Branża spożywcza patrzy na kryzys jako na szansę do rozwoju swoich przedsiębiorstw – wnioski z debaty eksperckiej

Spadek popytu na polską żywność spowodowany lockdownem, zmiany konsumenckie oraz szanse i zagrożeniach dla sektora spożywczego w związku z pandemią – m.in. o tych zagadnieniach w kontekście krajowej branży spożywczej dyskutowali eksperci podczas debaty online „Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19”, zorganizowanej przez Santander Bank Polska i SpotData.pl, 16 czerwca br.

Nowe zasady bioasekuracji i odpowiedni podział zespołów pracowniczych – to zdaniem przedstawicieli sektora spożywczego kluczowe zagadnienia w czasie pandemii. Za równie istotne uznali oni także bezpieczeństwo finansowe, zwłaszcza w kontekście rozliczeń z kontrahentami, a także osłabienie walut, wzrost sprzedaży kategorii rodzinnych wraz ze wzrostem znaczenia znanych marek w koszyku zakupowym konsumentów. Paneliści podkreślali również, że pandemia to czas odpowiedzialności za pracowników i dużej roli managerów i liderów.

Wprowadzeniem do debaty była prezentacja Ignacego Morawskiego, dyrektora SpotData na temat wpływu pandemii na eksport produktów rolno-spożywczych z Polski.

Branża spożywcza powinna być w grupie najmniej narażonych na kryzys, ponieważ kryzysy wynikają zwykle z wahania popytu na dobra trwałe, a nie na żywność. Sektor ten nie jest jednak zupełnie odporny na kryzys. Wpływ pandemii widać choćby w danych GUS dotyczących oceny wielkości zamówień od zagranicznych firm – podkreślał Ignacy Morawski.  W maju br. wśród ankietowanych przedsiębiorstw spożywczych odsetek raportujących spadek sprzedaży zagranicznej był wyższy o 36 p.p. od tych raportujących wzrost. Jednocześnie odsetek firm zgłaszających wzrost sprzedaży był najniższy w historii jego publikacji.

Sytuacja przedsiębiorstw w dobie COVID-19

Choć dla branży spożywczej pandemia nie stanowiła wstrząsu porównywalnego do tych z innych sektorów gospodarki, to jednak i tutaj znacząco zmieniła sytuację. Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu, zauważył, że integracja pionowa branży drobiarskiej pokazała swoje dwa oblicza w nowej dla zakładów przetwórczych sytuacji: „Z jednej strony zakład zobowiązany umowami odbierał żywiec od rolników, nawet w sytuacji silnego spadku eksportu. Według szacunków ok. 80% eksportowanego mięsa drobiowego, czyli ponad 30% produkcji, trafiało do branży gastronomiczno-hotelarskiej. Jej działalność została mocno ograniczona. W efekcie znaczna część produktów musiała zostać zmagazynowana w mroźniach. Ale z drugiej strony, siłą kontraktacji i integracji jest to, że duży zakład wraz z hodowcami oznacza stabilność działania w łańcuchu produkcji i większą odporność na zawirowania gospodarcze”.

Inną perspektywę przedstawił Jan Kolański, prezes Colian i reprezentant producentów słodyczy: „Generalnie po bardzo dobrym marcu sprzedaż obniżyła się w kwietniu i dotyczyło to zarówno rynku krajowego, jak i eksportu. Dane są jednak zróżnicowane w zależności od asortymentu. Duże spadki zanotowano w przypadku kategorii prezentowych. Izolacja domowa, w której przez długi czas pozostawali Polacy oraz obywatele w innych krajach spowodowała, iż nie organizowano wesel, przyjęć urodzinowych i innych spotkań okolicznościowych. Spadek nastąpił też w dziale lodów. W kwietniu i maju ich sprzedaży nie sprzyjała pogoda. W dodatku lody z reguły konsumuje się na zewnątrz, w czasie spotkań czy spacerów. A przecież możliwości wyjścia były ograniczone – zauważył Kolański.

Przemysław Cieślik, dyrektor zarządzający Contimax, przetwórstwa rybnego, podkreślał znaczenie długoletniej współpracy z kontrahentami, która powinna wspierać funkcjonowanie firmy w trudniejszym okresie: „Dzięki silnym relacjom Contimax przez ostatnie miesiące nieprzerwanie miał dostęp do surowca, a dzięki sprawdzonym dostawcom usług udało się istotnie zmniejszyć problemy z transportem w najtrudniejszym okresie marca i kwietnia”. Przemysław Cieślik zwrócił też uwagę na wysoką presję na marże ze strony odbiorców produktów, która uległa natężeniu w okresie pandemii.

Potencjał polskiej branży spożywczej

Realia związane z pandemią mogą być jednak dla firm spożywczych także okazją do rozwoju. W drugiej części spotkania Ignacy Morawski zwrócił uwagę na szanse, jakie dla polskiej żywności wiążą się z gorszą koniunkturą w europejskiej gospodarce: „Historyczne dane pokazują, że w poprzednich kryzysach polska żywność radziła sobie nieźle. W czasie kryzysów z lat 2007-2009 oraz 2012-2013 firmy zagraniczne poszukiwały tańszych dostawców z Europy Środkowej. Dzięki temu polskie przedsiębiorstwa awansowały w łańcuchu produkcji. Obecnie również jest możliwy taki scenariusz”. Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska dodał, iż już dzisiaj polska branża ma silną pozycję na unijnym rynku żywności: „Po wielu latach systematycznego zwiększania eksportu żywności, Polska jest obecnie istotnym dostawcą produktów żywnościowych na rynek unijny w większości głównych kategorii. Jest to silna podstawa do rozwoju eksportu w kolejnych latach”.

Budowanie polskiej marki i rozwój poza Unią

Nowa rzeczywistość wymaga nowych rozwiązań. Uczestnicy debaty wyrazili obawy o możliwy wzrost protekcjonizmu w Europie i na świecie, co może oznaczać utrudnienia w handlu międzynarodowym. W tym kontekście Przemysław Cieślik zwrócił uwagę na konieczność wyjścia poza Unię Europejską: „Obecnie można wskazać wiele segmentów rynku, w których polskie firmy coraz mocniej konkurują ze sobą w innych krajach UE. Rynek europejski w niektórych przypadkach stał się za mały”. Ekspert zauważył też, że polska branża spożywcza ma za granicą wyrobioną pozycję w segmencie produktów tańszych. Wiąże się z tym pewne ryzyko, ponieważ są w UE kraje, które mogą produkować taniej niż Polska. Konieczne są więc próby zdobycia miejsca w sektorze premium, w którym można uzyskać wyższe marże.

Temat marż w eksporcie pojawiał się również w wypowiedziach pozostałych panelistów. Piotr Kulikowski zwracał uwagę na rosnące koszty w Polsce. „Z jednej strony: rosnące koszty pracy, nowe wymagania środowiskowe w Unii Europejskiej, a z drugiej strony – nadal otwarta kwestia rosnącego importu żywności spoza UE, czyli towarów, które nie będą spełniały wysokich wymagań postawionych żywności unijnej” – tłumaczył prezes Indykpolu.

Na konieczność budowy polskiej marki oraz na kwestie wysokości marż zwracał też uwagę Jan Kolański: „Rozwijanie marek i konkurowanie wysoką jakością – to podstawy modelu biznesowego Colian. Fakt, że polskie przedsiębiorstwa coraz częściej oferują produkty wysokiej jakości bardzo cieszy. Należy jednak pamiętać, że wysoka jakość pozostaje w sprzeczności z niską ceną. Ten problem blokuje rozwój wielu firm, gdyż brak wystarczających środków ogranicza możliwości inwestowania w innowacje. Co więcej, polscy producenci często sprzedają swoje produkty do innych podmiotów jako podwykonawcy, ograniczając tym samym rozwój własnych marek.

Mimo tak wielu wyzwań stojących przed branżą spożywczą, wśród panelistów pojawił się optymizm. Przedstawiciele branży patrzą z nadzieją w przyszłość, próbując wykorzystać ten czas na wzmocnienie swoich przedsiębiorstw. Zastanawiają się taż nad działaniami, które pozwoliłyby polskim produktom zagościć na zagranicznych rynkach na dłużej, a nie tylko jako uzupełnienie braków spowodowanych zawirowaniami w łańcuchu dostaw. To duża szansa dla polskich przetwórców, ale też nowe wyzwania, które mogą przyczynić się nie tylko do odbudowy, ale i do wzrostu znaczenia polskiej żywności na arenie międzynarodowej.

