W gospodarce morskiej trwają inwestycje warte prawie 10 mld zł. Do 2030 roku kolejne 15 mld zł

Wartość wszystkich trwających inwestycji mających na celu rozwój portów morskich sięga prawie 10 miliardów złotych. Natomiast do 2030 roku na kolejne strategiczne inwestycje morskie zostanie przeznaczone kolejne 15 mld złotych.

Ostatnie lata w gospodarce morskiej to prawdziwy boom inwestycyjny. Świetne wyniki portów, jeśli chodzi o przeładunki i coroczne rekordy to najlepszy dowód na coraz lepszą pozycję polskich terminali na Bałtyku i w Europie.

Obecnie w trzech największych portach morskich trwają inwestycje morskie, których wartość sięga niemal 10 miliardów złotych. Niektóre są przełomowe, o których dyskutowano przez wiele lat. Teraz powstają na naszych oczach.

Największe spośród trwających inwestycji to przede wszystkim pogłębienie toru wodnego Świnoujście-Szczecin do 12,5 metra za 1,44 mld zł, przekop Mierzei Wiślanej za 992 mln zł, modernizacja dostępu kolejowego do trzech największych portów za w sumie 3,2 mld zł, modernizacja układu falochronów w Porcie Północnym w Gdańsku za 795 mln zł, czy pogłębianie toru podejściowego i akwenów wewnętrznych oraz przebudowa nabrzeży w Porcie Gdynia za 560 mln zł.

Natomiast do 2030 roku – tak jak zakłada zaktualizowany plan rozwoju polskich portów – zostaną przeprowadzone kolejne inwestycje. Wśród nich trzy strategiczne, czyli budowa Portu Centralnego w Gdańsku, Portu Zewnętrznego w Gdyni oraz głębokowodnego terminalu kontenerowego w Świnoujściu. Wartość tych inwestycji sięgnie kolejne 15 mld zł.

W sumie na projekty morskie do 2030 roku przeznaczonych zostanie ponad 25 mld zł.

W ocenie ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marka Gróbarczyka realizacja tego wielkiego planu inwestycji morskich pozwoli Polsce znacząco zwiększyć swój potencjał rozwoju w oparciu o dostęp do morza. „Dla nas głównym celem jest rozwój infrastrukturalny portów, ugruntowanie ich znaczącej pozycji i zabezpieczenie na przyszłość stabilnego rozwoju” – mówi Marek Gróbarczyk. Minister przewiduje, że realizowane i planowane inwestycje ponad dwukrotnie podniosą przeładunki w polskich portach.
Źródło informacji: MGMiŻŚ

Majowa sprzedaż detaliczna w Polsce wypadła lepiej niż prognozowano

Dane z Polski potwierdzają, że kryzys wcale nie musi być taki głęboki. Sprzedaż detaliczna w maju wypadła znacznie lepiej niż przypuszczano, a patrząc na odmrożenie gospodarki w czerwcu kolejny wynik powinien również być dobry.

Dobre dane z Polski

Dzisiaj od rana opublikowano dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. Spadek o 8,6% w skali rocznej jest lepszy od oczekiwanego spadku o 12,9%. W ujęciu miesięcznym widać wyraźną poprawę, ale jest to zasługa bardzo słabego kwietnia, a nie dobrego maja. Warto zwrócić uwagę, że spadek sprzedaży detalicznej poniżej 10% to nic nadzwyczajnego na tle światowym. Lepsze dane pokazali chociażby Amerykanie, w Europie na razie poznaliśmy tylko odczyty za maj z Rosji i Wielkiej Brytanii. W takim zestawieniu mamy najlepszy wynik, przynajmniej na razie. Inwestorzy uznali to widocznie za dobry sygnał, bo złoty zyskuje wyraźnie na wartości względem głównych walut po tych danych.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Bank Chin, jako jeden z nielicznych, utrzymuje obecnie relatywnie wysokie stopy procentowe. Wartość 3,85% jest poziomem, który w Europie prezentuje Rosja, w Unii Europejskiej najwyższe stopy procentowe mają w Chorwacji z 2,5%. W przypadku Pekinu ważnym elementem jest problem bardzo dużego zadłużenia i potencjału jeszcze większego wzrostu w przypadku zalania rynku jeszcze tańszym pieniądzem.

Trudne czasy dla frankowiczów

Wbrew oczekiwaniom temat kredytów frankowych nie okazał się istotnym elementem kampanii prezydenckiej. Ważny natomiast jest ostatni wzrost franka, który odbił się w ciągu tygodnia z 4,10 zł na 4,20 zł. Winny jest sam frank szwajcarski, który w tym czasie umocnił się względem euro. Tym samym złoty stracił względem helweckiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Odczyty PMI w tym tygodniu mogą zaskoczyć na plus

Dane z tego tygodnia pokażą do jakiego stopnia sytuacja w gospodarkach strefy euro, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii poprawiła się pod koniec II kwartału. Czy jest szansa na szybsze odbicie?

Ubiegły tydzień przyniósł mieszane informacje ze świata, a zachowanie rynku walutowego było dość niejednoznaczne – waluty zachowywały się w sposób indywidualny. W najbliższych dniach dla rynku kluczowe będą wstępne, czerwcowe odczyty indeksów PMI dla strefy euro, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Dane te są obecnie najbardziej wiarygodnym bieżącym wskaźnikiem kondycji gospodarek i ich perspektyw. W ostatnich tygodniach dane gospodarcze często zaskakiwały na plus. Sądzimy, że ten trend będzie kontynuowany i niektóre z indeksów ponownie znajdą się powyżej poziomu 50 pkt, sugerując powrót do ekspansji.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w parze z euro. Wyróżniał się tym samym negatywnie na tle pozostałych kluczowych walut regionu.

