Posiedzenie FOMC. Słabszy wzrost na wyspach

Wczorajszy stenogram z posiedzenia amerykańskiego odpowiednika RPP potwierdza szanse na podwyżkę stóp procentowych. Słabsze od oczekiwań dane z Niemiec.

Stenogramy z posiedzenia FOMC

FOMC jest to skrót od Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to amerykański odpowiednik polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Z zapisów rozmów wynika, że marcowa podwyżka stóp wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobna. Członkowie komitetu zwracają uwagę na perspektywę wzrostu inflacji w średnim okresie. Wskazują też na wzrost gospodarczy powyżej trendu oraz silny rynek pracy. Na te dane zareagowały zarówno waluty jak i kontrakty na stopę procentową. Dolar początkowo tracił do euro, jednakże po kilkunastu minutach odbił i zamknął kolejny dzień mocniejszy względem europejskiej waluty. Prawdopodobieństwo marcowej podwyżki stóp procentowych wynosi obecnie 86% i wzrosło o ponad 4% w ciągu dnia. Jest ono liczone z cen kontraktów terminowych na stopę procentową. Jeżeli inwestorzy wyceniają kontrakt wedle wyższej stopy oznacza to, że przewidują jej wzrost.

Słabsze dane z wysp

Brytyjscy statystycy zweryfikowali dane na temat wzrostu PKB w IV kwartale 2018 roku. W rezultacie okazało się, że gospodarka rosła o 1,4% zamiast jak wcześniej pokazano 1,5%. Co ciekawe inwestorzy właściwie zignorowali te dane. Tuż przed publikacją funt wyraźnie się umacniał, a po danych przeszedł w ruch boczny. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w ciagu 3 dni funt stracił na wartości ponad 6 groszy zatem drobna korekta nie jest niczym nadzwyczajnym na rynku.

Słabsze dane z Niemiec

Po tym, jak wczoraj zobaczyliśmy gorszy odczyt indeksu PMI dla przemysłu, dzisiaj wyhamowanie oczekiwań potwierdził również Indeks Instytutu IFO. Odczyt 115,4 jest oczywiście gorszy od oczekiwanych 117 punktów. Warto zwrócić uwagę, że podobnie jak w przypadku wczorajszego PMI są to obiektywnie dobre i wysokie poziomy. Po prostu nie są tak dobre jak dotychczas oczekiwali analitycy. Dane te tylko na chwilę spowodowały reakcję na euro, po czym po chwili kurs powrócił do poprzednich poziomów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gorączka złota XXI wieku, czyli do czego może prowadzić pogoń za wirtualną walutą?

Wartość rynku kryptowalut przekroczyła 750 miliardów dolarów[i]. Zainteresowanie technologią i samym systemem wirtualnych walut nie słabnie, a wręcz przeciwnie napędza cały przemysł nowoczesnych technologii. Nie dziwi zatem fakt, że kryptowaluty, a raczej ich pozyskiwanie zaczyna przypominać gorączkę złota znaną z początków XX wieku. Niestety, tak jak ponad sto lat temu, tak i dziś pogoń za łatwym pieniądzem przyczynia się do zachowań będących na granicy prawa, a niekiedy noszących znamiona przestępstwa.

O tym, że udział w gorączce złota XXI wieku może źle się skończyć przekonała się grupa rosyjskich naukowców[ii], zostali oni aresztowani za wykorzystywanie państwowego superkomputera do kopania kryptowalut. Co ciekawe, infrastruktura przeznaczona była między innymi do badań nuklearnych.

Przemysł i technologia

Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl
Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

Wirtualne waluty można pozyskiwać na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest ich zakup, czyli wymiana za pieniądze lub towary. Drugim sposobem jest ich wykopanie, polegające na rozwiązaniu skomplikowanego równania matematycznego. Wymaga to dużej mocy obliczeniowej i specjalistycznego sprzętu. W ten sposób narodził się cały przemysł, który tworzy urządzenia do kopania kryptowalut. Najlepiej z tego typu obliczeniami radzą sobie procesory graficzne, co już odczuł cały rynek gamingowy. Zapotrzebowanie na tego rodzaju układy rośnie, a przy tym również ich cena. – To prawda, dziś kopalnie kryptowalut to prawdziwy przemysł, w dodatku mający realny wpływ na cenę podzespołów. Powstające kopalnie, oparte o zaawansowane karty graficzne, powodują wzrost ich cen na rynku. W dodatku same miejsca wydobycia są bardzo energochłonne i wymagają specjalnych pomieszczeń, dostosowanych pod względem dostępnej mocy, jak i chłodzenia. Szacuje się, że pobór mocy całego rynku kopalni kryptowalut przekracza zapotrzebowanie na energię mniejszych państw, np. Słowenii – tłumaczy Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl, polskiego lidera branży nowoczesnych usług hostingowych. –  Nie dziwi zatem fakt, że niektórzy próbują znaleźć sposób na obniżenie kosztów wydobycia kryptowalut, niekoniecznie legalnie – dodaje Cebrat.

Obchodzenie systemu

Jednym z popularniejszych sposobów nielegalnego pozyskiwania kryptowalut jest cryptojacking,  czyli wykorzystanie mocy obliczeniowej innych użytkowników bez ich wiedzy i zgody. Takie działanie nie dość, że obciąża sprzęt nieświadomego użytkownika, to w dodatku przerzuca na niego dodatkowe koszty w postaci zwiększonego zużycia energii elektrycznej. Innym popularnym sposobem jest wykorzystywanie usług dostawców hostingowych, jako miejsc, w których „tanio” można pozyskać potrzebną moc obliczeniową. – Udostępniamy naszym Klientom serwery VPS na ultrawydajnych dyskach NVMe. Cena takiej usługi na starcie, w zależności od oferty, rozpoczyna się od 0,99 zł netto miesięcznie. Takie warunki spowodowały, że spotkaliśmy się z wykorzystywaniem naszych serwerów do kopania kryptowalut. – mówi Krzysztof Cebrat. – Jest to oczywiście niezgodne z regulaminem zachowanie, które znacząco obciąża współdzieloną infrastrukturę i jest przez nas zakazane. Problem jest stosunkowo niewielki, bo stanowi niecały 1% przypadków korzystania z naszych serwerów, jednak za każdym razem, w trosce o naszych Klientów, reagujemy stanowczo i natychmiast po wykryciu takiego zachowania usługa jest wyłączana. Na nas, jako liderze branży, spoczywa odpowiedzialność za wyznaczanie standardów i dlatego takie zachowanie będzie bezwzględnie eliminowane w trosce o pozostałych użytkowników – przestrzega prezes Cebrat.

