Czwartkowa sesja przynosi przede wszystkim decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Wybrzmiewają też echa wczorajszego odczytu inflacyjnego w Stanach. Cały czas nad rynkami wisi również widmo konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Stopy w górę
Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami podniósł dziś stopy procentowe o 25 pb, wskazując na utrzymującą się presję inflacyjną oraz rosnącą niepewność związaną z sytuacją na rynku energii. Sama decyzja nie była dla inwestorów zaskoczeniem, rynek od dawna wierzył w ten scenariusz i analitycy byli raczej zgodni w swoich predykcjach. Dlatego też sama decyzja nie wpłynęła drastycznie na wyceny walut, choć obserwujemy pewne osłabienie euro. Ważniejsze, jak to zwykle bywa, będzie wystąpienie szefowej EBC oraz potencjalne sugestie co do przyszłych podwyżek. Wydaje się, że nie jest to ostatni taki ruch w tym cyklu, choć wiele zapewne zależy od tego, jak długo będzie się tlił konflikt na Bliskim Wschodzie. Referencyjna stopa w strefie euro od dzisiaj wynosi 2,4%, przy inflacji na poziomie 3,2%.
Inflacja w górę
Na rynkach nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji ze Stanów Zjednoczonych. Ten teoretycznie nie powinien aż tak podnosić temperatury publicznego dyskursu, zwłaszcza że rezultat okazał się zgodny z oczekiwaniami analityków. I choć niespodzianki nie było, to jednak trudno przejść obojętnie obok tego odczytu. Przede wszystkim dlatego, że notujemy obecnie w USA najwyższą dynamikę cen od trzech lat. Dodatkowo znajdujemy się wyraźnie powyżej celu, jak i akceptowalnych poziomów. Rezultat na poziomie 4,2% sugeruje, że problem z nakręcającą się spiralą inflacji zaczyna być coraz poważniejszy. Szczególnie niepokoić może perspektywa miesięczna – ceny w maju urosły o 0,5%. Tak wysoki wynik może budzić dodatkową obawę, bo średnie ceny ropy w maju były niższe niż w kwietniu. Wczorajszy odczyt jest kolejnym już argumentem za bardziej jastrzębią polityką Rezerwy Federalnej. Za wyższymi stopami przemawia także miejscowy rynek pracy, który ostatnio ma się całkiem nieźle.
Ryzyko w górę
Ostatnie dni znowu przyniosły eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nie do końca wiadomo czy zawieszenie broni cały czas jest w mocy, zwłaszcza że liczba rakiet i dronów w powietrzu wskazuje bardziej na regularną wojnę niż „chęć porozumienia”. Ostrzał trwa także w social mediach, gdzie prezydent USA raczy nas co chwilę kolejnymi epitetami pod adresem Iranu, tamtejszej armii czy władzy. Jednocześnie utrzymywana jest narracja, że porozumienie wisi w powietrzu, a obie strony chcą się dogadać. Co ciekawe, rynek jest mocno zdeterminowany, by nie dostrzegać tu sprzeczności. Ropa po wczorajszym (nomen omen) wystrzale w górę dziś oddaje większość ruchu i powraca poniżej pułapu 90$ (dla odmiany WTI).




