UKE: sprzedawane w Polsce smartfony nie zagrażają zdrowiu człowieka. Kontrole wykazały jednak braki w dokumentacjach niektórych urządzeń

UKE: sprzedawane w Polsce smartfony nie zagrażają zdrowiu człowieka. Kontrole wykazały jednak braki w dokumentacjach niektórych urządzeń 1

Dostępne na naszym rynku smartfony są bezpieczne pod względem ilości emitowanego promieniowania i zgodne z normami zawartymi w obowiązujących dyrektywach – wynika z kontroli przeprowadzonej przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Nie wszyscy producenci zadbali jednak o skompletowanie odpowiedniej dokumentacji. Konsumenci mogą samodzielnie sprawdzić, czy używane przez nich produkty są zgodne z obowiązującymi przepisami.

Dyrektywy RTTE oraz RED służą temu, aby urządzenia wykorzystujące komunikację radiową były konstruowane w sposób zapewniający ochronę zdrowia i bezpieczeństwa ludzi i zwierząt. Mają one także zapewniać kompatybilność elektromagnetyczną i w jak najmniejszym stopniu emitować szkodliwe zakłócenia. Zgodność dostępnych na polskim rynku smartfonów z tymi dyrektywami zbadał Urząd Komunikacji Elektronicznej.

– Pozyskaliśmy 23 telefony komórkowe oraz smartfony. Badaliśmy je w naszym laboratorium, a także sprawdzaliśmy zgodność oznakowania z wymogami unijnymi i polskimi w zakresie obowiązków informacyjnych wobec konsumentów. Pod lupę urzędników wzięliśmy więc to, czy telefon jest odpowiednio oznaczony, czy tabliczka znamionowa jest w sposób prawidłowy zagospodarowana oraz czy są tam informacje niezbędne dla klienta – wymienia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Innowacje Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

6 spośród 23 skontrolowanych urządzeń nie spełniło wymagań w zakresie oznakowania i dokumentacji. Te niezgodności to niedołączenie do wyrobu deklaracji producenta o zgodności urządzenia z wymaganiami czy nieprawidłowe oznakowanie na wyrobie. Wymagań w zakresie oznakowania i dokumentacji nie spełniły telefony: Manta TEL1701N, MaxCom MM720BB, Xiaomi (MI) Redmi Notr 4 3GB RAM 32GB ROM Dark Gray 2016102, Ulefon U007 Pro, Bluboo Dual oraz Kiano Elegance 5.1.

– Zawsze w takiej sytuacji wzywamy producenta albo, w przypadku urządzeń zagranicznych, dystrybutora, aby naprawili te błędy. We wszystkich przypadkach udało się skutecznie wyeliminować uchybienia, więc wszystkie urządzenia, które są w obrocie i które badaliśmy, spełniają wymogi w zakresie bezpieczeństwa i obowiązków informacyjnych wobec konsumentów – mówi prezes UKE.

10 urządzeń zostało poddanych badaniom laboratoryjnym. Dobierając modele wyrobów do badań, brano pod uwagę ich rozpiętość cenową, stopień złożoności oraz popularność wśród kupujących, tak aby znalazły się w tej grupie zarówno telefony tańsze, jak i droższe i o różnym stopniu złożoności. W ramach tego badania sprawdzany był między innymi współczynnik SAR. Oznacza on szybkość, z jaką energia wypromieniowywana przez urządzenie jest pochłaniana przez ciało człowieka. Mianem kompatybilności elektromagnetycznej nazywamy z kolei zdolność urządzenia do poprawnej pracy w danym otoczeniu i niepowodowanie zakłóceń w pracy innych urządzeń.

Wyniki kontroli wykazały, że wszystkie przebadane laboratoryjnie urządzenia przeszły badania z wynikiem pozytywnym, a więc są bezpieczne dla użytkowników. Zgodność sprzętu z wymogami można sprawdzać samodzielnie na stronie Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

– Na stronie internetowej UKE jest udostępniona lista produktów, które nie spełniają wymogów. Każdy może się z nią zapoznać. Jeżeli danego produktu nie ma na takiej liście, to należy domniemywać, że spełnia on wszystkie wymagania – tłumaczy Marcin Cichy.

Według danych firmy statystycznej Strategy Analytics w drugim kwartale 2017 roku sprzedano na świecie ponad 360 mln smartfonów. W ujęciu rok do roku zanotowano wzrost o 5,5 proc. Z kolei z analiz Gartnera wynika, że globalna sprzedaż smartfonów wyniosła w trzecim kwartale 2017 roku 383 mln sztuk. To wzrost o 3 proc. w ujęciu rok do roku.

Niemal wszystkie osoby po 40 roku życia mają problem ze wzrokiem. Najczęściej niewyraźnie widzą z bliska, szczególnie w słabym oświetleniu

Niemal wszystkie osoby po 40 roku życia mają problem ze wzrokiem. Najczęściej niewyraźnie widzą z bliska, szczególnie w słabym oświetleniu 2

Niemal każda osoba zbliżająca się do 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. Większość narzeka na rozmazujący się tekst i źle widzi z bliskiej odległości. Odpowiada za to prezbiopia, czyli naturalne zmiany w układzie wzrokowym, które zachodzą wraz z wiekiem. Na tę przypadłość cierpi ok. 10 mln Polaków, przeważnie jednak nie wiedzą, w jaki sposób można ją korygować. Okulary progresywne, które pozwalają widzieć wyraźnie na każdą odległość, nosi zaledwie 13 proc. Polaków. Dlatego ruszyła kampania „Czas na wzrok 40+”, która ma propagować wiedzę o prezbiopii i metodach jej korekcji oraz zachęcić do częstszego badania wzroku.

– Z badań wynika, że prawie wszyscy po 40 roku życia mają problemy ze wzrokiem, tylko nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Najczęściej objawia się to w postrzeganiu drobnych elementów w bliży – obraz zaczyna się rozmazywać, a w późniejszym okresie jest w ogóle niemożliwy do obserwacji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Szczerbiński, optyk optometrysta, ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PBS na zlecenie Grupy Essilor, 98 proc. osób powyżej 40 roku życia ma problemy ze wzrokiem. To niemal połowa społeczeństwa. Odpowiada za to prezbiopia, czyli efekt naturalnych zmian układu wzrokowego, które zachodzą wraz z wiekiem. Mogą o niej świadczyć problemy z czytaniem z bliskiej odległości, rozmazany obraz czy trudności z widzeniem po zmroku.

