BBI Development nie zwalnia tempa w Warszawie. Planuje budowę 170-metrowego wieżowca Roma Tower oraz biurowca Centrum Marszałkowska Sezam

CEO Magazyn Polska

Według przedstawicieli spółki ten rok jest dla niej niezwykle istotny. Właśnie trwa sprzedaż apartamentów w wykańczanym przez nią wieżowcu Złota 44 oraz rozpoczęto budowę Kwartału Centralnego Konesera. Udało się także obronić pozwolenie na budowę Centrum Marszałkowska Sezam oraz uzyskać zgodę Stolicy Apostolskiej na drapacz chmur Roma Tower na gruncie należącym do Archidiecezji Warszawskiej.

Ten rok był niezwykle istotny dla BBI Development. Ruszyliśmy z wieloma projektami, w tym z Kwartałem Centralnym Konesera, wykańczamy Złotą 44 oraz Plac Unii (jeden z największych budynków wybudowanych w ostatnich latach w Warszawie) oraz mamy pozwolenie na budowę Centrum Marszałkowska Sezam – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Skotnicki, prezes zarządu BBI Development. – Również udało się przenieść za zgodą Stolicy Apostolskiej do spółki celowej działkę pod Roma Tower. To umożliwia w niedalekiej przyszłości rozpoczęcie bardzo istotnego projektu – dodaje.

Roma Tower będzie 170-metrowym wieżowcem wybudowanym u zbiegu ulic Nowogrodzkiej i Emilii Plater w Warszawie. Współudziałowcem inwestycji jest Archidiecezja Warszawska, która przekazała grunt o wartości 34,6 mln zł. BBI Development natomiast poprzez spółki zależne zainwestuje w budowę 19 mln zł. Wkrótce ma być wiadomo, ile będzie kosztować cała inwestycja.

Zgodę na przekazanie działki musiała wyrazić Stolica Apostolska. Tę udało się już uzyskać i w listopadzie przeniesiono grunt do spółki celowej. Teraz inwestorzy czekają na zgodę Rady Miasta, która musi uwzględnić wieżowiec w miejscowym planie zagospodarowania.

Z planem miejscowym prace idą dobrze, jesteśmy już na końcu tej drogi, bo powinien być zatwierdzony w ciągu najbliższych trzech miesięcy – twierdzi Michał Skotnicki.

Roma Tower będzie miała około 55 tys. metrów kwadratowych powierzchni. Inwestycja ma ruszyć na początku przyszłego roku i według planu powinna być gotowa już w 2018 roku. Początkowa koncepcja zakładała, że w drapaczu chmur znajdą się jedynie biura. Skotnicki jednak nie wyklucza jej zmiany i znalezienia w nim miejsca przeznaczone pod inne funkcje.

Sądzimy, że komercjalizacja w tym miejscu się uda. Jesteśmy blisko Dworca Centralnego, stacji metra, w ścisłym centrum Warszawy jak wszyscy wiedzą, ale również, co podkreślam jakość lokalizacji, to też bezpośrednie otoczenie, a ono jest tutaj wyjątkowo korzystne – przekonuje prezes spółki. – Ul. św. Barbary, Nowogrodzka, Emilii Plater to są ulice łacińskiej tkanki Warszawy, niezniszczonej podczas wojny, która jak najbardziej wpływa na tę lokalizację – dodaje.

Deweloper jest także w trakcie wykańczania wnętrz innego wieżowca – Złotej 44. Właśnie trwa sprzedaż i wynajem apartamentów. Jak przekonuje Michał Skotnicki, zainteresowanie jest duże.

Według niego wyjątkowo wysoki poziom wykończenia oraz elementy części wspólnej, w tym 25-metrowy basen, sala kinowa, obiekty sportowe oraz sala konferencyjna na 50. piętrze, sprawiają, że Złota 44 będzie cieszyć się niezwykłą popularnością.

Planujemy odbiór budynku do użytku za mniej więcej rok, prace trwają, jesteśmy w trakcie komercjalizacji, sądzimy, że tutaj z każdym miesiącem wraz z przybliżeniem się do odbioru technicznego będziemy mieć coraz więcej transakcji – twierdzi Michał Skotnicki.

Przedstawiciel spółki zapowiada także rozpoczęcie kolejnego projektu – Centrum Marszałkowska Sezam, gdzie znajdować się będzie 13 tys. mkw. biur i 3 tys. mkw. powierzchni handlowej. Działka zlokalizowana jest obok przecięcia się dwóch linii metra.

Ogłosiliśmy niecałe dwa miesiące temu wygraną w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym przy Centrum Marszałkowskiej Sezam. Sąd Administracyjny odrzucił odwołania sąsiadów – przypomina Michał Skotnicki. – Zamierzamy ruszyć z budową w I kw. przyszłego roku, w styczniu, lutym wbijamy łopatę, grunt jest już przygotowany, a pewne prace już zostały poczynione na styku z metrem.

