Strategiczna współpraca CUK I FINES

0

CUK Ubezpieczenia i Fines, czołowi gracze na rynku pośrednictwa ubezpieczeń oraz consumer finance, zawarli porozumienie o partnerstwie strategicznym w zakresie dystrybucji ubezpieczeń. Dzięki temu sieć sprzedaży Fines, jeden z największych brokerów kredytów i pożyczek gotówkowych w Polsce, otrzyma pełne wsparcie produktowe, technologiczne oraz pomoc managerów regionalnych od CUK Ubezpieczenia. Bogaty pakiet polis ubezpieczeniowych, pochodzący od 30 towarzystw majątkowych oraz życiowych, trafi do sprzedaży w placówkach franczyzowych oraz sieci agencji kredytowych współpracujących z Fines.  

CUK Ubezpieczenia to największa multiagnecja ubezpieczeniowa w Polsce działająca pod własnym brandem na polskim rynku już od 19 lat. Firma posiada ponad 330 placówek sieci własnej i franczyzowej oraz ponad 300 punktów partnerskich w całej Polsce. To multiagencja, która zajmuje się doradztwem w zakresie doboru produktów ubezpieczeń majątkowych oraz życiowych poprzez analizę ofert dostarczanych przez 30 ubezpieczycieli. Dzięki rozbudowanym systemom informatycznym, porównującym cenę i zakres ubezpieczenia,  klienci otrzymują dopasowaną do swoich preferencji  ochronę w możliwie najlepszej cenie. CUK Ubezpieczenia posiada w swojej ofercie ubezpieczenia komunikacyjne, majątkowe, życia i zdrowia, biznesu, turystyczne, rolne i wiele innych. Na mocy podpisanego porozumienia CUK Ubezpieczenia udostępni nowoczesne narzędzia i udzieli niezbędnego wsparcia sieci Fines w sprzedaży ubezpieczeń.

– „Nasza współpraca to spore wydarzenie na rynku usług finansowych. Dla CUK to szansa na dotarcie z kompleksową ofertą ubezpieczeniową poprzez świetnie  zorganizowaną i jedną z największych w Polsce sieci doradztwa finansowego. Dzięki naszym autorskim systemom do ofertowania oraz szerokiemu pakietowi wsparcia sprzedaży Doradcy Fines będą mogli kompleksowo zabezpieczyć u swoich klientów ryzyko ubezpieczeniowe. Pomożemy w  szybkim i efektywnym wdrożeniu naszych sprawdzonych rozwiązań oraz przekazaniu naszego ubezpieczeniowego know how. Klienci placówek Fines otrzymają teraz dostęp do bogatszej oferty i w jednym miejscu będą mogli nie tylko wziąć kredyt, ale także ubezpieczyć pojazdy, mieszkanie, życie i inne ryzyka. Jestem przekonany, że strategiczna współpraca CUK oraz Fines, będzie wartościowa dla obydwu spółek oraz pozwoli nam dotrzeć z profesjonalnie dobranym produktem ubezpieczeniowym do kolejnych grup klienckich” – mówi Jacek Byliński, Prezes Zarządu multiagencji CUK Ubezpieczenia

Fines S.A. jest największym niezależnym operatorem sieci agencji kredytowych w Polsce. Działając na rynku od 2005 roku firma opiera swoją działalność na przejrzystych zasadach i partnerskich relacjach z klientami. Sieć agencji kredytowych Fines to zarówno placówki agencyjne, mobilni agenci, jak i placówki franczyzowe. Sieć sprzedaży korzysta z ponad 15 lat doświadczeń i liczy 200 placówek pod nazwą Fines Operator Bankowy oraz 1200 biur kredytowych. – „Konsekwentnie od kilku lat budujemy lokalne centra finansów, oferując naszym klientom szeroką gamę produktów: kredytów, pożyczek, płatności masowych, leasingów, a także ubezpieczeń. Współpraca strategiczna z CUK Ubezpieczenia to dla nas kolejny krok w rozwoju oferty, której celem jest możliwie najbardziej kompleksowa obsługa Polaków. Już dzisiaj doradzamy im w wyborze odpowiednich rozwiązań wspierających codzienne wydatki oraz realizujemy misję rzetelnego partnera w dziedzinie finansów osobistych. Aktualnie poszerzamy naszą ofertę o dostęp do ofert z ponad 30 towarzystw ubezpieczeń. CUK Ubezpieczenia to solidny partner z ugruntowaną pozycją na rynku, sukcesami i olbrzymim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej. Dzięki wspólnemu działaniu nasi partnerzy uzyskają dostęp do bardziej kompleksowej oferty ubezpieczeniowej i możliwości pełniejszego obsłużenia naszych klientów. Wierzę, że nasza współpraca okaże się sukcesem dla obydwu partnerów” – mówi Piotr Przedlacki, Prezes Zarządu Fines S.A.

Za nawiązanie współpracy i projekt wdrożenia oferty CUK Ubezpieczenia do sieci franczyzowej i partnerskiej Fines odpowiada Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

– „Pomysł na wdrożenie szerokiej linii produktów ubezpieczeniowych w sieci partnerskiej Fines to odpowiedź na potrzeby klientów korzystających z usług finansowych. Oczekują oni bowiem kompleksowości, uniwersalności i możliwości zakupu wielu produktów finansowych w jednym miejscu. Do tej pory sieć Fines rozwijała swój portfel produktów kredytowych, pożyczek i leasingów. Potrzebowała wsparcia w zakresie szerokiej oferty rynku ubezpieczeniowego. Współpraca z CUK Ubezpieczenia to tak naprawdę korzyść dla każdej ze stron i zdecydowany krok w kierunku  kompleksowej oferty dla Klienta i budowaniu dla niego przyjaznego świata finansów. Dzięki determinacji i pracy zespołów po obu stronach doprowadziliśmy do podpisania umowy o strategicznym porozumieniu. CUK Ubezpieczenia łączy siły z Fines, a efektem tej synergii będzie najszersza oferta produktów finansowych w Polsce. Klienci już niebawem będą mogli zrealizować swoje potrzeby finansowe oraz zostać profesjonalnie obsłużeni zarówno przez specjalistów od kredytów, jak i ekspertów w zakresie produktów ubezpieczeniowych w Fines. To duży sukces i jestem przekonany, że klienci to docenią” – dodaje Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

W kolejnym etapie współpracy spółki będą poszukiwać dalszych synergii w dostarczaniu dla klientów kompleksowych ofert w obszarze kredytów, pożyczek i ubezpieczeń.

