Obecny zarząd Fabrity z mandatem na kolejną kadencję

Prezes Tomasz Burczyński oraz Wiceprezes Rafał Graboś będą kierować Grupą Fabrity kolejną kadencję, która rozpocznie się 1 stycznia 2027 roku i potrwa do 31 grudnia 2029 roku.

Rada Nadzorcza pozytywnie ocenia pracę dotychczasowego Zarządu i jego wizję budowania wartości dla akcjonariuszy, dlatego też powierza mu kontynuację misji w kolejnych latach. Uchwała o powołaniu Zarządu została podjęta z wyprzedzeniem czasowym, aby podkreślić stabilność działania Grupy Fabrity, która jest wiarygodnym partnerem dla klientów biznesowych, w tym dużych korporacji czy też dla instytucji państwowych i unijnychmówi Grzegorz Stulgis, Przewodniczący Rady Nadzorczej Fabrity S.A.

Prezes Tomasz Burczyński jest związany z Grupą Fabrity (wówczas K2) od 23 lat, a w roku 2009 współtworzył segment software i rozpoczął zarządzanie nim (spółka Fabrity). Wszedł w skład Zarządu spółki holdingowej w roku 2022, a rok później objął funkcję Prezesa. Tomasz Burczyński to absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie ukończył studia na kierunku Metody Ilościowe i Systemy Informatyczne, związany również z Katedrą Ekonometrii, gdzie zajmował się metodami wspomagania decyzji i sztuczną inteligencją oraz z Katedrą Informatyki Gospodarczej, gdzie pracował jako wykładowca. Prezes Burczyński to przedsiębiorca i menedżer z powołania, informatyk z zamiłowania, pasjonat nowych technologii i ich wpływu na biznes. W świecie IT pracował w wielu rolach, począwszy od programisty, konsultanta i analityka, skończywszy na kierowniku projektu, rolach w obsłudze klienta i rozwoju biznesu. Zaangażowany merytorycznie w wiele projektów informatycznych realizowanych dla dużych polskich i międzynarodowych firm, ekspert w dziedzinie nowoczesnej sprzedaży i marketingu B2B.

Wiceprezes Rafał Graboś związany jest z Grupą Fabrity od 20 lat. Rozpoczął karierę od stanowiska analityka IT w projektach dla klientów z branży finansowej i farmaceutycznej, sukcesywnie obejmując role menedżerskie. Dodatkowo wspierał działania zespołu sprzedaży od strony koncepcyjnej i rozwiązaniowej. W latach 2020-2025 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu Fabrity sp. z o.o. odpowiedzialnego za utrzymanie i rozwój biznesu u aktualnych klientów spółki, realizację planów sprzedaży i rentowności we współpracy z zespołem Delivery Managerów oraz doradztwo strategiczne w projektach dla kluczowych klientów. Od czerwca 2024 r. pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu spółki holdingowej Fabrity S.A. Jest absolwentem Universität Leipzig ze stopniem doktorskim Wydziału Informatyki i Matematyki na kierunku Sztuczna Inteligencja, autorem kilku publikacji naukowych, visiting reasearcher na Université de Toulouse, byłym wykładowcą Wojskowej Akademii Technicznej.

Sztuczna inteligencja wymaga nowego sposobu zarządzania firmą

Już ponad dwie trzecie badanych firm przyznaje, że skuteczne i szybkie wprowadzanie AI do organizacji wymaga strategicznego i merytorycznego wsparcia ze strony kadry zarządzającej – wynika z raportu Capgemini The multi-year AI advantage. Oznacza to również, że proces wdrażania sztucznej inteligencji do biznesu nie jest wyłączną domeną działów IT. Kluczowa jest synergia różnych kompetencji organizacyjnych – od IT przez dział prawny i ds. zgodności, po finanse i HR – pod ścisłym nadzorem zarządu.

W wielu firmach sztuczna inteligencja ma potencjał aby stanowić nie tylko wsparcie dla poszczególnych działów. Może wpływać też na sposób podejmowania decyzji przez najwyższe kierownictwo firmy, organizację pracy, produktywność czy relacje z klientami. Oznacza to, że AI przestaje być jedynie kwestią wyboru odpowiedniego systemu, modelu czy infrastruktury, a staje się elementem strategii biznesowej i czynnikiem, który może decydować o konkurencyjności firmy w kolejnych latach.

– Do tej pory wdrażaniem nowych technologii zajmowały się przede wszystkim działy IT, ponieważ to one odpowiadały za infrastrukturę, bezpieczeństwo, integrację systemów i aspekty techniczne. W przypadku AI takie podejście jest jednak niewystarczające. Sztuczna inteligencja nie tylko automatyzuje wybrane procesy, lecz także zmienia sposób, w jaki organizacja analizuje dane, podejmuje decyzje, zarządza ryzykiem i tworzy wartość biznesową. Jej wdrożenie wymaga więc nie tylko kompetencji technologicznych, ale również jasnej wizji, strategicznych priorytetów, zaangażowania kadry zarządzającej oraz odpowiedzialnego nadzoru – komentuje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Od narzędzia do sposobu myślenia

Najważniejszym czynnikiem przyspieszającym upowszechnienie się sztucznej inteligencji nie jest sama technologia, ale właściwe przywództwo. Ostatnie badania Capgemini wskazują, że 67% organizacji wskazuje silne wsparcie i jasną wizję kadry zarządzającej jako najskuteczniejszy sposób przyspieszenia wdrażania AI. To sygnał, że firmy, które chcą wyjść poza etap eksperymentów i pojedynczych programów pilotażowych, potrzebują nie tylko narzędzi, modeli i infrastruktury, ale przede wszystkim strategicznego kierunku wyznaczonego na najwyższym szczeblu zarządzania.

W praktyce oznacza to konieczność przesunięcia punktu ciężkości z pytania „kto wdraża technologię” na „kto odpowiada za jej wpływ na firmę”. Eksperci Capgemini Invent zwracają uwagę, że przewagę dzięki AI osiąga się w perspektywie wieloletniej, a nie poprzez realizację pojedynczych projektów. Takie podejście wymaga konsekwencji, wspólnego języka między działami IT a biznesem oraz przywództwa, które potrafi odpowiedzialnie wcielać w życie ambitne plany. Wymaga również adopcji narzędzi przez wszystkich pracowników firmy.

Modele zarządzania AI w firmie

Skuteczne wdrożenie AI nie kończy się jednak na decyzji zarządu ani na zakupie dostępu do narzędzi AI. Kolejnym warunkiem jest stworzenie modelu zarządzania, który łączy różne obszary działalności firmy i jasno określa podział kompetencji. Dane z raportu Capgemini 2026 pokazują, że firmy za kluczowe dla upowszechnienia AI uznają nie tylko odpowiednie podejście kadry zarządzającej, lecz także współpracę z podmiotami zewnętrznymi (na co wskazuje 59% organizacji). Istotne są również jasne ramy nadzoru i zasady etyczne (53%) oraz skalowalna infrastruktura danych (51%).

Ten zestaw czynników dobrze pokazuje, dlaczego AI nie mieści się w tradycyjnym podziale na „biznes” i „IT”. Sztuczna inteligencja wymaga infrastruktury, ale także nowego podejścia do zarządzania danymi, kompetencji, zgodności regulacyjnej, kontroli ryzyka, zmiany procesów i mierzenia efektów biznesowych. W praktyce oznacza to jasno podzielone role w organizacji: dział IT odpowiada za architekturę technologiczną, integrację systemów, cyberbezpieczeństwo i stabilność wdrożeń. Działy prawne i compliance odpowiadają za ocenę zgodności z przepisami, bezpieczeństwo, przejrzystość oraz etyczne konsekwencje użycia AI. Pion finansowy wspiera ocenę zwrotu z inwestycji i weryfikuje rentowność projektów. Dział HR odpowiada za przygotowanie pracowników do zmiany poprzez rozwój kompetencji, szkolenia, nowe modele pracy i łagodzenie obaw zespołu. Menedżerowie wskazują natomiast konkretne problemy, które AI ma rozwiązać, oraz określać oczekiwane efekty – od skrócenia czasu obsługi klienta, przez wzrost produktywności, po poprawę jakości podejmowanych decyzji.

Wdrożenie AI wymaga modelu nadzoru, który ma charakter przekrojowy i obejmuje całą organizację. Jednocześnie procesem tym powinien zarządzać jeden główny decydent, którym w tym przypadku jest zarząd. To na tym najwyższym szczeblu muszą paść odpowiedzi na pytania wykraczające poza kompetencje pojedynczego działu: gdzie AI ma największy potencjał, jaką wartość ma przynieść, jakie ryzyko firma jest w stanie zaakceptować i jak zapewnić jej odpowiedzialny rozwój.

Wdrożenie, które niesie odpowiedzialność

Autorzy raportu zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – jednym z najważniejszych skutków upowszechnienia się AI jest zmiana charakteru pracy wykonywanej przez ludzi. Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera menedżerów, specjalistów i zespoły operacyjne w analizie informacji, przygotowywaniu rekomendacji, prognozowaniu, obsłudze klientów, tworzeniu treści czy automatyzacji powtarzalnych zadań. W efekcie wpływa nie tylko na procesy, ale także na decyzje podejmowane codziennie w organizacji.

Według danych Capgemini 66% organizacji odnotowuje realną poprawę produktywności i jakości decyzji dzięki współpracy człowieka z AI. To ważny sygnał dla kadry zarządzającej: największy potencjał sztucznej inteligencji nie polega jedynie na zastępowaniu pracy człowieka, ale na rozszerzaniu jego możliwości.

– Taki wpływ na organizację wymaga jednak odpowiedzialnego przywództwa. Jeśli AI zacznie współdecydować o działaniach sprzedażowych, ocenie ryzyka, priorytetach w obsłudze klienta czy optymalizacji procesów, firma musi jasno określić, gdzie kończy się rola algorytmu, a gdzie zaczyna się odpowiedzialność człowieka. Niezbędne jest wypracowanie zasad dotyczących kontroli, przejrzystości, interpretacji wyników oraz podejmowania decyzji w sytuacjach, w których wskazania algorytmów mogą mieć istotne konsekwencje biznesowe lub społeczne – mówi Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Nie mniej ważny jest wymiar kulturowy. Pracownicy muszą rozumieć, jak korzystać z narzędzi AI, kiedy im ufać, kiedy je weryfikować i jak łączyć ich potencjał z własnym doświadczeniem. Oznacza to konieczność inwestowania w szkolenia, rozwój kompetencji, modyfikację procesów oraz budowanie zaufania do nowych metod pracy. W przeciwnym razie sztuczna inteligencja zamiast stanowić wsparcie w poprawie efektywności i jakości podejmowanych decyzji, może być postrzegana jako narzędzie kontroli albo zagrożenie dla miejsc pracy.

Ocena skuteczności

Jak zatem zmierzyć sukces wdrożenia i sprawdzić, czy AI faktycznie poprawia wyniki firmy – zwiększa efektywność, przyspiesza podejmowanie decyzji, obniża koszty, wzmacnia relacje z klientami albo generuje nowe źródła przychodów?

Dane Capgemini pokazują, że organizacje coraz częściej patrzą na AI właśnie przez pryzmat wymiernych korzyści. 73% firm wskazuje, że głównymi miernikami sukcesu strategii są wskaźnik zwrotu z inwestycji (ROI) oraz wartość biznesowa płynąca z inicjatyw AI. Jednocześnie 68% organizacji mierzy liczbę wdrożonych lub rozwijanych scenariuszy użycia, a kolejne 68% analizuje potencjalny wzrost przychodów wynikający z zastosowania AI.

– Taki sposób oceny przesuwa odpowiedzialność za AI w stronę działów biznesowych, finansowych i strategicznych. Jeśli kluczowymi wskaźnikami efektywności (KPI) są zwrot z inwestycji, przychody i skala wykorzystania, to nie można rozliczać z nich wyłącznie działu technologii. Pion IT może zapewnić sprawność systemów, bezpieczeństwo, integrację i dostęp do infrastruktury, ale nie powinien samodzielnie odpowiadać za końcowy wynik biznesowy. O tym, gdzie AI ma największy potencjał, muszą decydować ci, którzy odpowiadają za wyniki, relacje z klientami, procesy i alokację kapitału – dodaje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Sztuczna inteligencja nie jest już (i nie może być) jedynie dodatkiem do systemów IT ani eksperymentem prowadzonym na marginesie działalności firmy. Dlatego pytanie o odpowiedzialność za AI jest w rzeczywistości pytaniem o to, kto odpowiada za przyszły model działania przedsiębiorstwa.

Najskuteczniejszy model wdrażania AI nie polega więc na przeniesieniu odpowiedzialności z działu IT na stronę biznesową, ale na stworzeniu wspólnego mechanizmu nadzoru, w którym każdy obszar ma jasno określoną rolę. Pion IT pozostaje kluczowy, ale nie może być jedyną komórką w organizacji odpowiedzialną za wdrażanie rozwiązań. AI buduje wartość, ale i niesie ze sobą ryzyko dla całej organizacji, dlatego zarządzanie nią musi obejmować wszystkie działy na czele z zarządem.

Univio przechodzi kolejny etap transformacji po inwestycji Value4Capital

Univio konsekwentnie realizuje plan transformacji przygotowany wspólnie z funduszem Value4Capital. W kolejnym etapie firma wzmocniła strukturę zarządzania i na przełomie I i II kwartału powołała dziewięcioosobowy zespół strategiczny. Tworzą go obecni członkowie zarządu: Grzegorz Kuczyński – Chief Executive Officer; Grzegorz Rudno-Rudziński – Chief Growth Officer; Marek Lose – Chief Financial Officer oraz menedżerowie odpowiedzialni za kluczowe obszary działalności, którzy objęli role C-level. W efekcie do teamu dołączyli: Paweł Peryga – Chief Technology Officer; Tomasz Gutkowski – Chief Commercial Officer; Tomasz Konarski – Chief Delivery Officer; Patrycja Maćkowska – Chief Accounting Officer; Daniel Majchrzak – Chief Operations Officer; Marta Jarosik – Chief People Officer. W ramach realizowanej sukcesji docelowa struktura zarządcza firmy zakłada zatrudnienie zewnętrznego menedżera na stanowisko CFO.

Wyższy poziom zarządzania

Nowy zespół już dziś współodpowiada za najważniejsze decyzje w firmie – od strategii, przez kierunki inwestycji, po nadzór nad realizacją celów biznesowych. Uporządkowanie ich ról na poziomie C-level upraszcza proces podejmowania decyzji i wzmacnia pozycję w relacjach z partnerami biznesowymi.

Zmiana oznacza odejście od modelu opartego głównie na założycielach na rzecz bardziej rozproszonego i elastycznego zarządzania, które umożliwia sprawne procesowanie projektów w wybranych obszarach biznesowych. Jest to szczególnie ważne w świecie, w którym technologie – w tym AI – rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek, a biznes wymaga szybkich decyzji. Dlatego Univio jako firma technologiczna realizująca kompleksowe projekty transformacji cyfrowej dokonała rewizji modelu zarządzania i sposobu podejmowania strategicznych decyzji.

– Univio rozwija zespół zdolny do kształtowania organizacji “antykruchej” czyli nie tylko adaptującej się do zmian, ale także potrafiącej je wykorzystywać jako źródło przewagi konkurencyjnej. W obecnych realiach wygrywanie na zmienności rynku, dzięki doświadczonemu zespołowi – staje się jednym z kluczowych czynników sukcesu. – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, CGO Univio.

Oferta napędzana możliwościami AI

Jednocześnie udoskonalanie oferty pozostaje głównym czynnikiem zmian w strukturze organizacyjnej spółki. To właśnie kierunek rozwoju usług decyduje o tym, jakie kompetencje są potrzebne w zespole zarządzającym. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że ta technologia znalazła się w centrum strategii Univio. Firma koncentruje się dziś na dwóch głównych wyzwaniach swoich klientów. Z jednej strony to presja innowacyjności i wdrażanie inwestycji w nowe technologie, z drugiej – presja efektywności operacyjnej związana z lepszym wykorzystaniem zasobów. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania i konieczność połączenia kompetencji technologicznych wraz ze zrozumieniem biznesu – w Univio powstała nowa rola. Do zespołu C-level jako Chief Technology Officer dołączył Paweł Peryga.

– Przytłoczenie dynamiką zmian w technologii i biznesie, sprawia, że klienci potrzebują nawigowania w tej złożonej rzeczywistości. Oczekują sprawnych rozwiązań i trafnych decyzji, które pozwolą im się rozwijać i adresować wyzwania efektywnie. Gdy technologia szybko staje się powszechna, przewaga z jej adopcji równie szybko znika. Firmy działające wyłącznie reaktywnie zawsze będą o krok za tymi, które budują przewagę z wyprzedzeniem. – mówi Paweł Peryga, CTO Univio. – Jak dodaje: Przywództwo technologiczne nie polega na wdrażaniu wszystkiego, co nowe, ani na podążaniu za każdym trendem – lecz na świadomym wyborze kierunków i odwadze inwestowania zanim rozwiązania staną się oczywiste. Dlatego wykorzystujemy nasze doświadczenie branżowe oraz zaktualizowaną o AI elastyczną ofertę, aby odpowiadać na zmienne potrzeby rynku i dostarczać nowy model współpracy.

Kierunek: Niemcy

Univio realizuje stopniowe przekazanie odpowiedzialności za realizację strategii firmy zespołowi menedżerskiemu wywodzącemu się z organizacji. Obejmuje to nie tylko formalne zmiany, ale też przejmowanie relacji z klientami i odpowiedzialności za rozwój biznesu. W najbliższych miesiącach firma skupi się na realizacji kluczowych celów biznesowych. Priorytety to rozwój działalności zagranicznej szczególnie na rynku niemieckim – oraz budowa skalowalnej i rentownej oferty dopasowanej do nowych realiów technologicznych. W ramach ekspansji zagranicznej do zespołu Univio w Niemczech dołączył Peter Makovitzky jako General Manager Europe. Ma ponad 25 lat doświadczenia w branży software i consultingu, a w przeszłości wspierał procesy technologiczne u takich gigantów jak: Bosch, Synlab, Continental, Scania, Wago, T-Mobile, Coca-Cola, Bayer, Mercedes-Benz czy Jaguar Land Rover. W regionie DACH będzie współpracował z Michaelem Sommerem, Managing Directorem Univio.

Banki z nowym kłopotem frankowym. Przedsiębiorcy coraz aktywniejsi w sądach

Nie tylko konsumenci mają kłopot z kredytami frankowymi. Przedsiębiorcy również coraz częściej stykają się z tym tematem. Klauzule abuzywne występują w umowach zawartych m.in. przez osoby prowadzące JDG, ale też spółki. Szacuje się, że tego typu sprawy stanowią nawet ok. 10-15% portfela wszystkich zobowiązań powiązanych z walutą obcą. Jednak pomiędzy tymi grupami jest zasadnicza różnica. Właściciele firm nie są objęci tak silną ochroną prawną jak konsumenci. Mimo to eksperci podkreślają, że z ich obserwacji wynika, iż przybywa spraw przeciwko bankom i prognozują dalszy wzrost. Do tego linia orzecznicza ewoluuje w kierunku coraz bardziej korzystnym dla przedsiębiorców, co może stanowić dodatkowy bodziec do wzrostu liczby pozwów.

Problem kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej dotyczy również przedsiębiorców, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż konsumentów, co podkreśla dr Wanesa Choptiany-Mańka z Uniwersytetu WSB Merito. Ekspertka zaznacza, że większość takich zobowiązań była bowiem zaciągana w celu finansowania potrzeb mieszkaniowych. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy w ogóle nie korzystali z tego typu ofert.

– Mówimy o właścicielach firm, którzy zaciągnęli zobowiązania finansowe związane z ich działalnością gospodarczą w latach 2004-2011. Im również proponowano tego rodzaju umowy, prezentując je jako bezpieczne i atrakcyjne rozwiązanie. Możliwe jest ich zakwestionowanie, ale na nieco innych podstawach niż w przypadku tych zawartych przez konsumentów. Najczęściej ww. kredyty były zawierane przez osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, jednak wśród tej grupy często trafiają się również spółki – komentuje adwokat Milena Mocarska z kancelarii MBM Legal.

Szacuje się, że kredyty przedsiębiorców stanowią około 10-15% portfela wszystkich tego typu zobowiązań powiązanych z walutą obcą, o czym informuje dr hab. Dariusz Kowalski, prof. Uniwersytetu SWPS. Ekspert dodaje, że duża część tzw. umów frankowych zawierała klauzule abuzywne. Przedsiębiorcy mogą dochodzić swoich roszczeń, ale na tzw. zasadach ogólnych. Zatem muszą wykazać niezgodność np. z przepisami kodeksu cywilnego, co jest trudniejsze. Oni nie dysponują tak szerokim zakresem narzędzi prawnych jak konsumenci. Ci ostatni są w obrocie prawnym chronieni w sposób szczególny z uwagi na dysproporcję w pozycji kontraktowej. Przekłada się ona np. na dostęp do informacji.

– Kluczowa różnica polega na tym, że konsumenci objęci są silną, wyspecjalizowaną ochroną prawną, podczas gdy przedsiębiorcy są traktowani jako podmioty profesjonalne, świadome ryzyk związanych z zawieranymi umowami. W konsekwencji mają oni ograniczony dostęp do instrumentów ochronnych, co utrudnia im skuteczne kwestionowanie umów. Mimo to w praktyce coraz częściej podejmują próby ich podważania, odwołując się do ogólnych zasad prawa cywilnego – analizuje dr Choptiany-Mańka.

Z kolei mec. Mocarska zaznacza, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wystąpienie z roszczeniami przeciwko bankom w związku z kredytami waloryzowanymi do walut obcych. Jak twierdzi ekspertka z MBM Legal, wiele spraw jest wciąż w toku, jednakże przeważnie zmierzają one w kierunku rozstrzygnięcia korzystnego dla kredytobiorcy. Świadczy o tym chociażby postawa sądów tuż po złożeniu pozwu. Wówczas często wydają postanowienia o zabezpieczeniu roszczeń poprzez zawieszenie obowiązku spłaty rat kredytu na czas trwania postępowania.

– Prawo nie jest zerojedynkowe i powstają pewne wątpliwości w sprawach na pograniczu, np. w sytuacji gdy przedsiębiorca będący osobą fizyczną zwiera umowę zwierającą klauzule abuzywne, ale nie w 100% w ramach swojej profesjonalnej działalności. Sądy nie stosują tu automatyzmu. W sytuacjach takich zawsze każdy przypadek trzeba badać indywidualnie – wyjaśnia dr hab. Kowalski.

Natomiast ekspertka z WSB Merito zwraca uwagę na ostatnie głośne wyroki TSUE w zakresie tzw. spraw frankowych. Co do zasady te orzeczenia nie mają formalnie bezpośredniego zastosowania do przedsiębiorców, opierają się na przepisach prawnych chroniących wyłącznie konsumentów. Mają za to znaczenie pośrednie, wyznaczają ogólne standardy przejrzystości postanowień w umowach kredytowych oraz konieczności zachowania równowagi kontraktowej. Ponadto wyraźnie podkreślają zakaz stosowania mechanizmów pozwalających na jednostronne, dowolne kształtowanie świadczenia. Na takie standardy przedsiębiorcy mogą z powodzeniem powoływać się w swoich sprawach.

– W pewnym sensie przełomowa dla przedsiębiorców z perspektywy czasu okazała się uchwała Sądu Najwyższego z 28 kwietnia 2022 roku w sprawie o sygn. III CZP 40/22. Przesądzono w niej nieważność umów kredytowych waloryzowanych do walut obcych. Ta uchwała pozwala na skuteczne podnoszenie w procesach sądowych, że nie tylko abuzywność postanowień umów kredytów frankowych zawartych przez konsumenta może być podstawą uznania takich umów za nieważne – stwierdza mec. Milena Mocarska.

Zdaniem dr Choptiany-Mańki, linia orzecznicza w sprawach przedsiębiorców ewoluuje w kierunku jeszcze bardziej korzystnym dla tej grupy kredytobiorców. Sądy coraz częściej dopuszczają możliwość kwestionowania umów także poza reżimem ochrony konsumenckiej. Według ekspertki, szczególne znaczenie ma wyrok Sądu Najwyższego z 12 września 2025 roku (II CSKP 643/25). Potwierdzono w nim możliwość unieważnienia całej umowy kredytu frankowego zawartej przez przedsiębiorcę, a nie tylko konkretnych postanowień odnoszących się do waluty obcej, np. dowolności w ustalaniu kursu walut przez kredytodawców. Orzeczenie to potwierdziło trend, w którym przedsiębiorcy zyskują realne narzędzia do podważania ważności takich umów kredytowych.

– W mojej ocenie należy spodziewać się wzrostu liczby spraw, ponieważ kolejne korzystne wyroki motywują przedsiębiorców do podjęcia kroków prawnych. Będzie on zapewne stopniowy, ponieważ linia orzecznicza dopiero się kształtuje. Nowe korzystne orzeczenia sądów mogą powodować sukcesywny zwrot zainteresowania zainicjowaniem postępowań przez kolejnych przedsiębiorców – dodaje ekspertka z kancelarii MBM Legal.

Dr Wanesa Choptiany-Mańka również spodziewa się wzrostu liczby spraw z udziałem przedsiębiorców, którzy dopiero zaczynają aktywnie dochodzić swoich roszczeń. W opinii ekspertki z WSB Merito, jednym z kluczowych czynników jest ugruntowanie się korzystnej linii orzeczniczej, obejmującej już nie tylko konsumentów. To zachęca przedsiębiorców do występowania na drogę sądową oraz zwiększa ich świadomość prawną jako kredytobiorców.

Odszkodowania pod przyszłe lotnisko Port Polska. Wojewoda wydał już decyzje na ponad 164 mln zł

Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie prowadzi postępowania odszkodowawcze dotyczące nieruchomości objętych decyzją lokalizacyjną dla przyszłego lotniska Port Polska. Na zlecenie urzędu, niezależni rzeczoznawcy majątkowi opracowali wyceny wszystkich nieruchomości. Następnie operaty szacunkowe przekazano do wszystkich osób posiadających tytuł prawny do nieruchomości. Proces odszkodowawczy dotyczy działek zabudowanych i niezabudowanych. Działki, na których znajdują się budynki mieszkalne stanowią 8 % wszystkich działek.PORT POLSKA

Proces odszkodowawczy przy inwestycji Port Polska jest największym od lat tego rodzaju procesem realizowanym przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie. Dotyczy on 887 działek, w tym 75 działek zabudowanych budynkami mieszkalnymi. Punktem wyjścia było zlecenie sporządzenia operatów szacunkowych, czyli wycen nieruchomości przez niezależnych rzeczoznawców majątkowych. Dla wszystkich działek sporządzono 543 operaty szacunkowe, które zostały wysłane do osób posiadających udokumentowane prawo do nieruchomości (własność lub użytkowanie wieczyste), a także spółki Centralny Port Komunikacyjny. Co ważne, operat nie jest jeszcze decyzją o odszkodowaniu.

Po otrzymaniu operatu szacunkowego właściciel ma prawo odnieść się do zaproponowanej wyceny. Takie samo prawo przysługuje spółce realizującej inwestycję. Ewentualne zastrzeżenia są następnie analizowane. Dopiero po analizie całości sprawy Wojewoda Mazowiecki wydaje decyzję odszkodowawczą. Na podstawie tej decyzji właściciel nieruchomości może wnioskować o wypłatę zaliczki w wysokości 85 % odszkodowania. Osoba z tytułem prawnym do nieruchomości dalej ma prawo do dochodzenia większego odszkodowania w ścieżce odwoławczej od decyzji wojewody.

