Interviewme.pl z karą od UOKiK. Problemem automatyczna subskrypcja

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył ponad 760 tys. zł kary na spółkę Bold LLC, operatora serwisu Interviewme.pl. Według UOKiK użytkownicy portalu nie byli jasno informowani o kosztach korzystania z usługi ani o tym, że płatność wiąże się z zawarciem odnawialnej subskrypcji. Firma odwołała się od decyzji.

Interviewme.pl to serwis oferujący narzędzia do tworzenia CV i listów motywacyjnych. Użytkownicy mogą w nim wybrać szablon, uzupełnić dane zawodowe, opisać doświadczenie, wykształcenie i umiejętności, a następnie przygotować dokument gotowy do pobrania lub wydruku. Zdaniem UOKiK problem polegał jednak na tym, że kluczowe informacje o odpłatności pojawiały się dopiero na końcowym etapie korzystania z kreatora.

Koszt usługi pojawiał się dopiero po przygotowaniu CV

Z ustaleń Urzędu wynika, że konsumenci mogli rozpocząć pracę nad dokumentem bez jasnej informacji, że pobranie lub wydrukowanie gotowego CV będzie wymagało wykupienia płatnego dostępu. Użytkownik dowiadywał się o opłacie dopiero wtedy, gdy po wypełnieniu formularzy próbował pobrać przygotowany dokument.

W praktyce oznaczało to, że osoba poszukująca pracy najpierw poświęcała czas na przygotowanie CV, a dopiero na końcu była stawiana przed wyborem jednej z płatnych opcji. Serwis oferował m.in. 14-dniowy dostęp za 5,95 zł albo dostęp kwartalny za 79,90 zł.

Według UOKiK taki sposób prezentowania oferty mógł wprowadzać konsumentów w błąd. Urząd zwrócił uwagę, że informacja o cenie i odpłatnym charakterze usługi powinna być przekazana jasno, jednoznacznie i odpowiednio wcześnie — zanim użytkownik zacznie korzystać z narzędzia i poświęci czas na przygotowanie dokumentu.

Automatyczne odnawianie subskrypcji

Drugim zakwestionowanym mechanizmem było automatyczne przedłużanie subskrypcji. Jak wskazuje UOKiK, konsumenci nie byli w wystarczająco jasny sposób informowani, że dokonując płatności zawierają umowę, która będzie się odnawiać cyklicznie.

Jeżeli użytkownik nie anulował subskrypcji przed końcem wykupionego okresu, system automatycznie przedłużał usługę i pobierał z konta kolejne opłaty. UOKiK podkreśla, że problemem był nie tylko sam model subskrypcyjny, ale przede wszystkim sposób informowania o nim konsumentów. Informacja o cykliczności płatności powinna być widoczna, zrozumiała i niepozostawiająca wątpliwości co do konsekwencji finansowych.

– Konsument ma prawo wiedzieć, ile zapłaci za usługę, zanim zacznie z niej korzystać. Ukrywanie kluczowych kosztów do momentu finalizacji zamówienia to niedozwolona praktyka. Poszukiwanie pracy to często pilna i ważna potrzeba osób w trudnej sytuacji. Użytkownicy serwisu Interviewme.pl poświęcali czas na uzupełnienie formularzy, a przed pobraniem gotowego CV dowiadywali się o płatnej subskrypcji. Będąc pod presją mogli decydować się na opłatę, aby nie stracić efektów swojego wysiłku. Równie negatywnie rażącym mechanizmem były cykliczne opłaty z tytułu automatycznego odnawiania subskrypcji, o których spółka nie informowała jasno i jednoznacznie – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Kara dla Bold LLC

Za stosowanie praktyki wprowadzającej konsumentów w błąd Prezes UOKiK nałożył na spółkę Bold LLC karę w wysokości 764 tys. zł. Operator serwisu Interviewme.pl będzie musiał również opublikować na stronie internetowej informację o decyzji Prezesa UOKiK po jej uprawomocnieniu.

Decyzja nie jest prawomocna. Przedsiębiorca odwołał się od niej, co oznacza, że sprawa będzie dalej rozpatrywana.

UOKiK przypomina o obowiązkach firm działających online

Sprawa Interviewme.pl wpisuje się w szerszy problem przejrzystości ofert subskrypcyjnych w internecie. Wiele usług cyfrowych opiera się dziś na modelu automatycznie odnawianych płatności, co samo w sobie nie jest niedozwolone. Warunkiem jest jednak rzetelne poinformowanie konsumenta o wszystkich istotnych elementach umowy.

Klient powinien wiedzieć nie tylko, ile zapłaci na początku, ale także czy usługa przedłuży się automatycznie, jaka będzie wysokość kolejnych opłat, kiedy zostaną pobrane i w jaki sposób można zrezygnować z subskrypcji. Informacje te nie mogą być ukryte w regulaminie ani prezentowane dopiero na końcu procesu zakupowego.

Dla konsumentów decyzja UOKiK jest przypomnieniem, aby przed podaniem danych karty i zaakceptowaniem płatności dokładnie sprawdzać, czy dana usługa ma charakter jednorazowy, czy subskrypcyjny. Szczególną uwagę warto zwracać na krótkie, promocyjne okresy dostępu, po których mogą pojawić się wyższe, cykliczne opłaty.

Co powinni sprawdzać użytkownicy?

Przy korzystaniu z internetowych kreatorów dokumentów, aplikacji edukacyjnych, narzędzi graficznych czy serwisów z treściami cyfrowymi warto zweryfikować kilka elementów. Najważniejsze są: całkowity koszt usługi, czas trwania dostępu, informacja o automatycznym odnowieniu, wysokość kolejnych płatności oraz procedura rezygnacji.

Jeżeli serwis prosi o podanie danych karty płatniczej przy niskiej opłacie początkowej, może to oznaczać rozpoczęcie subskrypcji. W takiej sytuacji użytkownik powinien upewnić się, czy płatność nie będzie pobierana automatycznie w kolejnych okresach rozliczeniowych.

UOKiK konsekwentnie podkreśla, że przedsiębiorcy działający w internecie muszą projektować proces zakupowy w sposób uczciwy i przejrzysty. Konsument nie może dowiadywać się o najważniejszych kosztach dopiero wtedy, gdy wykonał już znaczną część czynności albo znajduje się pod presją utraty efektów swojej pracy.

Wakacyjna praca nastolatka. O czym muszą pamiętać rodzice i pracodawcy?

Rozpoczyna się sezon wakacyjny, a wraz z nim rośnie zainteresowanie młodych ludzi pierwszą pracą. Dla wielu to sposób na własne pieniądze i większą samodzielność, a także pierwszy wpis do CV. Praca w gastronomii, sklepach i punktach usługowych, pomoc przy wykładaniu towaru, rozdawanie materiałów promocyjnych, wsparcie przy organizacji wydarzeń czy proste prace biurowe mogą być wartościowym doświadczeniem. Pod warunkiem, że odbywają się zgodnie z przepisami. A te w przypadku osób poniżej 18. roku życia są znacznie bardziej złożone, niż wielu rodziców i pracodawców zakłada.

Eksperci Job Impulse, agencji rekrutacyjnej i członka Polskiego Forum HR, przypominają, że wakacyjna praca nastolatka nie może być traktowana tak samo jak praca osoby dorosłej. Znaczenie ma wiek, forma umowy, rodzaj obowiązków, czas pracy, a nawet pora dnia, w której młoda osoba miałaby wykonywać zadania.

