Rzecznik MŚP otrzymał od MRPiPS wyjaśnienia w przedmiocie wyłączenia spod egzekucji środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach tzw. mikropożyczki

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wnioskami Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpił do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wprowadzenie przepisu wyłączającego spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, analogicznie do regulacji stosownie do której ze świadczenia postojowego nie dokonuje się potrąceń i egzekucji.

Zdaniem Rzecznika MŚP, te same racje, które przemawiały za wprowadzeniem przez ustawodawcę wyłączenia spod egzekucji środków ze świadczenia postojowego, uzasadniają wprowadzenie analogicznego przepisu, który wyłączałby możliwość dokonania potrąceń i egzekucji, także ze środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”. Podleganie egzekucji środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki” może prowadzić bowiem do sytuacji, kiedy oferowana przedsiębiorcom pomoc Państwa byłaby iluzoryczna.

W odpowiedzi na powyższy wniosek Minister wskazała, że „pomoc dla mikroprzędsiębiorców udzielana ze środków Funduszu Pracy w postaci pożyczki przeznaczona jest na szczególny cel, jakim jest pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i w opinii Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej środki te nie powinny podlegać egzekucji sądowej ani administracyjnej”.

Jednocześnie Minister wskazała, że przedmiotowe wyłączenie spod egzekucji zostało zamieszczone w projekcie ustawy druk Senacki nr 142.

– Brak regulacji, która wyłączałaby spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, stanowił konieczną do uzupełnienia lukę prawną. Jej istnienie uniemożliwiało osiągnięcie celu, jakim była jak najszersza pomoc przedsiębiorcom ponoszącym ekonomiczne skutki sytuacji kryzysowej wywołanej epidemią Covid-19 – komentuje Jacek Cieplak Zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Ruszyla budowa BY MADE. We Wroclawiu powstanie 129 mikroapartamentow

Grupa BY MADE wybrała generalnego wykonawcę budynku Legnicka 60C. Na terenie budowy właśnie rozpoczęły się prace główne. W kameralnym budynku zaprojektowanym przez renomowanych architektów znajdzie się 129 wielofunkcyjnych lokali inwestycyjnych.

Legnicka 60C to kameralny i nowoczesny 7-piętrowy budynek z mikroapartamentami inwestycyjnymi o wielkości od 16 do 30 mkw. Znajdą się w nim także: recepcja, strefa do pracy zdalnej, restauracja oraz  taras widokowy na dachu. Miejsca parkingowe powstaną natomiast przed budynkiem. Budowa rozpoczęła się w czerwcu. Aktualnie trwają prace przy sieciach podziemnych i płycie fundamentowej, a także prace przygotowawcze do stanu zero, który powinien być gotowy za kilka tygodni, po czym rozpocznie się wykonywanie konstrukcji budynku. Budowa Legnickiej 60C potrwa do końca 2021 roku. Generalnym wykonawcą jest spółka Olejnik Inwestycje.

Bezpieczna lokata kapitału

W przygotowaniu jest 129 mikroapartamentów, które są kompleksowym i bezobsługowym produktem dla inwestorów potrzebujących bezpiecznej lokaty kapitału. Po zakupie przeznaczają takie lokale na wynajem: długoterminowy, średnioterminowy lub krótkoterminowy. Potencjał jest bardzo duży, co wynika z dwóch głównych atutów.

Pierwszym z nich jest lokalizacja. Legnicka 60C powstaje niedaleko ścisłego centrum miasta, tuż przy centrum handlowym Magnolia Park, w samym sercu tzw. zachodniej strefy biznesu, w której znajduje się kilkadziesiąt biurowców z dziesiątkami tysięcy miejsc pracy. W pobliżu są uczelnie wyższe, sklepy, restauracje, miejsca rozrywki i instytucje kultury. Tuż przy budynku zlokalizowane są przystanki komunikacji miejskiej. – Takie położenie stwarza nieograniczone możliwości wynajmu, co ma bardzo duże znaczenie dla inwestorów i zabezpiecza ryzyko utraty płynności wynajmu i spadku wartości nieruchomości w czasie – podkreśla Michał Płoucha z grupy BYMADE, dla której Legnicka 60C to premierowy projekt we Wrocławiu.

Drugim jest wielofunkcyjność mikroapartamentów, które są traktowane jako: mieszkania, pokoje hotelowe, biura do pracy zdalnej, pracownie projektowe albo pokoje studenckie. – Nasze mikroapartamenty są odpowiednie do wynajęcia pracownikom biurowym, freelancerom, osobom na delegacjach, turystom czy studentom. Uniwersalność jest ich największą zaletą –  twierdzi Michał Płoucha.

Rentowna inwestycja

Kolejną zaletą jest wygląd budynku. Autorami projektu, a jednocześnie inwestorami, są specjaliści z renomowanego biura AP Szczepaniak, którzy są współtwórcami sukcesu mikroapartamentów w Polsce. – Budynek i otoczenie zaprojektowaliśmy z dbałością o każdy szczegół. Zarówno elewacja, jak i wnętrze będą bardzo eleganckie. Forma i styl została dostosowana do funkcji obiektu – mówi Artur Szczepaniak, projektant główny.

Kilka lat temu architekci z AP Szczepaniak uczestniczyli w realizacji projektu Starter I – pierwszych mikroapartamentów w kraju. – Ideą tego projektu  było stworzenie pierwszej na rynku ogólnopolskim oferty mikroapartamentów dedykowanych do szerokiego spektrum końcowych użytkowników – wyjaśnia Artur Szczepaniak. Od tego czasu zaprojektowali we Wrocławiu jeszcze cztery tego typu budynki. Legnicka 60C jest szóstym takim projektem w portfolio pracowni, która tylko w ubiegłym roku zdobyła kilka nagród w prestiżowych konkursach architektonicznych. – Przez kilka ostatnich lat rozwój rynku mikroapartamentów w Polsce przebiegał w szybkim tempie i możemy spodziewać się podobnej dynamiki w kolejnych latach – przewiduje Artur Szczepaniak.

Co jeszcze zachęci inwestorów? Z pewnością szacowany zysk netto 7% w skali roku i możliwość odzyskania podatku VAT po zakupie. Inwestorzy kupują mikroapartament z wykończeniem i pełnym wyposażeniem. Mogą go wynajmować samodzielnie albo przekazać to zadanie profesjonalnemu operatorowi. – Ważną informacją dla nabywców, świadczącą o wiarygodności naszej grupy i projektu, jest to, że inwestycję finansujemy kredytem w Alior Banku – podkreśla Michał Płoucha.

Wszystkie mikroapartamenty w budynku będą urządzone w podobnym stylu. Dominują 18,5-metrowe, które kosztują 231 tys. zł netto z wykończeniem pod klucz.

