Najpierw demontaż rynku pracy, później wzrost dziury w FUS. Ciąg dalszy ukraińskich perturbacji

0
zus

Coraz bardziej realny staje się scenariusz wyjazdu części obywateli Ukrainy z Polski. Ma to związek z planowanymi w Niemczech ułatwieniami dla pracowników spoza UE. Trudno jeszcze przewidzieć skalę zjawiska, ale eksperci już ostrzegają przed jego negatywnymi skutkami. Ucierpi nie tylko rynek pracy, ale również – FUS. Tymczasem ZUS nie przygotowuje oddzielnych prognoz wpływów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ze składek cudzoziemców. Dziura finansowa w nim wprawdzie ostatnio zmalała, ale wciąż pozostaje spora. Możliwości poprawy sytuacji po wyjeździe Ukraińców nie brakuje. Jednak według ekonomistów szanse na ich szybkie i skuteczne wdrożenie są niewielkie.

Wróżenie z FUS-ów

W grudniu ub. roku rząd Angeli Merkel zatwierdził projekt ustawy ws. napływu fachowców do Niemiec. To istotny krok do wprowadzenia ułatwień związanych z zatrudnieniem pracowników spoza Unii Europejskiej. Jeśli przepisy zostaną przyjęte przez tamtejszy parlament, to zaczną obowiązywać już od 1 stycznia 2020 roku.

– Wyniki jednego z niedawnych badań wskazują, że 58% Ukraińców pracujących w Polsce rozważy wyjazd do Niemiec. Moim zdaniem, to nie będzie exodus, ale jednak spora grupa przeniesie się na zachód. Zadecydują o tym m.in. względy finansowe. U nas minimalne wynagrodzenie wynosi 14,70 zł brutto za godzinę, a tam – 9,19 euro, czyli blisko 3 razy więcej. I dlatego uważam, że to negatywnie wpłynie na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, który dalej ma potężną dziurę w swoich finansach. W przekazie ministerialnym mówi się o poprawie sytuacji w nim, a on cały czas jest dotowany olbrzymimi kwotami – zauważa ekonomista Marek Zuber.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha

Jak podkreśla Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, dziura w FUS jest kategorią księgową. Można ją w każdej chwili zneutralizować. Dziś gospodarka kraju nie rozwija się zgodnie z posiadanym potencjałem. A tylko jej odblokowanie może dostarczyć więcej pieniędzy na rezerwę demograficzną. Przykładowo, Norwegia stworzyła specjalny fundusz dla przyszłych pokoleń, zabezpieczony przed pokusami osób sprawujących władzę. Regularnie wpływają do niego dochody z eksploatacji gazu i ropy. Ekspert jednak zaznacza, że FUS nadal pozostaje niezabezpieczony przed politykami, co już miało miejsce. Kolejne rządy są więc w stanie zrobić z nim praktycznie wszystko. To tylko kwestia bieżących potrzeb politycznych.

– Ułatwienia w Niemczech mają dotyczyć pracowników wykwalifikowanych spoza UE. Dokładnie nie wiadomo, ilu takich Ukraińców pracuje w Polsce. Według szacunków Narodowego Banku Polskiego, średnio rocznie przebywa u nas ok. 900 tys. obywateli tego państwa. Inne źródła wskazują, że jest ich co najmniej 2 czy 3 razy więcej. Bardziej obawiamy się zubożenia polskiego rynku pracy niż dotknięcia tym problemem Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – analizuje dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

Ukraińskie wpływy

321 789 to liczba pracowników, którzy w zgłoszeniu do ubezpieczeń emerytalno-rentowych podali obywatelstwo inne niż polskie. Zagraniczne pochodzenie wskazało też 17 096 osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą. Według stanu z 30 września 2018 roku, najliczniejsi w tych grupach okazują się Ukraińcy. Było ich odpowiednio 222 068 oraz 4046. Łączna liczba obywateli Ukrainy podlegających ubezpieczeniu wyniosła 425 067.

– Jeśli przyjmiemy, że oni otrzymują co najmniej przeciętne wynagrodzenie miesięczne w sektorze przedsiębiorstw, czyli 4765 zł brutto, to do FUS wpłacaliby ponad 800 mln zł rocznie. W projekcie budżetu państwa na 2019 rok przewidziano dochody Funduszu na poziomie 245 mld zł. Gdyby sprawdził się najczarniejszy scenariusz i wszyscy Ukraińcy porzuciliby pracę w Polsce, to ubyłoby zaledwie 0,3% przychodów. Z pewnością nie jest to kwota, która mogłaby jakoś istotnie nadwyrężyć kondycję i płynność tego Funduszu, ale jednak tych pieniędzy by zabrakło – wskazuje dr Juchniewicz.

