Minister skarbu: Polska prowadzi inwestycje prowęglowe o wartości 20 mld zł. To warunek naszego bezpieczeństwa energetycznego

CEO Magazyn Polska

Ogromne inwestycje w sektorze elektroenergetycznym mają służyć wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego Polski. Projekty energetyczne realizowane przez polskie spółki w Kozienicach, Opolu czy Jaworznie mają pochłaniać rocznie kilkanaście milionów ton węgla, który jest podstawą miksu energetycznego kraju i zarazem kluczowym surowcem dla bezpieczeństwa energetycznego. Dodatkowo inwestycje te będą wykorzystywać najnowocześniejsze dostępne technologie, dzięki czemu będą spełniać unijne standardy środowiskowe.

Sektor elektroenergetyczny bazujący na węglu uruchomił gigantyczne inwestycje, które już dzisiaj liczone są na ponad 20 mld złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa.

Projekty takie jak w Kozienicach, Opolu oraz Jaworznie pochłaniać mają razem po kilkanaście milionów ton węgla rocznie.

Węgiel jest podstawą naszego bezpieczeństwa energetycznego i te projekty są bez dwóch zdań prowęglowe – mówi Karpiński.

Jak zapewnia minister, inwestycje te łączą efektywność z zasadami ekologicznymi. Według podpisanej w połowie kwietnia umowy na budowę bloku węglowego w Elektrowni Jaworzno III, ma ona pokryć 5 proc. krajowego zapotrzebowania na energię. Przewidywany czas powstawania bloku to 59 miesięcy. Jednocześnie będzie on emitować o 25 proc. mniej dwutlenku węgla niż instalacje, które zastąpi. Nowoczesne mają być także budowane kosztem ponad 11 mld zł przez PGE dwa bloki w Opolu. Z kolei Enea na budowę 11. bloku w Kozienicach przeznaczy niemal 6,5 mld zł. 

To są projekty absolutnie prowęglowe, najwyższej próby, ponieważ będą wykorzystywały wysoko zaawansowane technologie, spełniając reżim tzw. best available techniques dostosowania tego typu przedsięwzięć. Wysoko sprawne instalacje będą spalały polski węgiel. To jest istota naszego bezpieczeństwa – dodaje minister skarbu państwa. 

Od dziś łatwiejszy kontakt elektroniczny z urzędami. W czerwcu wejdą w życie zmiany związane z handlem przez internet

0

CEO Magazyn Polska

Formalnie wczoraj, a praktycznie dziś wchodzi w życie nowelizacja ustawy o informatyzacji. Nowe zapisy mają ułatwić kontakt elektroniczny z urzędami, zrównują też e-dokument z papierowym. Ma to pozwolić na szybszy kontakt obywateli z urzędnikami, tym samym pozwoli na oszczędność czasu i pieniędzy oraz pośrednio przyczyni się do pobudzenia wzrostu gospodarczego. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zapowiada kolejne działania, które mają rozwijać gospodarkę internetową – m.in. dotyczące handlu przez internet.

 Dzięki ustawie o informatyzacji droga normalna, urzędowa, zostanie zrównana z drogą elektroniczną. Jeżeli obywatel wybierze drogę elektroniczną w kontakcie z urzędem, to urząd także będzie miał obowiązek mu odpowiedzieć drogą elektroniczną. To oznacza, że skany wreszcie będą traktowane jako dokument. To jest niesłychanie ważna zmiana, bo może doprowadzić do tego, że łatwiej będzie kontaktować się w sposób elektroniczny z urzędem – tłumaczy Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji.

Nowelizacja ustawy wprowadza dużo ułatwień dla obywateli. Przede wszystkim pozwoli na potwierdzenie profilu zaufanego, czyli elektronicznego podpisu w kontaktach z instytucjami publicznymi, nie tylko w urzędach – jak miało to miejsce dotychczas – lecz także na poczcie i w bankach. E-formularze mają być prostsze, a skrzynki podawcze każdego urzędu mają działać na takich samych zasadach. Najważniejsza zmiana dotyczy jednak e-dokumentu, który ma być traktowany tak samo jak dokument papierowy.

– Im więcej tego typu rozwiązań, tym Polska staje się bardziej konkurencyjna, oszczędzamy pieniądze i zwiększamy wzrost gospodarczy. Ustawa pomoże w kontakcie obywatela z urzędem i stworzy taki partnerski układ, ale ministerstwo prowadzi mnóstwo innych działań, mających doprowadzić do szybszego rozwoju gospodarki. Na przykład zachęty dotyczące handlu w internecie – przekonuje Trzaskowski.

E-handel rozwija się w Polsce bardzo szybko i generuje niemal 6 proc. PKB. Jeszcze 10 lat temu zakupy przez internet cieszyły się zainteresowaniem zaledwie 5 proc. Polaków – dziś zakupy w sieci robi już co trzeci obywatel. Mimo to na tle Europy Polska wypada słabo. Dla porównania w Niemczech z e-handlu korzysta 65 proc. obywateli. 

