Warszawski rynek biurowy w I kw. 2026: mało pustostanów, wysoki udział nowych umów

W pierwszym kwartale 2026 r. warszawski rynek biurowy charakteryzował się niskim poziomem pustostanów, który wyniósł 9,5 proc. – wynika z najnowszych danych CBRE. Zasoby powierzchni biurowej w Warszawie nieznacznie wzrosły, do użytku oddane zostały dwa duże projekty biurowe, które jednocześnie są ostatnimi większymi realizacjami planowanymi na 2026 rok. W tym samym czasie z mapy rynku zniknęło sześć budynków biurowych, głównie w związku z planowanymi zmianami ich przeznaczenia. Pozostałe projekty
w przygotowaniu mają harmonogramy zakładające oddanie do użytku w latach 2027–2028, co oznacza brak nowej podaży w dalszej części 2026 roku.

Nowe umowy dominują na rynku

W sumie popyt na biura sięgnął 134 tys. mkw. W pierwszych trzech miesiącach roku za większość popytu odpowiadały nowe umowy, które dotyczyły 51 proc. wszystkich transakcji. Renegocjacje to 39 proc. wolumenu transakcji najmu, a ekspansje – 9 proc. Największą transakcją była renegocjacja najmu niemal 9000 mkw. w Neoparku B przez P4 – najemcę reprezentowało CBRE.

Aktywność firm z sektora IT na warszawskim rynku biurowym pozostaje wysoka, co potwierdza ich znaczący udział w strukturze branżowej najemców. W pierwszym kwartale odpowiadały one za 20 proc. wszystkich zawartych umów, wyraźnie wyprzedzając usługi dla biznesu (13 proc.) oraz sektor finansowy (12 proc.).

Firmy technologiczne postrzegają biuro jako istotny element swojej strategii operacyjnej i narzędzie przyciągania talentów. Potwierdza to ich wysoki popyt na powierzchnię biurową w stolicy, mimo powszechnego w tym sektorze modelu pracy hybrydowej. Niezależnie od branży, organizacje szukają nowoczesnych powierzchni w dobrze skomunikowanych rejonach miasta. W pierwszym kwartale 2026 roku aż 54 proc. wszystkich umów zostało zawartych w centralnym obszarze Warszawy, przy czym aż jedna czwarta wszystkich transakcji przypadła na okolice Ronda Daszyńskiego. Sporą popularnością cieszył się także Służewiec, z udziałem 19 proc. wynajętej powierzchni – mówi Aleksander Hofmann, szef zespołu reprezentacji najemców biurowych w Warszawie, CBRE.

Ograniczona podaż i stabilne wakaty

W pierwszych trzech miesiącach 2026 r. do użytku oddane zostały dwa duże budynki biurowe. Największy z nich to Studio A, położony na Woli, który dostarczył na rynek 24 tys. mkw. Kolejne to VENA (15,4 tys. mkw.). W budowie lub remoncie znajduje się 120 tys. mkw. Z rynku wyłączonych zostało sześć obiektów, o łącznej powierzchni 31 tys. mkw. Główną przyczyną jest zmiana ich funkcji z biurowej na inną, w tym zajęcie przez placówki medyczne. Na koniec pierwszego kwartału br. powierzchnia biurowa w Warszawie wyniosła 6,28 mln mkw., a więc zwiększyła się w porównaniu do końca minionego roku (6,23 mln mkw.).

Poziom pustostanów nieznacznie wzrósł w porównaniu do końca 2025 r. i sięga 9,5 proc. W centrum miasta wynosi 6,5 proc., a poza centrum – 12,2 proc. Zachodnie Obrzeża Centrum odnotowały wakat sięgający 7,1 proc., natomiast Służewiec – 18,7 proc.

Który model AI jest najlepszy? Odpowiedź brzmi: to zależy

Sztuczna inteligencja w ostatnich latach przeszła drogę od technicznej ciekawostki do jednego z podstawowych narzędzi pracy w wielu branżach. Modele językowe wspierają tworzenie treści, analizowanie informacji, obsługę klientów czy procesy decyzyjne. W naturalny sposób rośnie więc zapotrzebowanie na badania i rankingi, które mają pomóc użytkownikom wybrać najlepsze rozwiązanie. Testy przeprowadzone przez Marka Jeleśniańskiego z firmy Oxido pokazują jednak, że takie podejście – chociaż intuicyjne – jest zbyt uproszczone, aby oddać rzeczywistą wartość modeli LLM.

Najważniejszy wniosek płynący z zakończonej w marcu 2026 r. analizy wyników testów jest prosty: nie istnieje jeden model językowy, który byłby najlepszy we wszystkich zastosowaniach. Poszczególne rozwiązania osiągają bardzo różne rezultaty w zależności od rodzaju zadania, a różnice między nimi często okazują się zaskakująco niewielkie.

W praktyce oznacza to, że wszelkie publikowane rankingi mają ograniczoną wartość. Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, w jakich konkretnych sytuacjach dany model sprawdza się najlepiej i gdzie jego przewagi zaczynają zanikać – mówi Marek Jeleśniański, CEO Oxido i analityk modeli LLM, który był odpowiedzialny za stworzenie metodologii ich testów oraz przeprowadzenie badania i opracowanie raportu.

Testy bliższe rzeczywistości niż klasyczne benchmarki

Istotną cechą wykonanych testów było odejście od klasycznych benchmarków, które dominują w komunikacji dotyczącej porównywania modeli sztucznej inteligencji. Standardowe badania bazują najczęściej na krótkich, zamkniętych zadaniach, w których odpowiedź można jednoznacznie ocenić jako poprawną lub błędną. Takie podejście dobrze sprawdza się w pomiarze zdolności modeli do prowadzenia logicznych czy matematycznych analiz, ale w ograniczonym stopniu oddaje sposób, w jaki korzystają z nich użytkownicy na co dzień.

W swoim badaniu Marek Jeleśniański postawił na scenariusze przypominające realne sytuacje zawodowe, jak opracowywanie wiadomości e-mail, przygotowywanie koncepcji marketingowych, rozwiązywanie problemów menedżerskich czy interpretowanie przepisów. Tego rodzaju zadania wymagają nie tylko wiedzy, lecz również umiejętności jej zastosowania w określonym kontekście, a także odpowiedniego stylu komunikacji. Dzięki temu wyniki lepiej pokazują praktyczną użyteczność modeli, a nie jedynie ich teoretyczny potencjał.

Takie podejście pozwoliło na ujawnienie pewnej prawidłowości: modele, które dobrze radzą sobie w benchmarkach, nie zawsze są najlepsze w codziennej pracy. Z perspektywy użytkownika często większe znaczenie ma to, czy model potrafi stworzyć sensowny szkic wiadomości poczty elektronicznej lub prezentacji, niż to, czy poprawnie rozwiąże złożone zadanie logiczne.

Język i lokalny kontekst jako niedoceniane czynniki

Jednym z bardziej interesujących wniosków z przeprowadzonych testów jest znaczenie języka i kontekstu kulturowego. Modele językowe trenowane są na ogromnych zbiorach danych, ale ich jakość nie jest równomierna dla wszystkich języków i regionów. W przypadku języka polskiego różnice w jakości odpowiedzi okazują się wyraźne, zarówno pod względem poprawności językowej, jak i poprawności treści.

Problemy pojawiają się zarówno w warstwie językowej, jak też w rozumieniu lokalnych realiów. Modele nie zawsze uwzględniają kontekst kulturowy, różnice regionalne czy specyfikę rynku, co może prowadzić do odpowiedzi poprawnych formalnie, ale mało użytecznych w praktyce. Dla firm działających na rynkach lokalnych oznacza to konieczność szczególnie uważnego testowania narzędzi, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się uniwersalne – zauważa Marek Jeleśniański.

Wybór modelu to także decyzja biznesowa

Analiza wyników testów prowadzi do wniosku, że wybór modelu językowego nie powinien bazować wyłącznie na jakości generowanych odpowiedzi. W praktyce równie istotne są czynniki związane z całym ekosystemem oferowanym przez twórców danego narzędzia, jak możliwości integracji, dostępność dodatkowych funkcji czy sposób wdrożenia w firmowej infrastrukturze.

Nie bez znaczenia pozostają także kwestie bezpieczeństwa i prywatności danych. Darmowe narzędzia mogą wiązać się z wykorzystaniem informacji użytkowników do dalszego trenowania modeli. Także płatne wersje nie zawsze gwarantują pełną kontrolę nad danymi. W efekcie część firm decyduje się na wdrażanie modeli na własnej infrastrukturze, co daje większą niezależność, ale jednocześnie wymaga odpowiednich zasobów technicznych.

W tym kontekście rośnie znaczenie otwartych lub półotwartych modeli, które – jak pokazały wyniki testów – coraz częściej dorównują rozwiązaniom komercyjnym. Dla przedsiębiorstw oznacza to realną alternatywę, szczególnie tam, gdzie kluczowa jest kontrola nad danymi i środowiskiem pracy.

Dlaczego wyniki badań nigdy nie będą ostateczne?

Chociaż przeprowadzone testy i analizy dostarczają cennych wniosków, należy pamiętać o ich ograniczeniach. Jednym z najważniejszych problemów jest brak pełnej powtarzalności odpowiedzi generowanych przez modele językowe. Ten sam model, przy tym samym poleceniu, może wygenerować różne rezultaty, co utrudnia jednoznaczną ocenę jego możliwości. Dodatkowym wyzwaniem jest subiektywność ocen. W wielu przypadkach, zwłaszcza przy zadaniach kreatywnych lub związanych z komunikacją, nie istnieje jedno obiektywne kryterium poprawności. Nawet przy zaangażowaniu wielu oceniających osób oraz zastosowaniu metod statystycznych trudno całkowicie wyeliminować wpływ indywidualnych preferencji.

Nie bez znaczenia pozostaje również kwestia konfiguracji modeli. Różne warianty tego samego rozwiązania mogą oferować odmienne możliwości, a dostępność funkcji często zależy od wybranego planu czy kierowanych do niego wcześniej zapytań. W efekcie porównania między modelami nie zawsze są w pełni równoważne, co dodatkowo komplikuje interpretację wyników.

Wnioski z badań prowadzą do jednej, bardzo praktycznej konkluzji: zamiast polegać wyłącznie na zewnętrznych rankingach, firmy powinny samodzielnie testować modele w kontekście własnych potrzeb. Kluczowe jest tu odejście od ogólnych porównań na rzecz scenariuszy odpowiadających rzeczywistym zastosowaniom, takim jak komunikacja z klientami, tworzenie dokumentów czy analiza danych – mówi Marek Jeleśniański.

Równie ważne jest testowanie modeli w docelowym środowisku, a więc nie tylko w interfejsie webowym, ale także po zintegrowaniu z systemami wykorzystywanymi w firmie. Istotnym elementem jest także uwzględnienie czynników pozatechnicznych, jak koszt, bezpieczeństwo danych czy możliwości skalowania. W wielu przypadkach to właśnie te aspekty, a nie sama jakość odpowiedzi, przesądzają o tym, czy wdrożenie modelu przyniesie realną wartość biznesową.

Przeprowadzone przez Marka Jeleśniańskiego pokazują, że w świecie modeli językowych nie ma prostych odpowiedzi ani uniwersalnych zwycięzców. Każde rozwiązanie stanowi kompromis między jakością, kosztem, dostępnością funkcji i poziomem kontroli nad danymi, konieczne jest więc prowadzenie własnych analiz i testów. Tylko takie podejście pozwoli na świadomie dopasowanie modeli LLM do własnych potrzeb i zrozumieć ich ograniczenia.

ABSL uruchamia Chapter w Lublinie i wzmacnia lokalny ekosystem usług biznesowych

0

Zróżnicowana struktura centrów usług biznesowych, dostęp do talentów oraz nowoczesna powierzchnia biurowa sprawiają, że Lublin z perspektywy inwestorów z sektora usług biznesowych stał się atrakcyjną alternatywą dla największych miast w Polsce. Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), doceniając rosnące znaczenie miasta, zainaugurował działalność Chaptera ABSL, który będzie pełnił rolę platformy wymiany doświadczeń dla biznesu, administracji i środowiska akademickiego.

Sektor usług biznesowych od lat pozostaje jednym z kluczowych silników rozwoju polskiej gospodarki przyczyniając się również do wzmacniania konkurencyjności miast poprzez rozwój lokalnych rynków pracy, współpracę z uczelniami oraz wzrost innowacyjności. Dane z raportu ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025” wskazują, że w Polsce działa ponad 2 tys. centrów usług biznesowych, zatrudniających blisko pół miliona specjalistów, a udział sektora w PKB szacowany jest na 5,7%. W Lublinie funkcjonuje ponad 80 centrów usług biznesowych, zatrudniających ok. 10 400 osób.

Działania, które podejmujemy jako ABSL, wspierają zarówno rozwój sektora usług biznesowych, jak i miast. Spotkania organizowane w ramach chapterów ABSL są efektywną platformą umożliwiającą planowanie dalszego rozwoju i wzmacnianie konkurencyjności. Dzięki obecności sektora usług biznesowych miasta zyskują wartościowe miejsca pracy oraz impuls do rozwoju – zaznacza Janusz Dziurzyński, Prezes ABSL.

Lublin – rosnący ośrodek usług biznesowych we wschodniej Polsce

Według danych z raportu ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025”, ponad połowa z 10 400 osób zatrudnionych w centrach usług w Lublinie to specjaliści IT. Jednym z kluczowych atutów Lublina jest silne zaplecze akademickie. W mieście działa dziewięć uczelni wyższych, w których kształci się ponad 57 tys. studentów, blisko tysiąc doktorantów, a lubelskie uczelnie kończy ponad 15 tys. absolwentów rocznie. Dostęp do wykwalifikowanych kadr, szczególnie w obszarach IT, analityki, finansów i kompetencji językowych, stanowi jeden z głównych powodów zainteresowania inwestorów Lublinem. Miasto wyróżnia się również konkurencyjnymi kosztami operacyjnymi i rozwiniętą infrastrukturą biurową. Istotnym czynnikiem przyciągającym inwestorów jest również otwartość władz miasta na współpracę z biznesem i uczelniami.

Lublin podejmuje szereg działań, które tworzą przyjazny ekosystem dla mieszkańców, uczelni i inwestorów. Wysokie nakłady inwestycyjne miasta, konsekwentnie realizowana strategia rozwoju i wsparcie inwestorów, kreują stabilne i przewidywalne środowisko dla firm.

Lublin coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na mapie usług biznesowych w Polsce. Przyciągamy inwestorów kompetencjami naszych mieszkańców, silnym zapleczem akademickim oraz stabilnym środowiskiem do rozwoju biznesu. To przekłada się na dobre, specjalistyczne miejsca pracy i dynamiczny rozwój całego miasta. Chcemy, aby Lublin był naturalnym wyborem dla firm, które szukają talentów, innowacyjnego otoczenia i partnerskiej współpracy z samorządem – zaznacza Krzysztof Żuk, Prezydent Miasta Lublin.

Wysoka jakość życia w mieście została dostrzeżona w najnowszym rankingu Bussines Insider (2026). Lublin zajął 3. miejsce wśród miast najlepszych do życia w Polsce. W zestawieniu doceniono dostęp do opieki zdrowotnej, bezpieczeństwo czy jakość powietrza.

Połączenie świadomego zarządzania, otwartości władz miasta na dialog z biznesem oraz środowiskiem akademickim sprawia, że Lublin jest wiarygodnym i długofalowym partnerem dla inwestorów z sektora usług biznesowych.

Otwartość i dążenie do jedności, jakie charakteryzują Lublin, przekładają się na rosnące zaufanie inwestorów oraz stabilny rozwój sektora usług biznesowych. W mieście, które już dziś konsekwentnie buduje kulturę współpracy, a w 2029 roku stanie się Europejską Stolicą Kultury, inauguracja Chaptera ABSL jest dla nas momentem przełomowym. Zyskujemy platformę, która pozwoli jeszcze silniej wykorzystać potencjał synergii między dojrzałym sektorem usług biznesowych, kreatywną przestrzenią lubelskich uczelni oraz partnerskim podejściem lokalnej administracji. Naszym celem jest dalszy rozwój tego ekosystemu, tak aby Lublin umacniał swoją pozycję jako kluczowy ośrodek dla procesów wymagających wysokich kompetencji, innowacyjności i współdziałania – podkreśla Justyna Grzywaczewska, Senior Manager / Site Leader w firmie Genpact oraz liderka chaptera ABSL w Lublinie.

Perspektywy zawodowe i zarobki jakie gwarantują ukończone studia inżynierskie na kierunku informatyka na renomowanej uczelni

Inżynierskie studia informatyczne to przepustka do dynamicznej i dochodowej kariery w IT. Branża oferuje imponujące zarobki, sięgające nawet 35 tysięcy złotych, a dyplom renomowanej uczelni potrafi znacznie podnieść pensję startową. Dowiedz się, jakie specjalizacje, wpływ sztucznej inteligencji, wybór umowy czy praca zdalna kształtują perspektywy finansowe inżynierów informatyków w dzisiejszym świecie technologii.

Jakie perspektywy zawodowe dają studia inżynierskie z informatyki?

Studia informatyka w Warszawie trwające zazwyczaj siedem lub osiem semestrów, to solidny fundament kariery. Dyplom otwiera drogę do globalnych korporacji oraz prestiżowych jednostek badawczych. Rynek nieustannie poszukuje specjalistów, co zapewnia bezpieczeństwo zawodowe. Możesz realizować się w takich obszarach jak:

  • projektowanie oprogramowania,

  • cyberbezpieczeństwo,

  • architektura systemów,

  • analiza danych,

  • rozwiązania chmurowe,

  • sztuczna inteligencja.

Pamiętaj, że staże i praktyki podnoszą Twoją wartość rynkową o 20% już na starcie. Rozwijanie własnych projektów pozwala na błyskawiczny awans i zdobycie pozycji eksperta w świecie technologii.

Czy ukończenie renomowanej uczelni wpływa na zarobki w IT?

Czy ukończenie prestiżowej uczelni rzeczywiście przekłada się na wyższe zarobki w branży technologicznej? Dane rynkowe pokazują, że dyplom renomowanej placówki realnie podbija stawkę, a absolwenci topowych kierunków mogą liczyć na pensje wyższe o 15%, często startując z poziomu przekraczającego 14 000 zł brutto. Wybierając sprawdzone studia informatyka w Warszawie, zyskujesz solidny fundament pod przyszłą karierę. Decyzja o wyborze silnej marki akademickiej niesie ze sobą szereg wymiernych korzyści, które doceniają rekruterzy w największych firmach:

  • dostęp do prestiżowych certyfikatów jakości,

  • wysokie lokaty w rankingach edukacyjnych,

  • unikalny networking z ekspertami z branży,

  • skrócona ścieżka awansu zawodowego,

  • płynny start w strukturach globalnych korporacji,

  • gwarancja solidnego przygotowania merytorycznego.

To właśnie relacje i kontakty biznesowe budowane jeszcze w trakcie nauki okazują się kluczem do błyskawicznego rozwoju. Dzięki nim wejście na rynek pracy staje się znacznie łatwiejsze, a dostęp do unikalnej wiedzy otwiera drzwi, które dla innych pozostają zamknięte.

Jakie specjalizacje w branży IT oferują najwyższe wynagrodzenia?

Sektor IT od lat przyciąga obietnicą wysokich zarobków, szczególnie w obszarach wymagających unikalnych kompetencji technicznych. Obecnie wynagrodzenia przekraczające 35 tysięcy złotych miesięcznie stają się standardem dla ekspertów najwyższej klasy, którzy opanowali najbardziej poszukiwane technologie. Wśród najbardziej dochodowych ról na współczesnym rynku pracy wyróżniają się:

  • architekci rozwiązań chmurowych projektujący skalowalne systemy,

  • specjaliści od cyberbezpieczeństwa odpowiedzialni za ochronę cyfrowych zasobów,

  • data scientists przekuwający surowe dane w cenne informacje,

  • inżynierowie danych panujący nad strukturą i przepływem informacji,

  • programiści Full Stack sprawnie łączący świat wizualny z zapleczem technicznym,

  • eksperci Business Intelligence wspierający kluczowe procesy decyzyjne.

Tak wysokie stawki wynikają z ogromnego deficytu talentów potrafiących połączyć kodowanie z analitycznym myśleniem. Rynek dynamicznie ewoluuje w stronę technologii 5G, Internetu Rzeczy oraz etycznego hackingu, co sprawia, że to eksperci od algorytmów dyktują dziś warunki pracy, a rosnący sektor chmurowy dodatkowo wzmacnia tę tendencję.

Jakie są różnice w dochodach między umową o pracę a kontraktem B2B?

W branży technologicznej rodzaj umowy bezpośrednio wpływa na Twoje zarobki. Przy budżecie 20 000 zł brutto, przejście na samozatrudnienie zwiększa wypłatę netto nawet o jedną czwartą. Wynika to z elastyczności podatkowej; model B2B pozwala wybrać ryczałt lub podatek liniowy, co przy wysokich dochodach jest korzystniejsze niż standardowe składki. Choć umowa o pracę daje ochronę z Kodeksu pracy i płatny urlop, aż 70% ekspertów IT wybiera kontrakt. Przed decyzją warto przeanalizować:

  • realną kwotę przelewu po opodatkowaniu,

  • możliwość optymalizacji kosztów firmowych,

  • zakres przywilejów socjalnych i prawnych,

  • elastyczność w doborze czasu pracy,

  • stabilność oferowaną przez korporacje.

Jak praca zdalna wpływa na możliwości finansowe specjalistów IT?

Praca zdalna zniosła bariery geograficzne, dając inżynierom szansę na skokowy wzrost zarobków bez konieczności przeprowadzki. Zarabianie w euro lub dolarach przy zachowaniu lokalnych kosztów życia drastycznie zwiększa siłę nabywczą, a model ten zapewnia:

  • brak ograniczeń terytorialnych u pracodawcy,

  • skokowy wzrost dochodów bez zmiany adresu,

  • bezpośredni dostęp do globalnych kapitałów,

  • wyższą siłę nabywczą dzięki zagranicznym stawkom,

  • oszczędność czasu na codziennych dojazdach.

Wysokie zarobki to nie tylko kwestia technologii. Aby zostać liderem, niezbędna jest inteligencja emocjonalna oraz kompetencje miękkie. Połączenie wiedzy technicznej z celami biznesowymi pozwala skutecznie zarządzać strategicznymi projektami oraz budżetami firmy.

Współczesny rynek redefiniuje sztuczna inteligencja. AI otwiera nowe, dochodowe ścieżki kariery. Specjaliści od uczenia maszynowego dyktują dziś warunki finansowe, będąc obecnie najbardziej pożądaną grupą ekspertów.

Jakie umiejętności ułatwiają inżynierom awans na stanowiska zarządcze?

Przejście z roli technicznej na stanowisko kierownicze wymaga znacznie więcej niż tylko solidnego warsztatu inżynierskiego. Fundamentem nowoczesnego lidera staje się inteligencja emocjonalna, która pozwala łączyć zarządzanie budżetem z budowaniem zaufania. W obliczu rewolucji AI inżynier musi stać się partnerem biznesowym, koncentrując się na rozwoju kluczowych obszarów:

  • sprawne rozwiązywanie zawiłych problemów biznesowych,

  • budowanie trwałych relacji z klientami,

  • zdobywanie certyfikatów budujących autorytet,

  • projektowanie złożonych systemów informatycznych,

  • wdrażanie rozwiązań opartych o uczenie maszynowe,

  • ciągłe dokształcanie i adaptacja do zmian.

Obecnie elastyczność jest najcenniejszą walutą, ponieważ sztuczna inteligencja coraz skuteczniej przejmuje powtarzalne zadania. Sukces w branży IT zależy od umiejętności porzucenia starych schematów i skupienia się na optymalizacji procesów, co pozwala wyróżnić się na dynamicznym rynku pracy.

Jak rozwój sztucznej inteligencji zmienia zapotrzebowanie na pracowników IT?

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje sektor technologiczny, sprawiając, że programiści coraz rzadziej zajmują się prostym kodowaniem na rzecz projektowania zaawansowanych architektur. Dzięki automatyzacji żmudne procesy odchodzą w zapomnienie, a co trzecie ogłoszenie o pracę wymaga już biegłości w obsłudze nowoczesnych algorytmów. Obecnie na rynku najbardziej poszukiwani są:

  • inżynierowie uczenia maszynowego,

  • architekci systemów inteligentnych,

  • specjaliści do spraw bezpieczeństwa danych,

  • eksperci wdrażający modele językowe,

  • specjaliści od etyki i ochrony danych.

Biegłość w tych obszarach pozwala uzyskać zarobki wyższe o jedną trzecią od rynkowej średniej. Warto jednak pamiętać, że fundamentem sukcesu jest etyczne i bezpieczne operowanie danymi. Rozwijanie tych kompetencji to obecnie najpewniejszy sposób na zbudowanie dochodowej kariery w świecie IT.

Gdzie sprzedać srebro inwestycyjne: monety, sztabki i inne formy – poradnik inwestora

W dobie zmian społeczno-gospodarczych oraz wahań inflacji, warto zadbać o przemyślane inwestycje, które zbudują Twój kapitał na przyszłość. Srebro to nie tylko szlachetny kruszec, ale także sposób na dywersyfikację portfela. Dowiedz się, na jakie produkty warto zwrócić uwagę oraz gdzie sprzedać srebro inwestycyjne, by zmaksymalizować zyski.

Jak sprzedać srebro? Podstawowe wskazówki dla inwestorów

Sprzedaż i odkup srebra wymagają strategicznego podejścia – trzeba zbadać rynek, wybrać odpowiedni moment oraz produkt. Niezależnie od tego, czy decydujesz się na sprzedaż sztabek, monet bulionowych czy medalionów, warto w pierwszej kolejności:

·       sprawdzić rynkową wartość srebra, np. przeczytać obwieszczenia Prezesa NBP, przejrzeć portale finansowe,

·       zgromadzić dokumentację potwierdzającą autentyczność srebra, np. certyfikaty autentyczności, paragony zakupu, opakowania producenta – one mogą znacząco zwiększyć Twoją wiarygodność i ostateczną cenę sprzedaży.

Kolejny krok to ocena stanu fizycznego srebra. Zanim wystawisz na sprzedaż monety lub sztabki, warto je delikatnie oczyścić – zachowaj jednak ostrożność, by nie naruszyć powierzchni.

Więcej wskazówek o tym, jak sprzedać srebro przeczytasz na stronie https://www.mennica.com.pl/produkty-inwestycyjne/poradnik-inwestora-lista/gdzie-sprzedac-srebro-inwestycyjne-monety-bulionowe-i-sztabki.

To ważne:

Forma srebra (moneta, sztabka, biżuteria) determinuje, gdzie najlepiej sprzedać dany produkt. Przykładowo, sztabkę warto sprzedać w internetowym kantorze, natomiast unikatową monetę lepiej wystawić na aukcji kolekcjonerskiej.

 

Gdzie sprzedać srebro inwestycyjne?