Instytut Allerhanda: Polski nadzór nad rynkiem finansowym nie wymaga rewolucyjnych zmian. Jest dobrze skonstruowany, bo udowodnił, że radzi sobie z kryzysami

0

CEO Magazyn Polska

Polski model nadzoru nad rynkiem finansowym nie odbiega od europejskich standardów i dobrze poradził sobie podczas kryzysów finansowych. Skoro sprawdził się w praktyce, to nie wymaga gruntownych zmian – ocenia dr Wojciech Rogowski z Instytutu Allerhanda.

Na rynku słychać dużo głosów o przeregulowaniu, o nadmiernej władzy Komisji Nadzoru Finansowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Wojciech Rogowski, wiceprezes Instytutu Allerhanda, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej. Choć są pewne grupy oponentów, m.in. przedstawiciele Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, to jednak bilans wypada pozytywnie. Ten system jest stabilny, absorbuje najnowsze trendy płynące z Unii Europejskiej i z ośrodków standaryzujących funkcjonowanie rynków finansowych.

Polski nadzór finansowy jest zintegrowany, a jego podmiotem jest Komisja Nadzoru Finansowego, która sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym, emerytalnym, nad instytucjami płatniczymi, biurami usług płatniczych i instytucjami pieniądza elektronicznego oraz nadzór uzupełniający nad konglomeratami finansowymi. Częścią systemu jest też Komitet Stabilności Finansowej, jako organ nadzoru makrostabilnościowego, oraz Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który gwarantuje wypłacanie pieniędzy z depozytów.

– Dla znawców nie jest to dużo, ale dla uczestnika spoza rynku wydaje się, że to jest dosyć skomplikowany system. Ale ten system nie odbiega od europejskich standardów – przekonuje. – W zasadzie w Europie nie ma jakiegoś dominującego modelu poza tym, że duża część Unii Europejskiej mająca wspólną walutę wytworzyła Europejski Bank Centralny, w którego rękach są silnie skoncentrowane funkcje nadzorcze.

Dr Wojciech Rogowski przypomina, że od jesieni ubiegłego roku działa nadzór bankowy sprawdzający największe banki strefy euro, a od kilku lat działa Rada ds. Ryzyka Systemowego w Europejskim Banku Centralnym.

W Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku dokonano scalenia nadzoru, czego początkiem było scalenie w 2002 roku Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi i Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, a następnie połączenie ich z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd w wyniku czego powstała dzisiejsza KNF. W 2008 roku do jej kompetencji włączono nadzór bankowy, likwidując Komisję Nadzoru Bankowego przy NBP.

Ja mam taką zasadę, że po efektach można poznać jakość instytucji – mówi wiceprezes Instytutu Allerhanda i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej.  I tak to jest w zakresie sektora finansowego, że w czasach trudnego, dużego kryzysu finansowego, gospodarczego i pewnego kryzysu zaufania nasz sektor bankowy i finansowy pozostał w zasadzie stabilny i w tym jest duża rola dobrze funkcjonującego nadzoru.

Dlatego według niego zmiany, o ile będą wprowadzane, nie powinny mieć charakteru rewolucyjnego, lecz co najwyżej niewielkiej korekty.

 Wydaje mi się, że nie ma potrzeby radykalnych zmian, że ten system się broni – ocenia dr Wojciech Rogowski z Instytutu Allerhanda. Poza tym nigdy nie ma tak, żebyśmy wchodzili dwa razy do tej samej rzeki, nawet, jeśli będą pewne zmiany, to na pewno nie będą to zmiany idące w kierunku likwidacji czy podziału Komisji Nadzoru Finansowego. Być może w przyszłości ten system będzie ewoluował w kierunku, w którym poszły zmiany w Wielkiej Brytanii.

Tam w 2013 roku Urząd do spraw Usług Finansowych (FSA) podzielono na Urząd Przezorności (PRA) i Urząd do spraw Prowadzenia Operacji Finansowych (FCA). Pierwszy, będący częścią Banku Anglii, ma za zadanie chronić stabilności firm działających na rynku usług finansowych, w tym banków, natomiast drugi sprawuje nadzór nad prowadzonymi przez nie operacjami.

Cloud Technologies chce przyciągnąć młodych innowatorów do swojego parku technologicznego. Rozwijane tu pomysły mają znaleźć zastosowanie komercyjne

CEO Magazyn Polska

Cloud Technologies liczy, że pomysły, jakie będą się rozwijać w uruchomionym przez spółkę warszawskim parku technologicznym, uda się wykorzystać, tworząc produkty komercyjne. Na początek w parku rozpocznie się etap pilotażowy, w ramach którego będziemy rozwijać 10 projektów, choć już teraz firma nie wyklucza poszerzenia programu o kolejne. 

