Trudna praca bloków energetycznych w polskim systemie

0

Kiedyś budując elektrownie, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że bloki trzeba będzie zatrzymywać z innych powodów niż stany awaryjne i remonty. Regulacje zakładano przy zejściu na niższe obciążenia w części bloków podczas tzw. doliny nocnej. Z roku na rok polskie bloki energetyczne znajdują się w coraz gorszym położeniu.

Okres prosperity polityki węglowej skończył się wraz z liberalizacją rynku energii, opierająca się na koncepcji rynkowej sprzedaży, a nie centralnego sterowania produkcją. W związku z tym, bloki energetyczne musiały się przystosować do wymogów kontraktów sprzedażowych,  a więc różnego poziomu obciążenia. Następnie, ogłoszono założenia europejskiej polityki klimatycznej idącej w kierunku dekarbonizacji i rozwoju odnawialnych źródeł energii. Wymagania dotyczące wprowadzania energii odnawialnej i preferencje (zielone certyfikaty) skurczyły rynek i gwałtownie zmieniły sposób pracy elektrowni węglowych. Okazało się, że w polskim systemie bloków energetycznych jest za dużo, a na dodatek muszą pracować bardzo regulacyjnie. Typowe obciążenie polskiego bloku energetycznego jest więc bardzo zmienne.

Starsze bloki są bardziej odporne, a im nowsze tym gorzej

Bloki węglowe mają odpowiednią liczbę uruchomień i wcześniej, czy później następują problemy związane z eksploatacją (pęknięcia, awarie). Paradoksalnie, starsze bloki są technologicznie bardziej przystosowane do zmian obciążenia, ponieważ parametry pary nie są wygórowane. Niektóre z bloków są też praktycznie niezniszczalne, jak np. kotły w Elektrowni Połaniec. Jednak, coraz większe wymagania elastyczności i lata eksploatacji, mogą doprowadzić do większej liczby awarii i pogorszenia współczynników dyspozycyjności.

Mogłoby się wydawać, że problem rozwiążą nowobudowane, nowoczesne bloki. Postęp technologiczny doprowadził do znacznego podwyższenia parametrów pary, a dzięki lepszym technikom projektowania optymalizuje się dostawy. Projektuje się więc i dostarcza bloki „szyte dokładnie na miarę”, mające znacznie mniejsze współczynniki bezpieczeństwa, niższe zapasy w grubościach ścianek, czy dopuszczalnych nieprężeniach. Jednak ma to negatywny wpływ na pracę bloków o zmiennych obciążeniach. Wszystkie nowe konstrukcje uruchomione po 2010 roku, cierpią na stosunkowo dużą liczbę awarii. Niewątpliwe ma na to wpływ fakt, że są projektowane na nowe, dużo wyższe parametry i nikt nie przewidywał, że będą zmieniały swoją moc tak często i tak dynamicznie. Czarna seria dotkliwych awarii dotyka zarówno bloku fluidalnego, jak i największego pyłowego. Można więc prawie w ciemno założyć, że każdy nowy blok klasy 1000 MW będzie musiał często pracować częstokroć bardzo nisko i będzie ulegał licznym awariom.

Czytaj również:  Resort zdrowia chce wspierać innowacje w medycynie. Minister zdrowia: to korzyść dla pacjentów i gospodarki

Nowe technologie węglowe wcale nie będą się lepiej zachowywać