Strategie „Od pola do stołu” oraz „Zielony Ład”. Jaka przyszłość czeka polskie rolnictwo?

Polska i europejska żywność będzie mniej konkurencyjna cenowo w stosunku do żywności z importu. Unia Owocowa informuje, że w ocenie ekspertów skupiających organizacje rolnicze i sadownicze, opublikowane przez Komisję Europejską strategie „Od pola do stołu” (Farm to Fork) oraz różnorodności biologicznej będące elementami Europejskiego Zielonego Ładu (European Green Deal), przyjęte w obecnym kształcie, sprawią, że europejskie i polskie rolnictwo może stać się niekonkurencyjne cenowo w stosunku do żywności pochodzącej spoza obszaru UE.

Zdaniem Komisji Europejskiej wdrożenie obu strategii: na rzecz bioróżnorodności i „od pola do stołu” ma łączyć przyrodę, rolników, firmy i konsumentów we wspólnym wysiłku na rzecz przyszłej zrównoważonej konkurencyjności. Strategie zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem wdrażają zobowiązania UE mające na celu powstrzymanie utraty bioróżnorodności w Europie oraz przekształcenie systemów żywnościowych tak, aby stanowiły światowy wzorzec pod względem zrównoważonej konkurencyjności, ochrony zdrowia ludzi i planety oraz zapewnienia źródeł utrzymania wszystkim podmiotom w łańcuchu wartości żywności.

Nowa strategia na rzecz bioróżnorodności dotyczy głównych przyczyn utraty bioróżnorodności, takich jak niezrównoważone użytkowanie gruntów i morza, nadmierna eksploatacja zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska i inwazyjne gatunki obce. W strategii proponuje się m.in. ustanowienie wiążących celów w zakresie odtworzenia zdegradowanych ekosystemów i rzek, poprawy stanu siedlisk i gatunków chronionych w UE, powrotu owadów zapylających na grunty rolne, ograniczenia zanieczyszczeń, ekologizacji miast, wspierania rolnictwa ekologicznego i innych praktyk rolniczych sprzyjających różnorodności biologicznej, a także poprawy stanu zdrowia lasów europejskich. W ramach strategii przedstawiono konkretne działania do 2030 r., w tym przekształcenie co najmniej 30 proc. europejskich obszarów i mórz w skutecznie zarządzane obszary chronione oraz przywrócenie różnorodnych elementów krajobrazu na przynajmniej 10 proc. powierzchni użytków rolnych. Na rzecz bioróżnorodności uruchomione zostaną środki finansowe w wysokości 20 mld euro rocznie – z różnych źródeł, w tym funduszy unijnych, krajowych i prywatnych.

Według Komisji Europejskiej, strategia „od pola do stołu” umożliwi przejście na zrównoważony system żywnościowy w UE. W strategii określono konkretne cele dotyczące przekształcenia unijnego systemu żywnościowego, w tym zmniejszenie stosowania pestycydów i ryzyka z tym związanego o 50 proc., zmniejszenie stosowania nawozów o co najmniej 20 proc., zmniejszenie o 50 proc. sprzedaży środków przeciwdrobnoustrojowych stosowanych u zwierząt gospodarskich i w akwakulturze oraz zwiększenie udziału upraw ekologicznych w całkowitej powierzchni użytków rolnych do 25 proc. W strategii zaproponowano również ulepszone etykietowanie, lepiej zaspokajające potrzeby konsumentów w zakresie informacji na temat zdrowej i zrównoważonej żywności. Według KE, europejscy rolnicy, rybacy i producenci otrzymają wsparcie w ramach wspólnej polityki rolnej i wspólnej polityki rybołówstwa za pośrednictwem nowych źródeł finansowania i ekoprogramów w celu stosowania zrównoważonych praktyk. Strategia „od pola do stołu” ma spowodować widoczną pozytywną różnicę w sposobie produkcji, kupna i konsumpcji żywności, która przyniesie korzyści dla zdrowia obywateli.

Według organizacji rolniczych i sadowniczych, strategie zaprezentowane przez Komisję Europejską oparte zostały na błędnych założeniach, idą w kierunku ograniczania europejskiego rolnictwa, a nawet rezygnacji z produkcji rolnej przez wielu rolników. W przedstawionym przez porozumienie polskich organizacji rolniczych, spółdzielczych i przetwórczych na rzecz otwartego dialogu na temat Europejskiego Zielonego Ładu oraz strategii „Od pola do stołu” rolnicy podsumowują proponowane zmiany w następujący sposób:

„Proponowane zmiany pociągną za sobą wyższe koszty produkcji modelu europejskiego rolnictwa. Sprawią, że żywność europejska będzie mniej konkurencyjna cenowo w stosunku do żywności z importu. Uwzględniając ten fakt, UE musi w pełni zintegrować negocjacje i wdrażanie umów handlowych. Import żywności do UE musi odbywać się na tych samych zasadach dla wszystkich stron, nie tylko w zakresie wymagań, wprowadzania do obrotu, ale także produkcji. Rolnicy i przetwórcy przez nas reprezentowani oczekują wsparcia, zarówno w postaci niezbędnych narzędzi finansowania rolnictwa oraz stabilności legislacyjnej, by móc spokojnie patrzeć w przyszłość i inwestować w swoje gospodarstwa i przetwórnie.”

Zdaniem przedstawicieli Unii Owocowej, UE powinna zwrócić uwagę na środki zaproponowane w budżecie w stosunku do wymogów, jakie nowe strategie stawiają przed sadownikami. – Ograniczenie możliwości ochrony sadów i produkcji sadowniczej przy jednocześnie nasilających się problemach klimatycznych w żaden sposób nie jest rekompensowane przez proponowane programy UE. Jednocześnie środki zaplanowane w budżecie UE na rozwój obszarów wiejskich są niewspółmierne do środków przeznaczanych na ochronę przyrody, a to właśnie rolnictwo i sadownictwo zmaga się dziś z największymi wyzwaniami zapewnienia żywności Europejczykom w dobie pandemii COVID – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Projekt zakłada m.in. objęcie 10% gruntów rolnych obszarami nieprzeznaczonymi pod produkcję poza utratą plonów i dochodów rolników, taki cel prawdopodobnie ograniczy zdolność rolników do reagowania na sygnały rynkowe lub niedobory spowodowane niekorzystnymi warunkami klimatycznymi i rosnącym światowym popytem.

Według organizacji rolniczych KE powinna zobowiązać się do opracowania programów, które pozwolą rolnikom otrzymać wynagrodzenie z rynku za świadczone przez nich usługi ekosystemowe. Jednocześnie zdaniem rolników wyznaczanie celu 25 proc. gruntów rolnych w UE przeznaczonych na produkcję ekologiczną –  jest nierealistyczne w kontekście zaledwie 7 proc. realizowanych na dzień dzisiejszy. Projekt strategii nie uwzględnia również faktu, że produkcja ekologiczna charakteryzuje się zwykle plonami o 25 proc. niższymi od plonów konwencjonalnych w odniesieniu do średnich światowych. Ponadto należy wziąć pod uwagę dużą liczbę rolników, którzy co roku decydują się na powrót do produkcji konwencjonalnej ze względu na ograniczenia produkcji, związane z nią koszty, brak lokalnego popytu oraz biurokrację i koszty certyfikacji. Z danych UE wynika, że w okresie 2013-2017 przeciętnie 4500 producentów rocznie wycofywało się z produkcji ekologicznej, podczas gdy w tym samym okresie rejestrowano średnio 5400 nowych producentów ekologicznych na rok.

Według danych prezentowanych przez COPA I COCEGA z raportu Zespołu ds. Przyszłości Nauki i Techniki (STOA), znaczne ograniczenie stosowania środków ochrony roślin i nawozów spowoduje duży spadek plonów. Brak środków ochrony roślin, w tym biopestycydów, zagrozi bezpieczeństwu żywnościowemu 11 miliardów osób oraz rentowności gospodarstw rolnych. Projekt strategii nie uwzględnia tych potencjalnych konsekwencji ani nie wspomina, że w tym przypadku rolnicy potrzebowaliby dostępu do odpowiedniego zestawu bezpiecznych, skutecznych oraz przystępnych cenowo rozwiązań alternatywnych, jak również dostępu do najnowszej wiedzy, technologii i najlepszych usług doradczych.

Zdaniem rolników, KE w zbyt dużym stopniu opiera się na turystyce i rekreacji jako głównych źródłach nowych miejsc pracy i wzrostu gospodarczego na obszarach wiejskich. Ponadto, wskazując korzyści gospodarcze obszarów chronionych, które są w dużej mierze związane z turystyką i rekreacją, Komisja nie wspomina, że korzyści gospodarcze generowane przez te sektory mogą mieć również negatywny wpływ na różnorodność biologiczną i ekosystemy.

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że większość z wyżej wymienionych działań jest ukierunkowana na działalność rolniczą i leśną, podczas gdy inne przedsiębiorstwa, sektory, a także obszary miejskie będą zachęcane jedynie do dobrowolnego działania i udziału w różnych platformach i partnerstwach, co może spowodować, że Europa nie zajmie się niektórymi pośrednimi przyczynami utraty różnorodności biologicznej.

KE nie powinna zapominać, że gospodarstwa rolne różnią się od innych przedsiębiorstw, gdyż muszą działać w ramach ograniczeń narzuconych przez naturę. Oznacza to, że niekorzystne warunki pogodowe lub zmiany warunków klimatycznych mogą mieć ogromny wpływ na różnorodność biologiczną i dostępność dostaw, a rolnicy mają jedynie ograniczoną kontrolę nad tym, jak wyglądają ich plony w danym roku. Ponadto, produkty rolne potrzebują czasu by „urosnąć”, dlatego też reakcja na wzrost lub spadek popytu może potrwać lata. Zwracają uwagę również na fakt, że w obliczu COVID-19 i jego skutków nie należy ryzykować przenoszenia naszej produkcji rolnej za granicę, ze względu bezpieczeństwa żywnościowego.

Unia Owocowa wspiera postulaty organizacji rolniczych i zgadza się, że strategia osłabia rentowność ich sektorów poprzez zmniejszanie ich produktywności i zdolności do inwestowania, w tym w narzędzia bardziej przyjazne dla środowiska, oraz zmuszając sektor rolniczy do dalszego ograniczania sposobów użytkowania gruntów, nakładając dodatkowe podatki oraz wdrażając kampanie piętnujące branżę.

