UFG coraz lepiej wychwytuje pojazdy bez OC. Padł kolejny niechlubny rekord

0
samochody

W ciągu minionego roku liczba wezwań o zapłacenie kary za brak OC wzrosła o ponad 30 tysięcy. Z danych wynika, że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny jest coraz bardziej skuteczny. Rozwinął własne narzędzia do identyfikowania problemu. Wiele przypadków wykrywanych jest już bez fizycznego kontaktu z właścicielem auta. W 2019 roku do UFG wpłynęło ok. 130 mln zł z tego tytułu. Z kolei jak podkreślają eksperci, zachowanie kierowców jest dość niezrozumiałe, bo kary są dużo wyższe niż ceny polis. Ostatnio trzeba było wydać średnio niespełna 700 zł na takie ubezpieczenie.

W ubiegłym roku było ok. 126 tysięcy wezwań o zapłacenie kary za brak komunikacyjnego OC. Tak wynika ze wstępnych danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). Jednak na ostateczne podsumowanie trzeba będzie poczekać do zakończenia prac audytora, czyli bliżej  wiosny, ale już widać wzrost w porównaniu z 2018 rokiem. Wówczas takich przypadków odnotowano 93,1 tys. Z kolei 3 lata temu zdarzyło się to 79,9 tys. razy.

– To efekt doskonalenia systemowych kontroli dokonywanych w oparciu o dane z CEPiK-u i ogólnopolskiej bazy polis komunikacyjnych OI UFG. Fundusz rozwinął własne narzędzia do identyfikowania nieubezpieczonych, przede wszystkim właśnie dzięki informacjom z bazy polis. W ten sposób, tj. bez bezpośredniego kontaktu z właścicielem auta, wykrywanych jest rocznie już ponad 75 procent przypadków braku polisy OC – komentuje Aleksandra Biały, rzecznik prasowa UFG.

W ciągu trzech kwartałów ub.r. UFG wystawił 93 tysiące wezwań do zapłacenia kary za brak OC, tj. o blisko 25 tysięcy więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Ten skok wynika przede wszystkim ze wzrostu o 52% liczby nowych spraw, wykrytych na podstawie informacji z ogólnopolskiej bazy polis. W tym czasie liczba zawiadomień od policji zwiększyła się o 24%.

– Dla wielu ludzi kontrola ubezpieczenia za pośrednictwem systemu to abstrakcja. Oni łączą sprawdzanie OC z działaniami policji. Zapewne część wezwań ma związek z pojazdami, które przestały być używane, a nie zostały wyrejestrowane. Natomiast nie bardzo sobie wyobrażam, żeby kierowców nagle przestało być stać na ubezpieczenie – stwierdza prof. Adam Tarnowski, psycholog transportu z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z kolei Aleksandra Biały zaznacza, że baza przeszukiwana jest przez specjalne algorytmy. One wykrywają brak ochrony ubezpieczeniowej oraz opóźnienia w zawarciu ubezpieczenia OC przy pierwszej rejestracji auta w Polsce, zarówno nowego, jak i sprowadzonego z innego kraju. Jak zaznacza Patryk Juchniewicz z porównywarki Mubi.pl, jeszcze kilka lat temu kontrole odbywały się tylko w warunkach drogowych. Natomiast dziś są przeprowadzane głównie przy użyciu systemu informatycznego UFG. To oznacza znacznie większą skuteczność działań.

– Więcej wezwań nie ma związku z ceną OC. W 2019 roku średnia stawka za obowiązkowe ubezpieczenie była relatywnie niska. Z analizy polis sprzedanych za naszym pośrednictwem wynika, że w ubiegłym roku kierowcy przeciętnie płacili za nie 664 zł – mówi Bartłomiej Roszkowski, członek zarządu Punkty, internetowej multiagencji.

Czytaj również:  Na skróty do kieszeni płatnika – ZUS może żądać od pracodawcy zwrotu wyłudzonego zasiłku

Fundusz szacuje, że w Polsce ok. 0,4% wszystkich pojazdów dopuszczonych do ruchu może nie posiadać stale lub czasowo obowiązkowej polisy OC. Według Patryka Juchniewicza, świadoma rezygnacja z zakupu tego ubezpieczenia to zjawisko marginalne. Znacznie częściej dochodzi do zwykłego gapiostwa. Przykładowo, klienci, którzy kupili samochód z ważnym OC, zapominają lub nie wiedzą o tym, że w ich przypadku polisa nie przedłuży się automatycznie. Jak przekonuje ekspert, argument zbyt wysokiej ceny pada rzadko. Natomiast kary za brak OC są relatywnie wysokie, bo już 1 dzień przerwy może oznaczać 1030 zł kary w 2020 roku. Kwota ta znacznie przewyższa średni koszt rocznej polisy OC.

– Kara za brak OC rośnie rok do roku. Aktualnie najwyższa z nich to aż 7800 złotych i grozi ona właścicielom aut ciężarowych. To aż o ponad 1050 złotych więcej niż w roku ubiegłym. Zapominalscy kierowcy osobówek zapłacą maksymalnie 5200 złotych, czyli o 700 złotych więcej niż poprzednio. Natomiast posiadacze motocykli, motorowerów i skuterów muszą się liczyć z grzywną o 120 złotych wyższą, czyli 870 złotych – wyjaśnia Bartłomiej Roszkowski.

Według wstępnych danych, ok. 130 mln zł wpłynęło w ubiegłym roku do kasy UFG tytułem kar za brak komunikacyjnego OC. W porównaniu z 2018 rokiem, kwota ta wzrosła o blisko 36 mln zł, z 94,1 mln zł. Z kolei 3 lata temu była na poziomie 83,7 mln zł. Jak stwierdzają eksperci, wzrost wpływów kasowych UFG w głównej mierze jest konsekwencją dwóch elementów. Pierwszy to sukcesywny wzrost wysokości kar za brak OC, które rosną wraz z płacą minimalną. Drugim czynnikiem jest skuteczniejsze wyłapywanie osób bez ważnej polisy.

– Jeśli kierowca bez ważnej polisy OC spowoduje wypadek, UFG wypłaci odszkodowanie poszkodowanym, będzie jednak oczekiwać od sprawcy zwrotu tej kwoty.  Należy zauważyć, że przeciętne koszty likwidacji szkody przekraczają kilka tysięcy złotych, ale mogą też wynieść kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy złotych – informuje Patryk Juchniewicz.

Jak wskazuje rzecznik UFG, najwyższe regresy, dochodzone przez Fundusz od nieubezpieczonych sprawców wypadków, przekraczają milion złotych. Rekordzista ma do zwrotu ponad 1,4 mln złotych za wypadek spowodowany nieubezpieczonym motocyklem, w którym potrącił rowerzystkę. W wyniku odniesionych obrażeń kobieta zmarła. Kolejny sprawca ma do oddania 1,37 mln złotych za wypadek, w wyniku którego pasażer nieubezpieczonego pojazdu doznał złamania kręgosłupa i jest sparaliżowany.