązania rynkowe dają taką możliwość. Co więcej, wybór właściwych modeli, narzędzi czy algorytmów musi być poprzedzony analizą sytuacji wyjściowej, w tym również istniejącego ekosystemu IT organizacji. Dopiero wtedy możliwa jest ich bezproblemowa integracja i osiągnięcie przez firmę oczekiwanych korzyści biznesowych – mówi Maciej Wawrzyniak, dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska.

Barierą są nie tylko koszty – co jeszcze stopuje liderów przed stosowaniem analityki predykcyjnej?

Wyzwania związane z wykorzystaniem prognozowania opartego na danych różnią się w zależności od tego, czy organizacja dopiero planuje wdrożyć odpowiednie rozwiązania czy też ma ten krok już za sobą. W przypadku pierwszej grupy obawy dotyczą przede wszystkim kosztów (28 proc. odpowiedzi) oraz niejasnej wartości dodanej dla biznesu (20 proc.). Firmy, które już korzystają z narzędzi do analizy predykcyjnej, wskazują z kolei na problemy związane z integracją (25 proc.) i brakiem doświadczenia pracowników (25 proc.)[5]. Jak wyjaśnia Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, są to kwestie niezbędne do skutecznego wykorzystania analizy predykcyjnej.

Rozproszenie źródeł danych to podstawowy błąd analiz predykcyjnych. Jeśli firma gromadzi informacje o klientach czy sprzedaży w różnych źródłach, cierpi na tym jakość danych – są one niepełne, niespójne, często również nieaktualne. Aby zwiększyć efektywność analiz, konieczna jest integracja baz danych – nie tylko tych istniejących wewnątrz organizacji, ale też zewnętrznych. Z tego typu wyzwaniem mierzyliśmy się między innymi podczas realizacji projektu dla jednej z firm obsługujących wierzytelności. Organizacja ta pozyskiwała dane z wielu różnych źródeł, m.in. systemów bankowych, systemów zarządzania należnościami, otwartoźródłowego systemu klasy contact center czy platformy online służącej do szybkiego odzyskiwania długów. Tak duże rozproszenie danych skutecznie utrudniało raportowanie i przeprowadzanie zaawansowanych analiz dotyczących przyszłych zdarzeń. Sytuację odwróciła budowa hurtowni danych, która zintegrowała informacje z tych wszystkich źródeł. Dzięki prognozowaniu opóźnień w spłacie długów i wcześniejszego wykrycia potencjalnego ryzyka, firma może lepiej przygotować się do podjęcia określonych działań dodaje Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.

Suwerenne rozwiązania przyniosą lepsze efekty?

Firmy zdają się zauważać wpływ niskiej jakości danych na nieskuteczne prognozowanie przyszłych zdarzeń. Niemal 7 na 10 (67 proc.) liderów technologicznych przyznaje, że czynnik ten ogranicza zdolność ich organizacji do reagowania na zmiany[6]. Dostosowanie się do ewolucji technologicznej i rynkowej jest wyzwaniem dla co trzeciego przedsiębiorstwa osiągającego największą wydajność i charakteryzującego się dojrzałymi praktykami operacyjnymi. W przypadku pozostałych firm odsetek ten sięga 65 proc.[7]. Według Roberta Halaczka, Solutions Architecta w Linux Polska, przyczyną tych rozbieżności jest przede wszystkim strategia wyboru nowych narzędzi.

Firmy, które dysponują środkami finansowymi i mają ugruntowaną pozycję na rynku, mogą zainwestować więcej pieniędzy w technologię i szkolenia dla pracowników. Jednak nie tylko kwestie finansowe wpływają na możliwość dostosowania się do zmian technologicznych. Dużą rolę odgrywa także przyjęta strategia wdrożeniowa. Małe firmy częściej korzystają z gotowych rozwiązań, podczas gdy te większe, lepiej rozwinięte stawiają na narzędzia suwerenne, tworzone specjalnie dla nich. W ten sposób ograniczają problemy związane z brakiem kompetencji technicznych wśród części zespołu – systemy są projektowane z myślą o wszystkich użytkownikach w organizacji, w tym również o pracownikach operacyjnych, analitykach i innych osobach nietechnicznych. Co więcej, modyfikacja i skalowanie takich rozwiązań jest dużo prostsze, co ma ogromne znaczenie w kontekście intensywnych zmian rynkowych i technologicznych tłumaczy Robert Halaczek, Solutions Architect, Linux Polska.

Badania pokazują jednak, że liderzy technologiczni widzą konieczność modyfikacji dotychczasowego podejścia. Aż 7 na 10 z nich przyznaje, że główną strategią konkurencyjną na najbliższe 3 lata będzie szybkie dostosowywanie się do nowych potrzeb biznesowych oraz rynkowych[8]. Dla co trzeciej firmy priorytetem na 2026 rok będzie wykorzystanie analityki predykcyjnej[9]. To właśnie w niej liderzy technologiczni widzą szansę na usprawnienia procesu podejmowania decyzji operacyjnych i strategicznych.

[1] Deloitte, 2026 Global Human Capital Trends

[2] KPMG, Global tech report 2026

[3] Deloitte, 2025, Predictive Analytics Market Study

[4] Jak wyżej.

[5] Deloitte, 2025, Predictive Analytics Market Study

[6] KPMG Global tech report 2026

[7] Jak wyżej.

[8] Deloitte, 2026 Global Human Capital Trends

[9] KPMG Global tech report 2026

Liczba cyberataków wzrosła o 10 proc. w miesiąc. Firmy korzystające z AI muszą być czujne

Co tydzień hakerzy uderzają średnio 2.200 razy w firmy na świecie. W ciągu miesiąca liczba ataków wzrosła o 10 proc., a w ciągu roku o ponad 8 proc. – wynika z najnowszych danych firmy Check Point Research. W Polsce, najbardziej zagrożonych jest rodzimy sektor rządowy, który jest atakowany częściej niż średnia na świecie.

Kwiecień 2026 roku przyniósł gwałtowne przyspieszenie aktywności cyberprzestępczej na świecie, kładąc kres krótkotrwałemu uspokojeniu odnotowanemu w marcu. Z najnowszych danych Check Point Research wynika, że organizacje na całym świecie doświadczały średnio 2201 ataków tygodniowo, co oznacza wzrost o 10% w skali miesiąca oraz o 8% w porównaniu do roku ubiegłego. Choć polskie firmy odnotowują średnio 1751 cyberataków – poniżej światowej – to nadal jest to więcej niż przed rokiem…. Zdaniem ekspertów intensywność działań cyberprzestępczych i cyberwywiadowczych wynika w dużej mierze z kluczowej pozycji Polski na arenie międzynarodowej oraz oficjalnego wsparcia udzielanego Ukrainie, co czyni nasz kraj stałym celem ataków grup powiązanych z Rosją. Polski sektor rządowy należy bowiem do najbardziej atakowanych na świecie, znacznie przebijając średnią (2.900 ataków). Do sektorów o dużym zagrożeniu należą również usługi finansowe oraz usługi biznesowe.

W skali globalnej najbardziej narażony pozostaje sektor edukacji i badań, który w kwietniu odpierał średnio 4 946 ataków tygodniowo, notując 8-procentowy wzrost rok do roku. Na kolejnych miejscach zestawienia znalazły się organizacje rządowe z liczbą 2 797 ataków oraz sektor telekomunikacyjny z wynikiem 2 728 incydentów tygodniowo.

ataki

Eksperci wskazują, że odnotowują coraz więcej prób z wykorzystaniem AI. Badania wykazały, że 1 na każde 28 zapytań wysyłanych do narzędzi GenAI w środowiskach korporacyjnych niosło ze sobą wysokie ryzyko wycieku wrażliwych informacji, co bezpośrednio dotknęło 90% organizacji regularnie korzystających z tej technologii. Skalę wyzwania podkreśla fakt, że przeciętny użytkownik korporacyjny generuje 77 promptów miesięcznie, często wyprzedzając wdrażane mechanizmy kontroli i zarządzania bezpieczeństwem.

Równolegle rozwija się rynek ransomware, który w kwietniu odnotował 707 publicznie zgłoszonych ataków, co stanowi wzrost o 12% w ujęciu rocznym. Największą presję odczuły usługi biznesowe, odpowiadające za blisko 34% incydentów oraz sektor dóbr konsumpcyjnych i produkcji przemysłowej. Choć za jedną trzecią wszystkich zgłoszonych ataków odpowiadały zaledwie trzy grupy – Qilin, The Gentlemen oraz DragonForce – to na całym świecie aktywnych było aż 56 różnych grup ransomware, co potwierdza wysoką odporność i ciągłą ekspansję tego ekosystemu.

Jak zaznacza Omer Dembinsky z Check Point Research, kwietniowe dane dowodzą, że spowolnienie w marcu było jedynie tymczasowe, a napastnicy pozostają wysoce operacyjni, zmieniając cele i techniki, zamiast ograniczać swoją działalność. W obliczu tych trendów organizacje muszą skupić się na prewencji i rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji, które są w stanie powstrzymać zagrożenia przed wywarciem realnego wpływu na strukturę firmy.

Zmienność warunków rynkowych w logistyce to już nowa rzeczywistość

Najpoważniejsze ryzyka mogące wywołać globalny kryzys, a jednocześnie bezpośrednio związane logistyką zaczynają się kumulować. Logistycy najbardziej obawiają się geopolityki i zakłóceń gospodarczych, ponieważ luka niepewności jest tam największa. W badaniach widać, że swoboda warunków rynkowych tężeje, kurczy się optymizm, a wielu ekspertów jest zdania, że wysoka zmienność to już nowa normalność. Planowaniu działań nie pomagają nawet najbardziej wiarygodne prognozy, ponieważ brakuje do nich spójnego zestawu założeń, a termin ich ważności jest wyjątkowo krótki.

Ryzyko nr 1: Konfrontacja geoekonomiczna

Minęło zaledwie kilka tygodni od publikacji Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) na temat najpoważniejszych zagrożeń w 2026 r., a już na przełomie lutego i marca zaczęły się realizować dwa najniebezpieczniejsze scenariusze, które według raportu mają potencjał wywołania dotkliwego kryzysu o zasięgu globalnym. Najwięcej, bo 18% spośród 1 300 ekspertów m.in. ze świata nauki, biznesu i organizacji międzynarodowych wskazało w analizie, że czynnikiem, który może zainicjować taki kryzys jest konfrontacja geoekonomiczna. WEF definiuje ją jako wykorzystywanie lewarów ekonomicznych do przekształcenia relacji gospodarczych pomiędzy państwami za pomocą ograniczeń w przepływach handlowych towarów, usług, technologii lub wiedzy, z zamiarem ograniczenia rywali geopolitycznych, budowania samowystarczalności lub konsolidowania stref wpływów.