Bezzasadne ryzyko

Wykorzystywanie cudzych mocy obliczeniowych czy nadużywanie infrastruktury współdzielonej u dostawców hostingowych nie dość, że jest nielegalne, to jeszcze jest mało efektywne. Do kopania większości popularnych kryptowalut potrzeba sprzętu opartego o procesory graficzne. Nie bez powodu mówi się o koparkach kryptowalut, czyli urządzeniach dedykowanych do tego typu czynności. – Infrastruktura oparta o serwery VPS jest przeznaczona do zupełnie innych zadań i mimo tego, że nasze serwery są najnowocześniejsze w Polsce, nie stanowią dużego pożytku dla wirtualnych górników. Obciążając system zadaniem, do którego nie jest on przeznaczony, nielegalni kopacze kryptowalut utrudniają tylko korzystanie innym użytkownikom, sami zyskując bardzo niewiele  – tłumaczy Rafał Lorenc, szef technologii w nazwa.pl.

Gorączka złota z założenia skłania ludzi do nieprzemyślanych zachowań. Przykład rosyjskich naukowców to tylko przestroga dla wszystkich tych, którzy pragną wzbogacić się poprzez niewłaściwe praktyki, które utrudniają innym użytkownikom korzystanie z wspólnych usług.

[i] https://dowbit.pl/rynek-kryptowalut-750-miliardow/

[ii] http://www.komputerswiat.pl/nowosci/wydarzenia/2018/06/rosyjscy-naukowcy-aresztowani-za-wydobywanie-kryptowalut.aspx

 

Po opublikowaniu protokołu Fedu

Po opublikowaniu w środę protokołu ze styczniowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku dolar początkowo tracił na wartości, ale szybko zaczął odrabiać straty, sporo zyskując do swoich rywali. Z protokołu wynika, że bankierzy monetarni wskazują na silną sytuację amerykańskiej gospodarki i chcą stopniowo podnosić stopy procentowe w USA. Eksperci i inwestorzy oczekują, że w tym roku dojdzie jeszcze do trzech podwyżek stóp. Mocniejszy dolar uderzył m.in. w złotówkę, która sporo straciła do amerykańskiej waluty, a na dalsze zachowanie światowych walut będzie miało wpływ dzisiejsze opublikowanie protokołu ze styczniowego posiedzenia EBC.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do japońskiego jena (-0,13%), a zyskuje do euro (+0,5%), brytyjskiego funta (+0,8%), dolara kanadyjskiego (+0,37%) oraz dolara australijskiego (+0,71%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,227, GBP/USD – 1,388, USD/CAD – 1,27, AUD/USD – 0,78 i USD/JPY – 107,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,68%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,884. Złotówka mocno traci do innych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje prawie 3,41 zł, euro – 4,18 zł, funt – 4,73 zł, a frank szwajcarski – 3,62 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,48%, frankfurcki indeks DAX stracił 0,14%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,23%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,55%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,31%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,29%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 1,07%, indeks Shanghai Composite wzrósł o 2,17%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 1,35%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,42 USD (+0,26%), a ropy WTI – 61,68 USD (-0,18%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 70 USD. Z kolei złoto kolejny dzień kontynuuje spadki. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1321 USD. To 6 USD mniej (-0,45%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, luty (prognoza 117 pkt.)
  • 10:00 – Polska – Wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS, luty
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 1,5%)
  • 13:30 – Strefa euro – Protokół z posiedzenia EBC, styczeń
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 (r/r), styczeń (prognoza 4,8%)
  • 14:00 – Polska – Protokół z posiedzenia RPP, luty
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 230 tys.)
  • 16:00 – USA – Indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board, styczeń (prognoza 0,7%)
  • 16:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 18:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Atlanty

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Analityka pozwala operatorom wyróżnić się na mocno nasyconym rynku telekomunikacyjnym

W czasach, gdy smartfon stał się podstawowym przedmiotem codziennego użytku, telekomy muszą wypracować nową strategię biznesową, która odpowie na zmieniające się potrzeby klientów i zapewni innowacyjny rozwój. Analityka jest głównym motorem, który napędza cyfrową transformację biznesu.

(22 lutego 2018 r.) – Rynek telekomunikacyjny jest przesycony i bardzo konkurencyjny. Wraz ze wzrostem liczby i różnorodności ofert klienci stają się jeszcze bardziej wymagający. Niemal dwie trzecie świata korzysta dzisiaj z urządzeń mobilnych. Mimo że lawinowo wzrasta liczba danych, a sieci internetowe i sieci telefonii komórkowej stają się coraz bardziej złożone i rozbudowane, to przychody dostawców usług telekomunikacyjnych nie rosną w tym samym tempie. Co mogą zatem zrobić firmy z branży telco, aby przetrwać na tak trudnym rynku, utrzymując przy tym obecnych i pozyskując nowych klientów?

Obecnie użytkownicy szybciej wykorzystują pakiety danych niż pakiety minut i SMS-ów. Smartfon stał się głównym narzędziem odbioru informacji i rozrywki. Stwarza to firmom telekomunikacyjnym wyjątkową szansę na wykorzystanie informacji zapisanych w cyfrowych śladach pozostawianych przez użytkowników. Ogromne zbiory danych mogą służyć do optymalizacji przepustowości sieci oraz poprawy jakości obsługi klienta. Wykorzystanie analityki umożliwia dokładne określenie potrzeb i oczekiwań klienta, rozszerzenie portfolio usług, podejmowanie lepszych decyzji dotyczących rozbudowy infrastruktury oraz planowania przepustowości. Podsumowując – pozwala na budowanie i zarządzanie pozytywnymi doświadczeniami klienta.

Telekomunikacja w świecie infotainment

Standaryzacja usług i ofert telekomunikacyjnych stała się dużym wyzwaniem dla dostawców z branży telco. Ile ofert można stworzyć oraz jak bardzo można obniżyć ceny, utrzymując wysoki poziom rentowności? Znalezienie USP (Unique Selling Proposition) jest niezwykle trudne, gdy wydaje się, że wszystko już zostało zrobione, a wszystkie oferty telekomunikacyjne są do siebie podobne. Niska cena nie stanowi obecnie głównego wyróżnika. Dlatego firmy telekomunikacyjne próbują rozszerzyć zakres usług, aby poprawić i rozszerzyć zakres interakcji z klientami.

Gdy podpisujemy umowę z operatorem, poza standardowym pakietem otrzymujemy dodatkowe usługi oraz darmowy dostęp do innych aplikacji. Możliwość bezpłatnego korzystania z portali, takich jak Netflix czy Spotify to popularny sposób na pozyskanie niezdecydowanych klientów. Firmy telekomunikacyjne oferują także darmowe audiobooki, gry mobilne lub nielimitowany dostęp do portali social media, takich jak np. Facebook. Nie chodzi już jedynie o umożliwienie komunikacji, ale śledzenie trendów w cyfrowym świecie – tzw. infotainment (ang. information – informacje, entertainment – rozrywka) – mówi Miłosz Trawczyński, Business Consulting Manager  w SAS Polska.  

Popularność aplikacji z kategorii infotainment rośnie. Klienci chcą korzystać z różnych urządzeń mobilnych, zaczynając np. oglądać odcinek ulubionego serialu na smartfonie w drodze z pracy, a kończąc czynność w domu, korzystając z tej samej aplikacji zainstalowanej na smart TV. Na rynku usług telekomunikacyjnych konkuruje  szerokie spektrum firm świadczących różne usługi – od operatorów satelitarnych, internetowych, mobilnych, po telewizję kablową. Wiele z nich rozbudowuje swoje oferty, uzupełniając je o usługi dodatkowe, co czyni pakiety poszczególnych dostawców podobnymi do siebie.

Aby wyróżnić się w gąszczu konkurencji i być kojarzonymi z nowoczesnymi organizacjami, operatorzy muszą wykorzystać potencjał analityki biznesowej, aby podejmować lepsze decyzje i wdrażać skuteczne strategie biznesowe. Doświadczenia klienta w kontakcie z marką mają dziś o wiele większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej, a utrzymanie jego lojalności jest ogromnym wyzwaniem. Jakość świadczonych usług staje się kluczowym wskaźnikiem efektywności (KPI), niezależnie od tego, czy mamy na myśli przepustowość sieci, obsługę klienta czy tworzenie treści.

Analityka w akcji

Wykorzystanie ogromnych zbiorów danych, którymi dysponują firmy telekomunikacyjne pozwala im uzyskać kompleksową wiedzę dotyczącą ich klientów, przepustowości sieci oraz procesów decyzyjnych. Przedsiębiorstwa wykorzystują analitykę do zwiększenia sprzedaży, maksymalizacji przychodu, obniżenia kosztów operacyjnych, oceny stopnia przywiązania klientów do marki oraz poziomu ich satysfakcji. Narzędzia analityczne umożliwiają  także redukcję poziomu churn (wskaźnika utraty klientów) oraz zmniejszenie ryzyka wystąpienia nadużyć. Analityka pozwala poznać potrzeby, preferencje i zachowania klientów oraz śledzić ich drogę pomiędzy kanałami kontaktu. Firmy z branży telco są również w stanie określić, jakiego rodzaju informacje i treści najchętniej konsumuje dany odbiorca. Dzięki temu są w stanie poprawiać poziom interakcji, optymalizować ścieżki zakupowe oraz oferować pakiety wartościowych usług. Co ważne, wszystkie te działania odbywają się w czasie rzeczywistym, co umożliwia podejmowanie odpowiednich kroków we właściwym momencie. Analityka zapewnia wgląd w wewnętrzne procesy firmy oraz pozwala kontrolować rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej. Systemy analityczne umożliwiają ocenę zapotrzebowania na usługi sieciowe, przewidywanie awarii, zanim one nastąpią, oraz optymalne planowanie zasobów w celu zapewniania ciągłości działania usług. Dzięki tym możliwościom firmy telekomunikacyjne mogą rozbudowywać portfolio innowacyjnych usług oraz odnajdywać kolejne źródła przychodu.

Co czeka branżę telco?

Branża telekomunikacyjna wciąż ewoluuje. Wejście na rynek sieci 5G, która ma zapewnić większą wydajność oraz redukcję opóźnień w przesyle danych, z pewnością otworzy nowe możliwości przed operatorami. Efektem przyśpieszenia sieci internetowej będzie jeszcze większa konsumpcja treści infotainment. Dostawcy oferujący rozbudowane pakiety zróżnicowanych usług będą w uprzywilejowanej pozycji. Eksperci SAS przewidują, że w najbliższych latach będziemy obserwowali konsolidację firm telekomunikacyjnych zorientowanych na poszerzanie portfolio usług. W czasach, gdy telefon nie służy już jedynie do wykonywania połączeń głosowych, pakiety Internetu stają się ważniejsze niż pakiety minut czy SMS-ów. Rosnąca konsumpcja materiałów wideo z platform streamingowych oraz  VOD napędzają zużycie danych. Technologie takie jak sztuczna inteligencja umożliwią dalszą automatyzację procesu obsługi klientów, zapewniając dostarczanie spersonalizowanych treści użytkownikom, bez poczucia, że dana firma ingeruje w ich życie. Wszystkie te czynności będą wymagały wsparcia działów analitycznych. Informacje pochodzące z aplikacji i narzędzi infotainment muszą zostać przetworzone i poddane analizie, aby na ich podstawie można było stworzyć wartościowe oferty dla klientów oraz umożliwić stworzenie długotrwałej relacji z marką. Do tego celu niezbędna jest analiza w czasie rzeczywistym, która pozwala na efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów, nadanie priorytetów poszczególnym działaniom oraz zapewnienie najwyższej jakości usług.

Importujesz z Chin? Oto co warto wiedzieć o juanie

Eksperci Ebury, firmy oferującej rozliczania transakcji walutowych, zakładają, że juana w tym roku czeka umiarkowane osłabienie względem dolara

Los juana chińskiego (CNY) odwrócił się w 2017 r. Słabszy dolar amerykański umożliwił umocnienie większości walut, juan nie był więc wyjątkiem. Kurs pary USD/CNY spadł o ponad 6%. Tym samym znalazł się na najniższym poziomie od kwietnia 2016 r. Obecnie waluta wymieniana jest za cenę zbliżoną do tej z sierpnia 2015 r., kiedy to Ludowy Bank Chin (PBoC) zdecydował się na rezygnację z częściowego powiązania kursu juana z dolarem amerykańskim, na rzecz utrzymywania chińskiej waluty na w miarę stabilnym poziomie w relacji do ważonego koszyka walut (Wykres 1).

Wykres 1: USD/CNY (luty ’17 – luty ‘18)

juanŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/02/2018

Jakie waluty w koszyku?

Od czasu zerwania z dotychczasową polityką kursową, decydenci Ludowego Banku Chin skupili się na utrzymania stabilności juana względem wspomnianego koszyka walut. Wagi poszczególnych walut w koszyku zostały ostatnim razem zaktualizowane w grudniu 2016 r. Obecnie koszyk składa się w 22% z USD, w 16% z EUR, w 12% z JPY, w 11% z wona południowokoreańskiego (KRW) i z dodatkowych dwudziestu walut, których waga w koszyku odpowiada udziałowi kraju emitującego walutę w wymianie handlowej z Chinami. Licząc od połowy 2016 r., bank centralny rzetelnie podchodził do utrzymywania stabilności waluty względem ustalonego przez siebie koszyka.

