Niepewna równowaga na rynku pracy w czasie kwarantanny – ankieta SAZ

0
Iwona Szmitkowska SAZ small
Iwona Szmitkowska, prezes SAZ

Większość agencji pracy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia w marcu i kwietniu odczuła znaczne spadki zamówień wynikające ze spadku liczby pracowników firm-klientów i z nadzieją wyczekuje na odmrożenie rynku po majówce. Największe przeszkody w funkcjonowaniu to na dziś zaciskanie pasa przez klientów, obowiązkowa kwarantanna na granicach i ogromna niepewność związana z funkcjonowaniem „tarczy” oraz zmianami prawa pojawiającymi się z dnia na dzień.

Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ), największa w Polsce branżowa organizacja pracodawców, zrzeszająca agencje pracy przeprowadziła ankietę wśród swoich firm członkowskich, żeby dowiedzieć się jak radzą sobie w czasie kwarantanny i jak widzą najbliższą przyszłość na polskim rynku pracy.

Większość – 59% respondentów (co nie jest zaskoczeniem), zadeklarowało, że epidemia wpłynęła na ich funkcjonowanie „w znacznym stopniu” i że kryzys w takiej skali jest dla nich biznesowym szokiem. Co bardziej zaskakujące – ponad 80% uważa, że branża zatrudnienia bardzo zmieni się po kryzysie, z czego 59% – że zmieni się na plus.

Rekrutacyjne roszady

Właściciele i szefowie agencji rekrutacyjnych zrzeszonych w SAZ wskazują na marzec – pierwszy miesiąc kwarantanny, jako zdecydowanie najtrudniejszy. Wszystkie agencje odczuły spadki zatrudnienia, z czego w ponad połowie przekroczyły one 20%. W kwietniu połowa agencji odnotowała zmniejszenie liczby pracowników powyżej 20% a druga połowa – od 10 do 20%. Tylko 19% agencji ma nadzieję, że w maju liczba zatrudnionych wzrośnie o ok 10%, aż połowa ocenia, że rynek pracy zanotuje w tym okresie kolejny około 10-procentowy spadek. Pozostałe 31% uważa, że sytuacja ustabilizuje się i nie będzie zmian ani w jedną ani w drugą stronę.

– Sytuacja szczególnie dynamicznie zmieniała się w pierwszych dwóch tygodniach lock down-u. Jednego dnia otrzymywaliśmy informację, że u jakiegoś klienta stanęła linia produkcyjna i pracę traci 200 osób, a następnego dnia ktoś inny informował, że potrzebuje tych ludzi – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ i prezes agencji Work Service SA. – Nowe miejsca pracy nie zawsze pojawiają się w tym samym miejscu, w którym inne są zamykane. A więc, chociaż uwalniają się duże zasoby polskich pracowników, problem jest często ich mobilność, dużo mniejsza niż np. pracowników z Ukrainy.

Agencje muszą reagować na te zmiany z dnia na dzień i – gdzie tylko to możliwe – „dopasować” uwolnione miejsca pracy do pracowników, którzy właśnie stracili zatrudnienie. Sprawy nie ułatwiał chaos przepisów, które dramatycznie, najczęściej także z dnia na dzień, zmieniały „zasady gry”.

– W pierwszym etapie kwarantanny nowe przepisy często wchodziły w życie w nocy, co rodziło ogromną niepewność i dezinformację, która trwa w zasadzie do dziś. Kiedy nie wiadomo, jak zachowa się państwo ciężko cokolwiek zaplanować. Przykładem może być tarcza antykryzysowa. Wiemy, że środki z jej puli są ograniczone, więc obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” – mówi Maciej Kopaczyński, wiceprezes SAZ i prezes Laxo Group. – Wciąż dużą zagadką jest to, jak ostatecznie wyglądać będzie odciążenie w daninach, które mamy składać państwu, nie wiemy, jakie będą i czy będą kolejne etapy pomocy, a więc czy musimy zwalniać ludzi, czy jednak uda nam się utrzymać zatrudnienie.

Elastyczność znów w cenie

Sytuacja w poszczególnych agencjach jest bezpośrednim odzwierciedleniem sytuacji w branżach, dla których wykonują one zlecenia. Przed najtrudniejszymi wyzwaniami stanęły więc agencje dostarczające pracowników do automotive (gdzie redukcje zamówień pracowników sięgnęły nawet 80%), handlu, restauracji, firm eventowych, czy meblarskich. Na brak zamówień nie narzekają te, które działają dla sieci spożywczych, firm kurierskich czy producentów i dystrybutorów wyrobów farmaceutycznych i medycznych.

– Od swoich początków skupiamy się przede wszystkim na branży spożywczej i logistycznej, więc śmiem uważać, że ucierpieliśmy najmniej, jak tylko mogliśmy. Obecnie skupiamy się na problemach branży rolniczej, która będzie borykała się z dużym niedoborem pracowników. Jesteśmy w kontakcie z kilkunastoma urzędami miast i gmin, w których pojawiają się zapytania od gospodarstw rolnych. Identyczna sytuacja jest na Zachodzie, gdzie Niemcy lub Duńczycy usilnie szukają pomocy, a w połowie maja rusza przecież sezon zbioru owoców – mówi Jakub Goliszewski, prezes zarządu FOLGA SA.