Potrzebna jest większa liczba wspólnych działań na szczeblu unijnym oraz udzielenie znaczącego wsparcia dla rolnictwa i sadownictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). W sektorze rolnym należy wdrożyć i uruchomić wszystkie niezbędne narzędzia dotacje, pożyczki i instrumenty finansowe by zachęcać do wsparcia inwestycyjnego, którego sektor tak bardzo potrzebuje, by wyjść z kryzysu. – Od rolników i sadowników wymaga się o wiele więcej w kwestii zobowiązań w zakresie polityki klimatycznej, strategii zielonego ładu i „od pola do stołu”. Dlatego nie możemy akceptować cięć budżetowych w zakresie polityki rolnej. Pandemia COVID-19 potwierdziła, że zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego oraz jej swobodnego przepływu jest kluczowe – dodaje Arkadiusz Gaik, Prezes Unii Owocowej.

Grow Uperion zapowiada emisję akcji i plany debiutu na NewConnect w 2021 roku

Grow Uperion, technologiczna spółka oferująca platformę grywalizacyjną, mającą na celu wzrost motywacji i zaangażowania pracowników w realizację celów i zadań, zakłada przeprowadzenie w lipcu emisji akcji na platformie Crowdconnect.pl. Spółka planuje pozyskać 0,5-1 mln zł, dedykowanych rozwojowi oprogramowania oraz globalnych kanałów sprzedaży. Produkt odpowiadający potrzebom dużych korporacji, pierwsze wdrożenia, nowe możliwości sprzedaży
w sektorze edukacji wskutek pandemii i wsparcie głównego udziałowca – grupy TenderHut to główne czynniki budujące potencjał rynkowy Grow Uperion w branży HR Tech.

Spółka Grow Uperion oferuje innowacyjną platformę do realizacji celów, motywacji i doceniania pracowników. Jej założenia powstały w oparciu o połączenie technik grywalizacyjnych znanych w sektorze gamingowym, psychologii motywacji oraz elementów z dziedziny marketing automation. Co szczególnie ważne w postpandemicznej rzeczywistości biznesowej, rozwiązanie to pozwala osiągać zakładane KPI pracowników i całych zespołów bez zwiększania nakładów na benefity finansowe i pozafinansowe
w organizacji. Jednocześnie podtrzymuje motywację poprzez regularne, dostosowane indywidualnie pozytywne wzmocnienia. Grow Uperion w oparciu o algorytmy grywalizacyjne w wizualizacji poziomu rozwoju pracownika wykorzystuje prostą i uniwersalną symbolikę rosnącego obiektu, np. drzewa. Każdy pracownik ma własny obiekt osiągnięć pokazujących jego cele indywidualne lub grupowe.

– Rozwiązanie Grow Uperion to odpowiedź na potrzeby średnich i dużych przedsiębiorstw, zwłaszcza międzynarodowych korporacji szukających możliwości bardziej efektywnego i mniej kosztochłonnego motywowania swoich pracowników. Produkt oparty o rozwiązania Microsoftu, dotychczasowa współpraca z koncernami Unilever i Mondelez, kontrakt z Raben, prowadzone rozmowy z kolejnymi graczami, czy obserwowane światowe trendy rosnącej popularności technik grywalizacyjnych i zapotrzebowania na platformy z zakresu motywacji to wybrane czynniki pozwalające nam z optymizmem patrzeć na przyszłość Grow Uperion. Myślimy jednak o przyspieszeniu naszego rozwoju, czemu mogą pomóc potencjalnie pozyskane środki z emisji akcji – mówi Małgorzata Celarek, Prezes Zarządu Grow Uperion SA.

Grow Uperion funkcjonuje na rynku rozwiązań grywalizacyjnych, którego wartość według States Fortune Business Insights w 2019 roku na świecie wyniosła 5,4 mld USD i w okresie do 2027 roku wzrośnie do 37 mld USD. Według autorów raportu, coraz większa koncentracja na rozwiązaniach edukacyjnych opartych na grach dla procesów szkoleniowych i rekrutacyjnych zwiększy szanse biznesowe podmiotów na rynku, czemu sprzyja coraz częstsze stosowanie przez firmy rozwiązań gamifikacyjnych w celu promowania produktów i poprawy relacji z klientami.

Grow Uperion, to kolejny corp-up grupy TenderHut, który osiągając dojrzałość i gotowość do komercjalizacji, może stawiać kolejne bardziej samodzielne kroki biznesowe, budując brand
i zyskując własnych inwestorów. Strategicznym celem całej grupy jest debiut na giełdzie. Wycena części outsourcingowej biznesu, czyli spółek SoftwareHut, ExtraHut, LegalHut czy ProtectHut, to zastosowanie mnożników na przychodach bądź EBITDA. Spółkę Solution4Labs także można w ten sposób wyceniać. Z kolei nasze corp-upy potrzebują potrzebują wyceny rynkowej, smart money i wsparcia inwestorów, są to firmy mogące  zmieniać świat w swoich dziedzinach. Funkcjonowanie w grupie to dla start-upu z jednej strony efektywny akcelerator z dostępem do technologii i klientów, ale po fazie seed jego wyniki są w cieniu dużych rozwiniętych spółek jak SoftwareHut czy Solution4Labs. Dlatego przygotowujemy nasz kolejny corp-up do kampanii crowdfundingowej i cieszy mnie, że inwestorzy również dostrzegają wartość naszych spółek produktowych.” –
mówi Robert Strzelecki, Prezes Zarządu TenderHut SA.

Holo4Labs, inna technologiczna spółka  z Grupy TenderHut oferująca rozwiązanie Mixed Reality dla branży laboratoryjnej w czerwcu w ciągu 10 dni pozyskała w kampanii crowdfundingu udziałowego na platformie Smartfunds maksymalną zakładaną kwotę 1,2 mln zł. Ostatecznie, blisko 170 inwestorów obejmie 12 proc. udziałów spółki przy wycenie post-money 11,2 mln zł.

Po osiągnięciu kolejnych kroków milowych rozwoju naszej spółki Grow Uperion, planujemy zadebiutować na rynku NewConnect w 2021 roku. Nie wykluczamy również prób pozyskania inwestora branżowego – uzupełnia Małgorzata Celarek.

W ostatnich miesiącach spółka pomimo dynamicznej rzeczywistości pandemii, przystosowała platformę do pomocy uczniom, nauczycielom i rodzicom w wyzwaniach nauczania zdalnego związanych z pandemią COVID-19. Mając na celu zwiększenie zaangażowania uczniów w naukę zdalną firma przeprowadziła pierwsze pilotażowe wdrożenia w szkołach na terenie województwa podlaskiego i mazowieckiego. Pomysł ten został doceniony poprzez wsparcie ze strony Microsoft oraz GovTech i włączony do ogólnopolskiego projektu #akcjaedukacja. Co zostało potwierdzone listem intencyjnym pomiędzy Grow Uperion i Gov-Tech.

Good Shepherd Entertainment wydawcą gry ICE CODE GAMES

Digital Avenue S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2007 r., otrzymała informację od spółki ICE CODE GAMES Sp. z o.o., z którą podpisała porozumienie o podstawowych warunkach połączenia, o ujawnieniu nazwy wydawcy gry o kodowej nazwie „Projekt W”. Będzie nim światowe wydawnictwo Good Shepherd Entertainment.

ICE CODE GAMES Sp. z o.o. przekazała Digital Avenue S.A. informację o zaakceptowaniu przez wydawcę gry o kodowej nazwie „Projekt W” – Good Shepherd Entertainment – tzw. kamieni milowych, związanych z procesem jej tworzenia. ICE CODE GAMES otrzymał w ten sposób prawo do posługiwania się nazwą wydawcy tej gry. Good Shepherd Entertainment jako wydawca gry zobowiązany jest pokryć koszty jej produkcji, odpowiada za globalną dystrybucję i marketing oraz udziela wsparcia w procesie produkcji w celu zachowania wysokiej jakości gry. ICE CODE GAMES będzie otrzymywać od Good Shepherd Entertainment wynagrodzenie płatne po spełnieniu „kamieni milowych” oraz po wydaniu gry w postaci tantiem od sprzedaży.

„Wybór wydawcy dla gry o kodowej nazwie „Projekt W”, którym będzie Good Shepherd Entertainment, to bardzo dobra informacja. Udział w projekcie tak znanego na całym świecie partnera z pewnością wpłynie na jakość gry, jej marketing i tym samym na poziom sprzedaży. Jestem przekonany, że w ten sposób uda się osiągnąć tej grze sukces rynkowy, co jest celem zarówno dla ICE CODE GAMES, jak i Digital Avenue.”ocenia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Digital Avenue S.A.

Zgodnie z podpisanym w kwietniu br. Term Sheet Digital Avenue S.A. oraz ICE CODE GAMES Sp. z o.o. zamierzają przeprowadzić proces połączenia poprzez przeniesienie całego majątku ICE CODE GAMES Sp. z o.o. jako spółki przejmowanej na Digital Avenue S.A. jako spółki przejmującej w zamian za akcje, które spółka przejmująca wyda wspólnikom spółki przejmowanej. Na potrzeby planowanego połączenia, wartości obu spółek określone zostaną przez niezależnego biegłego rewidenta oraz zostaną ustalone w Planie Połączenia, który będzie także obejmował parytet przydziału akcji.

Obie strony transakcji ustaliły, że będą negocjowały na zasadzie wyłączności w zakresie przeprowadzenia połączenia w okresie do dnia 30 września 2020 r. Do tego dnia żadna ze stron nie będzie brała udziału w procesie negocjacyjnym ze stronami trzecimi w zakresie potencjalnego zbycia w całości lub w części prowadzonego przez nią przedsiębiorstwa. Po połączeniu Digital Avenue S.A. będzie działała w oparciu o działalność ICE CODE GAMES Sp. z o.o., czyli w branży gier komputerowych i konsolowych.