Ryzyko nr 2: Starcie kinetyczne

Oceniając zdarzenia mające możliwość zapoczątkowania poważnego światowego kryzysu niewiele mniej, bo 14% ekspertów stawiało w styczniu na konflikt zbrojny o charakterze międzypaństwowym. Toczący się od 28 lutego konflikt na Bliskim Wschodzie, z powodzeniem wypełnia znamiona obu zagrożeń wskazywanych przez WEF, zarówno konfrontacji geoekonomicznej jak i militarnej. Z jednej strony Iran niszczący infrastrukturę wydobywczą w Zatoce Perskiej i blokujący Cieśninę Ormuz wziął na zakładnika światową gospodarkę, z drugiej ograniczona w początkowej fazie wojna kinetyczna rozlała się już na inne kraje regionu. Skutki tych wydarzeń błyskawicznie odczuł rynek surowców, a Międzynarodowa Agencja Energii wielokrotnie podkreślała, że jesteśmy świadkami największego kryzysu energetycznego w historii.

Natychmiastowe i długotrwałe uderzenie w logistykę

Dotkliwe konsekwencje tych wydarzeń odczuł nie tylko rynek ropy i gazu, ale również światowy sektor transportowy, zarówno drogowy, morski jak i lotniczy. Szok surowcowy standardowo doprowadził do znaczących podwyżek cen frachtu, ubezpieczeń i paliw, a nawet wizji ich niedoborów w lotnictwie. Blokada Cieśniny Ormuz wymusiła również rekonfigurację światowych szlaków transportowych i zamknęła część floty handlowej w Zatoce Perskiej. Wystarczy wspomnieć, że według wyliczeń Project44 w ciągu dziewięciu tygodni (od 2 marca do 27 kwietnia) nawet 64 070 statków zostało zmuszonych do zmiany swoich tras. Z kwietniowych wypowiedzi szefa IMO wynika z kolei, że w Zatoce Perskiej mogło zostać uwięzionych nawet 1,6 tys. statków i 20 tys. marynarzy.

Chodzi nie tylko o gazowce, tankowce i ich załogi. Jeszcze w marcu analitycy Sea Intelligence policzyli, że pojemność jednostek oceanicznych, które miały planowo opuścić Zatokę, ale tego nie zrobiły z powodu zamknięcia przeprawy, może wynosić pomiędzy 156 074 TEU a 204 159 TEU. Przez Ormuz przepływa ok. 2–3% globalnych wolumenów kontenerowych, a demontaż regionalnego terminarza zawinięć szybko odczuły inne porty na świecie, gdzie przekierowano nie tylko kontenerowce, ale również inne ładunki, doprowadzając do ich zakorkowania. Dla przykładu na początku maja kontenery przeznaczone do przeładunku w Mumbaju czekały w porcie średnio 15 dni, co i tak stanowi poprawę wobec 30-dniowej średniej z końca kwietnia.

Postępuje kumulacja zagrożeń

Konsekwencje dla sektora transportowego i globalnych łańcuchów zaopatrzenia są znacznie rozleglejsze niż tylko zatory i przekierowania, a ich ostateczny kształt będzie ściśle uzależniony od czasu trwania wojny na Bliskim Wschodzie i utrzymania podwójnej już blokady Cieśniny Ormuz. Problemem osobnej kategorii jest natomiast fakt, że poważne turbulencje zaczynają się kumulować, a w drodze może być kolejny impuls, także powiązany z logistyką, na który w raporcie WEF wskazywali eksperci. Chodzi o ekstremalne zjawiska pogodowe, które według 8% respondentów mają potencjał wywołania kryzysu o światowym zasięgu.

Ryzyko nr 3: Ekstremalne zjawiska pogodowe

NOAA, czyli Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna USA w majowym alercie informowała, że w okresie od maja do lipca prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska El Niño wynosi 82% i ma wzrastać do końca br., aby pomiędzy grudniem a lutym osiągnąć 96%. El Niño to oceaniczna anomalia pogodowa, polegająca na utrzymywaniu się wysokich temperatur na powierzchni wód w równikowej strefie Pacyfiku. To właśnie El Niño powoduje ograniczenia opadów w Ameryce Centralnej i jest przyczyną spadku poziomu wód, m.in. w Jeziorze Gatún, które jest bezpośrednio odpowiedzialne za zasilanie śluz w Kanale Panamskim. Kanał Panamski to z kolei jeden z najważniejszych punktów na mapie światowego handlu, a siłą rzeczy także globalnej logistyki. Przepływa przez niego 3-6% handlu morskiego i 40% ruchu kontenerowego USA o wartości 270 mld dol. rocznie. Susza z lat 2023-2024 wywołana przez El Niño była przyczyną największego zakłócenia operacyjnego w historii funkcjonowania kanału i zmusiła jego administrację do redukcji liczby przepływających jednostek z 36-38 dziennie najpierw do 24 statków, a w lutym 2024 r. do zaledwie 18 jednostek. Z 50 do 44 stóp ograniczono także zanurzenie, co automatycznie obniżyło dopuszczalną wagę ładunków. Tak jak w przypadku Cieśniny Ormuz, długotrwałe zakłócenia odbiły się na globalnych łańcuchach zaopatrzenia, spowodowały zatory, opóźnienia, zmiany tras i oczywiście podniosły ceny za przewóz frachtu.

Zdolności Kanału Sueskiego wciąż ograniczone o połowę

Myśląc o turbulencjach geopolitycznych wpływających na logistykę i kumulacji zakłóceń na kluczowych szlakach transportowych warto także pamiętać, że obok Cieśniny Ormuz, w której ruch wynosi obecnie 5-10% normalnych poziomów oraz wysokiego prawdopodobieństwa utrudnień w Kanale Panamskim, także Kanał Sueski wciąż nie odzyskał pełnej przepustowości z 2023 r., czyli od rozpoczęcia ataków przez jemeńskich Huti. W oficjalnych raportach publikowanych przez administrację kanału widać wyraźny spadek przepraw z 26 434 w 2023 r. do 13 213 w 2024 r. i kolejny spadek do 12 758 jednostek w 2025 r. W obu przypadkach to spadek o ponad 50%. Również w I kw. br. nie widać znaczącej poprawy i tylko 3 324 jednostki przepłynęły przez ten korytarz, co jest wyraźnym spadkiem wobec 6 305 statków z I kw. 2023 r. Według UNCTAD Kanał Sueski obsługuje ok. 22% globalnego wolumenu kontenerowego i 40% handlu pomiędzy Azją a Europą.

Logistycy dostrzegają zagrożenia i szacują własną gotowość

To zaledwie ułamek skomplikowanej rzeczywistości, w której obecnie funkcjonuje sektor TSL i niewiele wskazuje na to, aby sytuacja uległa szybkiej poprawie. Opinie logistyków i branżowe badania pokazują wręcz, że swoboda warunków rynkowych tężeje, przybywa pesymistów, a wysoka zmienność otoczenia geopolitycznego oraz atmosfera niepewności pozostanie z nami na dłużej. Wydaje się jednak, że specjaliści prawidłowo identyfikują kluczowe zagrożenia i są w stanie elastycznie reagować na zmiany.

Już w zeszłorocznej analizie Reuters Events dotyczącej kluczowych zagrożeń dla globalnych łańcuchów zaopatrzenia 74% ankietowanych spośród 450 managerów ds. logistyki określało napięcia geopolityczne jako czynnik, który generuje najpoważniejsze ryzyka. Był to wzrost z poziomu 33% w 2024 r. Na drugim miejscu, ze wskazaniem 59%, znalazły się zmiany regulacyjne, co oznacza wyraźny awans z 8% rok wcześniej. Na zakłócenia transportowe wskazywało 38%.

Zarządzający procesami dostaw deklarowali jednak, że ich organizacje są w dużej mierze przygotowane do radzenia sobie z potencjalnymi zakłóceniami (40%), choć tylko 5% zapowiadało, że przygotowanie jest kompleksowe. W osobnej analizie o podobnym profilu, realizowanej wspólnie z Maersk wśród 392 specjalistów w Europie, aż 90% ankietowanych twierdziło, że w odpowiedzi na znaczące zmiany warunków, jak zamknięcia portów lub wahania popytu, będą w stanie podjąć adekwatne decyzje w ciągu tygodnia, z czego aż 23% deklarowało, że będą to 24 godziny. Kolejne 26% zapowiadało, że odpowiednia reakcja nastąpi w przeciągu 48 godzin. Oczekiwania odnoszące się do przyszłości europejskiego środowiska łańcuchów zaopatrzenia były jednak jednoznaczne, bo 68% oczekiwało rosnącej zmienności.

Co się zmieniło w tym roku?

Na to pytanie częściowo odpowiada raport Supply Chain Compass 2026 opublikowany w marcu br. przez Blue Yonder. Badanie przeprowadzone wśród 678 managerów wysokiego szczebla, zarządzających procesami zaopatrzenia w firmach z rocznymi przychodami powyżej 500 mln dol. w sektorze logistyki, produkcji oraz sprzedaży detalicznej operujących w Ameryce Płn. i Europie, w tym również w Polsce. Tu także widać, że przyszła kondycja łańcuchów dostaw malowana jest raczej w ponurych barwach. Pesymistów jest więcej niż optymistów, a proporcja wynosi odpowiednio 54% do 46%. Sytuację ma jednak poprawić wybór odpowiednich priorytetów strategicznych, co dla 35% badanych oznacza zwiększenie produktywności i wydajności, szybsze podejmowanie decyzji oraz wzrost opłacalności (po 29%), a także zarządzanie kosztami (28%) i zwiększenie odporności na ryzyka i wyzwania (24%).

