Pojemnik na odpady w roli innowacyjnego prototypu, czyli jak obudzić w sobie innowatora?

innowacje

Tworzenie innowacji to proces, na który składa się kilka kluczowych etapów. Za jeden z najważniejszych uważa się prototypowanie, które pozwala w szybki i stosunkowo niedrogi sposób przekształcić ideę w rzeczywisty, namacalny przedmiot. Prototyp to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też czasu i energii, bo dzięki niemu można łatwo zweryfikować oczekiwania odbiorców względem pomysłu. Jak powstają prototypy? Między innymi podczas „innowacyjnych burz mózgów”, nazywanych też warsztatami kreatywnymi, których celem jest tworzenie unikatowych produktów. Zatem, co to jest prototypowanie i dlaczego ma tak wielki potencjał? Na te pytania można odpowiedzieć, przytaczając konkretny przykład.

Warsztaty Design Sprint

W ostatnim czasie miałem przyjemność uczestniczyć w warsztatach „Projektanci Innowacji” zorganizowanych jako wspólna inicjatywa Google i Polskiego Funduszu Rozwoju. Podczas szkolenia, które odbywało się w warszawskim kampusie Google For Startups, wykorzystano metodę Design Sprint, która ukierunkowana jest na błyskawiczne stworzenie prototypu produktu czy usługi. Warsztaty miały charakter dość kameralny – brało w nich udział około trzydziestu osób, które podzielono na 5-6 osobowe teamy. Co ważne, każdy team stanowił ciekawą mieszankę osób z różnych branż i przedsiębiorstw.

Zacząłem się poważnie zastanawiać, czy taki personalny „miszmasz” ma szansę powodzenia? Jak ludzie specjalizujący się w kompletnie różnych dziedzinach mają stworzyć pomysłowy prototyp i to w zaledwie kilka godzin? Drużyna złożona z freelancerów, artystów, pracowników korporacji czy inżynierów to już prawdziwy chaos. Jakby tego było mało, zostaliśmy wymieszani również pod względem charakteru, o którego określenie zostaliśmy wcześniej poproszeni. Istniało tylko jedno ograniczenie – w jednym teamie nie mogły spotkać się osoby z tej samej firmy. Podsumowując, nie miałem większych oczekiwań co do efektów końcowych.

Warsztaty z empatii

Zanim przeszliśmy do głównego tematu warsztatów, prowadzące z Google CSI: Lab zorganizowały ćwiczenia z empatii, które polegały na aktywnym słuchaniu rozmówcy. Na potrzeby ćwiczenia prowadzące podzieliły nas w pary, a następnie poprosiły jedną osobę o powiedzenie kilku zdań na swój temat. Zadaniem drugiej osoby było maksymalne skupienie się na dwuminutowym monologu, bez zbędnego przerywania i zadawania pytań. Wydaje się proste, ale tak naprawdę to spore wyzwanie. Dodatkowym utrudnieniem był zakaz korzystania w tym czasie z telefonu (notowania czy nagrywania), dlatego musieliśmy radzić sobie inaczej. Czyli słuchać.

Następnie słuchacz musiał powtórzyć wypowiedź partnera, podając jak najwięcej szczegółów, po czym opowiadający weryfikował zgodność tego podsumowania z prawdą. Później role się odwróciły i ćwiczenie zostało powtórzone, a na koniec wszyscy doszliśmy do wniosku, że mówienie było o wiele łatwiejsze niż słuchanie. Jaki był cel tego ćwiczenia? Przygotowywało nas do przeprowadzania wywiadu z klientem, którego rolę miał później odegrać jeden z członków każdej ekipy. Te krótkie warsztaty z empatii uświadomiły nam, że sztuką jest aktywne słuchanie potrzeb klienta, a nie zakładanie „w ciemno”, czego naszym zdaniem się od nas wymaga.

Rozmowa z klientem

Po rozgrzewce każda z drużyn musiała błyskawicznie określić problem, którego rozwiązania się podejmie. W moim teamie rozważaliśmy trzy opcje, z których wybraliśmy jedną – zaproponowaną przez koleżankę, która woli robić zakupy online niż w sklepie stacjonarnym, jednak nie podoba jej się procedura zwrotów. Jej zdaniem cały proces zabiera zbyt dużo czasu, generuje problem ponownego spakowania niechcianego produktu i wydruku etykiety zwrotnej. Zwróciła uwagę również na to, że ma poważny problem z przyjazdem kuriera po przesyłkę.

