Kolekcjonerzy zdecydują, ile warte są dzieła sztuki. DESA Unicum rusza z aukcjami bez ceny minimalnej

Licytacje bez ceny minimalnej – kolekcjonerzy zdecydują, ile warte są dzieła sztuki uznanych artystów. DESA Unicum wprowadza nowy format aukcji od 1000 zł – projekt „stART”.

Dzieła takich artystów jak Magdalena Abakanowicz, Wojciech Kossak, Igor Mitoraj czy Jacek Malczewski będzie można licytować nawet od 1000 zł. DESA Unicum, największy dom aukcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej, wprowadza na polski rynek nowy format aukcyjny „stART”, który ma otworzyć aukcje sztuki na nowych kolekcjonerów. Jest on oparty na dostępności, niskim progu wejścia i edukacji rynku. W formule licytacji bez ceny minimalnej to uczestnicy zdecydują, ile warte są prace uznanych twórców – artystów, których dzieła na co dzień osiągają wysokie ceny sprzedaży i znajdują się w najważniejszych kolekcjach muzealnych i prywatnych. Pierwsze aukcje odbędą się 8 i 9 czerwca w domu aukcyjnym przy ul. Pięknej 1A.

Format licytacji bez ceny minimalnej sprawdził się już w Aukcjach Młodej Sztuki – autorskim projekcie DESA Unicum, który przez ponad 15 lat wprowadził na rynek tysiące nowych klientów. Dzięki cenie wywoławczej rozpoczynającej się od 1000 zł i szerokiej ofercie prac wiele osób po raz pierwszy wzięło udział w licytacjach, a z czasem zaczęło świadomie kolekcjonować sztukę także w innych segmentach rynku.

Na aukcjach „stART” pojawią się prace twórców, których nazwiska od lat należą do najważniejszych w historii sztuki. Wśród nich znajdują się zarówno klasycy sztuki dawnej, m.in. Jacek Malczewski, Wojciech Kossak, Zofia Stryjeńska czy Mela Muter – a także twórców, którzy współtworzyli historię polskiej sztuki powojennej, m.in. Edwarda Dwurnika, Jerzego Nowosielskiego czy Igora Mitoraja. Wśród najciekawszych obiektów, które będą licytowane można wymienić m.in.:

  • pracę na papierze „Bez tytułu” z 1985 roku, Magdaleny Abakanowicz, jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek na świecie, reprezentująca charakterystyczny dla artystki sposób pracy z materią;
  • obraz Jerzy Kossak „Ułan na koniu w zimowej scenerii”, prezentujący znany i pożądany motyw przez miłośników sztuki dawnej;
  • „Pejzaż miejski recto / Portret chłopca verso” Meli Muter powstały w latach 20. ubiegłego wieku. Praca wyjątkowa, ponieważ jest dwustronna – łączy dwa odmienne motywy w jednym obiekcie;
  • wczesną pracę Romana Opałkiz cyklu „Skamieniały statek”, powstałą jeszcze przed rozpoczęciem jego słynnego projektu liczbowego.

Na rynku aukcyjnym prace tych artystów osiągają często ceny liczone w dziesiątkach tysięcy, a niekiedy milionach złotych. Format aukcji „stART” zmienia jednak punkt wejścia w ich twórczość – licytacja każdej z prac rozpoczyna się od jednego z trzech progów ceny wywoławczej: 1000, 3000 lub 5000 zł. Co kluczowe, są to licytacje bez ceny minimalnej, co oznacza, że ostateczna wartość dzieła nie jest z góry ograniczona, a dom aukcyjny nie zdradza estymowanych kwot. Podobny model stosują największe domy aukcyjne na świecie, jak Christie’s czy Sotheby’s w przypadku aukcji typu no reserve, gdzie ostateczna cena powstaje w wyniku decyzji i zainteresowania uczestników rynku.

Dla wielu początkujących kolekcjonerów może to być pierwsza realna okazja, aby spróbować swoich sił w licytacji prac artystów, których nazwiska do tej pory kojarzyły się raczej z najwyższymi segmentami rynku sztuki. W tym sensie aukcje „stART” mają charakter nie tylko sprzedażowy, ale także demokratyzujący rynek oraz edukacyjny. Jako największy dom aukcyjny w Polsce pozwalamy im obserwować mechanizm rynku w praktyce i zobaczyć, jak w trakcie licytacji kształtuje się wartość dzieła sztuki – mówi Juliusz Windorbski, Prezes Rady Nadzorczej DESA Unicum.

Aukcja najbardziej demokratycznym mechanizmem rynku

Doświadczenie DESA Unicum pokazuje, że właśnie dostępność aukcji i możliwość rozpoczęcia licytacji od niższych poziomów cenowych przyciąga nowych uczestników rynku. Jednym z najlepszych przykładów są organizowane przez ten dom aukcyjny od ponad piętnastu lat Aukcje Młodej Sztuki, które dla wielu osób stanowią pierwszy kontakt z rynkiem sztuki i mechanizmem aukcyjnym.

Licytacja od 1000 zł przyciąga osoby, które chcą spróbować swoich sił, zrozumieć mechanizm aukcji i zdobyć pierwsze dzieło sztuki. W 2025 roku na Aukcje Młodej Sztuki zarejestrowało się blisko 10 tysięcy uczestników, co pokazuje skalę tego zjawiska. To właśnie ten model dostępności i edukacji przyczynił się do rozwoju polskiego rynku sztuki oraz wzrostu nowego pokolenia kolekcjonerów.

Nasze doświadczenie pokazuje, że jednym z najważniejszych elementów rynku sztuki jest sam mechanizm aukcyjny. To właśnie podczas licytacji w najbardziej bezpośredni sposób ujawnia się zainteresowanie kolekcjonerów i realna wartość dzieła. W przeciwieństwie do wielu innych form sprzedaży aukcja pozostaje jedną z najbardziej transparentnych i demokratycznych form funkcjonowania rynku sztuki – komentuje Juliusz Windorbski i dodaje – Rosnące zainteresowanie kolekcjonowaniem wynika nie tylko z potrzeby obcowania ze sztuką, ale także z rosnącej świadomości jej wartości inwestycyjnej. Rynek sztuki w długiej perspektywie potrafi generować znaczące wzrosty wartości prac, szczególnie w przypadku uznanych artystów. Spektakularnym przykładem jest wzrost wartości prac Meli Muter. Na początku lat 2000. jej obrazy sprzedawały się za kilka tysięcy funtów. Dziś mówimy o zupełnie innej skali, a rekordem tej artystki w naszym domu aukcyjnym jest płótno za blisko 2 mln zł.

Rynek sztuki przyciąga nowe pokolenie kolekcjonerów

Zainteresowanie kolekcjonowaniem sztuki rośnie zarówno globalnie, jak i w Polsce. Wartość polskiego rynku sztuki przekracza obecnie 400 milionów złotych rocznie, co w porównaniu z 2019 rokiem oznacza wzrost o około 45 procent. Jednak jeszcze ciekawsza od samych wartości sprzedaży jest zmiana struktury rynku.

Coraz wyraźniej widać bowiem, że obok doświadczonych kolekcjonerów, budujących wielkie kolekcje i kupujących najważniejsze dzieła historii sztuki, pojawia się nowe pokolenie odbiorców rynku. To osoby, które zaczynają interesować się sztuką nie tylko jako elementem kultury czy estetyki, ale także jako przestrzenią budowania własnych kolekcji i świadomego obcowania ze sztuką w codziennym życiu.

Zmiana ta ma charakter pokoleniowy, ale także społeczny. Wraz z dojrzewaniem polskiej gospodarki po ponad trzech dekadach wolnego rynku pojawia się coraz liczniejsza grupa osób, które chcą inwestować, rozwijać swoje pasje i budować prywatne kolekcje – często zaczynając od niewielkich zakupów. Dla wielu z nich pierwszy kontakt z rynkiem sztuki nie jest spektakularną aukcją milionowych dzieł, lecz raczej próbą zrozumienia mechanizmu aukcji, obserwowania licytacji i stopniowego zdobywania doświadczenia kolekcjonerskiego.

Pierwsze aukcje stART odbędą się w dwóch sesjach: 8 czerwca (Sztuka Dawna) oraz 9 czerwca (Sztuka Współczesna). W ofercie znajdą się zarówno klasycy polskiego malarstwa, jak i artyści, którzy odegrali kluczową rolę w rozwoju sztuki współczesnej.

Nowoczesny sprzęt to dopiero początek. Polska armia musi zmodernizować cały system

Nasza armia stoi przed koniecznością głębokiej i pilnej modernizacji i dzieje się to na wszystkich poziomach. W przeciwieństwie do wielu sił zbrojnych zachodu, które od dekad rozwijają i doskonalą nowoczesne systemy polska armia często zmuszona jest zastępować przestarzały sprzęt od razu nowymi technologiami. To nie wybór, lecz realia. Eksploatowane przez lata Mi‑24 czy inne starsze platformy nie odpowiadają współczesnym wymaganiom pola walki. Głównym czynnikiem determinującym tempo i zakres modernizacji jest presja ze strony przeciwnika. Rosja systematycznie rozwija i masowo produkuje klasyczne systemy pancerne, artyleryjskie oraz lotnicze. Odpowiedzią musi być zarówno inwestycja w nowoczesne platformy tradycyjne takie jak czołgi, artylerię, lotnictwo oraz rozwój nowych technologii, bezzałogowych systemów, systemów walki elektronicznej czy rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. W praktyce oznacza to konieczność prowadzenia równoległych programów zakupowych i rozwojowych.

– Z jednej strony pojawiają się decyzje o nabyciu zaawansowanych czołgów, zarówno koreańskich K2, jak i amerykańskich Abramsów, które mają zapełnić lukę w broni pancernej. Z drugiej strony modernizacja obejmuje rozwój obrony powietrznej, systemów dalekiego zasięgu typu Patriot, systemów krótkiego zasięgu oraz dedykowanych rozwiązań do neutralizacji bezzałogowców, łączących artylerię, rakiety i środki radioelektroniczne – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, zastępca redaktora naczelnego Defence24.pl. – Równolegle inwestujemy w marynarkę wojenną, budowa nowoczesnych fregat typu „Miecznik” ma wzmocnić ochronę szlaków morskich i obronę przybrzeżną. Kluczowe jest też wzmocnienie zdolności przeciwlotniczych i przeciwrakietowych wokół kluczowych węzłów logistycznych oraz infrastruktury krytycznej. Modernizacja to także rozwój systemów rozpoznania, dowodzenia i łączności, które umożliwiają skuteczne wykorzystanie zarówno tradycyjnych, jak i autonomicznych środków. Nie można zapominać o aspekcie logistycznym i kadrowym. Nowoczesny sprzęt wymaga odpowiedniego wsparcia technicznego, magazynów części, amunicji oraz wyszkolonych załóg i serwisantów. Transformacja dotyczy więc nie tylko zakupu platform, lecz również szkolenia, utrzymania i integracji systemów w spójną doktrynę operacyjną. Wyzwaniem pozostaje finansowanie, koordynacja zakupów i budowa krajowych zdolności produkcyjnych, by uniezależnić się od zewnętrznych dostaw i przyspieszyć wdrażanie innowacji – podsumował Mariusz Marszałkowski.

Wyniki Ryanaira pokazują, że problemy branży lotniczej dopiero się zaczynają

Mimo dobrych wyników linii Ryanair, rynek nie chce uwierzyć w spokojne czasy dla całej branży lotniczej. Od początku roku akcje spółki notowane na Euronext spadły o 22,6 proc., a JETS, jeden z najbardziej znanych funduszy ETF opartych na akcjach linii lotniczych, stracił w tym samym czasie 8,8 proc. To ważny sygnał, że inwestorzy patrzą dziś nie tyle na to, co było w ostatnim roku, ile na to, co może wydarzyć się w kolejnych kwartałach. Ceny biletów Ryanair w ostatnim roku wzrosły o 10 proc., a to może być dopiero początek podwyżek wynikających ze wzrostu cen paliwa.

Ryanair pokazał bardzo mocne wyniki za rok finansowy zakończony 31 marca 2026 roku. Zysk netto wzrósł o 40 proc., do 2,26 mld euro, przychody grupy wzrosły o 11 proc. do 15,54 mld euro, a liczba pasażerów sięgnęła rekordowych 208,4 mln. Marża EBIT wyniosła około 15,8 proc., czyli poziom, o którym większość konkurentów może tylko marzyć.  Różnice w rentowności całej branży są dziś zresztą ogromne. Marża EBIT American Airlines wyniosła zaledwie 3,1 proc., Lufthansy 3,5 proc., a Wizz Aira 3,6 proc. Air France-KLM osiągnęa 6,3 proc., easyJet 7 proc., United Airlines 8,6 proc., a Delta Air Lines 8,9 proc. Jedynie IAG, właściciel m.in. British Airways i Iberii, zbliżył się do poziomu Ryanaira z wynikiem 15,4 proc. Średnia dla największych analizowanych przewoźników wyniosła około 8,1 proc. To pokazuje, że Ryanair funkcjonuje dziś właściwie w osobnej lidze kosztowej.

Problem w tym, że dobry wynik za nami nie oznacza łatwej drogi przed nami. Część raportowanego sukcesu przypadła na okres, który objął także miesiąc konfliktu na Bliskim Wschodzie. To właśnie ten wątek pokazuje, jak kruche stały się warunki działania przewoźników. Popyt nadal jest mocny, ale presja kosztowa rośnie szybciej niż wielu inwestorów zakładało.

Najlepiej widać to na paliwie. Ryanair zabezpieczył 80 proc. zapotrzebowania na najbliższy rok po cenie około 85 dolarów za baryłkę, co daje mu wyraźną przewagę nad słabszymi liniami, które nie mają podobnej poduszki ochronnej. Po konflikcie na Bliskim Wschodzie ceny paliwa lotniczego na rynku spot mocno wzrosły i chwilami przekraczały nawet 150 dolarów za baryłkę. W takiej sytuacji drogie paliwo nie jest jedynym problemem. Do tego dochodzą rosnące wynagrodzenia, wyższe podatki klimatyczne w UE, starzenie się części floty i rosnące koszty serwisowania silników. Ryanair sam ostrzega, że koszty jednostkowe mogą wzrosnąć o kilka procent.

To tworzy ciekawy paradoks. Krótkoterminowo Ryanair mówi o wyższych kosztach i większej niepewności. Długoterminowo pozostaje jednak przekonany, że obecny kryzys jeszcze bardziej osłabi konkurencję i umocni pozycję największych tanich przewoźników w Europie. Innymi słowy: branża ma pod górkę, ale nie wszyscy pod tę górkę wchodzą z tym samym bagażem. A Ryanair do 2034 roku chce obsługiwać ponad 300 mln pasażerów rocznie.

Dla konsumentów obecna sytuacja oznacza to jedno: tanie latanie może być coraz mniej tanie. Ryanair przyznaje, że średnie ceny biletów w ostatnim roku wzrosły o 10 proc., odrabiając wcześniejszy 7-procentowy spadek taryf. A to może być dopiero początek większego trendu. Jeśli nawet najbardziej efektywna kosztowo linia lotnicza w Europie musi podnosić ceny, to słabsi przewoźnicy mogą być zmuszeni do jeszcze większych podwyżek. Szczególnie że wielu z nich ma znacznie niższe marże, słabsze zabezpieczenia cen paliwa i wyższe koszty finansowania. W praktyce oznacza to, że w kolejnych kwartałach podróże lotnicze mogą drożeć szybciej niż oczekują dziś pasażerowie, zwłaszcza na popularnych trasach wakacyjnych i w okresach największego popytu.

Jednocześnie sama branża lotnicza wygląda dziś jak sektor, który płaci rachunek za kilka kryzysów naraz. Konflikt na Bliskim Wschodzie, napięcia na rynku paliw, rosnące koszty pracy i coraz większa ostrożność konsumentów składają się na jeden obraz: to nie będzie łatwy czas dla przewoźników. Rezerwacje pojawiają się bliżej terminu podróży niż rok wcześniej, ceny biletów przestały rosnąć tak szybko jak wcześniej, a część klientów zaczyna pilnować wydatków bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Centra danych przestają być tylko odbiorcą energii. Mogą pomóc stabilizować sieć

Najnowszy raport ENTSO-E – organizacji zrzeszającej europejskich operatorów systemów przesyłowych – po raz pierwszy tak wyraźnie wskazuje centra danych jako potencjalny element wspierający stabilność systemu elektroenergetycznego. Dokument pokazuje, że infrastruktura cyfrowa może aktywnie uczestniczyć w zwiększaniu elastyczności sieci, integracji odnawialnych źródeł energii oraz ograniczaniu przeciążeń systemowych.

Zdaniem Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA), rekomendacje te otwierają nowy etap debaty o roli centrów danych jako partnerów wspierających bezpieczeństwo energetyczne kraju. Znaczenie tej synergii będzie rosło wraz z rozwojem AI i usług chmurowych, które skokowo zwiększają zapotrzebowanie na moc obliczeniową i energię elektryczną w całej Europie.

Raport ENTSO-E kładzie nacisk na tzw. Demand Side Flexibility, czyli aktywny udział dużych odbiorców w bilansowaniu sieci. W praktyce oznacza to możliwość czasowego ograniczania poboru energii z sieci lub wykorzystania własnych zasobów zasilania w okresach jej najwyższego obciążenia.

Temat ten ma szczególne znaczenie dla Polski, która jest obecnie jednym z najbardziej perspektywicznych hubów cyfrowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie w krajowym sektorze energetycznym trwają szeroko zakrojone inwestycje strukturalne: od rozbudowy sieci przesyłowych, przez integrację nowych mocy z odnawialnych źródeł energii, aż po przygotowania do wdrożenia energetyki jądrowej. W najbliższych latach rozwój infrastruktury energetycznej i cyfrowej będzie od siebie współzależny.

Raport ENTSO-E pokazuje, że rola nowoczesnych centrów danych w systemie elektroenergetycznym może być znacznie szersza niż dotychczas postrzegano. Dzięki rozwiniętym systemom zasilania awaryjnego, magazynowania energii czy zaawansowanemu zarządzaniu infrastrukturą mogą wspierać bilansowanie systemu elektroenergetycznego oraz zwiększać jego elastyczność. Wraz z rozwojem gospodarki opartej na danych rośnie znaczenie centrów danych jako infrastruktury krytycznej, zarówno pod względem konkurencyjności, jak i suwerenności. Kierunek ten warto uwzględnić w polskiej debacie o bezpieczeństwie energetycznym i cyfrowym”, komentuje Piotr Kowalski, Dyrektor Zarządzający, PLDCA.

PLDCA wskazuje, że wykorzystanie potencjału opisanego w rekomendacjach ENTSO-E będzie wymagało dalszych działań w kilku obszarach, m.in.:

  • rozwijania mechanizmów udziału dużych odbiorców energii – w tym centrów danych – w usługach elastyczności i programach DSR;
  • doprecyzowania standardów technicznych współpracy infrastruktury krytycznej z systemem elektroenergetycznym;
  • zwiększania przewidywalności i transparentności procesów przyłączeniowych dla inwestycji strategicznych dla gospodarki cyfrowej;
  • pogłębiania dialogu pomiędzy sektorem energetycznym, administracją publiczną oraz branżą infrastruktury cyfrowej.

Dla Polski, która równolegle rozwija infrastrukturę energetyczną i aspiruje do roli regionalnego hubu cyfrowego, wnioski z raportu ENTSO-E mają szczególne znaczenie. Pokazują, że te dwa obszary – energia i cyfryzacja – nie powinny być już analizowane oddzielnie. W dłuższej perspektywie centra danych mogą stać się jednym z filarów wspierających zarówno transformację energetyczną, jak i budowę pozycji Polski jako regionalnego lidera technologicznego. Kluczem do sukcesu będzie synergia działań”, podsumowuje Piotr Kowalski.

Za garaż trzeba zapłacić fortunę. Ekspert: spadków cen nie będzie

Za garaż jak za kawalerkę. Ceny absolutnie oszalały. „150 tysięcy za murowany garaż już nikogo nie dziwi”.

Za cenę murowanego garażu w Warszawie czy w Krakowie można zapłacić nawet ponad 200 tysięcy złotych. To ceny absolutnie rekordowe, ale czy szalone? Murowany garaż poza strukturą budynku zdarza się coraz rzadziej, stąd też ceny takich obiektów są najwyższe od wielu lat. – Kiedy za cenę garażu można było kupić kawalerkę. Najwyższe ceny są w dużych miastach, w centrach i w przypadku, gdy mówimy o garażu np. na podwórku. Jedyna dobra wiadomość w tym cenowym szaleństwie jest taka, że spadły nieco ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Garaż to „produkt premium”

W czasach, gdy na jedno mieszkanie coraz częściej przypadają dwa, a nawet trzy samochody, miejsca parkingowe w centrach metropolii urastają do rangi produktu premium. Kto by więc pomyślał, że murowane garaże na podwórkach, które jeszcze kilkanaście lat temu nie przedstawiały przesadnej wartości, dzisiaj staną się pożądanym towarem deficytowym?

Eksperci nie mają wątpliwości, że ceny garaży rosną i nadal będą rosnąć.

– Samochodów jest coraz więcej, a miejsc do parkowania coraz mniej. Dla wielu klientów garaż jest bardzo pożądanym towarem za który są w stanie dużo zapłacić – mówi Mirosław Król.

Dużo, ale oferty cenowe wydają się być gigantyczne. Na rynkach w Warszawie czy w Krakowie pojawiają się oferty na poziomie nawet… 220 tysięcy złotych za garaż murowany. W Poznaniu rekordowe oferty oscylują w okolicach 200 tysięcy. We Wrocławiu jest podobnie. Nieco taniej jest w innych miastach. Rekordowa oferta za murowany garaż w Szczecinie wynosi około 160 tysięcy złotych i mowa o garażu położonym w ścisłym centrum miasta nieopodal prestiżowego Hanza Tower.

– 150-200 tysięcy złotych za murowany garaż to dla wielu cena kosmiczna. Taki jest niestety rynek i oferty znacząco poniżej tej ceny należy traktować jako wyjątkowe okazje – mówi Mirosław Król. – Garaż murowany jest nie tylko ochroną samochodu, ale często też małym magazynem na narzędzia i domowe rzeczy, więc sprawdza się i należy podejść do tego jak do inwestycji. Tutaj spadków cen na pewno nie będzie – dodaje Król.

Ekspert przyznaje jednak, że zdarzają się klienci zupełnie nie świadomi wartości garażu.

– Jeden z klientów chciał „dodać” garaż do oferty sprzedaży mieszkania na jednym z osiedli w Szczecinie. Gdy powiedziałem mu, że mieszkanie jest warte 400 tysięcy złotych, a garaż przynajmniej 100-120 to nie chciał mi uwierzyć – dodaje ekspert.

Miejsce w garażowcu tańsze. Duże zróżnicowanie między miastami

Jak kształtują się ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych? Tutaj ceny też są na wysokim poziomie, ale… kilka ofert z Warszawy jest tańszych niż np. z Poznania czy Szczecina. Jak to możliwe? To kwestia podaży. W stolicy jest więcej parkingów podziemnych, więc ceny są nieco niższe.

– Miejsce w parkingowcu w Polsce może kosztować 30 tysięcy złotych, a może nawet 110-120 tysięcy. Tutaj fantazja sprzedających zależy od popytu, podaży, lokalizacji, a także faktu czy dokoła są dostępne miejsca dla aut czy ich nie ma. Moje obserwacje wskazują, że czasem w największych miastach miejsce w garażowcu jest tańsze niż w tych mniejszych miastach – przyznaje Mirosław Król.

Nic nie wskazuje na to, by ceny garaży i miejsc postojowych miały spadać. Na dodatek deweloperzy zwracają uwagę, że ich budowa jest coraz droższa, co również wpływa na to, że często mieszkania i garaże sprzedawane są osobno.

Nowe otwarcie wokół AI Act. Digital Omnibus zmienia kluczowe terminy dla HR.

Unijny AI Act znalazł się w centrum regulacyjnego zwrotu. W ramach pakietu Digital Omnibus Bruksela chce przesunąć wejście w życie najbardziej rygorystycznych obowiązków dla systemów wysokiego ryzyka – z sierpnia 2026 roku na grudzień 2027 roku. Eksperci podkreślają jednak, że dodatkowy czas na wdrożenie regulacji nie zwalnia organizacji z konieczności przygotowania procesów, procedur i zabezpieczeń związanych z wykorzystaniem AI w zatrudnieniu.

-To szczególnie istotne dla działów HR i firm wykorzystujących narzędzia sztucznej inteligencji m.in. do rekrutacji, selekcji CV czy oceny pracowników. Wszystko dlatego, że właśnie te zastosowania zostały uznane przez UE za „high-risk”. Wydłużony harmonogram wdrożenia pełnego rozporządzenia AI Act, oznacza, że branża HR zyska więcej czasu na dostosowanie się do nowych regulacji.

Choć sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera analizę aplikacji zawodowych, porządkowanie CV i komunikację z kandydatami, jej wykorzystanie w rekrutacji nie zwalnia z odpowiedzialności prawnej i organizacyjnej. Europejski AI Act porządkuje ten obszar i doprecyzowuje zasady stosowania takich narzędzi. Dokument ma formę rozporządzenia, więc jego przepisy obowiązują we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

AI Act wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku, ale harmonogram poszczególnych przepisów podzielono na etapy. Od 2 lutego 2025 roku obowiązują już m.in. przepisy dotyczące zakazanych praktyk oraz wymogu odpowiedniego przygotowania osób korzystających z AI. W sierpniu tego roku miały zacząć obowiązywać przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka, do których zaliczają się także wybrane rozwiązania AI używane w zatrudnieniu i zarządzaniu pracownikami. Wiadomo już jednak, że firmy zyskały dodatkowe 16 miesięcy na audyt używanych narzędzi HR Tech.  Dla firm i przedsiębiorców, to czas na renegocjacje umów z dostawcami oprogramowania, aby zapewnić szczelne systemy, zgodne z AI Act do końca 2027 roku.

Ministerstwo cyfryzacji: Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym

Dobre prace nad Aktem o sztucznej inteligencji – oznaczanie treści wygenerowanych przez AI jeszcze w tym roku, piaskownice regulacyjne będą tworzone również dla całej Unii Europejskiej. Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym. Krok po kroku, w drodze do spójnego i przyjaznego prawa unijnego – podkreśla wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, cytowany na stronie Ministerstwa Cyfryzacji

Dlaczego Bruksela koryguje tempo wdrażania AI Act i co to oznacza dla firm i przedsiębiorstw?

Projekt Digital Omnibus przewiduje przesunięcie części obowiązków z AI Act do czasu przygotowania odpowiednich norm i wytycznych – komentuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas, prawniczka i ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding. I uzupełnia: – Dla firm oznacza to więcej czasu na dostosowanie systemów AI, w tym sześć miesięcy na wdrożenie wymogów transparentności dla generatywnej AI, a także uproszczenia w zakresie dokumentacji i zarządzania jakością. Nie zmienia się jednak to, że część przepisów AI Act już obowiązuje i przedsiębiorcy muszą je stosować.

