Niszowy nie znaczy niewidoczny. Rozmowa z Michałem Marcjanikiem

Michał Marcjanik 1
Michał Marcjanik, współzałożyciel GLOOMY SUNDAY

Nie sztuką jest dopasować produkt do odbiorcy – sztuką jest przekonać odbiorcę do swojej wizji marki. Ta zasada zdaje się przyświecać łódzkiej firmie GLOOMY SUNDAY, która w swoich salonach oferuje okulary, jakich próżno szukać w typowej galerii handlowej. O inspiracjach, filozofii biznesu oraz idealnej przestrzeni do rozwoju rozmawiamy z Michałem Marcjanikiem, współzałożycielem marki.

„Gloomy Sunday” to tytuł utworu skomponowanego w latach 30. przez węgierskiego pianistę i kompozytora Rezső Seressa, który obrósł legendą „piosenki samobójców”. Nazwy Waszych kolekcji także odwołują się do negatywnych emocji – np. Regret, Grief, Guilt. Skąd taki „pesymistyczny” look?

Tworząc, bardzo lubimy pracować na abstrakcyjnych płaszczyznach, które nie muszą posiadać żadnych konkretnych racjonalnych połączeń, wytłumaczeń czy podłoża mogącego określić ich pochodzenie. Marka posiada jednocześnie konkretną identyfikację, która stanowi ramę większości naszych działań i odzwierciedla styl, w jakim chcemy się poruszać – tak, by pozostać odpornym na pojawiające się trendy czy chwilowe mody. Myślę, że niezwykle ważne jest też to, iż GLOOMY SUNDAY tworzy zespół osób o bardzo zbliżonym sposobie pojmowania estetyki. Pozwala nam to tworzyć okulary, które sami chętnie nosimy.

Przymierzenie nowej pary to zawsze chwila pewnej ekscytacji, którą poprzedza jednak złożony proces projektowania i produkcji. Jak powstają okulary GLOOMY SUNDAY?

Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia, aktualnie stosujemy kompletne, projektowe podejście do tworzenia okularów. Obecność każdej pary w naszej kolekcji stanowi wynik swoistego procesu, na który składają się fazy koncepcji, prototypowania, produkcji a następnie zbierania informacji zwrotnych. Pozwala to zarówno na powstawanie nowych modeli, jak i ulepszanie tych istniejących. Aktualnie jednym z najbardziej istotnych czynników podczas tworzenia okularów są nasi klienci. Starannie ich obserwujemy i staramy się zapewnić produkt spełniający wszystkie ich wymagania, choć jednocześnie zamknięty w naszych ramach stylistycznych. GLOOMY SUNDAY to ciągłe udoskonalanie nie tylko modeli, ale także każdego z etapów zakupów.

Czego może spodziewać się ktoś, kto po raz pierwszy styka się z Waszą marką?

Każdej osobie, która nas odwiedza, czy to w sklepie stacjonarnym, czy online, staramy się zapewnić jak najbardziej kompleksowe doświadczenie – tak, aby pomóc w wyborze idealnie dopasowanej pary okularów. W tym celu zbudowaliśmy w ostatnich latach spójny zespół o uzupełniających się kompetencjach. Klienci mogą liczyć na pomoc stylistów, którzy zasugerują pasujący model, skupiając się na realnych potrzebach, a nie sztucznych kryteriach. Doświadczeni optometryści dopasują odpowiednią korekcję wzroku. Wiele etapów dzieje się poza obszarem, który „widzi” klient, aczkolwiek może on być pewny, że otrzymuje produkt najwyższej klasy, stworzony w oparciu o narzucone przez nas samych, rygorystyczne standardy, wykraczające poza tradycyjne normy.

W idealnym wyborze pomaga także zbudowana przez nas forma sprzedaży, Chodzi tutaj dokładnie o fakt, iż każda para naszych okularów posiada taką samą cenę. Dzięki temu, pomagając w wyborze tej odpowiedniej, kierujemy się tylko jej właściwym dopasowaniem. Nie zależy nam na tym, by sprzedać okulary, które będą droższe i zapewnią nam wyższy zysk. Wręcz przeciwnie – chcemy, aby nasi klienci otrzymywali okulary, które będą nosić, z których będą zadowoleni i które będą polecali swoim znajomym i bliskim.