Srebro inwestycyjne możesz sprzedać osobie prywatnej lub specjalistycznemu przedsiębiorstwu zajmującemu się obrotem kruszcami, np.:

·       dealerowi metali szlachetnych,

·       mennicy,

·       jubilerowi,

·       właścicielowi sklepu numizmatycznego.

A gdzie sprzedać srebro inwestycyjne, by zyskać najkorzystniejszy zwrot z inwestycji? To zależy od Twoich potrzeb oraz oczekiwań finansowych. U jubilera lub w lombardzie zazwyczaj szybciej sprzedasz produkty ze srebra, ale musisz zapłacić dość wysoką marżą, nawet kilkudziesięcioprocentową. Przy operacji z firmą wyspecjalizowaną w handlu srebrem (często też złotem),uzyskasz rzetelną wycenę monet i sztabek, a często taki podmiot może także zaoferować konkurencyjną cenę. Jeśli chcesz sprzedać srebro osobie prywatnej, zawsze wcześniej zweryfikuj jej tożsamość.

Czy wiesz, że… ?

Niektóre firmy oferują wycenę na podstawie zdjęć, inne publikują aktualne cenniki na stronach internetowych. Warto przejrzeć strony tych podmiotów, by poznać aktualne potrzeby rynku oraz ceny za odkup srebra.

 

Odkup srebra – zasady bezpieczeństwa

Każda inwestycja – sprzedaż czy odkup srebra – wymaga ostrożności oraz rozwagi. W końcu chodzi o bezpieczeństwo Twoich danych oraz pieniędzy, dlatego zanim przy finalizacji transakcji m.in.:

·       zweryfikuj dane kupującego oraz platformy, na której chcesz sprzedać srebro – sprawdź np. NIP, KRS lub REGON firmy, przeczytaj opinie o kupującym oraz sprzedawcy na niezależnych forach, upewnij się, że platforma ma certyfikat SSL (ikona kłódki w pasku adresu) oraz politykę ochrony danych zgodną z RODO.

·       wybieraj bezpieczne metody płatności, np. BLIK – dzięki temu nie udostępniasz swoich danych, co minimalizuje ryzyko kradzieży danych bankowych.

·       staraj się unikać transakcji gotówkowych, chyba że kupujący zapewni Ci bezpieczne warunki do dokonania płatności, np. pokój z monitoringiem.

Zachowaj także wszystkie dokumenty dotyczące sprzedaży lub odkupu srebra. Dzięki temu, w razie ewentualnego sporu, udowodnisz autentyczność transakcji, wagę i próbę kruszcu.

Pamiętaj, że stosowanie tych zasad nie tylko chroni Twoje finanse, ale także gwarantuje spokój i pewność transakcji. To zapewnia Ci pełną kontrolę nad inwestycją, minimalizuje ryzyko strat oraz buduje Twoją wiarygodność, jeśli zdecydujesz się w przyszłości na kolejny odkup srebra.

Dolar koryguje spadki, a inwestorzy znów kupują przyszłość

Bliskowschodnie „porozumienie” pozwala rynkom kapitałowym nie tyle na odetchnięcie z ulgą, co kieruje ich wzrok do jeszcze bardziej świetlanej przyszłości. Rynek walutowy jest w tej kwestii ostrożniejszy, ale także na nim nadszedł chyba czas na przynajmniej skromną korektę, która w środę kieruje kapitał do USD. Chiny raz jeszcze danymi makro potwierdzają swoją odporność na zawirowania w globalnym handlu.

Chiny na piątkę!

Każdy pasjonat historii potwierdzi, że partie komunistyczne mają słabość do liczby 5. Chiny kultywują tę tradycję także w XXI wieku, czego najlepszym przykładem jest fakt, że w tym roku zaczął obowiązywać już 15. Plan Pięcioletni. Kolejne potwierdzenia odnajdziemy w dzisiejszym całkiem pokaźnym pakiecie danych makro. Chińska gospodarka w pierwszym kwartale miała się rozwijać w tempie… równych 5%, co przebiło rynkowy konsensus. Marcowa produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym również była lepsza od prognoz i wyniosła… 5,7%. Niestety wyższa od prognoz okazała się też stopa bezrobocia, która wzrosła do… 5,4% i był to najwyższy wynik od ponad roku. Niewykluczone, że gorszy obraz rynku pracy przełożył się na słabszą siłę konsumenta, ponieważ sprzedaż detaliczna w zeszłym miesiącu była wyraźnie gorsza od oczekiwań (+1,7% rdr, zamiast +2,4%). Nie rozstrzygając stopnia zaufania do chińskich danych makro, to z powyższego pakietu można wnioskować, że druga gospodarka globu (pomimo pewnych rys) pozostała odporna nawet w okolicznościach coraz bardziej chaotycznej geopolityki i niemalejących napięć handlowych. Publikacje nie miały zauważalnego przełożenia na forex, gdzie CNY wraz z większością FX pozostaje pod środowym wpływem dolarowej korekty. Na USD/CNY ta korekta tylko chwilowo zatrzymuje już ponad roczny trend umacniania chińskiej waluty. Kurs dolara do juana odbił się od 6,8 CNY, czyli ponad 3-letnich minimów. W przypadku kursu CNY/PLN przełożyło się to na powrót w okolice 0,528 PLN.

Czas korekty czy czas przyspieszenia?

Środowa sesja wygląda na doskonały moment do korekty ostatnich gwałtownych zachowań. A przynajmniej tak to wygląda na forex, gdzie mocno poturbowany w ostatnich dniach dolar zaczął się bronić. Kurs EUR/USD zawrócił po przetestowaniu obszaru 1,18 USD. Oczywiście takie zachowanie „zielonego” jest doskonałym pretekstem do (przynajmniej chwilowego) ograniczenia pozycji w mocno już w kwietniu wykupionych walutach EM. A to uderza dziś również w złotego. W ten sposób kurs euro wrócił ponad 4,24 zł, a kurs dolara to znów 3,60 zł. Zawahanie rynku walutowego (który o wiele ostrożniej reaguje na doniesienia z Bliskiego Wschodu) w dyskontowaniu „zawieszenia broni” nie znajduje przełożenia na rynek kapitałowy. A przynajmniej na główne parkiety. W czasie azjatyckiej sesji dobrze performowały chińskie indeksy, ale i tak bladły przy Tokio, które zyskało blisko 2,4%. W Europie dominuje zieleń, chociaż nie rozkłada się równomiernie. Londyn czy Frankfurt rosną przyzwoicie +0,5%, ale już Madryt znajduje się ledwo nad kreską. Do maruderów należy m.in. Warszawa, gdzie WIG20 traci 0,7%. Kontrakty na Wall Street wskazują na delikatnie pozytywne otwarcie, ale przed sesją wyniki kwartalne (z najgłośniejszych spółek) raportowało tylko Pepsico (całkiem pozytywne). Dopiero po zamknięciu notowań poznamy wyniki dzisiejszej gwiazdy, czyli Netflixa (a wszystko zaraz po nieudanej próbie przejęcia Warner Bros.). Delikatne podbicie widać na wycenie ropy, ale wygląda to bardziej na zbieranie sił przed kontynuacją spadków, a Brent handlowany jest za blisko 96 USD za baryłkę. Na rynku długu dominuje spadek rentowności, a polskie 10-latki testują od góry 5,5%. Inwestorzy pozostają odporni na coraz głośniejsze ostrzeżenia od takich instytucji jak MFW czy Bank Światowy o długotrwałych efektach bliskowschodniego konfliktu. Koniec tej wojny ma być początkiem nowego wspaniałego świata (zapewne pod przewodnictwem AI, co potwierdziły już wyniki spółki TSMC). Globalny indeks giełdowy MSCI All-Country World Index po 10 wzrostowych sesjach z rzędu znalazł się na rekordowym poziomie.

Bułgaria przed wyborami: czas wielkiej próby między Brukselą a Moskwą

Wybory na Węgrzech przyniosły powiew świeżości i obietnicę istotnej zmiany perspektyw kraju. Masowe protesty w Bułgarii pod koniec zeszłego roku pokazały, że na zmiany liczą także Bułgarzy. Przyspieszone wybory, które odbędą się w niedzielę 19.04, najpewniej zakończą się wygraną Postępowej Bułgarii, której zakres ideologiczny jest bardzo szeroki i niedookreślony. Są jednak obawy, że obierze ona kurs na łagodny eurosceptycyzm – a może również ocieplenie stosunków z Moskwą.

Prężnie rosnąca gospodarka między Wschodem a Zachodem

Bułgaria jest względnie niewielkim (6,7 mln osób, PKB – 148 mld USD) i najbiedniejszym pod względem PKB per capita krajem w Unii. Jest jednocześnie jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek we wspólnocie – wzrost PKB w ostatnich dwóch latach przewyższał 3% i zarówno w tym, jak i kolejnym roku powinien pozostać w tej okolicy.

Rozwojowi gospodarki towarzyszy dwucyfrowa dynamika płac. Idzie ona jednak w parze z podwyższoną inflacją – ta w marcu powróciła powyżej poziomu 4%, a więc stanowi dwukrotność celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego. W tym kontekście warto przypomnieć, że Bułgaria wraz z początkiem tego roku przyjęła euro. Nie stanowiło to jednak dla kraju specjalnego szoku, zważając na to, że wcześniej przez lata lew bułgarski utrzymywał stały kurs w okolicy 1,96. System izby walutowej został wprowadzony w 1997 r. aby walczyć z hiperinflacją – początkowo kurs był sztywno powiązany z marką niemiecką (DEM), którą w 1999 r. zastąpiło euro.

Pod względem geograficznym i historycznym Bułgaria stanowi niejako pomost między Europą i Azją. Wschodnie wpływy są w tym kraju nad wyraz widoczne, co jest wynikiem bizantyjskiego dziedzictwa. Bułgaria jest miejscem narodzin cyrylicy, która dodatkowo wiąże ją z prawosławnym wschodem. W kraju na każdym kroku widać również wpływy tureckie – przez blisko 500 lat, między XIV a XIX w., był on częścią Imperium Osmańskiego. Spod panowania Turków pod koniec XIX w. Bułgaria wydostała się z pomocą Rosji, co wytworzyło silną więź z tym krajem – po II wojnie światowej była ona najwierniejszym sojusznikiem ZSRR w bloku wschodnim.

Rosną nastroje antyunijne, lecz zwolennicy UE mają przewagę

W ostatnich latach Bułgaria była jednym z najmniej stabilnych politycznie krajów UE. Niedzielne głosowanie to ósme wybory parlamentarne od 2021 r. Przyspieszone wybory są wynikiem dymisji rządu Rosena Żelazkowa, do której doszło pod koniec 2025 r. na fali ogromnych protestów, w których udział wzięło ponad 100 tys. osób. Bułgarzy dali wyraz rozczarowaniu działaniem państwa oraz korupcją i sprzeciwiali się planom podwyższenia podatków.

Największe szanse na zwycięstwo ma nowo utworzona partia byłego prezydenta Rumena Radewa – Postępowa Bułgaria, która zgodnie z sondażami może liczyć na ok. 30% poparcie. Radew pozycjonuje się jako antyestablishmentowiec, co zwraca uwagę rozczarowanych korupcją Bułgarów. Dodatkowo partię charakteryzuje brak silnego ukierunkowania ideologicznego, co pozwala przyciągnąć wyborców z różnych stron politycznego spektrum. Jednocześnie oznacza to, że w przypadku zwycięstwa przyszły kierunek działań jest nieoczywisty.

Jako prezydent Radew wyrażał opinie, które można uznać za eurosceptyczne i prorosyjskie – jego słowa nie miały wówczas jednak tak dużej wagi, biorąc pod uwagę ograniczone znaczenie tej funkcji w sprawowaniu władzy. Jego zwycięstwo stanowi ryzyko w kontekście współpracy w ramach UE i NATO, ale trudno obecnie określić jego skalę, mając na uwadze brak spójności ideologicznej i to, że Postępowa Bułgaria najpewniej będzie potrzebowała koalicji, by rządzić. Utworzenie rządu z prounijnymi liberałami z PP–DB mogłoby je ograniczyć i dać szansę na stabilne rządy – co powinno spotkać się z przychylnością inwestorów.

Warto też zwrócić uwagę, że choć w Bułgarii – podobnie jak w wielu innych krajach UE – rosną nastroje antyunijne, wspólnota nadal cieszy się dużą popularnością. Zgodnie z niedawnymi sondażami mniej więcej trzech na pięciu Bułgarów popiera członkostwo w Unii. Przyjęcie euro jest mniej popularne (zgodnie z Eurobarometrem z końcówki zeszłego roku 49% Bułgarów było przeciw, z kolei 42% za), ale raczej trudno uznać tę kwestię za kluczowy dla Bułgarów temat. Biorąc pod uwagę kontekst historyczny, nie budzi zdziwienia to, że część społeczeństwa (szacuje się, że mniej więcej jedna czwarta) jest prorosyjska – choć nastawienie względem kraju wyraźnie pogorszyło się po jego pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r.

Na bułgarskich rynkach nie widać paniki

Pierwszym krokiem przy analizie nastrojów inwestorów w kontekście wydarzeń politycznych byłoby dla nas spojrzenie na rynek walutowy. Zmiany polityczne w Bułgarii nie wpłyną jednak na notowania wspólnej waluty, ponieważ znaczenie kraju dla strefy euro jest zbyt małe (jego PKB to mniej niż 1% gospodarki wspólnego bloku).

Bardziej właściwe w przypadku Bułgarii będzie spojrzenie na rynek długu. Zestawiając bułgarskie euroobligacje z tymi innych krajów regionu, widzimy podobne trendy – definiującym czynnikiem w ostatnich miesiącach była wojna w Iranie, która nałożyła presję na ceny. Obecnie rynek jest jednak w tej kwestii bardziej optymistyczny, widać więc odbicie – ceny bułgarskich euroobligacji są jednak nieco poniżej poziomów z początku roku.

Przyglądamy się także rynkowi akcji. Na początku 2026 r. obserwowaliśmy wyraźny wzrost bułgarskiego indeksu SOFIX, zrzeszającego 15 największych spółek. W ciągu pierwszych trzech tygodni roku zyskał on mniej więcej 20% – inne regionalne giełdy również notowały wzrosty, choć w istotnie mniejszej skali. Nad wyraz dobre wyniki można przypisać przyjęciu przez kraj euro, co zmniejszyło premię za ryzyko i ułatwiło dostęp do bułgarskiego rynku, wspierając napływ kapitału. Do podwyższonej skali wahań przyczyniła się także nieporównywalnie niższa niż w innych krajach płynność.

Późniejszy spadek może tłumaczyć realizacja zysków po początkowej euforii. Wojna w Iranie również nałożyła presję na rynek akcji. Kwiecień przyniósł stabilizację, choć w przeciwieństwie do większości innych rynków (w tym polskiego) na giełdzie bułgarskiej nie widać dotychczas istotniejszego odbicia – nie można wykluczyć, że wybory rzucają lekki cień na sentyment. Porównując z początkiem roku, indeks SOFIX jest nadal ok. 3% na plusie.

Na rynkach nie widać paniki. Inwestorzy są przyzwyczajeni do politycznych wahań w kraju, wynik wydaje się przesądzony, a ryzyka związane z wyborami nie na tyle duże, aby percepcja kraju uległa radykalnej zmianie. Wybory dają też szansę na konsolidację i stabilizację sytuacji politycznej. Nie spodziewamy się znacznego pogorszenia sentymentu. Inwestorzy mogą jednak w najbliższym czasie patrzeć na Bułgarię z większą ostrożnością, czekając na informacje, kto będzie rządzić, jak mocny będzie mandat i jakie decyzje zostaną podjęte przez władze. Poczucie niepewności wzmagać może bardzo ogólnikowy i nie do końca spójny przekaz wiodącej w sondażach Postępowej Bułgarii.

Niedawne przyjęcie euro zwiększa atrakcyjność Bułgarii w oczach inwestorów, co może równoważyć ewentualne ryzyka w kontekście nadchodzących zmian politycznych. Jednocześnie warto podkreślić, że rynek w kraju jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju i jest stosunkowo mało płynny, co może nasilać skalę wahań.

TSUE wydał ważne wyroki w sprawach przedawnienia roszczeń banków

ZBP: Sprawiedliwości stało się zadość – koniec snu o darmowych mieszkaniach.

  • TSUE stwierdził jednoznacznie: klient musi zwrócić otrzymany kapitał.
  • TSUE potwierdził kierunek korzystny dla sektora bankowego.
  • W praktyce oznacza to brak skrajnie niesprawiedliwych wyroków, w których część klientów mogłaby uzyskać „darmowe mieszkania”.
  • Jednocześnie TSUE potwierdził, że kontrpozwy banków są w pełni uzasadnione.

W sprawie C-752/24 (Jangielak) Trybunał potwierdził, że prawo UE nie stoi na przeszkodzie takiemu podejściu, zgodnie z którym bank może skutecznie dochodzić zwrotu kapitału także wtedy, gdy wystąpił z pozwem jeszcze przed prawomocnym zakończeniem sprawy o nieważność umowy. Rozstrzygnięcie to wzmacnia pewność obrotu i potwierdza, że ochrona konsumenta nie może prowadzić do pozbawienia jednej ze stron realnej możliwości dochodzenia jej roszczeń.

W sprawie C-901/24 (Falucka) Trybunał potwierdził, że oświadczenie konsumenta o świadomości skutków nieważności umowy może mieć znaczenie dla oceny biegu przedawnienia roszczenia banku. To również wpisuje się w kierunek, zgodnie z którym rozliczenie skutków nieważności umowy powinno uwzględniać prawa obu stron i nie może prowadzić do nieproporcjonalnych rezultatów.

Z kolei w sprawie C-753/24 (Rzepacz) Trybunał uznał, że prawo UE nie wyklucza krajowych rozwiązań pozwalających sądowi – w wyjątkowych sytuacjach – pominąć przedawnienie roszczenia banku, jeżeli przemawiają za tym względy słuszności. Oznacza to, że także w tym obszarze utrzymana została możliwość uwzględnienia przez sądy krajowe szczególnych okoliczności konkretnej sprawy.

Po dzisiejszych rozstrzygnięciach TSUE szanse na skuteczne podniesienie przez konsumenta zarzutu przedawnienia roszczenia banku są znikome.

Dotyczy to zarówno sytuacji, w których bank podjął działania procesowe zmierzające do dochodzenia kapitału, jak i przypadków, w których znaczenie mają oświadczenia składane przez konsumenta lub szczególne względy słuszności oceniane przez sąd. W każdym z tych obszarów Trybunał opowiedział się za rozwiązaniami, które wzmacniają przewidywalność rozliczeń i ograniczają ryzyko bezpodstawnego uchylenia się od obowiązku zwrotu kapitału.

Rozstrzygnięcia te mają istotne znaczenie nie tylko dla sektora bankowego, ale także dla pewności obrotu i przewidywalności rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych. Potwierdzają, że skutki nieważności powinny być rozliczane w sposób uwzględniający prawa obu stron, bez tworzenia nieuzasadnionej przewagi procesowej po którejkolwiek z nich.

Po tych rozstrzygnięciach można mówić o zasadniczym uporządkowaniu sporów wokół przedawnienia. Powinno to przełożyć się na większą stabilność orzecznictwa krajowego, ograniczenie sporów dotyczących samego mechanizmu przedawnienia oraz wzrost przewidywalności rozstrzygnięć w sprawach dotyczących rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych.

Przewidujemy również, że taki kierunek orzeczniczy będzie sprzyjał dalszemu wzrostowi zainteresowania ugodami jako racjonalnym i przewidywalnym sposobem zakończenia sporu.

– Sprawiedliwości stało się zadość. TSUE przerwał sen o darmowych mieszkaniach – mówi prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek po trzech wyrokach dotyczących przedawnienia roszczeń. – TSUE nie podważył fundamentalnych zasad porządku prawnego. Banki zachowują prawo do odzyskania wypłaconego kapitału jako podstawowy element równowagi stron stosunku prawnego i mają prawo dochodzić roszczeń w sądzie poprzez składanie tzw. kontrpozwów.

Sektor finansowy liderem wdrożeń AI w Polsce. Handel najlepiej monetyzuje korzyści

Najbardziej zaawansowany we wdrażaniu sztucznej inteligencji jest obecnie sektor finansowy – wynika z najnowszej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Pierwsze implementacje zakończyła już ponad połowa firm (52%) z tej branży. W tym samym czasie handel, mimo najniższego odsetka firm, które mają za sobą pierwsze procesy (22%), najczęściej osiąga zakładane korzyści (66%). Największą barierą przy podejmowaniu decyzji o wdrożeniu sztucznej inteligencji pozostają obawy dotyczące bezpieczeństwa – sygnalizuje je 39% wszystkich ankietowanych firm. Najwyższy odsetek przedsiębiorstw, których ograniczały one przy implementacji AI, odnotowano w sektorze energetycznym (46%).

Badanie EY „Jak polskie firmy wdrażają AI” koncentruje się na analizie procesu implementacji sztucznej inteligencji zarówno w całej gospodarce, jak i w jej kluczowych gałęziach: przemyśle, usługach, handlu, energetyce oraz finansach.

Z danych wynika, że na koniec ubiegłego roku najlepszym wynikiem pod względem przeprowadzonych wdrożeń spośród wszystkich analizowanych branż może pochwalić się sektor finansowy. Zakończenie pierwszych implementacji wskazała tam ponad połowa firm (52%). Usługi pozostają na drugim miejscu (37%), a podium zamyka przemysł z wynikiem 32%. W handlu oraz energetyce pierwsze procesy zakończyło po 22% przedsiębiorstw. Dla porównania, ten odsetek dla wszystkich respondentów wynosi 34%.

– To naturalne, że sektor finansowy jest dziś wiodący pod względem wdrażania AI. Jego działalność opiera się na przetwarzaniu ogromnych ilości danych, a w tej kwestii sztuczna inteligencja świetnie się sprawdza. Są to jednak dane szczególnie wrażliwe. Dlatego firmy z tej branży muszą wykorzystywać AI zgodnie z bardzo restrykcyjnymi regulacjami oraz najwyższymi standardami ochrony danych. Dostosowanie się do nich wciąż stanowi wyzwanie – jak pokazało nasze badanie, 42% przedsiębiorstw z sektora finansowego nie jest w stanie ocenić gotowości swoich danych. Dla porównania, wśród wszystkich respondentów ten odsetek wyniósł 21% – zauważa Marcin Sadek, Partner w EY Polska, Lider Doradztwa dla Sektora Ubezpieczeniowego.

Handel liderem w skuteczności wdrożeń AI

Najbardziej wymierne efekty wdrożenia sztucznej inteligencji, mimo najniższego odsetka zakończonych implementacji, odczuwa handel. Prawie połowa firm z tego sektora (47%) potwierdza osiągnięcie zakładanych korzyści, a kolejne 19% deklaruje, że rezultaty przewyższyły ich oczekiwania. Wśród najczęściej wskazywanych przez sektor benefitów należy wymienić wzrost przychodów (70%) i poprawę jakości usług (65%).

– Tak wysoka skuteczność wdrożeń wynika m.in. z ich ukierunkowania na obszary, które pozwalają szybko wygenerować wartość. Sektor handlowy najczęściej wprowadzał rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję w takich obszarach, jak marketing i analiza rynku (75%), sprzedaż (68%) i obsługa klienta (60%). To przełożyło się z kolei na lepszą jakość doświadczenia zakupowego i wzrost przychodów, czyli to, co jest dla firm najważniejsze – mówi Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon.

Dla porównania, w najbardziej zaawansowanym pod względem wdrożeń AI sektorze finansowym ponad połowa (57%) respondentów uznała, że korzyści nie spełniły ich oczekiwań. Może to wynikać z dużej skali oraz złożoności wdrożeń, ograniczeń regulacyjnych oraz niewystarczającej gotowości i jakości danych, które – mimo zaawansowania projektów – utrudniają osiągnięcie oczekiwanych efektów.

Energetyka stawia na bezpieczeństwo i strategiczne podejście

Jedną z najważniejszych barier dla wdrażania sztucznej inteligencji na polskim rynku są obawy o bezpieczeństwo – wskazuje je 39% wszystkich ankietowanych. Największy poziom niepokoju w tych kwestiach wykazują firmy z sektora energetycznego (46%, dla porównania: przemysł – 40%, finanse – 39%, handel – 39%, usługi – 37%). Podejmują one jednak działania, by chronić swoje dane i przestrzeń cybernetyczną.

Wyniki badania wskazują, że każda firma energetyczna w pełnym lub ograniczonym zakresie analizowała aspekt cyberbezpieczeństwa, implementując narzędzia sztucznej inteligencji, oraz wprowadziła dodatkowe zabezpieczenia narzędziowe i/lub proceduralne przed rozpoczęciem z ich korzystania. Branża dominuje też w kwestii posiadania strategii lub roadmapy rozwoju AI – według wyników badania ma ją 71% firm (dla porównania, przemysł – 64%, usługi – 61%, finanse – 60%, handel – 50%).

– Energetyka podchodzi do AI niezwykle świadomie, bo każdy błąd w tym sektorze może mieć poważne konsekwencje dla infrastruktury krytycznej. Dlatego tak duży nacisk kładzie na cyberbezpieczeństwo, zgodność regulacyjną i strategiczne planowanie. Dla firm z tej branży kluczowe staje się więc wdrażanie sprawdzonych narzędzi AI w sposób kontrolowany, z jasno przypisaną odpowiedzialnością, procedurami bezpieczeństwa oraz polityką korzystania z nich – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider obszaru energetyki.

Zupełnie inne bariery widzi branża finansów – 43% firm twierdzi, że największą trudność stanowią ograniczenia regulacyjne. Z kolei handel najbardziej krępują zbyt wysokie koszty wdrożenia (38%).

– Widzimy wyraźnie, że organizacje, które wdrażają sztuczną inteligencję w procesach dla siebie kluczowych, są w stanie znacznie szybciej uzyskać realną wartość – i dzieje się tak mimo ograniczeń, takich jak kwestie bezpieczeństwa danych, wymogi regulacyjne czy gotowość organizacyjna. Kluczowe okazuje się tu jasne postawienie celów biznesowych i pełne zaangażowanie na poziomie osób zarządzających, co daje zespołom wdrażającym odpowiednie wsparcie w pokonywaniu barier i możliwość skupienia się na osiągnięciu celów – podsumowuje Bartosz Pacuszka, Partner w EY Polska, AI Technology Leader.

O badaniu
Badanie „Jak polskie firmy wdrażają AI” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Kosmiczny rekord Creotech Instruments. Przychody wzrosły o 370 proc., spółka wyszła na plus

Creotech Instruments, notowany na GPW największy, polski integrator misji kosmicznych, w 2025 roku wypracował rekordowe wyniki finansowe, osiągając dodatni wynik netto oraz EBITDA. Przychody ogółem w omawianym okresie wzrosły ponad 370% r/r i wyniosły 167,5 mln zł, a zysk netto wyniósł blisko 13,6 mln zł. Na osiągnięte wyniki istotny wpływ miała realizacja kluczowych projektów strategicznych, w szczególności programu Mikroglob, a także intensywny rozwój współpracy międzynarodowej. W minionym roku Spółka koncentrowała się również na pozyskaniu i rozwoju projektu CAMILA – strategicznej i przełomowej misji kosmicznej o wartości ponad 59 mln EUR, stanowiącej pierwszy w historii kontrakt tej skali realizowany dla ESA przez polski podmiot w roli generalnego wykonawcy. Jednocześnie kontynuowano działania związane z wydzieleniem dwóch segmentów działalności.