Wydanie decyzji o wysokości odszkodowania jest kilkuetapowym, transparentnym procesem, prowadzonym z poszanowaniem prawa do aktywnego udziału właścicieli w postępowaniu. Decyzję poprzedza zapoznanie się stron z operatem szacunkowym, możliwość składania uwag, analiza uwag przez rzeczoznawcę, a także ewentualnie wykonanie operatu zamiennego. Dopiero zakończenie procesu składania uwag do operatu umożliwia wydanie decyzji odszkodowawczej.

Wojewoda Mazowiecki wydał dotychczas 210 decyzji odszkodowawczych na łączną kwotę ponad 164 mln zł. Na dzień 18 maja proces wydawania decyzji o odszkodowanie lub umorzenie zrealizowany jest na poziomie 43,21 %.

Dla wielu operatów szacunkowych nie minął jeszcze czas na zgłoszenie ewentualnych zastrzeżeń. Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie będzie sukcesywnie wydawał decyzje odszkodowawcze w sprawach, w których dobiegł końca termin na odniesienie do operatów i analiza zastrzeżeń. Priorytetowo traktowane są sprawy dotyczące nieruchomości zabudowanych oraz te, które mają bezpośrednie znaczenie dla sytuacji życiowej mieszkańców.

Jednocześnie informujemy, że właściciele mają zagwarantowane prawo do korzystania z nieruchomości jeszcze przez 120 dni od ostateczności decyzji lokalizacyjnej dla inwestycji.

Krakowski rynek biurowy pod presją niższego popytu, ale bez wzrostu pustostanów

Krakowski rynek biurowy utrzymał stabilne fundamenty w I kwartale 2026 roku, pomimo wyraźnego spadku aktywności najemców po rekordowym 2025 roku. Stabilny poziom pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz rosnący udział nowych umów i ekspansji potwierdzają odporność największego regionalnego rynku biurowego w Polsce.

Zasoby biurowe Krakowa wynoszą 1,85 mln mkw., co odpowiada około 14% całkowitej powierzchni biurowej w Polsce. W I kwartale 2026 roku zarówno wskaźnik pustostanów, jak i czynsze wywoławcze pozostały stabilne, mimo niższego wolumenu najmu.

Niska nowa podaż ogranicza dostępność nowoczesnych biur w Krakowie

Aktywność deweloperska w Krakowie, podobnie jak na większości regionalnych rynków biurowych w Polsce, pozostaje bardzo ograniczona. W I kwartale 2026 roku ukończono jedynie jeden projekt – Fabryczna Office Park B7 o powierzchni około 8 000 mkw..

Obecnie w budowie znajduje się około 50 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego ponad połowa ma zostać oddana jeszcze w tym roku. Największym realizowanym projektem pozostaje Tischnera Green Park (24 000 mkw.), którego ukończenie planowane jest na koniec 2027 roku.

„Krakowski rynek biurowy funkcjonuje obecnie w warunkach bardzo ograniczonej nowej podaży. Niska aktywność deweloperska będzie w kolejnych kwartałach wspierać stabilizację rynku oraz stopniowe ograniczanie dostępności nowoczesnej powierzchni,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Nowe umowy dominują w strukturze popytu

W I kwartale 2026 roku wynajęto w Krakowie niespełna 17 000 mkw. powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 66% rok do roku po bardzo mocnym poprzednim roku. Mimo niższego wolumenu struktura popytu pozostaje pozytywnym sygnałem dla rynku.

Nowe umowy odpowiadały za 60% całkowitego wolumenu najmu, a udział ekspansji wzrósł do 12%. Wskazuje to na większą gotowość firm do podejmowania nowych decyzji dotyczących powierzchni biurowej oraz dalszego rozwoju działalności w Krakowie.

Rynek najmu nadal napędzają przede wszystkim firmy z sektora usług dla biznesu (21%) oraz branży IT (17%), jednak w pierwszym kwartale istotną rolę odegrał również sektor produkcyjny, który odpowiadał za niemal jedną trzecią podpisanych umów (32%).

„Pomimo chwilowego spowolnienia aktywności najemców obserwujemy rosnący udział nowych umów i ekspansji, co potwierdza, że firmy nadal postrzegają Kraków jako atrakcyjną lokalizację do rozwoju biznesu,” – dodaje Monika Sułdecka-Karaś, partner, dyrektor regionalna w Knight Frank.

Pustostany w centrum Krakowa pozostają wyraźnie niższe

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów w Krakowie wyniósł 18,4% i pozostał praktycznie niezmieniony względem poprzedniego kwartału. Stabilizacja poziomu pustostanów wynikała m.in. z rosnącego udziału rozszerzeń oraz ograniczonej nowej podaży.

Rynek pozostaje jednak wyraźnie spolaryzowany. Najlepszą sytuację obserwuje się w centralnych lokalizacjach, gdzie poziom pustostanów wynosi jedynie 9,8%.

W perspektywie kolejnych kwartałów niska aktywność deweloperska oraz utrzymujący się udział nowych umów i ekspansji powinny sprzyjać dalszej stabilizacji rynku.

Czynsze biurowe w Krakowie utrzymują stabilny poziom

W I kwartale 2026 roku czynsze wywoławcze w nowoczesnych biurowcach w Krakowie pozostawały stabilne i najczęściej mieściły się w przedziale od 10 do 18 EUR/mkw./miesiąc. W najbardziej prestiżowych projektach stawki przekraczały górną granicę tego zakresu.

Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne, które wynosiły od 16 do 29 PLN/mkw./miesiąc, w zależności od standardu budynku i zakresu oferowanych usług.

Fabrity proponuje 2,5 zł dywidendy za 2025 rok

Około 10% może wynieść stopa dywidendy technologicznej Grupy Fabrity [GPW: FAB]. Wniosek Zarządu w tej sprawie został już pozytywnie zaopiniowany przez Radę Nadzorczą, a finalne decyzje co do dywidendy podejmie w czerwcu Walne Zgromadzenie.

Propozycja Zarządu Fabrity oznacza łącznie blisko 7 mln zł dywidendy i wpisuje się w długoterminową politykę dywidendową spółki.

Nasza działalność operacyjna generuje gotówkę i nie wymaga istotnych nakładów inwestycyjnych, dzięki czemu możemy wypłacać naszym akcjonariuszom relatywnie wysokie dywidendy nawet za okres gorszej koniunktury, jaką obserwowaliśmy w zeszłym roku. W roku 2026 zamierzamy powrócić na ścieżkę biznesowego wzrostu i kontynuować zdywersyfikowany rozwój, co w mojej ocenie jest dodatkową korzystną informacją dla inwestorów wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Fabrity z możliwą dywidendą 2,50 zł znalazłaby się w gronie spółek z GPW o najwyższej stopie dywidendy, biorąc pod uwagę wartość tego wskaźnika około 10% na bazie kursy akcji sprzed publikacji raportu na temat rekomendacji Zarządu co do dywidendy za rok 2025. Za poprzednie cztery lata obrotowe Fabrity wypłaciła aż 19,95 zł dywidend na akcję oraz przeprowadziła skup akcji własnych o wartości 7,7 mln zł, co jednak było tylko w części efektem powtarzalnego biznesu (sprzedaż spółek spoza core-businessu oraz zwrot CIT).

Firmy mają strategie AI, ale rzadko widzą zwrot z inwestycji. Nowy raport KPMG pokazuje skalę problemu

Niemal wszystkie badane przez KPMG organizacje na świecie posiadają już strategię AI, a ponad dwie trzecie deklaruje, że sztuczna inteligencja dostarcza mierzalną wartość biznesową. Jednocześnie jedynie 8% firm osiągnęło realny zwrot z inwestycji, a zaledwie 11% można uznać za liderów AI zdolnych do skutecznego skalowania tej technologii w całej organizacji. Z raportu KPMG International „Global AI Pulse Q1 2026” wynika, że największym wyzwaniem nie jest już dostęp do narzędzi AI, lecz integracja technologii z procesami biznesowymi, strukturą organizacyjną i sposobem podejmowania decyzji. Polska nie jest wyjątkiem od tej tendencji – eksperci KPMG obserwują ten sam schemat u rodzimych klientów.

Raport „Global AI Pulse Q1 2026” inauguruje cykliczne badanie KPMG International mierzące poziom dojrzałości organizacji w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji. Analiza pokazuje podział między organizacjami, które potrafią przełożyć inwestycje w AI na trwałą wartość biznesową, a firmami, które mimo rosnących budżetów nadal nie osiągają skalowalnych efektów.

Skala wdrożeń nie gwarantuje sukcesu

Z badania KPMG wynika, że niemal cztery na dziesięć organizacji znajduje się już na etapie szerokiego wdrażania AI, jednak większość z nich nadal nie osiąga wymiernych rezultatów biznesowych. Problemem nie jest brak ambicji ani ograniczony dostęp do technologii, lecz sposób wdrażania AI.

Firmy najczęściej nakładają nowe rozwiązania na istniejące struktury organizacyjne, zamiast modyfikować model operacyjny. Tymczasem firmy uznane za liderów AI koncentrują się na budowie zintegrowanych systemów, które łączą dane, procesy i decyzje w skali całego przedsiębiorstwa.Global AI Pulse Q1 2026

Dane z raportu „Global AI Pulse Q1 2026” pokazują, że liczba pilotaży nie jest miarą sukcesu. W Polsce obserwujemy szybki wzrost zainteresowania AI – firmy intensywnie eksperymentują z generatywną AI, automatyzacją procesów i asystentami językowymi. Wiele z tych inicjatyw przynosi bardzo dobre wyniki na poziomie pojedynczych procesów. Wyzwanie pojawia się jednak w momencie skalowania.

W praktyce doradczej widać ten sam schemat, który raport identyfikuje globalnie: sztuczna inteligencja jest dokładana do istniejących struktur, zamiast prowadzić do ich przebudowy. Organizacje próbują wykorzystywać AI, by robić to samo, co dotychczas, tylko szybciej i taniej. Tymczasem realna wartość pojawia się jako rezultat przeprojektowania sposobu podejmowania decyzji, lepszej koordynacji procesów między działami oraz budowy modelu pracy opartego na współpracy ludzi i AI. To wymaga zmian w obszarach takich jak governance, systemy motywacyjne czy podział odpowiedzialności – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Governance i bezpieczeństwo stają się warunkiem skalowania AI

Raport KPMG pokazuje również, że trzy czwarte badanych menedżerów wskazuje kwestie bezpieczeństwa i ryzyka jako jedne z głównych barier dalszego rozwoju AI. Najczęściej wymieniane wyzwania dotyczą ochrony prywatności danych i cyberbezpieczeństwa (po 42% wskazań), jakości danych (34%) oraz niepewności regulacyjnej (31%).

Organizacje osiągające najwyższą dojrzałość AI traktują jednak governance nie jako element ograniczający innowacje, lecz jako fundament umożliwiający skalowanie technologii. Firmy, które integrują zarządzanie ryzykiem bezpośrednio z architekturą systemów AI, szybciej osiągają kontrolę nad wdrożeniami i lepiej wykorzystują potencjał nowych rozwiązań.

Polskie firmy mają solidne fundamenty: silne kompetencje technologiczne i pragmatyczne podejście do inwestycji. Dodatkowo rosnąca presja regulacyjna w Unii Europejskiej – w szczególności AI Act oraz regulacje takie jak DORA w sektorze finansowym – wymusza budowę governance równolegle z wdrożeniami. Jak pokazuje raport, tworzenie struktur governance pozwala jasno określić zasady odpowiedzialności, kontroli i nadzoru, a tym samym wspiera efektywne skalowanie AI. Największym wyzwaniem pozostaje jednak fragmentaryczność danych oraz starsze, często rozproszone systemy IT, które utrudniają skalowanie AI w całej organizacji.

Kluczowa rekomendacja jest prosta sukces AI należy mierzyć wpływem na wyniki biznesowe, a nie liczbą wdrożonych narzędzi. Równie istotne jest zrozumienie, że governance i kompetencje pracowników są fundamentem, nie dodatkiem. To właśnie te obszary zadecydują o trwałej przewadze konkurencyjnej – dodaje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Kompetencje pracowników pozostają najsłabszym ogniwem

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków płynących z raportu jest niski poziom gotowości pracowników do funkcjonowania w środowisku opartym na AI. Tylko 22% respondentów deklaruje wysoką pewność, że ich pracownicy są w stanie sprostać wymaganiom środowiska opartego na AI.

Jednocześnie firmy, które są przekonane o gotowości swoich zespołów, niemal czterokrotnie częściej osiągają mierzalne efekty biznesowe niż organizacje mające braki kompetencyjne.

Różne sektory, różne tempo dojrzewania AI

Najbardziej zaawansowanym sektorem pod względem wykorzystania AI pozostaje sektor TMT (Technologia, Media i Telekomunikacja). Organizacje z tego obszaru coraz częściej budują architektury AI-natywne, integrując systemy wieloagentowe z kluczowymi procesami biznesowymi.

Sektor finansowy rozwija AI bardziej ostrożnie ze względu na wysokie wymogi regulacyjne i compliance, koncentrując się na modelach governance wspierających wdrożenia. Handel i dobra konsumenckie skupiają się przede wszystkim na wykorzystaniu AI w sprzedaży, marketingu i zarządzaniu doświadczeniem klienta, natomiast sektor ochrony zdrowia mierzy się głównie z wyzwaniami dotyczącymi zaufania, odpowiedzialności i ryzyka klinicznego.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: Global AI Pulse Q1 2026

O raporcie:

„Global AI Pulse Q1 2026” to pierwsza edycja cyklicznego badania KPMG International poświęconego poziomowi zaawansowania wykorzystania sztucznej inteligencji w globalnym biznesie. Badanie realizowane jest kwartalnie i analizuje przejście organizacji od pojedynczych wdrożeń do skoordynowanego zarządzania AI na poziomie całego przedsiębiorstwa. Badanie przeprowadzono metodą ankiety online w okresie od 19 lutego do 17 marca 2026 r. Próba objęła 2110 członków kadry zarządzającej i menedżerów wyższego szczebla z organizacji o rocznych przychodach przekraczających 100 mln USD. Respondenci reprezentowali 20 krajów i osiem sektorów gospodarki, w tym technologię, usługi finansowe, produkcję, handel i dobra konsumenckie, ochronę zdrowia, energetykę oraz nieruchomości i budownictwo.

Gold Butter Index bije rekord. Gram złota wart ponad 100 kostek masła. Symboliczna bariera została przełamana

Ceny złota nie przestają zaskakiwać, a masło, choć nieco droższe niż w marcu,  pozostaje relatywnie tanie w porównaniu do szczytów inflacyjnych. Efekt? Przygotowywany z lekkim przymrużeniem oka, Gold Butter Index (GBI) w pierwszym kwartale 2026 roku po raz pierwszy w historii przekroczył barierę 100 punktów, osiągając w marcu poziom 113,5 kostki za gram kruszcu.

GBI GM

Jeszcze pod koniec 2025 roku zanotowaliśmy rekordowe 71 kostek za gram złota. Dane za pierwsze miesiące 2026 roku pokazują jednak, że tempo, w jakim złoto „ucieka” cenom żywności, gwałtownie przyspieszyło. Średni odczyt GBI za cały pierwszy kwartał 2026 roku wyniósł 102,7.

Gold Butter Index to wskaźnik, który pokazuje, ile 200-gramowych kostek masła można kupić za 1 gram złota. Luty i marzec 2026 roku przyniosły istotny przełom. Wskaźnik wyniósł odpowiednio 113,48 oraz 113,51.

Przekroczenie poziomu 100 kostek to moment symboliczny. Pokazuje on, jak drastycznie może zmienić się siła nabywcza w krótkim czasie, gdy czynniki geopolityczne windują ceny kruszcu, a rynek dóbr konsumpcyjnych szuka nowej równowagi – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark. – Nawet jeśli w kwietniu odnotowaliśmy lekką korektę do poziomu 97,6, trend pozostaje jasny: złoto wciąż pełni rolę potężnego zabezpieczenia wartości, reagując na ryzyka znacznie szybciej niż standardowy koszyk zakupowy – dodaje Tekliński.

Za rekordowe odczyty odpowiada przede wszystkim cena złota, która w lutym 2026 roku osiągnęła poziom 606 PLN za gram. W tym samym czasie cena masła ustabilizowała się na znacznie niższym poziomie niż w latach ubiegłych, oscylując w marcu nieco poniżej 5 PLN za kostkę (uśrednione dane pochodzą portalu dlahandlu.pl).

– Nasz indeks powstał z przymrużeniem oka, ale dostarcza ciekawych wniosków i danych, które obrazują realny wpływ zmienności cen na nasze życie, oraz to jak chronić wartość naszych pieniędzy – mówi Marta Dębska, ekspertka Goldsaver i Goldenmark. – Relatywnie tanie masło to efekt normalizacji kosztów produkcji i dużej konkurencji między sieciami handlowymi. Z perspektywy konsumenta to dobra wiadomość przy kasie, ale z perspektywy oszczędzającego to sygnał, że tradycyjne waluty tracą dystans do realnych aktywów, takich jak metale szlachetne – wyjaśnia Dębska.

Co dalej z GBI? Choć dane z kwietnia 2026 wskazują na lekkie uspokojenie nastrojów (spadek ceny złota do 537 PLN i wzrost ceny masła do 5,50 PLN), GBI wciąż utrzymuje się na poziomie bliskim 98 – czyli znacznie wyższym niż średnia z całego 2025 roku. Eksperci wskazują, że wysoki poziom indeksu może stać się „nową normalnością”, odzwierciedlającą zmiany w globalnej gospodarce.

Konsumpcja wspiera rozwój handlu. Polska jednym z najszybciej rosnących rynków w Europie

0

Rynek handlowy w Polsce utrzymuje trend wzrostowy, wspierany przez stabilne fundamenty makroekonomiczne. Aktywność deweloperów i najemców pozostaje wysoka – wskazują dane CBRE. W pierwszym kwartale 2026 r. sektor handlowy przyciągnął niemal jedną trzecią całej wartości inwestycji w nieruchomości komercyjne. Rozwojowi rynku sprzyja znaczna skłonność konsumentów do zakupów. Według prognoz Oxford Economics wzrost wydatków Polaków w 2026 r. sięgnie 3,3 proc. w ujęciu rocznym, co stawia nas na drugim miejscu w Europie, za Węgrami.

Tylko w pierwszym kwartale 2026 r. w sektor handlowy zainwestowano blisko 320 mln euro, czyli 31 proc. całego wolumenu ulokowanego w nieruchomości komercyjne. Plany deweloperów na kolejne miesiące pozostają ambitne – łącznie w tym i przyszłym roku może przybyć ponad 1 mln mkw. powierzchni handlowej.

Rosnące wydatki konsumentów oraz ambitne plany ekspansji najemców handlowych przekładają się na aktywność deweloperów. Według planów tylko w 2026 roku na rynek ma trafić jeszcze około 650 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej. Obserwujemy także coraz wyraźniejszy zwrot w stronę jakości. Ten trend jest już bardzo widoczny w centrach handlowych i stopniowo zaczyna umacniać się także w parkach mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Parki handlowe nie zwalniają, centra stawiają na nową jakość

Parki handlowe pozostają dominującym formatem inwestycyjnym i odpowiadają za 92 proc. powierzchni znajdującej się obecnie w budowie. Co istotne, rozwój nie ogranicza się wyłącznie do małych formatów convenience – realizowane są również większe projekty, a 13 inwestycji przekracza 15 tys. mkw. powierzchni.

Pomimo silnej koncentracji nowych inwestycji wokół parków handlowych, centra handlowe nadal utrzymują dobrą pozycję rynkową. Ich właściciele aktywnie zarządzają aktywami, szczególnie w zakresie repozycjonowania obiektów, realizacji celów ESG oraz dostosowywania oferty do zmieniających się potrzeb konsumentów i operatorów handlowych. Właściciele centrów handlowych rozwijają miks najemców przede wszystkim w segmentach gastronomii, mody oraz rozrywki.

Konsumpcja trzyma rynek na wysokich obrotach

Przy inflacji bliskiej celowi inflacyjnemu (3,2 proc. r/r w kwietniu br.) oraz prognozowanym przez Oxford Economics wzroście wydatków konsumenckich o 3,3 proc. w 2026 roku, Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się rynków konsumenckich w Europie. Szybsze tempo wzrostu notują jedynie Węgrzy (3,4 proc.), a na trzecim miejscu znalazły się Czechy i Hiszpania (po 2,9 proc.). Pierwszą piątkę zamyka Norwegia.

– Polska pozostaje dziś jednym z najsilniejszych rynków wzrostu konsumenckiego w Europie. Dodatkowo dzięki korzystnym warunkom makroekonomicznym nasz kraj nadal postrzegany jest przez nowe marki jako atrakcyjny rynek wejścia, szczególnie w segmentach mody, sportu oraz gastronomii. Jednym z najnowszych debiutów jest marka odzieżowa Lululemon, która otworzyła swój pierwszy sklep w Polsce w centrum Westfield Arkadia w Warszawie dodaje Anna Wysocka, CBRE.

Sprzedaż danych Cloud Technologies wzrosła w marcu o 28% rdr. Data Curation nowym motorem wzrostu

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w marcu 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 28 proc. rdr. To kolejny miesiąc z wysoką, dwucyfrową dynamiką wzrostu w kluczowym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Pierwsze miesiące 2026 r. potwierdzają, że przejście na sprzedaż danych pod własnymi brandami było właściwą decyzją strategiczną i przynosi oczekiwane efekty. W pierwszym kwartale br. w każdym miesiącu notowaliśmy ponad 25% dynamikę sprzedaży danych. Spodziewamy się utrzymania tego pozytywnego trendu również w kolejnych miesiącach. Równolegle bardzo dobrze rozwija się Data Curation, nasz nowy produkt zapowiedziany w strategii, który zwiększa potencjał monetyzacji posiadanych przez nas danych i wpływa na raportowaną dynamikę sprzedaży. Wstępne dane za kwiecień pokazują, że przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc, podczas gdy w marcu 2026 r. ich udział nie przekraczał 3%. To pokazuje, że nowy produkt zaczyna generować przychody o skali istotnej z punktu widzenia całej grupy kapitałowej i może stać się jednym z ważnych motorów wzrostu w kolejnych okresach – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych. Zgodnie z opublikowanym raportem bieżącym, według wstępnych danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r. przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc. Dla porównania, w marcu 2026 r. udział przychodów z tego produktu w skonsolidowanych przychodach Grupy nie przekroczył 3%. Produkt Data Curation stanowi nowy obszar sprzedaży rozwijany w ramach Strategii 2026+, a jego wzrost jest niezależny od pozostałej działalności Spółki. Dane te mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie po otrzymaniu kompletu raportów sprzedażowych oraz zakończeniu procesu zamknięcia danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Wpisując się w te założenia, zarząd Cloud Technologies rekomenduje wypłatę dywidendy w wysokości 1,1 PLN na akcję oraz kontynuację skupu akcji własnych. O przeznaczeniu zysku i dalszych działaniach w tym zakresie zdecyduje walne zgromadzenie zaplanowane na 8 czerwca 2026 r.

Akcjonariusze będą również głosować nad proponowanym programem motywacyjnym dla wybranych kluczowych członków zespołu. Program zakłada możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. W ocenie Spółki program będzie dodatkowym akceleratorem i źródłem motywacji dla kluczowych członków zespołu do dalszej intensywnej pracy nad zwiększaniem skali działalności Cloud Technologies, realizacją ambitnych celów strategicznych oraz budową długoterminowej wartości dla akcjonariuszy.

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

LPG zyskuje mimo braku dotacji. Liczba przydomowych zbiorników rośnie o 10% rocznie

Pomimo usunięcia dofinansowania dla kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze, liczba przydomowych zbiorników LPG rośnie w tempie 10% rocznie. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego liczba takich zbiorników w 2025 r. sięgnęła 172 tys. Segment ogrzewania komunalnego na terenach wiejskich i pozbawionych dostępu do sieci gazowniczej jest kluczowy w walce o czyste powietrze, bo Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej z tak wysokim, blisko 20-proc. udziałem węgla w zużyciu energii przez gospodarstwa domowe i 2 mln „kopciuchów”.

Smog należy do najważniejszych problemów cywilizacyjnych, z jakimi zmaga się obecnie Polska. Według Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, corocznie przyczynia się on do śmierci ok. 40 tys. Polaków i w szczególnie zanieczyszczonych miejscowościach może skracać życie nawet o 3,5 roku.

Zgodnie z wynikami realizowanego przez pracownię SW Research badania Ekobarometr z 2025 r., 82% Polaków uznaje smog za poważne zagrożenie dla zdrowia.Smog jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia ludzi

Smog powodowany jest przede wszystkim przez tzw. „kopciuchy”, starego typu piece wykorzystujące paliwa stałe. Zgodnie z danymi z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków z maja 2026 r., w 6,3 mln budynków pozostało nadal 2 mln tzw. „kopciuchów” – pozaklasowych źródeł ogrzewania na paliwa stałe, niespełniających żadnych norm efektywności energetycznej.

– Od momentu uruchomienia programu „Czyste Powietrze” gaz płynny oraz gaz ziemny stały się ważnym sojusznikiem polityki rządowej w walce o poprawę jakości powietrza. – mówi Bartosz Kwiatkowski, dyrektor generalny POGP – Niezależnie od pojawiającej się krytyki tego programu, warto odnotować jego sukcesy: w okresie od września 2018 r. do grudnia 2025 r. sfinansowano wymianę ok. 895 tys. urządzeń grzewczych, znacząco przyczyniając się do redukcji emisji zanieczyszczeń. Ponad 280 tys. z zainstalowanych urządzeń stanowiły nowoczesne kotły gazowe, w tym kotły na LPG.

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze (2018-2025)

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze

Początkowo (2018–2022) kotły gazowe kondensacyjne odpowiadały za ok. 40% wszystkich wniosków, przy udziałach powietrznych pomp ciepła i kotłów na biomasę na poziomie odpowiednio 20% i 15%. W marcu 2025 r. wznowiono nabór wniosków do programu Czyste Powietrze na nowych zasadach, w których zabrakło dofinansowania na wymianę tzw. „kopciuchów” na kotły gazowe. Po wznowieniu programu kotły na biomasę (głównie na pellet i drewno) osiągnęły pod koniec 2025 r. udział przekraczający 70% wniosków o dofinansowanie.

Wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze było zresztą dużym rozczarowaniem dla Polaków. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej. 52,7% Polaków ocenia, że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem LPG przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu – i ten odsetek wzrósł w 2025 r. wobec badania z roku poprzedniego.wymiana

Kotły gazowe stanowią dziś największy odsetek spośród zainstalowanych w Polsce źródeł ciepła (5 mln, 28% wszystkich). Do dziś w wielu województwach, zwłaszcza słabiej zurbanizowanych, dominują urządzenia grzewcze na paliwa stałe –
w kujawsko-pomorskim, lubelskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. To właśnie te regiony stanowią największe wyzwanie transformacji ciepłownictwa, zwłaszcza, gdy nowe regulacje promują ogrzewanie kotłami biomasowymi.

– Warto przypomnieć, że w przypadku kotłów gazowych, emisje pyłów są ok. 22 razy mniejsze niż przy spalaniu peletu i aż 50 razy mniejsze niż przy spalaniu węgla. – dodaje Bartosz KwiatkowskiW przypadku rakotwórczego benzo(a)pirenu, jego emisja ze spalania gazu jest 325 razy mniejsza, niż w przypadku peletu i 1000 razy mniejsza niż w przypadku węgla. Jeden dom ogrzewany węglem zanieczyszcza powietrze bardziej niż cała ulica ogrzewana gazem.