 Prezbiopia to problem z postrzeganiem drobnych elementów, druku, tekstu, jakimkolwiek przedmiotem, który znajduje się w bliży. Fachowo mówiąc, jest to problem akomodacji – tracimy możliwość akomodowania w taki sposób, żeby te drobne elementy mogły być dla nas widoczne – tłumaczy Paweł Szczerbiński.

Większość za problemy ze wzrokiem obwinia zbyt długą pracę przed komputerem, jednak prezbiopia dotyka wszystkie osoby w grupie 40+. Przyczyną jest coraz mniej sprężysta soczewka, czyli naturalne zjawisko, które pojawia się wraz z wiekiem. Mniej sprawne stają się mięśnie odpowiedzialne za zmianę kształtu soczewki. W efekcie oko nie jest w stanie widzieć przedmiotów czy druku z bliska lub daleka.

– Świadomość Polaków dotycząca prezbiopii jest bardzo niska. Niewiele osób wie, że taki problem istnieje, a jeszcze mniej osób wie, w jaki sposób sobie z nim radzić – ocenia Mirosław Nowak, Country Manager w Grupie Essilor w Polsce, organizator kampanii „Czas na wzrok 40+”.

Badanie wskazuje, że 89 proc. osób po 40 roku życia nie wie, że prezbiopia to efekt naturalnych zmian. Jeszcze mniej osób wie, w jaki sposób korygować taką przypadłość i co można zrobić, aby mimo problemów ze wzrokiem żyć komfortowo. Jak podkreślają eksperci, prezbiopii nie można wyleczyć, ale można z nią żyć.

 Najprostszą metodą jest zastosowanie odpowiedniej, dodatkowej korekty okularowej bądź obecnie najlepsze rozwiązanie to zastosowanie okularów progresywnych, które umożliwiają widzenie w jednej parze wszystkich odległości komfortowo i wygodnie – podkreśla Paweł Szczerbiński.

Szkła progresywne nosi zaledwie 13 proc. Polaków. Dla porównania, we Francji wskaźnik ten przekracza 70 proc. Tymczasem okulary progresywne to najlepsze rozwiązanie dla prezbiopów, choć 76 proc. z nich i tak nosi okulary. Szkło progresywne ma kilka obszarów działania: górna część odpowiada za widzenie dali, dolna – za bliskie odległości, a środkowa pozwala widzieć na pośrednich dystansach. Kluczem jest odpowiednie dopasowanie szkieł, za to zaś odpowiadają optometryści. Polacy rzadko jednak badają wzrok (64 proc. osób 40+ robi to rzadziej niż zalecane raz na rok), a 41 proc. nie wie, że wzrok można zbadać u optometrysty.

Dlatego 19 lutego ruszyła ogólnopolska kampania „Czas na wzrok 40+”, która ma na celu propagowanie wiedzy o prezbiopii i metodach jej korekcji. Eksperci będą też zachęcać do częstszego badania wzroku.

 Osoby, które wezmą udział w tej kampanii, przede wszystkim dowiedzą się od specjalistów, w jaki sposób mogą zdiagnozować swój wzrok i w jaki sposób mogą uzyskać pomoc. Mogą również skorzystać z bezpłatnych badań, które oferują niektórzy partnerzy naszej kampanii w salonach optycznych i zrealizować vouchery, które pozwolą im na zakup soczewek progresywnych po niższej cenie – zachęca Mirosław Nowak.

Rozwiązania dla inteligentnych wnętrz zyskują na popularności. Cyfryzacja budynku zajmuje kilka godzin, a umożliwia lepszą nawigację i monitorowanie gości

Rozwiązania dla inteligentnych wnętrz zyskują na popularności. Cyfryzacja budynku zajmuje kilka godzin, a umożliwia lepszą nawigację i monitorowanie gości 3

Ludzie spędzają 90 proc. swojego czasu we wnętrzach różnego rodzaju budynków domu, biura, centrum handlowego, kina czy restauracji. Coraz więcej tych wnętrz jest wyposażanych w inteligentne rozwiązania. Jednym z nich jest możliwość pełnego zdigitalizowania przestrzeni i przeniesienia jej na cyfrową mapę. Oparte na niej systemy i aplikacje pozwalają na efektywne zarządzanie budynkami, a także nawigację po nich. Umożliwiają także zwiększanie przychodów np. najemców centrów handlowych, poprzez docieranie z reklamą bezpośrednio do klientów.  Inteligentne systemy są obecne między innymi na uczelniach, ale również w muzeach, fabrykach i centrach handlowych.

– Digitalizację wnętrza rozpoczynamy od zakupu beaconów, czyli emiterów sygnału Bluetooth, a następnie je konfigurujemy. W dalszej kolejności wchodzimy do systemu Indoorway, który prowadzi nas za rękę przez cały proces wdrożenia. To rysowanie mapy, która następnie jest cyfryzowana. Potem przychodzi czas na wykonanie pomiarów i wdrożenie całego rozwiązania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Koblański, prezes firmy Indoorway.

Inteligentne zarządzanie budynkiem i zbieranie informacji o zachowaniu osób odwiedzających go jest szczególnie atrakcyjne dla centrów handlowych. Dzięki temu ich zarządcy mogą lokalizować najczęściej i najrzadziej odwiedzane miejsca, a sklepy – w błyskawicznym tempie docierać z ofertą reklamową do swoich klientów.  Digitalizacja wnętrz budynku o powierzchni 2 tys. metrów kwadratowych zajmuje 4 godziny. Następnie możliwe jest stworzenie dla danego budynku aplikacji, umożliwiającej nie tylko nawigowanie po nim, ale i monitorowanie zachowania odwiedzających.

– Stworzenie mapy budynku to kwestia nawigacji, możemy się odnaleźć w coraz większych strukturach budynkowych, coraz bardziej skomplikowanych. Tych przestrzeni, w których na co dzień przebywamy jest coraz więcej, generalnie ludzie spędzają ponad 90 proc. swojego czasu w przestrzeniach zamkniętych – twierdzi ekspert.

