Deloitte otwiera nabór do Technology Fast 50 Central Europe

0

Rozpoczął się nabór zgłoszeń do nowej edycji programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe. Inauguracja odbywa się w Rzeszowie, podczas Carpathian Startup Fest, jednego z ważniejszych wydarzeń start-upowych w regionie, którego partnerem jest Deloitte. Zgłoszenia do Fast 50 można przesyłać do końca sierpnia br. Laureaci zestawienia zostaną ogłoszeni podczas uroczystej gali finałowej 19 listopada w Warszawie.

Deloitte Technology Fast 50 CE od ponad ćwierć wieku promuje przedsiębiorstwa technologiczne z Europy Środkowo-Wschodniej, które dzięki innowacyjnym rozwiązaniom oraz dynamicznemu wzrostowi przychodów budują swoją pozycję na rynkach lokalnych i międzynarodowych. Program obejmuje firmy, działające m.in. w branży oprogramowania, fintechu, cyberbezpieczeństwa, medtechu, komunikacji, technologii środowiskowych czy sztucznej inteligencji.

Rynek technologiczny w Europie Środkowo-Wschodniej wyraźniej przechodzi z etapu budowania innowacji do ich skutecznej komercjalizacji i skalowania. Widzimy, że firmy rozwijają rozwiązania projektowane z myślą o konkurencji międzynarodowej, a nie wyłącznie lokalnym rynku. Jednocześnie rośnie znaczenie efektywności operacyjnej, zdolności do wykorzystania danych oraz wdrażania technologii, które przekładają się na wymierną wartość biznesową. Właśnie takie przedsiębiorstwa, przyszłe gwiazdy, chcemy wyróżniać – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem Advisory Deloitte w Polsce, lider Zespołu M&A.

Ranking Fast 50 tworzony jest na podstawie procentowego wzrostu przychodów, osiągniętego przez firmy w ciągu ostatnich czterech lat. Obok głównego zestawienia Fast 50 program obejmuje również kategorię Companies to Watch – skierowaną do młodszych spółek technologicznych, Impact Stars – specjalne wyróżnienie dla marek wywierających pozytywny wpływ na biznes, społeczeństwo i otoczenie oraz AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI, subkategorię stworzoną wspólnie z regionalnym partnerem technologicznym programu Google Cloud.

–  Deloitte Technology Fast 50 Central Europe od lat pełni rolę platformy promującej rozwój regionalnego ekosystemu innowacji i przedsiębiorczości technologicznej. Daje firmom możliwość zwiększenia widoczności wśród partnerów biznesowych i klientów. Uczestnicy skutecznie wykorzystują swoją przynależność do międzynarodowej społeczności Fast 50, budują nowe relacje i uczestniczą w licznych inicjatywach w ramach programu. Nieprzypadkowo tegoroczną edycję inaugurujemy podczas Carpathian Startup Fest – wydarzenia, które integruje startupy, inwestorów oraz organizacje aktywnie wspierające rozwój nowych technologii w regionie – mówi Anna Pawliszewska, Marketing Senior Manager, Deloitte Advisory.

Szczegóły programu i rozwój kategorii

Każda spółka, ubiegająca się o kwalifikację do kategorii głównej rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, musi spełnić poniższe kryteria:

  • prowadzić działalność od co najmniej czterech lat;
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z następujących kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • mieć strukturę własności, która uniemożliwia posiadanie większościowych udziałów przez zagranicznych inwestorów strategicznych, przy czym co najmniej 51 proc. udziałów musi należeć do osób, firm lub funduszy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w minionych latach: 2022, 2023, 2024 oraz przychód za rok 2025 nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać główną siedzibę w jednym z krajów objętych programem, takich jak: Chorwacja, Czechy, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Słowacja lub Ukraina.

Kategoria Companies to Watch, skierowana do młodszych firm technologicznych, wyróżni dziesięć najbardziej perspektywicznych spółek z regionu. Firma, która chce się ubiegać się o wyróżnienie w tej kategorii, musi działać co najmniej trzy lata (być założona przed 31 grudnia 2022 r.). Powinna także dysponować własną technologią lub prawami własności intelektualnej, które przyczyniają się do osiąganych wyników finansowych. Konieczne jest również uzyskanie co najmniej 10 tys. euro przychodów operacyjnych w roku bazowym oraz minimum 30 tys. euro w roku kolejnym.

W przypadku Impact Stars – wyróżnienie skupia się na pięciu strategicznych obszarach: fintech, cyberbezpieczeństwo, ESG, medtech/biotech oraz obronność. Zostanie uhonorowana jedna firma w konkretnym obszarze, co oznacza maksymalnie pięć laureatów w tej dziedzinie z danego państwa, w którym realizowany jest program Fast 50 CE.

Po raz kolejny będą wyróżnione firmy w kategorii AI Value Driver. CE Rocketship Innovations in GenAI, której partnerem jest Google Cloud. Nagroda przyznawana jest markom kreatywnie wykorzystującym sztuczną inteligencję – w sposób przekładający się na wymierne efekty biznesowe oraz szansę tworzenia nowych rozwiązań.

Ocenie podlegają m.in. dojrzałość technologiczna zgłaszanego rozwiązania, jego architektura oraz możliwość skalowania. Dziedzina ta skierowana jest do organizacji integrujących GenAI w swoich produktach, usługach lub procesach operacyjnych w sposób, który przynosi realną wartość klientom, partnerom lub pracownikom.

Rynek technologiczny w Europie Środkowo-Wschodniej przechodzi obecnie etap transformacji. Coraz większą rolę odgrywają obszary takie jak sztuczna inteligencja, automatyzacja czy cyberbezpieczeństwo. Widzimy rosnącą liczbę spółek rozwijających rozwiązania odpowiadające na globalne potrzeby rynku, co stopniowo przekłada się również na większe zainteresowanie inwestorów sektorem technologii w regionie. Deloitte Technology Fast 50 Central Europe dobrze pokazuje, że wiele firm dynamicznie się rozwija, konkurując zarówno tempem wzrostu, jak i jakością technologii oraz modeli biznesowych – podkreśla Mateusz Pacholik, M&A Manager, Corporate Finance, Deloitte Advisory.

FDA precyzuje ścieżkę regulacyjną dla terapii genowych. Szansa dla projektu multiQure

Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA), podczas spotkania typu B, zaakceptowała 3-letnie dane z Fazy I/II jako podstawę wniosku o przyspieszone zatwierdzenie dla terapii AMT-130 firmy uniQure. W dniu ogłoszenia tej informacji cena akcji spółki uniQure odnotowała wzrost o niemal 80%, a jej kapitalizacja przekroczyła 3 mld USD. Zdaniem przedstawicieli projektu multiQure jest to istotny drogowskaz dla wszystkich terapii genowych, nie tylko dotyczących choroby Huntingtona, ale również innych chorób neurodegeneracyjnych o podłożu genetycznym, w tym dla multiQure.

