Izba Domów Maklerskich chce powołania instytutu edukacji finansowej

CEO Magazyn Polska

Izba Domów Maklerskich opowiada się przeciw całkowitej deregulacji zawodów w branży finansowej, ponieważ jej zdaniem zmniejszy to zaufanie do rynku. Zdaniem IDM, uczestnicy rynku muszą sami wypracować standardy i je egzekwować, dopiero wtedy zniesienie licencji na poziomie ustawowym nie będzie groźne dla rynku. Pomóc miałby w tym instytut edukacyjny, który kształciłby osoby planujące karierę w branży finansowej oraz inwestorów.

Izba Domów Maklerskich uważa, że podnoszenie poziomu wiedzy wśród uczestników rynku oraz pośredników powinna być jednym z kluczowych elementów strategii rynku kapitałowego. Zwłaszcza, że rząd zamierza zderegulować zawód maklera papierów wartościowych i doradcy finansowego. Odpowiedni projekt trzeciej transzy deregulacyjnej został przyjęty przez Radę Ministrów w marcu.

– Edukacja oprócz regulacji uważana jest za jeden z elementów bezpieczeństwa rynku i utrzymania zaufania do niego. Najważniejszym elementem utrzymania stabilności i zaufania do rynku jest wyedukowany inwestor, który zdaje sobie sprawę z ryzyka. Jako Izba proponujemy powołanie branżowego instytutu edukacyjnego, który kształciłby kadry dla branży, w tym także certyfikowałby specjalizacje, które branża uzna wewnętrznie za potrzebne do wypełniania przez nią właściwej roli. Taki instytut prowadziłby też edukację powszechną. Podobne rozwiązania występują w innych krajach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

Obok branżowego instytutu edukacyjnego, IDM postuluje, by  pozostawić licencję maklera oraz doradcy inwestycyjnego. Zdaniem Waldemara Markiewicza, licencje zwiększają zaufanie na rynku kapitałowym, ponieważ ograniczają ryzyko związane z niewystarczającym przygotowaniem pośredników finansowych, a także zmniejszają ryzyko nadużyć i przestępstw.

– Bardzo ważne jest, żeby utrzymać pewną formę licencjonowania maklerów i doradców inwestycyjnych. Oznacza to, że muszą być spełnione pewne wymogi, żeby zarządzać czyimś portfelem papierów wartościowych lub komuś doradzać w sprawach inwestycyjnych. Dlaczego to jest ważne? Bo to jest element zaufania do systemu, a więc inwestor, który przychodzi do danego domu maklerskiego czy banku, wie, że dany człowiek, który go obsługuje, spełnia co najmniej dwa kryteria. Po pierwsze, że ma autentyczną wiedzę, a po drugie, że jest osobą, która przestrzega zasad etyki zawodowej – uważa Markiewicz.

Nie oznacza to jednak, że licencjonowanie zawodów na rynku finansowym powinno być uregulowane na poziomie ustawowym. Mogą to robić uczestnicy rynku, zrzeszeni w dane organizacje – mówi prezes IDM.

– Rozumiemy częściowo regulatora w tym sensie, że likwiduje się licencje na poziomie państwowym. Na innych rynkach to nie jest na poziomie ustawowym, tylko rynek ustala pewne standardy, jednak tamte rynki kształtowały się przez 50 czy 80 lat. Dlatego uważaliśmy, że najpierw trzeba ustalić standard rynkowy przy współpracy z regulatorem, a potem ewentualnie deregulować to na poziomie ustawowym.

Według Waldemara Markiewicza, dojrzałe rynki kapitałowe, np. w Stanach Zjednoczonych, wypracowały zasady odnoszące się do kompetencji i etyki, które warto przenieść na polski grunt. Jednym z takich rozwiązań, które warto rozważyć, jest publicznie dostępna historia pracy osób, które pracują na rynkach finansowych. Za oceanem publikacją życiorysów maklerów i doradców zajmuje się organizacja brokerska FINRA.

Jest szansa na większy dostęp do pracy w Niemczech dla Polaków. Polska firma rekrutacyjna zdobywa rynek niemiecki

Dzięki zawarciu joint venture z niemiecką firmą Fiege, Work Service wejdzie na rynek niemiecki zarówno z ofertą rekrutacji pracowników, jak i outsourcingu. To też szansa na pracę dla pracowników czasowych z Polski. Firma skorzysta na silnej pozycji na niemieckim rynku marki Fiege i dzięki temu ma szansę zwiększyć tempo wzrostu przychodów, choć już w ubiegłym roku były one o 30 proc. wyższe niż w poprzednim.

Uważamy, że niezwykły potencjał rynku niemieckiego, wartego ponad 20 mld euro w porównaniu do 1 mld euro rynku polskiego, daje ogromne możliwości rozwoju w przyszłości. Uważamy, że dotychczasowy, ponad dwucyfrowy wzrost grupy, ponad 30 proc. w zeszłym roku, nie dość, że zostanie podtrzymany, to może być dzięki tej kooperacji znacznie wyższy. Fiege chce z nami działać na rynku nie tylko niemieckim, lecz także na rynku polskim – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Misiak, prezydent rady nadzorczej Work Service SA.

Fiege to firma rodzinna z ponad 150-letnią tradycją. W 17 krajach ma ok. 11 tys. pracowników, a w 2012 r. jej przychody przekroczyły 1,5 mld euro. Tomasz Misiak podkreśla, że dzięki partnerstwu Work Service zyska lepszy dostęp do niemieckiego rynku. Podkreśla, że choć niemiecki rynek pracy jest otwarty dla Polaków, to firmy zza zachodniej granicy konserwatywnie podchodzą do zatrudniania pracowników z naszego kraju.

W tym momencie mamy dostęp do całego nowego rynku osób o wysokich kwalifikacjach i wydajności, które chcąc pracować w Niemczech. Do tej pory skupialiśmy się na pracownikach z Niemiec, a teraz otwieramy się na osoby z Polski i innych państw Europy Centralnej i Wschodniej, aby mogli pracować w Niemczech i to jest teraz nasza duża przewaga nad konkurencją – przekonuje Jens Fiege, członek zarządu Fiege Logistik Stiftung & Co. KG.

Tomasz Misiak zapowiada, że dzięki współpracy Work Service rozwinie ofertę rekrutacji oraz outsourcingu zasobów ludzkich na rynku niemieckim. Podkreśla, że spółka ma duży potencjał rozwoju w sektorze IT, a także pod względem pracowników medycznych. Skorzystać mogą też polscy pracownicy czasowi, dla których będzie teraz więcej pracy w Niemczech.

Na nowej spółce joint venture skorzysta też Fiege, które już od 12 lat ma spółkę w Polsce.

Myślę, że wraz ze stworzeniem spółki z Work Service będziemy mogli wprowadzić naszą firmę, zajmującą się zatrudnieniem tymczasowym, na kolejny poziom rozwoju. Sami rozwijamy z sukcesami firmę w Polsce od 12 lat i jesteśmy pewni, że wraz z Work Service uda nam się jeszcze bardziej zwiększyć nasz rozwój – ocenia Fiege.

Dodaje, że interesy obydwu spółek są bardzo zbliżone. W ocenie Jensa Fiegego obydwie firmy są nastawione przede wszystkim na rozwój długoterminowy i planują działalność perspektywicznie. To właśnie zbliżone interesy oraz podobne wartości w prowadzeniu biznesu były czynnikiem decydującym o wyborze Work Service jako partnera.

Fiege zapewnia, że dzięki współpracy obydwie spółki szybciej osiągną swoje cele i będą mogły znacznie poprawić wyniki. Dodaje, że joint venture zostawia obydwu partnerom dużą swobodę, bo według niego od konkretnych działań krótkoterminowych bardziej liczy się wspólny cel i długoterminowa strategia.

Inea walczy o połowę rynku dostępu do internetu w Wielkopolsce dzięki publicznej sieci szerokopasmowej

0

CEO Magazyn Polska

Inea chce zdobyć połowę rynku dostępu do internetu w Wielkopolsce. Zasięg sieci ma objąć całe województwo. Poza własnymi światłowodami, spółka zamierza korzystać także z Wielkopolskiej Sieci Szerokopasmowej (WSS). Choć termin ukończenia inwestycji to marzec 2015 r., Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce zakończyć projekt w tym roku. Potem Inea nie wyklucza wyjścia poza Wielkopolskę.

– Jesteśmy we wszystkich mniejszych miejscowościach, które są wzdłuż naszych linii łączących miasta powiatowe czy większe miasta z Wielkopolski. Natomiast oczywiście to, co robimy w tej chwili, jest w oparciu o sieci światłowodowe, które wybudowaliśmy, ponieważ ta budowa była opłacalna, bo łączyła duże miasta. Natomiast następną część strategii chcemy realizować w oparciu o sieć WSS, która właśnie w tym celu powstaje. Powstaje w tych miejscach, w których po prostu najnormalniej w świecie operatorowi rynkowemu nie opłaci się budować sieci backbone’owej [szkieletowej – red.] – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Kosiński, prezes zarządu firmy Inea.

Projekt WSS rozpoczął się we wrześniu 2011 r. W jego ramach ma powstać 576 punktów dostępowych (co najmniej jeden w każdej wielkopolskiej gminie) oraz ok. 4500 km sieci światłowodowych. Projekt ma łącznie kosztować ponad 410 mln zł. Ok. 280 mln zł da Unia Europejska, reszta będzie pochodzić ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego oraz akcjonariuszy – Inei i Asta-Net. Projekt musi zakończyć się do marca 2015 r., ale niedawno Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji umieściło WSS wśród priorytetów na ten rok.

Kosiński podkreśla, że WSS pozwoli spółce rozwinąć ofertę na terenach poza głównymi miastami. Wyeliminowanie tzw. białych obszarów NGA (sieci nowej generacji) to główny cel budowy WSS. Jak wynika z danych spółki WSS, prawie 70 proc. mieszkańców Wielkopolski (i aż ponad 99 proc. miejscowości) nie ma dostępu do usług NGA.

WSS to sieć szerokopasmowa, która swoją obecnością w Wielkopolsce spowoduje, że każde gospodarstwo domowe do najbliższego węzła będzie miało mniej niż 4 kilometry. To jest idealna baza do tego, żeby nie tylko Inea, lecz także inni operatorzy mogli się rozwijać i budować sieci dostępowe – przekonuje Kosiński.

Inea już teraz ma silną pozycję w mniejszych ośrodkach. W ubiegłym roku spółka zaoferowała swoje usługi w niemal 50 miejscowościach w Wielkopolsce i tuż poza jej granicami (m.in. w Babimoście, znajdującym się już w województwie lubuskim). Operator zapewnia m.in. dostęp do wojewódzkiej telewizji WTK, a także do specjalnego kanału klubu piłkarskiego z Poznania Lech TV. Ten drugi kanał znajduje się tylko w sieci Inei.

Robimy to, ponieważ uważamy, że buduje to przewagę konkurencyjną dla operatora telekomunikacyjnego – mówi Kosiński. Dodaje – Pewnie będziemy się zastanawiać nad wyjściem poza Wielkopolskę. Natomiast będziemy robić to samo, co robimy w Wielkopolsce.

Inwestycje w budownictwie spadły o jedną trzecią

0

CEO Magazyn Polska Kryzys w budownictwie trwa, choć pojawiają się oznaki ożywienia. Związek Zawodowy „Budowlani” uważa, że największa fala upadłości firm z tej branży dopiero nastąpi. Jednak liczy na nowe zamówienia i powolne odbijanie się branży od dna. Jednak rozwój jest uzależniony od wzrostu liczby pozwoleń na budowę i likwidacji zatorów płatniczych.

Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa spadek produkcji budowlanej wyniósł 40 procent i nie widać sygnałów poprawy sytuacji. Z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej „Instrument Szybkiego Reagowania” wynika, że rok 2014 dla budownictwa wciąż będzie trudny, a wiele przedsiębiorstw we wszystkich działach budownictwa będzie zagrożonych upadłością. Jednak sami budowlańcy wykazują umiarkowany optymizm.

Ciepła zima umożliwiła pracę przedsiębiorstwom budowlanym, jednak inwestycje w ostatnich latach spadły.

Szacujemy, i my, i związki pracodawców, że front inwestycyjny zmniejszył się mniej więcej o 30 proc. Trudno będzie takie spadki nadrobić, choć widzimy pewne symptomy wychodzenia z kryzysu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani”.

Szef związku wskazuje na zapowiedzi dotacji unijnych do budowy dróg, do budowy kolei, do budowy wielkich infrastrukturalnych obiektów. Uważa, że budownictwo infrastrukturalne po wyczerpaniu się transzy unijnej wpadło w kłopoty.

Pamiętajmy, że firmy budowlane bankrutowały i bankrutują w dalszym ciągu. Szacuje się, że dołek jeszcze nie nastąpił. Mamy także zatory płatnicze, a to wszystko wiąże się ze zwolnieniami. Jeśli nie ma inwestycji, to firmy ograniczają zatrudnienie. Jako związkowcy odczuwamy to bardzo boleśnie – komentuje przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani”.

Szef związków wskazuje także na sytuację w budownictwie mieszkaniowym. Zauważa, że program „Mieszkanie dla młodych” jest adresowany głównie do deweloperów i do rynku pierwotnego, z pominięciem rynku wtórnego. Co więcej sądzi, że ceny nowych mieszkań uwzględniane w programie wykluczają inwestycje w dużych miastach, gdzie ceny są wyższe niż zagwarantowane w kredycie.

Co prawda ostatnio ceny stoją w miejscu, ale społeczeństwo nie ma pieniędzy na zakup nowych mieszkań. Brakuje też nowych programów inwestycyjnych – twierdzi Zbigniew Janowski.

Zauważa też, że w efekcie deweloperzy starają się sprzedać już wybudowane mieszkania i przerzucają się na budownictwo biurowe, gdzie widać poprawę koniunktury. Sądzi, że nie ma co marzyć o podwyżkach cen w budownictwie w najbliższym czasie.

Bez względu na sytuację, związek patrzy na rynek optymistycznie, zakładając, że gospodarka odbije się od dna i pojawi nowy front inwestycyjny.

W niewielkim stopniu wzrosła w styczniu liczba pozwoleń na budowę. To napawa nadzieją, że będzie budowanych więcej mieszkań – zakłada szef związku zawodowego.