Co ciekawe, w świetle prawa europejskiego kotły na biomasę traktowane są jako nieemitujące gazów cieplarnianych, choć zarazem generują znacząco wyższe emisje szkodliwych dla zdrowia człowieka związków w postaci pyłów PM, benzo(a)pirenu, tlenku siarki (SOx) czy tlenku azotu (NOx) niż ma to miejsce w przypadku kotłów gazowych.

Wskaźniki zanieczyszczeń emitowanych przy spalaniu paliw w kotłach opałowych według wartości energetycznej (g/GJ)

Zanieczyszczenia Kotły gazowe Kotły węglowe
w ekoprojekcie
Kotły biomasowe
w ekoprojekcie
Pył PM2,5 0,5 25 11
CO2 57 650 104 526 124 654
Czad 30 515 375
Tlenki azotu 40 185 83
Benzo(a)piren 8 x 10-7 8,5 x 10-4 2,6 x 10-4

Szerzej o porównaniu emisyjności kotłów grzewczych można przeczytać na stronie http://www.ogrzewaniedladomu.pl/.

Wstrzymanie dofinansowania dla kotłów gazowych nie zmniejszyło popularności ogrzewania gazem LPG. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego średnie roczne tempo przyrostu liczby instalacji zbiornikowych 2022-25 sięgnęło 10%, a na koniec 2025 r. zarejestrowanych w Polsce było 172 tys. takich instalacji. Najwięcej w województwach o znaczącej proporcji ludności wiejskiej – mazowieckim (48,3 tys.), łódzkim (23,4 tys.) oraz wielkopolskim (14,2 tys.). Według danych GUS ok. 70% mieszkańców Polski mieszka na obszarach zgazyfikowanych. W przypadku miejscowości położonych poza zasięgiem sieci gazowniczej mieszkańcy stoją przed wyborem paliw stałych (węgla lub biomasy) z jednej strony, a niskoemisyjnych (pomp ciepła i gazu płynnego LPG) z drugiej.

Efektywna transformacja ogrzewnictwa, której podstawowym celem powinna być eliminacja problemu smogu i poprawa jakości powietrza, wymaga wykorzystania całego miksu technologii niskoemisyjnych. Gaz płynny oraz wkrótce odnawialny biopropan mogą odegrać istotną rolę jako rozwiązanie uzupełniające, szczególnie tam, gdzie elektryfikacja pozostaje utrudniona ze względów technologicznych lub ekonomicznych – na terenach wiejskich i trudno dostępnych.

Branża grzewcza apeluje o realistyczną transformację: pełna elektryfikacja ogrzewania dziś niemożliwa

18 maja 2026 r. w Centrum Prasowym PAP w Warszawie odbyła się konferencja zorganizowana przez Stowarzyszenie Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG), Polską Organizację Gazu Płynnego (POGP) oraz firmę Termet S.A. poświęcona przyszłości ogrzewnictwa, bezpieczeństwu energetycznemu i walce z niską emisją. Eksperci branży zgodnie podkreślali, że pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa, a kluczową rolę w transformacji powinny odegrać technologie hybrydowe oraz paliwa gazowe – w tym LPG, biometan i wodór.

Konferencja zatytułowana „Czy Polska może odejść od gazu? Bezpieczeństwo energetyczne, czyste powietrze i realistyczna transformacja” zgromadziła przedstawicieli branży grzewczej i gazowej, którzy odnieśli się do kierunku europejskiej transformacji energetycznej, wpływu regulacji UE na rynek urządzeń grzewczych oraz wyzwań związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski. Punktem wyjścia do dyskusji były także wnioski z debaty „Rola LPG w transformacji energetycznej”, która odbyła się w kwietniu b.r. Parlamencie Europejskim w Brukseli.

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, oraz Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., zgodnie wskazywali, że transformacja energetyczna musi uwzględniać realne możliwości infrastrukturalne, ekonomiczne i społeczne. Zdaniem uczestników konferencji odejście od paliw kopalnych powinno odbywać się etapowo, przy zachowaniu neutralności technologicznej i wykorzystaniu różnych źródeł energii – szczególnie w sektorze ogrzewnictwa.

Transformacja energetyczna wymaga neutralności technologicznej

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, skoncentrował swoje wystąpienie na wpływie europejskich regulacji klimatycznych na przemysł grzewczy i przyszłość systemów ogrzewania. Podkreślił, że całkowite odejście od gazu nie jest obecnie ani realistyczne, ani korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Prezes SPIUG zwrócił uwagę, że unijna dyrektywa EPBD przewiduje istotną rolę technologii hybrydowych oraz urządzeń przystosowanych do wykorzystania paliw odnawialnych, takich jak biometan czy wodór. Jego zdaniem przyszłość rynku należy do systemów łączących różne źródła energii – pomp ciepła, fotowoltaiki oraz nowoczesnych urządzeń gazowych.

Janusz Starościk podkreślił również znaczenie neutralności technologicznej. Zdaniem SPIUG regulacje powinny koncentrować się na efekcie środowiskowym, a nie na eliminowaniu konkretnych technologii. Obecnie najbardziej racjonalnym rozwiązaniem są nowoczesne instalacje hybrydowe, które pozwalają jednocześnie ograniczyć emisję, zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii oraz utrzymać akceptowalne koszty ogrzewania.

LPG jako paliwo przejściowe i narzędzie walki ze smogiem

Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, przedstawił społeczne konsekwencje transformacji energetycznej oraz rolę LPG w ograniczaniu niskiej emisji. Zwrócił uwagę, że Polska nadal należy do krajów UE o wysokim udziale paliw stałych w ogrzewaniu gospodarstw domowych, co bezpośrednio przekłada się na problem zanieczyszczenia powietrza. W tym kontekście LPG może być racjonalnym paliwem przejściowym – szczególnie na terenach pozbawionych dostępu do sieci gazowej – ponieważ pozwala ograniczać emisję pyłów i przyspieszać wymianę przestarzałych źródeł ciepła.

Przedstawiciel POGP podkreślił, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem gospodarstw domowych i powinna uwzględniać zarówno możliwości finansowe mieszkańców, jak i dostępność infrastruktury. Przywołał także wyniki Ekobarometru, badania realizowanego corocznie przez agencję badawczą SW Research, którego POGP jest partnerem merytorycznym, a zgodnie z którymi Polacy coraz wyraźniej dostrzegają związek między jakością powietrza a zdrowiem i bezpieczeństwem codziennego życia. Ponad 51% respondentów uznało, że kotły gazowe powinny nadal być objęte dofinansowaniem w ramach programu „Czyste Powietrze”. Postawy społeczne pokazują, że transformacja ogrzewnictwa musi uwzględniać nie tylko cele klimatyczne, lecz także realną poprawę komfortu życia mieszkańców oraz ograniczenie kosztów energii.

Pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa

Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., mówił o ograniczeniach infrastruktury energetycznej oraz roli gazu i technologii hybrydowych w procesie transformacji energetycznej.

W swoim wystąpieniu podkreślił, że system elektroenergetyczny w Polsce nadal opiera się w dużej mierze na źródłach konwencjonalnych, a dynamiczny rozwój ogrzewania elektrycznego bez równoległej modernizacji sieci może stanowić zagrożenie dla stabilności dostaw energii.

Prezes Termet wskazał, że gaz pozostaje dziś ważnym „paliwem bezpieczeństwa”, stabilizującym system energetyczny szczególnie w okresach niskiej produkcji energii z OZE. Zwrócił również uwagę na potencjał nowoczesnych układów hybrydowych, które pozwalają elastycznie wykorzstywać różne źródła ciepła w zależności od warunków pogodowych, cen energii i możliwości infrastrukturalnych budynków. Jako przykład podał nowoczesne kondensacyjne kotły gazowe z panelami fotowoltaiczno-termicznymi (PVT).  Zdaniem przedstawiciela Termet tego typu rozwiązania są obecnie najbardziej racjonalnym kierunkiem transformacji ogrzewnictwa.

Jednak głównym postulatem Damiana Majera jest prowadzenie transformacji w sposób realistyczny – z uwzględnieniem interesów konsumentów, możliwości technicznych budynków oraz konkurencyjności polskiego przemysłu grzewczego.

Branża apeluje o realistyczną i społecznie odpowiedzialną transformację

Uczestnicy konferencji zgodnie podkreślali, że skuteczna transformacja energetyczna wymaga równowagi pomiędzy celami klimatycznymi, bezpieczeństwem energetycznym oraz możliwościami ekonomicznymi społeczeństwa.

Przedstawiciele branży apelowali o zachowanie neutralności technologicznej w regulacjach krajowych i europejskich, wspieranie technologii hybrydowych oraz uwzględnienie roli paliw gazowych jako niezbędnego etapu przejściowego w drodze do gospodarki niskoemisyjnej.

Eksperci wskazywali również, że walka ze smogiem i modernizacja systemów grzewczych powinny pozostać jednym z priorytetów polityki publicznej, ale tempo zmian musi być dostosowane do realnych możliwości infrastruktury energetycznej i polskich gospodarstw domowych. W ogrzewnictwie, jak w mało której dziedzinie, łatwo o argumenty, że transformacja energetyczna albo będzie sprawiedliwa, albo nie zakończy się powodzeniem.

Rynek biurowy Warszawy coraz bardziej spolaryzowany. Centrum i miejsca poza centrum funkcjonują według odmiennych reguł

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026 roku coraz wyraźniej potwierdza tezę o jego postępującej polaryzacji. Różnice pomiędzy strefami centralnymi a niecentralnymi widoczne są zarówno po stronie jakości podaży i dostępności powierzchni, jak i aktywności deweloperów. W praktyce oznacza to, że rynek funkcjonuje dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach, w których obowiązują odmienne mechanizmy popytu i podaży, wynika z raportu wydanego przez Dział Badań i Analiz AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych pt.: „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2026 r.”.

Pustostany: wyraźna dysproporcja między centrum a lokalizacjami poza nim

Jednym z najbardziej czytelnych przejawów polaryzacji jest poziom dostępnej powierzchni biurowej. Na koniec I kwartału 2026 roku średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 9,5%, jednak wartość ta maskuje istotne różnice pomiędzy poszczególnymi strefami miasta.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań, AXI IMMO, komentuje: „W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, podczas gdy w lokalizacjach niecentralnych wynosił 12,2%, co oznacza niemal 6 punktów procentowych różnicy. Najwyższe wskaźniki niewynajętej powierzchni odnotowano na Służewcu (18,7%), w rejonie Żwirki i Wigury (15,4%) oraz w korytarzu Alej Jerozolimskich (12,0%)”.

W centralnych lokalizacjach rynek zmaga się z ograniczonym wyborem biur, zwłaszcza w segmencie dużych, jednorodnych metraży. Niska dostępność powierzchni w centrum przekłada się na wzrost konkurencji pomiędzy najemcami oraz presję na czynsze w najlepszych projektach.

Aktywność deweloperów skupiona w centrum

Polaryzacja rynku znajduje również odzwierciedlenie w strukturze nowej podaży i inwestycji realizowanych przez deweloperów. Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie w budowie znajdowało się ok. 120 000 mkw. powierzchni biurowej, z czego ponad 110 tys. mkw. realizowane było w strefach centralnych, podczas gdy na lokalizacje poza centrum przypadało zaledwie ok. 4 tys. mkw. To w praktyce oznacza niemal całkowitą koncentrację nowej podaży w centrum miasta. Natomiast 120 000 mkw. powierzchni biurowej w budowie oznacza spadek aktywności deweloperskiej o 46% rok do roku.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, wyjaśnia: „Brak jest nowych budów w strefach niecentralnych, co potwierdza selektywne podejście deweloperów i koncentrację kapitału w lokalizacjach o najwyższym potencjale popytowym oraz prestiżowym charakterze”.

W tej części miasta skupiają się największe i najbardziej zaawansowane projekty biurowe, takie jak AFI Tower (ok. 50 000 mkw.), realizowany przez AFI Europe w ramach kompleksu Towarowa 22 na Woli, z planowanym ukończeniem w 2028 roku, Skyliner II dewelopera Karimpol w rejonie Ronda Daszyńskiego, a także Upper One firmy Strabag Real Estate przy al. Jana Pawła II.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, podsumowuje: „Charakterystyczna dla tych realizacji jest duża skala, wysoki standard oraz koncentracja w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, co odpowiada na popyt ze strony najemców poszukujących nowoczesnych, reprezentacyjnych powierzchni. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja poza centrum, gdzie aktywność inwestycyjna ma wyraźnie ograniczony zakres i koncentruje się głównie na mniejszych projektach, takich jak Puławska 533, a także na repozycjonowaniu starszych kompleksów biurowych w strefach takich jak Służewiec czy korytarz Alej Jerozolimskich. Tym samym struktura realizowanych inwestycji potwierdza utrwalający się model rynku „dwóch prędkości”, w którym centrum przyciąga kapitał i nowe projekty, natomiast strefy niecentralne pozostają obszarem ograniczonej aktywności deweloperskiej i rosnącej konkurencji cenowej”.

Dwa rynki w jednym mieście

Zestawienie danych dotyczących pustostanów, stawek czynszów oraz aktywności deweloperów i najemców prowadzi do wniosku, że warszawski rynek biurowy coraz wyraźniej funkcjonuje jako rynek dwóch prędkości. W centrum miasta umacnia się segment nowoczesnych, prestiżowych projektów o ograniczonej dostępności powierzchni na wynajem i rosnących stawkach czynszowych. Poza centrum dominują natomiast lokalizacje o wyższym poziomie pustostanów, w których konkurencja opiera się w większym stopniu na cenie oraz elastyczności warunków najmu.

Postępująca polaryzacja sprawia, że zarówno najemcy, jak i właściciele budynków muszą dostosowywać swoje strategie do realiów konkretnej strefy. Różnice pomiędzy centrum a lokalizacjami niecentralnymi przestają być jedynie kwestią adresu – coraz częściej determinują one model funkcjonowania całych segmentów rynku biurowego w Warszawie.

Inwestorzy kierują się do bezpiecznego dolara po załamaniu na rynku obligacji

W wiadomościach finansowych dominowała w ubiegłym tygodniu gwałtowna wyprzedaż na rynkach obligacji na całym świecie.

Kluczowe punkty:

  • Dane z Polski budzą obawy – wzrost zawodzi, a inflacja rośnie.
  • USD umacnia się względem pozostałych głównych walut w obliczu globalnej wyprzedaży na rynku obligacji.
  • Po wysokich odczytach inflacji w USA rynki obstawiają podwyżkę stóp procentowych Fedu w 2026 r.
  • Wojna w Iranie wciąż trwa; stronom nie udaje się wynegocjować porozumienia w kluczowych kwestiach spornych.
  • Andy Burnham staje się faworytem na stanowisko premiera, rynek obligacji w Wlk. Brytanii silnie traci.

Posiadacze obligacji poczuli niepokój przez kumulację szeregu czynników: perspektywy utrzymania się wyższych cen energii na dłużej, dowodów na efekty drugiej rundy inflacji i politycznej niestabilności w krajach takich jak Wielka Brytania. Trudniejsze do oszacowania, obecne jednak wciąż z tyłu głowy każdego inwestora, są brak postępów w redukowaniu deficytów w gospodarkach rozwiniętych i perspektywy niekończącej się emisji nowych papierów dłużnych – trend ten pogłębia wszędzie demografia. Akcje utrzymują swoją stosunkową odporność w obliczu gwałtownego wzrostu rentowności. Inaczej jest w przypadku walut. Wszystkie główne osłabiły się względem dolara, przy czym funt brytyjski i real brazylijski radziły sobie wyraźnie gorzej ze względu na wewnętrzne trudności polityczne.

Kalendarz makroekonomiczny na ten tydzień jest stosunkowo lekki. Oznacza to, że śledzenie reakcji rynku na wyprzedaż obligacji może być pouczające: obligacje znajdą dno i odbiją się czy też ich wyprzedaż będzie trwać w obliczu braku nowych wiadomości? Uwaga skupi się w tym tygodniu na globalnej publikacji wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w czwartek (21.05). Z Wielkiej Brytanii napłyną dane z rynku pracy (wtorek 19.05) i dotyczące inflacji (środa 20.05), najistotniejszym tematem pozostanie jednak niepewna przyszłość premiera Keira Starmera.

PLN

Rynkowe obawy dotyczące przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie osłabiają złotego, który w parze z euro powrócił do okolic 4,25. Lokalne informacje również nie są zbyt zachęcające. W zeszłym tygodniu rozczarowały dane o PKB w I kwartale roku – wzrost o zaledwie 0,5% k/k był o połowę niższy niż w IV kwartale i słabszy od oczekiwanego (0,6–0,7%). Nie są to dane pozytywne, warto jednak pamiętać o niesprzyjających okolicznościach (niskiej aktywności strefy euro, szoku energetycznym oraz mroźnej zimie).

Nie wydaje się, że na tym etapie można mówić o inherentnej słabości gospodarki. Niemniej pewne obawy budzą również szczegółowe dane o inflacji, które poznaliśmy w ostatnich dniach. Mimo osłonowych działań rządowych dynamika cen sięgnęła w kwietniu 3,2%. Uwagę zwracają dynamiczny wzrost cen w kategorii „informacja i komunikacja”, bardzo silny transportu lotniczego oraz podbicie inflacji bazowej (3,0%).

W tym tygodniu zwrócimy uwagę na dane z rynku pracy w kwietniu (szczególnie płace – ciasność rynku pracy ma kluczowe znaczenie w kontekście ryzyka występowania efektów drugiej rundy), dotyczące produkcji przemysłowej oraz inflacji producenckiej (czwartek 21.05). Normalnie te ostatnie nie spotkałyby się z dużym zainteresowaniem, ale w obliczu szoku energetycznego i ogromnego zaskoczenia w analogicznych danych z USA zyskują na znaczeniu – choć konsensus zakłada odczyt na lekkim minusie, nie można wykluczyć, że po blisko trzech latach zobaczymy wyjście z deflacji cen producenckich.

EUR

Wyprzedaż obligacji rozprzestrzeniła się na krótki koniec amerykańskiej krzywej rentowności, co oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni różnica między stopami procentowymi po obu stronach Atlantyku nie kurczyła się dalej. Uważamy to za jeden z czynników napędzających niedawne osłabienie się euro względem dolara. Kolejne dwa to naturalna ucieczka inwestorów do bezpiecznych aktywów spowodowana wojną w Iranie oraz fakt, że skok cen energii wydaje się uderzać w europejską gospodarkę znacznie silniej niż w amerykańską.

Wyczekujemy wstępnych wskaźników PMI za maj (czwartek 21.05), by przekonać się, czy wzrost cen energii ma stały wpływ na aktywność biznesową w bloku. Ekonomiści prognozują niewielki wzrost wskaźnika zbiorczego, lecz do poziomów spójnych wciąż z kurczeniem się gospodarki. Podejrzewamy, że II kwartał będzie okresem faktycznej stagnacji, nie można też jednak wykluczyć scenariusza, w którym dynamika wzrostu będzie w tym czasie ujemna.

USD

Kilka nieprzyjemnych niespodzianek w publikacji danych w USA w kwietniu wzmocniło wyprzedaż na rynku obligacji, która rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka wzrosła silniej, niż oczekiwano, a presja cenowa wydaje się rozlewać z sektora energetycznego na wskaźnik bazowy. Ceny producenckie również mocno przebiły prognozy, jako że presja inflacyjna rozprzestrzenia się po łańcuchu dostaw. Rozmowy o obniżkach stóp procentowych w USA niemal całkowicie ustały, rynki są zaś coraz bardziej pewne, że kolejnym ruchem będzie ich podwyżka – główną niepewnością jest to, kiedy dokładnie do niej dojdzie.

Istotnym aspektem trwającej wyprzedaży obligacji jest to, że wyceniana przez rynki inflacja w dalszym okresie zaczyna rosnąć, co jest niepokojącym rozwojem sytuacji dla Rezerwy Federalnej. W ubiegłym tygodniu oficjalnie powołano nowego prezesa FOMC Kevina Warsha, który po raz pierwszy poprowadzi posiedzenie Fedu w czerwcu. Uważamy, że trudno mu będzie przeciągnąć na swoją stronę jakichkolwiek jastrzębi, co oznacza, że główną obawą inwestorów stanie się prawdopodobnie jego dążenie do rezygnacji z forward guidance.

GBP

Wyprzedaż na rynku obligacji rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii przez obawy, że – po porażce Partii Pracy w wyborach lokalnych – gabinet Starmera zastąpi jeszcze bardziej nieodpowiedzialny pod względem fiskalnym rząd, szybko rozprzestrzeniła się jednak na inne gospodarki G10. W związku z tym funt osłabił się w ubiegłym tygodniu względem pozostałych głównych walut. Jedynym pocieszeniem dla niego jest to, że dane gospodarcze utrzymują się na całkiem niezłych poziomach. W I kwartale gospodarka rosła w tempie 0,6%, a wskaźniki PMI jak dotąd pokazują dość ograniczony wpływ niepewności związanej z wojną w Iranie.

Szereg danych publikowanych w tym tygodniu będzie testem dla tej narracji. Wyczekujemy szczególnie reakcji zaufania przedsiębiorców na niestabilność polityczną. Funt doświadczył tak silnej wyprzedaży, że jego wycena uwzględnia już znaczną niestabilność polityczną, niemniej nowy zwrot rządu w lewo prawdopodobnie jeszcze by ją pogłębił. Andy Burnham, Burmistrz hrabstwa Wielki Manchester, który najpierw będzie musiał wygrać wybory w Makerfield, jest obecnie faworytem bukmacherów do zastąpienia Starmera. Biorąc pod uwagę zarówno jego poparcie dla wyższego zadłużenia i podatków, jak i wcześniejsze wypowiedzi, w których bagatelizował potrzebę podporządkowywania się rządu rynkowi obligacji, uważamy, że jego wybór byłby najgorszym scenariuszem dla obligacji rządowych i funta.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.

GUS: administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. Rośnie rola AI i EZD

Administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. AI wykorzystuje już co druga jednostka administracji rządowej.

Dwa różne tempa modernizacji – to główny wniosek z analizy cyfryzacji publicznej w 2025 roku. Choć narzędzia takie jak platforma e-Zamówienia, elektroniczny obieg dokumentów czy e-usługi w smartfonach łączą centralę z regionami, to technologicznym klinem okazała się sztuczna inteligencja. To właśnie w obszarze AI dysproporcja między administracją rządową a samorządową jest najbardziej uderzająca.

Dane GUS · Informacja sygnalna z 18 maja 2026 r.

99,2% jednostek korzystało z platformy e-Zamówienia
86,2% jednostek korzystało z systemu EZD
77,4% jednostek szkoliło pracowników z technologii ICT
17,7% jednostek deklarowało wdrożenie rozwiązań AI

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2025 roku 90,4% jednostek administracji publicznej wyposażało pracowników w urządzenia przenośne pozwalające na mobilny dostęp do internetu w celach służbowych. W administracji rządowej odsetek ten wyniósł 99,1%, a w administracji samorządowej 90,0%.

Inaczej wygląda jednak udział samych pracowników mających dostęp do takich urządzeń. W skali całej administracji publicznej było to 34,4% zatrudnionych, czyli o 0,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W administracji rządowej dostęp do urządzeń mobilnych miało 51,8% pracowników, a w administracji samorządowej 23,4%.

Elektroniczne zarządzanie dokumentami jest już standardem

System Elektronicznego Zarządzania Dokumentami, czyli EZD, staje się jednym z podstawowych narzędzi pracy urzędów. W 2025 roku korzystało z niego 86,2% jednostek administracji publicznej. To wzrost wobec 84,7% w 2024 roku.

Wyraźnie częściej po EZD sięgały jednostki administracji rządowej, gdzie odsetek wyniósł 95,5%. W administracji samorządowej było to 85,8%. Wśród urzędów marszałkowskich wykorzystanie systemu EZD osiągnęło 100%.

Korzystanie z systemu EZD w 2025 r.
Administracja publiczna
86,2%
Administracja rządowa
95,5%
Administracja samorządowa
85,8%

Jednostki mogły korzystać równocześnie z komercyjnego i niekomercyjnego systemu EZD. Z danych GUS wynika, że z niekomercyjnego systemu korzystało 30,5% jednostek administracji publicznej, natomiast z komercyjnego 76,2%.

Urzędy częściej szkolą pracowników z technologii cyfrowych

Jednym z najbardziej widocznych wzrostów w danych GUS jest skala szkoleń dla pracowników administracji. W 2025 roku 77,4% jednostek administracji publicznej zapewniało pracownikom szkolenia z zakresu wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych. Rok wcześniej było to 62,6%.

W administracji rządowej takie szkolenia prowadziło 95,5% jednostek, a w administracji samorządowej 76,6%. W przypadku urzędów powiatowych odsetek wyniósł 88,4%, zaś w urzędach gmin 74,7%.

Obszar 2024 2025 Zmiana
Jednostki korzystające z EZD 84,7% 86,2% +1,5 pkt proc.
Jednostki prowadzące szkolenia ICT 62,6% 77,4% +14,8 pkt proc.
Jednostki udostępniające aplikacje mobilne z e-usługami 34,2% 35,7% +1,5 pkt proc.

Sztuczna inteligencja: administracja rządowa daleko przed samorządami

W 2025 roku wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji deklarowało 17,7% jednostek administracji publicznej. Dane pokazują jednak bardzo duże zróżnicowanie między typami jednostek.

W administracji rządowej z AI korzystało 50,9% jednostek, podczas gdy w administracji samorządowej było to 16,4%. Wśród urzędów gmin odsetek wyniósł 15,2%, w urzędach powiatowych 22,6%, a w urzędach marszałkowskich 50,0%.

Jednostki administracji korzystające ze sztucznej inteligencji w 2025 r.
Administracja publiczna
17,7%
Administracja rządowa
50,9%
Administracja samorządowa
16,4%
Urzędy marszałkowskie
50,0%

Tak duża różnica może wskazywać, że rozwiązania AI są szybciej wdrażane tam, gdzie istnieją większe zasoby organizacyjne, większa skala procesów oraz silniejsza potrzeba automatyzacji zadań administracyjnych. W samorządach barierą mogą być natomiast ograniczone budżety, deficyt kompetencji technologicznych i mniejszy dostęp do wyspecjalizowanego zaplecza IT.

e-Zamówienia niemal powszechne w administracji

Najbardziej rozpowszechnionym rozwiązaniem cyfrowym pozostaje platforma e-Zamówienia. W 2025 roku korzystało z niej 99,2% jednostek administracji publicznej. W administracji samorządowej odsetek wyniósł 99,4%, a w administracji rządowej 95,5%.

Platforma e-Zamówienia służy do elektronicznej komunikacji i wymiany informacji w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Ułatwia także wykonawcom dostęp do informacji o prowadzonych postępowaniach krajowych i unijnych.

E-usługi: mobilne strony powszechne, aplikacje nadal mniej popularne

Administracja publiczna coraz częściej dostosowuje swoje kanały cyfrowe do potrzeb użytkowników mobilnych. W 2025 roku 97,5% jednostek deklarowało, że ich strona internetowa była dostosowana do obsługi przez urządzenia mobilne.

Znacznie mniej jednostek udostępniało jednak własne aplikacje mobilne oferujące e-usługi. W skali całej administracji publicznej było to 35,7%, wobec 34,2% rok wcześniej. Najwyższy odsetek odnotowano w urzędach marszałkowskich, gdzie aplikacje mobilne oferowało 68,8% jednostek.

Aplikacje mobilne oferujące e-usługi w 2025 r.
Administracja publiczna
35,7%
Administracja rządowa
25,0%
Administracja samorządowa
36,1%
Urzędy marszałkowskie
68,8%

GUS wskazuje również, że 31,4% jednostek administracji publicznej zapewniało możliwość udziału w głosowaniach lub konsultacjach społecznych online. Dostosowanie strony internetowej do potrzeb obcokrajowców deklarowało natomiast 41,0% jednostek.