Po pandemii marki będą wykorzystać influencerów na potęgę, ale nie po to by nakręcać sprzedaż

Kulminacyjny punkt pandemii za nami, teraz firmy ruszą na łowy. Na co będą polować? Jak twierdzi agencja Lingia, w orbicie zainteresowań biznesu znajdą się influencerzy. Aż 41% ankietowanych przyznaje, że w ciągu najbliższych 2 miesięcy ma zamiar skorzystać z usług wpływowych postaci świata social media. Po co? Na pewno nie po to, by zwiększyć sprzedaż. Czego więc w sumie oczekuje biznes? Przede wszystkim liczy na stworzenie kreatywnego, właściwego przekazu, a w dalszej kolejności na wzbudzanie zaangażowania i świadomości marki i jej oferty.

W swoim najnowszym raporcie agencja influencer-marketingowa Linqia postanowiła przyjrzeć się, jak pandemia zmieniła strategię i plany marketingowe przedsiębiorstw. Do tego celu firma wykorzystała dane, jakie udało się jej zebrać i przeanalizować na podstawie wywiadów, które przeprowadziła w maju 2020 z przedstawicielami branży marketingu.

W przeprowadzonym przez Linqia badaniu niemal wszyscy ankietowani marketerzy przyznają, że w wyniku pandemii, byli zmuszeni zmienić swoją strategię marketingową w drugim kwartale 2020. Teraz gdy świat powoli zaczyna wracać do normy, marki rozpoczynają planowanie nadchodzących kampanii, ale pojawiają się też pewne obawy. Aż 32% ankietowanych marketerów stwierdziło, że ich głównym zmartwieniem przy planowaniu nowej strategii promocyjnej jest brak wrażliwości odbiorców na wykorzystywane narzędzia komunikacji.

To nie zniechęca ich jednak do inwestowania w nowe formy promocji, aż 41% respondentów stwierdziło, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy planuje przeprowadzić kampanię promocyjną z udziałem influencerów. Czego oczekują po takiej inicjatywie? Najwięcej, bo aż 63% ma nadzieję na stworzenie prawidłowego i kreatywnego komunikatu. O wiele mniej, bo zaledwie co piąty z ankietowanych, liczy na wywołanie zaangażowania, zaś najmniej, czyli około 17% chce budować świadomość brandu i jego produktów. Co ciekawe, nikt nie liczy na wsparcie sprzedaży.

Wpływowi ludzie

Zanim w drugim kwartale roku doszło do globalnego lockdownu, marki prześcigały się w wykorzystywaniu wpływowych osób ze świata social media. Wydawać by się mogło, że niemal każdy chciał mieć swojego ambasadora, który wzmocni komunikację firmy, wesprze sprzedaż jej produktów i wykorzystując efekt aureoli, przeniesie część wykreowanego wizerunku na pełny nadziei biznes. Popularność tych zabiegów rosła lawinowo, do tego stopnia, że z czasem zaczęto posługiwać się terminem social selling, który polegał na dystrybucji i promocji dóbr produkowanych przez firmę, wyłącznie za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Wybuch pandemii wyhamował dynamiczny rozwój tej niekonwencjonalnej gałęzi świata promocji. Brak możliwość realizowania większości aktywności, zawieszenie budżetów promocyjnych i atmosfera strachu i niepewności były jak kolejne ciosy, wymierzone wprost w świat internetowych celebrytów. Jednak jak pokazują badania – nie ma mowy o knock-outcie, influencer marketing przygotowuje się do następnej rundy i jako jeden z elementów nowej matrycy narzędzi marketingu, do spółki z analityką i big data, szykuje się na decydujące starcie: stare kontra nowe – to wizerunkowy pojedynek stulecia.

Pandemia pokazała nam jedno, chcesz być na szczycie, musisz korzystać ze szczytowych osiągnięć technologii, również w promocji. Influencer marketing, mimo obecności określenia “marketing” w nazwie, ma więcej wspólnego z dziedziną Public Relations niż z klasycznymi formami wspierania sprzedaży. Sprawnie realizowany, tworzy lub wzmacnia wizerunek marki, pozwala na dotarcie do nowej grupy odbiorców oraz odpowiada za budowanie sympatii w odniesieniu do brandu, ale o czym część osób wydaje się zapominać, nie zawsze przynosi wymierne korzyści finansowe w krótkoterminowej perspektywie. Bardziej powinniśmy go traktować jako inwestycję o profilu strategicznym.

Rewolucja Made in Poland

Najlepszym przykładem jak skutecznie realizować strategię influencer marketingu i czerpać z siły, jaką oferuje wizerunek ambasadora, są sukcesy młodych polskich marek, które wykorzystały adekwatne osoby do swojej komunikacji i w ten sposób cieszą się z efektów wizerunkowych i sprzedażowych. Rodzima firma produkująca odzież sportową, Gym Glamour, postawiła na interakcję ze swoimi klientami, wyłącznie za pośrednictwem postaci, które błyszczą w mediach społecznościowych.

Odmienna strategia komunikacji, opierająca się wyłącznie o social media, okazała się przynieść ponadprzeciętne rezultaty. Marka, mimo braku stacjonarnych sklepów, reklam w telewizji czy w prasie, stała się rozpoznawalnym brandem na polskiej scenie medialnej. Polska firma odzieżowa przetarła szlaki, jej śladami chcą pójść kolejni, jednak czy im również uda odnieść się sukces? Anna Gontarek, odpowiedzialna za marketing w Gym Glamour wskazuje, że to nowatorski i odważny model, który w ich przypadku okazał się doskonałą receptą na sukces. – Wiele osób do niedawna powątpiewało w tę formę promocji naszej marki. Dziś nam zazdroszczą i dopytują o wskazówki. Nasz profil na portalu Instagram ma już ponad 200 tys. obserwujących, a poszczególne zdjęcia “polubiło” nawet 20 tys. osób.

Wizerunek i renoma, wszystko to jest ważne, ale znane są nam przecież przykłady marek, które mimo to odnotowują straty, bądź w najlepszym wypadku, działają na granicy rentowności. – Liczby bez przełożenia na sprzedaż, pozostałyby jedynie odznaczeniami bez historii. To, co się dla nas liczy to fakt, że w naszym przypadku, influencer marketing ma sens i poza sprzedażą, realnie wpływa też na rozpoznawalność marki. Co więcej, dzięki kodom promocyjnym jesteśmy w stanie śledzić stopień konwersji, czyli to ile dana współpraca z ambasadorem, przyniosła nam zysku. – mówi Anna Gontarek z Gym Glamour.

Sytuacja kryzysowa, w jakiej znalazł się świat na skutek globalnego lockdownu, wciąż ma wpływ na kształt biznesu i komunikacji. Dlatego wiele podmiotów zdecydowało się obciąć swoje wydatki na marketing. Mniejsze budżety wymagają większej dozy ostrożności przy podejmowaniu kluczowych decyzji i planowaniu strategii komunikacji brandu z otoczeniem. I tą ścieżką podąża rynek, jak pokazują dane zebrane przez Socialbakers w raporcie State of Influencer Marketing Report, marki coraz chętniej angażują się we współpracę z mniejszymi influencerami, którzy posiadają mniej, liczne grono obserwujących. Wskazuje to na przekonanie wśród marketerów, że pozytywne wyniki kampanii można osiągnąć dzięki mniejszym, bardziej autentycznym ambasadorom, którzy są bliżej swoich prawdziwych odbiorców. Jak twierdzi Anna Gontarek z Gym Glamour – Realne zainteresowanie i identyfikowanie się z marką, jej działalnością i promowanymi produktami to główny klucz do sukcesu w świecie influencer marketingu.

Obecna sytuacja internetowych celebrytów nieco się skomplikowała, głównie ze względu na zachowawczość marek w wydatkowaniu środków. Firmy rekompensują sobie ryzyko, inwestowaniem w bardziej bezpośrednie formy promocji, które są w stanie przynieść szybki, łatwo mierzalny rezultat. Ta ostrożność może mocno wpłynąć na koniunkturę i rozkład sił w polskim świecie influencer marketingu. Czy będziemy świadkami przebiegunowania w ekosystemie internetowych ambasadorów? Takie osądy byłby dziś zbyt pochopne i więcej w tym wróżenia z fusów i życzeniowości niż realnej prognozy. Kto rzeczywiście straci, a kto zyska, okaże się dopiero w drugim półroczu. Influencerzy muszą być gotowi na prawdziwą wojnę nerwów.