Dodaje, że nowe szanse to: wzrost zatrudnienia, budowa nowych dróg, inwestycje infrastrukturalne i nowe elektrownie. Związkowiec wskazuje, że wciąż problemem są zatory płatnicze, i że wynika to z ustawy o zamówieniach publicznych preferującej najniższą cenę czy przynajmniej prowadzącej do takiej praktyki. Związek Zawodowy „Budowlani” w porozumieniu z organizacjami pracodawców zamierza opracować branżowe porozumienie, które zmieni podejście komisji przetargowych. W ramach tego porozumienia zostanie określona minimalna cena przetargowa w oparciu o minimalną płacę, tak, by można było oszacować, czy oferent nie zamierza zatrudniać pracowników bez odpowiednich umów.

Ostatnio zdarzało się, że inwestorzy oferowali ceny poniżej jakichkolwiek norm, a następnie porzucali budowy, prowadząc do sytuacji, w której cena inwestycji stawała się wyższa niż wynikałoby to z kosztorysu inwestorskiego – komentuje Zbigniew Janowski.

Związkowiec dodaje, że takich patologii należy unikać, a proponowane zmiany spowodują, że polskie firmy nie będą już w takim tempie bankrutowały.

Na budowę domu Polacy wydają średnio 360 tys. złotych. Najwięcej domów buduje się na Mazowszu i Śląsku

CEO Magazyn Polska

Niewielki dom, najchętniej na wsi i w stanie surowym – takich domów wedle badań portalu Oferteo.pl szukali Polacy w 2013 roku. Największą popularnością cieszyła się tradycyjna budowa, a jednym z ważniejszych czynników przy budowie była cena. Najczęściej wybierane działki to te w województwach mazowieckim i śląskim.

 – Przeanalizowaliśmy ponad 3,5 tys. zapytań ofertowych składanych przez osoby, które decydują się na budowę domu, a także przeprowadziliśmy pogłębione wywiady ankietowe z osobami, które już realizują budowę domu. Na podstawie tych odpowiedzi przygotowaliśmy raport, który pokazuje przede wszystkim, że Polacy podchodzą tradycyjnie do budowy domu – mówi w rozmowie z portalem Newseria Karolina Pluta z serwisu Oferteo.pl.

Jak wynika z raportu, większość Polaków wybiera mniejsze domy, o powierzchni użytkowej między 100 a 150 metrów kwadratowych. Przy budowie stawiają na tradycję, wybierają technologię murowaną, z dachówką ceramiczną. Większość budowanych domów nie ma piwnic. Decyduje się na nie jedynie co dziesiąty Polak budujący dom. Najchętniej wybierane są działki znajdujące się na terenach wiejskich, a kluczowym kryterium wyboru jest cena. Jak pokazują badania, przeciętna cena za metr kwadratowy na wsi wynosi 79 złotych. W stosunku do dużych miast różnica jest ogromna – tu za metr trzeba zapłacić nawet siedem razy więcej.

 Nasi ankietowani zaznaczają, że budowa domu trwa od 1 do 3 lat, dlatego też zalecamy, aby dobrze przemyśleć całą inwestycję. Przede wszystkim to, jaki ten wymarzony dom będzie, gdzie będzie zlokalizowany, gdzie najlepiej będzie kupić działkę, ale również warto dobrze wybrać ekipę budowlaną – wymienia Karolina Pluta.

Jak pokazują przeprowadzone badania, większość Polaków poszukiwania ekipy budowlanej zaczyna dość późno. Ekspertka przekonuje jednak, że warto jednak podejść do tego zadania poważnie i dokładnie sprawdzić firmy – jaką cieszą się opinią i jakie dotychczas realizowały budowy.

Wcześniejsze znalezienie firmy pozwoli nie tylko na wybranie najkorzystniejszej oferty, lecz także na rozpoczęcie budowy w takim terminie, w jakim my chcemy, a nie w jakim wymarzona firma jest dostępna – ocenia Pluta.

Zakup domu w stanie pod klucz, to poważny wydatek. Przeciętnie trzeba liczyć się z kosztem rzędu 360 tysięcy złotych. Dom w stanie surowym otwartym, czyli bez okien i drzwi, jest znacznie tańszy – cena wynosi około 201 tysięcy. Jak pokazuje raport Oferteo, Polacy preferują system gospodarczy. 

Najczęściej chcą zlecać pierwszej firmie budowlanej oddanie domu w stanie surowym zamkniętym bądź surowym otwartym. Kolejne etapy budowy będą realizowali wspólnie z innymi firmami. Taki system pomoże lepiej zarządzać kosztami, co jest szczególnie ważne, kiedy wiadomo, że budowa domu jest inwestycją bardzo długą, bardzo kosztowną – mówi Karolina Pluta.

Taki system pozwala mieć większą kontrolę nad kosztami, zwłaszcza że podczas budowy mogą pojawić się dodatkowe koszty, jak na przykład utworzenie drogi dojazdowej, instalacja kanalizacji czy wzrost ceny materiałów budowlanych. Jak pokazują badania, koszty te zazwyczaj nie przekraczają jednak 10 procent początkowej wyceny.

Rynek reklamy czeka dobry rok, ale potrzeba nowych pomysłów na promocję

Polacy są coraz bardziej odporni na reklamy. Kampanie są do siebie podobne, więc zdaniem ekspertów na rynku będzie następował ruch w kierunku innowacyjnych promocji. To szansa dla domów mediowych i twórców reklam. Dzięki dobrej koniunkturze w gospodarce wydatki na reklamę będą rosły.

Moim zdaniem rynek reklamy jest przeinwestowany. Reklamodawcy inwestują za dużo w komunikację, mogą z tym samym skutkiem inwestować mniej. Skutek ten, generalnie rzecz biorąc, jest słaby. Efektywność reklamy w czasie maleje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego OMD. – To, co jeszcze 3 lata temu działało, teraz przestało. I to jest nadzieja dla rynku reklamowego, bo to znaczy, że musimy zacząć znowu myśleć, a nie tylko wydawać więcej pieniędzy.

Bierzyński podkreśla, że rok 2014 zapowiada się dobrze dla branży reklamowej. Wynika to przede wszystkim z poprawy koniunktury gospodarczej. Jak przypomina, już rok temu wydatki na reklamę nieznacznie wzrosły, a w tym roku ożywienie powinno być bardziej zauważalne. Nie we wszystkich branżach wyniki będą jednak tak samo dobre.

O ile w sektorze detalicznym i w handlu poprawa będzie wyraźna, o tyle reklamodawcy z sektora FMCG (towary szybko zbywalne) oraz telekomunikacyjnego przeznaczą na reklamę mniej pieniędzy. Zwłaszcza w tym pierwszym przedsiębiorcy są zmuszeni walczyć o utrzymanie marży i mogą znacznie obciąć wydatki marketingowe.

Głównie ze względu na bardzo dynamiczny rozwój marek własnych dyskontów, szczególnie Lidla i Biedronki, ale myślę także o Żabce. Jest takich trzech graczy, którzy bardzo intensywnie się rozwijają i którzy wprowadzają na rynek swoje własne marki produkowane na ich zlecenie. Te marki coraz skuteczniej konkurują z dużymi międzynarodowymi brandami, które tradycyjnie były najbardziej wspierane w mediach reklamą. A po drugie jest to kwestia wojny o marżę – analizuje Bierzyński.

Dodaje, że mając do dyspozycji mniejsze budżety, przedsiębiorcy z branży FMCG przeznaczają środki raczej na wsparcie sprzedaży, a nie na reklamę. Zyskują na tym sieci dystrybucyjne.

Podobnie jest w sektorze telekomunikacyjnym, gdzie nasycenie rynku doprowadziło do znacznego spadku marż. Do tej pory firmy z tego rynku wydawały, w ocenie Bierzyńskiego, nieracjonalnie dużo na reklamę. Te środki nie przekładały się na poprawę wyników sprzedażowych, a stanowiły poważne obciążenie dla budżetów spółek.

Wszyscy operatorzy szukają oszczędności. Wydatki na marketing i reklamę są naturalnym, szybkim źródłem oszczędności po to, żeby wykazać inwestorom lepsze wyniki. Pierwsza weryfikacja przyszła po przejęciu Polkomtela przez pana Solorza. Tu widać tąpnięcie od razu w wydatkach, co pokazuje tylko, że wydatki na reklamę w tym sektorze nie przekładały się na faktyczną sprzedaż. Właściciele firm walczą o pozytywny wynik finansowy, żeby pokazać ten wynik na giełdzie, a w mniejszym stopniu zabiegają o pozyskanie nowych klientów – tłumaczy Bierzyński.

Dodaje, że nieefektywność wydatków na reklamę to nie tylko problem branży telekomunikacyjnej, lecz także całego rynku. Według Bierzyńskiego reklamodawcy od wielu lat walczyli głównie pod względem wydatków na marketing, a bez rzetelnej oceny skutków. Doprowadziło to do ciągłego wzrostu wydatków, a także do tego, że kampanie konkurencyjnych firm są coraz bardziej do siebie podobne. To z kolei uodporniło Polaków na reklamę.

Zdaniem Bierzyńskiego, szczególnie reklama telewizyjna pochłania nieproporcjonalnie dużo środków w stosunku do efektywności.

W ciągu ostatnich lat jakość tej komunikacji bardzo się popsuła. Wszyscy robią to, co wszyscy. Wszyscy naśladują swoje wzajemne komunikaty. Jeżeli teraz widzę kampanię środków farmaceutycznych, to naprawdę nie wiem, czyja to jest kampania. Bo one wszystkie są identyczne. Reklamodawcy ścigają się bardzo podobnym komunikatem i podobnym konceptem, wydając po prostu więcej i to jest nieefektywna metoda prowadzenia biznesu  – ocenia Bierzyński.

Rząd zajmie się dziś specjalnymi strefami ekonomicznymi. Doprecyzuje zasady ich działania

Rząd zajmie się dziś zmianami w ustawie o specjalnych strefach ekonomicznych. Będą one dotyczyły m.in. zasad zwrotu pomocy publicznej na wniosek firmy lub wygaszania zezwolenia na działalność w SSE. Projekt ma też doprecyzować sposób ubiegania się o pomoc na terenach nieobjętych jeszcze strefą. Zdaniem wiceprezesa Wałbrzyskiej SSE, zachęty dla przedsiębiorców to szansa na rozwój usług outsourcingowych w mniejszych aglomeracjach.

Przyszłość outsourcingu to badania rozwojowe czy usługi, które mają na celu rozwój nowoczesnego zarządzania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Jakacki, wiceprezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest Park. –  Chodzi tu między innymi o zarządzanie poprzez projekty.

W Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej jest kilka firm świadczących usługi outsourcingowe w zakresie logistyki. Jednak gorzej
jest, jeśli chodzi o rynek IT, finanse czy księgowość.

Wynika to z przekonania o braku zasobów ludzkich w naszym regionie albo przynajmniej z przekonania firm prowadzących te usługi, że takich zasobów nie ma – mówi Jakacki. –  Jednak dzisiaj w aglomeracji wałbrzyskiej są takie zasoby. Na terenie Wałbrzycha działają trzy szkoły wyższe: filia Politechniki Wrocławskiej, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Wałbrzyska Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości. Ich absolwenci zaczynają już wchodzić na rynek pracy – dodaje rozmówca Newserii Biznes.

Tym, co sprawia, że inwestorzy chętnie lokują swoje zakłady w specjalnych strefach ekonomicznych, są ulgi podatkowe. Wysokość zwolnień podatkowych czy innych przywilejów zależy od wielkości inwestycji i kosztów utworzenia nowych miejsc pracy.

Główną zachętą dla inwestorów jest zwolnienie z podatku dochodowego – mówi Tomasz Jakacki. –  W aglomeracji wałbrzyskiej małe i średnie przedsiębiorstwa mogą liczyć nawet na 60 procentowy zwrot nakładów inwestycyjnych lub dwuletnich kosztów utworzenia miejsc pracy – mówi Jakacki. – Trochę mniej mogą uzyskać duże firmy – dodaje.

Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna Invest-Park licząca ok. 2,2 ha to największa polska specjalna strefa ekonomiczna. Obejmuje tereny położone w województwach wielkopolskim, lubuskim, dolnośląskim i wielkopolskim. W ostatnich dniach zezwolenie na produkcję otrzymały m.in. Electrolux (który planuje zainwestować 11 mln zł) i zajmująca się mechaniczną obróbką metalu firma SACHER, która zamierza zainwestować 3 miliony. W 2014 r. planowane jest wydanie dwudziestu kilku zezwoleń.

Polskie akcenty na Cannes Shopping Festival 2014

Zbliża się jedenasta edycja Cannes Shopping Festival, jednego z największych wydarzeń w świecie mody. W tym roku prezentacja twórczości uznanych projektantów odbędzie się w dniach od 18 do 21 kwietnia. Warto odnotować, że w bogato przygotowanym programie, obejmującym przede wszystkim pokazy mody, paletę tematycznych wieczorów i porady designerów, nie zabraknie polskich akcentów.

Obecność stylistów znad Wisły w tak prestiżowym projekcie cieszy i napawa optymizmem. Zaproszenie do udziału w Cannes Shopping Festival jest bowiem zarówno wysokim wyróżnieniem, jak i wielką szansą. To również dowód na to, że polski rynek mody z roku na rok coraz bardziej się rozwija, osiągając w rezultacie – jak widać – światowy poziom.

Polskim dniem w Cannes będzie poniedziałek 21 kwietnia, kiedy to w Palais des Festival nasi najwięksi designerzy pokażą światu zaprojektowane przez siebie kreacje. Wśród nich znajdą się m.in. unikalne kreacje wieczorowe Sylwii Romaniuk, perfekcyjnie wykończone obuwie Justyny Mariotti oraz wyjątkowa biżuteria Firmy Jubilerskiej Pietrzkiewicz. Nie zabraknie również szerokiej gamy ekskluzywnych torebek sygnowanych marką antbag by ania. Ich niepowtarzalne wzory i najwyższej jakości wykończenie sprawiło, że przypadły one do gustu m.in. światowej sławy tenisistce Serenie Williams.

Zaproszenie polskich projektantów to dowód, że moda w Polsce się rozwija i ma się dobrze. To również dowód na to, że mamy zdolnych projektantów i duży popyt na niszowe marki.

Warta w 2013 r.: świetne wyniki na trudnym rynku

Spółki Warty osiągnęły w 2013 r. znakomite wyniki finansowe, z powodzeniem rywalizując na bardzo konkurencyjnym rynku. Sprawnie i szybko przeprowadzona integracja Warty i HDI Asekuracja poprawiła pozycję konkurencyjną spółki majątkowej.

– 2013 r. był okresem bardzo intensywnej pracy nad integracją spółek Warty i HDI Asekuracja. Osiągnięte w tym czasie wyniki pokazują, że dobrze wybraliśmy strategię integracji dwóch tak dużych podmiotów i metody jej przeprowadzenia. Kluczem do sukcesu była szybkość połączenia dwóch spółek, w jeden sprawnie działający organizm, który zajął pozycję wicelidera rynku. Dziś można powiedzieć, że kluczowe projekty integracyjne są już zakończone, w wielu wypadkach przed zakładanymi terminami. Jesteśmy szczególnie zadowoleni z tego, że integrując spółki jednocześnie potrafiliśmy z powodzeniem rywalizować na bardzo konkurencyjnym rynku – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu TUiR i TUnŻ Warta.