Zanim nastolatek podejmie wakacyjną pracę, warto sprawdzić pięć podstawowych rzeczy: czy ma odpowiedni wiek do wykonywania danej pracy, na jakiej podstawie ma zostać zatrudniony, czy zakres obowiązków rzeczywiście mieści się w katalogu prac dopuszczalnych dla osób młodych, ile godzin dziennie i tygodniowo może pracować oraz czy spełnione są wymagane formalności, np. zgody, badania lekarskie czy zatwierdzony wykaz prac lekkich. To ważne, bo wakacyjna praca często kojarzy się z czymś prostym i nieformalnym, tymczasem w przypadku osób poniżej 18. roku życia przepisy są bardzo konkretne. Pierwsze doświadczenie zawodowe powinno uczyć odpowiedzialności i dobrych standardów, a nie zaczynać się od niejasnych ustaleń czy ryzyka – mówi Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Małoletni i młodociany – przepisy rozróżniają pojęcia

W potocznym języku często mówi się po prostu o „pracy nieletnich”. W przepisach znaczenie mają jednak konkretne definicje. Małoletni to osoba, która nie ukończyła 18 lat. W prawie pracy kluczowe jest pojęcie pracownika młodocianego, czyli osoby, która ukończyła 15 lat, ale nie przekroczyła 18. roku życia.

Co do zasady, młodociany może zostać zatrudniony na podstawie umowy o pracę, jeśli ukończył co najmniej szkołę podstawową i przedstawi zaświadczenie lekarskie potwierdzające, że dana praca nie zagraża jego zdrowiu. Takie zatrudnienie może dotyczyć przygotowania zawodowego albo wykonywania prac lekkich. W przypadku prac lekkich pracodawca nie może jednak samodzielnie uznać, że dana czynność „wydaje się prosta”. Musi posiadać wykaz prac lekkich, przygotowany po konsultacji z lekarzem medycyny pracy i zatwierdzony przez właściwego inspektora pracy.

Szczególne zasady dotyczą nastolatków, którzy nie ukończyli 16 lat. Mogą oni wykonywać pracę lub inne zajęcia zarobkowe tylko na rzecz podmiotów prowadzących działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową. Wymagana jest wtedy zgoda przedstawiciela ustawowego albo opiekuna dziecka oraz zezwolenie właściwego inspektora pracy. To oznacza, że udział dziecka w reklamie, sesji zdjęciowej, wydarzeniu sportowym czy projekcie artystycznym może być legalny, ale wymaga spełnienia określonych formalności.

Nie każda „prosta praca” jest pracą lekką

Jednym z najczęstszych błędów jest przekonanie, że praca sezonowa z natury jest lekka. W praktyce wszystko zależy od konkretnych obowiązków i warunków ich wykonywania. Praca lekka nie może zagrażać życiu, zdrowiu ani rozwojowi psychofizycznemu młodocianego. Nie może też utrudniać mu realizowania obowiązku szkolnego, jeśli praca wykonywana jest poza okresem wakacyjnym.

Do prac lekkich mogą należeć m.in. proste czynności biurowe, pomoc organizacyjna, drobne prace porządkowe, obsługa komputera czy wybrane zadania pomocnicze. Ważne jest jednak nie tylko to, co młoda osoba robi, ale również w jakich warunkach: czy nie musi dźwigać zbyt ciężkich przedmiotów, pracować w wymuszonej pozycji, w wysokiej temperaturze, przy substancjach szkodliwych albo w warunkach zwiększonego ryzyka wypadku.

Dlatego także popularne wakacyjne zajęcia, np. przy zbiorach owoców, trzeba oceniać ostrożnie. Nie można z góry uznać, że każda taka praca jest niedopuszczalna, ale nie można też automatycznie traktować jej jako bezpiecznej dla nastolatka. Decydują konkretne warunki, zakres obowiązków i zgodność z zatwierdzonym wykazem prac lekkich.

Wakacje a limity czasu pracy

W czasie ferii i wakacji młodociani mogą pracować więcej niż w trakcie roku szkolnego, ale nadal obowiązują ich szczególne limity. Osoba, która ukończyła 16 lat, może pracować maksymalnie 7 godzin na dobę i 35 godzin tygodniowo przy pracach lekkich w okresie wakacyjnym. W przypadku młodocianych poniżej 16. roku życia limit wynosi 6 godzin na dobę i 30 godzin tygodniowo.

Limity te obowiązują łącznie, nawet jeśli nastolatek chciałby podjąć pracę u więcej niż jednego pracodawcy. Dlatego pracodawca powinien uzyskać od młodocianego oświadczenie o tym, czy jest już zatrudniony w innym miejscu.

Jeszcze bardziej restrykcyjne są zasady obowiązujące w trakcie roku szkolnego. Wtedy tygodniowy wymiar pracy młodocianego przy pracach lekkich nie może przekraczać 12 godzin, a w dniu, w którym uczestniczy on w zajęciach szkolnych, może pracować maksymalnie 2 godziny.

Bez nadgodzin, bez pracy nocnej, z obowiązkową przerwą

Młodocianego nie wolno zatrudniać w godzinach nadliczbowych ani w porze nocnej (między 22:00 a 6:00). W przypadku młodocianych, którzy nie ukończyli 16 lat, a także w szczególnych przypadkach dotyczących osób, które nie ukończyły szkoły podstawowej, za porę nocną uznaje się czas między 20:00 a 6:00.

Pracodawca musi też pamiętać o odpoczynku. Przerwa obejmująca porę nocną powinna trwać co najmniej 14 godzin, a tygodniowy odpoczynek młodocianego powinien wynosić co najmniej 48 godzin i obejmować niedzielę. Jeśli dobowy wymiar pracy przekracza 4,5 godziny, młodocianemu przysługuje 30-minutowa przerwa wliczana do czasu pracy.

To szczególnie istotne w gastronomii, hotelarstwie, handlu, przy wydarzeniach plenerowych czy akcjach promocyjnych, gdzie sezonowo pojawiają się dyżury popołudniowe, wieczorne albo weekendowe. Nie każdy grafik, który jest dopuszczalny dla osoby dorosłej, może zostać zaproponowany młodemu pracownikowi.

Wynagrodzenie i umowa: młody pracownik też ma prawa

Młodociany zatrudniony na podstawie umowy o pracę ma prawo do wynagrodzenia na zasadach właściwych dla pracowników. W 2026 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 4806 zł brutto miesięcznie przy pełnym etacie, a przy niepełnym wymiarze czasu pracy ustala się je proporcjonalnie. W przypadku umów zlecenia minimalna stawka godzinowa wynosi 31,40 zł brutto.

Forma zatrudnienia ma znaczenie nie tylko dla wypłaty, ale też dla ubezpieczenia, odpowiedzialności i ewentualnych roszczeń w razie wypadku. Przy umowie o pracę młodociany korzysta z ochrony pracowniczej, a okres zatrudnienia wlicza się do stażu pracy. Przy umowach cywilnoprawnych sytuacja jest inna i wymaga każdorazowego sprawdzenia, jakie składki oraz zasady odpowiedzialności mają zastosowanie.

Kary mogą być wyższe niż sezonowa oszczędność

Nieprawidłowe zatrudnianie młodocianych może oznaczać dla pracodawcy odpowiedzialność wykroczeniową. W wielu przypadkach naruszenie przepisów prawa pracy wiąże się z grzywną od 1000 do 30 000 zł. Ryzyko dotyczy m.in. nieprawidłowej formy zatrudnienia, dopuszczenia do pracy bez wymaganych formalności, naruszenia przepisów o czasie pracy, braku badań lekarskich, niezapewnienia bezpiecznych warunków lub powierzenia młodocianemu zadań niedopuszczalnych.

Program do zarządzania szkołą językową – czy się opłaca i kiedy go wdrożyć

Pytanie o program do zarządzania szkołą językową wraca zwykle w dwóch momentach – przy zakładaniu placówki i wtedy, gdy ręczna obsługa zapisów oraz płatności zaczyna zjadać cały dzień pracy. Dobra wiadomość jest taka, że właściwe narzędzie pracuje na Twoją korzyść już od pierwszego ucznia. Im większa szkoła, tym wyraźniej system przestaje być tylko wygodą, a staje się warunkiem panowania nad organizacją.

