Inwestycja w spółki energetyczne niepewna. Atrakcyjna może być dla inwestorów długoterminowych

CEO Magazyn Polska

Notowane na GPW spółki energetyczne dla niektórych inwestorów mogą być łakomym kąskiem, szczególnie dla długoterminowych graczy. Wiele jednak zależy od takich czynników, jak regulacje prawne czy polityka właściciela, czyli Skarbu Państwa, wobec spółek. To są niektóre powody, które wymuszają na inwestorach ostrożność.

Prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII) podkreśla, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy akcje firm z sektora energetycznego (Energa, Enea, PGE i Tauron) są atrakcyjne dla inwestorów. Uważa, że należy zachować daleko idącą ostrożność przed podjęciem decyzji o zakupie akcji tych spółek energetycznych.

Skarb Państwa, czyli główny akcjonariusz, nie zawsze postępuje rynkowo, a to ogranicza przewidywalność działań firm. Takiego zjawiska nie lubią inwestorzy na całym świecie. Do tego dochodzi niepewność związana z regulacjami prawnymi dotyczącymi energetyki, np. odnawialnych źródeł energii – wyjaśnia Jarosław Dominiak, prezes SII.

W przypadku OZE prace nad odpowiednimi regulacjami trwają – zostały już przyjęte przez rząd i trafiły do Sejmu. Ostateczny ich kształt może spowodować wzrost rentowności niektórych spółek lub wręcz przeciwnie – problemy z wypracowaniem przez nie zysków, które usatysfakcjonują inwestorów.

Dodatkowym problemem spółek z tego sektora jest przerost zatrudnienia i wysokie odprawy. Tych czynników, które nakazują zachowanie ostrożności, można by było jeszcze dużo wymieniać – uważa prezes SII.

Jednocześnie są to spółki na tyle duże, że ich działalność i skala tej działalności są przewidywalne.  A to z kolei pomaga w ocenie tego, jakie zyski mogą przynosić i jakie dywidendy wypłacać.

Dlatego dla części osób inwestujących długoterminowo są łakomym kąskiem. Przynajmniej część swoich aktywów warto w takie spółki lokować po to, żeby czerpać dochody z dywidendy – stwierdza Jarosław Dominiak. – Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. One zadecydują, czy ci, którzy grają dziś pod dywidendę, dostaną extra bonus w postaci udziałów w spółkach, które mają potencjał wzrostowy. Czy jednak dywidenda będzie jedynym mocnym argumentem.

Energa, Enea, PGE i Tauron już zapowiedziały wypłatę dywidend za ubiegły rok w wysokości niemal 3 mld złotych. Ponad dwie trzecie tej kwoty wypłaci PGE.

Według Dominiaka, w każdej z tych spółek funkcjonuje inne podejście do inwestorów indywidualnych.

W przypadku dużych inwestorów finansowych obowiązują standardy światowe, jednak w przypadku inwestorów indywidualnych – już niekoniecznie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prezes SII.

Jako przykład pozytywny pokazuje grupę Tauron Polska Energia, która w swojej strategii koncentruje się na dotarciu właśnie do drobnych inwestorów; z drugiej strony podaje przykład PGE.

PGE otwarcie mówi, że koncentruje się na inwestorach finansowych i nie widzi potrzeby proaktywnego podejścia do inwestora indywidualnego – komentuje Jarosław Dominiak. – Mamy do czynienia z sektorem, w którym mamy najróżniejsze postawy, jeśli chodzi o wyjście i chęć zainteresowania inwestora, szczególnie indywidualnego, do inwestycji w swoje akcje.

Tablety i smartfony znów najpopularniejsze wśród prezentów komunijnych

CEO Magazyn Polska

W tym roku urządzenia mobilne będą dominować wśród prezentów komunijnych. Hitem ponownie będą tablety i smartfony, ale również przenośne audio oraz konsole. Branża oczekuje w najbliższych tygodniach wzmożonej sprzedaży zarówno w internecie, jak i sklepach stacjonarnych.

Zdecydowanie największą popularnością cieszą się produkty mobilnej elektroniki. Wszystkie prezenty elektroniki użytkowej cieszą się dużym powodzeniem, szczególnym tablety, telefony komórkowe i przenośne audio – mówi agencji informacyjnej Newseria Janusz Łapacz, kierownik grupy produktowej Media Saturn Holding Polska. W okresie komunijnym są to także konsole. Sprzedają się konsole z bieżącego asortymentu, weszła również nowa konsola, która cieszy się dużym powodzeniem, pomimo ceny zaczynającej się od 2 tys. złotych.

Jak dodaje Janusz Łapacz, klienci kupują produkty za 2-3 tys. zł oraz droższe, kierując się podczas podejmowania decyzji jakością produktów, elementami takimi, jak matryca w tabletach czy nowinki technologiczne. Klienci zwracają również uwagę na to, jak długo firma obecna jest na rynku.

Bardzo dynamicznie rośnie sprzedaż telefonów, szczególnie w grupie smartfonów, jest to najbardziej dynamicznie rosnąca grupa. Dużym powodzeniem cieszą się również produkty przenośnego audio, szczególnie są to przenośne głośniki wyposażone w technologię bluetooth – ocenia Janusz Łapacz.