W przeciwieństwie do kilku poprzednich, ubiegłotygodniowe spotkanie RPP nie przyniosło decyzji o obniżce stóp procentowych. Nie uświadczyliśmy również konferencji prasowej po spotkaniu, co stało się już regułą w czasach pandemii. W kontekście spotkania jedyną interesującą kwestią było zwrócenie uwagi w komunikacie na ryzyko niekorzystnego efektu odporności kursu walutowego na ożywienie gospodarcze. W „minutkach” z poprzedniego spotkania, które też zostały opublikowane w poprzednim tygodniu, również widać negatywne postrzeganie łagodnego zachowania waluty w kontekście kryzysu.

Sygnały te wywołały spekulacje dotyczące możliwej interwencji banku centralnego mającej na celu osłabienie polskiej waluty. Naszym zdaniem stosunek zysków do ryzyk w kontekście potencjalnego podjęcia tego typu działania jest jednak niekorzystny, a spekulacje te są przesadzone.

Przed nami wybory prezydenckie w Polsce, które zaplanowane są na niedzielę. Obecnie nie wygląda na to, żeby kurs złotego istotnie reagował na tę kwestię. Utrzymanie status quo powinno gwarantować brak większych ruchów w tym kontekście. Zmiana na szczycie albo jej perspektywa po pierwszej turze mogłaby jednak spotkać się z nerwową reakcją inwestorów – nie wiadomo, jak wyglądałyby relacje prezydenta i rządu z dwóch największych partii. Z drugiej strony taka zmiana mogłaby być interpretowana jako pozytywna dla relacji Polski z Unią Europejską. W tym kontekście trudno przewidzieć reakcję waluty na potencjalną zmianę głowy państwa.

EUR

Miniony tydzień nie przyniósł zbyt wielu danych z gospodarki strefy euro. Pozytywny jednak jest brak istotniejszych negatywnych informacji z frontu walki z koronawirusem. W przeciwieństwie do sytuacji w USA, liczba nowych przypadków w Europie nie rośnie.

Ponadto banki w strefie euro przyjęły więcej tanich pożyczek od EBC w ramach programu TLTRO III niż oczekiwano. Jest to kolejny pozytywny sygnał sugerujący, że banki są bardziej optymistyczne w kontekście popytu na kredyt.

Sądzimy, że dane PMI dla strefy euro, które poznamy w tym tygodniu mogą ponownie zaskoczyć na plus. Jeśli tak się stanie, i różnica w kontekście pandemii między USA i Europą będzie się utrzymywać, możemy doświadczyć umocnienia wspólnej europejskiej waluty w relacji do głównych walut.

USD

Dane z gospodarki Stanów Zjednoczonych jakie poznaliśmy w ubiegłym tygodniu były dość mieszane. Sprzedaż detaliczna w maju zaskoczyła in plus, doświadczając wzrostu o ok. dwa razy większej skali niż oczekiwano. Jest to miłe zaskoczenie po katastrofalnym, kwietniowym odczycie. W zeszłym tygodniu nieco zawiodły jednak dane z rynku pracy. W poprzedzającym tygodniu złożono aż 1,5 mln nowych wniosków o zasiłek, z kolei liczba tych już pobierających świadczenia w tygodniu kończącym się 6 czerwca nie spadła poniżej 20 mln osób.

Jednak chyba najbardziej niepokojący jest wzrost liczby dziennie rejestrowanych zakażeń koronawirusem w wielu amerykańskich stanach, takich jak Kalifornia, Teksas czy Floryda. Ostatnie dni przyniosły tam przebicie dotychczasowych rekordów nowych zakażeń. Sądzimy, że różnica między danymi po obu stronach Atlantyku powinna wspierać euro w najbliższych tygodniach.

Liczba nowych dziennych potwierdzonych przypadków COVID-19 [USA vs. największe gospodarki strefy euro] (marzec ‘20 – czerwiec ‘20)Liczba nowych dziennych potwierdzonych przypadków COVID-19

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 22/06/2020

GBP

Dane makroekonomiczne, które napłynęły z Wielkiej Brytanii w ostatnich dniach w ujęciu ogólnym były lepsze od oczekiwań. Stopa bezrobocia wbrew oczekiwaniom nie wzrosła, a sprzedaż detaliczna (z wyłączeniem paliw samochodowych) wzrosła o ok. 10%, mniej więcej o połowę silniej niż oczekiwano.

Decydenci Banku Anglii postanowili utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, jednocześnie decydując się na rozszerzenie dotychczasowego programu skupu aktywów o 100 mld funtów do docelowego poziomu 745 mld funtów (z jednym głosem sprzeciwu).

Brytyjska waluta w zeszłym tygodniu charakteryzowała się istotną słabością. Wygląda na to, że inwestorzy coraz bardziej niepokoją się brakiem postępu w negocjacjach brexitowych z Unią Europejską.

CHF

W ubiegłym tygodniu frank szwajcarski kontynuował umocnienie w parze z euro, jednak spora część zmian na EUR/CHF zdaje się być związana ze słabością wspólnej europejskiej waluty.

