Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny symbolicznie otworzył nowy sezon w polskim rolnictwie, jednak branża rozpoczyna go w warunkach dalekich od optymizmu. Choć dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK pokazują niewielki spadek zaległego zadłużenia firm z sektora rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa, to skala tej poprawy pozostaje ograniczona. Jednocześnie wskaźniki koniunktury pokazują wyraźne pogorszenie nastrojów, a dodatkowym źródłem niepewności są skutki mroźnej zimy oraz utrzymująca się presja kosztowa.
Na koniec stycznia 2026 r. łączne zaległe zadłużenie firm z sektora rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa wyniosło 645,8 mln zł. To o ponad 9 mln zł mniej niż rok wcześniej, co oznacza spadek o 1,4 proc. W tym samym czasie zmniejszyła się także liczba przedsiębiorstw mających przeterminowane zobowiązania – z 2 566 do 2 470. Dane te można odczytywać jako sygnał umiarkowanej poprawy, jednak poziom zadłużenia branży nadal pozostaje wysoki.
Największa część zaległości przypada na segment upraw i hodowli, czyli działalność sklasyfikowaną w grupie PKD 01. Odpowiada on za około 70 proc. całego zadłużenia sektora. W tej kategorii zaległe zobowiązania spadły z 491,3 mln zł do 453,4 mln zł, a więc o blisko 38 mln zł w skali roku. Równocześnie liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się z 1 493 do 1 415. To właśnie ten obszar najmocniej wpłynął na poprawę ogólnego obrazu zadłużenia rolnictwa.
Mimo tego trudno mówić o wyraźnym przełomie. Jak ocenia Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, spadek przeterminowanego zadłużenia można określić jako odwilż po trudnym okresie, ale nie zmienia to faktu, że ponad 645 mln zł zaległych zobowiązań nadal pokazuje dużą skalę problemów finansowych w branży. W jego ocenie poprawa wynika często nie tyle z trwałej odbudowy kondycji gospodarstw, ile z większej ostrożności finansowej, ograniczania inwestycji i koncentracji na utrzymaniu płynności.
Ostrożne podejście rolników potwierdzają także badania koniunktury. Z najnowszej informacji sygnalnej Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH za pierwszy kwartał 2026 r. wynika, że główny wskaźnik koniunktury w rolnictwie znalazł się na poziomie -26,9 pkt. W ciągu zaledwie trzech miesięcy obniżył się o 12,6 pkt, a w ujęciu rocznym spadł o 7,2 pkt. Według autorów badania jest to jedno z najgłębszych pogorszeń w historii pomiaru. Skala kwartalnego spadku okazała się większa niż w okresie światowego kryzysu finansowego z lat 2008–2009 czy podczas szoku energetycznego w 2022 r.
Tak słabe nastroje nie są przypadkowe. Sytuacja ekonomiczna gospodarstw rolnych w dużej mierze zależy od relacji między kosztami produkcji a cenami sprzedaży. W ostatnich latach sektor był silnie obciążony wzrostem kosztów energii, nawozów, środków ochrony roślin, paliw i pasz. Jednocześnie producenci funkcjonowali w warunkach dużej zmienności cen skupu, co dodatkowo ograniczało rentowność. Jak podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, nawet niewielkie wahania rynkowe mogą w takich warunkach szybko przekładać się na problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań.
Nowy sezon produkcyjny rozpoczyna się również pod presją czynników pogodowych. Wyjątkowo mroźna zima, w wielu regionach określana jako najostrzejsza od lat, mogła negatywnie wpłynąć na stan upraw i zwiększyć koszty ich odtwarzania. To oznacza ryzyko niższych zbiorów już na starcie sezonu. Dodatkowo sytuację komplikuje napięcie geopolityczne na Bliskim Wschodzie, które wpływa na ceny energii. Droższe paliwo do maszyn rolniczych oraz wyższe koszty gazu potrzebnego do produkcji nawozów mogą jeszcze bardziej pogorszyć opłacalność produkcji rolnej.
W dłuższej perspektywie problemem pozostaje także susza. Jak wskazują analitycy, zima nie poprawiła zapasów wody w glebie, a modele klimatyczne zapowiadają ciepłą i relatywnie suchą wiosnę. To oznacza, że obawy o tegoroczne plony nie kończą się na skutkach mrozu, lecz obejmują także ryzyko niedoborów wody w kolejnych miesiącach.
Na tle całego kraju szczególnie trudna sytuacja występuje na Lubelszczyźnie. To właśnie w województwie lubelskim odnotowano najwyższy poziom zaległych zobowiązań firm rolnych – blisko 116 mln zł, co stanowi około 18 proc. całego zadłużenia sektora. Przeciętnie na jedną zadłużoną firmę przypada tam aż 927 tys. zł długu, co jest najwyższym wynikiem w Polsce. Dane te pokazują skalę problemów z płynnością finansową, które coraz mocniej dotykają część producentów rolnych.
Niepokój budzi także kondycja przedsiębiorstw rolnych na Mazowszu, Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolsce. Szczególnie województwo wielkopolskie wyróżnia się największą liczbą zadłużonych firm – 346 podmiotów. W tle pozostają takie czynniki jak rozdrobniona struktura produkcji, presja cenowa wynikająca z nadpodaży surowców oraz rosnące koszty operacyjne, które utrudniają terminową obsługę zobowiązań.
Najlepiej na tle kraju wypadają natomiast województwa świętokrzyskie, opolskie i podkarpackie. Łączne zaległości firm rolnych wynoszą tam odpowiednio ponad 5,2 mln zł, 6,6 mln zł i 8,8 mln zł. Regiony te mają również najmniejszą liczbę niesolidnych płatników, co może sugerować bardziej zrównoważoną strukturę produkcji i mniejszą ekspozycję na wahania cen surowców.