Ukryty potencjał 5,77 mln budynków w Polsce

Według analiz opartych na danych zawartych w bazie GfK Address Points 5,77 mln budynków zamieszkałych przez Polaków stanowi istotną rezerwę finansową mogącą wspomagać i kształtować popyt konsumencki w najbliższych latach.

Mieszkańcy Polski zamieszkują w 5,77 mln budynków, w których w sumie znajduje się prawie 12 mln lokali mieszkalnych. Największe wyzwanie urbanistyczne stanowi województwo mazowieckie, gdzie znajduje się ponad 765 tys. budynków mieszkalnych, z kolei najmniejsze wyzwanie napotkają urbaniści w województwie lubuskim, gdzie znajduje się niemal 150 tys. budynków mieszkalnych.

Oprócz ogólnej liczby budynków, województwa różnią się także strukturą budynków jednorodzinnych i wielorodzinnych. Według danych GfK Address Points najwyższy odsetek budynków jednorodzinnych występuje w województwie podkarpackim (97 proc.), a najniższy w województwie zachodniopomorskim (72 proc.).

Przeciętna siła nabywcza mieszkańca w budynku jednorodzinnym wynosi rocznie 28982 PLN, a w budynku wielorodzinnym 36486 PLN. Kwoty te ilustrują wydatki ludności ponoszone na żywność, mieszkanie, usługi, energię, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki, takie jak np. wakacje, transport.

Przy założeniu, że wdrożony zostanie skuteczny rządowy program (w skali makro) optymalizacji energetycznej budynków mieszkalnych oraz jednocześnie zacznie działać systemowe wsparcie rozwoju mikroinstalacji OZE wytwarzających ciepło oraz energię elektryczną, to oba te fakty nie tylko istotnie przyczynią się do uniezależnienia Polski od paliw kopalnych i poprawy ogólnej jakości powietrza, ale także pozytywnie oddziaływać będą na sferę konsumencką. Uruchomienie krajowych programów realnie wspierających inwestycje w mikroinstalacje OZE oraz optymalizację energetyczną budynków uwolni ukryty potencjał zarówno 5,77 mln budynków, ale także gospodarstw domowych je zamieszkujących. Gospodarczy wpływ inwestycji w unowocześnienie budynków, w technologie produkujące energię cieplną (lub je oszczędzające) byłyby dla użytkujących je gospodarstw domowych źródłem istotnych oszczędności. Środki niewydatkowane na zakup energii mogłyby być przeznaczane na inne cele zwiększając tym samym efektywność gospodarowania zasobami finansowymi ludności. Popyt konsumencki przesunąłby się z artykułów pierwszej potrzeby (paliwa potrzebne do ogrzewania) na dobra wyższego rzędu (usługi, towary przemysłowe). Według szacunków sporządzonych na podstawie danych z bazy GfK Address Points wynika, iż nastąpiłoby przesunięcie w ramach struktury siły nabywczej Polaków, istotnie zwiększając jej komponent dotyczący wydatków w handlu.

Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK, komentuje: – W Polsce budynki w ogóle, a w szczególności budynki jednorodzinne, nadal stanowią niewykorzystany rezerwuar ukrytego potencjału siły nabywczej do pobudzania popytu konsumenckiego. W budynkach jednorodzinnych mieszka obecnie ponad 20 mln osób, a przeciętna siła nabywcza przypadająca w nich na gospodarstwo domowe wynosi niemal 100 tys. PLN w perspektywie roku. Uwolnienie i przekierowanie części tej kwoty, z wydatków przeznaczanych na energię na inne wydatki konsumenckie, bez wątpienia stałoby się istotnym impulsem w procesie wychodzenia polskiej gospodarki z kryzysu wywołanego pandemią.

O badaniu

Baza GfK Address Points
Zawiera dane o strukturze budynków, mieszkańców, siły nabywczej, zakupów, strefy dojazdu do najbliższego centrum handlowego czy innej kategorii punktu sprzedaży. Dane te służą do wzbogacania danych CRM, zwiększania efektywności modeli predykcyjnych, analizy ekspansji i oceny lokalizacji (precyzyjna ocena potencjału strefy oddziaływania i analiza sąsiedztwa), w działaniach marketingowych (analiza profili mieszkańców), w systemach analitycznych Business Intelligence, w Systemach Informacji Geograficznej (GIS).

Siła nabywcza

Analizy dostępne dla 42 europejskich państw, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.

Siła nabywcza jest rozumiana jako dochód rozporządzalny po odjęciu podatków i darowizn, z uwzględnieniem ewentualnych świadczeń państwowych. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowaną. Ranking siły nabywczej GfK jest tworzony w oparciu o nominalny dochód rozporządzalny populacji, co oznacza, że podane wartości nie uwzględniają inflacji. Wyliczenia są przeprowadzane na podstawie danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów i zarobków, świadczeń państwowych oraz prognoz instytucji gospodarczych.

Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą na pokrycie wydatków takich jak żywność, mieszkanie, usługi, energia, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki takie jak wakacje, transport i nabytki konsumenckie.

Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów

Konsekwencje pandemii i związanych z nią ograniczeń nie omijają żadnej z branż – w tym również sektora mediowego. Najwięcej zyskają Ci marketerzy, którzy potrafią działać szybko i elastycznie, uwzględniając specyfikę obecnej sytuacji. Jak będzie wyglądała przyszłość sektora mediowego? W jakim kierunku będzie się zmieniał? Na jakie rozwiązania warto postawić w erze nowej normalności?

Zmiana planów

Eksperci wskazują, że marki realizując kampanie powinny bardziej niż do tej pory zwracać uwagę na ewolucję w zachowaniach konsumentów i ich wydatkach, a co za tym idzie również w samej sprzedaży. Na początku pandemii zaczęliśmy poszukiwać więcej informacji na temat jej rozwoju. Zyskały na tym media społecznościowe, internet i telewizja. Reklamodawcy musieli zmienić plany związane z wydatkami na promocję w pierwszym półroczu 2020 roku. Potwierdza to 90% respondentów badania IAB „Wpływ pandemii koronawirusa na branżę reklamy online”.

Wiele marek zetknęło się z rzeczywistością, która wymaga szybkich decyzji i rozwiązań. Obecnie możemy zaobserwować kilka trendów: wstrzymywanie kampanii w oczekiwaniu na lepszy czas, kontynuację dotychczasowych działań albo zmianę komunikacji z uwzględnieniem nietypowych okoliczności – wskazuje w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” Łukasz Matyński, Head of Client Services & Partner.

Historia pokazuje, że marki, które nie zaprzestały komunikacji w czasie poprzednich kryzysów w ostatecznym rozrachunku zyskały. Te, które ją wstrzymały – odnotowały wysokie spadki i długo musiały wracać do stanu sprzed spowolnienia gospodarczego.