Rekrutacja pod szczególną kontrolą. 68% organizacji doświadczyło wycieku danych przez AI

Według raportu Metomic z 2025 roku, cytowanego przez Security Magazine, 68 % firm zetknęło się z incydentami bezpieczeństwa, w których pracownicy udostępniali wrażliwe informacje narzędziom AI (np. ChatGPT). Z analiz przywoływanych z kolei przez hcamag.com, branżowy serwis internetowy poświęcony tematyce zarządzania zasobami ludzkimi wynika, że dane HR znaleziono w 82% sprawdzonych wycieków danych, czyniąc je idealnym celem dla ataków wspomaganych AI.

Choć korekta tempa wdrażania AI Act daje firmom dodatkowy czas na dostosowanie się do nowych przepisów, już dziś przedsiębiorstwa powinny przyjrzeć się temu, w jaki sposób korzystają z AI w procesach związanych z zatrudnieniem. Jest na to poważna przesłanka. Komisja Europejska w sekcji pytań i odpowiedzi dotyczących AI Act „Navigating the AI Act” wskazuje, że rozwiązania bazujące na AI wykorzystywane do określonych zadań w obszarze HR, takich jak zarządzanie pracownikami i dostępu do samozatrudnienia mogą być uznawane za systemy wysokiego ryzyka. Dotyczy to m.in. narzędzi służących do targetowania ogłoszeń rekrutacyjnych, analizowania i filtrowania aplikacji oraz oceny kandydatów. Organizacje korzystające z takich rozwiązań muszą spełnić obowiązki wynikające z AI Act, odnoszące się do przejrzystości, nadzoru człowieka, jakości danych, cyberbezpieczeństwa i możliwości wyjaśnienia, jak doszło do danej rekomendacji lub decyzji.

W HR zawsze decydujemy o ludziach

– HR to nie jest marketing, tylko specyficzny obszar w działaniu każdego przedsiębiorstwa, który pracuje głównie na materiale ludzkim – komentuje Grzegorz Sadziak, Cloud Solution Architect i ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z Supremo. I tłumaczy: Sztuczna inteligencja w HR nie analizuje tylko procesów czy wyników, ale wpływa bezpośrednio na ludzi – ich karierę, dochody, poczucie własnej wartości i dalsze życie. Właśnie dlatego wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa i ochrony danych, muszą być tutaj wyjątkowo wysokie.

Przestrzeganie AI Act to nasza wspólna odpowiedzialność

W tym kontekście ważny jest też wymiar informacyjny. Komisja Europejska w opracowaniu „Navigating the AI Act” podkreśla, że jeżeli system wysokiego ryzyka jest wykorzystywany w miejscu pracy, organizacja musi wcześniej poinformować o tym pracowników i ich przedstawicieli. Jeżeli natomiast system ma służyć do podejmowania lub wspierania decyzji dotyczących osoby fizycznej, należy powiadomić także osobę, której taka decyzja dotyczy. AI Act przewiduje również prawo do uzyskania wyjaśnienia, gdy wynik systemu wysokiego ryzyka został wykorzystany przy decyzji wywołującej skutki prawne.

To nie jest tak, że sztuczna inteligencja należy do jednego człowieka, czy do jednego zespołu w danej firmie. Jest to wspólna odpowiedzialność organizacyjna, dlatego że jest to dosyć złożony system, jeśli chodzi o jego warstwę technologiczną – tłumaczy Grzegorz Sadziak, ekspert z Supremo.

Najlepiej odwołać się do przykładowego modelu procesu rekrutacji.  – Mamy CV, które otrzymaliśmy e-mailem. Są tam dołączone jakieś dokumenty. Często w tych załącznikach pojawiają się dane pośrednie: notatki, stopki z danymi wrażliwymi. To wszystko wpada do narzędzia typu AI. I w tym momencie pojawia się największe ryzyko, co my naprawdę powiemy sztucznej inteligencji, oczekując od niej jakiejś rekomendacji. Jakie są najczęstsze takie scenariusze ryzyka w tym procesie? – pyta Grzegorz Sadziak. –  Niebezpieczeństwo tak naprawdę zaczyna się w momencie, kiedy sztuczna inteligencja widzi więcej niż powinna, więcej niż my jej powiemy. Czyli jeżeli podamy jej imię i nazwisko, kraj pochodzenia, kolor skóry to ciągle będą to czynniki, na podstawie których zostanie podjęta jakaś decyzję. I my tak naprawdę nie wiemy, jak zachowa się model. Czy on nie uzna nagle, że być może należy pozytywnie rekomendować tylko ludzi o jasnej karnacji. To jest realne zagrożenie – podsumowuje ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

AI może rekomendować, ale nie powinna decydować

Dlatego unijny AI Act wzmacnia zasadę nadzoru człowieka nad działaniem technologii. Komisja Europejska wyjaśnia, że firma korzystająca z systemu wysokiego ryzyka musi wyznaczyć osobę lub osoby zdolne do sprawowania kontroli, monitorowania działania systemu oraz reagowania na zidentyfikowane ryzyka.

– AI Act to dla firm moment porównywalny z wejściem RODO – kończy się etap eksperymentów z AI bez jasnych zasad. Firmy będą musiały nie tylko wiedzieć, z jakich narzędzi sztucznej inteligencji korzystają pracownicy, ale też zadbać o transparentność, bezpieczeństwo danych i odpowiedzialność procesów. Dla działów HR to szczególnie istotne, bo AI coraz częściej wspiera rekrutację, ocenę kandydatów czy zarządzanie personelem. Firmy, które przygotują się odpowiednio wcześnie, zyskają przewagę nie tylko regulacyjną, ale również reputacyjną – dodaje   Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding

Oznacza to, że sztuczna inteligencja może wspierać rekrutera w porządkowaniu informacji, analizie kompetencji czy przygotowaniu rekomendacji, ale nie powinna przejmować roli osoby odpowiedzialnej za ostateczne rozstrzygnięcie. W rekrutacji zbyt daleko posunięta automatyzacja może oznaczać nie tylko utratę kontroli nad procesem, ale również wzrost ryzyka błędu, uprzedzeń lub decyzji trudnych do uzasadnienia.

– Im większy wpływ narzędzia AI na ocenę kandydatów, tym ważniejsze staje się zachowanie proporcji między technologią a odpowiedzialnością człowieka. Dobrze zaprojektowany proces powinien wykorzystywać sztuczną inteligencję do wsparcia analizy, ale jednocześnie pozostawiać przestrzeń na ocenę kontekstu, niuansów i czynników, których system nie jest w stanie właściwie odczytać – wyjaśnia Zuzanna Spaltenstein-Kotas, ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding.

Przewagę da nie szybkość, lecz zaufanie

Wdrażanie AI do rekrutacji nie jest oceniane wyłącznie przez pryzmat oszczędności czasu czy kosztów. Coraz większego znaczenia nabierają wiarygodność procesu, bezpieczeństwo danych i zaufanie kandydatów. To one w praktyce mogą przesądzić o tym, czy technologia stanie się wsparciem dla działów HR, czy źródłem ryzyka prawnego, organizacyjnego i wizerunkowego. Zdaniem prawniczki, Europejski AI Act reguluje i tworzy ramy dla odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji.

 Pokazuje jednak, że w tak wrażliwym obszarze przewagę zyskają nie te podmioty, które wdrożą najwięcej automatyzacji, lecz te, które zrobią to odpowiedzialnie. To właśnie zdolność połączenia efektywności technologii z przejrzystością procesu może stać się jednym z najważniejszych wyróżników dojrzałych pracodawców – pointuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas.

Europa szuka alternatywy dla Chin. Indie inwestują miliardy w AI, kosmos i defence-tech

Indie coraz mocniej zaznaczają swoją pozycję jako jedno z najważniejszych technologicznych mocarstw świata. Tylko w 2024 roku rząd w Delhi uruchomił program IndiaAI o wartości ok. 1,25 mld dolarów wspierający rozwój sztucznej inteligencji i rodzimych modeli językowych. Jednocześnie, według najnowszego raportu SIPRI, Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków na zbrojenia, ich budżet obronny wzrósł do 92,1 mld dolarów. Eksperci wskazują, że dynamiczny rozwój AI, sektora kosmicznego i defence-tech może otworzyć nowy etap współpracy technologicznej między Indiami, Europą i polskim biznesem.

Indie przestają być zapleczem IT

Jeszcze dekadę temu Indie kojarzyły się głównie z outsourcingiem usług technologicznych. Dziś kraj coraz wyraźniej przechodzi do roli państwa rozwijającego własne strategiczne technologie i konkurującego z największymi światowymi graczami.

New Delhi inwestuje równolegle w sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, półprzewodniki, systemy autonomiczne, technologie kosmiczne oraz nowoczesny przemysł obronny. Kluczową rolę odgrywa przy tym współpraca państwa z prywatnym sektorem i dynamicznie rozwijającym się ekosystemem startupowym.

Symbolicznym krokiem stał się uruchomiony w 2024 roku program IndiaAI. Projekt o wartości ok. 1,25 mld dolarów ma finansować infrastrukturę obliczeniową, rozwój własnych modeli AI oraz strategicznych technologii cyfrowych.

– Indie bardzo świadomie budują dziś pozycję globalnego partnera technologicznego. To już nie jest wyłącznie rynek usług IT, ale państwo rozwijające własny ekosystem innowacji, przemysłu obronnego i sektora kosmicznego. Dla europejskich i polskich firm oznacza to zupełnie nowy poziom możliwości współpracy – komentuje dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Defence-tech i AI nowym polem współpracy z Europą

Rosnące ambicje technologiczne Indii coraz mocniej koncentrują się wokół bezpieczeństwa i strategicznych technologii. Kraj intensywnie rozwija rozwiązania dual-use, sztuczną inteligencję dla wojska, systemy dronowe, cyberbezpieczeństwo i infrastrukturę satelitarną.

Skala inwestycji jest rekordowa. Z raportu SIPRI wynika, że Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków wojskowych. Budżet obronny wzrósł o 8,9 proc. i osiągnął poziom 92,1 mld dolarów.

Z kolei Europa coraz mocniej poszukuje nowych partnerstw technologicznych poza Chinami, szczególnie w obszarach związanych z bezpieczeństwem, elektroniką strategiczną czy odpornością łańcuchów dostaw.

– Indie są dziś postrzegane jako stabilny partner demokratyczny z ogromnym potencjałem przemysłowym i technologicznym. To otwiera przestrzeń również dla polskich firm, zarówno technologicznych, produkcyjnych, jak i tych działających w sektorze obronnym czy cyberbezpieczeństwa wskazuje dr Latymowicz.

Zdaniem ekspertki szczególnie duży potencjał mają dziś projekty związane z AI, technologiami dual-use, elektroniką strategiczną, cyberbezpieczeństwem i space-tech.

Polska może skorzystać na nowym kierunku współpracy

Nowy kierunek relacji technologicznych między Europą a Indiami coraz wyraźniej wybrzmiewa również w debacie międzynarodowej. Podczas konferencji Strategic Ark 2026 organizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) jednym z kluczowych tematów była współpraca UE-Indie w obszarze defence-tech, bezpieczeństwa technologicznego i strategicznej autonomii Europy.

Eksperci podkreślają, że dla polskich przedsiębiorców Indie mogą stać się jednym z najważniejszych kierunków międzynarodowej ekspansji w nadchodzących latach, szczególnie w kontekście umowy handlowej UE-Indie oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa technologicznego w światowej gospodarce.

– Coraz częściej mówimy już nie tylko o handlu, ale o wspólnym rozwijaniu technologii strategicznych i budowaniu długoterminowych partnerstw biznesowych. To może być jeden z najważniejszych kierunków współpracy gospodarczej Europy i Indii w najbliższych latach – podsumowuje dr Judyta Latymowicz.

Mieszkania w Polsce: więcej zapytań kredytowych, wysoka podaż i stabilizacja najmu

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała najnowszą analizę rynku mieszkaniowego w Polsce, z której wynika, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł dalsze ożywienie popytu, silny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi oraz utrzymanie wysokiego potencjału przyszłej podaży, widocznego przede wszystkim w liczbie wydanych pozwoleń na budowę. Pomimo stabilizacji cen na części rynków i wyraźnego zróżnicowania dynamiki pomiędzy największymi miastami, dane z początku roku potwierdzają odporność sektora mieszkaniowego na mniej sprzyjające otoczenie zewnętrzne.

Solidny wzrost gospodarczy i kredytowy powrót nabywców

Na przełomie 2025 i 2026 roku polska gospodarka utrzymała stabilne tempo wzrostu. Zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi kwartalnymi GUS, realny wzrost PKB w IV kwartale 2025 roku wyniósł 4,0% r/r, przy wzroście 1,0% kw/kw po odsezonowaniu. Struktura wzrostu pozostawała korzystna z perspektywy sektora mieszkaniowego – kluczową rolę odgrywał popyt krajowy, w tym konsumpcja prywatna oraz inwestycje wspierane uruchamianiem środków z KPO.

W marcu 2026 roku inflacja wyniosła 3,0% r/r, pozostając w paśmie celu inflacyjnego NBP, mimo wyraźnego wzrostu w ujęciu miesięcznym (+1,1% m/m). Presja cenowa koncentrowała się przede wszystkim w transporcie oraz usługach, których ceny wzrosły o 5,0% r/r, podczas gdy ceny towarów zwiększyły się o 2,2% r/r. W tych warunkach Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w marcu stopę referencyjną NBP o 0,25 p.p. do poziomu 3,75%.

Najmocniejszym sygnałem poprawy nastrojów po stronie kupujących był jednak rynek kredytowy. W marcu 2026 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 80,5% r/r, a liczba potencjalnych kredytobiorców przekroczyła 63 tys. Średnia kwota wnioskowanego kredytu osiągnęła historyczne maksimum, przekraczając 500 tys. PLN.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że popyt mieszkaniowy pozostaje bardzo wrażliwy na sygnały płynące z rynku finansowania. Tak silny wzrost zapytań kredytowych pokazuje, że część gospodarstw domowych przyspiesza decyzje zakupowe, traktując obecne warunki kredytowe jako relatywnie korzystne. Jednocześnie na decyzje nabywców wpływają obawy dotyczące przyszłych kosztów finansowania, inflacji oraz dalszego wzrostu cen mieszkań. Widzimy więc rynek aktywny, ale ostrożniejszy i bardziej selektywny, komentuje Tadeusz Bellaby, Junior Research Analyst, Cushman & Wakefield.

Rynek pierwotny i wtórny: wysoka sprzedaż, ale różna dynamika cen

W pierwszym kwartale 2026 roku rozpoczęto budowę blisko 31 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza nieznaczny wzrost względem poprzedniego kwartału, ale spadek w ujęciu rocznym. Według danych Otodom, na koniec marca 2026 roku na rynku pierwotnym w siedmiu największych miastach w ofercie pozostawało ok. 58,9 tys. mieszkań. Sprzedaż wyniosła ok. 13,2 tys. lokali, a wyraźne przyspieszenie aktywności w kolejnych miesiącach kwartału zakończyło się rekordowym marcem.

W ujęciu kwartalnym najwyższe wzrosty cen ofertowych nowych mieszkań odnotowano w Warszawie i Gdańsku, po 5% kw/kw. Katowice były jedynym z analizowanych rynków ze spadkiem cen na rynku pierwotnym (-2% kw/kw), podczas gdy w pozostałych miastach dynamika była ograniczona i wynosiła 0-1% kw/kw.

W ujęciu rocznym najsilniej wzrosły ceny nowych mieszkań w Gdańsku (+20% r/r) i Warszawie (+12% r/r). W Łodzi wzrost wyniósł 8% r/r, w Poznaniu 5% r/r, we Wrocławiu 4% r/r, a w Krakowie 2% r/r. Katowice pozostały rynkiem ze spadkiem cen ofertowych nowych mieszkań (-1% r/r). Nominalnie najwyższe ceny utrzymują się w Warszawie (19 253 PLN/mkw.), Gdańsku (18 315 PLN/mkw.) oraz Krakowie (16 665 PLN/mkw.), natomiast najtańszym rynkiem pozostaje Łódź (11 388 PLN/mkw.).

Na rynku wtórnym pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł stabilizację cen ofertowych, przy niewielkich lokalnych korektach. W ujęciu kwartalnym umiarkowane wzrosty odnotowano w Gdańsku (16 942 PLN/mkw., +1% kw/kw), Katowicach (9 612 PLN/mkw., +1%), Łodzi (8 758 PLN/mkw., +1%), Poznaniu (12 237 PLN/mkw., +1%) oraz Wrocławiu (13 546 PLN/mkw., +2%). W Warszawie (18 526 PLN/mkw.) i Krakowie (16 731 PLN/mkw.) średnie ceny pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału.

Obecna sytuacja wskazuje na utrwalenie scenariusza „miękkiego lądowania” rynku wtórnego. Ceny pozostają relatywnie odporne na korekty, ale ich dalszy wzrost ograniczają konkurencja ze strony rynku pierwotnego, wysoka oferta mieszkań deweloperskich, selektywny popyt oraz rosnąca wrażliwość nabywców na standard i lokalizację.

Podaż i mieszkania w budowie: deweloperzy utrzymują wysoką aktywność

W pierwszym kwartale 2026 roku deweloperzy oddali do użytkowania 26 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza spadek względem analogicznego okresu 2025 roku. Pomimo niższego wyniku kwartalnego skala ukończonych inwestycji pozostaje wysoka na tle danych historycznych, po okresie podwyższonej aktywności deweloperskiej w latach 2020-2022.

Jednocześnie w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę blisko 46 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 11% w porównaniu z pierwszym kwartałem poprzedniego roku. Łącznie od 2021 roku wydano pozwolenia na budowę ponad miliona mieszkań w kategorii na sprzedaż i wynajem.

Na koniec 2025 roku zasoby mieszkaniowe Polski przekroczyły 16,1 mln lokali. Od 2021 roku w kategorii na sprzedaż lub wynajem oddano do użytkowania ponad 700 tys. mieszkań. Średnia powierzchnia mieszkania oddanego w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 63 mkw., co oznacza wzrost o 2% zarówno kwartalnie, jak i rocznie.

Dane podażowe pokazują, że deweloperzy pozostają aktywni, choć rynek wszedł w fazę większej ostrożności. Liczba wydanych pozwoleń wskazuje na utrzymywanie istotnego potencjału przyszłej podaży, natomiast decyzje o uruchamianiu nowych projektów będą zależeć od tempa sprzedaży, kosztów finansowania i ogólnej sytuacji makroekonomicznej. Wysoka liczba mieszkań w ofercie oraz większa skłonność deweloperów do stosowania rabatów, szczególnie w drugiej części kwartału, tworzą warunki do bardziej zrównoważonego rynku, w którym przewagę zyskują dobrze przygotowane projekty, odpowiadające realnym możliwościom zakupowym klientów, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Polska na mapie europejskiego najmu

Po okresie bardzo dynamicznych wzrostów czynszów rynek najmu mieszkań w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. W ujęciu rocznym dynamika stawek wyniosła 0%, co oznacza wyraźne wyhamowanie po dużych wzrostach obserwowanych w ostatnich latach. W perspektywie pięcioletniej czynsze w Polsce wzrosły jednak aż o 60%, czyli ponad dwukrotnie mocniej niż średnia dla Unii Europejskiej, wynosząca 27%.

Najwyższy pięcioletni wzrost czynszów w Europie odnotowały Węgry (+118%), w dużej mierze pod wpływem bardzo wysokiej inflacji. Jedynym krajem ze spadkiem czynszów była Finlandia (-9%). Pomimo wysokiej procentowej dynamiki wzrostu, Europa Środkowo-Wschodnia nadal charakteryzuje się niższymi nominalnymi poziomami czynszów niż rynki Europy Zachodniej.

Londyn pozostaje najdroższym rynkiem najmu w Europie – średni czynsz za mieszkanie dwupokojowe w centrum miasta wynosi tam 2 772 EUR, czyli ok. 11 730 PLN, a poza centrum 2 019 EUR, czyli ok. 8 540 PLN. Wysokie poziomy czynszów notowane są również w Zurychu i Amsterdamie. Najtańsze mieszkania na wynajem znaleźć można w Rydze oraz Bukareszcie, gdzie czynsze za dwupokojowe mieszkanie w centrum kształtują się średnio poniżej 600 EUR, czyli ok. 2 540 PLN.

Warszawa zajmuje pozycję zbliżoną do średniej unijnej, oferując mieszkania dwupokojowe w cenie ok. 1 045 EUR, czyli ok. 4 420 PLN, w centrum oraz ok. 794 EUR, czyli ok. 3 360 PLN, poza centrum. W Polsce stolica pozostaje najdroższą lokalizacją – mediana czynszu za kawalerkę wynosi ok. 2 600 PLN, natomiast za przeciętne mieszkanie czteropokojowe trzeba zapłacić ok. 7 400 PLN miesięcznie. W Gdańsku mediana czynszu za kawalerkę wyniosła w pierwszym kwartale 2026 roku 2 300 PLN. Najtańszymi dużymi miastami pozostają Katowice i Łódź, gdzie mediana czynszu za kawalerkę wyniosła odpowiednio 1 850 PLN i 1 750 PLN.

W przypadku nowych mieszkań, wybudowanych po 2010 roku, poziomy czynszów pozostają wyraźnie wyższe. W Warszawie różnica ta wynosi przeciętnie od 100 do 400 PLN miesięcznie.

PRS: rynek przekracza 24 tys. lokali, a Vantage Rent finalizuje największą transakcję w historii sektora

W pierwszym kwartale 2026 roku liczba lokali na wynajem w sektorze PRS w Polsce przekroczyła 24 tys., przy utrzymującej się dominacji największych aglomeracji. Warszawa pozostaje liderem rynku, skupiając ok. 34% operacyjnego zasobu mieszkań na wynajem instytucjonalny.

Aktywność inwestorów pozostaje wysoka. W budowie znajduje się obecnie ponad 5,5 tys. mieszkań PRS, z czego 1,6 tys. w samym Gdańsku. W ciągu najbliższych pięciu lat projekty znajdujące się w budowie i planowane mogą dostarczyć na rynek kolejne 14 tys. lokali, choć faktyczna skala podaży będzie zależeć przede wszystkim od sytuacji makroekonomicznej, warunków finansowania oraz strategii inwestorów.

TAG Immobilien AG pozostaje najbardziej aktywnym inwestorem na polskim rynku PRS. W maju 2026 roku UOKiK wydał zgodę na przejęcie przez Vantage Rent, działający w ramach TAG Immobilien AG, portfela Resi4Rent obejmującego 5 322 lokale na wynajem w 18 projektach zlokalizowanych w największych miastach Polski. Decyzja ta otwiera drogę do finalizacji największej w historii polskiego rynku PRS transakcji o wartości ok. 565 mln EUR, czyli ok. 2,4 mld PLN, która – zgodnie z harmonogramem – ma zostać zamknięta po upływie 10 dni od decyzji UOKiK. Po sfinalizowaniu transakcji Vantage Rent będzie dysponować portfelem ponad 9 tys. lokali na wynajem, co odpowiada ok. 40% zasobów całego sektora PRS w Polsce.

Na sektor wpływają również zmiany strategii poszczególnych inwestorów. Przykładem jest Heimstaden Bostad, który zdecydował o sprzedaży ponad 1 800 mieszkań PRS nabywcom indywidualnym, co istotnie zmniejszyło zasób najmu instytucjonalnego.

Sektor PRS w Polsce pozostaje niewielki w relacji do całego rynku najmu, ale jego znaczenie stopniowo rośnie. Pierwszy kwartał 2026 roku pokazuje zarówno dalszą aktywność inwestorów, jak i wysoką wrażliwość tego segmentu na decyzje strategiczne największych graczy. Rynek jest wyraźnie skoncentrowany, a skala przyszłego wzrostu będzie zależała od dostępności finansowania, kosztów kapitału oraz tego, czy inwestorzy będą utrzymywać długoterminowe zaangażowanie w budowę portfeli mieszkań na wynajem. Planowane i realizowane projekty mogą istotnie zwiększyć zasób PRS w najbliższych latach, ale ścieżka rozwoju sektora pozostanie uzależniona od stabilności otoczenia makroekonomicznego,

podsumowuje Karolina Furmańska, Associate, Living Sector, Cushman & Wakefield.

Wózek plażowy i koc na plażę – praktyczne wyposażenie na komfortowy dzień nad wodą

Jak przygotować się na wygodny wypoczynek nad morzem i jeziorem

Planując letni wyjazd, warto pomyśleć o akcesoriach, które realnie zwiększają komfort. Dobrze dobrany wózek plażowy pozwala przewieźć wszystkie potrzebne rzeczy bez dźwigania ciężkich toreb. Dzięki temu droga z parkingu na plażę staje się znacznie prostsza i mniej męcząca. W praktyce już jeden funkcjonalny wózek na plażę może odmienić sposób organizacji całego wypoczynku. Rodzina zabiera więcej przydatnych akcesoriów, a jednocześnie oszczędza siły na relaks i zabawę.

Na wyposażeniu nie powinno zabraknąć również tekstyliów, które zapewniają wygodę na piasku. Miękki ręcznik plażowy doskonale sprawdza się po kąpieli i podczas opalania. Z kolei duży koc plażowy tworzy przestrzeń do odpoczynku, jedzenia i zabawy z dziećmi. Wiele osób wybiera także lekki koc piknikowy, który można wykorzystać nie tylko nad wodą, lecz także w ogrodzie i parku. Taki zestaw pozwala przygotować wygodne miejsce niezależnie od warunków.

Wózek na plażę jako sposób na łatwy transport wszystkich akcesoriów

Noszenie torby z ręcznikami, zabawkami, napojami i parasolem bywa uciążliwe. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na solidny wózek na plażę, który ułatwia przewożenie większej ilości rzeczy. Konstrukcja z dużymi kołami dobrze radzi sobie na piasku, a pojemna przestrzeń transportowa mieści wszystko, co potrzebne podczas całodniowego pobytu nad wodą.

Dobry wózek plażowy powinien mieć wytrzymały stelaż i składany mechanizm. Dzięki temu można go szybko schować do samochodu i wygodnie przechowywać poza sezonem. Dodatkowo wiele modeli oferuje kieszenie oraz uchwyty na napoje. To rozwiązanie, które znacząco poprawia organizację letnich wyjazdów.

Koc na plażę i koc piknikowy – wygodna baza do relaksu

Miękka i stabilna powierzchnia ma ogromne znaczenie podczas wypoczynku. Właśnie dlatego warto zabrać ze sobą praktyczny koc na plażę, który skutecznie izoluje od piasku i wilgoci. Nowoczesne modele są lekkie, odporne na zabrudzenia i łatwe do złożenia. Po spakowaniu zajmują niewiele miejsca, co zwiększa wygodę transportu.

Równie funkcjonalny jest klasyczny koc piknikowy, który sprawdza się w wielu sytuacjach. Wodoodporny spód chroni przed wilgotnym podłożem, a miękka powierzchnia podnosi komfort siedzenia. Ponadto duży koc plażowy zapewnia wystarczająco dużo miejsca dla całej rodziny. Dzięki temu każdy może wygodnie odpocząć i korzystać z letniej pogody.

Ręcznik plażowy – obowiązkowy element każdego wyjazdu

Choć wydaje się podstawowym dodatkiem, odpowiednio dobrany ręcznik plażowy ma ogromne znaczenie. Powinien dobrze chłonąć wodę i zapewniać komfort po kąpieli. Ważny pozostaje również rozmiar, ponieważ większy model pozwala wygodnie się położyć i odpocząć.