Handel w internecie ma olbrzymi potencjał wzrostu. Problem polega na tym, że ludzie mają wątpliwości co do bezpieczeństwa transakcji w sieci. Dlatego prowadzimy różnego rodzaju negocjacje w Unii Europejskiej oraz wprowadzamy rozwiązania w Polsce, żeby to zmienić – powiedział Rafał Trzaskowski podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

13 czerwca powinna wejść w życie nowa ustawa o prawach konsumenta, która zgodnie z dyrektywą ujednolica przepisy dotyczące e-handlu w całej Unii Europejskiej. Możliwe jednak, że zaczną one obowiązywać kilka miesięcy później. Konsument będzie tak samo chroniony, niezależnie od tego za pośrednictwem jakiej strony robi zakupy.

– Z drugiej strony rozporządzenie o ochronie danych osobowych da nam gwarancję, że nasze dane osobowe, nawet jeśli są transferowane do krajów trzecich, będą odpowiednio chronione i nikt nie będzie tego nadużywał. To nam da – jako obywatelom – poczucie, że jesteśmy bezpieczni w sieci i przełoży się na większą dynamikę wzrostu handlu przez internet – argumentuje minister administracji i cyfryzacji.

Będą duże zmiany w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Polska Izba Ubezpieczeń przyjęła zasady bezpośredniej likwidacji szkód OC

CEO Magazyn Polska

Branża ubezpieczeniowa przyjęła proponowane przez Polską Izbę Ubezpieczeń zasady bezpośredniej likwidacji szkód przy komunikacyjnym OC. Po ich wejściu w życie ubezpieczony poszkodowany w wypadku będzie zgłaszał szkodę w swoim zakładzie ubezpieczeń, a nie jak dotychczas w zakładzie sprawcy. Ma to zrewolucjonizować ubezpieczenia komunikacyjne, dzięki czemu uzyskiwanie odszkodowań ma być szybsze i sprawniejsze.

Zmiana ta zupełnie przekształci krajobraz ubezpieczeń komunikacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Przy wyborze ubezpieczyciela będziemy patrzeć nie tylko na cenę, lecz także na jakość usługi i szybkość likwidacji szkody.

Do tej pory szkody powstałe w wyniku zdarzeń drogowych były zgłaszane w zakładzie ubezpieczeń, którego klientem jest sprawca. Wysokość straty wyceniał rzeczoznawca związany z tą firmą i na podstawie tej wyceny towarzystwo ubezpieczeniowe sprawcy dokonywało wypłaty odszkodowania. Wkrótce sytuacja ulegnie zmianie i w likwidacji szkody bezpośrednio uczestniczyć będzie zakład poszkodowanego.

To efekt decyzji podjętej przez Walne Zgromadzenie Członków PIU. Wypracowany model opiera się na systemie rozliczeń ryczałtowych BLS, obowiązującym m.in. w Belgii i innych krajach europejskich. Polega on na tym, że ubezpieczyciele rozliczają się między sobą na bazie ustalonych kwot, a nie każdorazowo po rzeczywistych kosztach szkody, z tym że niektóre rodzaje szkód nie zostaną systemem BLS objęte. Sposób tych wewnętrznych rozliczeń nie przekłada się w żaden sposób na wysokość odszkodowania dla konsumenta.

Przez ostatnie pół roku pracowaliśmy nad tym, żeby znaleźć model, który nie doprowadzi do wzrostu kosztów po stronie ubezpieczycieli. Taki model znaleźliśmy. Jest on neutralny finansowo zarówno dla ubezpieczycieli, jak i dla konsumentów, gdyż nie prowadzi do wzrostu kosztów – twierdzi Prądzyński.

Przyjęcie opracowanego przez PIU modelu poparło 41 członków Walnego Zgromadzenia Członków podczas II Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń. 7 głosujących było przeciwnych, a 14 wstrzymało się od głosu. II Kongres Polskiej Izby Ubezpieczeń odbył się w Sopocie w dniach 7 i 8 maja. Poruszano na nim także kwestie takie, jak stabilność finansowa czy system emerytalny.

Badanie TNS Polska: Klienci oczekują od banków darmowego konta i bezpłatnych wypłat z bankomatów. Coraz chętniej sięgają po assistance

CEO Magazyn Polska

Bezpłatne prowadzenie rachunku i darmowe wypłaty z bankomatów to główne oczekiwania klientów wobec banków – wynika z badania przeprowadzonego przez Bank Millenium i TNS Polska. Klientom zależy także na łatwym dostępie do usług bankowych, zarówno tradycyjnych, jak i internetowych. Wśród dodatkowych benefitów największą popularnością cieszą się usługi assistance.

