Bank Pekao z zyskiem netto 1,23 mld zł w I kwartale 2026 roku

0

Bank Pekao odnotował w pierwszym kwartale 2026 roku dobre wyniki finansowe do czego w znaczący sposób przyczyniła się bardzo wysoka dynamika portfela kredytowego. Bardzo niskie były w pierwszym kwartale koszty ryzyka, a bank nie zwalniał tempa digitalizacji i rozwoju w kanałach cyfrowych. Porównywalność wyników zakłócają m.in. znacząco wyższe niż rok wcześniej opłaty na BFG oraz zmiana reżimu podatkowego.

Raportowany zysk netto w I kw. 2026 wyniósł 1,232 mld zł wobec 1,685 mld zł rok wcześniej. Wynik odsetkowy zamknął się kwotą 3,312 mld zł wobec 3,414 mld zł w analogicznym okresie rok wcześniej. Natomiast wynik z opłat i prowizji wzrósł w okresie styczeń-marzec bieżącego roku do 829 mln zł z 732 mln zł, a więc był ponad 13 proc. wyższy niż w I kw. 2025.

Zaczynamy 2026 rok solidnym kwartałem. Na uwagę zasługuje dawno niewidziana skala  zwiększenia akcji kredytowej. Wzrost portfela kredytów pozwolił nam wesprzeć wynik odsetkowy, mimo niższego poziomu rynkowych stóp procentowych. Robimy wszystko by być bankiem pierwszego wyboru i wzmacniać pozycję konkurencyjną. Nie ukrywam, że naszą ambicją jest rosnąć szybciej niż rynek – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

W pierwszym kwartale 2026 wzrost kredytów ogółem wyniósł 11 proc., a wzrost kredytów korporacyjnych (uwzględniając segmenty bankowości korporacyjnej i bankowości przedsiębiorstw) sięgnął aż 16,4 proc. Ponownie mocno wzrósł wolumen pożyczki gotówkowej, bank odnotował tu zwyżkę o ponad 14 proc., przy 2 mld zł  nowej sprzedaży netto w samym
I kwartale 2026 r.  Z udziałem kanałów cyfrowych sprzedanych zostało 90 proc. takich pożyczek.

Na wzrostowej trajektorii była rozbudowa bazy klientów indywidualnych i przyrost młodszej klienteli. W I kwartale 2026 Bank Pekao otworzył 113,5 tys. Kont Przekorzystnych i Kont Świat Premium, z czego 30 procent dla klientów do 26. roku życia. Bank w strategii zapisał plan zwiększenia liczby młodych klientów do 1,4 miliona w 2027 roku z 1,1 miliona w 2024 roku.

Pozycja kapitałowa Banku Pekao pozostaje tradycyjnie bardzo dobra. Na koniec marca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 17,7 proc., a Tier1 15,2  proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Wiosną minionego roku Bank Pekao ogłosił strategię do 2027 roku. ROE na koniec okresu objętego planem ma wynosić powyżej 18 proc., C/I być poniżej 35 proc. a aktywnych klientów mobile ma być 4,4 miliona.

Na koniec I kwartału 2026 roku ROE ze zannualizowanym kosztem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wyniosło 17,1 proc. W przypadku C/I  ze zannualizowanym kosztem BFG było to 37,2 proc. (ale 34,6 proc. z wyłączeniem składki na BFG). Natomiast liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej urosła na koniec marca do 3,79 mln.

Wzrost składek na BFG obniżył, w ujęciu rok do roku, skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I kw. 2026 o 110 mln zł.

Koszty ryzyka znalazły się w I kw. 2026 r. na niskim poziomie 37 pb. Zakładany CoR na koniec 2027 roku ma wynieść 65-75 pb.

W 2025 roku podpisano prawie 219 tys. aktów notarialnych sprzedaży lokali w Polsce

Wiemy już, ile aktów notarialnych dotyczących sprzedaży lokali podpisano w 2025 roku. Warto sprawdzić statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ile lokali co roku sprzedaje się w Polsce? Na to pytanie można odpowiedzieć między innymi dzięki danym GUS. Trzeba jednak na nie stosunkowo długo czekać, ponieważ Główny Urząd Statystyczny poświęca sporo czasu na opracowanie i zebranie danych z lokalnych Rejestrów Cen Nieruchomości. Pamiętajmy jednak, że dane transakcyjne posiadają również notariusze. To od nich Ministerstwo Sprawiedliwości co roku dowiaduje się, ile zawarto umów w formie aktu notarialnego (dotyczących m.in. sprzedaży nieruchomości). Najnowsze takie informacje zebrane od notariuszy, Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało niedawno. Wspomnianym statystykom przygląda się Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Artykuł w dużym skrócie:

  • Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości na temat liczby aktów notarialnych, nie pokazują nam rocznej wartości obrotu dotyczącego między innymi mieszkań. Mimo tego, dane zaczerpnięte od notariuszy są ciekawe.
  • Informacje resortu sprawiedliwości wskazują, że w 2025 r. liczba aktów notarialnych potwierdzających przeniesienie własności lokali zbliżyła się do 220 000. Mowa zatem o wyniku podobnym jak rok wcześniej.
  • Interesująco przedstawiają się również statystyki na temat liczby umów sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania. W tym przypadku także nie odnotowano znaczących zmian względem roku 2024. Skala obrotu spółdzielczymi prawami może jednak zaskakiwać.

Poniżej Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości prezentuje więcej danych oraz wniosków na temat ubiegłorocznej liczby aktów notarialnych dotyczących lokali.

Dane o lokalach bez dużych zmian, ale z kilkoma uwagami

Wydaje się, że w pierwszej kolejności warto zaprezentować dane o liczbie aktów notarialnych, które dokumentowały sprzedaż lokali. Taka liczba umów zawieranych u notariusza, w ostatnich latach przedstawiała się następująco:

  • 2013 r. – 168 183 akty notarialne
  • 2014 r. – 162 511 aktów notarialnych
  • 2015 r. – 165 597 aktów notarialnych
  • 2016 r. – 178 247 aktów notarialnych
  • 2017 r. – 189 530 aktów notarialnych
  • 2018 r. – 209 997 aktów notarialnych
  • 2019 r. – 218 553 akty notarialne
  • 2020 r. – 209 335 aktów notarialnych
  • 2021 r. – 257 274 akty notarialne
  • 2022 r. – 208 089 aktów notarialnych
  • 2023 r. – 212 004 akty notarialne
  • 2024 r. – 219 968 aktów notarialnych
  • 2025 r. – 218 680 aktów notarialnych

Pamiętajmy, że powyższe statystyki dotyczą sprzedaży wszystkich lokali – zarówno mieszkalnych, jak i użytkowych. Dane GUS z 2024 r. wskazują natomiast, że lokale użytkowe stanowiły ok. 12% liczbowego obrotu wszystkimi lokalami. Można sądzić, iż ubiegłoroczny wynik przedstawiał się podobnie. Kolejna ważna uwaga ma związek z rodzajem sprzedających. Informacje prezentowane wyżej obejmują bowiem zarówno prywatnych sprzedających, jak i firmy, Skarb Państwa oraz samorządy. „Jeżeli chodzi o Skarb Państwa i jednostki samorządu terytorialnego, to tacy państwowi sprzedawcy podpisali w 2025 roku 11 264 umowy sprzedaży lokali” – informuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Czy u deweloperów ze sprzedażą było gorzej niż wcześniej?