Dodaje, że choć marzec i kwiecień były miesiącami redukcji, to wśród klientów już zauważalna jest nadzieja, na poprawę i wejście w „nową normalność” po kwarantannie już w maju.

– Mamy pierwsze pozytywne sygnały, np. że branża automotive na Węgrzech powoli rusza, co jest wskaźnikiem wychodzenia z recesji – mówi Goliszewski.

Z ankiety SAZ wynika, że około 20% agencji w trakcie kryzysu udało się wejść we współpracę z branżami, z którymi dotychczas nie współpracowały, a które w czasie kwarantanny zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników.

W czasie niepewności i ciągłej zmiany na usta pracodawców wróciło słowo „elastyczność”. Ponad połowa agencji SAZ uważa, że spowoduje to na rynku zatrudnienia „zmianę na lepsze”.

– Praca tymczasowa już jest postrzegana jako dobra alternatywa, a czasem panaceum dla poranionych kryzysem firmy, które szykują się na trudny restart. Wiele z nich obawiając się kosztów i stałych zobowiązań będzie teraz planowało działania w krótkim horyzoncie: tygodnia, miesiąca, maksymalnie kwartału. Będą więc częściej wybierać elastyczne formy zatrudnienia, gdzie mimo nieco droższej usłudze rekrutacyjnej można m.in. szybciej i łatwiej zawieszać lub wychodzić ze współpracy z pracownikami, niż ma to miejsce przy stałych umowach o pracę – mówi Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progress.

Jego zdaniem odmrażanie gospodarki będzie w pierwszej kolejności dotyczyło rynku wewnętrznego. – Trzeba zadbać o zagospodarowanie pracowników w kraju i zabezpieczenie tych, którzy stracili pracę – mówi Maciołek. Jego zdaniem po kryzysie spowodowanym pandemią Polacy chcąc nie chcąc wrócą do zawodów, których w ostatnich pięciu latach nie chcieli już wykonywać, jak przetwórstwo mięsne, rybne czy też rolno-spożywcze.

– Zdecydowanie pozytywnym skutkiem, który mam nadzieję pojawi się po kwarantannie, będzie to, że wrócimy do tradycyjnego szacunku dla pracy i będziemy pracę po prostu traktować poważniej – mówi Michał Podulski, wiceprezes SAZ. – Nie mam oczywiście na myśli powrotu do brutalnego „rynku pracodawcy”, bo polscy pracodawcy też w ostatnich latach bardzo się „ucywilizowali”.

Nowe granice nowej normalności

Kryzys koronawirusowy już bardzo mocno wpłynął na międzynarodową wymianę pracowników. Ogromne kłopoty mają małe regionalne firmy, które bazowały wyłącznie na pracownikach z Ukrainy. Fakt, że Ukraińcy, którzy już przebywają w Polsce otrzymali prezent w postaci automatycznego przedłużenia wiz pracowniczych jest dla niech niewielkim pocieszeniem. Dwutygodniowa kwarantanna na granicach ma też dramatyczne konsekwencje dla około 64 tys. Polaków pracujących w Niemczech czy Czechach. Wielu z nich staje przed trudnym wyborem między rezygnacją z zarobków, a pozostaniem z rodziną. Z wyliczeń SAZ wynika, że z tytułu przychodów, już stracili oni w sumie ponad 200 mln zł.

Osobny temat, to sytuacja polskich opiekunek osób starszych, które pracują na Zachodzie i jako personel około medyczny mogą po spełnieniu określonych warunków przekraczać granice bez obowiązku odbycia kwarantanny. Ale i tutaj sytuacja się skomplikowała.

– Wielu Niemców na czas kwarantanny zrezygnowała z usług opiekunek i samodzielnie zaopiekowała się swoimi rodzicami. Ale też wiele opiekunek, które traktowały tę pracę jako dodatkowe źródło dochodu, zrezygnowało teraz z wyjazdów – mówi Maciej Kopaczyński. – Z drugiej Niemcy zostali niemal całkowicie odcięci od nielegalnie pracujących tam opiekunek z Ukrainy, więc na dziś te dwa trendy się równoważą – dodaje.

Członkowie SAZ mają podzielone zdanie odnośnie wpływu kryzysu na szarą strefę, zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie. Brak możliwości skorzystania z rządowego wsparcia i brak zagwarantowanej opieki zdrowotnej powoduje, że nielegalne agencje tracą zarówno płynność finansową, jak i chętnych do pracy. Jednak zaciskanie pasa po kryzysie może spowodować, że działające „na czarno” firmy szybko wrócą do gry, bo będą tańsze. Chyba, że państwo, również szukające pieniędzy zdecyduje się na zagęszczenie sita kontroli tego typu działalności.