Krakowskie metro i kolej dużych prędkości będą miały szansę powstać dzięki partnerstwu publiczno-prywatnemu

CEO Magazyn Polska

Partnerstwo publiczno-prywatne jest szansą na powstanie krakowskiego metra i kolei dużych prędkości. W nowej unijnej perspektywie budżetowej ten instrument zyska na znaczeniu. Alstom, który realizuje tego typu projekty w innych krajach, podkreśla, że na razie dopiero rozpoczynają się analizy, ale rynek partnerstwa publiczno-prywatnego powoli będzie się rozwijał.

Mamy nadzieję, że nowe oprzyrządowanie prawne i nowa perspektywa unijna, która otwiera furtkę dla projektów partnerstwa publiczno-prywatnego, będzie również interesująca dla naszych partnerów publicznych i takie projekty uda nam się w Polsce zrealizować. W tej chwili analizujemy rynek i potencjał poszczególnych samorządów, bo nowa perspektywa unijna też dopiero jest przed nami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Mielczarek, prezes zarządu Alstomu.

Projekty PPP mogą mieć szczególne znaczenie w dziedzinie transportu. Alstom realizuje takie projekty w Europie i pozą nią. Dotyczy to zarówno budowy linii tramwajowych wraz z taborem (m.in. w Reims i Dijon we Francji), jak i kolei aglomeracyjnych i metra.

Mielczarek podkreśla, że PPP może umożliwić przeprowadzenie kosztowych inwestycji transportowych w Polsce. W tym modelu mogłaby zostać zrealizowana zarówno budowa metra w Krakowie, jak i powstanie kolei dużych prędkości (KDP). PPP mogłoby przyspieszyć również instalację systemu ERTMS (Europejski System Zarządzania Ruchem Kolejowym) na polskich magistralach kolejowych.

Rozważamy i analizujemy, czy byłoby to opłacalne z naszej perspektywy jako partnera prywatnego. Zobaczymy. Na pewno jest w dużych aglomeracjach kilka projektów, którymi potencjalnie jesteśmy zainteresowani, plus kolej aglomeracyjna – podkreśla Mielczarek w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Dodaje, że również kolej dużych prędkości mogłaby być interesująca dla prywatnych partnerów. Budowa linii stoi pod znakiem zapytania z uwagi na wysokie koszty dla budżetu państwa.

Model partnerstwa publiczno-prywatnego będzie preferowany w nowej perspektywie budżetowej UE w latach 2014–2020. Dzięki niemu budżet państwa jest w mniejszym stopniu obciążony kosztami inwestycji, a w zamian prywatny partner po ukończeniu budowy może czerpać zyski np. z biletów w komunikacji publicznej lub opłat za przejazd drogami.

Alstom już w tej chwili jest obecny w Polsce na dużą skalę. Francuska spółka w 1997 r. przejęła chorzowskie zakłady Konstalu. Obecnie produkowane są tam wagony metra typu Metropolis oraz tramwaje Citadis. Tramwaje tego typu jeżdżą m.in. w Gdańsku i Katowicach. Alstom jest także właścicielem Fiat Ferroviaria, gdzie produkowane są pociągi Pendolino, które od grudnia tego roku mają pojawić się w regularnych połączeniach na polskich torach. Podzespoły do Pendolino są również produkowane w Chorzowie.

Francuska spółka zajmuje się również produkcją turbin w fabryce w Elblągu. Jak informuje Alstom na swojej stronie internetowej, ponad 320 turbin parowych i gazowych dostarczonych do elektrowni na całym świecie zostało wyprodukowanych w Polsce. Zwłaszcza turbiny parowe trafiają głównie poza Europę. Spółka produkuje także generatory we Wrocławiu. Ogółem firma zatrudnia w Polsce ponad 3,2 tys. osób.

Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego: kontrola ruchu lotniczego jest niedoinwestowana

CEO Magazyn Polska

W Polsce niezbędne są inwestycje w kontrolę ruchu lotniczego. Główne potrzeby dotyczą zwiększenia zatrudnienia i poprawy infrastruktury – apeluje Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego. Pozwoli to na lepszą obsługę nie tylko ruchu lotniczego z i do Polski, lecz także tranzytu, który stanowi ponad połowę wszystkich lotów.

Jesteśmy w takim momencie, kiedy musimy bardzo mocno doinwestować kontrolę ruchu lotniczego. To jest ten element siatki transportu publicznego, na który musi być położony nacisk. Niestety, zarówno Unia Europejska, jak i polskie władze zafundowały nam szereg przepisów, które zbyt mocno regulują ten rynek i które powodują, że nie możemy rozwijać się w takim tempie, w jakim powinniśmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Janiszewski, prezes Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego.

Janiszewski przypomina, że ruch lotniczy w Polsce w ciągu ostatnich lat rósł bardzo dynamicznie. Pomimo kryzysu w Europie w naszym kraju rokrocznie notowane były wzrosty. Jak wynika z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, w 2003 r. na polskich lotniskach odprawiono ok. 7,1 mln pasażerów. W 2013 r. było to ponad trzykrotnie więcej – prawie 25 mln. Wzrosła również liczba cywilnych operacji lotniczych (startów i lądowań) – z 178 tys. w 2003 r. do ponad 294 tys. w ubiegłym roku.

Samoloty lądujące w Polsce i odlatujące z kraju to tylko część całego ruchu. Kontrolerzy ruchu lotniczego Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej w ubiegłym roku zabezpieczyli obsługę nawigacyjną 683 tys. operacji lotniczych, z czego prawie 400 tys. to rejsy tranzytowe, gdy samoloty przelatują jedynie nad naszym krajem.