ICE CODE GAMES to studio deweloperskie z branży gier komputerowych, będące twórcą cyberpunkowej strategii – gry „Re-Legion” oraz kilku mniejszych tytułów na PC, urządzenia mobilne oraz VR. Aktualnie studio pracuje nad niezapowiedzianym tytułem o kodowej nazwie „Projekt W” opartym o znane IP, który będzie największą produkcją w całej historii ICE CODE GAMES. W celu maksymalnego wykorzystania dużego potencjału tego IP, studio podpisało umowę wydawniczą z czołowym światowym wydawcą gier komputerowych, który pokryje koszty produkcji gry, będzie odpowiedzialny za globalną dystrybucję i marketing oraz aktywnie wesprze ICE CODE GAMES w procesie produkcji w celu zachowania wysokiej jakości gry.

W 2019 r. ICE CODE GAMES otrzymało dofinansowanie w ramach Programu GameINN na realizację projektu „DEMIURG – Wspierany sztuczną inteligencją system kreacji treści do gier z widokiem z lotu ptaka”. Całkowity koszt projektu wynosi ponad 5,41 mln zł, a wartość dofinansowania przekracza 3,95 mln zł. Jego efektem będzie zarówno opracowanie systemu wykorzystywanego do tworzenia własnych produkcji, jak i planowana komercjalizacja systemu. W ramach projektu stworzony zostanie także prototyp kolejnego tytułu, nad którym prace koncepcyjne rozpoczną się jeszcze w tym roku. Docelowo z wykorzystaniem systemu planowane jest stworzenie dwóch kolejnych gier z budżetem produkcyjnym sięgającym kilku milionów złotych każda.

Digital Avenue S.A. jest jedną z pierwszych pięciu spółek notowanych na rynku NewConnect. Zadebiutowała ona na nim podczas inauguracyjnej sesji w dniu 30 sierpnia 2007 r.

Kierowcy na stacjach paliw najbardziej zainteresowani reklamą alkoholu. Ceny paliw daleko z tyłu

Przybyło kierowców, którzy chcieliby dostawać informacje o promocjach na stacjach benzynowych. Już prawie połowa badanych wyraża taką chęć. Najczęściej oczekują oni rabatów na alkohol. Rośnie również zainteresowanie ofertą gastronomiczną. Z kolei maleje znaczenie sprzętu oraz części eksploatacyjnych do samochodów. Konsumenci zaczęli natomiast nieco bardziej interesować się zniżkami na paliwo. Eksperci zauważają, że ogólną przyczyną tego może być sytuacja związana z pandemią i nadchodzącym kryzysem, ale także to, że np. alkohol jest mocno eksponowanym produktem w tych placówkach. I dlatego budzi tak duże zainteresowanie.

W ramach badania, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i firmę technologiczną Proxi.cloud, ankieterzy zapytali konsumentów, czy chcieliby odbierać na telefonach informacje o promocjach zaraz po wjeździe na stację benzynową. 48% badanych odpowiedziało twierdząco (rok temu – 38%), a 36% – przecząco (poprzednio – 35%). 6% nie miało na ten temat zdania (wcześniej – 9%). 10% twierdziło, że w ogóle nie korzysta z komórki na stacji (przedtem – 18%).

– Widać, że nowe technologie budzą coraz większe zaufanie Polaków. Stacje benzynowe i inne sklepy mogą im wysyłać kontekstowe informacje. Ważne jest, aby oferowały klientom realne korzyści, np. rabaty, przy zapewnieniu bezpieczeństwa i anonimowości przetwarzania danych lokalizacyjnych. Można też zauważyć, że pandemia przyspieszyła popularyzację rozwiązań pozwalających na płacenie za pomocą telefonu już przy dystrybutorze. To na pewno zwiększyło odsetek osób korzystających ze smartfonów na stacjach – mówi dr Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Co ciekawe, tuż po wjeździe na stację benzynową kierowcy najczęściej chcieliby otrzymywać informacje o promocjach alkoholu. Tak zadeklarowało 33% konsumentów (w poprzedniej edycji badania – 31%). Na drugim miejscu respondenci wspominali o rabatach na szybkie jedzenie bądź o ofercie gastronomicznej – 26% (wcześniej – 19%). Następnie wskazywali na wiadomości dot. sprzętu i części eksploatacyjnych do samochodu – 16% (przedtem – 27%).

– Większość stacji na pierwszym planie eksponuje trunki za kasami. Dlatego wizyty w takich miejscach kojarzą się klientom z olbrzymią półką z alkoholami, na tle której stoi sprzedawca. Duży wybór napojów wyskokowych i ich dostępność przez 24 godziny na dobę to czynniki zachęcające do zakupów. Z tego też wynika największe zainteresowanie zniżkami na ww. produkty. Ich popularność widać po ilości nietrzeźwych kierowców na drogach. Jednak nie można obwiniać o to stacji i zakazać im praktyk przynoszących zyski – komentuje dr Wojciech Korchut z Uniwersytetu SWPS.

Natomiast Monika Klimczewska z Havas Media Group Poland zaznacza, że alkohol jest ważnym segmentem dla stacji benzynowej. Do niedawna szacowano, że na tego typu wyrobach, również tytoniowych, stacje benzynowe wypracowują nawet 40% marży. Ich oferta w tym zakresie jest coraz bogatsza. Dzięki temu klienci wiedzą, że nie muszą specjalnie jechać do sklepu po alkohol. Mogą go kupić po drodze. Dobre zarządzanie ofertą promocyjną w tym zakresie dodatkowo pogłębi ten segment.

– Sam wzrost zainteresowania promocjami to nic nadzwyczajnego, bo konsumenci mają w naturze chęć oszczędzania. Niepokojące jest to, że kierowców najbardziej interesują zniżki na alkohol. Ale to może wskazywać na ich ograniczoną sprzedaż w innych miejscach w niedziele, święta czy w nocny. Podobnie jest przecież z ofertą gastronomiczną, której popularność też wzrosła na stacjach paliw – zwraca uwagę Arkadiusz Kuzio z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Natomiast dr Krzysztof Łuczak z Proxi.cloud podkreśla, wzrost zainteresowania ofertą gastronomiczną wynika z konsekwentnego podnoszenia jej jakości na stacjach. Obecnie wszystkie tego typu placówki posiadają wysokiej klasy ekspresy do kawy i zestawy dań na ciepło. Polacy coraz częściej przy okazji tankowania kupują gorący napój i zapiekankę.

– Z uwagi na poszerzanie oferty gastronomicznej na stacjach i zmianę w trendach rozwoju placówek, znaczący spadek zainteresowania art. motoryzacyjnymi nie jest zaskakujący. Oczekiwania zakupowe konsumentów przesuwają się w kierunku innych kategorii. Sprzęt i części eksploatacyjne do samochodów są kupowane raczej w nagłej potrzebie niż regularnie – dodaje Monika Klimczewska.

Z badania wynika też, że wzrosło zainteresowanie promocyjnymi cenami paliwa – z 5% w ub.r. do 11% obecnie. – Coraz głośniej mówi się o nadchodzącym kryzysie spowodowanym pandemią. Z tego powodu Polacy intensywniej będą szukać rabatów. Przewiduję, że będą coraz żywiej reagować na pojawiające się okazje cenowe, w tym m.in. obejmujące paliwo – stwierdza dr Łuczak.

Jak podsumowuje Monika Klimczewska, według danych GUS, w maju br. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,9% w porównaniu do analogicznego miesiąca 2019 roku. Chociaż ceny paliwa w ostatnim czasie spadły, to konsumenci wciąż szukają oszczędności. Umiejętne zarządzanie tym zjawiskiem przez stacje benzynowe pozwoli im zwiększyć „koszyk” przeciętnego klienta.

Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH wspólnie z firmą technologiczną Proxi.cloud w dniach 08-14 czerwca br. w pobliżu 7 największych sieciowych stacji benzynowych na terenie 16 województw. Próbą objęto 1006 dorosłych Polaków. Zebrane dane porównano z wynikami bliźniaczego badania przeprowadzonego rok temu.

Przedsiębiorcy: ocena sytuacji na rynku pracy dopiero jesienią. Wracają zobowiązania, a nie zawsze wracają klienci

Nie było masowej fali zwolnień i skokowego wzrostu bezrobocia, ale nie ma też wielkiego optymizmu wśród przedsiębiorców. Niektórzy nawet komentują, że negatywne efekty pandemii koronawirusa dla rynku pracy „pełzają”. Dlaczego? Bo programy pomocowe i pożyczki pomagają przetrwać czas bezpośrednio po lockdownie, ale wiele firm przyznaje, że klienci nie wracają, a niebawem wrócą zobowiązania podatkowe, ubezpieczenia społeczne i stawki czynszowe i dzierżawne sprzed pandemii.  Patrząc na obecne statystyki dotyczące bezrobocia w województwie zachodniopomorskim można stwierdzić, że wielkiej tragedii jeszcze nie ma, ale specjaliści Północnej Izby Gospodarczej sugerują – poczekajmy z ocenami do jesieni.

Prezes Tarczyński: „Wzrost bezrobocia tak naprawdę jest dopiero przed nami”

Najnowsze dane przekazane przez Wojewódzki Urząd Pracy w Szczecinie za maj 2020 pokazują obraz regionu, który radzi sobie dobrze w dość trudnych czasach. Bezrobocie wynosi 7,7% i jest najwyższe od 2014 roku, ale z drugiej strony wzrost rok do roku o 0,6% przy turystycznym charakterze Pomorza Zachodniego nie należy oceniać jako wzrost „skokowy”. Z informacji Powiatowych Urzędów Pracy w regionie wynika, że liczba osób bezrobotnych to 49,9 tysiąca. Jest to wzrost o 1,6 tysiąca w porównaniu miesiąc do miesiąca i ponad 7 tysięcy gdy spojrzymy na perspektywę roczną. Prognozy zwiastują, że do końca roku bezrobocie w regionie może przekroczyć 8%

– Wzrost bezrobocia tak naprawdę jest dopiero przed nami. Firmy aktualnie korzystają z ze wsparcia różnych instrumentów finansowych i toczą walkę, by utrzymać jak najdłużej własny personel. To czy bezrobocie ulegnie wzrostowi będziemy mogli zobaczyć dopiero na jesień, kluczowe miesiące przed nami. W dłuższej perspektywie najbardziej istotny będzie początek przyszłego roku. Jak pokazują wyniki naszego województwa bezrobocie wzrosło niewiele, ale za wcześnie by wyciągać z tego wnioski. Jedną z najbardziej dotkniętych branż jaką jest turystyka bardzo powoli podnosi się z „kolan”, trudno w czerwcu oceniać jaki będzie sezon, który skończy się we wrześniu. Jeżeli będzie zły, bo pogoda nie dopisze i turyści zostaną w domach, to przed nami zapaść – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

Jak mówi Prezes Izby kluczowe będzie również czy jesienią czeka nas druga fala koronawirusa. Jeżeli pociągnęłaby ona za sobą następny lockdown to niewątpliwie zmiany na rynku pracy byłyby jeszcze dalej idące.