Zainteresowanie tematami takimi jak: zakupy, zakupy online, sklepy internetowe oraz zakupy spożywcze znacznie wzrosło w Polsce wraz z początkiem marca, co wyraźnie widać na podstawie wyszukiwań w Google. Jest to jasny sygnał dla marek z tych sektorów, że nie powinny wycofywać się z działań marketingowych, zarówno organicznych (własne kanały komunikacji, kanały social media), jak i działań płatnych (reklamy w Google czy na Facebooku) – wskazuje Paweł Obiedziński, Head of Revenue, Sotrender.

Konkurencja cenowa

Według analityków Kantara, kluczowe w budowaniu konkurencyjności marek staną się strategie cenowe i promocyjne oraz oferowanie wartości dodanej. Spadki dochodów podczas pandemii skutkują znacznie większym zwracaniem uwagi na ceny produktów (68%) i szerzącym się poglądem, że firmy powinny pomagać konsumentom, proponując zniżki i promocje (45%).

Z jednej strony nasz nowy konsument jest bardziej wymagający, a co za tym idzie dobór komunikatów i mediów musi być bardziej precyzyjny. Z drugiej strony istotniejsza stała się dla niego cena, dlatego na rynek reklamowy może wrócić tendencja do komunikacji opartej na konkurencji cenowej – mówi Joanna Gajewska, managing director Animise (AdWise Group)

Telewizja i internet – para idealna?

Choć naturalnym środowiskiem działań komunikacyjnych dla firm, chociażby z branży e-commerce, wydaje się internet, to właśnie w telewizji nastąpił ponad dwukrotny wzrost komunikacji. Trend ten obserwujemy w przypadku wielu marek, które albo działają w internecie, albo kierują swoje produkty do młodszego odbiorcy.

Dzieje się tak nie tylko z powodu masowości telewizji jako medium, ale również unikalnych cech, jakie posiada. Polacy nadal w bardzo wysokim stopniu ufają treściom, z którymi stykają się w telewizji, do tego stopnia, że często kształtuje one ich postawy. Dla przykładu, według danych z badań przeprowadzonych przez Havas Intelligence w kwietniu 2020 roku na potrzeby raportu Meaningful Shift, blisko 90% osób poszukuje informacji na temat COVID-19 właśnie w telewizji vs 40%, które szuka ich w mediach społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter – podkreśla Sergiusz Geller, Video Director, Havas Media Group.

Miejsce i content

Podejmując dalsze decyzje marketingowe, np. odnośnie miejsca prowadzenia płatnych kampanii, warto przeanalizować dane pochodzące z różnych źródeł, choćby z Facebooka i Google i przyjrzeć się swojej dotychczasowej komunikacji przez pryzmat nowych zjawisk i trendów. To na ich podstawie warto opracować kluczowe założenia nowej strategii w obszarze marketingu treści – można przeczytać w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów”.

Musimy zadbać o to, aby nasi odbiorcy znaleźli jak najlepsze treści, które pomogą im rozwiązać konkretny problem. Warto dostarczyć im realnej korzyści w postaci rzetelnej informacji lub porady, a taki kontakt na pewno zaprocentuje w przyszłości i zwiększy szansę konwersji na sprzedaż – dodaje Agnieszka Malesza-Woźniak, Partner, Agencja Triple PR.

Wideo – przyszłość

Epidemia COVID-19 w znacznym stopniu wpłynęła na przeniesienie wielu aktywności do strefy wirtualnej. Powszechna staje się nauka przez internet. Według badania „Nauka+inspiracja+pasja” aż 86% osób ocenia treści edukacyjne i popularnonaukowe online jako pomocne.

W sieci partnerskiej LTTM już w pierwszych dniach epidemii zanotowaliśmy 30% wzrost oglądalności wideo na YouTube i innych treści influencerów zrzeszonych w naszej sieci. Obecna sytuacja zrewiduje rynek reklamy, a trend zmniejszenia się roli ATL-u w stosunku do działań w internecie będzie utrzymywać się przez najbliższe miesiące – wskazuje Izabela Malinowska, International Client Partner w grupie LTTM.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, jak będzie kształtować się rynek produkcji materiałów wideo w najbliższym czasie, w perspektywie 3-6-9 miesięcy. Agencje będą̨ na pewno czuły głód prawdziwych produkcji, dużych
i profesjonalnych planów zdjęciowych czy artystycznych, filmowych ujęć reklamowych. Z drugiej strony klienci – szukając oszczędności – mogą chcieć zachować obecną formułę ze względu na dużo niższe koszt procesu produkcji. Przekonali się, że można skutecznie komunikować się̨ wykorzystując ograniczone zasoby, a treść  i przekaz są ważniejsze niż filmowe ambicje dyrektorów kreatywnych czy agencji reklamowych
– mówi wskazuje Paweł Zawadzki, Managing Director, Większe Logo.

W mojej ocenie – czeka nas wysyp ciekawych reklam hybrydowych, czerpiących zarówno z dobrodziejstw komunikacji internetowej jak i profesjonalnych produkcji TV. Paradoksalnie wydarzenia ostatnich miesięcy mogą̨ pobudzić́ branżę kreatywną do zmiany sposobu myślenia, klientów do większej odwagi w przygotowywaniu briefów a konsumentom / widzom – dadzą świeże, nowatorskie reklamy na miarę naszych czasów – dodaje.

W e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” można znaleźć:

  • dane, które pomogą Ci podejmować bardziej trafne decyzje,
  • opinie ekspertów, które pozwalają lepiej zrozumieć nową normalność,
  • konkretne przykłady działań marketingowych marek z różnych branż, które udowadniają,
    że zmiana rzeczywistości to szansa, którą można dobrze wykorzystać.

E-book jest dostępny na:  https://ebook.triplepr.pl/

Schneider Electric: Bezpieczeństwo pracy zdalnej w nowej rzeczywistości

  • Tylko 26 proc. polskich firm jest gotowych na zakończenie zdalnej formy pracy[1]. Jednocześnie aż 6 na 10 ankietowanych sądzi, że podejście do pracy zdalnej w Polsce się zmieni i coraz częściej będzie ona standardem[2].
  • To oznacza, że rosnące wykorzystanie sieci teleinformatycznych czy energetycznych w gospodarstwach domowych nie będzie przejściowym stanem.
  • Dostawcy infrastruktury krytycznej, która jest ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, muszą zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, m.in. zmianą struktury obciążenia sieci, ale również zapewnieniem bezpieczeństwa danych przesyłanych z domu.
  • Pomagają rozwiązania z zakresu cloud i edge computingu. Do 2022 roku już 40 proc. rozwiązań opartych na chmurze będzie miało również komponent brzegowy[3].