Majątkowa Warta zebrała w 2013 r. 3,4 mld zł składek brutto. Równocześnie spółka wykazała znakomite wyniki finansowe. Wynik techniczny na poziomie 97 mln zł jest ponad dwa razy lepszy niż osiągnięty w 2012 r. Zysk netto w wysokości 244 mln zł jest również znacząco wyższy, jeśli porównywać tylko efekty regularnej działalności Warty, bez tzw. transakcji jednorazowych (w 2012 r. spółka sprzedała z zyskiem swoje udziały w PTE i TFI).

– Strategiczna decyzja o oferowaniu ubezpieczeń indywidualnych pod dwiema markami (Warta i HDI) w ramach jednej spółki TUiR Warta, pozwoliła nam na utrzymanie klientów obu marek w warunkach bardzo ostrej konkurencji. Obecnie mamy bardzo szeroką ofertę dla każdego Polaka. Konsekwentnie rozwijamy ją i pracujemy nad jeszcze lepszym pozycjonowaniem. Jednocześnie pamiętamy o właściwej selekcji ryzyka i segmentacji klientów, co zapewnia nam rentowność działalności. Za nami okres zmian operacyjnych, które świetnie przygotowały nas do rywalizacji na rynku ubezpieczeniowym. Teraz koncentrujemy się na rozwoju sprzedaży. W 2014 r. chcemy wykorzystywać nasze przewagi konkurencyjne do dalszego umacniania naszej pozycji – wyjaśnia Jarosław Parkot.

Z początkiem 2014 r. Warta wprowadziła zupełnie nową organizację sieci sprzedaży. Wszyscy sprzedawcy (około 16 tys. osób) dostali możliwość oferowania zarówno ubezpieczeń pod marką HDI, jak i Warty. Do tej pory tylko część z nich miało takie uprawnienia. Oznacza to istotne zwiększenie dostępności do bardzo szerokiej oferty spółki. Jednocześnie utrzymano odrębność w zarządzaniu dwiema sieciami sprzedaży. Agenci oferują też zupełnie nową paletę ubezpieczeń komunikacyjnych, której konstrukcja uwzględnia różne potrzeby klientów marek HDI i Warty.

Innowacyjność i wysoka jakość oferty sprawiają, że ubezpieczenia Warty cieszą się niezmiennym uznaniem konsumentów i ekspertów. W ostatnim czasie ubezpieczeniom mieszkaniowym ankietowani konsumenci przyznali tytuł „Dobry Produkt 2013 – Wybór Konsumentów”.

– W ubezpieczeniach na życie z powodzeniem realizujemy strategię zwiększania znaczenia w portfelu ubezpieczeń ze składką regularną, które przynoszą nam niemal 16 proc. przychodów ze składek. Nasz rozwój opiera się na trzech filarach – współpracy typu bancassurance, ubezpieczeniach grupowych oraz indywidualnych. Sukcesywnie zwiększamy dostępność naszej oferty przez rozbudowę sieci sprzedaży – mówi Jarosław Parkot.

W efekcie, na koniec 2013 r. spółka życiowa Warty również osiągnęła znakomite wyniki, znacznie lepsze od planowanych. Przychody ze składek wyniosły 2,2 mld zł. Wynik techniczny wyniósł 18 mln zł, a zysk netto 21 mln zł.

– W ostatnich miesiącach odnowiliśmy naszą paletę produktów, zarówno dla klientów indywidualnych jak i grupowych. Oferowane ubezpieczenia są nowoczesne i spełniają oczekiwania klientów, co powinno przełożyć się na lepsze wyniki sprzedaży. Podpisaliśmy też trzy długoterminowe umowy o współpracy z dużymi bankami, co znajdzie odzwierciedlenie w tegorocznych wynikach. Obecnie w ramach szeroko pojętej współpracy bancassurance współpracujemy z 26 partnerami, którzy mają w ofercie 35 naszych produktów. Jesteśmy już po fuzji prawnej spółek TUnŻ Warta i HDI-Gerling Życie. Teraz czas na integrację operacyjną. Będziemy tu wykorzystywać dobre praktyki i doświadczenia z procesu połączenia spółek majątkowych. To pozwoli szybko i sprawnie przygotować naszą firmę do rywalizacji w segmencie ubezpieczeń na życie – mówi Jarosław Parkot.

Obie spółki tradycyjnie gwarantują swoim klientom stabilność. Wskaźniki bezpieczeństwa finansowego kształtują się na poziomie wyższym od wymogów ustawowych. Na koniec 2013 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR WARTA wyniósł 303%, a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 124%. Dla spółki życiowej te wskaźniki wyniosły odpowiednio 230% i 112%. Warto też przypomnieć, że agencja ratingowa Standard&Poor’s utrzymuje bardzo wysoką ocenę Warty na poziomie A z perspektywą stabilną.

Inauguracja kampanii „Tydzień z Internetem”

24 marca 2014 r. (poniedziałek) o godzinie 11.30 w Pałacu Prezydenckim Szef Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Jacek Michałowski weźmie udział w uroczystej inauguracja kampanii „Tydzień z Internetem”. Inauguracji towarzyszyć będzie dyskusja o roli Internetu w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego oraz zaprezentowany zostanie wspólny projekt Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Senatu pod Honorowym Patronatem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego „Cyfrowe Archiwa Przełomu 1989-1991”. „Tydzień z Internetem” to ogólnoeuropejska akcja koordynowana przez organizację pozarządową Telecentre Europe, wspierana przez Neelie Kroes, Wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej i Komisarz Unii ds. Agendy Cyfrowej. Celem kampanii jest pokazanie, jak Internet i znajomość nowych technologii mogą pomóc w poszukiwaniu pracy i zaplanowaniu przyszłości zawodowej.

Źródło: Prezydent.pl

Gala plebiscytu „Złoty Inżynier” z udziałem Prezydenta RP

25 marca 2014 roku (wtorek) o godz. 12.00 w Pałacu Prezydenckim Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski weźmie udział w uroczystej Gali podsumowującej XX edycję plebiscytu „Przeglądu Technicznego” o tytuł „Złotego Inżyniera”. „Złoty Inżynier” to nagroda, która promuje dokonania polskich inżynierów. Celem plebiscytu jest wyrażenie uznania tym, którzy przekształcają Polskę i jej gospodarkę oraz zwrócenie uwagi na rolę inżynierów w budowaniu innowacyjnej i konkurencyjnej gospodarki.

Źródło: Prezydent.pl

Odprawa kierowniczej kadry MON i SZ RP z udziałem Prezydenta RP

26 marca 2014 br. (środa) o godz. 10.00 w Sztabie Generalnym WP (ul. Rakowiecka 4a) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski weźmie udział w dorocznej odprawie rozliczeniowo-koordynacyjnej kadry kierowniczej Ministerstwa Obrony Narodowej i Sił Zbrojnych RP. Celem spotkania jest podsumowanie działań podjętych przez MON w ubiegłym roku oraz wskazywanie najważniejszych zadań dla Sił Zbrojnych w 2014 roku.  Program dla mediów: godz. 10.00    Powitanie Prezydenta RP, wręczenie aktów nadania i znaków tytułów honorowych: „Przodujący Oddział Wojska Polskiego” i „Przodująca Instytucja Wojskowa” (uroczystość z ceremoniałem wojskowym na dziedzińcu SG WP) godz. 10.20    Rozpoczęcie odprawy(sala im. gen. F. Gągora w SG  WP) ok. godz. 11.45

Źródło: Prezydent.pl

Wizyta Prezydenta RP w Piasecznie

27 marca 2014 r. (czwartek) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski odwiedzi Piaseczno. Program prasowy wizyty: Godz. 9.00     Uroczystość nadania rondu w Piasecznie imienia Tadeusza Mazowieckiego (skrzyżowanie ul. Nadarzyńskiej z ul. Wojska Polskiego), planowane wystąpienie Prezydenta RP. Wejście do sektora prasowego w godz. 8.15 – 8.45. Rozstawienie wozów transmisyjnych do godz. 7.00. Godz. 9.40     Spotkanie ze społecznością lokalną powiatu piaseczyńskiego (Szkoła Podstawowa nr 1, ul. Świętojańska 18), planowane wystąpienie Prezydenta RP.

Źródło: Prezydent.pl

Coraz wyższe odszkodowania w sądach dla poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych

0

CEO Magazyn Polska

Polacy uzyskują w sądach coraz wyższe odszkodowania od towarzystw ubezpieczeniowych. Za 1 proc. uszczerbku na zdrowiu można uzyskać 2,5 tys. zł. To prawie czterokrotnie więcej niż jeszcze kilka lat temu. Klienci Europejskiego Centrum Odszkodowań w ubiegłym roku otrzymali odszkodowania na łączną kwotę ponad 160 mln zł. Dziś firma prowadzi ponad 11 tys. spraw obejmujących roszczenia na kwotę 350 mln zł.

 – Kwoty uzyskiwanych odszkodowań na drodze sądowej są znacząco wyższe niż w latach poprzednich. Jeszcze 57 lat temu na drodze postępowania sądowego te odszkodowania były wypłacane w kwotach około 700 zł za 1 proc. uszczerbku na zdrowiu. Dziś są to kwoty w okolicach 2,22,5 tys. zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Lewandowski, prezes zarządu Europejskiego Centrum Odszkodowań.

Wolniej rosną odszkodowania wypłacane przez towarzystwa ubezpieczeniowe w drodze przedsądowej.

Lewandowski podkreśla, że decyzje sądów są słuszne z punktu widzenia poszkodowanych. Choć wysokość odszkodowań wciąż jest w Polsce niższa niż unijna średnia, to znacznie się do niej zbliżyliśmy. Kilka lat temu Polacy mogli liczyć na 10 proc. tego, co otrzymywali mieszkańcy Europy Zachodniej; obecnie to już ok. 50 proc.

Prezes Europejskiego Centrum Odszkodowań ocenia, że kwoty odszkodowań w Polsce będą nadal równomiernie rosły. W ciągu najbliższych kilku lat powinny się podwoić.

Rośnie również liczba spraw, które wnoszą poszkodowani. W ubiegłym roku EuCO skierowało do sądów 3,2 tys. spraw, w tym roku zapewne będzie to 5 tys. W 2013 r. do spółki łącznie trafiło 25 tys. spraw. W tym roku EuCO zakłada, że będzie ich ok. 30 tys.

 – Kwota, którą zgłosiliśmy do sądów w ubiegłym roku, to 136 mln zł. Chcemy, żeby w roku 2014 ta kwota przekroczyła 200 mln zł. Oczywiście nie możemy zapominać, że mamy do uzyskania jeszcze kwoty na drodze postępowania przedsądowego, czyli na drodze likwidacji przedsądowej. To jest ponad 100 mln zł do uzyskania – zapowiada Lewandowski. – Jeżeli chodzi o łączną liczbę spraw, które dzisiaj prowadzimy, to są roszczenia zgłoszone do towarzystw tak na drodze likwidacji przedsądowej, jak i na drodze likwidacji sądowej na kwotę przeszło 350 mln zł. Jest to ponad 11 tys. spraw.

Wciąż jednak niewielu Polaków wie, w jaki sposób mogą uzyskać wyższe odszkodowanie.

 – Niewiele osób wie o tym, że może z powodzeniem dochodzić roszczeń odszkodowawczych za zdarzenia, które miały miejsce nawet kilkanaście lat temu. Dzisiaj mamy doświadczenia wypłaty dużo wyższych kwot niż jeszcze kilka lat temu. Na przykład w 2013 roku uzyskaliśmy odszkodowanie za jedną sprawę przeszło 1,3 mln zł – mówi Lewandowski.

Grupa EuCO zajmuje się wspieraniem osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Pomaga im zdobyć odszkodowanie z ubezpieczenia OC sprawcy. Najpierw prowadzi negocjacje z towarzystwami ubezpieczeniowymi, a w przypadku ich niepowodzenia kieruje sprawę do sądu. Poprzez taką procedurę EuCO uzyskuje dla swoich klientów wyższe odszkodowania niż pierwsze, proponowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Niedawno firma pozyskała stutysięcznego klienta.

Grecka gospodarka może w tym roku wyjść z recesji. Do odbicia niezbędny jest jednak społeczny optymizm

CEO Magazyn Polska

 – Grecka gospodarka nie potrzebuje kolejnych oszczędności, ale wzrostu optymizmu wśród społeczeństwa – uważa Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes firmy Vivus Finance. W Atenach od kilku tygodni trwają negocjacje przedstawicieli tzw. trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego z przedstawicielami greckich władz na temat planów naprawy sytuacji gospodarczej w tym kraju. 

 Grecy oczekują od trojki konkretnego planu i zrozumienia, że Grecja nie ma własnego ogromnego przemysłu, jak Hiszpania czy Włochy. Jest krajem nastawionym na rolnictwo, usługi i turystykę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes Vivus Finance. – Powinno się też zrozumieć, że oszczędności i cięcia nie pozwolą powrócić na ścieżkę wzrostu. Trzeba trochę poluzować i sprawić, by Grecy uwierzyli, że jest szansa na wyjście z kryzysu w najbliższym czasie.

Grecja była krajem, który z powodu nadmiernego zadłużenia najbardziej ucierpiał podczas rozpoczętego w 2007 r. kryzysu finansowego. W ciągu sześciu lat gospodarka skurczyła się o jedną czwartą. Reformy, które muszą przeprowadzać władze, to warunek trojki, by Grecji udzielono finansowej pomocy międzynarodowej. Plany naprawcze rządu zakładają m.in. redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym. Do końca roku pracę może stracić 11 tysięcy osób. 

 – W wyniku kryzysu cofnęliśmy się o 15 lat – twierdzi Notopoulos. – Zanikła klasa średnia, a mnóstwo ludzi nagle utraciło swoje mieszkania, prace i status społeczny. Brakuje nadziei na przyszłość, a optymizm społeczny jest niezbędny do gospodarczego odbicia

Wysokie bezrobocie (28 proc.) jest jednym z najpoważniejszych problemów greckiej gospodarki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska przewidują jednak, że Grecja wykaże wzrost PKB za 2014 r., a przynajmniej za ostatnie miesiące tego roku.

Ateńskie negocjacje przyspieszyły za sprawą zezwolenia na emisję akcji przez Eurobank – jeden z największych greckich banków.