W 2025 roku przychody ogółem wyniosły 167,5 mln zł w porównaniu do 35,6 mln zł w analogicznym okresie 2024 roku. Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim z postępów w realizacji kluczowych projektów integracji satelitów. Największy procentowy udział w przychodach miał segment projektów kosmicznych (91,17%). EBITDA w omawianym okresie wyniosła blisko 31 mln zł (w porównaniu do straty wynoszącej ok. 16,9 mln zł w 2024 roku), a zysk netto osiągnął poziom ok. 13,6 mln zł (wobec straty wynoszącej 20,4 mln zł rok wcześniej).

Natomiast na poziomie działalności kontynuowanej (tj. działalności z wyłączeniem segmentu kwantowego, który od 2026 roku stanowi przedmiot działalności spółki Creotech Quantum), Spółka wypracowała EBITDA na poziomie 38,1 mln zł (wobec straty wynoszącej 15,8 mln w 2024 roku), przy przychodach ogółem wynoszących ok. 150 mln zł (w porównaniu do ok. 20 mln zł w roku 2024). Zysk netto z tytułu działalności kontynuowanej w 2025 roku wyniósł 19,9 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka odnotowała stratę w wysokości ok. 18 mln zł.

Poziom środków pieniężnych na koniec 2025 roku wyniósł blisko 127 mln zł.

– Rok 2025 był dla Creotech Instruments przełomowy, zarówno pod względem wyników finansowych, jak i skali realizowanych projektów. Po raz pierwszy w historii spółki giełdowej zakończyliśmy rok z dodatnim wynikiem netto oraz EBITDA, jednocześnie realizując największe kontrakty w polskim sektorze kosmicznym i znacząco zwiększając skalę działalności. Kluczowym motorem wzrostu był projekt Mikroglob, który stanowi fundament budowy naszych kompetencji jako integratora dużych systemów satelitarnych. Równolegle konsekwentnie umacnialiśmy współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, czego potwierdzeniem jest rozwój projektu CAMILA, gdzie pełnimy rolę generalnego wykonawcy. Istotnym obszarem naszego wzrostu pozostaje również segment technologii kwantowych, który rozwijamy zarówno poprzez realizację zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych, jak i jego docelową specjalizację w ramach wydzielonego podmiotu. Miniony rok to także czas głębokiej transformacji organizacyjnej, która pozwala nam wejść w kolejny etap rozwoju jako bardziej skalowalna i wyspecjalizowana organizacja. Konsekwentnie budujemy pozycję w europejskim łańcuchu dostaw sektora kosmicznego – rozwijamy kompetencje w obszarze specjalistycznego montażu i integracji systemów satelitarnych oraz aktywnie uczestniczymy w postępowaniach przetargowych dla dużych programów europejskich. Dostrzegamy potencjał dalszego wzrostu tego rynku, m.in. w kontekście rosnącego zaangażowania Polski w programy Europejskiej Agencji Kosmicznej. Naszym celem jest stopniowe zwiększanie udziału w projektach o wysokiej wartości dodanej oraz dalsza dywersyfikacja portfela zamówień, co w naszej ocenie będzie wspierało stabilny rozwój Spółki w kolejnych latach komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W 2025 roku Spółka koncentrowała się przede wszystkim na realizacji dwóch największych kontraktów w historii – zarówno polskiego sektora kosmicznego, jak i samej Spółki – tj. Mikroglob i CAMILA. Równolegle kontynuowano prace nad projektem PIAST.

Pod koniec 2024 roku Creotech Instruments podpisał ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia umowę na wytworzenie i dostawę Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi (SSOZ) „Mikroglob” obejmującą fazy B, C, D, E1. Wartość tego kontraktu wynosi 556,7 mln zł brutto (453 mln zł netto. W 2025 roku, w ramach jego realizacji zatwierdzone zostały fazy B, C oraz D1 (odbiór częściowy dokumentacji fazy D), co miało istotny wpływ na rozpoznanie przychodów Spółki. Zakończenie realizacji projektu planowane jest na 2027 roku.

Z kolei w drugim kwartale 2025 roku Spółka podpisała umowę i rozpoczęła realizację projektu CAMILA. Jego celem jest budowa konstelacji co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych bazujących na platformie satelitarnej HyperSat, wraz z segmentem naziemnym, wyniesieniem satelitów oraz zarządzaniem misją. Projekt realizowany jest pod nadzorem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Początkowa wartość kontraktu wynosiła blisko 52 mln EUR, natomiast na początku października Spółka poinformowała o otrzymaniu od ESA zaakceptowanego aneksu do umowy, obejmującego aktywację dwóch dodatkowych opcji przewidzianych w pierwotnej umowie, co zwiększyło wartość kontraktu o ok. 7,1 mln EUR – do ponad 59 mln EUR. Opcje te obejmują m.in. dostawę czwartego satelity.

Jednocześnie Spółka kontynuowała prace przy projekcie PIAST, koordynowanym przez Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie. Celem tego projektu badawczo-rozwojowego jest zaprojektowanie, skonstruowanie i rozmieszczenie na orbicie trzech satelitów obserwacyjnych do prowadzenia optoelektronicznego rozpoznania obrazowego. Projekt współfinansowany jest przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR. Po okresie bilansowym – 20 stycznia 2026 roku – zakończono z sukcesem fazę uruchamiania (commissioning) wszystkich platform satelitarnych konstelacji PIAST, potwierdzając ich pełną funkcjonalność. Istotnym elementem tego etapu była weryfikacja współpracy z głównym ładunkiem użytecznym – teleskopem optycznym, w ramach której wykonano i przesłano na Ziemię kilkadziesiąt zdjęć.

W obszarze nowych inicjatyw Spółka realizowała również szereg projektów badawczo-rozwojowych oraz studiów koncepcyjnych, które w przyszłości mają szansę przekształcić się w pełnowymiarowe misje kosmiczne.

Pod koniec 2025 roku Creotech Instruments podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną umowę na realizację fazy A (czyli fazy koncepcyjnej) misji Twardowski – pierwszej od ponad 20 lat w pełni europejskiej misji księżycowej. Spółka pełni w niej rolę głównego wykonawcy (prime contractor) i lidera przedsięwzięcia. Projekt ten zakłada umieszczenie satelity, opartego na platformie HyperSat na orbicie Księżyca oraz wykonanie mapowania jego powierzchni w celu identyfikacji zasobów i wsparcia przyszłych misji lądowania. Wartość fazy A projektu wynosi 500 tys. EUR. Projekt jest kontynuacją fazy 0 zrealizowanej przez Spółkę w 2025 roku.

W ubiegłym roku Spółka podpisała także kilka nowych kontraktów obejmujących wstępne fazy realizacji misji skierowanych na orbitę okołoziemską. Jednym z nich była zawarta na początku stycznia 2025 r. umowa z Europejską Agencją Kosmiczną na realizację projektu „Space Based Observation Mission (SBOM) Feasibility Study”, obejmującego wstępną fazę (0-A) przygotowania satelity i misji kosmicznej, mającej na celu wykrywanie tzw. śmieci kosmicznych na orbicie okołoziemskiej. Wartość projektu wynosi ok. 125 tys. EUR. Spółka kontynuowała również podpisany pod koniec października 2024 roku z ESA projekt „Space Weather Nanosatellites System Enhancement Phase 0/A”, w którym pełni rolę lidera (prime contractor). Projekt obejmuje fazę 0–A (wstępną) przygotowania satelity oraz misji kosmicznej polegającej na pomiarze parametrów pogody kosmicznej, w szczególności wpływu aktywności Słońca na warunki panujące na orbicie okołoziemskiej.

Warto zaznaczyć, że realizowane projekty we wczesnych fazach stanowią fundament budowy portfela przyszłych kontraktów i – w przypadku ich kontynuacji – mogą w kolejnych latach istotnie wspierać wzrost przychodów oraz skalę działalności Spółki.

W 2025 roku Creotech Instruments rozwijał także swoje portfolio produktowe realizując projekty wewnętrzne.

26 września 2025 roku Spółka podpisała umowę z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu pt. „System Radiowej Komunikacji – CERBER”, którego celem jest zwiększenie potencjału produktowego w obszarze kosmicznym w zakresie systemu bezpiecznej komunikacji dla małych satelitów. Projekt realizowany jest samodzielnie przez Spółkę z wykorzystaniem własnego zaplecza badawczo‑rozwojowego i produkcyjnego. Całkowita wartość projektu wynosi ok. 10,46 mln zł netto, z czego blisko 5,13 mln zł stanowi dofinansowanie. Realizacja projektu zaplanowana jest na lata 2026–2028.

W grudniu 2025 roku Spółka uzyskała również pozytywną ocenę merytoryczną i rekomendację do dofinansowania w ramach programu FENG – Ścieżka SMART – dla projektu dotyczącego innowacyjnego systemu satelitarnego dla ładunków o dużej masie. Rekomendowana kwota wsparcia przekracza 26,2 mln zł. Celem projektu jest opracowanie multimisyjnej platformy satelitarnej SWAN, przeznaczonej do realizacji misji o masie do ok. 200 kg. Nowa platforma ma wzmocnić ofertę produktową Creotech Instruments, stanowiąc technologiczny fundament dla przyszłych, dużych projektów infrastrukturalnych realizowanych na potrzeby bezpieczeństwa oraz zastosowań cywilnych. Realizacja projektu ma także istotnie zwiększyć potencjał produktowy Spółki w segmencie technologii kosmicznych oraz wzmocnić jej konkurencyjność na rynku europejskim i globalnym. Produktowo pozwoli spółce przejść z roli dostawcy mikrosatelitów do roli dostawcy minisatelitów.

Rok 2025 upłynął również pod znakiem przygotowań Spółki pod kątem jej podziału, tj. poprzez wydzielenie z niej segmentu systemów kwantowych oraz systemów aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych. W tym celu zarejestrowano spółki Creotech Quantum S.A. oraz Creotech Geo PSA.

Pod koniec września Creotech Quantum S.A złożył do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) prospekt w związku z planowanym wydzieleniem z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Po okresie bilansowym zakończył się proces podziału na dwie niezależne Spółki. 1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończony został proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych do spółki Creotech Quantum S.A., której debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie planowany jest na 17 kwietnia 2026 roku.

Rok 2025 umocnił pozycję Creotech Instruments jako jednego z europejskich integratorów misji kosmicznych, zdolnego zarówno do realizacji złożonych programów satelitarnych, jak i rozwijania własnych technologii o wysokiej wartości dodanej, stanowiących fundament dalszego wzrostu i budowy przewag konkurencyjnych na rynku europejskim i globalnym.

Scanway wesprze misję Titan dostarczając system obrazowania dla nowej generacji przetwarzania danych i zastosowań AI na orbicie

Scanway wesprze nadchodzącą misję Titan realizowaną przez firmę Aethero, dostarczając system obrazowania optycznego zaprojektowany do pracy na orbicie. Rozwiązanie to wpisuje się w nową generację satelitów łączących wysokorozdzielcze obrazowanie z przetwarzaniem danych w czasie rzeczywistym bezpośrednio na pokładzie z wykorzystaniem AI. Start misji Titan planowany jest na drugą połowę tego roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX.

Misja Titan, rozwijana we współpracy z EnduroSat i oparta na wysokowydajnej platformie satelitarnej FRAME to ważny krok w kierunku nowej architektury systemów kosmicznych – takich, w których dane nie są jedynie pozyskiwane na orbicie, ale coraz częściej przetwarzane, analizowane i wykorzystywane bezpośrednio na pokładzie satelity.

W ramach misji Scanway dostarczy system optyczny przystosowany do warunków kosmicznych, który będzie pozyskiwał dane dla architektury obliczeniowej Aethero. Instrument został zaprojektowany do pracy w ścisłej integracji z systemami przetwarzania pokładowego, wspierając scenariusze obrazowania korzystające z analizy w czasie rzeczywistym, niższych opóźnień oraz bardziej efektywnego wykorzystania przepustowości. Takie podejście odzwierciedla szerszą zmianę w branży kosmicznej – od tradycyjnych modeli opartych na przesyłaniu dużych wolumenów surowych danych na Ziemię, w kierunku rozproszonego przetwarzania bezpośrednio na orbicie. Połączenie systemów obserwacyjnych z inteligencją pokładową umożliwia szybsze podejmowanie decyzji, większą autonomię misji oraz rozwój nowych, opartych na danych zastosowań w przestrzeni kosmicznej.

Współczesne misje kosmiczne są w coraz większym stopniu zależne od tego, jak skutecznie przetwarzają i wykorzystują dane bezpośrednio na orbicie – powiedział Amit Pinnamaneni, CTO i współzałożyciel Aethero. – Współpraca z partnerami takimi jak Scanway pozwala nam integrować wysokiej jakości systemy obrazowania i sensory z naszą platformą oraz rozwijać nowe podejścia do wykorzystania danych w czasie rzeczywistym w przestrzeni kosmicznejpodsumowuje.

W projekcie Scanway S.A. wykorzystuje swoje doświadczenie w adaptacji zaawansowanych komponentów optycznych do warunków kosmicznych i ich integracji z systemami satelitarnymi.

Nasza współpraca z Aethero pokazuje, jak systemy optyczne i przetwarzanie pokładowe mogą wspólnie otwierać nowe możliwości dla misji kosmicznych. Obserwujemy wyraźny kierunek rozwoju branży w stronę architektur, w których akwizycja danych, ich przetwarzanie i analiza są ściśle zintegrowane – misja Titan jest bardzo dobrym przykładem tego trendupowiedział Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Start misji Titan planowany jest na drugą połowę 2026 roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX. Misja wykorzysta modułową platformę FRAME od EnduroSat, która zapewnia wysoką moc i elastyczność dla wymagających ładunków. Jest ona ukierunkowana na zaawansowane przetwarzanie danych, w tym analizę danych obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym, przetwarzanie na orbicie oraz rozwój przyszłych autonomicznych systemów kosmicznych.

Projekt realizowany z Aethero i EnduroSat potwierdza nasze kompetencje w dostarczaniu systemów optycznych dla różnych architektur misji – od klasycznego obrazowania po nową generację satelitów opartych na przetwarzaniu danych z wykorzystaniem AI. Współpraca z tymi międzynarodowymi partnerami stanowi również wzmocnienie pozycji Scanway jako europejskiego dostawcy kluczowych ładunków użytecznych w globalnych inicjatywach kosmicznych. Jednocześnie rozwijamy nasze kompetencje w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych optycznych, angażując się w coraz większy zakres łańcucha danych – mówi Mikołaj Podgórski.

Co dziś martwi pracowników w Polsce? Niepewność gospodarcza wyprzedza obawy przed AI

Niestabilność gospodarcza, bycie zastąpionym przez AI lub technologię oraz restrukturyzacja u pracodawcy to dziś najczęstsze źródła zawodowego stresu Polaków – potwierdza nowa analiza ManpowerGroup. Jedynie co czwarty przyznaje, że nie ma żadnych zmartwień związanych ze swoją pracą. Więcej obaw o swoje bezpieczeństwo zawodowe mają kobiety niż mężczyźni, a także pracownicy zdalni.

ManpowerGroup zapytał pracowników w Polsce i na świecie o to, co martwi ich w pracy. Na czele listy zawodowych lęków Polaków znajduje się dziś niepewność gospodarcza, wskazuje ją co trzeci pracownik (33%). W dalszej kolejności pojawia się ryzyko zastąpienia przez AI lub technologię oraz obawa przed restrukturyzacją, po 20% wskazań.

Co dziś spędza sen z powiek pracownikom?

Kolejne miejsca na liście zawodowych obaw zajmują zwolnienia grupowe (19%) oraz możliwość zastąpienia przez pracowników z innych krajów (16%). Część osób martwi się także nienadążaniem za dynamicznie zmieniającymi się kompetencjami, zwłaszcza w obszarach związanych z automatyzacją i AI (13%). Rzadziej, ale wciąż zauważalnie, pojawiają się obawy dotyczące outsourcingu zadań (10%) oraz obowiązkowego powrotu do biura, który oznaczałby brak możliwości dalszej pracy (6%). Jednocześnie 28% badanych deklaruje, że nie odczuwa żadnych zawodowych niepokojów.

Jak zaznacza Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower, nastroje na rynku pracy wpływają na decyzje zawodowe kandydatów. – Kluczowym elementem staje się poczucie stabilności, a nie wyłącznie wynagrodzenie czy możliwości rozwoju. W procesach rekrutacyjnych wyraźnie wybrzmiewają pytania o kondycję firmy, jej plany restrukturyzacyjne czy też te związane z wdrażaniem AI i automatyzacją procesów. Dziś funkcjonujemy w warunkach skumulowanej niepewności i coraz szybszego tempa zmian. Nie mówimy o jednorazowym kryzysie, lecz o przedłużającym się okresie niestabilności, zapoczątkowanym pandemią i pogłębianym przez inflację, zmiany technologiczne, zwolnienia w dużych firmach oraz napięcia geopolityczne. Pracownicy funkcjonują w permanentnej zmienności, a to naturalnie obniża poczucie zawodowego bezpieczeństwa – mówi przedstawicielka Manpower.

– Ciągły rozwój technologii prowadzi do automatyzacji, jednak głównie powtarzalnych zadań, nie całych stanowisk. Obawy o utratę pracy ze względu na ryzyko zastąpienia przez AI są więc jedynie częściowo uzasadnione. Natomiast na dzisiejszym rynku pracy kluczowe staje się ciągłe podnoszenie kompetencji i rozwój umiejętności cyfrowych, tak aby efektywnie współpracować z nowymi narzędziami czy wdrażanymi technologiami. Z perspektywy rekrutacyjnej widzimy przede wszystkim transformację ról, pojawianie się stanowisk hybrydowych, które łączą kilka obszarów czy funkcji. Znikają konkretne zadania, proste i powtarzalne, ale rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje, umiejętność pracy z danymi, technologią, zarządzanie zmianą czy szybkie uczenie się. Organizacje, które aktywnie prowadzą reskilling pracowników minimalizują lęk i rotację – dodaje ekspertka.

Branże z większym i mniejszym poczuciem bezpieczeństwa

Analiza danych według sektorów pokazuje wyraźne różnice w postrzeganiu stabilności. Najpewniej czują się dziś pracownicy przemysłu oraz sektora surowcowego, aż 35% z nich nie obawia się o swoje miejsce pracy. W ochronie zdrowia i sektorze life science odsetek ten wynosi 33%, a w transporcie, logistyce i motoryzacji 30%. Najtrudniejsza sytuacja panuje natomiast w usługach komunikacyjnych, gdzie nikt nie deklaruje braku obaw oraz w finansach i nieruchomościach (16%).

Większe poczucie bezpieczeństwa u mężczyzn, więcej obaw u kobiet

Z danych wynika również, że mężczyźni częściej deklarują zawodowy spokój, 32% z nich nie odczuwa żadnych obaw związanych z pracą, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi 24%. Choć źródła niepewności są podobne, różni się ich natężenie. Niestabilność gospodarcza częściej martwi mężczyzn (36%), niż kobiety (29%). Z kolei kobiety częściej obawiają się zastąpienia przez AI (22% vs. 18%), restrukturyzacji (23% vs. 17%) oraz przymusowego powrotu do biura (8% vs. 4%).

U starszych pracowników mniej obaw o przyszłość zawodową

Wyraźne różnice widać także między pokoleniami. Największe poczucie bezpieczeństwa mają Baby Boomersi (61–79 lat), aż 52% z nich nie zgłasza żadnych obaw związanychz pracą. Najmniej takich deklaracji pada wśród Millenialsów (25%), a pośrodku stawki są X (27%) i Zetki (30%).

Dla pracowników z pokolenia X największym źródłem stresu pozostaje niestabilność gospodarcza (39%). Najrzadziej wskazują ją Zetki (20%). Ryzyko zastąpienia przez AI najmniej martwi Baby Boomersów (5%), a najbardziej osoby młode – przedstawicieli pokolenia Z i Millenialsów (po 24%). Z kolei restrukturyzacja najczęściej niepokoi pracowników z pokolenia X (27%), a najrzadziej najmłodszych, w przypadku Zetek to 7%.

– Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy w momencie silnych turbulencji i nie miało okazji doświadczyć długotrwałej stabilizacji zawodowej. Ich oczekiwania są wysokie, ale jednocześnie mają mniej doświadczeń, co potęguje stres i niepewność. Doświadczenie daje pracownikom większe poczucie pewności siebie, umiejętność przechodzenia przez zmiany i adaptowania się do nich. Starsze pokolenia wiedzą, że ich kompetencje są transferowalne, a rynek pracy już wcześniej przechodził cykle wzrostów i spowolnień – mówi Pączkowska.

Praca stacjonarna daje większą stabilność

Analizując miejsce wykonywania pracy to najmniej optymistycznie wypadają osoby pracujące tylko zdalnie – 20% nie zgłasza zmartwień dotyczących życia zawodowego. Dla porównania wśród pracowników pracujących hybrydowo to 29%, a wśród pracujących stacjonarnie 33%.

Niepewność gospodarczą i jej konsekwencje najrzadziej jako źródło obaw wskazują pracownicy zdalni (29%), nieco częściej hybrydowi (34%), a najczęściej osoby pracujące stacjonarnie (41%). Odwrotna zależność widoczna jest w przypadku obaw przed zastąpieniem przez technologię, najwięcej takich zmartwień deklarują pracownicy zdalni (40%), a najmniej stacjonarni (9%), wśród pracujących hybrydowo odsetek ten wynosi 13%. Potencjalne skutki restrukturyzacji częściej niepokoją pracowników stacjonarnych (22%), niż zdalnych (19%) i hybrydowych (18%).

– Choć różne modele pracy szeroko zagościły na polskim rynku pracy, to w ostatnim czasie obserwujemy sukcesywny powrót do formy stacjonarnej. Kandydaci pracujący stacjonarnie lub hybrydowo częściej postrzegają swoją rolę, jako integralną część organizacji. Z kolei osoby pracujące w modelu zdalnym częściej obawiają się o stabilność, dlatego w procesach rekrutacji dopytują o strategię firmy i długoterminowe plany wobec zespołu i stanowiska. Praca zdalna może wzmacniać poczucie wymienialności, bo relacje z zespołem i organizacją są słabsze, a mierzalność pracy bardziej zadaniowa. To sprzyja obawie, że rolę łatwiej zautomatyzować lub outsourcować – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Niepewność dominuje globalnie, choć 30% pracowników czuje się bezpiecznie

W skali globalnej pracownicy najczęściej mówią o niestabilności gospodarczej, restrukturyzacjach oraz zwolnieniach grupowych. Wspominają także o byciu zastąpionym przez AI lub technologię, nienadążaniu za zmianą kompetencji oraz zlecaniu ich zadań firmom zewnętrznym. W ujęciu globalnym 30% pracowników nie obawia się o pracę.

Nowy model rozwoju pracowników. Talent sharing jako odpowiedź na wyzwania rynku

Współczesne organizacje funkcjonują w rzeczywistości, która wymaga szybkiego reagowania i dużej elastyczności. Postępująca cyfryzacja, zmieniające się modele biznesowe oraz rosnące oczekiwania pracowników sprawiają, że tradycyjne podejście do budowania zespołów coraz częściej okazuje się niewystarczające. W odpowiedzi na te wyzwania firmy sięgają po koncepcję współdzielenia talentów (talent sharing), która pozwala lepiej wykorzystywać kompetencje pracowników i jednocześnie wspiera ich rozwój.

Koniec sztywnych struktur

Jeszcze kilka lat temu ścieżka kariery w wielu organizacjach była jasno określona – pracownik realizował zadania przypisane do konkretnego stanowiska i działu. Dziś ten model stopniowo się zmienia. Coraz częściej pracownicy angażują się w projekty wykraczające poza ich podstawowe obowiązki, a granice między rolami stają się bardziej płynne.

Z danych rynkowych wynika, że znacząca część pracowników wykonuje zadania spoza formalnego zakresu stanowiska, a wielu z nich deklaruje chęć rozwoju w nowych obszarach. To sygnał dla pracodawców, że potencjał zespołów jest znacznie większy, niż wynikałoby to z opisów stanowisk.

Współdzielenie kompetencji zamiast rekrutacji

Dla firm oznacza to konkretną szansę biznesową. Zamiast rozpoczynać długotrwałe i kosztowne procesy rekrutacyjne, mogą korzystać z umiejętności osób już zatrudnionych. W praktyce oznacza to angażowanie pracowników w projekty realizowane w innych działach lub tworzenie zespołów interdyscyplinarnych.

Takie podejście od lat funkcjonuje w branży technologicznej, jednak dziś coraz śmielej wkracza do innych sektorów. Wynika to m.in. z rosnącej popularności pracy projektowej oraz potrzeby łączenia różnych kompetencji w ramach jednego przedsięwzięcia.

Praca projektowa zyskuje na znaczeniu

Eksperci rynku pracy podkreślają, że zadania w organizacjach stają się coraz bardziej modułowe. Można je dzielić, łączyć i przypisywać osobom o najlepiej dopasowanych umiejętnościach. Prognozy wskazują, że w najbliższych latach model pracy oparty na projektach będzie obejmował coraz większą część rynku.

To oznacza zmianę nie tylko w sposobie zarządzania, ale także w myśleniu o pracownikach – nie jako o osobach przypisanych do jednego działu, lecz jako o zestawie kompetencji, które można wykorzystywać w różnych kontekstach.

Rozwój bez konieczności zmiany pracy

Jednym z największych atutów talent sharingu jest możliwość zdobywania nowych doświadczeń bez opuszczania organizacji. Pracownicy mogą rozwijać się w różnych obszarach, poznawać inne części biznesu i budować nowe kompetencje.

Z perspektywy firmy oznacza to większe zaangażowanie zespołów i mniejsze ryzyko rotacji. Osoby, które mają możliwość pracy przy różnorodnych projektach, rzadziej odczuwają stagnację i częściej wiążą swoją przyszłość z pracodawcą.

Praktyka w Brown-Forman

Przykładem organizacji, która skutecznie wdraża model współdzielenia talentów, jest Brown-Forman. Firma rozwija zespoły interdyscyplinarne, w których współpracują specjaliści z różnych obszarów organizacji.

Jak podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR odpowiedzialna za region Europy Środkowo-Wschodniej, takie podejście przynosi wymierne korzyści: umożliwia wymianę wiedzy między działami oraz pozwala spojrzeć na wyzwania biznesowe z różnych perspektyw.