Sklepy korzystają z tego trendu, ze wzmożoną intensywnością reklamując produkty nadające się na pierwszokomunijny prezent. Często dorzucają gratis drobniejszy sprzęt, by zachęcić do zakupu droższego.

Promowane są tablety, są promocje na telefony komórkowe. Mamy również promocje w segmencie telewizorów, dodajemy do nich tablety, które są bardzo dobrym prezentem na komunię, który zwiększa popularność telewizorów – wyjaśnia Janusz Łapacz.

Jak podkreśla, dużym zainteresowaniem wśród klientów cieszą się również promocyjne karty podarunkowe. Także ich sprzedaż w okresie komunijnym znacząco wzrasta. 

Przygotowania do piłkarskiego mundialu w Brazylii z problemami. Organizacja imprezy nie poprawiła sytuacji Brazylijczyków

0

CEO Magazyn Polska

12 czerwca rozpoczną się w Brazylii piłkarskie mistrzostwa świata. Przygotowania przebiegają z dużymi problemami – wiele inwestycji jest opóźnionych, a FIFA twierdzi, że to najgorzej zorganizowane rozgrywki w historii. Napływ turystów i inwestycji winduje ceny, ale nie przekłada się to na wzrost siły nabywczej zwykłych Brazylijczyków. Korzystny wpływ mistrzostw na gospodarkę kraju stoi pod dużym znakiem zapytania.

 Mieszkańcy liczą na to, że świat zwróci swoje oczy na Brazylię, że będzie popularna, że to przyniesie wzrost dochodów z turystyki. Brazylia też liczy na to, że pokaże się od tej strony mocarstwowej, jako dobry organizator, że będzie miała więcej do powiedzenia na arenie międzynarodowej. Natomiast niewątpliwie koszty, które poniosła Brazylia, już w tej chwili są dużo wyższe niż zaplanowano – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Alicja Fijałkowska z Centrum Studiów Latynoamerykańskich.

Fijałkowska podkreśla, że plany i oczekiwania wszystkich krajów organizujących tak duże wydarzenia sportowe są podobne. Liczą na rozwój infrastruktury, turystyki oraz zbudowanie pozytywnego wizerunku. Podobnie było w Polsce podczas piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 r. Jednak zwykle koszty są większe od zakładanych.

W Brazylii problemy organizacyjne są szczególnie duże. Z uwagi na opóźnienia w uchwaleniu ustaw przedłużyły się inwestycje, wzrosły także ich koszty. Niektóre stadiony wciąż nie są gotowe. Nie brakowało też poważnych wypadków na budowach. Z części dużych projektów infrastrukturalnych, jak budowa szybkiej kolei, w ogóle zrezygnowano. Rosnące koszty i złe warunki pracy wywołały strajki i wielkie protesty w całym kraju, co pogorszyło wizerunek Brazylii.

– Na ile to wszystko się przełoży na korzyści zarówno gospodarcze, jak i PR-owe, zobaczymy już po turnieju – mówi Fijałkowska. – Sytuacja po olimpiadzie w Barcelonie pokazała, że takie wielkie imprezy ściągają ludzi. Przyjeżdżają często po raz pierwszy, jak to było w przypadku Polski, turystyka rzeczywiście nam wzrosła po Euro 2012. I w Brazylii też będzie podobnie, natomiast trudno jest to porównywać, bo do Brazylii już się jeździ, zawsze się jeździło, Rio i karnawał zawsze były magiczne.

Dodaje, że bardziej niż o przyciągnięcie turystów Brazylii może chodzić o pokazanie kraju jako rosnącej potęgi. Południowoamerykańska republika aspiruje do statusu stałego członka zreformowanej Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Rio de Janeiro będzie też gospodarzem letnich igrzysk olimpijskich za dwa lata. Fijałkowska przypomina, że o organizację obydwu imprez Brazylia ubiegała się w trakcie bardzo szybkiego wzrostu PKB. Jednak światowy kryzys spowolnił rozwój tego kraju, co wymusiło ograniczenie planów inwestycyjnych. Duże programy socjalne wprowadzone przez byłego prezydenta Lulę wyhamowały w związku z rozwojem klasy średniej, a tempo wzrostu PKB spadło z nawet 9 proc. rocznie w 2010 r. do ok. 2 proc.

W tej chwili ceny podskoczyły dramatycznie. W Rio de Janeiro obiad kosztuje kilka razy więcej niż w Paryżu, i nijak się to ma do zarobków. W związku z czym, jeżeli to będzie nawet fantastyczna infrastruktura, jeżeli ci wszyscy turyści przyjadą i zostawią potężne pieniądze w Brazylii, ale jednocześnie przeciętny Brazylijczyk nie będzie dysponował siłą nabywczą, to nie oszukujmy się  gospodarka nie będzie się rozwijała. Stąd są te wszystkie protesty – podkreśla Fijałkowska.