By utrzymać sprawną kontrolę tego ruchu, niezbędne są inwestycje.

Mamy sieć autostrad podniebnych, które musimy rozwijać i wykorzystywać – apeluje Janiszewski. – Musimy inwestować przede wszystkim w kadry, nowy sprzęt, nowe radary, urządzenia radiowo-nawigacyjne. Nasze państwo musi także prowadzić prawodawstwo, żeby nam umożliwić rozwój na tle całej Europy.

Dodaje, że w ostatnich latach poczyniono duże inwestycje na lotniskach, między innymi w związku z Euro 2012, ale mniej środków przeznaczono na kontrolę ruchu lotniczego. Potrzebni są przede wszystkim nowi pracownicy, bo brak kadr jest problemem tych służb w całej Europie. Wyszkolenie kontrolera trwa nawet trzy lata, a do tego zawód ten ma specyficzne wymagania.

Mimo to zatrudniająca kontrolerów Polska Agencja Żeglugi Powietrznej ma możliwości i środki na zwiększenie zatrudnienia. Janiszewski zauważa jednak, że musi to zostać ułatwione przez polskie prawo.

Jeżeli w Europie cały czas będzie wzrost gospodarczy, to w Polsce możemy się spodziewać wzrostu ruchu lotniczego na poziomie 8-13 proc. rok do roku. Jest to bardzo perspektywiczny rynek, tylko trzeba nam pozwolić na ten rozwój – ocenił Janiszewski w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Dodaje, że kontrolerzy ruchu lotniczego nie próżnują, czekając na nowe inwestycje. W ciągu ostatnich pięciu lat na terenie UE czterokrotnie zostały zredukowane opóźnienia spowodowane kontrolą ruchu lotniczego. Jak wynika z danych Centralnego Biura Analiz Opóźnień (CODA) europejskiej organizacji Eurocontrol, średnie opóźnienie lotu w przestrzeni powietrznej państw członkowskich organizacji wyniosło w 2013 r. 9,3 minuty. Z tego jednak jedynie niecałe 0,4 minuty było związane z kontrolą ruchu lotniczego w trakcie przelotu, a ok. 0,6 minuty z kontrolą startu i lądowania na lotnisku. Głównym powodem opóźnień są tzw. opóźnienia reakcyjne, czyli wywołane opóźnionym przylotem (4,2 minuty) oraz czynniki operacyjne po stronie linii lotniczych (2,8 minuty).

Polska kontrola ruchu lotniczego należy także do najbardziej wydajnych kosztowo w Europie. Koszt jednostkowy, związany bezpośrednio z kosztami prowadzenia kontroli i stanowiący podstawę do wyliczenia opłat nawigacyjnych, wynosi w maju w Polsce 35,42 euro. Tańsza kontrola ruchu lotniczego w UE jest jedynie na Łotwie, Malcie, w Irlandii, Grecji oraz nad Atlantykiem w obszarze kontrolowanym przez Portugalię.

Polskie firmy chemiczne mogłyby rosnąć szybciej dzięki inwestycjom w badania i rozwój. Ograniczeniem są m.in. wydatki na politykę klimatyczną UE

CEO Magazyn Polska

Ponad 130 mld zł wartości produkcji sprzedanej osiągnęła w ubiegłym roku branża chemiczna – szacuje prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. To wynik podobny do tego z 2012 roku. Zwiększeniu dynamiki wzrostu mogłyby pomóc programy badawczo-rozwojowe podnoszące innowacyjność, jednak polskie firmy przeznaczają więcej środków na dostosowanie się do wymogów unijnej polityki klimatycznej kosztem wydatków na badania i rozwój.

Wyników za pełny 2013 rok jeszcze nie ma, ale w oparciu o dostępne dane możemy sądzić, że był to dobry rok dla branży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Zieliński, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. – Mimo stagnacji w Europie polski przemysł poradził sobie nieźle. 2013 r. powinien być na poziomie 2012 r., kiedy to produkcja sprzedana wyniosła 131 mld złotych. Być może nawet zanotujemy lekką tendencję wzrostową.

Szef Izby pozytywnie ocenia również dane o wydatkach inwestycyjnych. W ubiegłym roku mogły one wynieść ok. 6 mld zł. Pierwsze trzy kwartały zamknęły się kwotą 3,5 mld zł.

Wyniki z pierwszych trzech miesięcy tego roku w niektórych spółkach nie są najlepsze, ale wynika to raczej z charakterystycznej dla branży sezonowości. W zależności od sektora, spółki notują różne przychody w różnych okresach roku.

Na przykład w obszarze nawozów I kwartał to jest szczyt sezonu, a gorzej jest w wakacje. Myślę, że do oceny roku i prognoz można wrócić po pierwszym okresie wakacji – twierdzi Zieliński.

Wiele będzie zależało również od sytuacji w branży budowlanej i motoryzacyjnej, które są jednym z głównych odbiorców produktów z sektora chemicznego.

Największy wpływ na rozwój polskiej chemii miałoby jednak zwiększenie innowacyjności. Do tego jednak potrzebne są nakłady na badania i rozwój. Zieliński wyjaśnia, że polskie firmy w różnym zakresie i w różny sposób wydają środki na ten cel. Część z nich ma własne działy B+R czy centra badawcze (np. Synthos czy Śnieżka), a druga część – zacieśnia współpracę z nauką (np. Grupa Azoty i jej Instytut Nawozów Sztucznych).