Rośnie gotowość do mierzenia się z wyzwaniami

W badaniu zapytano także o stopień przygotowania do poważnych zakłóceń, na co 12% managerów zadeklarowało, że jest do nich w pełni przygotowana. Stanowi to wzrost o 4 pp. względem tego samego badania z poprzedniego roku. Aż 45% badanych twierdzi także, że jest w stanie efektywnie zarządzać i podnieść się z nieoczekiwanych i istotnych szoków. To łącznie 57% respondentów gotowych do reagowania na znaczącą zmienność warunków w łańcuchu dostaw. Wciąż jednak 42% martwi się o odporność w obliczu dużych zakłóceń lub podjęła pewne środki zapobiegawcze, ale cały czas widzi miejsce do poprawy. Z kolei 1% otwarcie deklaruje nieprzygotowanie i oczekuje trudności w odzyskaniu sprawności po wystąpieniu szoków o dużej sile.

– Bez wątpienia nadszedł czas organizacji zwinnych, działających szybko i posiadających sprawny aparat decyzyjny. Wydarzenia ostatnich lat, w których obserwowaliśmy bardzo dużą zmienność warunków rynkowych dowiodły, że zdolność szybkiego dostosowywania własnych operacji do dynamiki makroekonomicznej i zakłóceń jest dziś elementem przewagi konkurencyjnej. Uważamy, że środowisko, w którym funkcjonuje obecnie branża logistyczna utrzyma się co najmniej w perspektywie średnioterminowej, wymuszając zarówno na operatorach, jak i ich kontrahentach większą elastyczność. Kluczową kwestią będzie również pogłębianie relacji z klientami, a z punktu widzenia odporności operacyjnej również dywersyfikacja obsługiwanych branż i zrównoważona ekspozycja geograficzna – mówi Magdalena Lubańska, 4PL Director, w spółce IDEO by ID Logistics, świadczącej usługi transportowe w ramach Control Tower.

– Choć nie prowadzimy działalności w regionach szczególnie wrażliwych geopolitycznie, takich jak kraje Zatoki Perskiej, jednak skutki generowanych tam napięć są przez nas odczuwalne i na bieżąco analizowane, za czym podążają odpowiednie decyzje i wprowadzanie adekwatnych rozwiązań. Jesteśmy dobrze przygotowani do utrzymania długoterminowego wzrostu, ale nie ignorujemy żadnych zagrożeń, a zwłaszcza tych, które mają duży potencjał generowania poważnych i długoterminowych zakłóceń, zarówno dla nas, jak i naszych klientów  – dodaje Magdalena Lubańska.

Z jakich kierunków płyną obawy zarządzających logistyką?

Aż 68% managerów największe zagrożenie widzi w wyzwaniach natury gospodarczej, w tym np. inflacji. Drugim najpoważniejszym czynnikiem są elementy czysto operacyjne, związane m.in. z opóźnieniami transportów lub problemami z zapasami (60%). Nieco mniej, bo 59%, obawia się zakłóceń wynikających z geopolityki, do których zaliczają m.in. bariery nakładane na handel. W tej grupie nawet optymistycznie nastwieni managerowie obawiają się jej niekorzystnego wpływu. Jest ich aż 64%.

Luka niepewności rośnie wraz ze skalą zagrożeń

Z geopolityką związany jest jeszcze jeden poważny problem, mianowicie taki, że sformułowanie stanowiska i wdrożenie odpowiedniej reakcji zajmuje najwięcej czasu. Rośnie zatem luka niepewności, czyli czas od wykrycia zagrożenia do wypracowania działającego rozwiązania. O ile połowa badanych managerów dowiaduje się o zakłóceniach geopolitycznych w ciągu zaledwie 24 godzin, to tylko 20% potrafi na nie odpowiedzieć w ciągu jednego dnia. Aż 43% potrzebuje na to do 7 dni, a 38% powyżej tygodnia. Zakłócenia tej kategorii częściej występują na skali makro, a zatem ich skutki są szersze i wymagają znaczących dostosowań strukturalnych. To samo dotyczy elementów gospodarczych, o których 44% managerów dowiaduje się w ciągu jednego dnia, natomiast opracowanie i wdrożenie rozwiązania w ciągu 24 godzin deklaruje tylko 22% badanych.

Luka niepewności w łańcuchu logistycznym rośnie wraz ze skalą zakłóceń

Zagrożenia i wysoka zmienność pozostaną na dłużej

Obszerną diagnozę zagrożeń dla operacji w łańcuchu dostaw zawarto również w tegorocznym raporcie Agility Emerging Markets Index. Wzięło w nim udział 503 przedstawicieli kadr kierowniczych z sektora logistycznego oraz managerów ds. zarządzania dostawami. W opracowaniu na pierwszy plan wybija się jeden bardzo wyraźny wniosek, mianowicie taki, że zmienność warunków rynkowych postrzegana jest już jako stały element środowiska logistycznego. Uważa tak blisko 86% badanych, z czego 54,6% jest zdania, że w 2026 r. i przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej sytuacja ulegnie pogorszeniu, zanim będzie można mówić o stabilizacji. Pozostała część tej grupy (31%) twierdzi, że na stabilizację nie ma co liczyć i raczej należy zaakceptować fakt, że obecny poziom zmienności to po prostu nowa rzeczywistość, która pozostanie na stałe.

Badani managerowie wskazują przy tym na podobny katalog zagrożeń, co w innych branżowych analizach. Wymieniając ryzyka, na które ich organizacje są przygotowane w najmniejszym stopniu na podium pojawiają się ograniczenia handlowe w postaci ceł i protekcjonizmu (16,6%), czynniki takie jak inflacja i rosnące koszty oraz niedobory kadrowe (po 13,1%). Wysoko na liście są także zakłócenia w łańcuchach zaopatrzeniowych (12%) oraz spowolnienie gospodarcze (8,1%). Nic więc dziwnego, że na szczycie priorytetów jest wzmacnianie odporności łańcuchów dostaw (19,6%), ochrona marż (19,5%) oraz utrzymanie wzrostu (15%).

Prognozy nie pomagają logistyce

W swoim raporcie na temat zagrożeń w 2026 r. Światowe Forum Ekonomiczne napisało wprost, że to właśnie niepewność jest głównym motywem prognozy. Ponadto ankietowani przez WEF eksperci negatywnie oceniali zarówno krótkoterminowe, jak i długoterminowe perspektywy globalne, a 50% z nich oczekuje burzliwego lub niespokojnego otoczenia w ciągu najbliższych dwóch lat. Odsetek ten wzrósł do 57% w odniesieniu do oczekiwań na kolejną dekadę. Za 10 lat niemal nikt nie spodziewa się również klimatu współpracy politycznej nad globalnymi zagrożeniami i jest w zasadzie odwrotnie. Oczekiwany jest protekcjonizm, strategiczna polityka przemysłowa oraz aktywny wpływ rządów na kluczowe łańcuchy dostaw, co uczyni świat jeszcze bardziej konkurencyjnym.

Wielobiegunowy lub rozdrobniony porządek, w którym średnie i wielkie mocarstwa rywalizują o ustanowienie i egzekwowanie regionalnych zasad i norm to wizja aż 68% badanych. Kolejne 14% widzi porządek dwubiegunowy ukształtowany przez strategiczną rywalizację między dwoma supermocarstwami, a 12% zapowiada przekształcenia w kierunku nowego porządku międzynarodowego pod przewodnictwem alternatywnego supermocarstwa. Pozostałe 6% spośród 1 300 badanych autorytetów liczy na wskrzeszenie opartego na zasadach ładu międzynarodowego, na czele którego stoją USA. Wizja ta wydaje się jednak co najmniej mało prawdopodobna w kontekście wypowiedzi sekretarza stanu USA, który już ponad rok temu mówił, że jednobiegunowa siła była anomalią, będącą produktem zimnej wojny.

Termin ważności przewidywań makroekonomicznych spada

Problem z prognozami, oprócz tego, że nie są zbyt optymistyczne, dotyczy także ich żywotności. Tak było w przypadku kwietniowej publikacji Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), która w każdym z przedstawionych scenariuszy zakładała pogorszenie kondycji światowej gospodarki, a jedną z głównych przyczyn jest wojna na Bliskim Wschodzie. Ta obok wysokich barier handlowych i wywindowanej niepewności na arenie międzynarodowej neutralizuje pozytywne zjawiska, w tym inwestycje w nowoczesne technologie. W komentarzu do swojego cyklicznego opracowania MFW zaznaczył nawet, że dokument z uwagi na trudności z ustaleniem w czasie rzeczywistym spójnego zestawu założeń, publikuje jedynie prognozę referencyjną, opartą na domniemaniu, że wojna będzie miała ograniczony czas, intensywność i zasięg, a zakłócenia nią wywołane ustąpią do połowy 2026 r.

W takim ujęciu średnia cena ropy w całym bieżącym roku miała osiągnąć poziom 82 dol. za baryłkę (bbl), a wzrost światowej gospodarki w 2026 r. miał spaść z poziomu 3,4% w 2025 r. do 3,1% i utrzymać się na poziomie 3,2% w 2027 r., czyli poniżej historycznej średniej z lat 2000–2019 wynoszącej 3,7%. Globalna inflacja bazowa miała wzrosnąć do 4,4%, a następnie planowany był spadek do 3,7%. Z prognoz niestety niewiele już pozostało, ponieważ krótko po ogłoszeniu danych zadeklarowano, że założenia mogą być już nieaktualne, co ostatecznie na początku maja potwierdziła szefowa MFW. Obowiązuje zatem tzw. scenariusz niekorzystny, w którym wzrost PKB w bieżącym roku spowalnia do 2,5%, a inflacja wynosi 5,4%. Średnia cena ropy sięga 100 dol./bbl. Oznacza to również, że koszt nawozów jest już wyższy o 30-40% wyższy, co może podnieść ceny żywności o 3-6%.

Należy jednocześnie pamiętać, że zmienność warunków gospodarczych i geopolitycznych, na którą wskazuje szereg ważnych analiz i prestiżowych instytucji wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie, a na stole cały czas leży trzeci, najbardziej dotkliwy scenariusz przygotowany przez MFW. W takiej symulacji średnia cena ropy osiąga ok. 110 dol./bbl, wzrost PKB w tym roku spada do ok. 1,8%, a za rok wynosi 2,2%. Z kolei globalna inflacja skacze do 5,8%, a w 2027 r. osiąga 6,1%. Łącznie będzie to oznaczało, że świat stanie na skraju recesji, co miało miejsce zaledwie cztery razy od 1980 roku, przy czym dwa ostatnie przypadki zbiegły się w czasie ze światowym kryzysem finansowym oraz pandemią COVID-19.