Wygoda od pierwszego ucznia

Nawet kilkunastu kursantów da się obsłużyć kalendarzem i arkuszem, ale to nie znaczy, że system jest wtedy zbędny. Już przy małej szkole zdejmuje z Ciebie powtarzalną komunikację. Automatyczne powiadomienia o nowych zapisach, potwierdzenia wysyłane rodzicom od razu po rejestracji i przypomnienia o płatnościach działają bez Twojego udziału. Rodzic, który zapisuje dziecko online i od razu dostaje potwierdzenie oraz termin w swoim panelu, widzi szkołę równie poukładaną jak więksi konkurenci. Przy ręcznej obsłudze ten sam zapis kończy się wiadomością „oddzwonię” i ryzykiem, że ktoś o nim zapomni.

Granica, za którą ręczna obsługa się załamuje

Im więcej uczniów, tym wyraźniej widać moment, w którym arkusz przestaje wystarczać. Najczęściej leży on w okolicach trzydziestu–czterdziestu aktywnych kursantów albo przy zatrudnieniu drugiego czy trzeciego lektora. Od tego progu liczba kombinacji – grupy, poziomy, terminy, sale, płatności, zaległości – rośnie szybciej niż czas, który możesz na nią poświęcić. Pierwszym sygnałem nie jest błąd w grafiku, tylko poczucie, że administracja wypełnia dzień, a na rozwój szkoły nie zostaje nic.

Ukryty koszt ręcznego zarządzania szkołą językową

Brak systemu nie jest darmowy. Płacisz za niego inaczej – czasem, utraconymi zapisami i błędami w rozliczeniach. Telefoniczne przyjmowanie zgłoszeń, ręczne wpisywanie danych, wysyłanie linków do lekcji online i sprawdzanie przelewów jeden po drugim w sezonie wrześniowym pochłaniają kilkanaście godzin tygodniowo. Rodzic, który chce zapisać dziecko wieczorem i trafia tylko na numer czynny w godzinach biura, w połowie przypadków zapisze je tam, gdzie formularz zadziałał od razu – a to utracony przychód za cały semestr, nie za jedną lekcję. Do tego dochodzą należności, które przy ręcznym pilnowaniu zaległości po prostu umykają.

Co realnie zmienia system do zarządzania szkołą językową?

Dobrze dobrany program dla szkoły językowej przejmuje powtarzalne czynności i domyka procesy, które przy ręcznej obsłudze się rozjeżdżają. Zapisy online działają całą dobę: klient zakłada konto, opłaca miejsce i dostaje potwierdzenie bez kontaktu z biurem, a Ty masz powiadomienie o nowym zgłoszeniu. Płatności przestają wymagać śledzenia przelewów – system przypisuje wpłaty do uczniów, pokazuje zaległości i generuje faktury dla księgowości. Grafik lektorów, frekwencja i linki do zajęć trafiają do jednego panelu, z osobnymi widokami dla sekretariatu, nauczycieli i klientów. Efektem nie jest sama wygoda, lecz zdolność do przyjęcia większej liczby uczniów bez powiększania administracji.

Program do zarządzania szkołą językową od Luppo System

Jednym z polskich narzędzi do zarządzania szkołą językową jest system do zarządzania szkołą językową od Luppo System. Obsługuje zapisy online, płatności, harmonogram, frekwencję i lekcje online z poziomu jednego panelu. Jeżeli nie masz pewności, czy program sprosta Twoim oczekiwaniom, umów się na 30-minutową prezentację funkcji i możliwości systemu oraz przetestuj działanie Luppo System w swojej szkole podczas okresu próbnego.

Oferta deweloperów szeroka głównie w stolicach regionów

56 proc. mieszkańców miast wojewódzkich uważa, że oferta mieszkań od deweloperów w ich okolicy jest szeroka. W przypadku terenów poza głównymi miastami taką opinię wyraża tylko 36 proc. mieszkańców – wynika z raportu „To my. Lokalnie 2026”, przygotowanego przez Nieruchomosci-online.pl.        

Według danych GUS, w 2025 r. oraz w okresie styczeń-kwiecień 2026 r. deweloperzy oddali do użytkowania w Polsce łącznie prawie 170 tys. mieszkań. Jak wskazują eksperci portalu ogłoszeniowego Nieruchomosci-online.pl, na rynku pierwotnym nadal mamy do czynienia z wysoką podażą mieszkań i relatywnie dużym wyborem po stronie kupujących.

– Dane ogólnopolskie pokazują wysoką podaż, ale z perspektywy mieszkańca liczy się lokalny wybór. Dlatego zapytaliśmy mieszkańców wszystkich regionów, jak postrzegają ofertę rynku pierwotnego w swojej okolicy. Nie pytaliśmy ich jednak konkretnie o nowe inwestycje w sąsiedztwie, tylko o to, jak widzą i czują ofertę. Po prostu: czy ich zdaniem mieliby w czym wybierać, gdyby szukali mieszkania – mówi Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w portalu Nieruchomosci-online.pl.

Oferta rynku wtórnego oceniana nieco lepiej

Jak wynika z raportu „To my. Lokalnie 2026”, ofertę deweloperską jako szeroką i dającą wybór postrzega 56 proc. badanych mieszkańców miast wojewódzkich. O wiele słabiej jest pod tym względem na terenach poza głównymi miastami – tam jedynie 36 proc. mieszkańców uważa, że miałoby w czym wybierać na rynku deweloperskim.

– To, że ktoś słabo ocenia ofertę deweloperską w swojej okolicy, nie musi oznaczać, że nowych mieszkań tam nie ma. Czasem te inwestycje są dla ludzi mniej widoczne, czasem zbyt drogie albo niedopasowane do potrzeb, a czasem rzeczywiście jest ich niewiele. Dlatego warto patrzeć nie tylko na liczbę oddanych mieszkań, ale też na to, czy ludzie widzą w tej ofercie realną odpowiedź na swoje potrzeby – dodaje Anna Zachara-Widła.

Raport pokazuje, że lepiej postrzegany jest pod tym względem rynek wtórny: 61 proc. mieszkańców miast wojewódzkich uważa, że oferta mieszkań z drugiej ręki jest szeroka. W przypadku terenów poza głównymi miastami taką opinię wyraża 45 proc. mieszkańców.

wykres 1

Kupić mieszkanie poza głównym miastem? To nie takie proste

Raport przygotowany przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z Instytutem Rozwoju Miast i Regionów pokazuje też, jak bardzo ocena oferty deweloperskiej potrafi różnić się w poszczególnych regionach. W niektórych województwach poziom zadowolenia mieszkańców z oferty nowego budownictwa jest dwukrotnie niższy na terenach poza miastem niż w stolicy regionu.

Największy rozjazd między pozytywną oceną oferty w głównym mieście a analogiczną oceną na pozostałych terenach regionu zaobserwowano w województwach: podkarpackim (Rzeszów – 60 proc., reszta terenów – 30 proc.), kujawsko-pomorskim (Bydgoszcz – 61 proc., reszta terenów – 32 proc.), małopolskim (Kraków – 64 proc., reszta terenów – 36 proc.), mazowieckim (Warszawa – 64 proc., reszta terenów – 38 proc.) oraz śląskim (Katowice – 63 proc., reszta terenów – 37 proc.).

– Są też regiony, w których poziom zadowolenia z oferty deweloperów jest podobny i w stolicy regionu, i na pozostałych terenach. Taką sytuację zaobserwowaliśmy w województwach zachodniopomorskim oraz opolskim. Chociaż w tym drugim regionie w oczy rzuca się też najniższy w kraju odsetek ocen pozytywnych, wynoszący wszędzie poniżej 30 proc. – mówi Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w Nieruchomosci-online.pl.