Nie wszyscy bezrobotni od razu idą do Urzędu Pracy

Branże, które najmocniej odczuły skutki koronawirusa, czyli turystyka, gastronomia i hotelarstwo, w tym momencie raczej nie zwalniają – trwa sezon, rośnie obłożenie w hotelach i pojawiają się nawet prognozy, że turyści krajowi w tym roku raczej dopiszą. Więcej zwolnień odnotowywanych jest w branży transportowej, przemyśle czy np. w administracji. Docierają do nas informacje o redukcjach zatrudnienia w branży BPO lub o tym, że wiele firm decyduje się na zaproponowanie pracownikom nowych umów ze zdecydowanie mniejszym wynagrodzeniem. W kryzysie jest branża kreatywna oraz kultura. Przedsiębiorcy uważają, że programy pomocowe powinny być utrzymane na kolejne miesiące i Północna Izba Gospodarcza już w ubiegłym miesiącu o to apelowała.

– Mamy wciąż zbyt mało informacji, które mogłyby pozwolić nam na horyzontalną ocenę sytuacji na rynku pracy. Nie wiemy czy to trwały wzrost bezrobocia, są też komentarze, że te informacje o bezrobociu są nieobiektywne, bo np. ludzie tracący pracę nie rejestrują się w urzędzie, a szybko próbują znaleźć inne zatrudnienie i dopiero gdy nie uda się to przez kilka miesięcy to np. po zakończeniu okresu odprawy rejestrują się jako bezrobotni – mówi Krzysztof Osiński, Sekretarz Północnej Izby Gospodarczej  i Prezes Wojewódzkiego Zakładu Doskonalenia Zawodowego. – Letnie miesiące dla naszego regionu są lepsze niż jesień i zima, budzi się gospodarka sezonowa i turystyczna, stąd też najbliższy czas może przynieść pewne zniekształcenie w statystykach. Realną ocenę sytuacji będziemy mogli dokonać jesienią. Wiele zależy także od tego jaki będzie stan epidemii – dodaje Krzysztof Osiński.

Ostatnie lata to czas rekordowo niskiego bezrobocia w Szczecinie i regionie. Statystyki miejskie pokazywały spadek poniżej 3%, a specjaliści branży HR mówili wprost, że mamy do czynienia ze szczytem rynku pracownika. Koronawirus diametralnie zmienił sytuację.

Bardzo złe nastroje w branży motoryzacyjnej – ponad 50 % firm obniżyło wynagrodzenia i planuje ograniczenie zatrudnienia

Niezwykle trudna sytuacja w branży motoryzacyjnej przekłada się na pesymizm wśród przedstawicieli firm motoryzacyjnych obecnych na polskim rynku. W najnowszej edycji badania KPMG i PZPM wskaźnik nastrojów zatrzymał się na poziomie zaledwie 20 punktów i jest niższy aż o 46 punktów w stosunku do badania przeprowadzonego pod koniec grudnia 2019 roku. COVID-19 negatywnie wpływa na firmy motoryzacyjne w Polsce – wszystkie badane firmy odnotowały spadek przychodów, a 61% było zmuszonych obniżyć wynagrodzenia. W dłuższej perspektywie firmy planują ograniczać zatrudnienie oraz zamrozić inwestycje w rozwój biznesu. Zdaniem 80% menedżerów, dojście do sytuacji jaka panowała w branży motoryzacyjnej przed wybuchem pandemii zajmie do 2 lat.

Wyniki najnowszego badania KPMG i PZPM nie pozostawiają złudzeń na temat skali negatywnego wpływu COVID-19 na rynek motoryzacyjny w Polsce. Wskaźnik nastrojów menedżerów branży motoryzacyjnej wynosi zaledwie 20 punktów, co oznacza spadek aż o 46 pkt. w stosunku do badania przeprowadzonego pod koniec grudnia 2019 roku. Wskaźnik nastrojów producentów motoryzacyjnych obniżył się od tego czasu o 36 pkt. do poziomu 25 punktów, a nastroje dystrybutorów pogorszyły się aż o 52 pkt. osiągając wartość zaledwie 16 punktów. Firmy motoryzacyjne bardzo negatywnie oceniają sytuację branży – 70% producentów oraz 71% dystrybutorów uważa, że obecna sytuacja branży jest raczej zła lub bardzo zła.

Bardzo złe nastroje w branży motoryzacyjnejMenedżerowie wykazują mniejszy pesymizm co do przyszłej sytuacji branży motoryzacyjnej
Zdecydowanie mniejszy pesymizm w porównaniu do styczniowej edycji badania przeprowadzonego w grudniu 2019 roku. widać w przypadku oceny przyszłej sytuacji w branży motoryzacyjnej. Na przełomie roku w badaniu znalazło odzwierciedlenie spodziewane wtedy obniżenie koniunktury w nadchodzących okresach w branży, związane z rosnącymi cenami samochodów ze względu na dostosowanie ich do wzrostu wymagań w zakresie emisji CO2. W aktualnej edycji badania z przełomu maja i czerwca br. nastąpiło już lekkie oswojenie się z pierwszym szokiem wywołanym pandemią COVID-19. Po uruchomieniu narzędzi zaradczych i wsparcia przez państwo (nawet jeśli są one niewystarczające) oraz przy trwającym uruchamianiu gospodarki i znoszeniu wcześniejszych obostrzeń, firmy mają więcej informacji do pełniejszej oceny przyszłości branży. Wskaźnik nastrojów przyszłości branży zatrzymał się na 44 punktach i pozostaje ciągle na poziomie poniżej 50 punktów co oznacza, że przeważają oceny pesymistyczne nad optymistycznymi.

Następne 12 miesięcy producenci firm motoryzacyjnych oceniają ostrożnie – 40% z nich (wzrost o 34 p.p. w porównaniu do poprzedniego badania) uważa, że sytuacja w branży poprawi się lub poprawi się znacząco. Bez wątpienia wpływ na taką oceną ma fakt odmrożenia gospodarki oraz ponowne rozpoczęcie produkcji. Z drugiej strony należy pamiętać, że 45% przedstawicieli producentów (spadek o 38 p.p.) wyraża obawę, że sytuacja w branży motoryzacyjnej jeszcze bardziej się pogorszy – z czego 5% obawia się zdecydowanego pogorszenia. Dystrybutorzy motoryzacyjni obecni w Polsce przejawiają nieco większy pesymizm niż producenci. 32% firm zajmujących się dystrybucją uważa, że sytuacja branży ulegnie poprawie lub zdecydowanej poprawie w najbliższych 12 miesiącach, ale blisko połowa (49%) jest przekonana o dalszym pogorszeniu, z czego co 10. dystrybutor uważa, że sytuacja branży ulegnie zdecydowanemu pogorszeniu.

Prognozowana sytuacja gospodarcza Polski w ciągu najbliższych 12 miesięcy również nie będzie najlepsza w opinii przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Wskaźnik nastrojów w tym obszarze wyniósł 38 punktów dla obydwu badanych grup łącznie i zdecydowanie poniżej neutralnego poziomu. Zaledwie 25% producentów motoryzacyjnych uważa, że sytuacja gospodarcza przez najbliższy rok ulegnie poprawie lub zdecydowanej poprawie. Przeciwnego zdania jest 55% firm, które spodziewają się dalszego pogorszenia sytuacji ekonomicznej, z czego 15% uważa, że polska gospodarka ulegnie zdecydowanemu pogorszeniu. Dystrybutorzy motoryzacyjni przejawiają nieco mniejszy pesymizm – 29% spodziewa się poprawy lub zdecydowanej poprawy, a 49% pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce, z czego co 10. firma obawia się zdecydowanego pogorszenia.

Bardzo ciekawy jest fakt, że menedżerowie, mimo tego, że sektor branży motoryzacyjnej jest jednym z najbardziej dotkniętych skutkami COVID-19, wykazują mniejszy pesymizm w porównaniu do edycji sprzed pół roku. Uwzględniając wstrzymanie produkcji w większości zakładów na średnio ponad miesiąc i podobne problemy u dostawców części i podzespołów – należałoby się spodziewać, że oceny będą znacznie bardziej pesymistyczne. Mając świadomość, że dochodzenie sektora do stanu sprzed pandemii potrwa na pewno kilka lat, menedżerowie zapewne pozytywnie ocenili programy pomocowe uruchomione w Polsce i w innych krajach europejskich. Nie bez znaczenia pozostają deklaracje pomocy liczonej w setkach miliardów euro dla gospodarek UE, która ma być udzielona przez Komisję Europejską. Biorąc to wszystko pod uwagę, wyrażam nadzieję, że nie spełnią się czarne scenariusze, które były kreślone kilka tygodni po rozpoczęciu pandemii. Ostrożny optymizm menedżerów nie oznacza również, że branża motoryzacyjna jest obecnie w dobrej kondycji. W salonach wciąż jest bardzo niewielu nabywców – zarówno indywidualnych jak i instytucjonalnych – a dopóki klienci nie zaczną kupować samochodów, nie będzie mowy o powrocie produkcji do poziomu sprzed pandemii – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Wszystkie badane firmy motoryzacyjne odnotowały spadek sprzedaży

Wszystkie firmy biorące udział w badaniu KPMG i PZPM przyznały, że wybuch pandemii i jej gospodarcze następstwa skutkowały spadkiem sprzedaży. 88% firm musiało zmierzyć się z problemami związanymi z zakłóceniem łańcucha dostaw. 61% firm motoryzacyjnych było zmuszonych obniżyć wynagrodzenia swoich pracowników. W blisko 4 na 10 firmach zredukowano etaty i nastąpiły problemy z utrzymaniem płynności finansowej.

