Pracownicy sezonowi w Polsce to głównie cudzoziemcy. Polacy wolą jechać za granicę

0

Choć pracy sezonowej w Polsce jest mnóstwo, to wykonują ją głównie cudzoziemcy. Polacy wolą sezonowo zarobić więcej na Zachodzie, nawet kosztem urlopu. Do sytuacji rynkowej nic też nie wniosło obniżenie wieku zatrudnienia do 15 roku życia. Firmy nie chcą zatrudniać nieletnich.

Pierwszy sezon od momentu zmiany w prawie pracy, która obniżyła o rok dopuszczalny wiek zatrudniania osób młodocianych (zmiana weszła w życie 1. września 2018), pokazuje, że przepis ten nic nie wniósł do sytuacji na rynku. Zdaniem agencji przede wszystkim dlatego, że zatrudnienie 15-latków wiąże się z szeregiem wymogów.

– Zgoda rodziców, skrócone godziny pracy, konieczność stałego nadzoru. Młodociani nie mogą pracować przy niektórych maszynach, a ewentualny wypadek oznacza dużo więcej kłopotów, np. kilka razy większą dokumentację – wylicza Michał Podulski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), największej tego typu organizacji branżowej w Polsce oraz przewodniczący Sekcji Agencji Pracy Tymczasowej (SAPT). Jego zdaniem to główny powód, dla którego większość firm w ogóle nie bierze pod uwagę tej opcji.

Polski urlop na niemieckie szparagi

Nieletnich pracowników do prostych prac, jak inwentaryzacja czy wykładanie towaru, nie chcą też brać sieci handlowe. Ofert dla nich – nawet tych sezonowych – nie ma także w urzędach pracy.

Wakacje dopiero się zaczynają i oferty jeszcze się pojawią, ale wśród tych, które spływają od kwietnia nie mamy żadnych dla niepełnoletnich – przyznaje Aneta Janik-Barciś, prezes częstochowskiej agencji Macro Work. Mimo, że latem rąk do pracy potrzebnych jest mnóstwo! – W ofertach pracy sezonowej, można już przebierać jak w ulęgałkach. Jak co roku jest np. ogromne zapotrzebowanie na ludzi w ogrodnictwie i rolnictwie  – mówi Aneta Janik-Barciś.

Pracodawcy wiedzą już, że oferty muszą być na tyle atrakcyjne, żeby ludzie chcieli zostać do końca zbiorów. Dlatego stawki w pracy sezonowej rosną – dziś dochodzą do 20 zł netto za godzinę, co oznacza, że miesięczne zarobić można nawet 3 – 3,5 tys. zł.  Ludzie potrzebni są m.in. do zbierania truskawek, malin czy kwiatów. Firmy najczęściej zatrudniają studentów, pełnoletnich uczniów, a także sporą grupę osób w wieku 50+. Ci ostatni szukają pracy sezonowej, żeby dorobić do emerytury czy renty. Jednak – jak informują szefowie agencji zrzeszonych w SAZ, zdecydowaną większość prac sezonowych w Polsce wykonują obcokrajowcy, najczęściej Ukraińcy, którzy przyjeżdżają do Polski specjalnie w tym celu. Polacy natomiast jeżdżą do tych samych prac do Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii czy Niemiec.

Czytaj również:  Millenialsom najbliżej do salonów Opla, Renault i Peugeota. Niemieckie marki premium daleko z tyłu

Bardzo często zdarza się, że osoba pracująca w Polsce bierze miesiąc płatnego lub nawet bezpłatnego urlopu i jedzie do pracy sezonowej do Holandii, Francji czy Niemiec. Jeśli tu zarabia około trzech tysięcy złotych, to tam może zarobić cztery razy więcej – mówi Aneta Janik-Barciś. – Za granicą również jest bardzo dużo pracy sezonowej. Zaprzyjaźnione niemieckie agencje już zgłaszają się do nas z zapotrzebowaniem na pracowników do zbierania szparagów.

Podobne obserwacje dotyczące ilości zatrudnianych obcokrajowców w miejsce Polaków ma Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres.

W Polsce przy przy zbiorach owoców i warzyw zarobimy około 15 złotych netto za godzinę. Za granicą 40. Wybór jest prosty, tym bardziej, że to praca na dwa, trzy miesiące, czyli tyle ile trwają wakacje – mówi Cezary Maciołek. Dodaje, że widoczna zmiana liczby obcokrajowców zatrudnianych w Polsce do prac sezonowych wyraźnie nasiliła się w 2015 r. – Od tego czasu bazujemy głównie na nich. Ta ewidentny efekt wzrostu gospodarczego i stale malejącej podaży pracowników w Polsce – mówi.

Firmy wzmocniły kadry

W wakacje nie we wszystkich sektorach, w których korzysta się z pracy tymczasowej zapotrzebowanie jest tak duże jak w ogrodnictwie, rolnictwie czy branży horeca. Latem pojawia się zdecydowanie mniej ofert w produkcji przemysłowej i gałęziach gospodarki zależnych od pogody.

– Zamówienia, jeśli już się pojawiają, to zwykle w ostatnim momencie, np. zapotrzebowanie na pracowników na poniedziałek zgłaszane jest przez firmy przed weekendem. To zbyt krótki czas by agencja mogła znaleźć pracowników, przeprowadzić niezbędne szkolenia, wyrobić książeczki sanepidowskie, a w przypadku cudzoziemców przeprowadzić proces legalizacji zatrudnienia – mówi Cezary Maciołek. – Dlatego w ostatnich latach firmy zwiększają zatrudnienie we własnych strukturach – mówi Maciołek.

Żeby dostosować się do wymogów rynku agencje optymalizują koszty, poszukują nowych kanałów rekrutacyjnych i zwiększają zakres działania. M.in. dodają nowe usługi, jak rekrutacje stałe, projekty szkoleniowe czy doradcze. Aby uniknąć ciągłej rotacji pracowników wprowadzają też zmiany w procesie rekrutacji. Jedną z nich jest podawanie w ogłoszeniach stawek za wynagrodzenie. Dodatkowo, wynagrodzenie wzrasta z roku na rok, w obecnym sezonie agencje prognozują nawet 10 proc. wzrost płac dla pracowników sezonowych.