Wiele osób wybiera dziś nowoczesny ręcznik z mikrofibry, który łączy lekkość z wysoką funkcjonalnością. Materiał szybko schnie i nie zajmuje dużo miejsca. Co więcej, taki ręcznik łatwo zmieścić nawet w niewielkiej torbie. To praktyczne rozwiązanie dla osób ceniących mobilność i porządek.

Ręcznik z mikrofibry jako praktyczna alternatywa dla klasycznych modeli

Tradycyjne ręczniki bywają ciężkie, szczególnie po zamoczeniu. Tymczasem ręcznik z mikrofibry pozostaje lekki i szybko odzyskuje suchość. Dzięki temu można korzystać z niego wielokrotnie w ciągu dnia bez uczucia wilgoci.

Kolejną zaletą jest łatwość pakowania. Złożony ręcznik z mikrofibry zajmuje niewiele miejsca i nie obciąża bagażu. Dodatkowo materiał jest przyjemny w dotyku i prosty w pielęgnacji. To jeden z najbardziej praktycznych wyborów na wakacyjne wyjazdy.

Parasol przeciwsłoneczny – skuteczna osłona w upalne dni

Intensywne słońce może szybko obniżyć komfort wypoczynku. Dlatego warto zabrać ze sobą solidny parasol przeciwsłoneczny, który tworzy przyjemny cień i ogranicza nagrzewanie organizmu. Modele z filtrem UV zapewniają dodatkową ochronę przed promieniowaniem.

Nowoczesny parasol przeciwsłoneczny oferuje regulację kąta nachylenia. Dzięki temu można dostosować ustawienie do zmieniającej się pozycji słońca. Stabilna podstawa zwiększa bezpieczeństwo, a lekka konstrukcja ułatwia transport. To niezbędny element wyposażenia podczas gorących dni.

Namiot plażowy dla dzieci – bezpieczne miejsce do zabawy i odpoczynku

Najmłodsi wymagają szczególnej ochrony przed słońcem i wiatrem. Właśnie dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszy się namiot plażowy dla dzieci. Zapewnia on osłoniętą przestrzeń, w której dziecko może bawić się, odpoczywać lub zdrzemnąć.

Praktyczny namiot plażowy dla dzieci rozkłada się bardzo szybko i nie wymaga skomplikowanego montażu. Po złożeniu zajmuje mało miejsca, dlatego łatwo przewozić go w samochodzie. To funkcjonalne rozwiązanie, które zwiększa bezpieczeństwo podczas rodzinnego wypoczynku.

Jak skompletować zestaw idealny na cały dzień nad wodą

Wygodny wyjazd warto zaplanować w przemyślany sposób. Pojemny wózek plażowy umożliwia przewiezienie wszystkich akcesoriów bez zbędnego wysiłku. Następnie duży koc piknikowy lub praktyczny koc na plażę tworzy komfortową przestrzeń do siedzenia i odpoczynku.

Po kąpieli doskonale sprawdza się chłonny ręcznik plażowy albo lekki ręcznik z mikrofibry. Cień zapewnia stabilny parasol przeciwsłoneczny, a najmłodsi korzystają z osłony, jaką daje namiot plażowy dla dzieci. Taki zestaw sprawia, że nawet wielogodzinny pobyt nad wodą pozostaje wygodny i dobrze zorganizowany.

Wózek plażowy, ręcznik plażowy i koc plażowy – sprawdzony sposób na udany wypoczynek

Komfortowy dzień nad morzem lub jeziorem zależy od odpowiednio dobranych akcesoriów. Solidny wózek na plażę ułatwia transport, a funkcjonalny koc plażowy pozwala stworzyć wygodne miejsce dla całej rodziny. Miękki ręcznik plażowy oraz praktyczny ręcznik z mikrofibry zapewniają komfort po kąpieli.

Warto także zadbać o skuteczną ochronę przed słońcem. W tym celu doskonale sprawdza się parasol przeciwsłoneczny oraz bezpieczny namiot plażowy dla dzieci. Gdy wszystkie elementy współpracują ze sobą, letni wypoczynek staje się znacznie bardziej komfortowy, spokojny i przyjemny.

FAQ

  1. Czy wózek plażowy sprawdzi się na miękkim piasku?
    Tak, jeśli posiada duże i szerokie koła. Taka konstrukcja ułatwia prowadzenie nawet na luźnym podłożu.
  2. Jakie zalety ma koc piknikowy?
    Chroni przed wilgocią i zapewnia wygodę podczas siedzenia. Można go używać również w parku i ogrodzie.
  3. Dlaczego warto wybrać ręcznik z mikrofibry?
    Jest lekki i bardzo szybko schnie. Po złożeniu zajmuje znacznie mniej miejsca niż tradycyjny model.
  4. Czy parasol przeciwsłoneczny chroni przed promieniowaniem UV?
    Tak, wiele modeli wyposażono w specjalne powłoki ochronne. Dzięki temu ograniczają działanie słońca.
  5. Kiedy przydaje się namiot plażowy dla dzieci?
    Sprawdza się podczas długiego pobytu nad wodą. Zapewnia cień oraz osłonę przed wiatrem.
  6. Czym różni się koc na plażę od zwykłego koca?
    Jest lżejszy i odporny na piasek oraz wilgoć. Ponadto łatwo go wyczyścić i szybko spakować.
  7. Czy wózek na plażę przyda się tylko rodzinom z dziećmi?
    Nie, korzystają z niego również pary i osoby podróżujące z większą ilością sprzętu. Ułatwia transport każdemu użytkownikowi.
  8. Jak skompletować wygodny zestaw plażowy?
    Warto połączyć ręcznik, koc, parasol i pojemny wózek. Taki komplet zapewnia komfort i dobrą organizację.

Presja, brak wpływu i „szklany sufit”. Co frustruje polskich menedżerów?

Menedżerowie czują się odpowiedzialni za wyniki i samopoczucie członków swoich zespołów, a obserwowanie jak się rozwijają stanowi dla nich źródło satysfakcji. Jednocześnie mierzą się jednak z dużą presją oraz koniecznością osiągania określonych rezultatów, przy często ograniczonych zasobach lub wpływie na podejmowane decyzje. Może to stanowić jeden z powodów, dla których wielu menedżerów nie chciałoby odpowiadać za pracę innych w swojej kolejnej pracy. Jak wynika z badania Hays Poland „Kondycja menedżera 2026”, tylko 57% osób pełniących funkcję liderską ocenia ścieżkę kariery związaną z zarządzaniem zespołem jako najbardziej atrakcyjną.

  • Menedżerowie angażują się w dbanie o dobrostan swoich zespołów. Jednocześnie zaledwie 31% z nich deklaruje otrzymywanie adekwatnego wsparcia od swoich przełożonych.
  • 80% osób pełniących funkcję kierowniczą twierdzi, że taka rola jest dla nich źródłem satysfakcji. Równocześnie mierzą się jednak z frustracją, która najczęściej wynika z konieczności egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu.
  • Satysfakcja zawodowa kadry zarządzającej opiera się na trzech filarach: ludziach, poczuciu sprawczości i atrakcyjnemu wynagrodzeniu.

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” przedstawia jednoznaczne wnioski – dzisiejsi menedżerowie znajdują się na granicy pomiędzy zaangażowaniem i wypaleniem. Z jednej strony doceniają pracę z ludźmi i możliwość aktywnego udziału w ich rozwoju. Cenią sobie również samodzielność, odpowiedzialność i wynagrodzenie, jakie niesie za sobą pełnienie funkcji liderskiej.

Jednocześnie nieustanna presja – ze stronty zarządu i własnych podwładnych – oraz nieadekwatne wsparcie stawia ich w sytuacji dalekiej od idealnej. Często prowadzi to do narastającej frustracji oraz niechęci do pełnienia tożsamej roli w przyszłości.

Funkcja kierownicza satysfakcjonująca, lecz niepozbawiona frustracji

Zdecydowana większość (80%) osób pełniących funkcje kierownicze odczuwa satysfakcję z tej roli. Zaledwie 6% respondentów badania Hays stwierdziło, że nie odnajdują się w tym kontekście zawodowym, a kolejne 14% ankietowanych miało problem z jednoznaczną odpowiedzią na to pytanie.

Czy pełnienie funkcji kierowniczej jest dla Ciebie źródłem satysfakcji?

80% Tak
6% Nie
14% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Dla menedżerów źródłem satysfakcji jest najczęściej obserwowanie rozwoju członków swojego zespołu oraz samodzielność i niezależność, jaką oferuje ta rola (po 70% odpowiedzi). Na kolejnych miejscach uplasowały się odpowiedzialność, wynagrodzenie oraz wpływ na decyzje i kierunek działań. Pełnienie funkcji kierowniczych nie jest jednak pozbawione frustracji.

Najbardziej problematycznym aspektem pracy jest dla menedżerów konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu lub z którymi się nie zgadzają (65%). Wyzwaniem jest też dla nich brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju oraz odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub wpływie.

Co jest dla Ciebie źródłem frustracji w pełnieniu funkcji kierowniczej?

65% Konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mam wpływu

i/lub z którymi się nie zgadzam

46% Brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju lub awansu, „szklany sufit”
46% Odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub

wpływie

44% Brak wsparcia lub mentora w organizacji
35% Poczucie bycia „pomiędzy” – jednoczesna presja ze strony przełożonych i podwładnych

5 najczęściej wskazywanych odpowiedzi.

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Co istotne, co trzeci respondent badania Hays (35%) jako źródło frustracji zidentyfikował poczucie bycia „pomiędzy”, czyli jednoczesną presję ze strony przełożonych i podwładnych. Oznacza to, że aspekt pracy na stanowisku menedżerskim związany z zarządzaniem ludźmi, dla wielu liderów jest jednocześnie najlepszym i najgorszym aspektem tej roli. Jak zauważa ekspertka Hays, Agnieszka Czarnecka, te pozornie sprzeczne wyniki nabierają sensu, jeśli na tę kwestię spojrzy się w szerszym kontekście.

Jednoczesna satysfakcja i frustracja związana z zarządzaniem zespołem najmocniej dotyczy głównie menedżerów liniowych. To oni najczęściej mają ograniczone możliwości decydowania, gdyż do ich obowiązków zazwyczaj należy wdrażanie zmian zarządzonych na wyższym szczeblu organizacji. Jednocześnie są odpowiedzialni za szeregowych pracowników – ich wyniki, potrzeby i frustracje. Ponadto ich rolą jest utrzymanie zaangażowania zespołów oraz dbanie o ich dobrostan. Sami jednak nie zawsze otrzymują podobne wsparcie od swoich przełożonych. Prowadzi to do sytuacji, w której odczuwają presję z obu stron, jednocześnie nie mając poczucia wpływu – zauważa Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy CEE w Hays.

Menedżerowie wspierają, lecz nie otrzymują wsparcia

Poczucie obustronnej presji może się zaostrzać w związku z brakiem równowagi pomiędzy wsparciem, jakiego udzielają menedżerowie swoim podwładnym, a tym które otrzymują od swoich przełożonych. Wyniki badania pokazują, że liderzy proaktywnie dbają o dobrostan swoich pracowników i pomagają im, gdy ci doświadczają problemów emocjonalnych. Przykładowo, 74% menedżerów uznaje za swój obowiązek zapytanie o potrzeby podwładnych, którzy mierzą się z wyzwaniami zdrowia psychicznego.

Jednak stosunkowo niewielu menedżerów deklaruje otrzymywanie wsparcia od swoich przełożonych. Zaledwie 9% respondentów udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a 22% „tak”. Oznacza to, że większość może zostawać sama z wyzwaniami swoimi oraz swojego zespołu.

Czy otrzymujesz jakieś wsparcie od swojego przełożonego/ swojej przełożonej?

9% Zdecydowanie tak
22% Tak
32% Trudno powiedzieć
30% Nie
7% Zdecydowanie nie

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Odpowiedzi na pytanie o to, jakiego wsparcia oczekiwaliby od swoich przełożonych, sugerują, że dla menedżerów kluczowe są jasne określanie celów i oczekiwań wobec ich roli, a także czas i dostępność ich przełożonych. 26% respondentów od swojego przełożonego lub przełożonej oczekiwałoby mentorskiego wsparcia w zakresie zarządzania ludźmi.

Cel: brak odpowiedzialności za zespół

Wyzwania menedżerskie w połączeniu z brakiem adekwatnego wsparcia mogą stanowić powód, dla którego aż 39% liderów chciałoby zrezygnować z odpowiedzialności za zespół w kolejnej pracy. Dla 26% respondentów najbardziej atrakcyjnym wyborem byłoby pełnienie niezależnej roli eksperckiej, a dla kolejnych 13% praca projektowa lub w charakterze zewnętrznego konsultanta.

Która ścieżka kariery byłaby dla Ciebie obecnie najbardziej atrakcyjna?

57% Rola kierownicza z odpowiedzialnością za zespół
26% Rola ekspercka bez odpowiedzialności za zespół
13% Rola projektowa/ interimowa jako konsultant
4% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Jak uważa Agnieszka Czarnecka z Hays, nie każdy profesjonalista odnoszący sukcesy w swoje specjalizacji, w głębi duszy marzy o byciu liderem zespołu. Argumentuje, że potrzebę pracy z ludźmi czy udziału w ich rozwoju można realizować również w roli niezależnego eksperta, project czy interim managera.

Problemem jest fakt, że struktury organizacji często nie dają ambitnym pracownikom innego wyjścia niż obranie roli liderskiej. Wzięcie odpowiedzialności za zespół często jest jedyną drogą rozwoju i szansą na zdobycie prestiżu, przywilejów i atrakcyjnego wynagrodzenia. W konsekwencji menedżerami zespołów często zostają osoby, które nigdy nie marzyły o roli liderskiej, co z czasem może skutkować frustracją – komentuje Agnieszka Czarnecka.

Brak elastyczności ścieżek karier stanowi jednak zagrożenie nie tylko dla sfrustrowanych menedżerów, ale także dla organizacji. Ryzykiem jest bowiem wątłe przywództwo i malejące zainteresowanie rolami liderskimi wśród młodszych pokoleń. W związku z tym, pracodawcy powinni podejmować działania ukierunkowane na ulepszanie procesu selekcji przyszłych menedżerów, wzmacnianie dojrzałości obecnej kadry liderskiej oraz tworzenie alternatywnych ścieżek karier.

O raporcie 

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” powstał na bazie odpowiedzi zebranych metodą CAWI w okresie od marca do kwietnia 2026 roku. Publikacja zawiera wyniki badania, w którym udział wzięło ponad 200 osób pełniących funkcję kierowniczą.

Hossa na giełdach trwa. Inwestorzy czekają raczej na spowolnienie niż krach

Obecny sezon wyników w USA jest jednym z najmocniejszych od lat. Spółki zaskakują pozytywnie, a rynek akcji zachowuje się tak, jakby nie brał pod uwagę ryzyka, które w tle nadal są obecne. Jak więc może przebiegać załamanie?

Wszystko to, cała ta hossa dzieje się w otoczeniu, które trudno nazwać spokojnym. Konflikt w rejonie Zatoki Perskiej trwa od końca lutego, napięcia geopolityczne nie zniknęły, a mimo to sentyment inwestycyjny pozostaje wyjątkowo odporny.

– Rynek zachowuje się tak, jakby patrzył na Wall Street tylko jednym okiem, kierując swoją uwagę tylko na raporty spółek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Wyniki należą do najlepszych od wielu lat. Większość spółek, które do tej pory raportowały swoje wyniki, biło konsensus rynkowy bardzo solidnie.

Zamiast hamowania mieliśmy kontynuację trendu wzrostowego, który coraz wyraźniej rozlewa się na kolejne segmenty rynku. Nie jest to już tylko historia kilku największych spółek, ale szerszy ruch obejmujący wiele branż amerykańskiej gospodarki.

Są też sektory, które pozostają pod presją kosztów, słabszego popytu lub cyklicznych wyzwań i nie uczestniczą w tej hossie w takim stopniu jak liderzy. Jednak to nie one nadają ton całemu rynkowi.

Ton nadają przede wszystkim spółki technologiczne oraz szeroko rozumiany segment Big Tech. To one w praktyce wyznaczają kierunek całego rynku i odpowiadają za znaczną część wzrostów indeksów. Ich wyniki finansowe nie tylko same w sobie są mocne, ale również działają jak katalizator dla całego ekosystemu rynkowego. Widać to szczególnie w rosnących nakładach inwestycyjnych, czyli capexach, które napędzają kolejne ogniwa łańcucha technologicznego.

– Na bazie tych wyników Wall Street puchnie, inwestorzy wierzą w odporność amerykańskich spółek na zagrożenie recesją i nawet spowolnienie ich nie dotyczy – komentuje ekspert XTB.

W centrum uwagi znajduje się sztuczna inteligencja. Popyt na moce obliczeniowe, rozwój centrów danych, rosnące zapotrzebowanie na półprzewodniki i pamięci, wszystko to układa się w jeden spójny cykl inwestycyjny. Ten cykl sam się wzmacnia. Większe inwestycje Big Techów napędzają producentów chipów, a ich rozwój z kolei umożliwia dalszą ekspansję AI.

W efekcie rynek znajduje się w fazie, w której wzrosty mają bardzo silne uzasadnienie narracyjne i częściowo również fundamentalne. Indeksy, w tym Nasdaq, regularnie testują nowe maksima, a każda kolejna fala wyników tylko podtrzymuje przekonanie, że trend pozostaje nienaruszony.

Pojawia się jednak coraz częściej jedno pytanie, które zaczyna przebijać się przez ten optymizm. Dokąd to wszystko zmierza i jak długo indeksy mogą jeszcze bić kolejne rekordy? Bo z jednej strony mamy bardzo silne wyniki, dynamiczne inwestycje i realny technologiczny impuls związany z AI. Z drugiej strony coraz bardziej widoczna jest koncentracja wzrostów wokół kilku największych spółek, co naturalnie rodzi pytania o trwałość i szerokość tego trendu. Taka struktura rynku sprawia, że siła indeksów zależy w dużej mierze od kontynuacji bardzo konkretnej narracji inwestycyjnej.

Na razie jednak rynek nie szuka odpowiedzi na to pytanie w defensywny sposób. Przeciwnie, dominuje podejście „wyżej, wyżej, wyżej”, w którym każda kolejna fala wyników i każda kolejna inwestycja w AI staje się argumentem za dalszym wzrostem. I dopóki ten mechanizm działa, trudno znaleźć naturalny moment, w którym ta narracja miałaby się odwrócić.

Warto przy tym zauważyć, że im dłużej trwa taka faza rynkowa, tym bardziej przesuwa się punkt ciężkości z „czy fundamenty to uzasadniają” na „jak długo jeszcze mogą to uzasadniać”. Rynek zaczyna wtedy funkcjonować w logice samonapędzającego się trendu, gdzie wzrost cen sam w sobie wzmacnia przekonanie o jego trwałości. To z kolei dodatkowo przyciąga kapitał, który nie chce spóźnić się na kolejną falę wzrostów.

– Entuzjazm inwestorów ma nadal uzasadnienie w analizie fundamentalnej, a hossa jest efektem rozlewania się wiary w przyszłość sztucznej inteligencji po wszystkich sektorach – wyjaśnia M.Sobierajski z XTB. – Spoiwem dla tych wzrostów są wydatki inwestycyjne największych Big Techów. To samonapędzający się trend.

Historycznie tego typu fazy hossy często kończą się nie jednym konkretnym wydarzeniem, ale stopniową zmianą narracji. Najpierw pojawia się spowolnienie tempa zaskoczeń wynikowych, później bardziej selektywne reakcje rynku, a dopiero na końcu pełniejsze zakwestionowanie wycen.

Na razie jednak jesteśmy w zupełnie innym punkcie tego cyklu, gdzie każdy kolejny raport i każda inwestycja w AI wzmacnia przekonanie, że „tym razem jest inaczej”, a rynek wciąż znajduje nowe argumenty, by podtrzymywać ruch w górę.

– Bessy bym się nie spodziewał, raczej będziemy mieli do czynienia ze spowolnieniem i wtedy kolejne wyniki kwartalne z mniejszą dynamiką zysków i przychodów staną bardzo ważnym testem na odporność inwestorów – podsumowuje analityk XTB. – Nie będzie nagłego krachu, nie będzie nagłej korekty, ale dojdzie do ostudzenia pozytywnych emocji, jednak jeszcze nie w 2026 roku.

Kto nie zmierzy emisji w łańcuchu dostaw, może przegrać przetarg. Branża FM ma mało czasu

0

Pakiet Omnibus I ograniczył liczbę firm objętych obowiązkiem raportowania ESG, ale nie zmniejszył presji na dane emisyjne w łańcuchu dostaw. Duże organizacje nadal będą oczekiwać od partnerów informacji potrzebnych do raportowania Scope 3. Dla firm z branży facility management zdolność do dostarczania takich danych może w praktyce decydować o udziale w przetargach. Na ten paradoks zwraca uwagę ekspertka Sodexo Polska.

Globalny standard GHG Protocol dzieli emisje gazów cieplarnianych na trzy zakresy. Scope 1 to emisje bezpośrednie z działalności firmy – spalanie paliw w kotłowniach, flotach i instalacjach technologicznych. Scope 2 obejmuje emisje z zakupionej energii elektrycznej, cieplnej i chłodniczej zużywanej w budynkach i procesach. Razem dają jednak zaledwie ułamek rzeczywistego wpływu klimatycznego organizacji.

Nawet 80-90 proc. całkowitego śladu węglowego powstaje w Scope 3 – poza murami firmy: w łańcuchu dostaw, u dostawców, podwykonawców i partnerów. To najszerszy i najtrudniejszy do zmierzenia zakres emisji, obejmujący wszystko, co firma kupuje, zleca oraz pośrednio zużywa. W przypadku nieruchomości przemysłowych chodzi konkretnie o dostawców serwisu technicznego, chemię utrzymania czystości, gospodarkę odpadami, logistykę oraz energię wbudowaną w komponenty używane w całym cyklu eksploatacji obiektu. To właśnie te kategorie, dotąd niewidoczne w bilansie emisji, stają się dziś przedmiotem twardych wymogów regulacyjnych.

Dyrektywa CSRD i standardy ESRS przesuwają punkt ciężkości z raportowania własnych emisji na odpowiedzialność za dane w całym łańcuchu wartości. Dla zarządców nieruchomości, zwłaszcza tych obsługujących duże zakłady pracy, to oznacza jedno: nie wystarczy już wiedzieć, ile zużywa się energii. Trzeba również wiedzieć, skąd pochodzi każdy komponent serwisowany w obiekcie i w jakich warunkach środowiskowych był wyprodukowany – tłumaczy Renata Skowrońska, FM & CSR Expert, Sodexo Polska.

Fabryka, nie biurowiec

Duże zakłady pracy – takie jak fabryki, kampusy produkcyjne czy obiekty logistyczne – to szczególnie złożone środowisko z perspektywy Scope 3. Wolumen zużywanych materiałów eksploatacyjnych, liczba dostawców serwisu technicznego, skala gospodarki odpadami: każda z tych kategorii generuje emisje, które w świetle CSRD i ESRS muszą być kwantyfikowane i raportowane przez operatora jako część jego łańcucha wartości.

W odpowiedzi na te wymagania wdrażanie systemowych platform ESG oraz metodologii opartych na śladzie węglowym produktu (Product Carbon Footprint) zaczyna być standardem rynkowym. onPozwala to odejść od szacunków na rzecz danych pierwotnych pozyskiwanych bezpośrednio od partnerów i dostawców.

Dostawca drugiego stopnia też ma znaczenie

Złożoność regulacyjna rośnie wraz z dyrektywą CSDDD (należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju). Choć jej bezpośrednimi adresatami są największe organizacje, w praktyce wywiera ona presję na cały łańcuch wartości. Klienci firm FM objęci CSDDD będą wymagać od swoich dostawców usług weryfikacji nie tylko efektywności energetycznej urządzeń, ale również przestrzegania standardów środowiskowych i praw człowieka, także na poziomie produkcji komponentów technicznych czy preparatów chemicznych. Dla zarządców dużych obiektów przemysłowych oznacza to w praktyce konieczność aktualizacji umów serwisowych oraz wdrożenia systemów audytowania dostawców drugiego i trzeciego stopnia.

Paradoks Omnibusa polega na tym, że choć mniej firm ma dziś formalny obowiązek raportowania, presja na dane wcale nie maleje. Duże organizacje objęte CSRD – często będące klientami firm FM – będą wymagać od swoich dostawców danych emisyjnych na potrzeby raportowania Scope 3. Zdolność do ich dostarczenia może być warunkiem utrzymania się w procesach przetargowych.

Podmioty, które potrafią dostarczyć partnerom gotowe, analityczne dowody na swoją rzetelność, zdejmując z nich ciężar ryzyka regulacyjnego, uplasują się wyżej. Pełny monitoring operacyjny przestaje być wymogiem prawnym, a staje się najsilniejszą przewagą konkurencyjną  –  podsumowuje Skowrońska.

Ekspertka Sodexo podkreśla, że praktyczny punkt wyjścia dla zarządców to inwentaryzacja kategorii zakupowych pod kątem emisji: serwis techniczny, chemia, gospodarka odpadami. I weryfikacja, które z tych danych można już dziś pozyskać bezpośrednio od dostawców.

Największa farma PV w portfolio ORLENU gotowa

0

Grupa ORLEN zakończyła rozbudowę farmy fotowoltaicznej w Kleczewie. Największa instalacja PV w portfolio koncernu i jednocześnie jeden z największych tego rodzaju obiektów w Europie Środkowo-Wschodniej osiągnął 250 MW mocy. W ciągu roku farma wyprodukuje energię wystarczającą do zasilenia nawet 100 tys. gospodarstw domowych. Instalacja posiada koncesję Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na wytwarzanie energii elektrycznej.

Największa farma fotowoltaiczna ORLEN Kleczew 250 MW

– Konsekwentnie realizujemy największy w historii program inwestycji w polską energetykę, którą zmieniliśmy w wielki plac budowy. Tak powstaje energia jutra, która oznacza niezależność i bezpieczeństwo energetyczne oraz możliwie najniższe ceny energii dla Polaków. Projekt w Kleczewie jest jednym z największych tego typu przedsięwzięć w Europie Środkowo-Wschodniej. To pokazuje skalę i tempo realizowanej przez nas transformacji. Nasze inwestycje zmieniają krajowy miks energetyczny i wyznaczają kierunek rozwoju nowoczesnej energetyki – podkreśla Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Inwestycja Kleczew Solar & Wind, zarządzana przez spółkę Energa Wytwarzanie, powstała na zrekultywowanych terenach pokopalnianych po odkrywkach węgla brunatnego w Wielkopolsce. Obejmuje 250 MW fotowoltaiki oraz 19,2 MW mocy wiatrowej, tworząc jeden z największych w regionie hybrydowych projektów OZE. Połączenie energii ze słońca i wiatru pozwala lepiej wykorzystać infrastrukturę i zwiększa stabilność produkcji energii w zmieniających się warunkach pogodowych. Instalacja została przystosowana do dalszej rozbudowy – warunki przyłączeniowe umożliwiają zwiększenie jej mocy do ok. 334 MW.

Grupa ORLEN rozwija portfel OZE zgodnie ze strategią zakładającą przekroczenie 12 GW mocy zainstalowanej do 2035 roku. Obejmuje ona projekty wiatrowe, fotowoltaiczne, a także biogazowe i biometanowe. Jeszcze w tym roku planowane jest uruchomienie morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, następnie realizowane będą kolejne projekty offshore – Baltic East i Baltic West.