Jedynym województwem, w którym mieszkańcy lepiej postrzegają wybór mieszkań od deweloperów w regionie niż w głównym mieście, jest lubuskie (Zielona Góra – 22 proc., reszta terenów – 42 proc.).

wykres 2

––––

Raport „To my. Lokalnie 2026” został przygotowany w lutym 2026 r. przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 4081 dorosłych Polaków. Analiza objęła 16 województw. Partnerem projektu jest Instytut Rozwoju Miast i Regionów.

Absolwenci Państwowych Uczelni Zawodowych szybciej znajdują pracę

Najnowsza, 11. edycja ogólnopolskiego systemu monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA) pokazuje, że ukończenie Państwowej Uczelni Zawodowej (PUZ) jest dobrą inwestycją dla studentów i ma pozytywny wpływ na rozwój regionalnych rynków pracy. Analiza losów osób, które uzyskały dyplom w 2020 roku, wskazuje, że absolwenci PUZ szybciej znajdują zatrudnienie, częściej pracują na etacie i osiągają wyniki płacowe porównywalne z absolwentami innych uczelni. System ELA został stworzony i jest prowadzony przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI) na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW).

Model kształcenia, który się sprawdza

Wyniki 11. edycji ELA potwierdzają, że Państwowe Uczelnie Zawodowe skutecznie realizują swoją regionalną misję. Celują w kształcenie studentów pochodzących głównie z mniejszych ośrodków, wspierają osoby łączące naukę z pracą zawodową oraz dostarczają lokalnym gospodarkom wysoko wykwalifikowanych specjalistów – mówi Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Przygotowana przez OPI analiza pokazuje, że absolwenci PUZ szybciej znajdują pracę, częściej utrzymują stabilne zatrudnienie i skutecznie konkurują na rynku pracy pod względem osiąganych dochodów. Wyniki te potwierdzają zasadność wsparcia publicznych uczelni zawodowych w ramach programu MNiSW Dydaktyczna Inicjatywa Doskonałości. Dane ELA wskazują, że inwestycje w praktyczne szkolnictwo wyższe przynoszą wymierne korzyści zarówno absolwentom, jak i całym regionom – dodaje wiceminister resortu nauki, Maria Mrówczyńska.

Kto kończy PUZ – czyli kilka słów o demografii

Dane ELA pokazują, że absolwenci PUZ różnią się profilem od absolwentów pozostałych uczelni.
Są przeciętnie starsi – na studiach I stopnia średni wiek absolwenta PUZ wynosi 26 lat wobec 25 lat na innych uczelniach, a na studiach II stopnia odpowiednio 31 i 27 lat. Wśród absolwentów PUZ większy jest również udział kobiet. Na studiach I stopnia kobiety stanowią 63% absolwentów PUZ wobec 58% na pozostałych uczelniach, natomiast na studiach II stopnia ich udział wynosi aż 76% wobec 64%
– mówi dr hab. Mikołaj Jasiński, profesor Ośrodka Przetwarzania Informacji.

Państwowe Uczelnie Zawodowe pełnią także istotną funkcję wyrównywania szans edukacyjnych. Wśród absolwentów studiów I stopnia aż 67 proc. mieszkało w mniejszych miejscowościach, podczas gdy w przypadku pozostałych uczelni odsetek ten wynosił 51 proc. Z podobną sytuacją mamy do czynienia na studiach II stopnia – 71 proc. absolwentów PUZ pochodziło z mniejszych miejscowości wobec 51 proc. absolwentów innych uczelni.

Skuteczna odpowiedź na potrzeby lokalnych rynków

Analiza losów zawodowych absolwentów pokazuje wyraźną przewagę PUZ pod względem szybkości podejmowania zatrudnienia. Absolwenci studiów I stopnia potrzebowali średnio 10,5 miesiąca na znalezienie pracy etatowej, podczas gdy absolwenci innych uczelni – 13 miesięcy. W przypadku studiów II stopnia różnica była również zauważalna – 4,2 miesiąca wobec 5,1 miesiąca – mówi dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH, ekspertka Ośrodka Przetwarzania Informacji.

Wyniki te potwierdzają skuteczność praktycznego modelu kształcenia realizowanego przez Państwowe Uczelnie Zawodowe. Kierunki studiów są często powiązane z potrzebami lokalnych pracodawców, dzięki czemu absolwenci szybciej znajdują zatrudnienie, w którym mogą wykorzystać zdobyte kwalifikacje.

Stabilna praca i konkurencyjne wynagrodzenia

Dane ELA wskazują również, że przewaga absolwentów PUZ nie ogranicza się tylko do szybkiego znalezienia pierwszej pracy. W kolejnych latach po ukończeniu studiów spędzają oni większą część czasu w pracy na etacie niż absolwenci innych uczelni, co świadczy o większej stabilności ich sytuacji zawodowej.

Choć w pierwszych latach po uzyskaniu dyplomu absolwenci PUZ są nieco bardziej narażeni na bezrobocie, w dłuższej perspektywie te różnice stopniowo zanikają. Wynika to przede wszystkim ze specyfiki lokalnych rynków pracy. Mniejsze ośrodki  (najczęstsze miejsce zamieszkania absolwentów i absolwentek PUZ) oferują mniej miejsc pracy niż największe ośrodki akademickie, ale jednocześnie zapewniają trwałe możliwości zatrudnienia osobom posiadającym praktyczne kwalifikacje.

Równie istotne są wyniki dotyczące wynagrodzenia. Pomocne są analizy uwzględniające Względny Wskaźnik Zarobków (WWZ), który odnosi zarobki absolwenta do przeciętnego poziomu wynagrodzeń w jego powiecie zamieszkania, dzięki czemu pokazuje nie tyle bezwzględny poziom płacy, ile pozycję względem lokalnego rynku. Z danych ELA wynika, że osoby kończące PUZ osiągają rezultaty porównywalne z absolwentami pozostałych uczelni, a w niektórych okresach nawet lepsze. Oznacza to, że dyplom Państwowej Uczelni Zawodowej skutecznie wzmacnia pozycję absolwentów na lokalnych rynkach pracy – mówi dr Marek Bożykowski, ekspert Ośrodka Przetwarzania Informacji.

Nowe funkcje systemu ELA

Tegoroczna edycja ELA przynosi także nowe narzędzia analityczne dotyczące mobilności geograficznej absolwentów. Po raz pierwszy możliwe jest osobne śledzenie migracji absolwentów studiów I stopnia kontynuujących naukę oraz tych, którzy zakończyli edukację na poziomie licencjackim. Rozszerzono również informacje o wielkości miejscowości zamieszkania i studiowania absolwentów, co może wspierać samorządy i uczelnie w planowaniu działań rozwojowych.

Ogólnopolski system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA)

System ELA został stworzony i jest prowadzony przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI) na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Dostarcza wiarygodnych informacji o sytuacji absolwentów polskich uczelni na rynku pracy. Bazuje on na danych, które już od dawna gromadzone są w rejestrach publicznych. ELA czerpie dane z innego systemu rozwijanego również w OPI, czyli z POL-onu oraz wykorzystuje informacje z rejestru osób objętych ubezpieczeniem społecznym, który jest prowadzony przez ZUS. Najświeższe dane dotyczą osób, które ukończyły studia w 2024 r. i obejmują okres co najmniej 12 miesięcy aktywności zawodowej po uzyskaniu dyplomu (do grudnia 2025 r.) Daje to czas absolwentom na zdobycie często pierwszych doświadczeń zawodowych. Wszystkie dane przetwarzane przez system są zanonimizowane oraz wdrożone zostały odpowiednie mechanizmy, które gwarantują bezpieczeństwo. System jest bardzo nowoczesny i przyjazny dla użytkownika. Posiada narzędzia pozwalające m.in. na generowanie raportów, rankingów i infografik, zgodnie z potrzebami użytkownika. Strona systemu ELA jest dostosowana także do urządzeń mobilnych.