W ubiegłym tygodniu uwaga inwestorów skupiła się na spotkaniu decyzyjnym SNB. Decydenci nie zmienili stóp procentowych – stopa referencyjna jest głęboko ujemna, pozostając na poziomie -0,75%. W podsumowaniu po spotkaniu decydenci określili franka mianem „wysoko wycenianego” i potwierdzili, że bank centralny „pozostaje gotowy do silniejszej interwencji na rynku walutowym”.

Podczas konferencji prasowej, prezes SNB, Thomas Jordan potwierdził, że interwencje były „znaczne”, jednak zasugerował, że „sytuacja od tamtej pory nieco się uspokoiła”. W komentarzu z poprzedniego tygodnia wspominaliśmy, że dane sugerują, że potrzeba znaczących interwencji zmalała. W poprzednim tygodniu wartość depozytów na żądanie wzrosła, jednak skala tego ruchu sugeruje, że bank nie podejmuje silnych interwencji na rynku walutowym.

Retoryka banku centralnego sugeruje, że w najbliższym czasie nie ma co liczyć na normalizację polityki pieniężnej. Nowa warunkowa prognoza inflacji SNB (zakładająca utrzymanie stabilnych stóp procentowych) wskazuje, że dynamika cen powinna być ujemna zarówno w 2020, jak i 2021 roku. Nawet w 2022 roku inflacja ma być ledwo dostrzegalna i wynieść 0,2%. Przechodząc do kwestii wzrostu gospodarczego, SNB oczekuje spadku PKB o 6% w tym roku. Byłaby to największa recesja od ponad czterech dekad.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

AS Roma wybrała SALESmanago

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie, AS Roma rozstrzygnął międzynarodowy przetarg na system do automatyzacji marketingu i wybrał polski system SALESmanago Marketing Automation. Umowa podpisana została przez Prezesa AS Roma Francesco Calvo, który wcześniej pełnił rolę Chief Revenue Officer w FC Barcelona i Juventus Turyn.

Z systemu SALESmanago, który oferuje rozwiązania marketingowe wspierane sztuczną inteligencją, korzysta ponad 10 tys firm na całym świecie. Są to głównie sklepy internetowe, ale bardzo silnie jest reprezentowana grupa klubów sportowych a wśród nich m.in mistrz szwecji w piłce nożnej AIK Fotboll, a w Polsce Lech Poznań.

Jesteśmy bardzo szczęśliwi z wygrania w niezwykle konkurencyjnym globalnym przetargu. Cieszy nas również, że będziemy kontynuować silną reprezentację Polski w AS Roma rozpoczętą przez Zbigniewa Bońka w 1985 roku i utrzymywaną w kolejnych latach przez takich zawodników jak Wojciech Szczęsny czy Łukasz Skorupski. – mówi Grzegorz Blazewicz, założyciel i Prezes SALESmanago.

SALESmanago to polskie rozwiązanie w zakresie Customer Data Platform i Marketing Automation wspieranym przez algorytmy AI i Machine Learning. Obecnie z rozwiązań SALESmanago korzysta ponad 10 000 firm w 40 krajach, a według Financial Times Fast 1000 spółka została uplasowana na 26 miejscu najszybciej rosnących firm w Europie. Spółka zatrudnia prawie 200 osób i ma siedzibę główną w Krakowie.

Pesymizm WHO niestraszny Wall Street. Tesla zapowiada przełomowe wydarzenie

Na początku tygodnia indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych nieznacznie spadły m.in. ze względu na to, że nowe dane pokazujące ożywienie gospodarcze są równoważone przez wzrost liczby infekcji koronawirusem w niektórych stanach USA. Presja na sprzedaż wydaje się raczej bardzo ograniczona dzięki publikacji dobrych wyników sprzedaży detalicznej w maju oraz czerwcowych indeksów New York i Philadelphia Fed Manufacturing.

Tedros Adhanom Ghebreyesus, szef WHO, z kolei powiedział, że pandemia Covid-19 przyspiesza na całym świecie, a ostatni milion przypadków zgłoszono w ciągu zaledwie ośmiu dni. Dodał również, że pandemia to coś więcej niż kryzys zdrowotny, jest to kryzys gospodarczy, społeczny i, w wielu krajach, polityczny. Jego efekty będą odczuwalne przez dziesięciolecia. Jednak ani tymi wypowiedziami, ani danymi, które pokazują wzrost infekcji koronawirusem w Arizonie, Południowej Karolinie, Florydzie i Teksasie, rynek się nie przejął. Inwestorzy są od ponad dekady przyzwyczajeni do tego, że im gorzej w gospodarce, tym bardziej bank centralny będzie ratować sytuację i nie pozwoli na załamanie giełdy.

Z punktu widzenia ciekawych wydarzeń dla spółek Elon Musk, dyrektor generalny Tesla Inc, powiedział w weekend, że 15 września jest wstępnym terminem zgromadzenia akcjonariuszy spółki i jej Dnia Baterii (Battery Day), w którym oczekuje się ogłoszenia znacznych postępów w dziedzinie technologii akumulatorów baterii.

To wydarzenie dotyczące baterii, które Musk ogłosił, że jest jednym z najbardziej ekscytujących dni w historii Tesli, zostało wcześniej zaplanowane na maj, podczas gdy spotkanie akcjonariuszy miało się odbyć 7 lipca. Oba zostały przełożone z powodu epidemii koronawirusa. Wydarzenie z okazji Dnia Baterii obejmie wycieczkę po systemie produkcji firmy – podał Musk na Twitterze.