Estoński startup Woola zwyciężył w Wielkim Finale konkursu PowerUp! Challenge organizowanym przez fundusz EIT InnoEnergy

Jury szóstej edycji PowerUp! Challenge ogłosiło zwycięzcę najważniejszego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej konkursu skierowanego do innowacyjnych startupów. Zwycięzca rywalizacji, firma Woola z Estonii, otrzymała nagrodę pieniężną oraz możliwość dołączenia do programu akceleracyjnego EIT InnoEnergy. Nagrody specjalne ufundowali także partnerzy programu, Amazon Web Services, Vestbee i SpeedUp Group. Tegoroczna edycja okazała się rekordowa pod względem liczby uczestników. Do rywalizacji o nagrody i tytuł Startupu Roku Europy Środkowo-Wschodniej włączyło się ponad 360 firm z 20 krajów.

Triumfatorem tegorocznej edycji największego konkursu w regionie skierowanego do startupów okazała się estońska firma Woola. Zdobyła tytuł Startupu Roku Europy Środkowo-Wschodniej oraz nagrodę pieniężną w wysokości 50 tys. €. Ma też szansę otrzymać zaproszenie do sieci partnerów EIT InnoEnergy, reprezentujących najważniejsze branże gospodarki, ośrodki badawcze i uniwersytety w całej Europie. Jeden z partnerów konkursu, Amazon Web Services, dodatkowo przekazał zwycięzcy pakiet usług w ramach dedykowanego startupom programu AWS Activate, obejmującego szereg narzędzi informatycznych oraz wsparcie doradcze i szkoleniowe. Korzyści w postaci grantów i dostępu do usług zapewnili także Vestbee oraz SpeedUp Group.

Estoński startup Woola, którym kieruje Anna-Liisa Palatu, stworzył technologię wytwarzania folii bąbelkowej z owczej wełny. Produkt może konkurować nie tylko z innymi biodegradowalnymi zamiennikami, od których jest wielokrotnie tańszy w wytworzeniu, ale także z tradycyjną, plastikową folią bąbelkową. Mimo niskiej ceny produkt firmy Woola, po wykorzystaniu, może trafić do bioodpadów, bo ulega procesowi pełnej biodegradacji.

Regionalni liderzy innowacji

Dokonując wyboru, jury konkursu oceniało rynkowy potencjał prezentowanego rozwiązania, szansę na międzynarodowy sukces oraz perspektywy długoterminowego rozwoju usług i produktów tworzonych przez zwycięski zespół.

 „Proces oceny finalistów był bardzo wymagający, ponieważ wszystkie rywalizujące start-upy prezentowały wysoki poziom merytoryczny. W tegorocznej edycji uznaliśmy, że największą szansę na międzynarodowy sukces rynkowy ma estońska Woola. Z wielkim zainteresowaniem będziemy śledzili dalsze biznesowe sukcesy nagrodzonego zespołu.”- podkreśla Oksana Prykhodko, członkini jury konkursowego i Innovation Manager w DTEK.

„Aż 90 proc. wełny w Europie nie jest wykorzystywane ponieważ większość owiec w Europie produkowane jest dla mięsa, a nie dla wełny. Dlatego koszt wełny wykorzystywanej do produkcji naszej folii bąbelkowej jest bardzo niski. To w połączeniu w wysokim stopniem automatyzacji naszego procesu produkcji czyni produkt konkurencyjnym w stosunku do plastikowej foli bąbelkowej.” – mówi Anna-Liisa Palatu, twórczyni estońskiej firmy Woola.

Drugie miejsce w międzynarodowej rywalizacji zajęła litewska firma Viezo, do której trafiła nagroda pieniężna w wysokości 10 tys. €. Twórcy startupu rozwijają technologię przekształcania wibracji powstających w zakładach produkcyjnych w energię elektryczną, która może zasilać wykorzystywane w zakładzie urządzenie. Innowacja pozwala wydłużyć żywotność zasilanych w ten sposób urządzeń i ogranicza zużycie energii elektrycznej.

Trzecie miejsce i nagroda wysokości 5 tys. €, przypadła czeskiej firmie Pocket Virtuality, która stworzyła system ułatwiający pracę rozproszonych zespołów i umożliwiający sprawną komunikację między człowiekiem, a maszyną. Rozwiązanie wykorzystuje technologię rozszerzonej (AR) i wirtualnej (VR) rzeczywistości.

Największy konkurs w regionie mimo wymuszonej zmianie formuły

Tegoroczna, szósta już edycja PowerUp! Challenge okazała się pod wieloma względami wyjątkowa. W rywalizacji wzięła udział rekordowa liczba ponad 360 startupów z 20 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W centrum zainteresowania organizatorów znalazły się projekty związane z magazynowaniem energii, dekarbonizacją przemysłu i zrównoważonym rozwojem miast. Ze względu na ograniczenia wynikające z pandemii koronawirusa tegoroczny Wielki Finał został zorganizowany jako wydarzenie online.

W czasie wydarzenia, które zgromadziło uczestników w całej Europie, odbyła się także premiera raportu Urban Impact 2020. Raport obejmuje analizę rozwiązań technologicznych poprawiających organizację nowoczesnych miast i usprawniających różne aspekty miejskiego życia. Zawiera także informację o polskich startupach działających w tym obszarze. Wnioski z raportu w umówił Dominik Zalewski, jeden z jurorów konkursu i współzałożyciel Urban Impact.

Organizator, fundusz EIT InnoEnergy, świadomie zdecydował się zbudować zespół tegorocznych jurorów w oparciu o kobiety. W skład jury konkursowego weszli: Oksana Prykhodko (kierownik ds. Innowacji w DTEK), Marzena Bielecka (partner zarządzający i założyciel Experior Venture Fund), Jennifer Dungs (lider ds. Transportu i mobilności w EIT InnoEnergy) oraz Dominik Zalewski (współzałożyciel z miejskiej agencji technologicznej, Urban Impact) i Jakub Miler (zarządzający środkowoeuropejskim oddziałem EIT InnoEnergy.

„Pandemia postawiła wszystkie rządy w naszym regionie świata w zupełnie nowej sytuacji. Działania mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa, podejmowane na szczeblu poszczególnych państw, doprowadziły do ograniczenia działalności gospodarczej większości firm. Z wyjątkową siłą kryzys uderzył w małe i średnie przedsiębiorstwa, w tym także startupy. Mając to na uwadze, w EIT InnoEnergy podjęliśmy decyzję o kontynuacji naszego programu PowerUp!, którego celem jest wspieranie rozwoju najbardziej innowacyjnych firm w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie dołożyliśmy starań, żeby kolejne etapy rywalizacji, w tym także Wielki Finał, odbyły się w możliwie bezpieczny sposób. Stąd decyzja o przeniesieniu rywalizacji do świata wirtualnego.” – mówi Jakub Miler, CEO EIT InnoEnergy Central Europe.

„Podczas gdy tradycyjne źródła finansowania wysychają, a wśród przedsiębiorców narastają obawy o przyszłość, EIT InnoEnergy, ze wsparciem Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii, chce być stabilnym partnerem i nadal zapewniać przedsiębiorcom niezbędne finansowanie, unikatowe know-how i dostęp do sieci wartościowych partnerów”. – dodaje Jakub Miler.

Partnerzy i laureaci na wspólnej platformie

W gronie partnerów Wielkiego Finału znaleźli się zarówno przedstawiciele sektora publicznego jak i prywatne firmy. Tegorocznym Złotym partnerem była wiodąca ukraińska firma energetyczna DTEK, która wydobywa gaz ziemny, wytwarza energię elektryczną w elektrowniach słonecznych, wiatrowych i cieplnych, dystrybuuje oraz dostarcza prąd do odbiorców końcowych. DTEK zapewnia także energooszczędne rozwiązania i rozwija sieć stacji ładowania pojazdów elektrycznych na terenie całej Ukrainy.

 „Technologia podlega ciągłej zmianie. My zaś potrzebujemy innowacyjnych partnerów, którzy pomogą nam utrzymać i wzmacniać naszą pozycję na rynku. Z ich wsparciem możemy uczyć jak zwiększać nasze możliwości i wykorzystywać potencjał.” – mówi Emanuele Volpe, dyrektor ds. Innowacji w DTEK.