Warszawa stolicą wieżowców. Skupia 74 proc. wysokościowców w Polsce

Warszawa pozostaje centrum rozwoju wysokościowców w Polsce. Skupia aż 74 proc. budynków tego typu w kraju, z których większość pełni funkcje biurowe – wskazują dane CBRE. Choć wieżowce stanowią jedynie niewielki udział wszystkich biurowców, odpowiadają za znaczną część takiej powierzchni na rynku, a zarządzanie nimi można porównać do gospodarowania małym miasteczkiem. Nowe projekty wciąż koncentrują się głównie w stolicy. Tylko w ciągu najbliższych pięciu lat może tu powstać nawet 19 takich obiektów, z których część będzie pełnić funkcje biurowe, ale także inne, w tym mieszkaniowe i hotelowe.Warszawa miastem wież. Tu znajduje się trzy czwarte wysokościowców

Za wysokościowiec uznaje się obiekt wyraźnie wyższy od typowej zabudowy miejskiej przeznaczony na funkcje biurowe, mieszkalne, hotelowe lub usługowe. W samej Warszawie od 2015 do 2026 roku powstało 16 wieżowców, które mają funkcję biurową oraz sześć z innym przeznaczeniem. Ich dynamiczny rozwój w Polsce istotnie wpłynął na strukturę rynku biurowego oraz sposób funkcjonowania organizacji. Choć budynki, których wysokość przekracza 70 metrów stanowią zaledwie 2,5 proc. ogółu biurowców w dziesięciu największych miastach kraju, odpowiadają za 11,5 proc. całej powierzchni biurowej.

Rozwój wieżowców w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie, która skupia większość takich obiektów, jest efektem strategicznych decyzji inwestycyjnych oraz odpowiedzi rynku na rosnące wymagania międzynarodowych najemców. Symbolem tej transformacji są m.in. Varso Tower – najwyższy budynek w Unii Europejskiej, Warsaw Unit z ikoniczną falującą fasadą tzw. dragon skin i ruchomą platformą widokową usytuowaną na 46 poziomie, czy też oddawany wkrótce do użytku Upper One, wyróżniający się proekologicznymi rozwiązaniami i najwyższymi standardami w zakresie well-beingu. Projekty te potwierdzają, że wysokościowce pełnią dziś rolę flagowych aktywów w biurowych portfelach zagranicznych inwestorów – mówi Sebastian Biedrzycki, Senior Director, Head of Office Property Management and Landlord Services Poland w CBRE.

Powierzchnia najmu w wysokościowcach sięga nawet 70 tys. mkw., gdzie zazwyczaj w standardowym budynku biurowym jest to ok. 4 razy mniej. Na przykład warszawski Varso Tower, mógłby pomieścić w sobie prawie 3 tys. kawalerek. W praktyce oznacza to tysiące użytkowników dziennie oraz wielu najemców, często z jednym kluczowym, globalnym graczem, wokół którego budowana jest strategia zarządzania obiektem. Skala takich obiektów determinuje zastosowanie zaawansowanych technologii zarządzania budynkiem i bezpieczeństwa, a jednocześnie redefiniuje doświadczenie pracownika. Nowoczesny wieżowiec różni się od standardowego budynku biurowego nie tylko wysokością, lecz przede wszystkim poziomem integracji usług i systemów, standardem środowiska pracy oraz zakresem udogodnień dostępnych w jednym obiekcie.

Zarządzanie taką nieruchomością jest wyzwaniem, które można porównać z gospodarowaniem małym miastem – codziennie korzysta z niej nawet kilka tysięcy osób. Dla zapewnienia komfortu użytkowników kluczowe znaczenie mają precyzyjna koordynacja działań podmiotów odpowiedzialnych za funkcjonowanie budynku oraz indywidualnie dopasowany plan współpracy, komunikacji i angażowania najemców.

Więcej wieżowców na horyzoncie

Do 2031 r. w Polsce może powstać kolejnych 25 wysokościowców. Liderem pozostanie Warszawa, w której planowanych jest najwięcej wysokościowców (19). Osiem z nich to biurowce, dziewięć będzie pełnić funkcje mieszkaniowe, w tym najmu instytucjonalnego. W planach są również dwa wielofunkcyjne wieżowce. W Katowicach planowane są dwa obiekty o funkcji mieszkaniowej, podobnie jak w Łodzi – jeden przeznaczony na mieszkania, a drugi wielofunkcyjny. Wieżowiec o funkcji mieszkaniowej powstanie także w Gdyni.

Koniec rynku najemcy? Firmy muszą planować biura nawet z pięcioletnim wyprzedzeniem

Latami najemcy mogli zakładać, że jeśli nie znajdą odpowiedniego biura, rynek szybko podsunie im kolejną alternatywę. Dziś ta logika przestaje działać. Przy rekordowo niskiej aktywności deweloperów i kurczącej się podaży najlepszych powierzchni, decyzje trzeba podejmować wcześniej i często w warunkach dużej niepewności co do przyszłości biznesu. O tym, dlaczego intuicja przestaje wystarczać, a wybór biura staje się jedną z ważniejszych decyzji mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych w firmie Newmark Polska.

Jeszcze niedawno firmy planowały relokację dwa lata naprzód. Jak to się stało, że kilkanaście miesięcy później rynek biurowy działa na zupełnie innych zasadach?

Karol Wyka: Mamy do czynienia z historycznie niską aktywnością deweloperów. Nie „trochę niższą”, ale najniższą od kilkunastu lat. W Warszawie pod koniec pierwszego kwartału tego roku w budowie pozostawało niewiele ponad 115 tys. mkw., czyli prawie o 40 proc. mniej niż kwartał wcześniej, i o ponad 50 proc. mniej, licząc rok do roku. Jednocześnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozpoczęto budowę jedynie jednego projektu AFI Tower, który odpowiada za ponad 43% powstającej powierzchni biurowej w stolicy.

To jest sytuacja bez precedensu, szczególnie że deweloperzy mają przygotowane projekty, zabezpieczone działki i ważne pozwolenia na budowę, ale z uruchomieniem inwestycji coraz częściej czekają na duże umowy przednajmu. Dlatego dwa lata to zdecydowanie za mało. W praktyce decyzję o nowej siedzibie trzeba podejmować nawet pięć lat wcześniej. Jeśli doliczymy do tego standardowy okres najmu, który zwykle wynosi 10 lat lub więcej, okaże się, że firmy planują swoje biura w perspektywie kolejnych 15 lat, czyli 2040 roku. A to oznacza konieczność przewidywania nie tylko własnego rozwoju, lecz także wpływu AI, zmian pokoleniowych czy nowych modeli pracy na funkcjonowanie organizacji.

Co sprawiło, że deweloperzy niemal jednocześnie zdjęli nogę z gazu?

Projekty biurowe przestały spinać się finansowo. Przed wybuchem konfliktu w Ukrainie, okresem wysokiej inflacji i gwałtownym wzrostem kosztu pieniądza stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w stolicy wynosiły około 4-4,5 proc. Rynek inwestycyjny był płynny, a inwestorzy kupowali budynki po wysokich cenach.

Później nałożyło się na siebie kilka niekorzystnych zjawisk: pogorszenie sytuacji geopolitycznej, drogie finansowanie, wzrost kosztów budowy oraz chwilowe zamrożenie rynku inwestycyjnego. Dlatego dziś mówimy już o yieldach na poziomie 6-6,5 proc. w Warszawie, co dla właścicieli oznacza często kilkadziesiąt milionów euro różnicy w wycenie tego samego budynku. Deweloperzy nie stracili wiary w rynek, ale nowe projekty uruchamiają znacznie ostrożniej, najczęściej dopiero po zabezpieczeniu dużego przednajmu.