Zmiana podejścia FDA oraz jej wpływ na terapie genowe

Terapie genowe stanowią bardzo dużą szansę dla setek tysięcy pacjentów cierpiących na choroby genetyczne, w tym chorobę Huntingtona. Powszechnie stosowane metody jedynie łagodzą objawy, ale nie powstrzymują choroby. Terapie genowe oparte o technologię RNAi pozwalają zaadresować przyczynę schorzenia, dlatego ich wprowadzenie do praktyki klinicznej jest od dawna wyczekiwane przez pacjentów, ich bliskich oraz środowisko medyczne.

Obecnie najbardziej zaawansowaną w rozwoju terapią RNAi przeciwko chorobie Huntingtona jest projekt AMT-130 notowanej na NASDAQ, holenderskiej spółki uniQure. Znajduje się on w I/II fazie badań klinicznych i według ostatnich doniesień, przygotowuje się do złożenia w FDA wniosku o warunkową rejestrację produktu biologicznego (BLA). 17 czerwca br. uniQure, po formalnym spotkaniu z FDA poinformowała, że agencja uznała 3-letnią analizę z badań fazy I/II za akceptowalną podstawę do złożenia wniosku w trybie przyspieszonej rejestracji, co planowane jest na III kwartał br. Rynek zareagował na te informacje bardzo entuzjastycznie. W dniu ogłoszenia tej informacji cena akcji spółki uniQure odnotowała wzrost o niemal 80%, a jej kapitalizacja przekroczyła 3 mld USD.

Szansa dla projektu multiQure

Zdaniem szefa projektu multiQure, którego celem jest rozwój konkurencyjnej do AMT-130 terapii opartej o RNAi, jest to ważne wydarzenie dla podmiotów, które pracują nad terapiami genowymi.

Stanowisko FDA w sprawie terapii AMT-130 rozwijanej przez uniQure to przełomowy moment nie tylko dla podmiotów prowadzących prace B+R w obszarze terapii genowych w chorobie Huntingtona, ale również szerszego sektora badań nad lekami na genetyczne schorzenia neurodegeneracyjne. Agencja ds. Żywności i Leków potwierdziła, że trzyletnie dane z wczesnych faz klinicznych mogą stanowić wystarczającą podstawę do ubiegania się o przyspieszone zatwierdzenie terapii – a to zasadniczo zmienia rachunek ryzyka dla naszego projektu, a zatem również dla inwestorów i potencjalnych partnerów – informuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Zdaniem Tomasza Nocunia dla projektu multiQure szczególnie ważne jest zaakceptowanie przez amerykańskiego regulatora możliwości wykorzystania porównawczych zbiorów danych pochodzących z obserwacyjnych badań klinicznych choroby Huntingtona.

To konkretne ułatwienie, które pozwoli efektywniej projektować własne badanie kliniczne. Co ważne, projekt multiQure wychodzi z pozycji potencjalnie silniejszej naukowo: nasza terapia celuje selektywnie – tylko w produkcję zmutowanej wersji huntingtyny, co stanowi istotną przewagę nad podejściem nieselektywnym reprezentowanym przez uniQure. Ich droga przez badanie kliniczne pokazuje natomiast, że koncepcja genetycznej terapii w tym schorzeniu przynosi pacjentom realne korzyści. Naszym zadaniem jest teraz przejście częściowo już przetartej ścieżki z terapią, której wyróżnikiem będzie lepszy profil bezpieczeństwa. – mówi Tomasz Nocuń.

Wpływ stanowiska FDA udzielonego spółce uniQure na inne terapie genowe, przede wszystkim multiQure, został oceniony i skomentowany przez Dom Maklerski INC. Autorzy komentarza zwracają uwagę przede wszystkim na istotne podobieństwa obu projektów, możliwość wykorzystania ścieżki już przetartej przez uniQure oraz przewagi polskiego projektu nad AMT-130 polegające na selektywności terapii.

– Pozytywne dane kliniczne uniQure oraz konstruktywne podejście FDA stanowią zewnętrzną walidację logiki, na której bazuje strategia multiQure. Jednocześnie technologia multiQure może wyróżniać się preferencyjnym oddziaływaniem na zmutowany transkrypt zawierający wydłużoną sekwencję powtórzeń CAG, przy potencjalnym ograniczeniu wpływu na prawidłową kopię genu HTT, co może mieć znaczenie z perspektywy bezpieczeństwa biologicznego – komentuje dr Maciej Kietliński, analityk Domu Maklerskiego INC, autor raportu analitycznego nt. projektu multiQure.

Giełdowe plany multiQure

Sukces uniQure oraz reakcja rynku pokazują, jak duży wpływ na wycenę spółek biotechnologicznych mają osiąganie kamieni milowych, a także związane z tym stanowiska i decyzje regulatorów. Dlatego Intencją kierownictwa i inwestorów projektu multiQure jest wprowadzenie projektu na giełdę, aby umożliwić inwestorom partycypację w realizacji kolejnych kamieni milowych przez spółkę.

Realizujemy działania mające na celu wprowadzenie multiQure na giełdę, aby również polscy inwestorzy uzyskali ekspozycję na przedsięwzięcie skupione na rozwoju terapii genowej na chorobę Huntingtona, a przy tym potencjalnie efektywniejszą i bezpieczniejszą niż uniQure. Na początku tygodnia podpisaliśmy umowę o wniesienie projektu do spółki Pure Biologics i zmianie jej nazwy na multiQure. Jesteśmy na ostatniej prostej tego procesu – komentuje dr Kris Siemionow, inwestor projektu multiQure, współzałożyciel i udziałowiec Biofund.

Proces wprowadzania projektu na GPW jest konsekwentnie realizowany. Poza podpisaniem umowy wprowadzenia projektu do Pure Biologics (docelowo multiQure S.A.), akcjonariusze spółki zdecydowali również o emisji akcji, w ramach której planowane jest pozyskanie środków, które pozwolą zespołowi multiQure na podanie terapii pierwszym pacjentom, co ma nastąpić w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy oraz uzyskanie pierwszych wyników do połowy 2028 roku.

Podsumowanie

Stanowisko FDA przekazane spółce uniQure wyznacza nowy standard dla całego sektora terapii genowych, potwierdzając krystalizowanie się ścieżki regulacyjnej dla tej klasy leków. Dla projektu multiQure oznacza to nie tylko obniżenie ryzyka regulacyjnego, ale również zewnętrzne potwierdzenie słuszności obranej strategii naukowej – przy jednoczesnej przewadze w zakresie bezpieczeństwa terapii wynikającej z jej selektywności. Biorąc pod uwagę, że trwają pracę nad wprowadzeniem projektu na giełdę, Polscy inwestorzy już niebawem uzyskają ekspozycję na terapię genową przeciwko chorobie Huntingtona z kategorii best-in-class.