Dodaje, że duża część wzrostu gospodarczego związana jest z pracami sezonowymi i dotyczącymi przygotowania infrastruktury sportowej. Po mistrzostwach nie przełożą się one na trwały rozwój rynku pracy.

Problemy mogą być też z wykorzystaniem zbudowanej infrastruktury, zwłaszcza stadionów. Szczególnie w miastach takich jak Natal czy położone w sercu Amazonii Manaus, gdzie na co dzień nie ma wielkiego futbolu. Fijałkowska ocenia, że te stadiony nie będą po rozgrywkach dobrze wykorzystane. Trudnością są też olbrzymie odległości dzielące miasta gospodarzy mistrzostw oraz brak infrastruktury. Do Manaus brakuje nawet drogi – można tam się dostać jedynie samolotem.

Jednak z drugiej strony, jak ocenia Fijałkowska, projekty infrastrukturalne mogą pomóc rozwinąć te obszary gospodarki Brazylii, w których już teraz kraj stanowi regionalną potęgę. Dotyczy to zwłaszcza transportu lotniczego i autobusowego. Brazylia jest producentem Embraerów.

 To pomoże chociażby w transporcie, szczególnie że Brazylia specjalizuje się w przemyśle cięższym, typu samoloty, autobusy. Cała Ameryka Południowa jeździ autobusami brazylijskimi. Niewątpliwie cała rozbudowywana infrastruktura pomoże i wpłynie pozytywnie na produkcję – twierdzi Fijałkowska.

Work Service ponad dwukrotnie zwiększyło zysk netto w I kwartale 2014

Grupa Kapitałowa Work Service odnotowała na koniec pierwszego kwartału 2014 roku zysk netto na poziomie 14,2 mln zł, co oznacza wzrost o 135% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Przychody Spółki wzrosły o 83% do 345 mln zł, a zysk z działalności operacyjnej (EBIT) zwiększył się o ponad 78%, osiągając poziom 16,2 mln zł. Istotny wpływ na stabilny, wysoki wzrost wyników finansowych miały konsekwentnie prowadzona strategia organicznego rozwoju Grupy, a także z sukcesem zrealizowane akwizycje.

Grupa Kapitałowa Work Service konsekwentnie realizuje strategię dynamicznego rozwoju, zmierzając do objęcie pozycji lidera usług HR zarówno w Polsce, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka rośnie dzięki akwizycjom, ale także poprzez rozwój organiczny i stałe rozszerzanie zakresu oferowanych usług. W analizowanym okresie przychody z „działalności organicznej” Grupy wzrosły o ponad 1/3 ze 188,6 mln zł do 251,8 mln zł, a EBIT osiągnął poziom 9,33 mln zł w porównaniu z 9,09 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Niewątpliwy wpływ na poziom zysku operacyjnego miały koszty akwizycji i procesów integracji całej Grupy Kapitałowej. Na koniec pierwszego kwartału 2014 r. koszty te wyniosły około 1 mln zł, pomniejszając tym samym dynamikę przyrostu EBIT Grupy.

Za nami kolejny bardzo udany kwartał. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami mamy znaczną poprawę wyniku finansowego. Podtrzymujemy dotychczasową strategię rozwoju Work Service, która nadal będzie oparta na dynamicznym rozwoju organicznym. Rozważamy też kolejne akwizycje, tym razem przyglądając się spółkom specjalistycznym. Stale szukamy nowych rozwiązań, które podniosą wartość Grupy a naszym Klientom zapewnią jeszcze większą satysfakcję i szerszy zakres usług – mówi Tomasz Hanczarek, prezes Zarządu Work Service SA.

W perspektywie długofalowej rozwój poprzez akwizycje jest najszybszym i najskuteczniejszym sposobem na ekspansję zagraniczną. Stawiamy na partnerstwo, dlatego wszystkie dotychczasowe przejęcia okazały się sukcesem. Wysoki wzrost przychodów to efekt udanych przejęć, ale i naszej skuteczności w rozwijaniu oferty produktowej. Osiągnięte wyniki pozwalają nam z optymizmem patrzeć na dalsze plany rozwoju Grupy Kapitałowej Work Service – dodaje Tomasz Misiak, prezydent Rady Nadzorczej Work Service SA.

Przychody wszystkich spółek, które dołączyły do Grupy Kapitałowej Work Service w wyniku akwizycji rosną na oczekiwanym i zadowalającym poziomie. Wzrost przychodów w minionym kwartale odnotowały następujące Spółki: Antal International +31%, Work Express +25%, ProHuman +57%. Na poziomie wyniku z działalności operacyjnej (EBIT) wypracowane zostały następujące wzrosty: Antal International +55%, Work Express +4%, ProHuman +62%. Łącznie wszystkie trzy wymienione wyżej Spółki odnotowały +37% wzrost przychodów w pierwszym kwartale w odniesieniu do roku ubiegłego i +45% wzrost wyniku na działalności operacyjnej EBIT, co stanowi 42% wyniku z działalności operacyjnej (EBIT) całej Grupy Kapitałowej. Warto podkreślić, że publikowane wyniki nie obejmują jeszcze konsolidacji wyników ostatniej akwizycji Grupy Kapitałowej – joint venture z niemiecką Grupą Kapitałową Fiege Logistik Stiftung & Co. KG.