 – Banki są motorem gospodarki i jeśli Eurobank wejdzie na międzynarodowe rynki finansowe, to będzie to znak, że zaczynają one ponownie wierzyć Grecji – przekonuje Notopoulos.

Tradycyjnie zdecydowana większość greckich banków należała do państwa lub greckich rodzin. Obecnie na rynku pojawiają się zagraniczni inwestorzy.

Paradoksalnie jednak kryzys ma też swoje dobre strony. Dzięki zwiększonym kontrolom ze strony fiskusa, choć uciążliwym dla przedsiębiorców, władzom udaje się skutecznie walczyć z unikaniem płacenia podatków. 

 – Dzisiaj każda osoba, która prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą musi co miesiąc do urzędu skarbowego składać w formie elektronicznej książkę przychodów i rozchodów. Fiskus ma pełne informacje na temat tego, co się dzieje dzisiaj w gospodarce – mówi Notopoulos.

W efekcie tego typu wymogów Grecja pod względem informatyzacji w administracji staje się jednym z najbardziej rozwiniętych krajów europejskich. W tym roku 97 proc. deklaracji podatkowych zostanie złożonych w postaci elektronicznej.

 – Dochodzi nawet do śmiesznych sytuacji. Dwa tygodnie temu grecki resort finansów wydał interpretację zgodnie z którą każdy Grek, który nie ma adresu e-mailowego, będzie płacił karę od 100 do 200 euro. Posiadanie własnego adresu e-mail jest bowiem niezbędne, by móc zalogować się do systemu elektronicznej deklaracji podatkowej – mówi Loukas Notopoulos.

Dziś start nowych indeksów na GPW. Mają zwiększyć płynność i przejrzystość

CEO Magazyn Polska Na GPW debiutują indeksy WIG50 oraz WIG250. Zastąpią one dotychczasowe indeksy średnich i małych spółek – mWIG40 oraz sWIG80. Dzięki tej zmianie inwestorzy mają otrzymać lepszy wskaźnik koniunktury wśród spółek o średniej i niskiej kapitalizacji. Jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, zyskać mogą też spółki, które znajdą się w nowych indeksach.
 
WIG50 oraz WIG250 są obliczane i publikowane przez GPW od dzisiaj. Po piątkowej sesji, 21 marca do historii przeszły indeksy małych spółek – sWIG80 i WIG-Plus. Z kolei mWIG40 będzie obliczany do 31 grudnia 2015 roku, ponieważ jest on bazą dla instrumentów pochodnych, które wciąż są w obrocie. Kontrakty terminowe oparte o nowy indeks WIG50 zostaną wprowadzone do obrotu pod koniec 2014 roku. Nowe indeksy WIG50 oraz WIG250 to kontynuacja przebudowy struktury wskaźników na GPW, która rozpoczęła się od wprowadzenia WIG30 jesienią 2013 roku.
 
Naszą intencją przy tworzeniu tej nowej struktury indeksu było zachowanie dotychczasowych zasad, a więc utrzymanie tego podziału na indeks największych spółek, średnich spółek oraz spółek małych. Tak samo będzie teraz, dalej będziemy mieli indeks blue chipów WIG30, indeks spółek średnich WIG50 i indeks spółek małych WIG250. Przy czym od momentu, w którym rozpoczęliśmy publikację tych starych indeksów, bardzo mocno wzrosła nam liczba notowanych spółek na giełdzie, a więc dużo spółek zostawało za tymi indeksami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Wiśniewski, przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych w GPW.
 
Według GPW, nowe indeksy będą lepiej odzwierciedlać zróżnicowanie spółek, które są notowane na warszawskim parkiecie. Dotyczy to zarówno podziału emitentów pod względem wielkości kapitalizacji, jak i sektorów gospodarki, które te spółki reprezentują. Przykładowo, w WIG50 znajdzie się wiele instytucji finansowych oraz spółek z sektora handlu i usług.
 
Struktura branżowa w pewnym sensie będzie odpowiadać temu, jak wyglądają spółki po tej pierwszej trzydziestce. A więc tutaj mamy dużo spółek z branży finansowej, np. Getin Noble Bank czy Millennium Bank, ale także nowe spółki jak Energa, która niedawno debiutowała na giełdzie, oraz wiele spółek z branży usługowej – mówi Wiśniewski.
 
Te zmiany mogą być korzystne dla firm, które dotychczas pozostawały poza indeksami mWIG40 czy też sWIG80. Spółki wchodzące w skład indeksów są lepiej obserwowane przez rynek, zarówno inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. To umożliwia wzrost płynności ich akcji – a więc pojawia się więcej kupujących i sprzedających, rośnie liczba transakcji. W rezultacie spółka staje się bardziej atrakcyjna dla kolejnych inwestorów, którzy wymagają wysokiej płynności.
 
Będzie zwiększone zainteresowanie tymi spółkami, taką sytuację mogliśmy obserwować na  przykładzie indeksu WIG30. Kiedy w portfelu tego indeksu pojawiło się 10 nowych spółek, widzimy też, że zainteresowanie tymi spółkami wzrosło. Tak samo może być w przypadku indeksu WIG50 i WIG250  do tych indeksów trafiają nowe spółki i tym samym one mogą się znaleźć w orbicie zainteresowania zarówno inwestorów finansowych, jak i indywidualnych – uważa Wiśniewski.
 
Jednym z istotnych elementów najnowszej strategii GPW jest pobudzanie rozwoju rynku instrumentów pochodnych. Nowe indeksy na warszawskiej giełdzie, których celem jest zwiększenie transparentności i płynności rynku, mają także przyciągać inwestorów na rynki kontraktów lub opcji. Pod koniec roku ma rozpocząć się handel instrumentami opartymi o indeksy WIG30 i WIG50. Znajda się one w obrocie równolegle z kontraktami na mWIG40 i WIG20, które zostaną ostatecznie wycofane od czerwca 2015 roku.
 
Nie zmieni się sposób obliczania indeksów. WIG50 i WIG250 będą tzw. indeksami cenowymi, a więc będą obliczane na podstawie cen transakcyjnych, bez uwzględnienia dochodów z dywidend.

PGNiG Termika inwestuje poza Warszawą

0

CEO Magazyn Polska

Do 2020 r. PGNiG TERMIKA zainwestuje w rejonie warszawskim ponad 4 mld zł – wynika ze strategii spółki. Okolice stolicy to kluczowy teren jej działalności. Obok głównych projektów strategicznych, do których należy budowa bloku gazowego czy kotłowni olejowo-gazowej na Żeraniu, firma inwestuje poza Warszawą – w Poznaniu i Stalowej Woli.

Termika rozważa też koncepcje budowy spalarni śmieci. Możliwe lokalizacje spalarni śmieci – Kawęczyn lub Wola – i termin realizacji inwestycji będą zależały od decyzji władz miasta. Jak wyjaśnia prezes spółki, z punktu widzenia technicznych aspektów funkcjonowania przyszłej spalarni, prawobrzeżny Kawęczyn ma więcej zalet. Wśród nich m.in. większe możliwości wyprowadzenia ciepła oraz energii elektrycznej.

 – Trzeci plus jest taki, że w okolicach Kawęczyna istnieje dzisiaj bardzo mała spalarnia miejska, tak zwany ZUSOK [Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych – red.]. Czwartą zaletą jest to, że dookoła Kawęczyna de facto jest strefa niezurbanizowana i są to lokalizacje głównie przemysłowe – dodaje Andrzej Gajewski. – Zlokalizowanie spalarni na Woli jest o tyle dobre, że jest blisko do wysypiska czy starej hałdy śmieciowej na Bemowie.

PGNiG TERMIKA ogłosiła również, że w połowie tego roku uruchomi przetarg na wybór generalnego wykonawcy bloku gazowego na Żeraniu. Wartość inwestycji szacowana jest na ok. 1,7 mld zł. Biorąc pod uwagę pozostałe projekty, w które spółka ma zamiar zaangażować się w obszarze warszawskim, ich łączna wartość do 2020 r. wyniesie ponad 4 mld zł.

Choć PGNiG TERMIKA w pierwszej kolejności stawia na poprawę efektywności dostaw ciepła dla Warszawy, równolegle rozważa też projekty inwestycyjne w innych miastach.

 – Jedynym z nich jest Poznań. Naszym celem jest wybudowanie ekologicznego źródła wytwarzania ciepła, oferującego konkurencyjny cenowo produkt dla mieszkańców. W okolicach Poznania jest lokalna kopalnia PGNiG – Kościan-Błońsko, z której możemy pozyskać gaz dla tej elektrociepłowni – mówi prezes PGNiG TERMIKA.

Ciepłownicza spółka ma w planach budowę w Poznaniu elektrociepłowni gazowej o mocy do 100 MW, która będzie dostarczać ciepło do miejskiej sieci Dalkia Poznań.

Projekt Stalowa Wola zakłada wybudowanie do połowy 2015 roku bloku gazowo-parowego o mocy 450 MWe oraz 240 MWt.  EC SW będzie dostarczać ciepło dla miast Stalowa Wola i Nisko oraz położonych w ich rejonie przedsiębiorstw przemysłowych, a ponadto będzie zasilać w energię elektryczną Krajowy System Elektroenergetyczny. Elektrociepłownia Stalowa Wola ma według założeń produkować rocznie 3000 GWh energii elektrycznej i spalać około 600 mln m3 gazu ziemnego wysokometanowego.

Coraz niższe marże na leki refundowane

CEO Magazyn Polska

Obowiązująca w tym roku 5-proc. marża na leki refundowane utrudnia działalność przedsiębiorstwom farmaceutycznym. By uniknąć strat, zmuszone są one do redukcji kosztów. Skala cięć jest poważna. Dla Pelionu, jednego z największych przedsiębiorstw na rynku farmaceutycznym, oznacza ona w tym roku konieczność ograniczenia kosztów o 20 mln zł.

 Wprowadzane od kilku lat stopniowe ograniczanie marż, spowodowało konieczność ograniczania kosztów w latach 20122013. Także w tym roku czeka nas kolejna obniżka kosztów o 20 mln złotych, by, mimo zmniejszonych marż, utrzymać wyniki na niezmienionym poziomie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariola Belina-Prażmowska, wiceprezes zarządu ds. rozwoju i relacji inwestorskich w firmie Pelion.

Ustawa refundacyjna, która tak utrudnia życie branży farmaceutycznej, została wprowadzona na początku roku 2012. Jednym z jej skutków było ograniczenie marż na leki refundowane. W roku 2012 marże ustalono na poziomie 7 proc., w 2013 – 6 proc., a w tym roku – 5 proc. Dodatkowym utrudnieniem działalności jest zakaz reklamy aptek. Tracą one na rzecz innych placówek handlowych, jak supermarkety czy stacje benzynowe, które również prowadzą sprzedaż leków bez recepty, a których zakaz reklamy nie dotyczy.

 – W efekcie duża część sprzedaży aptecznej przeniosła się do innych sieci, które mogły wprost reklamować te same produkty sprzedawane dotychczas w aptekach – podkreśla Mariola Belina-Prażmowska.

W 2012 i 2013 roku Pelion restrukturyzował koszty w segmencie sprzedaży detalicznej i prowadził inne działania, które miały na celu zwiększenie sprzedaży w aptekach.

 – Efekty były widoczne już w 2013 r. Po zakończeniu ubiegłego roku firma wykazała się wysoką zdolnością operacyjną i odnotowaliśmy ponad 9-proc. dynamikę przychodów ze sprzedaży. Grupa zmniejszyła koszty operacyjne w wartościach bezwzględnych o 7 mln zł, wskaźnikowo o około 1 proc. – informuje wiceprezes.

Podkreśla, że Pelion osiągnął wyższe obroty przy obniżonych kosztach. Dzięki wykorzystaniu istniejących w grupie tarcz podatkowych dynamika zysku netto była wysoka, a osiągnięty wynik netto to 100 mln zł.

 – Wskaźnik rentowności netto na poziomie 1,4 nas nie zadowala – musimy działać w interesie wszystkich, dla dobra pacjenta, dla bezpieczeństwa banków i dobra naszych pracowników. A przy takich wskaźnikach rentowności trudno mówić o satysfakcji – stwierdza Mariola Belina-Prażmowska.

T-Mobile chce oferować przelewy przez Facebooka i ze zdjęcia. W dalszej perspektywie myśli o usługach w nowych obszarach

T-Mobile, jeden z czterech największych operatorów komórkowych w Polsce, rozpoczyna ekspansję w nowych kategoriach. Pierwszym efektem tych działań będzie nowa usługa bankowa, stworzona na bazie banku internetowego Alior Sync, ale operator planuje także wejście w inne segmenty, takie jak ochrona zdrowia.

 Alior Sync jako Sync zanika, wprowadzamy nową usługę bankową. Myślę, że to będzie zdarzenie przełomowe. Takiego jeszcze w Polsce nie było. I myślę, że nasi klienci – specjalnie tutaj mówię T-Mobile, ale nie tylkobędą mieli się z czego cieszyć – zapewnia Miroslav Rakowski, prezes zarządu T-Mobile Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Alior Sync to nowoczesny bank internetowy, a właściwie wirtualny. Chociaż jego klienci są de facto klientami stacjonarnego Alior Banku, to skorzystać mogą z szeregu innowacyjnych usług, takich jak przelewy przez Facebooka czy ze zdjęcia. T-Mobile nie chce jednak całkowicie zmieniać oblicza Alior Sync.

– Na początku nie będzie to zupełnie nowy produkt, tylko nowe podejście do tego produktu. Będzie może trochę inaczej wyglądał i sukcesywnie, już w następnym miesiącu, będzie się rozszerzał i bardzo mocno modernizował – tłumaczy Mirosław Rakowski.

T-Mobile posiada bardzo dużą bazę klientów, to blisko 16 milionów podpisanych umów z abonentami, a do tego rozbudowaną infrastrukturę ponad tysiąca punktów sprzedaży. To ogromna baza potencjalnych pożyczkobiorców dla banku internetowego. Ale operator nie chce poprzestawać na usługach finansowych.

– Nie chcemy się zamykać tylko tam, gdzie jest usługa telekomunikacyjna, ale zawsze chcemy rozmawiać z partnerami, którzy są w stanie tę naszą usługę telekomunikacyjną rozszerzać o inne wartości. Bo tu to jest bardzo naturalne – energetyka, finanse, może też opieka zdrowotna i tak dalej – to idzie w tym kierunku – zaznacza prezes zarządu T-Mobile.

T-Mobile jako pierwszy operator w Polsce wprowadził do przedsprzedaży smartfona Samsung Galaxy S 5, którego jednym z głównych filarów jest ochrona zdrowia, co zapewniają wbudowany czujnik tętna i aplikacja S-Health 3.0. Rozbudowanie usług w dziedzinie zdrowia operator odkłada jednak w czasie, skupiając się na razie na innych obszarach.

