Od białej listy podatników po czarny spis dłużników

prezes szef pracownik
  • Biała lista podatników z założenia miała być narzędziem służącym przedsiębiorcom do sprawdzania partnerów biznesowych.
  • Pomysł Ministerstwa Finansów nie jest jednak pomocny przy obecnie największej bolączce polskich firm – zatorach płatniczych.
  • W bazie brak jest m.in. informacji o opóźnieniach w regulowaniu faktur, które stanowiłyby faktyczną pomoc przy wyborze kontrahentów.

Przedsiębiorcy liczący na to, że biała lista podatników – narzędzie zaproponowane przez Ministerstwo Finansów, będzie faktycznie pomocne przy dobieraniu kontrahentów, bardzo się rozczarują. Pomysł zamiast ułatwiać firmom codzienne funkcjonowanie, nakłada na nie kolejne obowiązki, których niedopełnienie od 1 stycznia może skutkować przykrymi konsekwencjami. Działania ustawodawcy, choć potrzebne, nie nadążają za potrzebami przedsiębiorców, dla których najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej firmy i dysponowanie własnymi zafakturowanymi pieniędzmi tak szybko jak tylko to możliwe.

Niestety „czarne listy” dłużników są znacznie dłuższe niż te białe – nawet 9 na 10 przedsiębiorców w naszym kraju płaci rachunki po terminie (raport Intrum European Payment Raport 2019).

Zamiast pomocy kolejny obowiązek

Biała lista podatników umożliwia sprawdzenie, czy kontrahent jest czynnym płatnikiem VAT i na jaki numer rachunku bankowego powinien zostać wykonany przelew za wystawioną fakturę. Nie jest to jednak ułatwienie dla przedsiębiorcy, ale obowiązek. Zapłata należności na inny niż widniejący w bazie nr konta, może skutkować brakiem możliwości zaliczenia tej płatności do kosztów uzyskania przychodów, a nawet solidarną odpowiedzialnością za zaległości podatkowe dostawcy usługi.

Prowadzenie firmy wymaga wiele uwagi, przedsiębiorcy codziennie muszą mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, a wśród największych z nich są bez wątpienia opóźnienia w spłacie należności przez kontrahentów. Należałoby szukać takich rozwiązań, które nie będą dodatkowo przytłaczały przedsiębiorców, a stanowiły faktyczną pomoc w walce z zatorami płatniczymi. Być może ujęcie w bazie dodatkowych informacji o dotychczasowych problemach danej firmy ze spłatą należności ustrzegłoby przedsiębiorców przed nawiązywaniem relacji biznesowych z nieuczciwymi podmiotami. Czasem jednak są zmuszeni współpracować z partnerem, który ich cierpliwość wystawia na próbę, bo chce płacić po wielu miesiącach. Takich problemów jest bardzo dużo, codziennie docierają do nas przedsiębiorcy wnioskujący o finansowanie faktoringowe skracające czas otrzymania gotówki i będące buforem chroniącym przed ewentualnymi nieuczciwymi płatnikami – mówi Jacek Załęcki Dyrektor Regionu w eFaktor.

Dotychczasowe pomysły nie są wystarczające

Od początku roku przedsiębiorcy mogą korzystać także z innego mechanizmu, który w konsekwencji ma wyeliminować zatory płatnicze (tzw. ustawy antyzatorowej). Nowe rozwiązania przewidują m.in. skrócenie do maksymalnie 60 dni terminu zapłaty należności mikro, małym lub średnim przedsiębiorstwom przez duże firmy. Ważnym rozwiązaniem jest także zmniejszenie podstawy opodatkowania wierzyciela, który na zapłatę czeka od przynajmniej 90 dni – licząc od dnia upływu terminu płatności. Dzięki temu przedsiębiorca nie będzie musiał ponosić dodatkowych strat związanych ze współpracą z nierzetelnym kontrahentem.

Wszystkie pomysły, które weszły w życie na początku roku bez wątpienia są potrzebne, ale nie nadążają za potrzebami firm, które od lat musiały samodzielnie mierzyć się ze zjawiskiem zatorów płatniczych. Do tej pory pomocy można było szukać jedynie u firm faktoringowych, które w tego typu sytuacjach gwarantują finansowanie pomostowe. Tak z pewnością będzie nadal, ponieważ nawet miesięczne opóźnienie w uzyskaniu należności skutkuje zaburzeniem płynności finansowej, co przy spowolnieniu gospodarki może skończyć się upadłością firmy. Przedsiębiorcy często nie mogą sobie pozwolić na długie oczekiwanie na pomoc ze strony państwa – dodaje Jacek Załęcki z eFaktor.