Warto mieć również na uwadze fakt, że powyższe statystyki (np. 218 680 aktów notarialnych z 2025 r.) obejmują używane lokale oraz lokale deweloperskie. Przeniesienie własności lokali deweloperskich wykazywane jako sprzedaż w statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości, następuje jednak dopiero po zakończeniu ich budowy. „Tytułem uzupełnienia dodajmy zatem, że w 2025 r. liczba nowych umów deweloperskich dotyczących mieszkań w budowie (79 257) niewiele różniła się od wyniku notowanego rok wcześniej (82 448)” – mówi Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Liczba nowych umów deweloperskich z minionego roku jednocześnie znacznie ustępowała rekordowi z 2021 r. (137 028), a także była mniejsza od wyniku z 2023 r. (89 650). Na podstawie statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości nie wywnioskujemy natomiast, ile mieszkań deweloperzy sprzedali w 2025 roku jako gotowe lokale (bez wcześniejszego zawierania umowy deweloperskiej). „W największych miastach takie transakcje stanowiły zapewne mniejszość obrotu na rynku pierwotnym” – dodaje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Spółdzielcze prawa do lokali: nie lekceważmy tego rynku

Jeżeli mówimy o transakcjach lokalowych, to nie sposób pominąć również sprzedaży spółdzielczych własnościowych praw do mieszkań. Tym bardziej, że dane Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdzają wciąż stosunkowo duży rozmiar tego rynku. Mianowicie, liczba aktów notarialnych, które dotyczyły sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do „M” w ostatnich latach zmieniała się następująco:

  • 2013 r. – 45 101 aktów notarialnych
  • 2014 r. – 42 496 aktów notarialnych
  • 2015 r. – 43 789 aktów notarialnych
  • 2016 r. – 45 255 aktów notarialnych
  • 2017 r. – 46 757 aktów notarialnych
  • 2018 r. – 48 918 aktów notarialnych
  • 2019 r. – 50 866 aktów notarialnych
  • 2020 r. – 43 253 akty notarialne
  • 2021 r. – 51 469 aktów notarialnych
  • 2022 r. – 39 896 aktów notarialnych
  • 2023 r. – 41 486 aktów notarialnych
  • 2024 r. – 42 684 akty notarialne
  • 2025 r. – 42 895 aktów notarialnych

Powyższe dane Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że obrót spółdzielczymi własnościowymi prawami do mieszkań w ostatnich latach kształtował się na stabilnym poziomie. Mówimy o liczbie sprzedawanych praw spółdzielczych, ponieważ ich łączna wartość z 2025 r. na pewno była wyraźnie większa niż chociażby dziesięć lat wcześniej. „Z całą pewnością rynku praw spółdzielczych nie należy lekceważyć. Nie można go również traktować jako margines – zwłaszcza w miastach takich jak np. Warszawa” – podsumowuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Creotech dołącza do inicjatywy budowy hybrydowej konstelacji satelitarnej państw Trójmorza

Firma Creotech Instruments S.A. dołączyła do grona sygnatariuszy listu intencyjnego inaugurującego inicjatywę hybrydowej konstelacji satelitarnej w krajach Trójmorza. Dokument podpisano 29 kwietnia 2026 r. podczas Szczytu Trójmorza i Forum Biznesu w Dubrowniku. Projekt zakłada budowę regionalnego systemu współdzielenia danych satelitarnych na niespotykaną dotąd skalę w Europie Środkowo-Wschodniej. Ta wspólna inicjatywa firm z regionu Trójmorza – Chorwacji, Czech, Grecji, Polski, Słowacji i Słowenii – ma znacząco zwiększyć zdolności obserwacji Ziemi, dzięki współdzieleniu zasobów satelitarnych oraz rozwojowi interoperacyjnej infrastruktury naziemnej. Zaangażowanie Creotech Instruments S.A. w projekt wpisuje się w szersze działania na rzecz wzmacniania europejskiego sektora kosmicznego oraz budowy niezależnych, regionalnych kompetencji w zakresie pozyskiwania i wykorzystania danych satelitarnych, kluczowych dla bezpieczeństwa, gospodarki i zarządzania kryzysowego.

Uroczystość podpisania porozumienia odbyła się z udziałem Ivana Anušicia, wicepremiera i ministra obrony Chorwacji; Harry’ego Theoharisa, wiceministra spraw zagranicznych Grecji; Marcina Przydacza, sekretarza stanu i szefa Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP; oraz Rastislava Chovanca, sekretarza stanu Republiki Słowackiej.

Udział w tej inicjatywie to ważny krok w kierunku budowy silnego, regionalnego ekosystemu kosmicznego. Dzięki współpracy państw Trójmorza możliwe będzie znaczące zwiększenie efektywności wykorzystania danych satelitarnych oraz rozwój zaawansowanych technologii kosmicznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Inicjatywa konstelacji hybrydowej pokazuje, że poprzez skoordynowane działania i wspólne dzielenie się zasobami można osiągnąć efekt skali, który byłby nieosiągalny dla pojedynczych krajów. Jej otwarty charakter stwarza również przestrzeń do udziału kolejnych firm
i państw w następnych etapach rozwoju projektu, co – mamy nadzieję – nastąpi w najbliższej przyszłości. To nie tylko kwestia technologii, ale także bezpieczeństwa, odporności infrastrukturalnej oraz lepszego reagowania na wyzwania, takie jak zmiany klimatu czy niestabilność geopolityczna. Dla Creotech Instruments S.A. to z kolei szansa na dalsze wzmacnianie kompetencji w obszarze systemów satelitarnych oraz aktywny udział w budowie europejskich zdolności w zakresie obserwacji Ziemi
komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Inicjatywa zakłada stworzenie nowego modelu współpracy państw regionu w zakresie wykorzystania danych obserwacji Ziemi. Projekt opiera się na założeniu, że satelity należące do poszczególnych krajów mogą wykonywać zobrazowania również dla innych państw członkowskich, znacząco zwiększając dostępność danych – nawet wielokrotnie dla każdego uczestnika.

W pierwszym etapie współpraca obejmie wymianę danych oraz wzajemne zlecanie zobrazowań. Kolejnym krokiem będzie integracja infrastruktury naziemnej – stacje odbiorcze w poszczególnych krajach będą mogły odbierać dane z satelitów partnerów oraz pełnić funkcję wzajemnych zabezpieczeń, zwiększając odporność całego systemu. Fakt, że większość państw Trójmorza jest członkami Europejskiej Agencji Kosmicznej, ułatwi uzyskanie interoperacyjności satelitów z różnych krajów.

List intencyjny ma charakter niewiążący i wyznacza kierunek dalszych prac nad współpracą firm sektora kosmicznego z Chorwacji, Czech, Grecji, Polski, Słowacji i Słowenii. Sygnatariusze z Dubrownika pełnią rolę inicjatorów projektu, który w kolejnych etapach będzie rozszerzany o nowych partnerów. Poszczególne państwa reprezentowane były przez wybrane przedsiębiorstwa i organizacje sektora kosmicznego, w tym: Creotech Instruments, CloudFerro i Eycore z Polski; VZLU Aerospace, Groundcom i Czech Space Alliance z Czech; Hellenic Association of Space Industry i Geosystems Hellas z Grecji; SPACE-SI ze Słowenii; Protostar Labs z Chorwacji oraz Sab CTRL Space i Touch4IT ze Słowacji.

