GUS: administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. Rośnie rola AI i EZD

Administracja publiczna przyspiesza cyfryzację. AI wykorzystuje już co druga jednostka administracji rządowej.

Dwa różne tempa modernizacji – to główny wniosek z analizy cyfryzacji publicznej w 2025 roku. Choć narzędzia takie jak platforma e-Zamówienia, elektroniczny obieg dokumentów czy e-usługi w smartfonach łączą centralę z regionami, to technologicznym klinem okazała się sztuczna inteligencja. To właśnie w obszarze AI dysproporcja między administracją rządową a samorządową jest najbardziej uderzająca.

Dane GUS · Informacja sygnalna z 18 maja 2026 r.

99,2% jednostek korzystało z platformy e-Zamówienia
86,2% jednostek korzystało z systemu EZD
77,4% jednostek szkoliło pracowników z technologii ICT
17,7% jednostek deklarowało wdrożenie rozwiązań AI

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2025 roku 90,4% jednostek administracji publicznej wyposażało pracowników w urządzenia przenośne pozwalające na mobilny dostęp do internetu w celach służbowych. W administracji rządowej odsetek ten wyniósł 99,1%, a w administracji samorządowej 90,0%.

Inaczej wygląda jednak udział samych pracowników mających dostęp do takich urządzeń. W skali całej administracji publicznej było to 34,4% zatrudnionych, czyli o 0,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W administracji rządowej dostęp do urządzeń mobilnych miało 51,8% pracowników, a w administracji samorządowej 23,4%.

Elektroniczne zarządzanie dokumentami jest już standardem

System Elektronicznego Zarządzania Dokumentami, czyli EZD, staje się jednym z podstawowych narzędzi pracy urzędów. W 2025 roku korzystało z niego 86,2% jednostek administracji publicznej. To wzrost wobec 84,7% w 2024 roku.

Wyraźnie częściej po EZD sięgały jednostki administracji rządowej, gdzie odsetek wyniósł 95,5%. W administracji samorządowej było to 85,8%. Wśród urzędów marszałkowskich wykorzystanie systemu EZD osiągnęło 100%.

Korzystanie z systemu EZD w 2025 r.
Administracja publiczna
86,2%
Administracja rządowa
95,5%
Administracja samorządowa
85,8%

Jednostki mogły korzystać równocześnie z komercyjnego i niekomercyjnego systemu EZD. Z danych GUS wynika, że z niekomercyjnego systemu korzystało 30,5% jednostek administracji publicznej, natomiast z komercyjnego 76,2%.

Urzędy częściej szkolą pracowników z technologii cyfrowych

Jednym z najbardziej widocznych wzrostów w danych GUS jest skala szkoleń dla pracowników administracji. W 2025 roku 77,4% jednostek administracji publicznej zapewniało pracownikom szkolenia z zakresu wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych. Rok wcześniej było to 62,6%.

W administracji rządowej takie szkolenia prowadziło 95,5% jednostek, a w administracji samorządowej 76,6%. W przypadku urzędów powiatowych odsetek wyniósł 88,4%, zaś w urzędach gmin 74,7%.

Obszar 2024 2025 Zmiana
Jednostki korzystające z EZD 84,7% 86,2% +1,5 pkt proc.
Jednostki prowadzące szkolenia ICT 62,6% 77,4% +14,8 pkt proc.
Jednostki udostępniające aplikacje mobilne z e-usługami 34,2% 35,7% +1,5 pkt proc.

Sztuczna inteligencja: administracja rządowa daleko przed samorządami

W 2025 roku wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji deklarowało 17,7% jednostek administracji publicznej. Dane pokazują jednak bardzo duże zróżnicowanie między typami jednostek.

W administracji rządowej z AI korzystało 50,9% jednostek, podczas gdy w administracji samorządowej było to 16,4%. Wśród urzędów gmin odsetek wyniósł 15,2%, w urzędach powiatowych 22,6%, a w urzędach marszałkowskich 50,0%.

Jednostki administracji korzystające ze sztucznej inteligencji w 2025 r.
Administracja publiczna
17,7%
Administracja rządowa
50,9%
Administracja samorządowa
16,4%
Urzędy marszałkowskie
50,0%

Tak duża różnica może wskazywać, że rozwiązania AI są szybciej wdrażane tam, gdzie istnieją większe zasoby organizacyjne, większa skala procesów oraz silniejsza potrzeba automatyzacji zadań administracyjnych. W samorządach barierą mogą być natomiast ograniczone budżety, deficyt kompetencji technologicznych i mniejszy dostęp do wyspecjalizowanego zaplecza IT.

e-Zamówienia niemal powszechne w administracji

Najbardziej rozpowszechnionym rozwiązaniem cyfrowym pozostaje platforma e-Zamówienia. W 2025 roku korzystało z niej 99,2% jednostek administracji publicznej. W administracji samorządowej odsetek wyniósł 99,4%, a w administracji rządowej 95,5%.

Platforma e-Zamówienia służy do elektronicznej komunikacji i wymiany informacji w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Ułatwia także wykonawcom dostęp do informacji o prowadzonych postępowaniach krajowych i unijnych.

E-usługi: mobilne strony powszechne, aplikacje nadal mniej popularne

Administracja publiczna coraz częściej dostosowuje swoje kanały cyfrowe do potrzeb użytkowników mobilnych. W 2025 roku 97,5% jednostek deklarowało, że ich strona internetowa była dostosowana do obsługi przez urządzenia mobilne.

Znacznie mniej jednostek udostępniało jednak własne aplikacje mobilne oferujące e-usługi. W skali całej administracji publicznej było to 35,7%, wobec 34,2% rok wcześniej. Najwyższy odsetek odnotowano w urzędach marszałkowskich, gdzie aplikacje mobilne oferowało 68,8% jednostek.

Aplikacje mobilne oferujące e-usługi w 2025 r.
Administracja publiczna
35,7%
Administracja rządowa
25,0%
Administracja samorządowa
36,1%
Urzędy marszałkowskie
68,8%

GUS wskazuje również, że 31,4% jednostek administracji publicznej zapewniało możliwość udziału w głosowaniach lub konsultacjach społecznych online. Dostosowanie strony internetowej do potrzeb obcokrajowców deklarowało natomiast 41,0% jednostek.

Cyfryzacja obywateli: aktywne były głównie samorządy

Ważnym elementem cyfryzacji administracji jest nie tylko wdrażanie narzędzi wewnętrznych, ale także wspieranie kompetencji cyfrowych obywateli. W 2025 roku udział w takich inicjatywach deklarowało 41,2% jednostek administracji publicznej.

W administracji rządowej odsetek wyniósł 36,6%, a w administracji samorządowej 41,4%. Najbardziej aktywne były urzędy marszałkowskie — w rozwój umiejętności cyfrowych obywateli zaangażowanych było 10 z 16 takich urzędów, czyli 62,5%.

Dane pokazują, że cyfryzacja administracji publicznej jest już zaawansowana w obszarach formalnych i proceduralnych, takich jak e-Zamówienia czy elektroniczny obieg dokumentów. Słabszym punktem pozostaje natomiast szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz rozwój aplikacji mobilnych, szczególnie w administracji samorządowej.

Wnioski: cyfrowe fundamenty są gotowe, wyzwaniem pozostaje nowa generacja usług

Administracja publiczna w Polsce weszła w etap, w którym podstawowe narzędzia cyfrowe są już bardzo szeroko wykorzystywane. Powszechność platformy e-Zamówienia, wysoki poziom korzystania z EZD i rosnąca liczba szkoleń ICT pokazują, że cyfrowe procesy stają się codziennością urzędów.

Kolejnym wyzwaniem będzie jednak przejście od cyfryzacji procedur do bardziej zaawansowanych usług publicznych. Oznacza to szersze wykorzystanie danych, automatyzacji, sztucznej inteligencji, aplikacji mobilnych oraz narzędzi zwiększających udział obywateli w konsultacjach i procesach decyzyjnych.

Różnice między administracją rządową i samorządową sugerują, że dalsza cyfryzacja będzie wymagała nie tylko inwestycji technologicznych, ale także wsparcia kompetencyjnego, organizacyjnego i finansowego dla jednostek lokalnych. To właśnie tam cyfrowe usługi mają najbliższy kontakt z obywatelami.

Źródło danych: GUS, „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej w 2025 r.”, informacja sygnalna z 18.05.2026 r. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Koniec WIBOR-u przesądzony. Od 2027 roku nowe umowy tylko na POLSTR

Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez spółkę GPW Benchmark — administratora wskaźników referencyjnych — oraz Komisję Nadzoru Finansowego, sprawującą nadzór nad administratorem wskaźników, 31 grudnia 2036 r. będzie ostatnim dniem opracowywania stawek WIBID i WIBOR dla wszystkich kluczowych terminów fixingowych, tj. dla terminów 1 miesiąc (1M), 3 miesiące (3M) oraz 6 miesięcy (6M).

Stanowisko to potwierdza Przewodniczący Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej, dr Tadeusz Białek, Prezes Związku Banku Polskich: – W dniu dzisiejszym GPW Benchmark, jako administrator wskaźników, oraz Komisja Nadzoru Finansowego, sprawująca nadzór nad administratorem wskaźników, ogłosiły, iż WIBOR będzie pozostawał z nami do końca 2036 roku. Oznacza to, że z dniem 1 stycznia 2037 roku ostatecznie przestanie funkcjonować.  Nasi klienci będą mogli nadal korzystać z umów, w których stosowany jest WIBOR — podobnie zresztą jak w przypadku wszystkich instrumentów finansowych czy obligacji Skarbu Państwa.

Jeśli chodzi o nowe umowy zawierane obecnie przez klientów, z komunikatu wynika, że do końca grudnia tego roku — co jest zresztą zgodne z mapą drogową procesu reformy wskaźników referencyjnych WIBOR — wskaźnik ten będzie mógł być jeszcze stosowany w okresie przejściowym. Równolegle jednak banki i inne instytucje finansowe, firmy leasingowe oraz firmy faktoringowe będą już konsekwentnie oferować umowy oparte na nowym wskaźniku. POLSTR, jako nowy wskaźnik, od 1 stycznia 2027 roku będzie bowiem jedynym wskaźnikiem, który będzie mógł być stosowany w nowych umowach.

Podsumowując — WIBOR we wszystkich dotychczas zawartych umowach, instrumentach oraz obligacjach będzie mógł być stosowany do końca 2036 roku. Do końca bieżącego roku banki będą mogły jeszcze stosować WIBOR w nowych umowach, ale równolegle z wdrażanym nowym wskaźnikiem POLSTR. Coraz częściej więc w umowach widoczny będzie nowy wskaźnik, a od 1 stycznia 2027 roku w nowych umowach będzie już stosowany wyłącznie wskaźnik POLSTR – tłumaczy dr Tadeusz Białek.

Bioceltix coraz bliżej rejestracji BCX-CM-J na osteoartrozę u psów. Dialog z Europejską Agencją Leków wchodzi w kolejną fazę

  • Bioceltix poinformował o przekazaniu Europejskiej Agencji Leków (EMA) odpowiedzi na pytania dotyczące produktu BCX-CM-J. To jeden z kluczowych elementów procesu rejestracyjnego, poprzedzający dopuszczenie leku do obrotu.
  • BCX-CM-J autorstwa wrocławskiego biotechu ma szansę zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym lekiem zawierającym psie komórki macierzyste. Bardzo dobre wyniki badania klinicznego potwierdziły jego długoterminową skuteczność i bezpieczeństwo stosowania.
  • Osteoartroza statystycznie dotyka co piątego psa, choć u starszych osobników odsetek ten jest jeszcze wyższy. Mimo że choroba jest główną przyczyną przewlekłego bólu u czworonogów, do tej pory była leczona wyłącznie objawowo. Polskie rozwiązanie ma to zmienić.

BCX-CM-J na osteoartrozę u psów to najbardziej zaawansowany produkt leczniczy w portfolio Bioceltix. Giełdowa spółka poinformowała właśnie o złożeniu do Europejskiej Agencji Leków odpowiedzi na pytania zadane przez regulatora w ramach trwającego procesu rejestracyjnego. To jeden z kluczowych etapów przed dopuszczeniem leku na rynek.

– Zaadresowaliśmy wszystkie obszary dyskutowane przez ekspertów EMA. Do 15 lipca otrzymamy od regulatora pytania doprecyzowujące, do których również będziemy musieli się odnieść. Po zapoznaniu się z nimi, będziemy w stanie dość precyzyjnie określić, kiedy proces rejestracyjny powinien się zakończyć. Liczymy na to, że pozytywna rekomendacja dla BCX-CM-J zostanie wydana na przełomie roku. Przypomnę również, że EMA nie ma uwag co do bezpieczeństwa i skuteczności produktu. Dzięki zaawansowanemu procesowi regulatorowemu i bardzo dobrym wynikom badania klinicznego jesteśmy blisko wprowadzenia do obrotu pierwszego na świecie weterynaryjnego produktu leczniczego zawierającego psie komórki macierzyste. Myślę, że zarówno pacjenci, jak i cała branża czekają na ten moment. Potrzeba rynkowa jest ogromna – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Wykorzystujący psie komórki macierzyste produkt leczniczy polskiej spółki może być przełomowy dla psiej populacji. Przyjmuje się, że na osteoartrozę choruje statystycznie co piąty pies, ale dla osobników powyżej siódmego roku życia wskaźnik ten wynosi już 2/3. Podstawowym objawem osteoartrozy jest przewlekły ból prowadzący do kulawizny, chwiejnego i sztywnego chodu oraz problemów ze wstawaniem. Choroba nieubłaganie postępuje i od pewnego momentu cierpienie praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie zwierzęcia. Dotychczasowe metody leczenia osteoartrozy, głównie za pomocą niesterydowych i sterydowych leków przeciwzapalnych oraz leków przeciwbólowych, mają charakter krótkotrwały i wyłącznie objawowy. Podobnie jest z najnowocześniejszą obecnie terapią, opartą na przeciwciele monoklonalnym, która działa wyłącznie przeciwbólowo. Produkt Bioceltix działa w zupełnie inny sposób.

BCX-CM-J długotrwale i na bardzo niskim poziomie moduluje proces zapalny toczący się w stawie, dzięki czemu wykazuje działanie przyczynowe, a w konsekwencji również przeciwbólowe. Tym samym może stanowić skuteczną alternatywę dla obecnie stosowanych terapii. Z perspektywy biznesowej osteoartroza u psów staje się coraz istotniejszym segmentem rynku, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w wynikach sprzedaży konkurencyjnych produktów, jak i w strategiach rozwoju największych firm weterynaryjnych podkreśla Paweł Wielgus.

Członek zarządu Bioceltix dodaje, że przejście do kolejnego etapu w procedurze rejestracyjnej BCX-CM-J pozwala spółce uwolnić część zasobów i skoncentrować się na drugim projekcie z pipeline’u: produkcie na zapalenie stawów u koni, który również jest już na ścieżce rejestracyjnej w EMA.

Szczegółowy harmonogram prac nad BCX-EM będzie w dużej mierze uzależniony od lipcowej korespondencji z EMA dotyczącej produktu przeznaczonego do leczenia osteoartrozy u psów. Jednocześnie warto podkreślić, że pytania regulatora odnoszące się do produktu dla koni są w wielu obszarach analogiczne do tych, które otrzymaliśmy w procesie rejestracyjnym BCX-CM-J. Doświadczenia zdobyte podczas prac nad naszym pierwszym produktem powinny przełożyć się na sprawniejszy i szybszy przebieg procesu rejestracyjnego BCX-EM mówi Paweł Wielgus.

Nowa wytwórnia zapewni masową produkcję przyszłych leków

Czas pozostały do komercjalizacji pierwszego leku spółka wykorzystuje m.in. na rozbudowę mocy wytwórczych, umożliwiających docelowo pokrycie zapotrzebowania na przyszłe leki na rynkach międzynarodowych. Wielkoskalowa wytwórnia komórek macierzystych powstaje we Wrocławiu. Rozruch clean room’ów powinien nastąpić w drugim kwartale 2027 r. Ma to być największy tego typu zakład na świecie.

Na przełomie maja i czerwca spodziewamy się decyzji administracyjnej dotyczącej pozwolenia na budowę. Równolegle przygotowujemy przetarg na wykonanie konstrukcji stalowej i po jego rozstrzygnięciu będziemy mogli przejść do kolejnego etapu realizacji inwestycji. Zakładamy, że uzyskanie pozwolenia na budowę powinno przebiec bez istotnych przeszkód – podkreśla członek zarządu firmy, dodając, że do momentu osiągnięcia zwiększonych mocy produkcyjnych spółka planuje wytwarzanie pilotażowych serii pierwszego produktu w obecnym zakładzie.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce z najlepszym początkiem roku od 2022

Pierwszy kwartał 2026 roku był najsilniejszym początkiem roku od 2022 roku. Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce przekroczył 1 mld EUR, co oznacza wzrost o blisko 44% rok do roku. Jak wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce – I kwartał 2026”, rosnąca wartość transakcji i poprawa płynności rynku wspierane są m.in. przez napływ inwestorów, w tym kapitału z Azji.

Mocny początek i perspektywy na przyszłość

Polski rynek inwestycji komercyjnych zanotował na początku 2026 roku bardzo dobre otwarcie. Tylko
w okresie od stycznia do końca marca wolumen transakcji przekroczył 1 mld EUR. Wynik ten jest o prawie 44% większy niż zanotowana wartość w identycznym okresie ubiegłego roku. Tak wczesny wzrost wskazuje na stopniową poprawę płynności rynku oraz wzrost zaufania inwestorów.

 W kolejnych kwartałach stabilizujące się warunki finansowania, większa przewidywalność stóp zwrotu oraz rosnąca pula aktywów inwestycyjnych powinny wspierać aktywność rynkową. Pomimo utrzymującej się globalnej niepewności, mocny początek 2026 roku potwierdza dobrą pozycję Polski na tle rynków Europy ŚrodkowoWschodniej – ocenia Mateusz Skubiszewski, Starszy Dyrektor, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Od początku roku sektor przemysłowo-logistyczny pozostawał liderem krajowego wolumenu inwestycji, odpowiadając za 44% udziału i potwierdzając silny popyt na aktywa oparte na długoterminowych trendach strukturalnych. Na kolejnych miejscach uplasowały się sektor handlowy (31%) oraz biurowy (24%), gdzie aktywność inwestorów koncentrowała się głównie na dobrze skomercjalizowanych obiektach.

Wielkość transakcji rośnie

Od stycznia łączna wartość transakcji kupna-sprzedaży w sektorze przemysłowo-logistycznym wyniosła 447 mln EUR, co oznacza wzrost o ponad 120% rok do roku. W sektorze handlowym wolumen inwestycji w pierwszym kwartale osiągnął 318 mln EUR, notując tym samym wzrost o 55% w porównaniu
z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wzrost widoczny był również w segmencie biurowym – zawarto transakcje na poziomie 248 mln EUR (+35% r/r).

W analizowanym okresie widoczny był powrót transakcji o dużej skali – trzy największe przekroczyły 100 mln EUR, co wskazuje na rosnącą aktywność inwestorów i poprawę płynności rynku. Jednocześnie wzrósł udział transakcji o wartości od 40 do 100 mln EUR – ich łączny wolumen wyniósł 342 mln EUR, co oznacza wzrost o prawie15% rok do roku.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych na początku 2026 roku znalazła się sprzedaż portfela Raben S&LB Portfolio w sektorze przemysłowo-logistycznym o wartości 167,5 mln EUR na rzecz WP Carey. W sektorze handlowym kluczową transakcją była sprzedaż portfela Auchan za 110 mln EUR do Adventum. Z kolei na rynku biurowym jedną z największych umów było nabycie przez Wood & Company budynku Royal Wilanów za prawie 107 mln EUR.

Inwestorzy z Azji na horyzoncie

Choć inwestorzy azjatyccy w ostatnich latach nie byli szczególnie aktywni na polskim rynkiu, przejęcie parku logistycznego Booster Zabrze na Śląsku przez inwestora z Korei Południowej stanowi pozytywny wyjątek. Transakcja ta wskazuje, że wybrane zagraniczne fundusze ostrożnie zwracają swoją  uwagę na Polskę. Łączny kapitał inwestycji z Azji osiągnął wartość na poziomie 68 mln EUR.

W wolumenie inwestycji za pierwszy kwartał 2026 roku dominował kapitał z Europy spoza strefy euro, odpowiadający wartości transakcji za 490 mln EUR.

Stopy kapitalizacji stabilne

W I kwartale 2026 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostały stabilne.

–  W segmencie przemysłowo‑logistycznym pojawiły się jednak pierwsze oznaki kompresji – transakcje najlepszych aktywów zawierano przy stopach zwrotu ok. 6,0%, co potwierdza powrót konkurencji inwestorskiej oraz poprawę płynności względem ubiegłego roku – komentuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Stabilizacja w pozostałych sektorach wynikała ze zbliżania się oczekiwań cenowych kupujących
i sprzedających, a nie spadku aktywności.

Niepewność geopolityczna ma na razie ograniczony wpływ na polski rynek, a ewentualne przepływy kapitału mogą sprzyjać Europie i regionowi CEE. Jej skutki w dłuższym horyzoncie będą widoczne dopiero w kolejnych miesiącach.

Rynki rozczarowane wizytą Trumpa w Chinach. Zabrakło konkretów

Inwestorzy są coraz bliżej uznania za nową normę tego, co miało być tylko kilkudniową niedogodnością. Ropa jest bardzo droga, dolar zyskuje, a stopy procentowe – zamiast spadać – mogą być podnoszone. W tle pozostają jeszcze problemy Rumunii i tamtejszego leja.

Rynki nie widzą perspektyw

Zapowiadana jako przełomowa wizyta Donalda Trumpa w Chinach z pewnością nie była bez znaczenia. Analitycy oczekiwali jednak znacznie więcej konkretów. Spotkania były nastawione przede wszystkim na uniknięcie bezpośredniej konfrontacji. W tle wielokrotnie pojawiał się Tajwan, a wypowiedzi amerykańskiego prezydenta mogą sugerować, że jest on skłonny poświęcić kolejnego sojusznika. Zabrakło wyraźnych konkretów, bo za takie trudno uznać zgodę Chin na zwiększenie importu amerykańskich produktów rolnych. Z drugiej strony pojawiły się zapowiedzi prac nad obniżaniem barier celnych. Nie było natomiast żadnych postępów w sprawie Iranu. No, chyba że za takie uznamy banały o tym, że Iran nie powinien mieć broni nuklearnej oraz wsparcie w mediacjach, które i tak trwają.

Jak zareagowały rynki?

Patrząc na ceny baryłki ropy naftowej, wsparcie Chin w mediacjach potraktowano raczej jako formułę czysto grzecznościową. Brent, notowana w Londynie, dzisiaj nad ranem sięgnęła 112 USD. Oznacza to, że do szczytów cenowych ostatnich miesięcy brakuje nam raptem 3%. Z drugiej strony ten surowiec przed amerykańsko-izraelskim atakiem kosztował 70 USD. Na rynku walutowym dolar od rana delikatnie odbija względem euro, choć już na otwarciu był najsilniejszy od początku kwietnia. Rosną również szanse na podwyżki stóp procentowych. To z kolei odciąga kapitał także z rynków metali szlachetnych czy kryptowalut. Wyższe, stabilne stopy zwrotu okazują się dla inwestorów atrakcyjniejszą alternatywą. W odwrocie był również polski złoty. Amerykańska waluta dzisiaj na otwarciu osiągnęła 3,66 zł i przekroczyła rekordy z końca kwietnia, będąc tym samym najdroższa od około 1,5 miesiąca.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

Utrzymanie stóp procentowych w Bukareszcie na niezmienionym pułapie 6,5% to tylko jeden z elementów problemów, przez które przechodzi ten kraj. Inflacja wzrosła w kwietniu do imponującego poziomu 10,7%. Jeżeli dodamy do tego silny kryzys rządowy, który tydzień temu doprowadził do rozpadu koalicji i przegłosowania votum nieufności, otrzymujemy naprawdę nieciekawą kombinację. Powodem rozpadu koalicji i utworzenia rządu mniejszościowego była próba zrównoważenia budżetu. Socjaldemokratyczna PSD uznała ją za zbyt mocno uderzającą w społeczeństwo, czyli – w praktyce – w wyborców. W obliczu tych wydarzeń najwyższe w UE stopy procentowe są tylko jednym z problemów. Niewykluczone, że będzie trzeba je podnosić. Obecnie sytuacja się odrobinę stabilizuje, ale waluta Rumunii, mimo jej usztywnienia względem euro, znowu została zdewaluowana o 2%. To już druga taka sytuacja od zeszłorocznych wyborów. Jeszcze w 2022 roku, podczas rosyjskiej agresji, RON przez chwilę zrównał się z polskim złotym. Aktualnie nieznacznie przekracza 80 groszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Nowy terminal morski w Porcie Szczecin. Silekol Terminal NORD rusza po modernizacji

Po niespełna 15 miesiącach od rozpoczęcia modernizacji Terminalu Andreas w Porcie Szczecin, Silekol Terminal NORD (STN) należąca do Grupy Silekol, ogłasza rozpoczęcie działalności operacyjnej.  

Na uroczystości otwarcia terminala w dniu 18 maja byli obecni m. in. przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury, w tym sekretarz stanu Arkadiusz Marchewka, a także przedstawiciele władz lokalnych, Zarządu Portu, Urzędu Morskiego oraz kluczowi klienci i partnerzy biznesowi.

W czerwcu 2024 roku Grupa Silekol ogłosiła plany dotyczące znaczących inwestycji w rozwój i modernizację terminalu w Porcie Szczecin. W wyniku prac powstał nowoczesny terminal morski, specjalizujący się w przeładunkach towarów sypkich i drobnicowych (m. in. zbóż, pasz, nawozów, minerałów i pelletu) oraz towarów płynnych takich jak metanol i innych produktów.

Cieszy nas fakt, że jako kraj stajemy się coraz bardziej atrakcyjnym partnerem w logistyce morskiej. Modernizacja terminalu w Porcie Szczecin pokazuje, że jest potencjał i biznesowe uzasadnienie w rozbudowie infrastruktury morskiej zwłaszcza w tak dynamicznej rzeczywistości geopolitycznej. Każda nowa inwestycja w logistykę morską to iskra do rozwoju wielu innych gałęzi gospodarki, w tym wypadku zarówno dla przemysłu jak i rolnictwa – powiedział Arkadiusz Marchewka, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

Terminal został wyposażony w nowoczesną infrastrukturę portową umożliwiającą sprawną obsługę jednostek morskich, a nowo zmodernizowane nabrzeże zapewnia bezpieczne oraz efektywne prowadzenie operacji przeładunkowych. STN to dwa nabrzeża: 205m i 130m przeznaczone dla jednostek z zanurzeniem 7,3m lub 6,9m oraz nośności 8000 DWT. Ogólna pojemność kompleksu to 37 000 ton, w tym nowa hala magazynowa 25 000 t, boksy magazynowe 8000 ton, silosy na ziarno o pojemności 4000 ton oraz trzy zbiorniki na towary płynne każdy po 4000 ton co daje łączną zdolność magazynową wynoszącą 12 000 ton.

Istotnym atutem obiektu są dwie bocznice kolejowe umożliwiające jednoczesną obsługę dwóch pociągów, co zwiększa przepustowość i usprawnia procesy logistyczne, a zmodernizowana infrastruktura kolejowa pozwala na bezpieczny załadunek i rozładunek. Infrastruktura drogowa i place składowe umożliwiają sprawną obsługę transportu samochodowego zapewniając płynność operacji. Terminal oferuje kompleksową organizację transportu morskiego, kolejowego i samochodowego – wylicza Tomasz Zowade, Prezes Zarządu ST NORD.

Terminal posiada także przestronną nową halę magazynowo – operacyjną, wydzielone boksy magazynowe oraz specjalistyczne zbiorniki spełniające obowiązujące normy techniczne
i środowiskowe, co pozwala na bezpieczne składowanie różnorodnych towarów oraz elastyczne zarządzanie przestrzenią. Zgodnie ze wstępnymi założeniami terminal zwiększył trzykrotnie zdolność przeładunkową materiałów sypkich takich jak pasze, zboża czy ziarna, co jest
z pewności dobrą informacją dla lokalnych rolników.

Modernizacja terminalu to zysk nie tylko dla portu, ale i dla lokalnych społeczności w tym rolników z całego regionu. Inwestycja doprowadziła nie tylko do rozbudowy i modernizacji terenu Terminalu Andreas, ale również przyniesie wymierne korzyści dla Portu Szczecin-Świnoujście, umożliwiając obsługę większej liczby statków, co przełoży się na wyższe przychody. To jeden
z najnowocześniejszych i najlepiej wyposażonych tego typu terminali w Europie. Liczymy na owocną współpracę z Silekol Terminal  NORD i dalszy rozwój naszego regionu
– powiedział Rafał Zahorski, pełnomocnik Zarządu ds. rozwoju portów w Zarządzie Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

GUS: produkcja usług w lutym 2026 wyższa o 7% r/r

Produkcja usług w lutym wzrosła o 7 proc. r/r. Najmocniej odbiło doradztwo i turystyka.

Produkcja usług w Polsce w lutym 2026 r. była o 7,0 proc. wyższa niż rok wcześniej — wynika ze wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W porównaniu ze styczniem wzrosła o 4,5 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych roczny wzrost wyniósł 5,1 proc.

Źródło danych: GUS, informacja sygnalna „Produkcja usług w lutym 2026 r.”, publikacja z 18 maja 2026 r.
+7,0% produkcja usług ogółem r/r w lutym 2026 r.
+4,5% zmiana wobec stycznia 2026 r.
+5,1% wzrost r/r po wyrównaniu sezonowym
121,7 indeks produkcji usług, 2021=100

Najświeższe dane GUS pokazują, że sektor usług wszedł w drugi miesiąc roku z wyraźnie dodatnią dynamiką. Lutowy wzrost o 7,0 proc. r/r był wyższy niż odnotowany rok wcześniej, gdy produkcja usług zwiększyła się o 3,0 proc. Dane miesięczne również wskazują na poprawę — wobec stycznia produkcja usług wzrosła o 4,5 proc.

Po oczyszczeniu danych z wpływu czynników sezonowych produkcja usług była o 5,1 proc. wyższa niż w lutym 2025 r. oraz o 0,5 proc. wyższa niż w styczniu 2026 r. W porównaniu z przeciętnym miesięcznym poziomem z 2021 r. produkcja usług była wyższa o 29,4 proc.

Usługi ogółem powyżej poziomu sprzed roku

W danych niewyrównanych sezonowo indeks produkcji usług ogółem wyniósł w lutym 121,7 pkt przy bazie 2021=100. W styczniu było to 117,2 pkt. Oznacza to, że po słabszym początku roku sektor usług odrobił część sezonowego spadku i wrócił do wyższych poziomów aktywności.

W sekcjach o największym znaczeniu dla wskaźnika ogółem GUS odnotował dodatnią dynamikę roczną. W transporcie i gospodarce magazynowej produkcja usług wzrosła o 6,5 proc. r/r, natomiast w informacji i komunikacji o 2,8 proc. r/r.

Wyszczególnienie m/m
02.2026
r/r
02.2026
indeks
2021=100
Usługi ogółem 104,5 107,0 121,7
Transport i gospodarka magazynowa 102,3 106,5 112,3
Zakwaterowanie i gastronomia 96,8 104,8 137,5
Informacja i komunikacja 98,7 102,8 131,1
Obsługa rynku nieruchomości 100,4 111,0 106,6
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 123,3 121,2 132,4
Administrowanie i działalność wspierająca 103,7 101,2 112,8
Źródło danych: GUS. Wartości m/m i r/r pokazują indeksy, gdzie 100 oznacza brak zmiany.

Działalność profesjonalna najsilniejsza wśród głównych sekcji

Najwyższą dynamikę roczną wśród głównych sekcji objętych badaniem odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej. Produkcja usług w tej kategorii była w lutym o 21,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jednocześnie w ujęciu miesięcznym wzrosła aż o 23,3 proc.

Na drugim miejscu znalazła się działalność związana z obsługą rynku nieruchomości, gdzie roczny wzrost wyniósł 11,0 proc. Transport i gospodarka magazynowa zwiększyły produkcję usług o 6,5 proc. r/r, a zakwaterowanie i gastronomia o 4,8 proc. r/r.

Dynamika produkcji usług w lutym 2026 r. — główne sekcje, r/r
Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+21,2%
Obsługa rynku nieruchomości
+11,0%
Transport i gospodarka magazynowa
+6,5%
Zakwaterowanie i gastronomia
+4,8%
Informacja i komunikacja
+2,8%
Administrowanie i działalność wspierająca
+1,2%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Doradztwo związane z zarządzaniem liderem wzrostu

Na poziomie działów PKD największy wzrost produkcji usług w porównaniu z lutym 2025 r. odnotowano w doradztwie związanym z zarządzaniem. Dynamika wyniosła tam 158,7, co oznacza wzrost o 58,7 proc. r/r. Drugą najmocniejszą kategorią była działalność organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych oraz pozostała działalność rezerwacyjna, gdzie wzrost wyniósł 40,3 proc. r/r.

Wysoką dynamikę pokazała również pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, która wzrosła o 24,1 proc. r/r. Dwucyfrowe zwyżki odnotowano także m.in. w działalności architektonicznej i inżynieryjnej, działalności pocztowej i kurierskiej, usługach informacyjnych, reklamie i badaniach rynku oraz zakwaterowaniu.

Dział PKD Dynamika r/r
02.2026
Zmiana r/r
Doradztwo związane z zarządzaniem 158,7 +58,7%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 140,3 +40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 124,1 +24,1%
Architektura i inżynieria; badania i analizy techniczne 115,4 +15,4%
Działalność pocztowa i kurierska 112,6 +12,6%
Działalność usługowa w zakresie informacji 111,5 +11,5%
Obsługa rynku nieruchomości 111,0 +11,0%

Największe spadki w nadawaniu programów i działalności wydawniczej

Nie wszystkie obszary usług notowały wzrost. Największy spadek produkcji usług w ujęciu rocznym wystąpił w działalności związanej z nadawaniem programów ogólnodostępnych i abonamentowych. Wskaźnik wyniósł 76,4, co oznacza spadek o 23,6 proc. r/r.

Drugi największy spadek dotyczył działalności wydawniczej, gdzie produkcja usług była niższa o 13,7 proc. niż rok wcześniej. Spadki widoczne były także w wynajmie i dzierżawie oraz w działalności związanej z zatrudnieniem.

Największe roczne zmiany w wybranych działach PKD — luty 2026 r.
Doradztwo związane z zarządzaniem
+58,7%
Organizatorzy turystyki i działalność rezerwacyjna
+40,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+24,1%
Działalność wydawnicza
-13,7%
Nadawanie programów ogólnodostępnych i abonamentowych
-23,6%
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

W ujęciu miesięcznym mocne odbicie po styczniu

W porównaniu ze styczniem 2026 r. produkcja usług ogółem wzrosła o 4,5 proc. Wśród głównych sekcji najsilniejszy wzrost miesięczny odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie wskaźnik wyniósł 123,3. Oznacza to wzrost o 23,3 proc. m/m.

Na poziomie działów szczególnie wyróżniało się doradztwo związane z zarządzaniem. W tej kategorii produkcja usług wzrosła w lutym o 62,2 proc. wobec stycznia. W działalności organizatorów turystyki oraz usługach rezerwacyjnych wzrost wyniósł 31,3 proc. m/m. Z kolei największe miesięczne spadki odnotowano w działalności wydawniczej oraz działalności usługowej związanej z wyżywieniem.

Dział PKD Dynamika m/m
02.2026
Zmiana m/m
Doradztwo związane z zarządzaniem 162,2 +62,2%
Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni 131,3 +31,3%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna 117,2 +17,2%
Działalność prawnicza, rachunkowo-księgowa i doradztwo podatkowe 113,8 +13,8%
Działalność usługowa związana z wyżywieniem 92,1 -7,9%
Działalność wydawnicza 81,8 -18,2%

Co mierzy produkcja usług?

GUS podkreśla, że dynamika produkcji usług jest wskaźnikiem mierzącym miesięczne zmiany wolumenu produkcji usług, czyli wartości obrotów w cenach stałych uzyskiwanych na rynku przez przedsiębiorstwa usługowe. Dane dotyczą podmiotów o liczbie pracujących 10 osób i więcej.

Do agregatu zaliczane są m.in. transport i gospodarka magazynowa, zakwaterowanie i gastronomia, informacja i komunikacja, obsługa rynku nieruchomości, wybrane obszary działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz działalność w zakresie administrowania i działalność wspierająca.

Wniosek: lutowe dane wskazują na utrzymanie dodatniej dynamiki w sektorze usług, choć struktura wzrostu jest zróżnicowana. Najmocniej wyróżniały się usługi profesjonalne, doradcze i turystyczne, natomiast słabsze wyniki widoczne były w działalności wydawniczej oraz nadawaniu programów.

W szerszym ujęciu dane potwierdzają, że sektor usług pozostaje jednym z ważnych elementów aktywności gospodarczej. Wskaźnik produkcji usług ogółem był w lutym wyraźnie powyżej poziomu z 2021 r., a po wyrównaniu sezonowym utrzymał wzrost zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej.

Źródło danych: GUS, „Produkcja usług w lutym 2026 r.”. W przypadku tabel i wykresów: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Rentowność 30-letnich obligacji Japonii najwyżej w historii. Presja przenosi się na globalny dług

Wyprzedaż japońskich obligacji skarbowych pogłębiła presję na globalnym rynku długu. Rentowności rosną, ponieważ inwestorzy coraz bardziej obawiają się uporczywej inflacji, drożejącej ropy oraz wzrostu wydatków publicznych, który może oznaczać większą podaż obligacji. W Japonii rentowność 30-letnich obligacji chwilowo wzrosła aż do 4,205%, osiągając najwyższy poziom od momentu wprowadzenia tego instrumentu w 1999 roku. Presja nie ogranicza się jednak wyłącznie do najdłuższego końca krzywej dochodowości. Słabszy popyt pojawił się również na aukcji 5-letnich japońskich obligacji, mimo że oferowały one rekordowo wysoki kupon na poziomie 2%. W poprzednim tygodniu japoński dług zanotował największy tygodniowy spadek cen obligacji od kwietnia 2025 roku.

Wzrost rentowności japońskich obligacji wpisuje się w szerszą wyprzedaż długu na świecie. Rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do 4,63%, osiągając najwyższy poziom od lutego 2025 roku, natomiast rentowności 30-letnich papierów amerykańskich przekroczyły 5% i zbliżyły się do najwyższych poziomów od 2007 roku. Pod presją znalazły się także obligacje m.in. Australii i Nowej Zelandii. Głównym źródłem obaw pozostaje ryzyko inflacyjne. Rosnące ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo droższego transportu, wyższych kosztów produkcji i utrzymania presji cenowej w gospodarce. W Japonii problem ten wzmacnia słabszy jen, który podnosi koszty importu i może dodatkowo zwiększać inflację. Jednocześnie inwestorzy biorą pod uwagę możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Japonii, co obniża atrakcyjność starszych obligacji.

Dodatkowym czynnikiem niepewności są oczekiwania dotyczące polityki fiskalnej. Premier Sanae Takaichi zapowiedziała przygotowanie dodatkowego budżetu w odpowiedzi na rosnące ceny surowców. Dla rynku oznacza to ryzyko większych wydatków publicznych, a w konsekwencji także wyższej podaży długu. Taki scenariusz może dalej podbijać rentowności, zwłaszcza jeśli inwestorzy uznają, że polityka fiskalna i pieniężna nie są wystarczająco spójne w walce z inflacją.

Rosnące rentowności w Japonii mogą mieć znaczenie dla całego świata. Przez lata japońscy inwestorzy lokowali duże środki za granicą, zwłaszcza na rynkach obligacji krajów rozwiniętych. Jeśli rentowności krajowego długu będą dalej zbliżać się do poziomów oferowanych na innych dużych rynkach, część kapitału może wracać do Japonii. Z kolei taki przepływ mógłby dodatkowo podnosić rentowności obligacji w innych krajach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Kurs USDJPY rośnie dzisiaj do ok.159,00 JPY.

Obecna sytuacja pokazuje, że Japonia stała się jednym z głównych źródeł napięcia na światowym rynku obligacji. Rosnące rentowności japońskiego długu, obawy o inflację, droższa ropa i możliwe zwiększenie wydatków publicznych tworzą mieszankę czynników niekorzystnych dla rynku. Skutki mogą być odczuwalne daleko poza Japonią, zwłaszcza w USA, gdzie rentowności obligacji już znajdują się blisko wieloletnich maksimów.

Polska 6. w Europie pod względem trudności prowadzenia biznesu

Polska szósta w Europie oraz w pierwszej dwudziestce krajów na świecie, w których najtrudniej prowadzi się biznes.

Polska zajęła 6. miejsce w Europie oraz 19. na świecie wśród krajów, w których najtrudniej prowadzi się biznes, sklasyfikowanych w tegorocznym rankingu Global Business Complexity Index opracowanym przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji. Jest lepiej niż w ostatnich latach, choć nadal pozostajemy jednym z bardziej wymagających dla przedsiębiorców krajów europejskich.

Szóste miejsce w Europie i 19. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu to wynik najgorszy na tle krajów, z którymi sąsiadujemy. Nasi południowi sąsiedzi – Czesi plasują się w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej przyjaznych dla prowadzenia firmy. W ścisłej światowej czołówce są również inne europejskie kraje jak Malta czy Dania, które pokazują, że przepisy dotyczące prowadzenia firmy mogą być nieskomplikowane.

W tegorocznej, trzynastej edycji raportu GBCI, autorzy wzięli pod lupę 81 jurysdykcji, odpowiadających za ponad 90 proc. światowej gospodarki i porównali 292 wskaźniki dotyczące kluczowych aspektów prowadzenia działalności – od przepisów rachunkowo-podatkowych, przez prawo pracy, po zarządzanie podmiotami prawnymi.

Cyfryzacja zmienia obraz polskiego rynku

W poprzednich latach Polska była oceniana negatywnie jako kraj do prowadzenia biznesu przez złożone przepisy, rozbudowane obowiązki administracyjne, konieczność składania wielu raportów oraz powtarzania tych samych informacji w dokumentach ustawowych. Dodatkową barierą był obowiązek prowadzenia części dokumentacji w języku polskim.

Poprawa pozycji Polski w tegorocznym rankingu jest bezpośrednio związana z postępującą cyfryzacją procesów administracyjnych oraz aktywną polityką legislacyjną rządu zmierzającą do upraszczania przepisów.

W obszarze rachunkowości i podatków digitalizacja ułatwia zarządzanie zgodnością, a możliwość prowadzenia postępowań sądowych w formie elektronicznej pozwala firmom składać dokumenty online, bez konieczności fizycznej obecności.

Historyczną zmianą dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce było wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), który od 1 kwietnia br. objął niemal każdego przedsiębiorcę wystawiającego faktury w Polsce. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączą do systemu od 1 stycznia 2027 roku.

„Stale obserwujemy realny postęp w upraszczaniu środowiska regulacyjnego w Polsce, głównie w obszarze digitalizacji. Cyfryzacja procesów staje się odczuwalną ulgą dla firm, szczególnie tych działających na wielu rynkach jednocześnie. Do tego dochodzi solidna infrastruktura logistyczna, rozbudowana sieć transportowa i atuty Polski jako centrów produkcji bliżej rynku zbytu, które wzmacniają jej pozycję jako miejsca przyciągającego inwestorów. Jednocześnie musimy być szczerzy: pole do poprawek jest nadal duże.” – podkreśla Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Północnej.

Wyzwania, które hamują inwestorów

Mimo pozytywnych sygnałów, przedsiębiorcy – szczególnie zagraniczni – wciąż napotykają na wyraźne bariery wejścia i prowadzenia działalności w Polsce.

Inwestorzy nadal są zobowiązani do przygotowywania dokumentacji wyłącznie w języku polskim, muszą przejść przez wiele osobnych rejestracji i poświęcają czas na otwarcie rachunku bankowego w związku z rygorystycznymi wymogami Know Your Client (KYC), czyli kluczowymi procesami identyfikacji klientów stosowanymi przez instytucje finansowe, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa transakcji i zgodności z regulacjami przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Częste zmiany przepisów i krótkie okresy vacatio legis, na przykład wokół JPK CIT, zmuszają przedsiębiorstwa do błyskawicznej adaptacji systemów i procesów.

„Zmienność przepisów i krótkie terminy wdrożeniowe to nadal jeden z głównych powodów, dla których duże organizacje muszą przeznaczać nieproporcjonalnie dużo zasobów na zapewnienie standardów zgodności działania firmy z przepisami prawa, regulacjami wewnętrznymi, standardami branżowymi zamiast na podstawową działalność. To wyzwanie, które dobrze znamy z rozmów z naszymi klientami.” –  dodaje Joanna Romańczuk.

Rynek pracy pod presją

Obszarem wymagającym szczególnej uwagi pozostaje zatrudnienie. Pracodawcy muszą poruszać się w gąszczu skomplikowanych przepisów płacowych, zasad opodatkowania świadczeń i wymogów systemu ubezpieczeń społecznych – wszystko to w warunkach napiętego rynku pracy, silnej konkurencji o talenty i rosnących kosztów wynagrodzeń. Pracownicy zagraniczni częściowo łagodzą niedobory kadrowe, a Polska coraz wyraźniej podąża w kierunku ról o wyższej wartości dodanej, takich jak B+R (prace badawczo-rozwojowe) i technologia. Mimo to presja kadrowa pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla firm planujących ekspansję na polskim rynku.

Najtrudniej na świecie prowadzi się biznes w Grecji, która po raz trzeci z rzędu zajęła pierwsze miejsce w zestawieniu. Na kolejnych pozycjach znalazły się Meksyk, Brazylia oraz Francja. Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Dania, Jersey (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej), Niderlandy, Nowa Zelandia, Czechy, Brytyjskie Wyspy Dziewicze (brytyjskie terytorium zamorskie), Malta, Curaçao (terytorium zależne Holandii).

Wpływ na ich pozycję w rankingu mają przed wszystkim trzy czynniki: proste procesy księgowe, stabilność oraz przewidywalność przepisów.

W Europie wzorcami pozostają Dania, Holandia, Czechy, Malta.

Polityczna fragmentacja świata i rozproszenie gospodarcze sprawiają, że firmy dodają kolejne jurysdykcje do swoich łańcuchów dostaw, zwiększając złożoność swojego zarządzania. Fragmentacja polityczna oznacza też konieczność mierzenia się z coraz większą niepewnością regulacyjną. Inwestorzy szukają prostoty, ale przede wszystkim – pewności co do zasad, według których działają. Zachęcamy rządy, by poprawiały swoje pozycje w rankingu, działając na obu tych frontach.” – podsumowuje Mark Weil, dyrektor TMF Group.

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media

Digital Network przedłuża współpracę z Polsat Media. Umowa wraz z nową ofertą zagwarantuje stabilny wzrost przychodów i rozwój segmentu premium outdoor.

Strategiczna umowa z Polsat Media przewiduje 3-letnią współpracę z możliwością automatycznego przedłużenia do końca 2030 roku. To znacząco wzmacnia przewidywalność biznesową oraz możliwości dalszego skalowania oferty outdoorowej Digital Network i jej digitalizacji.

Przedłużenie współpracy z Polsat Media daje nam nie tylko przewidywalność biznesową, ale także możliwość dalszego skalowania i digitalizacji oferty outdoorowej – mówi Agnieszka Godlewska, prezes Digital Network.

Nowy aneks sankcjonuje wprowadzone już w styczniu rozszerzenie oferty handlowej Polsat Media o ponad 300 lokalizacji wielkoformatowych, należących do Braughman Group Media Outdoor, jednej z trzech największych firm reklamy zewnętrznej w Polsce i lidera segmentu wielkiego formatu Premium Outdoor. Spółka została przejęta przez Digital Network w czwartym kwartale ubiegłego roku.

Efektem nowej umowy jest wprowadzenie do oferty Polsat Media skonsolidowanej oferta Premium OOH, przygotowanej z myślą o dużych kampaniach wizerunkowych. Model zakłada łączenie dużego formatu reklamy zewnętrznej z cyfrowymi formatami DOOH oraz telewizją i internetem w ramach jednej oferty mediowej.

Wspólna oferta Digital Network i Braughman Media obejmie teraz m.in. spektakularne lokalizacje ekranów cyfrowych tzw. Super Size Screen’y, City Screen’y, siatki wielkoformatowe, murale, traffic board’y oraz duże nośniki zlokalizowane przy autostradach. –Zapotrzebowanie reklamodawców na spektakularne nośniki wielkoformatowe oraz nośniki cyfrowe dynamicznie rośnie. Teraz możemy to zaoferować w połączonych pakietach – podkreśla prezes Digital Network.

Spółka zaznacza, że rozszerzona oferta ma unikalny charakter na krajowym rynku outdoorowym, a w ramach współpracy z Polsat Media skierowanej do domów mediowych, realizowana jest na zasadach wyłączności. Polsat Media to największy broker reklamowy na polskim rynku medialnym, odpowiadający za sprzedaż czasu reklamowego i oferty cross-mediowej obejmującej telewizję, internet oraz kanały tematyczne. Portfolio spółki obejmuje nie tylko kanały Telewizja Polsat, ale również Interia oraz kilkadziesiąt kanałów telewizji satelitarnej i tematycznej, w tym takie marki jak TV Puls. Dzięki szerokiemu zasięgowi i rozbudowanej ofercie reklamowej Polsat Media pozostaje jednym z kluczowych partnerów największych reklamodawców i domów mediowych w Polsce, oferując kampanie łączące telewizję, digital, wideo online oraz nowoczesne formaty reklamowe outdoor.

Jak dodaje Agnieszka Godlewska, nowa umowa – obok procesu digitalizacji portfolio wielkoformatowego BGMO – stanowi jeden z najważniejszych elementów strategii rozwoju grupy na najbliższe lata.

3 proc. PKB na naukę jako punkt wyjścia. WZ UW chce debaty o reformie systemu

Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego wyraża poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”, której celem jest zwiększenie finansowania polskiej nauki. Zdaniem dziekana WZ UW prof. dr. hab. Grzegorza Karasiewicza, poziom nakładów na badania i rozwój powinien być traktowany nie tylko jako sprawa środowiska akademickiego, ale także jako jeden z warunków konkurencyjności gospodarki.

„Popieramy akcję »3% dla nauki, 100% dla Polski«, ponieważ stawka tej rozmowy wykracza poza interes środowiska akademickiego. Mówimy o warunkach, w których za kilka lat będą funkcjonować polskie firmy, instytucje publiczne i społeczeństwo. Nauka niedofinansowana w sposób systemowy nie jest w stanie wytwarzać wiedzy potrzebnej gospodarce ani kształcić specjalistów, których potrzebuje rynek pracy” — powiedział prof. dr hab. Grzegorz Karasiewicz, dziekan Wydziału Zarządzania UW.

Według danych GUS nakłady krajowe brutto na działalność badawczo-rozwojową w Polsce wyniosły w 2024 r. 51,5 mld zł i były o 3,1 proc. niższe niż rok wcześniej. Wskaźnik intensywności prac B+R, czyli udział nakładów wewnętrznych na działalność badawczo-rozwojową w PKB, wyniósł 1,41 proc. wobec 1,56 proc. w 2023 r.

Dla porównania, według Eurostatu nakłady na badania i rozwój w Unii Europejskiej wyniosły w 2024 r. 2,24 proc. PKB. UE pozostaje pod tym względem poniżej poziomów notowanych m.in. w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej.

Inicjatywa „3% dla nauki, 100% dla Polski” zakłada apel o zwiększenie finansowania polskiego sektora nauki do poziomu 3 proc. PKB. Organizatorzy wskazują trzy główne obszary postulatów: powiązanie wynagrodzeń w nauce z realiami rynkowymi, stabilniejsze warunki dla studentów i doktorantów oraz zwiększenie środków na prowadzenie badań, w tym dodatkowe finansowanie Narodowego Centrum Nauki.

Organizatorzy akcji prowadzą zbiórkę podpisów pod petycją i zapowiadają protest środowiska naukowego 27 maja w Warszawie, przed Sejmem RP.

Jak zaznaczył prof. Karasiewicz, Wydział Zarządzania UW patrzy na problem finansowania nauki także z perspektywy współpracy uczelni z otoczeniem gospodarczym.

„Z jednej strony coraz trudniej zatrzymać w nauce młodych badaczy, którzy mogą pracować w sektorze prywatnym za wynagrodzenia nieporównywalnie wyższe niż akademickie. Z drugiej strony partnerzy biznesowi coraz wyraźniej sygnalizują, że potrzebują uczelni jako partnera w projektach badawczych, wdrożeniach i transferze wiedzy” — wskazał.

Według dziekana dojście do poziomu 3 proc. PKB nakładów na badania i rozwój powinno być traktowane jako punkt wyjścia do szerszej rozmowy o roli nauki w gospodarce.

„Równie istotna jest jakość wydatkowania tych środków: stabilne finansowanie jednostek naukowych, godne wynagrodzenia, wsparcie dla doktorantów oraz przewidywalny system grantowy. Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego deklaruje gotowość do udziału w merytorycznej debacie nad tym, jak zwiększenie nakładów powiązać z reformą systemu, tak aby nowe środki realnie wzmocniły polską naukę” — dodał prof. Karasiewicz.

Złoto szuka kierunku po spadkach. Eksperci wskazują na możliwy powrót powyżej 5 tys. USD za uncję

Przy ekstremalnej zmienności cen ropy naftowej cena złota stała się zaskakująco stabilna. Trwa oczekiwanie na zakończenie wojny w Zatoce Perskiej, które będzie sprzyjać wzrostom na złocie. Prognozowane ceny na koniec roku tym bardziej różnią się.

Zmienność na rynku złota jest zdecydowanie mniejsza niż to, co obserwowaliśmy pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r.

Pod koniec stycznia cena złota osiągnęła poziom 5 500 USD za uncję, a cena srebra 120 USD/uncja. W tym roku na rynku kontraktów terminowych cena złota zmieniała się pomiędzy 4 340 – 5 623 USD.

– Od końca stycznia mamy trajektorię spadkową, a cena 4 000 – 4 200 to strefa kluczowego, ostatecznego wsparcia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Te poziomy nie zostały naruszone, a w początkach maja obserwowaliśmy wyraźne odbicie.

Złoto oczekuje jak będzie kształtowała się inflacja, a to zależy od tego co będzie działo się na rynku ropy naftowej. Na rynku surowców to ropa jest ekstremalnie zmienna.

Jednak na zmiany cen ropy złoto reaguje w umiarkowany sposób. Natomiast dane za I kw. Dotyczące popytu na złoto wypadły całkiem solidnie, choć ten fragment rynku, który dotyczy popytu jubilerskiego wyraźnie osłabł, był najniższy od I kw. 2020 r.

Bardzo solidne dane dotyczą natomiast popytu na sztabki i monety oraz popytu ze strony banków centralnych.

– Rysą na popycie inwestycyjnym jest spadek po stronie ETF-ów – dodaje ekspert XTB.

Podstawowym czynnikiem ryzyka jest geopolityka, a więc skutki zmiennej polityki D.Trumpa. Prezydent USA zapowiadał ograniczenie deficytu budżetowego, a prowadzać wojnę w Zatoce Perskiej doprowadził do jego bardzo dużego zwiększenia i próbuje przerzucać koszty na inne kraje, co szczególnie odczuwa UE.

Potrzeby pożyczkowe USA bardzo szybko rosną, pojawia się obawa o stabilność finansową Stanów Zjednoczonych. Odchodzenie innych banków centralnych od dolara będzie kontynuowane, a podobnie zachowują się instytucje finansowe.

Jeżeli problemy zaczną się jeszcze bardziej nasilać, to rynek tym bardziej będzie musiał znaleźć sobie ostoję spokoju i będzie nią złoto.

Złoto może też zabezpieczyć inwestorów przed spadkami na giełdach, gdzie poziom indeksów jest tak wysoki, że jest to „jazda bez trzymanki”. Publikacja wyników kwartalnych ten proces nasiliła pod wpływem niesłabnącego optymizmu związanego z rozwojem sztucznej inteligencji.

– Wzrostowi cen złota będzie więc sprzyjać zakończenie wojny w Zatoce Perskiej – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – Niektóre banki komercyjne w swych prognozach przewiduję, że przed końcem roku cena złota może sięgnąć 6 tys. dolarów za uncję, a JP Morgan jest jedną z takich instytucji. Jednak konserwatywne prognozy zakładają, że będzie to poziom powyżej 5 tys. dolarów.

Rozbieżność jest więc duża, bo mowa o wzrostach ceny o 500 USD, albo o 1 500 USD.

Pesymistyczny scenariusz dla złota, to wzrost inflacji i podwyżki stóp procentowych. Taka sytuacja wyzwoli wzrost zapotrzebowania na gotówkę ze strony inwestorów.

Sytuacja polskich inwestorów inwestujących w złoto w złotych obecnie też jest mniej zmienna. Złoty pozostaje silną walutą, tylko nieznacznie osłabił się do amerykańskiego dolara. Chcąc się zabezpieczyć przed osłabieniem złotego możemy inwestować w aktywa notowane w innych walutach, a złoto jest takim aktywem.

UOKiK sprawdził największe domy aukcyjne. Chodziło m.in. o podbijanie cen podczas licytacji

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakończył działania dotyczące praktyk stosowanych przez największe domy aukcyjne sprzedające dzieła sztuki w Polsce. Kontrola objęła regulaminy, wzorce umów oraz procedury reklamacyjne pięciu podmiotów: Desa Unicum, Sopockiego Domu Aukcyjnego, Domu Aukcyjnego Polswiss Art, Agra Art oraz Rempexu.

Wątpliwości UOKiK dotyczyły przede wszystkim zasad prowadzenia aukcji, w tym sytuacji, w których aukcjonerzy lub pracownicy domów aukcyjnych mogli uczestniczyć w licytacjach, występując jako zwykli klienci. Według Urzędu tego typu praktyka mogła wprowadzać konsumentów w błąd, ponieważ kupujący mogli odnosić wrażenie, że konkurują z innymi realnymi nabywcami zainteresowanymi danym dziełem sztuki.

Pracownicy domów aukcyjnych mogli licytować jak zwykli klienci

Jednym z głównych zastrzeżeń Prezesa UOKiK była możliwość uczestniczenia przez domy aukcyjne we własnych licytacjach. Chodziło o sytuacje, w których pracownicy lub aukcjonerzy podbijali cenę przedmiotu do tzw. ceny gwarancyjnej. Jest to minimalna kwota, za jaką obiekt może zostać sprzedany, ustalana poufnie między sprzedającym a domem aukcyjnym.

Z analizy Urzędu wynika, że cztery z pięciu badanych domów aukcyjnych — Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Agra Art oraz Rempex — zastrzegały sobie możliwość takiego udziału w licytacjach. Pracownicy mogli występować jako uczestnicy aukcji, a w niektórych przypadkach przebijać również własne oferty.

Zdaniem UOKiK mogło to zniekształcać obraz rzeczywistego zainteresowania danym dziełem sztuki. Każde kolejne przebicie ceny mogło być odbierane przez kupujących jako sygnał, że inni uczestnicy aukcji są gotowi zapłacić więcej. W praktyce mogło to wpływać na decyzje konsumentów i prowadzić do sztucznego zawyżania ceny końcowej.

– Dbając o to, by konsumenci nie byli wprowadzani w błąd, zwróciliśmy się do domów aukcyjnych o zaprzestanie praktyki podbijania cen do ceny gwarancyjnej. Kupujący na aukcjach mogli nie wiedzieć, że licytują przeciwko pracownikom domów aukcyjnych. Każde przebicie mogło być przez nich traktowane jako realne zainteresowanie dziełem i prawdziwa oferta jego zakupu. To mogło zupełnie zmieniać dynamikę aukcji i sztucznie modelować notowania wystawianych przedmiotów – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKiK zakwestionował także inne zapisy regulaminów

Kontrola nie ograniczała się wyłącznie do kwestii podbijania cen. UOKiK przeanalizował również inne praktyki i postanowienia stosowane przez domy aukcyjne. Wątpliwości wzbudziły m.in. zapisy ograniczające lub wyłączające odpowiedzialność za ukryte wady fizyczne i prawne sprzedawanych obiektów.

Urząd zwrócił także uwagę na postanowienia dotyczące błędów w opisach przedmiotów, zmiany warunków aukcji po jej rozpoczęciu oraz możliwość wycofania obiektu przez aukcjonera bez ważnych i obiektywnych powodów. Badano również klauzule umożliwiające ponowne przeprowadzenie licytacji już po udzieleniu przybicia oraz zapisy dotyczące zmian w opisach katalogowych.

Dodatkowo Prezes UOKiK zakwestionował nieprawidłowo wskazywane terminy związane z odstąpieniem od umowy, składaniem reklamacji oraz udzielaniem odpowiedzi na reklamacje. Tego typu zapisy mogły utrudniać konsumentom korzystanie z przysługujących im praw lub wprowadzać ich w błąd co do zakresu ochrony.

Domy aukcyjne zmieniły regulaminy

Wszystkie badane podmioty współpracowały z Urzędem w toku postępowania wyjaśniającego. Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Dom Aukcyjny Polswiss Art, Agra Art oraz Rempex dostosowały swoje regulaminy i wzorce umowne do uwag Prezesa UOKiK.

Efektem interwencji jest wyeliminowanie praktyk, które mogły naruszać zbiorowe interesy konsumentów lub stanowić niedozwolone postanowienia umowne. Domy aukcyjne usunęły również możliwość sztucznego podbijania cen do ceny gwarancyjnej przez osoby związane z organizatorem aukcji.

– Dzięki naszej interwencji i podjętemu dialogowi z największymi graczami na rynku dzieł sztuki udało się zapewnić transparentne warunki licytacji. Domy aukcyjne zmieniły regulaminy i niekorzystne dla konsumentów postanowienia umów, a także wyeliminowały możliwość sztucznego podbijania cen. W trakcie postępowania wypracowane zostały wyższe standardy działań, zaś miłośnicy sztuki nie będą narażeni na zachowania wprowadzające w błąd – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Większa przejrzystość na rynku dzieł sztuki

Sprawa ma znaczenie nie tylko dla uczestników aukcji, ale także dla całego rynku dzieł sztuki. Aukcje opierają się na zaufaniu do organizatora, przejrzystości zasad oraz przekonaniu, że cena końcowa wynika z realnego zainteresowania kupujących. Jeżeli uczestnik licytacji nie wie, że konkuruje z osobą działającą w interesie domu aukcyjnego lub sprzedającego, może podejmować decyzje na podstawie niepełnych informacji.

Interwencja UOKiK ma więc zwiększyć transparentność licytacji i ograniczyć ryzyko sztucznego wpływania na ceny. Zmiany w regulaminach największych domów aukcyjnych oznaczają, że konsumenci powinni otrzymywać bardziej jednoznaczne informacje o zasadach sprzedaży, odpowiedzialności za oferowane obiekty oraz procedurach reklamacyjnych.

Dla kupujących dzieła sztuki oznacza to większą ochronę i bardziej przejrzyste warunki uczestnictwa w aukcjach. Dla domów aukcyjnych — konieczność stosowania standardów, które nie tylko odpowiadają przepisom prawa konsumenckiego, ale również wzmacniają wiarygodność rynku.

Długi mieszkańców małych miast i wsi maleją

Mieszkańcy miejscowości do 20 tys. osób odpowiadają za niemal 30 proc. zaległości finansowych wszystkich konsumentów – pokazują dane Krajowego Rejestru Długów. Muszą oddać bankom, telekomom, dostawcom energii, telewizji, Internetu, zarządcom mieszkań i innym firmom prawie 11,8 mld zł. Największy dług obarcza 46-55-latków. Mają oni także najwyższe średnie zadłużenie, które przekracza 30 tys. zł na osobę.

Według dostępnych danych GUS, m.in. z „Rocznika Statystycznego Województw 2025”, w Polsce w miejscowościach liczących do 20 tys. mieszkańców, a więc i na wsiach, żyje ok. 20 mln osób. Przypada na nie 29 proc. wszystkich zaległości konsumentów widocznych w Krajowym Rejestrze Długów, które obecnie wynoszą 40,8 mld zł. Pokazuje to, że problem zadłużenia w Polsce lokalnej nie jest marginalny.

Mikromiejscowości z niewielkimi dochodami

Według najnowszych danych GUS z raportu „Warunki życia – deprywacja materialna i społeczna w 2025 r.”, przeciętny roczny ekwiwalentny dochód do dyspozycji na osobę w miastach do 20 tys. mieszkańców wyniósł niespełna 64 tys. zł. Dla porównania w aglomeracjach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców było to 86,2 tys. zł.

Dochód do dyspozycji mieszkańców największych miast jest o ponad jedną trzecią wyższy niż w tych do 20 tysięcy mieszkańców. Widać więc dużą dysproporcję. Na to nakładają się ograniczone możliwości zarobkowania. Lokalny rynek zatrudnienia jest bardzo wąski: dyskonty, mała gastronomia, szkoły, przychodnie, urzędy i niewielkie prywatne firmy. Nie ma tam ulokowanych zagranicznych inwestycji, bo te wybierają ośrodki z większą liczbą pracowników i lepszą infrastrukturą. Wiele osób dojeżdża do pracy w odległych miastach, a więc ponosi wysokie koszty transportu, które pochłaniają znaczną część pensji. Wystarczy, że ktoś z domowników straci pracę lub zaczyna nieregularnie dostawać wypłatę, a pojawiają się problemy – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Z analizy GUS wynika, że w ostatnim dziesięcioleciu, tj. latach 2015-2025 r. odsetek osób doświadczających pogłębionej deprywacji materialnej i społecznej obniżył się z 7,8 proc. do 2 proc., czyli o 5,8 p. proc. Deprywacja materialna to brak możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb z powodu ograniczeń finansowych. Natomiast deprywacja społeczna oznacza brak możliwości uczestniczenia w życiu społecznym i kulturalnym, prowadząc do wykluczenia. Wskaźnik pogłębionej deprywacji materialnej i społecznej w wielkich aglomeracjach wyniósł zaledwie 0,7 proc., a w małych miejscowościach 2,6 proc.

Największa część kłopotów finansowych koncentruje się w miasteczkach liczących od 5 tys. do 10 tys. mieszkańców. Zaległości sięgają tam 4,93 mld zł i są udziałem 223,8 tys. osób z przeciętnym długiem wynoszącym 22 tys. zł.

Dług z męską twarzą

Wśród dłużników dominują ci w wieku 36-45 lat – aż 149,7 tys. osób. To ponad 1/4 wszystkich konsumentów z tych miejscowości, którzy figurują w rejestrze. Ale najwyższą łączną kwotę zaległości mają mieszkańcy pomiędzy 46. a 55. rokiem życia, którzy muszą oddać 3,8 mld zł. Stanowi to aż 1/3 wszystkich nieuregulowanych zobowiązań w małych miejscowościach. Ta grupa ma również najwyższe średnie zadłużenie, przekraczające 30 tys. zł na osobę.

Osoby w wieku 46-55 lat najczęściej są w okresie najwyższej aktywności zawodowej, ale jednocześnie ponoszą wysokie koszty utrzymania gospodarstw domowych oraz wychowania, nauki i usamodzielniania dzieci. Na to nakłada się spłata wcześniejszych, często wieloletnich, zobowiązań, jak kredyty hipoteczne czy na działalność gospodarczą. W przypadku tej grupy problem zadłużenia wynika więc głównie z długotrwałego obciążenia domowego budżetu stałymi wydatkami – zauważa Adam Łącki.

Mężczyźni stanowią blisko 70 proc. dłużników na wsiach i w małych miastach, ale odpowiadają za aż 80 proc. wszystkich zaległości. Mają do spłaty 9,3 mld zł, podczas gdy kobiety 2,5 mld zł, czyli ok. 21 proc. całej kwoty. Ich przeciętny dług też jest zdecydowanie wyższy niż u płci pięknej. Panowie mają do oddania średnio 25,3 tys. zł, a w przypadku pań jest to 14,3 tys. zł.

W najmniejszych ośrodkach to mężczyźni mają większe możliwości zatrudnienia lub dojazdu do pracy w innych miastach. Posiadając regularne dochody, zaciągają zobowiązania na potrzeby rodziny, takie jak zakupy ratalne czy kredyty gotówkowe i to na nich spoczywa ciężar spłaty. Oni też ponoszą konsekwencje – jeśli nie pokryją zaległości, trafiają do rejestrów dłużników, a wierzyciele chcą od nich wyegzekwować zwrot pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Praktyka windykacyjna pokazuje, że mieszkańcy z małych miejscowości znacznie częściej niż ci z dużych podchodzą do zadłużenia w sposób bardziej odpowiedzialny i mniej konfrontacyjny. Zamiast unikać kontaktu, częściej próbują wyjaśnić swoją sytuację, pytają o możliwość ustalenia nowego terminu płatności lub rozłożenia zobowiązania na raty.

W ich przypadku zaległości częściej są skutkiem pogorszenia sytuacji życiowej czy niespodziewanych dużych wydatków niż świadomego uchylania się od płacenia. Z doświadczeń naszych negocjatorów wynika również, że dłużnicy z mniejszych miejscowości częściej dotrzymują ustaleń i bardziej konsekwentnie spłacają długi. Sprzyja temu silniejsze poczucie odpowiedzialności, ale też znaczenie opinii otoczenia. Tam, gdzie życie toczy się bliżej lokalnej społeczności, problemy finansowe mają nie tylko wymiar ekonomiczny, lecz także społeczny i wizerunkowy – mówi Jakub Kostecki.

Wielkomiejskie aspiracje małych miejscowości

Mieszkańcy wsi i małych miast coraz częściej aspirują do stylu życia kojarzonego z większymi ośrodkami. Chcą mieszkać wygodniej, korzystać z nowoczesnego sprzętu, jeździć lepszym samochodem, zapewnić dzieciom dodatkowe zajęcia, a sobie większy komfort codziennego życia, wypoczynku i dostępu do usług. Same aspiracje są naturalne i świadczą o rosnących oczekiwaniach wobec jakości życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy możliwości finansowe nie nadążają za tymi potrzebami. W takiej sytuacji część gospodarstw domowych sięga po kredyty, zakupy ratalne i odroczone płatności (kup teraz, zapłać później), które początkowo mają pomóc w realizacji planów, ale przy ograniczonych lub niestabilnych dochodach mogą z czasem prowadzić do nadmiernego zadłużenia.

Raport GUS „Ubóstwo w Polsce w latach 2023 i 2024” pokazuje, że mieszkańcy wsi są wyraźnie częściej zagrożeni ubóstwem ekonomicznym niż mieszkańcy miast, a w samych miastach sytuacja pogarsza się wraz ze spadkiem wielkości miejscowości. W 2024 r. stopa zagrożenia ubóstwem relatywnym wyniosła 21,1 proc. na wsi i 11,8 proc. w miejscowościach poniżej 20 tys. mieszkańców, podczas gdy w największych miastach było to 4,2 proc.

Na poziomie regionalnym najwyższą łączną wartość zaległości widać w województwie mazowieckim – 1,5 mld zł, wielkopolskim – 1,1 mld zł i dolnośląskim – 1,1 mld zł. Jednak najwyższe przeciętne zadłużenie przypadające na jedną osobę jest w innych regionach. W Lubelskiem to 24,8 tys. zł, Warmińsko-Mazurskiem 23,6 tys. zł i Pomorskiem – 23,3 tys. zł.

Najmniej do oddania mają mieszkańcy wsi i miasteczek z Podlasia – 314,2 mln zł, Opolszczyzny – 378,3 mln zł i Świętokrzyskiego – 419,7 mln zł.

Rekord zadłużenia należy do mieszkańca powiatu bartoszyckiego w województwie warmińsko-mazurskim. To 50-letni mężczyzna, który ma 16,3 mln zł zaległości wobec sądu.

Zaległości maleją, pensje rosną

Najnowsze dane KRD wskazują, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy sytuacja finansowa osób z miejscowości do 20 tys., a więc także i wsi, poprawiła się: o 814,3 mln zł obniżyła się łączna kwota nieuregulowanych zobowiązań – z 12,61 mld zł w maju ub.r. do 11,79 mld zł obecnie. O 36,7 tys. ubyło także samych dłużników – z 578,5 tys. do 541,8 tys. Przeciętne obciążenie na jedną osobę pozostało natomiast niemal bez zmian i wynosi blisko 21,8 tys. zł.

Spadek zadłużenia w ciągu ostatniego roku można częściowo wiązać z poprawą warunków makroekonomicznych, w tym z obniżeniem inflacji. Z ostatnich dostępnych danych GUS wynika, że w marcu 2025 r. inflacja wynosiła jeszcze 4,9 proc., podczas gdy w marcu 2026 r. już tylko 3 proc. Oznacza to spadek tempa wzrostu cen o 1,9 pkt proc. Równolegle dane o wynagrodzeniach pokazują zwiększenie dochodów z pracy. Przeciętna pensja w gospodarce narodowej w I kw. 2025 r. wyniosła 8904 zł, a według najnowszych danych GUS w I kw. 2026 r. urosła o 6,7 proc., osiągając 9563 zł. Od stycznia 2026 r. podniosła się również płaca minimalna — do 4806 zł. Widać więc, że wolniejszy wzrost kosztów życia oraz poprawa dochodów sprzyjają części gospodarstw domowych.

Rynek pierwotny w kwietniu: stabilne ceny, większa oferta i rosnące znaczenie gotowych mieszkań

Gotowe mieszkania sprzedają się dziś najszybciej. Dane Barometru Cen Mieszkań przygotowanego przez portal mieszkaniowy Tabelaofert.pl pokazują, że w kwietniu już co trzeci nabywca zdecydował się na zakup lokalu w zakończonej inwestycji — takie mieszkania odpowiadały za blisko 32 proc. całej sprzedaży. Na koniec kwietnia w gotowych projektach dostępnych było 15,6 tys. lokali, co stanowiło blisko 23 proc. całej oferty deweloperskiej na siedmiu największych rynkach.

Kwiecień był kolejnym miesiącem stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Średnia cena mieszkań na siedmiu największych rynkach wyniosła 16 011 zł za mkw., co oznacza wzrost o zaledwie 0,6 proc. względem marca. W porównaniu z grudniem 2025 roku średnia cena wzrosła o 1,7 proc., jednak nie wynika to z szerokich podwyżek cenników. To przede wszystkim efekt szybszej sprzedaży tańszych mieszkań, które w ostatnich tygodniach cieszyły się dużym zainteresowaniem kupujących.Średnia cena ofertowa na 7 największych rynkach _ Kwiecień 2026

– Patrząc na same średnie ceny można odnieść wrażenie, że mieszkania drożeją, ale struktura sprzedaży pokazuje coś innego. Najszybciej sprzedają się dziś tańsze lokale, co automatycznie podnosi średnią cenę mieszkań pozostających w ofercie – komentuje Robert Chojnacki, założyciel i wiceprezes Tabelaofert.pl.

W kwietniu 2026 roku deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach sprzedali 3,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 8,9 proc. względem marca. Korekta była jednak spodziewana, ponieważ marzec przyniósł przyspieszenie decyzji zakupowych części klientów kredytowych, którzy obawiali się wzrostu kosztów finansowania. W efekcie część popytu została przesunięta właśnie na wcześniejszy miesiąc.

Największe miesięczne spadki sprzedaży odnotowano w Warszawie oraz we Wrocławiu — po około 20 proc. Z kolei wyraźne wzrosty liczby sprzedanych mieszkań miały miejsce w Poznaniu (+25,2 proc.) oraz Łodzi (+15,8 proc.).

Średnia cena nie pokazuje całego rynku

Średnia cena mieszkań w Warszawie obejmuje zarówno lokale z segmentu popularnego, jak i apartamenty premium, dlatego nie zawsze dobrze pokazuje sytuację większości kupujących. W kwietniu średnia cena wszystkich mieszkań w stolicy wyniosła 19,6 tys. zł za mkw., podczas gdy w segmencie popularnym – który stanowi aż 68 proc. całej warszawskiej oferty – było to 16,3 tys. zł za mkw. – o 3,3 tys. zł mniej w porównaniu do średniej dla stolicy.  Średnia cena mieszkań w podwyższonym standardzie i apartamentów sięgnęła natomiast 29,2 tys. zł za mkw.MIeszkania i apartamenty - Warszawa _ Kwiecień 2026

Podobny mechanizm widoczny jest również w innych dużych miastach. Największe różnice pomiędzy średnią ceną wszystkich mieszkań a cenami w segmencie popularnym odnotowano w Trójmieście (ok. 22 proc.) oraz Warszawie (ok. 16 proc.). To właśnie na tych rynkach duży udział drogich inwestycji premium najmocniej wpływa na średnią cenę dla całego miasta.Średnie ceny w wybranych miastach _segment popularny _ Kwiecień 2026

– Warszawska średnia cena coraz częściej jest zaburzana przez dużą liczbę projektów premium i apartamentowych, które mają istotny wpływ na statystyki dla całego miasta. Tymczasem segment popularny odpowiada dziś za większość oferty i pozostaje wyraźnie tańszy, dlatego dla większości kupujących jest znacznie lepszym punktem odniesienia niż ogólna średnia dla rynku –komentuje Robert Chojnacki

W kwietniu niewielki spadek średniej ceny ofertowej odnotowano we Wrocławiu (-1,5 proc.), natomiast w Warszawie średnia wzrosła o 1,3 proc. W pozostałych analizowanych miastach ceny pozostawały stabilne, a miesięczne zmiany nie przekraczały 1 proc. W porównaniu z grudniem 2025 roku spadki średnich cen odnotowano jedynie w Łodzi i Katowicach, podczas gdy Warszawa zanotowała wzrost o blisko 5 proc.

Średnie ceny ofertowe w wybranych miastachsrednie ceny

Szeroka oferta nadal studzi ceny

Jednym z głównych czynników stabilizujących ceny pozostaje szeroka oferta mieszkań. Na koniec kwietnia deweloperzy działający na siedmiu największych rynkach oferowali 68,7 tys. lokali, czyli o blisko 2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Największy wzrost liczby dostępnych mieszkań odnotowano we Wrocławiu (+6,4 proc.) oraz w Warszawie (+5,2 proc.). Spadki podaży wystąpiły jedynie w Łodzi (-2 proc.) i Katowicach (-3 proc.)

ofert amieszkan top7

– Mieszkania gotowe do odbioru cieszą się dziś dużym zainteresowaniem, bo klienci mogą zobaczyć finalny produkt przed zakupem i znacznie szybciej się wprowadzić. Dla wielu kupujących to ważniejsze niż zakup na bardzo wczesnym etapie inwestycji – komentuje Ewa Palus, główna analityczka Tabelaofert.pl.

Analiza została przygotowana na podstawie wewnętrznego monitoringu rynku pierwotnego prowadzonego przez dział analiz. Tabelaofert. Badanie obejmuje około 3,0 tys. inwestycji obejmujących ponad 100 tys. mieszkań. Monitoring prowadzony jest zarówno w największych miastach wojewódzkich, jak i w miejscowościach tworzących aglomeracje największych ośrodków miejskich. Dane aktualizowane są w systemie miesięcznym, kwartalnym oraz półrocznym, w zależności od analizowanego zakresu rynku.

Opracowanie bazuje na bieżącej analizie oferty deweloperskiej, cen mieszkań, poziomu sprzedaży oraz zmian podaży na rynku pierwotnym.

Prezentowany materiał dotyczy siedmiu największych rynków mieszkaniowych w Polsce: Warszawy, Wrocławia, Trójmiasta, Krakowa, Poznania, Łodzi oraz Katowic.

Cognor poprawia wyniki po trudnym okresie. Zysk operacyjny wrócił na plus, ale zadłużenie nadal ciąży spółce

0

Cognor Holding zakończył I kwartał 2026 roku z wyraźnie lepszymi wynikami operacyjnymi niż rok wcześniej. Przychody grupy wzrosły o 8,8 proc. rok do roku, marża brutto poprawiła się, a wynik operacyjny wrócił powyżej zera. Spółka wciąż jednak mierzy się z wysokim zadłużeniem, naruszeniem kowenantów kredytowych oraz ujemnymi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej.

Raport za okres styczeń–marzec 2026 roku, opublikowany 15 maja, pokazuje spółkę znajdującą się w fazie przejściowej. Cognor ma za sobą kilka lat intensywnych inwestycji, które istotnie obciążały wyniki, ale jednocześnie powinny zwiększyć potencjał produkcyjny grupy w kolejnych kwartałach.

Inwestycje obciążały wyniki przez kilka lat

Na ocenę wyników Cognoru za I kwartał 2026 roku duży wpływ ma kontekst wcześniejszych lat. Spółka realizowała szeroki program modernizacyjny, obejmujący m.in. budowę nowej walcowni kształtowników w Siemianowicach Śląskich, remont stalowni w Gliwicach oraz modernizację walcowni w Krakowie.

Największym projektem była walcownia w Siemianowicach Śląskich, której koszt przekroczył 800 mln zł. Modernizacja walcowni w Krakowie pochłonęła natomiast ponad 300 mln zł. Tak duże przedsięwzięcia wiązały się z przestojami, opóźnieniami rozruchu oraz czasowym spadkiem efektywności produkcyjnej.

W latach 2023–2025 Cognor wykazał odpowiednio 74,1 mln zł, 55,5 mln zł i 25,9 mln zł kosztów postojowych. Łącznie daje to ponad 155 mln zł strat związanych z ograniczeniem lub wstrzymaniem produkcji. Dodatkowym obciążeniem była słaba koniunktura na rynku stali, szczególnie w segmencie prętów żebrowanych.

Przychody wzrosły o prawie 9 proc.

W I kwartale 2026 roku przychody ze sprzedaży Cognoru wyniosły 591,3 mln zł wobec 543,3 mln zł rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 8,8 proc. rok do roku.

Jeszcze mocniejsza poprawa widoczna była na poziomie zysku brutto ze sprzedaży. Wyniósł on 37,4 mln zł wobec 24,1 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku. Oznacza to wzrost o ponad 55 proc. Marża brutto poprawiła się z 4,4 proc. do 6,3 proc.

Choć poziom rentowności nadal pozostaje relatywnie niski, kierunek zmian jest korzystny. Koszty sprzedanych produktów rosły wolniej niż przychody, co może wskazywać na poprawę relacji między cenami wyrobów stalowych a kosztami wsadu, w tym złomu i energii.

Najlepiej wypadły segmenty HSJ oraz ZLMET. Huta Stalowa Wola wypracowała 15,6 mln zł wyniku brutto, a segment złomowy ZLMET 6,7 mln zł. Najsłabszym ogniwem pozostał segment FER, obejmujący Ferrostal oraz walcownie w Krakowie, Gliwicach i Siemianowicach Śląskich. Segment ten zakończył kwartał stratą brutto na poziomie 1,8 mln zł.

EBIT wrócił na plus

Na poziomie operacyjnym Cognor wypracował 12,0 mln zł zysku wobec 7,9 mln zł straty rok wcześniej. Poprawa wyniosła więc blisko 20 mln zł. To jeden z ważniejszych sygnałów w raporcie, ponieważ pokazuje powrót grupy do dodatniego wyniku EBIT po trudnym okresie inwestycyjno-rozruchowym.

Na poprawę wyniku operacyjnego złożyły się wyższa marża brutto, wzrost pozostałych przychodów operacyjnych oraz relatywna kontrola kosztów sprzedaży i zarządu. Pozostałe przychody operacyjne wzrosły do 23,2 mln zł wobec 16 mln zł rok wcześniej. Istotne znaczenie miały tu m.in. szacowane rekompensaty związane ze wzrostem cen uprawnień do emisji CO₂. Na koniec marca 2026 roku należności z tego tytułu ujęte narastająco wynosiły 74,2 mln zł.

Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu wyniosły łącznie 49 mln zł, czyli tylko nieznacznie więcej niż rok wcześniej.

Mimo dodatniego wyniku operacyjnego grupa zakończyła kwartał niewielką stratą netto. Wyniosła ona 0,7 mln zł wobec 14,8 mln zł straty przed rokiem. Głównym obciążeniem były koszty finansowe, obejmujące odsetki i prowizje, które sięgnęły 19,2 mln zł.

Zadłużenie pozostaje największym wyzwaniem

Najbardziej problematycznym obszarem raportu pozostaje struktura zadłużenia. Na 31 marca 2026 roku łączne zadłużenie finansowe Cognoru, bez leasingu, przekraczało 884 mln zł. Z tej kwoty 601 mln zł zostało zaprezentowane jako zobowiązania krótkoterminowe.

Powodem takiej klasyfikacji było naruszenie wskaźników finansowych określonych w umowach kredytowych. Dotyczyły one m.in. EBITDA, relacji długu netto do EBITDA, wskaźnika DSCR oraz przepływów operacyjnych. Naruszenia obejmują umowy z Banco Santander, Santander Bank Polska, mBankiem, Alior Bankiem i Bankiem Pekao.

Zgodnie z zasadami MSSF część zobowiązań długoterminowych musi zostać w takiej sytuacji pokazana jako krótkoterminowa, nawet jeśli banki nie zażądały natychmiastowej spłaty kredytów. Zarząd Cognoru wskazuje, że kredytodawcy dotychczas wykazywali elastyczne podejście i udzielali zgód na naruszenia kowenantów.

Szczególnie istotny jest kredyt inwestycyjny z Banco Santander, obejmujący łącznie około 490 mln zł i euro. W bilansie został on zaprezentowany jako zobowiązanie krótkoterminowe, choć harmonogram jego spłaty rozłożony jest na lata 2031–2033.

Sytuację finansową grupy poprawiła emisja akcji serii 14 i 15, zakończona pod koniec 2025 roku. Cognor pozyskał z niej 300 mln zł kapitału. Kapitał własny grupy na koniec marca wynosił 1,4 mld zł. Dodatkowym wsparciem była pożyczka podporządkowana od głównego akcjonariusza, PS HoldCo, w wysokości 87 mln zł.

Ujemne przepływy operacyjne w I kwartale

Słabiej wyglądały przepływy pieniężne. Działalność operacyjna przyniosła w I kwartale 2026 roku odpływ gotówki w wysokości 95 mln zł. Rok wcześniej Cognor wygenerował dodatnie przepływy operacyjne na poziomie 21 mln zł.

Główną przyczyną pogorszenia było większe zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Należności wzrosły o 113 mln zł, a zapasy o 63 mln zł. Można to wiązać z wyższą sprzedażą oraz większą aktywnością produkcyjną. Część tego efektu może mieć charakter sezonowy, ponieważ początek roku często wiąże się z przygotowaniami do okresu zwiększonego popytu w budownictwie.

Nakłady inwestycyjne wyniosły 26,2 mln zł wobec 32,9 mln zł rok wcześniej. To potwierdza, że grupa wychodzi z fazy największych wydatków inwestycyjnych i stopniowo przechodzi do etapu wykorzystania nowych mocy produkcyjnych.

Na koniec marca środki pieniężne netto, po uwzględnieniu kredytu w rachunku bieżącym, wynosiły minus 6,8 mln zł wobec plus 115 mln zł na początku roku. Spółka posiadała także 65,3 mln zł środków o ograniczonej możliwości dysponowania, związanych głównie z zabezpieczeniami kredytowymi.

Rynek stali, energia i kurs euro będą kluczowe

W kolejnych kwartałach dla wyników Cognoru istotne będą przede wszystkim trzy czynniki: relacja cen produktów stalowych do cen złomu, ceny energii elektrycznej oraz kurs PLN/EUR.

Znaczenie ma również sytuacja geopolityczna. Konflikt na Bliskim Wschodzie może wpływać na ceny gazu ziemnego i stabilność łańcuchów dostaw. Dla Cognoru jest to ważne, ponieważ grupa zużywa ponad 0,5 MWh energii gazowej na tonę produktu. Ewentualny wzrost cen gazu mógłby więc bezpośrednio obciążyć marże.

Spółka wskazuje jednocześnie, że na moment sporządzenia raportu nie identyfikuje bezpośredniego zagrożenia dla działalności operacyjnej. Pozytywnym czynnikiem może być natomiast stopniowa poprawa popytu na wyroby stalowe po słabym 2025 roku, szczególnie w budownictwie i infrastrukturze.

Cognor po trudnym okresie pokazuje poprawę, ale bilans nadal wymaga ostrożności

Wyniki Cognoru za I kwartał 2026 roku pokazują poprawę na większości poziomów operacyjnych. Przychody wzrosły, marża brutto się poprawiła, a wynik EBIT wrócił powyżej zera. Strata netto została ograniczona do symbolicznego poziomu w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Jednocześnie raport nie usuwa najważniejszych ryzyk. Wysokie zadłużenie, naruszenie kowenantów, duża część zobowiązań prezentowana jako krótkoterminowa oraz ujemne przepływy operacyjne oznaczają, że sytuacja finansowa grupy nadal wymaga uważnej obserwacji.

Kluczowe znaczenie będzie miało tempo dochodzenia nowej walcowni w Siemianowicach Śląskich do docelowej efektywności. Jeżeli rozruch zakończy się zgodnie z planem, a popyt na stal będzie się normalizował, kolejne kwartały mogą przynieść wyraźniejszą poprawę wyników. Jeżeli jednak proces ten się przedłuży lub ponownie wzrosną koszty energii, Cognor może nadal pozostawać pod presją.

Na razie I kwartał 2026 roku można traktować jako pierwszy sygnał poprawy po okresie dużych inwestycji i słabej koniunktury. Pełny efekt modernizacji będzie jednak widoczny dopiero w kolejnych okresach.

Grupa PZU w I kwartale 2026 roku: wzrost przychodów z ubezpieczeń, niższy zysk netto i propozycja dywidendy

0

Grupa PZU opublikowała wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku. Przychody brutto z ubezpieczeń wyniosły 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 243 mln zł, czyli o 3,2% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jak podkreśla spółka, był to najwyższy w historii wynik dla pierwszego kwartału pod względem przychodów z ubezpieczeń.

Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł blisko 1,4 mld zł. Był to wynik o 22,6% niższy rok do roku, ale jednocześnie wyższy od średniego kwartalnego wyniku netto Grupy z ostatnich czterech lat. Skorygowana rentowność kapitału własnego, czyli aROE, wyniosła 15,7%. Współczynnik wypłacalności na koniec 2025 roku wynosił 239% dla Grupy PZU oraz 237% dla PZU SA.

Wśród najważniejszych wydarzeń pierwszego kwartału spółka wskazuje m.in. rozpoczęcie procesu konsolidacji PZU i LINK4 w modelu multibrandowym, rozwój oferty funduszy pasywnych o trzy pierwsze polskie fundusze ETF oraz rekomendację wypłaty dywidendy w wysokości 4,8 zł na akcję.

– Początek roku był dla nas szczególnie intensywny – pracowaliśmy nad kolejnymi etapami realizacji naszej strategii i wzmocnieniem pozycji Grupy PZU. Ogłosiliśmy połączenie PZU i LINK4 – mówi Bogdan Benczak, prezes PZU. – Pierwszy kwartał zakończyliśmy solidnym wynikiem finansowym, osiągniętym w trudnych warunkach geopolitycznych – dodaje.

Wzrost przychodów w ubezpieczeniach na życie i majątkowych

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa PZU odnotowała wzrost przychodów w ubezpieczeniach na życie we wszystkich liniach biznesowych. W ubezpieczeniach grupowych, które odpowiadały za 88% przychodów z obszaru życiowego w Polsce, przychody wzrosły o 5,5%. Jednocześnie rentowność tego segmentu poprawiła się do 21,7%.

W ubezpieczeniach majątkowych wzrost widoczny był przede wszystkim w obszarze ubezpieczeń pozakomunikacyjnych masowych. Przychody w tym segmencie wzrosły o 7,8% rok do roku. Spółka wskazuje, że wpływ na ten wynik miał m.in. rozwój produktów mieszkaniowych, w tym nowej odsłony ubezpieczenia PZU DOM, a także wzrost sprzedaży ubezpieczeń dla małych i średnich przedsiębiorstw.

– Konsekwentnie rozwijamy obszary, w których klienci najszybciej widzą realną wartość: ochronę życia i majątku oraz bezpieczeństwo finansowe. Szczególnie zadowolony jestem ze wzrostu w segmencie indywidualnych ubezpieczeń na życie. Cieszy nas okazywane nam zaufanie klientów – powiedział Bogdan Benczak.

W ubezpieczeniach komunikacyjnych Grupa PZU działała w warunkach presji cenowej i konkurencyjnej. Mimo tego odnotowano poprawę w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych korporacyjnych, gdzie przychody wzrosły o 9,4% rok do roku. Wzrost dotyczył zarówno ubezpieczeń OC komunikacyjnych, jak i Auto Casco.

Wskaźnik COR dla ubezpieczeń majątkowych wzrósł o 4,3 punktu procentowego, do poziomu 86,8%. Według spółki było to związane głównie z utrzymującą się presją cenową i kosztową.

Konsolidacja PZU i LINK4 oraz rozwój kanałów obsługi

Jednym z kluczowych elementów strategii Grupy PZU pozostaje konsolidacja działalności w Polsce. W pierwszym kwartale 2026 roku spółka kontynuowała prace związane z planowanym połączeniem PZU z LINK4. Proces ma być realizowany w modelu multibrandowym, zakładającym wykorzystanie komplementarności obu marek.

– Pierwszy kwartał 2026 roku był dla nas okresem intensywnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych. Kontynuujemy proces konsolidacji działalności w Polsce, w tym planowane połączenie PZU z LINK4, które pozwoli nam w pełni wykorzystać komplementarność obu marek. Widzimy w tym potencjał do dalszego rozwoju kanałów dystrybucji oraz istotnej poprawy efektywności operacyjnej i wykorzystania kapitału – powiedział Bogdan Benczak.

Równolegle Grupa rozwijała program „Partnerstwo odNowa”, którego celem jest zwiększanie efektywności sieci agentów wyłącznych. Program opiera się m.in. na wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi, w tym systemu CRM, oraz na budowie bardziej zintegrowanego modelu obsługi klienta.

Zmiany obejmowały również obszar likwidacji szkód. Wdrażane procesy mają skracać czas obsługi i przyspieszać cały proces likwidacyjny, co według spółki powinno przełożyć się na poprawę doświadczeń klientów i efektywności operacyjnej.

Grupa PZU kontynuowała także rozwój cyfrowych kanałów obsługi. W aplikacji mojePZU wdrożono nowy pulpit użytkownika. Aplikacja ma obecnie ponad 2 mln aktywnych użytkowników, a cała platforma mojePZU — 6 mln.

TFI PZU rozwija ofertę ETF-ów

Istotnym obszarem działalności Grupy PZU pozostaje zarządzanie aktywami. W pierwszym kwartale 2026 roku TFI PZU zajęło pierwsze miejsce na rynku pod względem sprzedaży netto funduszy dla klientów zewnętrznych. Sprzedaż netto wyniosła 2,2 mld zł, przy napływach do funduszy na poziomie 11,5 mld zł i udziale rynkowym wynoszącym 19,3%.

Rosły również aktywa zgromadzone w pracowniczych planach kapitałowych. Aktywa w PPK zwiększyły się o 40,2% rok do roku, do 10,5 mld zł. TFI PZU zajmowało w tym segmencie drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 22,1%.

W pierwszych miesiącach 2026 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na uruchomienie trzech pierwszych funduszy ETF PZU. Są to: PZU ETF WIG20 TR + mWIG40 TR Portfelowy FIZ, PZU ETF MSCI World Portfelowy FIZ oraz PZU ETF Gold Portfelowy FIZ. Fundusze mają zapewniać ekspozycję odpowiednio na rynek krajowy, zagraniczny oraz złoto.

– Wprowadzenie do oferty TFI PZU pierwszych trzech polskich funduszy ETF wzmocniło pozycję Grupy PZU jako lidera innowacji inwestycyjnych i jednocześnie podniosło konkurencyjność oraz dojrzałość całego polskiego rynku kapitałowego – powiedział Bogdan Benczak.

Zarząd rekomenduje 4,8 zł dywidendy na akcję

Zarząd PZU rekomenduje wypłatę dywidendy z zysku za 2025 rok, powiększonego o kwotę przeniesioną z kapitału zapasowego utworzonego z zysku za 2024 rok. Łącznie na dywidendę miałoby trafić 4,14 mld zł, co oznacza 4,8 zł na akcję.

Proponowany dzień dywidendy to 17 września 2026 roku, a termin jej wypłaty został wyznaczony na 8 października 2026 roku.

– Systematycznie zwiększamy wartość dla akcjonariuszy. Od debiutu na giełdzie PZU wypłacił już blisko 37 mld zł dywidendy. W tym roku zarząd zarekomendował przeznaczenie na ten cel kolejnych ponad 4 mld zł. Zaproponowana wartość jest wyższa od ambicji strategicznych dla tego celu na rok 2027 – podkreśla prezes PZU.

Stabilne przychody, presja na wynik netto

Wyniki Grupy PZU za pierwszy kwartał 2026 roku pokazują wzrost przychodów z ubezpieczeń, szczególnie w obszarze ubezpieczeń na życie oraz wybranych segmentach ubezpieczeń majątkowych. Jednocześnie wynik netto był niższy niż rok wcześniej, a rentowność w ubezpieczeniach majątkowych pozostawała pod wpływem presji cenowej i kosztowej.

W najbliższych kwartałach istotne dla Grupy będą dalsze działania związane z integracją PZU i LINK4, rozwój kanałów cyfrowych, wzmacnianie sieci sprzedaży oraz rozbudowa oferty inwestycyjnej TFI PZU. Ważnym elementem pozostaje również polityka dywidendowa, która nadal ma znaczenie dla akcjonariuszy spółki.

EKIPA Holding w I kwartale 2026 r.: przychody na poziomie 14,12 mln zł i strata netto po odpisie jednorazowym

Notowana na NewConnect EKIPA Holding S.A. opublikowała wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku. Grupa osiągnęła przychody na poziomie 14,12 mln zł, wobec 14,92 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie wynik netto wyniósł –1,92 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2025 roku spółka wypracowała 0,04 mln zł zysku.

Na wynik netto istotny wpływ miało zdarzenie jednorazowe – odpis aktualizujący wartość należności handlowych w wysokości ok. 1,48 mln zł. Dotyczy on faktury z 2025 r., wobec której spółka zależna Ekipa Management podjęła kroki zmierzające do odzyskania środków. Po wyłączeniu tego zdarzenia jednorazowego wyniki operacyjne pozostają stabilne. Skorygowana EBITDA wynosi ok. 0,84 mln zł (wobec 1,09 mln zł rok wcześniej, spadek o 23,2% r/r), natomiast skorygowana strata brutto zmniejszyła się do ok. –0,13 mln zł (z –0,25 mln zł w I kwartale 2025 r.), co oznacza poprawę o 45,7%.

Struktura przychodów uległa istotnej zmianie, co odzwierciedla realizowaną strategię rozwoju Grupy. Sprzedaż produktów własnych wzrosła o 29% r/r, osiągając poziom 11,04 mln zł, podczas gdy sprzedaż towarów handlowych spadła o 52% r/r do 3,08 mln zł. Trend ten potwierdza przesunięcie działalności w kierunku budowy własnych marek oraz produkcji autorskiego contentu.

Pierwszy kwartał był dla nas wymagający, dlatego doceniam osiągnięte wyniki. Patrzę jednak przede wszystkim w przyszłość. W tym roku wiele ważnych projektów, a wśród nich Festiwal EKIPY, który odbywa się już w czerwcu. Od wielu miesięcy rozwijamy jego koncepcję, budujemy line-up, realizujemy działania promocyjne i angażujemy fanów. Wierzę, że Festiwal będzie niezapomnianym doświadczeniem dla tysięcy z nich. – mówi Łukasz Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPA Holding

Kluczowym działaniem w minionym okresie były przygotowania do Festiwalu EKIPY, który zaplanowany jest na czerwiec 2026 r.. W I kwartale rozpoczęto komunikację line-upu wydarzenia, ogłaszając pierwszych artystów, takich jak Genzie, BAZA, Hi Hania oraz Crazy Oliwka. Istotnym elementem promocji był projekt MULTIVERSE EKIPA CAMP – przedsięwzięcie łączące produkcję muzyczną, działania contentowe oraz współprace komercyjne. Podczas Campu powstały nowe utwory, które znajdą się na albumie EKIPY (premiera w maju 2026 r.), a publikowane materiały wideo i teledyski generowały wysokie zaangażowanie społeczności, wspierając promocję festiwalu.

Za realizację produkcyjną projektu odpowiadała spółka Direct by EKIPA, działania marketingowe prowadził PORTALL, a współpraca z marką Koral zaowocowała wprowadzeniem na rynek nowych produktów lodowych – BAZA oraz EKIPA MULTIVERSE.

W segmencie FMCG Grupa kontynuowała rozwój portfolio produktów. W lutym do sieci Żabka trafiły chrupki BAZA w dwóch wariantach smakowych. Produkcję realizowała spółka ESSA, natomiast za strategię marketingową odpowiadał PORTALL. Równolegle rozwijano współpracę Mortalcia z marką GBS, wprowadzając na rynek napój mleczno-kawowy w formacie „to-go”. ESSA uruchomiła również nową markę OWN LAB, oferującą suplementy do włosów, których dystrybucją zajmuje się EKIPATONOSI. Dodatkowo w sieci Empik pojawiły się książeczki „Chmurka i Burza”, rozwijające segment produktów skierowanych do najmłodszych odbiorców.

INFLUCENTER rozwijał ofertę poprzez nowe kolekcje merchowe, współpracę z twórcami oraz działania angażujące społeczność. Wśród nich znalazła się kolekcja Julity Różalskiej, której premiera była wspierana spotkaniem z fanami. Podobne działania towarzyszyły premierze albumu „Matka Idolka” Wersow oraz drugiej kolekcji merchu BAZY. Dzięki współpracy INFLUCENTER i EKIPATONOSI.

W marcu zadebiutowała czwarta edycja formatu MAFIA IRL Karola „Friza” Wiśniewskiego, która ponownie osiąga wysokie wyniki oglądalności. Równolegle zrealizowano ogólnopolską kampanię z marką KFC, obejmującą działania 360°, dedykowane menu oraz aktywacje digitalowe i social media. Projekt angażował wiele spółek Grupy i potwierdził jej kompetencje w realizacji kompleksowych kampanii marketingowych dla największych marek.

Na koniec marca Karol „Friz” Wiśniewski ogłosił nowy projekt „Bądź fajny” – format mający na celu wyłonienie nowych osobowości internetowych. Inicjatywa wpisuje się w strategię Grupy polegającą na rozwoju ekosystemu twórców i budowaniu nowych formatów contentowych.

Michał Tekliński: Złoto poniżej 4600 USD to techniczny przystanek przed uderzeniem stagflacji

Piątkowe otwarcie rynków przyniosło techniczną korektę cen kruszców – złoto osunęło się w okolice 4575 dolarów za uncję. To bezpośrednia reakcja na silniejszego dolara i jastrzębie sygnatury z amerykańskiej gospodarki.

Piątkowe otwarcie rynków przynosi wyraźną presję na wycenę metali szlachetnych. Cena złota osunęła się w okolice 4575 dolarów za uncję, notując tygodniową stratę. Rynek dynamicznie reaguje na publikację fatalnych danych o amerykańskiej inflacji producenckiej (PPI), która w kwietniu wzrosła o 1,4% (aż 6% r/r) oraz gwałtowny skok inflacji konsumenckiej (CPI) do poziomu 3,8%.

– Złoto znajduje się obecnie w fazie chwilowej korekty rynkowej. Dzisiejsze zejście notowań poniżej granicy 4600 dolarów to bezpośrednia, techniczna reakcja na nową nominację Kevina Warsha na stanowisko przewodniczącego Fed oraz to, jak giełdy wyceniają obecnie potencjalne ruchy na stopach procentowych – a rynki w najbliższym czasie po prostu nie spodziewają się ich obniżek. W efekcie dolar amerykański uległ wyraźnemu wzmocnieniu, co naturalnie wywarło presję sprzedażową na królewski metal. Pozycja amerykańskiej waluty poprawiła się również w wyniku oficjalnych, całkiem pozytywnych komunikatów, jakie napłynęły po spotkaniu prezydenta Donalda Trumpa z przywódcą Chin, Xi Jinpingiem. Z Wall Street leci jednak jasny sygnał: szanse na obniżki stóp w USA w tym roku spadły do zaledwie 3%. Choć wysoki koszt pieniądza uderza w złoto krótkoterminowo, to wchodzimy w głęboki scenariusz stagflacyjny, który w dłuższej perspektywie historycznej zawsze faworyzował aktywa fizyczne – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Analityk zwraca uwagę na tektoniczne, strukturalne przesunięcia w globalnym handlu złotem fizycznym.

– Mamy do czynienia z bezprecedensowym, 285-procentowym skokiem eksportu złota ze Stanów Zjednoczonych, głównie w kierunku Azji. Po tym, jak administracja Donalda Trumpa wycofała się z planów nałożenia ceł na kruszec, nowojorskie skarbce giełdowe COMEX, w których zgromadzono rekordowe w historii 1350 ton metalu, zaczęły gwałtownie topnieć. Banki masowo wywożą sztabki, które po przetopieniu w Szwajcarii trafiają bezpośrednio do Chin i Hongkongu, aby zaspokoić tamtejszą, międzypokoleniową gorączkę złota. Podobną ucieczkę od dolara widać na poziomie instytucjonalnym. Kolejny, 18. miesiąc z rzędu zakupów przez Ludowy Bank Chin oraz konsekwentne powiększanie rezerw przez Narodowy Bank Polski pokazują, że państwa wyciągnęły wnioski z zamrożenia rosyjskich aktywów. Złota, w przeciwieństwie do walut fiat, nikt nie może „wyłączyć” jednym przyciskiem  – podsumowuje Michał Tekliński.

Ropa znów drożeje, inflacja wraca. Rynki coraz mniej wierzą w szybkie obniżki stóp

Ceny ropy naftowej znów w górę, a spotkanie na linii Trump-Xi nic w tej kwestii nie pomogło. Inflacja CPI w kwietniu nieco wyższa niż w marcu — czy czeka nas kontynuacja tego trendu w kolejnych miesiącach? Podwyżka stóp w Japonii na najbliższym posiedzeniu wydaje się przesądzona, szczególnie po odczycie inflacji hurtowej na poziomie 4,9% za ostatni miesiąc.

Nie ma ulgi

Kolejne incydenty ze statkami w Cieśninie Ormuz sprawiają, że napięcie na notowaniach ropy naftowej jest ciągle wysokie. Choćby przejęcie statku u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich sprawia, że piątkowe otwarcie na WTI znów wskazuje ponad 3% wzrost, co zbliża nas do poziomu 105 USD za baryłkę. Premia za ryzyko w geopolityce jest więc ciągle wysoka i w tej kwestii spotkanie na szczycie między prezydentami Chin i USA niewiele zmieniło. Niby mamy deklarację, że strony zgadzają się w sprawie rozbrojenia nuklearnego Iranu, ale w całej tej dyskusji brakuje konkretów, jak to zrobić. Nie mogło też zabraknąć słów Trumpa o „fantastycznych rzeczach”. Tym razem chodziło o umowy handlowe, ale takie oświadczenia to za mało, by uspokoić sytuację na rynku ropy naftowej i przybliżyć odblokowanie Cieśniny Ormuz. Efekt jest więc taki, że nie widać na horyzoncie światełka w tunelu, a do wysokich cen ropy trzeba się przyzwyczaić, przynajmniej w kontekście kolejnych miesięcy.

Potwierdzone 3,2%

Wzrost notowań ropy naftowej (w przypadku WTI wartości powyżej 100 USD za baryłkę utrzymują się już dłuższy czas) ma niebagatelny wpływ na gospodarki i mierzoną dynamikę cen w konkretnych krajach. Dzisiaj zostały opublikowane wartości CPI z krajowej gospodarki. Można powiedzieć, że nastąpiło odbicie za kwiecień „tylko” do poziomu 3,2%, przy odczycie za marzec 3,0%. Analitycy sądzili, że możemy być świadkami nawet wyższych wartości, niemniej jednak pamiętajmy, że wartości za styczeń i luty wynosiły raptem 2,1%, a więc wskazanie za kwiecień znacznie wzrosło. Wydaje się, że nieuchronnie zbliżamy się do dopuszczalnego pasma odchyleń wskazanych przez NBP, czyli poziomu 3,5%. Trzeba też dodać, że cały czas obowiązują obniżone stawki VAT i akcyza na olej napędowy i benzynę, które sprawiają, że przełożenie sytuacji na rynku paliw na CPI jest nieco stłumione. Zagłębiając się w strukturę inflacji konsumenckiej, widzimy wzrost cen paliw względem marca o blisko 10%, ale widoczny jest już także trend przerzucania kosztów producentów na konsumentów, co widać po rosnącej dynamice w każdej kategorii. Dla złotego to dobra informacja, bo w takiej sytuacji RPP będzie się wstrzymywało z obniżkami stóp, a wręcz może pojawić się dyskusja o ich podwyższeniu, w przypadku dalszych wzrostów CPI. Dzisiaj PLN nieco traci, ale jest to pokłosie spadków na EUR/USD, co zwyczajowo powoduje odpływ kapitału z rynków wschodzących.

Koniec symbolu ultra luźnej polityki?

Temat inflacji jeszcze długo będzie dominował przy publikacji nowych danych makro. Niejednokrotnie czekają nas negatywne niespodzianki i wartości wyższe, niż wskazują na to prognozy. Daleko nie trzeba szukać – choćby dzisiejsze dane o inflacji producenckiej w Japonii zaskoczyły wszystkich, a wynik za kwiecień wyniósł aż 4,9%, przy oczekiwaniach na poziomie raptem 3%. To najwyższy wynik od 3 lat. Inwestorów nie trapi już więc pytanie, czy Bank Japonii na czerwcowym posiedzeniu podniesie stopy do 1% (bo to już niemal pewnik), tylko czy to wystarczy, by okiełznać presję inflacyjną. Wiadomo było, że Kraj Kwitnącej Wiśni jest w TOP 3 państw najbardziej uzależnionych od importu ropy z Bliskiego Wschodu, ale tempo, w jakim odczuwa negatywne skutki aktualnego konfliktu, może już zaskakiwać. Również na rynku obligacji widać jasny sygnał – inwestorzy nie wierzą, że BoJ poradzi sobie z inflacją, a rentowności 10-latek osiągnęły poziom 2,665, ostatnio widziany w… 1997 roku. Problem jest nie tylko inflacja, ale również brak spójności w polityce monetarnej i fiskalnej. BoJ stara się brzmieć jastrzębio i zapowiada rychłe podwyżki stóp, podczas gdy premier Japonii niemal jednocześnie rozważa szereg pakietów fiskalnych, by wspomóc sytuację gospodarstw domowych. Kiedy pomyślimy sobie o stagflacji, to pierwsza myśl kieruje nas do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wręcz symboliczny PKB (0,5% zakładane w tym roku) przy cenach rosnących w obecnym tempie to klasyczny przykład tego zjawiska. Spodziewana podwyżka stóp do 1% ma też swój wydźwięk w operacjach carry trade, które opierają się o jena japońskiego – cała operacja będzie po prostu mniej opłacalna.

Stabilizacja cen w sklepach, brak wyraźnej poprawy odczuwalnej przez konsumentów

0

W kwietniu br. codzienne zakupy podrożały średnio o 3,7% rdr. We wcześniejszych dwóch miesiącach wzrosty wyniosły po 3,8% rdr. Natomiast w styczniu zanotowano taki sam wynik jak ostatnio. Z kolei ceny samej żywności w kwietniu poszły w górę rdr. o 3,3%, w marcu – o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Widać zatem, że ogólnie ceny w sklepach lekko wyhamowały, ale inaczej jest w przypadku żywności. Autorzy raportu są zdania, że dane wskazują na stabilizację, ale wkrótce to może się zmienić. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest niepewna. Do tego producenci w Polsce zaczynają mówić o tym, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to może tylko wróżyć kolejne podwyżki.

Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, opartego na blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów, w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to 17 kategorii, w tym m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej czy art. dla dzieci. W marcu i lutym wzrosty rdr. wyniosły po 3,8%. W styczniu ceny średnio poszły w górę o 3,7% rdr.

– Ceny detaliczne żywności znajdują się pod wpływem wciąż tańszych rdr. surowców rolnych. Według GUS, ceny skupu podstawowych produktów rolnych w marcu były niższe o 11,5% rdr. Co prawda indeks cen żywności FAO w marcu i kwietniu charakteryzował się lekką tendencją wzrostową, wynikającą m.in. z efektów konfliktu na Bliskim Wschodzie, jednak reakcja na niego rynków rolnych była na ogół spokojna. Zyskiwały w dużej mierze oleje roślinne, pod wpływem drożejącej ropy. Powyższy indeks wyrażony w polskim złotym wciąż był jednak niższy niż przed rokiem – wyjaśnia dr Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP.

Przy tym ekspert zastrzega, że jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużać, roczna dynamika cen żywności prawdopodobnie zacznie rosnąć. Istnieje duża korelacja cen żywności z cenami surowców energetycznych. Cały czas występują duże ryzyka pogodowe. Susza w wielu obszarach produkcyjnych na świecie i duże straty przymrozkowe w Polsce mogą skutkować podwyżkami cen w drugiej połowie roku. Jak komentuje dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito, obserwowaną od początku roku dynamikę wzrostu cen detalicznych można zinterpretować jako stabilizację na wysokim poziomie.

– Z jednej strony silna presja kosztowa wciąż podbija drożyznę w sklepach. Z drugiej – ograniczony popyt konsumencki oraz walka sieci handlowych o klienta skutecznie hamują podwyżki poprzez promocje i rabaty. W rezultacie ta względna stabilność cen nie jest trwałym fundamentem, lecz stanem niepewnej równowagi, która może zostać nagle zachwiana, gdy zmieni się którykolwiek z czynników. To może być np. gwałtowny wzrost kosztów surowców lub wyhamowanie działań promocyjnych w sklepach – dodaje ekspertka.

Z raportu wynika również, że w kwietniu sama żywność zdrożała średnio o 3,3% rdr. W marcu wzrost rdr. wyniósł 3,2%, a w lutym – 3,4%. Marcin Luziński, analityk Santander Bank Polska, komentuje, że w ostatnich miesiącach ceny żywności ustabilizowały się na relatywnie niskim poziomie, czemu sprzyjałby przede wszystkim dobre zeszłoroczne zbiory. Do tego ekspert przewiduje, że w najbliższych kwartałach może zacząć się to zmieniać.

– Przedłużająca się blokada cieśniny Ormuz, przez którą przepływa wiele produktów koniecznych do produkcji nawozów dla przemysłu spożywczego, np. gaz, siarka czy mocznik, oznaczać będzie rosnącą presję kosztową dla produkcji żywności, co będzie się przekładało na wzrost dynamiki cen. Do tego pierwsze oceny przezimowania upraw w Polsce wskazują na nieco gorszy wynik niż rok temu. Obecnie nie zakładałbym, by wzrost dynamiki cen żywności był znaczący, ale im dłużej potrwa blokada, tym wyższych cen można się spodziewać – mówi Marcin Luziński.

Do tego dr Piotr Arak, analityk VeloBanku, przypomina, że wygasa korzystna baza statystyczna z wiosny 2025 roku, kiedy ceny niektórych kategorii świeżych produktów były szczególnie wysokie po mrozach. Ekspert prognozuje, że jeśli notowania ropy utrzymają się na podwyższonym poziomie, dynamika cen żywności w drugim półroczu może być wyraźnie wyższa niż dziś. Natomiast dr Joanna Myślińska-Wieprow zwraca uwagę na to, że kwietniowy wzrost cen żywności o 3,3% rok do roku pokazuje przede wszystkim, iż presja cenowa w tym segmencie nadal utrzymuje się na podwyższonym poziomie, choć rynek pozostaje raczej stabilny.

– Widać, że tempo wzrostu cen pozostaje względnie stabilne, choć nadal nie można wykluczyć dalszych podwyżek w kolejnych miesiącach. Można więc mówić raczej o umiarkowanej stabilności cen żywności niż o początku silniejszego trendu spadkowego. Z kolei niewielki wzrost dynamiki cen w ujęciu miesiąc do miesiąca sugeruje, że na rynek nadal oddziałują czynniki kosztowe i sezonowe – dodaje dr Myślińska-Wieprow.

Analiza cen prowadzi do jeszcze jednego ciekawego wniosku. O ile we wszystkich kategoriach widzimy lekki spadek miesiąc do miesiąca, to w przypadku samej żywności nastąpił delikatny wzrost cen w zestawieniu miesięcznym. Widoczna jest również różnica pomiędzy wszystkimi kategoriami a samą żywnością. Jak stwierdza dr Joanna Myślińska-Wieprow, to pokazuje, że proces stabilizacji cen w gospodarce pozostaje nierównomierny. Część segmentów rynku zaczyna odczuwać słabszy popyt i większą presję konkurencyjną.

– Jednocześnie sama żywność notuje niewielki wzrost mdm. To oznacza, że ceny produktów codziennego użytku nadal pozostają pod wpływem kosztów produkcji, logistyki i sezonowości. Żywność reaguje bowiem wolniej na poprawę sytuacji inflacyjnej niż część pozostałych kategorii konsumenckich. To może być sygnał, że konsumenci nadal nie odczuwają realnej poprawy podczas codziennych zakupów, mimo bardziej optymistycznych danych dotyczących całego indeksu – tłumaczy ekspertka.

Z kolei dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito twierdzi, że niewielki wzrost cen żywności mdm. jest efektem podwyżek na rynkach światowych. To wyraźnie pokazuje indeks FAO. Presja wywierana przez wzrost cen art. spożywczych nie jest jednak duża. Spowolnienie wzrostów cen w innych kategoriach spowodowało, iż w ogólnym podsumowaniu nastąpił spadek tempa wzrostu cen mdm. o 0,1%.

– Natomiast różnica pomiędzy wszystkimi kategoriami a samą żywnością może wynikać między innymi z bazy statystycznej i poziomu cen żywności, jaki mieliśmy rok temu. Ponadto napływ towarów spoza UE hamuje tempo wzrostu ich cen, a silna konkurencja cenowa pomiędzy sklepami jeszcze bardziej wzmacnia tę sytuację – uważa dr Fiks.

Tymczasem analitycy z UCE Research przewidują, że wkrótce ten stan może się zmienić, bo wciąż nie jest wyjaśniona sytuacja na Bliskim Wschodzie. Do tego producenci w Polsce jasno już sygnalizują, że coraz bardziej odczuwają powyższą kwestię, a to dla rynku wyraźny sygnał, że mogą zacząć podnosić ceny.

– Polski handel detaliczny wszedł w fazę inflacji pełzającej. Ceny rosną przewidywalnie, ale konsekwentnie. Dla gospodarstw domowych oznacza to, że realna siła nabywcza dochodów dalej rośnie, ale wolniej, niż konsumenci by sobie tego życzyli. Napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie i wzrosty cen ropy przebiją się w pełni do półek sklepowych w ciągu najbliższych miesięcy. Efekt niestety będzie widoczny, oby jednak nie był długotrwały – podsumowuje dr Piotr Arak.

Polacy przeprowadzają się pod miasta. Które aglomeracje zyskują

Pod koniec PRL-u, na terenie obecnego pow. poznańskiego mieszkało 2 razy mniej osób niż teraz. To nie jest odosobniony przypadek – to nie jedyna aglomeracja, gdzie miała miejsce demograficzna i mieszkaniowa rewolucja – twierdzą eksperci z portalu RynekPierwotny.pl

„Mieszkaniówka” PRL-u obecnie kojarzy się głównie z osiedlami wielkopłytowymi. A czego po latach będą dotyczyć podobne skojarzenia związane z III RP? Jeżeli chodzi o ostatnie 30 – 35 lat, to bez wątpienia jedną z najważniejszych i najbardziej spektakularnych zmian był intensywny rozwój kilku aglomeracji. Mowa o zjawisku, którego skalę trudno było przewidywać na przełomie lat 80. i 90. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl porównują obecną sytuację z wynikami ostatniego PRL-owskiego spisu powszechnego. Wszystko po to, by wskazać te powiaty, w których dodatnie zmiany liczby ludności oraz liczby lokali i domów były najbardziej imponujące.

Powiatów nie było w 1988 roku, lecz to nie kłopot?

Wspomniany wcześniej, ostatni spis powszechny z czasów PRL-u odbył się w 1988 r. Ten cenzus był oczywiście przeprowadzany w ramach podziału administracyjnego, który nie przewidywał istnienia powiatów. Skąd zatem powiatowe statystyki w poniższej tabeli dotyczącej 1988 roku i 2021 roku? Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że GUS przeliczył niektóre wyniki spisu z 1988 r. na powiaty – już po wprowadzeniu nowego podziału administracyjnego. Dzięki temu można porównywać chociażby spisową liczbę ludności oraz domów i lokali. Pewnym utrudnieniem jest jednak fakt, że przeliczenie danych uwzględniało nowy podział administracyjny w pierwszej wersji (z 1999 r.).

Ludność się podwoiła nie tylko pod Poznaniem …

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl pokazuje, które powiaty między datami spisów powszechnych (1988 r. i 2021 r.) zaliczyły największy procentowy wzrost liczby ludności. W zestawieniu zobaczymy również wzrosty procentowe spisowej liczby zamieszkanych domów i lokali. Zacznijmy jednak od liczby ludności. Jeżeli chodzi o wspomniany wcześniej powiat poznański, to ludnościowo urósł on o 96% od 1988 r. do 2021 r. W świetle danych z 2024 r. – 2025 r. wzrost przekroczyłby już 100%, lecz analiza zakłada porównywanie statystyk spisowych.

Powiat poznański to nie tylko największy ludnościowo powiat podmiejski, ale również najbardziej ludny powiat w całym kraju z populacją wyraźnie przekraczającą 400 000 osób. Jednak największy procentowy wzrost populacji przez 33 lata odnotował powiat piaseczyński (+116%). W tym przypadku, trzeba natomiast pamiętać o przyłączeniu gminy Tarczyn (2003 r.). Na najniższym stopniu podium uplasował się powiat wrocławski z wynikiem 95%. Jeśli mowa o dwunastu innych powiatach z tabeli, to widzimy ludnościowe wzrosty rzędu 38% – 82%. To nadal niezwykle wysokie wyniki w skali całego kraju, który przez 33 lata nie odnotował przecież spisowego wzrostu populacji.

Potrojenie lokali oraz domów – rekord spod stolicy

Wyniki wiodących powiatów okazują się jeszcze bardziej spektakularne, jeśli spojrzymy na zmianę liczby zamieszkanych domów i lokali przez ponad 30 lat. Mowa bowiem o procentowych zmianach wyraźnie większych niż wyniki obliczone dla populacji. Rekordzistą ponownie okazuje się powiat piaseczyński, gdzie w latach 1988 – 2021 liczba zamieszkanych domów i lokali się potroiła. Podobnie jak w przypadku ludności, pewien wpływ na tę zmianę miało przyłączenie niedużej gminy Tarczyn (1 stycznia 2003 r.).

Bardzo imponujące są również wyniki z powiatu poznańskiego (wzrost liczby zasiedlonych domów i lokali o 147%), powiatu wrocławskiego (+181%) oraz powiatu gdańskiego (+149%). Inne powiaty uwzględnione w zestawieniu oczywiście też mocno przekraczają ogólnokrajowy średni wzrost zasobu mieszkaniowego.

Na drugim biegunie powiaty z dużym regresem

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że pomimo wyzwań związanych z tak gwałtownym wzrostem populacji, wielu samorządowców może pozazdrościć sytuacji swoim kolegom z powiatów wymienionych w tabeli. Porównanie wyników dwóch spisów powszechnych oddalonych o ponad 30 lat pokazuje bowiem nie tylko powiaty notujące ogromny wzrost liczby mieszkańców i wielkości zasobu mieszkaniowego. Na drugim biegunie znajdziemy powiaty cechujące się populacyjnym oraz mieszkaniowym regresem.

Przykładem obszaru dotkniętego dużymi problemami demograficznymi jest powiat hrubieszowski, gdzie spisowa liczba ludności spadła o 28% (1988 r. – 2021 r.), a liczba zasiedlonych domów i lokali zmniejszyła się o 3%. Bardzo duże spadki spisowej liczby ludności nie omijały też części miast na prawach powiatu. Oprócz Łodzi (-22%) warto zwrócić uwagę chociażby na Katowice (-24%), Bytom (-29%), Wałbrzych (-30%) oraz Sopot (-34%). Ostatnie z wymienionych miast ma oczywiście zupełnie inną specyfikę niż ośrodki, które doświadczyły przemysłowego kolapsu pod koniec minionego stulecia.    aglomeracje tabela

Polski handel zagraniczny w I kwartale 2026 r. Eksport rósł szybciej niż import, a deficyt zmalał do 1,2 mld zł

Polski handel zagraniczny rozpoczął 2026 rok od umiarkowanego wzrostu eksportu i importu, przy wyraźnej poprawie salda obrotów towarowych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za styczeń–marzec 2026 r. eksport towarów z Polski wyniósł 394,1 mld zł, co oznacza wzrost o 2,2 proc. rok do roku. Import osiągnął wartość 395,2 mld zł i zwiększył się o 1,0 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.

W efekcie deficyt w handlu towarowym wyniósł jedynie 1,2 mld zł. To wyraźna poprawa wobec pierwszego kwartału 2025 r., kiedy ujemne saldo sięgało 4,2 mld zł. Dane wskazują, że w pierwszych miesiącach roku polska gospodarka sprzedawała za granicę szybciej, niż zwiększała zakupy z zagranicy.

Eksport i import w górę, ale saldo niemal zrównoważone

W ujęciu złotowym wzrost eksportu był ponad dwukrotnie szybszy niż wzrost importu. Eksport zwiększył się o 2,2 proc. r/r, natomiast import o 1,0 proc. r/r. Choć nominalna wartość importu nadal była nieco wyższa niż eksportu, różnica między nimi była niewielka.

W przeliczeniu na euro eksport wyniósł 93,3 mld euro, a import 93,6 mld euro. Dynamika w walucie europejskiej była zbliżona do danych wyrażonych w złotych: eksport wzrósł o 2,2 proc., a import o 0,9 proc.

Znacznie mocniejsze wzrosty widać natomiast w ujęciu dolarowym. Eksport liczony w dolarach wyniósł 109,9 mld USD i zwiększył się o 15,1 proc. rok do roku, a import osiągnął 110,3 mld USD, rosnąc o 13,7 proc. Tak duża różnica między dynamiką w dolarach a dynamiką w złotych wynika przede wszystkim z efektów kursowych, a nie z równie silnego realnego wzrostu wymiany handlowej.

Unia Europejska pozostaje głównym kierunkiem polskiego eksportu

Najważniejszym rynkiem dla polskich eksporterów pozostają kraje rozwinięte, które odpowiadały za 87,4 proc. całego eksportu. W tej grupie kluczowe znaczenie miała Unia Europejska, do której trafiło 75,2 proc. polskiego eksportu. Udział UE wzrósł o 0,3 punktu procentowego w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 r.

Import z krajów rozwiniętych stanowił 66,0 proc. całego importu, w tym import z Unii Europejskiej odpowiadał za 53,3 proc. zakupów zagranicznych Polski. W handlu z krajami rozwiniętymi Polska odnotowała bardzo wysoką nadwyżkę — 83,4 mld zł. Jeszcze lepszy wynik dotyczył samej Unii Europejskiej, gdzie saldo było dodatnie i wyniosło 85,7 mld zł.

Odwrotna sytuacja występuje w relacjach z krajami rozwijającymi się. Eksport do tej grupy państw wyniósł 31,0 mld zł, natomiast import aż 129,0 mld zł. Oznacza to deficyt na poziomie 98,0 mld zł. Tak głęboka nierównowaga wynika w dużej mierze z dużego importu z Chin.

Niemcy nadal najważniejszym partnerem Polski

Niemcy pozostają zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski. W pierwszym kwartale 2026 r. eksport do Niemiec wyniósł 105,0 mld zł, co odpowiadało 26,6 proc. całego polskiego eksportu. Udział Niemiec był jednak o 0,6 punktu procentowego niższy niż rok wcześniej, co może wskazywać na stopniowe, choć bardzo powolne, zmniejszanie koncentracji eksportu na jednym rynku.

Na kolejnych miejscach wśród odbiorców polskich towarów znalazły się Czechy z eksportem na poziomie 26,0 mld zł, Francja z wynikiem 25,1 mld zł, Wielka Brytania z 20,4 mld zł, Holandia z 18,6 mld zł oraz Włochy z 18,0 mld zł.

W pierwszej dziesiątce znalazła się również Ukraina, do której eksport wzrósł o 13,3 proc. rok do roku i wyniósł 14,8 mld zł. To jeden z najbardziej widocznych wzrostów wśród głównych partnerów handlowych Polski. Dane potwierdzają, że Ukraina pozostaje ważnym i rosnącym rynkiem dla polskich firm, a Polska wzmacnia swoją rolę jako zaplecze logistyczne i handlowe dla ukraińskiej gospodarki.

Chiny i USA mocne po stronie importu

Po stronie importu, według kraju pochodzenia towarów, największym partnerem Polski również były Niemcy. Import z tego kraju wyniósł 76,5 mld zł i wzrósł o 1,9 proc. rok do roku. Drugie miejsce zajęły Chiny, z których import osiągnął wartość 62,5 mld zł, czyli 15,8 proc. całego importu.

Trzecim największym źródłem importu były Stany Zjednoczone. Import z USA wyniósł 22,3 mld zł i wzrósł o 10,2 proc. rok do roku. Jednocześnie eksport z Polski do USA spadł o 11,0 proc. i wyniósł 11,9 mld zł. To jeden z ciekawszych sygnałów w danych GUS, ponieważ pokazuje pogorszenie bilansu w relacjach handlowych ze Stanami Zjednoczonymi.

W pierwszej dziesiątce krajów pochodzenia importu znalazły się także Włochy, Holandia, Francja, Czechy, Hiszpania, Dania i Norwegia. Szczególnie mocno wzrósł import z Norwegii — o 37,7 proc. rok do roku — co może być powiązane m.in. z surowcami energetycznymi i zmianami w strukturze dostaw.

Spada import z krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Z danych GUS wynika również wyraźny spadek importu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Import z tej grupy państw wyniósł 5,2 mld zł i był o około jedną czwartą niższy niż rok wcześniej. Dynamika importu wyniosła 75,1 proc., co oznacza spadek o 24,9 proc. rok do roku.

Jednocześnie eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej wzrósł o 9,5 proc. i osiągnął 18,7 mld zł. Saldo handlu z tą grupą państw było dodatnie i wyniosło 13,5 mld zł. Spadek importu można wiązać z utrzymującymi się sankcjami, ograniczeniem relacji gospodarczych z Rosją i Białorusią oraz dalszym przekierowywaniem łańcuchów dostaw.

Maszyny, urządzenia i transport dominują w strukturze handlu

Największą kategorią w polskim handlu zagranicznym pozostają maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy. W pierwszym kwartale 2026 r. odpowiadały one za 37,2 proc. eksportu i 36,5 proc. importu. To pokazuje, że polska wymiana handlowa jest silnie powiązana z przemysłem, produkcją części, komponentów, pojazdów, maszyn i urządzeń wykorzystywanych w europejskich łańcuchach dostaw.

W eksporcie istotne znaczenie miały również różne wyroby przemysłowe, towary przemysłowe sklasyfikowane według surowca, żywność i zwierzęta żywe oraz chemikalia i produkty pokrewne. W imporcie, poza maszynami i urządzeniami, duży udział miały chemikalia, różne wyroby przemysłowe, towary przemysłowe według surowca, żywność oraz paliwa mineralne.

Największą dynamikę wzrostu po stronie eksportu odnotowano w kategorii towarów i transakcji niesklasyfikowanych, gdzie wzrost wyniósł 81,7 proc. Wzrosły także eksport towarów przemysłowych według surowca, paliw mineralnych, napojów i tytoniu, żywności, chemikaliów oraz maszyn i urządzeń transportowych. Spadki dotyczyły natomiast m.in. surowców niejadalnych bez paliw oraz olejów, tłuszczów i wosków.

Trzy najważniejsze wnioski z danych GUS

Pierwszy istotny wniosek dotyczy poprawy salda handlowego. Polska nadal odnotowuje niewielki deficyt w handlu towarami, ale jego skala jest znacznie mniejsza niż rok wcześniej. Przy eksporcie i imporcie zbliżonym do 400 mld zł różnica na poziomie 1,2 mld zł oznacza niemal zrównoważony bilans.

Drugi wniosek dotyczy znaczenia Unii Europejskiej. Mimo rosnącej roli Ukrainy, USA, Chin czy innych rynków pozaeuropejskich, polski handel zagraniczny pozostaje mocno zakorzeniony w gospodarce unijnej. To UE jest głównym odbiorcą polskich towarów i źródłem ponad połowy importu.

Trzeci wniosek dotyczy różnic między partnerami handlowymi. Polska utrzymuje wysoką nadwyżkę w relacjach z krajami rozwiniętymi i Unią Europejską, ale jednocześnie ma głęboki deficyt z krajami rozwijającymi się, przede wszystkim z powodu importu z Chin. Oznacza to, że struktura geograficzna handlu pozostaje jednym z kluczowych czynników wpływających na całkowite saldo obrotów towarowych.

Handel zagraniczny pozostaje stabilnym elementem gospodarki

Dane za pierwszy kwartał 2026 r. pokazują, że polski handel zagraniczny pozostaje odporny mimo zmiennego otoczenia międzynarodowego. Eksport rośnie szybciej niż import, deficyt jest niewielki, a polskie firmy nadal utrzymują silną pozycję na rynku unijnym.

Jednocześnie widoczne są obszary wymagające obserwacji. Należą do nich spadek eksportu do Stanów Zjednoczonych, duży deficyt w handlu z krajami rozwijającymi się, wysoka zależność importowa od Chin oraz wpływ kursów walutowych na wartość obrotów liczonych w dolarach.

Pierwszy kwartał 2026 r. można więc uznać za okres umiarkowanie pozytywny dla polskiego handlu zagranicznego. Nie był to czas spektakularnego wzrostu, ale dane wskazują na poprawę bilansu, stabilność głównych kierunków eksportu i utrzymanie silnej pozycji Polski w europejskich łańcuchach dostaw.

Kurs dolara rośnie po danych z USA. USD/PLN zbliża się do 3,65 zł

Ostatnia seria danych makroekonomicznych, połączona z brakiem przełomów w geopolityce, powoduje, że znów jesteśmy świadkami umacniania się dolara. W górę idzie też ropa naftowa i rentowność obligacji, co pokazuje, że rynek ucieka od ryzyka.

Obecny tydzień jest pierwszym od dawna, kiedy tak naprawdę koncentrujemy się na danych statystycznych. Najpierw wyższe odczyty o inflacji spowodowały, że rynek nie tylko przestaje widzieć perspektywę obniżek stóp, ale wręcz zaczyna wyceniać w przyszłym roku ich wzrost. Rezultatem tych danych jest rosnąca rentowność obligacji. W przypadku 10-letnich papierów amerykańskich jest ona najwyższa od czerwca 2025 roku. Pokazuje to, że wojna, która jest obecnie prowadzona na kredyt, będzie jeszcze droższa dla podatnika. Wczoraj natomiast zobaczyliśmy w miarę neutralne – bo bliskie oczekiwaniom – dane z rynku pracy i wyniki sprzedaży detalicznej. Wzrosły natomiast ceny importu i eksportu. Po tych publikacjach kontynuowany był ruch umacniający dolara. W jego efekcie amerykańska waluta jest najsilniejsza względem europejskiej od pierwszej połowy kwietnia.

Jak reagują rynki?

Wraz ze wzrostem rentowności amerykańskich obligacji widać również wzrost rentowności w innych państwach, w tym w Polsce. Powód jest prosty: jeżeli nagle amerykańskie papiery zaczynają płacić zbyt dobrze, to inwestorzy przenoszą na nie swoje środki. W rezultacie rynek się trochę wyrównuje i w wyniku problemów USA podatnicy w większej liczbie krajów będą drożej finansowali deficyt budżetowy. Silniejszy dolar przełożył się na kurs USD/PLN. Dzień zaczynał się ledwo powyżej 3,62 zł, z kolei w nocy testowany był już poziom 3,65 zł. W tym samym czasie kurs EUR/PLN niemal się nie zmienił.

Wojna w Zatoce Perskiej

Rynki nadal znajdują się pod dużą presją konfliktu pomiędzy Izraelem i USA z jednej strony a Iranem z drugiej. Głównym efektem gospodarczym pozostaje oczywiście blokada Cieśniny Ormuz, która jest poważnym problemem dla rynku ropy naftowej. Obecnie wciąż trwa przeciąganie liny pomiędzy marynarką USA a Iranem. Co ciekawe, pomimo olbrzymiej dysproporcji sił wydaje się, że to Iran znacznie skutecznie kontroluje żeglugę przez ten przesmyk. Im bliżej jesteśmy zakończenia lub załagodzenia sytuacji, tym spokojniej reagują rynki. Obecnie, patrząc zarówno na napływ kapitału do dolara, jak i na wzrost ceny baryłki ropy naftowej, inwestorzy przewidują raczej kontynuację konfliktu. Tym bardziej, że nie udało się go zakończyć do wizyty prezydenta USA w Chinach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Rumunia – decyzja NBR w sprawie stóp procentowych.

W Trójmieście buduje się prawie 200 tys. mkw. magazynów. Większość jest już wynajęta

Trójmiejski rynek magazynowo-przemysłowy wchodzi w kolejny etap rozwoju, łącząc stabilny popyt z rosnącym znaczeniem sektora produkcyjnego, portowego oraz zaawansowanych technologii. Z najnowszego raportu Savills „Market in Minutes: Trójmiasto. Rynek przemysłowo-logistyczny” wynika, że na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni w regionie osiągnęły 1,82 mln m kw., co oznacza wzrost o 4% r/r. Pomimo wyraźnego spadku nowej podaży, która wyniosła 77 300 m kw., aktywność najemców pozostała wysoka. Popyt brutto sięgnął 351 700 m kw., rosnąc o 21% r/r, natomiast popyt netto zwiększył się aż o 37%, do 273 300 mkw.

– Dane za 2025 rok pokazują, że Trójmiasto pozostaje rynkiem o solidnych fundamentach. Mimo ograniczonej nowej podaży obserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności najemców, szczególnie w ujęciu popytu netto. To potwierdza, że region nie jest już postrzegany wyłącznie jako zaplecze dystrybucyjne północnej Polski, ale coraz częściej jako lokalizacja dla bardziej złożonych operacji logistycznych, produkcyjnych i technologicznych – mówi Piotr Kolmetz, Associate, Industrial, Savills.

Produkcja, infrastruktura i nowe impulsy rozwojowe

Jednym z czynników, które mogą dodatkowo wzmacniać pozycję północnej Polski, jest rosnące znaczenie projektów przemysłowych, infrastrukturalnych i energetycznych realizowanych w regionie. Rozwój infrastruktury krytycznej, zaplecza logistycznego, energetyki oraz terenów inwestycyjnych może sprzyjać dalszemu wzrostowi zapotrzebowania na grunty, obiekty produkcyjne, magazyny oraz infrastrukturę wspierającą działalność przedsiębiorstw.

Pomorze zyskuje także na znaczeniu jako lokalizacja dla firm produkcyjnych i technologicznych. Dostęp do portów, tradycje sektora morskiego, kompetencje w elektronice oraz aktywne wsparcie instytucji regionalnych tworzą warunki dla projektów związanych z produkcją specjalistyczną, integracją systemów, zaawansowaną logistyką oraz obsługą międzynarodowych łańcuchów dostaw

Pomorze coraz mocniejsze w sektorze high-tech

Pomorze wzmacnia zaplecze dla firm z sektora high-tech, szczególnie tych, które potrzebują sprawnych łańcuchów dostaw, dostępu do portów oraz nowoczesnej powierzchni przemysłowo-logistycznej. Według raportu Savills, kluczową przewagą Trójmiasta jest możliwość wykorzystania transportu multimodalnego, opartego m.in. na portach morskich w Gdańsku i Gdyni, w tym Baltic Hub i GCT. Region korzysta również z dostępu do wykwalifikowanych pracowników, bliskości rynków skandynawskich oraz lokalnych instytucji wspierających inwestorów.

Równolegle Trójmiasto umacnia swoją pozycję w europejskim ekosystemie półprzewodników. Sopot ponownie gościł ISS Europe, jedno z istotnych wydarzeń branży high-tech. Ten kierunek rozwoju wzmacnia dobrze rozwinięte zaplecze przemysłowo-logistyczne Trójmiasta, oparte na dostępie do transportu multimodalnego, portów w Gdańsku i Gdyni oraz bliskości rynków skandynawskich. Dzięki temu Pomorze może być coraz atrakcyjniejsze dla firm technologicznych, które potrzebują sprawnych łańcuchów dostaw i nowoczesnej infrastruktury operacyjnej.

Porty i infrastruktura wzmacniają przewagi regionu

Według Savills, jednym z kluczowych atutów aglomeracji pozostaje położenie umożliwiające sprawną obsługę transportu multimodalnego. Porty w Gdańsku i Gdyni, w tym Baltic Hub oraz GCT, tworzą naturalne zaplecze dla logistyki morskiej, dystrybucji i działalności eksportowej. Znaczenie lokalizacji wzmacniają również autostrada A1, droga ekspresowa S7 oraz rozwijana S6, której kluczowy odcinek Lębork-Słupsk ma zostać w pełni oddany do użytkowania przed wakacjami, znacząco poprawiając skomunikowanie z zachodnią częścią Pomorza i Niemcami.

– Porty morskie pozostają jednym z najważniejszych wyróżników Trójmiasta na tle innych rynków regionalnych. Bliskość terminali kontenerowych, dostęp do głównych szlaków drogowych oraz rozwijająca się infrastruktura transportowa sprawiają, że region jest naturalnym wyborem dla firm obsługujących handel międzynarodowy, dystrybucję i logistykę morską. Coraz częściej widzimy też, że ta przewaga przekłada się na decyzje najemców z sektorów produkcyjnych i technologicznych, którzy szukają lokalizacji łączących sprawną dystrybucję z dostępem do zaplecza przemysłowego – Robert Katzor, Associate Director, Industrial, Savills.

Nowe inwestycje przy ograniczonej dostępności gruntów

Na koniec 2025 roku w budowie znajdowało się 197 400 m kw. powierzchni, czyli o 69% więcej niż rok wcześniej. Co istotne, 84% realizowanych obiektów było już wynajęte, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie regionem ze strony operatorów logistycznych, sieci handlowych, firm farmaceutycznych oraz przedsiębiorstw produkcyjnych. Wśród największych projektów w realizacji znalazły się m.in. 7R Park Gdańsk III, 7R Park Gdańsk V oraz Panattoni Park Gdańsk West II.

Wskaźnik pustostanów wyniósł 6,4%, co oznacza wzrost o 50 punktów bazowych r/r, ale nadal pozostaje poziomem pozwalającym na zrównoważony rozwój rynku, a kolejne miesiące powinny przynieść jego spadek. Czynsze bazowe kształtują się w przedziale 4,20-5,75 EUR/m kw./miesięcznie, a efektywne wynoszą 3,50-4,70 EUR/m kw./miesięcznie, przy czym najwyższe poziomy są osiągalne w najnowszych projektach w kluczowych lokalizacjach, szczególnie w pobliżu Baltic Hub i lotniska.

W efekcie Trójmiasto pozostaje jednym z najbardziej perspektywicznych rynków przemysłowo-logistycznych w Polsce. O jego przewadze decyduje nie tylko infrastruktura transportowa, lecz także rosnąca rola portów, dostęp do wykwalifikowanej kadry oraz coraz silniejsze powiązanie logistyki z produkcją i nowymi technologiami.

TREX podsumowuje mocny kwartał. Przychody wzrosły do 21,3 mln zł

TREX S.A., spółka działająca na rynku e-commerce, zanotowała znaczący wzrost wyników w I kwartale 2026 r. Wobec analogicznego okresu w 2025 r., Spółka niemal podwoiła przychody, a wynik EBITDA wzrósł o ponad 220 proc.

Jak wynika z opublikowanego dziś raportu kwartalnego, w I kwartale 2026 r. skonsolidowane przychody Grupy TREX wyniosły 21,3 mln zł wobec 11,3 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego. Z kolei wypracowany w tym okresie zysk EBITDA wzrósł do poziomu 2,6 mln zł, wobec 812 tys. zł w I kwartale 2025 r. Grupa zanotowała też wyraźny wzrost rentowności,  co potwierdza, że rozwój kolejnych kanałów sprzedaży i rynków zagranicznych przekłada się na budowę stabilnych fundamentów finansowych.

Zarząd TREX podkreśla, że miniony kwartał był dla Spółki bardzo intensywny. Wśród licznych wyzwań udało się m.in. zaplanować kolejne, ambitne etapy rozwoju TREX na lata 2026-27, co zostało zaprezentowane w nowej strategii. Przede wszystkim jednak Spółka mocno rozwinęła działalność na rynkach zagranicznych i poszerzyła zakres działalności o kolejne kraje.

Bardzo istotne w tym okresie było dla nas rozpoczęcie sprzedaży przez platformę Decathlon na rynku rumuńskim oraz węgierskim, a także otwarcie sklepów internetowych w tych krajach. Równolegle uruchomiliśmy sklepy online, skierowane do klientów w Austrii, Holandii i Francji. Rozwój międzynarodowy wymaga odpowiedzialnego podejścia do zarządzania organizacją i procesami operacyjnymi, dlatego jednym z najważniejszych priorytetów w kolejnych kwartałach będzie utrzymanie rentowności Grupy na satysfakcjonującym poziomie, przy intensywnym skalowaniu działalnościwyjaśnia Karolina Koczwara, prezeska Zarządu TREX S.A.

Jak podkreśla Prezeska Zarządu, w warunkach tak dynamicznego wzrostu ilości obsługiwanych rynków i kanałów sprzedaży, prawdziwym wyzwaniem pozostaje też utrzymanie wysokiej płynności dostaw oraz efektywnego zarządzania logistyką.

Ten obszar traktujemy nie tylko jako wyzwanie, ale jako potencjał do budowania naszej przewagi konkurencyjnej na rynku. Mocno inwestujemy w rozwój procesów operacyjnych oraz narzędzi wspierających zarządzanie sprzedażą i dostępnością produktów wyjaśnia Karolina Koczwara.

W kolejnych kwartałach Zarząd TREX chce się skoncentrować na poszerzaniu ekspansji na europejskim rynku e-commerce, rozwoju nowych kanałów dystrybucji oraz wzmacnianiu pozycji marek TREX SPORT i TREX E-SPORTS.

Inflacja w USA zmienia nastroje na rynku metali szlachetnych

Złoto i srebro znalazły się pod silną presją sprzedaży, gdy inwestorzy zaczęli ponownie wyceniać ryzyko dłuższego utrzymywania się wysokich stóp procentowych w USA. Bezpośrednim impulsem do pogorszenia nastrojów były dane inflacyjne, które wskazały na wyraźne przyspieszenie presji cenowej w amerykańskiej gospodarce. Wzrost inflacji, napędzany skutkami wojny i droższą energią, ograniczył oczekiwania na łagodzenie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną, uderzając szczególnie w aktywa nieprzynoszące odsetek.

Cena złota spadła o około 1,9%, schodząc poniżej 4565 dolarów za uncję. Od poprzedniego piątku kruszec stracił około 3%, a od początku wojny jego notowania obniżyły się już o ponad 13%. Choć złoto zwykle zyskuje w okresach podwyższonej niepewności geopolitycznej, tym razem jego rolę bezpiecznej przystani osłabiły rosnące rentowności amerykańskich obligacji oraz umacniający się dolar. Jeszcze głębszą przecenę zanotowało srebro, którego cena spadła o około 6%, do okolic 78 dolarów za uncję. Był to gwałtowny zwrot po wcześniejszym dynamicznym rajdzie, podczas którego notowania metalu chwilowo zbliżyły się do 90 dolarów za uncję. Tak silny wzrost zwiększył podatność rynku na realizację zysków, zwłaszcza w warunkach pogorszenia nastrojów wobec metali szlachetnych i rosnącej awersji do bardziej zmiennych aktywów.

Presję na złoto i srebro wzmacniała sytuacja na rynku długu. Rentowność dwuletnich obligacji USA wzrosła do najwyższego poziomu od 14 miesięcy, sygnalizując, że inwestorzy coraz mocniej zakładają utrzymanie restrykcyjnej polityki pieniężnej przez Fed. Ten scenariusz wspierały również dane makroekonomiczne. Inflacja producencka w USA przyspieszyła w kwietniu do najwyższego poziomu od 2022 roku, a inflacja konsumencka wzrosła najmocniej od 2023 roku. W efekcie rynek zaczął ograniczać oczekiwania na szybkie obniżki stóp procentowych.

Istotnym źródłem napięcia pozostawała także sytuacja na rynku energii. Cieśnina Ormuz jest praktycznie zamknięta, co podtrzymuje kryzys energetyczny i zwiększa obawy o dalszy wzrost kosztów surowców. Cena czerwcowych kontraktów terminowych na ropę WTI zbliżą się do 105 dolarów za baryłkę, a droższa energia wzmacnia ryzyko utrwalenia inflacji. Dla metali szlachetnych oznacza to trudne otoczenie: z jednej strony utrzymuje się napięcie geopolityczne, z drugiej rosną oczekiwania, że banki centralne będą zmuszone dłużej utrzymywać wysokie stopy procentowe.

Dodatkowym czynnikiem obciążającym rynek złota były decyzje Indii, które zaostrzyły zasady importu kruszcu, próbując bronić rupii po wcześniejszym podniesieniu ceł importowych. Pogorszyło to nastroje popytowe na jednym z największych rynków złota na świecie i zwiększyło presję na ceny.

Ostatnie spadki pokazują, że metale szlachetne tracą wsparcie w środowisku rosnących rentowności, silnego dolara i uporczywej inflacji. Złoto nie zdołało w pełni wykorzystać swojego statusu bezpiecznej przystani, ponieważ rynek większą wagę przywiązuje obecnie do perspektywy dłużej utrzymujących się wysokich stóp procentowych. Srebro znalazło się pod jeszcze większą presją, gdyż inwestorzy realizowali zyski po wcześniejszym rajdzie. W efekcie cały segment metali szlachetnych pozostaje wrażliwy na kolejne dane inflacyjne, ruchy na rynku obligacji oraz rozwój sytuacji na rynku energii.

Dlaczego firmy B2B powinny łączyć reklamy na Google Ads, Facebook i LinkedIn? Podejście AdWise

Jeszcze kilka lat temu wiele firm B2B opierało pozyskiwanie leadów niemal wyłącznie na Google Ads. Dziś skuteczność kampanii coraz rzadziej zależy od jednego kanału. Nie dlatego, że Google Ads przestał działać, ale dlatego, że proces zakupowy klienta B2B całkowicie się zmienił. W 2026 roku moment wyszukiwania nie jest początkiem decyzji zakupowej, lecz jedynie fragmentem dużo dłuższego procesu.

W AdWise obserwujemy, że firmy opierające marketing wyłącznie na jednym źródle ruchu coraz częściej przepalają budżet i tracą klientów pomiędzy kanałami. Najlepsze wyniki osiągają dziś marki, które łączą Google Ads, LinkedIn oraz Meta Ads w jeden spójny system marketingowy. Jakie jednak konsekwencje ponoszą firmy, które nadal opierają marketing B2B wyłącznie na jednym kanale?

Dlaczego tradycyjny model kampanii B2B przestaje działać?

Największy problem tradycyjnego podejścia polega na tym, że firmy próbują pozyskiwać klientów wyłącznie w momencie aktywnego wyszukiwania oferty. Tymczasem dzisiejszy proces zakupowy B2B wygląda inaczej: klient nie podejmuje decyzji po jednym kliknięciu reklamy. Wraca do marki wielokrotnie, konsumuje treści w różnych kanałach i przechodzi między platformami, zanim skontaktuje się z działem sprzedaży.

Mimo zmian w zachowaniach klientów wiele firm nadal działa według starego modelu:

  • Google Ads traktowany jest jako główne lub jedyne źródło leadów,
  • Facebook uznawany jest za kanał nieskuteczny w B2B,
  • LinkedIn oceniany jest wyłącznie przez pryzmat wysokiego kosztu kliknięcia,
  • kampanie działają niezależnie od siebie i komunikują różne rzeczy.

Co to oznacza w praktyce?

  • coraz wyższy koszt pozyskania klienta,
  • niższą jakość leadów,
  • wydłużenie procesu sprzedaży,
  • ograniczone możliwości skalowania kampanii,
  • utratę użytkowników między kanałami.

Firmy pracują wtedy na fragmentach procesu zakupowego, zamiast budować spójny system prowadzący użytkownika do momentu podjęcia decyzji zakupowej.

Jak projektujemy skuteczne kampanie wielokanałowe w AdWise?

W AdWise nie traktujemy Google Ads, LinkedIn i Meta Ads jako oddzielnych działań reklamowych. Projektujemy je jako elementy jednego systemu sprzedażowego, w którym każdy kanał odpowiada za inny etap procesu zakupowego klienta B2B. Ponieważ w rzeczywistości użytkownik bardzo rzadko po pierwszym kontakcie z marką od razu wysyła formularz kontaktowy.

Znacznie częściej użytkownik najpierw styka się z marką w jednym z kanałów, później wraca do niej na kolejnych etapach researchu i dopiero po czasie wpisuje konkretne zapytanie w Google. Dlatego skuteczny marketing B2B nie powinien opierać się wyłącznie na odpowiadaniu na istniejący popyt, ale również na wcześniejszym adresowaniu wyzwań, problemów i potrzeb potencjalnego klienta

„Google Ads daje możliwość pracy na całym lejku marketingowym – od budowania świadomości i edukacji użytkownika, aż po moment kontaktu z firmą. Tymczasem wiele przedsiębiorstw wykorzystuje go wyłącznie na końcu procesu, kiedy klient porównuje już konkretne oferty i często zna wcześniej konkurencję. W efekcie płacą coraz więcej za użytkowników, którzy są już bardzo blisko wyboru innego dostawcy” – mówi Patryk Michalec, lider zespołu performance marketingu w AdWise.

Google Ads – moment przechwycenia decyzji zakupowej

Google Ads nadal pozostaje jednym z najważniejszych kanałów w marketingu B2B, ponieważ pozwala docierać do użytkowników dokładnie w momencie aktywnego zainteresowania konkretnym rozwiązaniem. To właśnie dlatego kampanie w wyszukiwarce bardzo często odpowiadają za pozyskiwanie najbardziej wartościowych zapytań sprzedażowych.

Jednocześnie skuteczność działań Google Ads coraz rzadziej zależy wyłącznie od samej kampanii w wyszukiwarce. W sektorze B2B użytkownik znacznie częściej podejmuje kontakt z firmą dopiero po wcześniejszych interakcjach z marką w innych kanałach, które budują rozpoznawalność i ułatwiają podjęcie decyzji

LinkedIn Ads – dotarcie do decydentów, zanim zaczną szukać

LinkedIn pełni w marketingu B2B zupełnie inną funkcję niż Google Ads. To kanał, który pozwala docierać do konkretnych osób decyzyjnych jeszcze zanim rozpoczną aktywne poszukiwanie rozwiązania lub kontakt z dostawcami.

W działaniach B2B LinkedIn najczęściej odpowiada za budowanie świadomości problemu, pozycjonowanie marki jako eksperta oraz docieranie do konkretnych stanowisk i branż. To właśnie tutaj bardzo często pojawia się pierwszy kontakt użytkownika z marką. Ma to szczególne znaczenie w firmach, gdzie decyzje zakupowe angażują kilka osób po stronie klienta.

Meta Ads – utrzymanie obecności marki w procesie zakupowym

Wiele firm nadal zakłada, że Meta i Instagram nie odgrywają większej roli w marketingu B2B. W rzeczywistości kanały Meta bardzo często odpowiadają za utrzymywanie regularnego kontaktu z użytkownikiem pomiędzy kolejnymi etapami procesu zakupowego.

Meta Ads pozwala wzmacniać wcześniejsze komunikaty, przypominać o marce i utrzymywać uwagę użytkownika również wtedy, gdy nie znajduje się on jeszcze na etapie aktywnego wyszukiwania rozwiązania. Dzięki temu użytkownik wielokrotnie styka się z marką przed podjęciem decyzji zakupowej.

Ma to szczególne znaczenie w B2B, gdzie decyzje zakupowe rzadko zapadają natychmiast. Regularna obecność marki w różnych kanałach skraca dystans do kontaktu z działem sprzedaży i zwiększa szansę, że użytkownik wróci właśnie do tej firmy w momencie podjęcia decyzji.

Dlaczego połączenie kanałów daje efekt skali?

Największym ograniczeniem modelu opartego na jednym kanale jest jego niestabilność. Wyniki zaczynają zależeć od pojedynczego źródła ruchu, kosztów kliknięcia, zmian algorytmów oraz rosnącej konkurencji.

Połączenie Google Ads, LinkedIn i Meta Ads pozwala rozłożyć ciężar pozyskiwania klientów między różne działania oraz etapy komunikacji. Dzięki temu marketing nie opiera się wyłącznie na jednym momencie kontaktu z użytkownikiem.

Efekt?

  • kampanie stają się bardziej przewidywalne,
  • firma buduje stabilniejszy system lead generation,
  • łatwiejsze skalowanie działań,
  • mniejsza zależność od jednego kanału,
  • lepsze wykorzystanie budżetu reklamowego.

Co firmy zyskują dzięki podejściu AdWise?

Większą przewidywalność działań marketingowych

Firma nie uzależnia wyników od jednego kanału ani chwilowych zmian kosztów reklamowych.

Lepsze przygotowanie użytkownika do rozmowy sprzedażowej

Kontakt z marką następuje wcześniej, dzięki czemu użytkownik trafiający do działu sprzedaży lepiej rozumie problem i dostępne rozwiązania.

Krótszą drogę od pierwszego kontaktu do decyzji

Regularna obecność marki w różnych kanałach ogranicza moment startu od zera przy każdej kolejnej interakcji z użytkownikiem.

Skuteczniejsze docieranie do osób decyzyjnych

Różne kanały umożliwiają komunikację z kilkoma uczestnikami procesu zakupowego jednocześnie, również na różnych etapach decyzji.

Większą odporność na zmiany rynkowe

Marketing nie opiera się wyłącznie na konkretnym źródle ruchu, dzięki czemu firma może rozwijać działania stabilniej oraz bez gwałtownego wzrostu kosztów pozyskania klienta.

Dla jakich firm model AdWise ma największy sens?

Jeszcze kilka lat temu wielu firmom wystarczała dobra widoczność w Google i pojedyncze kampanie nastawione na szybkie pozyskanie kontaktu. Dziś w sprzedaży B2B coraz częściej wygrywają marki, które potrafią utrzymywać uwagę użytkownika na różnych etapach procesu decyzyjnego oraz konsekwentnie budować przewagę między kolejnymi punktami kontaktu z klientem. Właśnie dlatego podejście marketingowe AdWise najlepiej sprawdza się w firmach, gdzie sprzedaż wymaga czasu, zaangażowania kilku decydentów i regularnej obecności marki w wielu kanałach jednocześnie.

Polska nauka bliżej biznesu. Zespół doradczy przedstawił rekomendacje dla transferu technologii

Powołany niespełna rok temu zespół doradczy ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych przedstawił rekomendacje, które mają pomóc lepiej wykorzystać potencjał polskiej nauki w rozwoju gospodarki, technologii, usług publicznych i budowie społeczeństwa opartego na wiedzy. Kluczowe rozwiązania zostały już uwzględnione w nowym modelu ewaluacji jakości działalności naukowej.

Rekomendacje są efektem współpracy przedsiębiorców, założycieli i menedżerów firm deep tech, naukowców z doświadczeniem zarządczym oraz liderów instytucji nauki. W przygotowanie projektu zmian dotyczących współpracy nauki i biznesu zaangażowani byli również eksperci transferu technologii, specjaliści ds. przedsiębiorczości akademickiej i finansowania innowacji oraz przedstawiciele środowiska akademickiego.

Główny wniosek z naszych prac jest taki, że potrzebujemy dzisiaj w Polsce przejścia od systemu wytwarzania wiedzy, bo wytwarzanie wiedzy jest już naszą mocną stroną, do systemu współtworzenia technologii i wpływu społeczno-gospodarczego – mówi Natalia Osica, przewodnicząca zespołu doradczego ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych. – Tu kluczem jest słowo „współtworzenie”, bo my uważamy, że naukowcy sami tego nie zrobią, potrzebują zaangażowania wszystkich stron.

Transfer wiedzy zależy od silnych uczelni

Środowisko akademickie podkreśla, że skuteczny transfer wiedzy i technologii zależy od silnych uczelni, stabilnego finansowania badań oraz mechanizmów premiujących realny wpływ badań na rozwój społeczno-gospodarczy.

Polskie uczelnie są gotowe do aktywnego udziału w budowaniu gospodarki opartej na wiedzy. Warunkiem powodzenia jest jednak system, który wzmacnia jakość badań, wspiera naukowców w ścieżce wdrożeniowej i pozwala uczelniom działać jako równorzędni partnerzy administracji, biznesu i inwestorów – zaznacza prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Trzy filary i dziewięć rekomendacji

Agenda na rzecz współpracy nauki i biznesu obejmuje 9 rekomendacji operacyjnych pogrupowanych w trzy filary: gotowość środowiska akademickiego do przekładania wiedzy na wartość społeczno-gospodarczą, budowę bezpiecznego i przewidywalnego systemu transferu wiedzy i technologii oraz zintegrowany proces rozwoju badań w kierunku wdrożeń.

Wśród najważniejszych propozycji znalazły się m.in.: rozwój przedsiębiorczości akademickiej, powiązanie ewaluacji działalności naukowej z efektami wdrożeniowymi, uproszczenie zasad komercjalizacji własności intelektualnej, wsparcie dla akademickich spółek spin-off oraz uporządkowanie finansowania badań
i technologii w jeden cykl – od wyników badań do wdrożenia.

Kluczowe rozwiązania zespołu stały się fundamentem nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej, który trafi pod obrady rządu już w czerwcu – zapowiada prof. Maria Mrówczyńska, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Nie tylko finansowanie

Autorzy rekomendacji wskazują, że problemem polskiego systemu jest nie tylko poziom finansowania nauki, lecz także brak spójnej architektury przejścia od badań do praktyki. Wyniki badań zbyt często nie przechodzą kolejnych etapów tworzenia wartości – od proof of concept po wdrożenie, licencję albo spółkę technologiczną.

Wśród najważniejszych propozycji znalazły się trzy inicjatywy ponadresortowe: Science to Market – mechanizm zapewniający ciągłość finansowania od wyników badań do wdrożenia, budowa globalnie konkurencyjnego ośrodka badawczego oraz DeepTech Starter – mechanizm inkubacji i inwestycji zalążkowych dla spin-offów uczelnianych.

Rekomendacje obejmują także standaryzację zasad transferu wiedzy i technologii, uproszczenie zasad komercjalizacji własności intelektualnej oraz stworzenie systemu monitorowania danych dotyczących transferu technologii.

Potrzeba przewidywalnych warunków

Uczelnie potrzebują stabilnych i przewidywalnych warunków działania. Jeżeli chcemy, aby badania prowadzone w Polsce częściej stawały się podstawą nowych technologii, firm i polityk publicznych, musimy zapewnić naukowcom bezpieczne ścieżki rozwoju, jasne zasady komercjalizacji oraz wsparcie instytucjonalne na kolejnych etapach pracy nad wdrożeniem – podkreśla prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Ważnym elementem rekomendacji jest także mechanizm budowania prestiżu dla działań naukowców
i instytucji rozwijających gospodarkę i społeczeństwo oparte na wiedzy. Ma temu służyć Science Impact Poland, obejmujący m.in. nagrody, grant dla najbardziej wpływowego podmiotu oraz rozwój społeczności liderów współpracy nauki z otoczeniem społeczno-gospodarczym.

Nie jesteśmy małą wyspą, która jest odizolowana. Ten świat już nie istnieje. Geopolityka powoduje, że my tak naprawdę nie możemy patrzeć tylko i wyłącznie na nasze własne podwórko, również od strony tego, jak biznes współpracuje z nauką. I tutaj ważne jest to, żebyśmy bardzo szybko wyciągali te wnioski, żebyśmy nie czekali kolejnych 20 lat, bo za 20 lat po prostu będzie za późno – mówi Michał Spoczyński, członek zarządu Pracodawców RP.

Transfer wymaga współpracy

Autorzy rekomendacji podkreślają, że skuteczny transfer wiedzy i technologii wymaga współodpowiedzialności uczelni, administracji publicznej, instytucji finansujących oraz partnerów gospodarczych.

Zbudowaliśmy most, ale żeby ten most, który zbudowaliśmy naszym raportem, zadziałał, potrzebna jest też podaż i popyt – wskazuje Natalia Osica, przewodnicząca zespołu doradczego ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych.

Autorzy rekomendacji są zgodni, że konieczne jest zarówno większe zainteresowanie biznesu współpracą
z nauką, jak i dalsze działania państwa wspierające rozwój badań i wdrożeń.

Stawką jest nie tylko liczba wdrożeń czy patentów. Stawką jest to, czy Polska będzie potrafiła organizować wiedzę jako jedno z głównych źródeł swojego rozwoju. Uczelnie powinny być ważnym uczestnikiem tego procesu – jako miejsca prowadzenia badań, kształcenia kadr i tworzenia rozwiązań potrzebnych gospodarce i społeczeństwu – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska, szefowa KRASP.

Red Square Games S.A. podsumowuje I kwartał 2026 r.

Red Square Games S.A. – notowana na rynku NewConnect spółka gamedev, podsumowuje I kwartał 2026 r. Spółka dynamicznie rozwija kluczowe projekty, w tym Twilight Imperium Digital, które przekroczyło poziom 80 tys. zapisów na wishliście Steam, plasując tytuł na 582. miejscu w rankingu Top Wishlisted Steam. Równolegle firma konsekwentnie rozbudowuje portfolio gier planszowych, które wzrosło do 11 tytułów i pozostaje jednym z kluczowych filarów jej działalności.

I kwartał 2026 r. był dla nas okresem dalszej realizacji przyjętej strategii rozwoju opartej na dwóch filarach: produkcji gier cyfrowych i rozwoju portfolio gier planszowych. Szczególnie istotny jest dla nas postęp prac nad grą Twilight Imperium Digital, która generuje rosnące zainteresowanie społeczności graczy, co potwierdza przekroczenie poziomu 80 tys. zapisów na wishliście Steam i buduje solidny pipeline na kolejne okresy – mówi Krzysztof Wolicki, prezes zarządu Red Square Games S.A.

Twilight Imperium Digital to wierna, cyfrowa adaptacja kultowej gry planszowej, zachowująca jej złożoność, głębię strategiczną oraz klimat galaktycznego konfliktu i intryg politycznych. Tytuł pozostaje jednym z kluczowych projektów spółki i buduje długoterminowy potencjał jej wzrostu.

Kolejnym ważnym wydarzeniem minionego kwartału było ukończenie przez zespół gry Sancticide realizowanej na zlecenie Sylen Studio, która trafiła do graczy 11 marca br. Tytuł inspirowany twórczością pisarza Michała Gołkowskiego przenosi użytkowników do mrocznego świata biblijnej apokalipsy. Premiera wersji 1.0 stanowi ważny etap komercjalizacji produkcji.

Poza grami cyfrowymi Red Square Games S.A. w I kwartale 2026 r. skupiała się na rozwoju portfolio wydawniczego gier planszowych, które obejmuje już 11 projektów. Wśród rozwijanych i licencjonowanych tytułów znajdują się m.in. Blooming Sea, Orbita, Under the Leaves, Cereal Killer oraz kolejne produkcje znajdujące się na różnych etapach przygotowań do premiery.

Rozwój naszego portfolio gier planszowych pokazuje, jak istotnym i perspektywicznym obszarem działalności stał się ten segment. Systematyczne zwiększanie liczby projektów oraz współpraca z partnerami z Korei Południowej, Kanady, Chile oraz Hiszpanii pozwalają nam budować skalowalny katalog wydawniczy i wzmacniać naszą pozycję na rynkach międzynarodowych – dodaje Krzysztof Wolicki.

Obecnie spółka przygotowuje się do premiery gry planszowej Artistry (Kunszt), zaplanowanej na 27 maja 2026 r. Tytuł osadzony jest w klimacie inspirowanym secesją i pozwoli graczom wcielić się w początkujących artystów rywalizujących o uznanie oraz budujących swoją pozycję w świecie sztuki.

W I kwartale 2026 r. Red Square Games S.A. wypracowała 571,3 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży oraz 43,6 tys. zł zysku netto, przy jednoczesnej istotnej poprawie efektywności operacyjnej i redukcji kosztów działalności o 37,6% r/r do poziomu 527,2 tys. zł. W marcu 2026 r. spółka pozyskała 1 mln zł finansowania w ramach emisji akcji serii I, co wzmacnia jej sytuację płynnościową i wspiera dalszy rozwój projektów. Na koniec okresu suma bilansowa wyniosła 2,18 mln zł wobec 1,99 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 9,3% r/r, a kapitały własne ukształtowały się na poziomie 1,47 mln zł.

Red Square Games S.A. konsekwentnie realizuje przyjętą strategię opartą na dywersyfikacji działalności, rozwoju własnych IP oraz budowie międzynarodowego portfolio wydawniczego. Zarząd podkreśla, że spółka znajduje się w fazie intensywnego rozwoju, a realizowane projekty – zarówno w segmencie gier cyfrowych, jak i planszowych – budują podstawy wzrostu skali działalności w kolejnych okresach, przy czym pełna komercjalizacja kluczowych tytułów planowana jest na lata 2026–2027.

Green Lanes przechodzi od inwestycji do komercjalizacji. Strumber® wchodzi w fazę rozruchu

Spółka Green Lanes opublikowała raport za I kwartał 2026 roku. Dla Grupy był to okres kontynuacji działań związanych z ukończeniem głównego etapu strategicznej inwestycji a następnie uruchomieniem rozruchu pierwszego na świecie zakładu produkującego Strumber®, dalszym skalowaniem zaplecza operacyjnego oraz wzmacnianiem fundamentów finansowych pod rozwój działalności komercyjnej. Równolegle Spółka koncentrowała się na finalizacji procesów organizacyjnych i inwestycyjnych, rozwijaniu relacji z partnerami przemysłowymi i handlowymi.

– Pierwszy kwartał 2026 roku był dla nas naturalną kontynuacją intensywnych działań inwestycyjnych realizowanych w poprzednich okresach. Koncentrowaliśmy się przede wszystkim na sprawnym uruchomieniu rozruchu produkcji Strumber® oraz dalszym przygotowaniu organizacji do przejścia w etap działalności komercyjnej. Rozpoczęcie rozruchu pierwszej na świecie linii produkcyjnej Strumber® to przejście z etapu inwestycji i przygotowań technologicznych do pracy na docelowej instalacji przemysłowej. Aktualnie koncentrujemy się na ostatecznej kalibracji parametrów produktu komercyjnego, tak aby zapewnić powtarzalność jakości, stabilność procesu i zgodność materiału z wymaganiami odbiorców. W kolejnych tygodniach będziemy konsekwentnie zwiększać wolumeny produkcji, równolegle dopracowując ustawienia linii i towarzyszące procesy operacyjne – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A.

W I kwartale 2026 roku Green Lanes kontynuował działania związane z uruchomieniem zakładu produkcyjnego w Tarnawatce Tartak. Grupa prowadziła dalsze prace w zakresie infrastruktury technologicznej oraz procesów operacyjnych niezbędnych do osiągnięcia docelowej wydajności produkcyjnej. W I kwartale br. zakończono ostatni etap inwestycji obejmujący budowę kotłowni oraz instalację kotła parowego, co umożliwiło przejście do fazy rozruchu produkcji Strumber®. Jednocześnie Grupa podjęła decyzję o dalszym rozwoju zdolności produkcyjnych zakładu w Tarnawatce poprzez rozbudowę infrastruktury o linię do produkcji płyt warstwowych na bazie Strumber® – dostawa i instalacja linii planowana jest na przełom II i III kwartału 2026 roku.

Równolegle Spółka zapewniła finansowanie dalszego rozwoju, pozyskując w I kwartale 2026 roku 9 mln zł brutto. Dzięki tej rundzie Green Lanes wzmocnił swoją pozycję kapitałową i zabezpieczył środki na kontynuację uzupełniających inwestycji, rozwój infrastruktury wspierającej oraz skalowanie działalności produkcyjnej i handlowej.

Konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię rozwoju i wzmacniamy fundamenty organizacyjne oraz finansowe Grupy. Przeprowadzenie z sukcesem emisji akcji i pozyskanie 9 mln zł potwierdza zaufanie inwestorów do naszego modelu biznesowego i kierunku rozwoju Green Lanes. Szczególnie cieszy nas dołączenie do grona akcjonariuszy kolejnego inwestora instytucjonalnego – TFI PZU – co dodatkowo wzmacnia naszą pozycję i potencjał dalszego wzrostu. Obok działań operacyjnych nakierowanych na doskonalenie procesów produkcyjnych i komercjalizację Strumber®, realizujemy także zapowiedziane uproszczenie struktury organizacyjnej Grupy Green Lanes – ostatni etap zakończymy w 2026 r., co dalej przełoży się na zwiększenie efektywności zarządzania i dyscyplinę kosztową mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel, akcjonariusz i Wiceprezes Zarządu Green Lanes S.A.

Strumber® to innowacyjna tarcica wytwarzana z roślin jednorocznych, stanowiąca alternatywę dla wysokogatunkowego drewna liściastego. Materiał został opracowany jako odpowiedź na rosnące wyzwania związane z dostępnością drewna oraz potrzebą wdrażania bardziej zrównoważonych rozwiązań materiałowych dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Co istotne, do produkcji Strumber® nie zostaje ścięte ani jedno drzewo.

W I kwartale 2026 roku Grupa kontynuowała działania związane z komercjalizacją produktów Strumber® oraz rozwojem współpracy z partnerami branżowymi w kraju i za granicą. Green Lanes rozwija relacje zarówno z producentami mebli i komponentów drewnianych, jak i dystrybutorami materiałów dla przemysłu meblarskiego. Dotychczas Spółka zawarła umowy o współpracy i przedwstępne umowy sprzedaży m.in. z Vank Sp. z o.o. – renomowanym producentem mebli biurowych i systemów akustycznych, Grupą Drewmet – producentem obłogów i lameli drewnianych – oraz ogólnopolskim dystrybutorem materiałów dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Natomiast pod koniec stycznia 2026 roku Green Lanes podpisał pierwszą zagraniczną umowę handlową z hiszpańską firmą ExperMuebles Mateusz Szymczyk.

Green Lanes pozostawał aktywny również w obszarze działalności B+R. W I kwartale 2026 roku Grupa podpisała umowę z PARP dotyczącą dofinansowania projektu „Opracowanie technologii wytwarzania kompozytu Gramber z surowców potartacznych oraz łodyg roślin jednorocznych”. Wartość projektu wynosi ok. 5,2 mln zł, z czego ok. 3,8 mln zł stanowi dofinansowanie. Działania te wpisują się w długoterminową strategię budowy przewag technologicznych oraz rozwoju portfolio nowoczesnych materiałów ekologicznych.

W 2026 roku Grupa kontynuowała również proces reorganizacji i upraszczania struktury kapitałowej. Ukończony został proces połączenia Green Lanes S.A. z dwoma spółkami zależnymi, tj. Green Lanes Farming sp. z o.o. i Green Lanes Proteins sp. z o.o. Aktualnie w skład Grupy wchodzi Green Lanes S.A. jako spółka dominująca oraz spółka zależna The True Green S.A., której połączenie z Green Lanes S.A. zaplanowane jest do końca 2026 r. Uproszczenie struktury organizacyjnej pozytywnie wpływa na efektywność zarządzania, ograniczenie kosztów administracyjnych oraz uproszczenie procesów operacyjnych i nadzorczych w Grupie.

Wyniki finansowe Grupy za I kwartał 2026 roku odzwierciedlają aktualny etap rozwoju Spółki, skoncentrowany na inwestycjach, rozruchu produkcji oraz przygotowaniu do rozpoczęcia działalności komercyjnej. Wchodząc w kolejne kwartały 2026 roku Green Lanes koncentruje się na zakończeniu fazy rozruchowej, rozpoczęciu sprzedaży Strumber® na skalę komercyjną oraz dalszym zwiększaniu efektywności operacyjnej. Priorytetem Grupy pozostaje dalsze skalowanie działalności, rozwój relacji handlowych oraz budowa pozycji Strumber® jako nowoczesnej i zrównoważonej alternatywy dla drewna.

W ramach działań wspierających komercjalizację Strumber® oraz budowę rozpoznawalności marki na rynkach krajowych i zagranicznych Green Lanes planuje udział w najważniejszych wydarzeniach branżowych. Spółka będzie obecna podczas Furnitech Expo w Warszawie, które odbędzie się w dniach 26–28 maja 2026 roku, Warsaw Home w Warszawie zaplanowanych na 21–24 października 2026 roku, a także podczas Dutch Design Week w Eindhoven w Holandii, odbywającego się w dniach 17–25 października 2026 roku. Udział w targach stanowi element strategii rozwoju sprzedaży oraz budowy międzynarodowej sieci partnerów handlowych i przemysłowych zainteresowanych wdrażaniem nowoczesnych, ekologicznych materiałów alternatywnych dla drewna.

7Levels z 0,16 mln zł zysku w I kw. 2026 r.

Ponad 0,6 mln zł przychodów ze sprzedaży wypracował 7Levels w pierwszym kwartale 2026 r. Zysk operacyjny krakowskiego developera wyniósł niespełna 0,16 mln zł.

– I kwartał był zdecydowanie najspokojniejszym, jeśli chodzi o premiery planowane na ten rok. Mimo tego wypracowaliśmy satysfakcjonujące wyniki. Na nasze przychody złożyło się kilkanaście tytułów wydanych na przestrzeni lat, co jest świetnym dowodem na to, że strategia przez nas obrana jest skuteczna – w okresach bez premier, zabezpieczamy kontynuowanie projektów w produkcji. Warto również odnotować spadek kosztów własnych o około ¼, co jest efektem konsekwentnych działań ukierunkowanych na optymalizację kosztów oraz bardziej efektywne zarządzanie zasobami – tłumaczy Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels

W I kwartale spółka wprowadziła do sprzedaży wydania pudełkowe Castle of Heart: Retold na PlayStation 5 i Nintendo Switch oraz Warplanes Bundle na tych samych platformach. Jednocześnie spółka pracowała nad premierami Kong: Survivor Instinct na Epic Games Store (PC) oraz Football Cup 2026 na Nintendo Switch. Oba tytuły zadebiutowały w kwietniu i będą miały wpływ na wyniki kolejnych okresów. W przypadku Kong: Survivor Instinct, 7Levels jeszcze w tym roku planuje premierę na platformie Nintendo Switch. Według krakowskiego wydawcy, debiut na tej platformie nastąpić do końca III kwartału 2026 roku.

Równolegle studio prowadzi prace nad nowymi, autorskimi projektami. Szczegóły dotyczące ich rozwoju Spółka będzie starała się sukcesywnie przekazywać w raportach bieżących. Część z nowych gier może powstać we współpracy z podmiotami zewnętrznymi w celu optymalizacji kosztów i skrócenia cyklu produkcyjnego.

Polski rząd pod cyberostrzałem. Blisko 3000 ataków tygodniowo na instytucje publiczne

Polskie instytucje rządowe znów na czele europejskiej listy cyberataków. W ciągu zaledwie tygodnia cyberprzestępcy dokonują blisko 3000 prób ataku na polski rząd i instytucje publiczne – wynika z najnowszego raportu Check Point Research, która analizuje zagrożenia państw na całym świecie. Polska, obok Włoch i Hiszpanii znajduje się w czołówce europejskiej listy najbardziej zagrożonych państw atakami na rządowe instytucje.

Państwo Liczba ataków na instytucje rządowe
Włochy 5475
Hiszpania 3260
Polska 2916
Czechy 2745
Francja 2527
Austria 2399
Holandia 1233

 

Co ciekawe, liczba ataków na polskie instytucje rządowe jest o 80 proc. większa niż drugi najbardziej zagrożony sektor finansów (1795) czy sektor energetyczny i użyteczności publicznej (1662). Polska administracja musi odpierać więcej ataków (2916) niż wynosi średnia dla instytucji rządowych na świecie (2795). W ciągu roku liczba ataków wzrosła średnio o 18%, a od połowy ubiegłego roku nawet o 40%.

Ryzyko i intensywność ataków cybernetycznych rosną od wielu miesięcy. Podczas gdy w połowie 2025 roku zanotowaliśmy 2000 ataków na sektor rządowy to obecnie mamy ich już o 40% więcej. Polskie instytucje rządowe odpierają blisko 3000 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2745), Francji (2527) czy Austrii (2399) – podkreśla Krzysztof Nierodka, menedżer w polskim oddziale Check Point Software Technologies.Polska wśród najbardziej atakowanych rządów w Europie Polska wśród najbardziej atakowanych rządów w Europie

Jak wynika z obserwacji Check Point Research, liczba ataków na instytucje rządowe rośnie nie tylko w Polsce – praktycznie w każdym z analizowanych państw hakerzy zwiększyli intensywność swoich działań, co wiąże się ze wzrostem ryzyka. Polska – ze względu na znaczenie geopolityczne oraz czynny udział w realizacji europejskiej strategii NATO – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych.

Potwierdzają to dane polskiego rządu, według których w 2025 roku Polska odnotowała rekordową liczbę cyberataków — o ponad 140% więcej niż w 2024 roku. Z 682 tys. zgłoszonych przypadków zespoły reagowania obsłużyły 273 tys. incydentów. – Rok 2025 był rekordowy pod względem ataków i incydentów, które spadły na Polskę, których Polska doświadczyła. Cyfrowa wojna, która w Polsce i z Polską toczona przez inne państwa trwa, jest coraz bardziej widoczna w faktach – informował w połowie kwietnia br. wicepremier Krzysztof Gawkowski. Liczba incydentów obsłużonych przez zespół przy Ministerstwie Obrony wzrosła o prawie 70% rok do roku.

W obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych cyberataki nie mogą być traktowane wyłącznie jako problem techniczny, lecz jako istotny komponent działań hybrydowych, ukierunkowanych na destabilizację państwa oraz erozję jego odporności instytucjonalnej i społecznej. Wymaga to systemowego podejścia do cyberbezpieczeństwa, obejmującego zarówno wzmocnienie zdolności prewencyjnych i reagowania, jak i budowanie świadomości oraz odporności na poziomie całego społeczeństwa – zauważa Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

OPINIA EKSPERTA

– Polska, ze względu na swoje położenie geograficzne w Europie Wschodniej oraz szerszy kontekst bezpieczeństwa regionalnego, pozostaje w centrum zainteresowania zaawansowanych, powiązanych z państwami grup odpowiedzialnych za ataki cybernetyczne. Podmioty te prowadzą zarówno działania dezinformacyjne, jak i operacje cybernetyczne z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania służącego do pozyskiwania informacji wywiadowczych, a w niektórych przypadkach także do potencjalnego zakłócania działania systemów. Do najbardziej znanych grup związanych z tego typu aktywnością należą Sandworm, APT29 oraz APT28 – Sergey Shykevich, Check Point Threat Intelligence Unit Manager

Europa na celowniku hakerów

Europa jako jeden z najbogatszych i najbardziej cyfrowo połączonych regionów świata, staje się coraz atrakcyjniejszym celem dla cyberprzestępców dążących do zysków finansowych i wpływu, co w połączeniu z rozbudowaną infrastrukturą cyfrową i znaczeniem gospodarczym przekłada się na rosnącą skalę zagrożeń. W marcu 2026 roku cyberatak uderzył w infrastrukturę chmurową wykorzystywaną przez Komisję Europejską do obsługi platformy Europa.eu — kluczowego ekosystemu, na którym funkcjonują strony Komisji, Parlamentu Europejskiego, Rady UE i innych instytucji unijnych.

To zdarzenie wpisuje się w szerszy trend: Jak wynika z raportu ENISA 2026 administracja publiczna pozostaje najbardziej atakowanym sektorem w UE, odpowiadając za około 38,5% wszystkich incydentów. Choć zdecydowaną większość stanowią stosunkowo mało dotkliwe ataki typu DDoS (aż 94,8%), coraz większym problemem staje się ransomware, które szczególnie dotyka samorządy i lokalne instytucje, narażając je na poważne zakłócenia działania i straty finansowe.

Szczególne obawy budzą działania grup powiązanych z Rosją — jak wskazał szwedzki minister obrony cywilnej Carl-Oskar Bohlin, ich metody ewoluują od prostych ataków typu DDoS w kierunku bardziej destrukcyjnych operacji wymierzonych w europejskie organizacje. Przykładem jest próba poważnego ataku na polską sieć energetyczną w grudniu 2025 roku, przypisywana grupie związanej z rosyjskim wywiadem, a także szeroko zakrojona kampania grupy Fancy Bear, która wykorzystywała słabo zabezpieczone routery Wi-Fi do pozyskiwania haseł, e-maili i wrażliwych danych z instytucji rządowych i wojskowych w Europie oraz Ameryce Północnej.

Skala problemu ma również wymiar ekonomiczny — według Światowego Forum Ekonomicznego cyberprzestępczość stanowi już trzecią największą „gospodarkę” świata po USA i Chinach (World Economic Forum), a globalne wydatki na cyberbezpieczeństwo dynamicznie rosną: rynek ma osiągnąć wartość 424,97 mld dolarów do 2030 roku, przy rocznych wydatkach sięgających 240 mld dolarów już w 2026 roku (Grand View Research, SentinelOne). Jednocześnie firmy przeznaczają średnio około 2 700 dolarów rocznie na jednego pracownika na zabezpieczenia cyfrowe (Deloitte), co pokazuje, że cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów inwestycji we współczesnej gospodarce.

W odpowiedzi na rosnące zagrożenia w Polsce, Ministerstwo Cyfryzacji opracowało Strategię Cyberbezpieczeństwa RP – program wzmacniana m.in. infrastruktury krytycznej (energetyka) oraz sektoru zdrowia. Ponadto wprowadzono nowelizację ustawy o KSC wdrażającą dyrektywę NIS2. Równolegle realizowane są programy wsparcia, a od końca 2025 r. działa portal cyber.gov.pl do zgłaszania incydentów.

Inflacja w kwietniu zgodna z szacunkiem

Kwietniowy finalny odczyt inflacji konsumenckiej wyniósł 3,2 proc. r/r i był zgodny z wcześniejszymi szacunkami. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,6 proc.

Analizując strukturę danych można zauważyć, że w kwietniu większość kategorii w koszyku inflacyjnym odnotowała wzrost cen w relacji miesięcznej. Wyjątkiem był transport, na co w dużej mierze wpłynęło uruchomienie programu osłonowego CPN, obowiązującego od końca marca.

Inflacja nadal pozostaje w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP, wynoszącego 2,5 proc. +/- 1 pkt proc. To istotny argument wspierający ostrożne podejście Rady Polityki Pieniężnej do dalszych decyzji dotyczących stóp procentowych.

Wypowiedzi członków RPP wskazują obecnie na utrzymanie strategii „wait and see”. Coraz wyraźniej widać również, że kluczowe znaczenie dla kolejnych decyzji będzie miała lipcowa projekcja inflacji. Szczególnie istotna będzie ocena tego, w jakim stopniu presja inflacyjna rozlewa się na kolejne obszary gospodarki i czy ma charakter bardziej trwały.

Stopy procentowe znów pójdą w górę? RPP może rozpocząć debatę o podwyżkach już w lipcu

Rynek kontraktów terminowych na stopy procentowe wskazuje na dwie lub trzy podwyżki w tym roku i dojście w 2027 r. do stopy terminowej 4,5%. Wycenia też kiedy RPP zdecyduje się na pierwsze podwyżki. Niektóre banki centralne już podniosły stopy.

Wojna na Bliskim Wschodzie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem doprowadziła do ekstremalnych wzrostów cen ropy naftowej, ropa brent podrożała na kontraktach terminowych w porównaniu do cen z początku roku o 73%. Choć na razie wydaje się, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby twierdzić, że miało to wyraźny wpływ na ograniczenie aktywności konsumenckiej, to w ostatnim wywiadzie dla Bloomberga członek RPP Henryk Wnorowski wskazał, że bardziej obawia się negatywnego wpływu sytuacji na Bliskim Wschodzie na wzrost gospodarczy w Polsce niż podwyższonej inflacji. H.Wnorowski podkreślił, że operujemy w środowisku ogromnej niepewności, a zbyt wczesna decyzja o podwyżce może jeszcze mocniej zaszkodzić gospodarce.

Prof. Glapiński zasugerował na ostatnim posiedzeniu RPP, iż rozważania na temat podwyżek stóp procentowych pojawiły się w trakcie ostatnich dyskusji. Inni członkowie RPP, jak Przemysław Litwiniuk oraz Ludwik Kotecki, wskazali, że debata na temat podwyżki może rozpocząć się w lipcu. Warto pamiętać, że będziemy wtedy już po czerwcowej decyzji EBC, która potencjalnie może przynieść pierwszy ruch wśród kluczowych banków centralnych na świecie, choć z drugiej strony warto wspomnieć, że podwyżki miały już miejsce w Australii czy Norwegii.

Kluczowe dla dalszych decyzji RPP będą projekcje inflacyjne. Jeśli te wskażą, że inflacja do końca tego roku będzie znacząco odbiegać od celu inflacyjnego, szanse na podwyżki wyraźnie wzrosną. Rynek w zasadzie cały czas widzi dość duży potencjał na podwyżki, choć oczekiwania co do ich liczby minimalnie spadły.

– Rynek kontraktów terminowych na stopy wskazuje na dwie lub trzy podwyżki w tym roku, a w mojej opinii wydaje się to nadmierne – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Jóźwiak, analityk rynków finansowych w XTB. – Z wypowiedzi prezesa NBP wynika też, że poprzeczka dla podwyżek zawieszona jest wysoko. Kluczowe będą nie obecne podwyżki cen ropy, ale efekty drugiej rundy, czyli inflacja wynikająca z czynników popytowych, a nie podażowych, związana z wyższą konsumpcją związaną z wyższymi oczekiwaniami płacowymi z powodu wzrostu inflacji.

Rynek przewiduje też dojście w przyszłym roku do stopy terminowej na poziomie 4,5%. Jednocześnie w trzech najbliższych miesięcy rynek nie widzi raczej szans na podwyżki.

Lipcowe posiedzenie RPP będzie kluczowe. Wtedy poznamy najnowsze projekcje inflacyjne i będziemy już po czerwcowym posiedzeniu EBC, podczas którego wskazuje się na 80% prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych. Z drugiej strony, w perspektywie jednego miesiąca może nie zmienić się zbyt wiele, a bank centralny w dalszym ciągu nie będzie miał wystarczającej ilości informacji na temat tego, jak będzie kształtować się inflacja w okresie niepewności związanej z wojną na Bliskim Wschodzie.

Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, co utrzymuje ceny ropy naftowej na wysokich poziomach i grozi nie tylko pozostawieniem inflacji na podwyższonym poziomie, ale również jej dalszymi wzrostami. W środowisku wysokich cen konsumenckich banki centralne zastanawiają się nad dalszymi ruchami. Część z nich zdecydowała się na podwyżki, tak jak miało to miejsce w przypadku Banku Rezerw Australii czy Norges Banku.

– Z największym prawdopodobieństwem dwa europejskie banki będą podnosić stopy procentowe, to EBC oraz Bank Anglii – ocenia ekspert XTB. – Dla obu tych banków fundamentalne są ceny surowców energetycznych oraz jakie będzie ich przełożenie w przyszłości.

Jednak obecna sytuacja znacznie różni się od tego, co obserwowaliśmy w latach 2021–2022 i można zastanawiać się czy podwyżki stóp procentowych ze strony takich banków centralnych jak EBC, Fed czy nawet NBP mają sens.

Inwestorzy na świecie przede wszystkim zastanawiają się co zrobi Fed, tym bardziej że będzie obradował już z nowym przewodniczącym.

– Rynki zbliżają się do wyceny podwyżek stóp procentowych przez Fed, niemal wykluczając obniżkę, ale to sytuacja geopolityczna wciąż będzie rozdawać karty – wyjaśnia M.Jóźwiak z XTB. – O ile w przypadku banków europejskich należy się spodziewać przede wszystkim w tym roku, to w przypadku Fed decyzje mogą przenieść się na przyszły rok.

Rynek tłumaczeń wchodzi w erę AI. Przetrwają specjaliści, audytorzy i tłumacze przysięgli

Sztuczna inteligencja stała się jednym z najważniejszych czynników zmieniających rynek tłumaczeń. Nie oznacza to jednak prostego końca zawodu tłumacza. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz głębokiej przebudowy branży: część prostych zleceń zostanie przejęta przez narzędzia automatyczne, a większą wartość zyskają specjalizacje wymagające odpowiedzialności, wiedzy eksperckiej i kontroli jakości.

Z analizy opublikowanej przez Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl wynika, że globalny rynek usług językowych w 2025 roku nadal rośnie, ale jednocześnie zmienia się jego struktura. Według szerokich szacunków jego wartość może wynosić około 71–72 mld USD, natomiast węższe ujęcia, takie jak raport Slatora, wskazują na około 31,7 mld USD. Różnica wynika z odmiennego zakresu rynku: jedne opracowania wliczają tłumaczenia pisemne, ustne, lokalizację, napisy, dubbing i technologie językowe, inne obejmują tylko część tych usług. (Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl)

Rynek rośnie, ale tradycyjne tłumaczenia tanieją

Największy paradoks obecnej zmiany polega na tym, że świat tłumaczy coraz więcej treści, ale niekoniecznie płaci więcej klasycznym tłumaczom. Automatyzacja sprawia, że koszt pierwszej wersji przekładu spada. Klient, który jeszcze kilka lat temu zamawiał tłumaczenie od podstaw, dziś coraz częściej przychodzi z tekstem wygenerowanym przez system AI i oczekuje jedynie weryfikacji.

W praktyce oznacza to przesunięcie wartości z samego przekładu na kontrolę jakości. Tłumacz coraz częściej staje się redaktorem, postedytorem, audytorem językowym i specjalistą od ryzyka. Jego zadaniem nie jest już tylko przełożenie zdań z jednego języka na drugi, ale ocena, czy tekst jest poprawny terminologicznie, prawnie, kulturowo i biznesowo.

Według przywoływanej analizy Europa pozostaje jednym z kluczowych rynków usług językowych, przede wszystkim ze względu na wielojęzyczność Unii Europejskiej, dużą liczbę firm międzynarodowych i rozbudowany obrót dokumentami prawnymi, urzędowymi, technicznymi oraz finansowymi. Polski rynek jest natomiast silnie rozdrobniony: działa na nim około 1,5 tys. profesjonalnych biur tłumaczeń, około 11 tys. tłumaczy przysięgłych oraz znaczna grupa freelancerów. (Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl)

Które tłumaczenia są najbardziej zagrożone?

Największą presję odczuwają segmenty, w których tekst jest powtarzalny, prosty i mało ryzykowny. Dotyczy to przede wszystkim tłumaczeń ogólnych, opisów produktów, prostych dokumentów firmowych, FAQ, e-maili biznesowych czy podstawowej lokalizacji interfejsów. W takich przypadkach AI często generuje tekst wystarczająco dobry do szybkiego użytku wewnętrznego.

Wysokie ryzyko dotyczy również części tłumaczeń technicznych, zwłaszcza wtedy, gdy terminologia jest ustandaryzowana, a dokumentacja ma powtarzalną strukturę. Podobny proces widać w napisach i tłumaczeniach audiowizualnych, gdzie systemy automatyczne coraz częściej przygotowują pierwszy szkic napisów, a człowiek poprawia błędy.

Znacznie odporniejsze pozostają tłumaczenia prawne, medyczne, farmaceutyczne, kliniczne, literackie, przysięgłe oraz konferencyjne. W tych obszarach błąd może mieć konsekwencje prawne, finansowe, zdrowotne lub reputacyjne. Im wyższy koszt pomyłki, tym większa wartość człowieka w procesie tłumaczeniowym.

Postedycja staje się nowym standardem

Jednym z najważniejszych zjawisk jest rozwój postedycji tłumaczeń maszynowych, czyli MTPE. Polega ona na tym, że pierwszy przekład przygotowuje system, a następnie tłumacz sprawdza tekst, poprawia błędy i doprowadza go do jakości wymaganej przez klienta.

Problem polega na tym, że postedycja nie zawsze jest prostsza niż tłumaczenie od podstaw. Przy tekstach specjalistycznych, medycznych, prawnych lub kreatywnych sprawdzanie błędów AI bywa czasochłonne, ponieważ tekst maszynowy może wyglądać poprawnie, ale zawierać subtelne błędy znaczeniowe. Dlatego oczekiwanie dużych rabatów tylko dlatego, że użyto narzędzia AI, coraz częściej spotyka się ze sprzeciwem tłumaczy.

W analizie 123tlumacz.pl wskazano, że typowe stawki za postedycję są niższe niż za klasyczne tłumaczenia, ale różnica nie zawsze odpowiada realnemu nakładowi pracy. To jeden z głównych punktów napięcia między klientami, biurami tłumaczeń i freelancerami. (Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl)

Ilu tłumaczy może wypaść z rynku?

Nie da się wiarygodnie wskazać jednej liczby osób, które stracą pracę do 2030 roku. Zawód tłumacza obejmuje wiele specjalizacji, a dane o freelancerach są niepełne. Część osób formalnie nie straci pracy, ale utraci znaczną część zleceń lub będzie zmuszona do zmiany profilu zawodowego.

Można jednak mówić o trzech scenariuszach. W wariancie ostrożnym 20–30% tłumaczy może stracić znaczną część zleceń lub wyjść z zawodu. W scenariuszu umiarkowanym problem może dotyczyć 40–55% osób pracujących głównie w segmencie tłumaczeń ogólnych. W wariancie pesymistycznym presja AI mogłaby doprowadzić do odpływu nawet 60–75% tłumaczy z najbardziej podatnych segmentów rynku.

Najbardziej narażeni są tłumacze ogólni, osoby wykonujące proste tłumaczenia techniczne oraz freelancerzy bez wyraźnej specjalizacji. Najlepsze perspektywy mają natomiast tłumacze medyczni, farmaceutyczni, prawniczy, przysięgli, literaccy, konferencyjni oraz specjaliści od rzadkich par językowych.

Kto przetrwa zmianę?

Największe szanse będą mieli tłumacze, którzy potrafią połączyć kompetencje językowe z wiedzą branżową. Sama znajomość języka przestaje być wystarczającym wyróżnikiem, ponieważ pierwszy szkic tekstu może dziś przygotować narzędzie automatyczne. Wartością staje się umiejętność rozpoznania, czy ten szkic jest bezpieczny, zgodny z terminologią i odpowiedni dla konkretnego kontekstu.

Do najbardziej przyszłościowych specjalizacji należą tłumaczenia dla life sciences, badań klinicznych, farmacji, prawa, finansów, energetyki, technologii, administracji publicznej i dokumentacji technicznej związanej z bezpieczeństwem produktu. Rosnąć będzie również znaczenie audytu tłumaczeń AI, kontroli jakości, zarządzania terminologią oraz walidacji tekstów generowanych automatycznie.

Nowe role zawodowe mogą obejmować postedytora, audytora tłumaczeń AI, konsultanta terminologicznego, specjalistę Language QA, lokalizatora kulturowego czy eksperta od wdrażania narzędzi językowych w firmach. To nadal będą zawody językowe, ale mniej oparte na mechanicznym przekładzie, a bardziej na wiedzy, ocenie i odpowiedzialności.

Biura tłumaczeń także muszą zmienić model działania

Zmiana dotyczy nie tylko freelancerów. Biura tłumaczeń, które działały głównie jako pośrednicy między klientem a tłumaczem, mogą stracić część przewagi. Klienci korporacyjni coraz częściej będą wdrażać własne systemy AI albo korzystać z platform typu Translation as a Service.

Przetrwają przede wszystkim te biura, które zaoferują wartość dodaną: specjalizację, bezpieczeństwo danych, zgodność z procedurami, kontrolę jakości, audyt, obsługę dużych projektów i odpowiedzialność za proces. Szczególnie ważne będą sektory regulowane, w których klient nie może pozwolić sobie na niekontrolowane użycie publicznych narzędzi AI.

Znaczenia nabiorą także systemy TMS, bazy terminologiczne, prywatne modele tłumaczeniowe, automatyzacja zarządzania projektami i dokumentowalna ścieżka kontroli jakości. Biuro tłumaczeń przyszłości będzie bardziej firmą technologiczną i compliance’ową niż tradycyjnym punktem przekazywania plików między klientem a tłumaczem.

Tłumaczenia przysięgłe pozostają bardziej odporne

Szczególnym segmentem są tłumaczenia przysięgłe. Ich odporność na automatyzację wynika nie tylko z trudności językowych, ale przede wszystkim z przepisów prawa. Tłumaczenie poświadczone wymaga osoby posiadającej uprawnienia, podpisu, pieczęci lub odpowiedniego uwierzytelnienia elektronicznego.

AI może wspierać pracę tłumacza przysięgłego, ale nie może samodzielnie ponosić odpowiedzialności za dokument. Sądy, urzędy, uczelnie, ZUS, prokuratura czy instytucje publiczne nadal będą wymagały tłumaczeń wykonanych i poświadczonych przez osobę uprawnioną. Dlatego ten segment może zmieniać narzędzia pracy, ale nie zostanie łatwo zastąpiony przez automatyzację.

Cyfryzacja może natomiast zmienić formę uwierzytelnienia. Coraz większą rolę może odgrywać podpis kwalifikowany i elektroniczny obieg dokumentów. Nie oznacza to jednak zniesienia wymogu odpowiedzialności zawodowej tłumacza.

Lata 2025–2030 będą okresem selekcji

Najbliższe lata prawdopodobnie przyniosą podział rynku na dwa światy. Pierwszy to segment masowy, niskomarżowy, oparty na automatyzacji, szybkiej realizacji i ograniczonej ingerencji człowieka. Drugi to segment premium, w którym liczy się specjalizacja, odpowiedzialność, bezpieczeństwo danych i jakość.

W 2025 roku branża weszła w fazę przyspieszonej transformacji. W 2026 roku presja na tłumaczy ogólnych i małe biura bez specjalizacji będzie rosnąć. W kolejnych latach coraz wyraźniejszy stanie się podział między usługami prostymi, obsługiwanymi przez AI, a usługami eksperckimi, w których człowiek nadal pozostanie kluczowy.

Do 2030 roku klasyczne tłumaczenie od podstaw może stać się usługą bardziej niszową, zarezerwowaną dla tekstów wymagających wysokiej jakości, kreatywności, odpowiedzialności lub szczególnej wiedzy. Nie oznacza to końca zawodu, ale oznacza koniec dawnego modelu pracy.

Wnioski dla tłumaczy i klientów

Dla tłumaczy najważniejszy wniosek jest prosty: nie warto konkurować z AI w obszarach, w których technologia jest szybka, tania i wystarczająca. Znacznie rozsądniejszą strategią jest rozwijanie specjalizacji, znajomości branży, kompetencji technologicznych i umiejętności kontroli jakości.

Dla klientów oznacza to konieczność większej świadomości. AI może być użytecznym narzędziem, ale nie każde tłumaczenie nadaje się do automatyzacji. W dokumentach prawnych, medycznych, technicznych, finansowych czy urzędowych pozornie poprawny tekst może zawierać błąd, którego konsekwencje będą dużo droższe niż profesjonalna weryfikacja.

Rynek tłumaczeń nie znika. Znika natomiast proste przekonanie, że tłumaczenie polega wyłącznie na przełożeniu słów z jednego języka na drugi. W nadchodzących latach przewagę zyskają ci, którzy potrafią połączyć język, technologię, wiedzę ekspercką i odpowiedzialność za efekt końcowy.

Źródło: opracowano na podstawie analizy „Rynek tłumaczeń 2025–2030: kto przetrwa rewolucję AI?” opublikowanej przez Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl. (Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl)

Creotech Quantum ustalił cenę emisyjną akcji serii D na 232 zł

Creotech Quantum, notowana na GPW polska spółka rozwijająca i komercjalizująca technologie kwantowe, ustalił cenę emisyjną akcji serii D w wysokości 232 zł. Spółka emituje 350.000 akcji zwykłych na okaziciela serii D, wielkość oferty wyniesie 81,2 mln zł brutto. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na realizację strategii rozwoju spółki oraz wejście w fazę jej dynamicznego wzrostu, w szczególności poprzez umożliwienie realizacji szerszego zakresu inicjatyw strategicznych, obejmujących potencjalne projekty rozwojowe i inwestycyjne, które mogą pojawiać się w toku jej dalszej działalności. Spółkę w procesie wspiera cc group jako doradca IR i finansowy, a koordynatorem oferty jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.

Z sukcesem zakończyliśmy proces przyspieszonej budowy księgi popytu, który potwierdził bardzo duże zainteresowanie inwestorów naszą ofertą. Osiągnięty, 4,51% poziom premii względem rynku (liczony jako stosunek osiągniętej ceny emisyjnej do średniej ceny ważonej wolumenem obrotu (tzw. VWAP) od momentu debiutu)  pokazuje, że emisja została dobrze przyjęta i odzwierciedla zaufanie do naszej długoterminowej strategii rozwoju. Pozyskane środki z emisji akcji pozwolą nam przyspieszyć realizację kluczowych projektów B+R, rozwój technologii kwantowych oraz dalszą komercjalizację systemów QKD. Jednocześnie wzmocnią nasz potencjał  ekspansji zagranicznej, realizacji potencjalnych przejęć podmiotów komplementarnych technologicznie oraz udziału w większych przetargach i projektach, które mogą istotnie przyspieszyć rozwój spółki i zwiększyć jej skalę działalności – komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

W dniach 11–13 maja 2026 r. Creotech Quantum S.A. przeprowadziła proces przyspieszonej budowy księgi popytu. Oferta objęcia łącznie 350.000 akcji zwykłych na okaziciela serii D skierowana była do wybranych inwestorów kwalifikowanych, nie więcej niż 149 osób fizycznych lub prawnych niebędących inwestorami kwalifikowanymi oraz inwestorów nabywających akcje o wartości co najmniej 100.000 EUR na inwestora. Cena emisyjna akcji serii D została ustalona na 232 zł.

Pozyskane środki spółka planuje przeznaczyć na dalszy rozwój działalności badawczo-rozwojowej oraz rozbudowę organizacji, kontynuując jednocześnie współfinansowanie projektów realizowanych m.in. dla Komisji Europejskiej i ESA. Creotech Quantum koncentrować się będzie przede wszystkim na rozwoju nowej generacji systemów kwantowej dystrybucji klucza (QKD), detektorów pojedynczych fotonów, odbiorników dla optycznych stacji naziemnych, a także rozwiązań z obszaru bezpieczeństwa kosmicznego i elektroniki dla procesorów kwantowych. Równolegle spółka planuje inwestycje we wzmocnienie infrastruktury bezpieczeństwa, rozwój zaplecza inżynieryjnego oraz zwiększenie zdolności integracyjnych i testowych.

Pozostałe środki mają wesprzeć rozwój działalności komercyjnej, wdrożenia i sprzedaż produktów, w tym pierwszego systemu QKD, zwiększenie zdolności produkcyjnych, wzmocnienie kompetencji w obszarze sprzedaży i marketingu, w tym aktywny udział w kluczowych wydarzeniach branżowych oraz ekspansję zagraniczną.

Spółka nie wyklucza również możliwości przejęć lub częściowych przejęć podmiotów komplementarnych technologicznie lub biznesowo, które mogłyby przyczynić się do przyspieszenia rozwoju działalności, poszerzenia kompetencji oraz wzmocnienia pozycji rynkowej Creotech Quantum. Pozyskane z emisji środki zwiększają możliwości spółki w tym zakresie oraz umożliwiają udział w większych przetargach wymagających zapewnienia płynności finansowej.

Kurs dolara czeka na sygnał z Fed. Warsh zaczyna kadencję w trudnym momencie

Najnowsze publikacje ze Stanów Zjednoczonych o dynamice cen producentów i zmianach zapasów paliw znacząco odbiegły od rynkowych oczekiwań. Nowa rzeczywistość okaże się wymagającym testem dla nowego szefa FED. W trakcie szczytu w Pekinie eurodolar oscyluje przy 1,17 USD, za to złoty się umacnia.

Krajobraz coraz gorszy

Wczorajsze publikacje ze Stanów Zjednoczonych powinny choć trochę zwrócić uwagę prezydenta największej gospodarki globu, który aktualnie znajduje się w Pekinie. Po skoku inflacji konsumenckiej w USA otrzymaliśmy jeszcze wyższą zwyżkę cen producentów. Inflacja PPI zgodnie z oczekiwaniami miała wzrosnąć z 4,3% r/r do 4,9% r/r. Odczyt znalazł się na poziomie 6% r/r i nie jest jedyną wartością, która powinna dawać do myślenia. PPI bazowe (bez cen energii i żywności) to 5,2% r/r, a konsensus mówił o zmianie z 4% r/r do 4,3% r/r. Tłumaczenia tych zaskakujących wzrostów nie da się przypudrować zestawieniem miesięcznym, gdyż tam również odnotowano niemałe zwyżki. Ceny producentów porównywane do poziomów z marca wzrosły o 1,4%, mimo że oczekiwano 0,5%. Czy to koniec złych wieści? No nie. Późniejszym popołudniem poznaliśmy tygodniowe zmiany zapasów paliw. Mimo oczekiwanego ograniczenia dynamiki spadku rezerw ropy z -2,31 mln baryłek do -1,6 mln baryłek oraz utrzymania -2,5 mln baryłek benzyny najnowszy raport wyraźnie zaskoczył na minus, wskazując odpowiednio -4,3 mln baryłek i prawie -4,1 mln baryłek.

Test Warsha

Trzeba przyznać, że moment przejęcia stanowiska przez nowego szefa FED nie jest najszczęśliwszy. Ceny konsumentów i producentów wyglądają na wymykające się spod kontroli. Trzycyfrowe notowania ropy nie napawają optymizmem, a rezerwy paliw spadają, mimo zwiększania wydobycia przez USA. Do tego gołębie oczekiwania prezydenta, który  wobec poprzednika nie wahał się ani rzucać oszczerstw, ani grozić pozwem, ani wszcząć federalnego dochodzenia w sprawie kosztów remontu siedziby FED. Choć Kevin Warsch podczas przesłuchań zastrzegał, że będzie stać na straży niezależności Rezerwy Federalnej, to prawdziwy test przyjdzie podczas pierwszych posiedzeń FOMC. Dziś wiemy, że Senat USA zagłosował za jego nominacją stosunkiem głosów 54 do 45. Czy Kevin okaże się mniej stanowczy niż jego poprzednik? Moim zdaniem to pytanie zadają sobie dziś rynki, co, oprócz wyczekiwania na rezultaty spotkań w Pekinie, ogranicza umocnienie dolara, który powinien zyskiwać chociażby na skutek wczorajszych danych inflacyjnych. Od wczoraj kurs EUR/USD nie może trwale pokonać wsparcia 1,17 USD, pozostając powyżej tego poziomu w czwartkowe południe.

Powrót PLN

Dziś złoty kontynuuje odrabianie strat z początku tygodnia. Kurs EUR/PLN wraca poniżej 4,24 PLN, USD/PLN to 3,62 PLN, GBP/PLN oscyluje przy 4,89 PLN, a CHF/PLN to 4,63 PLN. Umocnienia krajowej waluty nie zakłócają delikatne spadki PKB. Zgodnie z wstępnymi danymi w I kwartale 2026 roku krajowa gospodarka rozwijała się w tempie 3,4% r/r (poprzednio 3,7% r/r) i 0,5% k/k (poprzednio 1% k/k). Zniżki, choć zauważalne, to i tak pozostawiają dynamikę wzrostu na przyzwoitych poziomach, zwłaszcza jeżeli porównamy je do innych państw unijnych. Dodatkowo krajowa waluta wspierana jest jastrzębią narracją płynącą z RPP, której kolejny członek wskazał na większe prawdopodobieństwo podwyżki, niż obniżki kosztu pieniądza do końca roku. To m. in. dzięki temu PLN pozostaje dziś silny nawet do funta, za którym stoją dobre dane. Na Wyspach, mimo prognozowanego spadku, odnotowano wzrost PKB za marzec z 1% r/r do 1,2% r/r. Dodatkowo przetwórstwo przemysłowe wróciło na dodatnie poziomy. Nienajgorsze dane nie pomagają jednak brytyjskiej walucie, której w tym tygodniu wyraźnie ciąży polityka. Rozczarowujący wynik laburzystów w wyborach samorządowych stawia pod znakiem zapytania stabilność rządu premiera Starmera.

AI i chmura stają się fundamentem nowoczesnej ochrony zdrowia

Rynek sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia rośnie w tempie, które jeszcze kilka lat temu było trudne do wyobrażenia. Według MarketsandMarkets jego wartość wzrośnie z 21,6 mld USD w 2025 r. do 110,6 mld USD w 2030 r., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie 38,6%. Długoterminowe prognozy są jeszcze bardziej ambitne – Fortune Business Insights wskazuje, że do 2034 r. rynek AI w medycynie może zbliżyć się do poziomu 1 bln USD.

AI zmienia sposób diagnozowania i leczenia

Dynamiczny rozwój obejmuje zarówno diagnostykę obrazową, analizę danych pacjentów, jak i systemy wspomagania decyzji klinicznych. AI coraz wyraźniej przestaje być technologicznym dodatkiem, a zaczyna pełnić rolę jednego z kluczowych filarów systemów ochrony zdrowia.

Wpływ sztucznej inteligencji na praktykę medyczną jest już mierzalny. Badania publikowane m.in. w BMJ Quality & Safety oraz analizach Harvard School of Public Health wskazują, że systemy wspierające decyzje kliniczne mogą ograniczyć liczbę błędów medycznych o ok. 27%. Jednocześnie, jak wynika z analiz McKinsey & Company, czas diagnozy skraca się średnio o 20-22%, co ma bezpośrednie przełożenie na skuteczność leczenia.

W wybranych obszarach, takich jak analiza obrazów medycznych, algorytmy osiągają skuteczność na poziomie ok. 94%, przewyższając średnią skuteczność lekarzy wynoszącą ok. 88% – wynika z publikacji w Nature Medicine oraz Lancet Digital Health. W praktyce AI nie zastępuje specjalistów, ale staje się narzędziem zwiększającym precyzję i szybkość podejmowania decyzji.

Chmura fundamentem rozwoju technologicznego sektora opieki zdrowotnej

Rozwój sztucznej inteligencji w medycynie jest ściśle powiązany z transformacją infrastrukturalną sektora. Rynek chmury w ochronie zdrowia ma wzrosnąć z 54,7 mld USD w 2025 r. do 93,4 mld USD w 2030 r. – wynika z danych MarketsandMarkets i Grand View Research – a w dłuższej perspektywie osiągnąć ok. 275 mld USD w 2034 r., według prognoz Precedence Research.

To właśnie środowiska chmurowe umożliwiają skalowanie mocy obliczeniowej, integrację danych oraz wdrażanie zaawansowanych modeli AI. Według Gartnera już ponad 70% nowych rozwiązań digital health powstaje w modelu cloud-first.

Bez odpowiedniej infrastruktury i mocy obliczeniowej nie ma mowy o skalowaniu AI w medycynie. Kluczowe jest nie tylko przetwarzanie danych, ale też ich bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami, które w sektorze zdrowia są szczególnie restrykcyjne – mówi Piotr Czernichowski, Business Development Manager w Polcom. – Zmiana ta dotyczy nie tylko technologii, ale całej architektury systemów zdrowotnych – od elektronicznej dokumentacji medycznej, przez telemedycynę, po platformy analityczne i systemy wspierające decyzje kliniczne – dodaje.

Dane jako kluczowy zasób system ochrony zdrowia

Rosnące inwestycje i szybkie tempo adopcji technologii sprawiają, że sektor ochrony zdrowia staje się jednym z głównych beneficjentów rozwoju AI. Jednocześnie rośnie znaczenie danych – ich jakości, dostępności i bezpieczeństwa – jako kluczowego zasobu w procesie leczenia.

W sektorze ochrony zdrowia kontrola nad informacjami staje się kluczowym wyzwaniem. Mówimy o danych o szczególnie wysokim poziomie wrażliwości, dlatego organizacje coraz częściej poszukują rozwiązań, które zapewniają ich przetwarzanie w bezpiecznym, w pełni kontrolowanym środowisku. W odpowiedzi na te potrzeby coraz większą rolę odgrywa właśnie chmura obliczeniowa — oferująca nie tylko wysoki poziom bezpieczeństwa i zgodności regulacyjnej, ale także skalowalność oraz elastyczność niezbędną do rozwoju nowoczesnych usług medycznych. Inwestycja w chmurę i AI w ochronie zdrowia jest często postrzegana przez pryzmat kosztu wdrożenia. Tymczasem właściwe pytanie brzmi: ile kosztuje brak tej infrastruktury? Przestój systemu, utrata danych, niespełnienie wymogów regulacyjnych – to realne ryzyka finansowe, które wielokrotnie przewyższają koszt nowoczesnego, bezpiecznego środowiska. Organizacje, które patrzą na chmurę wyłącznie jako na wydatek IT, pomijają jej strategiczną rolę w utrzymaniu ciągłości działania i zgodności z przepisami – podkreśla ekspert Polcom.

Wraz z tym przesunięciem pojawiają się nowe wyzwania związane z integracją systemów, interoperacyjnością oraz zgodnością z regulacjami dotyczącymi danych medycznych. W najbliższych latach można spodziewać się dalszego przyspieszenia tego trendu. AI będzie coraz głębiej integrowana z codzienną praktyką kliniczną, a decyzje dotyczące inwestycji w technologie i infrastrukturę staną się jednym z kluczowych czynników kształtujących jakość i dostępność opieki zdrowotnej. W efekcie to tempo adaptacji AI – a także zdolność do bezpiecznego zarządzania danymi – może przesądzić o tym, które systemy ochrony zdrowia będą w stanie skutecznie odpowiadać na rosnące potrzeby pacjentów i ograniczenia kosztowe.

Reklasyfikacja marihuany w USA rozgrzała rynek. Akcje konopnych spółek najpierw rosły, potem spadały

W USA doszło do długo oczekiwanej zmiany w polityce wobec marihuany. Administracja Donalda Trumpa ogłosiła wykreślenie marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii federalnych substancji kontrolowanych. To ważna decyzja dla branży i inwestorów. Nie oznacza jednak, że Stany Zjednoczone zalegalizowały marihuanę rekreacyjną na poziomie federalnym. Do tego droga pozostaje długa i politycznie trudna. Po reklasyfikacji, zgodnie z zasadą „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, akcje firm z branży najpierw silnie wzrosły, a potem mocno spadły. Ostateczny bilans pozostaje jednak pozytywny, ponieważ cała branża w ostatnim miesiącu zachowywała się lepiej niż amerykański indeks S&P500.

Reklasyfikacja, do której doszło pod koniec kwietnia, polegała na przeniesieniu produktów zatwierdzonych przez FDA oraz marihuany medycznej z kategorii I do kategorii III. W USA substancje kontrolowane są podzielone na pięć grup, od Schedule I, czyli najbardziej restrykcyjnej, do Schedule V, czyli najłagodniejszej. O klasyfikacji decyduje DEA, biorąc pod uwagę m.in. ryzyko nadużywania danej substancji oraz jej możliwe zastosowanie medyczne. W praktyce zmiana oznacza uznanie, że marihuana może mieć zastosowanie w leczeniu. Nie jest już traktowana tak samo jak substancje z Schedule I, które uznaje się za pozbawione wartości medycznej i obarczone wysokim ryzykiem nadużyć. Przeniesienie do Schedule III oznacza łagodniejsze podejście regulacyjne, łatwiejsze prowadzenie badań klinicznych oraz możliwość korzystniejszego rozliczania podatków przez firmy działające w legalnym segmencie medycznym.

Szczególnie ważne jest to, że po przeniesieniu marihuany medycznej z Schedule I do Schedule III firmy z legalnego segmentu medycznego mogą zyskać możliwość normalnego zaliczania wielu wydatków do kosztów uzyskania przychodu. Wcześniej było to niemożliwe i mocno obciążało ich rentowność.

Nie jest to jednak zielone światło dla pełnej legalizacji. Rekreacyjna marihuana pozostaje nielegalna na poziomie federalnym. USA funkcjonują dziś w systemie prawnej mozaiki. Marihuana rekreacyjna jest legalna w 24 stanach, a marihuana medyczna w 42 stanach. To pokazuje skalę zmian społecznych i gospodarczych, ale jednocześnie podkreśla główny problem branży. Prawo stanowe i federalne nadal nie mówią jednym głosem, a czasem pozostają ze sobą sprzeczne.

Najważniejszą kwestią dla branży pozostaje jednak federalna legalizacja, która nadal wydaje się odległa i nieprzesądzona. Co prawda administracja Trumpa sygnalizuje bardziej otwarte podejście do polityki narkotykowej, jednak warto pamiętać, że na federalną legalizację nie zdecydowała się także poprzednia administracja prezydenta Bidena, na co rynek wcześniej bardzo liczył. Federalna legalizacja marihuany rekreacyjnej wymaga szerokiego porozumienia politycznego, ponieważ decyzję musi podjąć Kongres. Polymarket wycenia szanse dalszej zmiany statusu marihuany do końca roku na 25 proc.

Reakcja rynku na reklasyfikację była bardzo gwałtowna. Akcje części spółek po ogłoszeniu decyzji mocno rosły, ale później równie szybko oddały znaczną część wzrostów. To klasyczny przykład rynkowej zasady „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. Inwestorzy wcześniej częściowo oczekiwali tej decyzji, a po jej publikacji zaczęli analizować nie tylko potencjalne korzyści, lecz także to, czego decyzja wciąż nie rozwiązuje. Jednak dla całej branży efekt pozostaje umiarkowanie pozytywny. Skupiający globalne spółki z tego sektora fundusz ETF Amplify Alternative Harvest ETF (MJ) wzrósł w ciągu ostatniego miesiąca o 11 proc. Choć w okresie ogłoszenia decyzji również obserwowaliśmy najpierw silny wzrost, a później mocne odreagowanie w dół. Akcje związane z konopiami radziły sobie zatem lepiej niż szeroki rynek, ponieważ S&P500 wzrósł w tym czasie o ponad 8 proc. Nie można jednak tych wyników rozpatrywać w oderwaniu od wcześniejszych kilku lat spadków. W ciągu ostatnich trzech lat MJ stracił łącznie 33 proc.

Rynek konopny w USA cały czas rośnie i ma osiągnąć wartość około 47 mld dolarów w 2026 roku. Dzieli się przede wszystkim na dwie grupy firm. Pierwszą są amerykańskie MSO, czyli multi state operators, działające w co najmniej kilku amerykańskich stanach. Do tej grupy należą m.in. Trulieve, Curaleaf, Verano czy Cresco Labs. Drugą grupą są kanadyjskie LP, czyli licensed producers, takie jak Tilray, Canopy Growth, Cronos czy Aurora Cannabis. Są one łatwiejsze do kupienia przez inwestorów, ponieważ częściej notowane są na NASDAQ lub NYSE, ale ich dostęp do rynku amerykańskiego pozostaje ograniczony.

Spółki z branży zmagają się z dużą zmiennością kursów. Im bliżej firma znajduje się samej uprawy i sprzedaży marihuany, tym zwykle większa jest zmienność jej akcji. Dodatkowo wiele spółek konopnych ma małą kapitalizację, co wzmacnia ruchy kursów zarówno w górę, jak i w dół. Branża nadal zmaga się także z ograniczonym dostępem do bankowości, problemami z przechowywaniem aktywów, trudnościami z wejściem na duże giełdy, ograniczoną płynnością części akcji oraz zależnością od przepisów stanowych i federalnych. Dlatego inwestorzy powinni patrzeć nie tylko na polityczne decyzje, ale przede wszystkim na fundamenty.

Reklasyfikacja marihuany medycznej to ważny krok, który może poprawić rentowność części firm oraz ułatwić dalszy rozwój i badania. Najważniejsza perspektywa dla branży to jednak federalna legalizacja, która może pchnąć niszowy biznes do inwestycyjnego mainstreamu. Jednak ta perspektywa pozostaje nadal odległa i niepewna. A branża nadal nie jest rynkiem dla osób o słabych nerwach. Może nagradzać cierpliwych inwestorów, ale wymaga długiego horyzontu, odporności na zmienność i uważnego śledzenia decyzji regulatorów.