Giełda chce przyciągnąć prywatnych inwestorów. Stawia na rynek towarowy i nową platformę handlu instrumentami pochodnymi

CEO Magazyn Polska

W I kwartale 2014 r. Grupa Giełdy Papierów Wartościowych osiągnęła 86,5 mln zł przychodów ze sprzedaży – o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wzrost wynika z poprawy sytuacji na rynku finansowym i towarowym. GPW liczy też na rozwój segmentu instrumentów pochodnych  ma temu służyć planowane na przyszły rok wdrożenie dedykowanego im systemu transakcyjnego  UTP-D. Warszawski parkiet chce również aktywnie wspierać budowę Warsaw Capital City  nowoczesnego centrum kapitałowego, które ugruntowałoby pozycję Warszawy jako najważniejszego rynku w regionie.

– Strumień zasilania rynku kapitałowego spółkami skarbu państwa już wysycha i nie możemy liczyć na źródło podaży akcji w formie nowych spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Musimy teraz jako rynek kapitałowy skoncentrować się na sektorze prywatnym. Potrzebujemy na to trochę czasu, musimy przestawić się na nowe tory, ale jestem optymistą – dodaje.

Zdaniem prezesa GPW do zrealizowania tego celu potrzebny jest jednak program rozwoju rynku kapitałowego.

Niezbędne są zachęty dla spółek prywatnych do korzystania z finansowania na publicznym rynku kapitałowym – mówi Maciejewski. – Konieczne są także pewne uproszczenia w zakresie funkcjonowania na tym rynku, tak, aby spółki, które funkcjonują na publicznym rynku kapitałowym, mogły czuć się komfortowo i żeby efektywność ich działania była porównywalna lub wyższa niż efektywność spółek typowo prywatnych – dodaje.

Według Maciejewskiego ważnym obszarem rozwoju giełdy w najbliższych latach będzie sektor towarowy.

– Rynki towarowe rozwijają się bardzo dynamicznie w różnych obszarach – mówi Maciejewski. – Chodzi tu o obszar rynku energii elektrycznej, handlu surowcami takimi jak gaz oraz o rynki rolno-spożywcze. Już teraz mniej więcej 1/3 przychodów grupy kapitałowej giełdy pochodzi z rynków towarowych i myślę, że ten odsetek będzie wzrastał – dodaje.

Najbliższym wydarzeniem, które będzie miało na celu zachęcenie inwestorów do lokowania pieniędzy na giełdzie, ma być uruchomienie w przyszłym roku nowoczesnego systemu dedykowanego instrumentom pochodnym – UTP-D. Będzie on wymagał od domów maklerskich dostosowania swoich systemów, ale stworzy im też możliwości pomnożenia przychodów dzięki wprowadzeniu nowych instrumentów. Jak zapewnia prezes GPW, będą wsród nich, m.in. opcje na akcje.

Myślę, że opcje na akcje to jest instrument, na który wielu inwestorów czeka. Pracujemy nad kilkoma nowymi, ale o tamtych nie chciałbym jeszcze mówić. Najpierw musimy zakończyć proces wprowadzania nowej technologii na warszawski parkiet – podkreśla prezes GPW.

Centrum kapitałowe w Warszawie

Jednym z priorytetów GPW jest utworzenie w Warszawie nowoczesnego centrum kapitałowego – Warsaw Capital City.

– Chodzi nam o to, żeby Warszawa stała się nie tylko rynkiem lokalnym, jeżeli chodzi o mobilizację kapitału, jego dystrybucję, lecz także centrum międzynarodowym – wyjaśnia Adam Maciejewski. – Chcemy dostarczać usług, z których korzystają nie tylko lokalne podmioty, lecz także cały region Europy Centralnej i Wschodniej.

Prace nad stworzeniem takiego centrum rozpoczęły się już z chwilą uchwalenia pierwszej strategii rynku kapitałowego w Polsce, czyli agendy Warsaw City 2010. Rozwinięcie tamtej koncepcji zapisano w przyjętej niedawno strategii giełdy GPW.2020. Zdaniem Adama Maciejewskiego trudno powiedzieć, ile czasu zajmie realizacja tego projektu.

Nie wszystko zależy od rynku, jest to kwestia także odpowiednich programów legislacyjnych – mówi Maciejewski. – Wierzę, że jeśli ludziom biznesu będzie zależeć na budowie Warsaw Capital City, to zostanie ono zbudowane. Musimy jednak mieć do tego odpowiednie warunki i stymulatory. Aktualnie pracujemy nad nimi wspólnie z Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Skarbu Państwa – dodaje rozmówca Newserii Biznes.

Elementem budowy pozycji GPW w regionie jest planowana współpraca z CEESEG – grupą giełd z Wiednia, Pragi, Budapesztu i Lublany.