Trudno powiedzieć, ile łącznie polska chemia wydaje na badania i rozwój, ale jest to prawie nic w porównaniu ze światowymi koncernami takimi jak największy Dow, który wydaje miliardy euro, czy drugi BASF, który przeznacza na ten cel średnio około 1,3 miliarda euro rocznie, także w dobie kryzysu – mówi Zieliński. – Kwestia innowacyjności, inwestowania w badania i rozwój, jest kluczowa, a to w branży niestety kuleje. Chcemy to zmienić i dlatego planujemy jako Polska Izba Przemysłu Chemicznego program sektorowy Innochem. Będziemy go realizować z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Program, który jest pierwszym tak dużym projektem dla przemysłu chemicznego, ma zacząć działać od 2015 roku. Izba liczy, że dzięki niemu firmy z branży zaczną więcej wydawać na wdrażanie innowacyjnych rozwiązań. Jak podkreśla szef PIPC, do tej pory inwestowanie w badania i rozwój utrudniają im obciążenia związane np. z regulacjami unijnymi.

Mamy wiele różnych zjawisk w postaci polityki klimatycznej, regulacji typu REACH [rozporządzenie w sprawie rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń i stosowanych ograniczeń w zakresie chemikaliów – red.], co nas trochę obciąża kosztowo. Gdybyśmy nie musieli wydawać pieniędzy na wszystkie regulacje emisyjne, legislacje środowiskowe, klimatyczne i energetyczne, moglibyśmy dużo więcej środków przeznaczać na rozwój nauki. – wyjaśnia Zieliński.

Prezes Izby podkreślił w wywiadzie udzielonym podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, że restrykcyjna polityka klimatyczna UE to jedna z głównych bolączek całego sektora chemicznego. Kolejną jest rosnąca konkurencja ze strony Chin, którą niekiedy wspomagają regulacje celne.

Sektor usług biznesowych rośnie w siłę

CEO Magazyn Polska

Zagraniczne firmy coraz chętniej lokują nad Wisłą swoje centra usług wspólnych. To nie tylko zasługa niższych kosztów prowadzenia w Polsce działalności, lecz także kadry pracowniczej. Polacy chętnie pracują dla firm zagranicznych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Zyskali opinię osób ambitnych i pełnych pomysłów. Ponad 400 działających w Polsce centrów usług biznesowych zatrudnia już ponad 100 tys. pracowników.

Sektor usług biznesowych rośnie w Polsce bardzo dynamicznie, szczególnie dzięki światowemu kryzysowi, który zmusił firmy do szukania możliwości obniżenia kosztów i sięgania po outsourcing usług. Zaletą Polski są jednak nie tylko niższe koszty, lecz także dobra lokalizacja oraz bogate zaplecze młodych, ambitnych i wykształconych kadr.

Polacy radzą sobie bardzo dobrze, bo są ambitni i kreatywni. Nadrabiamy zaległości z ostatnich 20-30 lat, podczas których musieliśmy przełamać wiele barier, żeby nas w Europie zauważonoNajpierw pokonaliśmy barierę językową, później barierę rozpoznawalności naszego kraju na mapie. Nie mieliśmy takiej marki jak znani z organizacji Niemcy, z umiejętności negocjacyjnych Holendrzy czy słynący z jakości Szwedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Bestry, dyrektor zarządzający w Infosys BPO Europe. – Dziś naszą główną cechą jest ambicja i kreatywność. Szczególnie jeśli chodzi o menadżerów.

Z ankiety przeprowadzonej przez ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych) wśród przedstawicieli centrów usług wynika, że ponad połowa z nich chce w tym roku zwiększyć zatrudnienie o 20 proc. Wzrost liczby pracowników zakłada dziewięć na dziesięć badanych firm.

Na korzyść młodych i przyszłych pracowników działa też postawa polskich uczelni, które, jak podkreśla Bestry, stają się otwarte na potrzeby biznesu i dostosowują profil kształcenia do wymagań firm.

– Infosys bardzo mocno udziela się na uniwersytecie w Łodzi, gdzie nasi menadżerowie prowadzą zajęcia praktyczne dla studentów. Również wspólnie z uczelniami otwieramy kierunki, które odpowiadają na nasze potrzeby w zakresie profili studentów czy absolwentów – wyjaśnił Krystian Bestry w wywiadzie udzielonym podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Na rynku usług biznesowych w Polsce widać rosnącą różnorodność. Zakres obsługi klientów rośnie – pojawiają się nowe obsługiwane kraje czy segmenty rynku. Proste usługi są coraz częściej wypierane przez bardziej skomplikowane zlecenia, które wymagają wysokich kwalifikacji i dużej wiedzy pracowników. Zmiany te nie przeszkadzają działającym w branży firmom dynamicznie rosnąć.

– W ostatnich latach rośliśmy w Polsce w tempie 20 proc. rocznie, a w ostatnim roku osiągnęliśmy nawet 30 proc. Chcemy zachować ten trend – mówi dyrektor zarządzający Infosys BPO Europe.

Spółka zatrudnia w Polsce dwa tysiące pracowników i do grudnia planuje zatrudnienie kolejnych 500 osób. Dzięki nowym pracownikom ma być możliwe utrzymanie wysokiego tempa wzrostu. Infosys osiąga w kraju przychody rzędu 200 mln zł i w tym zakresie także liczy na podtrzymanie trendu wzrostowego.

– Nie zamykamy się na przejęcia, wręcz szukamy możliwości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, ale stawiamy na rozwój organiczny. Przejęcia są jego uzupełnieniem – wyjaśnia Krystian Bestry.

Infosys BPO Europe zamierza głównie rozwijać usługi logistyczne i wsparcie procesu zarządzania łańcuchem dostaw. Firma przez lata rozwijała finanse i księgowość oraz usługi związane z zakupami.