„Wierzymy, że EIT InnoEnergy to wyjątkowa platforma, która daje nam dostęp do unikatowego biznesowego ekosystemu – fantastycznej mieszanki najlepszych startupów w Europie. Współpraca z EIT InnoEnergy to także dostęp do sieci partnerów dysponujących międzynarodowym know-how, którzy mogą pochwalić się wieloma osiągnięciami w podnoszeniu wartości i zwiększaniu skali działania innowacyjnych firm.” – dodaje Emanuele Volpe.

PowerUp! Challenge to nie tylko najważniejszy w regionie konkurs skierowany do innowacyjnych starupów, scaleupów oraz małych i średnich firm. Udział w programie to także szansa na wielomilionowe inwestycje w rozwój. Program daje dostęp do narzędzi wspomagających rozwijanie produktów i usług oraz ich późniejszą komercjalizację, takich jak wsparcie realizacji projektów pilotażowych, pomoc w tworzeniu strategii rozwoju, pomoc w ekspansji zagranicznej czy w finansowaniu.

Fundusz EIT InnoEnergy powstał w 2010 roku i jest wspierany przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT), organ Unii Europejskiej.

Dolar odrabia straty

Po ostatnich spadkach przyszedł czas na lepsze dane z USA. Dolarowi pomagają również pozytywne dane z rynku finansowego. W tle wciąż straszy koronawirus i widmo ponownego lockdownu.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy duży pakiet danych z USA. Lepiej od oczekiwań wypadły zamówienia na dobra. Gorsze dane są w przypadku wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Dane na temat PKB były natomiast zgodne z oczekiwaniami. Na szczególną uwagę zasługują zamówienia na dobra. Skoro rośnie konsumpcja powinno to pociągnąć za sobą inne wskaźniki. Dane te są dodatkowo poparte rosnącymi wydatkami z kart kredytowych. Dolar zyskiwał na wartości po tych informacjach.

Banki za oceanem w dobrej kondycji

Pomimo słabych danych w kwestii pandemii za oceanem nie brakuje dobrych wiadomości by je neutralizować. Stress testy, czyli sprawdzenie jak w negatywnych scenariuszach zachowają się banki, wypadły wyjątkowo dobrze. Szczególnie zaskoczyło analityków luzowanie ograniczeń w ramach ryzykownych inwestycji, które wprowadzono po poprzednim kryzysie. Jak widać, próba pobudzenia gospodarki jest obecnie ważniejsza niż stabilizacja systemu na przyszłość.

EBC zainwestuje też w Polskę?

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków niczym, oprócz jednego dość istotnego detalu. Program skupu nie będzie bowiem ograniczony do strefy euro. W rezultacie EBC skupi również papiery wartościowe z innych systemów walutowych Unii Europejskiej. Patrząc na to, że Wielka Brytania opuszcza Unię mamy szansę stać się największym beneficjentem tego posunięcia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wrocławski rynek biurowy z silnymi podstawami do rozwoju

Firmy wróciły do rozmów, dotyczących przedłużania i renegocjacji umów

We Wrocławiu popyt na powierzchnie biurowe generują przede wszystkim firmy z sektora usług dla biznesu. A to jedna z branż, która notuje najszybszy wzrost i dobrze radzi sobie w aktualnej rzeczywistości. Daje to szansę wrocławskiemu rynkowi biurowemu na dalszy, regularny rozwój. Wrocław jako pierwszy wyspecjalizował się bowiem w ściśle określonej dziedzinie. Skupia firmy świadczące szeroko rozumiane usługi biznesowe, szczególnie silnie rozwijają się w nim centra technologiczne i IT.

Inwestycje dedykowane

Przykładem inwestycji biurowych dedykowanych sektorowi we Wrocławiu może być realizacja budynku Nowa Strzegomska o powierzchni 10 tys. mkw. na terenie Wrocławskiego Parku Biznesu, który zajmie firma informatyczna GlobalLogic S.A., gdzie pracować będzie około 1000 osób.

Dodatkowo, inwestorzy w stolicy Dolnego Śląska są mocno wspierani przez jednostki samorządowe. Korzystają również z imponującego zaplecza, jakim jest świetnie wykwalifikowana kadra, wykształcona na kierunkach dedykowanych sektorowi outsourcingu. Takie podstawy dają miastu stabilność i bezpieczeństwo, jeśli chodzi o rozwój biznesu i tym samym wzrost rynku biurowego.

– Wrocławski rynek biurowy od połowy marca br., podobnie jak inne rynki krajowe pozostaje w fazie zamrożenia gospodarczego, ale perspektywy jego rozwoju oparte są na mocnych fundamentach. Przeszkodą w rozwoju inwestycji są tu, jak we wszystkich aglomeracjach w kraju, przeciągające się procesy administracyjne, braki pracownicze i niepełna ciągłość dostaw, budowa obiektów biurowych w mieście jednak nie stanęła. Realizacja projektów jest konsekwentnie kontynuowana, a buduje się nie mało, bo w powstających aktualnie we Wrocławiu biurowcach znajdzie się łącznie prawie 220 tys. mkw. powierzchni – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

Pierwszy kwartał z wysokim wolumenem najmu

– Najemcy we Wrocławiu, jak wszędzie przyjęli najpierw postawę wyczekującą, przyglądając się rozwojowi wypadków, jednak obserwujemy ponowne ożywienie na rynku biurowym. Firmy wróciły do rozmów, dotyczących relokacji i renegocjacji umów. Co więcej, „lockdown” nie zatrzymał finalizacji umów, które były podpisywane w tym niecodziennym okresie. Wrocławscy najemcy są świadomi, że „home office” nie jest w stanie w pełni zastąpić efektywnej pracy w biurze, gwarantującej rozwój biznesu – przyznaje Martyna Markiewicz, Senior Leading Negotiator w Walter Herz. – W pierwszych trzech miesiącach tego roku popyt we Wrocławiu utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie. Wolumen transakcji sięgnął 48 tys. mkw. powierzchni i był dwukrotnie wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie 2019 roku. Kolejny kwartał z pewnością przyniesie wiele zmian, nowe tendencje i oczekiwania ze strony najemców. Jednak  najważniejsze, że wracamy do działania, zarówno na rynku biurowym, jak i  na polu inwestycyjnym – dodaje.

Zasoby biurowe Wrocławia, jak oblicza Walter Herz, sięgają już prawie 1,2 mln mkw. powierzchni. W I kwartale bieżącego roku został oddany w prawdzie tylko jeden budynek o powierzchni 8,2 tys. mkw., ale deweloperzy prowadzą projekty, których planowe ukończenie może przynieść w tym roku jeszcze niemal 60 tys. mkw. biur. Znajduje się wśród nich m.in. kolejny budynek w inwestycji City Forum i biurowiec w projekcie Centrum Południe.

Budowy idą planowo

Ale, jeśli nawet wszystkie inwestycje oddane zostaną w terminie, nowa podaż będzie o połowę mniejsza niż w rekordowym pod tym względem 2019 roku, kiedy na wrocławski rynek weszło prawie 150  tys. mkw. powierzchni biurowych, w tym m.in. Business Garden Wrocław II z 79 tys. mkw. biur. Ubiegły rok był drugim z rzędu, w którym zasoby biurowe Wrocławia rosły w tak rekordowym tempie.

Przy czym należy zwrócić uwagę, że obiekty oddawane w ciągu ostatnich dwóch lat skupione były głównie w zachodniej części miasta, a inwestycje realizowane obecnie ogniskują się przede wszystkim w centrum i południowym obszarze aglomeracji. Przy centralnie położonej ulicy Powstańców Śląskich w realizacji jest obecnie  budynek MidPoint71 firmy Echo Development i biurowiec Wielka 27 firmy i2 Development.

Pracodawcy RP: Polska nie jest dziś krajem wiarygodnym ekonomicznie

Polska nie jest dziś krajem wiarygodnym ekonomicznie – ostrzegają autorzy 15. Alertu Gospodarczego. Reguły gospodarowania są niestabilne, źródłem prawa są konferencje prasowe premiera, a stan finansów publicznych jest zafałszowany. Zdaniem autorów raportu, w tym głównego ekonomisty Pracodawców RP dr. Sławomira Dudka, wiarygodność Polski podważa w pierwszej kolejności sytuacja sektora finansów publicznych.

Przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zostały wsparte dotacjami na dużą skalę, nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w budżecie państwa. Całkowicie pominięto w nim wydatki antykryzysowe. „Istnieje niebezpieczeństwo, że w wyniku planowanego skupu przez NBP obligacji wyemitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju, a także wcześniejszych wykupów obligacji rządowych, deficyt budżetowy zostanie ukryty w NBP, co podważałoby wiarygodność sektora finansów publicznych, a także banku centralnego” – piszą autorzy raportu.

Reguły prawne i ich niestabilność to następny słaby punkt. Pod względem inflacji prawa Polska daleko za sobą zostawiła nie tylko wszystkich swoich sąsiadów, ale nawet Francję czy Włochy, czyli kraje uchodzące często za liderów biurokracji. Obszarem, w którym szczególnie potrzebne jest powstrzymanie inflacji prawa są podatki. Ostatnie półtora roku, dla którego publikowane są odpowiednie dane były czasem nasilonej zmienności prawa podatkowego. Od 15 czerwca 2018 r. do końca 2019 r. (według barometrprawa.pl) zmieniono blisko jedną trzecią przepisów zawartych w ustawach podatkowych. „Jednym z głównych problemów związanych z porządkiem prawnym stało się to, że w istocie najważniejszym źródłem prawa stały się konferencje prasowe premiera i ministra zdrowia. Pomijano regularnie, że ograniczenia podstawowych praw i wolności powinny być dokonywane mocą ustawową. Ogromnym problemem pospiesznej legislacji były też późniejsze, zupełnie nieczytelne i chaotyczne nowelizacje” – twierdzą autorzy raportu.

Zdaniem dr Sławomira Dudka wiarygodność ekonomiczna polskiego państwa uległa zdeprecjonowaniu. Ale na razie epidemia COVID przysłoniła chwilowo te problemy. „Po kryzysie niska wiarygodność jednak „wypłynie” i negatywnie wpłynie na postrzeganie naszej gospodarki, naszych instytucji” – ostrzega Dudek.

Transakcje z podmiotami powiązanymi i podatek „u źródła” na celowniku fiskusa

Rozliczenia transakcji z podmiotami powiązanymi w rozumieniu przepisów podatkowych rodzą wiele praktycznych trudności i dokumentacyjnych obowiązków. Również zmieniające się zasady opodatkowania dywidend i płatności za niektóre usługi podatkiem „u źródła” (WHT) budzą wątpliwości co do ich prawidłowego stosowania. Obydwa zagadnienia coraz częściej są przedmiotem weryfikacji ze strony organów administracji skarbowej.

Czym są podmioty powiązane na gruncie prawa podatkowego?

W odróżnieniu od niezależnych przedsiębiorców, podmioty powiązane niekoniecznie muszą ustalać między sobą warunki wzajemnych transakcji na zasadach rynkowych. Niejednokrotnie może się zdarzyć, że jeden z podmiotów godzi się na to, aby płatności za usługi nabywane od drugiego z nich były ponadstandardowo wysokie, gdyż w ten sposób nabywca może zwiększyć sumę kosztów uzyskania przychodów dla celów podatkowych. Z drugiej strony można sobie wyobrazić sytuację, gdy z różnych względów, często fiskalnych, podmiot świadczący usługi preferuje otrzymać z tego tytułu niższe wynagrodzenie.

Tego typu operacje, nie zawsze odzwierciedlające wolnorynkowe relacje gospodarcze, istotnie wpływają na rozliczenia podatkowe. Z jednej strony prowadzą one do podwyższenia kosztów uzyskania przychodów z tytułu prowadzonej działalności, z drugiej do obniżenia należnej daniny podlegającej wpłacie do organu podatkowego. W związku z powyższym obowiązujące przepisy nakazują stosowanie w transakcjach między powiązanymi jednostkami takich cen, jakie przyjęłyby w relacjach gospodarczych podmioty niezależne (tzw. zasada arm’s length). Przyjęcie takiej koncepcji w polskim systemie podatkowym rodzi po stronie przedsiębiorców liczne obowiązki, również dokumentacyjne. Ich niewypełnienie będzie skutkować nie tylko oszacowaniem przychodu, a w konsekwencji określeniem należnego podatku na warunkach, jakie ustaliłyby między sobą niepowiązane podmioty, ale również koniecznością uiszczenia odsetek i dodatkowego karnego zobowiązania podatkowego. Osoby fizyczne, w tym członkowie zarządu spółek zobowiązanych do sporządzenia dokumentacji cen transferowych przyjętych w obrocie, muszą się także liczyć z możliwością poniesienia sankcji karnoskarbowych.

Od 1 stycznia 2019 r. w polskich przepisach podatkowych zmieniła się ustawowa definicja podmiotów powiązanych. Przepisy posługują się w tym zakresie kryterium znaczącego wpływu wywieranego przez i na powiązane jednostki, nie tylko poprzez relacje kapitałowe czy prawa zarządzania takimi podmiotami, ale również z uwagi na wymienione w ustawach o PIT i CIT powiązania rodzinne. Z kolei przepisy o podatku od towarów i usług (VAT), definiując podmioty powiązane, odwołują się także do relacji wynikających ze stosunku pracy i przysposobienia.

Ceny transferowe w transakcjach między powiązanymi jednostkami

Podmioty powiązane w rozumieniu przepisów o podatkach dochodowych zobowiązane są stosować w obrocie między sobą takie ceny transferowe, jakie przyjęłyby jednostki niezależne. Co więcej, w przypadku przekroczenia ustawowych progów transakcji i spełnienia wskazanych w przepisach warunków podmioty takie będą zobligowane do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych (TP) pozwalającej na wykazanie, że zostały uzgodnione na takich warunkach, jakie przyjęłyby niepowiązane jednostki oraz do złożenia do urzędu skarbowego stosownego oświadczenia o jej sporządzeniu. Podmioty sporządzające skonsolidowane sprawozdanie finansowe, po przekroczeniu ustawowego progu transakcji, mają także obowiązek sporządzać tzw. grupową dokumentację cen transferowych.

Przepisy podatkowe osobno regulują również wymóg sporządzania dokumentacji TP przez podmioty pozostające w relacjach z jednostkami z siedzibą w państwach stosujących tzw. szkodliwą konkurencję podatkową (czyli w „rajach podatkowych”). Ponadto grupa wskazanych w ustawie podmiotów, zwolnionych z obowiązku sporządzenia dokumentacji m.in. z uwagi na nieponiesienie w danym okresie rozliczeniowym straty podatkowej, ma obowiązek przekazywać Szefowi KAS informacje na temat cen transferowych drogą elektroniczną.

Na żądanie organu podatkowego podatnicy mają obowiązek przedłożyć stosowną dokumentację w terminie 7 dni od otrzymania urzędowego wezwania. Przedsiębiorcy muszą zadbać o rzetelne jej przygotowanie, poprzedzając opracowanie dokumentacji TP analizą porównawczą poziomu cen rynkowych. W przypadku, gdy na skutek powiązań między jednostkami uzgodnione zostaną warunki odbiegające od takich, jakie przyjęłyby podmioty niezależne, co spowoduje wykazanie niższego dochodu lub wyższej spodziewanej straty w przypadku braku takich powiązań, fiskus określi taki dochód (stratę), nie uwzględniając warunków będących następstwem takich relacji. W interesie podatników leży zatem gruntowna, oparta na realiach rynkowych analiza ekonomiczna i należyte udokumentowanie transakcji dokonywanych z powiązanymi podmiotami.

Ryzyko w zakresie VAT

Jakkolwiek pojęcie „podmiotów powiązanych” powszechnie kojarzy się z kalkulacją podatku dochodowego, należy je wziąć również pod uwagę w zakresie podatku VAT. Zgodnie z obowiązującymi przepisami w sytuacji, gdy istniejące między dostawcą towaru (usługodawcą) a nabywcą towaru (usług) powiązania miały wpływ na wysokość wynagrodzenia z tego tytułu w taki sposób, że odbiega ono od wartości rynkowej, organ skarbowy określi podstawę opodatkowania VAT, bazując na tej wartości. Wartością rynkową w rozumieniu przepisów VAT jest kwota, jaką musiałby zapłacić nabywca towarów i usług niezależnemu dostawcy towarów lub usługodawcy.