W. Kosiniak-Kamysz: na koniec 2014 r. bezrobocie poniżej 13 procent

CEO Magazyn Polska

Marcowe dane o bezrobociu pokazały mocniejszy od oczekiwanego spadek. Na koniec ubiegłego miesiąca w Polsce było o 74 tys. mniej bezrobotnych niż pod koniec lutego. Zdaniem szefa resortu pracy, Władysława Kosiniaka-Kamysza, pod koniec roku wskaźnik ten może spaść poniżej 13 proc. Rynek pracy czeka na reformę urzędów pracy.

Na pewno odwróciła się tendencja. Do tej pory od czasu kryzysu rok do roku mieliśmy na koniec roku wzrost bezrobocia. W 2013 ten wzrost został zahamowany – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Dalsza poprawa na rynku pracy widoczna jest w danych z początku 2014 r. Jak szacuje minister, poziom bezrobocia na koniec 2014 r. może spaść poniżej 13 proc., natomiast spadek bezrobocia w kwietniu powinien być jeszcze wyraźniejszy niż widać to było w danych marcowych.

– Widać, że i aura nam sprzyja, widać też, że ruszyło budownictwo co nie zależało tylko od czynników pogodowych, lecz od czynników ekonomicznych, od popytu. Jest duża szansa na to, że nasze wskaźniki, o których mówiliśmy w ustawie budżetowej 13,8 proc. bezrobocia na koniec roku nie spełnią się, bo bezrobocie będzie poniżej 13 proc. – przewiduje Władysław Kosiniak-Kamysz. – Nie wiem jeszcze, jak bardzo poniżej, ale zrobimy wszystko, żeby te wartości były bliższe 12 proc. niż 13 proc.

Istotnym elementem polskiego rynku pracy są umowy śmieciowe. Nad projektem ws. oskładkowania tych umów trwają prace w Sejmie i według oceny ministra pracy, powinien on zostać szybko przyjęty. Z wyliczeń ekspertów wynika, że na umowach śmieciowych pracuje ok. 600 tys. osób.

Rynek pracy czeka również na reformę urzędów pracy, która powinna wejść w życie w maju. Zakłada on nie tylko zmiany w ich funkcjonowaniu (np. nagradzanie za efekty, profilowanie osób bezrobotnych), lecz także cały pakiet zmian dla osób poszukujących pracy i przedsiębiorcach.

– bony zatrudnieniowe, bony stażowe, bony migracyjne. Jest też wsparcie w otwarciu działalności gospodarczej, są niższe koszty pracy poprzez odprowadzanie składek, zarówno za młodych, jak i dojrzałych pracowników – mówi minister pracy i polityki społecznej.

Polski Komitet Olimpijski: w debacie o organizacji zimowej olimpiady w Krakowie brakuje informacji o jej pozytywnych aspektach

CEO Magazyn Polska

Organizacja w Krakowie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku budzi obawy wielu mieszkańców stolicy Małopolski przed nadmiernymi obciążeniami finansowymi i organizacyjnymi. Przedstawiciele Polskiego Komitetu Olimpijskiego twierdzą, że jest to również wina braku rzetelnej informacji o plusach i minusach organizacji igrzysk. Ich zdaniem, w debacie publicznej dominują negatywne emocje.

Organizacja igrzysk ma wiele pozytywnych aspektów, szczególnie dla Krakowa i dla regionu Małopolski. Myślę, że ten region może wygrać na organizacji igrzysk – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Krzesiński, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Jednak informacji na ten temat nie ma wiele w debacie publicznej. Dlatego, zdaniem Krzesińskiego, komitet konkursowy powinien skoncentrować się na rzetelnej kampanii informacyjnej dotyczącej zarówno plusów, jak i minusów ewentualnej organizacji igrzysk w Krakowie. To szczególnie istotne przed zaplanowanym na za trzy tygodnie referendum.

Chodzi o to, by ci, którzy zechcą wziąć udział w referendum, mieli pełną świadomość tego, o czym decydują, i żeby ich decyzja była naprawdę rzetelna – przekonuje Krzemiński. – Zależy nam, by nie była ona związana tylko i wyłącznie z emocjami i nie do końca prawdziwymi informacjami, którymi ludzie zasypywani byli przez ostatnie tygodnie.

Przeciwnicy organizacji igrzysk w Krakowie zwracają uwagę m.in. na obciążenia związane z kwestiami bezpieczeństwa i zapewnienia ochrony.  Przypominają także, że wiele miast-organizatorów, takich jak Ateny, poniosło ogromne koszty w trakcie przygotowań, głównie na budowę odpowiedniej infrastruktury sportowej, która obecnie nie jest w ogóle wykorzystywana.

Z kolei jej zwolennicy i przedstawiciele miasta podkreślają, że organizacja igrzysk pozwoli na przyspieszenie szeregu inwestycji infrastrukturalnych oraz będzie okazją do promocji marketingowej Krakowa i regionu. Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa w ostatniej rozmowie z Newserią oszacował, że marketingowo miasto zarobi na igrzyskach ok. 300 mln zł.

Zdaniem sekretarza generalnego Polskiego Komitetu Olimpijskiego, jeśli Kraków wygra konkurs na organizację igrzysk, będzie mógł skorzystać z doświadczeń poprzednich organizatorów.

