Pracownicy zadowoleni, ale nie wszyscy lojalni. Młodzi najczęściej zmieniają pracodawcę

W ciągu ostatnich dwóch lat miejsca zatrudnienia nie zmieniło 67% pracowników, a 7 na 10 deklaruje zadowolenie z obecnej sytuacji zawodowej – najwięcej od trzech lat, wynika z „Barometru Rynku Pracy 2026” GI Group Holding. Za stabilnymi wskaźnikami dla całego rynku kryje się bardziej złożony obraz. W grupie najmłodszych (18–24 lata) pracodawcę zmieniło już 55% badanych, a wśród osób zarabiających ponad 10 tys. zł miesięcznie odsetek ten sięga 51%. Jednocześnie niemal co druga firma mierzy się z problemem rotacji, a pracownicy niezmiennie wskazują wyższe wynagrodzenie, premie i możliwości rozwoju jako najważniejsze argumenty skłaniające ich do pozostania w organizacji.

Młodzi odchodzą, starsi wybierają stabilność

Najbardziej skłonni do zmiany pracodawcy są najmłodsi Polacy – w grupie 18–24 lata taką decyzję na przestrzeni ostatnich dwóch lat podjęło 55% z nich, w tym co piąty więcej niż raz. Wśród osób w wieku 25–44 lata odsetek ten spada do 33,5%, a w grupie 45–54 lata wynosi już tylko 20%.

Mobilność młodszej grupy pracowników nie zaskakuje. Osoby, które wchodzą na rynek pracy, pierwsze doświadczenia często traktują tymczasowo, nie zawsze też są one związane z ich preferowaną drogą zawodową. Wraz z wiekiem mobilność maleje wybór kolejnego miejsca zatrudnienia jest bardziej przemyślany, do większej stabilizacji skłania także sytuacja pozazawodowa.Zmiana pracodawcy ostatnie 2 lata Barometr rynku pracy 2026

– Średnie rynkowe wskaźniki nie dają pełnego obrazu. Dopiero analiza uwzględniająca wiek, poziom wynagrodzeń, stanowisko czy etap kariery pozwala dostrzec ważne różnice w gotowości do odejścia lub pozostania w obecnym miejscu pracy. Na tym tle wyróżnia się najmłodsze pokolenie. Większa otwartość na zmiany pozwala zdobywać doświadczenie i wybrać właściwą zawodową drogę.  Jest jeszcze jeden istotny element – młodsi pracownicy dużo większą uwagę zwracają dziś na zgodność swoich wartości z kulturą firmy i atmosferę. Nierzadko to one przesądzają o decyzji, czy związać swoją przyszłość z daną organizacją na dłużej podkreśla Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

Zależność tę potwierdzają dane dotyczące struktury zajmowanych stanowisk. Najbardziej mobilni pozostają młodsi specjaliści – niemal połowa z nich (48,7%) zmieniła pracodawcę przynajmniej raz w ciągu ostatnich dwóch lat, a niemal 14% zrobiło to więcej niż jeden raz. Dla porównania, wśród starszych specjalistów odsetek ten wynosi 21%, a wśród pracowników niższego szczebla powyżej 24%.

Apetyt rośnie w miarę zarobków

Ciekawie prezentują się również wyniki w podziale na poziom wynagrodzeń. W grupach osiągających dochody poniżej 7 tys. zł netto miesięcznie odsetek osób, które zmieniły pracodawcę co najmniej raz w ciągu ostatnich dwóch lat wynosi około 30%. Niższa mobilność jest widoczna wśród zarabiających od 7 tys. do 9 999 zł. Na tym tle wyróżniają się osoby osiągające dochody przekraczające 10 tys. zł netto. W tej grupie pracodawcę zmieniła połowa ankietowanych (51%), a 28% zrobiło to więcej niż jeden raz.

Różnice widoczne są także pomiędzy branżami. Największą stabilnością charakteryzuje się sektor publiczny, gdzie na zmianę pracy pracodawcy zdecydowało się 13,5% respondentów, podczas gdy w produkcji było to blisko 24%. Na drugim biegunie znajduje się transport i logistyka – branża, w której połowa badanych podjęła zatrudnienie w innej firmie, a 19% zrobiło to więcej niż jeden raz.

Optymizm wskaźników kontra realne różnice. Gdzie rośnie, a gdzie spada satysfakcja z pracy

Poziom zadowolenia z obecnego miejsca zatrudnienia systematycznie rośnie. Rok i dwa lata temu satysfakcję z pracy deklarowało 68% respondentów, w 2026 roku odsetek ten wzrósł do 70,9%. Jednocześnie zmniejszył się udział osób raczej niezadowolonych – z 11,6% do 6,7%, wynika z „Barometru rynku pracy 2026” GI Group Holding.Zadowolenie z pracy Barometr rynku pracy 2026 (1)

Podobnie jak w przypadku mobilności zawodowej, również poziom satysfakcji nie rozkłada się równomiernie pomiędzy poszczególnymi grupami. Zadowoleni są głównie najmłodsi i najstarsi pracujący – w grupie 55–67 lat stanowią blisko 78%, a w gronie 18–24-latków ponad 77%. Relatywnie mniejszą grupę stanowią osoby w wieku 45–54 lata (66,4%).

Najwyższą satysfakcję deklaruje kadra kierownicza – 8 na 10 badanych. Wśród starszych i młodszych specjalistów odsetek ten jest mniejszy i wynosi około 73%. Najniższe wyniki odnotowano wśród pracowników fizycznych (68,6%) oraz niższego szczebla (61,6%).

Wyraźny pozostaje również związek pomiędzy poziomem dochodów a oceną obecnego miejsca zatrudnienia. Najbardziej zadowolone są osoby, których wynagrodzenie wynosi od 7 tys. do 9 999 zł netto miesięcznie (80,7%). Wśród zarabiających co najmniej 10 tys. zł jest to 77%, a w grupie 5–6 999 zł – 77%. Najniższy poziom satysfakcji deklarują respondenci mający dochody do 3 999 zł netto (62%).

Produkcja oraz transport i logistyka to sektory, w których zadowolenie z obecnej pracy deklarowane jest rzadziej niż w innych branżach – odpowiednio 66,4% i 67,3%. Wciąż jednak jest to wysoki odsetek.

Podwyżka to już za mało, aby zatrzymać pracownika

Rosnąca satysfakcja z pracy nie oznacza, że zatrudnieni nie dostrzegają powodów do zawodowych zmian. Wyniki badania pokazują wprost, jakie działania mogłyby skłonić ich do pozostania w obecnej organizacji. Największe znaczenie ma dla nich wzrost wynagrodzenia – podwyżkę jako czynnik istotny lub bardzo istotny wskazało 84,3% respondentów. Niewiele niższy wynik uzyskały dodatkowe premie – ogółem ponad 80,6% badanych uważa je za ważne w podjęciu decyzji o kontynuowaniu zatrudnienia w dotychczasowej firmie. Na kolejnych miejscach znalazły się:

  • większe możliwości rozwoju zawodowego (76,4%),
  • benefity pozapłacowe (72,2%),
  • elastyczne godziny pracy (72,2%),
  • poprawa atmosfery w miejscu pracy (71,3%).

Za ogólnymi wynikami kryją się jednak odmienne oczekiwania poszczególnych grup pracowników. Wśród kadry kierowniczej, obok dodatkowych premii (89%), równie wysokie znaczenie mają programy wspierające równowagę między życiem zawodowym i prywatnym oraz atmosfera pracy. W przypadku starszych specjalistów wysokie wskazania uzyskały benefity pozapłacowe oraz elastyczne godziny pracy (po 84%). Z kolei młodsi specjaliści najwyżej ocenili większe możliwości rozwoju zawodowego (82%), wyprzedzające zarówno dodatkowe premie, jak i elastyczne godziny pracy (po 79%).

Możliwości rozwoju zawodowego i atmosfera pracy – obok dodatkowych premii – mają znaczenie również dla pracowników niższego szczebla i pracowników fizycznych. W przypadku pracowników fizycznych poprawę atmosfery wskazało 74% respondentów, a rozwój zawodowy 72%. Wśród pracowników niższego szczebla było to odpowiednio 65% i 69%.

Choć wynagrodzenie pozostaje najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzję o pozostaniu w firmie, coraz większą rolę odgrywają relacje, atmosfera i styl zarządzania oraz poczucie, że firma daje realne perspektywy rozwoju i awansu. Badania pokazują, jak bardzo te oczekiwania różnią się w zależności od wieku czy etapu kariery. Dlatego skuteczne działania związane z utrzymaniem pracowników wymagają od managerów indywidualnego podejścia i uwzględnienia różnic, a nie opierania się wyłącznie na uniwersalnych rozwiązaniach – komentuje Piotr Wajgielt, Senior Partner w Wyser Executive Search.Motywacje do kontynuacji zatrudnienia_Barometr rynku pracy 2026

Rotacja pracowników słabnie, lecz problem nie znika

Odejścia pracowników to jedno z najważniejszych wyzwań, z jakimi mierzą się pracodawcy, choć jego skala nieco się zmniejszyła. Z rotacją co najmniej jednej grupy pracowników w ostatnich miesiącach mierzyło się 41,4% firm, wobec 47% rok wcześniej, co oznacza, że problem dotyczy niemal co drugiej organizacji. Rzadziej niż w 2025 roku firmy wskazują na trudności związane z utratą pracowników niższego szczebla (12% wobec 17%), wykwalifikowanej kadry średniego szczebla (11% wobec 13%) oraz kadry wyższego szczebla (8% wobec 9%).Problem z rotacją_Barometr rynku pracy 2026

Z rotacją borykają się zarówno małe, jak i duże firmy – odpowiednio 44% i 41% z nich miało w ostatnim okresie problem z odejściami co najmniej jednej grupy pracowników. W największym stopniu mierzy się z nią sektor handlowy, zwłaszcza w przypadku niższych stanowisk.

Od podwyżek po elastyczny czas pracy. Jak firmy odpowiadają na ryzyko rotacji pracowników

Coraz więcej firm ogranicza ryzyko odejść pracowników. Najczęściej wybieranym narzędziem pozostają podwyżki wynagrodzeń – stosuje je co czwarta organizacja. To jednocześnie rozwiązanie, którego pracownicy oczekują w pierwszej kolejności. Na kolejnych miejscach znajdują się premie oraz działania wspierające rozwój kompetencji (po 16,5%). Organizacje sięgają również po benefity pozapłacowe (14,1%), poprawę warunków pracy (13,5%) i większą elastyczność czasu pracy (12,7%).Zmniejszenie rotacji działania_Barometr rynku pracy 2026

Dobór rozwiązań zależy od specyfiki organizacji. Podwyżki częściej oferują duże przedsiębiorstwa (30%), a także firmy z sektora transportu i logistyki (29%) oraz usług (26%). Premie relatywnie częściej stosowane są w handlu, usługach i przemyśle – decyduje się na nie co piąta firma (19%–20%). Rozwój kompetencji jako sposób na zatrzymanie pracowników częściej wskazują podmioty publiczne (21%) oraz firmy transportowe i logistyczne (19%), które częściej niż inne organizacje oferują także benefity pracownicze (23%). Z kolei działania ukierunkowane na poprawę komfortu pracy częściej podejmują firmy handlowe, usługowe i instytucje publiczne – troskę o ten aspekt wskazuje 13% z nich.

Mimo rosnącej aktywności pracodawców, ponad jedna czwarta (blisko 29%) z nich nie prowadzi działań retencyjnych lub ogranicza się do doraźnych reakcji. Tymczasem w warunkach negatywnych trendów demograficznych i trudności z obsadzaniem wakatów nawet umiarkowana rotacja może wpływać na ciągłość operacyjną, efektywność zespołów i koszty działalności.

Jeszcze trzy lata temu ponad 40 proc. firm nie miało strategii ograniczania rotacji. Ten odsetek maleje – coraz więcej organizacji dostrzega, że odejścia pracowników nie są wyłącznie naturalnym elementem rynku pracy, ale obszarem, na który można i trzeba realnie wpływać – podsumowuje Antonio Carvelli, Prezes Zarządu Gi Group.

O raporcie: „Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.). Partnerami raportu są: Federacja Przedsiębiorców Polskich, Polskie Forum HR oraz Konfederacja Lewiatan.

AI przyspiesza, kompetencje nie nadążają. Polskie firmy mierzą się z tym samym problemem, co organizacje na całym świecie

  • Tylko 22% organizacji działających w Polsce deklaruje, że potrafi skutecznie rekrutować i zatrzymywać pracowników posiadających kompetencje AI – wynika z badania Aon Human Capital Trends 2026.
  • 21% firm wskazuje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy żaden pracownik nie uczestniczył w programach rozwoju kompetencji AI (16% globalnie).
  • 81% respondentów uważa, że AI będzie automatyzować część zadań, ale istniejące role nadal pozostaną potrzebne.

Organizacje działające na Polskim rynku są przekonane, że sztuczna inteligencja będzie zmieniać sposób pracy i wymagać nowych kompetencji od pracowników. Jednocześnie wiele firm nadal nie jest przygotowanych do rozwijania umiejętności potrzebnych do skutecznego wykorzystania tej technologii. Z badania Aon Human Capital Trends 2026 wynika, że Polska mierzy się z podobnym wyzwaniem, co organizacje na całym świecie – inwestycje w ludzi nie nadążają za tempem wdrażania AI.

Wiara w AI silniejsza niż obawy przed nią

Aż 88% organizacji na świecie uważa, że sztuczna inteligencja będzie wymagała od pracowników zdobywania nowych umiejętności, a 73% wdrożyło już rozwiązania AI lub prowadzi ich pilotaże.

W Polsce także widoczna jest otwartość na zalety wynikające z zastosowania sztucznej inteligencji. 81% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że AI będzie automatyzować część zadań, ale istniejące role nadal pozostaną potrzebne. Z kolei 80% uważa, że technologia stworzy nowe możliwości i będzie wymagać nowych kompetencji. Jedynie 18% respondentów przewiduje, że AI może znacząco zastąpić miejsca pracy w ich obszarze działalności.

Podejście do AI organizacji, które działają na polskim rynku, nie różni się znacząco od prezentowanych przez firmy na innych rynkach. Widać duże zainteresowanie wykorzystaniem sztucznej inteligencji i przekonanie, że będzie ona wspierać rozwój biznesu. Prawdziwe wyzwanie nie dotyczy jednak technologii, lecz ludzi – ich kompetencji, gotowości do zmian i zdolności do współpracy z nowymi narzędziami – mówi Karolina Hernik, Employee Benefits Practice Leader w Aon Polska.

Wśród najważniejszych celów wdrażania AI organizacje wskazują automatyzację rutynowych zadań, zwiększanie efektywności operacyjnej oraz wspieranie innowacyjności.

Największą barierą może okazać się niedobór kompetencji

Jedynie 22% organizacji działających w Polsce deklaruje, że potrafi skutecznie rekrutować i zatrzymywać pracowników posiadających kompetencje AI. Globalnie odsetek ten wynosi 24%.

Jeszcze większe wyzwanie widać w obszarze rozwoju kompetencji. Aż 21% firm w Polsce deklaruje, że żaden pracownik nie uczestniczył w ciągu ostatnich 12 miesięcy w programach AI upskilling lub reskilling. Dla porównania globalnie taki brak działań deklaruje 16% organizacji.

Wiele organizacji znajduje się dziś na etapie pilotaży lub pierwszych wdrożeń AI. O tym, czy projekty te przyniosą oczekiwane rezultaty, zdecyduje nie tylko jakość technologii, ale przede wszystkim zdolność do rozwijania kompetencji pracowników. Bez inwestycji w umiejętności nawet najbardziej zaawansowane rozwiązania mogą nie przynieść oczekiwanej wartości biznesowej – dodaje Karolina Hernik.

AI stała się projektem biznesowym

Organizacje coraz częściej postrzegają wdrażanie sztucznej inteligencji jako wyzwanie związane z transformacją całego modelu pracy, a nie wyłącznie wdrożeniem nowych narzędzi. Globalne dane Aonu wskazują, że firmy, które osiągnęły najwyższy poziom wdrożenia AI, są również bardziej zaawansowane w obszarze zarządzania kompetencjami, adaptacji pracowników do zmian oraz budowania gotowości organizacyjnej. Dla polskich organizacji oznacza to konieczność równoległego inwestowania w technologię i ludzi. To właśnie zdolność do pozyskiwania talentów, rozwijania kompetencji i zarządzania zmianą może stać się kluczowym czynnikiem decydującym o sukcesie wdrożeń AI w najbliższych latach.

Opieka nad stroną internetową w erze AI: dlaczego utrzymanie witryny stało się usługą niezbędną

Opieka nad stroną internetową to dziś usługa niezbędna, ponieważ era sztucznej inteligencji wielokrotnie zwiększyła liczbę luk i tempo ataków na witryny. Automatyczne boty znajdują nieaktualną stronę w ciągu kilku godzin, a kod tworzony przez modele językowe wprowadza nowe podatności na masową skalę. Firma, która opiera sprzedaż na witrynie, zabezpiecza ją stałym monitoringiem, aktualizacjami i kopiami zapasowymi.

Strona internetowa przestała być statyczną wizytówką. Stała się aktywem, które atakujący traktują jak cel automatycznych narzędzi. Profesjonalna opieka zamyka tę lukę, zanim atak dotrze do klienta.

Pełny zakres takiej usługi opisuje strona https://www.premiumdigital.pl/opieka-nad-strona-internetowa/.

Dlaczego opieka nad stroną internetową stała się niezbędna w erze AI?

Opieka nad stroną internetową stała się niezbędna, ponieważ liczba luk i szybkość ich wykorzystania osiągnęły rekordowy poziom. Z raportu Patchstack State of WordPress Security in 2026 wynika, że w 2025 roku odkryto 11 334 nowych podatności w ekosystemie WordPress, o 42% więcej niż rok wcześniej. To najwyższy wynik w historii tego systemu.

Tempo ataku skróciło się do godzin. Mediana czasu od ujawnienia luki do pierwszego masowego ataku wyniosła 5 godzin. Właściciel strony bez stałego nadzoru dowiaduje się o problemie dopiero po infekcji.

W 2025 roku odkryto więcej podatności wysokiego ryzyka niż w dwóch poprzednich latach łącznie. Skala zagrożenia rośnie szybciej niż świadomość przeciętnego przedsiębiorcy.

Jak sztuczna inteligencja zwiększyła liczbę ataków na strony internetowe?

Sztuczna inteligencja zwiększyła liczbę ataków na strony internetowe przez automatyzację skanowania i łamania zabezpieczeń. Boty oparte na uczeniu maszynowym przeszukują tysiące witryn jednocześnie, odczytują wersję systemu i wtyczek, a następnie kolejkują podatne adresy do automatycznego ataku. Twoja strona nie musi być celem osobistym, narzędzia znajdą ją same.

Liczba prób logowania siłowego wzrosła o 45% w drugiej połowie 2025 roku, głównie za sprawą botnetów wspieranych przez AI. Te boty omijają proste blokady, rotują adresy IP i generują wiadomości dopasowane do kontekstu.

Większość udanych włamań zaczyna się od nieaktualnej wtyczki lub motywu, a nie od rdzenia systemu. Dlatego sama instalacja WordPressa nie wystarcza, liczy się dyscyplina aktualizacji.

„W erze AI atak nie wymaga już hakera siedzącego nad Twoją stroną. Wystarczy bot, który skanuje internet całą dobę i sam decyduje, kiedy uderzyć. Opieka nad stroną to dziś nie luksus, tylko podstawowe zabezpieczenie firmy”, mówi Damian Węglarski, doradca marketingowy i CEO Premium Digital.

Dlaczego kod tworzony przez AI zwiększa liczbę luk w stronach?

Kod tworzony przez AI zwiększa liczbę luk w stronach, ponieważ modele językowe generują rozwiązania bez wbudowanych wymagań bezpieczeństwa. Veracode w raporcie GenAI Code Security Report z 2025 roku przetestował ponad sto modeli i wykazał, że 45% kodu generowanego przez AI zawiera podatności z listy OWASP Top 10.

Kod tworzony przez AI zawiera 2,74 razy więcej luk niż kod pisany przez doświadczonego programistę. Zjawisko vibe coding, czyli budowania stron na podstawie poleceń do modelu bez świadomej kontroli bezpieczeństwa, mnoży te błędy w gotowych wdrożeniach.

Skala problemu widać w produkcji. Firma Escape.tech przeskanowała ponad tysiąc aplikacji tworzonych tą metodą i znalazła problemy bezpieczeństwa w 65% z nich. Strona zbudowana szybko i tanio przez narzędzie AI często zawiera ukryte luki, których właściciel nie potrafi sam wykryć ani załatać.

Co to jest opieka nad stroną internetową?

Opieka nad stroną internetową to stała usługa utrzymaniowa, która zapewnia ciągłe działanie, bezpieczeństwo i aktualność witryny. Zakres obejmuje monitoring dostępności, instalację aktualizacji, tworzenie kopii zapasowych oraz reakcję na incydenty bezpieczeństwa. Usługę realizuje agencja lub specjalista techniczny na podstawie umowy abonamentowej.

Opieka działa prewencyjnie, a nie naprawczo. Naprawa usuwa skutki ataku po fakcie, gdy klienci już zobaczyli niedziałającą stronę. Opieka eliminuje zagrożenie, zanim wpłynie na użytkownika.

Co obejmuje opieka nad stroną internetową w erze AI?

Opieka nad stroną internetową obejmuje zestaw stałych czynności, które odpowiadają na współczesne zagrożenia. Poniższa lista przedstawia podstawowy zakres usługi:

  • monitoring dostępności 24/7 dedykowanymi narzędziami,
  • szybkie aktualizacje systemu CMS oraz wtyczek do stabilnych wersji,
  • cykliczne kopie zapasowe plików i bazy danych,
  • monitoring certyfikatu SSL i logowań do panelu,
  • skanowanie antywirusowe i usuwanie infekcji,
  • pomoc po włamaniu na stronę lub serwer,
  • administrowanie witryną i naprawę błędów,
  • optymalizację szybkości działania.

Zakres opieki dopasowuje się do systemu i wielkości witryny. Strona zbudowana z gotowych komponentów lub wygenerowana przez AI wymaga częstszego skanowania, ponieważ ryzyko ukrytych luk jest w niej wyższe.

Ile kosztuje brak opieki nad stroną internetową?

Brak opieki nad stroną internetową kosztuje znacznie więcej niż abonament, ponieważ skutki włamania kumulują się w czasie. Poniższy scenariusz pokazuje, jak rosną straty małej firmy po jednym ataku przez nieaktualną wtyczkę.

Witryna generuje 3 zapytania dziennie o wartości 300 zł każde, czyli 900 zł szans sprzedażowych dziennie. Atak rozkłada koszty na kilka etapów:

  • Niedostępność strony przez 3 dni: utrata szans o wartości 2700 zł.
  • Usunięcie infekcji i przywrócenie kopii zapasowej: koszt jednorazowy od 800 zł do 2000 zł.
  • Reinfekcja, gdy luka nie zostanie zamknięta: powtórzenie kosztu czyszczenia.
  • Spadek pozycji w Google po wstrzyknięciu spamu: utrata ruchu organicznego przez wiele tygodni.
  • Utrata zaufania klientów po ostrzeżeniu o niebezpiecznej stronie: trudna do wyceny, ale najbardziej dotkliwa.

Pojedynczy incydent łatwo przekracza 5000 zł straty, zanim doliczymy nadszarpnięty wizerunek. Roczny koszt podstawowej opieki jest niższy od skutków jednej poważnej awarii.

Ile kosztuje opieka nad stroną internetową?

Opieka nad stroną internetową kosztuje od kilkuset złotych miesięcznie i zależy od zakresu usług. Cenę kształtują wielkość witryny, częstotliwość aktualizacji, liczba kopii zapasowych oraz czas reakcji wsparcia. Pakiety abonamentowe zaczynają się od 390 zł miesięcznie za zakres podstawowy, a rozbudowane warianty z częstszymi kopiami zapasowymi i krótszym czasem reakcji kosztują 690 zł lub 990 zł miesięcznie.

Cenę opieki warto porównać z kosztem inaktywności. Jedna zażegnana awaria pokrywa kilka miesięcy abonamentu. W erze automatycznych ataków pytanie nie brzmi, czy strona zostanie zeskanowana, tylko kiedy.

Jak opieka chroni stronę przed zagrożeniami ery AI?

Opieka chroni stronę przed zagrożeniami ery AI dzięki trzem filarom: prewencji, szybkim aktualizacjom i planowi odzyskiwania. Każdy filar odpowiada na konkretny mechanizm współczesnego ataku.

Stały monitoring odpowiada na automatyczne skanowanie. Dedykowane narzędzia sprawdzają stronę co kilka minut i wykrywają próbę włamania na wczesnym etapie.

Szybkie aktualizacje odpowiadają na pięciogodzinne okno ataku. Specjalista wdraża poprawki bezpieczeństwa, zanim boty zdążą wykorzystać świeżo ujawnioną lukę.

Cykliczne kopie zapasowe odpowiadają na ryzyko nieodwracalnej utraty danych. Po incydencie strona wraca do działania z ostatniego poprawnego punktu, a przestój skraca się z dni do minut.

Dla kogo opieka nad stroną internetową jest dziś niezbędna?

Opieka nad stroną internetową jest niezbędna dla każdej firmy, która zbiera zapytania, sprzedaż lub kontakt przez witrynę. Im więcej biznesu zależy od strony, tym wyższy koszt każdej godziny niedostępności.

Usługa odpowiada firmom korzystającym z WordPressa i gotowych wtyczek, czyli zdecydowanej większości polskich małych i średnich firm. Ten ekosystem jest najczęstszym celem automatycznych ataków.

Usługa odpowiada również właścicielom stron zbudowanych szybko przez narzędzia AI. Taka witryna wymaga audytu i stałego nadzoru, ponieważ ryzyko ukrytych luk jest w niej wyraźnie wyższe.

Jak zabezpieczyć stronę internetową już teraz?

Zabezpieczenie strony internetowej zaczyna się od audytu aktualnego stanu i wdrożenia stałego monitoringu. Specjalista sprawdza wersje systemu i wtyczek, konfiguruje kopie zapasowe oraz ustala częstotliwość aktualizacji dopasowaną do ryzyka.

Pełen zakres pakietów oraz warunki opieki nad stroną internetową prezentuje Premium Digital, agencja z Łodzi, która prowadzi utrzymanie i bezpieczeństwo witryn dla małych i średnich firm w całej Polsce.

Pepco otworzyło pierwsze sklepy w Macedonii Północnej

Pepco, wiodąca europejska sieć typu value retailer, oficjalnie otworzyła swoje pierwsze sklepy dla konsumentów w Macedonii Północnej. Dwa nowe punkty zostały uruchomione jednocześnie w Skopje. W planach są również kolejne otwarcia w innych lokalizacjach w kraju, w tym w popularnych miastach turystycznych – Ochrydzie i Strudze.

Debiut na rynku Macedonii Północnej stanowi kolejny kamień milowy w realizacji ambitnej strategii rozwoju Grupy, skoncentrowanej na odpowiedzialnej ekspansji w Europie oraz selektywnym wchodzeniu na nowe rynki. Marka jest już obecna w innych krajach bałkańskich, takich jak Bułgaria, gdzie prowadzi 191 sklepów, Serbia (183), Chorwacja (139), Bośnia i Hercegowina (69) oraz Grecja (60).

– Pepco powstało w oparciu o prostą, ale niezwykle silną ideę, której celem jest sprawianie, by produkty codziennego użytku były bardziej dostępne cenowo dla rodzin, a tym samym przyczynianie się do poprawy jakości ich życia. Nasz model biznesowy opiera się na prostocie, dyscyplinie i skali działania, wynikającej z prowadzenia ponad 4 000 sklepów w całej Europie. Obecnie obsługujemy około 36 milionów klientów miesięcznie. Naszą wizją jest Europa, w której wysokiej jakości produkty codziennego użytku są w zasięgu każdego gospodarstwa domowego. Cieszymy się, że możemy realizować tę obietnicę również wobec rodzin
w Macedonii Północnej – powiedział Jorge Gervasi, Chief Operating Officer South CEE & Western Europe w Pepco.

Dla milionów klientów w całej Europie Pepco stało się miejscem codziennych zakupów – sklepem, w którym rodziny mogą znaleźć odzież, artykuły wyposażenia wnętrz oraz praktyczne produkty łączące aktualne trendy, dobrą jakość i przystępne ceny. Wejście Pepco do Macedonii Północnej ma ożywić lokalny rynek handlu detalicznego, tworząc nowe miejsca pracy i oferując nowoczesne oraz wygodne doświadczenie zakupowe.

– Jesteśmy dumni, że możemy wprowadzić Pepco do Macedonii Północnej jako naszego 19. rynku w Europie. Dziś otwieramy pierwsze sklepy w Capitol Mall i Ramstore Mall w Skopje, a już wkrótce dołączą do nich kolejne lokalizacje w Ochrydzie i Strudze, co będzie początkiem naszej lokalnej ekspansji. Dla nas wejście na nowy rynek oznacza budowanie długoterminowego zaufania, tworzenie lokalnych zespołów i stawanie się częścią codziennego życia społeczności, które wspieramy – powiedział Bogdan Grigoriu, Regional Operations Director w Pepco.

W otwarciu pierwszych sklepów Pepco uczestniczyły setki macedońskich klientów.

W uroczystym przecięciu wstęgi udział wzięli przedstawiciele kierownictwa firmy, członkowie zespołu oraz zaproszeni goście, w tym reprezentanci SOS Wiosek Dziecięcych, lokalnych władz oraz przedstawiciele Ambasady RP w Skopje.

Sprawdzony model biznesowy w fazie dynamicznego wzrostu

Wejście Pepco do Macedonii Północnej następuje w okresie silnego wzrostu operacyjnego i finansowego Grupy. Firma przyspiesza rentowny rozwój dzięki uproszczonemu i skalowalnemu formatowi sklepów, zdyscyplinowanemu podejściu do alokacji kapitału oraz wyraźnie zdefiniowanej ofercie dla klientów, opartej na konkurencyjnych cenach i wysokiej dostępności produktów. Choć marka dynamicznie rozwija się również w krajach Europy Zachodniej, region Europy Środkowo-Wschodniej nadal oferuje znaczący potencjał wzrostu, wspierany przez wysoką i powszechną rozpoznawalność marki na wielu lokalnych rynkach.

Po erze zachwytu nad AI przyszedł czas na pytania o ROI

Jeszcze trzy lata temu najczęściej zadawane pytanie brzmiało: „Czy powinniśmy interesować się sztuczną inteligencją?”. Dziś podobne wątpliwości należą do rzadkości. AI trafiła do strategii biznesowych, planów transformacji cyfrowej i agend zarządów praktycznie we wszystkich sektorach gospodarki.

Paradoksalnie jednak wraz ze wzrostem dostępności technologii nie maleje liczba pytań. Wręcz przeciwnie. Im więcej możliwości oferuje rynek, tym trudniejsze staje się podejmowanie decyzji. W wielu organizacjach problemem nie jest już brak technologii. Problemem jest określenie, które z nich rzeczywiście warto wdrożyć, jaką rolę mają pełnić w organizacji i jaką konkretną wartość mają przynieść biznesowi.

Po erze eksperymentów przyszedł czas na pytania o ROI

Przez ostatnie lata wiele organizacji koncentrowało się na testowaniu możliwości sztucznej inteligencji. Powstawały pilotaże, wdrażano kolejne narzędzia, uruchamiano programy transformacyjne i szkolenia dla pracowników. W wielu przypadkach sam fakt wykorzystania AI był traktowany jako dowód innowacyjności organizacji. Dziś rynek znajduje się w zupełnie innym miejscu.

Do rozmowy coraz częściej włączają się dyrektorzy finansowi i zarządy. Nie pytają już, czy firma powinna korzystać z AI. Pytają, jakie efekty przyniosły dotychczasowe inwestycje, które projekty rzeczywiście poprawiły efektywność i czy warto przeznaczać kolejne środki na następne inicjatywy. To naturalny etap dojrzewania rynku – każda technologia przechodzi moment, w którym kończy się okres fascynacji, a zaczyna okres rozliczania rezultatów.

Coraz większego znaczenia nabiera więc nie liczba wdrożonych narzędzi, lecz zdolność organizacji do wykazania konkretnej wartości biznesowej. Skrócenie czasu realizacji procesów, poprawa jakości decyzji, wzrost produktywności zespołów, ograniczenie kosztów operacyjnych czy zwiększenie satysfakcji klientów stają się znacznie ważniejsze niż sama informacja o wykorzystaniu AI.

W praktyce oznacza to również zmianę sposobu oceny projektów technologicznych. Zarządy coraz częściej oczekują nie prezentacji możliwości narzędzia, lecz odpowiedzi na pytanie o zwrot z inwestycji.

AI nie jest dziś deficytowym zasobem

Jeszcze niedawno przewagę budowały organizacje, które jako pierwsze uzyskiwały dostęp do nowych rozwiązań technologicznych. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję są powszechnie dostępne. Z podobnych rozwiązań korzystają zarówno globalne korporacje, jak i średnie przedsiębiorstwa. To sprawia, że sama obecność AI w organizacji przestaje być wyróżnikiem. Coraz większego znaczenia nabiera natomiast sposób jej wykorzystania. Dlatego pytanie „jakie narzędzie wybrać?” coraz częściej okazuje się mniej istotne niż pytanie „jaki problem chcemy rozwiązać?”. Ta pozornie niewielka różnica w praktyce przesądza o powodzeniu lub porażce wielu inicjatyw technologicznych.

Dane PwC z „AI Performance Study” (2026) potwierdzają to wyraźnie: 74% wartości ekonomicznej generowanej przez AI trafia do zaledwie 20% firm, a liderzy osiągają wyniki 7,2 razy wyższe niż pozostałe przedsiębiorstwa. Co istotne, różnicę stanowi nie skala inwestycji, lecz to, do czego AI jest wykorzystywana. Liderzy są 2–3 razy częściej zorientowani na wzrost i reinwencję modelu biznesowego. Są też dwukrotnie częściej skłonni przeprojektowywać procesy pracy zamiast po prostu dokładać kolejne narzędzia.

Organizacje, które rozpoczynają transformację od technologii, często szybko napotykają trudności z uzasadnieniem kolejnych inwestycji. Trudno bowiem wykazać zwrot z inwestycji, jeśli już na początku nie określono celu biznesowego, mierników sukcesu oraz procesu, który ma zostać usprawniony.

Najbardziej dojrzałe organizacje odwracają tę logikę. Najpierw definiują problem biznesowy, następnie określają oczekiwany rezultat, a dopiero później wybierają technologię, która może pomóc go osiągnąć.

Większość wyzwań związanych z AI nie ma charakteru technologicznego

W debacie publicznej dominują rozmowy o możliwościach modeli językowych, automatyzacji czy kolejnych generacjach narzędzi. Znacznie rzadziej mówi się o tym, że największe bariery wdrożeń bardzo często znajdują się poza działem IT.

Organizacje mierzą się z pytaniami dotyczącymi odpowiedzialności za decyzje podejmowane przy wsparciu AI, bezpieczeństwa danych, jakości procesów czy gotowości zespołów do pracy w nowym środowisku. W wielu przypadkach technologia jest najmniej problematycznym elementem całego przedsięwzięcia.

Znacznie trudniejsze okazuje się ustalenie, kto odpowiada za zmianę, jak mierzyć jej efekty, jakie kompetencje są potrzebne w organizacji i w jaki sposób połączyć nowe rozwiązania z istniejącym modelem działania firmy. To właśnie dlatego – jak przy każdej przełomowej technologii – kluczowe pozostaje szersze spojrzenie na transformację: nie tylko od strony technologicznej, lecz przede wszystkim organizacyjnej.

Jeżeli organizacja nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, kto odpowiada za zmianę, jak zmierzy sukces projektu i w jaki sposób nowe rozwiązanie wpłynie na codzienną pracę zespołów, problemem nie jest brak technologii. Problemem jest brak gotowości organizacyjnej do wykorzystania jej potencjału.

Human + Machine: ludzie i decyzje w centrum

Wokół sztucznej inteligencji powstało wiele uproszczeń. Jednym z najpopularniejszych jest przekonanie, że celem organizacji powinno być maksymalne zastępowanie ludzi technologią. Tymczasem doświadczenia najbardziej dojrzałych organizacji pokazują coś przeciwnego.

Największą wartość osiągają firmy, które potrafią połączyć możliwości technologii z doświadczeniem, wiedzą i kompetencjami swoich pracowników. Sztuczna inteligencja przyspiesza analizę danych, wspiera procesy i pomaga identyfikować zależności. Człowiek nadal odpowiada jednak za ocenę kontekstu, podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. To podejście określane jest jako Human + Machine, z którym w MINDBOX pracujemy od kilku lat. Zakłada on, że skuteczna transformacja nie zaczyna się od technologii, lecz od ludzi, procesów i celów biznesowych. Sztuczna inteligencja przyspiesza analizę, wspiera procesy i pomaga identyfikować zależności. Człowiek nadal odpowiada za ocenę kontekstu, podejmowanie decyzji i ponoszenie odpowiedzialności za ich skutki. Zatem nie chodzi o wybór między człowiekiem a technologią. Chodzi o stworzenie modelu współpracy, w którym obie strony wzajemnie wzmacniają swoje możliwości.

W praktyce właśnie takie podejście daje największą szansę na osiągnięcie trwałych efektów biznesowych i uzasadnienie inwestycji w AI w długim okresie.

Nowa kompetencja liderów

W erze AI jedną z najważniejszych kompetencji liderów nie będzie znajomość konkretnych narzędzi. Będzie nią zdolność do podejmowania właściwych decyzji w środowisku rosnącej złożoności technologicznej.

Zarządy nie muszą znać szczegółów działania modeli językowych ani śledzić każdej nowej funkcji pojawiającej się na rynku. Powinny jednak rozumieć konsekwencje decyzji technologicznych dla organizacji, procesów, ludzi i bezpieczeństwa.

To właśnie dlatego rozmowa o sztucznej inteligencji coraz rzadziej dotyczy samej technologii. Coraz częściej dotyczy natomiast odpowiedzialności, efektywności, zwrotu z inwestycji oraz budowania organizacji zdolnych do skutecznego funkcjonowania w nowym otoczeniu.

A to oznacza, że przyszłość AI będzie zależeć nie od liczby wdrożonych narzędzi, lecz od jakości decyzji podejmowanych wokół nich.

2,50 zł na akcję dla akcjonariuszy Fabrity, dzisiaj ostatni dzień notowań z prawem do dywidendy

Walne Zgromadzenie zamykające rok 2025 przychyliło się do propozycji Zarządu i uchwaliło wypłatę 2,50 zł na akcję z zysku minionego roku, co łącznie oznacza blisko 7 mln zł dywidendy.

Wypłata skierowana do akcjonariuszy, oznaczająca około 8,5% stopy dywidendy wobec notowań z ostatnich dni, nastąpi już 24 czerwca br. (przyszła środa), a dzień dywidendy został ustalony na 19 czerwca br. (najbliższy piątek). To oznacza, że prawo do wypłaty dywidendy uzyskają inwestorzy posiadający akcje Fabrity na koniec dzisiejszej sesji giełdowej.

Fabrity jest spółką, która generuje gotówkę i nie wymaga istotnych nakładów inwestycyjnych. Spółką, która ma stabilny bilans. Dzięki temu może wypłacać relatywnie wysokie dywidendy nawet za okres gorszej koniunktury, jaka miała miejsce w roku 2025. Zarząd zarekomendował wypłatę 2,50 zł na akcję, mając również na względzie dobry pierwszy kwartał br. i pozytywne perspektywykomentuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

W pierwszym kwartale 2026 roku wyraźnie wzrosła rentowność, a wynik EBITDA zwiększył się o 30% rdr, do 2,0 mln zł. Zysk operacyjny wzrósł o 54% rdr, do 1,6 mln zł, a zysk netto o 72% rdr, do 1,3 mln zł, co potwierdza skuteczność działań sprzedażowych oraz optymalizacyjnych. Zarząd ocenia, że powrót pozytywnych trendów może mieć trwały charakter, a długoterminowe perspektywy wspiera aktywność Fabrity w wykorzystywaniu szans, jakie stwarza transformacja branży oparta o rozwój technologii AI.

Rynki odetchnęły po porozumieniu USA-Iran, ale gospodarka jeszcze nie poczuje ulgi

  • Rynki świętowały zakończenie konfliktu w Cieśninie Ormuz, ale… gospodarka nie odczuje od razu ulgi z tego powodu – a dla większości gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i rządów sytuacja może się nawet jeszcze pogorszyć, zanim nastąpi poprawa. Fizyczne ponowne otwarcie to proces trwający wiele miesięcy, a nie natychmiastowa zmiana. Porozumienie między USA a Iranem oraz 60-dniowe zawieszenie broni stanowią znaczący punkt zwrotny, ale są one jedynie ramami deeskalacji, a nie ostatecznym rozstrzygnięciem. Normalizacja będzie przebiegać powoli, z trudnościami i będzie odwracalna, a rynki z wyprzedzeniem zdyskontowały już dobre wiadomości, zanim opóźnienia w przekazywaniu informacji osiągnęły nawet swój szczyt. Samo rozminowywanie cieśniny zajmuje od 30 do 50 dni. Następna kwestia – ruch handlowy powróci tylko w takim tempie, na jakie pozwoli zaufanie armatorów – precedens z 1988 r. dotyczący konfliktu irańsko-irackiego pokazuje, że przywrócenie normalnych warunków zajęło ponad trzy miesiące, nawet przy eskorcie marynarki wojennej USA. W naszym scenariuszu bazowym 65% zakłóconych dostaw na poziomie 4–5 milionów b/d zostanie przywrócone w ciągu trzech miesięcy, a 80% w ciągu czterech, a przy pełnej normalizacji – do końca roku. Korytarz zostanie ponownie otwarty w ramach kontrolowanej, a nie swobodnej, żeglugi. Jakiekolwiek potknięcie w negocjacjach nuklearnych lub nieprzestrzeganie zawieszenia broni w Libanie spowoduje ponowne uruchomienie zegara.
  • Ceny energii spadają, ale… inflacja osiągnie szczyt później, niż przewidują rynki – to nie koniec wzrostu jej cen!. Cena ropy Brent ustabilizuje się na poziomie około 80 USD/bbl w III kwartale, po czym spadnie do 75 USD/bbl w IV kwartale i 67 USD/bbl do końca 2027 r. Wcześniejsze wzrosty cen energii nadal odbijają się na łańcuchach dostaw, rachunkach za media i czynszach. Ogólny wskaźnik CPI w USA wyniesie średnio 3,3% w 2026 r., a bazowy CPI osiągnie szczyt na poziomie 3,1% w IV kwartale; inflacja w strefie euro osiągnie szczyt na poziomie około 3,4% w IV kwartale, a następnie wyniesie średnio 3,1% w 2026 r. Wzrost płac realnych osiągnie wartość dodatnią dopiero w I kwartale 2027 r. Rynki, które już dziś wyceniają dezinflację, wyprzedzają dane o co najmniej dwa kwartały.
  • Wstrząs uderza w każdy bilans – ale to Europa odczuwa najwyższe koszty. Stany Zjednoczone amortyzują ten cios dzięki przewagom strukturalnym: jako eksporter netto energii czerpią korzyści z poprawy warunków handlu dzięki wyższym przychodom z wydobycia i wpływom budżetowym, podczas gdy ulgi podatkowe łagodzą skutki dla gospodarstw domowych, a inwestycje napędzane sztuczną inteligencją podtrzymują nakłady kapitałowe przedsiębiorstw. Europa nie ma takich czynników równoważących. Rządy w całej strefie euro przeznaczyły od początku roku zaledwie 12 mld EUR (na amortyzowanie wstrząsu kosztów energii) czyli 0,1% PKB – a jedyną kotwicą popytu na skalę całej Unii są niemieckie bodźce w zakresie obronności i infrastruktury. Gospodarstwa domowe borykają się z ostrzejszym i bardziej długotrwałym spadkiem siły nabywczej: rachunki za energię stanowią w Europie zdecydowanie większą część dochodu rozporządzalnego niż w USA, ekspozycja na kredyty hipoteczne o zmiennym oprocentowaniu jest wyższa (w Wielkiej Brytanii i Holandii, ale tez w Polsce), zaufanie konsumentów nie powróciło do poziomu sprzed wojny, a realna siła nabywcza pozostanie ograniczona przez większą część 2026 roku. W przypadku przedsiębiorstw ulga w kosztach energii, najbardziej widoczna w sektorach transportu i petrochemii, gdzie paliwo stanowi 25–40% kosztów operacyjnych, bezpośrednio zderza się z tą luką popytową. Zdolność do ustalania cen stanowi linię podziału: linie lotnicze i markowe firmy farmaceutyczne mogą bronić marż poprzez naliczanie dopłat; producenci OEM z branży motoryzacyjnej i producenci leków generycznych nie są w stanie tego zrobić. Koszty czynników produkcji spadają, ale wydatki na wynagrodzenia pozostaną na wysokim poziomie aż do 2027 r., a Łączna płynność spółek notowanych na giełdzie zmalała o 3%, do 36,7 bln EUR. Jakiekolwiek ponowne zaostrzenie konfliktu spowodowałoby jednoczesne ponowne pojawienie się wszystkich trzech presji – ponowny wzrost kosztów czynników produkcji, podczas gdy gospodarstwa domowe wciąż próbują sobie radzić z pierwszą falą następstw wojny, a przestrzeń fiskalna jest wyczerpana – przy czym Europa będzie bardziej narażona ze względu na wyższą energochłonność, większą otwartość handlową oraz brak przestrzeni na dalsze wsparcie fiskalne.
  • Dla banków centralnych ryzyko popełnienia błędu w polityce pieniężnej jest najwyższe od 2022 r. Oczekiwać można, że zarówno Fed, jak i EBC przeprowadzą jeszcze jedną podwyżkę stóp w drugiej połowie roku – Fed prawdopodobnie we wrześniu, gdy bazowy wskaźnik CPI przekroczy 3%, a EBC przed końcem roku – zanim dezinflacja otworzy drogę do obniżek stóp w drugiej połowie 2027 r. Oba banki stoją przed problemem spójności czasowej, ponieważ presja inflacyjna szybko osłabnie, podczas gdy ich uzależnienie od danych opartych na wskaźnikach retrospektywnych (z przeszłości) nadal będzie uzasadniać zacieśnianie polityki pieniężnej aż do IV kwartału. Nadmierne zacieśnienie polityki pieniężnej w kontekście i tak już kruchych warunków dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw pozostaje prawdopodobnym – i niedocenianym – scenariuszem dla obydwu banków. Jednak Stany Zjednoczone zachowują większą dynamikę wzrostu gospodarczego, która pozwala im poradzić sobie z dalszym zacieśnieniem, podczas gdy wzrost gospodarczy w strefie euro jest już kruchy.
  • W przypadku rynków kapitałowych sygnałem są rotacja i zyski z carry (jako strategia / dochód z utrzymywania pozycji), a nie zmiana wyceny. Rynek akcji nigdy nie wycenił tego konfliktu jako wstrząsu systemowego – indeks MSCI US wzrósł o 8%, a MSCI Europe o 5% od początku roku – więc w przypadku dobrych wiadomości potencjał wzrostowy jest niewielki, natomiast w przypadku złych wiadomości istnieje znaczna przestrzeń do spadku. Wyceny plasują się w 85. percentylu, a zyski w 92. percentylu (MSCI World, dane z ostatnich 20 lat); spadek o 5–10% w okresie letnim jest prawdopodobny. W obliczu szerokiego wzrostu cen akcji Preferowane jest przesunięcie w kierunku Europy, sektorów cyklicznych i wrażliwych na ceny energii, zamiast szerokiego rajdu wzrostowego. Jeśli chodzi o rynek kredytowy, spready EUR IG na poziomie 77 pb i US IG na poziomie 72 pb są bliskie historycznych minimów; umowa wspiera strategię carry, zamiast otwierać przestrzeń do dalszego zawężania spreadów. Na rynku stóp procentowych krótki koniec i środkowy odcinek krzywych europejskich oferują najbardziej atrakcyjny potencjał ponadprzeciętnych wyników (35 pb na krótkim końcu, 20 pb na środkowym), podczas gdy długie końce pozostają podatne na podaż fiskalną — scenariusz bull steepening, a nie równoległego spadku rentowności. Na rynkach prywatnych poprawa będzie widoczna raczej w aktywności — lepsze wyjścia z inwestycji i łatwiejsze refinansowania — a nie w wycenach..
  • Dominującą narracją jest ulga. Nie oznacza to jednak, że zagrożenia zniknęły. Rynki zdyskontowały „premię pokoju” z wyprzedzeniem, czego nie potwierdziły jeszcze dane makroekonomiczne. Inflacja najpierw się pogorszy, zanim zacznie się poprawiać. Presja na gospodarstwa domowe i finanse publiczne utrzyma się co najmniej do 2026 r. Ponadto porozumienie pozostaje warunkowe — zależy od negocjacji nuklearnych oraz wielostronnego zawieszenia broni, które historycznie było trudne do utrzymania. Asymetria ryzyka jest niekomfortowa: potencjalne wzrosty w przypadku dobrych informacji są ograniczone, natomiast spadki przy złych mogą być szybkie, chaotyczne i silnie skorelowane. Koszt spóźnionej reakcji byłby znacznie wyższy niż koszt zachowania ostrożności.

Jak porozumienie wpływa na ocenę perspektyw gospodarczych?

Stany Zjednoczone i Iran osiągnęły porozumienie tymczasowe, które ma zostać podpisane 19 czerwca, wprowadzając 60-dniowe zawieszenie broni i torując drogę do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Po czterech miesiącach zakłóceń, które wstrząsnęły rynkami energii i skłoniły banki centralne do wznowienia zacieśniania polityki pieniężnej, ogłoszenie to stanowi znaczący punkt zwrotny, zmniejszając ryzyko wzrostu cen energii i inflacji. Porozumienie to najlepiej postrzegać jako ramy do stopniowego łagodzenia napięć, a nie jako ostateczne rozstrzygnięcie. Ustanawia ono 60-dniowe zawieszenie broni na wielu frontach regionalnych, tworząc okazję do negocjacji w sprawie irańskiego programu jądrowego oraz szerszych ustaleń geopolitycznych. Kluczowym postanowieniem jest przyznanie tymczasowego pozwalenia Iranowi na swobodną sprzedaż ropy w tym okresie, co oznacza potencjalny szybki wzrost eksportu w stosunku do obecnych, ograniczonych poziomów, nawet przy braku pełnego zniesienia sankcji. Porozumienie przewiduje również stopniowe znoszenie sankcji, uzależnione od przestrzegania warunków i postępów w negocjacjach. Chociaż dokładna kolejność działań pozostaje niejasna, stanowisko Stanów Zjednoczonych wydaje się wiązać jakiekolwiek trwałe zniesienie sankcji z weryfikowalnymi zobowiązaniami dotyczącymi działań jądrowych Iranu. Warunek ten wiąże się ze znacznym ryzykiem dla wdrożenia porozumienia, ponieważ opóźnienia lub komplikacje w negocjacjach mogą szybko zniweczyć cały proces. Jednocześnie porozumienie formalnie uwzględnia deeskalację na wszystkich aktywnych frontach, w tym w Libanie, chociaż sami uczestnicy uznali ten aspekt za jeden z najbardziej kruchych elementów porozumienia. Z perspektywy rynku energetycznego porozumienie zawiera kilka ważnych postanowień. Oczekiwać można, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta od 19 czerwca po zakończeniu operacji rozminowywania, podczas gdy w pierwszych godzinach po ogłoszeniu porozumienia prezydent Trump wskazał, że ruch powróci na zasadzie „bezpłatnego przejazdu”; Iran zasygnalizował jednak później, że zamierza pobierać „opłaty za usługi” od statków przepływających przez ten szlak wodny, co pozostawia Teheranowi pewien wpływ na sytuację w cieśninie. Nie jest jeszcze jasne, jaką formę przybiorą te opłaty, ale rozważa się wprowadzenie opłat środowiskowych.

Rysunek 1: Potencjalny harmonogram wydarzeń do końca roku

Potencjalny harmonogram wydarzeń do końca roku

Źródło: Allianz Research

Co jest istotne dla trwałości obowiązywania porozumienia? Trwałość porozumienia będzie zależała przede wszystkim od jego wdrożenia w ciągu pierwszych 60 dni. Szczególnie ważne będzie monitorowanie czterech wskaźników. Po pierwsze, postępy w zakresie bezpieczeństwa morskiego, a zwłaszcza tempo operacji rozminowywania, których zakończenie może zająć od 30 do 50 dni, zanim szlaki żeglugowe zostaną uznane za w pełni operacyjne. Po drugie, tempo, w jakim zostanie wznowiony ruch handlowy przez Cieśninę Ormuz (statki wpływające i wypływające), co ostatecznie zależy od poziomu zaufania w sektorze oraz gwarancji bezpieczeństwa udzielonych armatorom. Po trzecie, zmiany wysokości składek ubezpieczenia od ryzyka wojennego oraz stawek frachtowych, które będą wczesnym sygnałem wskazującym, czy armatorzy i czarterujący uznają sytuację bezpieczeństwa za wystarczająco stabilną, by wznowić regularną działalność. Wreszcie postępy w negocjacjach dotyczących irańskiego programu jądrowego oraz utrzymanie zawieszenia broni na innych frontach regionalnych, w tym w Libanie, ponieważ pozostają one kluczowymi warunkami politycznymi leżącymi u podstaw porozumienia. Doświadczenia historyczne wskazują, że przywrócenie zaufania przebiega wolniej niż przywrócenie fizycznego dostępu. Po zawieszeniu broni między Iranem a Irakiem w 1988 r. przywrócenie ruchu handlowego zajęło kilka tygodni pomimo wysłania eskorty marynarki wojennej USA, natomiast powrót do normalnych warunków operacyjnych trwał ponad trzy miesiące (patrz rysunek 2A). Oznacza to, że nawet w sprzyjającym scenariuszu przepustowość cieśniny może nie powrócić do poziomu sprzed kryzysu przed IV kwartałem (rys. 2B). Okresy względnego spokoju będą zatem prawdopodobnie przerywane krótkotrwałymi incydentami z użyciem siły, a kluczowym sprawdzianem będzie to, czy uda się ograniczyć takie epizody. Ostatecznie trwałość porozumienia będzie mierzona nie brakiem incydentów związanych z bezpieczeństwem, ale zdolnością stron do zapobiegania eskalacji pojedynczych zakłóceń, które mogłyby doprowadzić do ponownego zamknięcia korytarza morskiego obsługującego około jednej piątej światowego zapotrzebowania na ropę.

Rysunki 2A i 2B: Historyczne punkty odniesienia dotyczące ożywienia ruchu morskiego na Bliskim Wschodzie oraz scenariusze ożywienia ruchu statków* przez Cieśninę Ormuz

Historyczne punkty odniesienia dotyczące ożywienia ruchu morskiego na Bliskim Wschodzie oraz scenariusze ożywienia ruchu statków Historyczne punkty odniesienia dotyczące ożywienia ruchu morskiego na Bliskim Wschodzie oraz scenariusze ożywienia ruchu statków

Źródło: Bloomberg, Allianz Research. *Ruch: liczba statków przepływających przez Cieśninę Ormuz (7-dniowa średnia krocząca)

W perspektywie do końca roku w Allianz Trade spodziewamy się stopniowej normalizacji przepływów handlowych ropy i gazu, a nie natychmiastowego powrotu do warunków sprzed konfliktu. Wynika to zarówno z obecnych ograniczeń zapasowych, jak i czasu potrzebnego do pełnego wznowienia produkcji w Zatoce Perskiej oraz logistyki transportu morskiego. W międzyczasie częściowe przekierowanie przepływów, wyższy eksport ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Rosji i Ameryki Łacińskiej, w połączeniu z uwolnieniem rezerw strategicznych i umiarkowanym spadkiem popytu, nadal będą kompensować znaczną część zakłóceń w dostawach. Większość rzeczywistej luki podażowej zostanie zniwelowana w ciągu trzech do czterech miesięcy, przy czym około 65% brakującej podaży zostanie przywrócone w ciągu trzech miesięcy, a blisko 80% w ciągu czterech miesięcy. Co najważniejsze, brak bezpośredniego zniszczenia infrastruktury naftowej i gazowej zapobiega przekształceniu się zakłóceń w długotrwały strukturalny szok podażowy. Obecnie w Allianz Trade spodziewamy się, że średnia cena ropy Brent wyniesie 80 USD/bbl w III kwartale 2026 r., gdy początkowy szok podażowy częściowo ustąpi. Obecnie rynek absorbuje zakłócenie netto po stronie podaży na poziomie około 4–5 mb/d, podczas gdy utrzymuje się spadek popytu o około 2–3 mb/d, szczególnie w gospodarkach azjatyckich, które najbardziej ucierpiały z powodu niedoboru podaży i podwyższonych cen. Te dwie siły równoważą się w III kwartale: odbudowa podaży ma charakter spadkowy, ale równoczesne ożywienie popytu ogranicza potencjał spadkowy. W efekcie netto ceny ustabilizują się na poziomie około 80 USD/bbl, gdy rynek dostosuje się do sytuacji, w której ryzyko przedłużającego się zamknięcia cieśniny Ormuz zostało wyeliminowane – przynajmniej na razie. Do IV kwartału 2026 r. ceny ropy powinny dalej spaść do 75 USD/bbl, ponieważ normalizacja podaży przewyższy tempo ożywienia popytu. Zakłada się, że producenci z Zatoki Perskiej, pragnący odzyskać udział w rynku i przychody po miesiącach wstrzymania wydobycia, przywrócą produkcję w tempie nieco przewyższającym ożywienie konsumpcji, co spowoduje, że bilans kwartalny przechyli się w stronę niewielkiej nadwyżki. Oczekuje się również, że warunki na rynku gazu ziemnego ulegną złagodzeniu dla europejskich i azjatyckich nabywców z regionu „ ”, a ceny w 2026 r. wyniosą średnio 43 EUR/MWh. Korygujemy również naszą prognozę średniej rocznej ceny ropy na rok 2027 do 70 USD/bbl – odzwierciedlając rynek charakteryzujący się strukturalnie większą podażą. Na rynek może trafić około 4 mbpd dodatkowej produkcji: połączenie powrotu produkcji irańskiej do poziomów bliskich historycznym maksimom, wycofywania przez OPEC pozostałych dobrowolnych cięć w miarę ustępowania sytuacji kryzysowej w zakresie podaży oraz wzrostu produkcji spoza OPEC ze strony Stanów Zjednoczonych i Wenezueli. Po stronie popytu wzrost konsumpcji o 1 mb/d równoważy część gwałtownego wzrostu podaży: ożywia się globalna aktywność gospodarcza, odbija się azjatycki popyt przemysłowy, a co najważniejsze, zakrojone na szeroką skalę uzupełnianie zapasów przez rafinerie i podmioty zarządzające rezerwami strategicznymi zapewnia trwałe wsparcie dla popytu fizycznego. W rezultacie mamy do czynienia z sytuacją dobrej podaży, ale nie z „nadmierną nadwyżką”, co utrzymuje cenę ropy Brent w przedziale od wysokich 60 do połowy 70, przy czym głównym ryzykiem jest większy niż oczekiwano wzrost podaży.

Do czasu pełnego przywrócenia transportu przez Cieśninę Ormuz (w obie strony) oraz wznowienia produkcji ropy i gazu (pod koniec roku) czynniki łagodzące będą nadal odgrywać rolę, tj. spadek popytu przyczyniający się do spowolnienia wyczerpywania się światowych rezerw, podczas gdy fiskalne środki wsparcia będą miały na celu złagodzenie szoku inflacyjnego. Spadek popytu stopniowo przyczynia się do przywrócenia równowagi na rynkach. Obecnie spadek popytu na ropę wynosi około 2,5 mbpd, choć w dużej mierze odzwierciedla to bezpośrednie skutki zakłóceń wynikających z eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Zakładając stopniowe ponowne otwarcie gospodarki począwszy od czerwca oraz normalizację przepływów handlowych w ciągu najbliższych czterech miesięcy, średni spadek popytu zmniejszyłby się do około 0,4 mbpd w całym 2026 r., pozostając zasadniczo zgodnym ze scenariuszem globalnego spowolnienia gospodarczego, a nie recesji.

Wykres 3: Prognoza cen ropy Brent oparta na wstrząsach popytowych i podażowych

Wykres 3: Prognoza cen ropy Brent oparta na wstrząsach popytowych i podażowych

Źródło: Allianz Research

Dobrą wiadomością jest to, że szok energetyczny nie zostanie w pełni przeniesiony na gospodarkę, co ogranicza stagflacyjny charakter obecnego kryzysu. Najszybsze przeniesienie kosztów następuje zazwyczaj poprzez ceny czynników produkcji w przemyśle i usługach, a także ceny producentów związane z energią, przy czym skutki osiągają szczyt w ciągu około dwóch do sześciu miesięcy od pierwotnego szoku. W ciągu kolejnych sześciu do dwunastu miesięcy presja inflacyjna stopniowo się nasila, ponieważ przedsiębiorstwa przenoszą wyższe koszty energii i transportu na łańcuchy dostaw, powodując wzrost cen producentów dóbr pośrednich i konsumpcyjnych, a także cen sprzedaży przemysłowej i detalicznej. Prawdopodobnie uda się uniknąć najbardziej trwałych skutków, tj. wzrostu inflacji bazowej, cen dóbr konsumpcyjnych, oczekiwań inflacyjnych oraz wynagrodzeń wynikających z negocjacji.

W Stanach Zjednoczonych nadal spodziewamy się utrzymania tempa wzrostu PKB na poziomie +2,0% dzięki sprzyjającej polityce fiskalnej, znacznym inwestycjom związanym ze sztuczną inteligencją oraz pozytywnym efektom majątkowym. Ponieważ Stany Zjednoczone są eksporterem netto energii, ich gospodarka czerpie korzyści z pozytywnego szoku warunków handlu, który wspiera dochód zagregowany, przy czym wzrost dochodów w sektorze wydobywczym przynosi korzyści niektórym gospodarstwom domowym oraz rządowi w postaci wyższych wpływów. Niemniej jednak wzrost inflacji ma negatywny wpływ netto na amerykańskie gospodarstwa domowe, których zagregowany realny dochód rozporządzalny spadł w II kwartale, ale polityka fiskalna jest sprzyjająca, a ulgi podatkowe w pierwszej połowie 2026 r. zapewniają częściową kompensację. Ponadto wysokie wyceny akcji zachęcają gospodarstwa domowe do mniejszego oszczędzania w celu wyrównania wydatków na towary inne niż energetyczne. Tymczasem po stronie przedsiębiorstw plany dotyczące nakładów inwestycyjnych pozostają solidne w obliczu silnego popytu na sprzęt i oprogramowanie biznesowe związane ze sztuczną inteligencją. Rozwój sztucznej inteligencji i produkcja przemysłowa są stosunkowo odporne na wysokie światowe ceny energii dzięki obfitym dostawom gazu i niskim cenom energii elektrycznej dla przemysłu w ramach programu „ ”, choć wąskie gardła w łańcuchach dostaw w globalnym sektorze elektronicznym budzą obawy. Najnowsze badania koniunktury wskazują, że ekspansja amerykańskiego sektora produkcyjnego prawdopodobnie utrzyma się w nadchodzących miesiącach. Jeśli chodzi o inflację, w Allianz Trade spodziewamy się, że ogólny wskaźnik CPI wyniesie +3,3% w 2026 r. Oczekuje się, że inflacja energetyczna zacznie spadać od czerwca. Jednak wyższe ceny energii w porównaniu z poziomem sprzed kryzysu na Bliskim Wschodzie oraz jedynie stopniowe zmniejszanie się napięć w globalnych łańcuchach dostaw powinny spowodować wzrost cen bazowych. W Allianz Trade spodziewamy się, że inflacja bazowa CPI wzrośnie powyżej +3% do października, z poziomu +2,8% odnotowanego w maju. W tym kontekście rosnącej inflacji bazowej oczekujemy, że Fed potwierdzi swoje zaangażowanie w walkę z inflacją, podnosząc stopy procentowe o 25 punktów bazowych we wrześniu.

Europa odczuła największe konsekwencje szoku związanego z cieśniną Ormuz, a słabszy wzrost gospodarczy i rosnąca inflacja są ceną, jaką musi zapłacić za bycie importerem netto energii. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych i Azji strefa euro nie jest w stanie zrównoważyć tego hamulca poprzez boom inwestycyjny napędzany sztuczną inteligencją – regionowi po prostu brakuje potentatów technologicznych o dużej kapitalizacji, które obecnie napędzają nakłady inwestycyjne w innych częściach świata. Szok energetyczny uderzył w europejski przemysł nieproporcjonalnie mocno, wpływając na koszty produkcji i zmniejszając marże, co potwierdza dalsze pogorszenie się złożonego wskaźnika PMI dla strefy euro do poziomu 47,5 w maju, przy czym sektor usług – bardziej narażony na skutki konfliktu z Iranem w zakresie nastrojów – odnotował gwałtowny spadek. Presja cenowa narasta zarówno po stronie kosztów produkcji, jak i cen produktów, co wzmacnia argumenty za bardziej restrykcyjnym kursem polityki pieniężnej, nawet pomimo spowolnienia wzrostu gospodarczego. Niemcy stanowią częściowy wyjątek: bodźce fiskalne skierowane na obronność i infrastrukturę zapewniają pewne krótkoterminowe wsparcie, przy czym PKB w I kwartale wzrósł o +0,3% kw./kw. (z wyłączeniem Irlandii) dzięki silnemu eksportowi i wyższym wydatkom rządowym, a niemiecki złożony wskaźnik PMI utrzymuje się na zasadniczo stabilnym poziomie. Natomiast we Francji złożony wskaźnik PMI spadł w maju do 43,5, osiągając najniższy poziom od listopada 2020 r.

W Chinach wciąż spodziewamy się odporności gospodarki, napędzanej przede wszystkim przez eksport i produkcję high-tech, podczas gdy popyt krajowy pozostaje słaby z powodu utrzymujących się napięć w sektorze nieruchomości i niskiego zaufania konsumentów. W Allianz Trade prognozujemy wzrost na poziomie 4,7% w 2026 r. i 4,4% w 2027 r. oraz utrzymujemy prognozę inflacji na poziomie 1% w 2026 r. i 1,2% w 2027 r. Ponieważ porozumienie między USA a Iranem zapewni stopniowy powrót dostaw ropy na rynki azjatyckie, krótkoterminowe czynniki hamujące naszą prognozę inflacji wydają się słabnąć. Jednak w miarę normalizacji sytuacji nadal spodziewamy się, że w najbliższym czasie utrzyma się umiarkowana presja inflacyjna. Oczekujemy, że Ludowy Bank Chin utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca 2026 r., ponieważ inflacja pozostaje poniżej progu polityki pieniężnej wynoszącego 2%. Chociaż porozumienie między USA a Iranem złagodzi presję inflacyjną na ceny czynników produkcji, wpływ na inflację wynikający z powrotu dodatniego wzrostu chińskiego wskaźnika PPI będzie nadal odczuwalny w nadchodzących kwartałach. Typowe opóźnienie w przekazywaniu zmian między cenami producentów a cenami eksportowymi oznacza, że prawdopodobne jest nadal pewne umiarkowane przeniesienie tych zmian na ceny końcowe. W rezultacie nadal spodziewamy się nieznacznego osłabienia konkurencyjności cenowej chińskich eksporterów, podczas gdy na rynkach docelowych mogą pojawić się pewne ograniczone skutki uboczne w postaci inflacji. Jako czołowy eksporter wyrobów przemysłowych Chiny nadal czerpią korzyści z silnego globalnego popytu na sprzęt do produkcji czystej energii oraz sprzęt do sztucznej inteligencji. Jednak czynniki hamujące handel pozostają źródłem niepewności. Stany Zjednoczone zasygnalizowały możliwość wprowadzenia pod koniec lipca cła w wysokości 12,5% na mocy sekcji 301, ukierunkowanego na praktyki pracy przymusowej, podczas gdy kilka dodatkowych dochodzeń pozostaje w toku. W połączeniu z utrzymującą się aprecjacją juana i narastającymi napięciami geopolitycznymi niepewność związana z cłami może stanowić wyzwanie dla dynamiki chińskich eksporterów.

Wykres 4: Inflacja przewyższyła wzrost płac, co doprowadziło do tymczasowej utraty siły nabywczej

Wykres 4 Inflacja przewyższyła wzrost płac, co doprowadziło do tymczasowej utraty siły nabywczej 2 Wykres 4 Inflacja przewyższyła wzrost płac, co doprowadziło do tymczasowej utraty siły nabywczej 1

Źródło: LSEG Datastream, Allianz Research

Wykres 5: Nastroje konsumentów znacznie się pogorszyły w Europie i Stanach Zjednoczonych

Wykres 5: Nastroje konsumentów znacznie się pogorszyły w Europie i Stanach Zjednoczonych

Źródło: LSEG Datastream, Allianz Research

Na poziomie korporacyjnym stopniowe znoszenie ograniczeń przynosi prawdziwą ulgę, jednak utrzymuje się linia podziału na firmy mające obecne warunki pod kontrolą jak i te, które za nimi tylko podążają – związana ze zdolnością do kształtowania cen. Ewentualne ponowne załamanie rynku ujawniłoby ją z całą wyrazistością. Spadek cen energii zmniejsza presję, która wpływała negatywnie na bilanse przedsiębiorstw poprzez cztery kanały, a mianowicie wyższe koszty energii, zakłócenia logistyczne, inflację kosztów produkcji oraz słabszy popyt. Sektory, które ucierpiały jako pierwsze – transport i petrochemia, gdzie paliwo stanowi 25–40% kosztów operacyjnych – odniosą największe korzyści w miarę normalizacji cen ropy. Ulga ta jest nierównomierna i zależy od możliwości przeniesienia kosztów na klientów: linie lotnicze (dopłaty paliwowe i opłaty dodatkowe), producenci nawozów oraz markowe firmy farmaceutyczne mogą utrzymać ceny, a producenci półprzewodników są chronieni przez popyt związany ze sztuczną inteligencją, podczas gdy producenci OEM z branży motoryzacyjnej, sprzętu komputerowego oraz leków generycznych praktycznie nie mają siły cenowej i czerpią najmniejsze korzyści w postaci marży z tańszej energii. Ogólnie rzecz biorąc, rezerwy gotówkowe pozostają solidne – gotówka spółek giełdowych spadnie o -3% do 36,7 bln EUR w 2025 r., a spółki niefinansowe wykazują większą odporność (-1%), choć płynność koncentruje się w sektorach infrastruktury sztucznej inteligencji oraz obronności i bezpieczeństwa energetycznego, podczas gdy w sektorach energetycznym, opieki zdrowotnej i nieruchomościowej ulega ona erozji. Ulga dla przedsiębiorstw w zakresie kosztów napotyka jednak pewne przeszkody po stronie przychodów: realna siła nabywcza gospodarstw domowych może pozostawać ograniczona przez większą część 2026 r., a to ograniczenie samo w sobie stanowi bezpośredni hamulec dla wzrostu przychodów, a tym samym dla wzrostu marży, na który w innym przypadku pozwoliłaby tańsza energia. Oczekuje się, że wskaźnik CPI zarówno w strefie euro, jak i w Stanach Zjednoczonych osiągnie szczyt około IV kwartału 2026 r., ponieważ efekt przeniesienia kosztów energii wciąż znajduje odzwierciedlenie w rachunkach za media i łańcuchach dostaw. Gospodarstwa domowe nadal przyjmują postawę defensywną: stopy oszczędności nieznacznie wzrosły, w Stanach Zjednoczonych marginalnie rośnie liczba zaległości w spłatach kart kredytowych, a zaufanie konsumentów w strefie euro nie powróciło jeszcze do poziomu sprzed wojny. Praktyczną konsekwencją dla przedsiębiorstw jest ograniczenie wolumenu sprzedaży, nawet tam, gdzie nominalnie istnieje możliwość kształtowania cen. Kalkulacja marży wygląda zatem mniej jednoznacznie, niż sugerowałaby to sama pozycja dotycząca energii: koszty nakładów maleją, ale koszty wynagrodzeń mogą pozostać na wysokim poziomie do 2027 r., co oznacza, że szczyt wskaźnika CPI w IV kwartale 2026 r. stanowi punkt zwrotny, a nie natychmiastową ulgę w strukturze kosztów operacyjnych. Ponownie bardziej dotkliwa jest sytuacja w Europie: rachunki za energię w gospodarstwach domowych stanowią większą część dochodu rozporządzalnego niż w Stanach Zjednoczonych, zmiana oprocentowania kredytów hipotecznych jest bardziej bezpośrednia na rynkach takich jak Wielka Brytania i Holandia, gdzie dominują struktury o zmiennym oprocentowaniu, a przestrzeń fiskalna pozwalająca złagodzić presję poprzez transfery jest bardziej ograniczona po wydatkach w latach 2022–2023. Należy zachować ostrożność, zgodnie z pozostałą częścią niniejszej notatki, ponieważ ulga ta jest odwracalna: gdyby zawieszenie broni zawiodło, a zamknięcie trwało dłużej niż sześć miesięcy, inflacja kosztów produkcji, która obecnie rozprzestrzenia się jedynie na sektory cykliczne, takie jak przemysł celulozowo-papierniczy i produkcja części samochodowych, ponownie by się nasiliła, sama siła cenowa zaczęłaby słabnąć, co spowodowałoby, że presja na marże ponownie przerodziłaby się w spadek przychodów, a Europa byłaby na to bardziej narażona niż Stany Zjednoczone ze względu na wyższą energochłonność, większą otwartość handlową i mniejsze pole manewru budżetowego.

Wykres 6: Prognozy cen sprzedaży przedsiębiorstw w strefie euro, maj w porównaniu z lutym 2026 r.

Wykres 6: Prognozy cen sprzedaży przedsiębiorstw w strefie euro, maj w porównaniu z lutym 2026 r.

Źródła: Eurostat, Allianz Research

Wykres 7 – Krótkoterminowa ocena siły cenowej poszczególnych sektorów

Wykres 7 – Krótkoterminowa ocena siły cenowej poszczególnych sektorów

Źródło: Allianz Research

Jaki jest wpływ na rynki kapitałowe?

Złagodzenie napięć na Bliskim Wschodzie stwarza przestrzeń dla ponadprzeciętnych wyników w zakresie stóp procentowych. Najbardziej atrakcyjne obszary to krótki koniec i środek krzywej, gdzie argumenty przemawiające za jej spłaszczeniem i wydłużeniem duration są najsilniejsze. Zmiana wyceny stóp procentowych była napędzana przez różne czynniki po obu stronach Atlantyku, co determinuje, gdzie leżą najbardziej atrakcyjne możliwości.

W Europie zmiana wyceny była spowodowana inflacją, co oznacza, że scenariusz złagodzenia napięć i niższe ceny energii uderzą bezpośrednio w podstawową przyczynę tego zjawiska. Po podwyżce stóp przez EBC w zeszłym tygodniu rynek nadal wycenia jeszcze jedną podwyżkę do końca roku. Trwałe porozumienie pokojowe w połączeniu z niższą ceną ropy mogłoby dać EBC pewność, by zamiast tego utrzymać stopy na niezmienionym poziomie. Na razie nasz scenariusz bazowy zakłada jeszcze jedną podwyżkę, co zasadniczo pokrywa się z oczekiwaniami rynku. Istnieje jednak realny potencjał wzrostu o około 35 punktów bazowych na krótkich terminach oraz do 20 punktów bazowych w stosunku do kontraktów terminowych w środkowej części krzywej w ciągu najbliższych jednego do dwóch lat

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest bardziej zróżnicowana. Zmiana wyceny jest tylko częściowo spowodowana inflacją; odzwierciedla ona również odnowioną siłę USA i powrót amerykańskiego wyjątkowości, które trwałe porozumienie mogłoby raczej wzmocnić, a nie osłabić. Krótki koniec krzywej ma pewien potencjał przewagi wynoszący około 25 punktów bazowych, ponieważ deeskalacja konfliktu może skłonić Fed do wstrzymania się z podwyżką w obliczu jednej podwyżki wycenianej przez rynki w perspektywie ponad 12 miesięcy, zwłaszcza jeśli zacznie się ujawniać deflacja produktywności napędzana przez sztuczną inteligencję. Nasz scenariusz bazowy nadal zakłada jedną podwyżkę stóp w 2026 r., ale ryzyko wskazuje raczej na ponowne wycenienie jej wykluczenia. Potencjał lepszej dynamiki środkowej części krzywej USD jest mniej oczywisty niż w przypadku krzywej EUR, ponieważ czynniki wzrostu gospodarczego i wyjątkowości USA nie ulegną automatycznemu odwróceniu w wyniku spadku cen energii.

Znaczną niepewnością w najbliższym czasie jest zbliżające się posiedzenie Fed pod przewodnictwem nowego prezesa Warsha, które może przyćmić lub zniwelować wszelkie reakcje na zawarcie porozumienia pokojowego. Zarówno EBC, jak i Fed pozostają wyraźnie uzależnione od danych, a inflacyjne skutki szoku cenowego na rynku energii są już widoczne — w tym wczesne oznaki, że reflacja rozprzestrzenia się poza sektor energetyczny. W tym kontekście żaden z banków centralnych prawdopodobnie nie podejmie działań wyprzedzających dane, niezależnie od sytuacji geopolitycznej. Skłonność do ryzyka jest jednak zróżnicowana: EBC naraża się na opóźniony błąd nadmiernej reaktywności (zbyt duża podwyżka stóp w oparciu o nieaktualne dane), podczas gdy Fed ryzykuje celową zmianę polityki pod nowym kierownictwem, niezależnie od sytuacji geopolitycznej.

Linia podziału przebiega na długim końcu krzywej: nawet w przypadku zawarcia porozumienia strukturalna inflacja w USA oraz podaż fiskalna sprawiają, że rentowności na długim końcu są podatne na wahania, więc bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stromy wzrost krzywej, a nie równoległy wzrost rentowności, co może rozczarować. Niemniej jednak amerykańskie obligacje TIPS wydają się bardziej atrakcyjne niż obligacje indeksowane do euro, a ostrożność w odniesieniu do długoterminowych stóp procentowych na całym świecie pozostaje uzasadniona — nawet w scenariuszu normalizacji przepływów energii — biorąc pod uwagę strukturalną dynamikę inflacji oraz podwyższone ryzyko wzrostu stóp procentowych w USA i na świecie.

W przypadku akcji złagodzenie napięć jest korzystne, ale raczej nie doprowadzi do nowego, znaczącego wzrostu, ponieważ przy maksymalnym spadku poniżej -10% rynek akcji nigdy nie wycenił tego konfliktu jako wstrząsu systemowego. Porozumienie między USA a Iranem z 14 czerwca ogranicza jedno z oczywistych zagrożeń spadkowych, ale nadal jest to jedynie częściowe i kruche odwrócenie sytuacji geopolitycznej, a nie pełne porozumienie pokojowe. To rozróżnienie ma znaczenie, ponieważ punkt wyjścia rynku jest już dość silny (na dzień 12 czerwca indeks MSCI US wzrósł o około 8% od początku wojny z Iranem, indeks MSCI EM wzrósł o około 6,5%, a indeks MSCI Europe, mimo że pozostaje w tyle, nadal odnotowuje wzrost o 5% od początku roku). Innymi słowy, rynek akcji zignorował konflikt, ponieważ wyniki finansowe, wiodąca pozycja w dziedzinie sztucznej inteligencji oraz apetyt na ryzyko miały większe znaczenie niż sytuacja geopolityczna. Korzyścią jest tutaj ulga, a nie zmiana wyceny. Nasz scenariusz bazowy dla ropy, zakładający cenę 80 USD/bbl w III kwartale, spadającą do 75 USD/bbl w IV kwartale i średnio 70 USD/bbl w 2027 r., odzwierciedla stopniową normalizację podaży, która raczej eliminuje scenariusz inflacji i strachu przed podwyżkami stóp procentowych, niż tworzy pozytywny impuls. Powinno to wesprzeć Europę, sektory cykliczne, transport, linie lotnicze i sektory energochłonne, które odnotowywały umiarkowaną zniżkę wojenną, a także zmniejsza prawdopodobieństwo nieprzewidzianych zmian w polityce pieniężnej. Jednak na tym etapie rynek nie odwraca dyskonta wojennego, a jedynie eliminuje część ryzyka ogona, które w większości pozostawało w sektorze surowcowym. W przypadku potwierdzenia porozumienia spodziewalibyśmy się raczej konsolidacji niż szerokiego gwałtownego wzrostu, przy czym ulga dotknęłaby Europę, sektory cykliczne i wrażliwe na zmiany cen energii, które ponosiły to dyskonto, a nie cały indeks. Linia podziału przebiega w drugą stronę: ponieważ konflikt nigdy nie został wyceniony jako wstrząs systemowy, w przypadku dobrych wiadomości nie ma zbyt dużej dyskonta do zniwelowania, ale w przypadku złych wiadomości istnieje spore pole do spadku kursów, co sprawia, że notowania będą asymetryczne i uzależnione od nagłówków, jeśli zawieszenie broni ulegnie rozpadowi. Dzieje się to w kontekście już i tak ambitnych wycen rynkowych, przy wskaźnikach wyceny w 85. percentylu i wzroście zysków w 92. percentylu (MSCI World, dane z ostatnich 20 lat), co pozostawia niewiele miejsca na pozytywne niespodzianki. W tej sytuacji utrzymywanie ekspozycji, dodawanie ryzyka strategicznego jedynie bardzo stopniowo lub w sposób oportunistyczny oraz skupianie się na odnawianiu zabezpieczeń przy umiarkowanych kosztach nadal zapewnia najlepszy stosunek ryzyka do zysku. Z punktu widzenia pozycjonowania kluczowym ryzykiem dla szeroko pojętych aktywów ryzykownych (w tym instrumentów kredytowych) jest nie tylko potencjalne załamanie się porozumienia, ale także skutki drugiego rzędu wcześniejszych wstrząsów dla wzrostu gospodarczego, oczekiwań inflacyjnych i stóp procentowych. Znaczące korekty w dół mogłyby odwrócić dynamikę korekt zysków i z łatwością spowodować spadek cen akcji o 5–10% w okresie letnim. W sytuacji, gdy entuzjazm związany z „ ” napędzany przez sztuczną inteligencję (AI) pcha akcje do nowych szczytów, uwaga skupia się na realizacji: każde rozczarowanie dotyczące monetyzacji lub obciążenie związane z utrzymującymi się nakładami inwestycyjnymi może wywołać ponowną zmienność. 30-procentowe wahania kursu akcji Oracle w zeszłym tygodniu dały błyskawiczny wgląd w to, jak rynki mogą reagować na takie wiadomości — choć dla rynku jako całości reakcja ta miałaby znacznie bardziej stonowaną formę, jaką możemy zaobserwować pod koniec 2025 roku.

Jeśli chodzi o rynek kredytowy, wiadomości te chronią transakcje typu carry trade, zamiast zapowiadać nową, znaczącą fazę zwężania spreadów. Rynek kredytowy jeszcze wyraźniej niż rynek akcji pokazał, że sytuacja ta nie została wyceniona jako szok finansowy. Spread dla obligacji euro strefy IG utrzymuje się na poziomie około 77 punktów bazowych, a dla obligacji amerykańskich IG – około 72 punktów bazowych; oba wskaźniki są już bliskie historycznie najniższych poziomów. Podobnie spready europejskich obligacji wysokodochodowych (BB/B) wynoszą około 213 punktów bazowych i od początku wojny zmniejszyły się o około 19 punktów bazowych. Nie jest to obraz rynku zaniepokojonego poważnym geopolitycznym zdarzeniem kredytowym. Jest to raczej odzwierciedlenie silnego popytu na transakcje carry trade, odpornych wyników finansowych oraz nadal otwartych rynków refinansowania. Deeskalacja sytuacji jest zatem pozytywna, ponieważ zmniejsza ryzyko gwałtownego wzrostu cen ropy, ponownej zmienności stóp procentowych oraz wstrząsu zaufania. Jednak przy obecnych poziomach spreadów najbardziej realistycznym skutkiem jest raczej wsparcie dla spreadów niż ich silna kompresja. W przypadku ostatecznego rozwiązania konfliktu spodziewalibyśmy się zatem jedynie ograniczonego dalszego zwężania się spreadów z i tak już niskich poziomów, przy czym spready utrzymałyby się na stabilnym poziomie, a nie uległyby znaczącej kompresji. Punktem krytycznym są właśnie te niskie poziomy: przy spreadach zbliżonych do historycznych minimów nie ma prawie żadnego marginesu bezpieczeństwa, więc ryzyko jest silnie przesunięte w stronę rozszerzenia spreadów, jeśli powrócą obawy makroekonomiczne lub dotyczące stóp procentowych, a rynek obligacji wysokodochodowych odczułby to jako pierwszy. W segmencie obligacji wysokodochodowych różnica między ratingami B- a BB- utrzymuje się na najwyższym poziomie od dziesięciu lat (współczynnik 2,1x) i wskazuje na pewną ostrożność w dążeniu do zysków z carry. Obligacje o ratingu inwestycyjnym (IG) powinny nadal cieszyć się dużym popytem w miarę spadku zmienności makroekonomicznej, a obligacje wysokodochodowe (HY) powinny nadal czerpać większe korzyści z apetytu na ryzyko i wyższych stóp procentowych, ale pozostaną podatne na zagrożenia, ponieważ margines błędu w przypadku załamania się zawieszenia broni lub ponownego pojawienia się ryzyka związanego z ropą naftową jest niewielki. W tej sytuacji pozostajemy świadomi ryzyka spadków, ale stopniowo i selektywnie wykorzystujemy możliwości uzyskania zysku z carry, w przypadku gdy portfele inwestycyjne czekały na większą jasność co do potrzeb wdrożeniowych. W tej niestabilnej i ponownie wymagającej czasu perspektywie zysk z carry pozostaje preferowany w stosunku do aktywów opartych na aprecjacji cen. Jeśli chodzi konkretnie o rynek kredytowy, na rynku napędzanym popytem uwaga skupia się mniej na fundamentach – które pozostają ogólnie na średnim poziomie – a bardziej na czynnikach technicznych. Silny napływ kapitału nadal utrzymuje spready na niskim poziomie, ale zwiększa również ryzyko bardziej gwałtownego odwrócenia trendu, niż wynikałoby to zazwyczaj z fundamentów w normalnym cyklu. Obszary, na które zwracamy uwagę, to wszelkie dalsze rozbieżności w spektrum ratingów, przy czym segmenty B/BB osiągają nowe maksima (<2,5x), a także pojawiające się oznaki zmęczenia na rynku emisji obligacji technologicznych, gdzie wskaźniki popytu do podaży spadające poniżej 3x, koncesje przy nowych emisjach poniżej 20 punktów bazowych oraz wskaźnik odpływu przekraczający 1/3 mogą wskazywać na początek normalizacji.

Wreszcie, w przypadku rynków prywatnych umowa tymczasowa prawdopodobnie poprawi płynność i zaufanie do transakcji, ale nie oznacza to zresetowania wycen. Istotnym punktem odniesienia jest fakt, że akcje spółek publicznych i płynne instrumenty dłużne odrobiły większość strat związanych z wojną, więc nie ma tu dużego, widocznego dyskonta wojennego, które należałoby zniwelować; jest to zatem ruch o charakterze mechanicznym, a nie związany z wycenami. Wpływ ten ma raczej charakter praktyczny i przebiega przez trzy kanały. Po pierwsze, silniejsze i ponownie wycenione publiczne spółki porównawcze, szczególnie w sektorze infrastruktury energetycznej oraz kontraktów dotyczących sieci energetycznych i instalacji elektrycznych, gdzie notowane na giełdzie podmioty są wyceniane z historycznymi premiami EV/EBITDA, a fala konsolidacji wciąż się nasila, dają sektorowi private equity jaśniejsze punkty odniesienia dotyczące wyjścia z inwestycji i wyceny, ułatwiając rozmowy na temat wyjścia z inwestycji i debiutu giełdowego, które utknęły w martwym punkcie, podczas gdy sponsorzy dysponują rekordową liczbą niesprzedanych spółek i dużymi rezerwami kapitałowymi. Po drugie, odporne rynki kredytowe oraz malejąca zmienność cen ropy i stóp procentowych sprzyjają refinansowaniu, umożliwiając sponsorom realizację wstrzymanych emisji długu i restrukturyzacji zadłużenia. Po trzecie, niższe ryzyko ogona w sektorze energetycznym poprawia perspektywy marż dla aktywów z branży przemysłowej, logistycznej, usług konsumenckich oraz związanych z transportem, gdzie w szczytowym momencie koszty paliwa stanowiły 25–40% kosztów operacyjnych. W tym kontekście sektor kredytów prywatnych skorzysta również na niższym ryzyku skrajnym związanym z niewypłacalnością, jednak spready kredytodawców – podobnie jak w przypadku płynnych instrumentów kredytowych – są już skompresowane, a mediana spreadów w kredytach bezpośrednich spadła z około 700 punktów bazowych na początku 2023 r. do około 500 punktów bazowych,  więc wpływ na zwroty będzie prawdopodobnie umiarkowany. Sektory infrastruktury i nieruchomości prawdopodobnie odczują mieszany, ale ogólnie stabilizujący wpływ, przy czym mniejsza zmienność cen energii pomoże przedsiębiorstwom użyteczności publicznej, najemcom i aktywom transportowym, a niższa ścieżka inflacji cen ropy ponownie otwiera pole do obniżek stóp procentowych, od których zależą wrażliwe na zmiany stóp sektory nieruchomości i budownictwa mieszkaniowego, podczas gdy niektóre premie związane z bezpieczeństwem energetycznym i obronnością, których wycena wzrosła w trakcie konfliktu, mogą nieznacznie osłabnąć, nawet jeśli strukturalna rozbudowa sieci energetycznej, napędzana przez centra danych i elektryfikację, będzie mimo wszystko postępować. W praktyce spodziewalibyśmy się, że zmiana ta przełoży się raczej na aktywność niż na wyceny, przy czym liczba transakcji, wyjścia z inwestycji i refinansowania będą stopniowo rosnąć, a nie na wzrost wycen.

Punkty newralgiczne, na które należy zwrócić uwagę. Każda z powyższych konstruktywnych prognoz ma charakter warunkowy, a właśnie ten warunek stanowi sedno sprawy: mamy do czynienia z nie do końca dopracowanym ponownym otwarciem gospodarki, a nie z trwałym pokojem, a ulga zależy od porozumienia pokojowego, które pozostaje uzależnione od nierozstrzygniętych negocjacji w sprawie irańskiego programu jądrowego oraz zawieszenia broni na wszystkich frontach, w tym w Libanie, a dotychczasowe doświadczenia z nieudanych prób deeskalacji sugerują, że sytuacja może szybko się pogorszyć. Ponieważ rynki nigdy w pełni nie wyceniły wojny, reakcja na dobre wiadomości jest umiarkowana, podczas gdy pole do odwrócenia trendu w przypadku złych wiadomości jest duże, więc profil ryzyka jest asymetryczny, a reakcja na jakikolwiek niepowodzenie byłaby prawdopodobnie szybka i chaotyczna, a nie stopniowa. W tym kontekście nieprzestrzeganie porozumienia, ponowne zamknięcie cieśniny, utrata przejrzystości działań banku centralnego lub zaostrzenie warunków finansowania w dolarach nie wystąpiłyby w izolacji, ale spowodowałyby natychmiastowe ponowne powiązanie cen ropy, stóp procentowych, rynków kredytowych i akcji, zamieniając uporządkowaną normalizację w gwałtowny, skorelowany spadek. Dlatego też traktujemy scenariusz bazowy jako konstruktywny, ale tymczasowy, ponieważ wymaga on ścisłego i ciągłego monitorowania wczesnych sygnałów ostrzegawczych dotyczących ropy, zmienności, spreadów kredytowych i długoterminowych stóp procentowych. Krótko mówiąc, można odczuwać ulgę, ale nie oznacza to jeszcze całkowitego bezpieczeństwa, a koszt opóźnienia w reakcji byłby znacznie wyższy niż koszt zachowania ostrożności.

Autorzy:

  • Ludovic Subran
    Dyrektor ds. inwestycji i główny ekonomista
  • Jordi Basco Carrera
    Szef działu rynków prywatnych
  • Ana Boata
    Dyrektor ds. badań ekonomicznych
  • Maximilian Bong-Maurer
    Starszy strateg inwestycyjny
  • Lluis Dalmau
    Ekonomista ds. regionu MENA
  • Guillaume Dejean
    Starszy doradca sektorowy
  • Björn Griesbach
    Kierownik ds. makroekonomii i rynków kapitałowych
  • Patrick Krizan
    Starszy strateg ds. instrumentów stałodochodowych
  • Ano Kuhanathan
    Dyrektor ds. badań korporacyjnych
  • America Hernandez
    Starszy strateg ds. inwestycji
  • Bernhard Hirsch
    Dyrektor ds. stóp procentowych i rynków wschodzących
  • Alexander Hirt
    Dyrektor ds. akcji i instrumentów dłużnych
  • Maria Latorre
    Doradca ds. sektorów
  • Yao Lu
    Strateg inwestycyjny
  • Lina Manthey
    Specjalistka ds. strategii inwestycyjnych
  • Garance Tallon
    Ekonomistka

Mazury droższe niż Egipt i Sycylia. Tyle kosztują wakacyjne noclegi

Polska, Egipt czy Sycylia? Przy wakacyjnych rezerwacjach odpowiedź nie jest już tak oczywista. Z analizy Rankomat.pl wynika, że 6 noclegów ze śniadaniem w apartamencie dla pary kosztuje 1165 zł w Marsa Alam, 1414 zł w Alanyi i 1729 zł na Sycylii. Tymczasem w Mrągowie trzeba zapłacić 2421 zł, a w Mikołajkach 2402 zł. Również rodziny 2+2 mogą znaleźć za granicą ceny zbliżone do polskich: apartament w Ustce kosztuje 2316 zł, w Egipcie 2330 zł, a na Sycylii 2453 zł. Największe różnice widać w hotelach 3. Rodzinny pobyt w Mikołajkach kosztuje 6266 zł, czyli niemal dwa razy więcej niż w Egipcie i wyraźnie więcej niż w Turcji czy na Sycylii. 

Cena noclegu często przesądza o kierunku wakacyjnego wyjazdu. Dlatego Rankomat.pl porównał najtańsze dostępne opcje 6 noclegów ze śniadaniem w popularnych kurortach w Polsce i za granicą, znalezione w serwisie Booking.com. Z zestawienia wynika, że w wybranych przypadkach pobyt w Polsce kosztuje tyle samo lub więcej niż wakacje w znanych zagranicznych miejscowościach.

Mazury najdroższe w polskim zestawieniu

Wśród analizowanych polskich kurortów najwyższe ceny pojawiają się przede wszystkim na Mazurach. W apartamentach najdrożej wypada Mrągowo. Para zapłaci tam 2421 zł, a rodzina 2+2 4962 zł za 6 noclegów ze śniadaniem. Niewiele tańsze są Mikołajki, gdzie apartament kosztuje 2402 zł dla pary i 4914 zł dla rodziny.

W hotelach 3* Mrągowo również należy do najdroższych lokalizacji dla par. Cena 6 noclegów wynosi tam 3800 zł. W przypadku rodzin najwyższą kwotę ma jednak hotel 3* w Mikołajkach. To 6266 zł, najdroższy wariant w całym zestawieniu, obejmującym zarówno Polskę, jak i zagranicę.

W standardzie hotelowym wysoko plasują się także Polańczyk i Szczyrk. Rodzina 2+2 za hotel 3* w Polańczyku zapłaci 5340 zł, a w Szczyrku 5184 zł. Dla porównania, najdroższy hotel 3* za granicą dla rodziny, czyli na Sycylii, kosztuje 4814 zł.

Najtańszy polski apartament dla pary znaleziono w Polańczyku. Kosztuje 1458 zł za 6 noclegów. To mniej niż na Sycylii, ale więcej niż w tureckiej Alanyi i egipskim Marsa Alam. Dla rodziny 2+2 najkorzystniej wypada Ustka z ceną 2316 zł. Niemal identyczny koszt ma apartament w Egipcie, gdzie trzeba zapłacić 2330 zł.

Przy samych noclegach granica między „tańszą Polską” a „droższą zagranicą” nie zawsze przebiega tam, gdzie można by się jej spodziewać.

Polskie kurorty

Egipt i Turcja najtańsze za granicą. Ale Sycylia, Kreta, Dalmacja i Wyspy Kanaryjskie też są blisko cen Polski

Wśród kierunków zagranicznych najtańszy okazał się Egipt. W Marsa Alam apartament dla pary kosztuje 1165 zł, a dla rodziny 2+2 2330 zł. Egipt ma też najniższe ceny w hotelach 3*: 1509 zł dla pary i 3119 zł dla rodziny.

Drugim korzystnym cenowo kierunkiem jest Turcja. W Alanyi apartament kosztuje 1414 zł dla pary i 3047 zł dla rodziny. Hotel 3* to odpowiednio 1626 zł i 3467 zł.

Na Egipcie i Turcji lista konkurencyjnych cenowo kierunków się jednak nie kończy. Sycylia, Kreta, Dalmacja czy Wyspy Kanaryjskie także mieszczą się w budżecie zbliżonym do wielu polskich kurortów. Na Sycylii apartament dla pary kosztuje 1729 zł, a dla rodziny 2+2 2453 zł. To mniej niż rodzinny apartament m.in. w Mikołajkach, Mrągowie, Międzyzdrojach czy Polańczyku.

Na Krecie ceny apartamentów wynoszą 1792 zł dla pary i 2534 zł dla rodziny. Hotel 3* dla rodziny kosztuje tam 4629 zł, mniej niż w Mikołajkach, Polańczyku, Szczyrku, Ustce, Międzyzdrojach czy Mrągowie.

Dalmacja jest jednym z droższych kierunków zagranicznych dla par, ale dla rodzin nadal wypada konkurencyjnie. Apartament kosztuje 2894 zł, a hotel 3* 3992 zł. To mniej niż w wielu analizowanych polskich miejscowościach. Wyspy Kanaryjskie są droższe w wariancie rodzinnym w apartamencie, gdzie cena wynosi 3646 zł. Wciąż pozostają jednak tańsze niż Mrągowo i Mikołajki, gdzie podobny pobyt kosztuje blisko 5 tys. zł.

Zagraniczne kurorty

Zagranica nie zawsze oznacza więc wyraźnie wyższy rachunek. Egipt i Turcja pozostają najtańsze, ale także Sycylia, Kreta, Dalmacja czy Wyspy Kanaryjskie mogą być cenowo blisko Polski. Warto przy tym pamiętać, że obiekty zagraniczne ujęte w analizie były położone bezpośrednio przy plaży. W Polsce brano pod uwagę obiekty oddalone maksymalnie 3 km od centrum miejscowości. Dla wielu turystów może to być istotna różnica przy ocenie atrakcyjności oferty.

Sam nocleg to dopiero początek. Liczy się cały budżet wyjazdu

Cena zakwaterowania jest ważna, ale ostateczny koszt wakacji zależy także od transportu, wyżywienia i wydatków na miejscu. Dlatego Rankomat.pl sprawdził również wariant obejmujący noclegi, śniadania, obiadokolacje oraz dojazd.

Koszt wakacji

Po doliczeniu tych kosztów najtańsze krajowe wyjazdy dla pary w apartamencie wynoszą 2405 zł w Szczyrku, 2451 zł w Polańczyku i 2508 zł w Szklarskiej Porębie. Dla porównania, analogiczny wyjazd na Sycylię to 3075 zł, na Kretę 3446 zł, a na Wyspy Kanaryjskie 3549 zł.

W całkowitym budżecie zagranica pozostaje droższa, ale w przypadku par różnice nie zawsze są duże. Szczególnie jeśli uwzględnić, że analizowane obiekty za granicą znajdowały się bezpośrednio przy plaży, a te w Polsce do 3 km od centrum miejscowości.

W przypadku rodzin 2+2 różnice są wyraźniejsze. Łączny koszt wyjazdu w apartamencie wynosi 3827 zł w Ustce i 4251 zł w Zakopanem. Na Sycylii to 5145 zł, a na Krecie 5802 zł. W hotelach 3* rodzinny pobyt kosztuje 5503 zł w Zakopanem i 5218 zł w Szklarskiej Porębie, podczas gdy na Sycylii rośnie do około 7,5 tys. Zł.

Wakacyjny wybór zależy od szczegółów

O budżecie wakacyjnym decyduje nie tylko kraj, ale też standard obiektu, lokalizacja, model wyżywienia i sposób dojazdu. Dla pary apartament za granicą może być cenowo zbliżony do pobytu w Polsce. Przy wyjeździe rodzinnym większego znaczenia nabierają bilety lotnicze, transfery i codzienne wydatki na miejscu.

Przed rezerwacją warto więc porównywać nie tylko samą cenę noclegu, ale cały koszt wyjazdu. Tańszy hotel może okazać się mniej korzystny, jeśli wymaga drogiego dojazdu lub generuje dodatkowe wydatki na miejscu. Z kolei droższy nocleg w dobrej lokalizacji może ograniczyć część kosztów podczas pobytu.

Szukając tańszej oferty wakacyjnej, warto porównywać nie tylko cenę noclegu, ale cały koszt wyjazdu. Duże różnice mogą dać elastyczne terminy, wyjazd kilka dni przed lub po szczycie sezonu, wybór mniej oczywistej miejscowości albo obiektu położonego nieco dalej od największych atrakcji. Przy zagranicznych wyjazdach trzeba też sprawdzić koszt lotów, transferów, wyżywienia i dodatkowych opłat, bo dopiero one pokazują realny budżet wakacji. Oszczędności nie warto natomiast szukać na ubezpieczeniu turystycznym. Dobra polisa to niewielki koszt w porównaniu z ceną całego wyjazdu, a w razie choroby, wypadku czy konieczności skorzystania z pomocy medycznej za granicą może uchronić przed wydatkami liczonymi nawet w setkach tysięcy złotych. – mówi Magdalena Kajzer, ekspertka Rankomat.pl.

Metodologia

Ceny noclegów pochodzą z serwisu Booking.com i dotyczą najtańszej dostępnej opcji 6 noclegów ze śniadaniem w terminie 6-12.07.2026 dla pary oraz rodziny 2+2. Ceny sprawdzono 27.05.2026.

W analizie uwzględniono dwa standardy zakwaterowania: apartamenty oraz hotele 3* z oceną minimum 7/10. Obiekty zagraniczne były położone bezpośrednio przy plaży, a obiekty w Polsce maksymalnie 3 km od centrum miejscowości.

W kalkulacji całkowitego kosztu wyjazdu uwzględniono także najtańszy koszt lotów w lipcu sprawdzony w serwisie Skyscanner.pl oraz średni koszt obiadokolacji w niedrogiej restauracji według Numbeo.com. W Polsce koszt dojazdu obliczono przy założeniu średniego spalania 7 l benzyny na 100 km oraz średniej ceny paliwa z dnia 05.06.2026 według AutoCentrum.pl.

Zastrzeżenie metodologiczne

Porównanie obejmuje konkretne oferty dostępne w wybranym terminie i przy założonych kryteriach. Trzeba pamiętać, że każda z analizowanych lokalizacji ma inną bazę noclegową, sezon, profil turystów, dostępność transportu, standard usług i charakter wypoczynku. Te różnice wpływają na ceny, dlatego zestawienie pokazuje wybrane warianty pobytu, a nie pełny koszt wypoczynku w całym kraju lub regionie.

Inflacja w strefie euro zgodna z szacunkiem, ale bazowa nieco wyższa

Finalny odczyt inflacji w strefie euro za maj pokazał wzrost cen o 3,2 proc. w ujęciu rocznym, wobec 3,0 proc. miesiąc wcześniej. W skali miesiąca ceny zwiększyły się o 0,1 proc., a dane okazały się zgodne z wcześniejszym szacunkiem.

Niewielkim zaskoczeniem była natomiast inflacja bazowa, która po wyłączeniu cen energii i nieprzetworzonej żywności wyniosła 2,6 proc. rok do roku. To wynik nieco wyższy od wstępnych szacunków wskazujących na 2,5 proc., co sugeruje, że presja cenowa w gospodarce pozostaje podwyższona.

Majowe dane potwierdzają, że inflacja w strefie euro nadal utrzymuje się wyraźnie powyżej średnioterminowego celu Europejskiego Banku Centralnego wynoszącego 2 proc. W takich warunkach decyzja EBC o podwyższeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych podczas czerwcowego posiedzenia była zgodna z oczekiwaniami rynku.

Perspektywy dla polityki pieniężnej w kolejnych miesiącach będą zależały przede wszystkim od dalszego przebiegu procesów inflacyjnych. Kluczowe znaczenie będą miały zarówno kolejne odczyty inflacji, jak i to, czy wzrost cen będzie nadal rozprzestrzeniał się na kolejne segmenty gospodarki. Jeśli presja inflacyjna pozostanie wysoka, EBC może utrzymać restrykcyjne nastawienie na dłużej.

IFL na NewConnect. Kurs akcji wzrósł o ponad 30 proc. w debiucie

Internetowy Fundusz Leasingowy S.A. (IFL), specjalistyczna spółka leasingowa oraz emitent obligacji na Catalyst, zadebiutował w środę na rynku NewConnect. Na otwarciu kurs akcji spółki wzrósł o 30,37% do 1,76 zł, przy kursie odniesienia na poziomie 1,35 zł.

„Debiut IFL na NewConnect to kolejny ważny etap rozwoju firmy i skalowania sprawdzonego modelu biznesowego. Wchodzimy na giełdę z jasnym celem – chcemy pozyskać paliwo do dalszego i dynamicznego wzrostu. Nasz rentowny biznes generuje unikalną na rynku marżę netto rzędu dwudziestu kilku procent, celując w zwrot z kapitału własnego na poziomie ponad 30%” powiedział podczas ceremonii otwarcia notowań Paweł Bator, Prezes Zarządu IFL.

„IFL nie konkuruje z tradycyjnym sektorem bankowym – zagospodarowujemy liczną niszę przedsiębiorców, których tradycyjny system finansowy zignorował lub wręcz systemowo wykluczył ze względu na historię lub jej brak. Mówimy tu o grupie ponad 2,5 mln osób z potencjałem ponad 200 tys. kontraktów rocznie. To dynamiczne startupy, obcokrajowcy budujący swoje biznesy w Polsce, rynek modern mobility, kierowcy flotowi oraz przedsiębiorcy szukający narzędzia do pracy i generowania przychodu” uzupełnił.

Do obrotu trafiło w sumie 7.814.861 akcji zwykłych na okaziciela – stanowiące 58,61% udziału w kapitale zakładowym – o wartości nominalnej 0,10 zł każda, w tym: 1.000.000 akcji serii A, 333.333 akcji serii B, 343.590 akcji serii C, 450.046 akcji serii D, 3.500.000 akcji serii E oraz 2.187.892 akcji serii F, objętych przez 140 inwestorów w ramach pierwszej publicznej oferty akcji (IPO) po cenie emisyjnej 1,35 zł.

IFL jest 343. spółką notowaną na NewConnect oraz 5. debiutem na tym rynku w 2026 roku.

IFL koncentruje się na szybkim leasingu pojazdów – nawet w 24h – przy minimum formalności, kierując ofertę głównie do klientów z negatywną historią kredytową lub jej brakiem (nowych firm) oraz do obcokrajowców, dzięki odmiennej logice zabezpieczenia i podejściu do zarządzania ryzykiem.