Od początku lipca na amerykańskich giełdach dominuje „ekstremalna chciwość”. Taki stan to wyraz nadmiernego optymizmu i lekceważenia ryzyk przez wielu inwestorów. A wszystko to dzieje się tuż przed symboliczną datą 9 lipca – pierwotnie wyznaczoną przez administrację Donalda Trumpa jako moment wprowadzenia nowych ceł. Trwają negocjacje USA z Unią Europejską i innymi partnerami. Ich wynik poznamy najpewniej w najbliższych dniach. Inwestorzy powinni zachować spokój i trzeźwo oceniać napływające informacje.
Fear & Greed Index to wskaźnik nastrojów inwestorów na amerykańskiej giełdzie, który mierzy poziom emocji na podstawie siedmiu czynników, takich jak zmienność, siła rynku czy popyt na obligacje. Jest on publikowany przez CNN Business i przyjmuje wartości od 0 (skrajny strach) do 100 (skrajna chciwość), sygnalizując potencjalne przewartościowanie lub niedowartościowanie rynku. 2 lipca indeks przekroczył poziom 75 i oficjalnie trafił do strefy „ekstremalnej chciwości”. 4 lipca osiągnął rekordowe 78, dziś ponownie wynosi 75. Taki poziom oznacza nadmierny optymizm i ignorowanie ryzyka – każdy przezorny inwestor powinien zachować szczególną ostrożność.
W ciągu niespełna trzech miesięcy indeks S&P 500 przeszedł zmianę nastrojów. Punkt zwrotny nastąpił 9 kwietnia. Od tego czasu trwa szeroka, choć nierównomierna hossa, z dominującą rolą sektora technologicznego. Tymczasem zbliża się 9 lipca – data wygaśnięcia 90-dniowego zawieszenia ceł na produkty importowane do USA. Wkrótce poznamy więcej szczegółów dotyczących ceł nałożonych na poszczególne kraje. Większość z nich zacznie obowiązywać od 1 sierpnia, a stawki mogą wynieść od 10 do nawet 70 proc., w zależności od kraju i kategorii produktu. Państwa bez nowych porozumień z USA prawdopodobnie spotkają się z wyższymi taryfami.
Do tej pory sfinalizowano jedynie kilka porozumień, m.in. z Wielką Brytanią i Wietnamem. Nowe taryfy mogą zakłócić globalne łańcuchy dostaw, zwłaszcza w Azji, gdzie kraje takie jak Japonia, Korea Południowa i Singapur mogą ponieść wysokie koszty. Prezydent Trump zapowiedział już 25-procentowe cła na Japonię i Koreę Południową. Firmy będą musiały przystosować swoje strategie zaopatrzenia i produkcji, co oznacza czas i koszty.
Trwają także negocjacje USA z Unią Europejską. W ramach UE ścierają się opinie: czy szybko zaakceptować obecne warunki USA, czy kontynuować rozmowy, wykorzystując posiadane narzędzia nacisku. W przypadku braku porozumienia UE i inni partnerzy mogą odpowiedzieć własnymi cłami, co zwiększy napięcia i może doprowadzić do długotrwałych sporów. Efektem może być spowolnienie globalnego handlu. WTO prognozuje spadek wolumenu handlu towarami o 0,2 proc. w 2025 roku (wobec wzrostu o 2,9 proc. w 2024) oraz odbicie o 2,5 proc. w 2026. Wzrost handlu usługami komercyjnymi ma w tym roku zwolnić do 4,0 proc., wobec 6,8 proc. w 2024, z lekkim odbiciem do 4,1 proc. w 2026.
Nawet zawarcie porozumień handlowych nie gwarantuje handlu bez barier. Administracja Trumpa wprowadza bowiem uniwersalne minimum taryfowe na poziomie 10 proc., a dla niektórych krajów znacznie wyższe stawki. Szczególnym celem są państwa azjatyckie – z uwagi na bliskość Chin oraz chęć ograniczenia reeksportu chińskich towarów przez kraje trzecie.
Z raportu McKinsey wynika, że w obliczu napięć handlowych firmy mogą próbować przebudowywać łańcuchy dostaw, szukając nowych dostawców, ograniczając zakupy lub zastępując import lokalną produkcją. Każda z tych strategii wymaga jednak czasu, zasobów i odpowiedniego know-how. Tymczasem do 1 sierpnia pozostały zaledwie trzy tygodnie, a to może być za mało. Ekonomiści ostrzegają, że wyższe cła najprawdopodobniej zostaną przerzucone na konsumentów, co może podbić inflację i dodatkowo obciążyć domowe budżety.
Sytuacja pozostaje dynamiczna. Jak pokazują wcześniejsze doświadczenia, administracja Trumpa może jeszcze przedłużyć terminy lub przyznać wyjątki niektórym partnerom. Jednak obecna nieprzewidywalność istotnie wpływa na nastroje na rynkach.
Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce






