Prospekt emisyjny Novaturas zatwierdzony

23 lutego 2018 r. Bank Litwy zatwierdził prospekt emisyjny Novaturas, największego operatora turystycznego w krajach bałtyckich, którego akcjonariusze zamierzają przeprowadzić ofertę publiczną i wprowadzić akcje na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie. Zatwierdzony dokument został notyfikowany do Komisji Nadzoru Finansowego oraz Finantsinspektsioon (tj. estońskiego organu nadzoru finansowego). Spółka planuje opublikować prospekt 26 lutego br.

Oferta publiczna obejmie 50% istniejących akcji Spółki sprzedawanych przez niektórych z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez większościowego akcjonariusza – Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO, podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzany przez Enterprise Investors). Novaturas nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego i pozyskania dodatkowych środków w ramach oferty.

W przypadku dużego popytu na akcje Spółki, CETO może zaoferować dodatkowo pakiet do 16% istniejących akcji. Tym samym, w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich oferowanych akcji, po przeprowadzeniu oferty w posiadaniu nowych inwestorów może znaleźć się 50% akcji Spółki w pierwszym scenariuszu lub do 66% akcji w przypadku uruchomienia dodatkowej puli.

Pozostałe akcje należące do obecnych akcjonariuszy mniejszościowych będą objęte umowami zakazu sprzedaży typu lock-up przez okres 540 dni, natomiast akcje należące do CETO będą objęte lock-up’em przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW i Nasdaq. Spółka z kolei zobowiąże się do nieprzeprowadzania jakiejkolwiek nowej emisji akcji przez okres 360 dni.

Oferta jest adresowana do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki zostaną również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.

W ramach planowanej oferty, funkcję Globalnego Koordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu pełni Dom Maklerski PKO Banku Polskiego. Współprowadzącymi Księgę Popytu są także Trigon Dom Maklerski oraz Swedbank. Dom Maklerski PKO Banku Polskiego ponadto pełni rolę Oferującego w Polsce, natomiast Swedbank – na Litwie i w Estonii.

Szczegółowe informacje na temat Oferty znajdują się w zatwierdzonym prospekcie, który od 26 lutego br. będzie dostępny na stronie internetowej Spółki (www.novaturasgroup.com), oraz w celach informacyjnych na stronach internetowych Oferujących, tj. Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego (www.dm.pkobp.pl) oraz Swedbanku (www.swedbank.lt i www.swedbank.ee).

O Novaturas

Grupa Novaturas jest największym operatorem turystycznym na Litwie, Łotwie i w Estonii zarówno pod względem wartości sprzedaży, jak i liczby pasażerów. Grupa ma ponad 40% udziału w rynku zorganizowanych lotów czarterowych w tych krajach.

Novaturas powstał w 1999 r., a w 2004 r. osiągnął pozycję lidera w krajach bałtyckich, którą od tego czasu utrzymuje. Wśród przewag konkurencyjnych Spółki są m.in. silna, rozpoznawalna marka, wysoka lojalność klientów i bardzo dobre relacje z agencjami turystycznymi oraz dostawcami usług, dzięki czemu Novaturas może zaoferować swoim klientom zróżnicowaną i atrakcyjną cenowo ofertę. Poza krajami bałtyckimi, Novaturas zaczął też oferować swoje produkty na Białorusi, gdzie prowadzi sprzedaż poprzez partnerów lokalnych.

Atrakcyjna i dobrze dopasowana oferta oraz wysoka jakość świadczonych usług sprawiają, że Novaturas wciąż zdobywa nowych klientów. Grupa oferuje zarówno w pełni zorganizowane letnie i zimowe wyjazdy wypoczynkowe, jak również lotnicze i autokarowe wycieczki krajoznawcze do ponad 30 miejsc na całym świecie, w tym do najbardziej popularnych kurortów Europy Południowej, a także wybranych lokalizacji Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, Azji oraz Ameryki Łacińskiej.

Elementem strategii Grupy jest utrzymywanie zróżnicowanych i uzupełniających się kanałów dystrybucji. Novaturas współpracuje z ponad 400 agencjami turystycznymi, w tym ze wszystkimi największymi w krajach bałtyckich, oraz ponad 60 na Białorusi. Prowadzi również własne biura sprzedaży w głównych miastach Litwy, Łotwy i Estonii, a ponadto inwestuje w dalszy rozwój kanału e-commerce.

Rosnący popyt na wyjazdy oferowane przez Grupę jest motorem wzrostu skali działalności oraz udziału rynkowego i przekłada się na dynamiczny wzrost wyników finansowych. W 2017 r. przychody Grupy Novaturas wzrosły o blisko 40% r/r, do ponad 141 mln EUR. EBITDA w tym okresie sięgnęła 10,6 mln EUR, a zysk netto niemal 8,2 mln EUR, co w obu przypadkach oznacza prawie dwukrotny wzrost w porównaniu z 2016 r.

Bardzo dobrze dla Grupy Novaturas zapowiada się także bieżący rok, co potwierdzają wyniki przedsprzedaży na sezon letni 2018. Popyt na oferowane przez Grupę wycieczki zagraniczne dynamicznie rośnie, nawet porównując z bardzo dużą aktywnością klientów w minionym roku. Z ofert typu first minute, sprzedanych do końca 2017 r., skorzystało o 84% klientów więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Model biznesowy Spółki, charakteryzujący się wysokimi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej (przekraczającymi 100% EBITDA) oraz niskimi nakładami inwestycyjnymi (0,3 mln EUR w 2017 r.), pozwala na wypłatę znaczącej części zysków akcjonariuszom. Regularna wypłata dywidendy jest jednym z kluczowych elementów strategii Spółki. Zarząd przewiduje wypłatę dywidendy zaliczkowej w wysokości ok. 6 mln EUR w oparciu o zaudytowane wyniki finansowe za I połowę 2018 r. W długim terminie Zarząd zakłada rekomendowanie wypłaty dywidendy na poziomie 70–80% zysk netto.

Główne elementy strategii Grupy

  • Utrzymanie pozycji lidera w krajach bałtyckich i czerpanie korzyści z dalszego wzrostu rynku
  • Ciągłe rozwijanie oferty w celu utrzymania dotychczasowych oraz pozyskiwania nowych klientów, przekładające się na wzrost sprzedaży
  • Dalsza ekspansja geograficzna na rynku białoruskim
  • Utrzymywanie zróżnicowanych i uzupełniających się kanałów dystrybucji z rosnącym udziałem e-commerce
  • Dalszy wzrost skali działalności w połączeniu z utrzymaniem wysokich wskaźników rentowności i generowania gotówki
  • Regularne wypłaty dywidendy akcjonariuszom

Akcjonariat Spółki

Od 2007 r. większościowym akcjonariuszem Spółki jest Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO), podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors – jedną z największych firm private equity w Europie Środkowo-Wschodniej. CETO obecnie posiada 70,72% akcji Novaturas. Pozostałe udziały należą do trzech osób fizycznych – każda z nich posiada 9,76% w kapitale zakładowym Spółki.

Design sprint – od pomysłu do realizacji w kilka dni

Tempo dzisiejszego życia i rozwoju technologicznego oraz oddech konkurencji na plecach sprawiają, że firmom coraz trudniej jest być o krok przed innymi. Czy w takim otoczeniu biznesowym możliwe jest być innowacyjnym i tworzyć produkty lub usługi zmieniające świat? Czy możliwe jest realne testowanie swojego pomysłu na użytkownikach w zaledwie kilka dni od jego narodzin? Filozofia design sprint pozwala odpowiedzieć twierdząco na każde z tych pytań.

Design sprint: co to takiego?

Niezależnie od branży czy wielkości firmy, osoby odpowiedzialne za rozwój i strategie swojej organizacji na pewnym etapie spotykają się z problemem, którego same nie są w stanie rozwiązać. Biznesy osadzone wiele lat na rynku, odkrywają nowe wyzwania próbując odnaleźć się w zmieniającej rzeczywistości rynkowej. W takich sytuacjach niejednokrotnie realizowany jest na szybko tlący się w głowie szefa pomysł, spontaniczna sugestia klienta lub obserwuje się konkurencję naśladując jej kroki. Jednak czy nie lepszym wyjściem byłoby eksperymentowanie w celu stworzenia produktu lub usługi faktycznie docenianych przez odbiorców, czyli takich, za które skłonni byliby płacić? I jak to zrobić nie tracąc jednocześnie tak cennych zasobów, jakimi są czas i pieniądze?

Design sprint to stosowana powszechnie na świecie i coraz częściej w Polsce metoda pracy służąca szybkiemu rozwiązywaniu problemów projektowych, której celem jest minimalizacja pracy oraz nakładów: czasowych i kosztowych. Jest tania w realizacji (wymaga przygotowania przestrzeni do zapisywania pomysłów oraz zaproszenia zespołu o różnych kompetencjach), a jej uczestnicy chwalą przede wszystkim czas potrzebny na jej przeprowadzenie (3-5 dni wystarczy na przetestowanie wymyślonego i stworzonego w ramach sprintów prototypu).

Design thinking na sterydach

W odróżnieniu od znanej i praktykowanej już wiele lat metodyki design thinking (będącej dłuższym i często bardziej kosztownym działaniem), design sprint jest innowacyjnym sposobem na skrócenie procesu podejmowania decyzji, bez konieczności budowania całego rozwiązania i ponoszenia wysokich kosztów jego wdrożenia. Design sprint pomaga przejść od pomysłu do informacji zwrotnej od odbiorcy w ciągu zaledwie kilku dni. Design thinking

Z założenia, design sprint dzieli się na cztery etapy: ustalenie i zrozumienie problemu, definiowanie rozwiązania, projektowania funkcjonalnego prototypu, a na koniec testowania go z użytkownikami. I chociaż wydaje się to ogromem pracy, interdyscyplinarny zespół złożony z kilku (4-7) osób o uzupełniających się kompetencjach przechodzi przez wszystkie te etapy wspólnie, w formie warsztatów. Celem jest stworzenie unikalnego doświadczenia dla odbiorcy: może to być zarówno przeprojektowanie czegoś już istniejącego, nowa funkcjonalność bądź całkowicie nowy produkt. Uczestnicy sprintów chwalą sobie zazwyczaj ilość wiedzy i kreatywności wydobytej w tak krótkim czasie, zdobywanie umiejętności definiowania problemów wymagających działań, a nawet presję czasową narzucaną przez napięty grafik sprintów.

Historia design sprint

Długo przed nazwaniem tej metody, przedsiębiorcy i wynalazcy starali się znaleźć sposób na tanie i szybkie prototypowanie swoich idei i wcielanie ich w życie. Jednym z takich przedsiębiorców był Jake Knapp, uważany za ojca filozofii design sprint. Około roku 2000 pracował dla jednej z największych dziś na świecie firm technologicznych – Google. Otoczony mądrymi ludźmi z głowami pełnymi pomysłów zauważył, że ze zrozumiałych powodów ich uwaga skierowana jest przede wszystkim na dostarczanie zysków swojemu pracodawcy. To podejście nie pozwalało na rozwijanie pasji i eksperymentowanie.