Tesla i chińska firma Contemporary Amperex Technology Ltd (CATL) wspólnie opracowują akumulatory zaprojektowane z myślą o wydajności zużycia na milion mil i umożliwieniu sprzedaży elektrycznej Tesli za tę samą cenę lub za mniejszą niż pojazd na benzynę.

Dzięki globalnej flocie ponad 1 miliona pojazdów elektrycznych, które są w stanie łączyć się z siecią i dzielić się z nią, Tesla chce osiągnąć status firmy energetycznej, konkurującej z takimi tradycyjnymi dostawcami energii, jak Pacific Gas & Electric i Tokyo Electric Power – podała agencja Reuters, cytując źródła znające te plany.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Jak założyć szkołę językową?

Na rynku funkcjonuje wiele placówek oferujących naukę języków- właściwie na każdym rogu możemy dostrzec reklamy promujące różne szkoły. Konkurencja jest spora, a miejsc, w których można uczyć się zarówno popularnych, jak i niszowych języków, wciąż przybywa. Wielu specjalistów, posiadających kompetencje do nauczania, a nawet prowadzenia własnej działalności, zastanawia się, czy przy tak dużej konkurencji, zakładanie kolejnej firmy ma sens?

Znajomość angielskiego obowiązkowa

Umiejętność posługiwania się  językiem angielskim wymagana jest do zatrudnienia niemal w każdej branży, dlatego popyt na lekcje angielszczyzny wciąż rośnie.

Pomimo tego, że zarówno publiczne, jak i prywatne szkoły, oferują swoim uczniom naukę angielskiego już od najmłodszych lat, wielu z nas nie jest zadowolonych ze stopnia znajomości tego języka. Dodatkowo, znaczna część społeczeństwa nie miała możliwości nauki angielskiego podczas swojej edukacji, gdyż nie był on tak popularny, jak teraz. Dlatego wielu dorosłych zapisuje się do szkół językowych, w rezultacie,  zapotrzebowanie na naukę angielskiego jest spore i wciąż rośnie. Jeżeli posiadamy pasję do nauczania języków lub zdolność  zarządzania i chcemy być samodzielni zawodowo, to założenie szkoły językowej jest zdecydowanie dobrym pomysłem na biznes.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Działalność warto rozpocząć od researchu: sprawdzić czy w okolicy znajdują się szkoły podstawowe i średnie lub biura. Zarówno uczniowie, jak i pracownicy, stanowią potencjalną grupę klientów. Następnie zastanówmy się, czy chcemy rozpoczynać swoją działalność, czy decydujemy się na franczyzę.

Zaczynanie własnego biznesu od zera, bez doświadczenia, stanowi zazwyczaj główną przeszkodę w realizacji planu. Wszechobecna konkurencja, spore ryzyko niepowodzenia i brak odpowiedniego przygotowania, zniechęcają nas do podjęcia działania. Dlatego już na samym początku warto rozważyć współpracę na zasadzie franczyzy. Pierwszy krok, czyli zapoznanie się z ofertą franczyzodawców np. https://universe.earlystage.pl, może okazać się milowym krokiem w naszej działaności.

Biznesplan

Tworzenie firmy rozpoczynamy od przygotowania biznesplanu. W przypadku szkoły językowej, oprócz załatwienia szeregu formalności oraz przygotowania oferty,  kluczowe jest zawarcie takich pozycji jak działanie promocyjne i pomoce naukowe. Reklamowanie nowej, nieznanej wcześniej marki oraz opracowanie odpowiednich materiałów do nauki języka, mogą stanowić prawdziwe wyzwanie. Dlatego warto rozważyć szybszą i zdecydowanie prostszą opcję: skorzystanie ze sprawdzonego systemu biznesowego oraz wiedzy franczyzodawcy. W ramach umowy firma, oferująca franczyzę, pomoże nam w opracowaniu planu działalności krok, po kroku.

Gdy mamy już gotowy biznesplan, czas na zarejestrowanie naszej działalności. Na początek, z uwagi na koszty, jak i na formalności, najlepiej sprawdzi się jednoosobowa działalność gospodarcza. Jeżeli zdecydujemy się na franczyzę, franczyzodawca udziela nam pomocy w sprawach administracyjnych oraz organizacyjnych. Kolejną kwestią jest sprawa rozliczeniowa. Prowadząc działalność, jesteśmy zobligowani do odprowadzania składek ZUS oraz podatków. Do tego musimy doliczyć koszt wynajmu lokalu, pensji dla pracowników oraz koszty pozyskania materiałów dydaktycznych i szkoleń dla pracowników. W przypadku franczyzy otrzymujemy dostęp do autorskich materiałów dydaktycznych oraz możliwość odbywania licznych szkoleń i kursów zarówno we wstępnej fazie działalności (kursy: metodyczne, marketingowe, administracyjne, HR-owe), jak i w trakcie współpracy.

Ostatnim etapem jest promowanie naszej szkoły. Warto zastanowić się nad reklamą w internecie, np. na znanych portalach społecznościowych, a także spróbować reklamy wśród lokalnej społeczności, w okolicznych szkołach i firmach. Jeżeli decydujemy się na franczyzę, sprawa wygląda prościej: możemy skorzystać z wieloletniego doświadczenia franczyzodawcy, który umożliwi nam dostęp do wielu rozwiązań promocyjnych oraz swojej rozpoznawalnej marki, co znacznie przyspieszy proces pozyskiwania pierwszych uczniów.