Klienci oczekują od banku rachunku, który będzie prowadzony bezpłatnie, bez dodatkowych warunków. Chodzi więc o darmowe prowadzenie konta, wydanie karty bankowej i przelewy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Misiak, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej Banku Millennium.

Cały czas istotny dla klientów jest łatwy i darmowy dostęp do bankomatów. Coraz częściej w oczekiwaniach klientów pojawia się ponadto chęć łatwego i szybkiego dostępu do usług bankowych.

Nadal ważne są więc oddziały bankowe, ale także bankowość internetowa i mobilna. Klient chce mieć pełne spektrum korzystania z oferty, niezależnie od tego, gdzie jest i z jakich urządzeń może aktualnie korzystać – mówi Misiak.

Jak podkreśla, dla klientów bardzo istotna jest wielokanałowość. Chodzi o sytuacje, kiedy klient rozpoczyna rozmowę na dany temat, np. o produkcie czy usłudze, w systemie telefonicznym, a następnie finalizuje proces, odwiedzając oddział banku.

W badaniu przeprowadzonym przez Bank Millenium i TNS Polska ankieterzy zapytali także o dodatkowe benefity, którymi klienci banków są najczęściej zainteresowani.

Jednym z ciekawszych i bardzo wysoko ocenianych pomysłów były różnego rodzaju usługi assistance – zauważa Misiak. – Klienci uważają je za interesujące uzupełnienie i wzbogacenie ich codziennych usług. W swojej strategii Bank Millennium stara się uwzględniać wyniki tych badań. Oferujemy szeroki pakiet assistance obejmujący pomoc w ponad 40 różnych sytuacjach. Chodzi tu zarówno o pomoc medyczną, jak i pomoc fachowców – dodaje.

Z badania wynika również, że klienci oczekują od banków dobrej oferty dotyczącej gospodarowania ich środkami. Misiak wyjaśnia, że właśnie temu służy koncepcja centrum oszczędzania, a bank stara się proponować korzystniejsze warunki w zakresie oprocentowania i większą różnorodność tradycyjnych depozytów, zarówno krótko, jak i długookresowych.

Tomasz Misiak podkreśla, że stawiając potrzeby klienta w centrum, bank liczy na 20 tys. nowych klientów miesięczne, czyli ok. 250 tysięcy rocznie.

Kobiety w Polsce wciąż w mniejszości w biznesie. Tylko co trzecie stanowisko menadżerskie zajmuje kobieta

CEO Magazyn Polska

Udział procentowy kobiet na stanowiskach menadżerskich wynosi na świecie 24 proc. W Polsce co trzecie takie stanowisko w 2013 r. zajmowane było przez kobietę, ale w porównaniu z poprzednim rokiem udział procentowy spadł o 14 pkt proc. – wynika z raportu Grant Thornton. Równość płci w biznesie – to jeden z głównych postulatów VI Kongresu Kobiet, w trakcie którego podkreślano, że kobiety wciąż jeszcze są w mniejszości w świecie biznesu.

Ogromny potencjał drzemie w kobietach, więc nie ma powodu, żeby nie uczestniczyły one w życiu społecznym i politycznym, czyniąc to życie lepszym, ponieważ każdy ma swój punkt widzenia. Kongres Kobiet i wszystkie ruchy kobiece dążą do tego, żeby w społeczeństwie było więcej równości, ale też więcej różnorodności. To jest ten kapitał społeczny, o który biznes walczy – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Łabno-Falęcka z Mercedes-Benz Polska.

Lista postulatów uczestniczek Kongresu Kobiet jest długa. Główne to przede wszystkim: ratyfikacja konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, podpisanie europejskiej Karty Praw Podstawowych, zwiększenie ściągalności alimentów, związki partnerskie, prawo do kontrolowania własnej rozrodczości, a także zrównanie płac kobiet i mężczyzn.

Wspieramy Kongres Kobiet również po to, żeby tyle samo kobiet, ile mężczyzn, jeździło Mercedesami. Brzmi to może żartobliwie, ale kryje się za tym rzeczywistość ekonomiczna. W całej Unii Europejskiej kobiety na tych samych stanowiskach, przy tych samych kompetencjach, zarabiają mniej niż mężczyźni. Jeżeli dzisiaj w Warszawie rodzi się chłopiec i dziewczynka, to oni mają takie same szanse życiowe, ale za dwadzieścia parę lat, jeżeli nie robilibyśmy nic w tym kierunku, to ten chłopiec będzie zarabiał 16 proc. więcej aniżeli ta dziewczynka – tłumaczy Ewa Łabno-Falęcka.