Ekspertka zwraca uwagę, że dostęp do różnorodnych kompetencji jest dziś kluczowy. Angażowanie osób o odmiennym doświadczeniu sprzyja powstawaniu nowych pomysłów i pomaga odkrywać rozwiązania, które w bardziej jednorodnych zespołach mogłyby pozostać niezauważone.

Zmiana kultury organizacyjnej

Talent sharing to nie tylko narzędzie zarządzania zasobami ludzkimi, ale także element głębszej transformacji kulturowej. Organizacje, które promują współpracę i otwartość między działami, budują środowisko bardziej sprzyjające innowacjom.

W takim modelu pracownicy przestają być definiowani przez swoje stanowiska. Zaczynają funkcjonować jako źródło wiedzy, umiejętności i pomysłów, które mogą być wykorzystywane w różnych projektach.

Kierunek na przyszłość

Wszystko wskazuje na to, że współdzielenie talentów będzie jednym z kluczowych trendów w zarządzaniu ludźmi w najbliższych latach. Rosnąca rola pracy projektowej, rozwój technologii oraz konieczność szybkiego reagowania na zmiany rynkowe sprzyjają upowszechnianiu tego modelu.

Dla organizacji oznacza to większą elastyczność i lepsze wykorzystanie potencjału pracowników. Dla samych pracowników – szansę na ciągły rozwój bez konieczności zmiany miejsca zatrudnienia. Firmy, które już dziś inwestują w takie rozwiązania, budują przewagę konkurencyjną i tworzą nowoczesne środowisko pracy.

Prawobrzeżna Warszawa staje się nowym biegunem rozwoju stolicy

Przez dekady prawobrzeżna Warszawa pozostawała w cieniu lewobrzeżnego centrum i była postrzegana głównie jako sypialnia miasta. Dziś ten obraz szybko się zmienia. Najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, „Focus on Warsaw East: ukryty potencjał miasta”, wskazuje, że prawobrzeżne dzielnice stają się pełnoprawnym elementem rozwoju stolicy, oferującym unikalną jakość życia i pracy.

Transformacja i mieszkalnictwo

Prawobrzeżna Warszawa przechodzi dalszą dynamiczną transformację urbanistyczną. Zamiast odizolowanych projektów, dominuje tu model zintegrowanego rozwoju. Flagowe inwestycje wielofunkcyjne, takie jak Port Praski, Koneser, Bohema czy Fabryka PZO, z sukcesem przekształcają tereny poprzemysłowe w tętniące życiem centra mieszkaniowe, kulturalne i biznesowe.

Potencjał ten dostrzegają mieszkańcy. Na prawym brzegu żyje już około 671 tys. osób. Co istotne, w latach 2015-2024 populacja wzrosła tu o 11% – to ponad dwukrotnie wyższa dynamika niż na lewym brzegu (5%). Za tym trendem podąża rynek mieszkaniowy: siedem największych planowanych inwestycji obecnie dostarczy dodatkowo łącznie ponad 20 tys. nowych lokali, a historycznym liderem wzrostu jest Białołęka, gdzie liczba mieszkań w ciągu ostatniej dekady wzrosła o 48%.

Prawy brzeg Wisły przestaje być postrzegany jako peryferia, a staje się świadomym wyborem dla tysięcy Warszawiaków. Połączenie unikalnego, historycznego klimatu z nowoczesną infrastrukturą i dostępem do natury tworzy nową jakość urbanistyczną, która przyciąga kapitał i nowych mieszkańców. Dodatkowo prawa strona Wisły jest zieloną częścią stolicy – tereny zadrzewione stanowią tu aż 41% powierzchni, podczas gdy na lewym brzegu jest to zaledwie 24% – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research w Cushman & Wakefield.

Biurowa oaza stabilności i oszczędności

Z perspektywy biznesowej, biurowa Strefa Wschodnia to jeden z najbardziej stabilnych, ale też perspektywicznych obszarów na mapie Warszawy. Od 2016 roku zasoby biurowe wzrosły tu o 57%, osiągając poziom ok. 300 tys. mkw. Mimo zawirowań rynkowych i pandemii, średni wskaźnik pustostanów w latach 2015-2025 utrzymywał się średnio na poziomie niecałych 9%, a w wybranych latach był nawet niższy niż w ścisłym centrum.

Dodatkowym argumentem dla najemców stają się koszty. Podczas gdy stawki w obszarze szybko rozwijającego się Ronda Daszyńskiego sięgają 25-28 EUR za mkw., Strefa Wschodnia pozostaje wysoce konkurencyjna cenowo z górnym progiem czynszów wynoszącym zazwyczaj maksymalnie 17 EUR. W przypadku wyboru tego obszaru firmy mogą zauważalnie zoptymalizować budżet przy jednoczesnym ulokowaniu biur bliżej miejsc zamieszkania pracowników po drugiej stronie Wisły.

Infrastruktura jako magnes dla inwestorów

Jak zwracają uwagę autorzy raportu, fundamentem dalszego wzrostu są znaczące inwestycje infrastrukturalne. Budowa III linii metra (M3), modernizacja Dworca Wschodniego oraz planowany tunel pod ul. Tysiąclecia całkowicie odmienią dostępność komunikacyjną tej części miasta. Dodatkowym impulsem jest planowana modernizacja Stadionu Narodowego, związana z potencjalną kandydaturą Polski do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2040 lub 2044 roku.

Obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania inwestorów instytucjonalnych prawym brzegiem Wisły. To już nie jest rynek alternatywny, ale w wielu przypadkach cel dla kapitału szukającego projektów o solidnych fundamentach i długofalowym wzroście wartości. Ogromna luka czynszowa między lewym a prawym brzegiem, w połączeniu z nadchodzącą rewolucją w infrastrukturze komunikacji miejskiej, sprawia, że Praga staje się idealnym miejscem dla strategii relokacji działów operacyjnych i wsparcia do efektywniejszych kosztowo biur oraz dla nowoczesnych projektów wielofunkcyjnych, które są obecnie najbardziej pożądanym produktem inwestycyjnym – dodaje Jakub Grabara, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Praga Core – tętniące serce usług

Chociaż raport Cushman & Wakefield mówi o zdecydowanie szerszym obszarze, to warto zwrócić uwagę na analizowane serce Pragi jako obszar o już istniejącej intensywnej zabudowie miejskiej, ale wciąż posiadającym potencjał rozwojowy. Gęstość zaludnienia wynosi tu 7500 osób na km² (przy średniej dla Warszawy 3600), co stymuluje rozwój sektora usług. Mieszkańcy i pracownicy mają do dyspozycji ponad 1200 punktów użyteczności publicznej, w tym przeszło 320 restauracji i kawiarni. Magnesem o skali międzynarodowej pozostaje PGE Narodowy, który w 2025 roku przyciągnął około 2 miliony gości dzięki koncertom muzycznym, wydarzeniom sportowym i biznesowym oraz wycieczkom.

Raport dowodzi, że Warszawa Wschodnia posiada wszelkie możliwości, by jeszcze bardziej rozwinąć się pod kątem zrównoważonej, nowoczesnej części miasta i zaoferować mieszkańcom wyjątkowy ekosystem do życia i pracy – tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026: więcej nowej podaży, lekki wzrost pustostanów

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2026 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska
i Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2026 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niemal 6 277 700 mkw.

W I kwartale 2026 roku na rynek trafiły dwa nowe budynki: Studio A wybudowane przez firmę Skanska, oraz Vena wybudowana przez Polski Holding Nieruchomości. Dodatkowo firma Powiśle Nieruchomości ukończyła renowację budynku Przemysłowa 26a. Łącznie na rynek trafiło 42 900 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Dla porównania – w I kwartale 2025 roku na stołeczny rynek dostarczono 5600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu (biurowiec CD Projekt w strefie Wschód).

Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 9,5% (wzrost o 0,4 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2025 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 597 100 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 12,2%.

W I kwartale 2026 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł 133 800 mkw. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.

W okresie od początku stycznia do końca marca 2026 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (wliczając umowy przednajmu) – 51%, renegocjacje odpowiadały za 39%, natomiast ekspansje 9%. Pozostałe 1% przypadło na zajęcia powierzchni przez właścicieli budynków.

Nowa Chemia w miejsce Olefin III. ORLEN zapowiada nowy etap inwestycji w Płocku

0

ORLEN zakończył aktualizację założeń inwestycji Nowa Chemia. Projekt został dostosowany do realiów rynkowych, uzyskał realny harmonogram oraz pełny zakres prac. Jego finalny koszt został zredukowany o 16 mld zł, co pozwoli zagwarantować rentowność projektu. ORLEN osiągnął również porozumienie z dostawcami, które pozwoli uniknąć potencjalnych kar związanych z wcześniejszymi błędami w przygotowaniu inwestycji.

Nowa Chemia została zaprojektowana tak, aby maksymalnie wykorzystać już powstałą infrastrukturę, ale efekty dostarczyć szybciej. Inwestycja zakłada budowę do 2029 r. instalacji do produkcji olefin, która będzie w stanie wytwarzać 740 tys. ton etylenu rocznie.

Przyjęty harmonogram zakłada pełne uruchomienie produkcji w 2030 r. i równoległe stopniowe wyłączanie Olefin II. W efekcie utrzymana zostanie ciągłość operacyjna płockiego zakładu, przy zmniejszeniu jego emisyjności w zakresie produkcji petrochemicznej oraz obniżeniu energochłonności.

– Kiedy obejmowaliśmy ten projekt, sposób jego prowadzenia był nie do przyjęcia. Groził spółce największymi w historii stratami. Dziś stawiamy go na właściwe tory: porządkujemy zakres, wykorzystujemy to, co już zbudowano, i prowadzimy prace tak, aby szybciej osiągnąć cel oraz trwałą wartość. Po raz pierwszy w historii tej inwestycji opracowaliśmy jej realny zakres oraz harmonogram. Dostosowaliśmy ją do wymagań rynkowych w taki sposób, by stanowiła wartość dodaną dla koncernu, nie obciążenie. Udało nam się także uniknąć miliardowych kar, które groziły nam za sprawą błędnych decyzji poprzedników. Zamiast tego zagwarantowaliśmy maksymalny możliwy udział polskich firm w realizacji tej inwestycji. Krajowi przedsiębiorcy zarobią nawet 21 mld zł na współpracy z ORLENEM przy budowie Nowej Chemii – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Nowa Chemia jest kolejnym krokiem w rozwoju petrochemii w Płocku – projektem przygotowanym w oparciu o nowe założenia technologiczne i operacyjne oraz o maksymalne wykorzystanie już powstałej infrastruktury. Pod koniec 2024 roku podjęto decyzję o zatrzymaniu projektu Olefiny III oraz o rozpoczęciu prac nad rozwiązaniem, które pozwoli szybciej i efektywniej wzmocnić potencjał produkcyjny zakładu, odpowiadając na potrzeby rynku i klientów, a także ograniczyć wzrost kosztów pierwotnie niedoszacowanej inwestycji.

W pierwotnej wersji projektu inwestycji nazywanej Olefiny III nie uwzględniono znacznej części niezbędnych do jej funkcjonowania instalacji, jak np. zbiorników magazynowych, instalacji wodnej, linii i podstacji energetycznych, linii wysokiego napięcia, centralnej oczyszczalni ścieków czy konieczności rozbudowy instalacji polietylenu.

Nowa Chemia. Najważniejsze informacje

Zaktualizowany budżet projektu: 35,8 mld PLN.

Produkcja etylenu: 740 tys. ton rocznie.

Szybszy efekt: zakończenie budowy do końca 2029 roku i uruchomienie w 2030 roku.

Płynne przejście technologiczne: rozruch Nowej Chemii z jednoczesnym, stopniowym wyłączaniem Olefin II – z zachowaniem ciągłości pracy zakładu.

Niższe nakłady: w porównaniu z pierwotnym wariantem projektu, w którym – po uwzględnieniu infrastruktury niezbędnej do działania instalacji – rzeczywisty koszt realizacji mógł sięgnąć nawet 51 mld zł, zaktualizowane nakłady inwestycyjne Nowej Chemii wynoszą 35,8 mld PLN, przy założeniu wykorzystania już powstałej infrastruktury i racjonalizacji zakresu.

Duże zmiany w „Rzeczpospolitej”. Nowy dyrektor wydawniczy i nowa struktura redakcji

0

Grupa PTWP, główny akcjonariusz spółki Gremi Media, porządkuje strukturę redakcyjną „Rzeczpospolitej” i ogłasza zmiany, które zostaną wprowadzone w 2026 roku. Jesienią do redakcji dołączy Paweł Kapusta, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski, który obejmie stanowisko dyrektora wydawniczego „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”. Marcin Ręczmin, były szef strony głównej Wyborcza.pl i wcześniej związany z Wirtualną Polską, odpowiada za rozwój online tytułu. Do spółki dołączył w marcu. Michał Szułdrzyński pozostaje redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”. Zarówno on, jak i Marcin Ręczmin będą raportować do Pawła Kapusty.

Mamy bardzo ambitne plany rozwojowe, a porządkowanie modelu pracy redakcji to naturalny krok w procesie, w którym się znajdujemy. Ostatnie miesiące poświęciliśmy na dogłębną analizę i wyznaczenie celów „Rzeczpospolitej”. Nowa struktura jest odpowiedzią na te potrzeby i narzędziem do zdobycia silnej pozycji na rynku mediów. Chcemy wykorzystać kompetencje osób dziś zarządzających „Rzeczpospolitą” oraz tych, które z sukcesami rozwijały media w Polsce w ostatnich latach. Stąd decyzja, by funkcję dyrektora wydawniczego powierzyć Pawłowi Kapuście – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP i członek zarządu Gremi Media.

Naszym celem jest, aby „Rzeczpospolita” była głównym źródłem informacji dla wymagającego czytelnika i niekwestionowanym numerem jeden w Polsce pod względem jakości dziennikarskiej – dodaje Kuśpik. – Internet musi dziś być sercem redakcji, a wydanie papierowe jej najbardziej prestiżowym produktem premium.

Paweł Kapusta będzie odpowiadał za całość funkcjonowania redakcji oraz dalszy rozwój tytułów, ze szczególnym naciskiem na wzmocnienie serwisów internetowych jako centralnego punktu kontaktu z czytelnikiem.

Nowa struktura redakcji będzie opierać się na dwóch uzupełniających się i działających w ramach spójnej linii redakcyjnej pionach:

  • newsroomie internetowym, odpowiedzialnym za serwis rp.pl, bieżące informowanie, autorskie newsy oraz cyfrowe formaty redakcyjne,
  • pionie treści premium, obejmującym wydanie papierowe „Rzeczpospolitej”, tygodnik „Plus Minus”, „Parkiet” oraz rozwój oferty subskrypcyjnej i pogłębionych treści opiniotwórczych.

Priorytetowymi obszarami tematycznymi redakcji pozostają polityka, gospodarka i biznes, prawo oraz sprawy międzynarodowe. Strategia zakłada łączenie szybkości i dostępności informacji z pogłębioną analizą, komentarzem i wywiadami, przy zachowaniu najwyższych standardów dziennikarskich.

Zmiany mają na celu wzmocnienie współpracy między newsroomem internetowym a pionem treści premium, przyspieszenie cyfrowego rozwoju „Rzeczpospolitej” oraz dalsze umacnianie jej pozycji jako nowoczesnego, opiniotwórczego medium jakościowego.

Do czasu dołączenia Pawła Kapusty do organizacji Michał Szułdrzyński oraz Marcin Ręczmin będą raportować bezpośrednio do zarządu Gremi Media.

Paweł Kapusta to dziennikarz, reportażysta i menedżer mediów. Były redaktor naczelny Wirtualnej Polski, gdzie przez kilka lat odpowiadał za rozwój redakcji informacyjnych, konsekwentnie stawiając na wzmacnianie dziennikarstwa jakościowego, opartego na rzetelności, pogłębionej analizie i autorskich materiałach. Wcześniej pełnił m.in. funkcję szefa WP SportoweFakty, karierę dziennikarską zaczynał w tygodniku „Piłka Nożna”. Jest autorem reporterskich książek: „Agonia”, „Gad” oraz „Pandemia” i laureatem nagrody im. Teresy Torańskiej, nagrody Grand Press za reportaż prasowy, był też nominowany do European Press Prize. Zdobył nagrodę publiczności w międzynarodowym konkursie im. Ryszarda Kapuścińskiego na reporterską książkę roku.

Allianz Trade: geopolityka zaostrza ryzyko, ale poprawia pozycję negocjacyjną polskich eksporterów

Lepsza (niż w poprzednich latach) pozycja negocjacyjna polskich firm pomaga im w radzeniu sobie z ryzykiem geopolitycznym — dzięki krótszym terminom kredytu kupieckiego oferowanego odbiorcom (47% w przedziale 30–50 dni) oraz korzystnym warunkom dostaw.

Według badania Allianz Trade Global Survey z 2026 r. konflikt na Bliskim Wschodzie nie przekreślił oczekiwań dotyczących wzrostu eksportu, ale po roku wojny handlowej zmienił mapę ryzyka. Badanie, w którym wzięło udział 6000 firm z 13 rynków[1] , zostało przeprowadzone w dwóch etapach w lutym i końcu marca 2026 r. Ocenia ono wpływ konfliktu na oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące eksportu, handlu światowego i łańcuchów dostaw.

Przedsiębiorstwa pozostają optymistyczne oczekując wzrostu eksportu, ale jednocześnie spodziewają się eskalacji ryzyka braku płatności

„Globalne badanie Allianz Trade pokazuje, że 75% eksporterów nadal spodziewa się, że ich eksport  będzie w 2026r. rósł. Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie wydaje się umiarkowany, zwłaszcza w porównaniu z szokiem wywołanym salwami ceł w wojnie handlowej z 2025 r., kiedy to pozytywne oczekiwania przedsiębiorców spadły r/r o 40 punktów procentowych. Obecny optymizm jest jednak kruchy i może szybko zniknąć, jeśli konflikt będzie się przedłużał lub powróci. Dla przykładu – w naszym badaniu optymizm odnośnie perspektyw na przyszłość wyraża o 10% mniej niż przed rokiem firm wietnamskich, amerykańskich i hiszpańskich, ale też – co może być zaskoczeniem – o 9% mniej firm  chińskich. Konflikt sprawił, że ryzyko geopolityczne i polityczne stało się głównym zagrożeniem na świecie dla 65% firm, detronizując jako główny problem złożoność i koncentrację łańcucha dostaw (wskazane przez 45% badanych firm), które były głównym powodem do niepokoju w 2025 r. w obliczu wojny handlowej. Kwestie związane z dostawami, takie jak bankructwa dostawców i niedobory surowców, znalazły się na drugim miejscu (57%). Jednak tylko mniej niż jedna czwarta firm obawia się skutków konfliktu dla sektora energetycznego i transportu morskiego: albo przedsiębiorstwa są przekonane o skuteczności swoich mechanizmów radzenia sobie z sytuacją, albo spodziewają się, że konflikt jednak rzeczywiście będzie stosunkowo krótkotrwaływyjaśnia Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Pomimo tego – bądź co bądź „niezachwianego spokoju” większości przedsiębiorców z grona największych gospodarek eksportujących, to konflikt na Bliskim Wschodzie zaostrzył warunki finansowania handlu. Cykle płatności uległy wydłużeniu (z wyjątkami… o czym za chwilę), a odsetek przedsiębiorstw otrzymujących płatności w ciągu 30 dni spadł od początku konfliktu z 10% do 7%, podczas gdy odsetek tych, które czekają ponad 70 dni, wzrósł z 15% do 24%. Patrząc w przyszłość, 43% firm pomimo oczekiwanej deeskalacji spodziewa się jednocześnie dalszego pogorszenia warunków płatności (+5 pp w porównaniu z okresem przed konfliktem). Ryzyko braku płatności również wzrosło: odsetek firm spodziewających się wyższego ryzyka wzrósł do 40% (+6 pp w porównaniu z okresem przed konfliktem). Najbardziej narażone są sektory farmaceutyczny, budowlany oraz komputerowo-telekomunikacyjny, podczas gdy większe przedsiębiorstwa borykają się z nieproporcjonalnie dłuższymi cyklami płatności.

Słaba pozycja negocjacyjna polskich eksporterów? To już przeszłość

Jak podkreśla Sławomir Bąk, Dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka, likwidacji szkód i windykacji w oddziale Allianz Trade w Polsce, tegoroczne badanie światowego handlu wskazuje na wyraźną zmianę: trwający nearshoring wydaje się wymiernie wzmacniać pozycję polskich eksporterów.

W poprzednich latach polscy eksporterzy oferowali dłuższe terminy kredytu kupieckiego niż konkurenci z Europy Zachodniej — często był to ich sposób na zwiększenie atrakcyjności swojej oferty. Mogło to świadczyć o słabszej pozycji negocjacyjnej czy mniej renomowanym produkcie. Dziś sytuacja wygląda inaczej. W obliczu geopolitycznych zawirowań zachodnioeuropejskie firmy aktywnie szukają nowych dostawców (co wskazują w badaniu Allianz Trade nt. światowego handlu), często w Europie Środkowo-Wschodniej. Efekt? 47% polskich eksporterów oferuje obecnie termin kredytu kupieckiego 30–50 dni, podczas gdy w większości krajów udział sprzedaży z tak (krótkim) terminem jest o kilkanaście punktów niższy, a jednocześnie większy jest w nich odsetek sprzedaży z dłuższymi terminami kredytowania odbiorcy.

Polskie firmy wg. badania Allianz Trade stosunkowo rzadziej zgadzają się na dłuższe terminy:

  • 50–70 dni: Polska 29% vs. Włochy 40%, Niemcy 40%, Hiszpania 37%
  • >70 dni: Polska 13% (o 5–10 pp mniej niż w wielu krajach)
  • >90 dni: Polska 2,7% vs. Hiszpania 6%, Niemcy 4,1%, Francja 4,7%

To oznacza, że polscy eksporterzy odchodzą od długiego kredytowania odbiorców, powszechnego w latach ubiegłych, czego w obecnej sytuacji nie można powiedzieć o wielu zachodnioeuropejskich firmach.

Drugim wyraźnym sygnałem rosnącej dojrzałości – ale też pozycji polskich przedsiębiorstw jest umiejętne ograniczanie ryzyka geopolitycznego poprzez stosowanie odpowiednich reguł Incoterms (międzynarodowe warunki dostaw). Polscy eksporterzy częściej niż ci z innych krajów wybierają warunki FOB (Free on Board), przenosząc koszty i ryzyko transportu oraz jego ubezpieczenie na kupującego. Po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie 48% polskich eksporterów deklaruje sprzedaż na warunkach FOB, dla porównania – na stosowanie takich warunków dostaw może pozwolić sobie tylko 31% firm brytyjskich, 31% francuskich, 38% niemieckich i 42% włoskich .

To pozytywny sygnał: polscy przedsiębiorcy potrafią skutecznie wykorzystywać swoje atuty w dbaniu o płynność i minimalizowaniu ryzyka. Jednocześnie — jak podkreśla Sławomir Bąk — dobre warunki sprzedaży to dopiero początek: W warunkach dynamicznie zmieniającego się otoczenia i rosnącej liczby niewypłacalności na świecie kluczowe pozostaje bieżące monitorowanie kondycji odbiorców, ich płynności oraz terminowości płatności.

W obliczu wstrząsów w łańcuchu dostaw firmy stawiają na zapasy i dywersyfikację

Od początku wojny handlowej w 2025 r. firmy wdrażają strategie łagodzące, aby dostosować się do nowego otoczenia. Firmy o długich łańcuchach dostaw[2] były najbardziej aktywne w tej materii będąc dużo bardziej zapobiegliwe w pozyskiwaniu nowych dostawców i zmianie tras dostaw niż ogół badanej próby. Najczęstszymi mechanizmami radzenia sobie z sytuacją były gromadzenie zapasów (strategia 64% firm) i dywersyfikacja: na nowe rynki zbytu (także 64%), a także pozyskiwania dostawców (63%), co wskazuje na szeroko zakrojone działania mające na celu zmniejszenie ryzyka zarówno po stronie popytu, jak i podaży. Następną najczęściej wskazywaną strategią radzenia sobie przez firmy była zmiana tras dostaw przez rynki trzecie (57%), co potwierdza, że firmy dostosowują również logistykę, aby ominąć tarcia handlowe.

„Od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie 50% firm poszukiwało alternatywnych tras transportowych lub przewoźników – najwięcej takich działań podjęły firmy w Wietnamie (60%). Drugą równie popularną strategią po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie (również 50% wskazań) jest współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami celnymi w celu usprawnienia i przyspieszenia odpraw, ponownie najczęściej wskazywanie w Wietnamie (64%) ale też w Indiach (56%). Trzecim krokiem jest dostosowanie – urealnianie harmonogramów dostaw (48% firm), praktykowane najczęściej we Francji, Brazylii, Indiach, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Natomiast zmiany w Incoterms (warunki dostaw, tak jak wskazany FOB) są rzadziej wskazywane (36%), co sugeruje, że dostosowania w warunkach umownych dostaw pozostają w tyle za pierwszymi zmianami operacyjnymi” stwierdza Ano Kuhanathan, dyrektor ds. badań korporacyjnych w Allianz Trade.

Co więcej, kryzys na Bliskim Wschodzie nie wpłynął negatywnie na prognozy przedsiębiorstw dotyczące rozwoju globalnego reshoringu: 72% eksporterów spodziewa się, że utrzyma się dotychczasowe tempo dyslokacji produkcji i dostaw bliżej macierzystej siedziby i rynku. Niemniej jednak napotyka on na problemy, głównie po stronie dostawców – przede wszystkim brakuje ich najbliżej, bo na rynkach krajowych lub nie gwarantują oni odpowiedniej jakości (na tę przeszkodę wskazuje aż 83% ankietowanych firm), a następnie wskazywane są (wyższe) koszty produkcji (67%) oraz… brak zachęt podatkowych lub dotacji na przeniesienie z powrotem produkcji (61%). Bardziej złożone łańcuchy dostaw zmuszają firmy do uwzględniania ich w samym centrum swoich strategii inwestycyjnych, co nadaje priorytet konsolidacji rynku, nowym szlakom handlowym oraz budowie zakładów za granicą.

Europa i Azja wyłaniają się jako dwa wiodące regiony przyszłego wzrostu

Wojna handlowa zmniejszyła atrakcyjność Stanów Zjednoczonych dla eksporterów: tylko 13% uważa ten rynek za rokujący (na zwiększenie sprzedaży). W obliczu rekonfiguracji łańcuchów dostaw i niedawno zawartych umów o wolnym handlu priorytetowymi rynkami generującymi przyszły wzrost są Europa i Azja, ponieważ przedsiębiorstwa coraz częściej poszukują stabilności i otwartości rynkowej. Zainteresowanie Europą jako kierunkiem eksportu wzrosło we wszystkich grupach, przy czym największy wzrost zainteresowania odnotowano wśród eksporterów z Singapuru (+10 pp w porównaniu z 2025 r.) i Stanów Zjednoczonych (+9 pp w porównaniu z 2025 r.). Azja pozostaje ogólnie preferowanym kierunkiem eksportu, choć atrakcyjność inwestycyjna Chin znacznie spadła – tylko 23% ankietowanych firm (spadek aż o -30 pp w porównaniu z 2025 r.) planuje zwiększyć swoją obecność na tym rynku, choć tylko 10% aktualnie planuje wycofanie się z niego.