Kurs juana w stosunku do wspomnianego koszyka mierzony jest za pomocą indeksu CFETS RMB. Przez cały 2017 r. wskaźnik wahał się jedynie o 2-3% w porównaniu z wartością z początku roku. Deprecjacja juana względem euro była równoważona przez umocnienie renminbi (oficjalna nazwa chińskiej waluty) w stosunku do słabszego dolara. Bieżący rok juan zaczął jednak umocnieniem w relacji do koszyka walut, czemu sprzyjała m.in. słabość dolara amerykańskiego (Wykres 2).

Wykres 2: Wartość CNY mierzona indeksem CFETS PBoC (2016 – 2018)

juan 2Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/02/2018

Na zeszłoroczne umocnienie juana względem dolara amerykańskiego wpływ miało również zastosowanie w Chinach silnej głębokiej kontroli przepływów kapitału. W kontekście działań władz nie można zapominać, że w maju 2017 r. bank centralny wprowadził jako narzędzie do codziennego stabilizowania waluty względem koszyka tak zwany „mechanizm antycykliczny”. Został on zaimplementowany w celu uniemożliwienia nadmiernej deprecjacji juana w ujęciu dziennym i dał decydentom jeszcze większą możliwość wpływania na kurs. Uwzględniając stabilność waluty i niższe ryzyko niekontrolowanej deprecjacji juana, PBoC w styczniu postanowił jednak zmienić sposób w jaki przeprowadza dzienne fixingi juana. Wprowadzone zmiany de facto oznaczają koniec stosowania “mechanizmu antycyklicznego”. Stanowi to jasny sygnał przechodzenia w polityce kursowej w stronę systemu bardziej płynnego. Bank centralny pozbawia się części kontroli nad walutą i pozwala w większym stopniu na regulowanie ceny renminbi przez siły popytu i podaży.

Oprócz wyprzedaży dolara amerykańskiego i zastosowanie kontroli przepływów kapitału, dodatkowe wsparcie juanowi zapewniły dobre wyniki gospodarki Chin.

Zwiększeniu wydatków rządowych towarzyszyła poprawa popytu na chińskie dobra eksportowe. Chiński wzrost gospodarczy w 2017 r. był dobry i wyniósł 6,8% w trzecim i czwartym kwartale oraz 6,9% w pierwszych dwóch kwartałach (Wykres 3).

Wykres 3: Wzrost PKB Chin w ujęciu rocznym (2007 – 2017)

juan 3Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/02/2018

Od listopada 2016 r. wartość chińskiego eksportu (w CNY) nieustannie rosła. W 2017 r. chiński eksport zanotował 10-procentowy wzrost wartości w porównaniu z danymi z listopada ubiegłego roku. W stałym tempie rośnie również aktywność sektora przemysłu. Przemysłowy indeks Caixin PMI nie spadał poniżej poziomu 50 (Wykres 4). W przeciągu ostatnich czterech miesięcy wskaźnik osiągnął najwyższy poziom w grudniu i styczniu – w obu miesiącach odczyt wyniósł 51,5.

Wykres 4: Przemysłowe PMI wg. Markit & Caixin (2014 – 2018)

juan 4Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/02/2018

PKB powoli hamuje

Pomimo coraz lepszych perspektyw chińskiej gospodarki, tempo wzrostu PKB Chin jest wolniejsze niż w poprzedniej dekadzie. Biorąc pod uwagę stopniowe wprowadzanie bardziej restrykcyjnej polityki na rynku wewnętrznym, również w 2018 r. wzrost najpewniej nie osiągnie takiego poziomu. Większość prognoz sugeruje, że w tym roku dynamika produktu krajowego brutto może wynieść jedynie 6,4%. Gwałtowny wzrost zadłużenia sektora bankowego (sięgającego obecnie 150% PKB), niepewność dotycząca cen na rynku nieruchomości i prawdopodobieństwo wprowadzenia bardziej restrykcyjnej polityki handlowej może zaważyć na stanie chińskiej gospodarki w 2018 r.

Członkowie Ludowego Banku Chin zdecydowali się na pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, mimo, że dynamika cen w Chinach utrzymywała się przez cały ostatni rok poniżej celu inflacyjnego. W zeszłym roku inflacja mierzona wskaźnikiem CPI wzrosła powyżej swojej najniższej od ośmiu lat wartości. Od kilku miesięcy nie przekracza jednak poziomu 2%.

Również wartość rezerw walut obcych w Chinach rosła w szybkim tempie – surowe regulacje i silna waluta zniechęcały do odpływu kapitału. W styczniu br. odnotowano dwunasty miesiąc wzrostu chińskich rezerw z rzędu. Wartość rezerw wynosi obecnie ok. 3,2 bln USD. Obecna wartość rezerw powinna pozwolić PBoC na interwencje na rynku walutowym, jeśli tylko bank uzna takie działanie za stosowne. Wzrost rezerw pokazuje, że ograniczenie odpływu kapitału zadziałało.

Można wnioskować, że na ten moment stałe interwencje ze strony PBoC nie są konieczne do utrzymania stabilnego kursu wymiany juana. Niemniej, takie narzędzie wciąż pozostaje do dyspozycji decydentów.

Prognozy na 2018 r.

Ludowy Bank Chin wyraźnie zakomunikował, że jego priorytetem na ten rok jest utrzymanie stabilnego kursu wymiany juana względem wyznaczonego koszyka walut. Jesteśmy zdania, że – nawet jeśli rynek nie będzie sprzyjał działaniom banku – PBoC posiada w swoim asortymencie wystarczająco dużo instrumentów, żeby wcielić ten plan w życie. Biorąc pod uwagę naszą prognozę na rok 2018, zakładającą umocnienie dolara amerykańskiego względem zarówno euro, jak i jena, uważamy, że juana w tym roku czeka umiarkowane osłabienie względem dolara. Tym samym juan powinien zyskiwać w relacji do euro i polskiego złotego.

*Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

O czym należy pamiętać, wysyłając plik JPK_VAT

Już ostatnie dni dzielą mikroprzedsiębiorców od wysłania pierwszego Jednolitego Pliku Kontrolnego. Obowiązek złożenia JPK za styczeń mija 26 lutego. Eksperci z firmy inFakt podpowiadają, jakich formalności należy dopełnić przy tej czynności oraz w jaki sposób odbywa się sama wysyłka pliku.

Co i do kiedy przedsiębiorca ma obowiązek przedstawić skarbówce?

Przypomnijmy: obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego od 1 stycznia tego roku objął także mikroprzedsiębiorców. Od tej chwili wszyscy czynni podatnicy VAT są zobowiązani do składania miesięcznych raportów o nazwie JPK_VAT. Należy je przesyłać bez wezwania ze strony organu podatkowego do 25 dnia każdego miesiąca (w lutym – do 26) za miesiąc poprzedni. Według danych Ministerstwa Finansów JPK_VAT ma przed 26 lutego przesłać niemal 1,6 mln firm.

Dane zawarte w JPK_VAT to zbiór informacji o przeprowadzonych przez mikroprzedsiębiorcę transakcjach. Ułatwi to organowi podatkowemu przeprowadzanie kontroli i sprawdzanie poszczególnych operacji. W tym celu plik musi zawierać wszystkie konieczne dane: NIP i adres kontrahenta, a także numer źródłowy dokumentu.

Poza obowiązkowym plikiem JPK_VAT przedsiębiorcy będą także przesyłać do urzędu skarbowego, ale w tym wypadku na jego żądanie, dane pochodzące z: ksiąg rachunkowych (JPK_KR), wyciągów bankowych (JPK_WB), magazynu (JPK_MAG), faktur VAT (JPK_FA), ksiąg przychodów i rozchodów (JPK_PKPIR) i ewidencji przychodów (JPK_EWP).

Przedsiębiorcy obawiają się wysyłki

Wśród wielu obaw ze strony przedsiębiorców dotyczących składania JPK, znalazły się także liczne głosy na temat sposobu wysyłki pliku. Przedsiębiorcy przepytani przez inFakt, firmę oferującą nowoczesne rozwiązania księgowe, wskazywali na trudności związane np. z opatrzeniem dokumentu podpisem elektronicznym, mieli także obawy związane z funkcjonowaniem ePUaP.

Jak wysłać plik?

Okazuje się jednak, że Ministerstwo Finansów wprowadziło dodatkowe możliwości podpisywania JPK, wychodząc niejako naprzeciw obawom przedsiębiorców.

Przedsiębiorca decydując się na samodzielną wysyłkę pliku JPK może skorzystać z jednego spośród trzech poniższych sposobów:

– z użyciem bezpiecznego podpisu elektronicznego

– z użyciem profilu zaufanego (ePUaP)

– innym podpisem elektronicznym zapewniającym autentyczność

– Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Finansów JPK_VAT za styczeń można podpisać używając do autoryzacji innych danych niż profil zaufany lub podpis elektroniczny – wyjaśnia Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy z firmy inFakt, ekspert w zakresie JPK. – W tym wypadku będzie to zestaw informacji zawierający numer NIP lub PESEL, pierwsze imię i nazwisko, datę urodzenia oraz wysokość przychodu uzyskanego w roku podatkowym za rok podatkowy wcześniejszy o dwa lata niż rok przesłania księgi.

Co ważne, jeśli za ten rok podatkowy nie złożono żadnych zeznań i obliczeń, należy podać wartość „0”.

Dokładnie taki sam zestaw danych wykorzystują osoby prowadzące własną działalność podczas składania deklaracji VAT lub rozliczając roczny podatek dochodowy – dodaje ekspert.

Przedsiębiorcy korzystający z usług inFaktu mogą w wygodny sposób przesłać JPK podpisując plik przychodem za ubiegły rok podatkowy. Jak wspomniano, nie trzeba wówczas tworzyć profilu zaufanego, co znacznie ułatwi życie przedsiębiorcom.

Jest to rozwiązanie, które przyspiesza cały proces i pozwala na wygodne i bezpieczne przesłanie pliku – mówi Wiktor Sarota, CEO inFakt. – To szczególnie istotne, biorąc pod uwagę, jak bardzo wrażliwe dane są przesyłane w JPK.

Kto jeszcze może wysłać JPK?

Przedsiębiorcy nie mają jednak obowiązku samodzielnego wysyłania JPK_VAT. W ich imieniu mogą to zrobić także inne podmioty – w praktyce księgowi lub firmy obsługujący na co dzień przedsiębiorców. Warto przy tym zauważyć, że wielu z nich – także inFakt – nie podnosi opłat z tytułu przygotowania do wysyłki pliku JPK_VAT.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że w tej sytuacji powinni zgłosić do właściwego organu podatkowego informację o osobie uprawnionej do składania w ich imieniu deklaracji za pomocą komunikacji elektronicznej.

Czy mając zawieszoną działalność należy składać JPK?

Wokół tego tematu narosły liczne kontrowersje, ostatecznie ucięte przez Ministerstwo Finansów. W wydanym przez nie komunikacie pojawiła się informacja, że Jeżeli podatnik – z uwagi na zawieszoną działalność gospodarczą – nie prowadzi zapisów w ewidencji VAT, nie ma obowiązku przesyłania JPK_VAT za okresy zawieszenia.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli przedsiębiorca zawiesił prowadzenie działalności w trakcie miesiąca, to nadal ma obowiązek prowadzenia ewidencji za ten właśnie miesiąc – w tym złożenia deklaracji VAT i przesłania pliku JPK_VAT. – Zwolnienie z obowiązku złożenia JPK_VAT dotyczy wyłącznie pełnych miesięcy, kiedy działalność była zawieszona – podkreśla Magda Sławińska-Rzemek.

Ponadto istnieje kilka wyjątków, kiedy pomimo zawieszenia działalności podatnik ma obowiązek składania JPK_VAT. Dzieje się tak w przypadku:

– osób dokonujących wewnątrzwspólnotowego nabywania towarów;

– tych, którzy importują usługi lub kupują towary, w zakresie których są podatnikami;

– okresów rozliczeniowych, za które podatnik jest zobowiązany rozliczyć podatek z tytułu wykonywania czynności podlegających opodatkowaniu, oraz za które jest zobowiązany skorygować naliczony wcześniej podatek.

W powyższych przypadkach, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Finansów, należy złożyć deklarację VAT oraz przesłać plik JPK_VAT.

JPK_VAT, jak uniknąć błędów?

JPK_VAT towarzyszy większym podatnikom vat od pewnego czasu. Zebrane doświadczenia oraz dołączenie do obowiązku raportowania grupy najmniejszych przedsiębiorstw, jest dobrą okazją by zwrócić uwagę na kilka trudniejszych zagadnień istotnych przy poprawnym przygotowaniu pliku.

Wysyłaj zawsze aktualną wersję Jednolitego Pliku Kontrolnego. W 2018 roku stosujemy wersję (3) JPK_VAT dla danych ujmowanych w ewidencji VAT w bieżącym roku. Wersję (3) pliku JPK_VAT stosujemy również do przygotowania ewentualnych korekt do plików JPK składnych w poprzednich latach. Plik JPK_VAT przygotowany
w poprzedniej wersji (2) zostanie odrzucony jako niepoprawny przez serwery Ministerstwa Finansów. Aktualną wersję przedsiębiorcy znajdą na stronach MF.

Podaj nazwę systemu (oprogramowania) w JPK_VAT. Obowiązkową informacją jaka jest wymagana w wersji (3) pliku JPK_VAT jest nazwa systemu ewidencyjnego, w którym podatnik rejestruje dane dla potrzeb rozliczania VAT. Od 2018 ewidencja dla potrzeb VAT, o której mowa w Art. 109 ust. 3 ustawy o podatku od towarów może być prowadzona wyłącznie w formie elektronicznej przy użyciu programów komputerowych. W pliku JPK podatnik informuje z jakiego konkretnie programu korzystał.

Wskaż numer kontrahenta lub jego „brak” w pliku JPK_VAT. W części pliku,
w której raportowane są poszczególne transakcje dotyczące sprzedaży podatnik obowiązkowo wykazuje numer kontrahenta czyli nabywcy dla którego została wystawiona faktura. Najczęściej jest to oczywiście NIP, jednak w sytuacji gdy nabywca nie podał NIP bo np. jest osobą fizyczną, numer powinien być zastąpiony słowem „brak”. Pole numer kontrahenta musi być wypełnione, w przeciwnym razie plik zostanie uznany za błędny po przesłaniu na serwery MF.

Sprawdź zgodność JPK_VAT z VAT-7. Generalną zasadą, o której warto pamiętać przy składaniu plików JPK_VAT jest wymagalna zgodność danych w pliku
z danymi przekazanymi w deklaracji VAT-7, dotyczy to również deklaracji kwartalnej VAT-7K. Pliki JPK_VAT podatnicy składają zawsze co miesiąc, niezależnie od uprawnienia do kwartalnego rozliczania podatku. W przypadku konieczności złożenia korekty deklaracji VAT, podatnik powinien skorygować również pliki JPK_VAT za ten sam okres. Przed złożeniem JPK_VAT lub deklaracji VAT podatnik powinien zawsze sprawdzić zgodność danych, najlepiej porównując deklaracje (lub jej korektę)
z korespondującymi plikami JPK.

Na powyższe przykłady często spotykanych problemów, nakłada się jeszcze jeden problem „techniczny” związany z tym, że pliki JPK_VAT mają formę trudną do tradycyjnej weryfikacji. To nie jest przypadek, bowiem technologia zapisu XML, która została użyta do ich przygotowania przeznaczona jest do użycia przez komputery,
a nie przez ludzi. Aby szybko zweryfikować poprawność plików i szybko wyłapać możliwe błędy zalecane jest zatem użycie oprogramowania testującego zarówno pliki JPK jak i deklaracje VAT-7 / VAT-7K, takiego jak np. e-Audytor.

Bogdan Zatorski, ekspert podatkowy Sage

Turbulencje na ratunek dolarowi

Dolar próbuje wyrwać się ze spirali wyprzedaży i ma na to znaczne szanse. Po ubiegłotygodniowym fiasku trwałego wyjścia EUR/USD nad 1,25, wczoraj przy okazji tąpnięcia na Wall Street to zdecydowanego zanegowania wzrostowego odbicia eurodolara ponad 1,2350. Po tych dwóch wydarzeniach należy spodziewać się, że scenariuszem bazowym jest test kluczowego wsparcia 1,22 (linia szyi potencjalnego podwójnego szczytu) – przed tą barierą trudno spodziewać się aktywizacji popytu na euro.

Jednocześnie należy odnotować, że S&P500 zdecydowanie zawrócił przy 2750 punktów i sesję kończył 50 punktów niżej (oraz pół procent pod kreską). Z kolei VIX nie zdołał spaść poniżej swojej historycznej średniej i pozostał ponad 20 pkt. W ostatnich dwóch tygodniach indeksy rosły częściej niż spadały, ale inicjatywa nadal leży po stronie sprzedających – jest zdecydowanie za wcześnie by ogłosić koniec rynkowych turbulencji i podwyższonej zmienności. W takim środowisku widzimy przestrzeń do osłabienia złotego. EUR/PLN powinien dryfować do 4,20 a USD/PLN do 3,43. Słabe powinny być też inne waluty EM z rublem na czele. W przestrzeni G-10 pozostajemy negatywnie nastawieni do dolara australijskiego oraz funta szterlinga. Oczekujemy również nowej odsłony zniżek cen ropy naftowej i metali przemysłowych.

Protokół po posiedzeniu Fed ze stycznia nie zawierał nowych jastrzębich wskazówek, co przełożyło się na chwilowe rozczarowanie i osłabienie dolara. Mimo to podniesiona w ostatnim komunikacie FOMC ocena perspektyw amerykańskiej gospodarki sprawia, że marcowa podwyżka jest przesądzona. Taki ruch ze strony Fed jest już zresztą wyceniony przez rynek pieniężny z ponad 85 – proc. prawdopodobieństwem. W rocznym horyzoncie dyskontowany jest wzrost stóp o 75 pb. Dodajmy, że dokument opisywał dyskusję na posiedzeniu, które miało miejsce przed ostatnimi turbulencjami na Wall Street i wysokim odczytem wskaźników inflacyjnych. Fed na początku kadencji Powella zdaje się z większym zaufaniem niż dotychczas patrzeć na dynamikę procesów inflacyjnych i większą uwagę przywiązywać do warunków finansowych w gospodarce. Jeśli takie nastawienie zostanie potwierdzone na marcowym posiedzeniu z konferencją prasową i nowymi projekcjami makro, to będzie to oznaka pozytywnej dla dolara zmiany kursu i retoryki. Dodajmy, że w 2018 prawo głosu uzyskuje m.in. L. Mester i J. Williams, co środek ciężkości przesuwa nieco w kierunku zwolenników bardziej restrykcyjnej polityki.

Wczoraj publikowano protokół posiedzeniu Fed – dziś kolej na Europejski Bank Centralny. Nie oczekujemy, aby miał on przynieść rewelacje, gdyż po zamieszaniu wywołanym zapiskami z grudniowego posiedzenia Rada Prezesów raczej nauczyła się, by kontrolować przekaz. Nie zmienia to faktu, że rynek będzie skupiał uwagę na komentarzach dotyczących siły waluty a zwłaszcza liczby decydentów gotowych w bardzo zdecydowany sposób wygasić skup aktywów i zacząć sposobić się do podwyżki stóp procentowych.

Sporządził
Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers

Światowa gospodarka traci na cyberprzestępczości 600 mld USD

Cyberprzestępczość ma coraz większy wpływ na gospodarki całego świata, wynika z raportu firmy McAfee oraz amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Opublikowany właśnie dokument „Economic Impact of Cybercrime – No Slowing Down” podaje, że przestępstwa cybernetyczne kosztują firmy prawie 600 miliardów dolarów, czyli 0,8% globalnego PKB. W 2014 roku straty te szacowano na 445 miliardów USD. Ulubionym celem cyberprzestępców pozostają banki.

Co wpłynęło na tak duży skok kosztów cyberprzestępczości w ciągu ostatnich trzech lat? Twórcy raportu zwracają uwagę przede wszystkim na szybkie wdrażanie nowych technologii przez cyberprzestępców, łatwość podejmowania działań cyberprzestępczych (w tym rosnącą liczbę ośrodków cyberprzestępczości) oraz coraz większe zaawansowanie finansowe najskuteczniejszych cyberprzestępców.

– Świat cyfrowy zmienił niemal każdy aspekt naszego życia, nie inaczej jest w dziedzinie przestępczości. Dziś cyberprzestępstwo jest skuteczniejsze, mniej ryzykowne, zyskowniejsze i łatwiejsze niż kiedykolwiek – mówi Arkadiusz Krawczyk, Country Manager w McAfee Poland. – Wystarczy przywołać przykład ataków ransomware, w których dużą część pracy można zlecić wykwalifikowanym podwykonawcom. Dostawcy ransomware jako usługi w chmurze efektywnie atakują miliony systemów, a same ataki są zautomatyzowane w takim stopniu, że wymagają jedynie minimalnej interwencji człowieka. Cały proceder ułatwiają kryptowaluty, które pozwalają na szybką monetyzację i minimalizują ryzyko aresztowania. 600 miliardów USD strat wskutek cyberprzestępczości pokazuje, że rozwój technologiczny przekształcił w ogromnym stopniu nie tylko każdy sektor gospodarki, ale również działalność kryminalną.

Ulubiony cel – banki. Najniebezpieczniejsze źródło – państwa

Raport McAfee i CSIS informuje, że banki są nadal ulubionym celem przestępców cybernetycznych, zaś państwa stanowią najniebezpieczniejsze źródło cyberprzestępczości. Rosja, Korea Północna i Iran wykazują się największą aktywnością w atakach na instytucje finansowe, a Chiny przodują w szpiegostwie cybernetycznym.

– Nasze badanie potwierdza, że Rosja jest liderem cyberprzestępczości, na co składają się umiejętności rosyjskiej społeczności hakerów oraz lekceważenie zachodnich organów ścigania – komentuje James Lewis, wiceprezes CSIS. – Używająca kradzionych kryptowalut do finansowania reżimu Korea Północna jest na drugim miejscu. Ośrodki cyberprzestępcze wyrastają jak grzyby po deszczu nie tylko w Korei Północnej, ale również w Brazylii, Indiach i Wietnamie.

Raport oszacował poziomy cyberprzestępczości w Ameryce Południowej, Europie i Azji Środkowej, w Azji Wschodniej i regionie Pacyfiku, w Azji Południowej, Ameryce Łacińskiej i regionie Karaibów, Afryce Subsaharyjskiej, a także na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Nie jest zaskoczeniem, że straty generowane przez cyberprzestępczość są większe w bogatszych krajach. Jednak kraje, w których notowane są najwyższe straty (względem całkowitego dochodu narodowego), to kraje średniozamożne, gdzie nie wypracowano jeszcze odpowiednich zabezpieczeń.

Główne ustalenia raportu:

• Nowy raport McAfee i CSIS ujawnia, że kradzież własności intelektualnej odpowiada przynajmniej za 25% kosztów przestępczości cybernetycznej oraz zagraża bezpieczeństwu narodowemu, gdy w grę wchodzą technologie militarne.
• Ransomware (oprogramowanie żądające okupu za odblokowanie komputera) jest najszybciej rozwijającym się narzędziem cyberprzestępczym: istnieje ponad 6 000 kryminalnych platform internetowych, a forma ransomware jako usługi zyskuje na popularności.
• Cyberprzestępstwo jako usługa staje się coraz bardziej zaawansowane: doskonale prosperują rynki oferujące szeroki wachlarz narzędzi i usług, np. zestawy narzędziowe, indywidualnie dostosowane złośliwe programy i wypożyczalnie botnetów.
• Anonimowość zapewniana przez kryptowaluty znacznie utrudnia identyfikację przestępców.
• Zwiększona standaryzacja danych dotyczących zagrożeń i udoskonalona koordynacja wymagań w zakresie cyberbezpieczeństwa mogą podnieść poziom ochrony, szczególnie w tak kluczowych sektorach jak finanse.

Metodologia

Raport nie miał na celu pomiaru wszystkich strat wynikających z przestępczości internetowej, ale koncentrował się na przypadkach uzyskania przez przestępców nieuprawnionego dostępu do komputera lub sieci ofiary. Autorzy raportu wskazali następując kategorie cyberprzestępczości:

• Utrata własności intelektualnej i poufnych informacji biznesowych
• Oszustwa internetowe i przestępstwa finansowe, wynikające często z kradzieży danych osobowych
• Manipulacje finansowe biorące na cel spółki notowane na giełdzie
• Koszty utraconych korzyści, w tym zakłócenia w produkcji lub usługach oraz spadek zaufania do operacji internetowych
• Koszt zabezpieczenia sieci, zakupu ubezpieczenia cybernetycznego i opłat za przywrócenie funkcjonalności po cyberataku
• Uszczerbek na reputacji i ryzyko odpowiedzialności prawnej zaatakowanej firmy i jej marki

Aby precyzyjniej ustalić straty i koszty generowane przez złośliwe praktyki internetowe, autorzy raportu uwzględnili również inne rodzaje przestępstw, dla których istnieją dane szacunkowe, np. piractwo morskie, drobne kradzieże i przestępczość międzynarodowa. Dane dotyczące cyberprzestępczości są niewystarczające ze względu na niski wskaźnik zgłaszania incydentów i niedbałość większości rządów w zakresie gromadzenia takich danych.

Burza w szklance wody – dlaczego RODO z dobrej praktyki konsumenckiej stało się najgorszym koszmarem polskiego przedsiębiorcy?

„Przygotuj się na RODO!”. „Uważaj na kary!”. „Małe biznesy też muszą mieć się na baczności!”. Festiwal paniki związany z kończeniem się okresu przejściowego między przyjęciem a wdrożeniem unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych trwa w najlepsze, a przedsiębiorcy gorączkowo łapią się każdej deski ratunku, licząc na odnalezienie się w natłoku zbyt ogólnych czy sprzecznych informacji. Najbardziej przerażeni wydają się ci najmniejsi rynkowi gracze, których straszy się unijnym rozporządzeniem z równie dużą siłą co międzynarodowe korporacje. Czy rzeczywiście RODO powinno spędzać sen z powiek wszystkim przedsiębiorcom i dlaczego jedna zmiana wywołała aż takie poruszenie?

25 maja 2018 roku to data, która – biorąc pod uwagę liczbę publikacji i internetowych alertów – już na zawsze wryła się w pamięć każdemu właścicielowi biznesu. Im bliżej do wejścia dyrektywy RODO w życie, tym więcej wątpliwości pojawia się w odpowiedzi na pytanie, czy rozporządzenie to aż tak drastycznie wpłynie na politykę prowadzenia polskich biznesów. Mimo że już za 3 miesiące proces przetwarzania danych w każdej firmie będzie podlegał surowym regulacjom, uniwersalnym dla wszystkich krajów Unii Europejskiej, to dla tych, którzy o prawidłową ochronę danych i dobre praktyki w firmie dbali już od dawna, nadchodzące zmiany nie będą ani rewolucją, ani powodem do zmartwień.

Uderz w stół, a oporni się odezwą

Dostosowanie się do regulacji RODO dotyczy każdej firmy, która w toku swojej działalności przetwarza dane osobowe. W praktyce oznacza to tyle, że aby macki nowej dyrektywy sięgnęły naszego przedsiębiorstwa, wystarczy zatrudnić jednego pracownika lub świadczyć usługi na rzecz osób fizycznych. I choć rzeczywiście łatwo pogubić się w gąszczu interpretacji, co jest przetwarzaniem danych, a co już nie, to warto zaufać zdroworozsądkowym definicjom i uznać, że proces ten obejmuje po prostu każdą operację dokonywaną na danych osobowych.

Czy rzeczywiście dzięki RODO zmieni się tak wiele? Nie zapominajmy, że zmiana dotyczy w dużej mierze samego podejścia do tematu ochrony danych osobowych – a to będzie już od maja zdecydowanie bardziej praktyczne. Choć pewnie trudno nam to sobie jeszcze wyobrazić, nowa dyrektywa z czasem powinna przyczynić się do rzetelnego i przede wszystkim bardziej przejrzystego przetwarzania danych, na czym skorzystają absolutnie wszyscy. Masowa histeria związana z RODO przypomina bardziej burzę w szklance wody i uświadamia konsumentom, że polski biznes źle znosi wszelkie zmiany, a już zwłaszcza te, które mają na celu zatroszczenie się o ich bezpieczeństwo. W całej tej dyskusji na temat unijnego rozporządzenia można odnieść wrażenie, że temat RODO stał się niezwykle popularnym obiektem działań marketingowych, a przedsiębiorcy zdają się zapominać o tym, że nadrzędnym celem nie jest uprzykrzenie im życia, a wdrożenie dobrych praktyk z zakresu ochrony wrażliwych danych ich klientów.

– Wprowadzaniem nowych rozwiązań systemowych zajmujemy się na co dzień i doskonale wiemy, że każda zmiana starego schematu rodzi najpierw opór, który znika wraz z pojawieniem się pierwszych pozytywnych skutków transformacji – tak będzie i tym razem, a raz a dobrze wykonana praca nad dostosowaniem się do unijnej dyrektywy z pewnością szybko przyniesie wymierne rezultaty. Prowadząc biznes, liczę się z tym, że w dobie tak dynamicznego rozwoju systemy informatyczne po prostu trzeba reorganizować, a zmianom w prawie stawiać czoła. Co więcej, na RODO trzeba spojrzeć o wiele szerzej niż tylko jak na przykry obowiązek dostosowania polityki bezpieczeństwa do unijnych wymogów. Polski biznes – w dużej mierze za sprawą alarmujących przekazów medialnych – patrzy na tę sprawę zbyt jednokierunkowo, zapominając, że przecież każdy z nas jest również konsumentem. Jako klient cieszę się z planowanych zmian – jak każdy lubię mieć kontrolę nad tym, co się dzieje z moimi danymi, zwiększa to poczucie sprawczości i bezpieczeństwa. Czy fakt, że klienci mojej firmy poczują się równie komfortowo, naprawdę jest powodem do narzekania? – pyta Edyta Wojtas, analityk biznesowy w spółce BrainSHARE IT produkującej oprogramowanie SaldeoSMART.

Biznes, technologia i prawo idą naprzód równym krokiem

Skoro nie takie RODO straszne, jak je malują, to o co chodzi z tym zamieszaniem na jego temat? Jak zawsze rzecz tyczy się konieczności stawienia czoła zmianom, a tych będzie całkiem sporo –zwłaszcza jeśli do tej pory temat ochrony cennych danych osobowych traktowaliśmy po macoszemu. Zmiana języka formułowania zgód na przetwarzanie danych, konieczność otrzymania zgody na profilowanie czy prowadzenia rejestru przetworzonych danych to tylko niektóre spośród szeregu nowych przepisów, które wejdą w życie już za kwartał. Właściciele mniejszych firm rwą włosy z głowy, ponieważ wymaga to od nich dodatkowej biurokratycznej pracy, na którą najczęściej nie mają czasu.

– Sceptyczne podejście do RODO jest pokłosiem wielu lat zaniedbań związanych z bierną postawą przedsiębiorców tak wobec technologii, jak i wykorzystywania danych osobowych czy dokonywania jakichkolwiek istotnych transformacji w strukturach własnych firm w ogóle. Kiedy przestarzałe systemy informatyczne nie radzą sobie od dawna nawet z podstawowymi zmianami w prawie podatkowym, a firma wciąż hołduje uciążliwej papierologii, trudno o entuzjazm czy gotowość na wdrożenie kolejnego nowego rozwiązania, nawet jeśli związane jest z przestrzeganiem dobrych praktyk. Polski biznes już teraz cierpi na permanentny „niedoczas” spowodowany nadrabianiem technologicznych zaległości. Niestety, nie możemy rozwijać technologii i cyfryzować rzeczywistości bez dokonywania zmian w obowiązującym prawie. Każdy, kto interesował się tematem danych osobowych, doskonale wiedział, że zmiany są koniecznie, a przestarzałe ustawy pracują głównie na rzecz tych, którzy wrażliwe dane przetwarzają na ogromną skalę – podkreśla Edyta Wojtas z BrainSHARE IT.

Mimo że o RODO napisano już chyba wszystko, właściciele firm wciąż nie do końca zdają sobie sprawę z tego, po co wprowadzane są tak istotne zmiany. Tymczasem rzeczywistość biznesowa w Polsce wygląda tak, że z jednej strony jesteśmy oporni na jakiekolwiek transformacje, a myśl o przeprowadzeniu audytu danych osobowych powoduje u nas gęsią skórkę, ale z drugiej chętnie narzekamy na niejasny język formułowania marketingowych zgód czy niedociągnięcia związane z bezpieczeństwem danych, których ofiarą już nieraz padliśmy. I choć wiadomo, że wykonanie dodatkowej pracy związanej ze zmianą prawa nigdy nie spotka się z przesadnym entuzjazmem, to warto spojrzeć na sprawę nieco szerzej i uświadomić sobie, że każdy z nas jest na tym świecie przede wszystkim konsumentem. Przedsiębiorco, najwyższy czas wejść w buty swojego klienta!