Windows i Office – tanio sprzedam!

0

To najpotężniejszy przeciwnik cyfrowej rewolucji. Przeciwnik, który nie ma twarzy. Walka z nim przypomina poniekąd walkę Don Kichota z wiatrakami – z tą jednak różnicą, że tutaj problem jest poważny i przede wszystkim: realny. Piractwo komputerowe stało się jedną z największych bolączek cyfrowych czasów. Wartość nielegalnego oprogramowania przekroczyła już próg 60 mld dolarów. Tej sytuacji sprzyja często niewiedza samych użytkowników, którzy kupują w Internecie oprogramowanie wątpliwego pochodzenia, kierując się tylko jednym – kuszącą ceną.

„Piraty” warte miliardy euro

Liczba ściąganych programów bądź kluczy kupowanych po „atrakcyjnej cenie” w Sieci stale utrzymuje się na wysokim poziomie. Piracki software napędza dziś nie tylko komputery indywidualnych użytkowników. Z szacunków Business Software Alliance wynika, że w zeszłym roku aż 48 proc. oprogramowania było użytkowanych niezgodnie z licencją. I choć trudno jednoznacznie wskazać winnego – właściciel firmy? pracownik? – to jedno nie ulega wątpliwości. Za wykrycie „pirata” na komputerze firmy odpowiedzialność ponosi zazwyczaj jej właściciel lub zarządzający.

Tylko jeden incydent tego typu wystarczy by uruchomić lawinę i poważnie naruszyć bezpieczeństwo przedsiębiorstwa. Wykrycie pirackiego oprogramowania może spowodować przestój w pracy całego zespołu, a w rezultacie doprowadzić do konieczności wydania firmowych pieniędzy na prawnika i procesy sądowe. Nie bez znaczenia pozostają też zagrożenie utraty reputacji biznesowej i nadszarpnięcie zaufania partnerów oraz klientów firmy.

Nielegalne oprogramowanie potrafi doprowadzić przedsiębiorstwo do konieczności poniesienia niepotrzebnych kosztów: odwirusowanie komputerów, zastrzeżenie kart bankomatowych, albo naprawa sprzętu, wszystko nie tylko uszczupla kieszeń właściciela, ale także naraża na niepotrzebne nerwy. Dodatkowo, zainstalowany na komputerze „pirat” może w pełni zablokować komputer. Tu przykładem może być „ransomware” czyli tak zwane „oprogramowanie szantażujące”, często towarzyszące pirackiemu oprogramowaniu, którego usunięcie będzie uzależnione od zapłaty okupu hakerom.

Czytaj również:  Marcin Zaremba Chief Product Officerem w Synerise

Piracki software to tykająca bomba, która czeka tylko na oderwanie zawleczki. Według raportu IDC Causes and Costs of Security Threats from Pirated Software in Europe 2017 największą obawą przedsiębiorców i użytkowników domowych jest utrata danych, do której może doprowadzić korzystanie z nielegalnego oprogramowania. Jako główne zagrożenie wskazało ją aż 45 proc. dużych i 59 proc. małych i średnich firm, a także co drugi użytkownik indywidualny (51 proc.).

NIElegalne się NIE opłaca

Jedną z najczęstszych metod stosowanych przez cyberprzestępców jest zainfekowanie programu instalacyjnego złośliwym oprogramowaniem. Choć pozornie wszystko wydaje się przebiegać w jak najlepszym porządku, to oprócz zainstalowania (nielegalnego) oprogramowania na komputerze – użytkownik zainstaluje w nim również niepożądane aplikacje: dodatkowe pliki, tzw. malware, na którym składać się mogą rozmaite wirusy, trojany, backdoory itd. Według wspominanego wcześniej badania IDC aż 96 proc. ankietowanych biorących udział w badaniu użytkowników wyraziło swoje zaniepokojenie możliwością korzystania z zainfekowanego oprogramowania.