O kryzysie mówią również inne liczące się ośrodki

O realizacji dalszych niekorzystnych scenariuszy zdecyduje konflikt na Bliskim Wschodzie, w tym utrzymujący się paraliż na kluczowych szlakach transportowych, ale o recesji mówią także inne instytucje. Dla przykładu Oxford Economics przeprowadził symulację zakładającą, że w wyniku wojny ceny ropy utrzymają się na średnim poziomie ok. 140 dol. przez dwa miesiące. Ten czynnik wraz z efektami wtórnymi doprowadziłby do zaostrzenia sytuacji na rynkach finansowych, pogorszenia nastrojów gospodarczych oraz dalszego nasilenia się zakłóceń w łańcuchach dostaw. Wystarczyłoby to w zupełności, aby pchnąć część światowej gospodarki w kierunku łagodnej recesji. Jeśli to się wydarzy, gwałtownie wzrośnie inflacja, osiągając średnią 5,1%, a w szczycie nawet 5,8%. Nastąpi także znaczny wzrost cen gazu ziemnego, a te i inne skutki uboczne doprowadzą do spadku globalnego realnego PKB o 0,7% na koniec 2026 r.

Ograniczenie dostaw surowców już teraz jest bardzo dotkliwe

Kpler podaje na przykład, że tylko do połowy kwietnia 2026 r. z powodu wstrzymania lub zakłóceń w dostawach, globalny rynek utracił ponad 500 mln baryłek ropy, co stanowi największe zakłócenie dostaw w historii. To jednocześnie utrata ok. 50 mld dol. przychodu z handlu surowcem, czyli mniej więcej tyle samo co PKB Łotwy (48,59 mld) lub Estonii (47 mld). Z innych analiz, tym razem Wood Mackenzie, wynika, że niewyprodukowane 500 mln baryłek stanowi ekwiwalent scenariusza zakładającego całkowite wstrzymanie ruchu drogowego wszystkich pojazdów na świecie przez 11 dni. Alternatywnie odpowiada to także ograniczeniu popytu na globalny transport lotniczy przez 10 tygodni lub całkowitemu odcięciu globalnej gospodarki od ropy przez 5 dni. Brakujący wolumen byłby także wystarczający do zasilenia całego światowego sektora żeglugi międzynarodowej przez ok. 4 miesiące. Z kolei skutki bieżących zakłóceń mogą być widoczne jeszcze przez wiele miesięcy lub nawet lat, oddziaływając nie tylko na światowy rynek energetyczny i handel, ale również na obsługującą go logistykę.

Koniunktura gospodarcza w maju 2026 r. Większość sektorów poprawia nastroje, ale przemysł pozostaje pod presją

Majowe dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują umiarkowaną poprawę nastrojów w polskiej gospodarce. W większości badanych sektorów wskaźniki ogólnego klimatu koniunktury poprawiły się lub pozostały stabilne względem kwietnia. Jednocześnie obraz gospodarki pozostaje nierówny — przetwórstwo przemysłowe nadal znajduje się poniżej zera, a sektor finansów i ubezpieczeń, mimo najwyższego wyniku w badaniu, zanotował wyraźne pogorszenie ocen.

Według danych GUS opublikowanych 22 maja 2026 r. najlepsze nastroje utrzymują się w finansach i ubezpieczeniach, gdzie wskaźnik wyniósł +26,6 pkt. To nadal najwyższy wynik wśród analizowanych sektorów, choć niższy niż miesiąc wcześniej, gdy wynosił +29,3 pkt. Wyraźną poprawę odnotowały natomiast zakwaterowanie i gastronomia, gdzie wskaźnik wzrósł z +10,2 pkt w kwietniu do +14,7 pkt w maju.

Najtrudniejsza sytuacja nadal widoczna jest w przetwórstwie przemysłowym. Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury wyniósł tam −4,1 pkt wobec −4,4 pkt miesiąc wcześniej. Oznacza to niewielką poprawę, ale sektor wciąż pozostaje najniżej ocenianym obszarem polskiej gospodarki spośród badanych przez GUS.

Usługi z lepszymi nastrojami, przemysł nadal na minusie

Majowe dane wskazują, że poprawa nastrojów jest szczególnie widoczna w części sektorów usługowych. Zakwaterowanie i gastronomia osiągnęły +14,7 pkt, przebijając zarówno wynik z kwietnia, jak i poziom sprzed roku. Może to być związane m.in. ze zbliżającym się sezonem letnim oraz utrzymującym się popytem konsumpcyjnym.

Poprawę zanotował także transport i gospodarka magazynowa. Wskaźnik wzrósł tam z −5,6 pkt w kwietniu do −1,1 pkt w maju. Branża pozostaje jeszcze poniżej zera, ale skala odbicia sugeruje złagodzenie wcześniejszego pesymizmu.

W handlu hurtowym wskaźnik wzrósł do +3,0 pkt wobec +1,7 pkt miesiąc wcześniej. Handel detaliczny wyszedł natomiast z ujemnego poziomu i osiągnął 0,0 pkt, po −1,3 pkt w kwietniu. Oznacza to stabilizację ocen w sektorze, który wcześniej znajdował się lekko pod kreską.

Przetwórstwo przemysłowe nadal słabym punktem

Największym problemem pozostaje przetwórstwo przemysłowe. Chociaż ogólny wskaźnik poprawił się nieznacznie, z −4,4 pkt do −4,1 pkt, dane nadal wskazują na przewagę negatywnych ocen. Co istotne, pogorszyła się składowa diagnostyczna, czyli ocena bieżącej sytuacji przedsiębiorstw. Spadła ona do −6,8 pkt wobec −5,4 pkt w kwietniu.

Nieco lepiej wygląda część prognostyczna. Wskaźnik oczekiwań poprawił się z −3,4 pkt do −1,4 pkt, co oznacza, że firmy przemysłowe nieco mniej pesymistycznie patrzą na kolejne miesiące. Nie zmienia to jednak faktu, że przemysł pozostaje wyraźnie poniżej swojej średniej długookresowej.

Sytuacja w przetwórstwie ma szczególne znaczenie dla całej gospodarki, ponieważ sektor ten jest silnie powiązany z eksportem, inwestycjami i zamówieniami zewnętrznymi. Utrzymujący się pesymizm w tej części gospodarki może ograniczać tempo szerszego ożywienia.

Finanse nadal najmocniejsze, ale z widocznym ochłodzeniem

Sektor finansów i ubezpieczeń pozostaje liderem badania. Wskaźnik +26,6 pkt oznacza, że nastroje w tej branży nadal są bardzo dobre i przewyższają średnią długookresową. Jednocześnie spadek z +29,3 pkt w kwietniu pokazuje, że także w tym obszarze widoczne jest pewne ochłodzenie.

Bieżąca ocena sytuacji w finansach i ubezpieczeniach pozostaje bardzo wysoka — wyniosła +46,1 pkt. Miesiąc wcześniej było to jednak +49,5 pkt. Spadła również część prognostyczna, z +9,0 pkt do +7,1 pkt.

Oznacza to, że sektor finansowy nadal bardzo dobrze ocenia swoją obecną kondycję, ale z większą ostrożnością patrzy na kolejne miesiące. Może to wynikać z niepewności dotyczącej popytu, kosztów finansowania, otoczenia regulacyjnego oraz tempa wzrostu gospodarczego.

Inwestycje: firmy częściej utrzymują poziom nakładów niż planują wzrost

Dodatkowe badanie GUS dotyczące inwestycji pokazuje, że przedsiębiorstwa podchodzą do nowych nakładów ostrożnie. We wszystkich sześciu analizowanych sektorach najczęściej deklarowano utrzymanie poziomu inwestycji na poziomie z 2025 r.

Największy odsetek firm planujących wzrost inwestycji odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. Zwiększenie nakładów zapowiedziało tam 24,1 proc. respondentów, w tym 8,2 proc. mówiło o znaczącym wzroście. To ważny sygnał, ponieważ mimo słabych bieżących ocen część firm przemysłowych nadal widzi potrzebę inwestowania.

Najbardziej ostrożnie wygląda sytuacja w budownictwie. Tylko 12,2 proc. firm z tego sektora deklaruje wzrost inwestycji, a aż 42,6 proc. nie ma żadnych planów inwestycyjnych. Może to wskazywać na utrzymującą się niepewność dotyczącą popytu, kosztów realizacji projektów oraz otoczenia regulacyjnego.

Główne bariery: koszty, niepewność makroekonomiczna i przepisy

Najważniejszą barierą inwestycyjną pozostają wysokie koszty realizacji inwestycji. W zależności od sektora wskazywało je od 40,3 proc. do 49,9 proc. firm. Najczęściej problem ten pojawiał się w handlu detalicznym.

Drugą kluczową barierą jest niepewna sytuacja makroekonomiczna. W przetwórstwie przemysłowym wskazało ją 35,8 proc. badanych firm. W innych sektorach odsetek ten był niższy, ale nadal istotny.

Przedsiębiorcy zwracają też uwagę na niestabilność przepisów prawnych. Problem ten szczególnie mocno widać w budownictwie oraz transporcie. W budownictwie wskazało go 26 proc. firm, a w transporcie 24,8 proc.

Znacznie mniejsze znaczenie mają obecnie zerwane łańcuchy dostaw. W zależności od branży wskazywało je od 0,2 proc. do 2,8 proc. firm. To pokazuje, że problemy logistyczne, które były jednym z głównych wyzwań po pandemii i w pierwszych latach wojny w Ukrainie, mają dziś znacznie mniejszy wpływ na decyzje inwestycyjne.

Ceny produktów rolnych w kwietniu: niewielki wzrost miesiąc do miesiąca, duży spadek rok do roku

Ceny skupu podstawowych produktów rolnych w Polsce w kwietniu 2026 r. wzrosły symbolicznie w porównaniu z marcem, ale w ujęciu rocznym pozostały wyraźnie niższe. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego ceny skupu były przeciętnie o 0,1 proc. wyższe niż miesiąc wcześniej, ale aż o 13,1 proc. niższe niż w kwietniu 2025 r. Najtrudniejsza sytuacja dotyczy producentów mleka, trzody chlewnej, ziemniaków oraz części zbóż. W tych segmentach ceny są znacznie niższe niż rok temu, co może pogarszać płynność gospodarstw i ograniczać możliwości inwestycyjne. Jednocześnie wzrost cen wołowiny pokazuje, że sytuacja na rynku rolnym jest nierównomierna i zależy od konkretnej kategorii produktu.