Inflacja żywności wyraźnie słabnie

W maju br. ceny 17 analizowanych kategorii produktów wzrosły w sklepach detalicznych średnio o 3,4% rdr. W kwietniu codzienne zakupy zdrożały rdr. o 3,7%, a w marcu – o 3,8%. Ceny samej żywności ostatnio poszły w górę o 2,4% rdr. Skoki w całym tym segmencie we wcześniejszych miesiącach roku były bardziej odczuwalne. Po danych widać też, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie nie przyczynił się do wzrostu cen w takim stopniu, jak spodziewali się eksperci rynkowi.

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” (autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito) wynika, że maju br. ceny żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i artykułów dla dzieci, wzrosły średnio o 3,4% rdr. Wzrost cen we wcześniejszych miesiącach tego roku był wyższy. W kwietniu wyniósł rdr. 3,7%, a w marcu i lutym – po 3,8%. Jak ocenia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny.

– To trwałe, stopniowe hamowanie, a nie jednorazowe odchylenie. Co ważne, inflacja CPI – według GUS – wyniosła w maju 3,1% rdr. To było wynikiem wyraźnie niższym od konsensusu rynkowego na poziomie 3,7%. Dane detaliczne UCE Research są z nią spójne. Wzrost cen w sklepach wciąż jest faktem, ale jego impet wyraźnie słabnie – zwraca uwagę dr Arak.

Spadek dynamiki wzrostu cen w maju zaskoczył Marcina Luzińskiego, ekonomisty z Erste Banku. Ekspert spodziewał się raczej tendencji rosnącej. Tymczasem ceny żywności zanotowały większy spadek rocznej miary podwyżek cen, niż zakładał. Według ww. raportu, w maju br. żywność zdrożała średnio o 2,4% rdr. Nieco większe podwyżki rdr. zanotowano również we wcześniejszych miesiącach tego roku – w kwietniu o 3,3%, w marcu – o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że wynik samej żywności jest jeszcze bardziej wymowny niż ogólny odczyt. Do tego ekspert dodaje, że kategoria, która przez lata napędzała wzrosty, stała się teraz czynnikiem stabilizującym.

– Składa się na to kilka czynników działających jednocześnie. Po pierwsze, to jest normalizacja cen na rynkach rolnych. Po drugie, występuje intensywna konkurencja między dyskontami w zakresie produktów podstawowych, czyli tych, które konsument najłatwiej porównuje między sieciami. Po trzecie, mamy efekt bazy statystycznej. Maj 2024 roku był okresem relatywnie wyższych cen żywności – tłumaczy dr Orpych.

Do tego dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis podkreśla, że szczególnie istotny jest fakt, iż obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Ekspertka przypomina, że – według GUS – ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1,0% względem kwietnia, co było jedną z największych niespodzianek w najnowszym odczycie inflacji. W ujęciu rocznym były one wyższe tylko o 0,5%.

– Pokazuje to, że mamy do czynienia nie tylko ze spowolnieniem wzrostu cen, ale wręcz z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku mogło wpłynąć jednoczesne oddziaływanie kilku czynników. Utrzymuje się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości podnoszenia cen. Poprawiła się także sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Co więcej, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – wylicza dr inż. Motylska-Kuźma.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych podkreśla, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna.

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te, które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP, zauważa, że wojna na Bliskim Wschodzie dotychczas nie znalazła istotnego odzwierciedlenia w cenach żywności, choć podwyżki widać na rynku olejów roślinnych. Ekspert wskazuje, że rynki rolne w drugim kwartale br. wciąż znajdowały się pod wpływem wysokiej globalnie podaży, która jest konsekwencją dość solidnych wzrostów produkcji w sezonie 2025/26.

– Obawialiśmy się, że napięcia na Bliskim Wschodzie wyraźnie przyspieszą inflację przez kanał paliwowy i energetyczny. Tymczasem program CPN, który obniżył ceny paliw o ok. 1-1,2 zł za litr, przytłumił oczekiwania inflacyjne. Dodatkowo ceny paliw obniżyły się w maju o 0,1% mdm. Do tego efekty drugiej rundy inflacyjnej, tj. przenoszenia wyższych kosztów energii na inne towary, nie zmaterializowały się w zauważalnym stopniu. Oczywiście presja nie zniknęła – podsumowuje dr Arak.

Grupa Klepsydra zapowiada pierwszą dywidendę w historii spółki

Zarząd Grupy Klepsydra, lidera rynku pogrzebowego w Polsce i pierwszej spółki z tego segmentu notowanej na GPW, zgodnie z przyjętą strategią rozwoju, zarekomendował zbliżającemu się Zwyczajnemu Walnego Zgromadzeniu Spółki wypłatę dywidendy z zysków za 2025 r. w wysokości 4 gr na akcję. Oznacza to, że do akcjonariuszy Spółki trafi w sumie 954 269,40 zł. Zaliczką objęte zostaną wszystkie akcje spółki, czyli 23 856 735 akcji. Będzie to pierwsza w historii dywidenda wypłacona akcjonariuszom Grupy Klepsydra.

Dzień dywidendy został ustalony na dzień 31 lipca 2026 roku, natomiast dzień wypłaty dywidendy na 12 sierpnia 2026 roku.

Pozostała kwota zysku netto, czyli 3 495 950,38 zł, zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy Spółki.

Od początku wejścia na GPW w 2023 r. konsekwentnie realizujemy nasze obietnice, które złożyliśmy inwestorom. Konsolidujemy rynek, rozbudowujemy naszą grupę kapitałową, a przy tym rośniemy też organicznie. Dzięki temu rosną też nasze wyniki finansowe. Dlatego z olbrzymią przyjemnością zarekomendowaliśmy zbliżającemu się Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy z zysków za 2025 r. Realizujemy tym samym kolejną obietnicę daną naszym akcjonariuszom”– powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