Znaczenie projektu wykracza poza sektor kosmiczny. Dane satelitarne odgrywają dziś kluczową rolę w obszarach takich jak bezpieczeństwo, ochrona infrastruktury krytycznej, zarządzanie kryzysowe oraz monitorowanie zmian klimatu. Wspólna konstelacja państw Trójmorza może stać się jednym z fundamentów budowania odporności regionu w warunkach zmieniającego się otoczenia geopolitycznego.

Podpisanie dokumentu w Dubrowniku stanowi pierwszy, ale istotny krok w kierunku stworzenia regionalnego systemu satelitarnego, który może wzmocnić technologicznie i strategicznie całą Europę Środkowo-Wschodnią.

SEO jako inwestycja, a nie koszt: Jak zarząd powinien patrzeć na marketing w wyszukiwarkach w 2026 roku?

Współczesny rynek cyfrowy przechodzi fundamentalną transformację, która wymusza na kadrze zarządzającej zmianę optyki. Postrzeganie działań w sieci jedynie przez pryzmat faktur za reklamę to prosta droga do marginalizacji przedsiębiorstwa w nadchodzących latach.

Koniec ery „tanich kliknięć” i nowa rola wyszukiwarek

Przez lata firmy przyzwyczaiły się do modelu, w którym każdy brak w przychodach można było załatać zwiększeniem budżetu na płatne kampanie. Rok 2026 definitywnie kończy ten etap rozwoju internetu.

Ceny za dotarcie do odbiorcy w systemach aukcyjnych osiągnęły pułap, który często pochłania całą marżę produktu. Mechanizmy reklamowe stają się luksusem zarezerwowanym dla najbogatszych graczy, co zmusza mniejsze i średnie podmioty do szukania trwalszych fundamentów.

Wyszukiwarki przestały być prostymi listami linków. Dziś to zaawansowane ekosystemy, które decydują o tym, czy Twoja marka w ogóle istnieje w świadomości nowoczesnego konsumenta, korzystającego z asystentów głosowych i inteligentnych interfejsów.

Budowanie cyfrowych aktywów firmy zamiast kupowania doraźnego ruchu

Zarządy powinny zrozumieć, że wydatki na widoczność organiczną to budowa kapitału, który zostaje w firmie na lata. W przeciwieństwie do reklam, które znikają w sekundzie wstrzymania płatności, optymalizacja tworzy trwałą wartość.

Inwestowanie w wysokiej jakości treści oraz optymalizację techniczną serwisu przypomina rozbudowę własnej fabryki lub zakup nieruchomości w prestiżowej lokalizacji. To aktywa, które pracują na zysk przedsiębiorstwa przez całą dobę.

Efekt skali, jak optymalizacja obniża koszt pozyskania klienta w długim terminie

W marketingu organicznym występuje zjawisko, które zachwyca dyrektorów finansowych. W miarę upływu czasu i wzrostu autorytetu domeny, jednostkowy koszt pozyskania zapytania ofertowego systematycznie maleje, co jest odwrotnością trendów w systemach PPC.

Raz przygotowana i dobrze zoptymalizowana treść może generować sprzedaż przez wiele kwartałów bez konieczności ponoszenia dodatkowych nakładów. Dzięki temu rentowność całego biznesu rośnie wraz z wiekiem prowadzonych działań promocyjnych.

SEO w dobie AI i SGE, więcej niż tylko lista wyników

Sztuczna inteligencja zrewolucjonizowała sposób, w jaki Google prezentuje dane. Search Generative Experience (SGE) sprawia, że użytkownik otrzymuje gotowe odpowiedzi bez konieczności przechodzenia na poszczególne strony internetowe.

Od klasycznego pozycjonowania do bycia odpowiedzią dla sztucznej inteligencji

Współczesna optymalizacja to walka o to, by systemy AI uznały naszą ofertę za najbardziej wiarygodną. Obecność w zestawieniach generowanych przez algorytmy to najwyższa forma uznania marki w cyfrowym świecie 2026 roku.

Nie chodzi już o obecność na liście, ale o to, by stać się częścią odpowiedzi generowanej dla klienta. Strategie realizowane przez ekspertów Internetica uwzględniają te zmiany, pozycjonując firmy jako autorytety w swoich dziedzinach.

Wiarygodność i autorytet (E-E-A-T) jako jedyna tarcza przed zmianami algorytmów

Google stawia dziś na doświadczenie, wiedzę, autorytet i zaufanie. Weryfikacja kompetencji twórców treści stała się fundamentem bezpieczeństwa w internecie, a brak dbałości o te aspekty grozi całkowitym wykluczeniem z wyników wyszukiwania.

Tylko marki, które potrafią udowodnić swoją eksperckość, przetrwają kolejne aktualizacje systemów. Budowanie cyfrowej reputacji to proces wymagający precyzji, ale chroniący firmę przed nagłymi spadkami widoczności spowodowanymi zmianami w kodzie wyszukiwarki.

Więcej o E-E-A-T w dobie AI piszemy w naszym artykule: https://internetica.pl/blog/ai/e-e-a-t-w-dobie-ai-jak-budowac-autorytet-strony-gdy-internet-zalewa-masowa-tresc/

Jak mierzyć sukces SEO z perspektywy CEO?

Dla osób zarządzających tabelki z miejscami w rankingu na wybrane frazy powinny mieć drugorzędne znaczenie. Liczy się to, jak działania te przekładają się na kondycję finansową całej organizacji i jej udział w rynku.

Dominacja w branży i konwersja zamiast śledzenia pojedynczych pozycji

Istotnym wskaźnikiem jest całkowita widoczność serwisu oraz to, jak wielu potencjalnych klientów podejmuje pożądaną akcję. Skuteczne SEO powinno być oceniane przez pryzmat wzrostu liczby leadów oraz transakcji, a nie przez pryzmat statycznych wykresów.

Analiza wartości klienta z kanału organicznego w cyklu życia (LTV)

Dane jasno pokazują, że osoby trafiające do firmy z wyników naturalnych często wykazują większą lojalność. Klienci organiczni zazwyczaj charakteryzują się wyższym współczynnikiem utrzymania oraz większą wartością zakupów w dłuższej perspektywie czasu.

To sprawia, że środki przeznaczone na widoczność w wyszukiwarce zwracają się wielokrotnie. Zrozumienie długofalowej wartości tych kontaktów pozwala na odważniejsze planowanie budżetów marketingowych, traktując je jako paliwo dla wzrostu firmy.

Strategiczne bezpieczeństwo biznesu w sieci

W świecie pełnym zawirowań gospodarczych, stabilne źródło klientów jest dla przedsiębiorstwa bezcenne. Uzależnienie się od jednego dostawcy ruchu to ogromne ryzyko operacyjne, na które świadomy zarząd nie może sobie pozwolić.

Uniezależnienie przychodów od rosnących stawek systemów reklamowych

Zewnętrzne platformy mogą w każdej chwili zmienić zasady gry lub drastycznie podnieść ceny. Własne kanały dotarcia budują niezależność i stabilność finansową przedsiębiorstwa, chroniąc je przed nagłymi wahaniami kosztów reklamy płatnej.

Budowanie silnej domeny to polisa ubezpieczeniowa na wypadek kryzysów rynkowych. Marka posiadająca ugruntowaną widoczność przetrwa turbulencje znacznie lepiej niż firma, która musi licytować się o każdego klienta od nowa każdego dnia.

Dlaczego rezygnacja z widoczności to oddanie pola walki bez walki?