Zakładając własną szkołę językową, musimy liczyć się z ogromem obowiązków oraz odpowiedzialnością, jaka będzie na nas spoczywać. Jednak nie zapominajmy, dlaczego to robimy – prowadzenie własnego biznesu daje nam niezależność. Jest to zaleta zarówno prowadzenia szkoły pod własną nazwą, jak i franczyzy, dzięki której także możemy zarządzać i decydować o naszej działalności. Franczyza daje możliwość swobody w prowadzeniu szkoły językowej, jednocześnie pomagając w rozwoju firmy, w zamian za spełnienie warunków umowy i uiszczanie opłaty w wysokości 7-12% naszego comiesięcznego przychodu. W celu pogłębienia tematu zakładania szkoły we współpracy franczyzowej, warto zapoznać się z krokami, które należy podjąć szczegółowo opisanymi na stronie: https://universe.earlystage.pl/universe/jak-zalozyc-szkole-jezykowa

Wybór należy do nas. Czy to ryzykując i tworząc firmę od zera, czy poprzez współpracę franczyzową, warto spełnić swoje marzenia i zdecydować się na otworzenie własnej szkoły językowej.

Pandemia poważnie wpłynęła na ruch w grach mobilnych. Zwiększyła się też aktywność użytkowników

Z danych AdColony wynika, że od marca do maja br. ruch w grach mobilnych w Polsce zwiększył się o 17% w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. Natomiast aktywność spędzania czasu na tego typu rozrywce wzrosła o 24%. Do najchętniej pobieranych kategorii należą m.in. gry zręcznościowe, przygodowe, quizowe, sportowe i rekreacyjne. Z analizy również wynika, że w czasie pandemii aż 66% Polaków codziennie grało na smartfonach. 44% zajmowało się tym minimum 5 razy dziennie, a 30% przeznaczało na to godzinę w ciągu dnia. Najwyższy szczyt aktywności przypadał między 9.00 a 14.00. Widać też tzw. wypłaszczanie częstotliwości, tj. wzrost wskaźników grania w nietypowych dotąd godzinach.

AdColony, jedna z największych platform reklamowych na świecie, informuje, że w ostatnich miesiącach ruch w grach mobilnych wrósł w Polsce o 17% w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. – To bardzo znaczący wzrost. Biorąc pod uwagę ilość polskich użytkowników tej sieci, to jest przeskok z 7,5 mln do ponad 9 mln osób – komentuje Michał Pietruszka, Head of Mobile Product w Mobiem Polska.

Porównując ww. okresy, Polacy zwiększyli swoją aktywność w zakresie spędzania czasu na grach mobilnych o 24%. – Ten odsetek również mocno wzrósł, ponieważ osoby pozostające w tym czasie w domach poszukiwały dostępnej rozrywki w najprostszym wydaniu. Gry zaczęły wypełniać ich przerwy pomiędzy kolejnymi zadaniami w pracy i innymi obowiązkami – wyjaśnia Pietruszka.

W naszym kraju wśród najczęściej pobieranych gatunków (wg klasyfikacji sklepu Google Play) znalazły się gry zręcznościowe, przygodowe, quizowe, sportowe, rekreacyjne, kasynowe, symulacyjne, muzyczne oraz wyścigowe. – Te kategorie są najpopularniejsze, bo zapewniają użytkownikom szybką rozrywkę. Większość osób oczekuje gier, które zajmują mało czasu – zauważa Radosław Włoda, Dyrektor Handlowy w Mobiem Polska.

Ponadto z analizy AdColony wynika, że ww. czasie pandemii aż 66% Polaków codziennie grało w gry mobilne na swoich smartfonach. – To wyraźnie pokazuje, że tego typu gry były w tym czasie jedną z najpopularniejszych form rozrywki. Potencjał dotarcia do użytkowników smartfonów za ich pośrednictwem jest naprawdę duży. I z pewnością można się spodziewać, że taki pozostanie jeszcze długo po zakończeniu izolacji – wskazuje Włoda.

Do tego należy dodać, że w ostatnich dwóch miesiącach 44% badanych grało w gry mobilne minimum 5 razy dziennie. 30% spędzało w ten sposób godzinę w ciągu dnia. – Z tych danych wynika, że użytkownicy sięgają po najprostsze gry kilka razy dziennie. Ale są też tacy gracze, którzy wolą rozrywkę wymagającą większej atencji. Mogą to być np. zmagania wieloosobowe, które zajmują godzinę i dłużej – tłumaczy Michał Pietruszka.

Jak podsumowuje Volkan Biçer, General Manager EMEA & LATAM w AdColony, koronawirus ograniczył aktywne życie towarzyskie i zwiększył dystans między ludźmi. Nieuniknionym zatem stał się scenariusz, w którym człowiek zbliżył się do technologii cyfrowej. Potwierdzają to wyniki badania dot. wpływu COVID-19 na zachowanie ludzi w czasie pandemii. Międzynarodowy gigant przeprowadził je w całym regionie EMEA. Ekspert podaje, że prawie połowa uczestników codziennie grała na swoich urządzeniach mobilnych. Aż 85% osób potwierdziło, że tego typu rozrywka ułatwiała oderwanie się od codziennych myśli i stresu.