Aktualnie rozpoczęliśmy fazę pilotażową działalności parku technologicznego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.  Już dziś zapraszamy wszystkich chętnych do aplikowania do nas. Jeżeli chodzi o terminy, nie mamy tutaj sztywnych wytycznych z tego powodu, że będzie to działalność, którą prowadzić będziemy w sposób ciągły, czyli tak naprawdę w miarę dostępności miejsc taki nabór będziemy prowadzić cały czas.

Spółka informuje, że szczególnie zainteresowana jest projektami związanymi z big data marketingiem, czyli z analizą dużych zbiorów danych w celu optymalizacji przestrzeni reklamowej. Cloud Technologies specjalizuje się się w reklamie internetowej, ale jak mówi Piotr Prajsnar, nie ogranicza do nich, więc spektrum zagadnień, nad którymi można pracować, jest szerokie.

Przede wszystkim naszą propozycję kierujemy do młodych, zdolnych studentów nauk informatycznych. Zapraszamy ich do tworzenia i rozwijania nowych projektów w ramach naszych struktur. Dajemy im do dyspozycji zaplecze techniczne, wszystkie kompetencje, które mają nasi eksperci i zachęcamy ich do rozwoju u nas nowych projektów, w szczególności innowacyjnych.

Na pierwszym pilotażowym etapie Cloud Technologies przewiduje uruchomienie około 10 projektów. Spółka podkreśla, że nie jest funduszem inwestycyjnym, który inwestuje w start-upy, licząc się z niepowodzeniem 90 proc. z nich. Zakłada, że duża część tych projektów znajdzie później ciąg komercyjny w ramach Cloud Technologies.

U nas jest zupełnie inaczej, ponieważ nie jesteśmy funduszem inwestycyjnym deklaruje prezes zarządu Cloud Technologies. Chcemy zaangażować się w projekty, które naszym zdaniem mają największe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu komercyjnego. Dlatego bardzo starannie wybieramy już na tym etapie projekty, które po prostu mają potencjał i którym możemy tak naprawdę pomóc rozwoju.

Mimo że na razie trwa pilotaż, to spółka już myśli o rozwoju projektu. Zapewnia, że już dziś widać duże zainteresowanie, więc nie wyklucza rozszerzenia liczby dostępnych miejsc jeszcze na tym etapie.

Zapraszamy do naszej nowej siedziby, w której oferujemy w pełni wyposażoną przestrzeń biurową, dostęp do zasobów technologicznych, do infrastruktury, którą posiadamy zachęca prezes Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.  Oferujemy wsparcie naszych ekspertów. Będziemy się kompleksowo takim pomysłem i pomysłodawcą zajmować, począwszy od back office, poprzez jakiś mentoring, pomoc w rozwoju tego typu pomysłów.

Ponad połowa Polaków oszczędza. Tylko co jedenasty inwestuje posiadane środki

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej osób podchodzi do oszczędzania świadomie – wynika z raportu „Postawy Polaków wobec finansów” Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Ponad połowa odkłada swoje nadwyżki finansowe. Jednocześnie spada odsetek osób, które żyją z miesiąca na miesiąc. Choć większość z nas planuje wydatki z krótkim wyprzedzeniem, to rośnie liczba osób oszczędzających z myślą o przyszłości. Dwukrotnie wzrosła też liczba inwestujących i oszczędzających, którzy korzystają z profesjonalnych porad.

Z naszego raportu wynika, że Polacy coraz chętniej oszczędzają. Przepaść między osobami, które widzą sens w oszczędzaniu, a tymi, które to rzeczywiście robią, maleje. I to nas cieszy. Natomiast widać pole do poprawy, jeśli chodzi o planowanie wydatków – wciąż większość z nas nie wybiega poza horyzont miesiąca – mówi agencji Newseria Biznes Norbert Konarzewski, dyrektor programowy Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, która przeprowadziła badanie.

Z raportu „Postawy Polaków wobec finansów” wynika, że 43 proc. z nas większe wydatki planuje z krótkim wyprzedzeniem – miesięcznym (34 proc.) lub tygodniowym (9 proc.). Tylko 23 proc. myśli o finansach w dłuższej perspektywie – półrocznej (17 proc.) czy rocznej (6 proc.).

Jeszcze kilka lat temu co trzeci Polak przyznawał się do nieplanowania wydatków, dziś – co piąty. To może wynikać z wyższych dochodów gospodarstw domowych – od 2008 roku, po uwzględnieniu inflacji, wzrosły one o ponad 10 proc.

Systematycznie wzrasta odsetek osób, które oszczędzają. Od 2008 roku wzrósł on z 41 do 59 proc. Do 16 proc. zwiększyła się grupa odkładających pewną kwotę co miesiąc. Jednocześnie przez ostatnie pięć lat o blisko 20 pkt proc. spadła liczba osób, które deklarują brak jakiejkolwiek nadwyżki finansowej.

Wzrósł odsetek osób oszczędzających w celu zapewnienia lepszej przyszłości sobie lub rodzinie – z 18 proc. w 2013 roku do 28 proc. obecnie. Jeszcze w 2013 roku na wakacje i drobne przyjemności oszczędzało 31 proc., według najnowszego badania – 18 proc.