Skoro o modelu sprzedaży mowa… Zaczynaliście od oferowania znanych, światowych brandów. Jeżeli ktoś w Łodzi chciał kupić Ray-Bany, mógł zajrzeć do Waszego salonu i za rozsądne pieniądze kupić wymarzone Wayfarery. Dziś w całości skupiacie się na wyrobach własnych. Czy była to trudna decyzja?

Decyzja ta była bardzo łatwa do podjęcia, choć jej konsekwencją była ogromna ilość pracy, która trwa zresztą do dzisiaj. Duże marki obecne na całym świecie mają narzędzia, które pozwalają na uzależnienie od siebie optyków lub wręcz wchłanianie ich do siebie – nawet, jeśli ci ostatni nie zdają sobie z tego sprawy. Jako, że mamy świadomość wartości swojej oraz każdego z członków naszego zespołu, a co najważniejsze, zaufanie naszych klientów, praca z markami innych firm nie była dla nas żadną możliwością rozwoju. Od samego początku istnienia GLOOMY SUNDAY wiedzieliśmy, że kształtem docelowym był ten dzisiejszy. Wymagało to oczywiście większych, niż standardowo, nakładów finansowych. Markę rozwijamy całkowicie z pomocą własnego, wypracowanego kapitału, co powoduje, że niektóre podejmowane kroki wymagają więcej czasu. Pełny, niezależny wpływ na własny rozwój to jednak coś, co nam to w pełni wynagradza i daje ogromną satysfakcję.

W pewnym momencie postanowiliście wyjść ze swoimi produktami poza Łódź. Wybór padł na Warszawę. Czy trudno było się przebić ze swoimi propozycjami na znacznie większym rynku? Czy klient w stolicy różni się czymś od klienta w Łodzi?

Warszawa jest większym rynkiem, choć jednocześnie – ze względu na inną skalę – bardziej otwartym na nowe rozwiązania. Mimo, że sami jesteśmy z Łodzi, dużo trudniej było nam nawiązać relacje z łodzianami, niż z warszawiakami. Jako że na tamte czasy nasze rozwiązanie było innowacyjne, część klientów z Łodzi, głównie tych przyzwyczajonych do sklepów sieciowych, była bardzo nieufna. Co ciekawe, głównie z powodu niskich cen naszych okularów. Tendencja ta powoli się odwraca – w Łodzi konsumenci są dużo bardziej świadomi i otwarci na „inne” rozwiązania. My również staramy się robić wszystko, aby przekonać ludzi, że zakupy w galeriach handlowych są pewnym rozwiązaniem, ale na pewno nie jedynym. Zwłaszcza, jeśli to oni mogą na tym zyskać.

W Łodzi postawiliście na OFF Piotrkowska Center – miejsce można by rzec kultowe, spoza głównego konsumenckiego nurtu. Co taki adres daje marce z branży mody i designu, czego nie może zaoferować klasyczna galeria handlowa?

GLOOMY SUNDAY to marka oferująca okulary, które nie są przeznaczone dla wszystkich. Oczywiście nie chodzi tutaj o tworzenie jakichkolwiek ograniczeń, lecz o to, że reprezentujemy stylistykę którą potrafią docenić głównie świadomi i wymagający klienci – bez względu na zasobność portfela. Już dawno zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie zadowolić wszystkich i powinniśmy skupić się na osobach, którym bliska jest nasza stylistyka czy sposób komunikacji.

Wybór miejsc, w których znajdują się nasze sklepy, jest naturalnym rozszerzeniem tej idei. Idealna lokalizacja to taka, gdzie obecne są marki i inne lokale przyciągające klientów wymagających i świadomych. OFF Piotrkowska Center doskonale wpisuje się w ten profil, dlatego stanowi idealny wybór dla marek, które tak jak my, cenią sobie unikatowość. Nie zależy nam na wysokim footprincie, lecz na dotarciu do osób, z którymi możemy nawiązać relację i które docenią produkt, który oferujemy. Pomaga w tym sąsiedztwo biznesów wyznających zbieżne z naszymi wartości. Charakter miejsca jest na pewno kluczowy – tego się trzymamy, wybierając nasze kolejne lokalizacje.

W jakim kierunku chcesz rozwijać markę?

