Spółki mają półtora roku na zmianę procedur przygotowywania raportów. Nowy sposób komunikacji może być szansą na przyciągnięcie klientów i akcjonariuszy

0

CEO Magazyn Polska

Choć już samo przygotowanie do wejścia na giełdę i debiut obligują do uporządkowania sytuacji w spółce i wprowadzają konieczność ciągłej nad nią kontroli, nowe przepisy mają uprościć komunikację, tak by była bardziej zrozumiała dla inwestorów. Zdaniem szefa Stowarzyszenia Emitentów giełdowych to dla spółek szansa na zainteresowanie akcjonariuszy produktami spółek, a klientów – inwestowaniem w nie.

Za półtora roku polskie spółki giełdowe czeka kolejne wyzwanie. 3 lipca 2016 nastąpi zmiana zasad raportowania przez firmy giełdowe. Przepisy unijne zmienią we wszystkich krajach wspólnoty całą architekturę przepisów rządzących tym zagadnieniem.

Tak naprawdę od tej daty spółki będą zobowiązane do publikowania, w pewnym skrócie, tego, co jest ważne, bez dalej idących doprecyzowań. To ważna informacja dla inwestorów. Spowoduje to konieczność opracowania procedur raportowania w spółkach agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr Mirosław Kachniewski, prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych podkreśla, że na bieżąco nadzoruje prace nad przygotowaniem polskiego rynku do nowych przepisów. Zanim zaczną one obowiązywać, SEG zamierza przygotować dla spółek wytyczne, które ułatwią im działanie zgodne z nowymi przepisami.

W ciągu najbliższych miesięcy zakończymy przygotowywanie pierwszych, ogólnych rekomendacji dotyczących tego, jak spółki powinny raportować pod nowymi wymogami – deklaruje prezes Mirosław Kachniewski. – Jeżeli pierwsze samoregulacje będą przyjęte przez nas, to spółki będą wiedziały, jak dopasować do nich swoje wewnętrzne procedury, tak aby raportować jak najlepiej, z jednej strony nie obniżając poziomu przejrzystości rynku, z drugiej zaś nie zwiększając swojego zagrożenia ze strony nadzorcy.

Jego zdaniem na nowym sposobie raportowania skorzystać mogą zwłaszcza te spółki, które dostarczają swoje produkty bezpośrednio klientowi końcowemu, czyli konsumentowi. Przykładem są tu firmy energetyczne.

W moim przekonaniu [spółki B2C – red.] w niewystarczającym stopniu wykorzystują możliwość sprzężenia zwrotnego pomiędzy takimi grupami interesariuszy, jak klienci i akcjonariusze – uważa Kachniewski. – Myślę, że lepiej można by to było rozwiązać, żeby akcjonariusze stawali się klientami, a klienci akcjonariuszami tych spółek. To może być sprzęgnięcie tylko warstwy komunikacyjnej oraz pewnego rodzaju specjalnych taryfach związanych z tym, że ktoś jest akcjonariuszem z względnie specjalnymi ofertami akcji dla tych, którzy są klientami.

A liczba debiutów na warszawskiej giełdzie rośnie. W środę na głównym parkiecie pojawiła się 26. w tym roku spółka – WDM Capital, dzień wcześniej zadebiutował VIGO Systems, a to nie koniec, bo w kolejce stoi już kolejna spółka z zatwierdzonym przez KNF prospektem emisyjnym – Selvita. W całym ubiegłym roku debiutów było 23, w 2012 r. – 19. Wejście na parkiet to dla spółek nie tylko szansa na pozyskanie kapitału i podniesienie prestiżu, lecz także na generalne porządki w strukturze, stanie posiadania i komunikacji.

Czytaj również:  Rząd stawia na rozwój biotechnologii. Na wsparcie tego sektora trafi kilkaset milionów złotych

– Wszystko zaczyna się na etapie tworzenia prospektu emisyjnego mówi Mirosław Kachniewski. – Wtedy wychodzą różne kwiatki, doszukujemy się wtedy spółek córek, wnuczek, prawnuczek, pojawiają się kwestie ustalenia praw do gruntów, na których funkcjonuje dana spółka. To wszystko powoduje, że na etapie prospektu mamy do czynienia z bardzo daleko idącym uporządkowaniem struktury biznesowej.

Porządkowanie struktury nie kończy się po sporządzeniu prospektu. Praktycznie od początku, już w trakcie trwania oferty, i później przy raportowaniu władze spółek muszą konfrontować się z inwestorami, dużymi i małymi, krajowymi i zagranicznymi. To oznacza ciągłe prace nad firmą, działania, których celem jest dostosowanie jej do sprawdzonych wzorców. Przygotowanie takich raportów, z których klarownie wynika, na czym spółka zarabia, gdzie są koszty.

– Łatwiej jest później podejmować pewne decyzje dotyczące optymalizacji, kiedy wiemy, jak te wszystko wygląda w spółce podkreśla dr Mirosław Kachniewski, dodając, że stały kontakt z rynkiem i analitykami nie pozwala zarządom spocząć na laurach. –  Analitycy zadają ciekawe pytania dotyczące tego, jak spółka wywiązuje się ze swoich wcześniejszych zobowiązań, jak reaguje na zmiany na rynku, w jaki sposób ma nadal optymalizować swoją działalność i produkcję. To wszystko powoduje, że są takie trzy P:  porządek, przejrzystość i przewidywalność tego rodzaju spółek. Dzięki temu spółki giełdowe są lepsze.