Wyniki finansowe ENEA zgodne z oczekiwaniami rynku

W I kwartale 2014 r. Grupa ENEA wypracowała 2.373,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, 461,5 mln zł EBITDA oraz 209,3 mln zł zysku netto. Na wyniki wpłynęła trudna sytuacja na rynku energii elektrycznej, są one jednak zgodne z oczekiwaniami. Początek roku był także jednym z kluczowych momentów w procesie przebudowy organizacji.

Windeln.de pozyskuje finansowanie na kontynuowanie ekspansji

0

Deutsche Bank nowym inwestorem. 15 milionów euro w rundzie finansowania pozyskane od międzynarodowej grupy inwestorów (między innymi Deutsche Bank) oraz obecnych udziałowców.

Windeln.de, spółka portfelowa subfunduszu MCI.TechVentures FIZ ogłosiła, że w wyniku realizacji rundy finansowania, Deutsche Bank (DB Private Equity – ramię private equity spółki Deutsche Asset & Wealth Management) dołączył do obecnej, międzynarodowej bazy finansowych inwestorów windeln.de obejmującej DN Capital (Palo Alto, Londyn), Acton Capital Partners (Monachium), MCI Management (Warszawa) oraz 360 Capital Partners (Milan, Paryż).

Windeln.de jest wiodącym sklepem internetowym w Europie w kategorii produktów dla dzieci i niemowląt.

W 2013 roku, trzecim z kolei roku obrotowym, spółka osiągnęła istotny wzrost/rozwój w wielu obszarach działalności:

  • oferta produktowa została rozbudowana do ponad 55 000 pozycji asortymentowych i obejmowała ponad 800 marek (brand’ów)
  • nowy system logistyczny dodatkowo skrócił czas dostawy
  • wartość sprzedaży (run-rate sales) przekroczyła 100 milionów euro oraz została podwojona w stosunku do poprzedniego roku
  • dynamiczny wzrost bazy klientów i poziomu ich satysfakcji – ponad 70% zamówień pochodzi od powracających klientów
  • klub zakupowy windelbar.de generuje istotną część sprzedaży i marży w grupie windeln.de
  • ofertę poszerzono o nowe kategorie produktów, takie jak ubranka i zabawki
  • dzięki akwizycji szwajcarskiej spółki kindertraum.ch pod koniec 2013 roku windeln.de dywersyfikuje działalność operacyjną w regionie

Pozyskane środki zostaną wykorzystane na rozwój organiczny, ekspansję spółki na nowe rynki oraz poszerzenie oferty produktowej o nowe kategorie.

Alexander Brand, współzałożyciel i dyrektor zarządzający, powiedział: „Z radością witamy nowego inwestora – Deutsche Bank. Jego doświadczenie stanowi uzupełnienie i wzmocnienie kompetencji obecnej struktury inwestorów”.

Konstantin Urban, współzałożyciel i dyrektor zarządzający, dodał: „Dzięki obecnej rundzie finansowania będziemy mogli poszerzać istniejącą ofertę produktową i zaproponować naszym klientom jeszcze wyższy poziom obsługi. Pozyskane środki pozwolą naszemu zespołowi kontynuować imponujący rozwój naszej spółki”.

„Wyniki osiągnięte przez windeln.de w 2013 roku były wyjątkowe. Spółka odnotowała wzrost sprzedaży o ponad 100%”, powiedział Nenad Marovac, partner zarządzający w brytyjskim funduszu venture capital – DN Capital. „Elementami wspierającymi dynamiczny rozwój spółki były: bogata oferta produktowa, efektywna działalność operacyjna, znakomita logistyka i wysoce skuteczny marketing”.


windeln.de:

windeln.de jest czołowym sklepem internetowym sprzedającym produkty dla dzieci i niemowląt na rynku niemieckim, austriackim i szwajcarskim. W naszej ofercie znajduje się ponad 55 000 pozycji asortymentowych i ponad 800 marek, które rodzice mogą wygodnie zamawiać, nie wychodząc z domu. Sprzedajemy zarówno pieluchy, produkty żywnościowe dla niemowląt, produkty do pielęgnacji skóry, jak również produkty zapewniające bezpieczeństwo, czyli bramki, elektroniczne nianie i foteliki samochodowe. Ofertę uzupełniają niemowlęce ubranka i zabawki, dzięki czemu rodzice mogą w jednym sklepie nabyć produkty, których potrzebują dla maluchów. Windeln.de został założony przez Konstantina Urbana i Alexandra Branda w październiku 2010 roku. Firma posiada siedzibę w Monachium. Obecnie zatrudnia ponad 100 osób.

DN Capital:

DN Capital dostarcza kapitał spółkom na etapie wczesnego rozwoju oraz wzrostu/ekspansji. DN Capital inwestuje w firmy na całym świecie prowadzące działalność w sektorze oprogramowania, aplikacji mobilnych, mediów cyfrowych i sprzedaży internetowej. Biura firmy mieszczą się w Londynie i Palo Alto. DN Capital odnajduje, inwestuje i wspiera firmy w drodze do osiągnięcia pozycji globalnych liderów. W portfolio DN Capital znajdują się Shazam Entertainment, Apsmart (sprzedane firmie Thomson), Endeca Technologies (sprzedane firmie Oracle), Datanomic (sprzedane firmie Oracle), Eyeka, Gecko Board, JacobsRimell (sprzedane firmie Amdocs) Mister Spex, OLX (sprzedane firmie Naspers), Mobile Roadie, MPME, Scarosso, Tbricks oraz windeln.de.