– Ochrona zdrowia to jest temat raczej dalszej niż bliższej przyszłości. A takie tematy, jak bezpieczeństwo ludzi, obiektów i tak dalej, to są tematy, które już są rozwiązane, są dostępne i nasi partnerzy już je wspierają – tłumaczy Rakowski.

W zeszłym roku T-Mobile podpisał umowę z Tauronem, drugim co do wielkości dostawcą energii w Polsce. Teraz ogłaszany jest alians z Aliorem. T-Mobile zapowiada dalszą ekspansję.

– W innych dziedzinach, zbliżonych do naszej branży, takich jak finanse i energetyka, szukamy partnerów, którzy znają się na tym temacie najlepiej. I tutaj chcemy budować różne alianse. Ogłosiliśmy alians z Tauronem, teraz zaczynamy współpracę z Aliorem. I pójdzie to dalej – zapewnia Miroslav Rakowski, prezes zarządu T-Mobile Polska.

Żywność GMO oraz stosowanie hormonów w hodowli przeszkodami w negocjowaniu warunków umowy o wolnym handlu z USA

CEO Magazyn Polska

Zniesienie ceł to tylko pierwszy i najłatwiejszy krok w negocjowanej warunków umowy o wolnym handlu między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji ma też doprowadzić do ujednolicenia standardów i przepisów dotyczących produkcji. To rodzi problemy w rolnictwie, m.in. związane z żywnością genetycznie modyfikowaną.

W Ameryce szeroko stosuje się GMO, w Europie jest niechęć. Trzeba więc znaleźć porozumienie, żeby pogodzić te dwie różne wartości i systemy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota Dąbrowski, dyrektor wykonawczy Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham).

Negocjacje umowy znanej jako Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) ruszyły w lipcu 2013 r. Od tego czasu co kilka tygodni odbywają się rundy negocjacji dotyczące poszczególnych obszarów. Zarówno administracja w Waszyngtonie, jak i Komisja Europejska liczą na jak najszybsze podpisanie umowy, która mogłaby pozytywnie wpłynąć na kondycję obydwu gospodarek.

Dorota Dąbrowski ocenia, że umowę może uda się podpisać do końca 2015 r. Podkreśla, że zniesienie ceł, czyli fundament umowy o wolnym handlu, to tylko pierwszy krok. Do tego najłatwiejszy, bo już teraz cła między UE i Stanami Zjednoczonymi nie są wysokie.

Jak je się zniesie, to da to od razu korzyści i dla konsumentów, i dla przedsiębiorców, i dla całego łańcucha dystrybucji. Ale ta ważniejsza część i trudniejsza, to jest właśnie pogodzenie dwóch różnych systemów podejścia do produkcji, kontroli całej gospodarki po obu stronach Atlantyku – podkreśla Dąbrowski.

Konflikt występuje między innymi w rolnictwie, gdzie europejskie i amerykańskie standardy bezpieczeństwa znacznie się różnią. W Stanach Zjednoczonych dość powszechnie stosuje się np. genetycznie modyfikowane rośliny. Jak wynika z danych podawanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), w 2010 r. w Stanach Zjednoczonych uprawiano niemal 70 milionów hektarów plonów genetycznie modyfikowanych. W Europie były one wtedy dozwolone w ośmiu krajach, ale ich łączny areał nie przekraczał 1 miliona hektarów.

Inne jest też podejście do stosowania sztucznych hormonów w hodowli krów. Za Atlantykiem są one dozwolone, a w UE zostały one zakazane w latach 90.

I w Unii, i w Ameryce produkty rolne i spożywcze, i w ogóle konsumenckie, są bardzo ważne pod kątem konsumenta i są bezpieczne. Problem jest taki, że każdy dochodzi do tego poziomu bezpieczeństwa w inny sposób – mówi Dąbrowski. – Na pewno jest negocjacje te są trudne, bo tam obszar jest duży, rynek jest ogromny, a to wzmacnia te problemy i trudne sytuacje.

Dąbrowski ma jednak nadzieję, że uda się wypracować wspólne standardy i otworzyć rynek transatlantycki. Niezależne londyńskie Centrum Badań nad Polityką Ekonomiczną (CEPR) ocenia, że dzięki TTIP unijna gospodarka może rocznie zyskać 119 mld euro (545 euro na unijną rodzinę), a amerykańska – 95 mld euro.

W 2013 r. 27 krajów członkowskich UE (bez uwzględnienia Chorwacji) zaimportowało ze Stanów Zjednoczonych towary warte 196 mld euro. W tym samym okresie unijny eksport za Atlantyk wyniósł 288 mld euro.

Grupa o2 po przejęciu Wirtualnej Polski planuje kolejne przejęcia

0

CEO Magazyn Polska Po przejęciu Wirtualnej Polski Grupa o2 planuje kolejne przejęcia. Mają one nastąpić jeszcze w tym oraz w przyszłym roku. – Przyglądamy się kolejnym obiektom do akwizycji i rozglądamy się za akwizycjami w każdym ważnym segmencie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Brański, współzałożyciel i członek zarządu Grupy o2.  

Interesują nas spółki, w których jasno widać koszty, przychody i plany na dalszy rozwój – precyzuje Brański. – Nie chcemy po prostu przejmować przedsięwzięć i zadowalać się tym, co jest. Przedsiębiorca musi nam też pokazać plan dojścia do kolejnych stadiów rozwoju i pomnożenia wyniku finansowego – dodaje.  

Zarząd planuje także ograniczyć mniej ważne projekty, aby skupić się na tych kluczowych. Pod koniec lutego Wirtualna Polska zaprzestała aktualizacji serwerów Nasygnale.pl o tematyce przestępczej, portalu Niewiarygodne.pl o zjawiskach paranormalnych oraz Odkrywcy.pl o nauce.  

Chcemy wyczyścić portfel serwisu z tych projektów, które naszym zdaniem nie rokują na przyszłość, jeśli chodzi o budowanie ogólnego wizerunku marki WP – mówi Brański. – Serwisy te nie są poszukiwane przez marketerów i nie mają swoich autonomicznych źródeł ruchu.

Grupa zamierza skupić się na najważniejszych projektach.  

Lepiej zbudować 20 mocnych projektów niż mieć 45 niedofinansowanych – przekonuje Brański. – Chcemy skupić się na filarach, którymi dla nas są:  finanse, rozrywka, lifestyle, serwisy kobiece, serwisy z segmentu people, sport i wiadomości.

W październiku 2013 r. Orange Polska ogłosiło sprzedaż Wirtualnej Polski. Transakcja została sfinalizowana w lutym br., a nabywcą była Grupa o2, korzystająca z finansowania funduszu inwestycyjnego Innova Capital. Wartość transakcji wyniosła 383 mln zł. Pod koniec czerwca Wirtualna Polska i o2 zaczną działać jako jeden podmiot pod nazwą Grupa Wirtualna Polska.

Polacy zaskoczeni odmiennymi zasadami rekrutacji do pracy za granicą. Różnice są ogromne

CEO Magazyn Polska

Starając się o pracę lub staż za granicą, trzeba zwrócić szczególną uwagę na formę przygotowania dokumentów aplikacyjnych, a także sprawdzić obowiązujący w danym kraju dress code. Zasady rekrutacji pracowników w każdym kraju są odmienne. Różnice mogą dotyczyć nawet kwestii negocjacji wynagrodzenia, a także pytań o życie prywatne.

By dobrze zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej, warto dokładnie poznać specyfikę danego kraju i dowiedzieć się, na co zwrócić szczególną uwagę.

Jeśli chodzi o wysyłanie CV, to najciekawszym przypadkiem jest Francja. W przypadku Francji to CV najczęściej jest w formie papierowej. I także często zdarza się, że na przykład list motywacyjny jest w formie pisemnej, czyli piszemy go odręcznie, bo Francuzi mają takie podejście, że bardzo często zatrudniają grafologów, którzy sprawdzają charakter naszego pisma. W ten sposób oceniają nasz charakter – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Żyła z portalu Feender.com.

Aplikowanie na staż w Wielkiej Brytanii, dokąd wyjeżdża najwięcej Polaków, także znacznie różni się od tego w Polsce. Należy liczyć się z tym, że nie można tam negocjować wynagrodzenia.

W przypadku Wielkiej Brytanii podstawową różnicą w porównaniu do Polski jest to, że kwota płacy jest podana w ogłoszeniu, więc nie wchodzi w ogóle w grę możliwość jej negocjowania. Jeśli będziemy chcieli poruszyć tę kwestię podczas rozmowy albo podwyższyć swoją stawkę, istnieje bardzo duża szansa, że dostaniemy odpowiedź odmowną. Z pozostałych różnic należy także wymienić to, że pracodawcy z Wielkiej Brytanii bardzo często przysyłają odpowiedź w formie pisemnej na naszą aplikację i to też jest znacząca różnica  w porównaniu do polskiego systemu, w którym aplikujemy – podkreśla Bartosz Żyła.

Ważną rolę podczas rozmowy kwalifikacyjnej może odegrać także odpowiedni ubiór. W krajach skandynawskich pracodawcy nie zwracają na to szczególnej uwagi. W Niemczech jest wprost przeciwnie.

W Niemczech osoby rekrutujące przywiązują bardzo dużą wagę do szczegółu. Tam ubiór czy fryzura są bardzo ważne. Nie tylko nasza wiedza merytoryczna, lecz także to, jak wyglądamy. Każdy szczegół ma znaczenie – zwraca uwagę Bartosz Żyła.

W większości krajów europejskich podczas rozmów kwalifikacyjnych przyszły pracodawca nie ma prawa pytać nas o sprawy prywatne. Nie usłyszymy więc pytań o plany założenia rodziny czy poglądy religijne. Nie dotyczy to jednak Francji. Ubiegając się o stanowisko pracy w tym kraju, trzeba się także liczyć z możliwości pojawienia się pytań dotyczących spraw osobistych.

ATM S.A. z rekordowymi wynikami za 2013 rok

ATM S.A. zaprezentowała raport finansowy za 2013 rok. Osiągnięte w minionym roku wyniki finansowe były rekordowe – wszystkie najważniejsze pozycje sprawozdania z dochodów zostały poprawione w stosunku do bardzo dobrego dla Spółki 2012 roku. Przychody ze sprzedaży osiągnęły poziom 131 mln zł (po wyłączeniu przychodów ze sprzedaży z kontraktu OST 112), marża ze sprzedaży – 77 mln zł, zysk operacyjny – 26 mln zł, zaś EBITDA – 46 mln zł.

Warszawa, 20 marca 2014 r. — Dynamika wzrostów wyżej wymienionych wyników działalności operacyjnej była na poziomie 3-5%, co w konsekwencji istotnego obniżenia kosztów finansowych przyniosło bardzo istotną poprawę zysku brutto (o 33% r/r, do 20,3 mln zł) oraz zysku netto z działalności kontynuowanej (o 43% r/r, do 19,8 mln zł). Spółka utrzymała wysoki poziom rentowności (ok. 60% marży ze sprzedaży), również dzięki zachowaniu dyscypliny w obszarze kosztów stałych. Udział przychodów abonamentowych w całości przychodów ATM został utrzymany w 2013 roku na wysokim poziomie (ok. 88%), dzięki czemu zapewniona jest stabilność przepływów pieniężnych przyszłych okresów.

W minionym roku, podobnie jak w okresie wcześniejszym, najdynamiczniej rosnącą częścią biznesu Spółki były usługi centrów danych (kolokacja i hosting). Udało się dzięki temu ugruntować pozycję lidera rynku kolokacyjnego w Polsce. Przychody z tego tytułu wzrosły o ponad 17% r/r, osiągając rekordowe 58 mln zł, z czego aż 97% stanowiły opłaty cykliczne (abonamentowe). Udział usług centrów danych w całkowitej marży ATM wyniósł za cały 2013 rok już ponad 60%, co dobitnie obrazuje rosnącą rolę tej kategorii usług w działalności Spółki.

— Z zadowoleniem przyjmujemy fakt, że obrana przez nas strategia intensywnych inwestycji w kolokacyjną część biznesu przynosi rezultaty i jesteśmy jednym z głównych beneficjentów dynamicznego wzrostu tej bardzo perspektywicznej gałęzi polskiego rynku teleinformatycznego. Również w przyszłość patrzymy z optymizmem, który uzasadnia między innymi aktualnie prowadzona liczba rozmów oraz postępowań ofertowych dotyczących oferty kolokacyjnej ATM, które istotnie przekraczają poziomy dotychczas obserwowane w historii Emitenta — powiedział Tadeusz Czichon, Wiceprezes Zarządu ATM S.A.

Omawiając wyniki usług centrów danych, warto wspomnieć o bardzo dynamicznie rosnącej ich części — dzierżawie serwerów dedykowanych. W całym 2013 roku przychody z tego tytułu wzrosły o ponad 190% — z 1,3 mln zł do 3,8 mln zł. Wzrost ten wpisuje się w coraz silniej obserwowany wśród polskich przedsiębiorstw trend outsourcingu infrastruktury IT. Usługa ATMAN EcoSerwer pozwala klientom na korzystanie z serwerów bez konieczności inwestowania w sprzęt i rozliczana jest w formie abonamentowej.

W celu zapewnienia odpowiedniej podaży powierzchni kolokacyjnej w obliczu dynamicznie rosnącego popytu ATM prowadzi ambitny proces inwestycyjny, w ramach którego w okolicach połowy bieżącego roku oddane zostanie do użytkowania kolejne nowe centrum danych — budynek F4 na terenie kampusu Centrum Danych ATMAN w Warszawie. Ponadto konsekwentnie realizowane są dalsze inwestycje w ramach projektu Centrum Innowacji ATM — budynek centrum danych F5 (przewidziany do uruchomienia w 2015 roku) oraz budynek biurowy.

Druga ważna kategoria usług ATM — transmisja danych i usługi światłowodowe — przyniosła w 2013 roku ok. 49,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, dzięki czemu zanotowany został na tym polu niespełna 4-procentowy wzrost r/r. Na uwagę zasługuje tutaj bardzo dobry wynik wypracowany w czwartym kwartale minionego roku — 13,9 mln zł przychodów, do którego osiągnięcia walnie przyczyniła się duża umowa na sprzedaż łączy podpisana z jednym z operatorów telekomunikacyjnych.

