Drees & Sommer kupuje 100% udziałów w ADC

ADC, polska firma specjalizująca się w zarządzaniu projektami i planowaniu inwestycji budowlanych, stała się częścią globalnej firmy doradczej Drees & Sommer. Grupa przejęła 100 proc. udziałów w spółce. Transakcję sfinalizowano 6 maja 2026 r. Przejęcie wzmocni obsługę międzynarodowych i lokalnych klientów Drees & Sommer w Polsce oraz w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Założona w 2018 roku firma ADC oferuje zintegrowane usługi w zakresie architektury, projektowania oraz doradztwa technicznego, a także zarządzania projektami i nadzoru nad realizacją inwestycji. Spółka ugruntowała pozycję silnego gracza na polskim rynku i utrzymuje stabilny wzrost.

Do Drees & Sommer Polska dołączy około 70 pracowników ADC po czym firma będzie zatrudniać łącznie ponad 90 osób w czterech biurach w Polsce zlokalizowanych w Warszawie, Rzeszowie, Wrocławiu i Katowicach. Dzięki integracji zespołów spółka będzie oferować kompleksową obsługę inwestycji w modelu one-stop shop – od projektowania i planowania po realizację i nadzór.

Milowy krok dla Drees & Sommer w Polsce

„Polska jest jednym z najbardziej dynamicznych rynków inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej” – powiedział Steffen Szeidl, Chief Executive Officer i Partner Drees & Sommer. „Przejęcie ADC to ważny krok strategiczny dla Drees & Sommer. Zyskujemy sprawdzonego partnera z silnymi kompetencjami planistycznymi, rozbudowaną siecią relacji na rynku lokalnym oraz bardzo doświadczonym zespołem zarządzającym. To połączenie sprawia także, że znacząco wzmacniamy naszą obecność na polskim rynku, ale również mamy większe możliwości w jego aktywnym rozwoju.”

„ADC doskonale uzupełnia nasze dotychczasowe kompetencje konsultingowe o zaawansowane możliwości w zakresie planowania i realizacji w Polsce” – dodał Jörg Wohlfarth, Partner w Drees & Sommer. „Razem możemy oferować kompleksowe rozwiązania obejmujące cały proces inwestycyjny, łączące międzynarodowe doświadczenie z dogłębną znajomością lokalnego rynku. To kluczowy czynnik sukcesu w realizacji złożonych i wielkoskalowych projektów w Polsce, jak i w całym regionie CEE.”

Rozszerzenie kompetencji interdyscyplinarnych i kompleksowa oferta usług

Dzięki połączeniu sił z ADC Drees & Sommer znacząco wzmacnia swoje interdyscyplinarne kompetencje w Polsce, poszerzając lokalną ofertę o zaawansowane usługi w zakresie planowania i realizacji inwestycji. Przejęcie pozwoli spółce oferować na polskim rynku kompleksowe rozwiązania, łączące usługi doradcze, projektowe, zarządzanie i nadzór w ramach jednej organizacji.

„Dołączenie do Drees & Sommer otwiera przed ADC nowe możliwości rozwoju” – powiedział Bogusław Paciorek, Managing Director ADC. „Jednocześnie zachowujemy naszą kulturę organizacyjną, silną pozycję na rynku lokalnym i dotychczasowy model zarządzania. Nasi klienci skorzystają z szerszej oferty i międzynarodowego doświadczenia.”

Drees & Sommer wyróżnia się tworzeniem zrównoważonych, innowacyjnych i efektywnych ekonomicznie rozwiązań, odpowiadających na indywidualne potrzeby klientów. Dzięki interdyscyplinarnym zespołom firma łączy globalne doświadczenie z lokalną wiedzą ekspercką.  Drees & Sommer działa dziś w ponad 80 lokalizacjach na świecie, realizując blisko 7 000 projektów dla klientów w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Chinach, regionie APAC oraz Ameryce Północnej.

W ciągu ostatnich ośmiu lat ADC zrealizowało ponad 300 projektów w całej Polsce – od dużych inwestycji logistycznych, przemysłowych i biurowych po złożone projekty rewitalizacji miejskiej oraz inwestycje mieszkaniowe.  Do kluczowych realizacji należy m.in. wykonanie centrum dystrybucyjnego o powierzchni 50 000 m² w Opocznie na zlecenie Jerónimo Martins, realizowanego wspólnie z Drees & Sommer w formule obejmującej projektowanie, zarządzanie projektem i nadzór nad realizacją.

Do pozostałych projektów należą m.in. rewitalizacja historycznego Domu Towarowego Braci Jabłkowskich w Warszawie, rozbudowa zakładu produkcji soli spółki Quemetica w Janikowie, duże inwestycje mieszkaniowe realizowane dla Victoria Dom w stolicy i okolicach o łącznej powierzchni przekraczającej 100 000 m², a także realizacja innowacyjnej zajezdni autobusowej z infrastrukturą do tankowania wodoru w Koninie, wspierającej niskoemisyjny transport publiczny.

„Nasze zespoły łączą wspólne wartości oraz ambicja dostarczania wysokiej jakości zintegrowanych rozwiązań projektowych” – dodaje Łukasz Lenczewski, Managing Director w ADC. „Dotychczasowa bliska współpraca ADC i Drees & Sommer już się sprawdziła w praktyce. Razem jesteśmy lepiej przygotowani, aby wspierać realizację złożonych projektów w Polsce i poza jej granicami.”

Na razie oficjalna nazwa firmy ADC Sp. z o.o.  się nie zmieni. Organizacja będzie działać pod logo „ADC – Part of Drees & Sommer”, a kierownictwo pozostanie w dotychczasowym składzie.

Przewóz już 10 kg odzieży i 20 sztuk obuwia pod ścisłą kontrolą . Na firmy z branży sypią się pierwsze kary

Od 17 marca 2026 r. działający w Polsce system monitorowania przewozu towarów SENT został rozszerzony o nowe kategorie produktów – w tym odzież, odzież używaną oraz obuwie. To przełomowa zmiana dla firm z sektora mody, e-commerce, handlu i logistyki. Oznacza ona bowiem nowe obowiązki administracyjne, których niedopełnienie grozi poważnymi sankcjami finansowymi. Przedsiębiorcy, którzy nie zdążyli się przygotować, muszą pilnie nadrobić zaległości. Przeprowadzono już prawie 700 kontroli. Brak zgłoszenia przewozu już więcej niż 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach – ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Pierwsze kary. Branża apeluje o zmiany

Pierwsze dane pokazują, że system już działa z pełną intensywnością. W ciągu pierwszego miesiąca dokonano 55 tys. zgłoszeń, przeprowadzono 653 kontrole, w 86 przypadkach wykryto nieprawidłowości oraz nałożono 34 mandaty. Nie jest jednak jasne, jaka część naruszeń wynikała z celowego działania, a jaka z błędów lub niejasności przepisów.

Coraz więcej przedsiębiorców wskazuje, że obecny kształt przepisów wymaga pilnej korekty. Szczególnie zagrożone są mikro i małe firmy, które często nie dysponują odpowiednim zapleczem administracyjnym do obsługi nowych obowiązków. Bez zmian system SENT – zamiast ograniczać nadużycia – może stać się poważną barierą dla legalnie działających przedsiębiorstw w branży modowej.- ostrzega radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Czym jest system SENT i jak działa

SENT, czyli System Elektronicznego Nadzoru Transportu, funkcjonuje w Polsce od 2017 r. jako narzędzie Krajowej Administracji Skarbowej do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych. System opiera się na obowiązku zgłaszania transportów oraz ich bieżącego nadzorowania – w tym często także śledzenia geolokalizacji pojazdów. Pierwotnie SENT obejmował głównie takie towary jak paliwa, alkohol czy wyroby tytoniowe – sektory szczególnie narażone na nadużycia podatkowe i działalność szarej strefy. Dzięki systemowi możliwe stało się ograniczenie wyłudzeń VAT oraz zwiększenie kontroli nad obrotem towarami wysokiego ryzyka. W praktyce SENT to rozbudowany system raportowania realizowany za pośrednictwem platformy PUESC. Wymaga on od przedsiębiorców szczegółowego przekazywania danych o przewozach – od informacji o towarze (kod CN, masa, ilość), przez dane kontrahentów, aż po szczegóły dotyczące transportu i przewoźnika. W wielu przypadkach konieczne jest również zapewnienie ciągłej transmisji danych lokalizacyjnych pojazdu.

Dlaczego odzież i obuwie trafiły do SENT. Niskie progi, szeroki obowiązek

Rozszerzenie systemu na branżę modową to kolejny etap uszczelniania systemu podatkowego. Choć odzież i obuwie nie są klasycznymi „towarami wrażliwymi” jak paliwa czy alkohol, to sektor ten charakteryzuje się ogromną skalą obrotów. Bezpośrednim impulsem do zmian były nadużycia związane z importem towarów – zwłaszcza z Azji – w tym zaniżanie ich wartości i unikanie opodatkowania. W efekcie nowe przepisy obejmują około 100 tys. firm działających w Polsce.

Nowe regulacje obejmują transporty przekraczające bardzo niskie limity – już powyżej 10 kg odzieży lub 20 sztuk obuwia. To oznacza, że obowiązek zgłoszenia dotyczy ogromnej liczby codziennych operacji logistycznych. Przed rozpoczęciem transportu przedsiębiorca musi dokonać zgłoszenia w SENT poprzez PUESC. Zgłoszenie obejmuje szczegółowe dane dotyczące: nadawcy i odbiorcy, rodzaju i ilości towaru oraz środka transportu i przewoźnika. Kierowca musi posiadać numer referencyjny zgłoszenia oraz dokumenty przewozowe i okazywać je podczas kontroli. W wielu przypadkach wymagane jest także aktywne urządzenie GPS przekazujące dane w czasie rzeczywistym. Po zakończeniu przewozu konieczne jest jego potwierdzenie w systemie. – dodaje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Surowe sankcje i realne ryzyko. Niejasne przepisy i ciężar dowodu

Największe obawy przedsiębiorców budzą sankcje. Brak zgłoszenia przewozu może skutkować karą w wysokości 46% wartości towaru, nie mniej niż 20 tys. zł – nawet przy niewielkich przesyłkach. Dodatkowe kary obejmują: 10 tys. zł za brak aktualizacji danych oraz 10 tys. zł za brak działającego urządzenia GPS.

Tak restrykcyjne przepisy szczególnie dotykają firmy e-commerce i importerów operujących dużą liczbą przesyłek o niskiej wartości jednostkowej. W praktyce nawet drobny błąd formalny może generować poważne konsekwencje finansowe. Dodatkowym problemem jest niejednoznaczna interpretacja przepisów. Z jednej strony sprzedaż na rzecz konsumentów nie powinna podlegać obowiązkowi zgłoszenia w SENT. Z drugiej – przedsiębiorcy muszą być w stanie udowodnić ten fakt podczas kontroli. Oznacza to konieczność posiadania dokumentów potwierdzających charakter transakcji. W praktyce jednak organy mogą kwestionować przedstawione dowody, co znacząco zwiększa ryzyko sporów i sankcji.- komentuje radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii prawnej Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K.

Beesafe ma nowego prezesa. Daniel Byster zastąpił Annę Włodarczyk-Moczkowską

Z początkiem maja stanowisko prezesa zarządu Beesafe objął Daniel Byster, dotychczasowy członek zarządu spółki odpowiedzialny za rozwój sprzedaży. Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezeska Compensy, która od połowy ubiegłego roku kierowała Beesafe, została powołana do rady nadzorczej spółki.

Daniel Byster jest związany z Beesafe od 2019 roku. Jako członek zarządu nadzorował obszar sprzedaży oraz wzmacnianie pozycji spółki w kanałach cyfrowych. Równolegle, od 2024 roku, pełni funkcję Dyrektora Biura Marketingu i Sprzedaży Cyfrowej w Compensie. Przed dołączeniem do Beesafe pracował m.in. w T-Mobile, Avivie czy LINK4, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i działania marketingowe.

Od sześciu lat mam przyjemność obserwować, jak Beesafe przesuwa granice tego, co możliwe w ubezpieczeniach. Obejmując stery spółki, chcę skupić się na dalszym wzroście biznesu w kanałach cyfrowych oraz wzmacnianiu naszej roli hubu technologicznego dla polskich spółek VIG. Jesteśmy w trakcie fundamentalnych zmian, które sztuczna inteligencja wnosi do branży finansowej. Dlatego technologia to dla nas coś więcej niż efektywność – to fundament nowoczesnego modelu ubezpieczeń, który wspólnie budujemy w całej grupiemówi Daniel Byster, prezes Beesafe.

Beesafe jest jednym z kluczowych motorów transformacji cyfrowej w Grupie VIG. Spółka udowadnia, że można skutecznie i efektywnie łączyć dynamiczny wzrost biznesu ubezpieczeniowego z zaawansowaną technologią i innowacjami. Jestem przekonany, że powołanie Daniela dodatkowo przyspieszy ten rozwój, w szczególności w kontekście wykorzystania nowych technologii, w tym wdrażania rozwiązań opartych na kluczowej dla rozwoju biznesu ubezpieczeniowego technologii sztucznej inteligencji – podkreśla Harald Riener, przewodniczący rady nadzorczej Beesafe i członek zarządu VIG.

Zmiana w zarządzie wpisuje się w dalszy rozwój Beesafe jako podmiotu łączącego kompetencje sprzedażowe z zaawansowanym zapleczem technologicznym. Zgodnie ze swoją strategią spółka pełni funkcję hubu technologicznego dla polskich spółek Vienna Insurance Group, wspierając Compensę, InterRisk i Vienna Life w obszarze innowacji produktowych, automatyzacji procesów czy wykorzystania sztucznej inteligencji. Równolegle rozwija sprzedaż ubezpieczeń pod własną marką w kanałach cyfrowych oraz za pośrednictwem partnerów, takich jak Rankomat czy Mubi.

Beesafe to „cyfrowe serce” polskiej rodziny VIG i cieszę się, że Daniel, który współtworzył sukcesy sprzedażowe spółki, będzie odpowiedzialny za jej dalszy rozwój. Jestem przekonana, że jego unikalna perspektywa – łącząca sprzedaż, marketing i technologie, w tym sztuczną inteligencję – pozwoli nam jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby klientów i rynkumówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, członek rady nadzorczej Beesafe i prezes Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

Compensa jest jednym z trzech udziałowców Beesafe. Pozostali to Vienna Insurance Group oraz Vienna Life. W skład zarządu Beesafe, obok Daniela Bystera, wchodzi także Marcin Grabowski, odpowiedzialny za obszar technologiczny.

Magazyny energii poprawią efektywność sprzedaży energii z farm Grupy Mosty

Grupy Mosty, działająca m.in. w branży energetyki odnawialnej, której spółka zależna uplasowała emisję zielonych obligacji i wprowadziła je na Catalyst, instaluje pierwsze magazyny energii w ramach rozbudowy obecnie eksploatowanych farm słonecznych i wiatrowych. Równolegle do prac budowlanych, prowadzone są działania związane z włączeniem nowo zainstalowanych magazynów do sieci oraz rozpoczęciem świadczenia usług bilansujących dla systemu elektroenergetycznego. Docelowo do 2030 r. Grupa Mosty planuje uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh.

„Odebraliśmy pierwsze magazyny energii i zgodnie z planem instalujemy je w wybranych lokalizacjach. Pracujemy nad włączeniem ich do sieci i procesem kwalifikacji Dostawcy Usług Bilansujących, która jest kluczowa do zwiększenia naszych przychodów. Integracja magazynów z istniejącymi farmami OZE pozwoli na bilansowanie systemu, optymalizację ceny sprzedaży energii oraz świadczenie usług systemowych” – mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Magazyny energii Grupy Mosty instalowane są przy ponad 30 projektach OZE, farmach słonecznych oraz wiatrowych. Zakończenie prac instalacyjnych planowane jest na IV kwartał br.

„Do 2030 r. planujemy uruchomić instalacje magazynowania energii o łącznej pojemności około 320 MWh. W realizacji celów wspierają nas środki pozyskane z emisji zielonych obligacji” – mówi Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty.

Magazyny energii wraz z eksploatowanymi instalacjami wytwórczymi zostaną połączone w jeden wspólnie zarządzany system. Docelowo uzyskają status Dostawcy Usług Bilansujących. Instalacje będą sterowane przez wybrany podmiot, z którym Grupa Mosty podpisze Umowę Optymalizacyjną.

Cyberataki rosną szybciej niż gotowość firm

Skala zagrożeń w polskiej cyberprzestrzeni przestała być abstrakcją. Z danych opublikowanych przez CERT Polska wynika, że w 2025 roku liczba zarejestrowanych incydentów cyberbezpieczeństwa wzrosła o 152% rok do roku. Jednocześnie odnotowano blisko 3500 incydentów opartych na szkodliwym oprogramowaniu, to o 81% więcej niż rok wcześniej.

Jest to nowa skala ryzyka, z którą mierzą się przedsiębiorcy. Widać to wyraźnie w badaniu Mastercard, z którego wynika, że cyberataku doświadczyło około 25% małych firm, 44% średnich i co druga duża organizacja w Polsce. Mimo to ponad połowa małych przedsiębiorstw (54%) nigdy nie szkoliła pracowników z cyberbezpieczeństwa, a plan reagowania na incydenty posiada jedynie 18% z nich. Najczęściej ofiarami cyberprzestępców padają firmy produkcyjne (49%), handlowe (38%) i e-commerce (34%). I nie jest to przypadek.

Największym błędem, jaki widzimy w firmach, jest traktowanie cyberbezpieczeństwa jako tematu czysto technicznego, którym powinien zająć się dział IT. Tymczasem to obszar bezpośrednio wpływający na ciągłość działania biznesu. Cyberatak to często zatrzymana produkcja, brak dostępu do systemów, paraliż operacyjny i realne straty finansowe w firmie – mówi Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Dlaczego firmy są zaskakiwane skalą problemu

W praktyce wiele przedsiębiorstw inwestuje w zabezpieczenia, nie mając pełnego obrazu własnej infrastruktury. Nie wiedzą, gdzie znajdują się krytyczne dane, jak połączone są systemy, które urządzenia w sieci stanowią najsłabsze ogniwo ani kto realnie ma dostęp do ich zasobów.

Bez pełnej widoczności infrastruktury i przepływu danych, firmy inwestują w bezpieczeństwo trochę na ślepo. Najpierw trzeba zrozumieć, co tak naprawdę wymaga ochrony i gdzie są realne punkty ryzyka. Dopiero takie uporządkowanie daje efekty – podkreśla Piotr Niemczyk z Tipping Point Works.

Co to oznacza w praktyce? Ekspert wskazuje na większą widoczność ryzyk, jasne priorytety bezpieczeństwa, szybsze reagowanie na problemy i, co kluczowe dla branży produkcyjnej, mniej przestojów operacyjnych.

Człowiek jako najsłabsze ogniwo

Dominujące dziś typy ataków to ransomware, phishing, manipulacje mailowe i SMS-owe (social engineering) czy ataki na systemy uwierzytelniania. W wielu przypadkach nie wymagają one zaawansowanego włamania, wystarczy jedno kliknięcie pracownika.

Widzimy firmy z dobrymi zabezpieczeniami technicznymi, które padają ofiarą jednego maila. Świadomość pracowników jest równie ważna jak systemy ochrony i infrastruktura IT. Dzisiejsze ataki coraz rzadziej polegają na włamaniu do systemu, a coraz częściej na skutecznej manipulacji pracownikiem. Wiadomości phishingowe wykorzystują presję czasu, podszywanie się pod kontrahentów czy działy wewnętrzne firmy i do złudzenia przypominają zwykłą korespondencję służbową. W takiej sytuacji to użytkownik, a nie system nieświadomie przekazuje przestępcy dostęp do newralgicznych informacji – informuje Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Point Works.

Tymczasem statystyki pokazują, że edukacja w tym obszarze jest wciąż marginalizowana, szczególnie w mniejszych firmach.

NIS2 i nowelizacja KSC

Od 2 kwietnia 2026 r. obowiązuje nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa implementująca dyrektywę NIS2. Nowe przepisy obejmują szeroką grupę przedsiębiorstw, w tym firmy produkcyjne, spożywcze, zajmujące się gospodarką odpadami, elektroniką, działalnością badawczo-rozwojową czy platformy cyfrowe.

Organizacje muszą dziś nie tylko reagować na incydenty, ale systemowo zarządzać bezpieczeństwem, co w praktyce oznacza wyznaczenie osób odpowiedzialnych, wdrożenie dokumentacji, umożliwienie zgłaszania incydentów oraz ich raportowanie w krótkich terminach.

Dla wielu firm NIS2 będzie pierwszym momentem, kiedy zobaczą, że nie mają uporządkowanego bezpieczeństwa. Te regulacje wymuszają dojrzałość organizacyjną, której wcześniej często brakowało – zauważa Piotr Niemczyk.

Bezpieczeństwo jako fundament wdrażania AI

Równolegle coraz więcej firm planuje inwestycje w analizę danych, automatyzację i rozwiązania AI. Jednak bez uporządkowanego i bezpiecznego środowiska technologicznego takie projekty niosą dodatkowe ryzyko.

Nie da się bezpiecznie wdrażać AI na niekontrolowanej, nieuporządkowanej infrastrukturze. Bezpieczeństwo technologiczne jest fundamentem wszystkich nowoczesnych rozwiązań opartych na danych – podkreśla Piotr Niemczyk, Prezes zarządu Tipping Pint Works.

Dlatego firmy, które myślą o AI, muszą najpierw uporządkować dane, zabezpieczyć infrastrukturę, wdrożyć monitoring systemów i mieć pełną kontrolę nad dostępami – dodaje ekspert.

W praktyce oznacza to zmianę myślenia. Bezpieczeństwo technologiczne nie jest już dodatkiem do projektów cyfrowych, ale ich punktem wyjścia. Organizacje, które chcą rozwijać analitykę danych, automatyzację i rozwiązania oparte na AI, muszą mieć pewność, że środowisko, na którym te rozwiązania będą działać, jest stabilne, przejrzyste i odporne na ataki.

Nastroje w logistyce słabną, a firmy ostrożniej planują inwestycje

Nastroje w sektorze logistyki i łańcucha dostaw w Polsce uległy ochłodzeniu – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Wskaźnik optymizmu obniżył się w porównaniu z poprzednią edycją badania, wracając poniżej poziomu uznawanego za neutralny. Oznacza to pogorszenie nastrojów wśród respondentów. Wyniki pokazują większą ostrożność firm działających w sektorze, którą wzmacnia jeszcze konflikt na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliw. Mimo to otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje pozytywne, a firmy zamierzają powiększać powierzchnię magazynową.  

Spadek nastrojów jest związany przede wszystkim z wyzwaniami operacyjnymi, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa logistyczne i firmy korzystające z usług łańcucha dostaw. Respondenci wskazują m.in. na wysokie i zmienne koszty działalności, w tym koszty energii i transportu, niedobory wykwalifikowanej siły roboczej oraz niepewność geopolityczną wpływającą na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe. W efekcie część firm przyjmuje bardziej zachowawcze podejście do inwestycji i planowania rozwoju.

Przedstawiciele firm produkcyjnych i handlowych wykazują większą ostrożność w ocenach nastrojów rynkowych, pozostając poniżej poziomu neutralnego. Operatorzy logistyczni prezentują natomiast postawy bliższe równowagi, sygnalizujące jedynie umiarkowane pogorszenie nastrojów.

– Tegoroczne wyniki badania pokazują, że sektor logistyki i łańcucha dostaw funkcjonuje dziś w warunkach podwyższonej ostrożności decyzyjnej. Choć otoczenie makroekonomiczne pozostaje relatywnie stabilne, decyzje firm są dziś silniej determinowane przez czynniki operacyjne i poziom kosztów. Zróżnicowanie nastrojów pomiędzy operatorami logistycznymi a producentami i firmami handlowymi dobrze odzwierciedla różne poziomy ekspozycji na bieżące wyzwania rynkowe – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.

Ostrożność przy rosnącym popycie na magazyny

Zmiana klimatu biznesowego jest widoczna także w ocenie bieżących warunków działalności. Więcej firm (58 proc.) uznało je za bardziej wymagające niż rok wcześniej (44 proc.). Jednocześnie oczekiwania na kolejne 12 miesięcy są nieco bardziej zrównoważone – 40 proc. respondentów spodziewa się stabilizacji, a 38 proc. pogorszenia warunków prowadzenia działalności.

Mimo ostrożnego sentymentu pojawiają się również pozytywne sygnały dla rynku nieruchomości logistycznych. Aż 58 proc. firm przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 roku. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Jednocześnie rośnie wrażliwość na koszty – respondenci częściej niż rok wcześniej wskazują na wyzwania związane z poziomem czynszów oraz jakością i parametrami technicznymi obiektów.

– Rosnący popyt na powierzchnię magazynową, który potwierdza 58 proc. respondentów, idzie w parze z wyraźną zmianą oczekiwań jakościowych. Firmy poszukują dziś przede wszystkim nowych obiektów – preferuje je zdecydowana większość operatorów logistycznych planujących ekspansję. Jednocześnie widzimy, że Polska znacząco poprawiła swoją pozycję w zakresie atrakcyjności inwestycyjnej. W tegorocznym badaniu połowa respondentów ocenia ją jako lepszą od europejskiej średniej, podczas gdy rok wcześniej wskazywał tak co czwarty ankietowany. To istotna zmiana, która potwierdza strategiczną rolę Polski w nearshorigowych strategiach europejskich firm – mówi Bartłomiej Hofman, Managing Director, P3 Logistic Parks w Polsce.

Automatyzacja i zrównoważony rozwój

Raport CBRE i P3 pokazuje również rosnącą rolę technologii w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Inwestycje w rozwiązania cyfrowe i automatyzację są postrzegane przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności operacyjnej oraz optymalizację procesów magazynowych i dystrybucyjnych. Wśród najważniejszych efektów wdrażania nowych technologii firmy wskazują wzrost wydajności operacyjnej i lepszą kontrolę nad procesami.

Coraz większe znaczenie zyskuje także zrównoważony rozwój w logistyce. Wiele firm wdraża rozwiązania związane z efektywnością energetyczną w magazynach, inicjatywy środowiskowe czy działania ograniczające zużycie zasobów. Jednocześnie respondenci podkreślają, że decyzje inwestycyjne w tym obszarze są w dużej mierze motywowane wymaganiami regulacyjnymi oraz oczekiwaniami partnerów biznesowych.

Martyna Kurkowska-Trzmiel rzeczniczką prasową DPD Polska

Martyna Kurkowska-Trzmiel w nowej roli odpowiada za komunikację zewnętrzną i relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację kryzysową i działania CSR. Pełni również funkcję rzeczniczki prasowej firmy.

Przed dołączeniem do DPD Polska, Martyna Kurkowska-Trzmiel pełniła funkcję PR Managerki na Polskę w firmie Bolt, gdzie odpowiadała za strategię komunikacyjną firmy na polskim rynku, włączając w to m.in. prowadzenie biura prasowego, kampanie reputacyjne oraz komunikację kryzysową, a także reprezentowała firmę podczas wydarzeń branżowych i przygotowywała ekspertów do wystąpień publicznych. Wcześniej jako Account Manager w zespole Technology agencji Burson (dawniej Hill&Knowlton) prowadziła projekty komunikacyjne dla Mety (Facebooka), Spotify czy Amazon. Doświadczenie zdobywała również w agencjach 24/7Communication oraz Havas PR Warsaw.

W DPD Polska Martyna Kurkowska-Trzmiel będzie odpowiadać za komunikację zewnętrzną, relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację w sytuacjach kryzysowych, a także rozwój działań z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Do jej zadań należy również pełnienie funkcji rzeczniczki prasowej spółki.