Aby móc pracować z innymi nad nowymi pomysłami, Knapp zrozumiał, że musi zbudować proces szybkiego prototypowania i testowania pomysłów. Należało je realizować w przeciągi kilku dni, zamiast tygodni czy miesięcy. Szansą okazał się jeden z weekendów, w trakcie którego wspólnie z dwoma kolegami wpadł na pomysł i zrealizował aplikację do video chatu. Znajdująca zastosowanie najpierw powszechnie w firmie, została wypuszczona na szerszy rynek – dzisiaj znana jest pod marką Meet (wcześniej Hangouts). Sprintową metodykę pracy wdrażano coraz szerzej – owocem kolejnego sprintu był m.in. GMail. Dzisiaj filozofia design sprint nabiera na popularności poza ścianami Google – korzysta z niej wiele firm na świecie i coraz więcej w Polsce.

Sprintem do celu.

Design sprint to narzędzie do organizacji pracy w firmach każdego kształtu i rozmiaru. Mogą z niego korzystać te firmy, które nie tylko szukają rozwiązań problemów, ale chcą je też przetestować w praktyce. W ramach tej filozofii wszystko to jest osiągalne bez konieczności ponoszenia wysokich kosztów tworzenia rozwiązania na szeroką skalę.

W Polsce do metodyki tej ucieka się coraz więcej firm, nie tylko startupów i biznesów technologicznych. Łatwość wdrożenia we własnych strukturach i dostępność ekspertów w dziedzinie design sprintu sprawiają, że na naszym rynku stosują go już znane wydawnictwa, urzędy i duże firmy. Korzystały z niego m.in. Johnson&Johnson, Agora, ale też Urząd Zamówień Publicznych i NASK. Obok znacznego zmniejszenia nakładów pieniężnych i czasowych w procesie rozwiązywania problemów, korzystające ze sprintów firmy chwalą sobie rzadką możliwość wspólnej pracy liderów projektów, zarządzających firmą, ekip technicznych oraz projektanckich. Najważniejszym jednak efektem właściwie przeprowadzonego kilkudniowego design sprintu jest przetestowany z użytkownikami funkcjonalny prototyp produktu wraz ze wskazówkami dotyczącymi dalszych kierunków jego rozwoju.

Dolar traci. Ropa zyskuje

Dane z Europy przewidywalne. Bezrobocie w Polsce 0,3% w górę. Straty dolara pomimo dobrych danych. Ropa naftowa zyskuje po danych o malejących zapasach surowca.

Dane z Europy bez niespodzianek

Od rana poznaliśmy pakiet danych makroekonomicznych z Europy. Produkt KRajowy Brutto w Niemczech zgodnie z oczekiwaniami rósł w zeszłym roku o 2,3%, dane nie zostały skorygowane. Bezrobocie w Polsce wzrosło w ciągu miesiąca z 6,6% do 6,9%. Nie jest to nic dziwnego biorąc pod uwagę wpływ grudniowych prac sezonowych w handlu. Inflacja w strefie euro zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 1,3% co nie przybliża nas do dyskusji o zmianach stóp procentowych.

Straty dolara pomimo dobrych danych

Wczoraj pomimo lepszego od oczekiwań odczytu z rynku pracy dolar tracił na wartości. Jak co czwartek poznaliśmy liczbę nowo zgłoszonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jest to bardzo ważna miara podczas badania amerykańskiego rynku pracy, gdyż dane te pokazują się zdecydowanie przed stopą bezrobocia oraz co ważne publikowane są co tydzień. Różnica pomiędzy oczekiwanym 230 tysiącami, a 222 tysiącami złożonych wniosków nie jest może imponująca, ale podtrzymuje tendencje, którą o ile uda się utrzymać to będziemy oglądali stabilnie okolice 200 tysięcy wniosków. Po samych danych było widać delikatne umocnienie dolara, ale trafiły one w silny ruch umacniający, którego nie zdołały odwrócić. W rezultacie dolar stracił około pół centa do euro. Ponieważ euro jest w miarę stabilne względem złotego oznaczało to zatem 2 grosze straty względem złotówki.

Dobre dane dla producentów ropy

Po tym jak poznaliśmy gwałtownie rosnącą liczbę odwiertów wielu analityków przepowiadało gwałtowne załamanie cen czarnego złota. Owszem przestały się one oceniać o 70 dolarów za baryłkę, ale znów pną się w górę osiągając ponownie 66 dolarów. Co spowodowało odbicie cen w przeciwną stronę? Impulsy pojawiały się już od kilku dni. Były to głównie dane o zapasach surowca. Droga ropa nie była tak chętnie magazynowana. Nadwyżka surowca na rynku, która obniżała jego cenę właśnie znalazła uzasadnienie. Skoro teraz zapasy spadają to w końcu będzie musiało nastąpić odbicie. Warto zwrócić uwagę, że ogólny poziom zapasów jest wysoki, a spadki na razie relatywnie niewielkie, ale jeżeli tendencja się utrzyma magazyny będą musiały niedługo zwiększyć zakupy.

Dzisiaj kalendarz danych makroekonomicznych jest niemalże pusty

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Złoty w trendzie bocznym

Ostatnie kilka dni nie było zbyt dobrych dla polskiego złotego, mimo, iż PLN rozpoczął tydzień umocnieniem. Dość duże wahania na polskiej walucie można powiązać przede wszystkim z czynnikami zewnętrznymi: złoty reagował głównie na ostatnie, gwałtowne zmiany kursu EUR/USD.

Na tle innych walut CEE polski złoty wyróżniał się dużą zmiennością. Po ostatnich, relatywnie większych wzrostach przyszły odpowiadające im, większe spadki. Złoty w parze z euro znajduje się obecnie w okolicy górnych poziomów kanału 4,13 – 4,20, w którym utrzymuje się od dwóch miesięcy.