Mając na uwadze, że jedną z przesłanek określenia podstawy obliczenia należnego podatku na opisanych zasadach jest brak prawa do odliczenia podatku naliczonego po stronie nabywcy, fakt ten może mieć istotne znaczenie np. w przypadku sprzedaży towarów przedsiębiorstwa do jego pracowników niebędących podatnikami VAT. W sytuacji, gdy taka sprzedaż będzie się odbywać po cenach znacząco niższych i wyraźnie odbiegających od tych stosowanych w obrocie między niezależnymi kontrahentami, organ podatkowy może w konsekwencji określić należny do zapłaty VAT, przyjmując za podstawę jego kalkulacji ceny praktykowane w relacjach wolnorynkowych. Takie zaniżenie podatku wiązać się będzie z koniecznością uiszczenia odsetek od powstałej zaległości, jak również z ryzykiem odpowiedzialności karnoskarbowej. Podobnie zatem jak w przypadku dokumentacji TP, ustalenie dla celów VAT cen stosowanych w obrocie z powiązanymi jednostkami wymaga biznesowego uzasadnienia i odniesienia do poziomu cen rynkowych.

Co z podatkiem u „źródła” w jednostkach powiązanych?

Relacje między powiązanymi jednostkami mają również istotne znaczenie, jeśli chodzi o pobór tzw. podatku dochodowego u źródła (WHT) od płatności dokonywanych z tytułu niektórych usług (np. IT, doradczych, księgowych) oraz dywidend wypłacanych m.in. na rzecz powiązanych podmiotów z siedzibą na terytorium RP, Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. W zakresie wymienionych wypłat wciąż jeszcze obowiązują dotychczasowe zasady poboru daniny, zgodnie z którymi płatności kierowane do podmiotów powiązanych korzystają ze zwolnienia z WHT. Na horyzoncie widać już jednak nowe regulacje, których wejście w życie już kilkakrotnie było odkładane przez resort finansów (aktualnie do końca bieżącego roku) i nie należy spodziewać się, że fiskus zrezygnuje z planowanej w zakresie WHT rewolucji.

Zgodnie z założeniami płatnicy dokonujący wypłat należności ze wskazanych wyżej tytułów będą niejako z góry zobowiązani do pobrania podatku „u źródła” bez możliwości skorzystania ze zwolnienia lub zastosowania niższej stawki na podstawie obowiązujących przepisów lub umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Dopiero w dalszej kolejności będą mogli wnioskować do fiskusa o zwrot wpłaconych kwot, a chcąc skorzystać ze zwolnienia bez ponoszenia ekonomicznego ciężaru podatku, powinni zabezpieczyć się, uzyskując za wysoką, urzędową opłatą opinię Szefa KAS. Inna dostępna opcja to sporządzenie przez płatnika pod rygorem odpowiedzialności karnoskarbowej oświadczenia o dysponowaniu dokumentami potwierdzającymi prawo do zastosowania zwolnienia.

Podmioty wypłacające należności z tytułu usług i dywidendy objęte WHT będą zatem musiały spełnić szereg wymogów, również w zakresie należytej weryfikacji kontrahentów w celu wykazania, że są oni rzeczywistymi beneficjentami należności, a nie pośredniczą jedynie w ich przekazaniu do finalnego odbiorcy. Konieczne jest przeanalizowanie zakresu nabywanych usług w celu ustalenia, czy podlegają one podatkowi „u źródła”, gdyż prawidłowość rozliczeń z tego tytułu z pewnością będzie kontrolowana przez fiskusa. Do wejścia w życie nowych regulacji trzeba się również odpowiednio przygotować poprzez rewizję ustaleń biznesowych z kontrahentami (wprowadzenie do umów tzw. klauzul „gross-up”) i wdrożenie wewnętrznych procedur w firmowych działach finansowo-podatkowych (weryfikacja kontrahentów, gromadzenie dokumentacji dla celów WHT).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybory korespondencyjne 2020 – na większą skalę taka forma mogłaby nie zdać egzaminu

W tym roku, podobnie jak przed pięcioma laty, firma badawczo-projektowa Symetria, postanowiła sprawdzić, jak wygląda pełna procedura oddawania głosu w trybie korespondencyjnym. Z przeprowadzonej analizy wynika, że chociaż od 2015 roku odnotowano wiele pozytywnych zmian w tym procesie, to wciąż nastręcza on kłopotów. Długi czas realizacji, brak komunikacji na linii obywatel-organy administracji państwowej i w końcu mało przystępna instrukcja to tylko niektóre z wad wskazanych przez ekspertów od poprawy doświadczeń użytkownika z Symetrii. 

Już w najbliższą niedzielę, tj. 28 czerwca, Polacy będą mogli udać się do lokalnych komisji wyborczych, by w ramach przysługującego im prawa oddać swój głos na wybranego kandydata na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To jedna z najważniejszych decyzji, jaką podejmują uprawnieni do głosowania obywatele, ponieważ biorąc pod uwagę czas trwania kadencji, obrana przez naród głowa państwa zamieszka w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu na okres co najmniej 5 lat.

Nasze analizy, zarówno te obecna, jak i zrealizowane przed pięcioma laty, miały za zadanie pokazać, jak z perspektywy obywatela rzeczywiście wygląda proces uczestniczenia w wyborach, bez konieczności odwiedzania lokalnej komisji wyborczej. Z logicznego punktu widzenia, biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od pierwszego testu oraz patrząc na dynamikę zmian w świecie technologii, wydawać by się mogło, że proces ten zostanie zrealizowany diametralnie inaczej. Dlatego postanowiliśmy zweryfikować nasze oczekiwania ze stanem rzeczywistym. Czy jest lepiej? Jest, ale wciąż sporo elementów nadaje się do poprawy – mówi Monika Banach, UX Team Leader z Symetrii, przodującej polskiej agencji UX (User Experience).

Pozytywów nie brakuje

Jedną z największych zmian na plus, jakie odnotowano podczas realizacji badania jest wstępny etap wnioskowania o pakiet uprawniający do głosowania korespondencyjnego. W przeszłości, kiedy posiadanie profilu zaufanego było mało popularnym zjawiskiem, a co za tym idzie ta metoda identyfikacji wykorzystywana była o wiele rzadziej to alternatywna procedura “ręczna” była dosyć karkołomna i wymagała przesłania wydrukowanego, podpisanego i zeskanowanego zgłoszenia do właściwego urzędu gminy. Dzisiaj proces ten jest dużo łatwiejszy i przede wszystkim – szybszy w realizacji. Wystarczy, że obywatel posiada profil zaufany, jaki może łatwo założyć w systemie bankowości elektronicznej swojego banku. Nie potrzeba nawet komputera stacjonarnego – wystarczy smartfon z smartfon z dostępem do internetu. Również sam wniosek o wydanie zgody i odpowiedniego pakietu można przesłać z poziomu telefonu komórkowego.

Kolejne usprawnienie dotyczy samego procesu wysyłki przygotowanej przez wnioskodawcę dokumentacji. Dzięki wykorzystaniu profilu zaufanego internauta nie musi samodzielnie szukać adresu e-mail na jaki ma wysłać zeskanowane zgłoszenie, a w tym celu posługuje się wyłącznie systemem przygotowanym przez rząd. Po drugie, gdy wniosek zostanie wysłany, generowane jest urzędowe potwierdzenie, stanowiące dowód na to, że przesłany plik został odebrany przez administrację. W przypadku wykorzystania “ręcznej” metody wygląda to zgoła inaczej, internauta musiał zdać się na łut szczęścia i liczyć na to, że wysłany plik dotarł. Wnioskodawca zyskał więc większe poczucie kontroli nad procesem, a ten z kolei stał się bardziej czytelny.

Sporym ułatwieniem jest również zmiana sposobu dostarczania pakietu do głosowania korespondencyjnego i mniejszy rozmiar przesyłki. O ile w przeszłości był to skomplikowany formalnie list polecony, który wymagał złożenia podpisu i osobistego odbioru z rąk listonosza lub w dedykowanej placówce pocztowej, tak dziś dokumenty trafiają bezpośrednio do skrzynki pocztowej osoby wnioskującej. To łatwiejsze i szybsze rozwiązanie, które redukuje niepotrzebny punkt frustracji, jakim jest konieczność osobistego odbioru przesyłki. Natomiast sam jej wymiar pozwala, żeby schować ją do torby czy plecaka, lecz wciąż jest zbyt duży, aby zmieściła się w np. w damskiej torebce.