Zgodnie ze strategią do 2035 roku uzupełnieniem portfela OZE będą inwestycje w energetykę jądrową, w tym małe reaktory modułowe SMR, które zwiększą stabilność krajowego systemu energetycznego. Rozwój źródeł odnawialnych wspiera również modernizacja infrastruktury sieciowej – w ostatnim roku przyłączono 62 tys. nowych odbiorców oraz 1 GW instalacji OZE, a wydane warunki przyłączeniowe dla kolejnych 2,5 GW instalacji stanowią podstawę do dalszego rozwoju źródeł zeroemisyjnych.

AI Act i NIS2 wymuszą nowe podejście do zarządzania ryzykiem w szpitalach

Debata o ESG w ochronie zdrowia została zdominowana przez narracje o śladzie węglowym. To pomyłka. Prawdziwy driver zmian jest policzalny: w Polsce sam koszt wdrożenia NIS2 w szpitalach szacowany jest na 3,7 mld zł, średnio 4,6 mln zł na placówkę. Globalnie średni koszt naruszenia danych w zdrowiu sięgnął 39 mln zł (9,8 mln USD). W 2024 roku Polska zanotowała 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż rok wcześniej. Dyrektywa CSRD generuje wielomilionowe koszty compliance. A piaskownice regulacyjne AI – wymagane przez AI Act – to jedyne środowisko, w którym te koszty można oszacować i ograniczyć przed wdrożeniem na żywy system.

Według danych Centrum e-Zdrowia (CEZ), Polska zanotowała w 2024 roku 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż w 2023 roku. Do końca sierpnia 2025 roku było ich już 946. Polska jest w europejskiej czołówce państw atakowanych cybernetycznie, m.in. ze względów geopolitycznych.

W marcu 2025 roku celem ataku ransomware padł szpital MSWiA w Krakowie. Rok później, w marcu 2026, zaatakowany został Szpital Wojewódzki w Szczecinie – cyberprzestępcy zażądali kilku milionów dolarów okupu (szacunkowo 16–20 mln zł), prokuratura wszczęła śledztwo. Placówka przeszła na papierowy tryb pracy, ograniczyła przyjęcia i odsyała pacjentów do innych lecznic.

Tymczasem 72% polskich placówek nie dysponuje zespołami ds. cyberbezpieczeństwa, a tylko 25% zapewniło szkolenia w ciągu ostatniego roku. 60% podmiotów nie monitoruje podatności. NFZ oferuje do 900 tys. zł wsparcia – ale ustawa o KSC (NIS2) wygeneruje koszty rzędu 3,7 mld zł dla sektora szpitalnego, średnio 4,6 mln zł na placówkę w 5 lat. Państwo przeznaczyło rekordowe 4 mld zł na cyberbezpieczeństwo w 2025 roku, ale szpitale muszą znaleźć pozostałe środki same.

– Nie potrzebujemy kolejnych deklaracji o zrównoważonym rozwoju. Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą każdemu dyrektorowi szpitala zobaczyć w złotówkach, ile kosztuje brak odporności – i ile można zaoszczędzić, testując innowację przed wdrożeniem. Tu wchodzi piaskownica regulacyjna AI (AI Act, Rozp. 2024/1689). Kontrolowane środowisko testowe z nadzorem regulatora. Jej wartość wykracza poza walidację technologiczną – pozwala oszacować trzy wymiary ESG w złotówkach. Nie ślad węglowy budzi dyrektorom szpitali bezsenność, lecz ryzyko operacyjne. W Polsce: 946 incydentów do VIII.2025. Szczecin III.2026: miliony dolarów okupu, tryb papierowy. Na świecie: +15% wizyt na SOR-ach po ransomware (JAMA). Change Healthcare: paraliż rozliczeń w USA. CrowdStrike: wyłączenie usług cyfrowych dla pacjentów. Realna treść ESG w zdrowiu nie polega na raporcie o emisjach. Polega na trzech pytaniach: ciągłość działania (E), bezpieczeństwo pacjenta w kryzysie (S), zdolność zarządzania ryzykiem systemowym (G). To ESG mierzone w złotówkach – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Europejska dyrektywa bez procesów, standardów i narzędzi pomiaru nie będzie umożliwiać transgranicznej opieki

Dyrektywa 2011/24/UE ustanowiła ramy opieki transgranicznej, ale nie rozwiązała problemu standardów bezpieczeństwa cyfrowego. WHO wskazała 6 zasad etycznego AI – każda ma wymiar kosztowy. Piaskownice regulacyjne pozwalają porównywać rozwiązania między krajami w kontrolowanych warunkach. Dla Polski – jednego z najczęściej atakowanych krajów UE – to szansa na budowanie eksportowalnych kompetencji.

ESG + AI sandbox to jedno równanie kosztowe

ESG w zdrowiu jest równaniem kosztowym. Po jednej stronie: 39 mln zł per naruszenie, 3,7 mld zł za NIS2, 72–240 mln zł za CSRD, 19 dni przestoju. Po drugiej: możliwość oszacowania i konwersji tych kosztów w wartość – w środowisku pomiaru.

Piaskownica AI jest tym środowiskiem. Bez kontrolowanego testowania nie da się oddzielić innowacji obniżającej koszty od innowacji, która je generuje. Bez tego ESG to pusty raport – kosztowny, ale bez wartości.

O sile polskiego systemu zdrowia zdecyduje zdolność do mierzalnego wdrażania innowacji. To test dojrzałości – regulatora, NFZ, federacji szpitali i każdej placówki.

KLUCZOWE FAKTY W ZŁOTYCH

  • 39 mln zł (9,8 mln USD) – średni koszt naruszenia danych w zdrowiu (2024). Prognoza 2026: >48 mln zł
  • 4,6 mln zł – średni koszt NIS2 per szpital w Polsce (5 lat). Łącznie: 3,7 mld zł
  • 028 incydentów cyber w polskim zdrowiu (2024); 946 do VIII.2025
  • 72% polskich placówek nie ma zespołu cyber. 60% nie monitoruje podatności.
  • 72–240 mln zł – koszt zgodności z CSRD dla dużych organizacji
  • 19 dni – średni przestój szpitala po ransomware na świecie
  • AI Act wymaga krajowych piaskownic regulacyjnych – środowisk pomiaru kosztów i ryzyka

Obecny zarząd Fabrity z mandatem na kolejną kadencję

Prezes Tomasz Burczyński oraz Wiceprezes Rafał Graboś będą kierować Grupą Fabrity kolejną kadencję, która rozpocznie się 1 stycznia 2027 roku i potrwa do 31 grudnia 2029 roku.

Rada Nadzorcza pozytywnie ocenia pracę dotychczasowego Zarządu i jego wizję budowania wartości dla akcjonariuszy, dlatego też powierza mu kontynuację misji w kolejnych latach. Uchwała o powołaniu Zarządu została podjęta z wyprzedzeniem czasowym, aby podkreślić stabilność działania Grupy Fabrity, która jest wiarygodnym partnerem dla klientów biznesowych, w tym dużych korporacji czy też dla instytucji państwowych i unijnychmówi Grzegorz Stulgis, Przewodniczący Rady Nadzorczej Fabrity S.A.

Prezes Tomasz Burczyński jest związany z Grupą Fabrity (wówczas K2) od 23 lat, a w roku 2009 współtworzył segment software i rozpoczął zarządzanie nim (spółka Fabrity). Wszedł w skład Zarządu spółki holdingowej w roku 2022, a rok później objął funkcję Prezesa. Tomasz Burczyński to absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie ukończył studia na kierunku Metody Ilościowe i Systemy Informatyczne, związany również z Katedrą Ekonometrii, gdzie zajmował się metodami wspomagania decyzji i sztuczną inteligencją oraz z Katedrą Informatyki Gospodarczej, gdzie pracował jako wykładowca. Prezes Burczyński to przedsiębiorca i menedżer z powołania, informatyk z zamiłowania, pasjonat nowych technologii i ich wpływu na biznes. W świecie IT pracował w wielu rolach, począwszy od programisty, konsultanta i analityka, skończywszy na kierowniku projektu, rolach w obsłudze klienta i rozwoju biznesu. Zaangażowany merytorycznie w wiele projektów informatycznych realizowanych dla dużych polskich i międzynarodowych firm, ekspert w dziedzinie nowoczesnej sprzedaży i marketingu B2B.

Wiceprezes Rafał Graboś związany jest z Grupą Fabrity od 20 lat. Rozpoczął karierę od stanowiska analityka IT w projektach dla klientów z branży finansowej i farmaceutycznej, sukcesywnie obejmując role menedżerskie. Dodatkowo wspierał działania zespołu sprzedaży od strony koncepcyjnej i rozwiązaniowej. W latach 2020-2025 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu Fabrity sp. z o.o. odpowiedzialnego za utrzymanie i rozwój biznesu u aktualnych klientów spółki, realizację planów sprzedaży i rentowności we współpracy z zespołem Delivery Managerów oraz doradztwo strategiczne w projektach dla kluczowych klientów. Od czerwca 2024 r. pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu spółki holdingowej Fabrity S.A. Jest absolwentem Universität Leipzig ze stopniem doktorskim Wydziału Informatyki i Matematyki na kierunku Sztuczna Inteligencja, autorem kilku publikacji naukowych, visiting reasearcher na Université de Toulouse, byłym wykładowcą Wojskowej Akademii Technicznej.

Sztuczna inteligencja wymaga nowego sposobu zarządzania firmą

Już ponad dwie trzecie badanych firm przyznaje, że skuteczne i szybkie wprowadzanie AI do organizacji wymaga strategicznego i merytorycznego wsparcia ze strony kadry zarządzającej – wynika z raportu Capgemini The multi-year AI advantage. Oznacza to również, że proces wdrażania sztucznej inteligencji do biznesu nie jest wyłączną domeną działów IT. Kluczowa jest synergia różnych kompetencji organizacyjnych – od IT przez dział prawny i ds. zgodności, po finanse i HR – pod ścisłym nadzorem zarządu.

W wielu firmach sztuczna inteligencja ma potencjał aby stanowić nie tylko wsparcie dla poszczególnych działów. Może wpływać też na sposób podejmowania decyzji przez najwyższe kierownictwo firmy, organizację pracy, produktywność czy relacje z klientami. Oznacza to, że AI przestaje być jedynie kwestią wyboru odpowiedniego systemu, modelu czy infrastruktury, a staje się elementem strategii biznesowej i czynnikiem, który może decydować o konkurencyjności firmy w kolejnych latach.

– Do tej pory wdrażaniem nowych technologii zajmowały się przede wszystkim działy IT, ponieważ to one odpowiadały za infrastrukturę, bezpieczeństwo, integrację systemów i aspekty techniczne. W przypadku AI takie podejście jest jednak niewystarczające. Sztuczna inteligencja nie tylko automatyzuje wybrane procesy, lecz także zmienia sposób, w jaki organizacja analizuje dane, podejmuje decyzje, zarządza ryzykiem i tworzy wartość biznesową. Jej wdrożenie wymaga więc nie tylko kompetencji technologicznych, ale również jasnej wizji, strategicznych priorytetów, zaangażowania kadry zarządzającej oraz odpowiedzialnego nadzoru – komentuje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Od narzędzia do sposobu myślenia

Najważniejszym czynnikiem przyspieszającym upowszechnienie się sztucznej inteligencji nie jest sama technologia, ale właściwe przywództwo. Ostatnie badania Capgemini wskazują, że 67% organizacji wskazuje silne wsparcie i jasną wizję kadry zarządzającej jako najskuteczniejszy sposób przyspieszenia wdrażania AI. To sygnał, że firmy, które chcą wyjść poza etap eksperymentów i pojedynczych programów pilotażowych, potrzebują nie tylko narzędzi, modeli i infrastruktury, ale przede wszystkim strategicznego kierunku wyznaczonego na najwyższym szczeblu zarządzania.

W praktyce oznacza to konieczność przesunięcia punktu ciężkości z pytania „kto wdraża technologię” na „kto odpowiada za jej wpływ na firmę”. Eksperci Capgemini Invent zwracają uwagę, że przewagę dzięki AI osiąga się w perspektywie wieloletniej, a nie poprzez realizację pojedynczych projektów. Takie podejście wymaga konsekwencji, wspólnego języka między działami IT a biznesem oraz przywództwa, które potrafi odpowiedzialnie wcielać w życie ambitne plany. Wymaga również adopcji narzędzi przez wszystkich pracowników firmy.

Modele zarządzania AI w firmie

Skuteczne wdrożenie AI nie kończy się jednak na decyzji zarządu ani na zakupie dostępu do narzędzi AI. Kolejnym warunkiem jest stworzenie modelu zarządzania, który łączy różne obszary działalności firmy i jasno określa podział kompetencji. Dane z raportu Capgemini 2026 pokazują, że firmy za kluczowe dla upowszechnienia AI uznają nie tylko odpowiednie podejście kadry zarządzającej, lecz także współpracę z podmiotami zewnętrznymi (na co wskazuje 59% organizacji). Istotne są również jasne ramy nadzoru i zasady etyczne (53%) oraz skalowalna infrastruktura danych (51%).

Ten zestaw czynników dobrze pokazuje, dlaczego AI nie mieści się w tradycyjnym podziale na „biznes” i „IT”. Sztuczna inteligencja wymaga infrastruktury, ale także nowego podejścia do zarządzania danymi, kompetencji, zgodności regulacyjnej, kontroli ryzyka, zmiany procesów i mierzenia efektów biznesowych. W praktyce oznacza to jasno podzielone role w organizacji: dział IT odpowiada za architekturę technologiczną, integrację systemów, cyberbezpieczeństwo i stabilność wdrożeń. Działy prawne i compliance odpowiadają za ocenę zgodności z przepisami, bezpieczeństwo, przejrzystość oraz etyczne konsekwencje użycia AI. Pion finansowy wspiera ocenę zwrotu z inwestycji i weryfikuje rentowność projektów. Dział HR odpowiada za przygotowanie pracowników do zmiany poprzez rozwój kompetencji, szkolenia, nowe modele pracy i łagodzenie obaw zespołu. Menedżerowie wskazują natomiast konkretne problemy, które AI ma rozwiązać, oraz określać oczekiwane efekty – od skrócenia czasu obsługi klienta, przez wzrost produktywności, po poprawę jakości podejmowanych decyzji.

Wdrożenie AI wymaga modelu nadzoru, który ma charakter przekrojowy i obejmuje całą organizację. Jednocześnie procesem tym powinien zarządzać jeden główny decydent, którym w tym przypadku jest zarząd. To na tym najwyższym szczeblu muszą paść odpowiedzi na pytania wykraczające poza kompetencje pojedynczego działu: gdzie AI ma największy potencjał, jaką wartość ma przynieść, jakie ryzyko firma jest w stanie zaakceptować i jak zapewnić jej odpowiedzialny rozwój.

Wdrożenie, które niesie odpowiedzialność

Autorzy raportu zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – jednym z najważniejszych skutków upowszechnienia się AI jest zmiana charakteru pracy wykonywanej przez ludzi. Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera menedżerów, specjalistów i zespoły operacyjne w analizie informacji, przygotowywaniu rekomendacji, prognozowaniu, obsłudze klientów, tworzeniu treści czy automatyzacji powtarzalnych zadań. W efekcie wpływa nie tylko na procesy, ale także na decyzje podejmowane codziennie w organizacji.

Według danych Capgemini 66% organizacji odnotowuje realną poprawę produktywności i jakości decyzji dzięki współpracy człowieka z AI. To ważny sygnał dla kadry zarządzającej: największy potencjał sztucznej inteligencji nie polega jedynie na zastępowaniu pracy człowieka, ale na rozszerzaniu jego możliwości.

– Taki wpływ na organizację wymaga jednak odpowiedzialnego przywództwa. Jeśli AI zacznie współdecydować o działaniach sprzedażowych, ocenie ryzyka, priorytetach w obsłudze klienta czy optymalizacji procesów, firma musi jasno określić, gdzie kończy się rola algorytmu, a gdzie zaczyna się odpowiedzialność człowieka. Niezbędne jest wypracowanie zasad dotyczących kontroli, przejrzystości, interpretacji wyników oraz podejmowania decyzji w sytuacjach, w których wskazania algorytmów mogą mieć istotne konsekwencje biznesowe lub społeczne – mówi Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Nie mniej ważny jest wymiar kulturowy. Pracownicy muszą rozumieć, jak korzystać z narzędzi AI, kiedy im ufać, kiedy je weryfikować i jak łączyć ich potencjał z własnym doświadczeniem. Oznacza to konieczność inwestowania w szkolenia, rozwój kompetencji, modyfikację procesów oraz budowanie zaufania do nowych metod pracy. W przeciwnym razie sztuczna inteligencja zamiast stanowić wsparcie w poprawie efektywności i jakości podejmowanych decyzji, może być postrzegana jako narzędzie kontroli albo zagrożenie dla miejsc pracy.

Ocena skuteczności

Jak zatem zmierzyć sukces wdrożenia i sprawdzić, czy AI faktycznie poprawia wyniki firmy – zwiększa efektywność, przyspiesza podejmowanie decyzji, obniża koszty, wzmacnia relacje z klientami albo generuje nowe źródła przychodów?

Dane Capgemini pokazują, że organizacje coraz częściej patrzą na AI właśnie przez pryzmat wymiernych korzyści. 73% firm wskazuje, że głównymi miernikami sukcesu strategii są wskaźnik zwrotu z inwestycji (ROI) oraz wartość biznesowa płynąca z inicjatyw AI. Jednocześnie 68% organizacji mierzy liczbę wdrożonych lub rozwijanych scenariuszy użycia, a kolejne 68% analizuje potencjalny wzrost przychodów wynikający z zastosowania AI.

– Taki sposób oceny przesuwa odpowiedzialność za AI w stronę działów biznesowych, finansowych i strategicznych. Jeśli kluczowymi wskaźnikami efektywności (KPI) są zwrot z inwestycji, przychody i skala wykorzystania, to nie można rozliczać z nich wyłącznie działu technologii. Pion IT może zapewnić sprawność systemów, bezpieczeństwo, integrację i dostęp do infrastruktury, ale nie powinien samodzielnie odpowiadać za końcowy wynik biznesowy. O tym, gdzie AI ma największy potencjał, muszą decydować ci, którzy odpowiadają za wyniki, relacje z klientami, procesy i alokację kapitału – dodaje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Sztuczna inteligencja nie jest już (i nie może być) jedynie dodatkiem do systemów IT ani eksperymentem prowadzonym na marginesie działalności firmy. Dlatego pytanie o odpowiedzialność za AI jest w rzeczywistości pytaniem o to, kto odpowiada za przyszły model działania przedsiębiorstwa.

Najskuteczniejszy model wdrażania AI nie polega więc na przeniesieniu odpowiedzialności z działu IT na stronę biznesową, ale na stworzeniu wspólnego mechanizmu nadzoru, w którym każdy obszar ma jasno określoną rolę. Pion IT pozostaje kluczowy, ale nie może być jedyną komórką w organizacji odpowiedzialną za wdrażanie rozwiązań. AI buduje wartość, ale i niesie ze sobą ryzyko dla całej organizacji, dlatego zarządzanie nią musi obejmować wszystkie działy na czele z zarządem.

Univio przechodzi kolejny etap transformacji po inwestycji Value4Capital

Univio konsekwentnie realizuje plan transformacji przygotowany wspólnie z funduszem Value4Capital. W kolejnym etapie firma wzmocniła strukturę zarządzania i na przełomie I i II kwartału powołała dziewięcioosobowy zespół strategiczny. Tworzą go obecni członkowie zarządu: Grzegorz Kuczyński – Chief Executive Officer; Grzegorz Rudno-Rudziński – Chief Growth Officer; Marek Lose – Chief Financial Officer oraz menedżerowie odpowiedzialni za kluczowe obszary działalności, którzy objęli role C-level. W efekcie do teamu dołączyli: Paweł Peryga – Chief Technology Officer; Tomasz Gutkowski – Chief Commercial Officer; Tomasz Konarski – Chief Delivery Officer; Patrycja Maćkowska – Chief Accounting Officer; Daniel Majchrzak – Chief Operations Officer; Marta Jarosik – Chief People Officer. W ramach realizowanej sukcesji docelowa struktura zarządcza firmy zakłada zatrudnienie zewnętrznego menedżera na stanowisko CFO.

Wyższy poziom zarządzania

Nowy zespół już dziś współodpowiada za najważniejsze decyzje w firmie – od strategii, przez kierunki inwestycji, po nadzór nad realizacją celów biznesowych. Uporządkowanie ich ról na poziomie C-level upraszcza proces podejmowania decyzji i wzmacnia pozycję w relacjach z partnerami biznesowymi.

Zmiana oznacza odejście od modelu opartego głównie na założycielach na rzecz bardziej rozproszonego i elastycznego zarządzania, które umożliwia sprawne procesowanie projektów w wybranych obszarach biznesowych. Jest to szczególnie ważne w świecie, w którym technologie – w tym AI – rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek, a biznes wymaga szybkich decyzji. Dlatego Univio jako firma technologiczna realizująca kompleksowe projekty transformacji cyfrowej dokonała rewizji modelu zarządzania i sposobu podejmowania strategicznych decyzji.

– Univio rozwija zespół zdolny do kształtowania organizacji “antykruchej” czyli nie tylko adaptującej się do zmian, ale także potrafiącej je wykorzystywać jako źródło przewagi konkurencyjnej. W obecnych realiach wygrywanie na zmienności rynku, dzięki doświadczonemu zespołowi – staje się jednym z kluczowych czynników sukcesu. – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, CGO Univio.

Oferta napędzana możliwościami AI

Jednocześnie udoskonalanie oferty pozostaje głównym czynnikiem zmian w strukturze organizacyjnej spółki. To właśnie kierunek rozwoju usług decyduje o tym, jakie kompetencje są potrzebne w zespole zarządzającym. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że ta technologia znalazła się w centrum strategii Univio. Firma koncentruje się dziś na dwóch głównych wyzwaniach swoich klientów. Z jednej strony to presja innowacyjności i wdrażanie inwestycji w nowe technologie, z drugiej – presja efektywności operacyjnej związana z lepszym wykorzystaniem zasobów. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania i konieczność połączenia kompetencji technologicznych wraz ze zrozumieniem biznesu – w Univio powstała nowa rola. Do zespołu C-level jako Chief Technology Officer dołączył Paweł Peryga.

– Przytłoczenie dynamiką zmian w technologii i biznesie, sprawia, że klienci potrzebują nawigowania w tej złożonej rzeczywistości. Oczekują sprawnych rozwiązań i trafnych decyzji, które pozwolą im się rozwijać i adresować wyzwania efektywnie. Gdy technologia szybko staje się powszechna, przewaga z jej adopcji równie szybko znika. Firmy działające wyłącznie reaktywnie zawsze będą o krok za tymi, które budują przewagę z wyprzedzeniem. – mówi Paweł Peryga, CTO Univio. – Jak dodaje: Przywództwo technologiczne nie polega na wdrażaniu wszystkiego, co nowe, ani na podążaniu za każdym trendem – lecz na świadomym wyborze kierunków i odwadze inwestowania zanim rozwiązania staną się oczywiste. Dlatego wykorzystujemy nasze doświadczenie branżowe oraz zaktualizowaną o AI elastyczną ofertę, aby odpowiadać na zmienne potrzeby rynku i dostarczać nowy model współpracy.

Kierunek: Niemcy

Univio realizuje stopniowe przekazanie odpowiedzialności za realizację strategii firmy zespołowi menedżerskiemu wywodzącemu się z organizacji. Obejmuje to nie tylko formalne zmiany, ale też przejmowanie relacji z klientami i odpowiedzialności za rozwój biznesu. W najbliższych miesiącach firma skupi się na realizacji kluczowych celów biznesowych. Priorytety to rozwój działalności zagranicznej szczególnie na rynku niemieckim – oraz budowa skalowalnej i rentownej oferty dopasowanej do nowych realiów technologicznych. W ramach ekspansji zagranicznej do zespołu Univio w Niemczech dołączył Peter Makovitzky jako General Manager Europe. Ma ponad 25 lat doświadczenia w branży software i consultingu, a w przeszłości wspierał procesy technologiczne u takich gigantów jak: Bosch, Synlab, Continental, Scania, Wago, T-Mobile, Coca-Cola, Bayer, Mercedes-Benz czy Jaguar Land Rover. W regionie DACH będzie współpracował z Michaelem Sommerem, Managing Directorem Univio.

Banki z nowym kłopotem frankowym. Przedsiębiorcy coraz aktywniejsi w sądach

Nie tylko konsumenci mają kłopot z kredytami frankowymi. Przedsiębiorcy również coraz częściej stykają się z tym tematem. Klauzule abuzywne występują w umowach zawartych m.in. przez osoby prowadzące JDG, ale też spółki. Szacuje się, że tego typu sprawy stanowią nawet ok. 10-15% portfela wszystkich zobowiązań powiązanych z walutą obcą. Jednak pomiędzy tymi grupami jest zasadnicza różnica. Właściciele firm nie są objęci tak silną ochroną prawną jak konsumenci. Mimo to eksperci podkreślają, że z ich obserwacji wynika, iż przybywa spraw przeciwko bankom i prognozują dalszy wzrost. Do tego linia orzecznicza ewoluuje w kierunku coraz bardziej korzystnym dla przedsiębiorców, co może stanowić dodatkowy bodziec do wzrostu liczby pozwów.

Problem kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej dotyczy również przedsiębiorców, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż konsumentów, co podkreśla dr Wanesa Choptiany-Mańka z Uniwersytetu WSB Merito. Ekspertka zaznacza, że większość takich zobowiązań była bowiem zaciągana w celu finansowania potrzeb mieszkaniowych. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy w ogóle nie korzystali z tego typu ofert.

– Mówimy o właścicielach firm, którzy zaciągnęli zobowiązania finansowe związane z ich działalnością gospodarczą w latach 2004-2011. Im również proponowano tego rodzaju umowy, prezentując je jako bezpieczne i atrakcyjne rozwiązanie. Możliwe jest ich zakwestionowanie, ale na nieco innych podstawach niż w przypadku tych zawartych przez konsumentów. Najczęściej ww. kredyty były zawierane przez osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, jednak wśród tej grupy często trafiają się również spółki – komentuje adwokat Milena Mocarska z kancelarii MBM Legal.

Szacuje się, że kredyty przedsiębiorców stanowią około 10-15% portfela wszystkich tego typu zobowiązań powiązanych z walutą obcą, o czym informuje dr hab. Dariusz Kowalski, prof. Uniwersytetu SWPS. Ekspert dodaje, że duża część tzw. umów frankowych zawierała klauzule abuzywne. Przedsiębiorcy mogą dochodzić swoich roszczeń, ale na tzw. zasadach ogólnych. Zatem muszą wykazać niezgodność np. z przepisami kodeksu cywilnego, co jest trudniejsze. Oni nie dysponują tak szerokim zakresem narzędzi prawnych jak konsumenci. Ci ostatni są w obrocie prawnym chronieni w sposób szczególny z uwagi na dysproporcję w pozycji kontraktowej. Przekłada się ona np. na dostęp do informacji.

– Kluczowa różnica polega na tym, że konsumenci objęci są silną, wyspecjalizowaną ochroną prawną, podczas gdy przedsiębiorcy są traktowani jako podmioty profesjonalne, świadome ryzyk związanych z zawieranymi umowami. W konsekwencji mają oni ograniczony dostęp do instrumentów ochronnych, co utrudnia im skuteczne kwestionowanie umów. Mimo to w praktyce coraz częściej podejmują próby ich podważania, odwołując się do ogólnych zasad prawa cywilnego – analizuje dr Choptiany-Mańka.

Z kolei mec. Mocarska zaznacza, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wystąpienie z roszczeniami przeciwko bankom w związku z kredytami waloryzowanymi do walut obcych. Jak twierdzi ekspertka z MBM Legal, wiele spraw jest wciąż w toku, jednakże przeważnie zmierzają one w kierunku rozstrzygnięcia korzystnego dla kredytobiorcy. Świadczy o tym chociażby postawa sądów tuż po złożeniu pozwu. Wówczas często wydają postanowienia o zabezpieczeniu roszczeń poprzez zawieszenie obowiązku spłaty rat kredytu na czas trwania postępowania.

– Prawo nie jest zerojedynkowe i powstają pewne wątpliwości w sprawach na pograniczu, np. w sytuacji gdy przedsiębiorca będący osobą fizyczną zwiera umowę zwierającą klauzule abuzywne, ale nie w 100% w ramach swojej profesjonalnej działalności. Sądy nie stosują tu automatyzmu. W sytuacjach takich zawsze każdy przypadek trzeba badać indywidualnie – wyjaśnia dr hab. Kowalski.

Natomiast ekspertka z WSB Merito zwraca uwagę na ostatnie głośne wyroki TSUE w zakresie tzw. spraw frankowych. Co do zasady te orzeczenia nie mają formalnie bezpośredniego zastosowania do przedsiębiorców, opierają się na przepisach prawnych chroniących wyłącznie konsumentów. Mają za to znaczenie pośrednie, wyznaczają ogólne standardy przejrzystości postanowień w umowach kredytowych oraz konieczności zachowania równowagi kontraktowej. Ponadto wyraźnie podkreślają zakaz stosowania mechanizmów pozwalających na jednostronne, dowolne kształtowanie świadczenia. Na takie standardy przedsiębiorcy mogą z powodzeniem powoływać się w swoich sprawach.

– W pewnym sensie przełomowa dla przedsiębiorców z perspektywy czasu okazała się uchwała Sądu Najwyższego z 28 kwietnia 2022 roku w sprawie o sygn. III CZP 40/22. Przesądzono w niej nieważność umów kredytowych waloryzowanych do walut obcych. Ta uchwała pozwala na skuteczne podnoszenie w procesach sądowych, że nie tylko abuzywność postanowień umów kredytów frankowych zawartych przez konsumenta może być podstawą uznania takich umów za nieważne – stwierdza mec. Milena Mocarska.

Zdaniem dr Choptiany-Mańki, linia orzecznicza w sprawach przedsiębiorców ewoluuje w kierunku jeszcze bardziej korzystnym dla tej grupy kredytobiorców. Sądy coraz częściej dopuszczają możliwość kwestionowania umów także poza reżimem ochrony konsumenckiej. Według ekspertki, szczególne znaczenie ma wyrok Sądu Najwyższego z 12 września 2025 roku (II CSKP 643/25). Potwierdzono w nim możliwość unieważnienia całej umowy kredytu frankowego zawartej przez przedsiębiorcę, a nie tylko konkretnych postanowień odnoszących się do waluty obcej, np. dowolności w ustalaniu kursu walut przez kredytodawców. Orzeczenie to potwierdziło trend, w którym przedsiębiorcy zyskują realne narzędzia do podważania ważności takich umów kredytowych.

– W mojej ocenie należy spodziewać się wzrostu liczby spraw, ponieważ kolejne korzystne wyroki motywują przedsiębiorców do podjęcia kroków prawnych. Będzie on zapewne stopniowy, ponieważ linia orzecznicza dopiero się kształtuje. Nowe korzystne orzeczenia sądów mogą powodować sukcesywny zwrot zainteresowania zainicjowaniem postępowań przez kolejnych przedsiębiorców – dodaje ekspertka z kancelarii MBM Legal.

Dr Wanesa Choptiany-Mańka również spodziewa się wzrostu liczby spraw z udziałem przedsiębiorców, którzy dopiero zaczynają aktywnie dochodzić swoich roszczeń. W opinii ekspertki z WSB Merito, jednym z kluczowych czynników jest ugruntowanie się korzystnej linii orzeczniczej, obejmującej już nie tylko konsumentów. To zachęca przedsiębiorców do występowania na drogę sądową oraz zwiększa ich świadomość prawną jako kredytobiorców.

Odszkodowania pod przyszłe lotnisko Port Polska. Wojewoda wydał już decyzje na ponad 164 mln zł

Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie prowadzi postępowania odszkodowawcze dotyczące nieruchomości objętych decyzją lokalizacyjną dla przyszłego lotniska Port Polska. Na zlecenie urzędu, niezależni rzeczoznawcy majątkowi opracowali wyceny wszystkich nieruchomości. Następnie operaty szacunkowe przekazano do wszystkich osób posiadających tytuł prawny do nieruchomości. Proces odszkodowawczy dotyczy działek zabudowanych i niezabudowanych. Działki, na których znajdują się budynki mieszkalne stanowią 8 % wszystkich działek.PORT POLSKA

Proces odszkodowawczy przy inwestycji Port Polska jest największym od lat tego rodzaju procesem realizowanym przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie. Dotyczy on 887 działek, w tym 75 działek zabudowanych budynkami mieszkalnymi. Punktem wyjścia było zlecenie sporządzenia operatów szacunkowych, czyli wycen nieruchomości przez niezależnych rzeczoznawców majątkowych. Dla wszystkich działek sporządzono 543 operaty szacunkowe, które zostały wysłane do osób posiadających udokumentowane prawo do nieruchomości (własność lub użytkowanie wieczyste), a także spółki Centralny Port Komunikacyjny. Co ważne, operat nie jest jeszcze decyzją o odszkodowaniu.

Po otrzymaniu operatu szacunkowego właściciel ma prawo odnieść się do zaproponowanej wyceny. Takie samo prawo przysługuje spółce realizującej inwestycję. Ewentualne zastrzeżenia są następnie analizowane. Dopiero po analizie całości sprawy Wojewoda Mazowiecki wydaje decyzję odszkodowawczą. Na podstawie tej decyzji właściciel nieruchomości może wnioskować o wypłatę zaliczki w wysokości 85 % odszkodowania. Osoba z tytułem prawnym do nieruchomości dalej ma prawo do dochodzenia większego odszkodowania w ścieżce odwoławczej od decyzji wojewody.

Wydanie decyzji o wysokości odszkodowania jest kilkuetapowym, transparentnym procesem, prowadzonym z poszanowaniem prawa do aktywnego udziału właścicieli w postępowaniu. Decyzję poprzedza zapoznanie się stron z operatem szacunkowym, możliwość składania uwag, analiza uwag przez rzeczoznawcę, a także ewentualnie wykonanie operatu zamiennego. Dopiero zakończenie procesu składania uwag do operatu umożliwia wydanie decyzji odszkodowawczej.

Wojewoda Mazowiecki wydał dotychczas 210 decyzji odszkodowawczych na łączną kwotę ponad 164 mln zł. Na dzień 18 maja proces wydawania decyzji o odszkodowanie lub umorzenie zrealizowany jest na poziomie 43,21 %.

Dla wielu operatów szacunkowych nie minął jeszcze czas na zgłoszenie ewentualnych zastrzeżeń. Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie będzie sukcesywnie wydawał decyzje odszkodowawcze w sprawach, w których dobiegł końca termin na odniesienie do operatów i analiza zastrzeżeń. Priorytetowo traktowane są sprawy dotyczące nieruchomości zabudowanych oraz te, które mają bezpośrednie znaczenie dla sytuacji życiowej mieszkańców.

Jednocześnie informujemy, że właściciele mają zagwarantowane prawo do korzystania z nieruchomości jeszcze przez 120 dni od ostateczności decyzji lokalizacyjnej dla inwestycji.

Krakowski rynek biurowy pod presją niższego popytu, ale bez wzrostu pustostanów

Krakowski rynek biurowy utrzymał stabilne fundamenty w I kwartale 2026 roku, pomimo wyraźnego spadku aktywności najemców po rekordowym 2025 roku. Stabilny poziom pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz rosnący udział nowych umów i ekspansji potwierdzają odporność największego regionalnego rynku biurowego w Polsce.

Zasoby biurowe Krakowa wynoszą 1,85 mln mkw., co odpowiada około 14% całkowitej powierzchni biurowej w Polsce. W I kwartale 2026 roku zarówno wskaźnik pustostanów, jak i czynsze wywoławcze pozostały stabilne, mimo niższego wolumenu najmu.

Niska nowa podaż ogranicza dostępność nowoczesnych biur w Krakowie

Aktywność deweloperska w Krakowie, podobnie jak na większości regionalnych rynków biurowych w Polsce, pozostaje bardzo ograniczona. W I kwartale 2026 roku ukończono jedynie jeden projekt – Fabryczna Office Park B7 o powierzchni około 8 000 mkw..

Obecnie w budowie znajduje się około 50 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego ponad połowa ma zostać oddana jeszcze w tym roku. Największym realizowanym projektem pozostaje Tischnera Green Park (24 000 mkw.), którego ukończenie planowane jest na koniec 2027 roku.

„Krakowski rynek biurowy funkcjonuje obecnie w warunkach bardzo ograniczonej nowej podaży. Niska aktywność deweloperska będzie w kolejnych kwartałach wspierać stabilizację rynku oraz stopniowe ograniczanie dostępności nowoczesnej powierzchni,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Nowe umowy dominują w strukturze popytu

W I kwartale 2026 roku wynajęto w Krakowie niespełna 17 000 mkw. powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 66% rok do roku po bardzo mocnym poprzednim roku. Mimo niższego wolumenu struktura popytu pozostaje pozytywnym sygnałem dla rynku.

Nowe umowy odpowiadały za 60% całkowitego wolumenu najmu, a udział ekspansji wzrósł do 12%. Wskazuje to na większą gotowość firm do podejmowania nowych decyzji dotyczących powierzchni biurowej oraz dalszego rozwoju działalności w Krakowie.

Rynek najmu nadal napędzają przede wszystkim firmy z sektora usług dla biznesu (21%) oraz branży IT (17%), jednak w pierwszym kwartale istotną rolę odegrał również sektor produkcyjny, który odpowiadał za niemal jedną trzecią podpisanych umów (32%).

„Pomimo chwilowego spowolnienia aktywności najemców obserwujemy rosnący udział nowych umów i ekspansji, co potwierdza, że firmy nadal postrzegają Kraków jako atrakcyjną lokalizację do rozwoju biznesu,” – dodaje Monika Sułdecka-Karaś, partner, dyrektor regionalna w Knight Frank.

Pustostany w centrum Krakowa pozostają wyraźnie niższe

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów w Krakowie wyniósł 18,4% i pozostał praktycznie niezmieniony względem poprzedniego kwartału. Stabilizacja poziomu pustostanów wynikała m.in. z rosnącego udziału rozszerzeń oraz ograniczonej nowej podaży.

Rynek pozostaje jednak wyraźnie spolaryzowany. Najlepszą sytuację obserwuje się w centralnych lokalizacjach, gdzie poziom pustostanów wynosi jedynie 9,8%.

W perspektywie kolejnych kwartałów niska aktywność deweloperska oraz utrzymujący się udział nowych umów i ekspansji powinny sprzyjać dalszej stabilizacji rynku.

Czynsze biurowe w Krakowie utrzymują stabilny poziom

W I kwartale 2026 roku czynsze wywoławcze w nowoczesnych biurowcach w Krakowie pozostawały stabilne i najczęściej mieściły się w przedziale od 10 do 18 EUR/mkw./miesiąc. W najbardziej prestiżowych projektach stawki przekraczały górną granicę tego zakresu.

Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne, które wynosiły od 16 do 29 PLN/mkw./miesiąc, w zależności od standardu budynku i zakresu oferowanych usług.

Fabrity proponuje 2,5 zł dywidendy za 2025 rok

Około 10% może wynieść stopa dywidendy technologicznej Grupy Fabrity [GPW: FAB]. Wniosek Zarządu w tej sprawie został już pozytywnie zaopiniowany przez Radę Nadzorczą, a finalne decyzje co do dywidendy podejmie w czerwcu Walne Zgromadzenie.

Propozycja Zarządu Fabrity oznacza łącznie blisko 7 mln zł dywidendy i wpisuje się w długoterminową politykę dywidendową spółki.

Nasza działalność operacyjna generuje gotówkę i nie wymaga istotnych nakładów inwestycyjnych, dzięki czemu możemy wypłacać naszym akcjonariuszom relatywnie wysokie dywidendy nawet za okres gorszej koniunktury, jaką obserwowaliśmy w zeszłym roku. W roku 2026 zamierzamy powrócić na ścieżkę biznesowego wzrostu i kontynuować zdywersyfikowany rozwój, co w mojej ocenie jest dodatkową korzystną informacją dla inwestorów wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Fabrity z możliwą dywidendą 2,50 zł znalazłaby się w gronie spółek z GPW o najwyższej stopie dywidendy, biorąc pod uwagę wartość tego wskaźnika około 10% na bazie kursy akcji sprzed publikacji raportu na temat rekomendacji Zarządu co do dywidendy za rok 2025. Za poprzednie cztery lata obrotowe Fabrity wypłaciła aż 19,95 zł dywidend na akcję oraz przeprowadziła skup akcji własnych o wartości 7,7 mln zł, co jednak było tylko w części efektem powtarzalnego biznesu (sprzedaż spółek spoza core-businessu oraz zwrot CIT).

Firmy mają strategie AI, ale rzadko widzą zwrot z inwestycji. Nowy raport KPMG pokazuje skalę problemu

Niemal wszystkie badane przez KPMG organizacje na świecie posiadają już strategię AI, a ponad dwie trzecie deklaruje, że sztuczna inteligencja dostarcza mierzalną wartość biznesową. Jednocześnie jedynie 8% firm osiągnęło realny zwrot z inwestycji, a zaledwie 11% można uznać za liderów AI zdolnych do skutecznego skalowania tej technologii w całej organizacji. Z raportu KPMG International „Global AI Pulse Q1 2026” wynika, że największym wyzwaniem nie jest już dostęp do narzędzi AI, lecz integracja technologii z procesami biznesowymi, strukturą organizacyjną i sposobem podejmowania decyzji. Polska nie jest wyjątkiem od tej tendencji – eksperci KPMG obserwują ten sam schemat u rodzimych klientów.

Raport „Global AI Pulse Q1 2026” inauguruje cykliczne badanie KPMG International mierzące poziom dojrzałości organizacji w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji. Analiza pokazuje podział między organizacjami, które potrafią przełożyć inwestycje w AI na trwałą wartość biznesową, a firmami, które mimo rosnących budżetów nadal nie osiągają skalowalnych efektów.

Skala wdrożeń nie gwarantuje sukcesu

Z badania KPMG wynika, że niemal cztery na dziesięć organizacji znajduje się już na etapie szerokiego wdrażania AI, jednak większość z nich nadal nie osiąga wymiernych rezultatów biznesowych. Problemem nie jest brak ambicji ani ograniczony dostęp do technologii, lecz sposób wdrażania AI.

Firmy najczęściej nakładają nowe rozwiązania na istniejące struktury organizacyjne, zamiast modyfikować model operacyjny. Tymczasem firmy uznane za liderów AI koncentrują się na budowie zintegrowanych systemów, które łączą dane, procesy i decyzje w skali całego przedsiębiorstwa.Global AI Pulse Q1 2026

Dane z raportu „Global AI Pulse Q1 2026” pokazują, że liczba pilotaży nie jest miarą sukcesu. W Polsce obserwujemy szybki wzrost zainteresowania AI – firmy intensywnie eksperymentują z generatywną AI, automatyzacją procesów i asystentami językowymi. Wiele z tych inicjatyw przynosi bardzo dobre wyniki na poziomie pojedynczych procesów. Wyzwanie pojawia się jednak w momencie skalowania.

W praktyce doradczej widać ten sam schemat, który raport identyfikuje globalnie: sztuczna inteligencja jest dokładana do istniejących struktur, zamiast prowadzić do ich przebudowy. Organizacje próbują wykorzystywać AI, by robić to samo, co dotychczas, tylko szybciej i taniej. Tymczasem realna wartość pojawia się jako rezultat przeprojektowania sposobu podejmowania decyzji, lepszej koordynacji procesów między działami oraz budowy modelu pracy opartego na współpracy ludzi i AI. To wymaga zmian w obszarach takich jak governance, systemy motywacyjne czy podział odpowiedzialności – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Governance i bezpieczeństwo stają się warunkiem skalowania AI

Raport KPMG pokazuje również, że trzy czwarte badanych menedżerów wskazuje kwestie bezpieczeństwa i ryzyka jako jedne z głównych barier dalszego rozwoju AI. Najczęściej wymieniane wyzwania dotyczą ochrony prywatności danych i cyberbezpieczeństwa (po 42% wskazań), jakości danych (34%) oraz niepewności regulacyjnej (31%).

Organizacje osiągające najwyższą dojrzałość AI traktują jednak governance nie jako element ograniczający innowacje, lecz jako fundament umożliwiający skalowanie technologii. Firmy, które integrują zarządzanie ryzykiem bezpośrednio z architekturą systemów AI, szybciej osiągają kontrolę nad wdrożeniami i lepiej wykorzystują potencjał nowych rozwiązań.

Polskie firmy mają solidne fundamenty: silne kompetencje technologiczne i pragmatyczne podejście do inwestycji. Dodatkowo rosnąca presja regulacyjna w Unii Europejskiej – w szczególności AI Act oraz regulacje takie jak DORA w sektorze finansowym – wymusza budowę governance równolegle z wdrożeniami. Jak pokazuje raport, tworzenie struktur governance pozwala jasno określić zasady odpowiedzialności, kontroli i nadzoru, a tym samym wspiera efektywne skalowanie AI. Największym wyzwaniem pozostaje jednak fragmentaryczność danych oraz starsze, często rozproszone systemy IT, które utrudniają skalowanie AI w całej organizacji.

Kluczowa rekomendacja jest prosta sukces AI należy mierzyć wpływem na wyniki biznesowe, a nie liczbą wdrożonych narzędzi. Równie istotne jest zrozumienie, że governance i kompetencje pracowników są fundamentem, nie dodatkiem. To właśnie te obszary zadecydują o trwałej przewadze konkurencyjnej – dodaje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Kompetencje pracowników pozostają najsłabszym ogniwem

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków płynących z raportu jest niski poziom gotowości pracowników do funkcjonowania w środowisku opartym na AI. Tylko 22% respondentów deklaruje wysoką pewność, że ich pracownicy są w stanie sprostać wymaganiom środowiska opartego na AI.

Jednocześnie firmy, które są przekonane o gotowości swoich zespołów, niemal czterokrotnie częściej osiągają mierzalne efekty biznesowe niż organizacje mające braki kompetencyjne.

Różne sektory, różne tempo dojrzewania AI

Najbardziej zaawansowanym sektorem pod względem wykorzystania AI pozostaje sektor TMT (Technologia, Media i Telekomunikacja). Organizacje z tego obszaru coraz częściej budują architektury AI-natywne, integrując systemy wieloagentowe z kluczowymi procesami biznesowymi.

Sektor finansowy rozwija AI bardziej ostrożnie ze względu na wysokie wymogi regulacyjne i compliance, koncentrując się na modelach governance wspierających wdrożenia. Handel i dobra konsumenckie skupiają się przede wszystkim na wykorzystaniu AI w sprzedaży, marketingu i zarządzaniu doświadczeniem klienta, natomiast sektor ochrony zdrowia mierzy się głównie z wyzwaniami dotyczącymi zaufania, odpowiedzialności i ryzyka klinicznego.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: Global AI Pulse Q1 2026

O raporcie:

„Global AI Pulse Q1 2026” to pierwsza edycja cyklicznego badania KPMG International poświęconego poziomowi zaawansowania wykorzystania sztucznej inteligencji w globalnym biznesie. Badanie realizowane jest kwartalnie i analizuje przejście organizacji od pojedynczych wdrożeń do skoordynowanego zarządzania AI na poziomie całego przedsiębiorstwa. Badanie przeprowadzono metodą ankiety online w okresie od 19 lutego do 17 marca 2026 r. Próba objęła 2110 członków kadry zarządzającej i menedżerów wyższego szczebla z organizacji o rocznych przychodach przekraczających 100 mln USD. Respondenci reprezentowali 20 krajów i osiem sektorów gospodarki, w tym technologię, usługi finansowe, produkcję, handel i dobra konsumenckie, ochronę zdrowia, energetykę oraz nieruchomości i budownictwo.

Gold Butter Index bije rekord. Gram złota wart ponad 100 kostek masła. Symboliczna bariera została przełamana

Ceny złota nie przestają zaskakiwać, a masło, choć nieco droższe niż w marcu,  pozostaje relatywnie tanie w porównaniu do szczytów inflacyjnych. Efekt? Przygotowywany z lekkim przymrużeniem oka, Gold Butter Index (GBI) w pierwszym kwartale 2026 roku po raz pierwszy w historii przekroczył barierę 100 punktów, osiągając w marcu poziom 113,5 kostki za gram kruszcu.

GBI GM

Jeszcze pod koniec 2025 roku zanotowaliśmy rekordowe 71 kostek za gram złota. Dane za pierwsze miesiące 2026 roku pokazują jednak, że tempo, w jakim złoto „ucieka” cenom żywności, gwałtownie przyspieszyło. Średni odczyt GBI za cały pierwszy kwartał 2026 roku wyniósł 102,7.

Gold Butter Index to wskaźnik, który pokazuje, ile 200-gramowych kostek masła można kupić za 1 gram złota. Luty i marzec 2026 roku przyniosły istotny przełom. Wskaźnik wyniósł odpowiednio 113,48 oraz 113,51.

Przekroczenie poziomu 100 kostek to moment symboliczny. Pokazuje on, jak drastycznie może zmienić się siła nabywcza w krótkim czasie, gdy czynniki geopolityczne windują ceny kruszcu, a rynek dóbr konsumpcyjnych szuka nowej równowagi – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark. – Nawet jeśli w kwietniu odnotowaliśmy lekką korektę do poziomu 97,6, trend pozostaje jasny: złoto wciąż pełni rolę potężnego zabezpieczenia wartości, reagując na ryzyka znacznie szybciej niż standardowy koszyk zakupowy – dodaje Tekliński.

Za rekordowe odczyty odpowiada przede wszystkim cena złota, która w lutym 2026 roku osiągnęła poziom 606 PLN za gram. W tym samym czasie cena masła ustabilizowała się na znacznie niższym poziomie niż w latach ubiegłych, oscylując w marcu nieco poniżej 5 PLN za kostkę (uśrednione dane pochodzą portalu dlahandlu.pl).

– Nasz indeks powstał z przymrużeniem oka, ale dostarcza ciekawych wniosków i danych, które obrazują realny wpływ zmienności cen na nasze życie, oraz to jak chronić wartość naszych pieniędzy – mówi Marta Dębska, ekspertka Goldsaver i Goldenmark. – Relatywnie tanie masło to efekt normalizacji kosztów produkcji i dużej konkurencji między sieciami handlowymi. Z perspektywy konsumenta to dobra wiadomość przy kasie, ale z perspektywy oszczędzającego to sygnał, że tradycyjne waluty tracą dystans do realnych aktywów, takich jak metale szlachetne – wyjaśnia Dębska.

Co dalej z GBI? Choć dane z kwietnia 2026 wskazują na lekkie uspokojenie nastrojów (spadek ceny złota do 537 PLN i wzrost ceny masła do 5,50 PLN), GBI wciąż utrzymuje się na poziomie bliskim 98 – czyli znacznie wyższym niż średnia z całego 2025 roku. Eksperci wskazują, że wysoki poziom indeksu może stać się „nową normalnością”, odzwierciedlającą zmiany w globalnej gospodarce.

Konsumpcja wspiera rozwój handlu. Polska jednym z najszybciej rosnących rynków w Europie

0

Rynek handlowy w Polsce utrzymuje trend wzrostowy, wspierany przez stabilne fundamenty makroekonomiczne. Aktywność deweloperów i najemców pozostaje wysoka – wskazują dane CBRE. W pierwszym kwartale 2026 r. sektor handlowy przyciągnął niemal jedną trzecią całej wartości inwestycji w nieruchomości komercyjne. Rozwojowi rynku sprzyja znaczna skłonność konsumentów do zakupów. Według prognoz Oxford Economics wzrost wydatków Polaków w 2026 r. sięgnie 3,3 proc. w ujęciu rocznym, co stawia nas na drugim miejscu w Europie, za Węgrami.

Tylko w pierwszym kwartale 2026 r. w sektor handlowy zainwestowano blisko 320 mln euro, czyli 31 proc. całego wolumenu ulokowanego w nieruchomości komercyjne. Plany deweloperów na kolejne miesiące pozostają ambitne – łącznie w tym i przyszłym roku może przybyć ponad 1 mln mkw. powierzchni handlowej.

Rosnące wydatki konsumentów oraz ambitne plany ekspansji najemców handlowych przekładają się na aktywność deweloperów. Według planów tylko w 2026 roku na rynek ma trafić jeszcze około 650 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej. Obserwujemy także coraz wyraźniejszy zwrot w stronę jakości. Ten trend jest już bardzo widoczny w centrach handlowych i stopniowo zaczyna umacniać się także w parkach mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Parki handlowe nie zwalniają, centra stawiają na nową jakość

Parki handlowe pozostają dominującym formatem inwestycyjnym i odpowiadają za 92 proc. powierzchni znajdującej się obecnie w budowie. Co istotne, rozwój nie ogranicza się wyłącznie do małych formatów convenience – realizowane są również większe projekty, a 13 inwestycji przekracza 15 tys. mkw. powierzchni.

Pomimo silnej koncentracji nowych inwestycji wokół parków handlowych, centra handlowe nadal utrzymują dobrą pozycję rynkową. Ich właściciele aktywnie zarządzają aktywami, szczególnie w zakresie repozycjonowania obiektów, realizacji celów ESG oraz dostosowywania oferty do zmieniających się potrzeb konsumentów i operatorów handlowych. Właściciele centrów handlowych rozwijają miks najemców przede wszystkim w segmentach gastronomii, mody oraz rozrywki.

Konsumpcja trzyma rynek na wysokich obrotach

Przy inflacji bliskiej celowi inflacyjnemu (3,2 proc. r/r w kwietniu br.) oraz prognozowanym przez Oxford Economics wzroście wydatków konsumenckich o 3,3 proc. w 2026 roku, Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się rynków konsumenckich w Europie. Szybsze tempo wzrostu notują jedynie Węgrzy (3,4 proc.), a na trzecim miejscu znalazły się Czechy i Hiszpania (po 2,9 proc.). Pierwszą piątkę zamyka Norwegia.

– Polska pozostaje dziś jednym z najsilniejszych rynków wzrostu konsumenckiego w Europie. Dodatkowo dzięki korzystnym warunkom makroekonomicznym nasz kraj nadal postrzegany jest przez nowe marki jako atrakcyjny rynek wejścia, szczególnie w segmentach mody, sportu oraz gastronomii. Jednym z najnowszych debiutów jest marka odzieżowa Lululemon, która otworzyła swój pierwszy sklep w Polsce w centrum Westfield Arkadia w Warszawie dodaje Anna Wysocka, CBRE.