Muszę wspomnieć, że koleżanka spędza więcej czasu w biurze niż w domu i nie wyobraża sobie korzystania z usług firmy kurierskiej w miejscu pracy. Co prawda „klientka” nie ma problemów z odbiorem przesyłek, bo robi to za nią ochrona w jej miejscu zamieszkania, jednak zlecanie ochroniarzom nadawania paczek to już lekka przesada.

Piętnaście minut wystarczyło, abyśmy zrozumieli sedno problemu. Skomplikowana procedura zwrotów zniechęca „klientkę” do zakupów internetowych, przez co często odmawia sobie nowych butów czy ubrań. Zakupy online ceni sobie za możliwość spokojnego namysłu i bieżącego porównywania cen, jednak nie można uchronić się przed kupnem rzeczy, które po rozpakowaniu okazują za małe czy niezgodne z opisem. Niby błahostka, jednak problematyczne zwroty mogą być jedną z głównych przyczyn spadku wpływów z e-commerce.

Po przedstawieniu przez koleżankę jej punktu widzenia musieliśmy wziąć się do rozwiązania problemu. Dwie osoby przeprowadziły z nią dokładny wywiad, starając się unikać sugerujących pytań, zgodnie z otrzymanymi wcześniej wskazówkami od prowadzących. Dwie kolejne osoby zajęły się zapisywaniem odpowiedzi „klientki”, aby mieć później materiał do analizy. Po skończonym wywiadzie koleżanka opuściła zespół, dzięki czemu mogliśmy przejść do meritum.

Innowacyjna burza mózgów

Gdy tylko zobaczyłem „sticky notes” na stole, mój zapał trochę osłabł. Dlaczego? Podczas licznych warsztatów kreatywnych, w których uczestniczyłem jeszcze jako pracownik korporacji, etap pracy z żółtymi karteczkami zazwyczaj był stratą czasu. Nie mogę powiedzieć, że ich zawartość była bezużyteczna, ale nic z nich nie wynikało i wracaliśmy do punktu wyjścia. Po tych warsztatach musiałem jednak zmienić zdanie o żółtych karteczkach.

Czas uciekał, dlatego szybko wzięliśmy się do wypisywania wszystkich pomysłów, nawet tych, które części z nas mogły wydawać się głupie. Prowadzące poinstruowały każdą z grup, aby wypisała takich pomysłów w granicach 50. Po umieszczeniu karteczek na ścianie doliczyliśmy się ich około 40 i przeszliśmy do sortowania. Te same lub podobne pomysły znalazły się w jednej sekcji, a koncepcje, które budziły konsternację czy podziw dokładnie omówiliśmy.

Jakie pomysły znalazły się na karteczkach? Na przykład drony przylatujące do klienta po zwracany towar, kartony wielokrotnego użytku dla firm kurierskich czy też aplikacje o dość złożonym schemacie działania. Potem nastąpiło głosowanie, w trakcie którego każdy miał do dyspozycji trzy głosy. Po ich podliczeniu „zwycięzcą” okazał się „zwrotomat”, będący sprytnym połączeniem znanych nam paczkomatów i pojemników na odzież używaną.

Wybierając koncepcję „zwrotomatu” nie wzięliśmy pod uwagę jednej, ale jakże ważnej rzeczy – jak wykonamy nasz genialny prototyp? Nasze obawy związane były z materiałami, które udostępniali nam organizatorzy eventu. Wśród nich mogliśmy znaleźć między innymi kartki, pudełka, sznurki, spinacze i inne drobiazgi, które wcale nie ułatwiały nam zadania, zwłaszcza że musieliśmy zmieścić się w limicie czasowym. Jednak od czego ma się w drużynie człowieka z tytułem inżyniera? To właśnie on podsunął nam pomysł z wykorzystaniem stojącego nieopodal kosza do sortowania odpadów z czterema komorami. Tym samym bez większego wysiłku mieliśmy niemal gotowy projekt.