W internecie nie ma próżni. Jeśli Twoja firma nie pojawia się przed oczami klienta szukającego rozwiązania, to na pewno pojawi się tam Twoja konkurencja. Brak obecności w wyszukiwarce to świadome rezygnowanie z udziałów w rynku na rzecz innych graczy.

Zaniechanie działań w tym obszarze to najkrótsza droga do stania się niewidocznym dla nowej generacji odbiorców. Współpraca z profesjonalnym partnerem, takim jak Internetica, to gwarancja, że Twoja firma nie tylko zostanie zauważona, ale stanie się pierwszym wyborem dla klientów w 2026 roku.

Rynek nieruchomości odbija, ale presja inflacyjna rośnie

Marcowe dane pokazują, że rynek mieszkaniowy w Polsce wszedł w nowy etap. Z jednej strony inflacja wzrosła o 1,1 proc. miesiąc do miesiąca, co jest odczytem wyraźnie mocniejszym od wcześniejszych oczekiwań. Z drugiej strony popyt na kredyty hipoteczne osiągnął poziom nienotowany od lat. Wnioski złożyło ponad 63 tys. osób, podczas gdy rok wcześniej było to niespełna 37 tys. Taki układ zwykle oznacza jedno: kupujący wracają na rynek, ale otoczenie makroekonomiczne staje się trudniejsze.

Sam wynik kredytowy należy jednak odczytywać ostrożnie. Duży udział nowych wniosków mogą stanowić refinansowania, czyli przenoszenie zobowiązań do innych banków, które aktywnie konkurują dziś o klientów, obniżając marże i proponując atrakcyjniejsze oferty. Według pojawiających się szacunków może to być nawet 45 proc. marcowej aktywności związanej z kredytami. Jednak nawet po odjęciu refinansowań widać odbicie zainteresowania zakupem mieszkań.

Z analizy SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania i znalezienia agenta, wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku ceny mieszkań zaczęły ponownie rosnąć, chociaż tempo tych zmian pozostaje umiarkowane. W marcu w większości największych miast wzrosty miesiąc do miesiąca były symboliczne – od 0,1 proc. do 0,5 proc. w Łodzi, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Mocniej wyróżniły się Gdańsk i Poznań, gdzie mediana cen wzrosła o około 1 proc. w skali miesiąca. Patrząc szerzej na cały pierwszy kwartał, ceny wzrosły we wszystkich największych miastach, przy czym najmocniej w Gdańsku (3,8 proc.) oraz w Poznaniu (3 proc.). W pozostałych lokalizacjach dynamika była bardziej umiarkowana i mieściła się w przedziale 1,6-2,3 proc.

Popyt wrócił na rynek: kredyty rosną, oferta mieszkań maleje

Kupującym pomaga obecnie także poprawa dostępności finansowania. Stopa referencyjna wynosi 3,75 proc., a oprocentowanie kredytów ze stałą stopą znajduje się obecnie w okolicach 5,5-6 proc. Po wcześniejszych obniżkach stóp poprawiło to dostępność finansowania i przełożyło się zarówno na zdolność kredytową, jak i wysokość miesięcznej raty. Wielu gospodarstwom domowym właśnie ten czynnik otworzył drogę do zakupu mieszkania.

– Sytuacja jednak nie jest już tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Chociaż sama decyzja RPP była dla kredytobiorców pozytywna, banki równolegle zaczęły podnosić oprocentowanie kredytów, reagując na wzrost rynkowych stawek procentowych oraz rosnące oczekiwania inflacyjne związane m.in. z drożejącymi surowcami energetycznymi i napięciami geopolitycznymi. W praktyce oznacza to, że rata nowego kredytu jest dziś wyższa niż jeszcze w lutym, a zdolność kredytowa części klientów lekko spadła.

Rosnące płace również sprzyjają aktywności kupujących. W lutym przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o ponad 6 proc. rok do roku, przy inflacji w okolicach 2-3 proc. Oznacza to realny wzrost siły nabywczej. Rynek mieszkaniowy nie żyje wyłącznie stopami procentowymi. Równie istotne jest to, czy rodziny czują, że są w stanie udźwignąć ratę kredytu oraz zebrać wkład własny. Obecnie te wskaźniki wyglądają lepiej niż przed rokiem.

Co istotne, struktura popytu staje się coraz bardziej „organiczna”. Już 71 proc. wszystkich transakcji stanowią zakupy na własne potrzeby mieszkaniowe, co oznacza wzrost o 4 punkty procentowe rok do roku. Jednocześnie maleje udział zakupów inwestycyjnych – według danych NBP w 2025 roku odpowiadały one za 30 proc. transakcji, wobec 34 proc. rok wcześniej i aż 38 proc. w 2021 roku. To sugeruje, że rynek w coraz większym stopniu napędzają realne potrzeby mieszkaniowe, a nie kapitał spekulacyjny.

Dane dla siedmiu największych miast wskazują, że marcowa sprzedaż wzrosła o około 20 proc. miesiąc do miesiąca. Jednocześnie oferta mieszkań zaczyna się kurczyć. W pierwszym kwartale liczba aktywnych ofert spadła w większości dużych miast – najmocniej w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu, gdzie redukcja podaży sięgnęła 7-8 proc. kwartalnie. W Poznaniu i Krakowie spadki były nieco łagodniejsze i wyniosły około 5 proc., a wyjątkiem pozostawał Gdańsk, gdzie podaż wzrosła o 1 proc. Skraca się także czas sprzedaży mieszkań – średnio do 102 dni, a w Łodzi nawet do 97 dni.

Jeśli przez kolejne miesiące utrzyma się kombinacja mocnego popytu i malejącej liczby dostępnych lokali, presja na wzrost cen będzie naturalna. Nie musi to oznaczać gwałtownych podwyżek, ale może zakończyć okres dużych rabatów i szerokiego pola do negocjacji. Dodatkowym sygnałem ożywienia jest rekordowy wzrost liczby odwiedzin portali ogłoszeniowych w marcu. To pokazuje, że zainteresowanie zakupem mieszkań wyraźnie wzrosło wraz z nadejściem wiosny. Sam ruch w serwisach nie musi jednak automatycznie przełożyć się na finalną liczbę transakcji, szczególnie jeśli sytuacja makroekonomiczna ponownie się pogorszy.

Inflacja znów niepokoi. Stopy procentowe mogą zatrzymać odbicie rynku

Obecna sytuacja nie oznacza jednak prostego scenariusza wzrostowego. Największym czynnikiem ryzyka pozostaje dalszy wzrost inflacji. Jeśli kolejne odczyty cen będą podwyższone, Rada Polityki Pieniężnej może wstrzymać dalsze obniżki stóp procentowych. Coraz częściej pojawiają się także scenariusze zakładające brak zmian stóp do końca roku, a w bardziej pesymistycznym wariancie nawet możliwość ich ponownego podniesienia. To szybko schłodziłoby nastroje kredytowe.

– Dlatego w kolejnych kwartałach nie spodziewałbym się jednolitego ruchu cen w całym kraju. Rynek wchodzi w fazę rozwarstwienia. Największym zainteresowaniem cieszyć się będą mieszkania w dobrych lokalizacjach, z rozsądnym metrażem i wysoką jakością produktu. Tam bardziej prawdopodobne są wzrosty cen lub szybka sprzedaż bez rabatów. Z kolei słabsze lokalizacje, nadpodaż i niższy standard nadal mogą oznaczać stagnację albo punktowe spadki – podsumowuje Anton Bubiel.