„Możliwości wzrostu są wzmacniane przez falę nowych umów handlowych: 93% firm planuje ekspansję w oparciu o niedawno podpisane umowy o wolnym handlu, takie jak umowa między Indiami a UE oraz umowa między MERCOSUR a UE, przy czym Indie, Brazylia, Wietnam i Francja stają się rynkami priorytetowymi. Jednak pełny potencjał tych umów pozostaje ograniczony: bariery pozataryfowe, w szczególności wymogi licencyjne i certyfikacyjne, nadal stanowią główny czynnik hamujący firmy w przekształcaniu dostępu wynikającego z umów handlowych w rzeczywisty wzrost eksportu” podsumowuje Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

[1] Brazylia, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Polska, Singapur, Hiszpania, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Wietnam

[2] tj. ponad 50% produkcji za granicą

Port Polska może zbudować nową jakość travel retail w Europie Środkowo-Wschodniej

Tradycyjny model handlu lotniskowego, oparty głównie na sprzedaży kategorii duty free, wyraźnie ewoluuje. Współczesny travel retail coraz częściej staje się elementem szerszego doświadczenia podróży, w którym znaczenia nabierają autentyczność miejsca, technologia i lokalny charakter oferty. W ramach realizacji programu inwestycyjnego Port Polska oznacza to szansę na zaprojektowanie funkcji handlowo-usługowych jako części zintegrowanego ekosystemu Airport City, odpowiadającego zarówno na potrzeby pasażerów lotniczych, jak i użytkowników kolei dużych prędkości.

Globalne trendy: retail lotniskowy jako element doświadczenia podróży

Dzisiejszy pasażer poszukuje relacji z miejscem, co zmusza operatorów do redefinicji dotychczasowych formatów handlowych.

Nowoczesny travel retail opiera się dziś na trzech filarach: autentyczności miejsca, rozwiązaniach phygital oraz dobrze zaprojektowanej ofercie usługowej i gastronomicznej. Pasażerowie oczekują unikalnego designu i lokalnego rzemiosła, które budują emocjonalną więź z portem, nawet w przypadku krótkiej podróży. Sklepy stają się interaktywne, a technologia AR i autonomiczne punkty sprzedaży służą optymalizacji czasu i wygody klienta”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail, Cushman & Wakefield.

Wzorcem budowania „5-gwiazdkowego doświadczenia” jest obecnie lotnisko w Wiedniu (VIE), którego strategia opiera się na radykalnej autentyczności. Zamiast powielać globalne sieci typu fast-food, Wiedeń postawił na koncept „Best of Austria”, czyniąc z lokalnej kuchni prawdziwego ambasadora kraju. W ramach rozbudowy południowej Terminala 3 pasażerowie odnajdą ikony wiedeńskiej kultury: od słynnego sznycla w restauracji Figlmüller, przez kawę z Café Landtmann, aż po tradycyjne słodycze od Demel.

Odpowiednio zaprojektowana struktura najemców sprawia, że gastronomia i handel przestają pełnić wyłącznie funkcję uzupełniającą. Stają się istotnym elementem budowania wartości portu, wpływając zarówno na przychody pozalotnicze, jak i na jakość całego doświadczenia pasażera. Dane z rynku wiedeńskiego pokazują, że pasażerowie segmentu premium (np. na trasach do Azji) wydają na lotnisku średnio 10 razy więcej niż klienci tanich linii. Aby ich przyciągnąć, oferta musi być unikalna i silnie osadzona w lokalnym kontekście”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Całość koncepcji austriackiego lotniska dopełnia design „Golden Heritage” – wnętrza nawiązujące do wiedeńskiego modernizmu i secesji budują głęboką więź z miastem nawet u pasażerów korzystających wyłącznie z tranzytu.

Podobne podejście rozwijają również takie porty jak Changi w Singapurze z konceptem „Jewel” czy Doha Hamad w Katarze z ogrodem „Orchard”, gdzie funkcje handlowe i usługowe są integralną częścią szerszej strategii budowania jakości podróży.

Akcelerator nowoczesnego handlu

W skali Europy Środkowo-Wschodniej wielofunkcyjny hub powstający w ramach programu inwestycyjnego Port Polska ma potencjał, aby stać się jednym z najbardziej interesujących przykładów integracji transportu, usług i nowoczesnych funkcji komercyjnych. Projektowanie tego węzła od podstaw stwarza warunki do wdrożenia rozwiązań odpowiadających na potrzeby różnych grup użytkowników – od pasażerów lotniczych, przez podróżnych korzystających z kolei dużych prędkości, po najemców i partnerów biznesowych rozwijających działalność w ramach Airport City i Cargo City. W tym układzie handel i gastronomia nie są celem samym w sobie, lecz ważnym elementem szerszego ekosystemu, wspierającym doświadczenie użytkownika oraz rozwój przychodów pozatransportowych. Tak zaprojektowany ekosystem mógłby łączyć zróżnicowane formaty – od konceptów premium i ekspozycji polskich marek po szybkie, technologicznie wspierane punkty convenience i Grab & Go, zintegrowane z narzędziami cyfrowymi.

Polska jest liderem regionu CEE pod względem nowej podaży nowoczesnych formatów handlowych, odpowiadając za blisko 60% całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni handlowej w regionie. Nowy hub może stać się miejscem, które pokaże tę skalę i dojrzałość w nowym, międzynarodowym kontekście. W ramach Airport City funkcje handlowe, usługowe i gastronomiczne mogą wspierać budowę silnego, wielowymiarowego ekosystemu gospodarczego. Dodatkowo projekt będzie rozwijany w oparciu o ambitne standardy ESG, co może stworzyć również przestrzeń do promowania lokalnych dostawców i bardziej efektywnego zarządzania zasobami”, komentuje Katarzyna Lipka, Head of Strategic Consulting & ESG Advisory w Cushman & Wakefield.

Port Polska to strategiczny projekt infrastrukturalny, którego filarem jest nowoczesny węzeł przesiadkowy integrujący transport lotniczy, kolejowy i drogowy. Inwestycja zakłada budowę portu lotniczego o znaczeniu globalnym oraz sieci Kolei Dużych Prędkości, które połączą największe polskie miasta, skracając czas podróży i zwiększając mobilność obywateli. Integralną częścią programu jest stworzenie Airport City oraz Cargo City, które mają stać się silnikami nowej gospodarki, przyciągając inwestycje zagraniczne i wspierając ekspansję polskich przedsiębiorstw.

DACHSER rośnie mimo trudnego rynku. Przychody sięgnęły rekordowych 8,3 mld euro

Operator logistyczny DACHSER zwiększył przychody w roku finansowym 2025 do około 8,3 mld EUR. Oznacza to wzrost o 3,1 proc. rok do roku i nowy rekord w historii firmy. Wolumen przewiezionych towarów wzrósł do 46,7 mln ton (+5,8 proc.), a liczba przesyłek zwiększyła się do 86,2 mln (+3,6 proc.).

„W 2025 roku wciąż funkcjonowaliśmy w wymagającym otoczeniu rynkowym. Kluczowe rynki europejskie pozostawały w stagnacji, zmagając się z silną presją kosztową i konkurencyjną, a polityka celna USA dodatkowo zwiększała niepewność w globalnym handlu” – komentuje Burkhard Eling, CEO DACHSER.

„Fakt, że w tych warunkach byliśmy w stanie rosnąć organicznie rosnąć, a nawet powiększyć nasz udział w rynku transportowym, potwierdza siłę i odporność naszego modelu biznesowego – opartego na integracji, jakości i innowacji”.

Kluczowym obszarem dla firmy była szybka integracja pozyskanych poprzez akwizycję spółek. Proces ten dotyczył szczególnie Włoch (DACHSER & FERCAM Italia), południowych Niemiec i Austrii (Brummer) oraz krajów nordyckich (Frigoscandia). Wszystkie trzy podmioty w 2025 r. po raz pierwszy zostały w pełni uwzględnione w przychodach Grupy. Z wyłączeniem tych akwizycji wzrost DACHSER (rdr.) wyniósłby około 0,3 proc.

DACHSER konsekwentnie inwestuje w przyszłość

Kontynuując politykę inwestycyjną z ostatnich lat, w 2025 roku DACHSER przeznaczył około 325 mln EUR na rozwój sieci oraz inwestycje w pracowników, cyfryzację oraz działania klimatyczne.

„Konsekwentnie inwestujemy w naszą sieć” – mówi Burkhard Eling. W trudniejszych czasach utrzymanie strategicznego kierunku i dalsza realizacja naszej misji, by stać się najbardziej zintegrowanym operatorem logistycznym na świecie, są szczególnie istotne”.

W 2026 roku firma planuje zwiększyć inwestycje do ponad 350 mln EUR, aby długoterminowo wzmacniać swoją pozycję konkurencyjną.

Rozwój biznesu w faktach i liczbach

Segment Road Logistics, obejmujący transport i magazynowanie dóbr przemysłowych i konsumenckich (European Logistics) oraz żywności (Food Logistics), zwiększył przychody o około 7 proc., do 6,9 mld EUR. Liczba obsłużonych przesyłek wzrosła o 3,7 proc., a tonaż o 6,2 proc.

Przychody linii biznesowej European Logistics po raz pierwszy przekroczyły 5 mld EUR, osiągając 5,1 mld EUR, co oznacza wzrost rdr. o 5,9 proc. Szczególnie pozytywnie rozwijał się obszar Food Logistics. Wspierany ostatnimi przejęciami DACHSER zwiększył tu przychody o 10,1 proc., do ponad 1,8 mld EUR.

„Nasza strategia rozwoju w logistyce żywności przynosi efekty” – powiedział Burkhard Eling. „Dzięki integracji przejętych podmiotów w ciągu zaledwie pięciu lat niemal podwoiliśmy przychody i weszliśmy na nowy europejski poziom”.

W 2025 roku kluczowym czynnikiem w segmencie Air & Sea Logistics był gwałtowny spadek stawek frachtu morskiego, szczególnie na głównej trasie z Azji do Europy, oraz lekki spadek stawek frachtu lotniczego. Po dobrym początku roku rynek schłodził się, częściowo pod wpływem polityki celnej USA. Przychody spadły o 12,6 proc., do około 1,4 mld EUR, po wcześniejszym wzroście o 22 proc. w latach 2023–2024.

„Zmienność rynku frachtu lotniczego i morskiego jest nam dobrze znana i wiemy, jak nią zarządzać” – mówi Burkhard Eling.

„Widzimy rosnące znaczenie globalnie zintegrowanych usług end-to-end. Dlatego konsekwentnie łączymy dla naszych klientów europejski transport drogowy z frachtem lotniczym i morskim, budując płynne i odporne łańcuchy dostaw”.

W obszarze Contract Logistics, łączącym transport, magazynowanie i usługi o wartości dodanej, firma w 2025 roku zwiększyła powierzchnię magazynową o około 240 tys. miejsc paletowych w 174 lokalizacjach na świecie. Łączna pojemność magazynowa przekroczyła po raz pierwszy 4 mln miejsc paletowych.

Zatrudnienie w całym DACHSER wzrosło o około 200 osób do poziomu 37 500 pracowników na świecie.

Firma spodziewa się, że warunki rynkowe w bieżącym roku pozostaną złożone. „Działania wojenne na Bliskim Wschodzie ograniczają dostępność frachtu lotniczego i morskiego, szczególnie na trasie Azja–Europa, a wysokie ceny paliw dodatkowo podnoszą koszty usług transportowych i wywierają znaczną presję na europejski rynek przewozów” – mówi Burkhard Eling.

„Nasze zespoły operacyjne mierzą się z tymi wyzwaniami z pełnym profesjonalizmem, zawsze koncentrując się na znajdowaniu najlepszych rozwiązań dla klientów i wsparciu partnerów transportowych. Zgodnie z tą zasadą w 2026 roku będziemy kontynuować naszą strategiczną ścieżkę – niezawodnie i z konsekwencją”.

AstraZeneca z rekordowymi inwestycjami w Polsce. W 2025 roku wydała 1,27 mld zł

0

Rozwój wyspecjalizowanych kompetencji i infrastruktury badawczo-rozwojowej oraz realizacja kluczowych globalnych procesów, tylko w ubiegłym roku zaowocowały inwestycjami AstraZeneca w Polsce na poziomie 1,27 mld zł. To najwyższe roczne nakłady w historii obecności firmy na polskim rynku i niemal trzykrotny wzrost względem 2020 roku. Łączna wartość inwestycji AstraZeneca w Polsce od tego czasu przekroczyła już 5 mld zł.

Dynamiczny wzrost nakładów inwestycyjnych odzwierciedla strategiczną transformację działalności spółki w Polsce – z lokalnego oddziału w jedno z dziesięciu kluczowych globalnych centrów R&D i zarządzania procesami wspierającymi działania z obszaru badań i rozwoju, takich jak finanse, zakupy i zasoby ludzkie.

– Historycznie najwyższy poziom rocznych inwestycji w Polsce to efekt świadomego, długoterminowego kierunku rozwoju AstraZeneca. Jednym z naszych priorytetowych działań jest wspieranie rozwoju polskiego ekosystemu innowacji oraz gospodarki opartej na wiedzy, co przyczynia się do budowania silnej, innowacyjnej i odpornej Europy. Widzimy w Polsce ogromny potencjał młodych, utalentowanych ludzi i wyspecjalizowanych kompetencji, co przekłada się na realną możliwość współtworzenia przyszłości europejskiej i globalnej medycyny – powiedział Wiktor Janicki, prezes zarządu AstraZeneca Pharma Poland.

– Nasze lokalne inwestycje są częścią wspierania wizji, w której dostęp do przełomowych terapii idzie w parze z rozwojem gospodarczym Polski. Mamy nadzieję wkrótce rozpocząć rozmowy na temat międzyresortowej, wieloletniej strategii dla sektora biotechnologicznego, której opracowanie jest niezbędne, by z jednej strony utrzymać stabilność inwestycji ze strony globalnych firm farmaceutycznych, ale z drugiej – zapewnić lepsze warunki do rozwoju polskich firm działających z tym sektorem – dodał Wiktor Janicki.

Obecnie AstraZeneca zatrudnia w Polsce ponad 3 400 osób, w tym około 1 600 wysoko wykwalifikowanych ekspertów bezpośrednio zaangażowanych w zaawansowane procesy badawczo-rozwojowe, których rezultaty kształtują przyszłość medycyny na świecie
a jednocześnie wzmacniają rolę polskiego oddziału w globalnej strukturze AstraZeneca.

Nakłady spółki na badania i rozwój przekładają się bezpośrednio na korzyści dla pacjentów.
W ciągu ostatniej dekady ponad 12,5 tysiąca pacjentów w Polsce uzyskało dostęp do najnowocześniejszych terapii w ramach 255 badań klinicznych prowadzonych i nadzorowanych z Polski, m.in. w obszarach onkologii i chorób rzadkich. To dowód na rosnącą rolę kraju jako ważnego ośrodka rozwoju innowacyjnych terapii.

Dane osobowe i egzekwowanie prawa UE w centrum debaty o przyszłości handlu elektronicznego

0

Temat równych warunków konkurencji w e-commerce coraz wyraźniej staje się jednym z kluczowych zagadnień europejskiej debaty gospodarczej. Podczas Europejskiego Szczytu e-Commerce, który odbył się 14 kwietnia 2026 r. pod hasłem „Równe warunki konkurencji w e-commerce: wzmocnienie jednolitego rynku oraz suwerenności cyfrowej UE”, wiele uwagi poświęcono nie tylko konkurencyjności europejskich firm, ale również ochronie danych osobowych oraz skuteczności egzekwowania prawa wobec globalnych platform działających na rynku unijnym.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele administracji publicznej, instytucji unijnych oraz branży handlu elektronicznego. Uwagi otwierające konferencję przedstawili Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji, Kamila Gasiuk-Pihowicz, posłanka do Parlamentu Europejskiego, oraz Patrycja Sass-Staniszewska, prezeska Polskiej Izby Gospodarki Elektronicznej. Jednym z najważniejszych głosów podczas szczytu było wystąpienie prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosława Wróblewskiego, który odniósł się do roli danych osobowych i zasad ich przetwarzania w rozwoju nowoczesnego e-commerce.

Prezes UODO zwrócił uwagę, że europejski rynek cyfrowy zmaga się z wyraźną asymetrią regulacyjną. Z jednej strony przedsiębiorstwa działające w Unii Europejskiej muszą stosować restrykcyjne przepisy dotyczące przejrzystości, ochrony danych i zgodności z prawem. Z drugiej strony platformy spoza UE, mimo obecności na unijnym rynku, w praktyce funkcjonują często przy znacznie mniejszym poziomie realnej odpowiedzialności. W ocenie Mirosława Wróblewskiego prowadzi to do sytuacji, w której europejskie firmy ponoszą wysokie koszty zgodności, podczas gdy ich zagraniczni konkurenci korzystają z przewagi wynikającej z ograniczonej skuteczności egzekwowania unijnych regulacji.

Jak wskazał prezes UODO, problem nie sprowadza się jedynie do formalnych różnic w obowiązkach, ale dotyczy również strukturalnego podejścia do danych. W Europie dane są objęte ścisłą ochroną i podlegają złożonej interpretacji prawnej, co zwiększa koszty prowadzenia działalności. Jednocześnie globalne platformy często łączą dane gromadzone w różnych częściach własnych organizacji, budując zamknięte ekosystemy informacyjne. W takim modelu dane stają się zasobem wzmacniającym dominację rynkową, zamiast pełnić funkcję wspierającą rozwój bardziej otwartego i konkurencyjnego rynku.

W trakcie wystąpienia podkreślono również, że obecne przepisy, w tym RODO, choć stanowią fundament ochrony praw obywateli, wymagają często skomplikowanej interpretacji i wdrożenia. Dla firm oznacza to dodatkowe obciążenia prawne, organizacyjne i finansowe. Równolegle wciąż istnieją trudności z egzekwowaniem tych samych zasad wobec podmiotów z państw trzecich. W praktyce oznacza to, że Unia Europejska generuje ogromne ilości danych, lecz nie zawsze potrafi przełożyć ten zasób na własną przewagę gospodarczą i technologiczną.

Mirosław Wróblewski wskazał także na ograniczenia techniczne, które utrudniają skuteczne wdrażanie wspólnotowych regulacji. Wśród nich wymienił brak ustandaryzowanych interfejsów dla platform funkcjonujących w różnych jurysdykcjach oraz niewystarczającą interoperacyjność pomiędzy systemami platform handlowych, organów nadzoru rynku i organów celnych. Tego rodzaju bariery sprawiają, że nawet dobrze zaprojektowane przepisy mogą mieć ograniczoną skuteczność, jeśli nie towarzyszą im odpowiednie narzędzia operacyjne oraz techniczne mechanizmy współpracy.

W ocenie prezesa UODO jednym z możliwych kierunków zmian powinno być stworzenie jednolitych ram prawnych dotyczących wymiany danych w Unii Europejskiej. Takie ramy mogłyby obejmować wspólne standardy, procedury i zasady zarządzania danymi, oparte na już istniejących instytucjach, takich jak strefy danych. Istotą proponowanego podejścia miałaby być jednak warunkowość dostępu do unijnego rynku. Oznaczałoby to, że podmioty odmawiające dzielenia się danymi lub nieprzestrzegające europejskich standardów nie powinny mieć pełnego dostępu do rynku UE.

To podejście wpisuje się w szerszą debatę o suwerenności cyfrowej Europy. Coraz częściej podkreśla się bowiem, że w gospodarce cyfrowej dane nie są jedynie ubocznym produktem działalności firm, ale strategicznym zasobem, który wpływa na możliwości rozwoju innowacji, budowania przewag konkurencyjnych i utrzymania kontroli nad rynkiem. Jak zaznaczył Mirosław Wróblewski, jeśli Europa chce rzeczywiście zapewnić równe zasady konkurencji, musi przejść od samego regulowania danych do bardziej strategicznego zarządzania dostępem do nich, również w odniesieniu do globalnych platform działających na obszarze Unii.

Druga część debaty podczas szczytu dotyczyła praktycznych wyzwań związanych z wdrażaniem unijnych przepisów i nadzorem nad rynkiem e-commerce. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele Izby Gospodarki Elektronicznej, Bartosz Skowroński i Agnieszka Kisielewska, a także mec. Witold Chomiczewski. Rozmowa koncentrowała się na tym, jakie działania Unia Europejska powinna podjąć w najbliższym czasie, aby przepisy obowiązujące na jednolitym rynku nie pozostawały wyłącznie na poziomie deklaracji, lecz były skutecznie egzekwowane wobec wszystkich uczestników handlu elektronicznego.

Ważnym elementem Europejskiego Szczytu e-Commerce 2026 był również okrągły stół z udziałem około 40 przedstawicieli instytucji unijnych, państw członkowskich oraz europejskiego sektora e-commerce. Wśród poruszanych tematów znalazł się wpływ chińskich platform na polską gospodarkę, kwestia uczciwej konkurencji oraz problem skutecznego stosowania prawa unijnego w handlu elektronicznym. To właśnie ten wątek pokazuje, że dzisiejsza dyskusja o e-commerce wykracza daleko poza kwestie technologiczne czy konsumenckie. Coraz mocniej dotyka bowiem zagadnień strategicznych, takich jak bezpieczeństwo gospodarcze, odporność rynku wewnętrznego i możliwość ochrony europejskich przedsiębiorstw przed nierówną konkurencją.

Wnioski płynące ze szczytu wskazują jednoznacznie, że przyszłość europejskiego e-commerce będzie zależeć nie tylko od innowacyjności firm i tempa cyfryzacji, ale także od zdolności Unii do egzekwowania własnych reguł wobec wszystkich graczy rynkowych. Ochrona danych osobowych, interoperacyjność systemów, przejrzyste zasady wymiany danych i skuteczny nadzór nad platformami spoza UE coraz wyraźniej stają się elementami polityki gospodarczej, a nie wyłącznie wąsko rozumianej regulacji cyfrowej.

Rynki znów wierzą Trumpowi. Inflacja przypomina o kosztach wojny

Nadzieja rynków na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie jest nieśmiertelna. Morale rosną wraz z kolejnymi słowami Trumpa o końcu wojny. Wall Street świeci na zielono, a notowania ropy spadają. Niezależnie od tego, czy jutro dojdzie do rozejmu czy nie, skutki wojny już odczuwamy na sklepowych półkach.

Niepewny optymizm

Inwestorzy żyją coraz większą nadzieją na porozumienie między USA a Iranem. Do kolejnych rozmów pokojowych ma dojść jutro, a wczorajsze kilka słów z ust Trumpa ponownie wystarczyło, aby wywołać euforię na rynkach. Stwierdzenie, że „przecież wojna się skończyła” wywołało falę podażową na rynku ropy. Wykres odmiany amerykańskiej zniżkował momentami nawet do 87 USD za baryłkę. Optymizm zagościł na amerykańskiej giełdzie. Kontrakty terminowe na S&P500 wzrosły do 7015 punktów i w momencie pisania tekstu nadal widzimy „siódemkę” z przodu. Ponadto notowania srebra na chwilę wróciły powyżej 80 USD za uncję, a złota ponownie osiągnęły poziom ponad 4850 USD. Na forex doświadczyliśmy z kolei wybicia oporu 1,18 USD na głównej parze walutowej świata.

Dziś natomiast odnotowujemy częściowe odreagowanie większości opisanych ruchów. Może to świadczyć o pojawieniu się nutki niepewności w sprawie porozumienia między dwoma zupełnie odmiennymi stanowiskami skonfliktowanych stron. W tym otoczeniu nie można nie wspomnieć o nad wyraz dobrze radzącym sobie polskim złotym. Kurs EUR/PLN o godzinie 14:00 schodzi poniżej 4,24 PLN, USD/PLN poniżej 3,60 PLN, GBP/PLN to niecałe 4,88 PLN, a CHF/PLN to 4,60 PLN.

Efekt wojny to wyższe ceny

Skutek podwyższonych cen surowców energetycznych jest widoczny gołym okiem w marcowych danych inflacyjnych wielu gospodarek. Zgodnie z wczorajszymi publikacjami o dynamice cen konsumenckich – w Rumunii odnotowano wzrost z 9,3% r/r do 9,9% r/r, w Hiszpanii z 2,3% r/r do 3,4% r/r, a w Czechach z 1,4% r/r do 1,9% r/r. Zwyżki widać również za oceanem, gdzie ceny amerykańskich producentów podskoczyły z 3,4% r/r do 4% r/r. Dziś dowiedzieliśmy się z kolei o wzroście inflacji CPI we Francji (z 0,9% r/r do 1,7% r/r), a także w Polsce (z 2,1% do 3% r/r). Zwyżki były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami. Pozostając na chwilę przy rodzimej gospodarce należy podkreślić, że wzrost cen jest znaczący (prawie 1 punkt procentowy), nawet mimo wysokiej bazy (CPI z marca 2025 roku to 4,9% r/r). Dodatkowo w ujęciu miesięcznym ceny rosły o 1,1% (poprzednio 0,3% m/m). Dorzucając do tego fakt, że zwyżce przewodzi inflacja w sektorze usług (5% r/r), już mniej dziwi silna pozycja złotego na forex, gdyż najnowsze dane są jastrzębie i dają argument RPP do podwyżki stóp procentowych. Póki co jednak rozmowa o tym scenariuszu nie jest podejmowana przez samego prezesa NBP, ale z pewnością będzie, jeżeli dynamika cen wzrośnie powyżej celu 2,5% z przedziałem odchyleń +/- 1 punkt procentowy.

Bankierzy centralni w cieniu

Rynki zdają się zapominać o istnieniu bankierów centralnych, a dziś po południu po raz kolejny występować będą decydenci z Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii, Szwajcarskiego Banku Narodowego, Rezerwy Federalnej (USA) czy Banku Rezerwy Nowej Zelandii. Dodatkowo o godzinie 20:00 poznamy Beżową Księgę FED podsumowującą kondycję amerykańskiej gospodarki i wskazującą prognozy na najbliższe miesiące. Wszystko to niestety pozostaje w cieniu wojny. Warto jednak wspomnieć wczorajszą wypowiedź Christine Lagarde. Szefowa EBC podkreśliła widoczne spowolnienie gospodarki strefy euro, która rozwija się poniżej prognoz banku. Potwierdzeniem tych słów jest lutowa redukcja produkcji przemysłowej w strefie o 0,6% r/r. Według prezeski przyczyną spadku pozostają szalejące ceny energii. Taka mieszanka nie stwarza jednak warunków do podwyżki stóp procentowych. Gołębia wypowiedź nie wzmocniła unijnej waluty, która podczas dzisiejszego odreagowania rynków słabnie względem amerykańskiego dolara. Kurs EUR/USD o godzinie 14:00 oscylował przy 1,178 USD.