Tylko 26 proc. polskich firm jest gotowych na zakończenie zdalnej formy pracy[4]. Jednocześnie aż 6 na 10 ankietowanych uważa, że podejście do tzw. home office w Polsce się zmieni i będziemy częściej pracować spoza biur[5]. To ma swoje konsekwencje. Mimo że w trakcie przymusowej kwarantanny gospodarka w sumie zużywała nawet o 15 proc. mniej prądu, to w gospodarstwach domowych rosło wykorzystanie sieci teleinformatycznych czy energetycznych[6]. Sytuacja powoli się jednak zmienia, co ma związek z rozluźnieniem rządowych restrykcji i próbą rozmrożenia gospodarki. W maju zużycie energii elektrycznej wzrosło o ponad 3 proc.[7] w porównaniu do kwietnia.

Przez ostatnie miesiące wiele osób ograniczyło swoje kontakty do minimum – 95 proc. respondentów stwierdziło, że obecnie wychodzi z domu tylko do pracy, zrobić zakupy w sklepie spożywczym lub aptece, lub w innym naprawdę niezbędnym celu[8]. Nie tylko więc pracujemy zdalnie, uczymy się, studiujemy, ale również kupujemy i szukamy w sieci rozrywki.

To oznacza, że ważne jest zapewnienie użytkownikom sprawnych łączy internetowych
w gospodarstwach domowych, dostępu do aplikacji informatycznych wykorzystywanych w danym przedsiębiorstwie, a także zapewnienie bezpieczeństwa danych przesyłanych, szczególnie poza obszarem firmy. To odgrywa szczególną rolę w branżach, gdzie operowanie na danych wrażliwych jest codzienną rzeczywistością – m.in. w księgowości czy spółkach skarbu państwa. Zarazem rośnie aktywność cyberprzestępców – poziom zagrożeń online w marcu wzrósł nawet sześciokrotnie[9].

Nie można jednak zapominać o bezpieczeństwie zakładów pracy – nawet jeśli nie pracują na 100% swoich możliwości. Na celowniku cyberkryminalistów mogą znaleźć się zarówno poufne dane przetwarzane przez członków zarządu w domach, jak również urządzenia podłączone do sieci w zakładach. To wymaga od dostawców infrastruktury krytycznej dodatkowej elastyczności, aby móc reagować w nagłych sytuacjach i dostosowywać się na bieżąco do potrzeb swoich klientów, które mogą zmieniać się z tygodnia na tydzień. Jednocześnie ważniejsze niż kiedykolwiek jest utrzymanie sprawności infrastruktury wykorzystywanej m.in. w obiektach ochrony zdrowia, instytucjach finansowych, centrach danych czy zakładach produkcji przemysłowej.

– Najważniejsze jest zapewnienie klientom poczucia, że mogą zawsze liczyć na swojego dostawcę niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdą. Nawet kilkugodzinny przestój w działaniu spowodowany cyberatakiem lub awarią sprzętu może znacząco wpłynąć na działalność firmy – podkreśla Małgorzata Kasperska, Secure Power Vice President MEE Cluster, Schneider Electric. – Przykładowo, gdy w szpitalu w Prokocimiu przegrzał się transformator, nasza fabryka w Mikołowie w trybie pilnym, w ciągu 24 godzin wyprodukowała nowy i dokonała operacji wymiany. Tak ważne i pilne wyzwania będą teraz nową codziennością dostawców.

W codziennym funkcjonowaniu zakładów przemysłowych pomagają również rozwiązania z zakresu cloud i edge computingu. Już do 2022 roku 40 proc. rozwiązań opartych na chmurze będzie miało również komponent brzegowy[10].

– Niekiedy przed wdrożeniem takich rozwiązań powstrzymują problemy z istniejącymi instalacjami, które trudno przerobić na nowe cele lub dopasować do sprzętu od wielu dostawców – zauważa Małgorzata Kasperska i dodaje: Z pomocą przychodzą uniwersalne produkty, które można przystosować do różnych konfiguracji. Przykładowo Galaxy VS all-in-one lub platformy dające możliwość integracji z różnym wyposażeniem jak chociażby EcoStruxure IT Expert™. W ten sposób nie trzeba się martwić o technikalia – zamiast tego można skupić się na utrzymaniu płynności działań firmy.

Wdrożenie rozwiązań opartych na chmurze umożliwia obserwację zużycia energii i zasobów na bieżąco. To pierwszy krok do zrozumienia, w jaki sposób działa dany obiekt i jak można zoptymalizować operacje w nim. Analizy danych pozyskanych w ten sposób umożliwiają opracowanie sposobów zabezpieczenia firmy przed potencjalnym przestojem w działalności.

[1] Office reopening  czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii, Deloitte

[2] Badanie dla Nexery na panelu Ariadna zrealizowane przez InsightOut Lab. Termin realizacji: 27-30 marca 2020

[3] The emergence of edge computing, Financier Worldwide

[4] Office reopening  czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii, Deloitte

[5] Badanie dla Nexery na panelu Ariadna zrealizowane przez InsightOut Lab. Termin realizacji: 27-30 marca 2020

[6] Analiza Polskiego Instytutu Ekonomicznego

[7] Wzrost zużycia i produkcji energii elektrycznej w maju

[8] Badanie dla Wirtualnej Polski na panelu Ariadna. Termin realizacji: 27-30 marca 2020

[9] Dane Cloudflare

[10] The emergence of edge computing, Financier Worldwide

Terminy sprawozdań finansowych w czasie epidemii COVID-19

Podmioty zobowiązane do prowadzenia ksiąg rachunkowych jak również te, które dobrowolnie wybrały taki model ewidencjonowania swojej działalności, zobowiązane są m.in. do sporządzania, zatwierdzania, poddawania badaniu i składania do właściwego rejestru sądowego swoich corocznych sprawozdań finansowych. Na ich sporządzenie mają czas do 31 marca roku następnego po roku objętym sprawozdaniem, a na zatwierdzenie do 30 czerwca. Ale w bieżącym roku, z uwagi na panującą epidemię koronawirusa, która przypadła w najgorętszym czasie wypełniania obowiązków sprawozdawczych, Minister Finansów wydłużył te i inne terminy na ich realizację.

Krąg podmiotów zobowiązanych do składania sprawozdań finansowych ze swojej działalności, jak i obowiązujące w związku z tym terminy określa Ustawa z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości (Dz.U. 1994 nr 121 poz. 591, ze zm.). Rozporządzeniem z dnia 31 marca 2020 r. w sprawie określenia innych terminów wypełniania obowiązków w zakresie ewidencji oraz w zakresie sporządzenia, zatwierdzenia, udostępnienia i przekazania do właściwego rejestru, jednostki lub organu sprawozdań lub informacji (Dz.U. 2020, poz. 570) Minister Finansów, z uwagi na panującą epidemię COVID-19, dokonał przesunięcia wskazanych w ustawie terminów. Ministerstwo Finansów wyszło z założenia, że przedsiębiorcy i kierownicy innych zobowiązanych do sprawozdawczości jednostek mają w czasie pandemii większe zmartwienia na głowie. Stąd też w celu umożliwienia prawidłowej realizacji tych obowiązków określiło nowe terminy na ich wypełnienie.