Ceny skupu lekko wzrosły, ale roczny spadek jest głęboki

W kwietniu 2026 r. przeciętne ceny skupu podstawowych produktów rolnych zwiększyły się względem marca jedynie o 0,1 proc. Taki wynik oznacza raczej zatrzymanie spadków niż wyraźne odbicie. W porównaniu z kwietniem ubiegłego roku ceny były jednak niższe o 13,1 proc., co wskazuje na utrzymującą się presję na dochody producentów rolnych.

Roczny spadek cen jest szczególnie istotny, ponieważ wiele gospodarstw nadal ponosi wysokie koszty produkcji. Niższe ceny sprzedaży przy kosztach energii, pracy, pasz, nawozów i obsługi finansowania oznaczają pogorszenie rentowności. Dotyczy to zwłaszcza tych sektorów, w których spadki cen są dwucyfrowe.

Zboża nadal wyraźnie tańsze niż rok temu

W segmencie zbóż widać poprawę w ujęciu miesięcznym, ale ceny pozostają znacznie niższe niż przed rokiem. Pszenica w skupie kosztowała w kwietniu 77,09 zł za dt. Było to o 1,8 proc. więcej niż w marcu, ale o 15 proc. mniej niż w kwietniu 2025 r.

Cena żyta wyniosła 62,03 zł/dt. W porównaniu z marcem wzrosła tylko o 0,1 proc., natomiast rok do roku spadła o 15,5 proc. Jęczmień kosztował 77,03 zł/dt, co oznacza wzrost miesięczny o 3,4 proc. i spadek roczny o 6,4 proc.

Jeszcze słabiej wygląda sytuacja pszenżyta i owsa. Pszenżyto kosztowało 69,54 zł/dt, czyli o 2,1 proc. więcej niż miesiąc wcześniej, ale o 16,3 proc. mniej niż rok temu. Owies potaniał w skupie do 54,97 zł/dt. To spadek o 7,3 proc. miesiąc do miesiąca i aż o 25,2 proc. rok do roku.

Kukurydza była jedną z kategorii z najsilniejszym miesięcznym wzrostem. Jej cena w skupie wyniosła 79,39 zł/dt, czyli o 5,8 proc. więcej niż w marcu. Mimo tego w porównaniu z kwietniem 2025 r. była niższa o 9,2 proc.

Na targowiskach ceny zbóż również były niższe niż rok wcześniej. Pszenica kosztowała 104,63 zł/dt, żyto 79,23 zł/dt, jęczmień 99,79 zł/dt, pszenżyto 88,22 zł/dt, owies 86,67 zł/dt, a kukurydza 118,38 zł/dt. W większości przypadków oznaczało to spadki roczne od kilku do kilkunastu procent.

Ziemniaki mocno odbiły w skupie, ale nadal są tańsze niż rok temu

Największą miesięczną zmianę odnotowano w przypadku ziemniaków. Ich cena skupu wzrosła w kwietniu o 14,4 proc. i wyniosła 120,23 zł/dt. Tak silny wzrost może mieć związek z sezonowym ograniczeniem podaży i wyczerpywaniem zapasów.

Inaczej wyglądała sytuacja na targowiskach. Tam cena ziemniaków spadła miesiąc do miesiąca o 2,9 proc., do 165,75 zł/dt. W ujęciu rocznym zarówno skup, jak i targowiska pozostają jednak wyraźnie pod kreską. Ziemniaki w skupie były tańsze o 17,6 proc. niż rok wcześniej, a na targowiskach o 22 proc.

Wołowina pozostaje wyjątkiem

Na tle innych produktów rolnych wyróżnia się wołowina. Cena bydła w skupie wyniosła w kwietniu 14,92 zł/kg. Była o 0,2 proc. wyższa niż w marcu i o 10,7 proc. wyższa niż rok wcześniej.

To jedyna z analizowanych kategorii, która odnotowała wyraźny wzrost roczny w skupie. Może to wynikać z ograniczonej podaży bydła oraz zmian strukturalnych w produkcji. W przeciwieństwie do zbóż, mleka czy trzody chlewnej, rynek wołowiny nie znajduje się obecnie pod tak silną presją spadkową.

Na targowiskach cena bydła wyniosła 12,12 zł/kg. Wzrosła o 1 proc. względem marca, ale była o 1,4 proc. niższa niż rok wcześniej.

Trzoda chlewna i drób pod presją

Cena trzody chlewnej w skupie wyniosła w kwietniu 5,89 zł/kg. Była o 1,2 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej, ale o 16,2 proc. niższa niż w kwietniu 2025 r. To jeden z większych rocznych spadków wśród monitorowanych kategorii.

Drób kosztował w skupie 5,72 zł/kg. W tym przypadku odnotowano zarówno spadek miesięczny, jak i roczny. Cena była o 0,4 proc. niższa niż w marcu i o 7,8 proc. niższa niż rok wcześniej.

Dane te pokazują, że rynek żywca rzeźnego jest silnie zróżnicowany. Wołowina utrzymuje wysokie ceny, natomiast producenci trzody i drobiu mierzą się ze słabszymi warunkami sprzedaży.

Mleko z największym spadkiem rocznym

Szczególnie trudna sytuacja dotyczy rynku mleka. Cena mleka krowiego w skupie wyniosła w kwietniu 182,64 zł/hl. Była o 0,3 proc. niższa niż w marcu i aż o 19,5 proc. niższa niż rok wcześniej.

To największy roczny spadek wśród głównych kategorii objętych danymi GUS. Dla gospodarstw mleczarskich oznacza to silną presję na marże, zwłaszcza przy utrzymujących się kosztach produkcji. Spadek cen mleka może szczególnie dotknąć mniejsze gospodarstwa, które mają mniejszą możliwość ograniczania kosztów jednostkowych.

Duże różnice między województwami

Dane GUS pokazują także znaczące zróżnicowanie regionalne. W przypadku pszenicy najwyższe ceny skupu odnotowano w województwie pomorskim, gdzie wyniosły 80,77 zł/dt, oraz zachodniopomorskim — 80,30 zł/dt. Najniższe ceny wystąpiły w województwie podkarpackim — 70,45 zł/dt — oraz lubelskim — 70,69 zł/dt.

W skupie żywca wołowego najwyższą cenę odnotowano w województwie mazowieckim — 18,00 zł/kg. To poziom wyraźnie wyższy od średniej krajowej. W przypadku mleka najwyższe ceny wystąpiły w województwie podlaskim, gdzie mleko skupowano przeciętnie po 197,31 zł/hl. Region ten pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków produkcji mleczarskiej w Polsce.

Księgi wieczyste dostępne w aplikacji mObywatel

W aplikacji mObywatel dostępna jest usługa Księgi wieczyste. Pozwala ona właścicielom, współwłaścicielom i współużytkownikom wieczystym nieruchomości sprawdzić numer księgi wieczystej oraz zamówić dokumenty dotyczące nieruchomości.

Księga wieczysta zawiera informacje o stanie prawnym nieruchomości. Można w niej sprawdzić m.in. właściciela, prawa związane z nieruchomością, roszczenia, ograniczenia oraz hipoteki.

Sprawdzenie księgi wieczystej jest jednym z podstawowych kroków przed zakupem mieszkania, domu lub działki. Dostęp do ksiąg wieczystych jest jawny i bezpłatny, ale do ich przeglądania potrzebny jest numer księgi.

Jak sprawdzić numer księgi w mObywatelu

Właściciel nieruchomości może sprawdzić numer księgi wieczystej w aplikacji mObywatel. Po zalogowaniu należy wejść w usługę Księgi wieczyste i wybrać sekcję Twoje księgi. Dzięki temu sprzedający może szybko przekazać kupującemu numer księgi wieczystej. Kupujący może następnie sprawdzić jej treść w systemie elektronicznych ksiąg wieczystych.

W aplikacji można zamówić:

  • odpis zwykły księgi wieczystej,
  • odpis zupełny,
  • wyciąg z wybranego działu,
  • zaświadczenie o zamknięciu księgi.

Dokument można zamówić, opłacić i otrzymać bezpośrednio w aplikacji.

Sprzedający może również przekazać dokument kupującemu przez aplikację. W tym celu wybiera zamówiony dokument i opcję Przekaż dokument do sprawdzenia. Kupujący wchodzi w usługę Księgi wieczyste, wybiera opcję Sprawdź dokument drugiej osoby i skanuje kod QR z telefonu sprzedającego.

Po zeskanowaniu kodu kupujący może sprawdzić dokument i pobrać jego kopię na swój telefon.

Usługa może być przydatna przy sprzedaży i zakupie nieruchomości. Ułatwia dostęp do numeru księgi wieczystej, zamawianie dokumentów oraz ich przekazywanie drugiej stronie.

Szpiegostwo, propaganda i przygotowania do sabotażu. Trzech Polaków zatrzymanych przez ABW

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali trzech obywateli Polski podejrzanych o działanie na rzecz rosyjskiego wywiadu. Do zatrzymań doszło 12 maja 2026 r. na polecenie prokuratora z Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku.

Zatrzymani to A.Ć., lat 62, D.C., lat 50, oraz A.P., lat 48. Prokuratura przedstawiła im zarzuty dotyczące m.in. działania na rzecz obcego wywiadu, udzielania mu informacji mogących wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, prowadzenia dezinformacji, przygotowań do dywersji i sabotażu oraz propagowania treści wspierających agresję Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie.

Zarzuty szpiegostwa i dezinformacji

Według ustaleń śledczych podejrzani mieli działać na rzecz rosyjskiego wywiadu i przekazywać informacje, których ujawnienie mogło wyrządzić szkodę Polsce. Zarzuty obejmują także wytwarzanie oraz udostępnianie materiałów propagandowych i dezinformacyjnych.

Prokuratura wskazuje, że działania zatrzymanych były ukierunkowane na wspieranie rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie. Podejrzani mieli również angażować się w zbieranie środków przeznaczonych na zakup sprzętu dla wojsk rosyjskich.

