Pandemia koronawirusa i handel w internecie

0
e-commerce

Na handel internetowy pandemia ma wpływ od samego początku, a mimo to wciąż nie jest jasne, czy e-commerce na całej sytuacji straci, wyjdzie z niej obronną ręką czy może nawet urośnie. Czy sezon letni okaże się rewolucyjny dla handlu?

Zagrożenie koronawirusem przybrało groźne rozmiary dosłownie w przededniu święta Chińskiego Nowego Roku. Tradycyjnie jest to czas, gdy wielu Chińczyków wyjeżdża na wakacje, odwiedza rodzinę i robi typowe świąteczne zakupy. Co roku powstają z tego powodu zatory w dostawach. Doświadczeni sprzedawcy i obyte w sieci marki, wiedząc o tym, robią zapasy i przygotowują się zawczasu na ten stan. Jednak w tym roku koronawirus doprowadził do drastycznego zamrożenia dostaw już na początku roku.

Dało się też zauważyć przesunięcie w wyborach konsumenckich w kierunku artykułów pierwszej potrzeby. Alibaba i JD.com jako piersze platformy e-handlu na świecie odnotowały w magazynach brak masek medycznych i środków higieny. Ale braki nie dotyczyły tylko maseczek.

W związku z czasowym zamknięciem wielu chińskich fabryk firmy na całym świecie odnotowały kłopoty z uzupełnianiem zapasów. W Niemczech 41 proc. sprzedawców internetowych zapytanych przez Niemieckie Towarzystwo Handlowe (HDE) stwierdziło, że już odczuwa spadek popytu. Co druga firma e-commerce oczekuje spadku sprzedaży i zysków z powodu wąskich gardeł w dostawach.

Sposoby na handel mimo epidemii

We wszystkich krajach dotkniętych pandemią handel odnotowuje trudności. Konsumenci mniej myślą o zakupach sprzętu czy ubrań, ale już w branży spożywczej czy w serwisach rozrywkowych (jak platformy streamingowe czy serwisy gier online) widać boom. Przyciągającym klientów rozwiązaniem mogą okazać się dostawy realizowane przez drony i roboty – to na razie kwestia przyszłości, ale już całkiem niedalekiej. Notowana na giełdzie Nasdaq chińska firma EHang, która rozwija autonomiczne latające taksówki, użyczyła swoich pojazdów powietrznych, by dostarczały leki do szpitali w dotkniętych epidemią obszarach Chin.

Na naszym rodzimym gruncie sieci gastronomiczne i spożywcze starają się przeskoczyć do sieci, by nie tracić klientów. Nie każdy jednak dysponuje odpowiednio sprawnym systemem obsługi zamówień online ani ma dostęp do odpowiednio rozwiniętego zaplecza logistycznego, by nie zostać przysypanym piętrzącymi się zamówieniami.

Szanse na wzrost sprzedaży

Ryzyko zarażenia się w zatłoczonych miejscach jest spore, toteż klienci częściej decydują się na zakupy online. Przykłady z chińskiego rynku są optymistyczne dla branży e-commerce: sklep JD.com odnotował czterokrotny wzrost sprzedaży artykułów spożywczych, takich jak ryż i mąka, w porównaniu do tego samego okresu z ubiegłego roku. Od początku lutego odnotowano także ponad 222 miliony pobrań ze sklepu internetowego Apple w Chinach, co stanowi wzrost o 40 proc. w porównaniu ze średnią z 2019 r.

W mocno dotkniętych pandemią Włoszech zakupy konsumenckie przez internet w lutym odnotowały wzrost o ponad 80 proc. Jak podaje Nielsen, sprzedaż w ostatnim tygodniu lutego wzrosła o 30 pp w stosunku do poprzedniego tygodnia. Na plusie, z dwucyfrowym wynikiem, były również dyskonty i supermarkety. Większy popyt na sprzedaż żywności nie dotyczy jednak wszystkich sklepów. Negatywny trend dotknął wielkopowierzchniowych hurtowni, w których zaopatrują się hotelarze i restauratorzy.

Liczba osób objętych przymusową kwarantanną będzie w najbliższych tygodniach w Polsce i w Europie rosła. Naturalne więc, że osoby unikające kontaktów z innymi, z własnej woli lub z racji wymogów kwarantanny, będą raczej robić zakupy online niż odwiedzać sklepy.

– Branża handlowa musi zdywersyfikować kanały dystrybucji i to nie tylko na czas epidemii. Rozbudowany system sprzedaży w internecie w razie potrzeby może stać się podstawowym źródłem dochodu. Nawet, gdy wirusowa panika minie, mogą pojawić się kolejne zjawiska, które uczynią tradycyjny handel mniej opłacalnym, jak już wcześniej wprowadzone niehandlowe niedziele czy szybki wzrost płac w branży wynikający z podniesienia pensji minimalnej – tłumaczy Bartosz Górecki, Brand Manager merce.com.

Czy szykuje się przełom w handlu?

Zazwyczaj na świecie jest tak, że gdy jedni idą w górę, inni spadają. W czasie pandemii rośnie sprzedaż produktów pierwszej potrzeby, a spada popyt na dobra luksusowe. Nikt nie kupuje luksusowego samochodu czy sukni od projektanta w czasie kwarantanny. Spadek zainteresowania kosztownymi produktami przeciągnie się prawdopodobnie na czas kryzysu ekonomicznego wywołanego przez koronawirusa. Już teraz mówi się o gigantycznych stratach w branży diamentów, które straciły na wartości o ponad ⅓ w stosunku do początku roku.

Sytuacja może się zmienić wraz z wejściem w kolejny sezon. Gdy ludzie przywykną do kwarantanny i zakupów online, sezon wiosenny tego roku może być pierwszym w historii handlu, gdy kanał cyfrowy przebije zakupy stacjonarne. Wiosenne sukienki, rowery czy letnie opony praktycznie wszyscy kupimy w internecie.

– Już teraz widzimy próby pobudzania sprzedaży. Robią to nie tylko firmy, których biznes został ograniczony z powodu zamknięcia galerii handlowych i placówek stacjonarnych. Sprzedawcy prowadzą wielokanałowe kampanie, które zachęcają do pozostania w domu i przejścia ze swoimi zakupami do internetu. Sklepy internetowe przełamują bariery, które do tej pory były głównym blokerem: oferują darmowe wysyłki bez limitów zamówienia, wydłużają prawo zwrotu. Zwiększane są również zasoby w kanałach komunikacji zdalnej, gdzie konsultanci zapewniają pełne wsparcie. Obecna sytuacja wymusi też wiele inwestycji na firmach, które zdecydują się przenieść duży ciężar swojej sprzedaży do internetu – ocenia Bartosz Górecki z merce.com.