Część Polaków przeorientowała swoje cele krótkoterminowe, czyli wydatki na zakupy pierwszej potrzeby, na cele związane z zabezpieczeniem przyszłości naszej i najbliższych. To optymistyczna informacja, że myślimy o oszczędzaniu w perspektywie kilku bądź kilkunastu lat – wskazuje Norbert Konarzewski.

Na polu zarządzania oszczędnościami mamy jeszcze braki. Konto osobiste jako miejsce składowania oszczędności wybiera 17 proc., konto oszczędnościowe – 10 proc. Na lokacie terminowej według badań pieniądze trzyma 8 proc. osób, a 5 proc. wybiera fundusze inwestycyjne. Tylko 9 proc. przyznaje, że lokuje swoje pieniądze w celu osiągnięcia zysku w przyszłości.

To pokazuje, że inwestowanie jest dla nas czarną magią. Nie rozumiemy, jak funkcjonują najprostsze produkty finansowe, więc trudno, żebyśmy zdecydowali się na inwestowanie nadwyżek finansowych w coś bardziej skomplikowanego. Z jednej strony jest przestrzeń do edukowania Polaków, ale też wymusza to na instytucjach finansowych formułowanie jasnych zasad tak, aby dla potencjalnego odbiorcy było zrozumiałe, w jaki sposób środki będą inwestowane i na ile jest to związane z ryzykiem – podkreśla Norbert Konarzewski.

Przy inwestowaniu coraz więcej osób (37 proc.) korzysta z porad profesjonalistów. Liczba inwestujących i oszczędzających czerpiących w ten sposób wiedzę wzrosła dwukrotnie, choć wciąż połowa badanych sugeruje się reklamą lub radami rodziny i znajomych.

Maleje jednocześnie grupa tych osób, które podejmują decyzje finansowe w oparciu o własną intuicję. Zaledwie co 10 respondent wskazał w 2015 roku intuicję jako bazę do podejmowania decyzji finansowych, gdy w 2008 było to aż 49 proc. W połączeniu z równoległym wzrostem zaufania do pracowników i materiałów instytucji finansowych (z 17 proc. w 2008 roku do 37 proc. obecnie) tworzy to optymistyczny obraz przesłanek, jakie kształtują zachowania Polaków wobec pieniędzy – mówi Tomasz Daniun, dyrektor ds. segmentów detalicznych w Citi Handlowy.

Badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy wskazują, że od 2011 roku trzykrotnie więcej osób trzyma oszczędności w domu, obecnie taką formę wybiera 12 proc. Wynika to przede wszystkim ze spadku oprocentowania lokat. Wysokość stopy referencyjnej spadła z 6 proc. w 2008 roku do 1,5 proc. w tym roku. Z drugiej strony systematycznie rośnie grupa osób, które zamiast gotówką płacą kartą.

Myślę, że odsetek Polaków posiadających konta w bankach będzie dynamicznie rósł – wskazuje Tomasz Daniun. – Aktualnie ponad 40 proc. osób deklaruje, że dokonuje zakupów kartą bankową i myślę, że również ten odsetek będzie rósł, biorąc pod uwagę to, w ilu sklepach możemy dokonać takich transakcji – dodaje.

Zbyt duża ingerencja polityków nie sprzyja branży górniczej. Sektor po trzech kwartałach zanotował 1,7 mld zł straty

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w 2011 roku zysk netto polskiego sektora górniczego wynosił ok. 3 mld złotych. Dziś branża jest głęboko deficytowa. Według katowickiego oddziału ARP po trzech kwartałach strata wyniosła blisko 1,7 mld zł. Zdaniem Piotra Woźniaka, byłego ministra gospodarki, ostatnie 5 lat to zmarnowany czas. Winę za to ponoszą politycy. Przykład ostatnich działań Kompanii Węglowej zmierzających ku ograniczeniu kosztów pokazuje jednak, że zmiany są możliwe.

Według danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu w ciągu trzech kwartałów 2015 roku górnictwo węgla kamiennego zanotowało stratę netto w wysokości 1,674 mld zł. Po I półroczu była ona o ponad 200 mln zł niższa. Strata za cały 2014 roku przekroczyła 2,2 mld złotych.

Zmarnowano co najmniej 5 lat – od momentu, kiedy w 2011 roku sektor miał 3 mld zł czystego zysku, do momentu, kiedy cały sektor jest w czerwieni, czyli ma wyniki ujemne. W tym czasie nie podjęto żadnych działań restrukturyzacyjnych oprócz ostatnich miesięcy dość nieuporządkowanych ruchów i pomysłów – ocenia kondycję polskiego górnictwa Piotr Woźniak, były minister gospodarki i przedstawiciel Rady Administracyjnej Agencji UE ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki.

Polskiemu sektorowi górniczemu nie pomagają także spadające ceny węgla. W ciągu zaledwie 3 lat obniżyły się one o ponad 40 procent. Obecnie za tonę węgla na europejskich giełdach płaci się 50–55 dolarów amerykańskich. W 2012 roku było to ponad 90 dolarów. Według ARP w ostatnich miesiącach zmniejszała się jednostkowa strata ze sprzedaży węgla. We wrześniu wynosiła ona średnio prawie 22 zł za tonę (średnia dla trzech kwartałów to blisko 35 zł).

Jak podkreśla Woźniak, pozytywny przykład to ostatnie działania Kompanii Węglowej, której udało się ograniczyć koszty wydobycia z 300 do 250 zł za tonę. Krzysztof Sędzikowski, który będzie zarządzał spółką do końca roku, zapowiadał, że w przyszłym roku koszty mają być jeszcze niższe.

50 zł na tonie to bardzo poważna kwota. Przy światowej cenie węgla około 50 dol. To jest już na granicy ceny konkurencyjnej, jeśli bierze się pod uwagę cenę transportu, bo węgiel kupowany na giełdach trzeba przecież jeszcze przywieźć do naszych elektrowni. Jeżeli ta tendencja będzie się z taką samą dynamiką rozwijać, to jesteśmy na dobrej drodze. Pytanie tylko, czy starczy nam czasu zanim cała Kompania Węglowa nie straci płynności albo jej następczyni, która ma powstać, czy wystarczy jej pieniędzy na obsługę bieżących płatności, przede wszystkim wynagrodzeń – mówi Piotr Woźniak.

Zdaniem eksperta podjęcie tego typu działań zmierzających do ograniczenia kosztów powinno się zacząć już wcześniej. Podkreśla, że nie wymagało to nadzwyczajnych chwytów i metod zarządczych, tylko odpowiedniego zarządzania organizacją czasu pracy czy kolejnością inwestycji.

Gdyby lata temu zastosowano wewnętrzne zarządzanie w spółce całym szeregiem instrumentów, które ma w ręku każdy prezes i zarząd, to spółka nie miałaby wyników za ten rok zero plus, tylko miałaby wynik dodatni już trzy lata temu – mówi Piotr Woźniak. – Jarosław Zagórowski, były prezes JSW, mówi jasno: zarządy miały skrępowane ręce. Zamiast zarządów w relacjach ze stroną społeczną występowali politycy, a zarządy nie były do tych rozmów dopuszczane. Taka była diagnoza pana prezesa Zagórowskiego. To jest właśnie efekt takiego podejścia.

Stolica stawia na innowacje. Priorytety na przyszły rok to projekt Virtualna Warszawa, rozbudowa drugiej linii metra oraz rower miejski

CEO Magazyn Polska

Władze stolicy chcą wprowadzać innowacyjne rozwiązania technologiczne w przestrzeni miejskiej, aby ułatwiać życie mieszkańców oraz stwarzać lepsze warunki do inwestowania. W przyszłym roku priorytetem ma być m.in. realizacja opartego o internet rzeczy systemu Virtualna Warszawa, który ma być gotowy w latach 2017–2018, rozbudowa drugiej linii metra oraz sieci wypożyczalni rowerów miejskich.

Koncentrujemy się na kilkunastu obszarach, w których miasto chce doskonalić swoje parametry społeczne i gospodarcze, a także środowiskowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Michał Olszewski, zastępca prezydenta miasta stołecznego Warszawy. – Innowacje są w tym procesie bardzo ważne, bo przede wszystkim pozwalają wiele efektów osiągnąć taniej, szybciej albo przy znacznie mniejszych kosztach społecznych.

Jak tłumaczy Michał Olszewski, w szybko zmieniających się realiach innowacje są konieczne, by poprawiać jakość życia mieszkańców. Czasem inwestycje te wiążą się z pewnymi utrudnieniami, które jednak są chwilowe i służą długoterminowym celom.

Skłamałbym, gdybym powiedział, jakie innowacje będziemy realizowali za rok, bo rynek technologii, rozwiązań i oczekiwania mieszkańców są tak zmienne, że pewnie za rok będziemy mówić o jeszcze innych projektach, które będziemy chcieli zrobić w Warszawie – mówi Olszewski.

Jednocześnie dodaje, że zmiana miasta w smart city to projekt długoterminowy, którego nie da się zrealizować w rok lub dwa lata. Priorytetem dla Warszawy jest transport miejski i mobilność. Jak zaznacza Olszewski, nie jest to problem stolicy Polski, ale wszystkich miast w Europie.

To problem przekrojowy – od planowania przestrzennego po rozwiązania technologiczne, ale na końcu też wszystko kończy się na infrastrukturze – wyjaśnia zastępca prezydenta Warszawy. – Nie da się dzisiaj mówić o polskich miastach i o innowacjach w polskich miastach bez mówienia o potężnych nakładach na infrastrukturę. Chcemy, żeby ta infrastruktura również była innowacyjna, jak np. pociągi Inspiro, które mają bardzo niskie zużycie energii.

Takie inwestycje jak stołeczne metro czy Pomorska Kolej Metropolitalna w Trójmieście to działania, które poprawiają komfort życia mieszkańców i przyciągają do miast inwestorów. Prace nad rozbudową drugiej linii metra będą jednym z najważniejszych zadań władz stolicy w 2016 roku. Pod koniec października br. Metro Warszawskie wybrało ofertę włoskiej firmy Astaldi i tureckiej Gülermak, wykonawców odcinka centralnego, na rozbudowę w wariancie 3+3 (po trzy stacje w każdą ze stron). Inne koncerny ubiegające się o kontrakt zaskarżyły jednak decyzję do Krajowej Izby Odwoławczej. Zgodnie z harmonogramem rozbudowa drugiej linii powinna zakończyć się w 2019 roku.

Innym priorytetem władz Warszawy będzie rower miejski. Działający od 2012 roku system wypożyczalni rowerów cieszy się coraz większą popularnością – niedawno odnotowano 6-milionowy wynajem, a liczba rowerów w systemie Veturilo przekracza już 3 tysiące. W przyszłym roku umowa z dotychczasowym operatorem wygasa, więc miasto planuje nowy przetarg, a wraz z nim wprowadzenie do systemu kilku nowości.

Mamy cały pakiet projektów, które mają poprawić jakość przestrzeni miejskiej, budować tzw. centra lokalne. Ten projekt również rusza w przyszłym roku. Przyszły rok będzie owocował w kilkadziesiąt nowych przedsięwzięć – zapowiada Michał Olszewski. – Kolejną rzeczą istotną dla Warszawy są projekty z obszaru beaconów, jak Virtualna Warszawa.

To jeden z pierwszych systemów, który w tak dużej skali wykorzystuje beacony, miniaturowe nadajniki, kluczowe elementy internetu rzeczy. Celem tej realizacji ma być poprawa komunikacji zarówno w mieście, jak i w poszczególnych budynkach. Dzięki specjalnej aplikacji na telefony komórkowe użytkownicy systemu będą mogli na przykład zdalnie zająć miejsce w kolejce, a system poprowadzi ich krok po kroku do wyznaczonej lokalizacji. Virtualna Warszawa ma ułatwić także poruszanie się w przestrzeni miejskiej i urzędach osobom niepełnosprawnym oraz turystom.

– To projekt, który z miesiąca na miesiąc coraz bardziej dojrzewa i będzie w pełni doskonały w latach 2017–2018 – zapowiada Michał Olszewski.

Polskie wina owocowe i cydr mają szanse zdobyć zagraniczne rynki. Rośnie również spożycie wina w Polsce

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku wyprodukowano 98 mln litrów win owocowych. W tym roku po trzech kwartałach zanotowano prawie 15-proc. spadek. Kategoria ta jednak znacząco się zmienia: przestaje być kojarzona z tanimi trunkami, a w ofercie producentów coraz częściej pojawiają się wina wysokiej jakości. Przedstawiciele branży uważają, że polskie wina owocowe mogą uzupełnić ofertę win gronowych na rynkach zagranicznych. Prawdziwą polską specjalnością może być zaś cydr.

Wina owocowe w Polsce to nie tylko źle kojarzone tanie wina, lecz także cała gama różnego rodzaju produktów na bazie rodzimych owoców: wina deserowe, wiśniowe, nalewki, wina ekologiczne i wreszcie cydry. To wszystko branża winiarstwa owocowego, której nie można bezpośrednio porównywać z winem gronowym. Choć uprawa winorośli również się rozwija – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Jantoń, prezes zarządu Jantoń SA, jednego z największych producentów w branży winiarskiej w Polsce.

W Polsce działa ponad 500 winnic. W ewidencji Agencji Rynku Rolnego za rok 2013/2014 widniało ok. 50 producentów, którzy wyprodukowali blisko 2 tys. hektolitrów wina (w sezonie 2009/2010 21 winnic wyprodukowało nieco ponad 400 hektolitrów) – wynika z ubiegłorocznego raportu na temat rynku alkoholi w Polsce. Eksperci oceniają, że jakość produkowanych w Polsce win jest coraz wyższa.

Zmiany jakościowe zachodzą także w kategorii win owocowych. Powoli przestaje ona być kojarzona z tanimi winami za kilka złotych, a w ofercie producentów pojawia się coraz więcej wysoko jakościowych trunków. Jak podaje Portalspozywczy.pl za GUS-em, w ubiegłym roku produkcja tego trunku sięgnęła w Polsce 98 mln litrów (wzrost o 3,6 proc. rok do roku). W tym roku wyniki są jednak gorsze. Po trzech miesiącach 2015 roku produkcja spadła o blisko 15 proc.

Myślę, że jako ciekawostka na rynkach świata wina z Polski mają duże szanse zaistnienia. Nie będą z pewnością konkurowały ani ceną, ani jakością, ale będą uzupełnieniem tej bogatej oferty win gronowych świata – ocenia Jacek Jantoń.