Rozpoznanie wojsk NATO w Polsce

Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że zatrzymani mieli wykonywać zadania o charakterze wywiadowczym na zlecenie obywatela Federacji Rosyjskiej. Osoba ta, według śledczych, jest powiązana z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

Zadania miały obejmować m.in. rozpoznanie rozmieszczenia wojsk NATO stacjonujących na terytorium Polski. Prokuratura podaje również, że członkowie grupy przechodzili szkolenia strzeleckie oraz szkolenia z taktyki pola walki. Zdaniem śledczych miało to stanowić przygotowanie do realizacji zadań dywersyjnych i sabotażowych.

Propaganda wspierająca agresję Rosji

Podejrzanym zarzucono także publiczne pochwalanie prowadzenia wojny napastniczej oraz propagowanie symboli wspierających agresję Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Czynności te zakwalifikowano m.in. na podstawie przepisów Kodeksu karnego oraz ustawy z 13 kwietnia 2022 r. dotyczącej przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę i ochrony bezpieczeństwa narodowego.

Wśród podstaw prawnych prokuratura wskazała m.in. art. 130 § 1 i 2 Kodeksu karnego, dotyczący działania na rzecz obcego wywiadu i udzielania mu informacji, art. 130 § 8 w związku z art. 130 § 7, odnoszący się do przygotowań do dywersji i sabotażu, a także art. 130 § 9, dotyczący prowadzenia dezinformacji na rzecz obcego wywiadu.

Trzymiesięczny areszt dla podejrzanych

Po przedstawieniu zarzutów prokurator przesłuchał zatrzymanych w charakterze podejrzanych. Wszyscy trzej nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia.

Prokurator skierował do sądu wnioski o zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Sąd Rejonowy w Białymstoku uwzględnił te wnioski.

Grozi im co najmniej 8 lat więzienia

Czyny kwalifikowane jako przestępstwa szpiegostwa przeciwko bezpieczeństwu państwa są zagrożone karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat albo karą dożywotniego pozbawienia wolności.

Śledztwo w tej sprawie jest kontynuowane.

Prokurator Tomasz Janeczek zawieszony na 6 miesięcy po wejściu dziennikarzy TV Republika do Prokuratury Krajowej

0

Prokurator Generalny Waldemar Żurek podjął decyzję o zawieszeniu zastępcy Prokuratora Generalnego ds. Wojskowych, prokuratora Prokuratury Krajowej Tomasza Janeczka, w czynnościach służbowych. Zawieszenie ma obowiązywać przez 6 miesięcy, od 21 maja do 21 listopada 2026 r.

Decyzja została wydana na podstawie przepisów Prawa o prokuraturze. Jak wynika z informacji przekazanej przez rzeczniczkę prasową Prokuratora Generalnego, prok. Annę Adamiak, ma ona związek z postępowaniem wyjaśniającym wszczętym 20 maja 2026 r. przez Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego.

Podejrzenie przewinienia dyscyplinarnego

Postępowanie wyjaśniające dotyczy uzasadnionego podejrzenia, że prokurator Tomasz Janeczek mógł dopuścić się oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa oraz uchybić godności urzędu. Chodzi o przewinienie dyscyplinarne określone w Prawie o prokuraturze.

Według komunikatu, zarzucane zachowanie miało miejsce 20 maja 2026 r. w Warszawie, w siedzibie Prokuratury Krajowej przy ul. Postępu 3. Sprawa dotyczy naruszenia procedur bezpieczeństwa oraz zasad wejścia do budynku Prokuratury Krajowej.

Wejście do strefy ochronnej bez wymaganych kart

Z informacji Prokuratury Generalnej wynika, że Tomasz Janeczek, używając własnej karty identyfikacyjnej, miał wprowadzić do strefy ochronnej siedziby Prokuratury Krajowej osoby, które nie posiadały wymaganych kart identyfikacyjnych „Wizyta”.

Chodziło o pracowników TV Republika: Michała Rachonia, Jarosława Olechowskiego, Adriana Stankowskiego, Miłosza Kłeczka i Janusza Życzkowskiego, a także posłów Jana Mosińskiego, Krzysztofa Lipca i Agnieszkę Wojciechowską van Heukelom.

Według prokuratury osoby te miały w sposób nieuprawniony przekroczyć bramki zabezpieczające oraz przebywać w holu budynku. Komunikat wskazuje również na naruszenie procedur związanych z rejestracją wizyt, kontrolą bagażu, kontrolą pirotechniczną oraz obowiązkiem nadzoru nad osobami przebywającymi w siedzibie Prokuratury Krajowej.

Wypowiedź dla TV Republika w siedzibie prokuratury

W komunikacie wskazano także, że Tomasz Janeczek udzielił w siedzibie Prokuratury Krajowej wywiadu pracownikowi TV Republika. W trakcie tej wypowiedzi miał odnieść się do działań organów państwa i prowadzonych postępowań.

Zdaniem Prokuratury Generalnej zachowanie prokuratora może wskazywać na brak poszanowania podstawowych zasad funkcjonowania prokuratury. W komunikacie podkreślono również, że mogło dojść do naruszenia godności urzędu oraz podważenia zaufania do obiektywizmu i bezstronności prokuratora.

Prokuratura wskazuje na standardy etyczne

Rzeczniczka Prokuratora Generalnego przypomniała, że prokuratorzy są zobowiązani do przestrzegania nie tylko przepisów ustawowych, lecz także regulacji wewnętrznych dotyczących organizacji pracy i bezpieczeństwa w jednostkach prokuratury.

W komunikacie zwrócono uwagę również na obowiązek zachowania powściągliwości w publicznych wypowiedziach dotyczących prowadzonych postępowań oraz działalności organów państwowych. Wynika on ze Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Prokuratorów.

Prokuratura Generalna zaznaczyła ponadto, że Tomasz Janeczek nie posiada wiedzy na temat postępowania, do którego odnosił się publicznie, ponieważ nie jest prokuratorem referentem tej sprawy ani nie znajduje się ona w zakresie jego kompetencji nadzorczych.

Decyzja ma chronić autorytet prokuratury

Według komunikatu decyzja Waldemara Żurka została podjęta w celu ochrony autorytetu prokuratury oraz interesu publicznego. Ma także zapobiec negatywnym skutkom, które mogłyby wynikać z dalszego wykonywania przez Tomasza Janeczka obowiązków służbowych.

Prokurator Generalny miał poinformować Tomasza Janeczka o zawieszeniu podczas spotkania 22 maja 2026 r., przedstawiając szczegółowe uzasadnienie decyzji. Jak przekazano, prokurator Janeczek odmówił odbioru dokumentu.

Zawieszenie jest natychmiast wykonalne, co oznacza, że wywołuje skutki prawne od momentu wydania decyzji. Prokuratorowi przysługuje odwołanie do Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym.

Inwestycje na rynku biurowym notują najmocniejsze od kilku lat otwarcie roku

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości biurowych w I kwartale tego roku. W tym czasie w sektorze podpisano umowy o wartości 248 mln EUR, co oznacza wzrost o 35% r/r.

Pierwsze trzy miesiące 2026 roku przyniosły najsilniejsze otwarcie roku dla inwestycji biurowych od 2022 roku. Łączny wolumen transakcji osiągnął 248 mln euro, co oznacza wzrost o 35% r/r oraz poziom o ponad 83% wyższy względem średniej z ostatnich trzech lat. Rynek stopniowo poprawia swoją płynność, czemu sprzyja rosnące zaangażowanie kapitału z regionu Europy Środkowo -Wschodniej oraz zwiększona aktywność krajowych inwestorów, komentuje Maciej Rostropowicz, Senior Consultant, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Od stycznia do końca marca tego roku inwestorzy sfinalizowali dziewięć transakcji, w tym trzy w Warszawie oraz sześć na rynkach regionalnych. Aktywność inwestycyjna była jednak zdominowana przez stolicę, która odpowiadała za 74% całkowitego wolumenu, głównie za sprawą przejęcia kompleksu Royal Wilanów przez czeski fundusz Wood & Co. za ponad 100 mln euro.

Apetyt banków na finansowanie sektora biurowego w dalszym ciągu ma dwa kierunki: atrakcyjne parametry kredytowe dla budynków typu prime w Warszawie, dobre warunki dla budynków typu prime w miastach regionalnych i konserwatywne parametry dla budynków starszych, z pustostanami, albo krótkimi średnioważonymi okresami najmu. Nowe warszawskie powierzchnie biurowe z jednocyfrowym wakatem, a jednocześnie brak dalszych zwyżek pustostanów na rynkach regionalnych powodują nieznaczne zwiększenie optymizmu po stronie transakcyjnej, a także powrót niektórych inwestorów z rynków Europy Zachodniej, tłumaczy Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Przy finansowaniu nabycia starszych budynków banki oferują transzę na działania dekarbonizacyjne na pokrycie nakładów w celu doprowadzenie budynku do standardu spełniającego kryteria ESG. Widoczny jest też dużo większy apetyt na udzielanie kredytów przez banki w celu nabycia budynku biurowego, niż jego refinansowanie. Apetyt na finansowanie budowy wzrasta, ale jest mocno uzależniony od wielkości przednajmu, jakości dewelopera oraz planowanej strategii wyjścia z inwestycji.

Akt oskarżenia w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Małgorzata W. odpowie przed sądem

Prokurator Zespołu Śledczego nr 2 Prokuratury Krajowej skierował 11 maja 2026 r. do Sądu Okręgowego w Opolu akt oskarżenia przeciwko Małgorzacie W. Sprawa dotyczy nieprawidłowości związanych z uzyskaniem dotacji z Funduszu Sprawiedliwości przez Fundację Ex Bono.

Oskarżonej zarzucono popełnienie czterech przestępstw. Najpoważniejszy zarzut dotyczy oszustwa oraz przedłożenia nierzetelnych dokumentów w celu uzyskania środków publicznych. Trzy pozostałe zarzuty odnoszą się do podrobienia podpisów na dokumentach kierowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zarzut wyłudzenia dotacji

Według prokuratury Małgorzata W. miała działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla Fundacji Ex Bono. Zarzut obejmuje doprowadzenie do złożenia w Ministerstwie Sprawiedliwości oferty zawierającej nieprawdziwe informacje dotyczące zasobów kadrowych i lokalowych fundacji.