Obecny na Kongresie Kobiet premier Donald Tusk przyznał, że nie ze wszystkimi postulatami uczestników Kongresu zgadza się w stu procentach. Tłumaczył jednak, że różnice wynikają z rozbieżności poglądów, a nie z różnicy płci. Podkreślał, że Kongres przestał być tylko forum dyskusji, a stał się jednym z najskuteczniejszych lobby w polskim życiu publicznym. Dotąd  udało się  mu się np. wprowadzić 35 proc. kwoty dla kobiet na listach wyborczych. Ostatnio wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik zapowiedziała rozpoczęcie debaty na temat parytetów w radach nadzorczych polskich firm – na wzór wprowadzonych na listach wyborczych.

Świat jest trochę męski, szczególnie świat biznesu. Kobiety wnoszą tam zupełnie inne umiejętności menedżerskie. Dążą bardziej do harmonii, do pracy zespołowej – mówi dyrektor ds. PR w Mercedes-Benz Polska.

Chociaż 70 proc. przedsiębiorstw badanych przez firmę doradczą przyznało, że nie ma w planach prowadzenia programów wspierających kobiety na rynku pracy, to niektóre z nich przywiązują bardzo dużą wagę do polityki różnorodności.

Krystyna Boczkowska, od czterech lat prezes zarządu firmy Robert Bosch, podkreśla, że 20 proc. stanowisk menadżerskich piastują kobiety. I jest to rekord w Grupie Bosch.

Wybierając kandydatów na stanowiska menedżerskie, bierzemy pod uwagę wyłącznie kompetencje, które w przypadku kobiet z firmy Bosch są bardzo wysokie – zapewnia Krystyna Boczkowska – Diversity to jeden z obszarów odpowiedzialności społecznej naszej firmy w Polsce. Wspieramy nasze pracownice, panie, które pracują w firmie, poprzez proponowanie elastycznego czasu pracy, który pozwala im na lepszą opiekę nad dziećmi. Jesteśmy również otwarci na różne szkolenia podnoszące kwalifikacje kobiet.

VI Kongres Kobiet zgromadził ponad 8,5 tysiąca osób, które walczą o to, by kobiety na równych prawach uczestniczyły w życiu społecznym i politycznym. W tym roku spotkanie przebiegało pod hasłem „Wspólnota, równość, odpowiedzialność”. Dyskusję zdominowały tematy praw kobiet na Ukrainie, gender i wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Coroczną nagrodę Kongresu, przyznawaną kobietom zasłużonym w historii Polski, dostała Danuta Hübner, pierwszy polski komisarz w Unii Europejskiej. Prezes Kongresu Dorota Warakomska apelowała do jego uczestniczek o głosowanie na kobiety w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Polscy eksporterzy coraz mocniejsi na szwajcarskim rynku

CEO Magazyn Polska

W 2013 r. po raz drugi z rzędu Polska zanotowała nadwyżkę w handlu ze Szwajcarią, co potwierdza konkurencyjność polskich firm. Dzięki powstającym centrom usług biznesowych rośnie również eksport usług do tego alpejskiego kraju. Perspektywy rozwoju handlu są wciąż duże, bo Szwajcaria to jeden z najbogatszych krajów na świecie PKB na osobę jest tam blisko czterokrotnie wyższe niż w Polsce.

Obroty Szwajcarii z Polską są na tym samym poziomie, co obroty z krajami BRIC, czyli z Rosją, Brazylią, Indiami i Chinami. To zaskakuje, bo o Polsce o wiele mniej się mówi niż o tych dalekich rynkach, które są bardzo obiecujące. Można obserwować, że od 15 lat saldo w wymianie towarowej, które zawsze było ujemne dla Polski, systematycznie i konsekwentnie się zmniejszało na przestrzeni ostatnich lat. To oczywiście jest dobry sygnał, tym bardziej że ogółem obroty rosną z roku na rok, z przerwą na lata 20092010 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ulrich Schwendimann, dyrektor w Polsko-Szwajcarskiej Izbie Gospodarczej.

Według danych Ministerstwa Gospodarki w 2013 r. polskie firmy wyeksportowały do Szwajcarii towary o wartości 1,27 mld euro. Import w tym samym okresie wyniósł 1,19 mld euro. W rezultacie nadwyżka w handlu ze Szwajcarią wzrosła do 84 mln euro w 2013 roku z 59 mln euro rok wcześniej. Wprawdzie sami Szwajcarzy liczą wymianę według innej metodologii, która wciąż pokazuje saldo handlu na ich korzyść, ale trend jest identyczny.

Obserwowany wzrost obrotów handlowych między Polską a Szwajcarią oraz poprawa bilansu handlowego to zasługa poprawiającej się konkurencyjności polskiej gospodarki. Mimo słabej koniunktury gospodarczej w państwach Europy Zachodniej spowodowanej kryzysem, w ostatnich latach dynamika polskiego eksportu była znacznie wyższa niż importu. W efekcie deficyt w całym handlu zagranicznym Polski zmniejszył się z ponad 10 mld euro w 2012 r. do 2,3 mld euro rok później. W tym samym okresie zwiększyła się nadwyżka w handlu z krajami strefy euro – z 4,9 mld euro do 7,2 mld euro. Intensyfikacja wymiany handlowej z alpejskim krajem to także rezultat szwajcarskich inwestycji bezpośrednich nad Wisłą.