Indoorway ma już na koncie między innymi pilotażowe wdrożenie swojego systemu w fabryce firmy Electrolux. Dzięki rozwiązaniu,  szwedzki producent sprzętu AGD zbiera i analizuje dane o ruchu pieszym wewnątrz gmachu oraz optymalizuje procesy produkcji.

– Chcieliśmy, aby nasze rozwiązanie było jak najbardziej skalowalne, elastyczne pod kątem przestrzeni. Dzięki temu może być dostosowane zarówno dla centrum handlowego, jak i dla muzeum, teatru czy uniwersytetu. W minionym roku zmapowaliśmy ponad 1,5 mln metrów kwadratowych wnętrz na całym świecie – informuje prezes Indoorway.

Firma Deloitte w raporcie “Smart buildings” przewiduje znaczny wzrost inteligentnych wnętrz w budynkach komercy, że w 2020 roku w budynkach komercyjnych zostanie wdrożonych ponad 1,3 mld czujników dla internetu rzeczy. Oznaczałoby to niemal 20-krotny wzrost w porównaniu z rokiem 2015.

Według analityków MarketsandMarkets, do 2022 roku rynek inteligentnych budynków będzie warty niemal 32 mld dolarów. W najbliższych latach rosnąć będzie w tempie niemal 34 proc. średniorocznie.

Galerie handlowe na celowniku. Nowy podatek od nieruchomości komercyjnych i zakaz handlu w niedziele

Od 1 stycznia 2018 r. właściciele dużych nieruchomości komercyjnych, których wartość przekracza 10 mln zł, są zobowiązani do zapłaty dodatkowej daniny z tytułu własności tego środka trwałego. To nie jedyne obciążenie, które w tym roku uderzy przede wszystkim w branżę handlową.

W uzasadnieniu projektu ustawy wprowadzającej nowe obciążenie fiskalne (Dz.U. z 2017r. poz. 2175) wprost stwierdza się, że minimalny podatek dochodowy dotyczy m.in. galerii handlowych, podając je jako przykład nieruchomości komercyjnych o znacznej wartości. Obejmie on również biurowce oraz inne budynki handlowo-usługowe, których wartość początkowa przekracza 10 mln zł.

Fikcja podatkowa

Pierwotny projekt z 6 lipca 2017 r. przewidywał stawkę 0,042% podstawy opodatkowania za każdy miesiąc – a tę stanowi przychód odpowiadający wartości początkowej środka trwałego ustalanej na pierwszy dzień każdego miesiąca, wynikającej z prowadzonej ewidencji, pomniejszonej o kwotę 10 mln zł. Dla podatkowej grupy kapitałowej będzie to przychód odpowiadający sumie przychodów spółek tworzących tę grupę. Podpisana przez prezydenta obowiązująca ustawa z 27 października 2017 r. ustanowiła to obciążenie na niższym poziomie 0,035%.

Przyjęta konstrukcja podstawy opodatkowania wprowadza fikcję podatkową – zakłada, że właściciel nieruchomości komercyjnej o wartości początkowej 11 mln zł osiąga przychód w wysokości 1 mln zł.

Podatek od nieruchomości komercyjnych obejmuje te budynki, które zgodnie z Klasyfikacją Środków Trwałych są:

a) budynkami handlowo-usługowymi (takimi jak centra handlowe, domy towarowe, samodzielne sklepy i butiki),

b) budynkami biurowymi,

– jeśli ich wartość początkowa przekracza 10 mln zł.

Kto nie zapłaci podatku?

Najprostszym kryterium różnicowania, kto będzie zobowiązany do ponoszenia nowego obciążenia, a kto nie, jest wartość początkowa nieruchomości. Właściciele tych budynków komercyjnych, których wartość nie przekracza 10 mln zł, będą zatem z niego zwolnieni. Co ważne, nie podlega kumulacji wartość nieruchomości komercyjnych należących do podatnika. Zatem jeden właściciel może mieć 50 budynków o wartości 9,9 mln zł każda i nie będzie zobowiązany do zapłaty podatku.

Z obowiązku zwolnione są te środki trwałe, od których zaprzestano dokonywać odpisów amortyzacyjnych. Wyłączenie dotyczy także budynków biurowych wykorzystywanych wyłącznie lub w głównym stopniu na potrzeby własne podatnika. Nie będą też musieli wpłacać podatku ci podatnicy, których miesięczna zaliczka na podatek dochodowy przekracza jego wartość.

Jak nie kijem go, to pałką

Ministerstwo Finansów, tłumacząc konieczność wprowadzenia nowego podatku, powołało się na unijną dyrektywę ATAD, mającą na celu przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania (dyrektywa Rady UE 2016/1164 z 12 lipca 2016 r.). Tymczasem to Komisja Europejska we wrześniu 2016 r. nakazała Polsce zawieszenie stosowania podatku, który miał obciążyć duże sieci handlowe. Chodziło o podatek od sprzedaży detalicznej. Polska zmuszona była najpierw wycofać podatek z obrotu prawnego, a następnie zawiesić jego ponowne wprowadzenie w życie. Sprawa nadal toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i od jego rozstrzygnięcia zależeć będzie, czy tzw. podatek handlowy będzie mógł w Polsce obowiązywać czy nie.

Ministerstwo Finansów nie zamierzało jednak czekać na wyrok trybunału. Zwłaszcza że Komisja Europejska 30 czerwca 2017 r. orzekła, że podatek od sprzedaży detalicznej narusza unijne zasady dopuszczalnej pomocy państwa. Już 6 lipca 2017 r., a więc niecały tydzień później, MF przedłożyło pomysł nowego podatku – od nieruchomości komercyjnych. Czy obowiązujące od początku nowego roku obciążenie fiskalne jest uzasadnione koniecznością implementacji przepisów dyrektywy ATAD, czy pod jej przykrywką resort chce po prostu zrekompensować Skarbowi Państwa stratę zakładanych blisko 1,6 mld zł rocznie wpływów do budżetu, jakie miał przynieść podatek od sprzedaży detalicznej? Trudno nie ulec wrażeniu, że działa tu zasada „jak nie kijem go, to pałką”.