Blisko co 7. firma (69% wskazań) wystąpiła z wnioskiem o pomoc oferowaną w ramach Tarcz Antykryzysowych. Warto podkreślić, że zaledwie co piąta firma motoryzacyjna uznała, że rozwiązania w nich zawarte są wystarczające. Dla ponad połowy firm pomoc oferowana w ramach tarczy jest raczej lub zdecydowanie niewystarczająca. Co czwarta firma motoryzacyjna nie ma zdania na ten temat.

Długotrwałymi skutkami pandemii zdaniem przedstawicieli firm motoryzacyjnych będzie przede wszystkim konieczność ograniczenia zatrudnienia (67% wskazań) lub zamrożenia inwestycji w rozwój firmy (61%). COVID-19 zmienił również zachowania konsumentów, z tego powodu 57% firm motoryzacyjnych uważa, że efektem tego będzie wzrost znaczenia wirtualnych salonów, które zapewnią sprzedaż aut bez konieczności fizycznej obecności w salonie. 80% firm motoryzacyjnych prognozuje, że dojście do sytuacji sprzed pandemii zajmie im nie więcej niż 2 lata (35% uważa, że uda się to osiągnąć szybciej – maksymalnie w ciągu roku). Wszystkie badane firmy motoryzacyjne odnotowały spadek sprzedażyOstrożne plany firm motoryzacyjnych na najbliższe pół roku

Z powodu COVID-19 produkcja i sprzedaż nowych aut osiągnęła spadki na niespotykaną wcześniej skalę. W okresie od stycznia do maja br. liczba rejestracji nowych aut w Polsce była niższa o 38,3% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. W całej Unii Europejskiej ten spadek wyniósł 41,5%. Mając to na uwadze, nie powinny dziwić plany producentów motoryzacyjnych na nadchodzące 6 miesięcy. Zaledwie 37% producentów motoryzacyjnych, prognozuje zwiększenie poziomu sprzedaży, a 33% firm z tej grupy w ciągu najbliższego półrocza planuje zwiększyć poziom eksportu. Z drugiej strony ponad połowa producentów uważa, że przez najbliższe 6 miesięcy poziom sprzedaży pogorszy się lub zdecydowanie pogorszy. Połowa firm prognozuje również spadek przychodów, z czego co piąta uważa, że jej przychody zdecydowanie się zmniejszą. Jeszcze gorzej wygląda najbliższe półrocze w kontekście planów dystrybutorów motoryzacyjnych – ponad połowa z nich (52%) planuje zmniejszenie zatrudnienia, 58% spodziewa się spadku przychodów, z czego blisko co czwarty prognozuje zdecydowany spadek przychodów. 19% planuje w ciągu najbliższych 6 miesięcy zmniejszyć liczbę serwisów oraz salonów samochodowych. W przypadku tych ostatnich dodatkowe 3% dystrybutorów planuje znacząco zmniejszyć ich liczbę.

Sytuacja z jaką mamy do czynienia w związku z COVID-19 oraz następstwami związanymi z zamrożeniem gospodarki, spadkiem popytu oraz wstrzymaniem produkcji odbija się w negatywny sposób na firmach motoryzacyjnych nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, która jest dla polskiej branży motoryzacyjnej bardzo ważnym rynkiem zbytu. Tym bardziej cieszą odpowiedzi tych niewielu firm, które planują zwiększać poziom zatrudnienia, sprzedaż i przychody. Najbliższe miesiące będą dla firm motoryzacyjnych kluczowe, aby zminimalizować negatywne skutki kryzysu w największym możliwym stopniu. Należy pamiętać, że oprócz ryzyk związanych z bezpośrednimi konsekwencjami COVID-19 firmy motoryzacyjne będą zmuszone sprostać niepewnej sytuacji polityczno-gospodarczej, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Będzie to wyzwanie dla ponad 70% organizacji biorących udział w badaniu – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

O raporcie:
Barometr nastrojów menedżerów sektora motoryzacyjnego jest badaniem ankietowym przeprowadzonym przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego i KPMG w Polsce w maj i czerwcu 2020 r. Jego celem było poznanie opinii kadry zarządzającej firm motoryzacyjnych na temat bieżącej i przyszłej sytuacji branży w Polsce. Ankieta skierowana była do menedżerów firm produkcyjnych i dystrybutorów pojazdów, przyczep i naczep, zabudów lub podzespołów, części i akcesoriów. W badaniu internetowym wzięło udział 51 respondentów.

Gig economy jako odpowiedź na rewolucję w zatrudnieniu?

Rynek pracownika czy pracodawcy? Żadne z tych określeń nie odzwierciedla obecnej sytuacji na rynku. Coraz więcej pracowników oczekuje od firmy większej elastyczności i niezależności. Zamiast budować work- life balance, oczekują work-life integration. Współpraca ma określać stosunki między pracodawcą a pracownikiem. Rewolucji nie wprowadziła pandemia, a jedynie ją przyśpieszyła. Pokolenie Milenialsów i Generacji Z oczekuje zmiany starych schematów i podkreślają przy tym konieczność zmian.

Czas na rewolucję w zatrudnieniu

W ciągu ostatnich 10 lat nastąpiła globalna zmiana kulturowa, która polegała na zmianie nastawienia do pracy pracowników. Milenialsi i Generacja Z podkreślają znaczenie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Biorąc pod uwagę, że w 2020 r. dochodzi do sytuacji, w którym te pokolenia stanowić będą 59% globalnej siły roboczej, zrozumienie potrzeb i oczekiwań tej grupy powinno być na pierwszym miejscu wśród priorytetów każdego rekrutera i menedżera.

Czego oczekuje pracownik?

Badanie Aon przeprowadzone w marcu 2020 pokazało, że tylko 20% konsumentów w Wielkiej Brytanii i USA (spadek do 10% wśród generacji Z) jest zaniepokojonych wpływem COVID-19 na ich finanse osobiste. Zamiast tego wyrazili większą troskę o zdrowie i dobre samopoczucie swoich bliskich i grup wysokiego ryzyka. Współczesny pracownik chce być szczęśliwy w pracy i oczekuje od pracodawcy pozwolenia na elastyczność, aby móc realizować się w życiu prywatnym. Ankieta przeprowadzona przez Deloitte wykazała, że Milenialsi wykazują niewielką lojalność wobec obecnych pracodawców, stawiając na pierwszym miejscu swoje osobiste wartości przed celami firmy. Jeśli pracodawca chce utrzymać pracownika, musi zmienić swoje dotychczasowe, tradycyjne podejście do pracy.

Gig economy

Gig Economy odnosi się do platform cyfrowych, które pozwalają freelancerom łączyć się z osobami lub firmami w celu świadczenia usług krótkoterminowych. Platformy do zatrudniania pracowników tymczasowych cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dlaczego? Ponieważ rozwój technologii i globalizacja za szybko przekształcają poszczególne branże. Tymczasem ta grupa pracowników umożliwia firmom ze wszystkich sektorów wykorzystanie innowacyjnych, elastycznych i wyspecjalizowanych talentów dokładnie wtedy, gdy są im potrzebne. Firmy unikają przy tym długotrwałego i kosztownego wdrożenia. Badanie z 2019 r. przeprowadzone na zlecenie Kongresu Związków Zawodowych (TUC) szacuje, że co dziesiąta osoba dorosła w wieku produkcyjnym w Wielkiej Brytanii przynajmniej raz w tygodniu pracuje za pośrednictwem platform, przy czym większość korzysta z tego rodzaju pracy, aby uzupełniać inne formy dochodu.

Gig economy nie jest nowością, ale widzimy z każdym rokiem większe zainteresowanie takimi rozwiązaniami. Tikrow to aplikacja, która właśnie działa w tym systemie. Dajemy firmom dorywczych pracowników na godziny, którzy posiadają pożądane przez pracodawcę kompetencje. Dla firmy, jest to wygodne, ponieważ dostarczamy pracowników dokładnie wtedy, kiedy są potrzebni. Firmy czasami potrzebują dodatkowych pracowników tylko w jednym dniu (np. przy inwentaryzacji), na zastępstwo przy wakacyjnych rotacjach albo osobę o określonych kwalifikacjach do konkretnego projektu w firmie. W Tikrow znalezienie takich osób nie jest problemem. Pracownicy zaś wybierają pracę, wtedy, kiedy im to pasuje. Taka praca pozwala na elastyczność, której coraz więcej pracowników oczekuje.- mówi Krzysztof Trębski, wiceprezes Tikrow

Kto szuka pracy przez platformy pracy tymczasowej?

Freelancer, pracownik tymczasowy, na godziny – to tylko kilka określeń tzw. gika. Ta ilość terminów to tylko kilka sposobów definiowania nietradycyjnego statusu pracy. Pracownicy na żądanie zawsze odgrywali ważną rolę w globalnej gospodarce – od pracowników au pair do pracowników sezonowych, nauczycieli i kierowników projektów – zawsze istniała potrzeba elastycznych rozwiązań w miejscu pracy, zależnie od potrzeb. Platformy pracy (gig economy) to umożliwiają. Mają pozwalać na interakcje online, dostarczając innowacyjnych rozwiązań, które łączą pracodawcę z pracownikiem.

Zalety Gig Economy

Firmy czasami muszą uzupełnić lukę kadrową do momentu zatrudnienia stałego pracownika lub w odpowiedzi na szybką zmianę sytuacji w firmie. Platformy takie jak np. w naszym kraju Tikrow pozwalają na szybkie znalezienie pracowników i uniknięcie, długiego i kosztownego ich wdrożenia. Dodatkowo, platformy do pracy tymczasowej, oferują usługi typu „sprawdź & zatrudnij”, co pozwala na zatrudnienie tymczasowe w celu stałej rekrutacji (pomaga zarówno pracownikom, jak i pracodawcom ustalić, czy są dobrze dopasowani).

Pracownicy, którzy chcą zachować równowagę między życiem zawodowym a prywatnym wymagają większej elastyczności. Chcą sami kontrolować godziny pracy, aby dostosować je do swojego stylu życia – to umożliwia im platforma gig economy, gdzie sami wybierają zlecenia, wtedy, kiedy im to pasuje. Zgodnie z informacjami Gallupa, w Stanach Zjednoczonych. prawie ⅔ ludzi zaangażowanych w gig economy uważa, że wykonują preferowany przez siebie rodzaj pracy, a około 60% czuje się niezależnych, podczas gdy takiego zdanie jest tylko 34% osób zatrudnionych ‘tradycyjnie’.