Platforma AdColony porównała dane z okresu od 3 marca do 3 maja br. i z analogicznych miesięcy ub.r. Wyniki zostały zebrane dla rynku polskiego. Do analizy wykorzystano obserwację 3,8 miliona użytkowników.

Nieetyczna windykacja? Gdzie złożyć wniosek? – Poradnik ekspercki ZPF

Pandemia spowodowała, że wielu konsumentów ma trudności z terminowym spłacaniem swoich zobowiązań. W tej – niełatwej dla wielu osób –  sytuacji etyczne odzyskiwanie należności staje się tym bardziej istotne. Czy istnieje w Polsce zbiór norm etycznych, których przestrzegają firmy zarządzające wierzytelnościami? Kto stworzył taki dokument i co jest w nim zawarte? Podpowiadamy. 

Kilkanaście lat temu Związek Przedsiębiorstw Finansowych (organizacja zrzeszająca instytucje m.in. z sektora bankowego, pożyczkowego, pośrednictwa finansowego czy windykacyjnego) stworzyła Zasady Dobrych Praktyk (ZDP). To obszerny dokument będący zbiorem norm etycznych, według których powinny funkcjonować firmy działające na rynku finansowym. Poszczególne rozdziały tego dokumentu dotyczą różnych branż i ich praktyk biznesowych. ZDP regulują działalność przedsiębiorców skupionych w Związku, takich jak biura informacji gospodarczej, pożyczkodawców, pośredników finansowych, fundusze hipotecznych, wreszcie – zarządzających wierzytelnościami, czyli popularną branżę windykacyjną.

Przedsiębiorstwa windykacyjne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych dobrowolnie zobowiązują się do przestrzegania restrykcyjnych norm zawartych w Zasadach Dobrych Praktyk. Co roku przechodzą audyt etyczny, a jeśli spełnią jego wymogi, otrzymują Certyfikat Etyczny. – Warto podkreślić, że firmy zarządzające wierzytelnościami, które obowiązuje stosowanie Zasad Dobrych Praktyk, stanowią ok. 70 proc. wartości całego rynku. To dużo, choć wciąż staramy się pozyskać dla naszego programu etycznego więcej firm. W naszym odczuciu cały rynek i wszystkie firmy z tej branży powinny działać w sposób profesjonalny i z zachowaniem najwyższych standardów, wypracowanych w gronie Członków ZPF – mówi Andrzej Roter, Prezes ZPF.

Co dokładnie zawierają Zasady Dobrych Praktyk Windykacyjnych?

Dokument określa m.in., jak powinien wyglądać profesjonalny proces windykacyjny, w jaki sposób winna przebiegać komunikacja z zadłużonym konsumentem (zarówno listowa, telefoniczna, jak i bezpośrednia), jakie informacje powinny znaleźć się w wezwaniu do zapłaty, jak firmy windykacyjne winny chronić dane osobowe konsumentów. Oto kilka wskazówek przygotowanych w oparciu
o Zasady Dobrych Praktyk ZPF.

  • Przedsiębiorstwo windykacyjne powinno komunikować się z osobą zadłużoną w sposób zapewniający ochronę interesów kontrahenta, a równocześnie przestrzeganie prawa, dobrych obyczajów oraz poszanowanie słusznych praw dłużnika.
  • Korespondencja do osoby zadłużonej powinna być wysyłana na jego adres zamieszkania (lub inny, pod którym może być on osiągalny), w zamkniętej kopercie i bez żadnych adnotacji lub znaków wskazujących, że korespondencja dotyczy długu adresata.
  • Wezwanie do zapłaty z firmy windykacyjnej powinno dokładnie opisywać daną wierzytelność (tytuł, wierzyciel, wystawca faktury, należność główna, data wymagalności, naliczone odsetki, numer faktury, data wystawienia faktury, okres, za jaki faktura została wystawiona, jeśli windykowana jest wierzytelność o charakterze ciągłym).
  • Rozmowy telefoniczne z konsumentem mogą być prowadzone w czasie i miejscu, które według rozsądnej oceny nie będą uciążliwe dla osoby zadłużonej.
  • Windykator terenowy, podczas podejmowania czynności windykacyjnych oraz prowadzenia rozmów z osobą zadłużoną, jest zobowiązany przedstawić się, okazać identyfikator oraz upoważnienie do działania wydane przez przedsiębiorstwo windykacyjne z wyraźnym określeniem zakresu swojego umocowania.
  • Przedsiębiorstwo windykacyjne powinno również zapewnić zachowanie tajemnicy oraz pełną ochronę danych osobowych osoby zadłużonej.

Wniosek o zbadanie zgodności praktyki biznesowej firmy windykacyjnej z Zasadami Dobrych Praktyk

Przy ZPF działa Komisja Etyki, do której każdy konsument, klient firm członkowskich ZPF może zwrócić się ze skargą – wnioskiem o zbadanie zgodności praktyki biznesowej konkretnej firmy z Zasadami Dobrych Praktyk. Osoba, która czuje się pokrzywdzona, możne złożyć taki wniosek na każdym etapie, jeśli w tej sprawie postępowanie reklamacyjne jeszcze nie zostało wszczęte. Może być złożony także, kiedy postępowanie reklamacyjne już się zakończyło się, jeśli wnioskodawca – klient uzna, że otrzymał niesatysfakcjonującą odpowiedź od przedsiębiorcy, lub gdy przedsiębiorca nie odpowiedział na reklamację w ciągu 30 dni od jej otrzymania. Jeśli natomiast postępowanie reklamacyjne trwa, rekomendowane jest zaczekać ze złożeniem wniosku do jego zakończenia.