Ale firmy nie mogą czekać. Potrzebują biur tu i teraz

I właśnie dlatego kończy się rynek najemcy. Przez lata firmy były przyzwyczajone, że zawsze znajdzie się alternatywa: nowy budynek, kolejny projekt, wolna powierzchnia w dobrej lokalizacji. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Na pierwszy rzut oka dane mogą wydawać się komfortowe – współczynnik pustostanów w stolicy wynosi blisko 10 proc., ale w Centralnym Obszarze Biznesu i nowoczesnych biurowcach oddanych po 2020 roku dostępność biur jest bliska zeru. Jednocześnie część starszych lokalizacji, takich jak Służewiec Przemysłowy czy rejon ul. Żwirki i Wigury, przechodzi transformację. Niektóre budynki wrócą na rynek po modernizacji, ale część zostanie wyburzona, co jeszcze bardziej ograniczy podaż dostępnych biur.

Aktywność deweloperów w regionach jest jeszcze niższa?

Powiedziałbym, że minimalna. Na wszystkich rynkach regionalnych aktualnie w budowie znajduje się 16 budynków biurowych, z czego tylko w czterech zaplanowano powierzchnię powyżej 10 tys. mkw. To bardzo małe inwestycje – żeby to zobrazować, wspomnę, że jeszcze niedawno o średnim biurowcu mówiliśmy, gdy miał ok. 20 tys. mkw.

W efekcie całkowity wolumen nowej podaży w regionach w tym roku nie przekroczy 100 tys. mkw., co będzie drugim, po 2025 roku (20,5 tys. mkw.), najniższym wynikiem od prawie dwóch dekad. W niektórych miastach z dużym potencjałem, jak np. Wrocław, nie powstaje dziś żaden nowy budynek. Największą aktywność deweloperów w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy natomiast w Poznaniu i Krakowie.

Niektórzy najemcy wstrzymują decyzje, licząc na korektę czynszów. Mają na to szansę?

Czynsze rosną praktycznie z miesiąca na miesiąc. W Warszawie stawki zaczynające się od „trójki” w najlepszych lokalizacjach przestają już kogokolwiek dziwić. W obecnym cyklu rynkowym niestety nie widzę przesłanek, które mogłyby doprowadzić do spadku czynszów. Jeśli popyt pozostaje wysoki, a nowej podaży praktycznie nie ma, rynek reaguje w przewidywalny sposób. To oznacza nie tylko wyższe stawki, ale również coraz mniejszy wybór dostępnych powierzchni i słabszą pozycję negocjacyjną najemców.

Początek formularza

Dół formularza

Jak w takich warunkach zmienia się rola doradcy reprezentującego najemcę?

Dzisiaj doradztwo biurowe to znacznie więcej niż wskazanie kilku dostępnych budynków. Coraz częściej chodzi o zarządzanie czasem, ryzykiem i elastycznością biznesu. Jeśli firma rozpoczyna proces zbyt późno i nie ma realnej alternatywy dla obecnej lokalizacji, jej pozycja negocjacyjna wyraźnie słabnie.

Dlatego tak istotne jest odpowiednio wczesne przygotowanie strategii. Nie chodzi wyłącznie o wybór konkretnego biura, ale także o zabezpieczenie w umowie rozwiązań, które pozwolą najemcy reagować na zmiany. Mowa między innymi o prawie do ekspansji, możliwości zwrotu części powierzchni czy wcześniejszego zakończenia najmu w określonych sytuacjach. Zadbanie o tego typu zapisy często decyduje o komforcie funkcjonowania firmy w kolejnych latach.

Wspomniałem już wcześniej, że na rynku dominują dziś 10-letnie umowy najmu, co utrudnia przewidzenie, jak organizacja będzie funkcjonować w tak długiej perspektywie. Dlatego elastyczność zapisów umownych staje się równie istotna, jak lokalizacja czy wysokość czynszu.

Czy w ogóle da się dziś zaprojektować biuro, które będzie odpowiadało potrzebom firmy w przyszłości?

To jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją dziś najemcy i doradcy. Właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabiera workplace strategy, czyli podejście polegające na przewidywaniu, w oparciu o dane, w jaki sposób organizacja będzie korzystała z biura.

W tym procesie rola doradcy nie polega na podejmowaniu decyzji za klienta, lecz na dostarczaniu mu możliwie pełnych informacji, które pozwalają podjąć świadomą decyzję. Pewne jest jedno – odchodzimy od projektowania biur opartego wyłącznie na intuicji czy indywidualnych preferencjach zarządu. Analizujemy sposób funkcjonowania organizacji, przepływ pracowników między zespołami, model współpracy działów, miejsca zamieszkania pracowników, a także potrzeby wynikające z różnic pokoleniowych i specyfiki konkretnych funkcji. Dzięki temu udaje się nam stworzyć przestrzeń, która odpowiada realnym potrzebom firmy teraz, ale również w kolejnych latach.

Czy firmy są już gotowe, żeby patrzeć na biuro w tak strategiczny sposób?

Coraz bardziej, choć wielu menedżerów prowadziło ostatnie procesy relokacji 5-10 lat temu, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej, a część doświadczeń z tamtego okresu straciła już na aktualności. Długoterminowy najem to decyzje warte miliony złotych, które wpływają na organizację przez dekadę albo dłużej. Dlatego rośnie znaczenie rzetelnych analiz, a wraz z nim profesjonalnego doradztwa.

Czy dziś decyzja o biurze należy do najważniejszych decyzji biznesowych firmy?

Tak i to chyba najlepiej podsumowuje obecną zmianę. Dobre biuro może wspierać rozwój organizacji, przyciąganie i utrzymanie talentów, współpracę między zespołami, a nawet realizację strategicznych zmian. Źle zaprojektowana lub przeprowadzona relokacja będzie tylko bardzo drogim kosztem. Dlatego doświadczenie i odpowiednie przygotowanie procesu mają tak duże znaczenie. Dziś najdroższym błędem nie jest wynajęcie zbyt drogiego biura. Najdroższy jest wybór biura, które za kilka lat przestanie odpowiadać potrzebom organizacji.

Japonia wraca do stóp z lat 90. Symboliczny koniec pewnej epoki

Japonia właśnie wraca ze stopami procentowymi na poziomy obserwowane ostatnio w połowie lat 90. Tym samym kończy się epoka ultraluźnej polityki pieniężnej tego kraju. Australijczycy stóp nie podnieśli, ale za to uważnie patrzą w kierunku Chin, skąd napływają ambiwalentne odczyty. Do tego wszystkiego Kanada organizuje nie tylko mundial, ale również szczyt G-7.

Zawsze pod prąd

Wtorkowa sesja upływa pod znakiem decyzji Banku Japonii, który podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od połowy lat 90. (stopa referencyjna wynosi od dzisiaj 1,00%). Sama skala ruchu nie była dla rynku zaskoczeniem, jednak jego symboliczne znaczenie jest większe, niż mogłoby się wydawać. Przez ponad dwie dekady Japonia funkcjonowała w świecie zerowych (bądź ujemnych) stóp procentowych, walcząc nie z inflacją, lecz z deflacją i słabym wzrostem gospodarczym. To właśnie wtedy jen stał się podstawową walutą finansującą globalny carry trade, a część inwestorów uzależniła się od darmowego pieniądza. Dziś ten obraz stopniowo odchodzi do historii. Utrzymująca się inflacja, mocny wzrost płac oraz presja wynikająca ze słabego jena sprawiają, że Bank Japonii kontynuuje proces normalizacji polityki pieniężnej. Paradoks polega na tym, że dzieje się to w momencie, gdy większość dużych banków centralnych zastanawia się już nie nad kolejnymi podwyżkami, lecz nad terminem powrotu do obniżek stóp procentowych. Jeszcze kilka lat temu taki układ sił wydawałby się trudny do wyobrażenia.