Audioteka inwestuje 4 mln zł w nowe produkcje audio

0

Audioteka startuje z programem „Usłysz kulturę”, w ramach którego przeznaczy 4 mln zł na realizację wybranych projektów. Akcja jest skierowana do scenarzystów, realizatorów i reportażystów, zarówno z instytucji kultury, jak i wolnych strzelców.

Pomysł na akcję “Usłysz kulturę” powstał w trakcie trwającej pandemii. W związku z zamknięciem instytucji kultury i redukcją budżetów na wydarzenia kulturalne, wielu artystów znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego Audioteka postanowiła stworzyć program umożliwiający twórcom: reżyserom, realizatorom audio, reportażystom, scenarzystom realizację i sfinansowanie ich projektów.

Jednocześnie Audioteka nie ukrywa, że chodzi także o pozyskanie wartościowych treści dla słuchaczy. – Chcemy, żeby słuchacze zawsze mieli dostęp do tego, co Audioteka obiecuje, czyli do bogatego i stale rosnącego zasobu wartościowych treści do słuchania – dobrze opowiedzianych historii. Mamy nadzieję, że przeznaczenie 4 mln zł na szeroko pojęte projekty kultury przysporzy się do utrzymania branży kreatywnej na bardzo wysokim poziomie – komentuje Marcin Beme, założyciel Audioteki.

Twórcy mogą aplikować do programu “Usłysz kulturę” w czterech kategoriach:

  1. Dla scenarzystów – autorski scenariusz audiobooka/audioserialu, autorski scenariusz spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski scenariusz audiomusicalu, autorski scenariusz adaptacji wybranego dzieła kultury
  2. Dla realizatorów – autorski pomysł i realizacja audioserialu, autorski pomysł i realizacja spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski pomysł i realizacja audiomusicalu, autorski pomysł i realizacja adaptacji wybranego dzieła kultury
  3. Dla dokumentalistów – autorski pomysł i realizacja audioreportażu o dowolnej tematyce, lub autorski pomysł i realizacja audio true crime
  4. Dla outsiderów – innowacyjne i niepowtarzalne pomysły na produkcje audio

Audioteka wstępnie przeznaczy 2 mln zł na zakup scenariuszy i realizację projektów, a jeśli program spotka się z dużym zainteresowaniem ze strony twórców, firma gotowa jest przeznaczyć na jego kontynuację kolejne 2 mln zł. Projekty będą oceniane na bieżąco. Aplikować do programu “Usłysz kulturę” należy za pośrednictwem strony www.uslyszkulture.pl. O zakończeniu naboru do programu Audioteka poinformuje na stronie z 2-tygodniowym wyprzedzeniem.

Nowy wymiar audio

Historia założonej w 2008 roku w Polsce Audioteki, platformy i aplikacji z produkcjami audio, dobrze pokazuje, jak zmieniało się nasze podejście do słuchania książek, czy szerzej produkcji audio.

Misją Audioteki jest dostarczenie “dobrze opowiedzianych historii”, dlatego też Audioteka zawsze pierwsza i najodważniej wprowadzała i wprowadza najróżniejsze formaty audio i najróżniejsze typy treści do słuchania. Na przestrzeni rozwoju Audioteki do produkcji klasycznych audiobooków dochodziły produkcje podcastów, audioreportaży, audioseriali i oczywiście doskonale znane wszystkim słuchaczom superprodukcje. Mimo, że powstają dla przestrzeni audio produkcje Audioteki nie ustępują topowym produkcjom filmowym – najlepsze teksty, czy to książek czy scenariuszy, najlepsi kompozytorzy, realizatorzy i przede wszystkim najznakomitsi wykonawcy – najlepsze polskie głosy.

Polacy przekonali się do produkcji audio, bo od początku roku spędzają z Audioteką średnio już ponad 10 milionów minut miesięcznie. Przez ostatnie trzy miesiące największą popularnością cieszyły się audiobooki z kategorii Fantastyka oraz Kryminał, sensacja i thriller. O 94 proc. wzrosła popularność audiobooków z kategorii Religia, a o ponad 50 proc. powieści, szczególnie fantastycznych i klasyki literatury. Rekord słuchalności przypadł oryginalnym audioserialom Audioteki, takim jak muzyczny podcast Anny Gacek “Don’t give up!”, audioserial Wojciecha Chmielarza “Prosta sprawa” oraz audioserial Łukasza Orbitowskiego “Recepcja”.

Nowe ryzyka na horyzoncie

0

Raport NFP z rynku pracy USA bez wątpienia był lepszy od oczekiwań i sugeruje, że w momencie gromadzenia danych przez Departament Pracy ożywienie gospodarcze prężnie przyspieszało. Wyróżnienie punktu w czasie jest jednak kluczowe, biorąc pod uwagę ponowny wzrost liczby zachorowań na wirusa i przywracane restrykcje. W rezultacie raport NFP jest już starą informacją w obliczu nowych ryzyk na horyzoncie.