Pandemia a poszukiwania pracy

W związku z pandemią, kto tylko mógł przeniósł się z biura do swojego domu, by zacząć okres kilkutygodniowego, a nawet kilkumiesięcznego trybu pracy zdalnej – granice między pracą a domem się zatarły. Wszyscy stanęli przed nowym wzywaniem, jak pogodzić ze sobą dwa życia w jednym miejscu. Pracownicy zrozumieli, że pracując zdalnie mogą pracę wykonywać elastycznie – wybierać dogodne dla siebie godziny na wykonanie powierzonych zadań. Dla wielu, odkrycie tej możliwości było kluczem do sukcesu i do przetrwania home office.

Do niedawna hasło „praca zdalna” w wielu firmach sprowadzało się do formuły trudno osiągalnej nagrody „tylko dla wtajemniczonych”. Ale firmy widzą właśnie, że ich pracownicy w domach też pracują efektywnie, więc wprowadzenie rotacyjnego trybu pracy wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Dodatkowo pracownicy zmienią swoje nastawienie do pracy. Jest bardzo prawdopodobne, że bezpośrednim skutkiem pandemii będzie potrzeba zapewnienia większej elastyczności w miejscu pracy.- dodaje Krzysztof Trębski.

Jak wygląda przyszłość Gig Economy?

Dane Mastercard potwierdzają szybki rozwój globalnej platformy gig economy, przewidując dwucyfrowy roczny wzrost w ciągu najbliższych pięciu lat. Mastercard wraz z Kaiser Associates ustalili, że w 2018 r. wielkość gig economy wynosiła ~ 204 mld USD rocznie – liczba, która podsumowuje całkowitą wartość transakcji klientów za usługi z gig platform. Z tych 204 mld dolarów około dwie trzecie zostało wypłacone milionom pracownikom, którzy pracowali przez platformę typu gig economy; inna część jest pobierana albo jako prowizja przez platformę cyfrową, albo dystrybuowana do stron trzecich w ekosystemie (np. partnerów restauracji w usługach dostarczania żywności). Oczekuje się, że do końca 2023 r., globalna wartość Gig Economy co najmniej się podwoi i wyniesie ~ 455 mld dolarów.

W czasie pandemii wzrosła sprzedaż elektronicznych wydań gazet. Mimo to wydawnictwa prasowe są w trudnej sytuacji

0

Zamknięte lub zawieszone tytuły, zwolnienia i obniżone pensje dla pracowników to skutki pandemii koronawirusa dla wydawnictw prasowych. Sytuacja wydawców wciąż jest trudna. – W okresie izolacji znacząco spadła sprzedaż wydań papierowych gazet, natomiast wyraźnie wzrosła sprzedaż wydań cyfrowych w różnych postaciach oraz dostępu do e-wydań – mówi Marek Frąckowiak, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. Czytelnicy jednak przyznają, że częściej sięgali po prasę i poświęcali jej więcej uwagi. To pokazuje, że gazetom nie grozi całkowita eliminacja z rynku.

W czasie, kiedy ludzie nie mogli wychodzić z domu, z konieczności sięgali po wydania cyfrowe i sprzedaż e-gazet znacznie wzrosła. Jednocześnie pandemia pokazała także wartość prasy drukowanej – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Frąckowiak. – Większość tytułów  odnotowała spadki sprzedaży, ale wzrosło zainteresowanie ich treściami i większe niż zwykle  jest zrozumienie wartości prasy jako wiarygodnego źródła informacji oraz wszelkich treści  publicystycznych, a nawet rozrywkowych.

Potwierdzają to badania dotyczące odbioru prasy w czasach pandemii przeprowadzone przez firmę ARC Rynek i Opinia dla Ringier Axel Springer Polska. Ponad połowa badanych przyznała, że w tym czasie chętniej sięgała po gazety albo że czytała więcej tytułów prasowych. Średnio 2/3 badanych potwierdzało, że w tym czasie poświęcało czytaniu prasy więcej uwagi. Respondenci przyznają, że w prasie drukowanej treści wydają się być mniej „agresywne” i bardziej wartościowe niż w internecie. Gazety to nie tylko sposób na zdobywanie informacji – 85 proc. badanych traktuje czytanie jako rozrywkę i relaks, taki sam odsetek utożsamia je z przyjemnością.

Jak podkreśla dyrektor Izby Wydawców Prasy, wiarygodność i rzetelność to największe zalety prasy, które ujawniają się zawsze, nie tylko w czasach pandemii, i decydują o jej znaczeniu i trwałości w każdych czasach.

Spadek nakładów prasy drukowanej postępuje od zawsze, pandemia go trochę przyspieszyła, ale to jest – mam nadzieję – tylko zjawisko okresowe. Obserwujemy już powrót czytelników do kupowania prasy i myślę, że drukowane gazety nie znikną z rynku ani teraz, ani w przyszłości – zaznacza.

Również z badania przeprowadzonego przez Polskie Badania Czytelnictwa „Właściciele mikro i małych firm w czasie koniunktury i recesji” wynika, że podczas pandemii wzrosło czytelnictwo prasy wśród właścicieli mikro- i małych firm (zatrudniających do 50 osób). W porównaniu do podobnego badania z 2018 roku odsetek czytelników wzrósł z 54 do 65 proc. Aż 32 proc. badanych zadeklarowało, że czyta prasę od jednej do dwóch godzin dziennie, a 9 proc. – ponad trzy godziny dziennie. Z kolei odsetek kupujących płatny dostęp do artykułów prasowych w internecie wzrósł z 26 do 41 proc. Z badania PBC wynika także, że im większa firma, tym jej właściciel częściej korzysta z prasy cyfrowej. Płatną prasę cyfrową, poprzez wykupiony dostęp, czyta 26 proc. właścicieli najmniejszych, dwu–trzyosobowych firm i aż 67 proc. właścicieli firm o obrocie ponad 2 mln euro.

Nie zmienia to jednak trudnej sytuacji wydawców, którzy podobnie jak cała gospodarka borykają się z problemami. Niższej sprzedaży tytułów towarzyszyły też mniejsze nakłady reklamodawców.

Kondycja mediów jest trudna, ale lepsza, niż obawialiśmy się na początku pandemii. Jednak wydawcy ponieśli znaczne straty, odnotowaliśmy zamknięcia kilku tytułów prasowych. Niektóre zamknęły się ostatecznie, inne czasowo, choć trudno przypuszczać, by mogły wrócić. Nie jest to zjawisko masowe, ale niestety nieuniknione. W niektórych wydawnictwach mamy też do czynienia ze zwalnianiem pracowników lub obniżaniem pensji – informuje Marek Frąckowiak.

Przed zamykaniem tytułów nie ustrzegli się jednak najwięksi gracze obecni na rynku prasy w Polsce. W kwietniu Agora poinformowała o zakończeniu wydawania „Avanti” oraz „Logo” w dotychczasowym cyklu wydawniczym. Ostatnimi numerami były podwójne majowo-czerwcowe wydania, które ukazały się 5 maja. Agora nadal prowadzi internetowe serwisy czasopism Avanti24.pl oraz Logo24.pl. Wydawnictwo Bauer zdecydowało o zamknięciu 34 tytułów i zwolnieniu 27 osób, ok. 50 osób straciło pracę w Burda Media Polska, a obniżki pensji wprowadziło wydawnictwo Polska Press. Zwolnienia i cięcia wynagrodzeń dotknęły także pracowników Edipresse Polska oraz Grupy ZPR Media.

Trudne warunki działalności w poprzednich miesiącach zmusiły wydawców do szukania nowych sposobów dotarcia do czytelników.

W czasie pandemii pojawiły się pomysły, aby dostarczać prasę przez kurierów lub przy okazji zakupu innych towarów. Te sposoby mają jednak znikomy udział w dystrybucji prasy, bo najczęściej czytelnicy korzystają jednak z internetu. Część sprzedaży prasy przeniosła się z salonów prasowych w inne miejsca, np. do sklepów spożywczych, gdzie handel w czasie pandemii funkcjonował – dodaje ekspert.

Jego zdaniem pandemia pokazała również, że dystrybucja prasy w Polsce od wielu lat wymaga systemowego wsparcia. Izba Wydawców Prasy od dawna apeluje do rządu o to, aby wspomógł dystrybucję zwłaszcza w takich miejscowościach, gdzie kolporterom z powodów czysto finansowych nie opłaca się dowozić gazet.

Stawiamy na wzmocnienie tradycyjnych źródeł dystrybucji prasy. Temu m.in. służyło zaangażowanie Izby Wydawców Prasy w ratowanie Ruchu przed upadkiem, ale przy tej okazji zwracaliśmy uwagę, że jest to kwestia ogólna, dotycząca nie tylko konkretnej firmy kolporterskiej. W Polsce wciąż istnieje problem z dotarciem prasy do pewnych regionów, gdzie czytelnicy mogą być wykluczeni z dostępu nie tylko do prasy informacyjnej, ale także edukacyjnej czy rozrywkowej – zauważa Marek Frąckowiak.

Na początku czerwca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na przejęcie spółki Ruch przez PKN Orlen. Urząd stwierdził, że działalność obu podmiotów pokrywa się w zakresie sprzedaży prasy i artykułów konsumpcyjnych codziennego użytku, ale ze względu na różne modele sprzedaży i odmienność misji zakupowych realizowanych w ich punktach sprzedaży przedsiębiorców nie można uznać za bezpośrednich konkurentów, zatem transakcja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji. W wyniku przejęcia udziałów PKN Orlen stanie się większościowym akcjonariuszem Ruchu z pakietem 65 proc. akcji, a pozostałymi udziałowcami będą PZU, PZU Życie i Alior Bank.

Firmy najczęściej korzystały ze zwolnienia ze składek ZUS i pożyczki w wysokości 5 tys. zł

Największą popularnością wśród firm, które skorzystały z tarczy antykryzysowej, cieszyły się zwolnienie (zawieszenie) ze składek ZUS oraz pożyczka w wysokości 5 tys. zł dla mikroprzedsiębiorstw ze środków Funduszu Pracy. Z pierwszej formy wsparcia skorzystało 43% przedsiębiorstw, z drugiej ponad 58% mikro firm – wynika z badania Konfederacji Lewiatan.

