Japonia właśnie wraca ze stopami procentowymi na poziomy obserwowane ostatnio w połowie lat 90. Tym samym kończy się epoka ultraluźnej polityki pieniężnej tego kraju. Australijczycy stóp nie podnieśli, ale za to uważnie patrzą w kierunku Chin, skąd napływają ambiwalentne odczyty. Do tego wszystkiego Kanada organizuje nie tylko mundial, ale również szczyt G-7.
Zawsze pod prąd
Wtorkowa sesja upływa pod znakiem decyzji Banku Japonii, który podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od połowy lat 90. (stopa referencyjna wynosi od dzisiaj 1,00%). Sama skala ruchu nie była dla rynku zaskoczeniem, jednak jego symboliczne znaczenie jest większe, niż mogłoby się wydawać. Przez ponad dwie dekady Japonia funkcjonowała w świecie zerowych (bądź ujemnych) stóp procentowych, walcząc nie z inflacją, lecz z deflacją i słabym wzrostem gospodarczym. To właśnie wtedy jen stał się podstawową walutą finansującą globalny carry trade, a część inwestorów uzależniła się od darmowego pieniądza. Dziś ten obraz stopniowo odchodzi do historii. Utrzymująca się inflacja, mocny wzrost płac oraz presja wynikająca ze słabego jena sprawiają, że Bank Japonii kontynuuje proces normalizacji polityki pieniężnej. Paradoks polega na tym, że dzieje się to w momencie, gdy większość dużych banków centralnych zastanawia się już nie nad kolejnymi podwyżkami, lecz nad terminem powrotu do obniżek stóp procentowych. Jeszcze kilka lat temu taki układ sił wydawałby się trudny do wyobrażenia.
Bez fajerwerków, ale nie bez znaczenia
Drugim ważnym wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Rezerw Australii, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian. Sama decyzja nie wywołała większej reakcji rynku, jednak inwestorzy uważnie analizowali ton komunikatu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących nadchodzących miesięcy. RBA nadal podkreśla, że inflacja pozostaje zbyt wysoka, ale jednocześnie dostrzega oznaki stopniowego schładzania gospodarki. W podobnym kierunku płyną dane z Chin, które tradycyjnie mają duże znaczenie dla australijskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa okazała się nieco mocniejsza od oczekiwań, jednak sprzedaż detaliczna ponownie rozczarowała, pokazując, że chiński konsument nadal nie odzyskał dawnej siły. W Europie warto zwrócić uwagę na niemiecki ZEW, który zupełnie zaskoczył analityków – z głębokiego minusa wyszliśmy na dość pokaźny plus. Rynek spodziewał się poprawy sentymentu, ale nikt raczej nie zakładał przejścia na pozytywną stronę szali. Krajowi inwestorzy będą natomiast czekać na publikację inflacji bazowej, która może dostarczyć kolejnych argumentów zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Narodowy Bank Polski.
Polityczny mundial
W cieniu decyzji banków centralnych trwa również szczyt państw G7 w Kanadzie, choć na razie trudno mówić o wydarzeniu, które mogłoby wywołać przełom na rynkach finansowych. W centrum rozmów znajdują się przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwo energetyczne oraz napięcia handlowe pomiędzy największymi gospodarkami świata. Szczególną uwagę przyciąga postawa Stanów Zjednoczonych, które próbują wykorzystać niedawne porozumienie z Iranem jako argument za stabilizacją sytuacji w regionie. Jednocześnie przywódcy starają się wypracować wspólne stanowisko wobec Chin, choć już pierwsze komentarze medialne wskazują, że osiągnięcie jedności w tej kwestii nie będzie łatwe. Analitycy zwracają uwagę, że tegoroczny szczyt ma przede wszystkim charakter polityczny i symboliczny, a nie gospodarczy. Mimo to inwestorzy będą uważnie śledzić końcowy komunikat, szukając sygnałów dotyczących przyszłości globalnego handlu, bezpieczeństwa dostaw surowców oraz potencjalnej współpracy największych gospodarek w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej.
Jako że w komentarzu walutowym nie może zabraknąć kursów – dziś obserwujemy dalszy powiew optymizmu, na którym korzysta złoty. Euro dziś tanieje o cały grosz, schodząc do poziomu 4,24 zł, jeszcze mocniejszy ruch obserwujemy względem dolara, który tanieje o dwa grosze do pułapu 3,655 zł. Jest to po części efekt wydarzeń na głównej parze walutowej globu, która dzisiaj pnie się w górę, przekraczając granicę 1,16$.