Również sposób późniejszego przekazania kompletu uzupełnionych już dokumentów, uwzględniających wypełnioną kartę do głosowania i oświadczenie, zmienił się diametralnie. Wystarczy wrzucić odpowiednio przygotowany pakiet do nadawczej skrzynki pocztowej lub dostarczyć go samodzielnie do właściwego urzędu gminy. Wrzucenie przesyłki do skrzynki jest proste, nie czasochłonne. Nie wymaga stania w kolejce czy wypełniania dodatkowych druków. Wyborca musi jedynie znaleźć skrzynkę pocztową, ale ta znajduje się co najmniej przy najbliższym urzędzie pocztowym.

Komunikacyjny impas

Analizując wyniki badania, można dojść do wniosku, że wszelkie kwestie związane z komunikacją są piętą achillesową całego procesu. Eksperci z firmy Symetria zidentyfikowali dwa kluczowe momenty, w których obywatel może poczuć się niewystarczająco poinformowany o tym, co dzieje się z jego pakietem wyborczym. Nie wiadomo, kiedy należy spodziewać się przesyłki oraz czy po uzupełnieniu i odesłaniu, pełen pakiet dokumentów na pewno dotrze do Obwodowej Komisji Wyborczej.

Gdyby organy państwowe były firmą komercyjną, sprzedającą swoje produkty, istnieje ryzyko, że klienci skorzystaliby z oferty konkurencji. Zgodnie z obliczeniami Baymard Institute, przedsiębiorstwa ignorujące doświadczenia użytkowników korzystających z ich usług czy produktów sporo tracą. Blisko 70% klientów twierdzi, że gdy ich poziom UX spada, opuszczają sklep i rezygnują z zakupu. Co więcej inna analiza American Express podkreśla, że ludzie rozczarowani jakością obsługi, podzielą się swoją negatywną opinią z około 15 osobami. Władza ma zatem szczęście, że Państwo to nie korporacja i użytkownicy nie wybierają jego usług na zasadach wolnego rynku – zwraca uwagę Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii.

A przecież wykorzystując integrację z profilem zaufanym, system mógłby bez problemu poinformować wnioskodawcę o aktualnym statusie, jak ma to miejsce w wielu rozwiązaniach komercyjnych. W przeciwnym wypadku, traktowany w ten sposób klient czuje się pozostawiony sam sobie i zagubiony, co budzi frustrację, niepokój i umacnia negatywne skojarzenia, które mogą skutkować niechęcią do skorzystania z usługi w przyszłości.

Ocena wizualna

Elementem, który nie doczekał się większego liftingu jest instrukcja postępowania, jaką administracja dołącza do pakietu. Jej ton jest mocno zniechęcający, formalny, pozbawiony emocji, a nawet – demotywujący, jako że wykorzystuje metodę kija, a nie marchewki. Informacje zawarte w broszurze skupiają się na negatywnych konsekwencjach niezastosowania się do procedur, które sprowadzają się do nieuwzględnienia karty podczas ustalania wyników głosowania. Brakuje tu pozytywnego przekazu, pokazującego co możemy zyskać prawidłowo wypełniając formalności. Dokument pozbawiony jest również elementów wizualnych, grafik czy schematów. Stanowi jedynie ścianę tekstu.

Ludzki mózg przetwarza obrazy 60 000 razy szybciej niż tekst, a 90% informacji przekazywanych do mózgu ma charakter wizualny. Dlatego to, jak wygląda dokument jest kluczowe dla pomyślnego transferu komunikatu. Nie od dziś wiadomo, że jesteśmy wzrokowcami, a wiele z odbieranych bodźców traktujemy pobieżnie i oceniamy na zasadzie szybkiego rzutu okiem – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Patrząc na proces głosowania korespondencyjnego nie da się ukryć, że przez okres ostatnich 5 lat dokonano w nim licznych usprawnień, które istotnie wpływają na komfort realizacji. Mimo to, niektóre z przeoczeń wymagają zdecydowanej i jak najszybszej interwencji, szczególnie biorąc pod uwagę jak duże są możliwości technologiczne, jakie oferują nowoczesne systemy IT. Wiele z usprawnień jest łatwych do wdrożenia, a ich brak jest kłopotliwy i niepotrzebnie zakłóca cały proces. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: czy jesteśmy gotowi na w pełni korespondencyjne wybory w razie powrotu pandemii?

W obecnej formie byłoby ciężko przeprowadzić taki proces, szczególnie na tak szeroką skalę, jednak uważam, że wystarczyłoby nanieść kilka drobnych poprawek, które znacznie usprawnią procedurę głosowania korespondencyjnego – twierdzi Monika Banach i wskazuje na kluczowe elementy, jakie jej zdaniem pozwolą odmienić oblicze procesu. – Biorąc pod uwagę nasze obserwacje, istotnym problemem z punktu widzenia osoby oddającej swój głos jest instrukcja, która jest mało zrozumiała i nieprzyjazna dla odbiorcy. W poprzednich wyborach aż 95% wszystkich nieważnych głosów korespondencyjnych, związanych było z brakami formalnymi i proceduralnymi, które określone były w instrukcji. Dlatego rekomendowałabym przygotowanie kilku różnych koncepcji instrukcji i następnie przeprowadzenie badań w grupie potencjalnych użytkowników. Na tej podstawie jesteśmy w stanie dosyć szybko wybrać tę, która jest zrozumiała, daje czytelne wskazówki i pozwala wyborcom uniknąć błędów – podsumowuje ekspertka Symetrii.

OZE kusi wizją zysków

W Nowej Południowej Walii ponad 100 inwestorów chce wybudować wraz z rządem największą w Australii strefę OZE. Gra warta jest świeczki, ponieważ instalacje będą dostarczać prąd do 1/3 gospodarstw stanu. Chęć wyłożenia kapitału przez prywatnych partnerów pokazuje, że zielona energia może znacząco wpływać nie tylko na klimat, ale też ożywienie lokalnych gospodarek.

Popularność OZE rośnie z roku na roku. Co chwilę pojawiają się informacje o kolejnych inwestycjach w zieloną energię. To wzmożone zainteresowanie jest spowodowane nie tylko koniecznością zapobiegania klimatycznym zmianom, ale również faktem, iż inwestorzy dostrzegają szanse zysku w dynamicznie rozwijającym się sektorze.

Australijskie firmy w wyścigu po odnawialną energię

Przykładem, który doskonale ilustruje ten potencjał, jest Nowa Południowa Walia. To obszar, który już niedługo zyska nowe znaczenie dla całego stanu, a być może i kraju. Rząd stanowy zamierza wydać 40 mln dolarów na stworzenie w okolicach miasta Dubbo pilotażowej strefy OZE, która będzie mogła wygenerować 3 tys. megawatów energii elektrycznej i ma mieć wydajność elektrowni. W przedsięwzięciu mają partycypować również prywatni inwestorzy. Chęć na udział w tej inwestycji wyraziła ponad setka przedsiębiorstw. Dzięki temu wzmożonemu zainteresowaniu można by wyprodukować 9 razy więcej energii niż było to początkowo szacowane. Łączny koszt inwestycji w partnerstwie publiczno-prywatnym ma wynosi 4,4 mld dolarów.

– Moc wytwarzana w strefie będzie w stanie zapewnić prąd nawet 1/3 gospodarstw domowych w całym stanie. Tymczasem zainteresowanie firm okazało się znacznie przewyższać oczekiwania władz, bo z tyloma inwestorami centrum mogłoby wytworzyć nie 3, a 27 tys. megawatów energii. To kolejny dowód na to, że odnawialne źródła energii stanowią teraz jeden z najgorętszych trendów inwestorskich, a jego rozwój wciąż będzie postępował. Budowa tak wielkiego przedsięwzięcia energetycznego to także okazja do wzbogacenia się regionu – według obliczeń rządowych strefa wygeneruje 450 nowych miejsc pracy w branży budowlanej – mówi Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska.

Stany Zjednoczone liczą na zielone dolary

Z raportu opracowanego przez firmę Ernst & Young wynika, że najbardziej atrakcyjnym krajem dla inwestorów, którzy chcą zarabiać na zielonej energii, są Stany Zjednoczone. Komentatorzy uważają, że trend może być szansą dla Teksasu, który przez dziesięciolecia był symbolem stanu, zawdzięczającego rozwój ropie naftowej. W 2019 roku jej wydobycie stanowiło 40 proc. tego w całym kraju. Z drugiej strony Teksas jest jednocześnie numerem jeden pod względem wytwarzania energii wiatrowej. W 2019 r. był producentem 28 proc. energii tego typu.