Scenariusz bazowy pozostaje umiarkowany: ceny mieszkań w Polsce będą raczej lekko rosnąć nominalnie albo utrzymają stabilizację. Nie widać obecnie przesłanek do szerokiego, gwałtownego spadku cen, ale równie trudno mówić o nowym boomie. Bardziej prawdopodobny jest rynek selektywny: mocny tam, gdzie produkt broni się sam i wymagający wszędzie tam, gdzie przewaga podaży nad popytem pozostaje duża.

CPK wybrał dziewięć firm do nadzoru geodezyjnego przy budowie nowego lotniska

Nadzór geodezyjny przy budowie nowego lotniska będzie mogło wykonywać dziewięć polskich firm. Umowa ramowa, którą zawarła spółka Centralny Port Komunikacyjny realizująca program inwestycyjny Port Polska, opiewa na kwotę 14,1 mln zł.

Geodezyjna Obsługa Inwestorska to niezbędny element każdej dużej inwestycji budowlanej. Specjaliści z wybranych firm odpowiedzialni będą za planowe prace kontrolne i doraźne.

Zgodnie z zapisami umowy usługa została podzielona na cztery obszary: terminal, tunel oraz airside północ i południe. Do każdego z nich przypisana zostanie jedna z wyłonionych firm. Pozostałe podmioty będą do dyspozycji w przypadku konieczności wykonania większego zakresu pomiarów.

Jednym z pierwszych zadań geodetów będzie współpraca z wykonawcą odpowiedzialnym za wyrównanie i ukształtowanie terenu, na którym zostanie wybudowane lotnisko. Po tym etapie specjaliści przygotują punkty geodezyjne, umożliwiające początek prac budowlanych przy fundamentowaniu obiektów.

Umowa przewiduje też wsparcie przy gromadzeniu danych lotniczych i pomiarach przeszkód lotniczych.

Firmy geodezyjne będą współpracować ze Spółką przy prowadzeniu mapy dyżurnej części lotniskowej. To na bieżąco uzupełniany dokument pozwalający służbom technicznym i osobom zarządzającym terenem bezpiecznie planować prace, wykonywać pomiary i sprawnie koordynować działania na lotnisku.

W trakcie budowy konieczna jest też konserwacja i odtwarzanie sieci punktów geodezyjnych. Specjaliści z wybranych firm ocenią na bieżąco ilość wykonanych robót ziemnych oraz prac konstrukcyjno-budowlanych.

Wybrane firmy, z którymi została podpisana umowa ramowa:

  1. POLSERVICE GEO SP. Z O.O. z Warszawy
  2. GEOMETRIC Grzegorz Kwaśnik z Warszawy
  3. GISPRO SA ze Szczecina
  4. KA-RO SP. Z.O.O. z Warszawy
  5. GEOPARTNER INŻYNIERIA SP. Z.O.O. z Gdańska
  6. GEODETA FG Sp. z o.o. z Gorzowa Wielkopolskiego
  7. Konsorcjum firm: ZDI Sp. z o.o. z Zamościa i GEOMIAR Sp. z. o.o. z Jarosławia
  8. Konsorcjum firm: PKIG Sp. z o.o. z Warszawy i Elipsoida Sp. z o.o. Sp.k. z Warszawy
  9. MGGP S.A. z Tarnowa

 

Rynek biurowy w Warszawie w I kw. 2026 r.: niższa aktywność najemców i rosnąca presja czynszowa w centrum

Jak wynika z najnowszego raportu AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych pt.: „Rynek biurowy w Warszawie. I kwartał 2026 r.”, w I kwartale 2026 roku warszawski rynek biurowy odnotował spadek aktywności najemców przy jednoczesnym utrzymującym się ograniczeniu dostępnej powierzchni w centralnych lokalizacjach.

Jak wskazują eksperci AXI IMMO, na koniec I kwartału 2026 r. całkowity wolumen transakcji najmu na stołecznym rynku biurowym wyniósł 130 tys. mkw. (-9% r/r). W analizowanym okresie największe zainteresowanie najemców koncentrowało się w strefach centralnych, w tym w Centralnym Obszarze Biznesu. Jednocześnie w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku nie sfinalizowano żadnej transakcji najmu przekraczającej 10 tys. mkw., co potwierdza ostrożne podejście firm do podejmowania długoterminowych decyzji lokalizacyjnych. Największy udział w strukturze popytu miały sektory IT (20%), usług dla biznesu (13%) oraz branża finansowa (12%).

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „Spadek aktywności najemców w ujęciu rocznym jest widoczny zarówno w popycie brutto, jak i netto, jednak nie oznacza trwałego osłabienia rynku. Obecny wynik jest w dużej mierze efektem ograniczonej liczby dużych transakcji oraz nadal dużego udziału renegocjacji”.

Ograniczona nowa podaż i rekordowo niska aktywność deweloperów

Na koniec I kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ok. 6,28 mln mkw. W analizowanym okresie do użytku oddano jedynie około 40 tys. mkw. nowej powierzchni, głównie w centralnych lokalizacjach. Do końca I kw. 2026 r. pozwolenie na użytkowanie otrzymały Studio A (24 000 mkw., Skanska), Vena (15 400 mkw., PHN) oraz po gruntownej modernizacji na rynek wróciła nieruchomość położona przy ulicy Przemysłowej 26A na Solcu (3500 mkw.). Jednocześnie z rynku wycofywane są starsze, nieefektywne technicznie budynki biurowe, co powoduje, że całkowita podaż pozostaje na stabilnym poziomie. W budowie znajduje się obecnie zaledwie 120 tys. mkw. powierzchni biurowej (– 46% r/r). Największą realizowaną inwestycją biurową jest Afi Tower (50 000 mkw.), która powstaje w ramach wielofunkcyjnego projektu Towarowa 22. Od początku 2026 roku nie rozpoczęto w Warszawie żadnej nowej inwestycji biurowej.

Filip Kowalski, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO wyjaśnia: „Tak niska aktywność deweloperska sprawia, że w perspektywie najbliższych lat dostępność nowoczesnych biur, szczególnie w centrum Warszawy, pozostanie ograniczona. Ten czynnik już dziś wpływa na oczekiwania właścicieli dotyczące stawek czynszowych”.

Polaryzacja rynku i presja na wzrost czynszów

Średni wskaźnik pustostanów na warszawskim rynku biurowym na koniec marca 2026 roku wyniósł 9,5%, co oznacza spadek o 1 p.p. rok do roku. Różnice pomiędzy lokalizacjami centralnymi i niecentralnymi pozostają jednak znaczące. W centrum poziom pustostanów wynosi zaledwie 6,5%, podczas gdy poza nim sięga 12,2%. Ograniczona dostępność powierzchni w najlepszych projektach przekłada się na dalszy wzrost czynszów. Stawki ofertowe w Warszawie wahają się obecnie od 10 do 28 euro za mkw. miesięcznie, a w najbardziej prestiżowych budynkach w centrum przekraczają 30 euro za mkw. miesięcznie.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, AXI IMMO dodaje: „Warszawski rynek biurowy coraz wyraźniej funkcjonuje w modelu dwóch prędkości. Z jednej strony dynamicznie rozwija się segment nowoczesnych, prestiżowych projektów w centrum, z drugiej – poza centralnymi strefami konkurencja będzie opierać się głównie na cenie, kosztach eksploatacyjnych i jakości modernizacji istniejących budynków”.