Specjaliści zatrudnieni w DN Capital wykorzystują ponad 50-letnie doświadczenie w dziedzinie private equity, a także aktywnie współpracują ze spółkami portfelowymi, zarządzając ich wzrostem na różnych etapach rozwoju. Dalsze informacje o funduszu i jego portfolio można znaleźć na stronie: www.dncapital.com.

Acton Capital Partners:

Acton Capital Partners (www.actoncapital.com) jest niezależną firmą zarządzaną przez wspólników, inwestującą w spółki z sektora internetowego, dostarczającą kapitał na etapie wzrostu. Subfundusze Heureka I i II analizują potencjalne inwestycje w spółki działające
(w oparciu o modele biznesowe B2C and B2smallB) w obszarze sprzedaży internetowej, platform marketplace, usług internetowych oraz mediów cyfrowych. Acton realizuje inwestycje na całym świecie, w tym posiada istotną ekspozycję na aktywa zlokalizowane w Europie. Fundusze są pozyskiwane od inwestorów prywatnych i instytucjonalnych.

Acton Capital Partners z siedzibą w Monachium rozpoczął działalność w 2008 roku. Przed założeniem własnej firmy zespół Acton odnosił sukcesy pracując przez wiele lat dla grupy Hubert Burda Media. Począwszy od 1999 roku zespół ten nabył dla Burda Digital Ventures GmbH udziały w ponad 40 internetowych firmach działających w modelu B2C, którymi także z dużym sukcesem zarządzał. Przykłady udanych inwestycji to m.in. AbeBooks, Alando, ciao.com, Elitepartner, HolidayCheck, OnVista i zooplus.

360 Capital Partners:

360 Capital Partners (www.360capitalpartners.com) jest ogólnoeuropejskim funduszem venture capital z biurami w Paryżu i Milanie, dokonuje inwestycji w innowacyjne firmy prowadzące działalność zasadniczo w trzech sektorach: cyfrowym, czystych technologii i technologii medycznych. Od 1997 roku zespół 360 Capital Partners zarządzał ponad 300 milionami euro i zainwestował środki w ponad 70 firm w 9 krajach, w tym m.in. Yoox, MutuiOnline, Leetchi.com, Electro Power Systems, Invendo, Aramisauto, Newlisi, Sojeans i Qapa.com.

Deutsche Bank – Private Equity & Private Markets:

DB Private Equity jest ramieniem private equity spółki zarządzającej aktywami Deutsche Asset & Wealth Management. Od 1991 roku realizuje inwestycje w formie obejmowania nowych udziałów (dokapitalizowania), nabywania istniejących udziałów spółek oraz dokonuje ko-inwestycji na rzecz inwestorów instytucjonalnych i klientów indywidulanych.  Na dzień 31/03/2013 DB Private Equity zarządzał aktywami klientów o łącznej wartości ponad 8 miliardów euro (10,2 miliardów dolarów).

MCI Management SA:

MCI, utworzony w 1999 r., to jeden z wiodących w regionie CEE, publicznie notowany fundusz private equity o charakterze multistage. Za pośrednictwem funduszy PE/VC, realizuje inwestycje w obszarze earlystage, growthstage i expansion/buyout stage w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a także w Niemczech i Austrii (DACH) oraz w krajach byłego Związku Radzieckiego (CIS) i Turcji. Obecnie wartość aktywów pod zarządzaniem MCI wynosi ponad 1 mld zł. Jak dotąd Grupa zrealizowała łącznie ponad 50 projektów inwestycyjnych oraz dokonała ponad 30 pełnych wyjść z inwestycji. W okresie od 01/01/1999 do 31/12/2013 MCI osiągnęła stopę zwrotu netto (net IRR) na poziomie ok. 19,7% i uplasowała się w czołówce europejskich funduszy PE. MCI Management SA jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od lutego 2001 r.

Chińskie firmy zainteresowane fuzjami w Polsce oraz inwestycjami w spółki joint-venture z udziałem polskich przedsiębiorstw

Dwustronna wymiana handlowa pomiędzy Polską a Chinami wyniosła w ubiegłym roku 14 mld dolarów. Chiny są trzecim co do wielkości odbiorcą polskich towarów. Polska eksportuje głównie miedź i maszyny, a sprowadza przede wszystkim sprzęt elektryczny. Chińscy przedsiębiorcy są zainteresowani inwestowaniem w Polsce. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, najwięcej takich projektów możemy spodziewać się w zakresie infrastruktury oraz na rynku fuzji i przejęć. O możliwościach współpracy z Chinami, a także o mechanizmach efektywnego wspierania B+R i odnawialnych źródłach energii będzie m.in. mowa podczas VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, którego Deloitte jest partnerem.

Według danych Chińskiego Krajowego Biura Statystycznego w latach 2009-2013 wartość dwustronnej wymiany handlowej między Chinami a Polską rosła średnio o około 15,8 proc. rocznie. Chińskie statystyki celne wskazują, że dwie najważniejsze grupy produktów eksportowanych z Chin do Polski stanowią sprzęt elektryczny (20 proc.) oraz urządzenia i części zamienne (18 proc.). Z drugiej strony, miedź i produkty miedziane (30 proc.) oraz wyroby maszynowe (8 proc.) to główne grupy towarów, na których opiera się polski eksport do Chin. „Niedawno dziennik The Financial Times opublikował informację, że do końca 2014 roku, czyli wcześniej niż oczekiwano, Chiny mogą wysunąć się na pozycję wiodącego mocarstwa ekonomicznego wyprzedzając USA. Tym ważniejsze wydają się nasze dwustronne relacje z Chinami, szczególnie zważywszy na to, że Państwo Środka jest trzecim co do wielkości odbiorcą polskich produktów eksportowych” – mówi Tomasz Konik, Partner, Lider Chinese Services Group Poland w Deloitte.