Szwajcarskie firmy, które produkują w Polsce, potem te towary eksportują, czy do Szwajcarii na jakiś końcowy etap, czy już jako gotowe produkty gdzieś dalej w świat. To jest na pewno część historii. A druga część jest taka, że firmy z polskim kapitałem są coraz mocniejsze w eksporcie – uważa Ulrich Schwendimann. 

Wzrost konkurencyjności polskich firm potwierdzają nie tylko statystyki dotyczące wzrostu wolumenu czy też wartości eksportu, lecz także jego struktury towarowej. Choć Polska tradycyjnie pozostaje dużym eksporterem wyrobów rolno-spożywczych, to coraz większe znaczenie zyskują bardziej przetworzone produkty, o wyższej wartości dodanej.

– 10 lat temu w eksporcie produktów z Polski do Szwajcarii dominowały meble to było ok. 20 proc., a w tej chwili jest, w zależności od roku, 5-7 proc. To pokazuje też, jaką drogę Polska, polski przemysł, już przebył, jeżeli chodzi o modernizację. W tej chwili na pierwszym miejscu są pojazdy. I to też świadczy o sukcesie Polski  zamienić meble niemarkowe na pojazdy – podkreśla ekspert z Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej.

Coraz więcej międzynarodowych korporacji decyduje się na ulokowanie swoich centrów usług biznesowych w Krakowie, Wrocławiu czy też Warszawie. Wśród nich są także szwajcarskie firmy, dzięki czemu rośnie eksport usług z Polski.

– Widzimy mocny trend, jeżeli chodzi o rozbudowę centrów usług wspólnych. To jest na pewno coś, w czym szwajcarskie firmy mocno uczestniczą, na równi z firmami z pozostałych krajów Europy Zachodniej. W związku z tym eksport usług z Polski do Szwajcarii rozwija się bardzo dynamicznie – twierdzi Schwendimann.

Relacje gospodarcze między Polską a Szwajcarią mogą się jeszcze pogłębić dzięki otwarciu szwajcarskiego rynku pracy dla pracowników z nowych krajów członkowskich UE (poza Bułgarią i Rumunią). Z drugiej jednak strony, specyfika szwajcarskiej gospodarki – m.in. jej wysoka specjalizacja i zaawansowanie technologiczne – sprawiają, że otwarcie rynku pracy może nie spowodować dużego napływu emigrantów. Z kolei dla specjalistów i menedżerów z Polski formalne bariery nigdy nie były problemem, ponieważ w zatrudnieniu w Szwajcarii pomagały im firmy, które chciały ich sprowadzić.

– Nie sądzę, żeby to miało rzeczywiste znaczenie. Oczywiście, jak jest rynek otwarty, to każdy może przyjechać do Szwajcarii, szukać pracy i po prostu zgłosić, że pracuje i nie potrzebuje na to pozwolenia. To z punktu widzenia Kowalskiego na pewno jest zaleta. Większość Polaków, tych dobrze wykształconych, pracuje w korporacjach w Szwajcarii, bo pracodawca ich tam zaprosił i chciał, żeby przyjechali do Szwajcarii do pracy. A to i tak firma dla nich robi, więc oni nie odczuwają tego, czy rynek jest otwarty, czy zamknięty, czy są limity, czy nie, to nie jest odczuwalne dla profesjonalistów – uważa dyrektor w Polsko-Szwajcarskiej Izbie Gospodarczej.

Niemcy chcą wprowadzić płacę minimalną. Ma ona wynieść 8,5 euro/h

CEO Magazyn Polska

Propozycja wprowadzenia w Niemczech płacy minimalnej na poziomie 8,5 euro za godzinę może być bardziej zabiegiem politycznym niż gospodarczym. Na razie inicjatywa będzie mieć wpływ na kilka zawodów na terenie byłego NRD. Pracowników sezonowych, młodocianych czy stażystów regulacja nie będzie dotyczyć, o ile ustawa przejdzie w obecnym kształcie.

To jest kwota bardzo bliska tej, która na rynku już odbierana jest jako płaca minimalna. Wiele dużych sieci, jak Burger King czy McDonald’s jest dzisiaj na poziomie płacy minimalnej. 7,57,7 euro to niemal tyle samo, co wysokość wprowadzanej płacy minimalnej. Regulacja nie będzie mieć więc dużego wpływu na rozmieszczenie sił w Niemczech – twierdzi Bernhard Matussek, dyrektor zarządzający Kienbaum Polska.