W światowym ruchu olimpijskim jest tendencja, że organizatorzy igrzysk korzystają z doświadczeń i wiedzy tych, którzy pracowali przy poprzednich edycjach. Jest to jeden z kluczy do końcowego sukcesu – twierdzi Adam Krzesiński.

25 maja mieszkańcy Krakowa będą mogli wypowiedzieć się w referendum dotyczącym m.in. organizacji w ich mieście Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022. Aby referendum było ważne, musi wziąć w nim udział blisko 175 tysięcy osób – czyli minimum 30 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Krakowa.

Brak systemu zarządzania ryzykiem nadużyć może doprowadzić do bankructwa firmy

CEO Magazyn Polska

Nieuczciwi kontrahenci, nieodpowiednie zachowanie pracowników i cyberprzestępczość, to wszystko może doprowadzić do bankructwa firmy. Dlatego coraz więcej z nich zaczyna wdrażać instrumenty zarządzania ryzykiem nadużyć. Choć współczesne rozwiązania potrafią naprawić część szkód wynikających z działania wymierzonego przeciwko firmie, znacznie skuteczniejsza bywa prewencja.

Zarządzanie ryzykiem nadużyć to tak naprawdę zarządzanie ryzykiem strat wynikających z nieadekwatnych, wadliwych, zawodnych procesów zachodzących wewnątrz firmy, nieodpowiednich zachowań ludzi, którzy są z firmą związani, lub też zdarzeń zewnętrznych. Zarządzanie ryzykiem operacyjnym właściwie przekłada się na zarządzanie ryzykiem nadużyć, które mogą być bardzo różne – od oszustw, kradzieży, działania na szkodę spółki, aż po szpiegostwo gospodarcze – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Pacześniak, senior consultant z IBBC Group.

Pacześniak podkreśla, że w skrajnych przypadkach nadużycia mogą doprowadzić do bankructwa firmy. Zagrożeń jest dużo, zarówno z wewnątrz firmy, jak i spoza niej. Wylicza np.: nieuczciwego wspólnika lub pracowników firmy, którzy celowo działają na jej szkodę albo szkodzą z niewiedzy lub braku umiejętności. Przedsiębiorcy muszą też uważać na kontrahentów. Poza nieuczciwością ludzi, z którymi firma ma styczność, istnieje też groźba cyberprzestępczości, na przykład poprzez zainstalowanie złośliwego oprogramowania w kupowanych komputerach.

W miarę przenoszenia działalności do internetu i korzystania np. z chmur obliczeniowych, firmy muszą coraz lepiej zabezpieczać swoje dane. Jednak Joanna Pacześniak podkreśla, że za przestępstwami zawsze stoją ludzie, więc zarządzanie ryzykiem nadużyć może pozwolić je ograniczyć.

Istnieje sporo możliwości, zamykania w firmach otwartych furtek tak, aby pieniądze, dane i informacje nie wyciekały poza firmę, nie tylko w systemach IT – podkreśla Pacześniak. – Jeżeli chodzi o środowisko zewnętrzne firma może przeprowadzać badania kontrahentów – third-party due diligence. Firma przed podpisaniem niemal każdej umowy powinna to robić. Możemy przeprowadzać badania pracownicze, czyli kandydatów do pracy (pre-employment screening), możemy też przeprowadzać analizy operacyjno-doradcze przed wejściem na nowy rynek.

Dodaje, że w ramach działalności firmy powinny zostać wprowadzone metody oceny ryzyka i ujednolicone procedury zwalczania nadużyć. Według ekspertki ważną rolę w budowaniu bezpieczeństwa firmy odgrywa też jasny przekaz braku zgody na oszustwa oraz informowanie o tym, że w firmie realizowana jest polityka zapobiegania nadużyciom. Radzi, by korzystać z zewnętrznych firm audytorskich i śledczych, które mogą pomóc nie tylko w wykrywaniu nadużyć w firmie, lecz także w zapobieganiu tego typu praktykom.

Według Pacześniak, firmy powinny przede wszystkim zabezpieczać się przed tymi czynnikami ryzyka, a nie jedynie walczyć ze skutkami nadużyć. Najłatwiej zrobić to już na etapie zakładania firmy, wypracowując odpowiednie procedury, ale można je stworzyć także później. Przedstawicielka IBBC podkreśla jakie znaczenie odgrywa zintegrowanego podejścia do zarządzania ryzykiem, które uwzględnia wszystkie niebezpieczeństwa.

Obszary wewnętrzne to są przede wszystkim ludzie, którzy tworzą firmę: pracownicy, zarządzający, ale też właściciele – to w kontekście działania na szkodę spółki jednego ze wspólników. To są też procesy zachodzące w organizacji, systemy wbudowane w organizację. Środowisko zewnętrzne to wszyscy partnerzy biznesowi, klienci, kontrahenci, a także potencjalni pracownicy, kandydaci do pracy. W zależności od branży, w której firma funkcjonuje, różny jest stopień ryzyka, jakie niosą ze sobą pracownicy starający się o pracę – mówi Joanna Pacześniak.