Zakaz handlu w niedziele

Wystrzał z podatkowej dubeltówki nie jest jedyną formą „dobrania” się do dużych galerii i centrów handlowych. W styczniu sejm rozpatrzył poprawki senatu do ustawy z dnia 24 listopada 2017 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Ustawa została podpisana przez prezydenta, a zatem od 1 marca 2018 r. będą w Polsce obowiązywać dwie niedziele handlowe w miesiącu: pierwsza i ostatnia. W 2019 r. ich liczba skurczy się do jednej – będzie nią ostatnia niedziela w miesiącu. Od 1 stycznia 2020 r. zakaz obejmie wszystkie niedziele w roku, z wyjątkiem siedmiu wskazanych przez ustawodawcę.

Niedziele wyłączone spod zakazu handlu:

  • kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia;
  • niedziela bezpośrednio poprzedzająca pierwszy dzień Wielkiej Nocy;
  • ostatnia niedziela przypadająca w styczniu, kwietniu, czerwcu i sierpniu.

Częściowemu ograniczeniu ulegnie też możliwość handlu w Wigilię Bożego Narodzenia, a więc 24 grudnia, oraz w Wielką Sobotę, czyli w przeddzień Wielkiej Nocy. W te dni handel będzie zakazany po godzinie 14.00. Grzywna za złamanie zakazów ma wynosić od 1 tys. do 100 tys. zł.

Zarządzanie nowoczesnym przedsiębiorstwem

Właściciele dużych nieruchomości komercyjnych, a zwłaszcza galerii i centrów handlowych, muszą mieć świadomość, że została im wypowiedziana otwarta wojna o pieniądze. Wspomniane 0,035% podstawy opodatkowania podatkiem galeryjnym daje w skali roku wymierne 0,42%. Łącząc to z milionowymi stratami, jakie przyniesie zakaz handlu w niedziele, można się spodziewać reakcji obronnej obarczonych tymi obciążeniami przedsiębiorców. Jeśli nie będą chcieli przerzucić powstałych kosztów na konsumentów, to pozostaje podjąć walkę, w której orężem jest prawo. Zarządzanie nowoczesnym przedsiębiorstwem oznacza dziś konieczność zabezpieczenia jego interesów i ochrony majątku na każdym polu: biznesowym, podatkowym, a przede wszystkim prawnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Wartość IPO na GPW w 2017 r. powyżej 1.8 mld euro

GPW znalazła się na trzecim miejscu wśród europejskich parkietów pod względem liczby debiutów. Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ubiegłym roku z sukcesem przeprowadzono 27 ofert pierwotnych (osiem na Głównym Rynku GPW oraz 19 na NewConnect). Jak podaje Raport „IPO Watch Europe” przeprowadzony przez firmę doradczą PwC stawia to naszą giełdę na trzecim miejscu wraz z giełdą hiszpańską pod względem liczby oraz na ósmym miejscu pod względem wartości Initial Public Offering (IPO).

Łączna wartość IPO na warszawskim parkiecie w ostatnim roku wyniosła ponad 1,8 mld euro i była najwyższa od 2011 r.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna w Europie, umacnianie się polskiej waluty oraz dobre postrzeganie przez inwestorów naszej gospodarki przełożyły się także na wzrost wartości kapitału pozyskanego na rozwój poprzez rynek publiczny. Cieszy nas silna pozycja GPW wśród europejskich parkietów pod względem liczby i wartości IPO, ale jeszcze bardziej cieszy nas to, że na Giełdę trafia coraz więcej spółek, których produkty mogą być skalowalne globalnie. Instytucje rynku kapitałowego stają się bardziej komplementarne. Na GPW debiutują kolejne spółki z portfeli funduszy wspartych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy. Mają one bardzo duży potencjał wzrostu, co w przyszłości może przełożyć się na zyski inwestorów – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W 2017 r. GPW zanotowała imponującą poprawę wartościową spółek notowanych. Wartość rynkowa spółek debiutujących na Głównym Rynku GPW i NewConnect wyniosła na koniec roku 16,7 mld zł i była ponad dwukrotnie wyższa niż wartość rynkowa spółek wycofanych (8,2 mld zł). W tym kapitalizacja 14 spółek wycofanych po wezwaniu stanowiła 6,4 mld zł (czyli ponad 10 mld zł mniej niż nowych spółek, które trafiły na rynki akcji GPW).

Wielka Brytania, jako kolejne państwo, chce uregulować obrót kryptowalutami

Od tygodnia cena bitcoina nie wychyla się z przedziału 10-12 tys. dol., a Wielka Brytania, jako kolejne państwo, chce uregulować obrót kryptowalutami. Czy to już zmierzch raptownych skoków cen oraz droga do wprowadzenia porządku i bezpieczeństwa na rynku kryptowalut? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Bitcoin (BTC), jak zresztą wiele innych kryptowalut, w ostatnich dniach na pewno nie reaguje jeszcze tak jak klasyczne instrumenty finansowe, ale sinusoida zmian z ostatnich kilku miesięcy wyraźnie się zmniejszyła.

Cena najpopularniejszej kryptowaluty utrzymuje się ok. 10-12 tys. dolarów, czyli ledwie w połowie szczytów z grudnia ub.r., a bitcoin nadal dominuje na rynku wirtualnych walut, z 39-procentowym udziałem w całym rynku.

Cisza służy względnej stabilizacji

W ostatnich dniach nie mieliśmy do czynienia z informacjami, które najczęściej przyczyniają się do kontynuacji spadków czy też gwałtownych wzrostów cen. To mogło spowodować stabilizację kursu. Inna rzecz, że coraz więcej krajów wprowadza lub rozważa wprowadzenie regulacji bądź ograniczeń handlu kryptowalutami, co również może skłaniać do uspokojenia nastrojów na tym rynku.