Twórca funduszu Tar Heel Capital wystawia swoją kolekcje sztuki na aukcję

Na zachodnich rynkach sztuki sprzedaże prywatnych kolekcji od lat są stałym elementem kalendarza największych domów aukcyjnych. W Polsce ten format dopiero zyskuje wyraźniejszą pozycję, ale dane pokazują, że rynek jest coraz bardziej gotowy na projekty budowane wokół historii kolekcjonerów, rozpoznanej proweniencji i spójnych prywatnych zbiorów. W 2025 roku aukcje kolekcji zorganizowane przez DESA Unicum wygenerowały łącznie 28,5 mln zł obrotu. Pierwsza tegoroczna aukcja kolekcji w DESA Unicum obejmuje 54 prace ze zbioru Grzegorza Bielowickiego, przedsiębiorcy i prywatnego kolekcjonera. Siłą tej kolekcji jest jej szeroki zakres: od prac uznanych klasyków polskiej awangardy i sztuki powojennej po twórców młodszych pokoleń, a także rozpiętość estymacji od kilku tysięcy do kilkuset tysięcy złotych

Na dojrzałych, zachodnich rynkach sztuki aukcje prywatnych kolekcji od lat funkcjonują jako osobna, rozpoznawalna kategoria sprzedaży. Skalę tego modelu najlepiej pokazują liczby. W 2022 roku Christie’s sprzedało kolekcję Paula G. Allena za 1,62 mld dolarów, ustanawiając najwyższy wynik w historii aukcji prywatnej kolekcji. W podobnym okresie Sotheby’s przeprowadziło sprzedaż Macklowe Collection, która osiągnęła 922,2 mln dolarów. Rok później kolekcja Emily Fisher Landau w Sotheby’s przyniosła 424,7 mln dolarów. Z kolei licytacja obiektów z kolekcji S.I. Newhouse’a w Christie’s przekroczyła łącznie 1 mld dolarów.

Polska adaptuje format aukcji kolekcji. Rok 2025 pokazał skalę potencjału

Na polskim rynku sztuki aukcje kolekcji dopiero zaczynają zyskiwać znaczenie porównywalne z tym, jakie od lat funkcjonują w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu. W 2025 roku DESA Unicum zorganizowała pięć aukcji kolekcji, które wygenerowały łącznie 28,46 mln zł obrotu. Najwyższy wynik przyniosła aukcja „Mój Paryż. Dzieła wybrane z kolekcji Wojciecha Fibaka”, zakończona obrotem na poziomie 12,27 mln zł. Był to projekt oparty na rozpoznawalnym nazwisku kolekcjonera i zbiorze o silnym, międzynarodowym kontekście. Drugim najwyższym wynikiem zakończyła się aukcja kolekcji Dominiki i Liwiusza Krawczyków, która wygenerowała 6,433 mln zł.

Zeszłoroczne wyniki aukcji kolekcji są dla nas i dla kolekcjonerów ważnym sygnałem. Fakt, że trzy z pięciu ubiegłorocznych projektów przekroczyły poziom 6 mln zł obrotu, pokazuje, że polski rynek osiągnął etap, na którym możliwe jest nie tylko sprzedawanie pojedynczych obiektów, ale także budowanie większych projektów aukcyjnych wokół prywatnych zbiorów. Dla domu aukcyjnego oznacza to bardziej złożony model działania: od selekcji i wyceny prac, przez opracowanie proweniencji, po stworzenie narracji, która pozwala pokazać kolekcję jako efekt przemyślanych decyzji. Dla kolekcjonerów jest to z kolei dowód, że sprzedaż części zbioru może być profesjonalnie zaplanowanym etapem zarządzania kolekcją, a nie jedynie jednorazową decyzją transakcyjną – mówi Agata Szkup, Prezes Zarządu DESA Unicum.

Rok 2025 można traktować jako moment, w którym aukcje kolekcji zaczęły wyraźniej funkcjonować na polskim rynku jako osobny format. Tego typu projekty łączą różne segmenty oraz uzupełniają je o nowy wymiar: historię właściciela, myśl przewodnią budowania zbioru i uwypuklają znaczenie proweniencji. To także przykład, że coraz większą wagę przykłada się dzisiaj nie tylko do ceny dzieła, ale także do jego kontekstu.

Kolekcja Grzegorza Bielowickiego

Pierwszą tegoroczną aukcją kolekcji w DESA Unicum będzie sprzedaż prac ze zbioru Grzegorza Bielowickiego, założyciela i partnera zarządzającego Tar Heel Capital, jednej z wiodących polskich firm private equity, która od ponad 20 lat inwestuje w rozwój polskich przedsiębiorstw. Prywatnie Bielowicki od lat zajmuje się kolekcjonowaniem sztuki.

Oferta aukcji kolekcjonera obejmie 54 obiekty prezentujące szeroki przekrój polskiej sztuki: od dzieł klasyków polskiej awangardy, przez prace artystów nowego pokolenia, po twórców obecnych w segmencie sztuki najnowszej. W katalogu znajdą się między innymi prace Stefana Gierowskiego, Jerzego Nowosielskiego i Juliana Stańczaka, a także dzieła młodszych twórców, takich jak Patrycja Piętka, Lia Kimura, Jerzy Baranowski czy Patryk Paliwoda. Wśród najciekawszych obiektów warto wymienić m.in. płótno „DCCCLXVI” Gierowskiego o estymacji od 450 000 do 650 000 zł czy obraz „Plac zamkowy” z cyklu „Warszawa” Edwarda Dwurnika, którego wartość oszacowano między 100 000 a 150 000 zł.

Z punktu widzenia kolekcjonerów istotna jest nie tylko liczba obiektów, ale też rozpiętość cenowa oferty. Najniżej estymowana praca, autorstwa Pawła Sobczaka, wyceniana jest na 2–3 tys. zł. Najdroższy obiekt, „Hot Boreal” Juliana Stańczaka, został oszacowany na 500–800 tys. zł. Tak szeroki zakres cenowy odpowiada jednocześnie na potrzeby doświadczonych kolekcjonerów, inwestorów poszukujących prac o silnej pozycji rynkowej oraz nowych klientów, którzy dopiero rozpoczynają budowanie zbiorów. Co ciekawe, kolekcja Grzegorza Bielowickiego zaczęła się niepozornie, bo od zakupu grafiki i w ciągu kilku lat powstała z tego profesjonalna kolekcja sztuki współczesnej.

Kolekcjonerzy otwierają swoje zbiory

Istotna jest również otwartość prywatnych kolekcjonerów do udostępniania swoich prac szerokiej publiczności. Bielowicki zapowiada, że w przyszłości planuje otwarcie parku rzeźby plenerowej na Mazurach. Prace nad tym projektem już trwają. Dlatego aukcja stanowi kolejny etap rozwoju kolekcji, prowadzący do jej transformacji. Podobnie jak zeszłoroczna aukcja kolekcji Liwiusza i Dominiki Krawczyków, która była momentem uporządkowania zbiorów i ich uspójnienia.

