Stać nas na 7962 jaja za średnią pensję

0

Przeciętnie zarabiający Polak może teraz za swoją pensję kupić aż o 316 więcej jaj, niż na poprzednie święta – wyliczył portal Money.pl. Na rekordowy wynik złożyły się: spadek cen i wzrost wynagrodzeń, w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Średnia pensja w Polsce była w lutym o 3,2 procent wyższa niż przed rokiem – podał w tym miesiącu Główny Urząd Statystyczny. Dodatkowo w tym samym czasie, jak wylicza GUS, żywność i napoje bezalkoholowe potaniały o 3,9 procent.

Co z jajkami? Najpopularniejsze – klasy M – są w tym roku tańsze niż przed rokiem. Najdroższe są jaja od niosek z chowu ekologicznego oraz z wolnego wybiegu. W zależności od klasy, w tym sezonie ceny wahają się od 35 do nawet 70 groszy za sztukę. Według obliczeń Money.pl średnia cena spadła w ciągu roku o 1 grosz. Dzięki temu za średnią pensję brutto jesteśmy w tym roku w stanie kupić aż 7962 sztuk jajek, przy 7646 w zeszłym roku i niespełna 7000 dwa lata temu. Z kolei 55 lat temu każdy Polak za średnią pensję mógł sobie pozwolić na zaledwie 678 jajek.

Biorąc pod uwagę, że przeciętny Polak zjada 148 jaj rocznie średnia pensja brutto wystarczy dziś na 53 lata zapasów.

jaja
Źródło: Money.pl na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego

Oczywiście należy pamiętać, że z 3981 złotych pensji brutto pracownik etatowy z umową o pracę „na rękę” otrzyma niewiele ponad 2840 złotych. Po odliczeniu 545 złotych, które trafią do ZUS, 309 złotych na NFZ i 286 złotych zaliczki na podatek dochodowy, Polakowi zarabiającemu średnią w portfelu zostanie pieniędzy na 5680 jajek. Jak wyliczył Money.pl, dodatkowe obciążenia skarbowe kosztują Polaków ponad 2 tysiące jajek miesięcznie.

Tuż przed świętami specjaliści wróżą jeszcze większe obniżki. – Handlowcy, którzy chcą przyciągnąć klientów, sztucznie zaniżają ceny. W ostatnim tygodniu przedświątecznym mamy więc prawdziwe żniwa – produkty na promocjach kosztują nawet kilkanaście, kilkadziesiąt procent mniej niż jeszcze miesiąc wcześniej – tłumaczy w rozmowie z Money.pl Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, dodając, że trend ten nie dotyczy wyłącznie dużych sieci handlowych. – Mniejsze sklepy osiedlowe uzależnione są w ogromnym stopniu od tego, co dzieje się w supermarketach. Przed Wielkanocą zmuszone są do radykalnych cięć cen.

Czytaj również:  Polacy niechętnie migrują w poszukiwaniu pracy