Chodziło między innymi o dane dotyczące osób, które miały świadczyć pomoc prawną, psychologiczną, psychoterapeutyczną i mediacyjną. Oferta miała również zawierać nierzetelne informacje o lokalach, w których planowano prowadzenie punktów pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwem.

Zdaniem prokuratora informacje te miały istotne znaczenie dla oceny oferty i uzyskania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Miały one wprowadzić pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości w błąd co do tego, że Fundacja Ex Bono dysponuje odpowiednim zapleczem do prawidłowej realizacji zadania.

Umowa na ponad 5 mln zł

W konsekwencji Minister Sprawiedliwości, działający jako dysponent Funduszu Sprawiedliwości, zawarł z Fundacją Ex Bono umowę dotacyjną na kwotę 5 124 689 zł. Fundacji wypłacono dwie transze środków w łącznej wysokości 834 811 zł.

W pozostałej części, czyli w zakresie niewypłaconych pieniędzy, prokuratura zarzuca oskarżonej usiłowanie doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Do wypłaty całej dotacji nie doszło, ponieważ umowa została wypowiedziana.

Zarzuty podrobienia podpisów

Trzy kolejne zarzuty dotyczą podrobienia dokumentów w październiku i listopadzie 2019 r. Według prokuratury chodzi o podpisy prezesa zarządu Fundacji Ex Bono na pismach kierowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Fakt podrobienia podpisu ówczesnego prezesa fundacji miał zostać potwierdzony opinią biegłej z zakresu badania pisma ręcznego.

Rola oskarżonej w fundacji

Z ustaleń śledztwa wynika, że Małgorzata W. formalnie nie pełniła żadnej funkcji w Fundacji Ex Bono. Prokuratura twierdzi jednak, że faktycznie miała podejmować kluczowe decyzje dotyczące jej działalności.

Według śledczych oskarżona miała mieć wpływ przede wszystkim na przygotowanie oferty w konkursie Funduszu Sprawiedliwości oraz na późniejszą realizację zawartej umowy dotacyjnej. Miała również przekazać osobie przygotowującej ofertę dane dotyczące zasobów kadrowych i lokalowych fundacji, które — zdaniem prokuratury — nie odpowiadały rzeczywistemu stanowi przygotowania organizacji do wykonania zadania.

Oskarżona nie przyznaje się do głównego zarzutu

Małgorzata W. nie przyznała się do zarzutu dotyczącego wyłudzenia dotacji i złożyła w tej części wyjaśnienia. W odniesieniu do pozostałych zarzutów wyjaśnień nie złożyła.

Zarzucane jej czyny są zagrożone karą pozbawienia wolności do 10 lat. O winie lub niewinności oskarżonej zdecyduje sąd.

Rynki ograniczają ryzyko przed weekendem. Obawy o Bliski Wschód rosną

Rynki obawiają się, czy weekend nie przyniesie eskalacji działań w konflikcie USA i Izraela z Iranem. Indeksy koniunktury w Europie pokazują znacznie mniejszy optymizm niż za oceanem. W tle słabsze dane z australijskiego rynku pracy ciążą tamtejszemu dolarowi.

Koniunktura na świecie

Wczoraj poznaliśmy indeksy koniunktury dla wielu głównych gospodarek świata. Optymizm w strefie euro spadł. W przemyśle wynik wyniósł 51,4 pkt, czyli o 0,5 pkt mniej od oczekiwań. Z kolei w usługach zobaczyliśmy poziom 46,4 pkt. To najsłabsza wartość od wielu lat. Po południu poznaliśmy z kolei dane z USA. Za oceanem lepiej wypadł wskaźnik dla przemysłu, który niespodziewanie wyskoczył aż do 55,3 pkt. To nie tylko najwyższy wynik od 4 lat, ale również rezultat o 1,3 pkt wyższy niż prognozowano. Symbolicznie słabiej wypadły natomiast usługi. Mimo odczytu o 0,1 pkt poniżej oczekiwań trzeba pamiętać, że 50,9 pkt to nadal powyżej granicy 50 pkt. Rozdziela ona przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Widać zatem wyraźniej, że ankietowani menedżerowie w USA patrzą w przyszłość dużo bardziej optymistycznie niż ich europejscy koledzy.

Na co czeka rynek?

We wtorek administracja prezydencka USA, pod presją państw arabskich, przedłużyła zawieszenie broni w Zatoce Perskiej o „2-3 dni, a może dłużej”. Taka niepewność mogłaby sugerować, że na rynkach zobaczymy panikę. Okazuje się, iż inwestorzy wierzą, że prowadzi to do trwałego porozumienia. Początek tygodnia przyniósł ceny ropy w okolicach 110 USD za baryłkę. Wraz ze wzrostem optymizmu surowiec wczoraj na chwilę spadł do 102 USD. Dzisiaj jednak znów idzie w górę i w momencie pisania tego tekstu jesteśmy przy poziomie 105 USD. Pokazuje to, że optymizm optymizmem, ale trzymanie otwartej pozycji na weekend jest jednak ryzykowne. Z tego powodu teraz rynek wraca trochę do ostrożniejszych wycen. Dlatego też po wczorajszych umocnieniach, kiedy złoty sięgnął 4,24 zł za 1 euro, dzisiaj mamy odbicie w górę europejskiej waluty.

Słabsze dane z australijskiego rynku pracy

Wczorajszy pakiet danych rozpoczął się od indeksów PMI. Koniunktura w Australii okazała się słabsza niż w kwietniu zarówno w przemyśle, jak i w usługach. Ważniejsze odczyty przyszły jednak chwilę później. Stopa bezrobocia wyskoczyła niespodziewanie z 4,3% do 4,5%. W tym kontekście nie dziwi, że zmiana zatrudnienia pokazała spadek, a nie wzrost liczby pracujących. Warto zauważyć, że rynek pracy w Australii jest mocno rozwarstwiony. Z jednej strony mamy wiele profesji fizycznych, gdzie brakuje pracowników. Do tego dochodzi presja polityczna na ograniczenie imigracji. Z drugiej strony w zawodach biurowych wraz z postępem technologicznym zachodzą coraz większe przeobrażenia. Jeżeli dodamy do tego duże uzależnienie gospodarki od wydobycia surowców, widzimy, że kraj ten czekają poważne zmiany albo poważne problemy. Dolar australijski po tych danych wyraźnie tracił na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Asseco Poland i Politechnika Poznańska łączą siły na rzecz rozwoju kompetencji przyszłości

0

Asseco Poland oraz Politechnika Poznańska podpisały porozumienie o współpracy, którego celem jest rozwój wspólnych inicjatyw w obszarze nowych technologii, badań oraz kształcenia przyszłych specjalistów IT. Partnerstwo zakłada połączenie doświadczenia biznesowego jednej z największych firm technologicznych w Europie z potencjałem naukowym i dydaktycznym jednej z czołowych uczelni technicznych w Polsce.

W ramach zawiązanej współpracy Asseco Poland oraz Politechnika Poznańska planują realizację projektów badawczo-rozwojowych, wymianę wiedzy i doświadczeń oraz wspólne działania związane z transferem oraz komercjalizacją technologii. Podpisane porozumienie obejmuje także możliwość organizacji praktyk i staży dla studentów oraz absolwentów Politechniki Poznańskiej, współpracę przy określaniu tematów prac dyplomowych, a także organizację wspólnych konferencji, seminariów oraz wydarzeń poświęconych nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym.

Istotnym elementem partnerstwa będzie również wzajemne wykorzystanie zaplecza badawczego i technologicznego obu stron oraz współpraca w zakresie rozwoju innowacyjnych rozwiązań odpowiadających na potrzeby rynku i gospodarki cyfrowej.

Od wielu lat konsekwentnie rozwijamy współpracę ze środowiskiem akademickim, ponieważ wierzymy, że połączenie nauki i biznesu jest jednym z kluczowych elementów rozwoju innowacji. Uczelnie techniczne odgrywają niezwykle ważną rolę w budowaniu kompetencji przyszłości i przygotowywaniu młodych ludzi do pracy w dynamicznie zmieniającym się świecie technologii. Cieszymy się, że wspólnie z Politechniką Poznańską będziemy mogli realizować projekty, które łączą wiedzę naukową z praktyką biznesową” – mówi Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Współpraca jest częścią realizowanej przez Asseco inicjatywy Asseco for the Future, w ramach której spółka angażuje się w działania wspierające rozwój młodych talentów, popularyzację nauki i nowych technologii oraz budowanie kompetencji cyfrowych przyszłych pokoleń.

„Współpraca z partnerami technologicznymi tej skali pozwala uczelni jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby współczesnej gospodarki i rynku pracy. Dla naszych studentów to możliwość kontaktu z praktyką biznesową, nowoczesnymi technologiami i ekspertami realizującymi projekty o międzynarodowej skali. Wierzymy, że wspólne inicjatywy z Asseco będą impulsem do rozwoju innowacyjnych projektów oraz kompetencji przyszłości” – podkreśla prof. dr hab. inż. Teofil Jesionowski, Rektor Politechniki Poznańskiej.

Porozumienie stanowi ramę dla dalszych wspólnych działań, których szczegółowy zakres będzie określany w odrębnych projektach i inicjatywach realizowanych przez obie strony.

Ofensywa deweloperów. Wzrost liczby rozpoczętych budów o blisko 28% r/r

Rozwój budownictwa mieszkaniowego napędzają w ostatnich miesiącach dwa wyraźne impulsy. W marcu skokowe odbicie liczby rozpoczynanych budów było zasługą gospodarstw domowych. W kwietniu na place budów z dużą siłą wróciły firmy deweloperskie. Według najnowszych danych GUS uruchomiły one budowę ponad 15,1 tys. lokali, co oznacza wzrost o 27,8% w ujęciu rocznym. Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Najważniejsze informacje:

  • Mocne ożywienie firm deweloperskich: W kwietniu rozpoczęły one budowę 15,1 tys. mieszkań (+27,8% rok do roku).
  • Boom na pozwolenia na budowę lokali mieszkalnych: Od początku roku wydano ich 95 tys. (+15,8% rok do roku).
  • Spadek gotowych mieszkań: Pomimo fali nowych inwestycji, liczba lokali oddanych do użytku przez wszystkie grupy inwestorów spadła (w kwietniu o 3,7% rok do roku).