W kategorii usług dostępu do Internetu ATM, zgodnie z trendami rynkowymi, odnotowuje dalsze spadki przychodów. W całym 2013 roku przychody z tego tytułu wyniosły 18,3 mln zł (spadek o 14% r/r). Należy tutaj jednak zwrócić uwagę, że tempo spadków jest z kwartału na kwartał coraz wolniejsze (od -10,5% dla III/II kw. 2012 r. do -0,5% dla IV/III kw. 2013 r.), co wynika m.in. z systematycznego zwiększania się zainteresowania ofertą ATM przez mniejsze podmioty, dzięki którym coraz skuteczniej udaje się niwelować negatywny efekt spadku cen jednostkowych i zmniejszania przychodów od większych odbiorców. W ciągu 2013 roku Spółka odnotowała 18-procentowy wzrost liczby klientów usług dostępu do Internetu.

— Sprzedaż usług transmisji danych i dostępu do Internetu do mniejszych podmiotów jest możliwa ze względu na konsekwentne zwiększanie zasięgu sieci światłowodowej należącej do Emitenta. Poszerzający się zasięg sieci wyraża się rosnącą liczbą lokalizacji biznesowych — głównie biurowców — przyłączonych do sieci, zgodnie z zaprezentowaną w ubiegłym roku strategią Spółki. W ciągu 2013 roku liczba lokalizacji biznesowych w sieci światłowodowej ATM wzrosła o ponad 40%. W dalszej perspektywie tendencja ta powinna się utrzymać, pozwalając na generowanie coraz wyższych przychodów od klientów biznesowych — powiedział Maciej Krzyżanowski, Prezes Zarządu ATM S.A.

Negatywny wpływ na wyniki Spółki miało zamknięcie i ostateczne rozliczenie działalności zaniechanej związanej z usługami płatności mobilnych. Była ona prowadzona w grupie ATM w latach 2006-2013 przez spółkę mPay S.A., a strata z działalności zaniechanej nie miała wpływu na bieżące przepływy finansowe. W związku ze sprzedażą ostatniej ze spółek zależnych z dawnej grupy kapitałowej ATM, od roku 2014 Emitent będzie publikował już wyłącznie sprawozdania jednostkowe.

Branża gier cyfrowych zmienia się jak nigdy dotąd – wynika z raportu „New ways to play games”

Gaming stał się bardziej akceptowany społecznie, jako mainstreamowa forma kultury. Konsumenci coraz częściej szukają pełnego zanurzenia się w wirtualnym świecie i socjalizacji za pośrednictwem gier. Oczekują również, że urządzenia i aplikacje będą stale ulepszane, tak by oferować nowe, ulepszone doznania w trakcie gry.

„Pojawienie się na rynku bardzo osobistych urządzeń – opartych o aplikacje i służących różnorodnym celom, czyli smartfonów – pozwoliło grom dotrzeć do znacznie szerszego grona odbiorców” – mówi Niklas Heyman Rönnblom, Senior Advisor w Ericsson ConsumerLab. „Wiele z obecnych gier wykorzystuje łączność internetową by dodać nowe opcje rozgrywki np. multiplayer. Wzmocnienie się tego trendu jeszcze bardziej podkreśli znaczenie zasięgu, jakości sieci i jej niezawodności. Wszelkie niechciane przerwy w trakcie gry są źródłem frustracji.”
Raport bazuje na odpowiedziach 8000 respondentów z Brazylii, USA i Korei Płd. oraz na 60 pogłębionych wywiadach (20 graczy z każdego kraju) oraz 13 rozmowach z analitykami branżowymi i ekspertami akademickimi.

Wnioski z raportu:

Profil gracza się zmienia. Nasze badanie pokazuje, że 85 procent graczy w Korei Południowej, 75 procent w USA i 53 procent w Brazylii korzysta z gier na urządzeniach stacjonarnych i mobilnych. (Ericsson ConsumerLab, wiek 16-59). Wśród graczy jest równy stosunek mężczyzn do kobiet, odrobinę więcej mężczyzn w Brazylii. 50 proc. graczy w USa ma powyżej 34 lat, podczas gdy w Korei Płd. 50 proc ma więcej niż 40 lat. W Brazylii ponad 60 proc. graczy ma poniżej 30 lat.

Przepustowość łącza internetowego nie jest najważniejszym aspektem sieci w trakcie gry. Istotniejsze dla gracza są stabilność i niezawodność łącza.

Konsumenci przyzwyczają się do elementów gamingowej rzeczywistości. To prowadzi do pojawiania się elementów grywalizaji w innych obszarach tj. edukacja i rozwój osobisty.

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w marcu

Warszawa, 21 marca 2014 r. – Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w marcu, to wzięłaby w nich udział ponad połowa dorosłych Polaków (54 proc.). Najwięcej głosów otrzymałoby Prawo i Sprawiedliwość (36 proc.) oraz Platforma Obywatelska (35 proc.) – wyniki marcowej fali badania* GfK Polonia na temat preferencji partyjnych Polaków.

Począwszy od marcowego komunikatu w prezentowanym rozkładzie preferencji partyjnych w podstawie procentowania uwzględniana będzie kategoria „inna partia”.

W porównaniu z lutową falą badania spadły notowania PiS o 2,76 punktu proc. do 36,34 proc., natomiast wzrosły notowania PO o 5,52 punktu proc. do 35,13 proc. Do Sejmu dostałyby się jeszcze: Sojusz Lewicy Demokratycznej (9,38 proc., -0,34 punktu proc.) i Polskie Stronnictwo Ludowe (7,41 proc., +2,59 punktu proc.). Poza parlamentem znalazłyby się: Twój Ruch (1,94 proc.), Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke (1,74 proc.), Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro (1,08 proc.), Polska Razem Jarosława Gowina (0,85 proc.), Samoobrona (0,73 proc.), Partia Kobiet (0,59 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,3 proc.), Zieloni (0,19 proc.), Prawica Rzeczypospolitej (0,17 proc.), Unia Pracy (0,13 proc.), Liga Polskich Rodzin (0,12 proc.). Powyższy rozkład procentowy głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało prawie 4 proc. respondentów.

Prezentowane wyniki preferencji partyjnych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów deklarujących swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają (wynik imputowany**).

Frekwencja
W marcu ponad połowa respondentów (54 proc.) deklaruje, że wzięłaby udział w wyborach (21,62 proc. zdecydowanie tak; 32,51 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 39 proc. z nich (27,79 proc. zdecydowanie nie; 10,82 proc. raczej nie). 7 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.

Wyborcy niezdecydowani**
Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, 20 proc. jest niezdecydowanych na jaką partię głosować. W porównaniu z badaniem lutowym odsetek wyborców wahających się spadł w marcu o 2 punkty proc. Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych wskazuje, iż większość ich głosów otrzymałaby PiS (37,41 proc.) i PO (30,79 proc.).

Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest kontynuacją badań prowadzonych przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na zlecenie redakcji dziennika Rzeczpospolita. Od 2011 roku instytut GfK Polonia prowadzi badanie niezależnie, na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.

* Marcowa fala badania została przeprowadzona w dniach 6-9 marca 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.

** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.

Przedziały ufności
Badanie preferencji politycznych to estymacja przedziałowa, której wynikiem nie jest ocena punktowa, czyli konkretna wartość, ale pewien przedział, do którego z określonym prawdopodobieństwem (zwykle 95 proc.) należy szacowana wartość parametru (w tym przypadku głosowanie na konkretną partię). Podstawowym pojęciem estymacji przedziałowej jest przedział ufności. Prezentowane przedziały ufności zostały obliczone w oparciu o nieparametryczną metodę estymacji bootstrap uwzględniającą dwustopniowy schemat konstrukcji próby (w przypadku złożonych schematów losowania, a takie stosuje się w tym i podobnych badaniach typu face-to-face, klasyczne metody obliczania przedziałów ufności oparte na Centralnym Twierdzeniu Granicznym byłyby niepoprawne).
Ilość replikacji została ustalona na poziomie i=1000.

Rekordowe przychody i produkcja Serinus w 2013 roku

2013 jest kolejnym rokiem dynamicznego rozwoju Serinus Energy. Dzięki przejęciu w czerwcu Winstar Resources oraz systematycznie rosnącej produkcji na Ukrainie, Spółka osiągnęła 47 procentowy wzrost przychodów ze sprzedaży ropy i gazu, co daje kwotę niemal 150 mln USD. Średnia produkcja (netto dla Serinus) w 2013 roku wyniosła 4.081 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie, czyli o 54 proc. więcej niż w 2012 roku. Blok L w Brunei został objęty odpisem aktualizacyjnym.

W czerwcu Serinus Energy (wtedy pod nazwą Kulczyk Oil Ventures) ostatecznie przejęło kanadyjską spółkę Winstar Resources. Aktywa nowego podmiotu obejmują koncesje w Brunei, Syrii, Tunezji, Rumunii oraz na Ukrainie. Rezerwy typu 2P wzrosły dzięki tej transakcji o 11,5 MMboe i osiągnęły poziom 20,5 MMboe.

Średnia produkcja netto dla Serinus wyniosła 4.081 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie w porównaniu do 2.655 boe/d w 2012 r. W IV kwartale średnie dzienne wydobycie osiągnęło poziom 5.088 boe.

Ceny gazu na Ukrainie nadal utrzymują się na korzystnych poziomach. W 2013 roku płacono 11,21 USD za tysiąc stóp sześciennych surowca. W Tunezji, baryłka ropy kosztowała 111,08 USD.

Przychody ze sprzedaży ropy i gazu za 2013 r. wyniosły 146,7 mln USD, co oznacza wzrost o 47 proc. w porównaniu do 2012 r.

Przepływy środków z działalności operacyjnej osiągnęły poziom 55,1 mln USD za cały rok oraz 14,6 mln USD za czwarty kwartał w porównaniu do odpowiednio 33,3 mln USD oraz 9,4 mln USD (wzrosty 65,5 proc. oraz 55 proc.)

Przychód ze sprzedaży pomniejszony o koszty należności koncesyjnych osiągnął poziom 112,2 mln USD w porównaniu do 80 mln USD w 2012 r., co oznacza wzrost o 40 proc.
Wartość retroaktywna netto (netback) w 2013 wyniosła 45,43 USD za boe w porównaniu do 48,88 USD w 2012 r. Niewielki spadek jest efektem niższego wyniku na Ukrainie (41,69 USD/boe) zamortyzowanego przez wysoki netback w Tunezji – 68,68 USD/boe.

Spółka zależna – KUB-Gas wypłaciła w 2013 roku 32,5 mln USD dywidendy.
Wcześniejsza spłata 10 mln USD z kredytu EBOR. Dzięki zwiększaniu wydobycia na Ukrainie oraz dobrym wynikom finansowym, Spółka wcześniej wywiązała się z zobowiązań wobec Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Nie było także potrzeby podejmowania drugiej transzy kredytu.

Strata netto Serinus za 2013 rok wynosi 57,5 mln USD, w wyniku odpisu związanego z Blokiem L w Brunei, zaś zysk brutto bez uwzględniania odpisu wyniósł 25,5 mln USD (8,8 mln USD w 2012)

Serinus razem z Petroleum Brunei nadal prowadzą ocenę dotychczasowych działań i wykonanych odwiertów, zaś celem jest wypracowanie dalszych kroków dotyczących Bloku L. Tym niemniej Serinus dokonał pełnego odpisu inwestycji w Brunei, w wysokości 83 mln USD, w efekcie prac, które nie przyniosły dotychczas pozytywnych efektów.

Dwie nowe umowy kredytowe z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, w ramach których Spółka otrzyma 60 mln USD z przeznaczeniem na działalność w Tunezji.

Produkcja

Wydobycie Serinus Energy odbywa się na Ukrainie, gdzie w ciągu 2013 r. średnia produkcja wyniosła 3.319 boe/d, oraz w Tunezji – średnio 762 boe/d. Wynik jest o 54 proc. wyższy niż w 2012 r. Średnie wydobycie w Tunezji odnosi się do pełnych 12 miesięcy, a nie do okresu od momentu przejęcia Winstar. Od czerwca, produkcja z tunezyjskich pól wynosi średnio 1.512 boe/d.

83 proc. produkcji stanowił gaz ziemny (95 proc. w 2012), którego średnie dzienne wydobycie, netto dla Spółki, wynosiło ponad 578 tys. m sześc. (w porównaniu do średnio 427,6 tys. m sześc. dziennie w 2012 r.)

Perspektywy na 2014 r.

Serinus Energy planuje wykonać cztery nowe odwierty na Ukrainie. Prace wiertnicze finansowane będą ze środków generowanych przez bieżącą działalność. Ze względu na zmieniające się ceny gazu, program prac może zostać ograniczony.

Budżet na nakłady inwestycyjne na najbliższy rok wynosi 55 mln USD. Środki zostaną wykorzystane m.in. na:

Stymulację 5 odwiertów na Ukrainie, w tym: NM-3, O-11, O-15, K-3 oraz O-24;
Wykonanie dwóch odwiertów na polu Sabria w Tunezji. Każdy z nich kosztować będzie ok. 14,4 mln USD (6,5 mln USD udziału Serinus), a planowo prace przy każdym z nich potrwają 70 dni. Rozpoczęcie pierwszego odwiertu zaplanowane jest na koniec maja.

Wykonanie dwóch odwiertów poszukiwawczych na terenie Rumunii. Rozpoczęcie pierwszego odwiertu zaplanowane jest na wrzesień. Ponadto, Spółka planuje również zebranie nowych danych sejsmicznych 3D z obszaru ok. 180 km². Badania te także rozpoczną się we wrześniu.

Prace modernizacyjne przy czterech odwiertach w Tunezji: ECS-1, EC-1, CS Sil-1 oraz CS Sil-10. Odwierty ECS-1 i EC-4 poddane zostaną również stymulacji.

6 marca 2014 r. Serinus Energy uruchomiła nową stację przetwórstwa gazu, obsługującą pola Makiejewskoje oraz Olgowskoje. Przewiduje się, że dzienna produkcja, dotychczas ograniczana przez możliwości systemu, wzrośnie już w najbliższym czasie o 142 tys. m sześć. gazu dziennie.

Celem Spółki na koniec roku 2014 jest wzrost produkcji o 30-35 proc.

Serinus Energy dokonała corocznej oceny rezerw na swoich koncesjach

Zgodnie z raportem niezależnej firmy inżynieryjnej RPS z Kanady, zasoby potwierdzone, prawdopodobne i możliwe (3P) wzrosły o 129 proc. w porównaniu do oszacowania z 2012 r. Ich wartość bieżąca netto (Net Present Value), przy zastosowaniu 10 proc. stopy dyskontowej, wzrosła o 77 proc. i dzisiaj wynosi niemal 666 mln USD.

Ewaluacji dokonano według wytycznych Canadian National Instrument 51-101 – Standards of Disclosure for Oil and Gas Activities. Dotyczą one zasobów należących do udziału Serinus Energy na polach na Ukrainie i w Tunezji.