Czytaj również:  Prof. J. Hausner: Ekonomiści czekają na bardziej szczegółowy plan działania rządu. Konieczne jest przygotowanie gospodarki na trudne czasy

Z kolei ZUS nie przygotowuje oddzielnych prognoz wpływów do FUS-u ze składek cudzoziemców. Przewidywania dotyczą całości wpływów. Ponadto, Zakład nie bada potencjalnego wpływu zmiany przepisów w innym kraju, np. w Niemczech, na ewentualny odpływ z polskiego systemu obcokrajowców, o czym informuje Maria Kuźniar z biura prasowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Z kolei Marek Zuber zwraca uwagę na spory w ostatnich latach przyrost Ukraińców ubezpieczających się w Polsce. To był jeden z dodatkowych elementów poprawiających sytuację w FUS.

– Fundusz jest finansowany z kilkudziesięcioprocentowego haraczu nakładanego na pracę, dla zmylenia nazwanego składką. Nie ma czegoś takiego jak składka. Gdyby tak było, to dostalibyśmy umowę cywilnoprawną, która określałaby nasze prawa. Skoro jej nie mamy, to można dowolnie zmieniać przepisy. Przykładem są cały czas modyfikowane zasady waloryzacji emerytur. Dlatego to nie jest składka, tylko podatek nałożony na pracę, który finansuje wyłącznie bieżące zobowiązania. Systemu finansowanego z haraczu na pracę nie uratuje rzesza legalnie zatrudnionych obywateli Ukrainy – stwierdza Andrzej Sadowski.

Problemy i nadzieje

Jak stwierdza Marek Zuber, wyjazd nawet sporej liczby Ukraińców nie sprawi, że wszystko się załamie z dnia na dzień. Po prostu wrócimy do trendu, który obserwowaliśmy np. 4 lata temu, czyli z roku na rok pogorszała się sytuacja. Teraz mamy poprawę, tzn. dziura wolniej narasta. Po wyprowadzce naszych wschodnich sąsiadów znów może się powiększać. Jednak cały czas o wiele poważniejszym problemem dla FUS-u jest obniżenie wieku emerytalnego niż widmo wyjazdu z Polski pracowników z Ukrainy.

– Niebezpieczny może być nie tyle ubytek świadczeń na rzecz FUS-u ze strony Ukraińców, co brak ich rąk do pracy na potrzeby polskiej gospodarki. Już dziś wiele branż zgłasza problemy z niedoborem pracowników. Wśród nich znajduje się branża budowlana, która bodajże najboleśniej odczuła odejście z rynku pracy ok. 300 tys. osób w związku z obniżeniem wieku emerytalnego. Ewentualne przenosiny licznej armii ukraińskich rąk do pracy jeszcze bardziej pogłębiłoby ten regres – dodaje główny ekonomista Pracodawców RP.

Według Andrzeja Sadowskiego, obecnie w UE mamy do czynienia z wojną handlową o pracownika. Tak było w przypadku polskich inżynierów, pielęgniarek, lekarzy i innych specjalistów. Teraz Niemcy chcą poszerzyć front o Ukraińców. Prezydent Centrum im. Adama Smitha podkreśla, że obywatele innych państw przepływają przez nasz kraj i to jest naturalny proces. Cudzoziemcy wybierają bowiem miejsca, w których pojawiają się nowe, lepsze perspektywy. Tak zrobiły też miliony Polaków, wybierając sobie na trwałe inne ojczyzny, które są lepiej rządzone.

– Mamy 4 możliwości, żeby zniwelować skutki wyjazdu Ukraińców z Polski. Pierwsza oznacza wyraźny wzrost produktywności, ale ona wymaga czasu i inwestycji. Drugą jest zwiększenie aktywności zawodowej, która u nas wynosi poniżej 70%, a w Niemczech ok. 76%. Trzecia droga to pozyskiwanie pracowników z zewnątrz. Tylko ilu możemy ich ściągnąć np. z Dalekiego Wschodu? Czwartą opcją jest zachęcenie Polaków do powrotu z emigracji, a można to zrobić wyłącznie zwiększeniem płac. Jednak dziś nie widzę istotnych działań rządu zmierzających do tego, żeby którykolwiek z tych czynników poprawił sytuację – podsumowuje Marek Zuber.