Dwie kategorie podmiotów

Dokonane przesunięcia terminów można podzielić na dwie kategorie, w zależności od podmiotów, których dotyczą:

1) dla jednostek działających w sferze budżetowej, a także jednostek prowadzących działalność, do której stosuje się przepisy ustaw, o których mowa w art. 1 ust. 2 Ustawy z dnia 21 lipca 2006 r. o nadzorze nad rynkiem finansowym, a więc przepisy o nadzorze: bankowym, emerytalnym, ubezpieczeniowym, nad rynkiem kapitałowym, nad instytucjami płatniczymi, nad agencjami ratingowymi, uzupełniającym nad instytucjami kredytowymi, zakładami ubezpieczeń, zakładami reasekuracji i firmami inwestycyjnymi wchodzącymi w skład konglomeratu finansowego, nad spółdzielczymi kasami oszczędnościowo-kredytowymi i Krajową Spółdzielczą Kasą Oszczędnościowo-Kredytową, nad pośrednikami kredytu hipotecznego oraz ich agentami, nad działalnością sekurytyzacyjną oraz o nadzorze w zakresie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych;

2) dla pozostałych jednostek.

Dla pierwszej grupy podmiotów terminy sprawozdawcze wydłużono o dwa miesiące lub 60 dni, a dla drugiej – o trzy miesiące lub 90 dni.

Terminy zamknięcia ksiąg rachunkowych, inwentaryzacji, zestawienia obrotów

Zamknięcie ksiąg rachunkowych zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o rachunkowości powinno nastąpić nie później niż w ciągu trzech miesięcy od dnia zaistnienia zdarzeń powodujących obowiązek zamknięcia. Na mocy rozporządzenia Ministra Finansów podmioty z pierwszej grupy mogą to zrobić do dwóch miesięcy później, a pozostałe jednostki do trzech miesięcy później. Na sporządzenie zestawienia obrotów i sald kont księgi głównej za rok obrotowy jest 85 dni liczonych po dniu bilansowym. W związku z epidemią COVID-19 termin ten został wydłużony dla zobowiązanych z pierwszej i drugiej grupy odpowiednio: o 60 i 90 dni, czyli o tyle samo, co termin zakończenia inwentaryzacji składników aktywów (z wyłączeniem aktywów pieniężnych, papierów wartościowych, produktów w toku produkcji oraz materiałów, towarów i produktów), którego należy standardowo, ustawowo dokonać do 15 dnia następnego roku obrotowego.

Terminy sporządzania sprawozdań, w tym skonsolidowanych i z płatności

Sprawozdanie finansowe sporządza się na dzień zamknięcia ksiąg rachunkowych lub inny dzień bilansowy, jednak nie później niż przed upływem trzech miesięcy od dnia kończącego rok obrotowy, czyli do 31 marca. W takim samym terminie sporządza się skonsolidowane sprawozdanie finansowe, sprawozdanie z działalności grupy kapitałowej, sprawozdanie z działalności jednostki, sprawozdanie z płatności i skonsolidowane sprawozdanie z płatności. W 2020 r. pierwsze z wyodrębnionych podmiotów mogą wypełnić te obowiązki do 31 maja, a pozostałe do 30 czerwca.tłumaczenia dla firm

Zatwierdzenie sprawozdania finansowego oraz informacje niefinansowe

Roczne sprawozdania finansowe oraz roczne skonsolidowane sprawozdania finansowe podlegają obowiązkowemu zatwierdzeniu. Dokonuje go organ zarządzający podmiotu sporządzającego sprawozdanie w terminie do sześciu miesięcy od dnia bilansowego. W bieżącym roku termin ten został przesunięty dla pierwszych z ww. podmiotów o dwa miesiące, dla drugich – o trzy miesiące, podobnie jak termin na sporządzenie i zamieszczenie na swojej stronie internetowej odrębnego sprawozdania na temat informacji niefinansowych, w tym odrębnego sprawozdania grupy kapitałowej.

Odpowiedzialność za niezłożenie sprawozdań

Z powyższych przesunięć mogą skorzystać podmioty realizujące obowiązki sprawozdawcze za rok obrotowy kończący się po 29 września 2019 r., jednak nie później niż 30 kwietnia 2020 r., a których termin wykonania nie upłynął przed 31 marca 2020 r. Wydłużenie terminów daje więcej czasu ich kierownikom na realizację tych obowiązków. A to na nich spoczywa w tym zakresie odpowiedzialność. Przykładowo za niesporządzenie sprawozdania finansowego sąd może orzec karę grzywny, pozbawienia wolności do lat dwóch albo obie te kary łącznie. Niedopełnienie innych obowiązków, chociażby niepoddanie sprawozdania finansowego badaniu przez biegłego rewidenta, czy też niezłożenie go do ogłoszenia, zagrożone jest karą grzywny lub ograniczenia wolności. Do odpowiedzialności za szkody wyrządzone niedopełnieniem swoich obowiązków mogą być pociągnięci członkowie odpowiednich organów nadzorujących w spółkach.

Jednak do najistotniejszych dla funkcjonowania przedsiębiorstw, spółek i innych podmiotów konsekwencji niezłożenia w terminach sprawozdania finansowego należą: możliwość wykreślenia spółki z rejestru w przypadku braku jego złożenia w 7-dniowym terminie od doręczenia wezwania sądu do jego złożenia i rozwiązanie spółki, która nie złożyła sprawozdań za dwa kolejne lata obrotowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Spadek zatrudnienia w Polsce

W opublikowanych danych GUS pojawiają się dwie osobne kwestie. Pierwsza z nich dotyczy spadku zatrudnienie w Polsce, a druga to rosnące płace. To dość niestandardowa zależność, która nie zdarza się często.

Dane z Australii

W nocy poznaliśmy dane z Australii. W maju ubyło 227 tysięcy miejsc pracy, w rezultacie bezrobocie wzrosło do 7,1%. Warto pamiętać, że jeszcze do marca, zanim kryzys uderzył w tamtejszy rynek pracy, bezrobocie znajdowało się w przedziale 5,1%-5,3%. Po słabych danych dolar australijski tracił na wartości względem głównych walut w tym dolara, ale po silnym spadku w ciągu kilku godzin odrobił cały ten ruch.