Wczoraj nastrojów inwestorów względem polskiej waluty zdecydowanie nie poprawiły “minutki” z ostatniego spotkania Rady Polityki Pieniężnej. Większość członków Rady stwierdziła, iż w kolejnych kwartałach prawdopodobnym scenariuszem jest stabilizacja kosztów pieniądza. Część z nich uznała, iż “jeśli napływające w kolejnych kwartałach dane i prognozy wskazywałyby na silniejsze od obecnie oczekiwanego nasilenie presji inflacyjnej, uzasadnione może być rozważenie podwyższenia stóp procentowych w kolejnych kwartałach”, co potwierdza wagę wyczekiwanej przez nas marcowej projekcji inflacji. Komentarz jednego z członków RPP odbiegał od reszty. Poinformował on, iż w przypadku zaistnienia określonych warunków, konkretnie: “osłabienia się wskaźników aktywności gospodarczej połączonego z wyraźnym pogorszeniem się nastrojów konsumentów i przedsiębiorstw”, zasadnym może być rozważenie obcięcia stóp.

O ile obniżka stóp procentowych nie wchodzi obecnie w grę, o tyle gołębie sygnały z banku centralnego powinny przesuwać w przyszłość oczekiwania analityków i rynku względem pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce. Biorąc pod uwagę retorykę RPP oraz obecne prognozy inflacji prawdopodobieństwo, że do zmiany kosztów pieniądza dojdzie przed końcem roku w naszej opinii jest dość ograniczone.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,17 – 4,19. Wspólna europejska waluta zyskiwała wczoraj również w relacji do głównych walut, zyskując w szczególności do dolara amerykańskiego.

“Minutki” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego miały dość mieszany, jednak raczej gołębi wydźwięk. Niektórzy członkowie EBC wprawdzie uznali, że z komunikacji warto pozbyć się stwierdzenia o potrzebie utrzymywania luźnej polityki monetarnej, a sama polityka ulegnie zmianie w przyszłości, ogólnie członkowie jednak potwierdzają, iż jest jeszcze za wcześnie na dostosowanie tzw. “forward guidance” (komunikacji kroków Banku w nieco dłuższym horyzoncie czasowym).

Zgodnie z oczekiwaniami, dzisiejsza rewizja styczniowych odczytów inflacji dla krajów strefy euro nie przyniosła zmian. Dynamika CPI w styczniu wyniosła 1,3% w ujęciu rocznym, inflacja bazowa rosła z kolei o 1% rok do roku.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,72 – 4,74. Umocnienie funta brytyjskiego w parze ze złotym jest kontynuowane, na co pozwala przede wszystkim ostatnia słabość polskiej waluty. Funt brytyjski w pierwszej części wczorajszego dnia tracił jednak z powodu słabszej publikacji dotyczącej wzrostu gospodarczego w końcówce ubiegłego roku. Dynamika brytyjskiego PKB w czwartym kwartale spowolniła do 1,4% w ujęciu rocznym, obniżając również średnioroczną dynamikę PKB w 2017 r. Tym samym, zeszłoroczny wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii był najsłabszy od pięciu lat.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,38 – 3,41. Środowe ”minutki” z ostatniego spotkania FOMC wsparły amerykańską walutę, zmiana rynkowych nastrojów była jednak dosyć nietrwała, a inwestorzy już następnego dnia wyprzedawali dolara. Kurs EUR/USD wprawdzie już dwukrotnie nie był w stanie przebić oporu w okolicy 1,25, od miesiąca odbija się jednak również od wsparcia na 1,225.

Końcówka tygodnia nie przyniesie istotnych danych makro ze Stanów Zjednoczonych. Dzisiejszy dzień upłynie pod znakiem przemówień reprezentantów amerykańskiego banku centralnego, których większość będzie miała miejsce w godzinach wieczornych.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:00 – przemawia David Ramsden z brytyjskiego MPC
  • 16:15 – przemawiają Eric Rosengren i William Dudley z amerykańskiego FOMC
  • 19:30 – przemawia Loretta Mester z amerykańskiego FOMC
  • 19:30 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • 21:40 – przemawia John Williams z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Bitcoin poniżej 10 tys. USD

Bitcoin przebił barierę 10 tys. USD i znowu kosztuje poniżej tej granicy. Od wtorku wieczorem, kiedy kosztował 11,8 tys. USD, bitcoin znajduje się w trendzie spadkowym. Do piątku rano stracił 16% i warty jest 9,9 tys. USD. Oznacza to, że najpopularniejsza kryptowaluta powróciła do kursu z 16 lutego i do tej pory w tym roku straciła 27% swojej wartości. Analitycy rynkowi nie widzą jasnych przyczyn i nie są zgodni, co spowodowało osłabienie bitcoina (a także innych wirtualnych walut), co potwierdza tezę, że na tym rynku wszystko jest możliwe i trudno cokolwiek przewidywać.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,13%), a traci do euro (-0,25%), brytyjskiego funta (-0,42%), dolara australijskiego (-0,31%) oraz japońskiego jena (-0,5%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,229, GBP/USD – 1,394, USD/CAD – 1,272, AUD/USD – 0,782 i USD/JPY – 107. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,23%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,882. Złotówka traci do funta i franka szwajcarskiego, zyskuje do dolara i pozostaje na podobnym poziomie do euro. W piątek rano dolar kosztuje 3,4 zł, euro – 4,18 zł, funt – 4,74 zł, a frank – ponad 3,63 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,4%, frankfurcki indeks DAX obniżył się o 0,07%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,13%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,1%, meksykański indeks Bolsa – o 0,89%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,74%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskiwał 0,72%, indeks Shanghai Composite – 0,63%, a hongkoński indeks Hang Seng – 0,98%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wahaniach ceny ropy naftowej znowu idą w górę. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,39 USD (+1,46%), a ropy WTI – 62,77 USD (+1,74%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 2 USD do 72 USD. Także złoto odrabia wcześniejsze spadki. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1326 USD. To 5 USD więcej (+0,38%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

0:30 – Japonia – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 1,4% (poprzednio 1%)
8:00 – Niemcy – PKB (r/r), IV kw. – 2,3% (prognoza 2,3%)
10:00 – Polska – Stopa bezrobocia, styczeń (prognoza 6,9%)
11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), styczeń (prognoza 1,3%)
14:30 – Kanada – Inflacja CPI (r/r), styczeń (prognoza 1,4%)
16:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
19:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland
21:40 – USA – Wystąpienie szefa Fed z San Francisco

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Na prezentacji garnków był już niemal każdy emeryt

CEE M&A Awards 22-go lutego w Hotelu Intercontinental w Warszawie

CEE M&A AwardsCEE M&A Awards to ceremonia wręczenia nagród w celu uznania doskonałości w sektorze M&A w regionie CEE. Nagrody zostaną wręczone firmom i osobom, które wykazały najlepszy ogólny wynik w ciągu ostatniego roku. Wyróżnienia są wyrazem wyjątkowych wysiłków i osiągnięć wszystkich osób zaangażowanych w identyfikację, koordynację i realizację ważnych transakcji, które przyniosły ponadprzeciętne wyniki, a także możliwość zmiany losów firm i branży w całym regionie. Mają one także na celu podkreślić zaangażowanie, wyjątkowe wyniki i najwyższą jakość obsługi klientów świadczone przez wielu liderów branży M&A. Nagrody te odzwierciedlają ciężką pracę, poświęcenie i determinację firm w całym regionie, czego wynikiem są głosy klientów i współpracowników z branży.

Wybrane kryteria: Innowacje, osiągnięcia w branży, wzrost, doskonalenie transakcji, wiedza rynkowa. Wyniki zamkniętych transakcji, rozwój, znajomość rynku regionalnego, przywództwo w zespole, rejestr transakcji, obsługa klienta. Kryteria prowadzonych prac obejmują: charakter strategiczny, złożoność, skalę, wydajność, przełomowe lub innowacyjne procesy.

Kraje i regiony objęte nagrodami:

CEE: Czechy, Węgry, Polska, Słowacja, Ukraina NEE: Białoruś, Estonia, Łotwa, Litwa, Kaliningrad SEE: Albania, Bułgaria, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Gruzja, Macedonia, Czarnogóra, Rumunia, Serbia, Słowenia

Więcej informacji znajdziesz na  http://ceemaawards.com/

InBook S.A. kończy 2017 r. wyższymi przychodami i zyskami

InBook S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2008 r., działająca w branży e-commerce, wypracowała 109 tys. zł zysku netto w 4 kw. 2017 r. przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.995 tys. zł. Spółka cały czas optymalizuje swoją ofertę produktową i rozszerza asortyment o perspektywiczne produkty.

Poziom sprzedaży Emitenta w 4 kw. 2017 r. był wyższy od analogicznego okresu 2016 r. o 33%. Wyraźnemu wzrostowi w ujęciu rdr. uległ również zysk ze sprzedaży z 13 tys. zł do 85 tys. zł. W całym 2017 r. InBook S.A. osiągnął 34 tys. zł zysku netto, 120 tys. zł zysku EBITDA, a jego przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 5.075 tys. zł. Rok wcześniej zysk netto Spółki wyniósł 26 tys. zł przy zysku EBITDA na poziomie 111 tys. zł oraz przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 4.351 tys. zł. Zdaniem Zarządu InBook S.A. wypracowane wyniki finansowe oraz ich wysoka progresja w porównaniu do analogicznych okresów poprzedniego roku świadczą o skuteczności w realizacji przyjętego planu rozwoju Emitenta.

Spółka cały czas zwiększa sprzedaż we wszystkich segmentach, w których działa. Oczywiście jej głównym asortymentem handlowym pozostają książki wraz z produktami pokrewnymi. Oprócz książek tradycyjnych sukcesywnie poszerzamy bazę książek wirtualnych e-book, zabawek i multimediów, tak aby i w tych segmentach pojawiały się coraz wyższe przychody. W ramach dywersyfikacji sprzedaży zwiększamy też sprzedaż innego rodzaju asortymentu, tj. zegarków. Tutaj również odnotowujemy wzrost sprzedaży rok do roku i mamy zamiar oczywiście również i tą gałąź rozwijać w następnych miesiącach.” – podkreśla Jakub Dębski, Prezes Zarządu Spółki InBook S.A.

Spółka bardzo dobrze wykorzystała okres przedświątecznych zakupów oraz dostrzega również pozytywne rezultaty dokonanych inwestycji w narzędzia w obszarze marketingu internetowego. InBook S.A. odnotowuje również bardzo wysoki, wynoszący 95% poziom pozytywnych ocen wśród klientów wypełniających ankiety w serwisach specjalizujących się w opiniach. Realizując przyjętą strategię rozwoju Emitent stale rozszerza asortyment oferowanych zegarków i w ostatnim kwartale rozpoczął sprzedaż dwóch nowych marek: Royal London oraz Caravelle. Spółka pracuje nad pozyskaniem kolejnych marek zegarków do swojej oferty. Zarząd InBook S.A. jest przekonany, że rozszerzanie asortymentu pozwoli zdywersyfikować przychody oraz wpłynie na wzrost generowanych rentowności.

Zegarki to produkt, który na naszych wirtualnych półkach jest już kilkanaście lat. Wierzymy, że będziemy się w tym obszarze stale rozwijać. Oczywiście cały czas szukamy pomysłów na nowe produkty, które moglibyśmy wprowadzić do naszych serwisów. Nie chciałbym teraz wymieniać konkretnych typów produktów, ale mogę zapewnić, iż pracujemy nad zwiększeniem asortymentu i być może niedługo będę mógł powiedzieć więcej na ten temat.” – zakończył Prezes Dębski.

Badanie: Który Rossmann jest tańszy – polski czy niemiecki? Różnice mogą poważnie zdziwić

Artykuły w naszym sklepie internetowym Rossman są w większości inne, niż w Niemczech. Nawet te, które tak samo się nazywają, zwykle różnią się miejscem produkcji, składem lub gramaturą. Według analizy Instytutu Badawczego ABR SESTA, z ok. 28 tys. towarów obu drogerii na dzień badania, tylko 366 miało zgodne kody EAN. Ogólnie aż 245 (67%) identycznych produktów było u nas droższych, a 121 (33%) – tańszych. Największa różnica w cenie pojedynczego artykułu wyniosła na naszą niekorzyść 140%. Z kolei u nas był produkt tańszy nawet o 268%. Rossmann Polska tłumaczy, że działa zupełnie niezależnie od niemieckiego odpowiednika. Ma odrębny zarząd i kupuje towary od innych dostawców. Tamtejszy rynek także nie stanowi dla sieci punktu odniesienia. I stąd ceny mogą się różnić.

Rozbieżności w produktach

Podzielono ceny wszystkich badanych produktów na 4 równe części. W obu drogeriach łącznie było ich niespełna 28 tys. Ponad 14 tys. (dokładnie 14 143) stanowiły towary dostępne w polskiej sieci i niecałe 14 tys. (13 792) – w niemieckiej. W najtańszym zbiorze – do 7,79 zł tutejszy asortyment stanowił 26%, a sprzedawany za granicą – 24%. W drugim przedziale – do 14,35 zł wynik był dokładnie taki sam, jak w pierwszym. W trzeciej grupie – do 28,91 zł było 25% towarów rodzimej sieci i 24% – niemieckiej. Z kolei do ostatniego, najdroższego kwartylu trafiło 23% produktów Rossman Polska i 27%  – niemieckiego odpowiednika. Najwyższa cena wynosiła 2745,56 zł. To oznacza, że w sumie jest u nas więcej artykułów w niższych cenach.

– Trzeba wyjaśnić, że najtańsze produkty, jakie są sprzedawane w polskim Rossmannie, z reguły nie występują w niemieckiej drogerii. Jeśli natomiast chodzi o identyczne artykuły, to zazwyczaj są one u nas droższe. Moim zdaniem, wynika to z wielu czynników, m.in. z polityki międzynarodowych producentów. Rodzimi konsumenci mogą oszczędzać, kupując kosmetyki wyprodukowane w Polsce – mówi Sebastian Starzyński, prezes zarządu Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Większość różnic w cenach wystąpiło pomiędzy produktami, które były poza promocją. Wśród takich samych towarów w Polsce tylko 59 było objętych rabatami, a w Niemczech – 87. Gdyby analiza została przeprowadzona w innym okresie, np. w sezonie obniżek na świąteczne prezenty, wyniki mogłyby przedstawiać się zupełnie inaczej. Jednak sam upust nie czyni produktu mniej kosztownym na naszym rynku. W badaniu 36 promowanych w Polsce artykułów było tańszych, a 23 towary z obniżonymi u nas cenami okazały się droższe.

Co kupujemy drożej?

– Po analizie wyników widać, że w dniu badania największa rozbieżność cenowa na niekorzyść Polski wyniosła aż 140%. Dotyczyła nawilżającej maseczki do skóry odwodnionej, Garnier, Skin Active, 8 ml. W Niemczech ten sam artykuł kosztował równowartość 2,50 zł, a w Polsce – 5,99 zł. Znacząca różnica może wynikać np. z tego, że kosmetyk jest u nas pewną nowością, a u naszych zachodnich sąsiadów ma już stabilniejszą sprzedaż. Ponadto, w naszym kraju zainteresowanie klientek tą kategorią produktową jest dosyć spore. W social mediach tzw. influencerki szeroko opisują działanie maseczek do twarzy, co wywiera istotny wpływ na decyzje zakupowe Polek – stwierdza Norbert Kowalski z Grupy AdRetail.

Z badania wynika również, że napój sojowy EnerBiO 1 l to drugi produkt o największej różnicy cenowej. Wyniosła ona 118%. U nas ten artykuł kosztował 8,99 zł, a w Niemczech – 4,12 zł, w przeliczeniu na naszą walutę. W Polsce charakterystyczne jest to, że asortyment kojarzący się ze zdrowym odżywianiem jest postrzegany jako luksusowy. Konsumenci, którzy go kupują, mają niższą wrażliwość cenową i są w stanie zapłacić nawet więcej, niż masowy klient za granicą. W takiej sytuacji mniejszy popyt przekłada się często na wyższe ceny.

– W Polsce droższe artykuły należą do kategorii Makijaż oczu. Wśród nich wyjątkowo duża  różnica – 116% – dotyczyła eyelinera L’Oréal Paris, Super Liner, Black Lacquer. U nas ten produkt kosztował 49,99 zł, a w Niemczech – równowartość 23,13 zł. Polki wydają też więcej na kosmetyki z grupy Makijaż ust. I tak szminka matowa L’Oréal Paris, Color Riche Matte, nr 430, 5 g miała tutaj cenę 64,99 zł, a tam – odpowiednik 33,11 zł. Rozbieżność wyniosła w tym przypadku 96% – dodaje prezes Starzyński.

Droższe okazują się też produkty z kategorii Makijaż twarzy. Dla przykładu, korektor Revlon, colorstay 020, light, 6,20 ml miał w Polsce cenę, 51,49 zł, a tam – równowartość 29,08 zł. Różnica sięgnęła 77%. Kolejna bardziej kosztowna dla nas grupa artykułów to Pielęgnacja, koloryzacja i stylizacja włosów. I tak suchy szampon zwiększający objętość Batiste, 200 ml kosztował tutaj 16,99 zł, a w Niemczech – odpowiednio 9,24 zł. Różnica wyniosła wówczas 84%.

Są też tańsze produkty

–  Z badania wynika, że zdecydowanie mniej kosztowne dla Polek są maskary do brwi Maybelline, Brow Precise 8 ml, w 3 wersjach kolorystycznych: Dark Blonde, Medium Brown i Deep Brow. Każdy z tych produktów jest niemal 3-krotnie droższy za granicą. U nas miał cenę 8,99 zł, a tam kosztował równowartość – 33,07 zł. To 268% na korzyść naszego Rossmanna. Tańszy mieliśmy też zestaw korektorów Maybelline, Master Camo, Claire/Light, 6,5 g. W Polsce trzeba było za niego zapłacić 15,59 zł, a w Niemczech – odpowiednik 53,87 zł. Rozbieżność była na poziomie aż 246% – zauważa Sebastian Starzyński.

Co istotne, z 69 porównywalnych w obu krajach artykułów marki Maybelline, aż 41 jest u nas tańszych. Ekspert z Instytutu Badawczego ABR SESTA wnioskuje, że L’Oréal stara się plasować Maybelline w Polsce w nieco niższym segmencie cenowym, niż w Niemczech. Dla odmiany, swoją sztandarową markę, o tożsamej nazwie L’Oréal, pozycjonuje tutaj jako droższą. 47 produktów tej firmy kosztuje u nas więcej. Natomiast wśród 16 tańszych artykułów jest np. lakier L’Oréal Paris, Color Riche Huile, nr 116, który w Polsce miał cenę 9,99 zł, a tam – równowartość 26,46 zł. Zatem różnica wyniosła 176% na korzyść rodzimego Rossmanna.

–  Analizując wyniki badania, można zauważyć, że najwięcej tańszych produktów w Polsce znajdziemy w 2 kategoriach, tj. Higiena intymna oraz Pokarm i Akcesoria dla zwierząt. Przykładem z pierwszej grupy jest lubrykant, żel nawilżający i do masażu Preventivo, 200 ml. W Polsce kosztował 7,99 zł, a w Niemczech – odpowiednik 24,92 zł. Zatem rozbieżność była na poziomie 212%. Jeżeli chodzi o pożywienie dla czworonogów, można wymienić przysmak dla kota z pysznym kurczakiem Dreamies, 60 g. Zapłacimy za niego 4,19 zł, a Niemcy – równowartość 5,37 zł – wskazuje ekspert z Grupy AdRetail.

Wątpliwości metodologiczne

Zaprezentowane badanie zostało przeprowadzone w jeden, konkretny dzień i dotyczy cen półkowych. Rossmann Polska wyjaśnia, że taka forma porównania jest obarczona błędem metodologicznym. Dla uzyskania obiektywnych wyników należy porównywać średnie ceny sprzedaży. Bazując na całym 2017 roku, sieć wzięła pod uwagę wartość i ilość sprzedaży całkowitej dla wymienionych w raporcie 366 produktów. 197 z nich, czyli 53,8% było tańszych w Polsce, a 160 – czyli 43,7% w Niemczech. 9 artykułów w zagranicznym Rossmannie w ogóle nie było.

– Analizowane produkty są dostępne w sklepach internetowych obu sieci. ABR SESTA nie ma dostępu do danych sprzedażowych sieci Rossmann. Dlatego nie jesteśmy w stanie ich zweryfikować. Na podstawie przyjętej przez nas metodologii faktycznie nie można porównać średniego poziomu cen w Polsce i w Niemczech w ciągu całego roku. Jednak celem badania było sprawdzenie wyników w konkretnym dniu. Zatem nasze metodologie różnią się od siebie, ale to nie znaczy, że jedna jest błędna, a druga poprawna – komentuje Sebastian Starzyński.

Według Rossmann Polska, średnie ceny sprzedaży najlepiej oddają różnice pomiędzy analizowanymi rynkami. W handlu detalicznym w naszym kraju najpowszechniejsza jest polityka z wysokim udziałem rabatów. W polskiej sieci dodatkowo odbywają się np. akcje „2+2 gratis”, „-49 % na kosmetyki kolorowe” czy promocje Klubu Rossmann. Tymczasem w Niemczech dominuje praktyka niewielkiej liczby promocji. Porównano również koszyki zakupowe zawierające wszystkie przebadane produkty. Przy analizowanym asortymencie, polska sieć jest o 1,3% tańsza od niemieckiej. W celu zachowania spójności metodologicznej do przewalutowania tamtejszych cen użyto średniego kursu EUR-PLN za rok 2017, wynoszącego 4,26 zł.

– Porównując średni koszyk z dnia badania i wyliczony na podstawie danych sprzedażowych, uzyskujemy różnicę na poziomie 25% w Polsce i 15% w Niemczech. Jeśli założymy, że sieci w obu krajach sprzedają połowę produktów w okresach wyprzedaży, to klienci realizują je w 50-procentowej promocji w Polsce i w 30-procentowej – w Niemczech. Rabaty w naszym kraju są wysokie i dość powszechne. Obie sieci mają podobną strategię, ale u nas jest ona bardziej korzystna dla klientów – tłumaczy Sebastian Starzyński.

Różne strategie

Jak wyjaśniają przedstawiciele sieci, Rossmann SDP (Polska) oraz Rossmann GmbH (Niemcy) to różne firmy, działające na innych rynkach. Poza wspólnym szyldem są w pełni odrębne. Mają m.in. oddzielny zarząd i osobno kupują towary od dostawców. Rossmann Polska kształtując i prowadząc politykę cenową, nie porównuje swoich cen z tamtejszymi. Firma działa bowiem na terytorium Polski, tu konkuruje i tu kupuje towary. Rynek niemiecki w tym kontekście nie stanowi dla polskiej sieci punktu odniesienia. Niemiecka sieć również w żaden sposób nie wpływa, a także nie narzuca cen towarów w sklepach działających pod szyldem Rossmann w Polsce.

– Faktycznie to oddzielne firmy. Zatem osobno negocjują swoje umowy z dostawcami. Obie sieci sprzedają bardzo dużo produktów globalnych marek. Wpływ strategii cenowych dużych koncernów jest więc bardzo istotny w każdej z drogerii. Z badania wynika, że koncepcje producentów są różne dla poszczególnych marek. Z tej perspektywy można wnioskować, że polska sieć kompensuje narzucane jej wyższe ceny, uzupełniając swój asortyment tańszymi produktami polskich marek narodowych. Cechują się one dobrym stosunkiem ceny do jakości – zaznacza Sebastian Starzyński.

Na cenę półkową produktu wpływa szereg czynników. Kluczowym elementem jest cena, po jakiej sieć handlowa kupuje towar od dostawcy. Rossmann Polska jako niezależna firma działająca w Polsce kupuje artykuły na terenie Polski, np. od L’Oréal Polska, a nie L’Oréal Niemcy czy globalnej centrali. Cena, po jakiej nabywa towary, jest zatem często inna od tej, po której kupuje niemiecka sieć. Decyzje o pozycjonowaniu swoich towarów w danym segmencie cenowym na różnych rynkach podejmują producenci. Warunki handlowe, jakie zaoferują sieciom handlowym, wpływają na generalny poziom cen w sklepach. Tak przynajmniej wynika z oświadczenia polskiej sieci.

– Ten sam artykuł na tamtejszym rynku może być postrzegany jako standardowy, a u nas – luksusowy. Jest to związane z większą siłą nabywczą Niemców. Mają oni bowiem wyższe oczekiwania co do jakości produktów i kupują więcej rzeczy o lepszych parametrach. Nasi konsumenci mogą sięgać po te same towary okazjonalnie, gdy sieci oferują na nie wysokie rabaty. Wtedy klienci uważają swoje zakupy za bardziej korzystne. Dlatego właśnie sklepy w Polsce mają wyższe ceny wyjściowe i większe promocje – podsumowuje Norbert Kowalski.

Dane ze stron internetowych w Polsce i Niemczech pochodzą z dnia 4 lutego br. W badaniu porównawczym przeliczono ceny niemieckich produktów, według średniego kursu NBP, z dnia 5 lutego br. Wówczas 1 euro miało wartość 4,16 zł.

Konsekwencje niezdecydowania

Niezdecydowane zachowanie USD w tym tygodniu rodzi zakłopotanie wśród uczestników rynku. Nie widzę przekonania zarówno po stronie zwolenników powrotu do sprzedaży dolara, jak i wierzących w jego silniejsze odbicie. Uważam natomiast, że im dłużej rynek nie będzie wiedział, co zrobić, tym większe zagrożenie dla apetytu na ryzyko.

Raz w jedną, raz w drugą stronę. USD ma za sobą słaby czwartek, odreagowanie w trakcie nocnej sesji w Azji i powrót kłopotów na otwarciu Europy. Ogólnie jednak nie ruszamy się mocniej w żadnym kierunku. Panuje brak przekonania, co dalej. Wydarzenia, które mogłyby coś zmienić, zawiodły. Protokół z posiedzenia FOMC, w zależności kogo zapytać, został odebrany jako lekko gołębi, albo lekko jastrzębi. Zapiski z posiedzenia EBC także nie wystarczyły na więcej, niż 30 minut emocji, gdyż nie wniosły niemal nic do debaty o przyszłości polityki pieniężnej. Zastopowanie wyprzedaży USD z poprzedniego tygodnia naruszyło pewności siebie sprzedających, a przerywany świętami handel dołożył do niezdecydowania. Pod własnym ciężarem rynek nieco redukuje pozycje i realizuje zyski, szczególnie że zbliża się koniec miesiąca. Równocześnie co bardziej odważni inwestorzy szukają szczęścia w próbach przebudzania trendów. Powodzenia.

Pozostaję wierny swojej teorii, że rynek zapędził się w przecenia dolara, a założenia tego ruchu są mylne. Zatem dla mnie korekta USD nie jest zaskoczeniem, ale dla części rynku może podsycać wątpliwości i pytania, co dalej? USD czeka na impuls, którym będzie przesłuchanie prezesa Fed J. Powella w Kongresie 28 lutego lub raport z rynku pracy 9 marca. Daje to mnóstwo czasu na zastanawianie, a to zła wiadomość od strony utrzymywania niezarabiających na siebie pozycji. Widziałbym tu zagrożenie szczególnie dla walut ryzykownych (surowcowych, rynków wschodzących). Albo USD dalej będzie zyskiwał pod wpływem ucinania krótkich pozycji, albo niezdecydowanie zaciąży na sentymencie na rynku akcji, przenosząc awersję do ryzyka na inne rynki. Pod tym kątem patrząc, JPY może być największym wygranym na FX. W przypadku EUR, obawiam się, że może stać się zakładnikiem swojego sukcesu – po serii imponujących danych makro w ostatnich tygodniach, oczekiwania są teraz bardzo wysoko i łatwiej o rozczarowanie. Odczyty PMI i Ifo w tym tygodniu pokazały, że walucie będzie trudno znaleźć świeżą iskrę w danych z gospodarki.

Kalendarz w piątek jest lekki, co tylko będzie sprzyjać chaotycznym ruchom wynikającym z przetasowań w pozycjonowaniu. Na polu danych najciekawiej wygląda inflacja CPI z Kanady, choć uważam, że nawet pozytywne zaskoczenie nie zneutralizuje okropnego odczytu sprzedaży detalicznej z wczoraj. Zamiast starać się zgasić presję inflacyjną, Bank Kanady będzie teraz bardziej zakłopotany zagrożeniami związanymi z pogorszeniem konsumpcji Kanadyjczyków (którym drożeje życie na kredyt). W efekcie umocnienie CAD po dobrych danych raczej będzie krótkotrwałe. Poza tym można zwrócić uwagę na wypowiedzi członków Banku Anglii, EBC i Fed.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.