Akademia Leona Koźmińskiego otwiera filię w Katowicach i rozpoczyna strategiczną współpracę z TDJ

Akademia Leona Koźmińskiego rozpoczyna strategiczne partnerstwo z TDJ i otwiera filię w Katowicach. To kolejny krok w umacnianiu pozycji uczelni oraz odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie regionu na wysokiej jakości edukację menedżerską, rozwój kompetencji przywódczych i współpracę nauki z biznesem.

Województwo śląskie jest dziś jednym z najbardziej wymagających, ale też perspektywicznych rynków dla kadry zarządzającej w Polsce. Region ten opiera się na silnej obecności przemysłu, automotive, energetyki, logistyki oraz nowoczesnych usług biznesowych. Firmy działające na Śląsku mierzą się jednocześnie z cyfryzacją, wdrożeniami AI, cyberbezpieczeństwem, presją kosztową i koniecznością budowania odporności organizacyjnej. W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera edukacja menedżerska, dostępna lokalnie, ale oparta na międzynarodowych standardach.

„Śląsk to region, w którym menedżerowie codziennie łączą odpowiedzialność za wynik z prowadzeniem organizacji przez złożoną transformację. Chcemy być bliżej liderek i liderów, którzy awansują, zmieniają role, porządkują swój warsztat i szukają rzetelnego punktu odniesienia jakości oraz networkingu poza własną firmą. Nasza obecność w Katowicach pozwoli uczyć się lokalnie, ale w standardzie globalnym, charakterystycznym dla Akademii Leona Koźmińskiego” – mówi dr Sylwia Hałas-Dej, Prorektorka ds. rozwoju i współpracy z otoczeniem, Dziekan Kozminski Executive Business School oraz dyrektorka programu Executive MBA.

W 2026 roku w katowickiej filii ruszy oferta studiów MBA i podyplomowych, skierowana do osób zarządzających, ekspertów, przedsiębiorców i menedżerów rozwijających organizacje w warunkach intensywnej transformacji technologicznej, regulacyjnej i organizacyjnej.

Oferta dopasowana do realiów regionu

W katowickiej filii Akademii Leona Koźmińskiego dostępny będzie program MBA: Przywództwo Technologiczne, Transformacja Cyfrowa i AI, realizowany w formule dostosowanej do potrzeb osób aktywnych zawodowo. Równolegle uczelnia uruchomi wybrane kierunki studiów podyplomowych, odpowiadające na najczęstsze potrzeby rozwojowe: awans do ról menedżerskich, uporządkowanie warsztatu zarządczego oraz rozwój kompetencji potrzebnych w warunkach transformacji. W ofercie znajdą się m.in. programy z zakresu zarządzania projektami, rozwoju kompetencji menedżerskich i finansowych oraz kierunki na styku technologii, biznesu i regulacji, takie jak AI Governance & Compliance czy Wdrażanie i wykorzystanie systemów AI w organizacji. Uzupełnieniem będą krótsze formy rozwojowe – kursy, szkolenia i programy zamknięte dla firm oraz zespołów.

Partnerstwo z TDJ

Istotnym filarem rozwoju Akademii Leona Koźmińskiego na Śląsku jest strategiczne partnerstwo z TDJ – rodzinną firmą inwestycyjną z siedzibą w Katowicach. Współpraca koncentruje się na rozwoju kompetencji, wzmacnianiu jakości zarządzania oraz pogłębianiu praktycznego dialogu między nauką a biznesem. Dla TDJ rozwój od zawsze pozostaje jednym z kluczowych elementów działalności, dlatego partnerstwo z Akademią Leona Koźmińskiego naturalnie wpisuje się w tę filozofię: wspieranie budowy kompetencji, które wzmacniają ludzi, organizacje i długofalowy potencjał regionu.

„Śląsk i cała południowa Polska są dziś przestrzenią, w której transformacja nie jest hasłem, lecz codzienną praktyką zarządzania. Partnerstwo z TDJ doskonale wpisuje się w podejście Akademii Leona Koźmińskiego: łączyć międzynarodową jakość edukacji menedżerskiej z realnymi wyzwaniami firm i liderów, którzy budują odporność organizacji i długofalową konkurencyjność” – mówi prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, Rektor Akademii Leona Koźmińskiego.

Znaczenie tej współpracy podkreślają także przedstawiciele TDJ:

„Rozszerzenie dostępu do wysokiej jakości, praktycznej edukacji menedżerskiej na Śląsku wzmocni konkurencyjność firm i wesprze przyspieszającą transformację gospodarczą regionu. W TDJ od wielu lat przywiązujemy dużą wagę do edukacji, która leży u podstaw rozwoju – jednego z fundamentów naszej organizacji. Wierzymy, że inwestowanie w edukację to jeden z najważniejszych sposobów budowania silnej i odpornej gospodarki. Dlatego wspieramy inicjatywę Akademii Leona Koźmińskiego w Katowicach” – skomentował Tomasz Domogała, przewodniczący rady nadzorczej TDJ.

„TDJ ma nie tylko śląskie korzenie, ale także silną obecność biznesową w regionie poprzez swoje spółki portfelowe. Z tej perspektywy wyraźnie widzimy, że kończy się model konkurencyjności polskiego przemysłu oparty na taniej energii i pracy. Dziś o przewadze decyduje wiedza. Dlatego inwestycje w edukację są kluczowe – to one pozwolą nam konkurować nie tylko w Europie, ale także na globalnych rynkach” – powiedział Michał Ciszek, wiceprezes zarządu TDJ.

Śląsk jako naturalny kierunek rozwoju

Uruchomienie filii w Katowicach wynika nie tylko z potrzeb rynku, ale także z istniejących już związków Akademii Leona Koźmińskiego z regionem. Ze Śląskiem związana jest część kadry oraz ekspertów wspierających rozwój programów i prace dyplomowe. W ostatnich latach społeczność absolwencka uczelni powiększyła się o niemal 2 000 osób związanych z województwem śląskim, co dodatkowo wzmacnia lokalny potencjał networkingu. Akademia rozwija także współpracę z biznesem i instytucjami silnie osadzonymi w regionie. Przykładem jest partnerstwo z ING Bankiem Śląskim, a także obecność uczelni jako partnera Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Rynek mieszkaniowy w I kw. 2026: kredytowy boom, kurcząca się podaż i powrót rynku wtórnego

Mocne ożywienie popytu, historyczny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi oraz wyraźny kontrast między kurczącą się ofertą deweloperów a powoli odbudowującą się podażą mieszkań z drugiej ręki – tak w skrócie można podsumować początek bieżącego roku. Eksperci Otodom podkreślają, że w ostatnich miesiącach mieliśmy do czynienia z rynkiem „ożywionym, ale jeszcze nie rozgrzanym”, na którym kupujący mierzyli się z rosnącą niepewnością geopolityczną i zróżnicowanymi cenami w poszczególnych miastach.

Boom na rynku finansowania i presja geopolityczna

Jak wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Grupy BIK, Dyrektor Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji SGH, pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł wyjątkowo dynamiczny wzrost na rynku kredytów mieszkaniowych. O skali zjawiska świadczy liczba 144 tysięcy osób wnioskujących o kredyt w tym okresie – to więcej o 47% względem 2025 roku i aż o 83% w porównaniu do 2024 roku. Według prognoz ostatnie trzy miesiące zamknęły się liczbą około 70 tysięcy udzielonych kredytów o łącznej wartości 31 miliardów złotych, z czego aż 56% tej kwoty ulokowano w siedmiu największych aglomeracjach.

Za ten historyczny popyt, ze średnią wnioskowaną kwotą sięgającą rekordowych 506 tys. zł, odpowiadają przede wszystkim kontynuacja cyklu obniżek stóp procentowych NBP (do 3,75% dla stopy referencyjnej w marcu) oraz wysoka dynamika wynagrodzeń (8–10% r/r). Z drugiej strony decyzje nabywców przyspieszała niepewność geopolityczna związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie i rosnącymi cenami surowców. Obawy przed wyższą inflacją i ewentualnym powrotem do podwyżek stóp procentowych sprawiły, że w pierwszym kwartale odnotowano również wysoki udział refinansowania starych zobowiązań (ok. 30% liczbowo i 25% wartościowo). Spośród nowo udzielanych kredytów na zakup nieruchomości, 45% środków trafiało na rynek wtórny, a 40% na rynek pierwotny.

Mniej nowych inwestycji deweloperskich

Odmienne nastroje panowały po stronie podażowej na rynku deweloperskim. Z danych Otodom wynika, że deweloperzy w pierwszych trzech miesiącach roku byli ostrożni. Do sprzedaży wprowadzono zaledwie 8,8 tys. mieszkań na siedmiu głównych rynkach, co stanowi najgorszy wynik kwartalny od trzech lat, a tym samym spadek o 23% kwartał do kwartału i o 29% rok do roku. Największa redukcja w liczbie nowych lokali wprowadzonych do sprzedaży względem pierwszego kwartału 2025 r. nastąpiła we Wrocławiu i Katowicach (odpowiednio -48i -44%), a także w Łodzi (-35%) i Poznaniu (-33%). W Warszawie spadek nowych mieszkań wprowadzonych na rynek osiągnął poziom 24%, a w Krakowie 19%. Najmniej na tle innych rynków (-11%) ograniczyli nową podaż deweloperzy trójmiejscy.

Jednocześnie sprzedaż w pierwszych trzech miesiącach 2026 r. utrzymała się na wysokim poziomie i wyniosła 12,7 tys. sprzedanych mieszkań, czyli o 6% mniej niż w czwartym kwartale 2025 roku (dane wstępne), ale o 31% więcej rok do roku. Z uwagi na fakt, że popyt przewyższał nową podaż drugi kwartał z rzędu, łączna oferta deweloperów po raz pierwszy od dziewięciu kwartałów skurczyła się i na koniec kwartału w ofercie pozostawało 58,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5% względem końca 2025 r.

– Zaskakująco dobre wyniki marcowej sprzedaży nie wystarczyły do powtórzenia dobrego wyniku sprzedaży z pierwszego kwartału 2025 roku. Wpłynęły jednak na zmianę nastroju po obu stronach rynku deweloperskiego, co w połączeniu z malejącą ofertą spowodowało, że prognozy dla rynku mieszkaniowego w największych polskich miastach są bardziej optymistyczne niż kwartał temu – zauważa Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Rynek wtórny wraca do gry

Obecnie inaczej wyglądała sytuacja w sektorze mieszkań z drugiej ręki. Rynek ten wszedł w fazę umiarkowanego ożywienia. Jednocześnie podaż powoli rosła i na koniec kwartału (w marcu br.) pula aktywnych ogłoszeń na siedmiu największych rynkach wyniosła 41,6 tys., co dało wzrost o 3% w stosunku do stycznia. W porównaniu z początkiem roku najwięcej mieszkań z drugiej ręki pojawiło się w Trójmieście oraz Poznaniu (+6%) i Warszawie (+4%). Natomiast nieco wolniej rosła podaż w Łodzi i Wrocławiu (+3%), a także w Krakowie (+2%). Katowice jako jedyne odnotowały symboliczne kurczenie się oferty na rynku wtórnym (-1%).

Z kolei popyt był bardzo zróżnicowany terytorialnie w ujęciu rocznym. Zdecydowanymi liderami zainteresowania kupujących był Poznań (+16% r/r) oraz Wrocław (+11% r/r), podczas gdy w Krakowie i Katowicach odnotowano spadki zapytań (odpowiednio o -5% i -4%).

– Wzmożony ruch w tym segmencie to także efekt obaw o przyszłość. Jak wynika z badania Otodom i Kantar z marca 2026 r., aż 59% respondentów spodziewa się dalszego wzrostu cen mieszkań, przy czym wśród osób najbardziej aktywnie poszukujących nieruchomości odsetek ten wynosi aż 62%. To, w połączeniu z pogarszającymi się wskaźnikami makroekonomicznymi, takimi jak rosnąca inflacja CPI oraz rosnący wskaźnik WIBOR 6M, skłaniało kupujących do szybszego zamykania transakcji – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Rozwarstwienie cenowe

Zestawienie obu rynków pokazuje wyraźne różnice w dynamice cenowej. Według danych Otodom średnie stawki za mieszkania deweloperskie urosły w pierwszym kwartale o 1,6% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Z kolei pod względem cen pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku wzrost ten osiągnął pułap 6,4%, co stanowiło wartość niemal dwukrotnie wyższą od bieżącej inflacji. Liderem wzrostów było Trójmiasto, gdzie ceny ofertowe z pierwszej ręki podskoczyły aż o 18% rok do roku.

ceny Rynek mieszkań po I kwartale

Tymczasem ceny na rynku wtórnym pozostawały stabilne przez cały kwartał, a ich średni roczny wzrost wyniósł około 2%, czyli poniżej inflacji. Przekłada się to na realną stabilizację, a wręcz lekką korektę wartości nieruchomości. Oczywiście możemy wskazać pewne wyjątki, jak na przykład Trójmiasto, gdzie ceny urosły o 5,2% r/r, czy Poznań ze wzrostem cen o 4,9% r/r. Na drugim biegunie znalazły się Wrocław z zaledwie +0,3% r/r oraz Łódź i Katowice z dynamiką bliską zeru.

wtórny Rynek mieszkań po I kwartale

Jaki będzie drugi kwartał?

Mimo zawirowań geopolitycznych, perspektywy na kolejne miesiące są obiecujące. Pozytywny trend w drugim kwartale 2026 r. zostanie utrzymany. Jak podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski kluczowe wskaźniki decydujące o zdolności kredytowej, czyli korzystny koszt pieniądza (stabilne stopy procentowe) oraz realnie rosnące dochody gospodarstw domowych, będą nadal wspierać wysoką aktywność kupujących. Dostępność kredytów pozostaje na dobrym poziomie, co powinno utrzymać optymistyczne nastroje zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających lokale nowe oraz w segmencie mieszkań wtórnych.

Syn2bio już na GPW

15 kwietnia 2026 r. spółka Syn2bio dołączyła do grona firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Debiut giełdowy Syn2bio stanowi zwieńczenie procesu podziału Synektika – obecnego na rynku głównym GPW od 2014 roku – na dwa niezależne podmioty. Syn2bio jest spółką biotechnologiczną, do której wydzielono działalność związaną z badaniami nad kardioznacznikiem oraz przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku do diagnostyki chorób serca. Debiut Syn2bio na GPW

– Debiut Syn2bio na warszawskiej giełdzie to ważny moment dla nowej spółki, ale także istotny etap w historii Grupy Synektik. Symbolicznie domyka on proces podziału Synektika na dwa niezależne podmioty. Do Syn2bio wydzieliliśmy projekt kardioznacznika – nasz flagowy projekt badawczo-rozwojowy. Zadaniem spółki będzie dalszy rozwój tego innowacyjnego radiofarmaceutyku oraz przygotowanie jego komercjalizacji. Podział otwiera przed Syn2bio dostęp do nowych źródeł finansowania, w tym grantów i programów dostępnych dla mniejszych podmiotów. Z kolei Synektik zyskuje więcej przestrzeni do dalszego wzmacniania rentowności i rozwoju swoich podstawowych obszarów działalności. Wierzymy również, że rozdzielenie tych dwóch odmiennych profili biznesowych pozwoli rynkowi trafniej oceniać potencjał każdej ze spółek – komentuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika oraz prezes Syn2bio.

– Debiut giełdowy nie jest końcem drogi, lecz początkiem nowego etapu. Przed Syn2bio stoją kolejne kamienie milowe związane z projektem kardioznacznika, badaniami oraz drogą do komercjalizacji. Przed Synektikiem natomiast dalsze umacnianie pozycji w obszarach, w których od lat skutecznie budujemy wartość – dodaje Cezary Kozanecki.

Debiut giełdowy Syn2bio został poprzedzony emisją 8.529.129 akcji, które przydzielono akcjonariuszom Synektika w stosunku 1:1. Oznacza to, że za każdą 1 akcję Synektika posiadaną na koniec Dnia Referencyjnego, wyznaczonego na 7 kwietnia, inwestor otrzymał 1 akcję Syn2bio. Ostatnią sesją, podczas której można było kupić akcje Synektika uprawniające do udziału w podziale, była sesja 1 kwietnia. Przydział akcji nastąpił automatycznie i nie wymagał od akcjonariuszy żadnych dodatkowych działań.

Głównym przedmiotem działalności Syn2bio jest dalszy rozwój projektu kardioznacznika oraz jego komercjalizacja, a w przyszłości również poszukiwanie nowych, innowacyjnych cząsteczek farmaceutycznych. Pozostała działalność prowadzona dotychczas przez Synektik pozostaje w tej spółce. Nadal będzie ona zatem zajmować się m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych, opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych oraz produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków.

Mex Polska S.A. z bardzo silnym IV kw. 2025 roku: EBITDA +47% r/r i dynamiczny wzrost przychodów

Mex Polska S.A., notowana na GPW i największa multibrandowa grupa gastronomiczna w Polsce, opublikowała wyniki za rok 2025 i zawarte w sprawozdaniu szacunkowe wyniki za IV kwartał, potwierdzając wyraźne przyspieszenie wzrostu oraz istotną poprawę rentowności w końcówce roku. W samym IV kwartale 2025 Grupa odnotowała 24 proc. wzrost skonsolidowanych przychodów r/r oraz 47-proc. wzrost zysku EBITDA r/r. Skonsolidowany zysk operacyjny EBIT osiągnął poziom 1,6 mln zł, co oznacza wynik 5-krotnie wyższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, kiedy wyniósł 0,3 mln zł. Jednocześnie Grupa wypracowała w tym okresie skonsolidowany zysk netto na poziomie 0,4 mln zł, wobec straty rok wcześniej, co potwierdza wyraźną poprawę efektywności operacyjnej i zdolność do generowania dodatnich wyników finansowych.

Przychody w samym IV kwartale 2025 przekroczyć mają 34 mln zł i stanowiły istotny wkład w całoroczny przychód. Zgodnie z szacunkami przychód całego roku przekroczył 127 mln zł, co daje wzrost o ponad 19 proc. r/r. Dla porównania, w 2024 roku przychody wyniosły 106,9 mln zł, a w 2023 roku 95,4 mln zł, co pokazuje konsekwentną, wieloletnią ścieżkę wzrostu oraz skuteczność realizowanej strategii rozwoju. Szczególnie istotny pozostaje fakt, że dynamika wzrostu przychodów w IV kwartale była wyższa niż w ujęciu całorocznym, co wskazuje na przyspieszenie skali działalności oraz rosnącą efektywność operacyjną Grupy w końcówce roku.

Końcówka minionego roku była dla nas – zgodnie z moimi deklaracjami po trzech kwartałach – okresem wyraźnego przyspieszenia wyników finansowych oraz poprawy rentowności. Dynamiczny wzrost EBITDA, istotna poprawa wyniku operacyjnego oraz powrót do dodatniego wyniku netto potwierdzają skalowalność naszego modelu biznesowego i rosnącą efektywność operacyjną. Szczególnie istotne jest dla nas to, że wzrost przychodów idzie w parze z poprawą marż, co świadczy o właściwej strukturze kosztowej oraz skutecznej optymalizacji działalności. Konsekwentnie budujemy wartość Grupy, koncentrując się na dalszym rozwoju, wzmacnianiu pozycji rynkowej oraz dostarczaniu atrakcyjnych zwrotów dla akcjonariuszy – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Na poziomie całego 2025 roku widoczna była wyraźna poprawa trendów operacyjnych w drugiej połowie roku, której kulminacją były rekordowe wyniki osiągnięte w IV kwartale, potwierdzające trwałość wypracowanego momentum biznesowego.

Zarówno cały 2025 rok, jak i sam czwarty kwartał, zakończyliśmy z dodatnim wynikiem netto. Choć pierwsza część roku pozostawała pod wpływem wymagających warunków rynkowych, w szczególności wynikających ze ścieżki dojścia do właściwych poziomów rentowności naszych nowych lokali powstałych w 2024 i 2025 r., to końcówka roku przyniosła wyraźną poprawę wyników. Silny czwarty kwartał, w którym osiągnęliśmy dodatni wynik netto wobec straty rok wcześniej, zdecydowanie potwierdza naszą zwiększającą się stabilność finansową oraz efektywność podejmowanych działań operacyjnych i kosztowych. – dodaje Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Mex Polska S.A.

Obecnie Grupa zarządza siecią ponad 60 lokali gastronomicznych funkcjonujących w ramach ośmiu rozwijanych konceptów, w tym Pijalnia Drink Bar & Bistro, The Mexican, Prosty Temat, Chicas&Gorillas, Pankejk, Spoko Taco, PIZZANOVA oraz Barrio Latino. Istotnym elementem modelu biznesowego pozostaje rozwój segmentu delivery, realizowany przez wszystkie koncepty kulinarne Grupy w tym  koncept Spoko Taco w formule dark kitchen, obecny w kluczowych aglomeracjach – Warszawie, Wrocławiu, Łodzi  i Poznaniu – co stanowi ważny filar dywersyfikacji przychodów oraz dalszego skalowania działalności.

Rok 2025 był dla Mex Polska S.A. okresem uporządkowania kwestii właścicielskich oraz istotnego wzmocnienia fundamentów pod dalszy wzrost. Spółka przyjęła politykę dywidendową zakładającą wypłatę co najmniej 30 proc. zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 rok, co stanowi wyraźny sygnał ukierunkowania na budowę wartości dla akcjonariuszy. Pierwsza wypłata dywidendy planowana jest po publikacji wyników finansowych za 2025 rok, a ostateczną decyzję w tym zakresie podejmie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (WZA) Spółki.

Pozytywne zmiany znalazły odzwierciedlenie również w ocenie rynkowej Spółki – Dom Maklerski INC S.A. podniósł cenę docelową akcji do poziomu 8,82 zł, ponad dwukrotnie względem wcześniejszej wyceny.

Uzupełnieniem tych działań było zakończenie sporu z Akcjonariuszem i zawarte pod koniec roku porozumienie dotyczące sprzedaży pakietu akcji przez Familiar S.A. na rzecz właścicieli Spólki, Andrzeja Domżała oraz Pawła Kowalewskiego, po cenie 4,50 zł za akcję, co ma przełożyć się na zwiększenie free floatu oraz poprawę płynności obrotu akcjami spółki, szczególnie z perspektywy inwestorów indywidualnych i segmentu MŚP.

Grupa konsekwentnie realizuje strategię rozwoju zakładającą otwieranie co najmniej 6–7 nowych lokali rocznie, przy jednoczesnym doskonaleniu efektywności operacyjnej istniejącej sieci. Dodatkowym impulsem rozwojowym jest podpisana w marcu 2026 roku umowa finansowania z BNP Paribas na kwotę 5 mln zł, która wzmacnia bezpieczeństwo finansowe oraz zwiększa elastyczność w zakresie dalszej ekspansji.

Dostęp do dodatkowego kapitału może przełożyć się na przyspieszenie tempa otwarć naszych nowych lokali w 2026 roku. Do tej pory  uruchomiliśmy (w lutym 2026) nowy lokal Chicas&Gorillas we Wrocławiu,  a w Łodzi Spoko Taco (formuła dark kitchen). Dwa kolejne tj.  Pankejk w Sopocie i Chicas&Gorillas w Krakowie uruchomimy do końca maja  2026 r.  Po bardzo silnym czwartym kwartale 2025 wchodzimy w kolejny rok z solidnymi fundamentami wzrostu, koncentrując się na dalszej ekspansji, rozwoju naszych konceptów oraz umacnianiu pozycji jednej z najbardziej dynamicznie rosnących grup gastronomicznych w Polsce. – podsumował Paweł Kowalewski, prezes Mex Polska S.A.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po I kw. 2026 r.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych wszedł w 2026 rok z wyraźnym przyspieszeniem, przekraczając poziom 1 mld euro inwestycji już w pierwszym kwartale. Choć liczba transakcji spadła, ich skala i jakość rosną, a powrót kapitału typu „core” oraz zainteresowanie najlepszymi aktywami wskazują na stopniową odbudowę zaufania inwestorów i poprawę fundamentów rynku. 

Rynek w liczbach:

  • 1,02 mld euro – całkowity wolumen inwestycyjny
  • 29 transakcji w Q1 2026 vs 42 transakcje w Q1 2025
  • Mniejsza płynność, wyższe wolumeny
  • Oznaki powrotu kapitału typu „core” i transakcji aktywami „prime”

Tak jak wyniki 2024 roku wskazywały na powrót do stabilizacji, tak tendencja ta utrzymała się również przez cały 2025 r. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi prognozami, początek 2026 r. przyniósł dużą liczbę sfinalizowanych transakcji i obiecujący początek roku. Łączna wartość inwestycji wzrosła do ponad 1 mld euro, wykazując silne ożywienie na rynku. Oczekujemy, że ta dynamika utrzyma się w całym 2026 r., wspierana przez ogólnie pozytywne prognozy wśród inwestorów dotyczące polskiego rynku nieruchomości.

W I kw. 2026 r. Polska odnotowała wolumen inwestycji na poziomie 1,02 mld euro, co stanowiło wzrost o 43% w ujęciu rok do roku, przy spadku płynności o 30%. Był to najlepszy wynik w pierwszym kwartale od czterech lat. W każdym z trzech głównych sektorów nieruchomości komercyjnych zrealizowano jedną transakcję o wartości przekraczającej 100 mln euro. W rezultacie, średnia wartość transakcji znacznie wzrosła. Inwestorzy krajowi stanowili 9% ujawnionego wolumenu inwestycji.

Rynek inwestycji magazynowych nabrał tempa z udziałem 44% w całkowitym wolumenie inwestycyjnym. Transakcje najlepszymi nieruchomościami biurowymi realizowano w Warszawie i Krakowie, podczas gdy większość sprzedanych budynków biurowych znajdowała się na rynkach regionalnych. W sektorze handlowym sprzedano imponujący portfel centrów handlowych, podczas gdy zainteresowanie parkami handlowymi pozostało dalej silne. Ponadto, odnotowaliśmy dwie transakcje forward funding w sektorze mieszkaniowym, a także sprzedaż dwóch hoteli.

1 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 20261 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor magazynowy – zdecydowany lider

Sektor w liczbach:

  • 447 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 2 transakcje portfelowe na 9 zrealizowanych w sektorze
  • Ciągłe zainteresowanie transakcjami typu „sale and leaseback”

Nieruchomości magazynowe w Polsce przyciągają kapitał typu „core”, który pozostaje najbardziej aktywny właśnie w tym sektorze rynku. Niezmiennie największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się aktywa zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu. Inwestorzy poszukują stabilnych i przewidywalnych przepływów pieniężnych, w tym transakcji typu „sale and leaseback”, które pozostają fundamentem rynku.

W I kw. 2026 r. sektor magazynowy odnotował 9 transakcji o łącznej wartości 447 mln euro, co stanowiło 44% całkowitego wolumenu inwestycji w Polsce w tym okresie. Był to najlepszy wynik pierwszego kwartału odnotowany od 2020 r. Dwie duże transakcje zostały zrealizowane przez kapitał amerykański, który nabył duży portfel logistyczny od Grupy Raben w ramach transakcji typu „sale and leaseback” a także pozyskał Panattoni BSH w Rzeszowie.