Wadą danych miesięcznych jest to, że opisują sytuację w jednym konkretnym punkcie na linii czasu. Dla raportu z rynku pracy USA jest to tydzień obejmujący 12-ty dzień miesiąca. Na tamten moment sytuacja na rynku pracy sugerowała, że ożywienie gospodarcze postępuje szybciej niż się spodziewano. Czerwiec przyniósł 4,8 mln nowych (lub przywróconych) miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, dużo więcej niż 3,058 mln z mediany prognoz. Stopa bezrobocia spadła z 13,3 proc. do 11,1 proc., podczas gdy liczba „tymczasowo” bezrobotnych (tj. zwolnionych tylko na czas lockdownu) spadła z 15,3 mln do 10,6 mln. Tu jednak pozytywne dane się kończą, a szersze ujęcie powoduje, że entuzjazm należy stonować. Po dwóch miesiącach odzyskano na razie tylko 7,5 mln miejsc pracy, podczas gdy w marcu i kwietniu ubyło ich łacnie 22 mln. Szacuje się, że w czerwcu liczba bezpowrotnie utraconych stanowisk (np. z powodu bankructw firm) wzrosła o prawie 600 tys. do 2,9 mln. Stopa bezrobocia pozostaje najwyżej do czasy Wielkiego Kryzysu z ubiegłego wieku, a w czerwcu każdy tydzień przyniósł ponad 1 mln nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tak ostatnia figura może zacząć ponownie wzrastać, gdyż rozprzestrzenianie się koronawirusa zmusza władze stanowe do przywracania restrykcji, co może skutkować ponownymi zwolnieniami pracowników. Podsumowując, po danych można wnioskować, sytuacja poprawia się szybciej niż spodziewano, ale wciąż jest relatywnie zła, a na horyzoncie czekają nowe ryzyka, które sytuację mogą ponownie pogorszyć. Szczególnie w USA, gdzie długi weekend i obchody Dnia Niepodległości mogą przynieść eksplozję nowych zakażeń.

Dla przeciwwagi trzeba nadmienić, że przyszłość przynosi też szanse, np. postępy w pracach nad szczepionką. Jest sporo argumentów, których można się uczepić, aby pozytywnie patrzeć na perspektywy gospodarcze i projekcje rynkowe. Jest też sporo takich, które ten optymizm hamują. Żaden z nich nie jest jednak obecnie na tyle silny, aby zdominować wszystkie inne. I to je aktualnie największy problem dla rynków, gdyż bez lidera nie ma kierunku. Na razie każdy dzień przynosi coś nowego, co pozwala ustawić krótkoterminowy trend, ale starcza to jedynie na wahania kursów walut w ramach utrwalonych przedziałów. Wydaje się jednak, że prędzej dane zaczną odzwierciedlać nowe obawy o drugą falę zachorowań na wirusa, niż z dnia na dzień wszyscy Amerykanie zaczną wierzyć w konieczność masek w miejscach publicznych. Awersja do ryzyka może wziąć górę, co powinno pchać kapitał z powrotem w stronę USD i innych bezpiecznych przystani. Wątpliwości co do utrzymania dotychczasowego tempa ożywienia będą skutkować niższymi poziomami m.in. EUR/USD, GBP/USD i AUD/USD. To także zła widomość dla złotego, gdzie rynek dawno zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Na kontynuację tych rozważań przyjdzie czas po weekendzie. Dziś należy nastawiać się na flautę w związku z dniem wolnym w USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O ponad jedną trzecią urósł rynek nieruchomości premium w Polsce. Jego wartość w 2019 roku przekroczyła 1,8 mld PLN

0

Sprzedaż na rynku nieruchomości premium w całym 2019 i w pierwszym kwartale 2020 roku utrzymywała się na dobrym i stabilnym poziomie. W pierwszych trzech miesiącach tego roku była wyższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W drugim kwartale – już po rozpoczęciu się pandemii – sprzedano w Warszawie mniej apartamentów, ale średnia cena wzrosła. Takie są wnioski z najnowszej edycji Raportu „High Level Book” przygotowanego przez High Level Sales & Marketing. W raporcie zbadano segment luksusowych nieruchomości w 7 aglomeracjach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Łodzi.

Z uwagi na pandemię koronawirusa, w tegorocznej edycji raportu analizowano również dane z I oraz II kwartału 2020 z Warszawy. W pierwszych 3 miesiącach 2020 roku zanotowano wzrost średniej ceny nieruchomości premium o 13% r/r. Liczba sprzedanych apartamentów wzrosła z 13 w pierwszym kwartale 2019 do 28 w pierwszym kwartale 2020, tj. o 115%. Natomiast w drugim kwartale 2020, czyli już po ogłoszeniu stanu pandemii, sprzedano w stolicy mniej apartamentów niż przed rokiem (II kw. 2019 – 79, II kw. 2020 – 21), za to średnia cena w II kwartale 2020 wzrosła wobec 2019 roku o 9%.

„W krótkim okresie możemy się spodziewać zmniejszenia liczby transakcji i niewielkiej korekty cenowej. Jednak w dłuższej perspektywie trend wzrostowy powróci. Potwierdzają to analizowane przez nas regularnie dane, w tym te z ostatniego kryzysu w 2008. Nieruchomości premium są odporne na wahania rynków finansowych, gdyż w takim czasie klienci poszukują najlepszych adresów. Popyt utrzymuje się na stabilnym poziomie a podaż jest dość ograniczona, gdyż najbardziej wartościowe aktywa trzymane są najdłużej i sprzedawane najpóźniej” – mówi Karolina Kaim, prezes Tacit Investment.

Od początku pandemii pierwszym i najbardziej zauważalnym trendem był skokowy wzrost zainteresowania klientów ofertami luksusowych nieruchomości. Rosnącą popularnością zaczęły cieszyć się nieruchomości gotowe do odbioru w tym roku, najchętniej z przylegającymi działkami lub ogrodami, albo zlokalizowane w odległości do 100 km od aglomeracji. Klienci weryfikują swoje potrzeby mieszkaniowe, chętnie szukając inwestycji z większą powierzchnią lub liczbą pomieszczeń.