Jak stworzyć bezpieczne miasto?

Jak wskazują badania dotyczące smart city[1], bezpieczeństwo jest dla lokalnych społeczności kwestią kluczową. Według CBOS[2] aż 89 proc. z nas czuje się w Polsce bezpiecznie, m.in. za sprawą nieustannie ulepszanej technologii wizyjnej. Monitoring może jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby mieszkańców. Wystarczy, że poza statycznymi, dobrze znanymi urządzeniami montowanymi w przestrzeni publicznej, służby sięgną po dodatkowe wsparcie – kamery nasobne – z sukcesem wykorzystywane m.in. w Szczytnie.

Coraz większa część światowej populacji mieszka w miastach, a bezpieczeństwo jest jednym z priorytetów obywateli w odniesieniu do postrzegania atrakcyjności życia w danej aglomeracji. Dlatego środowisko miejskie jest naturalnym miejscem, w którym zyskiwać na znaczeniu będą technologie wychodzące naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, takie jak np. kamery nasobne. Mają one bowiem wiele zalet: rejestrują materiał dowodowy, odstraszają przestępców, a także wspierają szkolenia funkcjonariuszy służb i pracowników ochrony.

Mniej incydentów i mniej skarg

Zmniejszenie przestępczości we wszystkich jej formach – od stosunkowo niewielkich, takich jak wandalizm, aż do poważniejszych, jak choćby kradzieże czy przemoc fizyczna – jest głównym celem władz każdego miasta. Już dzisiaj w wielu polskich aglomeracjach, monitoring wizyjny odgrywa kluczową rolę zarówno w powstrzymywaniu przestępczości, jak i pomaganiu w dochodzeniach. Reakcja obywateli na kamery instalowane w przestrzeni miejskiej jest pozytywna, a sama obecność rejestratorów wideo ogranicza liczbę wykroczeń. Podobnie jest z kamerami nasobnymi.

Podstawową zaletą tego rozwiązania jest możliwość uzyskania natychmiastowych dowodów dla dochodzenia po incydencie – nie tylko w celu wykorzystania ich przeciwko domniemanemu przestępcy, ale także po to, by wskazać, że funkcjonariusz organów ścigania, bądź prywatny pracownik ochrony zachował się właściwie, zgodnie z oficjalnymi wytycznymi i procedurami. Jak podkreśla Bogumił Szymanek z Axis Communications: „Dzieje się tak, ponieważ kamera nasobna może zarejestrować dokładny obraz widziany przez daną osobę, czym uzupełnia elementy nieobjęte tradycyjnym monitoringiem”.

Dodatkowo, obecność kamery nasobnej wpływa na zachowania – zarówno osoby noszącej urządzenie, jak i mieszkańców. Może to skutkować zmniejszoną liczbą incydentów, ale także skarg na funkcjonariuszy. Dobrym przykładem może być Szczytno – miasto, w którym udany projekt pilotażowy spowodował, że kamery nasobne na stałe zagościły na mundurach strażników miejskich.

„Materiał z kamer pozwala nam w łatwy sposób dokumentować pracę strażników. Zdarzały się sytuacje, w których mieszkańcy składali skargi na zasadność interwencji. Odkąd strażnicy miejscy noszą kamery nasobne, zauważyliśmy znaczne zmniejszenie ich liczby. Wpływa to bezpośrednio na jakość i efektywność pracy straży miejskiej. Czas, który dotychczas był spędzany na udowadnianiu zasadności interwencji, strażnicy przeznaczają teraz na działania w terenie. Cenne godziny, zamiast na sprawy administracyjne, wykorzystywane są na realną, skuteczną pomoc mieszkańcom” mówi Krzysztof Mańkowski, burmistrz Szczytna.

Dodatkowo, nagrania z kamer nadobnych mogą być niezwykle przydatne podczas szkolenia funkcjonariuszy i osób odpowiedzialnych za ochronę. Wykorzystanie rzeczywistych materiałów wideo z incydentami – obrazu i dźwięku/odgłosów – jak inni pracownicy radzili sobie z konkretną sytuacją – wnosi istotny element praktyczny do teorii nauczanych w trakcie przygotowania do zawodu.

Nie tylko służby

Jednak kamery nasobne to nie tylko odpowiedź na potrzeby mieszkańców związane z pracą miejskich służb. To także duże ułatwienie dla innych przedsiębiorstw funkcjonujących na terenie miasta, w tym m.in. transportu publicznego, szpitali czy szkół. W każdej z wymienionych instytucji, tego typu technologia może pomóc w ograniczeniu wszelkiego rodzaju sytuacji spornych, incydentów czy nadużyć i wpłynąć na ich pozytywny odbiór ze strony mieszkańców.

Sama obecność kamery nasobnej zazwyczaj przynosi efekt uspokojenia i minimalizuje prawdopodobieństwo eskalacji konfliktów. Osoba nosząca aparat ma także zwiększone poczucie bezpieczeństwa i czuje się pewniej wykonując swoje obowiązki. Także w przypadku zawodów innych niż policjanci czy strażnicy miejscy, choćby kierowców miejskich autobusów czy ratowników medycznych, materiały nagrane przez kamery mogą z powodzeniem zostać wykorzystane jako nagrania szkoleniowe.