Aukcje kolekcji są przykładem tego, jak zmienia się pozycja prywatnych kolekcjonerów w Polsce. Coraz częściej nie są oni wyłącznie nabywcami dzieł, ale także uczestnikami szerszego ekosystemu sztuki: współtworzą rynek, wspierają artystów, budują zbiory, a w niektórych przypadkach planują również ich publiczne udostępnianie. Aukcja kolekcji staje się więc nie tylko wydarzeniem sprzedażowym, ale także momentem, w którym prywatny zbiór zaczyna funkcjonować jako część szerszej opowieści o dojrzewaniu rynku sztuki – podsumowuje Agata Szkup.

Majowa produkcja przemysłowa powyżej prognoz

Majowe dane o produkcji przemysłowej pozytywnie zaskoczyły, pokazując wzrost o 4,1 proc. r/r wobec prognoz na poziomie 2,5 proc. r/r. Odczyt potwierdza utrzymujące się umiarkowane ożywienie w przemyśle, choć jego tempo nie przyspiesza istotnie względem wcześniejszych miesięcy. Wzrost ma dość szeroki charakter, obejmując większość działów przemysłu. Jednocześnie struktura pozostaje nierównomierna – silniejsza dynamika widoczna jest w produkcji dóbr zaopatrzeniowych, dóbr związanych z energią oraz inwestycyjnych, przy spadkach w dobrach konsumpcyjnych trwałych.

W rozbiciu sektorowym zarysowuje się spore rozwarstwienie dynamiki pomiędzy branżami. Można dostrzec, które gałęzie przemysłu „cierpią” – wymienić tu można produkcję mebli, produkcję odzieży, wyrobów tekstylnych. Spadki w tych sektorach są wyraźne.

Dane za maj potwierdzają, że przemysł pozostaje na ścieżce umiarkowanego wzrostu, choć jego struktura i krótkookresowa zmienność wskazują na brak silnego, jednorodnego impulsu po stronie popytu.

Eskalacja w Libanie wpływa na rozmowy USA–Iran i rynek ropy

USA i Iran odłożyły rozpoczęcie rozmów dotyczących trwałego porozumienia pokojowego oraz ograniczenia irańskiego programu nuklearnego. Spotkanie miało odbyć się w piątek w Szwajcarii, jednak zostało przesunięte. Oficjalnie Biały Dom wskazał na problemy logistyczne, ale w tle tej decyzji widoczne jest zaostrzenie walk między Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem w południowym Libanie. Jednym z kluczowych źródeł napięć pozostaje żądanie Iranu, który domaga się zawieszenia broni w Libanie jako elementu tymczasowego porozumienia z USA.

Izrael deklaruje natomiast, że będzie kontynuował działania wojskowe, dopóki Hezbollah nie przestanie zagrażać mieszkańcom północnej części kraju. W rezultacie konflikt libański coraz silniej wpływa na szersze negocjacje dotyczące bezpieczeństwa regionalnego i irańskiego programu nuklearnego.

Choć rozmowy USA–Iran w Szwajcarii zostały przełożone, szwajcarskie władze nadal deklarują gotowość do ich organizacji. Wcześniej Waszyngton i Teheran podpisały memorandum przewidujące między innymi przedłużenie zawieszenia broni, zniesienie przez USA blokady irańskich portów oraz zapowiedź ponownego otwarcia cieśniny Ormuz przez Iran. Planowane negocjacje mają dotyczyć ograniczenia irańskiego wzbogacania uranu oraz przyszłości zapasów wysoko wzbogaconego uranu. Strony chciałyby zakończyć rozmowy w ciągu 60 dni, choć eksperci oceniają, że może to być zbyt krótki termin na osiągnięcie trwałego porozumienia.

Sytuację dodatkowo komplikują krwawe starcia w Libanie. Izrael poinformował o śmierci czterech swoich żołnierzy, natomiast libańska państwowa agencja prasowa podała, że w izraelskich atakach zginęło 18 osób. Eskalacja przemocy zwiększa ryzyko, że rozmowy dyplomatyczne będą trudniejsze, a ich wznowienie może zależeć nie tylko od decyzji USA i Iranu, lecz także od rozwoju sytuacji na granicy izraelsko-libańskiej. Cena ropy Brent wzrosła lekko do 80,46 dolara za baryłkę, ale w skali tygodnia spadła o około 8%, ponieważ inwestorzy liczą na poprawę dostaw przez cieśninę Ormuz. Mimo ostatniego spadku ropa pozostaje jednak około 30% droższa niż na początku roku.

Przywództwo pod presją zmian w Europie. Polska wśród liderów rotacji na fotelach CEO

Przez lata europejskie firmy koncentrowały się na poszukiwaniu liderów, którzy potrafili skutecznie zarządzać organizacją i realizować założone cele biznesowe. Dziś coraz częściej stają przed znacznie trudniejszym wyzwaniem – znalezieniem prezesa zdolnego przygotować firmę na rzeczywistość, której kształtu nie da się jeszcze w pełni przewidzieć. Sztuczna inteligencja, napięcia geopolityczne, zmieniające się modele biznesowe i spowolnienie gospodarcze sprawiają, że organizacje muszą na nowo definiować swoje strategie i kompetencje przywódcze. Jak wynika z najnowszego raportu Route to the Top – Europe 2026 firmy Heidrick & Struggles, aż 90% europejskich liderów deklaruje konieczność rewizji strategii biznesowych w odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe. Jednocześnie 38% organizacji przyznaje, że kompetencje obecnego prezesa mogą nie odpowiadać wyzwaniom najbliższych lat. W krajach Europy Północnej oraz regionie Beneluksu odsetek ten sięga już 50%.

Heidrick & Struggles International, Inc., czołowy dostawca globalnych usług doradztwa dla kadry kierowniczej oraz rozwiązań w obszarze pozyskiwania talentów na żądanie, po raz ósmy opublikowała raport Route to the Top – Europe 2026. Najnowsza edycja badania analizuje profile prezesów oraz członków rad nadzorczych największych spółek w Europie, pokazując nie tylko ścieżki prowadzące na najwyższe stanowiska zarządcze, ale również to, w jaki sposób organizacje przygotowują się do wyzwań związanych z sukcesją, transformacją biznesową oraz zmieniającymi się wymaganiami wobec liderów. Tegoroczne wyniki pokazują również, że Polska należy do najbardziej dynamicznych rynków przywództwa w Europie – aż 25% urzędujących prezesów największych spółek objęło swoje stanowiska po 1 stycznia 2025 roku, a połowa została pozyskana bezpośrednio z rynku zewnętrznego.

Doświadczenie to za mało

W odpowiedzi na rosnącą niepewność europejskie rady nadzorcze coraz częściej stawiają na sprawdzonych menedżerów. Średni wiek urzędującego prezesa wzrósł z 56 lat w 2021 roku do 57,5 roku obecnie, a niemal połowa CEO pełniła już wcześniej tę funkcję w innej organizacji. To pokazuje, że firmy poszukują stabilności i bezpieczeństwa w doświadczeniu zdobytym na najwyższych stanowiskach zarządczych.