Trwają prace nad nowym systemem poboru opłat drogowych. Od 2021 roku będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli płacić np. smartfonem

Prosty, nowoczesny i wygodny dla przewoźników – taki ma być nowy system poboru opłat drogowych, który zastąpi viaTOLL. Ten przestanie działać z końcem lipca 2021 roku i pozostaną po nim bramownice, które będą wykorzystywane już tylko w celach kontrolnych. Nowy system będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli uiścić opłatę drogową m.in. za pośrednictwem aplikacji mobilnej w smartfonie. Zostanie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów. Planowane na przyszły rok wdrożenie nowego systemu ma być płynne i nie powodować wzrostu opłat ani problemów dla kierowców.

Nowy system poboru opłat drogowych budujemy zgodnie z zasadą trzech P: prosty, przyjazny i przejrzysty. Chcemy, żeby użytkownik dróg płatnych w Polsce mógł właśnie w taki sposób wywiązywać się z obowiązków uiszczania opłat za przejazd. Zależy nam też, żeby wykorzystywać te dane, które już zbieramy i mamy w naszych rejestrach, aby nie pobierać ich ponownie od użytkowników dróg. W szczególności mówię tu o takich rejestrach jak rejestr CEPiK czy rejestr danych podatkowych CRP KEP – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Od 1 lipca Główny Inspektor Transportu Drogowego nie zajmuje się już poborem opłat za przejazdy pojazdami powyżej 3,5 tony po płatnych drogach krajowych i autostradach na wyznaczonych odcinkach A2 (Konin – Stryków) i A4 (Bielany Wrocławskie – Sośnica). Zgodnie z nowelizacją ustawy o drogach, którą prezydent podpisał w połowie czerwca, to zadanie przejęła Krajowa Administracja Skarbowa. Dla kierowców nie wiąże się to jednak z żadnymi zmianami – pobór opłat odbywa się na dotychczasowych zasadach.

Nadzór nad systemem poboru opłat drogowych trafił do KAS w celu ujednolicenia zasad poboru danin, które są uiszczane na rzecz państwa przez uczestników ruchu drogowego. To zagwarantuje szybki i skuteczny przepływ tych pieniędzy do Krajowego Funduszu Drogowego – wyjaśnia Dariusz Rostkowski, zastępca dyrektora Departamentu Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej w Ministerstwie Finansów.

Do końca lipca 2021 roku KAS zamierza wygasić dotychczasowy system poboru opłat. Zastąpi go nowy, oparty na geolokalizacji.

System, który projektujemy, będzie bazować na technologii pozycjonowania satelitarnego, co oznacza, że nie będą konieczne inwestycje w infrastrukturę przydrożną. Nie będziemy już także potrzebować bramownic w celu rejestracji przejazdu po drogach płatnych w Polsce. Bramownice pozostaną, ale będą wykorzystywane w celach kontrolnych – mówi Przemysław Koch.

Nowy system poboru opłat drogowych ma być efektywniejszy, bardziej nowoczesny, a przy tym bardziej wygodny dla kierowców i przewoźników. Co ważne, nie będzie generował po ich stronie niepotrzebnych obowiązków i kosztów. Ograniczy też koszty ponoszone przez administrację.

– W tej chwili przyjmujemy projekt budowy nowego systemu, jesteśmy po fazie redefinicji architektury rozwiązania. Opieramy się na komponentach, które mamy już wdrożone produkcyjnie w resorcie finansów, w szczególności na systemie SENT, który wykorzystuje technologię pozycjonowania satelitarnego. Chcemy zbudować taki system, który dzięki nowym technologiom uprości i usprawni system poboru opłat drogowych w Polsce – mówi pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

– Nowy system wesprze pracę inspektorów inspekcji drogowej. Będą oni mieli o wiele łatwiejszy dostęp do danych przekazywanych w czasie rzeczywistym, co pozwoli na bieżące monitorowanie przewozu towarów i ruchu środków przewozowych. Będzie to system nowoczesny, oparty na danych geolokalizacyjnych, które pozwolą z dużą dokładnością określić, czy realizowany przewóz wiązał się z uiszczeniem opłaty, czy też nie, i po jakim odcinku drogi krajowej się odbywał – dodaje Dariusz Rostkowski.

Jak podkreśla, wdrożenie nowego systemu w 2021 roku dla kierowców nie będzie wiązać się ze wzrostem opłat, bo ich wysokość ustala resort infrastruktury.

Politykę w zakresie wysokości stawek za przejazdy realizowane po płatnych odcinkach dróg krajowych realizuje Ministerstwo Infrastruktury. Nie jest to zadanie ministra finansów ani szefa Krajowej Administracji Skarbowej – zaznacza ekspert z Ministerstwa Finansów.

System ma być także dużo wygodniejszy dla kierowców. Zamiast urządzeń pokładowych służących wyłącznie do poboru opłaty pozwoli na wykorzystanie w tym celu telefonów komórkowych, nawigacji satelitarnych czy urządzeń fabrycznie montowanych w pojazdach. To oznacza, że do uiszczenia opłaty elektronicznej będzie można wykorzystać np. smartfon z zainstalowaną bezpłatną aplikacją mobilną dostarczoną przez KAS.

– Nowy system poboru opłat budujemy w modelu otwartym, dajemy możliwość wykorzystania różnych urządzeń do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych. Będą to m.in. urządzenia OBU, które są już dzisiaj stosowane, ale także zintegrowane systemy lokalizacyjne (ZSL) fabrycznie montowane w pojazdach ciężkich powyżej 3,5 tony, czy aplikacja mobilna. Będzie ona darmowa, każdy użytkownik dróg płatnych w Polsce będzie mógł ją pobrać ze sklepów internetowych, zainstalować na smartfonie lub tablecie i wykorzystywać w celu uiszczenia opłaty za przejazd – mówi Przemysław Koch.

Pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji podkreśla, że nowy system elektronicznego poboru opłat drogowych będzie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów.

W e-Urzędzie chcemy stworzyć kafelek „pobór opłat drogowych”, gdzie użytkownik dróg będzie miał dostęp do kompleksowej obsługi. Będzie mógł założyć konto, zarejestrować wszystkie swoje pojazdy i do każdego z nich przypisać urządzenie wykorzystywane do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych, czyli ZSL, OBU albo aplikację mobilną. W przestrzeni e-Urzędu Skarbowego użytkownik będzie miał także wgląd we wszystkie zrealizowane przejazdy po drogach płatnych w Polsce i informację o naliczonych opłatach i rozliczeniach – mówi.