„Konsensus cenowy między sprzedającymi a kupującymi staje się coraz bardziej powszechny, co znajduje odzwierciedlenie w ożywieniu aktywności inwestycyjnej w sektorze, napędzanej przede wszystkim napływem kapitału zagranicznego; dodatkowym czynnikiem może być przewidywana zmiana wyceny starszych obiektów magazynowych.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment3 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor handlowy – imponująca transakcja portfelowa

Sektor w liczbach:

  • 318 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 6 na 10 transakcji dotyczyło parków handlowych i samodzielnych sklepów spożywczych
  • Największa transakcja portfelowa odpowiadała za 60% całkowitego wolumenu sektora

„Sektor handlowy w Polsce nadal cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. Szeroka oferta sprawia, że rynek inwestycji w nieruchomości handlowe jest dostępny zarówno dla mniejszych podmiotów z kapitałem krajowym, jak i dla globalnych graczy. – komentuje Artur Czuba, Director, Investment – W I kw. 2026 r. odnotowaliśmy 10 transakcji nieruchomościami handlowymi, przy czym największe portfolio stanowiło 60% całkowitego wolumenu sektora.”

 

Główna transakcja sektora dotyczyła 8 centrów handlowych Auchan: Ceetrus sprzedał galerie, a Auchan sfinalizował z węgierską grupą Adventum (Shopper Park Plus) transakcję typu „sale and leaseback”. Parki handlowe nadal pozostają w centrum zainteresowania. Trei Real Estate, sprzedażą ostatnich 7 obiektów do Ares & Slate Asset Management, sfinalizował transakcję portfela 36 obiektów. Quick Park Mysłowice zmienił właściciela – transakcja, w której pośredniczył Avison Young, wzbogaciła portfel Karuzela Holding i Mitiska REIM. Dekada w Koninie jest już własnością Lords LB. Na początku 2026 r. pojawiły się również transakcje z planami przebudowy. Alfa Centrum w Gdańsku zostało pozyskane przez Euro Styl, który planuje wprowadzenie funkcji mieszkaniowej na tym terenie. Samodzielne sklepy spożywcze są również nieustannie przedmiotami transakcji.

4 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 20265 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor biurowy – 3 transakcje „prime”

Sektor w liczbach:

  • 245 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 5 na 8 transakcji było zrealizowanych w miastach regionalnych
  • 3 transakcje ,,prime”

Sektor biurowy zamknął I kw. 2026 r. wynikiem 245 mln euro. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że sfinalizowano aż trzy transakcje dotyczące nieruchomości klasy „prime”. Budynek Lixa D w Warszawie został nabyty przez szwajcarski fundusz rodzinny, co odzwierciedla aktywność europejskich inwestorów z sektora „family office”, którzy coraz częściej skupiają się na nowoczesnych budynkach biurowych klasy A w najlepszych lokalizacjach. Budynek Renaissance został sprzedany polskiej firmie Syrena Real Estate. Ponadto obiekt Brain Park A w Krakowie został zakupiony przez francuską firmę Arkea Real Estate. Jednak najbardziej imponującą transakcją pod względem wartości (ponad 100 mln euro) było nabycie Royal Wilanów w Warszawie przez firmę Wood & Company, reprezentowaną przez Avison Young.

Chociaż miasta regionalne zyskują na popularności, ich udział w całkowitej wartości inwestycji pozostaje ograniczony. Pomimo że 5 z 8 transakcji miało miejsce na rynkach regionalnych, w tym jedna dotycząca biurowca klasy ,,prime” w Krakowie, ich łączna wartość stanowiła 25% całkowitego wolumenu sektora.

„Biorąc pod uwagę transakcje znajdujące się obecnie w zaawansowanej fazie negocjacji, przewidujemy, że wartość inwestycji w sektorze biurowym w 2026 r. pozostanie na poziomie z ubiegłego roku. Fundamenty rynku pozostają silne, przyciągając nowe źródła kapitału.” – dodaje Marcin Purgal, Senior Director, Investment.

6 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Wnioski po MIPIM

Polska nadal przyciąga inwestorów dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu, przewidywalnym ramom prawnym oraz bezpiecznemu i płynnemu rynkowi. Inwestorzy zachodni, zwłaszcza z Francji, wykazują duże zainteresowanie polskim rynkiem, w związku z czym oczekujemy napływu kapitału typu „core”.

W ciągu ostatnich dwóch lat istotnie zaktywizował się kapitał krajowy, a inwestorzy typu value-add, oportunistyczni i działający na mniejszą skalę są aktywni we wszystkich sektorach, skupiając się na swoich niszach. Oczekujemy, że rok 2026 przyniesie wyniki lepsze niż poprzedni, przy pozytywnych perspektywach rynkowych i silnych prognozach wzrostu.

Jednak utrzymująca się niepewność związana z sytuacją na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na rynek nieruchomości. Rosnące ceny ropy mogą wywołać ponowną presję inflacyjną, co z kolei może doprowadzić do presji na wzrost stóp procentowych po okresie stopniowych spadków w ciągu ostatnich dwóch lat. Rynek nieruchomości zazwyczaj reaguje wolniej niż rynki kapitałowe i wykazuje pewną inercję, dlatego w perspektywie krótkoterminowej można zaobserwować podejście typu „poczekamy, zobaczymy”.

Auto Partner rośnie mimo presji rynkowej. Rekordowe przychody, spadek zysków

Grupa Auto Partner, jeden z największych dystrybutorów części samochodowych na polskim rynku, w 2025 r. zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 4,4 mld zł, co oznacza wzrost o 7,6% rok do roku. Wynik EBITDA Grupy wyniósł 337,2 mln zł (-1,8% r/r), a zysk netto 198,9 mln zł (-4,3% r/r).

Eksport Grupy wzrósł w 2025 roku o 10% r/r. Ekspansja zagraniczna w 2026 roku będzie wspierana przez nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy centrum znacząco wzmacnia potencjał sprzedaży Grupy na rynkach Europy Zachodniej.

Rok 2025 był dla nas okresem dalszego rozwoju i umacniania fundamentów działalności, mimo wymagającego otoczenia rynkowego. Osiągnęliśmy rekordowe przychody przekraczające 4,4 mld zł, co było efektem zwiększania skali działalności, dynamicznego rozwoju eksportu oraz konsekwentnego poszerzania oferty produktowej. Nasza marża brutto ze sprzedaży ukształtowała się nieznacznie poniżej poziomu osiągniętego rok wcześniej (26,6% wobec 27,4%), na co wpływ miały zarówno utrzymujące się tendencje lekkiej deflacji, silna presja konkurencyjna w zakresie cen, jak i umocnienie się złotego względem euro. Jednocześnie, dzięki skutecznej kontroli kosztów oraz dalszemu usprawnianiu procesów, Grupa zachowała wysoką efektywność operacyjną i finansową. Co ważne, istotnym wsparciem dla naszych wyników był stabilny wzrost sprzedaży zagranicznej. Dysponujemy solidnymi fundamentami, które pozwalają nam myśleć o dalszym, zrównoważonym rozwoju w kolejnych latach – mówi Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

W 2025 r. sprzedaż w Polsce odpowiadała za 49,2% całkowitych obrotów i wyniosła niecałe 2,2 mld zł, rosnąc o 5,2% w ujęciu rocznym. Eksport, mający 50,8% udziałów w przychodach, zwiększył się o 10% i jest blisko granicy 2,25 mld zł. Głównym kierunkiem zbytu Grupy pozostaje Unia Europejska.

Miniony rok przyniósł wyzwania związane z presją kosztową, silną konkurencją oraz lekką deflacją w branży przez dużą część roku, co wpłynęło na poziom rentowności. Notujemy jednak wzrost zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, przy czym szczególnie wyróżnia się dynamiczny rozwój sprzedaży eksportowej. Dodatkowym impulsem dla dalszego rozwoju będzie nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. To największa inwestycja w historii Grupy, oferująca  33 tys. m² nowoczesnej powierzchni i wysoki poziom automatyzacji. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy z Niemcami i Czechami obiekt zwiększy naszą efektywność operacyjną i usprawni obsługę rynków Europy Zachodniej. Zakładamy, że centrum osiągnie pełną zdolność operacyjną do końca pierwszego półrocza br. – mówi Piotr Janta, Wiceprezes Zarządu Auto Partner S.A.

WYBRANE DANE FINANSOWE PO 2025 ROKU

4Q 2025 4Q 2024 Zmiana% 2025 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 1 073 915 994 826 8,0% 4 424 895 4 112 497 7,6%
Sprzedaż w Polsce 526 316 506 877 3,8% 2 176 403 2 069 254 5,2%
Sprzedaż zagraniczna 547 599 487 949 12,2% 2 248 492 2 043 243 10,0%
Zysk brutto ze sprzedaży 302 253 287 150 5,3% 1 175 098 1 127 221 4,2%
Rentowność brutto na sprzedaży 28,1% 28,9% -0,8 p.p. 26,6% 27,4% -0,8 p.p.
EBITDA 86 138 96 973 -11,2% 337 206 343 556 -1,8%
Rentowność EBITDA 8,0% 9,8% -1,8 p.p. 7,6% 8,4% -0,8 p.p.
EBIT 71 221 83 521 -14,7% 280 346 289 272 -3,1%
Rentowność EBIT 6,6% 8,4% -1,8 p.p. 6,3% 7,0% -0,7 p.p.
Zysk netto 52 568 60 552 -13,2% 198 932 207 976 -4,3%
Rentowność netto 4,9% 6,1% -1,2 p.p. 4,5% 5,1% -0,6 p.p.

Marzec najlepszy w pierwszym kwartale

Po pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż Grupy sięgnęła – według szacunków – 1,17 mld zł, notując wzrost o blisko 9% w ujęciu rocznym. Z kolei w marcu – najsilniejszym miesiącu kwartału – Grupa osiągnęła przychody na poziomie blisko 450 mln zł (449,8 mln zł), co oznacza wzrost o 19,5% r/r. Osiągnięte rezultaty potwierdzają dobrą kondycję biznesową Grupy oraz skuteczność realizowanej strategii handlowej.

Zmowa cenowa na rynku owoców. Skupy dogadywały się za plecami rolników – są kary od UOKiK

Rolnicy i sadownicy z Wielkopolski przez ponad dwa lata sprzedawali swoje owoce po zaniżonych cenach. Jak ustalił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przyczyną tej sytuacji była zmowa cenowa właścicieli punktów skupu, którzy wspólnie ustalali stawki, eliminując realną konkurencję na lokalnym rynku. W efekcie producenci wiśni, porzeczek i innych owoców otrzymywali wynagrodzenie znacznie poniżej rynkowego poziomu.

Mechanizm zmowy: wspólne ustalanie cen

Nieprawidłowości dotyczyły kilku firm działających w różnych województwach, m.in. w Wielkopolsce, Łódzkiem i na Mazowszu. Wśród nich znalazły się przedsiębiorstwa prowadzące skupy owoców, które – zamiast konkurować – uzgadniały ceny między sobą.

Zmowa trwała przez trzy sezony zbiorów w latach 2022–2024. Przedsiębiorcy regularnie wymieniali się informacjami o stawkach za owoce, wykorzystując komunikatory internetowe. Celem było utrzymanie cen na możliwie niskim poziomie i uniknięcie tzw. „wojny cenowej”.

Jak podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny, skutki tych działań były jednoznaczne:
rolnicy przez kilka sezonów otrzymywali zaniżone wynagrodzenie za swoją pracę.

Dowody: komunikatory i koordynacja działań

Kluczowym dowodem w sprawie były wiadomości zabezpieczone podczas przeszukania w jednej z firm. Pokazują one jasno, że przedsiębiorcy aktywnie koordynowali swoje działania.

Z treści komunikacji wynika m.in., że uczestnicy zmowy obawiali się konkurowania ceną i wspólnie ustalali poziomy skupu. W praktyce oznaczało to brak realnej alternatywy dla rolników – ceny były zbliżone w całym regionie, a transport do dalszych punktów często nieopłacalny.

Kary finansowe: ponad 1,5 mln zł

W wyniku postępowania prezes UOKiK nałożył kary o łącznej wysokości ponad 1,57 mln zł. Sankcje objęły zarówno przedsiębiorstwa, jak i osobę fizyczną odpowiedzialną za udział w zmowie.

Najwyższe kary otrzymały:

  • Damex – 452 tys. zł
  • Kam-Pol – 391 tys. zł
  • Fructis – 299 tys. zł
  • Kalbrok – 265 tys. zł
  • Silver-Trans – 59 tys. zł
  • osoba fizyczna – 110 tys. zł

Decyzja nie jest jeszcze prawomocna – ukarani mogą się od niej odwołać do sądu.

Szerszy kontekst: kontrola rynku przetwórstwa

Sprawa z Wielkopolski nie jest odosobniona. UOKiK prowadzi obecnie kolejne postępowania wyjaśniające, obejmujące zarówno duże firmy przetwórcze, jak i inne podmioty skupujące owoce. Celem jest sprawdzenie, czy podobne praktyki mogły występować również na innych etapach łańcucha dostaw.

Zmowa cenowa a legalne działania rynkowe

Urząd przypomina, że nie każda podobna cena oznacza naruszenie prawa. Istnieje istotna różnica między nielegalną zmową cenową a tzw. naśladownictwem cenowym.

  • zmowa cenowa polega na uzgodnieniu stawek między przedsiębiorcami,
  • naśladownictwo to jedynie obserwacja rynku i dostosowanie własnych cen bez porozumienia.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie przy ocenie praktyk rynkowych.

Rolnicy mogą dochodzić odszkodowań

Poszkodowani producenci rolni mają prawo dochodzić roszczeń przed sądem cywilnym. Obowiązujące przepisy umożliwiają ubieganie się o odszkodowanie za straty wynikające z naruszenia prawa konkurencji.

To ważny element tzw. private enforcement, który pozwala realnie rekompensować szkody poniesione przez uczestników rynku.

Program łagodzenia kar – szansa dla uczestników zmowy

UOKiK przypomina również o funkcjonowaniu programu łagodzenia kar (leniency). Uczestnicy nielegalnych porozumień mogą liczyć na obniżenie, a nawet uniknięcie sankcji, jeśli zdecydują się współpracować z urzędem i dostarczyć dowody.

Maksymalne kary za udział w zmowie mogą sięgać nawet 10% rocznego obrotu firmy, a w przypadku menedżerów – do 2 mln zł.

Hakerzy celują w produkcję, bo wiedzą jedno: każda minuta kosztuje fortunę

Rok 2025 przyniósł gwałtowne zaostrzenie krajobrazu zagrożeń w sektorze produkcyjnym. Cyfrowa transformacja, rozwój smart factory i coraz silniej powiązane łańcuchy dostaw zwiększyły efektywność operacyjną, ale jednocześnie dramatycznie poszerzyły powierzchnię ataku. W efekcie przemysł stał się głównym celem cyberprzestępców na świecie – twierdzi Raz Levkowitz, analityczka Check Point Software Technologies.

Dla liderów technologicznych wzrost zagrożeń w sektorze przemysłowym to nie jest już problem operacyjnym, a ryzykiem strategicznym, które bezpośrednio wpływa na ciągłość działania, przychody i reputację organizacji. W 2025 roku liczba udokumentowanych ataków ransomware wzrosła globalnie o 32%, osiągając poziom 7419 incydentów. Najbardziej dotkniętym sektorem była produkcja, gdzie liczba ataków na wzrosła o 56% rok do roku. W zeszłym roku łączna liczba ataków w tym sektorze wynosiła 1466 (wzrost z 937).

Skąd tak drastyczne statystyki? Powód jest prosty: przestój może kosztować miliony dolarów dziennie. Atakujący przestali traktować zakłócenie produkcji jako efekt uboczny. Dziś to ich główna dźwignia nacisku. Co więcej, skutki jednego incydentu rozlewają się na cały łańcuch dostaw, potęgując presję na ofiarę.
Czołowe grupy ransomware na świecie

Czołowe grupy ransomware na świecie.
|Źródło: Check Point Software Technologies

Dlaczego sektor produkcyjny jest tak podatny?

Za rosnącą skalą zagrożeń w sektorze produkcyjnym stoją przede wszystkim trzy głęboko zakorzenione, strukturalne słabości. Pierwszą z nich jest powszechne wykorzystanie przestarzałych systemów OT, które nigdy nie były projektowane z myślą o współczesnych standardach cyberbezpieczeństwa. W wielu zakładach przemysłowych nadal funkcjonują sterowniki PLC, systemy SCADA oraz urządzenia IIoT z wbudowanymi, dobrze znanymi podatnościami. W Europie aż 80% producentów operuje na krytycznych systemach OT zawierających luki bezpieczeństwa, co sprawia, że ich eksploatacja przez cyberprzestępców jest nie tylko możliwa, ale wręcz powtarzalna i skalowalna.

Drugim czynnikiem jest rosnąca złożoność łańcuchów dostaw, która w praktyce oznacza gwałtowne zwiększenie powierzchni ataku. Współczesne środowiska produkcyjne są silnie uzależnione od zewnętrznych dostawców, partnerów technologicznych oraz rozwiązań SaaS, co tworzy sieć powiązań trudnych do pełnej kontroli. Cyberprzestępcy coraz rzadziej atakują bezpośrednio duże organizacje. Zamiast tego wybierają słabsze ogniwa, takie jak mniejsi dostawcy czy firmy świadczące usługi zarządzane, wykorzystując je jako punkt wejścia do docelowego środowiska. Skala tego zjawiska rośnie dynamicznie, o czym świadczy niemal dwukrotny wzrost liczby ataków na łańcuch dostaw rok do roku.

Ostatnim elementem jest dojrzałość modelu ransomware-as-a-service, który znacząco obniżył barierę wejścia dla cyberprzestępców i umożliwił szybkie skalowanie operacji. Dzięki modelowi afiliacyjnemu nawet mniej zaawansowani technicznie aktorzy mogą korzystać z gotowych narzędzi i infrastruktury, prowadząc skuteczne kampanie ataków dostosowane do konkretnej branży czy regionu. W efekcie cyberprzestępczość w obszarze przemysłowym przestała być domeną wyspecjalizowanych grup, a stała się zorganizowanym, globalnym ekosystemem działającym według zasad biznesowych.

W efekcie połączenie przestarzałej infrastruktury, rozproszonego ekosystemu partnerów oraz uprzemysłowionego modelu cyberataków sprawia, że sektor produkcyjny jest dziś jednym z najbardziej narażonych obszarów gospodarki.

Polacy spokojniejsi mimo globalnych napięć, ale finansowo nadal ostrożni

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index (FWI) od Finax pokazuje stabilizację sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko. Po pierwszym kwartale 2026 r. indeks oceniający dobrostan finansowy polskiego społeczeństwa wyniósł 47 pkt na 100 możliwych. Wbrew globalnym napięciom, nie widać wzrostu stresu związanego z finansami, jednak poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze wciąż pozostaje ograniczone.

Autorzy kwartalnego raportu Finax pt. “Financial Wellness Index” ponownie wyróżnili pięć typów postaw finansowych Polek i Polaków. Największą grupę stanowią metaforyczne „chomiki” (38 proc. badanych), czyli osoby pośrodku skali – bez nagłych sytuacji kryzysowych, próbujące gromadzić oszczędności, choć nie zawsze udaje im się systematycznie odkładać. Ta grupa ocenia swoją sytuację jako przeciętną i odczuwa umiarkowany stres w obszarze finansów. Najmniej (5 proc.) jest tzw. rekinów finansów, charakteryzujących się dużą poduszką finansową i stabilną sytuacją materialną.Badanie_stres finansowy

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index dla ogółu społeczeństwa po pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł 47 punktów na 100 możliwych i nie różni się od wyniku za Q4 2025 r. Badanie pokazuje, że Polacy pozostają daleko od progu poczucia komfortu w kwestiach finansów, który określono na 60 pkt.

– Obserwowany od początku naszego badania układ wskazuje na trwałość różnic pomiędzy poszczególnymi grupami. Te same segmenty konsekwentnie lokują się na przeciwnych krańcach skali dobrostanu finansowego. W segmencie osób o niskim wyniku FWI nadreprezentowane są kobiety, osoby w wieku 18–24 lata oraz gospodarstwa domowe o dochodach do 5 500 zł netto miesięcznie. Wśród osób o wysokim i bardzo wysokim poziomie indeksu mamy przewagę mężczyzn oraz osób w wieku 55+ – komentuje Przemysław Barankiewicz, szef Finax na Polskę.

Polacy finansowo spokojni, mimo geopolitycznych napięć

W najnowszych danych Finax nie widać wyraźnego wzrostu stresu finansowego, który można by powiązać z bieżącą sytuacją geopolityczną – konfliktem na linii USA-Iran, wywołującym ponadnarodowe turbulencje gospodarcze. Większość Polaków odczuwa obecnie brak lub niskie napięcie dotyczące sytuacji materialnej (38 proc.). Poczucie wysokiego napięcia deklaruje co czwarty badany (25 proc.).Financial Wellness Index IQ2026

– W naszym cyklicznym badaniu widzimy, że stres dotyka systematycznie tych samych grup. Wyraźnie silniej odczuwają go kobiety, Zetki i Millenialsi oraz osoby niepracujące. W Polsce ma on zresztą charakter raczej chroniczny, a nie kryzysowy. Utrzymuje się na umiarkowanym poziomie i nie eskaluje wraz z bieżącymi wydarzeniami – tłumaczy Przemysław Barankiewicz.

Najniższy spośród wszystkich grup poziom stresu zaobserwowano wśród emerytów i rencistów (19 proc. badanych wobec 27 proc. osób w wieku 18-24 l. i 32 proc. wśród 35-44 l.).

Polacy „chomikują”, ale nie inwestują pieniędzy

Stabilne nastroje w polskim społeczeństwie znajdują odzwierciedlenie w danych makroekonomicznych. Według danych NBP, na koniec lutego 2026 r. gospodarstwa domowe zgromadziły na rachunkach bankowych aż 1,47 bln zł depozytów – o ponad 110 mld zł więcej niż rok wcześniej.Badanie_samoocena sytuacji finansowej

Jednocześnie rośnie udział środków trzymanych na rachunkach bieżących, które są słabo oprocentowane lub w ogóle. Ich wartość zwiększyła się o ponad 10 proc. rok do roku, podczas gdy lokaty urosły o ok. 2 proc. Polacy odkładają pieniądze, ale nie pozwalają im pracować. Zbyt rzadko sięgają po efektywne sposoby pomnażania kapitału, jak np. globalnie zdywersyfikowane portfele oparte na funduszach ETF czy rozwiązania emerytalne trzeciego filaru (OIPE, IKE, IKZE). To niestety efekt wieloletniego przywiązania do najprostszych rozwiązań, ale też dowód, że w dalszym ciągu uczymy się inwestowania. Nie lubimy ryzyka, wolimy trzymać pieniądze pod poduszką albo w banku, gdzie de facto realnie tracą – komentuje ekspert Finax, firmy pomagającej Polakom zarządzać finansami.

Kobiety finansowo mają się gorzej

Po pierwszym kwartale 2026 r. Polacy najczęściej oceniali swoją sytuację finansową jako przeciętną (44 proc.), 27 proc. postrzega ją pozytywnie, a 29 proc. negatywnie. Jednocześnie aż 41 proc. Polaków nie odczuło poprawy swojej sytuacji w ostatnich trzech miesiącach, w przeciwieństwie do 23 proc. badanych, deklarujących, że ich sytuacja wyraźnie się poprawiła.Badanie_poprawa sytuacji finansowej

Porównując sytuację kobiet i mężczyzn – panie wypadają gorzej. Częściej znajdują się w grupach o niższym poczuciu finansowego komfortu i odczuwają wyższy poziom stresu. 22 proc. Polek ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie, w porównaniu do 35 proc. Polaków.

Co ciekawe, w ciągu ostatnich trzech miesięcy istotnie poprawiła się sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych o przeciętnych oraz wysokich miesięcznych dochodach netto: w przypadku dochodu powyżej 15 000 zł miesięcznie pozytywnej odpowiedzi udzieliło aż 39 proc. badanych.

Międzypokoleniowy rozjazd w oszczędzaniu

Regularne odkładanie pieniędzy deklaruje zaledwie 34 proc. Polaków. Dominującą postawą pozostaje oszczędzanie umiarkowane i nieregularne (40 proc. społeczeństwa).Badanie_regularne oszczędzanie

Niestety nie zmieniamy swoich nawyków finansowych w sposób, który mógłby przełożyć się na realną poprawę dobrostanu. Pierwsze miesiące roku to dobry, symboliczny moment żeby zacząć. Pamiętajmy, że procent składany to nasz sprzymierzeniec. Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym większe korzyści zyskamy  – mówi Przemysław Barankiewicz.

W badaniu Financial Wellness Index widać wyraźny rozjazd postaw finansowych między najmłodszymi a najstarszymi Polakami. Osoby w wieku 18–24 lata rzadziej niż w poprzednim kwartale odkładają pieniądze (regularność deklaruje zaledwie 15 proc. osób), podczas gdy w grupie 55+ obserwujemy wzrost tego wskaźnika (aż 42 proc. reprezentantów grupy 55+ oszczędza regularnie).

Najmłodsi, którzy dopiero budują swoje nawyki finansowe, w trudniejszym otoczeniu częściej z nich rezygnują. Z kolei osoby starsze, bliżej emerytury, wzmacniają dyscyplinę finansową – dodaje szef Finax na Polskę.

Iran a sprawa polska

Baryłka ropy powyżej 100 USD, zamieszanie na giełdach akcji, osłabienie złotego i polskich obligacji. Co sytuacja na Bliskim Wschodzie oznacza dla inwestorów?

Niestabilność będzie rządziła jeszcze przez co najmniej kilka tygodni. Nie da się przewidzieć przyszłości, ale warto się na nią przygotować. Ostatnie wydarzenia przypomniały, że podczas inwestowania warto dywersyfikować portfel na rynki z całego świata, unikać stawiania wyłącznie na kraje i sektory, które dobrze radziły sobie w przeszłości, inwestować długoterminowo i najlepiej w sposób zautomatyzowany, nie śledząc cały czas wyników – podkreśla Przemysław Barankiewicz.

Patrząc na ostatnie dekady, rynkowe turbulencje niemal zawsze okazywały się jedynie przystankiem w drodze do nowych maksimów.

– Dobrym przykładem jest pierwsza kadencja Trumpa. Mimo ogromnej niepewności politycznej, która wielu skłaniała do ucieczki z giełdy, indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie o około 70 proc. Gdyby ktoś wtedy postanowił czekać z inwestowaniem, dużo by stracił – dodaje Klaudia Sibielak z Finax, specjalizująca się w finansach osobistych.

Ekspertka podkreśla, że obecnie największym błędem Polaków nie jest brak oszczędności, ale kwestia zarządzania pieniędzmi w długim terminie.