Teksas powinien opowiedzieć swoją historię energii wiatrowej i promować swoją markę jako amerykańskiego i światowego lidera na drodze do zrównoważonego rozwoju. (…) Nawet przy tej pandemii widzimy, że przedsiębiorcy są pewni długoterminowego perspektyw z inwestowania w czystą energię – ocenia Kyra Buckley, specjalistka od energetyki.

Chile: potentat wydobywczy inwestuje w odnawialne źródła energii

Potencjał zysków z OZE dostrzegają też firmy zajmujące się tradycyjnym sektorem wydobywczym. Pierwszy szansę w Chile dostrzegł gigant górniczy – Barrick Gold Corp – pokazując, jak można zarabiać na energetycznej transformacji. Przedsiębiorstwo wybudowało w Chile farmę wiatrową Punta Colorada wartą 50 mln dolarów. Inwestycja powstała w  miejscowości La Higuera i składa się z 10 turbin wiatrowych, które miały możliwość wytworzenia 20 megawatów mocy, czyli ilości pokrywającej zapotrzebowanie energetyczne 10 tys. rodzin. Przy okazji Barrick Gold Corp tym biznesowym posunięciem zapisało się w historii jako twórca największej farmy wiatrowej, jaką kiedykolwiek zbudowała firma górnicza w tym kraju.

To przykład dla innych państw, także dla Polski, że zielona energia nie musi być powodem upadku kopalń i może stymulować gospodarkę, bo przedsiębiorstwa zajmujące się tradycyjnym wydobyciem z powodzeniem mogą zmieć swój profil i dalej dostarczać prąd, ale już w ekologicznym wydaniu. Chile w ogóle jest państwem godnym naśladowania pod względem transformacji energetycznej – można tu mnożyć przykłady kopalń, które decydują się na pozyskiwanie energii potrzebnej do własnego zasilenia z OZE. Jednym z najnowszych przykładów jest kopalnia miedzi Zaldívar w Chile, która właśnie podpisała umowę i będzie funkcjonować korzystając w 100 proc.  z odnawialnych źródeł energii – mówi Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Era technologii 5G niesie za sobą nieuniknione zagęszczenie infrastruktury

Z 5G wiązane są bardzo wysokie oczekiwania, zarówno na rynku B2B i jak i wśród klientów indywidualnych. Wiele osób uważa, że nowa technologia  ​​wprowadzi prawdziwie transformacyjne zmiany, zapewniające bezproblemowe doświadczenie dla klientów. Będzie to wymagało stworzenia nowych modeli biznesowych i usług wykorzystujących możliwości giga=bitowych prędkości oraz poprawioną wydajność i niezawodność sieci. Jednym z największych wyzwań jest zaspokojenie potrzeby bardziej elastycznego wdrażania – nieuniknione jest m.in. zgęszczenie infrastruktury.

Cyfrowa transformacja w świecie biznesu

Sieci 5G będą projektowane pod kątem udostępniania i zarządzania większą różnorodnością usług w zakresie danych, nie tylko prostego usprawnienia przeglądania czy strumieniowania treści lub zwiększającego się wolumenu danych w sieciach społecznościowych. Prognoza możliwości 5G jest ogromna, ponieważ sieć ma działać na całym świecie, bez względu na to, gdzie i z jakiego urządzenia łączy się użytkownik. W łączności i szerokopasmowych usługach spowoduje to zmianę w sposobie komunikacji między urządzaniami, gdyż sieci 5G zostaną wdrożone globalnie.

Jednym z kluczowych wyzwań dla dostawców usług przy wdrażaniu 5G jest zapewnienie elastyczności w obsłudze wielu nowych zastosowań, przy jednoczesnym uproszczeniu operacji. Szybkość i opóźnienie 5G otworzą drzwi do nowych zastosowań. Wiele z nich będzie mieć źródło w firmach, które chcą wykorzystać przewagi technologiczne 5G w swoich innowacyjnych technologiach obliczeniowych, sztucznej inteligencji i usługach w chmurze.

5G oferuje szereg korzyści w porównaniu z obecnymi technologiami mobilnymi, takimi jak wyższe prędkości niż 4G, mniejsze opóźnienia (umożliwia przetwarzanie bardzo dużego wolumenu danych z minimalnymi opóźnieniami) i niższe zużycie energii. Korzyści te mogą poprawić jakość świadczonych usług poprzez np. przesyłanie lepszego obrazu, krótsze czasy reakcji i lepsze wykorzystanie możliwości połączonych urządzeń. Pierwsze proponowane zastosowania 5G obiecują rozwój IoT dla inteligentnych autostrad, pojazdów autonomicznych, aplikacji rozszerzonej rzeczywistości wysokiej jakości, a także robotów i czujników AI z obsługą IoT w celu usprawnienia świadczenia usług. Jednak związane z tym koszty oraz obecność innych konkurencyjnych technologii sprawiają, że uzasadnienie biznesowe dla 5G nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać – uważa Leszek Szczech z Colt Technology Polska.

Przejście do standardu 5G, stawia wiele wyzwań, przede wszystkim znacznie zwiększonych szybkości przesyłania danych, ekstremalnie niskich opóźnień, wysokiej niezawodności i bezpieczeństwa. Technologia komunikacji bezprzewodowej czwartej generacji LTE i LTE Advanced została już wdrożona na całym świecie. 5G wymaga jednak nowego standardu do obsługi ultraszybkich usług o niskim opóźnieniu dla klientów.

Nie da się przewidzieć, gdzie nastąpią zmiany. 5G będzie musiało łączyć heterogeniczne systemy i technologie komunikacji mobilnej i zmusić je do współpracy, zoptymalizować wymagania usług i warunki operacyjne.

Nowa konkurencja na rynku infrastruktury sieciowej

Aby spełnić wymagania standardów wydajności sieci 5G podczas jej stopniowego wdrażania, dostawcy usług będą musieli wprowadzić strategiczne ulepszenia swojej dotychczasowej warstwy 4G poprzez modernizację infrastruktury 4G w obszarach zasięgu 5G. Obecnie wszyscy wydają się skupieni na urządzeniach i możliwościach, które przyniesie nowa technologia. Najważniejszym wyzwaniem jest jednak ewolucja i modernizacja sieci infrastrukturalnej i to w tych obszarach należy poczynić większość inwestycji. Wprowadza to nowy wymiar i nową konkurencję na rynek infrastruktury sieciowej.

Bardzo wysokie koszty związane z opracowaniem całkowicie nowej sieci dosyłowej, najprawdopodobniej skłonią firmy do opracowania nowych technologii i nowych modeli biznesowych, które umożliwią wykorzystanie i rozszerzenie już istniejącej infrastruktury w bardziej wydajny sposób.

Potencjalnie bardziej opłacalną alternatywą dla nich jest ściślejsza współpraca z wyspecjalizowanymi dostawcami usług dosyłowych, którzy mają zarówno zdolność, jak i wiedzę specjalistyczną, aby dostarczyć wymaganą gotową infrastrukturę.

Chociaż 5G ostatecznie przyniesie znaczną poprawę prędkości, opóźnień i usług, wymagana transformacja architektoniczna sprawia, że ​​wdrożenie jest złożonym i wielowarstwowym przedsięwzięciem. Operatorzy bezprzewodowi zaczynają teraz postrzegać współdzieloną infrastrukturę sieciową jako bardziej ekonomiczny sposób na rozwój usług, a następnie wykorzystać marketing, aby wyróżnić swoje oferty. W Colt chcemy by wdrożenie 5G przyspieszało, ponieważ uważamy, że jest to dla nas okazja do zapewnienia usług typu backhaul. Będą one ważne dla poprawnego działania 5G, ponieważ potrzebne będą światłowody, aby połączyć wszystkie małe stacje bazowe – mówi Szczech.

Przedsiębiorstwa wdrażające 5G, aby poradzić sobie ze zwiększonymi prędkościami muszą ponieść znaczne koszty modernizacyjne swojej podstawowej infrastruktury. Realizacja tych założeń wiąże się z pewnymi wyzwaniami. Aby zaspokoić potrzeby zbliżającego się wprowadzenia 5G, operatorzy będą musieli znacznie zainwestować w szybkie sieci światłowodowe. Gdy inwestycje w sieć przewodową okażą się niewystarczające do obsługi zwiększonego ruchu, będą musieli zbudować nowe duże lub miniaturowe stacje bazowe (small cells).