Zgodnie z ustawą, nad którą trwają prace, wprowadzenie płacy minimalnej od 2015 roku nie obejmie między innymi młodocianych, pracowników sezonowych, stażystów i taksówkarzy. Ominie także osoby, które przed podjęciem nowego zatrudnienia były dotknięte długotrwałym bezrobociem. Wszystkie te grupy na regulacji nie skorzystają. Poza jej działaniem znajdą się więc szczególnie imigranci, również z Polski, którzy przyjeżdżają do Niemiec do prowadzenia taksówek lub pomocy przy zbiorach. Sezonowe prace w rolnictwie podejmuje w Niemczech co roku nawet do 300 tysięcy osób, wśród nich wielu Polaków. Minimalna płaca będzie obowiązywać bez wyjątku od początku 2017 roku.

Bernhard Matussek zauważa, że Niemcy borykają się z problemem imigrantów z innych krajów Unii, szczególnie z Rumunii czy Bułgarii, którzy często zasilają szeregi bezrobotnych, bo nie mają odpowiedniego wykształcenia. W Niemczech brakuje natomiast wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Z drugiej strony wiem, że absolwenci szkół wyższych, również Polacy, jeśli szukają pracy w Niemczech i znają język niemiecki, to bardzo szybko i bez problemu dostają się na rynek pracy. Otrzymują adekwatne do wykształcenia stanowiska pracy wraz z uposażeniem porównywalnym z poziomem rynkowym – dodaje.

Nowe regulacje wejdą w życie od 2015 roku. Niemcy będą 22. państwem członkowskim Unii Europejskiej, które wprowadza płacę minimalną. Jak wynika z raportu Instytutu Badań Gospodarczych i Społecznych (WSI) Fundacji im. Hansa-Böcklera, najwyższe minimalne wynagrodzenie otrzymują pracownicy zatrudnieni w państwach Beneluksu i we Francji. Najwięcej w Luksemburgu, następnie we Francji, w Belgii i Holandii. Polska znajduje się na 13. miejscu wśród 21 państw. Za tydzień Szwajcarzy zadecydują w referendum, czy chcą podniesienia płacy minimalnej do 22 franków (ok. 75 zł) za godzinę. Jeśli powiedzą „tak”, to oni wskoczą na czoło rankingu. Z kolei najniższe minimum płacowe obowiązuje w Bułgarii i Rumunii. Odpowiednio jest to 45 proc. i 49 proc. polskiego najniższego wynagrodzenia, które od 1 stycznia 2014 roku wynosi 1 680 zł brutto. 

Płaca minimalna była głównym hasłem wyborczym Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), tworzącej wraz z partiami chadeckimi CDU i CSU od grudnia 2013 roku koalicyjny rząd Angeli Merkel.

Polacy coraz częściej sięgają po piwa regionalnych warzelni. Są gotowi zapłacić więcej za oryginalny smak

CEO Magazyn Polska

Rynek polskich piw regionalnych rośnie w siłę. Zawdzięcza to zainteresowaniu klientów nowymi smakami bursztynowego trunku, a także produktami regionalnymi w ogóle. Piwo to produkt sezonowy, a najbliższe miesiące mogą być dla branży wyjątkowo udane, także ze względu na czerwcowe mistrzostwa świata w piłce nożnej.

Od kilku lat obserwujemy wzrost zainteresowania piwami regionalnymi. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami. Jednym z nich jest wzrost zainteresowania szeroko pojętymi kulinariami i wzrost zainteresowania tym, co regionalne w żywności. W ten trend również wpisuje się wzrost zainteresowania piwami regionalnymi, piwami z małych browarów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Skrętny, dyrektor marketingu w Browarze Amber.

Mimo że małe browary ponoszą znacznie wyższe koszty przy produkcji piwa niż te największe, według Skrętnego, jest to opłacalny biznes. Konsumenci stali się bardziej świadomi, coraz częściej wybierają piwa małych browarów, a za ciekawy smak i jakość są gotowi zapłacić nieco więcej.

Rośnie zainteresowanie ze strony konsumentów właśnie tym, co inne, nowe. Otwieramy się na nowe smaki piwa. Dominujący styl w naszej części Europy, czyli lager, powoli odchodzi w zapomnienie, sięgamy po coraz ciekawsze smaki, nowe style piwne. To charakterystyczne nie tylko dla naszego regionu, lecz także dla trendów ogólnoświatowych – podkreśla Skrętny.

Dla smakoszy piwa istotne jest także miejsce, w którym napój powstaje. Konsumenci potrafią przypisać dane piwo do konkretnego regionu, czasem łączą je nawet z osobą odpowiedzialną za proces warzenia. Duży wybór, wysoka jakość i oryginalny smak sprawiają, że browary regionalne nie muszą inwestować w kampanie reklamowe. Sprzedaż piw regionalnych cały czas rośnie. W tym roku eksperci spodziewają się około 20-proc. wzrostu.