Jednocześnie raport wskazuje, że samo doświadczenie nie jest dziś gwarancją sukcesu. O wynikach biznesowych coraz częściej decyduje stopień dopasowania lidera do strategii organizacji. Wśród przedsiębiorstw, które osiągnęły pełną zgodność pomiędzy profilem CEO a kierunkiem rozwoju firmy, 34% przekroczyło swoje cele finansowe w ostatnim roku. W organizacjach zmagających się z luką kompetencyjną na stanowisku prezesa odsetek ten wyniósł jedynie 24%.

– Jeszcze kilka lat temu doświadczenie zdobyte na stanowisku CEO było postrzegane jako jeden z najważniejszych wyznaczników skutecznego przywództwa. Dziś firmy funkcjonują w otoczeniu, które zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera zdolność lidera do adaptacji, zarządzania transformacją i budowania organizacyjnej odporności. Najskuteczniejsze organizacje nie szukają po prostu doświadczonych prezesów – szukają liderów dopasowanych do wyzwań, przed którymi stoją – mówi Łukasz Kiniewicz, Partner Zarządzający na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią w Heidrick & Struggles.

Mimo rosnącej świadomości znaczenia sukcesji wiele firm nadal nie traktuje jej jako strategicznego elementu rozwoju organizacji. Tylko jedna trzecia europejskich przedsiębiorstw uznaje planowanie sukcesji CEO za priorytet biznesowy. Jednocześnie aż 80% liderów obawia się, że brak systemowych procesów powoduje pomijanie utalentowanych menedżerów znajdujących się na niższych szczeblach organizacji. Co więcej, zaledwie 10% firm formalnie rozlicza prezesa i dyrektora HR z jakości wewnętrznej puli potencjalnych następców.

Polska przyspiesza zmiany

Na tle Europy Polska wyróżnia się wyjątkowo wysoką dynamiką zmian na najwyższych stanowiskach kierowniczych. Aż 25% urzędujących prezesów największych spółek objęło swoje funkcje po 1 stycznia 2025 roku, podczas gdy średnia europejska wynosi 14%. Jednocześnie połowa polskich CEO została pozyskana bezpośrednio z rynku zewnętrznego. To znacząca różnica względem Europy, gdzie aż 67% nominacji na stanowisko prezesa stanowią awanse wewnętrzne. Polski menedżer potrzebuje średnio 7,1 roku, aby objąć stanowisko CEO, podczas gdy średnia europejska wynosi 9,2 roku, a sam okres sprawowania funkcji prezesa jest wyraźnie krótszy i trwa średnio 4,6 roku wobec ponad 6,5 roku w Europie.

– Dane pokazujące, że 50% polskich prezesów pochodzi z rekrutacji zewnętrznej, a jedna czwarta objęła stanowisko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, wyraźnie odróżniają nasz rynek od średniej europejskiej. Polskie firmy wykazują dużą gotowość do zmian i szybkiego reagowania na nowe wyzwania biznesowe. Jednocześnie tak wysoka dynamika sprawia, że jeszcze większego znaczenia nabiera budowanie wewnętrznych talentów i świadome planowanie sukcesji. W dłuższej perspektywie organizacje potrzebują zarówno świeżego spojrzenia z rynku, jak i silnego zaplecza liderów rozwijanych we własnych strukturach – podkreśla Łukasz Kiniewicz.

Polski rynek zachowuje jednocześnie swoją specyfikę. Zaledwie 5% prezesów największych spółek awansowało bezpośrednio z funkcji CFO, podczas gdy średnia europejska wynosi 22%. Najczęściej spotykaną ścieżką do objęcia funkcji CEO jest przejście na stanowisko prezesa z tej samej funkcji pełnionej wcześniej w innej organizacji, co odpowiada za 40% nominacji. Wyróżnia nas także wysoki udział założycieli i współzałożycieli spółek pełniących funkcję prezesa – stanowią oni 15% badanej grupy, podczas gdy średnia europejska wynosi 3,6%. Pomimo dużej dynamiki zmian Polska pozostaje jednak stosunkowo jednorodnym rynkiem przywództwa – tylko 10% prezesów największych spółek stanowią osoby innej narodowości, a kobiety odpowiadają za zaledwie 5% stanowisk CEO.

Wyniki raportu pokazują, że skuteczne przywództwo coraz rzadziej opiera się wyłącznie na doświadczeniu zdobytym w przeszłości. O przewadze organizacji decyduje dziś zdolność do przygotowania liderów na wyzwania, które dopiero nadejdą. Dla rad nadzorczych oznacza to konieczność spojrzenia na sukcesję nie jako jednorazową decyzję personalną, lecz jako długofalowy element strategii biznesowej. Firmy, które już dziś świadomie rozwijają przyszłych liderów i dopasowują ich kompetencje do kierunku rozwoju organizacji, będą lepiej przygotowane do funkcjonowania w coraz bardziej nieprzewidywalnym otoczeniu biznesowym.

Kurs dolara najmocniejszy od marca

Czwartek był dniem czterech decyzji banków centralnych. Szwajcaria, Norwegia i Wielka Brytania nie zmieniły stóp procentowych. Czesi z kolei podnieśli swoje do 3,75% i zrównali się z Polską. W tle dane z USA, ale umocnienie dolara wynika bardziej z przetrawiania ostatniego posiedzenia FED.

Zmiany stóp w Europie

Wczorajszy dzień był bogaty w decyzje banków centralnych. Zaczęło się od Szwajcarii. Tam zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do zmian i utrzymano główny parametr na poziomie 0,0%. Kiedyś ta decyzja byłaby znacznie bardziej interesująca dla portfeli Polaków. Teraz kredyty frankowe przez ugody z bankami nie są już tak gorącym tematem. Zostało już ich bowiem mniej niż 20% tego, co było w szczytowym momencie. Kolejnym bankiem była Norwegia. Tam również utrzymano stopy procentowe, ale tym razem na poziomie 4,25%, co pokazuje spory rozstrzał sytuacji, w której znajdują się te dwa, bądź co bądź, dwa spośród najbogatszych krajów Europy pod względem PKB na mieszkańca. Do tego poznaliśmy jeszcze decyzję z Wielkiej Brytanii. Tam również utrzymano wskaźnik przy niezmienionej wartości. Jest on podobnie jak w Polsce równy 3,75%.

Czesi podnoszą stopy procentowe

Czeski Narodowy Bank jednak podniósł stopy procentowe. Patrząc na podstawowe dane, jest to co najmniej zaskakująca decyzja. Niby mówiło się o tej podwyżce od jakiegoś czasu,  ale przy inflacji 2,1% nie był to temat oczywisty dla wszystkich. Co zatem zdecydowało o podniesieniu wskaźnika? Pomimo niskiej inflacji w Czechach było kilka czynników, które mogły sugerować, że sytuacja się wkrótce wyraźnie pogorszy. Jednym z nich były wynagrodzenia rosnące tam o 8% w skali roku. Przy takim wzroście płac nie może dziwić wyższa inflacja w usługach. Składają się one przecież silnie z kosztów pracy. Do tego w Czechach rośnie popyt na kredyt. W rezultacie podwyżki stóp procentowych były raczej próbą przygotowania się na potencjalne problemy w przyszłości niż reakcją na obecną sytuację. Schłodzenie gospodarki może teraz bowiem zamortyzować ewentualny wyskok cen w przyszłości. Jak zareagowała korona czeska? Zobaczyliśmy wzrost i szybki powrót do stanu wyjściowego. Trzeba jednak pamiętać, że większość analityków przewidywała taki ruch.

Dane z USA

Wczoraj opublikowano jedynie dane z amerykańskiego rynku pracy. 226 tysięcy wniosków to wynik niemal dokładnie zgodny z oczekiwaniami i przyzwoity rezultat. Trzeba jednak pamiętać, że głównymi tematami są obecnie środowe posiedzenie FED i rosnące szanse na podwyżki stóp. Jeżeli dodamy do tego fakt, że dzisiaj mamy dzień wolny w Stanach z powodu Dnia Wyzwolenia, łatwo zrozumieć, dlaczego wczoraj więcej działo się na dolarze. Kurs EUR wobec USD zbliża się bowiem wielkimi krokami do poziomu 1,14, czyli najsilniejszej amerykańskiej waluty od marca. Ostatni raz mocniejszy dolar był oglądany w pierwszej połowie 2025 roku, czyli na samym początku obecnej prezydentury.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach, Szwecji i USA, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Rozwód, alienacja rodzicielska, opresyjna kontrola, utrudnianie kontaktów i bezsilność. Dziecko jako narzędzie zemsty

Rozwód rodziców zawsze jest dla dziecka trudnym doświadczeniem. Coraz częściej jednak nie jest to jedynie rozpad rodziny, lecz początek wieloletniego konfliktu, w którym dziecko staje się uczestnikiem walki prowadzonej przez dorosłych. Prawnicy, psychologowie i organizacje społeczne alarmują, że w Polsce rośnie liczba spraw, w których dzieci tracą kontakt z jednym z rodziców, a w skrajnych przypadkach nawet z obojgiem.

Coraz ostrzejsze rozwody, wzajemne oskarżenia, pomówienia, walka o kontrolę, władzę rodzicielską i kontakty z dzieckiem sprawiają, że dobro dziecka schodzi na dalszy plan. Tymczasem to właśnie ono powinno być najważniejszym uczestnikiem każdego postępowania rodzinnego. – W wielu sprawach rozwodowych rodzice koncentrują się na własnym konflikcie. Dziecko staje się argumentem procesowym, środkiem nacisku albo narzędziem zemsty. W salach sądowych toczy się walka między dorosłymi, a cierpienie dziecka często pozostaje niezauważone – mówi adwokat Paulina Bartosiewicz-Drozd.

Kiedy dziecko staje się elementem strategii procesowej

Eksperci zwracają uwagę, że sądy rodzinne funkcjonują pod ogromną presją. Liczba spraw rośnie, konflikty stają się coraz bardziej złożone, a decyzje podejmowane na wczesnych etapach postępowań potrafią wywrócić życie dziecka do góry nogami. – W praktyce sądowej coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których jedna ze stron przedstawia drugą jako rodzica niekompetentnego, niebezpiecznego lub niewydolnego wychowawczo. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy interwencja jest konieczna. Problem pojawia się wtedy, gdy zarzuty nie są wystarczająco zweryfikowane, a mimo to wywołują daleko idące skutki dla dziecka – podkreśla mec. Paulina Bartosiewicz-Drozd.

Zdaniem prawniczki szczególnie niepokojące są sytuacje, w których o losie dziecka zaczynają decydować nie rzeczywiste potrzeby małoletniego, lecz skuteczność prowadzonej strategii procesowej. – Dziecko nie powinno być nagrodą dla zwycięzcy sporu. Tymczasem czasami można odnieść wrażenie, że większe znaczenie ma determinacja jednej ze stron, jej możliwości finansowe czy agresywna taktyka procesowa niż rzeczywista analiza sytuacji dziecka i jego potrzeb emocjonalnych – mówi.

Historia pani Karoliny

Jedną z osób, które zdecydowały się opowiedzieć o swoim doświadczeniu, jest pani Karolina. Kobieta twierdzi, że w trakcie postępowania rozwodowego została rozdzielona ze swoim pięcioletnim synem.

Według jej relacji były mąż przedstawił ją jako niewłaściwego rodzica, wykorzystując informacje pochodzące między innymi z otoczenia dziecka. Pani Karolina utrzymuje, że oskarżenia były nieprawdziwe, zarzuty spreparowane a ich zasadność nie została wystarczająco zweryfikowana przed podjęciem decyzji mających wpływ na los małego chłopca. Jak relacjonuje, bez przeprowadzenia kompleksowej oceny sytuacji rodziny i bez szczegółowego zbadania wszystkich okoliczności, doszło do odebrania jej możliwości codziennego wychowywania syna.

Najbardziej dramatyczny okazał się jednak dalszy rozwój wydarzeń. Według relacji pani Karoliny ojciec dziecka nie przejął stałej opieki nad chłopcem, a dziecko trafiło do pieczy zastępczej – rodziny byłego męża, tym samym tracąc kontakt z obojgiem rodziców. – Niezależnie od tego, jak ocenimy konkretną sprawę, warto zadać sobie pytanie, czy państwo wykorzystało wszystkie dostępne narzędzia, aby ochronić więź dziecka z rodzicami. Każda sytuacja, w której mały człowiek traci bliską relację z mamą lub tatą, powinna być analizowana ze szczególną starannością – podkreśla adwokat Paulina Bartosiewicz-Drozd.

Coraz więcej rodziców mówi o alienacji i przemocy instytucjonalnej

W całej Polsce rośnie liczba grup wsparcia skupiających rodziców, którzy twierdzą, że zostali odsunięci od swoich dzieci podczas rozwodu. Coraz częściej pojawiają się również protesty przed sądami i instytucjami odpowiedzialnymi za ochronę dzieci.

W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się pojęcia takie jak alienacja rodzicielska, opresyjna kontrola, utrudnianie kontaktów, konflikt lojalnościowy dziecka, wtórna wiktymizacja czy przemoc instytucjonalna. – Niezależnie od tego, jakich używamy definicji, nie wolno zapominać o najważniejszym. Dziecko potrzebuje stabilnych więzi, poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności. Potrzebuje wiedzieć, że nie musi wybierać między mamą a tatą. Potrzebuje dorosłych, którzy potrafią postawić jego dobro ponad własnym konfliktem – mówi Bartosiewicz-Drozd. Tymczasem w praktyce okazuje się,
że orzeczenia o kontaktach nie są realizowane, a rodzic izolujący dzieci od drugiego rodzica, pozstaje właściwie bezkarny.

Podczas protestów wybrzemiwają hasła: „Nie mścij się dzieckiem”, „Nie widziałam syna od 645 dni”. Voraz więcej osób opowiada dramatyczne historie nie tylko o utracie kontaktu z własnymi dziećmi, ale też o niszczeniu więzi, praktycznej eliminacji z życia dziecka, fałszowaniu wspomnień, stracie trudnej do wyobrażenia. Takich sytuacji jest coraz więcej i dotyczą one zarówno ojców, jak i matek – alienacji nie ma płci i jest okrutną formą przemocy psychicznej szczególnie wobec dziecka. Rodzic, który mierzy się ze stratą dziecka, często nie jest w stanie normalnie funkcjonować, praktycznie umiera za życia ku satysfakcji eks, który w ten sposób często mści się za rozstanie, utratę kontroli, czy romans. Mści się jednak też na dziecku, co powinno głośno wybrzemieć w sądach i zostać natychmiast zatrzymane.

Prawo nie nadąża za rzeczywistością

Zdaniem ekspertów polskie prawo rodzinne wymaga pilnych zmian. Fundamenty obecnych rozwiązań tworzono w zupełnie innych realiach społecznych niż te, z którymi mamy do czynienia dzisiaj. Zmieniły się modele rodziny, zmieniły się relacje społeczne, zmieniła się skala konfliktów rozwodowych. Nie zmieniło się jednak wystarczająco szybko podejście do ochrony dziecka w trakcie postępowań rodzinnych. – Potrzebujemy nowoczesnego prawa rodzinnego, które będzie skuteczniej chroniło dziecko przed skutkami konfliktów dorosłych. Potrzebujemy szybszej weryfikacji zarzutów, lepszej współpracy sądów z psychologami i większego nacisku na ochronę więzi dziecka z obojgiem rodziców tam, gdzie nie występuje realne zagrożenie dla jego bezpieczeństwa – uważa prawniczka.

Dobro dziecka – slogan czy realna wartość?

W polskich sądach rodzinnych najczęściej powtarzanym pojęciem jest „dobro dziecka”. Ale czym ono właściwie jest? Czy można mówić o dobru dziecka, gdy kilkuletni chłopiec zostaje pozbawiony codziennego kontaktu z mamą, zanim wszystkie okoliczności sprawy zostaną starannie wyjaśnione? Czy dziecko, które nagle traci znany sobie świat, poczucie bezpieczeństwa i najbliższą osobę, rzeczywiście znajduje się pod należytą ochroną państwa?

– Najtrudniejsza jest bezsilność – mówi pani Karolina. – Gdy widzę, co niesprawiedliwy wyrok może zrobić mojemu dziecku. Jak mogę zaakceptować, że synek straci mnie – mamę, która zawsze się nim zajmowała – tylko dlatego, że były mąż ma więcej pieniędzy, ostrzejszą taktykę procesową i traktuje dziecko jak kartę przetwargową, narzedzie do swojej zemsty za to, że nasz związek się rozpadł? Dlaczego sąd tego nie widzi, jak mogę to zaakceptować?

Ile jeszcze dzieci będzie musiało przeżyć rozłąkę z jednym z rodziców? Ile kolejnych protestów musi odbyć się pod sądami? Ile grup wsparcia powstanie w mediach społecznościowych? Ile dramatycznych historii zostanie opowiedzianych przez matki, ojców i dorosłych już dziś ludzi, którzy jako dzieci znaleźli się w samym centrum rozwodowej wojny? Jakie to przyniesie skutki?

Nie ma czasu na wieloletnie debaty i odkładanie reform na kolejne kadencje. Dziecko nie może czekać. Dzieciństwo nie zatrzymuje się na czas postępowania sądowego. Każdy miesiąc izolacji od kochającego rodzica, każdy rok konfliktu lojalnościowego, każda decyzja podjęta bez dostatecznego zbadania sytuacji pozostawia ślad w psychice młodego człowieka. Potrzebujemy prawa rodzinnego dostosowanego do współczesnych realiów. Potrzebujemy procedur, które szybciej i dokładniej weryfikują zarzuty oraz skuteczniej zabezpieczają więź dziecka z obojgiem rodziców – wszędzie tam, gdzie nie istnieje realne zagrożenie dla jego bezpieczeństwa. Bo jeśli o losie dziecka zaczynają decydować przede wszystkim przewaga procesowa jednej ze stron, sprawniejszy pełnomocnik, większe możliwości finansowe albo pojedynczy błąd popełniony przez rodzica w trakcie postępowania, to musimy zadać sobie pytanie: czy nadal mówimy o wymiarze sprawiedliwości skoncentrowanym na dziecku?

– Największym dramatem nie jest sam rozwód. Największym dramatem jest sytuacja, w której dziecko traci dzieciństwo. Gdy przez lata zostaje pozbawione jednego z rodziców, a później nikt nie jest w stanie oddać mu utraconego czasu. Dziecko potrzebuje rodziców tu i teraz. Nie za pięć lat, kiedy zakończą się wszystkie postępowania i spory. Dlatego potrzebujemy zmian już dziś – podsumowuje adwokat Paulina Bartosiewicz-Drozd.

Kiedy po latach dorosły już człowiek zada pytanie: „Dlaczego odebrano mi mamę? Dlaczego odebrano mi tatę? Dlaczego nikt nie zapytał, czego potrzebuję?”, na odpowiedź może być już za późno. Właśnie dlatego nie możemy dłużej udawać, że problem nie istnieje. Właśnie dlatego trzeba o tym głośno mówić, krzyczeć, opowiadać głośno swoje historie pomimo bólu, nie bać się – tak jak pani Karolina. Wygrana w rozwodzie będzie tylko wtedy, gdy dziecko pozostanie w centrum uwagi. Jeśli straci rodzica lub rodziców w długoletnim procesie na pomówienia, kłamstwa i wzajemne oszczertwa – pozstaną tylko zgliszcza i zniszczeni ludzie – a najmocniej ci najmniejsi i niczemu niewinni.