Nie tylko statystyki dotyczące wymiany handlowej dowodzą znaczenia Chin jako partnera gospodarczego Polski. Coraz częściej chińskie przedsiębiorstwa są zainteresowane polskimi projektami infrastrukturalnymi, między innymi w zakresie energii odnawialnej, projektów inżynieryjnych i budowlanych. Wystarczy wspomnieć o grupie Pinggao, spółce zależnej State Grid Corporation of China (chińskiej grupy energetycznej), która z sukcesem startowała w przetargach organizowanych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Nie należy też zapominać o przejęciu Smithfield Foods przez Shuanghui International – ta transakcja o rekordowej wartości 4,7 mld dolarów, zdopingowała chińskich graczy reprezentujących sektor produktów spożywczych do poszukiwania możliwości na polskim i środkowoeuropejskim rynku fuzji i przejęć.

„Warto przy tym zauważyć, że w przeciwieństwie do innych inwestorów azjatyckich, np. z Korei czy Japonii, którzy preferują przedsięwzięcia realizowane od podstaw, przedsiębiorstwa chińskie koncentrują się na transakcjach fuzji i przejęć oraz zawiązują spółki joint-venture. To dowód, że obecność korporacji z Chin nie stanowi zagrożenia dla polskich firm. Wręcz odwrotnie, dzięki pomocy finansowej oferowanej lokalnym firmom przez chińskie przedsiębiorstwa, Polska może odnieść znaczne korzyści stając się nową bramą do Europy” – argumentuje Tomasz Konik.

Kontakty chińskich przedsiębiorców z polskimi firmami stwarzają korzyści biznesowe dla obu stron. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku budowania obecności w Polsce i w innych częściach świata, Chińczycy preferują raczej podejście dalekowzroczne i długoterminowe. Dlatego polski biznes powinien uzbroić się w cierpliwość.

Polska będzie miała szansę odnieść sukces na chińskim rynku, jeżeli jej gospodarka stanie się bardziej innowacyjna. O znaczeniu innowacyjności oraz działalności badawczo-rozwojowej dla wzrostu gospodarczego będzie również mowa w Katowicach. Najważniejsze wątki dyskusji będą się koncentrować wokół funduszy w nowej perspektywie UE jako źródłach finansowania projektów innowacyjnych i badawczo-rozwojowych, a także obszarów „podatnych na innowacje”. Trendy międzynarodowe, wynikające m.in. z corocznego raportu Deloitte „Przegląd zachęt na działalność B R na świecie”, dowodzą, iż państwa, które chcą efektywnie zachęcić firmy do zwiększania wydatków na B+R, stawiają na mieszany system zachęt. Łączy on w sobie ulgi podatkowe (pozwalające na budowanie strategii rozwoju działalności B+R) oraz dotacje (umożliwiające wspieranie konkretnych działań i projektów realizujących również określony cel społeczno-gospodarczy). Zachęty podatkowe są przy tym dostosowywane do zmieniającej się sytuacji gospodarczej oraz stanu finansów danego państwa. Nowe kraje (np. Litwa, Łotwa) wprowadzają, a niektóre (np. Wielka Brytania) zwiększają zachęty w celu stymulacji rynku lub ograniczają je kwotowo w celu zachowania dyscypliny finansów publicznych, nie rezygnując przy tym z systemu dotacji unijnych (np. Włochy).

„Na tym tle system zachęt podatkowych w Polsce nie wypada korzystnie, ponieważ nie zachęca on do realizacji prac B+R. Zmiany są planowane, jednak mimo bardzo ambitnego pierwotnego projektu Ministerstwa Gospodarki, Program Rozwoju Przedsiębiorstw zatwierdzony przez Radę Ministrów zapowiada wprowadzenie ulg w Polsce najwcześniej w 2016 r. W tej sytuacji utrzymanie lub zwiększenie dynamiki wzrostu wydatków przedsiębiorstw na B+R może okazać się trudne, szczególnie w świetle ostatnich prognoz KE dotyczących realności założeń Polski odnośnie poziomu deficytu budżetowego na najbliższe lata” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Eksperci zgromadzeni na tegorocznym Europejskim Kongresie Gospodarczym będą dyskutować również o dynamice rozwoju OZE w Europie. Wejście w życie zasad systemu wsparcia OZE w Polsce zaprojektowanych w nowej ustawie jest uwarunkowane uzyskaniem pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej w zakresie zgodności pomocy publicznej ze wspólnym rynkiem. Przy wydawaniu decyzji, KE uwzględni nowe wytyczne w zakresie krajowych systemów wsparcia dla OZE na lata 2014-2020, które przyjęła 9 kwietnia 2014.