Prognoza na kolejne kwartały

Pomimo słabszego początku roku, prognozy na kolejne miesiące 2026 roku są umiarkowanie optymistyczne. Eksperci AXI IMMO zakładają, że całkowity wolumen transakcji najmu w skali roku może być porównywalny lub nawet wyższy niż w 2025 roku, głównie dzięki toczącym się negocjacjom i spodziewanym finalizacjom umów.

Bezrobocie na poziomie 6,1%, liczba ofert pracy spadła o 67% r/r – nowe dane z rynku pracy w Polsce

Bezrobocie rośnie, liczba ofert pracy załamuje się, a zatrudnienie spada – rynek pracy w Polsce w wyraźnie słabszej kondycji.

Początek 2026 roku przyniósł wyraźne pogorszenie sytuacji na polskim rynku pracy – wynika z najnowszych danych GUS oraz analizy Centrum Analitycznego Gremi Personal. Stopa bezrobocia wzrosła do 6,1%, czyli o 0,7 punktu procentowego rok do roku, a liczba zarejestrowanych bezrobotnych sięgnęła 956,2 tys. osób. Jednocześnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w lutym do 6,71 mln osób (-0,8% r/r), a liczba ofert pracy w urzędach pracy skurczyła się o 67% rok do roku, do 21,7 tys. W tym samym czasie skala zapowiadanych zwolnień grupowych wzrosła o 50%, co potwierdza narastającą presję restrukturyzacyjną w gospodarce.

Rynek pracy traci impet. Bezrobocie przyspiesza, a rekrutacje firm wyraźnie hamują

Dane GUS pokazują, że początek 2026 roku potwierdza wejście rynku pracy w fazę wyraźnego osłabienia. Wzrost stopy bezrobocia do 6,1% oznacza nie tylko pogorszenie sytuacji rok do roku, ale także przyspieszenie negatywnej dynamiki względem wcześniejszych miesięcy. W ujęciu liczbowym oznacza to blisko 955 tys. zarejestrowanych bezrobotnych i dwucyfrowy wzrost w skali roku.

Jeszcze silniej wybrzmiewa załamanie po stronie popytu na pracę. Liczba ofert pracy zgłaszanych do publicznych urzędów pracy spadła o 67% rok do roku, do poziomu 21,7 tys. To jeden z najbardziej gwałtownych spadków ostatnich lat, który – nawet przy uwzględnieniu zmian regulacyjnych – wskazuje na realne ograniczenie aktywności rekrutacyjnej firm i wyraźne ostrożniejsze podejście do zatrudniania nowych pracowników.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło na początku 2026 roku 6,71 mln osób, co oznacza spadek o 53 tys. rok do roku (-0,8%). Choć zmiany miesięczne są niewielkie, to trend roczny pokazuje konsekwentne kurczenie się rynku pracy. W tle coraz wyraźniej widać przechodzenie firm w tryb dostosowań kosztowych. W ostatnich miesiącach, co najmniej dziesięć dużych przedsiębiorstw publicznie zapowiedziało redukcje zatrudnienia obejmujące łącznie kilka tysięcy pracowników. Równolegle maleje przewaga firm planujących rekrutacje nad tymi, które deklarują zwolnienia, co wskazuje na wygaszanie wcześniejszej presji na wzrost zatrudnienia.

– Dane z początku roku pokazują, że rynek pracy przestaje być odporny na spowolnienie gospodarcze. Wchodzimy w etap, w którym decyzje o zatrudnieniu są coraz bardziej zachowawcze, a znaczenie zyskuje efektywność, nie skala zatrudnienia. To zmiana jakościowa, która będzie kształtować rynek pracy w kolejnych kwartałach – wskazuje Evgenij Kirichenko, założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Zwolnienia grupowe przyspieszają. Coraz więcej firm wchodzi w restrukturyzację

Dane urzędów pracy pokazują wyraźne przyspieszenie procesów restrukturyzacyjnych. W pierwszych miesiącach 2026 roku przedsiębiorstwa zgłosiły zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych obejmujących 9 060 osób, co oznacza wzrost o 50% rok do roku. Jednocześnie rośnie liczba trwających procedur – na koniec lutego obejmowały one 18 576 osób (+16% r/r). W praktyce oznacza to, że coraz większa część gospodarki znajduje się już w fazie aktywnych dostosowań zatrudnienia, a nie tylko planów redukcyjnych. Dodatkowo 41 tys. osób zostało zwolnionych bezpośrednio z inicjatywy pracodawców, co oznacza wzrost o 11,9% rok do roku. Obejmuje to zarówno redukcje etatów, jak i likwidacje stanowisk czy upadłości firm.

Przemysł traci, usługi stabilizują zatrudnienie

Struktura zatrudnienia w Polsce coraz wyraźniej się różnicuje. W przemyśle przetwórczym zatrudnienie spadło o 1,4% r/r do około 2,37 mln osób. Najsilniejsze spadki dotyczą motoryzacji (-3,4%), produkcji mebli (-3,1%), przemysłu maszynowego (-1,2%) oraz wyrobów metalowych (-1,2%). Podobne tendencje widoczne są w budownictwie i handlu hurtowym, co potwierdza szeroki charakter spowolnienia w sektorach cyklicznych.

Część segmentów usługowych oraz wybranych branż przemysłu pozostaje w trendzie wzrostowym. Zatrudnienie rośnie w logistyce (+0,5%), HoReCa (+2,1%), produkcji elektroniki (+1,7%) oraz w produkcji sprzętu transportowego innego niż motoryzacja (+2,6%), obejmującej także segmenty o charakterze obronnym.

W tle rośnie znaczenie pracowników zagranicznych – ich liczba zwiększyła się o 9% r/r do 1,291 mln osób, w tym Ukraińców o 9,9% do 860,8 tys., co w wielu branżach stabilizuje bieżące funkcjonowanie rynku pracy.

Gospodarka oparta na konsumpcji

Obraz makroekonomiczny na początku 2026 roku pozostaje wyraźnie rozbieżny. Z jednej strony utrzymuje się relatywnie stabilna konsumpcja wewnętrzna – sprzedaż detaliczna wzrosła o 5% r/r w lutym, po wzroście o 4,4% w styczniu. Oznacza to, że gospodarstwa domowe pozostają kluczowym czynnikiem podtrzymującym aktywność gospodarczą.

Z drugiej strony przemysł i budownictwo pozostają pod presją. Produkcja przemysłowa w ujęciu dwumiesięcznym nie wykazuje realnego wzrostu, a wartość robót budowlanych spadła o 6,2% r/r. Jednocześnie eksport w styczniu obniżył się o 4,6% r/r, a import o 8,4%, co wskazuje na osłabienie komponentu zewnętrznego i większe uzależnienie wzrostu od popytu krajowego. W przemyśle widoczny jest także spadek nowych zamówień eksportowych, co potwierdza dalsze przesuwanie się struktury wzrostu w stronę konsumpcji wewnętrznej. – Wzrost gospodarczy coraz bardziej opiera się na konsumpcji krajowej, podczas gdy eksport i inwestycje przestają pełnić funkcję silnika koniunktury – zauważa Evgenij Kirichenko.

Wynagrodzenia rosną wolniej. Coraz większy wpływ zmian strukturalnych na statystyki płac

Na początku 2026 roku dynamika wynagrodzeń wyraźnie wyhamowuje. W lutym średnie wynagrodzenie brutto wzrosło o 6,07% r/r do 9 135,7 zł, wobec 6,13% w styczniu i wyraźnie wyższych poziomów notowanych w drugiej połowie 2025 roku.