Coraz trudniej o pomnażanie kapitału na światowych rynkach. Przyszłe inwestycje będą wymagały większej gotowości na ryzyko

Pandemia przyniosła zalew rynku płynnością finansową ze strony banków centralnych, w wyniku czego rentowności obligacji nie dadzą już zarobić. Niskie stopy procentowe sprawiają, że wynik na lokatach jest realnie ujemny, coraz trudniej też wynająć jedną z ulubionych przez lata inwestycji Polaków – nieruchomości. W tej sytuacji zostają przemyślane inwestycje w akcje lub obligacje indeksowane inflacją bądź korporacyjne. Tu też jednak czai się ryzyko nieoszacowanego wpływu koronakryzysu na wyniki firm.

Obecnie na rynkach finansowych jesteśmy w bardzo dziwnym momencie, bo z jednej strony wiemy, że gospodarka jednak zwolni, a z drugiej strony aktywa i ich wyceny tego nie pokazują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, dyrektor zarządzający iWealth Management. – Panuje optymizm spowodowany tym, że banki centralne skupują aktywa. Odreagowaliśmy głębokie spadki, taką szybką panikę, na niektórych aktywach w zasadzie nawet nie widać, że jesteśmy w okresie pandemii, spowolnienia gospodarczego i zahaczamy o recesję.

Maleją oszczędności polskich gospodarstw domowych, co spowodowane jest zarówno sytuacją na rynku pracy, jak i inflacją. Z kolei stopy procentowe (referencyjna na poziomie 0,10 proc.) nie dają zarobić na depozytach. Jak widać z danych Analiz.pl, tylko w I kwartale oszczędności Polaków skurczyły się o 25 mld zł. Wprawdzie na początku II kwartału inflacja nieco wyhamowała, ale w czerwcu znów okazała się zaskakująco wysoka, o 0,5 pkt proc. ponad prognozy (3,3 proc. vs. 2,8 proc. według wstępnego szacunku). Także majowy odczyt na poziomie 2,9 proc. ma się nijak do średniego oprocentowania lokat, które wyniosło wówczas zaledwie 0,58 proc. Nawet depozyty o krótkim terminie zapadalności oferują zwrot na poziomie ledwo przekraczającym 0,8 proc. Nic dziwnego, że większość tych, którzy nie chcą patrzeć, jak ich oszczędności topnieją w bankach, szuka innych sposobów inwestycji.

W czasach kryzysowych kapitał płynie głównie w bezpieczne miejsca. Są wśród nich głównie obligacje i wyraźnie widać, że Narodowy Bank Polski, który ogłosił obniżenie stóp procentowych, chcąc wesprzeć gospodarkę i trochę wyprzedzając to, co może się zdarzyć w najbliższych miesiącach, spowodował, że obligacje bardzo dobrze pracowały dla inwestorów. Trzeba jednak pamiętać, że te rentowności na przyszłe lata są bardzo niskie – podkreśla Grzegorz Chłopek.

W jego opinii coraz więcej kapitału będzie przepływać w kierunku akcji, które są naturalnym zabezpieczeniem przed inflacją.

– Z drugiej strony z założenia mają one oczekiwaną stopę wyższą niż obligacje, chociaż z nieco większym ryzykiem. Ale ponieważ to ryzyko trzeba ograniczać, dlatego trzeba podchodzić do inwestycji dosyć oportunistycznie, czyli wykorzystywać pewne okazje – dodaje ekspert.

Z giełd najmocniej zachowuje się rynek amerykański, zwłaszcza spółki technologiczne. Indeks NASDAQ wzrósł w ciągu pierwszego półrocza o niemal 10 proc. pomimo głębokiego spadku w połowie marca. Kto wówczas zainwestował w spółki tego sektora, w trzy i pół miesiąca zarobił już ponad 48 proc. Także S&P 500 urósł od marcowych dołków o 34,5 proc., choć nie powrócił jeszcze do poziomów z początku roku. Jednak właśnie z tego powodu akcjom amerykańskim grozi korekta, co zwykle pociąga za sobą spadki i na innych rynkach, zwłaszcza tak słabo radzącym sobie jak indeks największych polskich spółek WIG20, który od początku roku stracił niemal 20 proc. i trudno oczekiwać poprawy przy wysokiej ekspozycji na banki i spółki uzależnione od decyzji politycznych. Znacznie lepiej radziły sobie małe spółki.

 Następne miesiące przyniosą twarde dane z gospodarki. Spółki pokażą wyniki, które branże zyskały, a które straciły – mówi dyrektor zarządzający iWealth Management. – Najbezpieczniejszą alternatywą w stosunku do inwestycji na lokacie są obligacje skarbowe. Kolejną opcją, ale tutaj już należy być bardziej ostrożnym i bardziej selektywnym, są obligacje przedsiębiorstw. Należy jednak pamiętać, że w chwili obecnej emisje przedsiębiorstw mogą być obarczone takim ryzykiem, że przy pewnych kłopotach, które mogą się ujawnić później, kiedy spółki w końcu pokażą wszystkie raporty, że takie obligacje niekoniecznie muszą być wykupione w całości.

Pandemia SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę globalnego układu sił. Nowa odsłona rywalizacji między Chinami i USA

– Pandemia koronawirusa przyspieszy zmianę układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata – ocenia politolog, prof. UW, dr hab. Bogdan Góralczyk. Stany Zjednoczone i Chiny jeszcze przed rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 toczyły wojnę handlową, która teraz została chwilowo zamrożona. Nowy wirus stał się kolejną kością niezgody i przyczyną eskalacji napięć we wzajemnych stosunkach. USA są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez pandemię, podczas gdy chińska gospodarka po kryzysie z początku roku praktycznie odzyskała już prawie pełny potencjał.