Choć z alkoholi wciąż najwięcej eksportujemy spirytusu i piwa, to rośnie również zainteresowanie polskimi winami, przede wszystkim owocowymi, w tym również cydrem. W porównaniu z 2000 r. eksport win owocowych w ujęciu wartościowym wzrósł z 0,3 do 14 mln euro.

Nasza firma produkuje wino aroniowe, które eksportujemy do wielu zamożnych krajów, m.in. Niemiec, Szwajcarii i Japonii – mówi prezes firmy Jantoń.

Dużą szansę branża widzi w sprzedaży cydru zagranicą. Popularność napoju produkowanego z jabłek rośnie. Jeszcze w 2013 roku produkcja cydru sięgała 3 mln litrów, w 2014 – już ok. 10 mln.

– Nie jesteśmy krajem winiarskim i byłoby nieprawdą, gdybym powiedział, że zaczniemy zalewać Europę polskimi winami. Ale wina ekologiczne produkowane z niektórych rodzajów owoców mają duże szanse na rynkach zagranicznych. Nie będzie to może polska specjalność, ale może być uzupełnieniem oferty w tamtych krajach. Natomiast narodowym winiarskim wyrobem niewątpliwie może być cydr – przekonuje Jantoń.

Na rynkach zagranicznych dobrze sprzedają się także kategorie RTD, czyli gotowe drinki, oraz wina grzane. Jak przekonują przedstawiciele Polskiej Rady Winiarstwa, konsumenci za granicą doceniają i coraz częściej sięgają po krajowe produkty winiarskie.

W Polsce wino zyskuje coraz większy udział w konsumpcji alkoholu. W ciągu dekady sprzedaż wina wzrosła o 56 proc. Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce w 2014 roku” wynika, że co dziesiąta złotówka wydana na alkohol przeznaczana jest właśnie na wino.

Większość Polaków cały czas preferuje wina półwytrawne i półsłodkie. W większych miastach większa jest konsumpcja klasycznych win stołowych czy jakościowych importowanych, ale pijemy też wina deserowe – zaznacza Jacek Jantoń.

Rocznie Polak wypija ok. 7 litrów wina, z czego 3,5 litra stanowi wino gronowe.

Coraz więcej osób korzysta z płatności mobilnych. Nawet połowa transakcji bezgotówkowych może być dokonywana za pomocą smartfonów czy tabletów

Choć transakcje bezgotówkowe stanowią zaledwie ok. 20 proc. wszystkich płatności, to ich skala zdecydowanie rośnie. Coraz więcej osób korzysta też z płatności mobilnych. Obecnie robi to niewiele ponad 5 proc. Polaków, jednak eksperci oceniają, że w ciągu kilku lat nawet połowa transakcji bezgotówkowych będzie inicjowana właśnie na urządzeniach mobilnych. 

Płatności mobilne w Polsce rozwijają się bardzo dynamicznie, oczywiście na razie dokonuje się ich niewiele, ale są szacunki, że za 3–4 lata około 50 proc. transakcji bezgotówkowych będą stanowiły transakcje inicjowane na urządzeniach mobilnych, czyli na telefonach i tabletach. Przez transakcje mobilne rozumiemy również takie, które nie wykorzystują infrastruktury kartowej – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Długosz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu płatności mobilnych BLIK.

Polacy wciąż najchętniej płacą gotówką, ale z roku na rok rośnie liczba transakcji przeprowadzonych za pomocą kart płatniczych. Dane NBP wskazują, że w ubiegłym roku było warte ok. 2,5 mld zł, a tylko w II kwartale tego roku ponad 840 mln zł.

Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że dwie trzecie mieszkańców Polski (63 proc.) przyznaje, że używa gotówki rzadziej niż rok temu.

Polacy przekonują się także do płatności mobilnych, choć obecnie korzysta z takiej możliwości tylko kilka procent społeczeństwa. Użytkowników powinno być jednak coraz więcej, zwłaszcza że polscy konsumenci szybko przyjmują nowinki technologiczne.

Liczymy na to, że płatności mobilne nie tylko będą konkurować z płatnościami kartowymi, lecz także wchodzić w nowe nisze. Tam, gdzie używanie karty nie jest obecnie możliwe albo nie jest do końca wygodne – przekonuje Długosz.

Z polskiego systemu płatności mobilnych BLIK korzysta coraz więcej osób. Szacuje się, że system jest już zainstalowany na ponad milionie urządzeń. W taki sposób można dokonać zakupu w ponad 130 tys. terminali płatniczych czy wypłacając gotówkę z ponad 12,5 tys. bankomatów. Jak podkreśla ekspert, liczba osób korzystających z płatności mobilnych będzie rosła, wraz z liczbą osób szerzej korzystających ze smartfonów czy tabletów. Z raportu „Polska jest mobi 2015” wynika, że w kieszeniach Polaków w wieku 15+ znajduje się niemal 19 milionów smartfonów.