Badaniem, które odbyło się na przełomie maja i czerwca, objęto ok. 300 firm z całego kraju i wszystkich województw, a zróżnicowanie struktury wielkości i sektorów działalności pozwala uogólnić wyniki i wnioski do reprezentacji polskiego biznesu.

Partnerzy społeczni po ponad miesiącu oczekiwania otrzymali informację jak realizacja wsparcia dla firm i ochrona miejsc pracy jest realizowana przez rząd i jakie środki dotychczas przeznaczono na te działania. Na koniec maja br. limity środków przeznaczonych z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na ochronę miejsc pracy i tzw. postojowe wynoszą blisko 5,2 mld złotych, zaś na wsparcie sektora MŚP w postaci jednorazowej pożyczki, tzw. świadczeń postojowych i dofinansowania miejsc pracy w związku ze spadkiem obrotów z Funduszu Pracy blisko 15,7 mld złotych. Równocześnie zgodnie z deklaracją rządu na działania finansowe z Funduszu Pracy i FGŚP mogą zostać przeznaczone dodatkowe środki z Funduszu Przeciwdziałania COVID.

W przypadku świadczeń postojowych przez ZUS, do 9 czerwca wypłaconych zostało blisko 1,5 mln świadczeń na kwotę około 2,87 mld zł, z czego 1,2 mln dla osób prowadzących działalność gospodarczą, a dla osób wykonujących umowy cywilnoprawne ponad 260 tys. świadczeń. ZUS zrealizował też w marcu i kwietniu zwolnienie z opłacania składek dla 1,7 mln firm, umarzając składki na kwotę 7,4 mld złotych.

Przeznaczone przez rząd środki na ochronę zatrudnienia w firmach i świadczenia dla pracowników oraz umorzenia składek przez ZUS wydają się być na tym etapie wystarczające. Niemal dokładnie po miesiącu od uruchomienia przepisów o pomocy dla przedsiębiorców na przełomie kwietnia i maja br. Konfederacja Lewiatan uruchomiła badanie nt. korzystania przedsiębiorców z instrumentów wsparcia, ocenie adekwatności i skuteczności pomocy, sytuacji firm oraz oceny perspektyw rozwojowych i skutków gospodarczych kryzysu spowodowanego pandemią. Jego wyniki pokazywały zagrożenia dla gospodarki i rynku pracy, równocześnie wskazywały, że szybka i zgodna z oczekiwaniami pomoc pozwoli uniknąć wielu zagrożeń. Druga fala badania odbyła się na przełomie maja i czerwca.

– Wczytując się w wyniki badania powinniśmy dostrzegać, że realne zagrożenia mogą być dopiero przed nami, dlatego pomoc nie kończy się na kwietniu, czy maju i czerwcu – o mądrej strategii radzenia sobie gospodarki w perspektywie co najmniej dwóch lat musimy myśleć z jeszcze większą wyobraźnią – prof. Jacek Męcina doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Z perspektywy celu badania, kluczowe było pytanie, czy firma skorzystała z form wsparcia wymienionych w katalogu zamkniętym 11 instrumentów uruchomionych przez administracje rządową i samorządową oraz banki.

Duże firmy rzadziej korzystały z pomocy
Łącznie nieco ponad 1/3 badanych nie skorzystało z żadnej formy wsparcia, co oznacza, że blisko 2/3 firm ubiegało się o pomoc. Im większa firma, tym większy odsetek deklarował, że firma nie korzystała z pomocy. W przypadku mikrofilm w tylko 14,6% nie ubiegało się o pomoc.

Z analizy ankiet wynika, że największą popularnością cieszyło się: zwolnienie (zawieszenie) ze składek ZUS – łącznie blisko 43%, przy czym ubiegało się o tę pomoc aż 66,7% mikro firm i ponad 35% małych przedsiębiorstw. Znacznie mniejszy odsetek, także ze względu na kształt rozwiązań prawnych i dostępność, dotyczył firm średnich i dużych, które mogły występować o odroczenie na zasadach ogólnych.

Drugim najczęściej wykorzystywanym instrumentem była pożyczka w wysokości 5 000 zł dla mikroprzedsiębiorstw ze środków Funduszu Pracy – z tej formy skorzystało ponad 58% mikro firm. Mniejsza grupa, za to głównie średnich i dużych firm korzystała z dofinansowania przestojowego oraz ochrony miejsc pracy z FGŚP – łącznie z przestojowego skorzystało zgodnie z deklaracjami odpowiednio 16% średnich i 17% dużych firm, a z ochrony miejsc pracy 22% średnich i blisko 17% dużych firm. Rzadziej z tego instrumentu korzystały firmy mikro i małe – od 2 do 6%.

Relatywnie wysoki odsetek przedsiębiorstw występował o odroczenie płatności podatków – 12% małych, 28% średnich i ponad 21% dużych firm. Niewielkie znaczenie miały inne instrumenty wsparcia, jak pomoc płynnościowa z BGK, czy pomoc ze środków miasta lub gminy.

– Największa dostępność charakteryzowała instrumenty kierowane do mikroprzedsiębiorstw w postaci zawieszenia składek ZUS oraz pożyczek z urzędu pracy, które zresztą najczęściej też były wykorzystywane – odpowiednio 67% i 58% – mikro i małych firm wystąpiło o tę formę pomocy. Inne omawiane instrumenty wspierania zatrudnienia, związane postojowym i ochroną miejsc pracy były ważne, choć odsetek firm przede wszystkim średnich i dużych, które ubiegały się o tę pomoc był już znacznie mniejszy od 16% do 22%. Pozostałe instrumenty – jak wynika z deklaracji, nie odgrywały istotnego statystycznie znaczenia – podkreśla prof. Jacek Męcina.

Jak firmy oceniają procedurę ubiegania się o pomoc?
Firmy, które ubiegały się o pomoc zapytaliśmy też jak oceniały sam proces i procedurę starania się o pomoc. Brak oceny z powodu braku doświadczeń związanych z procedurą ubiegania się o pomoc deklarowało 34% firm. Największy odsetek firm, które dzieliły się swoimi doświadczeniami wskazywał, że procedura ubiegania się o pomoc jest trudna, ale możliwa do przejścia – blisko 30% firm, przeważnie były to firmy duże i średnie, a więc te ubiegające się o instrumenty tzw. postojowe i związane z ochroną miejsc pracy. Z kolei ponad 20% badanych firm deklarowała, że procedura jest łatwo dostępna i niezbyt trudna – twierdziło tak łącznie blisko 50% mikroprzedsiębiorstw, które przecież najczęściej ubiegały się o pomoc z ZUS i pożyczkę z urzędu pracy.

– Dziś najbardziej aktualne wydaje się pytanie, jak będzie wyglądał proces rozliczania różnych form pomocy, bo z informacji firm wynika, że mają one problemy z rozliczaniem otrzymanych dotacji i dofinansowań. Niejasne przepisy mogą utrudnić rozliczenie, a każda decyzja o konieczności zwrotu środków, tylko z powodu nieprecyzyjnych przepisów oznaczać może falę zwolnień, a nawet upadłości. Dlatego apelujemy o rozsądną współpracę i otwartość na rozliczenie pomocy zgodnie z celem ochrony zatrudnienia. Jeszcze ważniejsza jest perspektywa kolejnych miesięcy, bo firmy mimo odmrażania działalności wciąż mają problemy z poprawą rentowności, a obroty nie wracają do stanu sprzed epidemii. Jeśli dodamy do tego problemy z przerwanymi łańcuchami dostaw, z ekspertem oraz coraz wyraźniej pojawiający się kryzys popytowy – to możemy spodziewać się poważnych trudności z utrzymaniem zatrudnienia w perspektywie IV kwartału br. Nie wspominam nawet o wciąż realnym zagrożeniu nawrotem pandemii, która z pewnością radykalnie wpłynie na wzrost zagrożenia kryzysem. Dlatego bardzo aktualne staje się pytanie, czy rząd będzie w stanie na ten nadchodzący okres przygotować wsparcie i instrumenty ochrony miejsc pracy – dodaje prof. Jacek Męcina.

Co jest najważniejsze dla przedsiębiorców?

Z deklaracji firm wynika, że najważniejsze są rozwiązania związane z ograniczeniem kosztów pracy i zawieszeniem składek ZUS – łącznie ponad 2/3 firm wskazują na taką potrzebę, z czego ponad 70% to firmy mikro i małe, a około 50% to firmy średnie i duże, które dotychczas nie korzystały z tego rozwiązania, gdyż pomoc ta kierowana jest do mikro i małych firm.
Kolejnym ważnym instrumentem jest utrzymanie dopłat do wynagrodzeń – łącznie blisko 46% oczekuje tego instrumentu. Na to rozwiązanie wskazuje ponad 30% firm mikro, 47% małych i ponad 60% firm średnich i dużych.
Firmy uważają, że w perspektywie następnych miesięcy konieczne będzie odroczenie terminów płatności podatków – deklaruje taką potrzebę ponad 1/3 firm (34,3%), odsetek jest podobny we wszystkich kategoriach podmiotów. Blisko ¼ badanych firm (22,6%) wskazuje na konieczność utrzymania wysokości płacy minimalnej co najmniej na poziomie tegorocznym (2.600 zł).

Firmy chcą elastycznie korzystać ze środków zgromadzonych na kontach VAT oraz szybszego zwrotu VAT. Wzorem coraz większej liczby przedsiębiorstw warto rozważyć zmniejszenie, przynajmniej czasowe stawki podatku VAT, co mogłoby znacząco pomóc gospodarce.

Firmy wskazują też na znaczenie niektórych rozwiązań w prawie pracy. I tak -18% widzi pilną potrzebę wdrożenia elastycznego czasu pracy i kont czasu pracy. Te postulaty są najistotniejsze dla średniego i dużego biznesu – wskazuje na to rozwiązanie średnio co czwarta większa firma – aż 22% firm średnich i ponad 26% dużych firm. Podobnie blisko 18% firm uważa, że w perspektywie kolejnych miesięcy konieczne będzie zawieszenie ograniczeń w zatrudnieniu na czas określony, przy czym na rozwiązanie to wskazuje, aż 26% firm małych, 30% firm średnich i 24% firm dużych. Część firm, zwłaszcza dużych i średnich wskazuje także na konieczność zniesienia ograniczeń związanych ze stosowaniem pracy tymczasowej (ok. 8% respondentów).