Sprzedaż danych Cloud Technologies wzrosła w marcu o 28% rdr. Data Curation nowym motorem wzrostu

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w marcu 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 28 proc. rdr. To kolejny miesiąc z wysoką, dwucyfrową dynamiką wzrostu w kluczowym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Pierwsze miesiące 2026 r. potwierdzają, że przejście na sprzedaż danych pod własnymi brandami było właściwą decyzją strategiczną i przynosi oczekiwane efekty. W pierwszym kwartale br. w każdym miesiącu notowaliśmy ponad 25% dynamikę sprzedaży danych. Spodziewamy się utrzymania tego pozytywnego trendu również w kolejnych miesiącach. Równolegle bardzo dobrze rozwija się Data Curation, nasz nowy produkt zapowiedziany w strategii, który zwiększa potencjał monetyzacji posiadanych przez nas danych i wpływa na raportowaną dynamikę sprzedaży. Wstępne dane za kwiecień pokazują, że przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc, podczas gdy w marcu 2026 r. ich udział nie przekraczał 3%. To pokazuje, że nowy produkt zaczyna generować przychody o skali istotnej z punktu widzenia całej grupy kapitałowej i może stać się jednym z ważnych motorów wzrostu w kolejnych okresach – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych. Zgodnie z opublikowanym raportem bieżącym, według wstępnych danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r. przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc. Dla porównania, w marcu 2026 r. udział przychodów z tego produktu w skonsolidowanych przychodach Grupy nie przekroczył 3%. Produkt Data Curation stanowi nowy obszar sprzedaży rozwijany w ramach Strategii 2026+, a jego wzrost jest niezależny od pozostałej działalności Spółki. Dane te mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie po otrzymaniu kompletu raportów sprzedażowych oraz zakończeniu procesu zamknięcia danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Wpisując się w te założenia, zarząd Cloud Technologies rekomenduje wypłatę dywidendy w wysokości 1,1 PLN na akcję oraz kontynuację skupu akcji własnych. O przeznaczeniu zysku i dalszych działaniach w tym zakresie zdecyduje walne zgromadzenie zaplanowane na 8 czerwca 2026 r.

Akcjonariusze będą również głosować nad proponowanym programem motywacyjnym dla wybranych kluczowych członków zespołu. Program zakłada możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. W ocenie Spółki program będzie dodatkowym akceleratorem i źródłem motywacji dla kluczowych członków zespołu do dalszej intensywnej pracy nad zwiększaniem skali działalności Cloud Technologies, realizacją ambitnych celów strategicznych oraz budową długoterminowej wartości dla akcjonariuszy.

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

LPG zyskuje mimo braku dotacji. Liczba przydomowych zbiorników rośnie o 10% rocznie

Pomimo usunięcia dofinansowania dla kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze, liczba przydomowych zbiorników LPG rośnie w tempie 10% rocznie. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego liczba takich zbiorników w 2025 r. sięgnęła 172 tys. Segment ogrzewania komunalnego na terenach wiejskich i pozbawionych dostępu do sieci gazowniczej jest kluczowy w walce o czyste powietrze, bo Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej z tak wysokim, blisko 20-proc. udziałem węgla w zużyciu energii przez gospodarstwa domowe i 2 mln „kopciuchów”.

Smog należy do najważniejszych problemów cywilizacyjnych, z jakimi zmaga się obecnie Polska. Według Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, corocznie przyczynia się on do śmierci ok. 40 tys. Polaków i w szczególnie zanieczyszczonych miejscowościach może skracać życie nawet o 3,5 roku.

Zgodnie z wynikami realizowanego przez pracownię SW Research badania Ekobarometr z 2025 r., 82% Polaków uznaje smog za poważne zagrożenie dla zdrowia.Smog jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia ludzi

Smog powodowany jest przede wszystkim przez tzw. „kopciuchy”, starego typu piece wykorzystujące paliwa stałe. Zgodnie z danymi z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków z maja 2026 r., w 6,3 mln budynków pozostało nadal 2 mln tzw. „kopciuchów” – pozaklasowych źródeł ogrzewania na paliwa stałe, niespełniających żadnych norm efektywności energetycznej.

– Od momentu uruchomienia programu „Czyste Powietrze” gaz płynny oraz gaz ziemny stały się ważnym sojusznikiem polityki rządowej w walce o poprawę jakości powietrza. – mówi Bartosz Kwiatkowski, dyrektor generalny POGP – Niezależnie od pojawiającej się krytyki tego programu, warto odnotować jego sukcesy: w okresie od września 2018 r. do grudnia 2025 r. sfinansowano wymianę ok. 895 tys. urządzeń grzewczych, znacząco przyczyniając się do redukcji emisji zanieczyszczeń. Ponad 280 tys. z zainstalowanych urządzeń stanowiły nowoczesne kotły gazowe, w tym kotły na LPG.

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze (2018-2025)

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze

Początkowo (2018–2022) kotły gazowe kondensacyjne odpowiadały za ok. 40% wszystkich wniosków, przy udziałach powietrznych pomp ciepła i kotłów na biomasę na poziomie odpowiednio 20% i 15%. W marcu 2025 r. wznowiono nabór wniosków do programu Czyste Powietrze na nowych zasadach, w których zabrakło dofinansowania na wymianę tzw. „kopciuchów” na kotły gazowe. Po wznowieniu programu kotły na biomasę (głównie na pellet i drewno) osiągnęły pod koniec 2025 r. udział przekraczający 70% wniosków o dofinansowanie.

Wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze było zresztą dużym rozczarowaniem dla Polaków. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej. 52,7% Polaków ocenia, że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem LPG przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu – i ten odsetek wzrósł w 2025 r. wobec badania z roku poprzedniego.wymiana

Kotły gazowe stanowią dziś największy odsetek spośród zainstalowanych w Polsce źródeł ciepła (5 mln, 28% wszystkich). Do dziś w wielu województwach, zwłaszcza słabiej zurbanizowanych, dominują urządzenia grzewcze na paliwa stałe –
w kujawsko-pomorskim, lubelskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. To właśnie te regiony stanowią największe wyzwanie transformacji ciepłownictwa, zwłaszcza, gdy nowe regulacje promują ogrzewanie kotłami biomasowymi.

– Warto przypomnieć, że w przypadku kotłów gazowych, emisje pyłów są ok. 22 razy mniejsze niż przy spalaniu peletu i aż 50 razy mniejsze niż przy spalaniu węgla. – dodaje Bartosz KwiatkowskiW przypadku rakotwórczego benzo(a)pirenu, jego emisja ze spalania gazu jest 325 razy mniejsza, niż w przypadku peletu i 1000 razy mniejsza niż w przypadku węgla. Jeden dom ogrzewany węglem zanieczyszcza powietrze bardziej niż cała ulica ogrzewana gazem.

Co ciekawe, w świetle prawa europejskiego kotły na biomasę traktowane są jako nieemitujące gazów cieplarnianych, choć zarazem generują znacząco wyższe emisje szkodliwych dla zdrowia człowieka związków w postaci pyłów PM, benzo(a)pirenu, tlenku siarki (SOx) czy tlenku azotu (NOx) niż ma to miejsce w przypadku kotłów gazowych.

Wskaźniki zanieczyszczeń emitowanych przy spalaniu paliw w kotłach opałowych według wartości energetycznej (g/GJ)

Zanieczyszczenia Kotły gazowe Kotły węglowe
w ekoprojekcie
Kotły biomasowe
w ekoprojekcie
Pył PM2,5 0,5 25 11
CO2 57 650 104 526 124 654
Czad 30 515 375
Tlenki azotu 40 185 83
Benzo(a)piren 8 x 10-7 8,5 x 10-4 2,6 x 10-4

Szerzej o porównaniu emisyjności kotłów grzewczych można przeczytać na stronie http://www.ogrzewaniedladomu.pl/.

Wstrzymanie dofinansowania dla kotłów gazowych nie zmniejszyło popularności ogrzewania gazem LPG. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego średnie roczne tempo przyrostu liczby instalacji zbiornikowych 2022-25 sięgnęło 10%, a na koniec 2025 r. zarejestrowanych w Polsce było 172 tys. takich instalacji. Najwięcej w województwach o znaczącej proporcji ludności wiejskiej – mazowieckim (48,3 tys.), łódzkim (23,4 tys.) oraz wielkopolskim (14,2 tys.). Według danych GUS ok. 70% mieszkańców Polski mieszka na obszarach zgazyfikowanych. W przypadku miejscowości położonych poza zasięgiem sieci gazowniczej mieszkańcy stoją przed wyborem paliw stałych (węgla lub biomasy) z jednej strony, a niskoemisyjnych (pomp ciepła i gazu płynnego LPG) z drugiej.

Efektywna transformacja ogrzewnictwa, której podstawowym celem powinna być eliminacja problemu smogu i poprawa jakości powietrza, wymaga wykorzystania całego miksu technologii niskoemisyjnych. Gaz płynny oraz wkrótce odnawialny biopropan mogą odegrać istotną rolę jako rozwiązanie uzupełniające, szczególnie tam, gdzie elektryfikacja pozostaje utrudniona ze względów technologicznych lub ekonomicznych – na terenach wiejskich i trudno dostępnych.

Branża grzewcza apeluje o realistyczną transformację: pełna elektryfikacja ogrzewania dziś niemożliwa

18 maja 2026 r. w Centrum Prasowym PAP w Warszawie odbyła się konferencja zorganizowana przez Stowarzyszenie Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG), Polską Organizację Gazu Płynnego (POGP) oraz firmę Termet S.A. poświęcona przyszłości ogrzewnictwa, bezpieczeństwu energetycznemu i walce z niską emisją. Eksperci branży zgodnie podkreślali, że pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa, a kluczową rolę w transformacji powinny odegrać technologie hybrydowe oraz paliwa gazowe – w tym LPG, biometan i wodór.

Konferencja zatytułowana „Czy Polska może odejść od gazu? Bezpieczeństwo energetyczne, czyste powietrze i realistyczna transformacja” zgromadziła przedstawicieli branży grzewczej i gazowej, którzy odnieśli się do kierunku europejskiej transformacji energetycznej, wpływu regulacji UE na rynek urządzeń grzewczych oraz wyzwań związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski. Punktem wyjścia do dyskusji były także wnioski z debaty „Rola LPG w transformacji energetycznej”, która odbyła się w kwietniu b.r. Parlamencie Europejskim w Brukseli.

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, oraz Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., zgodnie wskazywali, że transformacja energetyczna musi uwzględniać realne możliwości infrastrukturalne, ekonomiczne i społeczne. Zdaniem uczestników konferencji odejście od paliw kopalnych powinno odbywać się etapowo, przy zachowaniu neutralności technologicznej i wykorzystaniu różnych źródeł energii – szczególnie w sektorze ogrzewnictwa.

Transformacja energetyczna wymaga neutralności technologicznej

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, skoncentrował swoje wystąpienie na wpływie europejskich regulacji klimatycznych na przemysł grzewczy i przyszłość systemów ogrzewania. Podkreślił, że całkowite odejście od gazu nie jest obecnie ani realistyczne, ani korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Prezes SPIUG zwrócił uwagę, że unijna dyrektywa EPBD przewiduje istotną rolę technologii hybrydowych oraz urządzeń przystosowanych do wykorzystania paliw odnawialnych, takich jak biometan czy wodór. Jego zdaniem przyszłość rynku należy do systemów łączących różne źródła energii – pomp ciepła, fotowoltaiki oraz nowoczesnych urządzeń gazowych.

Janusz Starościk podkreślił również znaczenie neutralności technologicznej. Zdaniem SPIUG regulacje powinny koncentrować się na efekcie środowiskowym, a nie na eliminowaniu konkretnych technologii. Obecnie najbardziej racjonalnym rozwiązaniem są nowoczesne instalacje hybrydowe, które pozwalają jednocześnie ograniczyć emisję, zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii oraz utrzymać akceptowalne koszty ogrzewania.

LPG jako paliwo przejściowe i narzędzie walki ze smogiem

Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, przedstawił społeczne konsekwencje transformacji energetycznej oraz rolę LPG w ograniczaniu niskiej emisji. Zwrócił uwagę, że Polska nadal należy do krajów UE o wysokim udziale paliw stałych w ogrzewaniu gospodarstw domowych, co bezpośrednio przekłada się na problem zanieczyszczenia powietrza. W tym kontekście LPG może być racjonalnym paliwem przejściowym – szczególnie na terenach pozbawionych dostępu do sieci gazowej – ponieważ pozwala ograniczać emisję pyłów i przyspieszać wymianę przestarzałych źródeł ciepła.

Przedstawiciel POGP podkreślił, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem gospodarstw domowych i powinna uwzględniać zarówno możliwości finansowe mieszkańców, jak i dostępność infrastruktury. Przywołał także wyniki Ekobarometru, badania realizowanego corocznie przez agencję badawczą SW Research, którego POGP jest partnerem merytorycznym, a zgodnie z którymi Polacy coraz wyraźniej dostrzegają związek między jakością powietrza a zdrowiem i bezpieczeństwem codziennego życia. Ponad 51% respondentów uznało, że kotły gazowe powinny nadal być objęte dofinansowaniem w ramach programu „Czyste Powietrze”. Postawy społeczne pokazują, że transformacja ogrzewnictwa musi uwzględniać nie tylko cele klimatyczne, lecz także realną poprawę komfortu życia mieszkańców oraz ograniczenie kosztów energii.

Pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa

Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., mówił o ograniczeniach infrastruktury energetycznej oraz roli gazu i technologii hybrydowych w procesie transformacji energetycznej.

W swoim wystąpieniu podkreślił, że system elektroenergetyczny w Polsce nadal opiera się w dużej mierze na źródłach konwencjonalnych, a dynamiczny rozwój ogrzewania elektrycznego bez równoległej modernizacji sieci może stanowić zagrożenie dla stabilności dostaw energii.

Prezes Termet wskazał, że gaz pozostaje dziś ważnym „paliwem bezpieczeństwa”, stabilizującym system energetyczny szczególnie w okresach niskiej produkcji energii z OZE. Zwrócił również uwagę na potencjał nowoczesnych układów hybrydowych, które pozwalają elastycznie wykorzstywać różne źródła ciepła w zależności od warunków pogodowych, cen energii i możliwości infrastrukturalnych budynków. Jako przykład podał nowoczesne kondensacyjne kotły gazowe z panelami fotowoltaiczno-termicznymi (PVT).  Zdaniem przedstawiciela Termet tego typu rozwiązania są obecnie najbardziej racjonalnym kierunkiem transformacji ogrzewnictwa.

Jednak głównym postulatem Damiana Majera jest prowadzenie transformacji w sposób realistyczny – z uwzględnieniem interesów konsumentów, możliwości technicznych budynków oraz konkurencyjności polskiego przemysłu grzewczego.

Branża apeluje o realistyczną i społecznie odpowiedzialną transformację

Uczestnicy konferencji zgodnie podkreślali, że skuteczna transformacja energetyczna wymaga równowagi pomiędzy celami klimatycznymi, bezpieczeństwem energetycznym oraz możliwościami ekonomicznymi społeczeństwa.

Przedstawiciele branży apelowali o zachowanie neutralności technologicznej w regulacjach krajowych i europejskich, wspieranie technologii hybrydowych oraz uwzględnienie roli paliw gazowych jako niezbędnego etapu przejściowego w drodze do gospodarki niskoemisyjnej.

Eksperci wskazywali również, że walka ze smogiem i modernizacja systemów grzewczych powinny pozostać jednym z priorytetów polityki publicznej, ale tempo zmian musi być dostosowane do realnych możliwości infrastruktury energetycznej i polskich gospodarstw domowych. W ogrzewnictwie, jak w mało której dziedzinie, łatwo o argumenty, że transformacja energetyczna albo będzie sprawiedliwa, albo nie zakończy się powodzeniem.

Rynek biurowy Warszawy coraz bardziej spolaryzowany. Centrum i miejsca poza centrum funkcjonują według odmiennych reguł

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026 roku coraz wyraźniej potwierdza tezę o jego postępującej polaryzacji. Różnice pomiędzy strefami centralnymi a niecentralnymi widoczne są zarówno po stronie jakości podaży i dostępności powierzchni, jak i aktywności deweloperów. W praktyce oznacza to, że rynek funkcjonuje dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach, w których obowiązują odmienne mechanizmy popytu i podaży, wynika z raportu wydanego przez Dział Badań i Analiz AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych pt.: „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2026 r.”.

Pustostany: wyraźna dysproporcja między centrum a lokalizacjami poza nim

Jednym z najbardziej czytelnych przejawów polaryzacji jest poziom dostępnej powierzchni biurowej. Na koniec I kwartału 2026 roku średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 9,5%, jednak wartość ta maskuje istotne różnice pomiędzy poszczególnymi strefami miasta.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań, AXI IMMO, komentuje: „W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, podczas gdy w lokalizacjach niecentralnych wynosił 12,2%, co oznacza niemal 6 punktów procentowych różnicy. Najwyższe wskaźniki niewynajętej powierzchni odnotowano na Służewcu (18,7%), w rejonie Żwirki i Wigury (15,4%) oraz w korytarzu Alej Jerozolimskich (12,0%)”.

W centralnych lokalizacjach rynek zmaga się z ograniczonym wyborem biur, zwłaszcza w segmencie dużych, jednorodnych metraży. Niska dostępność powierzchni w centrum przekłada się na wzrost konkurencji pomiędzy najemcami oraz presję na czynsze w najlepszych projektach.

Aktywność deweloperów skupiona w centrum

Polaryzacja rynku znajduje również odzwierciedlenie w strukturze nowej podaży i inwestycji realizowanych przez deweloperów. Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie w budowie znajdowało się ok. 120 000 mkw. powierzchni biurowej, z czego ponad 110 tys. mkw. realizowane było w strefach centralnych, podczas gdy na lokalizacje poza centrum przypadało zaledwie ok. 4 tys. mkw. To w praktyce oznacza niemal całkowitą koncentrację nowej podaży w centrum miasta. Natomiast 120 000 mkw. powierzchni biurowej w budowie oznacza spadek aktywności deweloperskiej o 46% rok do roku.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, wyjaśnia: „Brak jest nowych budów w strefach niecentralnych, co potwierdza selektywne podejście deweloperów i koncentrację kapitału w lokalizacjach o najwyższym potencjale popytowym oraz prestiżowym charakterze”.

W tej części miasta skupiają się największe i najbardziej zaawansowane projekty biurowe, takie jak AFI Tower (ok. 50 000 mkw.), realizowany przez AFI Europe w ramach kompleksu Towarowa 22 na Woli, z planowanym ukończeniem w 2028 roku, Skyliner II dewelopera Karimpol w rejonie Ronda Daszyńskiego, a także Upper One firmy Strabag Real Estate przy al. Jana Pawła II.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, podsumowuje: „Charakterystyczna dla tych realizacji jest duża skala, wysoki standard oraz koncentracja w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, co odpowiada na popyt ze strony najemców poszukujących nowoczesnych, reprezentacyjnych powierzchni. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja poza centrum, gdzie aktywność inwestycyjna ma wyraźnie ograniczony zakres i koncentruje się głównie na mniejszych projektach, takich jak Puławska 533, a także na repozycjonowaniu starszych kompleksów biurowych w strefach takich jak Służewiec czy korytarz Alej Jerozolimskich. Tym samym struktura realizowanych inwestycji potwierdza utrwalający się model rynku „dwóch prędkości”, w którym centrum przyciąga kapitał i nowe projekty, natomiast strefy niecentralne pozostają obszarem ograniczonej aktywności deweloperskiej i rosnącej konkurencji cenowej”.

Dwa rynki w jednym mieście

Zestawienie danych dotyczących pustostanów, stawek czynszów oraz aktywności deweloperów i najemców prowadzi do wniosku, że warszawski rynek biurowy coraz wyraźniej funkcjonuje jako rynek dwóch prędkości. W centrum miasta umacnia się segment nowoczesnych, prestiżowych projektów o ograniczonej dostępności powierzchni na wynajem i rosnących stawkach czynszowych. Poza centrum dominują natomiast lokalizacje o wyższym poziomie pustostanów, w których konkurencja opiera się w większym stopniu na cenie oraz elastyczności warunków najmu.

Postępująca polaryzacja sprawia, że zarówno najemcy, jak i właściciele budynków muszą dostosowywać swoje strategie do realiów konkretnej strefy. Różnice pomiędzy centrum a lokalizacjami niecentralnymi przestają być jedynie kwestią adresu – coraz częściej determinują one model funkcjonowania całych segmentów rynku biurowego w Warszawie.

Inwestorzy kierują się do bezpiecznego dolara po załamaniu na rynku obligacji

W wiadomościach finansowych dominowała w ubiegłym tygodniu gwałtowna wyprzedaż na rynkach obligacji na całym świecie.

Kluczowe punkty:

  • Dane z Polski budzą obawy – wzrost zawodzi, a inflacja rośnie.
  • USD umacnia się względem pozostałych głównych walut w obliczu globalnej wyprzedaży na rynku obligacji.
  • Po wysokich odczytach inflacji w USA rynki obstawiają podwyżkę stóp procentowych Fedu w 2026 r.
  • Wojna w Iranie wciąż trwa; stronom nie udaje się wynegocjować porozumienia w kluczowych kwestiach spornych.
  • Andy Burnham staje się faworytem na stanowisko premiera, rynek obligacji w Wlk. Brytanii silnie traci.

Posiadacze obligacji poczuli niepokój przez kumulację szeregu czynników: perspektywy utrzymania się wyższych cen energii na dłużej, dowodów na efekty drugiej rundy inflacji i politycznej niestabilności w krajach takich jak Wielka Brytania. Trudniejsze do oszacowania, obecne jednak wciąż z tyłu głowy każdego inwestora, są brak postępów w redukowaniu deficytów w gospodarkach rozwiniętych i perspektywy niekończącej się emisji nowych papierów dłużnych – trend ten pogłębia wszędzie demografia. Akcje utrzymują swoją stosunkową odporność w obliczu gwałtownego wzrostu rentowności. Inaczej jest w przypadku walut. Wszystkie główne osłabiły się względem dolara, przy czym funt brytyjski i real brazylijski radziły sobie wyraźnie gorzej ze względu na wewnętrzne trudności polityczne.

Kalendarz makroekonomiczny na ten tydzień jest stosunkowo lekki. Oznacza to, że śledzenie reakcji rynku na wyprzedaż obligacji może być pouczające: obligacje znajdą dno i odbiją się czy też ich wyprzedaż będzie trwać w obliczu braku nowych wiadomości? Uwaga skupi się w tym tygodniu na globalnej publikacji wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w czwartek (21.05). Z Wielkiej Brytanii napłyną dane z rynku pracy (wtorek 19.05) i dotyczące inflacji (środa 20.05), najistotniejszym tematem pozostanie jednak niepewna przyszłość premiera Keira Starmera.

PLN

Rynkowe obawy dotyczące przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie osłabiają złotego, który w parze z euro powrócił do okolic 4,25. Lokalne informacje również nie są zbyt zachęcające. W zeszłym tygodniu rozczarowały dane o PKB w I kwartale roku – wzrost o zaledwie 0,5% k/k był o połowę niższy niż w IV kwartale i słabszy od oczekiwanego (0,6–0,7%). Nie są to dane pozytywne, warto jednak pamiętać o niesprzyjających okolicznościach (niskiej aktywności strefy euro, szoku energetycznym oraz mroźnej zimie).

Nie wydaje się, że na tym etapie można mówić o inherentnej słabości gospodarki. Niemniej pewne obawy budzą również szczegółowe dane o inflacji, które poznaliśmy w ostatnich dniach. Mimo osłonowych działań rządowych dynamika cen sięgnęła w kwietniu 3,2%. Uwagę zwracają dynamiczny wzrost cen w kategorii „informacja i komunikacja”, bardzo silny transportu lotniczego oraz podbicie inflacji bazowej (3,0%).

W tym tygodniu zwrócimy uwagę na dane z rynku pracy w kwietniu (szczególnie płace – ciasność rynku pracy ma kluczowe znaczenie w kontekście ryzyka występowania efektów drugiej rundy), dotyczące produkcji przemysłowej oraz inflacji producenckiej (czwartek 21.05). Normalnie te ostatnie nie spotkałyby się z dużym zainteresowaniem, ale w obliczu szoku energetycznego i ogromnego zaskoczenia w analogicznych danych z USA zyskują na znaczeniu – choć konsensus zakłada odczyt na lekkim minusie, nie można wykluczyć, że po blisko trzech latach zobaczymy wyjście z deflacji cen producenckich.

EUR

Wyprzedaż obligacji rozprzestrzeniła się na krótki koniec amerykańskiej krzywej rentowności, co oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni różnica między stopami procentowymi po obu stronach Atlantyku nie kurczyła się dalej. Uważamy to za jeden z czynników napędzających niedawne osłabienie się euro względem dolara. Kolejne dwa to naturalna ucieczka inwestorów do bezpiecznych aktywów spowodowana wojną w Iranie oraz fakt, że skok cen energii wydaje się uderzać w europejską gospodarkę znacznie silniej niż w amerykańską.

Wyczekujemy wstępnych wskaźników PMI za maj (czwartek 21.05), by przekonać się, czy wzrost cen energii ma stały wpływ na aktywność biznesową w bloku. Ekonomiści prognozują niewielki wzrost wskaźnika zbiorczego, lecz do poziomów spójnych wciąż z kurczeniem się gospodarki. Podejrzewamy, że II kwartał będzie okresem faktycznej stagnacji, nie można też jednak wykluczyć scenariusza, w którym dynamika wzrostu będzie w tym czasie ujemna.

USD

Kilka nieprzyjemnych niespodzianek w publikacji danych w USA w kwietniu wzmocniło wyprzedaż na rynku obligacji, która rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka wzrosła silniej, niż oczekiwano, a presja cenowa wydaje się rozlewać z sektora energetycznego na wskaźnik bazowy. Ceny producenckie również mocno przebiły prognozy, jako że presja inflacyjna rozprzestrzenia się po łańcuchu dostaw. Rozmowy o obniżkach stóp procentowych w USA niemal całkowicie ustały, rynki są zaś coraz bardziej pewne, że kolejnym ruchem będzie ich podwyżka – główną niepewnością jest to, kiedy dokładnie do niej dojdzie.

Istotnym aspektem trwającej wyprzedaży obligacji jest to, że wyceniana przez rynki inflacja w dalszym okresie zaczyna rosnąć, co jest niepokojącym rozwojem sytuacji dla Rezerwy Federalnej. W ubiegłym tygodniu oficjalnie powołano nowego prezesa FOMC Kevina Warsha, który po raz pierwszy poprowadzi posiedzenie Fedu w czerwcu. Uważamy, że trudno mu będzie przeciągnąć na swoją stronę jakichkolwiek jastrzębi, co oznacza, że główną obawą inwestorów stanie się prawdopodobnie jego dążenie do rezygnacji z forward guidance.

GBP

Wyprzedaż na rynku obligacji rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii przez obawy, że – po porażce Partii Pracy w wyborach lokalnych – gabinet Starmera zastąpi jeszcze bardziej nieodpowiedzialny pod względem fiskalnym rząd, szybko rozprzestrzeniła się jednak na inne gospodarki G10. W związku z tym funt osłabił się w ubiegłym tygodniu względem pozostałych głównych walut. Jedynym pocieszeniem dla niego jest to, że dane gospodarcze utrzymują się na całkiem niezłych poziomach. W I kwartale gospodarka rosła w tempie 0,6%, a wskaźniki PMI jak dotąd pokazują dość ograniczony wpływ niepewności związanej z wojną w Iranie.