Komitet Skarbowy brytyjskiego Parlamentu wydał w czwartek oświadczenie o rozpoczęciu dochodzenia w sprawie zbadania roli kryptowalut w państwie, w tym ich korzyści i zagrożeń dla konsumentów, firm i rządu. Poddana badaniu będzie kwestia regulacji kryptowalut – tak, aby zachować balans pomiędzy ochroną użytkowników a innowacyjnością. Komitet postara się także o odpowiedź na pytanie, czy kryptowaluty będą w stanie zastąpić tradycyjne metody płatności.

Chiny, Japonia, USA – kto jeszcze zrobi porządek

Przed Wielką Brytanią za regulowanie kryptowalutowego rynku zabierały się już m.in. Chiny, które zakazały sprzedaży nowych “monet”, oraz Japonia.

Na japońskim rynku (jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie) należy rejestrować giełdy kryptowalut i wysyłać regularne raporty, podobnie jak robią tradycyjne notowane na giełdach spółki.

Przymiarki do regulacji handlu czynią także Stany Zjednoczone. Tamtejszy regulator – SEC – wziął pod lupę szczególnie oferty publiczne “monet” – ICO (initial coin offering). SEC chce, by ICO zostały uregulowane na federalnym poziomie, przeciwdziałając w ten sposób oszustwom często popełnianym podczas przeprowadzania ICO.

Czy Amerykanom się uda? David Schweikert, członek Izby Reprezentantów, w wywiadzie dla telewizji Fox stwierdził, że bardzo ciężko będzie uregulować kryptowaluty, a regulatorzy powinni skupić się raczej na kontroli i nadzorze samych zastosowań kryptowalut.

Mniejsze ryzyko, mniejszy potencjał?

Państwowe regulacje mogą przyczynić się do ochrony konsumentów i firm przed zagrożeniami związanymi z obrotem kryptowalutami. Mogą jednak także ograniczać potencjał tempa wzrostu cen, co przełoży się m.in. na ograniczenie popytu.

Oczywiście, nawet przy zmniejszonych wahaniach ceny kryptowalut nadal mogą wzrastać, gdyby np. wirtualne pieniądze zyskiwały coraz więcej zastosowań. Ale tempo ew. wzrostów może nie być już tak zawrotne jak dotychczas.

Co zrobić, aby ulewa nie wydłużyła czasu transportu?

Prowadzenie samochodu podczas ulewy jest bez wątpienia nie lada sztuką. Śliska powierzchnia, zmniejszona widoczność, woda pryskająca na wszystkie strony to tylko niektóre z niedogodności, z którymi musza zmierzyć się kierowcy. Jazda w takich warunkach z pewnością wymaga niemałego doświadczenia i zachowania wyjątkowej ostrożności. Jak postąpić w przypadku, kiedy warunki pogodowe są mocno niesprzyjające, jednak zależy Ci na szybkim wykonaniu zlecenia?

Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że bezpieczeństwo Twoich kierowców jest bezwzględnie najważniejsze. Najlepszym rozwiązaniem jest niedopuszczenie do sytuacji, w której może dojść do utraty kontroli nad pojazdem, co niesie za sobą ryzyko doznania uszczerbku na zdrowiu oraz uszkodzenia samochodu.

Po pierwsze – zainwestuj w dobre wycieraczki

Widoczność podczas ulewy jest niezwykle niska, co znacząco zwiększa ryzyko stłuczki. Aby poradzić sobie z nadmiarem wody i błota na przedniej szybie warto wyposażyć samochody w wysokojakościowe wycieraczki samochodowe, jakie oferuje np. firma Dipp. Podczas użytkowania regularnie sprawdzaj stan gumek. Zużyte tworzywo zamiast usuwać wodę rozsmarowuje ją po szybie, co jeszcze bardziej ogranicza widoczność. Jeśli nie pamiętasz, kiedy ostatnio zmieniałeś wycieraczki najlepiej od razu założyć nowe. Pamiętaj, że życie i zdrowie Twoich kierowców warte są każdego wydatku.

Po drugie – zadbaj o opony

Podczas jazdy w ulewie często pojawia się zjawisko aquaplaningu, kiedy woda gromadzi się pod oponami. Skutkuje to znacznym zmniejszeniem przyczepności pojazdu do nawierzchni oraz, co za tym idzie – utratą nad nim kontroli. Aby zredukować ryzyko aquaplaningu warto przyjrzeć się stanowi opon. Zasada jest prosta – im ona nowsza, tym lepiej sprawdza się w trudnych warunkach. Pamiętaj więc, by regularnie wymieniać opony oraz sprawdzać w nich poziom ciśnienia – zaniżone ciśnienie w znacznym stopniu nasila zjawisko aquaplaningu.

Po trzecie – sprawdzaj stan reflektorów

Kolejnym czynnikiem, który istotnie poprawia widoczność i bezpieczeństwo jazdy, szczególnie podczas deszczu jest odpowiednie oświetlenie jezdni.  Powinieneś zatem systematycznie sprawdzać stan lamp, nie tylko podczas obowiązkowego przeglądu technicznego. Zwróć uwagę na to, czy wszystkie żarówki są sprawne, a szkła reflektorów czyste. Klosze pod wpływem czasu ulegają zmatowieniu, co sprawia, że lampy słabiej świecą, dlatego warto zadbać o regularne odświeżanie ich powierzchni.

Po czwarte – technika jazdy!

Nawet jeśli zadbasz o wyżej wspomniane elementy, nic nie zapewni kierowcom bezpieczeństwa tak, jak odpowiednia technika jazdy podczas ulewy. Zapewnij swoim pracownikom właściwe szkolenia BHP, na których dowiedzą się, jak zachować się w takiej sytuacji.

Konieczne jest dostosowanie prędkości do warunków, co najczęściej wiąże się z jej redukcją, szczególnie przy przejeżdżaniu przez kałuże.

Niezwykle ważnym jest, aby pewnie trzymać obie ręce na kierownicy. Umożliwia to szybszą reakcję na ewentualne zagrożenie i zapanowanie nad pojazdem. Twoi kierowcy powinni też pamiętać  o zachowaniu większej niż zwykle odległości między samochodami oraz starać się omijać tiry i ciężarówki – duże pojazdy rozpryskują ogromne ilości wody, co może spowodować zupełny brak widoczności.  Również mokre hamulce mogą się przyczynić do wypadku. Warto często je osuszać, naciskając lekko na pedał hamulca tak, aby hamowanie było lekko wyczuwalne.