Cyfryzacja obywateli: aktywne były głównie samorządy

Ważnym elementem cyfryzacji administracji jest nie tylko wdrażanie narzędzi wewnętrznych, ale także wspieranie kompetencji cyfrowych obywateli. W 2025 roku udział w takich inicjatywach deklarowało 41,2% jednostek administracji publicznej.

W administracji rządowej odsetek wyniósł 36,6%, a w administracji samorządowej 41,4%. Najbardziej aktywne były urzędy marszałkowskie — w rozwój umiejętności cyfrowych obywateli zaangażowanych było 10 z 16 takich urzędów, czyli 62,5%.

Dane pokazują, że cyfryzacja administracji publicznej jest już zaawansowana w obszarach formalnych i proceduralnych, takich jak e-Zamówienia czy elektroniczny obieg dokumentów. Słabszym punktem pozostaje natomiast szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz rozwój aplikacji mobilnych, szczególnie w administracji samorządowej.

Wnioski: cyfrowe fundamenty są gotowe, wyzwaniem pozostaje nowa generacja usług

Administracja publiczna w Polsce weszła w etap, w którym podstawowe narzędzia cyfrowe są już bardzo szeroko wykorzystywane. Powszechność platformy e-Zamówienia, wysoki poziom korzystania z EZD i rosnąca liczba szkoleń ICT pokazują, że cyfrowe procesy stają się codziennością urzędów.

Kolejnym wyzwaniem będzie jednak przejście od cyfryzacji procedur do bardziej zaawansowanych usług publicznych. Oznacza to szersze wykorzystanie danych, automatyzacji, sztucznej inteligencji, aplikacji mobilnych oraz narzędzi zwiększających udział obywateli w konsultacjach i procesach decyzyjnych.

Różnice między administracją rządową i samorządową sugerują, że dalsza cyfryzacja będzie wymagała nie tylko inwestycji technologicznych, ale także wsparcia kompetencyjnego, organizacyjnego i finansowego dla jednostek lokalnych. To właśnie tam cyfrowe usługi mają najbliższy kontakt z obywatelami.

Źródło danych: GUS, „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej w 2025 r.”, informacja sygnalna z 18.05.2026 r. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Koniec WIBOR-u przesądzony. Od 2027 roku nowe umowy tylko na POLSTR

Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez spółkę GPW Benchmark — administratora wskaźników referencyjnych — oraz Komisję Nadzoru Finansowego, sprawującą nadzór nad administratorem wskaźników, 31 grudnia 2036 r. będzie ostatnim dniem opracowywania stawek WIBID i WIBOR dla wszystkich kluczowych terminów fixingowych, tj. dla terminów 1 miesiąc (1M), 3 miesiące (3M) oraz 6 miesięcy (6M).

Stanowisko to potwierdza Przewodniczący Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej, dr Tadeusz Białek, Prezes Związku Banku Polskich: – W dniu dzisiejszym GPW Benchmark, jako administrator wskaźników, oraz Komisja Nadzoru Finansowego, sprawująca nadzór nad administratorem wskaźników, ogłosiły, iż WIBOR będzie pozostawał z nami do końca 2036 roku. Oznacza to, że z dniem 1 stycznia 2037 roku ostatecznie przestanie funkcjonować.  Nasi klienci będą mogli nadal korzystać z umów, w których stosowany jest WIBOR — podobnie zresztą jak w przypadku wszystkich instrumentów finansowych czy obligacji Skarbu Państwa.

Jeśli chodzi o nowe umowy zawierane obecnie przez klientów, z komunikatu wynika, że do końca grudnia tego roku — co jest zresztą zgodne z mapą drogową procesu reformy wskaźników referencyjnych WIBOR — wskaźnik ten będzie mógł być jeszcze stosowany w okresie przejściowym. Równolegle jednak banki i inne instytucje finansowe, firmy leasingowe oraz firmy faktoringowe będą już konsekwentnie oferować umowy oparte na nowym wskaźniku. POLSTR, jako nowy wskaźnik, od 1 stycznia 2027 roku będzie bowiem jedynym wskaźnikiem, który będzie mógł być stosowany w nowych umowach.

Podsumowując — WIBOR we wszystkich dotychczas zawartych umowach, instrumentach oraz obligacjach będzie mógł być stosowany do końca 2036 roku. Do końca bieżącego roku banki będą mogły jeszcze stosować WIBOR w nowych umowach, ale równolegle z wdrażanym nowym wskaźnikiem POLSTR. Coraz częściej więc w umowach widoczny będzie nowy wskaźnik, a od 1 stycznia 2027 roku w nowych umowach będzie już stosowany wyłącznie wskaźnik POLSTR – tłumaczy dr Tadeusz Białek.

Bioceltix coraz bliżej rejestracji BCX-CM-J na osteoartrozę u psów. Dialog z Europejską Agencją Leków wchodzi w kolejną fazę

  • Bioceltix poinformował o przekazaniu Europejskiej Agencji Leków (EMA) odpowiedzi na pytania dotyczące produktu BCX-CM-J. To jeden z kluczowych elementów procesu rejestracyjnego, poprzedzający dopuszczenie leku do obrotu.
  • BCX-CM-J autorstwa wrocławskiego biotechu ma szansę zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym lekiem zawierającym psie komórki macierzyste. Bardzo dobre wyniki badania klinicznego potwierdziły jego długoterminową skuteczność i bezpieczeństwo stosowania.
  • Osteoartroza statystycznie dotyka co piątego psa, choć u starszych osobników odsetek ten jest jeszcze wyższy. Mimo że choroba jest główną przyczyną przewlekłego bólu u czworonogów, do tej pory była leczona wyłącznie objawowo. Polskie rozwiązanie ma to zmienić.

BCX-CM-J na osteoartrozę u psów to najbardziej zaawansowany produkt leczniczy w portfolio Bioceltix. Giełdowa spółka poinformowała właśnie o złożeniu do Europejskiej Agencji Leków odpowiedzi na pytania zadane przez regulatora w ramach trwającego procesu rejestracyjnego. To jeden z kluczowych etapów przed dopuszczeniem leku na rynek.

– Zaadresowaliśmy wszystkie obszary dyskutowane przez ekspertów EMA. Do 15 lipca otrzymamy od regulatora pytania doprecyzowujące, do których również będziemy musieli się odnieść. Po zapoznaniu się z nimi, będziemy w stanie dość precyzyjnie określić, kiedy proces rejestracyjny powinien się zakończyć. Liczymy na to, że pozytywna rekomendacja dla BCX-CM-J zostanie wydana na przełomie roku. Przypomnę również, że EMA nie ma uwag co do bezpieczeństwa i skuteczności produktu. Dzięki zaawansowanemu procesowi regulatorowemu i bardzo dobrym wynikom badania klinicznego jesteśmy blisko wprowadzenia do obrotu pierwszego na świecie weterynaryjnego produktu leczniczego zawierającego psie komórki macierzyste. Myślę, że zarówno pacjenci, jak i cała branża czekają na ten moment. Potrzeba rynkowa jest ogromna – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Wykorzystujący psie komórki macierzyste produkt leczniczy polskiej spółki może być przełomowy dla psiej populacji. Przyjmuje się, że na osteoartrozę choruje statystycznie co piąty pies, ale dla osobników powyżej siódmego roku życia wskaźnik ten wynosi już 2/3. Podstawowym objawem osteoartrozy jest przewlekły ból prowadzący do kulawizny, chwiejnego i sztywnego chodu oraz problemów ze wstawaniem. Choroba nieubłaganie postępuje i od pewnego momentu cierpienie praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie zwierzęcia. Dotychczasowe metody leczenia osteoartrozy, głównie za pomocą niesterydowych i sterydowych leków przeciwzapalnych oraz leków przeciwbólowych, mają charakter krótkotrwały i wyłącznie objawowy. Podobnie jest z najnowocześniejszą obecnie terapią, opartą na przeciwciele monoklonalnym, która działa wyłącznie przeciwbólowo. Produkt Bioceltix działa w zupełnie inny sposób.

BCX-CM-J długotrwale i na bardzo niskim poziomie moduluje proces zapalny toczący się w stawie, dzięki czemu wykazuje działanie przyczynowe, a w konsekwencji również przeciwbólowe. Tym samym może stanowić skuteczną alternatywę dla obecnie stosowanych terapii. Z perspektywy biznesowej osteoartroza u psów staje się coraz istotniejszym segmentem rynku, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w wynikach sprzedaży konkurencyjnych produktów, jak i w strategiach rozwoju największych firm weterynaryjnych podkreśla Paweł Wielgus.

Członek zarządu Bioceltix dodaje, że przejście do kolejnego etapu w procedurze rejestracyjnej BCX-CM-J pozwala spółce uwolnić część zasobów i skoncentrować się na drugim projekcie z pipeline’u: produkcie na zapalenie stawów u koni, który również jest już na ścieżce rejestracyjnej w EMA.

Szczegółowy harmonogram prac nad BCX-EM będzie w dużej mierze uzależniony od lipcowej korespondencji z EMA dotyczącej produktu przeznaczonego do leczenia osteoartrozy u psów. Jednocześnie warto podkreślić, że pytania regulatora odnoszące się do produktu dla koni są w wielu obszarach analogiczne do tych, które otrzymaliśmy w procesie rejestracyjnym BCX-CM-J. Doświadczenia zdobyte podczas prac nad naszym pierwszym produktem powinny przełożyć się na sprawniejszy i szybszy przebieg procesu rejestracyjnego BCX-EM mówi Paweł Wielgus.

Nowa wytwórnia zapewni masową produkcję przyszłych leków

Czas pozostały do komercjalizacji pierwszego leku spółka wykorzystuje m.in. na rozbudowę mocy wytwórczych, umożliwiających docelowo pokrycie zapotrzebowania na przyszłe leki na rynkach międzynarodowych. Wielkoskalowa wytwórnia komórek macierzystych powstaje we Wrocławiu. Rozruch clean room’ów powinien nastąpić w drugim kwartale 2027 r. Ma to być największy tego typu zakład na świecie.

Na przełomie maja i czerwca spodziewamy się decyzji administracyjnej dotyczącej pozwolenia na budowę. Równolegle przygotowujemy przetarg na wykonanie konstrukcji stalowej i po jego rozstrzygnięciu będziemy mogli przejść do kolejnego etapu realizacji inwestycji. Zakładamy, że uzyskanie pozwolenia na budowę powinno przebiec bez istotnych przeszkód – podkreśla członek zarządu firmy, dodając, że do momentu osiągnięcia zwiększonych mocy produkcyjnych spółka planuje wytwarzanie pilotażowych serii pierwszego produktu w obecnym zakładzie.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce z najlepszym początkiem roku od 2022

Pierwszy kwartał 2026 roku był najsilniejszym początkiem roku od 2022 roku. Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce przekroczył 1 mld EUR, co oznacza wzrost o blisko 44% rok do roku. Jak wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce – I kwartał 2026”, rosnąca wartość transakcji i poprawa płynności rynku wspierane są m.in. przez napływ inwestorów, w tym kapitału z Azji.

Mocny początek i perspektywy na przyszłość

Polski rynek inwestycji komercyjnych zanotował na początku 2026 roku bardzo dobre otwarcie. Tylko
w okresie od stycznia do końca marca wolumen transakcji przekroczył 1 mld EUR. Wynik ten jest o prawie 44% większy niż zanotowana wartość w identycznym okresie ubiegłego roku. Tak wczesny wzrost wskazuje na stopniową poprawę płynności rynku oraz wzrost zaufania inwestorów.

 W kolejnych kwartałach stabilizujące się warunki finansowania, większa przewidywalność stóp zwrotu oraz rosnąca pula aktywów inwestycyjnych powinny wspierać aktywność rynkową. Pomimo utrzymującej się globalnej niepewności, mocny początek 2026 roku potwierdza dobrą pozycję Polski na tle rynków Europy ŚrodkowoWschodniej – ocenia Mateusz Skubiszewski, Starszy Dyrektor, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Od początku roku sektor przemysłowo-logistyczny pozostawał liderem krajowego wolumenu inwestycji, odpowiadając za 44% udziału i potwierdzając silny popyt na aktywa oparte na długoterminowych trendach strukturalnych. Na kolejnych miejscach uplasowały się sektor handlowy (31%) oraz biurowy (24%), gdzie aktywność inwestorów koncentrowała się głównie na dobrze skomercjalizowanych obiektach.

Wielkość transakcji rośnie

Od stycznia łączna wartość transakcji kupna-sprzedaży w sektorze przemysłowo-logistycznym wyniosła 447 mln EUR, co oznacza wzrost o ponad 120% rok do roku. W sektorze handlowym wolumen inwestycji w pierwszym kwartale osiągnął 318 mln EUR, notując tym samym wzrost o 55% w porównaniu
z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wzrost widoczny był również w segmencie biurowym – zawarto transakcje na poziomie 248 mln EUR (+35% r/r).

W analizowanym okresie widoczny był powrót transakcji o dużej skali – trzy największe przekroczyły 100 mln EUR, co wskazuje na rosnącą aktywność inwestorów i poprawę płynności rynku. Jednocześnie wzrósł udział transakcji o wartości od 40 do 100 mln EUR – ich łączny wolumen wyniósł 342 mln EUR, co oznacza wzrost o prawie15% rok do roku.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych na początku 2026 roku znalazła się sprzedaż portfela Raben S&LB Portfolio w sektorze przemysłowo-logistycznym o wartości 167,5 mln EUR na rzecz WP Carey. W sektorze handlowym kluczową transakcją była sprzedaż portfela Auchan za 110 mln EUR do Adventum. Z kolei na rynku biurowym jedną z największych umów było nabycie przez Wood & Company budynku Royal Wilanów za prawie 107 mln EUR.

Inwestorzy z Azji na horyzoncie

Choć inwestorzy azjatyccy w ostatnich latach nie byli szczególnie aktywni na polskim rynkiu, przejęcie parku logistycznego Booster Zabrze na Śląsku przez inwestora z Korei Południowej stanowi pozytywny wyjątek. Transakcja ta wskazuje, że wybrane zagraniczne fundusze ostrożnie zwracają swoją  uwagę na Polskę. Łączny kapitał inwestycji z Azji osiągnął wartość na poziomie 68 mln EUR.

W wolumenie inwestycji za pierwszy kwartał 2026 roku dominował kapitał z Europy spoza strefy euro, odpowiadający wartości transakcji za 490 mln EUR.

Stopy kapitalizacji stabilne

W I kwartale 2026 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostały stabilne.

–  W segmencie przemysłowo‑logistycznym pojawiły się jednak pierwsze oznaki kompresji – transakcje najlepszych aktywów zawierano przy stopach zwrotu ok. 6,0%, co potwierdza powrót konkurencji inwestorskiej oraz poprawę płynności względem ubiegłego roku – komentuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Stabilizacja w pozostałych sektorach wynikała ze zbliżania się oczekiwań cenowych kupujących
i sprzedających, a nie spadku aktywności.

Niepewność geopolityczna ma na razie ograniczony wpływ na polski rynek, a ewentualne przepływy kapitału mogą sprzyjać Europie i regionowi CEE. Jej skutki w dłuższym horyzoncie będą widoczne dopiero w kolejnych miesiącach.

Rynki rozczarowane wizytą Trumpa w Chinach. Zabrakło konkretów

Inwestorzy są coraz bliżej uznania za nową normę tego, co miało być tylko kilkudniową niedogodnością. Ropa jest bardzo droga, dolar zyskuje, a stopy procentowe – zamiast spadać – mogą być podnoszone. W tle pozostają jeszcze problemy Rumunii i tamtejszego leja.

Rynki nie widzą perspektyw

Zapowiadana jako przełomowa wizyta Donalda Trumpa w Chinach z pewnością nie była bez znaczenia. Analitycy oczekiwali jednak znacznie więcej konkretów. Spotkania były nastawione przede wszystkim na uniknięcie bezpośredniej konfrontacji. W tle wielokrotnie pojawiał się Tajwan, a wypowiedzi amerykańskiego prezydenta mogą sugerować, że jest on skłonny poświęcić kolejnego sojusznika. Zabrakło wyraźnych konkretów, bo za takie trudno uznać zgodę Chin na zwiększenie importu amerykańskich produktów rolnych. Z drugiej strony pojawiły się zapowiedzi prac nad obniżaniem barier celnych. Nie było natomiast żadnych postępów w sprawie Iranu. No, chyba że za takie uznamy banały o tym, że Iran nie powinien mieć broni nuklearnej oraz wsparcie w mediacjach, które i tak trwają.

Jak zareagowały rynki?

Patrząc na ceny baryłki ropy naftowej, wsparcie Chin w mediacjach potraktowano raczej jako formułę czysto grzecznościową. Brent, notowana w Londynie, dzisiaj nad ranem sięgnęła 112 USD. Oznacza to, że do szczytów cenowych ostatnich miesięcy brakuje nam raptem 3%. Z drugiej strony ten surowiec przed amerykańsko-izraelskim atakiem kosztował 70 USD. Na rynku walutowym dolar od rana delikatnie odbija względem euro, choć już na otwarciu był najsilniejszy od początku kwietnia. Rosną również szanse na podwyżki stóp procentowych. To z kolei odciąga kapitał także z rynków metali szlachetnych czy kryptowalut. Wyższe, stabilne stopy zwrotu okazują się dla inwestorów atrakcyjniejszą alternatywą. W odwrocie był również polski złoty. Amerykańska waluta dzisiaj na otwarciu osiągnęła 3,66 zł i przekroczyła rekordy z końca kwietnia, będąc tym samym najdroższa od około 1,5 miesiąca.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

Utrzymanie stóp procentowych w Bukareszcie na niezmienionym pułapie 6,5% to tylko jeden z elementów problemów, przez które przechodzi ten kraj. Inflacja wzrosła w kwietniu do imponującego poziomu 10,7%. Jeżeli dodamy do tego silny kryzys rządowy, który tydzień temu doprowadził do rozpadu koalicji i przegłosowania votum nieufności, otrzymujemy naprawdę nieciekawą kombinację. Powodem rozpadu koalicji i utworzenia rządu mniejszościowego była próba zrównoważenia budżetu. Socjaldemokratyczna PSD uznała ją za zbyt mocno uderzającą w społeczeństwo, czyli – w praktyce – w wyborców. W obliczu tych wydarzeń najwyższe w UE stopy procentowe są tylko jednym z problemów. Niewykluczone, że będzie trzeba je podnosić. Obecnie sytuacja się odrobinę stabilizuje, ale waluta Rumunii, mimo jej usztywnienia względem euro, znowu została zdewaluowana o 2%. To już druga taka sytuacja od zeszłorocznych wyborów. Jeszcze w 2022 roku, podczas rosyjskiej agresji, RON przez chwilę zrównał się z polskim złotym. Aktualnie nieznacznie przekracza 80 groszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Nowy terminal morski w Porcie Szczecin. Silekol Terminal NORD rusza po modernizacji

Po niespełna 15 miesiącach od rozpoczęcia modernizacji Terminalu Andreas w Porcie Szczecin, Silekol Terminal NORD (STN) należąca do Grupy Silekol, ogłasza rozpoczęcie działalności operacyjnej.  

Na uroczystości otwarcia terminala w dniu 18 maja byli obecni m. in. przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury, w tym sekretarz stanu Arkadiusz Marchewka, a także przedstawiciele władz lokalnych, Zarządu Portu, Urzędu Morskiego oraz kluczowi klienci i partnerzy biznesowi.

W czerwcu 2024 roku Grupa Silekol ogłosiła plany dotyczące znaczących inwestycji w rozwój i modernizację terminalu w Porcie Szczecin. W wyniku prac powstał nowoczesny terminal morski, specjalizujący się w przeładunkach towarów sypkich i drobnicowych (m. in. zbóż, pasz, nawozów, minerałów i pelletu) oraz towarów płynnych takich jak metanol i innych produktów.

Cieszy nas fakt, że jako kraj stajemy się coraz bardziej atrakcyjnym partnerem w logistyce morskiej. Modernizacja terminalu w Porcie Szczecin pokazuje, że jest potencjał i biznesowe uzasadnienie w rozbudowie infrastruktury morskiej zwłaszcza w tak dynamicznej rzeczywistości geopolitycznej. Każda nowa inwestycja w logistykę morską to iskra do rozwoju wielu innych gałęzi gospodarki, w tym wypadku zarówno dla przemysłu jak i rolnictwa – powiedział Arkadiusz Marchewka, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

Terminal został wyposażony w nowoczesną infrastrukturę portową umożliwiającą sprawną obsługę jednostek morskich, a nowo zmodernizowane nabrzeże zapewnia bezpieczne oraz efektywne prowadzenie operacji przeładunkowych. STN to dwa nabrzeża: 205m i 130m przeznaczone dla jednostek z zanurzeniem 7,3m lub 6,9m oraz nośności 8000 DWT. Ogólna pojemność kompleksu to 37 000 ton, w tym nowa hala magazynowa 25 000 t, boksy magazynowe 8000 ton, silosy na ziarno o pojemności 4000 ton oraz trzy zbiorniki na towary płynne każdy po 4000 ton co daje łączną zdolność magazynową wynoszącą 12 000 ton.

Istotnym atutem obiektu są dwie bocznice kolejowe umożliwiające jednoczesną obsługę dwóch pociągów, co zwiększa przepustowość i usprawnia procesy logistyczne, a zmodernizowana infrastruktura kolejowa pozwala na bezpieczny załadunek i rozładunek. Infrastruktura drogowa i place składowe umożliwiają sprawną obsługę transportu samochodowego zapewniając płynność operacji. Terminal oferuje kompleksową organizację transportu morskiego, kolejowego i samochodowego – wylicza Tomasz Zowade, Prezes Zarządu ST NORD.

Terminal posiada także przestronną nową halę magazynowo – operacyjną, wydzielone boksy magazynowe oraz specjalistyczne zbiorniki spełniające obowiązujące normy techniczne
i środowiskowe, co pozwala na bezpieczne składowanie różnorodnych towarów oraz elastyczne zarządzanie przestrzenią. Zgodnie ze wstępnymi założeniami terminal zwiększył trzykrotnie zdolność przeładunkową materiałów sypkich takich jak pasze, zboża czy ziarna, co jest
z pewności dobrą informacją dla lokalnych rolników.

Modernizacja terminalu to zysk nie tylko dla portu, ale i dla lokalnych społeczności w tym rolników z całego regionu. Inwestycja doprowadziła nie tylko do rozbudowy i modernizacji terenu Terminalu Andreas, ale również przyniesie wymierne korzyści dla Portu Szczecin-Świnoujście, umożliwiając obsługę większej liczby statków, co przełoży się na wyższe przychody. To jeden
z najnowocześniejszych i najlepiej wyposażonych tego typu terminali w Europie. Liczymy na owocną współpracę z Silekol Terminal  NORD i dalszy rozwój naszego regionu
– powiedział Rafał Zahorski, pełnomocnik Zarządu ds. rozwoju portów w Zarządzie Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

GUS: produkcja usług w lutym 2026 wyższa o 7% r/r

Produkcja usług w lutym wzrosła o 7 proc. r/r. Najmocniej odbiło doradztwo i turystyka.

Produkcja usług w Polsce w lutym 2026 r. była o 7,0 proc. wyższa niż rok wcześniej — wynika ze wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W porównaniu ze styczniem wzrosła o 4,5 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych roczny wzrost wyniósł 5,1 proc.

Źródło danych: GUS, informacja sygnalna „Produkcja usług w lutym 2026 r.”, publikacja z 18 maja 2026 r.
+7,0% produkcja usług ogółem r/r w lutym 2026 r.
+4,5% zmiana wobec stycznia 2026 r.
+5,1% wzrost r/r po wyrównaniu sezonowym
121,7 indeks produkcji usług, 2021=100

Najświeższe dane GUS pokazują, że sektor usług wszedł w drugi miesiąc roku z wyraźnie dodatnią dynamiką. Lutowy wzrost o 7,0 proc. r/r był wyższy niż odnotowany rok wcześniej, gdy produkcja usług zwiększyła się o 3,0 proc. Dane miesięczne również wskazują na poprawę — wobec stycznia produkcja usług wzrosła o 4,5 proc.

Po oczyszczeniu danych z wpływu czynników sezonowych produkcja usług była o 5,1 proc. wyższa niż w lutym 2025 r. oraz o 0,5 proc. wyższa niż w styczniu 2026 r. W porównaniu z przeciętnym miesięcznym poziomem z 2021 r. produkcja usług była wyższa o 29,4 proc.

Usługi ogółem powyżej poziomu sprzed roku

W danych niewyrównanych sezonowo indeks produkcji usług ogółem wyniósł w lutym 121,7 pkt przy bazie 2021=100. W styczniu było to 117,2 pkt. Oznacza to, że po słabszym początku roku sektor usług odrobił część sezonowego spadku i wrócił do wyższych poziomów aktywności.

W sekcjach o największym znaczeniu dla wskaźnika ogółem GUS odnotował dodatnią dynamikę roczną. W transporcie i gospodarce magazynowej produkcja usług wzrosła o 6,5 proc. r/r, natomiast w informacji i komunikacji o 2,8 proc. r/r.

Wyszczególnienie m/m
02.2026
r/r
02.2026
indeks
2021=100
Usługi ogółem 104,5 107,0 121,7
Transport i gospodarka magazynowa 102,3 106,5 112,3
Zakwaterowanie i gastronomia 96,8 104,8 137,5
Informacja i komunikacja 98,7 102,8 131,1
Obsługa rynku nieruchomości 100,4 111,0 106,6
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 123,3 121,2 132,4
Administrowanie i działalność wspierająca 103,7 101,2 112,8
Źródło danych: GUS. Wartości m/m i r/r pokazują indeksy, gdzie 100 oznacza brak zmiany.

Działalność profesjonalna najsilniejsza wśród głównych sekcji

Najwyższą dynamikę roczną wśród głównych sekcji objętych badaniem odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej. Produkcja usług w tej kategorii była w lutym o 21,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jednocześnie w ujęciu miesięcznym wzrosła aż o 23,3 proc.

Na drugim miejscu znalazła się działalność związana z obsługą rynku nieruchomości, gdzie roczny wzrost wyniósł 11,0 proc. Transport i gospodarka magazynowa zwiększyły produkcję usług o 6,5 proc. r/r, a zakwaterowanie i gastronomia o 4,8 proc. r/r.

Dynamika produkcji usług w lutym 2026 r. — główne sekcje, r/r
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+21,2%
Obsługa rynku nieruchomości
+11,0%
Transport i gospodarka magazynowa
+6,5%
Zakwaterowanie i gastronomia
+4,8%
Informacja i komunikacja
+2,8%
Administrowanie i działalność wspierająca
+1,2%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Doradztwo związane z zarządzaniem liderem wzrostu

Na poziomie działów PKD największy wzrost produkcji usług w porównaniu z lutym 2025 r. odnotowano w doradztwie związanym z zarządzaniem. Dynamika wyniosła tam 158,7, co oznacza wzrost o 58,7 proc. r/r. Drugą najmocniejszą kategorią była działalność organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych oraz pozostała działalność rezerwacyjna, gdzie wzrost wyniósł 40,3 proc. r/r.

Wysoką dynamikę pokazała również pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, która wzrosła o 24,1 proc. r/r. Dwucyfrowe zwyżki odnotowano także m.in. w działalności architektonicznej i inżynieryjnej, działalności pocztowej i kurierskiej, usługach informacyjnych, reklamie i badaniach rynku oraz zakwaterowaniu.