„Rozwiązanie przyjęte w polskiej ustawie OZE w postaci systemu aukcyjnego co do zasady wpisuje się w kierunkowe rozwiązanie przyjęte w tych wytycznych. Niemniej jednak nie jest wykluczone, że niektóre przyjęte rozwiązania mogę być zakwestionowane przez Komisję Europejską. W jej wytycznych wskazano, że aukcje winny być przeprowadzane w oparciu o jasne, transparentne oraz niedyskryminacyjne kryteria. Można zatem oczekiwać, że to pod tym kątem będzie weryfikowany system zaprojektowany w polskim prawodawstwie” – mówi Edyta Garlicka, Partner Associate, Radca Prawny, Kancelaria Prawnicza Deloitte Legal. W szczególności może to dotyczyć cen referencyjnych i zasad ich ustalania, jak również przyjęcia rozwiązania zgodnie z którym w przetargach (w których będą uczestniczyć instalacje do 1 MW) ma się znaleźć nie mniej niż 25 proc. energii objętej aukcjami. Wątpliwości może budzić również rozwiązanie mówiące o tym, że mikroinstalacje nie mogą uczestniczyć w aukcjach, a cena zakupu energii z tych instalacji ma być równa 80 proc. średniej ceny sprzedaży na rynku konkurencyjnym. „Ponadto wytyczne przewidują, że decyzja autoryzacyjna Komisji może być wydawana maksymalnie na 10 lat, podczas gdy w rozwiązaniach przewidzianych w polskiej ustawie przewiduje się 15-letni okres obowiązywania okresu wsparcia” – dodaje Edyta Garlicka.

Ustawa deweloperska – zmiany

0

Rada Ministrów przyjęła projekt informacji dla Sejmu dotyczący oceny funkcjonowania tzw. ustawy deweloperskiej. Dokument zawiera propozycje porządkujące uchwalone przepisy, które zwiększą bezpieczeństwo konsumentów oraz zabezpieczą interesy przedsiębiorców

CEO Magazyn Polska

29 kwietnia 2012 r. weszła w życie ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Jej głównym celem było  ograniczenie ryzyka, które ponosi konsument w związku z zakupem mieszkania lub domu na rynku pierwotnym. Po blisko dwóch latach obowiązywania ustawy UOKiK przedstawił wnioski z analizy funkcjonowania nowego prawa. Obserwacje Urzędu oraz informacje zebrane od przedsiębiorców pokazują, że podstawowy cel nowej regulacji został osiągnięty i poziom ochrony nabywców wzrósł. Potwierdza to również spadek liczby skarg na deweloperów napływających do UOKiK oraz będących ich efektem postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów prowadzonych przez Urząd. Kolejna pozytywną zmianą jest m.in. wzrost ilości inwestycji, które nie są finansowane w całości z pieniędzy nabywców. Przykłady propozycji zmian legislacyjnych:

Umowa rezerwacyjna

Zdaniem UOKiK, konieczne jest uregulowanie w przepisach ustawy kwestii dotyczących umowy rezerwacyjnej. Jest ona zawierana pomiędzy deweloperem i nabywcą, a jej przedmiotem jest wyłączenie lokalu ze sprzedaży na określony czas. Zarówno przedsiębiorcy, jak i UOKiK stoją na stanowisku, że konieczne jest wprowadzenie definicji  tego typu kontraktów do ustawy chroniącej prawa nabywców lokali mieszkalnych.

Obowiązki przedkontraktowe

Urząd zgadza się również z postulatami dotyczącymi doprecyzowania informacji, które deweloper musi zamieścić w prospekcie informacyjnym. Dotyczy to m.in. obowiązku informowania konsumentów o planowanych inwestycjach w promieniu kilometra od nieruchomości.

Odbiór mieszkania

Aby  zapewnić jeszcze lepszą ochronę kupujących mieszkania lub domy na rynku pierwotnym zaproponowano  zmianę, która dałaby konsumentowi możliwość odmowy dokonania odbioru nieruchomości. Działoby się tak w przypadku, gdyby zawierała ona istotne wady.

Co dalej?

Po przyjęciu informacji przez Radę Ministrów, UOKiK planuje przeprowadzić wstępne konsultacje z interesariuszami dotyczące wprowadzanych zmian. Następnym etapem będzie zgłoszenie projektu prac nad zmianami do ustawy  do wykazu prac legislacyjnych rządu i przygotowanie założeń do ustawy.

Aplikacje webowe pod lupą polskiego przedsiębiorcy

Zwiększa się zainteresowanie polskich przedsiębiorców oprogramowaniem w chmurze. Jak pokazują badania instytutu PMR Research, z aplikacji webowych korzysta aż 64% firm z sektora MSP, 18% to klienci korporacyjni. To właśnie małe firmy, dla których nowoczesna technologia staje się coraz bardziej dostępna, generują największe wzrosty. A zwiększające się wydatki na IT to szansa dla producentów aplikacji webowych do systematycznego powiększania swojego udziału w rynku.

Korzystanie z oprogramowania w chmurze to rozwiązanie optymalne zarówno dla dużych, jak i małych graczy rynkowych. Kupowanie lub samodzielne tworzenie systemów informatycznych to krok mało opłacalny w szybko zmieniającej się i ewoluującej branży IT. Ekonomiczniejszą decyzją z finansowego punktu widzenia jest korzystanie z licencji, miesięcznych lub dłuższych, dających dostęp do pożądanych przez przedsiębiorcę aplikacji. W ten sposób odpadają koszty utrzymania działów IT, serwerowni itp., a pozostają jedynie te newralgiczne, niezbędne w biznesowym świecie, jak konieczność inwestycji w komputery, laptopy czy urządzenia mobilne typu smartphone i tablet.

Zwiększające się znaczenie infrastruktury IT w życiu przedsiębiorstw potwierdzają analizy. Zgodnie z przewidywaniami firmy analityczno-doradczej Gartner, globalne wydatki na usługi produkty IT wzrosną w 2014 roku o 3,1% w stosunku do ubiegłego, osiągając poziom 3,8 biliona USD. Szczególnie istotne wzrosty prognozowane są w zakresie wydatków na oprogramowanie dla firm (o 6,8%), gdzie wartość rynku szacowana jest na 320 mld USD. Nie bez echa przejdą także usługi informatyczne, na które popyt wzrośnie o 4,5% i osiągnie poziom 963 mld USD.