Firma Dipp.pl posiada szeroką ofertę detaliczną i hurtową oraz zachęca firmy do zapoznania się z asortymentem pełnym wysokojakościowych produktów. Szczegóły na dipp.pl i dipp.com.pl

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 r. – raport

W 2017 roku byliśmy świadkami wielu incydentów naruszenia bezpieczeństwa i wycieku danych. Świat obiegły informacje o kradzieży danych z Equifax, Verizon czy Kmart. Infrastruktura wielu firm została sparaliżowana przez ataki Petya, WannaCry, BadRabbit. Do przeprowadzania zmasowanych cyberataków hakerzy wykorzystywali również cieszące się coraz większą popularnością urządzenia IoT (Internet of Things).

2017 rok to przede wszystkim ataki typu ransomware, malware, phishing, ataki na warstwę sieciową, ataki DDoS oraz botnety. Najczęstszym celem cyberataków były firmy z sektora energetycznego, służby zdrowia, sprzedaży detalicznej oraz produkcji. Zagrożony był również sektor finansowy i instytucje państwowe.

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017
Sektory gospodarki, które stały się najczęstszym celem ataków w 2017 r.

Liczba ataków a kraje pochodzenia

Tylko w IV kwartale 2017 roku Grey Wizard zarejestrowało 167 324 652 incydentów. Dziennie, liczba incydentów wynosiła średnio 1 394 372. Najwięcej, bo aż 22,04% wszystkich incydentów bezpieczeństwa i ataków, które były skierowane na strony chronione przez Grey Wizard Shield pochodziła z Francji. Na drugim miejscu wśród krajów źródłowych cyberataków znalazła się Wielka Brytania – 20,08%. Kraje, z których zarejestrowano wzmożony ruch to również Niemcy 18,73%, Stany Zjednoczone 9,07% oraz Polska 7,81%. Pozostałe kraje z dość wysokim wskaźnikiem incydentów
i zaangażowania cyberprzestępców to Holandia 5,12% i Kanada 2,35%. Ze Słowenii zodnotowano 1,60%, z Rumunii 1,53%, a z Mołdawii 1,35%. Ataki z innych krajów wyniosły 10,32%. Należą do nich kraje z aktywnością incydentów i ataków poniżej 1%. Były to m.in. Ukraina 0,95% i Węgry 0,73%.

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 2
Kraje pochodzenia cyberataków

Czas trwania ataków

Czas trwania cyberataków ma ogromny wpływ na przedsiębiorstwo. Im dłuższy atak tym większe szkody finansowe i wizerunkowe ponosi atakowana firma. Najczęściej celem cyberataków jest ograniczenie dostępności serwisu internetowego, kradzież wrażliwych danych i treści strony oraz pieniędzy. Najwięcej, bo aż 52,83% wg danych zebranych przez Grey Wizard stanowiły ataki brute force trwające mniej niż 30 minut. Zaraz po nich odnotowano ataki, które trwały od 1-3 godzin i stanowiły one 28,77% wszystkich incydentów. 18,40% stanowiły ataki od 30-60 minut oraz od 3-6 godzin (18,87%). Natomiast tylko 1,42% to ataki trwające od 12-24 godzin oraz powyżej 24 godzin. Z danych tych wynika, że ataki poniżej 30 minut “cieszą się” na czarnym rynku największą popularnością. – Wynika to z niskich kosztów takich ataków, to zaledwie kilka do kilkunastu dolarów – mówi Radosław Wesołowski, CEO Grey Wizard.

– Cyberprzestępcy wykorzystują krótkie, ale intensywne ataki, by zakłócić działanie usług internetowych, jednocześnie mają świadomość, że nawet chwilowy brak dostępu do serwisu jest w stanie wygenerować wielkie straty – dodaje ekspert z Grey Wizard.

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 3
Czas trwania ataków brute force

Rodzaje ataków

Internet przyzwyczaił nas do wygody. Naturalne jest dla nas robienie zakupów online, blogowanie, korzystanie z usług bankowych, robienie rezerwacji hotelowych czy korzystanie z e-usług instytucji państwowych. Wzrost ich popularności sprawił, że jednocześnie wzrosła liczba atakowanych stron i aplikacji internetowych.  Najpopularniejszym typem ataku aplikacyjnego w IV kwartale 2017 wg danych zebranych przez Grey Wizard był SQL Injection. Liczba incydentów stanowiła 40,53% wszystkich ataków. SQL Injection (SQLi) to metoda cyberataku polegająca na wstrzykiwaniu dodatkowych procedur do zapytania SQL, które, wygenerowane przez aplikacje, przekazywane są do bazy danych i tam wykonywane.

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 4
Rodzaje ataków

Na drugim miejscu wśród najpopularniejszych typów incydentu znalazł się Illegal Resource Access, czyli nielegalny dostęp do zasobów – 31,89%. Są to wszystkie nielegalne działania mające na celu uzyskanie dostępu do stron prywatnych lub zastrzeżonych oraz próby wyświetlenia bądź kradzieży plików systemowych. 24,02% incydentów to Security Vulnerability Scanners, czyli ataki skierowane na skanery podatności aplikacji internetowych na zagrożenia. Najmniej incydentów odnotowano z wykorzystaniem typu ataku Cross Site Scripting (XSS) – 1,31%. Atak XSS (Cross-site scripting) jest wykonywany po stronie przeglądarki. Jest to atak na klienta podatnej aplikacji WWW. Zagraża on samej aplikacji i danym znajdującym się po jej stronie.

– Hakerzy coraz częściej wykorzystują luki w zabezpieczeniach warstwy aplikacyjnej –  mówi Radosław Wesołowski CEO Grey Wizard. – Po pierwsze dlatego, że przechowuje dane użytkowników, takie jak dane osobowe, numery kart kredytowych czy loginy i hasła. Po drugie warstwa aplikacyjna obsługuje protokoły m.in.
HTTP, SQL, DNS, SNMP, FTP i inne. Brak właściwych zabezpieczeń tych protokołów daje hakerom możliwość skorzystania z wielu potencjalnych metod ataków. Po trzecie, ataki skierowane na warstwę aplikacyjną są skomplikowane i często trudne do wykrycia. Dlatego, aby skutecznie chronić przed tego typu atakami należy używać równie skomplikowanych i inteligentnych mechanizmów obrony – tłumaczy Radosław Wesołowski. – Najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie ochrony Web Application Firewall, która m.in. zapewnia całodobową automatyczną ochronę przed atakami aplikacyjnymi, posiada niski współczynnik fałszywych alarmów i ma możliwość definiowania wyjątków – dodaje. 

Bezpieczeństwo systemów CMS

W IV kw. 2017 r. system Web Application Firewall Grey Wizard odnotował aż 266 222 incydentów powiązanych z wadami systemów do zarządzania treścią. – Z chronionych przez nas platform, największa uwaga hakerów była skierowana na platformę WordPress. Zarejestrowaliśmy aż 261 112 incydentów naruszających bezpieczeństwo przechowywanych danych, co stanowi 98,1% – mówi Radosław Wesołowski z Grey Wizard. – Liczba ataków na system CMS WordPress wynika z jego dużej popularności – jest na niej zbudowanych ponad 24% stron na świecie. Najczęstszym powodem zaniedbań bezpieczeństwa jest częsty brak aktualizacji oraz duża podatność na ataki wszelkich dodatków do tego systemu – tłumaczy ekspert Grey Wizard. 1,91% incydentów odnotowano na platformę Magento – jedną z najbardziej rozbudowanych platform do obsługi dużych sklepów internetowych. Obsługuje blisko 10% wszystkich sklepów internetowych. 

Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 5
Liczba incydentów a typ platformy

Podsumowanie i prognozy na 2018 r.

Rok 2017 zapamiętamy jako rok wielu zmasowanych ataków hakerskich takich jak Petya, WannaCry czy Bad Rabbit. To także rok, w którym doszło do wielu naruszeń danych, w szczególności w przypadku Equifax, Verizon i Kmart. W Polsce głośnym wydarzeniem był incydent naruszenia bezpieczeństwa w bankach oraz w Komisji Nadzoru Finansowego.

Rok 2017 pokazał, że przed przedsiębiorstwami i instytucjami publicznymi stoi ogromne wyzwanie związane z zapewnieniem bezpieczeństwa firmom i danym wrażliwym. Nowe techniki i metody działania cyberprzestępców sprawiają, że ochrona biznesu staje się coraz trudniejsza, a ryzyko cyberataku cały czas wzrasta.  W 2018 roku cyberbezpieczeństwo będzie musiało w jeszcze większym stopniu rozwijać i wykorzystywać technologię opartą na sztucznej inteligencji. – W dzisiejszej cyberrzeczywistości trudno sobie wyobrazić skuteczniejszą broń niż inteligentna technologia oparta na maszynowym uczeniu. Tylko z pomocą sztucznej inteligencji jesteśmy w stanie skutecznie zabezpieczyć się przed cyberatakami, tzw. atakami przyszłości – podsumowuje Radosław Wesołowski, CEO Grey Wizard.

W ciągu najbliższych kilku lat, specjaliści do spraw cyberbezpieczeństwa nadal będą należeli do grupy najbardziej poszukiwanych ekspertów w branży IT. Do 2020 roku aż 15% stanowisk związanych z cyberbezpieczeństwem nadal pozostanie nieobsadzonych.

Także i prognozy w kwestii kosztów cyberataków nie są optymistyczne. Specjaliści prognozują, że w 2018 roku koszty cyberataków mogą wynieść nawet 180 miliardów dolarów. Ten 36-krotny wzrost kwoty jest wyraźnym sygnałem dla firm, by wdrożyć procedury bezpieczeństwa oraz zadbać o dodatkowe zabezpieczenie stron internetowych przed cyberprzestępcami.Cyberbezpieczeństwo w IV kwartale 2017 6

Jak znaleźć i utrzymać talenty w organizacji

Christian Kurmann
Christian Kurmann – Inclusive Leadership Inspirer

Z roku na rok wzrasta liczba przedsiębiorstw opierających swoje działania biznesowe na wiedzy. W takich organizacjach głównym czynnikiem decydującym o sukcesie są unikalne zdolności zatrudnionych w niej osób. Dlatego zarządzanie talentami powinno stać się kluczowym obszarem działania każdej firmy, która chce odnieść sukces w świecie coraz szybszych zmian i nowych wyzwań.

Talent w rozumieniu biznesowym to osoba o wysokim potencjale rozwojowym lub posiadająca wyjątkowe, ważne dla firmy kompetencje.

Cudze chwalicie

Rynek staje się coraz bardziej wyspecjalizowany, a równocześnie grupa osób posiadających te szczególne kwalifikacje jest coraz mniejsza. Firmy nieustannie poszukują więc pracowników o wysokich kompetencjach, tocząc coraz bardziej agresywną „walkę o talenty”.

Tymczasem znacznie korzystniejsze i mniej kosztowne może okazać się skupienie na potencjale ludzkim własnej organizacji. Koncentrując się na konwencjonalnych metodach wyławiania talentów z rynku łatwo przegapić „ciche talenty” wewnątrz firmy.

Czasem uzdolniony pracownik dzięki ambicji i determinacji jest w stanie samodzielnie rozwinąć swój potencjał zawodowy. Nie zawsze jednak talent i przebojowość idą ze sobą w parze. Przemyślany program wsparcia talentów może znacząco przyspieszyć ten proces i ukierunkować go w sposób optymalny i dla zatrudnionego i całej organizacji. Czas jest o tyle istotny, że pozbawieni możliwości rozwoju utalentowani pracownicy tracą motywację, a firma nie wykorzystując posiadanego kapitału ludzkiego ponosi straty finansowe.

Dlatego proces zarządzania talentami musi dotyczyć wszystkich osób zatrudnionych w firmie, które powinny mieć możliwość wykorzystania w pracy swoich silnych stron i nieustannego rozwoju zawodowego i osobistego.

Zmiana modelu zarządzania talentami

Z puntu widzenia firmy głównym celem wszelkich form zarządzania talentami jest stworzenie przewagi konkurencyjnej. Współcześnie taką przewagę w dużym stopniu zapewniają wiedza i kreatywność pracowników. Docenienie i wsparcie szczególnie uzdolnionych członków zespołu motywuje pozostałych do rozwoju, a także pomaga budować w ramach firmy przyszłą kadrę menadżerską.

Tradycyjne formy wyszukiwania i wspierania talentów w firmie promują przebojowość, pewność siebie i nastawienie na indywidualną karierę. Stawiając przed pracownikami krótkoterminowe, najczęściej finansowe cele, liderzy wspierają zadaniowość, rywalizację i działania od-do, a nie długofalową pracę nad stworzeniem stabilnego zespołu i przedsiębiorstwa.

W dzisiejszym świecie ten tradycyjny model przestaje się sprawdzać. Współczesny biznes cechuje duża zmienność i nieprzewidywalność, a w organizacjach ścierają się dwa przeciwstawne oczekiwania: pracownicy stali się bardziej niezależni i wymagający, a firma wymaga od nich stałej gotowości i elastyczności w realizacji projektów. 

Przywództwo włączające

Dlatego dzisiaj znacznie lepiej sprawdza się nowy model przywództwa. Liderzy włączający skupiają się w swoich działaniach na wydobyciu maksymalnego potencjału pracowników, rozwijaniu ich indywidualnych możliwości i tworzeniu bezpiecznego i inspirującego miejsca pracy. Dobry menadżer dzięki otwartości i empatii potrafi rozpoznać i wzmocnić naturalne zdolności i unikalne talenty podwładnych, zakładając, że każdy pracownik może być takim ukrytym talentem. Dlatego rolą skutecznego lidera powinno być w istocie uświadomienie i  umożliwienie pracownikom wykonywania tego, co naprawdę lubią i chcą robić w organizacji. To zrozumienie indywidualności i rozpoznanie unikalnych zalet pracowników ma bezpośredni wpływ na budowanie lojalności i satysfakcji podwładnych, a w ten sposób także na podniesienie wyników firmy.

Talent dla każdego

W bezpiecznym środowisku wyjątkowo uzdolnieni pracownicy mają szansę w pełni rozwinąć swój potencjał – rozwiązywać problemy, wdrażać pomysły, a przede wszystkim wykorzystać swoje unikalne umiejętności, wiedzę i talent. Ten efekt dotyczy nie tylko indywidualnych osiągnięć pracowników, ale też całego zespołu. Grupę z poczuciem wspólnoty cechuje lepszy przepływ informacji i wiedzy, co pozwala osiągnąć synergię przy osiąganiu celów i rozwiązywaniu bardziej złożonych problemów.

Każda osoba, która była wystarczająco dobra, aby znaleźć się w zespole, jest też wystarczająco dobra, aby w pełni wykorzystać swój potencjał i stać się kiedyś liderem. To podstawowe założenie włączającego modelu zarządzania talentami. Dlatego mówiąc o zarządzaniu talentami nie myślimy dzisiaj tylko o programach dla wyróżniających się pracowników, ale o wsparciu wszystkich zatrudnionych w organizacji poprzez zapewnianie im rozwoju zawodowego oraz umożliwienie osiągania coraz lepszych wyników.

Christian Kurmann, Inclusive Leadership Inspirer

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Inflacja niejedynym zmartwieniem inwestorów

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Globalna gospodarka znajduje się w późnej fazie wzrostowego cyklu. Co do tego panuje raczej zgodna, ale spotkać można istotne różnice, gdzie dokładnie w tej fazie można umiejscowić aktualnie obserwowane tendencje. Nie wiadomo również, jak długo ta schyłkowa faza może trwać. Wszystko to budzić może sporą niepewność, a wraz z nią rosnącą zmienność na rynku. Z kolei większa zmienność niemalże z definicji oznaczać powinna obniżającą się perspektywę dla wzrostu cen ryzykownych aktywów. Czy to oznacza, że czeka je już tylko spadek? Tego też nie można powiedzieć. Po wieloletniej hossie rynek nie powinien zawrócić na pięcie i nagle zacząć spadać, tak jak to uczynił z początkiem miesiąca. Formułowanie szczytu powinno być pewnym procesem, ale jego początkiem może być ostatnio zaobserwowana rynkowa zawierucha. Sam rynek zdaje się być szczególnie wyczulonym na perspektywy dla inflacji i stóp procentowych, ale zapomina o innej równie ważnej kwestii. Mowa o wzroście gospodarczym. Wydaje się, że wszyscy biorą za dobrą monetę wyśmienitą kondycję światowej gospodarki. Tymczasem nie można zapominać, że końcowa faza wzrostowego cyklu ma to do siebie, że dynamika wzrostu powinna zacząć powoli słabnąć. W USA mało osób w ogóle dopuszcza taką możliwość, skoro tyle czynników ma ją wspierać, począwszy od obniżki podatków, a skończywszy na chęci pobudzenia inwestycji infrastrukturalnych. Podawane dane wskazują jednak na potrzebę pokory i ostrożności. Opublikowane w zeszłym tygodniu dane o amerykańskiej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej zaskoczyły negatywnie. Fakt ten przeszedł niemalże bez echa. Panuje bowiem przeświadczenie, że z początkiem roku hamulcowym była pogoda, ale niekoniecznie musiał to być jedyny czynnik. Zresztą wczoraj doszła do tego seria niższych od prognoz odczytów wstępnych wskaźników PMI dla Eurolandu. Po wcześniejszych danych instytutu ZEW widać, że obawa wciąż koncentruje się na możliwym wzroście inflacji, podczas gdy wczorajsze informacje dla Niemiec wysłały zupełnie inny niepokojący sygnał. Otóż dynamika wzrostu nowych zamówień eksportowych spadła do najniższego poziomu od dwunastu miesięcy. Stwarza to realne zagrożenie, gdyż mało kto bierze aktualnie pod uwagę możliwość pogorszenia koniunktury, co by oznaczało, że w przypadku materializacji negatywnego scenariusza potencjał spadkowy jest dość znaczny. W Europie bowiem o negatywnym wpływie pogody nie może być mowy, co najlepiej zasygnalizowały fenomenalne dane o krajowej produkcji budowlano-montażowej.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.