Szereg danych publikowanych w tym tygodniu będzie testem dla tej narracji. Wyczekujemy szczególnie reakcji zaufania przedsiębiorców na niestabilność polityczną. Funt doświadczył tak silnej wyprzedaży, że jego wycena uwzględnia już znaczną niestabilność polityczną, niemniej nowy zwrot rządu w lewo prawdopodobnie jeszcze by ją pogłębił. Andy Burnham, Burmistrz hrabstwa Wielki Manchester, który najpierw będzie musiał wygrać wybory w Makerfield, jest obecnie faworytem bukmacherów do zastąpienia Starmera. Biorąc pod uwagę zarówno jego poparcie dla wyższego zadłużenia i podatków, jak i wcześniejsze wypowiedzi, w których bagatelizował potrzebę podporządkowywania się rządu rynkowi obligacji, uważamy, że jego wybór byłby najgorszym scenariuszem dla obligacji rządowych i funta.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.

GUS: administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. Rośnie rola AI i EZD

Administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. AI wykorzystuje już co druga jednostka administracji rządowej.

Dwa różne tempa modernizacji – to główny wniosek z analizy cyfryzacji publicznej w 2025 roku. Choć narzędzia takie jak platforma e-Zamówienia, elektroniczny obieg dokumentów czy e-usługi w smartfonach łączą centralę z regionami, to technologicznym klinem okazała się sztuczna inteligencja. To właśnie w obszarze AI dysproporcja między administracją rządową a samorządową jest najbardziej uderzająca.

Dane GUS · Informacja sygnalna z 18 maja 2026 r.

99,2% jednostek korzystało z platformy e-Zamówienia
86,2% jednostek korzystało z systemu EZD
77,4% jednostek szkoliło pracowników z technologii ICT
17,7% jednostek deklarowało wdrożenie rozwiązań AI

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2025 roku 90,4% jednostek administracji publicznej wyposażało pracowników w urządzenia przenośne pozwalające na mobilny dostęp do internetu w celach służbowych. W administracji rządowej odsetek ten wyniósł 99,1%, a w administracji samorządowej 90,0%.

Inaczej wygląda jednak udział samych pracowników mających dostęp do takich urządzeń. W skali całej administracji publicznej było to 34,4% zatrudnionych, czyli o 0,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W administracji rządowej dostęp do urządzeń mobilnych miało 51,8% pracowników, a w administracji samorządowej 23,4%.

Elektroniczne zarządzanie dokumentami jest już standardem

System Elektronicznego Zarządzania Dokumentami, czyli EZD, staje się jednym z podstawowych narzędzi pracy urzędów. W 2025 roku korzystało z niego 86,2% jednostek administracji publicznej. To wzrost wobec 84,7% w 2024 roku.

Wyraźnie częściej po EZD sięgały jednostki administracji rządowej, gdzie odsetek wyniósł 95,5%. W administracji samorządowej było to 85,8%. Wśród urzędów marszałkowskich wykorzystanie systemu EZD osiągnęło 100%.

Korzystanie z systemu EZD w 2025 r.
Administracja publiczna
86,2%
Administracja rządowa
95,5%
Administracja samorządowa
85,8%

Jednostki mogły korzystać równocześnie z komercyjnego i niekomercyjnego systemu EZD. Z danych GUS wynika, że z niekomercyjnego systemu korzystało 30,5% jednostek administracji publicznej, natomiast z komercyjnego 76,2%.

Urzędy częściej szkolą pracowników z technologii cyfrowych

Jednym z najbardziej widocznych wzrostów w danych GUS jest skala szkoleń dla pracowników administracji. W 2025 roku 77,4% jednostek administracji publicznej zapewniało pracownikom szkolenia z zakresu wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych. Rok wcześniej było to 62,6%.

W administracji rządowej takie szkolenia prowadziło 95,5% jednostek, a w administracji samorządowej 76,6%. W przypadku urzędów powiatowych odsetek wyniósł 88,4%, zaś w urzędach gmin 74,7%.

Obszar 2024 2025 Zmiana
Jednostki korzystające z EZD 84,7% 86,2% +1,5 pkt proc.
Jednostki prowadzące szkolenia ICT 62,6% 77,4% +14,8 pkt proc.
Jednostki udostępniające aplikacje mobilne z e-usługami 34,2% 35,7% +1,5 pkt proc.

Sztuczna inteligencja: administracja rządowa daleko przed samorządami

W 2025 roku wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji deklarowało 17,7% jednostek administracji publicznej. Dane pokazują jednak bardzo duże zróżnicowanie między typami jednostek.

W administracji rządowej z AI korzystało 50,9% jednostek, podczas gdy w administracji samorządowej było to 16,4%. Wśród urzędów gmin odsetek wyniósł 15,2%, w urzędach powiatowych 22,6%, a w urzędach marszałkowskich 50,0%.

Jednostki administracji korzystające ze sztucznej inteligencji w 2025 r.
Administracja publiczna
17,7%
Administracja rządowa
50,9%
Administracja samorządowa
16,4%
Urzędy marszałkowskie
50,0%

Tak duża różnica może wskazywać, że rozwiązania AI są szybciej wdrażane tam, gdzie istnieją większe zasoby organizacyjne, większa skala procesów oraz silniejsza potrzeba automatyzacji zadań administracyjnych. W samorządach barierą mogą być natomiast ograniczone budżety, deficyt kompetencji technologicznych i mniejszy dostęp do wyspecjalizowanego zaplecza IT.

e-Zamówienia niemal powszechne w administracji

Najbardziej rozpowszechnionym rozwiązaniem cyfrowym pozostaje platforma e-Zamówienia. W 2025 roku korzystało z niej 99,2% jednostek administracji publicznej. W administracji samorządowej odsetek wyniósł 99,4%, a w administracji rządowej 95,5%.

Platforma e-Zamówienia służy do elektronicznej komunikacji i wymiany informacji w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Ułatwia także wykonawcom dostęp do informacji o prowadzonych postępowaniach krajowych i unijnych.

E-usługi: mobilne strony powszechne, aplikacje nadal mniej popularne

Administracja publiczna coraz częściej dostosowuje swoje kanały cyfrowe do potrzeb użytkowników mobilnych. W 2025 roku 97,5% jednostek deklarowało, że ich strona internetowa była dostosowana do obsługi przez urządzenia mobilne.

Znacznie mniej jednostek udostępniało jednak własne aplikacje mobilne oferujące e-usługi. W skali całej administracji publicznej było to 35,7%, wobec 34,2% rok wcześniej. Najwyższy odsetek odnotowano w urzędach marszałkowskich, gdzie aplikacje mobilne oferowało 68,8% jednostek.

Aplikacje mobilne oferujące e-usługi w 2025 r.
Administracja publiczna
35,7%
Administracja rządowa
25,0%
Administracja samorządowa
36,1%
Urzędy marszałkowskie
68,8%

GUS wskazuje również, że 31,4% jednostek administracji publicznej zapewniało możliwość udziału w głosowaniach lub konsultacjach społecznych online. Dostosowanie strony internetowej do potrzeb obcokrajowców deklarowało natomiast 41,0% jednostek.

Cyfryzacja obywateli: aktywne były głównie samorządy

Ważnym elementem cyfryzacji administracji jest nie tylko wdrażanie narzędzi wewnętrznych, ale także wspieranie kompetencji cyfrowych obywateli. W 2025 roku udział w takich inicjatywach deklarowało 41,2% jednostek administracji publicznej.

W administracji rządowej odsetek wyniósł 36,6%, a w administracji samorządowej 41,4%. Najbardziej aktywne były urzędy marszałkowskie — w rozwój umiejętności cyfrowych obywateli zaangażowanych było 10 z 16 takich urzędów, czyli 62,5%.

Dane pokazują, że cyfryzacja administracji publicznej jest już zaawansowana w obszarach formalnych i proceduralnych, takich jak e-Zamówienia czy elektroniczny obieg dokumentów. Słabszym punktem pozostaje natomiast szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz rozwój aplikacji mobilnych, szczególnie w administracji samorządowej.

Wnioski: cyfrowe fundamenty są gotowe, wyzwaniem pozostaje nowa generacja usług

Administracja publiczna w Polsce weszła w etap, w którym podstawowe narzędzia cyfrowe są już bardzo szeroko wykorzystywane. Powszechność platformy e-Zamówienia, wysoki poziom korzystania z EZD i rosnąca liczba szkoleń ICT pokazują, że cyfrowe procesy stają się codziennością urzędów.

Kolejnym wyzwaniem będzie jednak przejście od cyfryzacji procedur do bardziej zaawansowanych usług publicznych. Oznacza to szersze wykorzystanie danych, automatyzacji, sztucznej inteligencji, aplikacji mobilnych oraz narzędzi zwiększających udział obywateli w konsultacjach i procesach decyzyjnych.

Różnice między administracją rządową i samorządową sugerują, że dalsza cyfryzacja będzie wymagała nie tylko inwestycji technologicznych, ale także wsparcia kompetencyjnego, organizacyjnego i finansowego dla jednostek lokalnych. To właśnie tam cyfrowe usługi mają najbliższy kontakt z obywatelami.

Źródło danych: GUS, „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej w 2025 r.”, informacja sygnalna z 18.05.2026 r. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Koniec WIBOR-u przesądzony. Od 2027 roku nowe umowy tylko na POLSTR

Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez spółkę GPW Benchmark — administratora wskaźników referencyjnych — oraz Komisję Nadzoru Finansowego, sprawującą nadzór nad administratorem wskaźników, 31 grudnia 2036 r. będzie ostatnim dniem opracowywania stawek WIBID i WIBOR dla wszystkich kluczowych terminów fixingowych, tj. dla terminów 1 miesiąc (1M), 3 miesiące (3M) oraz 6 miesięcy (6M).

Stanowisko to potwierdza Przewodniczący Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej, dr Tadeusz Białek, Prezes Związku Banku Polskich: – W dniu dzisiejszym GPW Benchmark, jako administrator wskaźników, oraz Komisja Nadzoru Finansowego, sprawująca nadzór nad administratorem wskaźników, ogłosiły, iż WIBOR będzie pozostawał z nami do końca 2036 roku. Oznacza to, że z dniem 1 stycznia 2037 roku ostatecznie przestanie funkcjonować.  Nasi klienci będą mogli nadal korzystać z umów, w których stosowany jest WIBOR — podobnie zresztą jak w przypadku wszystkich instrumentów finansowych czy obligacji Skarbu Państwa.

Jeśli chodzi o nowe umowy zawierane obecnie przez klientów, z komunikatu wynika, że do końca grudnia tego roku — co jest zresztą zgodne z mapą drogową procesu reformy wskaźników referencyjnych WIBOR — wskaźnik ten będzie mógł być jeszcze stosowany w okresie przejściowym. Równolegle jednak banki i inne instytucje finansowe, firmy leasingowe oraz firmy faktoringowe będą już konsekwentnie oferować umowy oparte na nowym wskaźniku. POLSTR, jako nowy wskaźnik, od 1 stycznia 2027 roku będzie bowiem jedynym wskaźnikiem, który będzie mógł być stosowany w nowych umowach.

Podsumowując — WIBOR we wszystkich dotychczas zawartych umowach, instrumentach oraz obligacjach będzie mógł być stosowany do końca 2036 roku. Do końca bieżącego roku banki będą mogły jeszcze stosować WIBOR w nowych umowach, ale równolegle z wdrażanym nowym wskaźnikiem POLSTR. Coraz częściej więc w umowach widoczny będzie nowy wskaźnik, a od 1 stycznia 2027 roku w nowych umowach będzie już stosowany wyłącznie wskaźnik POLSTR – tłumaczy dr Tadeusz Białek.

Bioceltix coraz bliżej rejestracji BCX-CM-J na osteoartrozę u psów. Dialog z Europejską Agencją Leków wchodzi w kolejną fazę

  • Bioceltix poinformował o przekazaniu Europejskiej Agencji Leków (EMA) odpowiedzi na pytania dotyczące produktu BCX-CM-J. To jeden z kluczowych elementów procesu rejestracyjnego, poprzedzający dopuszczenie leku do obrotu.
  • BCX-CM-J autorstwa wrocławskiego biotechu ma szansę zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym lekiem zawierającym psie komórki macierzyste. Bardzo dobre wyniki badania klinicznego potwierdziły jego długoterminową skuteczność i bezpieczeństwo stosowania.
  • Osteoartroza statystycznie dotyka co piątego psa, choć u starszych osobników odsetek ten jest jeszcze wyższy. Mimo że choroba jest główną przyczyną przewlekłego bólu u czworonogów, do tej pory była leczona wyłącznie objawowo. Polskie rozwiązanie ma to zmienić.

BCX-CM-J na osteoartrozę u psów to najbardziej zaawansowany produkt leczniczy w portfolio Bioceltix. Giełdowa spółka poinformowała właśnie o złożeniu do Europejskiej Agencji Leków odpowiedzi na pytania zadane przez regulatora w ramach trwającego procesu rejestracyjnego. To jeden z kluczowych etapów przed dopuszczeniem leku na rynek.

– Zaadresowaliśmy wszystkie obszary dyskutowane przez ekspertów EMA. Do 15 lipca otrzymamy od regulatora pytania doprecyzowujące, do których również będziemy musieli się odnieść. Po zapoznaniu się z nimi, będziemy w stanie dość precyzyjnie określić, kiedy proces rejestracyjny powinien się zakończyć. Liczymy na to, że pozytywna rekomendacja dla BCX-CM-J zostanie wydana na przełomie roku. Przypomnę również, że EMA nie ma uwag co do bezpieczeństwa i skuteczności produktu. Dzięki zaawansowanemu procesowi regulatorowemu i bardzo dobrym wynikom badania klinicznego jesteśmy blisko wprowadzenia do obrotu pierwszego na świecie weterynaryjnego produktu leczniczego zawierającego psie komórki macierzyste. Myślę, że zarówno pacjenci, jak i cała branża czekają na ten moment. Potrzeba rynkowa jest ogromna – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Wykorzystujący psie komórki macierzyste produkt leczniczy polskiej spółki może być przełomowy dla psiej populacji. Przyjmuje się, że na osteoartrozę choruje statystycznie co piąty pies, ale dla osobników powyżej siódmego roku życia wskaźnik ten wynosi już 2/3. Podstawowym objawem osteoartrozy jest przewlekły ból prowadzący do kulawizny, chwiejnego i sztywnego chodu oraz problemów ze wstawaniem. Choroba nieubłaganie postępuje i od pewnego momentu cierpienie praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie zwierzęcia. Dotychczasowe metody leczenia osteoartrozy, głównie za pomocą niesterydowych i sterydowych leków przeciwzapalnych oraz leków przeciwbólowych, mają charakter krótkotrwały i wyłącznie objawowy. Podobnie jest z najnowocześniejszą obecnie terapią, opartą na przeciwciele monoklonalnym, która działa wyłącznie przeciwbólowo. Produkt Bioceltix działa w zupełnie inny sposób.

BCX-CM-J długotrwale i na bardzo niskim poziomie moduluje proces zapalny toczący się w stawie, dzięki czemu wykazuje działanie przyczynowe, a w konsekwencji również przeciwbólowe. Tym samym może stanowić skuteczną alternatywę dla obecnie stosowanych terapii. Z perspektywy biznesowej osteoartroza u psów staje się coraz istotniejszym segmentem rynku, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w wynikach sprzedaży konkurencyjnych produktów, jak i w strategiach rozwoju największych firm weterynaryjnych podkreśla Paweł Wielgus.

Członek zarządu Bioceltix dodaje, że przejście do kolejnego etapu w procedurze rejestracyjnej BCX-CM-J pozwala spółce uwolnić część zasobów i skoncentrować się na drugim projekcie z pipeline’u: produkcie na zapalenie stawów u koni, który również jest już na ścieżce rejestracyjnej w EMA.

Szczegółowy harmonogram prac nad BCX-EM będzie w dużej mierze uzależniony od lipcowej korespondencji z EMA dotyczącej produktu przeznaczonego do leczenia osteoartrozy u psów. Jednocześnie warto podkreślić, że pytania regulatora odnoszące się do produktu dla koni są w wielu obszarach analogiczne do tych, które otrzymaliśmy w procesie rejestracyjnym BCX-CM-J. Doświadczenia zdobyte podczas prac nad naszym pierwszym produktem powinny przełożyć się na sprawniejszy i szybszy przebieg procesu rejestracyjnego BCX-EM mówi Paweł Wielgus.

Nowa wytwórnia zapewni masową produkcję przyszłych leków

Czas pozostały do komercjalizacji pierwszego leku spółka wykorzystuje m.in. na rozbudowę mocy wytwórczych, umożliwiających docelowo pokrycie zapotrzebowania na przyszłe leki na rynkach międzynarodowych. Wielkoskalowa wytwórnia komórek macierzystych powstaje we Wrocławiu. Rozruch clean room’ów powinien nastąpić w drugim kwartale 2027 r. Ma to być największy tego typu zakład na świecie.

Na przełomie maja i czerwca spodziewamy się decyzji administracyjnej dotyczącej pozwolenia na budowę. Równolegle przygotowujemy przetarg na wykonanie konstrukcji stalowej i po jego rozstrzygnięciu będziemy mogli przejść do kolejnego etapu realizacji inwestycji. Zakładamy, że uzyskanie pozwolenia na budowę powinno przebiec bez istotnych przeszkód – podkreśla członek zarządu firmy, dodając, że do momentu osiągnięcia zwiększonych mocy produkcyjnych spółka planuje wytwarzanie pilotażowych serii pierwszego produktu w obecnym zakładzie.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce z najlepszym początkiem roku od 2022

Pierwszy kwartał 2026 roku był najsilniejszym początkiem roku od 2022 roku. Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce przekroczył 1 mld EUR, co oznacza wzrost o blisko 44% rok do roku. Jak wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce – I kwartał 2026”, rosnąca wartość transakcji i poprawa płynności rynku wspierane są m.in. przez napływ inwestorów, w tym kapitału z Azji.

Mocny początek i perspektywy na przyszłość

Polski rynek inwestycji komercyjnych zanotował na początku 2026 roku bardzo dobre otwarcie. Tylko
w okresie od stycznia do końca marca wolumen transakcji przekroczył 1 mld EUR. Wynik ten jest o prawie 44% większy niż zanotowana wartość w identycznym okresie ubiegłego roku. Tak wczesny wzrost wskazuje na stopniową poprawę płynności rynku oraz wzrost zaufania inwestorów.

 W kolejnych kwartałach stabilizujące się warunki finansowania, większa przewidywalność stóp zwrotu oraz rosnąca pula aktywów inwestycyjnych powinny wspierać aktywność rynkową. Pomimo utrzymującej się globalnej niepewności, mocny początek 2026 roku potwierdza dobrą pozycję Polski na tle rynków Europy ŚrodkowoWschodniej – ocenia Mateusz Skubiszewski, Starszy Dyrektor, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Od początku roku sektor przemysłowo-logistyczny pozostawał liderem krajowego wolumenu inwestycji, odpowiadając za 44% udziału i potwierdzając silny popyt na aktywa oparte na długoterminowych trendach strukturalnych. Na kolejnych miejscach uplasowały się sektor handlowy (31%) oraz biurowy (24%), gdzie aktywność inwestorów koncentrowała się głównie na dobrze skomercjalizowanych obiektach.

Wielkość transakcji rośnie

Od stycznia łączna wartość transakcji kupna-sprzedaży w sektorze przemysłowo-logistycznym wyniosła 447 mln EUR, co oznacza wzrost o ponad 120% rok do roku. W sektorze handlowym wolumen inwestycji w pierwszym kwartale osiągnął 318 mln EUR, notując tym samym wzrost o 55% w porównaniu
z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wzrost widoczny był również w segmencie biurowym – zawarto transakcje na poziomie 248 mln EUR (+35% r/r).

W analizowanym okresie widoczny był powrót transakcji o dużej skali – trzy największe przekroczyły 100 mln EUR, co wskazuje na rosnącą aktywność inwestorów i poprawę płynności rynku. Jednocześnie wzrósł udział transakcji o wartości od 40 do 100 mln EUR – ich łączny wolumen wyniósł 342 mln EUR, co oznacza wzrost o prawie15% rok do roku.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych na początku 2026 roku znalazła się sprzedaż portfela Raben S&LB Portfolio w sektorze przemysłowo-logistycznym o wartości 167,5 mln EUR na rzecz WP Carey. W sektorze handlowym kluczową transakcją była sprzedaż portfela Auchan za 110 mln EUR do Adventum. Z kolei na rynku biurowym jedną z największych umów było nabycie przez Wood & Company budynku Royal Wilanów za prawie 107 mln EUR.

Inwestorzy z Azji na horyzoncie

Choć inwestorzy azjatyccy w ostatnich latach nie byli szczególnie aktywni na polskim rynkiu, przejęcie parku logistycznego Booster Zabrze na Śląsku przez inwestora z Korei Południowej stanowi pozytywny wyjątek. Transakcja ta wskazuje, że wybrane zagraniczne fundusze ostrożnie zwracają swoją  uwagę na Polskę. Łączny kapitał inwestycji z Azji osiągnął wartość na poziomie 68 mln EUR.

W wolumenie inwestycji za pierwszy kwartał 2026 roku dominował kapitał z Europy spoza strefy euro, odpowiadający wartości transakcji za 490 mln EUR.

Stopy kapitalizacji stabilne

W I kwartale 2026 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostały stabilne.

–  W segmencie przemysłowo‑logistycznym pojawiły się jednak pierwsze oznaki kompresji – transakcje najlepszych aktywów zawierano przy stopach zwrotu ok. 6,0%, co potwierdza powrót konkurencji inwestorskiej oraz poprawę płynności względem ubiegłego roku – komentuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Stabilizacja w pozostałych sektorach wynikała ze zbliżania się oczekiwań cenowych kupujących
i sprzedających, a nie spadku aktywności.

Niepewność geopolityczna ma na razie ograniczony wpływ na polski rynek, a ewentualne przepływy kapitału mogą sprzyjać Europie i regionowi CEE. Jej skutki w dłuższym horyzoncie będą widoczne dopiero w kolejnych miesiącach.

Rynki rozczarowane wizytą Trumpa w Chinach. Zabrakło konkretów

Inwestorzy są coraz bliżej uznania za nową normę tego, co miało być tylko kilkudniową niedogodnością. Ropa jest bardzo droga, dolar zyskuje, a stopy procentowe – zamiast spadać – mogą być podnoszone. W tle pozostają jeszcze problemy Rumunii i tamtejszego leja.

Rynki nie widzą perspektyw

Zapowiadana jako przełomowa wizyta Donalda Trumpa w Chinach z pewnością nie była bez znaczenia. Analitycy oczekiwali jednak znacznie więcej konkretów. Spotkania były nastawione przede wszystkim na uniknięcie bezpośredniej konfrontacji. W tle wielokrotnie pojawiał się Tajwan, a wypowiedzi amerykańskiego prezydenta mogą sugerować, że jest on skłonny poświęcić kolejnego sojusznika. Zabrakło wyraźnych konkretów, bo za takie trudno uznać zgodę Chin na zwiększenie importu amerykańskich produktów rolnych. Z drugiej strony pojawiły się zapowiedzi prac nad obniżaniem barier celnych. Nie było natomiast żadnych postępów w sprawie Iranu. No, chyba że za takie uznamy banały o tym, że Iran nie powinien mieć broni nuklearnej oraz wsparcie w mediacjach, które i tak trwają.

Jak zareagowały rynki?

Patrząc na ceny baryłki ropy naftowej, wsparcie Chin w mediacjach potraktowano raczej jako formułę czysto grzecznościową. Brent, notowana w Londynie, dzisiaj nad ranem sięgnęła 112 USD. Oznacza to, że do szczytów cenowych ostatnich miesięcy brakuje nam raptem 3%. Z drugiej strony ten surowiec przed amerykańsko-izraelskim atakiem kosztował 70 USD. Na rynku walutowym dolar od rana delikatnie odbija względem euro, choć już na otwarciu był najsilniejszy od początku kwietnia. Rosną również szanse na podwyżki stóp procentowych. To z kolei odciąga kapitał także z rynków metali szlachetnych czy kryptowalut. Wyższe, stabilne stopy zwrotu okazują się dla inwestorów atrakcyjniejszą alternatywą. W odwrocie był również polski złoty. Amerykańska waluta dzisiaj na otwarciu osiągnęła 3,66 zł i przekroczyła rekordy z końca kwietnia, będąc tym samym najdroższa od około 1,5 miesiąca.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

Utrzymanie stóp procentowych w Bukareszcie na niezmienionym pułapie 6,5% to tylko jeden z elementów problemów, przez które przechodzi ten kraj. Inflacja wzrosła w kwietniu do imponującego poziomu 10,7%. Jeżeli dodamy do tego silny kryzys rządowy, który tydzień temu doprowadził do rozpadu koalicji i przegłosowania votum nieufności, otrzymujemy naprawdę nieciekawą kombinację. Powodem rozpadu koalicji i utworzenia rządu mniejszościowego była próba zrównoważenia budżetu. Socjaldemokratyczna PSD uznała ją za zbyt mocno uderzającą w społeczeństwo, czyli – w praktyce – w wyborców. W obliczu tych wydarzeń najwyższe w UE stopy procentowe są tylko jednym z problemów. Niewykluczone, że będzie trzeba je podnosić. Obecnie sytuacja się odrobinę stabilizuje, ale waluta Rumunii, mimo jej usztywnienia względem euro, znowu została zdewaluowana o 2%. To już druga taka sytuacja od zeszłorocznych wyborów. Jeszcze w 2022 roku, podczas rosyjskiej agresji, RON przez chwilę zrównał się z polskim złotym. Aktualnie nieznacznie przekracza 80 groszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Nowy terminal morski w Porcie Szczecin. Silekol Terminal NORD rusza po modernizacji

Po niespełna 15 miesiącach od rozpoczęcia modernizacji Terminalu Andreas w Porcie Szczecin, Silekol Terminal NORD (STN) należąca do Grupy Silekol, ogłasza rozpoczęcie działalności operacyjnej.  

Na uroczystości otwarcia terminala w dniu 18 maja byli obecni m. in. przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury, w tym sekretarz stanu Arkadiusz Marchewka, a także przedstawiciele władz lokalnych, Zarządu Portu, Urzędu Morskiego oraz kluczowi klienci i partnerzy biznesowi.

W czerwcu 2024 roku Grupa Silekol ogłosiła plany dotyczące znaczących inwestycji w rozwój i modernizację terminalu w Porcie Szczecin. W wyniku prac powstał nowoczesny terminal morski, specjalizujący się w przeładunkach towarów sypkich i drobnicowych (m. in. zbóż, pasz, nawozów, minerałów i pelletu) oraz towarów płynnych takich jak metanol i innych produktów.