Martyna Kurkowska-Trzmiel jest absolwentką Université Paris-Sorbonne, oraz Uniwersytetu Warszawskiego Jej kompetencje w obszarze komunikacji kryzysowej zostały docenione przez środowisko branżowe – wystąpiła m.in. jako prelegentka podczas 5. Kongresu Komunikacji Kryzysowej. Regularnie uczestniczy także w debatach i wydarzeniach poświęconych komunikacji oraz zarządzaniu reputacją marki.

Wyścig o AI przenosi się do energetyki. Tania i stabilna energia staje się kluczowa

Wyścig o sztuczną inteligencję przez długi czas kojarzył się głównie z procesorami, modelami językowymi i oprogramowaniem. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że jego prawdziwe wąskie gardło to system energetyczny. Wraz z gwałtowną budową wielkich centrów danych dostęp do taniej energii staje się kluczowym czynnikiem decydującym o skali i tempie tego boomu. Firmy związane z AI starają się zapewnić sobie dostęp do taniej energii. Jednym ze sposobów jest budowa modułowych reaktorów SMR. Podobne reaktory powinny pojawić się za kilka lat także w Polsce.

Obciążenia generowane przez sztuczną inteligencję wymagają ogromnych ilości prądu. Szacuje się, że samo działanie ChatGPT może obecnie pochłaniać nawet 40 mln kWh dziennie. To oznacza, że roczne zużycie energii przez ChatGPT przewyższa całkowite zużycie energii elektrycznej w 117 krajach o najniższej konsumpcji. Trenowanie i obsługa dużych modeli wymaga nie tylko dużych ilości energii, ale także jej stabilnych dostaw i wysokich parametrów jakościowych napięcia. W grę wchodzą bowiem centra danych pełne wrażliwego sprzętu i kosztownych procesorów, które muszą być chronione przed wahaniami napięcia.

Dlatego nowym strategicznym polem walki staje się infrastruktura sieciowa oraz własne, dedykowane źródła energii. Energia elektryczna zaczyna pełnić funkcję kręgosłupa rozwoju sztucznej inteligencji. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej zapotrzebowanie centrów danych na energię wzrosło w 2025 roku o 17%, a w przypadku centrów danych wyspecjalizowanych w AI rosło jeszcze szybciej. To tempo znacznie wyższe niż wzrost globalnego popytu na prąd, który wyniósł 3%.

W dążeniu do zapewnienia stabilnych dostaw energii dla energochłonnych centrów danych i modeli AI Microsoft oraz Google zwracają się ku energetyce jądrowej. Microsoft uczestniczy w ponownym uruchomieniu reaktora Three Mile Island Unit 1, natomiast Amazon inwestuje w partnerstwa mające na celu wdrażanie małych modułowych reaktorów jądrowych. Ten trend dotyczy także Polski, gdzie małe reaktory modułowe coraz częściej pojawiają się jako uzupełnienie dużej energetyki jądrowej. Najbardziej zaawansowane są projekty rozwijane przez Orlen i Synthos, oparte na technologii BWRX-300, ale nie jest to jedyna ścieżka. Równolegle w grze pozostają inne propozycje, w tym brytyjskie reaktory Rolls-Royce SMR, nad którymi pracuje Industria Nuclear Solutions. Mały atom przestaje być wizją przyszłości, a staje się realnym fundamentem dla dużych odbiorców przemysłowych.

Zmienia się także sposób patrzenia na spółki użyteczności publicznej i firmy z sektora infrastruktury energetycznej. Coraz rzadziej są one postrzegane wyłącznie jako część tradycyjnej energetyki. Coraz częściej stają się kluczowym zapleczem gospodarki cyfrowej. Dobrym przykładem jest Siemens Energy, który dostarcza transformatory i aparaturę łączeniową potrzebną do podłączania centrów danych do sieci wysokiego napięcia. Jednocześnie turbiny gazowe tej firmy mogą zapewniać lokalną produkcję energii, współpracując z bateriami i zastępując tradycyjne generatory dieslowskie. To pozwala centrom danych rozwijać się częściowo niezależnie od istniejącej sieci. W sytuacji, gdy Microsoft, Google czy Meta rozbudowują centra danych niemal za wszelką cenę, firmy dostarczające kluczową infrastrukturę energetyczną zyskują bardzo silną pozycję negocjacyjną.

Obok Siemens Energy pojawia się nowa grupa producentów energii, którzy stają się głównymi beneficjentami wyścigu AI. W USA firma NextEra Energy wykorzystuje portfel projektów wiatrowych, słonecznych i magazynów energii, by zawierać wieloletnie kontrakty z firmami chmurowymi i AI. Jednocześnie spółka nie ogranicza się do OZE, a rozwija także projekty gazowe i wspiera ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej Duane Arnold, która ma pomóc zasilić centra danych Google. Podobny kierunek obrał Brookfield Renewable, zapewniając dostawy energii dla Microsoft. Te umowy pokazują, że popyt generowany przez AI zaczyna bezpośrednio przekładać się na przepływy pieniężne firm energetycznych i infrastrukturalnych.

Obciążenie sieci energetycznych wykracza daleko poza same centra danych. Przyspieszona adopcja pojazdów elektrycznych powoduje drugą falę wzrostu zapotrzebowania, ponieważ miliony punktów ładowania oraz coraz szybsza infrastruktura ładowania zużywają ogromne ilości energii. Tworzy to dodatkowe obciążenie dla sieci, które nigdy nie były projektowane z myślą o takim poziomie zapotrzebowania. Jednocześnie geopolityczne napięcia ostatnich lat, od wojny w Ukrainie po blokadę Cieśniny Ormuz, sprawiły, że strategiczne znaczenie bezpieczeństwa energetycznego stało się niemożliwe do zignorowania.

Rezultatem jest strukturalna i wieloletnia zmiana w zapotrzebowaniu na energię elektryczną, wykraczająca daleko poza pojedynczy cykl technologiczny. Centra danych AI, floty pojazdów elektrycznych oraz szeroka elektryfikacja przemysłu jednocześnie obciążają tę samą sieć energetyczną, a firmy budujące, modernizujące i zasilające tę sieć znajdują się na przecięciu wszystkich tych trendów. W tym kontekście największym wąskim gardłem obecnego boomu na AI mogą być nie chipy, lecz zdolność do budowy i kontroli systemów zasilających cały cyfrowy świat.

Rzecznik MŚP apeluje do rządu o większy udział polskich firm w strategicznych inwestycjach

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska oraz Ministra Aktywów Państwowych Wojciecha Balczuna z apelem o wdrożenie skutecznych mechanizmów wspierających udział lokalnych przedsiębiorstw sektora MŚP w strategicznych inwestycjach krajowych, regionalnych i lokalnych. Wystąpienie stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez organizacje pracodawców oraz instytucje wspierające rozwój gospodarczy województwa pomorskiego.

W piśmie Rzecznik MŚP podkreśla, że realizacja idei tzw. local content w polityce zakupowej państwa ma istotne znaczenie dla wzmacniania konkurencyjności polskich przedsiębiorców oraz budowania odporności gospodarki. Zwraca również uwagę, że strategiczne inwestycje powinny przekładać się na wymierne korzyści dla krajowych firm, w tym transfer wiedzy, rozwój kompetencji oraz wzrost innowacyjności.

Polskie firmy sektora MŚP muszą mieć możliwość uczestniczenia w największych projektach inwestycyjnych realizowanych w kraju. Strategicznym inwestycjom powinno towarzyszyć wzmacnianie krajowego potencjału gospodarczego, rozwój kompetencji lokalnych przedsiębiorstw oraz budowanie trwałych przewag konkurencyjnych polskiej gospodarkipodkreśla Dagmara Rybicka, Zastępca Dyrektora Gabinetu Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i Rzecznik prasowy.

W swoim wystąpieniu Minister Agnieszka Majewska wskazała, że do Biura docierają sygnały świadczące o niewystarczającym poziomie zaangażowania lokalnych przedsiębiorców w przedsięwzięcia o fundamentalnym znaczeniu dla państwa. Problem ten widoczny jest m.in. przy realizacji inwestycji energetycznych w regionie pomorskim, choć jak zaznacza dotyczy również innych sektorów oraz różnych części kraju.

Silny udział krajowych przedsiębiorców w strategicznych inwestycjach stanowi jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego państwa. Potrzebne są rozwiązania, które zwiększą dostęp polskich firm do łańcuchów dostaw i procesów inwestycyjnych, obecność polskich firm w łańcuchach dostaw i procesach inwestycyjnych, szczególnie w obszarach mających znaczenie dla rozwoju infrastruktury, energetyki oraz nowych technologiiprecyzuje Dagmara Rybicka.

W piśmie skierowanym do przedstawicieli rządu Rzecznik MŚP zaapelowała również o zintensyfikowanie działań służących wzmacnianiu udziału local content w polityce inwestycyjnej państwa oraz zapewnienie, że publiczne deklaracje dotyczące wsparcia polskich przedsiębiorców znajdą szybkie odzwierciedlenie w praktyce gospodarczej.

Pinsent Masons rozpoczyna działalność w Polsce. Kancelaria startuje z ponad 40-osobowym zespołem

Międzynarodowa firma prawnicza Pinsent Masons otwiera biuro w Warszawie i rozpoczyna działalność z ponad 40-osobową strukturą. Skala otwarcia oraz doświadczenie warszawskiego zespołu pozwalają firmie od początku obsługiwać złożone projekty inwestycyjne.

Nowa kancelaria powstaje wokół prawników od lat pracujących dla inwestorów, deweloperów, funduszy private equity i venture capital, instytucji finansowych oraz grup kapitałowych aktywnych na rynku polskim i w CEE. Jej główne obszary obejmują nieruchomości, infrastrukturę, budownictwo, fuzje i przejęcia, bankowość i finanse oraz sprawy transgraniczne.  Warszawskim zespołem współzarządzają Bartłomiej Kordeczka i Jakub Marcinkowski. W gronie założycielskim są także Maciej Jodkowski, Piotr Staniszewski, Bartosz Nojek i Błażej Zagórski. Wcześniej byli oni związani z czołowymi kancelariami działającymi na polskim rynku: Dentons, DLA Piper, CMS i Greenberg Traurig. Do nowego biura dołączy również Mark Harris, partner międzynarodowy Pinsent Masons, który przeniesie się do Warszawy.

– Do Pinsent Masons wnosimy wieloletnie relacje biznesowe, doświadczenie i zespół praktyków, którzy pracowali przy projektach o bardzo różnej skali – od lokalnych przedsięwzięć inwestycyjnych po złożone transakcje o międzynarodowym wymiarze, obejmujące pojedyncze aktywa, portfele i struktury korporacyjne. Znamy swój sposób pracy i wspólnie prowadzimy klientów, działając jako jeden zespół bez wewnętrznej konkurencji. Pinsent Masons daje nam z kolei międzynarodowe zaplecze, doświadczenie sektorowe i narzędzia rozwijane na innych rynkach. To ważne dla klientów, którzy oczekują doradztwa osadzonego w realiach lokalnego rynku, ale wspartego doświadczeniem globalnej organizacji – mówi Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Polska ważnym rynkiem transakcyjnym w CEE

Otwarcie biura w Warszawie odzwierciedla rosnące znaczenie Polski jako rynku inwestycyjnego i transakcyjnego w Europie. Znaczenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej potwierdza także struktura klientów Pinsent Masons – istotna część największych globalnych klientów obsługiwanych przez firmę jest już obecnych w Polsce lub w regionie.

– Warszawa jest naturalnym centrum do obsługi transakcji i przedsięwzięć inwestycyjnych w regionie, zwłaszcza gdy znaczenie ma znajomość lokalnego rynku, jego uwarunkowań i standardów międzynarodowych inwestorów. Zależy nam, aby warszawskie biuro prowadziło takie projekty sprawnie, z doskonałym rozumieniem celów biznesowych klienta i w ścisłej współpracy z zespołami Pinsent Masons na innych rynkach – mówi Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Warszawski zespół doradza przy fuzjach i przejęciach, sprzedaży i nabyciu nieruchomości w różnych strukturach, transakcjach portfelowych, joint ventures oraz finansowaniu i refinansowaniu obiektów komercyjnych, projektów inwestycyjnych i spółek.

Zintegrowany zespół i technologia w obsłudze klientów

Pinsent Masons rozwija w Polsce model działalności oparty na współpracy prawników z różnych jurysdykcji, przepływie relacji i wspólnej, międzynarodowej obsłudze klientów. Ma to znaczenie zwłaszcza przy sprawach, które wymagają szybkiego łączenia kompetencji oraz koordynacji zespołów działających na kilku rynkach. Otwarcie biura wpisuje się również w zmiany zachodzące na rynku usług doradczych. Pinsent Masons rozwija zaawansowane narzędzia technologiczne, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

– Rynek usług prawniczych zmienia się wyraźnie pod wpływem technologii, ale o jakości doradztwa nadal decyduje doświadczenie prawnika. Narzędzia cyfrowe pozwalają lepiej porządkować dokumenty, szybciej przygotowywać materiały i sprawniej zarządzać informacją. Przy dużych transakcjach i skomplikowanych przedsięwzięciach inwestycyjnych realnie wpływa to na tempo pracy oraz jakość obsługi – podkreśla Bartłomiej Kordeczka.

Globalne zaplecze dla rynku polskiego

Pinsent Masons chce wykorzystywać w Polsce doświadczenie kancelarii zdobyte przy najbardziej wymagających inwestycjach infrastrukturalnych i kapitałowych na świecie. Zespoły firmy pracowały m.in. przy takich przedsięwzięciach jak Eurotunel, Stadion Wembley, infrastruktura Igrzysk Olimpijskich w Londynie, projekty jądrowe, morska energetyka wiatrowa oraz inwestycje związane z inicjatywą Belt and Road.

– Rozwój obecności w Europie pozostaje jednym ze strategicznych celów Pinsent Masons. Polska jest ważnym rynkiem dla wielu naszych klientów, zwłaszcza z Europy Zachodniej, i istotnym kierunkiem inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej. W Warszawie rozpoczynamy działalność razem z zespołem o dużym dorobku, wiarygodności na rynku i doświadczeniu przy wymagających projektach – mówi Andrew Masraf, senior partner w Pinsent Masons.

Pinsent Masons zakłada dalszy rozwój warszawskiego biura. W kolejnych etapach chce wzmacniać kompetencje w obszarach istotnych dla inwestorów i przedsiębiorstw działających w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej.

Zespół założycielski Pinsent Masons w Warszawie

Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką nieruchomości w Dentons i w latach 2023–2024 był współzarządzającym partnerem warszawskiego biura tej kancelarii. Ma ponad 19 lat doświadczenia w prowadzeniu złożonych projektów inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką transakcyjną fuzji i przejęć DLA Piper w Polsce. Ma ponad 20 lat doświadczenia w doradztwie przy fuzjach i przejęciach, transakcjach funduszy private equity, inwestycjach typu venture capital oraz złożonych restrukturyzacjach korporacyjnych.

Maciej Jodkowski wcześniej pełnił funkcję wspólnika w warszawskim dziale nieruchomości kancelarii Greenberg Traurig. Ma ponad 20‑letnie doświadczenie w doradztwie dla deweloperów, inwestorów oraz klientów instytucjonalnych. Doradza przy transakcjach nabycia i sprzedaży nieruchomości komercyjnych, w szczególności obiektów biurowych, magazynowych, handlowych i wielofunkcyjnych (mixed-use).

Piotr Staniszewski wcześniej współkierował praktyką budowlaną w kancelarii Dentons. Doradza przy projektach budowlanych i deweloperskich, w tym przy negocjowaniu złożonych umów o roboty budowlane, umów projektowych, kwestiach planistycznych, pozwoleniach, sporach oraz transakcjach inwestycyjnych w sektorze nieruchomości.

Bartosz Nojek będzie odpowiadał za rozwój doradztwa w obszarze bankowości i finansów. Wcześniej współkierował praktyką bankowości i finansów w Dentons. Ma prawie 18 lat doświadczenia transakcyjnego, obejmującego finansowanie nieruchomości komercyjnych, finansowanie korporacyjne, strukturyzowane, lewarowane i projektowe.

Błażej Zagórski był przez wiele lat związany z CMS jako kluczowy partner w zespole Corporate/M&A, kierował również praktyką German Desk. Od ponad 20 lat doradza przy projektach transgranicznych, fuzjach i przejęciach, transakcjach dla funduszy private equity i venture capital, projektach dla funduszy inwestycyjnych, restrukturyzacjach oraz zagadnieniach z zakresu ładu korporacyjnego.

Mark Harris, partner Pinsent Masons w Wielkiej Brytanii od 2001 r., jest międzynarodowym prawnikiem specjalizującym się w prawie budowlanym, postępowaniach sądowych i arbitrażowych. Ma ponad 35 lat doświadczenia przy złożonych przedsięwzięciach budowlanych i infrastrukturalnych w Europie, Azji Południowo-Wschodniej, Australii, państwach Zatoki Perskiej oraz Stanach Zjednoczonych. Będzie częścią warszawskiego zespołu i ma wzmacniać kompetencje Pinsent Masons w obszarze infrastruktury, projektów i sporów budowlanych.

Koszyk rodziny 2+2 znów drożeje. W kwietniu przekroczył 2070 zł

0

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Miesięcznych Zakupów”, autorstwa UCE Research, Uniwersytety WSB Merito i PolskieRadio24.pl, wynika, że w kwietniu br. wartość miesięcznego koszyka rodziny 2+2 ponownie zaczęła rosnąć, przekraczając pułap 2070 złotych. Choć rodziny wciąż najskuteczniej obniżają koszty życia, kupując towary w większych opakowaniach, to dane za ostatni miesiąc wskazują na lekkie przyspieszenie dynamiki wydatków domowych. Analiza powstała na kanwie ponad 103 tys. cen detalicznych pochodzących z przeszło 48 tys. sklepów.

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • 2070,06 zł za koszyk rodziny 2+2: Wiosna kończy okres stabilizacji na sklepowych półkach. W skali roku wydatki czteroosobowego gospodarstwa domowego na zakupy FMCG wzrosły o 46,50 zł, a w ciągu jednego miesiąca wartość koszyka poszła w górę o blisko 28 zł.
  • Udana obrona przed inflacją: Podstawowe zakupy pochłaniają obecnie 23,49% dwóch pensji minimalnych netto (odczuwalny wzrost z 23,18% w marcu). Rok temu wskaźnik ten wynosił 23,47%, co oznacza, że realna sytuacja finansowa rodziny zatrzymała się w miejscu.
  • Wielopaki chronią przed drożyzną: Osobista inflacja rodziny (2,3% r/r) jest wyraźnie niższa od oficjalnego odczytu GUS (3,2%). Utrzymanie wskaźnika poniżej ogólnopolskiej średniej to efekt skutecznej optymalizacji i kupowania w dużych gramaturach, choć w kwietniu budżet rodziny mocno obciążyły skokowe podwyżki produktów śniadaniowych oraz chemii gospodarczej.

Skuteczne sposoby

W kwietniu 2026 roku wartość Indeksu Miesięcznych Zakupów dla czteroosobowej rodziny ukształtowała się na poziomie 2070,06 zł. W przeliczeniu na pojedyncze dni oznacza to, że bieżące wyżywienie i utrzymanie podstawowej higieny kosztuje to gospodarstwo domowe dokładnie 69 zł dziennie.

Analiza najnowszych wskaźników potwierdza, że koszyk powrócił do trendu wzrostowego w obu mierzonych ujęciach. W odniesieniu do ubiegłego miesiąca, czyli marca 2026 roku, kiedy to miesięczne zakupy wyceniono na 2042,46 zł, rodzina musiała wydać o 27,60 zł więcej. Zmiana ta przekłada się na miesięczną dynamikę wzrostu na poziomie 1,35%. Tendencję zwyżkową widać również w zestawieniu rocznym.

Porównanie obecnych paragonów z kwietniem 2025 roku, w którym wartość koszyka wynosiła 2023,56 zł, pokazuje wydatek większy o 46,50 zł. Wskaźnik osobistej inflacji dla tego modelu gospodarstwa domowego wynosi zatem 2,3% rok do roku.

Indeks vs. zarobki

Zestawienie kosztów utrzymania z dochodami czteroosobowej rodziny pokazuje wyraźną zmianę siły nabywczej w pierwszej połowie roku. W kwietniu 2025 roku, dysponując dwiema pensjami minimalnymi w łącznej kwocie 8621,84 zł netto, rodzina przeznaczała na podstawowy koszyk zakupowy 23,47% swojego domowego budżetu.

Obecnie łączne wpływy na konto gospodarstwa domowego wzrosły do poziomu 8811,70 zł netto miesięcznie, a udział wydatków pierwszej potrzeby wyniósł  23,49%. To oznacza, że w ujęciu rocznym realna sytuacja finansowa rodziny niemal się nie zmieniła.  Obciążenie budżetu przyspieszyło za to w krótkim terminie, ponieważ jeszcze miesiąc wcześniej, w marcu 2026 roku, wskaźnik ten wynosił 23,18%.

– Różnica obciążania dochodów na poziomie zaledwie dwóch setnych punktu procentowego w ujęciu rocznym pokazuje, że rodzina bardzo skutecznie walczy z ogólnorynkowymi podwyżkami. Ich sprawdzonym patentem na inflację są regularne zakupy w wielopakach oraz bazowanie na produktach w dużych gramaturach rodzinnych, które w przeliczeniu na jednostkę są wyraźnie tańsze. Dzięki możliwości planowania zapasów i optymalizacji koszyka z wykorzystaniem ofert promocyjnych, czteroosobowe gospodarstwa domowe potrafią niemal całkowicie zneutralizować rosnące koszty producentów, utrzymując wskaźnik obciążenia swojego budżetu na bardzo stabilnym poziomie – wyjaśnia Michał Tomaszkiewicz, współautor raportu.

Co podrożało, a co potaniało?

Analiza rocznych zmian cen w koszyku czteroosobowej rodziny wykazuje wyraźne rozwarstwienie na sklepowych półkach. Z jednej strony domowy budżet odciążają spadki cen nieprzetworzonych produktów rolnych oraz nabiału. W ujęciu rocznym najmocniej potaniała kapusta, której cena spadła o 35%. Do tego masło kosztuje obecnie o 31% mniej niż przed rokiem. Niższe ceny notują również mleko i pomarańcze. Z drugiej strony wypracowane w ten sposób oszczędności są systematycznie niwelowane przez rosnące koszty w innych kategoriach. Zauważalnie podrożały pomidory, notując wzrost o 27% rok do roku. Wyższe koszty widoczne są także w dziale chemii gospodarczej i kosmetyków, gdzie pianka do golenia podrożała o 18%, a mleczko do czyszczenia o 16% w stosunku do kwietnia ubiegłego roku.

Zestawienie danych z kwietnia z cenami z marca ukazuje z kolei dużą zmienność na rynku detalicznym w ujęciu krótkoterminowym. Z miesiąca na miesiąc koszyk rodzinny obciążają podwyżki wybranych produktów pierwszej potrzeby. W ciągu zaledwie trzydziestu dni mleczko do czyszczenia podrożało aż o 87%, a płatki kukurydziane, stanowiące częsty element śniadań w domach z dziećmi, zanotowały wzrost ceny o równe 50%. O 46% w górę poszły także ceny śliwek. Równolegle na rynku pojawiły się pierwsze obniżki zgodne z kalendarzem sezonowym. Truskawki staniały o 20% w stosunku do marca, a w kategorii drogeryjnej żel do mycia twarzy kosztuje o 30% mniej niż w ubiegłym miesiącu.

– Na cenę produktów zbożowych wpływ mają elementy takie, jak produkcja – wysokie koszty energii i paliw, wykorzystywanych głównie w procesie produkcji, logistyka – paliwa do maszyn rolniczych oraz aspekt geopolityczny wpływają na światowe giełdy zbóż, podnosząc ceny surowców – mówi dr Justyna Rybacka z WSB Merito.

Dlaczego inflacja rodziny jest niższa od rynkowej średniej?

Zestawienie oficjalnych odczytów makroekonomicznych z realnymi wydatkami gospodarstw domowych uwidacznia różnice w odczuwaniu inflacji. Zgodnie z szybkim szacunkiem Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja konsumencka CPI w kwietniu wyniosła 3,2 procent rok do roku. Na tym tle „Indeks Miesięcznych Zakupów” dla czteroosobowej rodziny prezentuje się odmiennie, wykazując roczną dynamikę kosztów na poziomie 2,3%. Oznacza to, że osobista inflacja tego konkretnego gospodarstwa domowego jest zauważalnie niższa od oficjalnych wskaźników ogólnopolskich.

Rozbieżności te wynikają bezpośrednio z faktu, że każda z wymienionych miar analizuje inny obszar rynku. Odczyt CPI to wskaźnik uwzględniający bardzo szeroki koszyk dóbr i usług, w tym koszty transportu, nośników energii, odzieży czy edukacji, który jest uśredniony dla całego społeczeństwa. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” odcina z kolei sektor usług i paliw, skupiając się wyłącznie na regularnych stawkach w placówkach handlowych. Z tego powodu stanowi on dokładniejsze odzwierciedlenie procesów zachodzących w samym handlu detalicznym, pozbawione wpływu wahań cen na stacjach benzynowych czy opłat za media.

„Indeks Miesięcznych Zakupów” pokazuje rzeczywiste obciążenie konkretnego profilu konsumenta, udowadniając, że uśrednione miary nie oddają w pełni sytuacji wieloosobowych gospodarstw domowych. Wynik na poziomie 2,3% potwierdza wysoką skuteczność strategii zakupowych stosowanych przez rodziny. Struktura ich wydatków, oparta na zakupach hurtowych, wybieraniu produktów w dużych gramaturach oraz aktywnym korzystaniu z ofert promocyjnych uzależnionych od zakupu większej liczby sztuk, pozwala na dużą elastyczność i optymalizację kosztów. Porównanie tych wskaźników dowodzi, że przy odpowiednim zarządzaniu budżetem domowym i strukturą koszyka, czteroosobowe rodziny potrafią efektywnie obniżyć swoją osobistą inflację, osiągając wynik poniżej ogólnorynkowej średniej.

Źródło: PolskieRadio24.pl/UCE Research/WSB Merito

Już nie kawalerka, lecz miejsce parkingowe. Nowy trend w inwestowaniu w nieruchomości

Już nie mini-mieszkania. Teraz to miejsce parkingowe ma dać zarobić. Parking za 80 tys. zł? Coraz częściej to nie dodatkowy koszt mieszkania, a osobna inwestycja kupowana pod wynajem.

Jeszcze kilkanaście lat temu miejsce parkingowe było dodatkiem do mieszkania. Dziś coraz częściej staje się osobnym produktem – a w niektórych przypadkach pełnoprawną inwestycją. Ma własną cenę, własną strategię sprzedaży i coraz częściej własną historię rynkową. Bywa też, że posiada odrębną księgę wieczystą, co oznacza, że funkcjonuje jako niezależna nieruchomość.

Nie wszystkie miejsca mają jednak taki status – w części inwestycji są sprzedawane jako udział w garażu podziemnym, co wpływa na ich późniejszą sprzedaż i wynajem.

– W praktyce daje to właścicielowi dużą elastyczność: miejsce można sprzedać niezależnie od mieszkania, wynająć lub zatrzymać jako osobne aktywo. W skrajnych przypadkach zaczyna ono funkcjonować podobnie jak niewielka nieruchomość inwestycyjna – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla jednych to konieczność. Dla innych – zbędny wydatek. Coraz częściej jednak pojawia się trzecie podejście: miejsce postojowe jako aktywo, które może na siebie zarabiać.

Ile kosztuje miejsce parkingowe w 2026 roku?

Ceny miejsc postojowych, podobnie jak mieszkań, są silnie uzależnione od lokalizacji i standardu inwestycji.

W największych miastach Polski typowy przedział dla miejsc w garażach podziemnych wynosi dziś od około 40 do 90 tys. zł – informuje portal RynekPierwotny.pl Na obrzeżach można znaleźć oferty bliżej dolnej granicy, natomiast w dzielnicach pośrednich dominują ceny rzędu 55–70 tys. zł.