Rezerwy typu 1P (Potwierdzone) wzrosły o 59 proc.,
Rezerwy typu 2P (Potwierdzone i Prawdopodobne) wzrosły o 119 proc.,
Rezerwy typu 3P (Potwierdzone, Prawdopodobne i Możliwe) wzrosły o 129 proc.,
Wskaźnik Żywotności Rezerw (Reserve Life index – RLI), obliczony na podstawie dzielenia rezerw (według stanu na 31 grudnia 2013 r.) przez roczną wielkość produkcji na koniec roku, wyniósł 4,7 lat dla kategorii 1P oraz 11,3 lat dla 2P.

Głównym czynnikiem wzrostów było przejęcie spółki Winstar Resources oraz jej koncesji w Tunezji. Rezerwy typu 1P, 2P i 3P wzrosły dzięki tej transakcji odpowiednio o 3,74, 11,5 oraz 23,9 miliony baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Zmiana ogólnej ilości zasobów na Ukrainie wynika z korekty przypisanych do odwiertu K-7. Są one niższe o 1,95 Bcf w przypadku kategorii 1P i 4,2 Bcf w przypadku kategorii 2P.

RPS Energy Canada Ltd przedstawiła również swoje prognozy dotyczące cen surowców na Ukrainie. Według ich analiz, pomimo możliwych spadków w ciągu najbliższych pięciu lat, w dłuższej perspektywie, ceny będą rosnąć:

„Wyraźne wzrosty we wszystkich kategoriach rezerw są wymiernym dowodem, jak ważnym rokiem był dla Serinus Energy 2013. Teraz zadaniem, nad którym musimy się szczególnie skupić jest wykorzystanie tego wzrastającego potencjału poprzez umiejętne zarządzanie i skuteczne prace wiertnicze. Jak każda doświadczona spółka w sektorze ropy i gazu, zaznaliśmy już zarówno serii sukcesów i istotnych odkryć, jak również trudnych chwil, dzięki czemu łatwiej nam przewidzieć, co może przynieść przyszłość. Programy prac oraz ich miejsca czasami się zmieniają, ale strategia nadal pozostaje niezmieniona – konsekwentny i stabilny wzrost wartości Spółki.” – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Dyrektor Generalny.

Ekwiwalent ropy naftowej i gazu

Informacja o produkcji jest z reguły podawana w jednostkach takich jak baryłki ekwiwalentu ropy naftowej („boe” lub „Mboe” lub „MMboe”) lub też w jednostkach ekwiwalentu gazu („Mcfe” lub „MMcfe” lub „Bcfe”). Jednakże określenia boe lub Mcfe mogą być mylące, w szczególności gdy używane są w oderwaniu od kontekstu. Współczynnik konwersji na boe, gdzie 6 Mcf = 1 baryłka, lub na Mcfe, gdzie 1 baryłka = 6 Mcf, wynika z metody zakładającej równoważność energetyczną w odniesieniu do danych z pomiarów uzyskanych na końcówce palnika, co nie odnosi się do wartości występujących na głowicy.

Podstawowe pojęcia

„Rezerwy” są to zasoby węglowodorów, które oczekuje się, że będą komercyjnie zdatne do wydobycia w wyniku realizacji projektów zagospodarowania ze znanych akumulacji, od określonej daty, pod określonymi warunkami. Rezerwy muszą spełniać cztery kryteria: muszą być odkryte, zdatne do wydobycia, w ilościach zdatnych do komercyjnego wydobycia i obecne w złożu (na dzień oceny) w oparciu o zastosowany projekt zagospodarowania. Rezerwy dzieli się dalej według prawidłowości oszacowania, a następnie według zaawansowania projektu i/lub statusu zagospodarowania i wydobycia.

„Zasoby Potwierdzone” to wielkości wydobycia węglowodorów, które na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych można oszacować z rozsądną pewnością jako komercyjnie zdatne do wydobycia od określonej daty, ze znanych horyzontów złożowych i w określonych warunkach gospodarczych, z wykorzystaniem określonych metod operacyjnych i w oparciu o określone regulacje administracyjne.

„Zasoby Prawdopodobne” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Potwierdzonych, ale wyższe niż w przypadku Zasobów Możliwych.

„Zasoby Możliwe” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Prawdopodobnych. Prawdopodobieństwo, że rzeczywiste wydobyte ilości będą równe lub przekroczą sumę Zasobów Potwierdzonych, Prawdopodobnych i Możliwych wynosi 10%.

„Zasoby Warunkowe” to ilości ropy naftowej lub gazu ziemnego, które według szacunków na dany dzień mogą potencjalnie zostać pozyskane ze znanych akumulacji przy zastosowaniu istniejącej technologii lub postępu technicznego, ale wobec których dany projekt czy projekty nie osiągnął jeszcze stopnia zaawansowania pozwalającego na komercyjne zagospodarowanie ze względu na jedno lub więcej uwarunkowań. Uwarunkowania te mogą mieć charakter ekonomiczny, prawny, środowiskowy, polityczny, jak też wypływać z regulacji lub braku rynku. Zasoby Warunkowe dzielą się na kategorie: Low Estimate (1C), Best Estimate (2C) i High Estimate (3C), w relacji do stopnia pewności związanego z szacunkami, a w zależności ekonomicznej opłacalności mogą być dzielone na podkategorie.

Wind Mobile sprzedał obligacje z blisko 50-procentową redukcją

W okresie składania propozycji nabycia obligacji zostały przyjęte zapisy na kwotę blisko dwukrotnie przewyższającą maksymalną wartość emisji, co w konsekwencji skutkowało redukcją zapisów blisko o połowę. Zarząd Spółki podjął uchwałę o przydziale obligacji na okaziciela serii A w kwocie 15 milionów złotych, celem współfinansowania przejęcia spółki Software Mind SA.

Podkreślić należy, iż zarówno Spółka, jak i podmiot przejmowany, wykazywały do tej pory śladowe saldo zobowiązań finansowych (0,3 miliona złotych). W świetle danych bilansowych zadłużenie obligacyjne na poziomie 15 milionów złotych nie stanowi również nadmiernego obciążenia przyszłej grupy kapitałowej. Suma salda środków pieniężnych obu podmiotów według stanu na koniec 2013 wynosi 12,3 miliona złotych, a salda kapitału obrotowego netto 25,7 miliona złotych, co prawie dwukrotnie pokrywa zobowiązanie obligacyjne. Relacja EBITDA do zobowiązania obligacyjnego, dla obu spółek według wykonania za 2013, wynosi 77%, a według wyników prognozowanych na 2014, aż 92%. Zatem prognozowa rentowność EBITDA na rok bieżący zapewnia prawie całkowite pokrycie zobowiązania, mimo 3-letniej perspektywy zapadalności papierów.

Przewidywany termin wprowadzenia obligacji do obrotu na rynku Catalyst to 30 kwietnia 2014 r.

„Przed sprzedażą obligacji spotkaliśmy się z najważniejszymi inwestorami instytucjonalnymi, by przedstawić plany rozwoju Wind Mobile. Nasza strategia została odebrana przez inwestorów z dużym entuzjazmem, w efekcie czego obligacje za 15 milionów sprzedaliśmy na pniu. W ten sposób finalizujemy przejęcie Software Mind. Emisja obligacji stanowi również prognozę możliwości pozyskania środków na kolejną akwizycję. Świetna kondycja finansowa grupy, konsekwentnie realizowana długofalowa strategia, zapewniająca dynamiczny rozwój, oraz rzetelne relacje inwestorskie przynoszą efekty. Już dziś wiemy, że kolejna runda finansowania związana z następnym przejęciem zakończy się sukcesem.” – mówi Rafał Styczeń, wiceprezes Wind Mobile ds. Rozwoju i Akwizycji.

Rośnie polski rynek centrów danych

Rynek usług oferowanych z wykorzystaniem centrów danych jest obecnie jednym z bardziej perspektywicznych segmentów całego rynku ICT w Polsce. Zgodnie z przewidywaniami PMR sprzed roku, widać wyraźnie ruch na rynku nowych powierzchni serwerowych w kraju. Wprawdzie część inwestycji jest przesunięta, ale konsekwentnie realizuje się nakreślony przez nas scenariusz skokowego wzrostu zasobów kolokacyjnych, i to zarówno w centrach komercyjnych, jak i prywatnych oraz hybrydowych.

Bieżąca sytuacja

Na polskim rynku centrów przetwarzania danych widoczny jest wyraźny trend wzrostu powierzchni dostępnej pod usługi kolokacji i hostingu. W zasadzie każdego roku do dyspozycji klientów oddawane jest 4-7 tys. m² nowej powierzchni serwerowej. Przekłada się to na przychody dostawców usług. Według kalkulacji PMR w ciągu ostatnich pięciu lat w ujęciu wartościowym rynek podstawowych usług oferowanych z wykorzystaniem centrów danych, czyli kolokacji, więcej niż podwoił swoją wartość, a dynamika wynosiła zawsze kilkanaście procent rocznie i była relatywnie odporna na czynniki makroekonomiczne. W jeszcze szybszym tempie w ostatnich dwóch latach wzrósł rynek hostingu serwerów.

Jeśli chodzi o przydział mocy, to dla 25 dużych centrów danych w Polsce oscyluje on w przedziale od nieco poniżej 1 MW do ponad 30 MW. Pomimo ewidentnej zależności powierzchni brutto obiektu i jego mocy maksymalnej, rozrzut pomiędzy obiektami o podobnym metrażu jest czasem widoczny. Wynika to z faktu, że niektórzy operatorzy w chwili podejmowania inwestycji w centra danych myślą już mocno do przodu, starając się przewidzieć rozwój sytuacji na rynku i swoją własną ekspansję.

W kolejnych latach, biorąc pod uwagę toczące się inwestycje, sytuacja na polskim rynku centrów przetwarzania danych nie ulegnie zasadniczej zmianie, a operatorzy będą oddawać do dyspozycji klientów kolejne tysiące metrów kwadratowych powierzchni. Nowością jest rosnąca liczba znaczących inwestycji w centra danych lokowane w parkach technologicznych i specjalnych strefach ekonomicznych. Projekty te są napędzane pozyskiwanymi funduszami UE, co skutecznie skraca czas zwrotu z inwestycji i pozawala na skuteczne konkurowanie z istniejącymi obiektami.

Najważniejsze inwestycje

Jeśli chodzi o czołowych dostawców usług kolokacyjnych w Polsce, to nie sfinalizowali oni w 2013 r. swoich inwestycji, ale nie można powiedzieć, że prace przy nowych obiektach wstrzymano. Serwerownie będą oddawane w roku bieżącym. Najwcześniej zapewne w przypadku 3S, które otwarcie swojej drugiej serwerowni w Katowicach planuje na kwiecień bieżącego roku, natomiast ATM spodziewa się, że budynek F4 ruszy w czerwcu (trwają prace wykończeniowe wewnątrz obiektu).

Na samym początku ubiegłego roku komercyjne usługi zaczęło oficjalnie oferować centrum danych DataSpace, należące do spółki Data Invest z Torunia. Obiekt mieści się na terenie lokalnego parku technologicznego. Całkowita powierzchnia brutto obiektu to 3 000 m2, powierzchnia samej serwerowni wynosi 1 100 m2, natomiast powierzchnia przeznaczona obecnie pod usługi kolokacji to około 400 m2.

W pierwszej połowie roku swój nowy obiekt w Błoniu pod Warszawą uruchomił też IBM. Całkowita powierzchnia brutto to 3 500 m2, a powierzchnia serwerowni – 1 000 m2. Pomieszczenie przeznaczone na sprzęt IT zostało zbudowane z wykorzystaniem technologii Rittal (dawniej Lampertz). Poza halą IT i pomieszczeniami technologicznymi wydzielona jest także przestrzeń biurowa i konferencyjna. Oczywiście specyfika biznesu prowadzonego przez IBM jest zupełnie różna od firm wyspecjalizowanych w usługach kolokacyjnych i nie takie będzie przeznaczenie tego obiektu.

Wśród istotnych projektów na polskim rynku centrów przetwarzania danych, których zamknięcie nastąpiło w 2013 r., wymienić należy nowy obiekt wybudowany przez spółkę TARR Centrum Innowacyjności – Exea Data Center, zlokalizowany w Toruńskim Parku Technologicznym. Powierzchnia brutto obiektu przekracza 4 700 m2, na samą serwerownię przypada 1 100 m2. Obecnie działają trzy niezależne komory z miejscem na 320 szaf rack, a czwarta jest w przygotowaniu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że centrum kolokacyjne o podobnym metrażu jest też na ukończeniu w Grodzisku Mazowieckim. Wartość inwestycji to ok. 83 mln zł. Centrum ma przede wszystkim służyć na wewnętrzne potrzeby Polkomtelu i Cyfrowy Polsatu, jednak niewykluczony jest model hybrydowy i dzierżawa części powierzchni firmom zewnętrznym oraz rozwój usług komercyjnych.

W ubiegłym roku swoje centrum danych w Piasecznie odświeżył również mocno GTS. Obiekt poddano gruntownej renowacji. Wykonano szereg prac wykończeniowo-modernizacyjnych związanych chociażby malowaniem wnętrz i podłogi podniesionej, oddaniem nowych pomieszczeń konferencyjnych, renowacją i modernizacją infrastruktury towarzyszącej i zaplecza.
Nowe data center pojawiło się również niedawno w Katowicach. Obiekt jest częścią oddanego w I kw. 2014 r. w Parku Naukowo-Technologicznym Euro-Centrum budynku pasywnego. Cała inwestycja to część większego projektu współfinansowanego ze środków UE.

Audyt czołowych CPD w Polsce – uwagi metodologiczne

W artykule wykorzystano materiał z raportu opublikowanego w I kw. 2014 r. przez PMR: „Rynek centrów przetwarzania danych w Polsce 2014. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2014-2017” Raport powstał między innymi w oparciu o audyt 16 czołowych centrów przetwarzania danych w Polsce zlokalizowanych w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Warszawie. Na miejscu mieliśmy możliwość przeprowadzenia bezpośrednich wywiadów pogłębionych z dyrektorami technicznymi, dyrektorami marketingu i zarządem firm oferujących usługi w ramach centrów przetwarzania danych. Ponadto odbyliśmy rozmowy z innymi dużymi dostawcami obecnymi na polskim rynku data center. Odwiedziliśmy kilkanaście mniejszych serwerowni. Kontaktowaliśmy się również z kilkudziesięcioma innymi dostawcami, udostępniającymi przestrzeń pod kolokację i hosting w Polsce, a także oferujących usługi projektowania i budowy centrów danych i elementy infrastruktury. Dzięki wizytacjom i rozmowom uzyskaliśmy bardziej obiektywny obraz rynku, faktycznego stanu infrastruktury w centrach przetwarzania danych w Polsce i lepiej poznaliśmy plany rozwoju dostawców w kolejnych latach.