Spowolnienie ma charakter zarówno koniunkturalny, jak i strukturalny. Z jednej strony wynika z osłabienia presji płacowej w warunkach słabszego rynku pracy, z drugiej – z efektów strukturalnych, takich jak podniesienie płacy minimalnej do 4 806 zł brutto oraz redukcja zatrudnienia w niżej wynagradzanych segmentach rynku pracy. Widoczne są też wyraźne różnice sektorowe: w motoryzacji wzrost wyniósł 8,75%, podczas gdy w przemyśle spożywczym 3,62%, co pokazuje coraz większe rozwarstwienie dynamiki wynagrodzeń w gospodarce.

Rynek 2026 w punkcie zwrotnym

Zestawienie najnowszych danych GUS oraz analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal pokazuje, że polska gospodarka w 2026 roku znalazła się w fazie selektywnego spowolnienia. Rynek pracy traci dynamikę, bezrobocie rośnie, a skala restrukturyzacji systematycznie się zwiększa. Gospodarka jest podtrzymywana przez konsumpcję wewnętrzną, podczas gdy przemysł, eksport i część inwestycji wykazują osłabienie. W efekcie coraz wyraźniej rysuje się model wzrostu oparty na nierównowadze sektorowej, w którym stabilność makroekonomiczna nie przekłada się proporcjonalnie na sytuację zatrudnienia i kondycję rynku pracy.

Ostatnie wystąpienie Powella. Jastrzębi Fed może dać impuls dolarowi

Wieczorem oczy finansowego świata zwrócą się na Waszyngton, gdzie swoje ostatnie wystąpienie w roli szefa Fed będzie miał Jerome Powell. Czy z Rezerwy popłyną jastrzębie nuty, które wzmocnią dolara? Na rynku ropy papierowa cena surowca zbliża się do tej fizycznej, a Zjednoczone Emiraty postanowiły jeszcze bardziej podgrzać atmosferę.

Bye Bye Jerome

Bywają takie posiedzenia władz monetarnych, które – mimo oczekiwanego braku ruchu na stopach – i tak ważą nieproporcjonalnie dużo dla rynkowej rozgrywki. Aktualnie nie dość, że bankierzy centralni znaleźli się pod presją wyższej inflacji wywołanej czynnikami podażowymi (brak surowców z Zatoki Perskiej), to dodatkowo po raz ostatni po posiedzeniu FOMC w roli jej przewodniczącego zobaczymy Jerome’a Powella. Po ponad 8 latach i dwóch kadencjach opuści on fotel szefa Fed w połowie maja, kiedy zostanie już przez Senat zatwierdzony jego następca Kevin Warsh. Trzeba uczciwie przyznać, że nawet jeśli ktoś nie jest fanem Powella, to jego szefowanie przypadło na jeden z najgorętszych okresów w historii. Został desygnowany przez prezydenta Trumpa w jego pierwszej kadencji, by bardzo szybko popaść w niełaskę przywódcy, gdy okazało się, że zamierza pełnić swój mandat niezależnie. Potem bezprecedensowa pandemia, która wymusiła działania mające zapobiec kryzysowi gospodarczemu. Częściowo te działania doprowadziły do kryzysu inflacyjnego, na który trzeba było odpowiedzieć drastycznym zwiększeniem kosztu pieniądza. Wreszcie kolejne wojny, które zaburzały normalne funkcjonowanie rynków, głównie tych surowcowych. Wreszcie bezprecedensowe ataki Trumpa w drugiej kadencji, łącznie ze stawianiem zarzutów przez Departament Sprawiedliwości. Można z różnymi decyzjami i słowami Powella zgadzać się bardziej albo mniej, ale trzeba przyznać, że stał twardo na straży niezależności Fed, która jest coraz mocniej podkopywana. Był wręcz idealnym szefem banku centralnego pod względem temperamentu, zachowań i sposobu komunikacji. Cechowały go spokój i stabilność, coraz rzadziej obecna w naszym życiu publicznym. Czy dziś po raz ostatni wyśle on jakiś impuls na rynek (nawet jeśli nie będzie to jego intencją)? Czy zasugeruje pozostanie w FOMC w roli zwykłego gubernatora (do czego ma prawo do początku 2028 roku, ale co byłoby zerwaniem z niepisaną tradycją odchodzących szefów Rezerwy)?

Rynek czeka na impuls z Fed

W bardziej zwyczajnych okolicznościach odchodzący szef Fed pewnie nie byłby już tak istotny dla rynków. Jednak tym razem jesteśmy w środku konfliktu zbrojnego, który zaburzył podaż kluczowych surowców i wywołuje poważne impulsy inflacyjne. Taki układ jest najgorszym z możliwych dla władz monetarnych, ponieważ podnoszenie stóp w takim przypadku może doprowadzić do stagflacji (wysoka inflacja przy nikłym wzroście gospodarczym). Równocześnie bankierzy nie mogą nie odnieść się do wzrostu dynamiki cen, bo muszą przeciwdziałać procesowi odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych. Dlatego właśnie część analityków spodziewa się, że FOMC w komunikacie po decyzji i sam Jerome Powell w trakcie konferencji podbiją jastrzębie nuty. Na pewno na jakiś impuls czeka dolar, który od ponad tygodnia utknął w lokalnej, ok. 1-centowej konsolidacji, a dziś kurs EUR/USD jest kwotowany w pobliżu jej punktu równowagi, czyli oscyluje wokół 1,17 USD. Pewne napięcie i (jeszcze spokojne) zmniejszenie ekspozycji na ryzyko jest już widoczne w podejściu do walut EM, co uderza także w złotego. Może (ale nie musi) być to sygnał, że globalny kapitał rzeczywiście szykuje amunicję pod wzmocnienie USD. Przed godz. 14 kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,63 zł, kurs euro przekracza 4,25 zł, kurs franka nie schodzi poniżej 4,60 zł, a kurs funta jest blisko 4,91 zł.

ZEA mają dość kartelu

Wczoraj na i tak napiętym już do granic możliwości rynku ropy pojawiła się zaskakująca informacja. Zjednoczone Emiraty Arabskie po blisko 60 latach opuszczą organizację OPEC, która w dużej mierze kształtuje ceny surowca poprzez decyzje o poziomie wydobycia wśród krajów członkowskich. ZEA, jako powód opuszczenia kartelu, podają chęć posiadania większej autonomii w zarządzaniu swoimi surowcami. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to też efekt rosnących napięć w OPEC, gdzie drugie pod względem wydobycia ZEA coraz rzadziej potrafiły porozumieć się z pierwszą pod tym względem Arabią Saudyjską. Można to też uznać za gest polityczny, skierowany do USA, które od dawna (jako największy producent ropy) krytykują kartel za windowanie cen surowca. Oczywiście nie dzieje się to zapewne w oderwaniu od konfliktu w Zatoce Perskiej, co może sugerować, że ten ruch niekoniecznie jest pomyślany jako wzmocnienie pozycji Stanów w regionie. Tym bardziej że medialne doniesienia sugerują kolejny genialny ruch ze strony prezydenta Trumpa. Miał on powiedzieć swoim współpracownikom, że nie cofnie się i wszyscy powinni przygotować się na dłuższe zaburzenia w dostawach przez Cieśninę Ormuz. Dzięki takim przeciekom czerwcowe kontrakty na najpopularniejsze odmiany ropy pokonują kolejne opory. Inwestorzy chyba porzucają powoli nadzieję na realną i szybką deeskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Za baryłkę europejskiej odmiany Brent trzeba płacić już prawie 115 USD, a za amerykańską WTI ponad 103 USD. Nie pomagają już małe promyki nadziei w postaci informacji, że przez wspomnianą cieśninę przepłynął japoński supertankowiec i to bez uiszczenia jakichkolwiek opłat.