Cieszy nas fakt, że jako kraj stajemy się coraz bardziej atrakcyjnym partnerem w logistyce morskiej. Modernizacja terminalu w Porcie Szczecin pokazuje, że jest potencjał i biznesowe uzasadnienie w rozbudowie infrastruktury morskiej zwłaszcza w tak dynamicznej rzeczywistości geopolitycznej. Każda nowa inwestycja w logistykę morską to iskra do rozwoju wielu innych gałęzi gospodarki, w tym wypadku zarówno dla przemysłu jak i rolnictwa – powiedział Arkadiusz Marchewka, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

Terminal został wyposażony w nowoczesną infrastrukturę portową umożliwiającą sprawną obsługę jednostek morskich, a nowo zmodernizowane nabrzeże zapewnia bezpieczne oraz efektywne prowadzenie operacji przeładunkowych. STN to dwa nabrzeża: 205m i 130m przeznaczone dla jednostek z zanurzeniem 7,3m lub 6,9m oraz nośności 8000 DWT. Ogólna pojemność kompleksu to 37 000 ton, w tym nowa hala magazynowa 25 000 t, boksy magazynowe 8000 ton, silosy na ziarno o pojemności 4000 ton oraz trzy zbiorniki na towary płynne każdy po 4000 ton co daje łączną zdolność magazynową wynoszącą 12 000 ton.

Istotnym atutem obiektu są dwie bocznice kolejowe umożliwiające jednoczesną obsługę dwóch pociągów, co zwiększa przepustowość i usprawnia procesy logistyczne, a zmodernizowana infrastruktura kolejowa pozwala na bezpieczny załadunek i rozładunek. Infrastruktura drogowa i place składowe umożliwiają sprawną obsługę transportu samochodowego zapewniając płynność operacji. Terminal oferuje kompleksową organizację transportu morskiego, kolejowego i samochodowego – wylicza Tomasz Zowade, Prezes Zarządu ST NORD.

Terminal posiada także przestronną nową halę magazynowo – operacyjną, wydzielone boksy magazynowe oraz specjalistyczne zbiorniki spełniające obowiązujące normy techniczne
i środowiskowe, co pozwala na bezpieczne składowanie różnorodnych towarów oraz elastyczne zarządzanie przestrzenią. Zgodnie ze wstępnymi założeniami terminal zwiększył trzykrotnie zdolność przeładunkową materiałów sypkich takich jak pasze, zboża czy ziarna, co jest
z pewności dobrą informacją dla lokalnych rolników.

Modernizacja terminalu to zysk nie tylko dla portu, ale i dla lokalnych społeczności w tym rolników z całego regionu. Inwestycja doprowadziła nie tylko do rozbudowy i modernizacji terenu Terminalu Andreas, ale również przyniesie wymierne korzyści dla Portu Szczecin-Świnoujście, umożliwiając obsługę większej liczby statków, co przełoży się na wyższe przychody. To jeden
z najnowocześniejszych i najlepiej wyposażonych tego typu terminali w Europie. Liczymy na owocną współpracę z Silekol Terminal  NORD i dalszy rozwój naszego regionu
– powiedział Rafał Zahorski, pełnomocnik Zarządu ds. rozwoju portów w Zarządzie Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

GUS: produkcja usług w lutym 2026 wyższa o 7% r/r

Produkcja usług w lutym wzrosła o 7 proc. r/r. Najmocniej odbiło doradztwo i turystyka.

Produkcja usług w Polsce w lutym 2026 r. była o 7,0 proc. wyższa niż rok wcześniej — wynika ze wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W porównaniu ze styczniem wzrosła o 4,5 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych roczny wzrost wyniósł 5,1 proc.

Źródło danych: GUS, informacja sygnalna „Produkcja usług w lutym 2026 r.”, publikacja z 18 maja 2026 r.
+7,0% produkcja usług ogółem r/r w lutym 2026 r.
+4,5% zmiana wobec stycznia 2026 r.
+5,1% wzrost r/r po wyrównaniu sezonowym
121,7 indeks produkcji usług, 2021=100

Najświeższe dane GUS pokazują, że sektor usług wszedł w drugi miesiąc roku z wyraźnie dodatnią dynamiką. Lutowy wzrost o 7,0 proc. r/r był wyższy niż odnotowany rok wcześniej, gdy produkcja usług zwiększyła się o 3,0 proc. Dane miesięczne również wskazują na poprawę — wobec stycznia produkcja usług wzrosła o 4,5 proc.

Po oczyszczeniu danych z wpływu czynników sezonowych produkcja usług była o 5,1 proc. wyższa niż w lutym 2025 r. oraz o 0,5 proc. wyższa niż w styczniu 2026 r. W porównaniu z przeciętnym miesięcznym poziomem z 2021 r. produkcja usług była wyższa o 29,4 proc.

Usługi ogółem powyżej poziomu sprzed roku

W danych niewyrównanych sezonowo indeks produkcji usług ogółem wyniósł w lutym 121,7 pkt przy bazie 2021=100. W styczniu było to 117,2 pkt. Oznacza to, że po słabszym początku roku sektor usług odrobił część sezonowego spadku i wrócił do wyższych poziomów aktywności.

W sekcjach o największym znaczeniu dla wskaźnika ogółem GUS odnotował dodatnią dynamikę roczną. W transporcie i gospodarce magazynowej produkcja usług wzrosła o 6,5 proc. r/r, natomiast w informacji i komunikacji o 2,8 proc. r/r.

Wyszczególnienie m/m
02.2026
r/r
02.2026
indeks
2021=100
Usługi ogółem 104,5 107,0 121,7
Transport i gospodarka magazynowa 102,3 106,5 112,3
Zakwaterowanie i gastronomia 96,8 104,8 137,5
Informacja i komunikacja 98,7 102,8 131,1
Obsługa rynku nieruchomości 100,4 111,0 106,6
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 123,3 121,2 132,4
Administrowanie i działalność wspierająca 103,7 101,2 112,8
Źródło danych: GUS. Wartości m/m i r/r pokazują indeksy, gdzie 100 oznacza brak zmiany.

Działalność profesjonalna najsilniejsza wśród głównych sekcji

Najwyższą dynamikę roczną wśród głównych sekcji objętych badaniem odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej. Produkcja usług w tej kategorii była w lutym o 21,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jednocześnie w ujęciu miesięcznym wzrosła aż o 23,3 proc.

Na drugim miejscu znalazła się działalność związana z obsługą rynku nieruchomości, gdzie roczny wzrost wyniósł 11,0 proc. Transport i gospodarka magazynowa zwiększyły produkcję usług o 6,5 proc. r/r, a zakwaterowanie i gastronomia o 4,8 proc. r/r.

Dynamika produkcji usług w lutym 2026 r. — główne sekcje, r/r
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+21,2%
Obsługa rynku nieruchomości
+11,0%
Transport i gospodarka magazynowa
+6,5%
Zakwaterowanie i gastronomia
+4,8%
Informacja i komunikacja
+2,8%
Administrowanie i działalność wspierająca
+1,2%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Doradztwo związane z zarządzaniem liderem wzrostu

Na poziomie działów PKD największy wzrost produkcji usług w porównaniu z lutym 2025 r. odnotowano w doradztwie związanym z zarządzaniem. Dynamika wyniosła tam 158,7, co oznacza wzrost o 58,7 proc. r/r. Drugą najmocniejszą kategorią była działalność organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych oraz pozostała działalność rezerwacyjna, gdzie wzrost wyniósł 40,3 proc. r/r.

Wysoką dynamikę pokazała również pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, która wzrosła o 24,1 proc. r/r. Dwucyfrowe zwyżki odnotowano także m.in. w działalności architektonicznej i inżynieryjnej, działalności pocztowej i kurierskiej, usługach informacyjnych, reklamie i badaniach rynku oraz zakwaterowaniu.

Dział PKD Dynamika r/r
02.2026
Zmiana r/r
Doradztwo związane z zarządzaniem 158,7 +58,7%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 140,3 +40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 124,1 +24,1%
Architektura i inżynieria; badania i analizy techniczne 115,4 +15,4%
Działalność pocztowa i kurierska 112,6 +12,6%
Działalność usługowa w zakresie informacji 111,5 +11,5%
Obsługa rynku nieruchomości 111,0 +11,0%

Największe spadki w nadawaniu programów i działalności wydawniczej

Nie wszystkie obszary usług notowały wzrost. Największy spadek produkcji usług w ujęciu rocznym wystąpił w działalności związanej z nadawaniem programów ogólnodostępnych i abonamentowych. Wskaźnik wyniósł 76,4, co oznacza spadek o 23,6 proc. r/r.

Drugi największy spadek dotyczył działalności wydawniczej, gdzie produkcja usług była niższa o 13,7 proc. niż rok wcześniej. Spadki widoczne były także w wynajmie i dzierżawie oraz w działalności związanej z zatrudnieniem.

Największe roczne zmiany w wybranych działach PKD — luty 2026 r.
Doradztwo związane z zarządzaniem
+58,7%
Organizatorzy turystyki i działalność rezerwacyjna
+40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+24,1%
Działalność wydawnicza
-13,7%
Nadawanie programów ogólnodostępnych i abonamentowych
-23,6%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

W ujęciu miesięcznym mocne odbicie po styczniu

W porównaniu ze styczniem 2026 r. produkcja usług ogółem wzrosła o 4,5 proc. Wśród głównych sekcji najsilniejszy wzrost miesięczny odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie wskaźnik wyniósł 123,3. Oznacza to wzrost o 23,3 proc. m/m.

Na poziomie działów szczególnie wyróżniało się doradztwo związane z zarządzaniem. W tej kategorii produkcja usług wzrosła w lutym o 62,2 proc. wobec stycznia. W działalności organizatorów turystyki oraz usługach rezerwacyjnych wzrost wyniósł 31,3 proc. m/m. Z kolei największe miesięczne spadki odnotowano w działalności wydawniczej oraz działalności usługowej związanej z wyżywieniem.

Dział PKD Dynamika m/m
02.2026
Zmiana m/m
Doradztwo związane z zarządzaniem 162,2 +62,2%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 131,3 +31,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 117,2 +17,2%
Działalność prawnicza, rachunkowo-księgowa i doradztwo podatkowe 113,8 +13,8%
Działalność usługowa związana z wyżywieniem 92,1 -7,9%
Działalność wydawnicza 81,8 -18,2%

Co mierzy produkcja usług?

GUS podkreśla, że dynamika produkcji usług jest wskaźnikiem mierzącym miesięczne zmiany wolumenu produkcji usług, czyli wartości obrotów w cenach stałych uzyskiwanych na rynku przez przedsiębiorstwa usługowe. Dane dotyczą podmiotów o liczbie pracujących 10 osób i więcej.

Do agregatu zaliczane są m.in. transport i gospodarka magazynowa, zakwaterowanie i gastronomia, informacja i komunikacja, obsługa rynku nieruchomości, wybrane obszary działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz działalność w zakresie administrowania i działalność wspierająca.

Wniosek: lutowe dane wskazują na utrzymanie dodatniej dynamiki w sektorze usług, choć struktura wzrostu jest zróżnicowana. Najmocniej wyróżniały się usługi profesjonalne, doradcze i turystyczne, natomiast słabsze wyniki widoczne były w działalności wydawniczej oraz nadawaniu programów.

W szerszym ujęciu dane potwierdzają, że sektor usług pozostaje jednym z ważnych elementów aktywności gospodarczej. Wskaźnik produkcji usług ogółem był w lutym wyraźnie powyżej poziomu z 2021 r., a po wyrównaniu sezonowym utrzymał wzrost zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej.

Źródło danych: GUS, „Produkcja usług w lutym 2026 r.”. W przypadku tabel i wykresów: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Rentowność 30-letnich obligacji Japonii najwyżej w historii. Presja przenosi się na globalny dług

Wyprzedaż japońskich obligacji skarbowych pogłębiła presję na globalnym rynku długu. Rentowności rosną, ponieważ inwestorzy coraz bardziej obawiają się uporczywej inflacji, drożejącej ropy oraz wzrostu wydatków publicznych, który może oznaczać większą podaż obligacji. W Japonii rentowność 30-letnich obligacji chwilowo wzrosła aż do 4,205%, osiągając najwyższy poziom od momentu wprowadzenia tego instrumentu w 1999 roku. Presja nie ogranicza się jednak wyłącznie do najdłuższego końca krzywej dochodowości. Słabszy popyt pojawił się również na aukcji 5-letnich japońskich obligacji, mimo że oferowały one rekordowo wysoki kupon na poziomie 2%. W poprzednim tygodniu japoński dług zanotował największy tygodniowy spadek cen obligacji od kwietnia 2025 roku.

Wzrost rentowności japońskich obligacji wpisuje się w szerszą wyprzedaż długu na świecie. Rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do 4,63%, osiągając najwyższy poziom od lutego 2025 roku, natomiast rentowności 30-letnich papierów amerykańskich przekroczyły 5% i zbliżyły się do najwyższych poziomów od 2007 roku. Pod presją znalazły się także obligacje m.in. Australii i Nowej Zelandii. Głównym źródłem obaw pozostaje ryzyko inflacyjne. Rosnące ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo droższego transportu, wyższych kosztów produkcji i utrzymania presji cenowej w gospodarce. W Japonii problem ten wzmacnia słabszy jen, który podnosi koszty importu i może dodatkowo zwiększać inflację. Jednocześnie inwestorzy biorą pod uwagę możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Japonii, co obniża atrakcyjność starszych obligacji.

Dodatkowym czynnikiem niepewności są oczekiwania dotyczące polityki fiskalnej. Premier Sanae Takaichi zapowiedziała przygotowanie dodatkowego budżetu w odpowiedzi na rosnące ceny surowców. Dla rynku oznacza to ryzyko większych wydatków publicznych, a w konsekwencji także wyższej podaży długu. Taki scenariusz może dalej podbijać rentowności, zwłaszcza jeśli inwestorzy uznają, że polityka fiskalna i pieniężna nie są wystarczająco spójne w walce z inflacją.

Rosnące rentowności w Japonii mogą mieć znaczenie dla całego świata. Przez lata japońscy inwestorzy lokowali duże środki za granicą, zwłaszcza na rynkach obligacji krajów rozwiniętych. Jeśli rentowności krajowego długu będą dalej zbliżać się do poziomów oferowanych na innych dużych rynkach, część kapitału może wracać do Japonii. Z kolei taki przepływ mógłby dodatkowo podnosić rentowności obligacji w innych krajach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Kurs USDJPY rośnie dzisiaj do ok.159,00 JPY.

Obecna sytuacja pokazuje, że Japonia stała się jednym z głównych źródeł napięcia na światowym rynku obligacji. Rosnące rentowności japońskiego długu, obawy o inflację, droższa ropa i możliwe zwiększenie wydatków publicznych tworzą mieszankę czynników niekorzystnych dla rynku. Skutki mogą być odczuwalne daleko poza Japonią, zwłaszcza w USA, gdzie rentowności obligacji już znajdują się blisko wieloletnich maksimów.

Polska 6. w Europie pod względem trudności prowadzenia biznesu

Polska szósta w Europie oraz w pierwszej dwudziestce krajów na świecie, w których najtrudniej prowadzi się biznes.

Polska zajęła 6. miejsce w Europie oraz 19. na świecie wśród krajów, w których najtrudniej prowadzi się biznes, sklasyfikowanych w tegorocznym rankingu Global Business Complexity Index opracowanym przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji. Jest lepiej niż w ostatnich latach, choć nadal pozostajemy jednym z bardziej wymagających dla przedsiębiorców krajów europejskich.

Szóste miejsce w Europie i 19. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu to wynik najgorszy na tle krajów, z którymi sąsiadujemy. Nasi południowi sąsiedzi – Czesi plasują się w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej przyjaznych dla prowadzenia firmy. W ścisłej światowej czołówce są również inne europejskie kraje jak Malta czy Dania, które pokazują, że przepisy dotyczące prowadzenia firmy mogą być nieskomplikowane.

W tegorocznej, trzynastej edycji raportu GBCI, autorzy wzięli pod lupę 81 jurysdykcji, odpowiadających za ponad 90 proc. światowej gospodarki i porównali 292 wskaźniki dotyczące kluczowych aspektów prowadzenia działalności – od przepisów rachunkowo-podatkowych, przez prawo pracy, po zarządzanie podmiotami prawnymi.

Cyfryzacja zmienia obraz polskiego rynku

W poprzednich latach Polska była oceniana negatywnie jako kraj do prowadzenia biznesu przez złożone przepisy, rozbudowane obowiązki administracyjne, konieczność składania wielu raportów oraz powtarzania tych samych informacji w dokumentach ustawowych. Dodatkową barierą był obowiązek prowadzenia części dokumentacji w języku polskim.

Poprawa pozycji Polski w tegorocznym rankingu jest bezpośrednio związana z postępującą cyfryzacją procesów administracyjnych oraz aktywną polityką legislacyjną rządu zmierzającą do upraszczania przepisów.

W obszarze rachunkowości i podatków digitalizacja ułatwia zarządzanie zgodnością, a możliwość prowadzenia postępowań sądowych w formie elektronicznej pozwala firmom składać dokumenty online, bez konieczności fizycznej obecności.

Historyczną zmianą dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce było wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), który od 1 kwietnia br. objął niemal każdego przedsiębiorcę wystawiającego faktury w Polsce. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączą do systemu od 1 stycznia 2027 roku.

„Stale obserwujemy realny postęp w upraszczaniu środowiska regulacyjnego w Polsce, głównie w obszarze digitalizacji. Cyfryzacja procesów staje się odczuwalną ulgą dla firm, szczególnie tych działających na wielu rynkach jednocześnie. Do tego dochodzi solidna infrastruktura logistyczna, rozbudowana sieć transportowa i atuty Polski jako centrów produkcji bliżej rynku zbytu, które wzmacniają jej pozycję jako miejsca przyciągającego inwestorów. Jednocześnie musimy być szczerzy: pole do poprawek jest nadal duże.” – podkreśla Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Północnej.

Wyzwania, które hamują inwestorów

Mimo pozytywnych sygnałów, przedsiębiorcy – szczególnie zagraniczni – wciąż napotykają na wyraźne bariery wejścia i prowadzenia działalności w Polsce.

Inwestorzy nadal są zobowiązani do przygotowywania dokumentacji wyłącznie w języku polskim, muszą przejść przez wiele osobnych rejestracji i poświęcają czas na otwarcie rachunku bankowego w związku z rygorystycznymi wymogami Know Your Client (KYC), czyli kluczowymi procesami identyfikacji klientów stosowanymi przez instytucje finansowe, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa transakcji i zgodności z regulacjami przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Częste zmiany przepisów i krótkie okresy vacatio legis, na przykład wokół JPK CIT, zmuszają przedsiębiorstwa do błyskawicznej adaptacji systemów i procesów.

„Zmienność przepisów i krótkie terminy wdrożeniowe to nadal jeden z głównych powodów, dla których duże organizacje muszą przeznaczać nieproporcjonalnie dużo zasobów na zapewnienie standardów zgodności działania firmy z przepisami prawa, regulacjami wewnętrznymi, standardami branżowymi zamiast na podstawową działalność. To wyzwanie, które dobrze znamy z rozmów z naszymi klientami.” –  dodaje Joanna Romańczuk.

Rynek pracy pod presją

Obszarem wymagającym szczególnej uwagi pozostaje zatrudnienie. Pracodawcy muszą poruszać się w gąszczu skomplikowanych przepisów płacowych, zasad opodatkowania świadczeń i wymogów systemu ubezpieczeń społecznych – wszystko to w warunkach napiętego rynku pracy, silnej konkurencji o talenty i rosnących kosztów wynagrodzeń. Pracownicy zagraniczni częściowo łagodzą niedobory kadrowe, a Polska coraz wyraźniej podąża w kierunku ról o wyższej wartości dodanej, takich jak B+R (prace badawczo-rozwojowe) i technologia. Mimo to presja kadrowa pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla firm planujących ekspansję na polskim rynku.

Najtrudniej na świecie prowadzi się biznes w Grecji, która po raz trzeci z rzędu zajęła pierwsze miejsce w zestawieniu. Na kolejnych pozycjach znalazły się Meksyk, Brazylia oraz Francja. Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Dania, Jersey (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej), Niderlandy, Nowa Zelandia, Czechy, Brytyjskie Wyspy Dziewicze (brytyjskie terytorium zamorskie), Malta, Curaçao (terytorium zależne Holandii).

Wpływ na ich pozycję w rankingu mają przed wszystkim trzy czynniki: proste procesy księgowe, stabilność oraz przewidywalność przepisów.

W Europie wzorcami pozostają Dania, Holandia, Czechy, Malta.

Polityczna fragmentacja świata i rozproszenie gospodarcze sprawiają, że firmy dodają kolejne jurysdykcje do swoich łańcuchów dostaw, zwiększając złożoność swojego zarządzania. Fragmentacja polityczna oznacza też konieczność mierzenia się z coraz większą niepewnością regulacyjną. Inwestorzy szukają prostoty, ale przede wszystkim – pewności co do zasad, według których działają. Zachęcamy rządy, by poprawiały swoje pozycje w rankingu, działając na obu tych frontach.” – podsumowuje Mark Weil, dyrektor TMF Group.

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media. Umowa wraz z nową ofertą zagwarantuje stabilny wzrost przychodów i rozwój segmentu premium outdoor.

Strategiczna umowa z Polsat Media przewiduje 3-letnią współpracę z możliwością automatycznego przedłużenia do końca 2030 roku. To znacząco wzmacnia przewidywalność biznesową oraz możliwości dalszego skalowania oferty outdoorowej Digital Network i jej digitalizacji.

Przedłużenie współpracy z Polsat Media daje nam nie tylko przewidywalność biznesową, ale także możliwość dalszego skalowania i digitalizacji oferty outdoorowej – mówi Agnieszka Godlewska, prezes Digital Network.

Nowy aneks sankcjonuje wprowadzone już w styczniu rozszerzenie oferty handlowej Polsat Media o ponad 300 lokalizacji wielkoformatowych, należących do Braughman Group Media Outdoor, jednej z trzech największych firm reklamy zewnętrznej w Polsce i lidera segmentu wielkiego formatu Premium Outdoor. Spółka została przejęta przez Digital Network w czwartym kwartale ubiegłego roku.

Efektem nowej umowy jest wprowadzenie do oferty Polsat Media skonsolidowanej oferta Premium OOH, przygotowanej z myślą o dużych kampaniach wizerunkowych. Model zakłada łączenie dużego formatu reklamy zewnętrznej z cyfrowymi formatami DOOH oraz telewizją i internetem w ramach jednej oferty mediowej.

Wspólna oferta Digital Network i Braughman Media obejmie teraz m.in. spektakularne lokalizacje ekranów cyfrowych tzw. Super Size Screen’y, City Screen’y, siatki wielkoformatowe, murale, traffic board’y oraz duże nośniki zlokalizowane przy autostradach. –Zapotrzebowanie reklamodawców na spektakularne nośniki wielkoformatowe oraz nośniki cyfrowe dynamicznie rośnie. Teraz możemy to zaoferować w połączonych pakietach – podkreśla prezes Digital Network.

Spółka zaznacza, że rozszerzona oferta ma unikalny charakter na krajowym rynku outdoorowym, a w ramach współpracy z Polsat Media skierowanej do domów mediowych, realizowana jest na zasadach wyłączności. Polsat Media to największy broker reklamowy na polskim rynku medialnym, odpowiadający za sprzedaż czasu reklamowego i oferty cross-mediowej obejmującej telewizję, internet oraz kanały tematyczne. Portfolio spółki obejmuje nie tylko kanały Telewizja Polsat, ale również Interia oraz kilkadziesiąt kanałów telewizji satelitarnej i tematycznej, w tym takie marki jak TV Puls. Dzięki szerokiemu zasięgowi i rozbudowanej ofercie reklamowej Polsat Media pozostaje jednym z kluczowych partnerów największych reklamodawców i domów mediowych w Polsce, oferując kampanie łączące telewizję, digital, wideo online oraz nowoczesne formaty reklamowe outdoor.

Jak dodaje Agnieszka Godlewska, nowa umowa – obok procesu digitalizacji portfolio wielkoformatowego BGMO – stanowi jeden z najważniejszych elementów strategii rozwoju grupy na najbliższe lata.

3 proc. PKB na naukę jako punkt wyjścia. WZ UW chce debaty o reformie systemu

Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego wyraża poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”, której celem jest zwiększenie finansowania polskiej nauki. Zdaniem dziekana WZ UW prof. dr. hab. Grzegorza Karasiewicza, poziom nakładów na badania i rozwój powinien być traktowany nie tylko jako sprawa środowiska akademickiego, ale także jako jeden z warunków konkurencyjności gospodarki.

„Popieramy akcję »3% dla nauki, 100% dla Polski«, ponieważ stawka tej rozmowy wykracza poza interes środowiska akademickiego. Mówimy o warunkach, w których za kilka lat będą funkcjonować polskie firmy, instytucje publiczne i społeczeństwo. Nauka niedofinansowana w sposób systemowy nie jest w stanie wytwarzać wiedzy potrzebnej gospodarce ani kształcić specjalistów, których potrzebuje rynek pracy” — powiedział prof. dr hab. Grzegorz Karasiewicz, dziekan Wydziału Zarządzania UW.

Według danych GUS nakłady krajowe brutto na działalność badawczo-rozwojową w Polsce wyniosły w 2024 r. 51,5 mld zł i były o 3,1 proc. niższe niż rok wcześniej. Wskaźnik intensywności prac B+R, czyli udział nakładów wewnętrznych na działalność badawczo-rozwojową w PKB, wyniósł 1,41 proc. wobec 1,56 proc. w 2023 r.

Dla porównania, według Eurostatu nakłady na badania i rozwój w Unii Europejskiej wyniosły w 2024 r. 2,24 proc. PKB. UE pozostaje pod tym względem poniżej poziomów notowanych m.in. w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej.

Inicjatywa „3% dla nauki, 100% dla Polski” zakłada apel o zwiększenie finansowania polskiego sektora nauki do poziomu 3 proc. PKB. Organizatorzy wskazują trzy główne obszary postulatów: powiązanie wynagrodzeń w nauce z realiami rynkowymi, stabilniejsze warunki dla studentów i doktorantów oraz zwiększenie środków na prowadzenie badań, w tym dodatkowe finansowanie Narodowego Centrum Nauki.

Organizatorzy akcji prowadzą zbiórkę podpisów pod petycją i zapowiadają protest środowiska naukowego 27 maja w Warszawie, przed Sejmem RP.

Jak zaznaczył prof. Karasiewicz, Wydział Zarządzania UW patrzy na problem finansowania nauki także z perspektywy współpracy uczelni z otoczeniem gospodarczym.

„Z jednej strony coraz trudniej zatrzymać w nauce młodych badaczy, którzy mogą pracować w sektorze prywatnym za wynagrodzenia nieporównywalnie wyższe niż akademickie. Z drugiej strony partnerzy biznesowi coraz wyraźniej sygnalizują, że potrzebują uczelni jako partnera w projektach badawczych, wdrożeniach i transferze wiedzy” — wskazał.

Według dziekana dojście do poziomu 3 proc. PKB nakładów na badania i rozwój powinno być traktowane jako punkt wyjścia do szerszej rozmowy o roli nauki w gospodarce.

„Równie istotna jest jakość wydatkowania tych środków: stabilne finansowanie jednostek naukowych, godne wynagrodzenia, wsparcie dla doktorantów oraz przewidywalny system grantowy. Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego deklaruje gotowość do udziału w merytorycznej debacie nad tym, jak zwiększenie nakładów powiązać z reformą systemu, tak aby nowe środki realnie wzmocniły polską naukę” — dodał prof. Karasiewicz.