Praca nad prototypem i małe przedstawienie

Jak według naszego zamysłu ma działać „zwrotomat”? Nic prostszego – sklep udostępniający klientom usługę „zwrotomatu” musi do każdego produktu dołączać metkę oznaczoną danym kolorem i kodem kreskowym, gdzie zaszyfrowane są informacje dotyczące specyfikacji towaru oraz historia transakcji. Klient chcąc zwrócić towar nie musi go pakować czy zamawiać kuriera – wystarczy, że znajdzie „zwrotomat” i zeskanuje kod z metki, w wyniku czego jedna ze skrytek oznaczona odpowiednim kolorem się otworzy, a następnie zwracający umieści w niej przedmiot. Za zabezpieczenie towaru i zwrot do sklepu ma odpowiadać kurier. Po zamknięciu komory klient otrzymuje komunikat o pomyślnym przebiegu operacji. Ciekawym rozwiązaniem byłby również błyskawiczny zwrot pieniędzy na konto tuż po zamknięciu skrytki, co miałoby dotyczyć stałych użytkowników.

Nie pozostało nam nic innego jak przerobić pojemnik na odpady na nasz prototyp i zaprezentować go naszej koleżance. Adaptacja kosza na „zwrotomat” wymagała jedynie zaklejenia widniejących na nim symboli frakcji odpadów za pomocą karteczek samoprzylepnych w kilku różnych kolorach. Niechcianym towarem została bluza jednego z kolegów, do której przyczepiliśmy „metkę” z kodem kreskowym.

Później odegraliśmy krótką scenkę, w której jedna osoba pełniła rolę „klienta”, a druga kuriera. „Klient” rozpakował przesyłkę, przymierzył bluzę, po czym podszedł do prowizorycznego skanera umieszczonego na śmietniku, sczytał kod kreskowy i włożył ubranie do komory opróżnionego wcześniej pojemnika na odpady. Nasza koleżanka-klientka była pod wrażeniem pomysłowości całej grupy.

Stworzony przez nas prototyp „zwrotomatu” nie był wolny od mankamentów, jednak główny cel został osiągnięty – „klientka” mogła naocznie przekonać się, jak działa urządzenie. Trzeba pamiętać, że „klientką” była współuczestniczka warsztatów, a skala trudności skutecznego prototypowania wzrośnie podczas pracy z prawdziwymi klientami. To nie zmienia jednak faktu, że problem był prawdziwy i przebieg procesu tworzenia innowacji również.

Prototypowanie – przyjemne z pożytecznym

Moja grupa jako ostatnia przeszła z etapu burzy mózgów do wykonania projektu, co ostatecznie nie miało przełożenia na efekt. Dzięki nieszablonowemu tokowi myślenia naszego kolegi inżyniera stworzyliśmy godny uwagi prototyp i to nie więcej niż w pięć minut. Jesteśmy żywym przykładem na to, że dobre planowanie się opłaca.

Przebieg procesu prototypowania wydaje się ciekawą rozrywką? W gruncie rzeczy, tak właśnie uważam. Jednak najważniejszą lekcją, jaką udało nam się wyciągnąć, było to, jak w ekspresowym tempie można stworzyć innowację i poddać ją ocenie odbiorcy. Prototypowanie zatem wyrasta na bardzo ważną część generowania gotowego produktu czy usługi, pozwalającą uniknąć poważnych strat finansowych, poniesionych wskutek produkcji towaru, który „nie przyjmie się” na rynku tak, jak zakładaliśmy.

Partner technologiczny – skorzystać czy nie?

Jak już wspomniałem, bez skutecznego prototypowania trudno myśleć o prawidłowym przebiegu procesu tworzenia innowacji. Startup Development House kładzie ogromny nacisk na prototypowanie, czego byłem świadkiem pracując jako Kierownik ds. Innowacji w Siemens Financial Services i będąc częścią teamu odpowiedzialnego za stworzenie nowego produktu w sektorze leasingowym. Dzięki warsztatom Design Thinking i Design Sprint mogliśmy nakreślić schemat działania i rozwoju innowacji, jak również zweryfikować jej przydatność i atrakcyjność dla grupy docelowej przed wypuszczeniem jej na rynek.

Wielu przedsiębiorców zadaje sobie zasadnicze pytanie – czy podczas tworzenia innowacji skorzystać z pomocy partnera technologicznego, czy też zdać się na własne możliwości? Dla mnie sprawa jest jasna – ekspercka wiedza okazuje się na wagę złota. Design Sprint i prototypowanie to stosunkowo młode specjalności, których zastosowanie w praktyce wymaga niemałego zasobu wiedzy. Moje doświadczenia z kooperacji z Product Managerami i Produkt Designerami ze Startup Development House tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że bez ich udziału nie przeszlibyśmy tak gładko przez proces tworzenia Siemens SimplyLease, począwszy od prototypowania aż po wdrożenie udanej usługi.