– Na rynku jest miejsce zarówno dla naszych produktów, jak i tych z dużych koncernów. Można powiedzieć, że wzajemnie się uzupełniamy. Przed browarami regionalnymi jeszcze kilka lat dwucyfrowego wzrostu, po tym okresie można się spodziewać pewnej stabilizacji. Chłonność rynku jest duża, ciekawość konsumentów ogromna, więc myślę, że przez najbliższe kilka lat browary regionalne na pewno będą miały jeszcze dużo pracy – ocenia Skrętny.

Piwa z małych browarów są dostępne nie tylko w regionach, w których powstają, lecz także często w całej Polsce, zarówno w sprzedaży tradycyjnej, jak i nowoczesnej. Ceny zależą od przedsiębiorstwa, skali produkcji i surowców, z których powstaje piwo.

Polska jest trzecim co do wielkości producentem piwa w Europie, wyprzedzają ją tylko Niemcy i Wielka Brytania. Obecnie istnieje ponad sto browarów, przy czym regionalne stanowią niecałe 10 procent rynku. Na drugim biegunie znajdują się dwaj giganci: Kompania Piwowarska i Grupa Żywiec, oraz nieco mniejszy Carlsberg.

Piwo jest produktem sezonowym, w związku z tym na największy zysk browary liczą w okresie wiosennym i letnim. Duży wpływ na sprzedaż mają także imprezy masowe, zwłaszcza te związane z piłką nożną. W tym roku największym wydarzeniem dla kibiców piłki nożnej będzie rozpoczynający się w czerwcu mundial w Brazylii. Cała branża piwowarska liczy na zwiększoną sprzedaż.

Chcemy, żeby każdy widz mógł cieszyć się naszym piwem, oglądając mecze mundialowe. Siłą marek piw regionalnych jest ich autentyczność, również związana z tym, kto dane piwo produkuje, w jaki sposób ono powstaje. I dopóki te marki będą przypisane do konkretnych, małych, regionalnych browarów, tak długo będą się bronić i tak długo będą miały rzesze swoich wiernych klientów – podsumowuje Skrętny.

Dostawcą gazu do gospodarstw domowych stanie się oddzielna spółka PGNiG. Nie zmieni to jednak cen gazu

CEO Magazyn Polska

Dziś PGNiG poda wyniki za I kwartał. Analitycy spodziewają się, że był to dla spółki dobry okres, głównie z powodu niskich cen zakupu gazu. Są też widoki na wywiązanie się gazowego giganta z obowiązku sprzedaży lwiej części gazu przez giełdę. Grupa posłów z Platformy Obywatelskiej przygotowała projekt ustawy zmieniającej Prawo energetyczne z lipca 2013 r. Według autorów propozycji PGNiG powinno wydzielić spółkę obrotu detalicznego gazem, która przejęłaby obowiązujące dotychczas umowy bez konieczności masowej zmiany umów z klientami. 

Zgodnie ze znowelizowaną w 2013 r. ustawą Prawo energetyczne przedsiębiorstwa zajmujące się obrotem paliwami gazowymi muszą sprzedawać określoną ilość gazu ziemnego na giełdach towarowych. Od przyszłego roku ma to być 55 proc. Wydzielenie spółki obrotu detalicznego, która przejęłaby od PGNiG klientów detalicznych i kupowała od niego gaz poprzez giełdę, pozwoliłoby wypełnić ten obowiązek. Żeby jednak ten plan zrealizować, PGNiG musiałby wprowadzić zmiany w umowach detalicznych z 6,5 mln odbiorców gazu. Alternatywą jest tzw. sukcesja generalna, która umożliwi automatyczne przejęcie tych umów z mocy prawa.

Gdyby PGNiG musiało realizować zapisy ustawy, tzw. obliga gazowego, to musieliby wysłać ok. 6 mln umów do odbiorców gazu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Czerwiński, poseł PO i jeden ze współautorów projektu. – Dlatego postulujemy o przekazanie pełnomocnictwa i powołanie spółki obrotu detalicznego, która przejmie zobowiązania PGNiG. Dzięki temu obligo gazowe zostanie zrealizowane – dodaje.

Jak przekonuje polityk, znowelizowana ustawa będzie korzystna dla odbiorców,.    

Nie ma tutaj dodatkowych kosztów – zapewnia Czerwiński. – Zresztą czuwa nad tym też prezes Urzędu Regulacji Energetyki

Pogodzić kontrolę państwa z konkurencją

Nowa ustawa ma łączyć państwową kontrolę gazownictwa z konkurencją wśród dostawców. Jak podkreśla poseł PO, już teraz istnieje teoretyczna możliwość powstawania nowych spółek, lecz państwo musi zapewniać bezpieczeństwo dostaw.