Rynek pracy w Polsce

GUS opublikował dzisiaj dane na temat wzrostu zatrudnienia i płac w Polsce. Zatrudnienie okazało się nie być wzrostem, ale 3,2% spadkiem. Pensje za to rosną o 1,2% w skali roku. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na metodykę liczenia. Wzrost ten może zarówno wynikać ze wzrostu pensji, jak również z tego, że pracę straciły osoby gorzej wyspecjalizowane, a zarazem zarabiające przeważnie poniżej średniej.

W Szwajcarii bez zmian

Dzisiejsza decyzja Szwajcarskiego Narodowego Banku nie przyniosła zmian. Stopa procentowa pozostała na poziomie -0,75%. Nie ma również zmian innych parametrów. W komunikacie do decyzji pojawiło się kilka banałów o gotowości do działania oraz o świadomości wpływu pandemii koronawirusa. Nie pojawiła się jednak najważniejsza informacja, czyli odpowiedź na pytanie o to, jak dalej będzie się kształtować polityka banku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Weryfikacja warunków zagrożenia szansą na obniżenie kosztów pracy

Do 27 października 2020 r. średnie firmy (zatrudniające od 50 do 249 pracowników) mają czas na podpisanie umów o zarządzanie Pracowniczymi Planami Kapitałowymi. Dla wielu z nich oznacza to dodatkowe obciążenie związane z kosztami pracy. A te sukcesywnie rosną. Z danych GUS za rok 2018 wynika, że w porównaniu z rokiem 2017 koszty pracy na jednego zatrudnionego i na jedną przepracowaną godzinę wzrosły we wszystkich rodzajach działalności. W sytuacji, gdy wciąż wiele firm zmaga się z finansowymi skutkami pandemii COVID-19, to dobry moment, aby zacząć szukać oszczędności w obszarze zobowiązań odprowadzanych do ZUS. Taką możliwość daje weryfikacja prawidłowości parametrów wpływających na sposób wyliczenia składki wypadkowej.

W opracowanym przez GUS „Roczniku Statystycznym Pracy 2019” czytamy, że przeciętny miesięczny koszt pracy pracownika w 2018 r. wyniósł 6150,58 zł. Największe miesięczne koszty występowały w branży górniczej (10268,27 zł) oraz w informacji i komunikacji (11001,53 zł). Górnictwo to również sektor, w którym maksymalna stopa procentowa składki wypadkowej jest najwyższa i może sięgać aż 5 proc. Ale jednocześnie nie przoduje on w liczbie wypadków przy pracy. W 2018 r. w branży górniczej zgłoszono 2244 wypadki przy pracy ogółem, a przykładowo w sektorze przetwórstwa przemysłowego – niemal 13 razy więcej (28669). Większą wypadkowość odnotowuje również handel, budownictwo, transport czy administracja publiczna. Jednak to w górnictwie należności z tytułu składki wypadkowej są najwyższe. Z czego wynikają te różnice?

Praca w warunkach zagrożenia

Przyczyna zwiększonych zobowiązań leży po stronie warunków zagrożenia, które w sektorze górniczym i wydobywczym są nieporównywalnie większe w porównaniu do innych gałęzi gospodarki. Z analiz Ayming wynika, że kategoria „warunki zagrożenia” odpowiada średnio za 65 proc. nadpłat dotyczących składki wypadkowej. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc. Najpowszechniejszym warunkiem zagrożenia w przedsiębiorstwach w Polsce jest hałas, który zgodnie z danymi GUS z 2018 r. doskwiera 32 osobom na 1000 zatrudnionych. Do innych czynników wpływających na wysokość składki wypadkowej zaliczymy też pyły, drgania mechaniczne, substancje chemiczne, promieniowanie oraz mikroklimat zimny lub gorący.

Mimo kluczowej roli, jaką odgrywają warunki zagrożenia przy ustalaniu wysokości składki wypadkowej, pracodawcy rzadko sięgają po rozwiązania, które mogłyby zminimalizować ich oddziaływanie na pracowników, a w dalszej perspektywie – obniżyć zobowiązania z tytułu ubezpieczeń społecznych. Nad podjęciem działań zwiększających bezpieczeństwo i komfort w miejscu pracy powinni szczególnie zastanowić się najwięksi przedsiębiorcy, ponieważ koszt składki wypadkowej zależy od masy wynagrodzeń. Im wyższy poziom zatrudnienia, tym wyższe zobowiązania odprowadzane do ZUS – dodaje Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming Polska

Prawidłowa ocena środowiska pracy

Środowisko pracy ma największy wpływ na wysokość opłat z tytułu składki wypadkowej. „Rocznik Statystyczny Pracy 2019” wskazuje, że 45 proc. zagrożeń jest związanych z charakterem wykonywanej pracy. Odsetek pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwach liczących 10 i więcej osób, w których występuje przynajmniej jeden z czynników zagrożenia, wynosi 7,7 proc. Dlatego kwestia bieżącego monitorowania środowiska pracy jest niezwykle ważna. Niestety wielu pracodawców nie wie, że środowisko pracy również wpływa na wysokość ich obciążeń z tytułu składki wypadowej. Konstrukcja algorytmu do obliczenia składki wypadkowej powoduje, że nawet najmniejsza zmiana może wpłynąć na wysokość stopy procentowej składki. Dlatego nie należy bagatelizować kwestii związanej z prawidłową i kompletną oceną środowiska pracy.

Częstą nieprawidłowością przy ocenie środowiska pracy jest wykonywanie pomiarów środowiska pracy w momencie chwilowego najwyższego lub najniższego obciążenia produkcji. Tymczasem warunkiem przedstawienia prawidłowego i rzetelnego obrazu danego przedsiębiorstwa jest wykonanie pomiarów, które uwzględniają faktyczne  parametry narażenia na czynniki szkodliwe występujące w danym roku. Ważną kwestią jest również prawidłowe przygotowanie samego procesu oceny środowiska pracy, co bywa żmudne
i czasochłonne. Dlatego przedsiębiorcy często korzystają z już istniejących wzorców, które są nieadekwatne do zmieniającej się sytuacji w firmie. To z kolei powoduje błędne i często nieaktualne odczyty niektórych parametrów. Jako przykład można wskazać wykonywanie pomiarów na już nieistniejących stanowiskach pracy
tłumaczy Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming Polska.

Case study – analiza składki wypadkowej

Przedsiębiorstwo z branży przetwórstwa przemysłowego zatrudniające 3000 pracowników

Początkowa wysokość stopy procentowej składki wypadkowej: 1,62%

Wysokość stopy procentowej po weryfikacji:

  • 1,47% w roku bieżącym
  • 1,32% w ciągu kolejnych 3 lat

Wysokość oszczędności:

  • 650 tys. zł za lata 2019-2020
  • 1,2 mln zł za lata 2021-2023

Analiza pozwoliła odtworzyć dane odnośnie faktycznej liczby pracowników zatrudnionych w warunków zagrożenia w przeszłości oraz opracować zalecenia, które wpłyną na obniżenie przyszłych zobowiązań z tytułu składki wypadkowej. Tym samym wygenerowane oszczędności dotyczą okresu przeszłego, bieżącego oraz przyszłych okresów składkowych.