Dział PKD Dynamika r/r
02.2026
Zmiana r/r
Doradztwo związane z zarządzaniem 158,7 +58,7%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 140,3 +40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 124,1 +24,1%
Architektura i inżynieria; badania i analizy techniczne 115,4 +15,4%
Działalność pocztowa i kurierska 112,6 +12,6%
Działalność usługowa w zakresie informacji 111,5 +11,5%
Obsługa rynku nieruchomości 111,0 +11,0%

Największe spadki w nadawaniu programów i działalności wydawniczej

Nie wszystkie obszary usług notowały wzrost. Największy spadek produkcji usług w ujęciu rocznym wystąpił w działalności związanej z nadawaniem programów ogólnodostępnych i abonamentowych. Wskaźnik wyniósł 76,4, co oznacza spadek o 23,6 proc. r/r.

Drugi największy spadek dotyczył działalności wydawniczej, gdzie produkcja usług była niższa o 13,7 proc. niż rok wcześniej. Spadki widoczne były także w wynajmie i dzierżawie oraz w działalności związanej z zatrudnieniem.

Największe roczne zmiany w wybranych działach PKD — luty 2026 r.
Doradztwo związane z zarządzaniem
+58,7%
Organizatorzy turystyki i działalność rezerwacyjna
+40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+24,1%
Działalność wydawnicza
-13,7%
Nadawanie programów ogólnodostępnych i abonamentowych
-23,6%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

W ujęciu miesięcznym mocne odbicie po styczniu

W porównaniu ze styczniem 2026 r. produkcja usług ogółem wzrosła o 4,5 proc. Wśród głównych sekcji najsilniejszy wzrost miesięczny odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie wskaźnik wyniósł 123,3. Oznacza to wzrost o 23,3 proc. m/m.

Na poziomie działów szczególnie wyróżniało się doradztwo związane z zarządzaniem. W tej kategorii produkcja usług wzrosła w lutym o 62,2 proc. wobec stycznia. W działalności organizatorów turystyki oraz usługach rezerwacyjnych wzrost wyniósł 31,3 proc. m/m. Z kolei największe miesięczne spadki odnotowano w działalności wydawniczej oraz działalności usługowej związanej z wyżywieniem.

Dział PKD Dynamika m/m
02.2026
Zmiana m/m
Doradztwo związane z zarządzaniem 162,2 +62,2%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 131,3 +31,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 117,2 +17,2%
Działalność prawnicza, rachunkowo-księgowa i doradztwo podatkowe 113,8 +13,8%
Działalność usługowa związana z wyżywieniem 92,1 -7,9%
Działalność wydawnicza 81,8 -18,2%

Co mierzy produkcja usług?

GUS podkreśla, że dynamika produkcji usług jest wskaźnikiem mierzącym miesięczne zmiany wolumenu produkcji usług, czyli wartości obrotów w cenach stałych uzyskiwanych na rynku przez przedsiębiorstwa usługowe. Dane dotyczą podmiotów o liczbie pracujących 10 osób i więcej.

Do agregatu zaliczane są m.in. transport i gospodarka magazynowa, zakwaterowanie i gastronomia, informacja i komunikacja, obsługa rynku nieruchomości, wybrane obszary działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz działalność w zakresie administrowania i działalność wspierająca.

Wniosek: lutowe dane wskazują na utrzymanie dodatniej dynamiki w sektorze usług, choć struktura wzrostu jest zróżnicowana. Najmocniej wyróżniały się usługi profesjonalne, doradcze i turystyczne, natomiast słabsze wyniki widoczne były w działalności wydawniczej oraz nadawaniu programów.

W szerszym ujęciu dane potwierdzają, że sektor usług pozostaje jednym z ważnych elementów aktywności gospodarczej. Wskaźnik produkcji usług ogółem był w lutym wyraźnie powyżej poziomu z 2021 r., a po wyrównaniu sezonowym utrzymał wzrost zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej.

Źródło danych: GUS, „Produkcja usług w lutym 2026 r.”. W przypadku tabel i wykresów: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Rentowność 30-letnich obligacji Japonii najwyżej w historii. Presja przenosi się na globalny dług

Wyprzedaż japońskich obligacji skarbowych pogłębiła presję na globalnym rynku długu. Rentowności rosną, ponieważ inwestorzy coraz bardziej obawiają się uporczywej inflacji, drożejącej ropy oraz wzrostu wydatków publicznych, który może oznaczać większą podaż obligacji. W Japonii rentowność 30-letnich obligacji chwilowo wzrosła aż do 4,205%, osiągając najwyższy poziom od momentu wprowadzenia tego instrumentu w 1999 roku. Presja nie ogranicza się jednak wyłącznie do najdłuższego końca krzywej dochodowości. Słabszy popyt pojawił się również na aukcji 5-letnich japońskich obligacji, mimo że oferowały one rekordowo wysoki kupon na poziomie 2%. W poprzednim tygodniu japoński dług zanotował największy tygodniowy spadek cen obligacji od kwietnia 2025 roku.

Wzrost rentowności japońskich obligacji wpisuje się w szerszą wyprzedaż długu na świecie. Rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do 4,63%, osiągając najwyższy poziom od lutego 2025 roku, natomiast rentowności 30-letnich papierów amerykańskich przekroczyły 5% i zbliżyły się do najwyższych poziomów od 2007 roku. Pod presją znalazły się także obligacje m.in. Australii i Nowej Zelandii. Głównym źródłem obaw pozostaje ryzyko inflacyjne. Rosnące ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo droższego transportu, wyższych kosztów produkcji i utrzymania presji cenowej w gospodarce. W Japonii problem ten wzmacnia słabszy jen, który podnosi koszty importu i może dodatkowo zwiększać inflację. Jednocześnie inwestorzy biorą pod uwagę możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Japonii, co obniża atrakcyjność starszych obligacji.

Dodatkowym czynnikiem niepewności są oczekiwania dotyczące polityki fiskalnej. Premier Sanae Takaichi zapowiedziała przygotowanie dodatkowego budżetu w odpowiedzi na rosnące ceny surowców. Dla rynku oznacza to ryzyko większych wydatków publicznych, a w konsekwencji także wyższej podaży długu. Taki scenariusz może dalej podbijać rentowności, zwłaszcza jeśli inwestorzy uznają, że polityka fiskalna i pieniężna nie są wystarczająco spójne w walce z inflacją.

Rosnące rentowności w Japonii mogą mieć znaczenie dla całego świata. Przez lata japońscy inwestorzy lokowali duże środki za granicą, zwłaszcza na rynkach obligacji krajów rozwiniętych. Jeśli rentowności krajowego długu będą dalej zbliżać się do poziomów oferowanych na innych dużych rynkach, część kapitału może wracać do Japonii. Z kolei taki przepływ mógłby dodatkowo podnosić rentowności obligacji w innych krajach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Kurs USDJPY rośnie dzisiaj do ok.159,00 JPY.

Obecna sytuacja pokazuje, że Japonia stała się jednym z głównych źródeł napięcia na światowym rynku obligacji. Rosnące rentowności japońskiego długu, obawy o inflację, droższa ropa i możliwe zwiększenie wydatków publicznych tworzą mieszankę czynników niekorzystnych dla rynku. Skutki mogą być odczuwalne daleko poza Japonią, zwłaszcza w USA, gdzie rentowności obligacji już znajdują się blisko wieloletnich maksimów.

Polska 6. w Europie pod względem trudności prowadzenia biznesu

Polska szósta w Europie oraz w pierwszej dwudziestce krajów na świecie, w których najtrudniej prowadzi się biznes.

Polska zajęła 6. miejsce w Europie oraz 19. na świecie wśród krajów, w których najtrudniej prowadzi się biznes, sklasyfikowanych w tegorocznym rankingu Global Business Complexity Index opracowanym przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji. Jest lepiej niż w ostatnich latach, choć nadal pozostajemy jednym z bardziej wymagających dla przedsiębiorców krajów europejskich.

Szóste miejsce w Europie i 19. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu to wynik najgorszy na tle krajów, z którymi sąsiadujemy. Nasi południowi sąsiedzi – Czesi plasują się w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej przyjaznych dla prowadzenia firmy. W ścisłej światowej czołówce są również inne europejskie kraje jak Malta czy Dania, które pokazują, że przepisy dotyczące prowadzenia firmy mogą być nieskomplikowane.

W tegorocznej, trzynastej edycji raportu GBCI, autorzy wzięli pod lupę 81 jurysdykcji, odpowiadających za ponad 90 proc. światowej gospodarki i porównali 292 wskaźniki dotyczące kluczowych aspektów prowadzenia działalności – od przepisów rachunkowo-podatkowych, przez prawo pracy, po zarządzanie podmiotami prawnymi.

Cyfryzacja zmienia obraz polskiego rynku

W poprzednich latach Polska była oceniana negatywnie jako kraj do prowadzenia biznesu przez złożone przepisy, rozbudowane obowiązki administracyjne, konieczność składania wielu raportów oraz powtarzania tych samych informacji w dokumentach ustawowych. Dodatkową barierą był obowiązek prowadzenia części dokumentacji w języku polskim.

Poprawa pozycji Polski w tegorocznym rankingu jest bezpośrednio związana z postępującą cyfryzacją procesów administracyjnych oraz aktywną polityką legislacyjną rządu zmierzającą do upraszczania przepisów.

W obszarze rachunkowości i podatków digitalizacja ułatwia zarządzanie zgodnością, a możliwość prowadzenia postępowań sądowych w formie elektronicznej pozwala firmom składać dokumenty online, bez konieczności fizycznej obecności.

Historyczną zmianą dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce było wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), który od 1 kwietnia br. objął niemal każdego przedsiębiorcę wystawiającego faktury w Polsce. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączą do systemu od 1 stycznia 2027 roku.

„Stale obserwujemy realny postęp w upraszczaniu środowiska regulacyjnego w Polsce, głównie w obszarze digitalizacji. Cyfryzacja procesów staje się odczuwalną ulgą dla firm, szczególnie tych działających na wielu rynkach jednocześnie. Do tego dochodzi solidna infrastruktura logistyczna, rozbudowana sieć transportowa i atuty Polski jako centrów produkcji bliżej rynku zbytu, które wzmacniają jej pozycję jako miejsca przyciągającego inwestorów. Jednocześnie musimy być szczerzy: pole do poprawek jest nadal duże.” – podkreśla Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Północnej.

Wyzwania, które hamują inwestorów

Mimo pozytywnych sygnałów, przedsiębiorcy – szczególnie zagraniczni – wciąż napotykają na wyraźne bariery wejścia i prowadzenia działalności w Polsce.

Inwestorzy nadal są zobowiązani do przygotowywania dokumentacji wyłącznie w języku polskim, muszą przejść przez wiele osobnych rejestracji i poświęcają czas na otwarcie rachunku bankowego w związku z rygorystycznymi wymogami Know Your Client (KYC), czyli kluczowymi procesami identyfikacji klientów stosowanymi przez instytucje finansowe, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa transakcji i zgodności z regulacjami przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Częste zmiany przepisów i krótkie okresy vacatio legis, na przykład wokół JPK CIT, zmuszają przedsiębiorstwa do błyskawicznej adaptacji systemów i procesów.

„Zmienność przepisów i krótkie terminy wdrożeniowe to nadal jeden z głównych powodów, dla których duże organizacje muszą przeznaczać nieproporcjonalnie dużo zasobów na zapewnienie standardów zgodności działania firmy z przepisami prawa, regulacjami wewnętrznymi, standardami branżowymi zamiast na podstawową działalność. To wyzwanie, które dobrze znamy z rozmów z naszymi klientami.” –  dodaje Joanna Romańczuk.

Rynek pracy pod presją

Obszarem wymagającym szczególnej uwagi pozostaje zatrudnienie. Pracodawcy muszą poruszać się w gąszczu skomplikowanych przepisów płacowych, zasad opodatkowania świadczeń i wymogów systemu ubezpieczeń społecznych – wszystko to w warunkach napiętego rynku pracy, silnej konkurencji o talenty i rosnących kosztów wynagrodzeń. Pracownicy zagraniczni częściowo łagodzą niedobory kadrowe, a Polska coraz wyraźniej podąża w kierunku ról o wyższej wartości dodanej, takich jak B+R (prace badawczo-rozwojowe) i technologia. Mimo to presja kadrowa pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla firm planujących ekspansję na polskim rynku.

Najtrudniej na świecie prowadzi się biznes w Grecji, która po raz trzeci z rzędu zajęła pierwsze miejsce w zestawieniu. Na kolejnych pozycjach znalazły się Meksyk, Brazylia oraz Francja. Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Dania, Jersey (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej), Niderlandy, Nowa Zelandia, Czechy, Brytyjskie Wyspy Dziewicze (brytyjskie terytorium zamorskie), Malta, Curaçao (terytorium zależne Holandii).

Wpływ na ich pozycję w rankingu mają przed wszystkim trzy czynniki: proste procesy księgowe, stabilność oraz przewidywalność przepisów.

W Europie wzorcami pozostają Dania, Holandia, Czechy, Malta.

Polityczna fragmentacja świata i rozproszenie gospodarcze sprawiają, że firmy dodają kolejne jurysdykcje do swoich łańcuchów dostaw, zwiększając złożoność swojego zarządzania. Fragmentacja polityczna oznacza też konieczność mierzenia się z coraz większą niepewnością regulacyjną. Inwestorzy szukają prostoty, ale przede wszystkim – pewności co do zasad, według których działają. Zachęcamy rządy, by poprawiały swoje pozycje w rankingu, działając na obu tych frontach.” – podsumowuje Mark Weil, dyrektor TMF Group.

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media. Umowa wraz z nową ofertą zagwarantuje stabilny wzrost przychodów i rozwój segmentu premium outdoor.

Strategiczna umowa z Polsat Media przewiduje 3-letnią współpracę z możliwością automatycznego przedłużenia do końca 2030 roku. To znacząco wzmacnia przewidywalność biznesową oraz możliwości dalszego skalowania oferty outdoorowej Digital Network i jej digitalizacji.

Przedłużenie współpracy z Polsat Media daje nam nie tylko przewidywalność biznesową, ale także możliwość dalszego skalowania i digitalizacji oferty outdoorowej – mówi Agnieszka Godlewska, prezes Digital Network.

Nowy aneks sankcjonuje wprowadzone już w styczniu rozszerzenie oferty handlowej Polsat Media o ponad 300 lokalizacji wielkoformatowych, należących do Braughman Group Media Outdoor, jednej z trzech największych firm reklamy zewnętrznej w Polsce i lidera segmentu wielkiego formatu Premium Outdoor. Spółka została przejęta przez Digital Network w czwartym kwartale ubiegłego roku.

Efektem nowej umowy jest wprowadzenie do oferty Polsat Media skonsolidowanej oferta Premium OOH, przygotowanej z myślą o dużych kampaniach wizerunkowych. Model zakłada łączenie dużego formatu reklamy zewnętrznej z cyfrowymi formatami DOOH oraz telewizją i internetem w ramach jednej oferty mediowej.

Wspólna oferta Digital Network i Braughman Media obejmie teraz m.in. spektakularne lokalizacje ekranów cyfrowych tzw. Super Size Screen’y, City Screen’y, siatki wielkoformatowe, murale, traffic board’y oraz duże nośniki zlokalizowane przy autostradach. –Zapotrzebowanie reklamodawców na spektakularne nośniki wielkoformatowe oraz nośniki cyfrowe dynamicznie rośnie. Teraz możemy to zaoferować w połączonych pakietach – podkreśla prezes Digital Network.

Spółka zaznacza, że rozszerzona oferta ma unikalny charakter na krajowym rynku outdoorowym, a w ramach współpracy z Polsat Media skierowanej do domów mediowych, realizowana jest na zasadach wyłączności. Polsat Media to największy broker reklamowy na polskim rynku medialnym, odpowiadający za sprzedaż czasu reklamowego i oferty cross-mediowej obejmującej telewizję, internet oraz kanały tematyczne. Portfolio spółki obejmuje nie tylko kanały Telewizja Polsat, ale również Interia oraz kilkadziesiąt kanałów telewizji satelitarnej i tematycznej, w tym takie marki jak TV Puls. Dzięki szerokiemu zasięgowi i rozbudowanej ofercie reklamowej Polsat Media pozostaje jednym z kluczowych partnerów największych reklamodawców i domów mediowych w Polsce, oferując kampanie łączące telewizję, digital, wideo online oraz nowoczesne formaty reklamowe outdoor.

Jak dodaje Agnieszka Godlewska, nowa umowa – obok procesu digitalizacji portfolio wielkoformatowego BGMO – stanowi jeden z najważniejszych elementów strategii rozwoju grupy na najbliższe lata.

3 proc. PKB na naukę jako punkt wyjścia. WZ UW chce debaty o reformie systemu

Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego wyraża poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”, której celem jest zwiększenie finansowania polskiej nauki. Zdaniem dziekana WZ UW prof. dr. hab. Grzegorza Karasiewicza, poziom nakładów na badania i rozwój powinien być traktowany nie tylko jako sprawa środowiska akademickiego, ale także jako jeden z warunków konkurencyjności gospodarki.

„Popieramy akcję »3% dla nauki, 100% dla Polski«, ponieważ stawka tej rozmowy wykracza poza interes środowiska akademickiego. Mówimy o warunkach, w których za kilka lat będą funkcjonować polskie firmy, instytucje publiczne i społeczeństwo. Nauka niedofinansowana w sposób systemowy nie jest w stanie wytwarzać wiedzy potrzebnej gospodarce ani kształcić specjalistów, których potrzebuje rynek pracy” — powiedział prof. dr hab. Grzegorz Karasiewicz, dziekan Wydziału Zarządzania UW.

Według danych GUS nakłady krajowe brutto na działalność badawczo-rozwojową w Polsce wyniosły w 2024 r. 51,5 mld zł i były o 3,1 proc. niższe niż rok wcześniej. Wskaźnik intensywności prac B+R, czyli udział nakładów wewnętrznych na działalność badawczo-rozwojową w PKB, wyniósł 1,41 proc. wobec 1,56 proc. w 2023 r.

Dla porównania, według Eurostatu nakłady na badania i rozwój w Unii Europejskiej wyniosły w 2024 r. 2,24 proc. PKB. UE pozostaje pod tym względem poniżej poziomów notowanych m.in. w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej.

Inicjatywa „3% dla nauki, 100% dla Polski” zakłada apel o zwiększenie finansowania polskiego sektora nauki do poziomu 3 proc. PKB. Organizatorzy wskazują trzy główne obszary postulatów: powiązanie wynagrodzeń w nauce z realiami rynkowymi, stabilniejsze warunki dla studentów i doktorantów oraz zwiększenie środków na prowadzenie badań, w tym dodatkowe finansowanie Narodowego Centrum Nauki.

Organizatorzy akcji prowadzą zbiórkę podpisów pod petycją i zapowiadają protest środowiska naukowego 27 maja w Warszawie, przed Sejmem RP.

Jak zaznaczył prof. Karasiewicz, Wydział Zarządzania UW patrzy na problem finansowania nauki także z perspektywy współpracy uczelni z otoczeniem gospodarczym.

„Z jednej strony coraz trudniej zatrzymać w nauce młodych badaczy, którzy mogą pracować w sektorze prywatnym za wynagrodzenia nieporównywalnie wyższe niż akademickie. Z drugiej strony partnerzy biznesowi coraz wyraźniej sygnalizują, że potrzebują uczelni jako partnera w projektach badawczych, wdrożeniach i transferze wiedzy” — wskazał.

Według dziekana dojście do poziomu 3 proc. PKB nakładów na badania i rozwój powinno być traktowane jako punkt wyjścia do szerszej rozmowy o roli nauki w gospodarce.

„Równie istotna jest jakość wydatkowania tych środków: stabilne finansowanie jednostek naukowych, godne wynagrodzenia, wsparcie dla doktorantów oraz przewidywalny system grantowy. Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego deklaruje gotowość do udziału w merytorycznej debacie nad tym, jak zwiększenie nakładów powiązać z reformą systemu, tak aby nowe środki realnie wzmocniły polską naukę” — dodał prof. Karasiewicz.

Złoto szuka kierunku po spadkach. Eksperci wskazują na możliwy powrót powyżej 5 tys. USD za uncję

Przy ekstremalnej zmienności cen ropy naftowej cena złota stała się zaskakująco stabilna. Trwa oczekiwanie na zakończenie wojny w Zatoce Perskiej, które będzie sprzyjać wzrostom na złocie. Prognozowane ceny na koniec roku tym bardziej różnią się.

Zmienność na rynku złota jest zdecydowanie mniejsza niż to, co obserwowaliśmy pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r.

Pod koniec stycznia cena złota osiągnęła poziom 5 500 USD za uncję, a cena srebra 120 USD/uncja. W tym roku na rynku kontraktów terminowych cena złota zmieniała się pomiędzy 4 340 – 5 623 USD.

– Od końca stycznia mamy trajektorię spadkową, a cena 4 000 – 4 200 to strefa kluczowego, ostatecznego wsparcia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Te poziomy nie zostały naruszone, a w początkach maja obserwowaliśmy wyraźne odbicie.

Złoto oczekuje jak będzie kształtowała się inflacja, a to zależy od tego co będzie działo się na rynku ropy naftowej. Na rynku surowców to ropa jest ekstremalnie zmienna.

Jednak na zmiany cen ropy złoto reaguje w umiarkowany sposób. Natomiast dane za I kw. Dotyczące popytu na złoto wypadły całkiem solidnie, choć ten fragment rynku, który dotyczy popytu jubilerskiego wyraźnie osłabł, był najniższy od I kw. 2020 r.

Bardzo solidne dane dotyczą natomiast popytu na sztabki i monety oraz popytu ze strony banków centralnych.

– Rysą na popycie inwestycyjnym jest spadek po stronie ETF-ów – dodaje ekspert XTB.

Podstawowym czynnikiem ryzyka jest geopolityka, a więc skutki zmiennej polityki D.Trumpa. Prezydent USA zapowiadał ograniczenie deficytu budżetowego, a prowadzać wojnę w Zatoce Perskiej doprowadził do jego bardzo dużego zwiększenia i próbuje przerzucać koszty na inne kraje, co szczególnie odczuwa UE.

Potrzeby pożyczkowe USA bardzo szybko rosną, pojawia się obawa o stabilność finansową Stanów Zjednoczonych. Odchodzenie innych banków centralnych od dolara będzie kontynuowane, a podobnie zachowują się instytucje finansowe.

Jeżeli problemy zaczną się jeszcze bardziej nasilać, to rynek tym bardziej będzie musiał znaleźć sobie ostoję spokoju i będzie nią złoto.

Złoto może też zabezpieczyć inwestorów przed spadkami na giełdach, gdzie poziom indeksów jest tak wysoki, że jest to „jazda bez trzymanki”. Publikacja wyników kwartalnych ten proces nasiliła pod wpływem niesłabnącego optymizmu związanego z rozwojem sztucznej inteligencji.

– Wzrostowi cen złota będzie więc sprzyjać zakończenie wojny w Zatoce Perskiej – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Niektóre banki komercyjne w swych prognozach przewiduję, że przed końcem roku cena złota może sięgnąć 6 tys. dolarów za uncję, a JP Morgan jest jedną z takich instytucji. Jednak konserwatywne prognozy zakładają, że będzie to poziom powyżej 5 tys. dolarów.

Rozbieżność jest więc duża, bo mowa o wzrostach ceny o 500 USD, albo o 1 500 USD.

Pesymistyczny scenariusz dla złota, to wzrost inflacji i podwyżki stóp procentowych. Taka sytuacja wyzwoli wzrost zapotrzebowania na gotówkę ze strony inwestorów.

Sytuacja polskich inwestorów inwestujących w złoto w złotych obecnie też jest mniej zmienna. Złoty pozostaje silną walutą, tylko nieznacznie osłabił się do amerykańskiego dolara. Chcąc się zabezpieczyć przed osłabieniem złotego możemy inwestować w aktywa notowane w innych walutach, a złoto jest takim aktywem.

UOKiK sprawdził największe domy aukcyjne. Chodziło m.in. o podbijanie cen podczas licytacji

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakończył działania dotyczące praktyk stosowanych przez największe domy aukcyjne sprzedające dzieła sztuki w Polsce. Kontrola objęła regulaminy, wzorce umów oraz procedury reklamacyjne pięciu podmiotów: Desa Unicum, Sopockiego Domu Aukcyjnego, Domu Aukcyjnego Polswiss Art, Agra Art oraz Rempexu.

Wątpliwości UOKiK dotyczyły przede wszystkim zasad prowadzenia aukcji, w tym sytuacji, w których aukcjonerzy lub pracownicy domów aukcyjnych mogli uczestniczyć w licytacjach, występując jako zwykli klienci. Według Urzędu tego typu praktyka mogła wprowadzać konsumentów w błąd, ponieważ kupujący mogli odnosić wrażenie, że konkurują z innymi realnymi nabywcami zainteresowanymi danym dziełem sztuki.

Pracownicy domów aukcyjnych mogli licytować jak zwykli klienci

Jednym z głównych zastrzeżeń Prezesa UOKiK była możliwość uczestniczenia przez domy aukcyjne we własnych licytacjach. Chodziło o sytuacje, w których pracownicy lub aukcjonerzy podbijali cenę przedmiotu do tzw. ceny gwarancyjnej. Jest to minimalna kwota, za jaką obiekt może zostać sprzedany, ustalana poufnie między sprzedającym a domem aukcyjnym.

Z analizy Urzędu wynika, że cztery z pięciu badanych domów aukcyjnych — Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Agra Art oraz Rempex — zastrzegały sobie możliwość takiego udziału w licytacjach. Pracownicy mogli występować jako uczestnicy aukcji, a w niektórych przypadkach przebijać również własne oferty.

Zdaniem UOKiK mogło to zniekształcać obraz rzeczywistego zainteresowania danym dziełem sztuki. Każde kolejne przebicie ceny mogło być odbierane przez kupujących jako sygnał, że inni uczestnicy aukcji są gotowi zapłacić więcej. W praktyce mogło to wpływać na decyzje konsumentów i prowadzić do sztucznego zawyżania ceny końcowej.

– Dbając o to, by konsumenci nie byli wprowadzani w błąd, zwróciliśmy się do domów aukcyjnych o zaprzestanie praktyki podbijania cen do ceny gwarancyjnej. Kupujący na aukcjach mogli nie wiedzieć, że licytują przeciwko pracownikom domów aukcyjnych. Każde przebicie mogło być przez nich traktowane jako realne zainteresowanie dziełem i prawdziwa oferta jego zakupu. To mogło zupełnie zmieniać dynamikę aukcji i sztucznie modelować notowania wystawianych przedmiotów – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKiK zakwestionował także inne zapisy regulaminów

Kontrola nie ograniczała się wyłącznie do kwestii podbijania cen. UOKiK przeanalizował również inne praktyki i postanowienia stosowane przez domy aukcyjne. Wątpliwości wzbudziły m.in. zapisy ograniczające lub wyłączające odpowiedzialność za ukryte wady fizyczne i prawne sprzedawanych obiektów.

Urząd zwrócił także uwagę na postanowienia dotyczące błędów w opisach przedmiotów, zmiany warunków aukcji po jej rozpoczęciu oraz możliwość wycofania obiektu przez aukcjonera bez ważnych i obiektywnych powodów. Badano również klauzule umożliwiające ponowne przeprowadzenie licytacji już po udzieleniu przybicia oraz zapisy dotyczące zmian w opisach katalogowych.

Dodatkowo Prezes UOKiK zakwestionował nieprawidłowo wskazywane terminy związane z odstąpieniem od umowy, składaniem reklamacji oraz udzielaniem odpowiedzi na reklamacje. Tego typu zapisy mogły utrudniać konsumentom korzystanie z przysługujących im praw lub wprowadzać ich w błąd co do zakresu ochrony.

Domy aukcyjne zmieniły regulaminy

Wszystkie badane podmioty współpracowały z Urzędem w toku postępowania wyjaśniającego. Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Dom Aukcyjny Polswiss Art, Agra Art oraz Rempex dostosowały swoje regulaminy i wzorce umowne do uwag Prezesa UOKiK.