Wyniki badań z jednej strony pokazują, że pomoc musi dotyczyć ograniczenia kosztów pracy (ZUS, dopłaty do zatrudnienia) i ogólnych kosztów funkcjonowania (podatki, pożyczki częściowo umarzalne), z drugiej firmy średnie i duże, rzadziej korzystające z instrumentów wsparcia z Tarczy, potrzebować będą nowych rozwiązań uelastyczniających gospodarowanie zasobami pracy, czyli elastyczny czas pracy, zniesienie limitów stosowania umów na czas określony i pracy tymczasowej oraz subsydiowanie wynagrodzeń.

Pierwsze objawy koronawirusa widoczne w zaległościach przedsiębiorstw – dwa razy szybszy niż zwykle wzrost przeterminowanych zobowiązań – do 33,73 mld zł

Pojawiły się pierwsze objawy koronawirusa w zaległościach przedsiębiorstw. W kwietniu, pełnym miesiącu lockdownu, nieobsługiwane zadłużenie wzrosło o 572 mln zł, czyli dwukrotnie bardziej niż przeciętnie miesięcznie w poprzednim roku. Najwięcej nieopłaconych kredytów i faktur przybyło w sektorze kultury, rozrywki i rekreacji – wzrost o ponad 12 proc. Źle wypadł też sektor administrowania i działalności wspierającej obejmującym m.in. organizatorów turystyki, zaległości zwiększyły się tu o ponad 7 proc. Przeterminowane zobowiązania wszystkich przedsiębiorstw wobec kontrahentów i banków podwyższyły się w kwietniu o 1,7 proc. z 33,16 do 33,73 mld zł – wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK.Pierwsze objawy koronawirusa widoczne w zaległościach przedsiębiorstwPo tym jak w połowie marca doszło do zamrożenia gospodarki i stan ten utrzymał się przez cały kolejny miesiąc, nieobsługiwane zadłużenie firm podwyższyło się w kwietniu dwukrotnie szybciej, niż wynosiła przeciętna miesięczna z poprzedniego roku. Wtedy niespłacane długi rosły mniej więcej o 200-300 mln zł co miesiąc w każdym z poszczególnych kwartałów. Tym razem w kwietniu były to 572 mln zł.

Należące do Grupy BIK Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor gromadzi dane o niesolidnych kontrahentach. Natomiast dane o kredytach i terminach spłaty – zarówno tych prawidłowych, jak i opóźnionych – znajdują się w bazach Biura Informacji Kredytowej i to głównie zaległości kredytowe wzrosły tym razem.zaległości firm kwiecień 2020Zgodnie z definicją długu, który można wpisać do rejestru BIG, w zestawieniu uwzględnione jest zadłużenie wynikające z nieopłaconych przez minimum 30 dni od wyznaczonej daty rat kredytów na co najmniej 500 zł. Termin ten nie oznacza jeszcze, że są to tzw. złe kredyty, bo za takie uznaje się długi niespłacane od co najmniej 90 dni. Jest to jednak pierwszy negatywy sygnał, który może niepokoić. Skala kredytowych problemów byłaby znacznie wyższa gdyby nie możliwość skorzystania z wakacji kredytowych. W kwietniu za zgodą banków firmy zawiesiły spłatę ponad 11,9 mld zł kredytów. W puli 572 mln zł niewiele jest zaległości pozakredytowych, wynikających z nieopłaconych faktur. Takie zobowiązania potrzebują więcej czasu, by trafić do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, bo wierzyciel przed wpisem długu niespłaconego przez min. 30 dni musi wcześniej powiadomić dłużnika o takim zamiarze.

Na koniec kwietnia bazy BIG InfoMonitor oraz BIK otwierają: handel, którego niespłacone w terminie zobowiązania wynoszą 7,87 mld zł (23 proc. łącznej kwoty opóźnionych zobowiązań), przemysł z 5,76 mld zł (17 proc.) oraz budownictwo z 5,16 mld zł (15 proc.).
Zaległości spadły w kwietniu w dwóch z sektorach: obsłudze rynku nieruchomości oraz górnictwie.
Udział przedsiębiorstw opóźniających płatności wobec banków i kontrahentów wyniósł na koniec kwietnia 5,9 proc. po wzroście od marca o 0,1 p.p. Tym samym wrócił do poziomu z końca 2019 r. Liczba firm z kłopotami w rozliczeniach (działających, zawieszonych i zamkniętych) doszła do 318,4 tys.

zaległości firm kwiecień 2020 r – Nowe przeterminowane zobowiązania to przede wszystkim niespłacane długi wobec banków. W rozbiciu na poszczególne sektory widać, że największe procentowe przyrosty w kwietniu dotyczyły tych branż, które na pandemii ucierpiały najbardziej, czyli kultury i rekreacji. W tym przypadku wzrost wyniósł ponad 12 proc. – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Drugi najpoważniejszy skok, o ponad 7 proc., jest widoczny w usługach administrowania i działalności wspierającej, które obejmują m.in. organizatorów turystyki, pilotów i przewodników wycieczek. To oni przyczynili się do tak znaczącego pogorszenia statystyk sektora w którym znajdują się również wynajem i dzierżawa maszyn i pojazdów, wsparcie biur czyli ochrona, firmy sprzątające a także . Zaległości turystyki w miesiąc podwyższyły się bowiem o niemal połowę z 81,2 mln zł do 117,5 mln zł – dodaje.

Natomiast na wzrost przeterminowanych zobowiązań sektora kultury, rozrywki i rekreacji złożyły się przede wszystkim kłopoty firm skoncentrowanych na działalności sportowej. Zaległości obiektów sportowych są jeszcze większe niż turystyki – zwiększyły się o ponad połowę z 28,3 do 44,3 mln zł. – Warto tutaj zwrócić uwagę, że te przyrosty oznaczają kompletne odwrócenie dotychczasowego trendu i pokazują prawdziwy dramat obecnej sytuacji. Porównując koniec 2019 r. z rokiem wcześniejszym widzimy, że przeterminowane zobowiązania kultury i rekreacji obniżyły się wtedy o 8 proc., czyli ponad 11 mln zł – mówi Sławomir Grzelczak.

W kwietniu zaczął również przyspieszać wzrost zaległości budownictwa. Po tym jak przez pierwszy kwartał branży przybyło 72 mln zł długów, w kwietniu wzrosły one o ponad 103 mln zł. O połowę szybciej niż na początku roku zaczęły przyrastać zaległości handlu oraz w sektorze zakwaterowania i gastronomii. W efekcie, już co dziesiąta firma prowadząca hotele ma problemy z terminowym rozliczaniem się. Co do gastronomii, to lockdown dał się najmocniej we znaki ruchomym punktom gastronomicznym, ich długi tylko w kwietniu zwiększyły się o niemal jedną dziesiątą. Problemy ma tu jednak wyłącznie co trzydziesta tego typu firma, podczas gdy w restauracjach co dwunasta. Kolejny miesiąc nie najlepiej prezentuje się sytuacja rolnictwa – zaległości wzrosły o 4 proc. Tempo przyrostu zadłużenia na podobnym poziomie jak w pierwszym kwartale utrzymuje natomiast transport, co akurat należy uznać za niezły wynik biorąc pod uwagę podatność branży na wszelkie zawirowania.

zaległości firm kwiecień 2020 r raport – Wstępne dane pokazują, którym firmom już pierwsze tygodnie przestoju dały się we znaki, a przecież dla wielu przedsiębiorstw blokada trwała nawet powyżej dwóch miesięcy. Skalę problemów ma szansę ograniczyć pomoc państwa, ale nie sprosta im w całości i za kilka miesięcy się skończy. Dlatego po danych dotyczących zaległości, na koniec maja, można się spodziewać gorszych wieści. Z czasem, wraz z wyczerpaniem pomocy z tarcz antykryzysowych, przedsiębiorcy pozostaną sam na sam z wyższymi kosztami i mniejszymi obrotami, a to będzie już naprawdę duży kłopot – mówi Sławomir Grzelczak.

Obroty wielu przedsiębiorstw spadły o kilkadziesiąt procent i nie zanosi się, by nawet po kilku miesiącach od rozruchu udało się je przywrócić do poziomu sprzed pandemii. Klienci i firmy zmieniają podejście do wydatków, szukając oszczędności tną koszty. Upowszechnienie pracy zdalnej ma znaczące konsekwencje m.in. dla branży odzieżowej i obuwniczej. Z kolei brak pewności dochodów i większe wymagania banków wobec zainteresowanych kredytami już przekładają się też na spadek zakupu mieszkań, a to z kolei na spadek zainteresowania meblami i sprzętem AGD. Z pewnością mniej zainteresowanych będzie też kupnem samochodów. W częściowym uśpieniu nadal pozostaje branża rozrywkowa – nie ma koncertów czy imprez tanecznych, a niepewne frekwencji kina zwlekają z premierami. – Nie zanosi się, by szybko do pracy wrócili organizatorzy targów i konferencji. Ich sytuacja jest wyjątkowo trudna, bo z dystansem do tego typu wydarzeń podchodzą potencjalni uczestnicy i można się obawiać, że do stanu sprzed pandemii długo nie będą chcieli wrócić. Dodatkowo jesień, która mogłaby przynieść pewną pozytywną zmianę, budzi lęk falą wzrostu zachorowań na koronawirusa i tym samym przedłużeniem blokady na organizację różnego rodzaju imprez – mówi Sławomir Grzelczak.

zaległości firm kwiecień 2020 raportNa razie pozytywnie zaskakuje fakt, że firmy w trudnej obecnie sytuacji mobilizują się, by nie dopuszczać do opóźnień, więcej uwagi przykładają do sprawdzania kondycji zleceniodawcy, zaczęły częściej korzystać z przedpłat i skracają terminy płatności. Niektórzy przedsiębiorcy deklarują też szybsze płatności niż wcześniej, by nie przyczyniać się do problemów dostawców. – Z badań realizowanych na zlecenie BIG InfoMonitor wśród mikro, małych i średnich firm wynika, że problem zatorów płatniczych w rozliczeniach B2B w drugim kwartale zmniejszył skalę. Na opóźnienia płatności w spływie należności skarży się 35 proc. badanych, wobec 50 proc. w zeszłym roku. Pytanie, jak długo uda się utrzymać taki stan – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.