Nasze aktualne plany są związane głównie z ustabilizowaniem planów, które zostały zachwiane przez ostatnie wydarzenia. Dodatkowo dopracowujemy każdy element obsługi osób, które pojawiają się w naszych sklepach. Bardzo pomogło nam w tym powiększenie naszego sklepu w Warszawie oraz, co nastąpi wkrótce, przeniesienie naszego sklepu w Łodzi do nowej lokalizacji w budynku Sepia na OFF Piotrkowska Center. W nowej przestrzeni oddamy naszym klientom do użytku rozwiązania, które będą mogły całkowicie zmienić sposób, w jaki wybiera się okulary. Nasze długoterminowe plany to przede wszystkim nowe lokalizacje sklepów stacjonarnych oraz dopracowywanie kolekcji okularów wraz z wprowadzeniem nowych rozwiązań optycznych, takich jak okulary progresywne.

Jedną z Waszych ostatnich nowości jest domowa przymierzalnia. Myślisz, że rozwiązanie to będzie chętniej wybierane przez konsumentów, niż tradycyjne zakupy i wizyta w salonie?

Domowa przymierzalnia to aktualnie jedna z naszych kluczowych usług. Projektując ją, mieliśmy na uwadze bardzo różnorodne grupy osób, które nie mogą odwiedzić nas w sklepie z wielu różnych powodów. Przede wszystkim są to klienci, którzy nie mają możliwości przymierzenia okularów w Łodzi bądź Warszawie, lub w wielu przypadkach mieszkają w miejscach, gdzie dostęp do salonów optycznych może być znacząco utrudniony.

Tworząc i wykonując okulary, często pomagamy osobom o bardzo wysokich wadach wzroku czy wręcz osobom niedowidzącym. Wiemy, jak poważny w naszym kraju jest problem wykluczenia z uwagi na niepełnosprawności. Dlatego też wierzymy, że domowa przymierzalnia pomaga w podniesieniu komfortu życia osób, które z takimi niepełnosprawnościami się zmagają.

Bardzo dużą, choć nadal często pomijaną grupą, są osoby z zaburzeniami lękowymi. Dla nich udanie się do sklepu i odpowiednie zakomunikowanie swoich potrzeb może być niemożliwe. Wierzymy, że dzięki domowej przymierzalni jesteśmy w stanie im pomóc. Co ważne, domowa przymierzalnia to nasza usługa, która jest wspomagana kolejną, bardzo ważną, czyli poradami stylisty, dzięki której możemy wirtualnie pomóc w wyborze tej najlepszej pary okularów.

Biorąc pod uwagę stylistykę GLOOMY SUNDAY, Wasz kolejny model mógłby nosić nazwę Isolation /ʌɪsəˈleɪʃ(ə)n/ – the process or fact of isolating or being isolated. Jak spędziliście czas kwarantanny? Czy ostatnie miesiące pozwoliły Wam spojrzeć na rzeczywistość biznesową i prywatną z nieco innej perspektywy?

Był to na pewno czas wytężonej pracy, głównie przy zmianie projektów, które zostały nagle przerwane. Pomimo wielu niesprzyjających kwestii, udało się nam zachować stabilny sposób myślenia oraz działania. Często wymienialiśmy się spostrzeżeniami dotyczącymi panującej sytuacji. Dlatego też w trakcie trwania izolacji ruszyliśmy z kampanią, w której podkreślaliśmy, że każdy ma swój sposób na takie nadzwyczajne okoliczności, że możemy być produktywni, bezproduktywni, ćwiczyć lub oglądać telewizję – ważne, aby było to dopasowane do naszych potrzeb i zapewniało komfort psychiczny. Pozwoliło to zacieśnić relację z naszymi klientami oraz członkami zespołu. Myślę, że takie doświadczenie jest ważne dla każdego, w każdej sferze – czy to zawodowej, czy osobistej. Pozwala doceniać rzeczy, o których zazwyczaj nie myślimy.

Na to, co się działo i dzieje aktualnie, patrzymy zatem dosyć spokojnie. Nasze plany dotyczące rozwoju są sprecyzowane na wiele miesięcy do przodu. Naturalnie, okres zamknięcia sklepów wymusił na nas wprowadzenie pewnych korekt oraz pogodzenie się z faktem, że część z planów musi zostać odłożona w czasie. Jako marka rozwijana na własnym, wypracowanym kapitale, przez ostatnie miesiące stawaliśmy przed trudnymi decyzjami, które mogły decydować o dalszym losie. Jednak dzięki ciężkiej pracy każdego z członków naszego zespołu, udało się nam stworzyć ulepszony model dalszego funkcjonowania, który wpłynie pozytywnie zarówno na samą markę, jak i naszych klientów.