Efektem interwencji jest wyeliminowanie praktyk, które mogły naruszać zbiorowe interesy konsumentów lub stanowić niedozwolone postanowienia umowne. Domy aukcyjne usunęły również możliwość sztucznego podbijania cen do ceny gwarancyjnej przez osoby związane z organizatorem aukcji.

– Dzięki naszej interwencji i podjętemu dialogowi z największymi graczami na rynku dzieł sztuki udało się zapewnić transparentne warunki licytacji. Domy aukcyjne zmieniły regulaminy i niekorzystne dla konsumentów postanowienia umów, a także wyeliminowały możliwość sztucznego podbijania cen. W trakcie postępowania wypracowane zostały wyższe standardy działań, zaś miłośnicy sztuki nie będą narażeni na zachowania wprowadzające w błąd – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Większa przejrzystość na rynku dzieł sztuki

Sprawa ma znaczenie nie tylko dla uczestników aukcji, ale także dla całego rynku dzieł sztuki. Aukcje opierają się na zaufaniu do organizatora, przejrzystości zasad oraz przekonaniu, że cena końcowa wynika z realnego zainteresowania kupujących. Jeżeli uczestnik licytacji nie wie, że konkuruje z osobą działającą w interesie domu aukcyjnego lub sprzedającego, może podejmować decyzje na podstawie niepełnych informacji.

Interwencja UOKiK ma więc zwiększyć transparentność licytacji i ograniczyć ryzyko sztucznego wpływania na ceny. Zmiany w regulaminach największych domów aukcyjnych oznaczają, że konsumenci powinni otrzymywać bardziej jednoznaczne informacje o zasadach sprzedaży, odpowiedzialności za oferowane obiekty oraz procedurach reklamacyjnych.

Dla kupujących dzieła sztuki oznacza to większą ochronę i bardziej przejrzyste warunki uczestnictwa w aukcjach. Dla domów aukcyjnych — konieczność stosowania standardów, które nie tylko odpowiadają przepisom prawa konsumenckiego, ale również wzmacniają wiarygodność rynku.

Długi mieszkańców małych miast i wsi maleją

Mieszkańcy miejscowości do 20 tys. osób odpowiadają za niemal 30 proc. zaległości finansowych wszystkich konsumentów – pokazują dane Krajowego Rejestru Długów. Muszą oddać bankom, telekomom, dostawcom energii, telewizji, Internetu, zarządcom mieszkań i innym firmom prawie 11,8 mld zł. Największy dług obarcza 46-55-latków. Mają oni także najwyższe średnie zadłużenie, które przekracza 30 tys. zł na osobę.

Według dostępnych danych GUS, m.in. z „Rocznika Statystycznego Województw 2025”, w Polsce w miejscowościach liczących do 20 tys. mieszkańców, a więc i na wsiach, żyje ok. 20 mln osób. Przypada na nie 29 proc. wszystkich zaległości konsumentów widocznych w Krajowym Rejestrze Długów, które obecnie wynoszą 40,8 mld zł. Pokazuje to, że problem zadłużenia w Polsce lokalnej nie jest marginalny.

Mikromiejscowości z niewielkimi dochodami

Według najnowszych danych GUS z raportu „Warunki życia – deprywacja materialna i społeczna w 2025 r.”, przeciętny roczny ekwiwalentny dochód do dyspozycji na osobę w miastach do 20 tys. mieszkańców wyniósł niespełna 64 tys. zł. Dla porównania w aglomeracjach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców było to 86,2 tys. zł.

Dochód do dyspozycji mieszkańców największych miast jest o ponad jedną trzecią wyższy niż w tych do 20 tysięcy mieszkańców. Widać więc dużą dysproporcję. Na to nakładają się ograniczone możliwości zarobkowania. Lokalny rynek zatrudnienia jest bardzo wąski: dyskonty, mała gastronomia, szkoły, przychodnie, urzędy i niewielkie prywatne firmy. Nie ma tam ulokowanych zagranicznych inwestycji, bo te wybierają ośrodki z większą liczbą pracowników i lepszą infrastrukturą. Wiele osób dojeżdża do pracy w odległych miastach, a więc ponosi wysokie koszty transportu, które pochłaniają znaczną część pensji. Wystarczy, że ktoś z domowników straci pracę lub zaczyna nieregularnie dostawać wypłatę, a pojawiają się problemy – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Z analizy GUS wynika, że w ostatnim dziesięcioleciu, tj. latach 2015-2025 r. odsetek osób doświadczających pogłębionej deprywacji materialnej i społecznej obniżył się z 7,8 proc. do 2 proc., czyli o 5,8 p. proc. Deprywacja materialna to brak możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb z powodu ograniczeń finansowych. Natomiast deprywacja społeczna oznacza brak możliwości uczestniczenia w życiu społecznym i kulturalnym, prowadząc do wykluczenia. Wskaźnik pogłębionej deprywacji materialnej i społecznej w wielkich aglomeracjach wyniósł zaledwie 0,7 proc., a w małych miejscowościach 2,6 proc.

Największa część kłopotów finansowych koncentruje się w miasteczkach liczących od 5 tys. do 10 tys. mieszkańców. Zaległości sięgają tam 4,93 mld zł i są udziałem 223,8 tys. osób z przeciętnym długiem wynoszącym 22 tys. zł.

Dług z męską twarzą

Wśród dłużników dominują ci w wieku 36-45 lat – aż 149,7 tys. osób. To ponad 1/4 wszystkich konsumentów z tych miejscowości, którzy figurują w rejestrze. Ale najwyższą łączną kwotę zaległości mają mieszkańcy pomiędzy 46. a 55. rokiem życia, którzy muszą oddać 3,8 mld zł. Stanowi to aż 1/3 wszystkich nieuregulowanych zobowiązań w małych miejscowościach. Ta grupa ma również najwyższe średnie zadłużenie, przekraczające 30 tys. zł na osobę.

Osoby w wieku 46-55 lat najczęściej są w okresie najwyższej aktywności zawodowej, ale jednocześnie ponoszą wysokie koszty utrzymania gospodarstw domowych oraz wychowania, nauki i usamodzielniania dzieci. Na to nakłada się spłata wcześniejszych, często wieloletnich, zobowiązań, jak kredyty hipoteczne czy na działalność gospodarczą. W przypadku tej grupy problem zadłużenia wynika więc głównie z długotrwałego obciążenia domowego budżetu stałymi wydatkami – zauważa Adam Łącki.

Mężczyźni stanowią blisko 70 proc. dłużników na wsiach i w małych miastach, ale odpowiadają za aż 80 proc. wszystkich zaległości. Mają do spłaty 9,3 mld zł, podczas gdy kobiety 2,5 mld zł, czyli ok. 21 proc. całej kwoty. Ich przeciętny dług też jest zdecydowanie wyższy niż u płci pięknej. Panowie mają do oddania średnio 25,3 tys. zł, a w przypadku pań jest to 14,3 tys. zł.

W najmniejszych ośrodkach to mężczyźni mają większe możliwości zatrudnienia lub dojazdu do pracy w innych miastach. Posiadając regularne dochody, zaciągają zobowiązania na potrzeby rodziny, takie jak zakupy ratalne czy kredyty gotówkowe i to na nich spoczywa ciężar spłaty. Oni też ponoszą konsekwencje – jeśli nie pokryją zaległości, trafiają do rejestrów dłużników, a wierzyciele chcą od nich wyegzekwować zwrot pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Praktyka windykacyjna pokazuje, że mieszkańcy z małych miejscowości znacznie częściej niż ci z dużych podchodzą do zadłużenia w sposób bardziej odpowiedzialny i mniej konfrontacyjny. Zamiast unikać kontaktu, częściej próbują wyjaśnić swoją sytuację, pytają o możliwość ustalenia nowego terminu płatności lub rozłożenia zobowiązania na raty.

W ich przypadku zaległości częściej są skutkiem pogorszenia sytuacji życiowej czy niespodziewanych dużych wydatków niż świadomego uchylania się od płacenia. Z doświadczeń naszych negocjatorów wynika również, że dłużnicy z mniejszych miejscowości częściej dotrzymują ustaleń i bardziej konsekwentnie spłacają długi. Sprzyja temu silniejsze poczucie odpowiedzialności, ale też znaczenie opinii otoczenia. Tam, gdzie życie toczy się bliżej lokalnej społeczności, problemy finansowe mają nie tylko wymiar ekonomiczny, lecz także społeczny i wizerunkowy – mówi Jakub Kostecki.

Wielkomiejskie aspiracje małych miejscowości

Mieszkańcy wsi i małych miast coraz częściej aspirują do stylu życia kojarzonego z większymi ośrodkami. Chcą mieszkać wygodniej, korzystać z nowoczesnego sprzętu, jeździć lepszym samochodem, zapewnić dzieciom dodatkowe zajęcia, a sobie większy komfort codziennego życia, wypoczynku i dostępu do usług. Same aspiracje są naturalne i świadczą o rosnących oczekiwaniach wobec jakości życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy możliwości finansowe nie nadążają za tymi potrzebami. W takiej sytuacji część gospodarstw domowych sięga po kredyty, zakupy ratalne i odroczone płatności (kup teraz, zapłać później), które początkowo mają pomóc w realizacji planów, ale przy ograniczonych lub niestabilnych dochodach mogą z czasem prowadzić do nadmiernego zadłużenia.

Raport GUS „Ubóstwo w Polsce w latach 2023 i 2024” pokazuje, że mieszkańcy wsi są wyraźnie częściej zagrożeni ubóstwem ekonomicznym niż mieszkańcy miast, a w samych miastach sytuacja pogarsza się wraz ze spadkiem wielkości miejscowości. W 2024 r. stopa zagrożenia ubóstwem relatywnym wyniosła 21,1 proc. na wsi i 11,8 proc. w miejscowościach poniżej 20 tys. mieszkańców, podczas gdy w największych miastach było to 4,2 proc.

Na poziomie regionalnym najwyższą łączną wartość zaległości widać w województwie mazowieckim – 1,5 mld zł, wielkopolskim – 1,1 mld zł i dolnośląskim – 1,1 mld zł. Jednak najwyższe przeciętne zadłużenie przypadające na jedną osobę jest w innych regionach. W Lubelskiem to 24,8 tys. zł, Warmińsko-Mazurskiem 23,6 tys. zł i Pomorskiem – 23,3 tys. zł.

Najmniej do oddania mają mieszkańcy wsi i miasteczek z Podlasia – 314,2 mln zł, Opolszczyzny – 378,3 mln zł i Świętokrzyskiego – 419,7 mln zł.

Rekord zadłużenia należy do mieszkańca powiatu bartoszyckiego w województwie warmińsko-mazurskim. To 50-letni mężczyzna, który ma 16,3 mln zł zaległości wobec sądu.

Zaległości maleją, pensje rosną

Najnowsze dane KRD wskazują, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy sytuacja finansowa osób z miejscowości do 20 tys., a więc także i wsi, poprawiła się: o 814,3 mln zł obniżyła się łączna kwota nieuregulowanych zobowiązań – z 12,61 mld zł w maju ub.r. do 11,79 mld zł obecnie. O 36,7 tys. ubyło także samych dłużników – z 578,5 tys. do 541,8 tys. Przeciętne obciążenie na jedną osobę pozostało natomiast niemal bez zmian i wynosi blisko 21,8 tys. zł.

Spadek zadłużenia w ciągu ostatniego roku można częściowo wiązać z poprawą warunków makroekonomicznych, w tym z obniżeniem inflacji. Z ostatnich dostępnych danych GUS wynika, że w marcu 2025 r. inflacja wynosiła jeszcze 4,9 proc., podczas gdy w marcu 2026 r. już tylko 3 proc. Oznacza to spadek tempa wzrostu cen o 1,9 pkt proc. Równolegle dane o wynagrodzeniach pokazują zwiększenie dochodów z pracy. Przeciętna pensja w gospodarce narodowej w I kw. 2025 r. wyniosła 8904 zł, a według najnowszych danych GUS w I kw. 2026 r. urosła o 6,7 proc., osiągając 9563 zł. Od stycznia 2026 r. podniosła się również płaca minimalna — do 4806 zł. Widać więc, że wolniejszy wzrost kosztów życia oraz poprawa dochodów sprzyjają części gospodarstw domowych.

Rynek pierwotny w kwietniu: stabilne ceny, większa oferta i rosnące znaczenie gotowych mieszkań

Gotowe mieszkania sprzedają się dziś najszybciej. Dane Barometru Cen Mieszkań przygotowanego przez portal mieszkaniowy Tabelaofert.pl pokazują, że w kwietniu już co trzeci nabywca zdecydował się na zakup lokalu w zakończonej inwestycji — takie mieszkania odpowiadały za blisko 32 proc. całej sprzedaży. Na koniec kwietnia w gotowych projektach dostępnych było 15,6 tys. lokali, co stanowiło blisko 23 proc. całej oferty deweloperskiej na siedmiu największych rynkach.

Kwiecień był kolejnym miesiącem stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Średnia cena mieszkań na siedmiu największych rynkach wyniosła 16 011 zł za mkw., co oznacza wzrost o zaledwie 0,6 proc. względem marca. W porównaniu z grudniem 2025 roku średnia cena wzrosła o 1,7 proc., jednak nie wynika to z szerokich podwyżek cenników. To przede wszystkim efekt szybszej sprzedaży tańszych mieszkań, które w ostatnich tygodniach cieszyły się dużym zainteresowaniem kupujących.Średnia cena ofertowa na 7 największych rynkach _ Kwiecień 2026

– Patrząc na same średnie ceny można odnieść wrażenie, że mieszkania drożeją, ale struktura sprzedaży pokazuje coś innego. Najszybciej sprzedają się dziś tańsze lokale, co automatycznie podnosi średnią cenę mieszkań pozostających w ofercie – komentuje Robert Chojnacki, założyciel i wiceprezes Tabelaofert.pl.

W kwietniu 2026 roku deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach sprzedali 3,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 8,9 proc. względem marca. Korekta była jednak spodziewana, ponieważ marzec przyniósł przyspieszenie decyzji zakupowych części klientów kredytowych, którzy obawiali się wzrostu kosztów finansowania. W efekcie część popytu została przesunięta właśnie na wcześniejszy miesiąc.

Największe miesięczne spadki sprzedaży odnotowano w Warszawie oraz we Wrocławiu — po około 20 proc. Z kolei wyraźne wzrosty liczby sprzedanych mieszkań miały miejsce w Poznaniu (+25,2 proc.) oraz Łodzi (+15,8 proc.).

Średnia cena nie pokazuje całego rynku

Średnia cena mieszkań w Warszawie obejmuje zarówno lokale z segmentu popularnego, jak i apartamenty premium, dlatego nie zawsze dobrze pokazuje sytuację większości kupujących. W kwietniu średnia cena wszystkich mieszkań w stolicy wyniosła 19,6 tys. zł za mkw., podczas gdy w segmencie popularnym – który stanowi aż 68 proc. całej warszawskiej oferty – było to 16,3 tys. zł za mkw. – o 3,3 tys. zł mniej w porównaniu do średniej dla stolicy.  Średnia cena mieszkań w podwyższonym standardzie i apartamentów sięgnęła natomiast 29,2 tys. zł za mkw.MIeszkania i apartamenty - Warszawa _ Kwiecień 2026

Podobny mechanizm widoczny jest również w innych dużych miastach. Największe różnice pomiędzy średnią ceną wszystkich mieszkań a cenami w segmencie popularnym odnotowano w Trójmieście (ok. 22 proc.) oraz Warszawie (ok. 16 proc.). To właśnie na tych rynkach duży udział drogich inwestycji premium najmocniej wpływa na średnią cenę dla całego miasta.Średnie ceny w wybranych miastach _segment popularny _ Kwiecień 2026

– Warszawska średnia cena coraz częściej jest zaburzana przez dużą liczbę projektów premium i apartamentowych, które mają istotny wpływ na statystyki dla całego miasta. Tymczasem segment popularny odpowiada dziś za większość oferty i pozostaje wyraźnie tańszy, dlatego dla większości kupujących jest znacznie lepszym punktem odniesienia niż ogólna średnia dla rynku –komentuje Robert Chojnacki

W kwietniu niewielki spadek średniej ceny ofertowej odnotowano we Wrocławiu (-1,5 proc.), natomiast w Warszawie średnia wzrosła o 1,3 proc. W pozostałych analizowanych miastach ceny pozostawały stabilne, a miesięczne zmiany nie przekraczały 1 proc. W porównaniu z grudniem 2025 roku spadki średnich cen odnotowano jedynie w Łodzi i Katowicach, podczas gdy Warszawa zanotowała wzrost o blisko 5 proc.

Średnie ceny ofertowe w wybranych miastachsrednie ceny

Szeroka oferta nadal studzi ceny

Jednym z głównych czynników stabilizujących ceny pozostaje szeroka oferta mieszkań. Na koniec kwietnia deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach oferowali 68,7 tys. lokali, czyli o blisko 2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Największy wzrost liczby dostępnych mieszkań odnotowano we Wrocławiu (+6,4 proc.) oraz w Warszawie (+5,2 proc.). Spadki podaży wystąpiły jedynie w Łodzi (-2 proc.) i Katowicach (-3 proc.)

ofert amieszkan top7

– Mieszkania gotowe do odbioru cieszą się dziś dużym zainteresowaniem, bo klienci mogą zobaczyć finalny produkt przed zakupem i znacznie szybciej się wprowadzić. Dla wielu kupujących to ważniejsze niż zakup na bardzo wczesnym etapie inwestycji – komentuje Ewa Palus, główna analityczka Tabelaofert.pl.

Analiza została przygotowana na podstawie wewnętrznego monitoringu rynku pierwotnego prowadzonego przez dział analiz. Tabelaofert. Badanie obejmuje około 3,0 tys. inwestycji obejmujących ponad 100 tys. mieszkań. Monitoring prowadzony jest zarówno w największych miastach wojewódzkich, jak i w miejscowościach tworzących aglomeracje największych ośrodków miejskich. Dane aktualizowane są w systemie miesięcznym, kwartalnym oraz półrocznym, w zależności od analizowanego zakresu rynku.

Opracowanie bazuje na bieżącej analizie oferty deweloperskiej, cen mieszkań, poziomu sprzedaży oraz zmian podaży na rynku pierwotnym.

Prezentowany materiał dotyczy siedmiu największych rynków mieszkaniowych w Polsce: Warszawy, Wrocławia, Trójmiasta, Krakowa, Poznania, Łodzi oraz Katowic.

Cognor poprawia wyniki po trudnym okresie. Zysk operacyjny wrócił na plus, ale zadłużenie nadal ciąży spółce

0

Cognor Holding zakończył I kwartał 2026 roku z wyraźnie lepszymi wynikami operacyjnymi niż rok wcześniej. Przychody grupy wzrosły o 8,8 proc. rok do roku, marża brutto poprawiła się, a wynik operacyjny wrócił powyżej zera. Spółka wciąż jednak mierzy się z wysokim zadłużeniem, naruszeniem kowenantów kredytowych oraz ujemnymi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej.

Raport za okres styczeń–marzec 2026 roku, opublikowany 15 maja, pokazuje spółkę znajdującą się w fazie przejściowej. Cognor ma za sobą kilka lat intensywnych inwestycji, które istotnie obciążały wyniki, ale jednocześnie powinny zwiększyć potencjał produkcyjny grupy w kolejnych kwartałach.

Inwestycje obciążały wyniki przez kilka lat

Na ocenę wyników Cognoru za I kwartał 2026 roku duży wpływ ma kontekst wcześniejszych lat. Spółka realizowała szeroki program modernizacyjny, obejmujący m.in. budowę nowej walcowni kształtowników w Siemianowicach Śląskich, remont stalowni w Gliwicach oraz modernizację walcowni w Krakowie.

Największym projektem była walcownia w Siemianowicach Śląskich, której koszt przekroczył 800 mln zł. Modernizacja walcowni w Krakowie pochłonęła natomiast ponad 300 mln zł. Tak duże przedsięwzięcia wiązały się z przestojami, opóźnieniami rozruchu oraz czasowym spadkiem efektywności produkcyjnej.

W latach 2023–2025 Cognor wykazał odpowiednio 74,1 mln zł, 55,5 mln zł i 25,9 mln zł kosztów postojowych. Łącznie daje to ponad 155 mln zł strat związanych z ograniczeniem lub wstrzymaniem produkcji. Dodatkowym obciążeniem była słaba koniunktura na rynku stali, szczególnie w segmencie prętów żebrowanych.

Przychody wzrosły o prawie 9 proc.

W I kwartale 2026 roku przychody ze sprzedaży Cognoru wyniosły 591,3 mln zł wobec 543,3 mln zł rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 8,8 proc. rok do roku.

Jeszcze mocniejsza poprawa widoczna była na poziomie zysku brutto ze sprzedaży. Wyniósł on 37,4 mln zł wobec 24,1 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku. Oznacza to wzrost o ponad 55 proc. Marża brutto poprawiła się z 4,4 proc. do 6,3 proc.

Choć poziom rentowności nadal pozostaje relatywnie niski, kierunek zmian jest korzystny. Koszty sprzedanych produktów rosły wolniej niż przychody, co może wskazywać na poprawę relacji między cenami wyrobów stalowych a kosztami wsadu, w tym złomu i energii.

Najlepiej wypadły segmenty HSJ oraz ZLMET. Huta Stalowa Wola wypracowała 15,6 mln zł wyniku brutto, a segment złomowy ZLMET 6,7 mln zł. Najsłabszym ogniwem pozostał segment FER, obejmujący Ferrostal oraz walcownie w Krakowie, Gliwicach i Siemianowicach Śląskich. Segment ten zakończył kwartał stratą brutto na poziomie 1,8 mln zł.

EBIT wrócił na plus

Na poziomie operacyjnym Cognor wypracował 12,0 mln zł zysku wobec 7,9 mln zł straty rok wcześniej. Poprawa wyniosła więc blisko 20 mln zł. To jeden z ważniejszych sygnałów w raporcie, ponieważ pokazuje powrót grupy do dodatniego wyniku EBIT po trudnym okresie inwestycyjno-rozruchowym.

Na poprawę wyniku operacyjnego złożyły się wyższa marża brutto, wzrost pozostałych przychodów operacyjnych oraz relatywna kontrola kosztów sprzedaży i zarządu. Pozostałe przychody operacyjne wzrosły do 23,2 mln zł wobec 16 mln zł rok wcześniej. Istotne znaczenie miały tu m.in. szacowane rekompensaty związane ze wzrostem cen uprawnień do emisji CO₂. Na koniec marca 2026 roku należności z tego tytułu ujęte narastająco wynosiły 74,2 mln zł.

Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu wyniosły łącznie 49 mln zł, czyli tylko nieznacznie więcej niż rok wcześniej.

Mimo dodatniego wyniku operacyjnego grupa zakończyła kwartał niewielką stratą netto. Wyniosła ona 0,7 mln zł wobec 14,8 mln zł straty przed rokiem. Głównym obciążeniem były koszty finansowe, obejmujące odsetki i prowizje, które sięgnęły 19,2 mln zł.

Zadłużenie pozostaje największym wyzwaniem

Najbardziej problematycznym obszarem raportu pozostaje struktura zadłużenia. Na 31 marca 2026 roku łączne zadłużenie finansowe Cognoru, bez leasingu, przekraczało 884 mln zł. Z tej kwoty 601 mln zł zostało zaprezentowane jako zobowiązania krótkoterminowe.

Powodem takiej klasyfikacji było naruszenie wskaźników finansowych określonych w umowach kredytowych. Dotyczyły one m.in. EBITDA, relacji długu netto do EBITDA, wskaźnika DSCR oraz przepływów operacyjnych. Naruszenia obejmują umowy z Banco Santander, Santander Bank Polska, mBankiem, Alior Bankiem i Bankiem Pekao.

Zgodnie z zasadami MSSF część zobowiązań długoterminowych musi zostać w takiej sytuacji pokazana jako krótkoterminowa, nawet jeśli banki nie zażądały natychmiastowej spłaty kredytów. Zarząd Cognoru wskazuje, że kredytodawcy dotychczas wykazywali elastyczne podejście i udzielali zgód na naruszenia kowenantów.

Szczególnie istotny jest kredyt inwestycyjny z Banco Santander, obejmujący łącznie około 490 mln zł i euro. W bilansie został on zaprezentowany jako zobowiązanie krótkoterminowe, choć harmonogram jego spłaty rozłożony jest na lata 2031–2033.

Sytuację finansową grupy poprawiła emisja akcji serii 14 i 15, zakończona pod koniec 2025 roku. Cognor pozyskał z niej 300 mln zł kapitału. Kapitał własny grupy na koniec marca wynosił 1,4 mld zł. Dodatkowym wsparciem była pożyczka podporządkowana od głównego akcjonariusza, PS HoldCo, w wysokości 87 mln zł.

Ujemne przepływy operacyjne w I kwartale

Słabiej wyglądały przepływy pieniężne. Działalność operacyjna przyniosła w I kwartale 2026 roku odpływ gotówki w wysokości 95 mln zł. Rok wcześniej Cognor wygenerował dodatnie przepływy operacyjne na poziomie 21 mln zł.

Główną przyczyną pogorszenia było większe zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Należności wzrosły o 113 mln zł, a zapasy o 63 mln zł. Można to wiązać z wyższą sprzedażą oraz większą aktywnością produkcyjną. Część tego efektu może mieć charakter sezonowy, ponieważ początek roku często wiąże się z przygotowaniami do okresu zwiększonego popytu w budownictwie.

Nakłady inwestycyjne wyniosły 26,2 mln zł wobec 32,9 mln zł rok wcześniej. To potwierdza, że grupa wychodzi z fazy największych wydatków inwestycyjnych i stopniowo przechodzi do etapu wykorzystania nowych mocy produkcyjnych.

Na koniec marca środki pieniężne netto, po uwzględnieniu kredytu w rachunku bieżącym, wynosiły minus 6,8 mln zł wobec plus 115 mln zł na początku roku. Spółka posiadała także 65,3 mln zł środków o ograniczonej możliwości dysponowania, związanych głównie z zabezpieczeniami kredytowymi.

Rynek stali, energia i kurs euro będą kluczowe

W kolejnych kwartałach dla wyników Cognoru istotne będą przede wszystkim trzy czynniki: relacja cen produktów stalowych do cen złomu, ceny energii elektrycznej oraz kurs PLN/EUR.

Znaczenie ma również sytuacja geopolityczna. Konflikt na Bliskim Wschodzie może wpływać na ceny gazu ziemnego i stabilność łańcuchów dostaw. Dla Cognoru jest to ważne, ponieważ grupa zużywa ponad 0,5 MWh energii gazowej na tonę produktu. Ewentualny wzrost cen gazu mógłby więc bezpośrednio obciążyć marże.

Spółka wskazuje jednocześnie, że na moment sporządzenia raportu nie identyfikuje bezpośredniego zagrożenia dla działalności operacyjnej. Pozytywnym czynnikiem może być natomiast stopniowa poprawa popytu na wyroby stalowe po słabym 2025 roku, szczególnie w budownictwie i infrastrukturze.

Cognor po trudnym okresie pokazuje poprawę, ale bilans nadal wymaga ostrożności

Wyniki Cognoru za I kwartał 2026 roku pokazują poprawę na większości poziomów operacyjnych. Przychody wzrosły, marża brutto się poprawiła, a wynik EBIT wrócił powyżej zera. Strata netto została ograniczona do symbolicznego poziomu w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Jednocześnie raport nie usuwa najważniejszych ryzyk. Wysokie zadłużenie, naruszenie kowenantów, duża część zobowiązań prezentowana jako krótkoterminowa oraz ujemne przepływy operacyjne oznaczają, że sytuacja finansowa grupy nadal wymaga uważnej obserwacji.