„Łatwe w obsłudze kamery nasobne to przyszłość, która już się dzieje – szczególnie jeśli mówimy tu o przemianie miast w prawdziwe smart city. Więcej na ten temat opowiemy także podczas konferencji Axis Talk, która odbędzie się online już 25 czerwca – mówi Konrad Badowski z Axis Communications i dodaje: – Zapraszam w szczególności na panel o godzinie 11, podczas którego postaram się wskazać jak skutecznie budować systemy inteligentnego miasta, także w oparciu o rozwiązania nasobne.

[1] http://nis.com.pl/userfiles/editor/nauka/062017_n/Mikulik.pdf

[2] https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_072_19.PDF

Szybsze i wygodniejsze zakupy w serwisie Amazon dzięki tokenizacji kart Mastercard

Coraz więcej konsumentów kupuje online praktycznie wszystko, od artykułów spożywczych i jedzenia z dostawą, po artykuły gospodarstwa domowego, odzież czy rozrywkę. Dlatego też detaliści starają się ciągle usprawniać obsługę transakcji w internecie. W ramach takich działań Mastercard wdroży technologię tokenizacji dla kart płatniczych klientów Amazon w 12 krajach na terenie Ameryki Północnej i Łacińskiej, Bliskiego Wschodu i Europy. Dzięki zastąpieniu danych karty konsumenta tzw. tokenem, czyli zastępującym ją ciągiem cyfr, informacje o płatności są unikatowe dla danej transakcji i mogą być używane tylko przez uprawnionego do tego sprzedawcę. Amazon zacznie korzystać z tokenów Mastercard w płatnościach przed końcem 2020 r.

Rozwój e-commerce sprawia, że coraz więcej konsumentów zapisuje dane swoich kart płatniczych i zarządza nimi na różnych stronach internetowych. Amazon, tak jak wielu innych sprzedawców na całym świecie, będzie korzystał z technologii tokenizacji Mastercard, aby zadbać o bezproblemową aktualizację danych kart zapisywanych przez klientów. W przeciwieństwie do kart fizycznych, tokeny cyfrowe nie tracą ważności — gdy klient otrzymuje od banku nową kartę, dane uwierzytelniające tokenu są automatycznie aktualizowane. Eliminuje to kłopotliwe, ponowne wprowadzanie numerów kart i pozwala uniknąć niepotrzebnych utrudnień podczas dokonywania płatności.

Dzięki możliwości wyświetlania dobrze znanego posiadaczowi karty jej graficznego wizerunku, tokenizacja zapewnia doświadczenie użytkownika na najwyższym poziomie, wzbudzające jego zaufanie do płatności online. Mastercard udostępnia wizualizację karty charakterystyczną dla danego wydawcy, co pomaga użytkownikowi w sprawniejszym wyborze ulubionej formy płatności i zwiększeniu prawdopodobieństwa finalizacji zakupu. Jak wynika z badania zleconego przez Mastercard, 80% użytkowników kart prawdopodobnie dokona zakupu, gdy zobaczy grafikę swojej karty[1].

W 2020 r. wzrost popularności płatności cyfrowych wśród konsumentów przyspieszył, dlatego tak ważne jest, aby platformy e-commerce zapewniały łatwe i wygodne płatności. Podstawę takiej płynnej obsługi stanowi usługa Mastercard Digital Enablement Service (MDES), która eliminuje kłopotliwe zarządzanie danymi kart i ogranicza ryzyko porzucenia koszyków.

„Obserwowany przez nas zwrot konsumentów w kierunku cyfrowości w ostatnich miesiącach znacznie przyspieszył. Naszym zadaniem pozostaje budowa infrastruktury i przyjaznego ekosystemu dla zaawansowanych cyfrowo konsumentów oraz myślących przyszłościowo partnerów biznesowych, takich jak Amazon. Nasza współpraca z Amazon, podobnie jak z innymi detalistami, potwierdza zalety naszego sprawdzonego pakietu produktów cyfrowych. Nasze narzędzia usprawniają robienie zakupów i podnoszą wskaźniki pozytywnie zrealizowanych transakcji” — powiedział Jorn Lambert, wiceprezes ds. rozwiązań cyfrowych w Mastercard.

Usługa MDES działa dla kart Mastercard wydawanych przez ponad 2600 instytucji finansowych na całym świecie i jest dostępna u 1200 podmiotów z innych branż wnioskujących o otrzymanie tokenu. Popularność tokenizacji kart zapisanych przez sprzedawców detalicznych szybko rośnie, a Mastercard nieprzerwanie nawiązuje współpracę z kolejnymi, uznanymi, globalnymi markami — takimi jak Amazon — dzięki którym rozwiązanie jest dostępne na coraz większą skalę. Amazon wdroży tokeny Mastercard w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Brazylii, Francji, Niemczech, Włoszech, Meksyku, Holandii, Hiszpanii, Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

[1] Badanie zrealizowane przez firmę Kantar na zlecenie Mastercard, w okresie od 30 sierpnia do 20 września 2019 r., na próbie dorosłych respondentów ze Stanów Zjednoczonych, którzy regularnie robią zakupy przez Internet (co najmniej 3 razy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy), posiadają kartę kredytową lub debetową Mastercard i przynajmniej czasem używają płatności bez rejestracji lub za pomocą zapisanej karty.