– Polacy coraz częściej oszczędzają, ale wciąż zbyt rzadko inwestują. To właśnie inwestowanie, nawet niewielkich kwot, pozwala wykorzystać efekt procentu składanego i zbudować kapitał na przyszłość. Inwestując powinniśmy skupić się na długim terminie, regularności oraz celach i trzymać się obranej strategii – mówi Klaudia Sibielak.

Financial Wellness Index (FWI) by Finax

Wskaźnik opracowany w celu pomiaru dobrostanu finansowego dorosłych Polaków. Został zaprojektowany jako cykliczne narzędzie pozwalające ocenić postawy i deklarowane zachowanie dotyczące finansów osobistych. Tworzony jest co kwartał na podstawie ogólnopolskiego, wieloaspektowego badania. Financial Wellness Index od Finax przyjmuje wartości od 0 (brak zabezpieczenia finansowego, wysoki stres finansowy) do 100 (pełna niezależność finansowa, dojrzałość w zarządzaniu pieniędzmi).

Badanie Finax za Q1 2026 będące fundamentem do określenia wskaźnika Financial Wellness Index zostało zrealizowane przez Maison&Partners pod koniec marca 2026 r. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna na reprezentatywnej grupie 1078 osób w wieku 18+.

TREX S.A. zwiększa skalę biznesu – rekordowy I kwartał 2026

Działająca na rynku e-commerce spółka TREX S.A. opublikowała wstępne wyniki za I kwartał 2026 r. Skonsolidowane przychody Grupy TREX wzrosły o 88,3 proc. względem analogicznego okresu 2025 r. W ujęciu jednostkowym przychody Spółki w tym okresie były wyższe o 83,3 proc. wobec 2025 r.

Opublikowane wstępne wyniki TREX S.A. za I kwartał 2026 r. dają powody do radości. W ciągu trzech miesięcy br. Grupa osiągnęła 21,3 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost aż o 88,3% w stosunku do przychodów w analogicznym okresie 2025 r. (11,3 mln zł).

Na poziomie jednostkowym przychody ze sprzedaży Spółki w I kwartale br. wyniosły       17,6 mln zł, czyli o 83,27% więcej niż w tym samym okresie ub.r. (9,6 mln zł).

Podsumowując miniony kwartał, z satysfakcją stwierdzamy, iż nasze biznesowe decyzje i działania znajdują odzwierciedlenie w wynikach. W omawianym okresie położyliśmy mocny nacisk na zwiększenie rozpoznawalności marki TREX SPORT, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Staraliśmy się dotrzeć z naszą ofertą wszędzie tam, gdzie klienci rzeczywiście rozpoczynają i finalizują proces zakupowy. Równolegle poszerzyliśmy nasz asortyment, wprowadzając nowe produkty z zakresu fitness i wellness, które odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientówwyjaśnia Karolina Koczwara, prezeska TREX S.A.

Tak imponujący wzrost przychodów r/r wiąże się również z uruchomieniem nowych kanałów dystrybucji. Warto przypomnieć, iż w I kwartale br. Spółka rozpoczęła sprzedaż sprzętu marki TREX SPORT na Węgrzech i w Rumunii, za pośrednictwem sieci Decathlon. Są to kolejne rynki zagraniczne (po francuskim, holenderskim i austriackim), na które Spółka weszła ze swoją ofertą od końca 2025 r.

Monitorujemy trendy i zachowania sportowe klientów w całej Europie, i w oparciu o tę wiedzę staramy się tak wzbogacać ofertę TREX SPORT, aby była atrakcyjna dla różnych klientów, w różnych częściach kontynentu. To jest nasz największy motywator do dalszego rozwoju działalnościdodaje Prezeska TREX S.A.

Warto przy tej okazji podkreślić, że w lutym br. Zarząd TREX S.A. opublikował nową strategię rozwoju na lata 2026-27, a następnie, w marcu br., prognozy finansowe, w których zapowiedział, iż bieżący rok zamknie skonsolidowanymi przychodami na poziomie 76 mln zł.

Ostateczne wyniki finansowe TREX S.A. za I kwartał 2026 r. zostaną opublikowane 15 maja br.

Inflacja w Polsce w marcu potwierdzona: 3,0% r/r, efekt napięć na Bliskim Wschodzie widoczny w cenach

Marcowy, finalny odczyt inflacji konsumenckiej wyniósł 3,0 proc. r/r i był zgodny z wcześniejszymi szacunkami. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1,1 proc., nieznacznie powyżej prognoz (1,0 proc.). Głównym czynnikiem podbijającym inflację był silny wzrost cen w kategorii transportu (+8,2 proc. m/m), co pozostaje bezpośrednio związane z napięciami na Bliskim Wschodzie i skokiem cen surowców energetycznych, w tym ropy naftowej i gazu.

Pomimo tego przejściowego wzrostu, inflacja nadal mieści się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP (2,5 proc. +/- 1 p.p.), co ogranicza presję na natychmiastową reakcję ze strony polityki pieniężnej.

Wypowiedzi Prezesa Adama Glapińskiego oraz członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują na utrzymanie podejścia typu „wait and see”. W obecnych warunkach – podwyższonej niepewności i zewnętrznego szoku podażowego – kluczowe znaczenie ma ocena skali i trwałości konfliktu oraz jego wpływu na gospodarkę. W praktyce oznacza to, że decyzje dotyczące stóp procentowych będą w najbliższym czasie silnie uzależnione zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od ewentualnego rozlewania się się presji inflacyjnej.

Boty AI to już ponad połowa ruchu w internecie. Szefowa Lumen Technologies ostrzega: „Stare sieci nie wytrzymają”

Ponad połowa globalnego ruchu internetowego jest dziś generowana nie przez ludzi, lecz przez boty i agentów sztucznej inteligencji. Kate Johnson, dyrektor generalna Lumen Technologies, ostrzega w liście otwartym skierowanym do liderów światowego biznesu, że cyfrowa infrastruktura znalazła się w punkcie zwrotnym, a dotychczasowe modele łączności zaczynają hamować rozwój AI.

List opublikowany tuż przed forum Semafor World Economy Summit kreśli obraz internetu, który coraz mniej przypomina przestrzeń zdominowaną przez użytkowników, a coraz bardziej środowisko działania autonomicznych systemów. Jak podkreśla Johnson, nowa siła robocza przedsiębiorstw składa się dziś z agentów AI i botów. Działają one bez przerwy, przez całą dobę, analizując ogromne wolumeny danych i coraz częściej komunikując się bezpośrednio ze sobą, bez udziału człowieka.

Algorytmy rosną szybciej niż liczba użytkowników

Szefowa Lumen przekonuje, że nie jest to już futurystyczna wizja, lecz proces, który właśnie się dokonuje. Według przywoływanych danych aktywność źródeł automatycznych przekroczyła już połowę całkowitego ruchu w internecie. Jeszcze bardziej wymowny jest sam kierunek zmian: ruch generowany przez boty rośnie wielokrotnie szybciej niż aktywność ludzkich użytkowników, a dodatkowym katalizatorem stał się rozwój generatywnej sztucznej inteligencji. Modele AI produkują dziś niewyobrażalne ilości danych, co w bardzo krótkim czasie gwałtownie zwiększa obciążenie sieci.

W praktyce oznacza to, że infrastruktura cyfrowa musi obsłużyć nie tylko większą liczbę połączeń, ale także zupełnie nowy charakter ruchu. Nie chodzi już wyłącznie o przesyłanie treści między człowiekiem a serwerem. Coraz częściej są to intensywne, zautomatyzowane przepływy danych między modelami, aplikacjami, chmurą i centrami obliczeniowymi.

Infrastruktura przestaje nadążać

W medialnej fascynacji rozwojem AI łatwo skupić się wyłącznie na modelach, chatbotach i procesorach graficznych. Johnson zwraca jednak uwagę na mniej widowiskowy, ale kluczowy element całego ekosystemu: fizyczną infrastrukturę sieciową. To właśnie ona ma dziś coraz większy problem z obsługą dynamicznych, skokowych obciążeń generowanych przez sztuczną inteligencję.

Tradycyjna architektura łączności była projektowana w czasach, gdy ruch internetowy miał bardziej przewidywalny charakter. Tymczasem systemy AI działają inaczej. Potrafią w bardzo krótkim czasie wygenerować ogromne zapotrzebowanie na transfer danych i zasoby sieciowe, a to sprawia, że dotychczasowe rozwiązania stają się niewystarczające.

Dyrektor generalna Lumen obrazowo porównuje tę sytuację do tankowania bolidu Formuły 1 paliwem niskiej jakości. Innymi słowy, nawet największe inwestycje w zaawansowane układy GPU nie przyniosą oczekiwanych efektów, jeśli dane będą blokować się w zbyt wąskich gardłach przesyłowych. Sama moc obliczeniowa nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy jej odpowiednio wydajna sieć.

Potrzebne sieci nowej generacji

Według Johnson odpowiedzią na ten problem musi być nowa generacja infrastruktury: bardziej elastyczna, programowalna i rozliczana w modelu zbliżonym do usług chmurowych. Sieci przyszłości powinny być zdolne do szybkiego skalowania przepustowości, reagowania na zmienne potrzeby algorytmów i uwzględniania zewnętrznych czynników wpływających na pracę systemów, takich jak ceny energii czy ekstremalne zjawiska pogodowe.

To oznacza, że telekomunikacja przestaje być jedynie zapleczem dla cyfrowej gospodarki. Staje się jednym z jej najważniejszych filarów. W świecie napędzanym przez AI przewaga konkurencyjna będzie zależeć nie tylko od dostępu do najlepszych modeli czy najmocniejszych chipów, lecz także od jakości, niezawodności i elastyczności połączeń.

Telekomy zmieniają strategię

Dla operatorów telekomunikacyjnych taki trend nie musi oznaczać zagrożenia. Wręcz przeciwnie — może stać się nowym źródłem wzrostu. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że zapotrzebowanie na zaawansowaną łączność będzie szybko rosło, a firmy z sektora infrastruktury cyfrowej już zaczynają się do tego dostosowywać.

Lumen Technologies jest jednym z przykładów tej zmiany. Spółka przebudowuje swoje portfolio, koncentrując się na usługach związanych z infrastrukturą dla gigantów chmurowych i potrzebami rynku AI. Równocześnie ogranicza część działalności detalicznej, stawiając na segment, który w nadchodzących latach może stać się jednym z najważniejszych obszarów całej branży telekomunikacyjnej.

Sieć jako strategiczny zasób

W ocenie Kate Johnson sieć staje się dziś układem nerwowym nowoczesnej gospodarki. W erze sztucznej inteligencji jakość połączeń przestaje być technicznym detalem, a zaczyna pełnić rolę strategicznego zasobu. To od niej będzie zależało, czy przedsiębiorstwa będą w stanie skutecznie wdrażać automatyzację, rozwijać agentów AI i wykorzystywać potencjał nowych modeli.

Jeśli obecne tempo wzrostu automatycznego ruchu się utrzyma, infrastruktura sieciowa przestanie być niewidocznym tłem cyfrowej rewolucji. Stanie się jednym z głównych pól rywalizacji w gospodarce przyszłości — miejscem, w którym rozstrzygać się będzie, kto zyska przewagę w świecie napędzanym przez dane, algorytmy i autonomiczne systemy.

Ukraina ma rakiety hipersoniczne? Zaskakujące słowa parlamentarzysty

Ukraina dysponuje nową, ściśle tajną bronią o zasięgu do 500 kilometrów, a w trakcie trwającej wojny miała również przeprowadzić operacje w przestrzeni kosmicznej – wynika z wypowiedzi przedstawiciela Rady Najwyższej. Jeśli te informacje się potwierdzą, mogą świadczyć o znaczącym postępie technologicznym ukraińskiego sektora zbrojeniowego.

Kijów posiada systemy rakietowe, o których istnieniu „prawie nikt nie wiedział” – poinformował Fedir Wenisławski z parlamentarnej Komisji ds. Bezpieczeństwa Narodowego, cytowany przez RBC-Ukraine i „Ukraińską Prawdę”. Według polityka hipersoniczne pociski przeszły już chrzest bojowy. Ich zasięg, określany na pół tysiąca kilometrów, stanowi realne zagrożenie dla celów strategicznych położonych daleko za linią frontu.

Misje na granicy kosmosu

Najbardziej zaskakujący wątek wypowiedzi Wenisławskiego dotyczy jednak aktywności Ukrainy poza atmosferą ziemską. Parlamentarzysta poinformował o dwóch startach rakiet nośnych przeprowadzonych z terytorium kraju już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji.

  • Pierwszy ładunek miał przekroczyć linię Karmana (100 km),
  • Drugi osiągnął pułap aż 204 kilometrów.

Oba zdarzenia zostały oficjalnie zarejestrowane przez systemy monitoringu technicznego. Według Wenisławskiego operacje te nie były jedynie testami, lecz misjami o charakterze bojowym, realizowanymi przez jednostki Głównego Zarządu Wywiadu (GUR).

Innowacje w powietrzu: Starty z transportowców

Ukraina ma również eksperymentować z technologią „air-launch”, czyli wynoszeniem rakiet nośnych z pokładu samolotów transportowych lecących na wysokości około 8 tysięcy metrów. Takie rozwiązanie drastycznie zwiększa elastyczność operacyjną armii, uniezależniając ją od zniszczonej lub zagrożonej atakami stacjonarnej infrastruktury naziemnej i kosmodromów.

Eksperci podkreślają, że ujawnione informacje potwierdzają dążenie Ukrainy do uzyskania samodzielności operacyjnej. Centralnym punktem tej strategii jest debata nad utworzeniem wojsk kosmicznych oraz własnej sieci satelitów. Takie rozwiązanie ma zagwarantować Kijowowi suwerenność informacyjną, niezbędną do prowadzenia nowoczesnego rozpoznania i sprawnej łączności.

Strategiczna demonstracja siły

Choć resort obrony nie wydał jeszcze oficjalnego komunikatu potwierdzającego te słowa, sama publikacja tak szczegółowych deklaracji ma ogromne znaczenie polityczne. Pokazuje ona, że mimo wyniszczającej wojny, ukraiński przemysł zbrojeniowy nie tylko przetrwał, ale jest w stanie rozwijać technologie dotąd zarezerwowane dla największych mocarstw świata.

Jeśli informacje o rakietach hipersonicznych i udanych misjach podkosmicznych zostaną w pełni potwierdzone, będzie to sygnał fundamentalnej zmiany w potencjale militarnym Ukrainy – z państwa broniącego się za pomocą dostaw z Zachodu, w stronę regionalnego lidera zaawansowanych technologii uderzeniowych.

Anthropic rzuca rękawicę liderom SaaS. Nadchodzi Claude 4.7 i autorski projektant stron

Anthropic szykuje uderzenie, które może zredefiniować układ sił nie tylko w sektorze AI, ale i na rynku profesjonalnego oprogramowania. Z informacji ujawnionych przez „The Information” wynika, że firma przygotowuje się do debiutu modelu Claude Opus 4.7 oraz autorskiego narzędzia do automatycznego generowania witryn internetowych i prezentacji. Premiera obu nowości może nastąpić jeszcze w tym tygodniu.

Tak intensywny grafik premier to efekt strategii, którą Anthropic konsekwentnie realizuje od początku 2026 roku. Firma wychodzi poza rolę dostawcy samego modelu, stając się projektantem zintegrowanych środowisk pracy. Po lutowej premierze wersji 4.6 i wdrożeniu rozwiązań dla ekosystemu Microsoft Office, spółka wykonuje kolejny ruch: tworzy aplikacje, w których AI przestaje być tylko doradcą, a przejmuje rolę samodzielnego wykonawcy.

Obecna ofensywa dowodzi, że rywalizacja w sektorze AI przesunęła się z poziomu parametrów technicznych na pole walki o cyfrowe środowisko pracy użytkownika. Przewagę zyska ten, kto najskuteczniej „zamknie” proces twórczy wewnątrz własnych narzędzi.

Strategia dwóch torów: Opus i Mythos

W nowej architekturze biznesowej Claude Opus 4.7 ma umocnić status flagowego rozwiązania premium dla szerokiego rynku komercyjnego. Równolegle Anthropic utrzymuje ścisły nadzór nad swoim najpotężniejszym systemem – Claude Mythos. Model ten, rozwijany w ramach poufnego projektu Glasswing, trafia wyłącznie do wybranych partnerów i służy głównie do wzmacniania cyberbezpieczeństwa. Taka strategia pozwala firmie na agresywną ekspansję rynkową przy jednoczesnym ograniczaniu ryzyk, jakie niosą ze sobą najbardziej zaawansowane modele typu frontier.

Front starcia z Adobe i Figmą

Największy niepokój branży wzbudza jednak zapowiadane narzędzie do projektowania wizualnego. Wejście Anthropic w domenę generowania stron WWW i prezentacji to bezpośrednie wyzwanie rzucone gigantom pokroju Adobe, Figmy czy Wixa. Giełda zareagowała błyskawicznie – na wieść o planach startupu z San Francisco, notowania kluczowych graczy sektora kreatywnego odnotowały spadki. Inwestorzy z coraz większym napięciem obserwują zjawisko „AI-owej destrukcji”, która zagraża tradycyjnym modelom subskrypcyjnym w oprogramowaniu specjalistycznym.

Ruch ten nie jest jednak zaskoczeniem dla uważnych obserwatorów rynku. Anthropic od miesięcy przygotowywał grunt pod tę ekspansję, m.in. poprzez współpracę z Figmą przy konwersji kodu Claude Code na edytowalne projekty graficzne. Własny kreator stron to logiczne domknięcie ekosystemu. Claude przestaje być jedynie interfejsem tekstowym; staje się platformą, która na żądanie dostarcza gotowy produkt biznesowy – od layoutu po działającą witrynę.

Wojna w Ukrainie uderza również w klimat. Skala szkód jest ogromna

Konflikty zbrojne mają znaczny i wielowymiarowy wpływ na klimat oraz środowisko. Przykłady z ostatnich dekad pokazują, że zniszczenia infrastruktury, pożary instalacji przemysłowych i masowe przemieszczenia ludności przekładają się nie tylko na lokalne szkody ekologiczne, lecz także na istotne emisje gazów cieplarnianych. Wojna w Ukrainie jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów. Intensywne działania militarne doprowadziły do zniszczenia lasów, terenów rolniczych, obiektów przemysłowych i infrastruktury energetycznej.

– Eksperci szacowali, że emisje związane z konfliktem w Ukrainie odpowiadają poziomom porównywalnym z rocznymi emisjami całego kraju takiego jak Polska i to jedynie w wyniku bezpośrednich skutków wojny, bez uwzględniania długofalowej degradacji ekosystemów czy kosztów odbudowy. Podobne zjawiska obserwujemy na Bliskim Wschodzie. Płonące szyby naftowe, spalane magazyny paliw czy zniszczona infrastruktura wydobywcza prowadzą do gwałtownych emisji CO2, metanu i innych toksycznych związków do powietrza i gleby – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Kowalczyk z Fundacji WWF Polska. – Historia zna wcześniejsze precedensy. Pożary szybów naftowych w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku spowodowały lokalne katastrofy ekologiczne i krótkoterminowe wzrosty emisji. Różnica w porównaniu z dzisiejszymi konfliktami polega na skali wiedzy i świadomości klimatycznej. Współczesne oceny bazują na rozwiniętych metodach monitoringu satelitarnego i modelowania emisji, a społeczność międzynarodowa dyskutuje konsekwencje dla globalnego bilansu gazów cieplarnianych. Skutki konfliktów są długotrwałe. Zniszczenie infrastruktury energetycznej i transportowej utrudnia dekarbonizację i odbudowę niskoemisyjnych systemów. Degradacja gleb i lasów obniża zdolność sekwestracji dwutlenku węgla. Ponadto konflikty generują kryzysy humanitarne, które zwiększają zapotrzebowanie na zasoby i mogą prowadzić do krótkoterminowych rozwiązań o wysokiej emisyjności, jak masowe użycie generatorów czy wzrost spalania paliw kopalnych. W obliczu tych zagrożeń konieczne jest zminimalizowanie długofalowych konsekwencji wojny dla klimatu i przywrócenie środowiskowej równowagi dotkniętych regionów – powiedział Marcin Kowalczyk.

Sztuczna inteligencja polaryzuje świat bardziej, niż go łączy

Choć nagłówki światowych mediów sugerują, że sztuczna inteligencja (AI) jest już wszechobecna, rzeczywistość maluje zgoła inny obraz. Żyjemy w cyfrowej bańce, która przysłania nam fakt, że dla około 80% populacji globu technologia ta pozostaje kompletną abstrakcją. Osoba wyplatająca koszyki w wiejskich regionach Afryki czy rolnik na odległych terenach Azji nie odczuwają skutków działania algorytmów w swojej codzienności. To trzeźwiąca perspektywa, która wybija nas z przekonania, że AI to jedyna i nieuchronna trajektoria rozwojowa dla każdego mieszkańca Ziemi. Nawet w obrębie tych 20% ludzkości, która ma kontakt z nowoczesnymi technologiami, zaledwie niewielki odsetek realnie płaci za narzędzia AI i wykorzystuje je w sposób zaawansowany. Po trzech latach gwałtownej akceleracji tej dziedziny, świat nie stał się jednolitym placem zabaw dla chatbotów. Zamiast tego, obserwujemy głęboką polaryzację postaw. Z jednej strony mamy entuzjastów, którzy z chłoną nowinki, optymalizując swój czas i automatyzując zadania. Z drugiej strony wyrasta potężna fala nieufności i oporu, podsycana przez narracje płynące prosto z Doliny Krzemowej.

– Liderzy technologiczni, tacy jak Sam Altman czy Dario Amodei, budują wizję przyszłości, w której praca „białych kołnierzyków” staje się zbędna. Zapowiedzi masowego zastępowania ludzi przez maszyny w sektorach analitycznych, prawnych czy administracyjnych budują zrozumiałą niechęć. Trudno oczekiwać entuzjazmu od pracowników, którym wprost mówi się, że ich kompetencje lada chwila stracą na wartości – powiedziała serwisowi eNewsroom profesor Aleksandra Przegalińska z Akademii Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Harvarda. – Taka retoryka, nastawiona na zysk wąskiej grupy twórców technologii, może stać się zarzewiem poważnej rewolty społecznej. Już teraz widać, że niechęć do AI rośnie, a zjawiska takie jak deepfake’i tylko pogłębiają kryzys zaufania. Wśród obecnych użytkowników AI krystalizują się dwie drogi. Pierwszą jest tzw. „workslop” – zalew nienadzorowanej i często bezwartościowej treści. To cyfrowy szlam, który zamiast pomagać, zatyka kanały komunikacji. Druga droga to świadoma, strukturyzowana współpraca z agentami AI, gdzie człowiek pozostaje nadzorcą i strategiem. To podejście obiecuje ciekawe rezultaty, ale wymaga wysokich kompetencji i krytycznego myślenia. Nie ma jednej drogi, którą podąży świat. Sektory takie jak IT, prawo czy analityka danych zmienią się bezpowrotnie, jednak istnieje realna szansa, że duża część społeczeństwa świadomie „nie wsiądzie do tego pociągu”. Kluczowym wyzwaniem pozostaje utrzymanie ludzkiego nadzoru nad procesami autonomicznymi. Samodzielna, nienadzorowana praca modeli AI niesie ze sobą ryzyka, których jako społeczeństwo możemy nie chcieć zaakceptować. Przyszłość nie musi być dyktatem algorytmów; może być mozaiką różnych postaw, w której człowiek wciąż pozostaje ostatecznym punktem odniesienia – sugeruje Aleksandra Przegalińska.

Cudzoziemcy na polskim rynku pracy. W październiku 2025 r. było ich już ponad 1,1 mln

Na koniec października 2025 roku pracę w Polsce wykonywało 1 139,4 tys. cudzoziemców. Oznacza to wzrost o 7,1% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej oraz o 0,9% względem września 2025 r. Udział cudzoziemców w ogólnej liczbie osób wykonujących pracę w Polsce wyniósł 6,9%, co pokazuje, że ich znaczenie dla krajowego rynku pracy pozostaje istotne i nadal rośnie.

W strukturze tej grupy dominowali mężczyźni, którzy stanowili 59,9% wszystkich cudzoziemców wykonujących pracę. Ich udział był o 0,4 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Jednocześnie rosła zarówno liczba kobiet, jak i mężczyzn. W ujęciu rocznym liczba kobiet zwiększyła się o 6,0%, a mężczyzn o 7,8%. W porównaniu z końcem września 2025 r. wzrost wyniósł odpowiednio 0,8% i 1,0%.

Istotna część cudzoziemców wykonywała pracę na podstawie umów zlecenia i umów pokrewnych. Według stanu na 31 października 2025 r. było to 441,3 tys. osób. W porównaniu z październikiem 2024 r. oznaczało to wzrost o 6,3%, natomiast względem poprzedniego miesiąca liczba ta zwiększyła się o 0,9%. Pokazuje to, że elastyczne formy zatrudnienia nadal odgrywają dużą rolę w aktywności zawodowej cudzoziemców w Polsce.

Najliczniejszą grupą obcokrajowców pracujących w Polsce pozostawali obywatele Ukrainy. Pod koniec października 2025 r. było ich 767,1 tys., czyli o 7,3% więcej niż rok wcześniej i o 1,1% więcej niż miesiąc wcześniej. Ukraińcy stanowili 67,3% ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Ich udział zwiększył się nieznacznie zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej — w obu przypadkach o 0,1 pkt proc.

Z danych wynika również, że cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw. Oznacza to, że polski rynek pracy pozostaje atrakcyjny nie tylko dla obywateli krajów sąsiednich, ale także dla pracowników z dużo szerszego grona państw. Mimo tej różnorodności geograficznej struktura zatrudnienia pozostaje silnie skoncentrowana wokół największych grup narodowościowych oraz największych ośrodków gospodarczych.

Pod względem miejsca zamieszkania największa koncentracja cudzoziemców wykonujących pracę występowała w regionie warszawskim stołecznym. Na koniec października 2025 r. mieszkał tam co piąty pracujący cudzoziemiec, czyli 20,2% całej analizowanej populacji. Najmniejszy udział odnotowano w regionie świętokrzyskim, gdzie mieszkało 0,8% cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Dane te potwierdzają, że zatrudnienie obcokrajowców koncentruje się przede wszystkim w regionach o największej aktywności gospodarczej i największym zapotrzebowaniu na pracowników.

Prezentowane dane obejmują osoby wykonujące pracę, czyli zarówno pracujących w gospodarce narodowej, jak i osoby realizujące umowy zlecenia i umowy pokrewne objęte obowiązkiem ubezpieczenia społecznego lub zdrowotnego. Analizowana zbiorowość nie obejmuje natomiast osób wykonujących umowy o dzieło ani umowy o pomocy przy zbiorach. Od 2025 r. uwzględniani są również właściciele i współwłaściciele gospodarstw rolnych oraz pomagający członkowie rodzin.

Opracowanie własne na podstawie danych GUS.