Kluczowe znaczenie będzie miało tempo dochodzenia nowej walcowni w Siemianowicach Śląskich do docelowej efektywności. Jeżeli rozruch zakończy się zgodnie z planem, a popyt na stal będzie się normalizował, kolejne kwartały mogą przynieść wyraźniejszą poprawę wyników. Jeżeli jednak proces ten się przedłuży lub ponownie wzrosną koszty energii, Cognor może nadal pozostawać pod presją.

Na razie I kwartał 2026 roku można traktować jako pierwszy sygnał poprawy po okresie dużych inwestycji i słabej koniunktury. Pełny efekt modernizacji będzie jednak widoczny dopiero w kolejnych okresach.

Grupa PZU w I kwartale 2026 roku: wzrost przychodów z ubezpieczeń, niższy zysk netto i propozycja dywidendy

0

Grupa PZU opublikowała wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku. Przychody brutto z ubezpieczeń wyniosły 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 243 mln zł, czyli o 3,2% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jak podkreśla spółka, był to najwyższy w historii wynik dla pierwszego kwartału pod względem przychodów z ubezpieczeń.

Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł blisko 1,4 mld zł. Był to wynik o 22,6% niższy rok do roku, ale jednocześnie wyższy od średniego kwartalnego wyniku netto Grupy z ostatnich czterech lat. Skorygowana rentowność kapitału własnego, czyli aROE, wyniosła 15,7%. Współczynnik wypłacalności na koniec 2025 roku wynosił 239% dla Grupy PZU oraz 237% dla PZU SA.

Wśród najważniejszych wydarzeń pierwszego kwartału spółka wskazuje m.in. rozpoczęcie procesu konsolidacji PZU i LINK4 w modelu multibrandowym, rozwój oferty funduszy pasywnych o trzy pierwsze polskie fundusze ETF oraz rekomendację wypłaty dywidendy w wysokości 4,8 zł na akcję.

– Początek roku był dla nas szczególnie intensywny – pracowaliśmy nad kolejnymi etapami realizacji naszej strategii i wzmocnieniem pozycji Grupy PZU. Ogłosiliśmy połączenie PZU i LINK4 – mówi Bogdan Benczak, prezes PZU. – Pierwszy kwartał zakończyliśmy solidnym wynikiem finansowym, osiągniętym w trudnych warunkach geopolitycznych – dodaje.

Wzrost przychodów w ubezpieczeniach na życie i majątkowych

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa PZU odnotowała wzrost przychodów w ubezpieczeniach na życie we wszystkich liniach biznesowych. W ubezpieczeniach grupowych, które odpowiadały za 88% przychodów z obszaru życiowego w Polsce, przychody wzrosły o 5,5%. Jednocześnie rentowność tego segmentu poprawiła się do 21,7%.

W ubezpieczeniach majątkowych wzrost widoczny był przede wszystkim w obszarze ubezpieczeń pozakomunikacyjnych masowych. Przychody w tym segmencie wzrosły o 7,8% rok do roku. Spółka wskazuje, że wpływ na ten wynik miał m.in. rozwój produktów mieszkaniowych, w tym nowej odsłony ubezpieczenia PZU DOM, a także wzrost sprzedaży ubezpieczeń dla małych i średnich przedsiębiorstw.

– Konsekwentnie rozwijamy obszary, w których klienci najszybciej widzą realną wartość: ochronę życia i majątku oraz bezpieczeństwo finansowe. Szczególnie zadowolony jestem ze wzrostu w segmencie indywidualnych ubezpieczeń na życie. Cieszy nas okazywane nam zaufanie klientów – powiedział Bogdan Benczak.

W ubezpieczeniach komunikacyjnych Grupa PZU działała w warunkach presji cenowej i konkurencyjnej. Mimo tego odnotowano poprawę w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych korporacyjnych, gdzie przychody wzrosły o 9,4% rok do roku. Wzrost dotyczył zarówno ubezpieczeń OC komunikacyjnych, jak i Auto Casco.

Wskaźnik COR dla ubezpieczeń majątkowych wzrósł o 4,3 punktu procentowego, do poziomu 86,8%. Według spółki było to związane głównie z utrzymującą się presją cenową i kosztową.

Konsolidacja PZU i LINK4 oraz rozwój kanałów obsługi

Jednym z kluczowych elementów strategii Grupy PZU pozostaje konsolidacja działalności w Polsce. W pierwszym kwartale 2026 roku spółka kontynuowała prace związane z planowanym połączeniem PZU z LINK4. Proces ma być realizowany w modelu multibrandowym, zakładającym wykorzystanie komplementarności obu marek.

– Pierwszy kwartał 2026 roku był dla nas okresem intensywnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych. Kontynuujemy proces konsolidacji działalności w Polsce, w tym planowane połączenie PZU z LINK4, które pozwoli nam w pełni wykorzystać komplementarność obu marek. Widzimy w tym potencjał do dalszego rozwoju kanałów dystrybucji oraz istotnej poprawy efektywności operacyjnej i wykorzystania kapitału – powiedział Bogdan Benczak.

Równolegle Grupa rozwijała program „Partnerstwo odNowa”, którego celem jest zwiększanie efektywności sieci agentów wyłącznych. Program opiera się m.in. na wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi, w tym systemu CRM, oraz na budowie bardziej zintegrowanego modelu obsługi klienta.

Zmiany obejmowały również obszar likwidacji szkód. Wdrażane procesy mają skracać czas obsługi i przyspieszać cały proces likwidacyjny, co według spółki powinno przełożyć się na poprawę doświadczeń klientów i efektywności operacyjnej.

Grupa PZU kontynuowała także rozwój cyfrowych kanałów obsługi. W aplikacji mojePZU wdrożono nowy pulpit użytkownika. Aplikacja ma obecnie ponad 2 mln aktywnych użytkowników, a cała platforma mojePZU — 6 mln.

TFI PZU rozwija ofertę ETF-ów

Istotnym obszarem działalności Grupy PZU pozostaje zarządzanie aktywami. W pierwszym kwartale 2026 roku TFI PZU zajęło pierwsze miejsce na rynku pod względem sprzedaży netto funduszy dla klientów zewnętrznych. Sprzedaż netto wyniosła 2,2 mld zł, przy napływach do funduszy na poziomie 11,5 mld zł i udziale rynkowym wynoszącym 19,3%.

Rosły również aktywa zgromadzone w pracowniczych planach kapitałowych. Aktywa w PPK zwiększyły się o 40,2% rok do roku, do 10,5 mld zł. TFI PZU zajmowało w tym segmencie drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 22,1%.

W pierwszych miesiącach 2026 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na uruchomienie trzech pierwszych funduszy ETF PZU. Są to: PZU ETF WIG20 TR + mWIG40 TR Portfelowy FIZ, PZU ETF MSCI World Portfelowy FIZ oraz PZU ETF Gold Portfelowy FIZ. Fundusze mają zapewniać ekspozycję odpowiednio na rynek krajowy, zagraniczny oraz złoto.

– Wprowadzenie do oferty TFI PZU pierwszych trzech polskich funduszy ETF wzmocniło pozycję Grupy PZU jako lidera innowacji inwestycyjnych i jednocześnie podniosło konkurencyjność oraz dojrzałość całego polskiego rynku kapitałowego – powiedział Bogdan Benczak.

Zarząd rekomenduje 4,8 zł dywidendy na akcję

Zarząd PZU rekomenduje wypłatę dywidendy z zysku za 2025 rok, powiększonego o kwotę przeniesioną z kapitału zapasowego utworzonego z zysku za 2024 rok. Łącznie na dywidendę miałoby trafić 4,14 mld zł, co oznacza 4,8 zł na akcję.

Proponowany dzień dywidendy to 17 września 2026 roku, a termin jej wypłaty został wyznaczony na 8 października 2026 roku.

– Systematycznie zwiększamy wartość dla akcjonariuszy. Od debiutu na giełdzie PZU wypłacił już blisko 37 mld zł dywidendy. W tym roku zarząd zarekomendował przeznaczenie na ten cel kolejnych ponad 4 mld zł. Zaproponowana wartość jest wyższa od ambicji strategicznych dla tego celu na rok 2027 – podkreśla prezes PZU.

Stabilne przychody, presja na wynik netto

Wyniki Grupy PZU za pierwszy kwartał 2026 roku pokazują wzrost przychodów z ubezpieczeń, szczególnie w obszarze ubezpieczeń na życie oraz wybranych segmentach ubezpieczeń majątkowych. Jednocześnie wynik netto był niższy niż rok wcześniej, a rentowność w ubezpieczeniach majątkowych pozostawała pod wpływem presji cenowej i kosztowej.

W najbliższych kwartałach istotne dla Grupy będą dalsze działania związane z integracją PZU i LINK4, rozwój kanałów cyfrowych, wzmacnianie sieci sprzedaży oraz rozbudowa oferty inwestycyjnej TFI PZU. Ważnym elementem pozostaje również polityka dywidendowa, która nadal ma znaczenie dla akcjonariuszy spółki.

EKIPA Holding w I kwartale 2026 r.: przychody na poziomie 14,12 mln zł i strata netto po odpisie jednorazowym

Notowana na NewConnect EKIPA Holding S.A. opublikowała wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku. Grupa osiągnęła przychody na poziomie 14,12 mln zł, wobec 14,92 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie wynik netto wyniósł –1,92 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2025 roku spółka wypracowała 0,04 mln zł zysku.

Na wynik netto istotny wpływ miało zdarzenie jednorazowe – odpis aktualizujący wartość należności handlowych w wysokości ok. 1,48 mln zł. Dotyczy on faktury z 2025 r., wobec której spółka zależna Ekipa Management podjęła kroki zmierzające do odzyskania środków. Po wyłączeniu tego zdarzenia jednorazowego wyniki operacyjne pozostają stabilne. Skorygowana EBITDA wynosi ok. 0,84 mln zł (wobec 1,09 mln zł rok wcześniej, spadek o 23,2% r/r), natomiast skorygowana strata brutto zmniejszyła się do ok. –0,13 mln zł (z –0,25 mln zł w I kwartale 2025 r.), co oznacza poprawę o 45,7%.

Struktura przychodów uległa istotnej zmianie, co odzwierciedla realizowaną strategię rozwoju Grupy. Sprzedaż produktów własnych wzrosła o 29% r/r, osiągając poziom 11,04 mln zł, podczas gdy sprzedaż towarów handlowych spadła o 52% r/r do 3,08 mln zł. Trend ten potwierdza przesunięcie działalności w kierunku budowy własnych marek oraz produkcji autorskiego contentu.

Pierwszy kwartał był dla nas wymagający, dlatego doceniam osiągnięte wyniki. Patrzę jednak przede wszystkim w przyszłość. W tym roku wiele ważnych projektów, a wśród nich Festiwal EKIPY, który odbywa się już w czerwcu. Od wielu miesięcy rozwijamy jego koncepcję, budujemy line-up, realizujemy działania promocyjne i angażujemy fanów. Wierzę, że Festiwal będzie niezapomnianym doświadczeniem dla tysięcy z nich. – mówi Łukasz Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPA Holding

Kluczowym działaniem w minionym okresie były przygotowania do Festiwalu EKIPY, który zaplanowany jest na czerwiec 2026 r.. W I kwartale rozpoczęto komunikację line-upu wydarzenia, ogłaszając pierwszych artystów, takich jak Genzie, BAZA, Hi Hania oraz Crazy Oliwka. Istotnym elementem promocji był projekt MULTIVERSE EKIPA CAMP – przedsięwzięcie łączące produkcję muzyczną, działania contentowe oraz współprace komercyjne. Podczas Campu powstały nowe utwory, które znajdą się na albumie EKIPY (premiera w maju 2026 r.), a publikowane materiały wideo i teledyski generowały wysokie zaangażowanie społeczności, wspierając promocję festiwalu.

Za realizację produkcyjną projektu odpowiadała spółka Direct by EKIPA, działania marketingowe prowadził PORTALL, a współpraca z marką Koral zaowocowała wprowadzeniem na rynek nowych produktów lodowych – BAZA oraz EKIPA MULTIVERSE.

W segmencie FMCG Grupa kontynuowała rozwój portfolio produktów. W lutym do sieci Żabka trafiły chrupki BAZA w dwóch wariantach smakowych. Produkcję realizowała spółka ESSA, natomiast za strategię marketingową odpowiadał PORTALL. Równolegle rozwijano współpracę Mortalcia z marką GBS, wprowadzając na rynek napój mleczno-kawowy w formacie „to-go”. ESSA uruchomiła również nową markę OWN LAB, oferującą suplementy do włosów, których dystrybucją zajmuje się EKIPATONOSI. Dodatkowo w sieci Empik pojawiły się książeczki „Chmurka i Burza”, rozwijające segment produktów skierowanych do najmłodszych odbiorców.

INFLUCENTER rozwijał ofertę poprzez nowe kolekcje merchowe, współpracę z twórcami oraz działania angażujące społeczność. Wśród nich znalazła się kolekcja Julity Różalskiej, której premiera była wspierana spotkaniem z fanami. Podobne działania towarzyszyły premierze albumu „Matka Idolka” Wersow oraz drugiej kolekcji merchu BAZY. Dzięki współpracy INFLUCENTER i EKIPATONOSI.

W marcu zadebiutowała czwarta edycja formatu MAFIA IRL Karola „Friza” Wiśniewskiego, która ponownie osiąga wysokie wyniki oglądalności. Równolegle zrealizowano ogólnopolską kampanię z marką KFC, obejmującą działania 360°, dedykowane menu oraz aktywacje digitalowe i social media. Projekt angażował wiele spółek Grupy i potwierdził jej kompetencje w realizacji kompleksowych kampanii marketingowych dla największych marek.

Na koniec marca Karol „Friz” Wiśniewski ogłosił nowy projekt „Bądź fajny” – format mający na celu wyłonienie nowych osobowości internetowych. Inicjatywa wpisuje się w strategię Grupy polegającą na rozwoju ekosystemu twórców i budowaniu nowych formatów contentowych.

Michał Tekliński: Złoto poniżej 4600 USD to techniczny przystanek przed uderzeniem stagflacji

Piątkowe otwarcie rynków przyniosło techniczną korektę cen kruszców – złoto osunęło się w okolice 4575 dolarów za uncję. To bezpośrednia reakcja na silniejszego dolara i jastrzębie sygnatury z amerykańskiej gospodarki.

Piątkowe otwarcie rynków przynosi wyraźną presję na wycenę metali szlachetnych. Cena złota osunęła się w okolice 4575 dolarów za uncję, notując tygodniową stratę. Rynek dynamicznie reaguje na publikację fatalnych danych o amerykańskiej inflacji producenckiej (PPI), która w kwietniu wzrosła o 1,4% (aż 6% r/r) oraz gwałtowny skok inflacji konsumenckiej (CPI) do poziomu 3,8%.

– Złoto znajduje się obecnie w fazie chwilowej korekty rynkowej. Dzisiejsze zejście notowań poniżej granicy 4600 dolarów to bezpośrednia, techniczna reakcja na nową nominację Kevina Warsha na stanowisko przewodniczącego Fed oraz to, jak giełdy wyceniają obecnie potencjalne ruchy na stopach procentowych – a rynki w najbliższym czasie po prostu nie spodziewają się ich obniżek. W efekcie dolar amerykański uległ wyraźnemu wzmocnieniu, co naturalnie wywarło presję sprzedażową na królewski metal. Pozycja amerykańskiej waluty poprawiła się również w wyniku oficjalnych, całkiem pozytywnych komunikatów, jakie napłynęły po spotkaniu prezydenta Donalda Trumpa z przywódcą Chin, Xi Jinpingiem. Z Wall Street leci jednak jasny sygnał: szanse na obniżki stóp w USA w tym roku spadły do zaledwie 3%. Choć wysoki koszt pieniądza uderza w złoto krótkoterminowo, to wchodzimy w głęboki scenariusz stagflacyjny, który w dłuższej perspektywie historycznej zawsze faworyzował aktywa fizyczne – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Analityk zwraca uwagę na tektoniczne, strukturalne przesunięcia w globalnym handlu złotem fizycznym.

– Mamy do czynienia z bezprecedensowym, 285-procentowym skokiem eksportu złota ze Stanów Zjednoczonych, głównie w kierunku Azji. Po tym, jak administracja Donalda Trumpa wycofała się z planów nałożenia ceł na kruszec, nowojorskie skarbce giełdowe COMEX, w których zgromadzono rekordowe w historii 1350 ton metalu, zaczęły gwałtownie topnieć. Banki masowo wywożą sztabki, które po przetopieniu w Szwajcarii trafiają bezpośrednio do Chin i Hongkongu, aby zaspokoić tamtejszą, międzypokoleniową gorączkę złota. Podobną ucieczkę od dolara widać na poziomie instytucjonalnym. Kolejny, 18. miesiąc z rzędu zakupów przez Ludowy Bank Chin oraz konsekwentne powiększanie rezerw przez Narodowy Bank Polski pokazują, że państwa wyciągnęły wnioski z zamrożenia rosyjskich aktywów. Złota, w przeciwieństwie do walut fiat, nikt nie może „wyłączyć” jednym przyciskiem  – podsumowuje Michał Tekliński.

Ropa znów drożeje, inflacja wraca. Rynki coraz mniej wierzą w szybkie obniżki stóp

Ceny ropy naftowej znów w górę, a spotkanie na linii Trump-Xi nic w tej kwestii nie pomogło. Inflacja CPI w kwietniu nieco wyższa niż w marcu — czy czeka nas kontynuacja tego trendu w kolejnych miesiącach? Podwyżka stóp w Japonii na najbliższym posiedzeniu wydaje się przesądzona, szczególnie po odczycie inflacji hurtowej na poziomie 4,9% za ostatni miesiąc.

Nie ma ulgi

Kolejne incydenty ze statkami w Cieśninie Ormuz sprawiają, że napięcie na notowaniach ropy naftowej jest ciągle wysokie. Choćby przejęcie statku u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich sprawia, że piątkowe otwarcie na WTI znów wskazuje ponad 3% wzrost, co zbliża nas do poziomu 105 USD za baryłkę. Premia za ryzyko w geopolityce jest więc ciągle wysoka i w tej kwestii spotkanie na szczycie między prezydentami Chin i USA niewiele zmieniło. Niby mamy deklarację, że strony zgadzają się w sprawie rozbrojenia nuklearnego Iranu, ale w całej tej dyskusji brakuje konkretów, jak to zrobić. Nie mogło też zabraknąć słów Trumpa o „fantastycznych rzeczach”. Tym razem chodziło o umowy handlowe, ale takie oświadczenia to za mało, by uspokoić sytuację na rynku ropy naftowej i przybliżyć odblokowanie Cieśniny Ormuz. Efekt jest więc taki, że nie widać na horyzoncie światełka w tunelu, a do wysokich cen ropy trzeba się przyzwyczaić, przynajmniej w kontekście kolejnych miesięcy.

Potwierdzone 3,2%

Wzrost notowań ropy naftowej (w przypadku WTI wartości powyżej 100 USD za baryłkę utrzymują się już dłuższy czas) ma niebagatelny wpływ na gospodarki i mierzoną dynamikę cen w konkretnych krajach. Dzisiaj zostały opublikowane wartości CPI z krajowej gospodarki. Można powiedzieć, że nastąpiło odbicie za kwiecień „tylko” do poziomu 3,2%, przy odczycie za marzec 3,0%. Analitycy sądzili, że możemy być świadkami nawet wyższych wartości, niemniej jednak pamiętajmy, że wartości za styczeń i luty wynosiły raptem 2,1%, a więc wskazanie za kwiecień znacznie wzrosło. Wydaje się, że nieuchronnie zbliżamy się do dopuszczalnego pasma odchyleń wskazanych przez NBP, czyli poziomu 3,5%. Trzeba też dodać, że cały czas obowiązują obniżone stawki VAT i akcyza na olej napędowy i benzynę, które sprawiają, że przełożenie sytuacji na rynku paliw na CPI jest nieco stłumione. Zagłębiając się w strukturę inflacji konsumenckiej, widzimy wzrost cen paliw względem marca o blisko 10%, ale widoczny jest już także trend przerzucania kosztów producentów na konsumentów, co widać po rosnącej dynamice w każdej kategorii. Dla złotego to dobra informacja, bo w takiej sytuacji RPP będzie się wstrzymywało z obniżkami stóp, a wręcz może pojawić się dyskusja o ich podwyższeniu, w przypadku dalszych wzrostów CPI. Dzisiaj PLN nieco traci, ale jest to pokłosie spadków na EUR/USD, co zwyczajowo powoduje odpływ kapitału z rynków wschodzących.

Koniec symbolu ultra luźnej polityki?

Temat inflacji jeszcze długo będzie dominował przy publikacji nowych danych makro. Niejednokrotnie czekają nas negatywne niespodzianki i wartości wyższe, niż wskazują na to prognozy. Daleko nie trzeba szukać – choćby dzisiejsze dane o inflacji producenckiej w Japonii zaskoczyły wszystkich, a wynik za kwiecień wyniósł aż 4,9%, przy oczekiwaniach na poziomie raptem 3%. To najwyższy wynik od 3 lat. Inwestorów nie trapi już więc pytanie, czy Bank Japonii na czerwcowym posiedzeniu podniesie stopy do 1% (bo to już niemal pewnik), tylko czy to wystarczy, by okiełznać presję inflacyjną. Wiadomo było, że Kraj Kwitnącej Wiśni jest w TOP 3 państw najbardziej uzależnionych od importu ropy z Bliskiego Wschodu, ale tempo, w jakim odczuwa negatywne skutki aktualnego konfliktu, może już zaskakiwać. Również na rynku obligacji widać jasny sygnał – inwestorzy nie wierzą, że BoJ poradzi sobie z inflacją, a rentowności 10-latek osiągnęły poziom 2,665, ostatnio widziany w… 1997 roku. Problem jest nie tylko inflacja, ale również brak spójności w polityce monetarnej i fiskalnej. BoJ stara się brzmieć jastrzębio i zapowiada rychłe podwyżki stóp, podczas gdy premier Japonii niemal jednocześnie rozważa szereg pakietów fiskalnych, by wspomóc sytuację gospodarstw domowych. Kiedy pomyślimy sobie o stagflacji, to pierwsza myśl kieruje nas do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wręcz symboliczny PKB (0,5% zakładane w tym roku) przy cenach rosnących w obecnym tempie to klasyczny przykład tego zjawiska. Spodziewana podwyżka stóp do 1% ma też swój wydźwięk w operacjach carry trade, które opierają się o jena japońskiego – cała operacja będzie po prostu mniej opłacalna.

Stabilizacja cen w sklepach, brak wyraźnej poprawy odczuwalnej przez konsumentów

0

W kwietniu br. codzienne zakupy podrożały średnio o 3,7% rdr. We wcześniejszych dwóch miesiącach wzrosty wyniosły po 3,8% rdr. Natomiast w styczniu zanotowano taki sam wynik jak ostatnio. Z kolei ceny samej żywności w kwietniu poszły w górę rdr. o 3,3%, w marcu – o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Widać zatem, że ogólnie ceny w sklepach lekko wyhamowały, ale inaczej jest w przypadku żywności. Autorzy raportu są zdania, że dane wskazują na stabilizację, ale wkrótce to może się zmienić. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest niepewna. Do tego producenci w Polsce zaczynają mówić o tym, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to może tylko wróżyć kolejne podwyżki.

Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, opartego na blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów, w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to 17 kategorii, w tym m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej czy art. dla dzieci. W marcu i lutym wzrosty rdr. wyniosły po 3,8%. W styczniu ceny średnio poszły w górę o 3,7% rdr.

– Ceny detaliczne żywności znajdują się pod wpływem wciąż tańszych rdr. surowców rolnych. Według GUS, ceny skupu podstawowych produktów rolnych w marcu były niższe o 11,5% rdr. Co prawda indeks cen żywności FAO w marcu i kwietniu charakteryzował się lekką tendencją wzrostową, wynikającą m.in. z efektów konfliktu na Bliskim Wschodzie, jednak reakcja na niego rynków rolnych była na ogół spokojna. Zyskiwały w dużej mierze oleje roślinne, pod wpływem drożejącej ropy. Powyższy indeks wyrażony w polskim złotym wciąż był jednak niższy niż przed rokiem – wyjaśnia dr Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP.

Przy tym ekspert zastrzega, że jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużać, roczna dynamika cen żywności prawdopodobnie zacznie rosnąć. Istnieje duża korelacja cen żywności z cenami surowców energetycznych. Cały czas występują duże ryzyka pogodowe. Susza w wielu obszarach produkcyjnych na świecie i duże straty przymrozkowe w Polsce mogą skutkować podwyżkami cen w drugiej połowie roku. Jak komentuje dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito, obserwowaną od początku roku dynamikę wzrostu cen detalicznych można zinterpretować jako stabilizację na wysokim poziomie.

– Z jednej strony silna presja kosztowa wciąż podbija drożyznę w sklepach. Z drugiej – ograniczony popyt konsumencki oraz walka sieci handlowych o klienta skutecznie hamują podwyżki poprzez promocje i rabaty. W rezultacie ta względna stabilność cen nie jest trwałym fundamentem, lecz stanem niepewnej równowagi, która może zostać nagle zachwiana, gdy zmieni się którykolwiek z czynników. To może być np. gwałtowny wzrost kosztów surowców lub wyhamowanie działań promocyjnych w sklepach – dodaje ekspertka.

Z raportu wynika również, że w kwietniu sama żywność zdrożała średnio o 3,3% rdr. W marcu wzrost rdr. wyniósł 3,2%, a w lutym – 3,4%. Marcin Luziński, analityk Santander Bank Polska, komentuje, że w ostatnich miesiącach ceny żywności ustabilizowały się na relatywnie niskim poziomie, czemu sprzyjałby przede wszystkim dobre zeszłoroczne zbiory. Do tego ekspert przewiduje, że w najbliższych kwartałach może zacząć się to zmieniać.

– Przedłużająca się blokada cieśniny Ormuz, przez którą przepływa wiele produktów koniecznych do produkcji nawozów dla przemysłu spożywczego, np. gaz, siarka czy mocznik, oznaczać będzie rosnącą presję kosztową dla produkcji żywności, co będzie się przekładało na wzrost dynamiki cen. Do tego pierwsze oceny przezimowania upraw w Polsce wskazują na nieco gorszy wynik niż rok temu. Obecnie nie zakładałbym, by wzrost dynamiki cen żywności był znaczący, ale im dłużej potrwa blokada, tym wyższych cen można się spodziewać – mówi Marcin Luziński.

Do tego dr Piotr Arak, analityk VeloBanku, przypomina, że wygasa korzystna baza statystyczna z wiosny 2025 roku, kiedy ceny niektórych kategorii świeżych produktów były szczególnie wysokie po mrozach. Ekspert prognozuje, że jeśli notowania ropy utrzymają się na podwyższonym poziomie, dynamika cen żywności w drugim półroczu może być wyraźnie wyższa niż dziś. Natomiast dr Joanna Myślińska-Wieprow zwraca uwagę na to, że kwietniowy wzrost cen żywności o 3,3% rok do roku pokazuje przede wszystkim, iż presja cenowa w tym segmencie nadal utrzymuje się na podwyższonym poziomie, choć rynek pozostaje raczej stabilny.

– Widać, że tempo wzrostu cen pozostaje względnie stabilne, choć nadal nie można wykluczyć dalszych podwyżek w kolejnych miesiącach. Można więc mówić raczej o umiarkowanej stabilności cen żywności niż o początku silniejszego trendu spadkowego. Z kolei niewielki wzrost dynamiki cen w ujęciu miesiąc do miesiąca sugeruje, że na rynek nadal oddziałują czynniki kosztowe i sezonowe – dodaje dr Myślińska-Wieprow.