– Marcowe dane sugerowały przebudzenie rynku, ale to kwiecień udowadnia, że nie mamy do czynienia z jednorazowym zrywem. Wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę 24,9 tys. mieszkań, poprawiając wynik z ubiegłego miesiąca o 8,7%, a ten sprzed roku – o 24,3%. Szczególnie aktywne okazały się firmy deweloperskie. Liczba zainicjowanych przez nie budów wzrosła o 22,4% miesiąc do miesiąca. To zdecydowanie najlepszy tegoroczny rezultat tej grupy. Widzimy więc wyraźnie, że deweloperzy w szybkim tempie nadrabiają spokojniejszy początek roku – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.

Ofensywa firm deweloperskich 2 Ofensywa firm deweloperskich

Rynek budownictwa wraca do formy z 2024 roku

Prawdziwą niespodzianką jest dynamika po stronie pozwoleń na budowę mieszkań. Jak wskazują dane GUS od stycznia do kwietnia 2026 w całej Polsce wydano ich 95 tys., co stanowi wzrost o 15,8% rok do roku. Co ciekawe, to wynik bardzo bliski poziomowi z analogicznego okresu 2024 roku (94,8 tys.). Za tegoroczny rezultat w 98% odpowiadają dwie grupy – gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie. Inwestorzy indywidualni pozyskali urzędowe zgody na budowę blisko 28,9 tys. lokali mieszkalnych, co oznacza wzrost o 11,6% w ujęciu rocznym. Z kolei sami deweloperzy uzyskali ich ponad 64,2 tys., czyli o 22,5% więcej w skali roku.

– W samym tylko kwietniu wydano 27,5 tys. pozwoleń na budowę mieszkań, o 43% więcej niż rok temu. Należy jednak pamiętać, że wysoka liczba pozwoleń nie przekłada się automatycznie na nowe budowy. Różnica między pozwoleniami a uruchamianymi budowami utrzymuje się na poziomie ponad 20,7 tys. mieszkań, patrząc na skumulowane statystyki od początku roku – dodaje Katarzyna Kuniewicz.

pozwolenia na budowę pozwolenia na budowę

Czy na rynku będzie brakować gotowych mieszkań?

Na tle bardzo optymistycznych danych o rozpoczętych budowach i rosnącej puli pozwoleń, statystyki mieszkań oddanych do użytkowania przez wszystkie grupy inwestorów pozostają na niewielkim minusie. Zgodnie z danymi GUS, w kwietniu oddano do użytkowania ponad 15,3 tys. mieszkań (spadek o 3,7% rok do roku). Z kolei w ujęciu od stycznia do kwietnia na rynek trafiło łącznie 60,6 tys. lokali, co oznacza wynik o 2% słabszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Obraz ten łagodzą jednak wyniki firm deweloperskich w ujęciu miesięcznym. W samym kwietniu oddały one 9,7 tys. lokali, wyraźnie poprawiając swój wynik z marca.

Liczba oddanych mieszkań w kwietniu 2026 roku:

  • Firmy deweloperskie: 9 751 lokali (wzrost o 8,9% m/m oraz spadek o 0,2% r/r).
  • Gospodarstwa domowe: 5 483 lokale (spadek o 13,2% m/m oraz spadek o 8,0% r/r).

– Niewielki spadek liczby mieszkań oddanych do użytkowania rok do roku jest zjawiskiem, którego można było się spodziewać. Dzisiejsze statystyki gotowych lokali to w rzeczywistości echo decyzji inwestycyjnych podejmowanych przez firmy deweloperskie kilkanaście miesięcy temu. Z całą pewnością jednak wybór dla kupujących wciąż pozostaje duży. Na siedmiu największych rynkach w ofercie deweloperów znajduje się około 60 tys. nowych mieszkań. Tylko w kwietniu wprowadzili oni do sprzedaży 4,3 tys. lokali, czyli o 19% więcej niż w marcu i o 24% więcej niż rok wcześniej – mówi dyrektorka badań rynku Otodom.

mieszkania oddane mieszkania oddane

Kwiecień w sklepach: używki i słodycze drożeją, tłuszcze tanieją

W kwietniu br. najbardziej podrożały rdr. używki – o 8,1%. W TOP5 drożyzny widać też słodycze i desery ze wzrostem rdr. na poziomie 7,6%, napoje – 5,8%, produkty sypkie – 5,6%, a także mięso – 4,8% rdr. Najmniej zdrożał nabiał, bo o 0,6% rdr. Z kolei spadki cen zanotowały produkty tłuszczowe – o 9,5%, jak również dodatki spożywcze – o 1,5% rdr. Tak wynika z analizy blisko 104 tys. cen detalicznych. Jej autorzy ostrzegają, że jeśli nie ustabilizuje się sytuacja geopolityczna, to w ciągu kilku miesięcy może utrzymać się szybki trend wzrostowy cen nie tylko ww. liderów.

Jak wynika z raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w kwietniu br. spośród 17 analizowanych kategorii najbardziej poszły w górę rdr. ceny używek – o 8,1% (w marcu – o 11,1%, w lutym – o 10,3%). W tej kategorii mamy m.in. herbatę, kawę, piwo i wódkę. Drugie miejsce na podium zajmują słodycze i desery, które zdrożały rdr. o 7,6% (w marcu – o 9,3%, w lutym – o 7,3%). Na trzeciej pozycji w rankingu znalazły się napoje ze wzrostem rdr. o 5,8% (wcześniej 2,2% i 4,5% na plusie).

– Liderami drożyzny są kategorie obciążone specyficznymi czynnikami. Surowce, z których pochodzą kawa i herbata, są wrażliwe na kursy walut i warunki klimatyczne, a alkohol podlega podwyżkom akcyzy. Efekt fiskalny nie zniknie w najbliższym czasie i będzie nadal podnosił koszty zakupu napojów alkoholowych. W przypadku słodyczy i deserów kluczową rolę odgrywa drożejące kakao. Choć na rynkach światowych tanieje, sklepy reagują na te spadki z dużym opóźnieniem – mówi dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak komentuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito, wśród używek prym wiedzie herbata, która w ostatnim czasie dość radyklanie ciągnie średni wzrost cen w kategorii używek, drożejąc o ponad 20%. Jeśli chodzi o słodycze i napoje to tu duże znaczenie mają zmiany przede wszystkim ceny półproduktów i koszty produkcji oraz transportu, które rosną. Kategorie te już od dłuższego czasu utrzymują się w czołówce najmocniej drożejących, co też może mieć przyczyny w tym, że ich ceny były nieco niższe rok temu.

– Na tle pozostałych kategorii wyróżniają się także napoje. W ich przypadku widoczny wzrost dynamiki cen może być efektem jednoczesnego zwiększenia kosztów surowców, opakowań i logistyki. Dodatkowo producenci mogli w ostatnich miesiącach ograniczać skalę promocji, które wcześniej tłumiły wzrost cen detalicznych – dodaje ekspertka.

Wśród najbardziej drożejących kategorii w marcu uplasowały się też produkty sypkie ze wzrostem na poziomie 5,6% rdr. (wcześniej 4,3% i 0,8% na plusie). Zestawienie TOP5 drożyzny zamyka mięso, które podrożało o 4,8% rdr. (poprzednie wzrosty rdr. – 5,4% i 5,4%). – Wyniki obu kategorii są efektem wzrostu cen na światowych rynkach hurtowych. Może nie są one jeszcze spektakularne, ale mogą wskazywać na niekorzystne tendencje dla konsumentów. Jeżeli nie nastąpi stabilizacja sytuacji geopolitycznej, to w ciągu kilku miesięcy może utrzymać się szybki trend wzrostowy cen nie tylko tych, ale też innych produktów żywnościowych – ostrzega dr Artur Fiks.

Natomiast na samym końcu tabeli są produkty tłuszczowe, które potaniały rdr. o 9,5% (poprzednie spadki rdr. – 7,7% i 4,8%). Ta kategoria obejmuje masło, margarynę i olej itp. Ujemny wynik zanotowały też dodatki spożywcze. Staniały o 1,5% rdr. (w marcu 3,7% na minusie, a w lutym 5,1% na plusie rdr.). Tu są m.in. ketchupy, majonezy i musztardy. Natomiast najmniej zdrożał w całym zestawieniu nabiał, bo o 0,6% rdr. (w marcu na minusie 0,7%, a w lutym na plusie 2,3% rdr.).

– W przypadku produktów tłuszczowych obecne obniżki są w dużej mierze efektem wysokiej bazy z ubiegłego roku. W 2025 roku ceny masła wzrosły średnio o 11,5% rok do roku, dlatego dzisiejsze spadki są w pewnym sensie statystycznym odbiciem po wcześniejszych podwyżkach. Rynek tłuszczów mógł również osiągnąć chwilowe nasycenie, a dodatkowym czynnikiem sprzyjającym obniżkom były niższe ceny części surowców, mimo że notowania rzepaku nadal pozostają relatywnie wysokie – analizuje dr Joanna Myślińska-Wieprow.

Z kolei dr Artur Fiks przypomina, że ceny produktów tłuszczowych są ważnym elementem strategii stosowanych przez poszczególne sieci sklepów w wojnie cenowej. Prym wiedzie tutaj między innymi masło, którego promocje sięgają nawet kilkudziesięciu procent, co ewidentnie wpływa na wysoki poziom spadku cen w tej kategorii. W przypadku cen dodatków spożywczych sytuacja często bywa podobna, choć obniżki nie są aż tak spektakularne. Należy jednak pamiętać, że już zaczął się sezon grillowy, a zwiększony popyt może spowodować wzrost cen w tej kategorii.

– W kategorii dodatków spożywczych decydującą rolę odgrywa przede wszystkim silna konkurencja między producentami. Istotne są też działania promocyjne sieci handlowych. Produkty tego typu często wykorzystywane są jako element walki o klienta, ponieważ należą do artykułów kupowanych regularnie i szybko rotujących na sklepowych półkach. Obniżki cen są więc bardziej efektem strategii marketingowych i promocji niż konsekwencją trwałego spadku kosztów produkcji czy cen surowców – uzupełnia ekspertka.

Natomiast przyczyn tak niewielkich wzrostów cen nabiału dr Artur Fiks szuka we wzroście podaży mleka na rynkach i w efekcie spadku jego cen. Zgodnie z prognozami na ten rok, sytuacja ta powinna się utrzymać.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.