Skąd te wzrosty? – To wynik zwiększającej się dostępności, także cenowej, proponowanych aplikacji biznesowych. Zwróćmy uwagę, że dziś nowoczesne technologie informatyczne pracują wielowymiarowo – jako narzędzia do zarządzania firmą, ale także budowy przewagi konkurencyjnej, zwiększania własnej efektywności oraz prowadzenia strategicznej komunikacji z kontrahentami i pracownikami – tłumaczy Zuzanna Szymańska z firmy QSG S.A. Popyt rynkowy połączony z szerokimi możliwościami producentów pozwalają na tworzenie rozwiązań o szerokim spektrum działania, wychodzących poza utarte schematy.

Trend ten potwierdzają badania instytutu PMR Research z 2013 roku, pokazujące systematyczny wzrost zainteresowania rozwiązaniami technologicznymi przeznaczonymi do zarządzania i obsługi przedsiębiorstw. Do dyspozycji zarówno dużych korporacji, jak i małych oraz średnich firm oddaje się coraz więcej aplikacji webowych – wspierających pracę tych podmiotów oraz zoptymalizowanych pod kątem indywidualnie określanych celów strategicznych. Proponowane przez producentów oprogramowania warunki cenowe sprawiają, że ich posiadanie jest jak najbardziej realne i ekonomiczne z punktu widzenia możliwych do osiągnięcia oszczędności. Jednym z takich przykładów jest system e-Service, narzędzie przeznaczone do planowania, realizowania oraz monitorowania zadań w oparciu o technologie webowe dedykowane trzem uczestnikom procesów – koordynatorowi przyjmującemu zadania i delegującemu do ich wykonania, mobilnemu liderowi działającemu w terenie oraz klientowi, który składa zlecenie i śledzi postępy jego realizacji. Specyfika e-Service zazębia się w jego uniwersalności, jest to bowiem narzędzie przeznaczone dla wielu grup firm – niezależnie od ich wielkości, potencjału, zakresu działania oraz zasobów ludzkich. Z jednej strony to dostawcy usług, których praca będzie odbywać się sprawniej dzięki dostępowi do narzędzi online umożliwiających przyjmowanie zleceń w czasie rzeczywistym oraz prowadzenie nowoczesnej komunikacji z właścicielami majątku i pracującymi w terenie pracownikami. Z drugiej strony to właściciele majątków szukający narzędzi webowych organizujących zlecanie zadań mobilnym pracownikom lub dostawcom usług oraz umożliwiających bieżącą kontrolę nad ich realizacją.

Dziś kluczowa dla przedsiębiorcy jest komunikacja oparta na mobilnych kanałach informacyjnych. Niezbędne są narzędzia wyposażone w mechanizmy dwustronnej synchronizacji danych, umożliwiające wymianę informacji w czasie rzeczywistym. Unikalne stają się aplikacje webowe, które pozwalają na zdalną komunikację, przydatną szczególnie wtedy, gdy w projekt zaangażowanych jest wiele osób. Właśnie takie narzędzia przyciągają uwagę dzisiejszego przedsiębiorcy, zainteresowanego wyspecjalizowanym oprogramowaniem, możliwym do zastosowania na szeroką skalę.

– Wydatki na IT będą rosnąć dynamicznie tak długo, jak długo producenci aplikacji biznesowych będą tworzyć oprogramowanie przystępne dla sektora MSP oraz dużych korporacji – przynoszące realne oszczędności finansowe, eliminujące czasochłonne i kosztowne procesy na rzecz pełnej informatyzacji przedsiębiorstwa – podsumuje Zuzanna Szymańska.

Źródło: qsg-company.com

Alimenty także dla pracującego dziecka

Zgodnie z art. 133 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, pełnoletnie dziecko ma prawo do alimentów ze strony rodziców w sytuacji, gdy nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie. Zatem sam fakt podjęcia pracy zarobkowej czy stażu przez dziecko będące studentem, nie powoduje automatycznej utraty prawa do świadczenia alimentacyjnego. To możliwe jest bowiem tylko w określonych prawem przypadkach. Jakich? – wyjaśnia Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w TGC Corporate Lawyers.

Przesłanki, jakie muszą zaistnieć, by rodzice mogli skutecznie uchylić się od świadczeń alimentacyjnych wobec pełnoletniego dziecka określa paragraf 3 art. 133 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Taka możliwość istnieje więc na przykład wtedy, gdy obowiązek alimentacyjny wiąże się dla rodzica z nadmiernym uszczerbkiem lub dziecko nie dokłada starań, by uzyskać możliwość samodzielnego utrzymania się. Także w przypadku, gdy dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania, rodzic może wystąpić o uchylenie obowiązku alimentacyjnego. Warto jednak zaznaczyć, że sam fakt zarobkowania nie oznacza jeszcze, że źródło dochodu studiującego dziecka będzie wystarczające, by mogło ono utrzymywać się samodzielnie. Potwierdza to wyrok Sądu Najwyższego z dnia 14 maja 2002 r. sygn. akt V CKN 1032/00, w którym stwierdzono, że ,,zarówno sam fakt osiągnięcia przez dziecka pełnoletności, jak i uzyskiwanie przez nie środków finansowych z tytułu pracy zawodowej, renty inwalidzkiej czy zasiłku dla bezrobotnych, nie pociąga za sobą automatycznie ustania obowiązku alimentacyjnego ciążącego na rodzicach’’. Zatem, by obowiązek alimentacyjny wygasł, konieczne jest wstąpienie na drogę postępowania cywilnego i wniesienie sprawy do Sądu.