Wyroki drugiej instancji bez rozprawy – szybciej, ale czy dokładniej

0
Sąd prawo prawnik

Od czasu sięgnięcia po władzę w 2015 r. partia rządząca obiecywała reformę systemu wymiaru sprawiedliwości, która usprawni działania sądów. Nie wdając się w oceny słuszności zmian w sądownictwie podjętych w pierwszej fazie tych reform, należy jedynie odnotować, że żadna z nich nie była nawet pozornie ukierunkowana na uproszczenie procedur i przyspieszenie załatwiania spraw zwykłych obywateli. Jednak w 2019 r. przyjęta została nowelizacja przepisów procedury cywilnej, która wprowadziła wiele nowych rozwiązań, w tym między innymi możliwość rozpoznawania spraw w drugiej instancji na posiedzeniu niejawnym. Czy ta zmiana znacząco przyspieszy postępowania odwoławcze? Czy jednocześnie będzie mieć wpływ na ich wynik?

Wolne sądy, najwolniejsze…

Długotrwałość postępowania sądowego, nadmierna biurokracja i formalizacja procedur – to jedne z najczęstszych skarg klientów, z jakimi styka się prawnik procesowy w Polsce. Trudno nie zgodzić się z taką tezą w sytuacji, gdy nawet w biurze obsługi interesanta Sądu Apelacyjnego w Warszawie można usłyszeć, że na wyznaczenie terminu rozprawy czeka się ponad rok, a postępowanie w drugiej instancji w tym sądzie, które w lwiej części składa się z wymiany dwóch pism procesowych – apelacji i odpowiedzi na nią – oraz jednego posiedzenia sądowego – rozprawy.

Mając na względzie wprowadzone zmiany, ustawodawca uznał, że to właśnie rozprawy są największym „hamulcowym” wymiaru sprawiedliwości i postanowił wprowadzić szereg zmian, które odwracają wcześniejszy trend kładzenia nacisku na ustność procesu cywilnego. Zmiany, które wprowadzono do Kodeksu Postępowania Cywilnego (dalej „KPC”) w 2012 r., zmierzały do ograniczania niczym wcześniej nielimitowanej liczby pism procesowych, którymi strony zasypywały sądy. I tak historia zatoczyła koło, bo po siedmiu latach obowiązywania tych przepisów wprowadzono nowe, które mają koncentrować proces cywilny w pismach, a rozprawy mają być wyznaczane tylko, gdy zachodzi taka potrzeba.

Druga instancja bez rozprawy – czy to dobrze?

Jednym z przepisów, który wszedł w życie 7 listopada 2019 r., jest art. 374 KPC w nowym brzmieniu. Wprowadza on uprawnienie sądu drugiej instancji do rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym, jeśli sąd nie widzi potrzeby wyznaczania rozprawy. Przyjmując tok rozumowania Ustawodawcy, że to odbywanie się rozpraw powoduje przedłużanie procesu cywilnego, odrzucenie tego modelu postępowania apelacyjnego wydaje się rozsądnym ruchem. Jednak czy aby na pewno? Skoro sądy pierwszej instancji wyznaczały rozprawy i trwało to kilkanaście miesięcy, to jeśli tę samą liczbę spraw będą musiały rozpoznać na posiedzeniach niejawnych, czy czas oczekiwania na rozstrzygnięcie skróci się zauważalnie?

Nie ulega wątpliwości, że sądom odpadnie kilka formalności do załatwienia. Nie będzie trzeba pisać i wysyłać zawiadomień do stron, rezerwować po przynajmniej 30 minut na każdą rozprawę czy ogłaszać wyroków. Sędziowie w zaciszach swoich gabinetów będą rozpatrywać sprawy, analizując wyłącznie dokumenty. Nie zmniejszy to jednak liczby spraw do rozpoznania.

Strona może jednak niejako przymusić sąd do wyznaczenia rozprawy, składając stosowny wniosek w apelacji lub odpowiedzi na apelację, ale czy strona niereprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika będzie o tej możliwości wiedziała?

Bez pełnomocnika, bez rozprawy, bez szans

Załóżmy na chwilę, że szybkość procedowania w postępowaniach w drugiej instancji rzeczywiście wzrośnie, ale czy nie odbędzie się to kosztem stron niezastępowanych przez profesjonalnych pełnomocników?

Weźmy pod rozwagę następujący przykładowy układ procesowy:

Powód działający samodzielnie w pierwszej instancji przegrał proces, jednak uważa, że wyrok nie odpowiada prawu i postanawia złożyć od niego apelację. Poniósł na początku koszty wpisu sądowego, następnie musi ponieść koszty wpisu od apelacji, składa odwołanie od wyroku, jednak nie wnosi o przeprowadzenie rozprawy. Po kilku miesiącach otrzymuje pocztą rozstrzygnięcie, od którego nie ma odwrotu i odwołania. Czy to dobrze? Czy strona niezastępowana przez profesjonalnego pełnomocnika na pewno wyraziła precyzyjnie wszystkie swoje zarzuty? Czy wychwyciła wszystkie uchybienia w subsumpcji normy prawnej, których mógł dopuścić się sąd pierwszej instancji? Patrząc natomiast z perspektywy pozwanego, czy precyzyjnie odpowiedział na wszystkie zarzuty? Czy mógł napisać więcej? Czy na pewno nie należało go dopytać o niektóre z użytych w piśmie sformułowań?

Odpowiedzi na postawione wyżej pytania nie są oczywiste. Ignorantia iuris nocet, można powiedzieć. Można, ale czy o to chodzi w wymiarze sprawiedliwości? Trzeba było czytać pouczenia, można powiedzieć. Można, ale ich konstrukcja jest taka, że bez biegłości w czytaniu i rozumieniu przepisów nie pomagają one zbyt efektywnie. Sędziowie będą wyznaczać rozprawy, jeśli będą mieć wątpliwości, można powiedzieć. Można, ale czy pokusa załatwienia sprawy bez oglądania stron nie zwycięży? Trzeba było wziąć pełnomocnika, można powiedzieć. Można, i do tego trzeba zachęcać, bo gąszcz przepisów, w których poruszać się musi strona procesu cywilnego, zdaje się gęstnieć z każdą kolejną zmianą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.