Jeszcze przed pandemią mieliśmy do czynienia z wojną handlową na linii Stany Zjednoczone – Chiny. W trakcie lockdownu jesteśmy odizolowani, zamknięci w domach, ale jednocześnie świat aż drży w posadach i mamy nową odsłonę pojedynku między tymi państwami. To już nie tyko wojna handlowa, która w tym momencie jest przecież tylko zawieszona, ale także nowy wymiar wojny propagandowo-medialnej. Niektórzy mówią wręcz, że to już jest otwarta zimna wojna albo ku temu zmierza – ku wojnie ideologicznej na systemy wartości – mówi politolog, sinolog i dyplomata dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Proces zmian układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata rozpoczął się ponad dekadę temu, podczas poprzedniego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Od tego czasu Chiny systematycznie doganiają Stany Zjednoczone i umacniają swoje wpływy na całym świecie.

 Na Wschód przenosi się już nie tylko gospodarcze i handlowe, ale w dużej mierze również technologiczne centrum – mówi ekspert.

Obecny kryzys epidemiologiczny związany z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę. O ile Azja dość dobrze poradziła sobie z pierwszą falą pandemii, o tyle Zachód na czele ze Stanami Zjednoczonymi wciąż ma duże problemy z jej przezwyciężeniem i zażegnaniem kryzysu.

Pandemia koronawirusa stała się w ostatnich miesiącach przyczyną napięć między Pekinem i Waszyngtonem. Prezydent Donald Trump i sekretarz stanu Mike Pompeo zarzucali, że nowy wirus powstał w laboratorium w Wuhanie, a Chiny przez długi czas tuszowały prawdziwą skalę zagrożenia. Pekin odpowiada, że administracja Trumpa chce w ten sposób jedynie przykryć swoją nieudolność w walce z pandemią. Stany Zjednoczone są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa i wciąż zmagają się z ograniczeniami w funkcjonowaniu gospodarki. Tymczasem gospodarka Państwa Środka odzyskała już prawie pełny potencjał.

– W I kwartale Chiny po raz pierwszy od pół wieku zanotowały recesję i to prawie siedmioprocentową. Według Pekinu cały ten rok zakończy się minimalnym wzrostem na poziomie 1–2 proc., ale to zależy od dalszego przebiegu pandemii – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk.

Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega, że jesienią już niemal na pewno dojdzie do ponownego wzrostu liczby zakażeń i drugiej fali pandemii SARS-CoV-2, która może być jeszcze groźniejsza od obecnej. Na świecie – nawet w Chinach czy we Włoszech, gdzie przyrost nowych zakażeń został opanowany – wciąż pojawiają się nowe ogniska choroby, które wymuszają utrzymanie obostrzeń społecznych i gospodarczych.

 Niedawno w Pekinie, na targu w stolicy państwa znowu wybuchło ognisko nowych zakażeń i trzeba było testować dziesiątki tysięcy ludzi – mówi dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Władze zadecydowały o zamknięciu obiektów sportowych i kulturalnych, zawieszono też część transportu publicznego i zakazano opuszczania miasta osobom z grupy wysokiego ryzyka. Jednak ryzyko powrotu pandemii to niejedyne zagrożenie, z jakim musi mierzyć się Państwo Środka.

– Chiny mają szeroko zakrojony, ambitny program przebudowy swojego modelu gospodarczego i rozwojowego. Jednak zagrażają tym same sobie, bo wzięły na siebie tak wiele bardzo ambitnych programów, że to wszystko może się wywrócić. Zagrażają sobie same również tym, że coraz bardziej zamykają się wewnętrznie. Xí Jìnpíng, przywódca Chin, mówi o globalizacji i otwartych rynkach, ale wewnętrznie mówi się o twardej ręce i silnym uścisku we władzy nad społeczeństwem. W Chinach pojawia się jedynowładztwo, co nie jest dobrym rozwiązaniem na przyszłość – podkreśla sinolog z UW.

Zgodnie ze statystykami WHO na całym świecie zakażonych koronawirusem zostało już ponad 10 mln osób, a prawie 510 tys. zmarło (dane na 1.07). Wyzdrowiało ponad 5,5 mln chorych. Największymi ogniskami choroby są w tej chwili obie Ameryki, głównie Stany Zjednoczone (na które przypada 1/4 wszystkich zakażeń) i Brazylia. Za nimi plasują się Rosja i Indie, a w Europie największymi ogniskami są Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania i Francja.

Susza minęła, ale ulewy i podtopienia wciąż groźne. Na rzekach utrzymują się stany ostrzegawcze i alarmowe

Ze skrajności w skrajność – sytuacja hydrologiczna w Polsce jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Po wielu miesiącach suszy i braku deszczu przyszedł czas intensywnych opadów  atmosferycznych i zagrożenia powodziowego. Najtrudniejsza sytuacja jest na południu kraju oraz tam, gdzie przemieszcza się fala wezbraniowa. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed gwałtownym wzrostem stanów wody w rzekach na terenie południowej Polski. Tym bardziej że sezon burzowy się nie skończył.

W ostatnich dniach wystąpiły bardzo intensywne, punktowe opady deszczu wynikające z burz, m.in. w Łapanowie w Małopolsce, w województwie podkarpackim, także w Warszawie. Nagle na stosunkowo małą powierzchnię spadły hektolitry wody, od 100 do 150 litrów na metr kwadratowy. W przypadku Łapanowa w ciągu paru godzin spadło 30 proc. rocznych opadów. To bardzo duże ilości wody i żadne koryto rzeczne lub wały przeciwpowodziowe nie są w stanie tej wody utrzymać – powiedział agencji Newseria Biznes Przemysław Daca, prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, podczas otwarcia budowanego zbiornika przeciwpowodziowego w Raciborzu.