Komentarz eksperta

Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska

Działania ukierunkowane na obniżanie składki wypadkowej w przyszłych okresach składkowych mogą przynieść pracodawcom o wiele większe korzyści niż w przypadku skupienia się jedynie na odzyskaniu nadpłat do 5 lat wstecz. Systematyczne dbanie o prawidłową ocenę środowiska pracy i minimalizację czynników zagrożenia automatycznie obniży wysokość płaconej składki wypadkowej, wpływając na poprawę kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Powstała koalicja „Włącz Czystą Energię dla Polski”

Walka z przyczynami i skutkami zmian klimatycznych oraz rozwijanie produkcji przemysłowej nie muszą się wykluczać. Co więcej – rozwój oraz badania w jednej z tych dziedzin przekładają się na zmiany w drugiej. Niezbędna jest jednak współpraca podmiotów związanych z każdym etapem wytwarzania, dystrybucji i wykorzystania energii, ośrodków badawczych oraz think-tanków. W celu stymulowania takiej współpracy oraz zapewnienia przepływu wiedzy i doświadczeń Pracodawcy RP powołali do życia koalicję „Włącz Czystą Energię dla Polski”, której pierwszymi członkami zostali Instytut Jagielloński oraz firma energetyczna Fortum.

Zadaniem Koalicji ma być przede wszystkim zapewnienie wymiany doświadczeń, stworzenie przestrzeni do dyskusji oraz nawiązywanie współpracy, która ma przynosić wymierne gospodarczo efekty. Z tego powodu lider Koalicji, Pracodawcy Rzeczpospolitej Polskiej, zapraszają do zainteresowania się inicjatywą wszystkie firmy, instytucje i organizacje. Wymogiem formalnym jest zgłoszenie chęci uczestnictwa w projekcie oraz zaakceptowanie Deklaracji Czystej Energii dla Polski.

„Wierzymy, że każdy z nas, niezależnie od reprezentowanej branży, ma wpływ na efektywność w wykorzystywaniu energii w różnych obszarach, czy to na poziomie produkcji, logistyki czy po prostu w codziennym prowadzeniu biura. Jesteśmy przekonani, że wzrost efektywności energetycznej, przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu działalności gospodarczej na środowisko, jest możliwy” mówi Andrzej Malinowski, Prezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej. „Do naszej Koalicji zapraszamy zarówno praktyków, jak i teoretyków; przedstawicieli przemysłu, think-tanków, organizacji branżowych, samorządów i administracji. Niech połączy nas chęć zmiany oraz dążenie do wypracowania odpowiedniej dla Polski drogi do Gospodarki Obiegu Zamkniętego” dodaje.

Inicjatorom Koalicji przyświeca cel wprowadzenia realnych zmian odpowiadających na wyzwania stojące przed Polską oraz krajami Unii Europejskiej związane z transformacją energetyczną oraz ochroną środowiska.

Energetyka i ciepłownictwo są kluczowymi sektorami w każdej gospodarce, a stabilne dostawy energii po konkurencyjnej cenie są niezbędne dla przemysłu. Jest to tym istotniejsze, że Polska, doganiając gospodarczo kraje zachodnie, musi w coraz większym stopniu konkurować także „zielonością” naszych produktów i dodawać jak najwięcej wartości do wytwarzanych dóbr końcowych. Jest to szczególnie istotne w przemyśle high tech i w sektorach innowacyjnych, które stanowią siłę napędową gospodarek, w tym także polskiej. Spojrzenie na energetykę w perspektywie GOZ może oznaczać większe szanse dla polskich przedsiębiorców” komentuje Marcin Roszkowski, Prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Pierwszym podmiotem, który odpowiedział na zaproszenie Pracodawców Rzeczpospolitej jest Fortum, firma specjalizująca się w wytwarzaniu czystej energii.

„Jesteśmy firmą o korzeniach skandynawskich, dlatego bardzo praktycznie podchodzimy do realizacji naszej misji tworzenia czystszego świata.  Nie tylko w Finlandii, Szwecji czy Norwegii, ale także w Polsce wdrażamy w życie zasady gospodarki obiegu zamkniętego.  Wytwarzamy energię elektryczną i ciepło w sposób zero- lub niskoemisyjny. Wykorzystujemy paliwa z odpadów, które zamiast trafiać na wysypiska, służą do produkcji ciepła i prądu. Rozwijamy sieci ładowania pojazdów elektrycznych. Chcemy dzielić się naszymi doświadczeniami i stąd nasz udział w inicjatywie „Włącz Czystą Energię dla Polski” podsumowuje Izabela Van den Bossche, Wiceprezes ds. Komunikacji City Solutions, Fortum.” podsumowuje Izabela Van den Bossche, Wiceprezes ds. Komunikacji City Solutions, Fortum.

Oprócz Fortum i Instytutu Jagiellońskiego na zaproszenie Pracodawców Rzeczpospolitej odpowiedziały także: Coca Cola HBC, ENERIS Surowce, Fortum, Instytut Jagielloński, Karmar, Kompania Piwowarska, Polmass, Strabag, Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego.

Powiedzieli o koalicji „Włącz Czystą Energię dla Polski”:

„W kodzie genetycznym ENERIS mieści się troska o środowisko i aktywne, odważne podejście do realizacji wizji: czystego powietrza, ziemi i wody. Stąd kierując się takimi zasadami jak synergia, współpraca, etyka, innowacyjność w codziennej pracy w praktyce wdrażamy założenia Zielonego Ładu. W taki sposób rozumiemy rolę zrównoważonego i współodpowiedzialnego biznesu. Naszymi doświadczeniami chcemy dzielić się z innymi, jak również czerpać z wiedzy tych, którzy podzielają nasz sposób myślenia. Dbamy o przyszłość naszych dzieci” komentuje Paweł Augustyn, Prezes ENERIS Surowce.

„Dołączyliśmy do „Koalicji”, ponieważ wspieramy ideę zrównoważonej gospodarki i zrównoważonego budownictwa. Zdajemy sobie sprawę z wpływu, jaki ma branża budowlana na środowisko. Jego degradacja oraz zmiany klimatyczne stały się realnym problem dotyczącym nas wszystkich. Redukcja śladu węglowego czy aktywne wspieranie GOZ muszą być naszym obowiązkiem, a nie wartością dodaną” mówi Joanna MAKOWIECKA-GACA, Prezes Zarządu KARMAR S.A.