Ponad 1 mln osób może mieć problem z odbiorem właściwej wersji programu regionalnego TVP w ramach naziemnej telewizji cyfrowej. Problem białych plam może rozwiązać sygnał satelitarny

CEO Magazyn PolskaKilkaset tysięcy Polaków ma problemy z dostępem do ogólnopolskich kanałów naziemnej telewizji cyfrowej i nie może odbierać właściwej wersji programu regionalnego TVP. Rozwiązaniem problemu może być udostępnienie sygnału satelitarnego – jak ma to miejsce w innych krajach Europy – uważa prezes zarządu Astra Central Eastern Europe. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji podkreśla, że – zgodnie z danymi z 25 kwietnia br. – dostęp do trzech multipleksów ma odpowiednio 98,6 proc., 98,5 proc., 99, 5 proc. populacji kraju.

W większości krajów europejskich, gdzie proces cyfryzacji również się zakończył lub trwa, kanały telewizyjne i radiowe nadawane naziemnie są replikowane na satelicie. Dzięki takiemu rozwiązaniu w Polsce przeciętny Kowalski, jeśli miałby problemy z odbiorem naziemnym, bo mieszka w Tatrach albo na ścianie wschodniej, gdzie są zakłócenia sygnału, wystarczy, że zamontowałby niedużą antenę satelitarną i wtedy te same kanały lub dodatkowo jeszcze inne mógłby odbierać za pomocą satelity – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Ornass-Kubacki, prezes zarządu Astra Central Eastern Europe.

W wyniku procesu cyfryzacji naziemnej, zakończonego w lipcu ubiegłego roku, wiele gospodarstw domowych w Polsce utraciło dostęp do sygnału telewizyjnego. Prezes podkreśla, że utrudnienia dotknęły kilkaset tysięcy obywateli (w zależności od multipleksu). Dodatkowo ponad milion nie ma dostępu do właściwej wersji programu regionalnego TVP.

To prawie 3 proc. gospodarstw domowych w naszym kraju, które po zakończeniu procesu cyfryzacji naziemnej mają ograniczony dostęp do regionalnych i ogólnopolskich stacji telewizyjnych – zwraca uwagę na skalę problemu Marcin Ornass-Kubacki.

Utrata sygnału dotyczy zwłaszcza mieszkańców m.in. województw dolnośląskiego, śląskiego, małopolskiego i podkarpackiego.

Jest to związane z czynnikami geograficznymi, takimi jak np. górzyste ukształtowanie terenu lub zasięgami telewizji naziemnych. Docierają do nas informacje, że podobne problemy mają także mieszkańcy województwa warmińsko-mazurskiego oraz ściany zachodniej – informuje Ornass-Kubacki.

Jego zdaniem problemu tzw. białych plam można było uniknąć, prowadząc proces cyfryzacji dwutorowo i oferując widzom możliwość wyboru dwóch platform cyfrowych – satelitarnej i naziemnej.

Sygnał satelitarny jest dostępny na terytorium całego kraju z jednakową mocą, czynniki geograficzne nie stanowią dla niego przeszkody – argumentuje prezes zarządu Astra CEE i jako przykład wymienia Czechy, Austrię i Wielką Brytanię, gdzie widzowie mogą odbierać sygnał cyfrowy drogą naziemną lub satelitarną.

W jego ocenie takie rozwiązanie powinno zostać wdrożone również w naszym kraju, szczególnie w kontekście planowanego wprowadzenia przez rząd opłaty audiowizualnej. Marcin Ornass-Kubacki uważa, że priorytetem powinno być zapewnienie wszystkim Polakom technicznej możliwości odbioru telewizji.

Trudno wymagać od obywateli ponoszenia tego rodzaju opłaty w sytuacji, gdy mają oni problem z dostępem do sygnału telewizyjnego – argumentuje prezes Astra CEE.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji poinformowało, że zgodnie z danymi z 25 kwietnia br. w zasięgu trzech multipleksów znalazły się odpowiednio: 98,6 proc., 98,5 proc. i 99,5 proc. Zdecydowana większość społeczeństwa ma więc dostęp do sygnału naziemnej telewizji cyfrowej. W przypadku sygnału analogowego możliwość odbioru dostępnych kanałów miało (w zależności od stacji) od 25 proc. do 86 proc. populacji kraju.

Źródło informacji:
Pismo przewodniczącego KRRiT do MAiC
Komunikat MAiC

Dobry czas na inwestycje w nieruchomości. Ceny materiałów budowlanych nadal niskie

CEO Magazyn Polska

Początek ożywienia w branży budowlanej i deweloperskiej na razie nie przekłada się na wzrost cen materiałów budowlanych. Rynek ten jest bardzo konkurencyjny, dlatego ewentualne podwyżki cen związane z ożywieniem,mogą dotyczyć jedynie wybranych produktów. Znaczących wzrostów nie należy się spodziewać, ponieważ przedstawiciele rynku nieruchomości wykluczają boom w branży, pomimo niskich stóp procentowych i rosnącej zdolności kredytowej Polaków.
 
