Exit Tax, czyli jak zdobyć „szybką gotówkę”, aby wygrać wybory

0

Wydawałoby się, że amerykańskie prawo podatkowe FATCA, które namieszało w świecie finansów, złamało kręgosłupy instytucjom finansowym i bankom, wzgardziło świętością jaką była tajemnica bankowa, jest w swojej kontrowersyjności nie do przebicia. A jednak… Okazało się, że Polak potrafi. Polskie Ministerstwo Finansów postanowiło dokonać czegoś jeszcze bardziej spektakularnego, a mianowicie wdrożyć podatek od wyprowadzonych za granicę hipotetycznych zysków, a więc takich, których jeszcze nie ma. Co więcej: polski fiskus chce złamać nie tylko firmy, ale także osoby fizyczne. Wszystko to jest serwowane w sosie szlachetnych intencji, czyli walki z oszustwem podatkowym i wyrównaniem warunków konkurencji. Jednak okoliczności wskazują jednoznacznie, iż nie chodzi tu o zwalczanie finansowych krętaczy, a o zdobycie szybkiej gotówki na pokrycie rozbudzonych apetytów socjalnych. Exit Tax może się okazać lekiem na obietnice wyborcze i ratunkiem w przyszłorocznej kampanii parlamentarnej. Podatnicy nie powinni mieć złudzeń – to prawo będzie wdrożone, choćby było złe, niekonstytucyjne i dopchnięte kolanem.

Ministerstwo Finansów bardziej unijne od Brukseli

Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki -Kancelaria Prawna Skarbiec

Pozornie wszystko wydaje się w porządku. Polski rząd szykuje nowe prawo podatkowe, ponieważ chce pozostawać w zgodzie z Dyrektywą ATAD Rady Unii Europejskiej (2016/1164 z 12 lipca 2016 r.), która – zapobiegając czy to realnym, czy po części wyimaginowanym oszustwom finansowym – zaleca nałożenie podatku na przenoszone przez przedsiębiorstwa zyski poza obszar rynku wewnętrznego. 24 sierpnia 2018 r. ogłoszono więc projekt nowego prawa, tzw. Exit Tax, polegającego na obłożeniu podatkiem niezrealizowanych jeszcze zysków kapitałowych, w związku z przeniesieniem przez podatnika aktywów jego przedsiębiorstwa lub rezydencji podatkowej do innego państwa. Oficjalnie szermuje się szlachetnymi argumentami o postawieniu zapory erozji bazy podatkowej, wyrównaniu reguł gry, zapobieżeniu agresywnej optymalizacji podatkowej. W nowym prawie jest też nuta patriotyczna, a więc przepis ma „uchronić Polskę przed utratą prawa do opodatkowania dochodów wypracowanych w okresie, w którym podatnik podlegał polskim przepisom podatkowym” (min. T. Czerwińska, Gazeta Prawna z 31.08.2018 r.).

Czytaj również:  Transakcje na giełdzie bitcoin zostaną przeskanowane

Kiedy jednak wczytać się w projekt ustawy nie sposób nie przecierać oczu ze zdumienia. Jeśli pomysłodawcom chodziło tylko o implementację Dyrektywy, to w twórczym zapale okazali się bardziej unijni od Brukseli.

Po pierwsze, proponuje się rozszerzenie podatku od zysków kapitałowych na osoby fizyczne, kiedy w Dyrektywie mówi się jedynie o osobach prawnych. Polski fiskus posuwając się dalej stosuje przy tym sprytny zabieg socjotechniczny. Otóż we wcześniejszych zapowiedziach podatek od papierów wartościowych i innych kapitałów miałyby płacić osoby, jeśli ich wartość przekraczałaby 2 mln zł. W ostatnim projekcie mowa już o 4 mln, a więc rząd łagodzi wymyślone przez siebie restrykcje i puszcza oko jednocześnie w dwie strony: do zainteresowanych komunikatem, aby dostrzegli ludzkie, w gruncie rzeczy, oblicze władzy, a do żelaznego elektoratu z deklaracją: tak się rozprawiamy z kapitalistami, bogaczami, krwiopijcami i im podobnymi. Kto więc będzie ich bronił?