W czasie pandemii Polacy masowo uciekali na zwolnienia lekarskie

Przeszło 3,3 mln wyniosła w marcu br. liczba zarejestrowanych zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w porównaniu z miesiącem wcześniejszym nastąpił wzrost o 36%. Z kolei w okresie od 1 kwietnia do 25 maja wypisano ponad 3 mln takich dokumentów. Ponad 323 tys. zwolnień miało datę wystawienia 16 marca, a od tego dnia zamknięto wszystkie szkoły w Polsce. Zdaniem ekspertów, skala nieprawidłowości mogła być naprawdę duża, ponieważ zdobycie ww. zaświadczenia nie stanowi problemu. Jednak wątpliwe jest, żeby ZUS zajmował się ewentualnymi nadużyciami.

W marcu br. zarejestrowano ponad 3,323 mln zwolnień lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Przeszło 3 mln z nich było z tytułu własnej choroby, 271 tys. – opieki nad dzieckiem oraz 48 tysięcy – opieki nad innym członkiem rodziny. Jak mówi Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS, w porównaniu z lutym zanotowano wzrost o 36%. Z kolei w kwietniu liczba zaświadczeń wyniosła ponad 1,922 mln, a w maju (dane do 25. dnia miesiąca) – 1,138 mln. Od marca, przez niespełna 3 miesiące, to przeszło 6,384 mln takich dokumentów, w tym 5,927 mln z tytułu własnej choroby.

– Od stycznia do czerwca 2018 roku wystawiono ponad 7,5 mln zaświadczeń lekarskich o chorobie własnej, co daje średnią 1,25 mln miesięcznie. Poziom ponad 3 mln w marcu jest bardzo wysoki i ma zapewne bezpośredni związek z koronawirusem. Wiele osób w ten sposób zabezpieczyło siebie i swoje rodziny przed konsekwencjami sytuacji epidemicznej dla rynku pracy. Tak zrobili głównie samozatrudnieni przedsiębiorcy, rzadziej pracownicy etatowi – komentuje dr Stanisław Maksymowicz z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ekspert ds. zdrowia Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i Nowej Konfederacji.

Natomiast Wojciech Bociański, ekspert BCC ds. służby zdrowia, zwraca uwagę na początek pandemii. Wtedy rząd apelował, żeby nie obciążać placówek medycznych. Sugerowano, żeby załatwiać jak najwięcej spraw drogą telefoniczną. Ludzie więc dzwonili z różnych powodów, niekiedy błahych. Jednak lekarzom było trudno zweryfikować prawdziwe przyczyny, dla których trzeba wydać zwolnienie. Jak podkreśla Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, w marcu panowała atmosfera strachu. Docierały dramatyczne informacje o sytuacji m.in. we Włoszech. To sprzyjało stanom lękowym czy depresji. Osoby mniej odporne emocjonalnie potrzebowały wsparcia częściej niż zwykle.

– Na początku epidemii nie było jeszcze tzw. tarczy antykryzysowej. Zamknięto natomiast instytucje opiekuńcze dla dzieci, rozpoczęło się też zamrażanie gospodarki. Zwolnienia mogły być więc formą tymczasowej kompensacji kosztów zatrudnienia, czasem wręcz korzystną dla pracowników, mających wybór pomiędzy zaświadczeniem albo darmowym urlopem lub zawieszeniem działalności. W kwietniu nastąpił już istotny spadek nowych zwolnień. To zapewne miało związek z rozwiązaniami antykryzysowymi, m.in. z zasiłkami opiekuńczymi dla rodziców czy wprowadzeniem tzw. postojowego – mówi dr Maksymowicz.

Analizując wszystkie zaświadczenia z marca, to ponad 323 tysiące z nich miało datę wystawienia 16. dnia tego miesiąca. Ponad 293 tysiące dokumentów wypisano z tytułu choroby własnej, 24 tysiące – opieki nad dzieckiem, a 5 tysięcy – opieki nad innym członkiem rodziny. Jak stwierdza Wojciech Bociański, fizycznie jest nierealne, żeby wystawić tyle zwolnień jednego dnia. Prawdopodobnie ludzie dzwonili też 17. czy 18. marca, a otrzymywali zaświadczenia rozpoczynające się właśnie od 16. Lekarz ma prawo wystawić taki dokument do trzech dni wstecz.

– Trudno się dziwić, że tzw. wysyp zwolnień nastąpił w tym okresie. Od 16 marca, decyzją administracyjną, zamknięto wszystkie szkoły w Polsce. W takiej sytuacji rodzice musieli zadbać o bezpieczeństwo swoich dzieci. Jeżeli nie mieli innej możliwości, to oczywiście korzystali z zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy – stwierdza prezes Federacji Pacjentów Polskich.

Według dr. Maksymowicza, możliwe jest, że pracodawcy wywierali presję na pracownikach, by uzyskali zwolnienie lekarskie. Dotyczy to ewentualnie małych firm, w których od pierwszego dnia to ZUS płaci tzw. chorobowe. Ekspert podkreśla, że uzyskanie zaświadczenia nie zawsze jest poparte istotnymi zdrowotnymi przesłankami. I choć proceder ten zdarza się coraz rzadziej, to zdobycie takiego dokumentu nie jest zbyt trudne. To niewątpliwie poważne źródło nadużyć. Jednak wątpliwe jest, by ZUS sięgał do dokumentów z okresu epidemii, mimo dużej skali ewentualnych nieprawidłowości.

– Myślę, że ZUS może kontrolować zaświadczenia, ale bardziej dla własnej wiedzy. W okresie pandemii i przy tych zaleceniach jakie były, to nie wyobrażam sobie, żeby wyciągano konsekwencje ws. ewentualnych nadużyć. Ból brzucha czy objawy przeziębienia mogły być przecież początkiem choroby wirusowej – dodaje ekspert BCC ds. służby zdrowia.

Natomiast Stanisław Maćkowiak podkreśla, że początkowo wiedza o wirusie była dość ograniczona. Jeśli pojawiały się znamiona mogące świadczyć o COVID-19, to lepiej było izolować danego człowieka niż narażać na zarażenie większą grupę ludzi. Gdyby postępowano swobodniej w takich przypadkach, to mogłoby się okazać, że służba zdrowia nie poradziłaby sobie z natłokiem chorych. I to byłby dramat dla wielu pacjentów.

– Prawdopodobnie wielu lekarzy wydawało zaświadczenie o niezdolności do pracy na tydzień, a później je przedłużało. To powinno być związane z wykonaniem określonych badań czy wizytą kontrolną. W warunkach pandemii mogło dochodzić do nadużyć, tzn. pominięcia pewnych standardowych czynności. Dziś bardzo ważną kwestią jest to, ile krótkotrwałych zwolnień przerodzi się w długotrwałe. Za nie już musi płacić ZUS, a nie wiemy, ile na tym straci – podsumowuje Wojciech Bociański.