Bez fajerwerków, ale nie bez znaczenia

Drugim ważnym wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Rezerw Australii, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian. Sama decyzja nie wywołała większej reakcji rynku, jednak inwestorzy uważnie analizowali ton komunikatu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących nadchodzących miesięcy. RBA nadal podkreśla, że inflacja pozostaje zbyt wysoka, ale jednocześnie dostrzega oznaki stopniowego schładzania gospodarki. W podobnym kierunku płyną dane z Chin, które tradycyjnie mają duże znaczenie dla australijskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa okazała się nieco mocniejsza od oczekiwań, jednak sprzedaż detaliczna ponownie rozczarowała, pokazując, że chiński konsument nadal nie odzyskał dawnej siły. W Europie warto zwrócić uwagę na niemiecki ZEW, który zupełnie zaskoczył analityków – z głębokiego minusa wyszliśmy na dość pokaźny plus. Rynek spodziewał się poprawy sentymentu, ale nikt raczej nie zakładał przejścia na pozytywną stronę szali. Krajowi inwestorzy będą natomiast czekać na publikację inflacji bazowej, która może dostarczyć kolejnych argumentów zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Narodowy Bank Polski.

Polityczny mundial

W cieniu decyzji banków centralnych trwa również szczyt państw G7 w Kanadzie, choć na razie trudno mówić o wydarzeniu, które mogłoby wywołać przełom na rynkach finansowych. W centrum rozmów znajdują się przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwo energetyczne oraz napięcia handlowe pomiędzy największymi gospodarkami świata. Szczególną uwagę przyciąga postawa Stanów Zjednoczonych, które próbują wykorzystać niedawne porozumienie z Iranem jako argument za stabilizacją sytuacji w regionie. Jednocześnie przywódcy starają się wypracować wspólne stanowisko wobec Chin, choć już pierwsze komentarze medialne wskazują, że osiągnięcie jedności w tej kwestii nie będzie łatwe. Analitycy zwracają uwagę, że tegoroczny szczyt ma przede wszystkim charakter polityczny i symboliczny, a nie gospodarczy. Mimo to inwestorzy będą uważnie śledzić końcowy komunikat, szukając sygnałów dotyczących przyszłości globalnego handlu, bezpieczeństwa dostaw surowców oraz potencjalnej współpracy największych gospodarek w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej.

Jako że w komentarzu walutowym nie może zabraknąć kursów – dziś obserwujemy dalszy powiew optymizmu, na którym korzysta złoty. Euro dziś tanieje o cały grosz, schodząc do poziomu 4,24 zł, jeszcze mocniejszy ruch obserwujemy względem dolara, który tanieje o dwa grosze do pułapu 3,655 zł. Jest to po części efekt wydarzeń na głównej parze walutowej globu, która dzisiaj pnie się w górę, przekraczając granicę 1,16$.

KNF zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. Rusza Oferta Publiczna Akcji

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. („ROBYG”, „Spółka”, a łącznie ze swoimi spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa ROBYG”), w związku z planowaną Ofertą publiczną („IPO” lub „Oferta”). Spółka ubiega się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na głównym rynku GPW. Zapisy dla inwestorów indywidualnych oraz proces budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych rozpoczną się jutro i będą prowadzone do 23 czerwca. Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

„Planowany debiut giełdowy stanowi ważny i naturalny etap rozwoju Grupy, który naszym zdaniem wzmocni pozycję rynkową ROBYG oraz wesprze dalszą ekspansję działalności, otwierając przed nami jeszcze większe możliwości dostarczania klientom wysokiej jakości lokali. Wierzę, że jako spółka posiadająca doświadczenie w funkcjonowaniu na rynku publicznym będziemy w stanie efektywnie wykorzystać pozyskany kapitał i kontynuować tworzenie wartości dla naszych akcjonariuszy.” – komentuje Eyal Keltsh, Prezes Zarządu ROBYG.

„Jako jeden z wiodących deweloperów mieszkaniowych w Polsce, obecny na rynku od 26 lat, posiadamy dogłębną znajomość polskiego rynku nieruchomości. Naszą pozycję rynkową potwierdzają zarówno dotychczasowe osiągnięcia, obejmujące m.in. około 38 tys. zakontraktowanych lokali oraz bank ziemi pozwalający na realizację około 18 tys. Lokali, jak i wysoka jakość realizowanych projektów oraz zaufanie klientów. Potwierdza je fakt, że znacząca część naszej sprzedaży pochodzi od klientów powracających lub pozyskanych dzięki rekomendacjom. Jesteśmy rozpoznawalną i cieszącą się zaufaniem spółką, opartą na solidnych fundamentach i dysponującą znaczącym potencjałem dalszego wzrostu oraz rozwoju.” – powiedział Oscar Kazanelson, Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG.

Oferta obejmuje sprzedaż części istniejących akcji posiadanych przez akcjonariusza Spółki – TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH („Akcjonariusz Sprzedający”), będącego w całości własnością TAG Immobilien AG, który bezpośrednio posiada około 96,4 mln akcji reprezentujących 100% kapitału zakładowego Spółki. Akcjonariusz Sprzedający oferuje do 25 mln akcji. W ramach Oferty Spółka oferuje również do 9,6 mln nowo wyemitowanych akcji („Nowe Akcje”). Wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 345 mln PLN. Po przeprowadzeniu IPO TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH pozostanie akcjonariuszem większościowym ROBYG.

Równolegle z Ofertą Spółka wyemituje około 2,4 mln zwykłych akcji imiennych serii C, które zostaną zaoferowane wybranym kluczowym menedżerom Grupy, członkom zarządu Spółki oraz przewodniczącemu rady nadzorczej Spółki. Złożenie oferty objęcia Akcji Serii C uprawnionym osobom będzie uzależnione od dojścia Oferty do skutku i nastąpi nie wcześniej niż w dniu ustalenia ceny. Liczba Akcji Serii C przydzielonych do objęcia przez każdą uprawnioną osobę zostanie ustalona indywidualnie. Przy założeniu, że cena emisyjna Akcji Serii C będzie równa cenie emisyjnej Nowych Akcji oferowanych w ramach Oferty, pomniejszonej o 10%, łączna wartość wpłat dokonanych przez uprawnione osoby wyniesie około 78,1 mln PLN. Środki te zostaną przez Spółkę przeznaczone na te same cele co wpływy z Oferty. Przewiduje się, że wybrani kluczowi menedżerowie Grupy, członkowie zarządu Spółki oraz przewodniczący rady nadzorczej, którzy obejmą akcje serii C, zobowiążą się do nieofertowania i niesprzedawania tych akcji przez okres 18 miesięcy od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up).

ROBYG zakłada, że wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 400 mln PLN i zostaną przeznaczone na dalszy rozwój działalności, w szczególności na powiększenie banku ziemi.

Oferta jest skierowana do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce, a także do wybranych zagranicznych inwestorów instytucjonalnych poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki i Polski, w każdym przypadku zgodnie z Regulacją S na podstawie amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych („Amerykańska Ustawa o Papierach Wartościowych”), oraz do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych (QIB) w Stanach Zjednoczonych w oparciu o przepis Rule 144A.

Zamiarem Spółki, Akcjonariusza Sprzedającego oraz Globalnych Współkoordynatorów jest, aby do 10% łącznej liczby akcji oferowanych ostatecznie w Ofercie zostało przydzielonych inwestorom indywidualnym.