W centralnych lokalizacjach oraz inwestycjach o podwyższonym standardzie ceny rosną do 70–150 tys. zł, a w najbardziej prestiżowych projektach apartamentowych – zwłaszcza w Warszawie czy Krakowie – potrafią sięgać nawet 250–350 tys. zł za jedno stanowisko.

Znacznie tańsze pozostają miejsca naziemne. Tu ceny zaczynają się od około 15 tys. zł na peryferiach, a w większości przypadków mieszczą się w przedziale 20–30 tys. zł. W lokalizacjach o dużym deficycie parkowania mogą jednak dochodzić do 40 tys. zł.

W praktyce oznacza to, że w wielu przypadkach miejsce parkingowe kosztuje tyle, co kilka metrów kwadratowych mieszkania.

Parking jako narzędzie sprzedaży

Choć ceny miejsc postojowych potrafią być wysokie, w praktyce to właśnie one są jednym z najczęstszych elementów gry promocyjnej deweloperów.

Nominalnie to zwykle kilka procent wartości mieszkania, ale w praktyce to jeden z najłatwiejszych elementów do „ustawienia” w procesie sprzedaży.

Dla inwestora budującego osiedle miejsce parkingowe jest produktem, na którym stosunkowo łatwo manipulować ceną. Obniżenie ceny stanowiska – nawet znaczące – może być zrekompensowane marżą na samym lokalu.

W efekcie kupujący często mogą liczyć na negocjacje. Na wczesnym etapie sprzedaży rabaty są raczej symboliczne, ale w końcówce inwestycji potrafią sięgać nawet kilkudziesięciu procent. Zdarzają się też przypadki sprzedaży „w pakiecie” lub promocji, w których miejsce parkingowe oferowane jest za ułamek ceny, a nawet jako bonus do mieszkania.

Ile naprawdę kosztuje budowa miejsca parkingowego?

Wysokie ceny miejsc postojowych mogą zaskakiwać, ale jeszcze ciekawsze są koszty ich budowy.

W przypadku garaży podziemnych to właśnie one należą do najdroższych elementów całej inwestycji. W zależności od lokalizacji, warunków gruntowych i standardu budynku koszt wykonania pojedynczego miejsca postojowego może dziś wynosić od około 60 do nawet 120 tys. zł, a w trudniejszych projektach jeszcze więcej.

Paradoks polega na tym, że deweloperzy bardzo często sprzedają miejsca parkingowe poniżej kosztów ich wybudowania. Brakującą część rekompensują w cenach mieszkań – niezależnie od tego, czy nabywca kupuje miejsce postojowe, czy nie.

To właśnie dlatego parkingi tak dobrze sprawdzają się jako element promocji. Obniżenie ich ceny nie boli dewelopera tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Czy miejsce parkingowe może zarabiać?

Wraz ze wzrostem cen pojawiło się podejście inwestycyjne. Coraz więcej osób kupuje miejsca postojowe nie tylko dla siebie, ale także z myślą o wynajmie.

W dobrych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie występuje deficyt miejsc parkingowych i obowiązują strefy płatnego parkowania – takie inwestycje mogą generować stabilny, choć umiarkowany dochód.

Kluczowa jest jednak lokalizacja. Najlepiej sprawdzają się centra miast, gęsta zabudowa i miejsca, gdzie parkowanie na ulicy jest utrudnione lub kosztowne.

Ile można zarobić na miejscu parkingowym?

Rosnące ceny sprawiły, że część kupujących zaczęła traktować miejsca postojowe jak prostą inwestycję pod wynajem.

W praktyce miesięczny czynsz najmu najczęściej mieści się w przedziale 1–2 proc. wartości rynkowej miejsca, choć w droższych lokalizacjach uzyskanie górnej granicy bywa trudniejsze.

Przykładowo, dla miejsca wartego 60 tys. zł miesięczny czynsz może wynosić około 300–600 zł.

Od tej kwoty należy jednak odjąć koszty stałe – opłatę administracyjną (zwykle kilkadziesiąt zł miesięcznie), podatek od nieruchomości oraz podatek dochodowy. W efekcie realny dochód netto jest wyraźnie niższy.

W popularnych lokalizacjach stopa zwrotu z wynajmu miejsca parkingowego najczęściej oscyluje w przedziale około 5–7 proc. rocznie, przy założeniu ciągłości najmu. Oznacza to okres zwrotu rzędu kilkunastu lat – twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Warto jednak pamiętać, że – podobnie jak w przypadku mieszkań – kluczowe znaczenie ma lokalizacja. Tam, gdzie parkowanie nie stanowi problemu, nawet atrakcyjna cena zakupu nie gwarantuje znalezienia najemcy.

Kiedy parking nie zarobi?

Nie każda inwestycja w miejsce postojowe ma sens.

Najgorsze warunki występują tam, gdzie parkowanie nie stanowi realnego problemu. Dotyczy to zwłaszcza peryferyjnych osiedli dobrze skomunikowanych, ale z dużą dostępnością miejsc naziemnych.

Jeśli na jedno mieszkanie przypada więcej niż jedno miejsce parkingowe, a mieszkańcy bez trudu znajdują miejsce „pod blokiem”, potencjał wynajmu drastycznie spada.

Sygnałem ostrzegawczym może być również brak stref płatnego parkowania i niewielka presja na miejsca postojowe w okolicy.

Kupować czy nie kupować?

Decyzja o zakupie miejsca parkingowego coraz rzadziej jest oczywista.

Dla osób korzystających z samochodu na co dzień to nadal element realnie wpływający na komfort życia. Dla inwestorów może być dodatkowym źródłem dochodu.

Z drugiej strony rosnące ceny, zmieniające się podejście do mobilności i rozwój transportu publicznego sprawiają, że część kupujących świadomie rezygnuje z tego wydatku.

Rynek, który zaczął żyć własnym życiem

Miejsca postojowe przestały być dodatkiem do mieszkań. Stały się osobnym segmentem rynku nieruchomości – z własną logiką cen, popytu i opłacalności.

Dla jednych to zbędny koszt, dla innych codzienna konieczność, a dla coraz większej grupy – po prostu kolejna forma inwestycji.

I być może właśnie dlatego decyzja o zakupie miejsca parkingowego w 2026 roku jest bardziej złożona niż kiedykolwiek wcześniej.

Jak wybrać sprawdzony sklep ze sprzętem poleasingowym?

Wybór sprzętu poleasingowego to inteligentna decyzja, łącząca oszczędności z wysoką jakością i dbałością o środowisko. Aby jednak Twoja inwestycja była w pełni bezpieczna i satysfakcjonująca, kluczowe jest poznanie warunków gwarancji, systemu klas jakości, legalności oprogramowania oraz procesów odnowy. Ten przewodnik pomoże Ci świadomie wybrać niezawodne komputery, oferując praktyczne wskazówki przed zakupem.

Jakie warunki gwarancji powinien zapewniać sprzedawca sprzętu używanego?

Wybierając sprzęt poleasingowy, kluczowym aspektem jest bezpieczeństwo Twojej inwestycji. Rzetelni dostawcy, tacy jak Tip.pl, oferują okres gwarancyjny wynoszący zazwyczaj od roku do trzech lat, co potwierdza wysoką klasę urządzeń. Posiadanie przez firmę własnego zaplecza technicznego znacząco skraca czas oczekiwania na usunięcie usterki, zapewniając pełną ciągłość pracy. Profesjonalna opieka serwisowa obejmuje szereg istotnych udogodnień:

  • ochronę gwarancyjną trwającą od 12 do 36 miesięcy,
  • komfortową usługę door-to-door z odbiorem sprzętu,
  • wykorzystanie wyłącznie oryginalnych komponentów,
  • natychmiastowe wsparcie zdalne w razie problemów,
  • dodatkowe zabezpieczenie w formie dwuletniej rękojmi.

Przejrzyste zasady współpracy i sprawne działanie serwisu budują trwałą relację opartą na zaufaniu. Dzięki takiemu podejściu zyskujesz pewność, że w razie problemów technicznych nigdy nie zostaniesz bez profesjonalnej pomocy, a Twój komputer poleasingowy będzie służył Ci bezawaryjnie przez długie lata.

Co oznaczają klasy jakości sprzętu poleasingowego?

Ceny używanych urządzeń zależą od ich kondycji wizualnej i technicznej. Sprzedawcy stosują konkretne kategorie jakościowe, co pozwala dopasować sprzęt poleasingowy do budżetu i wymagań. Klasa A to wybór dla estetów – laptopy wyglądają niemal jak nowe. Klasa B to złoty środek: obudowa może mieć rysy lub wytartą klawiaturę, lecz technicznie sprzęt jest bezbłędny. Klasa C oferuje największe oszczędności: dopuszczalne są pęknięcia lub plamki na matrycy, co nie wpływa na stabilność systemu. Jasny system oznaczeń zapewnia kupującym wiele korzyści:

  • pełna transparentność procesu zakupu,
  • dokładna wiedza o stanie wizualnym,
  • brak ryzyka przykrych niespodzianek,
  • możliwość optymalizacji wydatków,
  • pewność co do sprawności technicznej podzespołów.

Jak wygląda proces diagnostyki i odnawiania komputerów poleasingowych?

Każdy laptop przed sprzedażą przechodzi przez ręce specjalistów, którzy drobiazgowo sprawdzają kluczowe komponenty. Zapewniamy maksymalną wydajność oraz stabilność płyty głównej, co gwarantuje płynną pracę nawet przy intensywnym użytkowaniu. W ramach przygotowania sprzętu wykonujemy:

  • weryfikację kondycji procesora, pamięci RAM oraz dysków SSD,
  • gruntowne czyszczenie układu chłodzenia i nałożenie nowej pasty termoprzewodzącej,
  • rygorystyczne testy ogniw i wymianę baterii, jeśli jej sprawność spadnie poniżej 80%,
  • szczegółową kontrolę matryc pod kątem martwych pikseli i jakości podświetlenia,
  • instalację aktualnego systemu operacyjnego oraz niezbędnych sterowników,
  • przeprowadzenie zaawansowanych testów obciążeniowych sprawdzających stabilność.

Cały proces wieńczy rygorystyczna lista 25 punktów kontrolnych, dająca gwarancję niezawodności na lata. Tak przygotowany sprzęt działa jak nowy i wspiera ochronę środowiska poprzez wydłużenie cyklu życia elektroniki.

Jak sprawdzić legalność oprogramowania i pochodzenie sprzętu?

Wybór komputera do pracy wymaga skupienia na bezpieczeństwie prawnym oraz urządzeniach pochodzących z pewnego źródła. Profesjonalni dostawcy oferują wysokiej klasy sprzęt poleasingowy, który wcześniej służył w dużych korporacjach, co gwarantuje jego wysoką jakość i niezawodność. Kluczowym elementem rzetelnej transakcji jest faktura VAT, stanowiąca fundament jasnej historii własności oprogramowania oraz sprzętu. Przed sfinalizowaniem zakupu warto dokładnie zweryfikować następujące aspekty:

  • klucz cyfrowy zapisany bezpośrednio w BIOS-ie płyty głównej,
  • licencja COA dla systemów Windows 10 lub 11 Pro,
  • poprawny status aktywacji widoczny w ustawieniach systemowych,
  • kompletna dokumentacja potwierdzająca autentyczność systemu,
  • pełna faktura VAT będąca dowodem legalnego nabycia.

Współpraca ze sprawdzonym kontrahentem skutecznie eliminuje ryzyko korzystania z nielegalnych kopii systemu. W biznesie, gdzie transparentność licencyjna jest priorytetem, profesjonalne podejście pozwala uniknąć problemów prawnych i gwarantuje stabilną pracę bez zbędnego stresu.

Programiści i testerzy pod presją AI. Bezpieczeństwo IT najbardziej odporne na automatyzację

0

Aż 62% spośród 10 tys. respondentów przebadanych w ramach globalnego badania Hays „Tech Talent Explorer” zidentyfikowało rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego jako czynnik, który będzie miał największy wpływ na branżę IT. Podatność na inteligentną automatyzację różni się jednak w zależności od obszaru specjalizacyjnego i kraju. Eksperci rynku pracy argumentują ponadto, że AI nie zastępuje pracowników IT, lecz wymusza na nich rozwój nowych kompetencji.

  • W Polsce sztuczna inteligencja najszybciej zmienia pracę specjalistów w rolach technicznych – programistów i analityków. Najbardziej odporne na inteligentną automatyzację są z kolei stanowiska związane z zarządzaniem projektami IT oraz bezpieczeństwem.
  • Polscy specjaliści IT oceniają swoje przygotowanie do nadchodzących zmian na 3,49 w skali od 0 do 5, co stanowi wynik zbliżony do globalnej średniej. Największą pewnością siebie wykazują się eksperci ds. sztucznej inteligencji, natomiast najmniejszą – specjaliści w dziedzinie testów.
  • Pracownicy każdego obszaru specjalizacyjnego dostrzegają specyficzne kompetencje techniczne, które będą im niezbędne w przyszłości. Jednocześnie mają świadomość konieczności rozwoju umiejętności adaptacyjnych i przywódczych.

Wyniki badania Hays „Tech Talent Explorer” dowodzą, że sztuczna inteligencja wyraźnie zmienia role technologiczne – sposób pracy i zakres zadań, a także kompetencje oraz wiedzę niezbędne do ich realizacji. Trend ten wciąż zyskuje na znaczeniu, przyspieszając transformację stanowisk, a co za tym idzie również oczekiwań pracodawców wobec kandydatów na stanowiska IT.

Organizacje przestały zadawać sobie pytanie, czy warto wdrażać sztuczną inteligencję. Obecnie pytanie coraz częściej brzmi – jak i gdzie mądrze ją wdrażać. Oznacza to konieczność przeprojektowania procesów i ról w sposób, który przyniesie firmom jak najwięcej korzyści. Inteligentna automatyzacja nie oznacza zatem eliminacji stanowisk IT, lecz ich ewolucję. W rekrutacjach na stanowiska technologiczne z roku na rok rośnie koncentracja na eksperckich kompetencjach technicznych i inżynieryjnych, ale również zdolnościach miękkich. Specjaliści w dziedzinie nowoczesnych technologii są tego coraz bardziej świadomi – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director CEE w Hays.

Specjaliści IT dostrzegają wpływ AI na swoją specjalizację

Analiza danych zawartych w „Tech Talent Explorer” wykazuje, że eksperci IT są zgodni – w najbliższej przyszłości największy wpływ na ich pracę będzie miał rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (62% wskazań).

Co w najbliższej przyszłości będzie napędzało zmiany w branży IT?

62% Rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego
12% Rozwój chmury obliczeniowej i Edge Computing
12% Wzmocnione środki cyberbezpieczeństwa
10% Szersze wykorzystanie automatyzacji i robotyki
4% Ekspansja Internetu Rzeczy (IoT)

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Respondenci badania Hays swoje przygotowanie do nadchodzących zmian oceniają w stopniu umiarkowanym, na 3,51 w skali od 0 do 5. Polscy specjaliści IT z wynikiem 3,49 nie odbiegają pod tym względem od średniej światowej oraz od swoich odpowiedników w Niemczech, Zjednoczonym Królestwie czy Stanach Zjednoczonych.

W skali globalnej, najwyższe poczucie gotowości do transformacji sektora technologicznego deklarują specjaliści w dziedzinie AI (4,27) oraz DevOps (3,72), a najmniejsze osoby zajmujące się testami (3,31) oraz rozwojem oprogramowania (3,38). Świadczy to o rosnącym znaczeniu kompetencji wysoko specjalistycznych i technicznych na rynku pracy. Im bardziej ekspercka i wymagająca zaawansowanych kompetencji twardych rola, tym większa pewność pracowników wobec „odporności” posiadanych umiejętności na nadchodzące zmiany.

Wyniki badania przeprowadzonego w Polsce pokazują podobne trendy. Największe przygotowanie na nadchodzące zmiany deklarują specjaliści ds. sztucznej inteligencji (4,67), lecz najmniejsze – co odbiega od wyników globalnych – eksperci w dziedzinie danych i analityki (3,25).

Jak oceniasz swoje przygotowanie do nadchodzących zmian?

  Ogół branży IT AI Dane i analityka Zarządzanie projektami i zmianą Rozwój oprogramowania Testy
Świat 3,51 4,27 3,51 3,51 3,38 3,31
Polska 3,49 4,67 3,25 3,67 3,89 3,5

Ocena w skali od 0 do 5, w której 0 oznacza zupełny brak przygotowania, a 5 pełne przygotowanie.

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa IT najbardziej „odporni” na automatyzację

Horsefly Analytics przeprowadziła na zlecenie Hays ocenę wpływu AI na poszczególne obszary specjalizacyjne AI, a następnie oceniła każdy na skali od 0 do 100. Wyższy wynik wskazuje, że więcej zadań w danej roli może zostać zautomatyzowanych lub zasadniczo zmienionych pod wpływem AI. Analiza wykazała, że w Polsce sztuczna inteligencja najmocniej wpływa na pracę programistów i analityków. Przykładowo, wskaźnik AI Impact dla programistów Java został oszacowany na poziomie 58, a analityków testów na 61.

AI Impact na polskim rynku technologicznym

Security Engineer Project Manager Change Manager Scrum Master AI Engineer Data Engineer Java Developer Test Analyst
6 18 24 28 56 56 58 61

Ocena w skali od 0 do 100, w której 0 oznacza brak wpływu, a 100 potężny wpływ AI na daną rolę.

Źródło: Horsefly Analytics dla Hays Tech Talent Explorer 2026.

Dla profesjonalistów pracujących w tych dziedzinach jest to równoznaczne z koniecznością rozwoju kompetencji oraz zdobywania nowych umiejętności. Zdaniem polskich developerów kluczowymi zagadnieniami będą w przyszłości obszar związany z architekturą rozwiązań IT. Z kolei zdaniem specjalistów w dziedzinie testów, najbardziej przyszłościowymi obszarami zainteresowania są doskonalenie procesów QA oraz testowanie bezpieczeństwa IT.

Analiza wykazała również, że w polskiej branży technologicznej sztuczna inteligencja ma obecnie najmniejszy wpływ na role koordynacyjne oraz strategiczne, takie jak zarządzanie projektami czy bezpieczeństwo IT. Wskaźnik AI Impact dla stanowiska inżyniera ds. bezpieczeństwa wynosi zaledwie 6, co oznacza minimalny wpływ sztucznej inteligencji. Role project oraz change managerów otrzymały z kolei noty 18 i 24, a więc znajdują się pod ograniczonym wpływem AI i w dużej mierze pozostają niezmienione.

Zarządzanie projektami IT bardziej odporne na automatyzację w Polsce niż za granicą

Chociaż wyniki AI Impact dla Polski wpisują się w globalne trendy, to na polskim rynku wpływ sztucznej inteligencji na role w obszarze zarządzania projektami został oceniony przez Horsefly Analytics jako mniejszy niż w innych krajach. Z jednej strony może to wskazywać na niewykorzystany potencjał automatyzacji w tych obszarach specjalizacyjnych. Z drugiej natomiast powodem może być profil inwestycji IT realizowanych w Polsce.

W Polsce wciąż lokowanych jest wiele transformacyjnych procesów technologicznych. Organizacje z całego świata dostrzegają w naszym rynku atrakcyjny stosunek jakości do ceny i doświadczenie tutejszych kadr w realizacji procesów o znaczeniu strategicznym. Sprawia to, że zapotrzebowanie na scrum masterów, IT change oraz project managerów wciąż jest w Polsce bardzo wysokie, gdyż pełnią oni kluczową rolę w realizacji tego typu projektów inwestycyjnych. Wysokie zapotrzebowanie rynkowe i ranga tych ról paradoksalnie mogą zwiększać ich odporność na inteligentną automatyzację. W innych krajach, w których kontekst rynkowy jest zupełnie inny, próby automatyzacji zadań realizowanych na tych stanowiskach mogą być zwyczajnie łatwiejsze do przeprowadzenia – wyjaśnia Łukasz Grzeszczyk z Hays.

Funt traci, rentowności brytyjskich obligacji rosną. Wielka Brytania znów niepokoi inwestorów

Silna przecena brytyjskich obligacji rządowych oraz wzrost ich rentowności do najwyższych poziomów od niemal trzech dekad pokazują, że rynek coraz bardziej nerwowo reaguje na rosnące ryzyko polityczne w Wielkiej Brytanii. Rentowność 30-letnich obligacji wzrosła dzisiaj o 11 punktów bazowych, do 5,79%, czyli po raz pierwszy w XXI wieku. Jednocześnie pod presją znalazł się funt, który osłabił się wobec euro o 0,3%, schodząc do najniższego poziomu od końca kwietnia. Bezpośrednim źródłem napięcia są słabe wyniki Partii Pracy w wyborach lokalnych oraz narastająca presja na premiera Keira Starmera, co zwiększa spekulacje dotyczące możliwej zmiany przywództwa.

Inwestorzy obawiają się, że ewentualne odejście Starmera mogłoby oznaczać zmianę kierunku polityki gospodarczej i fiskalnej. Obecny premier oraz minister finansów Rachel Reeves są postrzegani jako politycy przywiązani do kontroli długu publicznego, ograniczania deficytu i utrzymywania dyscypliny budżetowej. Potencjalni następcy, tacy jak Andy Burnham czy Angela Rayner, są natomiast kojarzeni z większą presją na zwiększenie wydatków publicznych oraz złagodzenie obecnych reguł fiskalnych. Dla rynku obligacji oznaczałoby to ryzyko większych potrzeb pożyczkowych państwa, wyższej emisji długu i dalszego wzrostu rentowności.

Wrażliwość rynku na takie sygnały jest szczególnie duża po doświadczeniach z 2022 roku, kiedy plan podatkowy rządu Liz Truss doprowadził do gwałtownej przeceny funta i silnego wzrostu rentowności brytyjskich obligacji, zmuszając Bank Anglii do interwencji. Tamten epizod pozostaje ważnym punktem odniesienia dla inwestorów, którzy obecnie szybko reagują na każdą oznakę możliwego odejścia od ostrożnej polityki budżetowej. Wzrost rentowności ma przy tym realne znaczenie gospodarcze, ponieważ podnosi koszt obsługi długu publicznego.

Dla kursu GBPUSD taki układ czynników jest potencjalnie negatywny. W normalnych warunkach wzrost rentowności obligacji mógłby wspierać walutę, ponieważ zwiększa atrakcyjność aktywów denominowanych w funcie. Obecna sytuacja ma jednak inny charakter: rentowności rosną nie z powodu oczekiwań na silniejszy wzrost gospodarczy, lecz z powodu wyższej premii za ryzyko polityczne i fiskalne. To oznacza, że inwestorzy mogą żądać wyższego wynagrodzenia za utrzymywanie brytyjskiego długu, jednocześnie ograniczając ekspozycję na funta. W takim scenariuszu GBPUSD może pozostawać pod presją spadkową, zwłaszcza jeśli rynek zacznie wyceniać większe prawdopodobieństwo zmiany przywództwa w Partii Pracy, luźniejszej polityki budżetowej lub dalszego wzrostu kosztów obsługi długu. Obecnie kabel traci już ponad 0,59% względem wczorajszego zamknięcia.

Kluczowe będzie to, czy obecne napięcie okaże się jedynie krótkotrwałą reakcją rynku, czy początkiem szerszej utraty zaufania do brytyjskiej polityki fiskalnej. Jeśli Starmer i Reeves utrzymają kontrolę nad przekazem politycznym oraz potwierdzą przywiązanie do dyscypliny budżetowej, presja na funta może stopniowo osłabnąć, a GBPUSD może się ustabilizować. Jeżeli jednak pojawią się kolejne sygnały podważające stabilność polityczną lub sugerujące wzrost wydatków bez wiarygodnego finansowania, rynek może ponownie porównać sytuację do kryzysu z 2022 roku.

Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie?

W XXI wieku, w dobie nowoczesnych technologii, w tym dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, praca w coraz większym stopniu opiera się na współpracy ludzi, agentów i robotów. W dziesięciu krajach Europy 58% wszystkich roboczogodzin mogłoby teoretycznie zostać zautomatyzowanych przy wykorzystaniu istniejących technologii. Najnowszy raport McKinsey Global Institute wskazuje, że dzięki automatyzacji Europa mogłaby do 2030 r. wygenerować około 1,9 bln USD dodatkowej wartości.

Redefinicja pracy w Europie

Według badań McKinsey Global Institute (MGI) funkcjonujące i aktualnie rozwijane roboty oraz agenci wykorzystujący sztuczną inteligencję mogliby teoretycznie przejąć realizację 58% obecnych roboczogodzin w dziesięciu europejskich gospodarkach. Nie oznacza to jednak masowej utraty miejsc pracy, lecz raczej fundamentalną zmianę ich charakteru. Wraz z postępującą automatyzacją zadań wykonywanych w ramach poszczególnych stanowisk role zawodowe będą ewoluować, pojawią się także nowe rodzaje aktywności. Zmieni to zarówno sposób wykonywania pracy, jak i sposób, w jaki pracownicy wykorzystują swoje umiejętności.

Raport pt. „Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie” stanowi rozwinięcie niedawnej analizy MGI dotyczącej sztucznej inteligencji i automatyzacji w Stanach Zjednoczonych. W dokumencie przeanalizowano dziesięć europejskich gospodarek, obejmując badaniem ponad 1800 zawodów, 2000 aktywności wykonywanych codziennie przez pracowników oraz 10 500 kluczowych kompetencji. Celem analizy było modelowanie sposobu, w jaki wdrażanie sztucznej inteligencji mogłoby do 2030 r. przekształcić rynek pracy.

W toku prac przeanalizowano ponad 9 mln kombinacji zawodów, czynności i umiejętności, aby ocenić, w jakim stopniu sztuczna inteligencja mogłaby zmienić sposób wykorzystywania konkretnych kompetencji. Choć analiza koncentruje się na Europie, wiele zidentyfikowanych w niej wzorców – oraz wynikających z nich konsekwencji dla pracodawców, pracowników i liderów – ma szersze zastosowanie także w innych zaawansowanych gospodarkach.

AI jako impuls do wzrostu

Najnowszy raport wskazuje, że większość umiejętności wciąż pozostaje istotna. Około 3/4 kompetencji poszukiwanych obecnie przez pracodawców jest wykorzystywanych zarówno w działaniach możliwych do zautomatyzowania, jak i w tych, których zautomatyzować się nie da. Sugeruje to, że kompetencje te będą raczej wykorzystywane we współpracy ze sztuczną inteligencją, niż przez nią zastępowane. Pracownicy mogą poświęcać mniej czasu na wykonywanie rutynowych zadań, a więcej na korzystanie z systemów zautomatyzowanych oraz nadzorowanie ich działania.

Badanie podkreśla również skalę szans gospodarczych wynikających z wykorzystania nowych technologii. W scenariuszu pośrednim sztuczna inteligencja i automatyzacja mogłyby do 2030 r. wygenerować w Europie nawet 1,9 bln USD dodatkowych korzyści. Kwota ta odzwierciedla potencjał godzin pracy możliwych do zautomatyzowania. W scenariuszu bardziej stopniowego wdrażania automatyzacji szacowany efekt byłby bliższy 1,1 bln USD, co pokazuje, że ostateczne rezultaty będą zależeć od tempa adopcji technologii, poziomu inwestycji oraz gotowości organizacji do zmian

– Sztuczna inteligencja i automatyzacja powinny być postrzegane jako sposoby wzmacniające potencjał pracowników i całej organizacji. To właśnie gotowość organizacji do zmiany zdecyduje o tym, czy zastosowanie technologii przełoży się na realny wzrost produktywności i wartości gospodarczej – mówi Michał Miktus, Partner Lokalny w McKinsey & Company w Polsce oraz lider QuantumBlack, AI w Europie Środkowo-Centralnej.