Końcówka czerwca i początek lipca przyniosły w wielu regionach gwałtowne ulewy, burze i opady gradu, głównie na wschodzie i południu kraju. To spowodowało liczne podtopienia, zwłaszcza na obszarach silnie zurbanizowanych, czego przykładem może być Warszawa. IMiGW ostrzega, że kolejne dni także będą sprzyjać głębokiej konwekcji, która wiąże się z wnoszeniem nagrzanego od podłoża, zabudowań i akwenów wilgotnego powietrza i tworzeniem się ośrodka niskiego ciśnienia przy powierzchni ziemi. To grozi kolejnymi krótkotrwałymi, ale gwałtownymi opadami. W miejscu wystąpienia intensywnych opadów, na mniejszych rzekach i w zlewniach zurbanizowanych wciąż możliwe są gwałtowne wzrosty stanu wody, a nawet przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych.

Mamy lokalne podtopienia, mamy uszkodzoną infrastrukturę transportową, a w niektórych miejscach tzw. powodzie miejskie, które wynikają głównie z zabetonowania terenów, z niewłaściwej infrastruktury kanalizacyjnej, ale przede wszystkim z ilości wody, która nagle spada – dodaje Przemysław Daca.

Jak podkreśla, trudno o jednoznaczną prognozę na temat tego, czy ostatnie intensywne opady deszczu oddalają ryzyko suszy na dłużej.

Wszystko zależy od przyrody i trudno o jakiekolwiek prognozy. Możemy jedynie prognozować opady i takie dane skutecznie prezentuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w perspektywie od kilku dni do dwóch tygodni. Trudno przewidzieć, jaka będzie sytuacja hydrologiczna latem i jesienią. Musimy być przygotowani na każdą sytuację, zarówno na suszę, jak i na podtopienia – wyjaśnia prezes Wód Polskich.

Jeszcze w kwietniu meteorolodzy zapowiadali, że to będzie kolejny rok suszy, rekordowej od kilkudziesięciu lat. Z takim zjawiskiem zmagaliśmy się przez ostatnie prawie trzy lata, które były bardzo trudne pod względem hydrologicznym.

W niektórych regionach punktowo, w województwie lubuskim czy łódzkim, są takie miejsca, gdzie nie padało aż tak mocno – mówi Przemysław Daca.

IMiGW ostrzega przed suszą hydrologiczną również na części terenów w Wielkopolsce.

Jednym z obszarów najbardziej dotkniętych skutkami suszy jest jak zwykle rolnictwo. W tym roku po ciepłej zimie oraz suchym marcu i kwietniu opady deszczu pojawiły się w maju, czyli wtedy, kiedy rośliny najbardziej potrzebują wody. Zatem rolnicy nie powinni mieć wywołanych suszą problemów z plonami. Jednak ulewne deszcze to też dla nich duży problem – powodują podtopienia, woda stoi na polach, przez co niemożliwe jest wykonywanie jakichkolwiek zabiegów agrotechnicznych. Dodatkowo gleba wyschnięta po gorącym dniu nie chłonie wody jak gąbka, tylko powoduje jej spływanie do rzek.

Pandemia przyspiesza rozwój aplikacji mobilnych do walki z jej skutkami. Wiele z nich pozwala firmom na wyeliminowanie bezpośredniego kontaktu z klientem

Restrykcje pandemiczne utrudniły prowadzenie biznesów, w których kontakt z klientem stanowi podstawę działania. Na ratunek przyszły rozwiązania mobilne – aplikacje smartfonowe umożliwiły przeniesienie procesów sprzedażowych do sieci czy nawiązanie kontaktu z partnerem biznesowym za pośrednictwem nowoczesnych narzędzi komunikacyjnych. Potencjał aplikacji mobilnych w ograniczaniu skutków pandemii doceniają nawet te biznesy, które dotychczas nie korzystały z żadnych rozwiązań mobilnych.

– Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie skierowali się w stronę rozwiązań bezdotykowych. W związku z tym sporo firm zwraca się w kierunku aplikacji mobilnych. Widzimy duży wzrost zainteresowania nimi w porównaniu do poprzednich okresów – większość produktów, które przygotowywaliśmy do tej pory, to  aplikacje będące częścią większych systemów informatycznych, portali. Teraz sporo firm zgłasza się do nas po rozwiązania, które mogłyby uporządkować procesy w nich, przyspieszyć, zoptymalizować pracę, a także zachęcić użytkowników do tego, żeby kupili produkty przez aplikację mobilną – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Powichrowski, projektant graficzny i współwłaściciel GoApps.

Z badania zrealizowanego w czasie pandemii koronawirusa przez firmę badawczą Ipsos na zlecenie PayPal wynika, że w trakcie kwarantanny aż 47 proc. Polaków zdecydowało się na opłacanie rachunków za pośrednictwem aplikacji webowych bądź mobilnych. Co więcej, 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nawet po wygaśnięciu pandemii będzie sięgać po narzędzia tego typu. 51 proc. badanych w wieku co najmniej 65 lat chciałoby zrezygnować z gotówki.

Inwestycja w rozwiązania mobilne ułatwiła funkcjonowanie m.in. firmy InPost, która w dobie pandemii koronawirusa mogła na masową skalę przetestować potencjał swojej nowej aplikacji. Po wdrożeniu mechanizmu zdalnego, bezdotykowego otwierania skrytki zainteresowanie aplikacją gwałtownie wzrosło, dzięki czemu do końca maja zainstalowano ją na 4 mln urządzeń.

Po rozwiązania mobilne sięgnęła również sieć sklepów Żabka, która nie tylko eksperymentuje z autorskimi płatnościami Żappka Pay. Aplikacja tej firmy umożliwi także wysłanie listy zakupów do sklepu i skompletowanie zamówienia przez jego personel. Dziś zakupy można odebrać osobiście w placówce, a w niedalekiej przyszłości trafią do punktów odbioru Żabki, dzięki czemu odbierzemy je bez kontaktowania się z kasjerami.