Analiza cen prowadzi do jeszcze jednego ciekawego wniosku. O ile we wszystkich kategoriach widzimy lekki spadek miesiąc do miesiąca, to w przypadku samej żywności nastąpił delikatny wzrost cen w zestawieniu miesięcznym. Widoczna jest również różnica pomiędzy wszystkimi kategoriami a samą żywnością. Jak stwierdza dr Joanna Myślińska-Wieprow, to pokazuje, że proces stabilizacji cen w gospodarce pozostaje nierównomierny. Część segmentów rynku zaczyna odczuwać słabszy popyt i większą presję konkurencyjną.

– Jednocześnie sama żywność notuje niewielki wzrost mdm. To oznacza, że ceny produktów codziennego użytku nadal pozostają pod wpływem kosztów produkcji, logistyki i sezonowości. Żywność reaguje bowiem wolniej na poprawę sytuacji inflacyjnej niż część pozostałych kategorii konsumenckich. To może być sygnał, że konsumenci nadal nie odczuwają realnej poprawy podczas codziennych zakupów, mimo bardziej optymistycznych danych dotyczących całego indeksu – tłumaczy ekspertka.

Z kolei dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito twierdzi, że niewielki wzrost cen żywności mdm. jest efektem podwyżek na rynkach światowych. To wyraźnie pokazuje indeks FAO. Presja wywierana przez wzrost cen art. spożywczych nie jest jednak duża. Spowolnienie wzrostów cen w innych kategoriach spowodowało, iż w ogólnym podsumowaniu nastąpił spadek tempa wzrostu cen mdm. o 0,1%.

– Natomiast różnica pomiędzy wszystkimi kategoriami a samą żywnością może wynikać między innymi z bazy statystycznej i poziomu cen żywności, jaki mieliśmy rok temu. Ponadto napływ towarów spoza UE hamuje tempo wzrostu ich cen, a silna konkurencja cenowa pomiędzy sklepami jeszcze bardziej wzmacnia tę sytuację – uważa dr Fiks.

Tymczasem analitycy z UCE Research przewidują, że wkrótce ten stan może się zmienić, bo wciąż nie jest wyjaśniona sytuacja na Bliskim Wschodzie. Do tego producenci w Polsce jasno już sygnalizują, że coraz bardziej odczuwają powyższą kwestię, a to dla rynku wyraźny sygnał, że mogą zacząć podnosić ceny.

– Polski handel detaliczny wszedł w fazę inflacji pełzającej. Ceny rosną przewidywalnie, ale konsekwentnie. Dla gospodarstw domowych oznacza to, że realna siła nabywcza dochodów dalej rośnie, ale wolniej, niż konsumenci by sobie tego życzyli. Napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie i wzrosty cen ropy przebiją się w pełni do półek sklepowych w ciągu najbliższych miesięcy. Efekt niestety będzie widoczny, oby jednak nie był długotrwały – podsumowuje dr Piotr Arak.

Polacy przeprowadzają się pod miasta. Które aglomeracje zyskują

Pod koniec PRL-u, na terenie obecnego pow. poznańskiego mieszkało 2 razy mniej osób niż teraz. To nie jest odosobniony przypadek – to nie jedyna aglomeracja, gdzie miała miejsce demograficzna i mieszkaniowa rewolucja – twierdzą eksperci z portalu RynekPierwotny.pl

„Mieszkaniówka” PRL-u obecnie kojarzy się głównie z osiedlami wielkopłytowymi. A czego po latach będą dotyczyć podobne skojarzenia związane z III RP? Jeżeli chodzi o ostatnie 30 – 35 lat, to bez wątpienia jedną z najważniejszych i najbardziej spektakularnych zmian był intensywny rozwój kilku aglomeracji. Mowa o zjawisku, którego skalę trudno było przewidywać na przełomie lat 80. i 90. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl porównują obecną sytuację z wynikami ostatniego PRL-owskiego spisu powszechnego. Wszystko po to, by wskazać te powiaty, w których dodatnie zmiany liczby ludności oraz liczby lokali i domów były najbardziej imponujące.

Powiatów nie było w 1988 roku, lecz to nie kłopot?

Wspomniany wcześniej, ostatni spis powszechny z czasów PRL-u odbył się w 1988 r. Ten cenzus był oczywiście przeprowadzany w ramach podziału administracyjnego, który nie przewidywał istnienia powiatów. Skąd zatem powiatowe statystyki w poniższej tabeli dotyczącej 1988 roku i 2021 roku? Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że GUS przeliczył niektóre wyniki spisu z 1988 r. na powiaty – już po wprowadzeniu nowego podziału administracyjnego. Dzięki temu można porównywać chociażby spisową liczbę ludności oraz domów i lokali. Pewnym utrudnieniem jest jednak fakt, że przeliczenie danych uwzględniało nowy podział administracyjny w pierwszej wersji (z 1999 r.).

Ludność się podwoiła nie tylko pod Poznaniem …

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl pokazuje, które powiaty między datami spisów powszechnych (1988 r. i 2021 r.) zaliczyły największy procentowy wzrost liczby ludności. W zestawieniu zobaczymy również wzrosty procentowe spisowej liczby zamieszkanych domów i lokali. Zacznijmy jednak od liczby ludności. Jeżeli chodzi o wspomniany wcześniej powiat poznański, to ludnościowo urósł on o 96% od 1988 r. do 2021 r. W świetle danych z 2024 r. – 2025 r. wzrost przekroczyłby już 100%, lecz analiza zakłada porównywanie statystyk spisowych.

Powiat poznański to nie tylko największy ludnościowo powiat podmiejski, ale również najbardziej ludny powiat w całym kraju z populacją wyraźnie przekraczającą 400 000 osób. Jednak największy procentowy wzrost populacji przez 33 lata odnotował powiat piaseczyński (+116%). W tym przypadku, trzeba natomiast pamiętać o przyłączeniu gminy Tarczyn (2003 r.). Na najniższym stopniu podium uplasował się powiat wrocławski z wynikiem 95%. Jeśli mowa o dwunastu innych powiatach z tabeli, to widzimy ludnościowe wzrosty rzędu 38% – 82%. To nadal niezwykle wysokie wyniki w skali całego kraju, który przez 33 lata nie odnotował przecież spisowego wzrostu populacji.

Potrojenie lokali oraz domów – rekord spod stolicy

Wyniki wiodących powiatów okazują się jeszcze bardziej spektakularne, jeśli spojrzymy na zmianę liczby zamieszkanych domów i lokali przez ponad 30 lat. Mowa bowiem o procentowych zmianach wyraźnie większych niż wyniki obliczone dla populacji. Rekordzistą ponownie okazuje się powiat piaseczyński, gdzie w latach 1988 – 2021 liczba zamieszkanych domów i lokali się potroiła. Podobnie jak w przypadku ludności, pewien wpływ na tę zmianę miało przyłączenie niedużej gminy Tarczyn (1 stycznia 2003 r.).

Bardzo imponujące są również wyniki z powiatu poznańskiego (wzrost liczby zasiedlonych domów i lokali o 147%), powiatu wrocławskiego (+181%) oraz powiatu gdańskiego (+149%). Inne powiaty uwzględnione w zestawieniu oczywiście też mocno przekraczają ogólnokrajowy średni wzrost zasobu mieszkaniowego.

Na drugim biegunie powiaty z dużym regresem

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że pomimo wyzwań związanych z tak gwałtownym wzrostem populacji, wielu samorządowców może pozazdrościć sytuacji swoim kolegom z powiatów wymienionych w tabeli. Porównanie wyników dwóch spisów powszechnych oddalonych o ponad 30 lat pokazuje bowiem nie tylko powiaty notujące ogromny wzrost liczby mieszkańców i wielkości zasobu mieszkaniowego. Na drugim biegunie znajdziemy powiaty cechujące się populacyjnym oraz mieszkaniowym regresem.

Przykładem obszaru dotkniętego dużymi problemami demograficznymi jest powiat hrubieszowski, gdzie spisowa liczba ludności spadła o 28% (1988 r. – 2021 r.), a liczba zasiedlonych domów i lokali zmniejszyła się o 3%. Bardzo duże spadki spisowej liczby ludności nie omijały też części miast na prawach powiatu. Oprócz Łodzi (-22%) warto zwrócić uwagę chociażby na Katowice (-24%), Bytom (-29%), Wałbrzych (-30%) oraz Sopot (-34%). Ostatnie z wymienionych miast ma oczywiście zupełnie inną specyfikę niż ośrodki, które doświadczyły przemysłowego kolapsu pod koniec minionego stulecia.    aglomeracje tabela

Polski handel zagraniczny w I kwartale 2026 r. Eksport rósł szybciej niż import, a deficyt zmalał do 1,2 mld zł

Polski handel zagraniczny rozpoczął 2026 rok od umiarkowanego wzrostu eksportu i importu, przy wyraźnej poprawie salda obrotów towarowych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za styczeń–marzec 2026 r. eksport towarów z Polski wyniósł 394,1 mld zł, co oznacza wzrost o 2,2 proc. rok do roku. Import osiągnął wartość 395,2 mld zł i zwiększył się o 1,0 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.

W efekcie deficyt w handlu towarowym wyniósł jedynie 1,2 mld zł. To wyraźna poprawa wobec pierwszego kwartału 2025 r., kiedy ujemne saldo sięgało 4,2 mld zł. Dane wskazują, że w pierwszych miesiącach roku polska gospodarka sprzedawała za granicę szybciej, niż zwiększała zakupy z zagranicy.

Eksport i import w górę, ale saldo niemal zrównoważone

W ujęciu złotowym wzrost eksportu był ponad dwukrotnie szybszy niż wzrost importu. Eksport zwiększył się o 2,2 proc. r/r, natomiast import o 1,0 proc. r/r. Choć nominalna wartość importu nadal była nieco wyższa niż eksportu, różnica między nimi była niewielka.

W przeliczeniu na euro eksport wyniósł 93,3 mld euro, a import 93,6 mld euro. Dynamika w walucie europejskiej była zbliżona do danych wyrażonych w złotych: eksport wzrósł o 2,2 proc., a import o 0,9 proc.

Znacznie mocniejsze wzrosty widać natomiast w ujęciu dolarowym. Eksport liczony w dolarach wyniósł 109,9 mld USD i zwiększył się o 15,1 proc. rok do roku, a import osiągnął 110,3 mld USD, rosnąc o 13,7 proc. Tak duża różnica między dynamiką w dolarach a dynamiką w złotych wynika przede wszystkim z efektów kursowych, a nie z równie silnego realnego wzrostu wymiany handlowej.

Unia Europejska pozostaje głównym kierunkiem polskiego eksportu

Najważniejszym rynkiem dla polskich eksporterów pozostają kraje rozwinięte, które odpowiadały za 87,4 proc. całego eksportu. W tej grupie kluczowe znaczenie miała Unia Europejska, do której trafiło 75,2 proc. polskiego eksportu. Udział UE wzrósł o 0,3 punktu procentowego w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 r.

Import z krajów rozwiniętych stanowił 66,0 proc. całego importu, w tym import z Unii Europejskiej odpowiadał za 53,3 proc. zakupów zagranicznych Polski. W handlu z krajami rozwiniętymi Polska odnotowała bardzo wysoką nadwyżkę — 83,4 mld zł. Jeszcze lepszy wynik dotyczył samej Unii Europejskiej, gdzie saldo było dodatnie i wyniosło 85,7 mld zł.

Odwrotna sytuacja występuje w relacjach z krajami rozwijającymi się. Eksport do tej grupy państw wyniósł 31,0 mld zł, natomiast import aż 129,0 mld zł. Oznacza to deficyt na poziomie 98,0 mld zł. Tak głęboka nierównowaga wynika w dużej mierze z dużego importu z Chin.

Niemcy nadal najważniejszym partnerem Polski

Niemcy pozostają zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski. W pierwszym kwartale 2026 r. eksport do Niemiec wyniósł 105,0 mld zł, co odpowiadało 26,6 proc. całego polskiego eksportu. Udział Niemiec był jednak o 0,6 punktu procentowego niższy niż rok wcześniej, co może wskazywać na stopniowe, choć bardzo powolne, zmniejszanie koncentracji eksportu na jednym rynku.

Na kolejnych miejscach wśród odbiorców polskich towarów znalazły się Czechy z eksportem na poziomie 26,0 mld zł, Francja z wynikiem 25,1 mld zł, Wielka Brytania z 20,4 mld zł, Holandia z 18,6 mld zł oraz Włochy z 18,0 mld zł.

W pierwszej dziesiątce znalazła się również Ukraina, do której eksport wzrósł o 13,3 proc. rok do roku i wyniósł 14,8 mld zł. To jeden z najbardziej widocznych wzrostów wśród głównych partnerów handlowych Polski. Dane potwierdzają, że Ukraina pozostaje ważnym i rosnącym rynkiem dla polskich firm, a Polska wzmacnia swoją rolę jako zaplecze logistyczne i handlowe dla ukraińskiej gospodarki.

Chiny i USA mocne po stronie importu

Po stronie importu, według kraju pochodzenia towarów, największym partnerem Polski również były Niemcy. Import z tego kraju wyniósł 76,5 mld zł i wzrósł o 1,9 proc. rok do roku. Drugie miejsce zajęły Chiny, z których import osiągnął wartość 62,5 mld zł, czyli 15,8 proc. całego importu.

Trzecim największym źródłem importu były Stany Zjednoczone. Import z USA wyniósł 22,3 mld zł i wzrósł o 10,2 proc. rok do roku. Jednocześnie eksport z Polski do USA spadł o 11,0 proc. i wyniósł 11,9 mld zł. To jeden z ciekawszych sygnałów w danych GUS, ponieważ pokazuje pogorszenie bilansu w relacjach handlowych ze Stanami Zjednoczonymi.

W pierwszej dziesiątce krajów pochodzenia importu znalazły się także Włochy, Holandia, Francja, Czechy, Hiszpania, Dania i Norwegia. Szczególnie mocno wzrósł import z Norwegii — o 37,7 proc. rok do roku — co może być powiązane m.in. z surowcami energetycznymi i zmianami w strukturze dostaw.

Spada import z krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Z danych GUS wynika również wyraźny spadek importu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Import z tej grupy państw wyniósł 5,2 mld zł i był o około jedną czwartą niższy niż rok wcześniej. Dynamika importu wyniosła 75,1 proc., co oznacza spadek o 24,9 proc. rok do roku.

Jednocześnie eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej wzrósł o 9,5 proc. i osiągnął 18,7 mld zł. Saldo handlu z tą grupą państw było dodatnie i wyniosło 13,5 mld zł. Spadek importu można wiązać z utrzymującymi się sankcjami, ograniczeniem relacji gospodarczych z Rosją i Białorusią oraz dalszym przekierowywaniem łańcuchów dostaw.

Maszyny, urządzenia i transport dominują w strukturze handlu

Największą kategorią w polskim handlu zagranicznym pozostają maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy. W pierwszym kwartale 2026 r. odpowiadały one za 37,2 proc. eksportu i 36,5 proc. importu. To pokazuje, że polska wymiana handlowa jest silnie powiązana z przemysłem, produkcją części, komponentów, pojazdów, maszyn i urządzeń wykorzystywanych w europejskich łańcuchach dostaw.

W eksporcie istotne znaczenie miały również różne wyroby przemysłowe, towary przemysłowe sklasyfikowane według surowca, żywność i zwierzęta żywe oraz chemikalia i produkty pokrewne. W imporcie, poza maszynami i urządzeniami, duży udział miały chemikalia, różne wyroby przemysłowe, towary przemysłowe według surowca, żywność oraz paliwa mineralne.

Największą dynamikę wzrostu po stronie eksportu odnotowano w kategorii towarów i transakcji niesklasyfikowanych, gdzie wzrost wyniósł 81,7 proc. Wzrosły także eksport towarów przemysłowych według surowca, paliw mineralnych, napojów i tytoniu, żywności, chemikaliów oraz maszyn i urządzeń transportowych. Spadki dotyczyły natomiast m.in. surowców niejadalnych bez paliw oraz olejów, tłuszczów i wosków.

Trzy najważniejsze wnioski z danych GUS

Pierwszy istotny wniosek dotyczy poprawy salda handlowego. Polska nadal odnotowuje niewielki deficyt w handlu towarami, ale jego skala jest znacznie mniejsza niż rok wcześniej. Przy eksporcie i imporcie zbliżonym do 400 mld zł różnica na poziomie 1,2 mld zł oznacza niemal zrównoważony bilans.

Drugi wniosek dotyczy znaczenia Unii Europejskiej. Mimo rosnącej roli Ukrainy, USA, Chin czy innych rynków pozaeuropejskich, polski handel zagraniczny pozostaje mocno zakorzeniony w gospodarce unijnej. To UE jest głównym odbiorcą polskich towarów i źródłem ponad połowy importu.

Trzeci wniosek dotyczy różnic między partnerami handlowymi. Polska utrzymuje wysoką nadwyżkę w relacjach z krajami rozwiniętymi i Unią Europejską, ale jednocześnie ma głęboki deficyt z krajami rozwijającymi się, przede wszystkim z powodu importu z Chin. Oznacza to, że struktura geograficzna handlu pozostaje jednym z kluczowych czynników wpływających na całkowite saldo obrotów towarowych.

Handel zagraniczny pozostaje stabilnym elementem gospodarki

Dane za pierwszy kwartał 2026 r. pokazują, że polski handel zagraniczny pozostaje odporny mimo zmiennego otoczenia międzynarodowego. Eksport rośnie szybciej niż import, deficyt jest niewielki, a polskie firmy nadal utrzymują silną pozycję na rynku unijnym.

Jednocześnie widoczne są obszary wymagające obserwacji. Należą do nich spadek eksportu do Stanów Zjednoczonych, duży deficyt w handlu z krajami rozwijającymi się, wysoka zależność importowa od Chin oraz wpływ kursów walutowych na wartość obrotów liczonych w dolarach.

Pierwszy kwartał 2026 r. można więc uznać za okres umiarkowanie pozytywny dla polskiego handlu zagranicznego. Nie był to czas spektakularnego wzrostu, ale dane wskazują na poprawę bilansu, stabilność głównych kierunków eksportu i utrzymanie silnej pozycji Polski w europejskich łańcuchach dostaw.

Kurs dolara rośnie po danych z USA. USD/PLN zbliża się do 3,65 zł

Ostatnia seria danych makroekonomicznych, połączona z brakiem przełomów w geopolityce, powoduje, że znów jesteśmy świadkami umacniania się dolara. W górę idzie też ropa naftowa i rentowność obligacji, co pokazuje, że rynek ucieka od ryzyka.

Obecny tydzień jest pierwszym od dawna, kiedy tak naprawdę koncentrujemy się na danych statystycznych. Najpierw wyższe odczyty o inflacji spowodowały, że rynek nie tylko przestaje widzieć perspektywę obniżek stóp, ale wręcz zaczyna wyceniać w przyszłym roku ich wzrost. Rezultatem tych danych jest rosnąca rentowność obligacji. W przypadku 10-letnich papierów amerykańskich jest ona najwyższa od czerwca 2025 roku. Pokazuje to, że wojna, która jest obecnie prowadzona na kredyt, będzie jeszcze droższa dla podatnika. Wczoraj natomiast zobaczyliśmy w miarę neutralne – bo bliskie oczekiwaniom – dane z rynku pracy i wyniki sprzedaży detalicznej. Wzrosły natomiast ceny importu i eksportu. Po tych publikacjach kontynuowany był ruch umacniający dolara. W jego efekcie amerykańska waluta jest najsilniejsza względem europejskiej od pierwszej połowy kwietnia.

Jak reagują rynki?

Wraz ze wzrostem rentowności amerykańskich obligacji widać również wzrost rentowności w innych państwach, w tym w Polsce. Powód jest prosty: jeżeli nagle amerykańskie papiery zaczynają płacić zbyt dobrze, to inwestorzy przenoszą na nie swoje środki. W rezultacie rynek się trochę wyrównuje i w wyniku problemów USA podatnicy w większej liczbie krajów będą drożej finansowali deficyt budżetowy. Silniejszy dolar przełożył się na kurs USD/PLN. Dzień zaczynał się ledwo powyżej 3,62 zł, z kolei w nocy testowany był już poziom 3,65 zł. W tym samym czasie kurs EUR/PLN niemal się nie zmienił.

Wojna w Zatoce Perskiej

Rynki nadal znajdują się pod dużą presją konfliktu pomiędzy Izraelem i USA z jednej strony a Iranem z drugiej. Głównym efektem gospodarczym pozostaje oczywiście blokada Cieśniny Ormuz, która jest poważnym problemem dla rynku ropy naftowej. Obecnie wciąż trwa przeciąganie liny pomiędzy marynarką USA a Iranem. Co ciekawe, pomimo olbrzymiej dysproporcji sił wydaje się, że to Iran znacznie skutecznie kontroluje żeglugę przez ten przesmyk. Im bliżej jesteśmy zakończenia lub załagodzenia sytuacji, tym spokojniej reagują rynki. Obecnie, patrząc zarówno na napływ kapitału do dolara, jak i na wzrost ceny baryłki ropy naftowej, inwestorzy przewidują raczej kontynuację konfliktu. Tym bardziej, że nie udało się go zakończyć do wizyty prezydenta USA w Chinach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Rumunia – decyzja NBR w sprawie stóp procentowych.

W Trójmieście buduje się prawie 200 tys. mkw. magazynów. Większość jest już wynajęta

Trójmiejski rynek magazynowo-przemysłowy wchodzi w kolejny etap rozwoju, łącząc stabilny popyt z rosnącym znaczeniem sektora produkcyjnego, portowego oraz zaawansowanych technologii. Z najnowszego raportu Savills „Market in Minutes: Trójmiasto. Rynek przemysłowo-logistyczny” wynika, że na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni w regionie osiągnęły 1,82 mln m kw., co oznacza wzrost o 4% r/r. Pomimo wyraźnego spadku nowej podaży, która wyniosła 77 300 m kw., aktywność najemców pozostała wysoka. Popyt brutto sięgnął 351 700 m kw., rosnąc o 21% r/r, natomiast popyt netto zwiększył się aż o 37%, do 273 300 mkw.

– Dane za 2025 rok pokazują, że Trójmiasto pozostaje rynkiem o solidnych fundamentach. Mimo ograniczonej nowej podaży obserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności najemców, szczególnie w ujęciu popytu netto. To potwierdza, że region nie jest już postrzegany wyłącznie jako zaplecze dystrybucyjne północnej Polski, ale coraz częściej jako lokalizacja dla bardziej złożonych operacji logistycznych, produkcyjnych i technologicznych – mówi Piotr Kolmetz, Associate, Industrial, Savills.

Produkcja, infrastruktura i nowe impulsy rozwojowe

Jednym z czynników, które mogą dodatkowo wzmacniać pozycję północnej Polski, jest rosnące znaczenie projektów przemysłowych, infrastrukturalnych i energetycznych realizowanych w regionie. Rozwój infrastruktury krytycznej, zaplecza logistycznego, energetyki oraz terenów inwestycyjnych może sprzyjać dalszemu wzrostowi zapotrzebowania na grunty, obiekty produkcyjne, magazyny oraz infrastrukturę wspierającą działalność przedsiębiorstw.

Pomorze zyskuje także na znaczeniu jako lokalizacja dla firm produkcyjnych i technologicznych. Dostęp do portów, tradycje sektora morskiego, kompetencje w elektronice oraz aktywne wsparcie instytucji regionalnych tworzą warunki dla projektów związanych z produkcją specjalistyczną, integracją systemów, zaawansowaną logistyką oraz obsługą międzynarodowych łańcuchów dostaw

Pomorze coraz mocniejsze w sektorze high-tech

Pomorze wzmacnia zaplecze dla firm z sektora high-tech, szczególnie tych, które potrzebują sprawnych łańcuchów dostaw, dostępu do portów oraz nowoczesnej powierzchni przemysłowo-logistycznej. Według raportu Savills, kluczową przewagą Trójmiasta jest możliwość wykorzystania transportu multimodalnego, opartego m.in. na portach morskich w Gdańsku i Gdyni, w tym Baltic Hub i GCT. Region korzysta również z dostępu do wykwalifikowanych pracowników, bliskości rynków skandynawskich oraz lokalnych instytucji wspierających inwestorów.

Równolegle Trójmiasto umacnia swoją pozycję w europejskim ekosystemie półprzewodników. Sopot ponownie gościł ISS Europe, jedno z istotnych wydarzeń branży high-tech. Ten kierunek rozwoju wzmacnia dobrze rozwinięte zaplecze przemysłowo-logistyczne Trójmiasta, oparte na dostępie do transportu multimodalnego, portów w Gdańsku i Gdyni oraz bliskości rynków skandynawskich. Dzięki temu Pomorze może być coraz atrakcyjniejsze dla firm technologicznych, które potrzebują sprawnych łańcuchów dostaw i nowoczesnej infrastruktury operacyjnej.

Porty i infrastruktura wzmacniają przewagi regionu

Według Savills, jednym z kluczowych atutów aglomeracji pozostaje położenie umożliwiające sprawną obsługę transportu multimodalnego. Porty w Gdańsku i Gdyni, w tym Baltic Hub oraz GCT, tworzą naturalne zaplecze dla logistyki morskiej, dystrybucji i działalności eksportowej. Znaczenie lokalizacji wzmacniają również autostrada A1, droga ekspresowa S7 oraz rozwijana S6, której kluczowy odcinek Lębork-Słupsk ma zostać w pełni oddany do użytkowania przed wakacjami, znacząco poprawiając skomunikowanie z zachodnią częścią Pomorza i Niemcami.

– Porty morskie pozostają jednym z najważniejszych wyróżników Trójmiasta na tle innych rynków regionalnych. Bliskość terminali kontenerowych, dostęp do głównych szlaków drogowych oraz rozwijająca się infrastruktura transportowa sprawiają, że region jest naturalnym wyborem dla firm obsługujących handel międzynarodowy, dystrybucję i logistykę morską. Coraz częściej widzimy też, że ta przewaga przekłada się na decyzje najemców z sektorów produkcyjnych i technologicznych, którzy szukają lokalizacji łączących sprawną dystrybucję z dostępem do zaplecza przemysłowego – Robert Katzor, Associate Director, Industrial, Savills.

Nowe inwestycje przy ograniczonej dostępności gruntów

Na koniec 2025 roku w budowie znajdowało się 197 400 m kw. powierzchni, czyli o 69% więcej niż rok wcześniej. Co istotne, 84% realizowanych obiektów było już wynajęte, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie regionem ze strony operatorów logistycznych, sieci handlowych, firm farmaceutycznych oraz przedsiębiorstw produkcyjnych. Wśród największych projektów w realizacji znalazły się m.in. 7R Park Gdańsk III, 7R Park Gdańsk V oraz Panattoni Park Gdańsk West II.

Wskaźnik pustostanów wyniósł 6,4%, co oznacza wzrost o 50 punktów bazowych r/r, ale nadal pozostaje poziomem pozwalającym na zrównoważony rozwój rynku, a kolejne miesiące powinny przynieść jego spadek. Czynsze bazowe kształtują się w przedziale 4,20-5,75 EUR/m kw./miesięcznie, a efektywne wynoszą 3,50-4,70 EUR/m kw./miesięcznie, przy czym najwyższe poziomy są osiągalne w najnowszych projektach w kluczowych lokalizacjach, szczególnie w pobliżu Baltic Hub i lotniska.

W efekcie Trójmiasto pozostaje jednym z najbardziej perspektywicznych rynków przemysłowo-logistycznych w Polsce. O jego przewadze decyduje nie tylko infrastruktura transportowa, lecz także rosnąca rola portów, dostęp do wykwalifikowanej kadry oraz coraz silniejsze powiązanie logistyki z produkcją i nowymi technologiami.