XTPL z ujemną EBITDA mimo wzrostu przychodów w 2025 roku

XTPL, globalny dostawca przełomowych rozwiązań mikrodruku dla rynku zaawansowanej elektroniki, zakończył 2025 rok z najwyższymi dotąd przychodami: 15,6 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,7 mln zł ze sprzedaży produktów i usług, odpowiednio +14% i +12% więcej w ujęciu rok do roku. Spółka dostarczyła w tym okresie do rynku rekordową liczbę swoich produktów: 13 urządzeń Delta Printing System (DPS) oraz 8 modułów Ultra-Precise Dispensing (UPD). Kluczowym kamieniem milowym było rozpoczęte w styczniu 2025 roku pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe technologii XTPL u jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD z Chin. Po dacie bilansowej Spółka przeprowadziła ofertę publiczną, z której środki w wysokości 19,5 mln zł brutto, wraz z dodatkowym finansowaniem dotacyjnym od NCBR na ok. 10,1 mln zł, zapewniają stabilną sytuację finansową dla realizacji zaktualizowanej Strategii na lata 2026–2028. Priorytetem na 2026 rok jest kolejne wdrożenie przemysłowe oraz komercjalizacja nowej linii biznesowej systemów ODRA, z pierwszym klientem pozyskanym w marcu br.

– Rok 2025 był dla XTPL okresem wymagającym, ale jednocześnie przełomowym w kontekście dalszego potencjału komercjalizacji naszej technologii na bazie sukcesu pierwszego wdrożenia przemysłowego u jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD w Chinach. Udowodniliśmy sobie, a przede wszystkim potencjalnym klientom, że XTPL z sukcesem przeszedł drogę z laboratorium na linię produkcyjną, co w naszej branży określane jest mianem „from lab to fab” – to bardzo ważny wyróżnik, który stanowi walidację technologii Spółki w oczach globalnych producentów zaawansowanej elektroniki. Dostarczone przez nas moduły UPD działają na linii produkcyjnej klienta, a my rozmawiamy z nim dziś nie tylko o kolejnej partii zamówień, ale również prowadzimy aktywną ewaluację w nowych, innych niż wyświetlacze FPD zastosowaniach. W ten sposób technologia XTPL zaczyna stopniowo rozprzestrzeniać się wewnątrz organizacji klienta, kreując dla nas dodatkowe szanse na wdrożenia. W 2026 roku zamierzamy osiągnąć kolejny taki kamień milowy – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– W ubiegłym roku dostarczyliśmy do odbiorców z kluczowych dla nas rynków: Ameryki Płn., Azji i Europy, łącznie 13 urządzeń DPS oraz 8 modułów UPD, dotąd najwyższy wynik XTPL. Równolegle do tych procesów sprzedażowych, intensywnie pracowaliśmy nad kolejnym nośnikiem wartości Spółki w postaci nowej linii biznesowej systemów ODRA. W listopadzie pierwszy raz zaprezentowaliśmy prototyp urządzenia na targach Productronica w Niemczech, a w marcu br., pozyskaliśmy zamówienie od klienta z Doliny Krzemowej o wartości ok. 0,4-0,5 mln dolarów, z planowaną dostawą w IV kwartale 2026 roku. W odróżnieniu od urządzeń DPS, systemy ODRA nie są przeznaczone do prac B+R, ale do produkcji w modelu HMLV (szeroka gama produktów w niewielkich wolumenach) – to diametralnie zwiększa ich potencjał sprzedażowy, umożliwiając wielokrotne dostawy do pojedynczego klienta. Dziś najbardziej aktywne rozmowy prowadzimy z sektorem obronnym i liczymy, że wygenerujemy kolejne zamówienia z dostawami na bieżący lub przyszły rok – dodaje Filip Granek.

W 2025 roku XTPL wygenerował 15,6 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, pozostałą wartość stanowią dotacje. EBITDA w 2025 roku wyniosła -16,3 mln zł, na co wpływ miały działania związane z procesem skalowania sprzedaży. Poziom środków pieniężnych na koniec 31 grudnia 2025 roku wyniósł 6,6 mln zł i nie uwzględniał wpływów z emisji przeprowadzonej w I kwartale 2026 roku w kwocie 19,5 mln zł brutto, co w połączeniu z pozyskaniem dotacji od NCBR w kwietniu br., zabezpiecza finansowanie Spółki.

XTPL komercjalizuje trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze zużywane przez UPD i DPS). Na zaawansowanym etapie prac B+R znajduje się czwarta linia biznesowa: systemów ODRA, która wypełni niszę pomiędzy DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Systemy ODRA cechują się ponad 2x wyższą ceną jednostkową niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż i specyfice pozwalającej na sprzedaż większej liczby do pojedynczego klienta.

– W branży przełomowych rozwiązań mikrodruku jesteśmy dziś jedyną firmą na świecie realizującą wdrożenie autorskiej technologii w przemysłowej skali. To ogromny sukces Spółki, który jednocześnie stał się przyczyną do rewizji i aktualizacji naszej Strategii na lata 2026–2028. Tempo zamawiania kolejnych modułów UPD okazało się niższe od naszych pierwotnych oczekiwań, dlatego ostrożniejsze szacunki przyjęliśmy dla bieżącego, a także przyszłych, spodziewanych wdrożeń. Konsekwencją było przesunięcie celu 100 mln zł przychodów na 2028 rok oraz identyfikacja luki kapitałowej na poziomie ok. 15-20 mln zł w pierwszym półroczu 2026 – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

– W ostatnich kwartałach prowadziliśmy cztery procesy mające na celu jej zaadresowanie: pozyskanie długu, środków dotacyjnych, inwestora strategicznego oraz emisji akcji. W marcu br., ze względu na długoterminowy aspekt związany z potencjalnym finansowaniem poprzez pierwsze trzy procesy, przeprowadziliśmy ofertę publiczną. Spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, od których pozyskaliśmy 19,5 mln zł brutto, co w połączeniu z otrzymaną równolegle dotacją od NCBR w kwocie 10,1 mln zł, zabezpiecza naszą działalność i dalszą realizację Strategii. Celem niezmiennie jest skalowanie sprzedaży i dostarczanie do rynku jak największej liczby produktów Spółki, coraz mocniej zagnieżdżając w ten sposób technologię XTPL w globalnym łańcuchu wartości największych firm na świecie, których produkty towarzyszą nam na co dzień – dodaje Jacek Olszański.

XTPL od 2025 roku realizuje pierwsze wdrożenie przemysłowe swojej technologii dla jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach przekraczających 20 mld USD. Spółka posiada ponadto 5 zaawansowanych projektów na ostatnim etapie ewaluacji, poprzedzającym decyzję o wdrożeniu przemysłowym, obejmujących strategiczne dla XTPL obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Korei Płd. i notowany na Nasdaq 100 renomowany producent maszyn przemysłowych z USA.