– Możemy na każdy proces, który odbywa się z użyciem obsługi urządzenia, spojrzeć tak, jakbyśmy traktowali smartfon jako pilot do obsługi nowej rzeczywistości. Smartfonem możemy otworzyć paczkomat, zapłacić za bilety czy miejsce parkingowe. Ludzie coraz częściej będą wybierali smartfon niż dotykanie publicznych urządzeń w przestrzeni publicznej – ocenia ekspert.

Przełomową aplikację mobilną planuje wdrożyć także sieć Stokrotka. Firma we współpracy z ekspertami ze Scandit pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli wdrożyć do smartfonów skaner zakupów. Aplikacja tej sieci umożliwiłaby wykonywanie zakupów bez jakiegokolwiek kontaktu z personelem. Technologia jest obecnie testowana w estońskich sklepach i jeśli przyjmie się na tamtejszym rynku, trafi także do Polski, umożliwiając skanowanie i płacenie za produkty z poziomu telefonu.

– Klienci poza aplikacjami mobilnymi często potrzebują także integracji np. z silnikami obsługującymi sztuczną inteligencję. Tak mieliśmy w przypadku ostatnio realizowanego projektu, który ma wspierać ludzi w trzeźwości, w walce z nałogami. Często klienci wymagają przygotowania oprogramowania, które będzie działało ze sprzętem, czyli np. z czujnikami, paczkomatami czy urządzeniami przemysłowymi. I to jest trend, który coraz bardziej widać w ostatnich czasach – wskazuje Michał Powichrowski.

Ogromny wzrost zainteresowania rozwiązaniami mobilnymi w czasie pandemii zanotowano nie tylko w branży usług, lecz także w sektorze rozrywkowym. Według analityków z Sensor Tower w pierwszym półroczu 2020 roku posiadacze urządzeń mobilnych pobrali aż o 42,5 proc. więcej gier niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zauważalnie wzrosły również wpływy App Store oraz Sklepu Play, odpowiednio o 22,7 proc. i 19 proc.

Według firmy badawczej Technavio wartość globalnego rynku aplikacji mobilnych do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 21 proc. w skali roku.

Nowa strategia CERN ma pomóc odkryć tajemnice Wszechświata. Naukowcy będą też opracowywać rewolucyjne technologie i innowacyjne terapie medyczne

Medycyna, biotechnologia, sztuczna inteligencja czy robotyka – to tylko część obszarów, nad którymi będą w najbliższych latach pracować naukowcy ze Starego Kontynentu. Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN ogłosiła niedawno strategię, która określa przyszłość badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Priorytetami będą badanie bozonu Higgsa, czyli cząstki elementarnej, która może wyjaśnić tajemnice Wszechświata, oraz badanie granicy wysokoenergetycznej.

– Nowa strategia dotycząca fizyki cząstek elementarnych opiera się przede wszystkim na nauce, dlatego przedstawia naukowe priorytety w tej dziedzinie – wskazuje Ursula Bassler, przewodnicząca Rady CERN. – Europejska Grupa Strategiczna (ESG) – specjalny organ utworzony przez radę – z powodzeniem przeprowadziła strategiczną refleksję, do której włączyło się kilkuset europejskich fizyków. Przedstawiona w strategii wizja naukowa powinna służyć jako wskazówka dla CERN-u i ułatwiać spójną politykę naukową w całej Europie.

Europejska Organizacja Badań Jądrowych (CERN) niedawno ogłosiła zaktualizowaną strategię dotyczącą dalszych badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Badania rozwojowe dotyczące zaawansowanych technik akceleratorowych, detektorowych i obliczeniowych mają zostać zintensyfikowane. W ten sposób Europa ma stać się liderem w zakresie przełomowych technologii.

W centrum działań ma pozostać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), czyli dotychczas największy na świecie akcelerator cząstek. Jest w stanie wytworzyć ogromną energię, naturalną dla Wszechświata, ale niedostępną na Ziemi. Dotychczas LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 teraelektronowoltów. W ten sposób naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Obecnie trwają prace nad Future Circular Collider (FCC), który ma pozwolić na m.in. kolizje elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile nawet 100 TeV. W międzyczasie przebudowywany jest także LHC. Nowy, Wielki Zderzacz Hadronów Wysokiej Świetlności (High-Luminosity LHC) ma pracować do 2038 roku.

– To bardzo ambitna strategia, która wyznacza świetlaną przyszłość dla Europy i dla CERN z ostrożnym, stopniowym podejściem. Będziemy nadal inwestować w silne programy współpracy między CERN i innymi instytutami badawczymi w państwach członkowskich i poza nimi – deklaruje dyrektor generalna CERN Fabiola Gianotti. – Współpraca ta ma kluczowe znaczenie dla trwałego postępu naukowego i technologicznego oraz przynosi wiele korzyści społecznych.

Po erze Wielkiego Zderzacza Hadronów ma nastąpić era zderzacza elektronowo-pozytonowego. Na niespełna 10 lat przed zakończeniem programu High-Luminosity LHC ma powstać „fabryka Higgsa”. Nowa maszyna produkowałaby duże ilości bozonów Higgsa w bardzo czystym środowisku, mogłaby też mapować interakcję z innymi cząsteczkami. To pozwoliłoby na znaczące odkrycia, m.in. dotyczące ciemnej materii. Miałoby też ogromny wpływ na wiele różnych dziedzin, nie tylko fizykę. Stworzenie nowych cząstek zrewolucjonizowałoby np. medycynę i pomogło odkryć leki na choroby uważane za praktycznie niewyleczalne. Przyspieszyłoby także rozwój sztucznej inteligencji i robotyki. Jak wskazują naukowcy, bozon Higgsa, czyli cząstka elementarna odkryta w 2012 roku, jest potężnym narzędziem do znalezienia odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące początków Wszechświata.

– Europa powinna pozostać otwarta na uczestnictwo w innych ważnych projektach, które będą służyć całej branży, takich jak proponowany projekt Międzynarodowego Zderzacza Liniowego – wyjaśnia przewodnicząca ESG Halina Abramowicz.