Widzimy osoby, które nie boją się używać smartfonów do innych celów niż dzwonienie albo wysyłanie SMS-ów. Korzystają z internetu i doceniają wygodę, łatwość i natychmiastowość dokonania transakcji. Nie mówimy tu tylko o ludziach młodych, ale o wszystkich, którzy używają smartfonów do czegoś więcej niż telefon – wskazuje Grzegorz Długosz.

Coraz więcej osób też korzysta z aplikacji do płatności mobilnych. Międzynarodowe badanie ING wskazało, że dwóch na pięciu użytkowników smartfonów i tabletów w Polsce korzysta z takich aplikacji, a 67 proc. zamierza skorzystać z nich w ciągu najbliższego roku. W Europie wskaźniki te wynoszą odpowiednio 33 oraz 51 proc.

Plany reformy szkolnictwa dzielą Polaków. W internecie trwa gorąca dyskusja o przyszłości gimnazjów

CEO Magazyn Polska

Internauci żywo dyskutują na temat jednego z pomysłów tworzonego właśnie rządu Prawa i Sprawiedliwości, czyli planu likwidacji gimnazjów. Jak wynika z analiz Instytutu Monitorowania Mediów, stosunek do tej reformy dzieli internautów niemal po równo.

Po wyborach na Facebooku zainicjowano dwa opozycyjne wydarzenia: „Nie dla likwidacji gimnazjum” oraz „Tak dla likwidacji gimnazjum”. To drugie poparło ponad 20 tys. osób, a obserwuje je prawie 39 tys. internautów. Natomiast wydarzenie, które opowiada się za zostawieniem obecnej organizacji edukacji, zostało poparte przez około 24 tys. osób, a obserwowane jest przez ponad 40 tys.

To wydarzenie zostało zainicjowane przez licealistę z Gdańska, według którego wszelkie zmiany w edukacji powinny być poprzedzone debatą publiczną, żeby każdy mógł się zapoznać ze skutkami danej decyzji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Zgodnie z danymi Instytutu Monitorowania Mediów od 4 listopada na temat likwidacji gimnazjów w internecie i mediach społecznościowych pojawiło się ponad 3,5 tys. informacji. Najwięcej ukazało się na portalu Facebook – prawie 2,5 tys. wzmianek.

Ten pomysł jest dopiero w fazie zapowiedzi, ale już wzbudził wiele kontrowersji wśród internautów i użytkowników portali społecznościowych – wyjaśnia Karolina Masalska. – Warto zaznaczyć, że według zwolenników tej reformy gimnazjum powinno być zlikwidowane, ponieważ wynika to z negatywnych doświadczeń zarówno nauczycieli, jak i uczniów.

Masalska zwraca uwagę na to, że jedynie 20 proc. wszystkich wzmianek, które się ukazały, były jasnymi deklaracjami za lub przeciw.

Pojawiało się też wiele komentarzy bardziej merytorycznych, które dotyczyły tego, że zmiana poprzedniego systemu, czyli 8 plus 4, na podział z gimnazjum jednak wiele kosztowała. Internauci zastanawiają się, czy w takiej sytuacji, jeżeli będziemy chcieli ponownie wprowadzić jakieś zmiany, będzie to również bardzo kosztowne dla naszego państwa – mówi ekspertka IMM.

Nie wszystkie głosy w internetowej dyskusji na temat przyszłości gimnazjów były tak przemyślane i wyważone.

Dyskusja rozgorzała również na Twitterze, na którym internauci wymieniali się wzajemnymi doświadczeniami ze swoich szkół – mówi Masalska. – Część internautów narzekała, że nie podoba im się gimnazjum, ponieważ nie są zadowoleni ze swojej nauczycieli.

Pozostałe, czyli prawie 80 proc., dotyczyły ogólnej dyskusji na temat przyszłości edukacji w Polsce, co świadczyłoby o bardzo dojrzałym podejściu internautów do proponowanej zmiany.

Jak Polacy prezentują się ze znajomością języka angielskiego?

Jak wynika z badań Bilansu Kapitału Ludzkiego, znajomość języka obcego to jedna z najbardziej kluczowych kompetencji wymaganych przez pracodawców. Jak się okazuje, Polacy bardzo dobrze radzą sobie z językiem angielskim. W rankingu przygotowanym przez organizację Education First, nasz kraj został sklasyfikowany na wysokim 9. miejscu. Wynik Polski (62,95 punktów) wskazuje, że nasi rodacy posługują się językiem angielskim w stopniu bardzo dobrym.

Pierwsze trzy miejsca w rankingu przypadły Szwecji, Holandii i Danii – państwom tym przyznano ocenę powyżej 70 punktów. Zadziwiająco nisko wypadła Francja – przyznano jej niespełna 52 punkty.

Indeks sprawności językowej 2015 w państwach europejskich
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Education First

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak