Na ochronę środowiska wydajemy 14 razy mniej niż na wojsko

ekologia

Jak pokazuje najnowszy raport ONZ, Polska dalej ignoruje kwestie środowiska i stanowczo za mało wydaje na osiągniecie celów zrównoważonego rozwoju. Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Niemcy, Francuzi, Amerykanie, a nawet Finowie też „oszczędzają” na środowisku. Jak tak dalej pójdzie to za 50 lat 3 mld ludzi będą zmuszone codziennie walczyć o przetrwanie. A potrzeba tak niewiele. Zdaniem ekspertów wystarczy 0,7% PKB, by w ciągu najbliższych 10 lat zatrzymać nieodwracalne zmiany na Ziemi.

Co 10 osoba w Polsce nie wierzy w zmianę klimatu, wskazują badania Pew Research Center, przeprowadzone z okazji Światowego Dnia Ziemi. To wynik bliski średniej światowej. Czy to znaczy, że człowiek nie ma wpływu na zmianę klimatu? Dowody są… odczuwalne. Jednym z nich jest susza, która grozi Polsce. Hydrolodzy biją na alarm: jeżeli lada dzień nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, to nasz kraj będzie borykał się z niedoborem wody. – Na jednego Polaka rocznie przypada  ok. 1,6 tys. m³ wody. To trzykrotnie mniej, niż statystyczna wartość dla mieszkańca Europy. Deficyt wody to efekt degradacji klimatu i zaniedbań kilku ostatnich dekad, jeśli chodzi o zarządzanie zasobami wodnymi – twierdzi Wojciech Stramski, kierujący funduszem Deep Change Ventures, który wspiera i finansuje projekty zgodne z celami zrównoważonego rozwoju ONZ.

Bezdeszczowe dni są dobre dla turystów, ale fatalne dla rolników. Wysuszona gleba, wyda mniej plonów, a to wpłynie na wzrost cen owoców i warzyw. To nie koniec złych wieści. Wyższe rachunki zauważymy nie tylko w sklepie, ale również na fakturach za energię. Prądu nie zabraknie, ale wizja podwyżki cen jest bardzo realna. Niski stan rzek to poważne problemy dla sektora energetycznego, który wody potrzebuje do wytwarzania prądu. W polskich warunkach jednym z największych klientów elektrowni jest branża przemysłowa. Sektor wytwórczy konsumuje jej dużo, ale jednocześnie napędza gospodarkę. Za 1/4 polskiego PKB odpowiadają przedsiębiorstwa przemysłowe, które produkują głównie na eksport. Wzrost cen prądu, to wyższe koszty produkcji, które mogą wpłynąć na konkurencyjność naszych eksporterów.

W okresie wychodzenia z zapaści spowodowanej koronawirusem, nie są to dobre  informacje. – Za chwilę może okazać się, że zakaz wstępu do lasu ze względu na brak opadów, będzie dla nas najmniejszym zmartwieniem – ironizuje CEO Deep Change Ventures i dodaje – Coraz częściej mamy ciepłe i bezśnieżne zimy, a to powoduje, że wiosną pojawiają się problemy z brakiem wody. Jeżeli w najbliższym czasie nie nastąpią zmiany, to czeka nas nieciekawa przyszłość. – dodaje Stramski. Według naukowców, za zmiany klimatu – w tym suszę w Polsce – odpowiada stale rosnąca emisja gazów cieplarnianych, za co częściowo odpowiada nasz przestarzały sektor energetyczny, uzależniony od węgla, do spółki z nadmiarem transportu, czy nieefektywnej produkcji żywności – w szczególności bydła .

Koronawirus zbawienny dla klimatu?

Okazuje się, że czas pandemii to moment na długi oddech dla planety. Żadna wojna w XX wieku, a tym bardziej żadna z gospodarczych recesji z obecnego i ubiegłego stulecia nie miały tak dużego wpływu na redukcję emisji CO2, jak COVID-19 w ciągu kilku miesięcy. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) szacuje, że do końca 2020 roku na całym globie emisja spadnie o około 6%. Czyli tyle, ile emituje przemysł energetyczny drugiego pod względem zaludnienia państwa świata – Indii. – Nie tak dawno mogliśmy oglądać zdjęcia z Wenecji w której przyroda mogła „odpocząć” od człowieka. To obrazuje, jak bardzo ingerujemy w ekosystem – zauważa Wojciech Stramski i dodaje – Nawet jeśli w tym roku zobaczymy spadek stężenia CO2 w atmosferze, to nie mamy powodów do radości. Celem musi być osiągniecie neutralności klimatycznej. Bez tego nie zatrzymamy ocieplenia. – tłumaczy CEO Deep Change Ventures.

Naukowcy z University of Exeter zaprezentowali niedawno predykcje, co nas czeka, jeżeli zostanie tak, jak jest i ludzkość nie ograniczy emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych gazów do atmosfery. Według brytyjskich ekspertów w 2070 roku ponad 3 miliardy ludzi – prawie połowa dzisiejszej populacji Ziemi – będzie mieszkać w miejscach w których temperatura została określona jako „prawie niemożliwa do zamieszkania”. Za 50 lat w północnej Australii, na całym subkontynencie indyjskim oraz Afryce, ale także w Ameryce Południowej i części Bliskiego Wschodu przez niemal cały rok panować będą upały, a ludzie nie będą mogli żyć tak, jak obecnie. Średnia roczna temperatura przekroczy tam 29°C. Dla porównania, obecnie średnia roczna temperatura w Polsce wynosi około 7°C, a we Francji w granicach 11°C.

Make love not war

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, by odwrócić proces ocieplania klimatu, wystarczy, że kraje rozwinięte przeznaczą na ten cel równowartość 0,7% rocznego PKB. To ostatni z 17 celów zrównoważonego rozwoju, o które walczy ONZ. – Walka z ociepleniem klimatu kosztuje, ale jest ona i tak dużo tańsza niż rachunek, jaki możemy zapłacić za postępujące zmiany. – twierdzi  Wojciech Stramski. Czy nasz kraj dysponuje odpowiednim budżetem do walki o Ziemię? Jak wynika z danych OECD, nie. Jesteśmy na szarym końcu. Wydajemy 5 razy mniej niż absolutne minimum określone przez Narody Zjednoczone. Polska na ochronę klimatu wydaje 14 razy mniej, niż na wojsko. Z wynikiem 0,14% PKB jesteśmy w gronie 5 członków OECD, którzy wydają najmniej na walkę ze zmianami na naszej planecie.

Tyle samo co Polacy, wydają Czesi i Węgrzy. Mniej od nas tylko Grecy i Słowacy: po 0,13% PKB. Co ciekawe niewiele więcej niż Polska, wydają… Amerykanie! Rocznie USA przeznacza zaledwie 0,17% PKB, podczas gdy osławiona US Army może liczyć na budżet rzędu 3,1% PKB, czyli 18 razy więcej. Spośród 25 krajów tylko 5 spełnia docelowy poziom 0,7%: Szwecja, Luksemburg, Norwegia, Dania i Wielka Brytania.

Społeczność międzynarodowa oszczędza na ekologii, ale czy nam wszystkim nie odbije się to czkawką? – Oszczędności na ekologii są złudne. Każdy kraj ogląda się na sąsiada i wykorzystuje ten argument by nic nie robić. Granic państw nie wytyczyła natura, z kosmosu ich nie widać. Mamy jedną planetę – zacznijmy po prostu działać i robić to co powinniśmy, by swoją przyszłość ocalić. – mówi Wojciech Stramski i dodaje – Dziś zaciągamy pożyczkę, którą będą musiały spłacić kolejne pokolenia. Za kilka lat ratowanie planety może kosztować znacznie więcej niż 0,7% PKB. Biednych ludzi nie jest stać na tanie rozwiązania. – kończy CEO Deep Change Ventures.