System gazowy jest w rękach państwa – mówi Czerwiński. – Musi on być stabilny i reagować na działania międzynarodowe, np. na to, co się dzieje na Ukrainie i w Rosji. Pod względem dostaw gazu jesteśmy zabezpieczeni i nie możemy za dużo zmienić.  

Z drugiej jednak strony, jak twierdzi poseł, można jeszcze dokonać pewnej liberalizacji rynku wewnętrznego.  

Teraz już jest taka możliwość, teoretycznie. W praktyce tak będzie dopiero wtedy, gdy na giełdę będą mogli trafiać konkurujący ze sobą dostawcy. Na pewno jest szansa zaistnienia dla ludzi przedsiębiorczych z konkurencji i obniżenia kosztów, czyli ugruntowania się dobrych przedsiębiorstw gazowniczych – przekonuje polityk. – Są pomysły, by stopniowo wprowadzić konkurencyjny rynek, ale to kwestia czasu – dodaje.

Jan Kulczyk: Wspólny unijny rynek energii to szansa na niższe ceny i wzrost konkurencyjności

CEO Magazyn Polska

Stworzenie wspólnego europejskiego rynku energii to nie tylko konieczność polityczna związana ze zmniejszeniem zależności od Rosji, lecz także szansa na znaczną obniżkę cen energii, a tym samym na większą konkurencyjność unijnej gospodarki – przekonywał Jan Kulczyk podczas debaty na temat rynku wolnej energii, którą zorganizowano w ramach Europejskiego Kongresu Ekonomicznego. Dzisiaj energia kosztuje w Stanach Zjednoczonych ponad dwukrotnie mniej niż w Polsce lub innych krajach UE. Najważniejszym warunkiem, by zmienić tę dysproporcję, jest budowa infrastruktury umożliwiającej transport energii pomiędzy krajami wspólnoty, co może kosztować nawet 400 mld euro.

Energia na rynku amerykańskim jest ponad dwa i pół razy tańsza niż na rynku europejskim, podczas gdy warunki funkcjonowania obu rynków są prawie identyczne, bo w obu przypadkach miks energetyczny jest bardzo podobny. Wynika to po prostu z tego, że w Stanach Zjednoczonych istnieje prawdziwy wspólny rynek energii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Investments.

Kulczyk podkreśla, że handel energią w obrębie Unii Europejskiej jest wciąż na bardzo niskim poziomie. Według niego jedynie ok. 5 proc. europejskiej energii jest wymienianej pomiędzy 28 krajami członkowskimi. 95 proc. obrotu wciąż odbywa się na rynkach lokalnych. Kryzys ukraiński spowodował jednak większą aktywność polityków, którzy coraz bardziej zabiegają o stworzenie europejskiego rynku energii.

Nie jest to kwestia jedynie polityczna, związana ze zmniejszeniem zależności od Rosji. Kulczyk podkreśla, że wspólny rynek, a przede wszystkim rozbudowa infrastruktury to sposób na zmniejszenie i wyrównanie kosztów energii. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2013 r. ceny gazu dla odbiorców indywidualnych w najdroższej Szwecji były ponad czterokrotnie wyższe niż w najtańszej Rumunii. Na rynku energii elektrycznej różnica pomiędzy najtańszą Bułgarią a najdroższym Cyprem jest trzykrotna.

W celu stworzenia wspólnego rynku musi jednak powstać kosztowna europejska infrastruktura.

Za słowami muszą pójść inwestycje. Potrzebne jest ok. 400 mld euro na uruchomienie inwestycji, przede wszystkim w infrastrukturę i wokół infrastruktury, które sprawią, że nastąpi zmiana z rynku producenta na rynek konsumenta. I to konsument będzie decydował o tym, gdzie chce kupować. A będzie chciał kupować tam, gdzie jest najtaniej – przekonuje Kulczyk.

Infrastruktura energetyczna w obrębie wspólnoty musi umożliwić transfer energii we wszystkich kierunkach. Na razie jest to utrudnione zarówno w obszarze energii elektrycznej, jak i gazu.

Kulczyk dodaje, że wspólny rynek oznacza też zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Efektywniejsze stanie się bowiem wykorzystanie odnawialnych źródeł energii.

Energia wiatrowa jest najtańsza, bo już po sześciu latach uzyskiwana jest praktycznie za darmo – ocenia Kulczyk.

Podkreśla też, że konieczność wdrażania niskoemisyjnej gospodarki nie musi oznaczać wcale odchodzenia od węgla.

– Dążenie do obniżki cen energii może iść w parze z troską o klimat i środowisko naturalne. Celem jest budowanie energetyki niskoemisyjnej, co wcale nie oznacza rezygnacji z węgla, który w Europie jest jednym z najważniejszych dostępnych surowców do wytwarzania energii. Nowoczesna infrastruktura umożliwia korzystanie z węgla w ramach miksu energetycznego, przy zachowaniu celu jakim jest energetyka niskoemisyjna – dodał Jan Kulczyk.