Ceny niektórych materiałów budowlanych są obecnie na tak niskim poziomie, że nie pokrywają kosztów ich produkcji. To efekt głębokiego załamania produkcji w branży budowlanej i deweloperskiej, które doprowadziło do spadku cen surowców i materiałów. To dlatego część firm może próbować poprawić swoją rentowność, podnosząc ceny w czasie największego popytu, czyli latem.

– Zyskowność jest prawie żadna, a w niektórych wypadkach wręcz producenci dokładają do swoich produktów. Pewnie będą więc próby podwyżek cen. Nie wiem, czy one się udadzą, bo konkurencyjność polskiego rynku materiałów budowlanych jest bardzo wysoka, ale należy tego oczekiwać. Mamy teraz najlepszy okres do inwestowania, bo ceny materiałów budowlanych w Polsce nigdy nie były tak niskie jak teraz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kwapisz, dyrektor filii Polskich Składów Budowlanych w Warszawie.

Jak wynika z danych PSB, w marcu 2014 r. w porównaniu do poprzedniego miesiąca podrożały jedynie gazobetony (+1,5 proc.), silikaty (+0,5 proc.), a także cement oraz wapno (+0,2 proc.). Spadały m.in. ceny pokryć dachowych i rynien (-3,9 proc.), farb, lakierów i tapet (-10,7 proc.), wyrobów stalowych (-4,4 proc.) oraz narzędzi i sprzętu budowlanego (-2,5 proc.). Z kolei nie zmieniły się ceny płytek ceramicznych, wyposażenia łazienek i kuchni, bram, ogrodzeń oraz kostki brukowej. W najbliższym czasie najbardziej prawdopodobny jest wzrost cen surowych materiałów, zwłaszcza używanych w projektach drogowych i kolejowych.

– Myślę, że mogą drożeć niektóre materiały stanu surowego oraz stal. Jeżeli będzie bardzo dużo inwestycji, jeżeli nadal będą budowane w Polsce drogi, może zdrożeć cement albo przynajmniej nie będzie tanieć. Może nieco zdrożeć stolarka i chemia budowlana, ale chemia ma też problemy, bo to jest właśnie ta grupa produktów, których sprzedaż w Polsce najbardziej spadła, dlatego producentom będzie trudno podnosić ceny – uważa Kwapisz.

Wzrost cen wybranych produktów będzie, jego zdaniem, umiarkowany i wyniesie około 3-5 proc. To dlatego, że większy popyt ze strony deweloperów ma przyjść dopiero w drugiej połowie roku. Z danych NBP wynika, że w IV kwartale 2013 r. ceny ofertowe i transakcyjne mieszkań na rynku pierwotnym były stabilne. Jednym z wyjątków wśród przebadanych miast była Warszawa, gdzie zanotowano wzrost cen transakcyjnych na rynku pierwotnym. Według NBP ostatni kwartał 2013 r. był czwartym z kolei, w którym rosła sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach. Pozytywny trend widać też na rynku nieruchomości komercyjnych, gdzie wartość transakcji inwestycyjnych urosła w 2013 r. do 3,5 mld euro.

– Myślę, że mieszkania będziemy obsługiwali jesienią i w przyszłym roku, bo deweloperzy wyraźnie się ożywili, poza tym w Warszawie brakuje małych mieszkań  jedno- i dwupokojowych. Liczymy na to, że takie mieszkania zaczną powstawać. W tej chwili obsługujemy biura, i to nie wielkie, tylko średniej wielkości – mówi dyrektor w PSB Warszawa.

Analitycy oraz przedstawiciele branży deweloperskiej i budowlanej nie mają jednak wątpliwości, że obserwowanemu ożywieniu daleko jest do boomu, jaki wystąpił przed kryzysem w 2008 r. Wartości subindeksów WIG-Deweloperzy i WIG-Budownictwo są znacznie niżej nie tylko w stosunku do maksimów z 2007 r., lecz także w stosunku do lokalnego szczytu z 2010 r. W ostatnim roku rynek kapitałowy lepiej wyceniał perspektywy spółek budowlanych, których notowania urosły średnio o 41,2 proc., podczas gdy deweloperów – jedynie o 12,1 proc. Powód jest prosty: mimo niskich stóp procentowych oraz poprawiającej się zdolności kredytowej Polaków, chętnych na kupno mieszkania jest znacznie mniej niż w przeszłości. Na niektórych rynkach – zwłaszcza w największych miastach – ceny są wciąż bardzo wysokie, co może skłaniać część inwestorów do odkładania decyzji o kupnie mieszkania lub domu.

– Skłonność Polaków do inwestowania w mieszkania nie jest już tak duża jak 5-6 lat temu. Jest mniej potencjalnych inwestorów. W rejonie wielkiej Warszawy trudno w tej chwili już inwestować w dom jednorodzinny, bo po prostu jest za drogo. Mówimy o obrzeżach Warszawy i tutaj jest lekkie ożywienie, ale bardzo lekkie, nie mamy żadnego boomu – uważa Zbigniew Kwapisz.