Akcjonariusz Sprzedający zobowiąże się do nieofertowania i niesprzedawania akcji Spółki, z zastrzeżeniem zwyczajowych wyjątków, przez okres dwóch lat od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up). Spółka zobowiąże się do tego samego przez okres 365 dni od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki.

Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich 96,5 mln istniejących akcji Spółki, do 9,6 mln nowo emitowanych akcji Spółki („Nowe Akcje”) oraz do 9,6 mln praw do Nowych Akcji („PDA”).

Erste Group Bank AG, Goldman Sachs Bank Europe SE oraz mBank S.A. pełnią funkcję Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu. WOOD & Company Financial Services, a.s. Spółka Akcyjna, Oddział w Polsce pełni funkcję Współprowadzącego Księgę Popytu.

mBank S.A. pełni ponadto rolę firmy inwestycyjnej, a Erste Securities Polska S.A. pełni rolę agenta współoferującego w ramach Oferty. Baader Bank Aktiengesellschaft pełni rolę współmenedżera, a mInvestment Banking S.A. pełni rolę doradcy finansowego.

VICTORIAPARTNERS GmbH pełni funkcję doradcy w procesie IPO. InnerValue pełni funkcję doradcy PR.

Urlop właściciela firmy jako test organizacji. Wakacje pokażą, czy biznes działa bez szefa

Dla wielu właścicieli firm wakacje to najbardziej stresujący okres w roku. Z jednej strony marzą o odpoczynku, z drugiej obawiają się, że po kilku dniach bez telefonu wszystko zacznie się sypać. Klienci będą czekać na decyzje, zespół utknie z problemami, a skrzynka mailowa zamieni się w pole minowe. Tymczasem – jak przekonuje Iwona Borawska, founderka i CEO The Process® oraz autorka podcastu „O skalowaniu” – właśnie wakacje są jednym z najlepszych momentów na uporządkowanie firmy i przygotowanie jej do dalszego rozwoju.

– „Jeżeli właściciel nie może wyjechać na dwa tygodnie bez ciągłego odbierania telefonów, to problemem nie są wakacje. Problemem jest sposób, w jaki działa firma przez pozostałe jedenaście miesięcy w roku” – mówi ekspertka. 

Urlop właściciela jako test organizacji

Według badań Gallupa przeciętny właściciel małej firmy pracuje nawet o 50 proc. więcej niż jego pracownicy. Wielu przedsiębiorców przez lata buduje organizacje, które są skuteczne tylko wtedy, gdy sami znajdują się w centrum wszystkich decyzji.

– „Właściciel często staje się działem sprzedaży, marketingu, HR-u, obsługi klienta i kontroli jakości w jednej osobie. Dopóki firma jest mała, to działa. Ale kiedy zaczyna rosnąć, taki model staje się największym ograniczeniem rozwoju” – tłumaczy Iwona Borawska. Dlatego okres wakacyjny może pełnić funkcję swoistego audytu. Jeśli każda nieobecność właściciela powoduje chaos, oznacza to, że procesy wymagają uporządkowania. – „Nie pytajmy, czy firma poradzi sobie bez właściciela przez dwa tygodnie. Pytajmy, dlaczego nie radzi sobie przez dwa dni” – dodaje. 

Wakacje to nie przestój. To czas na porządki

Wielu przedsiębiorców traktuje lato jako sezon spowolnienia. Tymczasem część firm właśnie wtedy ma szansę przeprowadzić zmiany, na które brakuje czasu w najbardziej intensywnych miesiącach roku.

– „Kiedy rynek zwalnia, pojawia się przestrzeń na rzeczy ważne, ale niepilne. A to właśnie one najczęściej decydują o tym, czy firma będzie rosła za rok, dwa czy pięć lat” – mówi Iwona Borawska.

Do takich działań należą między innymi:

  • uporządkowanie procesów sprzedażowych,
  • aktualizacja procedur i standardów pracy,
  • analiza rentowności klientów,
  • uporządkowanie struktury organizacyjnej,
  • wdrożenie narzędzi automatyzujących powtarzalne zadania,
  • przygotowanie planów rozwoju na kolejne miesiące.

– „Największym błędem jest czekanie na idealny moment. W biznesie taki moment praktycznie nie istnieje. Dlatego wakacje często okazują się najlepszym czasem na wdrażanie zmian” – podkreśla. 

Firma nie może być zakładnikiem jednej osoby

Jednym z najczęstszych problemów rozwijających się przedsiębiorstw jest nadmierna zależność od właściciela. Klienci chcą rozmawiać wyłącznie z nim, pracownicy pytają go o każdą decyzję, a najważniejsza wiedza istnieje wyłącznie w jego głowie. – „Jeżeli jedyną osobą, która wie, jak coś zrobić, jest właściciel, to nie mamy procesu. Mamy ryzyko” – mówi przedstawicielka The Process.

Dlatego przed wakacjami warto odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań:

  • Kto podejmuje decyzje podczas mojej nieobecności?
  • Czy zespół zna swoje kompetencje i odpowiedzialności?
  • Czy kluczowe procedury są spisane?
  • Czy każdy wie, do kogo zwrócić się w konkretnej sprawie?

– „Firmy często szukają skomplikowanych rozwiązań, a zaczynają od złego końca. Najpierw trzeba uporządkować podstawy” – dodaje ekspertka. 

Delegowanie nie oznacza utraty kontroli

Jednym z największych wyzwań właścicieli jest oddawanie odpowiedzialności. – „Przedsiębiorcy często mówią: szybciej zrobię to sam. I zazwyczaj mają rację. Tylko że jeśli zawsze będą robić wszystko sami, nigdy nie stworzą organizacji zdolnej do wzrostu” – zauważa Iwona Borawska.

Zdaniem ekspertki delegowanie nie polega na przekazywaniu pojedynczych zadań, ale na budowaniu odpowiedzialności w organizacji. – „Prawdziwe delegowanie zaczyna się wtedy, gdy przekazujesz nie tylko zadanie, ale również prawo do podejmowania decyzji” – tłumaczy.

Jesień wygrywa się latem

Choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, dla wielu firm są również okresem przygotowań do najbardziej intensywnej części roku. – „Wrzesień jest dla biznesu trochę jak styczeń. Wiele projektów rusza właśnie wtedy. Dlatego firmy, które wykorzystają lato na uporządkowanie procesów i planowanie działań, często zaczynają jesień kilka kroków przed konkurencją” – mówi ekspertka i podkreśla, że przewaga konkurencyjna rzadko wynika wyłącznie z lepszego produktu. – „Najczęściej wygrywają firmy lepiej zorganizowane. Takie, które potrafią działać szybko, podejmować decyzje i skutecznie realizować plany” – dodaje. 

Odpoczynek też jest strategią

Zdaniem Iwony Borawskiej jednym z najczęściej ignorowanych elementów rozwoju firmy jest regeneracja właściciela. – „Zmęczony przedsiębiorca podejmuje gorsze decyzje. Dlatego odpoczynek nie jest nagrodą za ciężką pracę. Jest częścią odpowiedzialnego zarządzania firmą” – mówi. Paradoksalnie właśnie wakacje mogą pokazać, czy organizacja jest gotowa na dalszy rozwój. – „Dobrze zorganizowana firma pozwala właścicielowi odpocząć. A jeśli nie pozwala, to daje bardzo cenną informację, nad czym trzeba pracować po powrocie” – podsumowuje Iwona Borawska.

Wakacje nie muszą być sezonem ogórkowym. Mogą stać się momentem, w którym firma porządkuje procesy, wzmacnia zespół i przygotowuje się na kolejne etapy rozwoju. A wtedy po urlopie wraca się
nie do zaległości, ale do organizacji, która działa sprawniej niż przed wyjazdem.