Kompetencje przyszłości

Popyt na kompetencje związane ze sztuczną inteligencją rośnie od kilku lat. Od 2023 r. zapotrzebowanie na umiejętności związane z wykorzystaniem systemów sztucznej inteligencji i zarządzaniem nimi wzrosło pięciokrotnie. Obecnie wymagania dotyczące kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją pojawiają się w ofertach pracy obejmujących zawody odpowiadające za 5% zatrudnienia w Europie. Co więcej, wzrost ten wykracza już poza role techniczne i obejmuje coraz szerszy zakres profesji.

Raport wskazuje, że największy potencjał tkwi nie w automatyzacji pojedynczych zadań, lecz w całościowym przeprojektowaniu organizacji pracy. W praktyce najlepsze rezultaty można osiągnąć dzięki integracji działań realizowanych w różnych rolach i systemach, tak aby umożliwić efektywną współpracę ludzi, agentów i robotów.

Wnioski z analizy MGI pojawiają się w momencie, gdy Europa mierzy się z kurczącymi się zasobami siły roboczej, utrzymującymi się niedoborami pracowników oraz wolniejszym wzrostem produktywności niż inne zaawansowane gospodarki. Utrzymanie konkurencyjności i standardu życia na Starym Kontynencie będzie więc zależeć od tego, jak skutecznie organizacje zintegrują ludzi i technologię.

– AI przestaje być domeną wyłącznie zespołów technologicznych. Coraz częściej staje się elementem codziennej pracy w różnych funkcjach biznesowych – od operacji i finansów, przez sprzedaż i marketing, po HR czy obsługę klienta. W warunkach niedoboru pracowników i presji na produktywność zdolność do skutecznej integracji technologii z kapitałem ludzkim może stać się jednym z kluczowych źródeł konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw – wskazuje Tomasz Marciniak, Partner Zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Potencjał Polski

W raporcie jednym z badanych państw była Polska, która w opinii autorów łączy wysoki potencjał automatyzacji z szybkim wzrostem popytu na umiejętności związane ze sztuczną inteligencją. Silna koncentracja na produkcji przemysłowej i logistyce oznacza, że automatyzacja zadań związanych z produkcją i operacjami prawdopodobnie będzie miała największe znaczenie.

Wśród kluczowych wniosków zidentyfikowanych dla kraju wymienić można:

  • 7,5-krotny wzrost liczby ofert pracy z wymaganymi kompetencjami związanymi z wykorzystaniem sztucznej inteligencji od 2023 r.
  • Potencjał w wysokości 105 mld USD wartości ekonomicznej związanej z automatyzacją do 2030 r., z czego około 1/4 tej wartości można osiągnąć za pomocą wdrożeń nowych technologii wyłącznie w obszarze produkcji.
  • 61% udział obecnych roboczogodzin, które można technicznie zautomatyzować przy wykorzystaniu istniejących technologii.

Co istotne, jak informuje McKinsey & Company, pomimo wdrożeń działań automatyzujących procesy 85% obecnych umiejętności i kompetencji pracowniczych, wciąż pozostanie aktualne.

Kurs dolara traci impet mimo napięć na Bliskim Wschodzie

Nie widać większych oznak łagodzenia impasu między USA a Iranem – w weekend prezydent Trump odrzucił odpowiedź Teheranu na propozycje pokojowe.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco zyskał na fali optymizmu.
  • Raport NFP z USA wskazuje, że wpływ wojny na największą gospodarkę świata jest ograniczony.
  • Oficjele EBC torują drogę do podwyżki stóp procentowych w czerwcu.
  • Lokalne wybory w Wlk. Brytanii zadają potężny cios premierowi Starmerowi.

Rynki zaczynają adaptować się do sytuacji. Ceny ropy pozostają wysokie, w ostatnim czasie jednak spadły ze względu na połączenie spadku popytu i zwiększonej produkcji w innych krajach. Amerykańskie akcje wciąż odnotowują historyczne maksima, podczas gdy europejskie pozostają w tyle, i wydaje się, że dolar powraca do trendu stopniowej deprecjacji względem większości walut. Kluczowa para EUR/USD jest obecnie blisko poziomów sprzed wybuchu wojny, a niektóre waluty rynków wschodzących będące barometrami nastrojów – jak real brazylijski – znacznie się w ostatnim czasie umocniły.

Jako że negocjacje pokojowe przebiegają powoli i żmudnie, uwaga powinna skupić się ponownie na oddziaływaniu zamknięcia cieśniny Ormuz na realną gospodarkę. Najistotniejszą kwestią jest to, czy skok cen energii zaowocuje szerokim wzrostem presji cenowej. Publikowany we wtorek (12.05) raport inflacyjny za kwiecień w USA będzie jednym z pierwszych, które pozwolą przyjrzeć się temu problemowi. Ekonomiści spodziewają się tylko niewielkiego wzrostu miary bazowej, niepewność jest jednak wysoka. Rynki obligacji na całym świecie są chwiejne i wykazują się ograniczoną cierpliwością do negatywnych zaskoczeń inflacyjnych. Tydzień dopełnią dane dotyczące produkcji w marcu w strefie euro (środa 13.05) i Wielkiej Brytanii (czwartek 14.05).

PLN

Wiadomości dotyczące konfliktu na Bliskim Wschodzie pozostają kluczowe dla rynkowego sentymentu, a więc również dla złotego. Polska waluta zyskała na zeszłotygodniowej fali optymizmu, obecnie jednak nastroje ponownie stygną. Lokalnie uwaga skupiła się na posiedzeniu RPP – stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami nie uległy zmianie.

Ton prezesa Adama Glapińskiego był natomiast wyraźnie mniej optymistyczny niż wcześniej. Dał do zrozumienia, że podwyżki stóp są bardziej prawdopodobne niż obniżki, choć zaznaczył, że nie musi do nich dojść. Jesteśmy zdania, że w najbliższej perspektywie stopy pozostaną bez zmian, ich dalsze kształtowanie się jest jednak w dużej mierze uzależnione od sytuacji na Bliskim Wschodzie. W tym kontekście warto będzie obserwować też kolejne dane opisujące sytuację inflacyjną w Polsce, jak piątkowy (15.05) raport o inflacji w kwietniu. Wstępne, mniej szczegółowe dane pokazały jej niespodziewany wzrost do 3,2%.

Istotne są również dwa wydarzenia z ubiegłego piątku. Po pierwsze, podpisano umowę SAFE, w ramach której Polska ma otrzymać nawet 43,7 mld EUR w niskooprocentowanych pożyczkach, co jest dobrą wiadomością dla budżetu i firm z branży zbrojeniowej, ale nie tylko. Po drugie, agencja ratingowa S&P potwierdziła dotychczasowy rating Polski na poziomie A- ze stabilną perspektywą, zwracając uwagę m.in. na wysoką stopę oszczędności, która ogranicza ryzyka związane z gwałtownie rosnącym zadłużeniem publicznym. Agencja nie obawia się również znaczącego wpływu wojny na Bliskim Wschodzie na wzrost PKB w Polsce. W tym kontekście warto wspomnieć, że wstępne dane PKB za I kwartał poznamy już w najbliższy czwartek (14.05) – oczekuje się, że aktywność nieco spowolni względem poprzedniego kwartału, ale i tak pozostanie solidna.

EUR

Komentarze decydentów z Europejskiego Banku Centralnego stały się w ostatnim czasie bardziej jastrzębie – większość członków Rady podkreśla konieczność bycia czujnym względem efektów drugiej rundy inflacji wynikających z gwałtownego wzrostu cen energii. Oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych na kolejnym posiedzeniu w czerwcu nabierają kształtu, a kontrast względem wątpliwości Rezerwy Federalnej zmniejsza różnicę między stopami po obu stronach Atlantyku. Będzie to kluczowy zasób wspierający euro w średnim terminie i spodziewamy się, że stopniowa deprecjacja dolara utrzyma się również w 2027 r.

W krótkim terminie wspólna waluta pozostaje wysoce podatna na wojnę w Iranie, która już teraz ma nieproporcjonalnie negatywny wpływ na gospodarkę strefy euro – kwietniowe wskaźniki PMI pokazują, że się ona kurczy. Zbliżające się rozmowy pokojowe będą więc miały kluczowe znaczenie dla kursu EUR/USD. Wiadomości o tymczasowym porozumieniu mogłyby przynieść euro dodatkowe zyski, niemniej, biorąc pod uwagę, że rynki wydają się już wyceniać dużo dobrych wieści, widzimy sporą przestrzeń do deprecjacji, jeśli negocjacje zostaną przerwane.

USD

Dane dotyczące zatrudnienia w sektorze pozarolniczym za kwiecień to kolejny z szeregu raportów sugerujących, że jak dotąd amerykańska gospodarka niemal nie odczuła skutków wojny w Iranie i wynikającego z niej skoku cen energii. Dynamika kreacji nowych miejsc pracy wzrosła, a trzymiesięczna średnia na poziomie 48 tys. netto miesięcznie jest niespójna z narracją o ochłodzeniu na rynku pracy, szczególnie że siła robocza już nie rośnie ze względu na ograniczenie imigracji i starzenie się społeczeństwa. Potwierdza to jedynie sygnały płynące z cotygodniowych deklaracji bezrobocia, których liczba w ostatnim czasie spada.

Nie wydaje się, by spełniały się scenariusze związanej ze sztuczną inteligencją apokalipsy na rynku pracy – pracodawcy postrzegają ją raczej jako uzupełnienie, a nie zastępstwo dla pracowników. Dobre wieści gospodarcze nie pomogły jednak zbytnio dolarowi w ubiegłym tygodniu. Jak obserwujemy od roku, deprecjacja waluty, nieco paradoksalnie, wydaje się iść w parze ze stosunkowo silnymi odczytami z USA.

GBP

Funt bardzo dobrze radzi sobie w obliczu wyników majowych wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii po części dlatego, że porażka Partii Pracy była powszechnie oczekiwania i uwzględniona w rynkowych wycenach. Inwestorzy obstawiają, że klęska Laburzystów nie zakończy jeszcze premierostwa Keira Starmera, wydaje się jednak, że presja na niego będzie rosnąć w kolejnych dniach – wielu backbencherów wzywa go już do dymisji. Jak dotąd żaden jego z potencjalnych rywali z lewego skrzydła partii nie podjął formalnych działań, by go zastąpić, pojawiły się jednak pogłoski, że osoby takie jak Angela Rayner czy Wes Streeting próbują ocenić swoje możliwości.

To właśnie potencjalnego skrętu w lewo rynki obawiają się najbardziej, mógłby on bowiem oznaczać wzrost podatków i emisji obligacji skarbowych oraz większą premię za ryzyko fiskalne na brytyjskich aktywach. Tymczasem dane makroekonomiczne w dużej mierze zaskoczyły na plus, chociaż ekonomiści mają wątpliwości, czy nie wynika to z anomalii statystycznych w sezonowości danych po pandemii COVID-19. W związku z tym odczyt dynamiki PKB w marcu w czwartek (14.05) nabiera większego znaczenia.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) w sektorze zdrowia

Polska wkracza w decydującą fazę cyfrowej transformacji państwa. Trzy równoległe wektory reform – legislacja dotycząca sztucznej inteligencji i podatku cyfrowego, centralizacja infrastruktury IT administracji publicznej oraz budowa europejskiego portfela tożsamości cyfrowej w ramach aplikacji mObywatel – wyznaczają trajektorię, która w perspektywie 2027 roku zdeterminuje pozycję Polski w europejskim ekosystemie cyfrowym. Jednocześnie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) obejmuje obowiązkami compliance bezprecedensową liczbę 40 000 podmiotów, z których znaczna część nigdy wcześniej nie podlegała regulacjom w tym zakresie.

Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji uzyskał status absolutnego priorytetu legislacyjnego. Jest to decyzja systemowo uzasadniona – bez krajowych ram implementacyjnych AI Act (Rozporządzenie UE 2024/1689) przedsiębiorcy operujący w sektorach wysokiego ryzyka funkcjonują w stanie regulacyjnej niepewności, która hamuje zarówno inwestycje, jak i wdrożenia.

Kluczowym mechanizmem łagodzącym tę niepewność mają być piaskownice regulacyjne. Planowane środowisko testowe umożliwi przedsiębiorstwom walidację rozwiązań AI pod nadzorem Komisji ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa AI, z dostępem do zwolnień z określonych obowiązków sprawozdawczych oraz opłat za interpretacje indywidualne. Równolegle planowany jest AI Hub – platforma wykorzystująca zautomatyzowany anonimizator oparty na AI do przetwarzania i publikacji decyzji Komisji, co ma ograniczyć błędy administracyjne i przyspieszyć dostęp do wykładni regulacyjnej.

– Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa wprowadza obowiązki compliance dla około 40.000 podmiotów, z 12-miesięcznym okresem dostosowawczym. Ministerstwo Cyfryzacji otwarcie charakteryzuje ten proces jako 'naprawianie samolotu w locie’ – co jest metaforą trafną, lecz niepokojącą. Szacowana konieczność interwencji w około 400 000 incydentów w nadchodzących latach wymaga budowy nowych zespołów CSIRT, a wsparcie dla MŚP realizowane jest poprzez webinaria, podręczniki i konsultacje eksperckie. Z doświadczenia pracy z ponad 250 szpitalami w ramach Polskiej Federacji Szpitali i Koalicji CyberC4HE mogę potwierdzić, że skala wyzwania jest ogromna. Większość podmiotów ochrony zdrowia nie dysponuje ani kompetencjami, ani budżetami na wdrożenie wymagań NIS2/KSC w wyznaczonym terminie. Model regionalnych SOC (Security Operations Center) – współdzielonych przez grupy szpitali – pozostaje jednym z niewielu realistycznych podejść do osiągnięcia minimalnego poziomu bezpieczeństwa w sektorze, który jeszcze pięć lat temu w większości nie posiadał nawet podstawowej polityki cyberbezpieczeństwa – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Przejście od rozproszonych systemów IT poszczególnych ministerstw do scentralizowanej, interoperacyjnej architektury stanowi prawdopodobnie najważniejszą zmianę strukturalną polskiej administracji cyfrowej w ostatniej dekadzie. Rządowa chmura obliczeniowa obsługuje już 20 ministerstw, a Narodowe Centrum Przetwarzania Danych zabezpiecza zasoby kluczowe dla MSWiA, MON i służb specjalnych. Powołanie Pełnomocników IT w każdym resorcie – z mandatem koordynacji prac, zapewniania interoperacyjności (np. między systemami resortu zdrowia i rolnictwa) oraz eliminacji podwójnych wydatków – to mechanizm, który przy konsekwentnym egzekwowaniu może faktycznie przełamać silosowość administracyjną. Przygotowywana jest również odrębna ustawa regulująca, które systemy muszą operować na chmurze rządowej, publicznej lub prywatnej – co stanowi kluczowe rozstrzygnięcie z perspektywy bezpieczeństwa danych i suwerenności cyfrowej.

Model Poliversum Gateway – pozycjonujący Polskę jako instytucjonalny punkt wejścia na rynek jednolity UE, z infrastrukturą piaskownic regulacyjnych i operacyjnych, siecią ponad 500 szpitali dostępnych dla pilotaży oraz wsparciem rządowym i europejskim — stanowi propozycję odpowiedzi na te wyzwania. Nie jako alternatywa wobec działań państwa, lecz jako uzupełniający mechanizm instytucjonalny zdolny przekuć ambicje legislacyjne w konkretne, mierzalne wdrożenia.

Rynek magazynowy w Polsce rośnie. Zasoby przekroczyły 37 mln mkw.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za I kwartał 2026 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec marca 2026 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 37,4 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to mazowieckie (7,48 mln mkw.), śląskie (6,29 mln mkw.) i dolnośląskie (5,38 mln mkw.).

W I kwartale 2026 roku na rynek dostarczono 653,3 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach mazowieckim (139,5 tys. mkw.), pomorskim (139,1 tys. mkw.) i śląskim (102,7 tys. mkw.).

Na koniec marca 2026 roku w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln mkw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (37% budowanej powierzchni), śląskie (15%) i łódzkie (11%).

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 7,3%. Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie świętokrzyskim (17,9%), lubuskim (15,0%) oraz podkarpackim (8,6%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0%), opolskim (1,1%) oraz zachodniopomorskim (1,4%).

W okresie styczeń–marzec 2026 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 1,58 mln mkw. (dla porównania, w I kwartale 2025 roku popyt brutto wyniósł 1,11 mln mkw.). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: mazowieckie (316,3 tys. mkw.), wielkopolskie (309,3 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (254,7 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w I kwartale 2026 roku odnotowały nowe umowy (w tym projekty typu BTS) – 42%, a przedłużenia umów – 35%, a ekspansje 12% całkowitego popytu. Udział transakcji typu sale & lease back w strukturze popytu wyniósł 11%.

Polska nauka potrzebuje stabilnego finansowania. Rektorzy popierają inicjatywę „3% dla nauki”

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) wyraziło poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”. Rektorzy docenili otwartość resortu na rozmowy i zadeklarowali gotowość do dalszej współpracy. Wskazali też na konieczność zdecydowanego zwiększenia finansowania nauki i szkolnictwa wyższego.

W pełni podzielamy diagnozę, że obecny poziom finansowania nie odpowiada znaczeniu tego sektora dla rozwoju państwa, jego bezpieczeństwa technologicznego i społecznego oraz konkurencyjności gospodarki. KRASP wielokrotnie podnosiła, że utrzymywanie wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe na poziomie nieco ponad 1% PKB oznacza pogłębianie dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek – czytamy w najnowszym stanowisku Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Rektorzy podkreślają, że utrzymywanie wydatków na poziomie niewiele przekraczającym 1% PKB prowadzi do pogłębiania dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek świata.

W stanowisku Prezydium KRASP czytamy również, że wieloletnie niedoinwestowanie sektora przekłada się na pogorszenie warunków prowadzenia badań naukowych, osłabienie potencjału rozwojowego uczelni oraz trudności w zatrzymywaniu talentów naukowych w kraju.

Niepokój środowiska akademickiego należy traktować jako wyraźny sygnał potrzeby przyspieszenia działań na rzecz zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe – podkreślają rektorzy.

Prezydium KRASP oczekuje wypracowania stabilnej, wieloletniej strategii finansowania nauki
i szkolnictwa wyższego, bezpośrednio powiązanej ze wzrostem PKB.

Popieramy postulaty zawarte w petycji, traktując ją jako wyraz troski o przyszłość polskiej nauki
i szkolnictwa wyższego oraz apel o nadanie temu obszarowi należnego znaczenia w polityce państwa
– piszą rektorzy.

Jednocześnie zwracają uwagę, że relacje środowiska akademickiego z kierownictwem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają obecnie charakter merytorycznego dialogu i partnerskiej współpracy.

KRASP docenia otwartość resortu na rozmowy i deklaruje gotowość do dalszej współpracy na rzecz stabilnego rozwoju polskich uczelni oraz poprawy sytuacji materialnej środowiska akademickiego, w szczególności młodych naukowców, studentów i doktorantów – czytamy w zakończeniu dokumentu.

Kosztowne milczenie Beliani. UOKiK wymierzył maksymalną karę 2 mln euro

0

Prezes UOKiK nałożył na Beliani (PL) GmbH karę w wysokości 8 453 400 zł, czyli równowartość 2 mln euro. Sankcja dotyczy nieudzielenia informacji żądanych przez urząd w toku postępowania wyjaśniającego. UOKiK sprawdzał komunikaty reklamowe i sposób prezentowania promocji na stronie beliani.pl.

Jak poinformował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sprawa dotyczy szwajcarskiej spółki prowadzącej internetową sprzedaż mebli. Urząd analizował, czy komunikaty stosowane w sklepie mogły wywoływać u konsumentów presję szybkiego zakupu oraz czy informacje o obniżkach cen były prezentowane zgodnie z przepisami.

UOKiK sprawdzał promocje i komunikaty na stronie sklepu

Postępowanie wyjaśniające dotyczyło m.in. komunikatów widocznych na stronie beliani.pl, takich jak „Szybko! Zostało kilka” czy „Ten produkt znalazł [liczba] szczęśliwych właścicieli w ciągu ostatniej doby”. Według UOKiK tego typu hasła mogą wpływać na decyzje zakupowe klientów, sugerując ograniczoną dostępność produktu lub duże zainteresowanie ofertą.

Urząd badał również sposób informowania o obniżkach cen. Chodziło m.in. o prezentowanie najniższej ceny, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem promocji. To jeden z kluczowych obowiązków sprzedawców wynikających z przepisów dotyczących przejrzystości cen w handlu.

Aby ocenić praktyki spółki, UOKiK zażądał od Beliani wyjaśnień i dokumentów. Urząd chciał ustalić m.in., jak spółka prezentuje promocje oraz co w praktyce oznaczają komunikaty zachęcające klientów do szybkiego zakupu.

Dwa wezwania bez odpowiedzi

UOKiK przekazał, że skierował do Beliani wezwanie do udzielenia informacji. Gdy odpowiedzi nie było, urząd ponowił wezwanie. Mimo skutecznego doręczenia pism spółka nie odpowiedziała.

Urząd próbował również skontaktować się ze spółką innymi kanałami, w tym poprzez podmioty powiązane z nią w Polsce. Te działania także nie doprowadziły do uzyskania wymaganych informacji. Beliani nie odpowiedziało również na zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie nałożenia kary pieniężnej i nie odniosło się do zarzutu.

– Sklep internetowy może przyciągać promocją, ale nie może chować się przed pytaniami UOKiK. Jeśli przedsiębiorca działa na polskim rynku i sprzedaje produkty polskim konsumentom, musi też współpracować z polskim urzędem. Brak odpowiedzi utrudnia wyjaśnienie sprawy i ochronę kupujących, nie może być sposobem na prowadzenie biznesu – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Kara za brak informacji, nie za same promocje

UOKiK podkreśla, że kara nałożona na Beliani dotyczy braku współpracy z urzędem, a nie rozstrzygnięcia, czy spółka naruszyła prawa konsumentów poprzez sposób prezentowania promocji. Na tym etapie urząd prowadził postępowanie wyjaśniające i potrzebował informacji od przedsiębiorcy.

Zgodnie z przepisami przedsiębiorca ma obowiązek udzielić UOKiK informacji niezbędnych do prowadzenia postępowania. Za brak odpowiedzi, przekazanie jej po terminie lub udzielenie informacji nieprawdziwych prezes UOKiK może nałożyć karę do 3 proc. obrotu przedsiębiorcy.

W tej sprawie urząd nie dysponował danymi o obrocie Beliani. Z tego względu zastosowany został limit kwotowy, który wynosi do 2 mln euro. Kara została wymierzona w maksymalnej wysokości, czyli 8 453 400 zł.

Według UOKiK o wysokości sankcji zdecydowała skala braku współpracy. Spółka nie odpowiedziała na dwa wezwania, nie reagowała na dodatkowe próby kontaktu i nie przedstawiła stanowiska w postępowaniu dotyczącym nałożenia kary.

Spółka może się odwołać

Od decyzji prezesa UOKiK przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółka ma na to miesiąc od doręczenia decyzji.

Sprawa Beliani wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące rynku e-commerce, w tym sposobu prezentowania promocji, obniżek cen i komunikatów wpływających na decyzje zakupowe konsumentów. Urząd od dłuższego czasu zwraca uwagę, że sklepy internetowe powinny rzetelnie informować klientów o cenach, dostępności produktów i warunkach promocji.

Dla przedsiębiorców działających w internecie decyzja jest również przypomnieniem, że obowiązek współpracy z UOKiK dotyczy także firm zagranicznych, jeżeli kierują ofertę do polskich konsumentów.

Globalne lotnictwo nie zwalnia. Branża spodziewa się podwojenia ruchu do 2050 roku

Najwięksi przewoźnicy z branży lotniczej podtrzymują długofalowe strategie rozwoju i zapowiadają dalsze inwestycje pomimo zakłóceń w prowadzeniu bieżącej działalności operacyjnej spowodowanych wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, wynika z najnowszego raportu „The Future of Global Aviation” przygotowanego przez kancelarię DLA Piper we współpracy z Infralogic i HSBC. Przedstawiciele branży spodziewają się, że do 2050 roku ruch lotniczy na świecie wzrośnie dwukrotnie.

Ponad połowa respondentów (59%) w badaniu przeprowadzonym wśród 100 menedżerów branży lotniczej uważa, że wprowadzone przez USA cła w znacznym stopniu zakłóciły globalne łańcuchy dostaw w sektorze lotniczym, prowadząc do wyższych kosztów dla klientów, a jedna trzecia badanych uznaje globalne sankcje wobec Rosji i Iranu za znaczące zagrożenie dla wzrostu zysków. Mimo to ankietowani uważają, że branża ma dużą zdolność adaptacji i cechuje się wysoką odpornością na presję zewnętrzną.

Sektor lotniczy skutecznie opiera się presji związanej ze skutkami napięć międzynarodowych i nie po raz pierwszy udowadnia swoją zdolność do działania w trudnych warunkach – mówi Marta Frąckowiak, partner w warszawskim biurze DLA Piper. – W przypadku rynków rozwiniętych, w tym Europy Środkowo-Wschodniej, kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak funkcjonowanie w coraz bardziej złożonym otoczeniu regulacyjnym i makroekonomicznym. Rosnące koszty finansowania i energii, konsekwencje sankcji oraz presja regulacyjna, w tym w obszarze ESG i cyberbezpieczeństwo, wpływają na tempo rozwoju sektora. Dlatego utrzymanie stabilności i konkurencyjności wymaga nie tylko elastycznego zarządzania operacjami i dywersyfikacji łańcuchów dostaw, ale także przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę oraz modernizacji istniejących zasobów.

Z raportu wynika, że wsparcie rządowe jest kluczowe dla utrzymania silnego globalnego sektora lotniczego, choć priorytety poszczególnych regionów różnią się. O ile respondenci z Europy, Bliskiego Wschodu i Azji wskazują przede wszystkim na potrzebę wsparcia dla zielonych technologii, w tym zrównoważonych paliw lotniczych (67%), to w obu Amerykach większy nacisk kładzie się na inwestycje infrastrukturalne oraz uproszczenie regulacji (56%).

Jednym z najistotniejszych czynników rozwoju sektora jest bezprecedensowo wysoki popyt. Aż trzy czwarte respondentów wskazało Azję jako najważniejszy region dla przyszłej ekspansji ruchu lotniczego, w tym 83% uznało Indie za rynek o największym potencjale wzrostu. Już teraz, wg IATA, krajowy rynek lotniczy Indii należy do największych na świecie: w 2024 roku liczba pasażerów wyniosła tam 174 mln, co oznacza wzrost o 11% w porównaniu do 2019 roku, z czego 136 mln stanowiły podróże krajowe.

Kolejnymi krajami generującymi największy ruch pasażerski są Zjednoczone Emiraty Arabskie, wskazane przez 67% respondentów oraz Chiny (61%), co odzwierciedla skalę ich rynku krajowego oraz zapotrzebowania na połączenia międzynarodowe. Według oficjalnych danych, całkowita liczba podróży lotniczych pasażerów w Chinach osiągnęła w 2024 roku rekordowy poziom 730 mln, a liczba lotów międzynarodowych wynosiła około 6400 tygodniowo. Na czwartym i piątym miejscu uplasowały się odpowiednio Arabia Saudyjska (55%) oraz Katar (44%).

Rynki wschodzące w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej, czy w Afryce nie są już peryferyjne – stają się motorem rozwoju całej branży. Regiony te charakteryzuje silny popyt i znaczące inwestycje publiczne, które tworzą sprzyjające warunki dla linii i portów lotniczych oraz inwestorów. Jednocześnie rynki rozwinięte mierzą się z rosnącymi ograniczeniami związanymi z przepustowością, regulacjami oraz starzejącą się infrastrukturą – tłumaczy Marc Nichols, współkierujący globalną praktyką lotniczą w DLA Piper.

Autorzy raportu podkreślają, że dynamiczny wzrost popytu nie idzie w parze z podażą, a jednym z istotnych wyzwań dla branży jest ograniczona dostępność floty. IATA wskazuje, że zaległości w dostawach samolotów przekroczyły w 2025 roku poziom 17 tys. maszyn. Przy obecnym tempie produkcji oznacza to nawet 14-letni czas oczekiwania na realizację zamówień, co stanowi istotny czynnik hamulcowy w zaspokojeniu popytu, który, jak wskazują prognozy, ma wzrosnąć ponad dwukrotnie do 2050 roku.

Wraz ze wzrostem ruchu i popytu na usługi lotnicze, konieczne staje się zwiększenie nakładów inwestycyjnych. Tylko w 2025 roku zrealizowano 98 transakcji o łącznej wartości 65,5 mld USD, co stanowi najwyższy roczny wynik w historii w tym obszarze. Według badania trzy czwarte respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w infrastrukturę lotniczą w ciągu najbliższych dwóch lat. Oczekuje się, że największa część nowych inwestycji trafi do Indii (88%), które mają szeroko zakrojony program rozbudowy lokalnych hubów zakładający wzrost liczby lotnisk ze 150 do ponad 200 do 2030 roku.

Również Bliski Wschód pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestycyjnie regionów w sektorze lotniczym, konsekwentnie prowadzona jest rozbudowa lokalnych hubów, pomimo utrzymujących się napięć geopolitycznych. Kluczową rolę odgrywają ambitne programy rządowe, m.in. Saudi Arabia’s Vision 2030, który zakłada inwestycje rzędu dziesiątek miliardów dolarów w projekty lotnicze, obejmujące m.in. budowę King Salman International Airport w Rijadzie oraz rozbudowę infrastruktury lotniskowej w Dżuddzie i Dammamie.

Cyfryzacja administracji drożeje. Chmura i Gen AI obciążają budżety w sektorze publicznym

Według najnowszego raportu Capgemini Research Institute (CRI) 82% ankietowanych liderów technologicznych z różnych branż odnotowało znaczny wzrost kosztów korzystania z chmury, usług SaaS i generatywnej sztucznej inteligencji (Gen AI). Organizacje sektora publicznego przeznaczają 30% swoich wydatków na te technologie, a w 2026 roku wskaźnik ten ma wzrosnąć do 44%. Tymczasem aż 67% organizacji nie jest w stanie dokładnie prognozować budżetów na chmurę. Co jest tego przyczyną i jak sektor publiczny może rozwiązać problem szybko rosnących kosztów?

Eksperci Capgemini dostrzegli, że wdrażanie nowoczesnych technologii w sektorze publicznym powoli wymyka się spod kontroli finansowej. Wzorzec pt. „najpierw chmura, a dopiero potem koszty” (często po stworzeniu i uruchomieniu usługi) jest szczególnie widoczny w sektorze publicznym. 65% uczestników sektora publicznego zadeklarowało taką postawę, w porównaniu ze średnią dla wszystkich branż wynoszącą 54%.

Jednakże zapotrzebowanie na usługi chmurowe w sektorze publicznym nie tylko nie zmaleje, ale w najbliższych latach prognozowany jest jego systematyczny wzrost. Rozwiązania te w coraz większym stopniu stanowią podstawę dostarczania usług przez urzędy, a także sposobu, w jaki sektor ten radzi sobie z nowymi lub okresowymi potrzebami – na przykład podczas wyborów, obsługi zapytań obywateli przez chatboty AI czy korzystania z platform do pracy zdalnej i współpracy.

– Sektor publiczny znajduje się dziś w momencie transformacji cyfrowej, w którym dane, chmura, dane i sztuczna inteligencja stały się fundamentem skalowalnych usług publicznych. Wyzwanie nie leży w samym wdrażaniu tych technologii, lecz w zaprojektowaniu spójnego modelu operacyjnego, który pozwala rozwijać innowacje przy zachowaniu kontroli nad kosztami i danymi. FinOps powinien być traktowany jako element strategii transformacji – obecny już na etapie przetargów i projektowania architektury – który umożliwia świadome, decyzje dotyczące wykorzystania chmury i AI. – wskazuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Badanie CRI ujawniło kilka zaskakujących faktów na temat trudności, z jakimi borykają się organizacje sektora publicznego w kontrolowaniu wydatków na chmurę. Brak optymalizacji sprawia, że aż 61% badanych z sektora publicznego określa koszty technologii „na żądanie” w swoich organizacjach mianem finansowej „czarnej dziury”. Każde niepotrzebne zapytanie do sztucznej inteligencji i każda pozostawiona bez opieki usługa w chmurze generuje dodatkowe koszty. 68% badanych postrzega marnotrawstwo zasobów chmurowych jako duże wyzwanie – to wynik znacznie wyższy niż średnia dla wszystkich sektorów, wynosząca 59%. Tym bardziej, że sztuczna inteligencja konsumuje nie tylko budżety, ale i prąd.

Koniec końców, zaledwie około 30% organizacji we wszystkich branżach osiągnęło zakładane cele w zakresie oszczędności. Ten brak optymalizacji przyczynia się m.in. do sytuacji, w której globalne zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych wzrośnie o 50% do 2027 r. i aż o 165% do końca tej dekady.

– Wyzwania, które obserwujemy w sektorze publicznym, wynikają przede wszystkim z braku pełnej widoczności i podejścia datadriven do zarządzania środowiskami cloud, SaaS i AI. Bez połączenia danych finansowych, technicznych i biznesowych trudno skutecznie skalować rozwiązania cyfrowe i maksymalizować ich wartość. Dopiero taka perspektywa umożliwia świadome zarządzanie portfelem usług oraz dalszy rozwój nowoczesnych, opartych na danych usług publicznych. – komentuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Problemy te występują również w sektorze prywatnym. Według danych Capgemini, 76% organizacji deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy przekroczyło budżet na chmurę publiczną (średnio o 10%).

„Shrinkflacja” w modelu SaaS

Problemy z utrzymaniem dyscypliny wydatków wynikają również z polityk cenowych firm dostarczających oprogramowanie. Rosnąca popularność sztucznej inteligencji, popyt na infrastrukturę cyfrową, a także inflacja, powodują wzrost kosztów usług w chmurze w różnych sektorach. Na przykład Google Workspace, jeden z czołowych dostawców rozwiązań SaaS, podniósł już ceny swoich planów abonamentowych o 20%. Branża boryka się również ze zjawiskiem tzw. „shrinkflacji w modelu SaaS”, polegającym na tym, że dostawcy oferują ograniczoną funkcjonalność przy zachowaniu tych samych stawek.

Eksperci podkreślają, że rozwiązaniem problemów z kontrolą wydatków nie jest odwrót od nowoczesnych technologii, ale wprowadzenie rygorystycznych ram operacyjnych FinOps, które optymalizują koszty i łączą finanse z technologią i biznesem. W niedalekiej przyszłości może się okazać konieczne przejście na tzw. „oszczędną architekturę AI” (frugal AI) oraz automatyzację – wdrożenie narzędzi automatycznie wyłączających zbyteczne zasoby i licencje poza godzinami pracy. Pozwoli to przynajmniej częściowo zwiększyć oszczędności w związku z wykorzystaniem AI i SaaS zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym.

Sektor obronny przyspiesza. Po umowie SAFE pojawiło się ponad 1400 ofert pracy

Ponad 1400 ofert pracy związanych z sektorem obronnym i firmami współpracującymi z branżą zbrojeniową pojawiło się na portalach rekrutacyjnych w momencie finalizacji programu SAFE i podpisania przez Polskę umowy z Komisją Europejską, wynika z danych i analiz Grupy Progres. Rynek pracy błyskawicznie zareagował na uruchomienie wielomiliardowego programu inwestycji w bezpieczeństwo i obronność, a skala rekrutacji w najbliższych miesiącach będzie systematycznie rosnąć.

8 maja Polska jako pierwszy kraj Unii Europejskiej podpisała z Komisją Europejską umowę SAFE. Do 2030 roku do naszego kraju ma trafić niemal 44 mld euro, głównie w formie niskooprocentowanych pożyczek przeznaczonych na rozwój systemów obronnych, Tarczy Wschód, zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ochrony przeciwlotniczej oraz technologii związanych z cyberbezpieczeństwem. Szacuje się, że około 90 proc. środków zostanie skierowanych do polskich przedsiębiorstw.

– Rynek pracy zareagował natychmiast. Jeszcze zanim podpisanie umowy SAFE stało się faktem, firmy rozpoczęły przygotowania do zwiększania zatrudnienia. W ciągu zaledwie jednej doby na portalach rekrutacyjnych pojawiło się niemal półtora tysiąca ofert pracy związanych z sektorem obronnym i branżami współpracującymi. Dziś widzimy już wyraźny wzrost liczby ofert pracy w sektorze obronnym i branżach współpracujących – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Skalę już istniejącego zatrudnienia w sektorze bezpieczeństwa i obronności obrazują m.in. dane GUS. Według stanu na koniec listopada 2025 r. w samej produkcji broni i amunicji pracowało w Polsce blisko 8,9 tys. osób, natomiast przy produkcji statków powietrznych, kosmicznych i podobnych maszyn zatrudnionych było ponad 22,8 tys. pracowników. Kolejne tysiące osób pracują przy produkcji wojskowych pojazdów bojowych (1548 osób), naprawie i konserwacji statków powietrznych (5599 osób) oraz obsłudze systemów bezpieczeństwa (15755 pracowników). Łącznie w sektorze administracji publicznej i obrony narodowej zatrudnienie przekracza już 1 mln osób, z czego ponad 230 tys. pracuje bezpośrednio w obronie

Teraz sektor zaczyna wchodzić w kolejną fazę intensyfikującą zatrudnienie. Z danych i analiz Grupy Progres wynika, że największe zapotrzebowanie dotyczy obecnie operatorów CNC, monterów, spawaczy, elektromechaników, automatyków, logistyków, programistów maszyn produkcyjnych oraz specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Firmy realizujące kontrakty dla sektora obronnego szukają również techników utrzymania ruchu, kontrolerów jakości, magazynierów, pracowników produkcji i osób odpowiedzialnych za obsługę nowoczesnych linii technologicznych. Coraz więcej ofert pojawia się także w obszarze IT, analizy danych, zabezpieczeń systemów informatycznych oraz technologii związanych z dronami i systemami bezzałogowymi.

Intensywnie poszukiwani są również inżynierowie odpowiedzialni za rozwój systemów elektronicznych, technologii radarowych, automatyki przemysłowej oraz nowoczesnych rozwiązań dla przemysłu obronnego. Wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się projektowaniem infrastruktury krytycznej, cyberbezpieczeństwem oraz wdrażaniem technologii wykorzystywanych w ochronie granic i systemach bezpieczeństwa państwa.

– Rekrutacje kierowane są zarówno do doświadczonych specjalistów, jak i absolwentów szkół technicznych, branżowych oraz uczelni wyższych. Firmy coraz częściej deklarują gotowość do przyuczania nowych pracowników i finansowania szkoleń zawodowych, ponieważ skala planowanych inwestycji powoduje, że rynek już dziś odczuwa niedobór wykwalifikowanej kadry – zaznacza Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Według raportu Deloitte do 2035 roku polski przemysł obronny oraz wojsko będą potrzebowały nawet 250 tys. nowych pracowników. Już dziś skala rekrutacji systematycznie rośnie. W samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej w dniu podpisania umowy SAFE dostępnych było ponad 200 ofert pracy. Dane rynku pracy pokazują również rosnące zainteresowanie sektorem bezpieczeństwa – tylko w II półroczu 2024 roku i I półroczu 2025 roku do Centralnej Bazy Ofert Pracy napłynęło ponad 17 tys. ofert związanych ze służbami mundurowymi i bezpieczeństwem. Jednocześnie w internecie opublikowano ponad 1,2 tys. dodatkowych ogłoszeń związanych z tym sektorem. Widoczna jest także duża dysproporcja pomiędzy skalą zapotrzebowania rynku a liczbą nowych kandydatów – liczba absolwentów szkolnictwa branżowego przygotowanych do pracy w tym obszarze wyniosła jedynie 175 osób.

Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, tak duża luka kompetencyjna może sprawić, że firmy sektora obronnego będą jeszcze intensywniej inwestować w szkolenia, programy wdrożeniowe oraz pozyskiwanie pracowników z innych gałęzi przemysłu, zwłaszcza produkcji, automatyki, logistyki i nowych technologii.

Rozwój sektora obronnego przekłada się także na poziom wynagrodzeń. Pracownicy produkcyjni mogą obecnie liczyć na pensje od około 8 do 11 tys. zł brutto miesięcznie, natomiast doświadczeni specjaliści zatrudnieni przy strategicznych projektach osiągają wynagrodzenia przekraczające 14 tys. zł brutto. Jeszcze wyższe stawki oferowane są inżynierom oraz ekspertom technicznym – w ich przypadku miesięczne zarobki często mieszczą się w przedziale 12 do nawet 20 tys. zł brutto.

– Sektor obronny ma szansę stać się jednym z najlepiej wynagradzanych obszarów przemysłu. Firmy konkurują dziś o pracowników nie tylko między sobą, ale także z branżą lotniczą, automotive czy nowymi technologiami. To przekłada się na szybszy wzrost płac i bardziej atrakcyjne warunki zatrudnienia – podkreśla prezeska Grupy Progres.

Uruchomienie środków z programu SAFE będzie miało wpływ nie tylko na największe spółki zbrojeniowe, ale również na setki firm będących podwykonawcami i partnerami przemysłowymi. Oznacza to wzrost zatrudnienia także w obszarze transportu, energetyki, infrastruktury, IT i nowoczesnych usług dla przemysłu, prognozują analitycy Grupy Progres.

Polacy wracają do centrów handlowych. W marcu wzrosły i obroty, i liczba wizyt

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) zaprezentowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za marzec 2026 r. oraz podsumowanie pierwszego kwartału 2026 r. Wskazują one na mocny początek roku dla branży. W marcu obroty wzrosły o 4,1%, a odwiedzalność o 3,4% r/r. W ujęciu kwartalnym (Q1 2026 vs. Q1 2025) obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność o 1,3%. Wiarygodność prezentowanych danych zapewnia metodologia indeksów PRCH oparta na wykorzystaniu rzeczywistych, raportowanych zarządcom centrów handlowych obrotów najemców i zliczeń wizyt za pomocą kamer 3D, które działają z precyzją ponad 95%. Dane te pochodzą z reprezentatywnej liczby obiektów handlowych o łącznej powierzchni około 5 mln m kw. (34% rynku).

W marcu 2026 r. indeks obrotów wzrósł o 4,1%, a odwiedzalność o 3,4% r/r. Średnio wartość wizyty wzrosła o 0,7%. Na wyniki pozytywnie wpłynął m.in. jeden dodatkowy dzień handlowy (niedziela handlowa przed Wielkanocą) oraz zbliżające się święta wielkanocne, które przypadły na początek kwietnia. Klienci już pod koniec marca intensywniej odwiedzali centra handlowe z celem zakupów przedświątecznych, co potwierdza dobry wynik kategorii spożywczej.

Kategorie z najwyższymi wzrostami obrotów (r/r) w marcu 2026 r.:

  • Artykuły specjalistyczne (+7,0%)
  • Artykuły spożywcze (+6,7%)
  • Zdrowie i uroda (+6,7%)
  • Restauracje i kawiarnie (+5,4%)

W ujęciu kwartalnym obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność o 1,3% w porównaniu z Q1 2025. Średnia wartość wizyty w centrum wzrosła o 3,0%. Pierwszy kwartał roku okazał się więc bardzo udany dla branży centrów handlowych. Oprócz wspomnianych powyżej czynników warto zwrócić uwagę na śnieżną zimę, która wydłużyła i wmocniła popyt na odzież i akcesoria.

Kategorie z najwyższymi wzrostami obrotów (r/r) w Q1 2026 r.:

  • Usługi (+7,8%)
  • Restauracje i kawiarnie (+6,6%)
  • Rozrywka (+5,8%)
  • Zdrowie i uroda (+5,7%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty i odwiedzalność w Q1 2026 r. kształtowały się następująco:

Kategoria obiektu handlowego (wielkość GLA) Obroty (TO) Odwiedzalność (FF)
Bardzo duże obiekty (>60 tys. mkw.) +5,2% +1,4%
Duże obiekty (40–60 tys. mkw.) +3,7% +0,9%
Średnie obiekty (20–40 tys. mkw.) +2,5% +1,7%
Małe i bardzo małe obiekty (5–20 tys. mkw.) +7,3% +0,3%

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów w Q1 2026 r. odnotowano w regionach: centralnym (mazowieckie, łódzkie), wschodnim (podkarpackie, lubelskie, podlaskie, świętokrzyskie) i północno-zachodnim (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie). Na poziomie aglomeracji wybiły się: Białystok, Poznań oraz Katowice.

„Pierwszy kwartał 2026 r. potwierdza, że handel stacjonarny w kanale centrów handlowych jest w dobrej kondycji. Od kwietnia ubiegłego roku obroty w obiektach handlowych każdego miesiąca – z wyjątkiem listopada – są wyższe niż w odpowiadającym miesiącu roku poprzedniego, a odwiedzalność utrzymuje się na stabilnym poziomie. To dowód na to, że branża cieszy się niezmiennym zaufaniem klientów. Są oni przywiązani do zakupów w centrach handlowych, a co więcej, częściej przyjeżdżają z konkretną intencją zakupową. Stabilnym trendem jest również wysoka dynamika wzrostów dla kategorii usług, gastronomii i rozrywki – klienci szukają zaspokojenia potrzeb wykraczających poza typowo zakupowe i centra handlowe skutecznie im to umożliwiają” – powiedziała Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Andrzej Gałkowski, szef AI w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, przejmuje stery w KPMG w Polsce

0

Z dniem 1 maja 2026 r. Andrzej Gałkowski objął stanowisko Country Managing Partnera w KPMG w Polsce. Nowy lider firmy przez ponad 25 lat budował pozycję KPMG w sektorze finansowym – jako szef sektora bankowego i doradca największych instytucji finansowych w Polsce i za granicą, a w ostatnich latach także jako Partner odpowiedzialny za rozwój usług AI w Polsce i regionie CEE.

W nowej roli będzie koncentrować się na dalszym rozwoju usług doradczych i technologicznych oraz wzmacnianiu kompetencji KPMG w obszarze transformacji cyfrowej i AI dla klientów z różnych sektorów gospodarki – wszystko to budując na solidnym fundamencie usług audytowych, podatkowych i prawnych.

Polska pozostaje kluczowym rynkiem KPMG w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a coraz więcej klientów, firm działających jednocześnie w kilku krajach, oczekuje od doradcy odpowiedzi w skali całego regionu, nie tylko lokalnej. KPMG odpowiada na te potrzeby i w ramach CEE rozwija ofertę doradztwa biznesowego i technologicznego, gdzie skala i złożoność wyzwań rosną najszybciej. Firma stale umacnia też swoją pozycję w audycie i doradztwie podatkowym i prawnym, w których konsekwentnie plasuje się w czołówce rynku. We wszystkich tych obszarach KPMG działa w oparciu o model sektorowy – eksperci z różnych dziedzin łączą siły wokół konkretnej branży, wnosząc wiedzę i doświadczenie dopasowane do jej specyfiki.

Rynek usług doradczych zmienia się fundamentalnie. Klienci coraz rzadziej szukają eksperta w jednym obszarze – oczekują partnera, który rozumie ich biznes, technologię i regulacje jednocześnie, i który weźmie współodpowiedzialność za efekt. Transformacja cyfrowa, szeroko pojęte bezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem czy ekspansja zagraniczna to w praktyce jeden projekt, nie cztery osobne. Naszą odpowiedzią jest model multidyscyplinarny – bo wyzwania biznesowe mają dziś złożony charakter i tylko organizacje, które łączą skalę z elastycznością, mogą im naprawdę sprostać. Sztuczna inteligencja przyspiesza wiele z tych procesów, ale wartość tworzy dopiero wtedy, gdy jest osadzona w kompetencjach i odpowiedzialnym osądzie ludzi, którzy za nią stoją. I tu jest nasza prawdziwa przewaga. Mam to szczęście, że mogę oprzeć się na jednym z najlepszych zespołów profesjonalistów – ludziach, których wiedza, doświadczenie i zaangażowanie są fundamentem tego, co oferujemy klientom, i najlepszą gwarancją tego, co chcemy osiągnąć – mówi Andrzej Gałkowski, Country Managing Partner w KPMG w Polsce.

Andrzej Gałkowski dołączył do KPMG w 1999 roku. Przez ponad 25 lat uczestniczył w najbardziej złożonych transformacjach polskich i międzynarodowych instytucji finansowych – od strategicznych projektów doradczych i technologicznych, wdrożeń wymogów regulacyjnych, po budowę kompleksowych modeli zarządzania ryzykiem dla największych banków w Polsce i za granicą. Od kilku lat kieruje praktyką doradztwa AI w KPMG w Polsce i regionie CEE. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz University of Derby (MSc in International Finance and Investment). Zasiada w Radzie Programowej Europejskiego Kongresu Finansowego.

Jednocześnie, z dniem 1 maja 2026 roku, funkcję Chief Operating Officer w KPMG w Polsce objął Tomasz Wiśniewski, Partner i Szef Zespołu Wycen w KPMG w regionie CEE. W nowej roli będzie odpowiadał za sprawność operacyjną firmy – koordynację procesów wewnętrznych, efektywne zarządzanie zasobami oraz rozwój organizacji zdolnej szybko reagować na zmieniające się potrzeby klientów, pracowników i rynku.

Tomasz Wiśniewski jest Partnerem KPMG w Polsce z ponad 25-letnim doświadczeniem w doradztwie transakcyjnym. Kieruje zespołem specjalistów ds. wycen przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, specjalizując się w doradztwie w zakresie pomiaru i budowania wartości. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej oraz Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej (MBA), posiada uprawnienia FCCA oraz CBV. Wykłada wyceny przedsiębiorstw w SGH i Akademii Leona Koźmińskiego. Ukończył Akademię Psychologii Przywództwa.

Polacy nie uciekają z pieniędzmi za granicę. Wolą trzymać oszczędności pod kontrolą

0

Zjawisko finansowej ucieczki prywatnego kapitału za granicę, które w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego bywa uznawane za naturalną reakcję, w polskich realiach nie znajduje potwierdzenia. Najnowsze dane z badania Opinia24 zrealizowanego dla firmy Tavex wskazują na relatywną odporność polskich oszczędzających na globalne wstrząsy: aż 60 proc. respondentów kategorycznie nie planuje przenoszenia swoich zasobów finansowych za granicę, a dodatkowe 15 proc. ocenia takie działania jako nadmiarową reakcję na sytuację. Choć 12 proc. badanych widzi zasadność takiej dywersyfikacji w przyszłości, to grupa realnie podejmująca kroki w kierunku lokowania środków w obcych jurysdykcjach, walutach czy zagranicznych nieruchomościach pozostaje marginalna i zamyka się w 5 proc. wskazań. Czy czujemy się pewnie?

Globalne napięcia i strach w Polsce?

Obserwując współczesną infosferę, trudno nie odnieść wrażenia, że w mediach tradycyjnych, a zwłaszcza w mediach społecznościowych, panuje permanentny stan podgorączkowy, w którym dyskusje o bezpieczeństwie fizycznym i finansowym w Polsce są skrajnie spolaryzowane i nasycone emocjami, co często prowadzi do narracji o nieuchronnym zagrożeniu. Jednak dogłębna analiza postaw społecznych sugeruje, że owo wyczuwalne napięcie jest w dużej mierze zjawiskiem kreowanym przez algorytmy i sensacyjne formaty newsowe, które sztucznie pompują poczucie zagrożenia, podczas gdy realne decyzje finansowe obywateli oparte są na znacznie trwalszych fundamentach spokoju i pragmatyzmu.

Nie jest to wyłącznie subiektywna intuicja analityków, lecz klarowny i wymierny wniosek płynący z badania zrealizowanego przez Opinia24 na zlecenie firmy Tavex, który stanowi swoiste – sprawdzam dla medialnych teorii o masowym wycofywaniu kapitału z kraju. Na pytanie o to, czy obecna sytuacja na świecie i towarzysząca jej niepewność skłoniły respondentów do realnego rozważenia przeniesienia części zgromadzonych oszczędności za granicę lub ich konwersji na obce waluty, aż 60 proc. badanych udzieliło stanowczej odpowiedzi: „nie, nie planuję takich działań”, a kolejne 15 proc. oceniło tego rodzaju kroki jako reakcję rażąco nieadekwatną, kwitując je stwierdzeniem, że „to przesada”. Zaledwie 12 proc. ankietowanych przyznaje, że rozważa taką ewentualność w bliżej nieokreślonej przyszłości, podczas gdy marginalne grupy – po zaledwie 5 proc. wskazań każda – deklarują, że albo już podjęły konkretne starania w tym kierunku, albo intensywnie nad tym pracują, choć nie przeszły jeszcze do fazy realizacji.

Co najbardziej frapujące w świetle tych danych, układ odpowiedzi pozostaje niemal identyczny we wszystkich grupach wiekowych, co dowodzi, że nie mamy tu do czynienia z izolowaną reakcją jednej, konkretnej generacji, lecz z głęboko zakorzenioną i ogólnospołeczną postawą, wedle której nawet jeśli globalne procesy budzą naturalny niepokój, Polacy nie odpowiadają impulsywnym transferem kapitału poza granice polskiej gospodarki.

Finanse Polaków papierkiem lakmusowym?

To zresztą dobrze wpisuje się w szerszy obraz polskich finansów. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że na koniec III kwartału 2025 roku aktywa finansowe gospodarstw domowych wyniosły 3,79 bln zł, z czego aż 1,85 bln zł stanowiły gotówka i depozyty, a więc najbardziej płynna i zarazem najbardziej zachowawcza część majątku. Dodatkowo NBP odnotował, że wartość pieniądza gotówkowego w obiegu sięgnęła w tym czasie 455,8 mld zł, co potwierdza utrzymującą się skłonność do budowania bezpieczeństwa finansowego w formach prostych, dostępnych i dobrze znanych. Innymi słowy, w czasie globalnej niepewności Polacy nie tyle „uciekają” z krajowego systemu finansowego, ile raczej wzmacniają w nim własne bufory bezpieczeństwa, wybierając rozwiązania płynne, osadzone lokalnie i dające szybki dostęp do środków.

W tym kontekście odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie przenoszą oszczędności za granicę, brzmi: ponieważ dla większości z nich bezpieczeństwo nie oznacza geograficznej zmiany adresu kapitału, lecz możliwość utrzymania nad nim kontroli. Zagraniczne konto, portfel walutowy czy inwestycja w nieruchomość poza Polską mogą z perspektywy medialnej wyglądać atrakcyjnie, ale z perspektywy przeciętnego gospodarstwa domowego niosą również dodatkową warstwę komplikacji: nie tylko kursowych, lecz także prawnych, podatkowych, organizacyjnych i psychologicznych – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Oszczędzanie „na miejscu” jest prostsze, bardziej zrozumiałe, łatwiejsze do monitorowania i – co równie ważne – nie wymaga specjalistycznej wiedzy ani dużego progu wejścia. W praktyce więc wielu Polaków nie postrzega zagranicy jako naturalnego azylu dla swoich pieniędzy, lecz raczej jako rozwiązanie dla węższej grupy osób o większym kapitale, wyższym doświadczeniu inwestycyjnym albo konkretnej potrzebie życiowej – dodaje.

Natomiast Ewa Bułatowicz, ekspert firmy Tavex zawraca uwagę, że: choć zjawisko finansowej „ucieczki” kapitału bywa postrzegane jako naturalna reakcja na niepewność geopolityczną, w praktyce dla wielu osób okazuje się rozwiązaniem bardziej ryzykownym niż pozostawanie przy dobrze znanych i zrozumiałych formach zarządzania finansami. Wynika to w dużej mierze z tego, że poczucie bezpieczeństwa silnie wiąże się z kontrolą – nie tylko nad samymi środkami, lecz także nad zasadami, według których są one zarządzane. Preferowanie znanych schematów postępowania, wzmacniane przez opisany w ekonomii behawioralnej efekt status quo, pozwala tę kontrolę utrzymać, ograniczając jednocześnie złożoność decyzji i postrzegane ryzyko. Mechanizm ten współwystępuje z awersją do straty, zgodnie z którą potencjalne straty są psychologicznie „silniejsze” niż porównywalne zyski – co dodatkowo zniechęca do podejmowania działań wymagających zmiany dotychczasowych schematów.

Na taką postawę wpływa również odbudowujące się zaufanie do złotego. Aż 59 proc. Polaków uznaje polską walutę za stabilną, 63 proc. deklaruje brak zainteresowania kursami walut, a 76 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie kupiło żadnej waluty obcej. Jeśli już do zakupu dochodziło, to w 80 proc. przypadków z powodów praktycznych, głównie w związku z podróżą zagraniczną, a nie w celu ochrony majątku czy budowania walutowej poduszki bezpieczeństwa. To bardzo ważny sygnał – Polacy nie ignorują istnienia walut obcych, ale w większości nie traktują ich dziś jako pierwszego odruchu obronnego. Zwłaszcza że rok 2025 upłynął pod znakiem relatywnie mocnego złotego.

Polskie oszczędności

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Polacy znajdują się dziś raczej na etapie odbudowy i porządkowania oszczędności niż ich masowej internacjonalizacji. Z badania firmy Tavex wynika, że w styczniu 2026 roku już 60 proc. Polaków deklarowało posiadanie oszczędności, co oznacza poprawę względem roku poprzedniego. To ważny kontekst interpretacyjny: w sytuacji, gdy społeczeństwo odbudowuje finansowy oddech po okresie wysokiej inflacji, naturalnym priorytetem staje się nie tyle egzotyczna dywersyfikacja, co wzmacnianie krajowego fundamentu finansowego.

Warto przy tym podkreślić, że „brak transferu za granicę” nie oznacza braku ostrożności ani finansowej dojrzałości. Przeciwnie – w wielu przypadkach może oznaczać racjonalne ważenie ryzyka. Dlatego właśnie wyniki naszego badania są tak interesujące także z perspektywy szerszej debaty ekonomicznej. Pokazują one, że globalna niepewność nie musi automatycznie prowadzić do masowych, nerwowych decyzji finansowych, jeśli lokalne otoczenie – waluta, sektor bankowy, dostęp do oszczędzania i podstawowe poczucie stabilności – pozostaje dla ludzi wystarczająco wiarygodne – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Szczególnie znamienne jest to, że podobny sposób myślenia widoczny jest we wszystkich grupach wiekowych. Gdyby przewagę miały wyłącznie osoby starsze, można byłoby mówić o zachowawczości; gdyby tylko młodsi, o pragmatycznym oswojeniu świata bez granic. Tymczasem powtarzalność trendu niezależnie od wieku sugeruje coś znacznie ważniejszego: w Polsce nie utrwalił się dziś społeczny odruch finansowej ewakuacji, lecz raczej przekonanie, że w czasach niepokoju najpierw trzeba zadbać o lokalny spokój – podsumowuje.

Rynki boją się powrotu inflacji w USA. Obligacje już reagują

Inwestorzy czekają na jutrzejszy kluczowy raport o inflacji w USA, który może przesądzić o tym, jak długo Rezerwa Federalna pod kierownictwem Kevina Warsha będzie utrzymywać stopy procentowe bez zmian. W centrum uwagi pozostają przede wszystkim ceny ropy, podbijane przez napięcia między USA a Iranem w rejonie cieśniny Ormuz. Droższa energia zwiększa ryzyko, że inflacja w Stanach Zjednoczonych utrzyma się na podwyższonym poziomie dłużej, niż wcześniej zakładano.

Na te obawy wyraźnie reaguje rynek obligacji. Rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich wzrosła o 4 punkty bazowe, do 3,92%, ponieważ inwestorzy coraz ostrożniej podchodzą do scenariusza szybkich obniżek stóp procentowych. Od początku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie rynek nie tylko ograniczył oczekiwania na łagodzenie polityki Fed, ale zaczął również wyceniać możliwość podwyżek stóp w przyszłym roku. Obecnie prawdopodobieństwo takiego ruchu do kwietnia 2027 r. przekracza 40%.

Konsensus rynkowy zakłada, że inflacja konsumencka w USA wzrosła w kwietniu do 3,7% rok do roku, natomiast inflacja bazowa, nieuwzględniająca cen żywności i energii, wyniosła 2,7%. Kluczowe będzie to, czy presja cenowa pozostaje skoncentrowana głównie w sektorze energii, czy zaczyna rozlewać się szerzej na gospodarkę. Jeżeli dane okażą się wyższe od oczekiwań, a rynek pracy pozostanie odporny, Fed może mieć ograniczoną przestrzeń do obniżek stóp. Z kolei jeśli wzrost inflacji okaże się przejściowy, a zatrudnienie zacznie słabnąć, bank centralny mógłby wrócić do scenariusza luzowania polityki pieniężnej jeszcze w tym roku.

Dodatkowym sprawdzianem nastrojów będą aukcje amerykańskich obligacji 3-, 10- i 30-letnich. Ich wyniki pokażą, czy inwestorzy nadal są gotowi kupować dług USA mimo rosnących obaw o inflację, większą niepewność polityczną i potencjalne osłabienie wiarygodności Fed. Niepewność rynkową zwiększa również zmiana na stanowisku przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Senat USA ma w tym tygodniu głosować nad zatwierdzeniem Kevina Warsha, kandydata Donalda Trumpa na następcę Jerome’a Powella, którego kadencja jako szefa Fed kończy się w piątek. Nominacja Warsha wpisuje się w szerszy spór między Białym Domem a bankiem centralnym o poziom stóp procentowych i niezależność polityki pieniężnej.

Warsh był członkiem zarządu Fed w latach 2006–2011 i w przeszłości uchodził za jastrzębia inflacyjnego, czyli zwolennika bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej w celu ograniczania presji cenowej. Obecnie jednak jego stanowisko zbliżyło się do poglądu Trumpa, że stopy procentowe są zbyt wysokie. To budzi obawy Demokratów, że jako przewodniczący Fed mógłby być bardziej podatny na presję polityczną ze strony administracji.

Dla rynków najważniejsze pytanie dotyczy więc nie tylko przyszłego poziomu stóp procentowych, ale także niezależności Fed. Jeżeli inwestorzy uznają, że decyzje Fed będą podporządkowane celom politycznym, mogą zażądać wyższej premii za ryzyko przy zakupie amerykańskich obligacji. To z kolei mogłoby utrzymać rentowności na podwyższonym poziomie, nawet jeśli administracja będzie naciskać na niższe stopy.

Warsh może próbować uspokoić rynki, podkreślając niezależność banku centralnego i ostrożność w prowadzeniu polityki pieniężnej. Jego zadanie będzie jednak trudne, ponieważ obejmuje stanowisko w momencie, gdy inflacja nadal ogranicza przestrzeń do łagodzenia polityki, ceny energii pozostają pod presją konfliktu na Bliskim Wschodzie, a Trump otwarcie domaga się niższych stóp. W efekcie najbliższe dane inflacyjne, zachowanie rynku obligacji i pierwsze sygnały ze strony nowego przewodniczącego Fed mogą mieć kluczowe znaczenie dla kierunku dolara, rentowności długu oraz nastrojów na globalnych rynkach finansowych.

Spotkanie Trumpa i Xi w Pekinie: wojna w Iranie, handel, półprzewodniki i inne tematy na agendzie

  • Wojna w Iranie, ceny ropy, inflacja, handel, metale ziem rzadkich, półprzewodniki oraz łańcuchy dostaw dla sektora AI sprawiają, że spotkanie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w tym tygodniu nie jest wyłącznie wydarzeniem dyplomatycznym, ale również istotnym wydarzeniem rynkowym.
  • Najważniejsze pytanie z perspektywy rynków brzmi: czy USA i Chiny będą w stanie ograniczyć szok naftowy związany z wojną w Iranie, nie wywołując jednocześnie szerszego wstrząsu w handlu i technologii.
  • Konstruktywny wynik mógłby wesprzeć aktywa ryzykowne, zwłaszcza azjatyckie akcje, sektory cykliczne, linie lotnicze, branżę turystyczną, wybrane spółki z Chin i Hongkongu oraz akcje firm z łańcucha dostaw sztucznej inteligencji. Niekorzystny wynik mógłby utrzymać wysokie ceny ropy, wzmocnić dolara amerykańskiego i złoto oraz wywrzeć presję na nastroje inwestorów.
  • Inwestorzy nie powinni traktować szczytu jako jednej transakcji typu „wszystko albo nic”. Bardziej zrównoważone podejście zakłada utrzymanie ekspozycji na strukturalne trendy wzrostowe, zachowanie zabezpieczeń przed ryzykiem geopolitycznym i inflacyjnym oraz obserwowanie taktycznych okazji, jeśli dyplomacja ograniczy premię wojenną.

Prezydent USA Donald Trump ma spotkać się z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w Pekinie w dniach 14–15 maja. Będzie to jedno z kluczowych wydarzeń geopolitycznych i rynkowych tego tygodnia.

Wcześniej, 12–13 maja, planowane jest w Seulu spotkanie sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta z chińskim wicepremierem He Lifengiem, aby zawęzić agendę gospodarczą. Rozmowy mają obejmować m.in. przedłużenie rozejmu handlowego, dostawy metali ziem rzadkich oraz potencjalne zakupy amerykańskich towarów przez Chiny.

Jak wyjaśnia Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, ta kolejność ma znaczenie. Jeśli część kwestii gospodarczych zostanie wcześniej uporządkowana, Trump i Xi będą mogli skoncentrować się na ważniejszych tematach strategicznych: wojnie w Iranie, przepływach ropy przez Cieśninę Ormuz, Tajwanie, kontrolach technologicznych oraz kierunku relacji USA–Chiny.

Konflikt z Iranem sprawił, że ropa ponownie znalazła się w centrum debaty makroekonomicznej. Wyższe ceny surowca zwiększają ryzyko inflacyjne, obciążają konsumentów i sprawiają, że banki centralne stają się bardziej ostrożne.

Dlatego to spotkanie ma znaczenie. USA chcą, aby Chiny wykorzystały swoje wpływy w Teheranie, podczas gdy Chinom zależy na stabilnych dostawach energii i drożnych szlakach żeglugowych. Szczyt prawdopodobnie nie zakończy wojny, ale może zmienić sposób, w jaki rynki wyceniają premię wojenną w ropie, handlu, metalach ziem rzadkich i półprzewodnikach.

Co prawdopodobnie znajdzie się na agendzie?

Iran i Cieśnina Ormuz

Iran będzie prawdopodobnie najpilniejszym tematem rozmów. USA będą chciały, aby Chiny wykorzystały swoje wpływy w Teheranie, szczególnie że są dużym nabywcą irańskiej ropy. Rząd Chin z kolei dąży do bezpieczeństwa energetycznego i stabilności szlaków żeglugowych, ale raczej nie będzie chciał działać pod dyktando Waszyngtonu. Najbardziej prawdopodobnym efektem tego spotkania nie jest więc przełomowe publiczne porozumienie, lecz bardziej subtelny sygnał: obie strony mogą zgodzić się co do potrzeby uniknięcia dalszej eskalacji, utrzymania otwartych szlaków żeglugowych i wspierania ścieżki dyplomatycznej.

Dla rynków miałoby to znaczenie. Jeśli Chiny zostaną odebrane jako strona pomagająca utrzymać przepływy ropy, ceny surowca mogą oddać część premii wojennej. Natomiast jeśli spotkanie przerodzi się we wzajemne obwinianie się w sprawie Iranu, ceny ropy mogą utrzymać się na wysokim poziomie, a akcje mogą mieć trudności.

Handel, cła i zaufanie rynku

Handel również będzie przedmiotem rozmów. Inwestorzy nie oczekują, że cła znikną z dnia na dzień. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy obie strony unikną nowej eskalacji. Przedłużenie rozejmu, więcej dialogu lub zobowiązania dotyczące zakupów amerykańskich towarów mogłyby wystarczyć, aby wesprzeć nastroje. Rynki nie potrzebują tu perfekcyjnego rozwiązania, lecz przewidywalności.

Spokojniejsze tło w relacjach handlowych USA–Chiny pomogłoby globalnym spółkom cyklicznym, azjatyckim eksporterom, sektorowi przemysłowemu oraz rynkom akcji w Chinach i Hongkongu. Z kolei bardziej konfrontacyjny ton ponownie wzbudziłby obawy, że wojna w Iranie nie jest już wyłącznie szokiem energetycznym, lecz częścią szerszej historii geopolitycznej fragmentacji.

Metale ziem rzadkich i półprzewodniki

Po ropie może to być najważniejszy temat dla rynków. Chiny kontrolują znaczną część przetwórstwa metali ziem rzadkich, które są kluczowe dla pojazdów elektrycznych, systemów obronnych, lotnictwa i kosmonautyki, robotyki, urządzeń energetycznych oraz części szeroko rozumianego łańcucha dostaw technologii. USA z kolei kontrolują dostęp do zaawansowanych technologii półprzewodnikowych i chipów AI. Tworzy to trudny układ negocjacyjny. Chiny chcą złagodzenia amerykańskich ograniczeń technologicznych. USA chcą gwarancji, że krytyczne surowce będą nadal płynąć.

Dla inwestorów stawką jest zaufanie do łańcuchów dostaw. Jeśli spotkanie złagodzi napięcia związane z surowcami ziem rzadkich i chipami, może to pozytywnie wpłynąć na akcje spółek z branży półprzewodników, motoryzacyjnej, lotniczej, przemysłowej oraz wybranych spółek zajmujących się infrastrukturą sztucznej inteligencji. Jeśli napięcia wzrosną, rynki mogą zacząć wyceniać większe zakłócenia w dostawach i wyższe koszty.

AI i bezpieczeństwo narodowe

AI nie jest już wyłącznie tematem wzrostowym. Stała się również kwestią bezpieczeństwa narodowego.

Relacje USA–Chiny będą kształtować przyszłość sprzętu dla sektora AI, infrastruktury chmurowej, centrów danych, chipów, zaawansowanej produkcji i cyberbezpieczeństwa. Każda rozmowa o zarządzaniu AI, kontrolach eksportowych lub zasadach bezpieczeństwa technologicznego może wpływać na nastroje w całym łańcuchu wartości AI.

Konstruktywne spotkanie nie usunie strategicznej rywalizacji. Pomocne byłyby jednak nawet same kanały komunikacji i jaśniejsze reguły gry. Inwestorzy przyzwyczaili się do konkurencji, jednak tym, czego nie akceptują, jest niepewność, która nagle zaburza łańcuchy dostaw lub odcina dostęp do krytycznych komponentów.

Ryzyko wokół Tajwanu

Tajwan pozostanie wrażliwym tematem, ponieważ Pekin jest zaniepokojony amerykańską sprzedażą broni Tajwanowi i może zabiegać o mocniejsze deklaracje USA przeciwko niepodległości tego państwa. Tajpej odrzuca z kolei roszczenia Pekinu i nadal dąży do większego uznania międzynarodowego.

Dla rynków Tajwan nie jest wyłącznie punktem zapalnym geopolityki. Jest centralnym elementem łańcucha dostaw półprzewodników. Każda narracja sugerująca spadek napięć mogłaby wesprzeć tajwańskie akcje i globalne nastroje wokół chipów. Agresywna retoryka mogłaby z kolei wywrzeć presję na półprzewodniki i szerzej na azjatyckie aktywa ryzykowne. To kolejny powód, dla którego spotkanie ma znaczenie wykraczające poza politykę. Ryzyko związane z Tajwanem jest bezpośrednio powiązane z wycenami globalnej technologii.

Trzy scenariusze dla rynków

Scenariusz 1: Konstruktywnie, ale bez konkretów – najbardziej prawdopodobny wariant

To scenariusz bazowy. Dwaj przywódcy unikają poważnej konfrontacji. Zgadzają się, że przepływy energii powinny się normalizować, dialog handlowy powinien być kontynuowany, a kanały w łańcuchach dostaw pozostać otwarte. Nie dochodzi do formalnego przełomu w sprawie Iranu, ale ton rozmów jest wystarczająco stabilny, by uspokoić rynki.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy spadają, ale nie załamują się.
  • Rynki akcji odbijają, szczególnie w Azji i w segmentach cyklicznych.
  • Dolar amerykański lekko się osłabia.
  • Złoto przechodzi w konsolidację.
  • Półprzewodniki i infrastruktura AI odzyskują pozycję liderów.
  • Chiny i Hongkong notują taktyczne odbicie ulgi.

Byłby to pozytywny wynik, ale nie pełne wyzerowanie ryzyka. Inwestorzy nadal musieliby monitorować ceny ropy, dane inflacyjne i komunikację banków centralnych.

Scenariusz 2: Chiny pomagają stworzyć ścieżkę deeskalacji

To scenariusz wzrostowy. Chiny po cichu wspierają ścieżkę dyplomatyczną, która pomaga ograniczyć presję wokół Cieśniny Ormuz. Rynek ropy zaczyna wyceniać niższe ryzyko zakłóceń. USA i Chiny unikają również nowej eskalacji w handlu i technologii.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy gwałtownie spadają wraz z wygasaniem premii wojennej.
  • Zyskują linie lotnicze, turystyka, sektor dóbr uznaniowych i gospodarki importujące ropę.
  • Oczekiwania inflacyjne maleją.
  • Rentowności obligacji mogą spaść.
  • Akcje odnotowują wzrosty, napędzane przez sektory cykliczne i rynki azjatyckie.
  • Spółki energetyczne mogą pozostać w tyle po wcześniejszym mocnym wzroście.

Byłby to najbardziej pozytywny scenariusz dla inwestorów skłonnych do podejmowania ryzyka. Potwierdzałoby to tezę, że wstrząs geopolityczny staje się coraz łatwiejszy do opanowania.

Scenariusz 3: Spotkanie ujawnia głębsze pęknięcie w relacjach USA–Chiny

To scenariusz risk-off. USA mocno naciskają na Chiny w sprawie zakupów irańskiej ropy. Chiny odmawiają działań, które mogłyby wyglądać jak presja na Teheran. Tajwan, chipy i metale ziem rzadkich stają się źródłem sporu, a nie kompromisu.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy utrzymują się na wysokim poziomie lub dalej rosną.
  • Dolar amerykański się umacnia.
  • Ceny złota zyskują wsparcie.
  • Azjatyckie rynki akcji znajdują się pod presją.
  • Akcje spółek z branży półprzewodników tracą na wartości w obliczu ponownego nasilenia napięć w sektorze technologicznym.
  • Relatywnie lepiej radzą sobie energia, sektor obronny i zabezpieczenia przed inflacją.

Byłby to najtrudniejszy scenariusz dla inwestorów, ponieważ łączyłby dwa szoki: naftowy i podażowy w łańcuchach dostaw.

Jak inwestorzy mogą myśleć o pozycjonowaniu?

Kluczem jest unikanie stawiania wszystkiego na jedną „polityczną kartę”. To tydzień pełen ważnych wydarzeń – jednocześnie na pierwszy plan wysuwają się sprawy związane z Iranem, stosunki dyplomatyczne między USA a Chinami, dane o inflacji oraz wyniki finansowe. Bardziej zrównoważone podejście może mieć więcej sensu.

Utrzymanie ekspozycji na strukturalny wzrost, ale selektywnie

AI pozostaje jednym z najsilniejszych strukturalnych tematów na rynku. Sezon wyników potwierdził, że firmy powiązane z infrastrukturą AI, półprzewodnikami, pamięcią, sieciami, energetyką i centrami danych nadal obserwują silny popyt. Konstruktywne spotkanie Trumpa i Xi mogłoby wesprzeć ten temat poprzez ograniczenie niepewności wokół łańcuchów dostaw. Inwestorzy nie powinni jednak zakładać, że każda spółka powiązana z AI skorzysta w takim samym stopniu. Rynek staje się bardziej selektywny i premiuje firmy, które pokazują realne przychody, siłę cenową oraz widoczność przyszłych wyników.

Ryzyko polega na tym, że ponowne napięcia technologiczne między USA i Chinami mogłyby szybko uderzyć w nastroje, szczególnie po silnych wzrostach w sektorze półprzewodników i spółek infrastruktury AI.

Zachowanie części zabezpieczeń przed inflacją i ryzykiem geopolitycznym

Dopóki ryzyko wokół Cieśniny Ormuz nie zostanie realnie rozwiązane, ropa i złoto pozostają ważnymi wskaźnikami rynkowymi. Ekspozycja na energię może pełnić funkcję zabezpieczenia przed utrzymującym się szokiem naftowym, ale powinna być odpowiednio skalowana. Jeśli dyplomacja zadziała, ceny ropy mogą szybko spaść, a spółki energetyczne oddać część wcześniejszych zysków. Złoto może pomagać w okresach napięć geopolitycznych, ale wyższe realne rentowności i mocniejszy dolar mogą ograniczać jego potencjał wzrostowy.

W przypadku inwestorów nie chodzi o wycofanie się z rynku, lecz o uznanie, że szoki inflacyjne mogą zmieniać korelacje i osłabiać skuteczność tradycyjnej dywersyfikacji.

Obserwowanie taktycznego odbicia w Chinach i Azji

Konstruktywny szczyt mógłby wesprzeć rynki akcji w Chinach i Hongkongu, azjatyckich eksporterów, spółki przemysłowe, motoryzacyjne oraz konsumenckie. Skala ulgi mogłaby być większa, gdyby jednocześnie spadły ceny ropy, ponieważ niższe koszty energii zmniejszyłyby presję na marże, konsumentów i banki centralne.

Korea i Tajwan pozostają ważnymi elementami azjatyckiej historii AI, ale oba rynki są również wrażliwe na wynik spotkania. Konstruktywny szczyt mógłby wesprzeć Tajwan poprzez obniżenie ryzyka geopolitycznego wokół półprzewodników i łańcuchów dostaw, podczas gdy Korea mogłaby skorzystać na większym zaufaniu do popytu na pamięć, motoryzację, baterie i handel globalny. Negatywny wynik działałby odwrotnie: Tajwan mógłby ponownie znaleźć się pod presją obaw o chipy i ryzyko geopolityczne, a Korea odczułaby słabsze nastroje handlowe, wyższe koszty produkcji i szerszą ostrożność wobec spółek cyklicznych. Jednocześnie udany szczyt może poprawić nastroje wobec Chin i Hongkongu, ale nie rozwiązuje automatycznie problemów chińskiego rynku nieruchomości, konsumpcji ani zaufania.

Gospodarki importujące ropę mogłyby skorzystać na deeskalacji

Jeśli po spotkaniu ceny ropy spadną, ulgę mogą odczuć rynki importujące surowiec, takie jak Japonia, Indie i część Azji Południowo-Wschodniej. Linie lotnicze, turystyka, logistyka i sektory nastawione na konsumenta również mogłyby skorzystać. Jeśli jednak utrzymają się wysokie ceny ropy, te same obszary pozostaną wrażliwe. Wyższe koszty paliw mogą wywierać presję na marże, osłabiać wydatki konsumentów i utrzymywać podwyższone oczekiwania inflacyjne.

Unikanie nadmiernej pewności

Reakcja rynku może szybko się zmieniać wraz z napływem szczegółów spotkania. Pozytywne wiadomości mogą wesprzeć nastroje na kilka godzin, ale inwestorzy będą chcieli zobaczyć, czy rzeczywiście ulega poprawie sytuacja wokół szlaków żeglugowych, przepływów ropy, kontroli eksportowych i retoryki handlowej.

Wnioski dla inwestorów:

  • Spotkanie Trumpa i Xi prawdopodobnie nie zakończy wojny w Iranie, ale może wpłynąć na to, jak rynki będą ją wyceniać.
  • Konstruktywny wynik ograniczyłby część premii za ryzyko w cenach ropy, wsparł Azję i spółki cykliczne oraz poprawił nastroje wokół łańcucha dostaw AI. Negatywny scenariusz utrzymałby podwyższone ryzyka inflacyjne i przekształcił wojnę w Iranie z regionalnego szoku energetycznego w szerszy strategiczny wstrząs w relacjach USA–Chiny.
  • Dla inwestorów właściwym podejściem jest równowaga: utrzymanie ekspozycji na strukturalnych zwycięzców, zachowanie ochrony przed szokami naftowymi i inflacyjnymi oraz gotowość do wykorzystania taktycznych okazji, jeśli dyplomacja obniży premię za ryzyko.
  • To nie jest tydzień na pełne nastawienie risk-on ani na pełną defensywę. To tydzień, w którym warto zachować elastyczność, obserwować sygnały i unikać sytuacji, w której jeden nagłówek decyduje o całym portfelu.

Spotkanie Trumpa i Xi pokazuje, że geopolityka coraz mocniej przenika się z rynkami energii, technologią i globalnymi łańcuchami dostaw. Dla inwestorów kluczowe jest nie tyle przewidzenie jednego scenariusza politycznego, ile zrozumienie, jak szybko zmiany w cenach ropy, napięcia wokół półprzewodników czy dostęp do metali ziem rzadkich mogą przełożyć się na wyceny wielu klas aktywów jednocześnie. W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera elastyczne podejście do portfela, oparte na różnych źródłach ekspozycji i odporne na nagłe zwroty w narracji rynkowej. Dywersyfikacja pozostaje narzędziem ograniczania wpływu pojedynczych szoków, zwłaszcza gdy jeden polityczny komunikat może zmienić oczekiwania wobec inflacji, handlu i sektora technologicznego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Polacy oglądają tyle samo telewizji co 10 lat temu. Zmieniło się tylko to, co wybierają

0

Z porównania klasycznych raportów Nielsena, dotyczących średniej liczby widzów oraz udziału danej stacji w widowni telewizyjnej w latach 2015-2022 z danymi The Gauge z okresu 2023-2026, badającymi głównie strukturę ekranową, płyną zaskakujące wnioski. Okazuje się, że przez około 10 ostatnich lat czas oglądania telewizji wśród Polaków praktycznie się nie zmienił. Wynosi on wciąż średnio około 4h dziennie. Zmieniło się natomiast to, kto, co i jak ogląda. Tym, co pozostaje jednak wciąż niezmienne jest fakt, iż Polacy chętnie oglądają w telewizji wydarzenia na żywo, w tym przede wszystkim sport.

Z danych z raportu Nielsena All Screens Video Landscape, a także z analiz platformy OTT MEGOGO wynika, że zarówno w telewizji linearnej, jak również w streamingu największą popularnością widzów w marcu br. cieszyły się właśnie wydarzenia sportowe. W obydwu przypadkach, jeśli chodzi o liczbę użytkowników, na dwóch pierwszych miejscach znalazły się barażowe mecze Polaków w piłce nożnej – odpowiednio ze Szwecją oraz Albanią.

Trochę historii dotyczącej polskiej telewizji w latach 2015-2026

Pokutuje przeświadczenie, że kres tradycyjnej telewizji jest bliski. Nic bardziej mylnego. Mimo zmian krajobrazu telewizyjnego, który polega w głównej mierze na transformacji sposobu odbioru treści, udział TV linearnej zmienił się w latach 2015-2026 z około 95 proc. do 80-85 proc. w zależności od analizowanego miesiąca. Streaming bije co prawda rekordy, ale wynoszą one nieznacznie ponad 10 proc. W marcu 2026 r. było to rekordowe 10,7 proc. – wyjaśnia Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce, platformy streamingowej, która dostarcza telewizję online, w tym sport na żywo, a także oferuje dostęp do biblioteki filmów VOD.

Przyglądając się bliżej danym Nielsena i zestawiając je z raportami The Gauge, które są publikowane przez Nielsena od 2023 r., widać kilka głównych trendów kształtujących polski krajobraz telewizyjny w Polsce.

Telewizja w Polsce transformuje, odchodząc od rozrywki i ewoluując w kierunku wydarzeń na żywo – newsów oraz sportu. Co istotne, streaming nie wypiera TV, ale nadbudowuje się na niej. Technologia ta rozwija się, ale głównie dotyczy to odbiorników telewizyjnych. To młodzi użytkownicy w głównej mierze wpływają na rozwój streamingu. Ci bardziej dojrzali odpowiadają za utrzymywanie się roli telewizji linearnej – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

Paradoks rozwoju streamingu – rośnie, wzmacniając znaczenie sportu

Dane Sports Marketing Surveys Ltd pokazują, że 77 proc. Europejczyków ogląda sport[1].

Nawet w erze rozwoju streamingu, gdzie telewizja tradycyjna przegrywa z VOD, nadal zwycięsko wychodzi w kontekście wydarzeń na żywo. To głównie sport utrzymuje masową widownię linearnej TV. Jednak ta się nie poddaje, tworząc inne formaty, takie jak np. seriale na wyłączność czy wielkie show o wysokich budżetach – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

Streaming nie zastępuje sportu, tylko o niego walczy

Z analiz Ampere[2] wynika, że średnio ponad 1/3 fanów sportu w największych krajach Europy, w tym dodatkowo w Szwecji i w Polsce, wskazuje streaming jako preferowany kanał oglądania sportu. Oznacza to, że klasyczna forma telewizji wciąż pełni dominującą rolę.

Mimo to, na rynku widać zwiększone zainteresowanie dużych platform pozyskiwaniem kontentu sportowego w Europie. W 2016 roku streaming odpowiadał za mniej niż 1 proc. praw sportowych, podczas gdy w 2026 r. będzie on wynosił już 17 proc. Co istotne, gdy prawa są dzielone między różne platformy lub między telewizję i streaming jednego nadawcy, usługi linearne wciąż zwykle osiągają wyższe wyniki. Przykładem może być rola w Wielkiej Brytanii Sky Sports i Now Sports, czyli rozwiązania należącego do tego nadawcy. Korzystanie z usługi linearnej deklarowało 45 proc., w porównaniu do 5 proc. informujących, że preferuje streaming Now Sports. W Hiszpanii nadawca linearny, w tym przypadku Movistar+, wciąż ma dominującą pozycję w stosunku do platformy streamingowej DAZN.

Czy streaming jednoznacznie wyprze telewizję tradycyjną ze sportu? Na razie się na to nie zanosi. Europejskie przykłady pokazują jednak, że każde rozwiązanie może znaleźć dla siebie miejsce.

[1] https://www.sportcal.com/pressreleases/report-77-per-cent-of-europeans-watch-sport-on-tv/?utm_source=chatgpt.com

[2] https://www.tvbeurope.com/media-consumption/the-olympic-shift-how-streamers-are-redefining-sports-viewing-in-europe?utm_source=chatgpt.com

Autonomiczne systemy AI w Google Cloud mogą uzyskiwać dostęp do danych firmy

Autonomiczne systemy AI działające w chmurze Google mogą w określonych warunkach uzyskiwać dostęp do danych i zasobów organizacji na poziomie uprzywilejowanego użytkownika. Jak wskazują badacze zespołu Unit 42, problem dotyczy środowiska Google Cloud, w tym platformy Vertex AI, gdzie domyślne konfiguracje mogą nadawać agentom AI zbyt szerokie uprawnienia[1]. W praktyce oznacza to, że błędnie skonfigurowany lub przejęty agent może uzyskiwać dostęp do kluczowych danych i systemów, wykraczający poza jego rzeczywiste potrzeby operacyjne.

Odkrycie to wpisuje się w szerszy trend związany z rosnącą rolą autonomicznych systemów w środowiskach chmurowych. Coraz więcej firm wykorzystuje agentów AI do automatyzacji procesów biznesowych, powierzając im dostęp do wielu systemów jednocześnie. Nie jest to odosobniony przypadek – z analiz Palo Alto Networks wynika, że aż 99% organizacji doświadczyło w ostatnim roku co najmniej jednego ataku wymierzonego w systemy AI, a najczęstsze scenariusze obejmują przejmowanie uprawnień i dostęp do danych[2].

Wraz z rosnącą skalą wdrażania agentów AI firmy tworzą systemy o bardzo szerokim zakresie autonomii. Jeśli ich uprawnienia nie są odpowiednio ograniczone, mogą stać się naturalnym celem dla atakujących i w efekcie działać jak uprzywilejowani użytkownicy z dostępem do krytycznych zasobów. W przypadku Google Cloud Vertex AI problem wynikał z faktu, że domyślne ustawienia przypisywały agentowi zakres dostępu wykraczający poza jego rzeczywiste potrzeby operacyjne, co w praktyce otwierało możliwość dalszej eskalacji uprawnień. W efekcie pojedynczy komponent mógł stać się punktem wyjścia do szerszego dostępu do zasobów chmurowych, w tym danych przechowywanych w infrastrukturze organizacji –  wskazuje Tomasz Pietrzyk, dyrektor techniczny w Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Analiza wskazuje również, że w określonych warunkach możliwy był dostęp do elementów infrastruktury platformy, co zwiększa ryzyko poznania jej architektury i potencjalnych ataków na łańcuch dostaw. Eksperci Unit 42 zwracają też uwagę, że zakres domyślnych uprawnień może w niektórych scenariuszach obejmować inne usługi powiązane z ekosystemem organizacji.

Nowe ustalenia pokazują zmianę charakteru zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją. Dotychczas AI była przede wszystkim narzędziem wykorzystywanym przez cyberprzestępców – m.in. do automatyzacji phishingu czy tworzenia złośliwego oprogramowania. Obecnie coraz częściej staje się także celem ataku lub jego pośrednikiem. Jednocześnie rozwój AI skraca czas między wykryciem podatności a jej wykorzystaniem, co dodatkowo zwiększa znaczenie błędnych konfiguracji i nadmiernych uprawnień.

Kluczowe znaczenie ma właściwa konfiguracja i nadzór nad systemami AI. W praktyce oznacza to konieczność ścisłego ograniczania zakresu uprawnień zgodnie z podstawową zasadą “least privilege” obowiązującą w security, stosowania dedykowanych kont usługowych zamiast domyślnych ustawień oraz regularnego audytu dostępu do danych i usług. Coraz większą rolę odgrywa również monitorowanie zachowania agentów AI, które – podobnie jak w przypadku użytkowników uprzywilejowanych – powinno być analizowane pod kątem anomalii – podkreśla Tomasz Pietrzyk.

Rozwój platform takich jak Vertex AI przyspiesza transformację cyfrową przedsiębiorstw, ale jednocześnie zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie. Autonomiczne systemy stają się pełnoprawnymi uczestnikami środowiska IT, a to oznacza, że wymagają takiego samego podejścia jak użytkownicy z wysokimi uprawnieniami – z jasno określonym zakresem dostępu i stałą kontrolą ich działania.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/double-agents-vertex-ai/

[2] https://www.paloaltonetworks.com/blog/2025/12/cloud-security-2025-report-insights/

Ransomware znów blisko rekordów. Co miesiąc ponad 700 organizacji trafia na listy ofiar

Co miesiąc nawet 700 organizacji staje się ofiarami grup ransomware! Według najnowszego raportu „State of Ransomware Q1 2026” firmy Check Point Research, ogólna liczba ataków jest bliska historycznych maksimów. Równolegle zmienia się obraz ataków dla okupu – na rynku jest mniej graczy, ale bardziej skutecznych.

W pierwszym kwartale 2026 r. analitycy bezpieczeństw cybernetycznego z Check Point Research śledzili ponad 70 aktywnych witryn z wyciekami danych, które rejestrowały średnio ponad 700 ofiar miesięcznie przy minimalnych wahaniach między styczniem a marcem. Chociaż wyniki rok do roku (YoY) sugerują niewielki spadek w porównaniu do Q1 2025, to porównanie okazuje się mylące. Ubiegłoroczne statystyki zostały sztucznie zawyżone przez jedną masową kampanię. Po usunięciu tej anomalii aktywność ransomware faktycznie wzrosła.

– Ransomware w 2026 roku nie jest już grą liczb. To problem koncentracji i przyspieszenia. Gdy mniejsza liczba bardziej kompetentnych grup napędza większość ataków, każdy incydent niesie ze sobą większe skutki operacyjne i finansowe. Jednocześnie sztuczna inteligencja zaczyna skracać cykl życia ataku – od uzyskania dostępu do eksploatacji – sprawiając, że istniejące punkty ekspozycji są groźniejsze niż kiedykolwiek – uważa Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w Check Point Software.

Najważniejszą zmianą w tym kwartale nie jest liczba ataków, lecz to, kto je przeprowadza. Okazuje się, że rynek grupa hakerskich, odpowiedzialnych za ataki dla okupu konsoliduje się… Podczas gdy w Q3 2025 aktywność była rozproszona na rekordową liczbę grup, do Q1 2026 ich liczba spadła, a udział rynkowy największych operatorów przekroczył 70%.

Eksperci Check Pointa tłumaczą to presją organów ścigania i zakłóceniami infrastruktury, które eliminują mniejszych graczy. Silniejsze grupy przetrwały, wchłonęły rozproszonych współpracowników (affiliates) i urosły w siłę. W Q1 2026 grupy takie jak Qilin, Akira, The Gentlemen i LockBit odpowiadały łącznie za 41% wszystkich ofiar. Skonsolidowane operacje są zazwyczaj lepiej zorganizowane, bardziej spójne operacyjnie i odporniejsze na próby ich zablokowania.

Głównym celem ataków dla okupu pozostają Stany Zjednoczone, odpowiadając za równe 50% wszystkich odnotowanych ofiar. Wynik ten związany jest przede wszystkim z dużą ilością przedsiębiorstw oraz rozwiniętej infrastruktury cyfrowej w tym kraju. Kolejne miejsca zajmują Kanada (4%) oraz Wielka Brytania (4%), a tuż za nimi plasują się Niemcy (3%) i Francja (3%). Zdaniem analityków Check Pointa najczęściej atakowanymi branżami są produkcja, usługi biznesowe, ochrona zdrowia oraz sektory przemysłowe.

Dżentelmeni wkraczają do gry. Powraca LockBit

Najskuteczniejszym łowcą jest obecnie grupa Qilin, który w pierwszym kwartale roku zaatakowała 338 organizacji na całym świecie. Za jej plecami znajduje się Akira z 197 ofiarami w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku; jednak najciekawszy przypadek to zamykający czołową trójkę gang The Gentlemen. „Dżentelmeni” stali się jedną z wiodących sił w zaledwie kilka miesięcy od rozpoczęcia działalności. Ich sukces opiera się na skali wcześniej przygotowanych dostępów (pre-positioned access). Zamiast polegać na powolnej i przypadkowej eksploatacji luk, grupa operuje na ogromnych bazach przejętych punktów wejścia do sieci.

Ich model działania wyróżnia się przede wszystkim geograficznie: tylko 13% ofiar pochodziło z USA (przy średniej rynkowej wynoszącej 49,6%), a ataki koncentrowały się w regionie APAC i Ameryce Łacińskiej. Nie wynika to z celowego unikania celów w USA, lecz odzwierciedla miejsca, w których grupa posiadała już gotowe dostępy. Napastnicy coraz częściej atakują tam, gdzie mają otwartą drogę, a niekoniecznie tam, gdzie ofiary są najbogatsze.

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych i odpornych grup ransomware na świecie jest LockBit, która w pierwszym kwartale 2026 roku potwierdziła swój powrót do ścisłej globalnej czołówki. Historia grupy to ciągła walka z organami ścigania, z której wielokrotnie wychodziła obronną ręką. Po znaczących operacjach służb mundurowych w 2024 roku (m.in. „Operation Cronos”), które miały na celu rozbicie grupy, LockBit zdołał odbudować swoją infrastrukturę i w Q1 2026 odnotował 163 ofiary. Grupa nadal stosuje schemat podwójnego wymuszenia (double-extortion), polegający na szyfrowaniu danych i jednoczesnej groźbie ich upublicznienia na specjalnych stronach z wyciekami (Data Leak Sites), jeśli okup nie zostanie wpłacony.

Rekomendacje dla firm

Eksperci CPR są zgodni. W sytuacji rosnącego zagrożenia atakami dla okupu praktyczna obrona wymaga przede wszystkim zatrzymania ataków na poziomie dostępu do sieci i chmury poprzez stosowanie architektury Hybrid Mesh Network Security oraz kontroli Zero Trust, co pozwala na blokowanie zagrożeń, zanim dotrą one do urządzeń końcowych. Kluczowe staje się również zarządzanie ekspozycją (Exposure Management), czyli identyfikacja aktywów i luk, które atakujący mogą realnie wykorzystać jeszcze przed dokonaniem włamania.

Całość strategii musi dopełniać ochrona użytkowników w ramach Workspace Security, która dzięki rozwiązaniom opartym na sztucznej inteligencji skutecznie blokuje wektory dostarczania zagrożeń, takie jak phishing czy złośliwe linki. – Organizacje muszą odejść od reagowania na incydenty ransomware na rzecz proaktywnego ograniczania ekspozycji poprzez zamykanie luk w dostępie, wzmacnianie kontroli tożsamości i sieci oraz ograniczanie ruchu bocznego (lateral movement), zanim ataki zostaną uruchomione z maszynową prędkością – podkreśla Sergey Shykevich.

Konflikt na Bliskim Wschodzie miesza na rynkach. Glapiński jednocześnie gołębi i jastrzębi

Toczący się na Bliskim Wschodzie konflikt pokazuje, że nic nie musi być takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Strony mogą się wzajemnie atakować, utrzymując jednocześnie zawieszenie broni. Obawy o eskalację mogą odciskać piętno na giełdach, a nadzieje na porozumienie zwiększać apetyt na ryzyko na forexie. Natomiast prezes NBP może być równocześnie gołębiem i jastrzębiem. 

Gorące zawieszenie

Doniesienia z Zatoki Perskiej zasadniczo pozostają bez zmian. Teoretycznie obowiązuje wciąż zawieszenie broni, ale nie przeszkadza to stronom konfliktu czasem dokonać jakichś ataków. Donald Trump nazwał ostatnią potyczkę w swoim stylu „miłosnym klepnięciem”, co w sumie w jego słowniku może oznaczać, że porozumienie rzeczywiście jest blisko. Niestety chyba innego zdania pozostają Irańczycy, ponieważ arabskie media twierdzą, że kluczowe aspekty (uran, Cieśnina Ormuz, reparacje) wciąż pozostają kością niezgody. Czy kolejne godziny lub dni przyniosą jakiś przełom? Weekendowe wydarzenia potrafią nie raz zaskoczyć, ale trudno nie pozostać sceptycznym, co do szybkiej i realnej ugody. Zegar tyka, a chińska podróż prezydenta Trumpa już za rogiem. Czy to Xi Jinping okaże się gołębiem pokoju, a Chiny jedynym stabilizatorem geopolitycznym na świecie? Długofalowe konsekwencje takiego stanu rzeczy mogą być dla USA o wiele kosztowniejsze od krótkoterminowych efektów konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Prezes na dwóch skrzydłach

Do wydarzeń w Zatoce Perskiej nie mógł nie odnieść się w trakcie konferencji szef NBP. Miała ona oczywiście miejsce po majowej decyzji RPP o utrzymaniu stóp procentowych na tym samym poziomie (referencyjna to 3,75%). Można było odnieść wrażenie, że przedłużający się konflikt przesunął akcenty na bardziej jastrzębie w komunikacji prof. Adama Glapińskiego. Obawia się on, że trwający szok podażowy na rynku surowców (nie będąc samodzielnym zmartwieniem Rady) może prowadzić do odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych. Dodatkowo możliwy jest w tych warunkach powrót wyższej presji na wzrost wynagrodzeń, co mogłoby wywołać efekt drugiej fali. Jednak równocześnie prezes NBP starał się tonować podwyżkowe nastroje, twierdząc, że napięcia będą działały spowalniająco na wzrost gospodarczy i w ten sposób ograniczą dynamikę cen. Dodatkowo wyższe koszty paliw czy nośników energii mają ograniczyć wydatki w innych kategoriach. Ostatecznie każdy mógł z wypowiedzi prof. Glapińskiego wyłuskać akurat to, co mu najbardziej pasuje. Rynkom pasuje w dalszym ciągu obstawianie przynajmniej jednej podwyżki stóp do końca roku.

Dolar pod presją nadziei

Zarówno decyzja RPP, jak i konferencja szefa NBP nie stanowiły istotnych impulsów dla polskiego złotego. Ten wraz z większą częścią rynku walutowego pozostaje głównie pod wpływem sygnałów z Bliskiego Wschodu. W piątek forex zdaje się ignorować negatywne doniesienia i skupia się na szansach porozumienia. Wywołało to kolejną (chociaż już gasnącą) falę osłabienia dolara amerykańskiego, a co za tym idzie umocnienia walut EM. Kurs EUR/USD znowu wyszedł powyżej 1,175 USD, ale nie da się ukryć, że wciąż utrzymuje się układ konsolidacyjny. Przekłada się to na kurs dolara poniżej 3,60 zł, a kurs euro zatrzymał się przy 4,23 zł. Jedną z najmocniejszych walut pozostaje korona norweska, która korzysta z efektu zaskoczenia w postaci wczorajszej niespodziewanej podwyżki stóp procentowych (główna to teraz 4,25%) oraz z wciąż wysoko wycenianych cen surowców energetycznych (jako jeden z najważniejszych eksporterów węglowodorów). Tym samym kurs NOK/PLN pozostaje powyżej 0,39 zł, czyli na najwyższych poziomach od jesieni 2023 roku. Ostatnim aktem odczytowym dla rynków będą dzisiejsze dane z USA – NFP już o 14:30. Analitycy spodziewają się utrzymania narracji o wciąż odpornym rynku pracy, którego kondycję podsumowują stwierdzeniem: nie zatrudniają, ale też nie zwalniają.

Henkel po I kwartale 2026: wzrost organiczny, przejęcia i utrzymana prognoza roczna

Henkel zakończył pierwszy kwartał 2026 roku sprzedażą Grupy na poziomie 4,95 mld euro. Oznacza to nominalny spadek o 5,5 proc. wobec analogicznego okresu poprzedniego roku, kiedy sprzedaż wyniosła 5,24 mld euro. Jednocześnie sprzedaż organiczna, czyli po korekcie o wpływ kursów walutowych oraz przejęcia i zbycia, wzrosła o 1,7 proc.

Według spółki wzrost organiczny był widoczny w obu głównych jednostkach biznesowych. Adhesive Technologies odnotowało wzrost organiczny sprzedaży o 1,7 proc., natomiast Consumer Brands o 1,8 proc. W obu segmentach pozytywnie rozwijały się zarówno ceny, jak i wolumeny sprzedaży.

Na wyniki nominalne negatywnie wpłynęły przede wszystkim kursy walutowe. Ich wpływ na sprzedaż Grupy wyniósł -5,2 proc. Przejęcia i zbycia obniżyły sprzedaż o kolejne 2,1 proc. Komponent cenowy zwiększył sprzedaż o 0,7 proc., a komponent wolumenowy o 1,0 proc.

Europa słabsza, mocny wzrost w IMEA i Azji

W ujęciu regionalnym wyniki Henkla były zróżnicowane. W Europie sprzedaż organiczna spadła o 3,4 proc. W Ameryce Łacińskiej była niższa o 3,1 proc. Z kolei region IMEA, obejmujący Indie, Bliski Wschód i Afrykę, zanotował wzrost organiczny o 12,8 proc., a region Azji i Pacyfiku o 10,3 proc. W Ameryce Północnej sprzedaż organiczna wzrosła o 0,9 proc.

Największym rynkiem Henkla pozostaje Europa, która odpowiadała w pierwszym kwartale za 39 proc. sprzedaży Grupy. Ameryka Północna miała 25-proc. udział, Azja i Pacyfik 18 proc., IMEA 11 proc., a Ameryka Łacińska 8 proc.

Adhesive Technologies ze wzrostem organicznym

Sektor Adhesive Technologies, obejmujący kleje, uszczelniacze, powłoki oraz technologie dla przemysłu i konsumentów, osiągnął w pierwszym kwartale sprzedaż na poziomie 2,63 mld euro. Nominalnie oznacza to spadek o 3,2 proc. rok do roku, ale organicznie sprzedaż wzrosła o 1,7 proc.

Najlepsze wyniki w tym segmencie odnotował obszar Mobility & Electronics, gdzie sprzedaż organiczna wzrosła o 6,7 proc. Wzrost był wspierany przez działalność związaną z elektroniką i przemysłem. Słabszy wynik zanotował natomiast obszar motoryzacyjny, na który wpływało wymagające otoczenie rynkowe.

Obszar Packaging & Consumer Goods zwiększył sprzedaż organiczną o 0,5 proc., głównie dzięki produktom dla branży dóbr konsumpcyjnych. Z kolei Craftsmen, Construction & Professional odnotował spadek organiczny o 2,3 proc.

Consumer Brands wspierane przez produkty do włosów

Segment Consumer Brands, obejmujący marki konsumenckie, zakończył pierwszy kwartał sprzedażą na poziomie 2,29 mld euro. Nominalnie sprzedaż spadła o 8,0 proc., ale organicznie wzrosła o 1,8 proc. Również w tym segmencie pozytywny wkład miały zarówno ceny, jak i wolumeny.

Najlepiej wypadł obszar Hair, czyli produkty do pielęgnacji włosów. Sprzedaż organiczna w tej kategorii wzrosła o 5,1 proc. Wzrost był wspierany m.in. przez kategorię koloryzacji włosów oraz produkty dla branży fryzjerskiej.

Obszar Laundry & Home Care, obejmujący środki piorące i środki czystości, zanotował stabilny wzrost organiczny na poziomie 0,1 proc. W ramach tej kategorii lepiej wypadły produkty do pielęgnacji tkanin oraz płyny do mycia naczyń, natomiast słabsze wyniki odnotowano w części środków do prania tkanin.

Pozostałe obszary Consumer Brands zwiększyły sprzedaż organiczną o 0,5 proc. Spółka wskazuje tu przede wszystkim na wzrost w kategorii Body Care w Ameryce Północnej.

Henkel kontynuuje przejęcia i skup akcji

W pierwszym kwartale Henkel kontynuował strategię rozwoju opartą także na transakcjach przejęć. Spółka poinformowała o pięciu transakcjach o łącznym wolumenie sprzedaży około 1,6 mld euro. Trzy z nich zostały już zakończone. Chodzi o Wetherby Laroc, ATP Adhesive Systems oraz Not Your Mother’s.

Pod koniec marca Henkel zakończył również program skupu akcji o wartości około 1 mld euro. Spółka podkreśla, że jej sytuacja finansowa i aktywa netto nie zmieniły się istotnie w porównaniu ze stanem na koniec 2025 roku.

Prognoza na 2026 rok bez zmian

Henkel utrzymał prognozę na cały rok obrotowy 2026. Spółka oczekuje organicznego wzrostu sprzedaży w przedziale od 1,0 do 3,0 proc. Dla Adhesive Technologies prognozowany jest wzrost organiczny również w przedziale od 1,0 do 3,0 proc., a dla Consumer Brands od 0,5 do 2,5 proc.

Skorygowana rentowność sprzedaży Grupy ma wynieść od 14,5 do 16,0 proc. W przypadku Adhesive Technologies oczekiwany przedział to 16,5–18,0 proc., a dla Consumer Brands 14,0–15,5 proc. Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną przy stałych kursach walut ma wzrosnąć w jednocyfrowym tempie.

Spółka zakłada jednocześnie, że ceny surowców bezpośrednich wzrosną w 2026 roku w wysokim jednocyfrowym tempie wobec średniej z poprzedniego roku. Koszty restrukturyzacji mają wynieść od 150 do 200 mln euro, a wydatki inwestycyjne od 650 do 750 mln euro.

Wyniki pokazują wzrost operacyjny, ale presja walutowa ciąży sprzedaży

Dane za pierwszy kwartał pokazują, że Henkel poprawił sprzedaż organiczną mimo spadku nominalnych przychodów. Wzrost operacyjny był widoczny w obu jednostkach biznesowych, jednak wyniki raportowane zostały obciążone przez czynniki walutowe oraz wpływ przejęć i zbyć.

Najmocniejszymi obszarami pozostają technologie dla mobilności i elektroniki oraz produkty do pielęgnacji włosów. Słabsze wyniki w Europie, presja kosztów surowców i wymagające otoczenie w części segmentów przemysłowych pokazują jednak, że spółka nadal działa w zmiennych warunkach rynkowych.

PKP modernizują kolejne dworce. Zmiany obejmą Mikołów, Lubliniec i Szamotuły

0

Polskie Koleje Państwowe S.A. ogłosiły przetargi na przygotowanie projektów przebudowy dworców kolejowych w Szamotułach i Lublińcu. Rozpoczynają się już także prace projektowe dotyczące budowy nowego dworca w Mikołowie. Wszystkie trzy inwestycje są realizowane w ramach programu inwestycyjnego PKP S.A. Dworce Przyjazne Pasażerom, którego celem jest zwiększenie jakości obsługi podróżnych i modernizacja kluczowych obiektów kolejowych w całym kraju.

W Mikołowie (woj. śląskie) powstanie zupełnie nowy budynek dworcowy. Założenia do prac projektowych przewidują wyburzenie obecnego dworca i wybudowanie w jego miejscu budynku, który będzie dostosowany do trudnego ukształtowania terenu, gdyż obiekt znajduje się na skarpie. Dlatego też nowy dworzec wyposażony zostanie w windę, która ułatwi podróżnym dostęp do peronów. PKP S.A. podpisały już umowę z wybranym w przetargu wykonawcą, czyli firmą An Archi Group Sp. z o.o., która przygotuje projekt nowego dworca. Zgodnie z założeniami prace budowlane mogłyby się rozpocząć w drugiej połowie 2027 r.

Remontowane czy budowane od podstaw dworce, remonty liniowe czy nowe perony na stacjach – wszystkie nasze działania mają prowadzić do tego, by kolej była pierwszym wyborem transportowym Polaków. Dzięki inwestycjom powstają nowoczesne i dostosowane do potrzeb wszystkich pasażerów przestrzenie. To element spójnego działania na rzecz poprawy jakości obsługi kolejowej mieszkańców zarówno tych trzech miast, jak i całych regionów – przekonuje Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.

Gruntowną metamorfozę przejdzie dworzec kolejowy w Lublińcu (woj. śląskie). Inwestycja ma na celu nie tylko poprawę estetyki budynku, ale przede wszystkim podniesienie komfortu pasażerów korzystających z połączeń regionalnych i dalekobieżnych. W ramach prac przewidziano renowację elewacji i wnętrz z poszanowaniem architektury budynku, w tym zachowanie i konserwację mozaiki z lat 70., znajdującej się wewnątrz budynku, a także dostosowanie powierzchni dworca do faktycznego zapotrzebowania.

Kompleksową modernizację przejdzie także dworzec w Szamotułach (woj. wielkopolskie). Dzięki niej przebudowany zostanie zarówno budynek dworca z zachowaniem jego architektonicznej formy, jak i przylegający do niego teren. Powstanie nowoczesna, pozbawiona barier architektonicznych przestrzeń obsługi podróżnych.

Konsekwentnie pracujemy nad podnoszeniem jakości obsługi podróżnych korzystających z kolei. Kluczowym elementem naszych działań jest program inwestycyjny Dworce Przyjazne Pasażerom, który umożliwia poprawę standardu obsługi na jeszcze większej liczbie dworców w całej Polsce. Kolejne inwestycje, rozpoczynające się właśnie w Mikołowie, Lublińcu i Szamotułach, to ważne działania dla lokalnych społeczności, dzięki którym zyskają komfort i bezpieczeństwo podróży – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A. ds. inwestycji i rozwoju.

Głównym założeniem modernizacji obu dworców jest likwidacja barier architektonicznych i pełne otwarcie obiektów na potrzeby osób z niepełnosprawnościami, seniorów oraz rodziców z wózkami. Budynki wyposażone zostaną także w nowoczesne systemy bezpieczeństwa i monitoringu oraz rozwiązania przyjazne środowisku.

Obie inwestycje zostały podzielone na dwa etapy. Obecnie ogłoszone zostały przetargi dotyczące fazy projektowej dla dworców w Lublińcu i w Szamotułach. Wyłonieni w postępowaniach wykonawcy opracują dokumentacje, które staną się fundamentem dla późniejszych prac budowlanych. Zainteresowani inwestycją w Lublińcu wykonawcy swoje oferty mogą składać do 20 maja br., a termin składania ofert dla dworca w Szamotułach upływa 19 maja br.

Gospodarka regionalna w kwietniu 2026: selektywna poprawa i rosnąca presja kosztowa

W kwietniu 2026 r. nastroje przedsiębiorców poprawiły się w większości województw i w wielu analizowanych branżach. Z danych GUS wynika jednak, że obraz koniunktury pozostaje mocno zróżnicowany sektorowo i regionalnie. Najlepiej oceniana jest sytuacja w zakwaterowaniu i gastronomii oraz w informacji i komunikacji, natomiast najtrudniejsza pozostaje sytuacja w transporcie i gospodarce magazynowej.

Regionalny wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury R-BCI wzrósł rok do roku w większości badanych obszarów działalności. Poprawa była szczególnie widoczna w budownictwie i handlu detalicznym, gdzie wzrost wskaźnika odnotowano w 11 województwach. Lepsze niż przed rokiem oceny pojawiły się również w przetwórstwie przemysłowym.

Mimo poprawy ogólny obraz gospodarki nie jest jednoznaczny. Część branż pozostaje w obszarze ujemnych ocen, co oznacza przewagę pesymistycznych opinii przedsiębiorców nad optymistycznymi. Dotyczy to zwłaszcza transportu, gdzie wskaźnik R-BCI był ujemny w 14 z 16 województw.

Najlepsza sytuacja w zakwaterowaniu i gastronomii

Najwyższy wskaźnik koniunktury w skali kraju odnotowano w sekcji zakwaterowanie i gastronomia. Dla Polski R-BCI wyniósł w tym obszarze +10,2 pkt, a dodatnie wartości wskaźnika wystąpiły w 12 województwach. Najlepszy wynik zanotowano w województwie podkarpackim, gdzie wskaźnik osiągnął +37,6 pkt. Wysokie wartości odnotowano także w województwie podlaskim, gdzie R-BCI wyniósł +35,5 pkt.

Dobre oceny przeważały również w sektorze informacji i komunikacji. Wskaźnik dla Polski wyniósł tu +9,6 pkt, a dodatnie wartości wystąpiły w 10 województwach. Najwyższe wyniki zanotowano w województwie podlaskim (+26,8 pkt) oraz podkarpackim (+23,7 pkt). Jednocześnie dane pokazują duże różnice regionalne — w województwie lubelskim wskaźnik w tej sekcji spadł do -30,5 pkt.

Transport pozostaje najsłabszym sektorem

Najtrudniejsza sytuacja widoczna jest w transporcie i gospodarce magazynowej. Wskaźnik R-BCI dla Polski wyniósł w tej sekcji -5,6 pkt, a w większości województw pozostawał poniżej zera. Najsłabszy wynik odnotowano w województwie opolskim, gdzie wskaźnik spadł do -24,2 pkt. Bardzo niskie wartości zanotowano także w województwie podkarpackim (-21,2 pkt), łódzkim (-19,2 pkt) i małopolskim (-16,0 pkt).

Transport pozostaje jednocześnie branżą szczególnie wrażliwą na wzrost kosztów energii, paliw, pracy oraz obciążeń regulacyjnych. Według danych GUS prognozy przedsiębiorców z tego sektora na najbliższe trzy miesiące są pesymistyczne w zakresie popytu, sprzedaży i sytuacji finansowej. To może oznaczać utrzymanie presji kosztowej w kolejnych miesiącach.

Budownictwo z poprawą, ale wciąż poniżej zera

W budownictwie wskaźnik R-BCI dla Polski wyniósł -2,4 pkt. Oznacza to, że mimo poprawy rok do roku sektor nadal pozostaje lekko po stronie negatywnych ocen. Najlepiej sytuację ocenili przedsiębiorcy z województwa podlaskiego (+11,6 pkt), opolskiego (+11,0 pkt) oraz lubuskiego (+7,5 pkt).

Najgorsze nastroje w budownictwie zanotowano w województwie świętokrzyskim, gdzie wskaźnik wyniósł -16,6 pkt, oraz zachodniopomorskim z wynikiem -13,4 pkt. Największą poprawę rok do roku odnotowano w województwie lubuskim, gdzie wskaźnik wzrósł o 20,9 pkt.

Handel detaliczny pozostaje ostrożny

W handlu detalicznym ogólnopolski wskaźnik R-BCI wyniósł -1,3 pkt. Oznacza to, że mimo poprawy w wielu regionach nadal przeważają ostrożne lub negatywne oceny sytuacji. Najlepszy wynik odnotowano w województwie warmińsko-mazurskim (+6,0 pkt) oraz wielkopolskim (+2,7 pkt).

Najtrudniejsza sytuacja wystąpiła w województwie opolskim, gdzie wskaźnik dla handlu detalicznego wyniósł -16,6 pkt. Słabe nastroje widoczne były także w województwie lubelskim (-11,7 pkt) i podlaskim (-10,1 pkt). Dane wskazują, że mimo poprawy rok do roku sektor nadal odczuwa presję kosztową i niepewność popytu.

Przetwórstwo przemysłowe z regionalnymi różnicami

W przetwórstwie przemysłowym wskaźnik R-BCI dla Polski wyniósł -4,4 pkt. Najlepsze oceny odnotowano w województwie małopolskim, gdzie wskaźnik osiągnął +8,9 pkt, oraz pomorskim z wynikiem +7,2 pkt. Dodatnie wartości wystąpiły również m.in. w województwie podkarpackim, mazowieckim i opolskim.

Najniższe oceny w przetwórstwie przemysłowym zanotowano w województwie kujawsko-pomorskim (-9,6 pkt) oraz podlaskim (-9,5 pkt). W skali kraju sektor pozostaje więc pod presją, choć w części regionów widoczne są oznaki poprawy.

Koszty zatrudnienia główną barierą dla firm

Przedsiębiorcy we wszystkich badanych sekcjach jako jedną z głównych barier działalności wskazywali koszty zatrudnienia. W zakwaterowaniu i gastronomii w województwie wielkopolskim na ten problem zwróciło uwagę 94,7 proc. badanych firm. Wysoki odsetek wskazań odnotowano także w województwie dolnośląskim, gdzie barierę tę wskazało 90,8 proc. przedsiębiorców z tej sekcji.

Drugim istotnym problemem pozostaje niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej. Szczególnie wyraźnie widać to w transporcie, gdzie w województwie łódzkim wskazało na nią 80 proc. badanych, a w małopolskim 73,6 proc. W handlu hurtowym niepewność gospodarcza po raz pierwszy wyprzedziła koszty zatrudnienia jako najczęściej wskazywana bariera działalności.

Firmy obawiają się cen energii i paliw

Z dodatkowego pytania ankietowego GUS wynika, że w najbliższym kwartale przedsiębiorcy spodziewają się dalszego wzrostu kosztów działalności. Najczęściej wskazywanym czynnikiem są ceny energii i paliw. W przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu hurtowym i detalicznym co najmniej 85 proc. firm we wszystkich województwach wskazało ten czynnik jako istotne źródło presji kosztowej.

W budownictwie odsetek wskazań wahał się od 89,1 proc. w województwie mazowieckim do 98,2 proc. w zachodniopomorskim. W transporcie w województwie opolskim i podlaskim ceny energii i paliw wskazały wszystkie badane podmioty. Drugim najważniejszym czynnikiem pozostają koszty zatrudnienia, a kolejnymi ceny komponentów, usług oraz koszty czynszu i najmu.

Ostrożna poprawa, ale bez równomiernego odbicia

Dane GUS pokazują, że w kwietniu 2026 r. sytuacja przedsiębiorstw poprawiała się, ale nie miała charakteru powszechnego odbicia. Najlepiej wypadały usługi związane z turystyką, zakwaterowaniem, gastronomią oraz sektor informacji i komunikacji. Słabsze pozostawały transport, handel detaliczny oraz część przemysłu.

Największym wyzwaniem dla firm pozostaje presja kosztowa. Wzrost cen energii i paliw, wysokie koszty pracy oraz niepewność gospodarcza ograniczają poprawę nastrojów i mogą wpływać na decyzje inwestycyjne przedsiębiorców w kolejnych miesiącach. W efekcie dane za kwiecień wskazują raczej na selektywną poprawę koniunktury niż na trwałe i szerokie ożywienie w całej gospodarce.

Creotech Quantum rusza z emisją akcji. Spółka celuje w 75 mln zł finansowania

Creotech Quantum, notowana na GPW polska spółka rozwijająca i komercjalizująca technologie kwantowe, rozpoczęła proces pozyskania ok. 75 mln zł w drodze emisji do 350 000 akcji zwykłych na okaziciela serii D. Oferta zostanie przeprowadzona w formie subskrypcji prywatnej skierowanej do wybranych inwestorów, z całkowitym wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na realizację strategii rozwoju spółki oraz wejście w fazę jej dynamicznego wzrostu, w szczególności poprzez umożliwienie realizacji szerszego zakresu inicjatyw strategicznych, obejmujących potencjalne projekty rozwojowe i inwestycyjne, które mogą pojawiać się w toku jej dalszej działalności. Spółkę w procesie wspiera cc group jako doradca IR i finansowy, a koordynatorem oferty jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.

Rozpoczęcie procesu pozyskania finansowania to istotny krok w realizacji naszej długoterminowej strategii rozwoju i budowy silnej pozycji Creotech Quantum na europejskim rynku technologii kwantowych. Zdecydowaliśmy o zwiększeniu docelowej wartości finansowania z wcześniej zakładanych 60 mln zł do 75 mln zł. Dodatkowy kapitał pozwoli nam przyspieszyć realizację kluczowych prac B+R oraz wdrożenie nowych produktów i skuteczniej wykorzystać pojawiające się szanse rynkowe. Koncentrujemy się na obszarach o największym potencjale rynkowym, takich jak komunikacja kwantowa, bezpieczeństwo danych, infrastruktura krytyczna czy rozwiązania dla sektora telekomunikacyjnego i kosmicznego. Równolegle planujemy wzmacniać kompetencje produkcyjne, integracyjne i sprzedażowe, rozwijać obecność na rynkach zagranicznych oraz inwestować w infrastrukturę i zaplecze inżynieryjne. Naszym celem jest stworzenie spółki zdolnej do dostarczania zaawansowanych technologii kwantowych na skalę międzynarodową i aktywnego uczestnictwa w budowie europejskiej suwerenności technologicznej w tym obszarze – komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, spółka planuje przeznaczyć ok. 50–65% pozyskanych z emisji środków na dalszy rozwój działalności badawczo-rozwojowej oraz rozbudowę organizacji, przy jednoczesnym kontynuowaniu współfinansowania projektów B+R ze środków zewnętrznych, w tym w ramach programów krajowych i międzynarodowych realizowanych m.in. dla Komisji Europejskiej oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). W tym zakresie Creotech Quantum koncentrować się będzie przede wszystkim na rozwoju nowej generacji systemów kwantowej dystrybucji klucza (QKD), detektorów pojedynczych fotonów, odbiorników dla optycznych stacji naziemnych, a także rozwiązań z obszaru bezpieczeństwa kosmicznego i elektroniki dla procesorów kwantowych. Równolegle spółka planuje inwestycje we wzmocnienie infrastruktury bezpieczeństwa, rozwój zaplecza inżynieryjnego oraz zwiększenie zdolności integracyjnych i testowych.

Pozostała część pozyskanych środków zostanie przeznaczona na rozwój działalności komercyjnej oraz wdrażanie i sprzedaż produktów, w szczególności pierwszego systemu QKD oraz kolejnych rozwiązań z tego obszaru. Spółka planuje także rozwój i budowę urządzeń demonstracyjnych wykorzystywanych w projektach pilotażowych, zwiększenie skali produkcji własnych technologii oraz wzmocnienie kompetencji w obszarze sprzedaży i marketingu. Istotnym elementem działań będzie również dalsza ekspansja na rynki zagraniczne oraz aktywny udział w kluczowych wydarzeniach branżowych.

W ramach realizacji strategii oraz wykorzystania środków pozyskanych z emisji spółka nie wyklucza również możliwości przejęć lub częściowych przejęć podmiotów komplementarnych technologicznie lub biznesowo, które mogłyby przyczynić się do przyspieszenia rozwoju działalności, poszerzenia kompetencji oraz wzmocnienia pozycji rynkowej Creotech Quantum. Zwiększenie docelowej wartości emisji zwiększa skuteczność działania spółki w tym zakresie oraz umożliwia udział w większych przetargach wymagających zapewnienia płynności finansowej.

Emisja Akcji serii D – szczegóły

Emisja akcji serii D jest przeprowadzona z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy spółki w całości. Oferta zostanie skierowana wyłącznie do wybranych inwestorów – nie więcej niż 149 osób fizycznych lub prawnych innych niż inwestorzy kwalifikowani oraz inwestorów, którzy nabędą akcje o łącznej wartości co najmniej 100.000 EUR na inwestora. Jednocześnie akcjonariuszom spełniającym kryteria określone w uchwale emisyjnej będzie przysługiwać prawo pierwszeństwa objęcia nowych akcji. Rozwiązanie to ma na celu ochronę przed rozwodnieniem w głosach akcjonariuszy, którzy dokonali istotnych inwestycji w akcje spółki. Prawo to będzie przysługiwać akcjonariuszom posiadającym – według stanu na koniec dnia 11 maja – co najmniej 14.272 akcje spółki (ok. 0,5% kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów w spółce). Przy obliczeniu wartości 0,5% nie uwzględnia się posiadanych przez spółkę akcji własnych w kapitale zakładowym, tj. 1.500.00 akcji zwykłych imiennych serii A spółki.

Środki pozyskane w ramach emisji akcji serii D mają umożliwić spółce konsekwentną realizację strategii rozwoju oraz zbudowanie solidnych fundamentów organizacji zdolnej do dostarczania zaawansowanych technologii kwantowych na skalę międzynarodową.

Baumit przejmuje firmę Mastermas

Baumit sfinalizował przejęcie 100 proc. udziałów w firmie Mastermas, producencie gotowych do użycia mas szpachlowych. Transakcja ma wzmocnić pozycję Baumit w segmencie produktów przeznaczonych do profesjonalnego wykańczania wnętrz.

Baumit jest producentem materiałów budowlanych działającym na rynku europejskim. W ofercie firmy znajdują się m.in. systemy ociepleń, produkty do renowacji budynków, tynki maszynowe, systemy podłogowe, produkty do układania płytek, masy szpachlowe, betony oraz zaprawy murarskie. Spółka rozwija również rozwiązania związane z poprawą efektywności prac budowlanych oraz jakością użytkowania wnętrz.

Mastermas działa od 1997 roku i specjalizuje się w produkcji gotowych mas szpachlowych. Firma posiada doświadczenie w technologii wykorzystującej drobno mielone skały dolomitowe. Jej produkty są stosowane przede wszystkim przez wykonawców zajmujących się pracami wykończeniowymi.

Według Baumit przejęcie Mastermas ma umożliwić rozszerzenie oferty w kategorii produktów gotowych do użycia, które zyskują na znaczeniu na rynku wykończeniowym. Firma wskazuje, że połączenie kompetencji obu podmiotów ma pomóc w dalszym rozwoju produktów oraz w lepszym dostosowaniu oferty do potrzeb wykonawców, inwestorów i partnerów handlowych.

– Włączenie Mastermas do struktur Baumit to dla nas istotny krok strategiczny, wzmacniający naszą ofertę w segmencie produktów do wykańczania wnętrz. Obserwujemy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami gotowymi do użycia, wyróżniającymi się komfortem aplikacji i niezawodnością. Obie firmy łączy podobne podejście do jakości oraz rozwoju produktów. Naszym wspólnym celem jest dostarczanie rozwiązań, które spełniają wymagania rynku i zapewniają trwałe efekty wykończeniowe – mówi Zbigniew Kaliciński, prezes zarządu Baumit Sp. z o.o.

Jak podkreśla przedstawiciel spółki, ważnym elementem dalszego rozwoju mają być również kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem, w tym dobór surowców, technologie produkcji oraz ograniczanie wpływu procesów przemysłowych na środowisko.

Przejęcie Mastermas wpisuje się w strategię Baumit zakładającą rozwój portfolio produktowego, inwestycje w nowe rozwiązania oraz umacnianie pozycji na rynku materiałów budowlanych.

To kolejna inwestycja firmy w ostatnim czasie. W grudniu 2025 roku Baumit rozpoczął budowę czwartej fabryki w Polsce, zlokalizowanej w miejscowości Zimna Wódka na Opolszczyźnie. Nowy zakład ma zwiększyć moce produkcyjne spółki oraz usprawnić logistykę i dostawy do klientów z południowej części kraju.

Dzień Europy – 39 proc. Europejczyków nie wierzy w lepszą przyszłość UE

W momencie, gdy europejska debata coraz częściej koncentruje się na napięciach, wyzwaniach i poczuciu niepewności, rośnie znaczenie tego, co dzieje się poza poziomem instytucji. W Polsce wyraźnie widać, że wspólnota przestaje być deklaracją, a staje się praktyką budowaną przez codzienne postawy i zaangażowanie obywateli. Obejmuje to zarówno znaczenie symboli, takich jak wywieszanie flagi (74 proc. wskazań), jak i bardzo konkretne działania, przede wszystkim udział w wyborach (79 proc.), które dla Polaków stają się jednym z najważniejszych wyrazów obywatelskości. Dane przytoczone w komentarzu pochodzą z badania towarzyszącego kampanii We Did It In Poland.

Komentarz ekspercki Olgi Kozierowskiej, twórczyni konkursu Sukces Pisany Szminką, kampanii We Did It In Poland oraz wpływowych akcji społecznych.

Czy jesteśmy między niepewnością a sprawczością? W tym roku Dzień Europy przypada w momencie, w którym coraz częściej mówi się o zmianie, napięciu i potrzebie redefinicji dotychczasowych modeli działania. W przestrzeni publicznej rośnie poczucie, że rzeczywistość – społeczna i gospodarcza – staje się mniej przewidywalna, a dotychczasowe odpowiedzi wymagają uzupełnienia lub korekty. Jak pokazuje najnowszy Eurobarometr Parlamentu Europejskiego, 52 proc. Europejczyków wyraża pesymistyczne oczekiwania wobec przyszłości świata, a 39 proc. wobec przyszłości Unii Europejskiej. W tym kontekście wyraźnie widać proces przesuwania się ciężaru budowania wspólnoty z poziomu instytucji na poziom społeczeństw. Coraz większe znaczenie mają nie tylko decyzje systemowe, ale przede wszystkim postawy obywateli – ich gotowość do działania, współpracy i brania odpowiedzialności za otoczenie. To na tym poziomie zaczyna się dziś realna sprawczość.

Codzienność zamiast deklaracji

Zmiana ta znajduje bardzo wyraźne odzwierciedlenie w sposobie, w jaki Polacy definiują dziś patriotyzm i zaangażowanie obywatelskie. O ile symbole – takie jak wywieszanie flagi, które dla 74 proc. badanych pozostaje ważnym gestem – nadal mają swoje miejsce w budowaniu tożsamości, o tyle coraz częściej nie są wystarczające same w sobie. Uzupełnia je przekonanie, że wspólnota wymaga udziału. Dlatego tak silnie wybrzmiewają dziś postawy związane z odpowiedzialnością i współuczestnictwem: udział w wyborach (79 proc.), zaangażowanie w życie lokalnych społeczności (71 proc.) czy uczciwe funkcjonowanie w systemie gospodarczym, w tym płacenie podatków (62 proc.). W tym ujęciu patriotyzm staje się formą działania, a nie tylko deklaracją tożsamości. To przesunięcie pokazuje rosnącą świadomość, że stabilność i rozwój wynikają nie tylko z decyzji instytucji, ale także z codziennych wyborów obywateli.

Nowa pewność siebie i europejskość w praktyce

Równolegle zmienia się sposób, w jaki Polacy postrzegają swoje miejsce w Europie. Coraz rzadziej dominuje narracja porównawcza, a coraz częściej pojawia się przekonanie o własnej sprawczości i adekwatności rozwojowej. Już co trzeci Polak uważa, że Polska nie pozostaje w tyle za krajami Europy, co pokazuje rosnącą pewność siebie opartą na doświadczeniu, a nie deklaracjach. Ten sposób postrzegania znajduje swoje oparcie również w szerszych trendach gospodarczych – Polska od trzech dekad pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej i wśród krajów na podobnym poziomie rozwoju, systematycznie zmniejszając dystans do średniej unijnej, który według analiz ekonomistów wynosi dziś ok. 80 proc. W tym miejscu pojawia się bardziej praktyczne rozumienie europejskości – jako zdolności do współdziałania w warunkach różnorodności, odpowiedzialności za wspólne dobro i gotowości do reagowania na wyzwania wykraczające poza granice jednego kraju. Europejskość staje się więc praktyką działania, a nie tylko punktem odniesienia.

Wspólnota w działaniu

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tej zmiany pozostaje zdolność do mobilizacji w sytuacjach wymagających solidarności. Aż 69 proc. Polaków uważa, że potrafimy się jednoczyć w momentach zrywów, a co trzeci deklaruje dumę z własnego zaangażowania w działania prospołeczne. Co istotne, coraz częściej ta gotowość przekłada się na działania o skali i skuteczności wykraczającej poza lokalny kontekst. W ostatnim czasie widoczna była oddolna inicjatywa angażująca ogromne społeczności przez wiele dni i przynosząca rezultaty liczone w setkach milionów złotych – szeroko zauważone również poza granicami kraju. Pokazuje to, że wspólnota nie jest już tylko potencjałem, ale realną siłą działania.

Europejskość jako wspólna odpowiedzialność

W tym kontekście zmienia się sposób myślenia o Europie. Coraz mniej jest ona wyłącznie projektem instytucjonalnym, a coraz bardziej przestrzenią współodpowiedzialności, w której kluczową rolę odgrywają społeczeństwa. To one budują odporność, zaufanie i zdolność reagowania na zmieniającą się rzeczywistość. Dzień Europy staje się więc nie tylko okazją do refleksji nad integracją, ale przede wszystkim nad tym, gdzie faktycznie buduje się jej fundament. Coraz częściej odpowiedź prowadzi nie do instytucji, lecz do ludzi – ich codziennych wyborów i gotowości do działania. W tym wymiarze Polska pokazuje, że wspólnota nie musi być deklarowana, by była realna – wystarczy, że jest praktykowana.

Olga Kozierowska – pionierka działań na rzecz równości i różnorodności, twórczyni kampanii, które zmieniają sposób, w jaki Polacy myślą o sobie i swoim kraju. Mówczyni, key speakerka m.in. z wystąpień publicznych, przedsiębiorczyni społeczna, dziennikarka i twórczyni inicjatyw społecznych. Od lat działa na rzecz równego dostępu do szans, wspierania kobiet i budowania inkluzywnego przywództwa.

Założyła Sukces Pisany Szminką (2008), pierwszą w Polsce organizację wspierającą przedsiębiorczość kobiet i równość płci. Jako prezeska Fundacji WłączeniPlus oraz inicjatorka Klubu DEI Champions łączy biznes z działaniami na rzecz różnorodności i systemowej zmiany.

Blackstone inwestuje w Eurowind Energy. 2 mld euro na rozwój OZE w Europie

Blackstone został nowym współwłaścicielem firmy Eurowind Energy. Umożliwi to deweloperowi energetycznemu przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii w Europie. Jens Rasmussen pozostał dyrektorem generalnym i wraz z koncernem energetyczno-telekomunikacyjnym Norlys nadal są większościowym właścicielem Eurowind Energy.

Blackstone, globalny inwestor infrastrukturalny, został nowym współwłaścicielem Eurowind Energy, jednego z wiodących deweloperów odnawialnych źródeł energii w Europie. Firma z siedzibą w Hobro od ponad dwóch dekad buduje, rozwija i zarządza projektami OZE. Obecnie posiada instalacje lądowej energetyki wiatrowej i słonecznej, magazynowania energii oraz biogazu w 16 krajach, o łącznej mocy 1,6 GW.

Inwestycja o wartości 2 mld euro pozwoli Eurowind Energy przyspieszyć rozwój projektów OZE w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na energię oraz zwiększoną presję na europejski system energetyczny. Założyciele firmy – CEO Jens Rasmussen, Søren Rasmussen i Jakob Kortbæk – wraz z koncernem Norlys pozostali większościowymi właścicielami spółki, natomiast Blackstone początkowo objął 24,7 proc. udziałów.

Dzięki obecnej strukturze właścicielskiej Eurowind Energy przeszedł istotną transformację i znacząco zwiększył moce w zakresie odnawialnych źródeł energii w Europie. Ostatnie wydarzenia pokazały, jak ważne jest, aby Europa była samowystarczalna pod względem stabilnych i konkurencyjnych dostaw energii. Zaangażowanie Blackstone jako inwestora długoterminowego zapewnia Eurowind Energy niezbędne wsparcie finansowe, które pozwoli kontynuować ten proces i wejść w kolejny etap rozwojumówi Gert Vinther Jørgensen, przewodniczący rady nadzorczej Eurowind Energy i Group CEO Norlys.

Eurowind Energy planuje do 2030 roku budowę parków energetycznych o łącznej mocy 1,5 GW rocznie oraz rozbudowę istniejących instalacji o magazyny energii.

Istotne dla nas jest to, że Blackstone jest inwestorem długoterminowym, który wspiera strategię Eurowind Energy zakładającą osiągnięcie pozycji wiodącego niezależnego producenta energii w Europie. Blackstone posiada międzynarodowe doświadczenie w sektorze energii i infrastruktury. Ta inwestycja pozwoli nam zwiększyć tempo rozwoju i zrealizować 3-4 razy więcej projektów energii słonecznej i wiatrowej oraz magazynów energii, niż bylibyśmy w stanie osiągnąć samodzielnie mówi Jens Rasmussen, dyrektor generalny Eurowind Energy.

Blackstone posiada bogate doświadczenie w inwestycjach w odnawialne źródła energii, m.in. w Invenergy – największego niezależnego producenta OZE w USA – oraz we wspólnym przedsięwzięciu z NextEra Energy, największym na świecie deweloperem energii wiatrowej i słonecznej.

W nadchodzących latach Europa będzie potrzebować znaczącego kapitału, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię. Blackstone konsekwentnie wspiera rozbudowę europejskiej infrastruktury energetycznej. W ciągu ostatnich dwóch dekad Jens Rasmussen wraz z zespołem zarządzającym zbudowali silny biznes obejmujący cały łańcuch wartości projektów OZE. Z niecierpliwością oczekujemy współpracy z Eurowind Energy oraz z Norlys mówi Adam Kuhnley, Co-Head of European Investments w Blackstone Infrastructure.

Transakcja ma zostać sfinalizowana do końca roku, pod warunkiem uzyskania wymaganych zgód regulacyjnych.