Czy sprzedaż firmowego samochodu ciężarowego bez VAT jest możliwa?

Czy przedsiębiorca będący płatnikiem VAT może bez tego podatku sprzedać samochód ciężarowy zakupiony wcześniej na umowę kupna-sprzedaży bez VAT? Jeśli tak, to na podstawie jakich przepisów? Wątpliwości wyjaśnia Magdalena Zarudzka, doradca podatkowy w Baker Tilly Poland Tax Advisers Sp. z o.o.

Na mocy ustawy o VAT, w brzmieniu obowiązującym zarówno przed, jak i po 1 stycznia 2014 r., generalnie sprzedaż rzeczy ruchomych, w tym samochodów, podlega opodatkowaniu podatkiem VAT. Od 1 stycznia 2014 r. zmianie uległy jednak zasady zwolnienia z opodatkowania podatkiem VAT sprzedaży takich towarów.

Do 31 grudnia 2013 r. zwolnieniem z VAT była objęta sprzedaż rzeczy ruchomych, jeśli przy ich nabyciu podatnikowi nie przysługiwało prawo do odliczenia VAT a przedmioty te spełniały definicję towarów używanych (tj. okres ich używania przez podatnika dokonującego ich dostawy wyniósł co najmniej pół roku po nabyciu prawa do rozporządzania tymi towarami jako właściciel).

Obecnie zwolniona z podatku VAT jest natomiast dostawa towarów wykorzystywanych wyłącznie na cele działalności zwolnionej z podatku VAT, jeżeli z tytułu nabycia, importu lub wytworzenia tych towarów nie przysługiwało dokonującemu ich dostawy prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Nie ma obecnie znaczenia jak długo określony towar był używany do prowadzenia działalności gospodarczej.

W konsekwencji, aby teraz sprzedać samochód ciężarowy bez podatku VAT, spełnić należy łącznie oba poniższe warunki:
1) samochód był wykorzystywany wyłącznie do prowadzenia działalności zwolnionej z opodatkowania podatkiem VAT;
2) przy nabyciu samochodu nie przysługiwało prawo do odliczenia podatku VAT.

W opisywanym przypadku może nie zostać spełniony pierwszy z powyższych warunków, ponieważ, jak rozumiemy, samochód ciężarowy jest wykorzystywany do prowadzenia działalności podlegającej opodatkowaniu podatkiem VAT. Dlatego planowaną sprzedaż samochodu ciężarowego powinno się opodatkować podatkiem VAT.

A. Szczęśniak: kary dla PGNiG za niespełnienie obliga to absurd

PGNiG grożą kary za niespełnienie w ubiegłym roku obowiązku sprzedaży 30 proc. gazu przez giełdę. Spółka sprzedała tylko 4 proc. Zdaniem ekspertów  tak wysoki limit jest nierealny, bo na polskim rynku nie ma odbiorców, którzy kupiliby taką ilość paliwa na wolnym rynku. W tym roku ma już być lepiej, ale wypełnienie obliga  tegoroczny limit to już 40 proc.  jest zupełnie niewykonalne.

– Nie może być tak, że spółce narzuca się rzeczy niemożliwe do wykonania, a o tym, że jest to niewykonalne wiedzieli wszyscy, w momencie kiedy wprowadzali obligo, a potem za jego niewypełnienie nakłada się horrendalne kary – mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. – Jeżeli na początku kwietnia rzeczywiście takie kary zostaną nałożone, będzie to sytuacja przypominająca absurdalny sen.

Zgodnie z prawem PGNiG musi określoną ilość gazu sprzedać poprzez Towarową Giełdę Energii. W ubiegłym roku było to 30 proc., w tym będzie 40, a od przyszłego roku  55 proc. W ubiegłym roku firmie udało się sprzedać tylko 4 proc. gazu przez giełdę. Za niewykonanie obowiązku Urząd Regulacji Energetyki grozi jej karami. Teoretycznie mogą sięgnąć nawet 15 proc. ubiegłorocznych przychodów spółki, czyli 4,8 mld złotych.

– Obligo gazowe nie zostało spełnione, bo to całkowicie nierealne. Wprowadzone na chybcika, natychmiast, i od razu z wymogiem sprzedaży 1/3 gazu przez giełdę  mówi Szczęśniak  W takim pośpiechu firma przepuściła przez giełdę 4 proc. swojego rynku. Warto sytuację tę porównać na przykład do sytuacji na bardzo dojrzałym rynku niemieckim, na którym przez giełdę przechodzi 8 proc. towaru. Można zatem powiedzieć, że PGNiG w przyspieszonym tempie, na łapu-capu, zrobił połowę tego, co Niemcy robili przez wiele lat, spokojnie planując i rozwijając rynek.

Jak wyjaśnia  gdyby nawet PGNiG skierowało na giełdę wymagane ilości paliwa, to nie byłoby komu go kupić. Na polskim rynku nie ma tak dużych odbiorców, którzy chcieliby zaopatrywać się w gaz na TGE.

– Oczywiście są wielcy gracze, tacy jak Orlen, Azoty, Lotos, ale to są gracze, którzy sami sobie zapewniają gaz, dzisiaj już z importu – dodaje. – Jednym z podstawowych problemów PGNiG jest to, że ma wieloletnie kontrakty w toku, i to z odbiorcami, którzy mogliby kupować gaz przez giełdę, czyli z dużymi podmiotami.

Kontrakty te zostały zawarte na dużo korzystniejszych dla odbiorców warunkach  nie ma więc powodu, by kupowali oni gaz na wolnym rynku. PGNiG nie może też tych kontraktów wypowiedzieć, bo za to grożą spółce wysokie kary umowne.

– Te kontrakty nie wygasają z dnia na dzień. Nie rozwiązano ich też ustawą, która nakładała obligo. Tam w ogóle nie wprowadzono trybu wychodzenia z tych kontraktów – dodaje Szczęśniak.

Wprowadzenie obrotu gazem na TGE ma sprawić, że dzięki konkurencji paliwo to będzie tańsze. Jednocześnie jego koszt jest dotowany w części zużywanej przez odbiorców indywidualnych. Zdaniem Szczęśniaka  skierowanie tej części na giełdę wywoła skutek odwrotny do zamierzonego  gaz podrożeje.

– 30 proc. nawet na tak dojrzałych rynkach jak niemiecki, który jest wzorcowym rynkiem europejskim, jest niespotykane. To sztuczny zabieg, który przepędza przez giełdę ogromne ilości gazu. Oczywiście giełda na tym zyskuje, ale poza tym nie zyskuje nikt – mówi ekspert.

Jak dodaje, w tym roku spółka powinna sobie już poradzić lepiej ze sprzedażą gazu przez giełdę, ale do wypełnienia obliga będzie i tak daleko. A obłożenie firmy karami nie poprawi jej sytuacji.

– Nie może być tak, że konkurencja ma być dopychana kolanem, brutalną siłą. To po prostu jest niszczenie spółki i to nie jest na pewno tworzenie rynku – ocenia Szczęśniak.

Komentarz indeksowy BossaFX 21 marca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 21 marca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Polskie firmy bardziej konkurencyjne od francuskich

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej wchodzą na francuski rynek. Już nie tylko eksportują tam swoje towary, lecz także myślą o otwieraniu spółek i oddziałów nad Sekwaną. W ubiegłym roku Polska powiększyła nadwyżkę w handlu z Francją, czyli eksportuje tam znacznie więcej niż importuje. I to pomimo wolniejszego wzrostu gospodarczego we Francji, a więc potencjalnego mniejszego popytu na polskie towary.

 Polska ma obecnie przewagę w wymianie handlowej z Francją, czego nie było przez wiele lat. Szczególnie silny jest sektor przemysłowy. Sprzedajemy wyroby przemysłowe z wysoką wartością dodaną. Bardzo prężnie rozwija się sektor spożywczy, rolno-spożywczy, sektor meblarski. W tym roku odnotowaliśmy też duży eksport na rynek francuski do sektora lotniczego i wojskowego – twierdzi Hanna Stypułkowska-Goutierre, prezes Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej we Francji.

Według danych Ministerstwa Gospodarki, polski eksport do Francji wyniósł w 2013 r. ponad 8,5 mld zł. Import osiągnął wartość 5,8 mld zł, w rezultacie Polska miała więc ponad 2,5 mld zł nadwyżki handlowej. Różnica między wartością eksportu i importu na korzyść Polski powiększyła się w stosunku do 2012 roku, pomimo wolniejszego wzrostu gospodarczego we Francji. Obok dalszego wzrostu eksportu, polskie firmy coraz częściej myślą o rozpoczęciu działalności na rynku francuskim.

Zdaniem Hanny Stypułkowskiej-Goutierre, ekspansję ułatwiają im wciąż niskie koszty oraz wysoka jakość usług.

 – Polskie firmy mają dwie zalety. Po pierwsze, są konkurencyjne cenowo, a po drugie, mają świetny serwis, czego Francuzom często brakuje. Odnotowuję coraz więcej polskich inwestycji we Francji, co mnie ogromnie cieszy – mówi Stypułkowska-Goutierre.  Pomimo trudnego rynku, polskie firmy mają jednak odwagę i coraz bardziej interesują się tym dużym, ważnym rynkiem – 68 mln mieszkańców to prawie dwa razy więcej niż polski rynek. Myślę, że tutaj jest pole do popisu i coraz więcej firm zakłada oddziały, filie i spółki we Francji.

Podkreśla, że polscy inwestorzy we Francji – zwłaszcza firmy przemysłowe – napotykają jednak na poważną barierę w postaci wysokich podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.

Natomiast firmy francuskie korzystają z niższych kosztów pracy w Polsce i coraz częściej wykorzystują powstałe nad Wisłą międzynarodowe centra usług biznesowych. Wśród francuskich inwestorów dominują firmy chemiczne, farmaceutyczne, telekomunikacyjne i banki. Już wkrótce mogą dołączyć do nich firmy energetyczne i zbrojeniowe, w związku z zapowiedzianym programem modernizacji polskiej armii oraz budowy elektrowni nuklearnej.

 – Obecnie toczą się już rozmowy na szczeblu rządowym, dotyczące możliwości startowania francuskich firm do potężnych przetargów, między innymi dotyczących sprzętu wojskowego – uważa Stypułkowska-Goutierre.

Francja jest czwartym najważniejszym rynkiem eksportowym Polski (po Niemczech, Wielkiej Brytanii i Czechach). W 2013 roku jej udział w całkowitym eksporcie wyniósł blisko 5,6 proc., natomiast w polskim imporcie – 3,8 proc. Z danych NBP wynika, że do końca 2012 r. Francuzi ulokowali w Polsce blisko 90 mld zł w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W samym tylko 2012 roku bezpośrednie inwestycje francuskich firm w Polsce wyniosły ponad 12 mld zł.

Rosja nie budzi już emocji na rynkach. Uwaga skierowana jest teraz na Chiny

CEO Magazyn Polska

Rynki spokojnie reagują na konflikt ukraińsko-rosyjski i wzajemne nakładanie na siebie sankcji przez świat zachodni i Rosję. Mimo wczorajszej wymiany politycznych ciosów, zarówno polskie, jak i europejskie indeksy, które na początku marca mocno traciły, zakończyły dzień na plusach. Zainteresowanie inwestorów przesuwa się znów na Chiny, które w ostatnich miesiącach znacząco spowolniły.

 Rynki doszły do wniosku, że w najbliższym czasie zagrożenie ze strony Krymu nam nie grozi – mówi Andrzej Kiedrowicz, dyrektor polskiego oddziału Easy Forex. – W stosunku do euro zbliżamy się znowu do poziomu 4,2, czyli takiego bezpiecznego poziomu dla naszej waluty w stosunku do euro. W ostatnich dniach zyskały również inne waluty regionu.

Najbardziej stracili ci, którzy inwestowali w waluty Ukrainy i Rosji, czyli krajów bezpośrednio zaangażowanych w konflikt. Ale wygląda na to, że też przejściowo – rubel już wrócił w do wartości sprzed miesiąca i za dolara trzeba zapłacić niecałe 36 rubli. Choć warto też pamiętać, że w ciągu całego ostatniego roku rubel stracił do dolara niemal 15 proc.

Wahania nie ominęły innych walut rynków wschodzących.

 Czyli węgierskiego forinta, czeskiej korony czy tureckiej liry, która również w pewnym sensie mogłaby być nie bezpośrednio, lecz poprzez Tatarów, którzy mieszkają na Krymie  zaangażowana w ten konflikt  tłumaczy Kiedrowicz. – Zyskującymi walutami są japoński jen i frank szwajcarski, czyli tak zwane waluty uważane za bezpieczne przystanie.

Najlepiej, przynajmniej na razie, ma się rynek surowców – głównie złota, które jest najdroższe od pół roku. Z tym, że tutaj nie tylko Ukraina i Rosja grają ważną rolę.

 Kluczowymi wydarzeniami dla rynku będą informacje z Chin, gdzie w ostatnich miesiącach widoczne jest spowolnienie gospodarcze, oraz to, jak to spowolnienie gospodarcze miałoby wpływać w szerszym kontekście na zachowanie indeksów giełdowych i surowców, które są bardzo podatne na kondycję gospodarczą Chin – mówi ekspert.

Nieźle wyglądają również indeksy giełdowe. Szczególnie szybko odbił rynek amerykański – S&P znów powraca w okolice maksymalnych wycen. Indeksy naszego regionu również znacząco odbiły się po spadkach z ubiegłego tygodnia.

 Największym zagrożeniem dla rynków finansowych był nie sam konflikt polityczny i wejście wojsk na Krym, tylko zapowiadane sankcje ze strony Europy i sankcje odwrotne ze strony Rosji w stosunku do Unii Europejskiej – uważa Kiedrowicz. – Wydaje mi się, że jeżeli w najbliższych tygodniach nie będzie jakiegoś zaognienia sytuacji, to polskie indeksy powinny powrócić do poziomów sprzed konfliktu krymskiego.

Najbardziej pewna jest pozycja ukraińskich obligacji – te już od dawna mają poziom śmieciowy i nic nie wskazuje na to, by na tych instrumentach można było zarobić.

 Nie wiadomo, kto w najbliższym okresie pomoże temu krajowi. Czy Unia Europejska wyłoży deklarowane wsparcie finansowe? Czy może Ukraina dogada się znowu z Rosją? Jest wiele niewiadomych i to na pewno będzie ciążyło na rentowności ukraińskiego długu w najbliższym czasie, i na pewno też w dłuższym terminie  ocenia.